Forum

Dawn of the Jedi: Into the Void

Tak, to książka a nie komiks Na SDCC Del Rey zapowiedział jeszcze jedną pozycję, która będzie się dziać w okresie lubianej i przynoszącej duże zyski serii komiksowej Dawn of the Jedi. Książka będzie autorstwa Tima Lebbona, autora powieści fantasy. Na razie niestety nie wiemy niczego poza tymi informacjami i przybliżoną datą premiery, czyli jesienią 2013.

Co sądzicie o tym projekcie?

:D

Do mnie niestety "Dawn of the Jedi" nie trafia. Głównie dlatego, że jest to źle napisana seria. Bardzo mocno porównuję ją do "Dziedzictwa" - głównie z uwagi na autorów - i przegrywa ona z "Legacy" z kretesem. Najpierw wydano słaby numer 0, potem dano nam historyjkę, która bardzo kiepsko wprowadziła nas do świata no i jeszcze poczęstowano tymi samymi (w sensie rysunkowym) postaciami co w Legacy. Niedobrze mi się od tego robi... No ale kolejne części mogą uratować tą pozycję w moich oczach.

Natomiast z książką wiązałbym większe nadzieje, bo tutaj nie będzie tych przeszkadzających mi rysunków, a za to liczyć się będą srogie opisy i smaczki (nawiązania do KotORa?). Byle by tylko nie zrobili z tego taniej historyjki fantasy, bo jak to często bywa w przypadku książek SW: potencjał jest, wykorzystania brak.

Zarąbiście!

Książka o początkach Jedi? Świetnie! Komiksowy DotJ podobno jest świetny (wiadomo, John & Jan), więc książka to następna część tego projektu, którą muszę przeczytać. Nie mogę się doczekać na więcej informacji.

O.o

Witam
Nareszcie książka w realiach przedrepublikańskich, bez Skywalkerów i Sithów. Miła odmiana. Komiks "DotJ" jest ciekawy ze względu na wykreowany świat, bo fabuła nie jest super-błyskotliwa (choć dopiero wydano 5 zeszytów, więc może się rozkręci).

Mam nadzieję, że autor nie zrobi z "Into the Void" naiwnej opowieści o wyprawie w niebezpieczne miejsce, z niebezpiecznymi potworami, z niebezpiecznym pechem bohaterów, którzy i tak wrócą lekko posiniaczeni, chociaż dwa razy prawie umarli, ale zawsze znalazł się ktoś nie wiadomo skąd, kto w tajemniczy sposób im pomógł. Chyba zrozumiecie o co mi chodziło... xD

Jak to

bez Sithów? Czytałeś komiks, to widziałeś, że byli przecież. W książce też pewnie będą - bo dlaczego mieliby nie być? A o czymże innym autor ma pisać jak nie o tych dwóch borokach z Bogana, którzy znajdą pobratymców i wygonią Je`daii z Tythona?

Nie ciesz się tak Myślę, że będzie bijatyka na Moc

...

Byli odszczepiency, których pochłonęła Ciemna Strona, ale nie tworzyli odrębnej sekty. W komiksie jest ich dwóch badajże: jakiś dziadek co został na stałe wysłany na księżyc Tythona oraz narwaniec od Rakatan. Nie nazwałbym ich Sithami.

A co do naparzania Mocą: nie mam nic do pojedynków. Po prostu nie chce mało-realnych zbiegów okoliczności.

Fabuła już znana

Przedstawia się następująco:


początek spoilera Na planecie Tython został założony starożytny zakon Jedaii. Przy mądrych mistrzach Lanoree Brock nauczyła się tajemnic Mocy i jej działania, stając się potężną użytkowniczką. I chociaż Moc jest silna w Lanoree i jej rodzicach, brat dziewczyny nie jest na nią wrażliwy. Pogardza więc Jedaii, zwłaszcza że jego trening zakończył się tragedią.

Teraz, po latach spędzonych na samotnym życiu zwiadowczyni zapuszczającej się na krańce galaktyki Lanoree zostaje wezwana przez Radę w pilnej sprawie. Przywódca fanatycznego kultu, opętany myślami o podróżach poza znaną galaktykę, pragnie otworzyć kosmiczną bramę, używając mrocznej materii i ryzykując reakcję, która pochłonie cały system gwiezdny. Ale najbardziej szokujące dla Lanoree jest to, że to właśnie jej Rada powierza misję zapobiegnięcia katastrofie. Wkrótce dowiaduje się dlaczego została wybrana: przebiegłym i niebezpiecznym szaleńcem, którego musi wytropić i powstrzymać za wszelką cenę jest jej brat, którego śmierć opłakiwała, a którego musi się teraz obawiać.
koniec spoilera

...

Super! Nie mogę się doczekać!

OKŁADKA!

http://www.hollywood.com/news/star_wars_dawn_of_the_jedi_cover_reveal/48337774

Niezła, chociaż liczyłem na coś oryginalniejszego, Przynajmniej nie ma mieczy świetlnych

...

Piękna

Prezent od Johna

Jak podaje swbooks, hardcover Into the Void będzie zawierał oprócz powieści fragment komiksu DotJ, oraz opowiadanie autorstwa Johna Ostrandera.

Zapychacze, bo pewnie powieść krótka, ale miło będzie zakosztować Ostrandera w formie niekomiksowej.

Opowiadanie Johna Ostrandera

Jak od niedawna wiemy, że w Into the Void oprócz powieści ukaże się krótkie opowiadanie Johna Ostrandera, scenarzysty komiksu Dawn of the Jedi. Od dzisiaj wiemy, że tytuł tego opowiadania to Dawn of the Jedi: Eruption. Zostanie ono wydane (poza Into the Void) w Insiderze #141.

dawn of the jedi

dawno dawno temu, przed bitwą o Yavin IV, a nawet przed Starą republiką... no właśnie czego tu sie spodziewać? patrze na okładkę i widzę jakoby początki zakonu Jedi, a co za tym prawdopodobnie także i Sith, a mnie Massassi sie spodobali jako rasa Sith i nagle to ma ulec zmianie? dlaczego? coś z nimi nie tak? czy może nie tak z Exarem Kun`em? dla mnie to trochę dziwne, takie jakby szukanie początku którego nie chce sie tak do końca znaleźć. zaś sama planeta na tylnej okładce przypomina ziemie za jakieś dobre kilkaset lat jak nie kilka tysięcy.
mam już mieszane uczucia co do tej pozycji

@

Historia początków Sithów była opisana w komiksach, wersję w pigułce można przeczytać choćby na Ossusie.

...

komiksów niestety nie miałem okazji przeczytać, więc sorry, mój błąd

Recenzja

Into the Void było dla mnie od początku wielką niewiadomą. Z jednej strony, od zawsze chciałem książki dziejące się w czasach Starej Republiki, im starszej tym lepiej. Z drugiej strony obawiałem się ich. Obawiałem się ich, ponieważ bardzo łatwo zniszczyć słabą powieścią tę nutkę mistycyzmu, który tamte czasy owiewał. Do tego Tim Lebbon, to debiutant w świecie Star Wars, po którym nie wiedziałem czego się spodziewać. Jak zatem wyszło?

Dawn of the Jedi opowiada historię Lanoree Brock, Jedi próbującej powstrzymać swojego brata przed uruchomieniem prastarych urządzeń Gree, które mogłyby doprowadzić do olbrzymich zniszczeń. Książka jest podzielona na dwie przeplatające się części, pierwsza z nich to wspomniana przed chwilę przeze mnie historia. Druga część to opowieść o tym, jak rodzeństwo Brock wkraczało na ścieżkę Jedi, podróżując od świątyni do świątyni i jak to się dla nich skończyło.

Jako fan Starej Republiki i ogólnie EU byłem z początku zafascynowany obiema częściami – jako, że jedna z nich poruszała tematykę Gree, a druga pokazywała chociaż trochę jak był zorganizowany Zakon w tamtych czasach. Przekazywanych informacji nie było jednak aż tak dużo jak bym chciał, więc fascynacja z biegiem czytania opadała. Niestety w jej miejsce nie pojawiały się żadne inne pozytywne emocje.

Książka, po opadnięciu entuzjazmu związanego z poznawaniem odległych czasów, wydała mi się zwyczajnie nudna. Historia jest prosta, przedstawiona bez polotu. A z dwóch głównych opisywanych tematów jedynie czegoś sensownego dowiadujemy się o Zakonie, technologia Gree bardziej jest wspomniana niż sensownie opisana. Co jest rozczarowujące, bowiem przy tak prostej powieści aż prosiłoby się o szersze opisy. Niestety, nie jestem w stanie znaleźć żadnego punktu, który byłby mocny w tej książce – przez cały czas jej trwania. Sprawia to, że mi się niesamowicie dłużyła.

Rozczarowujące 4/10

Czy

zobaczymy to na polskim rynku?

Może jednak wyjdzie?

Do tych nadal zainteresowanych, od dzisiaj książkę można zamówić na empik.com. Wysyłka podobno w ciągu 24 godzin.

Przeczytałam

właśnie. I kto spodziewał się fajerwerków, będzie rozczarowany. Kto spodziewał się historii z początków Je`daii, może poczuć się lekko zawiedziony. Wiedziałam, że to nie będzie opowieść o odkrywaniu potencjału Mocy, badaniu jej wszystkich ścieżek, więc nie jestem rozczarowana i ogólnie podobało mi się
Miło czytać o Je`daii, którzy nie wzbraniają się przed tworzeniem różnych rzeczy, np. własnego ciała przydatnego później do przeszczepu, przy użyciu alchemii. Miło spacerować po Tythonie i poznawać ten świat i miło zwiedzić przy okazji cały system. Trochę płytkie opisy zanurzania się w Mocy - w Czerwonych Żniwach już były lepsze.
A w jednej świątyni był nawet Mistrz Sithów chociaż to błąd tłumaczenia, gdyż chodzi o rasę.
Komiksy Dawn of the Jedi pomagają o tyle, że wiemy jak wyglądają poszczególne świątynie, spotykamy również dwóch znanych już mistrzów.
Z początku denerwowało mnie przeplatanie retrospekcjami, ale ma to swój cel. Chociaż nie wiem, czy książka nie byłaby lepsza, gdyby jedna część opowiadała o Wielkiej Wędrówce głównych bohaterów, a druga przenosiła nas 9 lat później.
A tak - Gree. No cóż, są wspomniani i łazi się po ich prastarym mieście i... tyle. Szkoda, bo jest potencjał. Wiemy o nich właściwie tyle samo co Lanoree, czyli nic.
Jeden błąd w tłumaczeniu (poza Mistrzem Sithów, który mi się akurat podoba ) - datowanie. Na początku przy dacie 2545 PTY zapisano: "przed przybyciem Tho Yor", ale pamiętnik drugiego bohatera jest datowany na 10 661 też PTY. Więc chyba powinno być PO przybyciu Tho Yor, zwłaszcza że piramidki wiszą sobie w najlepsze podczas trwania akcji.

Mi tam się podobało. Nie znudziłam się ani raz. Plus zwłaszcza za Tre Sana, Twi`leka towarzyszącego Strażniczce Je`daii. początek spoilera Przeżył. Coś niebywałego! koniec spoilera Lektura w sam raz na wakacje.
Daję 7/10.

Ta historia...

aż się prosi o kontynuacje ! Pokazanie jak Je` daii odkrywają hiperprzestrzeń i spotykają nowe światy! Do tego nie dokończona wojna z Patrzącymi w Gwiazdy.
Ahhh, na prawdę bardzo dobra powieść.

Re: Ta historia...

Ale to by się straasznie ciągnęło. Ossus podaje, że hipernapęd zbliżony do tego, jaki znamy, powstał 25000 BBY, prawdopodobnie na Korelii. Normalne trasy zaczęli wytyczać około 10000 BBY.

Ja bym wolała poczytać, jak się kłócili, czy można mutować stworzonka czy nie. I niejaki Ajunta Paal się wnerwił, zabrał kumpli i wyniósł, gdzie go Moc poniosła

Re: Ta historia...

A czy przypadkiem to nie Rakatanie skonstruowali hipernapęd ?

Re: Ta historia...

No nie. początek spoilera Gdyby to zrobili nie szukaliby wrót Gree na Tythonie u Jedi. Dostali takie wrota do skoków właśnie chyba od Gree. Kiedy tamci zorientowali się, że Rakatanie wcale nie są tacy fajni, jak wyglądali, zniszczyli te po stronie Rakatan. Dlatego ich szukali - w komiksach o to chodzi. koniec spoilera

W nicość...

Pierwsza przeczytana książka SW od dawna. Mój ogromny entuzjazm związane z tą pozycją spadł kiedy pojawił się oficjalny opis fabuły. Pewnie dlatego zwlekałem tak długo od premiery aby przekonać się na własne oczy czy debiutant Tim Lebbon da radę. Niestety poradził się połowicznie, można rzec że po prostu średnio.

Świt Jedi: W nicość- to pozycja która dzieje się ponad 25 tysięcy lat przed Nową Nadzieją i daje tak ogromne możliwość do poszerzenia świata jak żadna inna książka dotychczas. I jak żadna inna marnuje taką szansę w sposób koncertowy. Fabułę można opisać w jednym zdaniu: Lanoree Brock (strażniczka Je`daii) musi powstrzymać złego brata przed zniszczeniem Tythona i całego znanego wszechświata. Brzmi bardzo sztampowo? Spokojnie, efekt końcowy nie jest aż taki zły, głównie dzięki parze głównych bohaterów i dość lekkiemu stylowi pisania autora. Najbardziej na co liczyłem w związku z tą opowieścią to cała otoczka zakonu Je`daii oraz technologia i historia Greech. O samym zakonie dowiadujemy się paru ciekawych rzeczy (między innymi że parają się oni alchemią i metalurgią) natomiast technologia Greech jest obecna i... to właściwie tyle. Dalej jest ona dość mistyczną rzeczą. Ciekawym pomysłem było osadzenie akcji tylko w jednym układzie planetarnym, brak klasycznych mieczy świetlnych oraz zacofanie galaktyki względem czasów okołofilmowych. Nie jest ono jednak oryginalne w całej okazałości ponieważ statki (oprócz hipernapędu) są dośc podobne do tych z czasów późniejszych, mamy już droidy (prawie z pełnymi osobowościami) czy też blastery. Niezbyt duża oryginalność panuje również wsród żyjących ras: ludzie, Twilekowie, Sithowie, Nogrhi, Catharowie. Podczas lektury naszła mnie nostalgia jak TOTJ wspaniale wprowadzał i prezentował odległe czasy w galaktyce (choć W nicość dzieje się jakieś 20 tys. lat przed nim). Z drugiej jednak strony zobaczyć Sitha nie ogarniętego ciemną stroną mocy to miłe zaskoczenie. Podsumowując krótko, pozycja ta ma tyle samo plusów co i minusów które równoważą się, dając niezłe czytadło na jeden wieczór choć mogło wyjść z tego coś naprawdę wielkiego. Oby komiksowy Świt Jedi był zdecydowanie lepszym daniem

Po przeczytaniu książki zacząłem się troszkę zastanawiać czy to właśnie w tej pozycji nie dostaliśmy dokładnego pokazania tego czym jest równowaga w Mocy. Jedi myśleli, że wybraniec pokona Sithów na zawsze z galaktyki. Sithowie myśleli na odwrót. Jeszcze inni wyznawcy twierdzili że równowaga zostanie osiągnięta wtedy gdy obie zwaśnione strony będą równie silne. A czy cała ta równowaga to właśnie nie jest ten zakon Je`daii? Wykorzystywanie technik zarówno jasnej oraz ciemnej strony z rozsądkiem i umiarem?

Ogólnie 5/10

-

Książka dosyć dobra, ale spodziewałem się trochę czegoś innego. Widać trochę te cofnięcie technik.
W książce ciekawa była postać Tre. Spodobała mi się też postać Dala. Dal odrzucał nauki Je`daii chociaż wszyscy chcieli żeby nim został. Nie dziwi mnie jego stosunek do siostry bo jej zachowanie w stosunku do niego było naprawdę bardzo irytujące. Przez całą książkę miałem nadzieję że Patrzącym w Gwiazdy uda się uruchomić wrota. Ciekawi mnię o co chodzi z tym statkiem rozbitym na Tythonie.
6,5/10

Re: -

Jak to: o co chodzi? Przeczytaj sobie komiksy, tam jest wszystko wyjaśnione.

absurd

Ta książka jest tak absurdalna, że aż pierwszy raz od dawna postanowiłem wypowiedzieć się na Bastionie. Mieszanie wątków rozwoju Galaktyki jest tak bolesne, że nie jestem nawet w stanie skończyć tego czytać. Byłem skłonny zdzierżyć zaprzeczanie historii kolonizacji Galaktyki i uczynienie Tythona jej centrum. Byłem skłony przymknąć oko na trochę dziwne rozwijanie wątku Mocy. Ale pojawienie się zabójcy Noghri przelało czarę goryczy. Nie skończę tej książki -nie umiem- co czyni ją jedyną taką książką SW. 1-to onacza że w moim przekonaniu tej książce nie należy się żadna ocena. Całkowity Absurd. Nie musicie kanentować , po prostu musiałem to napisać.

Re: absurd

Co ci się nie podoba w zabójcy Noghri?

Re: absurd

Nie czytałem książki, ale w Trylogii Thrawna Noghri byli tak zacofani, jakby dopiero co ich odkryto, a nie utrzymywali kontakty z resztą Galaktyki przez tysiące lat (a 25k to już w ogóle).

Re: absurd

W komiksach Dawn of the Jedi już byli i to byli mistrzami Jedi. Chissów wtedy jeszcze nawet nie było jako rasy. Nie wiem, co się z nimi stało, może jakie promieniowanie po drodze? Fakt, dziwiło mnie i dziwi, że za Imperium nie potrafili na jakiejś misji wysłać jednego do biblioteki, żeby poczytał o hodowli roślin i popytał może kogo innego, jak poprawić glebę?

Re: absurd

Imperium ich za bardzo mogło kontrolować IMO. Albo nie umieli czytać.
Co do DOTJ... to nie podoba mi się ten pomysł. Nowe rasy tworzyć a nie że przez 25000 lat nic się nie zmieniło w Galaktyce. ^^

Re: absurd

Onoma napisał:
a nie że przez 25000 lat nic się nie zmieniło w Galaktyce. ^^
-----------------------
Sithowie wymarli. I parę innych. Chissowie się wykształtowali

Tak sobie...

Dla mnie ta książka jest dziwna...albo to tłumaczenie takie specyficzne, wyniosłe, czasem poetyckie. Nie czytało lekko, ale do końca dotrwałem.

Co do fabuły - autor rzucił się na głęboką wodę i nie bardzo to wykorzystał. Jasne, są smaczki typu Je`daii itp. ale zabrakło jakiegoś p**lnięcia jak dla mnie. Plusy za miecz Lanoree, za całkiem fajną wizję podróży do Światyń; minusy za słabo opisane Tho Yor, mętny wątek brat-siostra (szczególnie w retrospekcjach - Dal był gorszy niż Jar Jar w Clone Wars...niebezpiecznie głupi ).

Po ostatniej stronie odniosłem wrażenie że przeczytałem przeciętny początek jakiejś trylogii, więc może dalsze knigi rzucą trochę nadziei na to co się działo tutaj. Ale tak czy siak jedna ze słabszych pozycji na mojej starwarsowej półce. Takie 5/10.

NIEZŁA

Prosta historia dla mało wymagającego czytelnika. Jako fan niczego więcej nie oczekuję
Podoba mi się bezkompromisowość ówczesnych Jedi - bohaterka tnie mieczem aż miło, zabija nie bawiąc się w humanitarne hokus-pokus. Wojna między państwami-miastami - niezwykle brutalna i obrazowo opisana, po lekturze komiksów nie spodziewałem się tak ponurych opisów lokacji przypominających prędzej cyberpunk, aniżeli space operę. Niestety tak jak i w przypadku serii komiksowej nie ma co liczyć na ciąg dalszy - szkoda bo ewidentnie autor sugeruje możliwą kontynuację. Dobre czytadło 6+/10, niewątpliwie można było zamieścić więcej informacji nt. realiów by te nie służyły tylko za tło.

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

Dawno tu nikt nie odkurzał , od pozytywnych pełnych nadziei komentarzy do średnich ocen i rozczarowanych opinii po wydaniu książki.

Dla mnie historia bardzo fajnie opowiedziana . Co do autora tak niewielu porywa się na tak odległe czasy w historii Star Wars . Tim Lebbon można by rzec przetarł szlak następnym chętnym na urozmaicenie czasów sprzed głównych wątków universum .
Co do samej książki jest tu wiele ciekawych elementów samej sztuki władania Mocą jak np. alchemia . Nauka oddychania i pierwsze kroki w szkoleniu władania umiejętnościami pierwszych Je`daii .

Bardzo fajnie przedstawienie fabuły na dwie historie w czasie przeszłym i teraźniejszym .
Dwójka bohaterów podążających różnymi ścieżkami choć posiadających tą samą krew a jednak tak bardzo różniących się od siebie .
Książka sama w sobie jest jednak trochę mało rozbudowana , akcja zamknięta na małym obszarze ma swoje plusy ale jednak czegoś tu brakuje . Tak samo jak z postaciami drugoplanowymi . Tylko Tre Sana jest tak naprawdę rozbudowaną postacią z bocznego toru . Reszta jest przedstawiona bez barwnie .

Sama książka mogłaby być bardzo dobrym wstępem w tamte czasy pod warunkiem że zostałaby napisana kontynuacja , albo przynajmniej nowa seria która mogłaby nawiązywać do świata na Thyton .

Zasłużone 6/10 . Jeśli wyjdzie kontynuacja na pewno przeczytam .

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

A tak w ogóle 64 oceny , 28 komentarzy i niewielka dyskusja tutaj , czy naprawdę tak mało osób porwało się na tą pozycje z pośród bastionowiczów ????

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

To już nie jest kanon, więc po 2014 i tym zapomniano, gdyż nowym fanom nie opłaca się wracać do zamierzchłych czasów, oczywiście po za pewnymi wyjątkami.

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

Przede wszystkim ludzie, którzy sięgają teraz po
Legendy, to albo wyjadacze którzy prawie wszystko znają, albo żółtodzioby które zaczynają od najsłynniejszych książek.

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

od najsłynniejszych...???
Świt Jedi nie jest taki słynny z tego co widzę po forum

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

No właśnie.

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

Ujmę to tak ,
fanem Star Wars jestem od 20 lat , wychowałem się głównie na filmach i ostatnio serialach . To prawda co do książek jestem żółtodziobem ale na pewno nie będę czytał tylko Nowego Kanonu bo dużo bym stracił olewając Legendy . Myślę że kompromisem będzie jak będę zaliczał pozycje na przemian chronologicznie .
Raz z Legend , raz z nowego kanonu . Liczę na to że przy jednym i drugim będę zadowolony z tych dzieł .

Re: Dawn of the Jedi: Into the Void

Bardzo dobre podejście. Tak trzymaj.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.