Komiksy

Kanan (2015) #1-6: The Last Padawan



Tytuł oryginału: Kanan (2015) #1-6
Scenariusz: Greg Weisman
Rysunki: Pepe Larraz, Jacopo Camagni
Okładki: Mark Brooks, Pepe Larraz
Wydanie oryginalne: Marvel Comics 2015

Tytuł polski:
Tłumaczenie:
Wydanie polskie:


Recenzja Mastera

Kanan to seria regularna napisana przez Grega Weismana (to jego debiut na pozycji scenarzysty komiksowego), a jej pierwszy arc narysowali Pepe Larraz (#1-5) i Jacopo Camagni (#6). Komiks z założenia miał przedstawiać losy tytułowego bohatera, którego dotąd znaliśmy głównie z serialu Star Wars: Rebels.

The Last Padawan jednak tylko pobieżnie nawiązuje do serialu animowanego – praktycznie cała historia dotyczy tego, co się działo, gdy Kanan Jarrus był jeszcze młodym padawanem szkolącym się pod czujnym okiem mistrzyni Jedi Depy Bilaby. Mając w Świątyni Jedi renomę niesłuchającego się adepta, Caleb Dume (później zmuszony do zmiany imienia na Kanan) został wybrany przez Bilabę na swojego ucznia i razem wyruszyli na planetę Kaller. Ich celem było odbicie jej z separatystycznych rąk generała Kleeve’a. Po sukcesie i przegonieniu armii droidów, padawan sądził, że już po wszystkim. Niestety nie spodziewał się tego, co zaskoczyło wszystkich. Jednego wieczoru Lord Sidious wydał rozkaz 66 nakazujący eksterminację Jedi przez armię klonów. W wyniku tych wydarzeń Calebowi cudem udało się przeżyć, został przygarnięty przez przemytnika o imieniu Kasmir. Nie mając innych alternatyw, były Jedi rozpoczął mniej chlubny rozdział swojego życia pomagając swojemu wybawcy w nielegalnej pracy.

Trochę się początkowo obawiałem czy Greg Weisman podoła zadaniu napisania dobrego komiksu – jego brak doświadczenia mógł negatywnie wpłynąć na jakość historii, lecz już po pierwszym zeszycie wszelkie wątpliwości się rozmyły. Najwidoczniej Weismanowi pasuje styl komiksowej narracji. Potrafił zachować płynność i dynamikę fabuły przez cały pierwszy tom, zachowując przy tym uczucie lekkości. Cały czas można było czuć jak bardzo The Last Padawan jest zaplanowaną historią, gdzie nic nie dzieje się przypadkowo. Co jakiś czas Weisman starał się też wprowadzić na kadry elementy komiczne, lecz ich jakość już była bardzo różna.

Prawie cały pierwszy tom został narysowany przez Pepe Larraza i muszę przyznać, że jego rysunki pasują idealnie do stylu, w jakim Weisman napisał Kanana. Dostaliśmy komiks nieskomplikowany, dość dziecinny i mający nie służyć niczemu więcej, jak prostej i krótkiej przyjemności. Byłem pod wrażeniem dynamizmu na kadrach Larraza, lecz ich kreskówkowy wygląd nie przypadł mi do końca do gustu. Nie licząc czasami koślawych twarzy bohaterów, nie mogę się jednak przyczepić do szaty graficznej. Bardzo dobrze oddaje charakter komiksu.

Czy jeszcze wrócę kiedyś do Kanana? Raczej nie, przeczytam drugi i zarazem ostatni tom i raczej odłożę ten komiks na zasłużone miejsce na półce. Pierwsze sześć zeszytów Kanana to zdecydowanie komiks dobry, lecz nie polecałbym go bardziej wymagającym czytelnikom. Jeśli jednak zależy wam na szybkim, nieskomplikowanym i pełnym akcji komiksie, The Last Padawan na pewno przypadnie wam do gustu.

Ocena końcowa
Scenariusz: 7/10
Rysunki: 6/10
Ogólna ocena: 6.5/10


Recenzja Seva

Rozkaz 66 był punktem krytycznym całego uniwersum Star Wars oraz jednym z łączników Starej i Nowej trylogii. Do tej pory wszelacy autorzy ukazywali nam jego skutki, w większości przypadków, z perspektywy głównie rycerzy lub mistrzów Jedi. Jednak dzięki serialowi "Star Wars Rebels" otrzymaliśmy okazję do spojrzenia z nowej, nieznanej perspektywy: zagubionego i początkującego padawana, Caleba Dume, znanego bardziej jako Kanan Jarrus. Jak prezentuje się ta historia? Zapraszam do lektury.

Planeta Kaller. Siły Republiki, dowodzone przez mistrzynię Depę Billabę pokonują wojska okupacyjne Separatystów i zmuszają je do ucieczki. Wsród okropieństw wojny jest jedna osoba, która znajduje spokój: padawan Caleb Dume, uczeń mistrzyni Billaby. Jego wewnętrzne spełnienie nie trwa jednak długo, gdyż z powodu Rozkazu 66, w ciągu sekund, zmienia się ze zbawiciela Galaktyki w przedstawiciela najbardziej poszukiwanej grupy we wszechświecie. Oszołomiony śmiercią swej mentorki, ucieka i ukrywa się przed niedawnymi sojusznikami. Szybko uświadamia sobie, iż życie "zwykłego" człowieka z wyrokiem śmierci jest całkowicie różne od tego, co poznał do tej pory. W swej podróży poznaje lokalnego oszusta, Janusa Kasmira, który uczy młodego zbiega podstawowych zasad: oszukuj, kradnij, kombinuj, byle byś przeżył. Czy tak bardzo odmienne życie jest w ogóle możliwe? Caleb Dume przekonuje się, iż z odpowiednią śmiałością, determinacją i bezczelnością, tak. Podróżując po Galaktyce ze swoim partnerem biznesowym, poznaje nową, całkowicie inną od poprzedniej profesję przemytnika i złodzieja. Jednak duchy przeszłości nie odpuszczają, a niedokończone sprawy muszą zostać ostatecznie rozwiązane. Z pomocą niespodziewanego sojusznika młody zbieg Jedi przekonuje się, iż to co było, już nigdy nie powróci, a jego przeznaczeniem jest życie na własnych warunkach…

Od momentu, kiedy pojawiły się pierwsze informacje na temat serialu Star Wars Rebels, postacią budzące moje największe zainteresowanie stał się Kanan. Ocalały z Rozkazu 66 padawan, który próbuje znaleść swoje miejsce w nowym porządku, którego prawdziwa tożsamość jest piętnem śmierci. Jak to wypadło w komiksie? Cóż, zależy na które zeszyty patrzymy. Przez pierwsze trzy miałem nieustanne wrażenie, iż tak ważny moment, jakim był dla głównego bohatera Rozkaz 66, był ukazany w sposób niezwykle pośpieszny. Oczywiście, można na to patrzeć jako odpowiednie ukazanie wrażenia, jakie miał Kanan w tych momentach, oddanie jego zaszkoczenia i niedowierzania, lecz takie postrzeganie mnie nie przekonuje. Szczególnie boli mnie fakt, iż śmierć Depy Billaby została przedstawiona w niesamowicie "okrojony" sposób, niemal brutalny. Na szczęście, czwarty i piąty zeszyt prezentują nam o wiele poważniejszą treść. Przedstawiają one nam bowiem pełny potencjał naszej opowieści. Mamy tutaj wspaniały motyw padawana, który musi skończyć ze swoją dotychczasową ścieżką i rozpocząć nowe życie, które zaskakująco dla niego samego, zaczyna mu się podobać. Dodatkowo, widzimy jak główny bohater szybko dorasta i dostosowuje się do brutalnej rzeczywistości, jaka go teraz otacza. Powaga wkracza nam momentalnie na karty komiksu, jednocześnie nie tylko nie niszcząc, lecz nawet poprawiając dotychczasową historię i wrażenie płynące z jej poznawania. Pojawia się nam również na moment wątek byłych wrogów z pola bitwy, którzy w nowej rzeczywistości okazują się jedyną szansą na przeżycie dla siebie nawzajem. Finał całej opowieści, przedstawiony w szósty zeszycie, jest dla mnie idealnym przykładem łącznika: z jednej strony mamy zakończenie pierwszej serii przygód, a z drugiej otrzymujemy wstęp do dalszych przygód Kanana. Zwrot akcji z samego końca nie jest może oryginalny lub bardzo zaskakujący, lecz idealnie spełnia rolę kurtyny, która zaprasza czytelnika na krótką przerwę przed drugą częścią „przedstawienia”.

Jednym z najważniejszych pytań wszystkich fanów po skasowaniu Starego Kanonu brzmiało: czy elementy dawnego dobytku zostaną przeniesione do nowego kanonu? Komiks „Kanan: The Last Padawan” pokazuje nam, iż istnieje cień szansy na takie rozwiązania. Postać Depy Bilaby i jej historia mogą być tego przykładem.

O co chodzi? Według "starego" kanonu, po wydarzeniach w książce "Punkt Przełomu", Depa Billaba zapadła w śpiączkę i była leczona w świątyni Jedi na Corusant. Podczas Rozkazu 66 zginęła w gruzach zawalającego się budynku. Wygląda więc na to, iż w "nowym" kanonie mistrzyni powróciła do zdrowia i ponownie stała się pełnoprawnym członkiem Zakonu. Oczywiście, są to jedynie moje przypuszczenia, na których potwierdzenie będziemy musieli poczekać do kolejnych zeszytów serii „Kanan”. O ile szanse na takie włączenie dobytku Legend do nowego kanonu jest mało prawdopodobne, same tego rodzaju spekulacje dodają klimatu i chęci do dalszego zapoznawania się z komiksami.

Pod sam koniec serii znajdujemy również bardzo ciekawe nawiązanie, które dotyczy klonów. Ci z Was, którzy oglądali poprzednika „Star Wars Rebels”, powinni doskonale pamiętać 4 odcinkową serię z 6 sezonu, w których to jeden z klonów odkrywa największy sekret armii Republiki: każdy żołnierz ma zaimplikowany chip w głowie, który może zmusić go do wykonania rozkazu, w tym tego słynnego, z numerem 66. Mamy więc tutaj wyraźne powiązanie komiksowe do historii opowiedzianej w serialu animowanym, które ja osobiście jak najbardziej kupuję. W mojej opinii problem Rozkazu 66 nie leży w tym, jak go uzasadnimy, lecz w samym pomyśle: czy to wpojone zasady, czy chip w głowie, sama operacja jest dość naciąga z logicznego punktu widzenia. Owszem, jest efektywna i wbijająca się w głowę, lecz jednak czuję się nieco oszukany jako widz jeśli chodzi o logikę działań. Ale cóż, co się stało, to się nie odstanie. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej. Dodam jeszcze, iż przy okazji rozważań nad Rozkazem 66 muszę pochwalić sposób przedstawienia klonów w komiksie, którzy wypadają bardzo dobrze i czuć od nich różnice w nastawieniu do całej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Widać, iż mamy do czynienia z grupą wyszkolonych do walki wojowników, którzy są gotowi na niemal wszystko, by wykonać rozkazy. Tym bardziej cieszy fakt udanej implikacji wątku wątpliwości i różnic w postrzeganiu świata przez niektórych z nich.

Od strony graficznej komiks prezentuje się według mnie na samym podium najnowszych komiksów spod znaku Star Wars od Marvela. Kreska jest niezwykle przyjemna, kolory pięknie dobrane, a mieszkańcy planety Kaller są dla mnie chyba najładniejszym tworem ostatnich nowości ze świata Gwiezdnych Wojen. Dodatkowo, nie ma ani jednego kadru, gdzie mogę się przyczepić do rysów twarzy, które co jakiś czas skutecznie odbierają przyjemność z czytania takich serii jak „Star Wars” czy „Darth Vader”. Poszczególne planety oraz lokacje są ukazywane w niezwykle przyjemny dla oka sposób i oddają odpowiednie emocje, jakie mają nam towarzyszyć w poszczególnych etapach przygód bohaterów. Co prawda na początku lektury ta nieco sielankowa wręcz kreska przeszkadzała we wczuciu się w tragedię głównego bohatera, lecz z czasem stała się ona całkowicie naturalna i idealnie komponowała się z przedstawioną historią. Dodatkowo, strona z naprzemiennym monologiem Kanana i jednego z klonów prezentuje się wręcz wspaniale.

Cóż więc mogę powiedzieć na koniec tej recenzji? Jak dla mnie, „Kanan: The Last Padawan” jest jedną z najlepszych serii komiksowych, jaka pojawiła się od momentu przejęcia praw przez Disney. A fakt, iż już niedługo, w ramach niejako kontynuacji, dostaniemy komiksy opowiadające o przygodach całego oddziału Rebeliantów, dodatkowo wywołuje u mnie uśmiech na ustach. Tak więc zapraszam do lektury, bo naprawdę warto.

Ocena końcowa
Scenariusz: 7/10
Rysunki: 8.5/10
Ogólna ocena: 8/10


Okładka wydania zbiorczego:




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,60
Liczba: 10

Użytkownik Ocena Data
chris87 10 2016-04-29 10:05:52
Melethron 9 2017-04-04 07:40:37
FEL-1996 9 2017-02-13 21:26:54
Rayena 8 2016-09-27 10:10:12
Darth Leonard 8 2016-05-10 10:47:29
BartekGibek 7 2017-02-04 11:04:06
Mr. Tano 7 2016-07-17 17:33:36
weird.vector 7 2016-06-19 21:44:37
Master of the Force 6 2016-04-22 21:01:21
anonim_zks 5 2017-07-08 15:12:59

Tagi: Kanan (2015) (2) Marvel Comics (105)

Komentarze (1)

Swietny!!!

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.