Forum

Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Ciekaw jestem Waszych opinii. Dla mnie ten film miał potencjał, lecz niestety liczne błędy stawiają w mojej osobistej opinii ten film na szarym końcu, jako najsłabszy film z serii SW.

Błędy/idiotyzmy:

1. Postać Luke`a
Wiele osób usprawiedliwiało Skylwakera, mówiąc że nie miał wsparcia rady Jedi, że tylko na ułamek sekundy rozważał zabicie Bena. Sorry, ale facet, który do końca wierzył w Vadera (a znał jego liczne zbrodnie), ten facet od tak ulega wizjom w stosunku do Bena Solo, że na ułamek sekundy włącza miecz świetlny? Poza tym miał wsparcie swojego dawnego mistrza - Obi-Wana, wsparcie Yody, jako duchów, ale jednak.

2. Kontynuując myśl z punktu 1 wychodzi na to, że użytkownicy mocy to największa zaraza jaka istnieje w Galaktyce. Z części I-VIII znamy ich trochę. Generalnie są to mentalne nastolatki, które na podstawie własnych przeczuć, jednego zdarzenia w życiu etc. stają się seryjnymi mordercami i dyktatorami. Skoro 1 przeczucie stawia Luke`a o krok od zostania mordercą to czy tak nie jest?

3. Wielki pościg za statkami Republiki. Jeśli dobrze pamiętam, to było wspomniane, że FO nie dysponuje tak szybkimi statkami w podświetlnej. Cóż za problem wyznaczyć bardzo krótki skok w nadświetlnej jednym krążownikiem i złapać statek Rebelii w kleszcze?

4. Desperackie staranowanie krążownika Snoke`a przez fioletowowłosą Holdo. Pozornie scena na plus, pomysł niezły, dodaje trochę patosu. Ale jak widzimy wielki okręt da się prowadzić w pojedynkę. Od niepamiętnych czasów w świecie SW istniało coś takiego jak "astromechy". Nie można było robotem zrobić tego desperackiego kroku?

5. Rey wierząca w "nawrócenie" Kylo Rena. Tym razem mamy klon ROTJ. Luke leci nawracać Vadera, Rey nawracać Kylo. Nawet Rey spogląda przez iluminator oglądając klęskę Rebelii jak Luke na Gwieździe Śmierci.

6. Czy FO i Republika to 2 niewiele znaczące siły w Galaktyce? FO ma szansę ostatecznie zgnieść resztkę rebeliantów a robi to tak niewielkimi siłami? W ogóle nie wiadomo jak FO jest potężne. W częściach IV-VI było widać wojska Imperium, garnizony, wszędzie wpływy Imperium. FO wygląda przy tym jak lokalni watażkowie.

To tyle co naprędce zebrałem.Nie uważam tego filmu za zły, oceniłem na 7/10, dobrze się oglądało, jednak inne części SW nie miały aż tylu idiotyzmów i trzymały wyższy poziom (nawet Mroczne Widmo ). Zapraszam do dyskusji

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Na opinie jest wątek recenzencki, to po pierwsze.
Wiele Twoich pytań było przedmiotem dyskusji w wątku recenzenckim, to po drugie.
To że coś Ci się nie podoba, nie oznacza błędu, to po trzecie.
W trakcie seansu zastanawiałem się czy to nie jest najlepszy epizod, ostatecznie umieściłem go na trzecim miejscu (na razie), to po czwarte.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Jeśli powieliłem temat, to proszę o zamknięcie/skasowanie/przeniesienie do odpowiedniego działu. Jestem tu nowy, więc mogłem przeoczyć. Przepraszam.

Jeśli chodzi o punkty, które wypisałem, to 1,2,5 można uznać za opinię, jednak pozostałe są jednak błędami, czy tego typu idiotyzmami, (niedopatrzeniami).

Czy kochanie SW wyklucza krytyczne spojrzenie na dzieło? Moim zdaniem nie.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

ad 3. Jest długa dyskusja o tym czy to było proste. Więc nie, niekoniecznie błąd.
ad 4. Było dyskutowane. A co jeśli czujniki FO wyczułyby brak form życia na pokładzie?
ad 6. Z napisów początkowych wynika że FO przejmuje kontrolę nad układami (aczkolwiek tego nie pokazano). A jak odświeżysz epizody IV i V, to nie znajdziesz żadnego stacjonarnego garnizonu Imperium - tylko GŚ, jednostki floty i oddziały wysłane z misją na Tatooine i Bespin.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wątek recenzencki to wątek bardzo ogólny, przeznaczony na recenzje i opinie w ogólności. W szczególności można pozwolić sobie na nowy temat, czy to dotyczący dyskusji o konkretnym fragmencie filmu (np. mój temat o szarży Finna na Crait), czy też związany zbiorczo z pewnymi przemyśleniami. Na tej samej zasadzie można by potraktować temat "Ostatni Jedi - najlepsza część SW?", gdyby powstał. Ale tutaj zgoda, jeśli nie temat recenzencki, to przydałby się temat zbiorczy dla opinii dotyczących TLJ w zestawieniu z innymi Epizodami. Takie dzielenie włosa na czworo powoduje niepotrzebny bałagan.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Nope. Lepsza połowa filmów Star Wars.

Zły tytuł, proszę Państwa

Te 6 punktów, które tutaj mamy, nie jest żadnym punktem wyjścia do rozmowy na temat jakości filmu. Gość po prostu stwierdza, że scenariusz opowiada inną historię i w inny sposób, niż się tego spodziewał. To w żaden sposób nie dotyczy JAKOŚCI FILMU. To jest kolejny post z serii "jak ja widzę świat Gwiezdnych Wojen i jak JA napisałbym scenariusz Epizodu 8". Może należy po prostu wziąć się za pisanie fanficów?

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zalogowałem się na forum po raz pierwszy od ok. 12 lat. Na bastion wchodzę regularnie, ale na dyskusję i komentowanie nie mam już zwyczajnie czasu. Wyjątek zrobiłem z powodu obejrzenia wczoraj TLJ. Nigdy w dotychczasowym 35 letnim życiu nie wyszedłem tak zawiedziony z kina. To co Disney zrobił z postacią Luka to skandal, złamali legendę i zrobili z niego zwykłą piz.ę, to boli. Wszystkie atrakcyjne i ciekawe wątki z TFA (mimo iż był to film słaby, miał swoje momenty), takie jak kwestia rodziny Rey czy historia Snoke, szlag trafił - Rey na pewno nie jest córką Luke i raczej nie ma w sobie krwi Skywalkerów, a Snoke? Snoke to po prostu arogancki frajer, który nic nie znaczy. Trzecia część jest skazana na porażkę bo nie ma charyzmatycznego czarnego charakteru, Kylo to rozdarty gówniarz który przechodzi spóźniony bunt nastolatka. Nie jest on ani charyzmatyczny ani przerażający - dno. Jestem totalnie zawiedziony, a SW kończy się dla mnie na ROTJ!

no cóż

Najsłabsza - to już kwestia gustu. Niektórzy go nie mają i im się podoba ( tak, żartuje).
Ciężko nawet stwierdzić czy najbardziej kontrowersyjna. W 1999 dyskusje między fanami odnośnie TPM toczyły się głównie "w realu", więc ciężko porównać z TLJ. Ale TPM też wzbudziło skrajne reakcje.

Re: no cóż

To jest chyba kwestia wieku. Ja miałem podobne odczucia jak kolega wyżej właśnie po wyjściu z seansu TPM. Bo też byłem wtedy w podobnym wieku (30) i też myślałem że "właśnie SW się skończyły". I że najgorszy epizod (no Ok, to był najgorszy epizod)

I identyczne zdanie jak teraz o Snoku miałem o Maulu, który miał być przekoksem a załatwił go padawan...

Deja vu.

Re: no cóż

Dlatego twierdze że TLJ bedzie filmem co do ktorego ludzie zmienia zdanie po paru latach (z 1/10 na 4/10 xD) Aczkolwiek to zalezy od paru kwestii. Czy niezadowoleni z Luke`a zaakceptuja taka jego wersje, czy epizod IX wzmocni TLJ swoja fabułą, czy sequele jako całość wypadną korzystnie. Abrams ma teraz ciezkie zadanie - zrobic film po ktorym pomyslimy "Warto bylo poznac ta historię" a nie "Meeh, był sobie syn Hana, ale się ogarnął dzięki lasce".

Re: no cóż

Czemu drugie rozwiązanie jest równoległe z meh?

Raz, że to mogłoby by być fajne odwrócenie finału Padme i Anakina, a po drugie jednak TLJ usilnie forsował tego, że należy zerwać ze starym, balans mocy, co właśnie uosabiaja wiadome postaci.

Jeżeli Kylo zostanie rozwalony przez Rey, to będzie właśnie meh, bo oleje ciekawy motyw założenia nowego zakonu czerpiącego równolegle z obydwu koncepcji mocy.

Re: no cóż

Nie jest równoległe, ale może z meh występować i wyczuwam takie teksty w 2019. Ja po prostu wierze w to, że ciekawie zostanie domkniety watek Kylo i Rey, ale poza tym SW ruszy do przodu jeśli chodzi o pojęcie Mocy, podejście do szkolenia badz doda coś czego nie umiem sobie teraz wyobrazić. A chyba najbardziej oczekuje domkniecia całej sagi w jakiś sposób.

Re: no cóż

Wszystko zależy od tego, jak to "ogarnięcie dzieki lasce" zostanie pokazane. Tylko, znając zachowawczosc JJ obawiam się banału i sztampy. No lubię być zaskakiwany, i TLJ tutaj zwrotami akcji dokładnie trafia w moje gusta. Choć gdyby Rey zgodziła się na zostanie "Dark Empress" vel "Supreme Mother of the Galaxy" w zamian za "odpuszczenie" resistantom to też by było ciekawie.

Re: no cóż

Mossar napisał:
(z 1/10 na 4/10 xD)
-----------------------

Nie jest to wykluczone, moja ocena to efekt stresu pourazowego po seansie.

Re: no cóż

Z ciekawości: to, że TPM to był zawód, to znana historia. Ale jak patrzyłeś na kolejne części, skoro TPM Ci się nie podobało? Bo mi się wszystkie trzy części podobały, ale jak juz niedawno wspomniałem: gówniarzem byłem.

*ej, ja wciąż nie twierdzę, że SW się skończyło. Tak bym twierdził, gdyby nie Łotr.

Re: no cóż

"Atak Klonów" był trochę filmem trochę o niczym (jedzenie gruszki, ujeżdzanie krowy itp.) choć w połowie z fajnymi pomysłami (Jango, Dooku, mordowanei kosmicznych Arabów), takim wprowadzeniem to "zemsty" Na dodatek epizod położony przez aktorstwo i reżyserię (na tym polu TLJ bije PT na głowę, Luke ociera sie o rolę oskarową, swietna Leia, poprawna Rey itd.). Ale... - ograniczono kłapoucha, nikt nie wdepnał w kupę i na dodatek leciał tam "Across the Stars", więc chrzanić to, choćby dla tego jednego kawałka warto .
I w tym filmie dostałem to co chciałem dostać od czasu "Imperium Kontratakuje" - Yodę walczącego mieczem swietlnym. Od tego czasu staram sie bardzo ograniczać marzenia.

"Zemsta" - jak już gdzieś pisąłem - była dla mnie filmem pełnym emocji. Emocji typu "jak to można tak spieprzyć" - w tym "przemianę" Anakina która całkowicie mnie nie przekonała. No ale końcówka w swiątyni była niezła, szczególnie scena jak maszeruje 501 + muzyka, Mustafar też bo Hayden i Portmanówna nawet zaczęli przez chwilę grć, a nie być... No ale na koniec dali tę żenującą scenę umierania ze smutku... Już demokracja w tym filmie umierała ciekawiej.

Wyszedłem na tyle wewnętrznie rozbity, że na następny film kinowy z uniwersum SW nawet nie poszedłem, tym bardziej że był o tym że niby Anakin maiał padawankę, no durny pomysł jakiś...


Dziś, z dystansu po latach PT mi się nawet podoba (no, OT to to jednak żadną miarą nie jest), ma swoje momenty i są to pełnoprawne epizody SW jak najbardziej. Ale troche do tej opinii dochodziłem (i chyba drugi raz te filmy obejrzałem tak jakoś po 11 latach od premiery TPM dopiero)

Re: no cóż

Dla mnie Widmo nie było tragedią, ale rozczarowaniem, choć wizualnie urokliwym. Atak oceniałem od razu wyżej, i wcale nie był o niczym, gruszki i krowy to margines (a scenę z piaskiem jakoś w ogóle jednym okiem oglądałem).

Zemsta była widowiskowa, ale nieprzekonująca (choć wtedy oceniałem ją chyba wyżej niż dziś).

Re: no cóż

Pozwolę sobie odpowiedzieć. Jestem trochę młodszy od Finstera, ale też uczestniczyłem w tym Prequelowym szaleństwie. W 1999 miałem 22 latka

Bezpośrednio po pobycie TPM w kinach film podobał mi się "średnio". Nie przeszkadzał mi żaden z dziwnych pomysłów Lucasa - ani midichloriany, ani mały Anakin, ani Jar Jar - to wszystko było OK. Historia była w porządku. Ta opowieść musiała się jakoś zacząć. Od samego początku natomiast uważałem film za drętwy i źle zrealizowany. Mimo wszystko, uważałem to za "wypadek przy pracy" i czekałem na część drugą. Nie zawiodłem się, AotC to naprawdę był zdecydowany krok naprzód, i do tej pory uważam go za najlepszy z Prequeli. Czekałem na RotS jak na zbawienie. No cóż, pierwszy akt jest dobry, momentami bardzo dobry, ale niestety reszta zupełnie się sypie.

Ogólnie rzecz ujmując, po TPM też nastąpiło pęknięcie w fandomie, wiele osób rzuciło starwarsy na dobre. Duża część zupełnie nie była w stanie zakceptować nowego oblicza tych filmów, tego fikcyjnego świata. Tyle, że pęknięcie przebiegało chyba wolniej, mniej ludzi miało dostęp do internetu, nie było stron typu "agregaty" w rodzaju RT czy MC. Opinie czy to zawodowych krytyków czy fanów docierały do "świadomości publicznej" znacznie wolniej.

Re: no cóż

A to dziwne to co pisesz bo TPM ma taki sam schema t jak ANH Ma świetny montaż - scena końcowa to mistrzostwo. Technicznie też jest klawy - f/x, dzwięk, efekty dźwiękowe. Muzyka ! Reżysersko chyba też GL daje tutaj rady. Aktorsko najlepiej z PT - Liam jako Qui Gonn to 100% Jedi. Na pewno scenariusz wart byłby podrasowania - dialogi.

Owszem mnie TPM się mega podobał. Natomiast uważam że on klekł bo był zbyt mocno oderwany od SW jakie znaliśmy z CT/OT. Zawsze uważałem że z 2-3 zrobić trylogię a 1 jako zero.

Minusem na pewno jest próba tłumaczenia natury Mocy.

AOTC i ROTS niestety już w mojej opinni wypadajągorzej i technicznie i aktorsko.

Jako całość PT jest zbyt mocno rozbita TPM vs AOTC/ROTS. Natomias na plus to rozbudowa świata SW i to z świetnym rozmachem. Tego brakuje w ST. TLJ też nic nowego nie wprowadza - jest jakis taki że czuję mdłość... XD

Re: no cóż

Film robi dziwaczne wrażenie, bo wszyscy aktorzy (poza Lloydem) wygłaszają swoje kwestie w ten osobliwy, zupełnie pozbawiony emocji sposób. Akcja zupełnie nie ma pędu, nie ma tempa. Montaż jest przedziwny, sceny albo zaczynają się bez sensu, albo są ucinane w najmniej odpowiednim momencie, albo pokazują jakieś absurdalne rzeczy. Przejścia pomiędzy scenami zupełnie się nie kleją. W ogóle nie ma rytmu. Wizualnie za duże kontrasty, zbyt szybko. Są wsadzone sceny, które robią wrażenie jakby były nakręcone przez kogoś opóźnionego w rozwoju, jak np królowa dziękująca R2.
Aktorstwo jest straszliwe. Matka Anakina to podobno uznana aktorka, wieloletnia współpracownica Bergmana!!! Jezus Maria, ja długo myślałem, że to jakaś nielegalna imigrantka, która sprzątała u Lucasa i dał jej rolę po znajomości! McGregor i Neeson nigdy nie powinni dostać tych ról. Cała obsada to pomyłka.
Generalnie, scenariusz jest OK, poza Maulem, który jest po prostu niewykorzystany. Wykonanie jest beznadziejne. Ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to Lucas.

Re: no cóż

No to odbieramy ten film zgoła inaczej. Dla mnie to film NP w 100%. Top wśród filmów SW. I dopiero TFA - w co nie wierzyłem że może tak być - wywołał takie emocje jak w `99 TPM

Re: no cóż

Wiadomo, każdy widzi to inaczej. Plus patrzymy na wiele spraw przez pryzmat wspomnień, nostalgii etc.
BTW Jor zmień awatar na ten z okularami i wąsem bo był czaderski

Re: no cóż

No dokładnie (tak jak po tylu latach sobie przypominam) z podobnymi odczuciami wyszedłem z kina.I tym bardziej, że to był TEN film, na który tyle lat się czekało...

W sumie to się zgadzam z JOR-em co do jednego - "z 2-3 zrobić trylogię a 1 jako zero" - to by wyszło na zdrowie. A najlepiej gdyby zamaist do bólu przwidywalnej historii Anakinana miejscu głównym dac ją w tle a w zamian dać historię Vosa/Aaayli - wtedy nie wiemy co się stanie z głównymi bohaterami i mamy solidny "dreszczyk napięcia", a nie czekamy ze spokojem kiedy w końcu Ani się darksajdnie, założy garnek i zacznie mordować kolegów. I - zupełnie wypraną z emocji dla zwykłego widza scenę, jak Bly strzela niebieskiej w głowę. Ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to Lucas [2]

poza Maulem, który jest po prostu niewykorzystany
dokładnie, Maula mogli ciągnąć przez co najmniej dwa epizody, ba, przecież mamy w ANH nawet Aurrę Sing - what a waste

Re: no cóż

Porównywanie TPM do TLJ nie ma sensu...

Re: no cóż

Też mnie dziwią te porównania. Argument "bo wprowadza jakieś nowości" blednie i to poważnie jeśli spojzreć na to, że:

1. TPM było pierwszym filmem trylogii, rozpoczynało ją, więc dawało pewien szkic tego, co mieliśmy się spodziewać w kolejnych Epizodach (przynajmniej mniej więcej); TLJ natomiast jest drugim Epizodem, który powinien iść w ślady TFA, a co robi to wprowadza pewną niespójność koncepcji wobec tego, co widzieliśmy w poprzednim Epizodzie, stawiając w trudnym położeniu J.J. Abramsa (reżysera TFA) reżyserującego Epizod IX.

2. TPM i TLJ mają inne motywy dotyczące głównych bohaterów i zupełnie różne sposoby prowadzenia historii. To, że mamy młodego człowieka, który ma potencjał w Mocy i mieszka na pustyni nie oznacza, że te filmy są całkowicie podobne. xD

Pod względem technicznym TPM wypada lepiej od TLJ, to samo (z tym, że o charakterze subiektywnym ;p) się tyczy scenariusza, postaci, fabuły, prędkości prowadzenia widza przez historię czy spójności TPM z następnymi częściami trylogii prequeli.

Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zastanawiałem się czy lepsza wtórność TFA czy nieudana w moim odczuciu próba zrobienia czegoś nowego w TLJ. Dochodzę do wniosku, że jednak dla próby podjętej przez TLJ mam nieco więcej szacunku, więc w końcówce (no, tuż nad Holiday Special ) umieszczam TFA, a nieco nad nim TLJ.
Tak by to więc u mnie wyglądało:
1. ESB
2. ANH
3. RotJ
4. TPM
5. RotS
6. R1
7. TCW (film)
8. AotC
9. TLJ
10. TFA
(gdzieś tu u dołu są Ewoki i Holiday Special, raczej w roli ciekawostki niż pełnoprawnych filmów)

TPM wysoko, bo spełnia moim zdaniem bardzo ważną rolę: pokazuje Republikę w okresie pozornej potęgi, a tak naprawdę gnijącą od środka i przeżartą korupcją. Docenić to pomagają oczywiście `Darth Plagueis` i `Maska kłamstw`. Obeszłoby się bez Jar Jara (skoro ta postać i tak w końcu do niczego nie prowadzi) i Anakin mógłby być nieco starszy, bo trudno identyfikować się z dziewięciolatkiem komuś innemu niż dziewięciolatek, ale i tak oceniam film najlepiej z prequeli.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

To u mnie:

1 TPM, TESB, ANH, TFA
2 AOTC, R1
3 ROTS
4 Ewoks
5 TCW, HS
6 TLJ

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

A co ciekawe każdy film otwierający trylogię oceniam topowo.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Zgubiłeś chyba RotJ
TLJ podniósł odrobinę moją opinię o TFA, ponieważ było tam coś, co jest chyba charakterystyczne dla Abramsa - tajemnicę. Była tam tajemnica rodowodu Rey i tajemnica tożsamości Snoke`a. Tutaj obydwie te tajemnice zostają wyrzucone do kosza w okolicach połowy filmu (Rey nie ma żadnego istotnego rodowodu, Snoke jest nikim), w imię jakiejś postmodernistycznej próby dekonstrukcji mitologii Gwiezdnych Wojen. Jestem jak najbardziej skłonny przyjąć taką dekonstrukcję (uwielbiam Zdrajcę, uwielbiam KotOR 2) kiedy jest to zrobione sensownie, z bohaterami o zrozumiałych motywacjach. Tu moim zdaniem tych elementów zabrakło.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Tak, ROTJ tam gdzie AOTC i R1

Z Rey to pewnie JJ odkręci - oby

A Snoke - może Kapelusznik powróci i wtedy wiadomo co to będzie XD

A poważnie to mam tak po raz pierwszy że tak mnie odrzuca od SW. Nawet TCW kinowe mnie bawiło, a tutaj to jakoś nie ma sensu. Oby Solo coś odbił od dna markę XD

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Z jednej strony jestem optymistą - bo R1 był całkiem fajny i pewnie umieściłbym go w rankingu wyżej gdyby nie `to samobójcza misja, więc nawet nie próbujmy przeżyć` na końcu, a postać Hana ma potencjał i jest nieźle wykorzystywana i w starym i nowym EU, a z drugiej czytam takie rzeczy:
http://www.screengeek.net/2017/12/24/disney-expects-solo-a-star-wars-story-to-bomb/

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Byłem sceptyczny na początku, jak ogłoszono, że to Rian Johnson będzie reżyserem kolejnego Epizodu, oraz jak się okazało, że akcja tegoż Epizodu będzie miała miejsce w momencie zakończenia głównego wątku "Przebudzenia Mocy".

Jednak postanowiłem nie podchodzić do filmu z jakimiś wielkimi oczekiwaniami. Dałem szansę, że powstanie bardzo fajna część. Optymistycznie patrzyłem na zapowiedzi, że TLJ jest dopry do tego stopnia, iż Disney powierzy Rianowi Johnsonowi stworzenie kolejnej trylogii.

Niestety, zawiodłem się przy "Ostatnim Jedi", który mnie odrzuca zarówno jako samodzielny film, jak i gdy spojrzę na niego przez pryzmat kolejnej części Star Wars.

Jak byłem sceptyczny co do filmu o Hanie Solo, tak teraz, po tym jak zawiódł mnie "Ostatni Jedi", bardzo się zainteresowałem tym filmem. Tak czy siak bym poszedł, ale wcześniej mnie ten spin-off ani nie ziębił, ani nie grzał. Teraz trochę hype`u jest.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Horst napisał:
Rey nie ma żadnego istotnego rodowodu, Snoke jest nikim
-----------------------
Tyle że nic się nie wyjaśniło - rodowód Rey jest tylko sugestią, mamy dużo mniej niż Nooooooooooo!, a Snoke... nigdy nie był nikim, pozostał złym duchem czasów post-ROTJ, i być może dopiero Abrams odpowie w EIX na pytanie kim był (w sensie skąd się wziął).

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

"Attack Of The Clones" to według mnie najsłabsza część Star Wars.
O ile TPM ratują świetni Qui-Gon Jinn, Maul, no i najlepiej poprowadzone choreograficznie pojedynki na miecze świetlne, plus obłędny "Duel Of The Fates", tak AOTC kompletnie mnie zawiódł widoczną tak bardzo "cukierkowatością i dziecinnością". Na dodatek trafiłem na wersją z dubbingiem, więc załamka była podwójna . Co ciekawe, to właśnie końcowa scena z formowaniem armii klonów i słowami Yody "Begun the Clone War has ..." była najbardziej "starłorsowa" w całym filmie. Jak dla mnie
"Last Jedi" na moje liście jest bez porównania wyżej, a mniej więcej wygląda to tak :

1.ESB
2.ROTJ
3.ANH
4.TLJ
5.TFA
6.R1
7.ROTS
8.TPM
9.AOTC

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Też oceniam AotC najniżej z części Lucasa (ale jestem chyba w zdecydowanej mniejszości oceniając TPM najlepiej z prequeli). Polityka obecna i znacznie nudniejsza niż w TPM, sceny romansowe dość realistyczne (przypuszczam, że chłopak wychowany w zakonie tak właśnie próbowałby flirtować), ale ogląda się to mało przyjemnie, Separatyści najpierw wydają się dość rozsądni (widać wyraźnie, że Republika nie jest tak fajna, jak chciałaby być), a później kiedy pojawiają się na ekranie to są przedstawieni jako potwory. Nawet ten tekst Yody nie brzmi dobrze - nie zdarza się często, żeby konflikt został nazwany w trakcie pierwszej bitwy... `Zaczęła się wojna trzydziestoletnia`

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wiesz, może i masz rację z tym, że zakonnik mógłby w ten sposób zarywać, tym bardziej jakby wykładali literaturę w świątyni. Ale z drugiej strony jak Padme mogła na coś takiego polecieć?

tak..

ROTJ
TESB
ANH
ROTS
AOTC
R1
TPM
TFA
TLJ

Tzn.

dla mnie to w ogóle nie jest część SW, bo zbyt wiele psuje i neguje z tego, co ustalono wcześniej, więc dla mnie to taki gruby spin-off robiony przez fanów z kiepskim scenariuszem.

Moja hierarchia epizodów od dawna wygląda tak:

1. TESB/ROTS
2. ROTJ
3. TPM
4. ANH/AOTC

Z tym, że wszystkie trzymają się jednak jakiejś całości.

Osobny zupełnie ranking mam dla dotychczasowych dzieł disneyowskich:

Skala żenady:

1. R1 (niewielka żenada)
2. TLJ (średnia żenada)
3. TFA (gruba żenada)

Re: Tzn.

Z ciekawości zapytam: czemu TFA oceniasz gorzej niż TLJ?

Nie chodzi o to, że mi się TFA bardzo podobało, a TLJ bardzo nie podobało, po prostu jestem ciekawy czemu TLJ wg Ciebie było "średnią żenadą", a TFA "grubą żenadą", skoro TLJ znacznie więcej psuje od TFA i wypada gorzej chociażby pod względem czysto technicznym (czysto technicznym, podkreślam; nie chodzi tutaj o piękne ujęcia czy pojedyncze motywy).

Re: Tzn.

Podłączam się pod pytanie. Z Krogiem nie wiem czy kiedykolwiek się zgadzałem, a tu taka niespodzianka.

Re: Tzn.

Przede wszystkim chodzi oczywiście o sam scenariusz. TFA jest grubą zrzynką i w zasadzie niczym więcej. Do tego jest pozbawiony jako film jakichkolwiek istotniejszych tematów, a sposób w jaki zrobili tę kalkę Nowej Nadziei woła wręcz o pomstę do nieba. Więc patrząc od strony fabuły TFA jest po prostu niczym, jedynie kiepskim i wzbogaconym o idiotyczny humor rebootem Nowej Nadziei. TLJ ma po prostu jakieś minimalne ambicje i momentami nieco poważniejszy klimat. Dlatego nie jest aż taką żenadą.

Re: Tzn.

Krogulec napisał:
Przede wszystkim chodzi oczywiście o sam scenariusz. TFA jest grubą zrzynką i w zasadzie niczym więcej.
-----------------------

To nie jest takie proste. Nawet, gdyby była to prawda, nie jest to żaden zarzut. Wiele bardzo dobrych, znanych i uznanych filmów to remake`i, adaptacje, reinterpretacje, zrzynki, kolaże itp. Tak po prostu jest w świecie filmu. The Force Awakens to nawet nie jest "COVER", gdyby się posłużyć terminologią muzyczną. Wykorzystuje po prostu pewne elementy znane z poprzednich części. Film opowiada zupełnie inną historię, za pomocą innych środków, niż pierwsze Gwiezdne Wojny.


Do tego jest pozbawiony jako film jakichkolwiek istotniejszych tematów
-----------------------

Nieprawda. TFA jest bardzo prostym konstrukcyjnie i fabularnie, ale bogatym w znaczenia i głęboką symbolikę filmem. To się nazywa subtelność i finezja. Twoje spojrzenie jest bardzo powierzchowne i niedokładne. Twórcy TFA dokładnie wiedzieli co robią, to jest jednocześnie film i dla dzieci, i dla "starych". Najwyraźniej, warstwa dla dzieci Cię nie bawi, a warstwa "dla starych" nie interesuje (ponieważ dotyczy pewnych aspektów życia, których jeszcze nie miałeś okazji doświadczyć). I tyle.


a sposób w jaki zrobili tę kalkę Nowej Nadziei woła wręcz o pomstę do nieba.
-----------------------

W którymś tam wątku, przy innej dyskusji, piszesz, że jesteś znawcą kina, widziałeś całą klasykę, tworzysz recenzje. Dziwne, że nie dostrzegasz i nie doceniasz walorów technicznych filmu. Wszystkie podstawowe elementy "filmu" są w TFA na swoich miejscach. Nawet, gdyby TFA nie miało ŻADNEGO scenariusza, ŻADNEJ fabuły, i nie poruszało ŻADNYCH istotnych tematów (co nie jest prawdą), było tylko zlepkiem niezwiązanych ze sobą scen, byłby to BARDZO kompetentnie zrealizowany "produkt" - zdjęcia, oświetlenie, montaż, efekty specjalne, aktorstwo, wszystko jest tam na poziomie "zawodowym".

Krogulec chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: krytykę filmu przez pryzmat fana i znawcy RPG. Sam o tym pisze w temacie recenzyjnym - porusza się w takich kręgach. Niestety, nie można oceniać filmów stosując te same miary, które stosuje się dyskutując i analizując systemy RPG. To są dwa różne światy. Dwa różne zestawy narzędzi.

Jeśli chodzi o Krogulcową krytykę The Last Jedi, to jest to dokładnie ten sam zestaw zarzutów, który prezentuje większość zawiedzionego "fandomu", czyli TO NIE JEST TO, CO CHCIELIŚMY DOSTAĆ. Fandom nie ocenił TLJ jako filmu, fandom "obraził się", na jego niezgodność z masowymi wyobrażeniami na temat tego, czym są, czym mają być Gwiezdne Wojny. "Prawdziwi Fani" obrazili się, ponieważ nie dostali takiej historii, jaką sobie sami przed premierą wyobrazili, wymyślili, wymarzyli. Wszystkie "brakujące" bądź "niezgodne" punkty, są powodem wielkiego niezadowolenia. Wygląda to tak, jakby każdy fan miał jakąś swoją własną "kanoniczną" wersję wydarzeń, od której film nie może się odchylić, i jest po prostu niemożliwym, żeby spełnić oczekiwania każdego widza. Krogulec również prezentuje tu główny zarzut fandomu, że film za dużo niszczy, zmienia, odrzuca. Wygląda na to, że fandom po prostu prezentuje stanowisko fundamentalistyczne - są pewne "święte" prawa, jedyna możliwa interpretacja wydarzeń, postaci, historii, które znamy z filmów bądź innych źródeł.
Niestety, ale takie podejście równa się artystycznej śmierci tej marki. Jeżeli dochodzimy do stanowiska, że nie można ruszyć NICZEGO, albo można ruszyć tylko NIEKTÓRE aspekty i to w ODPOWIEDNI sposób, to jest to koniec. Być może tak właśnie będzie i masowa popularność tych filmów okaże się również przyczyną ich końca, ponieważ dochodzimy do miejsca, w którym z serią nie można zrobić już nic.

Re: Tzn.

No przecież na filmach zna się tylko te 10% krytyków którzy nie dali się przekupić Disneyowi oraz te 50% publiczności (stanowiące tylko 12% przy TFA) które daje negatywy na RT

Re: Tzn.

Krytycy podchodzą do starwarsów raczej obojętnie. To nigdy nie było "ulubione dziecko" tych środowisk. Szkoda, że Disney nie przekupił krytyków, żeby ratowali Piratów na przykład.

Re: Tzn.

O tu jest jeszcze jedna z ciekawych dyskusji fanów o filmie, i kontrowersyjnym przyjęciu:

https://www.youtube.com/watch?v=twK-iA1mj-s

Dużo stwierdzeń typu "można to było zrobić inaczej, lepiej". Pewnie, że można. Szkoda tylko, że każdy jest mądry po fakcie. Szkoda, że żadnego z tych speców od storytellingu i scenariuszy nie zaangażowali przy pracach nad filmem. To pewnie kolejny żydowski spisek.

Ale z drugiej strony, świat jest bardzo skomplikowany, może faktycznie jest jakiś kwas z tymi krytykami, może dzieje się coś pod maską, o czym nie mamy pojęcia. Ja osobiście nigdy nie utrzymuję, że znam się na kinematografii, wprost przeciwnie, nie mam o tym pojęcia i jestem fanem kiczu. Może i TLJ jest katastrofą? A niech sobie i będzie. Ja i tak jeszcze z raz, dwa obejrzę. I tym optymistycznym akcentem kończę

Re: Tzn.

darth_numbers napisał:

Dużo stwierdzeń typu "można to było zrobić inaczej, lepiej". Pewnie, że można. Szkoda tylko, że każdy jest mądry po fakcie. Szkoda, że żadnego z tych speców od storytellingu i scenariuszy nie zaangażowali przy pracach nad filmem. To pewnie kolejny żydowski spisek.



O, to to. Jak czytam niektórych, to mam wrażenie, że połowa użytkowników bastionu to mistrzowie kina, każdy z pięcioma oskarami na koncie. Wszyscy bardzo pewni siebie i swoich racji, każdy zrobiłby lepszy film niż TFA i TLJ, każdy by lepiej zagrał, lepiej zmontował i lepszą muzykę zakomponował.

Re: Tzn.

Na RT ponoć boty nabiły niskich ocen.

Natomiast osobiście pomysł przewietrzenia SW i przemeblowania kanonu mi się podoba - żeby nowe filmy były interesujące, taki zabieg był konieczny.

Po TFA (które też mi się podoba) stało się oczywiste, że nie zniesiemy gwiazdy śmierci nr 4. ;->

Re: Tzn.

Może jestem hipokrytą, bo sam założyłem temat o botach na RT, ale nie ma co się przywiązywać do tej myśli. To jest trochę tak jak się przyłapie siostrę na czymś czego nie powinna robić. Pójdziesz do rodziców, naskarżysz, ale ostatecznie wypadasz jak ostatni gnojek. Twierdząc, że te oceny to boty wyglądamy jak fochnięci fani, którzy nie mogą uwierzyć w to, że komuś się nie podobał film.

Inna sprawa, że siła internetu jest niemożliwa. Nawet jeśli tych, którzy nienawidzą TLJ jest ~20% to mogą być o wiele bardziej zdeterminowani, żeby założyć konto na RT/MC i ocenić nisko. No ale nie upieram się, że tak jest. Równie dobrze może być rzeczywiście pół na pół.

Re: Tzn.

Asfo napisał:
Na RT ponoć boty nabiły niskich ocen.
-----------------------

A Rosja ponoć zhakowała wybory w US i referendum za Brexitem.

Re: Tzn.

Ja wiem tyle, co ludzie na reddicie pisali - że większość negatywnych ocen to nowe konta, a treść komentarzy się powtarza słowo w słowo. Ale nie drążyłam tematu, dlatego piszę "ponoć".

Re: Tzn.

Miałem podobne wrażenie ale doszedłem do wniosku, że w miarę jak przybywa nowych komentarzy to przechodząc do dalszych stron trafiam na te komentarze, które już czytałem

Re: Tzn.

Drogi numbersie, nie daj się zwieść górnolotnym treściom serwowanym przez kolegę Krogulca, jego `znawstwo` jest podporządkowane głoszeniu ustalonej z góry idei a nie szczerej analizie tworu (pop)kultury.

Jego opinie nie są wynikiem studiów (choć usiłuje to przykryć górnolotnymi frazesami, niestety pustymi) czy pogłębionej dyskusji, gdzie punktem wyjścia jest postmodernizm... a jedynie projekcją snobizmów. Osobiście intryguje mnie jak taki zagorzały socjalista - przy którym nawet Stalin robi się różowy - może tak lekceważąco wyrażać się o masach, ale cóż, każdy ma swoje dziwactwa.

Do czego oczywiście ma prawo, ale trochę szkoda patrzeć jak ktoś traci na niego czas - skoro problem leży w zupełnie innym miejscu niż faktyczne wartości filmu.

Re: Tzn.

A jaką ja ideę głoszę? Że nowe filmy marki SW są średnie lub kiepskie? Ależ! Straszna ta USTALONA Z GÓRY IDEA xD

Co to za fantazje na mój temat? Ja i różowy Stalin? Przybliż je proszę bo chyba otwierasz za moimi plecami jakiś fanklub poświęcony mojej skromnej osobie

No i króciutka odpowiedź do fragmentu, gdzie starasz się rzeczywiście ulepić jakąś polemikę zamiast infantylnie wrzucać kolejne ad personam: masy sterowane przez korporacje to masy, których gust staje się podporządkowany lansowanej za miliardy tandecie, która urasta do rangi klasyki i wiekopomnego dzieła. Zapamiętaj

Re: Tzn.

Generalnie, masz tak stunelowany sposób widzenia, że nie ma większego sensu podejmować dyskusji. Jak mi się przewijają twoje posty tu i ówdzie, to nie widzę, żebyś gdziekolwiek dał się przekonać, albo uznał, że czyjeś inne zdanie jest równoważne twojemu.

Traktujesz swój subiektywny ogląd jako prawdę obiektywną i nie dopuszczasz myśli, że np. coś źle zinterpretowałeś lub przeoczyłeś. W tej sytuacji polemika jest bezużyteczna.

Strasznie generalizujesz i przesadzasz, mając przy tym nieprawdopodobnie wyśrubowane wymagania. Mówimy o przygodowej kosmicznej bajce, stanowiącej rozrywkę dla mas. Jak chcę wyższej kultury to idę do opery, a nie do kina na SW.

Re: Tzn.

Nawet SW można oceniać pod kątem wartości artystycznej. Tak naprawdę każdy z nas zresztą to robi. Czasem obserwuję twoje posty i wylewa się z nich prawie zupełnie bezkrytyczne podejście do nowych filmów, więc równie dobrze mógłbym napisać o tobie to samo. Tylko, że mnie to nie przeszkadza i niespecjalnie udzielam się pod wpisami osób, które pieją z zachwytu nad dziełami Disneya. Za to hyperów jak widać bardzo boli, że ktoś systematycznie prezentuje odmienną opinię... Wyluzuj

Re: Tzn.

Moja opinia nie jest bezkrytyczna.
W TFA nie podoba mi się gwiazda śmierci i nadmiar "tajemnic" które mają trzymać w napięciu do następnego odcinka, po czym okazuje się, że to jakaś trywialna sprawa, albo że to nieważne.

W TLJ nie podoba mi się błaznujący BB-8 oraz to, że cały film wygląda jakby autorzy mięli nam do powiedzenia znacznie więcej, ale ponieważ nie mogli zrobić filmu trwającego 5 godzin to połowę wycięto.


Ale oba filmy i tak mi się podobają, podobnie jak wszystkie sześć poprzednich, i nie zamierzam się tego wstydzić. Ponadto wyznaję zasadę, że jeśli coś mi się nie podoba, to to olewam i znajduję sobie inne zajęcie.

Np. nie cierpię mangi. Gdybym miała takie podejście jak ty, zapisałabym się na mangowe forum tylko po to, żeby pisać o tym, że manga to straszny kicz i że ja mam lepszy gust niż ludzie lubiący mangę.

Re: Tzn.

Fantazje xD
Uważaj, bo się zaraz pogubimy w tych czułych hiperbolach.
Ostrzegam jedynie numbersa iż podawanie ci argumentów mija się z celem bo cała twoja działalność tutaj nie służy dociekaniu do jakichś treści a jedynie publicznym popisom; ostatecznie całkiem sporo osób traktuje twoje lekceważące i protekcjonalne teksty poważnie i próbuje z nimi jeszcze wchodzić w jakąś polemikę. Tymczasem drogi Tymku twoja jaskrawa działalność w internecie (indeed, widziałam twoje przemowy tu i ówdzie dzięki życzliwym użytkownikom - bo i skąd ja miałabym znać twoje personalia?) dość jednoznacznie pokazuje że nie interesuje cię analizowanie czegokolwiek czy w ogóle dialog a jedynie wygłaszanie orędzi do tych plebejuszy, za których uważasz resztę społeczeństwa. Absolutnie mi to nie przeszkadza, bo nie ty jeden prowadzisz publiczne monologi na tym forum, ale ponownie podkreślę - szkoda mi osób które sądzą że dostaną wreszcie jakąś równą wymianę uwag.

Przy okazji prosiłabym byś nie mydlił oczu masami manipulowanymi przez korporacje, bo poczyniłeś dopiero co uwagę iż Ja nie wiem, ale osobiście czułbym się źle lubiąc coś, co lubią wszyscy.. O złych korporacjach ni chu chu.
W sumie, nazwanie siebie `skromnym` w tych okolicznościach jest jedynie figurą retoryczną

Wyraziwszy powyższe, tak jak mówię po raz trzeci - bądź dalej czołowym kabareciarzem forum Bastionu; ja tylko ostrzegam potencjalnych przechodniów by wiedzieli z jakimi dowcipasami mają do czynienia.

Re: Tzn.

No i widzisz tu pojawia się drobny problem.

Bo wątek dotyczący w gruncie rzeczy niczego poza oceną filmów przemieniasz w jakąś nagonkę, popisując się jeszcze rzekomą znajomością moich personaliów i z pozycji maczo nazywając mnie jeszcze "Tymkiem", oskarżając o jakieś wątki polityczne i przemawiając do mnie tak, jakbyśmy w ogóle się znali. Znaj umiar bo reprezentujesz moderację i szczerze mówiąc to chyba jedyne znane mi forum, gdzie prezentując tego typu zachowania można dalej uchodzić za opiekuna porządku i spokoju.

Przed innymi użytkownikami raczej nie ostrzegasz i nie śledzisz ich w internecie. Wiesz, z takimi przypadłościami można spróbować się uporać... Tak więc zachowaj zdrowy dystans i nie baw się w stalkera, powstrzymaj swój pseudo-życzliwy a w istocie napastliwy ton, bo sama tworzysz zbędne wątki, których tu w ogóle nie było.

Ja bardzo lubię kabaret, zwłaszcza film "Kabaret", polecam ci go. I troszkę przy okazji ochłoń, bo przykro patrzeć, jak moderacja udaje grzeczną, a potem "ostrzega przechodniów".
Niestety żadna władza sama sobie ostrzeżenia nie wystawi... Wstyd

Re: Tzn.

1) Jest takie proste. Scenariusz TFA jest potwornie wtórny i bardzo powtarzalny. Gdyby ta powtórka z rozrywki była wykonana na bardzo wysokim poziomie: ze świetnym aktorstwem, pierwszorzędnymi dialogami, genialnymi scenami i świetnymi bitwami kosmicznymi to mógłbym z tobą polemizować. Ale TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015! Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc, tylko znacznie szybciej i jest kobietą. I wybacz ale nie będę wchodził w tę dyskusję po raz n-ty z osobą, która jest ślepa na fakty i robi z hype`u cel swojego życia xD

2) Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści. Niestety. Już Ostatni Jedi przy nim jest znacznie ambitniejszy i porusza (choć w głupi sposób) pewne istotne i faktycznie doroślejsze tematy.

3) Nie dostrzegam walorów technicznych filmu, bo warstwa techniczna to nie wszystko. Gdyby TFA było szkolnym projektem i miałbym oceniać wyłącznie scenografię, efekty i wizualną stronę to i tak nie jest wcale tak dobrze, jeśli bitwy w kosmosie są gorsze niż w dawniejszych epizodach, CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości, a planety są znacznie gorzej wymyślone i pokazane niż te w innych epizodach. TFA jest za słabe by bronić się samą techniczną warstwą wykonania, a do tego film to nie jest pocztówka, tylko niestety także i fabuła oraz scenariusz. Tu natomiast TFA jest wręcz pośmiewiskiem w gronie wszystkich pozostałych filmów Star Wars. A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Disneya i nienawidzą JJ Abramsa

4) darth_numbers chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: broni film przez pryzmat fana technicznej strony filmu i jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem. Niestety nie da się oceniać filmów patrząc tylko na to, co jest w nich dobrze zrobione bo w ten sposób każdy film byłby w jakiś sposób dobry, bo zawsze znajdzie się jakiś przyzwoity element, nad którym ktoś pokroju dartha_numbera zacznie piać z zachwytów i się wzruszać.

*No i słaba próba z wrzuceniem mnie do worka jakichś analityków od systemów RPG xD Naprawdę oceniam SW przede wszystkim pod kątem sztuki filmowej. RPG rządzi się zupełnie innymi prawami i fatalnie zrealizowane filmy mogą być bazą dla świetnych sesji RPG, co się bardzo często zdarza

Moja krytyka The Last Jedi wcale nie była budowana wokół szczególnych oczekiwań. Pisałem już w kilku miejscach: nie miałbym problemu z Lukiem po ciemnej stronie gdyby historia była pokazana w dojrzały i odpowiedni sposób. Niestety TLJ jest filmem pełnym dziur i wad, przeczącym dotychczasowym ustaleniom w uniwersum. To dzieło niestety miałkie i bardzo chaotyczne, które samo sobie zaprzecza i gdzie wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera. Widać, że bardzo cię te argumenty bolą bo strasznie się na ten temat rozpisujesz, kiedy TLJ jest po prostu filmem słabym, co najwyżej przeciętnym i dobrym jedynie z perspektywy korpo-produkcyjniaka. To dzieło na miarę Marveli i innych filmów, które znaczą tyle co nic. Jako epizod Star Wars to kino się nie broni i nie ma startu ani do OT ani do PT.

Nie ma tu żadnego fundamentalizmu. Chcesz to lajkuj sobie filmy Disneya, słuchaj disco-polo, wielb filmy Tarantino i uważaj je za najlepsze w dziejach. Nic mnie to nie obchodzi co ze swoim gustem i życiem robisz. Daj mi jednak w spokoju wyrazić moją opinię i skrytykować te nowe dzieła z pewnej określonej perspektywy. Sam wyskakujesz z jakimiś atakami personalnymi mającymi na celu ośmieszanie adwersarza, kiedy w tym wątku nic takiego nie było nawet poruszane.

Wymyślasz sobie moje stanowisko i zamiast pochylić się nad szczegółami chcesz koniecznie zdyskredytować każdego, kto punktuje oczywist wady nowych filmów. Niestety pod koniec tego posta polemizujesz już tylko sam ze sobą i wymyślonym Krogulcem, powodzenia xD

Re: Tzn.

Niby piszesz wyważony komentarz w dyskusji, ale na koniec go (jak zwykle) ruinujesz, po kolei:

Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc,

No to tak jak "Władca Pierścieni" - i nie, to nie jest dokładnie ta sama historia, bo wszystko jest w niej inne (patrz osobny post). Rey to nie Luke, Unkhar to nie wujek Oven, Han to nie Obi-Wan

TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015!

Tak, oczywiście, masz zupełną rację. Ale, sztuką było zrobić ANH w czasach, kiedy powstała. I chyba polemizujesz sam z sobą, bo nie zauważyłem zeby ktokolwiek stawiał wyższość scen z ANH nad TFA.

Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści.

No ma, ale ty jej nie widzisz - i - na marginesie - to wszystko ma też każdy z filmów SW, które były (i są) robione głównie dla dzieci. Choć tutaj TLJ się trochę jednak wyłamuje z szablonu.

A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają

Ktoś tam coś kiedyś pisął na temat nagród i oskarów. TFA ma dobre, przyzwoite i poprawne (nie wybitne) aktorstwo, o wiele lepsze niż możemy oglądać w PT. TLJ ma wybitną rolę Hamila, który pokazał co potrafi.

jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem.

Ale jaka "okrutna"???, no miejmy jakieś proporcje. Na tej zasadzie ANH to "typowa opowiastka o walce dobra ze złem", prosta historyjka o rycerzu, księżniczce i szlachetnym rozbójniku. Nihil novi sub sole.

To dzieło niestety miałkie i bardzo chaotyczne, które samo sobie zaprzecza i gdzie wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera.

No Ty widzisz "osmieszanie Skywalkera" a ja nic takiego nie dostrzegam. I chyba nie tylko ja. Jakbyś pisał o zupełnie innym filmie.

Chcesz to lajkuj sobie filmy Disneya, słuchaj disco-polo,

No i dotąd trzymałeś poziom, ale na koniec musiałeś wyjść z tym "disco polo". Bo jak ogląda Disneya to z pewnością słucha disco-polo, bo przecież "każdy pijak to złodziej". No i oczywiście (na co zwróciłą ci uwagę Kathi, ale nie zrozumiałes) szufladkujesz bo jak "disco polo" to na pewno coś gorszego, godnego pogardy*. I się dziwisz że za pierwszym razem zaszufladkowałem Cię jako monarchistę mającego "plebs" w pogardzie...

* Ja nie słucham disco-polo, ale nie uważam że Ci co słuchają są w czymś ode mnie gorsi czy że mój gust jest dużo lepszy niż ich, bo ja słucham Schuberta i Baez czy czytam Audena czy Hugo. Nie, to tak nie dizała. mój jest po prostu inny (i to jest piękne), a jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje.

Re: Tzn.

Krogulec napisał:
1) Jest takie proste. Scenariusz TFA jest potwornie wtórny i bardzo powtarzalny.
-----------------------

Właśnie o to chodzi, że NIE JEST, ponieważ mimo powierzchownych podobieństw, filmy opowiadają ZUPEŁNIE różne historie. Można nawet powiedzieć, że opowieści idą w przeciwnych kierunkach. Bo Luke ma wszystko, wszystko traci, dowiaduje się o swoim przeznaczeniu, odnosi zwycięstwo, zostaje bohaterem, zyskuje przyjaciół. Rey nie ma nic i jest nikim, nie ma żadnego przeznaczenia, jest miotana przez przypadek, nie odnosi żadnego zwycięstwa, traci przyjaciół a w podróż zamykającą TFA na pewno nie rusza jako bohater.


Ale TFA jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki kosmicznej, którą oferuje nam film z 2015!
-----------------------

To lepsze, to gorsze. To są same ogólniki. Nie wiem, o co Ci chodzi. Moim zdaniem, końcowa bitwa w TFA jest bardzo udana, bo jest wizualnie ciekawsza i bardziej różnorodna niż ta z ANH. Są ujęcia z ziemi, "tracking shoty" i "wide shoty" z powietrza, ujęcia z kamery "zamontowanej" na skrzydle X-Winga, "rozglądanie się" po kokpicie, trzęsące się od pędu kokpity, piski ostrzegające przed rakietami. To wszystko tworzy bardzo ciężką atmosferę zagrożenia. Bitwa toczy się nisko nad powierzchnią, wysoko w atmosferze, na granicy "przestrzeni kosmicznej", potem akcja znowu wraca nisko nad powierzchnię. Świetnie pokazane uczucie pędu, wszystko jest zrozumiałe dla widza, kto gdzie jest i co się dzieje.


Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc
-----------------------

Scenariusz i historia to nie wszystko. Pomijając fakt, że scenariusz TFA jest POWIERZCHNIOWO podobny do ANH (co oczywiście było świadomym zabiegiem), TFA jest czymś zupełnie innym. Film to nie jest tylko sekwencja wydarzeń, ale też bohaterowie i relacje między nimi, rytm i tempo, akcja. ANH i TFA to 2 zupełnie różne twory, pokoleniowo różne, wykorzystujące podobne schematy.


2) Nie ma w TFA żadnej istotnej warstwy "dla starych", to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści.
-----------------------

Warstwa "dla starych": nie wszystko co zaczyna się bajkowo, będzie bajką. Bajkowe zakończenie ROTJ jest wspaniałe, ale nie jest żadnym punktem wyjścia dla potencjalnej kontynuacji filmowej. Rzeczywistość (uderzające dla "starego" widza):
- zabicie tyrana i zniszczenie jego machiny wojennej, aparatu represji, wyzwala jeszcze gorsze koszmary (Saddam, Irak, ISIL, cały Bliski Wschód w ogniu. A "chcieliśmy dobrze");
- "Błogosławieństwa wieku dojrzałego": rozpad przyjaźni, rozpad związków, rozpad rodzin, ucieczka przed odpowiedzialnością;
- porzucone dziecko czyli Rey i jej cmentarna pustynia jako symbol depresji i rozpaczy;
- Życie w samoustanowionym więzieniu (Rey chce wrócić na Jakku);
- Świadomy wybór zła i celowe zabijanie w sobie dobra;
- "Cykliczność" historii (jedyne, czego uczy historia, to to, że jeszcze nikogo nigdy nic nie nauczyła).
I jeszcze kilka innych spraw.


Już Ostatni Jedi przy nim jest znacznie ambitniejszy i porusza (choć w głupi sposób) pewne istotne i faktycznie doroślejsze tematy.
-----------------------

Czyli na przykład jakie?


CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości
-----------------------

Chłopie... no tu to musisz podać w której minucie i sekundzie...


A jeśli twierdzisz, że w TFA mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Disneya i nienawidzą JJ Abramsa
-----------------------

TFA oczywiście nie jest ani arcydziełem, ani "poważnym" filmem Oskarowym. Aktorstwo jest na poziomie TOPOWYM, jeżeli chodzi o ten gatunek, tę klasę filmów. To jest emocjonujący, pędzący film akcji, i dlatego aktorzy muszą operować wyrażną mimiką, przesadzoną fizycznością. Bo inaczej nie wiadomo, co odczuwają, co myślą, nie masz z nimi żadnego kontaktu emocjonalnego. A film, w którym widz nie ma kontaktu emocjonalnego z bohaterami... jest po prostu nudny. Rey robi miny, gestykuluje, gra ciałem. Cała główna trójka tak działa, bardzo intensywnie i fizycznie. Skontrastuj to z Prequelami. Popatrz na twarze Amidali, Qui-Gonna, ObiWana, Mace Windu. Czy możesz powiedzieć, o czym myślą? Co czują? W Prequelach jest tylko dwóch gości, którzy naprawdę grają: Christensen (tak tak Princess) i McDiarmid. Reszta po prostu stoi z kamiennym wyrazem twarzy. W porównaniu z postaciami Prequeli, bohaterowie TFA to wulkan energii. To nie jest łatwe, to wymaga wysiłku, wsparcia reżysera, zaangażowania emocji i fizyczności wykonawcy, żeby zaangażować emocjonalnie widza. To jest dobre aktorstwo.


4) darth_numbers chwilami prezentuje dziwne i osobliwe stanowisko: broni film przez pryzmat fana technicznej strony filmu i jest ślepy na fakt, że TFA to okrutna zrzynka i nic nowego pod słońcem. Niestety nie da się oceniać filmów patrząc tylko na to, co jest w nich dobrze zrobione bo w ten sposób każdy film byłby w jakiś sposób dobry, bo zawsze znajdzie się jakiś przyzwoity element, nad którym ktoś pokroju dartha_numbera zacznie piać z zachwytów i się wzruszać.

-----------------------

Tutaj muszę się częściowo zgodzić, ja naprawdę uważam, że lepiej jest zwracać uwagę na mocne strony niż słabe. Preferuję takie podejście. Każdemu i wszystkiemu dam szansę. Tym bardziej, że mówimy o Star Wars... Z tych filmów naprawdę trzeba "wyciskać" dobre rzeczy, bo bez odrobiny dobrej woli to żaden z nas nie byłby "fanem". Na Przykłąd: nawet mimo tego, że uważam Prequele za fundamentalnie zepsute, to muszę przyznać, że MOGĄ się podobać, jest tam mnóstwo wartościowych rzeczy i wspaniałych pomysłów, były po prostu zbyt wielkim i ambitnym projektem dla jednego zmęczonego życiem faceta.


wszystko podporządkowane jest lansowaniu Rey na nową Idealną Jedi i ośmieszaniu Skywalkera
-----------------------

Tego zupełnie nie rozumiem. Piszesz to zdanie w taki sposób, jakbyś widział w konstrukcji filmu jakiś cel ideologiczny albo spisek. Kto i dlaczego chce ośmieszyć Skywalkera? O co chodzi? Ja nie widzę żadnego lansowania, żadnego ośmieszania. Rey jest po prostu bardzo mocną postacią, jest "osobą z ludu", mocną i zdroworozsądkową. Prawdopodobnie wyszła nawet lepiej, niż twórcy chcieli, a to chyba dlatego, że Ridley potrafi tę postać tak "wznieść". Luke był bohaterem mojego dzieciństwa i w sposobie, w jaki został przedstawiony w Sequelach widzę tylko zrozumienie twórców i wielki szacunek dla tej postaci. Nie ośmieszenie, nie zniszczenie. Ostateczny tryumf Luka, mimo wszystkich przeciwności i niepowodzeń. Nigdy nie marzyłem nawet o tym, że Luke zostanie w tak udany sposób "przywrócony do życia". Luke z The Last Jedi to najpiękniejszy prezent, jaki mogłem dostać.


TLJ jest po prostu filmem słabym, co najwyżej przeciętnym i dobrym jedynie z perspektywy korpo-produkcyjniaka. To dzieło na miarę Marveli i innych filmów, które znaczą tyle co nic. Jako epizod Star Wars to kino się nie broni i nie ma startu ani do OT ani do PT.
-----------------------

Moim zdaniem jest to zbyt surowa i niesprawiedliwa ocena. Nawet Marvele nie są złymi filmami i na pewno coś znaczą, bo "znaczenie" nie jest zawarte w samym dziele tylko niejako powstaje na styku dzieła z odbiorcą. Filmy Marvela przemawiają do współczesnego widza, każdy z nich zawiera jakąś myśl. To jest współczesna mitologia, gdyby było to pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, nikt by tego nie oglądał.



Daj mi jednak w spokoju wyrazić moją opinię i skrytykować te nowe dzieła z pewnej określonej perspektywy. Sam wyskakujesz z jakimiś atakami personalnymi mającymi na celu ośmieszanie adwersarza, kiedy w tym wątku nic takiego nie było nawet poruszane.Wymyślasz sobie moje stanowisko i zamiast pochylić się nad szczegółami chcesz koniecznie zdyskredytować każdego, kto punktuje oczywist wady nowych filmów.
-----------------------

Pax, Pax, Dominus Vobiscum, Szalom Alejchem.


[/cytat] Niestety pod koniec tego posta polemizujesz już tylko sam ze sobą i wymyślonym Krogulcem, powodzenia xD[/cytat]
-----------------------

That`s because I`m KRAZY!

Zrzynka wydumana

Tak ciągle wszyscy (prawie) o tej "grubej zrzynce". to ja sobie zrobię seans ANH i będę starał się wyłapać te identyczne elementy jak:

- Samotny, porzucony bohater wychowującego się na pobojowisku
- Bohater który nie ma żadnej rodziny, został porzucony
- Bohater, który musi zarabiać na utrzymanie zbierając złom z pobojowiska
- Jedynym marzeniem bohatera jest poznanie swoich rodziców
- Bohater poznaje dezertera z oddziału Szturmowców płci przeciwnej
- Bohater ucieka z planety kradzionym statkiem kosmicznym
- Bohater ląduje na przypadkowej stacji kosmicznej gdzie wpada w środek walki między gangami przemytników i potworami
- Bohater poznaje mentora, który oferuje mu pracę
- Bohater zostaje porwany przez „złego w masce” i poddany torturom

ciekawe, ile tej "grubej zrzynki" będzie

Re: Tzn.

Dzięki za odpowiedź.

Szanuję Twoje zdanie, aczkolwiek nie podzielam go i bynajmniej nie uważam TFA za reboota "Nowej Nadziei", mimo licznych nawiązań do poprzednich części (nie tylko ANH).

W mojej opinii minimalne ambicje TLJ i momentami nieco poważniejszy (gęściejszy?) klimat, jak to nazwałeś, to za mało, żeby tymi błyskami potencjału przebić TFA, które oceniam bardzo pozytywnie, TLJ natomiast negatywnie jako kolejną część Gwiezdnych Wojen.

Jeśli chodzi o humor to znacznie, znacznie, znacznie bardziej nie pasował mi on w TLJ. Liczba scen z "żenującymi gagami" przebiła kilkukrotnie ich liczbę obecną w TFA.

No ale co kto lubi. Odnośnie wielu z Twoich poprzednich postów o TLJ to podzielam wiele argumentów przez Ciebie przytoczonych, a dotyczących Epizodu VIII. Jednak w ostatecznym rozrachunku jednak TFA znacznie u mnie wygrywa nad TLJ, ale tak jak wspomniałem - co kto lubi. Element subiektywny sprawia, że jedna osoba woli tą część sequeli, a jakaś inna osoba tamtą. I jest to najzupełniej normalne.

Re: Tzn.

To ja z innej beczki - czemu TPM > ANH? W ogóle dlaczego ANH tak nisko?

Re: Tzn.

Bo z ANH zrzyna TFA

Re: Tzn.

Głównie dlatego, że ANH źle mi się ogląda za kolejnym razem. To czysto subiektywne wrażenie, ale ANH jest dla mnie bardzo infantylnym epizodem i brakuje w nim momentami rozmachu. TPM posiada klimat Starej Republiki, pokazane jest Coruscant z Senatem, stary Zakon Jedi i mamy świetne pojedynek na miecze świetlne, który nigdy mnie nie nudzi. Tak więc po prostu: podczas kolejnych seansów dużo lepiej powtarza mi się TPM niż ANH, które jest dość klaustrofobiczne

Re: Tzn.

TPM to film pełen infantylizmu, kretyńskiego humoru rodem z liceum i bez żadnych głębszych treści. Gdyby ta powtórka z rozrywki była wykonana na bardzo wysokim poziomie: ze świetnym aktorstwem, pierwszorzędnymi dialogami, genialnymi scenami i świetnymi bitwami kosmicznymi... Ale TPM jest dużo gorsze od Nowej Nadziei, a sekwencja Bitwy o Yavin z 1977 roku jest znacznie lepsza od bitewki, którą oferuje nam film z 1999! Film opowiada przy tym dokładnie tę samą historię: ktoś pochodzący z przysłowiowego zadupia staje się wybrańcem i odkrywa w sobie moc, tylko jest dzieckiem. CGI momentami naprawdę kiepskiej jakości, a planety są znacznie gorzej wymyślone i pokazane niż te w innych epizodach. A jeśli twierdzisz, że w TPM mamy dobre aktorstwo no to cóż... Przekonaj do tego jakiegoś gremium, bo wszystkie istotne nagrody i wyróżnienia jakoś tych aktorów omijają i wcale nie dlatego, że wszyscy krytycy uwzięli się na Lucasa

I wybacz ale nie będę wchodził w tę dyskusję po raz n-ty z osobą, która jest ślepa na fakty i robi z hejtu cel swojego życia xD

Re: Tzn.

Sprytne, brawo! Ale TPM niestety nie jest aż tak zerżnięte z Nowej Nadziei jak TFA, próbuj dalej

Re: Tzn.

Ale po co mam próbować, skoro używając bezdyskusyjnych argumentów pokazałem, że Twoje zdanie TPM>ANH jest pozbawione wartości merytorycznej?

Re: Tzn.

A przeczytałeś w ogóle moją wypowiedź na temat dlaczego wolę TPM od ANH? Bo chyba nie do końca

Dwa posty wyżej napisałem przecież całkiem wyraźnie, że to moje czysto subiektywne zdanie dotyczące kiepskiej dla mnie reoglądalności ANH.

Re: Tzn.

Przeczytałem, ale ja nigdy nie miałem wątpliwości, że Twoje opinie są niczym więcej jak fochem, tu tylko skorzystałem z okazji żeby to ładnie pokazać

Re: Tzn.

No ale niestety niczego raczej nie pokazałeś. Krytyka TFA z mojej strony jest w pełni zasadna. To film dużo bardziej wtórny od pozostałych, z kiepskim scenariuszem, żartami o niskim poziomie i co najwyżej przeciętnym aktorstwem. Film ten ominęły wszystkie istotne nagrody, a jego sukces kasowy pochodzi głównie ze sławy poprzednich epizodów... No i gdzie tu foch? Ja naprawdę nie mam problemu żeby wskazać rzeczy, które Disney robi dobrze, bo niektóre robi: np. świetny w TLJ jest DJ i bardzo mi się podoba scena, gdzie Luke spotyka się z Leią o czym już pisałem. Ale oceniajmy po prostu całokształt, który niestety jest kiepski lub co najwyżej przeciętny. A, że ja jestem często bardzo wymagający to już inna bajka

Re: Tzn.

Zarzuty które stawiasz TFA, można z co najmniej taką samą siłą postawić TPM, które jednakowoż wychwalasz

(zanim zrobisz ze mnie hejtera prequeli, przypomnę że stawiam TPM na równi z TFA)

Re: Tzn.

Nie, nie można. Choćby dlatego, że TPM powstało wcześniej przed TFA i każdy zarzut, który stawiamy TPM wraca ze zdwojoną siłą w przypadku TFA

Re: Tzn.

Re: Tzn.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Dla mnie TLJ jest najlepszym epizodem SW. Jestem trochę ewenementem i pierwszy raz w całości PT i OT obejrzałem dopiero w wieku 20+ lat. Także nie mam wspomnień ani sentymentów do starszych filmów i ciężko, żeby mnie OT i PT wtedy zachwyciły, a TFA i TLJ 10+ lat później ta sztuka się udała.

Moja kolejność:

1. TLJ > TFA
............
2. R1
............
3. TESB, ANH, ROTS
4. TPM, ROTJ
5. AOTC

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

" Rey wierząca w "nawrócenie" Kylo Rena. Tym razem mamy klon ROTJ. Luke leci nawracać Vadera, Rey nawracać Kylo. Nawet Rey spogląda przez iluminator oglądając klęskę Rebelii jak Luke na Gwieździe Śmierci."
Jak dla mnie to miłe nawiązanie, które do tego w filmie wypada sensownie.

Co do pytania z tematu - zdecydowanie nie. AOTC zdecydowanie jak dla mnie dzierży tu palmę pierwszeństwa. Jakiś czas temu obejrzałam AOTC jeszcze raz, żeby sprawdzić, czy będzie tak zły, jak za pierwszym oglądaniem, kiedy to nie dałam rady obejrzeć do końca i, no cóż, był tak samo zły xD

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Wyluzuj, będzie jeszcze Epizod IX oraz spin offy o Hanie Solo i Obi Wanie Kenobim, o tych filmach też będziecie gadać że są najgorsze na świecie

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Bez wątpienia, TLJ zawalił na wszystkich możliwych frontach. A myślałem, że po fatalnym Przebudzeniu, już gorszej części nie da się zrobić... Przebudzenie broniło się chociaż jako osobny film, bo to że splunęło na części 1-6 i wywaliło je do kosza, dla przeciętnego widza nie miało większego znaczenia. Tymczasem TLJ to twór jeszcze gorszy pod względem gwiezdnowojennym i przede wszystkim słaby film.

Słaby, kretyński scenariusz, brak rozmachu, brak godnej zapamiętania muzyki, brak jakiejkolwiek wagi całych potyczek (serio, dwie słabe frakcje biją się o jakieś zadupia, bo w Centrum rządzi ktoś inny), fatalny villain, wkurzająca protagonistka (niech zginie w IX epizodzie, bo już nie mogę na tę MaRey Sue patrzeć), postacie drugoplanowe nie istnieją. I można tak wymieniać i wymieniać... Totalne dno.

Pozostaje jedynie oglądać tę scenę: https://www.youtube.com/watch?v=AiM5zEEI_Jo&t=1s i nie uznawać disneyowskiego crapu za kanon, bo cóż więcej można poradzić?

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Co za szczęście, że kolejny Prawdziwy Fan Który Walczył O Alderaan Z Vongami W Kotorze, nie będzie nam przeszkadzał w oglądaniu Starłorsów, ale pozostanie przy holokronach oglądanych przy świeczce.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Ty to byś pewnie chciał, żeby wszyscy ten film kochali i wystawiali mu 10/10, a jak ktoś krytykuje to od razu jest hejterem. Spoko, typowy Filmweb

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Typowe że sądzisz według siebie
(albowiem wystarczająco dużo razy wypowiadałem się na tym forum że mi zupełnie nie przeszkadza jak się komu podoba lub nie podoba TLJ, natomiast zawsze bawi mnie jak ktoś własne fochy podnosi ex cathedra do rangi Argumentów)

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Widać po powyższym poście jak ci nie przeszkadza. A ten tekst, że sądzisz wg siebie to jest tak oklepany, że wymyśliłbyś coś oryginalniejszego... No ale w sumie twoi idole z Disneya też nie potrafią ogarnąć nic oryginalnego :/

Zwłaszcza, że poza kwestiami gwiezdnowojennymi wymieniłem też typowo filmowe argumenty, ale to i tak bezmyślny hejt dla wielkiego znawcy kina

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Faktycznie "wkurzająca protagonistka" to jest typowo filmowy argument
Tak naprawdę nie wymieniłeś żadnego argumentu poza "ojakmisieniepodobabochciałeminaczej". Nie wspominając o bzdurach sugerujących oglądanie filmu jednym okiem przez palce

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Dla ciebie każda krytyka tego filmidła to wymienianie wad, które nie istnieją...

"Słaby, kretyński scenariusz, brak rozmachu, brak godnej zapamiętania muzyki, brak jakiejkolwiek wagi całych potyczek (serio, dwie słabe frakcje biją się o jakieś zadupia, bo w Centrum rządzi ktoś inny), fatalny villain, wkurzająca protagonistka (niech zginie w IX epizodzie, bo już nie mogę na tę MaRey Sue patrzeć), postacie drugoplanowe nie istnieją."

To nie są argumenty filmowe?

Protagonista jak i antagonista to określenia uniwersalne dla kina, a zarówno Rey jak i Kylo spisują się w tych rolach fatalnie. Jaki jest sens wrzucania villaina, który jedyne co wzbudza, to politowanie i kpinę, a do tego jest tak słaby? Dobry przeciwnik w filmie nie musi umieć dobrze walczyć (ot, taki Joker chociażby), ale jego wrogowie powinni się go BAĆ, a nie z niego ŚMIAĆ. Bo Snoke`a to już nawet nie liczę - sztampowy złol, rzucający sztampowymi tekstami. Już taki Malekith sprawdził się lepiej.

Natomiast Rey jest tak nijaka i płaska, że w ogóle nie wiadomo, po co ona tam jest. Żadnego "character development", żadnych problemów, od razu jest perfekcyjna, nie ponosi porażek i w dwa-trzy dni (tyle czasu trwa łącznie TFA i TLJ) staje się już potężnym Rycerzem Jedi, bez żadnego szkolenia. Nie dziwię się oskarżeniom o feminizm.

W 1-6 była cała masa ciekawych postaci drugoplanowych, a tutaj co? Pustka. Hux to żenada, Phasma też, Finn nic sensownego nie wnosi, dawni bohaterowie są sprowadzani tylko dla $$$ i żeby ich uśmiercić bez echa. Tylko Poe jakoś się wyróżnia ponad tą bylejakość.

A brak wagi konfliktu to też argument filmowy, bo chyba inaczej się odbiera starcia o wysoką stawkę, a inaczej starcia o pietruszkę? Chyba nie powiesz mi, że wojenka o jakieś peryferia galaktyki, które zbyt wielu osób nie obchodzą, jest tak bardzo emocjonująca?

Brak rozmachu i muzyki? No nie ma ani rozmachu ani godnych zapamiętania soundtracków, nic dodać nic ująć.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

-Dla ciebie każda krytyka tego filmidła to wymienianie wad, które nie istnieją...

Skoro nie umiesz odróżnić wad od własnego obrzydzenia, to i nie dziwota że własne frustracje mylisz z krytyką.

To nie są argumenty filmowe?

"wkurzający", "nie mogę patrzeć" - nie, to są argumenty filmwebowe, taka subtelna różnica
Naucz się odróżniać argumenty od emocji.

Żadnego "character development"

Nic nie poradzę że mylisz rozwój postaci ze spełnianiem swoich oczekiwań pokornego terminowania.

Nie dziwię się oskarżeniom o feminizm.

Ja też się nie dziwię, skoro nawet nie rozumiesz że feminizm nie jest czymś negatywnym, więc nie może być przedmiotem "oskarżenia".

W 1-6 była cała masa ciekawych postaci drugoplanowych, a tutaj co? Pustka

Finn, Rose, Hux, Poe, Holdo, DJ, Leia, Luke.. faktycznie zupełny brak ciekawych postaci drugoplanowych

wojenka o jakieś peryferia galaktyki

Mówiłem, że jak się ogląda tylko jednym okiem przez palce, to istotne szczegóły umykają
Waga konfliktu jest mniej więcej taka sama jak w przypadku Imperium/Rebelia w ANH. Ale to było nudziarstwo xD

PS Daj znać jak zauważysz nominację do Oscara za brak muzyki xD

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Hmmmmm, a co jeżeli ktoś miał styczność z SW tylko na wielkim ekranie i uważa, ze TLJ to kupa i film dla ameb?

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

To jego sprawa, ale nie jest Prawdziwym Fanem Który Walczył o Alderaan z Vongami

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Brawo, to JEGO sprawa, zrozum to wreszcie ludku.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Przecież to ja napisałem, że jego sprawa.
Dopóki nie wmawia mi, że jego opinia jest jedynie słuszna, nie moja sprawa.
Nie rusza mnie w najmniejszym stopniu kiedy np. Joruus okazuje swoje rozczarowanie TLJ, ale rusza mnie, kiedy ktoś próbuje wmówić filmowi wady, które nie istnieją. I tyle, zrozum wreszcie.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Można puścić to sobie w drugiej karcie dla muzyki, dojrzeć i zachować się jak fan - akceptując rzeczywistość i czerpiąc z niej tyle radości, ile można.

Re: Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?

Jeśli "dojrzewanie" oznacza dla ciebie akceptację rujnowania tego uniwersum, to jednak pozostanę niedojrzały.

asdfg

Nie podoba mi się, co z poprzednimi epizodami zrobiła trylogia sekweli, ale jednak wciąż nic nie jest gorsze jak "Atak klonów".

Wycięte sceny

https://www.youtube.com/watch?v=aa0QrU_FPhw
https://sleemo.tumblr.com/image/170087945127

Może ta wycięta scena z Rey która wyciąga ręke do Kylo to inna wersja w której Rey podaje ręke Kylo albo po prostu ta sama scena z innego ujęcia.

Re: Wycięte sceny

Nieźle. To była ta słynna "trzecia próba" czy co tam w tym filmie było. ;p

Słyszałem plotki o rzekomej symbolicznej scenie pogrzebu Hana, która została usunięta.

To typowa plotka kogoś niezadowolonego z braku takiej sceny, czy może jest coś na rzeczy?

Re: Wycięte sceny

O wyciętej scenie śmierci pogrzebu Hana nie słyszałem, ale obiło mi się o uszy, że ma być coś w tym więcej wspomniane w książce.
A Rian powiedział, że w książce mają być usunięte sceny z Last Jedi, więc może coś jest na rzeczy.

Re: Wycięte sceny

A potem Abrams oleje książkę...

Re: Wycięte sceny

Pomyśl jak akcja szybo toczy się w TFa i TLJ, kiedy mieliby zrobić ta scene, oze zrobia ja w 9 bo to zaledwie kilka dni

SW 9

A mnie sie tam TLJ podobał zupełnie jak pozostałe części, a to z bardzo prostego powodu
Na SW chodze do kina i oglądam dość często na dvd bo jakby nie patrzeć te filmy istnieją w moim życiu od dawna, to już tak na dobrą sprawe ponad połowa życia, lata temu oglądało sie SW za każdym razem jak tylko polsat je emitował, pamiętam doskonale ile mi i siostrze oglądanie SW sprawiało frajdy, nie szukało sie na siłe minusów w filmie, poprostu dobrze sie przy SW człowiek czuł, potem pojawiały sie kolejne części i człowiek sie cieszył z nowych wątków w uniwersum SW, następnie TCW, siostra odpuściła, a ja nadal oglądałem i nadal lubie sobie pooglądać TCW, tak poprostu, dla przyjemności i z Rebeliantami jest podobnie.
Teraz dzięki Disney`owi mamy nowe części, nowe wątki, nowe postaci, itp. i to jest najlepsze, że są, że nadal mnie bawią i że można obejrzeć coś nowego, a do tego Historie, Łotr 1, poprostu coś pięknego, świetnie opowiedziany wątek z historii SW.

Wracając do sedna TLJ bardzo mi sie podobał, byłem na nim 3 razy w kinie z czego 2 razy z siostrą i powiem szczerze, szkoda że trzeba czekać na dvd bo z przyjemnością i frajdą znów by sie obejrzało.

Jak już wspomniałem nie szukałem na siłe minusów, nie zajmuje sie hejtowaniem tego co Kocham, poprostu nie nastawiam sie na niewiadomo co jak czekam na film, czekam, a gdy już jest w kinie ide żeby oglądać film i nie żałuje, nie spojleruje sobie, nie szukam informacji czy plotek żeby sie nie nastawiać na nic, żeby niczego sie nie spodziewać, zadowalam sie z zupełności zwiastunami, zdjęciami z planu, oraz gadżetów, wyławia sie przy tym co sie kiedyś kupi

W przypadku TLJ bawiłem sie świetnie, tak jak zawsze i to sie nie zmieni.

P.S. A Jar-Jar, Ewoki i Porgi nie są najgorszym co spotkało SW, mnie sie podobają, bawią i cieszą człowieka

AMEN

Trzy grosze Goryczki...

czyli jak subiektywnie Star Warsy dla mnie umarły.

Ostrzegam lojalnie że nie pozostawiam na Ostatnim Jedi suchej nitki. TLJ to wg mnie jawna kpina i zupełnie nieśmieszna parodia SW z `Nie-Vaderem`, który po stokroć przebija starokanonicznego dziadka pod względem "złolstwa", czego powinien być świadom każdy kto czytał Cienie Imperium...

Johnson zrobił imo "Kosmiczne Jaja 2", które to "Kosmicznymi Jajami 2" nie miały być. (Z kolei do Spaceballs mam autentyczny szacunek, to jest naprawdę przezabawny twór, a Hełmofon autentycznym Wannabe Vader, skrajnie uroczym i słodkim.) A wyszła parodia, która to bez oporów olewa Sagę, w sposób ultra nieśmieszny drwi z postaci i zasad uniwersum wprowadzonych przez Lucasa. Do tego w wielu punktach idzie na skrajnie infantylną łatwiznę, z braku pomysłów i wyobraźni. TLJ jest też kinowym hitem, na miarę muzycznych hitów Disco Polo. Bo i owszem, "Oczy zielone" cieszą i bawią ludzi, skoro mają ponad 100 mln odsłon. Ale czy czegoś podobnego, takiego "wysokiego poziomu artystycznego" pragnę dla SW? Bynajmniej.

Dość powiedzieć, że fabuła jest o braku paliwa. I braku planu. Niestety, konsekwentnie brak też fabuły, ciekawych postaci, czegokolwiek sensownego i niegłupiego.

Muzyka?
Hm. Nie jestem pewna czy Williams zjada już własny ogon, czy po prostu przytłaczająca masa głupot w filmie sprawiła, że żaden utwór nie utkwił mi w pamięci.

Aktorstwo?
- Driver - Cóż. Aktualnie rozrywane bożyszcze Hollywood znów się nie popisało. Jedna mina pt. Robię karpia. Druga Mina pt. Bezmyślnie przegryzam policzek/wargę, połączone z wyrykiwaniem przed siebie słów co drugą scenę...jakoś mnie nie urzekły.

- Ridley - Rey w jej wykonaniu pachnie mocno Panią Pinokio.

- Tradycyjnie Issac daje radę, nie ukrywam że choć Poe jako postać powiewa mi od samego zarania, tak dobre aktorstwo lubię docenić.

- Benicio del Toro jako nowy Lando...miły akcent.

- Hamill - temu Panu czapki z głów. Ma u mnie jeszcze większy szacunek niż do tej pory. Pomimo dystansu do ekhem, wizji Johnsona, potrafił wyciągnąć z bieda materiału który mu dano, ile mógł najwięcej. Naprawdę wyszedł z tego obronną ręką i chwała mu za to.

Inna sprawa jak bezmyślnie zdewastowano Luke. Cofnął się w rozwoju w sposób zwyczajnie nieprawdopodobny dla tej postaci. Najgorsze że zrobiono to tylko po to by bardzo łopatologicznie, prostacko, wybielić i "umotywować" nową postać. Ech, przykre to, gdy legendarnych bohaterów traktuje się jak ścierę, by nieudolnie załatać dziury w innych, daleko mniej przekonujących.

Oprócz tego w Ostatnim Jedi dostrzegam:

Zero pogłębienia postaci Huxa.
Zero pogłębienia postaci Snoke.
Zero pogłębienia postaci Poe.
Zero pogłębienia postaci Lei.
Zero pogłębienia Finna.
Zero pogłębienia postaci Maz.
Zero pogłębienia postaci Phasmy.

Przez "zero pogłębienia" mam na myśli to, że niczego nowego się o nich z TLJ nie dowiedziałam. Po TFA wiele rzeczy wymagało wyjaśnienia, zrealizowano to w maleńkiej, szczątkowej formie, i tak pozostawiającej bardzo wiele do życzenia...

Zero ukazania relacji Kylo z rodzicami - chociażby w retrospekcjach.

Najsmutniejsze, jak po macoszemu potraktowano wątek Hana:
"Synuś zajobał staruszka? No, to widocznie miał powód...a zresztą, co było to było, na chu chu drążyć temat!"
Bardzo, bardzo przykre.

Zaś rzekome "pogłębienie" samego Kylo, to jakiś nieśmieszny żart i haniebnie nieprzekonująca droga na skróty. Wyszedł im prosty i pusty socjopata, którego socjopatia, tak jak została "wytłumaczona" w TLJ, jest bardzo niewiarygodna psychologicznie. Nie ma to za grosz sensu.

Mieliśmy coś się nowego dowiedzieć o Zakonie Ren / Akademii Jedi Luke...I co? I nic.

Mieliśmy dowiedzieć się więcej o Rey. Nadal jest nikim, zostało to powtórzone dla tych którzy nie zczaili tego w TFA...Tu trochę ironizuję, w następnym będzie wielki plot twist...Rey to jednak KTOŚ.

Oczywiście nadal jest Mocarką do Potęgi Entej.

Także w kwestii rozwoju postaci mamy pięękne status quo, z wyjątkiem Luke - którego faktycznie pogłębiono, ale to nie był wielki wyczyn, jako że w TFA nie uraczył nas ani jednym słowem.

Jest za to masa "żarcików" rodem z najsłabszego sitcomu..
Trudno mi zdecydować czy uczucie nieprzemijającego zażenowania pojawiło się u mnie już w momencie:
- akcji Poe otwierającej to wiekopomne* dzieło? Był to kretynizm do potęgi, ale who cares. Ważne że Dameron wyszedł na debeściaka.

- gdy usłyszałam jakże świeże*dosrywki najlepszego pilota Ruchu Oporu...Jak to leciało? :"A bo Twoja stara..."

- gdy szczęka Huxa robiła za mopa?

- z chwilą gdy Luke luzackim ruchem dłoni wypitolił pamiątkę po ojcu za plecki?

Brakowało mi tylko sztucznego śmiechu widowni jak w Świecie wg Kiepskich, lub dialogu w tle: "Ej Seba, widziaeś? Widziaeś to? Luke mieczyk świetlny wy...ał!! Ej no, ale jajca! Ehehehe!"

A może nie...Może chodziło o to, że Luke Skywalker - jakiś tam bohater Rebelii łamane przez jakiś tam mistrz Jedi, łamane przez `nie dałem się Sidiousowi`, chowa się przed Rey po wiejskich wychodkach, niczym spłoszona sarenka?

Albo o picie mleczka ze stwora o czterech cycach?

O "zakonnice" których świętym obowiązkiem jest pranie gaci Lukowi?

O Yodę, który będąc Duchem Mocy ingeruje w świat zewnętrzny, i sprowadza sobie błyskawicę, spalając Drzewo bo tak jest fajnie?
(Kukiełki, niezwykle nieudolnie zrobionej, mającej na celu spowodowanie nerdgasmu u czcicieli OT i sequeli - "Ach, jak ja kocham praktyczne efekty! Nie to co ten głupi Lucas i jego CGI, bleh!" - nawet nie skomentuję.)

O dwie babcinki, Holdo i Leię które "uroczo" napalają się na "pistoleta Poe"?

O morał pt. "Bogate ludzie, to zawsze złe, zepsute ludzie, niech ich stratują zwierzątka, huraa!"

Czy chodzi o:
Żenującego Snoke, który jest, jak się okazuje, najgorętszym shipperem Reylo. Tak gorącym, że to on, sztucznie "powiązał ich Mocą". Bo? Bo tak. Niech kobiety się jarają tym Driverem, co będziemy marnować taki zajefajny kaloryfer! A że ma to zero podbudowy? Who cares!

I te teksty romansowe, jakby żywcem wyjęte z Hanny Montany: "Obosz Kajlo, nie możesz się w coś ubrać? JA PACZE."

Dziwne że Rey nie zasłoniła twarzy łapką, w stylu godnym trzynastolatki spoglądać ciekawsko przez palce.^^

No właśnie. Najważniejsze że Kylo ma* boską klatę. Dzięki temu Rey jest już tak zakochana, że nieomal rzuca się wściekła na Luke z mieczem, bo głupi staruch przerwał jej intymne macanko z osobistym gwałcicielem i masowym mordercą, który, de facto, DZIEŃ WCZEŚNIEJ zamordował na jej oczach własnego ojca...

(Widocznie teksty Kylo a la Edward ze Zmierzchu: "Jestę potworem, zbliż się do mnie", zawsze na czasie.)

A przecież oni chcieli się tylko słodko*, zmysłowo i erotycznie pomiziać paluszkami!! One1one1one1one1

Autentycznie, kiedy usłyszałam jej brednie: "Nie doceniasz mnie, nie doceniasz Bena!" - myślałam że zwymiotuję...

Pomijam zażenowanie, gdy Snoke nazwał Kylo dzieckiem w masce. Taaa. Połączenie Comodusa z Gladiatora z Griviousem...nazwać "dzieckiem". Ech...widać że Johnson siedział całymi dniami na Reddicie i oto "efekty".^^

I szczerze przeraża mnie, gdy czytam czasami, że ktoś chce dla Reylo POTOMSTWA.

Serio. Facet to stuknięty psychol, uber morderca:

- San Tekki

- eksterminatora całej wioski pełnej kobiet i dzieci

- posiadacz ogromnej popielnicy pełnej popiołów pomordowanych przez siebie wrogów

- szeregowca

- tego który wyrżnął z koleżkami całą Akademię Jedi

- mordercę ojca

- mordercę swego mistrza po Ciemnej Stronie czyli Snoke

- mordercę swego mistrza po Jasnej Stronie czyli Luke

- niedoszłego mordercę własnej matki

- niedoszłego mordercę Rey

Ja rozumiem że można nie cierpieć Rey. Też mnie irytuje bardzo ta bezpłciowa i bezmózga MarySue do kwadratu^^. Ale żeby aż życzyć jej gromadki dzieci z tym potworem, Griviousem w ludzkiej skórze? Gruba przesada chyba...
(Jeśli już koniecznie musiałabym komuś Kylo życzyć, to ewentualnie Huxowi, siebie warci.^^)

Chociaż z drugiej strony patrząc...Czy powinnam aż tak bardzo dziwić się tzw. szerokiej publice, która wg moich obserwacji, nie przywiązuje niemal żadnej wagi do rozlicznych zbrodni Kylo? Widocznie grający postać Driver jest tak słaby aktorsko; i nieprzekonujący w owej roli, że wszystko co złego Kylo robi czy mówi na ekranie, zupełnie traci na znaczeniu?
Bardzo możliwe że tu jest pies pogrzebany.

Co jeszcze jest szczególnie imo przykre, to ta pustota i wewnętrzna płytkość Kylo. (Jeśli liczyłam na jakikolwiek wysiłek Riana to właśnie przy nim. Że postara się choć odrobinę Kurzencja ODROBINĘ). A on chce być z Rey tylko ze względu na jej ogromną Moc. Gdyby Rey nie była tak potężna w Mocy, toby ją olał i uznał za nic niewartą śmieciarę... Do dziadka ma reszpekt, bo stanowił ogromną Moc. Do matki ma reszpekt, bo ogromna Moc. A Han Ford dla niego gówno wort, bo nie użytkuje Mocy - `więc można zaciukać`.

Co mnie jeszcze mocno zniesmaczyło?

A no to, że Reylo w swej najprostszej warstwie jest niesamowicie zżynkowe z Anidali. Domyślam się że Johnson inaczej nie umie, cierpi na syndrom indolencji twórczej, zapoczątkowany przez Abramsa.

Bo to są bliźniacze gesty, słowa, ujęcia i kadry. Niestety, o resztę, poza pozorami, nie zadbano. Brak tu niemal wszystkiego, od jakiekolwiek sensu, podbudowy psychologicznej, autentycznego pociągu - bo to co jest to sprawka Snoke i jego ingerencja w Mocy, gdzie połączył te dwie postaci. Ponieważ to co "ich łączy", jeśli chodzi o rzeczywiste czyny względem siebie, toto że zaczęli od tortur, porwania, gwałtu mentalnego i prób zabójstwa, z udanym zabójstwem ojca, dokonanego na jej oczach. Chemii - nie jestem zwolenniczką romansów typu Zmierzch i Christian Grey, "Pamiętniki Wampirów", (najczęstsze teksty fandomu: "Damon zabił młodszego brata Eleny? Ojej, bo Elena powiedziała mu że nigdy nie będą razem; i że jest potworem. No to się zdenerwował. Przecież nie będziemy przez to skreślać Deleny!" F*ck logic!) zarzuciłam również z powodu zbyt częstych i już nużących mnie w tym stylu "amorowych przepychanek" - dlatego Reylo w obecnej swojej formie, cóż. Po dwóch epizodach mogę śmiało stwierdzić że nie jest to coś dla mnie. Indolencja panuje również w zakresie gry aktorskiej, choć w sumie jak tak oglądam filmiki fanowskie; to Daisy trochę tego uczucia chwilkami pokazuje, co niestety jest równoważone przez dwie standardowe miny Drivera pt. "Robię karpia" i "Przegryzam policzek"...także nie ma tu szału.

Oczywiście, jak to często bywa z bezmyślnymi tanimi kopiuj-wklejkami, oblanymi wymaganą tandetą, typu pokaz klaty "amanta" - nie jestem zaskoczona że Reylo, schematyczny związek oparty na harlequinowych schematach odniósł wielki sukces.XD Niemniej mnie to nie rusza, co najwyżej odczuwam zażenowanie i ubawia mnie powszechna podnieta.

Choć nie ukrywam, że w bezpośrednim połączeniu z Anidalą, do takiego bezmyślnego oglądania, gdy mózg wyłączę, Reylo jest bardzo dobre. Kiedy "zapomnę" na czym to jest oparte..czyli de facto na niczym - "wina Snoke" i chciejstwo shipperów. Wtedy Anidala, rezonując na te myszate ustrojstwo, pięknie je opromienia. Przez co Reylo, skąpana w blasku uczucia dziadków, prezentuje się na tyle smacznie, że się - o zgrozo! - wzruszam ^^

https://youtu.be/OKcop5v1Z4o

Ale to tylko i wyłącznie w takim połączeniu.( I broń Bozia żebym zaczęła analizować i się zagłębiać...Wtedy cały czar pryska.) Móżdżek dostaje jak obuchem w łeb; i cieszy się jak głupi bo Z POZORU, z wyglądu takie bliżniaczo podobne shipy...

Bez tej podkładki...cóż. Bezmyślnej i prostackiej konstrukcji Reylo, nie umiem podsumować inaczej jak sławnym wrzaskiem Kylo na widok Rey pilotującej MF:
"Zestrzelcie tego śmiecia z nieba!!"

Bo chyba wg Kennedy za mało jest na świecie naiwniar, które święcie wierzą że uratują jakiegoś zniszczonego kolesia swoją miłością. "Ooo, koffam go, on kocha mnie, możemy wszystko, oooo!" Wychowujmy nowe... Disney, Lucas Film `good` job!

(I cała praca George, który swoimi prequelami i ich przestrzegającą wymową: "NIE, DZIEWCZYNO. Nie ocalisz go samym swoim uczuciem - poniesiesz sromotną porażkę", genialnie odarł ten jakże popularny mit z fałszu, poszła się kooochać).

Poza tym...
Oczywiście takie oto `perły`, jak:

- nieprawdopodobnie kreskówkowy motyw Lei szybującej w kosmosie. Zabrakło jeszcze odpowiedniego podkładu muzycznego:" Mam tę Moc, mam tę Moooc!"

- "Epicki" - ale tylko w zamierzeniu - Luke...Zaraz czułam że jego postać wyjdzie z "bombardowania" jakim poczęstował go Kylo bez draśnięcia. Przewidziałam też zdmuchnięcie/zrzucenie pyłka z ramienia. Niestety, wyszło niezamierzenie śmiesznie i komicznie.

- Rey która standardowo uczy się wszystkiego w 5 minut, nawet nurkowania, choć jest panienką z Jakku, planety piasku. Nie miała gdzie i kiedy się tego nauczyć, no ale sru, jest Panią Perfekcyjną We Wszystkim Co Robi.

- tłumaczenie i wybielanie Kylo oraz Force-Bond Reylo, jako "wina Snoke". Twórcy nie potrafili tego zgrabnie wyjaśnić, ani przekonująco zbudować więc zwalili wszystko na ultra nijaką podróbkę Sidiousa. Poszli po najniższej linii oporu. Dziwię się że ktokolwiek to łyknął.

- czy najbardziej kretyńska motywacja postaci ever...
"Kładłem się spać jako 23 letni dobry człowiek, a pobiegłem mordować kogo popadnie, ponieważ wujek stanął nad moim łóżkiem i pogroził mi bronią!" - Zwierzenia zdruzgotanego Kylo Rena. Światowy bestseller...

...to kolejne "wiśnie" na torcie. Perfekcyjnie dopełniają ten gwiezdny bieda cyrk.

PS. A przepraszam. Byłabym zapomniała. Subtelna i ograniczona do "nadawania głosem" przez lepiej wyszkolonego w Mocy Vadera, Tzw. Force Bond, została tu sprowadzona do formuły ultra creepy level Master, w kształcie Skype w Pięciu wymiarach. Gdzie dwa osobniki mogą się nie tylko obleśnie podglądać, macać, ale nawet, jeśli Rey przyjdzie na to ochota, może Kylo nasiusiać na grzywkę...siedząc na kibelku po drugiej stronie Galaktyki. LOL

Takie romantyczne* że hej.


PPS. I to jak zbeszczeszczono Luke...cóż. To już Hamill wie chyba najlepiej, prócz Lucasa, bo jak sam stwierdził, `to nie jego Luke Skywalker". Najgorsze że zgnieciono kolejną legendarnego bohatera OT, tylko po to by wybielić i żenująco` umotywować` słabą i nijaką nową postać z sequeli.. :? JEDYNE co moim zdaniem jest ok w kontekście tej sceny, gdzie Luke stoi z mieczem nad Kylo, toto że niektórym powinna uświadomić bardzo logiczną rzecz...To że ktoś włączy miecz, wcale nie znaczy że musiał go użyć do ostateczności.

Podsumowując, po TLJ nie ma co zbierać.

Tak się składa, że przed sequelami świat Gwiezdnych Wojen w spojrzeniu George Lucasa, choć tak bardzo fantastyczny, to jednak zdawał mi się równie żywy. Prawdziwy, namacalny. Na wyciągnięcie ręki.

Ten wymyślony świat był tak bardzo "mój", jakby skrojony na miarę moich potrzeb. Było tak, jakby jakiś starszawy facet z jakiegoś Modesto, wymyślił świat na moje specjalne zamówienie.
Czy to Saga Filmowa, czy to film i oba seriale animowane o Wojnach Klonów. Nawet Ewoki...wszystko w tym było moje, najmojsze. Wzruszało mnie, wyczerpywało emocjonalnie, dobijało, ale i cieszyło, sprawiało ogromną radość. Czułam się w tej wymyślonej, nieistniejącej rzeczywistości jak ryba w wodzie.
Często było mi nawet żal, że tego świata tak naprawdę nie ma. Nie ma Jedi, Mocy. Budynki nie mają po XX kilometrów, tylko jakieś takie kurduplowate. Gdzie wcięło wszystkie śmigacze, i dlaczego wszyscy na ulicy mają takie ludzkie japki? A Obcy z czterema głowami to gdzie się pochowali? XD

Tak mi było cudownie w tym świecie...
I powiem szczerze, nie spodziewałam się, kiedykolwiek ten światek upadnie tak nisko.
Że przyjdą czasy, kiedy nie odróżnię tworu szumnie nazwanego Epizodem SW, od produktów filmowych ze stajni Marvela.
Zaś Marvelowe (po)twory, poza jakimś tam wyjątkiem potwierdzającym regułę, odbieram jako puste wydmuszki, piękne wizualnie. Które to najczęściej ani mnie nie cieszą, ani nie bawią, ani nie smucą, ani nie wzruszają. Nie wciągają, nie ciekawią. Są po prostu śmiertelnie nudne, nijakie, bezpłciowe. `Humor` w nich zawarty nie śmieszy mnie prawie wcale, na cały seans zwykle uśmiechnę się lekko, góra z trzy razy. "Psychologia", konstrukcja czy back-story postaci mające wzbudzić sympatię do nich, powoduje facepalm z zażenowania. Fabuła najczęściej jest tak schematyczna i przewidywalna, że nie zaskakuje mnie prawie nigdy.
Ktoś zapyta: "To po czorta oglądasz?". Bo lubię wiedzieć czym się tłum zachwyca. Lubię wiedzieć o czym mówię gdy coś oceniam. Naiwnie liczę że kiedyś zdarzy się cud i przypadkiem stworzą coś tyż dla Princess. XD
( Raz im się udało z Wonder Woman, to szczypta nadziei jest. Choć to chyba nie ze stajni Marvela, tylko DC?)

Jako że "typowe Marvele" nie są dla mnie, nowe TLJ i TFA które moim zdaniem w przeogromnym stopniu zapożyczyły styl marvelowski, też nie są dla mnie.

Dlatego też najprawdopodobniej Disneyowsko-LucasFilmowe Sequele to dla mnie już w tym momencie przegrana sprawa, "zimny trupek", bardziej niż Król Innych. (Gdyż wierzyć że Abrams wszystko naprawi...chyba nawet nie fair byłoby obarczać go podobnym brzemieniem)
A TLJ w szczególności. Obraża mnie jako widzkę, obraża jako fankę SW. Śmieć to fabularny, postaciowy, scenariuszowy i realizatorski. Bezsensowny na wielu polach, pełen bzdur, dziur logicznych, bardzo męczący i niesamowicie nudny. Istny paszkwil, o którym chcę zapomnieć jak najszybciej. A obawiam się, że będzie cholernie trudno to wykonać...

*słychać ironię? Mam nadzieję.

Uff. Ulżyło mi jak się popastwiłam. TROCHĘ.

----
Jedynym prawdziwym plusem filmu okazały się Porgi, które o dziwo nie irytowały mnie wcale. XD

Drobiazgi typu widok czerwonego minerału na tle soli, czy jąkający Benicio, robiący i tak za drugiego Lando; też miłe.
Jednak są to krople w morzu moich potrzeb, które zostały zalane oceanem bylejakości.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Proponuję przesiąść się na Star Treka.

Re: Trzy grosze Goryczki...

A można prosić krócej?

W większości się nie zgadzam. Jeśli chodzi o gołą klatę Rena to nie widziałam jeszcze w internecie aby ktokolwiek się nią zachwycał. Od początku jest tylko "darcie łacha" i cudowne memy bo scena jest z doopy (Klatoren ). Jedyne wytłumaczenie , które mi przychodzi do głowy to takie , że RJ chciał podkreślić iż force bondy pojawiały się w różnych momentach zaskakując Rey i Bena. Można się cieszyć, że nie dostaliśmy sceny rodem z ostatnio pokazanej w tv premiera Kazika na kiblu

Re: Trzy grosze Goryczki...

-force bondy pojawiały się w różnych momentach
Dla mnie (i osób, których opinii słuchałam) to oczywiste... Łączność była całkiem losowa i akurat trafiło na moment włażenia pod prysznic...

Ale trochę mnie śmieszy oburzenie części osób na pokazywanie bohaterów w niebohaterskich momentach, w końcu każdy (nawet jeżeli żyje w świecie Odległej Galaktyki) ma prawo ganiać po własnym mieszkaniu z gołą klatą czy upaćkać się mlekiem pitym prosto od krowy.

I czy podobne śmiechy pojawiłyby się gdyby to Rey została przyłapana podczas kąpieli w jakimś strumyczku...

Re: Trzy grosze Goryczki...

I tak dobrze, że był tylko w drodze do łazienki, z takich force bondem to strach do toalety pójść. Koniec z czytaniem gazety na tronie, wszystko na szybko...

Re: Trzy grosze Goryczki...

Re: Trzy grosze Goryczki...

Erm...


https://www.youtube.com/watch?v=rCB8DUGpYQQ

Ale szczerze mówiąc wcześniejsze Star Wars HISHE były lepsze. To się za bardzo zbiega z forumowymi jęczeniami i wypada strasznie nieorginalnie. ;-/

Re: Trzy grosze Goryczki...

-uber morderca...
Eeee tam, jaki tam z niego masowy morderca

Body count ma całkiem niewielki - jeden staruszek, jedna wioseczka, jeden ojciec (i drugi, i trzeci trochę też , ale drugi był złolem a trzeci... też mu się należało )

Porównajmy Kylo z chociażby Tarkinem - co najmniej trzy CAŁE PLANETY na koncie, czy Lukiem - cała Gwiazda Śmierci plus współudział przy drugiej... Ci to dopiero masowi mordercy...

Re: Trzy grosze Goryczki...

Nie zapominajmy też o największym zbrodniarzu galaktyki - Lordzie Vaderze.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Nie chciałam uderzać w aż tak wysokie tony, ale oczywiście On jest na niekwestionowanym pierwszym miejscu

Re: Trzy grosze Goryczki...

jak jeszcze raz zobaczę dyskusję o tym że Tuskenów/młodzików nie zabito, to nie skończy się na banach a na mordzie.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Marne prowo - 2/10 bo odpisuję;p
Polecam jeszcze raz zobaczyć filmy i poczytać książki i komiksy...

Re: Trzy grosze Goryczki...

Ależ tu wszyscy są przewidywalni, prawda?

Tak że tego, żeby kontynuować tę przewidywalność...

Stare Rasy, ku*wa!

Re: Trzy grosze Goryczki...

O! I to jest jakiś sensowny postulat!

Czy Disney nas słyszy?

Re: Trzy grosze Goryczki...

Zgoda. Byłby to miły akcent na koniec tej sagi, gdyby w E9 pojawili się Watto, Sebulba, Maul, Binks i Gardulla.
Taka piękna klamra E1-E9

Re: Trzy grosze Goryczki...

Haha, końcowa scena, jak zadowolony Jar Jar patrzy się na [tutaj jakaś scena zwycięstwa]. xD To byłoby mistrzostwo świata.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Snoke to Maul

Re: Trzy grosze Goryczki...

A taki niepodobny.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Anakin w Wojnach Klonów sam jeden wyrżnął całą wioskę ludzi pustyni na Tatooine. Mężczyzn, kobiety i dzieci też.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Aby być uczciwym, oprócz wieśniaków, staruszka, Hana, Snoka i zawału Luka, Benek ma na koncie hangar Raddusa z pilotami w środku, paru nielubianych kolegów ze szkoły i większą część czerwonych pretorioanów.

No i paru pilotów TIE których posłał za Rey w Sokole na pewną śmierć. ;->

Ale faktem jest, nadal daleko w tyle.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Ale co innego hangar czy pretorianie, jest wojna giną ludzie, a co innego bogu ducha winni wieśniacy z zadupia galaktyki.

Jednak w ilości bezwzględnej nadal daleko za Tarkinem, Vaderem czy Ahsoką.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Uczciwie sprawę ujmując, to wieśniacy byli uzbrojeni i aktywnie stawiali opór.

Poza tym, należy sobie zadać pytanie, co by się stało, gdyby Kylo im odpuścił.

Lor wylądowałby na torturach, Ren dowiedziałby się od Snoka że współczucie jest be, w ramach nauczki wieśniacy także mogliby skończyć na torturach.

Re: Trzy grosze Goryczki...

No tak, przylatują sobie obcy i robią rozpierdziel, witajmy ich chlebem i solą.

Ale OK, wojna to wojna, tylko ja nie mówię o zabitych w walce tylko o tym rozkazie ich wybicia, co choćby z ekonomicznego punktu widzenia było bezsensem (blastery nie strzelają wszak za darmo), o ludzim aspekcie nie wspominając.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Ja tego nie bronię, jedynie rozkminiam, co by było gdyby.

Tam jest wycięta scena, w której Finn pozwala uciec kobiecie z dzieckiem na ręku. I później, jak Kylo patrzy na Finna, to pewnie wie, co się stało, ale udaje że nie zauważył.

Tak jakby zabicie wieśniaków było czymś, czego od niego oczekiwano - tj. Snoke tego oczekuje, ale jeśli ktoś uciekł, to ok, niech ucieka.

Co nie zmienia faktu, że z mojego punktu widzenia cała ta sprawa jest gorsza od zabicia Hana.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Pełna zgoda, to jest DUŻO gorsza sprawa.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Natomiast o ile Kylo przez całe TFA się pogrąża i z całą pewnością nie jest fajnym kandydatem na narzeczonego, o tyle część fanów z uporem dokłada mu rzeczy, których nie zrobił, pewnie po to, żeby sobie myślowo uzasadnić tezę, że albo nie zostanie odkupiony, albo musi potem zginąć. ;->

Tj, że niby to Kylo strzelał ze Starkillera, chociaż był w tym czasie gdzie indziej, a cała akcja była inicjatywą Huxa. Albo że zgwałcił Rey. Gwałt to wymuszenie obcowania płciowego. Przywiązanie do łoża tortur i przesłuchiwanie wraz z naruszeniem przestrzeni osobistej z pewnością nie jest fajne, ale nie jest to gwałt. Twierdzenie że reylo to związek przemocowy - z pewnością dysfunkcyjny, ale Rey z pewnością nie jest bezradną ofiarą, przeważnie to ona jest bardziej agresywna, a kiedy przekonuje się, że Kylo nie zamierza rezygnować z robienia rzeczy, których ona nie aprobuje, to się na to nie godzi (przeciwnie do Padme, która wybaczała Anakinowi staczanie się w ciemność).

To samo z mordowaniem padawanów - kwestia wydarzeń w świątyni była w TFA opisana enigmatycznie jednym zdaniem, ale wszyscy sobie założyli, że na pewno w całości wina Benka i że z zimną krwią mordował dzieci w łóżeczkach i na pewno zrobił to bo jest z natury zły. Po TLJ ten trend u niektórych jest kontynuowany, tak jakby Kylo nie miał na koncie wystarczającej dawki jasno pokazanych występków.

Owszem Vader zginął, ale przestępstwa Kylo (których istnieniu nikt nie zaprzecza) do Vaderowych wogóle się nie umywają.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Jeśli przesłuchanie Rey miałoby być gwałtem to jak nazwać wcześniejsze przesłuchanie Poe? No i przecież Rey w chwili przesłuchania nagle sama "weszła" do głowy Bena. To co? Ona też go zgwałciła?! To jakaś kosmiczna nadinterpretacja.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Nie wiem po co te puszczone oczko? Coś jest wg ciebie w tym śmiesznego? Bo według mnie nic.

Dodam, że na Poe to był bardzo brutalny gwałt mentalny...Zauważ że on tam wyje z bólu, jaki zadaje mu Kylo. Co jak co, ale do dziś uważam ten grymas na twarzy Issaca, za najlepiej odegraną emocje w sequelach.
Miałam na myśli sytuację w lesie, bo tam jest to bardziej widoczne. Przyjrzyj się twarzy Rey. Ok, akurat Daisy jest mim zdaniem kiepska aktorsko, ale tam jej wyszło oddanie emocji jakim jest odczuwanie bólu; widocznie marszczy twarz w wyrazie cierpienia. Zaś Kylo nie cierpi gdy ona wchodzi mu do mózgu. Jest jedynie bardzo zaskoczony i zdziwiony jak ona to zrobiła.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Po pierwsze nie każda tortura jest gwałtem.
Po drugie grymas na twarzy Rey w lesie miał raczej oznaczać strach a nie ból.
No ale to tylko moje odczucia.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Gwałt to gwałt. Wymuszenie seksu to gwałt.

"Gwałt mentalny" to taka sama przenośnia, jak "pranie mózgu". Pranie mózgu nie polega na trepanacji czaszki i wrzuceniu zawartości do pralki.

Oczywiście, scena przesłuchania zawiera w sobie umiarkowaną przemoc, zastraszenie, ograniczenie wolności i głupie teksty bez pokrycia o braniu sobie co się chce, ale gwałtu jako takiego tam nie ma.

Z wywiadów odnośnie TLJ wiemy także, że doświadczenia Kylo z kobietami ograniczają się - być może - do buziaka za schowkiem na kije treningowe, a może i to nawet nie.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Kylo Ren to "cienias" w porównaniu z Tarkinem, Vaderem czy Imperatorem, albo chociażby samym Snołkiem czy Huxem. Z tym, że akurat nazwanie go "cieniasem" należy uznać za komplement, za coś przemawiającego na korzyść Kylo.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Upsik.
Jednak nie oglądałaś

...

Re: Trzy grosze Goryczki...

Nie ma dowodów na to, że Kylo Ren wyrżnął całą akademie Luke`a. Jeżeli tak to pokaż mi w filmie

Re: Trzy grosze Goryczki...

#marneprowo

Wiesz, że w zmienionej rzeczywistości moderator Lord Budziol może dać Ci bana a Princesce nie?

Re: Trzy grosze Goryczki...

Napisałem tylko, że nie ma wystarczających dowodów na to, że takie coś miało miejsce. Luke mógł naściemniać. Jakbym za to bana dostał to bastion by przeszedł sam siebie

Re: Trzy grosze Goryczki...

Żarty żartami, ale przecież dobrze wiemy w jakim celu napisałeś tego posta i kogo on miał sprowokować

Re: Trzy grosze Goryczki...

To nie prowokacja. Jeżeli do podmiotu "A" nie docierają racjonalne argumenty trzeba spróbować innej metody argumentacji. To właśnie ona

Re: Trzy grosze Goryczki...

Recenzja spoko sam uważam, że TLJ to najgorsza rzecz wymyślona przez człowieka od razu po holokauście ale no bądźmy konsekwentni. Nie można wybielać postaci A zarzucając to samo postaciom B

Re: Trzy grosze Goryczki...

Uhm. Molekuły same przypadkiem ułożyły się w taki napis
Zwróć uwagę na post Kathi, dla dobra własnego i ogólnego.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Więcej zamieszania wy robicie niż mój post. Troche luzu bo za pare lat "nietaktowne" będzie pisanie o czymkolwiek

Re: Trzy grosze Goryczki...

Princess wróciła i teraz każdy post to prowokacja ;D

Ja tam tego nie odczułem jako prowokację. Valdez ma rację. Z ciekawości sprawdziłem Wookieepedię i jest tam coś takiego:
"Solo collapsed his room and trapped Skywalker under debris, and then razed the temple and murdered the rest of the Jedi."

Serio było coś w filmach o tym, że wyrżnął resztę Jedi?

Re: Trzy grosze Goryczki...

(nie sprawdzę co w Wookie piszą o Tuskenach i młodzikach)
(nie sprawdzę co w Wookie piszą o Tuskenach i młodzikach)
(nie sprawdzę co w Wookie piszą o Tuskenach i młodzikach)

Re: Trzy grosze Goryczki...

Chyba było sugerowane, że doprowadził Akademię do upadku, ale wprost nie wskazano, że Ben Solo dokonał rzezi. Upadek nie musi równać się rzezi.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Dokładnie, mało tego uważam, że łatwiej wybronić Kylo z rzezi w świątyni (oczywiście biorąc pod uwagę tą ilość materiału, którą mamy na obecną chwilę) niż Anakina i jego dwie zbrodnie.

POST NIE MA NA CELU NIKOGO SPROWOKOWAĆ. Z GÓRY PRZEPRASZAM JEŻELI KTOŚ POCZUŁ SIĘ URAŻONY

Re: Trzy grosze Goryczki...

Na chwilę obecną wygląda na to, że po tym jak Benek wylazł z ruin swojej chatki część padawanów stanęła po jego stronie i pobili się z pozostałymi, którym nie spodobało się to, że ten wredny Benek zaatakował mistrza.

Benek z kumplami wygrali. Nie jest to może chwalebne wydarzenie, ale nie ma dowodów na "rzeź" czy "mordowanie dzieci".

Nie wydaje się też prawdopodobne, żeby Benek sam jeden załatwił kilkunastu innych uczniów.

Pewnie okaże się, że rycerze Ren to byli uczniowie Luka.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Sam na pewno nie dałby rady... wystarczy zobaczyć jak idzie mu ze strażnikami Snoke`a...

I nie wiem czy dobrze pamiętam ale czy w filmie Luke nie mówi czasem że Ben "zabrał z sobą część uczniów, pozostałych wybił" czy coś takiego?

Re: Trzy grosze Goryczki...

Tak mówi, że część się do niego przyłączyła, a pozostałych zabili,

Re: Trzy grosze Goryczki...

Akurat co do Luke`a to jego prawdomówność po VIII można wyrzucić do kosza. Uczy się od swojego mistrza Kenobiego

Re: Trzy grosze Goryczki...

No właśnie też mi się zdaje, że Luke mówił coś o zabranych uczniach, z czego właśnie wnioskuję, że była walka między dwiema grupami uczniów i że ci co poszli z Benkiem to rycerze Ren.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Luke na pewno mówił , że Ben część uczniów zabrał ze sobą a resztę wybił. Pewnie nie sam a z pomocą innych.

Re: Trzy grosze Goryczki...

This is where the fun begins...

Fabuła to przecież TESB - ucieczka rebelii przed przeważającymi siłami wroga;p Twierdzisz że Lucas napisał gniota?;p

Williams nie wybrzmiał tak jak powinien z jednego prostego powodu - w przeciwieństwie do np. prequeli tutaj nie przedstawiono mu jasnej wizji na całą trylogię, w związku z tym pisane przez niego utwory musiały być bezpieczne, by w razie czego można to było odpowiednio połączyć. Co masz do zarzucenia takiemu "The Spark"?

Aktorstwa nie komentuję, tutaj i tak się nie dogadamy;p W każdym razie dla mnie Adam > Hayden z AOTC;p A i oscarowa Natalie mogła się bardziej postarać... Ale przynajmniej możemy się zgodzić co do gry Hamilla

Co do dewastacji Luke`a, ten w TLJ to przecież ten nasz, stworzony przez Lucasa Luke! Ten w którym "wiele w nim gniewu, tak jak w jego ojcu", który jest porywczy i często flirtuje z CSM, jednak w końcu zawsze się opamiętuje!

Co do postaci, o wszystkich wiemy wystarczająco dużo... No może o Snoke`u przydałoby się jedno zdanie skąd wziął się taki wymiatacz po Palpatinie i Vaderze... Ale reszta? Po co nam biografia takiej Maz, jak nie pełni ona żadnej znaczącej roli w historii?

Przecież o relacjach z rodzicami Kylo wyraźnie mówi? Nie nienawidził ojca, ale czuł się przez nich zdradzony i opuszczony, po co tu retrospekcje? Myślałem że akurat Ty nie potrzebujesz przesadnej łopatologii;p

Tak w ogóle, jak można z jednej strony tak mocno bronić Anakina, tłumaczyć większość rzeczy tym że jako dziecko był niewolnikiem, a z drugiej strony tak spłycać postać jego wnuka i nie dostrzegać tragedii jego losu?
Kylo w przeciwieństwie do dziadka urodził się jako wolny człowiek, niestety później stał się niewolnikiem... Leia odesłała syna do szkoły z internatem bo wyczuwała w nim ciemność i gniew oraz wiedziała że Snoke się nim interesuje. W akademii Legendarny Luke wyczuł to samo, w chwili słabości myślał nawet o tym by profilaktycznie sprzątnąć siostrzeńca. Dlaczego zakładasz że Kylo wymordował uczniów Luke`a? Przecież to (podobnie jak scena z młodzikami) nie zostało ukazane w filmie. Równie dobrze (i dla mnie na dzień dzisiejszy tak było) Kylo mógł po prostu działać w samoobronie. Nie ma w tym nic dziwnego, że część uczniów Luke`a (podobnie jak część fanów;p) nie wierzyła że Legendarny Luke byłby w stanie próbować zabić siostrzeńca we śnie... Wierni Luke`owi uczniowie bez problemu mogli wyczuć tę ciemność w Kylo o której tyle słyszeliśmy i postanowili powstrzymać Kylo i tych którzy go poparli, nawiązała się walka z której wyszli cało przyszli rycerze Ren. Po tych wszystkich wydarzeniach Kylo nie za bardzo miał jakikolwiek wybór - słowo gniewnego młodzieńca przeciwko słowu Legendarnego Luke`a Skywalkera, który nawrócił Vadera i oparł się Sidiousowi... Najbliżsi skreślili Kylo, pozostał mu tylko Snoke który od dawna się nim interesował... Tylko że jak pojawił się u Snoke`a to stał się jego niewolnikiem? Widzieliśmy jak Snoke traktował swojego "ucznia", każdy nawet najmniejszy przejaw niesubordynacji był od razu karany. Kylo dopuścił się wielu zbrodni, tylko że były one dokonywane po to by przekonać Snoke`a że jest przydatny dla niego i przez to może żyć? Maska Kylo to nie tylko chęć wyglądania jak Vader, a przede wszystkim chęć zakrycia twarzy i widocznej na nich emocji w trakcie wykonywania rzeczy wbrew sobie jak np. celowanie do matki? Oglądałaś może "Akwarium, czyli samotność szpiega"? Kylo długo by nie pożył w First Order gdyby było widoczne jak przejmuje się niektórymi czynami...
W TLJ Kylo w końcu zabija swojego "pana" i staje się w końcu wolny, tutaj nazywasz to morderstwem, podejrzewam że gdyby Anakin postanowił zamordować Watto to piałabyś z zachwytu mówiąc jak to się podłemu właścicielowi niewolników należało;p

Do dzisiaj (to już 2 lata;p ) nie doczekałem się wskazania GDZIE Rey wymiatała w pojedynku z Kylo w TFA... Podejrzewam że tu też nie wskażesz gdzie ta jej moc do potęgi entej więc więcej nie komentuję;p

Poe to po prostu taka postać która nie ma za grosz szacunku do przeciwnika... Pragnę przypomnieć że po złapaniu przez Greviousa w ROTS Anakin też robił sobie z niego podśmiechujki;p A tekst o matce to ważne mrugnięcie do fanów książek z których wiemy że Hux był bękartem... Swoją drogą wycieranie podłogi Huxem również nie jest zabawne, a bardziej tragiczne jak się zna jego historię...

Co do sposobu wyrzucenia miecza przez Luke`a to się akurat zgodzę

A co jest nie tak w piciu mleka prosto od zwierzęcia które je daje? Luke to mimo wszystko wieśniak z Tatooine, pewnie nie raz i nie dwa doił Banthy, a że ubrudził się tym mlekiem i wyglądał na oblecha? To jego zagrywka by zniechęcić Rey - "popatrz, nie jestem mistrzem Jedi którego szukasz";p

A mało to u nas takich zakonów?;p

A to duchy nie mogą wpływać na świat zewnętrzny? Hmm, w ROTJ Kenobi wyraźnie poruszył krzaki swoją duchową osobą;p No ale co ten Lucas może wiedzieć o SW!;p

No chyba nie uwierzyłaś Snoke`owi że to faktycznie on stworzył ten Force Bond;p Przecież to koleś który mówił "mnie nie można zdradzić, mnie nie można pokonać" na kilkanaście sekund przed śmiercią;p Do Kenobiego mu trochę brakuje, ale tylko trochę;p Snoke ma po prostu kompleksy które maskuje gigantycznym statkiem, złotym szlafrokiem i kapciami oraz przypisywaniem sobie nie swoich zasług;p Bo to przecież jasne że to Moc ma jakieś plany co do Reylo, stąd Kylo pojawia się w wizji Rey, a ich Force Bond narodził się najprawdopodobniej w trakcie przesłuchania w TFA...

Rey było po prostu Bena żal i chciała mu pomóc, ponieważ podobnie jak dziadek był trochę ofiarą okoliczności... Kto jak kto ale Ty powinnaś ją zrozumieć;p

Kylo interesuje się tylko ze względu na Moc? Polecam zobaczyć jeszcze raz scenę przesłuchania Rey, ZANIM doświadczył tego że jest ona na Moc wrażliwa...

A w SW nie chodzi właśnie o to że "it`s like poethry, it rhymes"?;p Tak, Kylo i Rey mieli "trudny" początek, tylko weź poprawkę na to, że Rey miała możliwość wniknąć w umysł Bena i przekonać się że Kylo został stworzony głównie przez Luke`a a potem Ben nie miał za bardzo wyboru... Możliwość wyboru pojawiła się u niego dopiero po zabiciu Snoke`a, Rey nie spodobało się to co wybrał Kylo więc go tam zostawiła;p

Czy Kylo wiedział że Rey jest na Sokole? Szczerze w to wątpię, info od Huxa było takie że Rey odleciała promem Snoke`a... Tak samo Kylo nie musiał wiedzieć że Leia przeżyła zniszczenie mostku...

Z Leią w kosmosie się zgadzam... Sam pomysł OK, ale wykonanie tragiczne...

Z Luke`iem na Crait już nie;p Tam nie chodziło o komizm, a o wyprowadzenie Kylo z równowagi co się doskonale udało;p

Pływanie Rey? Serio? Czy ona płynęła do Otoh Gunga jak Jinn i Kenobi w TPM? Wpadła do wody, machnęła kilka razy łapkami bez ładu i składu, a potem mamy ujęcie jak wynurza się i z trudem łapie oddech?

Force Bond to nie Snoke... j.w.

O rzekomym mordowaniu przez Bena Solo też już wyżej pisałem...

Fakt, Darth Vader był znacznie lepiej wyszkolony w Mocy niż Kylo. I właśnie dlatego Vader "mówił" do Luke`a wtedy kiedy chciał. Force Bond pomiędzy Kylo i Rey to coś co stworzyła im sama Moc i czego oni nie potrafili kontrolować... Tak to już chyba jest z takimi Force Bondami - Bastila i Revan...

O tym że Luke w TLJ to dokładnie ten sam Luke z ROTJ który bojąc się o to co mu najbliższe daje się ponieść gniewowi i opamiętuje się chwilę przez zadaniem ostatecznego ciosu też już chyba wyżej pisałem...

Epizody Lucasa to dla wielu ludzi "bajeczka dla dzieci ze statkami kosmicznymi". To jednak znacznie więcej, tak jak u Disneya, po prostu trzeba chcieć to dostrzec;p Mitologia ciągle tu żyje;p

Re: Trzy grosze Goryczki...

Lord Budziol napisał:
Fabuła to przecież TESB - ucieczka rebelii przed przeważającymi siłami wroga;p Twierdzisz że Lucas napisał gniota?;p


-----------------------

Łał, taki odważny post na B. Niemożliwe

Re: Trzy grosze Goryczki...

Szanuję choć się całkowicie nie zgadzam Dlaczego to tam gdzieś wyżej jest moja miniopinia nieobiektywna

Tutaj tylko jedno tytułem wyjaśnienie, bo to się pojawia wszędzie:

"- z chwilą gdy Luke luzackim ruchem dłoni wypitolił pamiątkę po ojcu za plecki?

Brakowało mi tylko sztucznego śmiechu widowni jak w Świecie wg Kiepskich, lub dialogu w tle: "Ej Seba, widziaeś? Widziaeś to? Luke mieczyk świetlny wy...ał!! Ej no, ale jajca! Ehehehe!" "

Raz, że nie było to nawet w połowie tak "zabawne" jak kłapouch który bosą stopą wdeptuje w kupę.

Dwa - taka sytuacja. Zwizualizuj sobie

Mieszkający obok dziadek-pustelnik, którego widzisz pierwszy raz w życiu (choć ponoć mieszka tu od Twojego urodzenia) daje ci - powiedzmy - bagnet, pamiątkę po Twoim ojcu.
Mówi Ci że twój ojciec to wielki bohater z czasów wojny, zabity przez obecnego szefa gestapo.

Czwilę później konfrontujesz się z owym szefem gestapo, i okazuje się że dziadek-pustelnik to notoryczny kłamca, a ów szef gestapo to nikt inny jak Twój rodziciel. W czasie owej konfrontacji gubisz gdzieś ten bagnet.
Później jeszcze dowiadujesz się, jakie rzeczy robił twój ojciec owym bagnetem różnym ludziom z którymi było mu nie po drodze [ze względu na ostrzeżenie od Kathi szczegóły pominiemy]

Mija ileś tam lat, zdążyłeś o tej całej przykrej sprawie zapomnieć, masz inne problemy, a tu nagle pojawia się jakaś nielata niewiadomo skąd, i wręcza ci ową "pamiątkę po gestapowcu"

No, ucieszyłabyś się, prawda?

Ja sie w tej sytuacji Lukowi zupełnie nie dziwię.

Witaj z powrotem :D

Brakowało mi Twojej twórczości i to mimo to, że w większości się z nią nie zgadzam xD Tylko posiedź dłużej, choć takie posty temu nie służą I oczywiście piję do reylo, bo to po tym widać, że to takie trochę prowo Bynajmniej nie chodzi mi tu o posiadanie własnej opinii. Nawet najlepiej napisany romans może odrzucić niuansem, aktorzy mogą nie wypalić, czymkolwiek - kwestia upodobań. W tym przypadku dostrzegam brak jakiejkolwiek logiki w argumentacji przeciw, gdy widzę, jakie romanse Ci się podobają. To mnie tak gryzie, że nie widzę w tym poście nic więcej, jak czepialstwa na siłę. Naprawdę, nie chce mi się wierzyć, że osoba zakochana w anidali i Anakinie/Vaderze, które to potrafi bronić i rozbierać na tysiąc sposobów, nie dostrzega tylu rzeczy.

Koronny argument, że reylo nie ma sensu, podbudowy (przy okazji jest tępe i chwyta, jak się wyłącza mózg, bo przecież romanse to zazwyczaj wątki, służące rozwojowi tego narządu, jakby ktoś pytał). Wezmę sobie tu ubóstwiane przez Ciebie Wonder Woman, Kształt wody i Piękną i Bestię (10/10 wg fw to arcydzieło, tak oceniłaś te filmy). Nawet, jeśli głównym powodem takiej oceny nie były wątki romansowe to zakładam, że masz je chociaż za przeciętne, bo przecież gdyby ssały ocena raczej by poleciała. Tyle tylko, że to są wątki w tych filmach kluczowe.

WW - w zasadzie miłość od pierwszego wejrzenia, wspólny cel ich misji, w związku z czym WW i Trevor łączą siły, być może, bo już nie pamiętam, któreś któremuś ratuje życie. W ramach szeroko pojętego rozwoju tej relacji mamy np. głęboką w symbolikę scenę: https://www.youtube.com/watch?v=UYE8E9UiYTM, zawierającą m. in. "pokaz klaty amanta", żarciki na temat urody, ale żeby nie było - wymieniają zdanie o zwyczajach wśród ludzi i Amazonek. Mamy też wyrafinowaną scenę, gdy WW widzi śnieżek po raz pierwszy, potem Trevor z nią tańczy, a kończy się to wszystko dupczeniem: https://www.youtube.com/watch?v=DtDih9cbq8g. Mamy też to: https://www.youtube.com/watch?v=-7hoO2VVoGs, bogate w subtelności.

Trevor heroicznie ginie, ale dzięki jego postawie i ich miłości WW nie kładzie lachy na ludzkości, bo skoro Steve był dobry to ludzkość też może być dobra. Mamy też tutaj sentencję na miarę tej, którą miała Rose w TLJ, z tych scen: https://www.youtube.com/watch?v=4c1d8nDNBvo, https://www.youtube.com/watch?v=jdedH8yVPWI - `it`s not about "deserve", it`s about what you believe. And i believe in love". Zbitka stworzona dla "naiwniar, które święcie wierzą że uratują jakiegoś zniszczonego kolesia swoją miłością", nieprawdaż? No i jeszcze w WW, na samiuteńki koniec mamy to, jak wycięte z reylo fanfika: https://www.youtube.com/watch?v=enfGfKIjiH0 "I used to want to save the world. To end war and bring peace to mankind. But then, I glimpsed the darkness that lives within their light. I learned that inside every one of them, there will always be both. The choice each must make for themselves - something no hero will ever defeat. Now I know. Only love can truly save the world".

Kształt wody - hm. W zasadzie uboższa Piękna i bestia. Coś tu się rodzi z powodu rozpoznawania podobieństw u siebie nawzajem (a są to - uwaga! - samotność, możliwość komunikacji jedynie za pomocą gestów, no i nie wiem... bo muzyka ich porusza?)-> przez co lepiej im się zrozumieć -> zaczynają sobie ufać -> love. Oczywiście, wszyscy w tym rybocosiu widzą potwora, ona nie, bo - patrz wyżej. Oczywiście, on odwzajemnia jej przyjazne zapędy, bo - patrz wyżej. I w zasadzie to tyle. Reszta to pierdoły - ona go ratuje, potem on ją, międzygatunkowy seks, na koniec trochę dramy, ale ostatecznie zostają władcami mórz i oceanów Dodatkowo, amant w tym romansie ciągle chodzi z odsłoniętą klatą xD Jest też wyimaginowana w głowie Elizki scena tańca z rybocosiem, bo skoro romans to muszą być tańce. Nie ma się tu nad czym rozpisywać.

Piękna i bestia - Ona najpierw w nim widzi potwora, ale coś tu się rodzi z powodu rozpoznawania podobieństw u siebie nawzajem (a są to samotność, miłość do książek, problemy z rodzicami - brak obecności matek w dzieciństwie)-> przez co lepiej im się zrozumieć -> zaczynają sobie ufać -> love. Oczywiście, wszyscy w Bestii widzą potwora, ona później nie, bo - patrz wyżej. Oczywiście, on odwzajemnia jej przyjazne zapędy, bo - patrz wyżej. On jej ratuje życie, potem ona go przywraca do życia, bo love. Są tańce. Dodatkowo to dzięki Bestii Bella dowiaduje się informacji o swoim rodzicu (coś mi to przypomina ). Zresztą nie będę się produkować - reylo to też po części wariacja PiB.

W świetle powyższego większość Twoich obiekcji w stosunku do reylo jest inwalidami, a na pewno argument, że jest pozbawione sensu i podstaw. Możesz nie kupować chemii, aktorstwa, whatever, ale nie motywacji, bo w NAJGORSZYM przypadku te motywacje są przynajmniej na poziomie powyższych i przynajmniej na poziomie anidali.

I to "wszechzłolstwo" Kylo, przekraczające dokonania dziadka - naginasz i zakładasz z góry, bez znajomości cz. IX i choćby adaptacji TLJ prawdziwość pewnych zdarzeń - chcesz czy nie, mordu na młodzikach przez Anakina nie obalisz, bo był faktem, mordu padawanów przez Kylo w Akademii Luke`a - możesz to zakładać, ale nie masz pewności i reżyser tak to pokazał, żeby tej pewności nie mieć i nie sądzę, żeby zrobił to przypadkiem system Hosnian to rozkaz Huxa - nie przypisuj na siłę cudzych uczynków. Nikt tu nikogo nie wybiela, tylko trzymajmy się faktów. Poza tym - jak zmierzyć, kto jest bardziej zły? I po co? Na tę chwilę ilościowo Vader ma więcej ofiar, jakościowo - bezsprzecznie mord na ojcu to top topów. Czyli Vader, mordując ilościowo więcej zasługuje na Twoją sympatię tudzież odkupienie, a Kylo nie, bo?

Natomiast zgadzam się z:

- muzyka - pogodziłam się już z tym, że to będzie trylogia z najgorszym soundtrackiem. I nawet najbardziej epicki reylo theme mnie z tego nie wybije Także łączę się w bólu;

- Hamill grający Luke`a - bez wątpienia najlepszy popis aktorski w filmie (ale Driver depcze mu po piętkach );

- takie olanie postaci Hana jest nie do przyjęcia, bez względu na to, ile na niego położą nacisku w IX. Jakieś pożegnania w książkach mi zwisają. Film ma się bronić jako film;

- olanie Rycerzyków Ren - jw.; nieważne ile i czy w ogóle pokażą ich w IX - dziura w VIII pozostanie, chociaż spodziewam się tu ewentualnych grubych plot twistów, tak samo w przypadku wydarzeń w świątyni Luke`a, o czym niżej;

- humor - też w niektórych momentach czułam zażenowanie. Nie będę się powtarzać dokładnie gdzie, ale stanowczo z tym przegięto, niektóre sceny wręcz rujnując (nieszczęsne strzepnięcie pyłku na Crait, wyrzucenie miecza, Luke o fryzurze Lei). To chyba mój największy zarzut;

- Yoda wyszedł sztucznie, bardzo, obnażając właśnie to, że nie zawsze praktyczne oznacza naturalniejsze;

- brak backstory Snoke`a - nawet, jeśli to tylko środek pomocniczy dla Kylo to te dwa zdania o pochodzeniu mogli upchnąć;

- potraktowanie Huxa. Tu już nawet nie chodzi o pogłębienie postaci, tylko ukazywanie masowego mordercy w sposób iście karykaturalny, co jest niechlubną spuścizną po TFA;

- olanie Maz; jeśli wróci w IX w ważnej roli to będzie z czapy.

Re: Witaj z powrotem :D

-olanie Maz; jeśli wróci w IX w ważnej roli to będzie z czapy.

MUSI WRÓCIĆ to raz, a dlaczego z czapy to nie ogarniam - Was wszystkich trzeba za rączkę prowadzić i wszystko wiecznie tłumaczyć (ja nie mam siły więc odpuszczam), to po prostu: wstyd, żenada, patologia

Re: Witaj z powrotem :D

Tak, na pewno będzie miała dobrze wymyśloną, niezbędną dla fabuły rolę tak jak w TLJ. Pewnie dali ją tylko dla tego, że Lupita ich zmusiła.

Re: Witaj z powrotem :D

Nie, będzie spartolona jak wszystko czego Disney dotknął swoim złym dotykiem za pośrednictwem tej czarownicy "KK", która rzuciła na wszystkich swój straszliwy urok.
Biada nam powiadam, biada - kupujcie ludzie cukier bo zabraknie.

Re: Witaj z powrotem :D

Nadciąga Disneyowa apokalipsa, i nikt się nie skryje ani nie uchroni. Czterech heroldów Mrocznych Czasów Disneya już krąży po świecie. Na nic płacz i zgrzytanie zebów.

Re: Witaj z powrotem :D

Apokalipsa to by była, jakby Disney ogłosił Remake Prequeli. Chciałbym to zobaczyć

Re: Witaj z powrotem :D

#chcęto!
(a zwłaszcza przeczytać recki Shedao z tych filmów)

Re: Witaj z powrotem :D

:*

Jakby Ci to powiedzieć...Ja doskonale pamiętam Twoją pierwszą i zapewne osobistą reakcję. Było to: "Myślałam że zabili mi Reylo". Ale, ponieważ tak bardzo przywiązałaś się do tego shipu, że przykro byłoby Ci z niego zrezygnować, to też najprawdopodobniej wyparłaś swoje odczucia. Zapewne też z powodu cudzych czytadełek, gdzie kompletnie ignorują podane przeze mnie argumenty, bo "Reylo na zawsze". I dobrze, każdego sprawa. Chcesz to wypieraj własne odczucia, jaraj się tym. Ale proszę żebyś nie nazywała moich logicznych argumentów "inwalidami". W Pięknej i Bestii czy Kształcie Wody, a także przy Anidali zachodzą zupełnie inne czynniki.
I nie. Zabójstwo młodzików w świetle filmów nie są 100%, betonowym faktem. Są, dla garstki ludzi na Bastionie, a zwłaszcza dla pani Cerberki. Ale nie mam zamiaru się o to wykłócać. NAWET gdyby przyjąć to za fakt, jest jeszcze scena w wiosce gdzie Kylo FAKTYCZNIE morduje kilka/kilkanaście dzieci...Wybacz, ale dla mnie rzekome ciągoty Kylo do Światła to mit, mowa-trawa, która nie ma przełożenia na czyny. Nie daje rady jako skonfliktowany złoczyńca. Bo sorry, ale wzbudzająca jakieś tam uczucie nieporadności twarz Drivera to o wiele za mało bym uznała to za "konflikt" postaci.

Re: Witaj z powrotem :D

A słowo logicznych nie powinno być w " " ? Bo w logice nie można przy jednej postaci oceniać czegoś tak, a przy drugiej inaczej - tutaj ewidentnie wchodzą do gry Twoje uczucia...
I odpowiedzialność Kylo za śmierć mieszkańców wioski (w tym dzieci) jest identyczna jak odpowiedzialność Anakina za młodzików zastrzelonych przez klony (bo tego chyba nawet Ty nie negujesz? )

Re: Witaj z powrotem :D

Princess Fantaghiro napisał:
Ale proszę żebyś nie nazywała moich logicznych argumentów "inwalidami".
-----------------------

Trololololo


I nie. Zabójstwo młodzików w świetle filmów nie są 100%, betonowym faktem.
-----------------------

Dziewczyno czyś Ty kompletnie zbzikowała. Lucas nie miał pojęcia jak pokazać zeźlenie się Anakina, więc postanowił zrobić z niego rzeźnika małolatów. Tak jest, Anakin w filmie wyrzyna dzieciaki a potem idzie na czisburgera z serem. To jest duże przegięcie, ale Lucas stwierdził, że musi dodać jakiś szokujący akt zła popełniony przez Anakina. Gdyby czegoś takiego zabrakło, a konwersja Anakina polegała na wycięciu w pień tych drewnianych hipokrytów i nudziarzy - Jedi, publika mogłaby bić Anakinowi brawo. To jest kolejny dowód na to, że Lucas nie rozumie swojego własnego dzieła, olał inspiracje płynące z filmu najlepszego kumpla ("Ojciec Chrzestny"), a scenariusz Prequeli był sklecony na kolanie w ostatniej chwili. Wersja oficjalna niestety ciągle wygląda tak, że Anakin jest mordercą dzieci. I jak tu nie olać tych Prequeli?

Re: Witaj z powrotem :D

darth_numbers napisał:


Anakin w filmie wyrzyna dzieciaki
-----------------------

małe sprostowanie - nie Anakin a Vader

kiedy na bastionie po raz pierwszy Princess poruszyła ten temat to z ciekawości zapytałam moją 10-latkę jak rozumie scenę gdy Anakin wchodzi do sali pełnej młodzików i odpala miecz... i wtedy usłyszałam:
"mama, przecież to już nie Anakin, to już Vader ... i on ich wszystkich (i tu gest ręką po gardle, bo ciężko jej było powiedzieć, że zamordował)"

jak widać, dla dziecka ta scena jest bardzo logiczna i czytelna






Re: Witaj z powrotem :D

Nie przejmuj się. Kiedyś 10 latka dorośnie, (i być może) spojrzy szerzej.

Re: Witaj z powrotem :D

W sensie, że to jednak Anakin?

Re: Witaj z powrotem :D

Nie wiem kim ona jest, ale bawi mnie trochę jej silna potrzeba udawania wielkiego filozofa i robienia ze wszystkiego wokół czegoś dwuznacznego. 😁 10-latka myśli logiczniej od niej. Pozwoliłem sobie przejrzeć jej dotychczasowy dorobek na Bastionie - przy wielu jej postach traciłem koncentrację i zaczynałem myśleć o rzeczach mniej ważnych jak np. na co mam dzisiaj ochotę z pyszne.pl 😁- ale pomijając logikę jej komentarzy, bo zauważyłem, że potrafi się kłócić z użytkownikami z o wiele większym doświadczeniem w uniwersum. 😁 Mimo, że nie przynosi jej to pozytywnej sławy, to i tak brnie obsesyjnie w tym samym kierunku, zapewne uważając wszystkich, którzy się z nią nie zgadzają za ćwierćinteligentów. 😂
Apel do moderacji: błagam, nie banujcie jej więcej. Ona jest taka pocieszna. 😂

Re: Witaj z powrotem :D

Zatem i dla Ciebie jest nadzieja

Re: Witaj z powrotem :D

Tyle, że ja się tej reakcji wcale nie wypieram i tu, na tym forum, mój pierwszy seans skwitowałam, że "jestem zdruzgotana". Ale pamiętam też mój odbiór pierwszego seansu TFA: "eee... meh? No tak, Rey jest córką Luke`a lub siostrą Kylo, w następnej części dostanie od niego srogi wpieprz, bo on jej tej masakry na nim nie daruje. No i słabo widzę ewentualny związek Rey i Finna, ale okeeej". Tak było. Dziwne zachowanie w stounku to "the girl" jednak nie dawało mi spokoju i poszłam drugi raz i kolejne. I po TLJ okazało się, że pierwsze wrażenie po TFA było w kluczowych kwestiach błędne - jak dotąd. Dlatego od razu na drugi dzień zaliczyłam TLJ kolejny raz (bez czytadełek; uważasz, że po takim pierwotnym odbiorze miałabym ochotę na czytanie jakichś wypocin do czegoś, czego już nie widziałam? Zostawiłam jedynie jad na facebookowej reylo grupce xD) i zupełnie inaczej zaczęłam wszystko postrzegać. A na tę chwilę, po tylu seansach, widzę spokojnie to jako opcję, obok wielu innych, których można się w filmie doszukać. Reylo ma dla mnie takie same szanse w IX, jak finnrey (nadal) czy powiązanie Rey więzami krwi ze Skywalkerami (nadal możliwe). Także pierwotna rekacja nie ma nic tu do rzeczy, bo już raz mnie zwiodła.

I oczywiście, że mogę się mylić w 100% co do tego i że kompletnie nie tak wszystko odbieram. Póki jednak nie ma IX, czy po części książki TLJ to moje oczekiwania mają solidne podstawy. A jak się nie spełni, to cóż - jestem tak przywiązana do tego shipu, że nie będę akceptować i tak kanonu w tej kwestii, tylko twórczość fanowską Tak czy owak - nie zrezygnuję z niego

Ale do meritum, bo olałaś mój dowód. Możesz tu wypisać litanię "innych czynników" i nadal to będą tylko pochodne powyższych, nic więcej. To wszystko są schematy, które akceptujesz w jednych produkcjach, które wielbisz, ale w TLJ wariacja tych schematów jakoś kompletnie nie działa. Także tak - Twoje argumenty o braku podstaw dla tej relacji są inwalidami. Że nie widzisz chemii, nie pasuje aktorstwo, nie wiem, dialogi - ok, nie będę z tym dyskutować, bo to jest zbyt subiektywne, więc tu logiki w to nie wkładam - Taki masz odbiór.

Co do zabójstwa młodzików - czy ktoś usunął tę scenę oficjalnie z filmów https://www.youtube.com/watch?v=1BN3921owBQ
To nie jest 100% betonowy fakt? Star warsowe wiki piszą nieprawdę? Każdy, kto obejrzy ROTS się myli?xD Proszę Cię xD

Czy ja gdzieś zaprzeczam, że Kylo zabił własnoręcznie San Tekkę i wydał rozkaz wymordowania wioski? Nie, nie zaprzeczam faktom, w przeciwieństwie do Ciebie.

Re: Witaj z powrotem :D

Ja się tylko wetnę od czapy, bo muszę Ci powiedzieć (a gdzie indziej będzie lepsze miejsce), że Twoje Evening entuzjastyczne, ale też niezwykle merytoryczne reylowe posty, sprawiły, że zaczęłam inaczej na nich patrzeć i ze "zgiń przepadnij", mam "hmmm zobaczymy"

Może właśnie dlatego, że nie wybielasz Kylo na siłę. Akceptujesz zło, jakiego dokonał i realnie widzisz jego szanse na ewentualne odkupienie.

No zwyczajnie - podoba mi się to (i czekam bardzo na wydanie dvd, żeby sobie na Reylo popatrzeć w inny sposób).

Re: Witaj z powrotem :D

vilkala napisał:
realnie widzisz jego szanse na ewentualne odkupienie.
-----------------------

A gdzie niby widzisz "realne szanse" na ewentualne odkupienie u postaci, która przez bite dwa filmy nie zrobiła NICZEGO DOBREGO?

Re: Witaj z powrotem :D

Kylo uratował Rey. Miał ją "podaną na tacy" przez Snoke`a wystarczyło tylko włączyć swój miecz świetlny. A mógł zabić.

Na tym forum jestem od niedawna ale na innym od kilkunastu lat, napisałam tam łącznie 24 211 postów i takie trolololo rozpoznaję w nocy o północy Nawet nieźle ci idzie.

Kylo jako analogicznie odwrócone odbicie Anakina

Pierwszy nie potrafi zabic kobiety na której mu zależy.

Drugi dokonuje prawie morderstwa. Pierwszy ma resztki światła dzięki niej w sobie, drugi popada przez miłosc wprost w ciemną stronę.

Tutaj bym sie dopatrywał różnic między Vaderem i Kylo.

Vader to pod tym kątem postac dużo bardziej evil niż Kylo. No ale na innej płąszczyznie Kylo znów jest gorszy od Vadera.

W końcu pierwszy zabił ojca, drugi nie umiał zabić syna.

Kylo to bardzo przeżarta mrokiem postać- morderstwa Hana nie wybaczę nigdy- ale pomimo tego wszystkiego co nawyrabiał nie da mu się odmówić tych resztek bardzo dobrze zarysowanych pozostałosci człowieczeństwa w postaci wszystkiego co kręci sie właśnie dookoła Rey.

Re: Witaj z powrotem :D

Ben ocalił część uczniów szkoły przed dyrektorem, który noca zakradał się do ich sypialni.

Re: Witaj z powrotem :D

Re: Witaj z powrotem :D

I świecił zielonym "mieczem świetlnym" przed ich twarzami...?
;__;

Czyli...

z anty przeszłaś na neutrala, a może i będzie z tego coś więcej, dzięki moim postom..?

https://media.giphy.com/media/3ohzdIuqJoo8QdKlnW/giphy.gif

Zrobiłaś mi dzień^^

Re: Czyli...

Ja mam co do Reylo uczucia ambiwalentne (częściowo dzięki Vilkali ) bo z jednej strony to byłby związek oparty na syndromie sztokholmskim i było nie było gwałcie mentalnym, z drugiej strony jacyś potomkowie "wielkiej trójki" powinni być. W NK na Luka nie ma już co liczyć, a Ania* też była w prostej linii potomkinia "tego złola". Z drugiej strony Kylo zerwany z łańcucha może sobie teraz pofolgować, a tyle pięknych pań oficerek dookoła, nie jedna Rey na swiecie...

Cały czas mam nadzieję że zrobią kiedyś trylogię o Ani, i to dokładnie tej z "Legacy vol.2", która jest bohaterką z 300x lepszą od Aphry.

Re: Czyli...

Cóż, kwestia indywidualnego odbioru. Osobiście nigdy przez głowę nie przeszła mi interpretacja przesłuchania w ten sposób jako ukazania gwałtu w jakiejkolwiek formie ani nic z syndromem sztokholmskim.

Wydaje mi się, że o syndromie sztokholmskim można mówić, gdy ofiara jest więziona dłuższy czas i w trakcie tego czasu zaczyna darzyć sympatią porywacza i później jej to zostaje. Tutaj Rey była więźniem tylko przez chwilę, nie okazywała żadnej sympatii (przez chwilę zaciekawienie i zdziwko po słynnej scenie zdjęcia maski), a wręcz sama odpowiedziała "gwałtem mentalnym" xD Dalsze wydarzenia, po ucieczce, jasno wskazują, że jej stosunek się nie zmienił - nie miała problemu do niego strzelać, wyzywać go czy sieknąć szablą. Fakt, nie zabiła go, ale czy zwalać to na ewentualne początki jakiegoś uczucia czy po prostu fakt, że nieładnie jest zabijać bezbronnego? A może przypomniała sobie o niedawnej propozycji, by zostać uczennicą i nie chciała tego rozstrzygać od razu. Cóż, w TFA nie sądzę, by darzyła go jakimiś pozytywnymi uczuciami. Co innego w TLJ, gdy owe zaciekawienie doprowadziło do gry w łapki. Od tego momentu i wizji przyszłości (która nie była jak sądzę wizją wspólnej walki w sali tronowej Snoke`a), zaczęło się zmieniać, ale wtedy od początku byli w zupełnie innych sytuacjach - nikt nikogo nie więził ani do niczego nie zmuszał.

Z kolei gwałt zawsze narzuca skojarzenia z aktem seksualnym. Gdy zawsze czytam o tym argumencie nie mogę się pozbyć wizji Kylo, gwałcącego mentalnie Poe Może bym inaczej odbierała to przesłuchanie, gdyby nie właśnie to wcześniejsze. Osobliwa forma wydobywania informacji od wroga, nic więcej. To, jak różnie one są pokazane też o czymś świadczy (w książce także). Poza tym tu na "gwałt" Rey też odpowiedziała gwałtem, więc są na zero

O ile jestem w stanie uwierzyć, że wcześniej dla rozładowania napięcia mógł "zaliczać" panie z FO (choć wątpię, by Snoke mu pozwolił), to sorry, nie po TLJ. Zostaje tylko koleżanka rąsia

Re: Czyli...

Witam Was serdecznie, oglądam Wasze forum od wielu wielu lat, ale nigdy nie miałam okazji, by w pełni dołączyć do Waszego grona. Ale teraz po wydarzeniach związanych z TLJ i aktywna dyskusją dotyczącą tego filmu, postanowiłam się odezwać

Chce wesprzeć Evening, bowiem nic mnie bardziej nie dobija jak wypowiedź przeciwników Reylo dotyczących scen z TFA.

Zachęcam do zapoznania się z novelizacją, gdzie scena przesłuchania jest znacznie lepiej opisana (z wiadomych przyczyn) i pokazuje ją w znacznie innym świetle. Kylo Ren w żaden sposób nie dokonał GWAŁTU na Rey. Sam podkreślał, że "czytanie jej myśli" nie sprawia mu przyjemności, ale postara się być jak najbardziej delikatny. Nie nazwał jej swoim więźniem, lecz gościem, podkreślając że nie musi (teoretycznie) się bać. Ściąga z niej okowy, aby miała w miarę swobodę ruchu, a swoimi wypowiedziami próbuje utrzymać pewien komfort psychiczny Rey (w scenie gdy pyta się czy ona naprawdę jest tylko złomiarką, wyczuwa jej zakłopotanie i zmienia temat), tak samo sam przebieg przesłuchania jest zupełnie przeciwny co do przesłuchania Poe. Ściąga maskę, by Rey nie czuła dyskomfortu w wyniku rozmowy z "bestią w masce" lecz prowadziła rozmowę ze zwykłym facetem

Re: Czyli...

Wcześniej pewnie i Luke, i Snoke naciskali na niego, żeby tylko rozwijał swój talent, opanowywał Moc, powściągnął swoją jasną bądź mroczną stronę, zależnie od nauczyciela... Sam może też miał lekką obsesję na punkcie Mocy, więc nie w głowie mu były dziewczyny

No i tu widać, że z Rey mają jak najbardziej "wspólną płaszczyznę". Obydwoje mają Moc, fascynują się wzajemnie swoimi możliwościami, a do tego oboje to osoby samotne, z poczuciem odrzucenia. Więc relacja jak najbardziej ma podstawę

Re: Czyli...

Witamy serdecznie - ja bardzo chętnie czytam jak panie postrzegają SW, bo sam na takie np. Reylo zupełnie nie zwracam uwagi oglądając TFA czy TLJ.

Re: Czyli...

Ja po scenie zdjęcia maski też byłam zdziwiona- o kurde facet miał hełm na głowie a ma włosy ułożone niemal jak książę Bogusław w Potopie!

Re: Czyli...

Miał megamocne kosmiczne produkty do układania włosów wspomagane Mocą Książe z Bajki nie może sobie pozwolić na zepsucie sceny i prezentację nieidealnej fryzury

A propos... świetna scena jest w komiksie Dark Times - tam można zobaczyć jak naprawdę wygląda długowłosy facet chwilę po zdjęciu z głowy hełmu szturmowca

Re: Czyli...

Włosy Jennira w tej scenia wydawaĺy mi się trochę nierealistycznie narysowane

No ale moze to prawda. Nigdy nie miałem dłuzszych wlosow niż do barków.

Re: Czyli...

Było coś na ten temat w przepowiedni dotyczącej Wybrańca (i jego rodu)?

Re: Czyli...

Hmmm małym druczkiem i pod gwizdką

Re: Czyli...

Jednak ma coś po wujku

Re: Czyli...

Witaj, Ancyk85. Fajnie, że nadarzyła się okazja, by w pełni dołączyć do grona Bastionowiczów.

Powyższe zestawienie również wygląda fajnie, aczkolwiek jest ono trochę niefortunne, bowiem widzę w nim pewną niekompletność. Owa niekompletność polega na braku pierwszych znanych Skywalkerów, czyli Anakina i Shmi. Bez nich może się wydawać, że ów dar wspaniałych włosów nie jest we krwi naszego zacnego rodu Niebospacerowiczów, lecz rodu Naberrie, z którego wywodzi się Padme (związana ze Skywalkerami tylko poprzez męża, chyba że to ona jest tą siostrą Anakina, o której istnieniu jest przekonany jeden z naszych dobrych bastionowych kolegów).

Chociaż włosy Anakina w momencie, gdy synek zdejmował mu hełm i maskę, wyglądały - co tu dużo mówić - świetnie (podobnie jak reszta głowy i w ogóle), co może skłaniać do stwierdzenia, że dzieciaczki odziedziczyły to po obojgu rodzicach, ja jednakowoż chętnie zobaczę dowody na wspaniałość jego fryzury po zdjęciu hełmu z czasów, gdy miał tych włosów trochę więcej. Ktoś zarzuci jakiegoś soczystego GIF-a czy obrazek może?

Wchodzę w temat zatytułowany "Ostatni Jedi - najsłabsza część SW?" a tutaj dyskusja o włosach. Kocham mój Bastion.

Pozdrawiam

Re: Czyli...

Witaj na forum Uroczy avek, no i ta sygnaturka, jakże znacząca <3 Im więcej shipperów tym lepsza będzie balanga po premierze IX (mam nadzieję xD).

100% popieram odnośnie przesłuchania, a dodatkowo, po premierze TLJ myślę, że zdjęcie maski, poza tym, że Rey miała się poczuć bardziej komfortowo, było też w celu pokazania "walorów". Poza zdziwieniem tam była ewidentna ocena z jej strony i to z dwa razy. To samo zrobili w TLJ przy scenie z klatą. Nie tylko, by pokazać, że force bond może im się trafić w każdej chwili, tylko, że Rey znów jest lekko zakłopotana walorami przyszłego boyfrienda Ciekawe, czy w IX straci kolejną warstwę ubioru

Re: Czyli...

Tym bardziej po jaskini mają podstawę. Przeszło mi przez myśl, że wizja Rey z jaskini ma swój naturalny ciąg dalszy, gdy się dotykają rękami i że należy to traktować jako całość. Już po pierwszym seansie odniosłam wrażenie, że cień, który na końcu łączy się z dwóch innych to Kylo (a te dwa wcześniejsze to Kylo i Rey).

Rey widzi dwa cienie, które nic jej nie mówią i jak sama twierdzi nie otrzymała tam odpowiedzi. Od jej wizji z jaskini od razu przechodzimy do force bondu z Kylo, gdzie tym razem wyraźnie rozpoznaje siebie i jego. To, co zobaczyła, było dla niej na tyle ważne, że postanowiła się dostać na Supremacy. Kylo też wyraźnie widział ją u swojego boku, więc pewnie widzieli to samo. Stąd całkiem sensowne, że tym cieniem po drugiej stronie lustra był Kylo (może w tamtym momencie też widział dokładnie to, co ona, czyli cienie, a pełną odp. dostał po mizianiu łapkami). Może odpływam, nie przeczę. Ciekawe, jak to opiszą w książce.

Re: Czyli...

Nie ukrywajmy - po zdjęciu maski wszyscy mieliśmy miny jak Rey xD

Re: Czyli...

Dobra, niech to będzie "syndrom takodański" , bo niby wpierw strzela (i to jest słuszne, dobrze wychowana panna, jak widzi faceta w swoim pokoju ktorego nie zapraszała, to strzela), ale potem na spokojnie to i rąsia rąsia, i "lecę go uratować"

No i wiesz, gwałt to nie tylko do sfery seksualnej się odnosi, i jest to chyba druga najgorsza rzecz jaką bliźni może wyrządzić drugiej osobie, więc tego się nie da załatwić takim "będę delikatny i postaram się nie skrzywdzić". I, jak już drążymy temat, to jak ktoś Cię napadnie i dostanie wpierdziel bo jesteś silniesza, to nie oznacza że go napadlaś i nie ma między tym znaku równości. Ktoś Ci wyłazi na chatę z bronią to strzelasz. Proste. Gwałt niech się gwałtem odciska, jak pisał poeta. [I tak, wcześniej Kylo tak samo zgwałcił mentalnie Poe]

I, to naprawdę szkoda, że tak to w TFA poprowadzili, że trudno to na korzyść Benka odkręcić - ale trochę tego za dużo, wieśniacy hurtem, zabawy z cudzym mózgiem, pozbycie się ojca. Bo, patrząc tylko przez pryzmat TLJ to byłbym wielkim zwolennikiem Reylo, w skali całej nowej sagi wolę Reymitage

A końcowego akapitu nie rozumiem Raz że Benio właśnie teraz został sobie sterem, żeglarzem, okrętem, więc nic go nie ogranicza (i to na bardzo wysokim stanowisku). Dwa, nie jest gimbazjalistą tylko chyba jednak dorosłym facetem. Chyba że coś mi umyka?

Re: Czyli...

Patrz, jak się z Tobą zgadzam .Zwłaszcza to o gwałcie, bardzo mądrze napisane. Bo on nie zawsze musi być seksualny. A jak ktoś mnie porywa, wchodzi mi do głowy, trzyma uwięziona i związaną, to fakt iż stara się by mi było wygodnie, jakoś nie wyrównuje powyższych.
A adaptacja jest kanoniczna tylko z tym co pokazano w filmie, więc jakiekolwiek rozbudowanie sceny przesłuchań może być prawdą, ale nie musi

A odnośnie ostatniego akapitu, no mam wrażenie, że twórcy też trochę zapominają ile Kylo ma lat. Facet jest po 30 (lub w okolicach tejże), więc w moich oczach takie dramy nie powodują współczucia tylko szczere i serdeczne "gościu! Ogarnij się!". I ja wszystko rozumiem, biedny, zaniedbany, zdradzony, z wypranym mózgiem, chce być jak dziadek, zrobił sobie maskę i NIE DZIAŁA!

I jasne to jest ciekawe (mało takich "biednych" wannabe Kylo po ulicach chodzi, co to świat ich nie rozumie?. Nawet na Bastionie są, walcząc ogniem i mieczem o Sprawę). To sprawia, że Kylo jako postać staje się interesujący... ale no jakoś mi mało pasuje do roli drugiej połówki szipa.

Rey jest na to zbyt fajna XD

Tak więc, dzięki Evening z kina przy Reylo w ep9 nie wyjdę, ale też nie będę kibicować z zachwytem. Bo szkoda jej w moich oczach dla niego (ale jak się tak baaaaardzo uprze, że go chce i bez niego ani rusz, to nooo dobra, niech se ma)

Re: Czyli...

Nie straci. A przynajmniej nie pokażą tego na ekranie- to film, na który ludzie chodzą z dziećmi

Co do ewentualnego przedłużenia rodu Skywalkerów-Solo zawsze reżyser może Bena rozmnożyć a potem zabić Trochę na wzór Anakina, który zanim przeszedł na ciemną stronę mocy o to zadbał.

Wtedy entuzjaści Reylo i zwolennicy uśmiercenia mordercy i "gwałciciela"/ twórcy syndromu takodańskiego Rena osiągną równowagę Mocy.

Re: Czyli...

Evening Star napisał:
Nie ukrywajmy - po zdjęciu maski wszyscy mieliśmy miny jak Rey xD
-----------------------

Ej no, czy tylko ja znałem Drivera przed TFA i jedyną rzeczą, która mogła mnie zaskoczyć, był brak zarostu, więc nie przeżyłem wtedy takiego szoku?

Re: Czyli...

Ale "lecę go uratować" to przecież wzięło się z ciągu wydarzeń w TLJ, nie wcześniej. Zakładnikiem na Finalizerze to ona była chwilę, w TFA, poza finałem, to ona pałała wobec niego żądzą mordu. Gdyby tym zakładnikiem była jakiś czas oraz wtedy mieliby więcej interakcji to może tak, coś na kształt Pięknej i Bestii, choć i tu mam wątpliwości.

Z tym gwałtem to nie no, nie zrozumiem. Nigdy mi się z tym nie skojarzyło, jeszcze nawet zanim zaczęłam shipować, nigdy moje myśli nie podążyły za słówkiem "gwałt" przy wykorzystywaniu tej umiejętności. Że nie było to za zgodą to oczywiste, ale mając zestawione te dwa przesłuchania, jeszcze tak, a nie inaczej przedstawione, to nie no, wybacz - dla mnie zbyt abstrakcyjne.

Odkręcić odkupieniem ze śmiercią to spokojnie się da. Anakin był w związku, gdy dokonał masakry na Tuskenach i jakoś Padme miała to gdzieś. Fakt, że inne okoliczności, ale było. Z perspektywy reylo to wieśniacy mają najmniejsze znaczenie, bo Rey nie brała w tym udziału. Z jej perspektywy i przeciętnego widza to najgorszy jest mord na ojcu. Pomijając motywacje, przebieg tego zdarzenia i natychmiastowe żałowanie tego czynu to trudno mi wyobrazić sobie coś gorszego. I z tego powodu mam duże obawy o życie Benka na koniec IX.

Eeee, reymitage, czyli Rey i Hux? Huxa da się odkręcić bardziej niż Kylo?xD

Ostatnie to była beka, bo akurat takie rzeczy, czy "Kylo teraz sobie pofolguje" to pytanie typu "czy zaliczał podczas szkolenia u Luke`a", znaczy - i tak się nie dowiemy, ani nie jest to istotne, więc nie widzę sensu poruszać xD

Re: Czyli...

Ja nie znałam z seriali/filmów, ale widziałam facjatę na jakimś jednym zdjęciu promocyjnym TFA i po nim miałam nadzieję, że tej maski zdejmować nie będzie, bo ani charyzmy nie ma, ani nie wygląda i w ogóle jakoś tak byłam na nie. A w scenie przesłuchania tak go wylaszczyli, że za piewrszym razem zadawałam sobie pytanie czy nie zmienili aktora, bo go nie poznałam xD

Re: Czyli...

Kurde, a ja niesamowicie ucieszyłem się, że go obsadzono w ważnej roli, bo bardzo lubiłem kolesia, ale zazwyczaj grywał role drugoplanowe (wtedy zazwyczaj komediowe), lecz w moim mniemaniu często kradł "szoł" głównym bohaterom.
No pierwszy raz go bez brody i wąsów zobaczyłem, więc trochę młodziej wyglądał

Re: Czyli...

No bo z tym gwałtem to jest tak, że definicja jst inna i szersza niż tylko to co się kojarzy.

Odkupienie smiercią to tak, ale nie że "żyli długo i szcześliwie", no niestety. Jar Jar spaprał sprawę w ep. VII i tyle.

I nie, Tuskeni to było w afekcie po śmierci matki i im się należało. Przynajmniej niektórym. Bo mord na ojcu mozna jakoś twistplotnać że mógł być np. nieuleczalnie chory i sam nacisnął włącznik czy coś w ten deseń. Karkołomne ale da się. Tego z zimną krwią bezsensownego "zabić wszystkich" niestety nie.

Huxa jak najbardziej się da. On jest wykonawcą rozkazu- jest "za mały" aby samodzielnie zdecydować o zniszczeniu całego systemu, tego bez rozkazu Snoka by nie zrobił. A że przemawaiał? Taki Rommel Erwin, bohater Niemiec i "antyfaszysta", ale jego przemówienia z 1939 i 1940 nie spłonęły, przy nich przemowy Huxia są stonowane i spokojne Serio. więc da się spokojnie.

Re: Czyli...

A ja liczę w e IX na rozgrywkę między Kylo i Huxem. Raczej nie face to face bo wiadomo Kylo spokojnie może nim rzucić o ścianę/ udusić. Ale jeśli wojsko stanie za Huxem to Kylo może się ostro zdziwić. Panowie się ewidentnie nie znoszą od VII części- Hux zazdrości Kylo wszystkiego ( w sumie mu się nie dziwię ), mocy, łaski Snoke`a, rodziny, pochodzenia. I chętnie skróciłby temu czarnemu książątku żywot

Re: Czyli...

Jeśli ma cokolwiek być z reylo to musi być nowy, duży zły. Nie kupuję żadnych kombinacji, że to nie jest wymagane - to są proste filmy, publika jest przyzwyczajona do głównego złego. I poza Huxem nie widzę innej opcji, tyle że on funkcjonujący samodzielnie, bez obstawy wojskiem, to może force usera cmoknąć.

Dlatego, poza tym, że mam wiele reylowych zachcianek, które się raczej nie spełnią, to poza nimi mam jedną, niezwiązaną z nimi. Szanse na to są praktycznie żadne, ale gdyby Hux się okazał force userem i był tajnym uczniem Snoke`a. Przyszło mi to do głowy, bo w jakimś źródle było, że poza Kylo Snoke miał przynajmniej jednego ucznia. Snoke mógł do Kylo mieć wątpliwości już wcześniej, bo dołączył do niego z pobudek osobistych, FO bardziej traktuje jak środek do zemsty na Rebelii za odebranie osoby matki. Hux zdaje się być człowiekiem z misją, któremu faktycznie zależy na władzy nad Galaktyką, wszelkie obelgi i pomiatanie nim spływa po nim jak po kaczce. Gość jest w opór opanowany. Może było i tak, że Kylo miał wykończyć mącący ród, a gdyby został już tylko on to by się go pozbyli (słowa Hana przed śmiercią), bo Hux jest zdecydowanie lepszym kandydatem na lidera i materiałem na darksajdera. Snoke może też doszedł do wniosku, że uczeń tak emocjonalnie nieogarnięty jak Kylo i miotający się między ds i ls to słaby pomysł, który może nie wypalić i bezpiecznie mieć z boku takiego Huxa.

Gdyby się okazało, że Hux odwalał tylko teatrzyk bezbronnego wobec Kylo, żeby zakorzenić w nim przekonanie, że nic mu nie może zrobić, a w IX wyjawiłby to w stylu, że Snoke także zdradził Kylo (w tym momencie Kylo wypełniłby cały albumik z naklejkami na zdrady od otaczających go ludzi yaay xD), bo nigdy nie miał z nim większych planów, że Kylo był tylko środkiem do wybicia Skywalkerów, a prawdziwym spadkobiercą Snoke`a jest Hux - jakie to by było epickie <3<3<3 Cały komizm postaci z poprzednich filmów zupełnie inaczej by wyglądał, a Hux dostałby jakieś 1000 do respektu (przynajmniej u mnie xD). I jeszcze jakby Hux pojedynkował się na gwiezdne szable z Kylo, oezuuuuu! Jak ja to chcęęęę, ale tego nie dostanę :`(

Re: Czyli...

-I jeszcze jakby Hux pojedynkował się na gwiezdne szable z Kylo, oezuuuuu! Jak ja to chcęęęę,

Ogladałbym, z dziką rozkoszą, też tego chcę.

Re: Czyli...

A gdyby tym tajnym uczniem okazał się sprzymierzony z Huxem ambitny i zawistny rycerz Ren?

Re: Czyli...

Hm, takie narzędzie w rękach Huxinha - biorę! W sumie, jeśli Renowie będą taka strażą przyboczną Kylo, jedynymi zaufanym ludźmi w FO, a Hux będzie knuł to i w końcu sięgnie po nich. Też mi chodziła po głowie zdrada Kylo ze strony Renów i to jest akurat całkiem podobne. I kolejna naklejka - tym razem zdradzony przez uczniów xD

Re: Czyli...

Powiadam Wam... Hux to będzie ten wielki Bad Guy! on coś knuje, czuć to i widać z daleka.

A co do Rycerzy Ren to myślę, że JJ ich na pewno użyje w filmie, poza tym sam reżyser mówil, że chętnie by nagrał o nich film. A czy zdradzą? Co się zdarzyło raz to może mieć miejsce i drugi.
Też do końca nie wiemy jakie są relacje Kylo z rycerzami, Rian też nie wiedział dlatego ich nie użył. Ja tu wyczuwam jednak fajna scenę walki na miecze świetlne z Rycerzami vs Rey (Rey+Ben?)

Re: Czyli...

Te dywagacje wszystkie to miód na moje zbolałe serce dziś

Podoba mi się idea Huxa, który powoli osacza Rena. Jeśli to ostatnie spojrzenie z TLJ będzie rozwinięte, to naprawdę Kylo nie wróżę dlugiego i szczęśliwego liderowania.

Zwłaszcza, że co jak co ale Hux wie jak przetrwać. Przy takim tatuniu, było to koniecznością. Wie jak grać podwładnymi, wie co chce osiągnąć.

I w dominującym FO wcale a wcale takiego spokoju nie będzie.

Na rycerzy bardzo czekam. Czy to uczniowie, ktorzy odeszli razem z nim? Czy nowi rekruci? Zobaczymy.

Re: Czyli...

Tym bardziej, że Hux to podstępna świnia, ojca się pozbył zachowując czyste rękawiczki (wszystko zrobiła Phasma). Poza tym, o ile książki można nazwać w pełni kanonicznymi, to jest tam wyraźnie napisane, że za wszelką cenę Hux chciał ukryć swoje myśli przed Snokiem i Kylo, by nie odkryli jego planów

Gdzieś widziałam teorie, że Hux to sekretny uczeń Snoke`a 😂

Re: Czyli...

O BOŻE TAK

Re: Czyli...

Właśnie mi też podoba się pomysł Huxa który robi przewrót wojskowy aby obalić Rena.
Przecież FO ma chyba na pewno jakiś innych wysoko postawionych urzędników wojskowych coś jak Moffowie w Imperium, Hux by zawrzeć z nimi jakiś spisek w postaci całej armii wypowiadającej posłuszeństwo Kylo i buntującej się przeciwko niemu,

Re: Czyli...

I wtedy aby ratować pośladki Kylo Ren będzie szukał pomocy Rey albo zostanie sam...

Re: Czyli...

Nie zapominajmy, że Hux był wychowywany w przeświadczeniu, że jest on w stanie rządzić cała galaktyką i być nawet następca Imperatora jeśli chodzi o pozycję. Najwyższy Wódz Hux... Fajnie brzmi. Poza tym nie wybrali do tej roli aktora dobrego tylko po to by nim miotać po podlodze...

Re: Czyli...

Tak, tak... W którymś z wieeeelu wątków już taki scenariusz napisaliśmy... jak to Hux zdradza Kylo i ten musi się ratować/ratuje go Rey a później wspólnie rozwalają FO... i wszyscy żyli długo i szczęśliwie...

Nawet zaproponowałam zrzutę na wykupienie Disneya i zrobienie filmu po naszemu, ale odzew jakiś słaby był

Re: Czyli...

Ja rozumiem "dream big", ale po co całego Disneya, sam Lucasfilm wystarczy, i kasy mniej trzeba. Zresztą, jescze parę milionów akcji i sam wykupię

Re: Czyli...

To jak już wykupisz to pamiętaj o nas i zatrudnij jako jakiś kreatywnych, czy coś...

Re: Czyli...

Nie no oczywiście, Bastion z kreatywności słynie

Zajmie mi to w tym tempie kilka tysięcy lat, ale jak juz skończę to się na pewno odezwę.

Re: Czyli...

vilkala napisał:
Na rycerzy bardzo czekam. Czy to uczniowie, ktorzy odeszli razem z nim? Czy nowi rekruci? Zobaczymy.
-----------------------

Po TLJ myślę, że spokojnie możemy zakładać, że to uczniowie, których Kylo zabrał z Akademii. Bardzo bym się zdziwiła, gdyby okazali się kimś innym, znikąd.

Re: Czyli...

A Rey, jeśli zostanie przyłapana na skype z Kylo, też zostanie uznana za zdrajcę w Resistance

Re: Czyli...

Właśnie z tym wychowywaniwm w przeświadczeniu to nie wiem, jak było. Ojciec go nienawidził i miał za bezużytecznego, nie wierzę, żeby przez Rae Sloane go pokochał. Sama Rae mu to wmówiła? Bo młody jakoś podstaw nie miał...
No chyba że to mu samo wykiełkowało, na zasadzie "już ja wam wszystkim pokażę"!

Re: Czyli...

Poleam biografię mesje Talleyranda

Re: Czyli...

Nie wspominaj przy mnie tego nazwiska, bo mam flashbacki z drugiego (i trzeciego) roku studiów

Re: Witaj z powrotem :D

P. wróciła i rozmowy znowu obierają anakinowo-młodzikowy kierunek, tylko czekać na Tuskenów. Kiedyś mnie to bawiło, ale nawet najlepszy żart opowiadany tysiące razy robi się zwyczajnie nudny.

Tak

Re: Witaj z powrotem :D

Ja się obawiam, że od rozmów nad ciekawie rozwiniętą postacią Kylo będzie się przechodziło do offtopu o Anakinie i Vaderze... zamiast skupić się na Swolo.

Re: Witaj z powrotem :D

Wróciła księżniczka, to i wrócił książę.
Czy to jest przypadek? Wcale tak nie sądzę.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Princess Fantaghiro napisał:
Mieliśmy dowiedzieć się więcej o Rey. Nadal jest nikim, zostało to powtórzone dla tych którzy nie zczaili tego w TFA...Tu trochę ironizuję, w następnym będzie wielki plot twist...Rey to jednak KTOŚ.

(...)

Pomijam zażenowanie, gdy Snoke nazwał Kylo dzieckiem w masce. Taaa. Połączenie Comodusa z Gladiatora z Griviousem...nazwać "dzieckiem".

-----------------------

Czy to średniowieczna Europa, że o tym, kim się jest, decyduje pozycja rodziców?

Więc Yoda, Windu, Kenobi i QGJ też są nikim? A co z jedynym znanym wszystkim rodzicem Anakina, czyli zwykłą niewolnicą?


Przecież te teksty Snoke`a to oczywista manipulacja, nastawiona na wywołanie konkretnego efektu u swojego ucznia, analogicznie do wcześniejszego mamienia go tekstami o "nowym Vaderze".

Re: Trzy grosze Goryczki...

rebelyell napisał:


Czy to średniowieczna Europa, że o tym, kim się jest, decyduje pozycja rodziców?

Więc Yoda, Windu, Kenobi i QGJ też są nikim? A co z jedynym znanym wszystkim rodzicem Anakina, czyli zwykłą niewolnicą?


Przecież te teksty Snoke`a to oczywista manipulacja, nastawiona na wywołanie konkretnego efektu u swojego ucznia, analogicznie do wcześniejszego mamienia go tekstami o "nowym Vaderze".

-----------------------

Przecież Moc to już tylko domena rodu Skywalker, jak ktoś śmie być użytkownikiem Mocy bez ich krwi?! A tak na serio, to właśnie o to chodzi w sequelach nie musisz być Kimś by zostać Bohaterem. Tyczy się to zarówno Rey jak i Finna.

A co do wujcia Snoke`a to wiedział, że jak ucznia wkurzy to tylko bardziej w gniewie i złości, zbliży się do ciemnej strony. Poza tym uderzył w czuły punkt, dziadziusia, dając do zrozumienia, że Kylo tylko się bawi w Vadera (przebieranki, maski), a nie go naśladuje.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Wychodzi na to, że jestem w mniejszości, która od zawsze tak traktowała Moc i możliwość odkrycia jej u każdego...w opozycji do osób, które uważają każdego bardziej utalentowanego adepta za "wybrańca" nie mającego racji bytu w SW, bo mieliśmy wcześniej Wybrańca.

Nawet jeśli to nie on ustanowił połączenie Kylo-Rey, to najwyraźniej świetnie sobie zdawał z niego sprawę, więc moim zdaniem takimi próbami wytrącenia z równowagi swojego ucznia dodatkowo rozniecał w nim konflikt, który miał skusić podopieczną Skywalkera do próby nawrócenia Rena.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Jak to powiedział na Twitterze Pablo Hidalgo, nie można ufać nikomu po ciemnej stronie Mocy, a w szczególności gdy mówi on o czymś co dotyczy Mocy 😉

Cytując Bena Solo "Nie jesteś sama" hahaha wyszłam zadowolona z kina, że Rey jest szaraczkiem, a nie z Wielkiego Rodu. Gdyby skupić się na tym, że Skywalker jest tylko posiadaczem Mocy, to kiedyś by się w końcu ród zakończył, a co wtedy? Nowe niepokalane poczęcie? Znowu Ród Wybrańców? Luke w TLJ doskonale dał lekcje Mocy.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Abstrahując od całości koncepcji Mocy na różnych etapach rozwoju uniwersum Star Wars, to pomysł na przepowiednię związaną z Wybrańcem był według mnie dobry w założeniach, ale średni w realizacji.

Bo tak jak uniwersum zaczęło puchnąć, to poszczególne materiały nie dały nam jednoznacznej odpowiedzi na to, po pierwsze, czym jest równowaga (bo każdy ją postrzegał na swój sposób; Obi-Wan na przykład widział ją przez pryzmat pokonania Sithów, a fani Star Wars przez albo balans pomiędzy Stronami Mocy, albo przez likwidację podziału na nie); a po drugie, nawet ważniejsze - kto w końcu był tym Wybrańcem.

Tak tak, wiem, że Anakin, co sugerują prequele oraz co było wielokrotnie powtarzane przy okazji zadania tego pytania różnym osobom odpowiedzialnym za uniwersum. Tylko wykonanie tego wybraństwa pozostawia wiele do życzenia. Równie dobrze do bycia Wybrańcem może aspirować Luke, tym bardziej jeśli porównamy jego ewolucję z OT z obrazem człowieka widocznym w sequelach. Balans? Jeszcze jak.

Teraz głównym pretendentem do bycia Wybrańcem może być Kylo Ren. Przynajmniej wiemy jak do balansowania Mocy odnoszą się sequele (słowa Snoke`a w TLJ to fajnie opisały), ale nie wykluczam, że po Epizodzie IX pojawią się głosy, może nawet wśród nich mój, głoszące, że Ben Swolo mógłby spokojnie być nazwany Wybrańcem. Nowym czy starym, to bez znaczenia. Koncepcja jest jedna i ostatecznie nikt jej nie zamknął: ani Anakin, ani Luke. Skoro przepowiednia nie została prawidłowo odczytana, a gdy została bardziej prawidłowo odczytana to i tak nie weszła w życie, to zakładam, że po prostu Wybraniec jeszcze się nie objawił.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Sam Lucas mówił, że wybrańcem był Anakin, ale mu nie wyszło, dlatego ma być 9 części sagi. Przepowiednia była trochę jak Biblia, najpierw przekazywana słownie, potem spisana, a co sobie Jedi dopisali albo nie dopisali, to nikt nie wie

Ja tam też jestem za teorią, że teraz Kylo Ren plus Rey mają przynieść równowagę. Tylko czy na zasadzie, że dwie strony mocy nie walczą ze sobą, czy oboje wchodzą do strefy Mocy jako Szarzy Jedi.
W końcu ani Kylo Ren nie jest 100% po ciemnej stronie, ani Rey nie jest 100% na jasnej. Każdy z nich ma pierwiastek przeciwnej strony Mocy.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Wybrańcem był Anakin a równowaga mocy zdaniem Lucasa to triumf jasnej strony mocy. Tak więc w Powrocie Jedi nastąpiło spełnienie się przepowiedni, ponieważ Sithowie zostali pokonani, a Jedi zatriumfowali - co nie zmienia faktu, że po drodze nastąpiły różne komplikacje, w tym nieomalże zagłada Jedi i do wypełnienia przepowiedni Anakinowi był też niezbędny Luke Skywalker. Tak więc nie dorabiaj do zamkniętej historii z sagi Lucasa nowych tez bo przepowiednia się już wypełniła i było dobrze wyjaśnione na czym polegała.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Chyba do końca się nie spełniła, skoro Lucas od początku planował 9 części sagi, wiedząc że w momencie uśmiercenia Vadera, wcale nie jest osiągnięta równowaga mocy, lecz tylko pokonanie Sithów. Nic nie dopisuję tylko przytaczam wypowiedzi Lucasa.

Więc proszę mi tu nie zarzucać radosnej twórczości

Re: Trzy grosze Goryczki...

No ba, tu nie ma się nad czym zastanawiać. Czy to Dooku, kusząc Kenobiego, czy to Palpi...hmmm...praktycznie zawsze
Kłamstwo i podstęp to droga CSM, dlatego taka, a nie inna śmierć Snoke`a jest czymś najbliższym dziedzictwu Sithów, co mogliśmy otrzymać ze strony Kylo w TLJ. Piękne zagranie.

Mnie właściwie nie robi różnicy kto jest rodzicami Rey (chyba, że wymyślono by coś totalnie głupiego), byleby nie traktować każdego użytkownika Mocy jakby był jakimś wybrykiem, czymś niespotykanym (przecież przed rozkazem 66 było 10 tys. Jedi!), jak Wybrańca.

Re: Trzy grosze Goryczki...

Princess Fantaghiro napisał:
czyli jak subiektywnie Star Warsy dla mnie umarły.
-----------------------

Przeczytałem tytuł posta i te część - postanowiłem odpuścić sobie czytanie tych "gorzkich żali".
Następnie popatrzyłem ile ten "wylew" trwa i tylko powiększyło to moją niechęć do czytania tego wszystkiego.
Niestety miejscami moje oczy wychwyciły słowa kojarzące mi sie powieścią Grozy, czy przynajmniej jakimś kryminałem i popatrzyłem o co chodzi z mordercą który pojawia sie w tym "opowiadaniu", jednakże nie przekonało mnie to żeby czytać całość.

Jeśli już zacząłem sie wypowiadać do i skończę.
Jako że lubię powieści grozy i cenie sobie prace współczesnych Polskich Pisarzy którzy potrafią napisać dobry, a czasem wręcz świetny Horror, to TY Princess Fantaghiro lepiej sobie odpuść pisanie czegokolwiek.
Jeśli będe miał ochote poczytać o wylewie czy żółci to sięgne po książke z działu medycyny, a Twe zACNE wypociny ominę bardzo szerokim łukiem.
Cóż, niestety nie każdy nadaje się do pisarstwa, niektórzy muszą nad tą dziedziną sztuki popracować, inni zaś mają to już we KRWIII ale Ty to lepiej omijaj wszystko czym możesz pisać, najlepiej sie wszystkiego pozbądź.
Jeśli "nie daj bóg" już tak naprawde musisz pisać to poćwicz troche i i zajmij sie pisaniem powieści czy lepiej na początek krótkich opowiadań w klimatach Horror/Medycyna, najlepiej o wylewach żółci na początek bo jak widzę do tego to Ty masz swoisty dar

Tak

j.w

OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Ten tekst stworzyłem miesiąc temu. Z pewnością niektóre argumenty które się w nim pojawiają (i kontrargumenty do nich) były już tu wałkowane, ale przytaczam w tekst w całości, bez zmian. Musiałem się z nim podzielić

Ten tekst jest reakcją na opinie o „Ostatnim Jedi”, a dokładnie na utyskiwania fanów gwiezdnej sagi, które przetoczyły się w sieci po premierze filmu. A które przypominają mi trochę reakcję dziecka po tym, jak zabrano mu jego ulubioną zabawkę. Mam jednak nadzieję, że nikt nie poczuje się dotknięty tym co napisałem, nie to jest moim zamiarem. Ale nie liczę też na to, że kogoś przekonam i nagle „Ostatni Jedi” zacznie mu się podobać. W zbyt wielu dyskusjach wziąłem w życiu udział, by wierzyć, że w przypadku tak emocjonującego zagadnienia jest to możliwe. Ba! Jestem pewien, że wielu z Was, gdy dotrze do pierwszego zdania, które go zdenerwuje, rzuci czytanie tego tekstu, uważając, że nie mam pojęcia o „Gwiezdnych wojnach”.
Każdy ma prawo do własnego zdania, nikomu nie zamierzam go odbierać, ale musiałem napisać ten tekst. Wydaje mi się bowiem, że film Riana Johnsona nie został ani odpowiednio doceniony, ani odpowiednio zrozumiany. I że na dodatek ci, którym się podobał (a znam wielu takich), są w dyskusjach prowadzonych na różnych forach niewystarczająco reprezentowani. Zanim jednak rozwinę swoje myśli, najpierw, że tak to określę, legitymacja do tego, by się w tym temacie wypowiadać.
Moje doświadczenia z gwiezdną sagą sięgają przełomu lat 70-tych i 80-tych. To wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, oczywiście w kinie, czwarty epizod sagi zatytułowany „Nowa nadzieja”, który wtedy ani nie był czwarty, ani nie był jeszcze „Nową nadzieją”. To były po prostu „Gwiezdne wojny”. Film, po którym nic nie było już takie, jak przedtem. Zdaję sobie sprawę, że fakt, iż moja przygoda z gwiezdną sagą trwa już prawie 4 dekady nie upoważnia mnie do mądrzenia się na jej temat. Sądzę jednak, że warto o tym wspomnieć.
Będąc bardzo młodym, nie zdawałem sobie sprawy, czym ten film jest dla świata kina, ale wiedziałem czym jest dla mnie. Przygodą, o której marzyłem, na którą nieświadomie czekałem i w której zakochałem się od pierwszego seansu. Ile ich było łącznie? Oczywiście nie potrafię tego zliczyć, nawet w przybliżeniu. W latach 80-tych film ten widziałem co najmniej kilkanaście razy. Podobnie było z „Imperium kontratakuje” i „Powrotem Jedi”. Później, już za dorosłego życia, zaliczyłem kolejne seanse (jakaż była moja radość, gdy przed „Mrocznym widmem”, oryginalna trylogia wróciła na chwilę do kin!).
Wraz z kolejnymi epizodami, przeżywałem to, co większość fanów. Szok po najbardziej pamiętnych słowach wypowiedzianych w kinie przez ojca do syna, ale jednocześnie pewien (niewielki, ale jednak) zawód po seansie „Imperium” (co znamienne, dziś uważam ten film, jak wielu innych, za najlepszy z serii), radość po zwycięstwie Rebelii w „Powrocie Jedi”, wreszcie rozczarowanie po seansie „Mrocznego widma”, nieco tylko złagodzone kolejnymi epizodami trylogii prequeli.
Po niezbyt udanych epizodach I-III, wciąż tliły się we mnie nadzieje. Że zobaczymy kolejne, i co ważne, lepsze filmy, poznamy nowe historie, nowych bohaterów, nowe światy. I to mimo tego, że zdawałem sobie sprawę, że te filmy, nawet jeśli powstaną, nie wywołają już we mnie takich emocji jak kiedyś. Że to czego doświadczyłem prawie 40 lat temu już się nie powtórzy. W końcu zmieniłem się nie tylko ja, ale i cały otaczający mnie świat. Ale wierzyłem, że nowe filmy będą jak powrót do domu, do wspomnień, czy jak wizyta starego, dawno niewidzianego przyjaciela.
Minęły jednak kolejne lata. Wydawało się, że gwiezdna saga, przynajmniej na ekranach kin, przeszła do historii. Plotki o nowych epizodach, czy aktorskim serialu były coraz rzadsze i coraz mniej przekonujące. Aż do pewnego październikowego dnia 2012 roku, gdy światem filmu i nie tylko, niespodziewanie wstrząsnęła wiadomość o kupnie wytwórni Lucasa przez korporację Disneya.
Przez świat przetoczyła się fala niezadowolenia, złośliwych memów i komentarzy. Nie popłynąłem wraz z nią. Uważałem, że korporacja Disneya, sensownie zarządzana i podejmująca raczej rozsądne decyzje, dobrze nadaje się do realizacji kolejnych filmów ze świata położonego daleko, w odległej galaktyce. Nie miałem więc zbyt wielu obaw, co do poziomu jakościowego samych filmów. Jednak gdy wiedziałem już, że powstaną, że ich produkcja ruszyła i że najbliższy trafi na ekrany za trzy lata, uświadomiłem sobie, że nie chcę tylko powrotu tego co już było, nie chcę kolejnej wersji, tego co już znam. Ja sam przecież dorosłem i chciałem, by gwiezdna saga dorosła wraz ze mną. Żeby znikły uproszczenia dostrzegalne w poprzednich filmach gołym okiem, żeby autorzy kolejnych opowieści sięgnęli dalej, głębiej. I byłem pewien, że miliony fanów na całym świecie chcą tego samego. Zresztą przecież zarówno powstające książki i komiksy z logo Star Wars ukazywały nam świat o wiele bardziej złożony, niż ten zaprezentowany w oryginalnej trylogii. A i w epizodach I-III można było dostrzec próby przedstawienia go nam w mniej jednoznaczny sposób.
Uprzedzając (choć każdy czytający ten tekst już się z pewnością tego domyślił), nowe Gwiezdne wojny bardzo mi się spodobały. I tym bardziej dziwią mnie tak jednoznaczne zarzuty wobec Epizodu VIII. A jak wiemy padają różne, czasem nawet wzajemnie się wykluczające. OK, z niektórymi po części mogę się zgodzić (słabszy niż reszta wątek hakerski, przerysowany Hux, pewne, normalne w kinie tego gatunku uproszczenia, czy duże nagromadzenie wątków, które niewprawnemu widzowi może sprawić kłopoty w podążaniu za akcją), ale akurat one nie wpływają znaczącą na moją ocenę o filmie. Z innymi, tymi najpoważniejszymi, zwyczajnie nie potrafię. Że Luke nie jest tym Lukiem, którego poznaliśmy w oryginalnej trylogii, bo to przecież bohater, Wielki Mistrz Jedi, który za przyjaciół walczyłby do końca i nigdy by się nie poddał, że nie dowiedzieliśmy się kim jest Snoke, że jego śmierć była zupełnie bez sensu, a jej jedyny powód, to chęć wywołania zaskoczenia, że Rey powinna być córką kogoś znanego, może któregoś Skywalkera, czy Obi Wana, że na ekranie nie doszło do spotkania trójki bohaterów oryginalnej sagi: Lei, Luke`a i Hana (ten zarzut dotyczy łącznie epizodów VII i VIII), że nagle, bez powodu, Yoda potrafi wpływać realnie na otoczenie itd. itd. I na koniec najważniejszy, a będący jakby wypadkową ich wszystkich: że to nie są już prawdziwe „Gwiezdne wojny”.
Nie będę odnosił się do każdego z osobna, w przeciwnym wypadku ten tekst rozrósłby się niemiłosiernie. Chcę jedynie pokazać, co najbardziej przekonuje mnie w „Ostatnim Jedi”, dlaczego uważam, że w pewnych elementach film ten przewyższa oryginalną trylogię i dlaczego świat w nim przedstawiony to nadal moje ukochane Gwiezdne wojny. Sięgnę też do wcześniejszych epizodów, których czasem mam wrażenie krytycy „Ostatniego Jedi”, albo nie widzieli (co jest jednak mało prawdopodobne), albo najnormalniej w świecie nie do końca zrozumieli. Dlaczego tak uważam?

Zacznijmy od fundamentalnego pytania. O czym są obie poprzednie trylogie? O czym tak naprawdę opowiadają te filmy? O rodzie Skywalkerów? O walce Jedi z Sithami? O walce Dobra ze Złem?
Każdy, kto tak odpowie ma rację, ale jednocześnie bardzo się myli. Wcześniejsze epizody to bowiem przede wszystkim opowieść o tym jacy jesteśmy, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne decyzje, dlaczego popełniamy błędy, w końcu co dzieje się, gdy jeden człowiek zdobędzie zbyt wielką władzę, lub co gorsze, zbyt wielką Moc. To jest istotą tych filmów. Bez tego, Gwiezdne wojny byłyby tylko mało zajmującą opowiastką o poprzebieranych w różne stroje postaciach, machających świecącą szabelką na lewo i prawo. To filmy o nas. Bo przecież każdy z tych bohaterów, nawet jeśli wygląda zupełnie inaczej niż my, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności bardzo nas przypomina, a wybory, przed którymi staje jako żywo przypominają te, które znamy z naszego, całkiem realnego świata.
Również Luke jest przede wszystkim człowiekiem. I dlatego to, co go dosięgło: wahanie, porażka, rozczarowanie i świadomość do czego się przyczynił, jest takie prawdziwe. Co więcej, to wszystko jest naturalnym elementem jego drogi jako Wielkiego Mistrza Jedi. Kogoś, kto wziął na swoje barki zbyt wiele, kogo przerosła odpowiedzialność, ale też i pokonała własna siła. Aż chciałoby się odpowiedzieć na pytanie które zadał autor tekstu „Ostatni Jedi, czyli to już nie moje Gwiezdne Wojny?” zamieszczonemu niedawno na łamach „Na Ekranie”: „Czy to ten sam bohater, który do końca walczył o – z braku lepszego określenia – duszę swojego ojca? Czy to ten sam człowiek, który – nie bacząc na nic - rzucał się na pomoc przyjaciołom, nawet jeśli oznaczało to poświęcenie własnego życia? I wreszcie, czy to naprawdę jest ten ostatni, wielki Jedi z rodu Skywalkerów?”. Moja odpowiedź brzmi: Tak, dokładnie, to ten sam Wielki Mistrz Jedi. A jego historia przedstawiona w „Ostatnim Jedi” jest o wiele bardziej wiarygodna i prawdziwa, niż te wszystkie wspaniałe i wzniosłe czyny, których oczekiwali od niego fani. Żeby jednak nie opierać się tylko na własnych odczuciach, zerknijmy na historię opisaną we wcześniejszych trylogiach, zarówno w oryginalnej jak i w prequelach.
Epizody I-VI przedstawiły nam losy wielu podziwianych przez nas bohaterów, którzy posiedli umiejętność posługiwania się Mocą. Jednak gdy przyjrzymy się bliżej, to dostrzeżemy, że ich losy to historia upadku, rezygnacji i poddania się. Wszyscy oni przegrali. Jesteście zaskoczeni? Przecież porażki stały się udziałem zarówno Yody, Obi Wan-Kenobiego jak i Anakina Skywalkera, nie wspominając o Mace Windu i Qui-Gon Jinnie (a jeśli zerkniemy również na Ciemną Stronę to i samego Palpatine`a). W ich konsekwencji Yoda i Obi-Wan ukryli się na rubieżach galaktyki, a Anakin Skywalker stał się jednym z najwspanialszych złoczyńców w historii kina. Oczywiście większość z wymienionych wyżej bohaterów otrzymała szansę na częściowe odkupienie win, ale przecież nie oznacza to automatycznego ich wymazania, prawda? Dlaczego więc po tym wszystkim co ich spotkało dziwi Was, że Luke również poniósł klęskę? Dlaczego dziwi Was, że się poddał? Czy podane przeze mnie przykłady nie dowodzą, że przegrana jest częścią prawdziwego dziedzictwa Jedi? I że Luke musiał stać się jego kolejną ofiarą?
Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież Luke był tym jedynym, Wybrańcem. Ale czy nie podobnie rzecz miała się z jego ojcem, a zapewne setki lat wcześniej z Mistrzem Yoda? Nie można też zapominać, że Luke rozpoczął swe szkolenie wyjątkowo późno, co musiało mieć wpływ na to jakim Mistrzem Jedi się stał. Zresztą według mnie zawsze był Wybrańcem jedynie „na papierze”. Oglądając oryginalną trylogię, nigdy nie odniosłem wrażenia, że stanie się kiedyś potężniejszy niż Yoda czy Lord Vader. Na dodatek po zwycięstwie nad Palpatinem oraz Imperium w „Powrocie Jedi” został praktycznie sam. Poprzedni mistrzowie Jedi mieli siebie nawzajem, Radę Jedi. Luke nie miał nikogo.
Oczywiście, ktoś mógłby mi zarzucić brak konsekwencji. Najpierw bowiem piszę o tym, że oczekuję od gwiezdnej sagi czegoś nowego, a potem bronię rozwiązania, w którym Luke`a spotyka to, co wielu przed nim. Odpowiadam: powodem jest Kylo Ren.
Przyznaję, po Epizodzie VII nie stałem się jego fanem. Zwiastuny zapowiadały kolejne wcielenie Vadera i w jakimś stopniu, to co zobaczyłem, rozczarowało mnie. Zrozumiałem ideę: to nie miał byś jeszcze Vader, to dopiero ktoś, kto ze wszystkich sił chce się nim stać. Ale chyba każdy z nas liczył, że zobaczy na ekranie kogoś na miarę Jego Dziadka. Z każdym kolejnym seansem jednak przekonywałem się i do pomysłu i do samego Kylo Rena. Aż nadszedł Epizod VIII, w którym Rian Johnson rozwinął tę postać w kierunku zupełnie przeze mnie niespodziewanym, a jednocześnie niezwykle ciekawym (w czym trzeba przyznać bardzo pomógł grający Kylo Rena Adam Driver). Okazało się, że oglądamy nie tyle narodziny nowego Vadera, ale narodziny nowego Imperatora. I to potężniejszego niż każdy z wcześniejszych!
Z czego bierze się przewaga Kylo Rena nad mistrzami i lordami, których poznaliśmy dotąd? Otóż każdy Jedi czy Sith wierzył w równowagę Mocy. Ale w w zależności od tego po której stronie stał, wyobrażał ją sobie inaczej. Dopiero Kylo Ren pojął, że w tak zbudowanym świecie, nie jest ona możliwa. Że póki istnieją Jedi i Sithowie, świat ten będzie zmierzał ku zagładzie. I że właściwą równowagę można zbudować wyłącznie na jego gruzach. Pojawia się oczywiście pytanie dlaczego skierował się akurat ku Ciemnej Stronie Mocy skoro uważa, że również Sithowie są temu światu zbędni? Odpowiedź wydaje się dość prosta. Uznał, że jedynie Ciemna Strona, dzięki dyktaturze na której się opiera, da mu możliwość realizacji jego planu. Jasna Strona w naturalny sposób ciąży ku demokracji, a tej najwyraźniej Kylo, przynajmniej na razie, nie chce zaufać.
Czy pojął to wszystko jako jedyny? Oczywiście, nie. „It`s time for the Jedi to end”, to chyba najważniejsze słowa, które wypowiada Luke w „Ostatnim Jedi”. Niestety dla niego było już za późno.
Postać głównego złoczyńcy, przynajmniej w tym elemencie, jest więc w „Ostatnim Jedi” lepiej opowiedziana i lepiej umotywowana niż w oryginalnej trylogii. Oczywiście Vader to klasa sama w sobie: głos Jamesa Earla Jonesa, ciężki oddech, umiejętności, design, wreszcie charyzma. Wszystko to sprawia, że nawet ci, którzy nie mienią się fanami gwiezdnej sagi, umieszczają go bardzo wysoko na liście największych złoczyńców w historii kina. I w oryginalnej trylogii nie przeszkadzało nam, że właściwie nie wiemy dlaczego Darth Vader przeszedł na ciemną stronę Mocy, nie przeszkadzało nam, że nie znamy jego przeszłości, motywacji. Ale czy gdy je poznaliśmy w trylogii prequeli, gdy dowiedzieliśmy się jak to wszystko się zaczęło, nie spojrzeliśmy na tę postać nieco inaczej? Czy nie pogłębiło to naszej wiedzy o naturze ludzkiej? I wreszcie, czy dzięki temu postać Vadera nie stała się pełniejsza, a jednocześnie bardziej tragiczna? Na dodatek, oczywiście moim zdaniem, motywacje Kylo są ciekawsze, niż te, które kierowały Vaderem (chęć zemsty za śmierć matki i ta nieszczęsna nienawiść do piasku), czy te, które sprawiły, że Palpatin stał się Darthem Sidiousem (żądza władzy, wałkowana właściwie od czasów tragedii greckich),a jednocześnie dowodzą, że sam Kylo jest od swoich poprzedników mądrzejszy. Że patrzy szerzej, widzi więcej. Co w konsekwencji prowadzi do spostrzeżeń, że jego plan jest bardziej przemyślany, niż początkowo nam się wydawało (ostatnio pojawiła się taka, niby rewolucyjna teoria fanowska, a przecież myśl ta nasuwa się sama) i że śmierć Snoke`a była częścią tego planu, Snoke był bowiem jedynie zawalidrogą, przeszkodą w jego realizacji. W związku z tym nie dowiadujemy się też kim był w przeszłości. Przestaje być bowiem istotne jak doszedł do władzy, skoro nowa trylogia przedstawia nam akt stworzenia kogoś od niego potężniejszego. Zresztą naprawdę brakuje Wam tego? A nie brakowało Wam historii o tym, co wcześniej się działo z Palpatinem? Przeszkodziło to Wam choć w najdrobniejszym szczególe w emocjonowaniu się wydarzeniami przedstawionymi w oryginalnej trylogii?
Plan Kylo jest przebiegły i wręcz bezczelny. Ale jednocześnie wiarygodny i w jakimś sensie zrozumiały. Po seansie „Ostatniego Jedi” zacząłem się nawet zastanawiać, czy czasem Rey, jedna z moich ulubionych pozytywnych postaci ostatnich lat, nie powinna przyjąć dłoni wyciągniętej przez Kylo. Nie, żeby stanąć z nim ramię w ramię po Ciemnej Stronie Mocy. Ale żeby zrobić krok, może dwa i spotkać się z nim gdzieś w połowie drogi. To także coś nowego. Bo przecież w trakcie seansów filmów z oryginalnej trylogii nigdy nie wątpiłem w to, co powinien zrobić Luke.
Kolejny element, przedstawiony nam przez Riana Johnsona w bogatszy i pełniejszy sposób, niż w oryginalnej trylogii, to szkolenie Rey, a właściwie droga jaką dociera do wiedzy na temat tego, czym jest Moc.
Chyba każdy się zgodzi, że szkolenie Luke`a, wykłady najpierw Obi-Wana, a potem Yody, to tylko liźnięcie tematu. Obaj mistrzowie w kilku zdaniach przedstawiają podstawowe wartości jakimi kierują się Jedi, a samo szkolenie polega na pokazaniu paru sztuczek i wypowiedzeniu kilku mądrości. Wiem, to niezbędne uproszczenie i w pełni akceptuję ten wybór, jednak nie oszukujmy się, gdybyśmy nie zawiesili w tym momencie naszej niewiary, trudno byłoby zaakceptować, że tych kilka prostych lekcji może dać Luke`owi szanse na stawienie czoła ojcu i Imperatorowi. W „Ostatnim Jedi” szkolenie Rey jest przedstawione mniej więcej podobnie. Ale miejsce, w którym znalazł się Luke (i nie mam tu na myśli samotnej wyspy, którą wybrał na zmierzch swojego życia) oraz intryga Snoke`a, który doprowadza do połączenia świadomości Rey i Kylo (fantastyczny pomysł!), pozwalają jej doświadczyć potęgi Ciemnej Strony Mocy. I pomóc ją zrozumieć. Nie można też zapomnieć o świetnej scenie w grocie, gdy Rey uświadamia sobie, że bez znaczenia jest jej przeszłość, pochodzenie, że to wyłącznie od niej zależy, kim się stanie.
Sama Rey również jest według mnie postacią ciekawszą niż Luke w oryginalnej trylogii. Zresztą nie zaskakuje, że to niejednoznaczny moralnie Han Solo wzbudzał o wiele większą atencję, niż nieco nudny, idealistyczny Luke. Młody Skywalker szybko znalazł jednego, a potem kolejnego nauczyciela i tak naprawdę musiał „jedynie” zmierzyć się z własnym ojcem i spróbować przekonać go do zmiany frontu. Rey dopiero szuka swego miejsca w tym świecie i to właściwie sama, bez przewodnika. Miejsca, które Luke poznał, gdy tylko dowiedział się o swoim pochodzeniu. Rey nie wie dlaczego to akurat ona potrafi panować nad Mocą, jakie jest jest przeznaczenie i czy w ogóle istnieje takowe. Pozwala to skierować historię w innym kierunku niż w przypadku Luke`a. Dzięki temu łatwiej nam też uwierzyć w jej strach i wątpliwości. I w to, że Ciemna Strona Mocy potrafi wziąć w niej górę. Rey ma zresztą świadomość jej wpływu i dlatego tak bardzo szuka przewodnika, kogoś, kto potrafiłby wskazać jej właściwą drogę (Tak na marginesie, pamiętacie, Daisy Ridley już długo przed premierą „Ostatniego Jedi” wspomniała o tym, że w „Przebudzeniu Mocy” są wyraźne wskazówki tego kim byli jej rodzice? Po seansie Epizodu VIII wydaje się to oczywiste, bo przecież wcześniej, na pytanie kim jest, odpowiedziała: „Jestem nikim”).
To wszystko sprawia, że wciąż uważam, iż Rey jest jednym z najjaśniejszych elementów nowej trylogii. Przyznaję, w „Ostatnim Jedi” została nieco przytłoczona przez Kylo Rena i Luke`a, ale wynika to przede wszystkim z tego, że dylematy, przed którymi stają obaj panowie są, jakby to powiedzieć... bardziej spektakularne. To co się dzieje z Rey jest stonowane, raczej się tego domyślamy, niż widzimy na ekranie.
Ale jest jeszcze coś. Od czasów premiery „Przebudzenia Mocy”, coraz bardziej przekonuję się do myśli, która w szerszym aspekcie nie jest niczym nowym, ale w mojej ocenie ma podstawowe znaczenie dla oceny Rey przez tak wielu fanów Star Wars. Według mnie tak niekorzystny odbiór tej postaci wynika w dużej mierze z tego, że my mężczyźni (a to właśnie my stanowimy zdecydowaną większość zajadłych fanów gwiezdnej sagi) rozumiemy kobiety gorzej, niż nam się wydaje i niż chcielibyśmy przyznać. A Rey jest protagonistką zupełnie inną niż te, które dotąd widzieliśmy w filmach akcji. Wcześniej były to albo twardzielki (Sarah Connor, Furiosa, Ripley, Alice z serii „Resident Evil” czy Michelle Rodriguez w każdej roli) albo kusicielki, których bronią, poza umiejętnością skopania tyłka jest sex-appeal (Catwoman, zwłaszcza ta w kreacji Michelle Pfeiffer, Selena z serii „Underworld”, Mystique w wersji Rebeki Romijn czy Żyleta). Łatwo poszczególne postacie przyporządkować do określonej kategorii, chociażby poprzez fizyczne atrybuty. A Rey do żadnych z tych grup nie pasuje. Jej zrozumienie sprawia więc nam trudność, konsekwencją czego jest odrzucenie.
Ktoś w pierwszym odruchu może pomyśleć, że forsuję teorię, że mężczyźni są od kobiet głupsi. Nic podobnego. Jesteśmy inni i z założenia skłaniamy się ku wyborom prostszym i bardziej oczywistym niż kobiety. Dlatego tak trudno nam je (i kobiety i ich wybory) zrozumieć. Zresztą to działa w obie strony. One też nas nie rozumieją

Na koniec o kimś, kogo pojawienie w filmie przez większość widzów postrzegane jest pozytywnie. Yoda. Każdy chyba uśmiechnął się, gdy ujrzał go w scenie na wyspie Ahch-To. Ale i tu nie obyło się bez kontrowersji. Dlaczego Yoda potrafi wchodzić, i to tak spektakularnie, w interakcję ze światem materialnym? Odpowiem: a dlaczego nie? A bardziej na poważnie: ponieważ świat Gwiezdnych wojen nie stoi w miejscu. I także ten, do którego bohaterowie trafiają po śmierci również się zmienia i rozwija. Zresztą naprawdę chcielibyście, żeby jedynym zadaniem Yody, Anakina, czy Obi-Wana po śmierci było pojawianie się jako duchy i przeprowadzanie z bohaterami pouczających pogadanek? Dlaczego „tamten” świat nie mógłby być równie bogaty jak ten, który poznaliśmy w poszczególnych epizodach? Może zresztą ktoś kiedyś pokusi się na to, by nakręcić o tym cały film? Może kolejną trylogię? Zobaczcie ile powstało cudownych filmów opowiadających o tym, co się dzieje zaświatach! Choćby niedawny piksarowski „Coco”, w którym świat zmarłych wydaje się nawet bogatszy, bardziej kolorowy i pełniejszy, niż ten rzeczywisty.

Oczywiście to nie wszystko, co podobało mi się w „Ostatnim Jedi”. Czy to pojedyncze, przepiękne sceny, czy to pomysły inscenizacyjne, aktorskie występy, czy sposób poprowadzenia wątku nazwijmy go pościgowego, sprawia, że „Ostatni Jedi”, to według mnie, mimo pewnych, drobnych wad, jeden z najlepszych filmów sagi. A z pewnością najlepszy od czasu przejęcia Lucasfilmu przez firmę Myszki Miki. Ale to właśnie dzięki temu co napisałem wyżej, dzięki całej tej wartości dodanej, tym szarościom, półcieniom, historia opowiedziana przez Riana Johnsona jest według mnie o wiele ciekawsza, niż ta, której jak się okazuje, oczekiwało tak wielu fanów. To dzięki tym elementom Gwiezdne wojny mogą ruszyć nową, nieznaną drogą. I w kolejnym epizodzie zaskoczyć widza jeszcze bardziej. Czy to zresztą nie symptomatyczne, że tak jak przed „Ostatnim Jedi” wydawało nam się, że wiemy jak dalej potoczy się historia, tak teraz kompletnie nie wiadomo, w którym kierunku zmierza?
Zresztą wyobraźmy sobie, co by było, gdyby film spełnił fabularne oczekiwania fanów. Gdyby okazało się, że Rey jest, powiedzmy potomkinią Obi-Wana, Snoke Darthem Plagueisem, a Luke Wielkim Mistrzem Jedi, który przybywa na pomoc Rebelii na białym koniu, niczym Gandalf w „Dwóch Wieżach”. Czy nie brzmi to jak historia, którą dobrze już znacie? Jak powtórka z rozrywki? Jak stara płyta? Ze świetną, ponadczasową muzyką, którą jednak słyszeliście już tysiące razy?
Dla mnie tak. A od tak uwielbianego przeze mnie świata oczekuję rozwoju, zmian i zaskoczeń. I dlatego tak spodobało mi się to, co zobaczyłem w „Ostatnim Jedi”. Zrozumiałem, że Rian Johnson myśli o gwiezdnej sadze podobnie jak ja. Że kocha ten świat i wbrew temu jakie słowa włożył w usta Luke`a, wierzy, że czas tych opowieści jeszcze nie nadszedł. Epizod VIII daje mi nadzieję, że Gwiezdne wojny będą się rozwijać na moich oczach. I że kolejne filmy będą czymś więcej, niż tylko kolejnym rozdziałem tej samej historii.


PS. Na koniec zawarłem przemyślenia na temat kilku pomniejszych spraw, które nie mają bezpośredniego związku z tym o czym napisałem powyżej, ale chciałbym móc o nich wspomnieć.

Phasma. Zgadza się, jej postać nie została odpowiednio wykorzystana. Ale taki już los drugo-, a właściwie trzecioplanowych postaci. Przypomnijcie sobie jednak epizodyczność występów Boba Fetty w oryginalnej trylogii. To jedna z bardziej kultowych postaci tego świata (wciąż przecież powracają pogłoski o spin-offie opowiadającym o jego losach), której jednak popularność przyniosły nie epizody IV-VI, ale to co się stało potem, książki i komiksy, w których się pojawił. Zresztą podobnie było (choć nie na taką skalę) w przypadku Zam Wesell. Nie widzę więc powodu, dla którego nie można tego samo (i zapewne taki był zamiar) zrobić z Phasmą.

Porgi. Naprawdę? Po tym jak przez 1/3 „Powrotu Jedi” oglądamy małe miśki, które na dodatek spuszczają łomot doborowym oddziałom Imperium, komuś przeszkadzają porgi?

„Ostatni Jedi” to komedia. Naprawdę, spotkałem się z takim zarzutem i to niejeden raz. Epizod VIII to według mnie najbardziej ponury epizod sagi. I kilka drobnych żartów (naprawdę nie ma ich zbyt wiele) tego nie zmienią. I zresztą jak się one mają do ciągłego śmieszkowania Hana Solo, czy do duetu naszych ulubionych robotów? O Jar Jarze nawet nie wspomnę.

Brak wspólnej sceny Luke`a, Hana i Lei. Za cenę rozwoju tego uniwersum jestem w stanie ją poświęcić. Przecież jeszcze kilka lat temu nie było nawet mowy o tym, że powstaną kolejne filmy z logo STAR WARS. Choć wcale też nie powiedziane, że nie planowano takiej sceny w Epizodzie IX. Po śmierci Carrie Fisher będzie to na pewno trudniejsze do zrealizowania.

Wielkie, potężne Imperium nie może doścignąć małego statku Rebelii. No, przecież w filmie dokładnie i sensownie zostaje to wyjaśnione.

Snoke. Ktoś powie, że od wydarzeń z „Powrotu Jedi” minęło ledwie kilkadziesiąt lat. Gdzie tak potężna postać ukrywała się w tym czasie, gdzie była w trakcie epizodów IV-VI? Wspominałem już o nim w części dotyczącej Kylo Rena. I nie widzę powodów, byśmy musieli zdobyć wiedzę na temat jego przeszłości. Tym bardziej, że byłaby zapewne dość standardowa: albo Snoke jeszcze nie był tak potężny i dopiero śmierć Palpatina otworzyła mu możliwość pokazania światu swego oblicza, albo przegrał kiedyś walkę o władzę z Palpatinem (np. między epizodem III a IV) i zaszył się gdzieś czekając na lepsze dla siebie czasy, albo Snoke to Darth Plagueis itd. Wariantów jest sporo i pewnie dałoby się znaleźć lepsze niż te, które naprędce wymieniłem. Nie zmienia to faktu, że na sam sens historii przedstawionej w „Ostatnim Jedi” nie ma i nie powinno mieć wpływu.

Zarzut odnośnie powtórzenia zarysu fabularnego z „Imperium kontratakuje”. Rian Johnson dostał początek swojej historii niejako w spadku, Epizod VII kończy się w sposób ewidentnie sugerujący obranie podobnej co w Epizodzie V drogi. Co jednak ważne, Rian Johnson potrafił nadać tej historii nowy wymiar, a i nie raz nas, widzów zaskoczyć.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Ściana tekstu, ale warta przeczytania.
Widać starego fana SW

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Przeczytałam. I w zasadzie wyraziłeś wszystko co chciałabym sama powiedzieć o GW i o TLJ

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Napisać że Phasma to postać która nie została odpowiednio wykorzystana to lekki żart

Straty wizerunkowe po TFA są już nie do odrobienia, chociaż w TLJ wypadła już o wiele lepiej to można z niej już tylko zrobić postać humorystyczną jak „Buźka” (Jaws) w serii o Bondzie - takie "zabili go i uciekł".
Więc jako "Buźka" mogłaby wrócić w E9.
Natomiast inny "zawodnik" pokazał jak taka postać powinna być wykorzystana (traitor)
https://youtu.be/uAtLV26wnCE?t=5

Co do reszty, to fajny tekst i pełna zgoda.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Tekst długi, ale chyba nie da się lepiej opisać tego wszystkiego krócej. Brawo, brawo...

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Świetny post! Wiele ciekawych uwag, chociaż nie ze wszystkimi się zgadzam...

Dla mnie np. słowa Snoke`a że to on stworzył Force Bond pomiędzy Kylo a Rey to zwykły blef w stylu "I cannot be beaten", ot megaloman przypisuje wszystko i leczy tym kompleksy;p Co najwyżej mógł tę więź wyczuć i wykorzystać, ale fakt że nie zniknęła ona po jego śmierci chyba jasno sugeruje że to nie sprawka wannabe-Palpie w złotym szlafroku...

Całkowicie inaczej odbieram też Kylo, bo o ile w przypadku takiego Plagueisa, Sidiousa czy Caedusa możemy mówić o jakimś planie o tyle z Kylo to chyba znacznie prostsza sprawa... Jego działania nie były powodowane chęcią władania galaktyką czy ratowania jej od zagłady w wyniku walki Jedi z Sithami... To po prostu skrzywdzony młody człowiek który chce zemścić się za swoje krzywdy, znaleźć swoje miejsce w galaktyce, uwolnić się od wszystkiego i wreszcie móc stanowić samemu o sobie. Zabicie Snoke nie było spowodowane chęcią przejęcia władzy i wdrażania jakiegoś swojego planu, a przede wszystkim "zapłatą" za traktowanie jak niewolnika, gnębienie i poniżanie mimo tak wielkiej ofiary jaką Kylo dla Snoke`a złożył - dokonywanie wielu złych czynów wbrew sobie a przede wszystkim zabicie własnego ojca...

ALE CZEMU TYTUŁ CAPSEM

PS. Super że post jest warty przeczytania, ale może ktoś może mi powiedzieć co dokładnie zawiera? Bo nie mam niestety czasu na czytanie czegoś, co jest tylko przydługą recką.

Re: ALE CZEMU TYTUŁ CAPSEM

To nie recenzja. Może ten fragment pomoże:
"Ten tekst jest reakcją na opinie o „Ostatnim Jedi”, a dokładnie na utyskiwania fanów gwiezdnej sagi, które przetoczyły się w sieci po premierze filmu."

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Milo sie czytalo.
W sumie tylko z jedna rzecza sie calkowicie nie zgadzam, a mianowicie ze sposobem w jaki potraktowano Luke`a i Jedajow, bo w moim mniemaniu, po macoszemu. To zreszta jeden z glownych powodow, dla ktorego TLJ mi sie tak cholernie nie podoba. Sam pomysl lukeowego dania ciala byl swietny, wrecz niezbedny, sprzeciw wywoluje jedynie sposob. Nie dosc ze biedak klamie Rey w zywe oczy (o widzach nie wspominajac), to jeszcze zarzuca innym cos czego, jak sie pozniej dowiadujemy, nie bardzo mu wypadalo. Wydarzenia ze szkoly nie przekonuja mnie nic a nic. Co to niby mialo znaczyc, ze L. dostrzegl w Benie ciemna strone mocy i spanikowal? To nie Obcy do jasnej cholery. Po prawie dwoch miesiacach od seansu w kinie, obejrzalam TLJ dwa razy w przeciagu ostatnich 3 dni, i coraz mniej mi sie to wszystko "ulepia". Zaczynam sie obawiac, ze nawet EIX nie bedzie balsamem na moj obolaly tylek.
Pozdrawiam wszystkich uzytkownikow, i przepraszam za brak znakow diakrytycznych.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

- Nie dosc ze biedak klamie Rey w zywe oczy

"Wszystko jest prawdą z pewnego punktu widzenia", uczył mistrz Kenobi

Co to niby mialo znaczyc, ze L. dostrzegl w Benie ciemna strone mocy i spanikowal? To nie Obcy do jasnej cholery

Mark wspominał, że podchodząc do tej sceny myślał "czy zabiłbyś Hitlera kiedy był dzieckiem?"

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

No nie, Obi powiedział: "Przekonasz się, że wiele prawd zależy tylko od naszego punktu widzenia.", tak jak sam się w Zemście Sithów przekonał. To żadna "mądrość Jedi" nie była, tylko ot, doświadczenie życiowe. Można nad tym dywagować, np; czy ktoś kto adoptuje niemowlę i potem mu przez całę życie mówi że jest jego rodzicem, kłamie? Jak najbardziej. Czy można go wobec tego nazwać kłamcą? Niekoniecznie. Luke natomiast najzwyczajniej pod słońcem zełgał, i to z każdego punktu widzenia. Skoro ludzie mają z tym nieszczęsnym Obi taki problem, to po co nowe SW powtarzają stare błędy?
Użyłam Obcego jako symbolu fatum, czegoś co jest absolutnie nieuniknione i co w tym uniwersum nie występuje. Luke niczego się nie nauczył nie tylko od Yody czy Obiego, ale nawet z historii własnego ojca? Zresztą, nie nawalił przez żadną wizję przyszłości czy proroczy sen, tylko ze strachu o wszystko co kocha, swoich najbliższych. Wychodzi na to, że o ironio, dał zaplecza bo nie słuchał tego, co te tetryki Jedaje gęgały za uszami swoim padawanom na temat niebezpieczeństw jakie niesie za sobą przywiązanie. Odpalił lajtsajbera i stało się to co się stało. Yoda, skoro już potrafi tak efektywnie zadziałać w świecie materialnym, powinien go zdzielić tą laską przez łeb, ażby mu się wszystkie gwiazdy w galaktyce zlały w jedną. Chociaż nie tyle Luke`owi, ile temu który tę historię wymyślił.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

ratha-raczek napisał:
No nie, Obi powiedział: "Przekonasz się, że wiele prawd zależy tylko od naszego punktu widzenia."

A przedtem "To co ci powiedziałem było prawdą... z pewnego punktu widzenia"

Luke natomiast najzwyczajniej pod słońcem zełgał, i to z każdego punktu widzenia.

No nie. Dostaliśmy kolejne przybliżenia prawdy.
1. Ben zniszczył Akademię
2. Ben zniszczył Akademię bo Luke próbował go zabić
3. Ben zniszczył Akademię bo myślał że Luke próbuje go zabić

To tylko kwestia punktu widzenia i dokładności opowieści.

Odpalił lajtsajbera i stało się to co się stało.

Standardowa procedura Jedi w walce z Ciemną Stroną...

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Kiedy Lucas robil Gwiezdne Wojny (Nowa Nadzieje) Vader faktycznie mial byc morderca Anakina Skywakera, i zeby odkrecic to w nowych epizodach, wymyslil sobie ten trick z prawda z pewnego punktu widzenia. Przeciez to widac.

No nie, Obi powiedział: "Przekonasz się, że wiele prawd zależy tylko od naszego punktu widzenia."

A przedtem "To co ci powiedziałem było prawdą... z pewnego punktu widzenia"


Obi mial do wyboru dwie opcje: powiedziec mlodemu prawde czysta jak lza i wladowac na jego barki ciezar z ktorym bylo malo prawdopodobne ze sobie poradzi, lub powiedziec prawde z pewnego punktu widzenia, czyli sklamac dla dobra sprawy. Jego wybor wydaje mi sluszny. Mozliwe ze toczy mnie zgnilizna moralna.

No nie. Dostaliśmy kolejne przybliżenia prawdy.
1. Ben zniszczył Akademię
2. Ben zniszczył Akademię bo Luke próbował go zabić
3. Ben zniszczył Akademię bo myślał że Luke próbuje go zabić


Ben rzucil sie na wujka, bo sadzil ze ten chce go zabic. Luke dla zatuszowania wlasnej porazki sklamal, ze jedynym winnym wydarzen w Akademii byl Ben, a dopiero przycisniety przez Rey przyznal sie, jak to tam naprawde bylo (co nie wyklucza mozliwosci, ze Benek faktycznie nie kombinowal, ze zrobi kiedys wujowi dziurke w brzuszku, tak jak to pozniej uczynil tacie). Gdyby nie skype force, Rey pewnie nigdy by nie poznala innej wersji i zamiast miziac Kylo po lapkach, rabalaby mieczem, rzucala poteznymi glazami a krew splywalaby po scianach. Luke rozlozyl by sie na Ahch-To, razem ze swoim wstydem i poczuciem winy.

Standardowa procedura Jedi w walce z Ciemną Stroną...

Nie z Ciemna Strona, tylko z jej niebezpiecznymi wyznawcami. Taka juz uroda tej przygodowki, ze wszyscy tam lataja, strzelaja, walcza, jak nie z przeciwnikiem to ze soba samym... Gwiezdne Wojny, po prostu.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

ratha-raczek napisał:
Kiedy Lucas robil Gwiezdne Wojny (Nowa Nadzieje)...
...to Obi-Wan mówił do Vadera "Darth"

Ben rzucil sie na wujka, bo sadzil ze ten chce go zabic.

Choć ten właśnie się opanował, ale CSM zadziałała z drugiej strony

Taka juz uroda tej przygodowki, ze wszyscy tam lataja, strzelaja, walcza, jak nie z przeciwnikiem to ze soba samym... Gwiezdne Wojny, po prostu.

Ale ja o tym, że Jedi zawsze chętnie sięgali po miecze, żeby agresywnie negocjować

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

Być może Luke opanował się o sekundę za późno dla Bena. A CSM tą sekundę wykorzystała. Ben był wyrośniętym dzieciakiem, mógł nie zauważyć tego opanowania. Zresztą jak widzimy w e7 i 8 jest porywczy i lubi rozładowywać wściekłość w klasyczny sposób czyli waląc mieczem gdzie popadnie.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

-...to Obi-Wan mówił do Vadera "Darth"



Choć ten właśnie się opanował, ale CSM zadziałała z drugiej strony

Obudził się, bo wyczuł pismo nosem i nie miał wątpliwości że wujek nie przyszedł po to, aby go na dobranoc w główkę pocałować. Luke ze swojej strony schrzanił na całej linii, z niewyjaśnionych (przynajmniej dla mnie) powodów. Zawiódł jako bliski Bena, wychowawca, Jedi i wreszcie człowiek, a ja nie wiem dlaczego i mam obawy że mogę się już nie dowiedzieć. Tu mnie boli. Beni z kolei zdawał się mieć wystarczająco nieczyste sumienie (lub / i plany na przyszłość), że zareagował w taki sposób. Pal sześć wujka, bo ten sobie zasłużył na to aby mu belka z sufitu spadła na głowę, ale szlachtować szkolnych kolegów i uciekać do tej strasznej mordy Snoke`a? Jestem cholernie ciekawa, co Snoke mu obiecał??? Pewnie pomachał gówniarzowi przed nosem tytułem Mistrza Zakonu Ren. W TFA drwi sobie z niego i całego tego zakonu, więc podejrzewam że to podpucha była a Renowie to albo niegdysiejsi uczniowie Luke`a, albo zbieranina galaktycznych kiboli, kryjących się po lasach i robiących torty z wafelków na cześć Przywódcy Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.

Ale ja o tym, że Jedi zawsze chętnie sięgali po miecze, żeby agresywnie negocjować

Przesadzasz. Ani zabawiał dziewczynę jak potrafił (fakt że nie wiele lepiej niż Fester Addams pannę Debbie), a ty od razu przypisujesz wszystkim Jedi zamiłowanie do machania mieczami jak leci. Fakt, że często im się zdarzało, ale jednak starali się to robić w ostateczności i chroniąc cywili przed skutkami tego machania Nie wymagajmy od kogoś, kogo wszelkie szumowiny i złoczyńcy Galaktyki chcieli skrócić o głowę, że będzie stał bezczynnie i uprzejmie się uśmiechał. Sytuacja w uniwersum była jasna, jeśli Jedi by nie bronili i nie chronili, to na ich miejsce wlazłby jakiś cmsowy złoczyńca. Palpiemu się udało i cześć pieśni był.

Re: OSTATNI JEDI – DLACZEGO TO WCIĄŻ MOJE GWIEZDNE WOJNY

ratha-raczek napisał:
wujek nie przyszedł po to, aby go na dobranoc w główkę pocałować. Luke ze swojej strony schrzanił na całej linii, z niewyjaśnionych (przynajmniej dla mnie) powodów. Zawiódł jako bliski Bena, wychowawca, Jedi i wreszcie człowiek, a ja nie wiem dlaczego i mam obawy że mogę się już nie dowiedzieć. Tu mnie boli.

Ale to było wyjaśniane!
Luke przyszedł w nocy pogrzebać Mocą w serduszku i główce Bena (jakieś podejrzenia miał wcześniej). Po tym co zobaczył, miał uczucie "oh nooooooo, baby Hitler" i moment słabości, prawie dał się ponieść jak kiedyś na 2DS. Moment minął, Luke się zawstydził że zawalił (tak jak napisałaś), tylko Ben zdążył go zobaczyć i pooooooszło.

od razu przypisujesz wszystkim Jedi zamiłowanie do machania mieczami jak leci.

W prequelach co walka, to Jedi ignites first

Odpowiedź na uwagi

Dzięki, że chcieliście to przeczytać. I bardzo się cieszę, że ktoś podziela moje zdanie
Odnośnie uwag.
Jeśli chodzi o Phasmę może być tak jak pisze Hal, że straty są nie do odrobienia. Ale może być też inaczej, że za jakiś czas fani spojrzą na tą postać łagodniej i da się opowiedzieć jej historię w komiksie czy powieści. Ale upierać się przy swoim nie będę
Będę jednak podtrzymywał swoje zdanie na temat tego o czym pisał Lord Budziol. Wg mnie Rian dobrze to przemyślał i zarówno postępowanie Snoke`a jak i plan Kylo były przemyślane. Ale nie będę też ukrywał, że moim zdaniem na etapie epizodu VII, rozwój Kylo niekoniecznie miał iść w tym kierunku. Zmiany są zasługą Riana właśnie.

Re: Odpowiedź na uwagi

Ciekawe, że gdyby Phasma nie została schrzaniona to mielibyśmy kolejną ciekawą postać kobiecą, więc trochę szkoda. No i zwolennicy CSM mieliby z kim sympatyzować

Abramsa krytykowałem za stronę wizualną TFA, natomiast pracę z aktorami chwaliłem, jednak widać wyraźnie że film Star Wars to tak duże przedsięwzięcie iż ciężko reżyserom ogarnąć całość i nawet jak są w jakimś aspekcie utalentowani, to jednak dają ciała po kątach (Phasma, Snoke itp.)

Działając pod presją czasu J.J podjął kilka złych decyzji i tak np. zostawiając Poe przy życiu, rozdzielił świetny duet który sam stworzył, bo Rey i BB-8 znakomicie do siebie pasowali, zmieniono też świetne ujęcia myśliwców na słabe itd.
Gwendoline Christie została pozostawiona sama sobie i wpadła na pomysł, że mową ciała zademonstruje widowni kobiece wnętrze
Prawdziwy gwóźdź do trumny Phasmy to materiały bonusowe TFA (masakra) "Zdzicha Rozklapicha".

Rozchwiany emocjonalnie Kylo podtrzebował przeciwwagi w postaci takiej "Vasquez"
https://youtu.be/JYkxCzBszOQ
która jedną ręką załatwia "Finnów" i sama potrafi spacyfikować garstkę wieśniaków. A zamiast tego dostaliśmy plastelinę Phasmę
Szkoda aktorki, bo odpowiednio pokierowana mogła stworzyć kultową postać taką jak Boba Fett.

Warto też jeszcze wspomnieć o zmarnowanym potencjale Iko Uwaisa i Yayan Ruhiana. Mieć takich zabijaków w zespole i kazać im tylko biegać po korytarzach???
Ja tego nie ogarniam.
https://youtu.be/7dUp2uOcEY0?t=34
https://youtu.be/RP9Npihq1KQ?t=158

Przyznam szczerze, że liczyłem na Uwaisa i Ruhiana w jakiejś bójce w kantynie u Maz Kanaty.
Coś w tym stylu:
https://youtu.be/CHjUB4mavrk
https://youtu.be/H5Lg_14m-sM

Re: Odpowiedź na uwagi

Widzę że "genialny" pomysł Gwendoline nie tylko u mnie spowodował facepalma
Dobrze że w filmie w miarę to uratowali i na większości ujęć jest od pasa w górę;p

Re: Odpowiedź na uwagi

Oj tak, gdyby nie te ujęcia od pasa w górę to ...brrrrrr - lepiej sobie tego nawet nie wyobrażać.
Abrams cwany lis, to trzeba przyznać

Najlepsza

Ostatnio zaczynają się pojawiać kadry HD z Ostatniego Jedi i patrzac na nie mam bardzo ciepłe wspomnienia z tego filmu. Trochę czasu minęło, patrzę już z dystansem, rozumiem część narzekań, ale nie mogę oszukać własnych odczuć.

https://m.imgur.com/gallery/j8EAF

Patrząc na te kadry mam względem tych scen bardzo ciepłe odczucia. Dalej TESB jest TOP1 ale TLJ odbieram podobnie jak ROTS. Trochę głupotek i cringe`u ale mimo to cenię wyżej niż resztę.

Re: Najlepsza

Żadna część tak nie wyglądała, TLJ chwilami jest tak piękny, że zapiera dech w piersiach.
Dla mnie również TESB pozostaje #1, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że ten film jest gigantycznym fuksem. To nie miało prawa się udać, a jednak sie udało i prawdopodobnie jest nie do powtórzenia. Być może nowe pokolenia spojrzą na Starwarsy z większym dystansem i inaczej ocenią je jako filmy, ale dla mnie, skażonego nostalgią - to chyba już raczej niemożliwe.
Wizualnie, kompozycyjnie, TLJ jest tak dobry jak to tylko możliwe, jedyny film z serii na poziomie TESB, ale pod względem nastroju jaki budują te filmy za pomocą obrazu to zupełnie inne światy. TESB to piękno i groza, TLJ to piękno i smutek. To tak naprawdę bardzo smutny film, im dalej od premiery tym wyraźniej to widzę.

Re: Najlepsza

Rogue One lepsze.
https://imgur.com/a/823l1

Re: Najlepsza

Już nawet nie mam na myśli aspektu wizualnego, bo tu rzeczywiście R1 było świetne, ale jakieś takie odczucia własne.

Re: Najlepsza

Fajnie że to wrzuciłeś, sam miałem poszukać tych pięknych ujęć a w TLJ jest ich mnóstwo i już nie mogę się doczekać wydania UHD bo to będzie prawdziwa uczta
Chociaż z tych nowych filmów najbardziej lubię R1 to TLJ ma lepsze ujęcia a TFA mimo że jest najgorszy wizualnie to jednak ma świetne 3D które daje mi dużo frajdy
Rian pięknie wykorzystał i wykreował warunki atmosferyczne (tutaj najbardziej zbliżył się do Lucasa).

Najlepsze fotki nr 3 i 4

re

Ani najlepsza ani najsłabsza. Fajny film, nabałaganiony. Tyle.

nierówności rosną

Tytuł mocno przedwczesny, bo 9 przed nami.
Obecnie wypada stwierdzić, że słabe momenty filmu wypadają jeszcze słabiej a mocne mocniej (Luke)

Wszystko co złe w TLJ podsumowane w 21 min

Natrafiłem ostatnio na dosyć świeżą analizę, która punktuje każdą bolączkę TLJ. Film zrobiony na przekór wszystkim. Rian Johnson zamiast skupić się na zrobieniu dobrego filmu, to na siłę chciał wszystkich zaskoczyć. Ów analiza powinna być puszczana wszystkim ludziom, którzy wyzywają osoby krytykujące TLJ za bycie zbyt tępym, by zrozumieć głębie tego filmu xD

https://www.youtube.com/watch?v=5ECwhB21Pnk

Re: Wszystko co złe w TLJ podsumowane w 21 min

Minuta wystarcza, żeby potwierdzić, że gość zasadniczo nie ma nic do zaoferowania poza podniecaniem się, jak to on świetnie mówi. Zero merytoryczności.

Re: Wszystko co złe w TLJ podsumowane w 21 min

Niepotrzebnie pojechał po reżyserach na początku, to fakt. Co nie zmienia faktu, że analiza bardzo dobra. Jedynie nie zgadzam się z punktem 5, bo to już czepianie się na siłę.

Re: Wszystko co złe w TLJ podsumowane w 21 min

You never have a second chance to make first impression.
Pomijając, że jeśli ktoś nie potrafi się wysilić na spisanie czegoś, co przeczytam w 5 minut, i zmusza mnie do wysłuchania tego w 20 minut, to już na wstępie ma krechę.

Heh.

Ostatnio popłakałam się do łez, przeczytawszy na FW cytat niejakiego Sol82.

Wszyscy mi mówili że ten film to gówno, oglądałem spodziewając się że to będzie gówno i szczerze się zaskoczyłem, bo aż takiego gówna się nie spodziewałem.

To było takie szczere, prawdziwe i trafne podsumowanie tego ekhemb "dzieła" że kwiczałam w duchu z 10 minut.

Ma ktoś tak?

TPM - zawsze jak oglądam to uważam ten film za bardzo średni z paroma fajnymi momentami
AOTC - od długiego czasu uważam za film, który przez większość czasu jest nudnawy, natomiast kończy się świetną bitwą na Geonosis
ROTS - obiektywnie średni film, który emocjonalnie odbieram jako jeden z dwóch najlepszych filmów SW
ANH - klasyka, klasyka, klasyka - od zawsze uznaję za świetny film
TESB - genialny
ROTJ - niby spoko, niby dalej trzyma wysoki poziom, ale nie jaram się już taka jak poprzednimi
TFA - z mojej perspektywy dobry film, dzięki któremu wszedłem z fanowaniem SW na wyższy poziom
R1 - majstersztyk z paroma wadami
Solo - bardzo przyjemny, klimatyczny, zabawny, radujący me serce film SW wypełniony nawiązaniami.

Natomiast z TLJ mam OGROMNY problem. Czasem mi się wydaje, że niezadowoleni mają rację i rzeczywiście ten film jest słaby. Po czym budzę się następnego dnia i myślę sobie, że wątek Luke`a, Rey, Kylo jest poprowadzony absolutnie epicko i chcę to znowu zobaczyć! Potem stwierdzam, że Snoke`a to jednak trzeba było lepiej przedstawić. Po jakimś czasie myślę, że jednak to była świetna decyzja z uśmierceniem Snoke`a w taki, a nie inny sposób. Kiedy jestem już pewien, że wątek RO vs NP w TLJ mi się nie podoba, przypominam sobie skok Holdo, prolog, przejęcie władzy przez Poe i stwierdzam, że to było całkiem spoko. Czytam argumenty ludzi, którzy uważają los Luke`a za totalnie zmaszczony i myślę sobie: "No w sumie racja". Ale co poradzę, że mi się to podoba.

Jakby miał porównać TLJ do czegokolwiek to chyba najbliżej mu do ROTS. I tu i tu widzę błędy, niektóre nawet krytyczne, ale mimo to te filmy wzbudzają we mnie lepsze odczucia niż np. ROTJ czy TPM/AOTC. Tylko, że z TLJ dochodzi jeszcze ten problem, że z dnia na dzień potrafią mi się zmienić odczucia co do tego filmu.

Re: Ma ktoś tak?

Ja mam tak:
OT>PT>ST

Oraz tak:
SOLO>R1>TLJ>TFA

¯\_(ツ)_/¯

Re: Ma ktoś tak?

Zapomniałem dodać, że ja wiem najlepiej, bo się najlepiej znam

Ktoś też ma tak?

mógłbym

odstawić HAL-a i powiedzieć, że wiem najlepiej, i że żaden z Was nie ma racji

TLJ gra na emocjach jak chyba żaden inny film SW. I zapewne można wytknąć mu wiele takich czy innych uchybień, ostatnio doszedłem do wniosku że bitwa o Crait jest napisana absurdalnie - ale za to jakie piękne wizualia stworzono na potrzeby tej bitwy, a na koniec i tak liczy się tylko ten finał. Zapewne można mu wytknąć usterki rzemiosła filmowego, ale mnie one nie przeszkadzają tak jak telenowelowatość prowadzenia AOTC (epizod z potencjałem na ścisłą czołówkę!) czy rozłażenie się i efekciarstwo ROTS.

Re: mógłbym

A ja mógłbym być prezydentem, ale jakoś nie jestem.
Tak więc potwierdziłeś, że ja wiem najlepiej, bo się najlepiej znam.

Nic złego się jednak nie dzieje, bo nie jestem egoistą i chętnie dzielę się z innymi swoją wiedzą

Re: mógłbym

Re: Ma ktoś tak?

Pod wpływem Twojego posta włączyłam sobie jeszcze raz TLJ I powiem, że spodobał mi się bardziej niż gdy widziałam go w kinie. Fajny film. Dobrze się ogląda, nie miałam ochoty wyłączyć.
To co mi się nie podoba, to taki kreskówkowy humor i Hux mógł być potraktowany lepiej. Film ma też problemy z tempem, ten cały wątek Canto Bight, chociaż ma sens w ogólnej wymowie, to jakoś średnio pasował do wątku Rey na Wyspie i ucieczki resztek ruchu oporu.

Co do tego, czy plany Holdo czy huxa miały sens, to się nie wypowiadam, bo szczerze mówiąc, jakoś w ogóle mnie to nie wciągnęło xD

Ale cała reszta bardzo na plus. A Rey ma bardzo przyjemny głos <3

Re: Ma ktoś tak?

Uwielbiam TLJ, widziałam wiele razy, ale to nie jest dla mnie lekki film. Tzn budzi we mnie tyle emocji, pozytywnych i złych, że nie puszczam go jak TFA w tle do sprzątania czy gotowania.

Re: Ma ktoś tak?

Ja też tak mam z TLJ. Ale na odwrót.

TJL

Rozumiem co masz na myśli odnośnie TLJ, bo moim zdaniem to najmniej równy film SW, który ma świetne momenty (np. śmierć Snoke`a), czy całe wątki (Rey-Kylo) oraz rewelacyjnego Hamilla, ale zawiera również sceny równie zbędne jak Jar Jar (np. BB-8 jako Terminator!), a także chyba najsłabszy humor w sadze. Najtrudniej mi więc ocenić właśnie ten epizod (dla przykładu odbiór TFA było dla mnie jednoznacznie pozytywny!)

re

Ani najsłabsza ani najlepsza. Powiem tak; trylogia sequeli będzie lepsza od prequeli. Ale to żadne osiągnięcie. Wymyślono w miarę fajne postaci, fabuła średnia. Miłe dla oka filmy. Obejrzysz, po wszystkim będziesz zadowolony.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.