Forum

Kult trylogii Thrawna

O fakcie istnienia kultu trylogii Thrawna nie ma się co spierać. Inna sprawa, że kult ten jest dla mnie zjawiskiem niezrozumiałym, gdyż seria to naprawdę przeciętna i wypchana absurdalnymi pomysłami.

(SPOILERY!)

No bo czym się tu zachwycać? Thrawnem? Owszem, bardzo ciekawa postać, choć nie kupuję jego czytania psychologii rasy na podstawie zapoznania się z jej sztuką. Ale jego konwersacje z Pellaeonem to w sumie jedne z ciekawszych rzeczy w trylogii. Problem rzekomego dzieła życia Zahna leży w niemal wszystkich pozostałych głównych wątkach.
I tak na przykład wątek Leii i Noghrich jest dla mnie zwyczajnie nieprzekonywujący, sztuczny i naciągany (szczególnie to, że Vader tyle się urobił, by zyskać ich przychylność). Leia to nie ta Leia ze starej trylogii, bez tego swojego wspaniałego charakteru. Tyczy się to też Hana i Lando oraz Luke`a (tu w szczególności). Często Zahn na siłę próbuje jakoś zrobić dialog w ich stylu, ale nie wychodzi mu to zupełnie. A szkoda.
Wątek Mary z kolei początkowo (w Dziedzicu Imperium) jeszcze był w miarę znośny, jednak później Zahn maniakalnie wręcz wrzuca wszędzie tekst „MASZ ZABIĆ LUKE’A SKYWALKERA!”. Owszem, może kiedyś tam chciała go zabić, tydzień po śmierci Imperatora, ale przecież minęło kilka lat. Sny, opisy nienawiści (dosyć przeciętne zresztą) itd. są powtarzane do znudzenia, a ja i tak w nienawiść Mary do Luke`a po prostu nie uwierzyłem.

A na dodatek mała ciekawostka: co robi osoba poszukująca kogoś do pomocy? Udaje się z prośbą o nią do kogoś, kogo chce zabić.
I wszystko wiadomo.

Ale wszystko to jest niczym w porównaniu do hitu trylogii pod postacią klona mistrza Jedi Jorusa C’baotha, który zginął w Locie Pozagalaktycznym kilkadziesiąt lat wcześniej. Joruus C’baoth jest totalnie szalony, co nie przeszkadza jednak temu, żeby kierował akcjami wojskowymi Imperium i manipulował rycerzem Jedi (opisy towarzyszących mu myśli są naprawdę zabójcze).
No cóż, Zahn jednak brnie jeszcze dalej i na sam finał dostarcza spragnionemu emocji czytelnikowi klona samego Luke’a – Luuke’a, który pozwala Marze uwolnić się od tytułowego Ostatniego Rozkazu (niby dlaczego?).

Mocno irytujące są obsesyjne nawiązania do Starej Trylogii co dwie strony (typu „czuł się jak wtedy, gdy był w jamie Rankora” oraz liczne podobieństwa sytuacji). Oddać trzeba jednak Zahnowi to, że wprowadził wiele nowych postaci, które na stałe zagościły w EU. Odważnie też rzuca nazwami planet (tylko jakim cudem bohaterowie tak często spotykają się przez przypadek?). Zahn pisze jednak nierówno i za dużo wymyśla (wątek klonów np.), choć może były to pomysły narzucone - tego nie wiem.
Niektóre dialogi są okropne, maniakalnie też używane są sformułowania typu „użył swoich sztuczek Jedi, aby wniknąć do jego umysłu”. Można to napisać dwa razy krócej i ładniej.
Można się też czepiać ogromnych niezgodności z EU, ale w sumie to bezcelowe, gdyż książka powstała przed NT.
O polskim tłumaczeniu pisać można wiele, ale wszystko chyba zostało już napisane. Jedno jednak nie daje mi spokoju – kim są Jawasowie?

Oczywiście, jest też kilka perełek, a mianowicie wątek i postać króla przemytników – Talona Karrde’a, postać Garma Bela Iblisa, wątek Floty Katańskiej i Źródła Delta oraz wspomniane rozmowy Thrawna z Pellaonem. Świetnie też Zahnowi wyszła śmierć Thrawna - muszę to przyznać.


Pozostało mi tylko przejść do oceny całej trylogii i niestety z powodu absurdalnych pomysłów (Joruus, Luuke, klony itd.) i irytacji związnej z ich czytaniem jest to ocena niska. Równanie tych książek ze Starą Trylogią to pomyłka.

Trylogia Thrawna – 3,5/10
(poszczególnie jeszcze nie jestem zdecydowany)

...

Cóż zapewne masz po części rację. Wydaje mi się że na ocenę trylogii Thrawna wpływa nastawienie z jakim ktoś zabrał się do jej czytania. Chociażby ja, nasłuchałem się samych wspaniałych słów o trylogii,naczytałem się miliony artykułów jak wspaniałym filmem byłaby owa trylogia i to zdecydowanie wpłynęło na moją ocenę.

Dlaczego? Ano bo kiedy zabrałem się za trylogię nad każdą sceną, momentem zastanawiałem się jakby wyglądało to w postaci filmu, i musze przyznac że w moim wyobrażeniu trzymało to klimat ST

Idąc dalej, w sumie to prawda że trylogia leci na reputacji paru osób podchwytywanej przez resztę.Jest kilkanaście książek które lepiej się czyta

...

Ja także nasłuchałem się tego wszystkiego co Ty. I tym bardziej się zawiodłem.

Co do filmowego wizerunku - gdyby scenariusz pisał np. Luceno, to coś by z tego było. Tylko ten finał Ostatniego Rozkazu...

Tak

Zgadzam się Dziedzic Imperium był udany a potem coraz gorzej aż do Luuke`a

Nie zgodności

z EU? Chyba żartujesz. To inne źródła EU i AotC jest niezgodna z tą trylogią. Trylogia Thrawna na dobre rozkręciła książkowe EU (wcześniej były tylko trylogie Landa i Hana solo oraz Spotkanie na Mimban).
Poza tym w książce zachowany jest klimat starej trylogii. Fajny jest wątek Luke, który boi się, że nie jest gotów na szkolenie nowego pokolenia Jedi. Postać samego Thrawna też bardzo ciekawa.

Co do polskiego tłumaczenia - ta trylogia była pierwszymi książkami SW amberu. Wcześniej istniały tylko tłumaczenia amatorskie (wydania klubowe) i tłumaczenia adaptacji książkowych Interartu (które były jeszcze gorsze), więc tłumacze nie mieli za bardzo na czym się opierać .

...

Według tej książki Wojny Klonów miały miejsce w roku 36 BBY. Było jeszcze kilka takich rzeczy, ale musiałbym sobie to przypomnieć.

Co mnie obchodzi to, że trylogia Thrawna rozkręciła EU? Oczywiście, dzięki temu mam perełki Luceno, Stovera, Karpyshyna itp. itd.
Ale czy to oznacza, że mam tej trylogii stawiać pomnik?

Co do Luke`a - w CSM zachowuje się debilnie. Po prostu.

Co do tłumaczenia - mam IV wydanie CSM i też ma mnóstwo takich niespodzianek.

Re: ...

Safiram napisał(a):
Według tej książki Wojny Klonów miały miejsce w roku 36 BBY. Było jeszcze kilka takich rzeczy, ale musiałbym sobie to przypomnieć.

________
No i co z tego? W momencie kiedy Zahn pisał trylogię całość informacji o wojnach klonów to było jedno zdanie z Nowej nadziei, a o tym, że kiedykolwiek ten okres zostanie sfilmowany nikt nawet nie śnił, może poza Lucasem. Zarzucasz książce, że jest niezgodna z chronologią wprowadzoną osiem lat później, gdzie tu logika.

...

A czy nie zauważyłeś, że napisałem "można się czepiać, ale w sumie to bezcelowe"?

Re: ...

Safiram napisał(a):
A czy nie zauważyłeś, że napisałem "można się czepiać, ale w sumie to bezcelowe"?
________
Zauważyłem. Zauważyłem też, że napisałeś: Według tej książki Wojny Klonów miały miejsce w roku 36 BBY. Było jeszcze kilka takich rzeczy, ale musiałbym sobie to przypomnieć. Skoro więc sam przyznajesz, że to bezcelowe, to po co się czepiasz?

Co do kultu: jednym się podoba, innym nie (w tym Tobie jak widać). Ów kult jest dobrowolny i nie ma żadnego guru, który pierze fanom SW mózgi żeby polubili trylogię Zahna. Jeśli chwalą ją tylko dlatego, że tak wypada, to ich problem; zresztą i tak nie ma ani sposobu ani powodu by to sprawdzać. Osobiście uważam, że jeśli ktoś interesuje się losami bohaterów ST w okresie po "Powrocie Jedi" to powinien przeczytać trylogię Thrawna. Czy mu się ona spodoba czy nie to już jego sprawa i gust.

...

Napisałem to, bo to dokładnie pamiętałem bez przypominania sobie, a musiałem coś napisać, żeby nie było

....

-Ów kult jest dobrowolny i nie ma żadnego guru, który pierze fanom SW mózgi żeby polubili trylogię Zahna

Nieprawda! Jak wchodzę na Bastion to na ułamek sekundy pokazuje mi się taki wielki napis: Kochaj Trylogię Thrawna. Ale przez chwilkę tylko, nie zauważam tego, ale moj umysł jest już wyprany. To spisek!

jest logika

w tym, że pan Zahn miał zakaz dotykania czegokolwiek, co dotyczy Wojen Klonów. Kilka pomysłów redaktorzy (Lucy Wilson) wybili mu z głowy, acz delikatnie. Miast klona Obi-Wana dostaliśmy klona Jorusa, a miast Sithów - Noghrich. Nie zmienia to faktu, że wszystko, co dotyczy Wojen Klonów było zakazane w EU przez Lucasa, a Zahn się do tego nie dostosował. Ustalając własną chronologię wprowadził niezgodność, bo na to nie było zgody. Tam gdzie mógł coś wymyślić - np. nazywając stolicę galaktyki Coruscant (a nie Had Abaddon, jak wynikało ze źródeł około scenariuszowych), Lucas się dostosował.

a wydanie

nie ma nic do rzeczy, bo we wszystkich pięciu wydaniach jest to samo tłumaczenie

...

No właśnie. I pozostaje spytać: dlaczego?

Bo Amber

ma gdzieś fanów i pomyślał, by wydać książkę SW z innym tłumaczeniem. Ale to wina Amberu, a nie samej książki.

...

A gdzie ja napisałem, że to wina książki?

cóż..

Bardzo ciekawy temat, szczególnie w obliczu expandeduniversowego "kryzysu" wywołanego przez Karen Traviss.

Myślę, że podstawowy kult tej trylogii spowodowany jest tym, że była pierwsza. W dodatku oparta tak mocno na Starej Trylogii. Każdy fan, który przeczytał ją jako pierwszy (jako jedyna miała 4 gwiazdki na "Shadows of Star Wars"! ) polecał ją innym jako pierwszą do przeczytania. I tak się to nakręca.

Z drugiej strony jest to chyba najlepiej napisana seria SW - pod względem zwykłego czerpania przyjemności z czytania książki, to właśnie trylogia Thrawna wciąga od pierwszych kartek i nie chce puścić aż do wielkiego finału. Nigdy potem Zahnowi nie udało się pisać tak płynnie. Czy seria ma wady? Pewnie, że ma. Ale ma też potężny ładunek klimatu Starej Trylogii, parę zabawnych gagów, świetną budowę postaci - tych nowych jak Mara, czy Thrawn, ale też starych. Twierdzisz, że Leia jest smętna, a Han nieprawdziwy? Nie przypominam ich sobie bardziej prawdziwych w żadnej innej książce EU.
Kwestia obsesji Mary Jade, oraz działań Joruusa to właściwie tylko sprawa interpretacji idei Mocy i tego jaką wizję na ten temat ma Zahn, ale to mi się akurat tutaj podoba.

...

Właśnie ja uważam, że trylogia napisana jest tylko w porządku. Owszem, Zahn całkiem ładnie opowiada, ale strasznie nierówno mu to wychodzi.
Najlepiej napisane książki właśnie pod tym względem to według mnie dzieła Luceno z Labiryntem Zła na czele.
I co jeszcze mnie boli - Zjawa z Tatooine zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu. Owszem, jest często rozwleczona, ale naprawdę przyjemna.

Co do charakterów postaci - no cóż, każdy odbiera to inaczej.

Jak kto woli...

Pamiętam, że Dziedzic Imperium był pierwszą książką ze SW, jaką przeczytałem. Faktem jest, że zachwyciła mnie fabułą i akcją. Bardzo przypominała klasyczną trylogię. Inna sprawa, że Ciemna Strona Mocy była trochę niedopracowana i psuła ten efekt. Jednak twierdzę, że należy podziękować Zahnowi, za to, co stworzył,
A co do pisarzy tworzących obecnie, ich dzieła nie rzucają na kolana, dodawane są tam nowe pomysły, ale psują one cały klimat SW.
Uważam, że pomimo prawie dwudziestu lat obecności Trylogii Thrawna reprezentuje ona znacznie lepszy poziom niż powieści Trawiss, Allstona, na pewno Denninga, czy nawet niekiedy Stovera. Spójrzmy prawdzie w oczy. Trylogia Zahna jest już klasyką, i to na jej podwalinach powstają i powstawały powieści spod znaku Star Wars.

Re: Jak kto woli...

a propos książek, zadaj zagadkę w konkursie, bo zgadłeś że chodziło o Moc Wyzwoloną

...

Luceno i Stover gniotą trylogię Thrawna wszystkim. To tyle w tej kwestii

Ciekawy wątek, lubię kalanie "świętości", oj lubię :D

A teraz do rzeczy. Nie będę do końca obiektywny, bo Try-Thrawn-logia to były jedne z pierwszych powieści SW, jakie czytałem (za "Dziedzica Imperium" zabrałem się zaraz po "Spotkaniu na Mimban", więc tym mocniej odczułem skok jakościowy) i stąd mój wielki sentyment (który pewnie jest udziałem bardzo wielu fanów Star Wars).

Zacznę od tego, że nie ulega wątpliwości, iż starwarsowe magnum opus mister Zahna to pozycja must-read-it dla każdego fana. Jakby nie patrzeć wywarła olbrzymi wpływ na literackie SW (chociażby przez powielany przez innych autorów sposób narracji) jak i całe uniwersum (wprowadzenie tak ważnych elementów i postaci jak Coruscant, Mara, Karrde, Pellaeon, rasa Nogrich no i Thrawn). Ale czy tylko dlatego trzeba bić przed temi trzema tomami pokłony? Czy warto w ogóle? Może nie pokłony, lecz "pokłonki", ale warto. Tyle tylko, że to może odbić się czasem czkawką.

Są w Trylogii Thrawna pewne naciągane sprawy, są niekiedy drętwawe dialogi, ale historia jest niezwykle frapująca i - a jakże - bardzo filmowa (ale jakoś nigdy nie byłem zwolennikiem uważania tych książek za podstawę dla Ep. VII-IX, które zresztą i tak nie powstaną). Niemniej jednak nie mogłem się oderwać od lektury, a postacie Thrawna i Pellaeona mnie nawet zafascynowały (aczkolwiek swe ukochane dziecko, czyli Marę Jade Zahn skutecznie obrzydził mi w "Posłuszeństwie").

Moim zdaniem książkom tym dziś szkodzi nieco właśnie opinia na ich temat, opinia przez wielkie "o"; ów wspomniany kult. Jest polecana nowym fanom na forach jako wstęp do książkowej części EU, są peany na jej cześć (mój kumpel bardzo lubiący filmowe SW stwierdził nawet, iż Trylogia Thrawna to jedyne powieści w uniwersum Gwiezdnych wojen, które mają jakąkolwiek wartość literacką, reszta zaś to pulpa wydawana na papierze pośledniego gatunku). Jak się tego pienia pochwalnego nasłucha i naczyta, później po lekturze czuć niedosyt i niekiedy rozczarowanie - to normalne w takiej sytuacji. Te książki zasłużenie cieszą się taką estymą wśród fanów, tyle że czasem sentyment może przesłaniać ich słabsze strony. Stąd już tylko krok do przesady w ich opisach i ocenach. Myślę, że gdybym sięgał po nie teraz (znając opinie na ich temat), nie zaś w roku 2001 (kiedy w trakcie pierwszej fascynacji SW poszedłem do biblioteki i wypożyczyłem te książki nie wiedząc o nich nic)inaczej odbierałbym je.

Inna sprawa to fakt, iż książki powstawały na początku lat 90. i zdążyły się już zestarzeć troszeczku (że o błędach jakie w toku rozwoju uniwersum wyszły na jaw nie wspomnę). Z drugiej strony wspomniany "Mimban" za dobrze próby czasu nie zniósł (no, ramotka i tyle, ale lubię ją jednak), zaś Thrawn się trzyma mocno, więc to już naprawdę coś (a przecież 18 lat w tak szybko rozwijającym się uniwersum to jak wieczność)

Ale nawet odrzuciwszy sentymenty w kąt muszę stwierdzić, że to solidnie napisane dobre pozycje, ba ! bardzo dobre nawet (zwłaszcza "Heir..."), klimatyczne (wyświechtanie określenie, wiem) i wciągające jak czarne dziury w Otchłani (mimo, iż seria jest troszkę nierówna i słabości też się znajdą). Na koniec powiem, że z gwiezdnowojennej twórczości Zahna Trylogię Thrawna cenię sobie najbardziej, bo IMHO później było gorzej (Dylogii Ręki Thrawna nie zmęczyłem nawet końca, "Posłuszeństwo" mnie irytowało tym, jak można skopać świetny koncept. Do "Outbound Flight" muszę się w końcu zabrać), więc coś jednak opinia nierównego autora jest raczej zasłużona. Powiem tak: są lepsze samochody niż np. Morris Mini czy VW Bulik , ale ludzie nadal o nich marzą i chcą nimi jeździć, bo mają to nieuchwytne coś (duszę?). Może z tymi książkami jest podobnie? (No to poleciałem łże-patosem, niech mnie.)Słowem: to już klasyka.

Czyli świętości dziś nie skalałem Sorry, że tak bez ładu i składu, ale zarobiony jestem

...

Właściwie tym "Słowem: to już klasyka" podsumowałeś cały kult. To podobnie jak z Ojcem Chrzestnym - świetny to film, ale peany pochwalne dla niego (bo to przecież kultowa klasyka klasyki) to moim zdaniem gruba przesada.

Co do porównania z tymi samochodami - właśnie dla mnie trylogia tej duszy nie ma, choć nie twierdzę, że nie udało się Zahnowi wytworzyć przyjemnego klimatu

.

hehe, u mnie jesteś przegrany skoro tak piszesz o Ojcu Chrzestnym Książki są przeciętne. Ale Trylogia filmowa to arcydzieło kinematografii. Ale to nie o tym temat.

A w temacie. Trylogia Zahna to jedne z niewielu pozycji z EU, których nie krytykuję. Faktem jest, że pewnie gdybym dzisiaj, czyli jakieś 7 lat od ostatniego razu, przeczytał Trylogię Thrawna to inaczej bym ją ocenił, ale mimo wszystko to wyjątkowa pozycja. Rewelacyjne czytadło, utrzymane w klimacie Starej Trylogii. I to już nie wina Zahna, że potem tworzono pozycje niezgodne z jego twórczością.

Hmm

Myślę, że dobrego autora książek SW poznaje się po tym, że postać przez niego wprowadzona przyjmuje się w EU zarówno wśród fanów, jak i innych pisarzy. A z Zahnem pod tym względem równać się może chyba tylko Stackpole. Kult Zahna i jego trylogii polega jednak na tym, że był tym pierwszym, a jego postaci pełnią wręcz wiodące role w Galaktyce. O Thrawnie mówi się przez następne lata z nie mniejszą zgrozą niż o samym Imperatorze. Mara Jade to postać tak popularna i entuzjastycznie przyjęta wśród fanów Star Wars, że słyszałem o niej, zanim w ogóle się dowiedziałem, że są gwiezdnowojenne książki. Nie pamiętam też utworu czy serii z okresu Nowej Republiki, gdzie ktoś gdzieś nie miałby czegoś wspólnego z Talonem Karrde.

Skąd fenomen TT? Myślę, że z sentymentu. Na początek przygody z EU to idealna pozycja, więc wspomina się ją bardzo miło. A z nieścisłościami kanonicznymi idźcie do Lucasa, to on zbił najpierw kasę na książkach, a potem olał je ciepłym moczem podczas robienia prequeli.

...

No i doliczmy do wspaniałego grona postaci Joruuuuusa C`baotha - cóż za bohater!

Jak dla mnie na początek przygody z EU idealne pozycje to (kolejno): Labirynt Zła, Zemsta Sithów i Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera. Czyli Luceno + Stover + Luceno - miód

Re: ...

Safiram napisał(a):
No i doliczmy do wspaniałego grona postaci Joruuuuusa C`baotha - cóż za bohater!

________
Widzę, że wybitnie nie przepadasz za staruszkiem... Ale moim zdaniem to jest postać bardzo ciekawa z kilku powodów. W 1991 roku była ciekawa, bo był to klon stworzony za pomocą technologii z czasów wojen klonów o których nic nie wiedziano i, możesz wierzyć lub nie, była to dla czytelnika atrakcja i szansa dowiedzenia się czegoś o tym kluczowym w historii galaktyki konflikcie. Teraz jest ciekawa, bo stanowi ucieleśnienie przerażającej dla niektórych idei klonowania osób wrażliwych na Moc i skutków takich eksperymentów.

Co do poprowadzenia postaci (nawiązuję do Twoich wcześniejszych wypowiedzi) to zauważ, że na początku C`baoth jest niezrównoważony, bo bardzo długo żył w samotności i bez celu. Odkąd ten cel dostaje (wychowanie nowych Jedi) przestaje być niezrównoważony, a staje się zdeterminowany, choć szalony. A jego moc wciąż wzrasta już od pierwszego tomu, co zresztą niepokoi Thrawna, który zdaje sobie sprawę, że mistrz wkrótce wymknie mu się spod kontroli i planuje się go pozbyć. Zauważa to zresztą za późno, co świadczy że wcale nie był tak doskonale nieomylny. Joruus przechodzi drogę od obsesyjnego wariata do groźnego psychopaty gdy tylko dzięki Mocy i prawdopodobnie kontaktu ze Skywalkerem odzyskuje panowanie nad sobą.

Re: ...

Safiram napisał(a):
No i doliczmy do wspaniałego grona postaci Joruuuuusa C`baotha - cóż za bohater!

Jak dla mnie na początek przygody z EU idealne pozycje to (kolejno): Labirynt Zła, Zemsta Sithów i Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera. Czyli Luceno + Stover + Luceno - miód


Gratuluję! Widzę, że kolega przeczytał Trylogię Dartha Vadera. A skoro mowa o Stoverze. Jego Epizod III wymięka z Punktem Przełomu. Jak pisać, to pisać prawdę. A czy kolega czytał cykl Wojny Klonów. Chyba nie. Tam widać dokładnie, że Zahn jak pisał, tak pisał, ale to co robią kolegi "ulubieni" autorzy to wiele razy jest przeginką i złamaniem ST. Np. Twój "kochany" Luceno w Masce Kłamstw pisał o mieczach świetlnych w kolorze różu, żółci, etc. A czy w filmach jest coś tego typu. Wg mnie ta książka jest płytka i przeciętna, a Trylogia Thrawna nawet za 20 lat będzie czytana i bardzo popularna, a nie tak jak wiele tych nowych gniotów przeznaczona na zapomnienie.
________

pytanie do Safirama

Ile masz lat i jaką pierwszą książkę z SW przeczytałeś? Odpowiedzi na oba te pytania są bardzo istotne. Jak odpowiesz, to napiszę dlaczego

...

Chodzi Ci o to, czy pamiętam czasy, nim zapowiedziano Nową Trylogię i w związku z tym czasy wielkiej przygody dla spragnionych fanów ST, jaką oferowała wtedy rzekomo trylogia Thrawna?

mniej więcej

weź pod uwagę bardzo ważny fakt - starsi fani nie mieli takiego wyboru spośród powieści SW jaki jest teraz. Dla wielu z nas trylogia Thrawna, której tak nie cierpisz, była pierwszą pozycją książkową z EU. I czy Ci się to podoba czy nie, jest to klasyka, którą każdy fan SW powinien przeczytać. To tak jak mieć w szkole lekcje polskiego, zapoznawać się z historią literatury światowej i nie przerabiać Homera. W późniejszej literaturze funkcjonuje wiele postaci z eposów Homera (Achilles, Hektor, Odyseusz) i nie znając pierwowzoru nie wiesz, kim byli.
To samo z trylogią Thrawna. Była pierwszą serią rozwijającą uniwersum i wprowadza nowe postacie, które funkcjonują w późniejszych książkach. I czy Ci sie to podoba czy nie, bez Zahna nie byłoby tak wychwalanego (i przereklamowanego) Stovera, Luceno itd. To Zahn nadał całości nowego wymiaru i nie wahał się wprowadzić nowych postaci, które funkcjonują w EU.

Poza tym, nie oszukujmy się, książki spod znaku SW nie są najwyższych lotów i wszelkie czepianie się Zahna za niedociągnięcia, nieciekawy styl itd. dotyczą WSZYSTKICH piszący książki SW. Nikt za to nie dostanie Nobla z dziedziny literatury. Ale, jeszcze raz podkreślam, Zahn BYŁ PIERWSZY, a wszyscy po nim tylko naśladują jego styl. Bez niego nie byłoby innych. I dlatego jego trylogia (o innych książkach się nie wypowiadam, bo nie warto) jest kultowa i obowiązkowa. Tyle w temacie, bo właściwie nie widzę powodu, żeby się bardziej tu rozpisywać.

Ach, jeszcze jedna uwaga do Safirama. Widzę, że strasznie Zahna nienawidzisz i z wielkim upodobaniem drążysz ten temat, chociaż nie ma takiego powodu. Wszelkie za i przeciw masz już wpisane, więc po co ciągnąć dalej ten temat? Po to żeby wychwalać Stovera, Luceno i resztę? Może załóż temat "Za co kocham Stovera?". Bo takie jechanie po Zahnie (he, ale rym) jest bezsensowne. I nie mówię tego dlatego, że uwielbiam Zahna (chociaż jego trylogię lubię), ale wkurza mnie takie pieprzenie bez konkretnych rezultatów i wychwalanie innych, późniejszych pisarzy bez podstawowej znajomości KOLEJNOŚCI ukazywania się powieści.
Rzekłam

...

Takie małe pytanko: przeczytałaś Krzyżaków?
Bo ja nie dałem rady. Starałem się, ale poległem. A to przecież klasyka.

Gdzie ja napisałem, że nie cierpię trylogii Thrawna?
Napisałem, że nie uważam pracy Zahna za arcydzieło i że nie porywa mnie jego styl (nie twierdzę, że jest nieciekawy). Ocena jest taka niska z powodu finału Ostatniego Rozkazu.

Wiem, że książki SW nie są najwyższych lotów, ale właśnie za wyjątki od tej reguły uważam dzieła Luceno i Stovera (i Bane`a Karpyshyna - nietypowe, wiem). I właśnie to są dla mnie książki świetne, wychodzące poza ramy fanowskiego świata.

"Bez niego nie byłoby innych" - i co z tego? To znaczy, że jest świetnym pisarzem i trylogia Thrawna to kult?

"Widzę, że straszne Zahna nienawidzisz" - na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski? Czy już naprawdę nie ma dzisiaj różnicy od "uważam za przeciętnego" od "nienawidzę"?
Nigdzie nie jadę po Zahnie - mówię co mi się podoba, co mi się nie podoba.

Jedyne, co napisałem o innych autorach Star Wars w tym temacie:
- uważam, że najpłynniej pisze ze wszystkich pisarzy w EU Luceno
- bardziej przypadła mi do gustu Zjawa z Tatooine
- napisałem, co jest według mnie najlepsze na początek dla każdego fana

I gdzie tu jakieś bezgraniczne zachwalanie innych pisarzy i pieprzenie bez konkretnych rezultatów? :|
I na jakiej podstawie zarzucasz mi brak podstawowej znajomości kolejności ukazywania się powieści? :|

Krzyżacy

to niezbyt dobry przykład. Czy znasz kogoś np. z USA, który przeczytałby "Krzyżaków"? Bo ja nie. A jakbyś zapytał jakiegokolwiek fana z jakiegokolwiek kraju czy wie co to jest Trylogia Thrawna, to jestem pewna, że wszyscy będą wiedzieć o co chodzi. "Krzyżacy" to klasyka, ale tylko w Polsce, nie znana szerszemu ogółowi, książka pisana w specyficznym okresie historycznym, mająca wzbudzać określone odczucia wśród czytelników. A tak na marginesie, czytałam "Krzyżaków" z wielką przyjemnością

Co do twoich zarzutów:
"Gdzie ja napisałem, że nie cierpię trylogii Thrawna?" To fakt, nigdzie tego nie napisałeś wprost, ale można to wywnioskować z Twoich wypowiedzi. Śledząc wątek i Twoje wypowiedzi można dojść do takiego wniosku, ponieważ ŻADNE racjonalne, przytaczane przez innych argumenty nie trafiają do Ciebie. Na dokładkę jest ten początkowy zarzut (z którym rozprawił się Mistrz Seller), że Trylogia jest niezgodna z EU. Sorry, ale to idiotyczny argument, który też może wskazywać na Twoje negatywne odczucia.

\"Bez niego nie byłoby innych\" - i co z tego? To znaczy, że jest świetnym pisarzem i trylogia Thrawna to kult?
Nie mówię, że Zahn jest świetnym pisarzem, ale miałam na myśli to, że gdyby nie jego - jakby nie patrzeć - pionierska w świecie SW trylogia, nie byłoby innych powieści. To on wyznaczył pewne standardy i każdy jego następca powielał je i udoskonalał. Dlatego trylogii Thrawna należy się status klasyki. Widzisz, to tak jak z powieściami E.A.Poe, które nie są najlepiej napisane, ale to klasyka powieści grozy, na której wielu się wzoruje. Tak trudno Ci zrozumieć pojęcie klasyki jakiegokolwiek gatunku? Czy tego chcesz czy nie, trylogia Thrawna to klasyka SW i tyle.

I gdzie tu jakieś bezgraniczne zachwalanie innych pisarzy i pieprzenie bez konkretnych rezultatów? :| Kilka przykładów: "gdyby Luceno pisał scenariusz (...), "Luceno i Stover gniotą trylogię Thrawna wszystkim", "Czyli Luceno + Stover + Luceno - miód". I czy to nie są peany na cześć Luceno i Stovera? Sorry, ale nie uważam, żeby byli tego warci. Po prostu czerpią garściami z obszernego EU (którego Zahn nie miał do dyspozycji pisząc Trylogię). Stąd też zachwyt nad nimi uważam za bezzasadny. I stąd moja obrona Zahna - musiał zbudować coś z niczego, miał tylko filmy.
I na jakiej podstawie zarzucasz mi brak podstawowej znajomości kolejności ukazywania się powieści? Ano na takiej: Zahn pisze jednak nierówno i za dużo wymyśla (wątek klonów np.), Można się też czepiać ogromnych niezgodności z EU, ale w sumie to bezcelowe, gdyż książka powstała przed NT, ale to, jak wspomniałam wyżej, wyjaśnił już Mistrz Seller. Stąd mój wniosek, że nie wiesz kiedy powstała Trylogia Thrawna. Jak pisałam wyżej (znów się powtórzę) Zahn nie miał do dyspozcji dzisiejszego EU, a moze raczej EU nie ograniczało go tak bardzo, więc powrzucał do swojej trylogii różne rzeczy. A niezgodności powstały później i są to niezgodności Z Zahnem, a nie Zahna Z innymi powieściami.

Nikt nie każe Ci wielbić Zahna i pisać na jego cześć peanów, ale uważam, że powinieneś oddać mu chociaż tyle, że dzięki niemu EU zaczęło się rozrastać i że zawdzięczamy mu wiele ciekawych postaci. Czy go lubisz czy nie, to Twoja sprawa. A styl piasania - cóż, każdy pisarz ma swój indywidualny styl i Zahn pisze jak... Zahn. Koniec

...

"Czy znasz kogoś np. z USA, który przeczytałby "Krzyżaków"?"

Nie znam, ale ktoś na pewno przeczytał
Ale co to ma za znaczenie? Krzyżacy to klasyka literatury polskiej, a trylogia Thrawna - literatury Star Wars.

Co do wielkiej przyjemności podczas czytania Krzyżaków - no cóż... gusta i guściki.

"ponieważ ŻADNE racjonalne, przytaczane przez innych argumenty nie trafiają do Ciebie."

Czyli rozumiem, że dyskusje toczy się tak:
osoba nr1: trylogia Thrawna ssie, bo...
osoba nr2: trylogia Thrawna nie ssie, bo...
osoba nr1: faktycznie, masz rację.

Bo właśnie tego ode mnie oczekujesz: żebym zmienił zdanie.

"Na dokładkę jest ten początkowy zarzut (z którym rozprawił się Mistrz Seller), że Trylogia jest niezgodna z EU."

Jaki zarzut? Napisałem, że to bezcelowe, bo TT powstała przed Nową Trylogią (gdyby ktoś nie wiedział, co znaczy skrót NT). I w ogóle to nawet nie był zarzut, tylko dopisek, nie wpływający absolutnie na moją ocenę (podobnie jak obecność Vaapad w Drodze Zagłady - po prostu błąd i tyle), a czepiasz się, jakbym to przez to tak nisko ocenił trylogię. Otóż oświadczam - nie przez to.

"Tak trudno Ci zrozumieć pojęcie klasyki jakiegokolwiek gatunku?"

A czy ja neguję to, że jest klasyką? Nie. Więc o co chodzi?


"Kilka przykładów: "gdyby Luceno pisał scenariusz (...), " - bo po prostu tak uważam, podobnie jak Ty uważasz trylogię Thrawna za przyjemną/niezłą/dobrą.

"Sorry, ale nie uważam, żeby byli tego warci."

A ja nie uważam, żeby był tego warty Zahn. Gusta i guściki.

"I stąd moja obrona Zahna - musiał zbudować coś z niczego, miał tylko filmy." - i tu po części masz rację i w sumie nie zwróciłem aż tak na to uwagi wcześniej - to na +. Inna sprawa, że jednak Zahn korzystał sobie z filmów bardzo mocno.

"Ano na takiej: Zahn pisze jednak nierówno i za dużo wymyśla (wątek klonów np.), Można się też czepiać ogromnych niezgodności z EU, ale w sumie to bezcelowe, gdyż książka powstała przed NT"

NT - Nowa Trylogia (!!!)

"Jak pisałam wyżej (znów się powtórzę) Zahn nie miał do dyspozcji dzisiejszego EU, a moze raczej EU nie ograniczało go tak bardzo, więc powrzucał do swojej trylogii różne rzeczy." - więc to usprawiedliwia wrzucenie tu zwariowanego klona nieżyjącego kilkadziesiąt lat mistrza Jedi i stworzenie klona Luke`a?

"Nikt nie każe Ci wielbić Zahna i pisać na jego cześć peanów, ale uważam, że powinieneś oddać mu chociaż tyle, że dzięki niemu EU zaczęło się rozrastać i że zawdzięczamy mu wiele ciekawych postaci. Czy go lubisz czy nie, to Twoja sprawa."

Ależ jestem mu za to wdzięczny, szczególnie za świetną postać (i wątek) Karrde`a oraz Thrawna. Za wskrzeszenie EU także. Czy napisałem, że nie jestem?

Ale i tak mimo tego w dalszym ciągu jestem trylogią Thrawna rozczarowany.

Krzyżacy...

...jacy są, każdy widzi. Ja też nie połknąłem ich z zachwytem, ale jestem w stanie docenić kilka rzeczy, które urzekają w nich całe tabuny czytelników. I jakoś nie chce mi się z nimi dyskutować, bo - chcąc nie chcąc - zeszlibyśmy na płaszczyznę gustów, a to z kolei trąciłoby przerażającą jałowością. Dlatego do Thrawna.

Czy TT jest klasyką? W znacznym stopniu tak. Warto znać, aby orientować się w post-Endorowym EU. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że EU jest teraz ogromne i wszystko, co serwuje nam współcześnie, znakomicie sobie radzi bez podkładu w postaci pierwszej trylogii Zahna. Podobnie znajomość Fraszek Kochanowskiego nie jest konieczna, żeby czytać poezje Różewicza. Ta styczność się w pewnym momencie rozmywa. Dlatego też - chociaż TT jest klasyką bez cienia wątpliwości - jej znajomość nie jest absolutnie wymagana. Na upartego nawet LotF można czytać bez wiedzy o wydarzeniach w TT.

Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz. Zahn miał świetny styl i narzucił go w pewien sposób innym autorom... ale to było dobrych parę lat temu. Otóż Zahn znakomicie sprawdza się w space-operach i jego sposób opisywania świata SW był wiążący przez dłuższy czas, jednak gdy Del Rey wprowadził do gry autorów piszących fantasy, wnieśli oni ze sobą nowy styl. Obecnie mamy niesamowity wręcz rozstrzał stylistyczny w książkach SW... i nie można mówić, że to dzięki stylowi Zahna. Rzekłym raczej - znając podejście autora TT do twórczości innych autorów SW - że dzieje się tak jemu na przekór.

Trzecia sprawa - tłumaczenie. Amber musiałby wyłożyć kolejne pieniądze na kolejne tłumaczenie, a - patrząc na wyniki sprzedaży - ani trochę mu się to nie opłaca. Wznowi poprzednie tłumaczenie, choćby nie wiem jak zaburaczone, sprzeda książki, więcej kasy powędruje do wydawnictwa. Logiczne. A że tłumaczenie to jest ni w gruchę ni w dziąsło do innych książek i mocno razi... cóż. Może tylko zniechęcać, gdy się patrzy na rzeczy tłumaczone dzisiaj.

(Zanim rozpłynę się nad dzisiejszymi tłumaczeniami, dygresja: Pogrom Jedi miał - o ile mnie pamięć nie myli - 275 stron. Przy 167 naliczyłem około 80 błędów językowych, rzeczowych i zecerskich, potem straciłem rachubę, bo było ich mniej. To sporo. Nie jest więc tak, że mamy teraz tłumaczenia idealne, jednak bez wątpienia są one lepsze od przekładu Trylogii Thrawna, i to o parę pięter.)

Mamy świadomość, że klasyki znać nie trzeba, wiemy, na czym polega swoista inflacja stylu Zahna, wreszcie znamy jakość tłumaczenia... i jeśli założymy, że do SW przyszliśmy po NT, to raczej pierwej sięgniemy do pozycji opisujących wojny klonów niż TT, a tam mamy epicką Próbę Jedi, mrocznego Stovera, sympatyczne Yodę: Randkę w ciemno i MedStary... zgoda, że jakościowo TT może konkurować z przynajmniej niektórymi z tych książek, jednak już na starcie traci nimb pionierskości czy wyjątkowości. I może się nie spodobać.

I na koniec swoista uwaga z mojej strony. Wielu o tym zapomina, ale TT nie umywa się do prawdziwego opus magnum Timothy`ego Zahna, czyli Ręki Thrawna. Tam mamy znacznie lepszy styl, bardziej wysublimowaną intrygę, o niebo lepsze tłumaczenie (jedno z najlepszych w polskim SW) i nie ma woalu kultowości... przez co paradoksalnie czyta się Rękę... znacznie lepiej. Bo i jest lepsza; choć żeby ją pojąć, trzeba znać TT, tutaj jest to akurat warunek sine qua non.

Czyli że jak wyszło? Wyszło, że zgadzam się z Tobą co do diagnozy, chociaż byłbym łagodniejszy, jeśli chodzi o pomysły fabularne. Bądź co bądź - to jednak klasyka

krzyżacy

Sorry za of, ale skoro już mówimy o krzyżakach ^^. Ja osobiście nie byłem w stanie przeczytać tej lektury. Wprawdzie za Krzyżaków brałem się dość dawno, ale pamiętam jak męczył mnie ten ciężki (pseudostaropolski) język. Szczerze powiedziawszy inne książki Sienkiewicza także nie przypadły mi do gustu. Wszystkie były takie same (powieści walterscotowskie), na dodatek nie oddawały w pełni realiów historycznych. A popularność jego dzieł wynika tylko i wyłącznie z czasów, w których pisał.

Całkiem

Dobrze przytoczony przykład Krzyżaków Trylogia Thrawna to taki prekursor EU. W czasach kiedy wchodziła na półki z książkami (początek lat 90), była jedną z niewielu, jeśli nie jedyną książką traktującą o SW. Z perspektywy czasu faktycznie może nie być taka świetna, ale tytułowy kult tej trylogii zawdzięczamy temu, że była pierwsza!

Czy gdyby teraz, ktoś kazał Ci obejrzeć wszystkie 6 części SW, a następnie powiedział, że wszystkie to szmira oprócz ANH, nie wyśmiałbyś go, nie wiedząc, że ANH było pierwsze? To trochę tak jak w sporcie. Często sportowcy otrzymują kwalifikacje/dzikie karty po prostu za osiągnięcia sprzed lat, a nie za to, w jakiej obecnie znajdują się formie. Tak samo jest z Thrawnem

...

Taa...
Tekst "Inna sprawa, że kult ten jest dla mnie zjawiskiem niezrozumiałym, gdyż seria to naprawdę przeciętna i wypchana absurdalnymi pomysłami." można przypasować do wielu rzeczy.

Ja mam tak z tym co powoduje bezwiedne oddawanie moczu u wielu czyli fenomenem Lostów czy Dextera, nową wizją Batmana czy "twórczością" Masłowskiej schodząc na rodzime podwórko.

Tylko co to daje? Kultowości niewątpliwej (sam zaliczam się do wyznawców) nie obalisz, argumentacja musiałaby być godna starych greckich i rzymskich mistrzów. Zresztą dzisiaj i tak nikt nie słucha argumentów, wie swoje i wyp*.

Przeciętność TT odpowiada przciętności książek SW. Bo przecież wielką literaturą nie są. A w swoim kręgu (czyli w uniwersum) też w większości pachną sztampą.

Absurdalne pomysły? NEJ ma osobny dział na tym forum mimo, że w pierwszej książce serii, jednego z ulubionych bohaterów ludzi na świecie zabija księżyc przyciągnięty do planety przez organizm potrafiący wytworzyć grawitacyjne anomalie, który umieściły na owej planecie istoty o zapędach sadomasochistycznych z innej galaktyki dodatkowo odporne jeszcze na Moc.

Uff... absurdalnych pomysłów w SW nie brakuje, więc zostawmy Trylogię kultową. Bo przecież ważniejszych rzeczy uznanych za nie da się zmienić a co dopiero książkę...

Re: ...

Lord Bart napisał(a):
Absurdalne pomysły? NEJ ma osobny dział na tym forum mimo, że w pierwszej książce serii, jednego z ulubionych bohaterów ludzi na świecie zabija księżyc przyciągnięty do planety przez organizm potrafiący wytworzyć grawitacyjne anomalie, który umieściły na owej planecie istoty o zapędach sadomasochistycznych z innej galaktyki dodatkowo odporne jeszcze na Moc.

Tak na marginesie odchodząc od całej dyskusji. Bart, piękny komentarz do NEJ. Bardzo trafne podsumowanie z którego pozwolę sobie w przyszłości skorzystać przy okazji rozmów nad tą serią .

:D

Wiem, może to głupie ale jak to czytam ponownie to mnie strasznie śmieszy

Cóż, NEJ Hitchcockiem raczej nigdy nie było

---------->>>

No dobrze jakby tu zacząć?

O fakcie istnienia kultu trylogii Thrawna nie ma się co spierać. Inna sprawa, że kult ten jest dla mnie zjawiskiem niezrozumiałym, gdyż seria to naprawdę przeciętna i wypchana absurdalnymi pomysłami.


A zatem jest to tylko twoja opinia. Każdy ma własne zdanie. Przecież nawet rzeczy kultowe nie muszą podobać się wszystkim. Jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził, jak to mówią. Widocznie ty jesteś w mniejszości tych którzy owej trylogii nie czczą i nie modlą się do niej. Tobie się nie podoba, trudno.
Co do samej powieści. Zapewne lepiej się ją czytało gdy EU nie było rozwinięte. Po powstaniu nowych filmów i właśnie innych książek, trylogia Thrawna troszkę się przedawniła. Ale nie patrząc na nią z perspektywy kanonu i zgodności można dostrzec w niej jakieśtam literackie wartości (dobra już zaczynam głupio pieprzyć więc kończę ).
Co do Zahna i bycia mu wdzięcznym za odkurzenie uniwersum, nie będę się wypowiadał bo nie dotyczy to bezpośrednio książki.

I sądzę, że nie czytałeś prawdziwie bestsellerowych, "wspaniałych" StarWarsowych powieści. Sięgnij po "Kryształową Gwiazdę" lub "Spotkanie na Mimban", a jestem pewny, że inaczej i bardziej pozytywnie spojrzysz na dzieło Timothy`ego Zahna.

Re: ---------->>>

Elendil napisał(a):

I sądzę, że nie czytałeś prawdziwie bestsellerowych, "wspaniałych" StarWarsowych powieści. Sięgnij po "Kryształową Gwiazdę" lub "Spotkanie na Mimban", a jestem pewny, że inaczej i bardziej pozytywnie spojrzysz na dzieło Timothy`ego Zahna.

________


Nie czytałem wszystkich "słynnych" w tym stylu książek Star Wars i nie zamierzam ani czytać, ani tym bardziej kupować

---------->>>

To mogę ci przesłać ebooka

...

Jak to miło z twojej strony

Prekursorom wiele się wybacza

- Trylogia Thrawna na początku lat 90`tych na nowo zainteresowała rzesze młodych ludzi tą odległą galaktyką. Z czasem, wraz z pojawieniem się coraz to nowych pozycji jej znaczenie zmalało co nie zmienia faktu, że ciągle jest przyzwoitą lekturą. Pamiętajmy, że w latach 96-98 w Polsce było tylko kilkanaście książek z serii i właśnie kampania Thrawna jawiła się wtedy jako najbardziej epicka historia kontynuująca perypetie filmowych bohaterów.

Trzy słowa...

Safiram napisał(a):
No i doliczmy do wspaniałego grona postaci Joruuuuusa C`baotha - cóż za bohater!

Jak dla mnie na początek przygody z EU idealne pozycje to (kolejno): Labirynt Zła, Zemsta Sithów i Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera. Czyli Luceno + Stover + Luceno - miód


Gratuluję! Widzę, że kolega przeczytał Trylogię Dartha Vadera. A skoro mowa o Stoverze. Jego Epizod III wymięka z Punktem Przełomu. Jak pisać, to pisać prawdę. A czy kolega czytał cykl Wojny Klonów. Chyba nie. Tam widać dokładnie, że Zahn jak pisał, tak pisał, ale to co robią kolegi "ulubieni" autorzy to wiele razy jest przeginką i złamaniem ST. Np. Twój "kochany" Luceno w Masce Kłamstw pisał o mieczach świetlnych w kolorze różu, żółci, etc. A czy w filmach jest coś tego typu. Wg mnie ta książka jest płytka i przeciętna, a Trylogia Thrawna nawet za 20 lat będzie czytana i bardzo popularna, a nie tak jak wiele tych nowych gniotów przeznaczona na zapomnienie.

Re: Trzy słowa...

artur1990a napisał(a):

Gratuluję! Widzę, że kolega przeczytał Trylogię Dartha Vadera. A skoro mowa o Stoverze. Jego Epizod III wymięka z Punktem Przełomu. Jak pisać, to pisać prawdę. A czy kolega czytał cykl Wojny Klonów. Chyba nie. Tam widać dokładnie, że Zahn jak pisał, tak pisał, ale to co robią kolegi "ulubieni" autorzy to wiele razy jest przeginką i złamaniem ST. Np. Twój "kochany" Luceno w Masce Kłamstw pisał o mieczach świetlnych w kolorze różu, żółci, etc. A czy w filmach jest coś tego typu. Wg mnie ta książka jest płytka i przeciętna, a Trylogia Thrawna nawet za 20 lat będzie czytana i bardzo popularna, a nie tak jak wiele tych nowych gniotów przeznaczona na zapomnienie.

________

Cykl Wojen Klonów nie jest mi obcy, ale co to w ogóle ma do rzeczy? Czy ja napisałem, że trylogia Thrawna to gniot?

A od kiedy to Maska Kłamstw należy do Wojen Klonów? :|
Mace Windu ma purpurowy/fioletowy miecz, więc co dziwnego jest w żółtym (który przecież żadną nowością nie jest)? Inna sprawa, że kolor miecza to zwykła pierdoła (nawet tego nie pamiętam). Maska Kłamstw to bardzo udana pozycja ze świetnie budowanym wątkiem politycznym i nie będę jej skreślał przez obecność nie odpowiadającego Tobie koloru miecza...

A tak nawiasem to cytując Ossusa:
Inne najpopularniejsze kolory, z reguły przysługujące bohaterom pozytywnym, to niebieski, żółty oraz zielony. Praktycznie jednak możliwe jest wykonanie miecza o ostrzu dowolnego widzialnego koloru.

Mi Punkt Przełomu podobał się tak samo, jak i Zemsta Sithów - gusta i guściki.

to ja napiszę

dlaczego ta trylogia mi się osobiście tak podobała. a otóż dlatego że te książki mają zwyczajnie w świecie swego rodzaju... klasę i przede wszystkim genialny klimat. no i po prostu do mnie trafiły

Re: to ja napiszę

Revan napisał(a):
no i po prostu do mnie trafiły
________

I świetnie - plus dla Ciebie



Dziękuję wszystkim za odpowiedzi/dyskusję, zdania nie zmieniłem, ale jednak na parę rzeczy zwróciłem dzięki Wam większą uwagę

Kłania się czytanie ze zrozumieniem...

czy ja pisałem, że maska kłamstw należy do wojen klonów? Przeczytaj raz jeszcze mój post. A co do kolorów mieczy, odsyłam do kuluarów powstawania filmów. Jak uzupełnisz te braki możemy sobie pogadać.

Kłania się pisanie ze zrozumieniem

artur1990a napisał(a):
A czy kolega czytał cykl Wojny Klonów. Chyba nie. Tam widać dokładnie, że Zahn jak pisał, tak pisał, ale to co robią kolegi "ulubieni" autorzy to wiele razy jest przeginką i złamaniem ST. Np. Twój "kochany" Luceno w Masce Kłamstw pisał o mieczach świetlnych w kolorze różu, żółci, etc.

Piszesz o Masce Kłamstw wyraźnie w odniesieniu do wcześniejszej wypowiedzi na temat Wojen Klonów, w których "widać dokładnie, że Zahn jak pisał, tak pisał, ale to co robią kolegi "ulubieni" autorzy to wiele razy jest przeginką i złamaniem ST. Np. Twój "kochany" Luceno[/cytat]"

Co do "kuluarów powstawania filmów" - a czy w filmach występują isalamiry bądź też Joruus C`baoth?

Nie będę

Powtarzał to, co już zostało powiedziane, więc powiem krótko z punktu widzenia fana SW, TT jest, jak piramida, monumentalna, piękna i ponad czasowa, będąc nie rozerwalną częścią pustyni.

raczej legenda niż kult

I to wynika z dość prostej rzeczy jaką jest reminiscencja. Psychologicznie jest tak, że młodość, początki z czasem wspomina się inaczej, lepiej, zapomina o złych rzeczach, koncentrując się na dobrych. Trylogia Thrawna dla wielu fanów właśnie była tym prawdziwym początkiem kontaktów z EU (np. dla mnie). Nie tylko na świecie, ale także i w Polsce, dalej już to tylko narastało. Jest niewielu fanów, ze stażem, którzyby tej pozycji nie znali, uchodzi ona za obowiązkową i Ci, którzy ją łykają w miarę wcześnie faktycznie są nią zachwyceni. Ona pokazuje jakie są możliwości napisania powieści SW, jak można próować oddać ducha przygody. Jasne, gdyby wszystkie powieści były pisane w ten sposób byłoby to coś zwykłego, ale przez te prawie 20 lat dużo się zmieniło. Wystarczy popatrzeć choćby na Dziedzictwo Mocy. Moim zdaniem właśnie siła Zahna tkwi nie w tym, co napisał, ale tym, że wstrzeliło się to w swoje czasy i to tak dobrze, że EU dzięki niemu powstało niczym feniks z popiołów. Był prawdopodobnie ostatnią szansą i udało mu się stworzyć coś, co zainteresowało fanów, a że sam wielokrotnie próbował do tego dorabiać mitologię (a to, że to scenariusze pod Epizody VII-IX, a to, że Yularena w ANH powinni przerobić na wielkiego admirała), sprawia, iż nie są to pozycje obok których można przejść obojętnie. Są naznaczone jakimś piętnem wśród fanów i są włąśnie polecane na samym początku. Efekt jest taki, że ta legedna krzewi się w kolejnych pokoleniach, a wielu starszych fanów nie wraca do tych książek, po to by nie psuć sobie o nich opini.

:)

Fajnie, że pojawiła się okazja by porozmawiać o klasyce.

Trylogię czytałem już jakiś czas temu, ale pamiętam, że najwyżej oceniłem wtedy Dziedzica. Wciągnął mnie od pierwszej strony, chyba nawet zarwałem nad nim nockę . Przez Ciemną Stronę przeszedłem właściwie jak przez masło, bo czytało się dość lekko, do tego stopnia, że bezpośrednio po skończeniu nie byłem w stanie przypomnieć sobie żadnego konkretnego wydarzenia z tej książki . Po prostu "fajna", ale bez rewelacji. W sumie po Dziedzicu trochę mnie to zdziwiło.

Za to Ostatni Rozkaz wymęczył mnie niemiłosiernie. Nie wiem, może zmęczył mnie już styl Zahna, może znudzenie tematem, bo czytałem te książki jedna po drugiej, ale dotarcie do końca do dziś uważam za swój ogromny sukces. Znalazło się tam kilka naciąganych wątków, jak przykładowo niewidzialne asteroidy nad Coruscant, co mnie kompletnie rozwaliło, czy klon Luke`a. Aczkolwiek Luuke został pomysłowo wykorzystany, jeśli chodzi o ten tytułowy rozkaz, a w sumie tylko po to chyba wprowadzony i to jedyne, co w moich oczach ratuje ten wątek. Niemniej, doświadczyłem porządnego "WTF?".

Nie są to książki złe, w swoim czasie były po prostu najlepsze, głownie ze względu na świetny klimat. Nie ma chyba sensu budować Trylogii pomnika, wystarczy uszanować kamień węgielny pod EU, zapoznając się z nim, to wszystko. Jak widać, w moich oczach Trylogia w miarę czytania leciała na łeb, ale ogólne wrażenie było nadal pozytywne. Zdania zawsze będą podzielone, ale książki od tego są, żeby przekonać się na własnej skórze.


........

Dla mnie "Trylogia Thrwna" obok "Cieni Imperium" to książki od których zaczeła się moje zainteresowanię EU. Trylogia Zahna mimo że nie jest idealna to kawał świetnej literatury SW z którą każdy fan powinien się zapoznać.
Wiele dzisiejszych pozycji SW nie dorasta do poziomu Trylogii Zahna.

Zahn, Stover czy Luceno?

Hmm . Zastanawiasz się nad kultem trylogii Thrawna, a mnie z kolei zastanawia kult Stovera i póki co jest to dla mnie zagadka. Nie czytałem jeszcze "Zemsty Sithów" choć wiele osób mnie do tego zachęcało. Przeczytałem za to "Zdrajcę" i "Punkt Przełomu". Pierwsza książka jest moim zdaniem mocno średnia. Ma ciekawe momenty, które się fajnie czyta oraz całkiem nudne przez które trudno przebrnąć. Druga pozycja również nie wywarła na mnie wrażenia. Pamiętam, że ciężko mi się ją czytało choć może było to spowodowane tym, że miałem bardzo mało czasu żeby się z nią zapoznać. Szczerze to dzisiaj bardziej ją pamiętam z opisów znajomych niż z własnych wspomnień. Więc gdzie ta kultowość Stovera? Jak na razie jej nie widzę, ale nie twierdzę, że po przeczytaniu Zemsty czy jego innych książek nie zmienię zdania.
Jeżeli chodzi o Luceno to tutaj również bez rewelacji. Przyznaje, że "Labiryntu Zła" i "Czarnego Lorda", które tak Ci się podobają nie czytałem, ale zapoznałem się z jego innymi pozycjami. I tak "Maskę Kłamstw" uważam za przyjemną i niewymagająca lekturę. Lekko się ja czytało, ale raczej nie było tam nic co wywarłoby na mnie jakiś większy efekt. Przyjemna przygoda, żeby nie powiedzieć bajka. "Agenci Chaosu" byli moim zdaniem po prostu kiepscy. Chyba nie było tam nic wyróżniającego się. Natomiast "Jednocząca Moc" mnie trochę rozczarowała jako zakończenie Nowej Ery Jedi. Z jednej strony miejscami bardzo ciekawa i wciągająca, ale drugiej zawierająca przydługie, zbyt rozwleczone momenty do których niestety wkradała się nuda.
Co natomiast mogę powiedzieć o Zahnie. Trylogia Thrawna to były chyba pierwsze książki SW jakie czytałem, na pewno pierwsze z EU. W jakiejś, nie tak wale małej części przyczyniły się do tego, że dziś jestem fanem. A było to dobre ponad dziesięć lat temu. Wtedy na rynku panowała zupełnie inna sytuacja i wiek też trochę był inny. Gdy sięgnąłem po "Dziedzica Imperium" na rynku dostępnych było maksymalnie kilkanaście pozycji. I wtedy trylogia Thrawna jak i jeszcze przez długi czas później była uznawana przeze mnie za najlepiej napisaną historią SW wydaną w Polsce, a Zahn stał się najpopularniejszym autorem. Trylogia była wciągająca, miała ciekawych bohaterów, interesujące pomysły i przede wszystkim dobrze się ją czytało. Oczywiście może dziś obiektywnie nie patrzę na te powieści i może je trochę idealizuję lub podchodzę do nich z pewnym sentymentem, ale są to jedne z niewielu tytułów sagi po które chętnie sięgnąłbym i dziś. Zahn zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem zapoznać się z jego innymi powieściami spoza SW. Przeczytałem większość z tego co u nas wyszło i dziś mogę powiedzieć, że jest tam sporo książek zarówno niezłych jak i słabych. Żeby jednak oddać sprawiedliwość Stoverowi i Luceno, powiem, że dziś już Zahn nie jest dla mnie takim fenomenem. Poza trylogią, o której mowa, z SW przeczytałem tylko "Rękę Thrawna" i "Rozbitków z Nirauan", które oceniam niżej. Rozbitkowie byli po prostu nudni. Z dylogii najpierw co ciekawe przeczytałem "Wizje Przyszłości", która bardzo mi się podobało, a dopiero potem "Widmo Przeszości", które już takie dobre nie było. Może gdybym przeczytał we właściwej kolejności te ksiązki maiłbym inne wrażenia Aten temat, ale już trudno. Cała intryga była na pewno ciekawa, fajnie się to czytało, ale pierwsza część była wyraźnie słabsza.
Czy dziś, gdy na rynku istnieje ponad setka tułów, uważam trylogię Thrawna za kultową? Na pewno częściowo tak. Zahn nie stworzył Expanded Universe, ale dużej mierze go rozruszał. Wydaje mi się, że na początku lat 90-tych przyciągnął zarówno nowych jak i starych fanów. "Dziedzic Imperium" "Ciemna Strona Mocy" "Ostatni Rozkaz" to dla mnie ciekawe i dobrze napisane książki. Przez wiele lat zajmowały pierwsze miejsce. Nadal są to jedne z najlepszych pozycji Star Wars, z pewnością lepszych od większości wydanych do tej pory książek. Zahn wprowadził wiele pomysłów i wątków, których później korzystało wielu późniejszych pisarzy. W pewnym sensie przetarł innym ścieżkę. Dziś można postawić pytanie czy gdyby te książki pojawiły się teraz, w obecnej rynkowej sytuacji to także zostałby tak pozytywnie przyjęte? Przypuszczam, że jeśli nawet to nie aż w takim stopniu. A może gdyby na jego miejscu postawiono kogoś innego to może poszło by mu lepiej? Wszystko jest możliwe. Wtedy jednak padło na Zahna, a on mojej opinii nieźle wykorzystał sytuację i na tym chyba polega też kultowość jego trylogii.

:D

-Nie czytałem jeszcze "Zemsty Sithów" choć wiele osób mnie do tego zachęcało.
nie rób tego! Nie, proszę!

tak leciutko offtopując -
Zahn zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem zapoznać się z jego innymi powieściami spoza SW. Przeczytałem większość z tego co u nas wyszło i dziś mogę powiedzieć, że jest tam sporo książek zarówno niezłych jak i słabych.
Zakładam, że udało ci się przeczytać `Triplet`, i jestem ciekawa opinii :]
Pozwolę sobie na stwierdzenie, że Zahn ma pewien sznyt, niepozbawiony może wad, ale też i zalet - coś, co sprawia, że czyta się go jak powieści awanturnicze, bez pretensji psychologicznych, mitologicznych czy innego tego typu badziewia, do którego pretenduje sporo literatury. SW też.

Re: :D

Kathi Langley napisał(a):
Nie czytałem jeszcze "Zemsty Sithów" choć wiele osób mnie do tego zachęcało.
nie rób tego! Nie, proszę!


Hehe . W końcu przeczytam mimo wszystko.

Zakładam, że udało ci się przeczytać `Triplet`, i jestem ciekawa opinii :]

Droga Lady Pirat , tak udało mi się przeczytać Triplet, choć niestety trudno mi wyrazić opinię, ponieważ niewiele już pamiętam. Było to już dosyć dawno temu. Z tego co kojarzę to książka nie była niczym specjalnym. Przeczytałem, było w miarę miło, odłożyłem i zapomniałem. Z książek Zahna to podabała mi się jeszcze seria Kobra, Wyzwolenie i Zdobywcy. Choć w tym ostatnim nie wyszło w Polsce zakończenie co mnie swojego czasy mocno irytowało. A z pojedynczych książek to czytałem jeszcze Konia Wojny i możliwe, że Obława na "Icarusa". Tez już dokładnie nie pamiętam, ale raczej nie były to żadne rewelacyjne powieści.

Pozwolę sobie na stwierdzenie, że Zahn ma pewien sznyt, niepozbawiony może wad, ale też i zalet - coś, co sprawia, że czyta się go jak powieści awanturnicze, bez pretensji psychologicznych, mitologicznych czy innego tego typu badziewia, do którego pretenduje sporo literatury. SW też.

Sądzę, że trochę w tym racji na pewno jest.

;P

nieźle się dałam zapamiętać

Triplet też właśnie czytałam, wspomnienie mam pozytywne z książki, ale przede wszystkim z racji pomysłu a nie realizacji. Tzn - przeczytało się szybko i nie zostawiło zgagi. Natomiast mam dostęp do wymienionych przez ciebie pozycji - i w zasadzie, uprzedziłeś moje kolejne pytanie ;]

...

Co do Stovera to rzecz gustu (jak i w przypadku Zahna). Mi się podoba jego sposób pisania, stylistyczna perfekcja jego dzieł i brak udawania wielkiego pisarstwa na siłę. Bo on nie musi udawać - od chwili, gdy do Stover do niego dołączył, EU stało się piękniejsze


A co do Luceno - to dla mnie jest chyba właśnie tym, kim dla większości jest Zahn.

Re: ...

Safiram napisał(a):
Mi się podoba jego sposób pisania, stylistyczna perfekcja jego dzieł i brak udawania wielkiego pisarstwa na siłę.
________

Nie widzę żadnej płaszczyzny porozumienia z drogim kolegą Ani w kwestii krytyki Zahna, ani `wartościowych` książek dot. EU, ani nawet `Ojca Chrzestnego`. Bida.
Dodam tylko, że co jak co, ale to właśnie `Zemsta...` jest najgorszą rzeczą, jaką mi się zdarzyło czytać. Tak, nawet badziewny `Zmierzch` jest lepszy.

...

Ależ o co chodzi z tym Ojcem Chrzestnym? Napisałem, że to świetny film. Po prostu nie potrafię w nim znaleźć arcydzieła.

A co do Zemsty - to jakieś konkretne powody, czy rzekome "psychologizowanie" Stovera (z czym się nie zgadzam )?

PS I tak samo ja nie widzę żadnej płaszczyzny porozumienia z drogą koleżanką

Co do Zemsty...

...to zawsze w takich okazjach wyciągam ten link: http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=154454#163589 (i dyskusja poniżej). No.

no więc...

powiedzmy że mam inną percepcję arcydzieła Dla mnie `Godfather` nim jest ;]

A niżej misiek podał link (cztery lata - zabawnie się to czyta teraz ), w którym chaotycznie, ale są podane moje główne zarzuty. Kiczowaty patos. Zatracenie proporcji. Nieśmieszny humor. Kreowanie postaci, które są, były i będą dość jednowymiarowe, na takie o `bogatym życiu wewnętrznym`. Nadmierny patos, który ośmiesza coś, co miało być dramatyczne. Bo uważam, że historię można było opisać w sposób przejmujący i dramatyczny - szkoda, że książka zniszczyła mi to całe wrażenie po filmie
No, ale to są moje subiektywne odczucia a moja racja dla mnie jest lepsza od innych racji, inaczej bym jej nie miała

Od razu się zastrzegę, że od dawna stoję na `offie`, jeśli chodzi o SW. Nie czytam już książek, a właśnie `Zemsta...`, o ile dobrze pamiętam, była ostatnią. Po prostu zwątpiłam w EU i kierunek jaki obiera; owszem, staram się orientować w who is who, ale... Nie chcę zamazać sobie obrazu Gwiezdnych Wojen jako wspaniałej budującej historii o tym jak to dobro zawsze zwycięża Jakbym chciała milionów wątków, obejrzałabym Modę na Sukces, jakbym chciała realizmu - wystarczy, że wyjdę z domu. Tyle ode mnie

Re: Re: ...

Kathi Langley napisał(a):
Tak, nawet badziewny `Zmierzch` jest lepszy.

Mhm . Czytałaś Zmierzch? Słyszałem, że o ile jeszcze film może być to książkę można podsumować jako emo-romansidło raczej kiepskiej jakości. Choć z drugiej strony intruguje mnie populrność jaką ta powieść się cieszy i zastanawiam się czy kiedyś nie sprawdzić z czego ona wynika.

:D

oj, może nie powinnam tego mówić, ale czytałam. W tym dziwnym momencie, kiedy to już był szał na zachodzie, a u nas jeszcze nie - natknęłam się na to cudo parę razy, a nie wiedząc, o co chodzi, postanowiłam sprawdzić. No i cóż... zabawna to była lektura Co prawda jestem starsza od domniemanego targetu, w związku z czym dużo motywów mnie śmieszy, zamiast `wzruszać`, no ale...
Nie wiem czy się zagłębiać w temat, a jeśli tak - to czy tutaj.

Re: ...

Oczywiście, że to rzecz gustu i tu nie ma większego sensu się nad tym rozwodzić. Na dzień dzisiejszy wolę Zahna, choć oczywiście nie twierdzę, że po przeczytaniu Zemsty, Labiryntu czy Mrocznego Lorda zdania nie zmienię. Jeśli chodzi o jego trylogie to wydaje mi się, że Burzol trochę wyżej całkiem trafnie ją podsumował.

Tak przy okazji nasunęła mi się jeszcze jedna myśl przy okazji porównywania Luceno, Stovera i Zahna. Wydaje mi się, że tych trzech panów łączy jedna wspólna cecha. Każdy z nich chyba napisał jedną historię, która wzbudziła wielką sympatię wśród czytelników, dzięki czemu przez wielu zostali okrzyknięci pisarzami, może nie wybitnymi, ale tymi z wysokiej półki. Ale czy jest tak naprawdę? Chyba nie bardzo jeśli wziąć pod uwagę ich pozostałe książki. Ani Stover ani Luceno nie zrobili do tej pory na mnie wrażenia, choć jak pisałem już wcześniej ich najlepszych powieści mogłem jeszcze nie czytać (w przyszłości to zweryfikuję). Z kolei o ile trylogię Thrawna uważam za bardzo dobrą, a kilka innych pozycji Zahna za całkiem niezłych to nie mogę zaprzeczyć, że przy innych jego powieściach nie miałem ochoty go dalej czytać. Tak naprawdę powinniśmy chyba oceniać ich przez pryzmat całej twórczości lub mówić, że ta i ta historia jest świetna i brawa za nią autorowi, co nie koniecznie musi oznaczać, że on sam jest świetnym pisarzem. Przecież tak naprawdę o wybitności pisarza świadczy cała jego twórczość, a nie jedno dzieło.

IMHO

Ciekawa dyskusja, ciekawy temat. Też się wtrącę. Wybaczcie, mój post może powtarzać niektóre powyższe opinie, ale zwyczajnie nie chce mi się czytać całego topicu.
Rozkładając na czynniki pierwsze:
Trylogię Thrawna kocham za... Thrawna. Jest z jedną z moich ulubionych postaci uniwersum. Nieodmiennie trochę przypomina mi dr Housa (nie, on nie występował w SW ). Jest nieomylny, jest genialny, jest arystokratą. Uosabia moje ukochane Imperium.
Po drugie: Imperium. Tryl. Thrwana jako jedna z nielicznych książek (wciąż! po dwudziestuparu latach od wydania!), które opisują Imperialnych. I to nie jako bestialksie potwory, tylko jako patriotów i dobrych oficerów. Chwała Ci, Zahn!
Po trzecie: Podobieństwo do OT. Klimat, fabuła... klasyczne, przygodowe SW.
Po czwarte: styl Zahna. Lekki, łatwy, przyjemny. Można się od niego uczyć narracji.
I wreszcie: Joruus C`baoth. Jedna z najzajebistszych mococzułych postaci w sadze.

Za co trylogii Thrawna nie lubię? Za ostatnie 30-40 stron. Za Luuke`a Ogólnie, Zahn chyba "nie wymierzył" i zabrakło mu miejsca w trzecim tomie.
I za historię Talona Karrde. Kolejny cyniczny przemytnik, który przechodzi na stronę Jedynie Dobrych. Blech...

TT ma miejsce na piedestale już na zawsze- jako fundament EU. Choć, po przeczytaniu "Posłuszeństwa", uważam, że Zahn powinien już odejść na emeryturę.

...

"O gustach się nie dyskutuje".
Owszem komentować, polecać, odradzać można ale nie dyskutować.
No cóż każdy ma inny gust...
Mnie TT się podoba
A jeśli komuś nie... to nie mój interes i nie będę go za to dyskryminować, bo żyjemy w wolnym kraju.

a

O właśnie ^^ Różne gusta, ja mam do niej sentyment, przeczytałam tę trylogie jako drugą po seri Uczeń Jedi, aczkolwiek bardziej przypadła mi do gusty Trylogia Akademi Jedi.

^^

-Dziedzic Imperium mnie zmiażdzył, długo nie miał sobie równych w moim osobistym rankingu książek SW. Ciemna Strona Mocyrównież była niezła, ale przyznam się bez bicia, że Ostatniego Rozkazu nie skończyłem do teraz.. a zacząłem czytać ze 2 lata temu. Niezwykle toporna, może to dlatego, że po poprzednich tomach za bardzo się na nią najarałem.. Tak jak już ktoś pisał, z książki na książkę coraz gorzej.

asdfg

Trylogia Thrawna jest kultowa dlatego, że była pierwsza i jako pierwsza pozwoliła fanom na przeżycie więcej przygód w świecie SW, poza filmami i w klimatach jak najbardziej tychże filmów.
To ostatnie jest zarówno pozytywem i zarzutem - dużo rzeczy w tych książkach zdaje się być wręcz skopiowana z filmów. Po pierwsze, znowu mamy trylogię, gdzie druga część jest najmroczniejsza. Po drugie, jeden genialny taktyk (Imperator) jest zastąpiony drugim (Thrawn) i współpracuje z darksajdowcem z obsesją na punkcie Luke`a (Joruus). Ale przede wszystkim cała druga połowa "Ostatniego rozkazu", która jest praktycznie przepisanym "Powrotem Jedi", tak że aż razi. Baza na leśnym księżycu planecie, zaprzyjaźnianie sie z tubylcami, scena w sali tronowej, zniszczenie bazy. Dziwne że nikt tego nie zauważył.

Ale to nie są książki tylko trzymające się kurczowo filmów, jako że dostaliśmy wiele nowych planet, nowe rasy, tajemniczy Lot Pozagalaktyczny (nieszczęsne Wojny Klonów również)... i tym samym otworzył się nowy, wielki wszechświat. Rozszerzony wszechświat. Poza tym są to dość zgrabnie napisane książki.

Więc tak - trylogia Thrawna jest przeceniana, ale mimo to jest to klasyka SW, a nawet jedna z lepszych pozycji, oraz swoisty klucz do EU. I tak nie jest nawet w połowie tak przeceniona jak Dark Empire (tu to w ogóle nie wiem co komukolwiek się w tym podoba)

Jednakże za prawdziwe arcydzieło Zahna uważam następne dwie jego książki, czyli Rękę Thrawna. Ale i tak przed jej przeczytaniem należy znać wcześniejsze pozycje, zwłaszcza samą trylogię.

Re: asdfg

Szczerze mówiąc to ciężko się nie zgodzić z tym co jest tutaj napisane. Podzielam przedstawioną tu opinię.

Thrawn

Ma ktoś może szczegółowe streszczenie wszystkich części trylogii Thrawna?

Re: Thrawn

Mam dla Ciebie radę. Po prostu przeczytaj te książki. xD

Re: Thrawn

O tempora! O mores! Streszczenia SW. Nie sądziłem, że dożyję takich czasów

Trollujesz prawda? Powiedz, że trollujesz

Re: Thrawn

A ja znowu się zastanawiam czy zacząć to czytać w ogóle czy nie. Bo teraz jest to nie kanoniczne więc nie wiem... Czy Thrawn w ogóle istnieje, w SW czy nie...

Re: Thrawn

Przecież Thrawn jest kanoniczny.

Re: Thrawn

+1

nieśmieszne żarty

są nieśmieszne.

Re: nieśmieszne żarty

A kanon jest kanonem. Handluj z tym.

tak

ale źródło? Na wookiee Thrawn ma całą charakterystykę w Legendach, także wiesz... to że coś słyszałeś nie oznacza, że tak jest. I kiepsko wprowadzać ludzi w błąd

Re: Thrawn

Mógłbyś powiedzieć z jakiego źródła wiesz że on jest niby kanoniczny?

Re: Thrawn

Ej, ale wiesz że tak naprawdę to nic z tego nie istnieje i to wszystko fikcja jest?

Re: Thrawn

xD

Re: Thrawn

A co ma bycie (nie)kanonicznym do wyboru książki? Dobra książka z interesującymi postaciami, ciekawą historię i co najważniejsze klimatem SW (którego niestety wiele książek nie ma) po zakwalifikowaniu do Legends traci? Będziesz czytać słabe książki z nowego kanonu tylko dlatego, że "tak było", że ktoś powiedział, że teraz te są kanoniczne?

Czytając Legends oraz książki z obecnego kanonu masz 2x więcej zabawy Dwie alternatywne historie EU! o wiele w przygód, przeżyć i postaci niż wybierając tylko jeden kanon (tak, wierze że ten nowy jeszcze się rozwinie i nas pozytywnie zaskoczy ). Albo przecież, możesz też to wszystko połączyć sobie, wedle uznania, w jeden świat i będziesz mieć swój własny kanon

Re: Thrawn

Pytanie czy przeczytany 2x Thrawn nie straci. Sam raczej nie spróbuję póki co. Za bardzo się boję że przy ponownym podejściu nie będzie to już to co te 15 lat temu I nie tylko ja ma mtakie odczucia

Re: Thrawn

Byłeś na tym samym filmie tysiąc razy a boisz się książki drugi raz przeczytać ? XD

Ale ogólnie chodziło mi o to, że możesz sobie równolegle czytać książki ze starego (tych których jeszcze nie znasz) i nowego kanonu. Musisz tylko wrzucić sobie ją w głowie do odpowiedniej szufladki, żeby Ci się wszystko nie pomieszało. No albo tworzysz sobie swój własny kanon wedle swojego widzimisię

Re: Thrawn

Tylko na filmie byłem raz za razem. A w przypadku książki minęło ~15 lat. Nie jestem tym samym w 100% człowiekiem ze względu na doświadczenia. Czy za 15 lat TFA będzie mi się tak samo podobać - nie wiem. Ale też wiem że będę je oglądać często więc raczej nie będę bazował tylko na opinii z kiedyś tam.

Mnie tam jakoś zbytnio kanon nie przeszkadza - dla mnie to tylko pewne szufladkowanie pewnych kwestii. Na na to mocno wyjebane.

Teraz sobie czytałem Wojny Klonów Żadnych jeńców i OK.

A z Thrawna się nie zabiorę ponownie niech będzie tą legendarną książką

Re: Thrawn

Ale był jakiś Amberowski przewodnik co streszczał na tamten czas wszysko

Re: Thrawn

Mam go. Ale chodzi mi o samą trylogię.

Re: Thrawn

To może jedynie recenzje

Re: Thrawn

Polecam najzwyczajniej w świecie przeczytać artykuł Mitth`raw`nuruodo (piszę z pamięci ). Bądź Kampania Thrawna. Lub przeczytać Trylogię.

Re: Thrawn

Też spróbowałem napisać to imię bez wikii. Wyszło: Mitth`raw`nurooobumszakalaka.

Re: Thrawn

Dlatego wszyscy nazywają go Thrawn.

Re: Thrawn

E tam. Ja te wszystkie imiona z pamięci pamiętam: Mith`ras`safis, Ar`alani, Chaf`orm`bintrano i inne .

Re: Thrawn

Książkę można przeczytać dla samej treści, a czy kanoniczna czy nie to twoja prywatna opinia.

Re: Kult trylogii Thrawna

Hejty lecom.

Admonitor

Osobiście trylogii Thrawna nie czytałem (jeśli ktoś uważa, że powinienem żałować, to niech mnie nakieruje na książki z tej serii, co może kiedyś sprawi że stanę się ,,kultystą"), natomiast doceniam Thrawna jako stratega wojskowego z uwagi na rolę, jaką odegrał w Empire at War: FoC, gdzie jego niszczyciel Admonitor to jedna z najbardziej skutecznych jednostek.

Swoją drogą jak to jest z tym gwiezdnym niszczycielem, bo słyszałem że podobno Thrawn stacjonował na jakiejś Chimerze? Jest to statek wprowadzony na potrzeby gry?

...

Umówmy się, że trylogia Thrawna to pozycja na wskroś przeciętna jako książka - a to, że jest wywyższana wśród publikacji starwarsowych tylko uwypukla jak beznadziejny poziom prezentuje większość z nich. Że tak sobie pohejcę.

Re: ...

Przeciętna!? To jedyne książki ze SW, które były na liście bestsellerów New York Timesa. O ile mi wiadomo.

Re: ...

Nawet jeśli były na liście (a nie jestem pewien czy na pewno), to nie świadczy od razu o ich jakości. Po prostu w tamtym czasie prawie nic z SW nie wychodziło, a ta książka była początkiem prawdziwego EU (obok pierwszych komiksów Dark Horse) i po prostu ludzie na to polecieli, bez względu na poziom.

A tak w ogóle to podobno Ostatni Rozkaz to momentami zrzynka z RotJ. Tja, normalnie super...

Re: ...

- To jedyne książki ze SW, które były na liście bestsellerów New York Timesa.
Cienie imperium też tam były. Tyle, że bardziej zasłużenie.

Chwilunia

Czy to w którejś z części Trylogii Thrawna jest ta scena, w której Luke budzi się (uwięziony?) i ma wrażenie, że oślepł, bo w pobliżu jest to zwierzę kasujące działanie Mocy?

Re: Chwilunia

Tak o ile pamietam to był "Dziedzic Imperium".

Re: Chwilunia

Acha. OK. Dzięki za przypomnienie. Czyli jednak czytałem Trylogię Thrawna.

Re: Chwilunia

Joylinda_Hawks napisał:
ł "Dziedzic Imperium".
-----------------------

Jara mnie to

|-o-|

To, że ktoś jest ślepy, nie znaczy, iż nie może wypowiadać się na temat kolorów. Niemniej jeśli jest ślepy (tu: estetycznie i literacko), i nie widzi oczywistości dla ludzi widzących, niech się lepiej nie wypowiada na temat Trylogii Thrawna, która jest najlepszą trylogią w SW ever. Człowiek widzący lepiej od ślepego, zawsze trafniej wypowie się na temat kolorów.

Trylogia Thrawna ma to do siebie, że opisuje w małej części zwycięstwa Imperium, ukazując konflikt od drugiej strony - ale w sposób pozytywny. W większości wypadków Imperium ma się w głębokiej dupie. I tak np. "Gwiazda Śmierci" nie opisuje imperialnych, ale jakąś garstkę plebsu i szturmowca, który się buntuje. Jeśli już są jacyś dowódcy imperialni, to albo są to dupy wołowe, albo knują przeciwko sobie, są źli, egoistyczni, mierni i niemili.
A popęd nierealizowany ma to do siebie, że w pewnym momencie małe ochłapy powodują wielką ekstazę - człowiek gotów zaspokoić się wszystkim. Thrawn zaspokaja potrzeby tych, którzy chcieliby mieć opowieści o Wielkich Imperialnych, którzy byli by kimś więcej niż tylko antagonistami.

Z opowieści z prawdziwie imperialnej perspektywy pamiętam jeden tylko komiks, w którym wierny szturmowiec walczył z jakimś zdrajcą na DS tuż przed jej zniszczeniem.
I proszę zwrócić uwagę, że mój ukochany imperialny Kir Kanos nie jest opowieścią stricte imperialną! - on walczy przeciwko Imperium. Chciałbym opowieści, w której to Imperium byłoby dobre. Bo je się strasznie demonizuje! Wszędzie są ludzie dobrzy i źli. Nie wierzę zatem, żeby całe Imperium było przesiąknięte do szpiku kości degrengoladą moralną!

Trylogia Thrawna jest takim małym buntem wobec monopolu rebelianckich szumowin i Jedi.
Stąd mi się wydaje jej fenomen

|-o-|

A co do zarzutów Safirama.

Pisząc "małe ochłapy" nie popieram opinii Safirama. Jest ona totalnie błędna, wypaczona i pozbawiona gustu. Przez "małe ochłapy" mam na myśli to, że Thrawna i tak jest mało w trylogii Thrawna.

Re: |-o-|

Podpisuję się obiema rękami pod tymi słowami!
Trylogia Thrawna świetnie pokazuje, że to nie samo Imperium Galaktyczne było złe, a po prostu ludzie którzy nim zarządzali. Wszystko wyglądałoby całkowicie inaczej gdyby Imperatorem był ktoś inny niż Palpatine. Szkoda że w nowym kanonie traktat pokojowy jest już rok po bitwie o Endor i ciężko tam "wcisnąć" Thrawna...

Re: |-o-|

W jakiej publikacji jest napisane od tym traktacie pokojowym rok po bitwie o Endor?

Re: |-o-|

Re: |-o-|

O dzięki, zapoznam się jak tylko wyjdzie polskie wydanie

Re: |-o-|

Lord Budziol napisał:
Podpisuję się obiema rękami pod tymi słowami!
Trylogia Thrawna świetnie pokazuje, że to nie samo Imperium Galaktyczne było złe, a po prostu ludzie którzy nim zarządzali.

-----------------------

He he, za tzw. "komuny" w naszym pięknym kraju było takie powiedzenie "Socjalizm-tak! Wypaczenia-nie!". Hasło to powtarzane było szyderczo w wielu utworach kultury popularnej, np w "Alternatywy 4" Stanisław Anioł w chwili szczególnego uniesienia krzyczy: "A system jest DOBRY! Tylko z takimi LUDŹMI nie da się niczego osiągnąć!".
No to jak w końcu jest? Czy system jest dobry czy nie? Bolszewicy rządzący w ZSRR przy każdej wymianie władzy twierdzili, że poprzednia ekipa to byli zbrodniarze, szpiedzy i zdrajcy idei komunizmu. Komunizm jest dobry! Tylko poprzednia ekipa wypaczyła jego zasady. Ta historia powtarzała się kilkukrotnie.
Gwiezdne Wojny i cały ten fikcyjny świat to BAJKA. Jest to baśń w prawdziwym tego słowa znaczeniu, dlatego próba rozszerzenia tego uniwersum np metodą EU wywraca je do góry nogami i odbiera mu duszę. Autorzy tego rozszerzonego fan-fiction muszą dokonywać cudów ekwilibrystyki, żeby to wszystko trzymało się kupy.
Dlatego próba opowiedzenia jakiejś historii z Imperialnego punktu widzenia to już nie są Gwiezdne Wojny. Imperium jest ZŁEM i taka jest jego rola w tym świecie. Tak samo wątpliwa byłaby opowieść o Wojnie w Śródziemiu, napisana z punktu widzenia Mordoru (było coś takiego, autor chyba był Rosjaninem ).
Ale, nawet gdyby dało się to porządnie zrobić... Jak można bronić takiego tworu jak Imperium. Państwo, które powstało tylko aby zaspokoic rządzę zemsty i władzy jednego maniaka? Może, gdyby przyjąć, że Republika i rebelia były rządzone przez jeszcze gorsze kanalie... ale wtedy oddalamy się od rdzenia SW bardzo daleko.

Re: |-o-|

No a gdyby tak Palpatine`a zastąpić przykładową Mon Mothmą lub Leią, nie uważasz że ten ,,zamordyzm" systemowy mógłby skutecznie ukrócić cierpienia wielu istotom? Ja rozumiem, że Imperium jest oryginalnym symbolem zła w SW, aczkolwiek również jest kontynuacją Republiki, dodam że bardziej skuteczną. A przecież to Palpatine pociągał za sznurki, troszcząc się przeważnie o intencje Sithów, ani jeżeli o obywateli.

Re: |-o-|

Wiem, niektórzy uważają, że najlepszym systemem władzy jest oświecona dyktatura, czy inny absoluytzm ale ja jakoś nie ufam takim rozwiązaniom. Nie przypadkowo powstało powiedzonko, "władza korumpuje, władza absolutna korumpuje absolutnie". Im bardziej rozproszona władza i wpływy w systemie, tym większy chaos, ale też stabilniejsza równowaga. Wszystkie twarde systemy mają tendencję do generowania wielkich napięć wewnętrznych i nierównowagi, potem każde malutkie pęknięcie prowadzi do katastrof, wojen rewolucji etc.
O co troszczył się Palpatine? Z filmów prawie nic nie wynika, na pewno chciał mieć spokój i porządek w swoim państwie, pozatym troszczył się tylko o siebie i być może trochę o swojego kumpla V.
Idea Sithów jest w ogóle bez sensu i postawienie głowy zakonu (jakiegokolwiek) na czele wielkiego państwa to już kompletna głupota. Dlatego lepiej było zostawić Palpatine`a jako sprytnego polityka i manipulatora (tak jak było przed powstaniem Prequeli) a nie robić z niego jakiegoś mistrza Ciemnej Strony. Cholera znowu narzekam na Prequele zamiast trzymać się tematu...

Re: |-o-|

-,,Wszystkie twarde systemy mają tendencję do generowania wielkich napięć wewnętrznych i nierównowagi, potem każde malutkie pęknięcie prowadzi do katastrof, wojen rewolucji etc."

- A Pizystrat, starożytna Grecja? Piłsudzkiego już nie będę przytaczać, bo akurat 20-lecie międzywojenne to nie mój konik.


Re: |-o-|

Historii starożytnej ni w ząb nie znam, ale porównywać nie można bo zbyt wielkie zmiany społeczno-technologiczno-ekonomiczne zaszły, mimo że natura ludzka ciągle niezmienna.
II RP natomiast była krajem wielkiej biedy, nierówności i kolosalnego zapóźnienia cywilizacyjnego (nie jestem komunistą). Kolejne lata rządów autorytarnych nic by nie polepszyły, potrzebna była rewolucja.

Re: |-o-|

No to jednak nie każdy rząd absolutny prowadzi do destrukcji.

Re: |-o-|

Sam Platon wymienia pięć etapów życia systemu władzy: arystokracja, timokracja (co to k... jest?), demokracja, oligarchia i tyrania. Ten łańcuszek kończy się twardymi rządami, które nieuchronnie prowadzą do totalnego rozp... Destrukcja jest nieunikniona

Re: |-o-|

W greckich polis zaczynało się od monarchii, przez oligarchię aż do demokracji. Natomiast Pizystrat sięgnął po władzę absolutną, co pozwoliło Atenom rozkwitnąć - Grecy wspominali okres jego rządów jako ,,złote czasy".

Re: |-o-|

darth_numbers napisał:
timokracja (co to k... jest?)
-----------------------
Podaję linka: http://portalwiedzy.onet.pl/31099,,,,timokracja,haslo.html
Zasadniczo z tym co jest napisane mój mąż się zgadza -a jest historykiem z wykształcenia

Re: |-o-|

darth_numbers napisał:
Dlatego lepiej było zostawić Palpatine`a jako sprytnego polityka i manipulatora (tak jak było przed powstaniem Prequeli) a nie robić z niego jakiegoś mistrza Ciemnej Strony. Cholera znowu narzekam na Prequele zamiast trzymać się tematu...
-----------------------

Oj, ktoś tu chyba nie zna Gwiezdnych Wojen! I ty się mienisz fanem Star Wars?
Przecież Palpatine, jako potężny władca Ciemnej Strony, to nie jest wymysł prequeli, a Powrotu Jedi, czyli Starej Trylogii! To tam Palpatine raził Luke`a błyskawicami wystrzelanymi z rąk, ba, tam też ostrzegano Luke`a by nie lekceważył Imperatora, bo źle skończy. Ba, nawet wcześniej - już w Imperium Kontratakuje Yoda z Obi-Wanem ostrzegali go przed potęgą Palpatine`a! Więc jaki to wymysł prequeli, skoro jest to kontynuacja pomysłu już ze Starej Trylogii?

Zauważyłem, że masz tendencje do hejcenia na Nową Trylogię, ale robisz to dość nieudolnie, a nawet zaliczasz przy tym wtopy.

Re: |-o-|

Źle się wyraziłem. Imperator oczywiście jest znawcą Ciemnej Strony i to jest w 100% pokazane w OT. Natomiast sam Zakon Sith nie jest wspomniany ani słowem.
Imperator/Palaptine jest wspaniałą postacią, jedyna rzecz, która mi się nie podoba, to jego GENEZA. Już milion razy wspominałem, że idea Zakonu Sithów jest kompletnie bez sensu.
Wg mnie o wiele ciekawsze i sensowniejsze byłoby następujące rozwiązanie: Palpatine jest NAJPIERW politykiem, znawcą Darkside na drugim miejscu. A skąd taka znajomość tematu u polityka? Może jest nieudanym Jedi, odrzutem z mainstreamu? Może sami Jedi udzielili mu tej wiedzy, kiedy był jeszcze fajnym gościem? A może po prostu często chodził do biblioteki i nauczył się sam? Oryginalna Trylogia sugeruje, że Palpatine jest bardzo stary. Starzy ludzie mieli czas na dogłębne poznanie poznanie wielu rzeczy, nawet poza oficjalnym systemem edukacji
Zakon Sithów to drugi w kolejności najgłupszy pomysł "oficjalnego" SW. Nie chce mi się tu wchodzić w detale, ale sorry, klub samobójców trwający przez tysiące lat to jest naprawdę kretynizm. LOL!! Palpatine nie potrzebuje tak idiotycznego "wyjaśnienia" źródeł swojej wiedzy i potęgi!

A czy ja jestem fanem SW? Nie znam EU, dla mnie liczą się tylko filmy. Czasami w coś pogram "starwarsowego". No i oczywiście hejtuję Prequele nieudolnie! Nie wiem czy kogoś takiego możemy nazwać fanem!!

Re: |-o-|

A i jeszcze jedno. Czy taka przeszłość Imperatora nie była wspomniana w kilku słowach w pierwszym rozdziale którejś nowelizacji OT? Chyba Powrót Jedi. Nie mam książki pod ręką, niech ktoś rzuci okiem...

Re: |-o-|

A dla mnie Zakon Sithów i to, co wymyślono Palpkowi jest znakomite i ciekawszym rozwiązaniem mogłoby być jedynie, gdyby Darth Sidious i Palpatine to byłyby osobne postacie - to byłby dopiero mindfuck, gdyby Palpatine okazał się tajnym uczniem Sidiousa.
A swoją drogą - Sithowie zostali po raz pierwszy wspomniani w adaptacji książkowej Nowej Nadziei, stworzonej przez Fostera na podstawie wskazówek i scenariusza Lucasa. Więc - znów Stara Trylogia!

Gdzieś już kiedyś pisałem, chyba w temacie o Indianie Jonesie, że nie chciałbym, abyś był twórcą filmowym

<-o->

Co mówi nowelizacja Nowej Nadziei o Sith? Czy nie jest to przypadkiem tylko jedno zdanie : "Darth Vader, dark lord of the Sith"? Nie przypominam sobie, żeby termin Sith był tam rozwinięty, w sensie Sith jako Zakon/organizacja?
Gdyby Palpatine był uczniem jakiegoś ukrytego znawcy Mocy... to by było jak najbardziej sensowne. Takie rozwiązanie, w sposób jawny pokazane w filmie trochę by odkręciło ten scenariuszowy clusterfuck Prequeli.
Zakon Sithów... jeżeli zastanowisz się choć przez chwilkę, ta idea jest zupełnie absurdalna. Zasada Dwóch jest kompletnym idiotyzmem i gwarantuje, że cały ten "Zakon" nie przetrwałby stu lat. W ogóle IDEA organizacji będącej biegunowym przeciwieństwem JEDI jest do bani. Ani nie pasuje do baśniowej struktury Gwiezdnych Wojen, ani też nie dodaje uniwersum realizmu w żaden sposób. W świecie rzeczywistym mamy organizację religijną trwającą nieprzerwanie od ponad 1500 lat i jakoś nie wyrósł im rywal w postaci anty-kościoła. Taka organizacja jak Zakon Jedi jest wystarczająco złożona, żeby mieć swoich własnych świętych, męczenników i heretyków. Z ich szeregów mogli by rekrutować się pretendenci do roli czarnych charakterów uniwersum.

Re: <-o->

Jeśli jeszcze nie czytałeś, to gorąco polecam historię Dartha Bane`a (trylogia autorstwa Drew Karpyshyna). Dla mnie, do czasu przeczytania historii Dartha Bane`a, również Zasada Dwóch była czymś naiwnym, żeby nie powiedzieć niemożliwym. Że niby dwóch Sithów tworzy Zakon i zdołali się ukryć przez 1000 lat, rosnąc w siłę? Bzdura!

Książki jednak odmieniły moje spojrzenie na Zasadę Dwóch. Sithowie byli słabi w swoim Zakonie działającym na starych zasadach. Mogli sobie wygrywać z Republiką i Jedi; mogli uszczuplać liczbę Jedi do poziomu bliskiego wymarciu. Nie potrafili jednak zdecydowanie pokonać swoich adwersarzy. Jedi bowiem zawsze działali mając na uwadze współpracę i przyjazne nastawienie. Za każdym razem, gdy upadali, podnosili się. To była ich mocna strona.

Sithowie natomiast mieli także mocne strony charakterystyczne dla swojego stronnictwa, których nie potrafili w pełni wykorzystać. Wygrana wojna szybko przeradzała się w konflikt wewnętrzny, walki między Sithami, na których wychodzili źle i to bardzo. Sztandarowy przykład: jeden silny mistrz zostaje pokonany przez kilku słabych uczniów, którzy potem walczą między sobą. I tak w kółko. Nawet Bractwo Ciemności to była chwilowa umowa, swego rodzaju sojusz, między silnymi Sithami. Mogliby osiągnąć dużo, ale jak mogłoby się to skończyć? Znowu konfliktem wewnętrznym, spokojem w Galaktyce, po czym kolejną wojną Jedi vs Sith?

W każdym razie, wiemy że w wyniku okoliczności, których nie zdradzę (nie chciałbym Ci psuć radości z czytania pierwszego tomu, jeśli jeszcze go nie czytałeś), Darth Bane został sam, po czym przyjął uczennicę. Szalony pomysł? Nie! Sithowie, aby przetrwać musieli się ukryć i powoli zdobywać wpływy w Galaktyce podszywając się pod osoby, którymi nie były; musieli się doskonalić, a gdy uczeń prześcigał mistrza, to zabijał go i sam stawał się mistrzem, po czym znajdował sobie ucznia. Tylko najsilniejszy Sith mógł być mistrzem, a po 1000 latach rośnięcia w siłę dostaliśmy Dartha Sidiousa. Potrafił w obecności mistrzów Jedi ukrywać swoją tożsamość, a jednocześnie kierować sprawami Republiki jako Wielki Kanclerz, a także występować jako Mroczny Lord dyktujący swemu uczniowi co ma robić podczas Wojen Klonów. Ostatecznie był w stanie przewidzieć akcje swoich wrogów i wykiwać wszystkich, w tym Yodę.

Dlatego, o ile dawniej Zasada Dwóch wydawała mi się czymś niezbyt roztropnym, po lekturze wspomnianych książek w pełni ją rozumiem i uważam, że jest to najlepsza idea, jaka mogła spotkać Zakon Sithów.

Re: |-o-|

Jak to nie wymysł prequeli!? W RotJ miał naelektryzowane tipsy!

|-o-|

Ach, ta świadomość, kiedy twój trollowy post zapoczątkował cała dyskusję

chciałem

tu coś napisać. W oparciu o /News/21121,Wznowienie_trylogii_Thrawna.html, no i o temat /Forum/Temat/20986.

Coś może świeżego, oryginalnego, ale i tak skończy się na tym samym i +1.
Kurcze, to tak jak Disney.
Chcemy świeżego, mówimy o oryginale, a kończy się na wznowieniu
I +1 tysiąc, milion, miliardzik jak tak się zsumuje wszystko


Podziwiam ich za to. Też już o tym mówiłem, ale. Wydać jednak sporą kaskę na coś co było, jest i będzie dochodowe, ale jednocześnie docisnąć pedał gazu, że już pewnie są na 0, a co jeśli nie na plusie?

Wspominałem też, że chociaż poczucie smaku, godność osobista i elementarna uczciwość (cechy, którymi na B zawsze świeciłem) protestowałyby przeciwko jakiejkolwiek formie współpracy, a to ze względu na Pooh Beara i Alana Milne - jednak
http://tinyurl.com/disnejowedolary
płynące w zastraszającym tempie... zmusiłyby mnie do solidnego starcia wartości.


Czy jednocześnie nie jest to perwersyjne i doskonałe? Lubieżne i genialne?
Kupić markę, zachować ją przy jednoczesnym wyrżnięciu 99.6% treści, zacząć reklamować #nowesw dla #nowepokolenie, kopiując bezwstydnie trupy (nawet Legendarne), zlecając to nawet temu samemu autorowi (zapamiętać: zmodyfikować pojęcie autor-szmata na którejś z wikii) I JEDNOCZEŚNIE reanimować zwłoki pod płaszczem czegoś tam co podali w notce PR-asowej... a i tak wrócimy do $.

Ta.
W latach 90-tych ubiegłego wieku (jak ja lubię to pisać ), jeszcze w latach może wczesnych 10-tych tegoż stulecia, reakcja na to byłaby co najmniej mieszana.
Dzisiaj... tak czy siak nad wszystkim wisi
https://vpx.pl/i/2016/01/14/popcorn.gif
a za kilka/naście lat nie będzie z kim pogadać o błękitnoskórym Chissie (i tym, że dobry papier to tylko wydawnictwo Amber ), bo po prostu każdy będzie miał przed oczami kogo innego*.
Chociaż Di$ney, w $woim mniemaniu, niejako zadowoli w$zy$tkich.
$iebie z pewno$cią.





* Pisząc to myślałem o Demigorgonie
/Forum/Temat/19909#643202
Tak na czasie.

Re: chciałem

Ogarnij swoją pisaninę w jakąkolwiek formę, tego nie da się czytać.
Domyślam się że napisałeś coś o Thrawnie i Disneyu.

kto jak kto

ale jednak ty mnie rozczarowałeś. Wiem, to dziwi. Ale jednak.

Napiszę prościej, chociaż bez obrazków.

Z jednej strony mam olbrzymi podziw dla mega-korporacji (jaką jest Disney) za... nawet nie zarabianie, ale tworzenie pieniędzy ze wszystkiego i na wszystkim. Z powietrza sypią się $.

Ale pomijając już propozycję złożoną autorowi, trochę w stylu Play It Again, Timothy jest też druga strona. To znaczy zastanawiam się dla kogo jest ta oferta?
Ci co mieli przeczytać Trylogię, zrobili to. Kupili, zachwycili się, potem sprzedali, kupili znowu (jak ja ), a niektóre kopie nawet stanęły w ogniu, tak gorącym uczuciem fani obdarzyli te tytuły.

#nowepokolenie będzie miało #nowythrawn, więc po co mają sięgać po coś co i tak nie istnieje, jest nieważne, a i tak od paru starszych usłyszą, że to nie była literatura wysokiej jakości?


Z pewnością jest w tym jakaś większa głębia i jak znam życie to sporo "pierwszych fanów" porzuci swoje kopie szalony lat 90-tych i przejdzie na stanowiska hajpu z #nowythrawn
Cóż - zdrajcy i głupcy byli i będą, dla nich akurat mam
https://vpx.pl/i/2016/01/14/popcorn.gif
chociaż polubiłem minionki.

Ale tak to... dla kogo jest to wznowienie?

Re: chciałem

Znowu... Kupili, wydali na to całkiem spore pieniądze to chcą żeby im się szybko zwróciło. Firmy od tago są, żeby zarabiać.

Ale co tutaj robi Kubuś Puchatek, to ja naprawdę nie wiem

obejrzyj

`Saving Mr. Banks`, może trochę zrozumiesz

Re: obejrzyj

Ja ten bardzo fajny film kiedyś widziałem - ale dalej związku z autorem "Dwojga ludzi" i misiem o małym rozumku nie widzę. Przyjemniej w podanym kontekście.

na niektóre

rzeczy nawet ja nie poradzę

Re: chciałem

Zabrakło tu jeszcze czegoś w stylu hurr durr wielka korporacja doi fanów z pieniędzy zamiast rozdawać wszystko za darmo

Re: chciałem

A jednak nie zabrakło, w następnym poście napisałeś coś w tym stylu xD starłorsy prawę nie towarę!

Dziedzic Imperium

Czytałem ostatnio ... 17 lat temu? Wtedy dałbym mocne 7/10, teraz po ponownej lekturze 7+.

Oczywiście to literatura swojej epoki, mocno zakorzeniona w latach 90-tych, pisana przez zawodowego pisarza SF, mocno trzymająca się ram gatunku - czy to dobrze, czy to źle, kwestia gustu. Mamy tu klasyczne dla Zahna wątki techniczne co mi osobiście nigdy się nie podoba - jak Luke w próżni naprawia myśliwiec i nawija miedziany drut z jakiegoś kompresora silnika, by stworzyć zapasowy rdzeń hipernapędu - normalnie, aż posiniałem od nadmiaru adrenaliny. A potem jak z Marą kombinują, jak tu wysłać wiadomość do bazy poprzez balon atmosferyczny i kodowanie robota. To były te momenty, gdzie mocno westchnąłem ze znużenia. Do reszty nie mam żadnych zastrzeżeń.

Doskonale rozumiem dlaczego trylogia ta ma status kultowy - była oczywiście pierwszą tak przemyślaną i rozbudowaną w iście filmowym stylu kontynuacją. Jakby nie było - pisał ją - już wtedy doświadczony pisarz, który potrafił w trzech tomach zaprezentować klasyczne wprowadzenie do historii, jej ciąg dalszy i wielki finał. Mało tego - za głównym antagonistą uczynił nie jakiegoś komiksowego złego czarnoksiężnika Sithów, tylko kompetentnego wojskowego. Admirała, który szanuje swoich podwładnych, nie szafuje ich życiem i nie unosi się dumą. Co prawda z biegiem czasu Zahn mocno utemperował charakter Thrawna, czyniąc z niego pod koniec legend niemalże praworządną postać, która chce ratować galaktykę przed Yuuzhan Vong. Ale już w Dziedzicu Imperium był mocno nieszablonową postacią, mocno odbiegająca od schematów space opery.

Jedyne czego mi zabrakło przy ponownej lekturze to może bardziej szczegółowych bitew, te toczą się w oddali, są opisane dobrze, ale skromnie. Może czytałem ostatnio za dużo powieści z Warhammera 40K, gdzie nacisk jest kładziony głównie na aspekty militarne. Zahn kreuje dobrze poprowadzą historię, ciekawych nowych bohaterów, uzupełnił też raczkujące wtedy EU o masę nowych ciekawych konceptów. Rada Tymczasowa Nowej Republiki, Mykr i Isalamiry, wątek z kontrolą wojskowych przez Palpatine`a w czasie bitewnej medytacji, Marę Jade.

...

Jakiś rok temu lub dwa przeczytałem ponownie i podobało mi się bardziej niż wtedy. Bardzo podobał mi się creepy vibe klonów, takich wyrwanych naturze istot, przez które istoty wrażliwe na Moc dostają dreszczy. Coś tam mnie drażniło, ale nie wiem już co. Thrawn był lepszy niż zapamiętałem, bo wrył mi się obraz takiego Krennica, w sensie zły nie dlatego, że zły, ale makiawielista, ma jakieś cele i ideały i za nie walczy i umiera. A tu Thrawn był miejscami typowym złolem i cynikiem. I bardziej mi się taki podoba niż ten późniejszy i obecny Thrawn. Koncepcja wiernych, lojalnych, zdyscyplinowanych Chissów jako bohatera zbiorowego - super. Koncepcja Thrawna jako takiego Stitcha Chissów - jeszcze lepsza. I fajnie, że poszedł w tę stronę Zahn i że to właśnie Thrawna zgubiło. Z tych nowych Thrawnow czytałem tylko pierwsze dwie książki i jakiś komiks.

Re: ...

Zahn pisząc Dziedzica Imperium, chyba jeszcze nie wiedział, że Lucas "sobie nie życzy" by ktoś opisywał wydarzenia z czasów Wojen Klonów. Tutaj dosyć mocno i odważnie nakreślił pewne cechy charakterystyczne dla tego konfliktu - opętanych Mrocznych Jedi, którzy uciekli na Dagobah, komory klonujące Spaarti i szalonych klonowanych Jedi. Większość z czasem elegancko zretconowano - Lucas oczywiście wszystkie pomysły Zahna zignorował, ale Dooku miał swoich upadłych Jedi, Spaarti przegrało przetarg z Kamino a do klonowania Jedi wrócono dopiero przy Force Unleashed II i tu również wykorzystano efekt opętania i szaleństwa klonów.

Ale to były ciekawe czasy z tej perspektywy początków kanonu - Zahn na prawdę stworzył solidne fundamenty dla reszty pisarzy, sam też odcinał i odcinać będzie kupony jeszcze przez wiele lat, czego mu życzę z całego serca.

Kult Thrawna

Skoro już temat się odkopał, to i ja.

Przeczytałem do tej pory dwie części. Trzecia leży i czeka, bo różnych rzeczy do przeczytania jest ogrom, a te dwie części nie zachęciły mnie na tyle, by rzucić się na trzecią bez względu na wszystko.

Co mogę powiedzieć? Na pewno kultowi pomógł czas, w którym te powieści powstały.

No bo tak: z pewnością Trylogia Thrawna jest sprawnie napisana, a zawarta tam historia bardzo "filmowa" i dobrze poprowadzona. Generalnie można to polecać osobom chcącym wejść w świat książek SW, na równi z Plagueisem, Bane`ami i paroma innymi pozycjami.
Jednak prawda jest taka, że gdyby te książki powstały dzisiaj, to grupka paru tysięcy nerdów uznała by ją co najwyżej za fajną opowieść w ulubionym uniwersum, wybijającą się trochę ponad ogólną szmirę i nic więcej. Za 20 lat nikt by o niej nie pisał z nostalgicznym rozrzewnieniem.

Przesyt opowieści o Wielkiej Trójce jest tak duży, że obecnie taki Thrawn nie miałby już tej wagi, co wtedy (czy np. nowokanoniczny Thrawn od Zahna może stać się tak kultowy?). Sama sprawnie skonstruowana fabuła to na dziś byłoby za mało, bo IMO nie jest to seria, która miałaby "to coś". No ale te trzydzieści lat temu zwykła poprawność wystarczyła. Oczywiście oceniam to wszystko po sobie - mnie te książki przesadnie nie porwały, zapewne właśnie dlatego, że były już tylko jednymi z wielu, przeczytanymi niedawno. Także zero sentymentu, zero gwiezdnowojennych doświadczeń z lat 90.

Kiedy tak myślę o tych książkach, to przede wszystkim mam ten problem, że strasznie szybko zapomniałem, co się w nich działo . Pamiętam tylko tak ogólnie - że Thrawn snuje plany podboju galaktyki, Luke jest na Myrkr, później trafia do C`boatha, Han i Lando latają za czymś tam po galaktyce, Leia ucieka przed Noghri, a później dostaje się na ich planetę, wreszcie jest Mara Jade i Talon Karrde, którego roli już prawie wcale nie kojarzę.

Chociaż powiem wam, że jak już zacząłem o tym pisać, to w sumie przeczytałbym ten trzeci tom

Re: Kult Thrawna

Czy ja mam brata bliźniaka??? Wszystko co napisałeś to moje osobiste odczucia i też jestem na takim samym etapie czytania

Thrawna bardzo sprawnie się czyta, czuć ten klimat przygody, ale po jakimś czasie wszystko się zlewa i tak naprawdę człowiek zapomina co takiego niezwykłego się wydarzyło. Sam kultu nie rozumiem, jest mnóstwo pozycji Legendowych, które przyniosły mi więcej frajdy (np. seria X-wingi, którą czytałem stosunkowo niedawno- 5/6 lat temu). Po takich zachwytach nad tą trylogią spodziewałem się czegoś więcej, a to po prostu dobrze napisana historia z szybką fabułą i znanymi, i kochanymi przez nas bohaterami.

Przede mną finał historii, może tutaj coś zaskoczy niesamowitego i zapamiętam losy Thrawna na dłużej. Liczę na to bardzo.

Czy kanon ma w ogóle szanse?

Generalnie opisałeś różnicę między Legendami a Kanonem. Jest parę historii wybijających się mimo upływającego czasu i wciąż bijących kanon na głowę (np. KOTORy, Bane), ale generalnie nie ma sensu porównywać kanonu i legend w sposób bezpośredni, bo to zupełnie inny etap w historii SW. Jak sam piszesz, gdyby teraz powstała Trylogia Thrawna, tylko dopasowana do okresu postROTJ z kanonu, to pewnie odbiór byłby na zasadzie "fajna historia" i tyle. Teraz sami do końca nie wiemy czego oczekujemy od SW, bo tyle już tego było od 77 roku.

Niby wielu fanów twierdzi, że oczekuje niewiele, po prostu dobrego kina/książki/komiksu ociekającego klimatem SW, w miarę oryginalnego, ale to nie jest takie proste. W Legendach było tak wiele historii, że ciężko być teraz w pełni oryginalnym. Prawie zawsze będzie przynajmniej w części to przypominać coś z Legend. Ale generalnie zmierzam do tego, że widzieliśmy/czytaliśmy już tylko historii Wielkiej Trójki, tyle latających myśliwców, Jedi walczących z Ciemną Stroną, że ciężko nas zaskoczyć.

Wcale nie twierdzę, że kanon nie ma szans nas zaskoczyć czy uraczyć czymś naprawdę ciekawym. Z jakiegoś powodu nie "idą na całość", nie udało mu się jeszcze zrobić tego czegoś, takiego SW idealnego, po którym 95% z nas stwierdzi "To jest w końcu Star Wars!". Czy to możliwe po tylu latach setek historii starwarsowych? Sam nie wiem.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Akurat nowy kanon ma ogromne szanse na nadanie starłorsom jakiejś głębi i wielowymiarowości. Już teraz były przebłyski, Utracone Gwiazdy pokazały imperium od podszewki, Imperium to studnia bez dna do powieści politycznych - Więzy Krwi były nienajgorszą próbą - czy, przede wszystkim, dystopijnych. Wątki technologiczne, transhumanistyczne, egzystencjalne też są zupełnie niewykorzystane. Świeżość to jedno, o to faktycznie może być ciężko, ale nadal można wymyślić coś całkowicie sensownego nawet w oparciu o klisze, tylko osadzone w uniwersum.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Tylko, no właśnie - została z tego "Path to Nowhere" - Bardzo lubię "Utracone Gwiazdy" a i "Więzy Krwi" też są nienajgorsze, tylko co z tego, jak Disnej to potem całkowicie olał - ani nawet małego Cameo w całej trylogii (bo po co), ani dalszej kontynuacji, nic, czarna dziura.

Najbardziej sensowne, co mógłby zrobić "Nowy Kanon", to przyznać się do błędu i tak jak dokończono TCW, powinien dokończyć przynajmniej historię Anki Solo (bo to co dostaliśmy to było zakończenie może nie tyle głupie, o ile zdecydowanie przedwczesne) od miejsca gdzie na koniec ta historia tak ładnie crossoveruje się z Legacy I. To oczywiście wymagało by uznania że tak Benek, jak i Łukasz mili babę i dzieciaka na boku, ale w sumie, kto im zabroni?

#saveAniaSolo

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

No bo ta wielowymiarowość, realizm, czasem przesadny, to jedna z tych rzeczy, których SW nie miało. A teraz np. w Alphabet Squadron to jest, jest to nowe, świeże, ale jest to tez na tyle "niestarwarsowe" że częśc fanow tego nie kupuje.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Największy problem dla wiernych fanów to eksploatowanie aż do przesady przygód z filmową trójcą - już w starym kanonie cierpieli na udar z powodu kolejne przygody Hana, Luka i Lei. Zawsze jednak istniało przekonanie, że główne serie nie sprzedadzą się tak dobrze, jeżeli nie będą miały bohaterów z filmów - kto wie? Może finansowo jest to jakoś zweryfikowane.

Jeszcze jakby Leia siedziała mocno w polityce i salach senatu a Han wychowywał wnuczkę to nie miałbym problemu z taką emeryturą bohaterów w powieściach. Ale niestety, oni mając po 60-70 lat na karku walczą, ostrzeliwują się i biją jakby wczoraj uciekli z Gwiazdy Śmierci.

W starym kanonie równolegle do wspomnianych historii wydawano całkowicie odmienne historie np. serię komiksową KotOR, Knight Errant (och, jakie to było dobre, komiksy i powieść), Legacy vol. II.
Widzę, że nowy kanon próbuje zadowolić i tymczasowego fana złaknionego nowych przygód postaci znanych z filmów, ale też próbuje zaoferować coś fanom samego uniwersum. Np. poprzez wspomniane powieści Alexandra Freeda (mój ulubiony pisarz z nowego kanonu) czy rodzące się w bólach High Republic.

Inna sprawa to sama formuła space opery - w pewien sposób Gwiezdne Wojny zawsze będą hermetyczne ze względu na docelową grupę wiekową (jestem ciekaw, jaka jest teraz średnia wieku fana czytającego komiksy i książki) i formułę kosmicznej baśni - gwiezdne wojny nigdy nie poruszą poważne i kompleksowo pewnych zagadnień.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

-Ale niestety, oni mając po 60-70 lat na karku walczą, ostrzeliwują się i biją jakby wczoraj uciekli z Gwiazdy Śmierci.

No nie, Leia i Luke mają ledwie 50+, a jak wiadomo życie zaczyna się po "pięćdziesiątce" Także tutaj wszystko jest OK.

Pod względem formalnym, oczywiście, bo tak w starym, jak i nowym kanonie wielkiej trójki jest "po kokardki"

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

w dodatku w starym kanonie ludzie bez problemu dożywali 120-140 lat - chyba przy okazji udziału Gilada Pellaeona w wojnach klonów podjęto taką decyzję. Tam, na kartach jednego z komiksów miał już wąsa a przecież dopiero 40-50 lat później władał Resztkami Imperium.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

E no, wąs się sypie w wieku 16 lat nawet, a on tam wyglądał młodo

Poza tym, paradoks bliźniąt vel dylatacja czasu - wszak ci co latają w kosmosie z wielkimi prędkościami żyją dłużej. A Gilad się akurat sporo w życiu nalatał.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Pamiętajmy, że te wszystkie ciekawe historie nie powstawały na przestrzeni 5 lat tylko 30 i EU miało czas, żeby sobie te różne ery spokojnie porozwijać.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

-No bo ta wielowymiarowość, realizm, czasem przesadny, to jedna z tych rzeczy, których SW nie miało.

Miało Ale to dopiero przed tobą

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Może. Ale mam za sobą na tyle dużo książek z Legend (większość tych istotnych) że nawet jeśli to raczej realizm i wielowymiaromość to rzadkosć. Raczej się spotykałem z tym w komiksach - Dark Times, niektóre zeszyty Republic, może czasami książki Luceno, ale nie do konca. Alphabet jest moim zdaniem najbardziej realistyczny - zarówno pod kątem stylu pisania jak i samej fabuły i rozwoju bohaterów. Przyrównałbym pod tym kątem tylko Dark Times.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Jesteś po "Punkcie równowagi"? Czyli "Zdrajca" przed Tobą. A jak z resztą Stovera?

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Ciekawa sprawa bo od Stovera tylko ROTS czytałem. Jakoś Punkt Przełomu zostawiłem na kiedyś, a Cienie Mindora w ogóle olałem. Ale do Zdrajcy może nawet dojdę w tym roku, bo o dziwo szybciutko mi to idzie. Kończe Podbój Keyesa teraz.

Re: Czy kanon ma w ogóle szanse?

Znaczy trochę najlepszego przed Tobą. ~
Ja to już nic nie pamiętam, bo Niemiec mi schował, ale dla mnie (w kolejności czytania):
Zdrajca był inny, nowy
Punkt mnie zastrzelił ~
ROTS - solidne kawałek
Cienie mi nie podeszły

Trylogia Thrawna

Skoro odświeżone, to i ja dorzucę swoje trzy kredyty...

Nie pamiętam w jakich latach czytałem trylogię napisaną przez Zahna, były to zapewne okolice pierwszej połowy, pierwszej dekady nowego wieku. Na pewno do czasu rejestracji na Bastionie, było już po przeczytaniu, co wnioskuję po recenzji tych książek w dniu rejestracji. Czytając tamte komentarze, byłem ewidentnie zajarany tą trylogią. Sięgając pamięcią wstecz, przypominam sobie, że to co mnie najbardziej cieszyło to wątek Thrawna i to co wyprawiał z podległymi siłami Imperium. Byłem zachwycony ukazaniem ISD, jako śmiercionośnych maszyn, które dają odpór triumfującym siłom NR, jak i potrafią przekonać oporną planetę, że lepiej współpracować niż narazić się na ostrzał orbitalny. Podobał się również wielki finał, ale też pomysł z tajemniczą flotą katańską, czy też klonowanie. To wszystko rozbudzało fantazję i sprawiało, że czytanie TT należało do czystej przyjemności.

Na koniec mała anegdota, którą mogłem przytoczyć przy innej okazji.
Gdy kupowałem książki z tego cyklu, pojawił się problem z dostępnością Ciemnej strony Mocy. Trylogia była tak popularna, że jak już ją rzucili na regały księgarń, to wszystkie trzy tomy schodziły jak świeże bułeczki. Nabyłem tom I i III, a II zapadł się pod ziemię. W tamtym czasie moja matka chrzestna przeprowadzała się na wieś, umieszczając część księgozbioru w stodole dziadków (nie osądzam i nie potępiam wyboru na skład, chociaż sam prędzej umieściłbym tam TV). Nie omieszkałem przeszperać tego co zniosła w to miejsce i ku mojemu zdziwieniu znajdował się tam upragniony drugi tom. Po zapytaniu, czy mogę przyswoić na własność tę powieść i po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej, zabrałem ją ze sobą do domu, gdzie do dziś ma swoje stałe miejsce.

Ciemna Strona Mocy

O ile powrót po latach do "Dziedzica Imperium" był dla mnie miłą przygodą, to Ciemna Strona już trochę zawodzi. Przede wszystkim cierpi na klasyczny syndrom środkowej części trylogii - pewne wątki są tu rozwinięte leniwie bo przecież trzeba zaczekać z finałem do trzeciego tomu. Kilka momentów jest ewidentnie pisanych pod kontrakt pod określoną ilość stron, jakie Zahn miał w zleceniu na te powieści. To doświadczony pisarz, nie raz już zdarzyło mu się pisać "na siłę", to aż tak to nie męczy w czasie lektury, ale dwa-trzy wątki można by skrócić o połowę. Leia siedzi na planecie Noghri i siedzi, Han się bawi w szpiega razem z Lando, ale przegrywa z Admirałem w stylu Rose i Finna w epizodzie 8. Luke natomiast urywa się z nudnych nauk szalonego Jedi, by razem z Marą odbić Talona. Wszystko ma sens, przyczynę i skutek, nie można zarzucić tu braku logiki, fabuła jest poprowadzona bardzo rzetelnie. Brakuje natomiast jakiejś dobrej bitwy, zmagań wojennych zakrojonych na szeroką skalę. Sporadycznie wspomina się o atakach na konwoje Nowej Republiki, Thrawn coś tam przebąkuje o swych wielkim planie i negocjacjach z innymi Imperialnymi Lordami, ale wiecie - brakuje skali i rozmachu. Ale to problem całych naszych kochanych Gwiezdnych Wojen, które mają problem z oddaniem naprawdę wielkich bitew. Także w "Ciemnej Strony Mocy" ten problem istnieje, chociażby w liczebności Floty Katańskiej - 200 starych, wymagających serwisu i części drednotów sprzed Wojen Klonów - czy to na prawdę siła zdolna przechylić szalę konfliktu na korzyść Imperium? Wg. Zahna tak.

Ostatni Rozkaz

Zdecydowanie mój ulubiony tom - te kilkanaście lat od ostatniej lektury sprawiło, że zaskakująco mało pamiętałem z lektury.

To klasyczne podsumowanie wątków i wzorcowy przykład "III aktu" historii. Akcja od samego początku pędzi, bohaterowie strzelają, wysadzają, mamy też więcej wątków z kampanii Admirała Thrawna - ten dopina swój plan i rusza z wielką kampanią przeciwko Nowej Republice. Ten tom ma zdecydowanie najwięcej wątków militarnych, postacie pierwszo i drugoplanowe co chwilą wspominają, że utracono jakiś sektor, Imperium przejęło tą planetę, tam odbyła się potyczka, tu zmuszono kogoś do kapitulacji etc. Czuć, że galaktyka żyje tą kampanią - to są prawdziwe gwiezdne wojny w praktycznym słowa tego znaczeniu.

Jest i naiwny wątek przemytników - ci zmieniają decyzje i pogląd z łatwością postaci rodem z "Baldurs Gate", która ma do wyboru bycie dobrą/złą/neutralną. Wszystko jest takie proste i wyraźnie zaakcentowane, że nie sposób o jakiekolwiek wątpliwości. Tu zdecydowanie kilka powieści z nowego kanonu bije "klasyki" na głowę pod względem złożoności decyzji jakie podejmują walczący w konflikcie zbrojnym.

Skarbiec Imperatora - klimat rodem z klasycznego rpg, uwielbiam jak antagonista ma swój zamek, wieżę czy tam jamę ze skarbem. Szkoda, że Zahn nie konsultował tego z Tomem Weitchem, który równoległe tworzył wtedy "Dark Empire" - tam Palpatine ma kolejny skarbiec i sekretną bazę, ale to w końcu Imperator - ma rozmach i od przybytku w postaci kilku sekretnych baz głowa go nie rozboli.

Co mnie jeszcze zaskoczyło a o czym kompletnie zapomniałem to wątek w którym Thrawn wspomina o potencjale jaki w tkwi w klonowaniu rycerzy Jedi - nawet zleca w połowie książki wywiadowi szukanie odpowiedniej placówki, by tam hodować w naturalnym tempie młodego Jorusa C`baotha by unikną kolejnego oszalałego osobnika. Ten wątek zostaje kontynuowany dopiero w napisanym 30 lat później "Odpływie" Paula S. Kempa.

Dałbym solidne 7+/10, byłaby mocna ósemka, gdyby nie szczątkowy opis bitwy o Bilbringi - rozczarowuje i urywa się nagle z wiadomych względów.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.