Forum

Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Reżyseria: J. J. Abrams
Występują m. in. : Daisy Ridley, John Boyega, Adam Driver, Andy Serkis, Harrison Ford, Carrie Fisher.


W tych działach

http://www.star-wars.pl/Forum/Dzial/19

http://www.star-wars.pl/Forum/Dzial/66

znajdują się plotki, opinie o trailerach, obsadzie itp. itd.

W tym zaś temacie jak w każdym dotyczącym różnych filmów będzie możliwość wpisywania opinii i recenzji od 19. grudnia począwszy

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

`2/10, nie polecam`
~Krogulec i sp. z o.o.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Hahaha, ale śmieszne.

Ja nie mogę z Wami ludzie, ziomek pisze własną opinię, może w trochę agresywny sposób, ale z argumentami, a już dzieciaczki ból dupy mają, że ktoś obraził kaczorka Donalda

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Po prostu jest zabawny w swoim biadoleniu i tyle. Nieładnie używać brzydkich słów na "d", nu nu.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Biadolenie = podanie argumentów? Ok. Oj wybacz, powinienem napisać pupa, bo przecież Disney promuje proces "upupiania", jeżeli wiesz co to jest.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Ojej. już, sza, bo ból pupy zaczyna być widoczny od Ciebie. A ból pupy na ból pupy to ból pupy.

(a tak na serio - tak, bawi mnie takie biadolenie; argumenty są nieco naciągane i niestety zbyt oparte na emocjach niż chłodnej analizie; zawsze w takich sytuacjach są osoby, które są nardzo `za` i bardzo `przeciw` i krzyczą tak dużo, że odbiera się ochotę na śledzeniu całego wydarzenia; obie grupy są zabawne, a tutaj chodzi tylko o ulubiony film wielu ludzi, a niektórzy robią z tego pole bitwy, które i tak nie ma sensu, zwłaszcza że film był już skreślony lub wyniesiony na ołtarze półtora roku temu; ba, w momencie ogłoszenia tworzenia nowych epizodwów!

więc w swoim oczekiwaniu na nowy epizod trzymam na dystans takich skrajnych oszołomów, coby premierę przeżyć po swojemu, a nie na postawie ich `argumentacji`, a czasami zrobię jakieś głupie podśmiechujki na temat takich wypowiedzi, bo są równie poważne i tyle )

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Najlepszy argument "ból pupy zaczyna być widoczny od Ciebie" to taka riposta podobna do "Twoja stara" albo "chyba ty". Winszuję oryginalności. Nie jestem do końca przekonany, czy zrozumiałeś upupianie, ale nie o tym przecież

Spoko, temat o recenzji, ale ktoś musi poruszyć temat Krogulca, który (to prawda) wciąż krytykuje. Nie wiem, załóż temat o nim, albo odpisz na jego wypowiedzi. Ale nie! trzeba się pokazać! Jak jest "moda" na hejtowanie jakiegoś bastionowicza, to trzeba udowodnić " o ja też potrafię!".

Jednak zgadzam się, że trzeba trzymać na dystanch "oszołomów" zarówno tych za jak i przeciw. Ale jak sam piszesz, nie róbmy z tego "pola bitwy", a w sumie to sam rozpocząłeś w tym temacie.

Ode mnie raczej tyle w tej kwestii, nie zamierzam rozpoczynać III Wojny Światowej.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Oj tam oj tam <3 loffki

Dlaczego

od 19go ?

Re: Dlaczego

Bo wszyscy będą odsypiać premierę

Re: Dlaczego

Niektórzy będą odsypiać 18.

Re: Dlaczego

Ja z premiery do roboty ...

zastanów

się czy nie lepiej przenieść tego tematu do VII-IX ze spoilerami. Tak było zawsze, wszystkie recki prequeli są w tym dziale...

asdfg

A ja myślałem że to temat o recenzjach "fachowych" (prasowych itp) filmu.

Pytanie o pozwolenie na recenzję

Jest to dział pozwalający na spoilery, a temat zakłada, że będą tutaj recenzje użytkowników.

Nie ma jeszcze 19stego, ale ja właśnie wróciłem z seansu i nie wiem czy mogę pisać?

Nawet nie mam zamiaru specjalnie spojlerować, bo nie jest mi to potrzebne do recenzowania

z tego co

mi wiadomo blokada prasowa jest zdjęta, więc spokojnie możesz pisać co chcesz.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

-http://www.rottentomatoes.com/m/star_wars_episode_vii_the_force_awakens/?search=force%20awakens

Serwis zbierający recenzje "branżowe". Wskaźnik 97/100 - najwyższy w historii całej Sagi...

...najlepsza część SW? Coś nie chce mi się wierzyć, ale zobaczymy w piątek, jedno jest już pewne - z crapem się nie spotkamy.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Na początku dużo filmów ma pozytywne noty na RT. Po kilku dniach jak opadnie entuzjazm na pewno będzie więcej zgniłych recek. xD

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Pewnie tak, ale przy 128 fresh do 4 rotten dzisiaj, stawiam, że poniżej 90% nie zejdzie. Przy takiej liczbie rating nie powinien się zmienić jakoś drastycznie.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Niestety mam skrajnie inną opinię.
Zaraz postaram się coś naskrobać, byc przy tym cenzuralny (już mi emocje opadły) i nie spojlerować za bardzo

w tym temacie

możesz pisać spoilerów ile chcesz. Przecież to wiesz, nie zarejestrowałeś się po pierwszym newsie od Disneya

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Jasne, nigdy nie ma samych pozytywnych opinii.


Oceniać TFA można już również na IMDb, tam ocena 9,1 przy głosach +8k userów. Wiadomo, że zjedzie, że hype, ale pierwsze wrażenia ogólnie są bardzo pozytywne.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

https://www.youtube.com/watch?v=zBMW3y86cpo
Recenzja bez spolierów (koleś świetnie recenzuje filmy, polecam ogólnie cały kanał, rzeczy w zasadzie głównie nie związane z GW).
Ma wkrótce wstawić recenzję ze spoilerami.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

No fakt, on raczej wie co mówi. Jestem jeszcze ciekaw recenzji Jeremiego Jahnsa

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Ja czekam na recenzję Dema

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Arasuum napisał:
No fakt, on raczej wie co mówi. Jestem jeszcze ciekaw recenzji Jeremiego Jahnsa
-----------------------
Prosz:
https://www.youtube.com/watch?v=WWbbzZa0vJ4

przy okazji

czytam, że Parowski nie wszedł na prasowy pokaz, bo nie odpisał na maila, że będzie. Dostał zaproszenie, nie potwierdził, przyszedł, stał pod salą, laski od Disneja go nie wpuściły.

Popieprzone to wszystko, w gruncie rzeczy największy chyba od lat hype, zasłony dymne i zasieki z minami jak przed VIII cudem kinowego świata... a człowiek, który promował SW zanim było modne odszedł z kwitkiem.

Miara obecnych czasów

Recenzja z koła podbiegunowego

UWAGA NA EW. SPOILERY - mogą się trafić, nie są oznaczone, aczkolwiek starałem się unikać za wszelką cenę!

W Finlandii premiera EVII odbyła się dzisiaj, czyli 16 grudnia.
Zanim się wypowiem na temat moich wrażeń, pozwolę sobie na kilka słów wstępu.


WSTĘP:
Po pierwsze, zapewne niektórzy z was pamiętają, że zarzekałem się, że nie pójdę do kina na The Force Awakens. Nie chciałem płacić Disneyowi za zamordowanie EU. Częściowo to spełniłem, bo za bilet nie płaciłem. Bilet miałem za darmo, szczegóły nie są istotne, ale ważne, że sumienie mam czyste

Po drugie, czytając recenzję wydaje mi się, że warto znać nastawienie do filmu autora tejże recenzji.
Nigdy nie ukrywałem, że byłem przeciwnikiem przejęcia SW przez Disneya oraz, że nie wróżę dobrze EVII. Im dalej w las tym negatywniej byłem nastawiony. Następnie jednak obejrzałem wszystkie teasery i trailery, które wg mnie były bardzo dobre i moje nastawienie się zmieniło. Liczyłem na przynajmniej dobry film SF. Niekoniecznie dobrą historię SW, bo wg mnie to jest niemożliwe po uśmierceniu EU, ale zwyczajnie dobry film. Tak, jak w mojej opinii J.J. Abrams wykonał kawał niezłej roboty ze Star Trekami. W ogóle nie pamiętam tych filmów, ale oglądało mi się przyjemnie.

Wreszcie dwie ostatnie kwestie. Zdecydowałem się pójść do kina, bo przy wcześniejszej premierze w Finlandii miałem szanse uniknąć jakichkolwiek "nacisków emocjonalnych" ze strony innych widzów, czy recenzentów. Ale do samego końca obawiałem się, że będzie to film dla 11-16 latków (maksymalnie) z tonami nostalgii, co by rodzicie tych nastolatków też byli zadowoleni.

RECENZJA WŁAŚCIWA:
Moja opinia o filmie, takie mam wielkie wrażenie, będzie bardzo odosobniona. Dlaczego? Film mnie zaskoczył bardzo. Czegoś tak złego i niejakiego się nie spodziewałem. Nawet nie wiem od czego zacząć?

1. Postacie
Nowe postacie są nijakie, nawet nie są denerwujące, po prostu są nijakie, źle napisane i jeszcze gorzej zagrane. Chociaż w kwestii gry aktorskiej są może ze dwa wyjątki.
Na kilka nowych postaci zabrakło czasu, kilka jest zwyczajnie słabych

Wydawało się wam, że Jacen Solo w powieściach był postacią żałosną (nie mylić z tragiczną!), to jeszcze nie widzieliście Kylo Rena. Nieważne czy jest w swojej odpustowej (moim zdaniem) i niepotrzebnej masce, czy straszy widownie swoją twarzą beztalencia aktorskiego, jest źle. Bardzo źle.

Fin? Jakby to powiedzieć? Widzieliście teasery i trailery gdzie wyskakuje znikąd, biega, poci się i jest zdyszany? To by było na tyle. Jakoś specjalnie więcej nie ma sensu o nim pisać.

Rey - taki młody Luke połączony z młodym Hanem. Brak oryginalności, kilka głupawych scen plus wiele scen będących kalką OT.

Najwyższy Przywódca Snoke - hmm? komuś się chyba filmy pomyliły? Ork z Władcy Pierścieni? Niewiele mogę o nim powiedzieć. Na razie postać nijaka, w najlepszym wypadku. W najgorszym, "przedobrzona". Ale tak to jest jak się kasuje EU i robi EVII w próżni fabularnej i następnie trzeba na siłę wymyślać tego złego.

Poe - pozytywny gość - w rozumieniu, że dużo się śmieje i wszystkich lubi. Dobrze lata i strzela... i to by było na tyle. Na więcej zabrakło czasu (pomysłu?)

BB8 - jak na SW przystało, android jest bardzo fajny. Zabawny słodziak.

Kilka słów o starych postaciach. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszystkie orginalne postacie zostały wrzucone do filmu na siłę, co by się widownia ucieszyła. W efekcie zabrakło czasu na cokolwiek. To chyba przypadłość Disneya/Marvela - napakować do filmu jak najwięcej bohaterów, może nikt nie zauważy, że nie było czasu na ich stworzenie.

3. Efekty, scenografia, planety, itp.
Chyba dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że EVII nie wniósł nic orginalnego w kwestii światów i lokacji. Jest pustynia, śnieg, las, tylko z nowymi nazwami, nowa super broń i oczywiście Sokół Millenium, Gwiezdne Niszczyciele, X-Wingi i T-Fightery (T-Fightery wyglądają na wersje z odzysku w porównaniu z tymi z OT).

Efekty specjalne są bardzo dobre, aczkolwiek np. Najwyższy Przywódca Snoke wyglądał bardzo komputerowo i sztucznie.

Jeśli chodzi o lokacje to dodam jeszcze, że jakoś zabrakło mi w nich tego czegoś, tej gwiezdnowojenności. Oczywiście nie zawsze - cmentarzysko Niszczycieli to klasa sama w sobie.

Oczywiście gdzie się dało i wszędzie indziej mamy przebłyski/flary - idź się lecz J.J.!
I jest jeszcze scena walki na miecze. Ta walka nie ma sensu od samego początku, a choreografia woła o pomstę do nieba. Przynajmniej w porównaniu do EIII.

4. Fabuła, czyli najważniejsze.
Kilka spoilerów się może trafić!
W mojej opinii fabuła jest bardzo słaba. Dostałem dokładnie tego czego się bałem, czyli "film dla 11-16 latków (maksymalnie) z tonami nostalgii, co by rodzicie tych nastolatków też byli zadowoleni". Jestem rozczarowany, rozgoryczony i niezmiernie zły, że dla tego czegoś czym jest EVII uwalono całe EU.

Film jest prymitywną kalką Nowej Nadziei z toną prostackich rozwiązań, ew. idiotycznych rozwiązań. Po mniej więcej 30 minutach wiadomo bardzo dokładnie jak się film zakończy. Mnóstwo nachalnego i nieśmiesznego humoru, całe fragmenty filmu to bardzo słabe dialogii lub jeszcze gorzej - zlepki niemalże przypadkowych scen. Na każdym kroku scenarzyści kopiowali Nową Nadziję i robili nieudolne, infantylne nawiązania do tejże. Z drugiej strony na prawdę wyczuwa się, że fabuła filmu jest zawieszona w próżni. W czasach OT, EU raczkowało lub nieistniało, a jednak było dużo dialogów opisujących z pozoru nieistotne wydarzenie. Takie dialogii budowały historie. W NT na każdym kroku można było znaleźć nawiązania do EU. W EVII tego nie ma. Kompletna próżnia. Żadnych nazw, żadnych wydarzeń. Dobrze chociaż, że nowi bohaterowie mają imiona! I jedna planeta ma nazwę…

Nie będę się zagłębiał w te fragmenty, które miały być zaskakujące, bo one będą zaskakujące chyba tylko dla tych, którzy poza trailerami nic nie wiedzą o EVII. Są dwa elementy fabuły, które można uznać za niespodziewane lub szokujące. Nie wiem czy to kwestia tego, że na tym etapie już marudzę na wszystko, czy tego, że przynajmniej jednego się domyśliłem, ale nie zrobiły na mnie wrażenia.


PODSUMOWANIE
Jeszcze w trakcie oglądania próbowałem znaleźć coś co mi się podobało. Cokolwiek, bo przecież fabuła mnie w całości zawiodła, postacie są słabe, świat pusty i brak mu jakiekolwiek polotu, czy orginalności.

I być może w tym jest problem, przynajmniej dla mnie. Oczekiwałem dobrego filmu z orginalną fabułą. Nowych Gwiezdnych Wojen. Mogę się nie zgadzać z uśmierceniem EU, ale liczyłem na coś świeżego, coś co może jednak utrzyma mnie przy tym "zrestartowanym" świecie. Otrzymałem nic innego niż prymitywny skok na kasę, słabą kopię filmu z 1977 roku. Otrzymałem kolejne Disneyowe/Marvelowe "niewiadomo co" o "niewiadomo czym", naćkane toną nijakich bohaterów i groteskowych (w bardzo negatywnym tego słowa znaczeniu) antybohaterów. Ot, taki co najwyżej przeciętny fanfilm...


Polecam obejrzeć film, bo wiem, że wielu z was się spodoba. Macie kompletnie inne oczekiwania, niektórzy z was nigdy nie poznali EU, inni nigdy nie polubili EU. Może to też kwestia wieku. Może gdybym był z 10 lat młodszy to bym "łyknął" EVII bez zająknięcia.

Szkoda tylko, że nie trzeba nawet wybierać najlepszych pozycji z EU, wystarczy coś przeciętnego, by znaleźć historie bardziej orginalne, ciekawsze z lepiej narysowanymi bohaterami. I oczywiście czytając powieści nie trzeba się męczyć z drewnianymi aktorami. Lub takimi, którym już się nie chce.

PS. Muzyka oczywiście była bardzo dobra, ale motym przewodni nie zapadł mi w pamięci. Zdecydowanie inaczej niż po obejrzeniu The Phantom Manace czy Revenge of the Sith.




Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Ja film zobaczę w piątek w polskim kinie, jednak chciałbym zauważyć, że Twoja recenzja jest bardzo nieobiektywna. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie sposób nie zauważyć, że jesteś mocno uprzedzony do Disneya i nie możesz się pogodzić ze skasowaniem Expanded Universe. Pomijając dwa wątki (oraz dodatkowy na temat kiepskich materiałów z EU, które do niedawna były kanoniczne, ale jednocześnie sprawiały wrażenie jakby wrzuconych na siłę; Nowy Kanon ma szansę wszystko uporządkować, ale tak jak mówię, nie o tym teraz).

Jednak jako osobę, która widziała film, pragnę spytać o jedno: czy moja obawa, że fabuła "Przebudzenie Mocy" jest mocno (podkreślam: mocno) wzorowana na "Nowej Nadziei"? Z Twojej recenzji wynika, że tak, co mnie martwi. Dużo recenzji w Internecie ocenia film bardzo dobrze, zwłaszcza pod względem fabularnym chwaląc proporcje pomiędzy tym co nowe, a tym co nawiązuje do starego (OT).

Co do rozbłysków, to przekonam się w piątek, czy słowa bodajże sprzed kilku miesięcy o ograniczeniu ilości rozbłysków, flar i im podobnych do poziomu dobrze współgrającego z innymi elementami filmu (czyt. że nie będzie tych flar zbyt dużo) potwierdzą się.

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Zgadzam się, jestem nieobiektywny i tego nie ukrywam

Wg fabuła jest bardzo mocno wzorowana na Nowej Nadziei. Zwyczajnie, krok, po kroku mamy podejrzanie podobny film. Co spowodowało, że po 30 minutach już było wiadomo jak się skończy film. Dodatkowo, w połączeniu z przepremierowymi spoilerami, można było się domyśleć niemalże wszystkiego.

Nawet po dobrze przespanej nocy, nie zmieniłem zdania. Film mnie rozczarował i w ogóle mi się nie podobał. Ale zdaje sobie sprawę, że jestem/będę w znacznej mniejszości. Ten film to chyba był ostateczny moment gdy Gwiezdne Wojny mi przeszły. "Nowego kanonu" poznawać nie mam zamiaru, stary jest skończony i skasowany, a najnowszy film dla mnie jest słabiutki. Mogę w spokoju przejść na gwiezdnowojenną emeryturę

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Żegnamy cię czule, dbaj o siebie i takie tam, w ogóle, Nie martw się, że za dwa lata nie będzie ci pisane pisać racki, bo wypaliło się w tobie hobby, inni zajmą twoje miejsce, a ty będziesz miał czas dla siebie i tą, o to tanią sensacją dziękujemy panu i życzymy wytrwałości w postanowieniu, bo po, co przerzucać żal na innych, trza trzymać go w sobie.

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Asturas napisał:
Film mnie rozczarował i w ogóle mi się nie podobał
-----------------------

Jesteś za stary i zbyt zgorzkniały, żeby zostać oczarowanym. I jednocześnie chyba za młody, żeby zrozumieć "rodzinny" aspekt TFA... Sucks to be you (tylko się nie obraź, bo to tak nie zupełnie na poważnie ).

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Najprawdopodobniej masz racje, i nie obrażam się

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Spoko gość z Ciebie Inna sprawa, że rozumiem w pełni to, że film może się nie podobać. Szczególnie fanom EU, w którym wszystko było poukładane (mniej-więcej), a tu nagle kasacja i wszystko idzie w zupełnie innym kierunku.
Gwiezdne Wojny to nie jest arcydzieło sztuki filmowej pod żadnym względem. GW potrzebuje "fanów" - fanatyków, całej tej bajkowej historii nie można brać poważnie. Albo kupujesz ten klimat albo nie - ludzie, którzy mieli jakiekolwiek oczekiwania najprawdopodobniej się zawiedli. Kto się nie zawiódł? Wiadomo, dzieciaki i starsi fani którzy nie podchodzą już do tego tematu poważnie (jak ja), albo zupełni profani nie związani z tematem. Generalnie historia się powtarza i nieskromnie powiem, że spodziewałem się dokładnie takiego rozwoju sytuacji: fandom po raz kolejny doznał podziału na tych którzy to "kupują" i tych, którzy "absolutnie nie". Tu nie bardzo można być niezdecydowanym. Identyczna sytuacja miała miejsce za czasów prequeli.
Tych, którym film się nie spodobał nie bardzo idzie pocieszyć. Film zarabia straszne pieniądze i w ocenie korporacyjnych umysłów z Disneya jest absolutnym strzałem w 10. Stąd wniosek, że kolejne części będą realizowane według tego samego przepisu (żadnego ryzyka!) i na rewolucyjną zmianę kierunku nie ma co liczyć.
Tak na koniec: o żadnym obiektywiźmie oczywiście nie ma co mówić, wszystkie te nasze rozmowy i spory to tylko OPINIE, które z definicji nie mają żadnej "mocy sprawczej". Ja na sztuce krytyki (sztuki) się w żadnym wypadku nie znam, filmowcem też nie jestem więc moja własna ocena TFA ma znaczenie tylko wewnątrz mojego małego światka (czytaj w mojej głowie), i podobnie jest z ocenami 99% piszących na Bastionie.
Pozdrawiam Kraje Północy: SUOMI FINLAND PERKELE!

Cóż

Asturas, nie ukrywam że Twojej opinii byłem ciekawy jak mało czyjej, bo wiem że na Star Wars zawsze patrzeliśmy bardzo podobnie. Podejście do E7 obecnie mam podobne co Ty przed obejrzeniem, może ciut negatywniejsze, bo mam już serdecznie dość bycia osaczonym E7 z każdej strony - nawet przez ludzi których do tej pory nie kojarzyłbym z fantastyką. Strach wejść na Facebooka, strach wyjść na ulicę, strach iść do pracy nawet

W każdym razie miło jest poczytać słowa "opozycji" w stosunku do jednogłośnego fapfestu które panuje od wczoraj na sieci, odnoszę wrażenie że ludzie zachwycaliby się tym filmem jaki by nie był, ważne że ma metkę "Star Wars".

Sam filmu nie widziałem, więc kto wie, może to ci recenzenci od "8/10" mają rację, a nie Ty...


... ale nie sądzę

Re: Recenzja z koła podbiegunowego

Czyli jest dokładnie tak, jak przewidywałem

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

http://www.filmweb.pl/reviews/Nowy+porz%C4%85dek-18132 - recenzja filmwebu, od Walkiewicza - kto nie zna, temu wyjaśnię - bardzo surowy, potrafi zbesztać film z każdej strony, bardzo czepialski (i bardzo dobry) recenzent.

"Siódmy epizod sagi to napakowany akcją i humorem rollercoaster. Warto było czekać na takie "Gwiezdne wojny"

"wspaniale zainscenizowany pojedynek na miecze świetlne w ośnieżonym lesie, są szczyptą poezji w prozie pełnej szalonych ucieczek i powietrznych bitew. Wszystkie jednak udowadniają, że warto było czekać na to przebudzenie. Nawet jeśli trwało trzydzieści lat z okładem"

Ocena: 8/10.

Ten film jest dobry

tak dobry

jak recenzje filmwebu, który całą redakcją polecał wszystkie części pseudo-Hobbita?

I o jakie 30 lat chodzi? RotS był w 2005...

Ależ czuję wojnę, krew, only your hatred can destroy me hehehe

Re: tak dobry

Z tymi 30-toma chodziło mu pewnie o starą trylogię, że nowa nie była godnym następcą tamtej, a teraz owy godny następca się pojawił itd.

Fakt, nie ze wszystkimi ocenami się zgadzam. Chociaż Hobbitów całkiem przyjemnie mi się oglądało, dobra rozrywka, chociaż porównując do WP jest to oczywiście guano. "Bitwy" nie widziałem (podobno najsłabsza), ale dwie pierwsze owszem i obie otrzymały ode mnie całkiem przyzwoite 6/10 (bliskie bardziej 5,5 niż 6,5, ale jak na mnie to, jak już wspominałem, całkiem przyzwoicie).

Także przykro mi, ale peace

Re: tak dobry

To samo myślę o Hobbitach, również nie obejrzałem jak dotąd 3 części. To były mocno przeciętne filmy, wydłużone sztucznie do granic możliwości. Ale technicznie kompetentne, chwilami budzące autentyczne emocje. Najsmutniejsze jest to, że można je oglądać nie czując zażenowania, a taka sztuka niestety nie udaje się z Prequelami.

Re: tak dobry

Sorry, ale " Hobbity ` są aktorsko i realizacyjnie znacznie lepsze od takiego " Ataku Klonów ", więc taka krytyka jest trochę nie na miejscu
Dla mnie każda część " Hobbita " to dobre kino, nie na 6 a na 8 - " AK " nawet na te 6 nie zasługuje
Najgorsze jest to, że u Lucasa grają dobrzy aktorzy ale reżyser niewiele od nich wymaga.
Ale już " Mroczne Widmo " bardzo lubię, pod wieloma względami jest to lepszy film niż E II.

Re: tak dobry

Ponad 30 lat od ostatniego dobrego filmu z cyklu, wiesz o co chodzi

Re: tak dobry

Z tym 30 lat to ja to rozumiem tak, że NT była tak słaba, że nie warto o niej wspominać . Po tej oficjalnej premierze ludzie pisali właśnie teksty tego typu wreszcie po 1983 dostaliśmy SW, zresztą sam wiesz.

Co do filmwebu to idę o stówę, że dostają becel za przychylne opinie.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

To są zwyczajni płatni najemnicy, Hobbity i masę innego crapu w ten sposób promowano. Korporacje filmowe wyczaiły kilka lat temu, że poza kampanią marketingową trzeba też wydać trochę szmalu na dobre recenzje i robienie hype`a bo inaczej ludzie nie pójdą do kina zniechęceni negatywnymi recenzjami. Na tej zasadzie na filmwebie Hobbita 2 uznano za film wybitny, a w Wyborczej nowy James Bond miał 4/5 gwiazdek przy 3/5 gwiazdek dla filmu Ingmara Bergmana.

I tak i nie

Nowy "epizod" bo w gruncie rzeczy nie wiemy czy to jest nowy epizod czy po prostu jest to The Force Awakens. Z fabularnego punktu widzenia nam nadzieję, że TFA to jednak jakiś wstęp do nowej trylogii i że faktycznie za kilka lat otrzymamy produkt, który faktycznie będzie można nazwać Epizod VII, VIII i IX.
Pod względem fabularnym nie ma co ukrywać jest źle a nawet bardzo źle. Jest to w zasadzie kopiuj wklej z EIV i to by było nawet samo w sobie ok ale nie jest ponieważ po prawdzie fabuła TFA jest zlepkiem motywów z ANH i ESB. No i wyszło to tragicznie bardzo tragicznie. Patrząc trzeźwym okiem i olewając cały ten sztucznie pompowany hype dostaliśmy stricte marvelowski miszmasz akcji, wątków i postaci i tyle nic więcej. Z całą pewnością nie jest to nowa jakość SW czy historia z tegoż universum tylko odgrzewany kotlet, w którym ta magia SW jeszcze jest ale niestety bardzo mocno zanika i to widać. Ale cóż jakie pokolenie taka legenda. Powtórzę to raz jeszcze: żywię głęboką nadzieję, że TFA to tylko wstep do właściwej trylogii ponieważ inaczej cytując klasyka "umarł w butach".
Natomiast z rzeczy pozytywnych trzeba uczciwie zauważyć że oprawa audiowizualna zdecydowanie robi robotę. Efekty specjalne są genialne, lokacje przedstawione są po mistrzowsku a sama muzyka to po prostu miód na serce i uszy.
Co zasługuje na szczególną pochwałę to coś co można powiedzieć o bardzo nie wielkiej ilość filmów. A mianowicie na każdym kroku widać gigantyczne zaangażowanie calej ekipy projektu. Dostali do rąk słabiutki scenariusz i dali z siebie 200% aby zrobić dobry film i to im wyszło. Rzadkością jest aby technikalia były lepsze od gotowego produktu a w tym filmie tak jest i przed tą ekipą należy chylić czoła. Uratowali oni film który na starcie pogrzebał scenariusz. Szczere gratulacje Panie i Panowie.
Podsumowując oceniam film w miarę pozytywnie. Dzięki ekipie JJ`a film zasługuje na 6.5... a co tam na 7 punktów na 10. Jedynie ekipa od scenariusza za czas na kopiowanie i wklejanie i mixowanie E IV i V za czas poświęcony na swoje działania otrzymuje ocenę 2 z plusem.

Polecam

poniższą recenzję (spoilerową na maksa)

-http://www.americanthinker.com/blog/2015/12/the_most_spoilerific_review_of_emthe_force_awakensem.html

Re: Polecam

Oj Krogulcu, Krogulcu. Po całym Twoim narzekaniu myślałem, że będziesz w stanie rzucić nam tu jakąś prawdziwą recenzję, obnażającą słabość fabularną TFA i wtórnośc filmu względem ANH. A tu szanowny Recenzent wygłasza ex cathedra OPINIĘ, że TFA to zrzynka z ANH, po czym przechodzi do krótkiego i szyderczego opisu kilku scen z filmu. Sorry ziomuś to nie jest recenzja.

Re: Polecam

Coś największy przeciwnik VII się nie postarał.Liczyłem na coś więcej ale trudno może przy VIII uda się napisać samemu więcej niż 200 znaków

Też fajne:

Re: Też fajne:

10/10 ~

...

Dziękuje wracam do legends.

Śmieszny film.


Niepozdrawiam.

załamka

Tragedia i inne tego typu słowa idealnie opiszą ten film. Ja naprawdę nie spodziewałem się dużo chciałem lekki przygodowy film, ale jak koledzy wyżej napisali, scenariusz został spie*dolny na maksa. Narazie nic więcej nie napisze bo trzeba pospać.

...

Do wszystkich którzy jeszcze nie poszli a mają wątpliwości: Nie idzie.

Więcej jutro na chłodno

Re: ...

Nie zgadzam się. Trzeba pójść, by mieć własną opinię. I żałować (lub nie) na własny rachunek. ~

Star Wars

Brak słów, łzy, radość, nadzieja, czy epizod VII był wtórny, był, czy jest, to wadą, nope, skąd, że znowu, to najlepsze, co mogłem dostać. Star Wars, to nie legendy, Star Wars naprawdę istnieje! MTFBWY!


Ps. No cóż, siedem dni, siedem seansów, a hejterzy niech sobie ględzą, jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził, oni nerwosol, a ja kolejny seans !

Re: Star Wars

Dokładnie. Jest moc!

Pytanie do D. GROMa

Czy podczas seansu padłeś ofiarą tzw. niekontrolowanego wytrysku?

To poważne pytanie.

Re: Pytanie do D. GROMa

To może odpowiem pytaniem na pytanie, czy jak byłeś niemowlakiem, wypadajac z kołyski, to upadłeś na głowę, czy nogi, bo jeśli na głowę, to wszystko tłumaczy, a jak na nogi, to biegnij czym prędzej do lekarza, bo na głowę i tak za późno lol.

:(

Nie wiesz, że niekulturalnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie?

Re: :(

A ty nie rozumiesz, że trzeba dbać o zdrowie, nóg u lekarza nie leczysz od lat i taki tego skutek, dbaj o siebie, to może trochę radości pojawi się w twoim życiu, przecież nie możesz cały czas się psychicznie dręczyć

Re: :(

Właśnie dbaj o zdrowie bo masz jedno.

Chaos

Nic wiecej. Film do ucieczki z jakku jeszcze mi sie podobal ale po tym robi sie taki burdel ze nie da sie nadazyc za niczym. Praktycznie nie znam tych postaci po wyjsciu z kina, tak jakbym obeirzal dwugodzinny trailer. Ten caly finn to nowy jar jar. Pomijam kwestie hajpowanej phasmy i co sie z nia stalo bo to jakas kpina. Dla mnie akurat na plus kylo ren. Nie wiem jakos spodobala mi sie ta postac. Na 21 kolejny seans juz bez emocji, moze bedzie wiecej pozytywow.

Jestem tu nowy wiec witam wszystkich.

Beznadziejny, siermiężny gniot.

Bardzo przepraszam, że marudziłem na prequele. Jak widać, może być gorzej.

No cóż..

Przy okazji pragnę wszystkich powitać, to mój pierwszy post .
Uważam, że na film można patrzeć trojako.

1. ujęcie - patrząc jak na film stand-alone. Jest akcja, doskonała muzyka, efekty. Film sci-fi połączony z akcją - dobry z plusem.
2. ujęcie - patrząc na ten film jako część sagi filmowej - wypada średnio, mówiąc delikatnie. Ratuje na pewno muzyka, doskonałe granie ról przez Forda i Fisher.
3. ujęcie - patrząc na film w ujęciu całego lore. To jest gwałt na SW. Wywalać do kosza Thrawna, Yuuzhan Vongów dla takiego EVII? Słaby pomysł.

Ja od dziecka jestem zarażony miłością do SW, czytałem książki, grałem w gry osadzone w uniwersum, interesowałem się tematyką. Uważam, że fabularnie (pomijając kalkomanię z Nowej Nadziei i odwrócenie o 180 stopni sceny o trudnych relacjach ojca z synem) film jest brutalnie, jak nasza granica w okolicach Przemyśla, jakby nożem, oderżnięty od reszty sagi. Bagatelka, 30 lat po śmierci Palpatine`a, ni cholery nie wiemy co się działo. Czyli co? Imperium po bitwie o Endor, z całą machiną biurokratyczną, kontrolujące lwią część Galaktyki, po prostu się rozleciało? Z drugiej strony - bum z działka w planetę i nagle nie mamy Nowej Republiki? Cała flota stacjonowała w jednym miejscu? Strasznie nietrwałe są te sagowe supermocarstwa, skoro jedno uderzenie jest w stanie je rozwalić.
Przez 30 lat Luke dalej jest jedynym Jedi? Nie mówię, że ich mają być zastępy, ale bez przesady..
No i sam Luke. Zbawca Rebelii, teraz koczuje sobie na planecie Szkocja i wiedzie żywot smutnego menela?
Twórcy filmu i cały hype jarał się powrotem trójki bohaterów ze Starej Trylogii. Jednego zabili, a drugi nie powiedział ani słowa. Tylko Leia została jakoś zagospodarowana.
Poza tym- wydawało mi się, że saga SW to saga Skywalkerów. Kim jest ta dziewczynka? Zaginioną córką Luke`a? No ludzie..
Czarny charakter - początek spoilera BEN Solo koniec spoilera. Imię jakoś tak niezbyt pasuje, a sama postać zagrana tragicznie. I wymyślona tragicznie. Reanimowany Vader - zbuntowany nastolatek.
Tyle ode mnie. Szkoda, że nie było nawet mrugnięcia okiem do osób znających EU (przepraszam, Legends). Nic. Poszło do kosza. Dlatego chyba będę dalej uznawał Legends za kanon, a nowy kanon - za Legends .
Pozdrawiam serdecznie.

Re: No cóż..

Chyba lepiej bym tego nie ujął, bo ja po wyjściu z kina byłem tak negatywnie nastawiony do wszystkiego, że tylko przekleństwa mi się na usta cisnęły. Uwalić EU dla takiego EVII... Dodam tylko, że wiedziałem, że tak będzie

nowe wino

"Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem: »Stare jest lepsze«”. Podobnie jest z SW.
W tego typu sytuacji - jak ukazanie się kolejnego epizodu SW - oczekiwania są przesadnie rozbujane i niemożliwe do spełnienia. Stary schemat: Oczekiwania vs Rzeczywistość.
Cieszmy się tym filmem!

Re: nowe wino

To jest bardzo konserwatywne podejście, a więc mi obce . Mi się kojarzy trochę z Igrzyskami Śmierci - zrobili z tego nabijaczkę kasy na aktualnym pokoleniu. Jeśli ten film spełni chociaż jedną funkcję, a więc zainteresuje najmłodszych starymi filmami i całym lore - tylko dobrze.

Re: nowe wino

Dokładnie tak, ludzie chcą świętego Grala, a to tylko film, cieszmy się nim, a hejterzy, cóż niech spuszczą psy wojny będziemy się mieli z czego śmiać przez następne dwa lata, jak ja lubię ich przerost formy nad sztuką, są wtedy tacy groteskowi, jak TW Bolek, co na barykady chce iść w obronie demokracji, lol.

Re: nowe wino

Gadasz głupoty. Jest super.

Re: nowe wino

Zgadzam się, że jest dobry. Wyraziłem bardziej opinię starych fanów, niż swoją.

edicik

Przepraszam, ale przypomniało mi się, a nie widzę tu możliwości edycji.
Jedyne co mogłoby jakoś ratować linię fabularną, to jakoś sensownie zagospodarować głównego bad guya, czyli Snope`a (w ogóle co to za imię?! Od razu powinien być Snoop). Byłoby ciekawie, gdyby tą postacią stworzyli jakąś klamrę między EVII, a resztą filmów. Zrobienie z tego pana Plagueisa, widząc resztę fabuły, byłoby chyba najbardziej odkrywczym dokonaniem.

Trolling?

odp

Dobra, przez przypadek mi się wysłała poprzednia wiadomość z samym tytułem to już dokończę bo nie widzę możliwości edycji. Czy te wszystkie Wasze negatywne opinie to trolling? Rozumiem że film mógł się komuś nie podobać, ale znowu bez przesady. Nazywanie go gorszym od prequeli to już jakaś herezja, albo zaawansowana ślepota Mi się podobało, oczekiwałem fajnego filmu i taki dostałem. Abrams z ekipą nie wymyślił na nowo koła, ale też nie zrujnował uniwersum jak czytam w opiniach zagorzałych fanów starego kanonu. Postacie słabo zagrane? Serio? Nie będę się tu rozpisywał bo wiem że zostanę zniszczony przez Was, ale napiszę tylko informację że film jest świetnie zmontowany, nie zawiodłem się i na pewno pójdę drugi raz, a teraz możecie wrócić do hejtowania

Re: odp

Nie, to nie trolling, oni tak naprawdę mają, są święcie przekonani, że ich racki są lepsze od filmu, ofkoz tylko dla nich samych, ale lepiej im tego nie mówić, bo się strasznie denerwują, choć szczerz ja lubię, jak oni tak się żalą, są wtedy takie słodziaki

Re: odp

Mój kij w ich oczy.

Film wymiata. W IMAX 3D po prostu czułeś że tam jesteś.

Ten fil będą grali do stycznia 2017 więc premiera RO na bank do przesunięcia.

Film potwierdza że Luke jest synem swojego ojca.

A Chewbacca <3

M I A Z G A

Re: odp

Nie, to nie jest trolling. W każdym z mojej strony. Gorszy, moim zdaniem, od RotS, jest na pewno. A co do słabej gry aktorskiej - no Ren był beznadziejny. Primo, był beznadziejnie zagrany, a secundo - stworzony. Zbuntowany nastolatek - fetyszysta.

...

Wkleję to samo co rzuciłem na FB i M`y:
...wychodząc z kina miałem poczucia zajefajnej zabawy i kupy frajdy z filmu oraz jakieś zastrzeżenia. Po dojściu do domu (2,5h spacerku xD) za cholerę nie pamiętam jakie to były zastrzeżenia. Ale frajda wciąż trzyma i ogromniaste podkręcenie i tak cały czas dość nakręconego przecież nerdyzmu nastąpiło. Lubię to : - )

.

Jest MOC.

A wszystkim marudom dziękujemy, a kusz, a kysz wylewać pomyje gdzie indziej!



odp

Całkiem ok. Ale liczyłem chociaż na retrospekcję o upadku akademii Luke`a. Zakonczenie tez takie... duzo lepiej byloby gdyby wzial od niej ten miecz a nie tylko gapił sie. Snoke wygląda jak Azog albo Gothmog z Lotr. Nie rozumiem tez dlaczego najwyzszy porzadek nie moze spocząć dopóki nie zabije Luke`a. A zniszczenie Courusant? E tam rozwaliło sie, nikt nawet o tym nie wspomniał. I kim była postać von Sydowa? Dziwnie się to oglądało trochę jak nie gwiezdne wojny.

Re: odp

To nie było Coruscant. Hosnian Prime czy coś takiego. Chociaż przyznam że przez moment też pomyślałem że to Coruscant, taki fuck dla prequeli, w sumie fajnie by było

Re: odp

W filmach star wars nie ma czegoś takiego jak retrospekcja

Re: odp

Już jest. W postaci wizji mocy ale wciąż się liczy.

.

Dobra, przespałem się i postanowiłem przelać swoje przemyślenia już trochę chłodniejszym okiem na klawiaturę. Modne jest ostatnio punktowanie wypowiedzi, więc i ja tak zrobię. Zacznę od tego, co mi się podobało:

1. Strona wizualna filmu - jest kapitalnie. Praktyczne efekty specjalne to jest to, czego potrzebuje dziś kino. Film wygląda rewelacyjnie, każda lokacja jest dokładnie odwzorowana, szczegółowa i wiarygodna. Kolorystyka, oświetlenie i inne tego typu bzdety zrobiły na mnie spore wrażenie. Widać, że panowie się przyłożyli w tej kwestii bo film jest jak z obrazka. Wtedy, kiedy ma być zimno - jest zimno. Kiedy mają szumieć knieje i mamy czuć wiatr we włosach - dokładnie tak jest. Myślę, że idealnym podsumowaniem strony wizualnej tego filmu jest scena ucieczki Sokołem z Jakku. Zbierałem szczękę z podłogi w kinie.

2. Smaczki i nawiązania - wow, ale tego było! Ktoś tu odrobił zadanie domowe i powciskał mnóstwo nawiązań, zwłaszcza do OT. Chyba byłem jedyną osobą w kinie, której się morda ucieszyła podczas dialogu szturmowców o "nowym T-17, który wszyscy chwalą, a tak naprawdę to złom". Tekstów przypominających o genezie SW było zdecydowanie więcej, ale ten zapadł mi najbardziej w pamięć. Dodam jeszcze tylko przelot kanionem w stacji Starkiller czy maski tlenowe na Sokole.

3. Han Solo i Sokół Millenium - Tu nie ma nawet co opisywać. Ford w formie i tak naprawdę w wielu momentach ciągnie ten film swoją charyzmą i podejściem do postaci. Han chyba jednak zbytnio się nie zmienił - to dalej gwiezdny awanturnik, którego pokochaliśmy w OT. Wisi sporo kasy gangsterom, robi lewe interesy sprzedając niebezpieczne stworzenia, najpierw strzela a potem pyta. This is a hero we need!

4. Mądre i ciekawe rozwiązania fabularne - pewnie wielu z Was myślało sobie "po jaką cholerę The First Order znów korzysta z TIE Fighterów, skoro poniosły one klęskę na całej linii podczas Wojny Domowej?" a tu miłe zaskoczenie, bo TIE zostały ciekawie przeprojektowane (dwuosobowa kabina, działko na rufie, system podtrzymywania życia), ekstra! Pomysł z praniem mózgu Szturmowcom też wydaje się być ciekawy, ale mało jeszcze o nim wiemy.

5. Otwieranie wątków i poszerzanie horyzontów - płynnie przechodząc z punktu 4, mamy świetne zawiązanie dla naprawdę wielu ciekawych wątków. Dużo historii jest tylko wspomnianych, nawet bez podawania genezy danych zajść. Indoktrynacja Szturmowców, skąd wziął się The Resistance, kim jest Snooke, jak to się stało, że Kylo wybił wszystkich Jedi, kim byli rodzice Rey itd itp. To są wszystko genialne materiały na rozwój EU! Zacierałem rączki na myśl o wczytaniu się w te wszystkie historie, które doprowadziły do wydarzeń ukazanych w TFA.

Teraz niektórzy fani powinni wyjść z pokoju, bo będzie rzucanie mięsem, czyli w skrócie to, co mi nie podeszło w TFA:

1.Historia, fabuła, scenariusz - leżę i kwiczę. Ten film to nie jest sequel. To remake ANH z dodatkami motywów z TESB i ROTJ. Panowie scenarzyści, ja wiem, że Gwiazda Śmierci to symbol, ale trzeci raz z rzędu to samo...? Gdyby po wyjściu z kina ktoś mnie poprosił o streszczenie tego filmu, to miałbym z tym spory problem. Latanie z jednego miejsca na drugie przypomina mi bardziej wykonywanie questów w KotORze, niż dobrze przemyślaną historię. Trudno mi zrozumieć, co takiego chciał opowiedzieć tym filmem J.J. Abrams. Czyja to jest historia? O kim opowiada? Wiele rzeczy logicznie nie trzyma się tutaj kupy! Złomiarka, która przez całe życie próbuje przeżyć od pierwszego do pierwszego, nagle dostaje do ręki miecz świetlny i pokonuje największego Sitha galaktyki? Gwiazda Śmierci 3? Przykro mi, ale historia została położona po całości. Scenariusz do Złotej Maliny.

2. Kylo Ren - nie spodziewałem się, że dla tej postaci powstanie osobny punkt, a już w ogóle nie myślałem, że znajdzie się on w minusach filmu. Nie zrozumcie mnie źle, Kylo na początku filmu jest świetny! Intryguje, ciekawi, trochę przeraża, nie mogłem się doczekać kolejnych scen z jego udziałem! Momenty, kiedy wpadał w furię były obłędne, byłem totalnie zauroczony tą postacią i czułem wielką dumę, że tego wieczora siedziałem w kinie w koszulce z jego podobizną!



Do czasu aż zdjął maskę i czar prysł. Mam wrażenie, że wraz z ukazaniem twarzy, postaci po prostu odpadły jaja. Serio? Tak właśnie wygląda największy Badass galaktyki? To ma być postrach wszystkich obywateli Nowej Republiki? Gość, który wyglądem bardziej przypomina ucznia miejscowego liceum? Okej, pomyślałem sobie, przecież nie musi wyglądać jak Terminator, może się tylko uprzedzam. Ale z minuty na minutę było gorzej. Zamiast złej postaci dostajemy jakąś ciapę, która nie wiadomo jakim sposobem, została liderem The First Orderu. Kylo jest rozchwianym emocjonalnie chłopaczkiem, który wygląda i brzmi fatalnie. Jego niektóre kwestie są na poziomie "szorstkiego piasku" z Ataku Klonów! Nie wiem kto dobierał tego aktora do roli, ale raczej nie podołał swojemu zadaniu. Kiedy rozpłakiwał się na moście stacji Starkiller, słyszałem westchnienia zawodu i śmiechy politowania na sali kinowej. Tej postaci brak celu istnienia oraz motywu do czegokolwiek. Proszenie Dartha Vadera o to, by nie dopuszczał do niego przebłysków Jasnej Strony było żałośnie pozbawione sensu. "Muszę być zły do szpiku kości, bo jak nie, to... yyy, no po prostu muszę być zły i kropka!". Adam Driver położył tę postać, po zdjęciu maski, jak łan zboża. Obyśmy dostali w kolejnych epizodach jakiś lepszy czarny charakter.

3. Nowe postaci - oprócz Rey i Finna nie było w tym filmie nowych bohaterów Gwiezdnej Sagi. Nie było i kropka. O większości z nich wiemy tylko tyle jak się nazywają i nic więcej. Poe to Poe, no i jest pilotem Resistance. Fajnie. Coś jeszcze? Kapitan Phasma ma w sumie jakieś 25 sekund czasu ekranowego, a sama postać jest jakaś nudna i miałka. Max von Sydow również nie istnieje. Wszyscy ci bohaterowie byli przedstawiani przynajmniej jako postaci drugoplanowe, a w filmie okazały się tłem, statystami. Jedynym bohaterem wartym mojej uwagi była Maz. Liczę na to, że nie zginęła w nalocie na swoją siedzibę.

4. Za mało Gwiezdnych Wojen w Gwiezdnych Wojnach - tytuł mówi sam za siebie. Kiedy bohaterowie wchodzili do kantyny Maz, liczyłem na znajome twarze, lubiane rasy i przedstawicieli świata SW jaki zdążyliśmy poznać. Nic z tych rzeczy. Twórcy chyba nie do końca trafili w moje gusta jeśli chodzi o zaludnienie galaktyki i to, jak widzą świat Gwiezdnych Wojen. Dla mnie ten film nie ma magii SW.

5. Brak dramaturgii - można wiele rzeczy powiedzieć o tym filmie, ale na pewno nie to, że trzymał w napięciu. Okej, scena ojcobójstwa była przejmująca, ale przez resztę filmu ani razu nie martwiłem się o losy głównych bohaterów. Nawet scena użycia broni Starkiller nie miała w sobie ani odrobiny z tego, co przeżywaliśmy podczas niszczenia Alderaana.

6. Inne, mniejsze pierdoły, które mi psuły film - fatalna gra aktorska oficerów The First Order, finałowa bitwa kosmiczna, która praktycznie nie istniała, Snoke wyglądający jak ork z Hobbita...
-----------------------------------

Chciałem dać temu filmowi szansę. Od miesiąca chodziłem jak nakręcony i poddałem się prądowi rzeki, którą uwolnił Disney wraz ze zbliżającą się premierą filmu. Byłem wśród tych, którzy klaskali na sali kinowej, kiedy pojawiło się logo Lucasfilm. Niestety, film mnie chyba trochę zawiódł. Zupełnie nie tego oczekiwałem od kontynuacji największej sagi S-F w dziejach. Liczę jednak na to, że będą to pierwsze śliwki robaczywki i kolejne filmy będą o wiele lepsze. A dziś ode mnie

5.5/10

i umieszczenie TFA w hierarchii najlepszych filmów SW w następującej konfiguracji:

TESB > ROTJ > ANH = ROTS >> TFA > TPM > AOTC

Re: .

U mnie jest TPM>ANH=TESB=TFA>AOTC>...>ROTS

Re: .

trudno się nie zgodzić z mięsem które zarzuciłeś. Ja bym dorzucił beznadzieją (w mojej ocenie) Leię / Carrie Fisher, która wyglądała jak prosto z odwyku i pojawiła się chyba tylko w filmie, aby było można mówić, że tam jest. Ponadto uważam, że również zbyt szybko ujawniono pochodzenie Kylo.

Niestety tak to bywa, ale czym dalej od seansów, tym więcej "ale"... cóż dziś wieczorem kolejny, dodatkowo muszę się zmusić na dubbing (może się usprawiedliwię pójściem z córką)

Re: .

Dla mnie cały czas rewelka. Film jest kapitalny. Z tym że widziałem tylko teaser i pierwszy trailer. Poza tym nie wiedziałem nic.

Re: .

Popieram prawie w całej rozciągłości - z wyjątkiem konfiguracji najlepszych filmów. Dla mnie TFA nie powinna znaleźć się tak wysoko. Reszta recenzji ciut poniżej.

Re: .

UWAGA SPOILER!

Zgadzam się co do Rena . Na początku było naprawdę fajnie, pierwsza scena z Jakku, kozak, ale później tak jak mówisz, czar pryska. Jednak największą bekę miałem w scenie kiedy poszedł poskarżyć Snoke`owi, że Rey ma moc i on sobie z nią nie radzi XD, to było coś na miarę Jar Jara. Końcówka i to jak łatwo daje się skroić też jakoś dziwnie kontrastuje z początkiem filmu. Gość zatrzymuje pocisk z blastera w powietrzu, a na końcu daje się skroić wieśniaczce z Jakku, która bez żadnego szkolenia, bez żadnego mentora od tak odkrywa w sobie moc i już, "I`m a Jedi". Władanie mieczem świetlnym, a kijem to jest wielka różnica. Paradoksalnie bardzo dobrze to wyszło z Finnem, na trailerze kozak, już była rozpacz, że jak to? Szturmowiec może się mierzyć z kimś pokroju Kylo Rena? Szybko dostał bencki, jak to się mówi - złożył go w 3 sekundy.

Wracając do szkolenia na Jedi. W Nowej Nadziei, Luke był siurkiem do sikania, powoli zaczął odkrywać w sobie moc, uczył się bardzo krótko u Yody i te braki było widać w TESB zmierzył się Vaderem, stracił rękę i gdyby nie przyjaciele i ich pomoc mógł stracić życie. Tutaj tak jak wszyscy słusznie zauważyli jest to zlepek z OT i jak dla mnie cała akcja potoczyła się zbyt szybko.

pikawa

No właśnie, ciągle pikawa po premierze, nie wiem do końca dlaczego, ale jest. Czy, aby może jakieś wątpliwości, mieszane uczucia, etc., czy to może tyle zachwytu?

O stronie technicznej nie ma co wspominać, bo wymiata i dużo z nas to widziało. Jest mnóstwo nawiązań wizualnych, co łezkę w oku budzi. Są i oczywiście momenty infantylne i trochę głupie, ale definitywnie potwierdzę/zaprzeczę taki osąd po kilku seansach, bo jak to bywało przy dotychczasowych premierach trzeba trochę powalczyć z kinowym fotelem.

Póki co pozytyw

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Recenzja: STAR WARS, Episode VII, The Force Awakens
(bez spoilerów)

Na wszystkie gwiazdy Galaktyki! Wstyd i hańba dla najwspanialszego Universum w historii światowej kultury. Disney zdobył się na kupienie marki za astronomiczną sumę, dorównującą kosztom budowy makiety Gwiazdy Śmierci i... odwalił fuszerkę.

Ale od początku.

"I have a bad feeling about this".
Kiedy ogłoszono, że powstanie kolejna Trylogia SW, cały zorganizowany świat fanów (nie mówię o osobach zainteresowanych, czyli tych, które wracały do SW, gdy coś się wokół nich działo) apelował, aby nowe filmy pozostały w zgodzie z Expanded Universe. Tworzony od 1978 roku wszechświat, obok kolejno powstających epizodów sagi, rósł i ewoluował na oczach pokoleń fanów. Setki, jeśli nie tysiące ludzi stworzyło niewyobrażalnie rozbudowany, opisany (a jednocześnie jak pełny luk, pozwalających na dalszą rozbudowę) wycinek naszego wszechświata. I nagle przyszedł Disney i... wyrzucił do kosza pracę tychże zastępów. A byli wśród nich autorzy książek, komiksów, gier, karcianek, modeli, itd. Nagle to, czym My, Fani a nawet Fanatycy, karmiliśmy nasze serca i dusze wyrzucono do kosza, nadając temu miano "Legend Universum STAR WARS".
W związku z tym już od początku byłem sceptycznie nastawiony. Ale ostatnie tygodnie, a zwłaszcza dni zaczęły mnie pozytywnie nakręcać. Zacząłem liczyć na nowe otwarcie, na rozpisanie historii od nowa. A co dostałem? No właśnie...

"-You came in here, but didn`t you have a plan for getting out?
-He`s the brains, sweetheart!"

Fabuła nowej części, gdyby chłodno na nią spojrzeć, to... kalka z poprzednich części. Głównie kopiowano z Nowej Nadziei, ale nie zabrakło NIE ODNIESIEŃ, ALE EWIDENTNYCH KALEK z V, VI czy trochę III części. Oryginalnego w fabule jest niewiele, a i tak upchnięte to w sekwencję scen znanych nam z poprzednich epizodów. Coś, co miało dać nowe otwarcie okazało się rozdmuchaną do granic wybuchającej supernowej kompilacją kultowych scen z 1977, 1980 i 1983 roku.
Nie udało się też autorom uciec od przenoszenia wątku z najnowszego Indiany Jonesa. "Wąteczek" Hana i Lei to kalka z tamtego filmu. I to bardzo dosłowna, gdyż w obu główną rolę gra Harrison Ford. Jak dla mnie, zabrakło generalnie jakiegoś mózgu, który by wymyślił plan dla tego filmu.

"You know, I think that R2 unit we bought may have been stolen."
Kolejną kwestią jest ponowny ukłon do dosyć młodej widowni. Postać robota BB-8 rodem z produkcji Disney-Pixar. Trochę mnie uderzyło, chociaż nie powiem, żeby raziło. Mnie osobiście nie do końca pasował, ale myślę, że jestem w stanie się doń przekonać. Na pewno lepsza niż Jar Jar Binks. I coś, co w zakresie kreacji mnie zaskoczyło, to postać Wielkiego Jakmutam (z tych emocji nie pamiętam nawet), przywódcy Porządku - na wszystkie Demony Xendoru, toż to jeden z orków z Władcy Pierścieni!!! Wszechświat SW zawsze słynął z tworzenia nowych, oryginalnych elementów swojego wszechświata, a tu nawet nie pokuszono się o jakikolwiek wymysł czegoś nowego. Kolejna ewidentna kopia.

"That sounds like an R2 unit in there!"
Sama muzyka nie powaliła na kolana, jest na pewno dobra (w końcu John Williams), ale żeby czymś zaskoczyła, to nie powiem. Choć część linii melodycznej (że o sposobie prowadzenia pewnych sekwencji ujęć nie wspomnę) przypominała mi tę znaną z Harry`ego Pottera. Czyżby znów ukłon w stronę młodej publiczności?

"Now this is pod racing! (...) I know we`re in trouble, just hang on!"
Dużo pozytywniej muszę się natomiast wypowiedzieć o efektach, czy grze aktorskiej. Sam zakres komputerowej ingerencji jest owszem widoczny, ale nie razi. Wpasowuje się w konwencję, natomiast jakość należy ocenić wysoko. Aktorzy kompletnie mi nieznani, którzy w dużej części prowadzą ten film są miejscami nieźli. I chociaż główny schwarzcharakter jak dla mnie kompletnym nieporozumieniem - mam na myśli grę, czy "soczystość" postaci, to pozytywnie odbieram wprowadzenie częstszego humoru do dialogów, zerwanie z konwencją "księżniczki" u głównej bohaterki. Także tu duży plus. Jednak co tu ukrywać, stara gwardia, a zwłaszcza wspaniały Harrison Ford był bezkonkurencyjny.

"I don`t know. I feel like..."
Na koniec klimat - to, czym wielu się zachwyca. Powiem krótko. Jeśli się kopiuje sceny z kultowej, klasycznej Trylogii trudno nie skopiować ich niepowtarzalnego charakteru, czy klimatu. Aczkolwiek w pewnych scenach go odrobinę zabrakło. Nie powalały one, kiedy powinny. Jednakowoż, trudno mi zachwycić się klimatem, którego nie stworzył TEN film, ale poprzednie, które w nim skompilowano (chyba ta fraza już się raz przewinęła). Myślę, że kompletnym sknoceniem byłoby, gdyby film go w ogóle nie miał. Jednak moim zdaniem to i tak upokarzające, co stało się z sagą. Ten film jest dla mnie jednak wielkim nieporozumieniem. Wolę włączyć sobie klasyczną Trylogię (chyba nawet to zrobię, aby odwyknąć) i będę czuł prawdziwy klimat i pierwotną fabułę. Podsumowując, jeśli czerpie się z kultowej, klasycznej Trylogii kolejne sceny, to trudno nie utrzymać ich klimatu. Ale na samej kopii wybitnego oryginału nie da się zbudować nowej legendy.

"Judge me by size do you? And well, you should not".
Dlatego wybiorę się na niego na pewno jeszcze raz, aby trochę chłodniejszym okiem go ocenić. W końcu recenzja pisana jest na świeżo.

Niech Moc będzie z Nami !

Coś ode mnie

TFA spokojnie przebił Nową Nadzieję i Powrót Jedi, aktorstwo póki co najlepsze z całej sagi, nowa trójka już po jednym filmie jest równie dobra co Han, Leia i Luke.
Wszystko utrzymane w nowym bardziej przygodowym stylu, łącznie z muzyką która jest naprawdę dobra mimo różnych opinii.
Wsiąkłem od samego początku

Żenada

Nie jest to najgorsza rzecz z logiem SW, tylko dlatego, że The Holiday special ciężko byłoby przebić.

Liczyłem na to, że będzie kiepsko. Ale, że będzie coś takiego? w życiu.

Totalnie brakuje klimatu Star Wars. Obcy wyglądają jak z jakiegoś taniego serialu i kompletnie nie wyglądają jak kosmici z Star Wars. Sam też filtr obrazu był taki jakiś szarawy. Przez cały film praktycznie nie pojawiały się rasy kosmitów, które znamy (w filmie nie ma żadnego twi`leka). Co jak co, ale nowa trylogia czy nawet TCW umiało mimo wszystko tworzyć klimat SW.

Główni bohaterowie- totalnie nie pokazano nam za bardzo ich. Są tacy nijacy. Zwiastun zaowiadał, że film wgłębi się w ich problemy i nic z tego nie było.

Główny zły- Mało ciekawa postać. Kiepska zrzyna z Jacena Solo. Te sceny kiedy wściekły mieczem rozwala część własnego statku są żenujące (poziom kreskówek, a nie Star Wars). Zero jakiejkolwiek motywacji. Po prostu jest bo jest zły. I właściwie o co chodzi z tym gościem z ktorym gada i który jest tutejszym odpowiednikiem imperatora?

Fabuła- Wiele rzeczy pojawia się, zwraca się na nie uwagę, a potem ignoruje jak chociażby czerwona ręka C-3PO. Poza tym sam konflikt jest słabo przedstawiony. Wprowadzono dwie nowe frakcje, ale praktycznie nic o nich nie powiedziano. Zaś same frakcje to oczywiste Imperium i Rebelia, więc czemu próbują na siłę zrobić z nich coś innego.
W dodatku fabuła to dosłownie remake ANH. Wiec mamy ANH bez kliamtu SW, ciekawych postaci i bez ciekawej fabuły.

Zaskoczyło mnie, że większość znajomych wyraża się pozytywnie o filmie.

Re: Żenada

ale z Ciebie kabareciarz

Re: Żenada

Joruus chyba na tabletkach widzę. Czasem bywa, że na starość trudno bez dodatków czerpać z czegokolwiek przyjemność

Re: Żenada

Może po prostu niektórzy ludzie potrafią jeszcze czerpać przyjemność z Gwiezdnych Wojen, a nie tylko narzekać jak niektórzy tutaj.

Re: Żenada

Niech sobie czerpią, ale nazywanie innych kabareciarzami bo mają inne zdanie? Litości.

Re: Żenada

A co w tym złego? Ja lubię kabarety, kabareciarzy, komików, zabawe, fun i humor. To co napisał Seller w moim odczuciu jest zabawne. Owszem szanuję jego zdanie, co niemniej nie wyklucza tego że mnie ono po prostu bawi. To są moje odczucia jego recenzji/wrażeń. Tak samo może - i zapewne tak jest - kogoś bawi to że uważam TPM za najlepszy epizod. W czym masz problem ? Zluzuj.

Re: Żenada

Krogulec, jedno jest pewne, ty na kabareciarza się nie nadajesz, bo po każdym twoim występie padał by deszcz mimo braku czarnych chmur

Re: Żenada

Jak zawsze

Ta-a ja czerpię obecnie radość z SW (aż mi się ulewa po bokach), a Ty?

Re: Żenada

Mistrz Seller napisał:
Sam też filtr obrazu był taki jakiś szarawy.
-----------------------

Byłeś na 3D? Zawsze wtedy obraz jest ciemniejszy niż 2D.

Zawiodłem się

Podpisuje się całkowicie pod tym co napisał Mistrz Seller. Ten film to kopia Nowej Nadziei. I jeszcze te sceny typu "To Ty jesteś Han Solo? A to Sokół Milenium?!
Pokonał drogę do Kessel w 14 parseków?!" — po prostu żenujące.
Widać, że film jest nakierowany pod młodszą publiczność.
Serio? Nowa broń masowej zagłady to następna Gwiazda Śmierci, tylko że nie niszczy jednej planety tylko kilka? I czy ja dobrze zobaczyłem? Zniszczyli Coruscant?!
Do tego dochodzi Kylo Ren, który bez maski nie wygląda groźnie, tylko śmiesznie i użala się nad sobą przy masce Vadera.
Ale co najbardziej mnie zdenerwowało, to to, że nagle wszyscy umieją walczyć mieczem świetlnym (poza tym zmienili dźwięk oryginalnego). Rey nagle z dupy mówi do szturmowca żeby ją wypuścił i po kilku próbach to robi, chociaż bohaterka nie jest świadoma Mocy.

Jedynym pocieszeniem w tym filmie są sceny z Hanem i Chewiem. To na prawdę trzymało klimat. Powrót do przemytnictwa itd. Chociaż problemy z innymi przemytnikami przypominały bardzo o problemach Hana z Jabbą. Bardzo fajna była scena śmierci Hana. Chociaż jak wszyscy wrócili już do bazy Rebeliantów to nikt jakoś specjalnie nie był tym wzruszony.

Ciekawa jest postać Maz Kanaty, ale skąd wzięła miecz Luke`a skoro spadł gdzieś w niebyt w mieście w chmurach? Mam nadzieję, że jakoś to wytłumaczą.

W filmie jest też dużo humoru - za dużo.

Podsumowując - gdyby nie Finn i Rey, to bym przełknął ten kawałek mięsa. Ale jest on za duży.

Death Star

Jak dla mnie baza Starkiller to bardziej Gwiezdna Kuźnia z Kotora. Z tego co pamiętam Kuźnia też pobierała energię z gwiazd.

Re: Death Star

Tak tylko Kuźnia nie rozpierniczała kilka planet jednocześnie

Re: Death Star

Oj tam bo jeszcze na Windowsie Millenium działała

Niby bawiłem się nieźle

ale jakoś im dłużej czasu mija od seansu, tym mam więcej zastrzeżeń. Trochę jak z "Avatarem" - przy oglądaniu super, ale potem przychodzi refleksja...

BĘDĄ SPOILERY JAK CHOLERA, KTO NIE WIDZIAŁ FILMU - UCIEKAĆ!

Na pewno fajne widowisko wyszło, lekkie acz z twistami. Gdyby to był pierwszy film z SW, to byłby super. Ale nie jest pierwszy. Ma być kontynuacją powszechnie kochanej serii. I wychodzi mu nierówno jak cholera.

To może krótko o plusach. Ford i Fisher bardzo ok, zwłaszcza Ford. Chewie i 3PO generalnie też. Hamilla nie liczę, bo wiadomo, nie ma o czym mówić. Z nowej obsady Daisy jest świetna i naprawdę czekam na ciąg dalszy jej występów w serii, Isaacs bardzo fajny, ale niewykorzystany do końca. Boyega... dał się lubić, ale był z tej trójki najsłabszy. W drugiej połowie się znacząco poprawił.

Oczywiście świetna strona wizualna, praktyczne efekty, dobre CGI (poza Snoke`em), makiety. Świetne walki myśliwców. Dobry design stworów/ras, oraz ich różnorodność. Naprawdę fajna Maz Kanata, zwłaszcza ruszała się fajnie, bo z mimiką to już różnie było.

No i dużo sympatycznych smaczków i mrugnięć. Humor też bardzo udany, większość gagów była super, tylko te z Finnem czasem takie wysilone były.

Poza tym BB-8 jest fajny, wizja Mocy Rey była udana, podobała mi się też scena jak po Jakku ona zachwyca się planetą dla odmiany leśną.

Ale minusy? O, panocku, tego też jest niestety sporo.

1. Rey jest totalną i przegiętą Mary Sue. Wszystko potrafi, wszystko jej wychodzi, bez żadnego treningu ogarnia (sama!) Moc, mind tricki, walkę saberem. Nie ma nauczyciela, co najwyżej "słyszała" kiedyś legendy o Jedi. I stykło! Czy tam posrało kogoś u Abramsa? Rey jest naprawdę fajną postacią, nie zamierzam jej hejtować, ale to ją imo psuje.

2. Fabuła, jak już wielu napisało, to całkowita zrzynka motywów z OT, głównie z ANH. Ja rozumiem, że Disney odżegnuje się od prequeli, ale chyba za daleko poszli. Tyle dobrze, że te zgapione motywy nie nawarstwiają się bardzo, więc nie wybija się to na pierwszy plan, ale i tak to smutne. Oczekiwałem czegoś w miarę nowego, a nie kalki z inną nazwą. Prequele, mimo że je dość krytykuję, to jednak wniosły pierdyliard nowych rzeczy do serii. Jeszcze zacznę za Lucasem tęsknić (!).

3. Czarne charaktery są słabe. Phasma jest nijaka i ma 2 minuty w filmie, Hux ma swoje momenty ale też za mało. Snoke jest obrzydliwie generic i wygląda jak z innej bajki (LOTR, Harry Potter czy cuś) a także nie posiada żadnej charyzmy. Palpiemu do pięt nie dorasta. A Kylo jest... porypany. Bardzo poważnie. Z jednej strony takiego villaina jeszcze nie było (nawet Anakin się nie łapie), ale z drugiej ten gość jest po prostu ciotowaty/emo. Gdzie mu do dziadka! A co gorsza, on te swoje wszystkie rozterki wypowiada na głos, opowiada o nich jakby robił wpis do pamiętnika. Strasznie słabo to wychodzi. Ten pan jest najlepszy, kiedy nic nie mówi, łazi w masce i napieprza Mocą. Wtedy jakoś to wygląda.

4. Ten film jest kompletnie oderwany od poprzednich epizodów w kwestii ciągłości z uniwersum. Nowe planety to kalki, ale żadna ze starych się nie pojawia, nie ma o nich nawet wzmianki, tak samo nie pojawiają się prawie żadne klasyczne obce rasy (Sullustianin i Mon Calamari to chyba jedyne wyjątki). Nie wiemy nic o tym, co działo się w galaktyce przez ostatnie 30 lat, mamy tylko jakieś półsłówka, które nic nie tłumaczą. Czyli jest to samo, co przy prequelach: "doczytaj w książce/komiksie, albo się bujaj".

5. Scena rozwalania tych kilku planet przez bazę Starkiller jest beznadziejna. Najpierw gorączkowa przemowa Huxa, coś o zniszczeniu republiki, po czym rozwalają kilka planetek. Nie podają nawet ich nazwy, nie wiemy o nich kompletnie nic, nie wiemy czy to jakaś siedziba władz republiki. Widzimy je pierwszy raz w życiu, bez najmniejszego wprowadzenia, i mamy odczuwać jakieś emocje z powodu ich zniszczenia? Wsadzili tę scenę zupełnie randomowo, z dupy. Nie pasuje do niczego.

6. Dlaczego Resistance wygląda jakby dysponowało dziesięcioma myśliwcami i to wszystko? Zero większych jednostek, wtf? To już za Rebelii lepiej to wyglądało.

7. Dlaczego bohater Rebelii, a pewnie i Republiki, jest po śmierci kompletnie olany? Taka ważna, kochana przez wszystkich postać? Chyba za dużo scen wycięli z tego filmu...

8. Ostatnia scena to arcydzieło trollingu. Serio? Bałem się, że Luke`a będzie mało, ale SERIO? I teraz półtora roku czekania? Geeez. Btw, mógł choć ten saber przyciągnąć Mocą, a nie stać jak kołek...

9. Muzyka nie wpada w ucho kompletnie. Nie kojarzę żadnego motywu z tych nowych. Zero.

Nie wiem jak zakończyć tę reckę. Ok, na pewno gdzieś tu marudzę przesadnie. Na pewno czepiam się rzeczy niekoniecznie istotnych dla odbioru całości. Powtarzam, że bawiłem się naprawdę dobrze, a chwilami znakomicie. Ale też wkurzają mnie te minusy i nie będę się z tym krył. Bo wygląda mi trochę, że najnowsza trylogia zrobi się naprawdę ciekawa dopiero od Epizodu VIII, póki co mieliśmy taką, no, przymiarkę. I duże ilości deja vu. To jest fajny film, ale z OT nie może się w ogóle równać, a szanować go bardziej niż prequele też chyba nie będę. Przejdę się chętnie jeszcze raz, może dwa, pewnie nadal bawić się będę dobrze, ale nie wiem czy jakoś mocno zmienię zdanie i przestawię się na zachwyt taki, jak zaraz po seansie...

Na koniec pytanie: Czy jakaś sekwencja w TFA utkwi Wam w pamięci tak bardzo jak np. bitwa na Hoth, pojedynek Vader vs. Luke w ROTJ, ucieczka przez pole asteroidów, bitwa o Geonosis, kantyna w Mos Eisley czy pałac Jabby?

Bo mi chyba nie.

Kurde, czyli jednak wychodzę na hejtera? A tak chciałem być pelikanem :/

Re: Niby bawiłem się nieźle

Nie jesteś hejterem. To po prostu konstruktywna krytyka. Na tym polega bycie fanem, że jesteś bardziej krytyczny.

Re: Niby bawiłem się nieźle

Jest ich sporo - tych scen.

Np lot Sokoła ja Jakku - bajka

Re: Niby bawiłem się nieźle

Walka na miecze też była zaskakująco dobra

Re: Niby bawiłem się nieźle

Sceny z BB-8 każda to już klasyka gtunku.

Re: Niby bawiłem się nieźle

W pamięci zapadł mi pierwszy lot sokoła, walka na miecze, smierć Legendy, oraz mimo, że musze czekać ponad 500 dni to ostatnia scena z Łukiem gdy zdejmuje kaptur i powoli kadr się oddala i koniec.

Re: Niby bawiłem się nieźle

Podpisuję się pod tą listą, ze spokojem.

Ale masz na myśli

że te sceny to takie, które będziesz przewijał i oglądał wiele razy, o których będziesz opowiadał znajomym i uważał je za godne dopisania do najlepszych chwil w Sadze? Bo jeśli tak, to na upartego mogę zgodzić się z pierwszą wymienioną przez Ciebie sceną, z resztą nie bardzo. Choć oczywiście to są bardzo indywidualne kwestie

Re: Niby bawiłem się nieźle

-1. Rey jest totalną i przegiętą Mary Sue.
Mary Sue? Jakoś to mieszanie widzę w moim odczuciu miała silniejszego Plot Armora(http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/PlotArmor ), Ben by ją rozwalił, gdyby nie jego Rana która była bardzo poważna...

Re: Niby bawiłem się nieźle

Przypomnij sobie co robiła przez cały film. Jaki z niej zdolny mechanik, pilot, złomiarz, jak uczy się Mocy bez żadnej pomocy z zewnątrz i właściwie ot, tak. I nagle zna mindtricki nawet. Wszystko umie, wszystko naprawi! Jeśli to nie jest całościowo Mary Sue, to nie wiem co nią jest xD

Re: Niby bawiłem się nieźle

Przesadzasz, Bellą Swan to ona raczej nie jest oraz mi bardziej chodziło o jej walkę przeciwko Kylo, Anakin mając 9 latek(czy ile tam miał w ep 1) był zdolnym mechanikiem, pilotem, złomiarzem... Brakuje mu tylko mocy w gra- A no tak, wyścig .
Natomiast zgodzę się tylko z mindtrickami.

Re: Niby bawiłem się nieźle

Jest fantastyczna. <3

O czasw QuiGonna pierwsza naprawdę totalnie powalająca postac. Idealna, Dla mnie to Oscar a na pewno nominacja

Re: Niby bawiłem się nieźle

JORUUS napisał:
Jest fantastyczna. <3

O czasw QuiGonna pierwsza naprawdę totalnie powalająca postac. Idealna, Dla mnie to Oscar a na pewno nominacja

-----------------------

Zrobisz z modeliny BB-8 albo Rey?

Re: Niby bawiłem się nieźle

Chciałbym wrócić do tematu w 2016. Tylko muszę trochę zwolnić w życiu...

Re: Niby bawiłem się nieźle

-Jest fantastyczna. <3 Idealna, Dla mnie to Oscar a na pewno nominacja

Ok, do pewnego momentu miałem wątpliwości, ale teraz już nie mam

Re: Niby bawiłem się nieźle

przesadzasz z tą Mary Sue. Pamiętaj tylko, że to Rey jest głównym bohaterem tego filmu, wciąż bazującym na monomicie. Ona jest nowym wybrańcem. Języki - zna, bo żyje wśród obcych. Technologię - zna bo z tego żyje. Walczyć umie - bo taka planeta. Legendy o Mocy słyszała. I dopiero pod wpływem Maz i Hana zaczyna patrzyć wgląd siebie. Obi-Wan szkoląc Luke`a w ANH każe mu właściwie zajrzeć w siebie i zaufać Mocy. Wielkie mi szkolenie. Rey początkowo odrzuca taką opcję, ale dochodzi do niej sama. I gdy używa Mocy na Danielu Craigu to widać, że dopóki sama w to nie wierzy, nie działa.

Re: Niby bawiłem się nieźle

Gunfan napisał:
1. Rey jest totalną i przegiętą Mary Sue. Wszystko potrafi (...) walkę saberem.
-----------------------
O walce saberem chciałem, bo widzę, że wszyscy o tym piszą, Ty również. (Piszę to po jednym seansie). Rey bardzp wyraźnie używa miecza świetlnego tak jak tej swojej piki. To znaczy zna się na walce mieczem świetlnym na tyle ile się nauczyła na Jakku. Z resztą pojedynek z Kylo też polega na tym, że ona się ciągle cofa, dopóki nie odkrywa w sobie Mocy. Na finał już zadziałała sama Moc.

Podobnie z Finnem, wyraźnie pokazali, że szturmowcy mieli szkolenie białą bronią, nie ma więc powodu, żeby Finn nie potrafił nie zginąć parę minut biegając z mieczem świetlnym (a też jakoś finezyjnie go nie używał).

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Ci którzy na zaś mówili, że jest źle - mają swój niedoracowany film. Ci którzy chcieli najlepszy film ever - otrzymali go.

Ci którzy po prostu poszli na film - po prostu poszli na film i siedzą cicho kontemplując. Balans Mocy został utrzymany, pozdrawiam ciepło i serdecznie <3

Czytając wasze recenzje

muszę przyznać, że jestem zaskoczony, bo widzę że film ma przyjęcie dość chłodne - spodziewałem się tu pierwszego dnia totalnego Burzolingu, a tymczasem spora część recenzji daje taki vibe: "nie chciałbym brzmieć jak hejter, ALE...".

Takie tylko spostrzeżenie. Sam nie wiem jeszcze, jakie to budzi we mnie uczucia

Re: Czytając wasze recenzje

Wynika to raczej z faktu, że wypowiedzieć zawsze chcą się ludzie, których coś zabolało. Z własnego doświadczenia, licząc także liczbę opinii tutaj, ludzie z którymi gadam mają bardzo pozytywne odczucia co do filmu. I ci hardkorowi, i ci każualowi. Jeno siedzą cicho i kontemplują. I normalne, że opinie są różne - iedyś nie było internetu, więc nie dało się odczuć różnorodności głosów masy ludzkiej.

Ot, takie spostrzeżenia z mojej strony.

hmm

Zgadzam się, tylko jedno mnie zastanawia: w jakim sensie kontemplują? Sugerujesz, że burzolowcy są wciąż jeszcze porażeni, i dopiero zbierają się do napisania recek?

Re: hmm

Nie, no ja na przykład jestem bardzo zadowolony z seansu, jestem głodny na więcej i sam dla siebie analizuję co się stało, postacie, itp., bo np. taki Kylo Ren jest głębszą postacią, o której wciąż wiele niewiemy - zagubioną, wykorzystaną, pełną ambicji osiągnąć potęgę, mimo iż wiele mu brakuje i tylko pretenduje do bycia kimś innym, co świetnie pokazał Adam Driver; ale takie analizy robię dla siebie, bo nie chce mi się ich spisywać i tak ma wiele osób, które są po seansie Po prostu dla siebie we własnym gronie o tym gadają analizując, a nie od razu przelewają swoje myśli w internecie. Co niezadowolone osoby zawsze muszą robić jako pierwsze w różnych sytuacjach, nie jest to tylko problem fandomu SW

Poza tym niektóre jeszcze są na kacu jak ja, bo po powrocie o 3 do domu trzeba było z kumplami wypić zdrowie Indiany Jones`a.

Re: hmm

Dokładnie tak jak mówisz, gdyby Ren był madafakiem, to pojedynek z Rey i Finem byłby nie wiarygodny, a tak mamy niedoświadczonego i targanego sprzecznościami niepewnego siebie, urzytkownika CSM, który ambicją i spóścizną przodka próbuje być kimś, kim na razie zdecydowanie nie jest. Po prostu taki zamysł reżysera na ukazanie tego bohatera. W kolejnych odsłonach jego osobowość i umiejętności na pewno bedą ewoluować.

Nie rozumiem, dlaczego hejterzy tego nie dostrzegli, tylko jakieś banialuki leją, oczywiście pytanie jest retoryczne, bo nie od dziś wiadomo, że hejterzy robią, to dla wyższych idei lol.

Re: hmm

Mam teorię - za bardzo oparli się na zwiastunach, które nie pokazywały dużo z zamysłem, ale i tak niektórzy już utwozyli sobie obraz postaci i histori filmu. Dlatego Kylo Ren dla nich musiał być stuprocentowym badassem pokroju Vadera, a to tylko młokos z mlekiem pod nosem, którego zmanipulował Snoke i chce osiągnąć coś pokroju Vadera, dlatego tak się rzuca, jest chaotyczny w tym co robi (jego ataki gniewu świetnie to pokazały) i popełnia w pytę błędów.

A badassami, którzy będą pełnić główną rolę, jak na razie są Hux i Snoke, który ukrywa się za jakąś dziwną projekcją i wątpię, żeby to była jego prawdziwa prezencja.

Smaczków i rzeczy do analizy jest dużo, ale mówić źle zawsze jest łatwo.

Poza tym OT też wielu osobom się nie podoba, koncept SW jest dla nich czymś głupim i ja to akceptuję, więc akceptuję też, że EVII może się ludziom nie podobać

Re: hmm

pfff... no za to wiarygodne jest to jak Rey szybko uczy się tajników mocy. Po mind tricku na trooperze schowałem twarz w dłoniach, a ta kwestia "i wyrzucisz broń" była jak szpila w serce.

Re: hmm

Hmm, a zapomniałeś, jak Luke późno zaczął szkolenie, kilka chwil z Kenobim i zaraz zaczął czaić bazę. Przy tym zapominasz, że nie każdy użytkownik mocy ma ten sam potencjał startowy, patrz Luke, Leia. Leia nawet po wielu latach miała z tym kłopoty, przy czym wrażliwość na moc nie jest przypisana do płci. A Anakin, przecież on miał tak wieki potencjał na długo za nim został padawanem. Tak wiec Rey być może ma naturalny większy potencjał od Bena i to dlatego tak szybko robi postępy. Powiesz nie możliwe, a dlaczego przecież to fikcja filmowa, wszystko jest mozliwe, tylko potrzeba trochę wyobraźni

Re: hmm

Tak, tylko zauważ, że w ep.IV jedyny kontakt Luke`a z mieczem to ten w chatce na Tatooine i trening na Sokole. Ja nie chce uniżać nikomu potencjału mocy, ale chodzi mi o to, że jak dla mnie to wszystko zadziało się zbyt szybko. Liczyłem właśnie, że Rey dostanie bencki i dopiero po szkoleniu u Luke`a stawi czoła Renowi w ep.VIII. Ja naprawdę długo czekałem na ten film, ale w takich właśnie aspektach się zawiodłem i niestety muszę przyznać rację hejterom, że jest to typowa Disneyowska produkcja.

Re: hmm

Zostaw, nie warto, przecież GROM by dał 10/10 nawet Holiday Special gdyby w nim grał Ahmed Best i Miley Cyrus.

Re: hmm

Yousa thinking yousa people ganna die?

Re: hmm

Luke miał kilka chwil z Kenobim i _jedyne_ czego się nauczył, to, że Moc istnieje i jeśli się w nią wsłucha, to wyczuje moment. Efekt - obronił się przed trzema strzałami i we właściwym momencie nacisnął spust. Koniec.
Następne z nim spotkanie ma miejsce 3 lata potem. "Trochę wyobraźni" i jasne, że duch Kenobiego mógł go jeszcze czegoś nauczyć, a i tak miał problem z przyciągnięciem miecza. Potem tydzień(?) pod okiem jednego z największych mistrzów Jedi, specjalizującego się w szkoleniu młodzików i zebrał bęcki od taty. Koniec.
Następne spotkanie to kolejny rok, "trochę wyobraźni" i spędził go na intensywnym treningu, ale Jedi nadal nie został, bo potrzebował ostatecznego testu. Zdał go.
Cztery lata szkolenia syna wybrańca przez jednych z najwybitniejszych Jedi w SW.

Masz rację, tu wystarczy "trochę wyobraźni", bo czasu było sporo.

Rey w dwie godziny ~ (dzień, tydzień?) ze zbieraczki złomu stała się trzecim (drugim?) najlepszym pilotem w SW. Lata i naprawia Sokoła lepiej od Chewiego ("nie, to tu, a tamto tam", czy jak to było przy okazji odlotu z Hoth) i Hana! Tak, wiem, Luke wsiadł do X-Winga i zestrzelił DS1, ale ponoć był "najlepszym pilotem" gdzieśtam. No ale "trochę wyobraźni" i jasne, że na Jakku mieli najlepszy program szkolenia biedoty, a ona spędzała wszystkie wolne chwile w "złomie, który nie latał od lat". Pewnie dlatego jest biedna i ryzykując życiem musi pracować zbierając "śmieci" na 1/4 dziennej miseczki glutów.
A przy okazji w tym samym czasie (2h, dzień, tydzień?) uświadomiła sobie Moc, nawiązała z nią taki kontak, że Kylo padł.
Bez trudu mogę sobie wyobrazić, że w zasadzie EVIII nie ma sensu, bo przy takim potencjale i tempie osiągania zestrojenie z Mocą w pierwszej minucie filmu Rey mrugnie okiem, a Snoke rozpuknie się jak bańka mydlana. Po drugim mrugnięciu First Order zmieni się w pokój miłujących druidów, którzy będą zalesiać Jakku, Tatooine i co tam jeszcze się znajdzie. Ale 2h o sadzeniu drzew... ~

Kylo spowodował wytłuczenie _wszystkich_ uczniów Luka _lata_ temu. I co z nim przez te lata robił Snoke? Aż strach się bać i wyobrażać, bo na pewno go nie szkolił. ~

Sorry, ale wymagasz ode mnie więcej wyobraźni, niż mieli jej tfurcy scenariusza.

I wyobraź sobie, że jeśli ktoś krytycznie podchodzi do SW (filmów, seriali, książek, komiksów, czegokolwiek), to nie znaczy, że jest hajterem.

Ja potrafię sobie wyobrazić, że ktoś, kto łyka wszystko jak leci nie musi być pelikanem.

Pozdrawiam
Yogurt, wklejony w SW od 1979.

Re: hmm

Recenzji nie napisze, bo ani nie mam zacięcia literackiego, ani czasu za dużo, ale 0,02PLN dorzucę.

Star Wars znam od ~25 lat faktycznym fanem jestem tak od 19, chwilę przed Special Edition. Zacząłem od Dziedzica Imperium i stopniowo poznawałem historie EU, cieszyłem się z tego, jak ten świat rośnie, jak historie się rozwijają, splatają i uzupełniają. Byłem trochę zawiedziony nową trylogią, ale nadal akceptowałem ją jako część większej całości. Na Epizod 7 czekałem z nadzieją, ale też z niepewnością. Było mi żal, że wszystkie książki, komiksy, gry itp zostaną odstawione na boczny tor, ale nie widziałem możliwości zrobienia filmu zrozumiałego dla osób nie znających EU czy SW w ogóle w tak gęstym otoczeniu. Najbardziej bałem się Star Treka 2, gdzie JJ zrobił przyzwoity film, ale zupełnie bez ducha oryginału. niecałe 12h temu wyszedłem z kina po premierze The Force Awakens.

Niczego nie żałuję.

To są Gwiezdne Wojny. Ze wspaniałą historią, ciekawymi bohaterami, konfliktem dobra ze złem, Mocą, rodziną, droidami, X-wingami i całym bogactwem świata. Są to też Gwiezdne Wojny ze swoimi problemami, miejscami naciąganym scenariuszem, nie zawsze najlepszym warsztatem aktorskim i zapewne kilkoma innymi przywarami które wypatrzę na kolejnych seansach. Ale TO SĄ GWIEZDNE WOJNY. Po 10 latach powróciłem do odległej galaktyki dawno dawno temu.

I jestem w domu.

Bardzo pozytywnie

Na początek wspomnę, że mój związek z EU jest taki, że książek nie przeczytałem za wiele, głównie grałem w gry i czytałem komiksy. Trochę zabolało mnie skasowanie EU, chociaż według mnie powinni skasować tylko wydarzenia po OT, bo po pierwsze nie były najwyższych lotów, a po drugie daje nam to możliwość zaskoczenia przyszłymi filmami.
Uwaga, możliwe drobne spoilery.
Zacznę od tego, co mi się nie podobało. Niektóre postacie. Pewnie będę w mniejszości, ale najbardziej mnie irytował Han Solo. Ciągle miałem wrażenie, że Harrison Ford gra go trochę od niechcenia. Nie czułem żadnej charyzmy z jego strony. Nie było czuć żadnej chemii między nim, a jego synem. Drugą postacią, która mnie strasznie irytowała była… mała stara kobieta CGI (wybaczcie, zapomniałem imienia). Wyglądała po prostu sztucznie i nie pasowała do reszty filmu. Można się jeszcze przyczepić do ilości czasu antenowego Phasmy (półtora minuty?) i Luke’a, chociaż nieobecność tego drugiego miała akurat uzasadnienie fabularne. C3PO, ale tego gościa nigdy nie lubiłem.
Klimat. Mimo masy nawiązań i pracy włożonej w widowisku było wiele momentów, gdzie brakowało klimatu SW i nie mówią tu tylko o OT, ale ogólnie o klimacie SW. Ciężko mi określić, z czego to wynika, jednak całkiem często odnosiłem wrażenie, że to nie SW, tylko fanowski film, który miał tylko udawać SW. Na szczęście takich momentów nie było aż tak wiele.
I to na tyle minusów. Było kilka scen, których albo nie rozumiem albo były po prostu głupie, ale były to nieliczne i pojedyncze przypadki, o których nie warto wspominać. Rzeczą, której nie mogę zaliczyć ani do plusów ani minusów jest fabuła. Mi tam odpowiada duża kalka Nowej Nadziei. Ta część potrzebowała być hołdem w kierunku oryginalnych filmów. Ważne, żeby następne części były już o wiele bardziej nowe. Były oczywiście nowe wątki, jak poszukiwanie Luke’a, czy dezercja Finna, więc mi fabuła się podobała, chociaż mogli pokazać więcej tego co się działo po Powrocie Jedi (Nowa Republika WTF?).
Sceny komediowe. Było kilka świetnych, ale czasami miałem ich przesyt. Znajomym w ogóle nie przeszkadzały, ale sam bym wolał, gdyby było ich mniej, a zaoszczędzony czas poświęcić Nowej Republice, której było równie dużo, co Luke’a.
Czas na plusy. Postacie! Rey jest świetna. Kradnie każdą scenę. Całkowite przeciwieństwo typowej damy w opresji. Tego brakowało SW. Nie czuć zażenowania, że na siłę zrobili główną bohaterkę kobietą. Jest w tym sens i wyszło to świetnie.
Największym zaskoczeniem okazał się Finn. Tak, jak do całego filmu podszedłem z dużym dystansem (byłem nastawiony lekko pozytywnie, ale miałem świadomość, że mogli skopać tą część), tak ta postać od pierwszego zwiastuna mnie strasznie irytowała. Przyznaję, na początku nieco mnie irytował (sapał praktycznie w każdej scenie), tak mniej więcej w połowie filmu wyrosły mu jaja i mimo wszystko przekonał mnie do siebie. Czuć było w nim nieco charyzmy. Początkowe obawy były zupełnie (no może poza początkowymi scenami) bezpodstawne.
Chewbacca w końcu dostał większą rolę do odegrania niż tylko sceny komediowe. Po tylu latach mój ukochany futrzak stał się ważną częścią załogi, który ma faktyczny wpływ na fabułę.
Kylo Ren. Tak, ta postać budzi niemałe kontrowersje. Faktycznie, gdy pierwszy raz pokazuje twarz poziom respektu wobec niego drastycznie spada. Jednak aktor dobrze sobie poradził. Potrafi wzbudzić grozę nawet bez maski, tylko no właśnie, jego wygląd nieco psuje odbiór jego postaci. Na szczęście podczas ostatniej potyczki, mokry od śniegu, wygląda już groźnie. Przejdźmy do jego charakteru. Niektórym może się nie spodobać, że nie jest kalką Vadera (najczęściej psioczą na to ci, co zarzucają fabule że jest kalką ANH). Widać, że jest młody, niedoświadczony i popełnia błędy, ale właśnie to jest w nim interesujące. W końcu villain w SW ma rozterki, czy aby na pewno dobrze postępuje. Widzimy jego pełne przejście na ciemną stronę (i tym razem nie z powodu miłości). To dopiero jego początek drogi na stanie się następcą Vadera. Będzie to niezwykle interesujące oglądać jego rozwój równoległe z Rey (pod koniec filmu są mniej więcej na tym samym poziomie). Oczywiście to moja subiektywna opinia, ale bardzo mnie ucieszył fakt, że po raz kolejny nie mamy od samego początku wszechpotężnego sitha do pokonania.
BB-8. Sympatyczny droid. Robi swoje, nie irytuje, na plus.
Walki x-wingów. Bajka. Trzeba zobaczyć ten film chociażby z tego względu.
To na tyle, pewnie wiele pominąłem, ale najwyżej sprostuję kilka rzeczy. Polecać chyba nie trzeba i tak każdy fan SW na film się pewnie uda.

...

>rebelianci i złe pseudonaziole
>tajne plany ukryte w droidzie
>droid rozbija się na pustynnej planecie
>poszukujący go szturmowcy rozwalają wszystko na swojej drodze
>baza kosmiczna wielkości planety niszcząca światy
>porwana zostaje na nią kobieta wrażliwa mocą niewiedząca, że jest wrażliwa mocą
>ratowana przez Hana, Chewbacce, i jakiegoś ziomka
>szturmowcy wartownicy gadający o nowym ścigaczu
>stacja kończy rozwalona przez myśliwce
>zły ziomek w czarnej masce
>trudne relacje ojca z synem

Stara trylogia najlepsza w swojej prostocie, a nie jakieś jar-jary i intrygi.

Ciekawe co Disney wymyślił nowego...

Re: ...

UWAGA SPOILERY

Re: ...

Z Nowej Nadziei? Come on, to już chyba wszyscy znają!


Oh, wait...

Re: ...

Ale przynajmniej pierwsza godzina była fajna, potem już przejadły się te fabularne powtórki.

Re: ...

Zapomniałe dodać - CREATIVE FREEDOM!

cóż..

Widzę, że przypisane mi spelikanienie ode mnie nie ucieknie. Oh well. #zawszetojakaśsława

W skrócie: nadal nie wiem co o tym filmie myśleć. Potrzebuję jeszcze kilku seansów, żeby się przekonać. Na dzień dzisiejszy najbardziej zgadzam z recenzją Lorda Sidiousa. W filmie jest dużo dobrego i parę zawodów (słabiutki John Williams). Szczegóły kiedy indziej.

Z burzolowych nadmiernych zachwytów: BB-8 jest znakomity. Rey jest cudowna. Finn Boyega jest cudowny. Poe Dameron jest cudowny. .... I ten z długimi włosami z ostatniej klatki filmu też jest cudowny. #MOC!

Re: cóż..

Przecież Poe ma w tym filmie mniej więcej tyle czasu antenowego co Phasma...

Re: cóż..

Poe ma tylko kilka kwestii dialogowych...i każda jest perełką. Fantastycznie zagrany, entuzjastyczny zawadiaka. Kolejne filmy pokażą czy jest tam jakaś postać, ale już tutaj, choć na krótkie chwile, zrobił fantastyczne wrażenie.

... i jego latanie X-Wingiem było zajebiste.

Re: cóż..

xDD

Re: cóż..

Nie przesadzajmy. Poe ma więcej scen niż Phasma Ale i tak nikt z nich nie może się równać z Sydowem.

no cóż

Nie będę się rospisywać. Mam bardzo mieszane uczucia. Jak sięgam teraz pamięcią do filmu to momentami mam: wow! super itp. a momentami wielkie rozczarowanie i sprzeciw. Idąc do kina z jednej strony spodziewałem nie spodziewałem się raczej szału bo jestem przeciwnikiem nowego kanonu i tej całej disneyowskiej rewolucji, z drugiej stony gdzieś tam liczyłem na coś super mega (może wpływał na to brak Lucasa). Koniec końców film mi się podobał ale pozostawił niedosyt i sporo "ale". Nie podobał mi się natomiast przedmiot mega spoilera - kto widział wie o co mi chodzi. jak już musieli to mogli to zostawić na ostatnią część trylogii, biorąc też pod uwagę fakt że on był chyba najmocniejszą częścią filmu - po prostu miód! No i jak dla mnie to ta scena nie była jakoś specjalnie zaskakująca. Bardzo plus dla nowej obsady, zwłaszcza Rey (choć jej wymiatanie bez żadnego treningu mnie wkurzyło). Fin też bardzo spoko, choć po zwiastunach się obawiałem tej postaci. Hux momentami słabiutki a momentami super szwarcharakter. Co do kilo to sam nie wiem, choć w sumie podobało mi się że jest taki ciotowaty. Phasma na minus - nie wiadomo po co tam ona - mogli dać jakiegoś zwykłego dowódcę szturmowców a nie jakąś chromowaną laskę. Han i piraci i stworki - fajny motyw - kwindesencja solo (14/12 parseków - bomba!) Zakończenie mimo wszystko spoko co prawda liczyłem na więcej Lukea ale końcowa scena była b. fajna. W końcówce brakowało mi czegoś odnośnie wielkiego spoilera - niby coś było, ale tak jakoś to przeszło bez echa. Jak pewnie większość fanów nie sądziłem że to powiem, ale muzyka szału nie robi - nie zapada w pamięć, choć jak ją sobie teraz słucham, to nawet nawet, no ale po Williamsie spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. BB-8 fajny, ale R2 leprzy! BB to jak dla mnie taki trochę Chopper 2.0 Uf! miałem się nie rozpisywać a jednak no to na koniec dodam że zawieszony w powietrzu wystrzał z blastera mnie zdenerwował! Nie robię podsumowania, bo w sumie nie wiem co by napisać - jeszcze na koniec to że trochę na minus znikoma łączność ze starymi epizodami, tragicznie mała ilość znanych ras i momentami a właściwie nawet częściej mało starwarsowy klimat. Amen.

marność..

Myślę, że każdy kto oczekiwał od epizodu VII czegoś nowego, czy to pod względem fabuły czy to pod względem uniwersum zawiedzie się. Film nie wnosi żadnych nowości, jest praktycznie kopią Nowej Nadziei i reszty epizodów z OT.
Po 0,5h seasnu wiedziałem jak dalej potoczy się fabuła i jak skończy się film, przez co nie wzbudził on we mnie prawie żadnych emocji. Zastanawiam się ile razy zobaczymy jeszcze gwiazdę śmierci w nowej odsłonie. Niszczenie tak ogromnej stacji/planety trzeci raz tak na prawdę w ten sam sposób było doprawdy żałosne. To po pierwsze.

Po drugie, nowi bohaterowie zostali przedstawieni dosyć płytko. Po 1,5h filmu dalej nie wiemy o nich prawie nic przez co trudno się z nimi identyfikować.

To co mnie zirytowało najbardziej to chyba to, że w tym filmie nagle każdy potrafi walczyć mieczem świetlnym bez żadnego przygotowania co stoi w sprzeczności z poprzednim częściami sagi. Zwykły stormtrooper(Finn) trzymał pierwszy raz w dłoni miecz, nie był wrażliwy na moc i zdołał zranić głównego złego mrocznego Jedi w galaktyce. No i Finn bez żadnego przeszkolenia używa mocy jak stary Jedi i pokonuje Kylo Rena. Szkoda bo z początku Kylo Ren był fajnie przedstawiony, wydawał się mroczny i silny ale końcowa scena z nim to brak poszanowania jakichkolwiek reguł panujących w tym uniwersum.

Na początku film wyglądał obiecująco, lekkie nawiązania do starej trylogii też były spoko, ale jak później okazało się, że to nie są nawiązania ale zwykła zrzynka no to zawiodłem się mocno bo oczekiwałem jednak czegoś nowego.

Film może być fajną rozrywką na poziomie Avengers i nowego Spidermana, bo mimo wszystko ogląda się go w miarę dobrze. Wydaje mi się jednak, że fanom raczej się nie spodoba. Ja również oczekiwałem czegoś więcej.

Tak ja to odebrałem. R.I.P Star Wars

Re: marność..

tfu nie Finn tylko Rey...

Re: marność..

Tylko zauważ, że podobna walka miała miejsce w "Łowcy z Mroku" gdzie nieopierzona padawanka po zespoleniu z Mocą stanowiła nie lada wyzwanie dla Dartha Maula.

Re: marność..

wciąż była to jednak PADAWANKA, już po kilkuletnim szkoleniu

Re: marność..

No właśnie padawanka po szkoleniu no i w końcu jednak przegrała.

Re: marność..

Zahnad napisał:
Zastanawiam się ile razy zobaczymy jeszcze gwiazdę śmierci w nowej odsłonie. Niszczenie tak ogromnej stacji/planety trzeci raz tak na prawdę w ten sam sposób było doprawdy żałosne. To po pierwsze.
-----------------------

Znając po części politykę Disneya... wiele razy. :]
Gwiazda Śmierci to taki feniks, nie ważne ile razy się ją zniszczy, i tak w następnej części odrodzi się, by znów siać zniszczenie. Swoją drogą zastanawiam się ile musi minąć, by "ci źli" zatrudnili kogoś, kto zbuduje GŚ, tak by do jej zniszczenia potrzeba było więcej niż 1 myśliwca. Mogę założyć się, że w następnej części zobaczymy zniszczenie Gwiazdy Śmierci 4.0, ale tak dla odmiany - przez zespół pilotów. Myślę, że 2, 3 statki wystarczą - nie możemy robić tłoku.

...

Powiem tak. Idę jutro jeszcze raz do kina, więc jutro napiszę całą listę zawodów, absurdów, ale i pozytywnych momentów.

W skrócie.

Film jest bardzo dobry, muzyka, szybka akcja, dialogi, humor.

TYLKO.

To nie są Gwiezdne Wojny. To jest film przygodowy dla całej rodziny i tylko tyle. Fabuła w słaby sposób skopiowana z Nowej Nadziei, błędy logiczne, żałosne pokazanie świata po ROTJ. No i totalne zniszczenie dziedzictwa starej trylogii. Zakończenie Powrotu Jedi to jedno z najpiękniejszych zakończeń w filmach, przeznaczenie Anakina dokonało się, równowaga w Mocy odzyskana.

A tu bęc. Disney stwierdza, że w sumie ich to nie obchodzi i Anakin niczego nie dokonał. Stwórzmy głównego złego jako zmutowanego goblina z Hobbita, który ma jakiś "większy" plan. Do tego syn Hana, który jest totalną porażką. No i śmierć samego Solo. Dla mnie pod względem fabularnym to kpina. Nasi bohaterzy, przez tam 30 lat (?) tylko zestarzeli się i niczego nie dokonali.

Dobra, jak obejrzę jeszcze raz więcej napiszę. Bo do kina idę w sumie z zapałem. Film jest bardzo dobry, ale to nie Star Warsy.

Nowe otwarcie

Mam wrażenie, że TFA będzie dla całych Gwiezdnych wojen tym czym był Wektor pierwszy dla EU w tamtym czasie, zupełnie nowym otwarciem które w dużej mierze może podzieli fanów. Założenia podobne nowe otwarcie ciągłość i tak dalej, tyko zamiast zabijmy rodzinnego psa Spoiler zabijmy wiadomo kogo. Zobaczymy co z tego wyjdzie, o ile film oglądało się dobrze, nie licząc tego że mam wrażenie jak by film był pocięty na równi z E III ludzie naprawdę wytrzymali by 10 minut więcej jeśli by powiedziano cokolwiek więcej o tym co się przez te 30 lat działo. Film ogólnego uniwersum nie wnosi zbyt wiele i pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Czy poświęcenie EU było dla tego warte? Na chwilę obecną trudno mi powiedzieć, poczekam parę lat i zobaczymy jak nowy kanon się rozwinie.

Spojlerowo co do postaci, to chyba najbardziej ciekaw jestem rozwinięcia Kylo vel Bena, na razie mamy kalkę z Jacena, ale niestety z jego emo płaczliwego początku. Niby tu chce być drugim Vaderem ale ciągle ma wątpliwości, jak już mają kopiować ten element EU to fajnie by było go rozwinąć tak jak było z Caedusem. Z płaczliwego chłopaczka dostaniemy prawdziwego badasa wiedzącego dobrze co i dlaczego robi, nie hamującego się przed niczym aby to osiągnąć dla większego dobra. Fin jak na razie jest nijaki i to bardzo, Rey kolejna Mary Sue tylko, że do kwadratu, najlepiej wypada z tego wszystkiego Poe ale dali mu strasznie mało czasu ekranowego.

Przemyśleń kolejnych kilka

Inna rzecz trochę mnie boli. Mamy przytulanie się do maski Vadera, mamy First Order, ale.. No właśnie. Jest/była Nowa Republika, jest Rebelia (wnoszę, że ona działa na terenach kontrolowanych przez FO), ale.. co z samym Imperium? Endor, bum, nie ma Imperium? Dlaczego nie ma żadnego, ŻADNEGO nawiązania do Palpatine`a? Facet stworzył Imperium, trzymał Galaktykę za gardziel, był głową tego molocha.. A tu nic. Nie bierzemy go na ikonę. Był, nie ma, zdarza się.
I kim jest Snoke? W tym nowym kanonie w ogóle istnieje coś takiego jak Zasada Dwóch? Sithów po prostu już nie ma?

Spin-off

Zgadzam się z przedmówcami. Może inaczej bym na to patrzał gdyby to nie był Epizod VII? Mogliby z tego zrobić trylogię spin-offową. Lepiej by to wypadało na tle pozostałych filmów.

Oglądać? Warto, ale... ~;)

Zamiast recenzji, rada dla tych, którzy nie oglądali: Przed seansem WYŁĄCZCIE myślenie. Wrzućcie tryb 12 i poszukajcie "wewnętrznego dziecka". Wówczas film będzie fajny. I tyle.
Niestety, jeśli zastanowić się chyba nad czymkolwiek, to okaże się, że scenariusz jest całkowitą lipą. I nie chodzi mi o to, że jest trochę zmienioną kopią ANH+ciut OT, ale o zastosowane pomysły, rozwiązania itp. No, ale o tym już napisali "hajterzy". Szkoda, że odpowiedzi na ich krytykę kończą się na stwierdzeniu "spadaj na drzewo hajterze, nie jesteś fanem, mi się podobało i jest moc", bez jakiejkolwiek próby wyjaśnienia dlaczego "hajter" się myli. A przyczepić się można (w tym zakresie) prawie do wszystkiego.
Wizualnie - SUPER. ~ Muzyka - bez nucenia po wyjściu z kina. ~ Aktorsko - różnie, bardzo różnie.

Czy mi się podobało? Tak.
Czy jestem rozczarowany? Tak.
Czy jeszcze raz obejrzę? Tak.

Z prywaty:
1. Palnik BB-8 <3 ~ Choć nadal nie rozumiem jaki ma sens forma BB-8, to daje radę.
2. Maz Kanata cudowna. Wielowiekowa istota znająca Moc i niebędąca Jedi, to coś więcej, niż Yoda. O wiele więcej. Mam nadzieję, że spodoba się innym i Internet da znać ekipie EVIII+, że ma być i nie można jej spieprzyć.
3. Cofam wszystkie moje zastrzeżenia do Finna. To wina JJ, że dałem się zrobić w trąbę. OK, jestem trąba. Odszczekuję, hau, hau.
4. Pewnie różne inne. ~

Pozdrawiam
Yogurt, trąba w "schizofremii", ale to może z powodu braku snu. ~

Re: Oglądać? Warto, ale... ~;)

Równo 60 godzin po przemierze byłem drugi raz. Tym razem z kumplem, który _wcale_ nie zna starego EU, ale lubi SW na tyle, że potrafi oglądać TCW i Rebels, nawet na trzeźwo. ~ Stwierdził, że było fajnie, SW wróciły i mimo kilku zgrzytów czuć było Moc. Z drugiej strony rozumie ludzi, dla których EU było ważne, a nowe SW są jakie są.

Wiedząc czego oczekiwać, trochę inaczej odebrałem film, niż za pierwszym razem. Kilka rzeczy mi się wyjaśniło, w kilku innych się utwierdziłem. Wyraźniej odebrałem muzykę, mogłem cieszyć się szczegółami. W sumie bardziej mi się podobało, ale nadal uważam, że sporo rozwiązań jest strasznie dętych.

Wygląda na to, że będę oglądał jeszcze przynajmniej raz, z moją zdecydowanie lepszą połową, która na SW patrzy co najwyżej z politowaniem. Pewnie skończy się na tygodniu bez, yyy, obiadu, ale ciekawe będzie oglądać kogoś raczej anty. ~

O ile na premierze w kinie (trzy sale) było sporo ludzi (w mojej >80%), to w niedzielne południe frekfencja była na poziomie może 50% (2D, napisy). Na późniejsze trudniej było dostać dobre miejsca. Pewnie lepiej było na salach z dubbingiem i/lub 3d.

Z prywaty:
1. "Niegwiazdaśmierci" jest określeniem w punkt. ~
2. Cały czas mam żal za sceny po śmieci Hana (swoją drogą bardziej mnie ruszyło, gdy księżyc spadł na Wookiego). Nie rozumiem dlaczego tak olali Chewiego i samego Hana. ~ Wiem, 2h, cięcia, no ale bez przesady...
3. Nad czyim grobem spotkali się Luke i Rey?
4. I różne takie.

Pozdrawiam
Yogurt, nadal niezdecydowany

Re: Oglądać? Warto, ale... ~;)

Z tydzień temu byłem po raz trzeci, tym razem na wersji 3D, ale co ważniejsze z dwoma dziewczynami, które SW traktują, hmmm, z przymrużeniem oka.

Pierwsza stwierdziła, że wizualnie SUPER, zwłaszcza, że lubi 3D, ale od strony fabularnej lipa. Doceniła wprowadzenie żeńskiej postaci głównej i chce zaadoptować BB-8. Albo przynajmniej bym sobie kupił, to Ona będzie się nim bawić. ~

Druga, ta od której zależą moje, yyy, obiady, seans dzielnie przecierpiała, trochę tylko ziewając. Przez cały czas się zastanawiała jak można zrobić siódmy film o tym samym? A na koniec stwierdziła: "NUUUDA, ja to wszystko widziałam już wcześniej". Jej zdaniem jest nawet gorzej, bo wcześniejsze filmy o czymś opowiadały, rozwijały jakąś historię. A ten? O czym on jest? Jak jest powiązany z poprzednimi? Kim jest Rey, bo minęły 2h i nic o niej nie wiadomo, choć przez cały czas była na ekranie?
Ford kradł każdą scenę, ale Han był swoim cieniem.
Jeśli Driver miał zagrać dupka, to wyszło mu świetnie.

To tyle z damskich recenzji. ~

Dla mnie 3D było dobrze zrobione, nienachalne. Za to wyraźniej było widać wszystkie flary. ~ Muzyka niezauważalna, bo buduje nastrój, dopełnia obraz i jako taka jest świetna. Oczywiście słuchana poza filmem łatwiej wpada w ucho. Nadal fajnie, ale z wcześniejszymi zastrzeżeniami co do rozwiązań fabularnych. Pewnie to się już nie zmieni.

Z prywaty:
1. Czy Mistrz Sapkowski dostał $$$ za wykorzystane zeugle?
2. To jest film o Tajnym Agencie Finnie! Potrafię wyjaśnić każdą scenę w takiej interpretacji. ~;P
3. Może na EVIII będzie już IMAX we Wrocku, bo na R1 pewnie nie zdążą...
4. Itd. itp. etc

Pozdrawiam
Yogurt, z obiadami ~

Mieszane uczucia bardzo mam...

UWAGA SPOILERY!!!
Film mi się podobał ale....
Ogólnie efektami sposobem kręcenia i humorem TFA bije wszystkie wcześniejsze filmy na głowe. Jednakże jest to niestety kopia ANH i to bardzo. Żal mam do J.J. że można było tyle niesamowitych historii wymyślić w świecie star wars a mamy kolejną gwiazdę śmierci którą znowu niszczy grupa kilku x-wingów. Mamy takie same planety tylko inne nazwy. Baza starkiler niszczy jakąś planete( nie wiemy nawet jaką) która wygląda jak coruscant mam nadzieje jednak że jest to jakaś inna planeta.
Między VI a VII epizodem mineło 30 lat a my praktycznie niczego nie dowiadujemy się o sytuacji w galaktyce. Nie wiemy jak wygląda republika co się działo przez te 30 lat?! W filmie mieliśmy ciągłą akcje a brakowalo właśnie przystopowania i opowiedzenia troche co jak kiedy i dlaczego.
Jeśli chodzi o konkretne postacie:
REY- Bardzo dobra postać ciekawie napisana z charakterem jednakże ledwo co dowiedziała się że dysponuje mocą a już potrafi mind tricki i w walce mieczem dorównuje Renowi. Jedyne wytłumaczenie że dysponuje potężną mocą (może to ona dopiero przywróci równowagę mocy? ) No i jej pochodzenie kto i dlaczego zostawił ją na Jakku myślę że możemy być zaskoczeni w następnych częściach.
FIN- miałem obawy co do tej postaci jednak zaskoczył mnie na plus jako główna postać doskonale uzupełnia się z Rey.
HAN i CHEWIE- rewelacyjni jak w poprzednich częściach. Niestety poraz ostatni. Abrams zabijając Solo uśmiercił legendę. Szkoda tylko że nikt sie jakos zbytnio nie przjął śmiercia bohater rebelii mieliśmy tylko ryk Chewiego i smutną minę Leii reszte jakby to obeszło miałem wrażenie jakby zabili poprostu kolejnego szturmowca a nie tak ważną postać.
KYLO REN (BEN SOLO)- bardzo ciekawa postać syn Hana i LEII. Dawno nie było tak skomplikowanej postaci w SW. Przeszedł na ciemną stronę zdradzając LUKA jednakże wciąż ma dylematy kusi go jasna strona mocy. Jednak kiedy zabija Hana prwdopodobnie dopełnaia swoje przejście na ciemną stronę. Ale i przy tej postaci nie obyło się bez kontrowersji na początku sprawia wrażenie potężnego mocą zatrzymuje min. strzałę z plastera w miejscu jednak im dlużej w film to jakby słabł nie potrafił wydobyś informacji z Rey a na koniec dał się zranić w walce na miecze z Finem a z Rey sromotnie przegrał. Coś tu jest nie tak przegrywa walke z Rey która pierwszy raz używa miecza?! Jedyne wytłumaczenie to to że był ranny po postrzale przez Wookiego
SNOKE- na dobrą sprawę nie dowiadujem się kim jest i skąd się wziął. Również zastanawia mnie to czy on naprawdę bedzie taki wielki czy to tylko hologram był takich rozmiarów?
LUKE- i tu kolejne duże rozczarowanie. Tyle było go przy promowaniu filmu tyle robiło się tajemnicy co do jego udziału a tu mamy Luka w ostatniej scenie filmu przez kilkanaście sekund gdzie nie wypowiada ani słowa!!! Już chociaż mógł przyciągnąć do siebie mocą ten je...a miecz!!!Mam nadzieje że w następnej części chociaż odegra dużą rolę.

Nigdy jeszcze nie byłem tak rozdarty co do filmu. Ma swoje zalety jak i rażące wady. Mimo wszystko spodziewałem się czegoś więcej po J.J. Abramsie mam nadzieje że w kolejnych częściach znacznie się poprawią co nie oznacza że teraz była tragedia.

Film dobry ale?

Cześć,

na wstępie przywitam się bo zaglądam na bastion codziennie od 13 lat a w sumie na forum pisałem ostatni raz z siedem/osiem lat temu.

Chciałem dorzucić swoje 3 grosze odnośnie filmu.

NOWI BOHATEROWIE:
Rey/Fin/Poe - mega ogromny plus i pozytywne zaskoczenie. W sumie nie wiedziałem czego się spodziewać, miałem nadzieję, że będzie wszystko ok ale to co zobaczyłem na ekranie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W końcu postacie na miarę Hana/Lei/Luke`a/Landa. Bardzo fajnie napisane dialogi, dobrze odegrane, wszystko wypada naturalnie, przyjemnie się to ogląda i bardzo łatwo jest od samego początku poczuć sympatię do tych bohaterów, szczególnie do Rey - genialna postać, fajna dziewczyna - jak już wiele osób napisało - bardzo fajne odejście od schematu - kobieta = księżniczka.

BB-8 - mega spoko, tutaj bardzo pozytywne zaskoczenie bo spodziewałem się takiego sobie droida - a muszę przyznać, że naprawdę fajnie stworzony bohater - idealne wprowadzenie lekkości do filmu w stosunku do jar jara z nowej trylogii.

Maz Kanata - ciężko cokolwiek stwierdzić, postać ok, ani mnie nie zachwyciła anie nie zawiodła - ot postać w filmie z tymże ciekawe wydaje się jej pochodzenie i to skąd miała miecz świetlny - i jak jej się udawało - takiej małej - bezbronnej(?) prowadzić kantynę w stylu tej z Mos Eisley?

STARA GWARDIA:
Han i Chewie spoko, wiadomo, że to że akurat byli w tym momencie na Jakku to mega naciągana sprawa ale umówmy się - w Gwiezdnych Wojnach - szczególnie w starej trylogii jest mega wiele naciąganych rzeczy - ale właśnie dlatego o tej historii a nie o innej powstał ten film . Fajnie grali, naturalnie, nie miałem wrażenia gry na siłę.

Leia - tutaj z kolei miałem bardzo duże wrażenie gry na siłe - kompletnie inna osoba niż w starej trylogii - wiadomo, że minęło 30 lat, ale tak jak ze starego Hana zostało wiele, tak tutaj w sumie mogłaby to być nowa postać - gra aktorska też mnie nie przekonywała jak również wątek miłości między Hanem a Leią... Nie wiem... Może jak będę w tak długiej relacji z kimś to zrozumiem o co chodzi, ale Leia nawet nie byłą za bardzo załamana śmiercią Hana...

Luke - co tu pisać, nie ma o czym... Ale ok, taki scenariusz - nie przeszkadza mi to, ciekawy jestem czy zginie na koniec ostatniej części....

NOWI ANTAGONIŚCI
Phasma - mega zawód - za mało jej było a jak była to nie miałem wrażenia że jest to jakaś fajna kozacka postać... To ma być niby nowy Boba Fett? Szkoda...

Hux - ok, postać spoko, natomiast to co mi się BARDZO NIEPODOBAŁO to była jego przemowa nawiązująca kropka w kropkę do Hitlera... Wiadomo, że film ten czerpie z historii naszego świata(bo z czego innego ma czerpać), ale do tej pory zręcznie unikano tak wielkich podobieństw, a tutaj po prostu kalka z Hitlera i jak dla mnie wyszło to groteskowo, i jeszcze ten "hajl" szturmowców na koniec... Z jednej strony ok - fajnie, że pokazane jest iż są oni fanatykami ale z drugiej strony - oczekiwałbym, że zostanie to pokazane w inny sposób.

Kylo Ren - hehe, mam tak jak większość - dopóki miał maskę to był mega - jak ją ściągnął to wrażenie "seriosously?!". Ogólnie dla mnie to jest mega ok by antagonista był młody i targany wątpliwościami - mega mi się podobay jego napady złości - natomiast jego wygląd bez maski to po prostu dzieciak z liceum! Bardzo mi ta jego twarz nie pasowała oj bardzo. Pod tym względem muszę przyznać, że Hayden Christiansen w Epizodzie III wypadł przekozacko - bo jak dla mnie mimo iż jego gra, szczególnie w Ataku Klonów to było drewno - tak w III części bardzo dobrze odegrał silną osobę targaną silnymi emocjami i konfliktem - czuć było do niego respekt i strach przed nim. Jak włożył maskę Vadera to bardzo łatwo było mi sobie wyobrazić, że to Anakin się pod niż znajduje. Tutaj czuć tylko politowanie i mam nadzieję, że w Epizodzie VII ta postać wydorośleje. Inna sprawa - mam nadzieję, że się nagle nie nawróci bo nie wyobrażam sobie by po zabiciu ojca nagle wszystko miało być ok - "witaj syny marnotrawny".... Mam nadzieję, że będzie to postać tragiczna i ew. targana wyrzutami sumienia się zabije jak już się nawróci - mniej więcej tak samo jak Darth Vader gdy zdjął respirator i nie chciał być uratowany.

SNOKE
Super - bardzo mi się podoba i jestem ciekawy kto to jest, jedna tylko rzecz - wydaje się dobrym wujkiem zamiast przerażająco złą postacią na miarę imperatora.

BAZA STARKILLER
Ok pomysł spoko, fajnie stworzona tylko.... Po co?! Tak jak się pojawiła tak została zniszczona. Nawet jeśli już chcieli nową super broń - ok rozumiem, w EU też tego było pełno - to generalnie jej rozwalenie skojarzyło mi się z błahostką... Obie Gwiazdy Śmierci to była mega wielka sprawa, zdobycie ich planów, rozwalenie - to wszystko było obkupione trudem, ogromnymi przygotowaniami itd. Tutaj mamy co... Nowa super broń - mega przekozacka - ale jej zniszczenie to totalny pikuś, nawet się nie spocili za bardzo... Bez sensu... Mogli ją chociaż uszkodzić tak by nie oddała strzału a nie znowu kurde rozwalić - imo chyba najsłabszy motyw nowej części.

ŚMIERĆ HANA
Kolejna najsłabsza rzecz w filmie - kompletnie nie potrzebna wg mnie i kompletnie bez sensu. Jeśli chcieli go uśmiercić to mogli to chociaż zrobić tak by się poświęcił dla kogoś a nie że został zabity przez własnego syna. Po pierwsze - bardzo psuje mi to starą trylogię i jestem bardzo zły z tego powodu bo co... Teraz oglądając OT będę oglądał Hana - gościa który z każdej opresji wychodził żywy - i myślał sobie - super - zginie z ręki WŁASNEGO DZIECKA! Ja wiem, że zakończenie nie musi być "żyli długo i szczęśliwie" ale kur*a! Bez przesady! Po za tym to Gwiezdne Wojny a nie "TRUDNE SPRAWY" i wiadomo, że są to "Wojny" i prócz komedii będzie śmierć itd. co jest super w tym filmie - ale zabicie własnego ojca?! PRZESADA!! I śmierć Hana powinna być okraszona jakąś mega żałobą a nie tym co było. Kurde razem z basą Starkiller po prostu tak mi psują ten fajny nowy film, że nie mogę!

POJEDYNEK KYLO VS. REY/FIN
Dużo osób pisze, że to bez sensu, że Rey i Fin tyle potrafią a ja napiszę tak - Luke - wieśniak z Tatooine, który nie walczył - po tak samo mega skąpym treningu był w stanie stawić czoła komu? Dartovi Vaderowi!! Fin był szturmowcem i był szkolony w walce a i tak przegrał z cienkim Kylo Renem. Rey natomiast też było pokazane, że umie się bić i jest w tym dobra - i ona wygraa z Kylo ale nie zapominajcie, że Kylo w tym momencie był raniony przez Chewbaccę i Fina! Myślę, że najwięcej zamieszania wprowadza tutaj pokaz umiejętności Kylo z początku filmu - bo wydaje się on naprawdę mocnym typem - ale ja to sobie tłumaczę, że po prostu wtedy był w formie a później podczas walki był raniony przez Chewbaccę i wyprowadzony z równowagi - po prostu typ był nie wyszkolony i wydaje mi się to logiczne. A to że zabił wszystkich uczniów Luke`a - i co z tego? Nawet Jar Jar mógłby ich zabić - nikt nie powiedział, że zrobił to w otwartej walce - może zabił ich we śnie? Może nasłał na nich płatnych zabójców? Można to tłumaczyć na wiele sposobów.

SYTUACJA POLITYCZNA
Czekam na adaptację książkową lub na jakiś przewodnik bo za cholerę nic nie rozumiem... Wydaje się to wszystko ciekawe ale za mało tego, chociaż 5 minut więcej by wystarczyło by co nieco opowiedzieć i ułożyć w logiczna całość.

Dodatkowo jeszcze jedna rzecz o której już ktoś pisał - serio ruch oporu miał tylko garstkę X-wingów?

Jutro idę drugi raz do kina więc może na część rzeczy spojrzę inaczej. W każdym razie film mi się mega podobał - pierwsza połowa to po prostu miód malina i mega pozytywne zaskoczenie - natomiast druga połowa to jednak trochę zawód - i nie chodzi o głupią fabułę bo uważam, że to wszystko jest ok tyle, że po prostu te wątki miały za mało czasu poświęconego! Śmierć Hana, zniszczenie Starkillera - może w książce będzie to lepiej opisane - pożyjemy - zobaczymy.
W każdym razie nieźle, ze za rok kolejny film a potem kolejny i znowu kolejny, niezłe jaja.

Pozdrawiam!!

Re: Film dobry ale?

POJEDYNEK KYLO VS. REY/FINN

Mordo, ale Luke stawił czoła Vaderowi dopiero w ep.V.

Re: Film dobry ale?

A komiks z nowego kanonu czytałeś?

Re: Film dobry ale?

A muszę?

Re: Film dobry ale?

Ajesteś fanem ?

Re: Film dobry ale?

Luke walczył z Vaderem w ep V po podstawowym przeszkoleniu, a po za tym Vader bawił się z nim, chciał go przeciągnąć na ciemną stronę a nie zabić. Po za tym i tak odciął mu rękę i go pokonał.

Re: Film dobry ale?

No jasne przecież, że Luke walczył z Vaderem w Ep 5.

Ale chodzi o to, że Vader był jednym z największych badassów w dziejach a Kylo Ren to jednak tylko jakiś tam młokos na dodatek ranny. Natomiast Luke przez całą młodość był farmerem wilgoci a jednak Rey chodziła z tym kijem i coś tam umiała, więc to wszystko wg mnie jest logiczne. I ja wiem, że w Ep. 5 Luke był już po przeszkoleniu ale sami piszecie, że to było jakieś tam wstępne przeszkolenie.
I jeszcze jedna sprawa - Rey słyszała coś tam o Jedi więc wiedziała mnie więcej, że tam jakieś sztuczki oni potrafią i jak dowiedziała się, że ma moc to po prostu próbowała i jakoś tak wyszło. Przecież nie przestawiała gór ani nic... Po za tym w jednym z wywiadów ktoś pisał, że tutaj będziemy mieli do czynienia z większą mocą - która już nie jest ograniczana ciemną stroną mocy i dlatego film nazywa się przebudzenie mocy.

Re: Film dobry ale?

I zapominasz jeszcze o jednym. Rey ma w sobie silną Moc, którą odkrywa, ale nie potrafi jeszcze kontrolować. A Kylo Ren jest niezrównoważony psychicznie i emocjonalnie. O ile szybko radzi sobie z Finnem i idzie mu źle, o tyle ma większy problem w walce z Rey. Ta początkowo się wycofuje z tym mieczem, potem wpada w furię. Pewnie daje się ponieść Ciemnej Stronie, kto wie czy nie bardziej niż Ren. On pewnie też nie spotkał jeszcze prawdziwego oponenta, który używałby Mocy. Efekt jest taki, że Ren znów ma swój rozstrój... Dlatego w pewnym momencie ta walka jest wyrównana ze wskazaniem na Rey. On dołuje, ona czuje się pewniej.

creative freedom haha

Dla takiego potworka fabularnego usunięto EU? XD Przeciętna książka z EU jest bardziej oryginalna. W sumie każda jest bardziej oryginalna.

Największe plusy filmu to wybitny Ford, dobra muzyka oraz fakt, że film był lepszy od Ataku Klonów. No i nowe postacie nie są takie złe, Poe całkiem fajny, Finn zabawny, a Rey ok. BB też spoko.

Generalnie dla mnie kanon Disneya to legendy, a już zniechęciłem się do przyszłych filmów.

Brak Lucasa = brak SW.

Re: creative freedom haha

Creative freedom:
/keep a superweapon idea
/delete Jaina
/delete EU Ben
/rename Jacen to Ben for lolz
/swap Mara Jade for Han Solo
/swap Wedge Antilles for Poe Dameron
/copy the whole structure of a New Hope

Done.

Ze scenariusza to chyba Finn był jedynym rezultatem "creative freedom".

EUBREUEUBREUBREUBREUBREU

Trochę kiepsko, ponieważ ten film dał więcej pytań niż odpowiedzi. A Abrams nie będzie dyrektorem ósemki... But oh well, mi się ten film akurat podobał.

...

Wróciłam z kina godzinę temu i:

Rozczarowania:
- SNOKE! To tyle? Naprawdę? Tak go ukrywali, niby taka wielka tajemnicza postać, a swoim wyglądem ani nie przeraża...ani nie powala niestety...Do tego wyglądał strasznie sztucznie. Szczerze mówiąc nic do filmu nie wniósł. Wolałabym gdyby w filmie był obecny jedynie jako głos.
- Phasma - komiczny głos

- Za mało Poe`a. I jego relacja z Finnem jest taka..wymuszona. Pod koniec zachowywali się jakby znali się niewiadomo ile lat. Taki Luke i Han w wersji baardzo skróconej.

- Praca kamery momentami była zbyt chaotyczna, ale da się przyzwyczaić. Nie wiem czy to charakterystyczne dla Abramsa, nie oglądałam jego poprzednich filmów.

- Luke z długimi włosami

- IMO, za szybkie zapoznanie się z Hanem.
(To CHYBA na tyle..)

Pozytywne zaskoczenia:
- gra aktorska Daisy jest niesamowita, to samo tyczy się Johna!

- Przystojny Adam Driver

- Finn/Rey vs Kylo.

- Muzyka.

- Początek filmu.

- Retrospekcja z Rey, wow.

- Humor, o dziwo, śmieszny.
(To CHYBA na tyle..) [2]

OPINIA

Obejrzałem The Force Awakens. Tyle czekania... i niestety czuję spory zawód. Jestem z tych fanów, co nie łykają wszystkiego bez krztyny krytyki, więc byłem szczególnie wyczulony. Najgorsze niestety jest to, że ten film pod względem wydarzeń wygląda prawie na remake Nowej Nadziei. Aktorzy za to dawali radę, szczególnie Ford. Z nowych twarzy całkiem fajnie wypadli Ridley jako Rey i Boyega jako Finn.

Bardziej spoilerując, co mi najbardziej utkwiło w pamięci, zarówno wady jak i zalety:
- Śmierć Hana Solo. Z jednej strony plus, bo to była jedna z całych dwóch scen w których czułem prawdziwe emocje, ale z drugiej... Bez Hana to już nie będą te same Gwiezdne Wojny.
- To co zrobiono z postacią Maxa von Sydowa to kpina. Kolejny świetny aktor starego pokolenia zmarnowany, podobnie jak Lee w roli Dooku.
- Nie wykorzystano potencjału bazy Starkiller. Miałem nadzieję, że nie podzieli losu DS. Jak widać myliłem się...
- Snoke wygląda tak sobie. Do Palpatine`a nie ma startu, no ale może się rozkręci w następnych epizodach.
- BB-8 był świetny. Podobnie jak Chewbacca i C-3PO. Fajne też było cameo Jamesa Bonda. xD
- Walka na miecze bardzo dobra, z ciekawą scenerią.
- Piękna scena wizji Rey. W szczególności scena z rycerzami Ren i Lukiem dotykającym R2 z głosem Yody w tle.
- Poza sceną z Hanem i to wyżej wspomnianą, niestety brak większych emocji. Widząc ANH nawet za 50 razem oglądam scenę ataku na DS z dreszczem na plecach. Atak na bazę First Order chowa się i zostaje daleko w tyle.
- Luke pojawiający się na 1 minutę... Ech.
- Zbyt nachalne nawiązania do ANH w pewnym momencie podchodziły pod jakąś parodię. Np. Hux ``cytujący`` Tarkina, czy szturmowcy gadający o T-16. Serio? Po trzydziestu latach oni nadal mają nowy temat do rozmowy? Och, come on. oll:

Ostatecznie myślę, że nie było do końca tak źle. Ale naprawdę, mogło być lepiej. Oczywiście na epizod VIII czekam i mam nadzieję, że nie będzie kopiował TESB i okaże się być dobry.

Re: OPINIA

Miało być jeden temat. Szturmowcy po tylu latach mają tylko jeden ten sam temat do rozmowy.

Re: OPINIA

Lubsok napisał:
Miało być jeden temat. Szturmowcy po tylu latach mają tylko jeden ten sam temat do rozmowy.
-----------------------

To tak jak dziś 90% facetów gada ciągle o samochodach, no ale jak tak można?!

Re: OPINIA

Zgadzam się co do joty! It`s true. All of it.

Cała nowa trójca Rey, Finn, Poe (szczególnie polubiłem Finna)i BB-8 wypadli świetnie. Rey trochę za dużo potrafi, a tu świetnie pilotuje, a tu świetnie naprawia, a tu świetnie uczy się Mocy jednego dnia, a tu wygrywa pojedynek na miecze z osobą, która trenowała lata..
.. ale wolę już oglądać to niż 9latka pilotującego myśliwiec, którym rozwala statek matkę Separatystów.

Największy minus tego filmu to:
- WTÓRNOŚĆ

Piękne lokacje, zachwycające sceny, sympatyczne postacie, ale ta wtórność... gdzie "swoboda kreatywna"?

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

Według mnie pośpieszyli się ze zdradzeniem, że Kylo Ren jest synem Hana Solo. Zostało to powiedziane w jakimś zwykłym dialogu, co nie dało tego efektu zaskoczenia. Tak samo bez sensu było zdejmowanie maski przed Rey. Powinno to wyglądać mniej więcej tak: Kylo idzie na tej platformie szukając zbiegów, Han pojawia się na drugim końcu i wtedy woła "Ben" (a nigdzie wcześniej nie jest wytłumaczone, że to jego syn, więc widz zastanawiałby się o co chodzi) trzymając w ręku detonator, celując w Rena czy coś w tym stylu. Wtedy Kylo się odwraca i zaczyna pierwszy raz w filmie zdejmować maskę pytając "Zabijesz własnego syna?". Jak dla mnie to dałoby efekt zbliżony do dialogu Luka i Vadera w ESB, szok i niedowierzanie.

Drętwo wyszła też ostatnia scena z Lukiem. Stoją jak kołki, a powinno być zbliżenie na miecz świetlny, on zaczyna drgać jakby przyciągany mocą i cięcie.

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

To ruszaj do Hollywood i rób filmy, dude

Re: Star Wars VII: Przebudzenie Mocy (temat "recenzencki")

IMO Abrams miał dobry zamysł z zostawieniem ostatniej sceny bez żadnej wypowiedzi. Mógł dorzucić jedną wypowiedź dla Skywalkera, ale było to niekonieczne. Takie nieme sceny są bardziej wymowne. Aczkolwiek zabrakło w niej dynamizmu. Trochę za bardzo rozwlekłe sterczenie. Byłoby to zrozumiałe, gdyby pojawiła się jakaś konkluzja owej sceny. Zabrakło kropki nad i, a tak widz pozostał z dziwnym uczuciem.

Po komentarzu osobnika, który nawołuje cię do pracy w Hollywood, akurat wpadł mi do głowy koncept, który uważam za lepszy niż pomysł Abramsa

Otóż zachowałbym wszystko, co Abrams poukładał w tej scenie, ale po patrzeniu na siebie dodałbym Rey podchodzącą do Luke`a. Trzymałaby ona miecz w obu dłoniach. Kiedy w końcu stałaby blisko, Luke chwyciłby rękojeść jedną ręką na środku. Takie lustrzane odbicie sceny Hana z Kylo. Wtedy właśnie zakończyłbym film Ludzie mieliby dodatkowy powód, żeby spekulować o tym, że Rey jest córką Luke`a, a nawet jeśli nie jest, to taka scena idealnie wpisuje się w SW. Podobieństwa i symbolika, chleb powszedni SW. Scena identyczna, ale wyrażająca przeciwieństwa. W jednej mamy niepewność, wahanie, śmierć i Ciemną Stronę, w drugiej determinację, nadzieję i Jasną Stronę (zauważcie, że Rey im dłużej trzymała miecz, tym pewniejsza się stawała).

tl;dr

Trochę się rozpisałem, to i tu mogę wstawić.

Przebudzenie Mocy to film trudny do ocenienia. W czasie seansu i późniejszej analizy starałem się w jak największym stopniu odciąć od całego niepotrzebnego kontekstu niezwiązanego bezpośrednio z filmem - zmiany właściciela, kanonu, oczekiwań. Siódmy epizod okazuje się jednak filmem na tyle nierównym, pełnym rzeczy świetnych i niesamowicie rozczarowujących, że nie da się go podsumować samą oceną czy krótkim komentarzem. To ciąg elementów, których nie da się ocenić w sposób zbiorczy, a jednocześnie każdy z nich wpływa na całą resztę. The Force Awakens nie jest zawodem, ale też nie oczarowuje w sposób, jakiego można by oczekiwać po dosyć pozytywnych reakcjach. Daleko mu do najlepszych epizodów, ale trudno ocenić go w odniesieniu do prequeli, z którymi przegrywa lub wygrywa w zależności od rozpatrywanego aspektu. Film jest jednocześnie bezpieczny i pełen zaskakująco ryzykownych decyzji, wybija się na polach, na których kulały pozostałe części sagi, a nie daje rady w kategoriach, w których można by go uważać za pewniaka. Prawdopodobnie nie wzbudzi aż takich emocji jak prequele, które przygotowały wszystkich na możliwość drastycznych zmian w stylistyce, a jednocześnie będzie krążył w dosyć szerokim przedziale ocen, zależnym od wagi, jaką każdy przypisuje poszczególnym aspektom filmu. No to po kolei.

Przebudzenie Mocy zaczyna się zaskakująco dobrze. Chociaż poszczególne wydarzenia nie zawsze są w pełni wiarygodne i tu i ówdzie trzeba przymknąć oko na pewne uproszczenia fabularne, pierwsza godzina filmu sprawia wrażenie świetnie skrojonej przygody z odpowiednim tempem i narracją. Jakku oferuje bogaty, ale trochę powycierany świat pełen miejsc i postaci, z których każda zdaje się mieć za sobą bogatą historię. W podróży Finna, Rey i BB-8 czuć pewną magię, a przede wszystkich świetną dynamikę, zarówno w akcji, jak i w dialogach. Nowi aktorzy pojawiający się w początkowych sekwencjach filmu spisali się naprawdę dobrze. Dialogi są żywe, naturalne, choć czasem zbyt mocno i zbyt często skręcają w stronę komedii, jak gdyby ktoś chciał non stop serwować nam the best of Han & Leia. Poe Dameron jest ciekawą wariacją Hana Solo z elementami pilotów rebelii, Rey jest konkretna i zaradna, choć czasem aż za bardzo, a Finn wypada w tym wszystkim dosyć naturalnie i sympatycznie, choć ma problemy z motywacją.

Wydarzenia na Jakku to świetna rozrywka i nawet jeśli momentami ocierają się o absurd, tę część filmu się po prostu chłonie, bo daje masę frajdy. Równie dobrze wypada spotkanie ze starą gwardią w postaci Solo i Chewbacci. Sekwencja rozgrywająca się na ich statku skręca może zbyt mocno i radośnie w stronę Strażników Galaktyki, ale jest w tym wszystkim również coś z nieskrępowanej zabawy i przygody z Mrocznego widma. Podobał mi się motyw włączenia w akcję egzotycznych stworzeń, bo jest to coś, czego w sadze bardzo często brakuje. Abrams wypuścił na chwilę różnorodną galaktykę z zamkniętych klatek pałaców, zamków i kantyn i to się chwali. Konfrontacja z dwoma gangami jest zapewne jakąś formą nawiązania do sytuacji z Jabbą, w tym wypadku jednak w bardzo udany sposób rozwinięto i odświeżono coś, co mogło być po prostu kolejną kalką Nowej nadziei w siódmym epizodzie.

Cały akt na Jakku urzeka ilością drobiazgów - od zbierania złomu i przygotowywania posiłku, przez uruchamianie Sokoła i przeskakiwanie po jego licznych niuansach, po ciekawych obcych i wzbogacenie historii o rożne mniejsze gangi i ugrupowania. Momentami może razić aż nazbyt rozrywkowy i komediowy charakter niektórych sytuacji, brakuje nieco spokojniejszych, nostalgicznych momentów, trzeba też bardzo mocno przymykać oczy na masę wygodnych zbiegów okoliczności, ta część filmu jest jednak nadzwyczaj udana. To świetna i niegłupia rozrywka, w którą można się bez obaw wciągnąć i czerpać z niej mnóstwo przyjemności.

Sporym zgrzytem w tej części filmu jest dla mnie jednak początkowa motywacja Finna. Ciężko mi bowiem zaakceptować to, że indoktrynowany od urodzenia szturmowiec w jednej chwili zmienia swoje przekonania i nie tylko pomaga uciec pojmanemu wrogowi, ale od razu przystępuje do beztroskiej eksterminacji ludzi, którzy jeszcze przed chwilą byli jego towarzyszami broni. Wypada to mało wiarygodnie między innymi dlatego, że FN-2187 jest w zasadzie jedynym szturmowcem przejawiającym jakiekolwiek oznaki wątpliwości i w zasadzie nie bardzo wiadomo, czym jest to spowodowane. Wydaje mi się, że film powinien poświęcić przynajmniej kilka scen na przedstawienie dla kontrastu i jako podłoża dla postać Finna innych szturmowców, ich podejścia, charakterów. Tu własnie mogłaby znaleźć jakieś zastosowanie postać Phasmy (o tym później). Abrams podjął decyzję o uczynieniu jednego z bezimiennych, zamaskowanych ludzików bohaterem i filmu z własną osobowością, jednocześnie jednak nie uczynił najmniejszego kroku, by w jakikolwiek sposób uczłowieczyć całą resztę żołnierzy Najwyższego Porządku. Finn i jego przemiana mogłyby wypaść znacznie wiarygodniej, gdyby odbywała się na jakimś tle, nie w oparciu o jedno wydarzenie, które nie daje nam żadnego wglądu w to, dlaczego jeden jedyny szturmowiec postanawia zmienić całe swoje życie. Zmarnowano tu okazję na lepsze zarysowanie tej ważnej w uniwersum formacji, która pozostała bezmyślnym mięsem armatnim. Mimo wszystko Finn jest dosyć dobrze prowadzony i zagrany w dalszej części filmu. Obserwując materiały promocyjne miałem wrażenie pewnej pretensjonalności w grze Johna Boyegi, ostatecznie nie wypadł jednak tak źle.

Niestety w dalszej części filmu początkowa płynność i dynamika trochę się gubi. Od momentu przybycia na Takodanę znika gdzieś organiczność, a naturalny bieg wydarzeń zaczyna ustępować rozwiązaniom fabularnym, które zdają się być wymuszone, a jednocześnie przewidywalne i zbyt wtórne względem poprzednich epizodów. Zamek Maz nie do końca sprawdza się jako kolejna iteracja kantyny i pałacu Jabby i chyba wolałbym, by Abrams postawił na nieco świeższe przedstawienie tematu niż próbę imitacji "miejscówki z obcymi i muzyką". W knajpie brzdąka jakaś zupełnie nie zapadająca w pamięć melodyjka, po obcych prześlizgujemy się na tyle szybko, że nikt nie zwraca na siebie uwagi, nie licząc postaci, które w jakiś sposób biorą udział w wydarzeniach. Nieco rozczarowująca jest też sama Maz Kanata, która jest osobą świetnie poinformowaną i zaangażowaną w wydarzenia, a jednocześnie pozbawioną jakiejkolwiek aury tajemniczości czy zagadkowości, której można się spodziewać po tysiącletniej istocie. Stricte komputerowa postać wypada też trochę nienaturalnie na tle wszystkich kukiełek i praktycznych efektów.

Większym problemem jest jednak to, że nie ma w zasadzie nic ciekawego do powiedzenia. Podobnie jak inna wygenerowana komputerowo postać, Snoke, jest jedynie "popychadłem", którego rolą jest popchnięcie fabuły i postaci w odpowiednim kierunku. To jest ten moment, w którym wiele rzeczy zaczyna się w filmie sypać, a naturalność i pewną zabawę zastępuje sztywne odhaczanie kolejnych punktów scenariusza. Kolejna dezercja Finna wypada mało przekonująco. Wiele do życzenia zostawia moment, w którym Rey wstępuje na ścieżkę Mocy. Szepty, skrzyneczka z mieczem Luke`a czy wreszcie nieszczęsna wizja wyglądają tak, jakby ktoś koniecznie chciał pchnąć historię i bohaterkę w tym kierunku, ale nie bardzo miał pomysł jak się za to zabrać. Wypada to wszystko dosyć topornie i nie współgra zbyt dobrze z resztą filmu. Od tego momentu zaczyna się również obracanie Rey z postaci interesującej w pewien rodzaj Mary Sue, co utrzymuje się niestety do samego końca. Przemiana Rey i odkrywanie przez nią różnych aspektów Mocy jest zbyt szybkie, a niezbyt wiarygodne.

Podobnie jak w przypadku Kylo Rena (o czym później) wygląda to tak, jakby Abrams starał się w tej nowej aranżacji Nowej nadziei jak najszybciej upchnąć pewne rozwiązania, na które w przypadku Luke`a musieliśmy czekać kolejne dwa filmy. Choć Rey od samego początku była nieco zbyt zaradna i miała zdecydowanie za dużo szczęścia, początkowo nie raziło to aż tak bardzo. Wiele rzeczy można było wytłumaczyć po prostu zahartowaniem w samotnym życiu na niebezpiecznej planecie czy właśnie wrażliwością na Moc. Trudno jednak zaakceptować to, że w ciągu godziny nie mająca zielonego pojęcia o Mocy dziewczyna zaczyna skutecznie używać perswazji, dobiera się do umysłu Kylo Rena, by wreszcie używać telekinezy czy spuścić manto mistrzowi nowego zakonu użytkowników ciemnej strony. Dziewczyna w ciągu kilku sekwencji robi rzeczy, z którymi Luke miewał problemy jeszcze trzy lata po Nowej nadziei, w której zresztą zaczęło się jego szkolenie - którego Rey nie odbyła. Rok temu z podobnych powodów krytykowałem film poprzedzający Rebeliantów, w którym Ezra zdecydowanie zbyt dobrze radził sobie z Mocą. W przypadku Rey to wszystko idzie jeszcze szybciej i jest jeszcze bardziej nieprzekonujące.

Równie nieprzekonująca jest ekspozycja, która w Przebudzeniu Mocy niestety leży. Co i rusz pojawiają się mechaniczne nieco dialogi, których rolą jest zasypanie nas suchymi informacjami. Wychodzi to zazwyczaj bardzo łopatologicznie i mało subtelnie. W pierwszej części filmu były to pojedyncze sceny, jak chociażby rozmowa postaci von Sydowa z Kylo Renem, jednak później razi to coraz mocniej. Postaci co i rusz przystają, żeby wyłożyć lekcję na temat Luke`a, R2, syna Hana i Lei, stacji bojowej - zamiast naturalnego wplatania pewnych rzeczy w dialogi dostajemy kolejne infodumpy. Brak w tym jakiejkolwiek finezji, film stara się nam wszystko wyłożyć i wytłumaczyć, zbyt wiele rzeczy jest podanych wprost. Brak w tym jakiegoś marginesu niedopowiedzeń, jak w oryginalnej trylogii. Trudno tu szukać obiwanowych prawd z pewnego punktu widzenia.

Niestety pod względem prezentacji informacji i przedstawiania świata siódmemu epizodowi zdecydowanie bliżej jest do trylogii prequeli. Dostajemy mnóstwo przegadanych scen, które nie niosą ze sobą żadnej energii, które pełne są niepotrzebnego rozwlekania, powtarzania informacji, ciągłego przypominania kto, co, z kim i dlaczego - choć jednocześnie nie dowiadujemy się niczego o wielu istotnych zagadnieniach, które są w filmie przemilczanie (do czego wrócę w dalszej części). Wypada to tym gorzej, że przecież wiele dialogów w filmie, zwłaszcza pomiędzy młodymi aktorami, wypada bardzo naturalnie. Na ich tle udzielane co i rusz wykłady wyglądają dosyć nieporadnie. Co więcej, rażą trochę zbyt nachalne nawiązania do oryginalnej trylogii. O ile porównanie nowej superbroni do Gwiazdy Śmierci jest uzasadnione, o tyle już żart ze zgniatarką śmierci był moim zdaniem wyjątkowo drętwy i niepotrzebny - a takich momentów jest więcej.

Ze względu na tę słabą ekspozycję, która dominuje w drugiej połowie filmu, wypada ona o wiele słabiej niż początkowe sekwencje. Cała przygoda gdzieś znika, a Abrams zaczyna odhaczać punkty na swoim przepisie na remake Nowej nadziei. Mamy więc uprowadzoną bohaterkę, którą trzeba uwolnić, pojawia się zupełnie niepotrzebna w tym filmie i dosyć idiotyczna nawet jak na Gwiezdne wojny superbroń, zaczyna się powielanie schematów z Gwiazdy Śmierci. Ginie gdzieś dynamika i zabawa, zaczyna się za to wrażenie strasznej wtórności i przewidywalności. Film przestaje zaskakiwać, a zaczyna irytować przeciąganiem scen, których rozwiązania i tak wszyscy się spodziewają. Akcja rozdzielona jest momentami między trzy czy cztery wątki, między którymi przeskakuje w sposób dość nieregularny. Coraz mocniej rzuca się też w oczy niewiarygodne szczęście bohaterów i całkowita nieporadność Najwyższego Porządku. Momentami ma się wrażenie oglądania scen żywcem wyjętych z poprzednich epizodów - Poe wlatujący sam do wnętrza bazy jak Luke Skywalker i ostrzeliwujący ją od wewnątrz jak Lando, wyłączanie pola ochronnego jak w Powrocie Jedi... Nie ma nawet sensu zwracać uwagi na rzeczy tak oczywiste, jak przeniesienie w skali 1:1 całej sytuacji z Nowej nadziei, gdy rebelia atakuje superbroń, która w tym samym czasie przygotowuje się do zniszczenia planety, na której zlokalizowana jest jej baza.

Uważam zresztą bazę Starkiller za najsłabszy element fabuły całego filmu. Pomijając nawet kwestię wtórności, w przeciwieństwie do Gwiazdy Śmierci jest ona zupełnie nieistotna dla historii i stanowi w pewnym sensie wątek poboczny wprowadzony w ostatnim akcie. Gwiazda Śmierci i próba jej zniszczenia była motywem przewodnim Nowej nadziei. Wszystkie wydarzenia w filmie kręciły się wokół niej, jej planów, była ona powiązana z każdym wątkiem filmu od początku do końca. Baza Starkiller to z kolei deus ex machina, wyciągnięta pod koniec filmu i na siłę podporządkowująca sobie wszystko i wszystkich. Myślę, że korzystniej byłoby zostawić bazę Starkiller zwykłą bazą wojskową bez jakichkolwiek destrukcyjnych właściwości i przekucie ataku w regularną bitwę, bez kolejnego McGuffinowego rdzenia do wysadzenia. Nawet gdyby zostawiono wątek porwania czy konfrontacji ojca i syna, całość zyskałaby pewną świeżość i naturalność przez to, że nie próbuje bezmyślnie powielić i przebić to, co już znamy. Planeta śmierci jest kompletnie nieistotną dla historii zapchajdziurą, która zostawia po sobie tym gorsze wrażenie, że jest już zwyczajnie przekombinowana. Jestem ciekawy opinii osób, które z taką ulga przyjęły wywalenie wielu bzdur z Expanded Universe. Jak to szło? Legendy to worek z pomysłami, mogą wywalić głupoty i odpowiedzieć własną, oryginalną historię? No to macie, film balansujący na granicy autoplagiatu ze stacją bojową, która najprawdopodobniej przebija wszystko, co widzieliśmy w EU. Chyba nie o to chodziło.

Niestety, Przebudzenie Mocy pod względem przedstawionej historii jest prawdopodobnie najsłabszym filmem sagi. Wątek nieobecności i poszukiwań Luke`a jest zarysowany dosyć nijako i jest kolejnym McGuffinem, w dodatku takim, który cały czas istnieje gdzieś w tle wszystkich wydarzeń i jest z nimi dosyć luźno powiązany. Baza Starkiller jest pomysłem zupełnie niepotrzebnym, który psuje drugą połowę filmu, wymuszając wtórność rozwiązań fabularnych. Nie powiem, że jestem tym w jakikolwiek sposób zaskoczony, bo o tej wtórności pisałem już rok temu, nie zmienia to jednak faktu, że po prostu szkoda mi tego filmu. Było tu pole do stworzenia zdecydowanie ciekawszej historii.

Zawodzi jednak nie tylko baza Starkiller, ale związani z nią antagoniści. Zarówno poszczególni bohaterowie, jak też cała zrzeszająca ich organizacja. Nie odniosłem wrażenia, że stanowią realne zagrożenie dla bohaterów pozytywnych. Cała organizacja, dosyć słabo zresztą zarysowana, pomimo swojej technologii, determinacji i rzekomej potęgi jest ukazana w taki sposób, że zupełnie nie czujemy, by Ruch oporu faktycznie stawiał czoła przeważającym siłom wroga. Spora w tym wina bardzo słabego nakreślenia kontekstu politycznego i sytuacji galaktyki w filmie. Pomimo rozbudowanej aż do przesady ekspozycji i szastania nazwami, nie jesteśmy w stanie wyrobić sobie zdania o możliwościach którejkolwiek z organizacji - czy to Republiki, o której nie wiemy nic, czy Ruchu oporu i Najwyższego Porządku, o których całą wiedzę czerpiemy w zasadzie z domysłów i automatycznie narzucających się skojarzeń z ich poprzednikami. Spadkobiercy Imperium są dosyć nieudolni, ale w inny sposób niż fajtłapowaci szturmowcy. Przez cały film bohaterowie rozrywają ich bez żadnych problemów i bez żadnych wyraźnych atutów. Wszystko udaje im się niewielkim kosztem, podczas gdy ci źli zdają się być stale przyparci do muru i wystawiani przez protagonistów do wiatru. W żadnym momencie filmu nie czujemy, by mieli przewagę nad bohaterami, a całość momentami zaczyna przypominać kreskówkę, w której przeciwnik głównego bohatera w każdym odcinku z frustracją stwierdza, że po raz kolejny mu się wymknął. Jedyna sytuacja, w której ciemna strona odnosi zwycięstwo jest skutkiem tego, że bohater z własnej woli włazi w paszczę lwa.

Na pewno wynika to po części z tego, że dowódcom Najwyższego Porządku brakuje charyzmy, nie wzbudzają ani grozy, ani szacunku. Kapitan Phasma jest trzeciorzędną postacią, której obecność w filmie nie jest właściwie niczym uzasadniona. Nie pełni niemal żadnej istotnej roli, a w tych kilku scenach, w których się pojawia, wypada bardzo nieprzekonująco. To już druga (po ostatnich Igrzyskach śmierci) rola, w której widziałem Gwendoline Christie i w obu przypadkach aktorka wypadła wyjątkowo drętwo. Biorąc pod uwagę różne wypowiedzi na temat tej postaci w wywiadach i artykułach, można odnieść przykre wrażenie, że jedynym powodem jej obecności w The Force Awakens była chęć wprowadzenia pierwszej kobiecej antagonistki. Przykre, bo bardzo chętnie zobaczyłbym w Gwiezdnych wojnach taką postać, natomiast Abrams zmarnował tę okazję, przedstawiając nam postać kiepską, źle zagraną i, co chyba najgorsze, nie wzbudzającą niemal żadnego zainteresowania. Chciejstwo zastąpiło w tym przypadku potrzebę stworzenia po prostu dobrej postaci.

Hux i Kylo Ren to z kolei para nieopierzonych frustratów, która ma najprawdopodobniej być odzwierciedleniem relacji Vadera i Tarkina z Nowej nadziei. Tam jednak otrzymaliśmy dwie wybitne jednostki z pewnymi konfliktami metod i interesów, jednak wspólną wizją i kierunkiem działania. Obie budziły respekt, obie posiadały odpowiednią charyzmę. Przebudzenie Mocy oferuje nam z kolei rywalizację przypominającą w najlepszym razie dwóch szkolnych prymusów zabiegających o względy nauczyciela, którzy bardziej niż na osiągnięciu celu skupiają się na słabo uzasadnionej i zarysowanej rywalizacji. W przeciwieństwie do chłodnych, zdystansowanych imperialnych, liderzy Najwyższego Porządku są postaciami bardzo emocjonalnymi. Emocjom tym brakuje jednak naturalności, a sposób gry Drivera i Gleesona sprawia, że nie zawsze potrafiłem traktować te postaci poważnie. Przemówienie Huxa do szturmowców było jednym z najsłabszych momentów filmu i wypadło groteskowo. Z kolei Ren nie potrafił wyjść z pozycji roszczeniowego, rozdrażnionego chłopczyka, który na każde niepowodzenie reagował niekontrolowanymi wybuchami, które robiły się zwyczajnie powtarzalne. Nie znaczy to, że mam za złe sam kierunek obrany przez scenarzystów, jednak mam wrażenie, że starając się skontrastować te dwie postacie z ich pierwowzorami twórcy filmu poszli o krok za daleko i doszli do miejsca, w którym postacie stały się zbyt przerysowane i jednowymiarowe.

Kylo Ren jest zdecydowanie bardziej nonszalancki niż Vader, jednak jego popisy i sztuczki z wykorzystaniem Mocy nie robią w żadnym momencie takiego wrażenia jak inni antagoniści sagi. Przegrywa nie tylko z oszczędnym w słowach i ruchach Vaderze, jak też zdecydowanie bardziej charyzmatycznym Dooku czy bardziej tajemniczym i efektownym Maulem. Ma coś z każdego z nich, a jednocześnie brakuje mu własnej tożsamości. W tym momencie można powiedzieć, że właśnie to poszukiwanie własnego stylu, tożsamości jest jednym z motywów filmu i ścieżką rozmawiającego z maską dziadka bohatera. Do tego jednak potrzebne byłoby o wiele lepsze zarysowanie psychiki Kylo Rena. Niestety, również i w tym przypadku faktyczna podbudowę zastąpiono infodumpem i za jego portret psychologiczny i motywacyjny musi służyć nam parę niezbyt przekonujących monologów i rozmów Hana i Lei. Widzę, jakie intencje względem tej postaci mieli twórcy nowego epizodu, ale podobnie jak w przypadku wielu innych elementów filmu poległi na etapie wcielania tego pomysłu w życie. Abrams chciał w jednym filmie zrobić zbyt duży skok i zamiast wyraziście nakreślić nowego bohatera, od razu wykonał parę kroków w stronę piątego i szóstego epizodu, próbując sięgać po motywy konfliktu w rodzinie, dziedzictwa i nawrócenia. Moim zdaniem to nie wyszło, bo zabrakło fundamentów. Kylo Ren ma potencjał, ale w tym filmie został on raczej zmarnowany.

Niestety na tych decyzjach bardzo traci wątek Hana Solo jako ojca. Cały nasz wgląd w relacje między tymi postaciami, ich wspólną historię został zastąpiony wspomnianą wcześniej suchą ekspozycją. Na tym nie da się zbudować odpowiedniego dramatyzmu. Rozmowy Hana i Lei o synu sprawiały wrażenie wymuszonego nawiązania do Powrotu Jedi i motywu odkupienia poprzez rodzinę, a sama konfrontacja Hana i Bena (I see what you did there) okazała się sporym rozczarowaniem. Zabrakło w tym chemii, emocji. Otrzymaliśmy trochę niepotrzebnej teatralności, wkradło się niepotrzebne odwlekanie nieuniknionego. Cała scena została zrealizowana w taki sposób, że nawet osoby trzymające się z daleka od spoilerów nie powinny mieć wątpliwości do czego to zmierza. Czegoś zdecydowanie zabrakło i śmierć Hana nie miała odpowiedniej podbudowy. Jest to oczywiście nawiązanie do Nowej nadziei, wypadło jednak zdecydowanie zbyt nijako. Pomiędzy Obi-Wanem a Anakinem dało się wyczuć wyraźnie większe napięcie niż między Hanem i Benem. Ani dialogi, ani gra aktorska nie zdały tu egzaminu. Najsłynniejszy przemytnik w galaktyce został pożegnany w dosyć przykry sposób i mam podejrzenia, że miało to wyglądać inaczej i wbrew wszystkim zapewnieniom Ford w jakiś sposób naciskał na uśmiercenie swojej postaci. Trzeba było zostawić to na kolejny film, lub lepiej nakreślić obie postacie i ich relacje.

Spośród antagonistów najbardziej jednak zawodzi Snoke. Po pierwsze, nie wiemy o tej postaci dosłownie nic. I nie chodzi jedynie o kwestię jego historii czy pochodzenia, ale i motywację, charakter. Jego dialogi nie pozwalają na wyciągnięcie żadnych wiążących wniosków i cała rola postaci Serkisa sprowadza się do wydawania rozkazów i wygłaszania niezbyt odkrywczych komentarzy. Postać wzbudza zainteresowanie jedynie z czysto encyklopedycznego punktu widzenia, zabrakło jednak jakiegoś mistycyzmu czy tajemniczości, który sprawiłby, że z wypiekami czekałbym na jakiekolwiek informacje na jego temat. Na ten moment jest to bliżej nieokreślona postać, której jedyną funkcją jest popychanie fabuły do przodu w odpowiednich momentach. Nie ma tu również żadnej rewelacji pod kątem wizualnym. Jest mało charakterystyczny, nie robi wrażenia ani od strony projektu, ani od strony wykonania czy zastosowania motion capture. Zupełnie niepotrzebny był efekt powiększenia, który nie tylko nie zadziałał jako tani sposób podniesienia rangi skądinąd niezbyt przykuwającej uwagę postaci, ani nie uzasadnił potrzeby stworzenia tej postaci komputerowo. Wydaje mi się, że Snoke skorzystałby jednak na nieco większej mobilności i ekspresywności, gdyby przestał być po prostu komputerową kukłą sterczącą na tronie. Biorąc pod uwagę aurę tajemniczości, jaką Abrams starał się stworzyć wokół tego bohatera, Snoke okazuje się rozczarowaniem. Co zabawniejsze, wiele aspektów jego wyglądu, historii czy osobowości, o których mówiono w wywiadach, w ogóle nie zaistniało w samym filmie, tak jakby pozostały jedynie gdzieś w głowach twórców, którzy z jakiegoś powodu nawet ich nie zasugerowali. Chętnie dowiem się kiedyś kim jest Snoke, z pewnością nie jest to jednak pytanie któremu będę poświęcał jakąkolwiek uwagę przed premierą ósmego epizodu.

Co ciekawe, ostatni zarzut można odnieść również do kilku innych motywów, które pojawiły się w filmie. Tak jak w przypadku Snoke`a, wiele kwestii dotyczących Najwyższego Porządku, Phasmy czy Kylo i innych rycerzy Ren, do których nawiązywano w przedpremierowych artykułach, w ogóle nie pojawiło się w filmie. Rycerze Ren zostali ledwie wspomniani, a cała scena z ich udziałem została zawarta już w zwiastunie. Nie odniesiono się zupełnie do kwestii miecza, wbrew zapewnieniom Gwendoline Christie fakt, że pod zbroją Phasmy znajduje się kobieta, nie miał najmniejszego znaczenia. Odnoszę wrażenie, że wywiady publikowane pół roku temu dały nam lepszy wgląd w historię czy osobowość niektórych bohaterów niż sam film, co wydaje się nieco dziwne. To samo dotyczy zresztą kilu innych postaci i wątków. Ukazujące się na przestrzeni tego roku materiały dostarczyły lepszy wgląd w niektóre aspekty filmu niż samo Przebudzenie Mocy, które wielu z nich w ogóle nie poruszyło lub zaledwie się po nich prześlizgnęło. Nie jest to dla mnie większym zaskoczeniem, bo tajemnicze pudełko Abramsa zawsze uważałem za fikcję i zwyczajny chwyt marketingowy, niepokojąca jest jednak sytuacja, w której z publikowanych miesiące przed premierą tekstów dowiadujemy się o postaciach, ich sytuacji i motywacji więcej, niż w kinie.

Te dziwne proporcje dotyczą również rodzeństwa Skywalkerów. Leia została niemal w całości opisana w przedpremierowych materiałach. Niestety, postać Carrie Fisher jest kolejnym rozczarowaniem i trudno powiedzieć o niej coś ponad wspomniane suche fakty z artykułów i wywiadów. Nie pełni w filmie żadnej istotnej roli, stanowi jedynie część ekspozycji wprowadzającej nas w wątki bazy Starkiller i historii Kylo Rena. Nie licząc powiązań z innymi bohaterami, Leia pełni w tym filmie taką samą rolę jak Jan Dodonna czy Mon Mothma w oryginalnej trylogii. Trudno cokolwiek napisać o Luke`u, który ma mniej czasu ekranowego od handlarza kurczaków z Jakku. O ograniczonej roli Marka Hamilla wiedzieliśmy od dawna, niemniej spodziewałem się przynajmniej jednej pełnej sceny z jego udziałem. Mieszane uczucia budzą przeciągające się obroty kamery wokół stojącej z wyciągniętą w kierunku Luke`a łapką Rey i zakończenie filmu w stylu Lostowego cliffhangera. Było to trochę niepotrzebne i osłabiło wydźwięk końcówki.

Moją uwagę zdecydowanie zwróciły jednak postacie trzecioplanowe. Położono na nie trochę większy nacisk niż w filmach oryginalnej trylogii, pod tym względem Przebudzeniu Mocy bliżej do prequeli. Personel Najwyższego Porządku czy Ruchu oporu są nieco bardziej wyeksponowani niż rebelianci czy imperialni przewijający się w tle poprzednich epizodów. Mają więcej do powiedzenia, dostajemy wyraźne zbliżenia na ich twarze, nie są to już po prostu anonimowi statyści. Pielęgniarka opatrująca Chewiego, pracownicy bazy Starkiller, nawet niektórzy szturmowcy czy gangsterzy są jakby nieco wyraźniej zarysowani. Nie wpływa to może na odbiór filmu, ale jest to ciekawa odmiana.

Tym, czego na pewni nie można odmówić filmowi, jest rewelacyjna strona wizualna. Praktyczne efekty, kukiełki, pojazdy, kostiumy obcych wyglądają bardzo naturalnie, a przy tym nie tracą na jakości i nie wyglądają już tak prowizorycznie jak niektóre rekwizyty z oryginalnej trylogii. Przebudzenie Mocy bawi się ujęciami i pracą kamery, jest to z pewnością zupełnie inny styl niż w filmach Lucasa. Zdjęcia robią wrażenie, a planety i miejsca przykuwają wzrok. Momentami film wygląda aż nazbyt naturalnie i ciężko przyzwyczaić się do surowych, nie zmodyfikowanych komputerowym pędzlem lokacji, choć jest to oczywiście zaleta produkcji. Zamek Maz Kanaty, wnętrze bazy Starkiller, krajobrazy Jakku i cmentarzysko wraków z pewnością są przyjemniejszym widokiem dla oka niż pełne przepychu, ale pozbawione jakiegokolwiek życia i naturalności planety Ataku klonów czy Zemsty Sithów. W tym wypadku punktuje zwyczajna konsekwencja - Abrams nie miesza naturalnych ujęć z pełnym CGI, więc całość wygląda dla oczu bardziej wiarygodnie niż momentami nieklejące się ze sobą elementy obrazu w prequelach. Psuje się to dopiero pod koniec filmu, w czasie finałowego pojedynku i rozpadu superbroni Najwyższego Porządku, jednak wrażenia pozostają pozytywne. W niektórych przypadkach zrezygnowano z jakichkolwiek elementów scenografii i obróbki, więc w scenach w samotni Skywalkera obserwujemy Skellig Michael w dokładnie takiej samej postaci, w jakiej istnieje ono w rzeczywistości. Wygląda to ciekawie, choć trudno od razu przyzwyczaić się do takich zmian.

Jednym z największych rozczarowań siódmego epizodu jest natomiast ścieżka dźwiękowa. Prawdę mówiąc trochę się tego spodziewałem i od pewnego czasu miałem obawy, czy Williamsowi uda się ponownie zaczarować odległą galaktykę nowymi kompozycjami i aranżacjami już istniejących, nie spodziewałem się jednak, że muzyka będzie jednym z większych problemów Przebudzenia Mocy. Przez cały film nie wpadł mi w ucho żaden wyrazisty, wybijający się motyw. Ścieżka dźwiękowa, będąca od zawsze integralną częścią czaru odległej galaktyki, była tu jakby jedynie z obowiązku. Po zakończonym seansie nie byłem w stanie przypomnieć sobie żadnego utworu. Muzyka zwracała na siebie uwagę wyłącznie wtedy, gdy zaczynały pobrzmiewać znajome motywy z poprzednich filmów, ale i to jednie potęgowało wrażenie przeciętności, na tle której wybijały się krótkie i pozbawione mocy fragmenty starszych tematów. Soundtrack sam w sobie nie jest zapewne zły (to jednak można będzie stwierdzić dopiero po odsłuchaniu go na spokojnie), jednak nie jest to z pewnością poziom i styl, do jakiego przyzwyczaiły poprzednie filmy. Brakuje życia, emocji. Ścieżka dźwiękowa jest przyzwoita, ale przestała być dodatkowym bohaterem filmu. Istnieje gdzieś obok i można o niej po prostu zapomnieć. Jeśli ktoś liczył, że Przebudzenie Mocy zaoferuje nową perełkę w stylu Binary Sunset, Across the Stars, marszu imperialnego czy Duel of the Fates, będzie z pewnością zawiedziony. Jedyne co można powiedzieć o ścieżce dźwiękowej tego filmu to tyle, że jest i po prostu nie razi.

Trudno ocenić ten film. Mnóstwo aspektów okazało się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Razi wtórność i przewidywalność, mało finezyjna ekspozycja. Momentami czuć przesyt niepotrzebnych wątków i informacji, innym razem brakuje podstawowych elementów budowania bohaterów i relacji, przez co pozornie istotne wątki tracą na sile, pozostają obojętne. Film zaczyna dobrze i mógłby taki pozostać, gdyby poszedł swoją ścieżką, jednak w pewnym momencie ktoś wyraźnie łapie za lejce i zawraca go w kierunku odhaczania punktów ze scenariusza Nowej nadziei, pchając go w pułapkę powtarzalności i niebezpiecznie zbliżając się do granicy autoplagiatu. Jednocześnie zachwyca zdjęciami, stroną wizualną, w sporej części oferuje świetną zabawę i historię, która angażuje, nawet jeśli czasem łapie zadyszki i potyka się o własne absurdy. Nowi aktorzy dają radę, chociaż scenarzyści często nie radzą sobie z ich naturalnym prowadzeniem, natomiast stara gwardia jest ofiarą różnych schorzeń fabularnych. Nie jestem tym filmem zachwycony, nie przekonał mnie do tego, że jest uzasadnioną z narracyjnego punktu widzenia kontynuacją sagi. Jak na razie nie pełni w tej historii żadnej istotnej roli, wprowadzając zupełnie nowe, oderwane od całości wątki, które jednocześnie są na zbyt słabo zarysowane, by potrafiły zaangażować same z siebie. Z drugiej strony te dwie godziny zlatują szybko, film nie nuży. Jest sprawny warsztatowo, potrafi autentycznie bawić i wciągać. Jest tu potencjał, ale w wielu miejscach go zmarnowano przez dziwne, niepotrzebne decyzje fabularne. Nie skreślam jednak trylogii, bo osoby odpowiedzialne za najsłabsze ogniwa nie będą brały udziału w produkcji kolejnych części, choć niestety Rian Johnson nie będzie miał takiej swobody, jaką mieli (i zmarnowali) Abrams z Kasdanem). Jako film przygodowy The Force Awakens daje radę i na pewno wybija się na tle innych wysokobudżetowych tasiemców. Jako kontynuacja sagi mnie nie przekonał, chociaż nie uważam go też za żadną profanację. Coś się przebudziło, ale jeszcze nie bardzo wiem co i po co.

Re: tl;dr

Znakomita recenzja, dziękuję.
Naprawdę jest tu chyba wszystko, przy czym z pewnymi aspektami po prostu się zgadzam, bo widziałem je od początku, a na pewne dopiero Ty mi zwróciłeś uwagę. Niestety dobrnąłem do etapu, w którym nie potrafię bezrefleksyjnie cieszyć się nowym filmem Sagi tylko dlatego, że to... nowy film Sagi. Oczekiwania miałem w związku z tym ewidentnie wygórowane, spodziewałem się przede wszystkim czegoś kasującego wszelkie wady prequeli a zachowującego zalety OT, i tego nie dostałem. Trudno.

Zobaczymy jak będzie przy drugim seansie, pewnie sympatycznie. Ale i bez szału. Chwilami jest cudownie, chwilami zęby zgrzytają z frustracji. Jest magia, ale też takie jakieś... pustawe to wszystko. Powierzchowne. Cóż, tak jak obaj pisaliśmy - ciężko ocenić ten film.

Re: tl;dr

Dzięki za bardzo szczegółową recenzję na wysokim poziomie, bardzo miło się czytało do śniadania.

Re: tl;dr

Bardzo dobra rzecz, chociaż z wieloma rzeczami się nie zgadzam. Stanowczo ekspozycji względem świata zbyt mało, a nie zbyt dużo. Świat jest bardzo słabo zarysowany.

Re: tl;dr

Siłą oryginalnego ANH było delikatne zasugerowanie wielkiego Wszechświata, o którym Widz nie wie nic
Kto po obejrzeniu ANH wiedział coś o WOjnach Klonów, Jedi, Senacie i Imperatorze? Masz się domyślać. O to tu chodzi!

Re: tl;dr

Zarysowanie było delikatne, ale i wszechogarniające. Nie chodzi mi tutaj nawet tak bardzo o wydarzenia same, które chciałbym poznać, ale o fakt, że w wielu aspektach film wydaje się bardzo mały i pozbawiony kontekstu. Spójrz na planetę z kantyną. Film dużo by zyskał, gdyby przed wejściem do niej było kilka szerokich ujęć pokazujących kontekst tego miejsca(takie establishing shots). Popatrz na scenę z klifu na Mos Eisley oraz kilka scen z podróży do do samej kantyny. Pomyśl o Naboo i ile dowiadujemy się o niej z różnego typu scen.

Re: tl;dr

Moim zdaniem (słabej) ekspozycji było za dużo, ale dużo było też rzeczy, które wymagały jakiegoś kontekstu, znacznie więcej niż w oryginalnej trylogii. W Nowej nadziei nie miało to aż tak wielkiego znaczenia, bo wszystko było nowe. Tu jednak wracamy do już istniejącego świata i nieco lepszy rzut okiem na pewne kwestie by się przydał - ale niekoniecznie przez taką suchą ekspozycję i zasypywanie nas wykładami, jak to robi Przebudzenie Mocy, a w bardziej subtelny sposób, poprzez ukazanie wydarzeń, emocji, reakcji. Jak wspomniałem wcześniej, film jedną nogą skręca w stronę prequeli, a drugą próbuje odciąć się od sytuacji politycznej w galaktyce i skupić się tylko na bohaterach jak oryginalna trylogia. Moim zdaniem trochę to nie wyszło.

Widzę po swoich znajomych i osobach oglądających film, że mało kto ma o Nowej Republice czy Najwyższym Porządku zgodne ze źródłami wyobrażenie. Z filmu w żaden sposób nie wynika, że to Nowa Republika rządzi galaktyką, a Najwyższy Porządek jest jakąś olewaną organizacją z pogranicza mapy. Z filmu w żaden sposób nie wynika, że Nowa Republika olewa Ruch oporu, Leię i cały konflikt, bo te sceny wycięto, a zostawiono takie, które świadczą o czymś zupełnie przeciwnym.

Razi też to, jak do wszelkiej krytyki podchodzą ludzie z Lucasfilmu i pokrewni, podpierając się ciągle ułomnym argumentem, że "przecież w Nowej nadziei było tak samo". Raz, że nie było tak samo, dwa, że to nie jest Nowa nadzieja tylko siódmy film z serii. Tłumaczenie się, że stare filmy też nie ujawniały wszystkiego od razu jest ułomne, bo te informacje zostały podane od razu, tylko w okołofilmowych książkach, które pokazują zresztą, że wiele scen z filmu po prostu wycięto. Więc to nie jest tak, że to była jakaś wielka wizja artystyczna, której maluczcy nie zrozumieli. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Wycięto kilka scen istotnych dla kontekstu filmu, przez co miejscami może być on niejasny dla mniej zorientowanych i dorabianie do tego ideologii i zwalanie wszystkiego na fanów jest po prostu nieprofesjonalne. I razi mnie to bardziej niż jakiekolwiek niejasności z filmu, bo zalatuje bucowatością. Takie chyba nastały czasy, bo o czymś podobnym pisałem już przy dyskusji o Aftermath. To, że książki czy filmy mają jakieś tam wady - zdarza się. To, że twórcy starają się bronić swoją pracę - spoko, jasne. Ale w momencie, gdy ci ludzie łapią zwykły ból dupy i zaczynają bawić się w przytyki w stronę fanów i próbują zbijać sensowne zarzuty jakimiś kalekimi wywodami z głębokim przeświadczeniem posiadania całkowitej racji - to nie jest spoko i do niczego sensownego w ten sposób nie zajdziemy.

Wracając jednak do ekspozycji, to kwestia sytuacji w galaktyce jest dla mnie w tym wszystkim drugorzędna. Pisałem o tym przede wszystkim w kontekście zastąpienia suchymi infodumpami prób budowania bohaterów od strony "psychologicznej" czy jakiegoś ukazania ich emocji, motywacji. Dlatego uważam, że kiepsko wypadł właśnie Kylo czy wątek jego relacji z Hanem. Moim zdaniem cały wątek rodzinny wyszedł byle jak właśnie dlatego, że w ogóle nie skupił się na tym, co siedzi w głowach bohaterów, a cały dramatyzm zastąpiono zwykłym gadulstwem rodem z prequeli. Tam, gdzie już, już zaczynają pojawiać się zalążki przedstawienia motywacji bohaterów, zarysowania co między nimi zaszło, ktoś natychmiast musi rzucić jakąś pierdołą w stylu "to wszystko wina Snoke`a, on go przeciągnął", "było w nim za dużo z Vadera", "to nie prawda, on cię wykorzystuje" - i tak po kilka razy na scenę. Jak gdyby ktoś bał się dać tym postaciom żyć i wyjść z roli zwykłego narzędzia narracyjnego.

Ja wiem, że wszyscy się jarają "bo Harrison Ford", ale moim zdaniem te dialogi wypadały momentami bardziej czerstwo niż niektóre perełki z prequeli. Serio, czym to się różni? Znów, brak pomiędzy postaciami chemii, starć na argumenty, poglądy, ideologie, brak nawiązań do wzajemnych relacji - wszystko jest sprowadzone do wymiany suchych faktów. Za każdym razem, gdy bohaterowie rozmawiali o przeszłości miałem wrażenie, że oglądam nie rozmowę między dwoma osobami, które łączy wspólna historia, relacje, a nieudolną próbę przekazania widzowi kolejnej porcji informacji na dany temat przez scenarzystów. Przez cały film aż do przesady akcentowane są przy każdej okazji kwestie powiązań rodzinnych i genezy Kylo Rena. Za każdym razem ktoś musi dorzucić zupełnie niepotrzebny komentarz, którego jedyną rolą jest przypomnienie kto jest czyim synem, kto kogo przeciągnął na ciemną stronę i tak dalej - a jednocześnie wciąż dostajemy tylko najbardziej podstawowe informacje, z których ciężko złożyć do kupy cokolwiek sensownego. Co my właściwie wiemy o tym Kylo Renie poza tym, że jest zły bo Snoke, bo Vader, bo tak? Co my wiemy o jego relacjach z rodziną poza tym, że "teraz to ja mam starych w dupie"? Ano nic i w może niczym by to nie przeszkadzało, gdyby nie próbowano na tym nagle budować motywu odkupienia przez rodzinę czy udawania dramatyzmu i emocji w scenie konfrontacji ojciec-syn. Wyobrażacie sobie scenę konfrontacji na Mustafarze bez przedstawienia wszystkich innych wydarzeń z prequeli? Cała konfrontacja Han-Ben powinna być oparta na relacjach między tymi dwoma postaciami, o których jednak kompletnie nic nie wiemy. Scenarzyści chcieli w jednym filmie streścić motywy, które wcześniej rozłożono na całe trylogie, olewając zupełnie podbudowę i to moim zdaniem nie wyszło. Albo trzeba było zrobić to później, albo poświęcić więcej czasu na sensowne zarysowanie tego wątku, bohaterów, zamiast zawracać tyłek potrzebną jak dziura w moście podróbą Gwiazdy Śmierci. Dostalibyśmy jeden porządny wątek, zamiast pięciu robionych na wariata.

Nie wiem, może tylko mnie to razi, ale IMO ta zastępująca naturalne dialogi łopatologia momentami aż wyłazi z ekranu i niektóre rozmowy stają się przez to nieznośne - co widać tym wyraźniej, że w przeciwieństwie do prequeli reszta dialogów (zwłaszcza z udziałem nowych aktorów) wypada dosyć naturalnie. Natomiast postaciom z oryginalnej trylogii czy bohaterom-przewodnikom (Maz, Snoke, Tekka) ciężko stać się pełnoprawnymi osobami i wyjść z roli kukiełek do wygłaszania informacji. Han ma swoje momenty, ale już Leia jest tu typową Mon Mothmą, która ze dwa razy odpala jakiś suchy dialog o synu, który nie niesie w sobie niczego poza kolejną porcją informacji. Mam wrażenie, że C-3PO wypadł w tym filmie bardziej ludzko i naturalnie niż Organa, chociaż i on dostał swój wykład na temat stanu R2-D2. Z jakiegoś powodu twórcy filmu kompletnie nie radzą sobie z tymi bohaterami, mimo, że naprawdę dobrze poszło im z Rey, Finnem czy Poe. Ale o tym też pisałem w poprzednim poście - film najlepiej radzi sobie tam, gdzie próbuje iść własną drogą, skupia się na własnych wątkach i postaciach, czyli przede wszystkim w pierwszej połowie. Tam, gdzie sięga po motywy czy bohaterów zaczerpniętych z poprzedniej trylogii, wypada znacznie gorzej, jakby nikt nie miał na to pomysłu. Jak nie wygłaszają suchych, niezbyt wyszukanych żartów nawiązujących do oryginalnej trylogii, to ograniczają się do recytowania informacji. Gdyby nie to chciejstwo, żeby koniecznie powpychać do filmu znajome wątki czy postacie, żeby zahaczyć o wątki, które wcześniej rozłożono na całe trylogie, mogłoby być znacznie lepiej. Film byłby równiejszy i bardziej spójny.

Prequele były jakie były, ale jedną rzeczą, której nie można im odmówić, jest konsekwencja w obranej drodze i własnym stylu, niezależnie od tego, jak go oceniamy. Przebudzenie Mocy jest w pewnej części o wiele lepsze i faktycznie miało potencjał być jednym z lepszych filmów sagi, ale jednocześnie bało się pójść własną drogą i przestać być oficjalnym fanfilmem Abramsa próbującego zrobić to samo, tylko po swojemu, pomimo tego, że wyraźnie nie miał pomysłu na ciekawe wplecenie starych postaci, co zresztą widać po niedawnych wywiadach. Siedzieli, myśleli, wymyślili sobie jakąś historyjkę, żeby to wszystko było niby powiązane, a potem postanowili zastąpić dialogi próbami wyjaśnienia co, jak i dlaczego.

Re: tl;dr

Świetna recenzja. Niedawno wróciłem z kina i chciałem coś napisać, ale chyba wyczerpałeś temat. Popieram jednego z przedmówców:

"Naprawdę jest tu chyba wszystko, przy czym z pewnymi aspektami po prostu się zgadzam, bo widziałem je od początku, a na pewne dopiero Ty mi zwróciłeś uwagę."

Re: tl;dr

Wydaje mi się, że miałem dość podobne odczucia po pierwszym premierowym seansie. To znaczy były rzeczy, które mi się podobały, były rzeczy, które mi przeszkadzały. Może nie aż tak bardzo negatywnie, ale było. Po drugim seansie wady filmu znacznie blakną. Jestem bardzo ciekaw jak zmieni się moje myślenie o tym filmie z upływającym czasem, ale naprawdę polecam spróbować go ponownie.
Pranie mózgu? Być może, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Znacznie bardziej wolę żyć w świecie, w którym lubię film, który ma jakieś tam wady, niż nienawidzić filmu, który ma swoje plusy.

Re: tl;dr

Nie, no film jest idealny, to Mroczne Widmo 21 wieku.

I co można, MOŻNA!

Zakończenie Ray i Luke spokrewnieni?

Film oceniam pozytywnie tylko zakończenie nie daje odpowiedzi i zostawia rozdarcie pozatym niezbyt fajnie nakręcone te zakończenie.
Ray tak jakby staciła pamięc i nie pamiętała kto ją zostawił na jakku a po dotknięciu miesza zaczyna sobie przypominać wszystko. Mazz Kant mówi że ten miesz należał do anakina potem luka a teraz ją wzywa. W tym czasie po dotknięciu miecza Snoke i kylo ren rozmawiają że nastąpiło przebudzenie mocy a ray zaczyna sobie przypominać jak posługuje się moca nawet w czasie walki z Kylo renem jak on do niej mówi coś o mocy to nagle ona odpowiada moc dziwnie się zachowuje jakb se coś przypomniała i nagle wygrywa umiejąc posługiwać się mocą. A jak przylatuje i widzi Laie to się ściskają a wcześniej się wogole nie widziały. Na sam koniec jak Luke stoi i Ray patrzą na siebie i nagle łzy w oczach obu nie wiem czy ktoś to też spostrzegł tak jakbynie widzieli się kopę lat ... Na zagranicznych forach piszą ludzie po angielsku że Ray to córka Luke tylko po co takie zakończenie stoją jak zamrożeni i Ray trzyma wyciągnięta rękę z mieczem ...

Re: Zakończenie Ray i Luke spokrewnieni?

Cóż... więcej wskazówek nakierowujących nas na to, że Rey jest córką Luke`a chyba już więcej się nie dało zmieścić. A czemu we finale stali i gapili się na siebie zamiast wyściskać i powiedzieć "kopę lat, tatko"? Pewnie po to, by zostawić sobie jakieś tajemnice na następny sezon.

Re: Zakończenie Ray i Luke spokrewnieni?

W sumie to Rey mogła stacić pamięć albo ktoś ją wymazał i po dotknięciu miecza zaczyna sobie przypominać + walczyła już bronią białą + pamięć mięsniowa
(Geralt gdy stracił pamięć w trylogii bardzo szybko nauczył się na nowo walczyć).

Szkoda

że nie było o grzybobraniu na Jakku. Przez to film mega dla mnie osobiście traci.

M-I-A-Z-G-A

Nie chowam spoilerów, jak ktoś nie oglądał, nie czytać.

Właśnie wróciłem, to będzie pisany na świeżo, pod wpływem emocji wpis.

Film mnie zmiażdżył. Liczyłem na coś dobrego, widząc pierwsze oceny wiedziałem, że będzie coś dobrego, ale to nie było tylko dobre - to była absolutna miazga. Ten film był doskonały w każdym calu - sam w sobie, jako kontynuacja, zarówno jako film dla fanów (liczba smaczków hic!), jak i dla ludzi "z ulicy".

Zawsze usprawiedliwiałem Lucasa, ale Abrmas pokazał, że ten pierwszy nie może się równać z nim w fachu.

Pojedynek Finn + Rey vs Kylo to zdecydowanie najlepiej wyreżyserowane starcie całej sagi. Już nie wspominając o charakteryzacji - spocony, krwawiący, ranny, zgarbiony, szalony Kylo, przerażony Finn, silna Rey - po prostu coś niesamowitego. Tak samo dramatyczna, genialnie wyreżyserowana scena śmierci Hana Solo. Podobnie ostatnia scena z Lukiem - miażdży.

Nowe postacie - Kylo, Rey, Finn, Poe, Snoke, Hux, Maz, wszyscy zrobili taką robotę, że mam wrażenie, że nikogo innego nie mógłbym widzieć na ich miejscu - to chyba najlepszy komplement dla aktora.

Mógłbym pisać o każdej scenie i się nad nią rozpływać.

Najlepsze SW ever? Jestem pod wpływem emocji, ale może tak!

Argumenty o kalce ANH to jakiś absurd, oczywiście, było wiele podobieństw, ale nie na tyle, żeby gadać takie głupoty, szkoda komentować i nie będę tego robił.

Nawet nie wiem, kim trzeba być, żeby hejtować ten film. Serio, Wasze życie, hejterzy, musi być żałosne i smutne, jak coś takiego Was nie cieszy, to chyba już nic nie cieszy. Pozostaje współczuć. Na szczęście jesteście w mniejszości, TFA ma lepsze oceny od wszystkich pozostałych części i tak zostanie, chyba zasłużenie.

Miazga, to nie był film, to było niezwykłe przeżycie.

Re: M-I-A-Z-G-A

Zgadzam się w 100%, szczególnie z Twoją opinią o "kalce ANH". To jakiś absurd.
Pojedynek Ren, Finn, Rey to absolutne mistrzostwo!

Ja również nie rozumiem, czemu TFA aż tak się niektórym nie podoba. Zgorzknienie na starość?

Re: M-I-A-Z-G-A

Jestem z Ciebie dumny mój uczniu.

Re: M-I-A-Z-G-A

Nic tylko się zgodzić

Re: M-I-A-Z-G-A

Smutne musi być Twoje życie skoro nazywasz ludzi wyrażających swoją opinię hejterami.
Rozumiem, film jest super, ma kilka niedociągnięć, ale żeby go nazywać najlepszym ze wszystkich SW?
Pomyślcie, gdyby nie to, że saga powstała już wcześniej, nazywalibyście to tylko dobrym filmem Sci-fi.
Poza tym przynajmniej 30% opinii to ocena ludzi którzy nie mieli wcześniej styczności ze SW.

.

Właściwie wszystko zostało już powiedziane... Sam muszę powiedzieć, że mi się film bardzo podał aż do momentu gdy Rey zaczyna władać Mocą jak opętana.
Dzięki temu, że w pierwszej części filmu akcja jest wartka i spójna nie przeszkadzały mi te wszystkie nawiązania do IV.
Zirytowały mnie elementy które podważyły dotychczasowy ład/fizykę/system świata SW, czyli właśnie to co zrobiła Rey, a czego nie zrobił Kylo Ren. Pierwsze użycie perswazji było dla mnie śmieszne, ale ich wspólna walka to była parodia gatunku. Takie pojedynki jak ten do tej pory kończyły się w trzy sekundy śmiercią postaci i to wiadomo w tym przypadku której.
Nie rozumiem porównań do walki Luke`a z Vaderem. Tam sytuacja była całkowicie inna, Vader ani przez chwilę nie chciał zabić syna. Sam Luke moc odkrył lata wcześniej, był wprowadzony przez Obi-Wana, potem przeszedł szkolenie Yody i nie ważne ile ono trwało to i tak nie miał szans.
A tutaj mamy Kylo który był uczony władania mocą (prawdopodobnie) od najmłodszych lat, który na początku filmu pokazuje jaką potęgą włada i na co stać i nie potrafi sobie poradzić z amatorami... Dla mnie to jest nie do przyjęcia i zniszczyło mi cały film.

Druga sprawa to gwiazda śmierci... właściwie wszystko zostało powiedziane, ale dodam tyle, że sam pracuje w elektrowniach zbudowanych w XX wieku i już teraz wiadomo (choć akcja dzieje się dawno dawno temu, to jednak technologia jest trochę do przodu), że jeżeli wysadzimy jedną elektrownie w Polsce, to u nikogo w naszym kraju nie zgaśnie światło i każde strategiczne urządzenie ma 100% rezerwy by można je było momentalnie zastąpić... Więc wysadzenie jednego obiektu na całej planecie nie może doprowadzić do jej destabilizacji...
Po za tym, bądźmy szczerzy, dać sobie rozwalić gwiazdę śmierci 3 raz w ten sam sposób to trzeba być debilem (chyba że mają za dużo unijnych funduszy do wydania na inwestycje).

Inną sprawą która mnie ukuła w oczy to są statki kosmiczne występujące w filmie. 30 lat i nie wysilono się na nic nowego... Między 1-3 a 4-6 (odstęp około 25 lat) wymieniono wszystkie myśliwce, niszczyciele itd. Tutaj nie widzimy żadnego prototypu, a budujące się państwo militarne główny nacisk kładzie właśnie na rozwój nowych technologii. Chyba że po prostu osiągnięto już szczyt technologiczny w tej dziedzinie...

Podsumowując: po wyjściu z kina oceniłem film na 7/10 będąc porwany akcją i nową przygodą. Podobnie się czułem wychodząc z premiery III, ale po kolejnym seansie co raz bardziej zaczynała mnie razić niespójność scenariusza i braki aktorskie.
Obawiam się że tym razem będzie to samo i gdy na chłodno przeanalizuję tę historię to zostanie żal po niewykorzystanym potencjale tego świata.

I wielki finał... Czy Luke przez lata na wygnaniu cały czas siedział w pelerynce na łysej górze i czekał aż go ktoś odwiedzi...?

Nowe Star Warsy!!!

Witam. Dzisiaj obejrzałem nowe Star Warsy i wyszedłem z kina zmieszany. Bardzo mocny początek, ale później było gorzej. Mam na myśli pewne nieścisłości które mnie irytują np:
1. Pojedynek na miecze Kylo Rena z Finnem… jak to możliwe ze Finn mógł stawiac jakis opór, nawet ranił Kylo Rena który z tego co wynika i co widać świetnie włada mocą i przeszedł szkolenie Luke oraz teraz szkoli się u nowego mistrza. Moim zdaniem to bezsensu i w tym momencie zobaczyłem ze głowny antagonista jest słaby. Miałem jeszcze nadzieje że może bawił się walka z Finnem, ale..
2. Walka Kylo Rena z Rey… to dla mnie najbardziej nie logiczna i absurdalna scena w filmie. Szkolony w mocy Kylo obrywa od Rey która nigdy nie miała styczności z mocą i uczy się jak nad ja panować w oka mgnieniu albo szybciej. Rozkazuje szturmowcowi mocą, przyciąga miecz świetlny Luke, a potem walcząc z Kylo gdy mówi jej że potrzebne jej szkolenia zamyka oczy ‘wpaja’ (nie wiedziałem jakiego słowa uzyc xd) się w moc i go pokonuje. Jaki sens ma teraz szkolenie u Luke jak Rey już teraz jest lepsza od Kylo Rena, który wyszedł na słabego. Postać Rey jest moim zdaniem mocno wyidealizowana.
3. Wtórność fabularna.. Oglądałem nowe- stare Gwiezdne Wojny. Znowu niszczenie super broni(gwiazda śmierci 3), znowu to imperium rządzi a rebelianci są w mniejszości i się ukrywają. Czułem się jakbym oglądał Nowa Nadzieje po tuningu, liftingu, po wizycie u kosmetyczki…
4. Znowu ludzie?? Jest tyle ras w galaktyce, a wszystkie głowne role odgrywają ludzie (homo sapiens xd). Oczywiście poza świetnym Chewbaccą który dodaje trochę róznorodnosci. Mam nadzieje ze w 8 i 9 czesci jacys ‘kosmici’ przesuną się na pierwszy plan albo przynajmniej będą miały większe znaczenie
5. Han Solo zmarł.. Z wywiadów z Fordem można było to przewidzieć, ale jego smierc nie przyniosła żadnej dramaturgii. Było trochę łez, krzyku, wkurzony wookie, ale potem wszystko prysło i nikt się tym nie przejmował, a Han Solo to przecież jeden z największych bohaterów Rebelii jak i Nowej Republiki.
6. Brak „nowych” planet. Plnety jakie widzieliśmy to kalki planet jakie już dobrze znaliśmy pustynia, śnieg i zielen.. Nic nowego wszystkie te krajobrazy już zznamy z poprzednich części..

Troche się rozpisałem ale musiałem to z siebie wyrzuci, a nikt z moich znajmych jeszcze nie oglądał nowej części. Proszę o komentarze. Zgadzacie się ze mna?? Jakie sa wasze odczucia??

Re: Nowe Star Warsy!!!

>6. Brak „nowych” planet. Plnety jakie widzieliśmy to kalki planet jakie już dobrze znaliśmy pustynia, śnieg i zielen.. Nic nowego wszystkie te krajobrazy już zznamy z poprzednich części..

Zgadzam się, powinni wymyślić coś nowego, a nie zżynać od Ziemi :/

Re: Nowe Star Warsy!!!

nowe ekosystemy itd. Znowu głowna bohaterka pochodzi z piasczystej planety

Coś się przebudziło

UWAGA! Poniżej spoilery, ale nie oznaczałem, bo wyszło by, że musiałbym spory kawał posta zasłonić
Zanim o samym filmie to powiem, że 10 lat temu w tym samym kinie z rodzicami jako mały szczyl widziałem jedyny epizod SW w kinie - "Zemstę Sithów". Teraz historia zatacza koło i strasznie mnie to porusza jakoś Zgodnie z moim postanowieniem które sobie założyłem jak tylko dowiedziałem się, że będzie nowa trylogia udało mi się wytrwać 3 lata bez niemal żadnych spoilerów - nie miałem bladego pojęcia o czym będzie ten film i tym faktem strasznie się jarałem, warto było Jako dawny fanatyk SW, a teraz po prostu fan wróciłem do swoich korzeni, do dzieciństwa, gdy to uniwersum znaczyło dla mnie baaaardzo wiele. Niesamowite uczucie, piękny dzień.
"Gwiezdne wojny" powróciły i to jest najpiękniejsze, w to dalej trochę nie chce mi się wierzyć. Będę potrzebował pewnie jeszcze kilku razy, żeby do mnie dotarło, że oglądałem siódmy epizod który nigdy miał nie powstać… a jest
Rozumiem hejt który się na „Przebudzenie mocy” wylewa. Uważam, że jest przesadny, ale go rozumiem. Do tego filmu trzeba podejść na luzie bo w innym wypadku straci się z niego całą frajdę - jest prosty, niesamowicie prosty, jest hołdem dla Starej Trylogii, pełnym nawiązań i wręcz o schematycznie podobnej budowie do „Nowej nadziei”. Z jednej strony – to wspaniałe i dobre, bo nostalgia się budzi, z drugiej trochę uwiera bo mogłoby być to coś nowego i to trochę zmarnowana szansa. Jest za to mnóstwo, mnóstwo smaczków, zarówno dla mniejszych jak i większych wyjadaczy, które są po prostu cudowne.
Rzeczy które najbardziej bolą to właśnie wspomniana schematyczność, i pewna naiwność. Denerwuje to trochę, ale jeśli przymknie się na to oko to tak bardzo nie przeszkadza, bo myślę, że jednak to nie jest najważniejsze.
Nowi główni bohaterowie, Rey i Finn, są bardzo dobrze wymyśleni, niewymuszeni, ciekawi i sensowni. Aż chce się oglądać i wiedzieć co będzie dalej. Naprawdę w są w porządku choć trochę się ich obawiałem.
Inny problem to Kylo Ren. Trochę dziwny, lekko drewniany. Taki zbuntowany nastolatek który stara się kreować na swojego dziadka Vadera (do którego moim zdaniem jest trochę podobny fizycznie nawet i jest to bardzo ciekawe na swój sposób) i znaleźć swoją drogę. Niby dobrze to kamufluje ale jednak jest rozdarty i słaby co chociażby widać po tym jak dostaje bęcki od niewyszkolonej złomiarki. Jego historia jest opowiedziana jednak od połowy i fajnie by było poznać jej genezę.
Bardzo dobrze również, żeHan zginął. Dopina to klamrę kompozycyjną całej sagi wg której w pierwszej części każdej trylogii musi zginąć mentor głównego bohatera/bohaterki/bohaterów. Zupełnie nie spodziewałem się, że to będzie Han, myślałem, że to będzie jednak Luke, który wcieli się w rolę takiego Bena Kenobiego siódmego epizodu, ale jednak nie, jest inaczej, co nie znaczy że gorzej Sądzę, że zarówno scena śmierci Hana jest niezwykła, fakt ojcobójstwa też tutaj wprowadza dramaturgię, ale niezwykła też jest scena pojawienia się Luke`a - naprawdę, to najlepszy moment tego filmu, gdy odwraca się, ściąga kaptur i spogląda niczym Ben na Tatooine 30 lat wcześniej
Sytuacja polityczna też jest potraktowana po macoszemu i szkoda, bo wygląda trochę dziwnie zwłaszcza w kontekście zakończenia ROTJ. W ogóle Przebudzenie Mocy zostawia mnóstwo niedomówień, jest niejasne i pełne dziur scenariuszowych. Wg mnie jest tylko wstępem do Epizodu VIII który wymiecie bardzo, wszystko rozjaśni i naprawdę będzie świetny, i osobiście czuję, że może przeskoczyć wszystko co dotychczas się pojawiło. TFA w tym wypadku stanowiłoby tylko jaskółkę, która ogłasza powrót sagi, taką trochę dla laików którzy też pójdą po prostu zobaczyć fajny film przygodowy s-f, a serio czymś mega dla prawdziwych fanów byłby ów EVIII. Chciałbym, żeby tak było.
Niemniej – SW wróciło! I to jest niesamowite. Nie ma co się spinać, tylko trzeba po prostu dać się porwać tej dziecięcej radości i zacząć odkrywać sagę na nowo bo jeszcze długa i niezwykła droga przed nami

Ogólnie o epizodzie VII

Dziwne, że nie ma tu takiego tematu, gdzie możemy ogółem porozmawiać o swoich odczuciach. Wklejam swoją opinię, by nie zaginęła wśród komentarzy i żeby zacząć dyskusję.

To i ja wtrące swe trzy grosze . Więcej będzie spojlerów, które zakrywam, ale trochę dam nieszkodliwych opinii.


Ogólne:
- Czekałem na ten film jak na zbawienie. I nie zawiodłem się, choć dostałem coś innego niż się spodziewałem. Nie rozumiem zaś takich samych jak w przypadku Mrocznego Widma, skrajnych komentarzy. Jedni film wychwalają pod niebiosa, a drudzy znienawidzili. Ja przez wiele lat nie rozumiałem, dlaczego ludzie tak bardzo hejtują Mroczne Widmo... jakie by to nie było, to przecież i tak wciąż są Gwiezdne Wojny. Już od jakiegoś czasu jestem przeciwny ocenianiu która trylogia jest lepsza, a która gorsza. Moim zdaniem obydwie trylogie trzeba oceniać oddzielnie. To prawda, że nowa trylogia różni się od starej. Różni się, ale to nie znaczy, że jest gorsza. Jest po prostu inna. I mimo prób nasycenia obecnej trylogii klimatem z OT, jestem pewien, że epizody VII-IX również po prostu będą czymś innym. A zatwardziałym skamielinom i tak się nie da dogodzić, choćby reżyser stanął na głowie. Wciąż będą narzekać że to i owo to wcale nie jest Star Wars, że to profanacja i gniot. Dla takich ludzi byłoby najlepiej, jakby żadne epizody oprócz IV, V i VI nigdy nie powstały. Jeżeli inne epizody będą inne, to będą psioczyć że to nie to samo, tylko inne i że beznadzieja. Jeżeli zaś te epizody będą prawie że kalką starej trylogii, to też będą psioczyć, że to jest właśnie kalka z OT. Im najlepiej puścić 3 razy z rzędu epizody IV-VI. Wtedy powiedzą, że to najlepsze 3 trylogie jakie mogą być. Amen.
- Harrison Ford bardzo ładnie się postarzał. Leia już trochę mniej...
- Muzyka choć była całkiem dobra, to jakoś żaden utwór nie zapadł w pamięć. Momentami zaś uszami wyobraźni słyszałem motyw muzyczny z innych epizodów. Może by nie zaszkodziło jakby w niektórych scenach użyto starych melodii
- Dużo nawiązań do starej trylogii. Sporo mi się podobało, ale jednak może czasem było ich za dużo więc nie oceniam ani na plus, ani na minus. Niektóre sceny zaś były żywcem wzięte z OT. Np scena jak Ren/Rey wyciągają miecz świetlny ze śniegu. Identycznie jak w 5 epizodzie. Ale przyznam, że miałem nadzieję usłyszeć "I love you. I know". Bo był moment, że to by pasowało.
- Początek spoilera początek spoilera Scena w której się okazuje, że Kylo to syn Harrisona ewidentnie miała wywołać taki szok jak "Luke, I`m your father". Pewnie dlatego informacje na temat Kylo były tak bardzo pilnie strzeżone. Brałem coś takiego pod uwagę, ale i tak byłem zaskoczony. To było miłe. A kiedy już poszło info, to spodziewałem się raczej że Kylo to Jacen albo Anakin. Przyznam, że przerabiając EU to jeśli chodzi o książki to za pierwszym razem skończyłem na Trylogii Thrawna a obecnie doszedłem do trylogii akademii jedi. Nie pamiętam czy państwo Solo spłodzą jeszcze jakiegoś Bena. Mam tylko nadzieję, że ten epizod nie będzie się tak bardzo kłócił z EU. koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Phasma jest kobietą . To mnie zszokowało co nie miara. Dziwne tylko, że była tylko w 3 scenach. Byłem pewny, że to będzie jeden z większym badassów, jakiś tak szturmowy zwierzchnik sił zbrojnych. koniec spoilera Koniec spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Posługiwanie się mieczem świetlnym Finna i Rey. Że oboje umieją się posługiwać bronią... białą? konwencjonalną? tak mocno dziwuje. Finn jako szturmowiec pewnie był wszechstronnie przeszkolony, a Ray na Jakku pokazała, że umie walczyć bronią białą. Ale że oboje dają radę walczyć z Kylo to już trochę dziwnie. Choć może temu pozwolili go zranić Chewbacce, żeby nie wyglądało to zbyt naciąganie koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Kiedy imperialna broń zagłady pierdolnęła w światy Republiki... czy ona wtedy walnęła w najważniejsze światy? Po tym, co powiedział ich kamandzir, że ten dzień będzie końcem Republiki, wychodzi na to, że tak. I czy ta planeta, która wyglądała jak Couruscant to naprawdę był Couruscant...? Jeśli tak, to to zatrzęsie całym EU! Zatrzęsie po stokroć bardziej niż Filoni i wszystkie odcinki wojen klonów razem wzięte... A jeśli jednak nie... to czemu mając taką broń nie uderzyli w Couruscant? I czemu ten kamandzir mówił o końcu Republiki a nie o potężnym ciosem w Republicę...? koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera W scenie, kiedy zginął Han Solo krzyknąłem "Nie!!!" na całe kino... Minutę wcześniej spodziewałęm się tego, bo Kylo coś załatwo się się z nim zgodził... Nie oceniam tego ani na minus, ani na plus. Po prostu byłem w szoku, że mój kochany Hanuś zginął... Tak nota bene, to byłem również pewny, że Chewbacca jeszcze bardziej rzuci się wściekle na szturmowców i zginie, spłacając swój dług życia do końca... Bo jak Chewbacca może istnieć bez Hana Solo? koniec spoilera Koniec Spoilera

Plusy:
- Walki za pomocą blasterów, mieczy świetlnych i myśliwców. Wyglądają bardzo realistycznie. Miecze świetlne jak prawdziwe. Strzały blasterów również wyglądają realistyczniej, prawdziwiej i ogółem lepiej. A zauważyliście, że w poprzednich epizodach klon czy szturmowiec obrywał strzała to na jego zbroi nie było widać śladu? Ewentualnie jakieś osmalenie. Tutaj strzał robi dziurę w płytkach pancerza i widać ranę
- To wciąż są Gwiezdne Wojny...

Minusy:
- Początek spoilera początek spoilera Kylo Ren. Po trailerach wyobrażałem se go jako kogoś pokroju Dartha Vadera czy Revana. Kolekcjonera artefektów i pasjonata sithów. Zamiast tego, dostaliśmy nadąsanego nastolatka. Te sceny jak wpadał w gniew i napierdalał wściekle mieczem po wszystkim. Jakby mu mama dała szlaban. Spójrzcie na to i na scenę gniewu Dartha Vadera w EIII gdy dowiedział się o śmierci Padme... Po zdjęciu maski zaś ujrzeliśmy... pupcię niemowlaka. Ja rozumiem zamysł tej postaci, ale w takim razie nie powinni go początkowo przedstawiać jako lorda sith, tylko jako podrzędnego akolitę. Bardzo mi się on skojarzył z nerdem, amerykańskim nastolatkiem, z któremu dokuczali w szkole więc przyszedł do szkoły z karabinem i z frustracji zaczął strzelać do uczniów. Widać, ze facet ma mocne kompleksy niższości. Choćby temu, że stara się dorównać swemu dziadku. Jak dziecko, któremu rodzice stawiają wysokie wymagania, a samo jest miernotą... Chcieli zrobić postać, która czuje się rozdarta między jasną, a ciemną stroną mocy, a wyszedł gimbus w wieku dojrzewania. koniec spoilera Koniec Spoilera
- Jakku. Choć akcja na Jakku ciągnęła się bardzo długo, jakoś nie mogłem wczuć się w klimat tej planety, jak to na przykład było z Tatooine.
- Obcy. Oprócz Chewbacki i Sulustianina, wszystkie rasy miały tutaj swój debiut. Twórcy chyba chcieli być oldschoolowi, ponieważ większość ras wyglądało jak ze starych science-fiction. Łącznie z kiczowatością. A niektóre zaś bardziej by pasowały do klasycznego fantasy niż do sci-fi. Zwłaszcza te orki czy trolle rodem z władcy pierścieni
- Snol/Snul/Sknork czy jak mu tam. Co to w ogóle było? Czy on jest taki olbrzymi czy po prostu to był taki wielki hologram? A nawet bez tego wygląda jak troll z klasycznego fantasy. I to coś takiego ma być głównym badassem, nowym imperatorem?
- niby taki szczegół, ale hełmy pilotów Oporu. Już jakiś czas temu widząc figurkę Poe Damerona zachodziłem za głowę, czemu on właśnie ma taką wysoką głowę. Prawie jak Ki Adi Mundi.

PS. Jeszcze tak z ciekawości. Czy na waszym seansie czuć było fanowski klimat? Byli przebrani ludzie? Ktoś klaskał? Czuć było ogólny entuzjazm? Ja bym się bardzo chętnie przebrał, ale nie miałem w co. Wziąłem tylko (pomysł rodem z Toy Story, tak wiem, ale oni naprawdę żyją) figurkę Dartha Vadera i Yody... Yody którego dostałem na wigilię 1999 roku. Żeby potem mogli opowiedzieć kolegom. No ale ogółem ostatnio oglądałem (było na Bastionie) jak to wyglądało w 99 roku, podczas premiery Mrocznego Widma i strasznie mi się podobała tamtejsza atmosfera. Nie wiem czemu spodziewałem się tego samego. Tylko ja zacząłem bić brawo na początku i pod koniec filmu. Z emocji aż krzyknąłem jak zaczęły lecieć napisy... Podczas pierwszego klaskania przyłączyła się do mnie jedna osoba. Widać, że wielki fan, bo co chwilę coś tłumaczył dziewczynie. Pod koniec filmu zaś już kilka osób. No ale trochę dziwnie mi się zrobiło jak ogarnąłem, że większość z tych ludzi po prostu przyszła na film. Równie dobrze mógłby to być dla nich Hobbit, Terminator czy Batman. Nie każdy czekał na VII epizod ponad 10 lat...

Praszu prabaczenia

Poodoo! Nie wiem jakim cudem nie zauważyłem, że jest już temat recenzencki! Bardzo proszę moderację o skasowanie tego tematu.

Przepraszam.

Coś się powtórzyło

To świetny film, Naprawdę. Szkoda tylko że to praktycznie remake, poskładali kawałki z oryginalnej trylogii i zrobili film. Przez 10 lat nie byli w stanie wymyślić własnej oryginalnej historii. I mimo, że to świetny film, to nie mam ochoty go obejrzeć ponownie, bo ... ja już go obejrzałem ze 20 razy przez ostanie lata oglądając oryginalną trylogię. Oczywiście są zmiany (niektóre dramatyczne), ale ogólna historia jest ta sama.[cytat]

Ogółem i szczegółem

To i ja wtrące swe trzy grosze . Więcej będzie spojlerów, które zakrywam, ale trochę dam nieszkodliwych opinii.


Ogólne:
- Czekałem na ten film jak na zbawienie. I nie zawiodłem się, choć dostałem coś innego niż się spodziewałem. Nie rozumiem zaś takich samych jak w przypadku Mrocznego Widma, skrajnych komentarzy. Jedni film wychwalają pod niebiosa, a drudzy znienawidzili. Ja przez wiele lat nie rozumiałem, dlaczego ludzie tak bardzo hejtują Mroczne Widmo... jakie by to nie było, to przecież i tak wciąż są Gwiezdne Wojny. Już od jakiegoś czasu jestem przeciwny ocenianiu która trylogia jest lepsza, a która gorsza. Moim zdaniem obydwie trylogie trzeba oceniać oddzielnie. To prawda, że nowa trylogia różni się od starej. Różni się, ale to nie znaczy, że jest gorsza. Jest po prostu inna. I mimo prób nasycenia obecnej trylogii klimatem z OT, jestem pewien, że epizody VII-IX również po prostu będą czymś innym. A zatwardziałym skamielinom i tak się nie da dogodzić, choćby reżyser stanął na głowie. Wciąż będą narzekać że to i owo to wcale nie jest Star Wars, że to profanacja i gniot. Dla takich ludzi byłoby najlepiej, jakby żadne epizody oprócz IV, V i VI nigdy nie powstały. Jeżeli inne epizody będą inne, to będą psioczyć że to nie to samo, tylko inne i że beznadzieja. Jeżeli zaś te epizody będą prawie że kalką starej trylogii, to też będą psioczyć, że to jest właśnie kalka z OT. Im najlepiej puścić 3 razy z rzędu epizody IV-VI. Wtedy powiedzą, że to najlepsze 3 trylogie jakie mogą być. Amen.
- Harrison Ford bardzo ładnie się postarzał. Leia już trochę mniej...
- Śmieszki. To jasne, że w każdym epizodzie muszą być jakieś śmieszki. Tutaj jednak było ich za dużo. I to wszystkie se strony Finna. Nie wiem skąd to się bierze i czy zauważyliście, ale amerykańskich filmach zawsze musi być murzyn, albo jakaś gruba bezczelna murzynka, która pajacuje, rzuca jakieś ho ho teksty i stara się być zabawna? I to nieważne czy to komedia, dramat, sensacja czy nawet horror. Skoro Lando czy Mace Windu nie zachowywali się w ten sposób to Finn musiał wyrobić normę za wszystkich gwiezdnowojennych nigerów. Skoro tych tekstów czy sytuacji było za dużo, ale jednak przeważnie zabawnych, nie oceniam tego ani na minus, ani na plus. A tak przy okazji to wyobrażacie sobie Windu robiącego takie śmieszki ? I mówiącego do rannego Palpatina "Bujaa! Skopałem twoje białe dupsko madafaka. Twoja morda wygląda teraz jak pomarszczona dupa Yody. And now, say hello to my lightsaber bijaaaaacz". A po odcięciu ręki przez Anakina i w trakcie obrywania błyskawicami "Oh man, to nie fair" i te echo roznoszące się w powietrzu kiedy leciał "shieeeeeeeeeeeeeeeeeeet"
- Muzyka choć była całkiem dobra, to jakoś żaden utwór nie zapadł w pamięć. Momentami zaś uszami wyobraźni słyszałem motyw muzyczny z innych epizodów. Może by nie zaszkodziło jakby w niektórych scenach użyto starych melodii
- Dużo nawiązań do starej trylogii. Sporo mi się podobało, ale jednak może czasem było ich za dużo więc nie oceniam ani na plus, ani na minus. Niektóre sceny zaś były żywcem wzięte z OT. Np scena jak Ren/Rey wyciągają miecz świetlny ze śniegu. Identycznie jak w 5 epizodzie. Ale przyznam, że miałem nadzieję usłyszeć "I love you. I know". Bo był moment, że to by pasowało.
- Początek spoilera początek spoilera Scena w której się okazuje, że Kylo to syn Harrisona ewidentnie miała wywołać taki szok jak "Luke, I`m your father". Pewnie dlatego informacje na temat Kylo były tak bardzo pilnie strzeżone. Brałem coś takiego pod uwagę, ale i tak byłem zaskoczony. To było miłe. A kiedy już poszło info, to spodziewałem się raczej że Kylo to Jacen albo Anakin. Przyznam, że przerabiając EU to jeśli chodzi o książki to za pierwszym razem skończyłem na Trylogii Thrawna a obecnie doszedłem do trylogii akademii jedi. Nie pamiętam czy państwo Solo spłodzą jeszcze jakiegoś Bena. Mam tylko nadzieję, że ten epizod nie będzie się tak bardzo kłócił z EU. koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Phasma jest kobietą . To mnie zszokowało co nie miara. Dziwne tylko, że była tylko w 3 scenach. Byłem pewny, że to będzie jeden z większym badassów, jakiś tak szturmowy zwierzchnik sił zbrojnych. koniec spoilera Koniec spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Posługiwanie się mieczem świetlnym Finna i Rey. Że oboje umieją się posługiwać bronią... białą? konwencjonalną? tak mocno dziwuje. Finn jako szturmowiec pewnie był wszechstronnie przeszkolony, a Ray na Jakku pokazała, że umie walczyć bronią białą. Ale że oboje dają radę walczyć z Kylo to już trochę dziwnie. Choć może temu pozwolili go zranić Chewbacce, żeby nie wyglądało to zbyt naciąganie koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera Kiedy imperialna broń zagłady pierdolnęła w światy Republiki... czy ona wtedy walnęła w najważniejsze światy? Po tym, co powiedział ich kamandzir, że ten dzień będzie końcem Republiki, wychodzi na to, że tak. I czy ta planeta, która wyglądała jak Couruscant to naprawdę był Couruscant...? Jeśli tak, to to zatrzęsie całym EU! Zatrzęsie po stokroć bardziej niż Filoni i wszystkie odcinki wojen klonów razem wzięte... A jeśli jednak nie... to czemu mając taką broń nie uderzyli w Couruscant? I czemu ten kamandzir mówił o końcu Republiki a nie o potężnym ciosem w Republicę...? koniec spoilera Koniec Spoilera
- Początek spoilera początek spoilera a W scenie, kiedy zginął Han Solo krzyknąłem "Nie!!!" na całe kino... Minutę wcześniej spodziewałęm się tego, bo Kylo coś załatwo się się z nim zgodził... Nie oceniam tego ani na minus, ani na plus. Po prostu byłem w szoku, że mój kochany Hanuś zginął... Tak nota bene, to byłem również pewny, że Chewbacca jeszcze bardziej rzuci się wściekle na szturmowców i zginie, spłacając swój dług życia do końca... Bo jak Chewbacca może istnieć bez Hana Solo? koniec spoilera Koniec Spoilera

Plusy:
- Walki za pomocą blasterów, mieczy świetlnych i myśliwców. Wyglądają bardzo realistycznie. Miecze świetlne jak prawdziwe. Strzały blasterów również wyglądają realistyczniej, prawdziwiej i ogółem lepiej. A zauważyliście, że w poprzednich epizodach klon czy szturmowiec obrywał strzała to na jego zbroi nie było widać śladu? Ewentualnie jakieś osmalenie. Tutaj strzał robi dziurę w płytkach pancerza i widać ranę
- To wciąż są Gwiezdne Wojny...

Minusy:
- Początek spoilera początek spoilera Kylo Ren. Po trailerach wyobrażałem se go jako kogoś pokroju Dartha Vadera czy Revana. Kolekcjonera artefektów i pasjonata sithów. Zamiast tego, dostaliśmy nadąsanego nastolatka. Te sceny jak wpadał w gniew i napierdalał wściekle mieczem po wszystkim. Jakby mu mama dała szlaban. Spójrzcie na to i na scenę gniewu Dartha Vadera w EIII gdy dowiedział się o śmierci Padme... Po zdjęciu maski zaś ujrzeliśmy... pupcię niemowlaka. Ja rozumiem zamysł tej postaci, ale w takim razie nie powinni go początkowo przedstawiać jako lorda sith, tylko jako podrzędnego akolitę. Bardzo mi się on skojarzył z nerdem, amerykańskim nastolatkiem, z któremu dokuczali w szkole więc przyszedł do szkoły z karabinem i z frustracji zaczął strzelać do uczniów. Widać, ze facet ma mocne kompleksy niższości. Choćby temu, że stara się dorównać swemu dziadku. Jak dziecko, któremu rodzice stawiają wysokie wymagania, a samo jest miernotą... Chcieli zrobić postać, która czuje się rozdarta między jasną, a ciemną stroną mocy, a wyszedł gimbus w wieku dojrzewania. koniec spoilera Koniec Spoilera
- Jakku. Choć akcja na Jakku ciągnęła się bardzo długo, jakoś nie mogłem wczuć się w klimat tej planety, jak to na przykład było z Tatooine.
- Obcy. Oprócz Chewbacki i Sulustianina, wszystkie rasy miały tutaj swój debiut. Twórcy chyba chcieli być oldschoolowi, ponieważ większość ras wyglądało jak ze starych science-fiction. Łącznie z kiczowatością. A niektóre zaś bardziej by pasowały do klasycznego fantasy niż do sci-fi. Zwłaszcza te orki czy trolle rodem z władcy pierścieni
- Snol/Snul/Sknork czy jak mu tam. Co to w ogóle było? Czy on jest taki olbrzymi czy po prostu to był taki wielki hologram? A nawet bez tego wygląda jak troll z klasycznego fantasy. I to coś takiego ma być głównym badassem, nowym imperatorem?
- niby taki szczegół, ale hełmy pilotów Oporu. Już jakiś czas temu widząc figurkę Poe Damerona zachodziłem za głowę, czemu on właśnie ma taką wysoką głowę. Prawie jak Ki Adi Mundi.

PS. Jeszcze tak z ciekawości. Czy na waszym seansie czuć było fanowski klimat? Byli przebrani ludzie? Ktoś klaskał? Czuć było ogólny entuzjazm? Ja bym się bardzo chętnie przebrał, ale nie miałem w co. Wziąłem tylko (pomysł rodem z Toy Story, tak wiem, ale oni naprawdę żyją) figurkę Dartha Vadera i Yody... Yody którego dostałem na wigilię 1999 roku. Żeby potem mogli opowiedzieć kolegom. No ale ogółem ostatnio oglądałem (było na Bastionie) jak to wyglądało w 99 roku, podczas premiery Mrocznego Widma i strasznie mi się podobała tamtejsza atmosfera. Nie wiem czemu spodziewałem się tego samego. Tylko ja zacząłem bić brawo na początku i pod koniec filmu. Z emocji aż krzyknąłem jak zaczęły lecieć napisy... Podczas pierwszego klaskania przyłączyła się do mnie jedna osoba. Widać, że wielki fan, bo co chwilę coś tłumaczył dziewczynie. Pod koniec filmu zaś już kilka osób. No ale trochę dziwnie mi się zrobiło jak ogarnąłem, że większość z tych ludzi po prostu przyszła na film. Równie dobrze mógłby to być dla nich Hobbit, Terminator czy Batman. Nie każdy czekał na VII epizod ponad 10 lat...

Re: Ogółem i szczegółem

Bena to bedzie miał Luke

Re: Ogółem i szczegółem

To nie był Corusant tylko jakaś inna planeta miasto, Snoke nie pozwoliłby zniszczyć Corusant bo albo jest pod kontrolą First Order, a jeśli nie to wciąż znajdował sie tam kapliczka sithów która kumolowała ciemną stronę. Co do Snoke to Palpatine też miał większy hologram niż był naprawdę, miało to pokazywać jego wyższość mad innymi imperialnymi.

ponowny seans

Wczoraj myślałem, że wybiorę się może ponownie na seans do kina. Dziś już tego taki pewien nie jestem.

Re: ponowny seans

Recenzuj, jestem szczerze ciekaw

Re: ponowny seans

Mam odczucia podobne to Mario, film broni się jedynie jako osobny twór, ale w starciu z pozostałymi filmami, to wypada słabo. Nie wspominając, że na tle całego uniwersum (szczególnie Legend) to kompletna porażka. Filmy przy takim nakładzie finansowym, powinny być przynajmniej porządnym rzemiosłem w każdej dziedzinie. TFA broni się tylko stroną techniczną. Nierówne aktorstwo, zmarnowanie potencjału wielu scen i postaci, słaba chorografia walk, wtórność, to tylko niektóre z grzechów epizodu VII. Tylko z sentymentu dałem ocenę 7. Nie będę się rozpisywał wzorem Mario, bo wyjdę na malkontenta .

Re: ponowny seans

Skoro dałeś z sentymentu to wszystko wyjaśnia

Również

Ja się przejdę jeszcze raz, ale tym razem w 3D. Jestem bardzo ciekaw wrażeń. Normalnie nie cierpię 3D, ale na to chciałem pójść. Bałem się tylko, że z emocji bym nie dał rady. Potrzebowałbym pampersów i 200mg hydroksyzyny dożylnie. Teraz już się tak nie boje . A trochę osób polecało seans 3D...

Wielkie rozczarowanie

Brałam pod uwagę, że TFA może mnie zawieść. Starałam się nie ulegać ogólnemu hajpowi, podejść na chłodno i po prostu dobrze się bawić. Ale Jar Jar Abrams mi to uniemożliwił :/

Im więcej czasu mija od premiery, tym mniej logiki i spójności odnajduję...

Pomijając już dno fabularne i złomiarki bez treningu władające mocą lepiej niż szkolony przez Luke`a przywódca rycerzey Ren...

Film w ogóle nie trzymał w napięciu. Ani przez moment nie bałam się o życie głównych bohaterów. W scenie z Hanem wiedziałam jak skończy - zresztą jak cała sala. Nikt nie krzyknął zaskoczony, nikt nie płakał. Było to przewidywalne. Zresztą widać, że po innych bohaterach też to spłynęło jak po kaczce.

Film niczego nie wyjaśnia. Serio, nie można było poświęcić 10 min na opis sytuacji? Przecież Ray, która całe życie spędziła na odizolowanej planecie nie musi się orientować w sytuacji politycznej galaktyki, można to było wykorzystać do wytłumaczeniu widzowi co z czym. Finn od dziecka był karmiony propagandą, przeszedł absolutne pranie mózgu - i nic? Nie ma wątpliwości, nie przeżywa szoku, że był okłamywany całe życie? Po prostu uznał, że zabijanie jest be?

Zresztą dezercja Finna jest tak samo przekonująca jak przemiana Anakina w EVI - wcale.

Kylo Ben, znaczy Ren... Tak pizdowatego antagonisty w histori SW jeszcze nie było. Pomijając fakt, że z taką twarzą dobrze, że nosi maskę... W scenie w której zdejmują ją po raz pierwszy po sali przetoczył się chichot.

Supreme Leader - wtf? Jego podwładni kłócą się przed jego obliczem jak dzieci, donoszą na siebie, a on nic? Nie ma żadnego posłuchu, respektu? Miałam wrażenie, że weźmie obu na kolanka i wytłumaczy im, że zachowują się nieuprzejmie i każe dać sobie buzi na zgodę...
Gdzie mu do Sidiousa który jednym gestem wywoływał panikę wśród podwładnych?


Gwiazda Śmierci ver. 3.0, serio? Następna będzie wielkości słońca i będzie niszczyła galaktyki?

Jasne, efekty robiły wrażenie. Gdybym miała 10 lat i nigdy nie słyszała o SW, uznałabym, że film jest świetny. Niestety, jako fan dostałam mokrą szmatą w twarz. Jar Jar Abrams pokazał, że kompletnie nie liczy się ze starymi fanami i liczy się tylko kasa. Smutne.

http://i.imgur.com/k7So4oG.jpg

Re: Wielkie rozczarowanie

Co Wy macie z tą złomiarką bez treningu wszyscy? Wy ten film oglądaliście od początku do końca czy Wam się usnęło w pewnych momentach?

Rey została "przywołana" przez miecz Luke`a. Pewnie mu się nudziło leżeć w skrzyni 30 lat i stwierdził: "a se przywołam złomiarkę bez treningu". No ludzie! Przecież to wyraźnie pokazuje, że jest jakaś tajemnica dotycząca Rey. Tak samo jak scena retrospekcji, gdzie sobie przypomina jak była dziewczynką. Na pewno wyjaśnią to w kolejnych częściach. Bo wiecie, że będą kolejne części, prawda?

Tak samo to czepianie się Kylo Rena. On nie miał być badassem. On miał być młodym adeptem Ciemnej Strony. Jak Anakin przeszedł na Ciemną Stronę jak za pstryknięciem palców to był płacz, że za szybko. Jak mamy pokazaną powolną ewolucję Bena to też źle, "bo nie jest zły". On powinien rozwalić wnętrzności Lei, jak Obcy, zamiast porodu. A będąc niemowlęciem zamiast mleka pić krew swoich wrogów. No ludzie! Zresztą gdyby był całkiem zły to sądząc po linku byłoby marudzenie, że schematyczność.

A schematyczności też nie ma się co czepiać. Zawsze w pierwszej części trylogii mamy bohatera pochodzącego z piaszczystej planety, zawsze ktoś ginie i zawsze coś wysadzają na końcu. Taka konwencja.

To tak samo jak z Bondem. Zawsze walczy z organizacją, która chce zawładnąć światem/zniszczyć świat/wywołać III WŚ. Zawsze wygrywa z pomocą gadżetów i pięknych kobiet. Ponad pół wieku, ćwierć setki filmów, a on ciągle robi to samo. A mimo to ludzie się tym jarają i chodzą na to do kina.

Albo Godzilla. Jeszcze więcej lat, jeszcze więcej filmów. Ciągle tylko niszczy miasta albo walczy z innymi potworami. Przykłady można mnożyć.

Ja rozumiem, że komuś mógł się film nie podobać, ale trochę pomyślunku i logicznych argumentów by nie zawadziło.

Re: Wielkie rozczarowanie

Czekaj, ale kto pisze, że Kylo ma być Badassem? Chyba tylko on sam, płacząc do maski dziadka "czemu nie jestem tak całkiem zły, ja chcę być zły! Bo... bo tak!"
Płacz nie jest dlatego, że nie jest drugim Vaderem, tylko dlatego, że jest płytki i nieprzekonujący!

A przepraszam, czy fakt przywołania przez miecz, czy nawet bycie córką Luke`a daje +10 do umiejętności posługiwania się bronią którą ma się pierwszy raz w ręku?
Ja nie wiem po cholerę Jedi uczyli się latami walki mieczem, przecież jak widać po przykładzie Ray i Finna wystarczą odpowiednie fluidy!
No przepraszam, uważasz, że to jest logiczny argument?

Chyba faktycznie połowę przespałam, bo nie mogę za cholerę powiązać logicznie większości wątków.

Re: Wielkie rozczarowanie

Uznałem "pizdowatego antagonistę" za obelgę dotyczącą jego potęgi i ogólnie bycia złym.

Nie znamy historii Rey. Być może okaże się, że wcześniej miała jakiś trening tylko tego nie pamięta. Wiemy natomiast, że generalnie bronią białą posługuje się bardzo dobrze.

No i w zasadzie co ona takiego zrobiła? Że pokonała pizdowatego Rena? To taki wielki wyczyn?

Re: Wielkie rozczarowanie

Popieram post Zakrzy. Po drugim seansie doszedłem do tych samych wniosków. Pierwsza część każdej trylogii SW ma po prostu taką kownecję. Jak tutaj wycofali się z Tatooine, to od razu fail.

Zrozumcie, że Anakin mając 15-20 lat i nie mając szkolenia we władaniu Mocą mógłby robić nieświadomie takie same rzeczy jak Rey. Ale nie, ona nie może prowadzić instynktownie Sokoła, za to wygrać wyścig boonta w wieku 10 lat jak najbardziej.

#stop_hejterom_TFA

Re: Wielkie rozczarowanie

O, dziękuję za poparcie Trochę się zdziwiłem, bo widziałem gdzieś Twój niezbyt pozytywny komentarz.

Re: Wielkie rozczarowanie

Kółko wzajemnej adoracji <3 Jak słodko.

Re: Wielkie rozczarowanie

Ciebie też kochamy
Idź do kina jeszcze raz i dołącz do nas

Re: Wielkie rozczarowanie

Już byłem dwa razy !!!

Ale trzeci raz nie dam rady pójść

Re: Wielkie rozczarowanie

Ja na razie raz. W piątek byłem mocno podjarany filmem, ale stwierdziłem, że trochę lipa iść w ciągu kilkunastu godzin na jeden film.

Ale już w sobotę mi minęło to uczucie i gdyby ktoś spytał czy jedziemy to bym pojechał

I po to straciliśmy EU?

Sądząc po wypowiedziach współfanów widzę, że jestem jednym z niewielu, którzy potrzebują czegoś więcej, niż tylko całej masy nawiązań do Starej Trylogii, żeby wyjść z kina z bananem na twarzy. Ciężko mi nie oceniać tej nowej kontynuacji bez porównywania do starej kontynuacji i tego, jak twórcy z postaciami obeszli się kiedyś, a jak zrobili to teraz. Niemniej jednak, aby nie było, że narzekam tylko dlatego, że kanon/nie-kanon, postaram się naskrobać parę przemyśleń.

Na plus:

+ Rey - zdecydowanie najciekawsza postać całego filmu, z jednej strony pełna młodzieńczego idealizmu, z drugiej zaś twardo krocząca po ziemi. Obserwowanie jej podróży, odkrywania w sobie wrażliwości na Moc, wizji i tego, jak sobie z tym wszystkim radziła było dużą przyjemnością. SW zyskało ciekawą protagonistkę i na chwilę obecną to właśnie jej przygody i szkolenie na Jedi są tym, co najbardziej ciekawi mnie w Epizodzie 8. Zobaczymy, jak potoczy się to dalej.

+ Walki powietrzne - oglądanie zarówno X-Wingów naparzających się z TIE Fighterami, ucieczki Poe i Finna na początku filmu, ale przede wszystkim Rey rozbijającej się Sokołem po pustyniach Jakku wraz z Finnem i jednym niepełnosprawnym działem statku niszczących pościg były czystym miodem. Piękna choreografia lotu i całe rozplanowanie tych scen zostały dopięte na ostatni guzik i panom od efektów specjalnych nie należy się tu nic prócz pochwały.

+ Snoke - o reszcie "tych złych" tego filmu wypowiem się w drugim punkcie recenzji, jednak trzeba przyznać, że głównodowodzący First Order, choć na razie owiany tajemnicą, jest bardzo intrygujący - z chęcią zobaczę, co ma do zaprezentowania w przyszłych filmach, gdy pokażą go w większej ilości. Andy Serkis jak na razie gra go bardzo przekonująco, a postać ma potencjał na godnego złoczyńcę.

+ BB-8 - przy tym, jak bardzo mało było C-3PO i R2-D2, BB-8 wspaniale poradził sobie z obowiązkiem bycia małym, zadziornym droidem, którego pokochają rzesze fanów. Jego zachowanie (jak kciuk w górę) było często rozbrajające i dodawało całej historii koloru i porządnego, nienachalnego comic reliefu. Dobrze, że Poe o niego dba.

+ Jakku - pierwszy akt filmu dziejący się na wcalenietatooine jest zarazem moim ulubionym. Wspomniałem już o Rey i świetnej scenie pościgu TIE za Sokołem, lecz cała planeta, z jej improwizowanymi osadami, dobrze ukazanymi trudami życia i całą masą dobrze wykonanych obcych ras była niesamowicie klimatyczna. Powrót do akurat tego aspektu Starej Trylogii - zrobiony na nowy sposób, a nie bezczelnie kopiowany - okazał się bardzo udany.

+ Montaż + praca kamerą - pisałem już o świetnej choreografii walk powietrznych, lecz nie są to jedyne dobrze nakręcone sceny w filmie. Wszelkie sekwencje przesłuchań przez Rena, wizje Rey, przygotowania Ruchu Oporu do wylotu na wcaleniegwiazdęśmierci, itd - mógłbym tak wymieniać jeszcze dużo momentów w filmie zostały bardzo umiejętnie wyreżyserowane i nakręcone. Sceny są dynamiczne i mają bardzo dobre tempo. Technicznie film jest naprawdę dobry - lecz czego innego można było się spodziewać po ludziach zatrudnionych przez Disneya?

Na minus

- Film wydaje się być przeładowany elementami fan service`u bardziej służącymi nostalgii ludzi wychowanych na Starej Trylogii niż jakiemukolwiek zastosowaniu fabularnemu. Do niektórych z nich odniosę się poniżej, ale tu warto wspomnieć np. o takim C-3PO, który nie służył w filmie niczemu poza niekoniecznymi komentarzami na temat obecnej sytuacji. Mnóstwo schematów fabularnych zostało zaczerpniętych Nowej Nadziei. To może świadczyć o dwóch rzeczach - albo scenarzyści boją się, że film odniesie sukces wśród fanów wtedy i tylko wtedy, gdy jego fragmenty będą copypastami z filmów, które fani już kochają, albo po prostu nie umieją inaczej pisać historii. W obu przypadkach nie świadczy to o nich dobrze.

- Finn - choć zaczyna historię bardzo solidnie, to im bardziej brniemy wgłąb historii, tym bardziej ze zreformowanego szturmowca staje się nierozgarniętą życiowo ciamajdą, która pcha się wszędzie tam, gdzie nie powinna z pełną premedytacją i wiedzą, że prędzej czy później ktoś będzie go musiał stamtąd wyciągać. A jednak, wciąż to robi.

- Kylo Ren - chyba największy zawód tego filmu. To nie jest niedoszły Revan, ani też niedoszły Vader. Obrazą byłoby też porównywanie go do Jacena, choć do niego niewątpliwie mu najbliżej. Okazał się być wymoczkowatym nastolatkiem, który jedyne, co potrafi, to wymachiwać mieczem ze złości w momencie, gdy coś nie idzie po jego myśli. Dochodzi też do tego kwestia jego genealogii - czegoś, co miało być chyba największym ciosem emocjonalnym tego filmu. No i dobra. Han umarł z ręki własnego syna. Smutno. Lubimy Hana, nie lubimy, kiedy Han umiera. Tylko że aby widz poczuł smutek związany z tym, że syn zabija swojego ojca, warto dać widzowi jakiekolwiek poczucie, że syna i ojca wiąże jakakolwiek więź - by było to wiadomo dzięki czemuś więcej, niż tylko wypowiedź Księżniczki/Generał Lei. W tym momencie coś, co mogło być jednym z najmocniejszych momentów filmów i godną śmiercią jednej z najlepszych postaci w historii kina stało się przyspieszone, wymuszone i zmarnowane. Nie wspomnę o fakcie, że wyszkolony użytkownik Ciemnej Strony powinien chyba wyjść bez szwanku z walki na miecze z niedoświadczonym szturmowcem i dziewczyną, która nie dość że Moc odkryła w sobie dzień wcześniej, to miecz w ręce trzyma po raz pierwszy. Ale o tym jeszcze za chwilę.

- Hux - z podwładnych Snoke`a on miał być "tym poważnym" - tym, który trzyma niestabilnego emocjonalnie Rena na smyczy i prowadzi wojska Najwyższego Porządku do zwycięstwa. Takim nowym Tarkinem. Do czasu, aż zaczął to czynić za pomocą przemowy do żołnierzy z mimiką twarzy, na widok której ciężko było się nie roześmiać. W dodatku w odpowiedzi dostał Heil Hitler Hux.

- Walki na miecze - coś, co w każdym kolejnym filmie cieszyło oczy coraz bardziej, tu zostało sprowadzone do bezmyślnej naparzanki na kije, bez jakiegokolwiek ładu czy finezji. I rozumiem, dwoje z trojga użytkowników miecza świetlnego w filmie nie ma najmniejszego pojęcia o jego użytku - co nie zmienia faktu, że trzeci jest podobno wyszkolonym Rycerzem. I on rąbie co popadnie i ma trudności w pokonaniu w walce 1:1 znacznie słabszych przeciwników. Po tym, co zaprezentowały nam prequele, tu jestem solidnie zawiedziony.

- W filmie mówi się dużo o istnieniu nowego status quo, nowych organizacjach i tym, czym one się zajmują, lecz nie ma to praktycznie żadnego wpływu na fabułę. Nie wiemy w jakim stanie jest Galaktyka ani jakie wydarzenia doprowadziły bohaterów w miejsca, w których są obecnie. Scenarzyści filmu wydają się nie uważać, że nas to obchodzi - co kopie ich w tyłek w momencie, gdy do tychże zmian status quowych odwołują się w fabule.

- Jakie jest dokładnie miejsce akcji filmu? W momencie, gdy niegwiazdaśmierci niszczy kilka planet należących do czegoś, co nazywa się Republika, zniszczenie tych planet doskonale widać z planety Maz Kanaty. Co stawia pytanie - czy cała Republika mieściła się się w układzie planetarnym tej planety? Czy niegwiazdaśmierci w tym momencie również przebywała w tym układzie planetarnym? A galaktyka wydawała mi się takim dużym miejscem.

- Niegwiazdaśmierci - wielka okrągła stacja kosmiczna niszcząca planety po raz trzeci? Z dziwną, niebronioną wadą konstrukcyjną, przez którą może zostać zniszczona przez skończoną ilość X-Wingów, jeśli tylko wytrwale będą w nią nawalać torpedami? I to nawet bez konieczności trafienia w dziurę o średnicy dwóch metrów? Po raz trzeci? Może niektórzy poczuli przez to nostalgię - ja poczułem przez to lenistwo scenarzystów.

- Czy Poe wydostając się z Jakku zabrał się razem z Bruce`em Wayne`em wracającym do Gotham z dziury, w której umieścił go Bane w TDKR?

- Aktorzy z Raidu - JJ Abrams podobno bardzo chciał ich w filmie z uwagi na ich zdolności w sztukach walki, jakie zaprezentowali w tamtym filmie. Nie wspomniał tylko, że za zdolności w sztukach walki uważa zdolność bycia jedzonym przez wszystkożerne bestie i niepojawienie się potem już w ogóle.

- Kapitan Phasma - tak ją wychwalano, że będzie drugim Bobą Fettem, wspaniałą żeńską postacią tego filmu, a tymczasem nie robiła ona tam nic. Nie zaprezentowała dlaczego powinniśmy uważać ją za kogoś wyjątkowego, była tylko kolejnym ogniwem w łańcuchu dowodzenia imperium. Przewinęła się przez plan i skończyła w zgniataczu śmieci. Tam, gdzie jej miejsce.

- Jak duże są siły Ruchu Oporu i Najwyższego Porządku? Oporniki wysyłają do zniszczenia niegwiazdyśmierci jedną eskadrę X-Wingów. Podobno mają do dyspozycji też całą flotę Republiki, ale na tej informacji się kończy. Nie wiadomo, co stało się ze wszystkimi statkami, które atakowały DS2 w Epizodzie 6. Nie, żeby przez 30 lat powinni zbudować sobie trochę nowych. Podobnie Najwyższy Porządek - okazuje się, że do obrony czegoś tak ważnego, czym najwyraźniej jest dla nich niegwiazdaśmierci mają oddelegowanych kilka TIE Fighterów. Co, już po raz trzeci, słono ich kosztuje.

Od filmów Disneya oczekiwałem, mimo wszystko, że będą kontynuować historię SW budując na tym, co już istnieje, a nie bezmyślnie to kopiując i mrugać okiem do fanów. Filmem jestem zawiedziony, choć rozumiem czemu większość ludzi nie jest. Następne epizody obejrzę z ciekawości licząc, że może kiedyś historia Disneya okaże się dobrą i ciekawą, tymczasem jednak z zadowoleniem zauważam, że lepsza kontynuacja filmów stoi u mnie na półce
6,5/10

Re: I po to straciliśmy EU?

Też jestem jedną z niewielu i tak bardzo się z Tobą zgadzam.
Wolę chwilowo zapomnieć co wczoraj widziałam i wracam do NEJki jak tylko skrobnę swoją opinio-reckę

Re: I po to straciliśmy EU?

Stek bzdur.

Nie chcę mi się tego wszystkiego komentować, dlatego zwrócę Ci przykładowo na jedną z poruszonych przez Ciebie kwestię - pojedynek na miecze świetlne.

Raz - to obiektywnie najlepiej wyreżyserowany pojedynek całej sagi, a subiektywnie (według mnie) najbardziej klimatyczny.

Dwa - nie wiem, dlaczego większość osób piszących te bzdury, że jak Rey mogła pokonać Kylo, nie dostrzega, że ten drugi walcząc był już jedną drogą na innym świecie, ledwo żywy. Krwawił, był spocony, ledwo trzymał się na nogach, przed chwilą zabił swojego ojca, w jego oczach było widać tylko amok, szaleństwo.

Trzy - "pojedynek na kije"? Nie uważam tak, a nawet przyjmując takie spojrzenie, przecież (jak sami zauważanie) była to walka amatora z kolesiem, który dogorywa.

Re: I po to straciliśmy EU?

Luke S napisał:
Kylo, nie dostrzega, że ten drugi walcząc był już jedną drogą na innym świecie, ledwo żywy. Krwawił, był spocony, ledwo trzymał się na nogach, przed chwilą zabił swojego ojca, w jego oczach było widać tylko amok, szaleństwo.


-----------------------


xDDD. Haha. Na każdy absurd masz dobre uzasadnienie co?

To inaczej.

Fin walczący jak równy z równym. Pewnie dlatego, bo Kylo "ledwo żywy. Krwawił, był spocony, ledwo trzymał się na nogach" co?

A Fin to silny szturmowiec, który nigdy nie trzymał miecza w rękach. Ale co tam.

Uwielbiam argument "stek bzdur". Jesteś zbyt mądry, żeby wszystko skomentować? Czy połowy nawet nie przeczytałeś?

Re: I po to straciliśmy EU?

Zbyt zajęty życiem, żeby tracić czas na internetowych frustratów i hejterów.

Finn walczył z Kylo jak równy z równym? Został szybko pokonany, ledwo przeżył. WTF?

Re: I po to straciliśmy EU?

Ja pierdzielę. Czy w dzisiejszych czasach jak komuś się coś nie podoba jest tylko hejterem? Jest coś takiego jak odmienne zdanie i w tym wypadku hejter to obelga. Może ty masz gdzieś, że ten film kopiuje ANH i nie tylko, ale są fani którzy oczekiwali więcej.

Re: I po to straciliśmy EU?

Kolejny.... Krytyka = hejterstwo ? Niech będzie. To Ty może jesteś durnowatym pelikanem, który łyka wszystko ? No bo w końcu skoro krytyk=hejter to może zadowolony filmem fan= nie posiadający własnego zdania bez mózg ?

Re: I po to straciliśmy EU?

Mam z Ciebie typie taki polew, że nawet sobie nie wyobrażasz. Konstruktywna krytyka jest czymś innym, ja jej tutaj nie widzę. Prujesz się w tym temacie piszcząc do każdemu, komu się coś podoba. Ciężkie jest życie hejtera, kiedy film okazał się tak świetny, że wszyscy się zastanawiają, czy może to nie jest nawet najlepsza część sagi. Ból tyłka macie okropny, szczerze powiem - współczuję. Jednego nie zmienicie - TFA to mistrzostwo.

Propozycja - zostań pięściarzem, trenuj, stań się świetnym profesjonalistą, podpisz kontrakt na walkę z totalnym bumem, amatorem wziętym spod budki z piwem, następnie palnij sobie pistoletem w brzuch i idź walczyć, wygraj, zniszcz go.

Wtedy przyznam Ci rację, że wynik walki Rey vs Ren nie ma sensu.

Re: I po to straciliśmy EU?



No nieźle pojechałeś ziomuś. Rzeczywiście.

Jaki ja mam z Ciebie "polew".

Ale wiesz, trochę się rozpisałeś, tylko szkoda, że nie odniosłeś się do żadnych wypowiedzi, a wciąż najeżdżasz tym nudnym "jesteś hejterem, bo ja mam inne zdania".

Dobra idź do kina jeszcze raz jak chcesz, baw się dobrze, uważaj TFA za arcydzieło. Nic mi do tego.

Miłej zabawy.



Chciałbym Cię spotkać w prawdziwym życiu.

Re: I po to straciliśmy EU?

Zapraszam, może wybierzesz studia w Krakowie (o ile Twoja sygnaturka jest dalej aktualna), możemy iść porozmawiać, nie ma problemu.

Dzięki za troskę, bilety na drugi seans już kupione.

Re: I po to straciliśmy EU?

Luke S napisał:
bilety na drugi seans już kupione.
-----------------------

Moje też. Czy to czyni mnie hejterem czy przeciwnie?

Re: I po to straciliśmy EU?

Już mam na 3ci...

Re: I po to straciliśmy EU?

Winszuję.

Re: I po to straciliśmy EU?

Sądząc po scenie ataku na Takodanę (tak się ta planeta z kantyną zwała?), nowi stormtrooperzy są całkiem obeznani z bronią białą. Jeden z nich na widok Finna z mieczem nie traci głowy, tylko od razu wyciąga pałkę (swoją drogą, gdzie ją trzymał?) i idzie w szranki.

Re: I po to straciliśmy EU?

Może nie byłbym tak radykalny w ocenie, jednak nie ukrywam, że pojedynek z TFA bije na łeb każdą walkę z prequeli (a przy okazji i z ANH).

Chociażby dlatego, że zamiast jarmarcznego kręcenia młynków i czegoś z pogranicza tańca dostaliśmy prawdziwą walkę. W której były prawdziwe emocje i choreografia przypominająca do złudzenia walkę klasycznymi mieczami. Wszystkie machnięcia, kontry i pchnięcia były pełną profeską - zwłaszcza, jeżeli ktoś miał okazje przyglądać się np. walkom grup rekonstrukcyjnych czy bractw rycerskich.

I także nie uważam, aby ignorowanie stanu psychofizycznego Rena było fair.

Re: I po to straciliśmy EU?

SroQ napisał:
Może nie byłbym tak radykalny w ocenie, jednak nie ukrywam, że pojedynek z TFA bije na łeb każdą walkę z prequeli (a przy okazji i z ANH).
-------------------------

Widzę to dokładnie tak samo!

Chociażby dlatego, że zamiast jarmarcznego kręcenia młynków i czegoś z pogranicza tańca dostaliśmy prawdziwą walkę. W której były prawdziwe emocje i choreografia przypominająca do złudzenia walkę klasycznymi mieczami. Wszystkie machnięcia, kontry i pchnięcia były pełną profeską - zwłaszcza, jeżeli ktoś miał okazje przyglądać się np. walkom grup rekonstrukcyjnych czy bractw rycerskich.

-------------------------

W końcu ktoś, kto wie, o czym mówi! Gratuluję wiedzy i spostrzegawczości. A ludzie podniecają się pojedynkiem Anakina i Obi-Wana z EIII. Litości!!!

I także nie uważam, aby ignorowanie stanu psychofizycznego Rena było fair.
-----------------------

Tak jest. Ale do mnie przemawia również fakt, że Rey jest dzikusem i codziennie walczy o przeżycie. Widywałem już "szkolonych profesjonalistów" załatwionych w 10 sekund przez wściekłego kibola (w tym wypadku Rey).

Film bardzo dobry

Byłem na premierze w kinie.Film dobry. Początek niezrozumiały.Szturmowiec który sprzeciwia sie najwyższemu porzadku. Jakaś Mapa. Póżniej to się rozwinęło.Harrison Ford słabo staruszek który przemyca się z jakimiś gówniarzami.Postać Rey bardzo ciekawa. Boyega jednak słabo. Kylo (Ben) fajna postać ale nie rozwinięta. Driver to jakaś masakra. On synem Hana i Lei. Już bardziej Luke. Gra też słaba.Postać Maz Kanaty fajna tylko. Snoke najgorsza
postać filmu. Wygląda jak inkwizytor z rebels. Nawet wspaniała gra aktorska Serkisa nie przebije się. Fabuła znakomita. Ostatnia walka może być. Za mało Luke na ekranie

8,5/10 to moja ocena

Re: Film bardzo dobry

Był całe 30 sekund, więc nie ma co narzekać.

Nowe Gwiezdne Wojny na nowe czasy

UWAGA, BĘDĄ SPOILERY! (Choć chyba nikt nie wchodzi do tego wątku przed obejrzeniem filmu, ale żeby nie było że nie ostrzegałem)
Ogólnie film mi się podobał. Bałem się, że będzie gorzej, dużo gorzej. Ale tak fantastycznie też nie jest, jest dobrze.
Takie nowe Gwiezdne Wojny na nowe czasy. W starym klimacie ale jednak inne.
Na plusach nie będę się skupiał bo wiadomo jakie są, wszystko oprócz minusów. Więc zatem minusy.
(-) Brak dobrego czarnego charakteru. W ANH mieliśmy Vadera i Tarkina, w TFA dostaliśmy Kylo Rena i generała Huxa. Ten drugi duet niestety nie był nawet w 1/10 taki badassowy jak ten pierwszy (poza sceną zabicia Hana, tylko wówczas pomyślałem sobie "ale z niego sk*****l". Do tego była jeszcze kapitan Phasma, w jakiś 3 scenach i Snoke, który był bardziej komiczny (serio, gorzej by było chyba tylko jakbym zobaczył na jego miejscu wielkiego Jar Jara...) i bezradny niż przerażający, nie dorastał do pięt imperatorowi.
(-) Przesadzone postaci Rey i Finna. Nie zaprzeczam, że umieli walczyć, ale bez przesady, przecież pokonali najpotężniejszego gościa w galaktyce, który wybił cały nowy zakon Jedi Luke`a i przed którym sam Luke się ukrywa.
(-) Mało ras. Kwestia pierwsza - mała powszechność innych ras niż ludzie, naprawdę w wielu miejscach mogliby bardziej zróżnicować rasy, bo jednak nadal ludzie stanowili najważniejszą część wydarzeń. Kwestia druga - mało ras znanych wcześniej. Przecież jest tyle ras w poprzednich filmach, dlaczego niemal wcale ich nie wykorzystano?
(-) Historia wyrwana z kontekstu. Pomiędzy bitwą o Endor, a TFA minęło trochę czasu, wiele się wydarzyło, a zupełnie się tego nie odczuwało. Nie było wiadomo tak naprawdę o co chodzi, kto z kim walczy, o co i dlaczego. Napisy początkowe były dość słabo wykorzystane, można było bardziej nakreślić tło wydarzeń. Do tego w trakcie filmu też można by więcej objaśnić. Przecież taka Rey na Jakku mogła nie znać tej historii, czemu nie wpleciono jakieś opowieści np. Hana która opowiadała by coś więcej nt tego co dzieje się teraz w galaktyce i jak do tego doszło?
(-) Niedosyt po wyjściu z kina. Trochę powiązane z poprzednim punktem. Ten film jako oddzielna całość średnio by się sprawdził. Po żadnym z poprzednich epizodów nie czuło się takiego niedosytu. Zwyczajnie była to jakaś historia dziejąca się gdzieś w galaktyce i tyle. Wszystko minęło tak szybko, że ciężko było odnieść wrażenie by wydarzyło się coś niezwykłego, od wydarzenia jakich wiele. Teraz człowiek chciałby dowiedzieć się więcej, co było przed, co będzie dalej... nie mogę pozbyć się wrażenia, że to był tylko taki wstęp do nowej trylogii. Tylko co dalej? Będzie nowa jeszcze lepsza superbroń? Baza Starkiller 2?
(-) Wtórność. To chyba największy minus. Kalka Nowej Nadziei plus trochę zapożyczeń z innych filmów i dużo wzorowania się na EU... Nowa potężniejsza superbroń, nowy przywódca imperium (czy tam First Order), nowy mroczny Jedi, no i oczywiście - syn Hana i Lei przechodzący na ciemną stronę mocy - takie świetne pomysły! A nie, zaraz... przecież gdzieś to już było.

widziałem TFA! [SPOILERY]

Film mi się bardzo podobał. Tj., jako film science fiction, tzn., warsztatowo był zrobiony bardzo poprawnie. Urzekło mnie wykonanie i efekty. Choć np. D. Ridley sprawiała wrażenie jakby dobrego aktorstwa uczyła się w trakcie filmu. Bawiłem się świetnie (kciuk w górę!), bardzo podobał mi się rozwój postaci Finna i Rey którym kibicuję jak nigdy. Mam też nadzieję, że dowiemy się co właściwie sprawiło, że Finn przełamał swoją indoktrynację.

Film "zdaje test Bedchel", w szerszym rozumieniu ma fajne postacie kobiece i unika niepotrzebnego ich seksualizowania.

Nawiązania do starej trylogii, zwłaszcza ANH to oczywiście mega radość. Niemniej, zachowawczość filmu w postaci powielania schematu jest dla mnie pewnym minusem ale zupełnie wybaczalnym. Odbieram to trochę tak, że scenarzyści, chcąc skutecznie wyjść ze spotkania o ogromnymi oczekiwaniami fanów, postawili na sprawdzone wzorce.

Natomiast jeśli chodzi o budowanie świata to zdecydowanie się zawiodłem. Oczywiście to pierwszy film z nowej trylogii, wiem, że podobnie było z ANH. Natomiast galaktyka przedstawiona w tym filmie nie ma MSZ żadnej magii (pomijam tutaj zupełnie kwestię kasacji EU) i jest dla mnie bezbarwna. Zamieszkują ją albo ludzie albo odrażające potwory. Może brakuje mi tu Lucasa i jego wizjonerstwa/efekciarstwa - nie sądziłem, że to kiedykolwiek powiem. Pewnie to przyzwyczajenie.

Zakładam że pięć światów Republiki to tylko uproszczenie (albo moje albo twórców) ale czy naprawdę znajdowały się one w tym samym systemie gwiezdnym w którym znajduje się Takodana?

PS. Jeśli brakowało im kawałka mapy galaktyki, pełno jest ich w sieci.

Znakomity, wspaniały!

Film jest świetny. I mówię to jako 30-letni fan, kilkadziesiąt godzin po wyjściu z kina.

Na ekranie cały czas coś się dzieje, nowe postaci ciekawe, aktorsko bardzo dobrze, Rey jest słodka, brak Jar Jarowego humoru, Williams po raz kolejny odwalił dobrą robotę.

Więcej w mojej recenzji: http://santo-subito.blog.pl/2015/12/18/recenzja-gwiezdne-wojny-przebudzenie-mocy-bez-spoilerow/

Re: Znakomity, wspaniały!

Williams odwalił dobrą robotę? Sorry, ale to najsłabszy soundtrack z całej sagi. Potrafisz zanucić chociaż jeden nowy motyw z TFA? Wątpię.

Re: Znakomity, wspaniały!

"Main title" i "Rey`s theme". A z poprzednich to umiem tylko marsz imperialny i jeden utwór z "Mrocznego Widma"

Ja nie wiem czego Wy się spodziewaliście. To już SIÓDMY film. Miał odgrzewać te same kotlety czy komponować disco polo, żeby było coś innego? Zachował ducha oryginału, jednocześnie wprowadzając trochę świeżości. Nic więcej nie da się z tego wycisnąć.

Re: Znakomity, wspaniały!

No tak naprawdę cała fabuła to odgrzewany kotlet, wiec muzyka mogła być taka sama.

Re: Znakomity, wspaniały!

Odgrzewany kotlet, bo znowu główna postać pochodzi z piaszczystej planety, którą porzuca, żeby wysadzić coś wielkiego ratując tym samym całą galaktykę? Czekaj, czy czegoś takiego nie mieliśmy czasem w pierwszej części Oryginalnej Trylogii i w pierwszej części Trylogii Prequeli? Taka konwencja, jak pisałem już wyżej.

Rozumiem, że filmy o Bondzie też Ci się nie podobają? On ciągle walczy z jakimiś oszpeconymi psycholami z przerośniętym ego. I zawsze wygrywa.

Albo Piątki 13-tego - tyle części, a ciągle tylko chodzi o to, że Jason, lub jego matka mordują ludzi.

Ja wiem, że Gwiezdne wojny to Wielki Film, ale to wytwór POPKULTURY, a ta rządzi się swoimi prawami. Jedną z reguł jest powtarzalność. Ludzie dostają jakiejś nerwicy jak w kostium Batmana wchodzi ktoś inny niż Bruce Wayne, a Spider-Manem jest ktoś inny niż Peter Parker.

Nowymi Ghostbusters są kobiety - już wszyscy wieszczą, że film będzie gniotem, bo tak nie może być.

Na nową FF nikt nawet nie poszedł, bo Johny murzyn, który nawet nie jest biologicznym bratem Sue!

Wracając do Bonda to jak ogłoszono, że jest blondynem i chleje wódkę zamiast Martini to wielu stwierdziło, że to nie jest prawdziwy Bond

Przechodząc do meritum: lubimy to co już znamy i to się sprzedaje. Jeśli oczekujesz oryginalności to sobie włącz, nie wiem, Lyncha może? Albo Quentina Dupieux. Polecam "Morderczą oponę". Gwarantuję Ci, że ten film nie jest odgrzewany kotletem.

Re: Znakomity, wspaniały!

Racja kolego, nie umiał bym tego lepiej ująć. Zarzuty o braku oryginalności to totalny absurd. Prawdopodobnie przejaw malkontenctwa.

Re: Znakomity, wspaniały!

Dziękuję.

Re: Znakomity, wspaniały!

Trzecia gwiazda śmierci. Zły bohater "w którym jest dobro". Baza rebeliantów= kolejne Yavin 4. Han Solo szmugler. Cała bitwa o bazę Starkiller: przejazd kanionem, atak jedynie X-wingami. Przywódca "złych" w postaci hologramu. Plany trzymane w droidzie.

Nieee. To pewnie przypadek albo "hołd" Starej Trylogii co?


Re: Znakomity, wspaniały!

Oglądałem ten film, nie musisz pisać co w nim było.

Re: Znakomity, wspaniały!

Cóż, w muzykę trzeba się nieźle wsłuchać. Za pierwszym razem nic w niej nie słyszałem i głowiłem się, czy to aby na pewno Williams. Za drugim razem wsłuchałem się i usłyszałem piękne Scherzo for X-wings, March of the Resistance, Jedi Steps and Finale, Kylo Ren Arrives the Battle, Starkiller, Tons Apart. Jednak hitu na miarę Duel of the Fates nie ma.

Re: Znakomity, wspaniały!

Ja tam w kinie non-stop zachwycałem się muzyką, mimo, że byłem zafascynowany tym co dzieje się na ekranie, więc zdziwiłem się w ogóle krytyką tego elementu.

Zapewne pójdę drugi raz do kina. Ciekawe czy będę miał podobne odczucia.

Re: Znakomity, wspaniały!

-Potrafisz zanucić chociaż jeden nowy motyw z TFA? Wątpię.

Ja potrafię, ja potrafię! Co wygrałem?

Re: Znakomity, wspaniały!

Czystą radość płynącą z nowego filmu, której wiele na tym forum zabrakło.

Re: Znakomity, wspaniały!

O jeju Ty masz rzeczywiście 30 lat? Pamiętam jeszcze Twoje kłótnie z kilka miesięcy temu, jak obrażałeś każdego, kto nie zgadzał się z Twoim zdaniem.

Re: Znakomity, wspaniały!

Ja nie pamiętam.

Re: Znakomity, wspaniały!

Dokładnie, film porywa, wciąga, nie sposób się wyrwać z jego objęć. Magia gwiezdnej sagi ! jest niesamowita.

recenzja ze spoilerami

Po dwóch dniach i dwóch seansach mogę już coś napisać.

Film jest nakręcony fenomenalnie. Nie chodzi nawet o efekty specjalne - które, zdaje się, są słabsze niż w RotS (porównajcie sobie Mustafar z wybuchem bazy Starkiller. To drugie wyglądało paskudnie, jak z gry komputerowej z 2008 roku) - ale o zdjęcia, ujęcia, kolory. Film jest żywy, nakręcony w sposób, z braku lepszego słowa, epicki, ale bez zbędnego fantasy-patosu. Nie mam się tu do czego przyczepić, ba, byłem pod wrażeniem, a to mi się nieczęsto zdarza.

Gdybym nie oglądał nigdy Nowej Nadziei to powiedziałbym, że film jest świetny. Ale, niestety, otrzymaliśmy remake. Same nawiązania, od których się roiło, dodawałyby smaczku; ale mamy dosłownie skopiowany cały wątek fabularny. Choćby:

- dobra rebelia vs. złe imperium (ok, Najwyższy Porządek - ale to wyjątkowo kretyńska nazwa)
- nalot imperialnych na rebelię w poszukiwaniu tajnych planów
- w ostatniej chwili przed schwytaniem rebeliant ukrywa tajne i ważne plany w droidzie
- droid rozbija się na pustynnej planecie
- szturmowcy szukają droidów i rozwalają wszystko na swojej drodze
- Han Solo poszukiwany za długi
- kantyna
- zły ziomek w czarnej masce
- ogromna stacja kosmiczna niszcząca światy (trzeci raz? RLY?)
- kobieta porwana przez złego ziomka na tę stację
- kobieta włada mocą a o tym nie wie i opiera się technikom przesłuchującym złego ziomka
- stację rozwalają myśliwce
- odwrócenie sytuacji zły ojciec i dobry syn

To nie są nawiązania, smaczki ani podobieństwa - to po prostu zerżnięcie, kopiujwklejka, remake, jak zwał tak zwał. Nawiązaniem było wrzucenie Phasmy do zgniatarki na śmieci, albo rozmowa szturmowców "widziałeś nowego T-17". Historia może lubi się powtarzać, ale bez przesady. Były też rzeczy, które mi się absolutnie nie podobały: choćby te kosmiczne gangi. Guaviańska Banda Śmierci jeszcze jakoś tam pasuje, choć wyglądają jak z jakiegoś niemieckiego porno-sf, to klimat nieco KotORowy - ale Kenjiklub, przenoszenie Yakuzy w kosmos, to trochę tani chwyt. A Rathtany (czy co to tam było) w ogóle z innej bajki i paskudnie wygenerowane.

A największą głupotą są pojedynki. Finn, szturmowiec klozetowy, nie wiedział nawet, że to co trzyma w ręku jest bronią - a mimo to udaje mu się skutecznie walczyć nie tylko ze szkolonym do szermierki żołnierzem, ale nawet przeżyć pojedynek z Kylo Renem - ba, nawet go zranić! Co więcej - Kylo, mistrz zakonu Ren, zostaje pokonany przez wrażliwą na Moc złomiarkę. W dodatku czekał, aż ta się namyśli i zbierze w sobie Moc. Miecze też jakieś tępe - przejechanie po plecach Finna spowodowało jakąś tam ranę, przejechanie po twarzy raptem szramę. Luke się prawie pochlastał, gdy pierwszy raz miał miecz w ręku, a oni skutecznie stawiali opór - bronią, której środek ciężkości jest przesunięty, bo klinga nic nie waży, a rękojeść ma 30 centymetrów i samo wyczucie jej zajmuje sporo czasu. No i trzecia, jeszcze większa Gwiazda Śmierci - serio?

Snoke też z innej bajki. Cała ta scena wyglądała jak z Władcy Pierścieni albo czegoś takiego. Plus taki, że może Snoke okaże się być Plagueisem: raz, że jest do niego bardzo podobny, dwa: Plagueis miał obsesję na punkcie przeżycia po śmierci a twarz Snoke`a jest poraniona, co sugeruje że stoczył kiedyś ciężką walkę, trzy: w powieści, choć niekanonicznej, znajdujemy sugestię, że Plagueis przeżył zamordowanie go przez Sidiousa, cztery: Kylo nie jest Sithem, w dodatku jest niezrównoważony; wydaje się, że Plagueis mógł uznać, że nie będzie więcej szkolił Sithów, bo się boi że znowu zginie z ręki ucznia; że teraz on będzie liderem, a władający Ciemną Stroną będą tylko narzędziami, wykonawcami jego woli, bez znajomości filozofii Sithów, pięć: Kylo mówi pod koniec "Supreme Leader is wise". Zdanie nie ma w kontekście rozmowy którą toczy większego sensu, a Darth Plagueis miał przydomek "Wise".

Oficerom Najwyższego Porządku brakuje czegoś. Imperialni mieli klasę, zimny chłód; FO wydaje się być zgrają zbuntowanych modnisiów, którym pękła szybka w smartfonie i naczytali się na kwejku albo demotach jakichś głupot o Imperium, że Palpatine nie wiedział o zniszczeniu Alderaana a tak w ogóle to chciał dobrze, ze Vadera było lepiej, a teraz tylko obcy kapitał, wyprzedaż majątku narodowego i tym podobne głupoty. Z drugiej strony, można tę historię poprowadzić, że okaże się, że to wyrośli na gruzach imperium zakochani w nim ludzie, chcący powrotu, zemsty na zdrajcach, zrzucenia "dyktatu endorskiego" i tak dalej.

Postać Kylo zdaje się być bardzo mocno wzorowana na Jacenie - i to akurat na plus. Chora fascynacja swoim dziadkiem, czerpanie z niego inspiracji, chęć dokończenia jego dzieła z pominięciem błędów; fryzura, bycie synem Hana i Lei, bunt dla buntu; gdyby jeszcze pokazali, że Kylo chce dobrze, że robi to dlatego, by przynieść Galaktyce trwały pokój i w swoim chciejdobrstwie coraz głębiej daje się pochłonąć ciemnej stronie to byłoby super. Niestety, na to nie ma szans, ale postać była pokazana jako niezrównoważona (choć nieprzekonująco), więc można z tego dużo wydobyć i jeszcze więcej czerpać z Jacena.

A skoro mamy Jacena, to może mamy też Jainę?

Gra aktorska taka sobie, Kylo mnie nie przekonał, Finn "typowy", Rey i Poe bardzo dobrze, ale starzy aktorzy grają, jakby ktoś ich do tego zmusił szantażem.

Co więcej, film jest pozbawiony muzyki. W OT były Cantina Band, Marsz Imperialny, muzyka z pojedynku Luke`a z Vaderem; TPM miało Duel of the Fates; AotC Across the Stars; RotS ma wprost wzorowy soundtrack z Battle of the Heroes na czele. Ścieżka dźwiękowa zawsze odwzorowywała to co się dzieje na ekranie, podkręcała to. A tu nie ma nic. Parosekundowa melodyjka na Jakku, kilka razy utwory, które już były - i tyle. Nic, co dodałoby epickości, nic co zapadłoby w pamięci.

Nie oczekiwałem wiele, wielkich nadziei nie miałem, liczyłem się z tym, że mogą coś schrzanić i nawet by mi to nie przeszkadzało specjalnie - ale nie spodziewałem się że otrzymam Nową Nadzieję 2. Chyba wolałbym jednak nową historię, nawet na poziomie Mrocznego Widma, a nie remake.

Tak czy siak, gdyby Gwiezdne Wojny miały powstać dzisiaj to wyglądałyby tak jak E7. Film warto obejrzeć, ale czy to będzie zwykły widowiskowy film do obejrzenia dwa razy, czy dojrzeje we mnie do tego, by regularnie do niego wracać jak do pozostałych epizodów - zobaczymy.

Re: recenzja ze spoilerami

aha, no i jeszcze motyw z mieczem wyczuwającym własciciela słaby, co to, różdżka?

a BB-8 uroczy <3

Jest takie

powiedzenie: pieprzyć jak Kacper sukę.

I to powiedzenie świetnie obrazuję te wszystkie recenzje i wnioski, konkluzje i pytania o przyszłość SW.

Dawno mnie nic tak już nie bawiło na B.

Re: Jest takie

Przyklaskiwuję oboma pośladkami.

Re: Jest takie

JORUUS napisał:


Dawno mnie nic tak już nie bawiło na B.

-----------------------

Święte słowa!

Gwiezdne Wojny w pełnej okazałości

Odetchnąłem z ulgą. Okazało się, że warto było czekać - w końcu dostałem takie Gwiezdne Wojny, jakie sobie wymarzyłem.
TFA jest dokładnie tym, czym miało być czyli bardzo intensywnym filmem przygodowo - wojennym. Akcja non - stop, nie ma czasu na chwilę oddechu, nie wspominając o nudzie. 2 godziny zlatuje jak z bicza strzelił. Oczywiście nie mamy tu do czynienia z jakimś wielkim dziełem szutki filmowej. Spektakl góruje nad elementnem ludzkim, ale tak samo było w oryginalnej trylogii. Siła filmu opiera się głownie na szalonym tempie i wspaniałej warstwie wizualnej, ale są również chwile kiedy można dostrzec jego "drugie dno".
Podoba mi się tło wydarzeń. Wygląda na to, że w wojna domowa w Galaktyce doprowadziła do powstania 2 państw, które formalnie nie są ze sobą w stanie wojny, ale "zimna wojna" wciąż trwa - a demokratyczna Republika wspiera partyzantów walczących z militarystycznym Reżimem. Ów Reżim oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, kto finansuje Ruch Oporu i w końcu decyduje się na otwartą wojnę zadając zdradziecki cios (przy czym w oczach Reżimu to Republika jest wszystkiemu winna!). To by było na tyle jeśli chodzi o obowiązkowe odniesienia do aktualnej sytuacji na świecie.
Bardzo podobały mi się sceny na pokładzie Sokoła Millenium. Stan kontrolowanej paniki, w którym znajdują się bohaterowie jest bardzo dobrze pokazany i przywołuje wspomnienia najlepszych tradycji filmów wojennych. Podróż psującego się Sokoła w hiperprzestrzeni kojarzyła mi się ze scenami podwodnymi w "Das Boot". Takiego napięcia nie było od czasów przelotu przez pole asteroidów.
Jeśli chodzi o odniesienia do Nowej Nadziei, to najbardziej oczywista jest scena w knajpie Maz Kanaty. Nowe Gwiezdne Wojny doczekały się swojej Kantyny. Świetna scena, świetna muzyka - i przy okazji bardzo sprytnie pokazana trwająca gdzieś w tle wojna. Wśrod piratów i przemytników aż roi się od konfidentów i szpiegów obu stron (trzech stron?) konfliktu. Sama Maz Kanata jest interesującą postacią, która rozluźnia nieco atmosferę, ale również "dokłada do pieca".
W tej części filmu mamy również najlepszą scenę, czyli koszmarną wizję Rey. To jest zupełnie nowa jakość, czegoś takiego w Starwarsach nigdy jak dotąd nie było. To jedna z tych chwil, w których TFA przestaje na moment być totalnym filmem akcji. Moc "przemawia" do Rey, budząc w niej strach i odrazę. Nie jest to dobra prognoza dla losów Rey... Mam nadzieję, że się mylę!
Sceny batalistyczne to jakość sama w sobie. Starcia powietrzne są przedstawione z wielką klasą.
Bijatyki na miecze świetlne... na to czekałem! Toporne, siłowe i brutalne walki. Makabryczne obrażenia od ostrzy mieczy. Widać, że wszyscy uczestnicy pojedynków to amatorzy - samoucy. Bo i jaki Sith mógłby szkolić Kylo na szermierza? Finn może miał elementy walki wręcz w programie szkolenia (jak szturmowiec z elektryczną pąłą). Rey to dziecko wychowane na ulicy, twarda, codziennie walcząca o przeżycie dzika istota. To było widać w jej sposobie walki - dzika furia i machanie mieczem jak siekierą... przypomniało mi to moment, kiedy Luke wpada w gniew w Powrocie Jedi. Ta sama eksplozja wściekłości napędzała Rey. Rey bardziej wygląda na Sitha, niż ten biedny Ben.
Parę słów o Kylo Renie. Kylo Ren to najpodlejsza kreatura, która kiedykolwiek pojawiła się we wszechświecie Gwiezdnych Wojen. Nawet Palpatine w porównaniu z Kylo jest karykaturalnym diabełkiem. Syn Hana Solo, uczeń Luke`a, okazuje się być bardzo realistycznie przedstawionym potworem, który świadomie i celowo chce zabić w sobie dobro i ludzkie uczucia. Jednocześnie, Kylo jest nieudacznikiem w oczach wszystkich - swoich własnych, swojego ojca, dowódców Reżimu, a nawet w oczach swoich ofiar. Lor San Tekka mu współczuje, Rey i Dameron nim gardzą. Jego miecz to amatorska samoróbka. Jednocześnie jest silny Mocą, co sprawia że ta postać jest autentycznie przerażająca. Jego wybuchy furii zdawały się wielce rozbawiać widownię, dla mnie nie było to nic śmiesznego. Adam Driver jest fantastyczny w tej roli i bezbłędnie okazuje emocje zarówno w masce, jak i bez niej. Godny następca Vadera!
Ostatnie ujęcie filmu to czysta MOC. Luke wygląda na człowieka złamanego i nie przyjmuje miecza z ręki Rey - czyżby nie chciał już mieć z tym nic wspólnego? Wspaniałe zakończenie, prawdziwy CLIFFHANGER.
Ogólnie rzecz ujmując - film moim zdaniem jest bardzo udany. Jestem pewien, że dla wielu fanów młodszego pokolenia będzie numerem jeden. Nowa trylogia rozpoczęła się na BARDZO wysokim poziomie. Pozostaje tylko czekać na kolejny rozdział!

Przebudzenie Mocy

Czytając opinie na fb i Bastionie odnoszę wrażenie, że jestem jedną z bardzo niewielu osób, którym Epizod VII nie przypadł do gustu. Ba! Jestem nim wręcz rozczarowana. Znałam wcześniej fabułę, wiedziałam, że przecież nie będzie zgodny z EU, ale mimo to przed obejrzeniem się cieszyłam jak głupia, że idę na nowe Starwarsy. Myślałam, że będę w stanie spojrzeć na to jakoś osobno, rozdzielić Legendy i nowy kanon. I owszem, jak pojawił się napis „Star Wars” i napisy początkowe to była euforia, emocje i w ogóle szał. A im dalej w film, to było coraz gorzej... Nie chodzi nawet o fabułę, dla mnie Przebudzenie nie miało w ogóle klimatu SW. Oglądałam i niby widziałam te wszystkie statki, miecze świetlne ale cały czas mi chodziło po głowie pytanie „Kurcze, co ja oglądam? Przecież to nie są Gwiezdne Wojny...” Za bardzo chyba przywykłam do świata wykreowanego przez EU, za dużo razy widziałam poprzednie części i wiedząc, jak dużą i wspaniałą część EU wyrzucili do kosza, żeby ten film zrobić, nie jestem w stanie się nim cieszyć.

Nie twierdzę jednak że film jest całkiem zły – bo nie jest. Zwłaszcza dla „zwykłego” widza. A nawet ja się w pewnym momentach cieszyłam. A teraz po kolei co i jak:

Fabuła – nie mam większych zastrzeżeń, to była po protu nowa „Nowa Nadzieja”, mogli się wysilić na coś lepszego, ale hołd dla Starej Trylogii itd.

Starkiller - Trzecia Gwiazda Śmierci, którą da się jeszcze łatwiej zniszczyć niż poprzednie. Czy Imperialcy i konstruktorzy nie uczą się na błędach? Ale jasne, jak nawiązywać do ST to po całości. Z tego to się przecież nawet sami bohaterowie nabijali.

Pojedynki na miecze – Kylo jako wyszkolony w Mocy powinien potrafić zabić Finna od razu, ale nie, oni walczyli przez większość czasu jak równy z równym. Nie przemawia do mnie argument, że Kylo był ranny. Finn przecież trzymał miecz świetlny w rękach dopiero drugi raz, Kylo nie powinien mieć z nim problemu nawet ranny! Ale za to walka z Rey zrobiła na mnie większe wrażenie, była "ładna" i miała więcej sensu.

Nadprzestrzeń – z tym to już zaprzeczają samym sobie. W „Nowej Nadziei” sam Han mówi, że nie da się skakać w nadprzestrzeń w cieniu masy generowanym przez planety czy inne większe obiekty. Ale minęło ileś lat i jednak się da? Skok ze statku i lądowanie na samej powierzchni planety? Dla mnie nie do przejścia było już to co zrobili w TCW z skokiem w atmosferze, a tu dobijają człowieka czymś takim. Miałam ochotę zapaść się w fotel.

Rey – bardzo dobrze wykreowana bohaterka. Mamy oczywiście znowu powtórkę, czyli bohater w ciągu filmu odkrywa swoją wrażliwość na Moc i uczy się z niej korzystać – ale tym razem mamy połączenie Luke`a z Hanem. Z jednej strony oglądamy jak Rey radzi sobie z tym, że jest wrażliwa na Moc, a z drugiej możemy podziwiać jak lata Sokołem i naprawia co trzeba (a, że to Sokół, to trzeba dużo ). Jestem bardzo ciekawa jak rozwiną jej postać w Ep. VIII, jak będzie wyglądało jej szkolenie na Jedi i mam nadzieję, że powiedzą coś więcej o jej przeszłości.

Finn – na początku polubiłam jego postać, ale im dalej, tym było z nim gorzej. Zrobili z niego ciemajdę spcejalnie pakującego się w najgorsze kłopoty, narażając całą Republikę, tzn Resistance, tylko po to żeby uratować Rey. Nie do końca poważne postępowanie. Ale cieszę się, że na Finnie pokazali sytuację szturmowców, że tak naprawdę są tylko pionkami i mają mały wybór w swoim postępowaniu. I przedstawili w końcu bunt i dezercję (co od razu skojarzyło mi się z „Posłuszeństwem” T. Zahna).

Poe – tu się nie będę rozpisywać. Jego postać chyba jest jak na razie moją ulubioną. Nie drażni niczym, a walki w przestrzeni z jego udziałem (czy w X-Wingu czy w TIE) cieszą oko.

Phasma – po całej kampanii reklamowej liczyłam na to że będzie jej dużo. Albo nie dużo, ale sporo. Albo trochę. A ona pojawiła się łącznie na ile, 5 minut? Postać miała duży potencjał, jest „inna” niż reszta: „kobieta – szturmowiec” w super zbroi. Szkoda tylko, że ten potencjał został niewykorzystany. Przez te 5 minut nie pokazała nic ciekawego, a gdy już miała taką okazję złapana przez Hana i resztę, po protu dała się im zastraszyć i zrobiła co im kazali? No tego się nie robi...

Kylo Ben Ren – jeśli to miała być postać tak „na poważnie” to im nie wyszło. Jest przedstawiony jako dzieciak, który gada to spalonej maski dziadka i wymachuje mieczem niszcząc co popadnie, gdy coś idzie niezgodnie z jego planem. I zdecydowanie bardziej drażniło mnie takie jego zachowanie, niż twarz pod maską. Po niektórych zdjęciach z planu spodziewałam się że będzie wyglądać dużo dużo gorzej. Co do zachowania, to jak bardzo nieczułym trzeba być żeby zabić kogoś (nie wspominając o własnym ojcu) tak po prostu bez walki. Ja wiem że Sith, wróć, Rycerz Ren itd., ale bez przesady. Nawet Jacen zabił Marę w pojedynku na miecze. Swoją drogą ta scena między Kylo a Hanem była dla mnie taka bez wyrazu... Nie było mi smutno, że Han ginie (tzn było, ale nie z powodu z jakiego zginął, tylko że w ogóle zginął), nie potrafiłam wczuć się w sytuację bohaterów. Może dlatego, że nie zostały nam przedstawione wcześniejsze relacje Bena z Hanem. Śmierć Hana mogła być mocnym momentem tego filmu, a dla mnie nie była. Jedyne co mogę ocenić na + w tej postaci, to głos (za maską). Tajemniczy, głęboki i groźny.

Hux, Snoke – Hux to kolejna postać, która miała potencjał, miał być super dowódcą, ale w momencie przemowy do szturmowców nie można było nie pomyśleć o Hitlerze. W tym momencie cała postać i jej jako taka oryginalność przestała mieć dla mnie jakikolwiek sens. Pierwszy raz jak Snoke się pojawił przeraziłam się że jest tak wielki i odetchnęłam z ulgą jak się okazało że to holo. Mam nadzieję, że nie zrobią niespodzianki i nie okaże się że to jego prawdziwe rozmiary. Co do wyglądu to tak jak dużej części osób kojarzy mi się z orkami z LotRa.

Maz Kanata – bardzo fajnie zrobiona postać, ale za mało zostało o niej powiedziane, mam nadzieję że zostanie ona w jakiś sposób rozwinięta, bo bardzo mnie ciekawi jej przeszłość. To jak weszła w posiadanie miecza ORAZ jak na jej pałacu znalazła się flaga Mando

Leia, Chewie, droidy – czyli Stara Gwardia. Byli, nie było ich dużo, nie drażnili ani nie zachwycili. Brakowało mi tylko większej rozpaczy po śmierci Hana ze strony Lei.

Luke – mimo że pojawił się na króciuteńki ułamek filmu to zrobił większe wrażenie niż połowa bohaterów razem wzięta. Było czuć Moc!!

Han – super miłe zaskoczenie. Spodziewałam się dziadka, który nie będzie dawać rady, a tu mamy Hana Solo w prawie tej samej, idealnej formie co w Starej Trylogii. Ten sam rodzaj humoru i to on (tzn. sam Han jak i jego humor) sprawił, że Przebudzenie miało jakieś drobne resztki klimatu starego SW (Pomijając wątek „kuszy” Chewiego, który mimo że śmieszny, miałby sens w może VI epizodzie, a nie po 40? 50? latach znajomości z Wookiem!)

BB-8 – mały droid poradził sobie wspaniale. Nie miał zresztą innego wyjścia, skoro R2 i 3PO prawie się nie pojawiają, musiał przejąć pałeczkę „droidowania” i uważam że bardzo fajnie mu wyszło. Zrobili z niego takiego małego psiaka i był po prostu uroczy.

Humor – tak jak pisałam wyżej – Han dawał radę i nikt inny. Śmieszki Poe z Kylo na samym początku były kompletnie nie starwarsowe i dla mnie wręcz żałosne. Humor w SW jest (teraz już: był) subtelny i niewymuszony, a tutaj mamy żarciki wciskane po prostu na siłę. Niektóre owszem, śmieszą, ale jak już pisałam na samym początku, m.in. przez nie nie czułam tego klimatu SW. Pomijając jedno nawiązanie, które było subtelne i mnie naprawdę zachwyciło. Chodzi mi o moment w którym szturmowcy luźno gadają sobie o nowych śmigaczach, czy co to tam było. Serio, miałam wtedy banana na twarzy.

Muzyka – John Williams dał radę. Nie mogę powiedzieć, że soundtrack mnie powalił, bo nie było żadnego kawałka, który jakoś bardzo mocno zapadł mi w pamięć, ale J. Williams pięknie bawił się tą muzyką wplatając stare, znane nam motywy do całości filmu. Słuchając ścieżki dźwiękowej dopiero teraz wyłapuję nowe, przyjemne kawałki, ale w porównaniu do poprzednich części nie są aż tak wybitne. Całokształt natomiast wyszedł ładnie.

Wylałam moje smutki i żale, może nie wszystkim będzie chciało się to czytać, ale musiałam przelać na papier (ten elektroniczny) to co mi chodziło po głowie i nie dawało spokoju. Film był jednocześnie tak bardzo podobny do starych i tak od nich różny, jednocześnie dobry i tak bardzo zły. Miał swoje dobre momenty, które nawet mnie cieszyły, ale podtrzymuję, że jestem nim zawiedziona, a przede wszystkim jest mi smutno i przykro. Mimo to rozumiem ludzi, którym mógł się podobać. Ja jednak zacytuję smajlusha, „z zadowoleniem zauważam, że lepsza kontynuacja filmów stoi u mnie na półce” i wracam teraz do „Gwiazdy po Gwieździe”

Re: Przebudzenie Mocy

Nie przyczepię się absolutnie do niczego w twojej recenzji (nawet jeżeli się z tym nie zgadzam w jakiejś części) poza jedną rzeczą:

Humor w SW jest (teraz już: był) subtelny i niewymuszony

No bez jaj, pierdzenie w EI, suchary Threepia z AotC czy droidy-przygłupy z EIII to jest niewymuszony humor? Prosze cię. Chyba, że mowiac "SW" myslisz tylko o klasycznej trylogii

Re: Przebudzenie Mocy

Mój błąd, cały czas myślałam oczywiście o Starej Trylogii

Re: Przebudzenie Mocy

-"Czytając opinie na fb i Bastionie odnoszę wrażenie, że jestem jedną z bardzo niewielu osób, którym Epizod VII nie przypadł do gustu."
A ja jak czytam Bastion to odnoszę wrażenie, że TFA zostało niezwykle chłodno przyjęte.

Re: Przebudzenie Mocy

A czego się spodziewałeś po miłośnikach skasowanych dział takich jak Nowa Rebelia czy Zwycięstwo na Centerpoint ?

Re: Przebudzenie Mocy

Zupełnie nie złapałaś postaci Kylo, choć momentami byłaś blisko.
Scena zamordowania Hana była absolutnie logiczna i spójna z rozwojem postaci.

Re: Przebudzenie Mocy

Właściwie chyba nie mógłbym lepiej opisac moich uczuć co do tego filmidła, cyar`ika, dodam tylko jakiś dorbiazg od siebie:

W skrócie rzecz ujmując jest to Nowa Nadzieja upstrzona zmiksowanymi wątkami EU, z gładkimi efektami specjalnymi z prequeli, zrobiona w tonie głupawego humoru filmów Marvela, z walkami utrzymanymi w klimacie Harrego Pottera.
(Poważnie Mroczny Mrówkojad miotał się jak rasowy śmierciożerca xD)

Jedyna postać która mi podeszła to Hux, ma potencjał - chociaz spotkanie Hux, Kylo i Snoke tak bardzo przypominało karykaturę spotkania Xizor, Vader, Imperator z Cieni Imperium. Jedyna scena która mnie rozbawiła to szturmowcy rozmawiający o nowym śmigaczu.

Re: Przebudzenie Mocy

Cholera, ja mam dokładnie odwrotne odczucia - w tym sensie, że Hux jest wg mnie jedyną nietrafioną decyzją obsadową ;D
Jakoś mi nie pasował...do tego czy nie wydaje się Wam za młody? Jakim cudem tak szybko dotarł na tak wysokie stanowisko nie będąc wrażliwym na Moc (bo tutaj - mam na myśli Ciemną Stronę - awanse odbywały się w sposób bardziej dynamiczny, że tak to ujmę ;p)?

Re: Przebudzenie Mocy

Co do humoru - całkowita racja, Han jako jedyny był zabawny. Brawa dla H. Forda - Han jak zwykle dowcipny, zawadiacki i bezczelny.

moja opinia

Moja opinia, SPOILEROWA. Na wstępie chciałam zaznaczyć, że oglądając filmy SW chce czerpać z nich radość, skupiam się na tym co mi się podoba i próbuje zapomnieć o tym co im nie wszyło i dzięki temu mogę oglądać prequele chociaż czasem jest ciężko. Jeśli w prequelach dużo rzeczy mnie niesamowicie irytuje i drażni to w TFA błędy i niedociągnięcia mi tak nie przeszkadzają (ale możliwe, że to wynika z tego, że film widziałam wczoraj wieczorem i byłam na seansie dość mocno podekscytowana samym faktem tego ze jestem w kinie na nowym filmie SW, pewnie po kolejnym sensie (ale tym razem w imaxie) będę na to wszystko patrzeć inaczej. Nie mam jeszcze biletów na kolejny seans więc na razie moja ogólna opinia: film mi się podobał

-Jeśli chodzi o największy problem filmu no to oczywiście fabuła. Przesadzili z kopiowaniem Nowej Nadziei. Ale daje im kredyt zaufania, wierzę, że to był tylko, trochę przydługi wstęp, który miał połączyć OT z nowymi filmami- nową „erą disneya” i kolejne filmy będą już mocno oryginalne. Chciałabym też, żeby pokazali trochę tło polityczne.

Co jeszcze mi się nie podobało?
-brak C3PO i R2D2. Rozumiem, że film ten w głównej mierze skupia się na nowych bohaterach i DD-8 jest super ale mogli jednak dać C3PO więcej scen. Film dużo by na tym zyskał,
- scena zabójstwa na moście. Sam pomysł na taką scenę był dobry ale brakowało mi jakiejś pauzy czy większej rozpaczy bohaterów po. W końcu ginie nie byle kto, mogli trochę bardziej się na tym skupić a nie jechać dalej z akcją. W moim odczuciu trochę zmarnowali potencjał tej sceny,
-/+ planowane zaskoczenia z jednej strony mnie nie zaskoczyły bo jak zobaczyłam ten most to od razu wiedziałam jak to się skończy no i Kylo Ren jest synem Solo dla każdego kto czytał zaskoczeniem nie jest, ale drugiej strony przed premierą na to nie wpadłam. Obstawiałam tylko, że Rey jest Jainą a o Kylo Ren nie pomyślałam, założyłam, że jest z poza Rodziny,
- walka Fina z Kylo Renem. Fin nie jest wrażliwy na moc a walczył mieczem świetlnym z Kylo Renem i wcale nie wyglądało to tak, jakby Kylo się z nim bawił. Kylo powianiem go od dużo szybciej pokonać.
- mało czasu na ekranie dla Kapitan Phasma. Myślałam, ze pokaże jakiś charakter albo umiejętności a skończyło się na pokazaniu nowej unikalnej zbroi szturmowca.

Ale w końcu film mi się podobał, więc są i plusy
+ Kylo Ren. Nie jest kopią Vadera- czego się obawiałam przed premierą. Pozuje na wielkiego i bezwzględnego ale jest tylko pogubionym chłopakiem, zmanipulowanym przez Snoke’a. Podobała mi się tez różnica w opanowaniu i kumulowaniu w sobie gniewu u Vadera a uzewnętrzeniu emocji u Kylo. Fajne było też to, jak podczas walki uderzał się w ranę, żeby wyzwolić u siebie ból i gniew-> moc
+nowi wyraziści bohaterowie, którym od samego początku chce się kibicować: Rey, Poe (mam nadzieję, ze rozwiną jego postać w ep. 8), BB-8 (bałam się, że będzie kopią R2D2 ale na szczęście dali mu inny charakter)
+humor
+dobrze napisane dialogi
+ pomimo, tego, że Rey za dobrze szło to i tak walka Rey/ Kylo Ren mi się podobała + to, że nie wiadomo czy Rey by go zabiła gdyby mogła czy nie,
+ostatnia scena filmu. Bardzo mi się podobało jak się wolno odwracał i że nie wziął miecza, nie wiemy czy będzie chciał ją uczyć czy nie,
+fajnie dobrani aktorzy, który dali rade i dobrze zagrali
+duet Chewie i Han <3 Harisson idealnie wszedł, po tylu latach, w role,
+efekty specjalne- nie przesadzili na szczęście z komputerowymi,

Nie wiem czy do minusów nie powinnam jeszcze dodać cudownego wybudzenia się R2D2. Może mi koś wytłumaczyć czemu on się akurat wtedy obudził? Nie wiem czy nie ogarnęłam czy nie było to w ogóle wytłumaczone? Myślicie, że jest możliwe że Luke poczuł przebudzenie Rey i specjalnie włączył R2, żeby była w stanie do niego dotrzeć?

Re: moja opinia

Daga napisała:
Nie wiem czy do minusów nie powinnam jeszcze dodać cudownego wybudzenia się R2D2. Może mi koś wytłumaczyć czemu on się akurat wtedy obudził? Nie wiem czy nie ogarnęłam czy nie było to w ogóle wytłumaczone? Myślicie, że jest możliwe że Luke poczuł przebudzenie Rey i specjalnie włączył R2, żeby była w stanie do niego dotrzeć?

-----------------------

To właśnie kolejny bezsens w tym filmie. Właśnie tego nie rozumiem i wątpię by ktokolwiek to rozumiał. W kinie byłem już dwa razy, i za drugim razem moment "przebudzenia" R2 spotkał się ze śmiechem widowni. Myślę, że Luke musiał poczuć to przebudzenie, musiał wyczuć Rey, tym bardziej, że początek spoilera przecież spekuluje się, jakoby była ona jego córką koniec spoilera. Tym bardziej Snoke dostrzega to przebudzenie, nawet Kylo, który zapytany o to przez swojego mistrza odpowiada, iż poczuł to w Mocy. A zatem dziwne byłoby to, gdyby Luke, jako jeden z dwóch najpotężniejszych użytkowników Mocy w galaktyce, nie poczuł tego. W ogóle nie za bardzo też rozumiem, czy R2, po odejściu Luke`a, sam zapadł w stan hibernacji, czy dokonał tego Luke, czy może Moc miała coś z tym wspólnego. Ciężko powiedzieć. Natomiast ja mam taką teorię, że Moc sama wybudziła z tej śpiączki naszego kochanego droida, by dać szansę Rey na odnalezienie Luke`a. Może to trochę dziwnie brzmi, ale taką teorię wysnułem. Bo wątpię, by sam Luke chciał odnalezienia go. Tak swoją drogą, to szykuję moją recenzję . Niech Moc będzie z Wami.

Re: moja opinia

Mistrz Mateusz napisał:
Tym bardziej Snoke dostrzega to przebudzenie, nawet Kylo, który zapytany o to przez swojego mistrza odpowiada, iż poczuł to w Mocy. A zatem dziwne byłoby to, gdyby Luke, jako jeden z dwóch najpotężniejszych użytkowników Mocy w galaktyce, nie poczuł tego.
-----------------------
Zapewne Luke poczuł to przebudzenie już wcześniej. Pytanie czy chciał się już objawić? Czy Yoda objawia się Luke`owi zaraz po śmierci Obi-Wana?
Teraz kandydaci na Jedi nie są na siłę wyciągani ze swych rodzin, tylko już jako dorosłe jednostki muszą dojrzeć i zasłużyć sobie na Mistrza.
Samo dotarcie do nauczyciela może być pewnym wyzwaniem, testem.

Re: moja opinia

Daga napisał:
Nie wiem czy do minusów nie powinnam jeszcze dodać cudownego wybudzenia się R2D2. Może mi koś wytłumaczyć czemu on się akurat wtedy obudził? Nie wiem czy nie ogarnęłam czy nie było to w ogóle wytłumaczone? Myślicie, że jest możliwe że Luke poczuł przebudzenie Rey i specjalnie włączył R2, żeby była w stanie do niego dotrzeć?
-----------------------
Właściwie to już zostało delikatnie zaznaczone w filmie - "R2 jest w stanie głębokiej hibernacji odkąd Master Luke odszedł" oznajmia nam C3PO. Więc tak to rozumiem - R2 obudzi się, kiedy Luke zechce powrócić na scenę. A Luke prawdopodobnie da się odnaleźć, gdy w kimś szlachetnym obudzi się Moc i będzie go potrzebował.
Można powiedzieć, że R2 jest takim specjalnym wysłannikiem Luke`a, łączy ich specyficzna więź. W pałacu Jabby Skywalker właściwie powierza mu swoje życie dając swój miecz świetlny. Dla mnie to kolejne piękne nawiązane do ich przyjaźni.

Re: moja opinia

Panie kochany dla tych "fanów" co by nie było to i tak pomyje wyleją, bo już je przygotowali - miesiącami, wcześniej napełniali wiadra pomyjami bo ich ukochane dzieła pokroju Ogniowicher Oseona zostały wykastrowane...

Zostaw... Ciesz się tak jak ja Gwiezdnymi wojnami, miej swje święto, oni niech maja swoje

Let it rain...

Re: moja opinia

Podczas gdy inni wielcy fani w tym samym czasie przygotowywali swoje pomyje dla ewentualnych krytyków xD

Kilka groszy ode mnie

Skrobne kilka slow od siebie. Jako zmeczony zyciem fan, ktory pierwszy raz w zyciu widzial SW w 81 roku.
Zaczne od EU. Przeczytalem prawie wszystkie ksiazki, troche komiksow i jakos zbytnio nie wylewalem lez nad skasowaniem owego. Bylo kilka pozycji wartych przeczytania ale bylo tez mnostwo koszmarkow w stylu Krysztalowej Gwiazdy czy Mrocznego Imperium a takze (za to pewnie mi sie od niektorych dostanie) yuuzhanie, dla mnie zapchajdziura wymyslona na sile bo trzeba wymyslec przeciwnikow dla niepokonanych jedi. No i wrzucanie do kanonu bezkrytycznie, kazdej nawet najbardziej absurdalnej pozycji, na zasadzie jakos to upchniemy i dopasujemy.
Jakie mialem oczekiwania wobec ep VII? Niezbyt wygorowane. Bylem prawie pewien ze to bedzie reboot skierowany do mlodszych i nowych fanow z kilkoma smaczkami dla starszych. SW bylo jest i bedzie maszynka do zarabiania kasy, czy sie to komus podoba czy nie. Po to sie kreci kino rozrywkowe. Po tym jak Disney zapowiedzial nowe filmy, wiedzialem ze czas fanow cholubiacych EU przeminal....prawa rynku, czas na nowe pokolenia.
Poszedlem do kina z moim 10 letnim synem, ktory dzieki ojcu jest wielkim fanem sagi, a jego ulubionym epizodem jest epV, bez zadnych naciskow ani sugestii z mojej strony.
Poczatek filmu byl najlepszy z calosci. Smaczki takie jak celownik dzialka obslugiwanego przez Finna, komunikatory wciaz z kabelkami czy zdalniak, ktorego przez moment Finn trzyma w reku. Smaczki na widok ktorych sie usmiechnalem.
Pozniej pojawienie sie Hana i chodzacego dywnika i wspolna ucieczka. Nie bylo nawet zle.
Humor w filmie mi zbytnio nie przeszkadzal. Obawiam sie ze gdyby to rezyserowal Lucas to BB 8 co jakis czas wjezdzal by w kupe i rozbryzgiwal to na innych czy cos w tym rodzaju.
Pozniej juz bylo gorzej. Kopii starej trylogii sie spodziewalem ale nie az takiej.
A teraz bohaterowie.
Poe.
Nawet w porzadku. Fajnie zagrany zawadiaka. Pewny siebie i dobry w tym co robi. Ale zdecydowanie za malo czasu na ekranie.
BB-8.
Nie bylo zle. Na szczescie nie bylo w jego wykonaniu gagow a`la Jar Jar czy glupawych droidow z prequeli.
Finn.
Na poczatku tylko dyszal jak w zwiastunach az sie balem, ze mu zaaplikuja respirator Vadera by sie nie udusil. Pozniej juz bylo lepiej. Nawet humor w jego wykonaniu zbytnio mnie nie razil. Nie przekonalo mnie jednak jego nagle nawrocenie i pozniej proba ponownej "dezercji" w kantynie. Powtorka z Nowej Nadziei. Ktos mu poleca dwoch przemytnikow, ktorzy go zabiora w diably z tym ze to byli chyba samarytanie bo groszem to chlopak nie smierdzial.
Rey.
Postac w porzadku. W porownaniu do pierdolowatego Luke`a z Nowej Nadziei, twardzielka, walczaca codziennie o kawalek chleba. Ale niestety to szybkie opanowanie mocy i niuansow walki mieczem zepsulo cale dobre wrazenie. Jedynie moze to wyjasnic w jakis sposob ep VIII. Ale chyba tylko zanikiem lub wymazaniem pamieci. Jezeli nie to bardziej nie mozna bylo tego zepsuc.
Han.
Stary dobry Han. Milo bylo zobaczyc Forda w dobrej formie. Jego smierci sie spodziewalem wiec nie byla zaskoczeniem. Zapewne taki warunek postawil Abramsowi.
Chewbacca.
Bardzo fajnie wyeksponowany. Stary dobry Chewie. Choc jedna ze scen z jego udzialem a raczej jego plecow mnie wkurzyla i to bardzo. Po smierci Hana laduja w bazie a Chewie przechodzi obok Lei jak by jej tam nie bylo. Przeciez do jasnej cholery to byla zona jego najlepszego przyjaciela, ktora tez kochal!! Scena spieprzona na maksa. Az sie unioslem
Leia.
Nie ma co zbytnio komentowac. Byla i tyle.
Kylo.
No coz mam mieszane uczucia. Po zdjeciu maski niezbyt przekonujacy. Charakter ewidentnie skierowany do mlodszych. Mlody chlopak, rozdarty miedzy dobrem a zlem. Wkurzajace bylo jego slabniecie w mocy tak samo jak jednoczesne nabieranie sily przez Rey. No coz zobaczymy co z nim dalej zrobia.
Phasma.
Nie powinienem nic w ogole napisac bo jej tam nie bylo. Byl tylko szturmowiec w blyszczacej zbroi i tyle.
Max von Sydow.
Nawet nie pamietam jak sie nazywal w filmie. Nie wiem jak mozna zmarnowac obecnosc aktora o takiej klasie jak on. Szkoda slow.
Snoke
Po prostu hologram w zadnym stopniu nie wywolujacy wrazenia wielkiego zlego manipulatora czy mistrza ciemnej strony. Mogli mu chociaz gebe przyslonic czesciowo jakims kapturem co moze dodalo by mu jakiejs aury tajemniczosci. Postac zwalona juz w pierwszym epizodzie.
C3P0
Nic szczegolnego. Podobala mi sie scena gdy byl ignorowany przez Leie i Hana podczas ich spotkania po latach.
R2D2
........
Luke
Najbardziej zmarnowana postac. Noz do cholery moglby chociaz pierdnac!!! Za brak chociaz krotkiego dialogu z jego udzialem, olbrzymi minus.
Film broni sie fanymi efektami bez przesycenia CGI. I to wszystko. Brak wyjasnienia co sie dzieje w galaktyce jest wkurzajacy. I to tez ewidentnie swiadczy o skierowaniu tego filmu do mlodszych fanow, ktorych takie detale nie interesuja.
Ogolnie dostalismy reboot zawierajacy kilka mrugniec okiem do starszych fanow. Film oglada sie milo jak wylaczymy myslenie analizowanie. Po prostu czysta rozrywka bez jakiejs wiekszej glebi.
Podsumowaniem dodam jeszcze opinie 10 latka, ktory nie przepada za Wojnami klonow i Rebeliantami, bo jak mowi "sa jakies takie za smieszne"
Po wyjsciu z kina oczywiscie zapytalem sie czy film sie podobal. Byly ochy, achy, ze super, extra itp
Na drugi dzien, po sniadaniu zaproponowal...obejrzymy sobie SW. Ok al ktora czesc....zaproponowal V.
A po obejrzeniu zapytalem malego, ktory film mu sie bardziej podoba, TFA czy EpV. Wiecie co mi odpowiedzial?? EpV jest fajniejszy. Nawet mnie troche zatkalo. Ale on jest raczej wyjatkiem potwierdzajacym regule. TFA trafi do nowej generacji fanow, a starsi?? Czas na emeryture.

Przepraszam za lekki chaos i brak polskich znakow, pisanie z telefonu i bez nich jest czasochlonne.

Każdy kto

uważa że TFA to remake ANH najadł się chyba szaleju Dla mnie osobiście takie osoby nie są już fanami SW.

Re: Każdy kto

Od dziś JORUUS decyduje kto jest prawdziwym fanem

Re: Każdy kto

Nie zrozumiałeś.

Każdy sam o sobie decyduje. Jak ja mogę uważać że Ty uważasz że FTA to remake bądź też nie ?

Więc jaak jesteś fanem czy już nie

Re: Każdy kto

Dlatego emot nie był przypadkowy

Po prostu śmiesznie to zabrzmiało

Re: Każdy kto

Mądrze wybrałeś. Dobrze że na B są prawdziwi Fani.

Re: Każdy kto

Dla mnie ludzie uważający TFA jako najlepszy z Sagi nie są fanami. Serio tego nie widzicie? Kilka zmienionych scen i film byłby lepszy.
Nie, lepiej skopiować IV Epizod i dać innych bohaterów! Takie zajebiste!

Re: Każdy kto

Nie mam zamiaru prowadzić dyskusji z kimś kto nie ma avatarka!

Re: Każdy kto

Mam płakać z tego powodu?

Re: Każdy kto

Nie obchodzi mnie to.

fantastycznie

jest obserwować jak nowe konta zderzają się z bastionowymi realiami

Re: fantastycznie

Nie nazwałbym tego nowym kontem. Obserwuję Bastion od lat.
Jakiś czas temu postanowiłem się zarejestrować.
Nie chcę by ktoś pomylił mnie z jakąś inną osobą z tego forum.
Czy na prawdę to że nie mam avataru może coś o mnie świadczyć?

Re: fantastycznie

Zrób sobie przysługę i po prostu ignoruj wszystkie posty JORUUSA

Re: fantastycznie

Dzięki, tak zrobię.

dla

mnie możesz obserwować B od zarania dziejów. Liczy się rejestracja, numer legitymacji i kiedy zacząłeś coś tu skrobać.

Nie jest to nic złego (chociaż ja uważam, że konta 20k+ to już bardzo słaba jakość), po prostu widać nie obserwowałeś JORa wystarczająco długo

Re: dla

Lord Bart napisał:
chociaż ja uważam, że konta 20k+ to już bardzo słaba jakość
-----------------------
20k to nie jest czasem 20 tysięcy?
I chodziło ci o datę czy o licznik postów? Strasznie mnie to frapuje czy jestem z tego gorszego sortu.

jak

łatwo się domyślić (a może nie ) nie ma dużo osób z postami 20000+.
Natomiast rejestrowane konta są. Ja mam 1585, ty masz 17520, a licznik za chwilę przeskoczy na 24000.


Moja obserwacja jest taka, że po 20-tym tysiącu każde bardziej aktywne konto (czyli osoba) to... niska jakość. Już nawet nie chodzi o ortogramatykę, ale sposób w jaki formułowana jest wypowiedź.

A patrząc po komentarzach do newsów - jest to najczęściej napastliwość, agresja i cała reszta tego typu zachowań.


Wiadomo, że zebrało się tu grono osób na początku, potem napływały różnymi falami ciekawe postacie. Dlaczego tak nie może być teraz? Nie wiem, ale brak tego jest bardzo widoczny. Przynajmniej dla mnie.

Re: jak

Cóż, chyba na każdym forum są osoby twierdzące, że data rejestracji/ilość postów (niepotrzebne skreślić) świadczy o "jakości" danego użytkownika czy, jak to niekiedy mogłem zauważyć, o prawie do wypowiadania się na jakieś tematy.

Bastion z tego co zauważyłem jest wolny od tego typu wad. Zawsze znajdzie się jakiś "rodzynek", który ma się za bóstwo danego forum mogące robić na nim co chce, ale raczej użytkownicy i (co najważniejsze) moderacja nie popierają takich zachowań.

Mogę się jednak mylić, bo Bastion obserwowałem od lat, ale niekoniecznie Forum (bardziej newsy). Na jesień 2015 roku postanowiłem założyć konto.

Wracając jednak do tematu, nie uważam TFA za remake ANH. Owszem, wiele elementów jest wspólnych, ale to jest osobny film nie tylko z nazwy. Wprowadza też własne elementy, co w połączeniu z bardzo dobrymi efektami i ogólną techniką wykonania filmu (m.in. prawdziwe kostiumy).

jak ja

kocham forumowe psychoanalizy

Co tylko potwierdza prawdę o tym co napisałem i o tym, że ty oczywiście tego nie zrozumiałeś.

Na NR poświęcę ci jednak chwilę i powiem, że ani liczba postów, ani staż nie mają nic wspólnego z prawem do wypowiedzi, bo to ma każdy kto się zarejestruje, zaakceptuje Regulamin i będzie go przestrzegał.

A "jakość" userów to totalnie inna parafia. I jej ocena, z mojego punktu widzenia, dotyczy tego w jaki sposób formułują swoje myśli, chodzi mi nie tylko o orto-gramatykę, którą można przełknąć, ale o ofensywny sposób pisanie i próbę narzucenia jedynie słusznego "lajka".

Co odróżnia ich od "starszych" userów, którzy potrafią to zrobić nie tyle lepiej, bo się dłużej znają, tylko że przypłynęli z lepszej może fali. A ta która obecnie dobija do brzegu - jest marna.

Jak zawsze są też wyjątki, bo te są zawsze. Teraz łapiesz? Wydaje mi się, że i tak nie, ale starałem się, tego nikt mi nie zarzuci

Re: jak ja

Napisałem dokładnie to co Ty, więc nie rozumiem dlaczego zarzucasz mi coś innego. Tym bardziej, że to nie była żadna "forumowa psychoanaliza" tylko stwierdzenie faktu i właściwie potwierdzenie tez zawartych w Twoim poście.

Jeśli nie odwiedzałeś dużo forów w swoim życiu to rozumiem, że mogłeś nie zrozumieć mechanizmu, który opisałem. Możesz mi zatem wierzyć na słowo lub też chcieć (albo i nie) samemu się przekonać czy to co napisałem to prawda. W przeciwieństwie do Ciebie (a raczej tego jednego posta, który napisałeś) nie piszę tego "w sposób ofensywny" czy też nie narzucam mojego myślenia wszystkim wokoło; stwierdzam tylko fakt, pewną tendencję wszechobecną na forach pojmowanych ogólnie (z większym lub mniejszym natężeniem).

Dlatego tym bardziej uważam za niestosowne zarzucanie mi umysłowego otępienia, względnie nieumiejętności czytania ze zrozumieniem, co można wywnioskować z Twojej wypowiedzi.

Co do tłumaczenia, to bardzo fajnie, że się starałeś, ale powtórzyłeś de facto to, co napisałeś w swoim poprzednim poście i to, co ja napisałem w swoim, nabijając sztucznie licznik postów i próbując obrócić wszystko do góry nogami. Jeśli natomiast nie potrafisz pisać tak, aby wypowiedź była rozumiana, no to na to nic nie pomogę. Mogę jedynie zaproponować czytanie mniejszej ilości wierszy.

Re: fantastycznie

Virdi napisał:
Czy na prawdę to że nie mam avataru może coś o mnie świadczyć?
-----------------------
Dokładnie tak, oznacza to, że jesteś gorszy.

Re: fantastycznie

No właśnie, sorry za taki offop, ale nie jestem jedyny, a muszę to napisać. Fajnie by było, jakby została dodana taka galeria avatarów, jaka była kiedyś, bo dużo ludzi, szczególnie tych nowych, nie ma pojęcia, jak w tego avatara się zaopatrzyć, bo nie jest to taki łatwy proces jakby się wydawało, a nieprzyjemnie się patrzy na bezavatarowe posty. Niech Moc będzie z Wami.

Re: fantastycznie

Jestem przyzwyczajony że avatar jest po lewej stronie, więc nie zwracam na nie uwagi..
Szczególnie że do tej pory wypowiadałem się tylko pod newsami.

Re: fantastycznie

Na wielu forach proces jest banalnie prosty. Po prostu wybierasz zdjęcie i wgrywasz je na serwer (forum). Serwer je akceptuje jeśli spełnia określone wymogi (typu maksymalny rozmiar zdjęcia, maksymalna waga) i już, masz avatar.

Na Bastionie trzeba podać linka. To też trudne nie jest, ale nie jest jednak banalne. Trzeba po prostu mieć konto na jakimś portalu hostingowym dla obrazków, wgrać tam obrazek (po spojrzeniu na wymogi, jakie musi spełniać avatar) i przekopiować link.

Tutaj przez jakiś czas też nie miałem zdjątka, ale postanowiłem to zmienić. Jakoś tak bez profilówki jest... ubogo.

Również przepraszam za offtop. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu pomogłem Ci, Virdi.

Re: Każdy kto

Powiem inaczej:

Fani uznający że TFA to remake ANH, to fani gorszego sortu.

Re: Każdy kto

SW XXX: APP to jest remake, widzisz teraz kiedy jest a kiedy nie ma reamku ?

jestem fanem gorszego sortu wg Nestora

bo uważam, że TFA to remake ANH. Zresztą to samo twierdzę o TPM. Wszystkie trzy są reinterpretacją pierwszego aktu monomitu. I mało tego, myślę, że ot najlepsze co mogło się stać dla TFA to właśnie trzymanie się tego schematu. I na to samo liczę w VIII i IX Epizodzie. Pewnie dlatego mam większe obawy do spin-offów.

Re: jestem fanem gorszego sortu wg Nestora

Spinn-offy to psują wszystko. Ale dobra może się towarzystwo wypsztyka na krytyce i potem odpuszczą. Zobaczymy

Re: jestem fanem gorszego sortu wg Nestora

Myślę, że spin-offy dadzą nam pewien powiew świeżości. Przynajmniej Rogue One - ma opowiadać o wykradnięciu planów DS, więc co może się powtórzyć?

Re: jestem fanem gorszego sortu wg Nestora

Bardziej pytałbym co można tam spaprać...

Inny tok wydarzeń

Akcja filmu toczy się w dziwny sposób. Przede wszystkim jest tu powszechne ukazanie wygrania dobra nad złem.
Niewyszkolona, ledwo świadoma mocy Rey pokonuje MISTRZA ZAKONU REN. Rozumiem że nie dokończył szkolenia, ale ludzie - rzucił nią o drzewo Mocą! Czemu nie zrobił tego jeszcze raz?
Moim zdaniem fabuła powinna wyglądać tak:
Rey wraca na Jakku, Han z ekipą uszkadzają bazę Starkiller, ale nie zostaje ona zniszczona. Kylo Ren odnosi osobiste zwycięstwo zabijając ojca i staje się silniejszy. Rebelianci odnajdują Luke`a, a on wraca po Rey na Jakku(Nie trudno się domyślić że to on zostawił tam Rey). Nie wiem jak wam, ale mi się już znudziły zwycięstwa sił dobra w każdym filmie.

Byłem na dubbingu.

Dubbing nie ssie, tylko ten Kalamarianin (chyba Ackbar) mówił jak Mistrz z "Było sobie...", a Han Solo brzmiał jak jakiś krasnolud.

Jestem przeszcześliwy, że dali tak mało C3PO (mógł się nie pojawiać wcale). BB-8 w sumie spoko, R2 nawet ok.

Finn, będąc tym niezdarnym, nie irytował. Rey super. Poe też. Mam nadzieję, że ich historie rozwiną się lepiej niż tych z NT i OT. A co najmniej są równie sympatyczne.

początek spoilera Śmierć Solo - świetne posunięcie. Zabity przez własnego syna, którego chciał zawrócić ze złej ścieżki. Ciekawe czy uda im się sprostać utrzymaniu poziomu postaci Rena (gdyby tylko mniej pizgał mieczem po ścianach, gdy coś umykało szturmowcom). koniec spoilera

Ogólnie to nie jestem fanem filmów. W połowie nudziłem się niemiłosiernie, ale tak mam, że mało na czym usiedzę dłużej. Walki na miecze świetne - ich nigdy dość. Ale nie obejrzę filmu drugi raz.

W sumie durne było to pseudo-nazistowskie przemówienie i te czerwone sztandary. Imperium było bardziej cool.

Czy nie zapominacie o czymś?

Tak czytam od góry coraz to kolejne recenzje z gorszymi ocenami i ciężko tu nie mieć wrażenia, że wszyscy oczekiwali, że jednak Disney zrobi po cichu Dziedzica Imperium. Legendy to już legendy. Pogódźcie się z tym. Tak była masa epickich książek i historii w nich zawartych. Jednocześnie masa słabych i mierniejszych niż romans Anakina i Padme z EPII. Przebudzenie Mocy to resetuje. Resetuje to dobrze. Wstęp do nowej trylogii. Oparli się na Nowej Nadziei żeby ruszyć z trylogią do przodu bo koniec końców Nowa Nadzieja to jest ten początek, który wszyscy kochamy. Skąd to narzekanie na wiele wątków i postaci które tylko zarysowano? Najpierw narzekać, że legendy się pomija, potem na to, a przecież już wypuszczono książki, które te wątki mają rozwijać. Mamy przecież NOWY EXPANDED UNIVERSE. Lektura Aftermath mocno polecana bo zahacza o film w wielu miejscach.

Ogólnie jak osoba, które półki uginają się od legend, starych komiksów, tych kultowych gier i reszty tobołów jestem bardzo zadowolony z filmu. Wystarczy, że spojrzysz na stare EU i "just let it go"

Re: Czy nie zapominacie o czymś?

Jaki to niby ma być argument, że dobrze, że kopiują TNH, bo to nowy początek? Twierdzenie jest kompletnie nielogiczne, B nie wynika z A. To na nowy początek nie można wymyślić czegoś nowego? To nie jest tak, że nagle przestały powstawać oryginalne, nowe filmy i trzeba wszystko kopiować.

Re: Czy nie zapominacie o czymś?

Oryginalne zapewne będą kolejne części jak i spin offy czyli wyczekiwany Roque One. Przebudzenie dla wielu zarówno fanów jak i studia były niewiadomą. Przyjmie się, czy ludzie już się nie znudzili tym itd. Poszli bezpieczną drogą, wzięli szkielet z OT, a głównie ANH. Dalej nie byli pewni dlatego wpompowali budżet małego afrykańskiego państwa w promocję. Oczywiście film jednym się nie spodoba, drudzy już na nim byli kolejny raz (ja np), ale co najważniejsze jak na razie wszystko mówi o mega sukcesie czyli rozwoju uniwersum na kolejne kilka-kilkanaście lat conajmniej. Dlatego uważam, że to należy przełożyć na ocenę samego filmu również.

Re: Czy nie zapominacie o czymś?

ma ocenę samego filmu trzeba przełożyć sam film, nic więcej

Re: Czy nie zapominacie o czymś?

Z kopiowaniem ANH przesadzono imo tylko w jednym momencie w postaci bazy Starkiller - i osobiście uważam, że przeszarżowano z tym tylko w przypadku pomysłu na kolejną superbroń o wyglądzie planety. Bo jednak akcja ataku była kopią ANH bardzo na siłę - baza nie tyle miała słaby punkt, co nie była przygotowana na jednoczesną naziemną dywersję, wspieraną przez ich niedoszłego żołnierza. Sądze, że nie bez powodu Abrams rozpoczął całą sekwencję od bezmyslnego walenia torpedami po generatorze, co przynosiło zerowy skutek.

Cała reszta jest zaś tym, o czym od zawsze mówił papa Lucas - czyli pewnego rodzaju poezją, gdzie każda trylogia jest w pewnym sensie odbiciem poprzedniej. Oczywiście, że nie mozna w tym przesadzać i robić wszystkiego zbyt podobnym, ale koncept sam w sobie nie jest zły.

Re: Czy nie zapominacie o czymś?

Dokładnie, co więcej TFA klimatem brdziej mi osobiście przypomina TPM. Jest wTFA sporo nawiazań do COT ale klimatu film nie kopiuje. Przedewszystkim OT to "wolne filmy", dzisiaj mało kto potrafi cos takiego nakręcić...

"What a piece of junk"

Niestety. Pierwsza część filmu znośna - do ucieczki z Jakku. Potem fabuły nie stwierdzono. Film broni przyzwoite aktorstwo Ridley, Boyegi i Forda. Reszta: marnie. Po co zaangażowali eks-aktorkę w postaci C. Fisher to nie wiem. Po co Super Rey to nie wiem - wystarczyło aby na spółkę z Finem z nim powalczyli i cudem wyszli cało. Kupy by się przynajmniej trzymało...

Aha - nie mam nic do EU. Z całego EU czytałem Trylogię Thrawna a potem już nic. Dla mnie kasacja EU była oczywista jak się chciało coś na nowo tworzyć - no problem. Tylko gdzie to nowe? Super DS rozwalające planety przez pół galaktyki???

Bardzo pozytywne wrażenia

SPOILERY.

Whoa, kiedy wyszedłem z kina to nie wiedziałem co się dzieje, prawie jak JORUUS po Mrocznym Widmie.

Pamiętam, że w dawnych czasach weteran tego forum, Sebastiannie, często pytał: "Co wam tak przeszkadza w NT? Podawajcie konkrety, dlaczego niby OT jest lepsza NT?" Ja wymieniałam trzy rzeczy, których brakowało mi w NT. Teraz miałem wrażenie, że to wszystko jest TFA:

+ Fabuła! Może być sobie w wielu miejscach powtórzeniem schematów ANH, ale nareszcie fabuła jest ciągła. NT to opowieść pocięta jak diabli, to pokaz slajdów. Wyjątkiem jest tu TPM, ale on jest z kolei strasznie oderwany od EII i III.
W TFA nie przeszkadzała mi absolutnie jakakolwiek wtórność pewnych elementów. Wręcz wyłaziłem ze skóry, żeby zobaczyć podobną historię opowiedzianą inaczej! Powstrzymałem się od jakichkolwiek spoilerów i pewno dlatego zostałem naprawdę pozytywnie zaskoczony w kilku punktach.

Lord Sidous napisał:
„Przebudzenie Mocy” to drugi remake „Nowej nadziei”. Pierwszy zrobił Lucas w 1999. Tyle, że „Mroczne widmo” było subtelniejszą adaptacją tamtego scenariusza. Czy to dobrze, czy źle? Każdy ma tu własną odpowiedź.

Nawet jeśli w pewnym sensie remake, to dla mnie akurat to strzał w dziesiątkę. W kinie wszystko już zostało powiedziane. Dziś można tylko lepiej lub gorzej opowiadać na nowo stare historie. Bardziej lub mniej zmienione.

+ Czarny charakter na pierwszym planie. Tak bardzo tego brakowało w NT! A tutaj wreszcie jest. Akcja, niczym w OT, przenosi się do szturmowców, oficerów i samego bad guya w masce.
Pamiętam, że sam narzekałem dlaczego Lucas nie wykorzystał postaci Maula i Dooku do tego samego zabiegu? Ozymandias odpowiedział mi coś w stylu: "Christopher Lee ma zbyt magnetyczną osobowość, całe misterne nudziarstwo Lucasa by się rozsypało, bo wszyscy zajmowaliby się Dooku".
Tak. Lepiej tego nie potrafiłbym ująć.

+ Bitwy. Błędem NT było dla mnie brak bohatera w centrum wydarzeń bitwy. Tutaj znów wszystko na miejscu.

Lord Sidious napisał:
Zresztą, co tu dużo mówić, George słabo radzi sobie z aktorami, ale jednocześnie jest wizjonerem, a sceny walk czy pościgów wychodzą mu rewelacyjnie.

To prawda. Jednak moim zdaniem w NT Lucas dał ciała umieszczając bitwy w tle. Akcja koncentruje się niemal zawsze na serii pojedynków (Mace z Fett`em, R2 z bzykaczami) dla mnie przez to te bitwy nie niosą ze sobą tego ładunku emocji.
Potyczki w TFA są wzorowane zaś na ANH i wyszło to całkiem dobrze. Np. duet Finn + Poe w TIE Fighterze - wolę "patrzeć ich oczyma" i czuć ich emocje, niż oglądać bezosobowe (choć pięknie namalowane) scenki batalistyczne NT.

Dobra, to teraz
+ Bohaterowie

+ Kylo! Nareszcie mamy młodego niedoświadczonego ucznia Sith, którego... kusi Jasna Strona Mocy! Świetny fikołek fabularny w stosunku do poprzednich epizodów. Nareszcie nie jakiś super-sith, który "doskonale kontroluje swój gniew, blabla", ale zaledwie "uczeń Ciemnej Strony", który potyka się na swej ścieżce. A mimo słabości wciąż jest mocniejszy od pozytywnych bohaterów i wzbudza respekt. Gdy jego charakterystyczny prom pojawiał się na ekranie - zacierałem ręce i czekałem na pojawienia się Rena.

+ Finn - strasznie mi się podoba. Jego żarty, ktoś nazywał wymuszonymi, może trochę tak, ale to dla mnie część natury tej postaci. On ciągle jest do czegoś zmuszany przez okoliczności, jest stłamszony, to i jego żarty są nieco wymuszone.

Lord Sidious napisał:
Szturmowiec będący tchórzem i nieudacznikiem, który ma dobre serce, ale musi przełamać swój strach.

Tchórzem - po części tak, ale czy nieudacznikiem? On ucieka od każdej roli w którą go wsadzają, więc co ma mu się nie udawać?
Dla mnie on jest uciekinierem i wiecznym więźniem sytuacji.
Najpierw robią z niego szturmowca - wsadzają go w zbroję, on ją zrzuca. Potem Poe daje mu kurtkę - symbol Rebelianta, Finn chce ją mu potem oddać. Jest zachęcany by latał z Rey, od Solo dostaje blaster - czyli może wziąć atrybuty przemytnika - również nie jest zainteresowany jednym, chce zwrócić drugi. Wreszcie dostaje miecz świetlny symbol Jedi, i czuje się z nim obco. Bardzo mi się podobała ta symbolika zagubienia, poszukiwania i ucieczki.

+ Rey - ciekawa osóbka. Ma w sobie sporo ze Skywalkerów i Solo jednocześnie. Jeśli Luke w OT to Jedi/Rebeliant, to Rey zapowiada się na Jedi/Przemytnika. Dla mnie interesująca roszada.
Ludzie marudzą, że dlaczego walczy mieczem. Ona potrafi walczyć! Wywija swoim staffem jak się patrzy. Dlaczego zatem miałby się walnąć w głowę mieczem świetlnym? Naturalny talent + Moc może zdziałać cuda. Bardzo chciałbym zobaczyć ją jako Jedi z dual sabrem.
Świetna też scena jej wizji mocy.

- Muzyka
John Williams [...] Skomponował dobrą muzykę, ale nie do „Gwiezdnych Wojen”. Żaden nowy utwór nie zapada tak w pamięć, jak te z poprzednich filmów. Ale co gorsza, ta muzyka nie potrafi też tak budować napięcia. W prequelach, czasem lepiej było oglądać obraz i słuchać muzykę Williamsa bez dialogów. Ona była istotnym elementem filmu. Tu jest tłem, w którym nagle pojawiają się znane tematy, a potem znów się nie dostrzega ścieżki dźwiękowej. W moim odczuciu przez to film traci bardzo dużo.
No właściwie Lord już wszystko napisał. Williamsowa muzyka jest świetna ale dlaczego w TFA to taki rozmyty "ambient"? Dlaczego nie podkreśla mocniej tego co dzieje się na ekranie?
Chciałem żeby bardziej mnie poruszyła, uderzyła kiedy trzeb, a ona tam sobie tylko w tle "plumkała". Kiedy w AOTC słucham chociażby "The Chase Through Coruscant" to mam ochotę poderwać się z fotela i samemu ścigać Zam.

Lokacje:
+/-
Kurczę, z jednej strony Jakku było świetne. Pomysł z pustynnym złomowiskiem szedł w dobrą stronę. Sceny we wnętrzu rozbitych okrętów - cieszą. Ale gdyby to robił Lucas, to pewno nikt by się nie wahał "czy to Jakku czy Tatooine"? U GL pewno wszystko na Jakku tonęłoby w pustynnym złomie.
Pod względem lokacji Lucas nie znał niemal kompromisów: jak las - to wielkie sekwoje, jak mróz - to bezkresna lodowa pustynia, jak pustynia, to od razu z dwoma słońcami, jak bagno, to zaraz w nim toniesz po wylądowaniu, a wszędzie mgła, itp. Tutaj brakuje trochę tego gwiezdno-wojennego przerysowania, tej ultra-egzotyki i tego, że każda planeta ma różnić się wyraźnie od pozostałych z filmowego uniwersum.

+ początek spoilera Śmierć Hana - No zastrzelili mnie. Kiedy wchodził na most - wiedziałem, że to się tak skończy. Z drugiej strony jakaś część mnie krzyczała "znajdą jakieś wyjście żeby Han nie zginął, jeszcze nie w tym epizodzie..." Niemal uwierzyłem, kiedy Kylo rozluźnia chwyt na rękojeści miecza dając go ojcu.
Wychodziłem z kina z myślą "No ku*wa ZABIŁ HANA! Jak mogli to zrobić?" Druga część mnie mówiła: "To było genialne!" Ładnie zbudowane napięcie.
koniec spoilera
Najsmutniejsza końcówka w sadze. Ale i najmocniejsza.

Re: Bardzo pozytywne wrażenia

W pełni się zgadzam.

Re: Bardzo pozytywne wrażenia

Kyle Katarn napisał:
SPOILERY.

Whoa, kiedy wyszedłem z kina to nie wiedziałem co się dzieje, prawie jak JORUUS po Mrocznym Widmie.

.

-----------------------

Mnie to po 16 latach ponownie spotkało, Ricky mówi JOR chodź już koniec a ja dalej w Sokole siedze i z Chewbaccą przemierzam odległą galaktykę. Totalna Masakra.

Nie sądziłem że kiedykolwiek w kinie poczuję się tak magicznie jak w 99...

Trochę nieskładnie, ale jest późno

"Przebudzenie Mocy" to fanfilm. Tak, fanfilm. Czy to zarzut? Nie. W przypadku części VII Star Wars to określenie nie brzmi pejoratywnie. To pochwała. Oto bowiem za wskrzeszenie filmowej (czyli najważniejszej) części uniwersum po dekadzie od „Zemsty Sithów” zabrał się gość, który nie tylko jest niezłym filmowym rzemieślnikiem i dobrze odnajduje się w Kinie Nowej Przygody, ale w dodatku deklaruje się jako fan Sagi. To w „Przebudzeniu Mocy” widać. I w takim sensie trzeba Ep. VII jako fanfilm postrzegać. To nie tylko kolejny rozdział Sagi. To list miłosny do człowieka, który obejrzał SW jako dzieciak i dzięki m.in. dzięki temu został filmowcem.

Fabularnie Abrams i Kasdan powtarzają schemat z „Nowej Nadziei”, co oznacza, że teraz każda trylogia zaczyna się podobnie, ale tu wrażenie recyklingu jest o wiele większe niż w „Mrocznym widmie”. Można jednak o tym zapomnieć, gdy damy się porwać wirowi akcji. Ta zaś jest nam serwowana w sposób mistrzowski: praca kamery, montaż – całość jest bardzo współczesna, dynamiczna, mocno Abramsowska. A mimo to styl wizualny reżysera, którego symbolem są słynne lens flares (dawkowane tu oszczędnie) zupełnie nie gryzie się z prawdziwymi dekoracjami i praktyczną częścią F/X „Przebudzenia Mocy”. Ten film brzmi i wygląda! Każdy kadr woła: to są Gwiezdne wojny!

Strona wizualna to jedno, ale siłą tego filmu są przede wszystkim postaci. Rey i Finn są doskonale napisani, a Daisy Ridley i John Boyega to castingowy strzał w dziesiątkę. Między nimi mamy prawdziwą ekranową chemię; czuć ją. Daisy Ridley to aktorskie odkrycie i – jeśli dobrze będzie wybierać kolejne role – czekać na nią będzie wielka kariera. Szkoda, że Poe Dameron został jedynie potraktowany tu jako postać drugoplanowa, bo Oscar Isaac bawi się tą rolą (pierwsza wymiana zdań z Kylo Renem – cymes) i widać, że granie pilota z jajami sprawia mu frajdę. A wspomniany Kylo Ren? Specyficzny to czarny charakter, rozchwiany emocjonalnie, ale zupełnie inaczej od Anakina. Rozdarty i cierpiący. Potężny, ale wciąż musi się wiele nauczyć. Adam Driver potrafił oddać złożoną osobowość Rena. Nadaje mu wiarygodności.

No i jeszcze kilka słów o Harrisonie Fordzie (top billing). Bałem się, że po latach po prostu nie da rady. Niepotrzebnie. On wciąż TO ma! Ekranowej charyzmy mu nie brakuje, oj nie. Han Solo może i wkroczył już w smugę cienia, ale to wciąż ten sam szelmowski awanturnik, którego pokochały miliony. Każda scena z jego udziałem to uczta.

„Co z droidem BB-8?” - zapytacie. Jest uroczy, to prawda, ale duetu C-3PO – R2-D2 nie da rady przyćmić. Postawny sprawę jasno.

Warto też zwrócić uwagę na sporą dawkę humoru w „Przebudzeniu Mocy”. To chyba najzabawniejsza (po Ep. IV) część Sagi. Miło też popatrzeć, jak ten film jest etnicznie zróżnicowany, jeśli chodzi o ludzką część mieszkańców galaktyki.

Nie oznacza to jednak, że „The Force Awakens” nie ma wad. Widać, że w montażu sporo materiału wycięto (o losach pewnych postaci dowiemy się zapewne z komiksów lub książkowej adaptacji scenariusza), toteż od połowy II aktu fabuła zbyt szybko mknie do finału, a niektóre kwestie załatwiane są po łebkach. W kilku scenach zamiłowanie Abramsa to dynamicznej kamery powoduje, że trudno skupić się na szczegółach widocznych na ekranie; najmocniej dotyka to sekwencję prezentującą gości w spelunie Maz Kanaty – wszystko się rozmywa. Strona wizualna postaci CGI, której w technice mo-cap grali Serkis i Nyong`o także odstają na minus od reszty efektów specjalnych, chociaż sam design jest bez zarzutu (zwłaszcza Maz).

Z perspektywy fana trzeba też wytknąć brak zarysowania sytuacji politycznej w galaktyce. To nie jest rok 1977, gdy widowni wystarczyły informacje, że jest jakaś tam Rebelia przeciwko złemu Imperium. Po sześciu wcześniejszych filmach, dwóch serialach animowanych, komiksach i powieściach (zarówno ze „skasowanego” Expanded Universe, jak też z nowego kanonu), pewne nakreślenie stanu galaktyki 30 lat po klęsce Imperatora jest nieodzowne. Tu są ogólniki. Można też trochę sarkać, że pewien istotny wątek został tu w pewnym sensie „pożyczony” z ex-EU (czyli obecnych Legend), a przecież stary kanon skasowano przede wszystkim w imię swobody twórczej filmowców.

Na koniec słówko o partyturze Johna Williamsa. W sieci można znaleźć głosy, że jest fatalna i nie zapada w pamięci. Poniekąd tak jest, bo maestro Williams popełnił do „Przebudzenia Mocy” najsłabszą ilustrację w historii Sagi. Przy czym to jest wciąż olbrzymi kawał dobrej muzyki filmowej, a motyw przewodni Rey stanie się klasyką Star Wars, jestem tego pewien.

Werdykt? Jest dobrze. Nawet bardzo. TFA może trochę rozczarowywać, ale nie zmienia to faktu, że to świetna space opera i udane Star Wars. Czyli figurek Kylo Rena i T-shirtów z BB-8 nie trzeba palić na stosie po seansie. Moc jest w – nomen omen - „Przebudzeniu Mocy”. Nie na poziomie Yody, ale może na ... hmm... poziomie Kita Fisto? Albo lepiej Aayli Secury, skoro mamy tu kobietę w roli głównego protagonisty.

...

Wróciłem z IMAXu...

The Force has awaken Truly awaken!

Rey&Finn&BB8 <3


Co do reszty pozytywów i negatywów... będą później jak odeśpię i zbiorę się do napisania czegoś, po czym "zdechnie kot" Kto w temacie ten wie o co chodzi

Re: ...

yeahhh...

Z tym że tfa nie ma negatywów - to takie tpm 21 wieku

2 pytania

Może ktoś mi rozjaśni bo nie wiem.
1. Po pierwsze ta megabroń wysysa słońce i dzięki temu ma energie do strzału, ok, co wyssała za pierwszym razem, w tym układzie są 2 słońca? Gdyby się jej udało strzelić 2 raz, to była by już bezużyteczna?, czy pojechaliby po całości i okazałoby się że to latająca planeta jak w Planecie życia w legendach?

2. Rozumiem, że Ray przeszła w finałowej walce na ciemną stronę mocy. Była niewyszkolona, nie ma szans by pokonała Mistrza, co widać na początku kiedy Kylo rzucił nią o drzewo. Ale potem zobaczyła uszkodzonego/martwego Finna, poddała się nienawiści/wściekłości (co widać zresztą po zbliżeniach twarzy) i dlatego go pokonała. Jedyne logiczne uzasadnienie. Później się opanowała.

Re: 2 pytania

1) Widziałeś jak działał ten laser? Na jakie odległości wystrzela wiązkę która zniszczyła tych kilka planet?
To jaki jest problem ze ściąganiem energi z bardziej oddalonych słońc?

2) Przeszła na Ciemną Stronę bo walczyła o swoje mocno zagrożone życie, czuła rozpacz po utracie gościa którego miała za mentora i drugiego którego najprawdopodobniej kochała. Serio? To są powody przejścia na Ciemną Stronę?
Wystarczy spojrzeć na minę Yody w ROTS, w chwili gdy klony mają wykonać wobec jego rozkaz 66, w chwili włamywania się do świątyni Jedi, czy podczas walki z Palpim gdy kumulował moc błyskawic.
Groźna mina nie świadczy o byciu złym, Rey nie chciała władzy i potęgi, a to właśnie ta propozycja szkolenia przez Kylo Rena ją szczególnie nakręciła. Zresztą spójrz na pojedynek Luke`a z Vaderem w ROTJ, Luke atakuje wtedy z nieukrywaną wściekłością i pokonuje ojca - co nie zmienia jego postawy wobec Imperatora

Re: 2 pytania

Szukam tu logiki, bo nielogiczne jest, że ktoś kto trzyma miecz świetlny pierwszy raz w życiu wygrywa z MISTRZEM zakonu REN. Z wszystkich książek wynika, że poddanie się takim emocjom to pierwszy krok ku Ciemnej Stronie Mocy. Luke po szkoleniu u Yody w sumie przegrał gładko z Vaderem i stracił rękę.
Chyba, że zakładamy że nowi protagoniści to dupy wołowe, ale to chyba nie najlepsze założenie.

Re: 2 pytania

To nie Moc daje umiejętność władania mieczem.
Luke przegrał z Vaderem bo był zwyczajnie za słaby jeszcze, zwłaszcza mentalnie.

Re: 2 pytania

No to dziewczyna nie ma w ogóle umiejętności władanie mieczem, co czyni jej wygraną już kompletnie niewiarygodną.

Re: 2 pytania

Tylko rzucę czymś co napisałem w innym temacie, to jak nam ją pokazuje sam film rzucając małymi wskazówkami, dlatego niektórzy albo nie dostrzegli albo dostrzec nie chcieli:

"(...)
-Rey ma dziwną (jeszcze niewytłumaczoną) umiejętność - rozumie rzeczy. Co mam na myśli? Cokolwiek dotknie, zobaczy, od razu to rozumie i wie jak użyć - film rzuca nam przykładami od samego początku. Rozumie języki, które usłyszy; rozumie mechaniczne rozwiązania różnych sprzętów kiedy je pierwszy raz zobaczy; rozumie jak pilotować statek, którego wcześniej nie dotykała; rozumie Moc, którą potraktował ją Kylo Ren i sama zaczyna jej używać. I co najważniejsze - kilka razy podczas filmu mówiła, że sama tego nie rozumie i nie wie jak to robi (mówiła przy pilotowaniu i użyciu Mocy). Jest to coś na pewno kluczowego co powinien jej wyłtumaczyć Luke w następnym epizodzie;
(...)
-jej walka mieczem - to w sumie trudno nazwać walką. Jej technika polegała w sumie na prostych pchnięciach i uciecze: widzieliśmy wcześniej w filmie, że potrafi walczyć za pomocą broni białek (albo po prostu kijka) i jest rozwinięta akrobatycznie, że było jej łatwiej uciekać przed rannym Kylo Renem. Więc nie, to nawet nie była walka, gdyby nie jej wcześniejsze umiejętności i rana Rena to na pewno padłaby równie szybko co Finn (bo Finn długo nie wytrzymał, nie umiał walczyć i Kylo Ren szybko mu to pokazał). W takim razie dlaczego nagle Rey pokonała Kylo? No cóż, to co mówiłem wcześniej - Moc. Ale tutaj dochodzimy do kolejnej obserwacji...
-Rey owszem użyła Mocy, ale jej furia i sposób w jaki przygwoździła Rena bardzo była bliska Ciemnej Stronie Mocy. Czyżby to było to czego bała się osoba, która wysłała Rey na Jakku? Ona nie zna teorii na temat Jasnej i Ciemnej Strony, Moc dla niej to Moc i mam wrażenie, że znalazła się bardzo blisko Ciemnej... I podejrzewam, że w kolejnych epizodach możemy zobaczyć tego więcej. "

Re: 2 pytania

Hmmm, ciekawe.
Do zapamiętania i porównania za półtora roku. ~

Re: 2 pytania

Już na Jakku pokazała, że szermierka nie jest jej obca. Nie nosiła tego swojego kija od wczoraj.

Re: 2 pytania

Co nie zmienia faktu, że Ren walnął ją o drzewo, a ona bez szwanku z tego wyszła.
A miecz a kij to dwie różne rzeczy.

Re: 2 pytania

-[/cytat] Groźna mina nie świadczy o byciu złym, Rey nie chciała władzy i potęgi, a to właśnie ta propozycja szkolenia przez Kylo Rena ją szczególnie nakręciła. Zresztą spójrz na pojedynek Luke`a z Vaderem w ROTJ, Luke atakuje wtedy z nieukrywaną wściekłością i pokonuje ojca - co nie zmienia jego postawy wobec Imperatora[/cytat]
-----------------------

Jednak nie byłem tak daleko. wg scenariusza:

Rey jest kuszona przez Ciemną Stronę Mocy
To jest najciekawsza informacja ze scenariusza. Okazuje się, że w momencie, gdy Kylo Ren leży na ziemi z blizną na twarzy, bohaterka mogła go zabić. Myślała o tym, że wystarczy jeden cios, ale Rey poczuła, że stoi na granicy pomiędzy Jasną a Ciemną Stroną Mocy. Co ciekawe – w książce opartej na scenariuszu Rey słyszy w głowie słowa „zabij go”. Potem audiobook potwierdził, że to był głos Najwyższego Wodza Snoke’a.

Czyli była blisko

Re: 2 pytania

Bo to jest latająca planeta. Przecież Snoke jest tak naprawdę yuzhanninem a bazę wmontowali w Zonamę Sekot. Proste

Re: 2 pytania

Oby to był tylko joke!!!

Re: 2 pytania

Jasne że nie. Tak samo Luke nie uciekł z powodu Kylo, lecz czeka na planecie w pobliżu wektora pierwszego bo przeczuwa inwazj,ę a ponieważ jest wyszkolony na maksa to sam powstrzyma całą flotę.

Re: 2 pytania

Jasne że nie. Tak samo Luke nie uciekł z powodu Kylo, lecz czeka na planecie w pobliżu wektora pierwszego bo przeczuwa inwazj,ę a ponieważ jest wyszkolony na maksa to sam powstrzyma całą flotę.

Jeszcze 2 uwagi

Co do konstrukcji nowe gwiezdne wojny przypominają mi nowego Terminatora, tam też wzięto masę z 2 pierwszych części i pozmieniano tylko tam nazwano to uczciwie reboot....

Jak pisałem wyżej mimo wszystko uważam GW za świetny film, ale nie jest dobrze kiedy na takim filmie ludzie, i to nie pojedynczy, wyśmiewają się podczas seansu ze scen jak na przykład kiedy Kylo zdjął maskę, a już totalne chchoty były jak R2 się obudził - gość koło mnie powiedział - jaki zbieg ukoliczności...

Kilka słów od siebie o Ep VII

Nie będzie to recenzja bo nigdy takowej nie pisałem, raczej opinia fana chcącego podzielić się swoimi odczuciami. Uwaga na spoilery!

Zacznę od tego że absolutnie nie byłem uprzedzony do Disneya ani negatywnie nastawiony do tego, że oni robią Ep VII, ba Star Wars Rebels uważam za bardzo udane pierwsze kroki w filmowym świecie Star Wars.

Zacznę od pozytywów: dialogi i żarty sytuacyjne duetu Han Solo i Chewbacca - nieźle się ubawiłem bo było to naprawdę udane a motyw Bowcastera Chewbacci fajnie wpleciony w te zabawne momenty.

Ponaddto: krajobrazy z rozrzuconymi wrakami przypominającymi o odbytych w przeszłości bitwach, zachowany hełm Vadera, duet C3PO i R2D2 (choć tego drugiego było stanowczo za mało wg mnie) Wszystko dla mnie w 100% na plus, ba nawet świadczy o tym, że producent odrobił pracę domową.

Tu moje pochwały się kończą, a ocena będzie już pewnie zdaniem wielu mało obiektywna.

Co mi się nie podobało?
Zacznę od tego, że pewnie niektórzy z Was mieli jakiś przynajmniej krótki kontakt z młodzieżowymi serialami Disneya dla nastolatków i o ich życiu, rozterkach i problemach, pełno tego na Disney Chanel, ale mniejsza z tym. Chodzi o pewną regułę i sposób tworzenia filmów Disneya. Co zresztą jest moim głównym zarzutem do Ep VII - moim zdaniem jest to w głównej mierze film Disneyowski a luźne powiązanie z uniwersum Star Wars jest jak dla mnie niewystarczające.

Kylo Ren - syn Hana i Lei, silny w mocy, siostrzeniec Luka, jego uczeń, członek nowego zakonu Jedi (czy też tylko zalążka - czyli akademii). Przechodzi na ciemną stronę mocy i niszczy akademię niwecząc plany Luke`a. Mój wniosek - Kylo Ren jest potężnym użytkownikiem mocy, nie wnikam już w to czy był sithem czy tylko mrocznym Jedi - nie jest to wg mnie aż tak istotne.

Aby udowodnić swoja tezę brnę dalej...

Ciemna strona mocy jak doskonale wiemy to łatwa droga do potęgi, zaprzedanie się ciemnej stronie mocy moim zdaniem czyni z Jedi jeszcze silniejszego.

Nadchodzi ten moment opowieści, gdy Ren ściąga maskę i zaczyna się dramat... Widzimy zakompleksionego nastolatka z rozterkami, wyglądającego i uczesanego w taki sposób że... No cóż chyba nawet tolerancja Jedi ma jakieś granice, a ciemna strona mocy nie urządza konkursów na najlepiej umodelowane włosy, więc jak dla mnie to kogoś poniosła fantazja podczas kreowania postaci. Ok, to jeszcze nie koniec świata, że postać została przerysowana z młodzieżowych produkcji Disneya. Nie wolno oceniać książki po okładce - to nadal ten sam potężny upadły Jedi z imponującymi zdolnościami władania mocą - moment z zatrzymanym w locie pociskiem energii zrobił na mnie duże wrażenie.

Rey - postać ciekawa i choć owiana pewną tajemnicą to w interesuący sposób wpleciona w fabułę filmu - jak dla mnie na plus. Odkrywa, że moc jest w niej silna i bez przewodnika czy mentora stawia pierwsze kroki w jej użytkowaniu.

I tu pojawia się problem który najciężej było mi przetrawić. W walce z Renem, Rey zwyczajnie spuściła mu tęgi łomot.

Ktoś może powiedzieć - tak ale został zraniony. Ok został zraniony ale jak dla mnie ciemna strona czerpie siłę z gniewu, nienawiści i agresji. To trochę tak jakby postrzelić dzika.

Zero przygotowania, treningu we władaniu mocą, a nawet w posługiwaniu się mieczem świetlnym... Gdyby jakimś cudem przeżyła okaleczona ten pojedynek i zdołała uciec to byłoby wystarczająco naciągane. Ale w końcu jak napisałem wyżej według mnie to typowy film Disneya - nieważne jak bardzo będzie to naciągane, czy odrealnione - dobro zawsze zwycięża, zło zostanie pokonane, zawsze trzeba słuchać mamy i jeść szpinak.


Han solo został zabity przez syna - ok, zło miało swoje 5 sekund triumfu, ale było to zbyt przewidywalne.


Podsumowując jako fan który przestał być nastolatkiem kilkanaście lat temu, a disney kojarzy mu się z dobrymi bajkami, a nie z serialami młodzieżowymi czuję sie trochę oszukany i zdradzony. Dlaczego? Poszedłem do kina na Gwiezdne wojny i tylko tego oczekiwałem. Nie fajerwerków efektów specjalnych, tylko spójności i szacunku do czegoś co samo w sobie jest dobre, przez co ma tylu zwolenników. Za stary jestem na to, żeby ktoś mi wmawiał, że postępując honorowo zawsze zyskujemy, dobro zawsze zwycięża, a zło zostaje ukarane.

Istotą i filarem oryginalnej koncepcji Star Wars nigdy nie były rozterki zakompleksionych nastolatków, ich problemy życiowe czy pierwsze pryszcze...


Na koniec jeszcze jedno. Mam siostrę, która ma w tym momencie lat naście i te młodzieżowe seriale (disneya i nie tylko) czasem ogląda, ponadto zmierzchy, świty i inne młodzieżowe produkcje o zakochanych wampirach, problemach zombiech nastolatków którzy chcą żyć normalnie itp każde pokolenie ma swoje gusta Rzecz w tym, że siostra również była zniesmaczona po sw ep VII, bo choć filmy młodzieżowe leżą w jej guście to do kina poszła zobaczyć star warsy a nie przekoloryzowaną młodzieżową historyjkę.

Miała być zwięzła opinia ale chyba trochę popłynąłem z tematem.








Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy


Wróciłem po raz drugi z kina. Za pierwszym razem oceniłem film 6/6 ( 3 za cały film, jeden dodatkowy pkt ze sentymentu, dwa dodatkowe pkt za postać Kylo Rena) – czyli po prostu jak typowy fan który szuka za wszelką cenę sposobu na podwyższenie końcowej noty filmu z jego ukochanego Universum.

Gdyby opadły już emocję i odezwał się zdrowy rozsadek ( po wyjściu drugi raz kina) stwierdzam ze film jest niestety bardzo słaby, nielogiczny i jest nie udaną kopią Nowej Nadziei.

Rok temu przeżyłem podobno rozczarowanie filmem ,,Głupi i Głupszy 2`` ( kto widział ten wie o co chodzi – słaba wtórna , kopia poprzednika)


Jeżeli założymy ze nowy kanon to tylko filmy , seriale animowane i kilka nowych komiksów i książek to sytuacja robi się jeszcze mniej ciekawa.

Bo wychodzi na to ze twórcy filmu założyli ze fani gwiezdnych wojen to idioci którzy nie będą zadawali pytań i może nie zauważa ze film jest zwykła (gorszą) kalką Nowej Nadziei .

Proszę Państwa serio ,,kupujecie to`` ze

Flm nie wspomina nic o sytuacji politycznej , ze tak naprawdę w galaktyce nic przez 30 lat się zmieniło. Po prostu Imperium zmieniło nazwę i dalej kontratakuje a republika dalej się broni. Imperium powinno się teraz nazywać SS bo aluzje do nazistowskich Niemiec były moim zdaniem przesadzone.
Znowu mamy super bron ,,złych`` a republika znowu nic nowego nie wybudowała tylko siedzi w jakieś dziurze i przygląda się budowie swojego wroga.
Super Bron Planeta zostaje zniszczona w 5 w minut bo jeden ze zwykłych szturmowiec wiedział gdzie uderzyć........ Na co komu szpiedzy.......... ( Czy podczas seansu zakładaliście jak ja ze ta bron zostanie zniszczona najwcześniej w 8 lub 9 epizodzie)


i wiele wiele innych bzdur których nie będę pisał bo już wcześniej o tym na forum pisano.....

Mam jeszcze tylko jedno pytanie?

- Jaka była geneza miecza Kylo Rena? - skąd go miał ? - dlaczego był taki surowy? - po co były bolce po bokach? Różnił się od innych mieczy dlatego chyba powinniśmy dostać jakaś mała odpowiedz. I proszę nie odpowiadać na zasadzie bo się domyślam. EU nie istnieje i całkiem możliwe ze nie wiemy jak zbudowany jest miecz świetlny.


O czym w ogóle teraz ma być 8 epizod ? O odbudowie superbroni ? O Walce Ren z Kylo ( Kylo nie ma z nią żadnych szans) UHHHHHHH SZKODA GADAĆ ….


Epizod 7 – 2/6

Film pewnie spodoba się fanom filmów.
Ci którzy kochają całe Universum Star Wars ( Prawdziwi Fani) dostali od myszki miki, strzał prosto w zęby..

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

Jeśli chodzi o twoje pytania to coś czuję, że odpowiedzi będą w jakimś słowniku obrazkowym itp. I niestety jest to smutne, że więcej dowiemy się czytając jakiś przewodnik niż oglądając film.

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

A czy w ep IV masz jakąkolwiek sytuację polityczną przedstawioną? Tutaj nie o to chodzi, nikogo nie powinno interesować to w ogóle. w ep IV masz wspomniany jedynie senat, tak samo jak tutaj.

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

W ep IV jest jak najbardziej przedstawiona sytuacja polityczna. Zniszczenie Alderaan, księżniczka pomagająca rebelii, sytuacja w Imperium. To wszystko jest polityka!

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

No tak, bo wspominanie o rzekomej neutralności Republiki, zniszczenie Systemu Hosnian, Ruch Oporu wspierający Republikę i na odwrót to nie polityka .

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

Co prawda nie ma tam nic nakreślonego, ale nie ma co porównywać starych czasów, kiedy to wszystko raczkowało, technologia była na słabym poziomie, do dzisiejszych czasów, kiedy mamy jakieś sto pięćdziesiąt książek, a nawet grubo więcej, dziesiątki komiksów, kilkanaście gier, dwa seriale animowane i już siedem filmów, bez znaczenia, czy jest to oficjalnie kanoniczne czy nie. Tyle ludzi naprawdę się tym interesuje, chcąc poznać szczegóły tego wszystkiego, czytając właśnie chociażby te książki, więc interesuje ich to, chcą znać konkrety, a nie się jedynie domyślać. Zwykły widz zapewne nie jest tym zainteresowany, ale fan inaczej na to spojrzy. Zasłużyliśmy, by dowiedzieć się trochę więcej. Być może będzie to gdzieś przedstawione trochę dokładniej w jakiś książkach, i pewnie będzie, ale to ogromny minus filmu, że tak naprawdę nie wiemy, na czym stoimy. Niech Moc będzie z Wami.

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

1therapy napisał:

Film nie wspomina nic o sytuacji politycznej


Ile się dowiadujemy o sytuacji politycznej w ANH?

bo jeden ze zwykłych szturmowiec wiedział gdzie uderzyć........ Na co komu szpiedzy..........

Zastanawiałeś się kiedyś skąd szpiedzy biorą informacje? Np. uzyskują je od ludzi znających konstrukcję.

Film pewnie spodoba się fanom filmów.
Ci którzy kochają całe Universum Star Wars ( Prawdziwi Fani)


Pewnie że się podoba. Co więcej, tyle co napisałem rozważania "kim jest prawdziwy fan"`

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

1therapy napisał:

Ci którzy kochają całe Universum Star Wars ( Prawdziwi Fani) dostali od myszki miki, strzał prosto w zęby..

-----------------------

To jest właśnie to co wspominałem mówiąc o sytuacji w ramach premiery, tego typu teksty i kreowanie gównoburz, "ja jestem większym fanem, więc mam rację", itp.

Żal, smutek, fandom taki dojrzały, ludzie tacy mądrzy. Dziękuję!

Re: Film tak dobry jak czas antenowy Kapitana Phasmy

1therapy napisał:


Ci którzy kochają całe Universum Star Wars ( Prawdziwi Fani) dostali od myszki miki, strzał prosto w zęby..

-----------------------

I bardzo dobrze i mam nadzieję ze dostaną 2x podczas e 8 !

Moja recenzja (Emperator)

Wczoraj byłem na seansie najnowszej części Gwiezdnych Wojen. Po kilku godzinach muszę stwierdzić że był to średni film. Miał swoje wielkie momenty, ale i słabsze.
Na sali kinowej gasną światła i pojawia się logo Lucasfilm (żaden zamek Disneya)... i zaczyna się powrót do galaktyki. Akcja filmu dzieje się 30 lat po bitwie o Endor. Napisy podpowiadają nam, że Najwyższy Porządek (First Order) powstały na gruzach Imperium wciąż walczy z Rebelią (Ruchem Oporu) i zamierza zlikwidować ostatniego Jedi - Luke`a Skywalkera. a księżniczka Leia (o przepraszam generałowa) poszukuje swojego zaginionego brata. Napisy znikają i na tle planety Jakku pojawia się złowrogi niszczyciel. Szturmowcy First Order lecą na planetę by złapać Poe Damerona i przechwycić informacje o miejscu pobytu Luke`a Skywalkera. I tu następuje pierwszy zgrzyt filmu. Wielki aktor, którym bez wątpienia jest Max von Sydow (Lor San Tekka) ginie w ciągu sześciu minut. To po co go zatrudniono. Dowiadujemy się jednak że Lor San Tekka zna prawdziwą tożsamość Kylo Rena i jest związany z Lukiem. I tyle go widziano.
Natomiat Kylo Ren spisuje się na medal dopóki nie zdradza swojej tożsamości. Po ujawnieniu swojej twarzy (gdy zdejmuje maskę) drażni mnie. Nie jest podobny do swojego ojca
Trzy pozostałe czarne charaktery: kapitan Phasma (za krótko występuje i nic nie wnosi do historii). generał Hux (ma postać potencjał, daję tej postaci kredyt zaufania) oraz tajemniczy Snoke (budzi u mnie grozę, sceny z nim są lepszymi momentami filmie), o którym nic nie wiemy, natomiast on sam zna tożsamość Kylo Rena i dziewczyny z Jakku. Przechodzę do nowych postaci, które walczą po stronie sił dobra.
Rey (piękna aktorka) budziła u mnie zaufanie i sam jestem ciekaw czyją córką jest bo ma wyjątkową silną Moc, dezerter Finn to szalony kłamca w dobrym znaczeniu. Nie spełniły się moje najgorsze obawypoczątek spoilera nie jest żadnym Jedi koniec spoilera. Natomiast ostatni bohater - bohaterski pilot Ruchu Oporu Poe Dameron (myślałem że jest on głównym bohaterem filmu) jest przyjacielski i bardzo go polubiłem. Teraz stara gwardia - Luke Skywalker (jego widok mnie ucieszył, ale on nic nie robi na ekranie tylko gapi się na dziewczynę, która przyniosła mu miecz świetlny. Generał Leia Organa Solo jakoś tako, ale Han Solo (genialny Ford) znów daje swój zawadiacki popis ze swoim starym druhem Chewbaccą !!! początek spoilera Jego śmierć była dla mnie zaskoczeniem koniec spoilera. To już nie będzie taka sama galaktyka !!!początek spoilera Co zrobi samotny Wookie! koniec spoilera Najaśniejszą postacią Przebudzenia Mocy jest pomarańczowy-biały robot BB-8. Gdzie się pojawiał budził mój uśmieszek.
Fabuła filmu prosta jak cep. Zło atakuje, wyrządza krzywdę, ale na koniec Dobro wygrywa, ponosząc dużą ofiarę. Plusem filmu są nowe planety. Doskonałe, panoramiczne zdjęcia wstrzymują oddech. Na koniec chciałbym powiedzieć, że mimo fabularnych zgrzytów z niecierpliwością oczekuje na maj 2017 roku. Pa

Film dla Nowej Generacji.

Zacznę od tego że moja przygoda zaczęła się od Mrocznego Widma, które uważam za jedne z lepszych w tym świecie. Za co już dostanę bęcki. Ale tak podobają mi się i tyle. Nawet wasz nie ulubiony Jar Jar. A teraz zacznę od nowego filmu. Który jest bardzo dobry. Czytając wasze słowa robiłem się trochę zawiedziony. Lecz pojechałem, zobaczyłem i jest super. Strona techniczna jest jak to w SW super, no może jak tu już ktoś wspomniał, scena w kantynie, gdzie z początku jest trochę rozmazana. Ale potem już wszystko jest ok. Szczególnie jak Maz przywitała Hana. A teraz postacie.

FN-2187 czyli Finn jest super, naprawde nie rozumiałem tej nagonki na niego przed tym jak film był jeszcze w powijakach. Gra rewelacyjnie. No i te zastrzeżenia co do tego jak walczy z mieczem. No bez przesady, pierwszą walkę z szturmowcem przegrywa, ale wyglądało to fajnie i gdyby nie Han, to już by go nie było. Tak samo druga walka z Mistrzem Zakonu Ren. Nie wiem jak nie którzy patrzyli ale dla mnie bardzo dobrze było widać że Finn nie jest żadnym wyzwaniem dla Kylo. Szybko go pokonuje i dość mocno rani. Więc dziwne są zarzuty że walczy na równi z nim. Ale ok. Mam nadzieje że w E8 będzie dalej rewelacyjny.

Rey, ta Rey. Przypomina mi trochę Anakina i Hana. Widać doskonale zna się na rzeczach, ogólnie wszystko jej wychodzi. No i po prostu mi się podoba. Grana jest świetnie, widać jak wszystko jest dla niej nowe. Widać też że będzie się świetnie uczyć u Luka, na Jedi. Teraz odniosę się trochę do zarzutów jakoby wszystko przychodziło jej za łatwo, szczególnie to z mocą. No może trochę jest to przesadzone ale myślę że można to kupić. Bowiem dopiero wszystko zaczyna się tak naprawdę od początek spoilera Od tortur i Kylo. koniec spoilera Tam zaczyna walczyć o siebie. Wtedy to dzięki Kylo poznaje co to dokładnie moc i jakie sztuczki mogą się z nią wiązać. Dlatego myślę że dupy nie wzięła sztuczki z szturmowcem. Notabene tym szturmowcem był nasz James Bond. Następna finałowa walka. Była fajna i z początku dostała bęcki, jak tylko się zaczeło. Fajnie wyglądało jak początek spoilera miecz Anakina/Luka powędrował do niej, a nie do Rena. koniec spoilera Widać było że z początku Kylo wygrywa i zepchnął ją do defensywy a wszystko zmieniło się jakpoczątek spoilera zaproponował by zaczeła pobierać nauki koniec spoilera. Wygrała i nie widze w tym nic złego. Gdy spotkała Luka, to wtedy jakoś dziwnie miałem wrażenie że on jest jej ojcem. Chyba miał łzy w oczach ale nie dam sobie za to ręki uciąć. Zaczełem w to wierzyć coraz bardziej. Szczególnie, ale to w moim odczuciu. Han jakoś patrzył się na nią jakby ją znał. No i ta scena jak Han rozmawia z Maz. początek spoilera A ona się go pyta. "To co to za dziewczyna?" koniec spoilera Może jestem jakoś przeczulony ale myślę że on dobrze wiedział.

Kylo Ren, Ben Solo, Mistrz Zakonu Ren. Jest dla mnie takim bohaterem jakim powinien być. Czyli rozchwianym emocjonalnie, rozdartym między ciemną stroną i jasną. Grany jest przez Adama fajnie, dał mu to co było trzeba by był taką postacią. Dziwią mnie zarzuty o to jaki jest dziecinny i tak dalej. Że nie jest super badassem jak Vader. A gdyby był to wszyscy podnosili by głos że jak oni mogli kopiować Vadera. Dodam że Ren jest młody, młodszy niż Anakin przechodzący na ciemną stronę, dopiero szkoli się w niej. No i sam mówił że ciągnie go do światła. Jednak zabiła Hana, by właśnie do niej nie powrócić. Jak na razie też nie wiemy czy Snoke jest Sithem, bo Ren na pewno nie. Choć jeśli jest to czemu nie dał swojemu uczniowi nowego imienia? Czemu Kylo jest Mistrzem Zakonu Ren? To są pytania, na które mam nadzieje dostaniemy odpowiedz w dalszych Epkach. Myślę że jego postać trochę wydorośleje w następnych częściach i dopiero zobaczymy jak na prawdę wygląda zły do szpiku kości Ben.

Snoke. To dość tajemnicza postać. Nic o nim za bardzo nie można powiedzieć. Hologram wyglądał dość zwyczajnie, jakoś chyba nie jest tak charyzmatyczny jak Imperator. Jednak ma asy jeszcze w rękawie. Szczególnie ciekawi mniepoczątek spoilera Armia Klonów i to co on posiada w zanadrzu, choć mam nadzieje że nie będzie to 4 gwiazda śmierci koniec spoilera Nie wiadomo też czy jest Sithem, jednak ma dokończyć szkolenie naszego złego kolegi. No zobaczymy co z tego wyjdzie.

Nawiązań w filmie jest dużo do poprzednich filmów. Jednak myślę że to akurat dobrze. Powiem teraz tak. To jest Nowa Nadzieje ale Nowa Nadzieje 21 wieku, taka jaka powinna być w tych czasach po episodach 1-2-3-4-5-6. Film dla nowej generacji. Dlatego wiem z góry że starych fanów to nigdy nie zadowoli bowiem Ep 4-5-6 powstały w ich generacji, z myślą o ich czasach. Tak samo jak teraz, nowe części.

Podziękowanie

Po prawie 8 latach ze Star Wars mówię: Dziękuję. Do widzenia.

Re: Podziękowanie

Cześć.Nie zapomnij powiedzieć,że wracasz do czytania przygód Hana Solo albo nejki

Re: Podziękowanie

I my dziękujemy. Żegnaj.

Pytanie techniczne

Zanim podzielę się swoimi wrażeniami (wciąż po dwóch dniach jestem nieco rozchwiany) mam 3 pytania techniczne do większych znawców fizyki uniwersum:

1. Czy skok w nadprzestrzeń z pokładu innego statku jest możliwy?
2. Czy wyjście z nadprzestrzeni tuż przy powierzchni planety jest możliwe?
3. Działo/baza Starkiller: czy ja dobrze zrozumiałem że czerpie ona energię wyciągając energię z najbliższej gwiazdy? A co będzie jak zgaszą słońce w swoim układzie? I jakim cudem to działo może trafić dowolną planetę w galaktyce?

Z góry dziękuję za rozwianie wątpliwości

Re: Pytanie techniczne

1. Nie widzę przeszkód. Gdyby statek A leciał w nadprzestrzeni a statek B z niego wyleciał, to zależy od prędkości statku B.
2. Zacytuję Hana Solo: Osłony zatrzymają wszystko co jest w podświetlnej.
3. Zapewne zaczną pobierać energię z innego słońca (bardziej mnie zastanawia jak przeżyją bez światła). Nie widzę przeszkód, by Starkiller nie mógł zniszczyć jakiejkolwiek planety. Oczywiście zależy to od pory dnia, roku, kąta nachylenia planety itp.

Re: Pytanie techniczne

Jeszcze jedno.

2. W Legendach nie jest możliwe. Zahn w Pozagalaktycznym Locie wyraźnie zaznacza, że cień grawitacji uniemożliwia skok w nadprzestrzeń. Pierwszy błąd .

Re: Pytanie techniczne

Ale tu mamy wyskok

Re: Pytanie techniczne

Ale Pozagalaktyczny Lot studnią tworzącą cień grawitacji Thrash z nadprzestrzeni wyciągnął.

Re: Pytanie techniczne

To już chyba pozakanoniczny fakt bez urazy.

Re: Pytanie techniczne

3. No właśnie jak zaczną pobierać energię z innego słońca skoro życie na tej ich planetce przestanie istnieć?
A ja zaczynam jednak uważać że strzał z jednego, stacjonarnego miejsca w całej galaktyce (baza Starkiller of course) do dowolnego innego punktu jest strasznie głupi i naciągany. Przecież planety nie leżą w prostej linii, co więcej we wszechswiecie istnieje cała masa "przeszkód", które by taki strzał uniemożliwiły a energia zostałaby rozproszona.

Re: Pytanie techniczne

2. Ale właśnie jak wszystko? Przyciąganie planety, siłę ciążenia, przeciążenia ogromnego rzędu? Do tej pory wydawało mi się, że w przypadku takiego manewru ze statku zostałby placek...

na 3 pytanie

nie odpowiem, bo nie wiem natomiast 2 pierwsze to bardzo ciekawa wizyta w dziale Hiperprzestrzeń wookiee

1. W Legendach taki skok nie był możliwy, przynajmniej nie opisano go nigdzie, nie chce mi się grzebać co podręczniki rpg mówiły o tym.
W... nowościach był już realizowany w Rebelsach (zaskakujące, prawda?), poprzez wyrwanie się z przestrzeni jednego statku w drugim.

2. Jest możliwe, ale najczęściej w wyniku uszkodzenia komputera obliczeniowego lub niezapowiedzianych zmian w kosmosie
W wookiee któryś tam atlas opisuje coś takiego
http://starwars.wikia.com/wiki/Destruction_of_Pammant

Oczywiście to tylko tak na szybko, polecam się wczytać dokładniej samemu.

Natomiast jeśli cię to w ogóle przejmuje... zdaj sobie sprawę, że wszelka logika i zasady, które do tej pory były - nie mają znaczenia. Nowi wspaniali twórcy dostosują to tak żeby było im wygodniej.
Zupełnie jak pewna władza w pewnym kraju

Re: na 3 pytanie

1. Już w Rebelsach to robili? Wiesz w którym odcinku może?

2. Właśnie o uszkodzonym hipernapędzie pomyślałem już podczas seansu. Czyli to co udało się Sokołowi jest prawie niemożliwe w dotychczasowej logice filmów i EU...

Zdaję sobie sprawę że logika i zasady naszego uniwersum ulegną pewnym zmianom jendak póki co ten malutki kanonik Disneya jest tak ubogi i błahy iż jednak patrzę na to wciąż poprzez dobrze ustanowione reguły Tylko czemu to zawsze musi tak wyglądać: im nowsze dostosowanie, tym mniej sensowne jest...

Re: na 3 pytanie

W Rozdrożach Czasu był szalony skok, ale oni wychodzili z nadprzestrzeni tuż przy Gwiezdnym Niszczycielu, a nie planecie

jasne, ale

tu chodzi o pole grawitacyjne planety i takie tam. Ale zresztą... żeby było fajnie to kogo obchodzi logika uniwersum i tamtejsza fizyka czy inne nauki.

A tak teraz patrzę, że odpowiedziałem bezwiednie Wolfowi na 3 pytanie w recenzji. O ile dobrze zrozumiałem film, bo może się okazać w kolejnym wywiadzie, że to jest jednak finta w fincie i Abrams kradł od Herberta

Re: Pytanie techniczne

Wolf Sazen napisał:

2. Czy wyjście z nadprzestrzeni tuż przy powierzchni planety jest możliwe?

-----------------------
Naszła mnie refleksja, że jeśli w czasie projektowania bazy Starkiller nie było to wiadome, to zabezpieczenia były zaprojektowane prawidłowo.
Jeżeli należało brać pod uwagę taką możliwość... cóż. Z drugiej strony wrażliwy punkt i tak wytrzymał atak z powietrza, dopóki nie został osłabiony od wewnątrz (tu pytanie, dlaczego ten punkt nie był praktycznie zupełnie chroniony od wewnątrz - patrz zdanie pierwsze).
Osobna refleksja: czy baza Starkiller mogła zostać zniszczona w ten sposób jeśli była "pusta" (nie przygotowywała się do strzału ładując plazmę z gwiazdy)? Oraz czy Gwiazdy Śmierci również przetrwałyby atak, gdyby same nie miały uruchomionej swojej broni?

Byłem 2x

teraz klasycznie 2D - tutaj mała uwaga 3D IMAX zrobiło miażdżąco lepsze wrażenie! Jak 3D to tylko w IMAX, reszta to dziadostwo na które szkoda chociażby złotówki...

Nie myślałem że kiedykolwiek jeszcze w swoim życiu poczuję się jak w `99 podczas seansu TPM. 18 grudnia i TFA ponownie po 16 latach powaliły, nie wiem do końca jak z kina wylazłem...

2x potwierdza geniusz i kunszt TFA. To film gdzie rzeczywistość i fantazja staje się jednością. Magia SW i wielka przygoda powracają. Coś niebywałego...

TFA to nie remake ANH, powtarzam TFA nie ma nic wspólnego z ANH. I żeby mi tu nikt w bambus zaraz nie walił, TAK TFA to 120% klimatu i mocy uderzeniowej SW!!

Wypierniczono EU. Dlaczego dopiero teraz, może gdyby to zrobiono w `97 to NT - jako całość - były by tak samo wspaniałe!

Bastion jako szanująca się strona o SW powinna w kibiny jego mać wywalić materiały o Legends...

TFA to TOTALNA MASAKRA

Niestety kolejny raz ze względu na pracę - moją i kin - wybiorę się dopiero 26go, ale może i dobrze bo troche odsapnę...

Aaa czy mi się wydawało czy C-3PO jak macha przed odlotem Sokoła to ma już złotą rękę ? Ktoś coś ?!

Re: Byłem 2x

JORUUS dobrze mówi! Kolego, stawiam ci niebieskie mleko w kantynie .

Re: Byłem 2x

Tia, ma. Teraz kup książkę za jedyne 12,99$ by dowiedzieć się dlaczego (ale za x lat może być już inna przyczyna).

Re: Byłem 2x

To w początku i końcu jest opisane ? Nawet widziałem ale raz cena dwa i tak nie mam czasu, zresztą wole to 3,5 dychy dać na kolejny seans

Re: Byłem 2x

Wypowiedź podoba mi się, daję ocenę 5,5/5.

Re: Byłem 2x

JORUUS napisał:
I żeby mi tu nikt w bambus zaraz nie walił, TAK TFA to 120% klimatu i mocy uderzeniowej SW!!

------------------------

Podpisuję się wszystkimi kończynami


TFA to TOTALNA MASAKRA

-----------------------

He he JORUUS się uniósł Ale masz chłopie rację! No i gratuluję "niestetryczenia"!

Bardzo dobry

Największym plusem filmu są świetnie wymyślone i napisane postaci. Każdy bohater przypadł mi do gustu. Stara gwardia z Hanem Solo na czele oczywiście nie zawiodła.

W szczególności podobał mi się Kylo Ren kapitalnie zagrany przez Adama Drivera. Dziwi mnie, że większość ludzi krytykuje postać i samego aktora. Mam nadzieję, że wraz z upływem czasu fani docenią jego wkład w ten epizod. Według mnie on miał być dokładnie takim czarnym charakterem, jakim przedstawił go Driver.

Szkoda tylko, że nie pojawił się żaden łowca nagród, ale może doczekam się jakiegoś w następnych częściach.

Re: Bardzo dobry

Ren jest odegrany brawurowo. Nie ma o czym mówić/pisać...

Re: Bardzo dobry

Fajnie, że ktoś się zgadza.

Re: Bardzo dobry

O to to, właśnie postaci są najmocniejszym punktem filmu, zarówno Han, jak i wszyscy (poza trochę dziwnym Huxem...) nowi bohaterowie. Poe od samego początku zdobywa sympatię, chociaż prawdopodobnie dopiero rozwinie skrzydła w następnych częściach, a relacja Rey z Finnem świetnie rozwija.
Natomiast czytając w internetach opinie, iż Kylo "był fajny do momentu aż ściągnął maskę" odnoszę wrażenie, że najbardziej zawiedzeni Driverem są ci, którzy wcześniej nie widzieli go w innych filmach, ja zaś bardzo cenię go jako aktora i cieszyłem się już przy ogłoszeniu obsady - dlatego po powrocie z seansu tak bardzo zdziwiły mnie zarzuty dotyczące jego facjaty ;p

...

Dlaczego mam takie dziwne wrażenie, że większość nowych użytkowników, którzy dosłownie niedawno zarejestrowali się na Bastionie to młode pelikany które łykną wszystko co im Disney da, gdyż pewnie o SW dowiedzieli się wczoraj?

A teraz autentyk leci, 4 dni temu w pewnym centrum handlowym, tuż obok plakatu z epizodem siódmym. Stoi sobie dwóch chłopaków, wiek między 12-15 lat: Ty patrz, fajnie że w końcu zdecydowali się nakręcić jakiś film w oparciu o serię tych klocków Lego...

Re: ...

Wolf Sazen napisał:

A teraz autentyk leci, 4 dni temu w pewnym centrum handlowym, tuż obok plakatu z epizodem siódmym. Stoi sobie dwóch chłopaków, wiek między 12-15 lat: Ty patrz, fajnie że w końcu zdecydowali się nakręcić jakiś film w oparciu o serię tych klocków Lego...

-----------------------


Tyle, że LEGO teraz też jest... legendarne. Przez małe el dla mnie, ale jednak. Chyba, że jest coś o czym nie wiem

...

Ale, ale.. To, że komuś podobał się film, nie oznacza, że interesuje się SW od wczoraj.

Re: ...

Co ty powiesz, takie mądrości, pewnie z książek skasowanego EU wyczytane.

Re: ...

Lepiej... to mądrości z nowego, jedynego właściwego EU2

Re: ...

To dobrze że tego nie czytam

Re: ...

Wolf Sazen napisał:
Dlaczego mam takie dziwne wrażenie, że większość nowych użytkowników, którzy dosłownie niedawno zarejestrowali się na Bastionie to młode pelikany które łykną wszystko co im Disney da, gdyż pewnie o SW dowiedzieli się wczoraj?
-----------------------
Pewnie dlatego starzy weterani SW, którzy nie zdążyli nawet na drugą trylogię, teraz się z SW rozstają #MSPANC

Re: ...

Ta-a i to z pompą...

Żegnamy weteranów. I naprawdę nie musicie nic pisać jak już odchodzicie.

Re: ...

Aż ci tak bardzo przeszkadza, że komuś mógł podobać się TFA?

Re: ...

Swędzi go to chyba

Re: ...

Przepraszam bardzo, przed chwilą się myłem i nic nie swędzi!

Re: ...

Wolf Sazen napisał:
Dlaczego mam takie dziwne wrażenie, że większość nowych użytkowników, którzy dosłownie niedawno zarejestrowali się na Bastionie to młode pelikany które łykną wszystko co im Disney da, gdyż pewnie o SW dowiedzieli się wczoraj?

-----------------------

Dlaczego mam wrażenie, że większość hejtujących bastionowiczów poszła do kina ze skrajnie negatywnym nastawieniem - "zobaczę, jak bardzo Disney zniszczył moje dzieciństwo!" - a potem się dziwi, że im się nie podobało?

Mi się podobało, a zarejestrowałem się tutaj przed Tobą - BOOOOM, i co teraz?

"A teraz autentyk", mojemu ojcu po 50, który kocha OT a Prequele go rozczarowały z kina wyszedł jeszcze bardziej zadowolony niż ja! Whoooooooaaaaaaaa, kolizja uniwersów!

The Force Awakens > całe post-RotJ EU (czytałem wszystko). Yeeeaaah!

Re: ...

I nic kabooom Mój post (wrażenie) dotyczy ogółu komentarzy w tematach związanych z epizodem VII, gdzie sporą cześć pozytywnych komentarzy dają użytkownicy z wczoraj. To tylko fakt.

Natomiast mój ojciec, również po 50, którzy widział OT jeszcze w kinach za czasów PRL i lubi prequele, po TFA stwierdził, że odgrzewany kotlet nie smakuje już tak dobrze po prawie 40 latach

Wrażenia.

Jestem po 2 seansach, spokojny i opanowany, więc chyba nadszedł i czas podzielić się moją opinią, bo opinie innych obserwuje tu już od piątku rana i parę razy powstrzymywałem się by nie wdawać się w niepotrzebną nikomu dyskusję. Ale cóż..

To może żeby od razu nakreślić ton wypowiedzi napiszę, że film w mojej opinii jest naprawdę świetny. Zadanie przed jakim stanął Abrams było jak wszyscy się domyślamy arcytrudne. Abrams postawił raczej na pewnego konia i rzeczywiście - co jest największą wadą filmu - zżyna szkielet fabularny prosto z Nowej Nadziei. Szkielet tutaj to ważne słowo, ponieważ z jednej i drugiej strony Abrams stara się maskować to luźnymi, często prześmiesznymi nawiązaniami do OT. I w bardoz dużej większości udaje mu się. W pewnym sensie dostajemy w jednym filmie całą Starą Trylogię, i czy komuś się to podoba czy nie Abrams idealnie żągluje schematami łącząc głównie to, co najbardziej w SW kochamy i chyba stąd tak sporo hejtów - brak oryginalności jest tutaj dość mocno widoczny, lecz Abrams broni się a nawet więcej. Broni się głównie umięjętnością odświeżenia w świetny sposób tego co stare i nadania temu nowego ducha. Wielki sukces reżyserski, chapeau bas.

Trochę nie chronologicznie, ale teraz zacznę od mniejszych plusów do tych największej postaci:

- Jak zauważyłem wiele osób narzeka na brak nakreślenia sytuacji politycznej i ogólnie chociaż lekkiego wytłumaczenia tego, co się przez te 30 lat stało. Dla mnie ta niewiedza jest wielkim plusem tego filmu, któremu nadaje ona aurę tajemniczości, niedopowiedzenia, oraz szybkość, bo wydaje się nam przecież jakbyśmy znaleźli się w samym środku akcji. Trzeba też spojrzeć ile możliwości Abrams zostawia, ile otwarych furtek. Ledwo nakreślona historia próby odbudowy zakonu przez Luke`a i skutki jakie ona pociągnęła widoczne są tylko w wizji Rey, a mają w Sobie tyle możliwości, że po raz kolejny jestem pełen podziwu dla J.J.

- Zmyłka z Luke`iem i zrobienie z niego MacGuffina o czym spekulowało się już wcześniej, jakkolwiek w pewien sposób irytująca, bo przecież każdy fan SW chciałby zobaczyć go przez trochę dłuższy czas w filmie wychodzi temu filmowi naprawdę na dobre. Cały czas podczas seansu mamy w głowie to, że przecież tu o Luke`a się rozchodzi, jednak mimo to Abrams potrafi umiejętnie skupić się na wątkach rodziny Solo, oraz przyjaźni Rey i Finna, cały czas pozostawiając trzeci wątek w oddali, który dostaniemy jako nagrodę za cierpliwość. Kolejny pomysł dodający filmowi dynamiki, zaskakujący, ale też intrygujący widza. Sama szkielet fabularny nie jest plusem tego filmu, lecz rozwiązanie fabularne, jeśli mowa o postaciach już tak. Nawet jeżeli czasami bolą i to bardzo. Zaś nagroda w postaci ostatniej sceny - warto było czekać

- Tutaj zaskoczenia nie było. Abrams we wspaniały sposób oddaje czar i magię świata Gwiezdnych Wojen. Czułem, że tak będzie już po wypowiedziach załogi tworzącej TFA. Czułem to przez sposób realizacji TFA. Widziałem to po zwiastunach TFA. Zobaczyć jednak to w kinie to zupełnie coś innego. I za tą magię, którą poczułem przez wiele czynników występujących w tym filmie osobiście jestem Abramsowi wdzięczny.

- Postacie to ogromny plus tego filmu. Casting wyszedł naprawdę świetnie, świat SW zyskał jak mi się wydaje parę twarzy na parę długich, długich lat. Rey - najlepsza postać żeńska w całych VII filmach. Jej rozwój rzeczywiście jest wyjątkowo szybki, ale przymykam na to oko, ponieważ jak można się po tytule domyslać i po paru różnych scenach film miał być mocno bajkowy i ja to zamierzenie z ekranu osobiście czuję. Finn mnie zaskoczył. Po zwiastunach byłem zaniepokojony, tutaj extra. Nie miał może w Sobie tyle charyzmy co Rey i Poe, ale utrzymywał im tempa. No i wspomniany właśnie Poe - tego typu postać już chyba gdzieś widzieliśmy i oczywistym jest, że taką postać każdy conajmniej polubi. Szkoda, że tak mało czasu, ale rozwinie się w kolejnych częściach - wierzę w to No i chyba postać, która jak mi się wydaje podzieliła fandom na dwie częśći, czyli Kylo Ren/ Ben Solo. Po zwiastunach nie oczekiwałem zbyt wiele i dlatego jestem zaskoczony, bo postać ta zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Rena można oczywiście podzielić na dwie części: kolesia w masce i bez niej. Koleś w masce: groźny, intrygujący, niebezpieczny. Typowy Sith, chociaż z czasem i kolejnymi informacjami zaczyna nam się wydawać, że coś jest z nim nie tak. No i dochodzimy do kolesia bez maski: rozdartego, płaczliwego, momentami wręcz żenującego młodego fana Vadera z chyba dosyć zagmatwaną przeszłoscią. Ludzie źle oceniający film krytykują go za jego wygląd, oraz niemęskość graniczącą z dziecinnością. I mają rację. Ja jednak widzę tutaj wyjątkowo ciekawy profil psychologiczny, najprawdopodobniej z jakiegoś rodzaju rozdwojeniem osobowości. Oczywiście nie mały wpływ mają tutaj Jasna i Ciemna Strona Mocy, lecz charakter Rena tylko te różnice potęguje i dlatego właśnie dla mnie są one intrygujące. Jest on momentami irytujący, lecz wydaje mi się, że takie było zamierzenie i Abramsa i Drivera. Tutaj również niecierpliwie czekam na to, jak ta postaci nam wyewoluuje.

- Wspomniałem wcześniej o przywołanym na nowo czarze Gwiezdnych Wojen. Nie chcę tutaj udawać znawcy więc po prostu napiszę, że technicznie wyszło to wszystko ( prawie wszystko, o pewnym mankamencie później ), naprawdę rewelacyjnie.

- Humor. Aktorstwo i luźny sposób narracji przez Abramsa dają nam po prostu wyjątkowo zabawny film.

- Abrams zostawia mnóstwo, ale to mnóstwo możliwości fabularnych. Wspominałem wcześniej o tych, które powstają przez niedopowiedzenie tego, co stało się między VI a VII Epizodem, lecz jest równiez od groma wynikających z samego TFA i wiele z nich takich, których odpowiedź chciałbym znać już dzisiaj. Jeżeli miał to być człowiek, który obudzi do życia Gwiezdne Wojny, to udowadnia tutaj po raz kolejny, że robi to w sposób genialny.



Sporo o plusach, teraz troszkę mniej, ale jednak o minusach tego filmu:

- To o czym wspominałem na samym początku, czyli zżynka głównego zarysu fabularnego z Nowej Nadziei. Mimo tego, że przez większość czasu Abrams dyskretnize to maskuje, to scena np. w bazie Ruchu Oporu i komentarz Hana: " No i jest większa, co z tego? " mówi sam za siebie. Podczas akcji na bazę Starkiller nie czułem żadnych emocji. To co działo się tam na dole ściskało mnie bardzo mocno za serce, lecz pojedynki x-wingów z TIE u góry, mimo niesamowitej oprawy nie robią żadnego wrażenia. Ogólnie sam pomysł na III Gwiazdę Śmierci było po prostu słaby - szkoda, największa przywara filmu.

- Technicznie: wszystko extra. Prawie wszystko. No i wiadomo, że chodzi o Snoke`a. Ciężko coś o nim powiedzieć. Gdy zobaczyłem go podczas pierwszej sceny z jego udziałem, cóż.. Komentarzem niech będzie mój ogromny oddech ulgi, gdy okazało się, że ten olbrzymi Ogr rodem z filmów Jacksona jest tylko hologramem. Jeżeli już nie prezentuje nic ciekawego swą aparycją, to niech chociaż nie będzie tak monstrualnie komiczny.

- Ten Epizod to jest Epizod. Abrams to mówił i przyznaję mu rację. Ale rzeczywiście ten Epizod to nie jest najlepiej zamknięty Epizod w historii Gwiezdnych Wojen, oraz nie ma tak bardzo wyostrzonej swej tożsamości jak inne. O to drugie nie mam w sumie pretensji - Abrams poszedł ścieżką postmodernistyczną i z tej ścieżki schodzi jako zwycięzca.

- Phasma XD Wkurza mnie jej akcent niemiłosiernie, więc może jej praktycznie brak na ekranie powinienem uznać za plus. Poza tym wiążę się chyba jedyny w mojej opinii nieudany gag z nawiązaniami do Nowej Nadziei. Jeżeli jest rzeczywiście na bardzo poważnie, a Szturmowcy siekają niewinnych mieszkańców wioski, to nie powinno się żartować apropo zsypu na śmieci - takie przynajmniej miałem odczucie.

- Wspomniałem o Snoke`u i Phasmie, to i o Najwyższym Porządku trzeba wspomnieć. Przez większość czasu sprawia on wrażenie całkiem groźnego, przypomina momentami Imperium jakie znamy z OT. Są jednak aspekty, które psują to odczucie: wtórność naszych "oddziałów zła" ( minęło 30 lat, mogli by się czegoś nauczyć na błędach ), czy wyjątkowo rażąca nieudolność w próbie obrony bazy Starkiller. Ogólnie rzecz biorąc głupota. Te mankamenty psują obraz First Order, ale te minusy zakrywają po raz kolejny plusy o, a takowe plusy były, m.in pod postaciami Rena, Huxa, i ich wspólnej, bardzo ciekawej relacji.



Cóż, to chyba wszystko co na razie ciśnie mi się na jężyk. Jestem bardzo szczęśliwy że Gwiezdne Wojny wróciły. Gwiezdne Wojny nie bez minusów, ale mimo to Gwiezdne Wojny świetne i przepiękne. A to, co jeszcze piękniejsze to wizja tego co nas czeka. Cały czas ciężko jest mi się pogodzić z "usunięciem" EU, ale w żadnym wypadku nie będzie mi to psuć frajdy z oglądania, czy też czytania nowej historii. Historii, która jak na razie wygląda i zapowiada się dla mnie fantastycznie.

Wiele osób zastanawia...

... w jaki sposób Rey pokonała Kylo Rena. To proste. Miała po prostu więcej midichlorianów.

Matek też był.

Ogólnie powiem Wam, że bawiłem się dobrze. Pewnie gdy będzie się to oglądać po raz drugi, to nie będzie tak fajne. Bo przyznać należy, że film jarał głównie tym, że pierwszy raz od lat 80 widzieliśmy na ekranie Hana Solo ... i do cholery, to BYŁ Han Solo, naprawdę, a nie zmęczony Harrison Ford

Ten szok minie przy np 3 oglądaniu, ale banana na ryju mam do dzisiaj.

Trochę męczące, że odwzwierciedlali tyle scen z oryginału (tak poza faktem że ogólnie znowu superbroń i jakby remake Nowej Nadziei na sterydach xD) , bo w prequelach toto jeszcze miało cel i sens, w końcu pokazali jak odbija się historia ojca i syna, a tutaj miało być jednak CAŁKOWICIE NOWE STORY.

No i wiadomo, od prequeli lepsze w opór, ale jednak prequele zaskoczyły nowymi typami planet, co w SW zawsze było ważne. Tutaj akurat planetki były wtórne, nawet ta kreskówka o Wojnie Klonów ma więcej intrygujących, oryginalnych miejscówek.

Ogólnie to bawiłem się dobrze i z chęcią obejrzę ponownie.


PP : Nie było Yuuzhan Vongów, więc 1/10 xDD A tak serio to moja ocena to FAJNA BAJA/10, albo MOGŁOBY BYĆ LEPIEJ, ALE MOGŁO TEŻ BYĆ DUŻO GORZEJ XDD

Aha i rzecz jasna EU (w tym Dziedzictwo Mocy z którego zerżniętego tyle motywów) nadal jest wg.mnie na wyższym poziomie, ale to nie hejt, to opinia. Będę się cieszyć historią Jacena, będę się cieszyć tą Kylo. Tylko że jedną bardziej, a drugą wizualnie.

Re: Matek też był.

Acha i zapomniałbym : byłem na premierze za darmo Poproszono mnie, bym dał małą prelekcję na sali kinowej, tuż przed seansem. Kilkaset osób, lekka trema

I przeważnie improzwizuję, ale nie chciałem robić popeliny, więc gdzieś tam sobie spisałem co nieco, tym bardziej, że zacząłem się tym zajmować 22.45, a w kinie miałem być 23.30 xD

Wklejam, w ramach ciekawostki :


Dodatkowym czynnikiem który sprawia, że Przebudzenie Mocy jest filmem wyjątkowym, jest fakt, że nie tylko doczekaliśmy się po tylu latach kontynuacji, ale także to, że obejrzymy, po raz pierwszy od 30 lat, abosultnie nową historię. Ponieważ, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę Nową Trylogię, czyli Epizody od 1 do 3, to historia Gwiezdnych Wojen została zakończona wraz z Powrotem Jedi w latach 80. Wtedy oto zakończyła się tragedia Anakina Skywalkera, czy też, jak każdy woli go zapewne nazywać – tragedia Dartha Vadera. Zakończyła, dopóki Disney i 4.5 mld $ nie przekonały Lucasa, że jednak wcale nie zakończyła.

Bo tym właśnie jest Star Wars – obie znane nam dotąd trylogie filmowe. Przedstawiają upadek i odkupienie zakochanego mężczyzny, który przez zakazaną miłość popełnił straszne zbrodnie, poruszył cały świat i koniec końców jego gniew pomógł zmienić go na gorsze., zamiast na lepsze.
W 1999, kiedy szliśmy do kina na Mroczne Widmo, rozpoczynające Nową Trylogię, wszyscy wiedzieliśmy co zobaczymy.

No, może nie dosłownie, bo nie wiedzieliśmy niczego o postaciach takich jak Qui-Gon-Jinn czy Darth Maul, ale tak naprawdę oglądając Epizod pierwszy, wiedzieliśmy już co wydarzy się w finałowych scenach trzeciego, od którego dzieliło nas przecież wtedy sześć lat. Anakin upadnie na Ciemną Stronę, Jedi wyginą, Republika przestanie istnieć a nowopowstałem Imperium Galaktyczne przejmie kontrolę nad galaktyką, podczas gdy dzieci Anakina – teraz już Lorda Vadera – zostaną ukryte przed nim samym, nieświadome swego dziedzictwa i przeznaczenia.

Wszyscy wiedzieliśmy, bo w Oryginalnej Trylogii – czyli obecnie w epizodach 4,5 i 6 – historia ta została wyłożona. Dostawaliśmy jej skrawki w dialogach, czy to użytkowników Mocy, czyli Yody i Obi-Wana Kenobiego, czy to nawet w dialogach oficerów imperialnych. Wiedzieliśmy to, ponieważ, jak mówi znane przysłowie „jedynymi osoba które nie widziały Gwiezdnych Wojen, są postacie z Gwiezdnych Wojen.” Może i nieco nagięte, ale trzeba przyznać – Star Wars to bajka naszych czasów. Znamy ją równie dobrze, a czasami może i lepiej, niż nasz własny folklor. Niejedno dziecko zna historię Anakina, a nie ma pojęcia kim jest Pan Twardowski.

Także idąc na przełomie tysiąclecia, na drugą trylogię, ujrzeliśmy niejako wizualizację tego, co już dobrze wiedzieliśmy. Oglądaliśmy dziewięcioletniego blondwłosego chłopca, niewinnego, niewolnika kochającego swoją mamę, dobrego chłopca chcącego pomagać innym, wiedząc, że za dwa filmy będzie sługą zła, który straci wszystko. Prawie wszystko. Prawie, ponieważ z resztek jego człowieczeństwa i z miłości do kobiety, pozostała mu dwójka dzieci. Luke i Leia Skywalker. I choć w oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, wydawać by się mogło że to właśnie młodzi Skywalkerowie oraz Han Solo są głównymi bohaterami, to jednak nawet w końcowych scenach widać, że to Vader i jego wewnętrzna bitwa grają pierwsze skrzypce. Luke był wyłącznie czynnikiem, który pomógł mu wybrać to, co właściwe. Anakin był już wtedy – dosłownie i w przeności – bardziej maszyną aniżeli człowiekiem. Koniec końców wybrał człowieczeństwo.

Koniec końców, Gwiezdne Wojny pokazały nie tylko upadek, ale i odkupienie. W ostatnich chwilach życia, to już nie Lord Darth Vader, ale Anakin Skywalker, który poświęca wszystko, aby uratować to, co zostało dobre z jego życia i miłości. Nawet scena zdjęcia maski tuż przed śmiercią to pokazuje – odrzucił tyle z maszyny, ile tylko mógł, by ujrzeć po raz pierwszy i ostatni choć jedno ze swych dzieci, swoimi własnymi oczami. I to on właśnie, dosłownie, własnymi rękoma, zabija Imperatora, przywracając Galaktyce porządek i udowadniając, że to jednak on, a nie Luke był wybrańcem.

Tak więc historia Vadera jest zakończona. To, co pokaże nam Disney, to co już za chwilkę obejrzymy, to autorska historia. Kontynuacja. Można by powiedzieć „Gwiezdne Wojny – część druga”. Ponieważ poprzednie sześć epizodów stanowiło zamkniętą, logiczną całość. Teraz dopiero, po raz pierwszy w historii filmowych Gwiezdnych Wojen, zobaczymy ciąg dalszy.
Zakładam, że każdy z nas oglądał zapowiedzi i trailery. Nie zdradzę więc żadnej tajemnicy, gdy powiem, że w filmie, nowa, tajemnicza postać o imieniu Kylo Ren, jest w posiadaniu hełmu Vadera. Hełm jest sfatygowany i zniszczony, ale nic dziwnego, skoro pod koniec Epizodu szóstego, Luke rytualnie żegnając się z ojcem, pali jego zwłoki i kostium na Endorze.

Zamaskowany Kylo Ren, mówi , zwracając się w trailerze do pozostałości hełmu Vadera „Nic nie stanie nam na drodze. Dokończę to, co zacząłeś”. Kim jest Kylo? Czy to jego syn, Luke Skywalker, który po latach płaci za grzechy ojca i również upada? Naprawdę mam nadzieję że nie, ponieważ w przeciwieństwie do Anakin, jego syn miał zawsze pozostać tym naiwniakiem bez skazy, dobry do szpiku kości. W końcu to właśnie ruszyło serce Vadera. Co Kylo ma na myśli, mówiąc że dokończy to, co rozpoczął Vader? Czy chodzi o zniewolenie Galaktyki? O zgłębienie tajników Ciemnej Strony?
Po raz pierwszy, od czasów gdy ludzie oczekiwali na początku lat osiemdziesiątych na Powrót Jedi, nie wiemy i nie mamy nawet jak gdybać, co przydarzy się w nowych filmach z Gwiezdnych Wojen.

Mówi się, że ta nowa, trzeciea historia jest dla nowego pokolenia fanów. Ale przecież nasze pokolenie nigdy nie dostało swojej nowej historii. Ludzie, którzy byli dziećmi bądź nastolatkami w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, dostały swoje Gwiezdne Wojny. Swoją nową, świeżą i oryginalną historię. Nasze pokolenie? My dostaliśmy odgrzewanego kotleta. To był smaczny kotlet, którego jadło się przyjemnie w towarzystwie innych osób, ale prawda jest taka, że szef kuchni nas niczym nie zaskoczył. Dlatego przyszła pora na zmianę. Zmianę szefa kuchni i zmianę menu. Oto dlaczego Epizod Siódmy, może – o ironio – okazać się nową Nową Nadzieją.

...

Matek napisał:
Ogólnie powiem Wam, że bawiłem się dobrze. Pewnie gdy będzie się to oglądać po raz drugi, to nie będzie tak fajne.
-----------------------

Przyznam, że za pierwszym razem miałem dość mieszane uczucia i w filmie zakochałem się dopiero po drugim obejrzeniu. Wbrew pozorom w TFA znajduje się mnóstwo niezwykłej symboliki i nawiązań, które po dokładniejszej analizie dają jeszcze frajdy z odkrywania kolejnych elementów układanki.

Świetna kontynuacja Sagi i rewelacyjny wstęp do nowej, nowej Trylogii.

Re: ...

Też byłem dwa razy, drugi raz też za darmo!

Quasi-recka

Star Wars Episode VII The Force Awakens

Tytuł filmu, który zobaczyłem w ostatnią noc w katowickim IMAXie oddaje prawdę.
The Force has awaken, truly awaken!
Od ukazania tego filmu światu, Star Wars znowu JEST, powróciło po prawie 4 latach od TPM 3D, po 7 latach od świetnego animowanego kinowego TCW, po 10 latach od Zemsty Sithów...

Będąc wciąż na świeżo po seansie i znając fabułę filmu już od kilku dni - mogę skusić się na następującą próbę rozważań, interpretacji, oceny i analizy filmu...

SPOILER ALERT!!!

"Cyt uwaga! Zaczynamy!"

J.J.Abrams
TFA to nie film Abramsa! A przynajmniej jego druga część, ale po kolei...
Od strony wizualnej TFA jest zdecydowanie najlepszym filmem Sagi - tu nie mam nic, absolutnie nic do zarzucenia, żaden inny film SW nie wyglądał tak świetnie, w żadnym innym obraz nie był tak wyraźny, czysty, pochłaniający widza i wciągający w bardzo szybko toczące się wydarzenia...
No właśnie - czy ten film był tak szybki jak być powinien?
NIE! Akcja się ślimaczyła i co najgorsze od najgorszego możliwego momentu...
Film zaczyna się akcją, jest dynamicznie, szybko, gwałtownie i z rozmachem. Czysty Abrams, takim jakim go zapamiętałem z obu Star Trek`ów. Jest super i dzieje się tak aż do przylotu na Takodanę, tam akcja się wycisza, zwalnia z szóstego biegu na pierwszy. OK to był właściwy moment na spowolnienie, ale co dalej.Do tej pory dostajemy typowego Abramsa którego uwielbiam, choć niestety ten film obył się bez rozbłysków i flar za które szczególnie tego reżysera pokochałem, ale rozumiem zrobił tak jak chciała większość (niestety)...
Po odlocie z Takodany akcja powinna była przyśpieszyć. Niestety tak się nie dzieje, film już nie działa na pierwszym biegu, lecz w najszybszych momentach na luzie. Doprawdy? Z tak dynamicznego początku przejść na tak powolny rozwój wydarzeń? Powinno być na odwrót, jeśli już... Gdyby nie sceny bitwy końcowej i walki Finna i Rey z Kylo Renem, to można byłoby przysnąć. Niby decyzja o ataku na bazę Starkiller jest podejmowana w trybie błyskawicznym i delikatnie mówiąc nieprzemyślanym, ale tej naradzie brakowało dynamizmu - mówili o zagładzie a zachowywali się jakby to była towarzyska rozmowa.
Inna sprawa to humor w filmie - to Abrams zrobił tak jak powinien, w jego stylu. Śmiałem się regularnie, na prawdę to jest to co Abramsowi wyszło bez zarzutu podobnie jak z jakością nakręcenia. I tutaj zmniejszenie ilości gagów pod koniec filmu było w pełni zasadne, choć jak już napisałem - to było zmniejszenie, częstotliwość zmalała ale do końca zdarzały się zabawne sytuacje.

Carrie Fisher
To zdecydowanie NAJSŁABSZA gra aktorska w filmie. Załamka, jak można było być tak bezjajeczną, bezpłciową? Ta Leia, którą znam z OT jest osobą dynamiczną, upartą, zawziętą i o mocnym charakterze, wręcz umiarkowaną furiatką. Zamiast tego w TFA widzę babunię, wystraszoną, słabą, bezradną i podatną na wpływ wszystkich i wszystkiego co dookoła jej. Jestem wybitnie zawiedziony jej osobą

Chewbacca
Jest dokładnie taki jaki być powinien. Wierny, otwarcie pokazujący swoje emocje. Jest super!

Harrison Ford
Dziadek który ma problem z poruszeniem się, to widać było już na trailerach, niemniej pomimo wieku trzyma poziom i klasę. To jest ten sam Han Solo którego poznałem w OT. Jest stary, zmęczony, ma powody do bycia nieszczęśliwym, ale zachował swoją osobowość i twardo staje wobec brutalnej prawdy. Jak dla mnie w jego postaci było wszystko tak jak trzeba, również akt jego uśmiercenia.

Mark Hamill
Wygląda jak stary pierdziel i zachowuje się jak stary pierdziel. Widzę w nim Obi-Wana z ANH, czyli z najgorszej z odsłon tejże osoby. No, ale trudno o Luke`u powiedzieć cokolwiek więcej w tej chwili...

Oscar Isaac
Poe Damerone... Gość wygląda obleśnie, niemniej jest dobrze dobranym na swoje miejsce. Wkurzyłbym się gdyby z najlepszego pilota zrobili jakiegoś taniego przystojniaczka, on do takich zdecydowanie nie należy i wyszło to bardzo dobrze. Jest go w filmie tyle ile trzeba, robi swoje w świetnym stylu nie tylko jak lata ale i w momentach gdy prowadzi konwersacje od tych przyjacielskich po mniej przyjemne. Postać jak najbardziej na duży plus!

Daisy Ridley i John Boyega
O nich razem, bo zbyt dużo bym odniesień robił. Ta para to zdecydowanie NAJLEPSZY duet, nie tylko TFA ale całej SAGI!!! Sceny z nimi, ich ekspresja, naturalność, wyraziste charaktery, brak mi słów by opisać jak bardzo polubiłem tę parę! Finn poza Yodą to chyba najbardziej poczciwa postać jaka kiedykolwiek była w Star Wars! Jest wystraszony, ale strach go nie paraliżuje, mężnie pokonuje swoją słabość i choć momentami nieudolnie, walczy o swoje przekonania, o swoje życie i jest gotów do absurdalnych wręcz poświęceń dla Rey. Po prostu super! Sama Rey, to perełka, od samego początku w tym swoim stroju wygląda jak Jedi i zachowuje się tak jak na przedstawicielkę Jasnej Strony przystało. Z pełnym zaangażowaniem staje do walki by bronić tego co wg niej słuszne, eksperymentuje i działa - ona nie próbuje, ona robi. Jest dużo lepsza od Luke`a Skywalkera. Rey nie ma oporów, słowo "niemożliwe" dla niej nie istnieje, mistrz Yoda byłby z niej wybitnie dumny, bo w odróżnieniu od jej domniemanego ojca (Luke`a) ona w pełni rozumie słowa "do or do not" i nie potrzebuje do tego nauczyciela. Ona żyje Mocą, którą podświadomie wykorzystuje od zawsze by przetrwać w brutalnej rzeczywistości Jakku, świadome jej używanie nie jest niczym nienaturalnym po prosu musi chcieć i coś się dzieje - działa tak jak Anakin Skywalker, który potrafił wszystko naprawić, wygrać w wyścigu i zniszczyć stację bojową Federacji bez szkolenia. Finn i Rey się świetnie uzupełniają, jedno podkreśla walory tej drugiej osoby - nie mogę się doczekać by zobaczyć dalsze losy tej pary.

Adam Driver
Pomysł zdjęcia maski... był dobrą decyzją. Dzięki temu ujrzeliśmy postać niepozorną i przez to dość prawdziwą. Po zdjęciu maski Bena zobaczyliśmy postać oślizgłą, która nie odpowiada stereotypowi użytkownika Ciemnej Strony takiej jak np. Darth Malak czy Malgus z Legends. To taki klasyczny dupek, który ma Moc którą się bawi a której nie rozumie i nie potrafi się jej w pełni poddać. Postać Kylo Rena to jak wielu słusznie zauważyło przerośnięty nastolatek który nie jest w pełni pewien tego czego chce i widać to od początku, regularnie popisuje się swoim opanowaniem Mocy, nie jest opanowanym tak jak Palpatine i z całą pewnością nie mógłby być nowym Imperatorem. Jest tym czym być powinien - narzędziem Snoke`a i jak wyżej wspomniałem - dupkiem. Zabicie Hana Solo to pierwsza prawdziwie męska decyzja jaką podejmuje w filmie, ale woli się nią upajać niż ją wykorzystać przez co daje się postrzelić Chewbacce z dość sporej odległości podczas gdy strzał Poe`a potrafił spokojnie zatrzymać w locie - to pokazuje jaką jest pierdołą a nie użytkownikiem Ciemniej Strony! Pomimo tych wszystkich minusów oceniam go na plus, niech tylko Snoke go doszkoli to będzie z niego konkretny gość.

BB8
Kocham go!!! Bije C-3PO i R2-D2 całkowicie i absolutnie, te dwa droidy mogły by się od swojego następcy uczyć! W tej małej kulce nie ma niczego, do czego można by się przyczepić. Jest wspaniały i dodaje wiele pozytywnej energii do tego filmu. UWIELBIAM go!!!

Maz Kanata
Te oczodoły typu Yoda... piękna sprawa Lubię ją, tyle i aż tyle. No i jej kantyna była the best! W końcu jakieś inne rasy niż Bithanie, Rodianie i Twi`lekańskie tancerki.

Phasma
Tak czytam opinie że było jej za mało... hmm... a po co niby miałoby być jej więcej? Sorry, ale fakt że jej zbroja pięknie błyszczała na teaserze, wcale nie oznacza że będzie to ważna postać. Ona spełniła swoją rolę postaci epizodycznej i tyle. Koniec kropka, cokolwiek więcej było zbędne. Wszystkie teasery, trailer i spoty zrobiły piękną ściemę, na ich podstawie można by napisać streszczenie zupełnie innego scenariusza niż tego który trafił na ekrany.

Hux
Ideolog faszysta, wręcz wzorcowy - pasował jak ulał a nawet aż do przesady

Snoke
Wygląda jak ork? OK, może być, no i co z tego? Nic o gościu nie wiemy poza tym że jest przywódcą frakcji First Order, natomiast było "coś" w tych scenach z nim... ten wygląd, zniszczenie ciała przez Ciemną Stronę, chętnie zobaczę go w EVIII - mam nadzieję że tym razem nie w wersji holo...

To chyba tyle o osobach itp.
Teraz fabuła...

Na półtora tygodnia przed premierą filmu zacząłem w kolejne dni oglądać Sagę od TPM po ROTJ, tak dla przypomnienia i podkręcenia atmosfery przed TFA.
Wniosek po tym przygotowaniu, w stosunku do opinii osób które widziały EVII przede mną był następujący...
"Ci którzy oskarżają TFA o zerżnięcie i wklejenie fabuły ANH do nowego filmu i traktują to jak minus, nie widzieli chyba żadnego innego filmu SW poza ANH".
Po obejrzeniu filmu muszę tę swoją uprzednią myśl podtrzymać!
Wśród OT i prequeli nieustannie przewijają się te same historie i motywy, to ciągle mieszanie tych samych zdarzeń tylko inaczej podanych i rozrysowanych. By nie przeciągać tejże przydługawej wypowiedzi podam link z przykładami (nie wszystkimi możliwymi zresztą) -->
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiezdne_wojny#Podobie.C5.84stwa_mi.C4.99dzy_poszczeg.C3.B3lnymi_filmami


To że scenariusz został ułożony w taki sposób, to NAJLEPSZY DOWÓD że otrzymaliśmy nowe Gwiezdne Wojny, nowy film w dokładnie takiej konwencji i typie fabularnym jaki zapoczątkował twórca G.Lucas! Co z tego że baza Starkiller przypomina coś typu Death Star 3.0? To tylko potwierdzenie tego że twórcy EVII odrobili zadanie domowe i stworzyli historię taką jaką powinni by zachować myśl przewodnią obecną w całej Sadze. To absolutnie nie jest minus - to GIGANTYCZNY plus fabuły TFA. W SW nie było nic odkrywczego poza ANH i TESB, nawet ROTJ był już w głównych motywach przewidywalny, a prequele ze swojej natury muszą prowadzić do tego co widzieliśmy wcześniej w ANH. TESB, ROTJ, TPM, AOTC i ROTS to kalki ANH i siebie nawzajem, a TFA tylko wpisuje się w tę konwencję. W dodatku bardziej oryginalnie niż jakakolwiek inna część! W TFA nie spotykamy żadnej dawnej planety, widzimy typy, ale nie planety, ich motyw lecz nie planetę, to buduje poczucie więzi z Sagą i wprowadza nowość. Ile razy można oglądać Tatooine, ile razy ona i inne planety były nadużywane w przeróżnych grach, książkach i komiksach z Legends a nikomu to nie przeszkadzało lub przeciwnie - wywoływało niezadowolenie z braku rozwoju nowych lokalizacji. Tu mamy budujący klimat motyw, lecz coś nowego, innego - a sporo fanów znów narzeka... szkoda gadać! Wcześniej wspomniałem o kantynie i zupełnie nowych rasach w niej... to świeżość której brakowało.
Gwiazda Śmierci 3.0? Czy aby na pewno? Jak dla mnie fani Legends powinni skakać z radości, bo baza Starkiller to nic innego jak stacjonarna wersja Pogromcy Słońc z książek Kevina J. Andersona, działająca trochę inaczej, w sposób zbliżony do Gwiazdy Śmierci, ale to wiąż bardziej Pogromca niż Gwiazda. W Legends co chwilę mieliśmy jakąś co raz bardziej przekokszoną broń czy postać, tutaj znowu TFA wpisuje się w konwencję.
Co do zniszczenia bazy... faktem niezaprzeczalnym jest, że Ruch Oporu wykończył ją zbyt łatwo, nawet jeśli uwzględnimy wewnętrzne eksplozje wywołane przez Hana i Chewiego, ale wystarczy sobie przypomnieć ANH, ROTJ czy TPM by dostrzec że tam też Rebelii i obrońcom Naboo poszło zdecydowanie zbyt prosto - znów nam się wątek wpisuje w konwencję.

Kończąc wymienię jeszcze sceny które zapadły mi w pamięć na długo (chyba):

- Finn ratujący Poe bez planu
- pierwsza rozmowa Rey z BB8
- Rey spuszczająca łomot Finnowi
- Finn błagający BB8 o informację na temat bazy Ruchu Oporu
- ucieczka z Jakku
- wspomnienia Rey
- Snoke
- przemowa Huxa
- akrobacje powietrze Poe`a na Takonadzie
- Rey pokonująca Kylo Rena

Film nie jest świetny, jest czymś pomiędzy dobrym a bardzo dobrym tworem. Niemniej jedno czuję na pewno po pierwszym seansie... Moc się przebudziła, na prawdę przebudziła... i choć nie ma rewelacji to są najprawdziwsze, tradycyjne Star Wars, a jednocześnie nowe. W szablonie, lecz ukazanym inaczej i z otwartym polem do dalszej twórczości poza filmowej. Star Wars znowu, podobnie jak przy trylogii prequeli czeka wielki rozwój około filmowego EU i dobrze że Legends w tym rozwoju nie będą przeszkadzały!

Rey&Finn&BB8 <3

Re: Quasi-recka

Co do wątków powtarzających się we wszystkich częściach - jeżeli rzeczywiście będą się powtarzać - to jest szansa, że wybaczę Kylo Renowi ten ostatni pojedynek, który przegrał. Według schematu w następnej części to on (lub Snoke) wygra!

Trochę denerwuje mnie zbyt entuzjastyczne podejście do niektórych postaci, tak jak np opisałeś BB-8.
Tak, jest to super postać, ale zarzucanie R2 i C3PO żeby się od niej uczył to trochę lekka przesada. Wystarczy pomyśleć, że gdyby nie oni to nie byłoby na kim wzorować takiego BB-8.

Co do Phasmy - rzeczywiście miałem nadzieję na postać typu "Boba Fett 2.0", ALE może odegra większą rolę w następnym filmie, tak jak nasz kochany łowca nagród.

Dalej denerwuje mnie też Rey, która wszystko potrafi, ale jakby nie patrzeć, to Anakin był identyczny!

No i TFA pozostawia wiele pytań… skąd Maz Kanata ma miecz Anakina/ Luke`a? Nad tym chyba zastanawia się każdy po seansie TFA!

Re: Quasi-recka

Virdi napisał:


No i TFA pozostawia wiele pytań… skąd Maz Kanata ma miecz Anakina/ Luke`a? Nad tym chyba zastanawia się każdy po seansie TFA!

-----------------------

nie każdy

Re: Quasi-recka

Virdi napisał:
No i TFA pozostawia wiele pytań… skąd Maz Kanata ma miecz Anakina/ Luke`a? Nad tym chyba zastanawia się każdy po seansie TFA!
-----------------------
Strzelam, że ukradła Marze Jade

Re: Quasi-recka

Pełni się zgadzam z twoją recenzją! Zaskakujące jest to jak TFA zostało, aż tak zimno przyjęte przez fandom na całym świecie (nie tylko Bastion) SW.
Ludzie nie rozumieją, że Star Warsy to nie dzieło Shakespearowskie, czy dystopijskie. Miejmy nadzieję, że moc będzie silna w następnych częściach trylogii.

Notabene pięknie opisałeś Bena.

Re: Quasi-recka

The Force has awaken, truly awaken!

Po drugim seansie, tym razem w katowickim Multikinie na wersji 3D/dubbing, powyższe słowa nie są stwierdzeniem na podstawie interpretacji, analizy i rozważań nad filmem, to UCZUCIE. Uczucie że Moc się przebudziła i ma swoją konkretną atmosferę. Biorąc film bardziej na mentalnym luzie, bez przywiązywania uwagi do drobiazgów i rozbijania go na czynniki pierwsze, a po prostu kontemplując obraz, dźwięk i grę aktorską, poczułem to o czym wcześniej pisałem i zrewidowałem część poglądów na temat filmu...

J.J.Abrams
Muszę wycofać się odrobinę z zarzutu że w drugiej połowie filmu zabrakło dynamizmu. Może akcja nie była aż tak szybka jak podczas ucieczki z Jakku, ale wciąż wydarzenia toczyły się dość szybko. Chyba byłem zwyczajnie zmęczony po całym dość intensywnie wycieczkowym dniu, a wspomniane spowolnienie około 3:00 AM wydawało mi się być znaczniejsze (zwłaszcza w perspektywie wybitnie dynamicznego początku), czego nie odczułem dzisiaj na seansie o 10:30 AM.

Carrie Fisher
Tutaj podobnie jak w przypadku Abramsa. Co do tego że stała się babunią i straciła swój mocny charakter który znam z OT, zdanie podtrzymuję. Natomiast te nostalgiczne sceny, jednak były całkiem dobrze wyważone i nie spowalniały filmu tak bardzo, jak mi się wydawało - cóż, trzeba było jednak się zdrzemnąć po powrocie z wycieczki Niemniej, choć dalej uważam że Lei zabrakło dawnej werwy, to jednak nie jest to problem i wpasowuje się to w konwencję nieszczęśliwej matki i zmęczonej generał.

BB8
Zachwyt tym droidem tylko się wzmógł, jest genialny!!! To miks R2-D2 i C-3PO w jednym, a jednocześnie zupełnie inny droid

John Boyega
Mam nadzieję że dotrwa nie tylko do końca tej trylogii, ale i że w EIX, X i XI też go ujrzę Ten gościu jest taki naturalny i szczery, odnoszę wrażenie że gra siebie - tylko że pod innym nazwiskiem i w gwiezdnej bajce

Daisy Ridley
Jej walka z Kylo Renem, moment skupienia się, zatrzymania... otwarcia na Moc... No i ta muzyczka stworzona tylko dla niej... Przyszła Mistrzyni Jedi? OBY!!! <3

Fabuła
Spory o jakość fabuły, niebezpodstawne oskarżenie o skopiowanie głównego wątku ANH. Tym razem miałem to gdzieś, tym razem przyszedłem do kina by zakosztować tego do czego doszedłem drogą analizy, interpretacji i rozważań. To są prawdziwe SW, dlatego że wpasowują się w schemat "starłorsowatości" i nie pomimo, a właśnie dzięki powieleniu tego schematu, pełnego naiwności i infantylności których to przymiotów liczne przykłady zawiera cała Saga.
"Nie myśl, czuj. Zdaj się na instynkt", "You must feel the Force around you!"
TFA wymaga od widza czucia... Moc się przebudziła... "You have that power too!" słowa Luke`a z ROTJ wklejone w teaser są szczególnie zaadresowane do odbiorcy filmu. Poczuj się jak Jedi, nie myśl, nie analizuj, nie zajmuj się tym co przyziemne... Wycisz się, skup się na tym co widzisz, "nie myśl o przyszłości kosztem chwili bieżącej" - wczuj się, bądź częścią wydarzeń. Słuchaj Maz, zamknij oczy rozumu i poczuj Moc, poczuj jak Cię otacza i wypełnia całego. Chłoń jej energię całym sobą...
To właśnie uczyniłem - poczułem Moc, poczułem - nie doszedłem do wniosku. CZUŁEM - a ona mnie wypełniła...

O to chodzi w tym filmie i dlatego to są prawdziwe SW. Dawny mistycyzm powrócił, choć nikt nie zanegował kwestii midichlorianów (które jak dla mnie wcale nie pozbawiają Mocy aspektu mistycznego), to zeszły one na dalszy plan i film pokazuje Moc od strony transcendentalnej w taki sposób by można było go prawdziwie poczuć. To jest istotą powrotu SW - odkryć Moc na nowo!

Rey&Finn&BB <3

Re: Quasi-recka

I jeszcze trzy sprawy...

Adam Driver
Kylo Ren po drugim seansie też wypada lepiej, widać przyzwyczaiłem się już do jego wyglądu i zaakceptowałem go takim jaki jest. Dużo łatwiej się oglądało sceny z nim, mając tę świadomość jego wyglądu bez maski. Reszta bez zmian.

Utwory The Scavenger, Rey Theme, The Jedi Steps (kolejność przypadkowa) tym razem rozbrzmiewały we mnie na długo po wyjściu z kina, praktycznie przez cały dzień. Ten film nie należy oglądać, w niego trzeba się wczuć!

Po drugim seansie zapragnąłem 3, 4 i 5 seansu... i mam zamiar to pragnienie zrealizować, choć w większych odstępach czasowych. Za tydzień znowu IMAX 3D, a później się zobaczy - za kolejne 2-3 tygodnie, miesiąc itd. tak długo jak będzie leciał w kinach (a w Cinema-City poleci pewnie przez jakieś 3 miesiące jak nic), tak długo będę na niego regularnie chodził - chyba że pora będzie nieludzka lub mi się znudzi Niemniej 3D w zwykłym kinie też wygląda dobrze, choć były liczne sceny w których jakość IMAXu bezdyskusyjnie przebijała zwykłe kino.

Rey&Finn&BB8 <3

Re: Quasi-recka

Co jak co ale to jest najlepsza recka jaką czytałem ze wszystkich na filmwebie to na tym forum ta jest najlepsza!

-pierwsza rozmowa Rey z BB8 jak dla mnie zdecydowanie najlepsza

cóz...

Po drugim seansie wiem....że będzie jeszcze dużo seansów. Zapewne kiedyś napiszę coś więcej, ale i tak tego nikt nie przeczyta, za dużo tu piszecie. W każdym razie za kolejnym obejrzeniem film robi się lepszy.

Luźne notatki z seansu:
- Lor San Tekka zna bardzo dobrze Kylo Rena, w jaki sposób?
- Czy Rey bezczelnie ukradła BB-8 od Teedo?
- "I can do this" "I can do this"
- "Droid, please"
- Dlaczego Kylo tak bardzo reaguje na wieść o tajemniczej dziewczynie? Wie o niej coś więcej, czy tylko irytują go ludzie, którzy mu przeszkadzają?
- Snoke jak tylko usłyszał o dziewczynie zdolnej w Mocy zaraz chciał ją zobaczyć. Znowu, dlatego, że zbiera zdolnych na Moc, czy interesuje go konkretnie Rey?
- Maz Kanata przeżyła pogrom First Orderu? Czyli może wrócić?
- Słychać Szturmowca Blond Bonda
- Dlaczego Han szturmując Starkiller nie wziął ze sobą wojska, jak zrobił to przy Endorze? Bez sensu.
- "We`ll use to Force!" -"....That`s not how it works!"
- Dlaczego Ben?
- TA scena z Hanem jest źle wyreżyserowana. Przy drugim seansie przeszkadza mi tylko ona. Meh :/.

Ogólnie polecam kolejne seanse. ...I naprawdę nie mogę się doczekać Epizodu 8. I w sumie nawet nie obchodzi mnie czy Rebelia powstrzyma Snoka i Najwyższy Porządek, jedyne co chcę widzieć, to więcej przygód Finna, Poe i Rey, i żeby byli przyjaciółmi, i żeby mieli przygody, i żeby za nimi zawsze chodzili Chewie i BB-8.

Re: cóz...

Burzol napisał:
Chewie i BB-8.
-----------------------

<3

Re: cóz...

-Po drugim seansie wiem....że będzie jeszcze dużo seansów.

Mam to samo. A ponadto o ile film podobał mi się już przy pierwszym seansie, o tyle przy drugim poziom jego fajności tylko wzrósł. Być może dlatego, że przy dzisiejszym podejściu zacząłem wyłapywać w pełni filmowy soundtrack oraz zauważać liczne smaczki w tle.

Re: cóz...

mam tak samo

Re: cóz...

Chewie i BB-8. [/cytat]
-----------------------

<3
<3
!

Re: cóz...

Burzol napisał:

- Dlaczego Han szturmując Starkiller nie wziął ze sobą wojska, jak zrobił to przy Endorze?

-----------------------
Bo musiałby powiedzieć żonie... pani generał, co zamierza zrobić

Re: cóz...

Burzol napisał:
jedyne co chcę widzieć, to więcej przygód Finna, Poe i Rey, i żeby byli przyjaciółmi, i żeby mieli przygody, i żeby za nimi zawsze chodzili Chewie i BB-8.
-----------------------

I to jest właśnie Moc tego filmu: w dwie godziny udało się twórcom przekonać nas do nowej generacji bohaterów, których kochamy i na których nam zależy. Większość krytyków zapomina, że film to zupełnie inne medium niż np. serial czy seria książkowa i dokonanie tego, co udało się Abramsowi, Kasdanowi i Kennedy, wydawało mi się niemożliwe. A jednak! Pionki ustawione na planszy, nic tylko czekać na Epizod 8! <3

Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Byłem na premierze, z ludźmi z TISW, przez dłuższy czas nic nie pisałem, bo nie wiedziałem co. Ten film mnie po prostu skołował Nie miałem pojęcia, co o nim sądzić - czy jest dobry, czy zły, czy mi się podobał, czy mi się nie podobał...
Teraz doszedłem do wniosku, że film był średni. Bardzo średni. Od razu uprzedzę przez spoilerami, bo nie chce mi się ich ukrywać!!!!!!!!!!

Ale na samym początku już miał jeden plus: najważniejsze, że łączy się z Powrotem Jedi! Przed filmem bałem się, że ten film będzie miał się nijak do Powrotu Jedi, że nie wyjaśnią kwestii nowego Zakonu Jedi, że oleją związek Hana i Lei... na szczęście to jest wszystko wyjaśnione! Co prawda chciałbym zobaczyć, jak ten Zakon Jedi powstaje, jak wyglądają Jedi w koncepcji Luke`a, a tu od razu przeskoczyli do kalki z Zemsty Sithów i Nowej Nadziei - czyli wyrżnięcie Jedi i wspominanie o tym, jak do upadku Jedi przyczynił się koleś w masce. No, ale przynajmniej to wyjaśnili.
Również dobrze, że wyjaśnili, czemu Han i Leia nie są razem - przejście dzieciaka na CSM i zdrada rodziców rzeczywiście może załamać na tyle, że nawet największy związek by się rozpadł.
Nie pasuje mi natomiast to, czemu Leia postanowiła nie szkolić się na Jedi - przecież generałowi Ruchu Oporu by się takie umiejętności przydały. Zwłaszcza, że w filmie widać, że Leia jest wrażliwa na Moc, skoro wyczuła śmierć Hana Solo w Bazie Starkiller. Moim zdaniem głupota ze strony scenarzysty i reżysera.

No, ale jak sam film?

Podstawowym problemem filmu jest to, że jest w dużej mierze kalką Nowej Nadziei i książkowego Legajsa jednocześnie. Do tego twórcy wplecili od cholery motywów z poprzednich filmów, co powinno być plusem... ale jednocześnie jest to strasznie pozbawione inwencji. Prequele były przynajmniej oryginalne, a tutaj oryginalności brak. Choć oczywiście, nie oznacza to, że nie można się dobrze bawić, bo wiele elementów było nieco przekopiowanych, ale za to były bardzo fajne - np. baza Starkiller, choć trochę kalka z Gwiazdy Śmierci, to była to fajna rzecz.

Ale na pewno można powiedzieć jedno: ten film był lepszy od Ataku Klonów! Z tym, że dotychczas uważałem AOTC za najsłabszy epizod SW, więc TFA nie dokonało tu wielkiej sztuki będąc lepszym od AOTC, jednak pokazuje to, że TFA ma w sobie to "coś".

Bardzo zabrakło mi większego nakreślenia sytuacji politycznej galaktyki. Wiemy, że mamy obok siebie dwa równorzędne organizmy państwowe: Nową Republiką i Najwyższy Porządek. Nowa Republika też wspiera partyzantkę na terenach NP w postaci Ruchu Oporu. I moje pytanie brzmi: dlaczego Nowa Republika została ukazana tylko w jednej scenie, która niewiele nam o niej powiedziała? Jaką rolę odgrywa Coruscant na arenie politycznej galaktyki? Czy Najwyższy Porządek był też współtworzony przez niektórych mieszkańców Nowej Republiki, którzy rozczarowali się demokratycznym tworem, bo nie spełnił ich oczekiwań od razu? Tego nam, niestety, nie powiedziano, a szkoda.

Zamiast tego mamy przygodówkę, przypominającą trochę ANH: zamiast wkroczenia na Tantive 4 jest lądowanie na Jakku, zamiast poszukiwań R2 są poszukiwania droida-piłki, zamiast pustynnej Tatooine jest pustynna Jakku, zamiast Luke`a Skywalkera-wieśniaka jest Rey-wieśniaczka, zamiast Dartha Vadera w masce jest Kylo Ren w masce... można by wymieniać wiele zerżniętych elementów
Ale jest to zrzyna nie tylko z ANH, bo jest też sporo wzięte z książkowego Legajsa... sorry, ale Ben Solo alias Kylo Ren to wypisz-wymaluj Jacen Solo alias Darth Caedus
Ogółem, w filmie widziałem sporo żerowania na nostalgii.

Ale jednak są pewne różnice: poszukiwania droida dość szybko się kończą, kiedy Kylo Ren się orientuje, że nie potrzebuje droida, planety są całkiem różnorodne(choć niestety pozbawione inwencji), czy jedna rzecz, która baaaardzo mi się podobała, a mianowicie istotna różnica w ukrywaniu tożsamości między Vaderem, a Renem - ale o tym napiszę za chwilę.

Film ma na pewno parę plusów, choćby w postaci przedłużenia konfliktu Nowa Republika-Resztki Imperium, które wyewoluowały tutaj w Najwyższy Porządek, kwestia nieukrywania tożsamości Kylo Rena, Baza Starkiller, która choć jest połączeniem kilku superbroni z filmów i starego EU, to bardzo mi się spodobała, Poe Dameron, który choć jest X-Wingowym pilociną, to bardzo mi się spodobał, narwaństwo Kylo Rena też mi się spodobało, zbroja Kapitan Phasmy... można by wymieniać.

A chciałem napisać coś więcej o jednej rzeczy, która szczególnie przypadła mi do gustu: baza Starkiller. Z jednej strony, swoiste połączenie Gwiazdy Śmierci, Działa Galaktycznego i Pogromcy Słońc, a z drugiej strony - jeszcze nigdy nie mieliśmy superbroni, która byłaby wbudowana w planetę - to mi się bardzo spodobało! No i fajnie to wyglądało.
Minusem tu jednak jest rozwalenie kilku planet rządowych Nowej Republiki, zanim nam tą Nową Republikę opisano - dlatego zniszczenie tych kilku planet nie wzbudziło współczucia litości, a raczej irytację na "No ale powiedzcie coś więcej o tej Nowej Republice!".

Minusów w filmie też trochę jest, ale chciałem napisać o dwóch, które mi się rzuciły w oczy: pierwsze to to, że Ruch Oporu używa nadal X-Wingów, a Najwyższy Porządek nadal starych TIE Fighterów. Przecież już w ROTJ widzieliśmy nowe myśliwce dla obu stron konfliktu - dlaczego więc nowych statków tutaj jak na lekarstwo?

Natomiast to, co mnie najbardziej wkurzyło w filmie, to FATALNY pojedynek na bronie świetlne. Bronie, bo de facto miecz świetlny vs. rozwidlony miecz świetlny/jelec świetlny/jakkolwiek to nazwiemy. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest to najgorszy pojedynek z całego SW.
Z jednej strony, świetna muzyka w tle pojedynku, ale z drugiej strony, problem jest w tym, że dwóch kompletnych amatorów:
-rzuciło się na wyszkolonego force-usera
-i go pokonało!
Sorry, ale jak to jest możliwe? Owszem, widać, że Finn i Rey jakoś umieli walczyć bronią białą, ale żeby POKONAĆ wyszkolonego force usera? Na to trzeba jakichś umiejętności, wyszkolenia, umiejętności korzystania z Mocy, pewnie midichloriany też miały na to jakiś wpływ. Takich jaj jeszcze w Gwiezdnych Wojnach nie mieliśmy.
I od razu mówię - nie, to że Ren był ranny, mnie nie przekonuje, tak czy siak był to wyszkolony użytkownik mocy, a jego przeciwnicy byli kompletnymi amatorami i nowicjuszami w tych kwestiach.


No, ale teraz o postaciach:

Na plus:

-Kapitan Phasma - bardzo fajnie wyglądająca postać: Mroczny Szturmowiec z peleryną, do tego z damskim głosem. Nie mówiąc o tym, że lubią tą aktorkę już z ostatnich "Igrzysk Śmierci". Szkoda tylko, że tak słabo ją rozwinęli.
Swoją drogą, podobnie szkoda w przypadku Maxa von Sydowa - kurde, taki aktor, a tak mało wykorzystany!

-Poe Dameron - wyluzowany gość, przyzwoity, nie jest kalką Wedge`a Antillesa, czego się obawiałem. Jeśli Oscar Isaac zagra Apokalipsa w nowych X-Menach tak dobrze, jak zagrał Damerona, to będzie ok

-stare postacie, czyli: Han Solo, księżniczka-generał Leia Organa, C-3PO, Chewbacca, czy nawet R2-D2, pomimo swojego krótkiego występu. Oczywiście, Han Solo wiedzie tutaj prym! Świetnie gra, ma świetne dialogi, no i budzi nostalgię pozytywną! Dość powiedzieć, że był zdecydowanie najlepszą postacią w filmie! Szkoda, że go uśmiercili, natomiast scenę jego śmierci muszę skomentować: z jednej strony, kiedy zaczął swoją rozmowę z Renem w Bazie Starkiller, to zacząłem kombinować "O kurde, uśmiercą Hana Solo?". Bo sorry, ale nie było bata, by Kylo Ren nagle przeszedł na stronę tych dobrych już w jednym filmie! Z drugiej jednak strony miałem nadzieję, że jednak Hana Solo nie uśmiercą. Niestety, stało się inaczej, trochę przewidywalnie, ale jednak szkoda.
Reszta starych postaci też fajnie, nawet Chewie, którego nie lubię, oraz R2, który jednak zapiszczał dopiero w ostatnich scenach filmu.


Na minus:

-Rey - czyli swoista kalka-mieszanka Luke`a Skywalkera i Hana Solo. Z jednej strony - ta dziewczyna ma charakter! Jednak z drugiej strony, jak napisał wyżej Gunfan - to swoista Mary-Sue. Wszystko potrafi, wszędobylska, kurde, nawet wrażliwa na Moc. I przez to "dziewczę od wszystkiego" jest jednocześnie cholernie irytująca

-Man Kanata - kosmitka wymyślona chyba tylko po to, by tłumaczyć niedoróbki fabuły widzowi. Choć może to wina tego, że prawie nic o tej postaci nie wiemy? Jak ją lepiej wyjaśnią, to może i lepiej ją ocenię.


Ocena środkowa, czyli trudno mi powiedzieć:

-Kylo Ren - no właśnie... na początku wydawał mi się cholernie irytujący, bo był kalką Vadera w nowym filmie. Zwłaszcza, że "czarny charakter z maską". Jedyne co było w nim fajne, to nowatorski miecz świetlny.
Ale to, co było dalej... dwa wielkie plusy dla Kylo Rena! Pierwszy plus za to, że mnie zaskoczyli zdjęciem maski Kylo Rena i pokazania go w pełnej krasie już w pierwszy filmie. Serio, byłem przekonany, że będą go pod tą maską ukrywać przez kilka filmów, a tu już został odkryty! Niezwykłe! I bardzo mi się spodobało! Do tego fajna reakcja Preziego, który siedział koło mnie: "O, Severus Snape!". W istocie - rozwijają teraz potterowskie uniwersum nowymi filmami, książkami, itp. Jeśli więc kiedykolwiek będą chcieli kręcić film o młodym Snapie, to Adam Driver będzie jak znalazł, by go zagrać.
Kolejną rzeczą, która mi się u niego spodobała, to to, że ten facet jest narwańcem i łatwo się wkurwia - no kurde, trochę jakbym zobaczył siebie w krzywym zwierciadle.
Również podobało mi się swoiste "modlitwy" do maski Vadera - może trochę dziwnie to wyglądało, ale podobało mi się, zwłaszcza marsz imperialny w tle.
Natomiast to, że jest zbuntowanym synem Hana i Lei, jest akurat na lekki minus, bo jak już zrzynać ze starego EU, to coś fajnego - a nie książkowego Legajsa, którego nie lubię. To już nie lepiej było zostawić tego nieszczęsnego Jacena? Natomiast to tylko lekki minus - bo co prawda wątek fanom SW znany, ale na filmach to coś nowego.

-Finn - z jednej strony, ciekawy koncept: zbuntowany szturmowiec. I ciekawa postać. Z drugiej strony - to jak wszędzie lata, spocony, denerwuje się... to potrafi trochę zmęczyć.

-oficerowie Najwyższego Porządku - fajni, choć ciężko mi odróżnić Huxa od tego drugiego, ale trochę ich mało. I chyba klasą im nieco brakuje do tych imperialnych.


Postacie, które zostawiam bez oceny:

-Najwyższy Wódz Snoke - z jednej strony, kalka Sidiousa, ale z drugiej strony... a może to nie jest kalka tylko to WŁAŚNIE JEST Imperator Palpatine, czyli Darth Sidious, tylko odrodzony? Przecież jest cholernie podobny do Sidiousa z wyglądu, poza tym Palpek mógł przeżyć wrzucenie do przez Vadera do szybu - w starym EU przeżył i mieliśmy kapitalny komiks Dark Empire, więc czemu nie mógłby tutaj. Byłoby to kapitalne nawiązanie, do tego by po prostu pasowało! Ale miałbym uciechę, gdyby tak zrobili
Póki co jednak, za mało o nim wiemy.

-droid-piłka BB-8 - bo mnie nie ruszył. Nie wrzuszył, ale i nie wkurzał, po prostu nie zrobił na mnie wrażenia. De facto jest to odpowiednik 3PO, R2 i Jar Jara na nową trylogię.

-Luke Skywalker - z oczywistych przyczyn - co o nim powiedzieć, skoro pojawił się na ostatnią minutę filmu?


Muzyka:
Z jednej strony - trochę rozczarowanie, bo zabrakło czegoś, co wpadłoby w ucho. Z drugiej strony - to wciąż John Williams! Słabszy, ale jednak. No i muzyka do pojedynku Rey i Finn vs. Kylo Ren była fajna, nawet jeśli sam pojedynek był do dupy.

Ogółem, film oceniam jako średni. Nie do końca tak wyobrażałem sobie dalsze wydarzenia w galaktyce SW po ROTJ. Poza tym, mimo paru plusów, brakuje mi trochę w nim klimatu gwiezdno-wojennego. Dałbym mu ocenę 6/10, lub 5,5/10. Ale chyba 6/10.
Choć powtarzam - na pewno jest lepszy od AOTC. A czy lepszy od jakichś innych epizodów - zobaczymy.
No i inna sprawa, że idę na niego drugi raz, podobnie jak byłem dwa razy na najnowszych Igrzyskach Śmierci - bo na TFA rodzina mnie też wyciąga


Natomiast jest coś, czego się boję - jestem jedną z chyba niewielu osób, które mają raczej sceptyczno-środkowy stosunek do nowych SW. I się zastanawiam, czy z tego powodu mogę zostać uznany w fandomie za "tego złego"? Wielokrotnie już to widziałem na Bastionie w postaci wielu kłótni, a ostatnio odczułem to też na spotkaniu TISW po premierze TFA.
Oczywiście - jeśli będę jakimś swoistym "niepożądanym" w fandomie z powodu tego, że nie uważam TFA za wspaniały film, to mogę się w przeciągu paru lat wycofać z fandomu, zarówno na żywo, jak i w necie(Bastion), bo nie będzie miało sensu pozostawanie gdzieś, gdzie nie jestem mile widziany. Tylko trochę szkoda będzie.


Aha, jeszcze dwie rzeczy co do nowego filmu: Jedna to pytania:

1. Czy waszym zdaniem Snoke to Palpatine? Ja uważam, że byłoby to fajne rozwiązanie, nie mówiąc o tym, że bardzo go przypomina.
2. Czy Najwyższy Porządek rozwalił... Coruscant? Trochę ta planeta miasto wyglądała jak Coruscant, ale to chyba nie była Coruscant właśnie?

A druga rzecz: oczywiście, moja klasyfikacja filmów z SW, z uwzględnieniem TFA, od najlepszego filmu(pierwsze miejsce) do najsłabszego(siódme, ostatnie miejsce):

1. Zemsta Sithów
2. Powrót Jedi
3. Imperium Kontratakuje
4. Nowa Nadzieja
5. Mroczne Widmo
6. Przebudzenie Mocy(przynajmniej na razie go tu stawiam)
7. Atak Klonów

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Hosnian Prime. Nie ma obaw, że zniszczone planeta - miasto to Coruscant. Tą rzecz można bez problemu zbadać na Wookiepedii.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Coruscant zostało zniszczone "symbolicznie" aby odciąć się od Trylogii Prequeli. Wątpię, żebyśmy znowu kiedyś usłyszeli nazwę Coruscant.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Przecież nie da rady kontynuować historii tej galaktyki bez planety, która była swoistym centrum galaktyki zarówno za czasów Republiki oraz Imperium...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

no, tylko poczekaj, Disney ci pokaże, że da radę

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Z fabularnego punktu widzenia Coruscant nie jest w ogóle potrzebne. Coruscant ma swoje miejsce w UNIWERSUM, w zbiorowej świadomości fanów i znawców tematu ale... ta nazwa nie MUSI nigdy więcej się w świecie Gwiezdnych Wojen pojawić. Dlaczego? Bo nie jest POSTACIĄ tylko REKWIZYTEM z poprzedniej trylogii.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

To nie Coruscant, to Hosnian - ta nazwa pada w filmie.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Zastanów się, jaki cel miało pokazanie zniszczenia Stolicy Republiki? Wg mnie są DWA:

1.) Z fabularnego punktu widzenia Galaktyka została pozbawiona rządu jednego z dominujących Państw. Co skutkuje anarchią, chaosem i wojną domową, a to jest idealne tło dla gwiezdnowojennych historii.

2.) Uwolnienie się od konieczności pokazywania Coruscant - bo jej bliźniak został zniszczony. Chyba nie myślisz, że Hosnian Prime wyglądało DOKŁADNIE tak samo jak Coruscant przez PRZYPADEK?

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Co do walk:
1. Pragnę zauważyć, iż w star warsowych wojskach mamy żołnierzy specjalizujących się w danej dziedzinie (medyk polowy, nurek itp.), ale reszta niezależnie od dziedziny jakieś podstawowe umiejętności z ogólnego zakresu ma. Więc jak mamy szturmowców, którzy z mieczem świetlnym sobie poradzą, to Finn jakieś wstępne szkolenie przejść musiał.
2. Finn jakoś Rena nie pokonał, na odwrót.
3. Nie na co dzień zabija się własnego ojca. Kylo zabijając Hana, chciał sobie udowodnić, że stoi po Ciemnej Stronie. Jak sam mówił, ciągnie go do światła i zapewne w podświadomości kochał ojca i po jego zabiciu mógł się rozkleić, co widać wtedy, kiedy nie może wezwać miecza.
4. Ren Ben oberwał jeszcze z kuszy Chewbacci. Nie bez powodu w całym filmie ją chwalono.
5. Rey jakoś na początku nie walczy bosko. Macha mieczem jak tym swoim kijem. Najpierw robi odepchnięcie, potem atak, i ucieka i tak w kółko. Dopiera nad urwiskiem, kiedy się wycisza, uspokaja, wali Mocny kontratak, a o tym w następnym punkcie.
6. Tytułowe Przebudzenie Mocy, które miało miejsce w Rey. Ona w sobie odkryła tę Moc, i jej zasmakowała. O to chodzi.
7. Jeśli żaden z poprzednich argumentów do ciebie nie trafił, to pocieszeniem będzie to, że w Gwiezdnych Wojnach zawsze jakiś wieśniak pokonuje super extra na maksa wyszkolonego bad guy`a lub stację. Obiw-Wan i Darth Maul, Luke i Gwiazda Śmierci, Luke i Vader (TESB ), więc spokojnie. To u nas tradycja .

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

1. O tym, że Finn przeszedł szkolenie w szermierce, to można się domyśleć po tym, że nowe szturmki umieją walczyć bronią białą, więc Finn też umiał - ale co innego umieć walczyć czymś takim, a co innego dorównywać użytkownikowi Mocy, a to jest przesada, co mieliśmy w filmie.

2. Finn nie pokonał, ale mu dorównywał - i to jest dziwne, trochę bezsensowne

3. Prawdopodobnie jest tak, jak piszesz, że Ren mógł się jednak rozkleić po zabiciu ojca - tyle, że to nadal nie tłumaczy przegranego pojedynku z amatorami-nowicjuszami

4. Pisałem o tym wcześniej w recce - wcześniejsze rany Rena mnie nie przekonują jako powód przegranego pojedynku

5. To prawda, ale to nadal, na logikę, nie powinno być pomocne przy walce z doświadczonym i wyszkolonym Sithem/Mrocznym Jedi/Rycerzem Ren/force userem. Bo czym nagle wytłumaczymy to, że wyciszenie miało jej pomóc w pokonaniu doświadczonego wojownika?

6. No ale ktoś, kto nagle odkrył w sobie Moc, dokonało się w nim "Przebudzenie Mocy", bez jakiegokolwiek wyszkolenia miał pokonać kogoś już przeszkolonego?

7. No, nie przekonały mnie te wcześniejsze argumenty Co do kolejnych przykładów, to masz rację - rzeczywiście w wielu przypadkach w SW ktoś słabszy pokonywał kogoś silniejszego. Tyle, że w wymienionych przez ciebie przykładach to fajnie wyglądało, a tutaj...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Vergesso napisał:

Sorry, ale jak to jest możliwe? Owszem, widać, że Finn i Rey jakoś umieli walczyć bronią białą, ale żeby POKONAĆ wyszkolonego force usera? Na to trzeba jakichś umiejętności, wyszkolenia, umiejętności korzystania z Mocy,

-----------------------

To nie jest gra RPG, gdzie o zwycięstwie decydują umiejętności, charakterystyki i punkty. To jest FILM, tu chodzi o względy fabularne. Finn i Rey są sprawnymi wojownikami i walczą o przeżycie, ledwo się im to udaje. Według mnie wszystko jest na swoim miejscu.


pewnie midichloriany też miały na to jakiś wpływ.

-----------------------

Midi co? Nie ma czegoś takiego


I od razu mówię - nie, to że Ren był ranny, mnie nie przekonuje, tak czy siak był to wyszkolony użytkownik mocy, a jego przeciwnicy byli kompletnymi amatorami i nowicjuszami w tych kwestiach.

-----------------------

Przeciwnicy Rena tylko wyglądają niepozornie, w rzeczywistości są bardzo niebezpieczni. Prawdopodobnie nigdy nie widziałeś prawdziwej bitki na własne oczy. Ja sam byłem świadkiem gdy wielki napakowany kickbokser dostał straszny łomot od połowę od niego mniejszego chudzielca, wściekłego dresiarza. Padł w 5 sekund. Wiele różnych czynników, zaskoczenie, zbytnia pewność siebie, niedocenianie furii przeciwnika. Tak to w życiu jest i lepiej zawsze o tym pamiętać.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

No właśnie, nie ledwo. Jakby Rey z zaskoczenia załatwiła Kylo to można by się zastanawiać, ale ona stoczyła z nim długi pojedynek gdzie brała baty a potem "pstryk". Tak w stylu "starych dobrych filmów kung fu". Można to było zrobić inaczej - Kylo załatwia Finna jak na filmie, potem widać jak dramatycznie opada z sił ledwo dysząc (i tutaj ładnie by wypadła niemożność przyciągnięcia miecza) a potem miecz w ręku Rey, która jednym furiackim atakiem (z użyciem Mocy) zaskakuje Kylo i walka się kończy. A tak - mamy regularny pojedynek równorzędnych przeciwników a na końcu Rey włącza dopalacze...

Wprowadzanie do GW reguł rzeczywistych walk? PLEASE... W "realnej" walce po ciśnięciu na drzewo jak w filmie Rey byłaby na reanimacji...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Rey i Finn są sprawnymi "zadymiarzami", co w filmie jest podkreślane od samego początku. Finn całe życie był szturmowcem, szkolonym od dziecka do walki. Podobnie Rey, walka to jej chleb powszedni. Rey jest dzikim zwierzątkiem, wie do czego służą kły i pazury. Poza tym, w ciągu opowieści okazuje się, że Rey potrafi korzystać z Mocy i prawdopodobnie ma do tego wielki talent! Korzysta z Mocy walcząc z Kylo, być może nawet posługuje się nieświadomie Ciemną Stroną (jest to mocno zasugerowane).
Kylo Ren... Twoje przekonanie o jego rzekomej potędze bardzo mnie bawi. Dałeś się zwieść prostym sztuczkom... Kylo to złoczyńca niedoskonały. Nie jest wielkim wojownikiem, w głębi serca jest tchórzem i słabeuszem. Rey wyczuwa w nim strach i niepewność. Strach i niepewność Kylo Rena zmuszają go do zachowywania POZORÓW bycia potężnym. Dlatego nosi czarny strój oraz maskę zmieniającą głos. Kylo Ren musi polegać na zastraszaniu, i sam żyje w wielkim strachu, że w końcu ktoś go przejrzy! To właśnie sprawia, że Kylo jest tak wspaniałą postacią, tacy ludzie naprawdę istnieją!
Kylo jest jak szkolny dręczyciel: dobry w robieniu krzywdy, gdy jego koleżkowie przytrzymują ofiarę (egzekucja Lor San Tekka, dręczenie oficerów FO i ludzi przykutych do jego fotela). Nic dziwnego, że gdy w końcu trafia na zdeterminowanych przeciwników, którzy walczą całym sercem, wpada w wielkie kłopoty. Dlatego właśnie ten pojedynek jest bardzo realistyczny i jego wynik jest całkowicie do uzasadnienia: Sadystyczny słabeusz trafia na prawdziwych fajterów, którzy pokazują mu, gdzie jest jego miejsce (nie bez strat własnych, niestety).
Jeśli chodzi o realizm walk w TFA: oczywiście ciśnięcie Rey o drzewo to gruba przesada. ALE: pojedynki wyglądają BARDZO realistycznie. Nie ma kręcenia głupich młynków mieczem i łamania podstawowych praw fizyki. Choreografia jest oszczędna i celowa. Walczący zachowują właściwe pozycje i mam wrażenie, że w końcu ktoś zwrócił uwagę na podstawę, czyli pracę nóg
Co ważniejsze, widać, że walczący chcą zrobić przeciwnikowi krzywdę! A nie tylko widowiskowo uderzać w jego miecz. Wreszcie widzimy, że walczący odnoszą obrażenia. To wszystko sprawia, że starcia uzyskały realizm, jakiego nie było widać w tych sterylnych wygłupach z Trylogii Prequeli.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Kylo jest słaby? Ciekawe zatem po co były te "efekciarskie" sztuczki z zatrzymywaniem pocisków z blastera w locie? Problem w tym, ze jest on najpierw przedstawiony jako "superman" nieledwie a potem Rey spuszcza mu łomot właściwie bez trudu. "Popisy" Rey z kijem - widać, że aktorka nie ma za sobą jakiegoś większego treningu sztuk walk bo to strasznie słabo wyglądało. Gdyby spuściła im baty w stylu Jasona Bourne`a z "Tożsamości... "(walka z policjantami) to można by faktycznie uznać ją za małą twardzielkę, która de facto potrafi Mocy używać.
Finn może i był szkolony do walki, ale dostał baty od swojego "kolegi" i raczej nie jest żadnym superwojownikiem...

To jest drastyczne odstępstwo od kanonu gdzie generalnie Jedi/Sith ewidentnie górują w walce wręcz nad "zwykłymi" śmiertelnikami. Anakin wyżyna całą wieś Tuskenów, których też życie nie pieściło (mięczkami na pewno nie byli). Ktoś mu coś zrobił? Luke na barce Jabby czy w starciach ze szturmowcami podobnie - praktycznie bez zadrapania (no, raz go rękę trafili). Jeden Jango Fett się postawił Obiemu, ale i tak chodziło mu o to aby skutecznie uciec no i miał wsparcie. Jango zaś niewątpliwie jest "zawodowcem" w swoim fachu...

Może gdyby nie budowanie wokół Kylo początkowej aury jaki jest świetny w użyciu Mocy to by się to trochę bardzie trzymało całości a tak wyszła gra komputerowa gdzie główna bohaterka dostaje power-upa...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Właśnie, Kylo jest "efekciarzem". W takich sprawach jest dobry. Otoczony plutonem szturmowców był w stanie powstrzymać jednego faceta, który do niego wystrzelił zza węgła. Kylo nie jest stylizowany na supermana, przeciwnie wprost, jest niedoskonały, jest "złym" (moralnie) nieudacznikiem! Dlatego to jest nowa jakość w Gwiezdnych Wojnach, nikogo takiego wcześniej nie było. A przy okazji, to sprawia, że jest ciekawą, realistyczną postacią.

Rey z kijem - ta scena jest bardzo krótka i szybka, nie było czasu na analizę. Ale z tego co pamiętam (film widziałem 2 razy) Rey walczy bardzo szybko i brutalnie, choreografia jest realistyczna. Co do umiejętności aktorki - Daisy na pewno jest sprawniejsza fizycznie od przeciętnego uzytkownika Bastionu. Widziałem "featurette" z jej udziałem, ruchy bojowe Rey na pewno nie wyglądają "słabo". Raczej skutecznie i efektywnie.

http://www.mensfitness.com/life/entertainment/star-wars-actress-daisy-ridley-works-out-jedi-training
https://www.youtube.com/watch?v=oXrkQAQNCfg

To fakt, że w trylogii prequeli Jedi i Sith byli bardzo potężni. Byli nawet "overpowered"! Mi się to nie podobało. Zrobiono z nich bogów olimpijskich albo nawet coś więcej. Ta absolutna dominacja Jedi/Sith w walce wręcz nad "zwykłymi" śmiertelnikami odbiera całkowicie napięcie filmowi. No bo jak możesz się przejmować akcją, jeżeli WIESZ, że bohater jest tak potężny, że NIC nie może mu się stać? O wiele bardziej podoba mi się koncepcja, że użytkownicy Mocy są tylko trochę silniejsi od zwykłych śmiertelników i tak mniej-więcej wygląda sprawa w TFA. Poza tym, w Imperium Kontratakuje sam Yoda mówi, że Jedi używa Mocy do obrony i zdobycia mądrości, a nigdy do ataku. Robiąc w Prequelach z Jedi i Sithów mutantów, nadludzi z boskimi mocami Lucas sam wypiął się na swoją własną ideę Mocy.

Wracając do tematu. Żaden z trzech uczestników finalnego pojedynku nie jest nadczłowiekiem. Są to ludzie umiejący się bić, przy czym jeden z nich jest pozerem i słabeuszem polegającym na umiejętnym zastraszaniu. Finn i Rey walczą odważnie, z głową i poświęceniem, dlatego udaje im się przechylić szalę na swoją korzyść. O to w tej scenie chodzi. To nie jest gra komputerowa i nie chodzi tu o "umiejętności" a o pokazanie publiczności cech charakteru postaci. To tutaj ich poznajemy. Walka dopełnia ich definicję: Finn to odwaga i poświęcenie, Rey to gniew i siła, Kylo to strach i okrucieństwo.

Tak na marginesie, wydaje mi się, że zrozumiałem, na czym polega "problem", który wiele osób ma z postacią Kylo Rena. Wszyscy spodziewali się dostać komiksową, płaską postać "złego - badassa", który będzie wielkim wojownikiem Ciemnej Strony. Chcieli dostać "ZŁGEO", którego da się "LUBIĆ". Dostaliśmy małą, podłą, sadystyczną kreaturę, która na dodatek zabija swojego ojca. Nie da się tego bydlaka lubić, można mu tylko współczuć albo nim gardzić i dlatego wielu fanów jest tak zawiedzionych.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

A Ty nadal uparcie do prequeli - Jedi w OT też byli potężni. Generalnie Luke w starciach ze "zwykłymi" przeciwnikami się specjalnie nie spocił, o Vaderze i Obim nie wspominając. A przecież miał za sobą krótsze szkolenie niż Kylo. Rey to niestety taka trochę kopia Anakina z TPM - tyle, że tam było widać, iż to trochę przypadkowo wychodzi a ta to wymiatacz pierwsza klasa. W oryginalnej ANH skądinąd Luke (choć "zaliczył" DS) bynajmniej nie był z założenia aż takim asem - warto zwrócić uwagę, że pierwszy atak poprowadzili doświadczeni piloci a dopiero ostatni, gdzie już nie było innej opcji poprowadził Luke. BTW: Poe w tym filmie lata lepiej niż Anakin w prequelach...

Kylo zaś jest niespójny i tyle. Do tego dochodzi problem, że to "zło" w TFA jest dość żałosne i w ogóle nie wzbudza grozy. To już MCU miało lepszych "złych" (może poza Avengers 2).

Pozytyw w filmie widzę taki, że

Odnośnie innych kwestii - Leia powinna była zostać przedstawiona tak jak postać Jodi Foster z "Elysium". W końcu jest generałem a nie babuleńką, której tylko druty dać (to nie moje, to koleżanki, ale kradnę). To powinna być "zimna suka" walcząca w nierównej wojnie już ponad 40 lat, która mięknie jednak na chwilę kiedy rozmawia ze swoim ex. o ich wspólnym synu.

Z każdą chwilę coraz bardziej podobają mi się prequele...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

delwin napisał:
A Ty nadal uparcie do prequeli - Jedi w OT też byli potężni. Generalnie Luke w starciach ze "zwykłymi" przeciwnikami się specjalnie nie spocił
-----------------------

No, byli potężni, ale nie do przesady. Luke w Mieście Chmur musi unikać szturmowców i o mało co nie dostaje "kulki" od Fetta. W RotJ wymordował w pojedynkę całą załogę Jabby... to prawda, ale oglądając te sceny można wyczuć, że jego sukces jest głównie efektem totalnego zaskoczenia (Jabba słysząc, że Luke tytułuje się "Rycerzem Jedi" ma niezły ubaw).

Kylo zaś jest niespójny i tyle. Do tego dochodzi problem, że to "zło" w TFA jest dość żałosne i w ogóle nie wzbudza grozy.
-----------------------

No, ale takie właśnie jest prawdziwe zło! W oczach normalnego człowieka budzi wstręt, pogardę, politowanie. Jednocześnie, jestem pewien, że nie chciał byś znaleźć się w łapach Kylo, na tym jego foteliku dentystycznym. Kylo jest sadystycznym słabeuszem, który świadomie chce zabić w sobie wszelkie dobro i ludzkie odruchy, byle tylko w końcu zyskać prawdziwą "potęgę" (choć sam nie wie, co to oznacza) i w końcu przestać się bać.
Jakiej "spójności" oczekujesz po postaci Kylo? Braku jakichkolwiek słabości, rozterek, wątpliwości? Prawdziwy Darksider powinien być nie mającą żadnego sumienia maszyną do zabijania? Na pewno nie może być pokonany przez dwoje sprawnych i odważnych wojowników?
Już jednego takiego mieliśmy. To był Darth Maul... no i jaką postacią był? Wniósł cokolwiek do fabuły?
Kylo jest prawdziwy. Ma sumienie i rozterki ale chce je w sobie zabić. Dlatego jest realistycznie przerażający. Tacy ludzie istnieją. Spotykałem takie kreatury.


Z każdą chwilę coraz bardziej podobają mi się prequele...
-----------------------

Prequele opowiadają świetną historię... ale są kompletnie zepsute jako filmy pod względem technicznym. Źle wyreżyserowane, zmontowane, pozbawione tempa, humoru i napięcia. Bohaterowie tak drętwi, że masz gdzieś ich losy. Maksymalnie sztuczne i plastikowe CGI już w chwili premiery, a dziś to już żenujące.
Coś, co ratuje Prequele, to fenomenalna muzyka i udźwiękowienie. No i wspaniały design pojazdów i lokacji, bo kostiumy to śmiech na sali.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Zło w TFA jest żałosne. W ANH czuło się tą przewagę wroga - tutaj jeden wielki "ziew". Kylo Ren jest słabą postacią w moich oczach i tyle. Zaś aktor prawie Haydena zrehabilitował...

Źle zmotnowane, pozbawione tempa i napięcia? Wypisz wymaluj TFA. Trochę więcej humoru niż w prequelach, ale tutaj jest Han Solo...

Ponadto od kostiumów Padme oderwać oczu nie można .

Zaś z pozytów - aktorzy są nieźli i jest nadzieja, że scenariusz jakiś z sensem będzie na E8...

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

delwin napisał:
Zło w TFA jest żałosne. W ANH czuło się tą przewagę wroga - tutaj jeden wielki "ziew".
-----------------------

Mógłbyś rozwinąć dlaczego wg Ciebie zło w TFA jest żałosne? Co to oznacza? Naprawdę, jakoś nie mogę zrozumieć tego zarzutu. Ciężko mi się do niego odnieść, jeżeli nie jest poparty jakąś argumentacją...
To prawda, że w ANH przewaga Imperium była miażdżąca. W TFA "sytuacja galaktyczna" jest inna i wyraźnie czuć to w klimacie filmu. Ruch Oporu walczy z Porządkiem jak równy z równym. Uważam, że jest to usprawiedliwione: Porządek to państwo powstałe z "popiołów Imperium" i na pewno nie tak potężne. Ruch jest "półoficjalnie" wspierany przez Republikę (analogia do Assada i FSA w naszym świecie), wyrosłą z organizacji, która pozamiatała Imperium.
Sytuacja zmienia się dramatycznie podczas akcji filmu, bo Porządek rozwala jednym ciosem Republikę. Kto teraz będzie wspierał Ruch? Wydarzenia zostały tak ułożone przez scenarzystów, że w EVIII "dobrzy" będą w o wiele cięższej sytuacji!

Kylo Ren jest słabą postacią w moich oczach i tyle.
-----------------------

Ciężko z czymś takim dyskutować... No nic, może Kylo nie podoba Ci się podświadomie i nie umiesz tego racjonalnie wytłumaczyć. Tak bywa.

Zaś aktor prawie Haydena zrehabilitował...
-----------------------

Hayden nie był zły, zrobił chłopak co mógł. To była wina drętwo napisanej roli i słabej reżyserii. Haydena zawsze będę bronił.

Źle zmotnowane, pozbawione tempa i napięcia? Wypisz wymaluj TFA. Trochę więcej humoru niż w prequelach
-----------------------

Chyba żartujesz. Prequele są BARDZO słabe pod względem zdjęć i montażu. Statyczne ujęcia, złe kadrowanie, wizualna NUDA, wszystko się wlecze. Lucas miał kompletnie gdzieś sceny z aktorami. Starał się tylko w scenach renderowanych przez komputery.
Obejrzyj tę scenę. Windu dowiaduje się o największym spisku w historii i reaguje tak, jak gdyby Anakin informował go o przypaleniu ziemniaków w koszarowej kuchni.

https://www.youtube.com/watch?v=NedMNTgMFwc

Co za potwornie nudna scena. Całe prequele takie są: gadanina, gadanina, przerywana scenami kiepskiego CGI. Żadnego napięcia, akcji, zabawy, zero dynamiki. I to ma być przygodowy film dla dzieci? W prequelach humoru nie było. Grobowa powaga zabiła te filmy. Lucas zaczął próbować w EIII ale to było za późno, nie pasowało do nastroju ostatniej części. TFA w porównaniu z Prequelami jest leciutkie i zabawne.

Ponadto od kostiumów Padme oderwać oczu nie można .
-----------------------

W sumie czemu nie? Niektóre nie były złe


Zaś z pozytów - aktorzy są nieźli i jest nadzieja, że scenariusz jakiś z sensem będzie na E8...
-----------------------

No widzisz, może daj szansę następnym częściom... może bardziej Ci podejdą
Spróbuj też obejrzeć TFA jeszcze raz (kurde, powinni mi za to płacić!! ).

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

darth_numbers napisał:
(kurde, powinni mi za to płacić!! ).
-----------------------

za co?

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Jakby Hayden był dobry to by w czymś grał. Tak to skończył jak skończył.

Re: Przebudzenie Mocy, czyli jest średnio

Mark Hammil też się nie nagrał po SW. Słaby aktor...

Zaś odnośnie żałosności zła w "TFA". Ono w ogóle nie wydaje się groźne - jak rozwalali jakąś planetę (czy dwie) to wielki "zieew". Kurczę - scena z ANH kiedy nie ma żadnych prawie efektów tylko "miliony głosów" już miała więcej wagi. Kto jest groźny z "czarnych charakterów"? W ANH Tarkin, Vader. Do tego reszta "imperialnych" (poza szturomowcami rzecz jasna) wygląda (zgodnie z intencją) jak Wehrmacht. Kompetentni mordercy w dużym skrócie (choćby oficer w scenie więziennej). Wrzeszczący generał Porządku? Jak to miał być Adolf to nie wyszło. Za dużo histeryków. Duża zmarnowana szansa - kontrapunktem histeryka KR powinien być "nieposiadająca" Mocy nowa wersja Tarkina.

nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

mam 44 lata; wychowałem się na częściach IV-VI - nawet ich nie oceniam, po prostu serce drży za każdym razem kiedy je widzę;
części I-III przeżyłem, oglądam czasem z synami, ale bez większej przyjemności; dobrze, że są, ale wolałbym, żeby były inne;
no i teraz część VII - czułem podniecenie przez kilka miesięcy, kiedy pojawił się znaczek Lucasfilm to miałem wrażenie, że kino się trzęsie; a potem...
a potem pojawił się koszmar a`la znane kanały z bajkami dla dzieci;
historia, jak historia - jakaś być musiała i jest; ani gorsza ani lepsza niż poprzednie;
ale sposób jej opowiedzenia, to już porażka:
- dialogi jak młodzieżowych seriali znanej wytwórni
- postacie płytkie czy wręcz komiczne (znaczy się żałosne):
=> fin, który opowiada o swojej tragedi, ale w ogóle tego nie gra;
=> kylo, wyrośnięte dziecko obrażone na cały swiat, bo nie jest wyatrczająco czarne (mroczne);
=> pilot a`la zygzak mcqueen, którego genuisz operator pokazuje efektami lotu a`la lampa stroboskopowa;
=> no i pan ork na wielkim tronie (nie wiadomo czy płakać czy się śmiać);
- w sumie kilka rzeczy fajnych:
=> rey zupełnie przyzwoita aktorsko,
=> leia przepiękna pani,
=> widoki niektóre, zwłaszcza pustynne robią wrażenie;
pewnie na części VIII i IX też pójdę, ale tym razem zabiorę telefon z grami;
reżyser w ogóle zignorował widownię 30+; całość zrobiona jak 2 godzinna reklama gażdetów do kupienia dla widza w wieku 6-12 lat;
ocena szkolna - 3 (po znajomości);
moc się przebudzała, ale korki strzeliły i była kicha

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

RotJ jest bajką z Ewokami rzucającymi kamieniami w szturmowców, sielską atmosferą i wesołą muzyczką rodem z kreskówek. Nie mówiąc już o końcówce filmu, gdzie wesołe miśki skaczą i tańczą. W ANH widzimy podobny klimat, jedynie TESB jest bardziej "poważnym" filmem.

I Ty mówisz, że TFA jest dziecinne? To ma być jakiś żart?

Mój Ojciec ma 42 lata (ja 20), wychował się na starej trylogii i był oczarowany TFA, jak wielu innych jego znajomych.

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Luke S napisał:
RotJ jest bajką z Ewokami rzucającymi kamieniami w szturmowców, sielską atmosferą i wesołą muzyczką rodem z kreskówek. Nie mówiąc już o końcówce filmu, gdzie wesołe miśki skaczą i tańczą. W ANH widzimy podobny klimat, jedynie TESB jest bardziej "poważnym" filmem.

-----------------------

Tendencyjne uproszczenie, jak się chce to wszystko można ośmieszyć, dopasować do swojej teorii.

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Shedao Shai napisał:
Tendencyjne uproszczenie, jak się chce to wszystko można ośmieszyć, dopasować do swojej teorii.
-----------------------
Jest to prawdziwe stwierdzenie, i bardzo obosieczne

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Luke S napisał:

Mój Ojciec ma 42 lata (ja 20), wychował się na starej trylogii i był oczarowany TFA, jak wielu innych jego znajomych.

-----------------------


A mój ojciec, który dobija do 50, uważa, że to słaba kopia starej trylogii. I co teraz?

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

mój jest po 50, zobaczymy co on powie. I co powiedzą kolejni ojcowie

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Zdecydowana większość znanych mi 40+ rodziców która obejrzała, trwa w zachwycie

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Pitoki odlatują taki jest dobry ten film

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Teraz będą się licytować na tatusiów. mam wrażenie jakbym z powrotem był w zerówce... Faktycznie Starwarsy mają własności odmładzające

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

To tak jak w jednej z historii z "Mikołajków", gdzie dzieci grają mecz, a po chwili zastępują ich ojcowie

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

no no, w ten deseń właśnie

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

Niedługo te nasze Starwarsowe dyskusje będą się rozciągały na 3 pokolenia!

Re: nadzieja - rozbudzona czy pogrzebana?!

To znacz