Forum

The Old Republic: Fatal Alliance

Okładka i opis tutaj:

/news.php?11727

a temat zakładam, bo może ktoś kupi po angielsku, albo Amber wyda. Cóż, liczę, że Williams napisze coś więcej niż kolejną solucję (patrz TFU )i mam nadzieję, że ilość stron przełoży się na jakość

solucję

MMO? Pierwsze słyszę

Ja, mimo negatywnego podejścia do TOR (a właściwie do fabularyzowanych rozwiązań), postanowiłem książkę kupić w ciemno.

Zamówienie będę składał na przełomie maja/czerwca więc ew. ja ktoś chce się dorzucić... no chyba, że ktoś jeszcze zamawia to wtedy ja mogę

...

Zasadniczo, solucja jako opis przjescia poszczegolnych zadan/misji, w MMO jest jak najbardziej chyba mozliwa, nie ? ; D Bo calosci to wiadomo^

A do samej ksiazki komentarz: nie spieszy mi sie narazie.

raczej

wątpie w solucje z tego prostego powodu, że wtedy autor mogłby opisać tylko z perspektywy jednej klasy

wow

okładka wymiata!!!!

jeśli

Amber będzie wydawać książki SW, to kiedyś pewnie wyda. Mam tylko nadzieje, że nie z takim opóźnieniem jak inne książki na podstawie gier: komandosi Republiki (2 lata po premierze), Galaxies (8 lat).

Chociaż Moc wyzwolona była wydana rok po premierze w USA, więc może z TOR, też tak będzie.
Jak wyjdzie to w PL to kupię.

Re: jeśli

Mistrz Seller napisał(a):
Galaxies (8 lat).

________

że niby kiedy amber wydał Galaxies? o.0

...

Ma w planach wydać dopiero

chodzą ploty po wsi

że w lutym 2011.

,,

tylko po cholerę. wydaliby w końcu LotFa do końca i Death Stara.

dadzą

najpierw Death Star, później Galaxies i LotF.

Co do sensowności: Amber nie pierwszy raz robi coś zupełnie bez sensu. Miejmy nadzieje, że LotF nie będzie kosztował 50 zł albo więcej, a TOR nie zostanie wydany 8 lat po premierze.

Solucja

Mimo, że Sean by się może pokusił, Fatal Alliance NIE JESt solucją gry. Ba, ta książka nie dzieje się nawet w czasie wydarzeń z gry, ale jakiś czas przed (nie jest znana dokładna data, ale można snuć przypuszczenia, że ponad 10 lat po traktacie z Coruscant). Podobno nie jest zła, niedawno ktoś z DarthHatera robił z Williamsem wywiad, w którym stwierdził, ze nad TFU pracuje się nijako, bo za grosz się nie możesz wykazać, a tu "rozwinął" skrzydła ;p

Fatal Alliance

można już kupić na Allegro, tutaj http://allegro.pl/item1198354580_star_wars_fatal_alliance_the_old_republic_1.html i mam teraz spory dylemat czy zamówić tę książkę czy Outcasta,bo wcześniej chciałem zacząć czytać FOTJa

w

przyszłym roku, te obie książki się może ukażą, więc weź może inną.

FA

Największym plusem książki jest to, że dzieje się w nowych realiach i że miała ona szansę na oderwanie się od wielu stereotypów i kalek. Dzieje się jednak tak tylko w części aspektów. Widać różnice pomiędzy Jedi i Sith prezentowanych z tamtych i `obecnych` czasów, również interakcje pomiędzy nimi są relatywnie odmienne. Niestety pozostało kilka kalek, które czytającym wiele książek mogą przeszkadzać. Chciałoby się chyba dostrzec więcej nowości, jakieś odmienności. Mimo wszystko książka jest ciekawa, szczególnie pod koniec, kiedy dostrzegamy zawiłość niektórych z postaci, ich grę, rolę i plany. Oby kontynuacje, które powstaną były bardziej odkrywcze jeśli chodzi o innowacyjność.
Może na wyrost:
7/10

Krótka opinia o książce

Okres Starej Republiki jest moim ulubionym okresem w "Gwiezdnych Wojnach", stąd na każdą kolejną książkę w nim wychodzącą (a dużo ich niestety nie ma) czekam zawsze z niecierpliwością. Tak było też w przypadku The Old Republi: Fatal Alliance. Chociaż w tym przypadku oczekiwanie psuł mi trochę fakt, że autorem książki jest Sean Williams, za którego powieściami nie przepadam.

Książka ma jeden wątek, skupiający się na rywalizacji Jedi i Sithów w celu odnalezienia planety, z której pochodzi pewien tajemniczy statek, czy raczej jego ładunek. Takie rozpisanie akcji ma swoje zalety, gdyż nie czekamy z niecierpliwością na to co dalej się wydarzy, gdy jesteśmy zmuszeni śledzić inne wątki. Jednak ma też zasadniczą wadę, gdy w książce jest tylko jeden wątek i jest on nudny to nie można przejść do ciekawszych części. Po prostu ich nie ma.

I to jest najważniejsza rzecz, którą o tej książce niestety mogę powiedzieć. Jest ona niemiłosiernie nudna. Moje wydanie miało ponad 400 stron, a akcja zaczęła się rozkręcać dopiero po minięciu 300. Pierwsze 3/4 książki się ciągnęło niesamowicie, nie było w nich nic co byłoby w stanie przykuć moją uwagę na dłużej. Sprawiło to, że czytałem książkę wiele miesięcy. Ostatnie 100 stron było w tym kontekście przyjemnym zaskoczeniem. Ale nie tylko w tym kontekście. Był to po prostu całkiem porządny fragment książki, nawet jak na inne tytuły.

Końcówka wynagradza po części oczekiwanie i ratuje książkę, ale nawet przez jej pryzmat nie jestem w stanie całości ocenić pozytywnie. Zbyt dużą jej część się po prostu nudziłem. 4/10

hm

Jak już większość zapewne wie, książka opowiada o grupie bohaterów, którzy planują zdobyć wystawiony na aukcję przez Huttów przedmiot znaleziony we wraku statku o nazwie "Cinzia". Warto zauważyć, że troje z nich nie jest całkowicie ludźmi: padawan i żołnierka to Kiffarowie a wysłannik Republiki jest Epicanthixem.

Powieść dzieli się na 6 części a także prolog i epilog. Nie można wyodrębnić jakiegoś jednego głównego bohatera, każdy ma coś do zrobienia. Postać mandaloriańskiego łowcy nagród, Dao Stryvera, przypomina nieco Bobę Fetta, małomównego (choć pod koniec mówi nieco więcej ), ale niezwykle skutecznego (czasem aż za łatwo mu przychodzą niektóre rzeczy i wywijanie się z opresji ). Jedną z ciekawszych postaci drugoplanowych jest Darth Chratis. Książka nie ma jakichś większych przestojów, dużo się dzieje. Jest trochę walk (w tym w kosmosie), trochę używania Mocy i kiffarskiej zdolności psychometrii, niewiele humorystycznych sytuacji. Autor dobrze opisał też zamek Tassy i środowisko Nal Hutty oraz Sebaddon.

Ogólnie rzecz biorąc książka Williamsa nie jest słaba jak choćby "Moc Wyzwolona". Plusem na pewno jest osadzenie jej w czasach przed Darthem Bane; są to nowe realia, o których można jeszcze więcej napisać i kto wie, może doczekamy się kolejnych powieści w nich osadzonych, jaskółkami są "Deceived" no i właśnie "Fatal Alliance".

Przeczytałam

i muszę powiedzieć, że takie sobie. Zwłaszcza pod koniec zastanawiałam się, czy to dalej Fatal Alliance czy już Przeznaczenie Jedi.
Ale kiedy Jedi muszą współpracować z Sithami, to efekty są zadowalające
Tylko, na litość Galaktyki, ileż tego można!
No i już wtedy potrafiono klonować.

Szału nie ma, ale jako zabijaczka czasu książka sprawdza się całkiem dobrze.

Ekstra tłumaczenie :P

Dawno nic mnie tak nie zabiło jak to, co przeczytałem na stronie 73
... by ich unikać, toteż jego ulubioną metodą kontaktu z mocodawcami był telefon na Pantha...

W oryginalne w tym miejscu nie ma słowa phone czy czegoś w tym stylu. Jest tylko call. Jak to przetłumaczyć, cóż jest mnóstwo sposobów, ale telefon? Jak sobie wyobrażają linię między Coruscant a Panthą?

Re: Ekstra tłumaczenie :P

Lord Sidious napisał(a):
Jak sobie wyobrażają linię między Coruscant a Panthą?
________

Szczerze? Może nie jestem najinteligentniejszy w rodzinie ale widzę, że tłumaczeniowo tutaj... jest dziwnie.

Wg Ossusa tym czymś zajęły się aż trzy osoby: Jerzy Śmiałek, Ewa Skórska i Miłosz Urban. Jeśli wierzyć Bibliotece to ci państwo kolejno mają przerobionych tytułów 3-1-1.

Co google ujawniają o:
Śmiałku - książek prztłumaczonych... 3. Wychodzi, że to tylko pozycje Ambru Chociaż da się znaleźć i coś takiego
Doświadczony tłumacz języka Angielskiego (m.in. praca dla CD Projekt Red przy tłumaczeniu Wiedźmina 2) wykona w rozsądnych terminach wysokiej jakości tłumaczenia PL > ENG i ENG > PL.
Podpisano: Jerzy Śmiałek. Jest numer telefonu, więc w razie czego można namierzyć celem wysłania oddziałów no...

o Skórskiej - 48 książek, 51 opowiadań i 5 powieści w czasopismach. Cokolwiek to oznacza Chwalą ją za przekłady z rosyjskiego.. może być tłumaczem przysięgłym, ale może to zbieżność nazwisk

o Urbanie - redaktor naczelny tygodnika "NIE" i... nie wróć, nie ta teczka. Książek 22. Ogólnie gość tajemniczy, wywiad uzyskał bardzo mało danych. Znaczy tyle.


Wszyscy infiltratorzy i osłaniające ich jednostki Sithów zostali wycofani. Bez strat własnych.

Wnioski? Niejaka Anna Hikiert, ukrywająca się pod nickiem faultfett założyła sobie tutaj temacik żeby podpytywać Bastionowiczów o takie czy inne słówka.
[looknięcie do datapada]
Oczywiście, temat założył Urthona. Może mieć z tego jakieś profity.
Ale wracając do meritum - ma temat, można by założyć że chce profesjonalnie podejść do pracy, z drugiej jednak strony część jej zadań jest odwalanych przez kogoś innego.
Przyjrzałbym się tej sprawie.
Tak czy siak są to jednak jakieś starania. W przypadku Śmiałka, Skórskiej i Urbana - takowych nie zaobserwowano.

Nawet jeśli mój osobisty stosunek do literatury SW nie jest wysoki to... jedni się przykładają a inni... nie wiedzą co to Coruscant.
Ze smutkiem zatem zauważam, że tłumaczenia naszych młodych tłumaczy niestety, w wielu wypadkach nie ma nic wspólnego z autentycznym życiem naszych czytelników w mieście i na wsi, z ich pracą i zainteresowaniami, ich kłopotami i marzeniami.


Ja tam bym wziął kompanię zwartych oddziałów...

Re: Re: Ekstra tłumaczenie :P

Lord Bart napisał(a):
Oczywiście, temat założył Urthona. Może mieć z tego jakieś profity.
________
Nie mam, bo w sumie czemu miałbym mieć? Zresztą temat z tego co słyszałem był na ICO kiedyś (na jakimś ukrytym forum, więc tu założyłem, żeby w razie czego FF mogła się konsultować też tutaj). Chyba tylko raz czy dwa jakieś moje propozycje przedostały się do książek tłumaczonych przez Faultfett i tyle.

A Błażej Niedziński (blz) sam sobie założył tu temat pod nazwą Konsultacje Tłumaczeniowe II.

...

Inkwizytorzy zostali już wysłani celem wyjaśnienia sprawy. Ale dobrze, że rozumiesz słuszną ideę, towarzyszu Urthono.



Przeczytałem...

... i mogę śmiało powiedzieć, że mi się ta książka podobała. Ciekawie przedstawiona początek spoilera końcowa bitwa na/nad Sebaddonem, jednak mogła by być trochę dłuższa koniec spoilera. Podobał mi się moment walki Stryvera w skarbcu, a szczególnie opis jego broni np. karabin rozrywający, składana pałka paraliżująca itp.
Moja ocena to 9/10.

Nie taki "Fatalny Sojusz"

Pierwsza w kolejności wydania, a ostatnia w kolejności tłumaczenia w naszym kraju pozycja około "torowa" już za mną. Na samym początku muszę odszczekać moje marudzenie na temat decyzji Amberu o wydania najpierw "Revana" potem "Oszukanych" a na końcu "Fatalnego Sojusz". Taka kolejność czytania ich jest chyba najlepsza. Wszystko wydaje się jasne i klarowne.

Sam książka pomimo pewnych obaw jest pozycją bardzo przyjemną i dość dobrze się ją czyta. Oczywiście pomysł na fabułę nie jest jakiś bardzo oryginalny ale sztampową akcję wynagradzają ciekawi bohaterowie. Mamy tutaj Jedi, Sithów, Mandaloriankę, przemytnika, szpiega oraz żołnierzy. Do tego w rolach drugoplanowych Wielka Mistrzyni Zakonu Satele Shan oraz Darth Chratis. Każda z postaci pierwszoplanowych dostała podobną ilość stron także wszystkich mogliśmy poznać i trochę się z nimi żyć. Pewien niedosyt czuję z relacji między Jedi i Sithami po zawarciu sojuszu. Ich tarcia i konflikty zostały zaledwie lekko nakreślone. A szkoda, ponieważ Zakon Sithów z tamtego okresu niewiele różni się od zakonu Jedi. Może właśnie w tym leży sekret jak Imperium Sithó trwało tak długo i zagroziło Republice, rządząc połową galaktyki?
Jednak to czym urzekł mnie Sean Williams to opis galaktyki tamtych czasów. Dawno, bardzo dawno żadna książka nie urzekła mnie tak swoim klimatem jak "Fatalny Sojusz". Autor odwalił kawał naprawdę dobrej roboty. Dostajemy tu nie tylko lokalizacje i rasy spotykane w samej grze ale także takie odgrzebana z najgłębszych otchłani EU. Houkowie, Hortekowie, Gekltowie to rasy, których naprawdę bardzo dawno nie widziałem czy to w komiksach czy też książkach.
Przyczepiłbym się również do tego że ponad 3 tysiące lat przed filmami pełna proteza ręki to pikuś a pamiętamy jak wyglądała podobne sytuacja u Anakina. Dziwne momentami jest również polskie tłumaczenie. Oprócz tego co wspominali wyżej inni bastionowicze dorzuciłbym jeszcze "siedzenie po turecku". Czyli gdzieś w odległej galaktyce istnieje to muzułmańskie państwo?

Mimo wszystko "Fatalny Sojusz" zasługuje na solidne 6/10. Oby Amber szybko wydał również Anihilację

...

Zabieram się za tą książkę i zabieram i skończyć nie mogę. Ostatnią tak kiepską powieść SW czytałem z jakieś 7-8 lat temu podczas wakacji - była to "Planeta Życia". Gdy przetrawię tą powieść do końca, to ją pożądnie skomentuję, a na chwilę obecną powstrzymam się od wygłaszania dalszych opinii.

...

Pierwszy raz wystawiam ocenę przed zakończeniem książki... Jest tak kiepska że po prostu nie sposób ją ukończyć!
Gdybym mógł, dałbym 0/10, ale niestety muszę ocenę zawyżyć i dać 1/10

Ostatni raz taki shit z SW czytałem jakieś 7 lat temu i była to "Planeta Życia", nawet kiepskie książki z Nowej Ery Jedi są lepsze. Powieść jest po prostu żałosna i obraża talent Drew Karpyshyna, który to stworzył w serii "The Old Republic" prawdziwe arcydzieło, stanowi również obelgę dla Paula S. Kempa - którego talent nie jest równie wielki co Karpyshyna, ale mimo to był w stanie napisać dość ciekawą powieść w realiach TORa.

Książka jest żałosna i naciągana, w zasadzie podobnie jak u Żeromskiego w literaturze polskiej - tytuł stanowi komentarz - czyli "Fatalny Sojusz" jest fatalny!

czy przez prawdziwe arcydzieło

masz na myśli tę niespełna 300 stronnicową nowelę o wątpliwej jakości, czy wyszło coś jeszcze spod jego pióra, co przegapiłem?

Straszna bieda

pierwsza książka SW z polskim tłumaczeniem jaką czytam od "Rozdroży czasu"...

pierwsza książka SW jaką czytam od czasu "Dartha Plagueisa"...

i musiałem trafić na taką kupę. No spodziewałem się że będzie kiepsko, ostrzegaliście, podszedłem do tego z dystansem, ale litości... Sean Williams powinien raczej wydobywać wungiel w bieda-szybach pod Wałbrzychem a nie pisać książki, skoro nawet prostego Star Warsa nie jest w stanie uciągnąć.

Sześciu, ośmiu? - jeden ch** - bohaterów głównych, po jednym na każdą klasę w TORze. Każdy płaski, bez nawet śladu, bez żadnych zalążków chęci nadania im jakiejś głębi, uczynienia ich już nawet nie tyle ciekawymi, co po prostu rozróżnialnymi postaciami. To ja już nawet w trakcie lektury nie pamiętam ich imion, nazwisk, a co dopiero jak skończę

Fatal Alliance to taka perfidna, chamska reklama gry, tyle że na tyle nieudolnie zrobiona, że nie jest w stanie przekonać do siebie nawet człowieka grającego i zafascynowanego tą grą.

Tłumaczenie również kiepskie, nawet nie mając odniesienia co do nazewnictwa (tzn nie czytałem jeszcze po polsku nic z tego okresu, nie wiem czy Treaty of Coruscant itd są spójnie przetłumaczone czy to jakaś dzika twórczość) mogę stwierdzić że te 3 no-name`y nie dały rady. Ja rozumiem że spore tempo wydawnicze, że faultfett, Błażej i Jagiełowicz mogą nie wyrabiać, ale chyba są w tym kraju lepsi tłumacze? Na tym forum zapewne nawet są. (no dobra, trochę przesadziłem, skrajnych byków w stylu Laszkiewicz/Kotarskiego nie było, po prostu słaba jakość merytoryczna książki wpływa na mój odbiór ogółu )

Jestem w połowie i odczuwam silny bul, zero nadzieji. No nienajlepiej wybrałem na swój comeback do SW.

2/10

następne w kolejce: Oszukani, potem powtórka z Revana, Czerwone Żniwa, TOR Encyclopedia. Czyli już tylko lepiej.

Re: Straszna bieda

Wyjątkowo się z Tobą zgadzam!

To i tak optymistyczne

Ja osobiście czytałem tylko Revana[s, powszechnie uważanego za jedną z lepszych a nawet najlepszą z TOR-owskich powieści, i podziękowałem. Po takiej recenzji ciesze się, że to zrobiłem.

Łezka w oku się zakręciła

podczas lektury tego dzieła. Zaiste, miałem pewne oczekiwania względem tej pozycji, jednak rzeczywistość przerosła me oczekiwania. "Fatalny Sojusz" bowiem nawiązuje do najwspanialszych tradycji książek gwiezdnowojennych...

... o ile za taką uznamy dziedzictwo Mrocznej Podróży, Punktu Równowagi czy nawet - ach, wspomnienia! - Dzieci Jedi. Zaiste powieść, traktująca o śmiertelnie groźnych dla galaktyki mikrofalówkach, mogących w razie konieczności połączyć się w inny sprzęt AGD, to musiał być murowany hit. Ach, a ta psychologia postaci! Pierwsza klasa... szkoły podstawowej w Addis Adebie. Te porywające dialogi, przejmujące opisy bitew, wspaniałe odwzorowanie żołnierskiego rzemiosła...

Cuda, moi drodzy, cuda!

Na kiju.

2/10

P.S. Prawie zapomniałbym zwrócić uwagę na wiekopomne tłumaczenie, który przypomniało mi najlepsze tradycje Żelaznego Dywizjonu i Tysiącletniego Sokoła! Ach, te fatalne Sithanki!

granda

O boże, boże, bożenko, co za szrot .... aż mi się przypomniały te wszystkie powieści grubego kalibru - "Kryształowa Gwiazda" czy "Dzieci Jedi" - tu idea jest podobna - bohaterowie stają naprzeciwko zagrożeniu rodem z jakiś klasyków taniego kina i pulpy SF. Autor mając tak ciekawy "setting" do opisania postanowił wprowadzić trzecią, potężną siłę która zjedna na króką chwilę Sithów i Jedi .... po co ? Ledwo zaczęto opisywać ten konflikt, aż już wprowadza takie dziwactwa niemające nic wspólnego z całą licencją The Old Republic i jej klimatem.

Historyjka jest nudna i kiepsko napisana ale niektóre wątki mogą się podobać - autor odkopał z EU kilka ras i planet, naprodukował masę postaci i opisał kilka walk a samo odkrycie wspomnianego zagrożenia może nawet budzić jakieś tam zainteresowanie ze strony czytającego. Ja wolałbym o wiele bardziej przyziemną historyjkę. 4/10

Wszedłem w temat

bo nawet myślałem, żeby dozbierać wszystkie TOR-owe książki (a mam tylko Revana). Przeczytałem parę opinii. No i co tu zrobić? Męczyć się z czytaniem tego, kupić tylko i położyć na półce (czyli po prostu "mieć")? Czy w ogóle odpuścić i zrezygnować tym samym z pełnej starorepublikańskiej kolekcji growo-książkowej (z domieszką kilku komiksów)?

Z drugiej strony czytanie słabej książki też może być na swój sposób ciekawe i wciągające. Nie wiem, ale może można porównać to do oglądania "Trudnych spraw" dla beki? Dałoby radę?

dobre pytanie !

jak jesteś KOLEKCJONERĘ to kupić musisz !

Fatalny sojusz

Trochę długo zabierałem się za czytanie tej pozycji, ale w końcu to uczyniłem. Początkowo myślałem, że znajomość gry "The Old Republic" jest konieczna, aby zrozumieć, o czym jest napisane. Jednak kumpel mi mówił, że można czytać bez znajomości gry. I faktycznie - ogólny przekaz zrozumiałem, ale powieść jako całość jest... średnia.

Podczas czytania "Fatalnego sojuszu" ciekawe fragmenty powieści przeplatały się z tymi nudnymi. W jednej chwili wzrastała nadzieja, że coś zacznie się dziać, po czym czytelnik zaczyna się nużyć.

Na pewno do plusów mogę zaliczyć główne postacie. Może jest ich tu trochę, ale większość wzbudziła moją sympatię, szczególnie Sithanka Eldon Ax, padawan Shigar Konshi i Mandalorianin Dao Stryver. Jedynie Jet Nebula był mi jakiś taki "nijaki". Kolejną zaletą są lokalizacje: Tython oraz Sebaddon. Sam opis tych planet i akcje, jakie tam miały miejsce były nawet ciekawe. Wyjątkiem jest "walka" z haksami na Sebaddonie, ponieważ była tak opisana, że tego zwyczajnie nie dało się czytać z zadowoleniem - i to jest jedna z wad. Ale spotkanie Sithanki z jej klonem było już ciekawe. Do plusów na pewno zaliczę też moment, w którym w tytułowym sojuszu dochodzi do wymiany uczniów. Możliwość dostrzeżenia kontrastów między Jedi i Sithami była dla mnie czymś bardzo ciekawym (szczególnie w przypadku Dartha Chratisa i Shigara Konshi).

Teraz trochę o wadach. Największą wadą jest dla mnie to, że tytułowy sojusz zawierany jest dopiero po przebrnięciu przez około 65% książki. Sądziłem, że wywiąże się on znacznie wcześniej (np. tak, jak to miało miejsce w "Sojusznikach" z serii "Przeznaczenie Jedi"). Do tego, jak wspomniałem wcześniej, ciekawe fragmenty przeplatane są tymi nudnymi. Obecnie nie jestem w stanie wymienić nic więcej, poza wymienionym wyżej przykładem z walką na Sebaddonie. Książka po prostu za bardzo mnie wymęczyła i znudziła, a momentami czułem się zagubiony w fabule.

Ogólnie, książkę poczytałem raczej w ramach ciekawostki. Raz przeczytałem i wystarczy. Nie sięgnę po nią ponownie. 6/10

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.