Forum

Dziedzictwo Mocy: Piekło (Troy Denning)

Seria Legacy of the Force przekroczyła już półmetek i już bliżej jej do końca niż początku. „Inferno” napisane przez Troya Denninga jest szóstym tomem serii. Teraz już każdy z autorów ma na koncie po dwa tomy i pozostaje nam czekać na ostatnie trzy części – po jednej stworzonej przez każdego z nich.

Do „Inferno” podchodziłem z obawą, jako, że Troy Denning nie jest nawet jak na świat Gwiezdnych Wojen pisarzem wybitnym. Widać było to również podczas pracy nad jego poprzednią ksiązką z tej serii – Legacy of the Force: Tempest - gdzie pomimo wyznaczonych przez serię kierunków potrafił tak bardzo pójść swoim szlakiem, że poziom książki był niższy od pozostałych w serii. Tu tez się obawiałem zbytniej ekspozycji ulubionych przez niego postaci i wątków. Jak się okazało dzięki tym obawom, mogłem przeżyć całkiem miłe zaskoczenie, bo otrzymaliśmy książkę na niezłym poziomie.

Do tej pory w książkach serii Legacy mieliśmy wyraźny podział na kilka wątków. W tej książce to wszystko zanika, dostajemy akcję dosyć spójnie łączącą większość z nich – nie wszystkie co prawda, bo wątek Mandalorian został całkowicie pominięty (ale zapewne powróci w ósmym tomie wraz z powrotem Karen Traviss). Jeśli byśmy chcieli na siłę wydzielić wątki to moglibyśmy znaleźć dwa lub trzy. Mianowicie watek główny wojny i Jacena (które to są w tej pozycji wyraźnie jednością) oraz wątek związany z Alemą Rar. Nie jest jednak ten podział tak wyraźny jak dotychczas.

Jeśli już udało mi się wymienić te wątki (choć na siłę) to parę słów o nich trzeba rzec. Wątek związany z wojną służy w całości pokazaniu tylko i wyłącznie tego, jak daleko Jacen zaszedł i do czego to doprowadza. Rozgrywające się bitwy sprawiają, ze galaktyka zamiast się jednoczyć jest coraz bardziej podzielona. A każdy kolejny podział następuje po dalszych tragediach związanych z wojną. Nie zbliża się ona ku końcowi, wręcz ze stadium pojedynków związanych z polityką przeradza się w pełny konflikt zbrojny. Coraz mniej jest miejsca na zastanawianie się gdzie to wszystko dąży, coraz szybciej należy podejmować radykalne decyzje. Z uwagi na to, część bohaterów zamiast zastanawiać się nad tym co robić - jak to miało miejsce w poprzednich tomach – przechodzi do działania.

Drugi wątek poświęcony Alemie Rar jest zdecydowanie wątkiem poboczny, na który nie poświęcono zbyt wiele stron. Jednak właśnie dzięki niemu mamy po raz pierwszy dosyć wyraźne nawiązania do komiksowej serii Legacy. W jakiś sposób przepaść, która dzieli te dwie serie zaczyna się skracać. Nie zmienia to faktu jednak, ze sposób rozwiązania tego może się wydawać naciągany i pozostawia wiele do życzenia. Szczególnie, że autor zamiast starać się połączyć tylko serię książkową z komiksami zaczął również grzebać przy znanych nam już wcześniej postaciach, przez co okazuje się, że po galaktyce biegało o wiele więcej Sithów. Sposób rozwiązania tego wątku jest chyba największym minusem tej książki.

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem biorąc pod uwagę tego autora ale dosyć mocną stroną książki jest sposób przedstawienia bohaterów. Jacen Solo, który w poprzednim tomie swoim zachowaniem przekroczył granice zza której nie ma powrotu, zachowuje się tak jak powinien w tym momencie. Tu w większości przypadków już nie ma zastanawiania się – wykorzystuje wszystko co się da na swoją korzyść, często brutalnością swoich decyzji dorównując swojemu dziadkowi. Po Benie widać jak bardzo go Jacen zmienił i pomimo uwolnienia się spod jego wpływów chłopak często dalej wykorzystuje metody, które przyswoił Rozwój tych obu postaci w tym kierunku, był jednak do przewidzenia. To co pozytywnie zaskakuje to postać Luka oraz znanej trójki: Jainy, Zekka i Jaga. Jeśli chodzi o Luka to niejednokrotnie w różnych książkach mieliśmy okazję dostrzec jak ten bardzo potężny przecież człowiek zachowuje się jakby był uczniakiem. W „Inferno” mamy pogrzeb, który jest symbolicznym momentem otrząśnięcia się z tego marazmu i delikatności, którymi zachowanie Luka w ostatnich latach było nacechowane. Jego działania są szybsze, jest w stanie podjąć decyzje, które są bardzo ciężkie i nie boi się ich konsekwencji. Przestał się wahać, a zaczął się zachowywać jak na Wielkiego Mistrza przystało. Przy okazji udowadniając, że pomimo lat wciąż dzierży tytuł najpotężniejszego użytkownika Mocy. Co do wspomnianej natomiast przeze mnie trójki to po pierwsze nie było ich zbyt dużo – co jest dosyć dziwne jak na Denninga. Co jednak najważniejsze to to, że Jaina zdaje się wreszcie dorastać i zachowywać tak jakby miała więcej niż 15 lat. W związku z tym zachowanie ich nie jest irytujące tak jak to bywało do tej pory, a to już olbrzymi plus.

„Inferno” Troya Denninga to spore pozytywne zaskoczenie. Książkę się czyta dosyć przyjemnie i szybko, lecz co najważniejsze pozbawiona jest wielu irytujących elementów, które Denning lubi wplatać w swoje powieści. Możliwe, że taki sposób napisania jej wymusiła na nim ścisła współpraca z Traviss i Allstonem nad tą serią, a może po prostu fakt, że była to najkrótsza powieść z serii Legacy sprawił, że nie zdążył umieścić tam rzeczy, które irytowały mnie jako czytelnika. Jakikolwiek to był powód, mogę śmiało powiedzieć, że ta pozycja jest wartościową częścią serii i moje obawy o dziewiąty tom pisany przez tego autora są teraz mniejsze.

Kończąc należałoby ocenić pozycję. Zastanawiałem się nad oceną i w końcu postanowiłem przemóc niechęć do autora i dać 9/10.

Re: Legacy of the Force: Inferno

Rusis napisał(a):


Troy Denning nie jest nawet jak na świat Gwiezdnych Wojen pisarzem wybitnym.

___________________________________
Nie mógłbyś dodać "moim zdaniem"?
Jak dla Denning mnie stoi na poziomie niewiele niższym niż Stover.

obóż

za "Gwiazda po Gwieździe" u mnie Denning stoi na poziomie NAJWYŻSZYM .

<--->

Tyle, że Denning napisał genialną "Star by Star" ale także wypluł coś co my nazywamy Dark Nestem. Natomiast Stover napisał 3 genialne książki, i tworzy czwartą, która także może okazać się genialną

robaczystwo

hmm, ze stoverowych czytałem tylko punkt przełomu, który jakoś specjalnie genialny nie był. Natomiast nie wiem czemu ludzie tak jeżdżą po dark neście, może to nie geniusz, ale tak na 8/10.

Re: Re: Legacy of the Force: Inferno

SALVO napisał(a):

Nie mógłbyś dodać "moim zdaniem"?

________

Nie. Nie mógłbym. A to tylko z tego powodu, że musiałbym to napisać kilkanaście razy w tym tekście. Cały tekst jest napisany z mojej perspektywy i przed nim na samym początku można dodać jedno wielkie moim zdaniem. Przecież nikt nikomu nie każe traktować moich recenzji jako prawdy jedyne.

troche wdzięczności

facet napisał recenzje nie pierwszą i mam nadzieje nie ostatnią na temat książek których nie ma jeszcze dostepnych na naszym rynku (tutaj ukłony w stosunku do rusisa), dzieki czemu mamy(mam) mozliwośc przed zakupieniem przeczytania opinni o ksiązce co notabene jest pomocne; wiec nie rozumiem twojego czepiania sie deatali .
Dla mnie jest oczywiste że kazda reacka nosi znamiono subiektywnej opinii czytelnika więc o co kamon , jak masz jakieś ale to najpierw napisz coś sam , to ocenimy a nie czepiaj sie ,,pierdułek"

Re: Re: Re: Legacy of the Force: Inferno

OK. Już się nie czepiam.
Jeżeli chodzi o post usss-a, to tak jestem wdzięczny rusisowi za te recenzje po prostu Dark Nest nie wszystkim się nie niepodoba.

Cóż,

Przeczytałem i napiszę kilka luźnych przemyśleń

O czym książka opowiada, można przeczytać w spoilerach albo w dziale Chronologia powieści.
Większość czasu akcji rozgrywa się na pokładzie "Anakina Solo" , chociaż odwiedzamy również Kashyyyk, Ossus i Korriban. Główny czarny charakter manipuluje ludźmi i innymi istotami w imię wyższej racji, jaką jest przywrócenie pokoju w galaktyce i nie cofa się przed oszukaniem pewnej bliskiej mu osoby
Ben ma już niemal konkretne podejrzenia, kto zabił jego matkę, Han i Leia kontaktują się z Wookieemi, zaś Alema Rar znajduje miejsce, gdzie przebywają Sithowie. Luke staje się bardziej zdecydowany i stanowczy w swoich działaniach, Jaina, Zekk i Jag lądują na Ossusie, gdzie mają nadzieję znaleźc upadłą T`wilekiankę, tymczasem stają w obliczu niespodziewanych wydarzeń.
Akcja toczy się dość szybko. Jej lwią część stanowią potyczki w kosmosie, chociaż jak wspomniałem, mamy kilka "naziemnych" scen
Jednym z ciekawszych momentów jest pokazanie pewnego rytuału Wookieech - otóż, aby móc przemawiać na zgromadzeniu, trzeba pokonać przedmówcę w krótkiej walce (bez oszustw) i zabrać mu Mówiącą Kość, która daje prawo głosu.
Miłośnicy KotOR poczują się jak w niebie kiedy akcja przeniesie się na Korriban, a konkretnie blisko Doliny Mrocznych Lordów - są to jedne z klimatyczniejszych scen w książce
Mamy również do czynienia z pewnymi wytworami yuuzhańskimi

Ogólnie rzecz biorąc, "Inferno" mogę ocenić na 8.5/10

krótko

powiem tylko tyle, Denning mnie zaskoczył. Ja już przyzwyczaiłem się do myśli, że Zjawa to był przypadek przy pracy, a normą jest Tempest-Dark Nest. A tu miła niespodzianka. Mam wrażenie, że Denning musi mieć dobrze sprecyzowane wydarzenia i psychikę głównego bohatera, musi umieć się wczuć w niego. A w Jacena/Caedusa nie trudno, wystarczy sobie posłuchać pana Jarosława od kotka, co z mamusią mieszka. Wypisz wymaluj ten sam typ. Stawiając na niego Denningowi udało się stworzyć niesamowicie intrygującą opowieść o ostatnim sprawiedliwym walczącym z skorumpowanymi ludźmi i okropną rzeczywistością, który czasem musi sięgać po "niesprawiedliwe" metody, by osiągnąć swój cel. Tyle, że słowa ostatni sprawiedliwy i czasem, są względne i widziane tylko z perspektywy Jacena.

Właśnie

przekonałeś mnie do Jacena. Może jednak wezmę się za czytanie Legacy...

A kto

jest jego głównym pomagierem zero-zero-zero?

nie ma

ale za to służby Galaktycznego Sojuszu zachowują się prawie jak CBA / ABW. początek spoilera aresztowanie podejrzanych Kaczm... Jedi na Ossus, próba pojmania oligarchy Krauz... Hana Solo... koniec spoilera. Jakbym gdzieś to już widział.

a

już się bałem, że to ze mną coś nie tak gdy 9/10 wystawiłem za tę książkę. Patrząc się jednak po tym co Ty wystawiłeś i wiedząc, że Denninga "lubisz" tak samo mocno jak ja dochodzę do wniosku, że jeszcze jestem zdrowy... albo obaj jesteśmy chorzy

A tak na serio, to zgadzam się z tym, że Denning musi mieć dobrze sprecyzowane co ma pisać. I to widoczne jest nie tylko pomiędzy Dark Nestem, a innymi pozycjami ale również pomiędzy Tempestem a Inferno. W Tempeście Legacy jeszcze była w fazie rozwoju i nabierania tempa oraz określania charakteru postaci i wydarzeń. Tu już nie było co określać, trzeba było sprawnie ciągnąc to co zostało stworzone. Pisać zgodnie z wyznaczonymi zasadami i standardami. I doskonale sobie z tą rzemieślniczą robotą poradził.

Re: a

Rusis napisał:
A tak na serio, to zgadzam się z tym, że Denning musi mieć dobrze sprecyzowane co ma pisać.
________
Niedługo umieszczę wywiad z końca "Inferno", który pomału kończę tłumaczyć dla was wszystkich
W każdym razie Denning pisze tam tak:

Moim pierwszym zmartwieniem kiedy piszę, jest zwykle zbudowanie logicznej i jednocześnie zaskakującej historii (nigdy nie uśmiercam jakiejś postaci bez powodu).

Czyli ma sprecyzowane

{=}

Poprzedni tom Legacy of the Force bapisany przez Troya Denninga był jak dla mnie najsłabszym w całej serii (co nie znaczy oczywiście że złym}, dlatego troche obawiałem się tej książki. Denninga lubię bardzo za wszelkiego rodzaju nawiązania zarówno do filmów jak EU i nawet do komiksowego Legacy

Ostrzegam że będą spoilery.

Na pierwszy plan idzie wątek oczywiście nowego Lorda Sithów czyli Dartha Caedusa. Moim zdaniem cały wątek poprowadzony bardzo dobrze, a działania Jacena coraz bardziej wgniatają. Niegdyś wzorowy Jedi, a teraz ciężko uwierzyć że człowiek tak się zmienia. Tym na czym tak naprawdę mu zależy jest równowaga, a żeby tego dokonać Caedus poświęca dosłownie wszystko, zakon jedi, własną rodzinę, ale jest jedna rzecz której jak sam mówi nigdy by nie poświęcił Tenel Ka i Allana, dwie miłości jego życia. Lecz czy tam ta miłość jest w stanie przetrwać wszystko ? Tenel Ka zaczyna mieć wątpliwości co do działań młodego Solo choć bardzo go kocha. Działania Leii i Hana też są niespodziewane i pokazują że syn już tak naprawdę dla nich nie istnieje, jest jakby martwy i starają się oni z tym pogodzić.

Zakon jedi też ma problem, po której stronie stanać ?? Czy ci dla których teraz walczą są aby napewno po stronie światła, czy jest może zupełnie odwrotnie. Luke musie podjąć decyzję która nie jest łatwa ani dla niego, ani dla całego zakonu. I tego jego wątpliwości zostały bardzo dobrze pokazane.

A teraz czas na wątek młodego Skywalker. Ben w serii Legacy stał się postacią niesamowicie interesującą. Jego mentorem jest Lord Sithów, który zmienił mentalność Bena, ale Skywalker zaczyna się od nego odsuwać i podejrzewa go o zabójstwo matki.

W książce pojawia się też Alema, której u Denninga zabraknąć nie mogło. I ten jej wątek chociaż krótki to wgniata. Jej podróż na początek spoilera Korriban i spotkanie sithów koniec spoilera jest poprostu powalające i można śmiało uznać że ci których Alema tam spotkała to początek spoilera zakon Krayta koniec spoilera

Ogólnie książka trzyma wysoki poziom serii i Troy odwalił kawał dobrej roboty. Mam nadzieję że wątki będą rozwijać się w kolejnych tomach równie dobrze.
Z czystym sumieniem mogę dać ocenę 9/10

:D

Na poczatek wypada powiedizec, ze Denning sie popisal. Juz mu nie zarzuce tyle co w przypadku Tempestu. W sumie nic mu nie zarzuce, bo ksiazka mnie wbijala w zieime. Klimatem, ktory umial stworzyc, Caedusem, ktory jest jedyny w swoim rodzaju oraz watkami pobocznymi, ktore lacza 2 swiaty i nadaja NEJ nowy wyraz. Martwi mnie co w tym wszytskim zrobi Tahiri, ktora probowala aresztowac Hana i Leie. Czy Caedus ja jednak przekabacil na swoja strone glupimi opowiastkami o Anakinie? Byc moze tak jest, jestem ciekaw jak ten watek sie rozwinie. Kolejna rzecz jaka mnie zaciekawila to ostatnie slowa Omasa: "I am the one who..." (chodzilo o Mare, a cytat jest z pamieci, wiec moze byc niedokladny). Ta tajemniczosc wlasnie nadaje ksiazce powagi. Do tego dochodza Sithowie Kryata. Oczywsicie nic nie jest powiedziane wprost, byc moze to jest podloze do nastepnej serii-trylogii. W kazdym razie czekam z niecierpliwoscia na nie. Alema i Jaina nie sa uz takie dziecinne, nawet Zekk dorosl. Mam nadzieje ze taki mocny wlasnie bedzie 9 tom serii. A nim Denning powali kazdego na kolana i odkupi swoje winy. Moja ocena 9/10, jak wiekszosci z reszta.

This kill is mine...

Tak, zdecydowany plus dla Troya. po tym jak dennie zaczął, tym razem w Inferno pokazał już kawał klasy, a to dobre mnie nastraja na fakt, iż to Troy będzie pisał Invincible. Początkowo obawaiłem sie tego waktu dość znacząco, ale teraz będe spał spokojnie

jeśli chodzi o samą książke, to koncentruje się ona na ukazaniu kim stał się Jacen, prawdziwym Lordem Sith, który wszystko robi w imie wyższego dobra, a tak przynajmniej mu sie wyadaje. Systematycznie opuszczany przez kolejnych przyjaciól a także popleczników jest w stanie posuwac sie do coraz to bardziej przeraźliwych czynów. Przy okazji stał sie naprawdę potężny. Jesli chodzi o fabułę, to tym razem jest dużo bardziej skupiona aniżeli w poprzednich częściach serii, gdyż wszyscy jakby zbierali sie wokój jednych lub podobnych wydarzeń i miejsc. Jak już wspomniał Rusis jedynie Alema odbiega nam z wątkiem pobocznym, który w moim mniemaniu jest największym minusem tej książki. akcja na Korribanie jest dla mnie mocno naciągana, bo zupełnie zmienia nasz światopogląd o Sithach, ale nie ma się nad tym co rozwodzić, zobaczymy, może zostanie to jakos naprostowane później. ponadto wyrażam również żal, iż nie ma tutaj watku Mandaloriańskiego, ale to widac wyłączna brożka Karen..no ale szkoda bo dobrze się wpisywali w konflikt polityczno-biznesowy trwający w galaktyce podczas LOTF. Plusem książki jest równeiż postać Luke`a, wreszcie facet dostał jaja i zaczął zachowywać się z należyta powagą i estyma dla pełnionej przez siebie funkcji. Zdecydowanie pozytywnie należy ocenić fakt, iż zarówno Luke, jak i rodzicie postawili krzyżyk na Jacenie, bałem się, że do końca będą o niego próbowali walczyc, ale ich faktyczne zachowanie dodaje ogromnej dramaturgii serii. Szczęśliwie nie było zbyt wiele Zekkowania i Jainowania, ale oczywiście Troy musiał gdzies wcisnąć Tarfanga i Juuna...

Overall: 9/10

tym samym drugi obrót autorów wyszedł na 9

Tak samo...

... jak kilka osób powyżej obawiałem się, kiedy usłyszałem, że to Denning będzie autorem zakończenia LotFa. Po lekturze Inferna wyzbyłem się tych wątpliwości. SPOILERY będą.
Książka skupia się na postaci Jacena Solo i robi to naprawdę przednio. Znakomicie ukazano przemianę dokonaną w psychice Caedusa, jego motywy, intencje i zwichrowane postrzeganie rzeczywistości. Jak również potęgę i spryt pozwalające manipulować losami Galaktyki. Książka wydaje się dużo poważniejsza, niż poprzednie części. Cholera, palenie lasow Kashyyka naprawdę chwyciło mnie za serce, sądziłem że na to się Jacen nie poważy. Świetnie ukazano wątpliwości, jakie targają zakonem Jedi i ich ostateczną decyzję o opuszczeniu Jacena. Na scenę wróciła postać Tahiri, ciekawe jak dalej rozwinie się jej historia. Luke daje czadu, Ben zaczyna wreszcie działać z sensem, nowi Sithowie podnoszą łby na Korriban. W sumie przeszkadza nieco jedynie wciśnięci na siłę Tarfang i Juun, ale na szczęście niewiele ich tutaj.
"Inferno" stoi na takim poziomie, że nie miałbym nic przeciwko temu, by LotF zakończył się właśnie na nim. Stanowiłoby bez wątpienia godne pożegnanie z serią. Ciekawe, czy "Invincible" mu dorówna ?

BTW, była to pierwsza poważna książka SW czytana przeze mnie po angielsku. Nie jest z nim chyba tak źle .

Re: Tak samo...

Vua Rapuung napisał(a):
BTW, była to pierwsza poważna książka SW czytana przeze mnie po angielsku. Nie jest z nim chyba tak źle .
________

Co znaczy poważna książka SW?

...

-
Co znaczy poważna książka SW?

________
Bez obrazkow : D

To znaczy...

... nie będąca przewodnikiem albo młodzieżówką.
No i bez obrazków .

:P

Aaaaaaa, to takie też są?:]

Przypominam, że zgodnie z zapowiedziami

książka w wersji polskiej miała ukazać się dzisiaj. Tak mówię, bo może ktoś pamięta, a ktoś nie

Premiera?

czy książka faktycznie jest już w księgarniach?

we Wrocławiu

już jest W księgarni na Rynku

......

Ja dzisiaj w poznaniu dostałem na placu wielkopolskim,bo wczoraj nie było jeszcze.Na alejach marcinkowskiego dzisiaj jeszcze nie było,a na empik nie liczcie,bo tam pojawi się za około 2 tygodnie.Jeśli sprowadzą oczywiście,bo żadnych star warsów w empiku dzisiaj nie widziałem.

w trójmieście...

w Gdyni dzisiaj nie widziałem nigdzie Inferno. Może ktoś w Gdańsku lub Sopocie dopadł ??

---

W Szczecinie będzie w poniedziałek. ^^

`

Co do Szczecina, to gdzie można się jej w poniedziałek spodziewać np.?

---

Wczoraj mi to mówili w księgarni "Atut".

Nadrobić zaległości

No cóż...chyba będę musiał doczytać trochę "Legacy..." i zainwestować w "Inferno".

strasznie

chuda ta książka w wydaniu Amberu jest... ciekawe jak bardziej jeszcze będą na nas oszczędzać Amberowcy : (

Do tej pory

pozytywnie odbierałem całą serię. Była ona dla mnie powrotem do korzeni. Ponownie Sith zaczął przejmować władzę w galaktyce i budować nowe Imperium. Ogólnie dobra fabuła, kilka comebacków, rozwijanie starych historii. Jednak po Inferno wszystko się zmieniło. Nie da się ukryć, że spokojnie historia mogła się zakończyć na tym tomie. A tak, do końca serii (jeszcze trzy książki) pozostanie wrażenie, że jest ciągnięta na siłę. Prawdopodobnie jest to niezamierzona wina autora, który do dobrych się nie zalicza. Ale, że pozostali nie zwrócili mu na to uwagi?

Wow

Miałem obawy co do tej pozycji. Przede wszystkim ze względu na autora, a i po bardzo dobrym Poświęceniu apetyt urósł . A tymczasem…Wow . Wielce zaskoczony jestem. Inferno fantastyczne jest .

Po pierwsze, czuć już w ogóle inny klimat, niż w poprzednich częściach LotFa. Mrocznie się zrobiło . Po drugie Luke. W końcu coś robi, i to jak robi! Jest w tej książce absolutnie wymiataczem . Kolejna sprawa to Ben. Żądza zemsty młodego Skywalkera jest przedstawiona znakomicie, widać, że jest nią całkowicie zaślepiony , a kwestia „This kill is mine.” mnie rozwaliła. Miałem wrażenie, że przy sprzeciwie Luke’a, zaatakuje go.

Czas na Caedusa. Destrukcyjny wpływ ciemnej strony zaczyna działać. To już nie jest zawsze spokojny, wyrachowany Jacen. Zaczynają nim kierować emocje, przestaje chwilami myśleć racjonalnie, popełnia błędy. Atak na Kashyyk i jego ostrzał najlepszym przykładem. Zresztą to jest scena rewelacyjna. Ostatnio takiego zonka złapałem chyba przy rozbijaniu Lusankyi.

Podsumowując, książka jest fantastyczna. Najlepsza z serii do tej pory. Można powiedzieć, że to dla niej nowy początek . Wojna rozpętana na dobre, sprawa Jacena w końcu jasna dla Zakonu . Naprawdę super.

Ocena: 10/10

...

Ogólnie dobrą książką jest, ale trochę mało jakiegoś takiego ducha, który był widoczny np. w "Sacrifice".Faktycznie jest dużo akcji, naprawdę interesujące jej zwroty, no ale... Gejjen nie żyje i jakoś specjalnie nikt się tym nie przejmuje. W ogóle konfederacja jest tutaj mocno ograniczona, bo cała powieść praktycznie koncentruje się na działaniach Jacena przeciwko Jedi i odwrotnie. O ile Allston i Traviss koncentrują się na wydarzeniach w centrum, o tyle Denning znów ucieka. Wpierw uciekł na Hapes, teraz na Kashyyyk.

Dla mnie najlepszą powieścią z serii pozostanie Zdrada (przynajmniej póki co).

:P

Wydaje mi się, że jak narazie walka Jacena i Luke`a w "Piekle" to najlepsza walka w całej serii.

"Poświęcenie"

było lepsze, ale VI tom naprawdę świetny. Szkoda, że taki krótki, kilka wątków nadawało się do dalszego rozwoju. Ale zwroty akcji były, dużo się działo, świetnie ukazane postaci. Tylko Denningowi się nie chce chyba pisać (chodzi mi o objętość) 9/10

...

książka jedna z najlepszych jakie przeczytałem z pod znaku SW. Wartka akcja, dobre opisy, ogólnie rzecz ujmując dobra książka. Jeden minus to ze jest troche krótka, przynajmniej jak dla mnie 9,5/10

moje trzy grosze

"Poświęcenie" pozwolę sobie ocenić dwa razy. Raz jako powieść oderwaną od Expanded Universum, a drugi tylko jako fragment Legacy of the Force.

Jak słusznie Rusis zauważył, Denning do pisarzy wybitnych nie należy. Jego samodzielna twórczość jest czasami mocno krytykowana. Ale wg mnie Denning jest jednocześnie bardzo ważnym i jednym z najlepszych pisarzy jakich pozyskano do pisania w świecie SW.

Denning ma bardzo swobodny, sprzyjający opisywaniu akcji styl. Jakby swtorzony dla SW. Czyta się szybko i miło, opisy nigdy nie nużą. Nigdy nie zapomnę, że przez tę bzdurę o robakach przebrnąłem szybko i bezboleśnie, bo Denning pisał bardzo przystępnie i swobodnie. Więc może i jest przeciętniakiem, ale znam kilku doceninych pisarzy, którzy powinni się od Denninga uczyć naturalności języka pisanego, żeby nie szukać daleko, R.A. Salvatore.

W każym razie, pomijając kilka wyświechtanych tekstów, słabe początkowe sceny dialogowe, vide rozmowa Jacena z Tenel Ka, jak zwykle w przypadku Denninga czytało mi się bardzo przyjemnie i miałem poczucie, że kupowanie i czytanie powieści SW ma jescze jakiś sens.

I za powieść samą w sobie stawiam 8/10.

Druga strona mednalu to fakt, że jest to jedna z części LotF.
Jak na razie jestem rozczarowany, zdegustowany i zawiedziony. A będzie tylko gorzej, bo wszystko skieruje się do komiksowego Dziedzictwa, które nawet trudno mi już krytykować, znudziło mi się, po prostu olewam je, ot, kolejne mniej lub bardziej udane infinities.

W Inferno jest mnóstwo dość irytujących błędów. Jacen porównany do Imperatora. Pusty śmiech mnie ogarnął przy tym zestawieniu. Jacen nadaje się najwyżej na sfrustrowanego gwardziste drugiej kategorii, a nie na Mrocznego Lorda Sithów.
Ciągle, choc do już szósta cześć nie znalazłem choćby jednego zdania uzasadniającego dlaczego Jacen usiłuje stać się sithem? Denning twardo trzyma się żałosnej wersji z porządkiem galaktycznym, dobrem ogółu i podstępem sithów i oczywiście z cztero (pięcio? nie pamiętem) letnią podróżą Jacena. Sorry, nie przemawia to do mnie. Stover w "Zdrajcy" z Jacena-nudziarza zrobił Jacena-przyszłość Zakonu Jedi, potem częściowo tej wersji się trzymano. W LotF zrobiono z niego płaczliwego, wiecznie urażonego Jacenika, pożal się boże, Dartha Ceadusa, czy jak mu tam. Najwyrażniej od niedawna w galaktyce tytułami Darthów rzuca się na prawo i lewo.
Po sześciu tomach dalej uważam, że Jacenika należy przewiesić przez kolano, zlać mu dupę pasem i na tym zakończyć tę zabawę.
A tak poważnie, powtórzę, wg mnie nie pokazano potęgi Jacena, nie jest pokazany jako spokojny zdecydowany Sith, ale jako manipulowany zagubiony dzieciak, którego inni Jedi nie traktują poważnie. Jeszcze gorzej, że trójka autorów takie wrażenie wytwarza nieświadomie.

Całe szczęście dla odmiany Dennig przywrócił do łask Luke`a, tóry przez wszystkie dotychczasowe ksiażki z EU był dzieciakiem z farmy, który Wielkim Mistrzem Jedi został po znajomości, w końcu kumplował się z Yodą i Obi Wanem. Po raz bodajże pierwszy jego potęga w Mocy jest ukazana jako potęga Wielkiego Mistrza. Zaskakująca, niemalże nieograniczona, niezanna innym. Tak trzymać.

Alema Rar tera zjest wg mnie bardzo fajna, już mnie nie irytuje, skoro jednak "zbili ją i uciekła" to dobrze chociaż, że już nie irytuje

W każdym razie swoje żale wylałem. Jacena dzięki Stoverowi polubiłem, teraz trudno mówić, że go nie lubię, nie ma co lubić, autorzy polegli na tej postaci. Moze Karpyshyn powinien był napisac z jedną powieść w LotF, bo przemiana Bane`a była wiarygodna. Tak jak kiedyś popularne było hasło "Jaina must die", tak teraz ja teraz postuluję "Jacen must die". Całe szczęście, jak większość z nas wie to się stanie. Tylko po co to było ciągnąć tyle tomów? Trzeba było Salvatore lub Denninga poprosić to by go ukatrupili szybciej, mają dościadczenie z Chewie`m i Anakinem, a nie pastwić się nad nami.

Za Inferno jako część EU stawiam 5/10. Tak wysoko za Luke`a i Alemę, tak nisko za całą resztę.

Ponieważ poprzednim częścią stawiałem niedorzecznie wysokie oceny, to teraz stawiam za całokształt 8/10. Ale jest to zawyżona ocena.

[error]

Ta bzdura o robalach to jedna z najlepszych trylogi ze swiata SW!

---

Z modyfikatorem dla pierwszych przeczytanych książek z danego uniwersum - to i jedna z najlepszych.

?

Rozumiem, że czytałeś tylko tę trylogie ew. kilka pozycji z NEJ.
Dla kogoś kto tak jak ja przeczytał w zasadzie wszystko ta trylogia to bzdura o robalach.

...

Ale zajechalo poczuciem bycia lepszym ; D

:D

no ba Ja zawsze miałem i mam wysokie mniemanie o sobie

Re: moje trzy grosze

Asturas napisał(a):
W Inferno jest mnóstwo dość irytujących błędów. Jacen porównany do Imperatora.

A do kogo mają gnojka porównywać? Skojarzenia narzucają się same mieszkańcom Galaktyki. Nie znaczy to jednak, ze tak wysoko cenią umiejętności Jacena - ale że uważają, iż postępuje podobnie ( krwawe pacyfikacje ) - więc tutaj bym się za bardzo nie czepiał


Ciągle, choc do już szósta cześć nie znalazłem choćby jednego zdania uzasadniającego dlaczego Jacen usiłuje stać się sithem?

No przecie to jasne - przez starożytną plecionkę, kupioną na bazarze za zgniłego banana...Cała motywacja Jacena jest tak idiotycznie przedstawiona, że to głowa mała - tak jak jeden scenarzysta by takich bzdur, jak są we TCW nie wymyślił, tak tu widać aż trójka autorów musiała się mocno wysilić, aby wymyślić jakiś badziew.


Po sześciu tomach dalej uważam, że Jacenika należy przewiesić przez kolano, zlać mu dupę pasem i na tym zakończyć tę zabawę.

Dokładnie! Nie rozumiem fascynacji innych tą postacią do Inferno ( w Fury to się lekko zmienia mimo wszystko ) - Darth Sedes to Darth Kretyn alias Darth Gówniarz, któremu Han powinien sprać tyłek, i tyle.


Całe szczęście dla odmiany Dennig przywrócił do łask Luke`a, który przez wszystkie dotychczasowe ksiażki z EU był dzieciakiem z farmy, który Wielkim Mistrzem Jedi został po znajomości, w końcu kumplował się z Yodą i Obi Wanem. Po raz bodajże pierwszy jego potęga w Mocy jest ukazana jako potęga Wielkiego Mistrza.

Weto. Został genialnie przedstawiony w trylogii Thrawna oraz w dylogii Ręka Thrawna. Fantastycznie oddał także jego potęgę Salvatore w Wektorze Pierwszym - tam naprawdę daje się odczuć, że mamy do czynienia z PRAWDZIWYM mistrzem Jedi. Oprócz tego mamy jeszcze TUF i genialny szturm na Cytadelę - Luke niszczy wszystko na swej drodze. Można jeszcze dodać Ja,Jedi - jak robi sushi z Jeensari Chociaż w wielu książkach autorzy sobie po prostu jakieś jaja z Luke`a robią, to jednak jest parę pozycji, gdzie on jest naprawdę KIMŚ


:)

Z Lukiem rzeczywiście przesadziłem, ale to dlatego, że już dawno nie czytałem żadnej powieści w której przedstawiano by go jako prawdziwego mistrza. Dodam tylko, że mnie chodziło także o to, ze w Inferno potęga Luka wydaje się być nieznana, zaskakująca dla innych Jedi i niemalże nieograniczona. Oczywiście Denning musiał to wrażenie zepsuć walką końcową, ale cóż...

Co do plecionki to już zdąrzyłem zapomnieć. Ona wszystko wyjaśnia
W świetle przemiany Jacena, przejście Anakina w EIII na Ciemną Stronę już nie jest dla mnie nielogiczne, a kuszenie przez Palpatine`a w postaci "przejdź na ciemną stronę" na co Anakin "ok" wydaje się być szczytem wyrafinowania :/ Jeszcze raz dodam, że Karpyshyn powinien napisac co najmniej jedną powieść w LotF. On nie tylko dobrze uzasadnił postępowanie Bane`a, ale świetnie stworzył postaci Kotorów.

Karpydhyn

okazał się fenomene. Facet, który jest zwykłym grafomanem, napisał naprawdę bardzo wciągająca powieść. Język i styl jest - właśnie - grafomański, ale postać faktycznie umiał poprowadzić. Tutaj dochodzimy do paradoksu - Allston, a nawet Denning i ( z mocnym wahaniem ) Traviss mają ewidentnie lepszy warsztat, pisząc zauważalnie lepiej... ale w LOTF zawiedli.

A co do końcowej walki Luke`a... w końcu mieli mieć 9 tomów, więc jakoś tak głupio zaraz po półmetku zakończyć cykl, nie?

Asturas napisał(a):
Z Lukiem rzeczywiście przesadziłem, ale to dlatego, że już dawno nie czytałem żadnej powieści w której przedstawiano by go jako prawdziwego mistrza. Dodam tylko, że mnie chodziło także o to, ze w Inferno potęga Luka wydaje się być nieznana, zaskakująca dla innych Jedi i niemalże nieograniczona. Oczywiście Denning musiał to wrażenie zepsuć walką końcową, ale cóż...

Co do plecionki to już zdąrzyłem zapomnieć. Ona wszystko wyjaśnia
W świetle przemiany Jacena, przejście Anakina w EIII na Ciemną Stronę już nie jest dla mnie nielogiczne, a kuszenie przez Palpatine`a w postaci "przejdź na ciemną stronę" na co Anakin "ok" wydaje się być szczytem wyrafinowania :/ Jeszcze raz dodam, że Karpyshyn powinien napisac co najmniej jedną powieść w LotF. On nie tylko dobrze uzasadnił postępowanie Bane`a, ale świetnie stworzył postaci Kotorów.

________

Re: Karpydhyn

Carno napisał(a):


A co do końcowej walki Luke`a... w końcu mieli mieć 9 tomów, więc jakoś tak głupio zaraz po półmetku zakończyć cykl, nie?


________

Wiesz, wystarczyło nie doprowadzić do tej walki. Albo inaczej ją poprowadzić. No, ale jest jak jest, czyli jest jak zwykle. Znaczy mogło być lepiej. A jak wiadomo może i będzie jeszcze gorzej, bo finałem jest komiksowe Legacy. heh :/

Komiksowe Legacy

mi się podoba ( jest na trzecim TPB ) ale my nie o tym Ale masz rację - ,,on jest mój, zostaw go mnie" ( ,,that`s my kill" ) - i Jacen uratowany... Zieeeeeeeeeeeeeew.

...

Jezu, czytanie "Poświęcenia" było prawdziwym poświęceniem się dla sw.

Czytanie "Piekła" jest prawdziwym piekłem dla mnie. Jak ta książka jest tragicznie nudna. Jakby tylko opowiadali historie, bez prób jakiegokolwiek kunsztu czy klimatu... -_-``

Piekło

Wczoraj skończyłam czytać Piekło i muszę przyznać, że moje wrażenia doskonale oddaje recenzja Rusisa.
Wątek wojny ciekawie poprowadzony. Przestałam nawet postrzegać Alemę jako zidiociałą osóbkę bezwzględnie szukającą zemsty.
Luke pokazuje na co go stać. Jacen będzie musiał nieźle się postarać by mu dorównać.
Jaina przestaje być dziewczynką, którą targają miłosne wibracje dwóch panów.
Ben natomiast wreszcie zdaje sobie sprawę z tożsamości kuzyna.
Nie podobał mi się jedynie Han, gdyż w moich oczach wyszedł na potulnego baranka, który godzi się na wszystko, co zmaluje mu syn. To nie ten Han Solo, którego znałam.
Dlatego 9,5/10

...

Właśnie skończyłem czytać i muszę stwierdzić, że książka jest bardzo dobra. Bardzo spodobało mi się, że Luke w końcu pokazał, że nie jest tylko mędrcem, ale także wojownikiem. Ben również mi zaimponował swoimi postępkami. Jacen trochę przeholował, no ale tak postępują Sithowie.
Podsumowując 9/10

SZATAN

Jeden z lepszych tomów Dziedzicwta Mocy. Ma właściwie wszystko na co czekałem - "Piekło" przełamuje impas, stawia bohaterów przed trudnymi wyborami pozbawiając ich już możliwości spekulowania "co by było gdyby" - zmusza ich do czynów. Denningowi mógłbym wiele zarzucić ale cenie u niego brutalne opisy walk - co prawda starcia jedi przypominają kino "wu xia" ale nie są to czyste pojedynki. Sporo tu ostrych zagrań i bezpardonowej przemocy która dobrze oddaje problem bratobójczego konfliktu. Zwłaszcza okupacja Akademii na Ossusie to ostre zagrania jak na space operę.

Epickość starć w kosmosie też w końcu oddaje skalę tej wojny chociaż opis walk jest skromny i momentami potraktowany zbyt po macoszemu chociaż nie wiem czy inna formuła zdałaby tu egzamin.

VI tomik wszechmiar udany - mocne 8+/10

T. Denning - Piekło

Oto nadszedł ten moment - Troy Denning osiągnął szczyty swoich możliwości pisarskich. Piekło jest książką, która pod względem poprzednich tomów nie ma sobie równych. Wypełnia wszystkie luki i wprowadza serię na wyższy poziom. Ale po kolei.

Ta powieść odznacza się znakomitą spójnością, i jest perfekcyjnie poukładana. Na próżno szukać tu jakichkolwiek dłużyzn, czy wątków zbędnych, mogących wprowadzić chaos. Postacie są nakreślone w iście charakternym stylu. Jacen, Ben, Alema, Han, Leia, a nawet Luke, który w poprzednim tomie był cieniem samego siebie, jest tu postacią nakreśloną w sposób idealny. Relacje jakie panują pomiędzy głównymi bohaterami, a także między poszczególnymi stronami konfliktu - okrucieństwo, zapalczywość, determinacja - to wielkie atuty tej książki. Albowiem piekło dosięga nie tylko rodzinną planetę Wookiech, lecz także dusze wszystkich stron tej wojny. Emocje na każdym kroku nie opuszczają czytelnika, sprawiając, że kolejne rozdziały mijają jak krótka chwila. Apogeum emocjonujących zdarzeń otrzymujemy we wspaniałym pojedynku pomiędzy Jacenem a Lukiem i Benem. Żal, że to nie Denning pisał zakończenie do poprzedniego tomu. Wielką sprawą było wprowadzenie nowego Zakonu Sithów, co jest wyraźnym ukłonem w stronę komiksowej serii Legacy. Wątek polityczny, również jest poprowadzony z sumienną starannością, chociaż nie jest zbytnio wyeksponowany. Cieszy również większy udział Rady Jedi. I mam po cichu nadzieję, że w kolejnych tomach będzie z nią tylko lepiej, jeżeli idzie o kwestię zaangażowania jej członków w toczące się wydarzenia.

Chciałbym również podkreślić znakomitą szatę graficzną okładki. Rozpierducha na zewnątrz, jak i na stronach tej książki. Jest pięknie.

Gdybym chciał być upierdliwy, to wytknąłbym jako błąd dość pospolitą śmierć Solusarów, tak jak by to byli Larsowie z Tatooine, a nie Mistrzowie, którzy mięli swój walny wkład w zniszczenie ducha Exar Kuna. Mimo wszystko nie jest to wada, która zaburzałaby końcową ocenę. A ta może być tylko jedna - 10/10. Oby kolejne tomy utrzymały ten poziom, a będzie wspaniale.

Re: T. Denning - Piekło

Solusarowie nie umarli.

Re: T. Denning - Piekło

No patrz Pan, oszukali mnie!

A tak bardziej poważnie. Przewertowałem ponownie ten fragment książki, który dotyczył walki na Ossusie, i muszę przyznać, że chociaż obrażenia Tionny były znczne, to nie ma jednoznacznego opisu, iż Mistrzyni nie żyje. Natomiast co do Kama:

- ...Kam Solusar zabity..., s. 182.

Tekst tym bardziej wiarygodny, iż przyjął na klatę 3 strzały. Jeszcze dla pewności, powróciłem do rozdziału w którym Jaina rozmawia z Lukiem na Kashyyyk. I tam na s. 218, Luke pyta o sytuację na Ossusie, lecz Jaina nie informuje wprost, iż Kam przeżył zadymę w Akademii. Tym samym miałem prawo czuć się przekonany o śmierci Solusara, aczkolwiek źródła (vide Biblioteka Ossus), faktycznie piszą, iż przeżył działania SGS.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.