Forum

Co ostatnio czytaliście V

Poprzedni wątek jest wydłużony już, to przyda się nowy.



Przed chwilą skończyłem "Mitologie Andrzeja Sapkowskiego". Praca Elżbiety Żukowskiej jest próbą spojrzenia na sagę o wiedźminie z punktu widzenia trzech mitologii: słowiańskiej, celtyckiej i germańskiej oraz jak Sapkowski wykorzystuje mity z nich w swoich powieściach i zbiorach opowiadań o Geralcie.

Książka jest ciekawa, nie nudzi, spodobały mi się rozdziały o mitologii słowiańskiej oraz Geralcie i Ciri jako mitycznych bohaterach kulturowych. Dzięki książce można dowiedzieć się też na przykład, w jaki sposób Sapkowski wykorzystuje nazwy różnych świąt celtyckich czy porównuje wydarzenia z przepowiedni Ithlinne do Ragnaroku. Polecam fanom Wieśka, którzy przeczytali już sagę, bo można natknąć się na spoilery. A jeśli kogoś, kto ma zamiar przeczytać i niestraszne mu wyżej wymienione to jemu/jej też.

Prawdopodobnie nie ma jej w zwykłych księgarniach, można zamówić przez stronę Gdańskiego Klubu Fantastyki:

http://www.gkf.org.pl/?str=16&lang=9

Skoro jest świeżutki wątek,

to chyba się skuszę ;] Przeczytałam pierwszy tom cyklu o Enderze Orsona Scotta Carda – „Gra Endera”. Podsunął mi ją brat, który sam zainteresował się nią, ponieważ wygrała dwie prestiżowe nagrody: Hugo i Nebulę, a to już o czymś świadczy. Książka pochodzi z 1985 roku (na podstawie opowiadania z 1977 r.), ale w ogóle nie czuć jej wieku. Za to im więcej powieści miałam za sobą, tym bardziej oczywiste były dla mnie jej echa w późniejszym s-f (pierwsze skojarzenia: Evangelion i StarCast). Ziemianie po dwóch inwazjach owadopodobnych obcych, szykują się do następnej walki i najinteligentniejsze dzieci z całego świata szkolą, by znaleźć nowego dowódcę, który może uratować wszystkich. Duże nadzieje wiążą z sześcioletnim Enderem, który zostaje poddany ciężkiemu szkoleniu. Pozycja zdecydowanie wciągająca i dobrze się ją czyta, choć na dobrą sprawą jest dość przykrą lekturą. Ma zaskakujące momenty, na końcu dałam się podejść jak Ender Podobał mi się wątek całej trójki rodzeństwa Wigginów, ich wzajemne relacje. No i na dodatek mamy tam polskie akcenty. Z ciekawością sięgnę po kolejne tomy serii (zwłaszcza, że drugi tom – „Mówca umarłych” zdobył te same literackie nagrody).

...

drugą część darowałem sobie gdzieś tak w połowie, strasznie nudna była... jak "Gra" była ciekawa, wciągająca i zaskakująca, to "Mówca" już po prostu jest takim ekopitoleniem nudnym... akcja to tam jest taka, że ojajerbie ;p

Mówisz?

Z opinii, na które się natknęłam wynika, że faktycznie Gra jest najlepsza. Zobaczymy, dam dwójce szansę ;]

...

problem dwójki jest taki, że to jest cegła i jak cegłę się to czyta, czyli oczy same się zamykają od pyłu nudy ;p nie ma w ogóle jakiegoś napięcia i ogarów jak z pierwszej części, tylko tam conieco wspomną o pewnym zdarzeniu z końcówki "Gry`...

emder

Drugi tom cyklu Endera jest całkowicie inną książka. Spokojnie można powiedzieć że dotyczy innej historii w tym samym uniwersum. Ja osobiście odbieram ją jaką druga w kolejności najlepszą powieścią w serii. Co innego pozostałe, poziom istotnie spada ale dopiero w trzecim tomie, można pogubić się w wątkach.

^^^

Właśnie skończyłam czytać "Kłamcę" Jakuba Ćwieka. Trzy tomy, czwarty w drodze. Dawno nie zdarzyło mi się pochłonąć kilku książek w dwa tygodnie. "Kłamca" to historia pewnego nordyckiego boga i, powiedzmy, konfliktów między aniołami (tymi dobrymi i złymi), a istotami mitycznymi. W to wszystko są wplątani ludzie. Świetnie narysowani bohaterowie, ciekawe akcje, lekka narracja.
Polecam z całego serca.

Cthulhu

Co by było gdyby gwiazdy ułożyły się odpowiednio i Wielcy Przedwieczni (w tym Cthulhu) zeszli na Ziemię? Jak wyglądałby świat pod ich panowaniem? Na te pytania odpowiada antologia "Cthulhu`s Reign" pod redakcją Darrela Schweitzera, w której umieszczono 15 opowiadań, opisujących właśnie taką sytuację. No cóż, nie wyglądałoby to dobrze Opowiadania są dość ponure i początek spoilera nie mające szczęśliwych zakończeń, może oprócz jednego. koniec spoilera Na ludzi polują latające i chodzące stwory, świat zmienia się, nawet księżyc nie jest taki jak dawniej. Warto dodać, że Cthulhu i jego świta zeszli na świat współcześnie, w XXI wieku.

Historie są zróżnicowane. Niektóre nieco przynudnawe, a niektóre całkiem udane. Chociaż zagłada dotknęła całą Ziemię, większość rozgrywa się w USA (z wyjątkiem może trzech). Wg mnie najlepsze są: "Spherical Trigonometry" (autorstwa Kena Asamatsu rozgrywające się w Japonii), "Holocaust of Ecstasy" Briana Stableforda, "The Seals of New R`lyeh" Gregory`ego Frosta (nieco lżejsze niż pozostałe, ale to nie znaczy, że strasznie śmieszne) i "New Pauline Corpus" Matta Cardina (to może wydać się nieco kontrowersyjne z powodów religijnych). "Cthulhu`s Reign" jest chyba jedyną pozycją książkową opisującą świat pod panowaniem Wielkich Przedwiecznych i można ją polecić fanom H. P. Lovecrafta, którzy czekali aż Cthulhu powstanie ze swojego snu w R`lyeh.

witam po dłuższej przerwie :D

aktualnie ponownie - po 8 latach - "Gra o Tron" - w ilu detalach książka różni się od serialu !

i "Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda" Normana Daviesa o wojnie z bolszewikami, nowe wydanie chyba z okazji premiery filmu "1920 Bitwa Warszawska" - dobra lektura chociaż przydałoby się więcej ciekawostek z placu boju

Grillbar Galaktyka

Bohaterem i narratorem powieści z gatunku SF autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej jest niejaki Hermoso

Madrid Iven, szef kuchni w jednej z galaktycznych restauracji. Pewnego dnia dochodzi do incydentu, w wyniku którego musi uciekać i staje się poszukiwany listem gończym.

Jak zwykle u Kossakowskiej mamy barwną galerię bohaterów, dużo przygód i trochę nawiązań, tym razem do m. in. do SW, Lovecrafta i Obcego a także niektórych pomysłów przedstawicieli Unii Europejskiej. W pewnych momentach można się uśmiechnąć a czasem wzruszyć. Wyobraźnia autorki zaludnia kosmos różnymi dziwnymi nieraz rasami i wymyśla najdziwniejsze imiona postaci oraz dania - niektórzy mogą się zmęczyć nagromadzeniem opisów potraw. Ogólnie nie jest źle, książka mi się podobała, mimo paru słabszych momentów.

Grillbar Galaktyka

Właśnie czytam. Jak na razie suuuper.

początek spoilera
- Ojej, sos!
- Wszystko z nim w porządku. Chodź szybciutko, jeśli się pospieszymy, sosikowi nic się nie stanie.


koniec spoilera

Czerwony Baron

- biografia autorstwa Krzysztofa Janowicza wydana w serii "bitwy i kampanie" aj pressu - kredowy papier i masa unikatowych ilustracji przedstawiających asa I wojny światowej jak i pilotów którzy walczyli pod jego komendą w "cyrku Richtofena" - skarbnica wiedzy jak miłośników historii


wszyscy grają w TOR-a ?

Ja czytałem ostatnio "Klub Dumas" - na jej postawie Polański nakręcił "Dziewiąte Wrota" - nowela różni się od filmu w detalach większych i mniejszych a na dodatek jest świetnie napisaną i wciągającą lekturą - dla bibliofili i moli książkowych pozycja obowiązkowa.

O miłości do książkek traktuje również "Miasto Śniących Książek" - ślicznie wydana, sam kupiłem ją w ciemno właśnie z tego względu, teoretycznie to powieść młodzieżowa ale pod warunkiem, że owy młody czytelnik jest ponadprzeciętnie oczytany jak na swój wiek. Historia traktuje m.in. o tytułowym mieście będącym utopią dla księgarzy, łowców książek, kolekcjonerów i zapalonych czytelników dzieł ambitnych, poczytnych i zwyczajnie popularnych bez względu na jakość.

Poza tym od groma literatury na temat Wielkiej Wojny ale to literatura dla zapaleńców chociaż 6-tomowa seria wyd. REBIS pt. "I Wojna Światowa" jest świetnie wydana, przystępna i zwyczajnie ciekawa. Tylko cena z tyłu okładki każdego tomu może zniechęcić - co dziwne, na allegro kupiłem krótko po premierze wszystkie tomy za niespełna 1/3 ceny.

Książki roku 2011

Z dużym poślizgiem, ale nie wyrobiłem wszystkiego przed końcem roku opisywać. Poza tym bywało różnie bo Word był uzupełniany baaardzo nieregularnie, więc przepraszam ale mam nadzieję, że jakaś ciekawa dyskusja wypłynie.

A tak w ogóle to chciałbym nadmienić, że czytanie jest sexy
http://img441.imageshack.us/img441/5310/czyt1.png
I będę zawsz wszystkich do tego namawiał. Do czytania znaczy


W tym roku to było tak
Prawdziwe męstwo
Charles Portis
Film był genialny, ale książka jest jeszcze lepsza. Niby względnie krótka, ale mięsista, konkretna, mnóstwo się dzieje i to o wiele więcej i ciekawiej niż nie-pokazano w kinie. Jak się okazało genialnie dialogi nie były dziełem scenarzystów, ale autora. Nie dziwota, że książka po premierze rozeszła się błyskawicznie i zdobyła wielkie uznanie w USA. Zresztą określenie „one of the great American novels" wystarczy. Polecam wszystkim fanom westernom.

Ragnarok 1940 – Tom 1&2
Marcin Mortka
Bardzo stara książka, ale jakoś w tym roku ponownie ją odgrzebałem. Wizja Europy zdominowanej przez państwa skandynawskie, intryga, kolonializm, konflikt mający na celu odwrócić uwagę od głównej operacji – skutecznego pokonania odwiecznego wroga, Anglii. W tym wszystkim nasz zagubiony bohater, Jeremy Baldwin, angielski korespondent wojenny.
Lubię historie alternatywne, ta należy do jednej z lepszych, zarówno fabularnie jak i dialogowo.

Metro 2033
Metro 2034

Dmitrij Głuchowski
O M2033 można sobie przeczytać tutaj http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=383433#472713
O M2034, które zacząłem w końcu czytać… i przerwałem gdzieś w połowie. Po prostu ta książka nie mu już tego czegoś co miała poprzedniczka, nawet jeśli wtedy fun zaczynał się po 200 stronach Może kiedyś jeszcze powrócę.
A jednak w 2011 nie wróciłem. Nie miałem ochoty.

Moja wojna
Waldemar Skrzypczak, Michał Majewski, Paweł Reszka
Bardzo ciekawa publicystyka, biografia. Historia życia i kariery gen. Skrzypczaka. I potwierdzenie dla mnie, że cywilna kontrola nad armią, wykonywana u nas przez wybitnych dyletantów, jest wyłącznie szkodą dla wojska. I po tej książce i po tym co znam z rzeczywistości, wiem że ew. wojna z taką np. Białorusią skończyłaby się szybciej niż kampania wrześniowa. Oczywiście z takim samym skutkiem.
Ciekawa książka, dużo typowo wojskowych anegdot i historyjek.

Skazani na Shawshank : cztery pory roku
Stephen King
Genialna zbiór Kinga. O skazanych nie ma co mówić, bo film wynosi tą fabułę na szczyty szczytów.
Zdolny uczeń – uoooou, grube, brudne, nazistowskie i chore. Ale napisane cudownie.
Ciało – imo najgorsze opowiadanie, jednak ciekawy opis krótkie przygody amerykańskich dzieciaków.
Metoda oddychania – tajemniczy klub tajemniczych książek i dość przerażający poród. Takie rzeczy tylko u Kinga.
Ponownie powiem – genialny zbiór. Brać i czytać.

Trucicielka
Eric-Emmanuel Schmitt
I inne opowiadania. Czyli zbiór krótkich (choć niekoniecznie) autorstwa człowieka znanego z „Pan Ibrahima i kwiaty Koranu” czy „Oskar i pani Róża”. W sposób prosty, ale jednocześnie zajmujący, zostajemy przeprowadzeni przez mechanizm obsesji – jak jedna myśl potrafi człowiekowi zamotać całe życie. Po sobie patrząc – zgadzam się w 100%
Opowiadania prezentują m.in. tytułową trucicielkę, która poszukuje oczyszczenia poprzez pozostawanie w centrum uwagi młodego księdza; marynarza, który dostaje informację o śmierci córki, ale nie wie której. A rejs ciągnie się w nieskończoność. Dwaj nastoletni muzycy rywalizują ze sobą co doprowadza do tragedii i zapłaty za nią po latach. I w końcu skomplikowane połączenie miłości z nienawiścią w otoczeniu Pałacu Elizejskiego i pierwszej pary.
Bardzo interesująca pozycja, warta polecenia.

Klub Dumas
Huzar

Arturo Pérez-Reverte
Po książki tego autora sięgnąłem w końcu w oparciu o informację, że ‘Dziewiąte wrota’ Polańskiego bazują na Klubie. Jako że bardzo lubię ten film i tak dalej.
Trzeba przyznać, że Romuś ładnie wyjął z Klubu to co najbardziej lubi – wątek diaboliczny. Sama książka, jeśli ktoś sugeruje się filmem, może rozczarować. Ale jeśli podejdzie się do oryginału na spokojnie to finał okaże się całkiem zabawny.
Huzar, pierwsza książka Reverte’a, to najkrócej mówiąc 3 akty z życia napoleońskiego huzara. Dzień przed bitwą, bitwa i powolny acz dramatyczny zgon. Dziwne to, praktycznie do przeczytania w 2h.

Wahadło Foucaulta
Umberto Eco
Wielowątkowa powieść sensacyjna, jak podaje wikipedia. Z początku wydawało mi się, że znam wszystkie książki Eco, że czytałem je już kiedyś. Ale pamięć bywa ulotna, a że miałem ostatnio smaka na grubsze tomy (a żaden tablet nie odda kilkuset stron papieru) – wziąłem.
Dałem radę przeczytać jakieś 100, 120 stron. Straszliwy, zagmatwany matematycznie, fizycznie i hermetycznie bryk + 10 bohaterów jak dla mnie bez ładu i składu. Byłem lekko zaszokowany, że napisał to ktoś od przegenialnego ‘Imienia róży’.

Prawdziwa Marilyn Monroe
Bartrand Meyer-Stabley
Niezmiernie ciekawa i dobrze napisana biografia. Wychodzi z niej straszliwie zakompleksiona dziewczyna z wielkimi marzeniami, które zostaną zrealizowane przez tzw. palec boży. I te marzenia doprowadzą do smutnego finału. Norma Jeane Mortensen nie była tak naprawdę ani ładna ani zdolna. Była... choć zabrzmi to może dziwnie i obrazoburczo – przeciętna. Ale „to coś” + jej energia pozwoliły wykreować i zaistnieć temu czemuś co znamy pod inicjałami MM. Ja, po przeczytaniu tej biografii, chciałby się spotkać z nią na weekend nad jeziorem. I wcale nie chodzi mi tu o fizyczność, ale możliwość 48h rozmowy, która z pewnością byłaby fascynująca.
Konkluzja jest taka, bardzo smutna, ale prawdziwa, że próba przykrycia tragicznego dzieciństwa przez karierę doprowadziła wyłącznie do gorszych rzeczy. MM nigdy chyba nie była sobą, nigdy chyba tak naprawdę nie miała władzy nad swoim życiem a całe to Hollywood zrobiło z niej naklejkę i wykorzystało bez litości.
Naprawdę żal się robi kiedy przy kolejnych rocznicach widzimy tylko takie slajdy jak piosenkę o diamentach czy urodzinową dla prezydenta. Nawet po śmierci świat chce widzieć to co sobie wymodelował.

Zaginiony symbol
Dan Brown
Jak zawsze powtarzam zawsze podchodziłem do książek Brązowego Dana z wyrozumiałością i pobłażaniem dla nawet najbardziej wariackich treści. Chociaż przyznam, że niektóre mile dźwięczą w uchu.
Ale teraz to już przegiął. I nie dlatego, że historia jest jakaś kosmiczna. Przegiął z dwóch prostych powodów Uwaga SPOILER!
1.Zabił Roberta Langdona, a potem go ożywił. Przy pomocy jakieś idiotycznej maszyny do oddychania płucami pełnymi wody. Zniszczyło mnie to maksymalnie. Czasami mam wrażenie, że autorzy/scenarzyści tak się zapętlą w intrydze iż nie pozostaje im nic innego jak finał zakończony gigantycznym debilizmem. Nie lepiej cofnąć się i przemyśleć sprawę jeszcze raz? Albo podrzeć maszynopis?
2. Wielokrotne, na siłę wpychanie tych wszystkich nowinek technicznych typu ipod, blackberry czy tablet. Ja nie wiem, ale czuję tu jakiś wulgarny product placement, na który jestem wybitnie uczulony.

Monachium: zemsta
George Jonas
Książka opisująca planowanie, przebieg i finisz Operacji Gniew Boży, rozpoczętej przez Izrael w odpowiedzi na atak terrorystyczny podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972. Napisana z perspektywy szefa grupy, tutaj ukrytego pod nazwiskiem Avner. Co by nie mówić o faktach i mitach, o tym jak bardzo Spielberg wykrzywił historię w filmie i czy w ogóle coś takiego się wydarzyło <mossad mind trick> to Izraelczycy (stosując taką nomenklaturę) wyrobili sobie markę takimi właśnie zagraniami.
Książka jest ciekawa, ukazuje nie tylko przebieg operacji, ale też odczucia biorących w niej ludzi, dylematy które z czasem się pojawiają no i… finał. Dla Avnera, o ile jest prawdziwy, to czyste sku*******two. Tak czy siak – warto jeśli ktoś lubi literaturę faktu.

Ars magica
Nerea Riesco
Spróbowałem się z tym tytułem, bo zapowiadał się w stylu jaki lubię – inkwizycja, stosy, czarownice, siły piekielne uuuuauuu
Niestety książka jest totalną popłuczyną, wymieszaniem przepisów „magicznych” z infantylnymi dialogami, fabułą i postaciami, które może i są ciekawe, ale z pewnością nie w tej kompilacji. Bardzo wielki zawód.

Uwikłanie
Domofon

Zygmunt Miłoszewski
Właściwie od pierwszego tytułu zaczęła się moja tegoroczna znajomość z kryminałami. Wziąłem go, bo wszędzie napotykałem się na pozytywne recenzje, a jak wiadomo kryminał nie cieszy się w Polsce „ogólnym” uznaniem krytyki. I nie zawiodłem się, zwłaszcza że historia pana prokuratora Szackiego dzieje się w Warszawie, pośród ulic które znam i z typowym dla tego miejsca klimatem. Miłoszewski to świetny obserwator, wielokrotnie zaśmiałem się pod nosem w związku z opisywanymi sytuacjami, które i mnie spotkały. Na podstawie książki powstał film. I to jest właśnie największa zbrodnia, godna policyjnego dochodzenia. Film zmasakrował genialną fabułę, bohaterów i przeniósł wszystko (chyba wyłącznie dla lansu) do Krakowa. A przecież oni mają Lecha…
Zaraz potem sięgnąłem po debiut Miłoszewskiego, czyli Domofon. Horror rozgrywający się w bloku z wielkiej płyty, na warszawskim Bródnie. Znowu moje klimaty, a wizje „złego” budynku i faceta, który podsłuchuje wszystkich nie opuszczając swojego mieszkania – super. Niestety znowu słyszę, że ktoś zabrał się za ekranizowanie tego. Tragedia.
Z niecierpliwością czekam na Ziarno prawdy, które ma dziać się w Sandomierzu. Z pewnością mieszkańcy tego miasta będą zadowoleni.

Erynie
Liczby Charona

Marek Krajewski
Autor jest znany jako twórca kryminałów, zresztą dostał za nie Paszport Polityki. Co jest już sporym uznaniem, bo raczej na Nike „kryminalni” nie mogą liczyć. Autor cykli o Eberhardzie Mocku, Jarosławie Paterze i Edwardzie Popielskim. I właśnie o tym ostatnim chciałem napisać.
Erynie – pierwsza część historii komisarza Policji ze Lwowa, Edwarda Popielskiego. Ten uchodzący za geniusza śledczy jest jednocześnie wielkim smakoszem, zarówno jadła i trunków jak i kobiecych wdzięków. Takich opisów nie szczędzi nam autor, dodając również malowniczo ataki epilepsji naszego bohatera. Mimo tego całego miszmaszu świetnie został ukazany Lwów, ludzie tam mieszkający oraz kryminalny światek. A historia brutalnego mordu na dziecku jest wspaniale mroczna, brudna i ohydna. Polecam
Liczby Charona to oczywiście kontynuacja lwowskiego żywota komisarza Popielskiego. Już właściwie nie-komisarza, ale człowieka który nadal rozwiązuje skomplikowane zagadki, chociaż życie (i chuć ) miotają nim na lewo i prawo. Ciekawym pomysłem jest połączenie matematyki z hebrajskim i stworzenie wokół tego zabójcy poszukującego tytułowych liczb. Do tego wstęp i zakończenie w Oslo roku 1988…
Świetnie czytało mi się obydwie pozycje i chyba muszę się zabrać za to Breslau, chociaż nie wiem czy tyle książek nadal utrzyma poziom.

Ciemne sekrety
Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt
Na fali kryminalnego roku – najlepszy tytuł 2010ego w Skandynawii.
Brutalnie zamordowany szesnastolatek, śledztwo które prowadzi Krajowa Policja Kryminalna i w które włącza się Sebastian Bergman, psycholog i ekspert od seryjnych morderców. Włącza się niekoniecznie z pobudek społecznych. Do tego tajemnica prywatnej szkoły i skandynawski klimat „ciszy i domowego alkoholizmu”.
Bardzo dobra rzecz, a główny bohater, podobnie jak Popielski, ma więcej wad niż zalet. Mimo to nie sposób go nie lubić. A sam finał historii – mocny. Nawet aż niewiarygodny. Czekam na dalsze książki.

W piekle lepiej być nikim
Maciej Maciejewski
Kolejny kryminał, chociaż odbiegający trochę od kanonu gatunku.
Książkę zakupiłem tuż po premierze, bo zachwalał ją Władysław Pasikowski a autor jest scenarzystą kapitalnego serialu Glina.
I co? I… nic. Straszliwe ciężka pozycja, zagmatwana, momentami psychodeliczna, zwłaszcza w niepotrzebnych imo wątkach dotyczących wspomnień z jugosłowiańskiej wojny. Do tego komisarz Agata Zawadzka, chyba najgorsza bohaterka śledcza ze wszystkich przeczytanych w tym roku książek. Straszliwy zawód.

Wroniec
Lód

Jacek Dukaj
Jak słusznie zauważył (chyba) Pilipiuk, na pytanie czemu fantastyka/s-f jest w Polsce traktowana jak literatura dzieciaków/na wakacje a tylko Dukaj ma wysokiego oceny, tenże autor pisze takie bryki, często w tak niezrozumiały dla krytyki sposób, że lepiej się tam nie doszukiwać „czegoś” i chwalić.
Faktycznie, książki JD rzadko kiedy schodzą poniżej 300. Faktycznie, są napisane… specyficznym językiem i przedstawiają specyficzne wizje.
Jednym się to podoba, innym nie, jeszcze inni udają. Ale Nike Dukaj też nie dostanie. Tak czy siak. Chociaż skoro nagradza się Masłowską…
Wroniec to książka opisująca historię młodego chłopca w czasie stanu wojennego. Znaczy właściwie ten czas oczami dziecka, bo słownictwo tam użyte i wizje… są grube. Ja, przyznam szczerze, książki nie skończyłem. Nie dałem rady. Natomiast ze trzy razy obejrzałem wszystkie ilustracje Jakuba Jabłońskiego, które są przepiękne. To tyle.
Lód – poważna rzecz. 1054 strony. Lubię czytać grubasy, ale to już było sporo. Świat alternatywny, w którym (wskutek pojawienia się tytułowego Lodu) nie wybuchła I wojna światowa, a rewolucja październikowa poniosła klęskę. Co mniej więcej oznacza, że nadal nie ma nas na mapie. Główny bohater przemierza Syberię w poszukiwaniu ojca, który podobno może ów Lód rozpuścić. Tak to wygląda najprościej i w skrócie. Chociaż ani proste ani skrótowe nie jest
Momentami jest bardzo fajnie, ciekawe opisy i przedstawienie podróży koleją transsyberyjską (która nadal jeździ i człowiek chciałby się zabrać w taką podróż). Momentami jest normalnie, bez fajerwerków. Ale czasami, zwłaszcza jak w grę wchodzi historiozofia, tytułowy Lód czy sam finał – jest ciężko i dziwacznie.
Książka zdobyła Europejską Nagrodę Literacką. I oczywiście Zajdla. Czy zasłużenie? Może za sam wkład pracy, za pomysł, bo wykonanie nie jest do końca idealne. Po prostu znam lepsze książki Dukaja.

Ubik
Człowiek z Wysokiego Zamku

Philip K. Dick
Na takie różne dziwne rzeczy nakręcił mnie DE:HR i to http://gamecorner.pl/gamecorner/1,102651,10169017,Klimatyzator__co_przeczytac__co_obejrzec_i_czego_posluchac_.html
Zacząłem więc od klasyki. Znaczy klasycznego autora, nazwanego „Dostojewskim sf”.
W Ubiku fabuła jest prosta – na początku. Mamy rok 1992, świat wygląda trochę inaczej niż w „naszym” ’92. Mamy pełno telepatów, antytelepatów, czynnika psi i skolonizowanego Księżyca. PKD miał niezłą wyobraźnię pisząc to w 1969 r.
Grupa anty-psi zostaje wynajęta do usunięcia ew. szpiegostwa przemysłowego na Księżycu. Wszystko to okazuje się pułapką, a potem… zaczynają dziać się różne, schizowe momentami, rzeczy. Alternatywne światy, przeniknie, przyszłość, przeszłość, mamy nawet nawiązanie do 1939 i okazuje się, że niemiaszki nie dają nam rady, a Francja właśnie przebija się do Berlina. Super. Do tego tytułowy, wszechogarniający Ubik.
Niby czyta się to świetnie, ale… dezorientacja między realnością i nierealnością, jeszcze przyciemniona przez percepcję głównych charakterów, jest typowa dla prac Dicka. No właśnie. I czasami tej dezorientacji jest za dużo.
Człowiek – ale jeśli już jesteśmy przy alternatywach. IIWŚ wygrana przez Rzeszę i Cesarstwo Japonii. USA do połowy podbite. A w tle powieść o tym, że jednak Alianci wygrywają. Zakazana. Wizja świata z 1962 r. czyli jeszcze wcześniej niż Ubik. Niemcy przygotowują się do podbicia Księżyca (szczerze powiem, nie rozumiem tej idei), Morze Śródziemne nie istnieje a Afryka to jedno wielkie pole uprawne. Z drugiej strony przez normalny żywot bohaterów przeplata się książka, która opisuje naszą rzeczywistość tj. porażkę Osi. Ale tak ogólnie, poza paroma przemyśleniami PKD o nazizmie i Japończykach, nie jest to fascynująca lektura. Aż dziw, że dostała nagrodę Hugo.

Koń wojny
Timothy Zahn
W światku SW chyba człowiek-legenda. Chociaż dylogia <<<<< trylogia. Takie mam zdanie. Reszty nie czytałem, poza może opowieścią z Pałacu.
Ale chciałem spróbować czegoś innego. Tylko, że inne jakoś ciężko są dostępne w Polsce. Np. taki Cascade Point – nagroda Hugo. I co? I nic.
Jedynie w bibliotece znalazłem Konia. Książka nadzwyczaj dziwaczna, w stylu… kosmicznym. Znaczy takim startrekowym, gdzie większość rzeczy dzieje się w przestrzeni, na statku itp. No i niestety to mnie zmęczyło i zniechęciło. Doczytałem do końcu z trudem, opis wydawcy prawie w ogóle nie pokrywa się za fabułą i jest po prostu nudno.

Podróżnik WC
Wojciech Cejrowski
Książka podobno legendarna. Wypożyczyłem przy okazji i choć opinie prywatne WC są biegunowo odległe od moich to jednak, jako podróżnik opisuje obydwie Ameryki w sposób prosty i tak wciągający, że skończyłem Podróżnika w 24h. Nie licząc snu itp.
Mnóstwo genialny anegdot, porad i przeżyć. Z pewnością będę poszukiwał innych jego książek i po cichu zazdrościł takich samotnych wypraw.

Znamiona Kaina
Tom Knox
Ciekawa książka fabularna, której przewodnim motywem są Kagoci. Kto to?
http://en.wikipedia.org/wiki/Cagot
Do tego Baskowie, brutalne morderstwa, seks, intryga, naziści i jak zwykle kościół skrywający prawdę o… prawdzie. Imo napisana w stylu Brązowego Dana, ale dużo lepiej, głębiej i ciekawiej.

Przeklęty Zakon
Craig Smith
Książka zapowiadała się bardzo ciekawie – Templariusze, autentyczny wizerunek Chrystusa sporządzony na polecenie Piłata, kradzież, akcja. Do pewnego momentu wszystko rozwijało się fajnie, czasy współczesne przeplatały się z zapiskami rzymskimi z roku 40. I nagle ryms! Stwierdziłem, że chyba źle odebrałem kto tu jest „zły” a kto „dobry”. Bo nagle się okazało iż złodzieje obrazu i przemytnik są całkowicie porządku, natomiast obrabowanych to czarny charakter. I potem trójca złodziejska spuszcza manto właścicielowi, który ma za sobą małą armię szwajcarskich najemników. A obraz, o który wszyscy się mordowali płonie…
Przepraszam jeśli zdradziłem aż tak wiele z fabuły, ale po prostu ostrzegam – nie czytajcie, bo im dalej tym idiotyczniej. A ze złodziei fajny jest tylko Kwinto i Ocean.

Przypuszczam, że wątpię
Bohdan Łazuka, Karolina Prewęcka
Wywiad biograficzny z jednym z najwspanialszych ludzi polskiej estrady i kabaretu rozumianego jeszcze przez sztukę, piosenkę, wiersz a nie durnawe skecze. Człowiek-anegdota, który jednak w swoim życiu miał wielkie szczęście spotkać takich ludzi jak Bardini, Dymsza, Przybora, Dobrowolski czy jego mistrz – Sempoliński. Uczył się „fachu” od najlepszych, niestety teraz nikt nie uczy się od niego. Kiedy odejdzie – polska scena rozrywkowa (w dobrym rozumieniu tego słowa, nie mówię o badziewiach, gwiazdeczka czy majewskich syfach jakiś) straci wielkiego człowieka.
Książkę polecam wszystkim, chociażby dla wspomnianych historii z życia i kariery.

Nie wierzę w życie pozaradiowe
Marek Niedźwiecki
Książka, która konkretnie i sprawnie (z masą anegdot) opisuje życie i karierę człowieka, który stał się instytucją w polskim radiu. Bo osobowość to za mało powiedziane. Kto kiedykolwiek słuchał, głosował na Listę Przebojów Trójki wie o co chodzi. Charakterystyczny głos, sposób prowadzenia i utwory, o których nie powiem, że „tego słucha Polska”. Ale spora część mojego kręgu kulturowego, tego czytające, chodzącego do kina, teatru. A muzyka jest, była i będzie naprawdę zróżnicowana. Każdy znajdzie coś dla siebie i ona powinna łączyć. Bo nie ma złych dźwięków – disco, metal, rap, rock – to wszystko jest dla przyjemności ludzi.
To przekazuje „Niedźwiedź” w tej książce i za to mu dziękuję.

Messi. Historia chłopca, który stał się legendą
Luca Caioli
Jedna z kilku książek „sportowych” które zgarnąłem pod koniec 2011, ale spróbowałem się tylko z tą. Wszyscy pewnie wiedzą tutaj, że podziwiam Messiego i uważam go za piłkarskiego geniusza oraz najlepszego obecnie gracza na świecie. Mało ludzi wie (i mało mi wierzy), że od kiedy zobaczyłem go pierwszy raz, a wtedy zaczynał błyszczeć w FCB Ronaldinho, już czułem ten power.
Po prostu urodził się w moim piłkarskim czasie zawodnik, który jest lepszy niż ubóstwiany przeze mnie Del Piero czy podziwiani Zidane, Nedved, Buffon, Maldini.
Niestety.
To słowo zasługuje na osobny akapit. Niestety, książka (nawet dla kogoś takiego jak jak, kto nie jest jednak fanem FCB ) jest jedną wielką laurką. Czytając ją czułem się jak gdybym zapoznawał się z dziełami na temat wielkich i kochany ojców rewolucji radzieckiej. Albo pieśni na cześć Kochanego Boskiego Przywódcy – wiadomo, Korea Płn.
Byłem zaskoczony totalnym brakiem obiektywizmu, nawet jeśli Messi posiada WIELKIE umiejętności. Opisywanie niektórych jego meczy, zagrań, goli było tak niewiarygodne, że aż szukałem na YT potwierdzenia.
Co prawda książka zawiera wiele ciekawostek z życia o których nie wiedziałem. O tym jak dorastał (a właściwie nie) w Rosario, czemu każdy gol dedykuje babci, dlaczego i w jaki sposób przeszedł kurację hormonem wzrostu (dobre dla debili z Realu wyjeżdżającym ze szprycą), dlaczego są z Guardiolą jak ojciec i syn. To momenty dla których warto książkę przeczytać. Ale spora jej część… jest przesadzona. A nawet jeśli to stanowczo brakuje krytyki wielu słabych występów, znaczących występów.
I chociaż ten człowiek ma ponad 30 indywidualnych tytułów w wieku 24 lat to po takiej biografii boję się sięgnąć po książkę o Xavim, Giggsie czy historii FCB. Nie rozumiem właściwie czemu tak to wyszło.


Pora na pozycje obcojęzyczne

Метро 2033
Dmitrij Głuchowski
Chyba jako jeden z niewielu w Polsce mam przyjemność posiadać wydanie w oryginale. Przeczytałem. Nie powiem – było momentami trudno, ale miałem motywację A dobra motywacja rzeczą najważniejszą jest
Czytało się… najlepiej zakąszając ogórkiem

The Jedi Path: A Manual for Students of the Force
Jedyna książka SW w 2011. Chyba. Ale chyba tak. Revana miałem, ale może jakoś tak… no nie wiem. Nie bardzo mi się chce po prostu.
Co o tym? Będzie osobna recenzja niedługo, ale powiem że mało ciekawych informacji, bo mało. Bo i co można odkrywczego dać? Ale jakość wykonania i jako gadżet – najlepszy ze wszystkich.

True Grit
Charles Portis
Droga, jak na taką objętość. Wydana jak taka… broszurka. Czy powieść groszowa? Coś takiego było kiedyś w USA. Ale treść genialna. Dużo słownictwa o Dzikim Zachodzie można podłapać.

Cosa Nostra: A History of the Sicilian Mafia
John Dickie
Jak w tytule. Lata 1860-2003. Prawdziwe kompendium dla miłośników tematu. Genialna robota, polecam każdemu.


Małe też zestawienie pokusiłem się
Największe zaskoczenie 2011:
1. Prawdziwa Marilyn Monroe (pozytywne)
2. Zaginiony symbol (negatywne)
3. Ciemne sekrety (pozytywne)

Największe rozczarowanie 2011:
1. W piekle lepiej być nikim
2. Messi. Historia chłopca, który stał się legendą
3. Metro 2034

Najgorsza książka 2011:
1. Ars magica
2. Przeklęty Zakon
3. Wahadło Foucaulta

Najlepsza książka 2011:
1. Uwikłanie
2. Podróżnik WC
3. Cosa Nostra: A History of the Sicilian Mafia



Co chciałbym przeczytać w 2012? Mnóstwo tego jest, z pewnością coś SW w końcu, może 1-2 Tronu... nowego Pilipiuka, nowego Hugo-Badera, nowego Eco, czeską literaturę...

Bo czytanie jest sexy. Tak mówi mi moja bliska przyjaciółka
http://img685.imageshack.us/img685/2379/czyt2.png
Zawsze lubimy powymieniać... uwagi na temat konkretnych tytułów

Czytajcie, czytajcie!

te powody przy

Zaginionym symbolu jakieś takie błache, mam wrażenie że to jedyne wątki które zrozumiałeś i to cię dręczy...

W 2011 do teraz przeczytałem

ostatnie pięć części piętnastotomowej "Sagi o Czarnoksiężniku" norweskiej pisarki Margit Sandemo, następnie wziąłem się za "SW Rozdroża Czasu" Paula S. Kempa, ale niestety po połowie odłożyłem tą książkę na półkę - chociaż planuję ją dokończyć, kolejno zacząłem czytać (od lutego 2011) "Sagę o Ludziach Lodu" również Margit Sandemo - obecnie czytam 42 część z 47 - spodziewam się dokończyć ją do połowy lutego. Podczas wakacji, na wyjeździe przeczytałem trylogię "Mass Effect" Drew Karpyshyn`a oraz jakieś fanowskie opowiadanie SW. A ostatnio na Bastionie przeczytałem opowiadanie Stover`a "Mroczna ścieżka".
W obecnym (2012) roku planuję przeczytać:
- "SWTOR: Revan" Drew Karpyshyn`a
- "SW Darth Plagueis" James`a Luceno
- dokończyć "Sagę o Ludziach Lodu" M.Sandemo oraz "SW Rozdroża Czasu" Paula S. Kempa
- "SWTOR Deceived" Paula S. Kempa
- wszystkie 28 części "Sagi o Królestwie Światła" M.Sandemo
- nową powieść z uniwersum "Mass Effect" (niestety nie napisaną przez Drew Karpyshyn`a)
- swoje prezenty z pod choinki, czyli "SW Gambit II Oblężenie" Karen Miller oraz "Dektywa Monk`a" (konkretnego tytułu, ani autora nie pamiętam)
- "Operację Dzień Wskrzeszenia" Andrzeja Pilipiuka i może parę opowiadań o Jakubie
- jakąś pozycję Jack`a Vance`a (to co znajdę w domowej bibliotece)
- może "Nekroskop" Briana Lumley`a, bądź którąś z serii Feist`a lub Davida Webera
Kolejność przypadkowa

....

Niedawno zabrałam się za "Lalki w ogniu" Pauliny Wilk, gdyż na jakiś miesiąc odstawiam książki SW, a czytać coś trzeba.
Piękna książka o Indiach ukazująca wszystkie strony tego kraju, pełna barwnych opisów, bez słodzenia. Polecam!

Sztejer

Dwa dni temu skończyłem czytać książkę pt. Sztejer. Autor - Robert Foryś.
Książka jest o Vincencie Sztejerze, który jest kimś w rodzaju łowcy nagród. Zabija dla srebra. Czas akcji książki nie jest dokładnie znany. 100lat po zakończeniu wojny nuklearnej. Świat wygląda jak średniowiecze, po który grasują mutanty. Książka bardzo mi się podobała, a szczególnie za komentarze Vincenta.

Fanów Wiedźmina czeka kilka niespodzianek.

Coriolanus

Zaintrygowany zapowiedzią "uwspółcześnionej ekranizacji" http://www.youtube.com/watch?v=Di-XOO_LTlw zdecydowałem się sięgnąć po tę tragedię Szekspira, jedną z mniej znanych.

Tytułowy Coriolanus to rzymski wódz i doskonały wojownik. Prowadzi Rzym od zwycięstwa do zwycięstwa, za co ma być mu nadany tytuł konsula. Tyle, że Gajusz Martius jest niezwykle dumnym i pysznym człowiekiem, żywiącym głęboko zakorzenioną pogardę dla ludu. A pragną to wykorzystać dwaj trybuni...

Tragedia ta pokazuje nam, jak duma właśnie i arogancja - a nie dążenie do władzy - może doprowadzić do tragedii i zniweczeniu wszystkiego, o co się walczyło. A także angielski dramaturg bezlitośnie wypunktowuje chwiejność i słabość "ludu", który określa mianem motłochu.

"Coriolanus" nie jest z pewnością najwybitniejszą z szekspirowskich sztuk, nie ma w niej też choćby tak zapadających w pamięć cytatów, jak w innych dziełach. Niewątpliwie jednak warto poznać historię dumy pewnego wojownika, który stał się smokiem...

książki 2012 #1

W przeciwieństwie do lat poprzednich postanowiłem również książki przeczytane zamieszczać regularniej niż tylko raz na 365 dni. A może ktoś zechce przeczytać to samo w podobnym czasie i podyskutować? Może
A podsumowanie i tak będzie swoją drogą.

Pozycja #01 Niestety wszyscy się znamy
Bohdan Smoleń, Anna Karolina Kłys
Pierwsza książka roku 2012. Zapis kilku rozmów z Bohdanem Smoleniem. O życiu, karierze, śmierci i obecnej pracy przy Fundacji Stworzenia Pana Smolenia, która zajmuje sie hipoterapią dla dzieci.
Ogólnie książka jest bardzo w porządku, ale ludzie liczący na mnóstwo anegdot ala Łazuka raczej się zawiodą. Nie oznacza to, że nie ma tutaj ciekawej treści, okraszonej specyficznym poczuciem humoru
(...) Wiem tylko, że się rozwiódł i ożenił z kobietą młodszą od swojej córki. Więc co może z nią robić? Może się rozśmieszają?
z domieszką… pewnego zmęczenia życiem.
Dużo o fantastycznej historii rodziny węgiersko-polskiej, sporo o Teyu i w ogóle kabareciarstwie. I chociaż Smoleń pozytywnie bądź neutralnie wypowiada się o Laskowiku to jednak po tej książce moje jako takie uznanie dla Zenona… zmalało. Znacznie zmalało, bo bez kozery powiem że Laskowik teraz jawi mi się jako kawał ku***a, lansera i po prostu najzwyczajniej kumpla komuchów z poznańskich okolic.
Tak czy siak dla Bohdana Smolenia wielki szacuj za to co robi, nie poddaje się pomimo życiowych ciosów i własnych zdrowotnych problemów.

#02 Szepty zmarłych
Simon Beckett
Książka z pewnością nie do czytania dla osób z bujną wyobraźnią, od razu przekładających słowo pisane na wizualizację. Ani przed posiłkiem, ani w trakcie, ani tuż po. O co chodzi? O Trupią Farmę, ale nie tylko
Kryminał… chyba. Trochę taki nietypowy. Trzecia książka tego autora, ale pierwsza z którą się zetknąłem. Bardzo ciekawy sposób pisania w pierwszej osobie. Finał – naprawdę zaskakujący i idealny do sfilmowania. A epilog? Aż ciężko uwierzyć.
Dla miłośników gatunku lektura obowiązkowa. Mnie pozostaje poszukać dwóch wcześniejszych tytułów, z tym samym bohaterem głównym.

#03 Cejrowski. Biografia
Grzegorz Brzozowicz
Specyficzna książka, której bohater podobno chciał wykupić nakład i spalić. Ale to cały Cejrowski.
Bardzo dobrze czytało mi się tą pozycję, w ogóle wszystkie książki z Cejrowskim w jakieś roli pasują mi. Mimo, że 90% poglądów nie.
Ale z biografii dowiedziałem się m.in. że SB porwało go i torturowało podczas matur, że ojciec „tworzył” scenę jazzową w Polsce no i że korzenie żydowsko-hiszpańskie wychodzą na wierzch jak u nikogo innego. Chęć poznania czegoś innego, biegłość w językach
Po żydowsku… no tu z Wojtusia wychodzi wszystko się kojarzy z tym narodem, a co można określić antysemityzmem – jeśli się to głośno powie. Ale jakby nie czytać to Cejrowski od lat dziecięcych posiadał smykałkę do zrobienie interesu. Czy to w zakrystii, czy to w szkole, czy na wakacjach. I nie mówię tu o słusznej chęci popracowania, co też bije z kart książki. No ale zmysłu do zarobienia złotówek pozazdrościć. Podobnie jak podróży.

#04 Wyspa doktora Moreau
Herbert G. Wells
Jeden z moich ulubionych i jeden z najciekawszych w ogóle twórców powieści s-f.
Ta książka jest jedną z niewielu, które wywołują u mnie autentyczny lęk, jakąś taką nieopisaną bojaźń. Tak sobie to zawsze wyobrażam, że gdybym znalazł się na takiej wyspie to bym nie wyrobił.
Chociaż „praca” Moreau i on sam weszli już do kanonów kultury to jednak ilu ludzi zauważa głębszy problem poruszony przez Wellsa – ile w ludziach pozostało pierwotnej dzikości, jak daleko odeszliśmy od poziomu egzystencji zwierzęcej i czy na pewno tak daleko? Świetniej ujęto to w posłowie pióra Juliusza Palczewskiego.

#05 Nielegalni
Vincent V. Severski
Szpiegowski hicior autora, który pisząc pod pseudonimem, chce nam przybliżyć działanie służb. U nas, przy naszej sytuacji politycznej i u naszych największych rywali – Rosjan.
Książka jest grubaśna, ponad 800 stron. Czyta się to jednak dobrze, pomimo natłoku wątków i postaci oraz wielu niepotrzebnych opisów i rozmów. Zwłaszcza bardzo słaba końcówka, gdzie w pijackich rozmowach przejawia się niechęć autora do Zacharskiego wydaje mi się totalnie niepotrzebną. Czułem pewien niesmak czytając, co jeden oficer myśli o drugim. To takie raczej bez klasy.
A tak w środku to polski wywiad, ruski wywiad, szwedzki wywiad, nielegał, komandosi z Czeczenii, białoruskie służby – ogólnie dużo się dzieje, napisane fabularnie ciekawie. Bardzo akurat rozbroiły mnie określenia Partii Brzydkich i polityki historycznej prezydenta (wiadomo o kogo chodzi) oraz stosunek do IPNu.
No… historyk w Polsce to teraz boska fucha, sędzia, prokurator, policjant i kat… cztery w jednym.
Tu się akurat zgadzamy – Instytut Paszkwili Narodowych powinien otworzyć archiwa i zniknąć. Ale powracając do tematu to ponad 800 stron dobrego czytadła i podobno już powstaje druga część. Nie wiem szczerze powiedziawszy po co, ale z pewnością przeczytam.

#06 Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami
Wojciech Mann, Krzysztof Materna
Jak zostali? Ano prosto, jak większość „artystów” tamtej epoki – dostali paszport i jazda. Zwłaszcza Materna jako pracownik Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych. Zawsze mnie to trochę dziwi, jak to teraz wszyscy pytani mówią jak ciężko było za „komuny”, a co robili podczas ogłoszenia stanu wojennego i takie tam. O ile nie zapomniałem to ich akurat „generał” przyciął w USA. Radosne, ne?
Książka jest niestety słaba. Nie żebym patrzył na nią przez pryzmat państwowych wyjazdów. Po prostu za mało ciekawych anegdot, pisanie naprzemienne Manna/Materny jakoś tak drażni (zwłaszcza że rozróżnione to jest innym, acz nadal średnio czytelnym kolorem czcionki) i wydaje mi się, że to już nie jest ten duet co kiedyś. No a przyznanie na końcu, że książka powstała po prostu z powodu braku kasy i potrzeby tejże obydwu panów… nie mam do tego pozytywnego komentarza.
Dobrze, że to pozycja z biblioteki, bo wydanie na nią 40PLN to złodziejstwo i granda.


Jest dobrze, ale jeszcze tyle zaległości...

książki 2012 #2

Jedziemy dalej.

#07 Ostatnia przygoda
Eugeniusz Dębski
Zdjąłem tą książkę z półki bibliotecznej trochę pod wpływem impulsu. Dołożył się do tego wygląd okładki i opis fabuły, że detektywi, najemnicy, tajemnicza sekta i zbiorowy mord.
Dojechałem gdzieś do setnej, sto dziesiątej strony i odpuściłem. Nagle, po dobrym początku, wszystko zaczęło się rozjeżdżać, dialogi słabły z każdym zdaniem. Zerknąłem w ogóle sobie do neta kto to jest ten Dębski i jego bohater. Okazuje się, że ‘Ostatnia przygoda’ to tom 8 (ósmy słownie) a wydano do tej pory 3. Z tym ósmym włącznie.
Nie wiem czy to beka, czy to specjalnie czy kogoś w Fabryce przygniotła maszyna drukująca. W każdym bądź razie po takim opisie odpuściłem. Ale nadal niezmiernie fascynuje mnie w polskiej fantastyce ciągnięcie bohaterów przez kolejne grafomańskie tomy. Pilipiuk już chyba to kiedyś rozbrajająco stwierdził, że żyć z czegoś trzeba a że on żyje z książek to tłoczy kolejne. Tłoczy to dobre słowo. Popełnia – jeszcze lepsze. Ale napisać coś nowego i fajnego? Po co?

#08 Pióropusz
Marian Pilot
OMG, druga książka i druga straszliwa chała. W tym roku zaplanowałem sobie, że poczytam książki nominowanego nagrody Nike. Z roku 2011 i z poprzednich. Pióropusz to zeszło/tegoroczny zwycięzca.
Gdyby nie dziadek, gdyby nie matka i gdyby nie dwie lewe ręce, Marian Pilot zostałby jak nic pastuchem albo ślusarzem.
Dorota Wodecka o laureacie tegorocznej Nagrody Literackiej Nike 2011
Czytając/nie czytając ten tytuł myślę, że może byłoby lepiej?
W utworze tym, jak chyba w żadnym z poprzednich, skupiły się szczęśliwie wszystkie charakterystyczne cechy pisarstwa Mariana Pilota: kunszt narracji, maestria w operowaniu groteską, umiejętność przeobrażania scen pełnych realizmu w oniryczne, surrealne wizje, a nade wszystko kreatywność leksykalna, język, którego oryginalność, pomysłowość, zmysłowa dosadność i szarże słowotwórcze nie mają sobie równych w naszej literaturze współczesnej.
To z kolei „tyłówka” książki. Padłeś? Nawet Duracell cię nie podniesie…
I rzeczywiście słowem „operuje” Pilot tak, że za **** nie można się połapać o co chodzi. To są dla mnie takie książki, które jeszcze mają poprawnie gramatycznie zbudowane zdania, ale te zdania razem nie tworzą niczego sensownego.
Niżej już jest chyba tylko Masłowska, której gramatyki nie sposób pojąć, a tym bardziej nagrodzenie Nike z roku 2003 (czytelnicy o0) i 2006 (jury).
Ja się tak zastanawiam jaki sens jest w nagradzaniu prestiżowym polskim wyróżnieniem dla najlepszej polskiej książki tytułów, których po prostu nie da się czytać? Nie że fabuła, dialogi czy opisy są do dupy. Tylko po prostu z zapisanych zdań nie można do nich dotrzeć?

#9 Chemia śmierci
#10 Zapisane w kościach
#11 Wołanie grobu
Simon Beckett
Tomy jeden, dwa i cztery. „Trójkę” przeczytałem i opisałem wcześniej, tak wyszło że była jedyną pozycją do wypożyczenia. Dodatkowo najpierw przeczytałem Wołanie, a potem po kolei. Nie wpłynęło to w żaden sposób na odbiór tych książek, chociaż ciężko wyzbyć się wrażenia, że tylko część trzecia dzieje się w USA. Nie czuć różnicy pomiędzy Anglią a Ameryką, może ja tak mam. Chociaż tom drugi, wyspiarski… nieważne
Grunt, że Beckett trzyma poziom cały czas, tworzy wspaniałe historie związane z zawodem naszego bohatera, a spodziewałem się że niewiele da się z tego wycisnąć. Jednak jego finały są tak zakręcone, tak zaskakujące… mam nadzieję, że kiedyś ktoś przeniesie to na ekran, bez zniszczeń.

Chemia śmierci – pierwsze, bestsellerowe spotkanie z doktorem Davidem Hunterem, antropologiem sądowym. Człowiek po mocnych przejściach, próbuje odzyskać równowagę przyjmując posadę lekarza w małym miasteczku Manham. Oczywiście po jakimś czasie pojawiają się zwłoki, potem kolejne i chcąc nie chcąc Hunter podejmuje się pomocy, służąc policji swoimi unikalnymi zdolnościami.

Zapisane w kościach – drugi to kontynuacja pracy Huntera jako antropologa sądowego już w pełnym wydaniu. Dla mnie najlepsza część, dziejąca się na angielskiej wysepce, odciętej sztormem od dostępu do lądu. Spopielone zwłoki o dziwnym ułożeniu prowadzą od zwykłej diagnozy do serii morderstw, których finał jest totalnie zaskakujący, a już epilog… wymaga części trzeciej, chociaż jest tam tylko wspomnienie tych wydarzeń. Cudowne zakończenie, niczym finta w fincie.

Wołanie grobu – ostatni wydany tom „przygód” Huntera, które sprzedały się w 4 mln kopii, w 28 językach. Angielskie torfowiska i jaskinie kryją niejedną tajemnicę i niejedne zwłoki. Jeśli dołożymy do tego mordercę i gwałciciela o wyglądzie batmanowskiego Bane’a, któremu udaje się uciec z więzienia i który chce coś od naszego doktora… czasem czytając te książki ma się dziwne uczucie, że DH nie może sobie spokojnie obejrzeć trupa, opisać jak zginął i kiedy a potem wrócić do domu. Zawsze przyczepi się do niego jakiś świr. Ale jak się lubi swój zawód.
Bardzo dobra seria, na poziomie przez wszystkie cztery tomy.

#12 Vaterland
#13 Archangielsk
#14 Ghostwriter
Robert Harris
W ogóle od dłuższego czasu polowałem na coś „rzymskiego” tego autora, ale nie dało rady trafić. To wziąłem co było.
Vaterland – najlepszy debiut literacki 1992 r. Rok 1964, Rzesza wygrała wojnę, tylko na dalekim wschodzie wciąż tłuką się niedobitki i partyzantka rosyjska. Nie ma Polski i wszystkich państw w stronę Uralu. Jest za to coś na kształt radosnej UE z Francją, Włochami, Hiszpanią, Belgia itp. USA są w pokojowych relacjach z nazistami. Wspaniały (teoretycznie, dla niektórych) świat.
Tylko jeden niemiecki policyjny detektyw wpada na trop czegoś co jest niewiarygodne i co przeczy łatwej prawdzie zaakceptowanej przez świat – „ewakuacji” Żydów na Wschód. Wplątuje się w grubą aferę a pomaga mu amerykańska reporterka. I chociaż brzmi to banalnie to czyta się świetnie aż do samego końca. A wizja takiego świata cały czas przeraża.

Archangielsk – angielski historyk i tajemnica zeszytu Stalina, który podobno wykradł Beria kiedy dyktator dogorywał w swojej daczy. Typowy rosyjski burdel lat Jelcyna, do tego komuno-faszyści, służby specjalne, najarany amerykański reporter i dziwka, której życie wcale nie było proste. Skoro miało się za ojca osobistego ochroniarza Berii.
Bardzo ciekawie napisane, dużo trafnych uwag o Rosji i jej mieszkańcach no i ta tajemnica. Groteskowo-przerażająca, przychodzi taka myśl że wcale daleko od łagrów i zbiorowych mogił nie odeszliśmy.

Ghostwriter – oryginalny tytuł „The Gost”, co ma sens choć bohater woli się określać mianem murzyna. Jestem tylko ciekaw czy śp. Piotr Amsterdamski przetłumaczył to w miarę porządnie czy… łopatologicznie jak tytuł?
Tak czy siak kto widział film Polańskiego wie o co chodzi. Były premier UK Langa chce wydać wspomnienia, ale potrzebuje kogoś kto profesjonalnie przeleje to na papier. Pojawia się nasz duch, a w tle wybucha afera z transportami więźniów i tym całym terrorystycznym badziewiem. Podobno premier jest aluzją do Tony’ego Blaira, ale jakoś tego nie czułem. Ale im więcej pracy, tym więcej szczegółów, które nie bardzo do siebie pasują, porównując opowiadania Langa i pracę jaką wykonał poprzedni „murzyn” – partyjny wielbiciel/wyznawca McAra.
Dobra książka, trzyma poziom pozostałych, dlatego tak bardzo szukam tych „rzymskich” książek.

#15 Pieśń Lodu i Ognia - Gra o tron
George R. R. Martina
Recenzja akuratnie tutaj http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=167496#513578

"Kłamca 4

Kill`em all" Jakuba Ćwieka to ostatni tom tetralogii o Lokim, aniołach i reszcie ekipy. Czekanie opłaciło się z nawiązką: dostajemy dobre zamknięcie całej historii, zakończenie jakby nie patrzeć, uczciwe, choć do końca miałam nadzieję,
początek spoilera że Kłamca znowu się wykręci. koniec spoilera Koniec końców wygrali ludzie.
No i wreszcie spotykamy Boga. A raczej Jego głos, co w pewnym sensie znaczy to samo.

Jeśli ktoś ma ochotę na kawałek dobrej literatury rodzimej produkcji, to Kłamca jest pozycją obowiązkową.

saga cienie

Z ostatnio czytanych najbardziej do gustu przypadł mi pierwszy tom Sagi Cienia Cień Endera, będący jednocześnie spin-offem Sagi Endera.

To że cykl przygód Endera należy do moich ulubionych cykli, wspominać nie muszę. Wielokrotnie napominałem o walorach tej serii, która wyszła z pod pióra Orsona Scotta Carda. Co w powieści "Cień... " najbardziej mnie urzekło, na pewno powrót do szkoły bojowej znanej z Gry Endera i ponowne spotkanie z ulubionymi postaciami serii. Czytając ją czułem się jakbym ponownie wracał do ulubionej książki, sporo wątków opisuje te same wydarzenia co w pierwowzorze, jednak z innego pkt. widzenia, z pkt. widzenia Groszka, głównego bohatera Sagi Cienia, diabelnie inteligentnego dowódcy i przyjaciela Endera. Szkoła bojowa to przedsionek dla wybitnie uzdolnionych dzieci, które mają w przyszłości stać się elitą dowódczą w celu uratowania ludzkości przez nadchodzącą trzecią inwazją Formidów. Nasz bohater dostaje się do niej, po drodze jednak napotykając sporo trudności związanych z jego przeszłością.

Sama książka jest trudno dostępna i rzadko można ją kupić za rozsądną cenę, to samo tyczy się następnych tomów Sagi Cienia. Na dodatek mam takiego bzika, że chce mieć wszystkie z jednego wydania z czerwonym paseczkiem "Proszyński i S-ka", co jeszcze bardziej wydłuża polowanie na pozycje.

Powieść polecam, jeśli spodobała wam się "Gra Endera", na pewno napotkacie sporo nawiązań, które pozwolą poszerzyć wam spojrzenia na fabułę "Gry... ". A dla tych co nie zaznali się jeszcze z przygodami Endera, polecam tym bardziej gdyż pozycja jest wyjątkowo wciągająca, (460 str w 2 dni).

Igrzyska Śmierci

Ja ostatnio skończyłem czytać "Igrzyska Śmierci" i "W Pierścieniu Ognia" teraz czytam "Kosogłosa".

Przyjacielu, coś sobie przypomniałem.

Od wieków już nie pisałem w jednym z tych tematów, ale okazja jest nie byle jaka, więc wymaga jakiegoś upamiętnienia. Jakis czas temu skończyłem bowiem Okaleczonego boga, dziesiąty i ostatni tom Malazańskiej Księgi Poległych. O wrażeniach z pierwszych ośmiu tomów pisałem juz swego czasu ( http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=383433#439366 ), teraz pora na końcówkę i ogólne przemyślenia.

Ostatni tom to w praktyce jedna wielka konwergencja, węzeł, w którym splatają się wątki prowadzone przez całą sagę. Większość z nich krąży wokół wyprawy Łowców Kości przybocznej oraz obrony Brzegu przez siły Shake`ów. Z racji tego, że naprawdę poważna akcja zaczyna się w książce raczej wcześnie, obawiałem się nieco, że autorowi nie uda się utrzymać napięcia przez całą powieść. Tym niemniej Erikson nie zawiódł. Odsłaniane kolejno tajemnice, wyskakujące jak diabeł z pudełka postaci, wydarzenia tak epickie, że w każdym innym cyklu stałyby się śmieszne. początek spoilera Szturm na Kolanse, bitwa o iglicę, kolejne szturmy Liosan na Brzeg, starcie na kurhanie, przykucie otataralowej smoczycy, śmierć (?) Okaleczonego Boga z rąk Tancerza koniec spoilera - każde z tych wydarzeń byłoby genialnym punktem kulminacyjnym dowolnej książki fantasy. Wreszcie dowiadujemy się, w co grają Kilamandros i Zbłąkany, Tron Cienia i Kotylion (na pewno?), przyboczna, Forkrul Assailowie, Syn Ciemności, Eleinty. Kilka pytań pozostaje wszakże bez odpowiedzi (albo po prostu ich nie dostrzegam). Kim choćby jest kapitan Ruthan Gudd?

Otrzymujemy również sporą dawkę jedynego w swoim rodzaju malazańskiego humoru. Każde pojawienie się duetu Szybki Ben & Kalam Mekhar, drużyny Łowców Kości i Podpalaczy Mostów w marszu, księżniczka Felash (swoją drogą, wreszcie dowiadujemy się, kim jest jej służka), pradawni Jaghuci, Tron Cienia opowiadający o swej matce, zakochany Ublala Pung - to kolejne salwy śmiechu.

Żeby dodać naparstek dziegciu - trochę zbyt mało IMHO miejsca poświęcono Icariumowi oraz Karsie Orlongowi, ale oni już mieli swoje momenty chwały. Rozumiem klamrę spinającą fabułę, i tak dalej, ale trochę wymuszone wydaje się początek spoilera nagłe przywoływanie Krokusa i Apsalar koniec spoilera. No i jak można było zabić początek spoilera Fenera koniec spoilera? Znowu.

Malazańska ksiega poległych to zdecydowanie jedno z najwspanialszych, najbardziej epickich, przemyślanych i genialnych dzieł, jakie znam. Chciałoby się napisać, że polecam je każdemu. Ale nie napiszę. Wiem, że wielu odbije się od tego cyklu, od dramatis personae liczących kilkadziesiąt imion, od półprawd, kłamstw i wielopoziomowych intryg. Erikson nie jest bowiem pisarzem, który cokolwiek podaje czytelnikowi na tacy. Tu nie ma czarno-białych bohaterów rozprawiających na prawo i lewo o swoich intencjach, serwujących przy okazji skróty z historii uniwersum. Tutaj trzeba walczyć o każdy strzępek informacji. I jeżeli niektórzy twierdzą, że Martin rzuca ich na głęboką wodę, to zetknięcie z twórczością Eriksona będzie dla nich wypchnięciem w próżnię kosmiczną. Nago. I z tuzinem włóczni wbitych w plecy. Tym niemniej jeżeli ktoś ma ochotę na dojrzałą, wymagającą, mroczną fantasy, to serdecznie polecam.

Aż się łezka zakręciła w oku przy słowach:

Tu kończy się dziesiąta i ostatnia opowieść z Malazańskiej Księgi Poległych.

Dzięki, panie Erikson. Cóż znaczy trzy i pół miliona słów między przyjaciółmi?

Kłamca IV: Kill`em all

Na czwartą częśc przygód Lokiego i jego zakręconej kompanii przyszło nam czekać długo. Zdecydowanie za długo, o mniej więcej rok niż planowano wstępnie. I niestety odbija się to fatalnie na samej książce.
Od początku do końca zrobiła na mnie wrażenie tworu pisanego jakby od niechcenia, z kilkoma przebłyskami, które jednak giną pod toną fabularnych głupotek takich jak początek spoilera fakt, że wszystkie filmy na świecie przepadly podczas apokalipsy, ale już internet działa, z facebookiem na czele. A podobno to PirateBay miało najbezpieczniejsze serwery). Samo zakończenie też posysa, bo o ile jest ładne, trochę smutne itd. to zwyczajnie nie ma sensu - "3000 ludzi nagle przestaje wierzyc w Boga, więc bogowie przestają istnieć" Nic to, że to nie jedyni ocaleni po końcu świata i ci pozostali dalej wierzą. No i wątpie zeby ktokolwiek w sali teatru wierzyl w bogów greckich czy nordyckich, co tylko dodaje idiotyzmu całości. koniec spoilera
Ksiązka niczym nie zaskakuje (poza ww. zakonczeniem) sceny batalistyczne poprowadzone beznadziejnie (jest armia i pyk, nie ma armii), zaś nowi bohaterowie wzięli się totalnie znikąd i bez większego sensu dla fabuły - za bardzo widać tutaj, że Ćwiek chciał wrzucić do książki kumpli z fandomu polskiej fantastyki.
Czwórka, po genialnych dwóch pierwszych tomach i średnim trzecim rozczarowuje jako zakończenie. Jest nieprzemyślana, nadzgana bezsensownie zbyt wielką ilościa odwołań do popkultury oraz fandomu. O ile poprzednie części robily to zgrabnie i ze smakiem, tak tym razem nie wyszlo. Polecam tylko tym, ktorzy koniecznie chcą wiedzieć jak skończył nordycki bóg kłamstw, inni niech lepiej sięgną po książki Kossakowskiej.

Re: Kłamca IV: Kill`em all

SroQ napisał(a):
inni niech lepiej sięgną po książki Kossakowskiej.

no to żeś pan polecił

Pratchettowski Niuch/Snuff

Jestem przy samej końcówce książki... I odczuwam zbełtanie mentalne niczem Stefcio Rozpruwacz jak to jego rozpruwali...

Książka... W sumie mam wrażenie, że nie przypomina innych dzieł Pratchetta. Ortodoksyjni fajni fani, mogą kręcić nosami, well, takie ich prawo.

Ja zaś leżę i kwiczę z radości, że to cudo wpadło mi w łapy. Pokusiłbym się, że to jest... najlepsze pisarskie dziecko Pratchetta jakie miałem okazję przeczytać. A od dzieciaka zdążyłem pochłonąć wszystko tego autora, co zostało wydane w Polsce.

Ale przechodząc do konkretów... Przede wszystkiem-mam wrażenie, że język jest taki... mało Pratchettowski. Tłumaczy jak zwykle Cholewa, iwęc to nie tłumacz. Mam nadzieję, że to po prostu autor się tak zmienił... bo rozpatrywałem też tę kwestię pod kątem jego (tfu tfu niech przeklętą będzie) choroby. Chodzi mi tu ogólnie o styl pisania... nie wiem może ktoś kto to czytał lepiej ujmie.

Przede wszystkim mam wrażenie, że Niuch jest... Mroczniejszy niż większość książek Pratchetta. Wiadomo, że jego książki w sposób lekki poruszały bardzo ważne tematy...

Ale tutaj tej lekkości jest znacznie mniej. Zresztą uwidacznia się tu całą głupotę, nietolerancję, zaściankowosć człowieka...A także po mojemu jego żądzę do posiadania wszystkiego (strumień)... Nierzadko nawet występują... sceny drastyczne. Jasne, zdarzało się że ktoś tu zginał, stracił głowę.... ale nawet śmierć była podszyta częstokroć pewnym... sarkazmem i ironią. A tutaj nie. Jest ciężka. Czuć negatywne emocje bohaterów. Nie chce się wierzyć w niezrozumienie i pogardę jakie okazują mieszkańcy wioski, czy tam Quirmu. Well, w sumie trzeba przeczytać.

Ja osobiście jestem w pozytywnym szoku. Sir Terry jeszcze mnie tak nie zaskoczył. Niuch jest... Dziwny. Ale świetny. Polecam, chociaż zapewne nie każdemu podpasuje coś takiego. Ale uważam, że spróbować naprawdę warto.

A jeśli ktoś czytał, to interesują mnie opinie bardzo.

...

Ja miałem co do Niucha dość wysokie oczekiwania - książka o Vimesie, a osobiście zawsze darzyłem szczególną sympatią straż, no i nie tak dawna Straż nocna wypadła moim zdaniem świetnie. I z takim podejściem trochę się zdziwiłem

Jakoś gładko udało mi się dostosować do cięższego stylu Terry`ego, o którym piszesz. Dopiero po przeczytaniu książki natknąłem się na kilka opinii o niej i zauważyłem te uwagi o "mroku", ale podczas lektury wydało mi się to naturalne. Jak się teraz nad tym zastanawiam, to przecież niektóre z ostatnich książek też zaczynały wchodzić w takie klimaty - Łups! czy W północ się odzieję chociażby, przynajmniej ja miałem takie wrażenie, choć faktycznie raczej nie w takim stopniu. Ogólnie cały wątek goblinów to dobry pomysł, i fabularnie Niuchowi nie można wiele zarzucić. Gorzej z humorem, bo tego mi zabrakło. Pojawia się w wielu miejscach, ale nie bawi tak bardzo, choć są przebłyski. Moim zdaniem książka wiele straciła na wątku młodego Sama - trochę tego było za dużo, zważywszy na to, że zawsze, kiedy się pojawiał, żarty kręciły się wokół tego samego. Może takie są dzieci, ale ileż można

Trochę podbijały stary, pratchettowski klimat sceny z Ankh-Morpork, strażnicy jednak nie zawodzą.

Jo, po...

przespaniu się z tym, doszło mi kilka myśli a propos książki, właściwie tym razem jej wad.

Przede wszystkim tak jak wspomniałaś, Młody Sam. Cały wątek był dla mnie potwornie irytujący.

Akurat fakt, że humoru jest mniej mi osobiście nie przeszkadza, inne rzeczy równoważą ten brak (wspomniany wątek goblinów!!!)

W sumie dosyć mocno... ``inni`` są bohaterowie. Śmiejący się Vetinari? Geez, kiedyś to by było nie do pomyślenia.
No i Wilkins o którym też ktoś wspomniał. Ale akurat zmiana jaka zaszła w przedstawieniu tej postaci mi się podoba, chociaż też jest mniej Pratchettowski.

Za to pod kątem ``pisaniny``-monologi Vimesa mi się nie podobają. Gdy łapie przestępców. Z jednej strony istotne rzeczy tam mówi, no i Vimes zawsze lubił sobie pogadać, ale to tutaj już się ociera prawie o kicz. Chociaż tak czy inaczej jest to kicz z gatunku tych dobrych kiczy, jak Pulp Fiction.

W każdym razie się zastanawiam czy ktoś mu to pomagał pisać po prostu, przez tego przeklętego Alzheimera.

Niemniej, książka ma wady. Jak każda. Ale polecam dalej z czystem sercem.

Re: Jo, po...

Włóczykij napisał(a):
wspomniałaś,

________
Przepraszam moderację za spam, oczywiście powinno być ``wspomniałeś``. Nick mnie troszkę zmylił. Excusez moi.

Re: Pratchettowski Niuch/Snuff

Włóczykij napisał(a):
Ja zaś leżę i kwiczę z radości, że to cudo wpadło mi w łapy. Pokusiłbym się, że to jest... najlepsze pisarskie dziecko Pratchetta jakie miałem okazję przeczytać. A od dzieciaka zdążyłem pochłonąć wszystko tego autora, co zostało wydane w Polsce.
Hmm?
Niuch jest dobry, bardzo dobry, ale żeby lepszy od Wiedźmikołaja czy Zbrojnych? Rzeczywiście, styl pisania Pratchetta się zmienił i chociaż nie stwierdzę, że na lepsze, to Snuff całkiem dobrze wypadł. Miło się czyta i jedyne co mi nie pasuje to Wilikins. Trzeba jednak przyznać, że powieść pokazała mi zmiany w prozie Terry`ego zachodzące już od, jakby nie patrzeć, Straży Nocnej IMO najlepszej książce o Straży Miejskiej Ankh-Morpork.

Co ostatnio czytałam?

Ja ostatnio zaczytuję się w powieściach Agathy Christie. "A.B.C." i "Morderstwo w Orient Expressie" to chyba moje ulubione tytuły. Oprócz tego czytam różnego rodzaju fantastykę i s.f.
A obecnie jestem na 163 stronie "Rozbitków z Nirauan"

...

Ostatnio czytałam "Złodzieja Czasu" Terry`ego Pratchetta, a teraz zabieram się za "Blask Fantastyczny" również tego autora.
Kocham jego książki

książki

Ostatnio przeczytałam całą "Serię Niefortunnych Zdarzeń" - z sentymentu. Dobiłam "Howl`s Moving Castle" i "Listami" Marii Curie-Skłodowskiej z córkami.

Hm

Ostatnio przeczytałem kolejną książkę Jacka Komudy pt. "Zborowski". Jest to jak zwykle u niego osadzona w XVI-wiecznej Polsce historia, głównym bohaterem zaś jest Samuel Zborowski młodszy, syn sławnego szlachica o tym samym imieniu i nazwisku, ściętego na rozkaz kanclerza Jana Zamoyskiego. Podróżuje w towarzystwie Kozaka Nikifora Huni (ciekawa postać, cyniczny, skuteczny zabójca bez wyrzutów sumienia) oraz niejakiego Bohusza (to z kolei dość zabawny bohater w stylu sienkiewiczowskiego Rzędziana). Pojawia się także ulubiona przez Komudę postać "Jacka nad Jackami", Dydyńskiego.

Książka to pięć opowiadań, powiązanych ze sobą wydarzeniami z pierwszego i drugiego, chociaż opowiadających o innej przygodzie Samuela. Kojarzyła mi się z opowiadaniami Roberta E. Howarda Może dlatego, że klimat jest dość poważny i sporo jest pojedynków na broń białą

Ogólnie mówiąc Jacek Komuda po raz kolejny dobrze odmalował realia szlacheckiej Polski i świata panów braci i warto przeczytać.

Dotychczasowy bilans wakacyjny

wypada chyba najsłabiej w moim życiu ... Ale na swoje usprawiedliwienie dodam że wróciła mi faza na komiksy i to ostatnie głównie je czytałem I to ... masowo No i na samo czytanie nie było za bardzo czasu w te wakacje ;/ Uwzględniam tu tylko prozę, bo ksiązek może i przeczytałem więcej, ale była to literatura fachowa, powiązana ze studiami :< Jeszcze w lipcu ślęczałem nad licencjatem, więc potem wolałem korzystać z uroków lata, co jest kolejnym powodem małej liczby zaliczonych ksiąg :>

Zrób mi jakąś krzywdę Jakub Żulczyk. Audiobook. Czyta Sokół, raper. Najlepsza książka jaką czytałem od baaaardzo dawna. Pewnie nie jedna osoba uznała dzieło za pretensjonalne (bo może i czasami trochę jest), ale tak skumulowanej dawki nostalgii, humoru, wnikliwych obserwacji społecznościowych i goryczy nie zaznałem od dawna. Nie będę wdawał się w opisy fabuły, ale powiem wam tak : jeżeli jesteś kończący studia 20parolatkiem który wychował się w 90`s, a jednocześnie ... hmm jesteś przewrażliwieńcem który raz czuje się królem świata a za chwile chce sobie strzelić kulę w łeb to przeczytaj tę książkę. Czytając miotałem się pomiędzy chęcią strzelenia głownemu bohaterowi w ryj a poklepaniem po plecach z pocieszającym "Rozumiem". Pierwszy audiobook jaki w życiu przełknąłem.
BTW ... przełknąłem ... Słyszeliście o ludziach którzy mówią że odstawiają bardzo fajną książkę na bok odrobinę przed zakończeniem, aby poznać ja jak najpóźniej albo jak będą w nastroju ? Ja słyszałem. I zawsze miałem z nich polewkę, albo myślałem że to takie tam hipsterskie gadanie ... Aż sam tak nie zacząłem mieć. Ksiązka od początku lipca nieruszona, mimo że zostało mi jej naprawdę niewiele i chodzi mi ona po głowie.

The Walking Dead: Rise of the Governor Robert Kirkman, Jay Bonansinga. Drugi, i jak dotąd ostatni audiobook jakiego słuchałem. Pierwszy po angielsku.
Po literaturę opartą na licencji staram się, poza wyjątkiem Star Wars, nie sięgać. Nie to żebym uważał że z zasady musi być gorsza (chociaż często tak bywa ) ale po prostu tak wyszło. Jednak jakiś tam impuls zadziałał, chyba przy czytaniu komiksu, no i audiobook TWD trafił na moją komórkę. O dziwo książka napisana sprawnie i dość ciekawie (spodziewałem się czegoś o niebo słabszego), więc dość szybko się wkręciłem. Jednak z powodu awarii gniazdka słuchawkowego ksiązka czeka na swoją kolej, pomimo że przesłuchałem jakieś 3/4 (słuchałem na słuchawkach podczas treningu albo opalając się). Nie polecam ale i nie odradzam. BTW po książkę można sięgnąć nie mając wcześniej styczności z komiksem czy serialem. Występuje dość znana postać z komiksów co prawda, ale to naprawdę nie stoi na przeszkodzie nieobeznanym.

... i coś bliskie sercu każdego Bastionowicza

TARA RARA
RA
TA RA RA RARA
TA RA RA RA RA
TA RA RA RAAAA
Star Wars : Legacy of the Force V : Sacrifice Karen Traviss. Dawno, oooooj dawno nie ruszałem Star Wars. Książki co prawda trafiały ciągle do kolekcji (raczej przez antykwariaty i wznowienia, bo ostatni raz do księgarni pobiegłem ... przy Shadows of Mindor Dla Stovera <3 A następny raz pobiegnę dopiero w dniu premiery Plagueisa ) ale nie czytałem SW od jakiegoś ... roku ? Cóż, moje fanostwo przychodzi i odchodzi falami Chwyciłem tę książkę z półki pod wpływem jakiegoś impulsu i zacząłem ją wczoraj jadąc pociągiem do Warszawy ... a dziś po opalaniu jestem niemal na finiszu ! Czy zadziałał jakiś Starłorsowy głód ? Sam nie wiem, może i tak. Niemniej jednak - przestańcie wieszać psy na Karen ! Poświęcenia to świetna książki, opisy intryg na najwyższych szczeblach, działania tajnej policji, zamach na Gejjena, odsunięcie Omasa od włądzy ... mistrzostwo ! Postać Boby i jego zachowanie jako Mandalora też mi się bardzo podoba. Odejście Karen to niepowetowana strata dla Star Wars. Jeżeli jutro rano postanowię się opalać z książką w ręku to coś mi się wydaje przed jutrzejszym południem dokończę Sacrifice`a ... i chcę więcej ! BTW zaczynam wreszcie uznawać Bena za postać a nie ... konieczność

Rany, tylko 3 książki przez półtora miesiąca wakacji ... trochę wstyd Tym bardziej że kupiłem od groma książek A wśród zakupionych książek (bądź po prostu będących w moich planach) znajdują się :
*Mroczna Wieża I : Roland
*11/22/63
*Władca Barcelony
*Moby Dick
*Radio Armageddon
*Instytut
*86
* ... cóż, póki nostalgia dla SW odżyła a Sacrifice zrobiło dobre wrażenie, to czas zakupić ostatnie tomy Dziedzictwa Mocy

Jednak jako że mam fazę na komiksy, to przed nimi prawdopodobnie skuszę się na dzieło Franka Millera "Martha Washington". Już od pewnego czasu zacieram ręce, mam nadzieję że komiks wart swej opinii. A co do komiksów i opinii to po raz 3 czytałem "Mroczny Rycerz Powraca", a po nim sięgnąłem po sequel "Mroczny Rycerz Kontratakuje" ... buuuueeehhh ://

Co do audiobooków : uważam że "tradycyjne" ksiązki czyta się fajniej, mając lepszy "klimat" i ogólnie. Jednak kiedyś byłem tradycjonalistą na siłę, potępiałem audiobooki, mimo że ich nie znałem. Przekonałem się do nich. I mimo, że nadal wolę tradycyjną książkę, to przyznam że audio jest przydatne podczas roweru, treningu, opalania itp. Nawet spodobało mi się leżenie ze słuchawkami na uszach po ciemku przed zaśnięciem
2 audiobooki w których posiadaniu się znalazłem i czekają na swoją kolej to :
* Gra o Tron : podobno najdroższa tego typu produkcja w Polsce.
*Wojna Polsko-Ruska (film ssie moim skromnym zdaniem )

A upoluję jeszcze ... Shatterpoint ... Tak, moja ulubiona książka SW Ostatnio mi chodziło po głowie by sobie ją przypomnieć, a skoro już taki mam zamiar no to sobie urozmaicę :>

Cóż, słoneczko powie "papa" za maxymalnie 2 miesiące to i czasu może będzie więcej na czytanie :> No chyba że zamiast planowanego roku przerwy pójdę jednak od razu na magisterkę ... albo uwalę poprawkę która mnie czeka za parę tygodni

BTW przeczytane może i niewiele ale za to 2 short story ... napisane.

PS stęskniłem się również za Kingiem ... Przed wakacjami przeczytałem Cujo, a rok temu Pod Kopułą ... i w sumie tyle, czas nadrobić, kiedyś byłem gościa fanem a 2 jego książki w ciągu roku to dość mało :>

:)

Uaaa, zapomniałem dokończyć zaktualizować pod koniec wakacji.

OK : poza wspomnianymi powyżej książkami (Zrób Mi Jakąś Krzywdę, Rise of the Governor i Sacrifice) przeczytałem w wakacje :

Mroczna Wieża Tomy 1-3

King w nowej, jak dla mnie, postaci.

Powiem tak : rozbudowane sagi, które wymagają poznania nowego, zmyślonego świata (nie ważne czy sf, cyber punk, fantasy, czy jakieś post apo) zaczęły mnie, przy całej sympatii, dość męczyć. W Star Wars brnę z sentymentu, sympatii i przez to że ... cóż, jestem Bastionowiczem Jednak mam już nieco w pogardzie to uniwersum - jedzie po linii pochyłej i nie daje mi satysfakcji. No i nie ukrtwajmy się - niby nie ma obciachu że dorosły chłop jara się sw, ale jednak jest ono nieco infantylne - nawet produkty skierowane do dorosłych fanów.

Te poważniejsze "zmyślone uniwersa" zaczynają mnie męczyć i przytłaczać, często są albo na maxa nerdowsko-szczególasto-rozbudowane, albo są maszynką dla hajsu.

Bałem się że MW może należeć do tych pierwszych.

Dlatego, mimo że jako dzieciak bardzo polubiłem Kinga, to w spisie jego książek przeskakiwałem przez ksiązki z Mrocznej Wieży.

A w sumie to szkoda - w wieku nastoletnim zakładam że bardzo by mi się ta saga spodobała. Bo w zasadzie jest całkiem fajna (na tyle bym kompletował całość na właśność ... ale czy przeczytam toto kiedyś od nowa, od a do z, tak jak Wiedźmina ? Nie jestem pewien ).

Saga mieszająca post apo z fantasy, na szczęście upchana dziwacznymi koneksjami i prawami świata, przez co skupiam się na akcji i nie irytuję spamowaniem mi mózgu Fajne, klimatyczna nazewnictwo, zanim świat poszedł do przodu, itp, typowe dla Kinga

Fajna rzecz, widzę ten świat przed oczami podczas czytania, ale nie jaram się jakoś super. Może w późniejszej części sagi to się odmieni ? (Bo jak na razie z tomu na tom coraz to lepiej).

Mistrz i Małgorzata

Klasyka rosyjskiej literatury. Szczerze mówiąc nie zachwyciła mnie (ale czytalo się nieźle). Inna sprawa że miałem zaskok - nazwijcie mnie ignorantem, ale ja naprawdę nie miałem pojęcia o czym jest tak ksiażka Żadnego streszczenia, ekranizacji (ale zassasałem niedawno z chomika dziesięcio-odcinkowy serial) ani nic. Także zdziwiłem się gdy zaczęły się akcje z Kotem Behemotem, Szatanem i innymi zjawiskami nadnaturalnymi. Spodziewałem się ... no ... innej książki zupełni Mimo wszystko na plus. Pewnie wielu rzeczy nie załapałem, z racji mojego wieku, ale miałem wersję z poprawkami cenzury poprzedniego ustroju. Czasami zupełnie dla mnie nie do ogarnięcia (sorry że nie podam przykładów - mama zdążyła oddać książkę do biblioteki) a niekiedy dość oczywistymi

Star Wars

Ogólnie i zbiorczo - w wakacje włączyła mi się faza na sw. Stało się to dlatego że sięgnąłem przez przypadek bo Sacrifice, mojej nieodżałowanej Karen ( <3 <3 <3 ). W domu leżał również następny tom (dość cieniutki !) Dziedzictwa Mocy - Piekło, więc rzuciłem się na niego po skonczonej lekturze Poświęcenia.

No i troszkę się zawiodłem na początku. Aaron nie pisze tak ciekawie jak Karen, jednak akcja w książce zrekompensowała mi to. Atak na kashyyyk bardzo mi przypadł do gustu.

Z racji tego, że mamy w kioskach serię tanich wznowień kieszonkowych sw, kupiłem ksiązki, które wcześniej świadomie olałem - tak, chodzi mi o książki nawiązujące do serialu animowanego. Nie hejtuję go, ale nie chciałem Ahsoki w naszych, dorosłych ksiązkach Zacząłem od nowelizacji filmu (ach, Karen :*). Z ciekawości, bo słyszałem że autorka zdziała naprawdę sporo biorąc pod uwagę gó****ny materiał. Potraktowałem to jako badanie No i racja - Karen dałą radę, jednak nadal uważam że historia o porwaniu synka Jabby to bulszit.

Obecnie kończę Dziką Przestrzeń Karen Miller, ale szczerze mówiąc to widzę tutaj bezczelne skoki jakościowe - raz się toto czyta jak młodzieżówkę, raz całkiem nieźle. Książkę czytam jednak totalnie na raty. Ot - potrafię przerobić 2-3 rozdziały przed snem, a potem tydzien tej ksiązki nawet nie dotknąć. Może ją krzywdzę, bo nie jest taka zła, ale traktuję ją jak czytadło, które czasami rzuci się w oczy i akurat jest potrzebne coś do zabicia paru minut. (albo jak koleżankę do której niczego nigdy nie poczujesz, ale zostałeś singlem a masz swoje potrzeby i Ci się przypomniała po pijaku xDDDD)
To tyle jeżeli chodzi o SW.

Dalsze plany książkowe... cóż, w zasadzie nie ma, bo zmieniłem kompa i nadrabiam MEGA zaległosci w grach, które mnie naprawdę oczarowały jak dziecko (nic dziwnego skoro zacząłem od Wiedzminów i Mass Effectów, co nie ?) ale z pewnością chcę szybką dokończyć Mroczną Wieżę i Dziedzictwo Mocy, a poza tym czekają na mnie Blaszany Bębenek i Radio Armagedon

Zapomniałem

na śmierć że przeczytałem jeszcze jedną książkę Żulczyka - Instytut.

Bardzo polowałem na książki tego autora po wspomnianym wyżej ZMJK. Niestety się zawiodłem. Kolo napisał naprawdę fajną książkę drogi, z postaciami, z którymi naprawdę może się identyfikować 20+ letni Polak, tym razem zabieg miał być podobny, ale ... w konwencji horroru, przypominającego The Cube

Cóż, połknąłem toto w 2 wieczorki. Postacie, dialogi itp sa fajnie wymyślone, tak samo ich retrospekcje. Zawiązanie akcji wydaje się momentami absurdalnie głupie, ale w zasadzie - nie przeszkadza i dodaje tajemniczości. Niestety tego już nie powiem o zakończeniu - tegoż glupoty nie uratuje nic ...

Ale samą książkę można przeczytać. Nie polecam, nie odradzam. Ot horrorek, fajnie poczytać bo w polskich realiach tak znanego nam wszystkich blokowiska, z postaciami które każdy z nas może połączyć z kimś kogo zna.

Dobrze że 3 raz nie dałem się nabrać ...

Gdy byłem w gimbazie to zaśmiewałem się przy książkach o Jakubie Wędrowyczu, dokładniej przy tomach 1-4.

Gdy wyszła część piąta bylem już w liceum, pobiegłem po nią bez zastanowienia. Zaczęło się spoko, potem ostro się zawiodłem.

Już na studiach będąc dowiedziałem się że wyszedł tom szósty. Poszedłem do księgarni, z nadzieją że poprzedni tom to wypadek przy pracy który się nie powtórzy. Niestety nie.

Potem był jakiś cienki komiks z chorą ceną i notesy czy coś tam Olałem to na maxa.

Ostatnio w Empiku będąc zauważyłem kompletnie przypadkiem Truciznę. Patrząca z okładki znajoma menelska gęba zachęcała, ale uznałem że do 3 razy sztuka : pierwszy raz nie kupię Wędrowycza. (po 5 i 6 aż się boję sięgnąć ponownie po 1-4, moze się okażą tak słabe jak te nowsze?). Pobrałem pdf`a i wrzuciłem na tablet. Przyznam szczerze - nie przeczytałem jeszcze nawet połowy opowiadań z tego tomu. Jednak już się cieszę że nie kupiłem, bo zapowiada się na najsłabszy z cyklu. Może dam mu jeszcze szansę, bo mimo wszystko nie czyta się tego topornie, i czasami można się jeszcze uśmiechnąć - ale jednak cieszę się, że pieniądze zostały w kieszeni.

Już lepiej wydać na starłorsy nawet ;__;

to nie

kwestia spadku jakości, tylko tego że dojrzałeś, twój gust książkowy się rozwija, a wymagania rosną. Ja miałem to samo, w gimnazjum - Pilipiuk super autor, Wędrowycz jejku jakie śmieszne a inne książki jejku jakie ciekawe, do tego Kossakowska i inne tuzy z Fabryki Słów jako wzór literatury

teraz... w zeszlym roku większość z tej grafomanii poszła na wyprzedaży po 5 zł za sztukę.

Wiesz

Fabryką Słów zacząłem gardzić już w licbazie (oszałamiające jaki sukces odnosi ta firma ... chyba na tym Pilipiuku się tak wybili właśnie), ale do menela Wędrowycza sentyment jakiś tam ciągle był, mimo ze chyba sam śmieszniejsze rzeczy wtedy już pisałem.

Nie zapomnę rozmowy z jedną lalą która mi się w licbazowym okresie podobała. Rozmowa spadła na książki, pytamy się nawzajem co czytamy. Ja wymieniam autorów a ta "Ja czytam tylko książki z Fabryki Słów".
Padłem.

znaczy

wydawnictwo jest ch***owe i wydaje ch***owe książki, fakt. Ale nie wszystkie, niektóre są naprawdę OK. Np. Pan Lodowego Ogrodu, Malowany Człowiek i kontynuacje, książki Miroslava Žambocha. Mnie by tam stwierdzenie laski że czyta tylko książki z FS nie przeraziło... większość z tych które znam ma dużo, dużo gorzej.

:>

Doesn`t matter, got laid anyway

najnowsze ... ;__;

-Władca Much Williama Goldinga
Swietna książka, dziwię się że tak późno po nią sięgnąłem, mimo że fragmenty które czytaliśmy na "polaku" w podstawówce bardzo mi się podobały. Czytałem wersję ze wstępem Stephena Kinga i właściwie to co w nim napisał może starczyć za opis książki. W skrócie : to nie jest powieść przygodowa napisana o dzieciach dla dzieci. This shit is dark, książka opisuje jakie dzieci są naprawdę. Czyli jak powiedział King : w jednej chwili współczujące słodkie istoty, w drugiej nieczułe potwory.

Mimo że doskonale wiedziałem jaka jest ta powieść to nic nie przygotowało mnie na sceny pogoni za Ralfem. Zezwierzęcenie pozostałych chłopców było po prostu wyczuwalne.


Park Jurajski Michaela Crichtona.
Szkoda że Michael nie żyje. Kiedy byłem w gimnazjum zaczytywałem się w jego "technothrillerach" i czułem że czytam strasznie "dorosłe" książki Właściwie to Crichton był dość utalentowany, ale jego książki bywały lekko przereklamowane, ale czemu się dziwić - napisał książkę której adaptacja jest najbardziej kasowym filmem jednego z najsławniejszych reżyserów w historii.
To moje drugie podejście do książki, przeczytałem ją około 10 lat temu, i szczerze mówiąc tak słabo ją pamiętałem że czytałem ją jak coś nowego. Książka nie jest zła, ale jak to u Crichtona : lekka przygoda miesza się z polityczno-technicznym korpo żargonem a wszytko polane thrilerowo-awanturniczym sosem. Można skonsumować z przyjemnością

Oraz dwie książki "napoczęte" ale jeszcze nie przeczytane :

Pokarm bogów Terence`a McKenna.
"Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy" - czyli o wpływie wpieprzania grzybków na rozwój homo sapiens Ciekawa teoria, każdy fan ćpania powinien ją przeczytać by mieć argumenty za swoją ulubioną rozrywką.
A na trop książki wpadłem dzięki ... "Iron Man : Extremis" ;D Widzicie jakie mądre rzeczy można znaleźć w komiksach ? ;__;

Upadek Hyperiona Don Simmons
Ciężko mi cokolwiek powiedzieć bo książkę dopiero zacząłem ... ale będzie albo bardzo dobra albo bardzo zła Ciężko mi powiedzieć, ale podobne wrażenie miałem przy "Zdrajcy" Stovera ... co w zasadzie rokuje jej dobrze Skrobnę coś jak przeczytam.

Plany na przyszłość : Przede wszystkim dokończyć serie które zacząłem, czyli Mroczną Wieżę S.Kinga oraz Gwiezdne Wojny : Dziedzictwo Mocy. Obie trzymają poziom i są fajną rozrywką. Poza tym z tej pierwszej włsanie wyszedł pakiet brakujących mi tomów, a co do drugiej ... no brakuje mi 3 ostatnich książek ale czas nadganiać bo właśnie udało mi się kupić niemal kompletne Przeznaczenie Jedi za marny grosz A z nienerdowych to leży w domku Rzecz o mych smutnych dziwkach Gabriela Garcíi Márqueza.

errata

Upadek Hyperiona = Hyperion

Nie wiem skąd mi się ten Upadek wziął ?

Nergal i Mimban

Czekało mnie dość nudne i długie szkolenie, tak więc potrzebowałem czegoś lekkiego na tablecie, ot aby odreagować gdy monolog prowadzącego będzie nie do wytrzymania

Adam Nergal Darski Spowiedź Heretyka

Nie, nie jestem fanem Behemotha. I w sumie Darskiego też nie. Wrzuciłem tę biografię (a raczej wywiad-rzekę) z zamiarem pobieżnego jej przejrzenia raczej, niż przeczytaniem. Okazało się że była to jednak lekka, i dość przyjemna lektura, okraszana ciekawymi anegdotami i zdjęciami.

Sam Darski to inteligentny facet, choć Ameryki to on nie odkrył, i w zasadzie mówi to, co każdy inteligentny i świadomy ateista wiedzieć powinien. To samo tyczy się w zasadzie każdej omawianej dziedziny której książka ta dotknęła.

Jednak niektóre rzeczy czyta się naprawdę fajnie, no bo jakby nie było, inteligentny facet który miał ciekawe przeżycia i widział trochę świata to jednak ktoś kogo zawsze dobrze się słucha/czyta.

Tak więc początki black metalowego podziemia w Polsce za czasów przemian systemowych, podróże Behemotha po USA, romans z polskim showbizem, przebieg choroby - to w zasadzie ciekawe opowieści. Nawet jeżeli są lekko podkoloryzowane, to nawet dla "nie-fana" to ciekawa sprawa. A sami fani będą pewnie zachwyceni.

Druga książka to sw-owy klasyk

Alan Dean Foster Spotkanie Na Mimban

Zostało mi około 40 stron tej książeczki, ale szczerze to nie uważam by jakiś fabularny twist albo cokolwiek innego mogło zmienić moje zdanie o książce. Jest ona słaba, nawet jak na starłorsowe standardy. Nie to żebym nie był przygotowany - wiedziałem mniej więcej o czym to jest. I wiedziałem że będzie trącać myszką. Ale niestety, i tak jest biedniej niż myślałem.

Szczerze mówiąc to nie miałem nic przeciwko takiej książce. Ot, głupawa awanturnicza przygoda w najklasyczniejszym SW, oldskulowa na maxa i przypominająca stare marvele. Taką miałem wizję. Lekka i przyjemna.

Niestety, zgadza się wszystko poza "lekka i przyjemna". Jest toporna i nieprzyjemna. Brnę już tylko dla spotkania z Vaderem

Jedyne co mogę powiedzieć o zaletach tej książki to to, że bałem się (przez opisy) że będzie to bardziej fantasy niż sf, na szczęście okazuje się że nie ma aż takiej dysproporcji jakiej można by się było spodziewać Niemniej nie polecam.

A co do minusów : przede wszystkim ... dziwna Leia. Nie wiem co jest z nią nie tak w tej książce, ale po prostu nie czuję że to ta sama bohaterka co w filmach. Zachowuje się jak idiotka

Dokończyłem

Mimban. Vader był najfajniejszą rzeczą w tej książce, ale nie uratował jej. No i to spotkanie chyba zretconowano ? No bo chyba on wtedy nie wiedział jeszcze kim jest Luke ? A nawet gdyby, to kłóci się to z jego późniejszym zachowaniem względem syna.

Głowa Kasandy/50 Twarzy Greya

Marek Baraniecki Głowa Kasandry

Znacie to uczucie kiedy macie świetny pomysł na opowiadanie/książkę, a nagle dowiadujecie się że ktoś wasz super-mega oryginalny pomysł przedstawił światu już dawno temu ? Tak miałem z tą oto nowelą. Wpadłem kiedyś na pomysł podobnego opowiadania a parę tygodni później przeglądając na Esensji nowości książkowe wpadłem na zbiór opowiadań Baranieckiego, w którym głównym daniem jest właśnie Głowa Kasandry, bliźniaczo podobna do mego pomysłu. Anyway, klimatyczne opowiadanie post-apo. Nieźle się zdziwilem gdy okazało się że istniały plany ekranizacji - w sieci jest nawet scenariusz i całkiem niezłe concept arty.
http://opium.org.pl/2009/09/30/cassandra-widmo-atomowej-zaglady/


E.L.James 50 Twarzy Greya
Nie chce mi się za bardzo rozpisywać o tym ścierwie. Podsumuję to to tak : Wiedziałem że to będzie złe, ale nie miałem pojęcia że aż tak. Najgorsza książka jaką kiedykolwiek czytałem, a czytałem ich (złych ksiązek xD) w życiu wiele. To w zasadzie wszystko co mogę powiedzieć. Sięgnąłem z ciekawości i żałuję.
Książka jest aż bezczelnie zła, fabuły nie będę przytaczał - bo i po co, każdy wie o co chodzi. Powiem tylko że książka pisania jest z perspektywy pierwszej osoby, a narratorką jest idiotka. Tzn wg autorki zapewne młoda, ambitna kobieta, ale tak naprawdę idiotka. Co każde pie%$&)$dolone parę stron, cokolwiek by się nie działo - czy to jakieś wydarzenie, czy opis seksu, czy miłosne uniesienia, ta tępa s*ka kwituje to słowami RANY JULEK/O JEZUSICKU itp.
Zasiadając do klawiatury miałem zamiar rozpisać się wielce na temat tego jak zła jest ta książka, ale szczerze mówiąc to nawet mi się już nie chce, i tak straciłem na nią zbyt wiele czasu. OMIJAĆ.

PS : te całe pie%&*&%^lenie o tym jaki był to szokujący sukces debiutantki to pic na wodę. Wydawcy już przed wydaniem byli przekonani że dzięki reklamie ksiązka będzie megahitem i to widać. Tanie zagrywki marketingowe, bezczelny product placement Apple`a (opisy typu : "ach, aż mi wstyd, taka młoda i ambitna studentka ze mnie a z technologią u mnie na bakier, ojojojoj, dobrze że te urządzenia od Apple`a są nie tylko profesjonalne ale mają też taki przyjazny interfejs, w sam raz dla takich głupiutkich trzpiotek jak ja, no i ten design !" i tak parę razy, przy róznego rodzaju sprzętach akurat tej tylko firmy), cliffhanger zrobiony na siłę, itp itd. Załosny ten fanfik Zmierzchu. (Tak, to oryginalnie był fanfik Belci i Edwarcia, zmieniono to gdy wydawca postanowił toto wydać - look it up).

PS2 co do tego co w książce najciekawsze czyli kwestii sexu to powiem Wam od razu : nuda. Typ jest "wytrawnym graczem" w kwestii sado-maso a tępaczka jest dziewicą. Na początku książki podpisuje z nim umowę (mimo że są zakochani - ona nie jest dziwką czy coś w tym stylu) że zgadza się na wszystkie jego zachcianki, w tym np fisting analny. I całą książkę ta kretynka czeka na to porządne rżnięcie, czytelnik czeka na opis tych chorych zabaw (jedni czytając z wypiekami, inni już tylko dla beki by zobaczyć czy na wsadzenie pięści ukochanego w odbyt ta idiotka też zareaguje swoim ulubionym "Rany Julek"), s*ka przekonuje całą książkę siebie samą i jego że jest gotowa, a na koniec ... on daje jej KLAPSY (tak ku*%(^wa, niewinnego klapsa, w liczbie 5) a ta z płaczem ucieka od niego wyzywając od chorych zboli i zrywa znajomość xDD Tak, to jest ten wielki cliffhanger. KONIEC CZĘSCI PIERWSZEJ, yo, obczaj dwójkę by dowiedzieć się czy wielka miłość przerwa/poczytać wreszcie o tym jak gość ją bije/sika na nią/wsadza jej pięść do tyłka xD Nie mogę uwierzyć że ta seria jest tak popularna, to jest naprawdę żałosne.

PS 3 : dostajemy całe rozdziały będące zapisami smsów/maili między zakochanymi. Wydaje mi się że w gimnazjum byłem poważniejszy w konwersacji tego typu z laskami które mi się podobały niż ta "ambitna studentka" i multimilioner (który swoją drogą nic nie robi poza zajmowaniem się całe dnie końskimi zalotami - kto prowadzi tę p*eprzoną firmę??).

przeczytaj

oryginał. Jechanie po 50TG w polskim wydaniu jest jak... nie wiem, za proste po prostu
To jest podobno najgorzej przetłumaczona książka ostatniego 10-lecia w Polsce. Tak więc... rany julek, polecam przypomnieć sobie klasykę
http://youtu.be/DWwOqwJpsfM

Re: przeczytaj

Lord Bart napisał(a):
oryginał. Jechanie po 50TG w polskim wydaniu jest jak... nie wiem, za proste po prostu
To jest podobno najgorzej przetłumaczona książka ostatniego 10-lecia w Polsce. Tak więc... rany julek, polecam przypomnieć sobie klasykę
http://youtu.be/DWwOqwJpsfM

________

Tzn czytałeś tę książkę i zapewniasz mnie że oryginalnie stoi o poziom wyżej ?

Powiem szczerze że czytam książki na zmianę - raz po angielsku, raz po polsku, czasami potrafię drugi raz sięgnąć po tę samą aby obadać różnice (oraz jak tłumacz poradził sobie w cięższych sytuacjach językowych) ale Greya znam tylko z wersji polskiej.

Szczerze ? Fabuła jest tak słaba że nie chce mi się wierzyć że tłumaczenie aż tak obniżyło jej poziom. (Bo w to że obniżyło w ogóle to jasne, przyjmę to bez mrugnięcia okiem).

Skąd w ogóle te rewelacje o "najgorszym tłumaczeniu dekady" ? Nie śledziłem szumu wokół tej książki, totalnie mi zwisała aż do dnia kiedy z ciekawości po nią sięgnąłem

A teraz druga sprawa : Myślę że nie przesadzam mówiąc że tłumacz to nie tylko wyrobnik, ale człowiek który w pewien sposób staje się współautorem książki. A ja jako Polak nie mam nigdzie obowiązku uczenia się j.obcych (jakkolwiek prostacko by to nie brzmiało), bądź też konkretnie angielskiego - może znam biegle 20 języków plemion afrykańskich, a akurat żadne z nich nie dostało tłumaczenia 50TG Tak więc jestem wtedy skazany na polskie tłumaczenie. I niby może wydawać się że to nie fair, oceniać autora po tym, jak ktoś nasrał na jego sztukę, ale mimo wszystko - jestem Polakiem, otrzymuję produkt z importu, a autora w jego rodzinnym kraju reprezentuje sztab ludzi którzy powinni dopilnować by "lokalna" wersja jego produktu nie przyniosła hańby marce. Tak się robi biznes - showbiznes sztuka powinna działać na tych samych zasadach ? Także przykro mi, ale jako Polak mam prawo zgnoić książkę po przeczytaniu jej polskiego wydania, nie zastanawiając się czy to wina tłumacza A to czy posługuję się biegle j.angielskim nie ma tu nic do rzeczy.

Re: Re: przeczytaj

Szewc Bastionu napisał(a):
Szczerze ? Fabuła jest tak słaba że nie chce mi się wierzyć że tłumaczenie aż tak obniżyło jej poziom. .
________

Jeśli
fuck = rany julek
holy shit = święta Barnabo
to tłumaczenie wyszło tak jak gdyby babcia Józia spółkowała z kościelnym od Mateusza

Ale nie chce mi się na ten temat rozwijać.

Kim

jest babcia i koscielny ?

Taki

długi post a Ty odpisałeś tylko na najmniej ważną część

Anyway, tak jak mówię : wydaje mi się że gdyby przystroić tę fabułę w najpiękniejsze słówka to i tak by jej to nie podratowało.

Re: Taki

Szewc Bastionu napisał(a):

Anyway, tak jak mówię : wydaje mi się że gdyby przystroić tę fabułę w najpiękniejsze słówka to i tak by jej to nie podratowało.

________

Zgadzam się, ale wtedy motywem przewodnim wielu recenzji nie byłby Julek

...

Ranking wakacyjny:

Komandosi Republiki: Bezpośredni kontakt
Wojny Klonów: Punkt Przełomu
Dziwny Przypadek Papierowego Yody
Wojny Klonów: Żadnych Jeńców n-ty raz
Wojny Klonów: Dzika Przestrzeń n-ty raz
Darth Bane: Droga Zagłady n-ty raz
Rycerze Starej Republiki: Początek TPB
Rycerze Starej Republiki: Flashpoint TPB
SW Komiks 6/2012

...

Na przeczytanie czekają:

Wojny Klonów: Spisek na Cestusie (jestem pod koniec)
Komandosi Republiki: Potrójne Zero

..

Jak często ruszasz coś spoza SW ?

Re: ..

Szewc Bastionu napisał(a):
Jak często ruszasz coś spoza SW ?
________

Ja się czasem ruszam z domu

Re: Re: ..

Reaktor Bastionu napisał(a):
Szewc Bastionu napisał(a):
Jak często ruszasz coś spoza SW ?
________

Ja się czasem ruszam z domu

________
?

Przeczytałem przez wakacje

Sierpień:
Komandosi Republiki. Bezpośredni kontkat
Darth Bane. Dynastia zła

Lipiec:
Zakład kompielowy
Laboratorium
Nie mów nikomu
Lot nad kukułczym gniazdem
Drugie życie bree tanner

Sierpień słabo bo urlop intensywny z muzyką ekstremalną m/. Teraz zabieram się za Złe miejsce i czekam na kolejnych Komandosów z KKSW

Achaję

czytam, kończę tom drugi - wrażenia mieszane, jako czytadło niezłe ale nic więcej - maniera autora "ja wiem tyle o wojnie i grozie tego świata" sprawia, że często jesteśmy raczeni sztucznymi monologami "na Sapkowskiego" - ale czyta się szybko, polecam dla relaksu to jakimś ciężkim, naukowym tomisku

O czym

ty piszesz człowieku ?

o co

ci chodzi ?

Chce wiedzieć

o jakiej książce piszesz, to takie trudne ?

:

Achaja tom II, przecież napisał

No tylko

chyba nie jest tego świadom

przecież

w tytule postu jest napisane - co ty ?

A to

uprzejmie przepraszam!

Przeczytane przez wakacje...

... lub okres okołowakacyjny:

- Shadow of the Hegemon
- Shadow Puppets
- Shadow of the Giant
- Speaker for the Dead
- Bohaterowie Umierają
- Punkt Przełomu
- Hegemonia
- Apokalipsa
- Riptide
- Caught

A poza tym jestem w trakcie Feynmana Wykładów z Fizyki i Czasu na Czas.

10 książek w osiem tygodni to chyba niezły wynik, choć stać mnie na więcej i trzeba nad sobą pracować :/

Re: Przeczytane przez wakacje...

smajlush napisał(a):

- Bohaterowie Umierają
- Punkt Przełomu

________
Punkt Przełomu
A jak tam Bohaterowie ? Stover dał radę ? Nie nic spoza SW jego autorstwa a jestem bardzo ciekaw ...

...

Punkt Przełomu fajny, ale niestety nie strącił Zemsty Sithów z tronu.
"Bohaterowie" też bardzo przyjemni, brutalni i bardzo, hm, niecenzuralni . Stover jest bardzo dobrej formie, akcja może w fotel nie wgniata, ale ciężko się oderwać. Ponadto fabuła i świat w tej książce są bardzo oryginalne. Tak bardzo, że na początku za bardzo nie mogłem się połapać co jest czym, bo właściwie nie ma jakiegoś specjalnego wprowadzenia, tylko wrzucenie w wir akcji. "Bohaterów" polecam ci Matku z czystym sercem. Sam kupiłem nawet ostatnio ich kontynuację, "Ostrze Tyshaella" (czy jak to się tam pisze).

...

"Vita Nostra" Mariny i Siergieja Diaczenko - ta książka bije absolutnie wszystko.
http://bs.tawerna.rpg.pl/Vita-nostra-recenzja-a408.php
W recenzji powyżej nie zgadzam się tylko z twierdzeniem iż zakończenie jest niezrozumiałe, jest ona wbrew pozorom bardzo proste, ale wymaga chwili zastanowienia.
A tu coś o samych autorach ---> http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=554

książki 2012 #3

Trzeba zrzucić, bo lista się wydłuża i końca nie widać. Swoją drogą cały czas nie mogę skończyć opisywać wrażeń po dwóch książkach SW, stąd... nie ma ich tutaj. Ani w tematach pasujących. Jakoś tak... odrzuca mnie znowu. Miałem moment jarania się, ale jakoś mi przeszło. Zawsze znajdzie się coś ciekawszego

#16 Enigma
#17 Leonardo i Machina Śmierci
# 18 Pompeja
Robert Harris
I Roberta Harrisa część dalsza…
Enigma – książka o walce z ulepszonym szyfrem Enigmy, który nagle został zastosowany, bo początek spoilera polski kryptolog zdradził Niemcom prawdę o rozszyfrowaniu pierwszego kodu, bo wcześniej Angole zataili informacje o zbrodni katyńskiej, żeby dobrze współpracowało się z Ruskimi koniec spoilera
Zakręcona ostro, ale jakoś nie zauważyłem mocnego powiedzenia o polskich kryptologach… W tle zaś miłość, zimne blondyny i trochę angielskiej flegmy (nawet) pomimo czasów wojennych.

Leonardo i Machina Śmierci – książka cienka jak na grubość ostatnio czytanych (170 stron) i równie cienka w wykonaniu. Młody Vinci wplątuje się we florencką intrygę, którą opisuje jeden z obrazów jego kumpla, Botticellego. Nie pamiętam już który, ale chodzi o czasy walki pomiędzy Pittim a Medyceuszami.
Tak czy siak tytułu nie dokończyłem, bo się nie dało. Same gonitwy, nudne postacie, słabe dialogi... może ciężko było autorowi zmierzyć się z taką postacią i takimi czasami. Najsłabsza książka Harrisa jaką spróbowałem.

Pompeja – pierwsza „rzymska” książka tego autora. Trochę kryminał, trochę thriller dziejący się nad Zatoką Neapolitańską, w cieniu gotującego się Wezuwiusza. Na dni przed erupcją młody inżynier akweduktów powoli zaczyna odkrywać prawdę o życiodajnej, ale i śmiertelnej mocy wody. Ciekawie napisane, ze zwróceniem uwagi na wątki geologiczno-wulkaniczne, no i oczywiście czasy rzymskie.
Bardzo bym chciał przeczytać tą jego trylogię, ale to już widać na zakupy się trzeba wybrać.

#19 Dzienniki kołymskie
Jacek Hugo-Bader
Trzecia książka, po genialnej ‘Białej gorączce’, świetnej ‘W rajskiej dolinie wśród zielska’, trzymająca poziom. Opis wyprawy JHB na Kołymę, podobno największym cmentarzu świata. A przecież wciąż żyją tam ludzi. Również ci doświadczeni tą krainą, a właściwie wykorzystaniem jej za czasów słusznie minionych.

JHG umie genialnie opowiadać, swoje opowieści przelewać na papier, a ilość anegdot, które opowiadają mu ludzi z różnych kultur byłego ZSRR jest niesamowita. Mamy szamankę Dorę zrucająca zieloną plwocinę do słoików po kawie, przepowiadającą wygląd książki. Jest szatun – niedźwiedź ludojad, który potrafi wyrżnąć kilku ludzi naraz albo trzymać kierowcę na dachu wozu przez prawie 2 dni. Są dziewicze kołymskie tysięczniki, których nikt jakoś nie chce zdobywać. Jest błatny i oficer bezpieki rżnący w durnia... cała Rosja w jednej podróży.

Bardzo gorąco polecam, jak również spotkania z autorem, który jest świetnym człowiekiem. Aż czasem myślę, że gdybym wcześniej podszkolił swój rosyjski, wziął się zahartował i uodpornił to bym nawet mógł wybrać się na taką wyprawę. To zupełnie inny świat niż wędrówki po Włoszech czy Hiszpanii.

#20 Dobry powód, by zabijać
Artur Baniewicz
Z tyłu książki napisano o nim, że to „polski Ludlum i Chandler” oraz, trzymajcie się, „następca Sapkowskiego”. Niby to o jego poprzednich tytułach. Ja po nie jednak nie sięgnę, bo po ‘Dobrym powodzie’ musiałem odsapnąć chwilę od druku – taki mętlik miałem w głowie.

Książka zapowiadała się smakowicie. Polska baza sił pokojowych w Turkmenii. Wojna zipie ledwo ledwo, w Polsce mało kto pamięta o naszym kontyngencie, może dlatego cięte są dodatki i podwyżki dla wojska. A tu nadarza się taka okazja – miejscowi chcą kupić za milion dolarów tira amunicji, która znajduje się w bazie.
Główny bohater, plutonowy saper-inżynier Adam Kulanowicz, decyduje się przyłączyć do ekipy z pobudek… mocno uczuciowych. Tymczasem w bazie pojawia się dziennikarka, szkolna koleżanka Kulanowicza a sama wyprawa po kasę zmienia się w… komedię?

Niby mamy trochę klimat ala ‘Złoto pustyni’ z Clooney’em, ale szybko wszystko… staje się głupie i niewiarygodne. Poza opętańczą miłością i żarliwym uwielbieniem. W to jestem akurat w stanie uwierzyć, podobnie jak w końcową mądrość ala Pasikowski, że kobiety to jednak @#$%&
W bazie mamy m.in. zawodową k’wę, oczywiście ze stopniem wojskowym, która daje wszystkim wokół. Lekarza wojskowego, który zakochał się w niej i głownie nakręca cały przemyt. Oraz innych wesołych bohaterów, którzy rozpieprzają własną bazę, zabijają kumpli mundurowych, ale tak żeby wyglądało to na turkmeńskich partyzantów, potem toczą bitwę na BWP z francuskimi Legionistami, mordują jeńców wsadzając im dynamit w dupę (autentyk), zabierają kasę i w drodze powrotnej zaczynają strzelać do siebie.
Z tym, że jeden wóz prowadzi nasz dziennikarka, po krótki szkoleniu w bazie, a drugim wojskowa bladź a próbują się wykończyć zakochany Kulanowicz i Student – wojak, który zaciągnął się na zmianę aby wrócić na psychologię, bo go wylali za brak czesnego. Epickie, ne?

Byłoby, bo dialogi jeszcze ujdą. Sylwetki bohaterów też. Ale już opisy, żeby to sobie zwizualizować… nie idzie. Czasem niektórzy autorzy tak mają, że coś im się w głowach ładnie układa, ale na papier nie idzie tego przelać. Książkę kończyłem (a to ponad 500 stron) już na totalnym funie, zastanawiając się kto i jak głupio przeżyje. Albo nie.
Bo sam finał, ckliwy z jednej strony, a politycznie debilny (nie ma to jak rozj’ć własny camp a w Polsce wyciszy się sprawę… jasne) nie jest wart czytania.

#21 Pamiętniki hakerów: fascynująca opowieść o nastoletnich hakerach
Dan Verton
Książka z 2002 roku, ale opisująca czasy szalonych lat dziewięćdziesiątych oraz wszystkiego co działo się wtedy ze sprzętem.

Czytało się trudno… autor próbował przedstawić światek hakerski (nomen omen dziecięcy raczej bo większość opisywanych bohaterów to 10-15latkowie) posiłkując się slangowym/komputerowym słownictwem i to mu się nie udało. Tekst nie wciąga, stworzony jest na zasadzie zrobił coś – szukają go – łapią.
Poza tym w dzisiejszych czasach wieje prawdziwą starzyzną IRC, dial-up i przeprogramowywanie magnetowidów… jedno co trzeba przyznać (i do czego autor się nie odnosi) to, że komputery, oprogramowanie i cała wirtualna rzeczywistość wciągnęły tyle dzieciaków, w złą stronę i dobrą. Niby mamy komendy, znaczki niby z Matrixa, a widzimy tam brunetki, blondynki albo numery kart kredytowych. Dziwne to wszystko, a książka z żadnym razie nie nadaje się do nakręcenia jakiegoś dzisiejszego młodego leszczyka. Swoją drogą wychodzi mi, że dzisiaj definicja ‘hakera’ jest zupełnie inna od tej z XX wieku…

#22 Ulica potępionych
Andrew Klavan
Kolejny kryminał w mojej kolekcji, chociaż mówią że to raczej thriller z powieścią detektywistyczną. Kto by za tym doszedł?

Historia w skrócie przedstawia ucieczkę Julie, prostytutki o twarzy anioła przed bezwzględnym i diablo skutecznym zabójcą Cieniem, który upodobał ją sobie (jak większość facetów) i chciał się pobawić… tylko trochę boleśniej. Szuka jej również prywatny detektyw Weiss, specjalista od wynajdywania ludzi, który z kolei prowadzi swoją własną niebezpieczną grą prowadzącą do finałowego starcia z Cieniem. W tle jak zwykle tragiczna historia, miłość i bohater-autor, który też zaznacza swoje pięć minut.

Tytuł do przeczytania w jeden dzień. Pisane takim stylem jak… jak komiks trochę, jak sceny idealne pod film telewizyjny. Za głębokie to to nie jest, czytałem lepsze kryminału, z lepszą fabułą i intrygą. I niepokojem czytającego.
To że z tyłu książki jest pochwała z ust samego Stephena Kinga i laurka od NYT Book Review – nic bardziej mylnego. Dobry, szybki przeciętniak.

#23 Putin. Człowiek bez twarzy
Masha Gessen
Prezent od mamy na imieniny Tak sobie ostatnio kupujemy książki z różnej okazji, czasami złośliwie, czasami na życzenie… niemniej tym tytułem byłem jawnie zaskoczony. Chciałem przeczytać, ale żeby tak

Na samym początku odniosę się do Władmira Władimirowicza. Są takie dialogi w Klubie, o którym nie należy mówić – z kim chciałbyś walczyć? Ja odwrócę pytanie – z kim chciałbyś zjeść kolację? Jedną z takich osób jest właśnie Władimir Władimirowicz (Jezu, ocziestwo ruskie zawsze mnie kręciło). Nie potrafię za bardzo tego uzasadnić. Po prostu ten człowiek trochę mnie fascynuje, trochę (a może nawet bardzo) śmieszyła mnie „demokracja putinowska”… może wychodzę po prostu z założenia, że zdrowa (nawet) tyrania jest lepsza od bezpłciowej władzy większości.
Tak czy siak spędziłem wiele godzin na dyskusjach o WW z ludźmi, którzy studiowali politologie, rusycystykę itp. Sporo też z moją mamą, która ma do niego jednoznaczny, wulgarny stosunek

Jest coś w tym człowieku. Mimo że śledząc jego historię wyłania się totalny przeciętniak. Człowiek-widmo, przezroczysty, nijaki. Ktoś kto… ciężko o tym pisać krótko, ktoś kto został prezydentem Rosji hmmm przez przypadek? Przez przypadek został wybrany żeby podźwignąć ciężar reformowania Rosji po rozpadzie ZSRR, roboty której Jelcyn i jego ekipa nie dała rady.

Książka jest dla mnie tendencyjna. Co prawda można wyjść z założenia, że jeśli ktoś jest byłym (z drugiej strony czy można od nich wyjść inaczej niż nogami do przodu?) członkiem KGB to z pewnością nie może posiadać żadnych cech pozytywnych. Jeszcze w oparciu o czyny i politykę, którą zaczął WW uprawiać kiedy znalazł się na szczycie.
Jasne, opisuje Rosję na fali przemian, jest nawet moment w którym można uwierzyć, że realna demokracja może wyjść poza specyfikę Sankt Petersburga i rozlać się po Rosji (w końcu kto nie chce sprawiedliwości i uczciwości, niekoniecznie ludowej)… ale potem wszystko wraca do normy. Tylko z inną miotłą. A może z tą samą, tylko sprzątającą na trochę innych zasadach?

Co myślę o WW to myślę. Jestem jednak realistą i wiem, że 90% jego decyzji jest biegunowo odległych od mojego poczucia wartości. Ale nie lubię czytać biografii/ocen, które są jednoznaczne. Nie ma ludzi idealnie dobrych i idealnie złych. Nawet Hitler/Stalin jakoś tam się drobinami bronią. Tak też powinno być w przypadku Putina, ale Masha Gessen chyba to sobie odpuściła. Może nie była w stanie przeskoczyć własnych poglądów?
Czy Władimir Władimirowicz jest rzeczywiście człowiekiem bez twarzy? Ma twarz, jego działania i decyzje mają pewne cechy wspólne, ale jednocześnie… no właśnie. Tyle, że to bardziej skomplikowana i tajemnicza postać niż nawet rosyjskiej publicystce może się zdawać. Albo może do tego dojść.

#24 Cujo
#25 Łowca snów
Stephen King
Recenzje obydwu tytułów tutaj: http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#520792
#26 Nocna zmiana
A ta dopisana tutaj http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#526472
#27 Czarna bezgwiezdna noc
Jeszcze jedna http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#527665
#28 Dallas’63
Genialna http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#528945
#29 Mgła
W końcu coś słabego http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#530819

#30 Akta Odessy
Frederick Forsyth
Uwielbiam styl i tematykę tego autora, ale na Odessę nakierowało mnie wkur’nie na kanał historyczny polskiej reżimowej. Tam powtarzają Sensacje XX wieku, genialny program Wołoszańskiego, który nakręcił mnie w młodości na historię. Niestety, losy potoczyły się inaczej i nie zajmuję się tą tematyką, ale zawsze sporo czytam i orientuję. Powtórki lecą przed północą, tylko geniusze z Woronicza wiedzą dlaczego.
Ale od czego YT? Znalazłem tam to co chciałem, potem znalazłem liczne dokumenty o SS i w ogóle idei tej organizacji, jej historii. Wciągnęło mnie to na jakiś czas a finałem była właśnie baaardzo dawno czytana powieść.
Po tym przydługim wstępie nie chce mi się już opisywać szczegółów, więc zapodam
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Odessa_File
Książka jest świetna, nawet bardziej historyczna niż powieściowa. Forsytha po prostu nie można nie lubić

#31 Mój przyjaciel Kaligula
Jacek Piekara
15 opowiadań wzruszających i okrutnych, sentymentalnych i cynicznych, dramatycznych i zabawnych. Od żadnej się nie oderwiecie.
Oderwiecie, oderwiecie, bo poziom jest zabójczo nierówny. Od geniuszu przez średniawkę aż do totalnej mizerii, która jak jest jeszcze podlana sosem opinii własnych autora to tego po prostu nie idzie czytać. Tak jak Inkwizytora na dłuższą metę.
Piekara nie omieszkał też (powołując się oczywiście na Kinga czy Martina) opowiedzieć w posłowiu co kierowało nim przy tworzeniu takiej a nie innej historii. Wychodzi mi, że oprócz bogatych, życiowych doświadczeń jest tu też spora dawka bufonady, chwalipięctwa i tego wszystkiego co on i jego kumpel Ziemkiewicz prezentują na Salonie24. Tylko niech nikt mi nie zarzuca, że mam coś do takiego czy innego światopoglądu. Nie mam, jeśli nie wyziera on nachalnie ze zwykłych, fantastycznych utworach.

#32 Lista siedmiorga
Mark Frost
Fantastyczna historia, w którą zostają wpleceni Arthur Conan Doyle i (przez moment ale jednak) Bram Stoker. Dla tych co znają przygody Sherlocka Holmesa czytanie Listy będzie jak… coś znajomego, takie wejście od kuchni, od zaplecza. Świetnie napisana, mroczna i przesycona wiktoriańskim Londynem/Anglią historii, w której mamy spirytystkę, magię, ale i brutalną, obrzydliwą codzienność zbrodni.
Autor współpracował z Lynchem przy Miasteczku TP, więc to również powinna być spora zachęta do sięgnięcia po tą pozycję.

#33 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Stieg Larsson
Lista wydłuża się i wydłuża… muszę ją w końcu wysłać
Kryminał, podobno światowy bestseller, 21 mln kopii. Wspominałem pewnie, że ta tematyka jest ładnie rozwinięta u Skandynawów.
Ten tytuł, mimo że dorwać się do niego jest niezwykle trudno w mojej bibliotece, jednak zadziwia tym, w jaki sposób wywołał zbiorowy spazm. Ani historia kryminalno-biznesowa nie jest jakoś wybitnie ciekawa/straszna (za to jak najbardziej pasuje mi do obrazu ludzi z Północy), ani bohaterowie nie przyciągają na dłużej. Rodzinę Vangerów przemilczę, Mikael Blomkvist pffff prezentuje postawy raczej nie w moim guście (a wątek seksualny jest typowo chory dla… ludzi z Północy), jeszcze by to ratowała Lisbeth Salander, ale na dłuższą metę męczyło mnie to jej takie… nie wiadomo co w zachowaniu. Raz geniusz, raz autystyk, raz świr…
Da się w tej książce wyczuć taki trochę inny świat, ale jeśli ktoś chce go poznać to bardziej polecam kino skandynawskie. Larssona – niekoniecznie.

#34 Na kogo wypadnie
Kevin Wignall
Tytuł oryginalny „For the Dogs”.
W zamyśle zapowiadała się nieźle. Wakacje Elli i jej chłopaka kończy próba zamachu. Z opresji ratuje ją zawodowy kiler, wyjątkowo zatrudniony w roli ochroniarza. Problem w tym, że ktoś kasuje całą familię dziewczyny. Jej życie zmienia się nieodwracalnie uuuuu. Niesamowite.

200 stron ni to kryminału, ni sensacji. Właściwie napisane językiem hmmm gazetowym albo takim… tabloidowym. Czyta się to na raz, nie wciąga, przyszłe wydarzenia łatwo przewidzieć, sprawdzają się niestety i tylko wątek Elli kończy się… dziwnie/zaskakująco. Bo jest jeszcze drugi, Lucasa () – zabójcy, który chce odzyskać córkę. I może dawna miłość? Sztampa do

Pozycję wydał Świat Książki, za 35PLN. To powinno być karalne. Wyłudzanie takich pieniędzy za taki produkt.

#35 Upał
Marcin Ciszewski
Książką jarali się Dziewulski i Polko. To wziąłem, chociaż powiem szczerze, nie przepadam za polskimi takimi wymysłami „co by było gdyby”, bo nasz kraj po prostu się do tego nie nadaje.

Ale wyobraźcie sobie Stadion Narodowy i ćwierćfinał Polska – Niemcy. Już to samo jest hiper-fiction, bo nasi wyszli z grupy. I na tym książkę można by zakończyć. Ale nie, pełne trybuny, polski premier i niemiecka kanclerz, a w tle… alkaidowe zagrożenie ze strony świrów strzelających z kałachów do Stref Kibica, jeszcze gorszy utajony atak hakerski na sam Stadion + rozgrywka między służbami w tle, wykorzystywanie seksualne itp.
Hardcore? Wątpię. Przede wszystkim autorowi nie udało się hmmm przewidzieć rozmiaru imprezy i wydarzeń na niej. Książka wyszła chyba w kwietniu czy maju tego roku, ale i tak mam wrażenie że Ciszewski stworzył sobie Polskę alternatywną. I nie mówię już tutaj o reprezentacji.
Po prostu wiele wydarzeń kompletnie nie pasuje do wzorca zachowań prezentowanego przez Polaków, rząd, media. Bo powiedzcie mi, że ludzi podchodziliby do imprezy jak lemmingi gdyby parę dni wcześniej pierdyknęła bomba na Metro Centrum i zapadła się jedna stacja? Jakieś 200-300 metrów od Strefy? Powiedzcie mi, że w mediach byłaby cisza, powiedzcie mi że służby kłóciłyby się ze sobą, nasyłały na siebie mordotłuków a dla szefa ABW ważniejsza byłaby akcja przeciwko Rosjanom i gwałcenie własnej podwładnej niż masakra na Narodowym…

Ja nie wiem jakie są inne książki tego autora, między innymi ‘Mróz’, w którym pierwszy raz pojawia się nasz główny bohater, komisarz Tyszkiewicz (nomen omen podobno tam też ginie Prezio, oczywiście Rosjanie, gaz łupkowy i przewrót jak bambusowej republice). Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Bo chociaż opis zapowiada ciekawą treść to potem jest tylko rozczarowanie.

#36 Ostatnia walka
Jan Zumbach
Autobiografia, wydawana kolejny raz, ale teraz już chyba bez żadnej cenzury, z wszystkimi przypisami. Książka autorstwa jednego z najbardziej znanych polskich lotników. Jak ładnie opisuje go wikipedia - podpułkownik dyplomowany pilot Wojska Polskiego, as myśliwski Polskich Sił Powietrznych na obczyźnie. Trochę przypomina Hana Solo, bo w dziale późniejsza praca (znaczy po IIWŚ) ma wpisane przemytnik, najemnik

Ogólnie rzecz biorąc tytuł jest dość smutny w treści. Nie jest to zasługa Zumbacha, od którego optymizmu i szukania przygód czasami kręci się w głowie. Po prostu to co on opisuje jako normę, po prostu swoje życie, powinno dać sporo do zastanowienia.
O czym mówię? A o tym, że jak bardzo czegoś pragniemy, dążymy do tego to może się spełnić. Zumbach został pilotem i kosił Niemiaszków nad Anglią tylko dzięki własnemu uporowi, no i oczywiście miłości do lotnictwa.

Ale czy nie jest smutnym, że w II RP żeby zostać lotnikiem najpierw trzeba było odsłużyć swoje w piechocie? I to jeszcze wśród szykan, że jakiś tam chłopek-roztropek ma mniemanie bujania w obłokach? Mimo, że orłem z matmy i fizy nie był, a na egzaminy zakuwał sam po paręnaście godzin.
Czy nie jest dziwnym, że tamten kraj dawał potem kandydatom na asów tęgi wycisk, wymagając od nich dziwacznych akrobacji, perfekcji itp. mimo, że we wrześniu Szwaby rozgonili ich w 3D w ciągu pierwszych godzin „walki”? Ok, ktoś powie że przydało mu się to potem nad Anglią. Możliwe, ale jaki sens miały te ćwiczenia, na modelach wybitnie starszego typu, kiedy było wiadomo czym dysponuje Rzesza?

Z pewnością książka nie spodobałaby się ani dzielnym Francuzom, ani dumny Brytolom. „Wojna” we Francji z udziałem Zumbacha to… zabawne w każdym bądź razie. A Anglia? Zanim dopuszczono dzielnych wojaków za stery to traktowano ich jak idiotów, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić. Chociaż i w drugą stronę to komediodramat, kiedy wspaniały nauczyciel Zumbacha, Leopold Pamuła odwalił kitę bez nawet jednego lotu bojowego, bo nie znał angielskiego. Na wszystkie pytania odpowiadał Yes/No w zależności od kontekstu. No i ten geniusz lotnictwa kazał sobie (na Yes) usunąć zęba, bez potrzeby. Wdało się zakażenie i mistrz pilotażu zszedł.
Normalnie jak przygody Franka Dolasa.

Kończąc już warto wspomnieć o tym, jak łatwo Brytyjki dawały ciała polskim herosom przestworzy, do czasu oczywiście końca wojny. Potem i one i władze UK jak najchętniej na kopach usuwały Polaków z kraju. O paradzie sprzymierzonych nie wiem czy uczą w szkole, ale to ta sama parafia.
A potem dzielny Zumbach, który nigdy nie tracił rezonu, zajął się przemytem, handlem lewym jakimś, potem najemnictwem i drugą komedią związaną z lotnictwem afrykańskich watażków.

Czy tak powinien wyglądać żywot odznaczonego m.in. czterokrotnym Krzyżem Walecznych i Srebrnym VM? Człowieka, który oprócz własnego zacięcia miał wielokrotnie niesamowite szczęście? Jak lądowanie spadochronowe na polu minowym…

To dobra, ciekawa książka. Czasem męcząca w czytaniu, z uwagi na szczególarstwo, ale daje dużo do myślenia o tamtych czasach. Nie zawsze z uśmiechem.

ACHAJA

ACHAJA - niedawno skończyłem trylogię - co tu dużo mówić - bardzo dobre czytadło. W sumie lepiej poprzestać na takiej zdawkowej opinii na temat tej serii. Przeczytać dla relaksu i zapomnieć. Jak się bardziej przyjrzeć tym trzem tomikom to wychodzi na jaw masa głupot i dziwactw autora. Może ma taką manierę, nie wiem, osobiście wolę bardziej zwarte fabularnie historie. Bardziej poważne i sensowne również. Fabułka ledwo trzyma się logiki, ciągle jest przerywana przemyśleniami autora, które na siłę wciska "w usta" bohaterom, miałem wrażenie, że Ziemiański lubuje się w swojej znajomości grozy wojny i koniecznie chcę się swą wiedzą z czytelnikiem podzielić. W połączeniu z momentami dennymi i kiczowatymi dialogami tworzy to dziwaczną mieszankę. Irytującą ale strawną. Bo czyta się cały ten literacki bajzel nieźle.

Cóż

Przeczytałem ostatnio trylogię "Groźba z morza" autorstwa Mela Odoma, z Forgotten Realms. Mag Iakhovas sprzymierza się z sahuaginami (jedną z ras zamieszkujących morza), aby podbić znany świat.

Trylogia składa się z 3 wątków, które zazębiają się w finale:

1) młodego marynarza Jhereka, który zmaga się ze swoim dziedzictwem i jego przyjaciół,

2) barda o imieniu Pacys, który pragnie skomponować balladę zapamiętywaną przez wiele lat,

3) Iakhovasa i jego podopiecznej, kapłanki Boga-Rekina, Sekolaha, o imieniu Laqueel.

Cóż, szczerze powiedziawszy wątek trzeci jest najbardziej ciekawy, dużo mówi o zwyczajach sahuaginów czy postaci samego Iakhovasa, jest wypełniony akcją i scenami dość brutalnymi. Zaś Jherek to postać może za bardzo idealna - co nie znaczy że jakaś kiepsko poprowadzona, ale w sumie ile można czytać o tym, że czyta romanse i chce ale nie może wyznać miłości pewnej kobiecie bo ma wątpliwości jak ona to przyjmie Z ciekawszych postaci wyróżniają się półelfka, kapitan Azla oraz paladyn Lathandera, Glawinn a także krasnolud Khlinat Ironeater.

Co do tłumaczenia to nie znalazłem większych błędów (choć zdarzają się przeoczenia korekty), chociaż trochę rażą "guma arabska", "łacińskie ożaglowanie" czy "woda kolońska"


Ciekawa trylogia, warta przeczytania.


Obecnie zaś czytam zbiór opowiadań "Krainy Głębin", rozgrywający się podczas inwazji Iakhovasa. Wśród autorów znani z SW Troy Denning czy Elaine Cunningham.




FR ...

rok temu przeczytałem kilka książek z serii Zapomnianych Krain - Sembia, jakieś "one-shoty" itp. - nigdy więcej.

Ja ostatnio

zacząłem czytać "Revana", którego dorwałem w Jankach w Empiku

Ostatnio czytane

Trochę tego było, jak mi coś umknie, to dopiszę później.

Germanie w służbie zachodniorzymskiej w V w. n.e.

Praca habilitacyjna Marka Wilczyńskiego. Obecnie jest to biały kruk, którego trudno znaleźć. Swój egzemplarz kupiłem za ćwierć tysiąca zł, co jest moim dotychczasowym rekordem. Książka bogata w życiorysy osób, które kształtowały oblicze armii zachodniego cesarstwa. Dzieło ze wszech miar godne polecenia - szczególnie tym którzy żyją tematyką.

Liga chuliganów, Pamiętnik kibica.

Niszowa literatura autorstwa R. Zielińskiego. Opisy goszczenia fanów Juve przez Lechistów w trakcie słynnego już meczu z 1983r., spowodowały, że niemal udusiłem się spazmami śmiechu. Kto chce spojrzeć na ruch kibicowski z innej strony, tego gorąco zachęcam do lektury.

W blasku hebanowego krzyża.

Książka napisana przez misjonarza z zakonu SDS - Mieczysława Kijaczka. Autor pomaga dostrzec cienie i blaski pracy na misji w Tanzanii, gdzie ksiądz, to nie tylko kaznodzieja, ale i lekarz, myśliwy, obrońca...a czasami głupiec, który w zderzeniu z mądrością miejscowego starca, przyznać się musi do pomyłki.

Kronika dni oblężenia.

Tu również autorem był ksiądz - Paul Peikert. Był proboszczem parafii św. Maurycego w przedwojennym Wrocławiu. W Kronice opisuje tragiczne dni dla Breslau, jakie nadeszły wraz z zamknięciem okrążenia przez czerwonoarmistów. Napiszę krótko: nie wyobrażam sobie mojego księgozbioru bez tej pozycji. Lektura nadobowiązkowa dla wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem mieszkańców Wrocławia i okolic.

Las Teutoburski 9 rok n.e.

Książka z cyklu historyczne bitwy Bellony, autorstwa Pawła Rochali. Znakomita, bez zbędnej gadaniny, wyśmienicie opisująca bitwę która przesądziła o losach Europy. Jej skutki odczuwamy do dziś. Gdyby nie rzeź 3 legionów rzymskich i utrata kontroli nad Germanią, to dzisiaj zapewne nie było by Niemców .

Pakt Ribbentrop - Beck.

Książka z gatunku "co by było gdyby", pisana piórem Piotra Zychowicza.
No właśnie, autor...Przyznam się, że jeszcze do 2010r. uparcie broniłem Becka, co do jego decyzji. Jednakże pod wpływem teorii prof. Pawła Wieczorkiewicza, zacząłem mieć wątpliwości. Skądinąd pamiętam go z wystąpień w programie Rewizja nadzwyczajna Baliszewskiego, i z tego też programu zapamiętałem go, jak wyśmienitego specjalistę opierającego się na rzetelnej bazie źródłowej. Historyk, który pod koniec życia, za swoje tezy został zgnojony. I tak po namyśle, sądzę że dobrze, iż Zychowicz napisał Pakt R - B. To książka potrzebna i dobra, wciągająca, lecz lepiej byłoby gdyby napisał ją Wieczorkiewicz. Zychowicz - w moich oczach - nie oparł się emocjom, którymi ta książka wręcz kipi. Tu nie ma chłodnego, spokojnego wyważonego tonu starego profesora. Tu jest krzyk co drugi akapit.

Mimo tego znacznego mankamentu polecam, choćby po to, aby dowiedzieć się o Finach mojżeszowego wyznania walczących przeciw sowieckiej Rosji, a także dla wizyty Netanjahu w Sofii w roku 2011, gdzie dziękował Bułgarom za ich wspaniałą postawę, w czasie gdy Bułgaria walczyła po stronie Hitlera.

Uprzedzam, że dla niektórych może to być książka wstrząsająca (poprawnie politycznym odradzam) .

Re: Ostatnio czytane

Hialv Rabos napisał(a):
Swój egzemplarz kupiłem za ćwierć tysiąca zł, co jest moim dotychczasowym rekordem
________

Tyle to ja zamierzam zapłacić za trylogię Hitlera Iana Kershawa - myślę, że warto.

jeśli umiem

dobrze przeliczać to ćwierć tysiąca za jedną książkę, białą brzmi dumnie. Ale to jest tylko 250PLN. Mało imponująco skoro na Allegro taki Wojtek Kowalczyk ze wspomnieniami kosztował pod 180... a też kruk

Re: jeśli umiem

Lord Bart napisał:
dobrze przeliczać to ćwierć tysiąca za jedną książkę, białą brzmi dumnie. Ale to jest tylko 250PLN.
________

Dla jednych będzie to "tylko", a dla drugich "aż" 250 PLN. Punkt widzenia zależny od kontekstu i siedzenia.

Re: Re: jeśli umiem

Hialv Rabos napisał(a):
Punkt widzenia zależny od kontekstu i siedzenia.
________

Jak zawsze chyba

cena za białego kruka

Myślę, że każdy unikat jest wart swojej ceny, tym bardziej jeśli "siedzi się w temacie".

Osobiście jestem zadowolony ze swojego zakupu, bo i tak cena była okazyjna. Nie mam pojęcia jak obecnie dostępny jest egzemplarz, który kupiłem, lecz jeżeli nie było dodruku, to tym bardziej wychodzę na swoje.

W sumie z chęcią ładowałbym takie sumy w książki, a nie w auto, które ostatnio nieustannie przebywa na warsztacie.

Heh,

trochę tego było. Coś się ostatnio zagnieździłam w starożytności i renesansie, a to za sprawą Altaira Ibn La-Ahada oraz Ezia Auditore da Firenze, czyli bohaterów książek Olivera Bowdena Assassin`s Creed, bo w gry nie gram. Ostatnio przeczytałam AC Objawienia, a wcześniej AC Tajemną krucjatę, Renesans i Bractwo. Powalające nie były, ale przyjemnie spędziłam czas w miłym towarzystwie Oczywiście żałuję, że to koniec. Jednak jeśli będzie książka o tym całym jakimś Desmondzie, to dam sobie spokój.
Będąc w klimacie, wybieram się na pierwszą krucjatę wraz z bohaterami Templariusza Paula Doherty. Obleci. W każdym razie przegrywa ze Szklaną pułapką III w tv, może później będzie lepiej. To jest książka do poczytania, jak nie ma co robić.
Natomiast Śledztwo Decjusza Johna Maddoxa Robertsa to niezły początek serii, czekam na następne.

książki 2012 #4

Kolejna tegoroczna zrzutka.

#37 Moskwa Noir
Pod redakcją Natalii Smirnowej i Julii Goumen
Moskwa w czternastu opowiadaniach autorstwa cenionych rosyjskich pisarzy. Czy rzeczywiście noir? Nie wiem, w każdym bądź razie opisana tak jak ją sobie wyobrażam (nigdy nie byłem a chciałbym), czyli jeden wielki wymieszany burdel, z cuchnącymi wnętrzami wielkiego metra, z nutką beznadziei bez względu na system i wszechogarniającym rozwarstwieniem społecznym + standardowe kurestwo, kasa i przemoc.

Niektóry nie dało się czytać, bo były nudne. Niektóry nie, bo napisano je jak na delirce w psychuszce. Ale niektóre jak np. o płaszczu Berii czy utracie weny przez młodego pisarza – super. To podobno pierwszy tom z cyklu. Zapowiedziano Barcelonę i Meksyk. Również noir.
Ciekawe co by wyszło z Warszawy…

#38 Ręka mistrza
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#533305
#39 Podpalaczka
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#535264
#40 Pod kopułą
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#536224
#41 Czarny dom
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#542413
Stephen King

#42 Mój własny diabeł
Mike Carey
Pierwszy tom z serii egzorcysta Felix Castor kontra… wszyscy
Freedzik strasznie zachwalał, więc skusiłem się na pierwszy tom i powiem, że z chęcią pożyczyłbym dalsze.

Bardzo ciekawa kreacja bohatera, flecik i kumpel ze studiów zamknięty w posrebrzanej celi, bo niestety zamiast coś wyciągnąć… Castor coś mu włożył. I teraz ten demon no, jakoś kombinuje.
Do tego „standardowa” praca, czyli egzorcyzmy. W pierwszym tomie niby łatwe wygarnięcie ducha z jednego londyńskiego archiwum, ale potem pojawiają się problemy, mafia, coś tu nie gra, tajemnica, w końcu zbrodnia i stwierdzenie faktu, że jak zawsze żywi są 100x gorsi od nie-umarłych. + naprawdę seksowny i mocny sukkub, że aż… ciarki stają. Przechodzą

Dobrze się to czyta, soczysty język, konkretne życiowe i nie- sytuacje, seks, akcja, tylko gdzieś mi brakuje tej rozgrywki pod tytułem "Kto Pierwszy Załatwi Castora”, w którą podobno zaczęły grać duchy z demonami. Ale to może na kolejne tomy.
Chciałbym kiedyś spróbować.

#43 Joseph Anton: autobiografia
Salman Rushdie
Ostatnimi czasy lubię czytać biografie czy ‘wywiady-rzeki’. Autobiografie nie trafiają się tak często, zresztą mam bardzo dziwne przekonanie, że pisanie o sobie samym nie może po prostu wyjść dobrze. Skoro do Nobla musi nas ktoś zgłosić, nawet gdybyśmy znaleźli lek na AIDS, to jak uczciwie oddać własną osobę?

Są jeszcze tzw. wspomnienia, często pisane przez ghost-writerów, ale do tego podchodzę inaczej. Opisywanie jakiś zdarzeń z perspektywy autora jest jak najbardziej zrozumiałe. Natomiast opisywanie swojego życie, gdzie oczywistym są oceny różnych postępowań – tego po prostu dobrze nie da się zrobić własnoręcznie.

Dlaczego więc zabrałem się za tą pozycję? Bo niezmiennie fascynuje mnie osoba Rushdiego, wszystko co związane z fatwą i wizja IIIWŚ, konfliktu na tle religii (chociaż niektórzy mówią, że będzie się rozchodziło o surowce), starcia hmmm „cywilizacji Zachodu” z islamem.
Jeśli więc pominiemy sposób pisania Rushdiego o sobie i o JA w trzeciej osobie, pominiemy wiele jego działań, których moja ocena jest krańcowo inna niż autora (m.in. w sprawie kobiet, małżeństw i synów) oraz warstwę hinduistyczno-filozoficzną to pozostaje fascynujący zbiór faktów na temat najbardziej zaszczutego „normalnego” człowieka w XX wieku.

Właściwie całą treść książki poświęconą Szatańskim wersetom, fatwie, zmianie personaliów i ochronie można by streścić w zdaniu Heinricha Heinego:
Where they have burned books, they will end in burning human beings
W oryginale
Dort wo man Bücher verbrennt, verbrennt man auch am Ende Menschen
Tam gdzie pali się książki, będzie się w końcu palić ludzi.

Czy nie jest to prawdą? A jeśli Szatańskie wersety palono w Anglii? Jasne że z pomocą tamtejszych muzułmanów, ale jednak? Czy treści tam zawarte naprawdę mogły doprowadzić do takiej histerio-furii? Znaczy dzisiaj już wiemy, że tak, bo po byle jakiej karykaturze wyznawcy islamu rzuciliby wszystko co robią (a najczęściej nie robią nic pożytecznego) i zabili wszystkich co im się pod rękę nawiną. Taka religia, taka głupota mas i takie wyrachowanie tych na samej górze.

Tego akurat nie wiedziałem, ale podobno to nie Chomeini tak naprawdę stworzył fatwę. W 1989 był już na końcu swojej drogi życiowej, niewidomy i przykuty do łóżka. To jakiś nadgorliwy lizydupa przybiegł do niego i powiedział, że jest taka to a taka książka, że obraża islam i ble-ble, spisał na kartce parę wybełkotanych słów i sru – poleciał do telewizji.
Co zabawniejsze Szatańskie wersety można było dostać w Iranie już po ogłoszeniu fatwy, bo do niektórych księgarzy (oczywiście w 2 i 3 obiegu) nie dotarły te wiadomości, a dużo wcześniej Rushdie został zaakceptowany przez islamskich cenzorów przy okazji wcześniejszych książki

Ale w ogóle to była chora sytuacja, pomijając (żeby się nie rozwijać, nie powtarzać) głupotę religii wszelakich i tych którzy na tym żerują, sytuacja taka że jedno państwo w jasny i klarowny sposób namawia swoich obywateli albo ludzi sprzyjających do zabicia drugiego człowieka. Teraz, patrząc z perspektywy Obamy i Osamy czy zabitego rękami putinowskich służb Litwinienki, to oczywiste że kraj w postaci stojących na jego czele osób może „uwziąć” się na jedną osobę.
Jest jednak różnica w otwartym podżeganiu do mordu, oferowaniu za to wysokich sum i pomocy w ew. wyjściu z więzienia. Czy to ma znaczyć, że tylko islamistom coś takiego uchodzi? Że w imię chorego spojrzenia można głosić takie rzeczy, ale już np. prezydent Urugwaju nie może mówić, że chce śmierci ministra finansów Burkina Faso, bo to się spotka z jakąś międzynarodową reakcją?

A co najsmutniejsze w tej całej sytuacji to działania tzw. przyjaciół czy innych osób, które dzień wcześniej deklamowały laurki na naszą część a dzisiaj wbijają nóż w plecy. Smutne są zgony ludzi wokół Rushdiego jak np. japońskiego tłumacza Wersetów. Smutne były zamykane księgarnie z powodu podkładanych bomb, smutna była reakcja domów wydawniczych w wielu państwach, które wolały Wersetów nie wydawać.

Jak niewiele brakuje, w wieku lotów w kosmos, bezprzewodowego Internetu i przeszczepów/wszczepów elektronicznych protez, do czasów ciemnego średniowiecza, do stosów czy powrotu Aktion wider den undeutschen Geist. A to tylko książka. Słowo. W dodatku proza, a nie propaganda czy paszkwil.
Z tej perspektywy „Autobiografia” jest warta przeczytania. Niestety, żeby skupić się na samym problemie fatwy, trzeba przebić się przez prawie 700 stron, w których sporo jest wydarzeń pobocznych. Których nie bardzo chce się czytać, które filozofują i zostały przedstawione na sposób Rushdiego. Niekoniecznie zgodny z opinią czytelnika.

Jedyny taki naprawdę duży plus tej książki to to, że na 2013 mam zaplanowane m.in. Szatańskie wersety czy Czarodziejkę z Florencji. Natomiast ‘JA:a’ polecam wyłącznie do wypożyczenia. A i myślę, że sporo osób jej nie skończy.

#44 Cel snajpera: historia najniebezpieczniejszego snajpera w dziejach amerykańskiej armii
Chris Kyle
Się w tym roku zebrało książek o wojsku, o black-opsach, komandosach wszelakich. Jakoś ta tematyka jest fajna do grania czy oglądania, ale czytać? No i jeśli te tytuły są napisane tak samo jak Cel to naprawdę – ludzie się natną.

A jak jest napisana tak książka? Hmmm, nie dam głowy że robił to ghost-writer, ale jeśli nie to korekta naprawdę musiała się starać. A i tak średnio to wyszło.
W USA ten tytuł podobno długo zajmował czołówki różnych rankingów, szczerze powiem – nie dziwię się, chociaż Cel jest książką jednocześnie amerykańską (PATOS!) i nie-amerykańską. Mieszaną bardzo

W Polsce idzie ona reklamą, że Chris współpracowałem z GROMem i w ogóle. GROM pojawia się też w MoH:Warfighter, więc Jednostka Wojskowa im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej pojawia się w świadomości standardowego zjadacza steków. Ile tam o nas jest? Niewiele, tak jak i w całej książce. Że biegali razem, uczyli się od siebie, Kyle chwali wyszkolenie, zdolności operatorów i snajperów i takie tam.
Nic szczegółowego, nic specjalnego, żadnych smaczków.

Reszta tytułu to historia jego życia. Dzieciństwo, szkoła, kowbojstwo, w końcu marynarka i SEALsi. Potem specjalizacja w snipowaniu i akcje, akcje, akcje. W międzyczasie miłość, małżeństwo, dzieci, wszystko to trudne, bo Kyle lubi zabijać. Lubi SEALsów, lubi akcję.
Żeby to nie zabrzmiało jak bezmyślny Rambo – nie o to tu chodzi. Ale faktycznie wyszkolenie kogoś takiego jak on to kupa kasy. Szkoda żeby się zmarnowała. A zabijanie? Skoro musi, to to robi. Jak Mila Kunis na balu marinesów – dla swojej ojczyzny. On naprawdę wierzy, że wszystkie jego strzały, łącznie z najdalszymi i najdziwniejszymi (desant irakijskich bandziorów przez rzekę z udziałem… dmuchanych piłkę plażowych ) służą bezpieczeństwu obywateli USA. I tu akurat patosu nie ma. On w to naprawdę wierzy.

Natomiast tak jak mówię – najniebezpieczniejszy snajper to po prostu bycie w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Jego słowa. Niestety, naprawdę brakuje tam smaczków, ciekawostek albo Kyle nie potrafi ich opisać.
Za to świetnie mu idzie z rzucaniem slangu armijnego i opisem giwer (tu fani tego typu akcji będą w niebie), co ciekawe wszystko jest tłumaczone, ale potrafi zmęczyć. Drugim plusem są małe przypisy w wykonaniu jego żony. Rzeczowe, uczuciowe, oddające pełnię myśli, obaw i miłości kobiety, która jednocześnie świadoma małżeństwa z tego typu komandosem, nie jest w stanie zrozumieć jak ona i dzieci mogą stanowić drugi plan. Bo pierwszym jest kolejny kontrakt i kolejne 20-30 trupów na liczniku.

Książka nie jest tym czego oczekiwałem, czasami ma męczący styl, zdarzają się powtórki myśli, chociaż tytuł ma się niewspółmiernie do samej opinii Kyle’a o sobie.
Czy kupić ten tytuł, nawet fanowi militariów? Raczej nie. Lepiej kolejną część komandosów spod znaku MoH czy CoD.

#45 Wayne: Mściciel z Gotham
Tracy Hickam
Jak tylko zobaczyłem w bibliotece tą książkę, to chwyciłem w łapki i wybiegłem
Oczywiście po uprzednim podbiciu karty.
Wracają jednak do domu zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem. Z pewnością zachęcił mnie opis jedynej powieści o Batmanie. To mój ulubiony superhero, ale nie kojarzyłem czy faktycznie w prozie coś jeszcze wyszło. Nie czytałem w każdym bądź razie, więc to mogła być jedyna.
Z drugiej strony odwróciłem książkę na stronę drugą właśnie, czyli tył okładki. A tam dwie rzeczy – Hickman i jego ‘Dragonlance’ (spróbowałem pierwszy tom i zwróciłem) oraz książka ukazuje się przed premierą najnowszego filmu o Batmanie – Mroczny Rycerz powstaje.

Ups, nolanowy syf? Ale mnie oszukali, tyle składek poszło na marne…
Nic to, zmierzyłem się z pozycją. Jak mam podsumować całość? Krótko?
Dłużej?
No to książka jest napisana bardzo fajnie pod względem warsztatu. Mamy Gotham obecnie i Gotham za czasów dzieciństwa Bruce’a, a właściwie za czasów młodości jego ojca. Te wątki przeplatają się wzajemnie, oczywiście w sprawie zabójstwa rodziców. Są ciekawe opisy, czuć specyfikę mroku tego miasta, czuć Arkham, dobre dialogi. Pod tym względem Mściciel jest o niebo lepszy od Dragonlance.

Ale na tym plusy się kończą. Osobiście chociaż lubię Nietoperza, znam jego głównych oponentów, mniej więcej historię życia i komiksy to… nie wiem ile tam było retconów, czy jak to całe super-gówno się nazywa, wszelkie zmiany, kanonizowania i rozkanonizowania. Już dawno wyszedłem z założenia jakie kiedyś tutaj przedstawił Gufi albo Stridziu – towaru jest tyle, że każdy wybiera co mu jest kanonem.
A dla mnie, w skrócie największym, kanon to Arkham Asylum (gra do której bardzo bardzo się przekonałem po pierwszym odrzucie) i Batman: The Animated Series. A przede wszystkim Joker to Mark Hamill i
http://www.followthesignal.com/wp-content/uploads/2011/08/gameover01-joker.jpg
czyli kolejny raz – nie dla rozmazanego nolanowego gówna!

Niestety, wydanie książki jako naganiacza na pożal się boże „dzieło” kinowe, zniszczyło wszystko dobre co mogłoby być. Autor chciał wejść reżyserowi tak głęboko do … że momentami stawało się to niesmaczne. Próba urealnienia WSZYSTKIEGO i przedstawienia Gotham jako kolejnego miasta USA…

Ja rozumiem, z góry zawsze zakładałem, że MITYCZNE Gotham (nie zapominając o Arkham) znajduje się w Ameryce, ale to zupełnie tak samo jak Metropolis czy Freedom City. Nie kupimy biletu i nie pojedziemy tam na wakacje.
Tymczasem tak to jest tutaj pokazane, mamy jakieś chore odwołania do 11.09, wyjaśnianie technologii Batmana współczesną (przy okazji niezły bełkot to jest), wygląd Jokera jak u Nolana i crème de la crème, czyli początek spoilera śmierć Bruce’a Wayne’a. koniec spoilera

Żebyśmy się dobrze zrozumieli początek spoilera śmierć BW a nie Batmana koniec spoilera. Książka kończy się tak właśnie, że początek spoilera Alfred stoi w grobowcu nad płytą nagrobną, a obok niego pojawia się Batman. A wcześniej w ogóle szanowny pan autor zrobił z BW pozera, który na paparazzich jeździł na wózku po swoim parku, prowadzony przez kamerdynera. I tenże Alfred przejmuje w spadku Wayne Enterprises. koniec spoilera

Chore, ne? Ale żeby było jeszcze zabawniej i żeby ludzie poczuli, że faktycznie przemykając mrocznymi uliczkami swojego miasta, gdzieś tam w górze pilnuje ich superhero - Hickam wyjaśnia skąd wzięli się wszyscy super-złoczyńcy. Trzymacie się?
początek spoilera Otóż tatuś Bruce’a, świeżo upieczony lekarz, dzięki kasie swojego ojca (a dziadka Batmana) wynajmuje część Arkham, by wyjść z cienia ojca i zrobić coś mocnego. Tym czymś ma być mieszanie w genach przy pomocy jakiego wirusa, który spowoduje zanik socjopatycznych zdolności, a nawet zamienia bandziora w uczciwego mściciela. Czytaj – gangusy będą mordowały się od środka. Ale oczywiście nie robi tego sam, pomaga mu inny lekarz, eugenik, Niemiec-nazista, którego Amerykanie przerzucili do USA. koniec spoilera
Więcej nie będę opisywał, ale kończy się to tak, że początek spoilera jeden ze „zresocjalizowanych” przestępców, były znajomy ojczulka ześwirował genetycznie (jak zresztą reszta obiektów badawczych) i za zło do wyplenienia uważa teraz nawet tych co przechodzą na czerwonym świetle. A więc i tatusiek podpada, bo chociaż chciał dobrze to jednak współpracował z naziomem. Thomas zabija w jaskini, która potem będzie służyła B za kryjówkę, a krew zmieszana z wodą dociera do kanalizacji Gotham. koniec spoilera.

Tak, tak – ta skażona genetycznie krew, z wirusem (**** wie jakim cudem to się nie rozcieńczyło) dociera do kranów ludzi i stąd u niektórych mamy te same objawy – zatem Jokera, Riddlera, Scarecrowa. Inni pili i są ok. Tym sfiksowało.
:/
Padłem. Po prostu nie idzie wymyślać takich głupot. Sam jestem fanem szczególarstwa i logiki, ale nie naciągania i wymyślania idiotyzmów. Komuś przeszkadzało, że Batman miał fajne zabawki? Chcieliście wiedzieć skąd je ma? Ja nie.
Chcieliście wiedzieć skąd biorą się tacy złoczyńcy? Trochę magiczni, trochę nierealni? Ja nie. Pasowali do konwencji, w większości byli świetnie nakreśleni, więc o co chodzi?

O, k***a, 11.09 i pretensję, że Superman nie zatrzymał samolotów?
Mówiłem to już wielokrotnie i powiem kolejny raz – urealnianie i tłumaczenie wszystkich książek/komiksów/zamysłów w pierwowzorze magicznych/unikalnych jest fajne raz. Może dwa razy. Ale jeśli przeradza się to w taśmę i jeszcze próbuje się wmówić, że to jest właśnie najsłuszniejsza wizja – powiem tak, początek spoilera jebać to. koniec spoilera

I tak w ciemnej ulicy nikt was nie uratuje.
Pffff… czytają tą książkę miałem w myślach cytat z EIII So this is how liberty dies… with thunderous applause
Właśnie tak ginie klasyka, smak, jakość – przy aplauzie nolanowskich fapersów. Na szczęście jedyną dobrą stroną Mściciela jest to, że w końcu zainstaluję mój oryginał AA i zmierzę się z Jokerem takim jaki powinien być. Mistycznie, nierealnie szalonym.


Jeszcze tylko #5 i podsumowanie roku.

Bart

No i dlaczego Superman nie uratował WTC ? XD

bo

on nie krąży nad NYC??

OMG

POWAŻNIE MÓWISZ ?

I co, bohaterowie DC z NY byli zbyt leszczami by temu zapobiec, a dla niego to pestka, ALE NIE CHCIAŁ IM SIĘ NA REWIR WJE***Ć ?

Masakra.

poważnie

POWAŻNIE!

:P

To chyba najgorsze wytłumaczenie, dlaczego w światach DC i Marvela superbohaterowie nie pomagają sobie "po sąsiedzku" ... o ile scenariusz tego nie przewidział.
Troszkę to ... żałosne

wiesz

co, ja olewam kto jest z DC a kto z Marvela. I tak nie idzie się w tym połapać, i tak mogą zmienić w każdej chwili a poza tym tu chodzi o to, że oni wszyscy mają być zmyślenia. Nierealni. Fantastyczni. W czwórkę czy pojedynczo

Re: książki 2012 #4

Lord Bart napisał(a):
#44 Cel snajpera: historia najniebezpieczniejszego snajpera w dziejach amerykańskiej armii
Chris Kyle

________

Hmmmm w tym kontekście
http://tnij.org/kkyle
to to teraz dziwnie wygląda ta książka.

Facet tyle przeżył żeby rozwalił go inny. Na strzelnicy. Żal tylko naprawdę małżonki i dziecka, bo ona naprawdę wiele poświęciła w tym związku.

+ poziom komentarzy pod artykułem...

......

Właściwie więcej mam nie tego co ostatnio czytałem, a tego co czeka na przeczytanie, tylko nie mam czasu. Z tej pierwszej grupy:

Myśli nowoczesnego endeka, Rafał A. Ziemkiewicz - świetna książka. Wbrew pozorom mało ideologii, dużo faktów i statystyk. A te są czasami porażające i przygnębiające. Ziemkiewicz wyjaśnia jak pozbyć się obecnego bagna i w bardzo fajny sposób tłumaczy czym dzisiaj powinna być myśl endecka i dlaczego właśnie ona przysłuży się dobrze Polsce. Najbardziej zagorzałe lewaczki mogłyby się zdziwić ile w sobie mają z takiego współczesnego endeka. Oczywiście te mniej zaczadzone. Polecam, publicystyka polityczna w najlepszym wydaniu. Nie tylko dla fanów RAZ-a.

Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939, Stanisław Cat-Mackiewicz - tytuł raczej odpychający niż zachęcający, ale treść znakomita! Nie jest to nudny wywód, rodem ze szkolnego podręcznika. To raczej długi esej świetnego dziennikarza, obiektywny, zaskakujący barwnością języka. Mnóstwo anegdot dot. polityki II RP, charakterystyka najbardziej znanych postaci. Pochwała dla tego wspaniałego państwa, ale i krytyka jego ciemniejszych stron. Obowiązkowa lektura dla miłośników międzywojnia. Teraz szukam kolejnej części, tej o latach 39-45, pt. Lata nadziei. Gdzieś ostatnio widziałem w empiku, więc jak tylko dopadnę to zabieram się za czytanie (a sporo teraz leży publicystyki Cata w księgarniach).

No,a do przeczytania, pewnie w okolicach marca-kwietnia:
Goralenvolk - historia zdrady (W. Szatkowski), Pakt Ribbentropp-Beck (P. Zychowicz) i mnóstwo, całe mnóstwo SW.

Re: ......

Elendil napisał(a):
Myśli nowoczesnego endeka, Rafał A. Ziemkiewicz - świetna książka. Wbrew pozorom mało ideologii, dużo faktów i statystyk. A te są czasami porażające i przygnębiające. .
________

Słabiutka książka, jak i niestety wszystkie jego politykierskie. Wbrew pozorom ideologia wylewa się z tych faktów, z których każdy może wyciągnąć coś dla siebie. A są to czasami wyciągi porażająco i przygnębiająco upchnięte do swojej, jedynie słusznej
tu nie-pozdrawiam filmem
http://youtu.be/Tb1XTIcqaa4?t=35s
wizji.

Która, miejmy nadzieję, nigdy za mojego życia się nie spełni. A i moim dzieciom bym też nie życzył.

Najżałośniejsze jest to, że te jego pseudo-wywody zaczęła wydawać Fabryka Słów. A kiedyś zajmowali się porządnymi rzeczami

Wystartowałem z 007

1. Casino Royale
2. Żyj i pozwól umrzeć
3. Moonraker

Po tych 3 tytułach już wiem że książki i filmy to całkiem inna bajka. A same książki hmm to raczej takie poczytadła do pociągu na długą podróż. Sensacji czy przygody nie ma tam za wiele. Gdyby bond był przynajmniej hardy jak Modesty Blais...

...

Tia, ja tam jak na razie czytałem tylko "Diamenty są wieczne", w sumie średnia książeczka, ale również łatwo zauważyć, że książki mają więcej różnic niż podobieństw co do filmów i IMO filmy są o wiele lepsze.

...

Frank Herbert - "Dzieci Diuny", po prostu arcydzieło! 10/10

Teraz czytam "Bóg Imperator Diuny"

...

Właśnie kończę Oszukanych, a w kolejce już czeka Fatalny Sojusz.

Super

Super.

Małe podsumowanie 2012

U mnie przeczytane: 52 książki (5 więcej niż w 2011), kupione: 60<, pozbyłem się: też coś koło 50.

Przeczytałem sporo Łukjanienki, A.C.Clarke`a, PLIO Martina, cykl o Caine`ie Stovera, trylogia husycka Sapkowskiego, reszta to raczej "luźne" książki.

Najlepsze:
A.C.Clarke - Odyseje kosmiczne (x4)
Jack Ketchum - Dziewczyna z sąsiedztwa
Dan Simmons - Terror
John Ajvide Lindqvist - Wpuść mnie
Stephen Donaldson - Skok w konflikt. Skok w wizje

Najsłabsze:
K.J. Bishop - Akwaforta
Catherynne M. Valente - Nieśmiertelny
Andriej Diakow - Do światła

Najlepiej szło mi w lipcu - 9 tytułów, najsłabiej w październiku - 0.

K

a ja nie wiem ile przeczytałem. Ale sacuję że ok 40-45 tytułów. Kupiłem za dużo i nic nie sprzedałem, kilka rozdałem.

Z najciekawszych to:
Aleksander Marz Kippharda
Siedmiu szaleńców Arlta
Lot nad kukułczym... Keseya
Drugie życie Pana Roosea Nessera
Bóg urojony Dawkinsa
i Millenium Larssona

Z tych nieciekawych to wszystko co z SW

A najgorsze jestto że życie jest za krótkie aby wszystko przeczytać oOOO!

Re: Małe podsumowanie 2012

Shedao Shai napisał(a):

Dan Simmons - Terror
John Ajvide Lindqvist - Wpuść mnie

________
Czyli mówisz że warto ?

...

nie, k***a, żartuje sobie

damn

nigga, u tricked me

Hyperion

Jeśli chodzi o Simmonsa to od siebie gorąco polecam `Hyperion`.

2012

Sporo książek nie przeczytałem w tym roku..

1. Dallas 63 Stephen King
2. Patrioci Tom Clancy

i oczywiście jako że początkujący kolekcjoner SW wszystkie 24 jak do tej pory wznowienia Ambera

2012...

Z tego co pamiętam to przeczytałem:
- Całą sagę Wiedźmińską
- Mroczne Widmo
- Atak Klonów
- Hobbita
- Komandosi Republiki: Prawdziwe Barwy oraz Rozkaz 66
- Władcę pierścieni Drużynę Pierścienia
- The Old Republic: Revan
I to chyba tyle.

2012 wakacje

Kryminał : Agata Christie : Przyjdź i zgiń xd
SW: Nadchodząca burza , Posłuszeństwo ( nie czytam po kolei )

Re: 2012 wakacje

Vintress napisał(a):
( nie czytam po kolei )
________
I dobrze, naprawdę nie życzę ludziom czytania SW chronologicznie.
A sam zacząłem od Wektora Pierwszego, więc ...

Czasami dobrze jest po koleji

np czytałen majpierw 2 tom dziedzica potem 3 i na końcu 1, masakra

...

Ja swoją przygodę z SW zacząłem od SW Dziedzictwo Mocy Zdrada - to było coś Co drugiego bohatera nie znałem, Ben, Jaina kto to jest?

stop likwidacji bibliotek

a jednak strona to nie tylko fejs
http://www.stoplikwidacjibibliotek.pl/poparcie.php

Warto!

Część

moich znajomych poparło, ja się też nad tym zastanawiam, ale mam wątpliwości. Z jednej strony jestem przeciwny likwidacji szkolnych bibliotek(i mówię to jako osobnik, który szkołę skończył kilka lat temu), ale z drugiej strony, z tego co czytałem, projekt zakłada nie tyle likwidację, ile łączenie ich z osiedlowymi publicznymi. Do tego sam Boni stwierdził(choć też należy jego gadane przesiać przez trzy sita), że najprawdopodobniej skończy się na tym, że bibliotek szkolne przejmą kompetencje bibliotek publicznych. A to akurat uważam za prawdopodobne.

Dlaczego? Ponieważ biblioteki osiedlowe(lub na większe okręgi) były już likwidowane nieraz w celu szukania oszczędności w budżetach samorządów, więc w razie czego gminy i powiaty mają "obcykane" procedury wygaszenia takiej biblioteki.
A szkolne? Jako, że już się podniósł wrzask, to chyba jednak faktycznie oberwą te pozostałe. Z dwojga złego lepiej, żeby te szkolne się uchowały.

posłuchaj

tego
http://bi.gazeta.pl/im/9/13401/m13401489.mp3
dlatego podpisałem, bo to wygląda tak ja mówisz, ale skończy się jak zawsze u nas.

Dzisiaj...

skończyłem ,,Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins. Bardzo ciekawa książka, polecam

A jak się ma do

filmu ?

...

Książka została całkiem dobrze zekranizowana.

ten

trzy-postowy dialog idealnie oddaje to o czym pisał ostatnio Orliński, w kwestii najnowszego raportu o czytelnictwie i co z tego wynika dla (braku) umiejętności argumentacji i uzasadniania.

Re: ten

Lord Bart napisał(a):
trzy-postowy dialog idealnie oddaje to o czym pisał ostatnio Orliński, w kwestii najnowszego raportu o czytelnictwie i co z tego wynika dla (braku) umiejętności argumentacji i uzasadniania.


________
XD

Jeśliś ciekaw

Film jest zrobiony na naprawdę świetnym pozimie natomiast jeśli chodzi o wierność ekranizacji, to jest ona na dość wysokim poziomie, choć jako że ekranizacje rządzą się swoimi prawami, to oczywiście są różnice Np. w książce jest ciekawy wątek awoksów, czyli buntowników przeciwko rządzącym, którym za karę ucięto języki o pozbawiono jakichkolwiek praw obywatelskich(które w uniwersum IŚ i tak nie były specjalnie duże). Co ciekawe, awoksy były zarówno z Dystryktów, jak i Kapitolu. Zmieniono też otrzymanie broszki z kosogłosem przez Katniss - w filmie dostała ją handlując na Ćwieku, a w książce dostała ją od córki burmistrza. Paru innych rzeczy też nie wyjaśniono, jak pochodzenia kosogłosów i ich zróżnicowania względem podobnym im, acz różniącym się głoskułek.
No i też akcja filmu idzie bardzo szybko, przez co czasem ciężko ogarnąć niektóre rzeczy.

Za to film ma coś, czego w książce nie ma, a jest fenomenalne - prywatne rozmówki polityczne prezydenta Snowa z Seneccą Cranem czy centrum obsługi Igrzysk. W książce narracja jest pierwszoosobowa, z perspektywy Katniss, przez co mamy tylko jej życie, działania, przemyślenia itp. natomiast Snowa jest jak na lekarstwo, a Senecca jest w zasadzie wymieniany tylko z nazwiska.


A jak komuś podobały się "Igrzyska...", to polecam kontynuacje "W pierścieniu ognia" i przede wszystkim fenomenalnego "Kosogłosa".

Re: Jeśliś ciekaw

Vergesso napisał(a):


A jak komuś podobały się "Igrzyska...", to polecam kontynuacje "W pierścieniu ognia" i przede wszystkim fenomenalnego "Kosogłosa".


A ja niekoniecznie. O ile jedynka - co mnie zaskoczyło - była nawet dobrą książką i przeczytałem z dużą przyjemnością, o tyle dwójka i trójka mnie rozczarowały. Dwójka połowicznie - czytając jej pierwszą połowę miałem wrażenie czytania jakiegoś romansiku dla trzynastolatek. Za to druga połowa była już na poziomie zbliżonym do jedynki. Jakby powieść miała dwie różne autorki. Za to trójka... W pewnym momencie po prostu parsknąłem śmiechem, odłożyłem książkę i już do niej nie wróciłem. początek spoilera Zestrzelenie statku strzałą z łuku, nawet wybuchową koniec spoilera to już przesada. I sporo innych żenujących elementów w niej było. Szczerze - trójki nie polecam...

...

Za mną ciekawa lektura "Człowieka z wysokiego zamku" Philipa K. Dicka. Jedyne co można o tej książce powiedzieć, to to, że jest typowa dla tego autora, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, łącznie z zakończeniem. Myślę że bardziej przekonałaby mnie ta książka, gdybym urodziła się za czasów Polski Ludowej, bo chyba własnie w tym czasie to opowiadanie stawało się bliższe sercom Polaków.
Mimo wszystko polecam, dobra lektura na przemyślenia.



TADAM, wróciłam

książki 2012 #5

Ostatni zrzut, którego nie chciało mi się wysłać tak długo.

#46 Oczy smoka
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#555206
Stephen King

#47 Spalony
Andrzej Iwan
Tak w ogóle to zebrałem ostatnimi czasy sporo książek o piłkarzach. Miałem sobie zrobić maraton, ale u mnie zawsze z takimi obietnicami słaba jest realizacja (oprócz Kinga, który jakoś styka). Przeczytałem „Messiego”, historia geniusza niesamowita, tytuł – słabiutko laurkowy. Przeczytałem „Deynę”, właściwie przestudiowałem z nabożną czcią, o tym będzie za chwilę, bo muszę jeszcze drugi raz.
Nie to żebym się zniechęcił, po prostu jakoś tak… no może po „Messim” trochę, a Kaz nakręcił mnie na Iwana? W każdym bądź razie tytuły wyszły jakoś tak w zbliżonym czasie, nawet na allegro niektórzy sprzedawali je w duecie. Co uważam za skandal, z wielu powodów. Ale do puenty.

Książkę czyta się przyjemnie. Nie wiem czy to zasługa Krzysia Stanowskiego, w każdym bądź razie on też złożył wspomnienia Kowalczyka „Kowal. Prawdziwa historia”. Nome omen kutas, który pożyczył i nie oddał mi tej książki mam nadzieję, że dostał … w wiadomych miejscach na ciele. A to bardzo trudno się leczy.

W każdym bądź razie czyta się ok. Ale co się czyta? Imo to (i nie mam tu żadnych antywiślackich/antykrakowskich uprzedzeń) że Andrzej Iwan to matoł jakich mało. Nie bardzo też wiem, czy książka ma mieć coś więcej niż tylko inicjatywę zarobkową, czy ma o czymś mówić do obecnego pokolenia? I jeśli do nich to dlatego min. 50% jest o alkoholowych ekscesach, pijaństwach i „zabawach”?
To słabe jest, rozumiem/nie rozumiem jednocześnie tego zachwytu nad polskim alkoholizmem, te debilne teksty typu ‘piątek – wyczuwam melanż’ czy szkolne, szczeniackie (a niektórym zostaje to na później) licytacje ‘ale sie najebałem, a ja bardziej, zarzygałem to i tamto’. Przez to bardzo żałuję, że kupiłem ten tytuł, bo nie widzę konsekwencji.

Z jednej strony mamy wstęp i zakończenie o świrowni, odwyku, myślach samobójczych i sumowaniu, że jednak gdyby nie gorzała to bym był jak Pele, a z drugiej jak to zajebiście było przyprawić, wszędzie i zawsze, a i tak byliśmy świetni.
Ok, z tym się mogę zgodzić, że była ekipa która balowała a potem wygrywała na boisku. Nie jestem pewien i nie chce mi się rozkładać czego to było wynikiem.

Z drugiej strony opisy melanży, życia jak Dudek w Madrycie za czasów komuny, kiedy piłkarzom wolno było (prawie) wszystko, a potem żałosny płacz że się zostało zesłanym do kompanii karnej i się znęcają nad biednym chłopaczkiem. Ani przez moment nie było mi żal Iwana, zresztą jak można żałować tytana intelektu, który bez krępacji mówi że się mecze ustawiało i sprzedawało a on sam nie chciał zostać królem strzelców ligi, bo (uwaga, to dobre, niszczy naprawdę) sezon wcześniej kumpel strzelił 20+ goli a on ma tylko 15. No i nie chce z 15 czy 16 zostać najlepszym strzelcem.
Pojadę w obecny stan umysłowy internautów i zapodam prosto co o tym myślę
http://ryjek.net/wp-content/uploads/genius.jpg
Do tego dochodzą jakieś opowiastki o jego kumplu gangsterze, jakieś tam Monako. Co to ma wspólnego z piłką?

Ano jest jeszcze trzecia strona, ciekawe historyjki o Gmochu, jego idiotycznych pomysłach i megalomanii bycia lepszym niż Górski czy o Piechniczku, który kazał mu grać mimo ewidentnej kontuzji i skasował przez to mięsień czy podczas mistrzostw o piłkarzu, który chodził z rozwalonym jądrem, bo entliczek-pentliczek olewał zrobienie mu badań, bo liczyła się tylko grająca ekipa.
Ale takich rzeczy jest stanowczo za mało.

Na sam koniec nie umiem ocenić pozytywnie tego co przeczytałem. Bo nie widzę żadnej spójnej myśli. I tak jak nie bardzo kojarzyłem Andrzej Iwana przed, tak szybko zapomnę o nim po. Bo Iwan to był Tomasz, kumpel Hajty od szlugów
A tytuł książki powinien brzmieć ‘Wypity/Napity’ tak w ogóle.

#48 Moja historia futbolu
#49 Deyna
Stefan Szczepłek
Zacznę od tego, że różnie to bywa w towarzystwie. Jedni w ogóle zlewają dziennikarzy sportowych, inni lubią Matiego i Romka, jeszcze inni Smokowskiego i Twarowskiego, jeszcze inni Pola i Steca. Ja lubię czytać wszystkich, mam swoich faworytów, ale kimś z innej beczki, z tamtej epoki, który bardzo mi pasuje jest Stefan Szczepłek.
Niektórzy wypominają mu, że facet chodzi po boiskach i szatniach, zbiera koszulki, proporczyki, tym samym nie wiem – ośmieszając się? Zaniżając poziom? Bez przesady.

SS ma gigantyczną wiedzę, ale suche fakty czy tam nawet opisy meczy to nic. Dopiero okraszone zdjęciami i gadżetami ożywiają treść.
I „Moja historia” jest tego najlepszym świadectwem. To jest taka pół-książka, pół-album, sprzedawany kiedyś kolekcjonersko pod egidą Rzeczpospolitej. Ja polowałem na nie już od dłuższego czasu, w końcu udało się chwycić parkę. Bo Historia ma dwie części – świat i Polskę. Ze zrozumiałych przyczyn naszą krajową odpuściłem.

A jak tam Tom 1? To 280 stron statystyk, przeróżnych, historia piłki od 1848 i pierwszych zasad z Cambridge aż po 2006, czwarte MŚ Włochów i „byka” Zidane’a. Wszystko to napisane jasnym i zwięzłym językiem, z olbrzymią dawką pasji i szczegółów, na każdej stronie z mnóstwem zdjęć, gadżetów. Dodatkowo charakterystyczne dla Szczepłka są marginesy – znajdziemy tam sylwetki największych, legendarnych graczy, coroczne statystyki zdobywców Złotej Piłki, Ligi Mistrzów i masę ciekawostek.

Ta książka/album to prawdziwie kompendium wiedzy każdego fana piłki nożnej a poza tym doskonały przekrój dyscypliny sportu, która w swojej krótkiej raczej (ledwo co ponad 150 lat) historii ma tyle wydarzeń, tyle przedziwnych meczy oraz prawdziwych herosów, że głowa mała.


No i czas na drugi tytuł.
Deyna – mam dwóch piłkarskich bogów, włoskiego, mojego idola którego darzę bezgraniczną miłością, dla którego przestałem kopać piłkę dla samego jej kopania, a chciałem czegoś więcej – Alexa Del Piero.
I polskiego, najlepszego zawodnika ever, typowo polskiego, czyli ze skrzywioną i jednak smutną historią. Kazimierza Deynę. O nim jest tak książka. Książka? Imo tekst uświęcony.

Bo są w moim życiu takie książki, które… elektryzują samym dotykiem okładki. Których zapach lubię, przerzucić parę stron, dotknąć, przeczytać fragment. Trochę jak z kobietą, trochę no… na specjalnym miejscu. ‘Hobbit’ Tolkiena, pięcioksiąg wiedźmiński Sapkowskiego, podwójne angielsko-japońskie wydanie ‘Shoguna’ Clavella, Book of Sith czy kapliczka z filmami Tarantino. Które niekoniecznie trzeba oglądać, ale można dotknąć pudełka…
Chciałbym kiedyś wychować dzieci na podobnych miłośników literatury i kina. Żeby chociaż fragment tego się ostał, w całym badziewiastym natłoku skrótów, informacji obrazkowo-jednozdaniowych czy bezideowego „lubienia czegoś”. Chciałbym, ale zjeżdżamy z drogi.

Taką właśnie książką, świętą niemal, stał się „Deyna” Szczepłka. Zacznijmy od samego wyglądu, od twardej okładki, którą na przedzie zdobi Kaz w stroju reprezentacyjnym, a godło na koszulce jest tak specjalnie wytłoczone hmmm jakby dotykać powierzchni gumki. Podobną formę zastosowano z tyłu, do przedstawienia charakterystycznego popiersia Deyny w legendarnej koszulce z czarną Elką po lewej stronie.

Potem idzie karta otwierająca z reprodukcją autografu piłkarza i słowo od Kazimierza Górskiego. A dalej historia życia i kariery, począwszy od narodzin w Starogardzie a skończywszy na poboczu amerykańskiej autostrady I-15.
Od Włókniarza Starogard Gdański i epizodu z ŁKSem, przez pięknych 12 lat w Legii, Manchester City, aż po „emeryturę” w San Diego Sockers i Legends San Diego.
Mistrz i wicemistrz olimpijski, brązowy medalista MŚ, trzykrotnie w dziesiątce najlepszych piłkarzy Europy „France Football”.

Najlepszy polski gracz wszechczasów, człowiek o podejściu, które olbrzymie cenię – indywidualista, oddający jednocześnie wszystko co umie zespołowi, kreator gry, mimo że równie dobrze byłby genialnym samolubnym królem strzelców.
Stefan Szczepłek umiejętnie opisuje te wszystkie zalety Deyny, ale również porusza wady. Jego osobiste jak i problemy tamtych czasów, gdzie nic nie było do końca jasne i gdzie głupota, układziki i system niszczyły utalentowanych sportowców.

Co by było gdyby po MŚ1974 koszulka przysłana przez Real Madryt trafiła nie do szafy, ale na ciało Kaza? Co by było gdyby takim zawodnikom jak Javier Aguilar czy Santillana dogrywał Deyna? Jak wyglądałaby gra Realu z nim, Breitnerem i del Bosque? Czy w sezonie 75/76 ta drużyna nie męczyłaby się tak w LM, przegrywając półfinał z Bayernem 1:3? A rok później nie odpadła w 2 rundzie z Club Brugge?
Byłoby tak, że przed Bońkiem to Kaz zostałby najbardziej rozpoznawanym polskim piłkarzem na świecie? A Zibi nie byłby jedynym?

Można gdybać i wyobrażać sobie wiele. A Gadocha? Kolega Deyny z drużyny? Czy mógł wygrać LM z Bayernem w 1976? W drużynie z Maierem, Beckenbauerem i Gerdem Müllerem? Przecież oferta leżała na stole…
W książce Szczepłka jest jeszcze wiele podobnych, bo style „Historii” autor na marginesach i nie tylko, poświęca miejsce osobom z którymi zetknął się Kaz. A może to oni mieli możliwość orbitowania wokół niego?

Tak czy siak ten tytuł to dla mnie mini-sankturarium. I w przeciwieństwie do wielu książek o sportowcach, o piłkarzach, nie jest laurką. To, że Szczepłek przyjaźnił się z Deyną nie ma tu żadnego znaczenia, poza tym że wierniej i szczegółowiej mógł to wszystko opisać.

Ja w swojej kopii mam osobistą dedykację autora. Śmialiśmy się, że mimo wszystko wolałbym tam oryginalną parafkę Kaza. A czy przesłanie tej dedykacji kiedyś nam się spełni? Gracz Legii chociaż odrobinę podobny do Deyny, a warszawska drużyna tak wielka jak za jego czasów? Szczepłek stwierdził, że ja mam więcej czasu. Na czekanie.

To jest jedna z moich najcenniejszych książek, o ile książki mogą być wartościowe w tym znaczeniu. Cieszę się, że powstała, cieszę się że Deyna spoczywa w końcu na polskiej ziemi a jego postać wpatruje się z pomnika w murawę boiska. Chociaż mam uczucie, że to o wiele za mało jak na stratę, którą poniosła polska piłka blokując mu karierę międzynarodową.



Jakieś podsumowanie 2012, książki z 2k13... też mam, ale muszę przemyśleć.

phi

lukaszzz
Jedna mała rakietka zniszczyła całą stację kosmiczną . Phi to właśnie Star Wars, nikomu nie polecam.....

Re: phi

Mando156 napisał(a):
lukaszzz
Jedna mała rakietka zniszczyła całą stację kosmiczną . Phi to właśnie Star Wars, nikomu nie polecam.....

________
Używaj drzewek (opcja ODPOWIEDZ) pod danym postem na który odpowiadasz.

Ok

Jakoś nigdy tego nie zauważyłem, dzięki

.

spoko

podsumowując 2012

w czytaniu to...

Star Warsów chyba dwie pozycje zmęczyłem: Revana oraz Luke Skywalker i cienie Mindora. Tą drugą reckę postaram się wrzucić, Revana... zapomniałem, więc będę czytał drugi raz w serii OR. Ale chyba nie byłem zadowolony, bo takie postacie jakie tam występują i co się z nimi robi...

Ok, są jeszcze majstersztyki: Book of Sith (Amen!) i The Old Republic: Encyclopedia. Ale to nie są książki w takiej formie jak tu opisywane, ale gdyby były... ciężkie zadanie wtedy przed prozą.

Z obcojęzycznych jakoś nic sobie nie przypominam. Chyba nie było okazji. Chyba.


Dobra, pora przejść do podsumowania 2012, zebranego w pięciu linkach:
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#511558
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#515942
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#532814
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#542430
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#558796

Największe zaskoczenie 2012:
1. Gra o Tron (pozytywne)
2. Lista siedmiorga (pozytywne)
3. Ręka mistrza (pozytywne)

Największe rozczarowanie 2012:
1. Dobry powód, by zabijać
2. Upał
3. Łowca snów

Najgorsza książka 2012:
1. Pióropusz
2. Wayne: Mściciel z Gotham
3. Spalony

Najlepsza książka 2012:
1. Dallas`63
2. Deyna
3. Dzienniki kołymskie


W zeszłym roku byłem zaskakiwany tylko pozytywnie i tak się zastanawiam czemu wcześniej nie zetknąłem się z Tronem.
Kolejny raz książki nominowane i nagradzane Nike... widać jestem za prosty na taką literaturę. Ale dobrze mi z tym.
Najlepsza to Dallas, grubas od Kinga, grubas który nie zawiódł, chwytał za serce. Dlaczego przed Deyną? Kazik się nie obrazi, ale jednak biograficzna może ustąpić czystej prozie.

Teraz przeczytałem już 8-12 tytułów? I w końcu zabieram się za serię SW, chociaż tyle dobra leży na półkach a i w bibliotece nowy wrzut zrobili.
Ale jak nie przeczytam teraz to chyba już nigdy

Lepiej

przeczytaj wiatr przez dziurkę od klucza

...

Pewnie
Tak powstał pomysł na kolejną powieść, którą King numeruje jako tom 4,5 w chronologii sagi. Książka nosi tytuł „Wiatr przez dziurkę od klucza” i ma konstrukcję opowieści w opowieści.
Spoko.

Nie mam co robić, Tron leży, dwa tomy o FBI i CIA leżą, teraz ledwo się ruszły SW... jest mam się za Wieżę zabrać
Dobre sobie, prędzej dokupię resztę komiksów, na które już zbieram po złotówce czy cuś...

Przez Twój post

przypomniałem sobie że wziąłem się za Upał i zostawiłem jakoś w połowie.
Tjaaa, też myślałem że będzie nieco lepsze.

Dwa Miasta

José Saramago Miasto ślepców

Stephen King Miasteczko Salem


Obie książki to w zasadzie horrory ... ale to zupełnie inne rodzaje strachu.

U Saramango obserwujemy przede wszystkim strach przed upodleniem, utratą człowieczeństwa i zanikiem norm społecznych w nietypowej sytuacji zagrażającej światu.
Przez wirusowe zarażanie się ślepotą na nienazwany kraj spada panika a ludzie zarażeni są poddani izolacji gdzie od początku są traktowani nieludzko(co trochę nierealistyczne i przez to denerwujące ale to środek artystyczny jaki obrał pisarz i w zasadzie już po paru stronach to nie przeszkadza). W późniejszej części książki (tu leciutki spoiler powieść przeradza się w lekkie post-apo ... ale raczej przypominające "Drogę" McCarthy`ego niż (chociażby) Bastion Kinga. Polecam.

A co do Kinga ...

Co prawda dopiero 1/3 Miasteczka Salem za mną, ale już widzę że to kozak King w typowym dla siebie klimacie, małomiasteczkowe bajdurzenie, senny klimat miasta obejmować zaczyna koszmar rodem z dziecięcych wizji, mamy multum bohaterów o których wiemy za wiele durnych szczegółów ... jest świetnie bo King robi to co robi najlepiej i nie męczy (jak choćby w Pod Kopułą) bo to książka z czasów gdy przeżywał chyba swe najlepsze lata ;D Czytam dalej ;>

Tadeusz M. Płużański - Bestie

Rewelacyjna pozycja ukazująca krwawe dzieło budowy PRL. Momentami książka wstrząsająca, zwłaszcza przy opisie tortur jakie stosowali zwyrodnialcy z UB, a niekiedy bulwersująca, gdy czyta się fragmenty poświęcone nietykalności tytułowych Bestii. Żmudne reporterskie dzieło, aczkolwiek pisane lekko - bez zbędnej paplaniny, które miażdży swoją wymową wszystkie próby usprawiedliwienia poprzedniego systemu.

Trupy

Właśnie skończyłem kolejną powieść ze świata TWD zatytułowaną "Droga do Woodbury". To historia grupki osób (Lilly, Josha, Megan, Boba i Scotta), które po pewnym wydarzeniu w obozie, który dzielili z innymi ocalałymi ludźmi, trafiają do Woodbury.

Cóż, znajomość "Narodzin Gubernatora" nie jest konieczna do przeczytania "Drogi", bo sprawy związane z przywódcą miasteczka są przypomniane. Ale jeśli chce się zrozumieć pewne rozterki Gubernatora opisane w jednym z rozdziałów, to jednak warto się z "Narodzinami" zapoznać.


Sama "Droga" to jak w przypadku komiksów festiwal krwi, flaków, przemocy itp. Jest też trochę opisów psychiki bohaterów. Dowiadujemy się, jak powstał Pierścień Śmierci, poznajemy też doktora Stevensa, Caesara Martineza i pielęgniarkę Alice, którzy odgrywają role w komiksie.

Myślę, że fanów Trupów raczej nie trzeba zachęcać do lektury A ci, którym spodobały się komiksy, serial czy pierwsza książka, też po "Drogę" pewnie sięgną.


A na koniec informacja z Wikipedii o TWD ( http://tinyurl.com/2dcbktt )

Robert Kirkman has revealed that for the third novel (October 2013) we shall be seeing Rick, Michonne and some of the other characters that you haven`t seen in the novel series thus far. Kirkman also stated that the ending of the 3rd novel would roughly be the same story from the comic series, but told from the Governors point of view.

Re: Trupy

Hego Damask napisał(a):
Pierścień Śmierci

________

Możesz przypomnieć co to ?

Ile jest już zeszytów TWD ? Ja zatrzymałem się na 100 (chyba 100, w każdym razie był to te w którym początek spoilera odpalili Glenna koniec spoilera )

Cóż

ta arena, na której walczono.


Cóż, z tego co tu widać ---> http://en.wikipedia.org/wiki/The_Walking_Dead_%28comic_book%29 to ze 108 już wyszło

Re: Cóż

Hego Damask napisał(a):
ta arena, na której walczono.


Cóż, z tego co tu widać ---> http://en.wikipedia.org/wiki/The_Walking_Dead_%28comic_book%29 to ze 108 już wyszło

________

A no tak, dzięx.


Matko bosko częstochosko, to ja myślałem że ze 2 lata czekam, nazbierało mi się ze 20 numerów a tu jeno łosiem ;/////////

Najgorsiejsze w Łoking Dedzie jest właśnie to ;<<<<<<<

Malowany Ptak / Upał

Jerzy Kosiński Malowany Ptak

Głośna książka, który przyniosła Kosińskiemu międzynarodową sławę. Książka przez wielu uznawana za antypolską (chociaż nie jestem z tym zgodny to rozumiem czemu). Ogólnie warto znać i ją, jak i historię stojącą za nią i jej autorem.

Co do samej fabuły : pomimo wylewającego się z niej okrucieństwa i sadyzmu jest ona dość przystępna i wzruszająca. Przemiana głównego bohatera, sadystyczny naturalizm wśród otaczających go postaci, naiwne przemyślenia zawarte w narracji - to robi wrażenie.

Co do minusów - tu musimy wrócić do okrucieństwa z którego książka jest znana. Wydaje mi się że autor w pewnym momencie pojechał lekko po bandzie i przesadził ... ale być może to właśnie dzięki temu książkę pokochał Zgniły Zachód

Marcin Ciszewski Upał

Szczerze mówiąc równie dobrze mógłbym napisać to samo co Bart, więc ... (ctr + F + Upał ?) Zamiast tego chciałbym powiedzieć o czymś innym, a związanym z epilogiem i bezczelnym chwytem marketingowym zastosowanym przez autora, nie ma poniżej niczego związanego z fabułą samej powieści.

początek spoilera Upał był moją pierwszą książką Ciszewskiego, więc czytając epilog (wprowadzający do kolejnej książki o Jakubie, oraz zachęcający do poznania innej serii autora) przecierałem oczy ze zdumienia. Aż przeczytałem zdania wypowiedziane przez Premiera po raz drugi, myśląc że coś mi się pomyliło - ale nie, seria książek o Jakubie (Mróż, Upał) łączy się pod koniec z serią science-fiction pisaną przez autora, a główny bohater przeżyje teraz przygodę rodem z Timecop xD.
Początkowo uznałem tenże epilog za przebrzydłą zagrywkę marketingową, ale w sumie whatever - to jego serie, jego bohaterowie, niech robi co chce. Mnie to nie przeszkadza, a na fabułę Upału nie wpłynęło wcale.
koniec spoilera

Wracając do książki - nie polecam ani nie odradzam. Jako czytadło wywiązuje się ze swej roli bez zgrzytów (choć przyznam że zacząłem czytać w zimę i walnąłem w kąt a ruszyłem niedawno tylko dlatego że inne książki są pochowane w kartonach bo mam malowanie a Upał był na tablecie więc ... )


A teraz czytam Szkieletową Załogę Stephena Kinga

książki 2013 #1 czyli

pół roku już z literaturą. Tak się zebrało.

Pozycja #1 Szewc z Lichtenrade
#2 Trucizna
Andrzej Pilipiuk
Nowy Rok książkowo zacząłem od Pilipiuka. To trochę dziwne, bo moja opinia o jego twórczości zjechała ostatnimi czasy bardzo i bardzo. Ale jakoś tak było pod ręką.
„Szewc” to zbiór opowiadań, w których (jak zawsze u AP) pojawiają się te same postacie, te same motywy – archeologiczny, wspaniałych, bogatych w przygody carskich czasów i różnych dziwności zahaczających od X-files.
Czy to dobrze? Zależy od napisania, zbiory Pilipiuka zawsze mi się podobały. Tutaj zaczyna z grubej rury, kiedy to SS-man zostaje wysłany z misją uzyskania wsparcia dla upadającej III Rzeszy z równoległego świata, w którym podobno też rządzą naziści. A jak się okazuje wszystko trzyma w rękach Moskwa, zwycięska podczas IWŚ i oczywiście wszechobecni Żydzi.

Dziwnie się czułem czytając to opowiadanie, napisane dla mnie trochę po bandzie. Ale dalej było lepiej, dużo lepiej: niemiecki parowóz atomowy złapany przez UBeków i powodujący degradację ludzkiego zdrowia, ludzie którzy wiedzą o prawdzie i klątwie miasteczka turystycznego bez turystów, carska wyprawa szpiegowsko-ornitologiczna aż w końcu tytułowa historia szewca i jego skrwawionych narzędzi.
Czytało mi się naprawdę przyjemnie gdyby nie jeden feler – nie bardzo wiem czemu autor (a jest jeszcze paru takich i to nie tylko w s-f) gdzieniegdzie daje małe, ale czytelne wkręty polityczne, jak zwykle jadąc po lewicy czy PO a pomijając (co uznaję za gloryfikację) pisuar?

Powiem, że wkurza mnie to niepomiernie, bo jak kupuję książkę fantastyczna to chcę poczytać fantastykę, a nie przemyślenia autora o władzach Warszawy czy prezydentach RP. I idzie się zastanowić dlaczego spora polska myśl tego gatunku tak bardzo ciągnie na prawo? Przecież s-f/fantasy to wręcz archetypowa liberalna wolność – a autorzy podnoszą rękę za prawicową konserwę i jedynym słusznym widzeniem świata.
Jak ktoś, kto boi się myśleć samodzielnie i musi mieć z góry wyznaczony kanon zachowań, może tworzyć fantastykę?

Co do „Trucizny”, czyli ‘nowego Wędrowycza’ to powiem tak – jeśli Wielki Grafomana w 12 lat wydaje 26 książek, szczerze mówi że z tego żyje, z masowego tworzenia to… szkoda, że nie przestanie. Wojsławicki bimbrownik-egzorcysta na zawsze wpisał się w kanon polskiej fantastyki, ale im dalej tym gorzej. Nie wiem po co (odliczając ów zarobek) truje się głowy czytelników takimi nudnymi, powtarzalnymi treściami jak ta książka.
Tam z każdej strony wychodzi, że nikomu się już nie chce. Jakub zmęczony, Semen nijaki, Bardaki nawet w porządku, grepsy i nawiązanie do legend wtórne…

Naprawdę szkoda tematu. Nie wiem czy Pilipiuk się skończył, ale takie niszczenie Wędrowycza to skandal.

#3 Matterhorn
Karl Marlantes
Dodam, że polski tytuł to „Matterhorn : powieść o wojnie w Wietnamie”. Nie wiem po co tak łopatologicznie.
Ale wiem co innego – książka wciąga. A czytelnik wsiąka. W dżunglę.
Co prawda nie ryzykuję już książek napisanych przez wojskowych albo o wojskach różnych, najczęściej specjalnych. Mówiłem wcześniej o ich wysypie, niestety nieidącym w parze z jakością. Matterhorn, chociaż napisany przez byłego członka Korpusu Piechoty Morskiej i uczestnika wojny w Wietnamie, to jednak powieść. Z fabułą, bohaterami, tym wszystkim.

A jest czym się zachwycić. Perfekcyjnie oddany klimat tamtych czasów, beznadzieja głupiej wojny, debile w sztabie, rozważania dwudziesto paroletnich żołnierzy, wyeksponowany wątek Czarnych Panter – walki „czarnych braci” i zamachów na rasistów czy w ogóle „złych” żołnierzy/oficerów, irracjonalne zdarzenia, walka, śmierć, chęć przeżycia i dżungla. Ta specyficzna, żyjąca, zmieniająca myślenie dżungla.

Jeden cytat, obrazujący jak papier i biurokracja stoją wyżej niż krew i trud
http://img845.imageshack.us/img845/5015/img3549fa.jpg
I w ogóle trzeba wspomnieć, że opisana kompania walczyła w najidiotyczniejszym ciągu zadań o jakim czytałem. Najpierw zdobywają jedno wzgórze, okopują się, potem przylatują tam buce ze sztabu, każą im z okopów zrobić bunkry (+ cały czas patrole i sporadyczne walki), po ich zrobieniu wycofują całą kompanię, zostawiając umocnienia dla żółtków, zmęczonych żołnierzy przydzielają jako drużynę szybkiego reagowania, pakowaną w największe gówno, wysyłają ich na drugi szczyt, tamci go zdobywają przy licznych stratach, ale za wolno, więc żeby „odrobić prestiż” szturmują dalej poprzednie wzgórze, zajęte przez żółtków, którzy ochoczo wykorzystali ich własne bunkry… jakimś cudem im się to udaje, potem bez żywności i leków (5 dni bez wody i jedzenia) bronią się przed kontratakami, aż w końcu ostatecznie atakują moździerze i mają pewien luz.
Z 220 ludzi zostało niecałych stu?
Ale dostali pochwałę. Co z tego, że jednego z nich na patrolu złapał i zeżarł tygrys (śmierć tak samo psychodeliczna jak włócznia tubylców w plecach Chiefa, z Apokalipsy), co z tego że fizyczny brak sił był odbierany przez kretynów ze sztabu jako brak ochoty do walki albo miganie się od rozkazów?

Drugi o „czarnych” sprawach, ale zabawny
http://img405.imageshack.us/img405/3883/img3552lu.jpg
w ogóle dość poważnie jest poruszony tutaj temat rasizmu, stosunku różnych kolorów skóry itp. Pisał to białas, ale nie ma przechyłu w żadną stronę. Po prostu idiotyzm tych czasów.

Tak w ogóle lubię te klimaty, jeśli mam uderzyć w taką psychodeliczność, co nie oznacza oczywiście, że chciałbym przeżyć Wietnam czy inną wojnę. Nie mniej jest coś w tym konflikcie, coś co magnetyzuje. Dzięki ‘Matterhornowi’ znowu zagłębiłem się w dżunglę, czas apokalipsy i w ogóle.

#4 Oni
Teresa Torańska
Po książkę sięgnąłem na fali związanych ze śmiercią przypomnień jej twórczości. Że to podobno taka klasyka wywiadu, pokazanie sposobu myśli komunistów, pozwolenie im się otworzyć, pokazać swoje racje.

Udało mi się przeczytać wyłącznie rozmowy z Jakubem Bermanem
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_Berman
i Edwardem Ochabem
http://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Ochab
a potem samą króciutką końcówkę z Julią Minc
http://pl.wikipedia.org/wiki/Julia_Minc

Dlaczego nie całość? Bo tego na dłuższą metę nie da się czytać. Nie z winy Torańskiej, chociaż szkoda że tak często był słuchaczką, a tak rzadko polemistką, mało przyciskała rozmówców, zwłaszcza „takich”. Czy wtedy nie powiedzieliby tyle ile można przeczytać? Nie wiem.
Ale tego co się od nich słucha… aż dziw bierze, że to się tak „dobrze” skończyło. Długo, bo długo ale bez wojny domowej (mimo że wywiady przeprowadzane były podczas stanu wojennego) i chyba po części dzięki temu, że u „czerwonych” przeważyło znacznie myślenie… otwarte? Kompromisowe?

Bo to co mówią betony pokroju Bermana, Ochaba czy zajadłej propagandzistki Mincowej… po prostu nóż się w kieszeni otwiera. Gdyby tacy ludzie trzymali władzę nadal to ’89 wcale nie byłby takim wesołym rokiem.
I o ile jeszcze Berman miewa wyrzuty sumienia za mordowanych AK-owców czy inne „błędy i wypaczenia” to jednak pozostaje twardy członkiem społeczności komunistycznej, która nie widzi niczego innego poza linią słusznie obraną.
Taką wersję obrali i takiej będą się trzymać.
Nawet jeśli logika, zdrowy rozsądek i fakty mówią co innego to jest to wywrotowe, kontrrewolucyjne i tego typu podobne teksty, na które mnie osobiście zbiera się na

Ochab poza tym traktuje Torańską jak głupiutką dziewczynkę z taśmą (w ’81 to ona miała… 37 lat) a Mincowa bezczelnością i czymś czego po prostu nie idzie oddać kulturalnymi słowa odstręczają od poznania „przemyśleń” Kłosiewicza czy Chajnego.
Taka smutna konstatacja na koniec, że Polska stalinowska (chociaż wg Ochaba nie było w ogóle czegoś takiego) a potem PRL musiały nastąpić, bo ludzie do tej pory gnębieni (fakt, że komuniści za IIRP siedzieli w więzieniach) i marginalizowani znaleźli się na… ziemi niczyjej. Polskiej, ale powojennej, skołowaconej jeszcze a prezentując taką ideologię, takie przekonanie i upór… reszta społeczeństwa po prostu musiała im się poddać.

Co nie oznacza, że to już się nie powtórzy. Od siebie dodam, że podobne patrzenie „na życie”, patrzenie jedynie słuszne i prawidłowe, miało miejsce w Polsce w latach 2005-07 a także dalej z pozycji prezydenta. I dopóki wiadoma formacja będzie trwała, dopóki indywidua ją tworzące nadal gdzieś tam będą majaczyły to… nie jest to zabawne.
Oczywiście nie ma co porównywać kaczyzmu do komuny, tej z kart Torańskiej. Ale jakaś wspólna idea „moje jest najsłuszniejsze i albo jesteś z nami albo przeciw” ich łączy.

#5 Eugeniusz Bodo – „Już taki jestem zimny drań”
Ryszard Wolański
Świetna biografia wielkiej gwiazdy kina polskiego okresu międzywojnia. Szczegółowo opisana historia życia i kariery człowieka, który miał wszystko, ale wepchniętych w tryby strasznych czasów IIWŚ, zniknął.
Zginął, bo nie był Polakiem tylko Szwajcarem. Chociaż czuł się i tym i tym. Chociaż po wybuchu wojny wybrał drugą ojczyznę, co i tak nie uratowało go, można powiedzieć – przez feralną kartkę pocztową. Zniknął, niestety także dla potomnych.

Książkę warto przeczytać, zwłaszcza dla miłośników kina i to kina szeroko pojętego. Oprócz samego Bodo dostajemy bardzo ciekawe przedstawienie ówczesnych filmów oraz jak i dlaczego w Polsce twórczość niema przechodziła na dźwiękową.
W archiwach FilmotekiN są filmy, które chciałbym bardzo zobaczyć jak Czarna perła z Reri czy Głos pustyni, ze scenami bitew kręcony w Afryce. Podobno TVP Kultura ma puszczać coś podobnego, ale kto to wie kiedy i czy w ogóle…

#6 Berlin Crossing
Kevin Brophy
Książka, która skłoniła mnie w kierunku literatury o Stasi.
Michael Ritter, nauczyciel i członek partii, po upadku muru berlińskiego ma raczej pod górę. Raczej bardzo. Umierająca matka kieruje go jednak na drogę tajemniczej historii związanej z jego ojcem, NRD i Stasi z lat sześćdziesiątych.
Świetnie napisana przeplatanka, prosto pod scenariusz filmowy i ciekawe rozważania czy wszystko i wszyscy byli źli w tamtym układzie. A „dobrzy” wyłącznie kryształowi i uczciwi?

#7 Stasiland
Anna Funder
Właściwie do tej książki najlepiej pasuje jedna z recenzji, mówiąca że ni to dokument, reportaż, powieść, biografia. Ale czyta się, może dlatego że mam ciąg na taką tematykę, z zapartym tchem i aż żal odkładać na półkę, kiedy trzeba zrobić coś innego.
Debiut australijskiej dziennikarki pracującej w niemieckiej telewizji daje nam straszliwy obraz państwa jakim była NRD. Straszliwy i jednocześnie… taki miks upalonej rzeczywistości z Kafką, Orwellem i zaczarowaną Alicją. Tylko bez tych wszystkich „pozytywnych” emocji trawy.

Znajdziemy tutaj losy Miriam (chyba najbardziej przejmująca historia), która trafiła do więzienia jako nastolatka za prawie udaną próbę przejścia Muru. Torturowana i więziona wyszła na wolność, ale to nie był koniec. Stasi doprowadziło do śmierci jej męża, do pochowania pustej trumny, nękało ją cały czas, a na samym końcu wyrzuciło z biletem w jedną stronę.
Jest historia dziewczyny, która nauczyła się języków dzięki szkołom NRD a potem była za to szykanowana i za znajomość z pewnym Włochem, którego poznała na targach. Enerdowskich, a jakże.
Historia matki, która nie musiała przemycić ciężko chore dziecko do Berlina Zachodniego i która nie mogła go potem widywać, bo nie chciała współpracować ze Stasi.
Muzyk rockowy, którego twórczość i zespół „zniknięto” z dnia na dzień z historii i rzeczywistości NRD.
Do tego rozmowy z funkcjonariuszami tamtego reżimu – agentami Stasi, kadrą szkoleniową czy telewizyjnym propagandzistą. Jakże inne od opowieści ich ofiar – taki był system, taka idea, piękna tylko ludzie ***, oportunizm i ogólne przekonanie, że socjalizm/komunizm to raj, tylko nikt tego nie chce zrozumieć.

To wszystko miało tworzyć kraj idealny, którego obywatele byli ustawowo szczęśliwi, bezpieczni i zadowoleni. A po zjednoczeniu… mimo wszystko niektórzy nadal uważają, że to państwo… Stasi po prostu i tak lepiej wypadało niż obecne Niemcy.
Jeden naród, przedzielony murem (chociaż zachodni Berlin był wysepką demokracji na morzu… Stasi), został tak skutecznie rozbity, że do dziś Ossi i Wessi to… dwa plemiona mówiące tym samym językiem, mający tą samą przeszłość, ale umysłowo – jedna strona nie może/nie umie zrozumieć drugiej, a tamta… jakby nie chciała.

Czy to dobra kara, w ogóle czy można to postrzegać jako karę, za to co Niemcy zrobiły podczas I i IIWŚ? Nie wiem, ale dla prostym, uczciwym ludziom naprawdę współczuję.

#8 Prawdziwy gangster
Evan Wright & Jon Roberts
Oryginalny tytuł to „American Desperado”, a książkę (grubasa) wziąłem z półki, bo przyciągnęło mnie nazwisko Evana Wrighta, magika do Generation Kill. Do dziś się zastanawiam czemu ta książka nie została przełożona na język polski.

O czym to jest? Tym samym świetnym językiem (dobre tłumaczenie) co w GenKillu, Wright przelewa na papier „spowiedź” Jona Robertsa. Kto to Roberts? Sprawdźcie sobie wikipedię, ale chodzi o legendarnego (przynajmniej w USA) przemytnika i dystrybutora kokainy współpracującego z Pablo Escobarem.
Książka, moim zdaniem, przede wszystkim nie nadaje się do czytania dla wszystkich. Trzeba podejść do niej z dystansem osoby ukształtowanej, bo niestety widziałem teksty dzieciaków jarających się swoją „gangsterką” pokroju garbienia się i wystawania przed klatką czy rundki helikopterem w shitowym GTA.
Czasami niektóre tytuły powinny być pod kontrolą, chociażby rodziców. Ew. powinny być dyskutowane.

Z drugiej strony ciężko zachować rozsądek i obiektywizm jeśli czyta się wspomnienia człowieka, który sam o sobie (praktycznie bez chwalenia się, poza momentami) mówi, że nie ma w nim odrobiny dobra, nie żałuje tego a ma same zyski.
Jakie zyski? Sumując miliony pochowane w ogródku, miliony zainwestowane w nieruchomości, samochody, łodzie, konie + 150 przepadłe w banku panamskim… na moje oko jakieś 200 melonów własnego majątku to chyba nieźle, ne?

Właściwie JR ciężko jest… jednoznacznie ocenić. OK. – morderca, szaleniec, handlarz kokainą na skalę przemysłową, od dzieciństwa aż po śmierć połączenie Henry’ego Hilla, Tony’ego Montany i Mr. Blonde’a. Tak, człowiek w przegródce „źli ludzie, przestępcy”.
Z drugiej jednak strony ktoś obdarzony niewiarygodnym szczęściem oraz… ktoś, kogo opowieść każe zastanowić się czy tak naprawdę tylko ludzie z bronią i narkotykami są „źli” a reszta to niewinne owieczki.
Jego życie można podzielić na trzy epizody – pierwszy to dzieciństwo i dorastanie w szajce świrusów a potem „dorosłe” interesy w Nowym Jorku, pod okiem tamtejszej mafii. Drugi to Wietnam, schizy, mordy w specjalnych oddziałach i ujście z życiem pomimo dziury w głowie. Trzeci, który stworzył jego legendę to Miami i współpraca z kartelem z Medellín. Na koniec oczywiście wpadka, odsiadka i niby „normalne” życie, no ale czy normalnego człowieka odwiedzają Snoop Dogg i Akon, który zrobił o nim kawałek?

Mnie osobiście, nawet patrząc przez pryzmat przemian lat 60-tych, 70 i 80, po przeczytaniu naszły myśli… takie.
Pierwsza to, że Ameryka jest krajem… naprawdę otwartym. Na wszystko. Nie tylko na własny pomysł, ciężką pracę czy takie szkolne banały, ale również otwartym na przemoc. Jeśli prowadzisz to odpowiednio dobrze, jednocześnie cicho i agresywnie, to większość ludzi albo będzie się ciebie bała albo będę jedli ci z ręki albo ich kupisz. Albo zabijesz.
Będziesz trzepał grubą kapustę i dopiero naprawdę grube rzeczy czy zorganizowana akcja mogą skończyć twoją „karierę”.

Druga, też dotycząca USA, to to że jest to kraj zajebiście obłudny. Nie mówię, że nie ma tam ludzi, którzy chcą realnej demokracji, prawa i uczciwości. Ale ilość osób, które na zewnątrz pieprzą frazesy górnolotne, a pod stołem biorą lewą kasę za dragi, które wciągają na tym stole… a do tego przyjmują również pod blatem dziwki… to naprawdę dziwne. Jeśli nie przerażające.

Trzecia, jeśli jesteśmy przy k’ach, to kobiety. JR, dzięki swojemu zwierzęcemu magnetyzmowi, ale głównie dzięki kasie, łodziom motorowym, helikopterom i samochodom, przeleciał więcej naprawdę cudownych (z wyglądu) panienek niż Hugh Hefner i Casanova razem wzięci.
Wszystkie orgie z pornoli jakie widzieliście albo jakie możecie sobie wyobrazić to mały pikuś. I to nie z jakimiś szmatami. JR obracał aktorki (m.in. jedną z dziewczyn Bonda, gdyby dobrze poszukać można by się domyślić o kogo chodzi), piosenkarki, kobiety biznesu, króliczki Playboya, studentki – cały przekrój inwentarza. Duża część z nich nawet nie kontaktowała, bo tak były ujarane jego kokainą czy metadonem (albo czymś podobnym, nazwa mi wyleciała z głowy). Ten ostatni działał trochę jak dzisiejsze „pigułki gwałtu”, ale co niezmiernie bawiło Jona – te laski same to brały, bez niczyjego przymusu.
Po czymś takim naprawdę idzie stracić szacunek do kobiet. Ta feministyczna wojna płci, walczenie o babeczki i traktowanie ich z szacunkiem, godnością, na równi – ten kit można sobie wetknąć skoro wystarczy ładny uśmiech, komplement, przejażdżka motorówką/helikopterem, trochę dragów i poznanie z jakimś aktorem żeby panienki rozkładały nogi. Żeby tylko nogi.
I powtarzam – nie mówimy tu o idiotkach czy k… z zawodu.

Czwarta myśl to, że jednak końcówka książki, czyli upadek imperium są potraktowane tak jakoś… pobieżnie. JR zawsze twierdził, że tylko zdrajcy mogą wykończyć dobrze działający interes i dlatego kapusiów trzeba pozbywać się bezwzględnie.
Za przemyt kokainy wartej ~30 MILIARDÓW dolarów groziło mu 300 lat więzienia. Za sypnięcie kogoś tam skrócono mu to do… trzech. Świadczy to też raczej smutno o poglądzie na sprawiedliwość w USA, ale mimo swoich jakiś tam ideałów, JR też zdradził.
Ale jakoś przeżył i stał się legendą, jak wspominałem, odwiedzany przez raperów stylu
gangsta". Chociaż on sam miał o nich raczej kiepskie mniemanie.

Na sam koniec taki chichot losu, bo człowiek który uniknął śmierci na ulicach NJ, przeżył Wietnam i postrzałową dziurę w głowie a także interesy z szalonymi Kolumbijczykami, przegrał z klasycznym i bezlitosnym rakiem. Zmarł miesiąc po wydaniu książki.
Ale jedno trzeba przyznać – przeżył swoje życie jak mało kto.

#9 Drakula
Matei Cazacu
Od dawna uwielbiam serię wydawniczą PIWu o nazwie „Biografie Sławnych Ludzi”. Mam sporo tych książek, chociaż nie wszystkie trzymają „ogólny” poziom, ale warto do nich wracać. I właśnie taki powrót zrobiłem z Drakulą, nie wiem właściwie czemu. Podprogowy rozkaz Pana Krwiopijców? Może gdzieś widziałem fragmenty? Nie wiem.
W każdym bądź razie sięgnąłem po bio Włada Palownika, bo warto jest odsiać najfantastyczniejsze nawet legendy od realiów. A fakty, przy tej postaci, tak czy siak również pozostają niesamowitymi. Palownik niewątpliwie był człowiekiem okrutnym, wręcz momentami przerażająco nieludzkim, ale żył też w czasach i na terenie, który nie mógł prowadzić do spokojnego i rozsądnego życia.

Jednym z ciekawszych wątków jest uniknięcie wzięcia udziału w bitwie pod Warną, ale łączy to Włada z Polakami w sposób, który… najprościej mówiąc – mądry Lach po szkodzie, tyle że bez głowy. Otóż Drakula nie tylko przestrzegał króla Władysława przed taktyką Turków, ale też dał mu dwa rącze konie i dwóch ochroniarzy, którzy w razie niepowodzenia mieli go bezpiecznie wycofać z pola walki.
Co by było gdyby nasz młodzian posłuchał Palownika? Na gdybanie historyczne zabrakłoby papieru na świecie. Natomiast odnośnie utrzymania głowy na karku… wielki wódz i wojownik skończył niestety smutno. Albo przypadkowo zabili go jego właśni ludzie i czerep powędrował do słoja albo zdradzono go i cięcie nastąpiło zza pleców.
Tak czy siak – ciężko być wampirem bez głowy

Oprócz solidnej (ale i przystępnie napisanej) pracy historycznej Cazacu dokłada bardzo ciekawe rozdziały o rozważaniach typu „tyran czy władca”, przedstawia Drakulę i wampiry w dziejach Rumunii czy w końcu ukazuje historię tworzenia znanej nam klasyki Stokera i wszystkiego wokół.
Naprawdę dobra książka.

#10 Flota GUŁagu. Stalinowskie statki śmierci: transporty na Kołymę
Martin J. Bollinger
Tutaj troszkę pomyliłem się w wypożyczeniu, bo spodziewałem się więcej o hmmm historii transportu więźniów a nie o danych statków czy poszczególnych historiach jednostek.
Najsmutniejszym podsumowaniem tego tytułu jest fakt, że flotę GUŁagu tak naprawdę ufundowali Amerykanie (LLAct) i Kanadyjczycy z Brytolami. I nigdy potem nie interesowali się losem okrętów, nawet tych, które wracały do nich na przegląd czy oczyszczanie.

#11 Czarodziejka z Florencji
#12 Szatańskie wersety
Salman Rushdie
Zacznę od drugiej pozycji, w odpowiedzi na autobiografię autora, którą opisywałem tutaj
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=496812#542430
Szatańskie wersety są książka dziwną, ciężko mi się ją czytało i spokojnie mogę powiedzieć, że połowy nie zrozumiałem. Ale naprawdę mając dobrą chęć obrazić jakiego brodatego dźwigacza turbanu nie znalazłem w tej książce NIC co mogłoby podpaść pod taką reakcję z jaką spotkał się Rushdie.
Może coś takiego znajdowało się w tej części, którą nie załapałem ale wątpię. Zresztą o ile pamiętam ci którzy nakładali i byli najgorętszymi zwolennikami fatwy – książki nie czytali. Czyli, bez względu na region świata, jak zawsze – im większy ekstremizm, tym większa bezmyślność, głupota i ignorancja.

Co do „Czarodziejki” to jest to bardzo… ładna książka w treści. To dziwne określenie, ale jakoś żadne inne nie przychodzi mi do głowy. Chyba że polecę tendencją estetyczną jaką jest realizm magiczny, nurt w który można wpisać ten tytuł. Jaśniej? Wątpię

Książka stanowi fascynującą przeplatankę historii, baśni i fantazji dwóch kontynentów: Azji, z punktu widzenia cesarza Imperium Mogołów i Europy, przez pryzmat opowieści i doświadczeń florenckiego obieżyświata.
Mamy tu opowiadania gawędziarzy i podróżników, porównanie historii i kultury różnych systemów państwowych, liczne wkręty seksualne i erotyczne, rozważania na temat humanizmu czy Machiavellego. Bardzo mi to wszystko przypadło do gustu, zwłaszcza momenty dotyczące renesansowej Florencji i Medyceuszy.

Gdybym miał polecić to z czystym sumieniem stawiałbym na Czarodziejkę, bo Wersety… nie znajdziecie tam naprawdę nic kontrowersyjnego.

#13 Wszystko jest lekko dziwne
Jerzy Radziwiłowicz & Łukasz Maciejewski
Wywiad jakich mało. W książce wydrukowany niczym tekst sztuki teatralnej, w treści wspomnienia, przemyślenia i teraźniejszość jednego z największym polskich aktorów. Żyjących i moim zdaniem.

O dzieciństwie, studiach, podróżach, ojcu, Wajdzie, Pasikowskim teatrze, kinie a nawet serialach. Na poważnie, chociaż jasno i zrozumiale, wspaniałym słownictwem i miałem tylko żal, że tak krótko, raptem 400 stron.

#14 Rodzina Corleone
Edward Falco
Mam wszystkie książki Puzo jakie wydano. W różnych językach. Nigdy natomiast nie ceniłem jechania na marce. Wszystkie inne tytuły dostałem, bo ludzie widzą że uwielbiam taką twórczość, ale kurde oryginalną. Mimo wszystko doceniam książkę jako prezent. I czytam.
Jak jest? Przede wszystkim próba kopiowania stylu Mistrza. Udana czy nie – nieważne. Kopia zawsze będzie tylko kopią.

Fabularnie? Ciekawe przedstawienie początków szerszego „handlu oliwą”, wojny z Mariposą, „kontraktu” pomiędzy Vitem a Lucą Brasim oraz wciągnięcia do „biznesu” Sonny’ego. Można przeczytać, nie ma tu zbędnych głupot, przesadzeń czy pomysł nie-z-epoki.
Ale mimo wszystko wolałbym, żeby nazwisko Corleone było na zawsze powiązane wyłącznie z Puzo, Coppolą i Brando.

#15 Raj pośrodku piekła: historia Alicji Herz-Sommer ocalałej z Zagłady
Melissa Muller & Reinhard Piechocki
Książka opowiada niezwykłą historię Alice Herz-Sommer, która wraz z dzieckiem i mężem trafiła w 1943 do obozu koncentracyjnego w Terezinie, z którego miała trafić w dalszą drogę – do Auschwitz. Udało jej się uniknąć takiego losu dzięki muzycznemu talentowi i razem z synkiem przeżyła wojnę.

Książka to nie tylko wstrząsające świadectwo Holocaustu, ale również opowieść o barwnym życiu w Pradze w latach 20. ubiegłego wieku. I smutne doświadczenie Europy wielonarodowej, gdzie człowiek urodzony z Austriaczki i Węgra w CK Pradze, mający domieszkę jakąś krwi żydowskiej, na samym końcu nie jest ani Austriakiem, ani Węgrem, Czechem, Niemcem czy nawet Żydem.

Popieprzone to wszystko, ale książka warta przeczytania, zwłaszcza dla miłośników muzyki klasycznej. I mała ciekawostka, urodzona w 1903, mieszkająca obecnie w Londynie Alicja Herz-Sommer jest najstarszą żyjącą osobą na świecie osobą ocalałą z Holokaustu. Ocaloną dzięki etiudom Chopina.

#16 Tajemnica Westerplatte
Paweł Chochlew & Aldona Rogulska-Batory
Książka wydana po filmie chyba? Chyba, bo nie śledziłem tego „projektu”, jakoś tak nie czułem go. Nie dlatego, że tematyka może mnie porażać (zwłaszcza patrząc na mój stosunek względem PW), ale jakoś polskie filmy wojenne eee kostiumowe, no z krajobrazem i efektami – no nie.

Potem się dowiedziałem, że aktorstwo drewniane ale właśnie efekty mega. Super, ale do książki która pokłosiem jest scenariusza. Niby autentyczne przedstawienie tego co działo się na Westerplatte w dniach 1-7.09 1939r.
Jeśli tak się działo – to naprawdę przykre i smutne, ale jednocześnie potwierdzając naszą wielowiekową tradycję, że lepiej być ukrzyżowanym, ubitym i zesłanym ALE z moralnym zwycięstwem niż żywym, sprawnym, ale może nie do końca z uczciwą kartą.

Z drugiej strony tak naprawdę nikt nie wie co tam naprawdę było, kto olewał czyje rozkazy, kto uciekał, kto chlał gorzałę w wysuniętym punkcie ogniowym, kto był głupi a kto mądry. Można przyjąć wizję heroiczną, można pesymistyczną, można pseudo-real.
Odrzucając warstwę fabularną książka tak czy siak jest słabo napisana, ma lipne dialogi i cienkie opisy. Po prostu – nie warto.

#17 Czarna wołga. Kryminalna historia PRL
Przemysław Semczuk
Jeśli komuś kryminał z PRLu kojarzy się wyłącznie z „07 zgłoś się” to koniecznie powinien tą książkę przeczytać. Okazuje się, że w naszym (słusznie minionym) kraju mlekiem i miodem socjalistycznie płynącym działo się przestępczo dużo więcej niż tylko lewy handel krempliną

Mamy tu m.in. szeroką skalę fałszerstw, seryjnych morderców z najsłynniejszym Wampirem z Zagłębia, zorganizowane gangi i bandy, zuchwałe napady na banki i kasy przeróżne, porwania dzieci, tajemnicze zgony w polskie flocie dalekomorskiej, kradzieże obrazów muzealnych, przemyt…
Wszystko to co władza ukrywała (poza wyjątkami) i tropiła środkami niespotykanymi jak na dzisiejsze czasy.

Można wyciągnąć nawet taki wniosek, że każde większe śledztwo, prowadzone równocześnie przez milicję i SB, miało znamiona amerykanizmu – lokalnej policji i FBI.
Zwłaszcza, że służby specjalne rzadko kiedy odpuszczały a rozwiązanie dzięki temu przychodziło nawet po kilkunastu latach.
Naprawdę fascynująca książka, godna polecenia.

#18 Martwa strefa
http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=222465#564797

#19 Złodziej z szafotu
Bernard Cornwell
Realia Londynu początków XIX wieku. Były oficer armii angielskiej, wsławiony działaniami pod Waterloo i w ogóle w kampanii przeciwko Napoleonowi, prowadzi śledztwo z żądania królowej w sprawie zabójstwa pewnej hrabiny. Rzekomo tego mordu nie-dokonał, skazany już na stryczek, zdolny malarz-sodomita.

Książka ciekawa chociaż im bliżej rozwiązania tym wszystko staje się oczywistsze i płytsze. Realia Londynu pokazane ciekawie, z perspektywy różnic społecznych, slangu podejrzanych dzielnic, publicznych egzekucji rozrywkowych i wpływu na podejście do ludzi przez pryzmat sławetnej bitwy z 1815 i gry w krykieta.

Kończąc jak zawsze zdumiony jestem, że takie „tuzy” jak dlastudenta.pl, kawerna.pl czy fant.pl mogą być dumnymi patronami medialnymi średniej w gruncie rzeczy książki. A tymczasem Bastionowi trafiła się literatura niewiele lepsza, a często gorsza, ale za to obita jednym tylko logo – Lucasfilmu. A teraz pewnie po nowemu Disneya.
Smutne.

#20 Jerzy Urban
JU & Marta Stremecka
Długi, biegnący przez całe jego życie, wywiad z Jerzym Urbanem. Wyjątkowo na poważnie i wbrew obawom bohatera – nie zubaża go to ani nie rozczarowuje czytelnika. Przynajmniej mnie.
W zasadzie ta postać jest znana chyba wszystkim i każdy ma dość jednoznaczny jej osąd. Ale zawsze fajnie jest (przynajmniej ja lubię) poznać jakąś osobę i spojrzeć na życie/historię jej oczami, jej światopoglądem i wyborami oraz co do nich doprowadziło.

Faktycznie Urban i jego rodzina mieli niesamowite szczęście, przeżyli IIWŚ na głębokim farcie (oczywiście wspartym głęboką chęcią przeżycia jego rodziców) a potem… wybory, decyzje i światopogląd polityczny tego człowieka wcale nie są takie oczywiste.
A jakie są? To naprawdę warto przeczytać, bo jak komuś Gomułka dwa razy zakazuje pisać a potem ten ktoś wyrasta na „twarz” PRLu bądź jej propagandy a jednocześnie tworzy w otoczeniu ludzi znaczących tamtego okresu – warto.

Z pewnym pazurem i ironią (ale uczciwie) można zobaczyć światek warszawskiej inteligencji, kultury i władzy od takiej… drugiej strony. Chociaż śmiem twierdzić, że wiele osób nawet kończąc ten wywiad i tak zostaną przy swoim. Punkcie siedzenia i punkcie widzenia.
Polecam tytuł, z pewnością nie znajdziemy tutaj prób wybielania się Urbana, jedynie JEGO spojrzenie na całą powojenną historię Polski.

#21 Gra w czerwone
Katarzyna Rygiel
Kryminał w Warszawie, seryjne zwłoki nad Wisłą, owinięte w szkarłatny jedwab, z monetą w ustach. Śledztwo prowadzi komisarz policji, antropolog i pani archeolog z zaproszenia.
Jest ciekawe, fajnie napisane, trochę sypie się przy momencie początek spoilera wampiryzmu koniec spoilera (chociaż trochę tak od drugiej strony na to zjawisko), ale książka siada kiedy autorka brnie w relacje damsko-męsko-fizyczne, z których nich nie wynika dla fabuły.
Rozczarowany tytułu nie dokończyłem. A autorce polecam dobre…, bo wyraźnie chyba jej tego brakuje.



Niedługo pół roku z kinem...

Też

całkiem niedawno rozkminiałem przy piwku z kumplem temat wszechobecnej polityki w książkach, i oczywiście zaczęło się od Pilipiuka. Kumpel był na spotkaniu z nim w ramach jakiegoś konwentu i było 75% wściekło-gorzkiej propagandy politycznej a 25% treści związanej z literaturą.

Niestety Pilipiuk to nie jedyny taki przypadek wśród naszych fantastów ...

A tak z ciekawości - czy Sapkowski kiedykolwiek robił z siebie alfę i omegę wiedzy o polskiej polityce ? (trochę offtop, wiem, ale jestem ciekaw, wydaje mi się że chyba nie, a nawet jeśli tak to w dalekiej przeszłości )


A co do Trucizny to gdzieś tam wyżej też coś pisałem, odczucia niestety podobne. Ze zbiorów Opowiadań Pilipiuka to znam Czerwoną Gorączkę, dość nierówne, ale przyznam że zdarzały się niezłe.

cóż...

tak jak napisałem - fantastyka jest wręcz pierwotnie otwarta na wszystko, liberalna i tolerancyjna. Aż dziw bierze, że uprawiają ją ludzie, którzy hmmm gdyby wybrali swoich przedstawicieli to ci prędzej zakazaliby im pisać.

AS unika politycznych wywodów i to chyba dobrze, bo jak mu się czasem coś wyrwie to też nie jest najlepiej.

Natomiast niedawno odkryłem, głównie szukając newsów o niby nowym Wiedźminie, że jest coś takiego
http://ksiazki.wp.pl/rid,1326,tytul,Sapkowski-przesluchany-ale-nie-do-konca,recenzja.html
Mam zamiar sobie sprawić niedługo, bo mam wszystkie książki ASa a tą publikację przegapiłem.

Że niby prawicowa jest polska fantastyka?

Poza Pilipiukiem i Parowskim, nasuwa mi się tylko Ziemkiewicz z takich bardzo wyrazistych. Ale on dawno już tę fuchę porzucił. Chociaż przyznaję, nie zapoznałem się nigdy ze wszystkimi polskimi autorami, nawet tymi najbardziej znaczącymi. Stąd mogę innych nie kojarzyć.

No cóż, to najwyraźniej jest dowód na to, że "kanon zachowań" wcale nie ogranicza wyobraźni i ktoś, kto tak twierdzi, najzwyczajniej w świecie nie ma pojęcia o ów ideologii (^^^)

A prawicowość polskiej fantastyki może wynikać (jak prawie wszystko u nas) z PRLu. Taka twórczość, jako odskocznia od rzeczywistości i pewien sprzeciw wobec niej, najwyraźniej przyciągała tych, którzy komuszków i całe to opresyjne lewactwo mieli głęboko w dupie.

Jeśli tak rzeczywiście jest - no to ja się cieszę

niestety

przykre jest życie ludzi, którzy wszystko muszą rozgraniczać na prawo i lewo. Przykre.
Ja np. mam w dupie czy ktoś jest prawicowym katolem, kaczystą nawet czy lewicowym genderem czy postkomuchem czy * jeszcze wie co.

Ale jak kupuję książkę z fantastyki i nie jest to fantastyka polityczna, historyczna czy jakaś podobna to chciałbym poczytać o smokach, laserach i bimbrownikach bez namolnych wkrętów dotyczących politykierstwa autora.

Poza tym nie będę już szedł w historyczne fakty komu zawdzięczamy większy syf, bo jak mówię - kto żyje Sejmem, partyjkami i hasłami zamiast własnym życiem - jest chory lekko. Niech mu będzie, tylko niech pisze normalnie albo przynajmniej ostrzega, że poglądy autorskie są mniej/bardziej łopatologicznie włożone w usta niektórych postaci. Albo fabułę.

Zgoda

fantastyka smakuje najlepiej, gdy nie dotyka takich spraw.
Pójście autora w politykę w trakcie pisania nie jest najlepszym pomysłem i podobać się może pewnie tylko tym, którzy jego poglądy podzielają (i to pewnie też nie jest reguła). Mi nie przeszkadza, że ten czy inny jeździ po lewej stronie, a czasem wręcz lubię. Inni pewnie też, tylko np. wolą, gdy idzie to w stronę przeciwną.

A Pilipiuka dawno nie czytałem. Zachęciłeś mnie

FULGRIM

Skończyłem "Fulgrima" - V tom serii Herezja Horusa - bardzo udana, poczytna seria i tym razem "dostarcza". Zaczyna się jeszcze przed wydarzeniami z części pierwszej a kończy epicką batalią na Istvaan V. Czyta się łatwo i przyjemnie, autor się trochę postarał i wkomponował trochę [ale tylko troszeczkę] "filozofowania" o wojnie i empiryzmie. Ciekawy jest też wątek zwykłych szaraczków - artystów towarzyszących ekspedycji, mających za zadanie upamiętnić w słowie i obrazie dokonania wojowników w czasie Wielkiej Krucjaty. Wątek główny to oczywiście losy tytułowego Patriarchy i dzieje jego upadku. Można się wciągnąć bo uniwersum Warhammera to gotyk, mrok, zło i EPIKA.

Pieśń Lodu i Ognia

Od ok. miesiąca czytam serie książek "Pieśń Lodu i Ognia", aktualnie kończę Taniec ze Smokami część 1, mam nadzieję, że auto nie fiknie przed ukończeniem serii, to dopiero byłaby jazda . Orientuje się ktoś kiedy wyjdą Wichry Zimy?

Wichry Zimy

że niby Martin deklaruje 2014 ... podobno pisanie idzie mu sprawniej niż wcześniej ale ja spodziewam się kolejnego tomu w 2015 - będzie "heca" z serialem

.....

Trochę tego było, chociaż chciałbym więcej.

1. Cesarz - R. Kapuściński - klasyka reportażu, ale mnie nie zachwyciło. Całość sklejona wyłącznie z wypowiedzi różnych ludzi nie wciągała za bardzo.

2. Podróże z Herodotem - R. Kapuściński - tu natomiast wręcz odwrotnie. Wspaniały reportaż i świetne wtręty dotyczące starożytnych dziejów, co było chyba najlepsze z całości. Co ciekawe, starożytności nie lubię i zazwyczaj mnie nudzi, a u Kapuścińskiego (czy raczej u cytowanego Herodota) jest całkiem inaczej.

3. Dzieje rodziny Korzeniewskich - Melchior Wańkowicz - historia kresowej rodziny Korzeniewskich, wywiezionej na Sybir. Przejmująca i smutna, ale warta poznania.

4. Lata nadziei. 17 września 1939 - 5 lipca 1945 - S. Cat-Mackiewicz - kontynuacja "Historii Polski...", świetna publicystyka historyczna i permanentna krytyka emigracyjnych rządów RP w czasie wojny. Cata czyta mi świetnie (chwała tym, którzy odpowiadają za wznowienie jego dzieł) ze względu na gawędziarski styl i mnogość anegdot. A mi dodatkowo dlatego iż był on konserwatystą i monarchistą, w dodatku pochodzącym z ziem litewskich, czyli całościowym przedstawicielem nieistniejącego, a tak przeze mnie ulubionego świata

5. Herezje i prawdy - S. Cat-Mackiewicz - znów Cat, tym razem eseje o średniowieczu. Również barwnie opisane losy wielu wydarzeń tamtej epoki, pochwała polsko-litewskiego państwa, Jagiellonów i Długosza. A przy okazji ostra krytyka Kazimierza Wielkiego, chociaż moim zdaniem mocno nietrafiona (a z Catem nie zgadzam się rzadko).

6. Londyniszcze - S. Cat-Mackiewicz - Cat po raz trzeci Tym razem niewielka książka o Anglii i Anglikach oczami wieloletniego emigranta londyńskiego (od 1940 do 1956); znalezione pierwsze wydanie w zbiorach bibliotecznych po dziadku. Również niezła publicystyka, chociaż odnoszę wrażenie, że lekko niedopracowany tekst. Jakby Cat się za bardzo spieszył i zapisał tylko to co najważniejsze, bez szczegółów.

7. Opowiadania podolskie - Julian Wołoszynowski - tytuł mówi sam za siebie, zbiór opowiadań przesiąkniętych kresowymi klimatami.

8. Pakt Ribbentrop-Beck - Piotr Zychowicz - dyskusja o tej książce przetoczyła się nawet na Bastionie (niewielka ale zawsze). Mocne argumenty autora, często nie do zbicia, chociaż miejscami za dużo emocji w tekście i chyba trochę za długa - od połowy autor niejednokrotnie zaczynał się powtarzać. Teraz chętnie przeczytam Obłęd`44. Zawsze, najbardziej po lewactwie, nie lubiłem romantycznych patriotów, więc na złość im wszystkim przeczytam rzetelną (ma nadzieję) krytykę decyzji o wybuchu powstania.

9. Aktualność myśli politycznej Romana Dmowskiego w XXI wieku - różni autorzy - broszurka z kilkoma artykułami o narodowej demokracji i myśli tej w czasach dzisiejszych, plus esej samego Dmowskiego pt. "Duch Europy". Natknąłem się na tę broszurkę całkiem przypadkiem w empiku, szukając czegoś zupełnie innego, nawet nie mając pojęcia, że coś takiego w ogóle się ukazało


Z SW ostatnio czytam dużo mniej, ale w tym roku był chyba 10. Revan, 11. Zaginione plemię Sithów i 12. Czerwone żniwa.

A w najbliższym czasie zaczynam "Grę o tron", później hejt socjalizmu na najwyższym poziomie, czyli "Felietony" Kisielewskiego. A na deser jego "Powieści warszawskie".

Czytanko.

Peter Watts Slepowidzenie

Zostało mi parę stron do końca (a szczerze mówiąc te parę stron to prawie że 1/3 książki ) ale już wiem że mogę polecić ją tylko i wyłącznie fanom cięższej i ambitniejszej fantastyki. Książka opowiada o pierwszym kontakcie ... i nie tylko bo w sumie autor zamieścił kilka innych pomysłów które dałoby się zamieścić w książkach poświęconych tylko i wyłącznie nim. Ogólnie polecam o ile ktoś czytując fantastykę woli klimaty Lema niż gwiezdno-wojenne

Stephen King Szkieletowa Załoga

King jak to King - raz lepiej raz gorzej. Jest to już chyba 4 albo 5 moje podejście do jego zbioru short story, i szczerze mówiąc nie wiem gdzie bym uplasował ten konkretny zbiór w moim prywatnym rankingu. Tak czy siak wyobraźnia i (czasem naiwne) pomysły autora jak zwykle mi przypasiły, choć kręciłem momentami głową z głupich pomysłów ... a ogólnie to co do Milkman/Milkman II ... czy może mi ktoś wyjaśnić co Stephen ćpał pisząc dwójkę ? Jedynka to fajna krótka "schiza" a druga część to chyba największy bezsens jaki King kiedykolwiek spłodził ...


Voronica Whitney-Robinson + Haden Blackman Ruiny Dantooine

Recka w temacie o książce.

http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=34557#566868


A teraz czekają w kolejce :

Janusz Głowacki Good Night, Dżerzi

Stephen Hawking Krótka Historia Czasu

No i mam zamiar dokończyć cykl Dziedzictwo Mocy bo jest o wiele lepszy niż myślałem. Zostały mi jeszcze 2 tomy, a nie ruszałem go już od wielu miesięcy

@

Po roku męki udało mi się w końcu skończyć Furię, jejuś, co to była za męczarnia. Krótko po tym skończyłem czytać ósmy tom Dziedzictwa Mocy i jestem w połowie dziewiątego. A poza tym Pod Kopułą Stephena Kinga.

.

Skończyłem Dartha Plagueisa a teraz zaczyna Revana

@

Jak wrażenia po Plagueisie?

Bardzo dobra

Dowiedziałem się dużo o maulu, sidiousie,i że plagueis żył jeszcze w mrocznym widmie(tego nie wiedziałem), bardzo dobra najfajniej czytało mi się rozdziały dziejące się na Naboo. Teraz zaczynam Revana

Starożytna Polska - A. Kokowski

Starożytna Polska Andrzeja Kokowskiego - profesora UMCS w Lublinie, badacza i znawcy dziejów kultury wielbarskiej, a w szczególności grupy masłomęckiej tejże kultury, jest pozycją wyjątkową. Autor książki podejmuje się przybliżenia szerszemu gronu czytelników dziejów ziem polskich w okresie od III w. p.n.e., do schyłku starożytności, na tle wydarzeń rozgrywających się w Europie. Napisana bez naukowego slangu, uproszczona wydatnie dla laika, jest świetną syntezą tego jakże barwnego okresu. Mimo poważnej dysproporcji w omawianiu poszczególnych zagadnień, a także pewnych błędów merytorycznych, zachęcam każdego do przeczytania, kto chce sobie przybliżyć losy takich ludów jak Celtowie, Burgundowie, Goci, czy też Wandalowie, a które odcisnęły swoje piętno w ziemi.

Najlepszą jednak rekomendacją dla tej książki, jest to, że jest to pierwsza i jedyna tego typu lektura z zakresu starożytności Polski.

Plaga

Przed chwilą skończyłem "Plagę". Po 2 miesiącach przerwy czytania SW, postanowiłem jakoś się rozgrzać przed " X-wingi Cios Łaski". Książka przyjemna do czytania. Fabuła nie jest banalna, fajni bohaterowie, łatwe do czytania rozmowy. Jedna z lepszych, jak dla mnie, książek SW.

Od początku `13

1 Moonraker I Fleming
2 Ostatnie Drzwi Przed Niebem D Koontz
3 Księga Dżungli R Kipling
4 Casino Royale I Fleming
5 Okręt Flagowy M Resnick
6 Diamenty Są Wieczne I Fleming
7 Zew Cthulhu H P Lovecraft
8 Kobra F Forsyth
9 Ostatnia Zagadka Sherlocka Holmesa A C Doyle
10 Droga C McCarthy
11 Lalki W Ogniu P Wilk
12 Dzika Przestrzeń K Miller
13 Rzeźnia Numer Pięć K Vonnegut Jr
14 Człowiek Do Przeróbki A Bester
15 W Górach Szaleństwa H P Lovecraft
16 Wołanie W Górach M Jagiełło
17 Rip Van Winkle W Irving
18 Pozdrowienia Z Rosji I Fleming
19 Doktor No I Fleming
20 Voss P White
21 Miodowa Pułapka U Lindell
22 Diabeł A M Di Nola
23 Byłem Księdzem R Jonasz
24 Rzeźniczka Z Małej Birmy H Nesser
25 Goldfinger I Fleming
26 Przypadek Charlesa Dextera Warda H P Lovecraft
27 Przygoda Z Owcą H Murakami

Z ostatnich dni

1. Obłęd `44 - Piotr Zychowicz - dość obszernie komentowana książka, krytykowana przez jednych, chwalona przez drugich. W znacznej części trudno się z autorem nie zgodzić. Powstanie Warszawskie było niepotrzebne i nie powinno było mieć miejsca. Bardzo ciężko jest tezę o jego konieczności obronić i krytycy Zychowicza zazwyczaj odnosili się głównie do emocjonalnych, a nie racjonalnych argumentów. Sam mam do jego twierdzeń kilka zastrzeżeń, ale nie związanych z samym Powstaniem, a raczej z różnymi pobocznymi wątkami. Tutaj parę razy Zychowicz za bardzo się zapędza, można mieć wrażenie, że chciałby abyśmy w czasie wojny w ogóle nie walczyli i pozostali bierni w każdym calu.
Za to zachęta do rozstrzeliwania AL-owców, GL-owców i różnych gnid z PPR-u wyglądała całkiem nieźle Na pewno ołów przeznaczony dla tego czegoś otworzyłby niejednemu bramy nieba. A już z pewnością uczyniłby świat trochę lepszym.

2. Powieści Warszawskie - Stefan Kisielewski - zbiór opowieści rozgrywających się w mieście Kisiela.
Najpierw ostatnia, niedokończona niestety, powieść o jakże znamiennym tytule Zanim nadejdzie śmierć. Ta niestety nadeszła za szybko i końca historii nie dane było nam poznać. Fabuła jest dość tajemnicza, ocierająca się o fantastykę i czuć tu trochę klimaty Dosotjewskiego. Polecam, mimo, że niedokończone.

Później mamy Podróż w czasie, czyli opowieść o powstańcu, który wraca z Ameryki do gierkowskiej Warszawy i wpada w sieć intryg i UBeckich agentów w całkiem nowym, innym mieście, niż to które opuszczał.

I w końcu Opowiadania okupacyjne, a w nich najlepsze ze wszystkich Historie żydowskie - główny bohater, Żyd, nienawidzący swojego pochodzenia, pogardzający innymi Żydami, nawet swoją rodziną. Czytając, ma się do niego wstręt od pierwszej do ostatniej strony, a przez to chce się jeszcze bardziej poznać zakończenie tej historii. Zachowanie owego bohatera idealnie mogłoby obrazować stosunek niektórych dzisiejszych neokolonialnych, żałosnych polaczków, którzy pogardzają wszystkim co polskie i moczą się na samą myśl, że może kiedyś "dogonimy nowoczesny, lepszy Zachód".

Obłęd 44 - P. Zychowicz

Książka Piotra Zychowicza - autora Paktu Ribbentrop - Beck - określona przez niektórych szatańskimi wersetami polskiej prawicy:

http://polska.newsweek.pl/-obled-44----szatanskie-wersety-polskiej-prawicy,107568,1,1.html

Pozycja ta, opisuje przebieg wydarzeń które miały doprowadzić do wybuchu Powstania Warszawskiego, polityczne zawirowania w trakcie i konkluzje po upadku zrywu powstańczego. Autor, na każdej kolejnej stronicy, dokonuje całkowitego rozprawienia się z wieloma tezami, które do dziś są, w niektórych kręgach przyjmowane jako niepodważalne. Najpoważniej skupia się na micie nieskazitelności Polskiego Państwa Podziemnego, i Armii Krajowej. Zychowicz, obie organizacje prezentuje, jako ośrodki na czele których stoją ludzie nieudolni, podatni na manipulację, a niekiedy wręcz zdrajcy - agenci NKWD. Tę bezwładną masę kontrapunktuje nielicznymi wyjątkami - osobami znacznymi, ale które jednak nie miały dużego wpływu na podejmowane decyzje. Śmiało można napisać, iż rozszarpał na strzępy mit o konspiracji w czasie II WŚ.

Opis, jak i przebieg powstania w Warszawie, to lektura całkowicie przygnębiająca (właściwie jak cała książka). Dowódcy, którzy parli do wybuchu, są zaprezentowani niezwykle krytycznie. Na tle swoich żołnierzy, są zarysowani jako osoby bez charyzmy, poświęcenia, a wręcz jako tchórze. Charakterystyka może i nawet przejaskrawiona, lecz przy całej bazie informującej o otoczce, która została przytoczona przez autora, to zaledwie blady środek pisarskiej ekspresji.

Muszę przyznać, że z wieloma argumentami Zychowicza zgadzam się (w tym z głównym wątkiem, czy PW powinno mieć miejsce), jednakże są sprawy, które wciąż wymagają wyjaśnienia i nie powinny być z taką impulsywnością, czy jednoznacznymi wyrokami określane. Na pewno warto z książką się zapoznać, gdyż są to nie tylko szatańskie wersety dla polskiej prawicy, ale chyba dla każdego Polaka, który jeszcze nie wyleczył się z wiary w sojusze, czy też z życzeniowego myślenia.

AC: The Black Flag

Kolejna powieść z serii Assassin`s Creed, zatytułowana "Black Flag" rozgrywa się w XVII w. i opowiada o losach Edwarda Kenwaya, z początku chłopaka pomagającego rodzicom na farmie, który po jakimś czasie żeni się z kobietą z wyższych sfer. Jednak aby zapewnić jej godziwe warunki chce zostać bogaczem. W tym celu wyrusza na morze, jako korsarz. Po pewnym czasie kapitan postanawia, że zostaną piratami.

W książce mamy do czynienia z Templariuszami i Asasynami, jednak ten wątek jest jakby na boku, Bowden opisuje bardziej świat piracki. Kenway też jest bohaterem, którego, mimo spotkania z przedstawicielami obu stronnictw, napędza bardziej chęć wzbogacenia się niż ich ideały. Mamy też galerię innych interesujących postaci, niektórych znanych z historii, niektórych wymyślonych.

W grę nie grałem, więc nie wiem na ile powieść jest wiernym przeniesieniem jej realiów (chociaż na filmiki patrząc, chyba się różni w paru rzeczach). Bowden po raz kolejny napisał ciekawą historię i nadal nie wrzuca w nią współczesnych wtrętów z gier, co mnie cieszy



A teraz zabrałem się za "Forsaken" o Haythamie Kenwayu, recka za jakiś czas

Re: AC: The Black Flag

Hego Damask napisał:


W książce mamy do czynienia z Templariuszami i Asasynami, jednak ten wątek jest jakby na boku, Bowden opisuje bardziej świat piracki. Kenway też jest bohaterem, którego, mimo spotkania z przedstawicielami obu stronnictw, napędza bardziej chęć wzbogacenia się niż ich ideały.

-----------------------

W grze tak samo.

Re: AC: The Black Flag

Nuudy.

Tera ja

Zawsze chciałem coś napisać w tym dziale. W końcu się zmobilizowałem, czas zacząć!

-Pieśń Lodu i Ognia

Przeczytałem wszystkie części które dotychczas wyszły. Seria zajęła mi ok. 25 dni. Z całą pewnością mogę teraz stwierdzić że Martin przewyższył Tolkiena, lub przynajmniej się z nim zrównał. Świat inny to fakt. W LoTR byli "źli i dobrzi", a w PLiO nie ma jako takiego podziału. Czytelnik samemu może wybrać swoich ulubionych bohaterów. Myślę jednak, że wszystkie spiski, intrygi, historie bohaterów, przewyższają przygody w Śródziemiu. Najlepsza książka w całej serii? Myślę, że "Starcie Królów". Dlaczego? Bo dużo Aryi . Moja ulubiona bohaterka, tak bardzo przypomina mi Ciri z "Wiedźmina", że polubiłem ją od razu. Jeszcze jej chęć zabijania, dosłownie przyprawia o dreszcze Pozwolę sobie na krótką analize poszczególnych bohaterów. Jon, postać przeze mnie lubiana, ale za bardzo przypominająca Neda Starka. Honorowy, oddany sprawie. Nedowi to się nie opłaciło Jonowi jak widać też nie . Daenerys, przyznam się że po książkę sięgnąłem dopiero po krótkim rozpoznaniu tego świata od kolegi. Następnie poszły fragmenty serialu. Daenerys, dla niej zacząłem czytać książke . Postać bardzo intrygująca.... Niestety z każdym późniejszym tomem, czułem zawód. Dany w "Tańcu ze Smokami" utraciła swą pewność siebie i szybkość decyzji... osłabła można powiedzieć, jej miejsce w mojej czołówce zajęła wspomniana Aryia. Tyrion, zabawny, inteligenty bohater, krótko i na temat. Nie widzę go na tronie, ale może dużo zamieszać . Sasnsa, eee jakaś pomyłka. Cersei, pinda . Jaimie, rozdziały z nim czytało mi się łatwo i przyjemnie, fajna postać, tak samo jak brat, z poczuciem humoru. Na tym zakończę moje rozważania o tej serii, czysty geniusz.


- Star Wars The Old Republic: Zagłada

Totalne zdziwienie! Gnost- Dural nie zginął! Przecież tak często Jedi poświęcają się dla misji i giną. Nie w tej książce. Zagłada, takie dopełnienie wojny, przygodówka, której raczej nie zapamiętam ( no chyba, że nawiązanie do Mrocznej Rady, Imperatora i Malgusa). Książka nie jest zła, bo łatwo mi się ją czytało. Styl lekki i przyjemny. Dlatego nie uznaje jej za błąd. Oczekiwałem jednak czegoś lepszego, przecież to koniec serii! (jak dotychczas) Trudno, trochę się zawiodłem, ale nie było najgorzej.


- Trylogia o Magistrach ( Uczta Dusz, Skrzydła Gniewu, Dziedzictwo Królów)

Coś absolutnie pięknego. Świat, który na zawsze zapamiętam. Takiej fantastyki ( pomijając LoTR i GoT) nigdy nie czytałem. Seria, która pięknie pokazuje problemy moralne oraz religijne. Rozmowy oraz przemyślenia bohaterów są wręcz genialne. Ich rozterki, wybory oraz spojrzenie na świat czaruje. Rzadko się zdarza, że styl myślenia bohatera ciekawi mnie. W tej serii było inaczej. Każda spędzona razem chwila dawała satysfakcje. Fabuła należy do tych lepszych, nie jest może co prawda tak bardzo dobra jak np. wspominany już GoT(szybciej się pisze tym skrótem), ale na pewno potrafi przyciągać do fotela (łóżka). Zaciekawiły mnie również problemy religijne dość ważne w tej książce. Wiara odgrywa tu kluczową rolę tak samo jak moralność. Najlepszą częścią było niewątpliwie Dziedzictwo Królów, pięknie pokazane relacje między głównymi bohaterami oraz ich rozwój. Polecam każdemu fanowi fantastyki!


- Młody Samuraj : Krąg Ognia

Cykl, który na początku wydawał się banalny i dziecinny, miło zaskakuje. Pierwsze tomy dość spokojne przemieniają się w okrutny świat, gdzie siła stoi na pierwszym miejscu. Jack Fletcher, główny bohater, znowu musi się zmierzyć z złem czekającym na niego w okrutnej Japonii. Od pierwszych stron czułem niepokój. Książka pisana jest w dobry sposób, dość prosty, ale jednak często można odczuć, że coś tu nie gra. Coś to znaczy, Japonia mordująca gajijnów (obcokrajowców) Tym razem bohater musi walczyć z bandytami, na szczęście nie jest osamotniony. To krzepi serce Książka trzyma poziom trzech poprzednich bardzo dobrych tomów, ale fabuła jest trochę prostsza. Jednak seria, która zaczęła się od niewinnych przygód teraz jest bezlitosną walki raduje mnie.


- Olimpijscy Herosi: Dom Hadesa

Pierwsze 200 stron to prawdziwa męczarnia. Nigdy u Riordana tak się nie nudziłem. Ulżyło mi, kiedy te "suche" rozdziały minęły. Potem było tylko lepiej. Riordan na dobre wrócił do starego dobrego "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". Niestety niesmak po pierwszych rozdziałach pozostaje. Wstrząsnął mną fakt o orientacji jednego z bohaterów. Przez dobre kilka minut nie mogłem znieść szoku. Kto czytał ten wie . Książka jest najgorszą z dzieł Riordana mimo późniejszej normy. Zawsze całe dzieła były na wysokim poziomie. Niestety w Domie Hadesa późny środek i końcówka są dobre. Nie zniewalił mnie również fragment, kiedy to Percy i Carter się spotykają. Spodziewałem się dużego dreszczyka emocji, rozczarowałem się


- Star Wars Ja, Jedi

Jedna z najlepszych książek z świata SW. Pisanie w pierwszej osobie dodatkowo cieszy. Pokazanie bohatera oraz jego perypetii jest doskonałe pod każdym względem. Smuci jednak ilość stron, za mało Powinna mieć przynajmniej powyżej 500


- Star Wars Plaga

Słyszałem różne opinie na temat owej powieści. Jedne dobre, drugie odwrotnie. Mnie książka zauroczyła. W końcu ciekawa przygodówka (Błędny Rycerz zawiódł na całej linii). Doskonali bohaterowie, ładnie opisany świat i akcja. Do tego nie banalna fabuła. Brakuje jednak trochę więcej przemyśleń bohaterów.


-Zwiadowcy: Królewski Zwiadowca

Nuuuudy. Po "Ziemia Skutej Lodem" najgorsza część z tej serii. Powtórne pokazanie szkolenie zwiadowców oraz rozstrzygnięcia sprawy nudzi. Jedynie momenty w karczmie, jak zawsze mnie ciekawiły. Słaba część, coraz słabszej serii.


To chyba tyle z mojego podsumowania. W końcu coś napisałem !

P.S Assassin`s Creed Porzuceni, o czym jest? To chyba nie jest komputerowa(konsolowa) III ani Black Flag. Wyszła już właśnie Black Flag? Gdzie można zamówić?

Re: Tera ja

Mando156 napisał:
P.S Assassin`s Creed Porzuceni, o czym jest? To chyba nie jest komputerowa(konsolowa) III ani Black Flag. Wyszła już właśnie Black Flag? Gdzie można zamówić?
-----------------------

Porzuceni to historia Haythama Kenwaya, recka wkrótce , gry chyba o nim nie ma.

Zależy czy chodzi o książkę Black Flag czy grę - jeśli o to i o to, owszem, wyszły. Z tym, że książka po angielsku jest na razie.

1. Gra na PC:

http://www.empik.com/assassin-s-creed-4-black-flag-pc-ubisoft,p1068039311,multimedia-p (bo chyba o PC chodzi )

2. Porzuceni:

http://krainaksiazek.pl/Assassins-Creed-Porzuceni,9788363944148.html

3. Black Flag - książka:

http://krainaksiazek.pl/Untitled-Assassins-Creed-6,9780425262962.html

Re: Tera ja

Czyli "Porzuceni" jest przed Black Flag? Po woli nie ogarniam fabuły ;D

Assasisn`s Creed 1 = Tajemna Krucjata= Altair
Assassin`s Creed 2= Renesans = Ezio
AC Brotherhood = Bractwo= Ezio
AC Revelations= Objawienia = Ezio
??????= Porzuceni= Haytham (czyli kto? ojciec Edwarda?)
AC III = chyba nie ma książki o Connorze= Connor
AC IV Black Flag= Black Flag= Edward


Re: Tera ja

Nie, Porzuceni są po BF, Haytham to syn Edka

Kolejność jest taka:

Tajemna Krucjata
Trylogia Ezia (Renesans, Bractwo, Objawienia)
BF
Porzuceni

Re: Tera ja

Aaaa to dzięki bardzo. Coś kolega mi powiedział, że w grze III Connor walczy z Edwardem, czyli swoim ojcem (teraz wiem, że dziadkiem) Widać coś mu się pomyliło, albo ja jeszcze czegoś nie ogarniam

Re: Tera ja

Mando156 napisał:
Aaaa to dzięki bardzo. Coś kolega mi powiedział, że w grze III Connor walczy z Edwardem, czyli swoim ojcem (teraz wiem, że dziadkiem)
-----------------------

Nie grałem, więc nie wiem, ale początek spoilera Edek umiera na początku Forsaken. koniec spoilera

Re: Tera ja

Aaaa to już zrozumiałem, dzięki bardzo

ostatnio przeczytana książka

Aleksander Kamiński ``Kamienie na szaniec`` - warte przeczytania.

Re: ostatnio przeczytana książka

Na pewno nie przeczytałaś bo to szkolna lektura, na pewno... ...

Re: ostatnio przeczytana książka

przeczytałam, nawet 2 razy! D

WWZ

Nie wiem jak reakcje po filmie, ale książka to zupełnie inna para kaloszy. Jedyne co Wojnę Z kinowa z książką łączy to Mur w Izraelu i tytuł.

O czym to jest? - 10 lat po wygraniu wojny z Zombie, bezimienny autor wyrusza w świat i przeprowadza wywiady z ludźmi którzy przeżyli wojnę, spisując ich historię i tworząc z nich obraz wielkiej katastrofy, zniszczenia, wojny i zwycięstwa (?) ludzi w wojnie z zombie apokalipsą. Bardzo mocna, świetnie przemyślana i napisana (wszystko ma ręce i nogi, każdy wątek ma swoje wyjaśnienie - kto, jak, czemu i dlaczego doszło do tego na taką skalę).
Polecam wszystkim fanom klasycznych Zombie.

tak

ciekawie zaopatrzyłem się w ksiażki-prezenty i wszystkie zamówiłem najpierw online, a potem sobie odebrałem.

Na 6 książkach, dokładnie identycznych jak te leżące na półce, zarobiłem ok. 80 PLN.

Na moje pytanie do jednej miłej kici (w ogóle mam szczęście do kobiecej obsługi w księgarniach, szkoda że tak bez konsumpcji ) jaka jest idea taniej.online, usłyszałem że ma to zachęcić ludzi do kupowania, czyli zarazem czytania i jednocześnie powracania do sklepu internetowego, gdzie łatwiej i szybciej sprawdzić ofertę bieżącą. A może i przy okazji wtedy co kupić.

Chyba zamówić
Nie miałem czasu na polemikę, zresztą za bardzo wgapiałem się w przyjemne opięte firmowym blejzerkiem (o)(o)

Ale na poważnie to:
a) o ile mnie się zdaje to ludzi to czytania może zachęcić wyłącznie niska cena. Jeśli w ogóle cokolwiek, bo są małpy które i za darmo by nie wzięły.

b) znaczy to też, że wyższa cena w księgarni ma zniechęcić ludzi, którzy wchodzą z tzw. "ulicy". W takim stylu, że chyba do nich powinno to być kierowane, w stylu "a wejdę i może coś kupię" a nie do tych co mają tytuły upatrzone i w takim razie korzystają regularnie np. z dostawy do domu.

c) powracanie do sklepu księgarni-online też jest trochę dziwne, bo hmmm kliknięć oni nie potrzebują, bo nie mają reklam a jeśli mamy w pobliżu księgarnię to i tak dobrze mieć do niej numer telefonu i zadzwonić z pytanie o dostępność

Tym bardziej, że widziałem takie numery jak brak pozycji w internecie, a w sklepie leżały na półkach...


Kupiłem taniej i to cieszy. Niestety jakoś rzeczy codziennych hmmm nie da się tak załatwić. Dlaczego więc książki? Jaka jest różnica między wydrukowaniem i dowiezieniem sztuki do sklepu za cenę X przy ściągnięciu z półki a wydrukowaniem i dowiezieniem sztuki do sklepu w paczce do odbioru własnego za cenę X-10?

To pozostaje dla mnie tajemnicą

AC: Forsaken

Powieść "Forsaken" (która wyszła u nas jako "Opuszczeni"), to historia Haythama Kenwaya, syna Edwarda, ojca Connora (który też pojawia się w książce), zaś akcja rozgrywa się kilka lat po Black Flag. Nasz bohater dostaje się pod skrzydła Templariuszy, a kiedy dorasta, staje się jednym ze znamienitszych osobistości w zakonie.

Po raz kolejny przemierzamy kilka krajów w poszukiwaniu tajemniczej pradawnej rasy. Jest to w sumie książka, w której mamy dokładniejsze spojrzenie na Templariuszy, Asasyni odgrywają w niej mniejszą rolę i bardziej przygodowa (zasadzki, plany, takie sprawy ). Bohaterowie drugoplanowi (towarzysze Haythama z zakonu) też fajnie wykreowani. Pojawia się także sam George Washington, jeszcze jako żołnierz armii angielskiej w Ameryce. Mamy również nawiązania do historii, w tym wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.


Ciekawa powieść i zobaczymy czy wyjdzie jeszcze coś z tej serii

Re: AC: Forsaken

Porzuceni, chyba

Re: AC: Forsaken

Może, nie wiem, czytałem po ang. i nie pamiętam polskiego tytułu

Re: AC: Forsaken

Ja teraz jestem bardzo czuły na punkcie tytułów AC bo znowu mogę czegoś nie ogarnąć, więc sorry

Biało - zielona Solidarność || J. Wąsowicz SDB

Książka o fenomenie politycznym kibiców Lechii Gdańsk, jednego z trzech bastionów Solidarności, obok gdańskiej stoczni i kościoła św. Brygidy, jest niejako upamiętnieniem ludzi skupionych wokół tego klubu, jak i miasta...Zresztą poświęcona jednemu z nich - ś.p. Tadeuszowi Duffekowi.

Pozycja ta, została podzielona na trzy części. Pierwsza - napisana przez autora - opisuje cały rys historyczny okresu działalności politycznej kibiców. Druga odsłona, to wspomnienia fanów biało - zielonych, a także tych którzy są związani z Lechią. Trzecia część została poświęcona artykułom, felietonom i postom internetowym, które ukazały się na przestrzeni ostatnich dwóch dekad XX w. Dodatkowo do książki była załączona płyta z archiwaliami, jednakże mój egzemplarz - kupiony na Allegro - nie posiadał jej, przez co nie mogę się odnieść do zawartości.

Uważam, iż najcenniejszą z rzeczy umieszczonych w tej książce, są wspomnienia. Co prawda w wielu miejscach, opowieści te przeplatają się, a niektóre z wydarzeń (jak np.: mecz Lechia - Juventus), były wspominane wielokrotnie, przez co można nabrać wrażenia wtórności. Niemniej jednak, są to czasami spojrzenia z innej perspektywy na to same widowisko, tym samym zacierają zjawisko wtórności, a w to miejsce wskakuje poczucie uzupełnienia. Dodatkową zaletą są zdjęcia z pochodów, manifestacji, czy też strajków, które do tej pory nie były nigdzie indziej publikowane.

Biało - zielona Solidarność, to książka wyjątkowa, można śmiało napisać, że nie ma swojego odpowiednika na krajowym rynku wydawniczym. Kto chce się dowiedzieć, jak się rodziła nienawiść do systemu komunistycznego wśród kibiców Lechii, jaki był poziom aktywności w strukturach organizacji antykomunistycznych tego środowiska, czy też wpływ trybun na nastroje polityczne, ten musi przeczytać tę pozycję.

Opowiadania + Saga o Wiedźminie

I po co ja mam pisać cokolwiek więcej ?

Zostało mi 200 stron do finały Pani Jeziora - lektura całości wiedźmińskich przygód jak znalazł by odkazić się po "Opowieściach Ze Swiata Wiedźmina" i zaostrzyć apetyt na "Sezon Burz"

Nie napiszę tu żadnej recenzji ani niczego w tym stylu - bo po co ? Ci co czytali wiedzą o co chodzi, Ci co nie czytali niechaj żałują.

Wybitne, oryginalne, wzruszające, przemyślane, pełne humoru - po prostu wspaniałe, takie są książki Andrzeja Sapkowskiego o Geralcie - koniec, kropka.

Przeczytałem to po raz drugi, ale odbiór zupełnie inny - teraz mam 24 lata, poprzednio czytałem w liceum - odbiór zupełnie inny ... na plus rzec jasna !

Dodam tylko że miałem kiedyś zdanie że Sapkowi nie do końca coś "pykło" pod koniec i do Sagi wkradły się pomysły ... średnio udane a czasami wręcz takie na które trzeba przymknąć oko (rozdział o Ciri która skacze od wymiaru do wymiaru) ... ale teraz tak nie uważam, wszystko było potrzebne i składa się na tę epicką historię. Cieszę się że sięgnąłem po raz drugi po te Cudo, tym razem wypadłem z grona ludzi mówiących "ostatnie dwa tomy lekko kuleją" - już tak nie uważam

Wrócę do tych książek pewnie jeszcze nie raz

A teraz czas na Sezon Burz ... a wkrótce na Dziki Gon i komiksy Dark Horse`a Podejdę do tych dzieł bezstresowo (O Dziki Gon jestem spokojny, komiksy to wielka niewiadoma ... a o Sezonie Burz słyszy się że to mocny średniak i nawet jeżeli to prawda to nie mam nic przeciwko, i tak się cieszę na nowe przygody Geralta wprost od jego twórcy :>. A niech sobie zmieniają Wiedźmina na franczyznę - jeżeli ma być bez przesytu, trzymać obecny poziom i nie będą ingerować/sequelować pięcioksięgu (poza grami które są sequelem tylko jeżeli sam chcesz w to wierzyć B|) to jestem za Dzięki temu może te książki doczekają się wreszcie na świecie sławy na jaką zasługują ... a i kto wie, moze nareszcie doczekamy się konkretnej ekranizacji ?

Re: Opowiadania + Saga o Wiedźminie

Potwierdzam, książka świetna i warta przeczytania. Aczkolwiek mam małe pytanko odnośnie fabuły: początek spoilera Jakim cudem Regis mógł zostać spalony przez czarodzieja, skoro był odporny na ogień? koniec spoilera

nie

został spalony. Nazwałbym ten czar hmmm dezintegracją. Po prostu go rozpuścił. I tyle. Chociaż wiedźmińska wiki podaje iż podobno Sapkowski gdzieś stwierdził, że nawet po tym Regis mógł się zregenerować...

Ale nie ma na to cytatu.

Re: nie

Lord Bart napisał:
podobno Sapkowski gdzieś stwierdził, że nawet po tym Regis mógł się zregenerować...
-----------------------

Zebrać szpachelką do pudełeczka, podsypać żyzną ziemią i postawić na półce w chacie. Niech sobie rośnie... xD

Pytanie (błąd logiczny?)

Nic dodać nic ująć.

Ja mam inne pytanie z kolei :

W opowiadaniach udowodniono że umiejąca się teleportować czarodziejka może "zabrać" ze sobą kogoś.

W Pani Jeziora ta cała Vigo nie ukrywa przed Geraltem tego że umie czarować. Zakochują się itd.

Mam więc pytanie : dlaczego nie poprosił jej o teleportację siebie i drużyny aby nie musieli tkwić wiele miesięcy w Toussaint (albo iść przez ośnieżone góry) ?

Niby można tłumaczyć że Geralt chciał ją zgubić, przecież po to podał jej błędną lokację zamku Vilgefortza ... ale to troszkę na siłę tłumaczenie, przecież mógł poprosić tylko o przeniesienie przez przełęcz, a potem ją zgubić Po teleportacji można było prześledzić miejsce docelowe a nie osobę, więc ...

hmmm

odległość? Ilość osób i sprzętu do wysłania? I jako rzecze Geoffrey Monck:
Przesył materii to rzecz kunsztowna, finezyjna i subtelna, toteż przed przystąpieniem do teleportacji bezwzględnie zaleca się wypróżnić i opróżnić pęcherz.

I tak dalej. Gdyby można było teleportować klocki wojska jak w Warhammerze to czarodzieje na polach bitew nie obrzucaliby się fireballami tylko wrzucali na tyły wroga ciężką jazdę i po ptokach.

Miecz prawdy

A ostatnio czytałam parę części Miecza Prawdy. I powiem szczerze, że setnie mnie ubawiły. Cała fabuła 1 części jest żywcem wyjęta z początek spoilera Nowej Nadziei. koniec spoilera Tylko imiona zmienione i broń nieco inna. xD Mogę nawet dopasowywać poszczególne sceny i wypowiedzi. Język książki bardzo ładny. Tylko za cholerę nie mogę znieść straasznie długich wywodów na temat działania zaklęć czy filozoficznych poglądów głównych bohaterów. (2-5 stron czasami). Ponadto początek spoilera główny bohater jest porywany lub więziony w każdej części sagi, a wszyscy męscy członkowie jego rodziny próbują dobrać się do jego żony xD Właściwie, to w ciągu całej sagi chyba połowa kraju czychała na jej wdzięki, co było nieco chore (ile wrogów, tyle prób gwałtu). Może autor ma jakieś skrzywienie? koniec spoilera

Re: Miecz prawdy

Miecz Prawdy jest świetny!
Aczkolwiek nie zgodzę się z twierdzeniem iż jest w nim zbyt wiele długich wywodów o magii i poglądach. Prawdę mówiąc te momenty zawsze czytałem z największymi wypiekami na twarzy
2-5 stron... tak, przy zakończeniu Spowiedniczki (ostatniej części według pierwotnego zamysłu) Rysiek wygłosił mowę na 5 stron, a wcześniej też zdarzały się tego typu numery.

Prawa magii, w tej serii to drogowskazy dla umysłu oświeconego i liberalnego, naprawdę warto je poznać i stosować na co dzień

Re: Miecz prawdy

Ale przyznasz, że I Prawo Magi opiera się na SW xD początek spoilera Richard\Luke, chłopak z małej wioski, którego wuja/opiekuna zabił główny wróg, lub ktoś przez niego wysłany. Mędrzec, który rusza wraz z nim w podróż (Obi/Zed) i okazuje się być kimś znacznie potężniejszym, niż się chłopakowi zdawało. Jest przy tym powiązany z jego przeszłościa i próbował podpalić jego ojca (lub zostawić płonącego) (Vader/Rahl), obu zostały po tych incydentach blizny. A siedział w wiosce po to, żeby go pilnować. W obu przypadkach ratują kobietę (Kahlen/Leia), która okazuje się dobrze walczyć i być wysokiego rdou. Obie kobiety dołączają do drużyny. Obaj bohaterowie się w nich zakochują (tylko w przypadku Luka chwilowo). Obydwaj (Richard i Luke) dostają potężny, świecący miecz i uczą się od mędrca. (I używają zaklęć, tudzież Mocy.) Potem okazuje się, że główny boss to ich ojciec, a ich matka też była wysokiego rodu. Główny boss ściga bohatera, nie wiedząc nawet, że to jego syn. Cóż, mogłabym wymienić jeszcze sporo przykładów. ;D koniec spoilera

Mimo wszystko jakoś lubię tę serię. ;] Choćby dlatego właśnie,że mnie bawi.

Re: Miecz prawdy

Jak tak to przedstawiłaś to widać analogie, ale mimo wszystko dla mnie Sword of Truth, to zupełnie niezależny twór

Chociaż Mord-Sith z samej nazwy odpowiednio się kojarzą

książki 2013 #2

Czyli druga część.


#22 Krew = Aima
Francisco Asensi
Powieść hiszpańska, lekko kryminalna (bo detektyw policji), ale raczej w większości oparta na mocno już zużytym temacie świętego Graala i krwi Jezusa. Dobrze, że bez templariuszy.
Mamy zatem kradzież relikwii, trupy, tajemnicę, SS, Watykan, Opus Dei, cały szeroki i bardzo dobrze znany wachlarz zachowań. Na 500 stronach, które zmęczyłem wyłącznie siłą rozpędu praktycznie… nic ciekawego się nie dzieje.

Jedyną rzeczą, która zapada w pamięć jest negatywny (nawet bardzo) stosunek autora do Watykanu i OD, wylewający się wręcz z każdej rozmowy i dziwne opisy relacji seksualnych madryckiego detektywa z jego gorącą zapewne dziewczyną. Nie wiem co ta wrzutka miała znaczyć w stosunku do całej powieści, ale opisy kto komu co zlizuje i w jakich ilościach chyba bardziej powinny się znaleźć w twórczości ELJ’a…

#23 Pan Whicher w Warszawie
Agnieszka Chodakowska-Gyurics & Tomasz Bochiński
Kolejna książka jakoś tak skręcająca kryminalnie, chociaż nie było to moim założeniem. Powieść o „księciu” detektywów Scotland Yardu (tytułowy pan Whicher, postać jak najbardziej realna), który przybywa do Warszawy na parę tygodni przez wybuchem powstania styczniowego. Celem rozpracowania konspiratorów i pomocy miejscowym służbom w stworzeniu sprawnego aparatu do rozwiązywania zagadek detektywistycznych.
Oczywiście konspira schodzi na drugi plan, kiedy w mieście pojawia się seryjny zbrodniarz a dodatkowo ginie krewna cara. Anglik łączy swoje siły z warszawskim Rosjaninem-śledczym i ruszają w miasto.

Bardzo ciekawie skonstruowana intryga, głęboko oparta na faktach, z udziałem jak najbardziej historycznych postaci. Czytało się przyjemnie, czasami ciężko z uwagi na stylistykę językową tamtych czasów, którą autorzy starali się wiernie przedstawić.
Dobry tytuł, pod 500 stron ponownie.

#24 Jedna przegrana bitwa
Marcin Wolski
Wolski, Wolski… to nazwisko mi jakoś chodziło po głowie, kiedy niosłem tą książkę do domu. Sprawdziłem, wszystko jasne – pisuarowiec, Rzeczowy, TVRepublika. Ale wziąłem.
Jak się okazało – znośne. Polska przewaliła bitwę warszawską (swoją drogą on podobno też napisał jakąś, że zwyciężamy w IIWŚ czy jakoś tak), więc Ruscy przewalają się po Europie. Rok 1968, Marcin Wolak, student na Uniwersytecie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Warszawie, szczerze wierzy w idee komunizmu. Jego poglądy zmieniają się jednak diametralnie, gdy otrzymuje zapiski prowadzone przez swego ojca - człowieka, którego nigdy bliżej nie poznał.

I tak dalej – historia miesza się z fabułą, w różnych proporcjach, jest miłość, zdrada, na końcu jakieś dwie atomowe?
Lubię fikcje czy mieszanki historyczne, ale zastanawiam się czy tak łatwo możemy wstawiać osoby i zdarzenia oraz konsekwencje tychże, które znamy w innych realiach? To nie zarzut do Wolskiego, także zwrócenie uwagi dla innych piszących „alternatywnie”.
Czy chciałbym przeczytać inne książki? Może, ale nie tak szybko. Co prawda prawicowość czy antykomunizm nie biją po oczach z tej książki (co się chwali), jednak jest tyle towaru zaległego…

#25 #26 Tajna sprawa
Tajemnice Los Angeles

James Ellroy
Tajną sprawę czyta się warto i sprawnie, może pomijając wątki erotyczne. Poszukiwanie zabójcy kobiet w pierwszej części jest spoko, druga natomiast zmienia się w jakąś chorą głęboko psychodelę.

Co do Tajemnic to… trochę wspomagałem się filmem, ale w końcu odpuściłem. Tak książka jest ciekawa i dobrze napisana, ale nie byłem w stanie ogarnąć wszystkich jej bohaterów. Więc może to bardziej moja wina niż autora. To chyba przytrafił mi się ten rzadki przypadek, gdy film hmmm nie jest lepszy od książki, ale podaje treści przystępniej.
Chociaż pewnie miłośnicy Ellroya się ze mną nie zgodzą.

#27 Antykwariusz
Aleksander Buszkow
Skusiłem się, bo mnie zaczarował ten bolszewicki pociąg wyładowany złotem. Przeczytałem od deski do deski, specyficzna tematyka, specyficzne podejście (Rosjanie i to raczej z obrzeży niż centrum) do całokształtu, czekam na ten pociąg a tam BANG!
Koniec tomu pierwszego. Co zabawne, na Merlinie np. wydali tom trzeci. Ale drugiego nikt nie widział Są podobnież na Allegro wszystkie, ale jakoś tak… mój błąd.
A szkoda, bo ciekawie napisane i właściwie chciałoby się poznać tajemnicę.

#28 Historyk
Elizabeth Kostova
Wielka księga, ponad 600 stron, wampiry i cała historia Draculi, prawdziwa i zmyślona + podróżnicze perypetie ala Indiana Jones, bo to i Ameryka i Francja i Turcja i Rumunia.
Napisane jednak tak strasznie, że właściwie gdyby nie moje ciepłe uczucie kierowane ku tej tematyce to porzuciłbym tytuł już dawno. Nie mniej chciałem dowiedzieć się jak to się skończy, na poważnie czy na śmieszno. Jak było – nie powiem, ale znam wiele innych ciekawszych pozycji wampirycznych. Szkoda czasu ostatecznie i dźwigania tej bryły.

#29 Kto w Polsce ma HIV?
Jakub Janiszewski
Właściwie za recenzję wystarczy wywiad z Kubą
http://tinyurl.com/ktowpolscemahiv
jest tam też fragment książki. Trochę włos się jeży na głowie, mimo że nie było to zamiarem autora. A ile jest jeszcze takich rzeczy, o których myślimy że nie ma, że opanowaliśmy, że jesteśmy bezpieczni i w dobrobycie?

#30 Gramy dalej
Alessandro Del Piero
Książkę obowiązkowo kupiłem po przetłumaczeniu jej z włoskiego na polski przez ludzi z JuvePoland. I chociaż mam sporo piłkarskich tytułów, parę nieprzeczytanych i wiele wstrzymanych przed zakupem – ciężko przy idolu wznieść się obiektywizm. A jest on taki, że w książce nie ma nic czego bym o ADP nie wiedział. Niczego nowego z życia piłkarza, sportowca, człowieka który zrealizował swoje marzenia.

Mógłbym powiedzieć, że to tytuł o niczym, ale – nie powiem. W końcu bohater, obiekt westchnień, autograf od niego mam, na żywo go widziałem… ale jak to bywa często – mało który zawodnik jest wybitnym materiałem na książkę, a z tego mało która książka bywa wybitna. Albo chociaż dobra.

#31 Sir Alex Ferguson. Futbol cholera jasna!
Patrick Barclay
A to z kolei tytuł godny polecenia hmm może nawet zwykłym czytelnikom, nie tylko fanom piłki. Przeczytałem gdzieś fajna opinię, że ta książka jest jak szkocka krata – jedne pasy to droga Sir AF to bycia bogiem i legendą, a drugie to epizody, że tak powiem – bardzo cienkie i mało święte.

Jednak moc tych pierwszych niszczy te drugie. A za przykład niech będzie anegdota odnosząca się do tytułu i do momentu, gdy zostaje podjęta decyzja o szlachectwie managera. 26 maja 1999 roku, Camp Nou, finał LM, Bayern do 91 minuty prowadzi 1:0, potem Sheringham, a minutę później ‘The Baby-faced Assassin’ Solskjær trafia na 1:2. Ferguson wrzeszczy i szaleje z okrzykiem Football, bloody hell!, co jest niejakim podsumowaniem całej dyscypliny
A loża VIPów podejmuje decyzję o staraniu się dla niego o „sera” przed imieniem, w końcu w jednym roku liga angielska, Puchar Anglii i taka Liga Mistrzów…

#32 Wrogowie. Historia FBI
Tim Weiner
Z góry powiem, że posiadłem obydwie jego książki wydane w Polsce. Co prawda CIA odłożyłem na bok, to po przeczytaniu FBI stwierdzam szczerze, że Pulitzer i National Book Award należą mu się jak nic.
O FBI parę razy już tutaj wspominałem, przez filmy, przez gangsterkę i tak dalej wciągnąłem się w mityczną wręcz postać J. Edgara Hoovera oraz organizację, którą stworzył. To co przeczytałem u Weinera otworzyło mi oczy i (z niejakim bólem) wymazało tą część, którą uważałem za najważniejszą, czyli sprawy gangstersko-kryminalne oraz heh X-files i łowy na Lectera.
Polecam tą recenzję
http://historia.org.pl/2012/12/18/wrogowie-historia-fbi-t-weiner-recenzja/
a od siebie dodam, że szokiem było ukazanie FBI jako agencji wywiadowczej. Z czasem inwigilującej na obczyźnie, ale większością swojej mocy skierowanej do wnętrza kraju. W którym, wbrew pozorom, realnych wrogów nie brakowało.

Oczywiście JEH tworzył na własne potrzeby przeciwników nie tyle nierealnych (bo oni fizycznie istnieli), ile hmmm o wątpliwym faktycznym zagrożeniu dla USA. Bo dobry Stanów Zjednoczonych było dla niego wartością nadrzędną nad wszystko inne.
Znając to, trochę mnie śmieszą dzisiejsze płacze na amerykańskie globalne podsłuchy, tortury w Polsce i tak dalej. Czy można poświęcić jednostkę, parę sztuk czy większą społeczność, jej prawa, obyczaje i wolności na rzecz większego całokształtu? Wiemy, że można i wiemy że robiono to na długo przed 11 września, Edgarem czy w ogóle powstaniem USA.

Książka jest wybitna, nie wiem czy nie najlepsza w tym roku. Chciałbym przeczytać nie tylko CIA, ale również (fajnie gdyby po polsku) „Blank Check: The Pentagon`s Black Budget” – opowieść opartą o jego pulitzerowe felietony czy „Betrayal: The Story of Aldrich Ames, an American Spy”, uznaną przez The Wall Street Journal za najlepiej napisaną książkę o szpiegostwie w historii USA.

#33 Kapuściński non-fiction
Artur Domosławski
4 lata jakoś będą mijać od wydania tej książki, wokół której pamiętam burzę, ale jakoś że tak powiem – nie brałem w niej udziału. Dlaczego zdecydowałem się sięgnąć po ten tytuł? Bo usłyszałem, że ma on bana do 2017 roku. O co chodzi?

Tym razem wyjątkowo nie o kasę (bezpośrednio), ale o jak to tam się mówi – dobra osobiste. Wdowa po Kapuścińskim obraziła się za rozdziały o niej, życiu intymnym reportera oraz jego relacji z córką. Powiedziała, że książka może wychodzić, ale bez tego. Domosławski nie zgodził się i właściwie sprawa powinna wylądować w sądzie, ale tutaj stało się coś co podobno jest w środowisku rzadsze od jednorożca – wydawca, Świat Książki, zdradził swojego autora. Dogadał się za jego plecami z wdową, jego samego pozostawiając przed faktem dokonanym i na lodzie. W to oczywiście zamieszane są podobno jakieś zmiany w samym ŚK, ale…

No więc nie kupiłem jej, ale w obawie że i z bibliotek zniknie – wypożyczyłem. 600 stron, od deski do deski. Nie powiem o sobie, że byłem wielbicielem Kapuścińskiego, ale mnóstwo jego książek przeczytałem i podobały mi się.
Tymczasem po lekturze „non-fiction” naszły mnie poważne wątpliwości czy aby nie zostałem zrobiony w bambuko? Jak dla mnie, z definicji i przekonania, reportaż to relacja FAKTYCZNYCH wydarzeń, których świadkiem był autor i które przybliża czytelnikom. Jasne, że może to być z własną interpretacją i opinią. Ale te wydarzenia MUSIAŁY się REALNIE wydarzyć.

A wychodzi, że u Kapuścińskiego (nomen omen podobno niespełnionego pisarza, który nawet przy skreśleniu strony reporterskiej miał ból głowy i [aż ciężko uwierzyć] braki językowe) jest wiele ściemy. Kolorowania. Dodawania. I co zabawniejsze – taki „reportaż” wspiera np. Mario Vargas Llosa.
To ja nie rozumiem – albo gramy w piłkę nożną i rąk może używać tylko bramkarza, albo w piłkę ręczną i nóg tylko może używać dodatkowo. Albo rybka albo woda z akwarium.
Nie wiem czy coś takiego „niszczy polską szkołę reportażu”. Legendę jakąś Kapuścińskiego. Ale jak znowu spotkam Jacka Hugo-Badera to czy mam go spytać o uczciwą odpowiedź na pytanie „ściemnia Pan trochę przy tych cudownych reportażach o Rosji, czy nie?”.

Przed czymś takim postawił mnie Domosławski. Cała reszta, jakim człowiekiem był Kapuściński, w wielu momentach obrzydliwym wręcz, ale jako człowiek miał do tego prawo, do popełniania błędów i tak dalej – to mnie nie rusza. Nie wpływa na jego teksty.
Tak samo książka, gdzie przecież Domosławski znał i traktował Kapuścińskiego jak mistrza – to nie jest ściema, chęć wypromowania się na cudzym, za przeproszeniem dojebania zmarłemu ala katoprawicowi lustratorzy, cichcem chadzający do burdelu.

Każde postawione pytanie, każda wątpliwość jest uzasadniona pięcioma przykładami, zapytaniem innych osób, które znały reportera albo też były świadkiem tego co opisywał. Domosławski, mam wrażenie, nigdy nie miał zamiaru zniszczyć legendy, trochę pojechać sprejem po pomniku. Po prostu, uczciwie, parę rzeczy mu się nie zgadzało i tyle.
Ale żeby doszło do tego, że książka wejdzie na indeks czasowo zakazanych, bo wdowie wcale też nie przeszkadzają pytania, czy jej mąż oszukiwał/kolorował, ale dlatego że jest rozdział o kochankach chwilowych? O jakieś wielkiej miłości z warszawskiej Starówki? O tym, że córka miała go gdzieś, doiła kaskę, a potem po śmierci została pierwszą orędowniczką ojca i odbiera nagrody pośmiertne?

Coś tu znowu jest kłamstwem? Dramat. Jak nic utwierdziło mnie to w tym, że wszelkie dzieła po śmierci artysty powinny należeć do świata. Rodzinie, bez zapisu w testamencie – wara. Wara też od blokowania biografii, życiorysów i tak dalej. Chyba, że czarno na białym kłamliwych.
Cóż więcej dodać… może dobrze by było gdyby taki tekstów, uczciwych i głęboko sięgających, było więcej? Chociaż czy z drugiej strony lepiej nie wiedzieć? Sercu nie żal?

#34 Marzec’68
Piotr Osęka
Tutaj wyjątkowo posłużę się cudzą recenzją
http://www.konflikty.pl/a,753,Ksiazki,Marzec_%2768_-_Piotr_Oseka.html
ale nie widzę powodów by majstrować coś od siebie. Jeśli ktoś chce mieć małe kompendium tamtego strasznego okresu – niech przeczyta ten tytuł. I tyle.

#35 Marzenia i tajemnice
Danuta Wałęsa i Piotr Adamowicz
Pierwsze pytanie, które narzuciło mi się po istnym przemęczeniu tej książki – kto do… prezydentury elektryka składał/tworzył ten tekst? Ghostwriter na prochach? Piotr Adamowicz? Sama Danuta Wałęsowa?
To ostatnie odpada, bo ilekroć odsłuchuję sobie jej wywiady na temat tej książki – mówi jak normalny, biały człowiek, który ileś tam klas skończył, ale przygłupem nie jest. Tymczasem ilość powtórzeń, szyk zdania, cała ortogramatyczna paplanina no nie wiem – miał na celu pokazanie, że bohaterka to prosta kobieta? Ale nie chyba z językiem jaskiniowca.

Ubodło mnie to strasznie, gdyby nie chęć przeczytania i zaznajomienia z tematem – plułbym w brodę, że kupiłem to komuś w prezencie. Bo w treści książka jest całkowicie w porządku, a nawet mam wrażenie, że momentami jedzie po bandzie. Nie dlatego żeby Danuta Wałęsowa wygłaszała jakieś straszne tezy polityczne. Mówi po prostu o swoich odczuciach i są to słowa kobiety, dla której polityka, zwłaszcza ta opozycyjna i póżniej, była ideowa i uczciwa.
Nie dlatego, że niektórym osobom może się opinia o sobie nie spodobać. Ale zawsze to opinia poparta argumentem – jak, gdzie i dlaczego. Tak naprawdę banda to przedstawienie Lecha Wałęsy jako człowieka. W totalnym oddzieleniu od polityki. Jako mężczyzny, męża, ojca. Na początku ich wspólnej drogi, bardzo smutnej i biednej imo, aż po czasy dzisiejsze.

Nie wiem co Krystyna Janda wyciągnęła z tego tekstu na sztukę, rad bym się dowiedzieć chociaż z punktu widzenia dramatycznej ortogramatyki. Ale wiem, że Lech Wałęsa ma słuszne (i niesłuszne, bo przecież nie ma tam kłamstwa) dąsy względem małżonki. Parę razy wbiła mu szpileczkę, chociaż nie było to jej intencją.

W treści ten tytuł jest bardzo dobry, ukazuje kobietę w wielodzietnej rodzinie, w biedzie PRLu, dodatkowo jeszcze próbującą pojąć coś z polityki, która wciąga jej męża. Natomiast sposób napisania woła o pomstę do nieba. Nie Otake książke walczyłem, chciałoby się zakrzyknąć.

#36 Joyland
Stephen King
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/8569#575964

#37 Sezon burz
Andrzej Sapkowski
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/18728#579272

#38 Doktor Sen
Stephen King
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/8569#577821


Mniej niż w zeszłym roku, ale parę grubasów dorwałem. Niedługo jakieś podsumowanie.

podsumowując 2013

książkowo to...

Jak zwykle zaczniemy od Star Warsów. Jak zwykle dużo sobie obiecuję, książki nawet powoli gromadzę, ale... sił brak. Co prawda aktywnie zacząłem tamten rok, obiecywałem sobie całą erę Starej Republiki, zacząłem więc od Zaginionych Sithów i klops.
Potężny. Takiego bełkotu, w takiej tematyce - po prostu się nie spodziewałem. Oklapłem a zakupiony-rozchwytywany Plag... gdzieś tam leży.

Tak to wygląda, sorry.
A jak wygląda reszta?
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/16788#565165
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/16788#579333


Największe zaskoczenie 2013:
1. Kapuściński non-fiction (pozytywno-negatywne)
2. Marzenia i tajemnice (negatywne składniowo)
3. Sezon burz (pozytywne)

Największe rozczarowanie 2013:
1. Gra w czerwone
2. Tajemnice Los Angeles
3. Doktor Sen

Najgorsza książka 2013:
1. Trucizna
2. Historyk
3. Gra w czerwone

Najlepsza książka 2013:
1. Wrogowie. Historia FBI
2. Czarna wołga. Kryminalna historia PRL
3. Sezon burz


Książek mniej niż w zeszłym roku, ale zmarnowałem trochę czasu na SW. Czy wrócę znowu do niego? Nie wiem, zaczytywałem się w BHC, przerwałem, obiecuję sobie przejść większą część Gry i też nic z tego nie wychodzi.

Poza tym trafiło się parę grubasów, parę książek z 2013 przeszło na 2014... Tim Weiner chociażby. Drugi. Bo pierwszy zasługuje na zwycięstwo jak nic.
Czarna wołga, bo otwiera oczy na drugą stronę SB i polskie X-files a Sezon? Bo to po prostu dobry wiedźmin. Nie idealny, ale nie zawiódł. A mógł.

Najgorszy Wędrowycz, znaczy egzorcysta zawsze super, ale autor - nędza. Doktor Sen - za to co robiono ze lśnieniem/jasnością. Nawet jeśli zrobił to King.

Książki

-Sezon Burz Wiedźmin
Tu chyba nie będę się długo rozpisywał. Ten co czytał wie o co chodzi. Świetny powrót Sapkowskiego do Wiedźmina. Jedna z najlepszych książek ubiegłego roku. Było wszystko co najlepsze u Sapkowskiego: humor, przekleństwa, "epickość" i ... chędożenie. Tak jak w przypadku Trylogii Husyckiej szukałem jakiejś określonej fabuły, ale na szczęście w miarę szybko przypomniałem sobie, że tu nie oto w tym chodzi. Chodzi o satysfakcje z czytania, a nie szukania głównego celu książki. Kiedyś o tym zapomniałem. Rozdziały o tej dziewczynie z przyszłości nadają jeszcze głębszego sentymentu do przygód Wiedźmina. Wielkie uznanie dla Sapkowskiego za stworzenie takiego świata, które może konkurować z światem Martina, a nawet Tolkiena. Jedyny minus to za mało Jaskiera

Młodzi Rycerze Jedi
Jeszcze w podstawówce przeczytałem Akademię Ciemnej Strony, teraz zakupiłem całą serię. Można wypisać całą listę absurdów w tych książkach. Seria jest wręcz beznadziejna... Ale i tak będę ją miło wspominał. Zafascynowany światem Star Wars, Akademia była jedną z moich pierwszych książek. Absolutnie oddałem się duchowi przygód młodych rycerzy. Teraz, wiadomo starszy, patrzę inaczej na książki. Ale ze względu na sentyment Młodzi Rycerze Jedi zawsze pozostaną w moim sercu. Luźne, banalne historie dla dzieci w wieku podstawówki, które dla starszych fanów są absurdalne, a dla młodszych mogą stanowić furtkę do nowego świata. Nie żałuje, że przeczytałem. Mimo tych błędów logicznych, które można byłoby tak naprawdę wyeliminować, seria fajnie pokazuje młodych Solo, ich przygody i charakter.

Skok Millenium
Nie spodziewałem się, aż takiej dobrej pozycji. Książka jest świetna, żeby nie powiedzieć genialna. Choć jestem fanem SW i lubię czytać książki, książki SW często były trudniejszą lekturą, nie zawsze, ale często. Zdarzały się pozycje bardzo fajne, które zapamiętam na długo, ale pisane skomplikowanym językiem. Skok jest jednak ponad to, łatwy do czytania, a jednak fabuła świetna. Nie oglądałem tego filmu, Ocean’s Eleven, który podobno jest wzorem dla Skoku. Nie mogę się również zgodzić z recenzją LS o "Lando i Han Solo odgrywają główne role", wszyscy członkowie ekipy mieli równy podział. Każda postać miała wkład w tą książkę. Nie tylko dobrzy byli opisywani, ale również ci "źli". Fabuła książki była znakomita, trzymała w napięciu do samego końca, a koniec? Boski, nie mogłem wyjść z wrażenia przez kilka minut. Opisy akcji, wychodzenie z opresji bohaterów, wszystko opisane w łatwy, ale interesujący sposób. Szczerze? Ta książka dla mnie nie ma wad. Niektórzy zarzucą, że nie ma nic wspólnego z Uniwersum. I dobrze! W końcu coś innego, coś o wiele ciekawszego niż ciągłe wojny. Można rozpisać każdą kategorię, czy jest dobra czy nie. Ale tu wszystko jest dobre, dialogi, opisy, klimat, fabuła. Jedna z najlepszych książek Star Wars.

Trylogia Czarnego Maga
To teraz nie Star Warsy.
Książki przeleżały kilka dobrych lat na półce. Nie miałem siły do tak grubych tomów. Czekały, czekały, w końcu się doczekały. 3 książki = 6 dni. Nieprzespane noce (siedzenie do 2 po północy), ciągłe myślenie o bohaterach, totalne uzależnienie. Było warto. Żałuje, że tak późno się do niej zabrałem (a może i dobrze). Genialna seria. Na początku podświadomie porównywałem ją do wcześniej opisanej Trylogii o Magistrach, ale jednak to dwa różne światy. Kiedy to zrozumiałem, świat Trudi Canavan totalnie mnie pochłonął. Świetna historia, świetny świat. początek spoilera Bardzo dobrze opisane szkolenie Sonei, to chyba najlepiej zapamiętam, jej ciągła walka z Reginem była cudowna. koniec spoilera Trylogia, która zaczęła się niewinnie zamienia się w coś większego i poważniejszego niż tylko historia o Magach i ich ambicjach. Smuciło jednak, że to tylko trylogia, czułem niedosyt tego świata, można było naprawdę rozszerzyć tą historię...

...kiedy tu nagle dowiedziałem się, że to nie koniec. Trylogia Zdrajcy
Banan na twarzy. To nie koniec! Po raz kolejny wgłębiłem się w ten świat. Historia nie tak mroczna jak poprzednia, ale trzyma poziom. Głównie dzięki postaci Lorkina, który jest najciekawszy. Nie będę się tu długo rozpisywał, wszystko na tak samym wysokim poziomie jak u Czarnego Maga, coś czuje, że to jeszcze nie koniec. I bardzo dobrze, bo z takim rozległym światem i historią tego świata, można stworzyć drugą Grę o Tron.

Teraz w planach mam przeczytać serię X-wingi.

książki 2014 #1

Pora zacząć nową serię.

Pozycja #1 Długa Ziemia
Terry Pratchett, Stephen Baxter
Wg „Guardiana” ten literacki mariaż dwóch autorów to najlepsze, co mogło się zdarzyć ich fanom. Chyba że tak. Fanem Pratchetta nigdy nie byłem, część jego książek jest fajna, część nie, cześć całkowicie nieczytelna dla mnie.
Baxtera nie znam. Książka natomiast jest boleśnie nijaka, zresztą nie skończyłem jej, bo to produkt tego typu, że tylko autorzy wiedzą jak go sobie poukładać. Mnie się nie udało. Może też dlatego, że światy równoległe nigdy nie były moim konikiem, opornie szły jednym słowem.

#2 Ojciec Tadeusz Rydzyk. Imperator
Piotr Głuchowski, Jacek Hołub
Pierwsza reporterska biografa twórcy Radia Maryja. Kupione rodzinnie na prezent, ale przeczytałem z wypiekami na twarzy. Super napisana, OBIEKTYWNA bo prezentująca wyłącznie FAKTY, a jeśli gdzieś oceny autorów są to WYRAŹNIE zaznaczone.
Nie mówię tego po to, że nawet „wrogowie” tej strony uznają publikację za dobrą. Nie. Po prostu czasami dobrze jest odejść od ideologii na rzecz zdarzeń, które były i wyglądały jak wyglądały. Czyli faktów.

A fakty dla mnie są takie, że do momentu „urwania” się Rydzyka z pielgrzymki powrotnej do JP2 to był… w porządku człowiek. Normalny, uczciwy kapłan, jak chyba większość w czasach komuny. Potem jednak, wg niego samego po zobaczeniu pustych niemieckich kościołów, nastąpiła zmiana. Z początku dla wierzących i tych „darów bożych”, ale od tego – wiadomo, jak ktoś chce to niedaleko do polityki.
A Rydzyk chciał. I trzeba mu przyznać, że zmontować to wszystko co ma teraz od zera – w iście amerykańskim stylu. Chodzi mi oczywiście o selfmade-mana, nie o szczegóły. Ale im dalej tym większe szambo, więcej tajemnic, przemilczeń, półprawd + oczywiste czyste hejterstwo w stronę, w którą wskaże Dyrektor.

Najciekawsze z tego są dwie śmierci w jego otoczeniu – człowieka, który miał zeznawać w prokuraturze odnośnie kasy ze zbiórki na stocznię i w jeszcze jednej sprawie. Obydwaj mieli wypadki i zeszli. W książce nigdzie nie ma oskarżenia, że Rydzyk maczał w tym palce, ale jakoś tak dziwnie „zdarzenia losowe” grały na jego korzyść.
Naprawdę warto przeczytać. Świetna, rzetelna robota.

#3 Gajos
Elżbieta Baniewicz
Ach, gdyby nie obowiązki zawodowe to byłbym na spotkaniu, które zorganizowały biblioteki Targówka. Damn, ale może jeszcze się przydarzy.
Nie będę ukrywał, że Janusz Gajos to mistrz i jeden z najlepszych polskich aktorów. Książka świetnie przechodzi przez wszystkie jego role, w bardzo niewielkim stopniu powiela kwestie „4 pancernych”, na końcu zaś mamy cudne podsumowanie kariery.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to że jest to biografia zrobiona trochę… bałwochwalczo. Gajos to aktor wybitny, ale sorry – nie aż tak jak opisano. Poza tym autorka ma nieprzyjemną manierę interpretowania ról i w ogóle filmów/przedstawień wg własnego uznania, oceny. Stawia to trochę za fakt, a ja wiele jego kreacji odebrałem inaczej.
Do tego najciekawsze są krótkie fragmenty rozmów z Gajosem, których jest zdecydowanie za mało, a mogłyby zatrzeć ten lekki niesmak w ocenie.

Nie mniej jeśli ktoś szuka zebrania ról tego aktora w jednym tomie to warto się w pozycję zaopatrzyć.

#4 Niechętnie o sobie
Stanisław Mikulski + oprac. literackie Paweł Oksanowicz.
Jak już wpadnę w jakiś ciąg… cóż, ciągniemy biografie. Po Mikulskiego sięgnąłem żeby dowiedzieć się tak naprawdę z pierwszej ręki jakiś ciekawostek czy wspomnień i ocen tamtych czasów. Bo faktycznie „Kloss” zawsze jakoś unikał bycia celebrytą, zarówno wtedy, przed wymyśleniem tego określenia jak i później.

Faktycznie o „Stawce…” jest trochę więcej niż u Gajosa z czołgiem, ale też nie aż tak znowu wiele. Natomiast książka jest również rzetelnym podsumowaniem kariery aktorskiej, bardzo bogatej, choć może nie do końca pierwszoplanowej. Ale i tak zaskoczeniem może być dla wielu.
Dla mnie (a pewnie i dla wielu lublinian) taką informacją była przyjacielska, ale jednak rywalizacja dwóch panów M w teatrze im. Juliusza Osterwy. Mowa o Mikulskim i Janie Machulskim. Podobno zwłaszcza panie waliły na spektakle z ich udziałem i dochodziło nawet do bójek. A się wydaje, że teraz widownia teatralna zdziczała Nie bardziej zresztą niż artyści

Dobra książka, tym bardziej że jest napisana w formie pół-rozmowy, pół-spowiedzi Mikulskiego z Oksanowiczem. Stąd uniknęliśmy prywatnych wkrętów, jak to miało miejsce z Gajosem.

#5 Pod mocnym aniołem
Jerzy Pilch
Wypożyczyłem, bo zmusiłem się do pójścia do kina. Czego żałuję. I kasy za bilet i starcia zelówek w drodze do biblioteki.
To czy Pilch „wielkim pisarzem polskim jest” to hmmm mam zapewne za mało przeczytanych jego książek, by wdawać się w spór, ale przemyślenia czasów pijackich, na pół anegdotyczne, na pół żartobliwe, a gdzieś między tym bolesne i upadlające – nie przekonały mnie.
Z trudem przebrnąłem przez pozycję, nie wiem co lepsze, chociaż film zdaje się też nie mieć wiele wspólnego z książką. Ogólnie trzeba uważać z sięganiem po to samo, ale w różnych wydaniach.

#6 Pacyfik
Hugh Ambrose
Jakoś tak mam powrót do przeszłości, odświeżyłem sobie Kompanię Braci, a potem Pacyfik. A jako że książkę o 101st znam bardzo dobrze, to sięgnąłem po pozycję syna autora spadochroniarzy. Chyba jej tutaj nie opisywałem, nie pamiętałem zresztą czy czytałem w ogóle, czy wylądowała na półce w zapomnieniu.

Nie mnie trzyma ten sam wysoki poziom, historie zbudowane są na bazie poszczególnych realnych postaci tj. Austina „Shifty’ego” Shofnera, Eugene’a Sledge’a, Sidneya Phillipsa, Vernona Micheela i legendarnego marines - Johna Basilone.
Przedstawiają prawdziwe piekło, IIWŚ przy której Afryka i Europa to plac zabawa. Książka jest gruba, grubsza niż o 101st, ale nie mogłem się od niej oderwać. Serial oczywiście swoje zabiera i dodaje, ale i tak dzięki temu znowu będę grał Call of Duty: World At War, czy coś takiego. By dopełnić całokształtu.
Chociaż żadna gra nie odda tego co tam się działo. Nie ma takiej możliwości.

#7 Boardwalk Empire
Nelson Johnson
Posłużę się tytułem oryginalnym, chociaż polski, uważnie przeczytany hehehe uchroniłby niektórych przed możliwym rozczarowaniem.
Bo to jest książka o narodzinach, rozkwicie, korupcji i niejako upadku Atlantic City. To hmmm biografia miasta, nie książka o anegdotach i przypadkach mafijnych. Powiem szczerze, że mimo wszystko i ja oczekiwałem czegoś innego, ale trudno. W mojej biblioteczce pełno jest literatury o mafii i prohibicji, więc…

Natomiast jeśli ta książka zainspirowała twórców, zainspirowała do tego co widać w serialu to trzymajcie mnie – niewiele lepszych tytułów powieściowych doczekało się takiego przeniesienia na ekran, mały czy duży.
Tak czy siak BE warte jest przeczytania, a potem może sięgnięcia po inne pozycje, które przedstawiają rozkwit miast USA. Bo w tym dziwnym dość kraju, każde miasto to unikat. W europejskich krajach tak nie jest. No, może Włochy faktycznie wyróżniają się, reszta hmmm ma swoje detale. Ale prawdziwa różnorodność, oparta na fascynującej historii powstań i upadków – to metropolie amerykańskie.

Z pewnością chciałbym kiedyś przejść się słynną Promenadą, AC to jedno z miast na moim złotym szlaku marzeń podróży po Stanach. Oczywiście sztona wolałbym postawić w Vegas, ale tutaj też wiatr znad Oceanu pewnie przywiałby do mnie czar wspomnień.
Książka jest oryginalna, ale świetnie opracowana i idealnie pasuje do równiutko tkwiących na półce sezonach serialu.

Hiszpania w czasach Wizygotów - R. Collins

Książka Rogera Collinsa, o jednym z bardziej tajemniczych okresów historii półwyspu Iberyjskiego. Okresu między władzą Rzymian a Arabów. Pozycja ta, jest podzielona na dwie części. Pierwsza opisuje losy Wizygotów od ich podboju półwyspu, po klęskę z Arabami i Berberami. Druga odnosi się do społeczeństwa i kultury.

Przyznać trzeba, że najciekawiej opisana została część druga, niosąca zasób informacji, które nad Wisłę i Odrę nie docierały. Szczególnie ciekawe wiadomości dotyczyły miast i osiedli wiejskich, jak również statusu prawnego scalającej się nowej społeczności.

Książka Collinsa, będzie dobrą pozycją dla miłośników historii, pod warunkiem, że wcześniej nie spotkali się z Jerzym Strzelczykiem i jego dziełem Goci - rzeczywistość i legenda, która przytłacza opisem, analizą, jak i bogactwem cytowanych źródeł. Trzeba więc podejść do recenzowanej książki, jako uzupełnienia i pewnej syntezy, pozwalającej na sprawne wejście w tematykę problemu.

Kilka ostatnio przeczytanych

Udało mi się trafić ostatnio na kilka ciekawych książek, polecam przeczytać:

1. Peter Watts - Ślepowidzenie

Bardzo dobra książka SF, dotycząca pierwszego kontaktu z pozaziemską cywilizacją, chociaż przede wszystkim będąca analizą tego, co sprawia że jesteśmy ludźmi, naszego "człowieczeństwa". Może wydawać się trudna w odbiorze, ale warto sięgnąć i przebrnąć do końca, przedstawia ciekawe spojrzenie na ludzi, do tego sporo psychologicznych zagadnień. Ponura, przygnębiająca i dająca do myślenia, jak dla mnie - jedna z najlepszych książek jakie ostatnio czytałem.

2. Lavie Tidhar - Osama

Tytuł dość zwodniczy. Nie jest to książka o Bin Ladenie, terroryźmie, 11 września itd. Mamy tutaj coś w stylu alternatywnej rzeczywistości, w której nie ma terroryzmu, a tytułowy Osama i jego działalność są jedynie częścią tanich, sensacyjnych powieścideł tajemniczego autora. Bohaterem książki jest prywatny detektyw który dostaje zlecenie odszukania pisarza i wyjaśnienia tajemnicy którą kryje. Wszystko osadzone w bardzo klimatycznej atmosferze tanich, podejrzanych barów, pełnych niewyraźnych, rozmywających się cieni ludzi, oparów opium i rządowych agentów.

To co mnie w tej książce najbardziej urzekło to atmosfera. Początkowo świat jest dość wyraźny, dobrze nakreślony, wydaje się typowym kryminałem. W miarę postępu fabuły wszystko jednak staje się coraz bardziej rozmyte, nierzeczywiste. Na pewno nie każdemu książka przypadnie do gustu, w mój jednak trafiła idealnie.

3. Charles Bukowski - Szmira

Książka z dedykacją dla złego pisarstwa...
Zaczyna się (nie)typowo - niezbyt bystry, niezbyt uprzejmy detektyw, moczymorda, nieudacznik Belane, dostaje zlecenie od pięknej kobiety, Pani Śmierć. Ma znaleźć martwego pisarza, którego ostatnio widywano w pewnym antykwariacie, co daje początek grubszej aferze...

Powielająca wiele schematów kiepskich kryminałów, pełna absurdu, abstrakcji, wulgarna, a zarazem świetna, dowcipna i wypełniona trafnymi komentarzami na temat życia. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, szybko, ciekawa odskocznia od innych które ostatnio przeczytałem.

Obecnie męczę dalej Pieśń Lodu i Ognia, pierwszy tom Tańca ze smokami. Po bardzo dobrych trzech pierwszych częściach, Uczta trochę mnie wynudziła i jakoś straciłem zapał do dalszego czytania serii. Taniec wydaje się lepszy, ale niektóre wątki, z Daenerys i Ashą na czele, mocno przynudzają. Ale jakoś trzeba będzie dokończyć.

Re: Kilka ostatnio przeczytanych

lukaszzz napisał:
Udało mi się trafić ostatnio na kilka ciekawych książek, polecam przeczytać:

1. Peter Watts - Ślepowidzenie



-----------------------

Kozak. Kontynuacja w drodze !

Tom Rob Smith - Ofiara 44

-Tom Rob Smith - Ofiara 44

Na książkę trafiłem przypadkiem, czytając zapowiedź nakręconego na jej podstawie filmu z Tomem Hardym i Garym Oldmanem.

Historia dzieje się w powojennym ZSRR, w czasach stalinizmu. Wszechobecny terror, mordowanie niewinnych ludzi jako agentów zachodu, inwigilacja, ciągła groźba aresztowania pod byle powodem, bardzo gęsta atmosfera strachu. W Moskwie znalezione zostaje zmasakrowane ciało kilkuletniego chłopca. Ojciec - niski rangą pracownik służb bezpieczeństwa, wbrew doktrynie według której w idealnym komunistycznym społeczeństwie morderstwo i mordercy nie istnieją, twierdzi że jego syn został zamordowany. Jego przełożony dostaje zadanie wyciszenia sprawy - prośbą, groźbą, nie ma znaczenia - ważne żeby rodzina przyznała że dzieciak zginął przez własną nieostrożność pod kołami pociągu. Ten właśnie przełożony - wiernie służący MGB, wierzący w słuszność stosowania terroru i w oficjalną doktrynę państwa, z czasem odkrywa że to nie pierwszy tego typu "wypadek", a niemal identycznych spraw, z powtarzającymi się szczegółami, zatuszowano znacznie więcej.

Książka jest naprawdę porządnym kryminałem, czytając ją można odczuć atmosferę ciągłego zagrożenia i absurdu chorych czasów. Powieść jest luźno oparta na historii Rzeźnika z Rostowa, seryjnego mordercy z ZSRR. Wciąga, bywa zaskakująca, mimo że momentami jest - jak to w kryminałach - nieco schematycznie. Czekam na film, premiera niby w październiku, patrząc po obsadzie też zapowiada się ciekawie.

M. Malia - Sowiecka tragedia

Książka zachodniego sowietologa - Martina Mali - to dogłębna analiza historii ZSRR i samej utopijnej idei, jaką był socjalizm, a który wzrastał na rosyjskiej ziemi. Autor, wraz ze swoim studium, oprócz opisu wydarzeń, podejmuje się odpowiedzi na pytanie, dla czego eksperyment się nie udał. Nie ma tu jednak emocjonalnego tonu, lecz chłodny, naukowy, analityczny język, który pozwala na spokojnie przyswoić poruszaną problematykę, ze szczególnym uwzględnieniem ekonomii i zapatrywań społeczno - politycznych.

Przyznać muszę, że Sowiecka tragedia, to pozycja nie dla wszystkich, pomimo tego, iż jest adresowana do szerszego grona czytelników. Dotyczy to szczególnie pierwszych rozdziałów, które opisują narodziny idei. Tu trzeba być oblatanym, z historii XIX w, i pojmować zachodzące przemiany społeczne, kulturowe i gospodarcze tego stulecia. Jednakże kto poświęci czas na lekturę, nie będzie żałował. Książka ta, pomaga zrozumieć dzisiejszą Rosję, tę samą która kilkanaście dni temu wchłonęła Krym...W końcu Putin i duża część Rosjan urodziła się i wychowała w kraju, którego dzisiaj już nie ma.

Na duży plus poczytuję również bogatą bibliografię, rozbitą na poszczególne rozdziały.

B. Wołoszański - Sensacje XX w. Po II wojnie światowej

Książka, którą dostałem pod choinkę w latach 90-tych ubiegłego wieku, a poprzez lenistwo i zbieg okoliczności, dokończyłem czytać dopiero teraz.

Pozycja ta, zasługuje na szczególne wyróżnienie, ze względu na omawiany okres, który często stoi w cieniu lat 1939 - 1945. Obok "spektakularnych" wydarzeń, takich jak wojna w Korei, kryzys kubański, czy temat rozwoju broni nuklearnej, możemy zapoznać się z problemem OAS i stosunku części generalicji francuskiej do niepodległości Algierii. Tematy ważne, niemniej ciekawe niż lata II WŚ.

Dodatkowo, na końcu umieszczono biogramy głównych bohaterów, a także materiały źródłowe, z takich wydarzeń jak referat Chruszczowa rozliczający okres stalinizmu.

Polecam, chociaż w dobie nowych źródeł, które do nas docierają, książka ta, jest dziś nieco "archaiczna".

BW

Moje inicjały i te książki i te programy... chciałem dzięki nim zostać historykiem, wciągnąłem się w IIWŚ, zostało mi to do dziś, chociaż "życie" (heh) pokierowało inaczej.

Co do archaiczności to może się tak wydawać, ale i tak to jest niezły podkład do pogłębienia poszczególnych tematów.

Ale miło było kiedyś porozmawiać dłużej na temat historii, dlaczego i co TVPshit zrobiła z jego programami i w ogóle dostać osobistą dedykację...

Re: BW

Lord Bart napisał:
Co do archaiczności to może się tak wydawać, ale i tak to jest niezły podkład do pogłębienia poszczególnych tematów.
-----------------------

Ta dezaktualizacja pozycji, jest przeze mnie określona trochę na wyrost, a de facto jest to nie do końca rozwinięta myśl. Chodziło mi bowiem o fakty historyczne związane z ZSRR. Dzisiaj bowiem, w zależności od publikacji, bazujących na dostępnych materiałach źródłowych z rosyjskich archiwów, nasza wiedza jest w miarę czasu powiększana. Oczywiście, na dzień dzisiejszy, po erze jelcynowskiej, dostęp jest "nieco" przyblokowany.

Książki

Coś się tam przeczytało, choć dużo lektur w liceum więc nie przeczytałem wszystkiego co chciałem.

Uczennica Maga - prequel do Trylogii Czarnego Maga. Kiedyś miałem dylemat, zacząć czytać właśnie od prequela, który wprowadza do świata, czy już od trylogii. Zacząłem od trylogii, którą kiedyś już oceniłem. Teraz przyszedł czas na Uczennicę. Ciężko ją jednoznacznie ocenić, lekki dylemat, strasznie nierówna. Fajnie się odkrywa nawiązania do trylogii, świetne pokazanie tak ważnego wydarzenia jak wojna z Sachaką, wyłapywanie smaczków z późniejszych tomów dało mi dużo frajdy. Więc jeżeli chodzi o same przedstawienie wojny, jej przyczyny i skutki to wielki plus. Dalej niestety już słabiej. Relacja Tessii i Jayana zupełnie mi się nie spodobała. Początkowa niechęć Jayana szybko przemienia się w zakochanie, przez prawie całą książkę, widzimy jak Jayan chce się do niej zbliżyć, jest dla niej miły, pomaga w nauce magii. Tessiia jakby tego nie zauważała, wciąż mu nie ufa, choć nie ma do tego żadnych podstaw, jej przemyślenia dotyczące Jayana wyglądają mniej więcej "Pomagał jej, starał się, razem walczyli, ale wciąż mu nie ufała". A pod koniec oczywiście i tak są razem. Kolejny minus to sposób ukazania Zdrajczyń. Ta Trudi Canavan tym razem przegięła, powstanie Zdrajczyń było żenujące i beznadziejne. Grupa kobiet, niedocenianych przez mężczyzn (wiele brzydkich kobiet- feministki ) decyduje się założyć własne państwo, gdzie to kobiety będą rządzić. To po prostu było śmieszne, wiedziałem, z Trylogii Zdrajcy, że mężczyźni nie mieli tak wysokiej rangi, ale nie spodziewałem się, że Zdrajczynie praktycznie nie uwzględnią płci męskiej. Trudi się pogubiła, o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby powstanie grupy anty-niewolniczej, gdzie takie same role mieli i mężczyźni i kobiety, gdzie przede wszystkim liczyła się wolność wszystkich ludzi, niż powstanie śmiesznych feministek. Reasumując: bohaterowie i relacje między nimi nie podobały mi się, tylko jedna postać przypadła mi do gustu - Narvelan, powstanie Zdrajczyń jako same pokazanie jak zaczęły funkcjonować słabe, na plus pokazanie samej historii, jak to kiedyś było, wojna Kyralii z Sachaką, powstanie pustyni, Szalony Imperator itp. Książka w kij, ujdzie.

Rycerz Siedmiu Królestw- jedynie Pan Martin umie przez pióro powodować wrażenie, że wcale nie nie czytam a oglądam świetny film. Nawet u takiego znakomitego pisarza Tolkiena musiałem wysilać swoją wyobraźnię, tutaj jest inaczej. Lekkość prowadzenia akcji, łatwość czytania, powoduje, że czuję się jakbym był w kinie i oglądał świetny film. Szkoda tylko, że ktoś tak zaspoilerował z tyłu okładki. Czekam na kolejne opowiadania, postać Duncana przypadła mi bardzo do gustu, z chęcią zobaczę jak on i Jajo sięgają po władzę i sławę. W dwóch pierwszych opowiadaniach może i nie było intryg znanych z PLiO, ale trzeci to już znany poziom. Jednak mi najbardziej przypadło do gustu 2 opowiadanie, konflikty mniej znanych władców, ich niby proste problemy i stare roszczenia były ciekawe. Sama historia buntu tego Daerona czy jak mu tam wspomniana w intrygujący sposób. Świetna książka.

Rozbite Imperium - Książe Cierni, Król Cierni - WOW! Genialna trylogia (no nie wyszła jeszcze 3 część, ale spodziewam się, że nie zawiedzie ) Jak rzadko czytam książki (no to chyba był mój 1 raz) gdzie głównym bohaterem jest morderca, gwałciciel, bandyta, ogólnie kawał skurwysyna. Jorg Ancrath ! Nie sposób go nie lubić Książki pisane z pierwszej osoby, jego przemyślenia, ambicje, świetne, po prostu świetne. W końcu bohater, który nie patrząc na nikogo uparcie prze do celu- zdobycia tronu i zostania jedynym Cesarzem. Dodatkowo akcja dzieje się na Ziemi po nieznanej katastrofie, kilka set, albo tysięcy lat po czasach współczesnych. To jednak nie jest ważne, bo wciąż utrzymany jest styl średniowiecza. Czyli palenie wiosek, turnieje rycerskie, oblężenia zamków. Jorg przewodzi grupie rzezimieszków, którzy robią co chcą. W końcu jednak odzywa się jego dziedzictwo i włącza się do "Gry o tron". Postać Jorga totalnie mną zawładnęła, dobrze, że to nie tylko prosty rzeźnik, ale to również wykształcony człowiek, wie o co toczy się stawka. Czekam z niecierpliwością na zwieńczenie tej znakomitej historii.

Czas na genialne Star Warsy

X-wingi : Eskadra Łotrów, Ryzyko Wedge`a, Pułapka Krytosa- ciężko za przyzwoitą cenę znaleźć Wojnę o Bactę Na razie więc krótko ocenię tą "trylogię". I to są Gwiezdne Wojny! Jak ktoś może mówić, że okres po ROTJ jest słaby? Herezja! Na razie jedne z najlepszych książek SW, na serio, a Pułapka Krytosa przeszła samą siebie. Rozprawa sądowa, spiski, walki powietrzne, gierki polityczne i Corran Horn! Najsłabsza była chyba 2 część, w pierwszej dużo bitew, które przypadły mi do gustu, Pułapka, geniusz sama w sobie, Ryzyko wcale nie było złe, tylko po prostu słabsze od pozostałych. Potrzeba mi jeszcze przeczytać Wojny o Bactę i wtedy będę mógł z cała stanowczością stwierdzić, że te 4 książki Stackpole`a są lepsze od np. Trylogii Bane`a. To nie tylko Jedi vs Sithowie, X-wingi prezentują zupełnie co innego. Jeżeli kogoś nudzą odwieczne wojny CSM vs LSM to musi sięgnąć po tą serię. Jedynym minusem jest słabe pokazanie relacji niektórych członków eskadry. Dajmy na to taka Rhysati (nawet nie wiem czy dobrze napisałem jej imię) albo Shiel. O nich coś wgl jest? Kilka zdań w książce, nie podobało mi się to. Choć zamiast tego mamy świetnego generała Ackbara, albo sprytnego Crackena. Jednak niedosyt pozostaje. Kiedy czytałem Komandosów Republiki/Imperium podobała mi się ta jedna wielka rodzina, ilość bohaterów, w końcu zaczęła przypominać telenowelę, ale wciąż fajnie jak jest tylu bohaterów. X-wingi są podobne choć może nie tak dramatyczne jak Komandosi Chodzi mi o mnogość postaci, bardzo fajna sprawa. Dodatkowo wspomniany już Corran, ziomek genialny, jednej z moich ulubionych bohaterów.

P.S I teraz odnośnie Wojny o Bactę czy ma ktoś może ją na komputerze? Kassila ? Bardzo ciężko dostać tą książkę, a cena 100 zł IMO to lekka przesada, jeżeli ktoś ma zapisaną ją na kompie albo coś to byłbym wdzięczny gdyby wysłał na maila. Również jeżeli ktoś byłby tak dobry to dałby radę napisać w skrócie przebieg tej książki? Kto zginął, mniej więcej w jaki sposób, jak się wszystko skończyło itp. Proszę bardzo. Na ossusie brak streszczenia, a na wookie nie czuję się na siłach, żeby wszystko zrozumieć, po prostu jak ktoś ma chęci i czas, to byłoby fajnie.

Metro, Vademecum, Trawka, Dziecko, Ruskie, Objawienie.

-SERIA METRO 2033

Metro 2033
Metro 2034

(Dmitrij Głuchowski)


Do Swiatła
W Mrok
Za Horyzont

(Andriej Diakow)

O serii założyłem temat i o wszystkich ksiąkach wypowiem się dość szczegółowo w tymże - także jakby kogoś interesowało to proszę bardzo :

http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/19114

_________________________________________


Vademecum Tłumacza Krzysztof Lipiński

Sięgnąłem z powodu rozpoczętych ze mnie studiów magisterskich (tak, tłumaczenia). Jeżeli komuś wydaje się że taka książka nie może być interesująca to podam jako dla zachęty jedną z ciekawostek z życia tłumacza, którą opisuje Lipiński :

Zadaniem tłumacza było przetłumaczenie modlitwy "Ojcze Nasz" na język Eskimosów. Padają tam słowa "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Połowa Eskimosów nie wie co to chleb, druga połowa traktuje to jako coś egzotycznego, więc zabrzmiało by jak dla nas "kawioru naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Cóż więc uczynił tłumacz ?

Transfer kulturowy. Zrobił z tego "Ryb naszych powszednich daj nam dzisiaj". Sens zachowany a i odniesienie religijne jest (Jezus mnożył chleb i ryby). Lubię takie ciekawostki, jeżeli ktoś też za nimi przepada to warto sięgnąć, nawet jeżeli ktoś nie studiuje anglistyki.

_____________________________________



W Wysokiej Trawie
Stephen King i Joe Hill

Więcej napiszę w temacie o Kingu jak już dokończę (zostało mi około 1/3) - powiem tylko że słucham polskiego audiobooka i jestem naprawdę fajny. Lektor ma kojący głos

_______________________________________


Dziecko Ciemności
Graham Masterton

Co do samego horroru i fabuły powiem tak - całkiem solidna rzecz, można sięgnąć.

Chciałem jednak powiedzieć o czymś innym - akcja książki osadzona jest ... w Warszawie lat 90.

I autor usilnie próbuje nam pokazać jak zna się na Polsce ... i przez to wszyscy noszą nazwiska takie jak Konopkicka, Piłsudski itp. Szczytem absurdu są dwaj gliniarze (ważne postaci), partnerzy o nazwiskach ...

... Rej i Matejko

Każdy polski dom ma a to zdjęcie domowników z Wałęsą, a to ikonę z Janem Pawłem II, a to obraz olejny przedstawiający Morskie Oko... trochę beka z tej wszechobecnej polskości. Doszedłem do wniosku że Polska u Mastertona jest bardziej polska ... niż Polska

Niemniej całkiem dobra rzecz dla fanów horroru

________________________________________

Woja Polsko-Ruska
Dorota Masłowska

Srednie toto. Swego czasu wywołało burzę (i książka i film) ale nie wiem czemu. Ani nie opisuje to Polski jakoś celnie, ani patologii ... Strumień myśli polskiego pato-drechola. Trochę wydumany i wymuszony. W zasadzie odłożyłbym gdyby nie to ... że książka ma trochę ponad 100 stron.

___________________________________________

Gwiezdne Wojny : Dziedzictwo Mocy 8 : Objawienie
Karen Traviss

Szerzej wypowiedziałem się na moim blogu o Expanded Universe - po angielsku, ale jeżeli nie jest to przeszkodą to zapraszam :

I am finishing reading Legacy of the Force (yeah, I know it ended 5 years ago ) currently I am on Revelation by Karen Traviss.

And I must say ... I enjoy it very much. Like every book written by her. I know that many of you hate Karen`s work but I like her style. I`ve read Bloodlines, Sacrifice, Revelation, first 2 books of Republic Commando series ... and even The Clone Wars novelization by her and all of them were great. (Yes, even the last one was quite good)

Yes, there`a a criticism, mostly about her obsession with Mandalorians/Troopes/Warrior`s lifestyle and mixing it with soap-opera-like family connections, but who cares ?

Should we hate Traviss because she made Boba Fett a family man and a leader ? No. Boba Fett is not a mysterious man anymore. Not after Episode II premiered. He had his "mysterious" moments in OT and EU, but Lucas decided to reveal his roots. And other EU writers showed his family even before Karen - I think that she made his story even more interesting right now - he is old, he is dying and he wants to leave some kind of legacy behind.

Plus, plot about him training Solo`s daughter is kinda epic.

And we should remember - these "soap-opera-like family connections" I mentioned were part of EU before Karen - so should we criticise her so much because of them ?

She writes great books, and I don`t mind her obsession with soldiers - her departure was a loss for Expanded Universe ...

W skrócie : jedna z najlepszych pisarek SW pokazała co potrafi Super rzecz.

PS : Strona 223 - najlepszy character development Luke`a Skywalkera w całym EU ? O sorry - w całym Star Wars Legends.

_________________________________________

Co dalej ?

Cóż, czas dokończyć Dziedzictwo Mocy, czas zabrać się za Hyperiona oraz ... Sezon Burz No i po raz drugi czytam sobie Drogę Mccarthy`ego. Myślę też o Amerykańskich Bogach Neila Gainmana.

Re: Metro, Vademecum, Trawka, Dziecko, Ruskie, Objawienie.

Matek napisał:
Vademecum Tłumacza Krzysztof Lipiński

Sięgnąłem z powodu rozpoczętych ze mnie studiów magisterskich (tak, tłumaczenia). Jeżeli komuś wydaje się że taka książka nie może być interesująca to podam jako dla zachęty jedną z ciekawostek z życia tłumacza, którą opisuje Lipiński :

Zadaniem tłumacza było przetłumaczenie modlitwy "Ojcze Nasz" na język Eskimosów. Padają tam słowa "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Połowa Eskimosów nie wie co to chleb, druga połowa traktuje to jako coś egzotycznego, więc zabrzmiało by jak dla nas "kawioru naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Cóż więc uczynił tłumacz ?

Transfer kulturowy. Zrobił z tego "Ryb naszych powszednich daj nam dzisiaj". Sens zachowany a i odniesienie religijne jest (Jezus mnożył chleb i ryby). Lubię takie ciekawostki, jeżeli ktoś też za nimi przepada to warto sięgnąć, nawet jeżeli ktoś nie studiuje anglistyki.


-----------------------

Zabrzmiało ciekawie. Może kiedyś do niej zajrzę.

Tak offtopowo trochę, krótka historyjka
Jakiś czas temu byłam chora i zaczęłam czytać trylogię (przy czym w domu miałam tylko 1 i 3 tom), wysłałam więc po 2 moją lepszą połówkę. Wiedziałam, że w bibliotece są 2 wydania tej książki pod różnymi tytułami, "Przynieś którąkolwiek" powiedziałam. Zdziwiłam się jak dostałam obie. Kiedy spytałam po co mi oba wydania, zaproponował, żebym zajrzała do środa. On porównał pierwsze zdanie w obu i stwierdził, że sama musze wybrać. Różnice w tłumaczeniu były miażdżące. I nie chodzi o to, że coś zostało troszeczkę inaczej powiedziane. W jednym wydaniu były wywalone całe zdania, a w innych miejscach dodane absolutnie z sufitu (porównałam z oryginałem) inne. Tamten mniej wierny tłumacz zdecydowanie nie przejmował się żadnym vademecum Chyba próbował przepisać tę książkę po swojemu.

Re: Metro, Vademecum, Trawka, Dziecko, Ruskie, Objawienie.

Ależ nic w tym dziwnego. Osoba tłumacza jest równie ważna co pisarza ! Podczas transferu kulturowego jakiegoś dzieła nie wystarczy znajomość języka ... lekkość pióra, wiedza o przeróżnych aspektach życia, umiejętność znajdywania odpowiedników o właściwym wydźwięku ... Niby to wszystko było dla mnie jasne, ale dopiero gdy zacząłem się tym zajmować to zauważyłem jaki ogrom pracy stoi przed tłumaczem ...

BTW, aby tłumaczyć poezję to chyba najlepiej samemu być poetą ;o

Polskie s-f i nie tylko

Bezwstydnie wykorzystam fakt, że na blogu pisząc o dalszym ciągu walki ze spadkiem "czytelnictwa osobistego", napisałam kilka zdań o paru książkach:
/Forum/Temat/19210#588585

Z książek przeczytanych w 2013 r. do najciekawszych i zasługujących na wspomnienie należą (kolejność przypadkowa):

„Mars” Rafał Kosik
Znajomy pożyczył (albo raczej wcisnął z komentarzem „przeczytać koniecznie”) „Vertical” tego autora. Od razu wiedziałam, że na tym nie zakończę znajomości z panem Kosikiem. Szczęśliwie okazało się, że w domu na jednej z półek czeka „Mars” wygrany na jakimś konwencie. Spałaszowałam go z przyjemnością. Takie klasyczne s-f, zgrabnie napisane, dobrze się czytało. Bardzo podobało mi się w jaki sposób autor przedstawił kolonizację czerwonej planety, to jak opisywał techniczną stronę tego przedsięwzięcia, a także pozostałe jego aspekty (polityczne, społeczne). Fabuła znów obfitowała w ciekawe pomysły, zwroty akcji i zaskakujące odpowiedzi. Często łapałam się podczas lektury na myśli, że byłby z tego fajny film.
W porównaniu z „Verticalem”, który „zalatywał” fantasy i był bardziej nietypowy, „Marsowi” zdecydowanie bliżej do klasycznego science-fiction. Powiedziałabym, że ma też bardziej zwartą konstrukcję i po tej lekturze nie musiałam sobie fabuły rozrysowywać, żeby w pełni ją zrozumieć (choć w sumie to była pewna zaleta „Verticala”).

„Paradyzja” Janusz A. Zajdel
Książka „przez którą” zajdle są zajdlami. Jak ją czytałam to dwie myśli mnie nie opuszczały: „Matko, jaka ona nadal na czasie” i „Jakim cudem to w ogóle wydali w PRLu?” Książka została wydana w 1984 r. czyli dokładnie 30 lat temu, a mimo to pod pewnymi względami jest niesamowicie aktualna. Powiedziałabym, że w pewnych kwestiach bardziej odwzorowuje obecny świat niż nie tamten, w którym powstawała. Bardzo ciekawa wizja totalitarnej antyutopii, dobrze się ją czyta. Choć nie ma tam jakiejś wartkiej akcji, to jednak wciąga. Na plus działa też fakt, że choć powstała tak dawno, to sposób przedstawienia technicznej strony świata przyszłości nie wydaje się być archaiczny. Jedynie jakieś drobne elementy datują powieść (kasety magnetofonowe jako nośnik danych). Zdecydowanie świetna książka, godna polecenia.

„Cylinder van Troffa” Janusz A. Zajdel
Kolejna pozycja z polskiego s-f. Również bardzo dobrze mi się ją czytało. Ciekawa wizja przyszłości i podobnie jak w przypadku „Paradyzji” przeważnie nie czuć wieku książki. Bardzo podobał mi się opis miasta przyszłości, poza tym lubię historie, w których manipuluje się czasem. W porównaniu z „Paradyzją” jest tu więcej akcji, historia jest troszkę bardziej rozbudowana. Przypadły mi do gustu wspomnienia z kosmicznej podróży głównego bohatera i jego towarzyszy, szkoda, że stanowiły niewielki kawałek książki. Również bardzo dobra pozycja.

Jedyne czego żałuję, to że nie sięgnęłam po twórczość Zajdla wcześniej, choć jego książki leżały w moim domu praktycznie od zawsze. W tym roku planuję zapoznać się z kolejnymi tytułami.


„Trafny wybór” J.K. Rowling
Wokół tej książki było dużo szumu. Przede wszystkim zaś rodziła olbrzymie oczekiwania, zwłaszcza ze strony fanów sagi o małym czarodzieju. Sama byłam bardzo ciekawa pierwszej nowej powieści autorki Harry’ego Pottera, ale nie rzuciłam się na nią od razu. Kiedy zaczynałam czytać wiele już złego powiedziano na jej temat, emocje trochę opadły. Sama bardziej zagłębiłam się w recenzje już po lekturze. I nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że wiele zarzutów pod jej adresem wynika z faktu, że ludzie chyba spodziewali się jednak czegoś niczym historia młodego czarodzieja, a nie zapowiadanej powieści obyczajowej dla dorosłych. Wydaje mi się, że niektóre wymieniane „wady” nie byłyby takimi, gdyby nie świadomość, że książkę napisała Rowling, a nie ktoś inny. Przyznaję, że w pierwszej chwili ilość przekleństw, okrucieństwa i niesympatycznych postaci wywołała i u mnie jakiś drobny szok, pewną niechęć. Ale to wrażenie szybko minęło, ponieważ książka najnormalniej w świecie mnie wciągnęła. Myślę, że Rowling faktycznie starała się troszeczkę odciąć od swojego wizerunku, i może jednak za bardzo chciała podkreślić, że potrafi pisać też inaczej. To co chyba najbardziej przeszkadzało mi w tej powieści (ale nie oznacza, że uważam ten zabieg literacki za zły), był fakt, że autorka, która w swojej sadze o magicznym świecie potrafiła stworzyć tak wiele sympatycznych postaci, nagle zaludniła karty swojej powieści przede wszystkim jakimiś małostkowymi, wzbudzającymi wstręt i złość bohaterami. Powieść czytało mi się dobrze, była nieprzyjemna, ale wciągająca. Budziła przykre refleksje i poruszała trudne tematy. Ale na dobrą sprawę, IMO, podejmowała bardzo dużo wątków istotnych również w książkach o Harrym (o odpowiedzialności, osobach odrzuconych), tylko w mniej pokrzepiający sposób. Uważam, że Rowling po raz kolejny udowodniła, że jest dobrym obserwatorem. Ogólnie nie uważam tej książki za wybitną, ale jest dobra.



Z Gwiezdnymi Wojnami zdecydowanie cienko, zaliczyłam tylko „Mroczne gry” Reavesa i Bohnhoff. I niestety się rozczarowałam. Naprawdę liczyłam na coś ciekawego, podobała mi się idea. Sądziłam, że to będzie odejście od pewnych utartych schematów. Pierwszą połowę naprawdę fajnie się czytało, a potem się spierdzieliło i okazało się, że dostaliśmy to samo co zwykle.

M. Olędzki - Wojny markomańskie 162-185 n.e.

Książka z cyklu historyczne bitwy serii wydawniczej Bellona, opisuje jeden z najważniejszych konfliktów zbrojnych, jaki rozegrał się między Cesarstwem Rzymskim, a barbarzyńskimi plemionami z lewobrzeżnej części Dunaju. Chociaż Imperium uporało się finalnie z wrogiem, to nic już nie było takie same. Barbarzyńcy udowodnili, że z Rzymianami da się skutecznie walczyć, a Rzymianie, że pomimo masowej epidemii, walki na kilku frontach, są w stanie uporać się ze znaczącymi zagrożeniami.

Marek Olędzki świetnie poradził sobie z wyjaśnieniem spornych kwestii, o których nie wspominają historycy rzymscy, lub wspominają lakonicznie. Celem wyjaśnienia wielu niewiadomych, jako głównego narzędzia, używa archeologii. To sprawne posługiwanie się na przemian oboma źródłami, sprawia że książka ta dość łatwo i przystępnie tłumaczy zawiłości Wojen markomańskich.

Kto, oglądając pierwszą scenę w filmie Gladiator, pragnął zgłębić wiedzę na temat barbarzyńskich przeciwników Maximusa, powinien sięgnąć po tę pozycję. :]

książki 2014 #2

Z nadrabiania zaległości.

#8 Lisy pustyni
Paul Carell
Rzadko kiedy zdarzają się książki opisujące tzw. drugie strony konfliktu. Np. odnośnie IIWŚ mamy mnóstwo tytułów opisujących działania Amerykanów, Anglików, Rosjan, różnistej partyzantki itd. Ale jakoś (przynajmniej mnie) tak słabo jest trafić na pozycję dotyczącą tych "złych".
O Japończykach znajdziemy trochę (mówię oczywiście o polskim przekładzie), ale Niemcy? Wermacht? Trzecia Rzesza od środka?

A takim właśnie (i genialnym) tytułem są Lisy. Idzie zgodzić się z opisem, że jest to książka najlepiej opisująca walki niemieckiego Korpusu Afrykańskiego, później Armii Pancernej, dowodzonej przez feldmarszałka Rommla, jaka ukazał się w języku polskim. Omawia przebieg walk w Afryce Północnej od 31 marca 1941r. aż do kapitulacji w Tunisie 13 maja 1943r. Autor poświęcił wiele uwagi działaniom wywiadów obu stron, a także oddziałom specjalnym.

I to jest jeden z dwóch ogromnych plusów tytułu. Carell pisze przez większość czasu z punktu widzenia AK, ale jest to wszystko podtrzymane mocnym fundamentem relacji brytyjskich. Co ciekawsze, niemiecki POV nie jest wcale takim jakim mógłby się wydawać - zarozumiałym, pogardliwym, aryjskim dominowaniem.
Niemcy (również Włosi) i Brytyjczycy praktycznie niczym się nie różnią, nawet mundury z czasem wyglądają identycznie - to po prostu opis niesamowitego starcia dwóch nacji w wojnie tak odległej mentalnie od pierwszej światowej. Tam wszędzie okopy a tutaj bezlitosna płaszczyzna pustyni.

Drugim + są anegdoty. Opisy rzeczy, które działy się podczas całej tej afrykańskiej kampanii, wypełniłby 3 czy 4 seriale formatu Kompanii Braci. Geniusz Rommla (przed którym należy chylić czoła) to jedna sprawa, ale przypadki, komediowe sytuacje, finty w fincie - to był obraz codzienności tamtych rejonów.

Przykłady? Rozliczne pomyłki typu Rommel wjeżdża spokojnie do szpitala brytyjskiego, przepytuje rannych jak z ich perspektywy wyglądał bitwa po czym wyjeżdża nierozpoznany.
Mijające się na odległość rzutu granatu kolumny wojskowe, które potrafiły się przeciąć i jedni i drudzy myśleli, że to swoim. Ale za którymś razem dwie brytyjskie ciężarówki pełne zapasów dołączają do niemieckiej drużyny, dojeżdżają do bazy i... żołnierze Korpusu cieszą się z unikalnych brzoskwiń w puszkach, papierosów itd.
Niemiecki generał opierniczony przez szeregowca, wykonuje jego polecenia, ale potem wraca i domaga się udziału w łupach skoro "aktywnie" uczestniczył w walce.
Wzajemne podrzucanie sobie fałszywych planów i porzucanie prawdziwych zdobytych map.

To i wiele wiele innych z życia prostego żołnierze sprawia, że człowiek poniekąd zaczyna kibicować. Właśnie, komu? Afrika Korps?
Żeby o tym nie zapomnieć, że to ci źli, naziści i tak dalej - swoją rolę postanowił dodać tłumacz, niejaki Kazimierz Szarski.
Chciałem w tym momencie powiedzieć, że jego wtręty, pouczenia autora i bijące z każdego przypisu cebulactwo patrioty-idioty o mało co nie zepsuło mi przyjemności czytania.

Chyba pierwszy raz w swoim czytelniczym życiu spotkałem się z czymś takim. Jasne, Paul Carell w swoim życiorysie ma raczej brzydką szramę
http://en.wikipedia.org/wiki/Paul_Carell
współpracy z nazizmem i propagandą. Nie zmienia to faktu, że w żadnym momencie tej książki nie odczułem, że miałby ją napisać rozżalony upadkiem tysiącletniej Rzeszy faszysta.
Ba, można dam dostrzec stwierdzenia, że aż dziw bierze jak przy głupocie Hitlera Niemcom udało się aż tyle. Bo gdyby AK dostał ociupinkę więcej czołgów i dział, więcej paliwa to.... Rommel wygrałby w cuglach.
Poza tym Carell rozwiewa mit o włoskiej armii jako niezdyscyplinowanej, tchórzliwej i troszczącej się tylko o stan armijnych burdeli.

To naprawdę świetna pozycja i nawet tak mierny osobnik jak Szarski (w pewnym momencie zacząłem mieć wątpliwości co do uczciwości samego tłumaczenia) nie mógł jej zepsuć.

#9 Upiory
Jo Nesbo
Skandynawia, kryminały - wiadomo. Tyle że ja jakoś z cyklem o Harrym Hole`u się nie zetknąłem. Lubię ten gatunek, ale nie żeby pasjami i mieć oczy na nowości.

Więc jest to 9 książka z serii, ale napisana tak że każdy może wziąć ją do ręki bez znajomości poprzednich. I dobrze.
Historia wydaje się z początku banalna ot rynkiem narkotyków w Oslo rządzi tajemniczy Dubaj. Dochodzi do zabójstwa z rodzaju tych, które zasługują najwyżej na krótką notkę w gazecie: młody zdesperowany heroinista próbuje ukraść narkotyk drugiemu i zostaje zastrzelony. Policja błyskawicznie aresztuje domniemanego sprawcę. Harry Hole stara się doprowadzić do wznowienia policyjnego śledztwa w sprawie zabójstwa narkomana, ponieważ nie wierzy, by zbrodni dokonał aresztowany chłopak...

Potem zaczyna być tajemniczo, jeszcze bardziej tajemniczo, wypływają jedne i drugie brudne powiązania, w ogóle zaczyna być nieprzyjemnie, brutalnie, momentami dekadencko + seks - wiadomo, Skandynawia
Najciekawszym motywem są tutaj gwiazdy Arsenalu, dla niekumatych - takiego londyńskiego klubu piłkarskiego. O co chodzi? Przeczytajcie.

Książka ma parę fajnych zwrotów, są też rzeczy wybitnie naciągane, ale przecież nie zabijemy głównego bohatera, prawda? Czas pokazał, że... no właśnie

#10 Akwarium
Wiktor Suworow
Legendarny niejako tytuł, który wygrzebałem po obejrzeniu "Jacka Stronga" Pasikowskiego. Powieść sensacyjna oparta jest na wątkach autobiograficznych i opisuje kulisy pracy radzieckiego wywiadu GRU.
Autor przedstawia przebieg kariery bohatera powieści, Wiktora, w sowieckich służbach wywiadowczych. Wiktor – dowódca kompanii czołgów – zostaje zwerbowany do GRU przez podpułkownika Krawcowa. Przechodzi szkolenie w elitarnych jednostkach Specnazu, a następnie zostaje agentem operacyjnym, działającym za granicą jako przedstawiciel radzieckiej placówki dyplomatycznej.

Co by tu nie powiedzieć - obraz szpiegowskiej strony ZSRR jest hmmm przerażająco fascynujący. Nie będę się w to wdawał, nie mniej książka zaskoczyła mnie niesamowitym ukazaniem tego co można zrobić z człowiekiem, z człowiek, co w nim siedzi i jak wygląda psychologia w realizacji.
Po czymś takim człowiek zastanawia się czy faktycznie cudowni James Bond i Kapitan Ameryka z całą swoją technologią byliby w stanie wygrać z Rosją radziecką u szczytu swojej potęgi.

Jednocześnie jest to książka, w której świetnie opisano teoretycznie perfekcyjny system, prowadzący jednak nieuchronnie nie tylko do pożarcia własnego ogona, ale i reszty ciała. Bo skoro Oleg Pieńkowski spłonął to dlaczego Wiktor Suworow przeżył?
Naprawdę warto.

#11 Do przerwy 0:1
Adam Bahdaj
Nieuchronnie dostrzegając u siebie objawy starzenia się () siłą rzeczy zacząłem sięgać do ulubionych pozycji z dzieciństwa, szczeniackiego radosnego okresu. Jedną z takowych jest właśnie piłkarska powieść młodzieżowa, turniej dzikich drużyn, Polonia Warszawa hehehe wspomnienia.

Ciężko jakoś po latach odnieść się do tego, zupełnie inna perspektywa i doświadczenia są teraz ze mną, ale jakiś tam sentyment pozostał. Nadal dobrze się to czyta, jest warszawski klimat, rejony. Cieszę się, że znowu ją mam i to w HC. Jeszcze zabrać się za Samochodziki trzeba...

#12 Pluton wyrzutków
Sean Parnell, współpraca John R. Bruning
Parę już tu tytułów, dotyczących współczesnych wojen, opisywałem. Ale żaden, bądź nie pamiętam, nie wywarł na mnie tak mocnego wrażenia jak sytuacje opisywane przez Parnella.
Pluton to wspomnienia wojenne dowódcy plutonu "zielonych czaszek", jednego z najbardziej zasłużonych oddziałów wojny afgańskiej, który w 2006 roku był w sercu regularnej wojny z islamskimi rebeliantami przy granicy z Pakistanem.

Teoretycznie jest tu wszystko to samo co znamy - armia amerykańska jako korporacja, powiewające stars and stripes, żołnierze-indywidualiści ze wszystkich stanów, mega technologia i Humvee zabezpieczane własnymi kosztami a skoro Afganistan to górskie potyczki, partyzanckie numery i tak dalej.
Nie mniej opisane starcia, ich przebieg i wpływ na psyche po prostu - nie powiem, że poczułem się jakbym tam był. Nikt, kto naprawdę nie trafił w rejon walki, nie wie jak to jest. Ale po przeczytaniu książki, 440 papierowych stron, wyszedłem jak z mocnej gry video. W tym sensie, że słyszałem, widziałem a zmiany akcji wpłynęły na to, że to coś więcej niż gierka dla relaksu.

Rzeczy, który doświadczył Parnell są nie tylko niesamowite i wręcz niewiarygodnie, ale z maksymalną mocą FUBARności uderzają w brednie, które słyszymy z mediów i od polityków. I jednej i drugiej strony. W samym środku tego jest ktoś komu snajper (z koziej dupy, ale jednak) dwukrotnie ostrzeliwuje uda i to co (teoretycznie) męskie-najważniejsze, ktoś kto musi i chce dowodzić ludźmi, którzy stają mu się bliżsi niż rodzina, pomimo cieknącego z uszu płynu mózgowo-rdzeniowego, ktoś na kogo barki spada funkcjonowanie w świecie 540 stopni różnym nie tylko od jego rodzimego, ale też od tego co poznał na szkoleniu.

Naprawdę, na świecie dzieją się takie rzeczy, że potem marvelowskie nawalanki blockbusterowe wydają się dziecinadą. Są nią tak czy siak, to nie jest żadne porównanie, ale... tak książka naprawdę mocno pozytywnie odstaje od innych relacji wojaków made by USA.

Cóż

Przeczytałem ostatnio trylogię Zofii Kossak o krucjatach - Krzyżowcy, Król Trędowaty i Bez Oręża.

Akcja Krzyżowców rozgrywa się podczas pierwszej krucjaty. Jednymi z głównych bohaterów są polscy rycerze, bracia Strzegoniowie. Potem jednak schodzą na dalszy plan a "bohaterem" jest cała zbiorowość krzyżowców z kilkoma postaciami wiodącymi. Honor, miłość, ambicje polityczne, spojrzenie ze strony islamu, wszystko to splata się w ciekawą i zajmującą książkę i mimo języka (powieści napisano w latach 30-tych XX w. czyta się bardzo dobrze i szybko, ciężko się oderwać


Akcja "Króla Trędowatego" rozgrywa się 78 lat później. Treścią są dzieje utrzymania Jerozolimy przez chorego na trąd króla Baldwina IV. Mamy nawiązania do "Krzyżowców", choćby przez wspomnienia niektórych postaci czy zdarzeń. Powieść jest najkrótsza z całego cyklu ale nie znaczy że słaba.


W "Bez oręża" królestwo jerozolimskie właściwie już nie istnieje. Władcy muzułmańscy zostawili potomkom krzyżowców tylko małą część dawnych zdobyczy. Wkrótce wyrusza krucjata dzieci, mająca odzyskać Grób Święty. Niestety kończy się fiaskiem, co powoduje, że dorośli ponownie chwytają za broń i wyruszają na piątą z kolei wyprawę krzyżową. Tymczasem w Rzymie zjawia się grupa ubogich zakonników, którym przewodzi Franciszek z Asyżu.

Akcja rozgrywa się głównie w Egipcie. Dodatkowym wątkiem jest zakazana miłość rycerza Jana de Brienne, piastującego godność króla Jerozolimy i hrabiny Szampanii, Blanki.

Również czyta się łatwo i sprawnie, a największą sympatię wzbudza postać Franciszka.

Także cały cykl bardzo polecam miłośnikom powieści historycznych, zwłaszcza o krucjatach

...

Miała być przerwa od książek GW, ale jakoś tak wyszło, że nie mogłem się powstrzymać

X-wingi : Wojna o Bactę, Eskadra Widm, Żelazna Pięść, Rozkaz Solo, Zemsta Isard, Myśliwce Adumaru- po zakupie Wojny w końcu mogłem dokończyć całą serię. Istny rozpierdalacz. Dwaj świetni autorzy, świetne historie i bohaterzy.

Widać jednak różnicę między Allstonem a Stackpolem. Ten pierwszy lepiej opisywał postaci, ich historię, rozwój, charakter. Stackpole za to zaskakiwał wartką, szybką akcją i doskonałymi opisami bitew. Każda książka ma własną historię.

Wojna o Bactę była jedną z najlepszych książek SW, świetnie opisany konflikt, no i oczywiście Corran. Eskadra Widm wprowadziła nowych bohaterów, było więcej humoru. Jednak moim zdaniem nie była genialna. Na początku dużą rolę odgrywał Kell, potem jego rolę przejął Buźka. A szkoda. Miałem nadzieję, że Allston w przeciwieństwie do Stackpole`a nie ograniczy się do jednego, dwóch bohaterów, a zajmie się każdym z osobna. Nie mogę jednak nie przyznać, że Buźka to postać zajebista, a wraz z Phananem tworzą świetny duet.

Żelazna Pieść za sprawą naprawdę świetnego opisania śmierci jednego z bohaterów dostała ode mnie notę 10/10.

Rozkaz Solo jak i Zemsta Isard były już słabsze. Szczególnie ta druga. U Stackpole`a bardzo nudne są początki, potem idzie już bardzo dobrze. Znów Corran pokazał swoją ważną rolę w EU.

Myśliwce Adumaru Nie najlepsza książka z serii, ale dzięki intrydze, opisaniu nowego świata i dużej ilości humoru zostanie przeze ze mnie zapamiętana na bardzo długo.

Reasumując widać różnicę między piórem Allstona a Stackpole`a. Każdy stworzył dwie inne historię, które jednak łączą się w jedność. Stackpole stworzył Corrana, Isard i świetną wojną, z wieloma bitwami, Allston dał nam książki przesiąknięte dużą ilością szybkiej akcji, humoru i wykreował wielu bohaterów. Ciężko ocenić, która książka wypadała najlepiej. Wszystkie są wyjątkowe.

Ostatni Jedi - Od razu ocenię 10/10. Książka ta pokazuje jak wielkim światem jest SW. Podróżowanie Jaxa z jednej planety na drugą, poznawanie nowych postaci... WOW, ta książka jest genialna. Kwintesencja SW. Książka dzięki, której zwiedzamy różne planety, gdzie spotykamy starych, a poznajemy nowych bohaterów. Sam Jax i I-5 to świetna para. Autorom udało się oddać charyzmę Vadera. W każdej scenie gdzie się pojawiał czułem, że ktoś z moich lubianych bohaterów może pożeganć się z życiem. Naprawdę nieźle opisany. Można rozdrobnić książkę na każdy element. Toprawa, Imperialne Centrum, Mandalora... itp. Nie mam zamiaru tego robić, książka z świetną historią, która dostarczyła mi mnóstwo frajdy. I tyle.

Ręka Sprawiedliwości- lubię chwalić książki, wymieniać pozytywy. Tutaj będzie inaczej. Książka solidna, czytało mi się ją w miarę szybką, historia ciekawa. Jednak są minusy. Za mało LaRone`a i byłych szturmowców. Za mało rozmów, opisania relacji między nimi. Za dużo Mary, której wątek mnie nudził. Nie potrzebny wątek Lei i za długa walka w tych tunelach. Postać Luke`a również bez emocji. Słabe opisywanie strzelanek. Wciąż "pluli ogniem", po prostu nie przekonała mnie bitwa w knajpie. Mimo wad, książka jest niezła, ogólna fabuła była intrygująca, a dzięki Thrawnowi i Pelleanowi czytało się jeszcze lepiej. Z chęcią przeczytałbym kolejną książkę Zahna, gdzie ważną rolę odgrywali by szturmowcy.

Czarny Lord- Narodziny Dartha Vadera- oczekiwania miałem wysokie. Książka z recenzji bastionowych chwalona i lubiana. Za wysoko podnieśliście poprzeczkę . Nie jest to książka do której kiedyś bym wrócił. Jest świetna, ale nie genialna. A spodziewałem się geniuszu po Luceno. Tak bardzo chwalone sceny z Vaderem, nie były dla mnie bardzo dobre. Po prostu Vader skracał ostatnie wydarzenia, z własnego punktu widzenia. Nie był to jakiś szał. Słabe opisanie Jedi. Do Shryne`a się przywiązałem, choć przydałby się powrót do jego przeszłości, jakieś rozdziały, kiedy jeszcze się kształcił na Jedi, albo momenty śmierci jego padawanów. Ale ogólnie Luceno stworzył więź między mną a Roanem. Gorzej z resztą Jedi. Startsone? Kto to k***, kurde jest? Zero emocji. Mogła by zginąć od razu, w środku, pod koniec, i tak by mnie to nie ruszyło. Dodatkowo tak bardzo absurdalna decyzja podróży na Kashyyyk, Luceno mógł podać lepszy motyw podróżny na tą planetę. Jakim debilem trzeba być by oddać całą władzę podejmowania decyzji padawance i wyruszyć na planetę gdzie było 3 Mistrzów Jedi! Trzech Wielkich Jedi! To logiczne, że dla Imperium Kashyyyk musi być pod nadzorem. Wymagania miałem większe. Jednak rozdziały z Sidiousem... ach! To właśnie było najlepsze, genialne, fenomenalne Dopełnienie Zemsty Sithów, poprzez wytłumaczenie pogrzebu Padme, opisanie funkcjonowania stroju Vadera i wpływu jego na Moc, dodanie takich smaczków jak Armand Isard... To było to. Do tego jeszcze Obi-Wan. Książka nie wątpliwie ważna dla starego EU.

Maladie i inne opowiadania- zbiór opowiadań, starego znajomego, Sapkowskiego. Jedne opowiadania dobre inne wręcz przeciwnie. Nie mogłem ukończyć "Muzykantów", byli tragiczni, "Tandarei" również słabe, choć przeczytałem. "Zdarzenie w Mischief Creek" zakończyło się inaczej niż oczekiwałem. Spodziewałem się wielkiego rozpierdolu pod koniec i zwycięstwa "tych dobrych". Jednak reszta opowiadań była na naprawdę wysokim poziomie. "Droga, z której się nie wraca" fajne, luźne opowiadanie w realiach średniowiecza. "W leju po bombie" specyficzne. "Coś się kończy...." heh, Wiedźmin, nic więcej. "Bitewny pył" dużo krwi, walki, fajne. "Złote popołudnie" inna wersja Alicji w Krainie Czarów. Wersja o wiele ciekawsza, to chyba było najlepsze opowiadanie ze wszystkich. "Spaniekreuz" fajne dzięki zakończeniu. No i "Maladie". Tristan i Izolda z innego punktu widzenia. Bardzo klimatyczne. Świetna książeczka z wieloma dobrymi historiami. Było warto czytać.


GONE Zniknęli- sześć grubych książek. Teoretycznie młodzieżówka. Myślałem o niewinnych przygodach, dzieci radzących sobie bez rodziców. To była RZEŹ. Grant bije na głowę innych autorów młodzieżówek, takich jak Flanagan albo Riordan. Nie wiem jak opisać tą serię, żeby nie przesłodzić za bardzo. Cóż to istny FENOMEN. Takiej historii się nie spodziewałem, nie mogłem spać przez nią. O co wgl w tym chodzi? Dzieci zamknięte w kopule odkrywają, że mają moce, telekineza, teleportacja itp. Niektórzy nie mają żadnych mocy. Na wskutek promieniowania powstają nowe, niebezpieczne mutacje. Brakuje jedzenia, wody. Dzieciaki zaczynają walczyć między sobą. Wojna. Wielu bohaterów, każdy inny. Naprawdę. Tu nie ma takiej samej postaci. "Wchodzimy do głowy" około dziesięciu dzieciakom (oczywiście z czasem dorastają, "ewoluują"), poznajemy całe ich życie, ich lęki, marzenia, plany. W tej serii nie ma miejsca na litość. Jeżeli ktoś myśli, że autor młodzieżówki nie opisze brutalnych scen, to się mocno zdziwi. Chciałbym powiedzieć więcej o tej historii, ale nie oddam całego geniuszu "GONE" więc po prostu radzę przeczytać. Każdemu. Jest i fantasy, i wątki romansu, i akcja. Wszystko co potrzebne do stworzenia wybitnego cyklu.

Drużyna: Niewolnicy z Socorro- przeczytałem ze względu na to, że przeczytałem poprzednie książki Flanagana więc i tą wypadałoby odkryć. No cóż, przeczytałem w dwa dni, nie było momentów nudy. Ale i tak nie powstrzymam się przed stwierdzeniem : Ta książka to dno, skok na kasę . Nic nie wprowadziła nowego. Kolejna przygoda, zakończona początek spoilera sukcesem, bez strat oczywiście koniec spoilera . Zupełnie nie rozumiem po co pojawił się tu Gilan, jego rola bez sensu. Autorowi nie można przyznać, że słabo opisuje akcję, sceny walki i rozmowy towarzyszy. Humor w książkach Flanagana pojawiał się i wciąż się pojawia. To plus. I tak przeczytam kolejną Drużynę, mam nadzieję, że dojdzie do spotkania Czapli z Halem i Willem. Książka naciągana, z wieloma wadami. Acz dała mi wytchnienie od SW, wróciłem do podstawówki/gimnazjum kiedy to czytałem świetnych Zwiadowców. Nie było tak strasznie

Młody Samuraj: Krąg Wiatru- nie no znowu. Znów muszę chwalić książkę Z drugiej strony wiem co lubię, więc wybieram książki, które mnie satysfakcjonują. Młody Samuraj jak to Młody Samuraj znów był świetną, kolejną książką. Tym razem było mniej ninja i samurajów, a więcej piratów i klimatu z "Piraci Karaibów". Bardzo mi to odpowiadało. Jack i jego towarzysze jak zawsze świetnie się dopełniali, nowy wróg niezwykle złożony. Opisy walk jak zawsze u tego autora na wysokim poziomie. Nie mogę się doczekać finału tej historii. Kiedyś mam nadzieję wrócić do całej serii, bo Bradford pokazuje nam swoją wielką wiedzę o znajomości Japonii. Ja czytam dla samej frajdy, ale z tych książek można dużo dowiedzieć się o dawnej Japonii, kulturze samurajów, ninja, i stylu myślenia tych ludzi. Kocham tę serię




Teraz mam zamiar przeczytać "Królotwórca Królobójca", "Kroniki Czarnej Kompanii" i "Próba Krwi i Stali".

książki 2014 #3

Ach te Indie Tyle odkrywam do grania a książek zalega na półkach... ale czyścimy.

#13 Zasługa nocy
Mateusz M. Lemberg
Świeżutki polski kryminalny debiutant a w środku grupa policjantów, ale nie lans-bans-Miami, ale zwykli-niezwykli ludzie z problemami, którzy muszą zmierzyć się z tajemniczą serią zbrodni a i tak nie jest to clue sprawy.

Przyjemnie się czytało, szybko, znowu Warszawa więc mogę sobie prześledzić ulice i korki, ale hmmm mam wrażenie, że to już wszystko było. Nawet główny komisarz z "głosami" w głowie został przerzucony na zapowiedziany kolejny tytuł tj. "Patrona".
Najlepszy debiut kryminalny ostatnich lat? Wątpię.

#14 Śledztwo w sprawie szatana
Marco Tosatti
Czyli rozmowy autora z włoskim (podobno najsłynniejszym na świecie, z pewnością najbardziej zarobionym) egzorcystą Gabriele Amorthem, psychiatrą współpracującym z egzorcystami Simone Morabito i socjologiem religii itp. Massimo Introvigne.

Książka ma oczywiście przypisy typu kontrowersyjna, wstrząsająca i temu podobne, jak z okładki Faktoidu trochę. Nie mniej zgarnąłem ją z półki licząc na coś ciekawego. I faktycznie, już w pierwszych zdaniach wybitny egzorcysta podważył wszechmądrość i wiedzę Boga, stwierdzając, że szatan i upadłe anioły (czyli czyste zło) to wypadek przy pracy, bo Najwyższy nie przewidział jego powstania. Zabawne, wiedział i wie wszystko...

Ale nie piszę tego żeby bawić się w inkwizytora, szukać dziury w całym. Książka jest faktycznie interesująca w momentach kiedy poruszamy się na płaszczyźnie religii, wierzeń, dogmatów. Natomiast kiedy schodzimy na bardziej "ziemski" pułap, kiedy Amorth przedstawia grafik egzorcyzmów wypełniony na 2-3 lata naprzód... eeee ciężko oderwać się od jarmarczności całego przedsięwzięcia.

Nie chcę się zagłębiać w całą tą ideę, na którą przecież patrzę ze swojego punktu widzenia, nie chcę wnikać czy siła 5 mężczyzn u małej dziewczynki, mówienie wszystkimi językami i wypluwanie autentycznych gwoździ, których się nie połknęło to hmmm "faktycznie fakt" i zatem skoro działa i istnieje taka siła ergo musi istnieć ta druga a zatem to prawda, że nie małpa i meteoryt, ale boski plan itd.

Nie chcę w to wchodzić jedno co naprawdę bije z tej książki to zagubienie się wszystkich. I tych wierzących i tych nie, w to co wierzą, w to co nie, ogólne wymieszanie i tylko nielicznym zależy. Chociaż też nie wiadomo na czym. Wiara, kościół jako instytucja i życie rozjechały się bardzo i nikomu nie zależy by było to jako tako spójne.

A szatan? No właśnie. Dziwna książka, pewnie utwierdzi i przekonanych i nie w ich własnych opiniach.

#15 Masa o kobietach polskiej mafii
Artur Górski
Właściwie moje rozważania i opinie na temat tej książki (książki... 200 stron dużą czcionką...) idealnie pasują do audycji, którą jak ktoś chce to może odsłuchać sobie tutaj
http://audycje.tokfm.pl/audycja/105
6 zakładka z dnia 2014-03-21 22:00. Bo teraz nie można podawać ich linku bezpośredniego.

Hanna Zielińska poddając w wątpliwość ideę i sposób pisania tegoż praktycznie niszczy w zarodku większą ideę, która pojawiła się w głowie Górskiego? Masy? Obydwu?
Po co o tym wszystkim pisać? Jasne, świat mafii i przestępcy tak czy siak fascynują, w pewnym sensie, ale w całej pruszkowsko-wołomińskiej dekadzie mało jest (jeśli w ogóle) zdarzeń nadających się na książkę inną niż przerobione już tematy jak Alfabet Mafii itp.

To że Górski "zatrudnił" Masę jako felietonistę Focusa Śledczego to pominę i tylko pokręcę głową z politowaniem. Ale nie bardzo rozumiem ideę kreowania kogoś takiego jak Jarosław Sokołowski na hmmm pewnego rodzaju bohater popkultury, względnie literatury.

Zwłaszcza tak jak w rozdziale "Zamiast prologu", że niby to autor, Masa i jego znajomi "z tamtych lat" siedzą sobie na podpruszkowskiej działce i nawijają do dyktafonu.
Licentia poetica czy prawda? Bo na serio, nawet w Polsce, jak to ujął Kosior w Symetrii za dawanie na psy od razu ... w dupę. A Masa właśnie jest kimś takim, człowiekiem który nie tylko uniknął śmierci z rąk innych bandytów, ale i zasłużonej kary. Sypnął jak leci, dziś nadal bez skrępowania "strzela" wiedzą, już pominę ile lat Piotr Wróbel, oficer prowadzący Sokołowskiego i ten który mu tak naprawdę pomógł, wymiksowywał się z oskarżenia, że to on chodził na pasku Masy a nie odwrotnie.

Dlatego nie wierzę, że człowiek dożywotnio objęty programem ochrony, dostający kasę z budżetu państwa, siedzi sobie przy wódeczce i kiełbasce na pruszkowskiej działeczce i wspomina. Coś tu jest nie tak, wyjaśnienia Górskiego są za słabe a wszystko pachnie tanią sensacją i próbą wyhaczenia jak największej ilości gotówki. Bo faktycznie tytuł sprzedawał się imponująco.

Tyle że jest tutaj zbyt wiele (i tutaj akurat obrzydliwej) szarości i nie ma nic z poetyki "Ojca chrzestnego".

Aaa warto by wspomnieć o tych kobietach? Cóż, jeśli chociaż część jest prawdą to... p* nie mydło, nie wymydli się jak to mówią. Natomiast pomóc może. Wybitnie. Chociaż ja nadal wierzę, że nie zawsze, nie wszędzie i nie u każdej.

#16 Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił
Jennifer Teege & Nikola Sellmair

Tu krótko, jak jeden moment może zachwiać całym dotychczasowym życiem: Jennifer Teege, mając 38 lat, dowiedziała się, kim jest naprawdę. Przez przypadek (to jest jeden z najbardziej fascynujących momentów tego tytułu) znalazła w bibliotece książkę o swojej matce i dziadku Amonie Göcie. Miliony ludzi znają historię Götha. W „Liście Schindlera” Stevena Spielberga jest brutalnym komendantem obozu koncentracyjnego oraz kompanem „od kieliszka” i rywalem wybawcy Żydów Oskara Schindlera.

Teege postanawia zmierzyć się z przeszłością. Spotyka się z matką, której nie widziała od wielu lat, razem z dziennikarką Nikolą Sellmair bada historię swojej rodziny, odwiedza miejsca związane z tą przeszłością: wyjeżdża do Polski i raz jeszcze do Izraela. Krok po kroku, z przerażenia mrocznymi losami rodziny, tworzy historię własnego wyzwolenia.

Bardzo smutna książka. A życie (to banał, wiem) nadal pisze najlepsze(??), z pewnością najbardziej niesamowicie nie-realne scenariusze.

#17 Wszyscy ludzie prezydenta
Carl Bernstein & Bob Woodward
Chciałem zakończyć pewnego rodzaju klasyką, którą udało mi się przeczytać, po tylu latach od pierwszego zainteresowania się sprawą Watergate. A tak się pięknie złożyło, że środek czytania przypadł na ostatnią aferkę z taśmami od Wprostu.

I co by tu mądrego napisać? Przeczuwam, całkiem poważnie, że Sylwester Latkowski ma spore szanse na otrzymanie nagrody dziennikarza roku czy co tam się u nas przyznaje. Chociaż tak naprawdę zasługuje na Hienę. Bo mógł być wielki, mając taki materiał, przygotować się, przepytać wszystkich i wywiedzieć się do suchej nitki a potem opublikować, zadając jednocześnie pytania, na które odpowiedź byłaby (górnolotnie mówiąc) jasnym przedstawieniem czym jest dobro publiczne, służba społeczeństwu itd.

Mógł, ale Bernsteinem/Woodwardem nie zostanie. Zaprzepaścił to, chociaż oczywiście skala (tak i czasy) jest praktycznie nieporównywalna. Ale ja mówię o idei, o zasadach.
Reporterzy "Washington Posta" mieli je, wiedzieli że swoje śledztwo i publikacje to nie jest akcja mająca wypromować nazwiska, podnieść sprzedaż czy nawet połechtać ego, że to my mamy taką władzę, że obalamy Prezydenta.
Właśnie, urząd pisany wielką literą. Oni wiedzieli, że mogą naświetlić machloje nie najważniejszej postaci amerykańskiej polityki, ale osoby która niszczy to z czego ten naród jest dumny i w co wierzy.

Czytanie tej książki boli. Męczy. Taką bowiem pracę wykonali obydwaj reporterzy oraz ludzie z redakcji, którzy im pomagali. Kiedy odrzuci się całą sensacyjną otoczkę, sprawę filmu z Redfordem i Hoffmanem i tak dalej, dostrzeże się ciężkie, ale przez to wartościowe dziennikarstwo.
Którego dzisiaj praktycznie nigdzie nie ma.

Swoją drogą jakie to "zabawne", że w 1973 redakcja WP otrzymała Nagrodę Pulitzera za ich tytaniczną pracę a 40 lat później to samo "wyróżnienie" za publikację kradzionych materiałów Snowdena...

Re: Co ostatnio czytaliście V

- Trylogia Kosmiczna:
Z Milczącej Planety
Perelandra
Ta straszna siła

Clive Staples Lewis
Wybitny cykl sci-fi, pióra autora sagi o Narnii. Bez zbędnych spoilerów: lingwista nazwiskiem Ransom trafia do opuszczonej willi na angielskim odludziu i zostaje porwany przez jej mieszkańców - genialnego fizyka o radykalnych poglądach i jego inwestora - na pokład ich statku kosmicznego. Trafiają na obcą planetę zamieszkałą pprzez inteligentne rasy a także przez tajemnicze, opiekuńcze duchy tej planety. Wkrótce Ransom odkrywa wiele niewiarygodnych informacji dot historii Ziemi i Wszechświata, o zbliżających się, rewolucyjnych wydarzeniach oraz roli, jaką Ransom będzie miał w tych wydarzeniach odegrać. Nie obędzie się bez zadziwiających nawiązań do teologii, mitologii a także, bez odrobiny filozofowania.

Tak z grubsza prezentuje się fabuła 1. tomu. Nie będę pisał o kolejnych, jeśli kogoś wciągnie Trylogia to na pewno po nie sięgnie, a jak wspominałem, nie chcę zdradzać zbyt wiele. Dodam tylko że choć 2 pierwsze tomy były nadzwyczajne, o tyle 3. to kompletna pomyłka. Mimo paru ciekawych fragmentów, całość nijak się ma do epickiej wizji jaką czuło się na początku. Może to był brak pomysłu, może świadoma zmiana pomysłu, a może jeszcze co innego. Tak czy inaczej, przeczytałem całość i czasami żałuję, bo wyobrażałem sobie epickie zakończenie a dostałem sieczkę. Lepiej było żyć w świecie domysłów i własnych wizji.

PS: dziś wizja Wszechświata Lewisa może nas śmieszyć, ale w końcu Trylogia była pisana w latach 30. i 40. XXw, skąd mógł wiedzieć jaka naprawdę jest przestrzeń kosmiczna ?

Na koniec moje oceny:
Z Milczącej Planety: 10/10
Perelandra: 9/10
Ta straszna siła: 4/10
Trylogia Kosmiczna jako całość: 7/10

Re: Co ostatnio czytaliście V

-Tunele:
Tunele
Głębiej
Otchłań
Bliżej
Spirala
Finał

Roderick Gordon i Brian Williams

Cykl opowiada o młodym chłopcu, Willu pasjonuje cyk się archeologią, podobnie jak jego ojciec. Pewnego dnia Will i jego przyjaciel odkrywają tajemnicze tunele, zbudowane przez kogoś w nieznanym celu. Niedługo potem, ktoś zasypuje tunel, a ojciec Willa znika bez śladu. Chłopcy podejrzewają że zniknięcie musi mieć związek z tunelami i badaniami które mężczyzna prowadził. Postanawiają udać się do podziemi by odkryć prawdę. Odkrywają owiana tajemnicami podziemną Kolonię, zamieszkałą przez ludzi ale też rasę okrutnych Styksów. Przy okazji odkrywają że przeszłość Willa jest ściśle związana z Kolonią. W kolejnych tomach przeżywają nowe, niezwykłe przygody w podziemnym świecie, ruch oporu przeciwko Styksom oraz sekrety skrywane głęboko pod ziemią.

Brzmi to może jak tanie opowiastki dla młodzieży, ale sam skobczyłem czytać 4. tom i muszę przyznać że klimat jest dosyć mroczny, poza tym z każdym kolejnym tomem jest coraz ciekawiejm cykl coraz bardziej wciąga.

Po kolei:
Tunele: 8/10
Głębiej: 8/10
Otchłań: 9/10
Bliżej: 10/10


Time Riders:
Jeźdźcy w Czasie
Czas Drapieżników
Kod Apokalipsy
Wieczna Wojna
Wrota Rzymu

Alex Scarrow

Z grubsza, cykl opowiada o tajnej Agencji podróżników w czasie, których zadaniem jest pilnować aby nikt nie gmeral w historii, nie zmieniał jej wedle własnego uznania. Gdyby coś takiego miało miejsce, muszą zlokalizować czas i miejsce do którego udała się taka osoba i ją powstrzymać a w razie potrzeby, zlikwidować. Gł bohaterowie to 3 nastolatków którzy dopiero zostali zwerbowani i próbują poradzić sobie z tym niecodziennym zadaniem.

Pierwszy tom był ciekawy ale nie jakiś zachwycający, dlatego początkowo planowałem kontynuować jego czytania, ale czytając opisy kolejnych tomów, nie mogłem się powstrzymać. Oatatnio przeczytałem tom 3. i wciąż mam ochotę na więcej. Naprawdę warto.

Jeźdźcy w Czasie: 8/10
Czas drapieżników: 9/10
Kod Apokalipsy: 10/10


Hyperion:
Hyperion
Upadek Hyperiona
Endymion
Tryumf Endymiona

Dan Simmons

Kolejny cykl sci-fi. XXVIIIw. Galaktyka stoi na progu wojny z tajemniczymi Intruzami. Polem jednej z bitew ma być owiana tajemnicą planeta Hyperion. Intruzi chcą udać się do znajdujących się tam, legendarnych Grobowców Czasu, uwolnić ukrytą w nich grozę i wykorzystać do podboju galaktyki. Władze Hegemonii postanawiają wysłać na Hyperiona pielgrzymkę, aby uprzedziła Intruzów. Wg legendy, pielgrzymów musi być 7. Tylko 1 zostanie wysłuchany. Pozostali zginą.

Póki co przeczytałem jedynie 1 tom i muszę przyznać że przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Wizjonerskie sci-fi, nowe czasy, nowe miejsca, nowe technologie... Pozycja obowiązkowa dla każdego fana sci-fi.

Hyperion: 9/10

Re: Co ostatnio czytaliście V

Raz próbowałem przejść przez "Tunele". 1 tom taki sobie, ani nie bardzo dobry, ani nie słaby. Ale "Głębiej" to IMO porażka. Nuuudy. Ta historia matki Willa opowiadana w tak nużący sposób, że "Głębiej" to druga książka (pierwsza to Punkt Przełomu), którą zacząłem czytać, ale nie skończyłem.

Re: Co ostatnio czytaliście V

To prawda, Głębiej jest najdłuższą i przez to najbardziej nużącą częścią. Historia ma zbyt wiele wątków, strasznia się to dłuży. Ale pod koniec rzeczywiście robi się ciekawiej, wszystkie te wątki zostają sprowadzone do jednego pktu gdzie historia się zamyka i zakończenie to było dosyć udane. A od Otchłani już jest tylko lepiej. Jeśli Tunele choć trochę Cię wciągnęły, to spróbuj jeszcze raz. Naprawdę warto.

Obcy

Ja ostatnio miałem okazje czytać nowelizacje filmów: Obcy: Ósmy pasażer Nostromo i Obcyecydujące starcie autorstwa ... Alana Dean Fostera. Bardzo się przyjemnie czyta. Dla osób, które nie oglądały jeszcze filmów, polecam wpierw przeczytać książki.

Re: Obcy

Z racji że powieść jest adaptacją filmu, to prawidłowo film pierwszy, a później książka dla zainteresowanych.

2014 Rokiem Czytelnika?

Z ostatniego Dużego Formatu tekst Krzysztofa Vargi

http://tinyurl.com/rokczytelnika
(to jest podpięte pod ten ich płatny system, ale parę razy odświeżając i szukając przez wyszukiwarkę da się całość przeczytać free)

i okazuje się, że jest jakiś jubileusz i to nie-śmiertelny-martyrologiczny.

http://www.biblioteka24.eu/2014/02/jubileuszowy-rok/


Damn, po pół roku coś takiego zauważyłem, w mojej bibliotece takie plakatu nie ma, właściwie będę się musiał zainteresować.

No i trochę osób książki tu czyta. Różne, różniste. Co wy na to? My, Czytelnicy a także wydawcy, księgarze, bibliotekarze? Świętujemy to jakoś?
W tym roku państwo dołoży trochę w ramach promocji i książki są tańsze?
Dołoży do bibliotek publicznych (nomen omen chba ktoś z B jest bibliotekarzem/bibliotekarką o ile pamiętam?)?


Ja niestety mam takie dziwne uczucie, że książka to u nas nadal... coś specjalnego. W ogólnym rozumieniu, nie oczywiście tych co traktują ją jak normalną potrzebną do życia rzecz.

Czy to coś zmieni?
http://tinyurl.com/narodowyprogramrozwojuczytleni
W końcu żyjemy w Polsce.

Re: 2014 Rokiem Czytelnika?

Ja Rok Czytelnika uhonoruję tym, że przeczytam najwięcej książek od ładnych paru lat. Widzę to po liczbie, którą przez tych osiem miesięcy "połknąłem" (choć nijak się to ma do czytelni, bo książki kupuję raczej).

Wiele rzeczy się do tego przyczyniło, choć największe podziękowania za wzrost liczby przeczytanych książek musiałbym złożyć Lucasfilmowi Skasowanie EU sprawiło, że przestałem męczyć jeden tom po półtora miesiąca, tylko więcej czasu poświęcam na lepsze pozycje - które szybciej mi schodzą.

Natomiast odnośnie bibliotek to jest kilka problemów, z którymi trzeba by się chyba uporać. Znajomy fan, pracował jako bibliotekarz - z tego co opowiadał to obecnie ludzi korzystających z bibliotek można by śmiało skategoryzować na dwie grupy: nastolatków i osoby starsze (w tym głównie kobiety). W efekcie pozycje zakupowane do biblioteki, również były głównie do tych dwóch grup kierowane. To znowu przekładało się na to, że spora część społeczeństwa może wyjść niezadowolona po wizycie w lokalnej bibliotece - bo nie znajdzie tego co chce. I kółko się zamyka: nie ma odpowiednich pozycji, część osób nie przychodzi, część osób nie przychodzi, nie są książki dla nich kupowane. I dopóki to błędne koło nie zostanie na masową skalę przerwane, dopóty w kwestii popularności czytelni niewiele się zmieni.

A gdy do tego doda się absurdy lokalnych włodarzy, to czasem można ręce załamać. Podam przykład z Wrocławia. Jakiś czas temu miasto wybudowało halę dla kupców, do której chciało przenieść jedno targowisko. Okazało się, że to była kompletna pomyłka - ulokowanie hali, słaby dojazd sprawiły, że jeśli sprzedawcy tam się przenieśli to bardzo szybko (z uwagi na straty) uciekali stamtąd. Co wymyśliło miasto? A może by tak zamknąć kilka(naście) bibliotek osiedlowych, i ich księgozbiory przenieść do tej właśnie hali robiąc dużą bibliotekę? I zamiast posiadania biblioteki na własnym osiedli, miałbyś człowiecze jechać w miejsce, w które nie tak łatwo dotrzeć, aby wypożyczyć książkę - już widzę, jakby to się przyczyniło do rozwoju popularności bibliotek... Na szczęście na razie tego nie zrealizowano, ale kto wie na co jeszcze wpadną?

widzę

że i w dobrym i mądrym Wrocławiu kretynizmy biorą górę.
Zawsze się zastanawiam jak to jest, że normalni, w porządku ludzie, ogarniający wokół siebie, na publicznych stołkach, dla ogółu nagle kretynieją.

U mnie tak masz z tym budżetem partycypacyjnym (już zresztą chyba o tym pisałem), że jedna biblioteka z sieci multibiblioteka.waw.pl dostała 154k na doposażenie, inna 12600, inne nie dostały, a i nowa filia nie powstanie, chociaż wszystkie miały dużo głosów.
Ale ktoś zj* ordynację i zasady głosowania i tyle...


Co do grup to się nie zgodzę, w sensie patrząc po mojej bibliotece oddzielnie dla dzieci i młodzieży i oddzielnie tzw. starszych
I tu i tu zaglądam (większość fantastyki przerzucono do młodzieży, z niezrozumiałych dla mnie względów) i widzę ludzie przeróżnej aparycji

To ciekawe, że w innym mieście widać to tak i jeszcze kupuje się zbory właśnie pod takie grupy.


Tak czy siak, świętować chyba nie ma czego. Trzeba walczyć i przetrwać. Jedna prawda, że nie da się przeczytać wszystkich książek, które by się chciało.

Re: widzę

Z tą fantastyką to u mnie jest to samo. Może nie wszystko ale spora część fantastyki jest na dziale dziecięcym. Co ciekawe: książkowe ANH jest na fantastyce w dziale dla dorosłych. Jeśli się nie mylę mają też RotJ i coś od Zahna. A książki z Trylogii Bane`a, FotJa, LotFa i Trylogii Mrocznego Gniazda są już na dziale dziecięcym .

tu bym

rozumiał, że książki do Epizodów ktoś potraktował jak "mature" a resztę jako dziecinadę
Ciekawa interpretacja gdyby nie ten Zahn jak mówisz. A może to jedyny dorosły (czyli jakościowy) twórca?

Re: tu bym

nie wiem czy trzeba przypisywać temu jakiś głębszy sens. Ja widywałam te same pozycje w różnych działach nawet w obrębie tej samej biblioteki... więc, no.

Może ktoś ocenił po ilustracjach na okładkach po prostu?

jeśli

po obrazkach a nie po tekście to tym bardziej do dziecięcych

Re: jeśli

...w sumie

Re: widzę

I3althazaar napisał:
A książki z Trylogii Bane`a, FotJa, LotFa i Trylogii Mrocznego Gniazda są już na dziale dziecięcym .
-----------------------
Super dać pięcioletniemu dziecku do czytania trylogie Bane`a (potem się dziwią że jest tyle morderców )

Re: widzę

Cóż, jak dla mnie spora część lektur przeznaczonych dla pięciolatków ma dużo bardziej destrukcyjny wpływ na psychikę. Poza tym -młodych Sithów jakoś trza edukować, nieprawdaż?

A słyszeliście

że w niektórych krajach (m in w Czechach) istnieje religia jedizm ? Ciekawe, czy taka Trylogia Bane`a jest tam traktowana jak jakaś księga zakazana a dajmy na to DotJ jako księga święta. No i FotJ albo LotF jako herezje ; ).

Re: widzę

Trenowanie berbeci to droga jedi .

Upadek Gubernatora

W podzielonym na dwie książki trzecim tomie serii powieści ze świata Walking Dead śledzimy dalsze losy gromadki z Woodbury, w tym znanej z poprzedniej części Lilly Caul. W miarę spokojną egzystencję mieszkańców miasteczka burzy pojawienie się trójki obcych. Wkrótce nic już nie będzie jak dawniej.

Pierwszy tom kończy się znaną z komiksów sceną początek spoilera tortur koniec spoilera, w drugim zaś mamy do czynienia z dochodzeniem P. Blake`a do zdrowia, snuciem planów zemsty i w końcu tytułowym wydarzeniem , którego okoliczności raczej dla fanów komiksu i być może serialu (nie wiem, jakoś nie oglądałem po 2 serii dalej ) zaskoczeniem nie będą


Podobnie jak w poprzednich tomach tak i tutaj mamy narrację w czasie teraźniejszym, mocne opisy i dużo wulgaryzmów.


Autorzy napisali już i wydali kolejną część zatytułowaną "Descent" (która ma się ukazać u nas pt. "Zejście"), mającą opowiadać dalsze losy mieszkańców Woodbury. Pozostaje czekać i sprawdzić, co jeszcze pokaże nowy przywódca osady

Książki

-Assassin`s Creed : Objawienia, Czarna Flaga, Porzuceni.

Wpierw od zwieńczenia historii Ezia. Książka przewidywalna i średnia. Nie było w niej nic wartego uwagi. W porównaniu do następnych części wypadła naprawdę blado. Praktycznie brak przemyśleń głównego bohatera (choć do tego można już było się przyzwyczaić) i za duuuużo walk. Sceny z przeszłości, Altaria były dobre. Końcówka klimatyczna, szczególnie list Ezia do żony. To już koniec historii Ezia i Altaira, rozdział zamknięty. Cóż sama historia dobra, tylko autor kładzie zbyt wielką wagę na walki, to logiczne, bo w grach to jest najważniejsze, ale wciąż.

Czarna Bandera- <3. Narracja pierwszoosobowa, piraci, ciekawy bohater. Wcześniejsze części były bardziej epickie, tu tak nie jest, ale może i to lepiej. Naprawdę bardzo miło czytało mi się tą książkę. Absurdy były, jak zawsze, ale w końcu jakieś refleksje bohatera. Bohaterzy drugoplanowi również coś znaczyli. Mary, Czarnobrody, Adewale. Książka udana.

Porzuceni- ciężko jednoznacznie ocenić. Zniszczenie tak świetnej postaci jak Edward już na początku książki woła o pomstę, ale cóż, każdy człowiek kiedyś ginie. Wkurzyło mnie to jednak, autor mógł jednak przedstawić tą scenę inaczej. Kiedy czytałem ostatni list Ezia to były emocje, tu? Cienko. Stajemy po drugiej stronie barykady. Templariusze. Kiedyś przeczytałem opinie, że może jednak to assasyni błądzą, są tymi "złymi". Po przeczytaniu przychylam się do tej opinii. Haytham rozumie o co chodzi w życiu, wie, że wolność wcale nie daje pokoju. Polubiłem tego bohatera, można zrozumieć jego postępowania, bo życie miał naprawdę ciężkie. Kłamstwa, zdrady. Connor to... idiota. Ojciec pokazał mu wszystkie kłamstwa, a on i tak tego nie pojął. Z tego co wiem, gra była o wiele dłuższa i pokazywała również całą historię Connora, może gdybym coś o nim więcej wiedział inaczej bym go ocenił. Autor jednak zajął się tylko synem Edwarda. A szkoda. Odnośnie książki, to fajnie, że walk było tyle ile powinno. Ciekawe pokazanie Waszyngtona. Sam tytuł, "porzuceni" oddaje historie Haythama jak i Connora, bo ich dzieje były naprawdę tragiczne i bolesne.

Historia assasynów/templariuszy, mogłaby być naprawdę świetna i epicka, ale autor chce tylko jako tako przedstawić historię z gier. I ma do tego prawo. Ale ja odczuwam pewien niedosyt. Szkoda też, że chyba (bo nie jestem pewien) nie napisze książki o tej grze Roque, tylko same Unity. Ponoć w Roque pojawia się stary kompan Edwarda, Adewale a również sam Haytham. Myślę, że ta książka jeszcze lepiej rozwinęłaby dzieje Kennwayów.
Najlepsze części to Tajemna Krucjata, Renesans oraz Czarna Bandera. Choć Porzuceni też byli nieźli, ale za krótcy.

I gdzie do cholery są ci starożytni? Jedna z nich była w historii Altaira i Ezia, potem obserwatorium, ale nic dalej konkretnego.

Podsumowanie walki asasynów i templariuszy. Porzuceni pokazuje działania "naszych" odwiecznych wrogów. I to oni mają rację. Jeżeli celem asasynów w Unity jest zwycięstwo Rewolucji z powodu chęci wolności, a nie inne powody to tym bardziej przychylam się do ideologii templariuszy.


Królotwórca, Królobójca: Nieświadomy Mag, Przebudzony Mag

http://www.gandalf.com.pl/b/nieswiadomy-mag-krolotworca-krolobojca/

Stara znajoma Karen Miller. Te 2 książki są naprawdę dziwne. Wydawać się może, że to kolejna wojna w świecie magicznym. Czarodzieje, wojownicy, bitwy. Autorka pokazuje co innego. Pacyfistyczny świat. Bez wojen, konfliktów, głodów, powodzi czy innych. Tworzy bardzo dokładnie bohaterów, którzy nie są jednak wybitnymi jednostkami. W pierwszym tomie, mimo że połknąłem w dwa dni... nic się nie działo. Serio. Nasz główny bohater, jest magiem, ale nie zdaje sobie z tego sprawy. Sądziłem, że fabuła będzie opisywać jego zyskiwanie wiedzy i świadomości, by potem sięgnąć po chwałę i nawet władzę. Akcja dotyczy rozmów bohaterów, drobnych sprzeczek między nimi i codziennego życia. Dopiero chciwość jednego z pomniejszych bohaterów doprowadza do czegoś. Ostatnie 20 stron, to kompletne WOW. Coś zaczyna się dziać. Sięgam po drugi tom. A tam znowu nic 3/4 książki przegadane, walka, emocje zaczynają się pod koniec. Ale chcę zaznaczyć jedno. Ta książka nie zawiera dużej ilości akcji, ale to nie czyni jej cienką. Serio. Każdy bohater jest szczegółowo opisany, ich relacje też. To nie jest tak, że tam nic się dzieje. Tam się dużo dzieje, ale jest to przykryte rozmowami, rozwiązywaniem pomniejszych przeszkód itp. Jednak te 2 książki nie przypadły mi bardzo do gustu, sięgnąłem po kontynuację ze względu, że historia widocznie nie została ukończona.

Dzieci Rybaka: Utracona Magia, Odzyskana Magia

Kontynuacja "Królotwórca....".
1 tom podobny jak 1 tom wcześniejszej dylogii. Nic. Kreacja nowych bohaterów, opis krainy po akcji z Przebudzonego Maga. Niektórzy starzy bohaterzy giną, ale ich miejsce zajmują nowi, młodzi. Jakoś minęło. Drugi tom to już inna bajka. Dotychczas wszystko obracało się wokół jednego kraju, bo tylko tam mogło istnieć życie. Teraz poznajemy inne kraje, które jednak jakoś funkcjonują. Daje to miejsce na nowe historie i nowych bohaterów. Co ważne nie posługujących się magią. Więc jest więcej prawdziwej walki. Też co jest bardzo ważne. Są osobne rozdziały poświęcone głównemu złemu. To było naprawdę dobre.
Ostateczna walka słabiutka. Autorka tak samo jak Paolini w Eragonie stworzyła mam wrażenie zbyt silnego przeciwnika, a pokonanie jego było niezrozumiałe i źle opisane.

Seria była... ciekawa. Niby nic się nie dzieje, a jednak. Bohaterów tak samo pokochałem jak znienawidziłem. Mają wady jak i zalety. Czasami chciałem uśmiercić głównego bohatera bo był irytujący, czasami podniecałem się jego zajebistością.

Karen mogła stworzyć wielką serię, widać daje sobie rade w świecie fantasy. Ale postanowiła inaczej. Większy nacisk położyła na kreację bohaterów, skutki magii w świecie i historie krainy.

Nie wrócę raczej do tej serii, ale wspomnienia mam dobre. Miło wspominam opisy relacji między niektórymi postaciami.

Było warto.


Czarodzieje, Król Magii

http://www.gandalf.com.pl/b/czarodzieje-a/

Harry Potter w zupełnie innych realiach. Seks, narkotyki, alkohol, depresje. Magia wcale nie jest taka różowa jak może się wydawać.

1 część specyficzna, połowa książki to opisy nauki magii niż jakaś konkretna historia. Autor nawiązuje do "Opowieści z Narnii", nawet nie nawiązuje, ale kompletnie ściąga jeden z światów (gdyż bohaterowie mogą podróżować między różnorakimi historiami). Ale czy to było złe? Mi tam nie przeszkadzało, bo i tak buduje własną historię. 1 tom utrzymany jest wciąż w tonie depresyjnym. Główny bohater jest zagubiony, przytłoczony światem. Mimo magii nie ma tu perspektyw na życie. A używki robią swoje.

2 część, jest już bardziej przygodowa. Podróż, nawalanki, zaklęcia. Bohater mimo pewnych przemian, wciąż jest skłonny do przemyśleń, załamań. Książki podobne są kompozycyjnie do dzieł Sapkowskiego. Liczne niedomówienia, specyficzne dialogi.

Książki te mocno utkwiły mi się w pamięci. Jest to bardzo ciekawe i chyba nowe, spojrzenie na magię. Tomy są pełne gorzkich refleksji i rozważań nad stereotypami używanych w literaturze.

Jeszcze co ważne, drudzy i trzeci planowi bohaterzy mają coś do powiedzenia i ich działania na prawdę wpływają na główną postać.

Niesamowita przygoda.

Departament 19, Departament 19 Powrót

http://www.gandalf.com.pl/b/departament-19/

Wampiry w teraźniejszości. Ale nie proszę się nie bać, to nie kolejna miłosna historia

To wojna. Niezwykle krwawa i brutalna. Młodzieżówka, ale przemocy sporo. W skrócie: organizacja ludzi walczy z krwiożerczymi bestiami.
Proste? Jasne, że tak, ale zajebiste. Akcji dużo, ale autor wie jak przykuć uwagę, daje rade w licznych opisach rzezi. Mimo młodego wieku, bohater nie jest "pipką". Umie zabijać bez wahania. I mi się to podoba. Bez żadnego początek spoilera pierdolenia koniec spoilera potrafi zabić z zimną krwią. 1 część to jak z reguły wprowadzenie. Pierwsze 100 stron to kompletny chaos, nie wiedziałem o co chodzi. Ale potem się uspokaja i ogarniamy.

Bardzo dobrym pomysłem są powroty do przeszłości. Np. do średniowiecza i pokazanie historii Drakuli. Albo końcówka XIX wieku i Van Helsing.

Seria nie wybitna, ale daje frajdę, a to najważniejsze.


Teraz Star Warsy.


Świt Jedi: W Nicość

Powieść inna z nowymi pomysłami. Fajnie w końcu poczytać coś o 20k BBY. Brak hipernapędu, brak jeszcze tej wielkiej technologii. I Tython. Cud miód. Piękna planeta. Inne spojrzenie na Jedi, którzy nie boją się parać alchemią. Fabuła czasami zamulała, po prostu śledztwo, a sam finał przewidywalny. Ale najlepsze były rozdziały z Dalienem. Żaden rozdział nie kończył się jednoznacznie, więc dalej chciałem czytać. Czytając miałem wrażenie, że to nie s-f, a jakieś fantasy, w sensie LOTR czy coś Fabuła nie najwyższa, ale to było coś nowego. Szkoda, że nie będzie kontynuacji, bo Patrzący w Gwiazdy wciąż istnieją


Kenobi

Miałem coś więcej napisać niż w http://star-wars.pl/Forum/Temat/17796

Ale nawet nie wiem co mogę dodać Tatooine jest odpowiedzą na wszystko <3. Ta planeta ma coś w sobie. Zaczęło się od Nowej Nadziei, kontynuowano w kolejnych epizodach, potem magiczny KOTOR i wielki TOR. Ludzie pustyni, farmerzy, i nawet gdzieś tam w tle Jabba, wszystko na plus. To trochę takie "Czarny Lord" z innej perspektywy. Bo też dotyka spraw od razu po Zemście, ale ze strony drugiego z walczących, Kenobiego. I powieść ta wygrywa. Autor zaskoczył mnie aż tak dobrą pozycją. Byli farmerzy oraz ich ambicje, historie, był klimat westernowy i były cudne nawiązania. A`shard, zemsta Anakina, porwanie Shmi i próby kontaktu z Qui-Gonne. Świetne.

Marsz Czarnych Diabłów

Książka o Dywizji Pancernej generała Maczka napisana przez Evana McGilvray`a. Długo sobie ostrzyłem zęby na tą pozycję, mimo że kupiłem niemal zaraz po wydaniu to kilka lat(!) czekała na półce na swoją kolej. Odpowiedni czas przyszedł po pierdołach jakie zobaczyłem w Furii. Myślałem, że to będzie odtrutka, no i w sumie była...

Książka jest dla mnie sporym rozczarowaniem, napisana jak relacje z trzeciej ręki i streszczenia raportów. Zero analizy wydarzeń, oceny sytuacji czy opisów walk. Nie mówię, że oczekiwałem polotu na miarę Normana Davies`a, ale McGilvray zdobył się na jakąkolwiek analizę i ocenę sytuacji dopiero na ostatnich dwóch stronach książki...

Lubię książki, które dzięki temu jak są napisane w sposób nienachalny powodują, że zapamiętuje pewne rzeczy, tutaj nie miało to miejsca, liczby, liczby i jeszcze raz liczby: "podczas walk 24 września zniszczono x czołgów typu PzKpfw V, y czołgów mniejszych, z dział różnego kalibru" -no dramat jakiś... Na dodatek autor wygląda na niedoinformowanego bo książka pełna jest adnotacji od polskiego wydawcy, które mówią wprost, że konkretne sytuacje są inaczej opisane niż wynika to z relacji żyjących uczestników walk!

Na razie kończę z tym tematem i przenoszę się na front wschodni bo dostałem w swoje łapki nową pozycję Kacpra Śledzińskiego: "Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych" i liczę na więcej niż w przypadku "Diabłów".

Gdyby ktoś jednak mógł polecić jakąś dobrą książkę o Polakach na Shermanach to czekam niecierpliwie

książki 2014 #4

Czwórka dobra rzecz, niby 4 kwartały i tak dalej, ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Po prostu te książki jeszcze doczytałem w 2014:

Stephen King
#18 Pan Mercedes
/Forum/Temat/8569#594152
#19 Historia Lisey
/Forum/Temat/8569#598755

#20 W ogrodzie bestii
Erik Larson
Miłość, terror i amerykańska rodzina w Berlinie czasów Hitlera. Mariusz Szczygieł poleca jako super non-fiction i chociaż zawsze mam mieszane uczucia względem polecania to wziąłem.
I jakież było moje rozczarowanie, może ze względu na to że pomyliłem czym jest non-fiction albo autor nie mógł się zdecydować na to czy jednak na powieść, w każdym bądź razie dałem radę zmęczyć 120 stron i nie natknąłem się na nic ciekawego.

Styl napisania tej książki, jak już wspomniałem, jest dość dziwny, poza tym okazało się, że tematyka czyli powolnie-prężne zmierzanie ku dyktaturze hitlerowskiej, jest mi znana, tak się bowiem złożyło że w ostatnim roku zgłębiałem ten temat. I ku mojemu kolejnemu rozczarowaniu, autor z ukończonymi summa cum laude studiami historycznymi, wiele rzeczy (teoretycznie faktycznych) opisał eeee z amerykańskie punktu widzenia. Dlatego może historię Rosji poznał, ale Niemcami międzywojennymi to imo jest na bakier lekko. Poza tym nie dowiedziałem się niczego ciekawego i chociaż czułem, że może "gęściejsze" będzie w dalszej części to odpuściłem.
Teraz się tylko zastanawiam czy warto sięgnąć po poprzednią twórczość, którą wyrobił sobie nazwisko...

#21 Angela Merkel. Pani kanclerz
Stefan Kornelius
Zawsze mnie to zastanawia czemu polskie tytuły (jeśli nie ma wielkiej potrzeby) są zmieniane skoro oryginalne (w tym przypadku Angela Merkel. Die Kanzlerin und ihre Welt) mają wszystko co trzeba?
W każdym razie sięgnąłem po tą "oficjalną" pozycję żeby poszerzyć odrobinę swoją wiedzę o kobiecie, która hmmm co by nie mówić - "rządzi" światem. A przynajmniej Europą. W pewnym sensie oczywiście

Lektura zdawałoby się przyjemna gdyby nie dwie rzeczy: pierwszą jest moje uczulenie na biografie-laurki, tutaj daje się to silnie odczuć, a druga to hmmm z jednej strony szczegółowość i rozbijanie niektórych historii na detale, przy jednoczesny pójściu "po łebkach" w innych sprawach.
I muszę się szczerze przyznać, że i tego tytułu nie skończyłem. Jedno co tylko mogę uczciwie zaświadczyć - życie w NRD byłoby naprawdę psychodeliczną opowieścią sadomasochistycznego człowieka z uzależnieniami, gdyby nie to że to była prawda.

#22 Gwiazdy mają czerwone pazury
Krystyna Janda, Bożena Janicka
Wznowienie oryginału z 1998 roku, gwiazdorski rys, opowieści o życiu i twórczości artystycznej + felietony ze "Szpilek" i "Urody". Warto przeczytać, warto też razem z "Tylko się nie pchaj", ale i tak moim zdaniem nadal brakuje porządnej, całościowej biografii czy wywiadu-rzeki.

#23 Boska komedia
Dante Alighieri
Zaskakujące? To zależy, dla mnie jedynie to że od dłuższego czasu ciągnęło mnie do tego tekstu, przeczytałem go zresztą dwukrotnie w tym roku... tak wiele treści pozostaje aktualnych.
Poza tym udało mi się zdobyć przepiękne wydanie anglojęzyczne a ostatnio również włoskie, praktycznie antykwarystyczne, z fantastycznymi rycinami. Jakoś ostatnio lubię mieć to pod ręką...

#24 Kariera Nikodema Dyzmy
Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Kolejne tytuł, którego nie spodziewałem się przeczytać a jednak. Skłoniło mnie do tego nieme uczestnictwo w pewnej dyskusji, właśnie z elementami "Dyzmy" - jak, kto i kiedy jest dzisiaj odpowiednikiem tej postaci. Mam swoje zdanie na ten temat, ale akurat towarzyskie spotkania uważam powinny być wolne od polityki, bo i dobre jedzie i napitki było, więc po co ma się w brzuchu przewracać i obciach robić awanturą...

Nie mniej odkopałem z biblioteczki wersję raczej dość starą i dość podłego formatu, a przy okazji cyfrowej rekonstrukcji serialu, po nastu latach porównałem obydwa przedstawienia... zawsze się tylko zastanawiam czy zemsta Mostowicza nie zaburza przekazu tak jak dzisiaj zaślepienie jednej strony każde przedstawiać siebie jako świętego a innych - jako łotrów.

#25 Ostatni don
Mario Puzo
Właściwie twórczość tego autora to się u mnie pięknie prezentuje na półkach i tyle, bo przeczytałem każdy tytuł w takiej ilości, że nie ma sensu powtarzać, nie mniej jakoś tak przyciągnęło mnie to Clericuziów, do kasyn i sportretowania Hollywood ze wszystkimi, szczegółowo opisanymi, rozwiązłościami pięknych ludzi w pięknym świecie...
Potem zdałem sobie sprawę, że powstał jakiś miniserial, 3 odcinki po 80 minut? I ja nigdy tego nie widziałem, nigdzie tego nie ma, tak na pierwszy i drugi rzut oka... z pewnością jest to pozycja, którą chcę za (prawie) każde pieniądze (niekoniecznie własne ), bo ciekawi mnie czy udało się zmieścić to wszystko co opisał Puzo.

Poza tym w książce pada bardzo ciekawe zdanie z ust Ernesta Vaila, o tym po co być pisarze w erze kina i to kina z hollywoodzkim rozmachem. Przecież tak naprawdę zostają tylko grzebaniny w głowie bohaterów, a tu ja już wyżej podałem tytuły, gdzie autorowi to słabo wychodzi.
Nie mniej jednak książka działa bez prądu (co poniektórych, zespolonych z ajrzeczami dziwi [chociaż nie znam takowych pasjonujących się literaturą]) i działa na wyobraźnię, a ta każdemu z liter i zdań może dać coś innego i każdemu coś przyjemnego. A nie jedną wizję reżysero-producento-scenarzysty, przy której tylko bolą zęby.
Niby wydane w 1996 a nadal zastanawia...

#26 Gdy Jagiełło szedł na Niemce
Włodzimierz Trąmpczyński
Książka wydana w 1994 roku w serii Opowieści historyczne. Kiedyś ją czytałem, to fakt. Kiedy - nie pamiętam. Jakim cudem znalazła się przy porządkowaniu? Mały, średni format, HC? Królisko na okładce? Nie mam bladego pojęcia.
Sama historia jest nawet ciekawa, ba nawet może udałoby się ją podciągnąć pod grę video, może jak Kingdom Come: Deliverance wypali Chociaż wszyscy wiem że nie.
Ale reszta leży, dialogi, fabuła w szczegółach, bohaterowie, w końcu przebieg bitwy pod Grunwaldem... Potrzymam ją jeszcze. Może kiedyś będzie coś warta

#27 Wampir. Leksykon
Kamil Śmiałkowski
Przede wszystkim miałem szczęście, bo zasadzałem się na ten tytuł już od dawien dawna, ale jakoś nigdy, nawet na HC i ex-papier (nie Amber, ale Pascal i też dobrze ), nie znalazłem wolnych 40-50 zyli. A tu nagle taki fart i kupiłem to za 15
Gdyby to była cyfra i Steam to pewnie miałbym inkwizycyjnego bana na czytanie w ogóle, ale na szczęście książek fizycznych to nie dotyczy (chociaż słyszy się o różnych dzikich propozycjach), więc ucieszyłem się bardzo i niczym Dyzma zacząłem od literki A Właściwie to od liczby, bo zaczynamy komiksem "30 dni nocy" Nielsa i Templesmitha, ale czy to ważne?

Z racji różnych innych pobocznych dojechałem do em i "Małego wampirka", ale za to przeczytałem wszystkie wewnętrzne i rozdzielające heh eseje. Powiem tak: inteligentnie pierdolić na jakiś temat to trzeba (Sztos) umić! A to co zostało zaprezentowane przez dziennikarzy „Kina”, „Filmu”, „Nowej Fantastyki”, „Teraz Rocka”, „Esensji”, TVP Kultura oraz pracowników naukowych Uniwersytetów: Śląskiego, Gdańskiego i Jagiellońskiego, z gościnnym udziałem Łukasz Orbitowski to głowa boli. Naprawdę. Jedni czepiają się konkretnego tytułu, inni próbują poślizgać się po całości, ale szczerze powiedziawszy ani nie mieści się to w kategoriach hmmm naukowego podejścia do wampiryzmu ani nawet w rama rzetelnej (czyli praktycznie już nieistniejącej, a już zwłaszcza w popkulturze) pracy dziennikarsko-publicystycznej.

Że to niby miało urozmaicać słownikowy tekst książki, tak? Można sobie było darować i dorzucić więcej unikatowych zdjęć czy grafik. Eseje są dramatyczne, natomiast sam Leksykon sprawia wrażenie dobrze wykonanej roboty.
Nie uznam siebie za fana tego tematu, nie mniej starałem się go zgłębić na różnych płaszczyznach i uważam, że swoją wiedzę mam. Tym bardziej byłem zaskoczony niektórymi informacjami i na karteczce wynotowałem sobie co by wypadało zobaczyć, czego poszukać.
O niektóre hasła bym się spierał, nie mniej jako hmmm jakiegoś rodzaju baza na temat tego `nieumarłego` wątku kultury - to dobra, miejscami bardzo dobra pozycja.
Chociaż wątpię czy kiedyś powstanie jakakolwiek całościowa encyklopedia, nie mniej kupiłbym taką za każde pieniądze.

#28 Dracula
Bram Stoker
Chyba nie trzeba tłumaczyć, nie trzeba opisywać, prawda? Na fali Leksykonu odświeżyłem sobie to cudo literatury i dodatkowo spróbowałem się z oryginałem, który jakiś czas temu dostałem w prezencie. Nie jest to co prawda mój wymarzony, żółty, wart 6 szylingów tomik
http://www.ebay.com/itm/Bram-Stoker-Dracula-1897-U-K-1st-HB-/171632129697
nie mniej nie jest to również tekst hmmm przełożony na dzisiejszy angielski.
Więc czyta się to pfff no nie przebrnąłem. Zresztą każdy kto zna polskie tłumaczenia, wie że o ile forma jest genialna, jeszcze patrząc z perspektywy czasów wydania, to tekst bywa... boleśnie ugrzeczniony Chyba że po prostu tak schamieliśmy, bo to nie tylko moja opinia.

#29 Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?
Philip K. Dick
Tego to już na pewno nie będę tłumaczył
Przeczytałem ponownie, bo dostałem serię piękną z Rebisu w zamian za moje poprzednie, rozsypujące się zbiory Dicka. Tekst bywa ciężki, jeszcze bardziej jeśli ktoś widział najpierw film, ale... pozycja obowiązkowa.
My schedule for today lists a six-hour self-accusatory depression.


#30 Rycerz Siedmiu Królestw
George Raymond Richard Martin
Taaa... ja miałem czytać GoT? No miałem, kolejny spadek na kolejny rok. Ale nie o tym. Tak jakoś przy okazji zamówiło się tego Rycerza. Właściwie nie wiedziałem czy to dobry krok, znając tylko serial, trochę gry i trochę buszując w świecie na podstawie erpega.

No ale... te trzy opowiadania są heh dziwne. Pal licho drzewka dynastyczne, rozpiski na końcu - nie wiem co to ma nadawać światu, ale ilość nazw, nazwisk, przezwisk, herbów, tytułów i tak dalej po prostu mota mną tak, że nawet gdy jest jakiś fragment, który powinien mnie zaskoczyć to... nie zaskakuje, bo się zgubiłem i nie wiedziałem, że to ten a miał nie być.
Jasne? No właśnie

Poza tym czy ten Dunk, o którym wspominają przy Księdze w ostatnim sezonie serialu, tak pół-zdaniem, to występował gdzieś jeszcze? Są jakieś opowiadania inne? Bo jak nie to jest jakoś dziwnie: za pierwszym razem niby wszystko sprowadza się do turniejowej młócki, ale wychodzą z tego poważne skutki dla Królestw. Za drugim razem trafiamy w rejon jakiejś quasi-przygody początkującego MG, co to graniczny konflikt dwóch obsranych i obszarpanych paniątek w rozsypujących się zameczkach kończy wzajemne topienie się i ślub, który jest po prostu od czapy. Chociaż jak widać GRRM lubi śluby, wspominając cytat
I`ve always hated the bells. They ring for horror, a dead king, a city under siege.
A wedding.
Exactly.

Za trzecim ponownie zostajemy rzuceni w wir kolejnej turniejowej młócki (swoją drogą naprawdę, o smocze jajo? o0), która ponownie przynosi wielkie zmiany i zapisuje się w historii.

Wszystko to z Dunkiem na czele, który jawi mi się bardziej jako Hodor, niż... jakikolwiek rycerz, chyba, że ten co został błaznem i wyciągnął Sansę z przykrej imprezy , więc wszystko to wygląda heh no właśnie
Dziwnie.
Nie znajduję lepszego określenia dla tej książki.
Poza tym źle się czuję, bo gdzieś przegapiłem ten moment, w którym Dunk został pasowany i jakoś to mi nie gra, a nie chce mi się wertować tego wszystkiego.

To wychodzi, że on jest takim... Dyzmą Martina? Dziwne.

#31 Nawałnica mieczy: Krew i złoto
George Raymond Richard Martin
Ano tak, miałem czytać. Nawet jedno mi się udało
/Forum/Temat/6549#513578
ale o nim zapomniałem i będę musiał od nowa

Nie mniej dlaczego to? Nie wiem, po prostu najpierw szukałem opisu walki Oberyna, potem cofnąłem się do procesu, potem zahaczyłem o Wesele... no i stwierdziłem, że zrobię całość.
Wielu rzeczy nie załapałem, to oczywiste, ale... z pierwszym fragmentem, o Jaime`m i jego snach, a dokładając do tego jak nie podobał mi się ostatni sezon serialu, tak się zacząłem zastanawiać czy naprawdę ludzie z HBO fajnie skrócili to wszystko do "przystępnej" formy.

Nie będę więcej tutaj pisał, zrobię to w temacie Pieśni, książka po książce, mam nadzieję, że w tym roku

#32 Aforyzmy i mądrości Tyriona Lannistera
praktycznie też George Raymond Richard Martin
Czy to w ogóle książka czy może bardziej dookoła-GoT-owy gadżet? Nie mniej nabyłem razem z Rycerzem, HC dodatkowo.
Ilustracje Jonty Clark przemilczę a same teksty... "przeczytałem" to i... kupiłem tylko po to żeby dostać w przyszłości autograf boga cycków i wina. To znaczy jeśli Peter Dinklage kiedy się u nas pojawi to chciałbym by mi się wpisał z dedykacją. Nie wiem tylko czy umiałbym wybrać pomiędzy
Z kurwami jest tak, że młode pachną znacznie ładniej, ale stare znają więcej sztuczek.
a
Sen jest dobry, ale książki są lepsze.

Bo ten o ssaniu dałbym do podpisania Missandei



To chyba wszystko na 2014. Z czasem zrobię jakieś podsumowanie.

książki 2014 #4.1

Oczywiście że nie wszystko, bo jak człowiek bardzo chce to fffff. Zapomniałem o najważniejszej i najlepszej książce tego roku. Znaczy 2014.

#33 Autobiografia
Alex Ferguson
W zeszłym roku przeczytałem biografię SAFa, autorstwa Patricka Barclaya, w tłumaczeniu rozczochranego Michała Pola
Jak to ująć hmmm tamta książka nie była zła, była nawet dobra, ale w taki razie ta jest genialna i wybitna.

Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale w pewnym momencie musiałem przystopować z zakupem książek "sportowych", bo... ciągle ich przybywało a z jakością odwrotnie proporcjonalnie. Jednego czy dwóch tytułów pozbyłem się i na dzień dzisiejszy wybieram tylko te sztuki, które w jakiś sposób wcześniej poznam. Dzisiaj pisać każdy może, o dziwo jeszcze to wydają, ale jako że nie umiem czytać pdfów - pieniądze muszą być wydane mądrze. Nie że 5 goli Realowi fap fap fap i 300 stron o niczym...

Nie mniej biografię i `Autobiografię` kupiłem w ciemno. Dlaczego? Bo to SAF.
/Forum/Temat/17779#561092
Ja nikogo nie szanuję z zasady. Zawsze za zasługi, a do tego dokładam jakim się jest człowiekiem.
A Sir Alex, w szeroko rozumianym footballu, jest dla mnie kimś niezmiernie ważnym, po tej książce zresztą zostałem w tym utwierdzony, no i jest kimś przed kim naprawdę mogę się głęboko ukłonić i gdyby ktoś taki mnie opieprzył to руки по швам i w następnym terminie do poprawki

Wiadomo jak to jest z autobiografiami - jeśli nie dotyczą pisarza to w mniejszej/większej/całościowej części obrabia je murzyn. Czy ghostwriter, jak kto woli.
Tu też tak pewnie było, ale... da się wyczuć wszystko co SAF ze sobą reprezentuje i co chciał przekazać + zamienienie tego w słowa samego managera. Znaczy "widmo" wykonał swoją pracę na A+, gdzie na przykład po drugiej stronie barykady jest książka Danuty Wałęsowej, chyba nawet w tym temacie opisywana. Jeśli nasz klient posługuje się monosylabami to niekoniecznie tak pisze lub tak by pisał, łapiecie o co chodzi? No

A sam tekst? Rzeczowy, konkretny, z rozdziałami o idealnej długości, zawierającymi przemyślenia i spojrzenia na najważniejsze etapy kariery oraz na najważniejszych i najbliższych SAFowi ludzi. Mamy tu zatem i Glasgow i Aberdeen, początek, porażki, sukcesy i załamania, Beckhama, Rio Ferdinanda, Rooneya, legendarny rocznik 1992, batalie z Liverpoolem, pojedynki z Wengerem i Mourinho, pojawienie się ManCity, Wielką Barcelonę i w końcu rozdział o Cristiano Ronaldo.
Rozdział który powinni przeczytać, od deski do deski, wszyscy fanboje i haladzieci Krystka. Tak jak i w całej książce SAF punktuje wady i zalety zawodnika, którego podziwia i do którego ma szacunek. Robi to w sposób tak klasowo obiektywny (podobnie jak przy innych), że wręcz encyklopedyczny. Naprawdę warto i wtedy prawda o Żelku stanie się trochę jaskrawsza, oczywiście dla tych z nutą obiektywizmu, zaślepionym i tak nic nie pomoże.

O dziwo pojawia się tam też Lewandowski i to w formie autentycznej chęci transferowej. To dla mnie jedno z większych zaskoczeń tytułu.
Całość uzupełnia przygniatające 36 stron zestawienia kariery piłkarskiej i trenerskiej, łącznie ze wszystkimi tabelami, po prostu skarb dla fana MU oraz zdjęcia.

W tym to jedno, chyba najbardziej mega jak dla mnie (nie mogę znaleźć w sieci chociaż było, więc daje od siebie)
http://vpx.pl/i/2015/01/07/safpuchary1.jpg
Każdy możliwy do zdobycia puchar (poza UEFA, ale powiedzmy sobie że MU to klub na LM) - zdobyty. Ja od siebie mogę dodać, że znam te kształty na pamięć
Od lewego dołu: nieistniejący Puchar Zdobywców Pucharów, Klubowe Mistrzostwa Świata, Puchar Anglii, Liga Mistrzów, Community Shield, Mistrzostwo Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, nieistniejący Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy...
Chapeau bas
http://media.tumblr.com/tumblr_lu8gjbWAtf1qft415.jpg

Żeby nie było że słodzę i tak dalej - ta książka jest po prostu świetna i tyle. Gdyby była zła, czy miała jakieś słabsze fragmenty - napisałbym o tym. A tak po prostu czytając, widząc jak był budowany MU, jak SAF zarządzał klubem, jak robił transfery... nadajemy na tej samej linii. Ale wydaje mi się że każdy inny kibic, który kocha piłkę, znajdzie coś dla siebie.

Re: książki 2014 #4.1

Lord Bart napisał:

Rozdział który powinni przeczytać, od deski do deski, wszyscy fanboje i haladzieci Krystka. Tak jak i w całej książce SAF punktuje wady i zalety zawodnika, którego podziwia i do którego ma szacunek. Robi to w sposób tak klasowo obiektywny (podobnie jak przy innych), że wręcz encyklopedyczny. Naprawdę warto i wtedy prawda o Żelku stanie się trochę jaskrawsza, oczywiście dla tych z nutą obiektywizmu, zaślepionym i tak nic nie pomoże.





-----------------------


Mógłbyś ciut więcej powiedzieć? W sensie rozumiem, wady, zalety, ale SAF na swojej drodze spotkał wielu świetnych piłkarzy, a chyba (tak wnioskuję) CR7 poświęcił trochę więcej uwagi.

boże

co za debile komentują Puchar w reżimowy sporcie, Messi strzela gola, ale pewnie jest spalony, bo się chłopak nie cieszy, reszta drużyny wraca na swoje miejsca, nikt go nie klepie, potem bramkarz bije gałę od bramki, w rogi 2:0 a ci kretyni nawijają o 3:0 przez 5 minut a jak jest karny to yyyy zaraz będzie 4:0 czy 3:0? (-‸ლ)

Tylko debile płacą abonament.


Natomiast rozdział ten mówi w skrócie mniej więcej to co ja: Krystek to wspaniały piłkarza, najlepszy jakiego wytrenował oprócz Scholesa i Giggsa, ale ma swoje wady, gwiazdorzy co zaburza idealny całokształt.
SAF próbował go wychowywać m.in. oduczył na pewien czas symulek i przewracania się po byle popchnięciu (tłumaczy też kiedy przy tak szybkim zawodniku jest faul a kiedy udawanka) i tak dalej.
I chociaż nadal utrzymują kontakty i SAF szanuje Żelka to pada tam fajna wyliczanka w ilu aspektach Krystek jest lepszy od Messiego, ale i tak jak argentyńska Pchła dostaje piłkę to dzieje się coś magicznego.
SAF niby wstrzymuje się od określenia kto jest numerem jeden, ale ten tekst imo jest jasny.

Re: boże

Szczerze? Ostrożnie podszedłem do tego co napisałeś.
Po 1 - ponieważ jesteś Lordem Bartem
Po 2 - bo fakt przyjaźni SAFa z Ronaldo jest mi dość dobrze znany i pewnych rzeczy jeden o drugim nie powie.
No więc postanowiłem zweryfikować

Piszesz m.in.:

"Krystek to wspaniały piłkarza, najlepszy jakiego wytrenował oprócz Scholesa i Giggsa"

A na samym początku rozdziału dostajemy:

"Cristiano Ronaldo was the most gifted player I managed. He surpassed all the other great ones I coached at United. And I had many. The only ones who could be placed near him would be a couple of the home-produced players, Paul Scholes and Ryan Giggs, because they contributed so prodigiously to Manchester United for two decades. That longevity, consistency and those behaviour patterns were quite exceptional."

Niby pierdółka, zwłaszcza gdy chodzi o porównanie z Messim, ale jednak celowo zmieniłeś wydźwięk o 180 stopni. Piszesz wiele o obiektywizmie, ale ja go u Ciebie nie widzę w pewnych tematach - jak właśnie Ronaldo, czy Real Madryt (a jeśli to się łączy to...). No więc już na samym wstępie zapaliła mi się kontrolka, że z tym Messim też może być różnie.

No i było. Twoje streszczenie mniej więcej uprościłbym do "Ronaldo jest lepszy w tym, tym i tym, ale Paaaanie, jak Messi dostaje piłkę to magia".
A SAFa: Ronaldo ma lepsze to, to i to. Messi ma coś magicznego. Chodzi o to Twoje "ALE". SAF nie mówi w ten sposób o tym. Z resztą to jest drugorzędne. Dalej jest mowa o tym, że spore znaczenie ma to, kto im te piłki posyła - czyli po prostu z kim grają (swego czasu ulubiony argument... "hala dzieci"). A wszystko kończy słowami:

In all the times I’m asked I find it impossible to definitely say which is the better player because to relegate either to second place would feel wrong.

Warto też podkreślić w jakim okresie padły te słowa - gdzie był wtedy Messi i Ronaldo, a gdzie są teraz. Co dzisiaj powiedziałby SAF?

Więc ja tutaj tego nie dostrzegam, a wierz lub nie - fanbojem Ronaldo nie jestem. Mam do niego DUŻY szacunek, ale szacunek to za mało, żeby jarać się jakimś piłkarzem, zapewne to rozumiesz. Poza tym są sprawy, za które ten szacunek traci.

I tak przechodzimy do nurkowania i innych wad Ronaldo.
Na wstępie - ogólnie rozdział nie jest jakaś próbą charakterystyki Ronaldo. Przybliżone są okoliczności jego przejścia do Realu, dealu ze Sportingiem, wprowadzaniu do drużyny, różnych momentów, ciekawych sytuacji etc. O nurkowaniu bardzo krótko (a przyznam, że liczyłem na więcej - tutaj Ronaldo, jak mało kto, zasługuje na potępienie). W dodatku SAF twierdzi, że ten problem dotyczył jego młodości, ale się zmienił (sic!). Ogólnie usprawiedliwianie Ronaldo ma miejsce niemal w każdym miejscu, gdzie poddany jest "krytyce" (choć to przesadzone słowo). Więcej miejsca poświęcił już incydentowi z MŚ 2006, gdzie "wykartkował" Rooneya. Ale i tutaj nie potępia go za to, a nawet, no właśnie, usprawiedliwia.

Wydaje mi się, że wyciągnąłeś zbyt daleko idące wnioski - pewne rzeczy podciągnąłeś pod swoje opinie. Jeśli ta książka miała poczynić jakieś rysy na wizerunku Ronaldo, to chyba tylko w głowach największych fanatyków, mających obraz boskiego Ronaldo. Fajnie się to czyta i zachęciłeś mnie to zakupu (póki co jechałem z e-booka), ale nie w takim kontekście. IMO.

ale

napisałeś to wszystko o mojej opinii na temat tego rozdziału (napisane w skrócie i bez sięgania do tekstu) czy co tam tobie się zgadza? Bo "celowe" przekręcanie o 180 to widzę u ciebie - dla mnie fragment poświęcony Żelkowi jest jednoznaczny, tak samo lekki prztyczek w nos Relowi (ale z klasą, bo w takim tonie utrzymana jest ta książka) w temacie transferu, o tej wielkiej kasie. To oczywiście w połączeniu z całą wizją transferową SAFa.

Re: ale

Powiedzmy, że lubię płynąć pod prąd, przez co często staję w obronie Ronaldo. Zdaje się, że chodzi nam o to samo - obiektywizm. Ale widać każdy ma swój. Dalej już nie drążę, bo w sumie zatoczyliśmy 360 stopni, można dostać mdłości

PS: kwestii transferu nie poruszałem, tego akurat nie neguję, ale tu Cię może zaskoczę - na stronie Realu ten fragment wywołał pozytywne reakcje. Calderon wycierał sobie gębę sprowadzeniem Ronaldo i podkreślał to w kampanii przeciwko Perezowi. Wyszło na jaw jaka w tym jego zasługa.

kończąc wątek

Hardrada napisał:
spore znaczenie ma to, kto im te piłki posyła - czyli po prostu z kim grają (swego czasu ulubiony argument... "hala dzieci"). A wszystko kończy słowami:

"In all the times I’m asked I find it impossible to definitely say which is the better player because to relegate either to second place would feel wrong."

Warto też podkreślić w jakim okresie padły te słowa - gdzie był wtedy Messi i Ronaldo, a gdzie są teraz. Co dzisiaj powiedziałby SAF?

-----------------------
Już wiadomo co by powiedział dzisiaj:
http://www.goal.com/en-gb/news/2896/premier-league/2015/04/25/11136662/ferguson-ronaldo-could-score-a-hat-trick-for-doncaster-im

podsumowanie 2014

roku, żeby dobić temat do końca.

Powinienem zacząć od Star Warsów, ale zaczynać nie ma od czego, bo choć podjąłem heroiczną próbę z tym Hanem i skokiem na bank czy co tam, to oczywiście zapału wystarczyło mi na 20-30 stron. Cała reszta, razem z Plagiem, który był legendarny i stał się Legendarny - czeka.

Resztę można przejrzeć sobie tutaj:
/Forum/Temat/16788#582411
/Forum/Temat/16788#592126
/Forum/Temat/16788#593123
/Forum/Temat/16788#598774
39 książek w 2013, 49 w 2012, 31 w 2011. Teraz 33, w tym pozycje stare ale do których chciałem wrócić i niektóre może niezbyt pasujące do rankingów powieściowych.

Poza tym, szczerze przyznam, od czasu osłabienia kompa (a może dzięki temu) skierowałem swoją uwagę w tym roku na różne gry indykowo-niezależne, bądź takie do których normalnie bym nie dotarł. Zawsze tak jakoś trochę mi wstyd, gdy coś pierdołowatego (a do tego zaliczam rozrywkę video) wygrywa z książką. Czasem nawet z kinem, chociaż w tym roku nie było na co chodzić. Ale o tym oddzielnie.


Więc tak:
Największe zaskoczenie 2014:
1. Lisy pustyni (pozytywne z negatywnym zaskoczeniem "polaczkowatości" tłumacza)
2. Pluton wyrzutków (pozytywne, video games to pikuś przy realu)
3. Nawałnica mieczy: Krew i złoto (pozytywne po prostu, z wyrzutem że odpycham ciągle połknięcie całości)

Największe rozczarowanie 2014:
1. Rycerz Siedmiu Królestw
2. Pan Mercedes
3. Śledztwo w sprawie szatana

Najgorsza książka 2014:
1. Pod mocnym aniołem
2. Masa o kobietach polskiej mafii
3. Zasługa nocy

Najlepsza książka 2014:
1. Autobiografia
2. Wszyscy ludzie prezydenta
3. Ojciec Tadeusz Rydzyk. Imperator


Rozczarowanie 2014, bo Rycerz wydaje mi się taki wyrwany z kontekstu a to Martin przecie, King i kryminały chyba nie tworzą dobrego duetu, a szatan ma się dobrze. Nawet jeśli beznadziejnie o nim piszą.

O najgorszych nie ma co mówić, są opisy wyżej, za to najlepszą książką okazała się sportowa. Można? Można. Oczywiście w kulturalnych programach czy Poczytalnych w Toku raczej z pewnością się nie zmieści, ale nie o tym mówię, za dużo by pisać.
Zresztą i książka SAFa i pozostałe dwie mają w sobie to co lubię - sprawną, jędrną historię (chociaż wyszło, że nie ma na pace powieści), dobry język tekstu i mimo, że znam temat - to bywam zaskoczony.


Co na 2015? Zaległości z lat poprzednich, kupione i leżone , do tego SW oczywiście-może (słodkie kłamstwo), Tron w końcu? Ostatni King, bo już widziałem, w końcu trylogia templariuszy Mortki no i co tam wpadnie. Z czasem.

czytelnicze badania Biblioteki Narodowej

Taka ciekawostka
http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,142298,17297141,Polacy_poza_kultura_pisma.html

Jeszcze kiedyś mnie to smuciło, dzisiaj... przecież ci ludzie żyją, całkiem normalnie, więc czy to taka wielka strata?

Re: czytelnicze badania Biblioteki Narodowej

-Jeszcze kiedyś mnie to smuciło, dzisiaj... przecież ci ludzie żyją, całkiem normalnie, więc czy to taka wielka strata?


Myślę, że jednak jest to jakaś strata. Pomijając zwykłą przyjemność, to wydaje mi się, że zmniejszony kontakt ze słowem pisanym ma wpływ na to, jak sprawnie posługujemy się językiem, na czytanie ze zrozumieniem, poprawną gramatykę, zakres słownictwa itd. Widzę po sobie, wtedy jak przestałam czytać i nawet teraz kiedy czytam nadal mniej, wydaje mi się, że częściej szukam słów, które znałam, mam mniejszą łatwość posługiwania się słowem mówionym i pisanym. No chyba, że to początki demencji
W pracy mam do czynienia z różnymi tekstami pisanymi, w większości przypadków przez ludzi z wyższym wykształceniem. To jak często te teksty dowodzą braku zrozumienia tekstu pisanego, są najeżone bezsensem i bykami, jest troszkę porażające. Moim zdaniem to się w jakimś stopniu ze sobą łączy. Choć wiadomo, znawcą tematu nie jestem.

W każdym razie mnie te wyniki zawsze interesują, a zwłaszcza od czasów gdy pod ich wpływem otrząsnęłam się z mojego „nieczytania”. Akurat jak zarzuciłeś linkiem to pisałam sobie podsumowanie poprzedniego roku i mi się przydał (/Forum/Temat/19635).

Co mi się rzuciło w oczy. W tym tekście bardzo dużą rolę przypisuje się szkole, jeśli chodzi o nawyk czytania (czy raczej brak dobrych rezultatów w jego wytwarzaniu). Ja osobiście uważam, że o wiele większe znaczenie ma dom. Jeśli rodzice będą dziecku czytać, dziecko będzie widziało, że sami to robią, to prędzej się zarazi tą czynnością niż takie, które w domu z książką się nie zetknie.
Ja tak miałam, w domu było zawsze mnóstwo książek, praktycznie w każdym pomieszczeniu, kilkakrotnie więcej niż to wspomniane w badaniach 500 tomów. Dla mnie rozrywką było samo układanie ich, po prostu obcowanie z nimi. Rodzice nam czytali, sami zawsze dużo czytali, książki w prezencie to był standard, o książkach się rozmawiało, więc razem z bratem zaczęliśmy czytać niejako z automatu.
Natomiast szkoła ma IMO mniejsze znaczenie. Tych, co wiedzą jaką przyjemność może dać książka, nudna lektura nie odrzuci od całej reszty. Choć faktycznie, szkoła mogłaby „nawracać” tych, którzy w domu nie złapali bakcyla czytania. Mi osobiście brakowało w szkole okazji do porozmawiania o książkach innych niż lektury (na lekcjach oczywiście). Przez całą edukację chyba raz trafiła mi się taka okazja (i to jeszcze w nauczaniu początkowym). Może teraz jest trochę lepiej? Z drugiej strony rozumiem, że przy tych programach do realizacji itd., to ten nauczyciel nie bardzo ma okazję.


Aha i cena książki jako jedna z głównych barier. Na pewno jest to istotny czynnik, ale większość ludzi może go obejść. Po pierwsze biblioteki (sama korzystam często). Po drugie pożyczanie od innych (robię to w obie strony). Po trzecie używane książki (uwielbiam biblioteczne kiermasze, lubię szperać w antykwariatach, jest jeszcze bookcrossing). Wiem, że jak kogoś interesują głównie nowości, to wtedy faktycznie może być ciężej, ale przeważnie można dotrzeć do książek bez konieczności wydawania na nie ogromnych sum. Jak pisałam wyżej wychowałam się w domu pełnym książek, ale obecnie nie uważam, że posiadanie strasznie licznej biblioteczki jest takie niezbędne. Ważniejsze, żeby po postu czytać. Choć fakt, w nowym domu już prawie dobiliśmy do tych 500 W każdym razie trzeba brać pod uwagę możliwości lokalowe

PS Może ci wszyscy nieczytający są szczęśliwi i żyją normalnie, ale, jak to mówią, tylko raz, w przeciwieństwie do tych co czytają

przez Ciebie

kliknąłem na blogi, wstydź się

Po prawdzie ostatecznie też nie jest mi wygodnie z "nieczytaczami", bo często w kontaktach zawodowych... powiem tak, bastionowe czytanie bez-zrozumienia, to jednak jakieś tam czytanie.
A w życiu masz roszczeniowych kretynów, którzy nie odróżnią sufletu od omletu, ale kłócą się że mają rację
Nie wiem czy byłoby lepiej gdyby mieli większy zakres heh słownictwa, w końcu Robinson z Piętaszkiem dogadywali się zanim ten drugi nauczył się englisha. Ale może by tak było.
Może większej ilości osób zależałoby na czymś więcej niż własny kałdun i 4 ściany.


Co do szkoły to... ja umiałem czytać, pisać i liczyć przed 1 klasą, co wydawało mi się oczywistym, ale z biegiem czasu jednak nie Wkład mojej mamy w te umiejętności jest bezcenny i prawdopodobnie nigdy się za to nie odwdzięczę, nie mniej czasem dla beki żartuję, że jako jedynakowi bez możliwości posiadania zwierzaka i żebym nie rozrabiał - dawała mi w rękę tomik i był spokój

Nie mniej w jakiś sposób rozwinęło to moje przeróżne hmmm rzeczy, tak to nazwijmy i dzięki temu skorzystałem i spróbowałem wielu aspektów życia, zachęcony właśnie tym co przeczytałem.

Natomiast problem ze szkołą jest taki, że... szkoła jako taka jest częścią systemu mającego dać jakoś opisanego obywatela. Szkoła nie uczy i nie zachęca do niczego. Mogą to zrobić wyjątkowi nauczyciele i z pewnością nie na masową skalę.
Nie mniej jednak dzieciaki coś polubią, jedni matmę, inni fizę, inni wf i pójdą na sportowca, a inni językami, robiąc rzecz niesamowitą, czyli zgarniając gorsze oceny za język ojczysty niż obcy.
Część, która zainteresuje się książką też będzie, ale nie ma możliwości by bez hmmm własnej głębokiej potrzeby czytelnictwo stawało się częścią życia.

Dla mnie książka jest tym samym co jedzenie, spanie, praca, seks, granie czy oglądanie filmów. Dla innych pozostaje tylko żarcie, robota i kopulacja. Inni zastępują książki czy gry podróżami itp.
Więc tak to u nas idzie, taka kultura i przekaz, między Bugiem a Odrą.


A co do cen - ostatni głośno było, że Miłoszewski pojechał "vypom" o tupecie na Paszportach Polityki. Tylko ten sam szacowny autor, mający rację że na "salonach" rządzi chamówa mająca z kulturą tyle wspólnego, że idzie zacytować Adasia
A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? (...) Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! - ten sam autor jest za wprowadzeniem irracjonalnej ustawy dotyczącej jednolitej ceny książki przez pewien okres czasu.

Owszem, takie zapisy prawne są w wielu państwach Europy, ale też różne są tego skutki jak i różne jest podejście do kultury np. wydawanie nowości w HC, co przedłuża żywotność tytuły a HC ma cenę naszych miękiszy na ch* papierze.
U nas, jak znam odwrócone tu do góry nogami życie, zapewne byłoby tak, że cena byłaby jedna, ale i tak bijąca po portfelu.

A najzabawniejsze jest to, że w tym zapyziałym PRLu moja mama mogła zanieść większą partię makulatury (4-5kg jakoś) i dostawał talon ze zniżką do księgarni na 30 czy nawet 50%. Po dzisiejszej cenie w Warszawie, żeby uzbierać 30 złotych musiałbym przytargać 450-500kg.
PÓŁ TONY o0


Tak więc... badania badaniami, szkoła szkołą, ustawa ustawą a życie jak widać.

Re: przez Ciebie

-kliknąłem na blogi, wstydź się

Będziesz żył.

(...)ten sam autor jest za wprowadzeniem irracjonalnej ustawy dotyczącej jednolitej ceny książki przez pewien okres czasu.

Czytałam o niej swego czasu, też mi się wydaje, że u nas mogłoby to źle się skończyć. Ale myślałam, że sprawa ucichła.

Żeby zakończyć optymistycznym akcentem. Jedna znajoma z pracy prawie nie czyta. Nie wyniosła tego z domu, sama nigdy się nie wciągnęła. Ale rozumie jakie to ma znaczenie i swoje dzieci stara się w czytanie wciągnąć. Więc może jest nadzieja, że będzie kiedyś lepiej?

projekt

ustawy leży podobno od dwóch lat, więc wyraźnie widać jak to jest z podejściem do kultury.

Optymistycznie kończąc to jestem ciekaw jak ona zachęca dzieci skoro sama nie czyta? Wydaje mi się to trochę abstrakcyjne

Re: projekt

-Optymistycznie kończąc to jestem ciekaw jak ona zachęca dzieci skoro sama nie czyta? Wydaje mi się to trochę abstrakcyjne
-----------------------

Z tego co opowiadała to wynika, że dużo im sama czyta, kupuje książki i zachęca do tego. Przy czym nie wiem na ile się to sprawdza. Dzieciaki to na razie kilkulatki.

czyli

jednak "czyta". Abstrakcja

Re: czyli

Hehe, teoretycznie. Ale nie dla siebie. Nie wiem czy czytanie dziesiąty dzień z rzędu "Brzydkiego kaczątka" można uznać za rozwijającą rozrywkę dla dorosłego

można

przeróżnie zinterpretować wydarzenia w historii, poza tym nadać inny kształt każdemu z bohaterów.

Ja bym tak zrobił.
Ale nie mam dzieci.

Szczęśliwie Dlatego czytam sam dla siebie

Re: można

Lord Bart napisał:
przeróżnie zinterpretować wydarzenia w historii, poza tym nadać inny kształt każdemu z bohaterów.

Ja bym tak zrobił.
Ale nie mam dzieci.


Kilkakrotnie już słyszałam od różnych rodziców/dziadków, że jak dzieci katują ich czytaniem w kółko jednej bajki, to wyłapią najmniejszą literówkę, a ma być za każdym razem tak samo

Ale jak słusznie zauważyłeś, dyskutujemy na temat, który nas nie dotyczy

capi

to konserwatyzmem, ale... faktycznie. Będziemy się martwili jak na nas trafi

Coś ze SW...

Darth Bane - Droga zagłady

hołd lat 80

-Player One Ernesta Cline`a, powieść nominowana na do Locus Award w 2012 roku. Choć to akurat nie wyróżnienie powinno was zachęcić, a tematyka jaką powieść się zajmuje. A są nią gry wideo, prym oczywiście wiedzie globalna gra MMO "OASIS" w której dzieje się większość akcji książki. To co najbardziej pochłonęło mnie w lekturze, to ogromna wręcz ilość nawiązań do klasyki gier wideo, filmów, seriali, muzyki oraz literatury czy całej subkultury geekowskiej z lat 80 ubiegłego wieku. Do samych Gwiezdnych wojen znajdzie się kilka (jakby ktoś był ciekawy jakie http://ossus.pl/biblioteka/Nawiązania_do_Gwiezdnych_wojen_w_literaturze). Jak dla mnie pozycja obowiązkowa dla fanów fantastyki.

...

Simone Beckett, Szepty Zmarłych

Agata Christie, Morderstwo na polu golfowym

wrażenia

jak zawsze zwalają z nóg, nie mniej przez moment przeczytałem, że to Samuel, nie Simone... a potem przeczytałem jeszcze raz i przecie to oczywiste.

Joe Hill "Rogi"

Joe Hill "Rogi" - Jest to druga powieść syna Stephena Kinga. Główny bohater zyskuje diabelskie moce, które sprawiają, że mieszkańcy jego miasta bez zahamowań wyznają mu swoje najgorsze grzeszki. Książka jest napisana z dużą dawką humoru i widać że Joe Hill "wyssał" talent pisarski z mlekiem ojca . Moim zdaniem ma nawet lepsze i lżejsze od niego pióro, bo u Hilla książka nie musi mieć tak jak u Kinga co najmniej 800 stron i nie stosuje takich przydługawych opisów. Książka spodobała mi się do tego stopnia, że obejrzałem też ekranizację z "Harrym Potterem". Film nie jest już tak dobry ale też warty obejrzenia. Na pewno sięgnę po pierwszą książkę Joe Hilla "Pudełko w kształcie serca".

Księga Nowego Słońca

Ostatnie 6 tygodni spędziłem na ponownym poczytywaniu Księgi Długiego Słońca Gene - w międzyczasie ogarnąłem jeszcze wszystkie archiwalne numery neo+ i ze dwie czytanki ale to właśnie 4 tomy tego niedocenionego amerykańskiego pisarza ponownie skradły me serce.

Historia ma miejsce na Whorlu - kolonii ziemskiej, czegoś na kształt tych futurystycznych lejków znanych chociażby z Gundama czy też Elizjum, instalowanych w punktach Lagrange. Whorl upada - porzucony przez stwórców, nieserwisowany od dziesiątków lat system zaczyna szwankować, wydłuża się lato a jeziora tracą na objętości. Mieszkańcy Vironu - jednego z państw-miast klepią biedę, rządy sprawują od lat radcy - ci dokonali przewrotu i znieśli kartę tzn. nakaz wyboru nowych władz co kilka lat. Od lat nie ma też Calde - odpowiednika Papieża a w jego imieniu rządy kościoła sprawuje Koadiutor. Ci w swej tradycji mają obowiązek składania ofiar ze zwierząt w świętym oknie - czymś na kształt projektora panteonu bóstw.

Sami bogowie to ciekawa sprawa - są bardzo ludzcy, małostkowi i bezczelni wręcz momentami a gdy już zaczną ingerować w życie mieszkańców Vironu, szybko okazuje się jak niewiele dla nich znaczą ich wyznawcy. Nie do końca są też pochodzenia boskiego, to raczej wcielenia prekursorów kolonii, być może wpływowa rodzina założycieli tego przedsięwzięcia. Ciężko jednoznacznie orzec - autor uwielbia niedomówienia i gros informacji trzeba wyłuskiwać z dialogów.

Bohaterem jest patere [ksiądz] Jedwab - na początku pierwszego tomu obarczony wizją od Zewnętrznego [jednego z bogów ?] jest zmuszony do podjęcia trudnego do wytłumaczenia zadania. Sprawa zaczyna się od spłacenia zadłużonego manteionu [kościoła] ale szybko zmierza w zupełnie niespodziewanym kierunku.

Świat przedstawiony jest kapitalny - ma solidne podstawy, jest wiarygodny co umacniają bardzo dobre wątki obyczajowe i opisy poszczególnych dzielnic i przybytków Vironu - zawędrujemy do domu uciech [prostytutki grają tu całkiem ważną rolę], siedziby Calde, tajnych kryjówek spiskowców i wpływowych ludzi, stacji kontrolnych dla kolonistów które nam czytelnikom wydadzą się znajome - klasyczne technologie rodem z pierwszego lepszego SF - a dla bohaterów powieści będą to zapomniane przez czas siedziby naukowców i twórców Whorla. Ale wbrew pozorom to nie jest klasyczna fantastyka - pierwszy tom podpada pod obyczajowe fantasy, dopiero z czasem Gene Wolfe uchyla rąbka tajemnicy ale nawet to co napisałem na początku to w głównej mierze moje domysły i spekulacje i każdy czytelnik, jeżeli będzie chciał sam wyrobi sobie własne zdanie.



Trzeba mieć na uwadze, że nie jest to książka dla każdego, autor nieraz przeskakuje do następnej sceny i dopiero z dialogów każe czytającemu dociec co miało miejsce wcześniej. Często też zbacza z toru - pozwala postaciom się wygadać [dialogi momentami są kapitalne np. gdy jedna z maytere-zakonnic swą ujmującą szczerością i odwagą nakłania zarządzającego kontrwywiadem do kapitulacji], Jedwabiowi prawić kazania a pozostałym bohaterom dramatu toczyć dysputy, które świetnie nadają im charakteru ale niekoniecznie idą w parze z ciągłością opowiadanej historii. Sporo wydarzeń ważnych rozgrywa się w tle, pewne sytuacje znajdują wyjaśnienie dopiero po kilkudziesięciu stronach. Tetralogia ta zawiera jedną z najlepiej opisanych wojen o jakich czytałem - Wolfe nie przebiera w szczegółowych opisach frontu, kładzie nacisk na kilka scen, kilku rzuconych w młyn żołnierzy, wymiany ognia są wspominane mimochodem, krwawe batalie i straty w formie plotek i niedokładnych raportów. To tylko tło ale niezwykle sugestywne.



Mamy tu kwestie wiary, poświęcenia, ludzkiej doli i niedoli, kilku świetnych bohaterów drugo i pierwszoplanowych, ciężką do przewidzenia, wymykającą się schematom fabułę i bardzo specyficzną nostalgiczną atmosferę. Uwielbiam twórczość Gene Wolfe ale jak już pisałem - nie chciałbym by ktoś na fali moich peanów odbił się od niej jak poparzony, ale spróbować warto.

św Teresa Benedykta od Krzyża - Wiedza Krzyża

W ramach przerwy od czytania serii SW Legacy, postanowiłem posilić mózgownicę, czymś bardziej ambitnym, co zmusiło by szare komórki do większych obrotów. Wybór padł na dzieło św. Teresy, którą większość ludzi zna pod imieniem i nazwiskiem - Edyty Stein.

Wiedza Krzyża, to jedno z jej ostatnich dzieł, pisanych tuż przed śmiercią. W tej książce poddaje analizie żywot św. Jana od Krzyża. Jak się okazało lektura faktycznie wymaga skupienia, aczkolwiek jest dość przystępna dla czytelnika, który na co dzień nie obcuje z teologią. Osobiście, najbardziej do gustu przypadła mi część ostatnia, gdzie autorka przybliżyła ostatnie lata życia świętego, przybliżając równocześnie mentalność samej epoki, w której żył św. Jan od Krzyża.

Po książkę warto sięgnąć, także ze względu na losy św. Edyty Stein, bo niewątpliwie święta, ewidentnie czerpała z żywota św. Jana. Był on dla niej inspiracją, jak podejść do takich zjawisk jak; odrzucenie, nietolerancja, czy też do zbliżającej się śmierci.

jednolita cena książki

już gdzieś to podnosiłem tutaj, ale - miałem okazję wysłuchać i polecam
http://audycje.tokfm.pl/odcinek/25000
człowiek totalnie potwierdził mnie, że ten projekt w Polsce nie ma racji bytu. A już jak użyło słowa "hejtować" to myślałem, że dostanę zawału.

Warto też przeczytać
http://annaaugustyniak.natemat.pl/137099,plusy-i-minusy-ustawy-o-jednolitej-cenie-ksiazki


Czy ja bym nie chciał mały/średnich księgarń, małych/średnich wydawnictw? Chciałbym, tak jak wielu innych rzeczy, ale nie ode mnie one zależą, a ja mam mieć w plecy jako klient. Dlaczego? Bo właśnie najczęściej istniejemy jako konsumenci. I czy mamy się martwić, że coś zniknie? A zniknie bezpowrotnie? Wątpię, każda luka, każda nisza to szansa na biznes i zapełnienie jej.
Poza tym ludzie kupujący "mniej popularne tytuły" i tak będą je kupowali, bo są... mniej popularne. Nie da się zrobić z ciekawej książki tak jak tutaj
http://xiegarnia.pl/artykuly/felieton/oplaca-sie-robic-dobre-rzeczy-wydawnictwa-w-niszy/
hiciora na miarę Gry o Tron czy 50 Twarzy.

Nie da się. Więc z całym rozmysłem, chociaż projekt jest w Sejmie, jeśli ktoś będzie proponował mi podpis pod społecznym poparciem tej idei - powiem nie. Bo to społeczeństwa nie wspiera, a li tylko biznes - bo tym są księgarnie i wydawnictwa.

WTK

6 edycja, Narodowy, wybrałem się w pt, chociaż nie miałem na oku żadnego autora.

Natomiast okazało się, że wycieczka była baaardzo pouczająca i baaaardzo ciekawa.
Najpierw wdałem się w pasjonującą dyskusję z kimś ze środowiska małych księgarzy, oczywiście na temat jednolitej ceny książki. Ostatecznie potwierdziła się moja opinia, że na samym końcu każdy myśli o swojej dupie, co źle wróży i tak skromnemu polskiemu czytelnictwu.

Potem trafiłem na stoisko, gdzie "Drach" Szczepana Twardocha (podobno murowana Nike) sprzedawano w miękkiej 3 złote taniej niż można dostać w twardej oprawie. Na moje pytanie dlaczego tak jest i czy przypadkiem te Targi, w teorii święto czytelnictwa, nie powinny wyglądać jak "promocje" w polskich sklepach, że tuż przed podniesiemy cenę, żeby potem dać AŻ 15% i tak dalej, ale powinny być promocją czytelnictwa jednak przez PLNy - dostałem odp, że osoba sprzedająca nie wie, a przedstawiciela stoiska gdzieś wywiało. Pewnie bzykał na zapleczu, znaczy się na tym co pójdzie potem na przemiał :/

W końcu jednak pozytyw - prof. Longin Pastusiak, którego dane mi było poznać pół-prywatnie, podpisywał swoje książki, w tym najnowszą "Od Roosvelta do Obamy. Prezydenci USA w anegdocie". Nabyłem, dostałem prywatny autograf, trochę porozmawiałem o wyborach i mimo tego - zakończyło się dobrze.


Takie to ciężkie czytelnicze życie w Polsce...

książki 2015 #1

Zaczynamy nowy rok książkowy, na pohybel ignorantom, troglodytom i garnkom z empiku.

Pozycja #1 Tożsamość Rodneya Cullacka
Przemek Angerman
Będę chamski, ale bardziej niż na książce skupię się na „karierze” filmowca. Dlaczego? Zobaczycie. Jako scenarzysta – 2 odcinki MjakSzit, fabularny Jak to się robi z dziewczynami (aż chce się wrzucić Lindę), 5 odcinków Bao-Babu (nie pytajcie), Skazany na bluesa (film ratuje Kot i muzyka, historia jest dziurawa i wątpliwa), Dziki 2. Pojedynek (i to jeszcze w czasach, kiedy te nie wchodziły w szkodę i barachło nie zjeżdżało się do stolicy) i w końcu wiśnia tortowa - Wyjazd integracyjny.

Ambitne, prawda? I nagle ni stąd ni zowąd – Fala zbrodni, gdzieś pod 50 odcinków. Uau, wziął wtedy leki czy odstawił? Bo książka, jak głosi tyłówka, debiut w krainie science fiction, to właśnie przewaga tego co wyżej. A dobra zbrodnia czy przychodzi tu falami, chociaż trochę tak przewertowałem tytuł, myślałem że gdzieś trafi się coś godnego zaczepienia i odbicia. Niestety.

Pod warstwą widowiskowych strzelanek, megaszybkich pościgów, walk na pięści i ekstrawaganckiego seksu ukryty jest klucz. Czy wszyscy ten klucz odnajdą? Na pewno nie.
I to jest jedyna prawda, która się autorowi udała. Nie tylko nie odnalazłem klucza, ale trafiłem ledwo na jakąś nap*. Ani szczelanki, ani fur, o dupach już nie wspomnę.
Angerman wykreował swój świat i w nim umieścił jakąś historię. Ale jest to świat (i jego opisanie) takie jak te scenariusze – słaby, bełkotliwy, zrozumiały pewnie tylko dla twórcy.
Jak zwykle „cudowny” początek roku

#2 Morderstwo w Alei Róż
Tadeusz Cegielski
Zawsze jakiś kryminał się przypałęta. Od kiedy zacząłem je czytać, nie mogę mnie opuścić. To jak z podatkami
Akcja Morderstwa w alei Róż toczy się w 1954 roku w Warszawie. Ryszard Wirski, funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR - Bogusława Szczapy. Sytuacja jest trudna, nic nie jest jasne i niczego nie można być pewnym. Kapitanowi Wirskiemu depcze po piętach oficer UB - Mikołaj Kowadło.

I wszystko byłoby tipes-topes, bo autor – znany profesor historii i miłośnik Warszawy – całkiem zgrabnie łączy wspomnienia z przed- i po- wojny. Niestety, tylko to mu wychodzi. Reszta, czyli postacie dramatu i sam wątek kryminalny – dramat. Niejasna intryga, niejasne dialogi a wszystko (aaa jeb* spoiler) rozwiązuje się praktycznie w przyyyydługiej rozmowie komisarza z jednym z podejrzanych. Tak, siedzą sobie u niego w domu, dyskutują i już.
Masakra jakaś, druga książka i druga wtopa.

#3 Ulica nadbrzeżna
Cudowny czwartek

John Steinbeck
Dwie książki w jednej, przedstawiające losy starych i nowych mieszkańców Paisanos, ubogiej dzielnicy portowego miasta Monterey, tuż po IIWŚ. Steinbeck skupił się na akceptacji życia takiego jak jest, samotności jednostki, poezji zapyziałej ulicy, brudnej, smutnej, głodnej – ale dla niektórych najważniejszej na świecie.

Jak sam mówił: "Jest to rzecz nostalgiczna, napisana dla grupy żołnierzy, którzy mi powiedzieli: napisz coś śmiesznego, co nie dotyczy wojny. Napisz coś dla nas do czytania - dosyć już mamy wojny!".
To „coś śmiesznego” powstało w latach 1945-54… może wtedy śmieszyło, w ten inny humorystyczny sposób. Dla mnie ta książka jest dość dziwna, a zatem zwyczajna, jeśli chodzi o literaturę hmmm wysoką? Wyższą?
W końcu mówimy o Nobliście, który napisał ‘Myszy i ludzie’ i ‘Na wschód od Edenu’. Czasem warto się zmierzyć z czymś takim.

Chociaż początek jest przegenialny, jakoś tak skojarzyło mi się z Bastionem
Jej mieszkańcy to, jak się ktoś kiedyś wyraził, „dziwki, alfonsi, szulerzy i skurwysyny”. Gdyby ten ktoś spojrzał z innej strony, powiedziałby może: „święte, aniołowie, męczennicy i błogosławieni”, i też miałby słuszność.


#4 Sejf
#5 Obraz kontrolny
Tomasz Sekielski
Różnie bywa jak dziennikarze biorą się za pisanie książek i mówię tutaj o prozatorskich powieściach. Popularny „Seki”, którego zawsze lubiłem, stworzył miks kryminalno-sensacyjno-szpiegowsko-polityczny i mogłoby to być zjadliwe, gdyby… napisał to w inny sposób.
Dwie zasadnicze wady obydwu książek (Obraz jest kontynuacją, jest jeszcze część trzecia, ale już nie mam ochoty) to:
1. Styl pisania, niby oparty na wartkiej akcji i filmowych dialogach, ale z przeraźliwą ilością ekskluzywnego szczególarstwa. Każdy lepszy alkohol musi być wysmakowany do ostatniej nuty, każda broń doprecyzowana do ostatniego milimetra każdej części, nawet chirurgicznie doskonałe cycki jednej kurewki nie wystarczą, muszą pójść w połączeniu z ustami, rzęsami i połykowym blowjobem. Nadmiar ekspresji twórczej – stanowczo.
2. Zawsze podkreślam, że nie zabraniam autorom mieć własnych poglądów religijno-obyczajowo-politycznych, ale niech ich książkowe awatary nie rażą tym na kilometr. Owszem, przyjemnie mi czytać wizję państwa pod rządami Pisuaru, który tworzy swój własny układ, jednocześnie pozwalając istnieć i współpracując z układem wywiadu grającego na dwa fronty – swój i partyjny. Tyle, że kalki autentycznych wydarzeń są zbyt dosadne, podobnie jak ludzie u władzy, śmierdzący Jaraczem, Wesołym Antkiem i resztą szalonego kapelusza katoprawicy.

Seki niestety wali obydwoma punktami jak cepem, jak gdyby książka była pisana dla mało kumatych czytelników, co to między dwoma delikatnymi zdaniami nie dostrzegą podobieństw. Tak jest w pierwszym tytule, który co prawda kończy się trochę jak TESB (co powinno mnie cieszyć), ale niewiele to zmienia – jak i w drugim, gdzie przeskakiwałem po parę stron, nic wielkiego nie tracąc i z ledwością skończyłem.
Szkoda, taka prawda, chociaż jeśli wziąć pod uwagę ile obserwacji Seki wykorzystał ze swojego życia zawodowego to… TVN wcale nie jawi się jako oaza profesjonalizmu i dziennikarskiego raju, raczej brudna korpo-szmata, jak wszystkie inne. Co, radując mnie i smucąc jednocześnie, potwierdza teorię o braku jakości w tym zawodzie. Od dawna.

#6 Towarzysze broni
Sven Hassel
Sytuacja podobna jak przy opisywanych rok temu ‘Lisach pustyni’ Paula Carella – do tej pory nie miałem okazji trafić na wiele polskich przekładów książek, które dotyczyłyby żołnierzy IIWŚ z państw Osi. Nie żebym specjalnie szukał, ale tak jakość.
Okazało się, że Sven Hassel
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sven_Hassel
na podstawie swoich doświadczeń napisał aż 14 książek. Czy sięgnę jeszcze po kilka z nich? Nie wiem, po ‘Towarzyszach’ mam takie odczucie, że będzie to to samo (w końcu bohaterowie powtarzają się), tylko może trochę inaczej. Czyli okrutna wojna okrutnych ludzi, wręcz momentami psychodeliczna, z miotaniem się między dobrymi, przymuszonymi do wojaczki, Niemcami a katami Europy.
Czyta się to nieźle, poza momentami cyrku wariatów, który zresztą występuje za linią frontu. Mam mieszane uczucia, muszę jeszcze pomyśleć, nie mniej wiem, że ci „źli” w ostateczności zawsze wyjdą na swoje. Co jest dziwnym układem na tej planecie.

#7 Chłopcy z ferajny
Nicholas Pileggi
Fajne porównanie dziennikarskie do Sekiego, może nie do końca trafione pod względem gatunku książkowego, ale jednak – żurnalista działający w tematyce mafijnej pisze w swoim życiu tylko dwie książki. Ale jakie – w 1986 „Wiseguy: Life in a Mafia Family” (właśnie nasi ‘Chłopcy’), a w 1995 „Casino: Love and Honor”. Na podstawi obydwu powstały filmy: „GoodFellas” (1990) i „Casino” (1995). Można? Można.
Książkowe „Kasyno” jakoś jeszcze nie wpadło mi w ręce, ale „ferajna” przypłynęła ostatnio i w oryginale i po polsku. Historia życia Henry’ego Hilla (kto to? co i jak? nadróbcie, bo macie spore braki) to po prostu zakręcona mafijna karuzela, choć znacząco inna niż to co pokazano w filmie. Jeśli chcecie zrozumieć znaczenie powiedzeń „żyć pełnią życia, pełną piersią”, czy „tak jak gdyby zaraz mieli cię zabić” – Henry z pewnością wam to wytłumaczy. Oczywiście nie spodoba się wam to, bo jako ciułający grosze frajerzy nie macie szans na coś takiego, ale… ten się śmieje kogo program ochrony świadków nie obejmuje do końca żywota. I to jest fajne porównanie, akurat pasujące, do tych „złych” co jednak ostatecznie wygrywają.
Książka mafijnie kanoniczna

#8 Gra o tron
/Forum/Temat/6549#513578
/Forum/Temat/6549#599613
#9 Starcie królów
/Forum/Temat/6549#600977
#10 Nawałnica mieczy: Stal i śnieg
/Forum/Temat/6549#602387
#11 Nawałnica mieczy: Krew i złoto
/Forum/Temat/6549#603512
George Raymond Richard Martin
Przemogłem się i zatrzymałem, zgodnie z wewnętrznym założeniem, przed następnym serialowym sezonem.

Re: książki 2015 #1

Panie kochany starłarsy Pan poczytaj a nie takie poważne Pan czytasz dzieła i to jeszcze w wydaniach niezbiorczych.

Ani słowa prawdy

Cóż, zgadzam się z opinią z tego tematu:

http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/13415#439943

Całkiem sympatyczne opowiadania I fajne nawiązanie do Bronisława Komorowskiego Ciekawe czy jeszcze kiedyś Piekara wróci do przygód Arivalda, bo w sumie przydałoby się rozwinąć opowiadanie o Nowym Świecie

książki 2015 #2

No, tym razem się udało. Idealane zakończenie 22k postów

#12 Roman Wilhelmi. I tak będę wielki!
Marcin Rychcik
ROMAN WILHELMI WIELKIM AKOTREM BYŁ!
Tego typu wymuszone/napuszone stwierdzenia pewnie da się podpiąć pod innych aktorów, już nie zastanawiając się czy oni naprawdę na to zasługują czy nie. Ja powiem, że co do Wilhelmiego to jednak zgoda. A co na to jego biografia?
Ta, zrobiona przez Samcika, owszem zasługuje na szacunek za napisanie. Ktoś w końcu odkurzył zapomnianą legendę, dość okazuje się nielubianą w środowisku. Natomiast jako praca magisterska (bo tak to było)– to słabiuutko, a ja przecież nie jestem zwolennikiem prac dyplomowych ala da Vinci czy Kopernik.

Dlaczego tak? Bo książka składa się z 3-4 rozdziałów i wszystkie one są identyczne. Sztuka po sztuce, film po filmie, niby typowe dla aktora, ale tak naprawdę to ciągle to samo. Za mało jest anegdot, za mało soczystych smaczków (mówienie do kobiet per cipek przykładowo ), jedno tylko o poceniu się i spalaniu w roli. Po prostu uważam, że dobra biografia... jest chyba cięższa do napisania niż dobry kryminał, a przecież tych drugich nigdy nie nominuje się do "poważnych" nagród literackich.

Jedno co niewątpliwe zawsze odbieram in + to spis filmów i sztuk teatralnych, dzięki czemu wynotowałem sobie rażące braki do uzupełnienia, ale też parę takich co to widziałem raz, a teraz mam okazję na powrót.
Bo Roman Wilhelmi wielkim aktorem JEST, dla mnie, nadal. Przez swoje występy, swoją osobowość, faktycznie przez to coś, co odróżnia jednego studenta z roku teatralnej szkoły od reszty. Włożenie go tylko w Dyzmę i Anioła to... byłaby smutna puenta.

A za taką trochę muszę uznać tą książkę. Mogłaby być lepsza, nie jest zła ani nie zarzucam braku obiektywizmu komuś, kto w pierwszych słowach pisze, że to tytuł o jego mistrzu. Ale jednak poczułem się rozczarowany.

Żyj pełnią życia.
Roman Wilhelmi tak właśnie żył. I grał.

#13 Przebudzenie
Stephen King
/Forum/Temat/8569#606950

#14 Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Dalszą część tytułu pominę, bo jego rozbuchanie (teoretycznie zaplanowane i z sensem) jest równie bombastycznie przerażające co treść książki. A ta zawiera się na 900 stronach i dotyczy (mniej więcej) losów Rzeplitej tuż przed rozbiorami, z udziałem pewnego Żyda Franka.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_Frank
Książka ma być przeciwieństwem sienkiewiczowskiego zadęcia patriotycznego, jak to wszystkim na kraju zależy, walczą dzielnie, ale tak naprawdę to przegrana sprawa.
Tutaj widać jaki to był miks kulturowy, bez praktycznie żadnej wspólnoty, nawet języka, jak ludzie chcieli żyć i handlować bez względu na to pod czyim panowaniem.

Teraz co do samego suchego – zmęczyłem strasznie 250 stron. I poddałem się. Wszelkie achy i ochy na temat tego tytułu uznaję za typową polską manię, że jak już Tokarczuk dostała Nike to każda jej książka jego genialna, a ta (też taką reckę przeczytałem) zasługuje w ogóle na Nobla z literatury :/

Fakt, na wielkie uznanie zasługuje wydanie tego tomiszcza. Twarda okładka, szycie i przede wszystkim stylizacja na encyklopedię-księgę wiedzy z tamtych czasów. Ryciny, specjalne oznaczenia na brzegu i grzebiecie strony i przede wszystkim żydowska numerologia od tyłu, czyli zaczynamy pierwszą stronę od 9-setnej.
O ile stylówa i proponowana za nią cena (70PLN) są przegenialne patrząc na polski rynek to treść... powiem tak, po 250 stronach nie dotarłem do bohatera głównego. A jeśli gdzieś mignął to najwyraźniej zgubiłem go w natłoku opisów każdego elementu otoczenia. Ja rozumiem „siedem granic, pięć języków i trzy duże religie”, ale nie w taki sposób. Nie odmawiam autorce ogromu treściwej pracy historycznej, który zapewne włożyła w ten tytuł, ale... rozwleczenie Hobbita przez PJ w kinie to jedynie malutka zmiana w stosunku do rozbuchania każdego małego wydarzenia tej książki. Kiedy przez 200 nie ma konkretu z zapowiedzi o czym, u licha, ten tytuł ma traktować.

#15 Blackout
Marc Elsberg
Kolejny grubas (780), ale już kiedyś wspominałem, że lubię takie. Znaczy książki wyłącznie Jak jest dobra to ma człowiek nad czym przysiąść i nie zastanawia się co dalej. Czy tu też tak było? No, książkę skończyłem, więc już jakiś wyznacznik to jest
O czym?
Pewnego zimowego dnia w całej Europie następuje przerwa w dostawie prądu – pełne zaciemnienie. Włoski informatyk i były haker Piero Manzano podejrzewa, że może to być zmasowany elektroniczny atak terrorystyczny. Próbując ostrzec władze, sam zostaje uznany za podejrzanego.
W próbie rozwiązania zagadki stara się mu pomóc dziennikarka Lauren Shannon. Im bliżej będą prawdy o przyczynie zaistniałej sytuacji, tym większe ich zaskoczenie oraz niebezpieczeństwo, na jakie się narażają.
Tymczasem Europa pogrąża się w ciemności. Zaczyna brakować podstawowych środków do życia: wody, jedzenia, ogrzewania. Wystarczy kilka dni, by zapanował chaos na niespotykaną skalę.


Czyli trochę apokalipsy, ale bez grzybów atomowych ani zombie. Ale całkiem na poważnie. Autor bardzo zgrabnie i (wg mnie) bardzo wiernie oddał jak bardzo dziś uzależniliśmy się od prądu, do ile rzeczy jest on wymagany, a jednocześnie jak obsługująca to technologia łatwo może ulec... uszkodzeniu, tak to nazwijmy.

Historia dzieje się w przeważającej części w oparciu o UE i jej struktury, co by jednak nie mówić - z mocnym uwzględnieniem niemieckiego wpływu na Europę, ale nie ma tu żadnej przesady. Praktycznie mamy tu w pigułce (dobra, pigule) całą techniczną-biurokratyczną część Europy, mamy multi-kulti w rozumieniu totalnej swobody podróżowania ludzi o dowolnej europejskiej narodowości oraz ładnie rozpisane zasady produkcji, dystrybucji i sławetnego uwolnienia rynków energii.

No i jak wszystko się wali, to pomimo naprawdę solidnych wysiłków wszystkich państw + Unii jako takiej - ratuje nas, jakby na to nie patrzeć, jeden uważny, technicznie ogarnięty (ale nie, robienie słitdziubków myślącym aparatem i wrzucanie tego do Sieci to nie to) człowiek. Po sporych bojach.
Czarna to wizja, chociaż bardziej niż mrok "bezprądowia" przeraziło mnie to co wychodzi... co miałoby wyjść z ludzi. Znaczy ja uważam, że taka jest prawda, ale za każdym razem brzydko to wygląda.
Nasz światła (nomen omen) wyższość nad innymi, bo kupię sobie pseudo-kawę w styropianie, pyknę z nią fotkę, wrzucę i jednocześnie lajknę mema-antymuzułmańskiego, znika jak sen złoty w starciu z brakiem prądu, wody, żarcia, ogólnego poczucia bezpieczeństwa. Powiedziałbym, że wychodzi z ludzi najgorszy zwierzyniec i bestialstwo, ale... może wtedy obraziłbym faunę tej ziemi.

Tak czy siak nie liczcie na solidarność społeczną nigdzie indziej niż w dobrobycie
A tak polecam przeczytać, może poza końcówką, która odbiega trochę od założeń książki, trochę za bardzo trąci tą "złą Ameryką", pełną patosu i zwycięstwa w gromkimi brawami. Na szczęście to tylko końcówka.

#16 Pakt Ribbentrop-Beck
Piotr Zychowicz
Noooo, z tą książką to ja mam niezły zgryz. Z jednej strony jestem wielbicielem fantazji i alternatyw historycznych, wychowanym na wszelkiej maści strategiach, gdzie Polską nie o-take rzeczy robiliśmy. Z drugiej strony autor pisuje do Uważam Rze, co jednoznacznie go określa, bo akurat coś co przyjęło nazwę polskiej prawicy, jest jednego formatu.

Ale zaryzykowałem i nawet rozdział pierwszy, który potem jest rozkładany na czynniki, do pewnego momentu ma sens, historical fiction, ale jednak. Nie mniej długo to nie trwało – co prawda jeszcze cuda dowódców pancernych na Wschodzie są do łyknięcia, demokratyzacja Ukrainy i Białorusi pod polską ręką też, ale jak już ułani dopadają pociąg, którym wywożona jest mumia Lenina i dzielny jeździec odcina mu głowę i galopuje z nią nadzianą na pikę w kierunku Norymbergi dla pozostałych przy życiu przywódców ZSRR…

W pozostałych rozdziałach wytłumaczone i „uzasadnione” są kolejne tezy i wizje pierwszego, nie mniej daleko temu tytułowi do hmmm napisanej językiem naukowym (acz zrozumiale) książki. Autor posługuje się czasem tak prostym i nacechowanym emocjami słownictwem, że aż trudno uwierzyć. Dodając „argumenty”, które można zbić tylko trochę interesując się historią i polityką tamtych czasów, potwierdza się jedno – tytuł potwierdzony uczelnią (w tym wypadku historyk po UW) nijak ma się do samego człowieka oraz rzeczy, które wypisuje.

Sama wizja układu pomiędzy II RP a III Rzeszą nie jest jakoś bardzo wizjonerska, ale… eksterytorialna autostrada na słupach, wojska niemieckie atakujące z Polską ZSRR z terenów polskich, rozsądne potraktowanie Żydów polskich, ukraińskich i białoruskich, usprawiedliwianie stanu i porażek armii z ’39 tym, że były one przygotowane na Rosjan, aż w końcu szczęśliwe losy wojny na Zachodzie, gdzie Niemcy (jak w rzeczywistości) przegrywają i dają się zepchnąć, a wtedy my bierzemy ich od tyłu i jako jedyne wielkie państwo Europy niedotknięte wojną – mamy imperium od morza do morza.
Każdą z tych rzeczy można wykpić maksymalnie, bo nawet rozsądnie nie ma się z tym co spierać. Nawet w grach pokroju Total War wynegocjowanie przemarszu naszych wojsk przez cudzy (sojuszniczy, ale jednak) teren jest praktycznie niemożliwe, nie mówiąc już o historycznych takich akcjach, a tutaj „pan historyk” założył sobie, że wpuścilibyśmy Niemców i zgodnie pocisnęli czołgami, które oczywiście w ’41 już by były w sporej ilości, a jak nie to… to Hitler by nam parę sprzedał/pożyczył po kosztach. I tak dalej, i temu podobne.

Jednak nie to jest clue tej recenzji, nie bez powodu wspomniałem tytuł gazety oraz prawicowość polską autora. Nie może on bowiem oderwać się od stereotypów i szuflad, które dobrało sobie to środowisko. Jednymi słowy – tylko nowi, nieskażeni komuną i propagandą historycy mogą na nowo pokazać dzieje narodu, pisząc m.in. coś w stylu „co się działo to się działo, ale w II RP żyło się ludziom lepiej niż teraz”. Teraz to było rok 2012, rok wydania książki. Po tym zdaniu ostatecznie zakończyłem przygodę z tą „treścią”.
Nie mniej wyczuwam u Zychowicza pewnego rodzaju… rozdwojenie jaźni, rzecz więc niesamowitą na monolitycznej umysłowo prawicy. Mianowicie krytykując Becka za taką a nie inną politykę zagraniczną (w ogóle autor zwala na niego winę za wszystko co się potem stało, spychając go na sam ostatni krąg piekielny) napisał, że… „należy ją prowadzić z myślą o państwie dla dobra obywateli, NIE DLA RENOMY MIĘDZYNARODOWEJ”

To jest mega zabawne, biorąc pod uwagę idoli UważamRze, który przez krótki ponury czas swoich rządów robili dokładnie odwrotnie, rozpychając się łokciami, krzycząc i tupiąc jak bachory. A renomy jak nie było, tak nie było, nie licząc tej ujemnej.

Dam sobie… nie, za kato-prawicę nic sobie nie dam uciąć (no chyba że mieliby zniknąć z Polski raz na zawsze), ale… biorąc pod uwagę następne jego „dzieło” - Obłęd `44 i jego reperkusje po tamtej stronie – Zychowicz wyrasta na mega enfant terrible. Zupełnie jak z Pasikowskim – odebrać obywatelstwo za ‘Pokłosie’, a potem jak tu bić brawa za ‘Jacka Stronga’?
Śmieszne, chociaż ostatecznie straszne.

#17/18/19 Marcin Mortka
Miecz i kwiaty, tom 1
Miecz i kwiaty, tom 2
Miecz i kwiaty, tom 3
Co ja miałem z tym książkami. Kupiłem 1&2 od razu po premierze, ale coś potem się stało i 3 tom mi zniknął. Potem go nigdzie nie było, chyba że w trójpakach albo komicznych cenach. I nagle, jakiś czas temu – fart totalny. W ŚwiecieKsiążki znalazłem, nówkę, za 10 złotych. Historia jak z bajki
Wziąłem więc i w końcu rozliczyłem się z tym raz a dobrze.

W największym skrócie Mortka serwuje nam Ziemię Świętą roku pańskiego 1187. Krzyżowcy liżą rany po bitwie pod Hittin, utracie Jerozolimy i totalnej defensywie w stosunku do Saladyna. Na ten czas do Tyru przybywa gołowąs Gaston de Baideaux, wraz z zakonnikiem Adalbertem oraz sługą Bernardem. Zasłuchany w piękne idee ma zamiar stać się krzyżowcem i odkupić swoje winy, o których współsprawstwo oskarża szepczącego mu w głowie… diabła? Dość szybko wpada w objęcia templariuszy, dowiaduje się o swoim bracie, który zniknął z zakonu i intryga zaczyna się kręcić.

Wraz z kolejnymi tomami Gaston przeistacza się z nooba totalnego, któremu miecz tylko przeszkadza podczas chodzenia, w rycerze z krwi i kości, dokonującego heroicznych czynów… i jednocześnie krwawych i strasznych, wpisanych w historię tej jednak mało Świętej Ziemi.
Ostatni to kończy się w okolicach 1192 roku i ten ostatni właśnie, wyczekany najbardziej rozczarowuje. W dwóch poprzednich historia jest napisana fajnie, spójnie, historyczni bohaterowie mieszają się z fikcyjnymi i tylko finały odstają pewnym nie realizmem i niedopasowaniem, ale można na to przymknąć oko.

Tymczasem „trójka” zabiera nas w dziką jazdę bez trzymanki, czasami bez sensu, przy wielu akcjach zastanawiałem się czy przypadkiem autorowi nie urwał się koncept. Jako całość, trylogię o Ziemi Świętej, templariuszach – z pewnością mogę polecić. Nie mniej ostatni tom może być sporym zaskoczeniem i wpływać na ocenę całokształtu. Ja… chyba i tak łagodnie się z tym obszedłem, nie że wyczekane, ale że trafione fartem, więc mogę przymknąć oko. Chociaż szkoda.

#20 Ojciec chrzestny. Lucy Luciano i tajemnice amerykańskiej mafii
Paul Sherman
Jeden z dwóch tytułów, które posiadałem wcześniej w oryginale, teraz udało się zdobyć PL. Książka ta to zbeletryzowana biografia legendarnego Charlesa „Lucky’ego” Luciano, chłopaczka z sycylijskiej wioski (nomen omen z tej samej, z której wywodzili się rodzice Sinatry, pełno tu takich smaczków), który stanął na czele równie legendarnego National Crime Syndicate – Syndykatu, gangsterskiego porozumienia ponad podziałami. No i stał się główną inspiracją Mario Puzo przy tworzeniu „Ojca Chrzestnego”.

Chociaż między bogami a prawdą – Lucy’emu daleko było do opieki nad włoską społecznością. Bliżej raczej miał się ku temu jego pierwszy pracodawca, Joe Masseria, ale nie miejsce tu i czas by to wszystko opisywać. Pooglądajcie Boardwalk Empire, tam scenarzyści odwalili kawał solidnej roboty i karny … HBO za to, że skasowała tą genialną serię na rzecz „motłochowej” trochę Gry o tron…

Książka jest napisana fenomenalnie, ponieważ oprócz opisu życia i kariery Luciano mamy tu pełne spektrum społeczne oraz historyczne Ameryki lat 20-tych/30-tych, a także trochę wcześniejszych, gdy przed erą organizacji mafijnych królowały miejskie gangi. Dostajemy tu więc wszystko, łącznie z genialnymi przepisami kuchni włoskiej i sycylijskiej, mnóstwo smaczków i barwnych opisów Nowego Jorku.
Oczywiście nad tym wszystkim należna jest pamięć o kim i o czym mówimy: pomimo mojej głębokiej fascynacji tamtymi czasami nie wolno zapominać, że mafia (szeroko rozumiana) miała tylko 1-2% romantyzmu. Cała resztę stanowiła brutalność, chciwość i krzywda wielu ludzi. Najlepiej obrazuje to chyba scena niejako „porwania” przez Luciano młodej dziewczyny z sąsiedztwa, którą ostatecznie zawozi do jednego z kontrolowanych burdeli, gwałtem rozdziewicza, a następnie oddaje dwóm ochroniarzom lokalu, którzy zabawiają się z nią na przysłowiowe „dwa baty”.

Prohibicja prohibicją, wspaniałe garniaki, kapelusze i swego rodzaju „biznesowy” geniusz to rzecz niesamowicie ciekawa, prawie jak z filmu, tylko że autentyczna. Do bólu, niestety.
Ale warto się zapoznać jeśli kogoś interesują te klimaty imo jedna z „biblii” tematu.


#21 Al Capone. Gangster wszech czasów
Jonathan Eig
Biografia hmmm legendy legend czasów prohibicji, wielokrotnie w USA nazywanych po prostu „czasami Ala Capone”, przedstawiających go jako tytana tamtych lat. Taaaa, pięknie podsumowująca wiele innych prac na temat gangstera, dla wielu niezapoznanych z tematyką, bądź żyjących filmowym przekazem może być nawet… szokiem.

Bowiem Al Capone, ten gwałtownik, furiat, zlecający zabójstwa na pstryknięcie palcem, okazuje się być człowiekiem, który owszem – w swoim życiu parę osób zabił, parę brzydkich rzeczy zrobił, ale później tylko… był dostarczycielem tego czego potrzebowali ludzie. To jego własne słowa, o tym że mężczyzna po pracy ma ochotę wypić dwa drinki, rzucić sztona w ruletce i (jak stara mu brzęczy) podupczyć w burdelu.
I tak na dobrą sprawę Capone hmmm jak to właściwie opisać – był na samej górze, ale niewiele robił. Tym wszystkim zajmowali się jego podwładni jak Frank Nitti czy Jake "Greasy Thumb" Guzik. On tylko zgarniał lwią część nielegalnego szmalu. Za co? Za to że był, za to że zorganizował i pilnował całego interesu. Samą swoją osobą.

Właściwie na wielu stronach tej książki nie ma Ala Capone gangstera. Albo znika w ogóle i czytamy o reszcie „ferajny”, albo widzimy go jako człowieka cieszącego się życiem, przepuszczającego niewyobrażalne ilości gotówki w hazardzie czy kupowaniu ubrań przykładowo. Al Capone z kart Eiga to największy celebryta swoich czasów, z tym że bycie na czołówkach zarówno brukowców, jak i poważnych dzienników wtedy… było czymś trochę innym.
W końcu „Snorky” jest wręcz kopalnią anegdot i to nie wymyślonych, ale całkowicie autentycznych. Mnie urzekły dwie – podczas Czarnego Czwartku i krachu giełdy w 1929 roku, znany już ze swojej działalności Capone powiedział swojemu adwokatowi, że gdyby ktoś pytał, to on nie ma z Wall Street nic wspólnego Co było prawdą i tak, bo Al uważał akcje i giełdę za jedno wielkie oszustwo, niewarte jakiegokolwiek zachodu.

Druga anegdota dotyczy pewnego krótkiego pobytu w celi więzienia pewnego hrabstwa (kiedy to nękano Capone oskarżeniami o włóczęgostwo, definiowane wtedy jako brak stałego zatrudnienia i udokumentowania wydawanych pieniędzy), w której to gangster znalazł się z jakimś drobnym miejscowym złodziejaszkiem. Temu ostatniemu dziób się nie zamykał i właściwie można by powiedzieć, że Al jakiego znamy z dzisiejszych mediów powinien tamtego uciszyć albo chociaż zagrozić, że jak się nie zamknie to popamięta.
Nic z tych rzeczy – Capone grzecznie zapytał czy może wpłacić kaucję za złodzieja, całe 12 dolarów. Ciekawa rzecz, że przy przeszukaniu zostawiono mu posiadane pieniądze, raptem parę tysięcy Nie było przeciwwskazań, Al przekazał pieniądze, kompan z celi wyszedł na wolność i następne godziny do uwolnienia król bootlegerów spędził ciesząc się z ciszy i spokoju

Oczywiście, w książce pojawiają się opisy i zdjęcia przelicznych morderstw i strzelanin, które nawiedzały Chicago tamtych czasów, łącznie z najsłynniejszą chyba Saint Valentine`s Day Massacre. Można by je przypisać Alowi albo członkom jego gangu. Można… albo i nie. Wiele tamtejszych porachunków załatwiano hmmm na konto Capone. Nie żeby on czasem na tym nie korzystał, ale twardych dowodów nigdy nie znaleziono.
A jeśli dowody to dochodzimy do końca, czyli słynnego procesu o niezapłacone podatki. Również cały jego przebieg, uczciwie rozpisany punkt po punkcie, rola po roli, dzisiaj może się wydawać… ukartowanym. Dodając do tego totalną nieporadność adwokatów gangstera, wychodzi z tego niesamowita farsa, która jednak położyła kres prohibicyjnemu imperium.
Prawo zatriumfowało, ale imo tylko obnażyło swoją słabość w stosunku do tak genialnego w swojej prostocie pomysłu na mafijny biznes. Oraz głupotę prohibicji.

Warto przeczytać tą pozycję, jeśli ktoś chce odnaleźć w miarę realny obraz Chicago „ery Ala Capone”.

Re: książki 2015 #2

A starłorsy Pan Panie kochany jeszcze czytasz ?

tak

sobie zerknąłem i ostatnie książki SW czytałem w... 2012 roku. Był to `Revan` i `Luke Skywalker i cienie Mindora`. Miałem wrzucić reckę, ale w końcu sam nie widziałem co napisałem i Revana nie ma, a Luke`a chyba wrzuciłem, ale nie mogę znaleźć.

Potem miałem zacne postanowienie
/Forum/Temat/8093#557585
i zacząłem to Plemię, ale język w jakim to było napisane - nie skończyłem, zniechęciłem się do dzisiaj.

Powinienem coś przeczytać, ale... nie chce mi się. Pewnie coś nawet czasem kupię i odkładam na półkę. To jest właśnie ta Jasna strona mojego fanostwa :/

Re: tak

Ja Skok millennium zacząłem w tamtym roku ale to jest niepoczytalne. Wcześniej czytałem - jak wyszła ta seria mini TCW i RC ale erekcji nie było...

Natomiast chciałbym przeczytać przygody Hana solo ponownie - choć trochę szkoda mi czasu, w tym sensie żeby 2x czytać to samo, no bo tyle jeszcze nieprzeczytanego. Zobaczę może w zimie przy kawie i papierosach...

Re: książki 2015 #2

Lord Bart napisał:

#16 Pakt Ribbentrop-Beck
Piotr Zychowicz


Sama wizja układu pomiędzy II RP a III Rzeszą nie jest jakoś bardzo wizjonerska, ale… eksterytorialna autostrada na słupach


Sęk w tym, że autostrada przez Korytarz nie była, rzeczą niemożliwą. Po pierwsze był to autorski pomysł polskich inżynierów, którzy uważali ten sposób za najbardziej sensowny, w kwestii rozwiązania połączenia Prus Wschodnich z terenami zachodnimi III Rzeszy, przy zachowaniu polskiej jurysdykcji nad Korytarzem. Co lepsze, kolejne rządy Republiki Weimarskiej żądały całkowitego zwrotu Korytarza. Dopiero dojście NSDAP do władzy, zmieniło zapatrywanie na kwestię autostrady.

wojska niemieckie atakujące z Polską ZSRR z terenów polskich

Akurat tu, mamy przykład z historii II wojny światowej, gdzie Niemcy atakowali ZSRR z terytorium Finlandii. Tak więc, w świecie realnym, takie wydarzenia mogą mieć miejsce, i mogłyby mieć miejsce w wariancie Zychowicza.

rozsądne potraktowanie Żydów polskich, ukraińskich i białoruskich

Temu zagadnieniu autor książki poświęcił osobny rozdział, w którym wyraźnie udowodnił, że los Żydów zamieszkujących państwa sojusznicze Niemiec, był o niebo lepszy niż w krajach okupowanych przez III Rzeszę. Oczywiście trzeba uwzględnić liczbę Żydów zamieszkujących wschodnią Europę do ich obecności np.: w takiej Bułgarii. Nie zmienia to faktu, że pomimo nacisku Hitlera na swoich sojuszników w kwestii żydowskiej, to ostateczna decyzja należała finalnie zawsze do lokalnego rządu. Sytuacja ich ulegała pogorszeniu, gdy Niemcy montowali w swoich sojuszniczych państwach marionetkowe rządy - całkowicie uzależnione od ich woli.

usprawiedliwianie stanu i porażek armii z ’39 tym, że były one przygotowane na Rosjan

Przez cały okres istnienia II RP szykowano się do wojny z ZSRR, czego wyrazem był plan operacyjny "Wschód". Adekwatny plan w stosunku do Niemiec - plan operacyjny "Zachód" - zaczęto opracowywać w marcu 1939 r. Zychowicz ma rację. PSZ były konsekwentnie szykowane do boju z sowiecką Rosją, czemu trudno się dziwić zwłaszcza po wojnie polsko - bolszewickiej.

mógłbym

z łatwością odbić piłeczkę zaczynając od koncepcji autostrady na słupach, gdy 7% dróg w IIRP nadawało się do jazdy pojazdami mechanicznymi itd.

Ale szczerze powiem nie wiem po co, bo wyczuwam prawicowca, a z tymi osobnikami nie idzie dyskutować, więc...

Re: mógłbym

Przyznam szczerze, że nie rozumiem zarzutu dotyczącego tych 7%. Chodzi Ci oto, że państwo, które ledwo posiadało 7% dróg utwardzonych, nie byłoby w stanie wybudować autostrady na słupach? Jeżeli tak, to w rozdziale "Autostrada" autor pisze wyraźnie, że koszty jak i realizacja projektu mogły być przerzucone na Niemców i być realizowane przez Fritza Todta, który jak wiadomo, był pozytywnie nastawiony do tego projektu. W każdym razie, jeżeli Niemcy podjęliby się budowy na słupach, to na pewno by ją zrealizowali, bo w końcu nie takie rzeczy budowali u siebie.

A co do prawicowca...To proszę, nie szufladkuj.

Do Zychowicza i tego co pisze, mam dystans. Potrafię przyznać Ci rację, jeśli idzie o emocjonalny ton, jakim posługuje się na kartach swojej książki i zbyt moralizatorskie uogólnienia w stosunku do działań przedwojennych polityków, jak również to z jakim środowiskiem związany jest autor, bo to są oczywiste fakty, z którymi trudno polemizować. Poruszyłem tylko te kwestie, które są dobrze uargumentowane historycznie w tej książce, a co do których wyraziłeś wątpliwości. Tyle i aż tyle.

no dobrze

z tym prawicowcem to tak puszczałem wabia ale mimo wszystko jego książka (mniej więcej) opiera się dwa dwóch głównych bzdetach - budowie armii w oparciu o Wschód i temu, że Beck jest wszystkiemu winny, bo się dogadał z Francją i Anglią.

Żadna armia, żadnego normalnego kraju, nie jest tworzona i modernizowana pod kątem jednego potencjalnego wroga. To że polskie wojsko wyglądało jak wyglądało to zupełnie inna sprawa i żadne plany obronnościowo-ofensywne nic do tego nie mają. Owszem, to była Polska, kraj nienormalny od swoich początków, jedyny który olał wielkiego, wrogiego sąsiada, żeby zająć się drugim.
ALE
Może nie zajął się nim, bo podpisał traktaty i jak już gdybamy (bo jak już pisałem, też lubię alternatywne historie) - wojna potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby Angole i Francuzi wypełnili swoją część? O ile wiadomo Stalin czekał bardzo długo aż się ruszył. Dlaczego? Bo patrzył co zrobią inne kraje z Niemcami.


Dlatego jego książki ostatecznie nie da się czytać i nie da się bronić - wszystkie "argumenty" upychane pod tezę + prawicowy (a jednocześnie wiele razy nie, to już dziwnie zalatuje) pogląd na całość.

Takie to mrzonki o mocarstwie od morza do morza. Już raz spełnione, można się kłócić w jakich latach, ale wszyscy wiemy jak to się skończyło. To niby dlaczego całe zło mamy zrzucać na Becka? Zrobił wszystko zgodnie z polską, genetyczną wręcz, tradycją.

Re: no dobrze

Albo nie przeczytałeś książki uważnie, albo lewacka logika nie pozwala Ci wyjść poza jakiś ustalony schemat. Sam nie dawno też przeczytałem tę książkę i zgadzam się z Zychowiczem w pełni. Właściwie to Zychowicz nie odkrył niczego nowego, cała ta książka jest bardziej robotą dziennikarską niż historiograficzną, autor zebrał wszystkie fakty i wyciągnął wnioski, zresztą w tym wyciąganiu wniosków też nie był sam bo w książce jest ogromna ilość odwoływania się co na dany temat myśleli ludzie tamtych czsów; Studnicki, Boheński, Cat-Mackiewicz, a także ludzie współczesności choć niestety też już zmarli; prof. Wieczorkiewicz, prof. Łojek, i wiele innych.

Żadna armia, żadnego normalnego kraju, nie jest tworzona i modernizowana pod kątem jednego potencjalnego wroga. To że polskie wojsko wyglądało jak wyglądało to zupełnie inna sprawa i żadne plany obronnościowo-ofensywne nic do tego nie mają.

Bart, to jest naprawdę bardzo proste. Jeżeli mamy jak w banku że przyjdzie nam się mierzyć z danym wrogiem, to musimy być do tego świetnie przygotowani, a w którym kierunku wg Ciebie ZSRS chciałby kierować swoją ekspansję? No oczywiście że na zachód, a pierwsza na linii jest Polska, to było oczywiste że w kolejnej wojnie przyjdzie się nam z nimi mierzyć, naprawdę Bart, wielokrotnie widziałem jak negatywnie pisałeś na niektórych prawicowych dziennikarzy np. Ziemkiewicza, jakież to on bzdury wygaduje, a jak tak patrzę to widzę że sam lepszych napisać nie potrafisz. Jesteś pewien że żadna armia świata nie buduje swej siły przeciwko konkretnemu wrogowi? Bzdura, każdy kraj rozwija swoją armię w oparciu o warunki z jakimi przyjdzie się mierzyć, np. UK musiało mieć armię do obrony wysp, tzn że czołgi, piechota nie są im tak potrzebne jak flota morska i lotnictwo (to drugie akurat było słabo rozwinięte do póki nie przyszli Niemcy), drugi przykład, Francja, dlaczego francuskie elity zdecydowały się wydawać grube miliony na budowę linii Maginota na granicy z Niemcami? Dobrze wiedzieli że przyjdzie im się z nimi zmierzyć, tak samo jak Polska wiedziała że prędzej czy później przyjdą Sowieci.

Owszem, to była Polska, kraj nienormalny od swoich początków, jedyny który olał wielkiego, wrogiego sąsiada, żeby zająć się drugim.
ALE
Może nie zajął się nim, bo podpisał traktaty i jak już gdybamy (bo jak już pisałem, też lubię alternatywne historie) - wojna potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby Angole i Francuzi wypełnili swoją część? O ile wiadomo Stalin czekał bardzo długo aż się ruszył. Dlaczego? Bo patrzył co zrobią inne kraje z Niemcami.


Tak Stalin czekał co się stanie z Niemcami, czekał aż się Europa wykrwawi a wtedy on wejdzie na gotowe. Tylko że alianci dobrze o tym wiedzieli, wiedzieli że jak europejczycy zaczną się ze sobą bić, to na ty skorzysta tylko Stalin, dla tego się nie ruszyli, woleli żeby totalitarne państwa same się między sobą wykrwawiały, tylko że na drodze stoi Polska, której istnienie w tym przypadku bardzo przeszkadzało, i Piłsudski bardzo dobrze o tym wiedział, powtarzał to Beckowi, a ten wszystko olał i posłuchał się endeków. Scenariusz w którym zachodni alianci pomagają nam we wrześniu `39, byłby tylko odwleczeniem tego co i tak musiało nastąpić bo w 1942 Armia Czerwona miała być gotowa.

To niby dlaczego całe zło mamy zrzucać na Becka?

Dlatego że doprowadził do największej katastrofy w naszych dziejach, utracenia niepodległości, śmierci milionów swoich rodaków, przez nie posłuchanie się tego co mówił mu Piłsudski. Tak, zrobił wszystko zgodnie z polską tradycją, zamiast zrobić to co zrobić należało.

oho

pojawił się stary znajomy, duży sztylet o rękojeści zamkniętej trzymany w lewej dłoni, używany zarówno do parowania nadchodzących ciosów, jak i do ataków.

Oznacza to cebulo-prawicowy ból dupy (tym razem na 120%), czyli żeby nie niszczyć tego pięknego tematu - EOT.

Re: no dobrze

Co do "planu Wschód" i zasadności budowy armii pod kątem wojny z ZSRR pisałem powyżej, więc nie będę się powielał. Ważne, że rządzący II RP, zdawali sobie doskonale sprawę, że Polska ma nie tylko jednego potencjalnego wroga, lecz i na zachodzie czaiła się wroga siła. W tym celu proponowano wojnę prewencyjną Francji, i także między innymi dla tego powstawał COP, którego budowę rozpoczęto już po normalizacji stosunków z III Rzeszą.

Daleki jestem od wylewania pomyj na Becka, tym bardziej że w MSZ działał sowiecki szpieg, który był naczelnikiem Wydziału Wschodniego w tym ministerstwie (Tadeusz Kobylański). Jak się dorzuci do tego tajną grę państw zachodnich i udział wywiadów, to nic nie staje się ani proste, ani tym bardziej oczywiste.

Sądzę, że finalnie nader ostro oceniasz tę książkę. Owszem, jest tam pewna doza spekulanctwa, fantazji, czy nadinterpretacji. Aczkolwiek obok tych mankamentów jest cały szereg faktów historycznych, bardzo dobrze udokumentowanych i niepodlegających dyskusji. Jednakże, z całej tej dysputy, odnoszę wrażenie, że największym problemem dla Ciebie nie jest treść książki, lecz poglądy autora.

Jak się oddzieli ziarno od plew, a i emocje odłoży na bok, to wyjdzie że nie taki diabeł straszny, jak go odmalowałeś. Aczkolwiek, dłużej spierać się nie zamierzam, w końcu każdy ma prawo do swojej własnej oceny, którą oczywiście szanuję.

Re: no dobrze

Tak, masz rację, także z tym szpiegiem, wiele razy mówił o tym prof. Wieczorkiewicz. Tylko że, czy to aby dobrze świadczy o Becku jako szefowi MSZ, skoro wolał słuchać swojego przyjaciela Kobylańskiego, zamiast realizować dokładne wytyczne jakie przekazał mu przed śmiercią marszałek Piłsudski?

Re: no dobrze

Pamiętaj tylko, że słowa Marszałka, padały w konkretnym kontekście czasowym. Po tym jak nasz wiekowy sojusznik - Francja - odmówił współdziałania przeciwko Niemcom, Piłsudski zdawał sobie sprawę, z nowej sytuacji politycznej. Stąd też wzięło się odprężenie w stosunkach polsko - niemieckich. Sześć lat później sytuacja w Europie była całkiem inna. Beck uzyskał gwarancje brytyjsko - francuskie, i słusznie twierdził, iż ten blok jest mocniejszy od III Rzeszy. Dodatkowo cały czas płynął komunikat o niegotowości ZSRR do podjęcia działań wojennych. Nie przewidział jednak determinacji Hitlera, a także brak gotowości sojuszników do wywiązania się ze swoich umów.

Podejrzewam, że jeśli Piłsudski otrzymałby takie same gwarancje co Beck, to nie było by mowy o poprawie stosunków z Niemcami, co było punktem wyjścia do obustronnego zbliżenia i wzajemnego sondowania w kwestii ewentualnych sojuszy.

Re: Co ostatnio czytaliście V

Jednym z moich postanowień noworocznych było przeczytania 52 książek w rok i żeby nie było za prosto- według specjalnej listy znalezionej w necie np. książka z dzieciństwa, książka która sprawi, że się popłaczesz, książka autora który ma takie same inicjały jak ty itd. Po jakiś 3 miesiącach się poddałam i zostało tylko wyzwanie 52 książek. Jestem lekko w tyle, właśnie skończyłam 24, ale nadal walczę

Zacznę od książki, którą właśnie skończyłam- „Star Wars: Ostatni Jedi” Michael Reaves i Maya Kaathryn Bohnhoff

Książki nie miałam w planach, najpierw chciałam przeczytać Noce Coruscant, ale szłam ostatnio na konwencie i patrzę a tam książka za 10 zł no i nie mogłam się oprzeć przecież, nie mogłam wrócić bez jakiejś książki z konwentu

Na początku bałam się czy bez znajomości poprzednich tomów wszystko ogarnę, ale z tym nie było najmniejszego problemu Bardzo podobało mi się skupienie na emocjach Jaxa i ukazanie jak sobie z nimi próbuje poradzić i jak coraz bardziej się w nich zagłębia. Na plus jest też klimat gwiezdnych wojen, który można odczuć czytając. Jest to dla mnie jeden z ważniejszych elementów (jeśli nie najważniejszy) jeśli chodzi o książki z SW. Mogę znieść np. słabsze dialogi albo lekko przewidywalną fabułę ale nie jak nie czuje, że historia naprawdę dzieje się dawno, dawano temu w odległej galaktyce W połowie książki miałam wrażenie, że historia trochę siada ale na szczęście nie trwało to do końca Końcowa akcja była całkiem fajna, chociaż nie podobało mi się samo zakończenie, a dokładnie I-Pięć :/


Wcześniej czytałam „Młot na czarownice” Jacka Piekary.
2 zbiór opowiadań o inkwizytorze Mordimerze w świecie, w którym Jezus zszedł z krzyża i ukarał wszystkich, którzy w niego nie uwierzyli. Mordimer jeździ po wsiach i miastach prowadząc dochodzenia, odprawia egzorcyzmy i pali wszelkie plugastwa
Lubię świat, który stworzył Piekara, historie które opowiada i sposób narracji Mordimera. Denerwuje mnie jednak, że Piekara ciągle wszystko powtarza- ile razy można czytać, że Kostuch wszystko bezbłędnie zapamiętuje, jak to Mordimer umie prowadzić przesłuchania, jaki to jest groźny i jak się wszyscy go boją. Niepotrzebnie wszystko tłumaczy, czytelnik sam może sobie wyciągnąć wnioski z zachowania postaci.
Zbiór polecam ale może lepiej czytać opowiadania z krótkimi przerwami


No i ostatnio był jeszcze 6 tom cyku Patroli- Siergieja Łukjanienko- „ Szósty Patrol”

Serie bardzo gorąco polecam, jedna z moich ulubionych

Cykl dzieje się w czasach współczesnych, głównie w Moskwie, gdzie oprócz zwykłych ludzi istnieją "Inni", którzy mają zdolności paranormalne - należą do ich magowie, wiedźmy, wampiry i inne mityczne istoty. Mogą oni wchodzić w inne poziomy rzeczywistości w tzw. „Zmrok”. Istnieją dwa Patrole: Dzienny (gdzie należą Ciemni Inni) i Nocny (Jaśni Inni) pilnują oni siebie nawzajem oraz strzegą Wielkiego Traktatu. Książki fajnie pokazują, że tak naprawdę nie ma prostego podziału na dobro i zło, że często granica miedzy nimi się zaciera i że czasem działając w dobrej wierze możemy spowodować wiele zła  Na przestrzeni serii możemy obserwować rozwój głównego bohatera- Antona Gorodeckiego, jego podejście do świata i rozumienie „dobra” i „zła” (nie jest to książka o kolejnym nastolatku, Anton to młody ale dojrzały mężczyzna). Seria ma naprawdę świetny klimat, od razu czuć, że napisał ją Rosjanin
A co do 6 tomu, szybko się czyta, trzyma poziom, rozwija świat przedstawiony czego chcieć więcej?

młoda

czyta... ciekawe jeszcze czy ładna?

Tak na poważnie to coś mi się obiło o uszy, ale to "akcja z fejsa", więc mimo wszystko...

52 książki na 52 tygodnie, w kraju 19 mln ludzie 15+, którzy nie przeczytali ani jednej. Naprawdę?
Idea może słuszna, ale niewykonalna (dla mnie) z tego powodu, że czytanie "na czas" jest po prostu słabe.

Nie mówiąc już o tym, że książka książce nierówna i to nie tylko pod względem objętości. Natomiast ciekawa ta lista względem inicjałów takich jak moje... zabiło mi to ćwieka, jedynego człowieka którego kojarzę to Bogusław Wołoszański, ale jego książki przeczytałem wszystkie, więc jak zwykle pod górę...

Re: młoda

No i liczy się chyba szybkość czytania, idąc tym tropem - a wolno bardzo czytam - to chyba jest u mnie nie najgorzej.

Re: młoda

JORUUS napisał:
No i liczy się chyba szybkość czytania,
-----------------------
No, masz racje Ważne jest też to ile masz wolego czasu. W sumie trudno porównywać liczbę przeczytanych książek osoby, która po pracy/szkole/uczelni nic nie robi i może przeznaczyć dużo czasu na książki a kogoś kto ciągle gdzieś biega i ma tak napięty plan dnia, że czyta tylko na przystankach czy w autobusach
Ja czytam szybko ale ostatnio trochę nie mam kiedy. Rano w autobusie, o ile znajdę miejsce przodem do jazdy (a to wcale nie jest takie proste) no i czasem troszkę wieczorem

Re: młoda

Dokładnie. Ale najistotniejsze jest żeby czytać - uważam że nawet serie typu nie wiem `ogień lodu` lepiej czytać niż gapić się w TV tępym spojrzeniem czy pierniczyć przez telefon lub żłopać piwsko beznamiętnie. Moja nauczycielka mówiła umie się czytać jak się lubi czytać. I nie zgodzę się z tym że nie czytam bo nie mam czasu na czytanie. Nie wiem ja tam bez książek uważam że było by dość jałowo i posępnie w życiu.

Choć podobno Księgi bywają groźne. Nie wolno ich bezkarnie otwierać.

Re: młoda

Bo z tymi inicjałami to tak dziwnie, trochę to tak jak ktoś Ci powie „opowiedz dowcip” i nagle pustka w głowie Ja autora ze swoimi też nie mogłam znaleźć a przecież mam jego książkę na półce.
Co do akcji na fejsie to mnie trochę śmieszy jak widzę moich znajomych, którzy w życiu przeczytali może z 2 książki zaznaczają, że wezmą udział w wydarzeniu. No ale sam pomysł mi się podoba. Ja tak to sobie interpretuje, żeby nie lecieć na łeb, na szyje i nie wybierać specjalnie cienkich i prostych książek, które szybko się czyta tylko, żeby ten rok upłynął pod znakiem książki. Rok temu trochę zaniedbałam czytanie na rzecz seriali więc w tym roku będzie inaczej. Zamiast jakiegoś średniego filmu czy serialu sięgam po kolejna książkę. Czytam to na co akurat mam ochotę/ nastój i liczę, bo w sumie jestem ciekawa ile wyjdzie. Wiem, że nie styknie 52 ale przecież postanowień noworocznych i tak się nie spełnia

2015 #1

Trochę tegorocznych lektur...

Mark Elsberg – Blackout

Awaria prądu, Europa w chaosie, koniec świata bliski. Bart już wyżej książkę opisał, więc tym razem raczej krótko – podobał mi się pomysł na książkę, wykonanie trochę mniej. Głównie zarzucić mogę jej poszatkowanie fabuły na zbyt wiele zbędnych postaci. Rozumiem zamiar autora – obserwowanie wydarzeń oczami różnych (w większości bardzo nijakich) bohaterów, zajmujących się różnymi aspektami sprawy dodaje książce realizmu, ale niestety, przez to zbyt wiele czasu spędzamy w różnego rodzaju centrach kryzysowych czytając raporty o sytuacji, zamiast skupić się na akcji. Kiedy jednak narracja skupiała się na głównym bohaterze, zaczynało się robić ciekawie. W każdym razie polecam, ciekawa prognoza blackoutu o globalnym zasięgu.

Matthew Mather – Kroniki Atopii

Tu pozytywnie się zaskoczyłem. Kupując książkę spodziewałem się przeciętniaka, a okazała się jedną z ciekawszych książek jakie ostatnio czytałem. Niedaleka przyszłość, społeczność zamieszkująca dryfujące państwo-platformę – tytułową Atopię - opanowuje technologię rozszerzonej świadomości, dzięki której dowolnie modyfikować można postrzeganie rzeczywistości, dzielić świadomość na kolejne odłamki wykonujące za nas całą pracę, tworzyć własne, niczym nieograniczone światy.

Książka składa się z dwóch części, pierwszą stanowi kilka powiązanych ze sobą opowiadań, drugą wiążąca je wszystkie w całość część powieściowa. O ile pierwsze opowiadanie jest przeciętne, z morałem „uważaj czego sobie życzysz”, to każde następne odkrywa kolejne, ciekawe aspekty rozszerzonej świadomości – z jednej strony szanse jakie otwiera przed człowiekiem, z drugiej – jakie niesie zagrożenia. A raczej, jak człowiek z nawet najlepszego narzędzia potrafi urządzić piekło. Część powieściowa trochę niestety znowu cierpi przez zbyt duże rozproszenie punktów widzenia, ale mimo to czytało mi się bardzo przyjemnie. Książka ma ciekawy klimat, pomysł jest dość świeży i sądząc po tym czym zajmuje się autor, całkiem realny. No i zakończenie jest dość zaskakujące.

Adam Brookes – Noc Ślepowrona

Sensacja, szpiegostwo, tajne dokumenty, służby specjalne, wplątany w to wszystko niezależny dziennikarz... Raczej standardowo, ale mimo wszystko ciekawie, głównie ze względu na osadzenie akcji w Chinach. Kupiona jako książka na urlop – nie zawiodła mnie. Książka zaczyna się od ucieczki więźnia, zwanego Fistaszkiem, z obozu pracy gdzieś na odludziu w Chinach. Uciekinier, jak się okazuje dawny szpieg obcego wywiadu, nawiązuje w Pekinie kontakt z angielskim dziennikarzem, przekazując mu tajne, wojskowe dokumenty, jako kartę przetargową w ucieczce do „lepszego świata”. Jak łatwo przewidzieć, wychodzi z tego gruba, międzynarodowa afera, a wplątany w sprawę dziennikarz wpada w śmiertelne niebezpieczeństwo. Wywiad, służby bezpieczeństwa, korporacje, każdy każdego szpieguje, a akcja trzyma w napięciu tak jak powinna.

Re: 2015 #1

lukaszzz napisał:
Mark Elsberg – Blackout

Awaria prądu, Europa w chaosie, koniec świata bliski. Bart już wyżej książkę opisał, więc tym razem raczej krótko – podobał mi się pomysł na książkę, wykonanie trochę mniej. Głównie zarzucić mogę jej poszatkowanie fabuły na zbyt wiele zbędnych postaci. Rozumiem zamiar autora – obserwowanie wydarzeń oczami różnych (w większości bardzo nijakich) bohaterów, zajmujących się różnymi aspektami sprawy dodaje książce realizmu, ale niestety, przez to zbyt wiele czasu spędzamy w różnego rodzaju centrach kryzysowych czytając raporty o sytuacji, zamiast skupić się na akcji. Kiedy jednak narracja skupiała się na głównym bohaterze, zaczynało się robić ciekawie. W każdym razie polecam, ciekawa prognoza blackoutu o globalnym zasięgu.

-----------------------

Z jednym się jednak nie zgodzę. Do końca. Czy jakoś tak Uważam, że książka wiele zyskuje (wiele też ciężkich stron, no ale) próbując pokazywać co też dzieje się wśród tych "biurokratów unijnych, którzy nic nie robią, prostują banany i zarabiają gigantyczne pieniądze" - cytując wypowiedź, z którą niedawno się spotkałem.

Prawda tak, że pomimo rozlicznych minusów, rozłażenia się i naciągania tego projektu jakim jest UE - kurde, naprawdę jak coś zadziała z tych wszystkich 28 państw razem to jest na co popatrzeć.

Piguła jak piguła (prawie 800 stron), ale starająca się zebrać całość danego problemu.

2015

-Assassin`s Creed: Pojednanie – Nie oszukujmy się, ta historia nie jest wybitna ani zbytnio wciągająca. Jednak tą książkę dość sprawnie i dobrze się czyta. Akcja, walki, intrygi (które ignorowałem, bo są w każdej części podobne ). Dodatkowo bardzo ciekawe odniesienia do rodu Kenwayów. Jednak po przeczytaniu szybko się zapomina o czym tak naprawdę była ta historia. Mam mieszane odczucia do tej powieści. Niby szybko się czyta, są ci assasyni i templariusze, są odwołania do wcześniejszych części, jednak to nie jest aż tak emocjonujące ani ciekawe jak wcześniejsze pozycje. Zobaczymy co przyszłość przyniesie. Co rok gra i książka? Niczym FIFA? Oby nie, to źle wróży serii, która dla niektórych już się skończyła.

Departament 19: W Ogniu Walki – Tu szybciej i bez dłuższych refleksji. To wciąż jatka, owiana mroczną historią. Pełno wampirów, krwi i wymiany ognia. Ta seria mile mnie zaskoczyła. Na początku wydawała się bardziej dla młodzieży, główni bohaterowie to nastolatkowi. Jednak to tylko taki zabieg, autora. Te „dzieci” to urodzeni mordercy, skutecznie eliminujący armie Drakuli. Interesująca książka, szybka akcja to wielki plus.

Młody Samuraj: Krąg Nieba- czekałem z niecierpliwieniem na finał tej serii. Po przeczytaniu powieści poczułem zawód. W książce pojawia się z trzy razy taki sam motyw. „Dobrzy są otoczeni przez hordy wroga, jednak w ostatnim momencie pojawia się nieoczekiwana pomoc”. I tak do ostatnich stron. Szkoda, finał trochę na siłę i byle jak najszybciej. Ale i tak kocham tą serię. Autor pokazał w świetny sposób kulturę i historię Japonii. Stworzył wiele postaci, których ja samemu mogę nazwać dobrymi przyjaciółmi. Mimo pozornej naiwności, świat „Młodego Samuraja” nie jest taki dziecinny i łatwy. Przez całą serie doświadczałem wielu emocjonalnych pojedynków, i to nie zawsze mój ulubieniec wygrywał…. Pora podziękować Bradfordowi, odwalił porcję dobrej roboty. Taką właśnie serię chciałbym przekazać swoim przyszłym dzieciom

Rozbite Imperium: Cesarz Cierni- „Taką właśnie serię chciałbym przekazać swoim przyszłym dzieciom” tej akurat raczej bym nie chciał Moim zdaniem jest to najbardziej oryginalna i najbardziej popaprana historia w książkach fantasy, które czytałem. Odejście od konwencji „główny bohater= dobry bohater”, na rzecz „główny bohater = antybohater, zabijający wszystko co się rusza”. Jednak poznajemy motywy zachowania Jorga, nie nad wszystkim mógł panować. Rozbite Imperium było świetną trylogią, ale również trudną i dziwną. Tak naprawdę nie wiem czy koniec już jest zamknięty, czy jeszcze kiedyś autor pokaże dalsze losy bohaterów. Jorg Ancrath to jeden z największych początek spoilera rozkurwiaczy koniec spoilera o jakich kiedykolwiek słyszałem i cieszę się, że go poznałem. GENIALNA trylogia, z genialnym zakończeniem. Polecam każdemu, kto chciałby poczuć coś innego w fantasy.


Drużyna: Góra Skorpiona- od mroku przejdźmy w infantylność. Oto autor „Zwiadowców” prezentuje kolejną książkę przygodową. Znowu przeczytałem ją w dwa dni (dość szybko jak na mnie) i znów czułem się zażenowany czytając ją. Naiwność poziom „mistrz”. Czytam bo to jednak jakieś nawiązanie do „Zwiadowców”, ale seria „Drużyna” przeraża mnie swoją dziecinnością. I tak przeczytam następny tom ;D


Królowie Przeklęci- jak powiedział George R.R. Martin „to jest prawdziwa gra o tron”. Dzieje Francji za panowania Filipa Pięknego oraz jego synów. Coś pięknego. Gdyby tak wyglądały podręczniki z historii…. Muszę kupić i przeczytać kolejną część. Realia średniowiecza ukazane z różnych perspektyw, władców, bankierów, duchownych, żołnierzy czy sprawnych polityków. Nawet nie zdawałem sobie sprawę z tego jak dużo czynników miało wpływ na wojnę stuletnią. Przyda mi się na pewno na historię


Trylogia Nocnego Anioła: Droga Cienia, Na krawędzi Cienia, Poza Cieniem – Dość obszerna seria, więc nie będę się rozwodził nad każdym tomem. Tą trylogię nakręca tylko AKCJA. Początkowo fascynacja światem zostaje zniwelowana, najciekawsi bohaterzy tracą swój pazur. Tylko walki i ciągłe parcie naprzód historii jest czymś co przyciągało mnie do czytania. Podczas czytania ekscytowałem się bardzo, czekałem na finał. A kiedy przeczytałem ostatnią stronę zadałem pytania „To już?”, nie był to finał taki jaki oczekiwałem, zupełnie nie satysfakcjonujący. Jak mówię, to akcja była motywem przewodnim. Z jednej strony to dobre, ale szkoda nie wykorzystanego potencjału w opisach świata, historii czy samych bohaterów. Solidna trylogia, jednak to nie to czego oczekiwałem po recenzjach i opisach.


X-wingi: Cios Łaski - http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/17021


Reza Aslam - ZELOTA

Przeczytałem ostatnio "biografię" Jezusa. Jezusa z Nazaretu, tego prawdziwie istniejącego, niepiśmiennego kaznodziei, charyzmatycznego przywódcy sekty, cieśli z wielodzietnej rodziny, ukrzyżowanego w Jerozolimie za wichrzycielstwo na początku I wieku naszej ery. Autor - co ciekawe eks- wyznawca islamu, imigrant z Teheranu, praktykujący chrześcijanin na niespełna 300 stronach [+100 przypisów do źródeł] opisuje realia ówczesnego regionu - Palestyny - obejmującego wtedy Irak, Syrię, Liban, Izrael i resztę tego wschodniego domu wariatów, oddziela mity od rzeczywistości i co najciekawsze tłumaczy ewolucję znanej z ewangelii chrześcijanom historii z ukrzyżowaniem. Czyni to w sposób kulturalny, rzeczowy, pozbawiony taniej sensacji - w końcu zajmuje się tematem ponad 20 lat. Serwuje mocne fakty co w moim odczuciu nie umniejsza znaczenia Jezusa w religii i chrześcijaństwa w ogóle a pozwala takim ateistom jak ja docenić wiarę i poświęcenie przez pryzmat historii.

I tak też Jezus miał braci i siostry, najbardziej znany Jakub - wspominany nawet w ewangeliach przewodził wyznawcom Jezusa po jego ukrzyżowaniu i umacniał struktury tego ruchu religijnego w Jerozolimie przez wiele lat. Sam cieśla z Nazaretu nie był jako wędrowny kaznodzieja kimś wyjątkowym - wprost przeciwnie - specyfika tego regionu pod rzymską okupacją była co chwila nawiedzana jakimś prorokiem i kolejnym mesjaszem - autor przedstawia pokrótce sylwetki kilkunastu z okresu niespełna 50 lat - praktycznie wszyscy zostali zgładzeni razem ze swymi wyznawcami, zwykle poprzez ukrzyżowanie właśnie.

Jezus wyróżniał się tym, że nie pobierał opłat za swoje gusła, udzielał darmowych święceń co stanowiło swoiste zaburzenie interesu Kapłaństwa, które za podobne czyny pobierało wysokie opłaty. Co ciekawe przekonania i zwyczaje Jezusa były stricte żydowskie, jego kazania mówiły o wybaczaniu ale i zachęcały do wojny, zgładzenia zamożnej arystokracji i wyzwolenia się spod rzymskiej niewoli. Jego kazania były kopią poglądów Jana Chrzciciela, mentora Jezusa, z upływem dziejów mocno zapomnianego w ewangeliach.

Charyzmatyczny cieśla, wydany w ręce zbrojnej milicji został ukrzyżowany jak kolejny samozwańczy mesjasz. Gubernator tego regionu - Poncjusz Piłat niechybnie nawet go nie widział na oczy, gdyż za jego panowania ukrzyżowano z jego rozkazu kilkanaście tysięcy buntowników i setkę podobnych narwańców. Piłat znajdował umiłowanie w mordzie i trzymał żydów twardą ręką. Dopiero z upływem lat zwolennicy wczesnego kościoła chrześcijańskiego chcąc nakłonić rzymskich obywateli do nowej wiary uczynili z niego sprawiedliwego sędziego, który poddaje się żądnej krwi tłuszczy i wykonuje słynne "umycie rąk". I taki wizerunek znany jest nam Europejczykom - i powielony został w praktycznie każdej ekranizacji ostatnich dni Jezusa - w Pasji Mela Gibsona niemalże płacze wespół z żoną wydając werdykt.

Skąd takie rozbieżności ? Mój imiennik św. Paweł będąc jeszcze Szawłem zawzięcie ścigał wyznawców Jezusa. Z czasem się nawrócił i ujrzał w tej wierze coś co diametralnie zmieniło jego życie. Nawrócił się na wiarę chrześcijańską i zaczął do niej zachęcać innych, głównie obywateli Imperium Rzymskiego. By było to skuteczne, mocno modyfikowano historię samego Jezusa jak i jego śmierci mocno odbiegając od tego co głosił Jakub w Jerozolimie. Z upływem lat nie dało się pogodzić obu frakcji - brat Jezusa toczył ostre kłótnie z Pawłem, ostatecznie skazując go na wygnanie do Rzymu. Problem zdawał się być rozwiązany ale owa schizma toczyła się w czasach, gdy Jerozolima wznieciła bunt pod wodzą syna jednego z niedoszłych Mesjaszów i zrzekła się rzymskiego nadzoru. Lokalny garnizon wybito do nogi. Rzym wydzielił karną ekspedycję, która na przestrzeni kilku lat stłumiła rebelię w całej Palestynie a samą Jerozolimę zrównała z ziemią, mieszkańców wybijając do nogi, również praktycznie wszystkich zwolenników Jezusa z Nazaretu.

Tym samym dało to nowe życie wierze w Jezusa Chrystusa, zupełnie inną postać, boską, nieomylną, pełną współczucia, zmartwychwstałą, urodzoną przez Matkę Dziewicę.

Fascynująca historia, z którą polecam się samemu zapoznać - na mnie zrobiła niesamowite wrażenie, to kolejny dowód na to, że prawdziwe losy mogą być ciekawsze niż kolejna sensacyjna powieść Dana Browna

Re: Reza Aslam - ZELOTA

Muszę koniecznie poczytać w zimowe wieczory.Wie viel kostet Das Buch ?

Re: Reza Aslam - ZELOTA

cena okładkowa to zdaje się 39 zł.

Polecam !

Re: Reza Aslam - ZELOTA

O cholera, będę musiał cos taniej wygrzebać - może jakas używka...

Re: Reza Aslam - ZELOTA

Na Jezusa szkoda ci judaszowych srebników !?

Re: Reza Aslam - ZELOTA

Panie kochany przyszłość niepewna więc szporuję na przyszłość i emeryturę

książki 2015 #3

Kolejne parę sztuk zaliczonych.

#22 Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?
Justyna Kopińska
Zacznę strasznie smutno, przygnębiająco i strasznie. Po prostu. Książka, jakich mało, której nie przeczytałem w całości - w sensie czytałem fragmentarycznie, pomijając niektóre rzeczy, bo to aż bolało. Naprawdę, rzadko bo rzadko, ale jednak.

Najogólniej mówiąc - jest to rozwinięcie tego tekstu
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,137741,15767379,Czy_Bog_wybaczy_siostrze_Bernadetcie_.html
oraz artykułów przed i po tej sprawie.

We wpisie Adam Michnik ujął tą książkę jako więcej niż reportaż - to moralitet. Lektura gorzka, choć fascynująca przez obiektywizm i uczciwość narracji. Chociaż ta opowieść skłania do pesymizmu, to przecież budzi optymizm fakt, że znaleźli się ludzie, którzy podjęli sprzeciw wobec zła i pisarka, która ten sprzeciw podjęła i rzetelnie opisała. Ku nauce i przestrodze.

Naprawdę? Budzi optymizm? Mimo mojego wielkiego szacunku dla wszystkich, którzy podjęli heroiczną walkę z czystym złem, które działo się w tym ośrodku - nie widzę tu nic optymistycznego.
Kolejny raz wynaturzona forma jakiejś religii (i o dziwo - znowu katolicyzm się pojawia) doprowadziła nie tylko do wypaczenia konkretnych osób, ale hmmm przeszła w drugą fazę - owe osoby, skrzywdzone - co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości - wyrządziły chyba jeszcze większe zło. O ile w ogóle można to stopniować.

A odpowiedź na tytułowe pytanie? Jeśli istniej ktokolwiek/cokolwiek gotowe w imię czegoś wyższego wybaczyć takie czyny - nie jest to warte wiary, istnienia, niczego. Ba, uważam że powinno się to zwalczać, ze wszystkich sił.
Jedna z "najgorszych" książek jakie czytałem w życiu.

#23/24/25/26 Sławomir Koper
Królowe salonów II RP
Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945
Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej.
Józef Piłsudski. Człowiek i polityk.
Seria książek jednego autora, która zresztą zachęciła mnie do pogłębienia wiedzy z innych źródeł, wiedzy o IIRP. Bo mam takie nieodparte wrażenie, że pomimo zainteresowań historycznych to jakoś tak... mało wiem o tym okresie. I to ja, nie mówiąc już o ogóle, który co prawda świętuje jak świętuje tego 11 listopada i rozpacza na 1 września, ale tak naprawdę z niczym konkretnym nie kojarzy tych czasów.

No, może poza niektórymi partyzantami prawdy, którzy uważają, że nie było lepszego okresu w dziejach Polski niż IIRP, no chyba że tak potęga Jagiellonów, ale w każdym razie lepiej się żyło w kraju 1918-1939 niż obecnie. Pozostawię ten kretynizm bez większego komentarza.

Sam autor co prawda też skalał się pisywaniem do UważamRze i tego typu periodyków, ale o dziwo w treści książek nie ma stronniczości. Może jest, ja jej nie wyczułem, z pewnością nie ma tam ordynarności dzisiejszych "niepokornych".
Niektórzy zarzucają Koperowi, że uprawia historię pudelkową. Cóż, o ile kojarzę wpisy na pudlu to jest to zarzut dość... naciągany. Że się książki o tajemnicach alkowy IIRP czy PRLu sprzedają jak świeże bułeczki? Lepiej żeby książka (jednak) historyczna tak miała, niż wszystko zalatywało, przepraszam, stęchłą spermą ala jakieś tam części ciała Greya.

Co prawda za pewien skok na kasę uważam ilość wydanych tytułów, spokojnie można by połączyć 2-3 książki w jedną. Ale i tak nie zmienia to oceny treści, a ta jest wysoka, bo mamy tu historię dobrze podaną, bez ideologii, ze szczegółami, zachęcającą do dalszych poszukiwań.
W szczególności polecam Józefa Piłsudskiego, dla mas - pomnikowego, cytowalnego (bo znajdzie się soczysta kurwa), ale tak naprawdę nieziemsko skomplikowanego człowieka, którego droga życiowa i podejmowane decyzje... w moim przekonaniu są co najmniej kontrowersyjne.

Warto spróbować chociaż z jednym tytułem.

#27 House of Cards
Michael Dobbs
Po pierwszym sezonie serialu z Kevinem Spacey (który średnio mi przypadł, czy może nie przypadł do gustu) chciałem sięgnąć po oryginał BBC. Nie złożyło się, ale teraz, po tej książce mam dużo samozaparcia by to uczynić.

Czy to znaczy, że HoC jest tak świetną lekturą? Niekoniecznie, chociaż niewiele mam zarzutów, głównie do treści, bo forma jest lekka, łatwa i przyjemna, co nie oznacza że zła. Wbrew obiegowej opinii krytyków, a może po tym jak głosują, chociaż na polską Nike - książka nie musi przeorać mózgu żeby coś znaczyć.

Więc jaki jest ten podstawowy minus? Otóż, rozumiem że Dobbs był czynny w brytyjskiej polityce i naoglądał się, ale... główny bohater, bicz na dyscyplinę partyjną, Francis Urquhart - prowadzi swoją grę i wygrywa tylko dzięki... hakom. Nagraniom, zdjęciom czy wręcz oszustwom, napuszczaniu jednych na drugich.
To też jest złe, ale chodzi o to, że heh on wykorzystuje to co lekko i łatwo wkładają mu w ręce ludzie, o których się ociera. Ja rozumiem, że nikt nie może ciskać kamieniem, każdy ma coś na sumieniu ALE że totalnie każdy polityk ma tak umoczone, że dupa blada - to ciężko uwierzyć.

I na tym cała intryga się kręci. Kręci się fajnie i teraz wznowiono tłumaczenie To Play the King, może siłą rozpędu wezmą The Final Cut. W każdym razie to książka mojej mamy, której też serial Netflixa nie przypadł do gustu, ale Dobbsa uważa za bardzo dobrą literaturę.
Ale i ja chciałbym przeczytać całość i dowiedzieć się jak skończy się cała historia.

#28/29 Cormac McCarthy
Droga
Krwawy południk
Mówi się, że jest jednym z 4 Jeźdźców amerykańskiej literatury, obok Rotha, Pynchona i DeLillo. Do tej pory znałem tylko No Country for Old Men, ale postanowiłem sięgnąć dalej.

`Droga` była wypadkową jakiś tam ostatnio granych i oglądanych postapokalips. Nagrodzona w 2007 roku Nagrodą Pulitzera - wymiata wszystko co do tej pory czytałem. Na każdym poziomie - formatowania tekstu, emocji, treści. Ciężko cokolwiek napisać więcej - po prostu TRZEBA PRZECZYTAĆ.
O ile `Bastion` Kinga to jedna z najlepszy książek post-a jakie czytałem w życiu, to McCarthy nie tylko dołączył do tego gatunku, ale wręcz wskoczył do mojego TOP10 najlepszych czytanych książek w życiu.
267 stron perfekcji.
Wiem też, że powstał film z Viggo Mortensenem, ale nie miałem odwagi go obejrzeć. I nie wiem czy w ogóle kiedyś spróbuję.

Natomiast `Krwawy południk` zapowiadał się bardzo smakowicie, bardzo westernowo, ale jednocześnie z czymś jeszcze, zresztą Wild Wild West to studnia bez dna. Chociaż podobno to antywestern...
W każdym razie polecam przeczytać
http://www.cormacmccarthy.pl/recenzje/krwawy-po-udnik.html
bo mam identyczne zdanie, poza tym że ów mistyczny Holden wcale nie dodaje sensu całości.

Może jest po prostu tak, że CM przesadził w mieszaniu przemocy, gnostycyzmu i teodycei na pograniczu amerykańsko-meksykańskim? Nie ja to wymyśliłem, tak podaje wiki
Może tak, może nie, może to moja wina. Trochę się jednak rozczarowałem.

T. Kotula - Aurelian i Zenobia

Książka nieżyjącego od 8 lat wybitnego specjalisty z zagadnień historii starożytnego Rzymu.

Autor analizuje jeden z kluczowych momentów kryzysowego III w., gdzie tytułowy cesarz Aurelian, dążący do scalenia podzielonego Imperium, wyrusza przeciw separatystycznej władczyni Palymry - miasta które swój rozkwit zawdzięcza dogodnemu położeniu na jednym z głównych szlaków karawanowych. Należy zwrócić uwagę, iż sam konflikt jest tylko jednym z wątków, do którego prowadzi szczegółowy opis zdarzeń poprzedzających wojnę między Aurelianem, a Zenobią. Śmiało można wręcz napisać, że tytuł jest zwodniczy, gdyż w większej mierze jest to książka o losach cesarza, i jego zmagań w ugruntowaniu władzy i walki z przeciwnikami zewnętrznymi i uzurpatorami.

Książkę należy docenić za przystępne zaprezentowanie tematyki, bez naukowego zadęcia, które mogłoby odstraszyć laika.

W książce dostępne ilustracje zlikwidowanych w tym roku zabytków Palmyry, takich jak choćby świątynia Baala, którą nie zniszczył Aurelian, a którego dzieło dokończyli w tym stuleciu barbarzyńskie hordy z Kalifatu. Chciało by się rzec; co się odwlecze, to nie...

...Polecam w każdym razie.

książki 2015 #4

Ostatni wpis w tym roku.

#30/31 Stephen King
Uciekinier
Gra Geralda
/Forum/Temat/8569#614659

#32 Wyspa tajemnic
Dennis Lehane
Martin Scorsese zrobił taki film. Pisałem o nim
/Forum/Temat/15316#460379
i uznałem go za dobry, chociaż z biegiem czasu podobał mi się bardziej.
Jak zaznaczyłem - nie miałem okazji czytać oryginału do teraz. Przeczytałem i... znowu uznaję produkcję MS za dobrą. Tylko.

Książka jest wspaniała i nawet jak czyta się ją wiedząc już o zakończeniu to... nie czuć tego, intryga pozostaje gęsta, a finta tą samą fintą. Może po prostu moja wyobraźnia jest bujniejsza niż reżysera, a może on tylko inaczej to przedstawił, przyciął. Może nadmiernie.
Gorąco polecam.

#33 Wytropić Eichmanna
Neal Bascomb
467 stron encyklopedii - od "wizyty" na Węgrzech aż po rozsypanie prochów w Morzu Śródziemnym.
Jeśli jesteśmy teraz w gorącym czasie recenzji TFA to notki recenzencko-zachęcające do tej książki rozmijają się z prawdą jak... jak tylko można.

Fantastyczna historia szpiegowska - Associated Press
Czyta się jak thriller Toma Clancy`ego - San Francisco Chronicle
Na tyłówce od wydawcy - Robert Ludlum i Frederick Forsyth.
Guzik prawda. To jest historyczna, dokumentalna, męcząca momentami krok po kroku historia ujęcia głównego tak naprawdę realizatora `ostatecznego rozwiązania`.

Nie ma tu nic ze szpiegowania, nie ma tu nic z Bondów i innych agentów, nawet samo słynne porwanie wygląda bardziej na niechlujne uprowadzenie dla okupu niż znamienitą akcję wywiadu.
Są relacje tych co przeżyli, tych co ścigali, tych co gonili i tych co chwytali, dzień po dniu, krok po kroku.
Momentami aż chce się przerzucić stronę, nie dlatego że książka nudna, ale dlatego że tak to precyzyjnie przedstawiono. Na ile tylko autor mógł zebrać materiały i ujawnione fakty.

Bardzo dobre zakończenie roku.



Co prawda będzie jeszcze lepsze, bo jakoś znowu nabrałem smaku na Śródziemie i zacząłem czytać Hobbita, a potem mam w planach Władcę. Ale nie da się tego zaliczyć do 2015, bo... ndziesiąt razy było czytane. A 33 to dobra liczba.

podsumowanie literackie 2015

roku, jako że (jak wspominałem wyżej) przemierzam Śródziemie kolejny raz, a tego nie zaliczamy.

Zaczynając zaś (zetzetzetzet ) od Star Warsów to w tym roku nie sięgnąłem po nic, nawet na próbę. I nie mówię o "wtórnych nowościach", ale też o tym co leży na półce.

Resztę można przejrzeć sobie tutaj:
/Forum/Temat/16788#605439
/Forum/Temat/16788#609028
/Forum/Temat/16788#613193
/Forum/Temat/16788#614672
33 książki w roku 2014, 39 w 2013, 49 w 2012, 31 w 2011. Teraz również 33, więc jest ok, chociaż wolałbym dobić do 40-tki jednak.


Więc tak:
Największe zaskoczenie 2015:
1. Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? (pozytywne i negatywne jednocześnie, tej książki właściwie nie da się jednoznacznie opisać, przez pryzmat grozy którą niesie)
2. House of Cards (pozytywne)
3. Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej (pozytywne)

Największe rozczarowanie 2015:
1. Krwawy południk
2. Sejf+Obraz kontrolny
3. Morderstwo w Alei Róż

Najgorsza książka 2015:
1. Księgi Jakubowe
2. Pakt Ribbentrop-Beck
3. Tożsamość Rodneya Cullacka

Najlepsza książka 2015:
1. Droga
2. Gra Geralda
3. Nawałnica mieczy: Krew i złoto


Jak zawsze starałem się rozdzielić tytuły w każdej kategorii bez powtórek, chociaż niektóre aż się cisną. Ale dałem chyba radę.

Czemu ten przeklęty sierociniec na pierwszym? Bo relacje medialne i artykuły w gazetach to za mało. A po prostu poznałem tutaj czyste zło, w najgorszej pseudo-katolickiej postaci, które rezonuje tym samym albo jeszcze gorszym.
HoC bo jednak czyta się dobrze po latach, a `Skandale` chyba najbardziej przypadły mi do gustu ze wszystkich 4 książek Kopera.

Wielki Cormac McCarthy rozczarował mnie, bo... pewnie mam trochę inną wizję westernu i trochę za dużo spodziewałem się po `Drodze`. No i Seki, który nie dał rady i kryminał z potencjałem, a lubię i doceniam ten gatunek - wyjątkowo słabo.


O najgorszych jak zawsze można przeczytać w moich recenzjach, nie mniej wiedziałem podświadomie, że `Księgi Jakubowe` dostaną tą Nike... i jak tak sobie patrzę przez lata tej nagrody to już 4 tytuły (a sięgnąłem chyba po 6) dostały, chociaż dla mnie nadawały się na przemiał.

Zaś dwa pierwsze tytuły pasują też idealnie do zaskoczeń. `Droga` McCarthy`ego to mistrzostwo, rzadko myśli się o trafieniu takiej książki, a jednak nadal istnieją.
`Gra` Kinga... ten autor ma przede mną jeszcze tyle tajemnic, jak wspaniale by było gdyby takich.
A `Nawałnica`... tom 1 był w zeszłym roku zaskoczeniem, bo czytałem go oddzielnie, w tym pochłonąłem całość do tomu drugiego i to właśnie w nim było najwięcej ciekawych zdarzeń. Wychodzi, że `Nawałnica` to chwilowa moja ulubiona część Pieśni


Co na 2016? Zaległości, nowości kupione na Święta, pewnie coś z wypożyczalni. 40-tka? Oby

Re: podsumowanie literackie 2015

Dobry wynik. Mnie się nie udało 2/m-c trzepnąć :/ (ale byłem blisko)

Re: podsumowanie literackie 2015

Lord Bart napisał:
Najgorsza książka 2015:
2. Pakt Ribbentrop-Beck

-----------------------
Dlaczego to mnie nie dziwi?

Ksionrzki 2015

Chyba nigdy nie robiłem na Bastionie podsumowań książkowych? Albo nie pamiętam. W każdym razie każdy moment jest dobry żeby zacząć, a skoro o Gwiezdnych Wojnach już wam nic ciekawego nie napiszę, to trzeba szukać swojej niszy

W 2015 roku przeczytałem 60 książek, co jest moim życiowym rekordem (poprzedni to 55 w 2012 roku). Jest to wynik z którego jestem bardzo zadowolony, tym bardziej że dwa poprzednie lata były słabe.

Rok zacząłem książką „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” Phillipa K. Dicka, natomiast zakończyłem "Miasto i miasto" Chiny Mieville`a. Najwięcej książek przeczytałem w sierpniu – 10, a najmniej w październiku – 2.

To do konkretów. Po pierwsze, Kroniki Czarnej Kompanii. Saga fantasy autorstwa Glena Cooka, którą swoją drogą inspirował się Steven Erikson pisząc Malazańską Księgę Poległych. Militarne fantasy, epickie, z ogromnym rozmachem. 10 tomów, w Polsce wydane przez Rebis w 4 zbiorczych omnibusach, bardzo ładnych. Pierwsze dwa (w których znajduje się łącznie sześć tomów Kronik) to jedyne powieści, które w tym roku otrzymały u mnie ocenę 6/6, i to zdecydowanie zasłużoną. Cook potrafi pisać zwięźle, nadając swoim książkom świetną dynamikę, a nie zaniedbując przy tym dobrego worldbuildingu (postacie, świat). W przeciwieństwie do takiego Jordana czy Martina, którzy jeśli można coś napisać w 50 słów, to napiszą w 200, Cook pisze 50 – nie zanudza ani na chwilę, nie tracąc przy tym w innych aspektach. Jeśli lubicie fantasy to to po prostu trzeba przeczytać. Ja już kupiłem jego drugi cykl – Imperium Grozy (8 książek, w Polsce w 4 tomach).

[dopisek - książki przeczytane liczę tak, jak są wydane w Polsce, czyli np. całe Kroniki policzyłem za 4 tomy, a nie 10. Może powinienem robić inaczej, może nie, sam nie wiem, taka przyjąłem w każdym razie zasadę.]

Po drugie, kilka kolejnych książek wspomnianego już Phillipa K. Dicka. W tym roku były to: „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”, „Wbrew wskazówkom zegara”, „Deus Irae”, „Oko na niebie” oraz „Człowiek z wysokiego zamku” (w końcu – zmotywowała mnie premiera serialu ). Wszystkie trzymały poziom, co mnie nie dziwi, bo na Dicku rzadko kiedy się przejechałem.

Kolejną godną wzmianki książką jest „Reamde” Neala Stephensona, czyli autora z którym mam spore problemy, bo część jego książek podoba mi się bardzo, a części nie umiem dokończyć. „Reamde” należy do tej pierwszej kategorii; to masywny technothriller z ciekawą fabułą. Polecam.

Warto jeszcze wspomnieć o trylogii Southern Reach Jeffa VanderMeera - „Unicestwienie”, „Ujarzmienie” i „Ukojenie”. Bardzo klimatyczna rzecz, horror z naleciałościami sci-fi, z mnożącymi się tajemnicami. Trzeba czasem pogłówkować, żeby zrozumieć o co chodzi, a zakończenie dla wielu może być niesatysfakcjonujące, ale polecam.

Kroniki Amberu” to kolejna klasyka fantasy, którą udało mi się w tym roku nadrobić. 10 książek, w Polsce zebrane w dwóch pięknych tomach, to coś na co ostrzyłem sobie zęby już od dawna. Nowe wydanie okazało się być doskonałym powodem do nadrobienia zaległości. Wrażenia z lektury mam mieszane – o ile pierwsze dwie części były fantastyczne, to potem niepotrzebnie fabuła zaczęła iść w stronę Mody na Sukces, czyli miliona intryg rodzinnych, dramatycznych śmierci i nieoczekiwanych (czyt. niepotrzebnych) zmartwychwstań, także na koniec czułem już prawdziwą ulgę, że to się skończyło. Wrażenia mieszane, ale jednak polecam, przynajmniej pierwszą część (sagę Corwina).

Podobnie mieszane wrażenia mam po sadze Endera. Przeczytałem główny czteroksiąg, kolejne cztery książki opowiadające o Groszku oraz „Endera na wygnaniu”. Film z 2013 jest dość wierną adaptacją „Gry Endera”, zatem książka mnie już niczym nie porwała, bo żadnych zaskoczeń fabularnych nie było. Z drugiej strony, Card wymyślił świetny setting dla swojej historii, więc fajnie było do tego wrócić. Niestety, kolejne części – „Mówca umarłych”, „Ksenocyd” i “Dzieci umysłu” okazały się zawodem. Z jednej strony Card odważnie zmienił czas i miejsce akcji, a i tematykę na znacznie bardziej dorosłą, z drugiej – w pewnym momencie jakby załamał się pod strukturą własnych pomysłów, przez co im dalej w las, tym ciemniej, a końcówka to już takie bełkotliwe pierdololo że na myśl o tym, że czeka mnie jeszcze pięć książek z tego uniwersum, robiło mi się dość smutno. „Cień Endera”, pomimo powrotu do klimatów YA, czytało mi się znacznie lepiej, podobnie jak i kolejne tomy – odnoszę wrażenie, że Card lepiej czuje się w tematyce polityczno/wojskowo/szpiegowskiej, niż science-fiction. „Ender na wygnaniu” natomiast stanowi klamrę dobrze spinającą oba czteroksięgi. Stąd też mieszane wrażenia – bywa nieźle, bywa tragicznie. Wybitnie nie bywa, fanem serii nie zostałem.

Przeczytałem też cztery kolejne książki Stephena Kinga, ale tutaj się zawiodłem – żadna z nich nie wzniosła się ponad przeciętność. Czytałem „Joyland”, „Oczy smoka”, „Bezsenność” i „Przebudzenie”. Nie chce mi się o nich rozpisywać, nie ma o czym.

Najsłabiej oceniam „Drogę serca” M. Johna Harrisona, która to jest dwustustronicowym bełkotem o niczym, i gdyby nie to że jest krótka, to bym jej nie skończył – w połowie miałem już takie myśli.
Dwie książki zacząłem i porzuciłem („Żywe srebro” Neala Stephensona i „Wszyscy na Zanzibarze” Johna Brunnera). Do pierwszej nie planuję nigdy wrócić, Brunnerowi może kiedyś dam jeszcze szansę. Obie zbierają doskonałe recenzje, ale jakoś nie umiałem się w nie wkręcić.

Jeśli chodzi o polskie książki, to w tym roku skończyłem serię o Czarnym Wygonie Stefana Dardy – pierwsze dwa tomy to jedne z najlepszych horrorów jakie przeczytałem, o niesamowitym klimacie. Do tego „Otchłań” Roberta Szmidta. Nie jestem fanem uniwersum Metro 2033, nie przepadam ogólnie za klimatami postapo, aczkolwiek jest to książka o Wrocławiu, zatem byłem jej ciekawy. Całkiem nieźle się to czytało. No i jeszcze „Szczęśliwa ziemia” Łukasza Orbitowskiego – też horror. Była kiedyś w promocji za parę złotych, to wziąłem i nie żałuję, bo również całkiem mi się podobało.

Żadnych Star Warsów nie przeczytałem - ani książek, ani komiksów.

To był dla mnie dobry rok, zabrałem się za kilka serii, które odwlekałem już od paru lat, niewiele książek tak naprawdę mnie odrzuciło. Życzę sobie, żeby w przyszłym roku było podobnie dobrze – nie mówię tu już o liczbie książek, bo to nie o to chodzi żeby bić rekordy, ale żebym pod koniec roku mógł stwierdzić, że czytanie sprawiło mi tyle przyjemności, co w 2015.

szacunek

Re: Ksionrzki 2015

Respekt!

Ja tak chcę z TFA ale zobaczyć 60x

Hmm...

... tak mi wpadł ten temat na listę "100", więc zajrzałem.
Cóż, od kilku lat czytam głównie poradniki, księgi eksperta i biblie na tematy zawodowe (Solid Works, Edge CAM, Sinumerik, Heidenhain), a w ramach relaksu C#
Jednakże... nie byłbym sobą, gdybym jakiegoś SF nie łyknął. Mam wszak pewien problem... mało ostatnio dobrych tytułów widziałem, wobec czego wracam do nieśmiertelnych pozycji po raz enty, ale co ciekawe, wciąż się przy nich dobrze bawię.
W pierwszej kolejności jest to Tadeusz Markowski ze swymi "Mutantami", nieśmiertelny Stanisław Lem, duet Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka, nie odmuwiłem sobie też powrotu do "Ludzie jak bogowie" Siergieja Sniegowa.
Ale, ale... w tym roku jest też nowość... po filmie "Marsjanin" postanowiłem sięgnąć po książkę Andego Weira, na podstawie której ów film powstał i... Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, i nie, nie chodzi tu o efekty, lecz sporą dbałość o zgodność z rzeczywistością... a książka... powiem jedno... koniecznie zachowajcie kolejność - najpierw film, potem książka. Ujmując to najkrócej, po przeczytaniu książki, film wydał mi się słaby, pełen niedociągnięć i uproszczeń. Książka jest zgrabnym połączeniem podstawowych informacji naukowych (konstrukcja statków, habitatów i urządzeń do podtrzymania życia, warunki życia w przestrzeni kosmicznej i na Marsie) i akcji, napisanych w lekki sposób. Gdybym miał określić typ książki, to opisałbym ją jednym słowem - surwiwal. Czyta się ją szybko i przyjemnie, głównie ze względu na postać głównego bohatera, który jest człowiekiem ze sporym poczuciem humoru i autoironii.

Re: Hmm...

O to muszę w takim razie Marsjanina przeczytać w 2016!

Re: Hmm...

niemniej jednak widać, że autor jest bardziej w swoim żywiole opisując technikalia niż próbując pisać postaci czy dialogi; tak długo jak to są przemyślenia własne Watneya, jest super, jednak kiedy pojawiają się pozostałe dramatis personae, zaczyna się teatrzyk kukiełkowy; służą one zaznaczeniu jakichś problemów, ale raczej nie są pełnoprawnymi bohaterami.

Tak czy inaczej, jest to jednak satysfakcjonująca lektura - pod warunkiem że się nie założy, że to jest `regularna` powieść. Powieściowy charakter wynika jedynie z konieczności sprzedaży

Re: Re: Hmm...

Cóż... to prawda, ale... w dzisiejszej literaturze SF najbardziej mi brakuje właśnie tego "S", jeśli chcę głębokich, pełnych postaci, to sięgam po klasykę typu Hemingway, lub typu Biblia.
Od SF wymagam czego innego... ona ma być raczej futurologiczno-technologiczna, bez zbytniej socjologii... socjologiczne rozważania Lema to max co mogę strawić. Jednym z moich ulubionych autorów, do którego często wracam, jest James White i jego cykl "Szpital kosmiczny".
Być może nie jestem klasycznym fanem Star Wars, ale... może, tak dla jasności... oprócz tego jestem też wielkim fanem Star Trek.

Re: Re: Hmm...

Darth Rumcajs napisał:
Jednym z moich ulubionych autorów, do którego często wracam, jest James White i jego cykl "Szpital kosmiczny".
-----------------------

Cholra ja od jakiegoś czasu prubuje skompletować ten cykl ale chyba jest to niemożliwe, czytałem 1 tom i fakt jest dobry. A nie chce czytac skokowa...

Re: Re: Hmm...

Nie no, to nie jest dla mnie żaden problem, po prostu zwracam uwagę na to, że to nie jest typowa książka.

Re: Re: Hmm...

Książkowe sci-fi i filmowe sci-fi to dwie różne bajki; nie jest problemem znaleźć ambitną, zaskakującą książkę sci-fi, takie ciągle powstają, są autorzy i współcześni którzy piszą naprawdę interesująco, wnosząc coś do gatunku. Tymczasem filmowo gatunek jest za książkami jakieś 50 lat, idee prezentowane tam są bezpieczne, żeby nie powiedzieć: oklepane, strona "science" jest spłycona do maksimum możliwości na rzecz: kreacji świata, bohaterów, twistów fabularnych... i to wszystko są ważne rzeczy, ale nie kosztem zaniedbywania strony naukowej. Nie potrafię sobie teraz przypomnieć kiedy ostatni raz widziałem film sci-fi który rzeczywiście by mnie czymś zaskoczył, poruszył - jakąś ideą, konceptem, a nie wydarzeniami. Spójrzmy na dwa najgłośniejsze filmy ostatnich czasów: Marsjanin i Interstellar. W Marsjaninie mamy konkretne wyobrażenie sposobów przeżycia na Marsie, co o ile nie jest tym co mnie w sci-fi kręci, to dostaje chociaż jakieś punkty za próbowanie. Interstellar właściwie oparł się fabularnie o koncept wormhole`i, a potem mamy: dramatyzm, piękna strona wizualna, poruszająca muzyka, dobrzy aktorzy i wychodzi świetny film, tylko jako sci-fi niemrawo... na coś więcej wysilają się dopiero w końcówce, i co? I większość ludzi jak na coś się skarży, to właśnie na nią. Możnaby pomyśleć że mało kto chce w kinie widzieć ambitniejsze sci-fi i to jest wniosek przy którym bym obstawał. Wykroczenie poza pewne dopuszczalne ramy "normalności" sprawia że widzowie ci powiedzą że przesadziłeś, popłynąłeś, co to miało być itd.

W science-fiction wyraziste postacie, porywająca fabuła itd. nie są dla mnie priorytetem, oczywiście miło jak te rzeczy też są, ale nie jako kocyk którym przykrywa się fakt, że autor(rzy) tak naprawdę nie ma(ją) zbyt wiele do powiedzenia. A tak jest zbyt często, chociaż z drugiej strony ciężko się dziwić, bo takie twory często zdobywają większą popularność.

M. Grzebałkowska - 1945. Wojna i pokój

Jedna z najlepszych książek, którą miałem okazję przeczytać w ostatnim czasie. De facto jest to reportaż opowiadający o doświadczeniach ludzi, którzy przeżyli rok 1945 - ostatni rok wojny, będący zarazem pierwszym rokiem pokoju. Przez kolejne rozdziały przemyka się bardzo szybko, co nie znaczy że bezrefleksyjnie. Mimo lekkiego pióra, autorce udaje się uwypuklać wszystkie dramaty, ludzką chciwość, pazerność, zdziczenie i odczłowieczenie całych mas, które przeżyły okres makabry II wojny światowej. Jednocześnie jest to pozycja opisująca niezwykły hart ludzkiego ducha, który jak magiczny imperatyw, nakazuje iść do przodu, podnosić się z największego szamba, aby ścigać się z życiem o optymistyczną wersję świata.

Po takiej lekturze można rzec, że zaprawdę - błogosławione te pokolenia, które nie doświadczyły okrucieństw wojen i związanych z nią tragizmów.

...

Ja ostatnio przeczytałem Szatana z siódmej klasy (doszedłem do 30 strony ) a teraz czytam Tarkina

Ostatnio

przeczytałem sobie świetną książkę o wojnie - "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", a potem biografię Mike`a Tysona. Obecnie, na zmianę, Przeznaczenie Jedi : Apokalipsa oraz Metro 2035.

Co do pierwszej książki : Każdy choć raz w życiu powinienem przeczytać ksiażkę tego typu. I gdyby rządzące nami elity nie chciały tak naprawdę głupiego, znieczulonego, tępego społeczeństwa, które łatwo straszyć i kontrolować, gdyby oni naprawdę wierzyli w szlachetne wartości które głoszą, to położony by nacisk, by system edukacji przykładał się do promowania takich reportaży. Chyba ludzie by byli mądrzejsi a świat lepszy, bo każdy umiałby docenić to co ma.
To są wspomnienia młodych kobiet, 16-17 letnich Rosjanek i Ukrainek, które poszły na wojnę, bo zabrakło już mężczyzn gdy dochodziło do poboru na terenach gdzie mieszkały. Sporo w życiu czytałem o wojnie, ale nie pamiętam kiedy ostatnio tak ciężko mi się brnęło przez książkę (bynajmniej nie dlatego, żeby była słabo napisana). Opowiadają z perspektywy czasu, co czuły gdy musiały zabijać, jak wyglądały wypaczone przez front miłość, seks, relacje międzyludzkie i jak ciężko było odnaleźć swoje człowieczeństwo. Bardziej reportaż duszy i umysłu, aniżeli historyczny. Czytałem siedząc w pociągu powrotnym z Warszawy i czasami musiałem przerywać, bo to tak cholernie mocna rzecz, że po prostu się nie dało bez emocji, a facetowi nie przystoi mieć mokrych oczu w przedziale pełnym lasek.
Miałem wstawić parę mocnych fragmentów, ale po co - zamiast tego polecam z całej siły.


A z Tysona wstawię po prostu fajne fragmenty

"Toczyła się sprawa między mną a Robin, co nie przeszkadzało nam się spotykać. Za każdym razem, gdy byłem w Los Angeles, wpadałem do niej na numerek. Zobaczyłem, ze Robin podjeżdża pod dom eleganckim kabrioletem. Świetnie, pomyślałem, uda się zaliczyć. Na miejscu pasażera zauważyłem sylwetkę i falę blond włosów. Pomyślałem, że to jedna z jej koleżanek z planu. Przyjrzałem się - to był koleś. Pewnie ktoś, komu Robin obecnie obciąga. To był Brad Pitt. Szkoda, że nie widzieliście jego twarzy, gdy zobaczył mnie tam pod jej domem. Był strasznie upalony, a wyraz twarzy miał, jakby szykował się do ostatniego namaszczenia.
- Mike, nie bij mnie, proszę. Ćwiczyliśmy tylko dialogi, ona ciągle mówi tylko o Tobie!
- Proszę, Michael, nic mu nie rób - błagała Robin.
Nie miałem już nawet zamiaru nikogo bić. Nie chciałem wracać do więzienia, nie z jej powodu. Chciałem tylko jeszcze ją podymać przed rozwodem.
(...)
- Co za dziwka - jęczałem. - Kocham ją. Dlaczego ona mi to robi?
Była to piękna kobieta. Zaczęła mnie pocieszać i po paru minutach poczułem się lepiej.(...) Była policjantką, ale wiedziałem, że jeśli ładnie się ubierze, to będzie wyglądała oszałamiająco. Tego samego dnia zaprosiłem ją i kilka moich koleżanek do lokalu China Club. Tylko ja i osiem dziewcząt, wyglądałem jak jakiś bajerant. Oczywiście do dziewczyn podchodzili jacyś kolesie. Nie miałem nic przeciwko, nawet nie zagadywali mojej policjantki. A ta nagle wyskakuje do niego z pięściami!
Patrzyłem na tę scenę i myślałem : co tu się kurwa dzieje?
Facet był w lokalu ze znajomymi, siedzieli przy sąsiednim stoliku i śmieli się z niej. Podeszła do gościa który śmiał się najgłośniej i łup - kopnęła go w głowę!
Wydawało mi się, że kiedy tylko dokądś wychodzę, towarzyszą mi kłopoty. Czasami nie była to nawet moja wina ...
Jednym z powodów, dla których uważałem że nie pożyję zbyt długo, było przekonanie że jestem najgorszym człowiekiem na świecie, zarówno w ringu, jak i na ulicy. Dodać do takiego ego alkohol - wszystko się może zdarzyć. Zawsze byłem zły na świat, wydawało mi się że jestem gorszy od innych z powodu dawnego ubóstwa, śmierci mamy, braku rodzinnego życia. To że zostałem mistrzem świata, tylko pogłębiło to uczucie. Stworzyłem więc Żelaznego Mike`a, potwora, a media podchwyciły ten wizerunek (...) To oblicze wielkiego twardego skurwysyna było upojne, ale w środku bytem cipą - wystraszonym, zgnębionym dzieciakiem."

Andrzej Urbanek - Browary akcyjne Wrocławia 1869-1945.

Niniejsza publikacja w bardzo dobry i przejrzysty sposób porządkuje i ukazuje drobny wycinek z bogatej historii wrocławskiego piwowarstwa. Dzięki rzetelnej pracy dokumentacyjnej autora, ukazuje się nam niełatwy, a często wręcz bardzo utrudniony proces komasowania się i tworzenia podmiotów, które produkowały złocisty trunek. Pełno tu wieści o biurokratycznej machinie stojącej na wspak interesom spółek (skąd my to znamy), kłótni cechów, walki robotników o polepszenie warunków socjalnych na tle przemian społecznych XIX/XX w., wyzysk i nędzę stojącą obok filantropów wywodzących się z browarniczych przedsiębiorstw, czy też zwykłych oszustów i krętaczy.

Jednakże nie jest to wyłącznie opowieść przygnębiająca. Rozwój browarnictwa wokół piwnej rewolucji XIX w., zawierającej się w upowszechnianiu piw dolnej fermentacji, to opowieść o ludziach pełnych pasji, zamiłowania do gatunku, pomysłowość i innowacja, która towarzyszyła rozwojowi nowoczesnych zakładów, jak również dokumentująca te wszystkie zdarzenia na tle rozwoju piwowarstwa w obrębie Śląska i przedwojennych Niemiec. Całość okraszono pokaźną liczbą przypisów, i odwołań do literatury, co czyni z z tej pozycji wyjątkową książkę.

Sama książka, to niemal album, bardzo dobrze okraszony ilustracjami. Pełno tu archiwalnych zdjęć, rycin, szyldów, czy też porcelanowych kapsli, jak i butelek z tłoczonymi napisami. Dwoma słowami - na bogato.

Jako wadę, uznaję zbyt krótkie podsumowanie. Jak na taką publikację wypadało napisać coś więcej, przede wszystkim o wpływie i dalekosiężnych skutkach, jakie miało wprowadzenie na rynek browarów akcyjnych.

Igor Borkowski - Siostra śmierć

Praca habilitacyjna omawiająca zjawisko śmierci w obrębie Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. Książka o tyle jest cenna, że oprócz licznych źródeł dokumentujących rozwój zakonu na przestrzeni dziejów w oparciu o dokumentację funeraliów, dostarcza spojrzenia na samą śmierć z perspektywy, której w modernistycznym świecie trudno uświadczyć. Nie idzie tu wyłącznie o "spotkanie ze Stwórcą", lecz o samo przygotowanie się umierającej jak i jej wspólnoty na ten fakt. Autor dobrze uwypukla ten aspekt, jako odprysk relacji pierwotnej wspólnoty ludzkiej - funkcjonującej do momentu jej stopniowego rozpadu w okresie kształtowania się modernistycznego społeczeństwa.

Nie ma co ukrywać, że ta fachowa literatura, to ciężki kaliber, ale dla antropologów, archeologów, etnologów etc. to pozycja wyjątkowo potrzebna.

wirtualna cena książki

Powiem, że jestem świadom tego zjawiska, ale... nie znam jego przyczyny, a dzisiaj trochę się zdziwiłem. Bardzo trochę.

Otóż miałem w planach kupienie "Głodu" Martína Caparrósa oraz "Shantaramy" Gregory`ego Davida Robertsa. 1516 stron łącznie, twarde oprawy.

Empik (dla beki, ale miałem po drodze) - na półce 69.99 x2 = 139.98
Matras - na półce 69.90 x2 = 139.80
Empik - w necie, z odbiorem własnym 57.99 + 49.49 = 107.48
Matras - w necie, z odbiorem własnym 52.43 + 44.93 = 97.36
...
Świat książki - w necie, z odbiorem własnym 41.93 + 38.37 = 80.30

Jeśli ktoś zna w Warszawie jeszcze taniej


Jakim, kurde, sposobem to się dzieje? W jaki, kurde, sposób ta sama książka, ten sam papier, traci na cenie 42%?

Ktoś zna tą tajemnicę? Gry cyfrowe są droższe niż to samo w pudełko, a miało być odwrotnie. Ebóki są droższe niż te same książki NA PÓŁCE w księgarni.

A tutaj ten sam tom, odebrany 2 dni później niż bym normalnie wracał do domu i wstąpił po zakup - tanieje.

Nie jestem w stanie tego zrozumieć i to też w odniesieniu do dyskusji o stałej cenie książki celem hmmm ratowania małych wydawnictw czy księgarni.


Ktoś ma jakieś wytłumaczenie?

Re: wirtualna cena książki

To jest proste jak budowa cepa.

Na gry cyfrowe i e-booki jest popyt to seny w górę.
Na książki papierowe nie, co więcej takie książki trzeba obrobić i zapłacić za czynsz prąd w sklepie. Kupując w necie leci wydawka z półki z magazynu i masz taniej.

...

Jak zwykle zupełnie nie zrozumiałeś co napisałem. Jakoś mnie to nie dziwi. Poza tym mało po polsku.

Re: ...

To zmień forum. I niech Pan Profesor wrzuci na luz

Re: wirtualna cena książki

Produkt (w tym przypadku książka) jest warty tyle ile jest w stanie zapłacić za niego konsument. Z racji (w zdecydowanej większości) bardzo dobrych lokalizacji sklepów stacjonarnych Empik i Matras - w galeriach handlowych, ceny "półkowe" są dostosowane dla ludzi którzy "mają po drodze" lub kupują coś na ostatnią chwilę, po co zaniżać cenę jak a nuż trafi się jakiś "frajer" który kupi produkt o 40% drożej? Szukając i porównując ceny produktów w internecie można sporo zaoszczędzić, ale trzeba na to poświęcić odrobinę czasu i przynajmniej odrobinę "ogarniać" internet, sklepy stacjonarne celują w klientów którzy nie mają czasu i/lub nie ogarniają sklepów internetowych.

Z grami cyfrowymi, przynajmniej na PS3 jest(było) tak że kupując wersję cyfrową możesz zainstalować ją na 3 konsolach. Jeśli gra pudełkowa kosztowała np. 180 zł, a wersja cyfrowa 270 zł, to mimo iż wydaje się droższa o 90 zł, jeśli kupisz ją z 2 znajomymi którzy też mają PS3 to sam zapłacisz tylko 90 zł, a grać może każdy z was (po instalacji nie trzeba było grać na "głównym" koncie które kupiło grę). Ilość instalacji jest zależna od licencji produktu, nie wiem jak z e-bookami, ale może właśnie w podobny sposób można go czytać na 2 czytnikach jednocześnie.

Re: wirtualna cena książki

Tak samo jest z podróżowaniem. Można do biura, a można samemu - ale trzeba się naszperać, co też jest fajne

jaaaa

ty też masz problem ze zrozumieniem tego czego szukam. A szukam odpowiedzi co sprawia, że DOKŁADANIE TA SAMA KSIĄŻKA odebrana z zamówienia online jest o 30-40% tańsza, niż ta na półce? Mimo, że są identyczne i mają identyczną cenę okładkową.

Która, wg chciane ustawy, miałaby być jedyną obowiązującą przez 12-18 miesięcy.

Nikt mi nie wmówi, że jest droższa, bo prąd na oświetlenie księgarni to powoduje. Oświetla się też schowek, gdzie trzymane są paczki z zamówień. Równie dobrze księgarnie, nawet takie molochy sieciowe, mogłyby przestać istnieć i ograniczyć się do jednego okienka, gdzie pracownik przynosiłby towar z magazynu.

Ale towar tańszy o 30-40%.
Dodam jeszcze, że to nie Empik/Matras ustalają cenę książki, ale wydawca. Tak mi się wydaje przynajmniej, właśnie dlatego szuka głębszej odpowiedzi, a nie banałów o podaży, popycie i cenie prądu.
Myślałem, że jest tu ktoś z branży może, bo osobiście, niestety, nie znam nikogo takiego.

A przecież jakoś nie mogę sobie złożyć w necie nowego Audi, z taką a taką gamą dodatków i zapłacić, odbierając w salonie, 250.000PLN taniej. Z książkami tak się dzieje

<facepalm>

Cały Lord Bart...
Tak jest tu jedna osoba która ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem, ale jesteś nią tylko i wyłącznie ty...
Identyczna książka jest droższa na półce z jednego prostego powodu - BO MOŻE BYĆ DROŻSZA.
Książki to nie papierosy że muszą być sprzedawane w cenie na opakowaniu, wspomniana przez ciebie ustawa jest właśnie "chciana" przez wydawców, ale niestety samo "chcenie" nie wystarcza, a tak się składa że jeszcze w Polsce takiej ustawy nie ma.
"Nikt mi nie wmówi..." - ale ja nie mam zamiaru ci niczego wmawiać, mówię ci jak jest, a jak dalej będziesz uważać inaczej bo tego nie ogarniasz i/lub wydaje ci się inaczej to już twoja sprawa, żyj sobie dalej w ignorancji i głupocie, co mi do tego?;p
Z ustalaniem ceny książki to niestety tylko ci się wydaje (zresztą z tego co zauważyłem to jak wiele rzeczy), wydawca może sobie ustalić cenę po której sprzeda do księgarni, to jaką marżę ustali sobie księgarnia to już tylko i wyłącznie ich sprawa, która, czy ci się to podoba czy nie jest uzależniona od takich "banałów" jak podaż, popyt, koszty itd. itp. w skrócie ekonomia.
Widzę że masz problem z ogarnięciem innej ceny w internecie a innej w sklepie stacjonarnym, to powiem ci że zdarzają się sytuacje w których identyczny produkt "na półce" w galerii w Rybniku ma inną cenę niż w galerii w Katowicach, to dopiero "kosmos" co nie? Żeby było śmieszniej, przeważnie taniej jest w tej mniejszej miejscowości, do której przecież transport towaru jest droższy więc i produkt powinien być droższy. Takie zjawisko nazywa się w ekonomii "Dyskryminacją cenową" i poza narzekaniem nic na nie nie poradzisz...
Miło z twojej strony że ty sprzedawałbyś książki po cenie wydawców (misja?), niestety w czasach kapitalizmu takie osoby nazywa się idiotami, widać też kompletny brak zrozumienia na czym polega działalność gospodarcza, podejrzewam że w szkole nie zdążyłeś załapać się na Podstawy Przedsiębiorczości.

Oczywiście powyższa odpowiedź może cię nie satysfakcjonować, w końcu to tylko prawda i "banały" z ekonomii, a ty szukasz "głębszej odpowiedzi"...
Powodzenia w szukaniu, obyś tylko nie wlazł za głęboko...

PS. Samochód to mimo wszystko troszeczkę inny produkt niż książka? Czy nie? W Audi akurat tak się składa że internetowy konfigurator opiera się na cenach katalogowych i w 99% przypadków w salonie dostaniesz identyczną "pierwszą" ofertę, od której później negocjuje się upusty które też mogą być całkiem spore...

Re: <facepalm>

Akurat tak się składa, że fajki nie mają na opakowaniu ceny, a książki na okładce często ją mają. xP

Re: <facepalm>

Jak się kupuje ruskie z przemytu to może nie mają;p
Na czerwonych Marlboro napisane jak byk "15,00zł";p

Re: <facepalm>

To jest bardzo ciekawe, bo akurat ostatnio Malborasy kupowałem i na opakowaniu ceny nie było.

Re: <facepalm>

Jak masz paczkę pod ręką to sprawdź mniejszym drukiem nad kodem kreskowym na "dnie" opakowania.

Re: <facepalm>

Dobra, jednak jest. Zwracam honor. xP

Re: <facepalm>

Nie ze mną te numery Brunner;p

Re: <facepalm>

Nie zmienia to faktu, że na książkach i tak są ceny. xD

Re: <facepalm>

Tak, tylko w detalu papierosów nie możesz sprzedać za mniej lub więcej niż cena wydrukowana na paczce, aby np. w pubie paczkę Marlboro z ceną 15,00 zł sprzedać za 20,00 zł musisz podać klientowi otwartą paczkę, a te 5,00 zł marży to "usługa" otwarcia paczki;p
Cena na książce to jedynie cena sugerowana, może być dowolnie zmieniana.

Re: <facepalm>

A za 35 z zapalniczką

Re: jaaaa

Sądzę, że cena która się znajduje na okładce książki to cena maksymalna za jaką może kupić ją klient. Od wydawcy zależy za jaka cenę sprzeda to księgarniom. Z uwagi na to ze kupują hurtowo to dostają upust, wszystko zależy od umowy zawartej miedzy stronami, może to być 20, 30, 40% ceny okładkowej książki. Dlatego ceny nawet w księgarniach internetowych się różnią. Tak czy inaczej zazwyczaj wszyscy wychodzą na swoje, licząc w tym że jest duża konkurencja na rynku księgarskim i nie opłaca się dyktować sztywnych cen Ale to tylko moje zdanie i co ja się na tym znam .....

Re: jaaaa

Niestety nie dla wszystkich to jest tak proste i oczywiste (choć jest;p) i doszukują się jakiś "głębszych" odpowiedzi, tak gdzie ich po prostu nie ma;p
O ile nie jesteś właścicielem księgarni lub wydawcą, możesz usłyszeć jak ja i JORUUS że nie rozumiemy o co szanowny Lord Bart pyta;p Co go tam mają interesować jakieś umowy między wydawcą a księgarnią?;p Co tam konkurencja?;p Toż to zwykły banał;p

Re: jaaaa

To żadna nowość że kolega Bart zapomniał że to forum Fanów Star Wars (z którym w mojej opinii ostatnio ma on niewiele wspólnego) i próbuje robić tutaj post-pseudo-para-naukowe wpisy. Ubaw mniejszy niż z Sellerem czy ze mną ale jedna cieszy

Re: jaaaa

Albo z Lukiem S. xD

Re: jaaaa

Moim zdaniem ma na to wpływ psychologia sprzedaży. Księgarnie odwiedzają dwie grupy klientów. Pierwszy to czytelnicy obeznani z dziedziną literatury, którzy wiedzą, gdzie mogą zakupić najtaniej i wpadają tylko by przejrzeć, dotknąć książkę. Do tej grupy możemy dodać też osoby, które znają się, ale nie liczą się z kwotą jaka wydadzą na nowe zdobycze.

Druga grupa, to tzw. "casuale", którzy kupują w biegu, bo nagle jest trend na jakiegoś autora czy gatunek literacki (np. 50 twarzy Greya, Potter, fantastyka młodzieżowa), czyli typowe bestsellery, gdzie promocja jest silnie forsowana.

"Casuale" kupują w księgarniach stacjonarnych, dlatego dla nich cena jest wyższa, bo ta grupa jest liczniejsza. W księgarniach internetowych kupują raczej "wygodni", albo "myśliwi", którzy nabywają duże ilości książek w promocjach.

Obie grupy cierpią na konsumpcjonizm, czyli podatność na marketing w celu sprzedaży produktów w najatrakcyjniejszych cenach.

Re: jaaaa

Jaka psychologia sprzedaży? Pytający mentalnie-gospodarczo pozostał w PRLu w gospodarce nakazowej, centralnie kontrolującej ceny, jeszcze trochę i zapyta jak to możliwe aby kupować książki "bez kartek". A ta różnica w cenie pewnie nie jest spowodowana wymienianymi przez wszystkich "banałami" a niecnymi działaniami różnej maści spekulantów...

już się

tak nie rozpędzaj, bo akurat moje pytanie było inne, a twoja odpowiedź, że coś może być droższe... nie ma z tym nic wspólnego. Wszystko może być droższe.

A z teorią popytu i podaży rynek książkowy w Polsce nie ma nic wspólnego. Zwłaszcza twoje śmieszne "podstawy przedsiębiorczości", które opisują raczej pozytywne zjawiska, a nie takie jak opisał LS.

Re: już się

LS wyłożył ci to bardziej łopatologiczne, ponieważ ja (jak widać błędnie) założyłem że w XXIw. nikt nie może być aż takim ignorantem jeśli chodzi o podstawowe zasady działania rynku. Mea culpa;p
Moja odpowiedź nie ma z tym nic wspólnego? Uwaga że sklepy stacjonarne celują w innego klienta to nic innego jak wspomniana przez Adakusa psychologia sprzedaży. O popycie, podaży i kosztach pisał już JORUUS więc po co się było powtarzać? A wspomniane różnicowanie cen to proces mający na celu maksymalizację zysku i/lub eliminację konkurencji o których pisał LS.
Widzę że dalej idziesz w zaparte że popyt i podaż nie mają nic wspólnego z rynkiem książkowym w Polsce. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Czyli wg ciebie to że np. książki George`a R.R. Martina są droższe od książek fantastycznych innych, nieznanych autorów nie zależy od popytu na Martina tylko np. od ilości stron w książce? Tak samo wg ciebie na cenę nie ma wpływu ograniczona podaż w postaci np. wyłączności na dystrybucję danej pozycji? Wybacz ale nawet po tych śmiesznych Podstawach Przedsiębiorczości ludzie to ogarniają.
A co znaczy uwaga że PP opisują pozytywne zjawiska? Chęć maksymalizacji zysku przez przedsiębiorstwo jest czymś złym i mrocznym? Przeklęte firmy nie chcą nic robić za darmo! Źli kapitaliści żerują na społeczeństwie, ech, szkoda gadać;p

Re: jaaaa

ale te banały o podaży, popycie i cenie prądu wszystko tłumaczą.

Pierwsza rzecz to cena książki. Ją wymyśla wydawca. I robi to mniej więcej tak, składa koszty swoje:
- wynagrodzenie autora (i ew. agentów czyli opłaty licencyjne). To się zamyka średnio w 1 - 2 PLN od egzemplarza. Czasem przy poczytnym autorze więcej. A czasem nawet mniej.
- wynagrodzenie redaktorów, korektorów, łamanie itp. (o to najlepiej Miśka pytaj), tłumacza ewentualnie (Fault Fett zapytaj). Ale znów te koszty to parę złotych.
- produkcja, czyli wydruk i papier. O dziwo razem z pracami redakcyjnymi to się zazwyczaj zamyka w 10 PLN, nawet mniej.
- do tego dochodzi koszt promocji
- zysk wydawnictwa (tu też szału nie ma, bo to będzie znów koło 1-2 PLN od egzemplarza).

Te koszty dają ci mniej więcej 1/2 ceny książki. Może trochę mniej. Do tego musisz doliczyć koszty hurtowników i księgarzy. Jedni i drudzy chcą zarobić. To wychodzi mniej więcej drugie pół ceny. Na koniec dokładasz VAT.

I tu wchodzą właśnie banały o popycie, podaży i cenie prądu. Wydawnictwo nie kontraktuje się samo z księgarniami. Robi to przez firmy księgarskie takie jak Olesiejuk. Ci mają magazyny i hurtownie. Zajmują się dystrybucją książki na terenie kraju. Ale mają swoje koszty i chcą na tym zarobić. Trzymają też książki, więc płacą za prąd itp. Jeśli w Olesiejuku kupuje ksi