Forum

X-Wing: Mercy Kill

Dziś ukazała się okładka i opis dziesiątego tomu X-Wingów, napisanego przez Aarona Allstona. Ukaże się 7 sierpnia 2012 r. w twardej oprawie.

Okładka:

http://www.theforce.net/image_popup/image_popup_global.asp?image=http://www.theforce.net/books/2011/xwingmercykill.jpg

Opis:

Założona przed laty Eskadra Widm była największym dziełem Wedge`a Antillesa: działająca pod przykrywką eskadra myśliwców X-Wing, której członkowie byli odrzutkami z innych oddziałów, szpiegami, wojownikami, pilotami i tak dalej, którym dano ostatnią szansę. Po niezwykłych przygodach podczas powstania Rebelii, która zniszczyła Imperium a także potem, ten elitarny oddział został rozwiązany pod koniec wyniszczającej wojny domowej.

Teraz, znowu razem pod przywództwem byłego dowódcy, Garika "Buźki" Lorana, Eskadra Widm musi dowiedzieć czy jeden z najbardziej znanych i potężnych przywódców wojskowych jest zdrajcą, a jeśli tak, to jak go powstrzymać. Aby tego dokonać, jej członkowie muszą stać się złodziejami, piratami, przybierać cudzą tożsamość i kłamać, wyprzedzając o krok nie tylko swoich wrogów ale i prawo.

Wow!

Okładka... Miodzio... To jest dokładnie to co tygryski lubią najbardziej... I jeszcze ten E-wing na pierwszym planie... A opis, no ciekawy... bardzo ciekawy... Znany dowódca zdrajcą?

W jakim okresie to się ma dziać? Przed czy po NEJ?

hm

Pod koniec Przeznaczenia Jedi.

...

E, szkoda... Liczyłem, ze ten dowódca będzie jednym z zakamuflowanych Vongów...

...

Czego to wrak lata sobie w w lewym górnym rogu? Może przesadzam dopatrując się w nim czegokolwiek, ale przydałoby się coś nowszego, niż 30+ letnie myśliwce. W dziedzictwie i później wyszły jakieś nowe wersje X-winga i E-winga do powszechnego użytku, czy to ciągle modele z nejki?

Trzeba będzie przestać męczyć dziury sprzed 30 lat i lecieć dalej z chronologią, by ogarnąć chociaż lotf przed nowymi iksami.

...

cholera, mnie tez to nurtuje ale nie pasuje mi to do żadnej jednostki jaką znam... wyglada jak cos pomiedzy a-9, a K-wingiem... W sumie po prawej stroni dymi się chyba taki sam stateczek, nie?

...

Po prawej jest wyraźnie E-wing z czymś co wygląda jak ulatująca z niego dusza E-winga.
A lewe szczątki właśnie mi do niczego nie pasują. Może jednak coś nowego, a może składak.

...

a nie jest to po prostu prawy płat E-winga? a co do X i E po NEJ to z tego co pamiętam to seria XJ doszła do numeru 7 lub 9, a o E-wing chyba nie było żadnego wspomnienia ani w w LotF ani jak dotąd w FotJ

...

To XJ weszły do powszechnego użytku potem? W nejce była to maszyna dla wybranych, coś w stylu TIE/D po drugiej stronie.

...

Po NEJce nie wspomina się już nić o elitarność serii XJ, tyko traktuje się je jak standardowy model z tego co pamiętam. Elitarne były StealthX z racji swoich właściwości mogące być tylko sprawnie obsługiwane przez Jedi, SG chyba nikomu innemu z tych powodów ich nie przydzielał.

...

No to gut. E-wingi zostały już w nejce wymienione raptem ze dwa razy, a ostatnia wersja rozwojowa, będąca właściwie wciśnięciem starszej, prostszej i bardziej niezawodnej elektroniki, jest jeszcze starsza, ale takie uroki technikaliów w okresie postwegowym, że prawie ich nie ma. Nic to, trzeba lecieć dalej z chronologią i przeczytać lotf, aby wiedzieć o czym się wypowiadam.

!

Wyglada jak skrzydlo E-Winga

Okładka

fajna, ale temat odgrzewany. Byle tylko nie było nudne i na koniec nie wpadł Han z Sokołem i sam nie załatwił sprawy.

...

jesu jesu jesu nowe x-wingi do tego allstona koham koham koham

...

Okładka świetna. Za tę książkę zapewne zabiorę się od razu po premierze

Zmiana okładki

...

Lepsza od poprzedniej... tylko co 45 lat po Yavinie robi tam godło Rebelii?

Cios Łaski

Prawdę mówiąc czytając tę książkę miałem jedno duże skojarzenie. „Niezniszczalni” w wersji „Star Wars”. Tym razem jednak w sposób nie zamierzony, przez to może bardziej własny, no i poniekąd gorszy... Emeryci wracają do akcji, ale akurat w EU to niestety norma.

Cóż bohaterowie się starzeją, nawet Widma. Ba, nawet Allston się starzeje. Przez to nowe „X-wingi” to trochę bardziej nowe rozdanie, które trochę nawiązuje do starej serii, ale również do „Przeznaczenia Jedi”. Dość wyraźnie widać tu wpływ kierunku w jakim podążał Allston w ostatnich powieściach. Jest zdecydowanie mniej wojskowości, jeszcze mniej X-Wingów, a kluczową rolę odgrywają polityczne gierki, lub raczej pokłosie po nich. Z tym, że pamiętajmy, że jest to intryga polityczna w stylu Allstona, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Chyba też poprzednie powieści sprawiły, że Aaron miał też drobne problemy z pisaniem książki sensacyjnej, takiej jak ta. Trochę jakby wyszedł z wprawy. Nie jest źle, ale bywało lepiej.

Największą siłą Allstona są bez wątpienia postaci i relacje między nimi, a także to, że musi przekazać pałeczkę. Nie boi się przetrzebić starych Widm, acz od razu właściwie wiadomo, kto gra główne skrzypce (i na sto procent przeżyje). Miał też pomysły na nowe postaci, mnie szczególnie podobało się wcielenie do służby Yuuzhanina. Wykorzystał też doskonale fobie i urazy po wojnie, tym mnie kupił. Dodatkowo jeszcze humor, no i Prosiak, który został profesorem matematyki.

Oczywiście Allston zostawił sobie furtkę na kontynuację i pewnie za jakiś czas się jej doczekamy. Może sobie przypomni jak się pisze mocne książki sensacyjne. Tu ogólnie wyszło dobrze, acz bez szału.

Cóż

Dobrze było spotkać stare Widma i poznać nowe Jak zwykle u Allstona dużo humoru. Cóż, jeśli miałby być jakiś wiodący bohater, to jest nim Voort. W polskim wydaniu jest kilka literówek ale jakoś nie przeszkadza to tak, żeby nie można było czytać. Co prawda nie wiadomo czy to wina tłumaczenia czy autora (bo nie mam możliwości sprawdzenia oryginału), ale wydaje mi się, że podczas jednej z rozmów Myri była zupełnie gdzie indziej, a mamy napisane, że coś tam powiedziała. Fajnym dodatkiem był Scut, tego się nie spodziewałem

Dobra książka.

Re: Cóż

Hego Damask napisał(a):
W polskim wydaniu jest kilka literówek ale jakoś nie przeszkadza to tak, żeby nie można było czytać. Co prawda nie wiadomo czy to wina tłumaczenia czy autora (bo nie mam możliwości sprawdzenia oryginału), ale wydaje mi się, że podczas jednej z rozmów Myri była zupełnie gdzie indziej, a mamy napisane, że coś tam powiedziała.

________


No, po wejściu do promu z koreliańską pilotką - miał być Myn a nie Myri
Swoją drogą szkoda, że nie było Donosa

...

Jakoś nie udało mi się doczytać englojęzycznej wersji, a tylko taką miałam pod ręką. Allston faktycznie świetnie opisuje bohaterów i nie zabrakło tu humoru. Fajnie powprowadzał nowe Widma (krew Antillesów zawsze w eskadrze), ale jednak nie doczytałam...
Jest na mojej liście do ukończenia jesienią.

Pytanko

Niestety póki co książka nie trafiła jeszcze w moje ręce , ale czy ktoś zorientowany w fabule może powiedzieć mi czy Teradoc z tej pozycji jest w jakiś sposób spokrewniony lub w inny sposób powiązany z admirałem Teradoc`em, jednym z watażków Imperialnych, wykreowanym przez Andersona ?

Z góry dzięki za odpowiedź

Jeśli się

nie mylę, to ten sam.

Mylę się.

To inny Kuzyn?

...

Ten sam z pewnością nie, bo został zagazowany kilka lat przed akcją książki. Ale nakręcacie na nią.

...

Kopia komentarza pod miejscem na reckę na głównej. Zawiera drobne spoilery.

Ostatnie, co Allstona czytałem, to "Zdrada" była, więc szczęśliwie nie wiem jak upadł później. Jeśli było gorzej, niż tu, to absolutnie nie zachęca.

Do lektury skłoniła mnie przynależność do jednej z ulubionych serii i obecność Vonga. No i czuję się jak po "Planecie życia" dla Sienara czy "BHW" dla Kuata. Nie tego oczekiwałem.
X-wingowość kończy się na scenie z okładki. Jest to może dwustronicowe starcie dwóch iksów z czterema E-wingami. Tyle. Więcej akcji w kosmosie nie uświadczymy. No, na początku był jakiś abordaż. Miało to być nawiązanie do "Eskadry Widm"? Wyszedł strasznie słabo w porównaniu niestety.
Yuuzhanin okazuje się strasznie mało yuuzhański. Adoptowany przez ludzi jeszcze podczas wojny? Serio? Wtedy, gdy chciano ich wybić do nogi bronią biologiczną? Teraz jak o tym myślę, jedyny racjonalny scenariusz, to traktowanie go jako awangardowej małpki, czego tekst nie potwierdza. Cały jego wątek ogranicza się do konfliktu z Voortem i trzaskania neoglithów, które pozwalają na cebulowe przebieranki i absurdalnie komplikują intrygi. Zero wyjaśnień jak tam sobie juźki radzą, zero retconów, zero budowania kultury. Legacy dało radę. Dlaczego żadna książka nie może należycie udźwignąć dziedzictwa nej?
Z reszty postaci tylko Voort i Buźka dostali odrobinę miejsca. Reszta albo robi za redshirty, albo pojawia się w połowie książki, albo jest tak nijaka, że tylko gatunek zapamiętałem. Ktoś oczekiwał obyczajówki w stylu starych X-wingów? Nie tu.
Humoru też wiele nie było. Jedna przebieranka to wszystko co pamiętam. W sumie nie dziwota, jak jedyni rozbudowani bohaterowie przechodzą kryzys wieku średniego. Z profesora matematyki w czipendejsa? Można pewnie i tak.
Odbiór intrygi pewnie trochę ucierpiał przez brak znajomości fotja. O spisku Lacersena wiem tyle, co opisali wyśmiewający naiwność i beznadzieję fabuły na TFNie. Szychy GFFA są więc dla mnie obcymi osobami. Choć patrząc na renomę poprzednich serii, nie jestem pewien czy przypadkiem nie zostały wymyślone tutaj na potrzeby tylko tej historii. W końcu w denningwersum nie ma miejsca dla mugoli.
Głównym moim zarzutem do fabuły jest zbytnie skomplikowanie i straszne dziury fabularne w finale. Ciężko było się połapać kto jest kim w czyim przebraniu. Osiągało to poziom ściągania kilku masek z rzędu, jak w absurdalnej kreskówce w niedzielny poranek. A jak pewnie bohaterowie znaleźli się w odpowiednich sytuacjach w odpowiednich momentach, to pewnie sam Allston nie wie.

Czytalna sensacyjka, ale nie są to X-wingi. 5/10


Czy ktoś łaskawie mógłby mi wytłumaczyć całą intrygę a zwłaszcza zakończenie? Może zbyt pokroiłem lekturę i czegoś nie zrozumiałem?
początek spoilera Thaal zdradził GA i szabrował sprzęt wojskowy. Zmienił tożsamość, ale przebierał się za samego siebie, by nachapać się kasy nim sprawa wyjdzie na wierzch. Szef wywiadu Maddeus był z nim w zmowie, ale zechciał go wystawić, więc posłał Lorana na śledztwo. Ten zawiązał dwie grupy operacyjne i składał raporty z działalności trzeciej fikcyjnej, by nikt, nawet czytelnik, nie wiedział o co chodzi. Widma wpadają na trop Thala, a ten zleca zamach na Buźkę. Mamy trochę akcji i ostatecznie Thaal wpada jako swoje alterego, które trafia do ciupy za zamordowanie Thaala. Maddeus go wypuszcza, Buźka nachodzi Maddeusa, ten wzywa wsparcie, na które odpowiada Thaal, by zaraz ściągnąć maskę i ujawnić się jako Trey(?). A gdzie się prawdziwy podział? Jak oni takie cuda w siedzibie wywiadu odwalają? koniec spoilera Coś istotnego pominąłem? Coś pomieszałem? Zapraszam do hejtu i dyskusji, bo bastion schodzi na psy z braku nerdzenia.

Re: ...

Stele napisał(a):

Czy ktoś łaskawie mógłby mi wytłumaczyć całą intrygę a zwłaszcza zakończenie? Może zbyt pokroiłem lekturę i czegoś nie zrozumiałem?
początek spoilera Thaal zdradził GA i szabrował sprzęt wojskowy. Zmienił tożsamość, ale przebierał się za samego siebie, by nachapać się kasy nim sprawa wyjdzie na wierzch. Szef wywiadu Maddeus był z nim w zmowie, ale zechciał go wystawić, więc posłał Lorana na śledztwo. Ten zawiązał dwie grupy operacyjne i składał raporty z działalności trzeciej fikcyjnej, by nikt, nawet czytelnik, nie wiedział o co chodzi. Widma wpadają na trop Thala, a ten zleca zamach na Buźkę. Mamy trochę akcji i ostatecznie Thaal wpada jako swoje alterego, które trafia do ciupy za zamordowanie Thaala. Maddeus go wypuszcza, Buźka nachodzi Maddeusa, ten wzywa wsparcie, na które odpowiada Thaal, by zaraz ściągnąć maskę i ujawnić się jako Trey(?). A gdzie się prawdziwy podział? Jak oni takie cuda w siedzibie wywiadu odwalają? koniec spoilera Coś istotnego pominąłem? Coś pomieszałem? Zapraszam do hejtu i dyskusji, bo bastion schodzi na psy z braku nerdzenia.

________

Twoje podsumowanie finału całkowicie przeczy tezie, że powieści tej brak humoru

...

Powiadasz? W tekście było to tak namieszane, pogonione i wzięte znikąd, że nie wydawało się zbyt humorystyczne. Ale ja sztywny jestem i sie nei znam.

...

Nie no, jak czytałem to też brakowało mi tego typowego dla pozostałych allstonowych powieści humoru. Było go wyraźnie mniej. I faktycznie fabuła była mocno zagmatwana, tak mocno zagmatwana, że do samego końca nie wiedziałem o co chodzi. Ale jak by to podsumować w sposób, w jaki to zrobiłeś, to faktycznie wygląda to zabawnie

Co do braku X-Wingów... Cóż, w Eskadrze Widm X-Wingi grały co raz mniejszą rolę i to było widoczne. Ale zarzutem nie powinien być tutaj brak X-Wingów, a raczej niesłuszne podciągnięcie pod serię "X-Wingi". Bo faktycznie wygląda to trochę jak sprawa z Legionem 501

Do plusów tej książki stanowczo zaliczyłbym pokazanie nowych postaci, w szczególności potomków postaci nam już znanych. Wprawdzie nie wypadły jakoś specjalnie dobrze (choć powiem, że parę z nich mi się podobało ), ale to zawsze jakaś podstawa by pojawiły się w innych pozycjach. Bo ile można oglądać tylko biegających o lasce staruszków? Być może te nowe postacie byłyby wyraźniejsze, gdyby zabrał się za nie jakiś nowy autor.

...

Rozkaz Solo kończy się największą bitwą kosmiczną w serii, co by nie mówić.

Dzieciaki coś mnie nie pociągają. Może za mało tego okresu przeczytałem, a może istotnie są słabo scharakteryzowane, ale nie widzę ich nijak ponad "córka Wedge`a nr 2". Przykre. Franczyźnie zdecydowanie brakuje potterowatych książeczek młodzieżowych, wprowadzających nowe pokolenia. Nie będę przepisywał tego, co lepsi ode mnie w wysławianiu się wypisywali o samotnym Benie bez jednego rówieśnika, ale mają rację. Denning wybił połowę obsady MRJ, a nowo wprowadzane dzieciaki zazwyczaj robią za tło o znanym nazwisku, a nie bohatera. Po prawdzie nie jestem w stanie nawet wymienić rodzin bohaterów drugoplanowych, narodzonych po 18 aby. Bez rozwoju postaci i wątków obyczajowych, zapadają w pamięć zdecydowanie mniej, niż pilot/technik NR tygodnia z czasów Bantama.

...

Niby racja, ale spójrz choćby na występ Widm w NEJce - daleko im od X-Wingów (w sensie Widomom, bo same X-Wingi też się pojawiały, choć nie z Widmami ).

A co do dzieciaków, to Myri mnie trochę zawiodła, ale to może wynikać ze zbyt wielkich oczekiwań, które pokładałem w tej postaci. Z kolei byłem pozytywnie zaskoczony Jesmin Tainer, ale to pewnie dlatego, że nie miałem żadnych oczekiwań. Z jednym zgodzę się w 100% - brakuje książek młodzieżowych wprowadzających nowe postacie. No ale w świetle tego co mogą zrobić filmy to pewnie się ich nie doczekamy (lub nie prędko).

Brakujące strony

Książkę kupiłem daaawno temu, ale zabrałem się do niej dopiero teraz. Dotarłem do strony 96, a tam siupryza, kolejna to 129, brakuje składek 7 i 8. ~
Tylko mi się coś takiego trafiło i mam egzemplarz kolekcjonerski? Czy może błędów było więcej (to już moja trzecia taka książka SW od Amberu)?

Tak, wiem, należy mi się złota łopata za wykop. ~

Re: Brakujące strony

Akurat w tej książce nie mam problemu, ale np. w "Kenobim" brakowało z 20 stron. Ponoć zdarza im się "popełnić takie błędy".

Ja też czytam dopiero teraz

Re: Brakujące strony

No toś mnie pocieszył, że w Kenobim też bywa lipa, a to ostatnia książka, której nie mam i nie czytałem. ~
Z "kolekcjonerskich" mam "Prawdziwe barwy", "Dziką przestrzeń" i teraz "Cios łaski". ~

A propos książki, to do strony 96 raczej średnia. Z ostatnio czytanych, na poziomie "Ręki sprawiedliwości", choć znacznie lepsza od "Plagi". Na to co będzie potem poczekam powrotu z urlopu, chyba, że dzisiaj znajdę fizycznie dobry egzemplarz.

Ocena

Nie wiem w jakiej kondycji zdrowotnej znajdował się Allston w trakcie pisania owej powieści, ale była to jego ostania książka SW, więc być może stan zdrowia nie pozwalał mu już na dobre pisanie.
Książka była zła, momentami bardzo zła. Nie czułem zupełnie klimatu Gwiezdnych Wojen, a tym bardziej klimatu X-wingów.

Sama intryga była tak zawiła i ... dziwna, że szybko odpuściłem sobie zwracanie na nią uwagi. Widma i tak bez większych problemów zrozumiały cały spisek i dały sobie rade.

Autor postawił nacisk na Prosiaka, z którym zupełnie nic mnie nie łączyło, a jedynym dobrym momentem była retrospekcja i rozmowa z dawnymi Widmami.

Buźki, który zawsze podgrzewał atmosferę w książkach praktycznie nie było. Za to było mnóstwo pomniejszych bohaterów, których imiona zapomniałem po odłożeniu książki na półkę.

Skoro X-wingi, to bitwy myśliwców, była chyba tylko jedna, którą i tak nie można nawet nazwać bitwą, ani nawet potyczką.

Zastanawiam się teraz dlaczego oceniłem książkę tak wysoko, 4/10, ale to chyba dlatego, że Allstona dość łatwo się czyta. Oprócz opisania całej intrygi, której wciąż nie rozumiem, rozmowy bohaterów, akcja były opisane sprawie i szybko. No i wciąż to Star Wars.

Zawiodłem się i to mocno. To dla mnie ostatnia książka (chronologicznie) z Starego Kanonu, więc takie pożegnanie jest wyjątkowo rozczarowujące. Szkoda.


Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.