Spis newsów (Gareth Edwards)

Rian Johnson czy J.J. Abrams, oto jest pytanie?

56



Tym razem niewiele wiemy na temat kulis zwolnienia Colina Trevorrowa, ale to nie znaczy, że nic. Prawdopodobnie wynika to wprost z tego, że obeszło się bez skandalu, wpadek, dziwnych sytuacji, a zwyczajnie współpraca się nie układała. Colin Trevorrow nakręcił dobrze przyjęty, niezależny film „Na własne ryzyko”, średnio przyjęty „Jurassic World”, który jednak okazał się wielkim sukcesem kasowym. To przemawiało na jego korzyść. W międzyczasie zdarzyła mu się wpadka z „The Book of Henry”, zaś „Jurassic World” owszem zarobił, ale nie przysporzył Trevorrowi sympatii wśród fanów tak serii, jak i sagi. Dotychczas jednak to wszystko było bez większego znaczenia. Colin i jego bliski współpracownik Derek Connolly pracowali od dłuższego czasu nad scenariuszem IX Epizodu. Do grudnia zeszłego roku wszystko wyglądało dobrze. Trevorrow wiele razy sugerował, że w jego filmie istotna będzie Leia, czyli Carrie Fisher. „Przebudzenie Mocy” to film o Hanie (Harrison Ford), „Ostatni Jedi” o Luke’u (Mark Hamill), więc zamysł wyglądał świetnie. Owszem to przede wszystkim też filmy o nowych bohaterach, ale każdy z nich miał mieć szczególne miejsce dla trzech ikon klasycznej trylogii. Problem w tym, że w grudniu Carrie Fisher zmarła i wtedy Trevorrowi i Connolly’emu zaczął się usuwać grunt spod stóp.

Scenarzyści musieli znaleźć nowy pomysł i nową wizję na IX Epizod. To, co wcześniej szło jak po maśle, teraz okazało się problemowe. Kathleen Kennedy nie była w stanie zaakceptować nowych wersji scenariusza, który się rozłaził. Ciągłe nawrotki i poprawki powodowały zwiększenie napięcia na linii Trevorrow – Kennedy. Zresztą wygląda na to, iż reżyser miał swój pomysł, który nie zgadzał się z wizją włodarzy Lucasfilmu. Początkowo Kennedy nie chciała wymiany reżysera, nie po tym jak wyrzuciła Chrisa Millera i Phila Lorda. Próbowała tego uniknąć. Odsunęła więc w pierwszym kroku Connolly’ego i Trevorrowa od pisania scenariusza. W ich miejsce wszedł Jack Thorne. Tyle, że Trevorrow nie akceptował zmian wizji i nadal zgłaszał swoje uwagi. Był zaangażowany w film, a w nowym układzie miał zostać jedynie reżyserem, co powodowało pewne problemy z zarządzaniem produkcją. Stało się jasne, że nawet jeśli Thorne napisze scenariusz pod dyktando Kennedy, Colin nie będzie z tego powodu zadowolony i nie wiadomo jak potoczyłoby się dalej losy projektu. Można było spodziewać się eskalacji konfliktu. W tym momencie rozejście się było najlepszym, co dało się zrobić.


Liga niezwykłych niereżyserów – Edwards, Miller, Lord i Trevorrow.


Cieniem rzucają się oczywiście problemy z kilkoma poprzednimi reżyserami. Poza Millerem i Lordem, przecież zwolniono też Josha Tranka, no a Gareth Edwards również nie poradził sobie z filmem. Choć firmował „Łotra 1”, to jednak potrzebował wsparcia Tony’ego Gilroya. Nie licząc Riana Johnsona, polityka dawania szans młodym twórcom się nie sprawdziła. Widać to także po wyborze nowego reżysera Hantologii, gdzie Kennedy postawiła na sprawdzonego rzemieślnika Rona Howarda. Tego podejścia należy się spodziewać przy kolejnych filmach.

Colin odszedł z projektu, ale bardzo długo walczył o to by zostać. W mediach temat jego ew. odejścia przewijał się wielokrotnie. Zresztą Trevorrow planował już między innymi powrót do Emiratów Arabskich, by nakręcić tam sceny na Jakku.

Pytaniem otwartym jest to, kto zajmie miejsce Colina? Na razie jeszcze nie wiemy, ba być może jeszcze nawet nie ma kandydatów, ale w Lucasfilmie jest krótka lista osób, które najchętniej widzianoby w tej roli. Ogranicza się do dwóch osób, Riana Johnsona i J.J. Abramsa. Niektóre źródła sugerują, że właściwie to Johnson jest numerem jeden.

Rian może się poszczycić tym, że z wszystkich młodych twórców jego obraz został nakręcony bez większych problemów. Zobaczymy jeszcze jak zostanie przyjęty. Zresztą film obecnie jest prawie skończony, trwają już małe poprawki, więc Johnson mógłby już zająć się Epizodem IX, zwłaszcza, że nie ma innych zobowiązań. On sam kilka miesięcy temu przyznał, że bardzo chętnie wyreżyserowałby jeszcze jeden film z „Gwiezdnych Wojen”.

Inaczej sprawa ma się z J.J. Abramsem. Z nim również Kennedy wiąże dobre wspomnienia, współpraca się układała, zyski były, a reżyser jest doświadczonym twórcą. Tyle, że J.J. nie lubi presji czasowej, a także woli pracować blisko domu i swojej rodziny. Choć z drugiej strony nie zamyka sobie drogi do powrotu do sagi, sugerował nawet, że chciałby wyreżyserować jeszcze jeden film, choć niekoniecznie epizod. No i co ważniejsze, jest też producentem wykonawczym Epizodu VII i IX. Siedzi w tym dość dobrze, zna realia Lucasfilmu, zresztą podobnie jak Rian Johnson, no i także nie ma w chwili obecnej żadnego projektu reżyserskiego.

Warto tu też przypomnieć, że J.J. Abrams w pewnym momencie był bliski odejścia z „Gwiezdnych Wojen”. Wówczas jednak poszło o czas i trochę o wizję. Ostatecznie Kennedy poszła mu wtedy na rękę, czyli przesunięto premierę na grudzień, zaś scenariusz Arndta został przepisany przez Abramsa i Lawrence’a Kasdana.

Wygląda na to, że po pożarze na planie Hantologii Kennedy ma wiele do przemyślenia, zanim ogłosi decyzje dotyczące kolejnych filmów. Nie wiadomo, czy wpłynie to na ew. przesunięcie premiery Epizodu IX. Planowo zdjęcia powinny się zacząć po nowym roku.

„Łotr 1” jutro w HBO

19



HBO przechodzi właśnie do głównego dania, tej edycji gwiezdno-wojennego maratonu. Pierwszy spin-off, premierowo w HBO „Łotr 1”. Zobaczymy go już w niedzielę 13 sierpnia 2017 o 20:10. Kolejne emisje – poniedziałek (14 sierpnia) o 13:55, środę (16 sierpnia) o 20:10, czwartek (17 sierpnia) o 11:50, sobota (19 sierpnia) o 10:55. Znając życie to jeszcze nie koniec. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na HBO HD.

Rebelianci wyciągają z imperialnego więzienia Jyn Erso. Jest ona przekonana, że chcą, z jej pomocą nawiązać kontakt z jej ojcem Galenem Erso, naukowcem na usługach Imperium. Jyn jednak nie utrzymuje z nim kontaktu. Sojuszowi Rebeliantów zaś chodzi o pomoc w dotarciu do bezwzględnego bojownika Sawa Gerrery. Rebelianci obawiają się nowej broni Imperium, Gwiazdy Śmierci. Jyn i jej oddział będą musieli wziąć sprawy w swoje ręce i wykraść plany tej broni… za wszelką cenę.

„Łotr 1” to pierwszy film z cyklu „Gwiezdne Wojny – Historie”, zwanego też czasem Antologiami. To niezależne filmy osadzone w świecie „Star Wars”, choć związane z tym, co już znamy.

Obraz w reżyserii Garetha Edwardsa ukazuje nam wydarzenia tuż przed „Nową nadzieją”. W rolach głównych występują: Felicity Jones, Diego Luna, Ben Mendelsohn, Alan Tudyk, Forest Whitaker, Donnie Yen, Riz Ahmed, Mads Mikkelsen i Jiang Wen oraz Genevieve O'Reilly a także Jimmy Smits. Za muzykę odpowiada: Michael Giacchino.

Zaś klasyczna trylogia wraca na czwartkowe tory.

„Łotr 1” w sierpniu w HBO

11



Podobnie jak to miało miejsce w przypadku „Przebudzenia Mocy”, tak i „Łotr 1” trafia do HBO. Po raz pierwszy zostanie wyświetlony w niedzielę 13 sierpnia o 20:10. Jak łatwo zgadnąć, HBO nie raz go powtórzy. Kolejne już zapowiedziane emisje odbędą się:

  • 14 sierpnia (poniedziałek) o 13:55
  • 16 sierpnia (środa) o 20:10
  • 17 sierpnia (czwartek) o 11:50
  • 19 sierpnia (sobota) o 10:55 i 21:10

I to pewnie nie koniec. A co ważniejsze, tym razem oprócz „Łotra 1” zobaczymy także inne filmy z sagi, zaczynając od 27 lipca z „Mrocznym widmem”. Potem co czwartek, koło 20:10 będziemy mogli zobaczyć kolejny Epizod.

„Łotr 1” to pierwszy film z cyklu „Gwiezdne Wojny – Historie”, zwanego też czasem Antologiami. To niezależne filmy osadzone w świecie „Star Wars”, choć związane z tym, co już znamy.

Obraz w reżyserii Garetha Edwardsa ukazuje nam wydarzenia tuż przed „Nową nadzieją”. Samobójczą misję grupy Rebeliantów, którzy starają się wykraść plany Gwiazdy Śmierci. Imperium zaś nie siedzi z założonymi rękoma.

W rolach głównych występują: Felicity Jones, Diego Luna, Ben Mendelsohn, Alan Tudyk, Forest Whitaker, Donnie Yen, Riz Ahmed, Mads Mikkelsen i Jiang Wen. Za muzykę odpowiada: Michael Giacchino.

Trzy Złote Saturny

14

Wczoraj odbyło się w Kalifornii 43. rozdanie Złotych Satrurnów wręczanych przez Akademię Science Fiction, Fantasy i Horroru. "Łotr 1" został nagrodzony 3 statuetkami w następujących kategoriach:

  • najlepszy film SF
  • najlepsza reżyseria: Gareth Edwards
  • najlepsze efekty specjalne: John Knoll, Mohen Leo, Hal Hickel, i Neil Corbould


Dodatkowo nagrodę za najlepszy serial animowany zdobyli Rebelianci. Przypomnijmy również, że na zeszłorocznym rozdaniu nagród "Przebudzenie Mocy" zdobyło 8 Złotych Saturnów.

Alden zdradził, czyli jeszcze więcej szczegółów zamieszania

46

Lawrence Kasdan wrócił do Londynu dwa dni temu, gdzie zajmuje się nadzorowaniem prac nad Hantologią. Fani zauważyli go na lotnisku, nie wygląda na wypoczętego, ani zadowolonego. W Londynie jest także Ron Howard. Za to coraz ciekawsze wieści wychodzą na światło dzienne w temacie zwolnienia reżyserów Hantologii. Nie stawiają one ich w dobrym świetle. To oczywiście kompilacja kilku źródeł, nie wiemy ile w tym prawdy, ale wiele informacji układa się w spójną całość.



Jak już wiemy, zgrzyty między nimi, a producentami, w tym Kathleen Kennedy i Lawrencem Kasdanem pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Ale przecież wszyscy są profesjonalistami i wiedzą, co chcą zrobić, więc osobiste animozje nie mogły wpłynąć na kształt filmu. Animozje nie, ale wizje i ambicja owszem. Gdy ruszyły zdjęcia, zarówno Kasdan, jak i Kennedy w większości przebywali w Stanach, Chris Miller i Phil Lord na planie lub na lokacjach. Zarówno w Lucasfilmie, jak i w Disneyu trzymają rękę na pulsie, ale zdalnie. Proces polega na tym, że pod koniec dnia zdjęciowego są przygotowywane tak zwane dniówki. Czyli kilka wybranych ujęć pokazujących nakręcony materiał. Te dniówki początkowo w miarę podobały się zarówno Kadanowi, Kennedy, jak i Bobowi Igerowi czy innym szefom Disneya. Ale dniówki to nie cały materiał, tylko starannie wybrane sceny lub ich fragmenty. Montaż może zmienić bardzo wiele. Ktoś, kto przygotowywał dniówki doskonale wiedział, co producentom należy pokazać i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu.

Podstawowym problemem od pierwszego dnia zdjęciowego był nie tyle materiał, co jego ilość. Zdarzało się, że zanim nakręcono cokolwiek, była już godzina pierwsza. Długo trwało ustawianie kamer, świateł i jak się później okazywało, nagrany materiał nie był najlepszej jakości. Wiele ujęć trzeba byłoby powtarzać lub wyrzucić. Miller i Lord stawiali raczej na improwizację na planie, nie mieli przemyślanych pomysłów, raczej zachęcali aktorów do ekspresji i eksperymentów. Zresztą reżyserzy mieli też problemy z decyzyjnością. Pracują we dwójkę, więc często zastanawiają się długo nad daną decyzją, co powodowało wolne tempo. W filmach, które dotychczas robili, sprawdzało się to. W tej produkcji nie.

Dodatkowo improwizacja i odchodzenie od scenariusza coraz bardziej wchodziło im w nawyk. Początkowo było tego mniej, potem coraz więcej. Kasdanowi się to bardzo nie podobało, więc zdarzało się, że kręcono jedno ujęcie zgodnie ze scenariuszem, podczas gdy reszta była improwizacją (kilka czy kilkanaście alternatywnych ujęć).

Pierwszą osobą, która zaczęła marudzić na planie, był Alden Ehrenreich. Młody aktor, ściągnięty przez Kennedy, który potem przeszedł bardzo żmudny proces castingowy, może w oczach wielu nie wygląda na wymarzonego Hana Solo, ale ma głowę na karku. No i wie jak ważny w jego karierze będzie ten występ. Zależy mu, by wypaść jak najlepiej, nie tylko dlatego, że w kontrakcie ma zapisaną opcję powrotu do roli Solo. Jeśli położy Hana, to właściwie może zmienić zawód, więc Alden postanowił dać z siebie jak najwięcej. Tyle, że to czego od niego wymagali reżyserzy w ogóle mu nie pasowało. Jego zdaniem postać, którą miał grać, nie miała wiele wspólnego z Hanem Solo, bardziej nawet przypominała w zachowaniu Ace’a Venturę, psiego detektywa, w którego wcielał się Jim Carrey. Nie poskutkowały rozmowy z reżyserami, więc Ehrenreich poszedł dalej, pytając czy aby na pewno to jest kierunek, w którym wszyscy chcą iść. Stąd właśnie plotki o tym, że Miller i Lord nie zrozumieli charakteru Hana Solo.

Co ciekawe, obawy Aldena zostały źle odebrane. Wszyscy byli dość ostrożni, więc uznali to trochę raczej jako tłumaczenia do jego występu, który nie był satysfakcjonujący. O ile w Hollywood normą jest zatrudnianie trenera aktorskiego nawet przy największych produkcjach, o tyle rzadko dochodzi do takich angażów w trakcie zdjęć. Tym razem doszło. To było pierwsze niecodzienne posunięcie na planie.

Kolejny był właśnie Kasdan. Larry jest bardzo przewrażliwiony na punkcie zmian i improwizacji. Uważa, że scenariusz to świętość i ekranizując go należy pozostać jak najwierniejszym. Owszem, sam przyznaje, że niektóre zmiany na planie wychodzą dobrze w ostatecznym rozrachunku. Taką było choćby skrócenie kwestii Hana i Lei w „Imperium kontratakuje”. „Kocham cię – Wiem” było na tyle dobre, że Kasdan nawet użył potem tego dialogu w „Powrocie Jedi”. Jednak w przypadku większości innych zmian Larry jest bardzo negatywnie nastawiony i wręcz reaguje na nie alergicznie. W Lucasfilmie jest obecnie chodzącą legendą i taką trochę „świętą krową”, więc jego narzekania na to, że nie podobają mu się improwizacje i odejścia od oryginału zostały wysłuchane, ale też nie były właściwie zaadresowane. Przecież zawsze będą dokrętki i te drobne kwestie można poprawić, jeśli faktycznie Kasdanowi będzie to przeszkadzało. Tyle, że jak wiemy, to nie były drobne kwestie.

Kasdan, który wcześniej ściągnął Lorda i Millera na pokład i wierzył w to, że podołają, stał się ich największym przeciwnikiem, domagającym się wręcz zmiany reżysera, ale na to trzeba było jeszcze poczekać.

Kathleen zaproponowała więc, że zrobi dokładnie tak samo jak z „Łotrem 1”. Gdy Gareth Edwards nie radził sobie z filmem, ściągnęła mu Tony’ego Gilroya, który nadzorował dokrętki i doprowadził film do ostatecznego stanu. Edwards zaś mógł się spokojnie przyglądać i uczyć, a także spijać potem śmietankę. Tyle, że Lord i Miller powiedzieli „nie”. Nie chcieli mieć nikogo nad sobą. Kennedy jeszcze dała im szansę. Wysłała Kasdana po raz pierwszy na plan (wcześniej nadzorował proces na podstawie dniówek w Los Angeles). Stał się takim cieniem reżysera. Powodowało to jeszcze więcej konfliktów. Zmieniono także montażystę. Chrisa Dickensa zastąpił Pietro Scalia („Marsjanin”, „Obcy: Przymierze”) który był bardziej lojalny wobec producentów niż reżysera.

Dopiero potem ktoś namówił Kennedy, by zamiast oglądać dniówek, obejrzała sobie dużą część materiału. To, co zobaczyła, załamało ją i wkurzyło. Sceny akcji wyglądały fatalnie. Odejścia od scenariusza miejscami były dość spore, niektóre źródła sugerują nawet, że wymowę kilku scen zmieniono tak, że kłócą się wprost z tym, co wiemy z oryginalnej trylogii. No i jeszcze klimat i humor. Nie jest tak, że wszystko było złe. Nakręcono też część dobrego materiału, który najczęściej lądował w dniówkach. Kathleen zadziałała bardzo szybko, czuła się nie tylko zawiedziona, ale i w pewien sposób oszukana. Larry przyjął tę decyzję bardzo dobrze. Co więcej, większość ekipy filmowej przyjęła z zadowoleniem informację o zmianie reżyserów. Kennedy zaś może powiedzieć wprost, że dała Millerowi i Lordowi szansę, nie tylko na zrobienie tego filmu, ale i na uratowanie go. Niestety nawet Kasdan nie wymusił na nich realizacji swojej wersji. Rozwiązanie było więc już tylko jedno.

Tu na scenę wchodzi Ron Howard, który zarówno z Kennedy jak i Lucasfilmem ma dość dobre relację. Grał w „Amerykańskim Graffiti” George’a Lucasa, potem także reżyserował „Willow”. No i jest przyjacielem rodziny. Lucas nawet zastanawiał się, czy nie dać Howardowi do reżyserii „Mrocznego widma”, ale ostatecznie zajął się tym osobiście. Howard ma interesującą historię filmową, a jego dzieła są różnie nie tylko ze względu na poziom, ale i na tematykę. Są i poważne jak „Piękny umysł” czy „Frost/Nixon”, są hity jak adaptacje powieści Dana Browna, ale też są komedie. W dodatku te z lat 80., jeszcze w starym stylu, takie które także tworzył Kasdan („Silverado”). Chodzi tu przede wszystkim o dwa filmy – „Plusk” i „Kokon”. Zresztą z drugiej strony Howard po średnio udanym „Inferno” także potrzebuje hitu, więc długo się nie zastanawiał.

Obecnie Howard ogląda nakręcony materiał, zapoznaje się ze scenariuszem. Podobno będzie on musiał podjąć kilka istotnych decyzji, przede wszystkim ile z tego zostanie, a ile trzeba będzie nakręcić od nowa. Nowy reżyser twierdzi, że zdjęcia na planie potrwają do września, zaś on sam postara się z szacunkiem podejść do nakręconego już materiału.

Choć Lucasfilm i Disney zaklinają się, że data premiery nie zostanie zmieniona, jednak nieoficjalnie nie są już tego tacy pewni. Jeśli Ron uzna, że nie dadzą rady, to film może zostać przesunięty i to niekoniecznie na grudzień 2018, a nawet na rok 2019. Być może wtedy mielibyśmy dwa filmy „Star Wars” w kinach (bo wejdzie jeszcze Epizod IX). To jednak okaże się na dniach. Praca na planie rusza ponownie pełną parą 10 lipca, do tego czasu Howard już powinien wiedzieć jak ugasić ten pożar. Kathleen zależy na tym, by to był dobry film, a nie by dotrzymać terminów. Zresztą po cichu liczyła na to, że uda się jej ściągnąć całą ekipę ponownie w przyszłej dekadzie, kręcąc ewentualny sequel. Praktycznie wszyscy mają taką klauzulę w swoich kontraktach. Ale to już miało zależeć od wyników.

Jak na razie to trzecia antologia, z którą są problemy. Pisana przez Simona Kinberga trafiła na półkę, „Łotr 1” został reanimowany. Zobaczymy, co wyjdzie z filmu o Hanie Solo. Szczęśliwie prace nad Epizodem VIII idą tak jak powinny. Kennedy już wie, że polityka by dać wolność twórczą reżyserowi sprawdza się, gdy wykorzystuje on ją bezpiecznie.

Na koniec warto jeszcze wsłuchać się w słowa Boba Igera. On nadal twierdzi, że ten film będzie hitem, bo ma wspaniały scenariusz, cudowną obsadę i zdolnego reżysera. Wierzy też w Howarda. Ale to oczywiście słowa szefa. Na temat ew. przesunięć premiery się nie wypowiadał.

O zamieszaniu z reżyserami słów kilka

27

Po szokującym newsie, jakim było wyrzucenie reżyserów Hantologii, media zaczęły dzielić się szczegółami. Tym razem, jak twierdzą sami Christhoper Miller i Phil Lord faktycznie poszło o tak zwane różnice artystyczne. Sami reżyserzy przekazali, że normalnie bardzo denerwuje ich ten zwrot, ale tutaj trafia w sedno.

Różne źródła sugerują, że Kathleen Kennedy jak i Lawrence’owi Kasdanowi nie podobał się kierunek, który obrali. Włodarze Lucasfilmu doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jakie filmy tworzyli młodzi filmowcy, ale liczyli, iż klimat ten zostanie dostosowany do „Gwiezdnych Wojen”, znajdą złoty środek, by być wiernym sobie, a jednocześnie podołać zadaniu. Oni jednak podchodzili do filmu po swojemu. Stawiali na improwizację, na pewną relację z aktorami, no i przede wszystkim kręcili komedię. Dla Kasdana świadczyło to o niezrozumieniu scenariusza i postaci Hana Solo. Kennedy zaś bardziej irytowało samo podejście do kręcenia filmu, za mocno na luzie.

Druga strona również miała inne oczekiwania. W przeciwieństwie do choćby Riana Johnsona, Garetha Edwardsa czy nawet Colina Trevorrowa, Lord i Miller nie wywodzą się z niezależnego kina. Produkowali dla studiów, ale potrafili sobie wywalczyć sporą dozę niezależności. Lucasfilm i Disney nie tylko ich ograniczał, ale i rozliczał. Nie było chemii między reżyserami, a szefostwem Lucasfilmu, ale Kathleen jako profesjonalistka woli zobaczyć efekty. Mimo, że osobiście obaj młodzi filmowcy działali jej na nerwy. Wściekała się nawet o takie rzeczy jak składanie skarpetek, potrzebowała tylko pretekstu. Obie strony się nakręcały.

Kennedy miała bardzo konkretną wizję, chciała by to był film trochę w stylu westernu, trochę w stylu opowieści o jakimś kryminalnym skoku. To co dostała rozczarowało ją. Wygląda na to, że wszelkie doniesienia o komedii, okazały się prawdziwe. Do tego doszedł wściekły Kasdan i choć kręceniu obrazu bliżej do końca niż dalej, postanowiono go przerwać i pożegnać się z młodymi twórcami. Ci dobrowolnie nie zamierzali odpuszczać takiej szansy, więc gdy zawiodły negocjacje, Kathleen wykorzystała swoje prerogatywy prezesa Lucasfilmu.

Jak donoszą źródła, zdjęcia podobno mają zostać wznowione 10 lipca. Potrwają do 30 lipca 2017, potem jeszcze przewidziano czas na dokrętki, ale ten może się wydłużyć. Te dwadzieścia dni zdjęciowych ma być bardzo intensywne. Pewne prace na planie nadal trwają, ale prawdopodobnie odpowiada za to jedynie druga ekipa.

Obecnie nie tylko nie wiemy, kto zajmie miejsce zwolnionych reżyserów, ale także jak zostanie uwieczniony ich wkład w film. Ile z tego, co stworzyli zostanie, czy pojawią się w napisach? Wiele rzeczy wynika z reguł gildii reżyserów. One wykluczają, by ktoś z ekipy przejął stery filmu (z wyjątkiem krótkiego okresu). Czyli raczej nie będzie reżyserować ani Kasdan, ani Kennedy, nawet gdyby chcieli. Być może ostatecznie jako reżyser zostanie wpisany Alan Smithee, ale to sztuczny wpis, używany właśnie, gdy zmienił się reżyser i nikt nie chce się pod filmem podpisać. Czy ktokolwiek będzie chciał? To pewnie zależy od materiału, jaki stworzyli Lord i Miller oraz tego ile z niego zostanie użyte. Jest duża szansa, że finalny obraz będzie się składał z dwóch różnych wizji. Zobaczymy na ile wpłynie to na datę premiery.

W sieci natomiast pojawiły się przecieki koszulek ekipy. Warto zauważyć, że mają zarówno logo Han Solo jak i Solo. Ten drugi tytuł pojawił się po raz pierwszy w przeciekach z 2014. Ciekawe, czy któryś nich oficjalnie zostanie tytułem filmu, czy to jedynie pamiątka do ekipy.

„Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”, czyli o inspiracjach „Łotra 1”

oficjalna
11

Jak wiele różnych rzeczy inspiruje „Gwiezdne Wojny” i twórców sagi, to wiemy. Pablo Hidalgo w rozmowie z redaktorami oficjalnej opowiedział o kilku istotniejszych inspiracjach „Łotra 1”.



Oczywiście tym, co na początku zainspirowało Johna Knolla to Projekt Manhattan, czyli tajny, aliancki program rozwojowy, którego efektem była bomba atomowa.

Nie będzie zatem zaskoczeniem to, iż tworząc Galena Erso patrzono przede wszystkim na J. Roberta Oppenheimera jako postać wzorcową. To właśnie ten naukowiec był przywódcą niesławnego Projektu Manhattan. Zaś Gwiazda Śmierci, podobnie jak bomby atomowe użyte w 1945, to superbroń budowana w sekrecie, która zmieniła historię galaktyki.


Zresztą Knoll pisząc zarys scenariusza używał tytułu „Niszczyciel światów”. To nazwa pochodząca z ksiąg hinduizmu (pisaliśmy o tym wcześniej), której Oppenheimer używał by opisać swoją reakcję na broń nuklearną. „Stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. Właśnie te słowa pochodzące z księgi Bhagawadgita, wypowiedział podobno po pierwszym wybuchu.

Swoją drogą, cytat ten pojawia się nawet w czwartym Indiana Jonesie. Tam także to celowe nawiązanie.



Niezależnie od Knolla, praca filmowa Garetha Edwardsa zaczęła się od przygody z filmem „Hiroshima”, gdzie był artystą odpowiadającym za efekty wizualne. Był to dokument BBC, który zawierał zarówno wywiady z tymi, którzy przeżyli zagładę, jak i cyfrową symulację użycia pierwszej bomby atomowej. Edwards nawet potem zauważył w „The Playlist”, że Oppenheimer bardzo żałował tego, co stworzył i otwarcie się tej broni przeciwstawiał. Edwardsa bardzo to zainteresowało, zwłaszcza to, że ktoś próbuje być dobry, pomóc skończyć wojnę, a tworzy przy tym coś katastroficznego, tu nie ma bieli i czerni. Nic dziwnego, że gdy Gareth został reżyserem film roboczo nazwano „Los Alamos”, od miasteczka w Nowym Meksyku gdzie miał siedzibę Projekt Manhattan.



To zainspirowało „Łotra 1”. Galen Erso stał się centralną emocjonalnie postacią, która jest archetypem w stylu Oppenheimera. Galen, który wysyła Jyn wiadomość, nazywając broń Gwiazdą śmierci, bo nie ma lepszej nazwy. To jest echo momentu, gdy Oppenheimer odkrył straszliwą prawdę, co stworzył.

Jednak na tym nie skończyły się inspirację. W korytarzach kampusu Lucasfilmu w San Francisco znajduje się wiele plakatów z klasycznych filmów. Wiele z nich inspirowało pewne elementy „Łotra 1”. Dość istotne są filmy o wykradaniu czegoś w trakcie II wojny światowej (najczęściej kręcone w latach 60.). Takie jak „Działa Nawarony” (1961) czy „Na skrzydłach orłów” (1968). Były one sporą inspiracją, gdy tworzono historię „Los Alamos”.

Ciekawe jest to, że „Działa Nawarony” to film o małej grupie osób, która mierzy się z wielkim, mechanicznym zagrożeniem i większej operacji dziejącej się poza ekranem, a która zależy od sukcesu bohaterów. W pewien sposób wyspa Nawarona jest bardzo podobna, choć oczywiście inna, do tropikalnej planety Scarif. Mamy tam grupę bardzo różnych bohaterów, podobnie jak w „Łotrze 1”. Gregory Peck i jego grupa zabójców i sabotażystów w pewien sposób przypomina Felicity Jones i jej bandę rebeliantów. W obu przypadkach istotne jest to, by historia zeszła na poziom osobisty, by to była opowieść o zwykłych ludziach, którzy znaleźli się w niecodziennych okolicznościach.



Nawet niektóre wypowiedzi są odwzorowaniem tego filmu. Gdy K-2SO mówi do Bodhiego Rooka „Teraz jesteś rebeliantem”, jest to echo słów Gregory’ego Pecka, który mówi swojemu podwładnemu. „Teraz tkwisz już w tym, aż po szyję”.

„Działa Nawarony” inspirowały także klasyczną trylogię, oraz „Wojny klonów”, o czym pisaliśmy tutaj. „Łotr 1” idzie zatem w ślady wcześniejszych produkcji.

„Tylko dla orłów” odegrało z kolei istotną rolę podczas dyskusji o infiltracji cytadeli na Scarif. Zwłaszcza scena, w której Jyn, Cassian i K-2SO w przebraniu Imperialnych starają się znaleźć drogę, a za każdym zaułkiem czyha wróg, to mocno przypomina tamten film. Czy to Clint Eastwood jak porucznik Schaffer, czy Diego Luna jako Cassian Andor, to wciąż ten sam element ekscytacji. Zresztą misja Cassiana by zabić Galena przypomina misję majora Smitha (Richard Burton), o której nie wiedzieli pozostali członkowie zespołu.

To zapewne jedynie część inspiracji dzięki którym „Łotr 1” ma taką a nie inną formę.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Epizod IV w popkulturze

9



O wpływie „Gwiezdnych Wojen” na popkulturę można by napisać niejedną książkę. Trochę więc trudno ogarnąć temat, zwłaszcza, że postaci tak ikoniczne jak Vader, Luke, Han, Leia, organizacje jak Jedi czy Imperium albo Rebelia, nie mówiąc już o cytacie „Niech Moc będzie z Tobą”, stały się częścią fenomenu i kultury popularnej. Także napisy początkowe potem pojawiły się w wielu filmach. Dlatego tym razem zajmiemy się tylko kilkoma, subiektywnie wybranymi przykładami inspiracji kulturowych, głównie bazujących na „Nowej nadziei”.

Chyba najbardziej widocznymi nawiązaniami, czy nawet kopiami są parodie sagi, w szczególności IV Epizodu. Parodiowanie scen ma miejsce w wielu filmach, ale tylko kilka poświęca temu całą fabułę. Najważniejszy z nich to oczywiście „Kosmiczne jaja” Mela Brooksa z 1987. Film nabija się nie tylko z trylogii, ale też „Obcego” czy „Star Treka”. Święcił też tryumfy kinowe. To właśnie w tym obrazie możemy zobaczyć jak szturmowcy przeczesywali pustynię, czy przydługie ujęcia okrętów kosmicznych. Nie zapomniano o całym merchidisingu, ten również zostaje wyśmiany w tym filmie. Swoją drogą warto zauważyć, że wykorzystano tu tarczę wokół planety, która trochę przypomina tę z „Łotra 1”. Ale to raczej kwestia wspólnego pomysłu bazowego. Przez lata Mel Brooks próbował wskrzesić temat sequela, bez skutku. Ale jest nowa nadzieja. Na dniach reżyser ogłosił, że MGM jest zainteresowane sequelem.



Kosmiczne jaja to oczywiście kwintesencja gatunku i film dedykowany sadze. Ale parodie scen pojawiają się w różnych komediach. Choćby w „Hot Shots 2”, gdzie walka z Saddamem Husseinem w jego pałacu jest parodią pojedynku Vadera z Benem Kenobim. Późniejszy to choćby „Paul” Simona Pegga, ponownie zawierający wiele żartów z sagi, w tym kantynę w Mos Eisley z jej charakterystyczną muzyką.

Trzy późniejsze parodie powstały już dla telewizji. To „Family Guy: Blue Harvest” i „Robot Chicken: Star Wars” Setha Greena, a także „Phineas and Freb”. Są to odcinki specjalne, które przelatują przez fabułę IV Epizodu wybierając pewne sceny i na ich podstawie budując gagi. Zostały także wydane na DVD.

Telewizyjne parodie to nie nowość. Warto tu choćby wspomnieć o specjalnym odcinku z gośćmi z „Gwiezdnych Wojen” nagranym w serii Jima Hensona „Muppet Show”. To jedno z pierwszych naprawdę istotnych pojawień się kulturowych sagi. U Hensona sagę wspomniano też w serialu „Muppeciątka” i to nie raz. Prawda jest taka, że współpraca między ludźmi Lucasa i Hensona to całkiem długa historia, która zaowocowała choćby „Ciemnym kryształem” czy „Labiryntem”, zatem te nawiązania nie zaskakują.



Mówiąc o parodiach nie w sposób pominąć także pornograficznych wersji. Tu znów powstało wiele filmów, które w luźny sposób inspirują się sagą (także gejowskich). Jednak jeden jest szczególny, „Star Wars XXX Parody”, gdzie znów mamy odtworzoną fabułę „Nowej nadziei” przerywaną charakterystycznymi dla tego gatunku produkcji akcjami. Temat ten jest o tyle ciekawy, że pojawił się także w filmie Kevina Smitha „Zack and Mini kręcą porno”. Jednym z pomysłów głównych bohaterów jest właśnie parodia sagi nazwana „Star Whores”. Film Smitha powstał jeszcze w 2008, czyli na kilka lat zanim Alex Braun zabrał się za swoją wersję.

U Smitha „Gwiezdne Wojny” pojawiają się w wielu filmach, często w rozmowach bohaterów. W „Sprzedawcach 2” pojawia się dyskusja związano dość mocno z „Wersją specjalną” „Nowej nadziei”, czyli kłótnia o to, kto strzelał pierwszy, Han czy Greedo.



Przyjaciel Lucasa Steven Spielberg nie raz robił sobie żarty z nawiązaniami. W „E.T.” widzimy nie tylko Yodę, ale i R2-D2. Zaś oba droidy pojawiają się zarówno w czwartym Indym jak i pierwszym.



Popkulturowo istnieją bardzo fajne nawiązania ukazujące zarówno Lucasa, jak i obecność „Gwiezdnych Wojen” w kulturze. „Poltergeist” wyprodukowany przez Stevena Spielberga ma piękną scenę, w której widzimy zabawki z „Nowej nadziei”, zaś w „Odlocie” Pixara jest scena w której widzimy kino wyświetlające „Gwiezdne wojny”. Podobne miejsce sagi jest w Kapitanie Ameryce. W „Arturze i Mimikach 3: Dwóch światach” Luca Bessona młody George Lucas widzi postać przypominającą Vadera i zapamiętuje to. Darth Vader z planety Vulcan z kolei zostaje wspomniany w „Powrocie do przyszłości”. Osadzając akcję w latach 70. i 80. właściwie trudno nie odwoływać się do sagi. Widać to dobrze w serialu „Stranger Things”, gdzie odwołań jest mnóstwo, a figurki Kennera zdobią półki. Jedna z bohaterek nawet lewituje „Sokoła”.





Jednak bez wątpienia jednym z najciekawszych kulturowo wizji jest film „Władcy ognia”, gdzie widzimy upadek ludzkości, która cofnęła się w rozwoju. Nie jest w stanie oglądać filmów, ale „Gwiezdne Wojny” przetrwały przekazywane ustnie, stanowią ważny element dziedzictwa i tradycji ludzkości.

„Nowa nadzieja” to także punkt przełomowy w życiu filmowców. Nie tylko tych młodszego pokolenia, jak choćby Gareth Edwards czy J.J. Abrams, ale także James Cameron czy Ridley Scott. Ten pierwszy, będąc kierowcą ciężarówki, tak bardzo poczuł się poruszony „Nową nadzieją”, że zdecydował zmienić zawód i został filmowcem. Ridley natomiast pozwolił, by używany, brudny wszechświat naznaczył dwa jego najważniejsze dzieła z początku kariery, czyli „Obcego” i „Łowcę androidów”.

Zaś jeśli chodzi o starwarsówek, to plakaty z „Nowej nadziei” pojawiają się w „Super 8” J.J. Abramsa. Nie mówiąc już o R2-D2 w Star Treku i jego kontynuacji. Nawiązania do szturmowców w dialogach mamy w „Na własne ryzyko” Colina Trevorrowa.

Jeśli chodzi o gry komputerowe, tam również widać wpływ „Nowej nadziei”. Dwa przykłady. W „Dreamfall Chapters” - przygodówce, której część dzieje się na futurystycznej Ziemi - trwają wybory w ogromnym Europolis. Jedną z kandydatek (którą popiera też główna bohaterka, Zoe), jest Polka, Lea Umińska. Jej zwolennicy malują na ścianach graffiti przedstawiające Leię:





W „LISIE"” postapokaliptycznym RPG, w którym wcielamy się w mężczyznę chroniącego ostatnią dziewczynkę na Ziemi, można odnaleźć jedną, drobną aluzję. Chodzi o słynną kłótnię kto strzelił pierwszy. Wedle gry był to niejaki Chiffon Solo. Może imię zgubiło się w mrokach niepamięci przez te wszystkie lata?

Prawdopodobnie największą obecność w szeroko rozumianej kulturze „Gwiezdne Wojny” miały podczas rządów Ronalda Reagana w USA. Wykorzystał on analogię Zimnej Wojny do sagi. Nazywał ZSRR mianem złowrogiego Imperium, ale uruchomił też program nazywany powszechnie Gwiezdnymi Wojnami. Miała to być kosmiczna tarcza rakietowa. Poniekąd ten kierunek stał się kanwą filmu „Gry wojenne”, w którym także w dialogach pojawiają się nawiązania do sagi.



Ta mania na punkcie sagi, ale też kosmosu, za którą odpowiada premiera „Nowej nadziei” oraz w mniejszym stopniu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, miały też wpływ na Bonda. Ekranizacja „Moonrakera” pewnie była w dalszych planach, przyśpieszono ją, w dodatku pominięto cały oryginalny wątek z powieści o rakiecie z ładunkiem atomowym, tworząc bazę kosmiczną i wysyłając Jamesa Bonda na orbitę. Dodatkowo dostaliśmy scenę w której strzelają się z laserów. Bardziej to kino SF niż klasyczny Bond.

„Nowa nadzieja” miała też wpływ na „Star Trek”. Tam był pomysł na sequel, plus presja fanów, która nagle urosła. Studio zaś zobaczyło, że może coś na tym zarobić. Miał być film telewizyjny, nowy sezon serialu, ostatecznie skończyło się na filmie pełnometrażowym w kinie. Choć dopiero od „Gniewu Khana” „Star Trek” zaczął odkrywać swoje kinowe tory.



Jednym z bardzo ciekawych nawiązań do genezy „Nowej nadziei” jest fanfilm George Lucas in Love, który w świetny sposób portretuje pewne klasyczne motywy, jednocześnie nawiązuje do „Zakochanego Szekspira”. Jednak warto wspomnieć o jeszcze jednym filmie, który wyprodukował Gary Kurtz (producent IV i V epizodu). „’77” czy też pierwotnie „5-25-77” to autobiograficzna opowieść Pata Johnsona (scenarzysta „Ostatniego smoka”), w której istotną rolę odgrywa premiera „Gwiezdnych wojen” i tego jak „Nowa nadzieja” oraz to co przyszło po niej zmieniła świat przyszłego filmowca. Film ukończono przy okazji 30-lecia sagi. Pierwsze pokazy miały miejsce na Celebration IV, jednak nigdy nie wszedł do szerokiej dystrybucji. Za to ponownie pojawił się w kilku kinach w zeszły czwartek.

Podobnie jak to było w wielu innych przypadkach, ilość nawiązań jest ogromna, więc jest to jedynie mały ułamek tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Ostateczny wynik „Łotra 1”

36

30 kwietnia 2017 w Stanach Zjednoczonych po raz ostatni wyświetlano w normalnym trybie „Łotra 1” w kinach. W większości innych krajów pierwszy pełnometrażowy spin-off sagi od Disneya zakończył swój bieg wcześniej.

  • W USA „Łotr 1” zarobił dokładnie 532177324 USD. To daje mu pierwsze miejsce w 2016, oraz siódme w ogólnej klasyfikacji wszech czasów. Lepiej z sagi sprawiło się jedynie „Przebudzenie Mocy”.
  • Na rynkach światowych (poza USA) „Łotr 1” przyniósł 523,9 miliona USD. To zaledwie 58 pozycja. Najwięcej zarobił w Wielkiej Brytanii (81 milionów USD), Chinach (69 milionów USD) i Niemczech (46 milionów USD). Poza Stanami lepiej poradziło sobie oczywiście „Przebudzenie Mocy”, ale także „Mroczne widmo”.
  • Globalnie film Garetha Edwardsa przyniósł 1056,1 miliona USD, co obecnie klasyfikuje go na 22 pozycji.
  • Jeśli uwzględnimy inflację, to więcej niż „Łotr 1” zarobiły „Nowa nadzieja”, „Przebudzenie Mocy”, „Mroczne widmo”, „Powrót Jedi” i „Imperium kontratakuje”. „Zemsta Sithów” zarobiłaby niewiele mniej. Byłby to też 57 najlepszy wynik w Stanach.
Przedstawiciele Disneya nie raz mówili, że nie oczekują by „Łotr 1” dorównał „Przebudzeniu”, ale chyba mają powody do zadowolenia. Tymczasem warto zauważyć, że film Abramsa niedawno stracił jeden ze swoich rekordów. „Szybcy i wściekli 8” mieli lepsze otwarcie poza granicami USA. Zresztą ten film już globalnie zarobił więcej niż „Łotr 1”.

Chiang o projektowaniu baz imperialnych w „Łotrze 1”

oficjalna
6

Doug Chiang przy okazji premiery „Łotra 1” na DVD/BD w USA udzielił oficjalnej krótkiego wywiadu o inspiracjach i pomysłach wykorzystanych i rozwijanych przy okazji filmu Garetha Edwardsa. Tym razem w całości mówił o bazach imperialnych



Jedną z ciekawszych eksploracji twórczych jego zdaniem była baza na Eadu. Początkowo zastanawiali się jak mogłaby wyglądać baza imperialna na różnych, bardzo odmiennych planetach. Pomysł był taki, by Imperium zajęło lokację i ustanowiło tu swoją architekturę nie patrząc na względy wizualne, czy krajobraz. To miało być takie małe zamknięte miasteczko. Z czasem jednak okazało się, że baza na Eadu miała się stać ukryta, czyli raczej w stylu tajnych baz znanych z przygód Jamesa Bonda. Wtedy narodził się pomysł, by Imperium wwierciło się dość mocno w te wzgórza. Chiangowi od lat po głowie chodziły wizje w których Imperium dość mocno modyfikuje oryginalny krajobraz. Ostatecznie zdecydowano, że Eadu będzie planetą płaskowyżów. Imperium przyleciało tu ze względu na naturalne trudności w nawigacji. Zbudowali swoją bazę w ścianie kanionu. Dodatkowo na Eadu występowały wieczne mgły i deszcze, co czyniło to miejsce idealnym na ukrytą bazę.

Inspiracje oczywiście czerpano ze starych szkiców Ralpha McQuarriego. Cztery cylindry to bez wątpienia Ralph i jego „Gwiezdne Wojny”. Jednocześnie starano się platformę lądowniczą stworzyć tak, by od razu wyglądała na imperialną. Oczywiście jest jeszcze wiele innych kształtów imperialnych, jak choćby drzwi, czy inne formalne struktury, to także dotyczy kolumn czy świateł. To musi być bardzo uporządkowane.



Początkowa brama nad Scarif była bardzo duża, dokowały tam niszczyciele gwiezdne. Chiang twierdzi, że pierwsze koncepty specjalnie były dość mocno przesadzone. Wiedzieli, że chcą zacząć od czegoś dużego, bo to podnosi poprzeczkę. To był pomysł, który dopiero miał zainspirować twórców. Innym takim pomysłem był gigantyczny, sztuczny pierścień wokół Scarif na którym konstruowano niszczyciele. To też miała być stacja, gdzie naprawiano, konserwowano, doładowywano i modyfikowano okręty. Ten wielki pierścień miał pokazać jak wielka jest Gwiazda Śmierci, ale z drugiej strony zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie nie zadziała to na odwrót i nie przyćmi Gwiazdy Śmierci. Mniej więcej w tym samym czasie przyszedł do nich Gareth Edwards i mówił o konieczności zmiany projektów ze względu na scenariusz. Scarif wtedy miało być bazą produkcyjną. Więc pomyślano o tym, by Imperium ponownie zmieniło samą planetę. Narodziła się wizja doku planetarnego, w którym konstruowano Gwiazdę Śmierci. Gwiazda mogłaby dzięki temu wracać na Scarif, gdzie w razie potrzeby była by modyfikowana i przede wszystkim doładowywana.



Dla Chianga przy takich projektach bardzo ważne jest pytanie na ile to wszystko jest logiczne. On widział Imperium trochę jak wirusa, który przemienia środowisko na swoją modłę. To chciał osiągnąć na Scarif. Mieli ukazać, że oryginale piękno planety zostało w jakiś sposób zniszczone budując bazę imperialną. W pewien sposób miała to być zapowiedź bazy Starkiller, tylko jeszcze trochę na mniejszą skalę. Zresztą pozostało to w pewien sposób w filmie, gdy widzimy wodospady przy cytadeli.

Scarif się zmieniała. Z jednej strony mieli pomysł, by to był w pewien sposób Pentagon, z drugiej bardzo chcieli uczynić z niej centrum remontowe Imperium. Cytadela także w pewnym momencie miała być większa, na tyle wysoka, by Gwiazda Śmierci mogła do niej dokować. Wieża pełniłaby tym samym rolę gigantycznej kosmicznej windy. Oczywiście wszystko musiało się zmienić wraz ze scenariuszem.

Ważne było też stworzenie pilnie strzeżonego centrum danych. To musiało wyglądać jak forteca. Istotnym nawiązaniem były tu porty, których R2-D2 używał na Gwieździe Śmierci do komunikacji. To był punkt wyjścia, ale trzeba był o stworzyć wiele więcej warstw, bardziej inspirując się jakimś zamkiem i skarbcem, niż typową serwerownią czy garnizonem. Ale to wszystko musieli połączyć.



Dla Chianga wyzwaniem była też „Nowa nadzieja”. Jej bliskość wymagała, by tak z 80 % projektów było dość zgodnych z klasyczną trylogią. Jedynie w 20% mogli się trochę więcej pobawić.

Chiang już raz wypowiadał się o łotrowych konceptach. O pomysłach mówił też Gareth Edwards i Pablo Hidalgo, zaś o tym, co wycięto z „Łotra” pisaliśmy tutaj.

Doug Chiang o powstawaniu U-winga

6

W kolejnym materiale opublikowanym na youtube, z okazji promocji wyjścia na BD/DVD "Łotra 1", Doug Chiang przybliża proces powstawania U-winga na potrzeby filmu. Gareth Edwards postawił im poprzeczkę bardzo wysoko, chciał aby stworzyli coś tak rozpoznawalnego jak Sokół Millenium czy X-wing. Doug wraz z ekipą przygotowali wiele projektów, z których mieli wyłonić ostateczną wersję. Bardzo szybko się okazało, że jeden kształt, bazujący na literze U, powtarza się w nich bardzo często. Poniżej zamieszczamy filmik, z wieloma grafikami koncepcyjnymi, na którym można zobaczyć jak wyglądała część z tych projektów i jak się one zmieniały.

O kulisach „Łotra 1” raz jeszcze

16

Wraz z premierą na DVD/BD w USA pojawiają się nowe artykuły ukazujące kulisy powstawania „Łotra 1”.



Jedną z pierwszych trudności z filmem zdaniem reżysera, Garetha Edwardsa było to, co chcieli w nim zawrzeć. Nie chodzi już o „Nową nadzieję”, a o nowe rzeczy. Ilość pomysłów była ogromna. On sam przeglądał wiele książek i albumów ze zdjęciami i konceptami i dorzucał kolejne elementy do listy tego, co chciałby by znalazło się ostatecznie w „Łotrze 1”. Reżyser samodzielnie stworzył plik PDF z tysiącami takich obrazków. To były różne pomysły, patrzyli na Wietnam, Nepal, Buddyzm i egzotyczny, Daleki Wschód wraz z całą jego mistyką. To rzeczy z których Lucas czerpał, ale nie wykorzystał ich w filmie, nie kręciła tam zdjęć. Z drugiej strony spoglądali w kierunku kina. „Cienka czerwona linia”, „Łowca androidów” czy „Obcy” to oczywiście obok oryginalnej trylogii największe źródło inspiracji.

Mając już wiele pomysłów zaczęto rozmowy ze scenarzystami. Wtedy następuje etap w którym trzeba zacząć się ograniczać i wybrać to co najistotniejsze. Lub też najłatwiejsze do zrealizowania niewielkim kosztem.

Wyzwaniem było też napisanie scenariusza. Zazwyczaj jest tak, że ma się pomysł na film i trzeba wymyślić dobre zakończenie. Tu koniec był znany od samego początku, trzeba było resztę powiązać i dobrze przemyśleć. Oczywiście jednym z problemów był los głównych bohaterów, których potem nie ma w trylogii. Najbardziej logicznie i najlepiej byłoby, gdyby zginęli poświęcając się dla misji. Ale na wszelki wypadek w pierwszej wersji uratowano Cassiana i Jyn. Pokazano ten tekst Kathleen Kennedy, ta zaś patrząc na nic powiedziała, że oni chyba powinni zginąć. Jak już się sama zgodziła, to nie było odwrotu.

Dla Edwardsa wielkim przeżyciem było grzebanie w archiwach Lucasfilmu, zwłaszcza w poszukiwaniu fragmentów „Nowej nadziei”, które nie zostały wykorzystane w ostatecznym filmie i dałoby się je użyć w „Łotrze 1”. To był kosztowny proces, jak się okazało ILM musiało się natrudzić nie tylko z transferem, ale przede wszystkim dostosowaniem wyglądu X-wingów.



Zastanawiali się też nad głównym antagonistą. Problem z Vaderem i Tarkinem był taki, że wiedzieli, iż nie mogą zabić tych postaci. Z drugiej strony przy Tarkinie zastanawiali się też czy obsadzić w tej roli innego aktora (w miejsce Petera Cushinga), czy zrobić coś innego. W „Nowej nadziei” Imperator jest wspominany, ale nieobecny. To mogło być rozwiązanie problemu Tarkina, zwłaszcza jak pojawił się nowy szwarccharakter, którego można skrzywdzić, czyli Krennic (Ben Mendelsohn). W „Łotrze 1” zależało im by wszelkie postaci miały jakieś konflikty z kimś, kto jest po tej samej stronie. Tarkin wydawał się więc idealną przeciwwagą dla Orsona. Tak więc wrócił do gry.

Nad cyfrowym Tarkinem i Leią pracował ILM. Ta technologia miała pewne wady, o czym filmowcy zdawali sobie sprawę. Sami nie byli pewni, czy to się sprawdzi. Spece od efektów starali się jak mogli, ale filmowcom to nie odpowiadało. Dopiero jeden z asystentów Kathleen Kennedy, który nie był zaangażowany w cały proces, zapytał dlaczego się czepiają tak tego aktora. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że to była postać stworzona za pomocą CGI. To im uświadomiło jak blisko byli efektu, który naprawdę chcieli osiągnąć.

Edwards wspominał też jak wielkim przeżyciem dla niego jako fana, było spotkanie Carrie Fisher. Zobaczył ją na żywo jeszcze na planie Epizodu VII. Reżyser boleje nad stratą aktorki, zwłaszcza, że niefortunnie się to złożyło z jej odmłodzoną, komputerową wersją w „Łotrze 1”. Sporo o cyfrowych postaciach pisaliśmy tutaj.



Gareth jest także bardzo wdzięczny za to, że w Lucasfilmie dostał możliwość nakręcenia tak dużych zmian. Jego zdaniem to często za bardzo ogranicza produkcje filmowe, bo zostaje tam już tylko montaż. Tu nakręcenie nowego materiału, było drogie, ale jego zdaniem pozwoliło nadać temu filmowi, w szczególności końcówce taki kształt jaki powinna mieć.

Natomiast Gary Whitta wspomina proces swego zatrudnienia. Otóż, gdy ogłoszono, że będą nowe, niezależne filmy Star Wars, zadzwonił do swojego agenta i powiedział mu, że musi być jakiś sposób, by pogadać z kimś z Lucasfilmu i go wkręcić. Wiedział, że wielu scenarzystów na pewno ma podobne marzenia, ale jak się okazało nie tak wielu chwyciło za telefon i na serio zaczęło działać.

Jego pierwsze spotkanie w LFL było niczym wizyta w CIA. Nikt mu nic nie powiedział, tylko go prześwietlano. Nawet nie zasugerowano o czym miałby być film. Jednocześnie obowiązywała pełna sekretność i o samym spotkaniu nikt nie mógł wiedzieć. Dowiedział się tego później, z notatki i szkicu Johna Knolla. Pomysł bardzo się spodobał Gary’emu, od razu go kupił. Był genialny, ale Knoll nie był scenarzystą, więc nie potrafił sobie poradzić z resztą.

Na drugim spotkaniu po tym jak już przeczytał notatkę, Whitta zasugerował, że trochę mu to przypomina „Wroga nr 1”, gdzie była silna postać kobieta, strefa działań wojennych. Knollowi ten pomysł się bardzo spodobał. Gary jeszcze nie wiedział dlaczego, ale jak już go zatrudniono dostał do wglądu prezentację w PowerPoincie, którą przygotował Knoll lobbując za tym filmem. Było tam bardzo wiele ujęć i z „Wroga nr 1”. Dobrze więc trafił, gdyż jego pomysł był bardzo zbieżny z wizją Johna.

Whitta skomentował też fakt, że jest wymieniany jako twórca historii, nie scenariusza. Dla niego ten film przypominał wyścig sztafetowy. Pierwszy wystartował John, potem przekazał pałeczkę Gary’emu. Ten wykonał kawał wyczerpującej pracy, którą przejął Chris Weitz. Ten stworzył między innymi Chirruta, Baze’a, Bodhiego, a następnie swój wkład przekazał Tony’emu Gilroyowi, który tą sztafetę doprowadził do końca. Obecnie mało kto wie, co kto stworzył. Są tylko cztery nazwiska w napisach końcowych.



Jedną z ciekawostek podczas pisania scenariusza było to, że John Knoll kazał im tylko naszkicować bitwę nad Scarif. Stwierdził, że w czasie normalnych zdjęć nie będą mieli czasu się nią zająć, więc cała bitwa w kosmosie została stworzona od początku już w czasie postprodukcji. Nie chodzi tylko o jej nagranie czy efekty, a o całe wymyślenie. Zresztą praktycznie tworzyli ją prawie do samego końca, z czym także musieli się uporać montażyści, którzy długo nie dostali materiału.

Takim przykładem niezdecydowania się było choćby przybycie floty nad bramę nad Scarif. Zamiast pisać scenariusz wprost, eksperymentowano wizualnie. Już wcześniej były podobne doniesienia.

Knollowi bardzo też się podobał pomysł z łamaczem blokady, który pcha jeden niszczyciel na drugi. Bardzo chciał zobaczyć mechaniczne zniszczenia. To miało być coś spektakularnego i coś, czego jeszcze nie pokazali na ekranie.

Na Epizod X poczekamy parę lat, na razie czekają nas Antologie

28



Jak twierdzą na Star Wars News Net ich zaufany informator zdradził im kilka szczegółów na temat planów Lucasfilmu na kolejne lata. O tym, że nowe filmy są rozpisywane mówił wielokrotnie Bob Iger (ostatnio). Źródło SWNN twierdzi, że w wielu przypadkach są to raczej mniej lub bardziej luźne pomysły. Lucasfilm oficjalnie niczego nie potwierdzi, dopóki nie będzie mieć pewności, że zabiorą się za realizację takiego projektu. Natomiast obecnie wiele z tych filmów nie ma jeszcze nawet przypisanych potencjalnych twórców. Ekipa Kathleen Kennedy rozgląda się, zostawiając sobie pole do manewru. Informacje te należy na razie traktować jako plotki, choć kto wie, może za jakiś czas (np. przy okazji Celebration lub D23) część z tych rzeczy zostanie potwierdzonych (lub zmienionych).

Sam proces powstawania nowych filmów polega na tym, że pomysły zbiera Kathleen Kennedy. Jeśli jest zaintrygowana idzie z tym do Story Group, gdzie idea jest rozwijana. Dopiero potem przedstawiają wynik swojej pracy w Disneyu. Projekt oficjalnie może wystartować jak zostanie zatwierdzony na wszystkich szczeblach. Jeśli tak nie jest, to pomysł może zacząć żyć w innym medium.

Co według źródła SWNN planuje Lucasfilm po Epizodzie IX? Na pewno przerwę od Sagi. Epizody X – XII na pewno powstaną w swoim czasie, będą adresowane już do nowego pokolenia. Przez najbliższe lata jednak czekają nas kolejne Antologie.

Jedną z nich może być film o Benie Kenobim. Ewan McGregor nie raz przebierał nóżkami. Kathleen Kennedy także podoba się pomysł. Chcą zrobić film, który jak łatwo się domyśleć, będzie się dział między „Zemstą Sithów” a „Nową nadzieją”. Jeden film, nie trylogię. Jednym z chętnych do wyreżyserowania tego filmu jest Gareth Edwards, który już wcześniej sugerował, że dla tego tematu chętnie wróciłby do wysokobudżetowych produkcji, od których na razie zamierza odpocząć. Lucasfilm też jest zadowolone ze współpracy z Edwardsem, więc kto wie? Ale nawet jeśli to jemu przypadnie ten obraz, producenci i scenarzyści będą inni niż w „Łotrze 1”.

Drugi z filmów to antologia z Bobą Fettem i innymi łowcami nagród w roli głównej. To film, nad którym czuwał Simon Kinberg i który miał wyreżyserować Josh Trank. Wraz z odejściem reżysera projekt przesunięto w czasie, ale nie skasowano. Bob Iger także potwierdził niedawno, że projekt żyje. Fett podobno ma mieć istotną rolę, ale będzie to bardziej film o grupie łowców nagród niż nim samym. Punkt wyjścia filmu się nie zmieni, dalej to będzie ta sama historia nad którą pracował Kinberg i którą mieli zapowiedzieć na Celebration w Orlando w 2015, ale nie wyszło.

Trzeci projekt o którym mowa, to gwiezdno-wojenna odpowiedź na „Zmierzch”. Romans Young Adult, tragiczna love story, która ma trochę iść w kierunku romansu Hana i Lei z „Imperium kontratakuje”. Tu Kennedy bardzo by chciała, żeby ten film został wyreżyserowany przez kobietę.

Czeka nas też co najmniej kilka seriali animowanych. Nad nimi nadal będzie czuwał Dave Filoni, ale tym razem może będą czymś więcej niż tylko zapełnianiem luk w istniejącej chronologii. Jeśli zaś chodzi o serial aktorski, to kto wie, co wyjdzie. Może ruszy się po Epizodzie IX, ale Lucasfilm musi też uważać by nie zalać rynku. Między innymi dlatego na Epizod X będzie trzeba poczekać.

Do Celebration zostało już 12 dni. Zobaczymy, czy tym razem zdadzą nam więcej o swoich planach.

O kulisach „Łotra 1” raz jeszcze

25



Wraz ze zbliżającą się premierą „Łotra 1” na BD/DVD pojawiają się nowe artykuły. Entertainment Weekly ukazuje kilka aspektów z produkcji filmu o których wcześniej niewiele wiedzieliśmy. W dużej mierze zdradzili je Gary Whitta i Gareth Edwards.

Jednym z elementów, który miał trafić do filmu, ale ostatecznie się w nim nie znalazł była planeta Dantooine. Jak twierdzi reżyser, fakt iż Dantooine nie pojawia się w filmie to przede wszystkim kwestia cięć budżetowych. Bohaterowie lecą do bazy rebelii, potem lecą w misję i wracają do bazy rebelii. Przeniesienia bazy z Dantooine na Yavin zwiększyłoby koszty produkcji. Bardzo chcieli pokazać, że Leia mówiąc o bazie na Dantooine dokładnie wiedziała, co mówi wskazując porzuconą lokalizację. To przeniesienie się miało nastąpić w trakcie filmu.

„Łotr 1” miał także ukazać przyczyny zmiany bazy z Dantooine na Yavin. Mieliśmy zobaczyć jak imperialne sondy ją odkrywają i jak przeprowadzana jest ewakuacja. To wszystko jednak było za drogie, więc pocięto koszty. Dantooine zostało jednak ukazane w serialu „Rebelianci” w odcinku Secret Cargo.

Inny przykład budżetowych cięć to przeniesienie Sawa Gerrery na Jedhę. W oryginale chcieli go pokazać na księżycu pełnym wyładowań elektrycznych. Raz, zwiększało to budżet, dwa również historia zaczynała się zbytnio rozrastać, więc wycięto ten świat.

Whitta twierdzi, że mieli dużo więcej pomysłów na pojawienie się w tle różnych znanych postaci z uniwersum. Ale to zostało pocięte z różnych względów. Choć Gary sam przyznaje, że niektóre takie występy nie były potrzebne. Choćby doktor Evazan i Ponda Baba, to jego zdaniem było trochę za dużo.



Przy tych wszystkich powrotach ważne było, że dostali przykaz z góry, by raczej koncentrować się na nowych rzeczach i postaciach. Niemniej jednak Whitta bardzo chciał mieć Ackbara w filmie, podczas bitwy o Scarif. Ponieważ bohater ten pojawił się także w „Przebudzeniu Mocy” postanowiono go zastąpić innym kalamarianinem, czyli admirałem Raddusem. Taka mała ewolucja.

Dużo problemów twórcom sprawiła też sama „Nowa nadzieja”, która po dłuższej analizie nie jest tak spójna jak wygląda. Niektóre dialogi są sprzeczne ze sobą. Twórcy „Łotra 1” musieli je sobie wszystkie rozpisać. Jeden z takich problemów, który musieli rozwiązać scenarzyści „Łotra 1” i ich pomocnicy to kwestia transmisji danych i taśmy danych. Oryginalny pomysł w spin-offie był taki, by ukraść plany i odlecieć ze Scarif, dopiero potem gdzieś je przesłać. Ale to było zbyt długie. Musieli to jakoś skompresować, dlatego wieża transmisyjna znalazła się na Scarif. Ale nawet ta wieża początkowo znajdowała się poza Cytadelą. Dlatego kręcono sceny ucieczki z planami. Los bohaterów miał być taki sam, tylko sama transmisja miała się odbyć z innego miejsca. Więc ostatecznie tę sekwencję również skrócono. Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę, że film powinien trwać koło dwóch godzin, nie więcej. Czasem trudno było w nim wszystko zmieścić.

Wersja cyfrowa „Łotra 1” debiutuje w USA

16

Dziś w USA debiutuje wersja cyfrowa „Łotra 1”. Przynajmniej ta oficjalna, bo przecieki pojawiły się już parę dni temu. 4 kwietnia „Łotr 1” ukaże się w USA na DVD i BD. Galapagos wprowadzi polskie wydanie na rynek 26 kwietnia. Tymczasem trwa nowe reklamowanie „Łotra 1”. Dostępny jest krótki dokument z Garethem Edwardsem o roli Dartha Vadera w filmie.



Jest też już przeciek menu jakie zobaczymy na BD.

Woody Harrelson zdradził imię swojej postaci

19

Woody Harrelson ostatnio zaczął wypowiadać się trochę na temat filmu o Hanie Solo. Wpierw powiedział, że obraz może być tak dobry jak dobry jest reżyser, a tym przypadku reżyserzy. Jego zdaniem w filmie jest wiele rzeczy, które same w sobie mogą być dobre, acz nie zawsze bardzo dobre i niekonieczne zgrywają się z resztą. Możemy mieć wspaniały scenariusz, wspaniałych aktorów, ale czasem potrzeba kogoś, kto wskaże kierunek, ustali, co poszło nie tak jak powinno. W tym wypadku Harrelson pokłada dużą nadzieję w Philu Lordzie i Chrisie Millerze. Jak sam twierdzi, na pokładzie mają wspaniałych aktorów, wspaniały scenariusz i wspaniałych reżyserów, więc czuje, że to będzie bardzo dobry film.

Tak swoją drogą niedawno Gareth Edwards również powiedział, że wysoko ceni kunszt Lorda i Millera.

Wracając jednak do Woody’ego. Jimmy Fallon w „The Tonight’s Show” zapytał go o rolę w filmie o Hanie Solo. Harrelson odpowiedział, że jego postać nazywa się Beckett i jest pewnego rodzaju kryminalistą oraz mentorem Hana Solo. Poza imieniem, nic więcej nie zdradził. Wcześniej pojawiły się (wyssane z palca) plotki, że zagra Garrisa Shrike’a. Zobaczymy, czy tym razem Woody powiedział prawdę, czy może tak rzucił imię z powietrza.



O filmie wypowiedziała się także Phoebe Waller-Bridge. Nadal co prawda nie wiemy, czy zagra ona postać w technice motion capturę, jak donosiły pewne plotki. W każdym razie zdaniem Phoebe praca na planie to prawdziwa zabawa. To jej zdaniem jedna z najbardziej zabawnych rzeczy na świecie. Choć przyznaje, że ma to też złe strony. Cała ta sekretność. Czasem jest bardzo trudno. Raz miała taki dzień, gdy przyszła do domu i powiedział tylko „argh”. Nikomu nie mogła powiedzieć nic więcej.

Zdjęcia do filmu o Hanie Solo trwają. Do kin trafi 25 maja 2018.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.