Forum

Crysis on Infinite Threads

Był taki zwyczaj na forum. Użytkownicy pisali opowiadania. Humorystyczne, alegoryczne, etc.

Czy teraz też tak będzie?
Nie wiem. Ale mam ochotę trochę poćwiczyć pisanie i rysowanie, i Bastion jest powodem równie dobrym jak każdy inny

Rozdział pierwszy: Zapowiedź




To był czwarty dzień plagi.

Niebo było mętne jak Wąsosz Miodowy i równie przygnębiające. Choć, trzeba było przyznać, kolejne zarodniki zdawały się spadać rzadko, w regularnych odstępach; przecinały niebo nad Bas-Ti Onem seriami, dając czasem chwilę wytchnienia.
Było to jednak złudne poczucie bezpieczeństwa; nawet mimo pewnej odporności nie mogła zagwarantować że nie ulegnie w końcu któremuś wabikowi i sama wpadnie w ten opętańczy szał który zdziesiątkował już tylu innych obywateli zarówno w samym Bas-Ti Onie jak i w innych, większych i bardziej zaludnionych metropoliach Beiisbuk, Judub, czy Wil-Mueb. Nie pomagało doświadczenie bo świństwo mutowało gorzej niż grypa - za każdym razem infekując kolejne istnienia. Dotyczyło to nawet tych, którzy przechodzili go przy poprzednich epidemiach. Jego siłą była jego prostota: żaden układ immunologiczny nie mógł zwalczyć czegoś tak uniwersalnie niszczycielskiego, tak szybko i bezbłędnie parującego każdą odpowiedź rozpaczliwie broniącego się ciała.
Ta prawdziwa siła natury, bezrefleksyjna i destrukcyjna deklasowała wszystkie inne plagi. Każda inna w końcu mijała, niezależnie od siły rażenia; każda inna była albo wchłaniana przez żywotną tkankę mieszkańców Bas-Ti Onu - zmieniając ich genom i wzmagając odporność - bądź ginęła. Młodsi użytkownicy przekazywali sobie szeptem opowieści o tym, że kiedyś było lepiej, że Bas-Ti On był prawdziwym Edenem, czy też raczej, bardziej adekwatnie - utraconą Atlantydą, zaludnioną przez mędrców, pełną drzewek uginających się od ważkich treści.
Nie pamiętali tych czasów, nie sięgali do źródeł i archiwów, jak ona. Bas-Ti On powstał z chaosu, został wykuty w ogniu walki, a kolejne plagi spajały jego mury w coraz twardszą skorupę.
Wyjrzała spod resztek betonowej ściany maskujących wejście do jej schronu. Ołowiane chmury sprawiały że mimo południa panował półmrok i trudno było prowadzić strategiczną obserwację.
- Bogowie stworzyli Bas-Ti On, aby ćwiczyć wiernych - wymruczała do siebie, wypatrując informatora. Poprawiła chwyt na wysłużonym pistolecie maszynowym na wypadek gdyby trzeba było osłonić ogniem nadbiegającego sojusznika.
Tak, nie było szpiegów, nie było podwładnych, jedynie sojusznicy i nietrwałe przymierza w walce o przetrwanie, o wyplenienie tej żarłocznej zarazy. Co prawda nie każdy pozostał przy zdrowych zmysłach, ale według jej prywatnej opinii po tych wszystkich wydarzeniach które mieli za sobą nie można było nazwać się "normalnym", nie z czystym sumieniem. Efektem ubocznym były szalone akcje partyzanckie, które popieliły oba latesty intensywną wymianą ognia. Mimo że znała niektórych bojówkarzy od samego początku, dalej zdumiewał ją ich refleks i zręczność argumentów. Każdy specjalizował się w innej dziedzinie - Trzmiel ze swoją bezczelnością stanowił główną siłę uderzeniową, zaś Young Sith Apprentice swym mieczem, Wyważonym, wycinał w pień złośliwe pędy. Aloysius był nieco bardziej subtelny - otwarte ataki przeplatał zwodami, uderzał w czułe miejsca po czym znikał, konfundując przeciwnika. A Shor... Shor wprowadzał chaos na polu bitwy.
Razem tworzyli naprawdę imponującą siłę, której niewiele mogło się oprzeć.
Zobaczyła zarys sylwetki w tumanach kurzu wzbijanego przez porywisty wiatr. Lekki trucht sugerował, że nic im chwilowo nie grozi; po chwili mężczyzna dobiegł do schronienia.
- Jakieś wieści, Aloysius? - spytała otrzepując pył z zakurzonych pleców towarzysza - wydaje się być całkiem spokojnie jak na tą porę.
- Faktycznie, udało się nam chwilowo odeprzeć falę - odparł, pochylając się do przodu - a przy okazji, wyrobiłem dwadzieścia kilosków na Endomondo.
- Gnojek - podsumowała - a co robi reszta?
- Nudzili się. Trzmiel i Shor poszli poćwiczyć na Sztucznej Inteligencji w przerwie między falami, Młody poszedł regenerować kostkę. Ja osobiście nie mam do tych sparringów siły, nie dziś. - to rzekłszy, oparł się o betonową ścianę - Zresztą, bieganie jest zdrowsze - dodał, wyciągając papierosa.
- Uuu, gruba deklaracja - parsknęła, zezując na wymiętolonego peta - Żeby się nie okazało, że te ich potyczki będą równie brzemienne w skutki co kolejna fala zarodników. 
- Chaos jest spoko, pod warunkiem że kontrolowany - Aloysius wzruszył ramionami.
- Wiesz... mogłeś tego nie widzieć, ale zdarzało się że jak SI miała któryś z tych swoich... kreatywnych... napadów to potrafiła zdezorganizować ruch na lateście Bas-Ti Onu.
- A bo to pierwszy raz się z tym borykamy? Choć, patrząc na to jak wypadają kolejne aktualizacje systemu, to faktycznie można założyć że za kilka update`ów zarodniki będą naszym najmniejszym zmartwieniem. Zamiast iść w moc obliczeniową to tylko ego jej rośnie - kwaśno zauważył - chociaż tyle, że hydroponika działa, drzewka lepiej rosną.
- Od zarodników też świetnie rosną. Suche, bezowocne badyle, nawet nie ma tego jak nawozić, tylko rozsiewają tą zarazę dalej - burknęła - dobrze, że plemiona Bas-Ti Onu są zaprawione i radzą sobie z nieurodzajem. Inne miasta niszczały od podobnych plag.
Myśl o tym dodała jej otuchy. Inne nacje, inne miasta, inne ugrupowania padały by nigdy nie powstać, a Bas-Ti Onowicze trwali, jakby samo ich przetrwanie miało być aktem ostatecznej złośliwości wymierzonej pod adresem zmieniającego się, nieprzychylnego świata. Weterani odchodzili na emeryturę, rozpływali się w nicości, bądź, jak Corel, stawiali monumentalne pomniki, pouczali młodzież o tradycjach i legendach ich ojczyzny.
A ta mimo wszystko - trwała.
- W zasadzie... - odezwał się Aloysius, jakby kontynuując urwaną wcześniej myśl - ...gdyby wykarczować całe to ściernisko...
Zacisnęła kurczowo dłoń na kolbie SMGa. Mogła to zrobić. Mogła spopielić wszystko i zostawić tylko niebo i ziemię. Mogła zamknąć w stazie tych wszystkich opętanych obywateli, zaprowadzić spokój - ale jakim kosztem? Obumarłych bulwarów latesta? Martwych sadzonek, które nigdy by już nie zakwitły płomieniem?
- Nie - odpowiedziała krótko, z lekkim drżeniem - będziemy walczyć. Jakoś pokonamy tą zarazę. Odbijemy, krok po kroku, metr po metrze, aż Bas-Ti On będzie znowu nasz.
Jakby na przekór jej słowom, zaczęło mocniej wiać. Ziarenka piasku unoszone podmuchami wiatru bezlitośnie cięły odsłonięte części ciała. Owinęła się mocniej podniszczonym płaszczem i postawiła kołnierz.
- Może czas schować się za mury? - Aloysius uznał najwidoczniej że lepsza wymuszona konwersacja niż żadna - i tak nic tu po nas.
- Może... - odparła machinalnie. Gdzieś tam, za sinymi kłębami mgły i pyłu toczyły się dalej partyzanckie walki. Czy można było opuścić posterunek? Zostawić te pustkowia niestrzeżonymi? Na logikę, faktycznie dalsze czuwanie w tym prowizorycznym gnieździe nie miało sensu. Dalej - zaryzykować, że coś ją ominie? To było wbrew jej naturze.
Przez dłuższą chwilę było słychać tylko świst spadających sporadycznie zarodników. Szeleszczące włókna z rzadka opadały na ziemię z sykiem - tylko po to by za chwilę obumrzeć na jałowej glebie; pozostawały po nich tylko spopielałe łuski, które wiatr szybko rozwiewał. Brak tkanki którą mogły zainfekować sprawiał że natychmiast zdychały.
- Nie jestem szczególnie religijny, nie mam również skłonności do paranoi - zaczął znowu Aloysius, nie dając najwyraźniej za wygraną w kwestii konwersacji - ale fakt, że Plaga uderzyła w nas w chwili wyjątkowego urodzaju wydaje mi się cokolwiek podejrzany. Wylały rzeki Lukazwilmu, na żyznym mule zaczęły rosnąć jak szalone drzewka i krzewinki - okej, nie każdy przepada jak capi przepełnionymi szambami i żrą komary, ale jednak pokwitło, przyznasz. Słowem, niespotykany dobrobyt którego nie widzieliśmy od dłuższego czasu i nagle, sru, Plaga.
Nie odpowiedziała.
- Ciężko doszukiwać się motywacji w działaniu sił natury, nawet w takich warunkach jak nasze - nie odpuszczał - pełno spamanomalii, mutacji nickowych, ba, ostatnio zaczęły się pojawiać tu i ówdzie płomyki Utraconych, ale jednak był jakiś constans na tym pogrzanym kawałku między różnymi rzeczywistościami. Nawet bandy z innych miast nie zdołały zdezorganizować porządku doprowadzone do pionu przez nasze dumne wojownicze plemię - głos miał przesycony sarkazmem. - O Sekcie Dzieci Neo nie wspominam nawet bo to prehistoria. Ale do cholery, Plaga jest tak dla nas wyniszczająca, że nie od czapy jest przypuszczenie, że ktoś za tym stoi. - zmiął do reszty wypalonego peta i wyciągnął następnego papierosa.
- Mało ci dymu, co? - warknęła.
- Rytuał pomaga mi w myśleniu. I przemowie. Robię się bardziej elokwentny, uważasz.
Nie uznała za stosowne komentować.
Teoria brzmiała jednak dosyć naciąganie. Była realistką - o ile można było być realistą w świecie w którym symulakra były nie do odróżnienia od prawdziwych ludzi, w którym fluktuacje prawdopodobieństwa samorzutnie tworzyły skomplikowane jaźnie.
Wyznawała zasadę, że w takich okolicznościach dodatkowe mnożenie bytów bez potrzeby zawsze kończy się jakimś przypałem.
Zresztą, koncepcja była nie do obronienia na tylu frontach! Ani Bas-Ti On nie był przecież jedynym zagrożonym obszarem, ani nie posiadał jakichś szczególnie cennych zasobów, które mogłyby czynić z niego pożądany obiekt podboju. Tym bardziej teraz - kiedy zniszczenia były tak duże, że nie można było liczyć na szczególnie cenne łupy.
Z zawieszenia wyrwała ją seria czerwonawych błysków przebijających się przez siną zasłonę oparów.
- Widziałeś to?! - poderwała się.
Aloysius flegmatycznie zwrócił się w wskazywaną stronę.
- Co niby?
- Tam - machnęła ręką - w rejonie Blokowiska. Jakaś anomalia świetlna. Może ktoś tam walczy? - wpięła pistolet maszynowy w kaburę i zaczęła poprawiać paski sfatygowanego odzienia - idziesz ze mną na zwiad?
Towarzysz wzruszył tylko ramionami.
- E, mam dość na chwilę obecną. Dość służby na dzisiaj jak dla mnie.
Fester kiwnęła tylko głową. Naciągnęła na głowę kaptur upleciony z arogantium, jedyną skuteczną osłonę w otwartej przestrzeni. Skulona, ruszyła truchtem z bezpiecznej przystani w kierunku nieznanego.

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

Nawet ładne. A co to jest to SI?

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

SI = Sztuczna Inteligencja

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

Zagraj w dowolną część trylogii Mass Effect, tam jest pełno SI

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

Szczęka mnie trochę boli od smiechu

Te "bulwary latesta"; "płomyki Utraconych"; "spamanomalie" "kaptur z arogantium" - to jest po prostu piękne

Czekam na kolejne wieści z Bas-Ti Onu

A obrazek przepiekny, ale to już z norma.

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

111oneoneone

Re: Rozdział pierwszy: Zapowiedź

Fajne, czekam na więcej

...

A gdzie jakieś informacje o naEKRANIE?

Wincyj.

Jak mawiają miłośnicy herbaty: to jest dojerbane. Bardzo dobre, nieoczywiste, nadające się do wyłapywania smaczków/skojarzeń. Proszę o wincyj, bo chętnie zobaczę jakie jeszcze masz pomysły i jakie tropy podrzucisz co do tożsamości uczestników.

Arcik mniamuśny

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.