Książki

Star Wars: Mroczny uczeń

Autor: Christie Golden
Oryginalny tytuł: Star Wars: Dark Disciple
Wydanie PL: Uroboros, wrzesień 2016
Wydanie USA: Del Rey, lipiec 2015
Przekład: Anna Hikiert-Bereza
Ilustracja na okładce: Matt Taylor
Stron: 336/416
Cena: 28,00 USD/34,99 PLN


Opis

Dawno temu, w odległej galaktyce...

Przez lata toczył się szeroki na całą galaktykę konflikt znany jako wojny klonów. Starcie pomiędzy prawomocnym rządem Republiki Galaktycznej a Konfederacją Niezależnych Systemów zabrało życia niewypowiedzianych miliardów istnień.

Wrażliwi na Moc Jedi, od tysiącleci strzegący pokoju w galaktyce, niemalże za każdym razem są powstrzymywani przez Separatystów i ich przywódcę, lorda Sithów hrabiego Dooku.

Ponieważ wojna zdaje się nie mieć końca, a z każdym dniem rośnie liczba ofiar, Jedi muszą rozważyć każdą opcję pozbycia się przebiegłego przeciwnika. Czy te opcje są nie do pomyślenia - a niektórzy sojusznicy zbyt niegodni zaufania - ma się jeszcze okazać...


Recenzja ShaakTi1138

"Dark Disciple", powieść powstała w ramach projektu "The Clone Wars Legacy", adaptuje aż osiem niewyświetlonych odcinków serialu: "Lethal Alliance", "The Mission", "Conspirators", "Dark Disciple", "Saving Vos" (I i II), "Traitor" i "The Path". To jednocześnie książka, która wzbudziła przed swą premierą sporo kontrowersji, jak to niektóre odcinki TCW miały w zwyczaju. Oto bowiem na ponad trzystu stronach dostajemy nie dość, że romans, to jeszcze pomiędzy parą, którą można byłoby chyba połączyć jedynie w fanfiku: Asajj Ventress i Quinlanem Vosem. Czy to w ogóle ma prawo wyjść? To chyba jedna z tych kwestii, o których starożytni mówili, że się o nich nie dyskutuje, bo zależą od gustu.

Podczas lektury cały czas zastanawiałam się gdzie postawić granicę pomiędzy twórczością Christie Golden a tym, co narzucał jej scenariusz niedokończonych odcinków. Muszę przyznać, że autorka postarała się w kwestii rozbudowy świata. Operuje przede wszystkim narratorem auktoralnym, to znaczy takim, który niejako „podąża z kamerą” za jednym bohaterem. Dzięki temu w myślach postaci pisarka przemyciła naprawdę sporo smaczków z Legend, o nowych bohaterach napisała o wiele więcej, niż byśmy się dowiedzieli z serialu i to jest tak naprawdę najlepsza część tej powieści. Mamy nawet – co obiecywano jeszcze przed premierą – parę tekstów skierowanych do starszych czytelników. I tak, panie i panowie, jest seks u Disneya, choć kurtyna zapada w odpowiednim momencie. Ale z drugiej strony styl pani Christie nie powala. Jej język jest po prostu w porządku i nie powala jakimiś wyszukanymi środkami artystycznymi, ale trochę czasu mijało, zanim naprawdę się wciągnęłam w lekturę.

Lecz przechodząc do samej fabuły: w krótkim zarysie wygląda ona mniej więcej tak, że po masakrze dokonanej na rasie Mahran przez Dooku Rada Jedi dochodzi do wniosku, że należy hrabiego zlikwidować – nie zabić przy okazji bitwy, lecz przejąć inicjatywę i go zamordować. Aby to zrobić, Quinlan Vos, znający się na ciemnych sprawach półświatka, ma nawiązać kontakt z Asajj Ventress i przekonać ją do wspólnej misji. I tutaj trzeba się na chwilę zatrzymać, bo „Dark Disciple” to jedna z tych powieści, w których zakończenie (ze sporym wyjątkiem, ale nie chcę spoilerować) nie jest istotne. Wiemy, że hrabia przeżyje. Wiemy, że Vos też wyjdzie ze wszystkiego cało, bo przecież mówi się o nim w „Zemście Sithów” jako o dowódcy. I tak, mamy tu bardzo dużo wydarzeń i skaczemy po różnych planetach, ale w tej książce bardziej niż fabuła sensu stricte liczą się prowadzone wątki.

Tak, pierwszym i najważniejszym z nich jest romans. Nie jestem zbyt wielką fanką gatunku i sama nie wiem czy „Dark Disciple” można nazwać romansem. Nie spodziewajcie się kolacji przy świecach (choć w paru miejscach Golden niebezpiecznie zbliża się do tej granicy, jak ma to miejsce podczas kupowania ciuszków na bankiet), ale miłość odgrywa tu dużą rolę. Powtórzę to znowu: bywam w dziwacznych regionach DeviantArta, gdzie ludzie mają naprawdę kosmiczne pomysły, a nadal uważam, że połączenie w parę Asajj i Quinlana to pomysł pisarza fanfików i zdania raczej nie zmienię. Owszem, oboje poruszają się raczej w szarych obszarach moralności i flirtują z ciemną stroną, więc mają ze sobą coś wspólnego, ale nadal nie byłam w stanie kupić tego związku. To strasznie mi przeszkadzało podczas lektury, gdy głos z tyłu głowy szeptał mi, że po prostu do siebie nie pasują. Natomiast bardzo spodobał mi się sposób obrazowania miłości jako takiej. Bo z jednej strony mamy tu uczucie czyste, takie, które wyzwala i daje nadzieję, o którym przez całą powieściową „Zemstę Sithów” pisał Matt Stover. I właśnie takiej miłości doświadcza Ventress. Z perspektywy czasu myślę, ze tę postać dobrze poprowadzono w całym serialu, bo stworzono z niej jedną z najbardziej złożonych i niejednoznacznych bohaterek, a tutaj jesteśmy świadkami ukoronowania jej historii, chociaż to, czy ekipa serialu poszła w dobrą stronę, to już kwestia gustu. Ja jestem zadowolona, bo choć końcówka jest kontrowersyjna, to po bardzo głębokim namyśle doszłam do wniosku, że to tak naprawdę dla tej postaci jedno z najlepszych rozwiązań.

Z drugiej strony istnieje tu też drugie oblicze miłości, takie, przed którym ostrzegali Jedi w prequelach, związane z przywiązaniem, zaborczością i pragnieniem uszczęśliwiania drugiej osoby na siłę. Zastanawiacie się czy tytułowy „Disciple” to wyznawca czy wyznawczyni? Ten pierwszy, bo to jest powieść o Vosie właśnie. Choć mamy całkiem sporo Asajj, to przez jakieś dwie trzecie książki autorka skupia się na nim. Szczególnie interesujący jest sposób zaprezentowania jego przejścia na ciemną stronę, bo już na samym początku można wyłapywać subtelne sygnały wskazujące na jego podatność na mrok. A potem pani Golden stopniowo kieruje kamerę na inne osoby i gdy jest już dla Vosa za późno, czytelnik zaczyna się zastanawiać co właściwie dzieje się w jego głowie i dlaczego postępuje tak, jak postępuje. To wprost genialny zabieg i jest tylko jedna rzecz, która to psuje: Quinlan dokonuje strasznych czynów, między innymi zabija klony oraz Jedi (w tym swojego przyjaciela), ale wszystko zostaje mu zbyt łatwo wybaczone.

No właśnie, bo drugi najważniejszy wątek „Dark Disciple” to sprawa Jedi. Twórcy TCW na początku serialu ukazywali ich jako niemalże świętych, każde ich postępowanie było uzasadnione, nawet tortury czy morderstwo. I dopiero w piątym sezonie ekipa postanowiła odejść od tego wzorca i w historii o Ahosce uciekającej przed przedstawicielami własnego zakonu ujrzeliśmy inne oblicze rycerzy. Tutaj sprawy zaszły jeszcze dalej, ponieważ mamy do czynienia z wyżej wspomnianym planowanym zabójstwem. W samym zakonie już na samym początku wyraźnie zarysowują się dwie postawy wobec tej idei. Po pierwsze, mamy Mace’a Windu, który reprezentuje najbardziej skrajne poglądy: to właśnie on proponuje pozbycie się Dooku, to on wydaje rozkaz zabicia Vosa, gdy Kiffar wymyka się spod kontroli. Po drugie, jest Obi-Wan, który jako jeden z nielicznych pozostaje wierny ideałom Jedi (bo nawet Yoda nie do końca walczy z pomysłem pozbycia się byłego ucznia). Mam w tym względzie mieszane uczucia, bo widzę, że to wszystko ma sens, jeśli spojrzymy na „Zemstę Sithów” – Windu rzeczywiście jest gotów zamordować Sidiousa i ponosi tego dość śmiertelną konsekwencję (a tym samym dosłownie i przenośnie reprezentuje upadek całego Zakonu), za to Kenobi żyje dalej. Na rozum nie mam problemu z zaakceptowaniem tego, natomiast nie mogę przestać porównywać tej powieści do komiksu ”Generał Grievous”, w którym chodziło właściwie o to samo, tylko celem ataku Jedi był tytułowy bohater. Ale tam grupa rycerzy, która zdecydowała się zamordować cyborga, dostała dość dużą nauczkę. U Golden Quinlan nie ponosi niemal żadnych konsekwencji – i nie chodzi mi o to, by powieść nagle stała się dydaktyczną opowiastką dla dzieci, ale uwierzyć, że ktoś dokonuje morderstwa, a wedle reszty jest okej? Nawet jeśli to morderstwo było - z pewnego punktu widzenia - w obronie? Nie kupuję tego, nawet mając w pamięci to, jak przedstawiono go w legendarnej serii "Republic".

„Dark Disicple” to pozycja, w której spoilery... poprawiły mi radość z czytania. Ponieważ dowiedziałam się wcześniej o pewnych punktach fabuły, zwłaszcza tych budzących kontrowersje, byłam w stanie odpowiednio wcześniej je przetrawić i nie zwracać na nie tak wielkiej uwagi. Gdyby było inaczej, to pewnie pół tej recenzji poświęciłabym na omówienie irytujących spraw. Może dlatego nie odbieram tej powieści jako wciągającej przygodówki (szczerze powiedziawszy, sporo wydarzeń mi zupełnie umknęło), lecz raczej produkt, który powinno się głęboko analizować i poszukiwać coraz nowych interpretacji. Tylko problem w tym, że Christie Golden nie jest Mattem Stoverem, acz nieźle idzie jej ukazywanie psychiki postaci. Jestem jej wdzięczna za rozbudowanie uniwersum o sporo elementów z Legend, jestem też wdzięczna za to, że w ogóle ktoś w Disneyu dał zielone światło na powstanie tej historii. „Dark Disciple” może nie jest powieścią wybitną, ale warto ją przeczytać, zwłaszcza (a może tylko wtedy), jeśli jest się fanem „The Clone Wars”.

Galeria


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 7/10
Klimat: 7/10
Opis świata: 8/10
Opis walk: 6/10
Rozmowy: 6/10


Temat na forum.




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,36
Liczba: 53

Użytkownik Ocena Data
Darth Jar Jar 10 2017-04-03 15:21:20
RevanSans 10 2017-01-10 09:33:54
Tass Tigraan 10 2016-12-02 13:08:09
Bob7777 10 2016-11-22 12:25:31
Darth Invidious 10 2016-11-04 19:31:52
ptychu8 10 2016-10-29 11:14:52
Ren Kylo 10 2016-10-03 18:52:59
Rebly 10 2015-11-28 11:38:19
Kovallo 10 2015-08-05 17:36:12
rotkiw2001 9 2017-03-19 13:07:52
filip98 9 2017-03-17 23:56:47
CoffeeKawa 9 2017-02-02 14:46:15
Bao Dak-Arr 9 2016-10-23 22:38:38
SirStaniak 9 2016-10-11 18:56:02
Darth Leonard 9 2015-10-22 11:46:56
chris87 9 2015-08-04 16:11:14
sutryk21 8 2017-05-02 20:42:49
MrocznyEsio 8 2017-04-20 22:40:30
Hawek 8 2017-04-07 07:50:45
DarthSkywalker 8 2017-02-13 15:31:18
Kaminoda 8 2017-02-04 10:30:41
FEL-1996 8 2017-01-28 18:25:20
CC-3636 8 2017-01-22 15:45:47
JasterMonty 8 2016-12-21 14:22:41
darth sheldon hiszpański inkwi 8 2016-11-02 18:25:42
ŚwietlnyPejczyk 8 2016-10-29 16:56:15
weird.vector 8 2016-10-19 13:43:46
settlers2 8 2016-10-15 23:22:15
KrzysztOFF 8 2016-09-28 19:01:04
Hego Damask 8 2016-06-22 08:19:07
Nadiru Radena 8 2015-12-01 12:22:01
Melethron 7 2017-05-15 16:25:01
RedValdez 7 2017-05-12 16:15:33
Lord Magnuson 7 2017-04-01 13:24:54
perkun 7 2017-03-23 06:03:28
Oyabun 7 2017-01-10 20:44:48
mcluckiewicz 7 2016-12-28 12:33:54
szymon3258 7 2016-04-18 20:19:54
ShaakTi1138 7 2015-08-16 23:39:13
mckenziee87 6 2017-04-01 21:19:50
TomaszVI 6 2017-02-15 01:18:27
AndTheLight 6 2017-02-06 23:25:02
Strangler 6 2017-01-19 22:46:53
EsperanzaDMV 6 2017-01-18 13:40:55
kubalol88 6 2017-01-13 23:30:26
Kacux 5 2016-10-20 08:14:31
Mr. Tano 5 2016-06-23 03:24:43
Slavek_8 5 2015-08-18 09:50:14
Szyszy 4 2016-12-20 14:26:02
-Piccol+ 2 2016-12-10 17:24:58
Keran 2 2016-01-31 16:22:48
DarthRevan210 1 2016-05-04 14:26:38
Shedao Shai 1 2015-12-25 22:27:25

Tagi: Anna Hikiert-Bereza (88) Christie Golden (7) Del Rey (166) GW Foksal (Uroboros, W.A.B.) (15) Matt Taylor (1)

Komentarze (9)

W skrócie - mimo, iż sama historia mogłaby być ciekawa, to ta książka w wielu miejscach kupy się nie trzyma. Momentami jest tak naiwna, że naprawdę odechciewa się dalej czytać, a szkoda, bo zasługuje na uwagę.

Ale po kolei. W książce opowiedziana jest historia próby zabójstwa Hrabiego Dooku przez duet jego byłej uczennicy, Asajj Ventress, oraz mistrza Jedi, Quinlana Vosa. Aby osiągnąć swój cel, będą musieli ze sobą ściśle (dosłownie) współpracować. Czy im się udało, wie każdy, kto oglądał "Zemstę Sithów". W związku z tym odpada jeden z elementów dobrej powieści, zaskoczenie, bo doskonale je znamy.

Czy wobec tego p. Golden oferuje nam coś dodatkowego w zamian? Zdecydowanie na plus można określić akcję książki, która pędzi na złamanie karku, co ma też swoje minusy, o czym poniżej. Oprócz tego na pewno zaskakujący jest wizerunek samej Asajj. Każdy, kto oglądał do końca serial "The Clone Wars" (a "Mroczny Uczeń" to jego kontynuacja, historia ze scenariuszy niewyemitowanych odcinków), ten wie, że nikt nie posądzałby Ventress o pozytywne uczucia. Zabijała bez litości, wiecznie wściekła, zła, pełna pogardy, nienawidzi wszystkich i wszystkiego, tym bardziej po zdradzie swojego mistrza, Hrabiego Dooku. Pomogła w procesie Ahsoki tylko z wyrachowania. Tymczasem w powieści już od samego początku p. Golden prowadzi swoistą krucjatę, by przekonać wszystkich, że Asajj jest "do rany przyłóż", bezpowrotnie zniknęła cała jej nienawiść do świata, poznała współczucie i przywiązanie oraz nagle wypiękniała tak, że stała się wręcz modelką. Od początku czyta się to tak, jakby ktoś usunął pierwsze sto stron, właśnie z historią, dlaczego Asajj nagle tak się zmieniła. Sorry, nie kupuję tego. Zapuszczenie krótkiej grzywki jako początek "nowej ja"? Naiwne to niesamowicie i za każdym razem, kiedy czytałem o chwilach czułości i pocałunków pomiędzy bohaterami, to przed oczami stawała mi znana z serialu wykrzywiona wściekłością i/lub pogardą twarz Ventress i przeszkadzało to w lekturze. Brakuje dokładnego wyjaśnienia zmian, jakie przeszły w Asajj, że zgodziła się ot tak nagle przyjąć Vosa jako swojego wspólnika i nawiązała z nim romans. Są krótkie opisy, ale... to zdecydowanie za mało, by kupić czytelnika.

W powieściach, w których znamy zakończenie, przeszkadza także brak logiki. Vos może zabić Dooku - nie robi tego, mimo iż taką miał misję i kilka okazji ku temu. Generalnie książka to alternatywna historia Vosa, którą fani SW znają z Expended Universe - tam również Vos grał podwójnego szpiega, który tak dobrze grał swoją rolę, że się w niej zatracił i przeszedł na Ciemną Stronę. Jednak w tamtych komiksach było to doskonale wyjaśnione, każdy mógł przeżywać rozterki Vosa i jego dylematy moralne, jak również romans z piękną Khaleen i jej rolę w tym wszystkim. Tymczasem tutaj mamy pojmanie mistrza Vosa po nieudanej próbie zamachu na Dooku i... nowy rozdział, w którym Dooku zdecydował się, że ma dla Vosa rolę do odegrania, a sam Vos przewodzi już Separatystom jako prawa ręka Dooku aka admirał Enigma (bardziej bzdurnego pseudonimu dawno w świecie SW nie widziałem), a chwilę później Dooku jednak decyduje się zamknąć go w celi, bo nie był przekonany co do jego intencji, a na sam koniec Dooku jednak postanawia zabić Vosa, mimo iż ten miał mu pomagać. Co, jak, dlaczego?! Niestety, drogi czytelniku, sam się domyśl co myślał i robił Dooku, bo w dalszej fazie książki także nie jest to wyjaśnione...

Takich braków logicznych w książce jest sporo - przemiana Ventress w czułą i piękną kochankę, Vosa w sługę Dooku, nagła zmiana planów z zabicia Dooku na jego pojmanie "bo może coś wiedzieć!", Dooku oszczędza Vosa, by jednak się rozmyślić i próbować go zabić - i zdecydowanie psują odbieranie tej książki. Nie znaczy to jednak, że jest ona zła - nie, czyta się ją dość dobrze. Nie jest to co prawda tak wybitna pozycja jak "Utracone gwiazdy", ale każdy fan powinien i tak ją przeczytać.

Na osobny akapit zasługuje także inna krucjata autorki, by wprowadzić do Nowego Kanonu poziom 1313 na Corusant. Jak wiadomo, prace nad grą "Star Wars 1313" zostały zawieszone i nie będą kontynuowane, co nie przeszkodziło autorce umieszczać każdego spotkania bohaterów na Corusant właśnie tam, z naciskiem na ten konkretny, tysiąc trzysta trzynasty poziom. Spotkanie Vosa z Kenobim? Poziom dokładnie 1313. Spotkanie Ventress z Kenobim? Poziom dokładnie 1313. Spotkanie Ventress z Vosem? Poziom dokładnie 1313, żaden inny. Wszystko dzieje się albo w Świątyni Jedi, albo na tym poziomie... Tak jak z homoseksualnością w Koniec i początek" - wystarczyłaby jedna wzmianka, i byłoby ciekawie. Tak pojawia się groteska i lekkie zażenowanie. Nie wiem, może autorka była wielką fanką tej gry i nabiła sobie wysoki level w betatestach i chce w ten sposób oddać hołd? Trudno powiedzieć, jednak poziom 1313 jest dzięki niej kanoniczny, a Obi-Wan za sprawą wypitych na tym poziomie butelek alkoholu mógł popaść w alkoholizm...

Takie do przeczytania na szybko w tramwaju ;-o

Zgadzam się z The Trooper, im dalej w las tym gorzej. Książka zapowiadała się całkiem nieźle, początkowo czytało się ją lekko i przyjemnie, ale z każdym rozdziałem zamieniało się to coraz bardziej w naiwną i dziecinną historyjkę. Jestem w szoku że coś takiego napisała dorosła osoba. Fabuła tej książki, szczególnie jej druga połowa była tak infantylna jakby pisało ją dziecko. Wg mnie zdecydowanie najgorsza książka nowego kanonu. Serdecznie odradzam każdemu kto nie chce zepsuć sobie opinii o Jedi z trylogii prequeli.

Książka napisana poprawnie ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej czuć ducha dziecinnej kreskówki ...............

Jedna z lepszych książek STAR WARS. Bez skrupułów - 10/10

Wkręciłem się od samego początku. Po prostu chłonę całość, bo czyta się ją wspaniale. Krótkie rozdziały gdzie, można w każdej chwili zrobić przerwę. Postacie są świetnie przedstawione, niczym ich serialowo-filmowi odpowiednicy. Niestety nie mam odniesienia do legend, ponieważ wciągnąłem się dopiero kiedy powstał nowy kanon więc oceniam to przez pryzmat tylko nowego kanonu. Pod tym względem jest to chyba jedna z najlepszych pozycji do tej pory.

Najgorsze jest to, że na ostatnich rozdziałach poleciało w głośnikach Evanescence - My immortal... Poryczałem się jak bóbr :(, myślę, że dzięki temu zapamiętam na długo tę powieść.
Zachęcam gorąco do zapoznania się z lekturą.

Warto to kupić i przeczytać? Lubię Clone Wars czy też nowe książki kanonu. Przeczytałem już większość pozycji oprócz Dziedzica Jedi czy Przebudzenia Mocy(Nie mam zamiaru ich kupować, ale jakby jakimś cudem wpadły w moje ręce chętnie przeczytam. Mam tylko jedno pytanie; Mroczny uczeń zalicza się do tych pierwszych książek czy raczej do tych drugich na które szkoda moich pieniędzy i miejsca w biblioteczce? :D

Nareszcie poprawiony błąd z nazwą. Dark Desciple było.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.