Forum

SW Komiks 6/2017

Ostatni tegoroczny numer dwumiesięcznika Star Wars Komiks pojawi się w sprzedaży 8 grudnia. Tym razem czeka na nas historia pt. "Tajna wojna mistrza Yody"

W ostatnim numerze w 2017 roku powraca flagowy cykl Marvela, zatytułowany po prostu Star Wars. Wkrótce po wydarzeniach z klasycznej trylogii filmowej Luke Skywalker, Han Solo i Leia Organa muszą stawić czoła groźnemu przeciwnikowi – elitarnej jednostce szturmowców SCAR. Tom jednak poświęcony jest przede wszystkim wydarzeniom z przeszłości dotyczącym nie byle kogo, bo samego mistrza Yody – bohatera, który od dawna nie gościł w głównej roli na łamach „Star Wars Komiks”.
Komiks oryginalnie ukazał się nakładem wydawnictwa Marvel w zeszytach Star Wars #26-30: Yoda`s Secret War #1-5.
Scenariusz Jason Aaron, rysunki Salvador Larroca, okładka Stuart Immonen. Przekład: Maciej Drewnowski.

Okładka - /News/22548,Komiksowe_zapowiedzi_w_koncowce_2017_roku.html

...

Przeczytałem 2 z 3 historii i o ile ta druga o Lei jest dość przeciętna, o tyle ta pierwsza o Yodzie bardziej mi się podobała. Ładne rysunki, dobrze przedstawiony Yoda, historia jest ciekawa, tajemnicza i magiczna w takim sensie, że mniej jest tam walki, blasterów, technologii, a więcej o mocy i dziwnym, pierwotnym ludzie żyjącym w odosobnieniu. Komiks trzyma się kupy, jest kilka spraw do których można się przyczepić np. początek spoilera końcówka, kiedy gościu z trochę dla mnie niezrozumiałych przyczyn nagle nie chce zabić Luka. Jednak wyjaśnienie jest proste. Tamten facet siedział tam sam, nie wiadomo ile czasu, widział koniec swojego świata i po prostu oszalał, sam nie wiedział co robi. Albo dlaczego rodzice schowali się do jaskini, tutaj sądzę, że ci ludzie wraz z długą wojną (nie wiemy ile pokoleń trwa, aczkolwiek można to ustalić na podstawie tego, że jeszcze mogą się zrozumieć z Yodą, więc można mniej więcej obliczyć ile czasu minęło od potencjalnej katastrofy, dzięki której ludzi się tu znaleźli) połączoną z oddziaływaniem magicznych kamyczków stracili umysł i instynkt obrony potomstwa. Ot planeta szaleńców . A jakby kogoś to nie przekonywało to jest inne, prostsze wyjaśnienie tych niedomówień - ta historia nie jest z pierwszej ręki. Nie wiemy, czy Yoda opowiedział wszystkie szczegóły historii, ani nawet czy powiedział to bezpośrednio Kenobiemu. Być może ten usłyszał ją od kogoś innego, w formie takiej legendy świątynnej. Pomijam już fakt, że Obi pisał to lata po spotkaniu z Yodą, w słońcu które mogło mu zaszkodzić . koniec spoilera

Ogólnie dużo bardziej podoba mi się taka fabuła komiksu z jakąś tajemnicą, zagadką i dziwami niż nieustanne ratowanie galaktyki przez fantastyczną trójkę. Dodatkowym (dla mnie) atutem jest to, ze dzieje się to w innych czasach niż Stara Trylogia.

Acha, mam wrażenie że coś podobnego było już w starych komiksach tzn. odosobniony lud, moc i okres czasu dziejący się przed Mrocznym Widmem, ktoś coś kojarzy? Czy może coś mi się pomieszało?

SW Komiks 6/2017

Z każdym kolejnym numerem utwierdzam się w tym niemiłym przekonaniu, że nowokanoniczne komiksy są takie... bezpłciowe. Nie są wybitne, ale też nie można się przy ich lekturze poczuć zażenowanym. Nie są narysowane w mistrzowski sposób, ale brzydkie też nie są. Kolory nie powalają, ale też nie odstraszają. Nie ma tu ani zachwytu jak w historiach pokroju Oblężenia Saleucami czy Rycerzy Starej Republiki, ani kontrowersji jak w Mrocznym Imperium. To wszystko jest nadal takie bezpieczne i... nijakie.

Tajna wojna mistrza Yody - na początek kolejna retrospekcja z dzienników Obi-Wana, dzięki której Luke poznaje przygodę Yody, nie wiedząc oczywiście, że to właśnie o niego chodzi. Podobał mi się ten nieco magiczny, mistyczny charakter tej przygody, trochę podobny do tego co mogliśmy zobaczyć w 6 sezonie The Clone Wars. Opowieść - jak to w Nowym Kanonie - niewiele wnosi, ale jest dobrym wypełniaczem i fajnie odnosi się do późniejszego spotkania na Dagobah. Plus, że wreszcie zakręcono się wokół czasów innych niż OT, co poskutkowało nawet pojawieniem się Qui-Gona. Nie podobało mi się przede wszystkim jakieś dzikie, półnagie plemię z prymitywnym uzbrojeniem. Gryzie mi się to z ogólnym obrazem wszechświata, mimo, że dość naturalnym jest, że i takie zacofane światy mogą przecież w galaktyce istnieć. Absurdalny był też trochę finał, gdzie samotny wojownik nadal toczył jakąś "wojnę" chociaż nie bardzo było z kim.

6/10

Leia w ukryciu - za nic nie mogę sobie przypomnieć, czy to kontynuacja jakiegoś innego komiksu (tak można wywnioskować z fabuły)? W każdym razie historia trochę o niczym, kreska słaba, ale czytało się przyjemnie, bo dialogi Lei z Bash były dosyć zgrabnie ułożone.

5/10

Niefortunne przypadki 0-0-0 i BT-1 - jeśli coś jest wielkim plusem nowych komiksów to właśnia ta parka droidów, która podpasowała mi od samego początku. Lubię ten subtelny, krwiożerczy humor w ich wykonaniu , a przy okazji również klimaty jakichś mrocznych stacji, warsztatów i składowisk żelastwa, a w takim właśnie miejscu toczyła się akcja.

8/10

Ponowna lektura

Przeczytałem drugi raz i muszę się przyznać, że odbiór komiksu miałem znacznie lepszy. Nie wiem czy to przez to, że po polsku na papierze, czy dlatego, że całość od razu, a nie miesiąc po miesiącu, czy może już nie miałem tego hypu co za pierwszym razem, ale nawet mi podeszło. Nadal uważam tę historię za jedną z gorszych rzeczy jaką seria SW ma do zaoferowania, ale miejscami nawet mi się podobało.

Jednak nadal kilka rzeczy mocno mi zgrzyta i ich nie ogarniam (SPOILERY!!!)

1) Ukrycie się/wygnanie rodziców wewnątrz góry. Nie kupuję tego zupełnie. Rozumiem, że są to rodzice tylko tylko skalnych? Rozpętali wojnę, zmęczyli się nią i uciekli zostawiając tylko same dzieci? Dzieci je wygnały wewnątrz góry przymusem? Co się stało z rodzicami błotnych? Żadne tłumaczenie mi się nie klei.

2) Garro na Tatooine? Jak? Czemu? Jak odnalazł Bena? WTF?

3) Do czego tak naprawdę Garro potrzebował Luka? Czekał na niego, żeby zakończyć wojne? Chciał, żeby Luke silny w Mocy spowodował wyjście skarłowaciałych górek z ziemi i chciał je ostatecznie zniszczyć? Co spowodowało, że odpuścił i oddał swoją moc i przywróciłem wielkiej górze życie? To, że zobaczył w Luku siebie?

SWK 6/2017

Ostatni zeszłoroczny numer SWK skupił się głównie na mistrzu Yodzie.

Tajna Wojna Mistrz Yody - jest bardzo słaba. Tak słaba że dwa dni po przeczytaniu wciąż zachodzę w głowę dlaczego taki scenarzysta jak Jason Aaron mógł coś takiego spłodzić. Historia pełna absurdów, głupot i niewytłumaczalnych idioctw rodem z najgorszych odcinków Star Treka. Jak wspomina Jacek Drewnowski we wstępie, ewidentną inspiracją dla tej serii była powieść Williama Goldinga (Władca Much). Szkoda że na inspiracji się skończyło. Żywe góry (a mieliśmy nie powielać głupot Legend a tu proszę bardzo), zacofane plemiona, bezsensowna wojna i poniewieranie
Wielkim Mistrzem Yodą. Gdyby nie naprawdę ładna i malownicze rysunki chyba nie doczytałbym tego do końca. 3/10

Natomiast dwie kolejne historyjki to typowe przeciętniaki: ten o Leii jeszcze gładko się czytało ale para zabojczych droidow doktor Aphry nigdy mnie nie kupiła. Sprawdziliby się oni w parodii SW ale nie w głownym nurcie. Zdecydowanie najsłabszy zeszyt od czasów pierwszej mini serii z Poe Dameronem.

P.S. Niektórzy twierdzą że własnie tutaj Jason Aaron spuścił ostatecznie z niezłego poziom głównej serii... ja się pytam kiedy niby ten wysoki poziom był

SWK 6/17

Jak dla mnie w porządku. Nawiązania do Władcy Much oczywiste, jest Moc i Yoda. Też uważam jednak, że wątek z tymi górami jest co najmniej dziwaczny. No i to mieszanie epok - historia Yody przetykana jest wstawkami z Lukiem. Leia i droidy - bez zarzutów. 7/10.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.