Forum

Dlaczego fani nie lubią Nowej Trylogii?

A może użyłem niewłaściwego słowa? Może bardziej pasuje tutaj słowo ,,nienawidzą"? Założyłem ten wątek (nie znalazłem podobnego, więc założyłem nowy), aby zapytać: dlaczego NT jest tak bardzo nie lubiana przez fanów? Czasami, czytając artykuły na Star Wars Extreme, znajduję negatywne wypowiedzi fanów o tych filmach. Dla wielu fanów NT jest dla młodszych, ,,raczkujących" fanów gwiezdnej sagi. Narzekją na brak fabuły i kiepską grę aktorską. Nie mogę tego zrozumieć. Dla mnie epizody I-III przewyższają ST (tutaj użyję argumentu, który jest bardzo oczywisty) efektami specjalnymi, genialnym soundtrackiem, świetnym klimatem mroku i powagą. Jakie jest wasze zdanie?

Pytanie jak z telewizora

Miałem z marszu napisać, że pytanie jest głupie, ale... Autor sam sobie zaczął na nie odpowiadać, więc uznałem, że pisał "post" w stanie braku równowagi emocjonalnej i stąd efekt. To "nienawidzą" pominę, odsyłam do słownika języka polskiego.

Tak, użył autor niewłaściwego ale nie słowa a sformułowania. Co zresztą dalej poprawia, choć tym razem używa niewłaściwego słowa, zupełnie jakby pisywał do telewizora. Pytanie powinno brzmieć:

Dlaczego niektórzy fani nie lubią Nowej Trylogii?

Dlaczego? I znowu autor sam sobie odpowiada. Cóż... Może za dużo jedynie słusznych mediów w życiu, za mało własnych obserwacji życia i doświadczeń? Proponuję "wczytać" "1984" lub "Folwark zwierzęcy" Jerzego Orwella. A odpowiedź na pytanie jest banalna.

Bo jesteśmy różni.

I to powinno wystarczyć. Ale jeden komentarz zupełnie nie w duchu jedynie słusznej prawdy. Nie wszystko do czego doklejono logo "Star Wars" musimy łykać bezmyślnie. Bo to Lucasa, bo inni tak robią, bo... To nie ma znaczenia. Biorę tylko to, co mnie odpowiada. No chyba, że musisz być "cool", czy coś innego w twej grupie podwyrkowej. Ale wtedy nie zadajesz pytań, tylko wczytujesz program na dzień jutrzejszy z telewizora.

...

Po pierwsze nostalgia. Człowiek zawsze bardziej lubi coś, z czym żył od dzieciństwa i kochał to od początku. NT, choć długo oczekiwana, zawiodła stawiane jej rozdmuchane nadzieje. Wbiła się w uniwersum, zmuszając wielu do przewartościowania swoich poglądów. To zawsze wywołuje wrogość. Ludzie nie lubią gwałtownych zmian, a wyjście NT było taką dla całego frenczajsu, zwłaszcza że zgrało się w czasie z przejęciem licencji przez Del Rey. Część fanów EU pewnie podświadomie i nie zawsze słusznie łączy negatywy jednego i drugiego, zrzucając wszystko na barki jednego kozła ofiarnego.

NT jest gorsza jako dzieła filmowe. Największy i wystarczający zarzut, to pokręcona fabuła. Kino przygody i dysputy podatkowe, pozorantki, latanie tam i z powrotem, a na deser dzieciak ratujący dzień, jak w kinie familijnym? Śledztwo przerywane drewnianym romansidłem, gdzie padają nazwiska wyjaśnione w EU dziesięć lat po fakcie i które właściwie do niczego nie prowadzi, oprócz napieprzanki na 200 Jedi i kolumny napoleońskie? Czy podsumowanie wszystkiego, pocięte jak za najgorszej cenzury, by zmieścić się w limicie czasowym, gdzie czas ekranowy poświęca się na wprowadzanie nowego złego na pół filmu i dwudziestominutową sekwencję gibania się na lianach na tle greenboxa?
Moim skromnym zdaniem nie są to sposoby, na zrobienie dobrego filmu.

Dlaczego Fani Nowej Trylogii nie lubią Nowej Trylogii?

To jest pytanie już na wyższym lewelu Fanostwa!

...

Cierpienie uszlachetnia. Wszyscy jesteśmy Chrystusami.

Nie ma

chwały bez cierpienia

...

Zwrot "nie lubią" lepiej zastąpić "mniej lubią". Dla mnie ST jest lepsza ogólnie, ma trochę lepszy klimat, abstrahując od stosunku do Star Wars jest po prostu lepsza w kategorii jakości filmów. Ale NT też bardzo lubię, trzeba je docenić za wykreowanie praktycznie całej Starej Republiki, Coruscant itp. Nie lubić można The Clone Wars bo rozwala kanon i jest po prostu głupie, a nie jakikolwiek epizod filmowej Sagi. Nawet Jar-Jar mi nie przeszkadza

...

Coruscant jest dziełem EU. Prequele dodały tam najwyżej świątynię Jedi i zdefiniowały wygląd budynku senatu.

Ciesz się

że nazwa się w TMP znalazła.

hmm

"Dla mnie epizody I-III przewyższają ST (tutaj użyję argumentu, który jest bardzo oczywisty) efektami specjalnymi, genialnym soundtrackiem, świetnym klimatem mroku i powagą. Jakie jest wasze zdanie?"

Po pierwsze - Dla Ciebie i to Twoje zdanie do którego masz prawo.
Po drugie - Trochę argumenty z pupy wyjęte, bo... E
1.Efekty Specjalne - W czym są gorsze efekty w ST od tych z NT?? Pamiętaj o wyrwie czasu jaka dzieli obie Trylogie i jak na swoje czasy efekty specjalne są świetne zarówno tu i tu.
2.Genialny Soundtrack - Znowu zadam pytanie w czym gorszy jest Soundtrack w ST od tego z NT?? Oba są świetne, jednak tutaj JA (podkreślam JA) skłaniam się ku temu z ST, a dlaczego? Bo Imperial March, bo nie zapomniany klimat w scenie kiedy Luke w EP. IV wychodzi z domu na Tatooine i ogląda zachód słońc... MEGA
3. Świetny Klimat mroku i powaga - hehe dobre sobie. Klimat to przede wszystkim to co ma ST, a czego brakuje w NT (jeden z argumentów dlaczego nie którzy fani nie lubią NT), mrok - tutaj pojawia się jeden, jedyny, nie podważalny argument - The Empire Stikes Back - Epizod V uważany przez wielu fanów i nie tylko za najmroczniejszy z całej Sagi.
Powaga - Jar Jar Binks i chyba nie muszę tłumaczyć, że takich nie wypałów jak ta postać w ST nie było

To teraz ja mogę tak samo wymienić argumenty ZA Starą Trylogią -
Efekty Specjalne, genialny soundtrack, świetny klimat mroku i powagi . Więc jak widzisz każdy ma swoje zdanie w tej kwestii i tak możemy się obrzucać argumentami bez końca

Aleś

napłodził

Re: hmm

RodzyN jr. napisał(a):


(...) bo nie zapomniany klimat w scenie kiedy Luke w EP. IV wychodzi z domu na Tatooine i ogląda zachód słońc... MEGA

________

Przyznam się, że kiedy patrzę na tę scenę to... erekcja.

Re: hmm

RodzyN jr. napisał(a):
bo nie zapomniany klimat w scenie kiedy Luke w EP. IV wychodzi z domu na Tatooine i ogląda zachód słońc... MEGA
________
Moja ulubiona scena SW

-

Dla mnie NT jest lepsze od ST według mnie najlepszą częścią SW jest ROTS. NT jest ciekawsze czyli dużo lepsze walki na miecze świetlne , większe bitwy, opisują ciekawszy okres i pokazują jak zmienia się galaktyka i porządek w niej, lepsze historie. I to ROTS jest najmroczniejszą częścią. Jar Jara lubie i mi nieprzeszkadza.

...

-większe bitwy
Tylko bitwy w TPM są względnie dobrze zrobione. W kolejnych częściach stanowią jedynie zlepek do niczego nie prowadzących efektów specjalnych. Bohaterowie przechadzają się na ich tle, a przebieg starcia nie ma najmniejszego znaczenia dla fabuły. Setki okrętów/droidów/wookiech strzelają do siebie. Nie wiadomo na czym skupić uwagę. Zresztą i tak nie miałoby to sensu, bo nic z nich nie wynika.

Bitwa o Geonosis - wojny klonów rozpoczęły się. Bohaterowie są bezpieczni w kanonierce ewakuacyjnej i gonią wrogiego lidera po pustkowiach. Kto straci więcej sił w okół lądowisk Lucrehulków nie ma znaczenia dla fabuły.

Bitwa o Coruscant - bohaterowie muszą przelecieć przez tor przeszkód i odbić Palpiego. Po drodze coś wybucha, bo ludzie lubią wybuchy. Kanclerz odbity i koniec. Zakończenia ani skutków bitwy nie widać.
Bitwa o Kashyyyk - Yoda odleciał z Coruscant. Tyle. Niech Wookiee poskaczą z minutę po czołgach, bo fani lubią małpy.
Bitwa o Utapau - ubić Grievousa. Ktoś tam zaczyna strzelać się w tle, a bohaterowie zaraz uciekają w ustronne miejsce i się pojedynkują.
Wszystkie są tylko pretekstem, by odciągnąć danego Jedi z Coruscant i dać mu kilku klonów w otoczenie.

pokazują jak zmienia się galaktyka i porządek w niej
A bo rebelia i upadek Imperium to marazm i różowe kucyki.

Lepsze, ciekawsze to subiektywizmy, z którymi nie da się dyskutować.

......

To niesamowita rzecz, że w drugiej dekadzie XXI wieku ktoś może na poważnie faworyzować jeden film względem drugiego z powodu efektów specjalnych. Rozumiem, że gdybyś właśnie przesiadł się z kina niemego na dzwiękowe lub z czarno-białego na kolorowe, albo gdyby różnica w jakości nagranego obrazu była jak pomiędzy kinem hongshońskim z lat 70, a współczesnością (chociaż to ciężko nazwać efektem specjalnym). Ale teraz na to patrzeć? Żenada moim zdaniem.

Pomijając nawet fakt, że ST wygląda jednak lepiej od NT. Nie jest taka sterylna, pozwala sobie na pokazanie dużej ilości brudu i walki powietrzne wyglądają lepiej.

A jeżeli chodzi o Twoje pytanie to tutaj masz dobrą odpowiedź, tak dobrą że można ją niemalże uznać za kurs tworzenia filmów, tylko znajdz sobie czas bo wszystko trwa kilka godzin.:

http://www.youtube.com/watch?v=FxKtZmQgxrI

I następne.

...

Jednak przy trzeciej edycji specjalnej mogliby wreszcie zretuszować wszystkie ujęcia, gdzie widać krawędzie kliszy przy sklejaniu warstw i różnice kontrastu między mattepaintingami a prawdziwą scenografią. Trochę tego jeszcze zostało.

NT a ST

Każdy ma inne zdanie, to wiadomo, niektórzy lubią bardziej NT, a niektórzy bardziej ST. To zależy, na których epizodach się wychowałeś. Ja wychowałem się na NT i to ją bardziej lubię. Po prostu bardziej mi się podoba, i to nie znaczy, że nie lubię ST, a nawet nienawidzę, jak tu użyłeś takiego sformułowania. Inni lubią bardziej to, a inni tamto, jak już mówiłem. Będzie kolejna trylogia filmowa, tam będą jeszcze większe i lepsze efekty specjalne i jeszcze młodszym fanom będzie się podobała tamta trylogia, bo na niej się wychowają. Niech Moc będzie z Wami.

Te...

Chciałem się tylko zapytać, czy ktoś z was oglądał ,,nieodświeżoną" wersję
,,Nowej Nadzieii"?
Nie to, żebym jakoś krytykował ST, bo osobiście bardziej ją lubie od NT, ale jak tak czytałem te komentarze o świetnej grafice, jak na tamte czasy, to muszę wtrącić, że część (właściwie całość) grafiki była przerabiana nowinkami technicznymi, względnie ,,odświeżono" komputerowo całość.
Bardziej lubie ST, ale o grafikę nie ma co dyskutować, ta z NT bije na głowę tą z ST.
Niestety.
Wiem, że niektórzy mogą teraz mi wytykać różnicę czasu pomiędzy ST a NT, ale stara trylogia też nie jest bez winy, ponieważ grafika odświeżana była w którymś roku z 2000, nie pamiętam w którym, tak że jest stosunkowo młoda.

...

Po pierwsze - grafikę to masz w TCW, w starej trylogii to są efekty specjalne.
Po drugie - oczywiście że ST była odświeżana komputerowo - i to niejednokrotnie. Najpierw w 97 na potrzeby Special Edition, później w 2004 na potrzeby DVD, a ostatnio na potrzeby wydania BR. Ale twierdzenie że całość efektów była przerabiana komputerowo to gruba przesada

Głównie poprawiono jakość obrazu - przez lata taśma uległa uszkodzeniom, więc odświeżenie było konieczne. Dodano też kilka scen w 97 roku, jak Jabba w ANH, część z oryginalnych zmieniono na generowane komputerowo - lot X-wingów nad Yawinem, czy wybuch gwiazdy śmierci. Ale jednak większość efektów to oryginały, zwłaszcza w TESB i ROTJ, w których zamiast grafiki komputerowej wykorzystywano modele. I w porównaniu z tymi stworzonymi komputerowo wypadają o wiele bardziej realistycznie. Jak oglądałem ostatnio ANH w wersji DVD, kiedy we wspomnianej scenie x-wingi leciały w kierunku Gwiazdy Śmierci miałem wrażenie że oglądam jakąś cutscenkę z dość starej gry komputerowej.

Efekty specjalne tworzone za pomocą modeli i innych tego typu rzeczy materialnych wyglądają i jeszcze przez długi czas wyglądać będą dużo realniej niż najlepsze nawet efekty komputerowe. Świetnym przykładem są Batmany Nolana - zamiast robić jakieś komputerowe bajery większość rzeczy była kręcona naprawdę i to widać. A efekty komputerowe - może i wyglądają nieźle, ale bardzo szybko się starzeją. W swoim czasie te z NT robiły wrażenie, ale kiedy ogląda się je teraz, po 10 latach... Wyglądają sztucznie i dość mizernie.

może

dlatego
http://tnij.org/przyklad1111
a może dlatego właśnie nie
http://tnij.org/przyklad2222
a może zmiany wizualne są w ogóle ... nie tylko w NT
http://tnij.org/przyklad3333

Naprawdę jest tego mnóstwo a i tak średnia z imdb pokazuje jak jest
Star Wars 8,8/10 from 505 518 users
The Empire Strikes Back 8,8/10 from 450 786 users
Return of the Jedi 8,4/10 from 351 903 users
Revenge of the Sith 7,7/10 from 290 201 users
Attack of the Clones 6,7/10 from 258 755 users
The Phantom Menace 6,5/10 from 307 722 users

Oscary?
EIV-EVI 20 nominacji, 10 nagród
EI-III 5 nominacji, 0 nagród, nie chce mi się szukać malinek...

Dlaczego nie lubią? Bo jest dużo słabsza nie tylko ze względu na oczekiwania, ale też przez pryzmat możliwości?

Re: może

Lord Bart napisał(a):
[cytat]dlatego
http://tnij.org/przyklad1111
a przeczytałeś ten tekst? Autorka wgl nie miała pojęcia co pisze w niektórych miejscach. Ostro to skomentowałem.
________

to

wiadać po jakości komentarza. Bez.

Bo NT jest słabe

to znaczy, jak masz jakieś 10-20 lat. To może ci się podobać. Może nawet bardziej niż OT, ale gdy człowiek dorasta zaczyna dostrzegać jak te filmy są słabe (przy czym słabe jak na SW, bo patrząc na wszystkie filmy, to znalazło by się setki gorszych).
Ja pamiętam jak kiedyś dziwiłem się na fanów narzekających na mroczne widmo na holonecie. Zupełnie nie rozumiałem, dlaczego czepiają się pewnych rzeczy. Jakieś 5 lat później oglądając TPM w kinie zacząłem to wszystko dostrzegać i wiele rzeczy zaczęło mnie denerwować.

Jest

to pytanie, które nasuwa się samo po seansie "People vs George Lucas". Osobiście bardzo mi się nie podoba, że ten film ma taki wydźwięk. Widać, że tworzyli go ludzie, którzy chcą zabłysnąć i pokazać jak to oni się znają na SW, kochają klasykę tak bardzo że aż nienawidzą prequeli.

Mój pierwszy kontakt z SW to Oryginalna trylogia przy okazji powrotu do kin w połowie lat 90-tych, ale tak na prawdę zacząłem się interesować dzięki prequelom -wtedy sięgnąłem po komiksy i książki, zajrzałem do internetu.

Dzisiaj wyżej cenię OT niż prequele, ale czy nienawidzę? Nie. Jest tam kilka pomysłów, które mi się nie podobają ("chęć życia" -WTF?) ale to nadal "mój świat".

###

Odnoszę wrażenie, że znajomość SW przez tych ludzi ograniczyła się do kilkusetkrotnych seansów OT i pokoi wypchanych gadżetami - a o EU jakoś nie chyba wspominali (na 100% nie wiem, przegapiłem pierwsze 15 min filmu).

.....

Wiadomo, że niezbędnym aby krytykować NT jest znajomość wszystkich podrzędnych książek i komiksów.

czochranie ewoka

A ja tam nie rozumiem tej całej nagonki na NT, tak jakby OT to było jakieś dzieło sztuki. Kolega Mistrz Seller pisze "ale gdy człowiek dorasta zaczyna dostrzegać jak te filmy są słabe" - i to jest prawda, ale dotyczy to również OT. Nowa Nadzieja to chyba najgorszy film Star Wars. Powrót Jedi ma dobre mocne sceny, ale są "równoważone" przez żałosne Ewoki... (poza tym "sceny" to ma nawet TPM, choćby walka z Maulem i ogólnie dobra rola Neesona). Imperium Kontratakuje to jedyny w pełni udany film SW, ale to tylko 1/3 całej trylogii, skąd więc się utarło to porównanie trylogii, na zasadzie rzekomego kontrastu ?

Re: czochranie ewoka

Hardrada napisał(a):
Nowa Nadzieja to chyba najgorszy film Star Wars.
________

Wyjdź

że niby

głoszę herezje ? Dla mnie herezją jest stawianie tego filmu w pakiecie z Imperium Kontratakuje, nazywając oba jednym określeniem "Stara Trylogia". Nie ten poziom, nie ta liga. I przede wszystkim nie ten reżyser.

Hardrada

dziękuję za poparcie

Djaczego?!

Po pierwsze i najważniejsze, za zbezczeszczanie najważniejszej i najlepszej sceny w SW ("jestem twoim ojcem").
Po drugie za midichloriany.
Po trzecie za "ściemniacza" Yodę - Yode vs Dooku - najbardziej kuriozalny pojedynek w dziejach kinematografii.
ITD ETC

...

Pardon, ale o co ci chodzi z duelem Yoda vs Dooku ?

NT a ST

Ktoś tam wyżej napisał że Ewoki są żałosne. Ehh, nie potrafisz docenić uroku Ewoka... Twoim zdaniem wraz z dorastaniem człowiek zaczyna dostrzegać żałosność scen z Ewokami - cóż, u mnie było odwrotnie. (odpowiadam bez drzewka, bo to odpowiedź na cały temat, a nie tylko tamtego posta).

Stare SW to po prostu świetna bajka dla wielu pokoleń, gdzie zwykły, wiejski chłopak może zostać bohaterem całej galaktyki, źli nawracają się na dobro albo giną, a zło może pokonać każdy, nawet mały Ewok. Mamy smutne momenty porażki, ale ciągle jest nadzieja, a w ostateczności wszystko kończy się dobrze. Taka przyjemna odskocznia od szarej, negatywnej rzeczywistości, do tego w ciekawszym wydaniu niż inne opowieści tego typu. I akurat Ewoki wpisują się w ten styl świetnie.

A Nowa Trylogia... Lucas chciał zrobić jakąś poważną historię upadku, rozdarcia... Tyle że w żałosnym wydaniu rozterek moralnych które mogą trafić najwyżej do kilkunastolatków.

I tak oto Stara Trylogia to świetna bajka dla dorosłych, pozwalająca poczuć klimat prostszych czasów. A Nowa Trylogia to poważne filmy... dla 13latków...

...

Tak naprawdę nie mam nic do idei ewoków. Jest to nawet fajne tak jak to opisałeś. To co czyni je nieznośnymi to ich wygląd tj. małych, dziwnych pluszaków, których główna rola w rozwoju sagi zaczęła się po rozpoczęciu sprzedaży filmowych gadżetów. No i jest jeszcze to...

http://filmdump.files.wordpress.com/2011/09/ewok-and-girl-image.jpg

....

Nie waż się obrażać Cindel!

Okiem Bastionowiczów: Co sądzisz o wyborze J.J. Abramsa na reżysera? - część II

Co Was może zadziwić? Wzniecić "ochy" i "achy" w obrazie bądź dźwięku? Chyba na tę chwile nic. Mamy te swoje 7.1 surround czy jaki tam pies. Moim zdaniem podstawą jest fabuła i historia, którą scenarzysta wymyśli,a reżyser wyreżyseruje. Jako fani pamiętacie zapewne niejakiego Irvina Kershnera (Ś.P.). Pamiętacie. Na pewno. Wielka estyma "Imperium kontratakuje" nie polega na efektach specjalnych, których zachwyt był odebrany pełnym wdechem w maju roku 1978 w "Gwiezdnych wojnach". Efekty specjalne w epizodzie V były jedynie tłem dla kapitalnej historii i kapitalnej fabuły. Ten pół-łysy staruszek potrafił bez zbędnych wybuchów zbudować film, który klimatem mógłby podzielić kilka "Super 8", "Transformers" i ... "Filmów bez klimatu". I teraz tak, jako człowiek, który obejrzałem "Gwiezdne wojny" w roku 1982 mając 6 lat (tak, w kinie, w Polsce), chciałbym zapytać Was fanów, czego mam oczekiwać od epizodu VII? Płaskości, niewyrazistości jak w Nowej Trylogii? Opartej na kapitalnych wizualnie scenach batalistycznych? Efektach specjalnych? Szczerze? Oczekuję czegoś więcej niż 3D Max`a czy innych kombinerek. Ale jest pewna furtka dla Waszych opinii, albo ja już stary i tu ku**wa czegoś nie czaję, albo ja stary i zdrowy, i wyhaczam tę esencję "Gwiezdnych wojen". Pozdrawiam : )

mam może

głupie pytanie: po co piszesz to samo w komentarzach newsów i potem na Forum?

Pytanie głupie nie jest. A odpowiedź brzmi:

...dla sławy ; ) Pozdrawiam.

...

Eeeeeee tam, dla żadnej sławy tylko dla popaczenia. Bo fajnie se popaczeć na wysoki licznik postów. Takie orgazmiczne placebo dla zakompleksionych paczejących, którzy nie zasną, nie nabijając licznika o 5 postów.

AVEAVEVEAVEVEAVEVAEVEVEA !!!!

Jestem za a nawet przeciw

Na wstępie sorry za elaborat. Dla mniej wytrwałych w skrócie jak w temacie.
Zbyt młody nie jestem więc wychowałem się na OT. I bez wątpienia OT ma to niepowtarzalne "coś", co mnie do dzisiaj trzyma i nie puszcza. Pamiętam jak byłem zafascynowany Vaderem, światem Gwiezdnych Wojen, pamiętam gdy na widok szturmowców w myślach przechodziło głośne: łał!!! (nie WOW bo angielskiego jeszcze nie znałem ) Podczas scen w kantynie albo w Pałacu Jabby przenikał mnie lekki strach, mroczne i nieprzyjemne miejsce z bandą przerażających postaci, a podczas sceny gdy Vader był bez maski w Powrocie Jedi wręcz odwracałem głowę (była to mega ostra scena dla mnie, a`la Fredy Kruger).
Mimo tego wszystkiego jestem w stanie w pełni docenić NT. Bez niej nie było by "tego czegoś" co możemy nazwać historią Gwiezdnych Wojen. Tego czegoś co sprawia, że mogę zrobić sobie dosłownie maraton z Gwiezdnymi Wojnami i dostać odpowiedź na większość rodzących się w trakcie oglądania pytań. I kompletnie nie mogę się zgodzić z zażartości osób, które wręcz "gnoją" Nową Trylogię, stwierdzeniami, że to nie to, że nie oddaje klimatu, że jest kiczowata, itp.
Wręcz przeciwnie. Mamy świetne dopełnienie, czy raczej wstęp do tego co się będzie działo później, z epizodu na epizod, jednocześnie opowiadając nowe historie.
Głównym zarzutem, z którym się zgodzę jest bez wątpienia
- słaba gra aktorska - i to nawet większości postaci, Anakin i Padme (nigdy nie myślałem, że w filmie Natalie może grać tak...nijak) to wręcz przesyt cukierkowatości i słabości postaci, a z głównych bohaterów tak naprawdę tylko Ewan McGregor i Ian McDiarmid stanęli na wysokości zadania.
W pozostałych kwestiach negacja NT jest baaaaaaaaaaardzo subiektywna (a co za tym idzie nie zawsze sprawiedliwa) dla każdego. I tak oto:
- fabuła - fabuła taka miała być, miało być nakreślenie co, jak i dlaczego zdarzyło się w OT, przy jednoczesnym opowiedzeniu tego w formie historii (trzech osobnych, ale będących spójnymi), wiemy skąd się wzięły wojny klonów, Separatyści, wiemy skąd się wzięło Imperium, Rebelia, Vader, Sidious, Luke i Leia, wiemy dlaczego jedni za drugimi "nie przepadali" i o co walczyli.
W OT mamy niekiedy fabułę taką (która zaznaczam mi odpowiada, ale w wielu elementach także razi), że Luke, chłopak z "galaktycznej wsi", wpada przypadkiem na dwa roboty, nie szukające go (uważam to za świetny pomysł i fajne powiązanie zdarzeń), po czym traci rodziców, przy których stracie nie czujemy, żeby to strasznie przeżył (właśnie stracił wszystko, a tu chwilę podumał i już pełen spokój) ot smutna minka i siuuu lecę w Galaktykę ratując ją, rozwalam Gwiazdę Śmierci, itp. Jest to element, który pod względem fabularnym razi, jednocześnie jednak musimy brać pod uwagę, że gdy nakręcono Nową Nadzieję, to nie była to Nowa Nadzieja, czyli jeden z sześciu filmów w serii, tylko Gwiezdne Wojny. Film, w którym w ciągu około dwóch godzin trzeba było opowiedzieć historię na pograniczu fantastyki i sensacji, o nadziei i zwycięstwie dobra, miłości, itp.

- klimat - OT jest bardziej mroczna, NT jest łagodniejsza. Trochę fakt, ale w NT też znajdujemy elementy klimatyczne, bo klimat nie musi się od razu wiązać z grozą i mrocznością. Mamy klimat świata wielogolaktycznego, świata gdzie są ciekawi w swojej dziwaczności Geonozjanie, mamy sceny legendy: walki Maula na Naboo, która powoduje, że człowiek zastyga pasjonując się pojedynkiem Zabrak kontra Jedi; walki Obiego z Jango Fettem na Kamino, bardzo klimatyczne sceny z Kashyyyk, a skończywszy na Mustafar (pomijając wątek z Padme, który był delikatnie mówiąc słaby).Wszystko to osadzone zostało w świecie gdzie faktycznie toczą się Gwiezdne Wojny (!) i te wojny czuć. Jeżeli nie czujecie w tych sytuacjach klimatu, to śmiem twierdzić, że jesteście uprzedzeni do "dotykania uniwersum nowymi filmami" (i nie jest to obraza tylko opis uczuć, które i mi nie rzadko towarzyszą w innych kwestiach). To jest to czego chociażby zabrakło w Nowej Nadziei i Powrocie Jedi, gdzie nie czuje się tego klimatu że gdzieś tam jest wojna tak bardzo (w Wojnach Klonów, Zemście Sithów i Imperium Kontratakuje czuć, że Galaktyka jest ogarnięta totalną "rozpierduchą"). W Starej Trylogii mamy w dużym stopniu historię bardziej w stylu Indiana Jones`a (wiem, że dostanę "po gębie" za to stwierdzenie, ale proszę nie "jechać" po mnie za bardzo ), gdzie grupka bohaterów przeżywa przygody i to oni są najważniejsi, a nie galaktyka dookoła.
Przede wszystkim tym co psuje klimat w NT, ale często też w OT, to pośpiech. Fakt, że trzeba w około dwugodzinnym filmie zawrzeć kawał historii powoduje, że pewne wątki wyglądają jakby się do nich nie przyłożono, a tak nie jest.
Uważam też, że Zemsta Sithów ma wręcz niewiarygodny klimat przełomu z dozą mroku. Czujemy, że coś jest nie tak i zaraz eksploduje. Myślę, że nie jedna/jeden z nas podczas sceny aresztowania Palpiego w głowie głośno woła "Anakin nie rób tego!" z nadzieją, że może tym razem może się uda uratować Republikę i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie

- dramaturgia - taki aspekt powiązany z klimatem, ale można na upartego potraktować go osobno. Jeżeli ktoś nie czuje dramaturgii w sytuacji pojedynków na Naboo (Maul vs QGJ i Obi), Kamino (Obi vs Jango), Mustafar, sceny na Arenie Geonosis, Rozkazu 66 (szczególnie tego co działo się na Kashyyyk z Gree, Yodą i pożegnaniem z Wookie), jeżeli ktoś nie czuje dramaturgii w sytuacji gdy właśnie się rozpada Republika i cały dotychczas znany świat istniejący w Galaktyce przez lata, a Wybraniec Mocy przemienia się w Lorda Vadera, to sorry, ale nie kumam. Po prostu ktoś musi być uprzedzony do "dotykania" Starej Trylogii tą Nową. Na zasadzie „jak ten wstrętny G.Lucas mógł kręcić dalej swoją historię ?!, bez pytania mnie fana o zgodę”... (ano tak, że jest to jego historia, a poza tym nie każdy ma tak negatywne odczucia jak Ty-przysłowiowy przeciwnik lub zdecydowany krytyku NT)

- dialogi – dialogi na linii Leia-Han były świetne to fakt. Dialogi na linii Padme-Anakin były odrażające to fakt. Dialogi w NT są spokojne, treściwe i bez ukrytego dna. Dialogi w OT są pełne emocji, z ukrytą głębią. Ale trzeba zrozumieć, że na poziom dialogów wpływa też to co reżyser chce przedstawić w filmie, a NT (chęć wyjaśnienia co, gdzie i dlaczego jak chociażby dialogi Anakin-Palpatin) i OT różnią się zdecydowanie spojrzeniem na Gwiezdne Wojny, bo i czasy w filmie są inne i inne potrzeby. Ponadto ma to też związek z rozwojem kina. Zwróćcie uwagę, że dialogi w starszych filmach to jest być albo nie być dla filmu. Jest to cecha niemal najbardziej charakterystyczna dla filmów kręconych dawniej. Dzisiejszy widz chce bardziej zrelaksować się przy filmie, a nie szukać ukrytego sensu i w tym kontekście też po części zrobiono NT. I nie traktujmy tego jako słabość NT tylko jako cechę ogólnie kinematografii.

- NT zrobiono dla nabicia kasy – i tak i nie. OT też była robiona dla nabicia kasy. To że wyszło z tego dzieło ponadczasowe to efekt. Celem robienia każdego filmu nie dokumentalnego jest zawsze ten sam- zarobienie pieniędzy. Weźmy też pod uwagę, że kiedyś filmów (a już szczególnie tego typu) kręcono o niebo mniej niż dzisiaj. Gwiezdne Wojny miały malutką konkurencję. Gwiezdne Wojny dzisiaj mają potężną konkurencję i żeby można było kręcić film, musi (podkreślam musi) zarobić na siebie.

- nielogiczność – pewne sceny i zdarzenia są rzeczywiście nielogiczne w perspektywie szczególnie okresu wojen klonów i czasu po, ale jest tego tak naprawdę śladowe ilości, że nie warto tutaj „rzucać talerzem o ziemię”. Po prostu na logikę ciężko zrobić początek (NT) czegoś co zostało zakończone (OT) około 20 lat wcześniej i tyle.

- scena z przemianą w Vadera – ta scena i tak trwa długo więc nie zgodzę się, że zrobiono to po łebkach, tym bardziej mając na względzie zrobienie tego naprzemiennie z narodzinami Luka i Lei (scena narodzin dosyć słaba ale jednak czuć doniosłość sytuacji) daje fajny efekt.

- Gunganie – fakt postacie z lekka żałosne. Jeżeli jednak ktoś gnoi Gungan i jednocześnie nie przeszkadzają mu Ewoki to sorry… Ten sam kaliber baśniowości, nawet nie wiem czy Ewoki nie są bardziej dziecinne, bo jak inaczej ująć walkę dobrze uzbrojonych i wyszkolonych Szturmowców z … no właśnie, z puchatymi misiami, gdzie Kubuś Puchatek przy nich wygląda jak Hardkorowy Koksu. Osobiście nie czepiam się Gungan ani Ewoków z jednego względu- bez nich nie było by baśniowych, ciekawych i charakterystycznych scen/postaci/krain. Poza tym to jest też wabik na młodszych, a tych nam starszym fanom SW potrzeba, bo gdy oni znajdują punkt zaczepienia w Gwiezdnych Wojnach i przez to się wciągają to wiemy, że świat Gwiezdnych Wojen żyje. Dlatego też fankluby GW często udzielają się wśród dzieci aby sprawić im radość, a jednocześnie zaszczepić chęć poznawania różnorodnego świata Gwiezdnych Wojen.

- NT nie ma tego czegoś – ależ ma i to jest subiektywne postrzeganie każdego z nas. Bardzo często starsze osoby postrzegają OT przez pryzmat sentymentu (brak obiektywizmu-rzecz ludzka) i nijak się tego wyzbyć nie mogą. NT jest kapitalna, a w połączeniu z rewelacyjną OT powstaje całość po prostu genialna. Liczy się sposób patrzenia (jak ktoś nie chce to sam się przekona do negacji.

- psucie EU – sorka, ale EU nie istnieje bez filmów, bo to one wyznaczają co znajdzie się w EU, a nie na odwrót. To film jest świętością (również NT), bo to on jest wyrazem myśli autora, a nie ludzi, którzy się pod niego podczepiają tworząc własne historie nawiązujące do jego.

Sumując. Kino się zmienia razem z potrzebami widza. Kino lat 50-tych, 60-tych, 70-tych i początku 80-tych to kino głębokie, kino przygód, kino wyrafinowanych dialogów. Kino lat późniejszych/obecnych to kino akcji, odstresowania i oderwania od rzeczywistości na luzie, pełne treści, która nie jest schowana w dialogach, zachowaniach, tylko widzimy ją od razu, „na wierzchu”. I nie jest to minus, ale cecha charakterystyczna, bo filmów typu Gwiezdne Wojny mamy dzisiaj „na pęczki” (gdy powstawały pierwsze epizody to był przełom, szczególnie w kategorii wizualnej). Grunt żebyśmy potrafili wyciągać to co fajne i z jednej i drugiej, bo obie mają w sobie coś wartego obejrzenia.
Ważnym aspektem jest też to, czego ktoś oczekuje od filmu. Jeżeli ktoś oczekuje ekranowej powieści, z pewną dozą dramaturgii, romantyzmu, i humoru to zakochuje się na zabój w Starej Trylogii. Jeżeli ktoś kładzie nacisk na bardziej baśniowe przedstawienie sprawy (Naboo, Geonosis), większe nawiązanie do wojny globalnej (musimy zwalczać przeciwnika, a nie skupiamy się na jednej Gwieździe Śmierci, którą trzeba zniszczyć), która ogarnia Galaktykę i ciekawi go jak funkcjonowała Republika Galaktyczna u jej schyłku to bez wątpienia pokocha Nową Trylogię. I chciałbym zaznaczyć, że każdy ma prawo nie lubić, którejś trylogii, albo mniej ją lubić, ale chodzi o to żebyśmy szanowali swoje odczucia z tym związane i nie „gnoili” czegoś co inni wręcz uwielbiają, nawet jeżeli nam nie przypasowało. Jesteśmy fanami Gwiezdnych Wojen do kroćset furmanek, my jako całość. Różnijmy się z kulturą. Pozdrawiam.
I niech będzie z Wami to co trzeba.

.....

-- fabuła - fabuła taka miała być, miało być nakreślenie co, jak i dlaczego zdarzyło się w OT, przy jednoczesnym opowiedzeniu tego w formie historii (trzech osobnych, ale będących spójnymi), wiemy skąd się wzięły wojny klonów, Separatyści, wiemy skąd się wzięło Imperium, Rebelia, Vader, Sidious, Luke i Leia, wiemy dlaczego jedni za drugimi "nie przepadali" i o co walczyli.

Fabuła to coś więcej niż racjonalizowanie poczynań bohaterów i frakcji. Jeżeli tylko o to chodzi to nie potrzeba byłoby filmów,tylko wystarczyłaby notka na kilka akapitów. Film musi przedstawiać pewne rzeczy w ciekawy sposób. Doskonałym przykładem jest przyjaźń Anakina z Obi-Wanem. Teoretycznie powinna być pokazana, ale o wiele częściej się o niej mówi niż pokazuje, a jak się pokazuje to ma się wrażenie, że obu panów co najmniej sobie nie ufa, możliwe że nawet nie lubi. Zresztą Anakin sprawia wrażenie strasznego dupka- nigdy go nie lubiłem. Co strasznie niszczy dramaturgię przejścia na DS, zwłaszcza że w kółko mamy jakieś próby mrocznego pokazywania ciemnej strony Anakina. Jeżeli pokazać NT komuś kto nic nie wie o ST , to i tak nie byłby zaskoczony tym,że Anakin przechodzi na DS bo to dupek co lubi mordować i ma zapędy dyktatorskie.

- klimat - OT jest bardziej mroczna, NT jest łagodniejsza. Trochę fakt, ale w NT też znajdujemy elementy klimatyczne, bo klimat nie musi się od razu wiązać z grozą i mrocznością. Mamy klimat świata wielogolaktycznego, świata gdzie są ciekawi w swojej dziwaczności Geonozjanie, mamy sceny legendy: walki Maula na Naboo, która powoduje, że człowiek zastyga pasjonując się pojedynkiem Zabrak kontra Jedi; walki Obiego z Jango Fettem na Kamino, bardzo klimatyczne sceny z Kashyyyk, a skończywszy na Mustafar (pomijając wątek z Padme, który był delikatnie mówiąc słaby).Wszystko to osadzone zostało w świecie gdzie faktycznie toczą się Gwiezdne Wojny (!) i te wojny czuć. Jeżeli nie czujecie w tych sytuacjach klimatu, to śmiem twierdzić, że jesteście uprzedzeni do "dotykania uniwersum nowymi filmami" (i nie jest to obraza tylko opis uczuć, które i mi nie rzadko towarzyszą w innych kwestiach). To jest to czego chociażby zabrakło w Nowej Nadziei i Powrocie Jedi, gdzie nie czuje się tego klimatu że gdzieś tam jest wojna tak bardzo (w Wojnach Klonów, Zemście Sithów i Imperium Kontratakuje czuć, że Galaktyka jest ogarnięta totalną "rozpierduchą"). W Starej Trylogii mamy w dużym stopniu historię bardziej w stylu Indiana Jones`a (wiem, że dostanę "po gębie" za to stwierdzenie, ale proszę nie "jechać" po mnie za bardzo ), gdzie grupka bohaterów przeżywa przygody i to oni są najważniejsi, a nie galaktyka dookoła.

Problem polega na tym, że samym tłem ciężko jest stworzyć dobry klimat kiedy 1 plan zawodzi. Zwłaszcza kiedy tło jest zrobione z ciemiężnie wyciosanego CGI.


- dramaturgia - taki aspekt powiązany z klimatem, ale można na upartego potraktować go osobno. Jeżeli ktoś nie czuje dramaturgii w sytuacji pojedynków na Naboo (Maul vs QGJ i Obi), Kamino (Obi vs Jango), Mustafar, sceny na Arenie Geonosis, Rozkazu 66 (szczególnie tego co działo się na Kashyyyk z Gree, Yodą i pożegnaniem z Wookie), jeżeli ktoś nie czuje dramaturgii w sytuacji gdy właśnie się rozpada Republika i cały dotychczas znany świat istniejący w Galaktyce przez lata, a Wybraniec Mocy przemienia się w Lorda Vadera, to sorry, ale nie kumam. Po prostu ktoś musi być uprzedzony do "dotykania" Starej Trylogii tą Nową. Na zasadzie „jak ten wstrętny G.Lucas mógł kręcić dalej swoją historię ?!, bez pytania mnie fana o zgodę”... (ano tak, że jest to jego historia, a poza tym nie każdy ma tak negatywne odczucia jak Ty-przysłowiowy przeciwnik lub zdecydowany krytyku NT)


O dramaturgii przejścia na DS już mówiłem. Pojedynki nie są dramatyczne- są efektowne. To różnica. Dramatyczny był pojedynek Luke`a z Vaderem w ROTJ i ESB. Tutaj mamy ładnie choreograficznie wyreżyserowane walki, które przyjemnie się ogląda ale brak emocjonalności.

- dialogi – dialogi na linii Leia-Han były świetne to fakt. Dialogi na linii Padme-Anakin były odrażające to fakt. Dialogi w NT są spokojne, treściwe i bez ukrytego dna. Dialogi w OT są pełne emocji, z ukrytą głębią. Ale trzeba zrozumieć, że na poziom dialogów wpływa też to co reżyser chce przedstawić w filmie, a NT (chęć wyjaśnienia co, gdzie i dlaczego jak chociażby dialogi Anakin-Palpatin) i OT różnią się zdecydowanie spojrzeniem na Gwiezdne Wojny, bo i czasy w filmie są inne i inne potrzeby. Ponadto ma to też związek z rozwojem kina. Zwróćcie uwagę, że dialogi w starszych filmach to jest być albo nie być dla filmu. Jest to cecha niemal najbardziej charakterystyczna dla filmów kręconych dawniej. Dzisiejszy widz chce bardziej zrelaksować się przy filmie, a nie szukać ukrytego sensu i w tym kontekście też po części zrobiono NT. I nie traktujmy tego jako słabość NT tylko jako cechę ogólnie kinematografii

Pięknie. Właśnie dostało się od Ciebie nie tylko NT, ale całej kinematografii ostatnich lad oraz widzom. Pięknie dokonałeś operacji przy użyciu shotguna. Na szczęście bredzisz. Filmy Quentina, The Social Network, Avengers to tylko kilka przykładów jakie mi przyszły na młode filmy które mają dobre dialogi. Zresztą taki Rambo i ogólnie duża część kina akcji z lat 80 pokazuje, że podział na teraz złe dialogi , wtedy dobre istnieje na szczęście tylko w głowach ludzi o tendencjach to starych dobrych czasów.

- NT zrobiono dla nabicia kasy – i tak i nie. OT też była robiona dla nabicia kasy. To że wyszło z tego dzieło ponadczasowe to efekt. Celem robienia każdego filmu nie dokumentalnego jest zawsze ten sam- zarobienie pieniędzy. Weźmy też pod uwagę, że kiedyś filmów (a już szczególnie tego typu) kręcono o niebo mniej niż dzisiaj. Gwiezdne Wojny miały malutką konkurencję. Gwiezdne Wojny dzisiaj mają potężną konkurencję i żeby można było kręcić film, musi (podkreślam musi) zarobić na siebie.


Spłycasz problem. Można robić coś dla kasy, ale mieć przy tym pomysł i pasję. Spójrz na Quentina.

- Gunganie – fakt postacie z lekka żałosne. Jeżeli jednak ktoś gnoi Gungan i jednocześnie nie przeszkadzają mu Ewoki to sorry… Ten sam kaliber baśniowości, nawet nie wiem czy Ewoki nie są bardziej dziecinne, bo jak inaczej ująć walkę dobrze uzbrojonych i wyszkolonych Szturmowców z … no właśnie, z puchatymi misiami, gdzie Kubuś Puchatek przy nich wygląda jak Hardkorowy Koksu

Nie do końca. Ewoki w przeciwieństwie do Gungan nie są bandą debili. A walka na Endorze. Problemem jest to, że nie sposób uwierzyć że Ewoki zdążyłby przygotować tyle pułapek w tak szybkim czasie. Jednak ich walka wręcz ze szturmowcami nie jest jak dla mnie nieprawdopodobna. Zbroję są niewygodne i powalony szturmowiec ma rzeczywiście małe szanse z Ewokami siedzącymi na nim i walącymi go kamieniami po głowie.

- psucie EU – sorka, ale EU nie istnieje bez filmów, bo to one wyznaczają co znajdzie się w EU, a nie na odwrót. To film jest świętością (również NT), bo to on jest wyrazem myśli autora, a nie ludzi, którzy się pod niego podczepiają tworząc własne historie nawiązujące do jego.

Jeżeli uznaliszmy coś za fakt, to zmiana tego potem sprawia, że wszystko traktujemy mniej poważnie. Ciężko utrzymać suspended disbelief jednocześnie zmieniając wersję oficjalna.

Kino lat 50-tych, 60-tych, 70-tych i początku 80-tych to kino głębokie, kino przygód, kino wyrafinowanych dialogów

Bzdura. Myślisz tak ponieważ tylko takie filmy są dalej oglądane w przyszłosći reszta jest najczęściej zapominana. Czym tylko udowadniasz, że widzowie wolą to co opisujesz jako stare, które stare jednak nie jest. Słabe filmy z lat 60-80 są zapominane.

Kino lat późniejszych/obecnych to kino akcji, odstresowania i oderwania od rzeczywistości na luzie, pełne treści, która nie jest schowana w dialogach, zachowaniach, tylko widzimy ją od razu, „na wierzchu”

Gdyby nie kino lat późniejszych to uznałbym że recenzujesz ST....


I nie jest to minus, ale cecha charakterystyczna, bo filmów typu Gwiezdne Wojny mamy dzisiaj „na pęczki” (gdy powstawały pierwsze epizody to był przełom, szczególnie w kategorii wizualnej)

Czy ja o czymś nie wiem?

Darth Ewok

Mistrz Jedi Radek napisał(a):
Nie do końca. Ewoki w przeciwieństwie do Gungan nie są bandą debili. A walka na Endorze. Problemem jest to, że nie sposób uwierzyć że Ewoki zdążyłby przygotować tyle pułapek w tak szybkim czasie. Jednak ich walka wręcz ze szturmowcami nie jest jak dla mnie nieprawdopodobna. Zbroję są niewygodne i powalony szturmowiec ma rzeczywiście małe szanse z Ewokami siedzącymi na nim i walącymi go kamieniami po głowie.
________
Tutaj zniszczyłeś swój obraz, jako osoby obiektywnej

"Ewoki w przeciwieństwie do Gungan nie są bandą debili"
Gunganie vs Ewoki:
podwodne miasto (1) vs szałasy (1)
stosunkowo zaawansowana technologicznie (2) armia (3) vs uzbrojona w dzidy i kamienie (2) zbieranina pluszaków z wątpliwą koordynacją ruchową (3)
To takie najbardziej rzucające się w oczy różnice. Jeśli Gunganie to idioci, to Ewoki są w najlepszym przypadku dalekimi kuzynami misiów koala. Idiotą to może i był sam Jar Jar.

Dlatego jeśli porównywać obie sceny walk tych "armii" (cudzysłów sponsorują Ewoki), to na scenach z Gunganami czuć tylko lekki niesmak, a z Ewokami całkowite zażenowanie. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ich przeciwnika - robotów, których wizerunku nieporadnych idiotów, nie próbuje ratować żadna książka i Stormtrooperów, którzy często uchodzą za dobrze wyszkolone oddziały, porównywalne z armią klonów.

Prawda jest taka że Ewoki są rozgrzeszane tylko dlatego, że są częścią Starej Trylogii. Gdyby wcisnąć tam Gungan, a Ewoki umieścić w NT, to konserwatywni fani - teraz ich broniący - nie pozostawili by na nich suchej nitki (sierści). Rozumiem ich symbolikę, ale dało się to zrobić sensowniej, inaczej. Ewoki w SW, to taki odpowiednik armii z Dunharrow, popularnie zwanej "domestosem" - mimo, że sama trylogia Władcy Pierścieni to 3 genialne filmy (oby nowa trylogia SW była na podobnym poziomie).

..............

Jeżeli biegasz po lesie w białej zbroi, w której jesteś doskonale widoczny to nie dziw się, że ktoś może wyskoczyć zza pleców czy pociągnać Cię za nogi i wywalić. A na parterze nie ma już szans, zbroja nie nadaje się nawet do zwykłej walki wręcz , a co dopiero do jakiegoś jujitsu. Do tego zamiast otoczyć kołem bunkier, to dzielisz się na małe grupki które biegają w gęstwinie. Tutaj raczej irytuje nieporadność imperialnych.


Mówiąć , że Ewoki nie są debilami miałem na myśli to że są wyrażnie pomysłowi. Spójrz na metodę rozwalania AT-ST przy pomocy kłód pod nogi lub za pomocą robujanych kłód na sznurze. Tutaj duży problem jest to , że nie było dość czasy aby to przygotować , jednak Ewoki są przedstawione jako istoty inteligetne i kreatywne. Gunganie nie sprawiają takiego wrażenie, posiadają co prawda lepszą technologię, ale widać wśród nich jakiejś inteligencji. Ich naczelnym przedstawiciem jest arcydiota, a z ich szefem można robić co się chce. Reszta przedstawicieli stanowi tło.

Re: ..............

Mistrz Jedi Radek napisał(a):
Jeżeli biegasz po lesie w białej zbroi, w której jesteś doskonale widoczny to nie dziw się, że ktoś może wyskoczyć zza pleców czy pociągnać Cię za nogi i wywalić. A na parterze nie ma już szans, zbroja nie nadaje się nawet do zwykłej walki wręcz , a co dopiero do jakiegoś jujitsu. Do tego zamiast otoczyć kołem bunkier, to dzielisz się na małe grupki które biegają w gęstwinie. Tutaj raczej irytuje nieporadność imperialnych.
________

To jest imo takie kolejne usprawiedliwianie na siłę - nieporadność, zbroje, dżungla... - nadal wymowne jest, że wykorzystała to banda pluszaków z kijami i kamieniami.

"Mówiąć , że Ewoki nie są debilami miałem na myśli to że są wyraźnie pomysłowi."
Gunganie też mieli kilka ciekawych rozwiązań przewyższających te "kłody" - pole ochronne, tarcze, czy "kuleczki".

Poza tym mam spore wątpliwości, czy to Ewoki są autorami zastosowanych pomysłów. Pamiętajmy, że był tam największy spryciarz - Han Solo (książki nie czytałem, więc nie wiem czy to rozstrzyga)

"Ich naczelnym przedstawiciem jest arcydiota, a z ich szefem można robić co się chce. Reszta przedstawicieli stanowi tło."
Co w takim razie sądzić o futrzakach, które uznały C3PO, za boga ? To raczej nie świadczy o inteligencji, czy niezależności.

.....

-To jest imo takie kolejne usprawiedliwianie na siłę - nieporadność, zbroje, dżungla... - nadal wymowne jest, że wykorzystała to banda pluszaków z kijami i kamieniami.

Wietnam, Wietnam, Wietnam......

Gunganie też mieli kilka ciekawych rozwiązań przewyższających te "kłody" - pole ochronne, tarcze, czy "kuleczki".

Tak, ale jak mówiłem to są rozwiązania technologiczne. Nigdzie nie widać, aby używali oni rozumu bezpośrednio w filmie. A to że mają technologię? Kto wie może ją odziedziedziczyli po kimś? Albo ich cywilizacja jest tak stara, że siłą rzeczy musiał być jakiś postęp. Chodzi mi o to, że jeżeli tworzymy bandę idiotów, to nawet jeżeli damy im w tle technologię to nie sprawi , że będą wyglądali inteligetnie.


Poza tym mam spore wątpliwości, czy to Ewoki są autorami zastosowanych pomysłów. Pamiętajmy, że był tam największy spryciarz - Han Solo (książki nie czytałem, więc nie wiem czy to rozstrzyga)


Ale film widziałeś? Wynika z niego jasno, że nie.

Co w takim razie sądzić o futrzakach, które uznały C3PO, za boga ? To raczej nie świadczy o inteligencji, czy niezależności.

One nigdy nie widziały droida wcześniej. Myśląc w ten sposób Indianie też nie byli inteligetni czy nieżaleźni. Religia karmi się ignorancją i sztywnym myśleniem ,a nie koniecznie brakiem inteligencji, chociaż to pomaga.

Re: .....

Mistrz Jedi Radek napisał(a):
Wietnam, Wietnam, Wietnam......
________
Ludzie, ludzie, ludzie (mimo, że biali i żółci ).

"Ale film widziałeś? Wynika z niego jasno, że nie."
Widziałem i to kilkadziesiąt razy (w tym przed chwilą omawiane sceny) W każdym razie nie wiem po czym wnioskujesz. Na filmie widać jedynie uruchamianie gotowych już pułapek. Nie widać kto je robił. Dla mnie prawdopodobny wydaje się tutaj nawet Chewbacca, którego rasa ma raczej rozeznanie w toczeniu walk na takim terenie. Ciężko żeby to Ewoki przygotowywały te pułapki, skoro nawet nic nie wiedziały o wrogu, ktoś im musiał to opisać i poinstruować.

"Tak, ale jak mówiłem to są rozwiązania technologiczne. Nigdzie nie widać, aby używali oni rozumu bezpośrednio w filmie. A to że mają technologię? Kto wie może ją odziedziedziczyli po kimś? Albo ich cywilizacja jest tak stara, że siłą rzeczy musiał być jakiś postęp. Chodzi mi o to, że jeżeli tworzymy bandę idiotów, to nawet jeżeli damy im w tle technologię to nie sprawi , że będą wyglądali inteligetnie."
Może tak, może nie. Można spekulować. W przeciwieństwie do Ewoków - tutaj nie ma nad czym spekulować, widać że są prymitywną "cywilizacją", o ile to nie za mocne słowo. Być może "stado", bardziej tu pasuje

"One nigdy nie widziały droida wcześniej. Myśląc w ten sposób Indianie też nie byli inteligetni czy nieżaleźni. Religia karmi się ignorancją i sztywnym myśleniem ,a nie koniecznie brakiem inteligencji, chociaż to pomaga."
Tak, tylko zwróć uwagę, że w ten sam sposób można bronić Gungan - siedzieli odizolowani w tym swoim podwodnym mieście, nie mając pewnie większej styczności z ludźmi, zero jakiegokolwiek doświadczenia dyplomatycznego. To tak jakby doświadczony akwizytor spotkał naiwną staruszkę. Ta sama rasa, ale różne uwarunkowania. Z resztą nie mam zamiaru bronić Gungan - bystrzaki z nich nie byli z pewnością. Ale chciałbym jednak oddać im sprawiedliwość, że w drabinie ewolucji wznieśli się wyżej, niż Ewoki, które prawdopodobnie są we wczesnej fazie "zejścia z drzewa".

Aha, tak bonusowo - zauważyłem teraz podczas oglądania, jak Ewok "okłada" Szturmowca. I patrząc na wielkość ręki oraz szybkość ciosu, mam spore wątpliwości, czy szturmowiec powinien w ogóle to jakoś odczuć (bo już nie mówię tutaj nawet o bólu)... To wygląda tak sztucznie, jak moja udawana walka z 4-letnim bratankiem

.....

-Ludzie, ludzie, ludzie (mimo, że biali i żółci ).

I co z tego? Sytuacja ta sama. Gorzej uzbrojeni posiadający przewagę terenu wygrywają z lepiej uzbrojonymi(chociaż nieadekwatnie do miejsca prowadzenia działań) i źle zarządzanymi.


Widziałem i to kilkadziesiąt razy (w tym przed chwilą omawiane sceny) W każdym razie nie wiem po czym wnioskujesz. Na filmie widać jedynie uruchamianie gotowych już pułapek. Nie widać kto je robił. Dla mnie prawdopodobny wydaje się tutaj nawet Chewbacca, którego rasa ma raczej rozeznanie w toczeniu walk na takim terenie. Ciężko żeby to Ewoki przygotowywały te pułapki, skoro nawet nic nie wiedziały o wrogu, ktoś im musiał to opisać i poinstruować.

Z filmu nie wynika, że je konstruowali. Nic nie wskazywało w tym momencie na chęć udzielenia przez Ewoki wsparcia wojskowego. Han był zaskoczony kiedy Ewoki przybyły na pomoc. Ewoki i imperialni działali na tym samym terenie, więc wiedzieli o sobie.

Może tak, może nie. Można spekulować. W przeciwieństwie do Ewoków - tutaj nie ma nad czym spekulować, widać że są prymitywną "cywilizacją", o ile to nie za mocne słowo. Być może "stado", bardziej tu pasuje

Plemię. Zacofanie technologiczne nie implikuje mniejszej inteligencji,

Tak, tylko zwróć uwagę, że w ten sam sposób można bronić Gungan - siedzieli odizolowani w tym swoim podwodnym mieście, nie mając pewnie większej styczności z ludźmi, zero jakiegokolwiek doświadczenia dyplomatycznego. To tak jakby doświadczony akwizytor spotkał naiwną staruszkę. Ta sama rasa, ale różne uwarunkowania. Z resztą nie mam zamiaru bronić Gungan - bystrzaki z nich nie byli z pewnością. Ale chciałbym jednak oddać im sprawiedliwość, że w drabinie ewolucji wznieśli się wyżej, niż Ewoki, które prawdopodobnie są we wczesnej fazie "zejścia z drzewa"

Gunganie wiedzieli o ludziach na tyle by ich nie lubić. Posługiwali się ich językiem, więc kontakty musiały istnieć. Zresztą jak mówię gorsza technika nie oznacza braku inteligencji. By zaistniała technika powinny zostać spełnione odpowiednie warunki, inteligencja to tylko jeden z nich, a że w filmie widać oznaki inteligencji wśród Ewoków wiec to nie jej brak spowodował zacofanie

Re: .....

Mistrz Jedi Radek napisał(a):
I co z tego? Sytuacja ta sama. Gorzej uzbrojeni posiadający przewagę terenu wygrywają z lepiej uzbrojonymi(chociaż nieadekwatnie do miejsca prowadzenia działań) i źle zarządzanymi.

Mam nadzieję, że żartujesz
Fakt, Wietnamczycy byli gorzej uzbrojeni, ale nie dużo gorzej. Nie ma mowy o takiej przepaści jak między wiązkami blasterów, a kamieniami i strzałami (które się z resztą odbijały od pancerzu ). Nie widzę tutaj analogii. Właściwym porównaniem byłoby jakieś zwycięstwo prymitywnego plemienia w Afryce, nad Marines. Tyle, że nie słyszałem o czymś takim i sądzę, że Ty również (?).

"Z filmu nie wynika, że je konstruowali. Nic nie wskazywało w tym momencie na chęć udzielenia przez Ewoki wsparcia wojskowego. Han był zaskoczony kiedy Ewoki przybyły na pomoc. Ewoki i imperialni działali na tym samym terenie, więc wiedzieli o sobie."

Wiesz, problem w tym, że (wracając do pierwotnego wątku dyskusji), to kolejna wada filmu i nie sposób tego racjonalnie (kanonicznie) wytłumaczyć. Bo nie jest tajemnicą, że próbujemy wyjaśniać rzeczy, które można skwitować prostym "tak chciał reżyser" (i to się nam chwali ). Niestety niektóre rzeczy są tak nielogiczne, że przekraczają granice wczuwania się w świat SW i zasługują tylko i wyłącznie na "tak chciał reżyser". Na przygotowanie pułapek i machin (katapulty) było stanowczo zbyt mało czasu (zwłaszcza pułapka zgniatająca AT-AT). Albo więc "tak chciał reżyser", bo fajnie to wygląda i jest super. Albo trzeba szukać innych rozwiązań - np takich, że te pułapki i machiny były przygotowane od dawna. Niestety obie te opcje w najmniejszym stopniu nie dowodzą jakiejś szczególnej kreatywności, czy inteligencji Ewoków. A już na pewno nie zdolności improwizacji.

I w tym momencie nie widzę żadnych przesłanek, które pozwalałyby stwierdzić, że Gunganie są głupsi, czy mniej kreatywni, a już na pewno nie dowodzą temu te pułapki. Zastanówmy się, gdzie Gunganie mieliby rozmieścić te pułapki - na otwartym terenie. Widać za to, że byli na tyle inteligentni, by nie atakować "na hurra", stosowali szyk, wykazywali się dyscypliną, używali zaawansowanych technologicznie broni i urządzeń - to są rzeczy świadczące o inteligencji. Rzeczy, którymi nie mogą pochwalić się Ewoki, które poza stworzonymi w niejasnych okolicznościach pułapkami, nie miały żadnych atutów.

Nie skomentowałeś mojej analizy ciosu Ewoka A szkoda, bo miałem nadzieję, że potwierdzisz, że ciosy nie wyglądały na silne, co bym teraz podsumował kolejny raz "tak chciał reżyser". Chciał, żeby to wystarczyło, żeby ogłuszyć szturmowca. To niestety sekret zwycięstwa Ewoków - tak chciał reżyser. Gunganie przynajmniej sensownie (wiarygodnie) przegrali (kolejny punkt na korzyść scenom z nimi). A że roboty się "wyłączyły", to już inna historia

PS: hmm można by wydzielić jakiś temat Gunganie vs Ewoki

....

-Mam nadzieję, że żartujesz
Fakt, Wietnamczycy byli gorzej uzbrojeni, ale nie dużo gorzej. Nie ma mowy o takiej przepaści jak między wiązkami blasterów, a kamieniami i strzałami (które się z resztą odbijały od pancerzu ). Nie widzę tutaj analogii. Właściwym porównaniem byłoby jakieś zwycięstwo prymitywnego plemienia w Afryce, nad Marines. Tyle, że nie słyszałem o czymś takim i sądzę, że Ty również (?).


Tylko, że żołnierzy amerykańskich nie wystarczyło przewrócić aby byli stosunkowo niegroźni. Ba! Oni sami kładli się na ziemię, aby lepiej im się strzelało!
Marines nigdy nie podzieliliby się na małe nieskoordynowane grupki biegające po lesie ubrane w gryzące w oczy pancerze, praktycznie elimunujce możliwość ruchu na parterze.

. Niestety obie te opcje w najmniejszym stopniu nie dowodzą jakiejś szczególnej kreatywności, czy inteligencji Ewoków. A już na pewno nie zdolności improwizacji

Dowodzą ich inteligencji oraz dowodzą tego, że film posiada nielogiczność jeżeli chodzi o poczucie czasu. Jeżeli jestem jeszcze w stanie uiwerzyć, że Ewoki posiadają składane katapulty, których elementy zanoszą na miejsce walki i tam składają to pułapka z kłodami na sznurku jest nie do uwierzenia. Od biedy dałoby się wytłumaczyć pułapkę z kłodami pod nogi AT-ST tym że Ewoki planowaly od dawna walkę z Imperium i wystarczyło tylko wziąć po kłodzie na 10 osób. Ale po pierwsze nie ma niczego na ten temat w filmie, po drugie nie starczyłoby Ewoków do noszenia kłód. 20 belek to 200 Ewoków. I jeszcze trzeba wziąć pod uwagę składane katapulty z amunicją...


I w tym momencie nie widzę żadnych przesłanek, które pozwalałyby stwierdzić, że Gunganie są głupsi, czy mniej kreatywni, a już na pewno nie dowodzą temu te pułapki. Zastanówmy się, gdzie Gunganie mieliby rozmieścić te pułapki - na otwartym terenie. Widać za to, że byli na tyle inteligentni, by nie atakować "na hurra", stosowali szyk, wykazywali się dyscypliną, używali zaawansowanych technologicznie broni i urządzeń - to są rzeczy świadczące o inteligencji. Rzeczy, którymi nie mogą pochwalić się Ewoki, które poza stworzonymi w niejasnych okolicznościach pułapkami, nie miały żadnych atutów.


Walka w szczerym polu z takim przeciwnikiem nie jest oznaką inteligencji.

Nie skomentowałeś mojej analizy ciosu Ewoka A szkoda, bo miałem nadzieję, że potwierdzisz, że ciosy nie wyglądały na silne, co bym teraz podsumował kolejny raz "tak chciał reżyser". Chciał, żeby to wystarczyło, żeby ogłuszyć szturmowca. To niestety sekret zwycięstwa Ewoków - tak chciał reżyser

Ciężko to skomentować. Po pierwsze trzeba wziąć pod uwagę jaki wpływ ma hełm na siłę ciosu, ja nie wiem czy cios obuchowy nie może mieć zwiększonej siły przez hełm. Do tego trzeba wziąć pod uwagę, że głowa ludzka jest słabsza niż jest to przedstawione w większości filmów. Czytałem artykuł, że zwykłe ogłuszenie człowieka ciosem w tył głowy może w wielu przypadkach porządnie uszkodzić mózg, a czasem nawet zabić.

Przepraszm, ale czy Wy za bardzo się nie wbijacie...

...w świat fantastyki, próbując wyczaić ten świat argumentując słowami: "Po pierwsze trzeba wziąć pod uwagę jaki wpływ ma hełm na siłę ciosu, ja nie wiem czy cios obuchowy nie może mieć zwiększonej siły przez hełm. Do tego trzeba wziąć pod uwagę, że głowa ludzka jest słabsza niż jest to przedstawione w większości filmów. Czytałem artykuł, że zwykłe ogłuszenie człowieka ciosem w tył głowy może w wielu przypadkach porządnie uszkodzić mózg, a czasem nawet zabić." Bez jaj. Mam nadzieję, że dotrze do Was fakt, że "Gwiezdne wojny" to kwestia wyobraźni i tylko wyobraźni. Podstawę dla niej zrobił Lucas, za to jestem mu wdzięczny. I na tym się opierajcie. Czytam to forum i za każdym razem widzę próbę wyjaśniania technologicznych uwarunkowań, porównania tego co było w filmie z tym co może być w rzeczywistości. Matko jedyna. To jest baśń, film. Po to był stworzony by ludzie oderwali się z marazmu zwykłego życia. Gadka o aspektach taktycznych, strategicznych czyli: zbroi, ekwipunku, statusu cywilizacyjnego Ewok`ów nic do świata nie wnosi. Po prostu szkoda miejsca na dysku serwerów Bastionu. A! Jedna sprawa - mi na widok zbroi szturmowca tzw. "kopara" opadła. I nawet przez chwilę nie pomyślałem jaką ma wytrzymałość. Pozdrawiam ; )

.....

To miło z Twojej strony, że nasz uświadomiłeś. Czuję się teraz uświadomiony. Zamierzam iść i resztę życia spędzić produktywnie, dziękuję.

A bardzo proszę...

To może teraz tyrada słowna na temat: "Różnice w wysokości drzew na Endorze, a trzema słupami na arenie na Geonosis - i dlaczego pod słupami nie było szyszek"? Wyluzuj, nie spinaj się, każdy pierdzi jak potrafi ; ))...Pozdrawiam

Re: Darth Ewok

Hardrada napisał(a):
stosunkowo zaawansowana technologicznie (2).
________

Dobre. Jak polska kawaleria vs. niemieckie czołgi w `39.
Stosunkowo

Dobra, wiadomo jak było, szarżowali na piechtę ale ta piechota wspierana była przez czołgi.
Szkoda, że nie mieli bum bumów...

Stosunkowo zaawansowana technologicznie - jaki to piękny i pojemny opis.

technologie Gungan

Tarcze, pole ochronne i "kulki".

Może niewiele tego, ale co najważniejsze - zdolne było nawiązać walkę z robotami, które ponosiły pewne straty. Natomiast kawaleria nic czołgom nie zrobi, a Ty jedynie powtarzasz jeden z mitów nazistowskiej propagandy.

Tak samo i Szturmowcom nie powinny nic zrobić kamyki i rączęta Ewoków

ta

"technologia" pozwoliła im pięknie przegrać bitwę.

I nie powtarzam mitów (przecież napisałem) a jedynie fakty, które od strony wojaków niemieckich tak mogły wyglądać.

otóż to

PRZEGRAĆ bitwę - właśnie o to mi chodzi, cytuję siebie: "To niestety sekret zwycięstwa Ewoków - tak chciał reżyser. Gunganie przynajmniej sensownie (wiarygodnie) przegrali (kolejny punkt na korzyść scenom z nimi). A że roboty się "wyłączyły", to już inna historia ".

Właśnie to czyni Gungan bardziej znośnymi, bo nie zrobiło się z nich koksów na potrzeby filmu. Słabsze od Gungan Ewoki, pokonały silniejszego od robotów przeciwnika.

jeśli

już miałbym się spierać na tym polu to Gunganie wyszli na debili. Ściągnęli na równinę armię, które nie powiem - cwanie oparła się zaprawie artyleryjskiej, ale po przebiciu się bariery przez piechtę i po uszkodzeniu genenratorów... "technologicznie" lepsza - poległa.
Idiotycznie.

Natomiast Ewoki świetnie wykorzystały teren, ich pułapki, zwykłe "harcerskie" wyciosane z drzew kasowały stalowe maszyny Imperium a wciągnięcy w las szturmowcy wpadali w pułapki, zasadzki.

Ok - możemy się spierać czy strzała z łuku czy dzida jest w stanie uszkodzi armor szturmowca albo znaleźć miękki, nieosłonięty punkt. Ale raczej nie o dosłowność chodzi w tej scenie.

Re: jeśli

Lord Bart napisał(a):
już miałbym się spierać na tym polu to Gunganie wyszli na debili. Ściągnęli na równinę armię, które nie powiem - cwanie oparła się zaprawie artyleryjskiej, ale po przebiciu się bariery przez piechtę i po uszkodzeniu genenratorów... "technologicznie" lepsza - poległa.
Idiotycznie.

________
Na początek zapoznaj się z terminem "dywersja", jak to określiła Padme Ta bitwa była przegrana zanim się rozpoczęła, ale i tak musiała się stoczyć, żeby... wyższe cele mogły odnieść sukces. To nie moje słowa, można to usłyszeć w filmie. W każdym razie nie jest to nic, po czym można by wnioskować o inteligencji Gungan. Prędzej o poświęceniu, honorze, itp.

(czuję lekkie zażenowanie, że ich bronię - przyznaję. Ale pociesza mnie myśl, że wy to samo robicie z Ewokami )

Natomiast Ewoki świetnie wykorzystały teren, ich pułapki, zwykłe "harcerskie" wyciosane z drzew kasowały stalowe maszyny
Pisałem o pułapkach wyżej Szczególnie podobała mi się ta naprędce przygotowana, do zgniatania AT-AT, albo ogłuszanie Szturmowców ciosami, które wyglądały jak przyjacielskie klepnięcia

Ok - możemy się spierać czy strzała z łuku czy dzida jest w stanie uszkodzi armor szturmowca albo znaleźć miękki, nieosłonięty punkt. Ale raczej nie o dosłowność chodzi w tej scenie.
Jestem zdania, że sceny z Ewokami przekroczyły pewne granice, po których przekroczeniu nie sposób nie omawiać pewnych rzeczy, w sposób dosłowny. Jeśli coś wygląda komicznie, absurdalnie, niedorzecznie i niewiarygodnie - to siłą rzeczy psuje pewien obraz, choćby miał być głębszym przekazem.

no to

musiała być dywersja na sposób radziecki, czyli kasujemy całą armię na rzecz propagandy. I dobrze wiemy, że gdyby SW nie były nastawione cukierkowo to droidy zmasakrowałyby Gungan i po sprawie... nikt by się na to nie odważył.

Dlatego uważam, że należy oddzielić przekaz od realności sytuacji. Tak naprawdę Gunganie stanęli na polu nie dlatego, żeby wyciągnąć ileś tam droidów z miast (znowu ograniczone myślenie o walce i zajęciu CAŁEJ PLANETY), bo główną ideą było zniszczenie okrętu dowodzenia, ale dlatego że Naboo było również ich planetą.

To że ludzie dali ... to nie oznacza, że Federacja przejęła terytorium. Trzeba tak na to patrzeć, bo jak zaczniemy bawić się w realizmy w Epizodach to wiesz... daleko nie zajedziemy.


BTW "klepnięć" Ewoków. Nie założyłeś np. że hełm szturmowca naszpikowany jest elektroniką? Jak dostał cios kamulem mógł nagle przestać działać i wojak tracił poczucie rzeczywistości?

Prawda jest w ogóle taka, że o ile Ewoki powstały pod grupę widzów w pieluchach/śliniakach to jednak biorąc sprawy poważnie te "miśki" całkiem nieźle radziły sobie w takim otoczeniu w jakim żyły. A nie było chyba ono najbardziej przyjaznym...


W ogóle nie wiem o czym mówimy, bo mnie tylko rozbawiło stwierdzenie, że Gunganie byli stosunkowo zaawansowaną technologicznie rasą...

.....

Po wyprowadzeniu droidów z miasta armia powinna wycofać się na bagna. Jeżeli dojdzie do walki to szanse są większe, jeżeli nie to armia i tak jest zdywersonowana. W razie czego możną ją jeszcze z tych bagien nękać jakby zechciała zbyt wcześnie wracać.

Re: no to

Lord Bart napisał(a):
musiała być dywersja na sposób radziecki, czyli kasujemy całą armię na rzecz propagandy. I dobrze wiemy, że gdyby SW nie były nastawione cukierkowo to droidy zmasakrowałyby Gungan i po sprawie... nikt by się na to nie odważył.

Dlatego uważam, że należy oddzielić przekaz od realności sytuacji. Tak naprawdę Gunganie stanęli na polu nie dlatego, żeby wyciągnąć ileś tam droidów z miast (znowu ograniczone myślenie o walce i zajęciu CAŁEJ PLANETY), bo główną ideą było zniszczenie okrętu dowodzenia, ale dlatego że Naboo było również ich planetą.

________
To jest Twoja interpretacja i choćbym się zgodził, że ma sens, to na filmie wyraźnie mówią o dywersji i jej celu, a także uświadamiają szefa Gungan, że dostanie wpier... , a on się z tym godzi.

"[cytat]Prawda jest w ogóle taka, że o ile Ewoki powstały pod grupę widzów w pieluchach/śliniakach[cytat]"
Zaiste taka jest prawda. I to właśnie jest smutne. Imperium Kontratakuje (ale nie tylko) nie potrzebowało takich zagrywek pod "widzów w pieluchach".

"W ogóle nie wiem o czym mówimy, bo mnie tylko rozbawiło stwierdzenie, że Gunganie byli stosunkowo zaawansowaną technologicznie rasą..."
Tutaj nie wiem w czym problem. Stosunkowo, względnie, relatywnie. Mogę użyć innego synonimu. Faktem po prostu jest, że w porównaniu z Ewokami byli zaawansowaną technologicznie rasą.

Co do klepnięć, patyków i łuków, to już zostawiam. Mnie to po prostu boli, gdy czytam jakieś książki SW, w których szturmowcy są przedstawieni jako profesjonaliści. Być może wcześniej mi to nie przeszkadzało, bo od początku miałem ich za nieudolnych partaczy. Tylko że brak tutaj konsekwencji w późniejszych produktach SW, nawet w filmach (bo nie ma co oddzielać grubą kreską klonów od szturmowców).

yyy

Najczęściej oglądany przezemnie epizod to bez wątpienia TPM dlatego mam spory sentyment do tego filmu chociaż teraz z biegiem lat coraz bardziej przekonuję się o jego słabości. Starwarsowy haczyk złapałem po obejrzeniu ROTS, który długo był moim ulubionym filmem. Po kilkukrotnym obejrzeniu ST doszedłem do wniosku że jest o wiele lepsza. Efekty specjalne w NT są można powiedzieć za bardzo nowoczesne, krótko mówiąc Lucas przesadził z blue screenem, po prostu poszedł na łatwiznę i właśnie dlatego w NT wszystko się świeci i błyszczy, jest piękne, kolorowe i cukierkowe, podczas gdy w ST wszystko jest brudne, zniszczone, prawdziwe, tam po prostu nie było żadnego upiększnia, wystarczy porównać jak wygląda Bespin czy Dagobah a jak Naboo czy Coruscant.
Druga sprawa, jak wygląda wątek miłosny w ST a jak w NT? Czy Han recytował jakieś urocze słówka do Leii? Nie, on z nią żartował aż w końcu przerodziło się to w jakieś tam uczucie. Anakin z kolei opierał swoje zaloty o jakieś wzruszające urocze słówka w stylu którego lepiej nie przytaczać.
Gra aktorska w prequelach nie była zła, ale nie we wszystkich przypadkach, wystarczy wspomnieć tego nieszczęsnego Jar Jara który irytuje przez całe TPM i kawałek AOTC.

Re: yyy

Darth Zabrak napisał(a):
[cytat Druga sprawa, jak wygląda wątek miłosny w ST a jak w NT? Czy Han recytował jakieś urocze słówka do Leii? Nie, on z nią żartował aż w końcu przerodziło się to w jakieś tam uczucie. Anakin z kolei opierał swoje zaloty o jakieś wzruszające urocze słówka w stylu którego lepiej nie przytaczać.[/cytat]
________

I właśnie scenariuszem położyli wątek miłosny w EII. W scenie, w której Padme mówi coś o życiu w kłamstwie, daje się przewidzieć każde zdanie jakie aktorzy wypowiadają, jeszcze zanim faktycznie to następuje na ekranie. Jak można było napisać tak banalne dialogi, już na wieczność pozostanie dla mnie zagadką.

Nie znaczy to, że nie lubię NT. Lubię. Wszystkie sześć filmów traktuję jako całość- jedną, epicką przygodę rozgrywającą się w kosmosie. Ale z drugiej strony rozumiem, że część fanów może być rozczarowana epizodami I - III, bo ich twórcy `postarali się` o to.

Dlaczego fani nie lubią to nie wiem, ale...

wiem dlaczego ja nie lubię.
To są po prostu 3 bardzo słabe filmy. Kompletnie nieudane...

.......

no comment...

W NT

jest poprostu więcej scen akcji walka yody i sidiusa lub obiego z anakinem w ROTS bezwzglądnie przewyszają walki z OT( może tylko walka z ROTJ jest bardzo ciekawa). Walka w ANH wygląda poprostu dość słabo jakby nie miel energi na tą walke i walczyli od niechcenia.

Re: W NT

Zapewne walka z ANH byłaby dużo lepsza gdyby dziadek Kenobi i kaleka mający problemy z oddychaniem, odziany w ciężką zbroję zaczęli skakać po całej gwieździe śmierci na wzór Yody i Palpatina z ROTS, odbierając swym postaciom całą godność?

Niewiem

co Ci ne pasuje w tej walce z ROTS.

...

-Zobacz sam!Jak Gumisie skaczą tam i siam...

Re: Niewiem

Hmmm... wszystko? Chociaż nie, Yoda powalający dwóch gwardzistów jednym ruchem ręki był całkiem fajny i pasujący do starego wizerunku Yody jako postaci wielkiej mocą, a nie skaczącej zielonej żabki...

Właśnie

on te skoki i wszystko robi za pomocą mocy.

...

Mi tam scena walki Yoda vs Sodious się podoba. Yoda był nie tylko mistrzem Mocy, ale też wojownikiem, a dla mnie bycie wojownikiem obejmuje też machanie świetlówką A dodatkowo scena w senacie gdy Sidious demoluje gmach ma dla mnie wymiar symboliczny. W moich oczach cała scena `umiera` (tzn. dramatycznie spada jej jakość) w momencie, w którym Yoda i Sidious `spadają` z loży- można zobaczyć, że jest tam pewien błąd, który niemiłosiernie irytuje mnie za każdym razem gdy ją widzę

###

Że potrafi obsługiwać Moc i miecz świetlny, nie oznacza, że nie musi robić tego w sposób tak widowiskowy - walka Yoda vs. Palpi była w mojej opinii jedną z najlepszych.

.....

To, że Yoda staje się kolejnym gościem z mieczem świetlnym, Palpi też. Do tego ma się wrażenie, że Moc nadaje się tylko do telekinezy i puszczania piorunów.

Gdyby oboje stanęli na przeciwko siebie i używali tylko Mocy to oddałoby postacią sprawiedliwość. Ukazałoby jako tak potężnych, że kpiących ze sztucznych protez takich jak miecze świetlne, których używają ci którzy w małym tylko stopniu korzystają z potęgi Mocy. Najbliższe do walki mieczem świetlnym mogłaby być walka w ruinach świątyni Jedi, gdzie wirowałyby by w powietrzu setki mieczy poruszanych Mocą przez spokojnie stojące postacie.


Pomijając jak bardzo denerwujące są okoliczności walki, to trochę niesamowite wiedząc , że siły wroga są podzielone nie skorzystać z tego i samemu podzielić swoje siły.

różne wizje RotS

Skoro już zarzuciłeś taki całkiem przyjemny temat, to też się wypowiem, bo moim zdaniem RotS jest filmem zmarnowanych walk. Szczególnie wspomniana Yoda vs Sidious, ale nie tylko.

Osobiście zawsze Yodę postrzegałem jako największego kozaka w galaktyce. Najlepiej zespoloną z mocą istotę, jaka kiedykolwiek istniała. Niestety w RotS tego nie widać. Co do Twojego pomysłu na tę walkę - może być, za to mam uwagi co do zakończenia. IMO Yoda powinien być w trakcie zadawania decydującego ciosu - cokolwiek by to miało znaczyć. Czy to rzucenie jakiś mieczem w Sidiousa, czy zrzucenie na niego jakiejś kolumny, cokolwiek, w każdym razie żeby była uwidoczniona przewaga Yody. I wtedy dopiero mógłby się ktoś wtrącić - np Anakin/Vader (byłby to ten sam manewr co w walce z Windu, ale z kolei tamtą walkę też bym inaczej widział, o czym za chwilę) i uratować tyłek Palpcia. Nie podoba mi się wydźwięk filmowej walki, gdy Yoda schodzi ze sceny jako loser. Z drugiej strony ciężko byłoby potem wyjaśnić, dlaczego Yoda ukrył się na bagnach, skoro był potężniejszy i mógł spróbować przez te lata obalić rządy Imperatora. Nie zmienia to jednak faktu, że Yoda kojarzył mi się z Mistrzem Mocy, a Sidious z genialnym strategiem, politykiem, intrygantem, spiskowcem, itd. Ogólnie mistrzem szachownicy. Oczywiście słaby też być nie mógł we władaniu mocą, ale jednak nie to było jego głównym atutem (wg mojej wizji). Nawet swojego mistrza nie zabił, rzucając mu wyzwanie (jak na Sitha przystało), ale tchórzliwie i podstępnie mordując podczas snu. Wizja Sidiousa wymiatacza mi nie pasuje do tego obrazu.

Kolejna zmarnowana walka to - jak wspomniałem - Palpcio vs Windu i przyjaciele. To mogła być kolejna epicka walka, choć wolałbym, żeby (w ogóle jej nie było) Windu, kreowany na mistrza w walce mieczem, walczył przeciwko Dooku, z tego byłoby lepsze widowisko, zupełnie inne niż Anakin vs Obi-Wan, bo przypominające bardziej walki z RotJ, czy ESB. Czy to nie Windu właśnie w książce "Labirynt Zła" dowodził akcją ratowania Kanclerza Palpatine ? Jeśli dobrze pamiętam, to ładnie by się to zazębiało.

Oczywiście sam film powinien trwać ze 3h, a same walki powinny stanowić znaczną jego część. Tak sobie wyobrażam RotS.

.....

To śmieszne,ale kiedy zaczely wychodzic screeny z Zemsty przed premiera i był screen walki Mace`a z Palpim i Palpi był odwrocny tylem przy oknie, to mysalem ze to był Doooku i Ze walka toczy się gdzieś pod wodą, a te okno to wizjer

...

Epizod zmarnowanych walk??

Niewiem, może ja oglądałem inną wersję ROTS ale w mojej walka Yoda vs Palpatine była wyrównana aż do samego końca. Pojedynek został przegrany przez małego zielonego skrzata z powodu praw fizyki - był mniejszy więc dalej go odrzuciło. Yoda jednak nie podjął dalszej walki nie dlatego że uznał że Sidious jest zbyt potężny, mógł przecież użyć Mocy aby skoczyć do niego i dalej walczyć. Yoda zrozumiał jednak że kontynuowanie tego pojedynku nie ma najmniejszego sensu, Jedi przegrali dużo wcześniej. Kiedy mówi o tym że zawiódł nie miał na myśli tego że nie udało mu się zabić Sidiousa, ta śmierć niczego by nie zmieniła. Zawiódł jako Wielki Mistrz Zakonu gdy przez lata nie dostrzegał że czasy się zmieniły a Zakon Jedi działał wg zasad sprzed tysiąclecia. Co do schodzenia ze sceny jako loser - tak jak napisałem wyżej, ta walka była przegrana zanim się rozpoczęła.

Co do wymiatania zarówno Yody jak i Sidiousa, czy zarówno Jedi jak i Sith nie wykorzystują Mocy podczas walki mieczem (nie tylko lighting czy inne sztuczki ale po prostu samo "wzmocnienie" walki)? W związku z tym naturalne jest dla mnie że 2 najwięksi wymiatacze w Mocy potrafią również wymiatać mieczem (ponieważ używają Mocy podczas walki nim).

Walka Sidious vs Windu i 3 zakały Zakonu. Wszystko byłoby świetnie gdyby zostało pokazane że z Mace`m przyszło 3 Mistrzów, najlepszych szermierzy a nie 3 którzy akurat byli pod ręką. Mogli zrobić to na 2 sposoby: albo tych 3 Jedi mogło stawiać opór przez przynajmniej kilka - kilkanaście sekund albo mogli użyć jakiegoś bullet time`a jak w Matrixie aby pokazać że Sidious był o niebo szybszy o tej 3. Niestety wyszło jak wyszło i Mistrzowi zginęli jak padawani. (ale to chyba jedyny zarzut jaki można postawić walkom w ROTS.)

Jakim cudem Dooku vs Windu było by bardziej w stylu TESB i ROTJ niż Dooku vs Skywalker? Palpatine na krześle, wielka bitwa za wizjerem, namawianie do użycia gniewu (któremu Anakin ulega a Luke nie), oraz (niewypowiedziane wprost) "Zabij go i zajmij jego miejsce u mego boku jako mój uczeń". Czego chcieć więcej?

Zgodzę się że film mógłby trwać ciut dłużej (dodać np. wycięte sceny jak lądowanie Yody na Dagobah) ale żeby znaczną część stanowiły walki? Wydaje mi się że film potrzebuje też jakąś fabułę a nie tylko nawalanka od początku do końca? No ale chyba jestem z ginącego gatunku kinomanów dla których film to nie tylko akcja i efekty specjalne...

walki

-Niewiem, może ja oglądałem inną wersję ROTS ale w mojej walka Yoda vs Palpatine była wyrównana aż do samego końca.

Ano właśnie - wyrównana (z lekką przewagą Palpiego). A teraz porównaj to z moją wersją Yody i Palpatine`a (skoro już odniosłeś się do mojego postu - bo nie każdy musi mieć podobne wyobrażenie o nich).

Yoda jednak nie podjął dalszej walki nie dlatego że uznał że Sidious jest zbyt potężny, mógł przecież użyć Mocy aby skoczyć do niego i dalej walczyć. Yoda zrozumiał jednak że kontynuowanie tego pojedynku nie ma najmniejszego sensu, Jedi przegrali dużo wcześniej. Kiedy mówi o tym że zawiódł nie miał na myśli tego że nie udało mu się zabić Sidiousa, ta śmierć niczego by nie zmieniła. Zawiódł jako Wielki Mistrz Zakonu gdy przez lata nie dostrzegał że czasy się zmieniły a Zakon Jedi działał wg zasad sprzed tysiąclecia. Co do schodzenia ze sceny jako loser - tak jak napisałem wyżej, ta walka była przegrana zanim się rozpoczęła.

Pachnie mi tu interpretacją Stovera, czyż nie ? Przyznam, że ciekawie pisze, lubię jego książki, ale ma pewne irytujące zagrywki. Stara się wszędzie przemycić swoją wersję Star Warsów, nawet jeśli ma pod prąd. Większość fanów Star Wars uważa Mace Windu za jednego z najpotężniejszych Jedi swoich czasów. U Stovera zaś nie daje rady swojej uczennicy. Nie wspominając o tym, jak psychicznie znosi obrazy wojny. W książkach takich jak "Punkt Przełomu" można to wybaczyć, gorzej jeśli fantazja ponosi go w nowelizacji filmu... Mnie w każdym razie cała ta scena, jak i jej interpretacja nie przekonuje i kłóci się z moim wyobrażeniem Yody i Sidiousa.

Jakim cudem Dooku vs Windu było by bardziej w stylu TESB i ROTJ niż Dooku vs Skywalker? Palpatine na krześle, wielka bitwa za wizjerem, namawianie do użycia gniewu (któremu Anakin ulega a Luke nie), oraz (niewypowiedziane wprost) "Zabij go i zajmij jego miejsce u mego boku jako mój uczeń". Czego chcieć więcej?

Imo ta walka nie była zła, jednak uważam, że byłaby lepsza, gdyby to Windu zmierzył się z Dooku. Konfrontacja tych dwóch stylów, byłaby milsza dla oka. Próbą zatrzymania Sidiousa mógłby się zająć Yoda. Anakin mógłby zabić jakiegoś Kita Fisto, itp Albo i samego Windu. Różnie można by to zrobić. Byle nie było tak, że do Sidiousa przychodzi kilku Mistrzów Jedi i giną po paru sekundach, na dodatek wszyscy w ten sam sposób, jeden po drugim zaszlachtowani mieczem.

Zgodzę się że film mógłby trwać ciut dłużej (dodać np. wycięte sceny jak lądowanie Yody na Dagobah) ale żeby znaczną część stanowiły walki? Wydaje mi się że film potrzebuje też jakąś fabułę a nie tylko nawalanka od początku do końca? No ale chyba jestem z ginącego gatunku kinomanów dla których film to nie tylko akcja i efekty specjalne...

Mamy 6 filmów, a eksterminację Jedi tylko jedną. Przydałoby się poświęcić temu więcej miejsca w RotS. Poza tym "znaczna część" to jeszcze nie cały film, ani nawet większość. Po prostu... znaczna. I nie kosztem fabuły - wspomniałem, że film mógłby trwać 1h dłużej. Pół godziny więcej na walki i pół godziny na rozciągnięcie procesu przejścia Anakina na ciemną stronę (i przy okazji zrobienie tego w inny sposób).

...

Primo : To zmień swoje wyobrażenie o Yodzie. Rots (thank you Sherlock !) jak sam tytuł wskauzuje, ujawnia PRZEWAGĘ sithów = i dark side. Cała wojna była tylko ich libretto, zajmują najwyższe stanowiska w glaktyce, OMG jeśli pan optimus youdłus tego nie wyczuł, to samej mocy chyba też aż tak najlepiej nie czuje ?
Jasne, że OT daje nam inne wyobrażenie, ale proszę zważyć na różnicę w czasie. Po coś ta chronologia jednak jest.

Secundo : To zmień swoje wyobrażenie o Windu i w ogóle o większości Jedi. To że jest jednym z najbardziej kozackich szermierzy, nie znaczy że najbardziej pali się do wojny i najlepiej ją przeżywa.
Jeśli tak było to nie był odosobniony. Wielu miało jakieś wątliwości : K`Kruhk, Jeisel, Mira, Rhad Tarn, Zao etc.
Jeśli jakaś teoria (nawet Pana Stover`a) jest prawdopodobna, to możesz ją przyjąć.

Tertio : Sprawę niby-zmarnowanych pojedynków i długości filmu zsumuję. Pojedynki są bardzo adekwatne do przedstawienia poszczgólnych figur. Palpatine jawi się jako terminator, mogący jednym cięciem uśmiercić najlepszych szermierzy, Dooku jest przedstawiony jako narzędzie, potężne ale nie za bardzo świadome swojej pozycji, Mace jako obrońca zakonu, który może być tylko zabity przez jakiś podstęp itp. Nie wiem jak tobie, ale mi to wszystko pasuje i mieści się w ogólnej koncepcji tego epizodu.
Co do długości, to ok. Ale jak już chcemy pokazać więcej z czystki, to może też więcej bitw ? Może więcej polityki ? Może więcej z życia normalnych mieszkańców planet ? Może więcej z rodzenia się imperium ? Etc. Problem polega na tym, że trudno ustanowić złoty środek. Abstrahując od grupy docelowej filmu, która na pewno nie mieści się w przedziale wiekowym 17-30, jak np Django ( <- bez twierdzenia że to dobry film). Większość młodszej widowni zasnełaby na filmie trwającym więcej niż 2,8 h, bez względu na to jak dynamiczny by nie był.

Re: ...

Dark Count napisał(a):
To zmień swoje wyobrażenie o(...)
________
Stop. Wyjaśnijmy sobie jedno - moje wyobrażenie o SW, to jednak moja sprawa. Daleko mi do fanatyków Lucasa, którzy traktują jak świętość, wszystko, gdzie przyklepie "Lucas approved", niezależnie jak bardzo, byłoby to niedorzeczne. I powiedziałbym, że właśnie dałeś temu przykład broniąc sceny "jeden Jedi - jedno cięcie".

Ja jednak wyznaję taki pogląd, że świat SW jest na tyle duży, że każdy może sobie z niego brać, co mu się podoba. Jak kogoś rajcuje Zombie Darth Spider Maul, to OK. Ale niech taki ktoś nie oczekuje, że innych fanów oczarują tego typu idiotyzmy.

Jeśli jakaś teoria (nawet Pana Stover`a) jest prawdopodobna, to możesz ją przyjąć.

I przyjąłbym - JEŚLI byłaby prawdopodobna. Niestety nie jest. I tu znowu - jeśli ktoś Stovera traktuje jako alfę i omegę, tylko dlatego, że uzyskał "Lucas approved", to rozumiem, że nie innego ma wyjścia, niż uznać jego wizję, za wersję oficjalną. Ale dla mnie, Stover jest po prostu jednym z licznych fanów SW, ze swoją oryginalną wizją. Niestety po przedstawieniu Windu jako wrażliwego chłopca i frajera, wiem że to nie jest wizja dla mnie.

A jeszcze, żebym to tylko ja traktował Stovera z przymrużeniem oka, to pół biedy, ale wymowne jest to, co po "Zdrajcy", zrobili z Jacenem, kolejni autorzy NEJ Wyglądało to trochę jak "co!? Stover napisał jakąś książkę!? pierwsze słyszę!" .

Kwestii pojedynków już nie chcę drążyć. Zostańmy przy tym, że widzę to inaczej.

...

heheh kombinujesz...

To jeśli to tylko TWOJE wyobrażenie, to nie żal się że w niektórych miejscach nie odpowiada ono filmowi.
Aha, i oddziel mój stosunek do fenomenu "Lucas approved", nie ma on nic wspólnego z oceną filmu. Jeśli nie masz danych, to nie oceniaj rozmówcy - proste.

Scena jeden Jedi - jedno cięcie = niedarzeczna ? A czego ty po SW oczekiwałeś ? Dorzeczności ? To zapraszam do national geographic.

Nie rozumiem też co w teori Stover`a z Yodą, który nie widzi sensu w dalszej walce jest nieprawdopodobnego ?
Nie funkcjonuje to w ten sposób, że przyjmuję jako modłę to co napisze Stover. Zwyczajnie ma on wyczucie pisarskie i jego koncepcje nie tylko pokrywają się z filmem, co są nadzwyczaj ciekawe. Nie interesuje mnie, czy ktoś to później uzna za wersję oficjalną, czy nie. Lub czy postawi na tym pieczontkę "Lucas approved", czy nie. Nie będę tego tłumaczyć tym, którzy znają moje nastawienie do pewnych aspektów tej "legitymacji". Ale ty widocznie do nich nie należysz.

Re: ...

-nie żal się

Nie żalę się, wymieniam opinie. Od tego jest forum.

Jeśli nie masz danych, to nie oceniaj rozmówcy - proste.

Proste. Zatem wice wersa.

Scena jeden Jedi - jedno cięcie = niedarzeczna ? A czego ty po SW oczekiwałeś ? Dorzeczności ?

Tak. Jak i zapewne tysiące innych fanów. A jak ktoś tego nie rozumie i sądzi, że łatka "Sci-Fi" usprawiedliwia wszystkie idiotyzmy, to już jego problem. Zdaje się, że była o tym nawet mowa, w tym temacie

Nie rozumiem też co w teori Stover`a z Yodą, który nie widzi sensu w dalszej walce jest nieprawdopodobnego ?

Hmm, to teraz się zastanawiam, czy przed napisaniem swojego dzisiejszego posta, czytałeś w ogóle moje wcześniejsze, sprzed dwóch miesięcy Bo ktoś, kto przeczytałby ze zrozumieniem mój post z 10 lutego, nie zadałby takiego pytania. Niby się odniosłeś do moich postów, ale coś nie za dobrze z ich zrozumieniem...

Aha i ciekawe jest, co piszesz koncepcjach Stovera "pokrywających się z filmem". Jeśli mnie pamięć nie myli, to jest to najpopularniejszy zarzut w stosunku do jego nowelizacji - że rozmija się z filmem. Taka już domena Stovera, że musi coś koniecznie dodać od siebie, albo pozmieniać dotychczasowe postrzeganie bohaterów. Robi to w KAŻDEJ swojej książce SW, bez wyjątku. Więc wybacz, ale nie jest to żadne obiektywne źródło i ja bym się nie dziwił, że niektórzy nie zgadzają się z jego interpretacjami.

...

Nie chodzi tu o "łatkę" Sf.
"Łatką" i domeną SW była ZAWSZE przesada, czy to w OT czy NT. I nie chce mi się wymieniać do tego przykładów.

Wiedz, że przeczytałem twoją wiadomość i suma sumarum śmiem stwierdzić, że cały czas odnosisz się do swych własnyh wybujałych wizji przekozaka Yody i stratega Świdrousa. I zadajesz sobie przy tym pytanie, dlaczego skoro taki z niego przekozak, sam nie rzucił wyzwania imperium, a siedział w zapyziałym domku. Zapomniałeś że w parze z Mo%%%cą idzie mądrość. Miałby sam iść na armie imperium ? Bez następcy ? Nie zapominając, że parę lat później sam zmarł ze starości = czyli taki przekozak z niego jednak nie był. Comon ?! Naciągane te twoje życzenia.
Jeśli mógłbym coś strącić, nie godne to zachowanie gentleman`a, w którym nie dajesz odpowiedzi na pytanie i robisz unik w wcześniejsze wypowiedzi, wiedząc, że się do nich odniosłem.
Na twoim miejscu pomyślałbym nad umiejętnością rozumienia nie tylko własnych, ale i cudzych postów.
Ergo ponawiam moje, już wcześniej postawione, pytanie.

I jeszcze co do Stovera. Gdzie napisałem, że jego książki to obiektywne źródło. Moim zdaniem książka to zawsze dodatek, który może (nie musi) w sensowny sposób wytłumaczyć zdarzenia przedstawiane w innych nośnikach, jak chociażby film. Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego się tak przed nimi bronisz. Bo nie pasują do twych kuriozalnych wyobrażeń ?

Re: ...

Dark Count napisał(a):
I nie chce mi się wymieniać do tego przykładów.
________
Zatem nie miej pretensji, że nie odpowiedziałem, na jakieś tam Twoje pytanie.

Co do "rozumienia" moich postów, to powiem tak - wiesz, że dzwoni, ale nie wiesz w którym kościele. Bronisz sensu końcówki danej sceny, a tymczasem ja podważałem sens CAŁEJ tej sceny, wraz z budową samych postaci, biorących w niej udział. Teraz jasne ? Właściwie to nie wiem co chcesz osiągnąć, bo wyraźnie już zaznaczyłem, że to jest pewna MOJA wizja i wyobrażenie, a Ty... no właśnie co ? Chcesz, żebym zmienił zdanie ? Nie zmienię. Oficjalna interpretacja mnie nie przekonuje. Bo jeśli chcesz po prostu, żebym przyznał, że moje interpretacje są niezgodne z oficjalnymi, to nigdy nie twierdziłem, że są. Nikomu nie narzucam swojego postrzegania, mimo że biorąc pod uwagę OT, wydaje mi się po prostu bardziej logiczne. Oczywiście gdyby to NT było pierwsze (nie w sensie kolejności wydarzeń), to mówiłbym co innego i krytykowałbym pewnie OT. Ale tak nie jest.

Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego się tak przed nimi bronisz. Bo nie pasują do twych kuriozalnych wyobrażeń ?

Co masz na myśli, że się przed nim "bronię" ? A on mnie atakuje, czy co ? Po prostu mam inną interpretację niektórych rozstrzygnięć w SW, niż te oficjalne. I nie mam z tym problemu, a Ty ? A zatem tak - nie pasuje do moich wyobrażeń. Za to mianem "kuriozalnych" bym określił właśnie te, z którymi się nie zgadzam.

każdy ogląda to co mu się podoba

Ja bardziej lubię NT niż OT, a np. mój kumpel woli OT. Każdy odląda to co chce

Czyzby i

czy aby na pewno ? Nie sądzę!

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.