Forum

Relacja na żywo z konwentu Star Force 2010

I dotarliśmy już do Bydgoszczy, siedzimy sobie na Starym Rynku, niestety tylko tam jest internet, więc będzie gorzej z relacją na żywo. Ci którzy nie przyjechali będą musieli dłużej poczekać na pełny obraz. Reszta i tak obejrzy to po powrocie, a pierwsze fotki już lądują na Facebooku, Bastionowym, następnym razem podamy linka do nich, jakby ktoś jeszcze go nie potrafił odnaleźć.
A wśród fotek przede wszystkim centrum konwentowe, także zdjęcia zza kulis. Dekoracje się właśnie stawiają, dużym nakładem pracy organizatorów, a my czekamy aż rozpocznie zabawy w laser party, siedząc sobie w Bastionowo-Jedi Orderowej ekipie.

Dzień pierwszy

-http://www.facebook.com/album.php?aid=266807&id=266157346367

W linku powyżej znajdują się zdjęcia przedstawiające pierwszy dzień konwentu przed oficjalnym rozpoczęciem. Wszyscy już są na miejscu. Żałujcie, że Was tu nie ma

Dzień dwa

Zaczynamy drugi dzień konwentu, na razie spokojnie wstając, jedząc śniadania, niektórzy potrzebują odpoczynku po wczorajszych pląsach i ekscesach. Redaktor Nestor strzelał z laserka w swoich użytkowników i fanów. Najczęściej w tych z Leszna (pozdrowienia dla Amadeusza). Na szczęście nikomu nic się nie stało, tak wyglądała wczorajsza zabawa w LaserKlubie, czyli laserowym paintballu. Obok przy stolikach zgromdziło się mnóstwo fanów, którzy przybyli tu z całej Polski.

A dziś zaczynamy o 11:00 paradą przebierańców. Będą foty, więc trzymajcie kciuki byśmy mogli je wrzucić jak najszybciej. Potem zaczną się prelekcje w tym spotkanie z przedstawicielami Amberu i Egomntu, no i oczywiście spotkanie z Gwiazdą dzisiejszego dnia, to jest Davidem Prowsem.

A jedząc śniadanie także spotkaliśmy fanów, ale już najmłodszego kalibru. Chłopaka, który przyjechał tu specjalnie na spotkanie z Prowsem, wraz z rodzicami. W dodatku i on i jego Tata kojarzyli Bastion. To dopiero zainteresowanie między pokoleniowe.

I po paradzie

Równości szturmowców i Rebeliantów. Przeszliśmy ulicami Bydgoszczy, przez Stary Rynek, przez mosty, aż na wyspę Młyńską, do ustawionej tam sceny. A na niej, 501 Legion, Rebel Legion, David Prowse, prezydent Bydgoszczy, przedstawicielka marszałka i mnóstwo, mnóstwo fanów wokół. Tylu zgromadzonych na imprezie SW w Polsce nie było jeszcze chyba nigdy. Mnóstwo gapiów, rodzin z dziećmi. Moc jest silna w pokoleniu Wojen Klonów, dzięki temu pewnie czeka nas dziś mnóstwo atrakcji, choćy na panelu komiksowym.

I po paradzie

Równości szturmowców i Rebeliantów. Przeszliśmy ulicami Bydgoszczy, przez Stary Rynek, przez mosty, aż na wyspę Młyńską, do ustawionej tam sceny. A na niej, 501 Legion, Rebel Legion, David Prowse, prezydent Bydgoszczy, przedstawicielka marszałka i mnóstwo, mnóstwo fanów wokół. Tylu zgromadzonych na imprezie SW w Polsce nie było jeszcze chyba nigdy. Mnóstwo gapiów, rodzin z dziećmi. Moc jest silna w pokoleniu Wojen Klonów, dzięki temu pewnie czeka nas dziś mnóstwo atrakcji, choćy na panelu komiksowym.

Na

Bastionowym koncie na Facebooku można znaleźć kolejną porcję zdjęć, tym razem właśnie z parady. Zapraszamy!

panel z tłumaczami Amberu

Spotkanie z Amberem prowadził Ante z Bydgoskiego fanklubu.
Jak zaczęła się przygoda z SW.
Anna Hikiert: Od wersji specjalnej w kinie. Wcześniej Jedi, Yeti i Yoda zawsze się jej myliły, i była przekonana, że Luke ożenił się z Leią. Przypadkiem trafiła na Nową nadzieję w kinie a potem poszło samo.
Błażej Nidziński: Od oryginalnej trylogii, widzianej w telewizji, nie w kinie. Początkowo nie był to jednak świadomy odbiór. Bardziej wciągnął się w temat przy okazji nowej trylogii, ale nigdy nie był zaangażowanym fanem.
Jakie trzeba mieć przygotowanie by zostać tłumaczem i jak rozpocząć taką pracę.
Anna: Po pierwsze znajomość języka angielskiego, a po drugie ważna jest taż znajomość języka polskiego. By odtworzyć tekst w języku polskim tak, by wywoływał te same emocje, co oryginał. W 2007 pojawił się na Bastionie news, że Amber poszukuje tłumaczy, dopiero Freedon ją namówił. Ania w tym czasie broniła pracę na temat polityki tłumaczeniowej wydawnictwa Amber. A potem już poszło samo. Dostała do tłumaczenia fragment „Wygnania”.
Błażej: Znalazł rok temu ogłoszenie w internecie z wydawtnictwa Amber. Dostał próbkę do tłumaczenia, oceniono ją pozytywnie, a potem dostał pierwszą książkę. Co do przygotowania, warto mieć wykształcenie filologiczne czy lingwistyczne, ale chyba nie jest to wymóg Amberu. Znajomości języka obcego, to raz, ale ważne też jest wyczucie języka ojczystego. Dostał pierwszy rozdział książki „Revelation” (z serii Dziedzictwo).
Jak wygląda proces tłumaczenia.
Ania: Pracuje na programie typu CAT, który dzieli tekst na segmenty, co pozwala na łatwe tłumaczenie. Są też tłumacze, którzy pracują w Wordzie, ale ona woli jednak specjalne programy. Ważne jest to, że program pamięta jak tłumaczone są słowa, więc potem podpowiada odpowiednio. Segmenty są dzielone głównie ze względu na znaki interpunkcyjne, czyli np. przecinki, kropki itp. Tekst jest w oryginalnym języku, acz potem poprawia się go i dużo łatwiej redaguje. Są dwie korekty.
Błażej: Raczej nie korzysta z programów wspomagających tłumaczenie, lub robi to w znikomym stopniu. Zdania w książce nie powtarzają się zbytnio w podobnym kształcie, więc wydaje mu się, że to nie jest potrzebne. Po pierwsze czyta książkę, także dlatego, że wydawnictwo życzy sobie streszczenia. Podczas czytania robi notatki, a dopiero potem następuje zasadniczy proces tłumaczenia. Zaznacza sobie trudniejsze słowa i zwroty, do których później wraca. Na koniec zaś czyta wszystko jeszcze raz i poprawia, starając się wyłapać ewentualne błędy.
Jak duży wpływ na ostateczny kształt tekstu ma korekta.
Ania: Duży, tak... Śmiech. Tłumacz dostaje tekst z naniesionymi poprawkami, może je zatwierdzić, może się nie zgodzić, ale podobno teraz jest lepiej. Nie zawsze korekta trafia w sens, poprawia raczej język, przez co potrafią wyjść śmieszne sytuacje.
Błażej: Warto rozróżnić dwie rzeczy, redakcję stylistyczną i korektę. Po tej pierwszej zawsze jest sporo poprawek, nie zawsze uzasadnionych. Tu jeszcze jest pole manewru na tekst. Natomiast korekta poprawia w teorii tylko błędy językowe, interpunkcyjne, ale potrafią się znaleźć drobne niespodzianki. Np. Mroczny Lord Sithów potrafi się zamienić na Ciemnego Lorda Sithów.
Co sądzicie o czarnej liście słów Amberu.
Ania: Próbowała walczyć o słowo droid, ale redakcja wyłapała. Ale czasem da się zmienić pewne rzeczy, np. Błażejowi udało się przemycić datapad, zamiast notes komputerowy. Może i z droidem da się coś zrobić.
Błażej: Nie wiedział, że datapad to słowo zabronione, okazało się, że jednak można. A czemu droid jest słowem tabu, nie wiadomo. Ale ma jeszcze nadzieję, że uda się z czymś zrobić.
Ania: To nie jest czarna lista, tylko są karteczki z tłumaczeniami, które tworzyli Aleksandra Jagiełłowicz i Maciej Szymański, plus inne wytyczne np. by raczej używać kabiny zamiast kokpitu. Nawet Andrzej Syrzycki nie zawsze się go trzyma. Np. w słowniczku jest Anzata, a on pisał Anzat.
Jakiś fragment był specjalnie trudny lub zapadł w pamięć?
Błażej: Niespecjalnie. Najbardziej trudne fragmenty to opisy technologii z Gwiezdnych Wojen. Czasem jednak nie do końca wiadomo, jak coś działa. Zwłaszcza, gdy technologia jest analogiczna (jak np. parzenie Kaff i kawy, u nas skręca się gaz, a tam?).
Ania: Największy problem to nie Gwiezdne Wojny, ale często nawiązania do tekstów, niekoniecznie związanych z sagą. Np. Traviss odwołuje się do wierszy. To ciężko nie tylko zachować w przekładzie, ale jest to też nie zawsze dla czytelnika zrozumiałe. Gorzej, że czasem pojawiają się określenia typowo ziemskie, jak spartańskie warunki, siedzenie po turecku, a potem to umyka.
Jakie teksty preferujecie, jakich pisarzy?
Ania: Nie ma sympatii czy antypatii. Dobrze się jej tłumaczyło „Rozdroża czasu”. Karen Traviss też całkiem sympatycznie, natomiast nie ma jakiś antypatii.
Błażej: Nie ma ulubionego autora. Na razie każda książka była innego autora. A „Szturmowcy śmierci”, pierwsza książka była krótka, miała krótkie rozdziały i to wtedy fajnie idzie. Podobnie jest z „Gwiazdą Śmierci”, też ma krótkie rozdziały.
Czy czytaliście prace poprzedników?
Ania: Tak, choć nie wszystkie, ale zazwyczaj je ma. Korzysta z Wookieepedii i Ossusa. To pomaga w odnajdywaniu się i wykorzystaniu we własnej pracy.
Błażej: Wcześniej jako czytelnik nie sięgał do nich często, natomiast teraz się to zmieniło. No i oczywiście obie wiki. No i szuka poprzednich tłumaczeń, by to wykorzystać.
Nad czym teraz pracujacie?
Błażej: Skończył „Dziką przestrzeń”, która ukaże się we wrześniu, a w październiku ukaże się „Żadnych jeńców”. Teraz pracuje nad „Gwiazdą Śmierci”.
Ania: Gambit będzie miał tytuł: „Misja na Lanteeb”. W grudniu ukaże się „Oblężenie” tłumaczenia Andrzeja Syrzyckiego. Teraz zaś pracuje nad „Ruinami Dantooine”.
Jak wygląda konsultacja z fanami?
Ania: Głównie forum Bastionu, tam jest wątek o pracy nad tłumaczeniami. Drugi wątek był na Holonecie, ale on tam umarł śmiercią naturalną.
Błażej: Poszedł w ślady Ani, założył sobie wątek na Bastionie i tam czasem szuka pomocy.
Ania: Na początku bardzo się przejmowała tłumaczeniem, z czasem przychodzi to dużo łatwiej. Przy Gambicie, mieli problem, z odmianą Lanteeby. Jest pomysł, by zrobić listę odmian planet.
Pytania z sali.
Jak długo trwa tłumaczenie książki i cały proces.
Ania: Na tłumaczenie wychodzi średnio koło dwóch miesięcy. A od momentu przyjęcia książki do wydania to mija koło pół roku.
Błażej: Różnie to bywa. „Dziką przestrzeń”, skończył tłumaczyć w czerwcu a wyjdzie we wrześniu, a następną skończył w sierpniu, zaś wyjdzie ona w październiku. Tłumaczenie jakieś dwa – trzy miesiące.
Ile czasu dziennie zajmuje tłumaczenie książki?
Błażej: To zależy od samodyscypliny i organizacji. Im bardziej zbliża się termin oddania, tym więcej to zajmuje.
Ania: Ma podobnie. Choć początkowo zawsze sobie dzieli fragmenty i zapisuje na daty, ale raczej to nie wychodzi. W przypadku „Rozkazu 66” było to nawet po 15 godzin dziennie, pod sam koniec.
Ile stron jesteście w stanie przetłumaczyć w jeden dzień.
Ania: Rekord to 40 stron w dzień. Czystego tłumaczenia, ale nie w Gwiezdnych Wojnach. Standard to koło 10 stron dziennie.
Błażej: Z reguły to jest mniej niż 10 stron dziennie, ale pod koniec dochodzi do 12 godzin. I to kosztem ciężkiej pracy i niedospania w nocy.
O planach...
Ania: Dziedzictwo powinno się ukazać w marcu i kwietniu. A plany na drugą połowę roku, to jeszcze nie wiadomo, choć może „The Force Unleashed II”. A w drugiej połowie roku być może „Fate of the Jedi”, ale to nie jest jeszcze określone.
Jak podejść do rzeczy, które w oryginale są zbyt ziemskie.
Ania: Czasem trzeba ingerować, ale jak zostają w oryginale jakieś zwierzęta czy rośliny, to trzeba to zostawić.
Błażej: Nie powinno się ingerować w tekst, chyba że pojawiają się tam błędy fabularne, np. rana przesuwa się z lewej na prawą nogę.
Ania: Czasem jest też tak, że w oryginale w „Rozdrożach czasu”, pojawiła się literówka w nazwie jednego z Jedi. W takich miejscach stara się kontaktować z autorami książek. Kemp i Traviss chętnie odpisywali na zapytania, co ułatwia pracę.
Misiek: czy blurby na końcu to dzieło tłumaczy, czy działu PR?
Ania: Wysyłamy streszczenia, a Amber to szatkuje.
Błażej: Ma wrażenie, że te teksty powstają od zera, na podstawie blurba z oryginału i streszczenia.
Na koniec przygotowano małe zadanie niespodziankę. Ania nie jest zbyt zadowolona. Mają usłyszeć fragment filmu i przetłumaczyć go na język polski. Oczywiście to tekst piosenki Yub Nub. Tłumacze się poddali.

panel marsjański

niestety wypadł z planu, ale zostaje pokaz robotów. Już się instalują, więc powinno być ciekawie! Zaczyna się od prelekcji, robionej przy współpracy Uniwersystetu Technologiczno-Przyrodniczego. Zaczyna się od opisu droidów w Gwiezdnych Wojnach, nie przez fana, a przez naukowca. Ciekawie, acz skierowane głównie do dizeiciaków, których jest tu na sami mnóstwo. Zresztą siadają na schodach przed nami, bo jest zainteresowanie. A obok nas siedzi już następny prelegent - Staszek Mąderek. Po sali jeździ robot Vader. Większość które produkują są raczej na poziomie robotów do prac fizycznych. Ciekawie predstawiane są sprytne koła dla robotów, które mogą się poruszać w dowolnym kierunku. Koła te mają minus, gdyż wymagają dużo enrgii. Opowiada także o problemach z akumulatorami 2 godziny ładowania, 20 minut chodzenia. Opowiadał też pan robotach działających na ślimaki, które sam łapie i przerabia na biogaz. Tak po 10 minutach, przestał działać robot Vader. Tymczasem trwa krótka prelekcja o zmysłach robotów, wzroku, słuchu, równowadze, zapachu no i sterowaniu. Więcej jest ciekawych zdjęć i filmików niż pokazywanych robotów, ale to nie jest duży problem, bo prelekcja jest ciekawa. I koniec prelekcji, krótkiej, bo koło 15-20 minut.

Filmy z konwentu

Rozpoczęliśmy już zamieszczanie filmów ze Star Force`a.

Na początku możecie zobaczyć jak wyglądała parada, o której pisaliśmy rano: http://www.youtube.com/watch?v=PIAXc6XvD7k

I dalej operę - centrum konwentowe od wewnątrz: http://www.youtube.com/watch?v=olOhWNFFsyY

A już za parę minut dostępne będą filmy ze spotkania z tłumaczami.

panel komiksowy

Spotkanie z Jackiem Drewnowskim, redaktorem miesięcznika Star Wars Komiks i Star Wars Komiks Wydanie Specjalne, a także tłumaczem albumów Egmontu związanych z Sagą.
Przygoda z Gwiezdnymi Wojnami zaczęła się, gdy Jacek miał 7 lat, do kina Sawa w Warszawie (nieistniejącym już dziś). Poszli z ojcem i bratem do kina, brat nie tylko nie potrafił czytać napisów, więc ojciec czytał im napisy, a Maciek pytał tylko, czy to Luke’a zabili podczas ataku na Gwiazdę Śmierci. Potem w kinie widział TESB w kinie Relaks, a potem ROTJ na jakimś klubowym pokazie, dość słaba kopia. Do tematu wrócił dopiero w latach 90. Przy grze X-wing oraz trylogii Thrawna, a w 1999 pracował w Egmoncie, gdy myślano o Sadze. Tak został koordynatorem. W 2008, gdy Egmont wrócił do SW, naturalnie poproszono Drewnowskiego do współpracy. Książek nie czyta od lat, gry jak najbardziej, ale obecnie raczej konsole, posiada prawie pełną kolekcję kart CCG (bez ok. 5).
W 1994 ukazało się jego opowiadanie na łamach „Fenixa”, potem było drugie. Skończyło się na kilkunastu, ale przestał pisać i publikować w roku 2000, odkąd mocno zajął się pracą redakcyjną i tłumaczeniem. Opowiadanie te były fantastyczne, potem współpracował w magazynie „Fenix” już jako redaktor, to posłużyło jako droga do redakcji w Egmoncie.
Seria Gwiezdne Wojny Komiks ukazywała się w 1999-2000, a impulsem do jego powstania było „Mroczne widmo”. Wszyscy wiązali z tym wielkie nadzieje, zwłaszcza wydawnictwa. TPM nie spełniło oczekiwań finansowych, a GWK nie sprzedawało się na tyle dobrze, więc zamknięto tę linię. Na szczęście SWK nie podziela tego losu, na razie nawet jest lekka tendencja wzrostowa. Do tego stopnia, że okazało się, iż w Polsce można sprzedawać zeszyty komiksowe w kioskach. Tego nie było od czasu do TM Semica. No i to sprawiło, że ruszyli także z innymi tytułami – np. Fantasy Komiks. Co do GWK chyba błędem było publikowanie historii w odcinkach, bez możliwości zakupienia numerów archiwalnych. Obecnie w SWK jest inaczej, każdy numer jest osobną historią. Na razie nie ma planów, by publikować komiksy w odcinkach, ale do 2012 raczej nic się nie zmieni. Wtedy pomyślą nad zmianą formuły, głównie ze względu na wyczerpanie się pojedynczych historii.
SWK odrodził Tomasz Kołodziejczak, opracował całą formułę i odrodził pismo. Proces powstawania pisma zaczyna się od wyboru komiksów, to robi Jacek Drewnowski. On wybiera historie do numerów, czyta wszystko, co dostaje od Dark Horse’a, biorąc pod uwagę ilość stron. Po wyborze zaczyna się praca nad numerem. Tłumacz dostaje kopię historii, tłumaczy je. Numeruje się dymki, a potem składa się to wszystko. Plik tekstowy redaguje Jacek Drewnowski i idzie do składu, po składzie jeszcze raz jest redakcja i dopiero do druku. Mają oprawę graficzną przygotowaną, a przed drukiem własne strony muszą wysłać do Lucasfilmu, do akceptacji.
Magazyn SWK generuje zysk bardzo szybko, album zaś nawet jeśli wydawnictwo więcej na nim zarabia, to i tak zysk spływa do wydawnictwa przez około 2 lat. Obecnie dlatego bardziej opłacalne są czasopisma. Nie zamierzają marnować miejsca na wydane już historię.
Ulubiona seria to Dziedzictwo, a ostatnio Entrnched.
Plany wydawnicze do marca 2011.
Albumy:
Ukazał się już 3 tom KOTORa, normalnie od 13 września trafia do księgarń.
W listopadzie 2010 będzie 4 tom KOTORa, a w grudniu 2010 – pierwszy tom Vectora. Nadrabiają w ten sposób opóźnienie.
Drugi tom Vectora w lutym. W kwietniu zaś wracamy do kolejnego tomu Dziedzictwa.
16 września trafi SWK 9/2010, zawiera tylko 1 historię, pt. Show of Force (Pokaz Mocy).
W październiku ukaże się numer z Jabbą. Powieść – Jabba the Hutt Betrayal (Zdradzony), Entranched (Visionaries o Hoth) i Namelass o Maulu (z Talesów).
W listopadzie 3 historie, w tym dwie wyjęte ze Star Wars Republic 50 – o bitwie o Kamino. Plus ośmiostronicowa historyjka „Death of Captain Tarpals”.
W grudniu dokończenie Kamino (No Endig sides), Boba Fett: Savage, oraz Free Memory o C-3PO i R2-D2u.
W styczniu 2011 trzecia część Czystki, plus walentynkowa A summers dream (z Tales) oraz Into a great unknown.
W lutym 2011, Double Blind (republic 54) oraz Lando Commandos: On Eagle wings (Talesy).
W marcu 2011 tylko jedna historia (40 stron), za to będzie publicystyka (powinna się pojawiać co 3 numery). Będzie to Jedi: Aayla Secura.
Kwartalnik: do sprzedaży trafił właśnie 3 numer, a w 4 będzie Small Victiories (Rebellion).
W marcu zaś będzie Hiperpzestrzenna wojna Starka.
A w grudniu wydawnictwo Egmont wypuści na rynek 3 pismo komiksowe – Star Wars Extra, z twardszego papieru – strony okładkowe. 14-15 PLN, a w środku historie z cyklu TCW, 140 stron. W pierwszym – Slaves of the Republic, a w następnym Heroes of Confederacy i poprzedni tom In the Services of the Republic. A w kolejnym czerwcowym nie będzie już TCW.
Lucasfilm odrzucał im czasem jakieś okładki, głównie ze względu na informacje (w przypadku GWK), a w SWK odrzucono im tylko raz, ze względu na wstępniak.
Blood Ties – jeśli zostanie umieszczone wydane to w ramach wydania specjalnego. The Force Unleashed jest rozważany, ale na razie o tym nie myślą. Na razie nie ma w planach Tales of the Jedi, ale nie można tego wykluczać. Choć najbardziej prawdopodobna po Dziedzictwie, Kotorze i Dark Timesie będzie Invasion.
Nie rozważali ekonomicznej wersji albumów. Zwłaszcza, że nie chcą dublować swoich wydań.
O doborze komiksów decydują dwie rzeczy, po pierwsze gust Drewnowskiego, sygnały od czytelników, a po trzecie kwestie techniczne – objętość pisma. I tu często są dobierane Talesy, nawet słabsze ale mają odpowiednią ilość stron.
Ceny pism na 90% powinny zostać takie same, podwyżka VATu na czasopisma ma być 1 procentowa. W przypadku albumów, ceny prawdopodobnie wzrosną. Prawdopodobnie wiadome to będzie dopiero w listopadzie, więc pierwsze albumy przyszłoroczne raczej nie będą miały drukowane ceny. Być może 2-3 złote podwyżki. Albo więcej.
Na razie nie myśleli o Empire’s End jak i adaptacjach epizodów. Karmazynowe Imperium 3 prawdopodobnie też.
Możemy liczyć na okładki z postaciami niezwiązanymi z filmów. W styczniu – Vader, w lutym okładka z Double Blind, w marcowym – Aayla Secura i Kit Fisto (nie z oryginalnego wydania). W wydaniach specjalnych podobnie. Numer 7/2010 pobił rekord sprzedaży. Dokończą serię Chewbacca.
Lipcowy numer pobił rekord o kilkaset sprzedanych egzemplarzy, nie jest to rekord oszałamiający.
Na razie nie myślą o seriach w powijakach, dopiero jak się wydadzą Trade w USA to wtedy będą się zastanawiać nad nimi. Przyjrzą się Star Wars Adventures.

...

Redakcja napisał(a):

Na razie nie myślą o seriach w powijakach, dopiero jak się wydadzą Trade w USA to wtedy będą się zastanawiać nad nimi. Przyjrzą się Star Wars Adventures.

________
Na SF to info bylo mi obojetne.

http://www.mandayaim.com/news.php?readmore=62

Dzis stwierdzilem ze bardzo, bardzo bym sie cieszyl jakby zaczeli Adventures wydawac. Najlepiej od piatego tomu.. xD

Panel Star Wars Extreme

Prelekcja poświęcona była w całości grze tworzonej przez portal SWEx. Gra będzie się nazywała Star Wars Universe. Będzie to MMORPG osadzony w świecie Gwiezdnych Wojen. Prawdopodobnie w ciągu miesiąca pojawi się już wersja beta, w którą można będzie grać. Później przez jakiś czas będą się odbywały testy, balansowanie formuł itd. Aż do wprowadzenia wersji ostatecznej. Gra będzie w całości za darmo natomiast będą dostępne dodatkowe elementy, za która będzie trzeba zapłacić – coś w rodzaju np. 10% szybszego rozwoju postaci. Będzie to jednak na tyle zbalansowane aby nie powstawały zbyt duże dysproporcje pomiędzy graczami.

W grze skupić się będzie trzeba na rozwoju postaci – podstawą jej będzie właśnie stworzenie postaci i jej rozwój, na początku skupienie się na walkach. Stawiać będą bardzo mocno na MMO – czyli na współpracę graczy tak aby musieli się dogadywać w celu osiągnięcia rezultatów. Działem merytorycznym gry zajmuje się Jedi Nadiru Radena oraz członkowie BotS – Alkern i Gorthuar, to oni odpowiadają za treść gry.

Tworząc wzorują się na Eve Online i tzw. „sandboxie”. Zaczną grę na Adumarze i stamtąd będzie się startowało. Styl walki wzorowany na Falloucie, Silent Storm czy Jagged Alliance. Do walki wykorzystany zostanie system helowy, izometryczna grafika. Cała gra będzie przez Internet bez konieczności ściągania klienta. Będzie rozgrywka turowa – dlatego by gracze skupili się bardziej na myśleniu a nie tempie klikania myszką. Gracze będą musieli ze sobą współpracować również poza polem bitwy, czyli np. będzie potrzebnych 20 techników do stworzenia statku – to wymusi interakcję między graczami.

Historia gry zostanie osadzona w dalekiej przyszłości SW (prawdopodobnie ok. 1500 lat po Legacy), dlatego aby nie ingerować w kanon, znane wszystkim elementy. Historia opowiadana będzie oczyma postaci, która nie zna tego świata. Dzięki temu zabiegowi nie będzie sprzeczności. Dla najlepszych graczy będzie tworzona fabuła, np. częściowo fabuła będzie zmieniana i podpasowywana pod gracza który wygra jakiś turniej. Sam fakt jakie będą rezultaty bitew będzie zależał od graczy – także cała fabuła będzie zmieniana stale.

W grze będzie polityczny podział wszechświata – na Mandalorian, odpowiednik Sojuszu, Huttów itd. Gracz będzie mógł dołączyć do dowolnej z tych frakcji ale od jego decyzji będzie zależało wiele rzeczy takich jak np. ekwipunek który posiada, statki, kontakty.

Gra będzie w całości zintegrowana z portalem, czyli za wszelkiego rodzaju publikowane komentarze i teksty będą postać gracza będzie dostawała bonusy. Samo przygotowanie do walki i większość funkcji będzie dostępna bez dodatkowych narzędzi, natomiast moduł walk zrealizowany zostanie za pomocą Flasha.

W grze będą trzy klasy: użytkownik Mocy (nie mylić z Jedi ani Sith – przynależność to co innego), wojownik (typowy żołnierz), łotrzyk (postać z półświatka). Klasy będą zbalansowane tak aby nie dało się stworzyć postaci, która nie znajdzie dla siebie przeciwnika. Np. użytkownik Mocy nigdy nie będzie strzelał tak dobrze jak wojownik, co można wykorzystać w walce. Skille będą powiązane z klasami, rasą czy frakcją w jakiej się znajduje postać – przedstawione w formie drzewka. Będą wprowadzone również osiągnięcia – tak aby gracze mogli w prosty sposób zobaczyć co dana postać zdobyła.

Gra będzie od razu dwujęzyczna – tworzona jest po polsku i angielsku. W najbliższym czasie planują również stworzyć moduły odpowiedzialne za walki pomiędzy statkami, dzięki temu gra nie będzie tylko rozgrywana na planetach. Wprowadzone zostaną również minigry – czyli np. wyścigi racerów czy gra w sabbaca. Gracze będą mogli tworzyć całe miasta, do czegoś takiego będzie potrzebna oczywiście mała społeczność, która będzie ze sobą współpracowała w celu zarządzania takim miastem.

David Prowse


Panel z Prowsem prowadził Miagi. Gdy aktor wszedł do sali (koło 400 osób w środku), ludzie wstali i zaczęli bić brawo. David zaczął od śpiewania głównego tematu Gwiezdnych Wojen (Star Wars make me a fortune...).
Jedną z jego ambicji, w wieku 15 lat, było zostanie mister Universum. Od 13 roku życia zajmował się zwiększaniem masy mięśniowej. W wieku 17 lat wystartował w tym konkursie, gdzie okazało się, że jest najwyższy. Nie wygrał ze względu na okropne stopy. Potem zajmował się podnoszeniem ciężarów, gdzie wygrywał nawet nagrody na zawodach. Dopiero po jakimś czasie zaczął próbować swych sił w aktorstwie. Ale też zaczęło się od efektów specjalnych. Przy pierwszej roli przyszedł na przesłuchanie, gdzie miał podnieść aktora z łóżka, pokazać, że jest w stanie go wznieść w powietrze. Potem zajmował się także trenowaniem aktorów. Udało mu się także wystąpić u Kubricka, a stamtąd była już prosta droga do Gwiezdnych Wojen. W Foxie umówiono go z Lucasem, a tam na spotkaniu zobaczył koncepty artystyczne, a George opowiadał o swoim filmie – Gwiezdne Wojny. Przyznał też, że szuka aktorów do dwóch ról – Chewbaccy. Prowse zapytał, co to jest, a Lucas mówi taki wysoki, owłosiony goryl. A gdy spytał o drugą rolę okazało się, że to Darth Vader – szwarccharakter. Prowse od razu wybrał Vadera, bo twierdzi, że ludzie lepiej zapamiętują czarny charaktery.
Obecnie jeździ po świecie, zajmuje się też udzielaniem w wielu charytatywnych akcjach, zwłaszcza tych, które walczą z rakiem. Sam opowiadał o działaniach przeciw rakowi prostaty. I zachęcał mężczyzn po 40 by poszli się przepadać.
W tamtym roku robił film „Kindes of Strangers” bezpośrednio do DVD, pokazywany w Cannes. Grał tam rolę ojca, za co Prowse dostał nagrodę za rolę drugoplanową. Całość opowiada o trudnych relacjach ojca i syna. Rola Prowse zajęła mu zaledwie kilka dni. Potem David pojechał na konwent, a potem pojechał do USA, a reżyserka zadzwoniła do niego. Okazało się, że kręcenie pewnej sceny na ulicy spowodowało, że jakaś kobieta zadzwoniła na policję, twierdząc, że kręcą pornola na ulicy. Spowodowało to, że w gazetach i w sieci opisywano film jako pornograficzny z Davidem Prowsem w roli głównej. Reżyserka była dużo bardziej przerażona tą sytuacją, a on mógłby być zadowolony z tego, że w wieku 75 lat może grać w takich filmach.
ANH, ROTJ i TESB to były dość trudne filmy dla Prowse’a. Musiał się nauczyć zarówno walk, jak i chodzenia w stroi. Miał swojego trenera szermierki, Boba Andersona. W ANH i TESB robił wiele scen kaskaderskich, dopiero w ROTJ dostał dublera, ale robota nadal należała do ciężkich. Ale teraz też nie ma lekko, praktycznie przez cały czas, co weekend jest w innym miejscu na świecie. Tydzień temu był w Turcji, dziś jest tutaj, potem jeszcze jest Szwajcaria i Paryż. To wszystko oczywiście zasługa Star Wars, a harmonogram ma prawie już zapełniony na rok 2011. No i na konwentach poznaje mnóstwo ciekawych ludzi. Zresztą Prowse lubi też podróżować, no i jeszcze kwestia zarobków. Większość konwentów na których bywa jest poza Wielką Brytanią np. w południowej Ameryce, Meksyku. Nie zawsze dotyczą one Gwiezdnych Wojen. Tydzień wcześniej w Turcji promował komiks SW, a za rok mają tam robić imprezę nakierowaną na Gwiezdne Wojny.
Generalnie zdaniem Prowse’a aktorzy są dość mili, może z kilkoma wyjątkami o których nie warto wspominać. Dobrze wspomina Aleca Guinnessa, Harrisona Forda, Marka Hamilla, Carrie Fisher, Petera Mayhew, Kenny’ego Bakera. Mówił też, że wielu aktorów nie pamiętał z planu, zwłaszcza tych, którzy grali drugoplanowe stwory. Mieli maski na planie, więc nie zawsze widział ich twarze na planie. Tak więc dopiero po latach odkrywa, kto grał Bosska. Najbardziej marudziły na planie Kenny Baker i Anthony Daniels. Kenny bardzo liczył, by R2-D2 i C-3PO byli jak Flip i Flap, jeździli po świecie jako komedianci, ale Danielsowi niezbyt się to podobało. Baker wcześniej występował jako komik i po śmierci partnera scenicznego szukał nowej opcji na siebie.
Najbardziej lubi TESB, i woli starą trylogię. A co do Polski, jest tu pierwszy raz, ale przeszkadza mu dojazd z Warszawy do Bydgoszczy. Nie chciał lecieć tanimi liniami, więc dojazd do Bydgoszczy okazał się dość męczący. Zwłaszcza, że kierowca (brat głównego organizatora) nie był zbyt rozmowny (nie czuł się w angielskim zbyt dobrze), w dodatku jechał zbyt szybko, rozmawiał przez telefon i pisał SMSy prowadząc. Dla Prowse’a jest to ważne, bo sam walczył przeciw używaniu telefonów w samolocie.
Uważa, że Mroczne Widmo to jeden z najgorszych filmów jakie widział. Wywaliłby też Jar Jara, ale podobał mu się Darth Maul. Dużo bardziej liczył, że powstaną epizody 7,8 i 9, przez co był bardzo zawiedzony. Jego zdaniem Maul powinien dotrwać do końca trylogii, a Vader mógłby pokonać go w pojedynku. Dobrze mówił o Rayu Parku, bo dobrze walczy, więc normalnie pewnie Park by wygrał. Nie wiedział, że powstał komiks Ressurection, gdzie ta walka została narysowana (poinformowała go o tym Alex Verse Naberrie). Ale dostał w prezencie ten komiks.
Darth Vader to wspaniałą rola, Prowse czuł się w niej bardzo dobrze. W dodatku na początku kariery aktorskiej to fenomenalna rola, która otwiera wszystkie drzwi. Najtrudniejszą sceną do zagrania był pojedynek z Lukiem w TESB. No i wówczas nie znał dialogów, więc nie wiedział, że jest ojcem Luke’a. Dali mu fałszywe dialogi. W dodatku jeszcze za nim stał duży wiatrak, który miał sprawić, że jego peleryna powiewa. W tej scenie Prowse nawet nie słyszał, co mówił Mark. Czekał aż on przestanie poruszać ustami i dopiero wtedy zaczynał. Hamill czekał, aż Prowse przestanie gestykulować, wtedy wiedział, że nastała jego kolej. Mark zaś doskonale wiedział, jak brzmi poprawny dialog. Hamill trochę bał się momentu, w którym David dowie się, o prawdziwym dialogu, bał się, że mu się dostanie. Pojawiały się plotki, że wyładował swoją frustrację na Irvinie Kershnerze, ale to nie jest prawda. Choć jak przyznał David, to dość ciekawa historia.
Prowse musiał uczyć się dialogów do trzech filmów, choć oczywiście jego rolę nagrał jeszcze James Earl Jones. W dużej mierze wynikało to także z tego, że głos spod maski nie brzmiał najlepiej. Początkowo Prowse miał nagrać dialogi, ale ekipa przeniosła się do USA, więc nie było sensu dojeżdżać, wybrano więc innego aktora.
Nie ćwiczył walk do Nowej Nadziei razem z Aleciem, każdy z nich dostał własnego trenera i pracowali osobno. Ich własną inicjatywą było spotkanie się w wolnej hali, gdzie ćwiczyli walki samodzielnie. Kostium dość mocno utrudniał pojedynek, przy ROTJ dostał dublera – Boba Andersona, więc mu to się bardzo podobało.
Początkowo nie wydawało im się, że Gwiezdne Wojny odniosą sukces. Sama produkcja sprawiała straszne wrażenie. Zwłaszcza gdy patrzyli na dekoracje. Ale gdy zobaczyli finalny produkt, z efektami, z muzyką, zrozumieli, że to coś wyjątkowego. Sukces to świetny reżyser, wspaniała obsada, dobrzy młodzi aktorzy, no i fenomenalny kompozytor.
Chciałby zrobić jeszcze jeden film z cyklu Gwiezdne Wojny, niezależnie czy grałby Vadera, czy nie. Ale jak miałby wybierać to chciałby rolę Harrisona Forda. Kiedyś był też w Las Vegas, gdzie swoje przedstawienia ma Debbie Reynolds, matka Carrie Fisher. Opowiadała ona o swojej karierze, o aktorach i reżyserach, z którymi pracowała i narzekała, że teraz jest słynna głównie jako matka księżniczki Leii, a wtedy wstał David i powiedział, że jest ojcem Lei. Druga anegdotaka dotyczy jednego komika (Eddie Iddle?), który przypadkiem pomylił się i powiedział, że rolę Vadera grał Keith Prowse. Na to wstała jedna kobieta – powiedziała, że to był Dave. Ta kobieta to Carrie Fisher.
Poruszanie się w stroju Vadera na planie nie było aż tak źle. Oczywiście największe problemy sprawiał hełm i maska.
Skarżył się też na swoje endoprotezy w stawach biodrowych, które spowodowały utrudnienia w jego ruchu. Coś się nie chce leczyć.
W karierze mówił o jednym, by nigdy, przenigdy się nie poddawać.

Kolejna ciężka noc za nami

Czyli druga część fandomowej imprezy. Choć hałas i dym niektórych odstraszyły. Za to ta część nie tańcząca spotkała się z przedstawicielami Gildii (Girwan) i SW Extreme (Nadiru Radena) na tak zwanym koreliańskim na szczycie. Szkoda, że to już koniec, chętnie poszlibyśmy na kolejne spotkania z aktorami i fanami, ale jest jeszcze Grabowiec. Tam pewnie już nie będziemy mieli internetu, więc to koniec jako takiej relacji na żywo. Jeśli podobały się Wam opisy bloków pisane live, dajcie znać. Najlepiej tutaj. Chcemy wiedzieć, czy warto to kiedyś powtórzyć (może za rok?). No i ile osób jest chętnych by przyjechać za rok?

Filmy ze spotkania z Davidem Prowsem

Konwent się już co prawda skończył ale my materiałów z niego mamy jeszcze sporo. Część zamieścimy niebawem, pozostałe będziecie mogli obejrzeć w oficjalnej relacji za kilka dni. W każdym razie już teraz zapraszam do obejrzenia dwóch krótkich filmików nagranych podczas spotkania z Davidem Prowsem.

http://www.youtube.com/watch?v=IIP1KZ3oSr0
http://www.youtube.com/watch?v=ph6p20wPXcA

Feedback

Jeśli chodzi o relację na żywo, to niestety jest to już wszystko co chcieliśmy Wam przekazać. Za parę dni możecie się spodziewać kompleksowej relacji z konwentu w formie artykułu.

Prosilibyśmy natomiast osoby, które ją śledziły o parę słów komentarza, tak abyśmy wiedzieli co na przyszłość zmienić / poprawić.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.