Coś twórcy Legacy niezbyt lubią Kalamarian. Oni i ich planeta jest zawsze pierwsza w kolejce po wpier... bęcki. Tym razem Krayt Wyyrlok wpada na zacny pomysł jak zakończyć tę smutną historię raz na zawsze. Najlepiej wytępić wszystkich mieszkańców, a samą planetę Dac zaorać. Niestety o planach Imperium dowiaduje się Gar Stazi i mimo, że jego nowi sojusznicy się na niego wypięli postanawia uratować choć część Kalamarian. Tak doszło do bitwy. Może nie była ona niesamowita, ale jestem zadowolony. W tym odcinku kilkukrotnie mieliśmy okazję podziwiać głupotę i fanatyzm tych cieci malinowych Nowych Sithów. początek spoilera Azard zgodził się wytępić przy okazji własna rasę, bo tak kazał mu jego pan. Stryfe wskoczyłby w ogień jeśli tylko Krayt by sobie tego życzył. Jednak największym zaskoczeniem było dla mnie postępowanie Nihla. Jak można być tak głupim, by polecieć do Wyyrloka, by powiedzieć, że Krayt zniknął. A Maladi go przecież ostrzegała, że on coś kombinuje. koniec spoilera Jak to możliwe, że te ofiary losu przejęły władzę nad Galaktyką? Przecież oni są tak tępi, że wystarczyłoby, żeby Jedi trzymali kartki z napisem "My wcale nie jesteśmy Jedi", a nie doszłoby do Masakry na Ossusie. Chyba jedynym wyjaśnieniem jest Wyyrlok, który jest jedyną kompetentną osobą w Zakonie. Od czasu kiedy początek spoilera przejął stery w Imperium koniec spoilera coraz bardziej mi się podoba. Ma on dość spory potencjał. Ciekawe jak tak bystra jednostka mogła przetrwać w tym stowarzyszeniu bezmózgów. Pewnie okaże się, że jest tak naprawdę wyznawcą Zasady Dwóch i wykorzystał Krayta do własnych celów.