Spis newsów (Zemsta Sithów)

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Przegląd teorii o Snoke'u

Przepastny Internet
29



Od niemal dwóch lat jedno imię spędza sen z powiek fanów, którzy choć raz widzieli „Przebudzenie Mocy”: Snoke. Niejednego z nas zastanawia tożsamość tajemniczego przywódcy Najwyższego Porządku. Bohater ten może nie rozpalałby tak bardzo wyobraźni, gdyby nie parę nielicznych faktów, które o nim wiemy. Najważniejszy z nich to czasy jego życia, Snoke bowiem był świadkiem powstania i upadku Imperium, z czego wniosek, że musiał urodzić się jeszcze przed „Zemstą Sithów”. Fani szybko przyjęli więc tezę zgodnie z którą wódz musi być jakoś powiązany z jedną z istniejących postaci.

Poniżej przedstawiamy kilka wybranych teorii o pochodzeniu Snoke'a, które albo cieszą się największą popularnością, albo są po po prostu ciekawe. Nie sposób przedstawić ich wszystkich, bo miłośnicy SW są w stanie udowodnić każdą tezę. Absolutnie każdą.

Snoke to Plagueis



Jak o tym pomyśleć, to teoria nie jest taka głupia, a przynajmniej wiele osób w nią wierzy. Właściwie ma najwięcej sensu ze wszystkich tu przedstawionych. O mistrzu Palpatine'a w nowym kanonie nie wiemy wiele ponad to, co przedstawiono w „Zemście Sithów” wraz ze słynną tragedią. Plagueis miał moc utrzymania tych, których kochał przy życiu, jednak zabił go własny uczeń. Ale czy na pewno? Może to Sheev się tutaj myli?

Dowody? Są ich oczywiście dziesiątki. Można na sam początek krzyknąć, że rasa się nie zgadza... ale tutaj wszystko jest kwestią tego, jak Disney potraktuje wolę Lucasa, który chciał, aby Sith był Muunem. I takowym jest w Legendach, ale nawet w „The Force Unleashed II”, gdy wczesna wersja scenariusza zakładała jego udział, eksperymentowano z jego wyglądem. Tak więc nowokanoniczny Plagueis może być po prostu przedstawicielem nowego gatunku, choć w pracach koncepcyjnych do TFA faktycznie wyglądał momentami jak mieszkaniec Muunilinst. EU prawdopodobnie będzie stanowiło inspirację i tylko (lub aż) inspirację - coś w duchu tego, co robił duet Lucas-Filoni w TCW, a potem sam Filoni w „Rebels”. Potwierdzeniem tego jest zdjęcie Andy'ego Serkisa, który na planie prócz swojego kostiumu do motion capture ma jeszcze laskę... bardzo podobną do tej, z którą przedstawiono mistrza Palpatine'a w parodystycznym „Tagu i Binku” (którego bohaterowie notabene pojawią się w „Solo”), a potem już w kanonicznych źródłach.

No dobrze, skoro przyjmiemy tezę, że rasa może być inna, to właściwie jaka była historia Plagueisa? Ano taka, że - jak jest to sugerowane w „Zemście” - mógł faktycznie nakłonić midichloriany do poczęcia Anakina. To by tłumaczyło jego późniejsze zainteresowanie Kylem, wnukiem Skywalkera. Potem okazałoby się, że wcale nie zginął z ręki ucznia, a to Palpatine przez cały czas żył w niewiedzy - niemniej, blizny, do tego duże, pozostały. Tymczasem Plagueis, znany teraz pod nowym mianem, zaszył się gdzieś w Nieznanych Regionach (co by tłumaczyło dlaczego Imperator był bardzo zainteresowany tym obszarem galaktyki) i powoli się odradzał po ich pojedynku. Widać to nawet na filmach - w „Przebudzeniu Mocy” ubytek na lewym policzku Snoke'a jest o wiele większy niż na teaserach „Ostatniego Jedi”. Przywódca Najwyższego Porządku używa cytatu Palpatine'a („Fullfill your destiny”), a może to Sheev pożycza od mistrza.

Są też aluzje na poziomie pozafabularnym, a mianowicie w muzyce. Utwór, który słychać w momencie opowieści o Plagueisie Mądrym, jest niezwykle podobny do motywu Snoke'a (tu można posłuchać obu). Złośliwi mogą powiedzieć, że to po prostu John Williams recyklinguje własną muzykę, ale coś w tym jest. Spójrzcie też na to wideo z panelu, na którym pada pytanie o Plagueisa. Isaac wygląda dziwnie, Ridley nieomal nie wypowiada zdania "Czy to S...", a Abrams i Kasdan wyraźnie unikają pytania.

Prawdopodobieństwo: Wbrew sceptykom, całkiem spore, a przynajmniej najbardziej logiczne. Jasne, Pablo napisał na Twitterze, że to nie Plagueis, ale chyba nikt się nie spodziewa, że jedna z większych tajemnic franczyzy wartej miliardy dolarów zostanie ujawniona w tweecie? Abrams również zaprzeczał jakoby Cumberbatch miał nie grać Khana w „Star Treku”.

Snoke to Palpatine



No dobrze, to skoro nie mistrz, to może uczeń? Fani tej teorii odwołują się do Legend, w których to Imperator zawczasu się przygotował na ewentualne zejście z tego świata i stworzył dla siebie swoje własne klony, do których mógł przenieść duszę. Dlaczego więc nie mogłoby być tak i tym razem? Snoke przecież przypomina wczesne wersje Imperatora w wykonaniu McQuarriego. Fani używają jeszcze powyższych argumentów z muzyką i wyborem Kyla na ucznia na poparcie właśnie tej tery, a nie Plagueisa. Ich zdaniem bardziej pasowałaby do Sheeva. Inna wersja głosi, że duch Imperatora nawiedził... płonące ciało Vadera. Stąd liczne blizny na twarzy dowódcy.

Prawdopodobieństwo: Raczej niskie. Jak by nie patrzeć, to owszem, Imperator spadł w dół szybu, a przecież znamy kogoś, kto taki upadek przeżył. Ale potem szyb, wraz z całą resztą, po prostu wybuchł. A nie mamy w kanonie żadnego dowodu, że Palpatine umiał przenosić swą duszę. Pozostaje również kwestia tego, czy Disney naprawdę chciałby recyklingować tę postać.

Snoke to tajny uczeń Palpatine'a/Vadera i/lub inkwizytor



„Zawsze dwóch ich jest” - wszyscy znamy Zasadę Dwóch, choć Imperatorowi nie zawsze było z nią po drodze, zarówno w starym, jak i nowym kanonie. W pierwszym akcie marvelowskiego „Vadera” widzimy, że Palpatine nie był zbyt zadowolony z porażki ucznia po Yavinie IV, więc zaczął sobie szukać nowych. Oczywiście żaden z nich nie przeżył... ale czy to znaczy, że nie mógł mieć gdzieś innych? Ukrytych przed wzrokiem imperialnych dygnitarzy, oficerów i samego Vadera? Mógłby go szkolić na wypadek swej ewentualnej śmierci. To samo tyczy się Skywalkera, który przecież w Legendach złamał Zasadę Dwóch i przyjął Galena Marka pod swe skrzydła. Inni fani mówią, że Snoke może być synem Palpatine'a, który okazał się porażką i został porzucony przez ojca gdzieś w Nieznanych Regionach. Tu znowu wracamy do kwestii zainteresowania Imperatora tym obszarem.

Bardzo popularna na początku „Rebeliantów” teoria głosiła, że Snokiem jest Wielki Inkwizytor, bo przypomina go fizycznie. Teraz już wiemy, że taka opcja jest wykluczona, ale przecież mógł być jednym z braci. No bo czy to nie przypadek, że historia o inkwizytorach pojawiła się w komiksach właśnie przed epizodem ósmym?

Prawdopodobieństwo: Średnie. Brzmi to całkiem nieźle, ale brak większych dowodów. Przeciwnicy tezy o uczniu mówią, że Snoke jest za stary na to, by uczyć się u Imperatora, ale jeśli był członkiem długowiecznej rasy? Z drugiej strony wersja z synem Palpatine'a wydaje się cokolwiek nieprawdopodobna.

Snoke to Mace Windu



Jeśli nie ma ciała, znaczy, że nie umarł. Od ponad dwunastu lat od premiery „Zemsty Sithów” fani nie ustają w prześciganiu się w wymyślaniu ostatecznego losu jednego z najpotężniejszych Jedi ery prequeli. A co, jeśli wcale nie zginął po upadku? Jeśli walka z Imperatorem zmieniła go tak bardzo, że zapragnął zemsty i żył nią przez te wszystkie lata?

Zatem musimy tutaj przyjąć założenie, że Windu faktycznie nie zginął, ale nie jest to nieprawdopodobne. Porażenie, utrata ręki i upadek z wielkiej wysokości - nie takie rzeczy przeżyli bohaterowie Sagi. Zresztą sam Samuel L. Jackson jest takiego zdania. Prócz tego, że nie ma ciała, jest jeszcze wiele innych dowodów. Błyskawica Palpatine'a na pewno pozostawiłaby na ciele mistrza liczne rany, może nawet wybieliła skórę (vide Palpatine) i uszkodziła struny głosowe tak, że zmienił mu się głos. Łysa głowa na poparcie tej tezy to tylko mało istotny szczegół. Ważniejszy jest jego wyjątkowy miecz świetlny. W starym kanonie kolory symbolizowały różne role, w jakie wcielali się użytkownicy Mocy i jest tak częściowo w nowym - na przykład Strażnicy Świątyni mieli żółte, a czerwona barwa sithańskich ostrzy powstawała po „wykrwawieniu” kyberu. W pewien sposób sugeruje to, że kolor miecza odzwierciedla osobowość użytkownika. A co powstaje po połączeniu błękitu broni Jedi z sithańską klingą? Fiolet. Innymi słowy, barwa owa sugeruje, że Mace tańczy na granicy ciemnej strony - i że jej się w końcu podda.

A zatem tutaj łatwo byłoby wytłumaczyć obsesyjne zainteresowanie Snoke'a Skywalkerami: przecież gdyby nie zdrada Anakina, Mace prawdopodobnie wygrałby z Sidiousem. Był to punkt zwrotny na jego drodze ku ciemnej stronie. Zresztą, istnieje też teza, że Mace był wrogo nastawiony w stosunku do Anakina, bo sam uważał się za Wybrańca. Kolejna mała wskazówka to jego charakterystyczny ruch podczas walki: szerokie cięcie na odlew (możecie je zobaczyć w tym filmie)... którego też używa Kylo Ren. A przy okazji, Finn jest synem Windu, tak mówią fani. Nie znamy przecież jego rodziców, a dodatkowo wydaje się dziwne, że całkiem nieźle poradził sobie w walce z Kyle'em mimo braku wyszkolenia. Może Moc przebudziła się nie tylko w Rey? Przecież Snoke mówi o przebudzeniu na długo przed tym, zanim dziewczyna używa mistycznej siły po raz pierwszy. Snoke vel. Mace był jednak zawiedziony swym dzieckiem, zatem rozpoczął poszukiwania innego ucznia. Znalazł go, ale nie chciał całkowicie porzucać syna, także dał go do programu szturmowców.

Prawdopodobieństwo: Średnie w dół. Teoria zaskakująco trzyma się kupy i może faktycznie mistrz przeżył upadek, ale Disney nie opędziłby się od zarzutów „wybielania” ciemnoskórych bohaterów, gdyby tak było. A to, że dwie postacie mają ciemną karnację, nie czyni z nich jeszcze rodziny.

Snoke to Ezra



To teoria wielce popularna zwłaszcza wśród zwolenników spisku na temat skasowania TCW. Czy to nie przypadek, mówią oni, że cieszący się niezwykłą popularnością serial animowany zostaje ni z tego ni z owego skasowany? Pół biedy, gdyby jeszcze wylali Filoniego i ekipę, ale nie: Disney zatrudnia niemal wszystkich i życzy sobie nowej serii z nowymi głównymi bohaterami. Serii, która dziwnym przypadkiem rozpoczyna swą emisję przed „Przebudzeniem Mocy”, a niemalże kończy przed „Ostatnim Jedi”. Serii, która wprowadza nam nowego młodego bohatera, który sporo flirtował z ciemną stroną, a który do tego był świadkiem działalności Imperium... widzicie trend? Serial powstał nie po to, by pokazać początki rebelii, lecz by przedstawić historię jednego z głównych czarnych charakterów trylogii sequeli.

Ale to jeszcze nie wszystko: Snoke jest dziwnie podobny do Ezry. To nic, że kolor skóry nie do końca się zgadza (zobaczcie wpis o Windu), wystarczy spojrzeć choćby na kształt ich twarzy, oczy, a nawet bliznę. Chcecie więcej? Proszę bardzo: na Malchorze Ezra dostrzegł miecz świetlny krzyżowy należący do starożytnego Jedi - no to wiemy od kogo Kylo czerpał inspirację. Złoty szlafrok Snoke'a i jego rzekome zamiłowanie do przepychu ma być formą kompensacji za pełne wyrzeczeń lata spędzone na ulicy. A może zastanawialiście się skąd właściwie nazwa „rycerze Ren”? Bo to nie byli początkowo rycerze Ren, głoszą zwolennicy tej teorii. Bridger, jak wiemy, podkochiwał się w Sabine, a pewnie w którymś momencie konfliktu ją stracił - czy to na wojnie, czy po swoim przejściu na ciemną stronę. Nie mógł jednak o niej zapomnieć, dlatego swą miłość przelał w nazwę rycerzy. Rycerzy Wren. „W” stało się potem nieme (i de facto takie jest) albo w taki czy inny sposób się zagubiło.

Prawdopodobieństwo: Średnie. Filoni jakiś czas temu zdementował tę teorię, ale robił już tak nieraz, a potem i tak wychodziło, że fani mają rację. Z jednej strony wydaje się wręcz nieprawdopodobne, by Disney stworzył tę postać tylko i wyłącznie na użytek jednego serialu. Z drugiej chłopak jest już raczej wolny od zakusów ciemnej strony, choć Taylor Gray sugerował inaczej. O ile oczywiście nie zdarzy się coś, co go złamie. Na przykład zniszczenie rodzimej planety.

Snoke to Boba Fett



Boba jest jedną z tych postaci, których dziwnie się unika w nowym kanonie (pojawił się w paru komiksach Marvela i w opowiadaniu czy dwóch), co może zwiastować, że coś większego czeka na horyzoncie, na przykład własna antologia. Ale są jeszcze ci, którzy mówią, że nie o to chodzi - że tak naprawdę najlepszy łowca nagród w galaktyce po prostu zmienił nieco profesję.

Cała historia wywodzi się z porównania TFA do „Anastazji” studia Dream Works. Pokrótce: carycówna Anastazja, która uciekła przed rewolucją 1917 roku w Rosji wychowywała się w przytułku nieświadoma swojego pochodzenia, lecz pragnąca opuścić to miejsce. Spotkała najpierw pociesznego pieska, a potem młodego mężczyznę (Dymitra) próbującego zapomnieć o przeszłości, który pomógł jej opuścić sierociniec i zwiedzić świat. Mieli wiele przygód, lecz ostatecznie została porwana przez Rasputina, który za całe zło świata obwiniał Romanowów. Widzicie podobieństwo? Rey jest tu zaginioną Solo, piesek to BB-8, Dymitr to Finn, a Rasputinem został Fett. Żeby nie było, że podobieństwo jest przypadkowe, to w „Więzach krwi” pojawia się pozytywka Lei, która wygrywa piosenkę dziwnie podobną do utworu „Ta melodia gra we mnie”, a o „Anastazji” mówił sam Jett Lucas.

A zatem: wiek Boby by się mniej więcej zgadzał. Przebywanie w żołądku sarlacca na pewno pozostawiłoby wiele blizn, nie mówiąc już o wybieleniu skóry. I z pewnością miał tam mnóstwo czasu na przemyślenia na temat swoich wrogów - Hana Solo i Luke'a Skywalkera. Jak mógł wywrzeć na nich zemstę? Przejmując kontrolę nad odrodzonym Imperium. Fani idą jeszcze dalej i głoszą, że w czasach „Przebudzenia Mocy” Poe tak naprawdę nie był dzielnym pilotem Ruchu Oporu, lecz szpiegiem posłanym przez wroga. Czemu? Ano bo Dameronowi udało się przeżyć ruchome piaski Jakku, zupełnie jak Fettowi na Tatooine, może więc miał skądś wiedzę jak to zrobić. Kylo Ren tak naprawdę był szkolony na władającego Mocą Mandalorianina (spójrzcie tylko na jego maskę), a Snoke tak bardzo chciał, by zabił własnego ojca, bo byłaby to zemsta idealna.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. O ile powyższe argumenty może jakoś trzymają się kupy, o tyle twórcy teorii zapominają o jednej ważnej rzeczy: Boba nie był wrażliwy na Moc. I to przekreśla wszelkie jego szanse, o ile oczywiście tak naprawdę bardzo dobrze się nie ukrywał.

Snoke to podróżujący w czasie Kylo Ren



Podróże w czasie i „Gwiezdne Wojny”? W Legendach było wiele takich prób, w nowym kanonie nie za bardzo, ale trzeba mieć otwarty umysł, prawda? Ta teoria zakłada, że Kylo zawsze miał pozostać na ścieżce światła, ale ciemna strona była tak silna, że „wyszła” z niego i dosłownie się ucieleśniła w postaci Snoke'a. Wówczas przywódca Najwyższego Porządku znalazł sposób na skontaktowanie się z samym sobą z przeszłości i zdecydował, że sprowadzi młodszą wersję siebie na ciemną stronę dużo wcześniej, między innymi przez zabicie Hana Solo. Trochę skomplikowane, ale tak z grubsza wygląda ta historia.

Twórcy tezy mówią o podobieństwie blizny Rena do tej, którą miał Snoke... i twierdzą, że otrzymamy scenę lustrzaną z „Jestem twoim ojcem”. Tylko tym razem nie padną takie słowa. Będą to raczej: „Nie Kylo. Jestem tobą”.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. Nie byłoby to może dziwniejsze od niektórych starwarsowych historii, ale czy Disney na pewno chciałby podążyć tą ścieżką?

Snoke to Jar Jar Binks



Nie słuchajcie Chucka Wendiga, Jar Jar nie został żadnym klownem. Cała teoria wywodzi się z innej, a mianowicie głoszącej, że Gunganin nie był niezdarnym idiotą, za jakiego się podawał, lecz mistrzem kamuflażu i ciemnej strony. Niezdarne ruchy? To tak naprawdę Zui Quan, styl pijanego mistrza. Bijąca z niego głupota? Ależ skąd, to tak naprawdę sztuczki umysłowe. Przecież wszyscy wiemy też, że to Jar Jar doprowadził Palpatine'a do władzy. Ahmed Best wyjawił, że jego postać faktycznie miała być zła, ale z uwagi na nienawiść fanów do niej, Lucas zrezygnował z tego pomysłu. Teza jest naprawdę rozległa, jak chcecie, wpadnijcie na Reddita.

Wariacji tej teorii jest wiele. Jedni mówią, że Binks nie przypomina Snoke'a, bo umie przenosić się pomiędzy ciałami i te należące do Gunganina zostało dawno porzucone. Inni twierdzą, że ciemna strona pozwala mu wytworzyć silną iluzję, której nie oprze się nawet Ren, dlatego nie wygląda na autochtona z Naboo. Jest jeszcze jedna ciekawa poszlaka: w trzecim tomie trylogii „Koniec i początek” Gunganin spotyka osieroconego chłopca... pokrytego bliznami. Więc może nie on sam jest Snokiem, ale go wyszkolił.

Prawdopodobieństwo: Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Snoke była kobietą!



Jeśli jeszcze głowa Wam nie pęka od oparów absurdu, przenieśmy się głębiej. O Snoke'u wyraźnie mówi się jako o mężczyźnie, gra go mężczyzna... ale co, jeśli to wszystko spisek mający zamydlić nam oczy? Interesującego odkrycia dokonano po Piątku Mocy, gdy do rąk fanów trafiła figurka przywódcy NP od Hasbro. Po zdjęciu szlafroczka okazuje się bowiem, że Snoke ma... interesujące proporcje zwłaszcza w okolicach piersi i bioder. A przecież w fazie konceptowej rozważano uczynienie z niego niewiasty.

Może jego rasa po prostu tak wygląda. Niektóre kobiety mają naprawdę niskie głosy, a nierzadko aktorzy grają osobę płci przeciwnej. A może Snoke był/-a zmiennopłciowy/-a. Wszystko jest możliwe. A skoro tak, to otwiera się tu cały worek możliwości: że Snoke to Leia grająca na dwa fronty. Że Snoke to wskrzeszona Padme. Że Snoke to żona/dziewczyna Luke'a i jednocześnie matka Rey. Zresztą możecie wstawić sobie tu dowolną damę z Sagi.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie i chyba nie wymaga to komentarza.

Snoke to gruszka



No dobrze, dobrze: nie gruszka, tylko shuura, ulubiony owoc Padme, którego lewitacją Anakin popisywał się przed ukochaną. Widzicie tę charakterystyczną linię na skórce? Wygląda zupełnie jak blizna Wodza. I logiczne jest, że Snoke-shuura chciałby zemsty za to, co zrobił mu Skywalker. Sam Rian Johnson pochwalił ten pomysł.

Prawdopodobieństwo: Bliskie równe zeru. Teoria pochodzi z Reddita Prequel Memes, miejsca o dość specyficznym poczuciu humoru.

Snoke to Snoke



Brzytwa Ockhama: najlepsze wyjaśnienie to takie, które posiada najmniej założeń. Mamy nową trylogię, więc logiczne, że złoczyńca też jest nowy. Konkretnych dowodów na powiązania z innymi postaciami brak.

Prawdopodobieństwo: Największe, ale... czy byłoby to satysfakcjonujące rozwiązanie? Po tych wszystkich dociekaniach czy nie byłoby rozczarowujące, gdyby się okazało, że Snoke to po prostu Snoke? Odpowiedź na to pytanie należy do Was.

Nie wiadomo jeszcze ze stuprocentową pewnością czy odpowiedź na pytanie o tożsamość przywódcy Najwyższego Porządku poznamy w nadchodzącym filmie. Być może będzie to jedynie kolejna okazja do mnożenia jeszcze większej ilości pomysłów lub potwierdzenia tych starych. A jakie Wy macie teorie o Snoke'u?

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.

P&O 250: Jak wyglądał młody Ian McDiarmid?

3



Dziś dość intrygujące pytanie o wygląd Iana McDiarmida w „Powrocie Jedi”. Odpowiada Steve Sansweet. Pytanie pochodzi jeszcze sprzed premiery „Zemsty Sithów”.



P: Czy możecie dostarczyć jakieś zdjęcie Iana McDiarmida z czasów kręcenia „Powrotu Jedi”, byle bez makijażu? Bo nie mogę uwierzyć, że on był wtedy tak młody!

O: Co? Wątpisz w talent tego wspaniałego aktora, że mógłby zagrać postać starszą lub młodszą, kiedy miał mniej więcej 37-38 lat!? Ian urodził się 17 kwietnia 1944 w Carnoustie w Szkocji. Kiedy został wybrany do roli Imperatora w „Powrocie Jedi” żartował, że to przez jego nos. Miał wtedy dużo jasno brązowych włosów, które próżno można szukać, podobnie jak wiele innych rzeczy na filmie.

Sesja makijażu trwała cztery godziny dziennie, choć z czasem udało się zbić ten czas do dwóch i pół. W jednym z wywiadów w „Star Wars Insider”, stwierdził, że jak oglądał „Powrót Jedi” na wideo nie mógł uwierzyć, że pod spodem był tak młody. W Epizodzie I Senator Palpatinie miał lekki makijaż, trochę go postarzono dopiero w Epizodzie II. No a cała zabawa zacznie się dopiero w III.

Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”

15



Z całej oryginalnej trylogii ten film powstawał zdecydowanie najłatwiej. George’owi Lucasowi w końcu udało się znaleźć złoty środek, w postaci reżysera Richarda Marquanda. Ten wziął film na swoje barki, ale jednocześnie, gdy tylko Flanelowiec tego zapragnął, usuwał się w cień i pozwalał mu realizować wizję. W identyczny sposób powstawał scenariusz nad którym pracował Lawrence Kasdan, czyli ktoś pisał a Lucas wskazywał, co trzeba zmienić, dodać lub wyciąć. Ale prawda była też taka, że cała saga za wiele kosztowała Lucasa i to wcale nie chodzi o pieniądze. Zdrowie, małżeństwo, masa nerwów i użerania się z producentami, problemami na planie tak niezawinionymi przez nikogo jak pogoda, jak i z ludźmi. Ćpająca Carrie Fisher, gwiazdorzący Billy Dee Williams, mający na wszystko czas Irvin Kershner, producent, który dawał sobie wejść na głowę - Gary Kurtz. Te dwie ostatnie osoby musiały pożegnać się z sagą. Lucas nie chciał już z nimi współpracować. Kurza zastąpił Howard Kazanjian. Aktorów nie dało się zmienić, ale ktoś inny nimi teraz zarządzał. Carrie Fisher wspominając swoje stany z tego okresu mówiła, że czasami nie była nawet świadoma, gdzie jest i kogo gra. Zaś karły wydawały się jej jakimiś halucynacjami. George tym razem miał od tego wszystkiego innych ludzi, większość problemów była więc poza nim.



Nie tylko Lucas był zmęczony sagą. Harrison Ford już wcześniej chciał skończyć z Hanem Solo. Alec Guinness był zły, że rola Obi-Wana go zaszufladkowała. Mark Hamill także zaczynał tego doświadczać. Choć „Gwiezdne Wojny” stały się fenomenalnym sukcesem, ważnym dla wielu osób, to jednak sami twórcy mieli już ich dość. „Powrót Jedi” stanowił bardziej obowiązek niż zabawę. Jednocześnie to czas w którym George budował swoje ranczo, nakręcił „Poszukiwaczy zaginionej arki”. Inne filmy i projekty wciąż sprawiały mu radość. Zaś z sagą doszedł do punktu, w którym mógł ją tylko ciągnąć, czego nie chciał. Technologia nie pozawalała mu na przekroczenie kolejnych barier. Dobrym przykładem jest tu Had Abbadon, czy raczej późniejsza Coruscant (więcej). Planeta miasto, stolica Galaktyki, obecna w pierwotnych scenariuszach „Powrotu Jedi”. Dałoby się ją zrobić, ale to co Lucasfilm mógł wówczas stworzyć nie satysfakcjonowało Lucasa. Zamiast szukać półśrodków w ogóle zrezygnowano z pomysłu ukazania jej.

Jedno było pewne, film miał jednocześnie zamknąć wątki, skończyć trylogię, ale zostawić pewną furtkę. Ostatecznie ekipa George’a zrezygnowała z bardziej autorskich rozwiązań, wróciła do pierwotnego scenariusza, podzielonego wówczas na trzy filmy i wykorzystano z niego niektóre elementy. Choćby Kashyyyk, czyli planetę Wookiech. Bitwa w lesie miała się pojawić jeszcze w „Nowej nadziei”, tam nie dało się tego zrealizować, więc można było ją wepchnąć w trzeci film. W „Powrocie Jedi” pojawił się tylko jeden istotny problem. Kashyyyk zostało użyte w „Star Wars Holiday Special”, czymś o czym Lucas chciał zapomnieć. Zatem nie było szans, by ta planeta pojawiła się w kinie (ostatecznie Lucas ukazał ją w „Zemście Sithów”, która w podobny sposób zbierała różne pomysły Lucasa). Zamiast Kashyyyku i Wookiech wymyślono Endor i Ewoki. A te od razu dało się przerobić na maskotki. Dziś Ewoki nie wywołują już kontrowersji, ale w latach 80. milutkie stworki w „Gwiezdnych Wojnach” to już było przegięcie, nie do zaakceptowania przez fanów strzegących prawdziwej wersji.
Pojawiła się też kolejna Gwiazda Śmierci. Znów bardziej jako powrót sprawdzonego pomysłu. Zresztą to samo Lucas zrobił w „Mrocznym widmie”, tam to był okręt Federacji Handlowej.



„Powrót Jedi” wymagał też zamknięcia losów postaci, których praktycznie nie widzieliśmy na ekranie. Imperator został ukazany jako hologram w „Imperium kontratakuje”, teraz pojawił się jako postać. W rolę wcielił się Ian McDiarmid. Trzeba było też zbudować Jabbę o którym wspominał Han Solo. Wyjaśnić co się stało z Hanem Solo, oraz z Anakinem.

Zdjęcia dalej kręcono w Wielkiej Brytanii, ale tym razem lokacje znajdują się w praktycznie na obrzeżach Kalifornii (Redwood, pustyna Yuma i Dolina Śmierci). Rozpoczęto je 11 stycznia 1982. Do swoich ról wrócili Mark Hamill, Carri Fisher, Harrison Ford, Billy Dee Williams, Peter Mayhew, Anthony Daniels, Kenny Baker oraz David Prowse i James Earl Jones a także Frank Oz jako Yoda. Alec Guinness także pojawił się na planie

Po premierze „Jedi” nadszedł czas by skończyć z sagą. Każdy rozszedł się w swoją stronę. Lucas zaś mając dość swego najważniejszego dziecka wiedział jednak, że pewnego dnia powróci do sagi. Musiał do tego dojrzeć, odpocząć i zatęsknić. Co pewien czas mówił o możliwych sequelach, jak i prequelach, lecz przez lata właściwie nic z tego nie wynikało. Choć opowiadał aktorom, że na starość wrócą do swoich ról, nikt mu w to nie wierzył. Wydawało się, że ogień sagi powoli gaśnie. „Powrót Jedi” zaś stanowił satysfakcjonujące zamknięcie.

Lucas zaś potrzebował przerwy i rozwoju technologii. Gdy zaś już się zabrał za nowe filmy, jedną ze zmian były modyfikacje samego „Powrotu Jedi” i reszty klasycznej trylogii, o czym pisaliśmy parę razy, choćby tutaj.

W ten weekend zajmiemy się znów VI Epizodem. Ale na początek jeszcze przypominamy o naszych dwóch tygodniach poświęconych temu filmowi.

Drugi Tydzień Powrotu Jedi:



Tydzień "Powrotu Jedi" z okazji 25 lecia filmu:



To kolejny z naszych weekendów z okazji 40-lecia sagi, tradycyjnie zapraszamy też do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

P&O 244: Czy Jedi zmienia kolor miecza świetlnego, gdy przechodzi na Ciemną Stronę?

13



Dziś kolejne pytanie o naturę Jedi i ich mieczy. Odpowiedź jednak jest starokanoniczna. W nowym kwestię kryształów opisano trochę inaczej.

P: Kiedy Jedi staje się Sithem, jego miecz zmienia się na czerwony, czy może wyrzuca stary miecz i tworzy nowy? I czy Sithowie muszą mieć czerwone miecze?

O: Jak to ładnie określił ktoś na planie Epizodu III na podobne pytanie „To są miecze świetlne, a nie pierścienie humoru”. To wewnętrzny kryształ determinuje kolor miecza, a nie lojalność tego kto go używa. Kiedy Anakin przeszedł na Ciemną Stronę, jego miecz Jedi nadal tlił się niebieskim światłem. Jednak Jedi, którzy stają się Sithami – ale to nie jest wspólne dla wszystkich w galaktyce – tradycyjnie tworzą swój nowy miecz. Za to sami Sithowie nie muszą mieć koniecznie czerwonego miecza, sztuczny kryształ lattice jest tylko preferencją, którą Sithowie używają przy tworzeniu ostrza. Kinematycznie rzecz ujmując George Lucas lubi mieć zachowany porządek w kolorach, dlatego Sithowie mają w filmach czerwone miecze. W Expanded Universe są przykłady Sithów i Jedi, którzy mają różne miecze, nie trzymające się sztywno filmowych reguł.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Kończąc Sagę

20



„Zemsta Sithów” to pożegnanie, nie tylko z trylogią, ale też w pewien sposób z sagą. Wiąże się ona z trzema końcami. Po pierwsze należało właściwie zwieńczyć trylogię, zamknąć jej wątki. Po drugie ustawić grunt pod klasyczną trylogię. George Lucas musiał doprowadzić przynajmniej część postaci do miejsca, w których je odnajdujemy później, jak również ukazać choć część historii o których mowa w oryginalnych filmach. Trzeci koniec jest bardziej związany z samym reżyserem. Dziś wiemy, że targały nim sprzeczne odczucia. Z jednej strony chciał kontynuować sagę (i zaczął ją pisać koło roku 2010/2011), z drugiej niezbyt przychylne przyjęcie „Ataku klonów” i „Mrocznego widma” sprawiło, że chciał to wszystko zostawić. Zamknąć i skończyć na zawsze.

Jak zwykle miał też problemy z procesem twórczym. Inaczej wyobrażał sobie koniec Padme, chciał nawet wykorzystać Hana Solo.

Zakładając, że Lucas może już nigdy nie wrócić do „Gwiezdnych Wojen”, twórca postanowił wykorzystać kilka rzeczy z oryginalnych scenariuszy. Jedną z nich jest nazwa Utapau. To planeta, która parokrotnie mogła pojawić się w filmach, ale ostatecznie zawsze zmieniano jej nazwę. W oryginalnej trylogii jej miejsce zajęła Tatooine, zaś w „Mrocznym widmie” ostatecznie Naboo. Tym razem George znalazł miejsce dla Utapau.

Podobnie jest z inną planetą, Kashyyyk. Bitwa z udziałem Wookieech znalazła się w pierwotnej wersji „Nowej nadziei”, jednak ostatecznie nie została zrealizowana. Pozostała tam dżungla na Yavinie i tyle. Potem pomysł Kashyyyku wykorzystano w „Star Wars: Holiday Special”, co było wystarczającym powodem dla Lucasa, by pominąć tę planetę przy „Powrocie Jedi”. Tam użył, tak jak początkowo chciał, bitwy wśród wielkich drzew, tworząc Endor. Wookieech zamienił na Ewoki. Dopiero przy „Zemście” ostatecznie udało się ukazać planetę Wookieech w kinie i jeszcze przeprowadzić tam bitwę.

Od czasu „Imperium kontratakuje” Lucas miał też pomysł na planetę z lawą, miejsce w którym Anakin ostatecznie stał się Darthem Vaderem. George wrócił do tego pomysłu ukazując Mustafar, wulkaniczną planetę, na której Anakin się spalił. Wszystko tak jak chciał wcześniej. Jedyne czego zabrakło to zamku na tej planecie, ale to już poprawiono w Łotrze 1.

Ostatecznie ukazano też, choćby na chwilę Alderaan, tak istotny w „Nowej nadziei” i tak nieobecny w prequelach.

Temat kończenia sagi jest też obecny w partyturze Johna Williamsa, który postanowił stworzyć most między III i IV Epizodem. Więc muzycznie obserwujemy ewolucję. Pierwsza połowa filmu to nowe tematy, mieszane z tymi znanymi już z prequeli, druga, to coraz częściej powrót do klasycznej trylogii. Czyli takie swoiste zamykanie.

Wychodząc zaś z klasycznej trylogii, George musiał pokazać kilka rzeczy. Choćby to jak Obi-Wan walczył w Wojnach klonów z Bailem Organą. Niby była o tym książka, czy nawet serial, ale w filmie również należało spleść drogi tych dwóch postaci. Trzeba było również ukazać, co się stało z tymi wszystkimi Jedi, jak powstało Imperium. To Lucasowi się udało, stworzył tym samym jedne z najbardziej niesamowitych sekwencji w swojej sadze.

Owszem pojawiło się także kilka rozbieżności. Cześć z nich wynika wprost ze zmiany wizji, lub jej braku, gdy powstawała klasyczna trylogia. Obi-Wan mówiący Luke’owi, że jego ojciec chciał dać mu swój miecz, brzmi śmiesznie. Ale trzeba przyznać, że zgrabnie z tego twórcy wybrnęli. Ot, Kenobi trochę rozmija się z prawdą, zresztą nie pierwszy raz. Inny taki przykład to oczywiście kwestia Padme i Lei. Księżniczka w „Powrocie Jedi” mówi o matce, ale jak dziś wiemy, raczej myślała o żonie Organy, niż Padme.

Weekend 40-lecia - "Zemsta Sithów": Memy z prequeli

Przepastny Internet
17



Memy to nic nowego w historii Internetu, a tym bardziej memy z „Gwiezdnych Wojen”. Każdy z nas na pewno zna obrazki z Ackbarem i frazą „It's a trap” czy przerabiane tysiące razy „I am your father”. Jeśli jednak nie spaliście przez ostatnie miesiące, to zapewne zauważyliście, że sieć zalewają memy z prequeli.

Dlaczego dopiero teraz? Jak to w Internecie bywa, ciężko dać konkretną odpowiedź, ale najprawdopodobniej ma to związek z powstaniem subreddita Prequel Memes w grudniu 2016. Zyskał on sobie gigantyczną popularność (w chwili obecnej ma 290 tysięcy subskrypcji). Zabawa polega tam nie tylko na wrzucaniu śmiesznych obrazków, lecz także na komentowaniu ich, używając cytatów z epizodów I-III. W związku z tym dosłownie wszystko, nawet zwykłe teksty, mogą stać się memami. Poniżej prezentujemy przykładowe, a tak się składa, że prym wiodą te z „Zemsty Sithów”.

„Mroczne widmo"

„Now this is podracing!”

Te słowa stały się swego rodzaju kpiną z gry aktorskiej Jake'a Lloyda, który wcielił się w młodego Anakina w „Mrocznym widmie” - tutaj często używa się też jego „Yipee!”, dochodzi również „That's so wizard” Kitstera (z którego to namiętnie nabija się ekipa „The Star Wars Show”). Ogólnie służy do wyrażania wielkiej ekscytacji z czegoś, ale bardzo często dodaje się te słowa do zdjęć prawdziwych wyścigów. Żeby było śmieszniej, to w 2015 roku Lloyd został aresztowany... za przekroczenie prędkości. Internautom dużo nie było trzeba.



Obi-Wan Hates / Force Push

To mem gifowo-filmowy, może nie tak popularny jak inne, ale istnieje. Pochodzi z pierwszych minut TPM, lecz ma swoje wariacje również z innych epizodów. Zasadniczo przedstawia Obi-Wana używającego pchnięcia Mocy na osobie wstawionej z innego filmu. Która zazwyczaj nie kończy dobrze.



„Atak klonów”

„Well Whadya Know” / Dexter

To dość nowy mem, który powstał najprawdopodobniej jako forma reakcji na cyfrowych aktorów z „Łotra”. Tekst „No kto by pomyślał” i wstawiona gdzieś facjata Dextera służą do wyrażania zdziwienia delikatnie podszytego ironią. Są też wersje z innymi cytatami Besaliska.



„I don't like sand”

Klasyk. Cóż więcej dodawać.



„Zemsta Sithów”

„This is where the fun begins”

Skywalker wie jak się zabawić nawet w samym środku bitwy. Dlatego jego cytat trafia do memów, w których autor chce pokazać różne aspekty zabawy... nawet jeśli inni mogliby je kwestionować.



„This will make a fine addition to my collection”

Jeśli czujecie w sobie ducha kolekcjonera jak generał Grievous, to ten mem będzie dobrym dodatkiem do Waszej kolekcji.



Tragedia Dartha Plagueisa Mądrego

To tak zwana copypasta, czyli mem tekstowy, który łatwo skopiować i przerobić. Zazwyczaj w słowach Palpatine'a opowiada się o jakiejś osobie, na przykład celebrycie, która w taki czy inny sposób odniosła porażkę. W wersji obrazkowej „Tragedia” pojawia się bardzo często jako bajka na dobranoc dla dzieci. Taka, po której dzieci nie mogą spać.



„What about the droid attack on the Wookiees?"

Ki-Adi Mundi chyba starał się sprawiać wrażenie, że ogarnia, ale chyba tak naprawdę myślami był gdzieś indziej. Albo los mieszkańców Kashyyka leżał mu tak bardzo na sercu. Jak chcecie odwrócić uwagę w dyskusji, zapytajcie o atak droidów na Wookieech.



„Hello there”

Spotkanie Kenobiego i Grievousa na Utapau w wersji memowej ma dwie główne wersje: pierwsza z nich często przedstawia generałów witających się w różnych językach i dialektach (oczywiście dodajmy do tego stereotypy narodowe). Tutaj jest ich całkiem spora kolekcja. Druga wersja przerabia słowo „Kenobi” na podobnie brzmiące. Albo „general”. Albo cokolwiek innego, zgodnie z zasadą, że wszystko może stać się memem.



„I am the Senate”

Znany też po prostu jako „Senate” - tak właściwie, to Reddit usilnie stara się, aby fotografia Palpatine'a wyskoczyła w grafikach Google, gdy w wyszukiwarce wklepie się to hasło. Na razie brak wyników, ale warto mieć nadzieję. Jak można się domyślić, mem pojawia się, gdy rozmowa schodzi na politykę. Zwłaszcza po kilku głębszych. Jego drugie oblicze to rozterki Imperatora, który chciałby, aby Senat stał się nową płcią.



Order 66

Rozkaz 66 był mrocznym wydarzeniem w dziejach Jedi, ale to nie oznacza, że fani nie będą się z niego śmiać. Memy z nim zazwyczaj przedstawiają zniszczenie jakiejś grupy, najczęściej nieszczęśników, którzy w ogóle się tego nie spodziewali. Wedle Urban Disctionary hasło weszło również do amerykańskiej mowy potocznej.



Młodziki

Jak pisaliśmy wyżej: dla fanów nie ma świętości i morderstwo młodzików również znalazło swą drogę do internetowych żartów. Twórcy pokazują w memach albo denerwujące dzieciaki, albo Anakina, który był na tyle mroczny, że podniósł na nie rękę.



„I have the high ground”

Niewątpliwie największy hicior ostatnich miesięcy - trafił nawet do „Robot Chickena” i to chyba zadecydowało o jego sukcesie mema. Problem przy tłumaczeniu tej frazy polega na tym, że ma ona podwójne znaczenie - dosłowne (w polskim dubbingu słyszymy „Mam lepszą pozycję”, bo Obi-Wan wskoczył na nasyp) i przenośne (w napisach: „Mam przewagę”). Wiadomo, że chodzi o to drugie, ale twórcy memów oczywiście bardziej biorą pod uwagę pierwsze. Innymi słowy wygracie, jeśli staniecie wyżej.





„NOOO!”

To tekst, który stał się sławny jeszcze w 2005 roku, na długo przed eksplozją popularności memów. Częściowo stało się to zapewne dzięki bootlegowej chińskiej wersji filmu (która to zasługuje na oddzielny artykuł), w której fraza została przetłumaczona jako niegramatyczne „Do not want”. Okrzyk został też dodany do wersji blu-ray „Powrotu Jedi”. Przeznaczenie mema jest proste - jeśli chcecie mocno wyrazić swą dezaprobatę, zakrzyczcie „NOOO!”. Jest nawet do tego specjalna strona.



Varia

Poniżej prezentujemy memy i śmieszne obrazki, które nie przypadają pod żadną z powyższych kategorii. Miłego oglądania!



P&O 241: Książki jako inspiracja

3



Dziś pytanie powiązane z „Zemstą Sithów”, na które odpowie Ryan Church, jeden z artystów koncepcyjnych. Kwestia inspiracji jest dość ogólna i dotyczy wszystkich filmów, Church jednak ładnie łączy to z III Epizodem i pracą nad nim.

P: Czy używasz jakiś książek bądź przewodników z „Gwiezdnych Wojen”, gdy pracujesz nad projektami? Czy w ogóle zwracasz uwagę na Expanded Universe?

O: Jako projektanci oglądamy wszystkie rzeczy, które mogą nas inspirować, mamy też pomocników, którzy wyszukują nam pewne rzeczy. Książki „Star Wars” służą nam jako punkt wyjścia, przewodnik, który odpowiada na pytanie, jakie stawiamy dotyczące pewnych kultur czy technologii już ustanowionych w filmach. „Star Wars Chronicles” to nasza biblia, a książki z serii Niesamowite przekroje stanowią dokonały punkt wyjścia, zwłaszcza gdy pracujemy nad istniejącymi już lokacjami. Zazwyczaj nie odwołujemy się do Expanded Universe, chyba że nasi specjaliści od wyszukiwania informacji dotrą do czegoś, co bezpośrednio odnosi się do naszego zadania.



W przypadku Epizodu III odwiedzimy wiele nowych miejsc i sam George Lucas nas zachęcał, by nadać nowy wygląd zarówno pojazdom, środowiskom, kulturom jak i postaciom. Gdy dostajemy zadanie, które odnosi się do aspektu uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, którego jeszcze nikt nie dotknął, George lubi, byśmy mieli całkowicie otwarte pomysły i zostawili nasze tendencyjne pojmowanie czy oczekiwania wobec kultur czy postaci. Ta wolność i to ż e jesteśmy fanami tych filmów sprawia, że otrzymujemy naprawdę interesujące rozwiązania.

Ale naszym podstawowym źródłem inspiracji, są same filmy. Projektujemy dla tego medium, pamiętając o tym, by to co projektujemy wyglądało odpowiednio na ekranie, ale też stanowiło część większej historii.

Weekend 40-lecia - „Zemsta Sithów”: Nawiązania w popkulturze

Różne
10



„Zemsta Sithów” to najmłodsza część filmowych prequeli i może z tego powodu nie zapisała się jakoś szczególnie w popkulturze. A może dlatego, że po premierze filmu wieści o SW na parę lat mocno ucichły, przynajmniej do czasu TCW. Niemniej można znaleźć trochę aluzji tu i tam.

Postaciami, które się widocznie bardzo spodobały, są buzz droidy. W „Klopsikach i innych zjawiskach pogodowych" jest scena, w której Flint i przyjaciele lecą na wymyślone przez niego urządzenie produkujące jedzenie, które miało awarię. W pewnym momencie ich samolot atakują miśki-żelki, które zrywają poszycie jak droidy w pojazdach Anakina i Obi-Wana.



Podobnie rzecz się ma w „Rodzince Robinsonów”, w której Lewis ucieka z alternatywnej rzeczywistości, w której władzę nad światem przejął zły mechaniczny kapelusz Doris. Jego pojazd atakują zminiaturyzowane nakrycia głowy. Zresztą, cała scena swą stylistyką przypomina pościg za Zam w „Ataku klonów” czy fabrykę na Geonosis, o czym zresztą pisaliśmy ostatnim razem.



W pamięć zapada też scena transformacji Vadera, która pojawia się choćby w „Komedii romantycznej”. Jej główna bohaterka, Julia, jest, delikatnie mówiąc, mało atrakcyjna, ale bardzo chce mieć chłopaka. Udaje się więc do niejakiego Hitcha po poradę, a ten zabiera jej do warsztatu, gdzie dziewczyna jest poddana transformacji. Cała scena jest aluzją do programu „Pimp My Ride”, ale oczywiście znalazł się tam moment, w którym przebrana w zbroję Vadera Julia powstaje... i się wywraca, a Hitch, któremu nagle wyrosły zielone uszy Yody, kręci głową z dezaprobatą.



Scena została też sparodiowana w „Domu dla wymyślonych przyjaciół pani Foster”. W jednym z odcinków chłopiec Maks przestaje się interesować swoim wymyślonym przyjacielem o imieniu Bloo, który to łączy siły z Nemesis, a potworzyca przeistacza go w "lorda Uniscorna", przebranego w czarną zbroję w kształcie jednorożca. Przy okazji jest też standardowy żart z ojca.

W "South Parku" w taki sposób z martwych powstał Szef. Tylko zamiast hełmu ma czapkę kucharza, zamiast miecza kuchenną łopatkę, a zamiast martwić się losem żony, składa dwuznaczne propozycje zebranym. Ciekawostka: głosu użycza mu Peter Serafinowicz, który brzmi zaskakująco podobnie do oryginału.



„Totalna porażka”, kreskówka stylizowana na reality show, idzie krok dalej w naśladowaniu, bo nie tylko scena jest podobna, lecz także okoliczności, jakie do niej doprowadziły: Alejandro, jeden z uczestników programu, wpadł do lawy. Po zostaniu cyborgiem krzyczy jeszcze słynne "NOOOO!"



W sitcomie „Rockefeller Plaza 30” (w którym aluzji do SW jest sporo) główna bohaterka, Liz, spotyka się z Stewenem LaGrange (gra go Peter Dinklage, czyli Tyrion z „Gry o tron”). Rozmawiają na temat pokoju konferencyjnego Narodów Zjednoczonych i kobieta porównuje go do Senatu Galaktycznego, na co mężczyzna odpowiada, że jest podobny, bo również obawiają się rosnących wpływów lordów Sithów. To można uznać za aluzję do wszystkich prequeli.

W jednym z odcinków serialu „Gilmore Girls” („Kochane kłopoty”) dwójka bohaterów - Lorelai i Luke rozmawiają o „Zemście Sithów”, którą widzieli kilka miesięcy wcześniej. Luke krytykuje pojedynek Anakina z Obi-Wanem (a dokładniej sławne „I have the high ground” - „Mam lepszą pozycję”), a Lorelai odsyła go do Internetu, gdzie miliony ludzi dyskutują o filmach Star Wars. Później, w tym samym odcinku, gdy dochodzi między nimi do sprzeczki, Luke, który akurat stoi na dachu, kończy ją twierdząc, że skoro stoi wyżej, to on ma rację.



Z kolei w mieszkaniu Barneya z serialu „Jak poznałem waszą matkę” (to kolejna seria z mnóstwem aluzji do SW) stoi zbroja klona z Epizodu III.

Morderstwo młodzików również trafiło w takiej czy innej formie do popkultury. W jednym z odcinków „American Dad!” córka tytułowego bohatera zostaje przezeń wtrącona do „jamy, z której nie ma wyjścia”, gdyż przeszkadza mu rozmawiać z prezydentem Bushem. Gdy stamtąd wraca, oznajmia, że „zabiła je wszystkie” (tzn. mieszkające tam dzikie zwierzęta), a zrozpaczony ojciec pyta, czy również młodziki, na co dziewczyna pokazuje mu portfel zrobiony z ich skór.

„The Daily Show” jest pełen aluzji do „Gwiezdnych Wojen”, choć o „Zemście” mówi się raczej rzadko. W styczniu 2009 wzmianki doczekał się generał Grievous. Cyborg został również wspomniany w jednym z odcinków „Simpsonów”, który jest poświęcony postaciom, które zmarły w Sadze. Prócz niego wspomina się o „kimkolwiek, kogo grał Jimmy Smits” - chodzi rzecz jasna o Baila. Zresztą, Kent Brockman, prezenter z serialu, w jednym z odcinków ma zdjęcie z R4-G9, astromechem, który poleciał z Obi-Wanem na Utapau. Zwierzaczek bardzo podobny do Grievousa - zresztą, noszący wdzięczne imię Griefer - pojawia się w internetowej grze „Neopets”. Niektórzy też próbują się doszukać aluzji do generała w „Insygniach śmierci”. Hermiona czyta tam „Opowieść o trzech braciach”, w których pojawia się upersonifikowana śmierć, której czaszka bardzo przypomina generalską.

Czasem zdarza się, że twórców popkultury i jej bohaterów zastanawiają rzeczy zdaje się na pozór błahe. Ot choćby w „Family Guyu” Stewie Griffin, dzieciak, który chce przejąć władzę nad światem, duma dlaczego w „Zemście” Palpatine ma biurko.

Ostrokołowce - czy monocykle - podobne do tego, jakie miał generał Grievous, istnieją naprawdę, może tylko są sporo mniejsze. Taki pojazd pojawia się w kreskówce „Jimmy Neutron” i „Facetach w czerni III” w scenie, w której J i K ścigają Borysa Zwierzaka.



Twórcy „Pogromców mitów” to wielcy fani SW, także co chwilę w programie można usłyszeć jakąś aluzję. Do „Zemsty” padła w odcinku, w którym tak zwana młodsza ekipa testowała wykrywacz kłamstw. Grant próbował okłamać Kari i Toniego, że był jednym z Wookieech na planie trzeciego epizodu. Zresztą, odcinek numer 208 ma tytuł „Revenge of the Myth” lub „Sithbusters”.

„NOOOO” Vadera też doczekało doczekało się aluzji nawet w na ogół poważnych programach National Geographic. W odcinku programu „Tornado Intercepts” główny łowca trąb powietrznych nosi maskę lorda zmieniającą głos i głośno wyraża swą dezaprobatę, gdy po kilku tygodniach jego starania nadal nie przynoszą efektów. Z drugiej, mniej poważnej strony, Randy Marsh z „South Parku” krzyczy "NOOOO" jak Vader, gdy okazuje się, że wszyscy Meksykanie opuścili Stany i wrócili do ojczyzny, toteż wszystkie amerykańskie trawniki są pełne liści. „No to zaczynamy zabawę” - cytat Anakina - nie doczekał się aż tak wielu nawiązań, ale można go usłyszeć w "Dead Space 3".

Było też trochę reklam. Orange wykorzystał Vadera przed premierą "Zemsty" i tytuł jest wymieniony w poniższym filmiku, ale poza tym jest tam więcej aluzji do oryginalnej trylogii.



A jak iść do kina, to z pełnym brzuchem. W ten sposób klientów próbowali zdobyć Burger King, Pepsi, M&Ms i Pringles.









Bardzo wiele skeczy z „Robot Chickena” jest poświęconych epizodowi trzeciemu, w tym słynne „I have the high ground”, które rozsławiło słowa Obi-Wana. Ale więcej o tym jutro.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Plakaty

11



Wraz z prequelami odeszła bogata i interesująca tradycja tworzenia własnych plakatów filmowych w różnych krajach. Dotyczyło to niestety nie tylko Lucasfilmu, a wszystkich filmów. Przez to nie ma takiej różnorodności jaką mieliśmy przy klasycznej trylogii. Ale to nie znaczy, że tych plakatów nie było.

Pierwszy oczywiście był teaser poster, czyli taki plakat zajawkowy.



Trochę trzeba było poczekać na oficjalny, główny plakat. Od Wersji Specjalnej robił je Drew Struzan. Dokończył swego dziaea. Plakat jest oczywiście mocno w stylu poprzednich, ale właśnie o to chodziło.



Pojawiały się także plakaty promujące film, ale niejako przy okazji. Jak choćby na Celebration III. Zresztą rozdawanie plakatów na tym konwencie ma swoją tradycję, która jest wciąż kontynuowana. Inny specjalny plakat promujący, był związany z obchodami Dnia Ojca.



Najwięcej różnych plakatów pojawiło się przy okazji wejścia filmu do kin. To są tak plakaty, które wisiały w gablotkach, jak również były przewidziane dla kolekcjonerów, czy fanów, którzy chcieli je kupić. Większość z nich ma jednorodny styl.



Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”: Fanowskie video

YouTube
6



„Zemsta Sithów”, jak każdy z epizodów, zainspirował wielu fanów Gwiezdnych Wojen do stworzenia najprzeróżniejszych dzieł. O fanowskiej twórczości zainspirowanej tą częścią Sagi pisaliśmy m.in. tutaj i tutaj. Zaprezentowaliśmy tam fanarty, fanfiki, torty, budowle z Lego i wiele innych przykładów fanowskiego rękodzieła. Dziś skupimy się natomiast na innej dziedzinie - na wszelkiej maści filmach i filmikach. W sieci znaleźć można różnego rodzaju fanowskie montaże, zwiastuny, parodie, a także przemyślenia na temat tego epizodu przedstawione w formie video.

Pierwszy z prezentowanych tytułów - „What if Star Wars Episode III were good?” - to fanowska propozycja ulepszenia „Zemsty Sithów”. Przedstawiona tam opowieść jest podobna do tej, którą wszyscy znamy, ale jednak inna. Sami oceńcie czy taki III Epizod bardziej przypadłby Wam do gustu. Jest to oczywiście część trzecia z cyklu, więc jeśli ktoś jest ciekaw całości, to poprzednie dwie znajdzie tutaj i tutaj.



"Honest Trailers" to seria parodii trailerów, które mają szczerze zapowiadać poszczególne filmy. Wśród sparodiowanych tytułów nie zabrakło oczywiście "Zemsty Sithów". Przy okazji warto przypomnieć inną popularną serię prezentującą alternatywne zakończenia filmów, czyli "Jak powinno się skończyć" ("How It Should Have Ended"), w której również wystąpił III Epizod, o czym pisaliśmy w tym miejscu.



Dla równowagi, proponujemy obejrzeć też materiał, w którym wymieniane są zalety „Zemsty Sithów”. Nawet jeśli ktoś ma wyrobione negatywne zdanie o tym filmie, to warto spojrzeć na niego z innej strony. Może znajdzie się w tej opinii coś ciekawego? (Istnieje też oczywiście filmik prezentujący „grzechy” tego epizodu).



Natomiast poniżej przedstawiamy garść fanowskich zwiastunów do "Zemsty Sithów". Przy tworzeniu niektórych z nich, autorzy inspirowali się trailerami do nowszych filmów z serii Star Wars.









Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia - „Zemsta Sithów”: Gry towarzyskie

1



Podczas tygodnia Zemsty Sithów opisaliśmy dla Was bitewniaka, Star Wars Episode III: Revenge of the Sith video game oraz karcianki. Tym razem przyszła kolej na gry planszowe i towarzyskie. Głównie są to tytuły, które nie nawiązują do samego Epizodu III a do całej Sagi, gdyż w czasach, kiedy wychodziły opisane poniżej tytuły Zemsta Sithów była zapowiadana jako ostatni rozdział Sagi. Dziś już wiemy, że jest inaczej, ale z perspektywy czasu bardzo ciekawie to wygląda.

Zaczniemy oczywiście od naszego ulubionego Monopoly:

Monopoly: Star Wars Saga Edition


Trivial Pursuit DVD: Star Wars Saga Edition
Wersja gry Trivial Pursuit z dwiema dołączonymi płytami DVD. Wraz z postępem gry gracze muszą odpowiadać na pytania dotyczące historii, technologii i postaci ze wszystkich sześciu filmów sagi Star Wars.

Trivial Pursuit - Star Wars, Bite Size
Gwiezdnowojenna wersja gry Trivial Pursuit, charakteryzująca się podręcznym rozmiarem. Ze względów objętościowych nie zawiera planszy, a jedynie sześćset pytań umieszczonych na kartach oraz specjalną kostkę, która służy do losowania kategorii pytania. Dotyczą one postaci, pojazdów, broni, droidów, astrografii i innych dziedzin.

Pytania mogą być dołączane do innych wersji gry Trivial Pursuit - Star Wars.


Trivial Pursuit DVD Star Wars - Case Version
Wkrocz do odległej galaktyki... Przeżyj ponownie swoje ulubione momenty z całej sagi „Star Wars” i doświadcz filmów jak nigdy przedtem w tej grze Trivial Pursuit DVD. Zobacz klasyczne sceny "Gwiezdnych Wojen" i galaktyczne konflikty, podczas gdy twoje ulubione części „Star Wars” budzą się do życia na Twoim ekranie!

W tej wersji gry Trivial Pursuit gracze muszą odpowiadać na pytania związane z filmami z sagi „Gwiezdnych Wojen”.



Stratego: Star Wars Saga Edition
Gra Stratego osadzona w realiach wszystkich epizodów Gwiezdnych Wojen.

Istnieją cztery rodzaje rozgrywki: klasyczna i ze specjalnymi mocami, które są przyznawane niektórym postaciom, a także The Rise of the Empire i The Rebellion. The Rise of the Empire jest oparty na nowej trylogii, stąd też wykorzystuje się w nim jedynie elementy dotyczące części I-III. Zgodnie z wydarzeniami z Zemsty Sithów figurka Anakina w pewnym momencie rozgrywki zmienia strony (z dobrej na złą), a po pochwyceniu jej przez armię dobra zostaje wymieniona na Dartha Vadera. The Rebellion opiera się na oryginalnej trylogii. W obydwu tych trybach korzysta się z umiejętności specjalnych i korzysta ze zmniejszonej planszy.

Każda armia składa się z czterdziestu elementów.




Tak jak wspominaliśmy przy okazji Weekendu 40-lecia z Ataku klonów, tak i teraz na jednej z okładek do podręczników systemu Star Wars D20, jedna z okładek nawiązuje swoją stylistyką do Epizodu III a dokładniej Threats of the Galaxy.



Wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie
tutaj.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”

17



„Zemsta Sithów” to temat naszego, kolejnego weekendu obchodów 40-lecia sagi.

Dwanaście lat temu miał to być film zamykający kinową sagę i historię Skywalkerów. Jak każdy film z prequeli, tak i ten spotkał się z mieszanym przyjęciem. Jednym bardzo przypadł do gustu, uznają go za najlepszy z prequeli, najbliższy oryginalnej trylogii, drudzy zarzucają mu rozmycie tematu, zbędną kolorowość, słabe (i krótkie) bitwy, czy w końcu fatalna grę aktorską, w szczególności łamiącą serce Natalie Portman.

Tym razem film George Lucas pisał ponownie sam, tak jak i reżyserował. Znów zdjęcia kręcono w Australii. Jest to pierwszy film z sagi, który w całości był kręcony w studiu. Aktorzy nie wyjechali na lokacje. To nie znaczy, że ich w ogóle nie było. Lucas wysłał drugą ekipę, by nakręciła kilka ujęć, które umieścił w tle. I to nie byle gdzie, filmowcy pojechali do Szwajcarii, Tajlandii, Chin czy Etny. Formalnie są jeszcze zdjęcia z Tunezji, ale te zostały nakręcone przy okazji „Ataku klonów”.

Zdjęcia zaczęły się 30 czerwca 2003. Tym razem Lucasfilm dał nam wgląd w realizację filmu, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie. Po pierwsze Pablo Hidalgo, jeden z nowym wówczas redaktorów oficjalnej strony dostał za zadanie pisać krótkie reportaże z planu, dzień po dniu. Oczywiście były pewne restrykcje. Po pierwsze publikowano je na Hyperspace, płatnej części oficjalnej strony. Po drugie nie wchodził w fabułę. Opisywał wszystko tak by nic nie opisać. Budują coś tam z drewna, dziś na planie pojawił się Hayden Christensen, albo że żegnamy na planie Natalie Portman. Hyperspace wciągał też fanów w produkcję filmu, mogli zarówno nazwać pewne stwory, jak i szczęśliwcy pojawić się na planie. Jednocześnie Jonathan W. Rinzler również pracował dość intensywnie nad pierwszym swoim „Makingiem”. Inna zabawa z fanami, to choćby obiecanie im wykorzystanie jednej z postaci z Expanded Universe. Wyglądało, że to będzie Quinlan Vos, ale ostatecznie padło na kogoś innego.

Technologicznie ILM znów się bardzo postarał i sprostał wyzwaniom. Film może nie był tak przełomowy jak cyfrowy „Atak klonów”, ale kontynuował tę rewolucję. Dzięki Video Village Lucas w końcu mógł oglądać nagrany materiał zaraz po nakręceniu sceny. Mógł go nawet zacząć wstępnie montować. W końcu tym filmem osiągnął to, o czym od dawna marzył, czyli wymieszał proces twórczy. Do tego stopnia, że część scen można było pisać na planie, nawet nie przejmując się dekoracjami. Przecież był blue lub greenscreen. Tak powstała choćby scena w Operze, w dodatku podczas dokrętek, przynajmniej w tej finalnej wersji.

„Zemsta Sithów” zadebiutowała 19 maja 2005. No i stała się najbardziej dochodowym filmem roku, przebiła też „Atak klonów”. Jest też powszechnie lubiana i w przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów, uznawana za względnie dobrą. Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy epizod.

O III Epizodzie pisaliśmy nie raz. Z okazji dziesięciolecia przygotowaliśmy też specjalny tydzień.

Tydzień Zemsty Sithów:

W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Zemstą Sithów”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

„Nowa nadzieja” jutro w HBO

13



HBO przechodzi do klasycznej trylogii, czas więc na „Nową nadzieję”. czwarty Epizod zobaczymy już jutro, czyli w czwartek 17 sierpnia 2017 o godzinie 20:10. Powtórki kolejno w piątek (18 sierpnia) o 12:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na HBO HD. Dodatkowo przed seansami „Nowej nadziei” w tym tygodniu będzie szansa jeszcze raz zobaczyć „Zemstę Sithów” (w czwartek i w piątek).

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... Rycerze Jedi zostali wytępieni, a Imperium żelazną ręka sprawuje rządy nad całą galaktyką. Mała grupa Rebeliantów podejmuje walkę kradnąc tajne plany najpotężniejszej broni Imperium - tzw. Gwiazdy Śmierci. Najbardziej zaufany sługa Imperatora - Darth Vader musi odzyskać plany i odnaleźć ukrytą bazę buntowników. Księżniczka Leia - wzięta do niewoli przywódczyni Rebeliantów, wysyła sygnał z wezwaniem pomocy, który zostaje przechwycony przez zwykłego chłopaka z farmy - Luke'a Skywalkera. Wychodząc naprzeciw swemu przeznaczeniu, Luke podejmuje wyzwanie i rusza na ratunek Księżniczce chcąc pomóc Rebeliantom w obaleniu Imperium. W misji pomagają mu niezwykli sojusznicy - mądry Obi-Wan Kenobi, nieco arogancki gwiezdny awanturnik Han Solo i jego lojalny towarzysz Chewbacca a także dwa droidy R2-D2 i C-3PO.

„Nowa nadzieja” to pierwszy film z cyklu. Wyreżyserowany przez George’a Lucasa w 1977 rozpoczął fenomen, który trwa już blisko 40 lat. Występują: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Peter Cushing, Anthony Daniels, Kenny Baker, Peter Mayhew oraz David Prowse i James Earl Johns jako głos Vadera.

Następny epizod zobaczymy tydzień później.

„Zemsta Sithów” jutro w HBO

11



HBO kontynuuje projekcje „Gwiezdnych Wojen”, w tym tygodniu „Zemsta Sithów”. Trzeci Epizod zobaczymy już jutro, czyli w czwartek 10 sierpnia 2017 o godzinie 20:10. Powtórki kolejno w piątek (11 sierpnia) o 11:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na HBO HD. Dodatkowo przed seansami „Zemsty Sithów” w tym tygodniu będzie szansa jeszcze raz zobaczyć „Atak klonów” (w czwartek o 17:45 i w piątek o 09:10).

Lata po rozpoczęciu wojen klonów Sithowie ujawniają tysiącletni spisek, Republika rozpada się, a z popiołów wyrasta złowrogie galaktyczne Imperium. Potwierdzają się najgorsze obawy mistrza Jedi, Mace Windu (Samuel L. Jackson) - skuszony mocą Sithów Anakin Skywalker (Hayden Christensen) przechodzi na ciemną stronę, by przeobrazić się w rezultacie w Dartha Vadera - nowego ucznia Imperatora. Jedi zostają zdziesiątkowani, a Obi-Wan Kenobi (Ewan McGregor) i Mistrz Jedi, Yoda, muszą się ukrywać. Jedyną nadzieją dla Galaktyki są dzieci Anakina - bliźnięta, chłopiec i dziewczynka...

Trzeci chronologicznie film z 2005 to ostatni obraz w cyklu wyreżyserowany przez George’a Lucasa, kończący jego dzieło nad sagą. W pozostałych rolach występują: Natalie Portman, Frank Oz, Ian McDiarmid, Anthony Daniels, Ahmed Best, Kenny Baker, Bruce Spence, Silas Carson, Jimmy Smits i Christopher Lee.

Za tydzień kolejny Epizod, ale już w niedzielę zobaczymy „Łotra 1”.

Liam Neeson żywi się na krzywy ryj! A Hayden ma wielki problem z prequelami!

13

Okazuje się, że Liam Neeson jest obżartuchem i nie przepuszcza możliwości najedzenia się za darmo! Przychodzi, je i wychodzi. Otóż w pewnej kanadyjskiej restauracji - Big Star Sandwich, właściciele przed wejściem wystawili sobie napis: „Liam Neeson je tu za darmo”. Nie musieli długo czekać. Neeson przyszedł do knajpy i zapytał swoim charakterystycznym głosem, gdzie są jego darmowe kanapki. Skorzystał. Pozwolił sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. Cała sztuka polega na tym, by wiedzieć, gdzie akurat aktor kręci swój najnowszy film. Jak zobaczy taki napis, to przyjdzie. No a reklama jest, w sieci można się chwalić.



Pamiętacie jak Emilia Clarke narzekała, że na planie Hantologii nic jej nie mówią? Okazuje się, że aktorka ma podobny problem z „Grą o tron”. Zwyczajnie twórcy jej (i reszcie obsady) nie ufają. Nie zamierzają zdradzać im końcówki serialu! Emilia byłaby gotowana nawet przeczytać książkę, by się dowiedzieć, co dalej, a tu nic nie ma! Cóż, widać aktorka nie jest godna zaufania producentów, skoro na dwóch planach została podobne i potraktowana. Czyżby za długi język? Nas jednak jeszcze bardziej ciekawi, co nagrali w siódmym sezonie, że tak bardzo ją zastanawia, co dalej.

George Lucas uroczyście świętował 40-lecie „Gwiezdnych Wojen”. Z tej okazji zrobił sobie mały wypad do Europy i pojawił się na Formula 1 Grand Prix w Monaco. Ot taka niezobowiązująca majówka z dala od tego urodzinowego zgiełku. Szczęśliwie (lub też nie) dla niego firma Renault przygotowała małe wydarzenie związane z sagą. Nie ma to jak pojechać gdzieś daleko za swoją pasją, a tu praca czeka.



George świętował, a tymczasem Keira Knightley przeżyła ponownie prawdziwe chwilę grozy! Stalker znów zaatakował! Tym razem niejaki Mark Edmund Revil, który już wcześniej miał nakaz sądowy, by nie zbliżać się do aktorki, ani nie przebywać w pobliżu 100 metrów od jej domu, wykorzystał lukę w prawie i zatweetował! Zrobiła się afera, rozprawę przeciw niemu zaplanowano na wrzesień.

Jak wiemy Natalie Portman urodziła niedawno. Ale zanim to się stało, zagrała w teledysku Jamesa Blake’a, który wyreżyserowała Anna Rose Holme. Teledysk daje możliwość rzucenia okiem na krągłości aktorki.



Skoro zaś jesteśmy przy temacie dzieci, to ostatnio coś do powiedzenia w tej sprawie miał Hayden Christensen. Okazuje się, że on i jego żona, Rachel Bilson mają straszliwy problem z prequelami. Ich dwuletnia córeczka Briar Rose, coś już kuma z sagi, na szczęście niewiele, ale ma zakaz oglądania filmów pełnometrażowych. Zwłaszcza tych, w których jej tata przechodzi na ciemną stronę, podobno morduje młodzików (na pewno będą dziecku mówić, że skoro nie ma na filmie to nie zabił, że to tylko kłamstwa Kenobiego) i generalnie jest zły. Cóż, ten fakt rodzice starają się przemilczeć. Jest jednak jeden plus, otóż szczęśliwie Vader w „Zemście Sithów” ma niebieski miecz, jak wszyscy dobrzy. Łatwiej tym samym ukrywać prawdę o tym, co robił za młodu Hayden... Cóż, błędy przeszłości wcześniej czy później wychodzą.

P&O 233: Czy istnieje związek między gwardzistami a Mandalorianami?

2



Dziś mamy ciekawe pytanie o powiązania między dwiema organizacjami. Bazuje ono już na legendarnych źródłach, ale przecież może tam być ziarno prawdy.

P: Mam pytanie o Mandalorian (lud Jango Fetta i ich zbroję). Czerwoni Gwardziści Imperatora w „Powrocie Jedi” noszą hełmy bardzo podobne do tych, które nosili Mandalorianie w czasach Starej Republiki. Czy istnieje jakiś związek między nimi? Jeśli tak to jaki?

O: Oczywiście istnieje związek. Zgodnie z „Imperial Sourcebook” (podręcznik do RPG), pierwotnie opublikowanego w 1989, zbroja Gwardzistów widzianych w Epizodach II, III i VI, była inspirowana zarówno Mandaloriańską Eskadrą Śmierci (wspominaną później w komiksie Jango Fett: Łowy), oraz Słoneczną Gwardią Thyrsusa.

Ale to nie tylko kwestia czerwonych płaszczy, zakrywających ciało, ale także hełmów. Choć w tym przypadku tak na prawdę stare Mandaloriańskie projekty pierwotnie stały się podstawą inspiracji dla gwardii Senackiej, z której wywodzą się hełmy Czerwonych Gwardzistów.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.