Forum

SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Już w poniedziałek jeden z następnych odcinków Rebelsów a w nim:


Załoga "Ducha" infiltruje imperialną placówkę na Lothalu, aby uwolnić jednego ze swoich członków.



Preview:

https://www.youtube.com/watch?v=Egt_GXLwL2M




Przypomnienie:


Zabrania się umieszczania jakichkolwiek linków mogących prowadzić do nielegalnych kopii serialu Rebels. Dopuszczalne są tylko przekierowania do oficjalnej strony SW lub Disney XD.
Źle widziane jest również spamowanie na temat podpisów czy innych rzeczy nie mających nic wspólnego z danym odcinkiem.
Oczywistym jest, że każdy fan chce obejrzeć Rebels. I jak chce, to znajdzie sposób. Sam lub na privie. NIE na forum i w komentarzach do newsów.

a nie lepiej

robić jednak 2 w 1 skoro one tak będą wyświetlane <czepia się>

A na poważnie uuuuuuuuugh. No wyjątkowo nie czekam na ten odcinek, ciekawe dlaczego

Re: a nie lepiej

Lepiej dla kogo? Bo na pewno nie dla Hego który stara się pobić rekord świata założonych tematów;p

Re: a nie lepiej

Spamować tutaj zaraz po obejrzeniu?

Re: a nie lepiej

albo się utrzymam, albo nerwy mnie zjedzą i oblukam live komentarze z odcinka, żeby jednak być w miarę przygotowaną

Re: a nie lepiej

będę stopniować od "schowaj chusteczki" poprzez "potrzeba dużo chusteczek" do "rozłóż folię żeby nie zalać sasiadów poniżej"

...

Nie czepiajcie się, czasem dwa odcinki potrafią być bardzo różne .

No mnie na przykład trochę mina zrzedła na myśl, że ekipa teraz lata. Na latawcach.

https://youtu.be/kR5p6yj166s

Re: ...

Spokojnie shaak to to tylko rebelia.

No bo na czym niby mają latać jak nie mają statków dobra no może po za jednym złomem?

kolejny kawałek

zaraz nie trzeba będzie odcinka oglądać...

https://twitter.com/starwars/status/964533585112780800

oraz wtf??!!!

początek spoilera jaki brat, skąd? Ani słowa o nim dotychczas nie było, na co to i po co?? Ech.... lepiej by wyjaśnili co się z heromamą stało... koniec spoilera

Re: kolejny kawałek

@nedz->

Ale wiesz, lepiej to wyglądałoby, gdyby nawet startowali z klifu jakiegoś, a nie Chopper puszczał ich jak latawce...

@vilkala->
A co jeśli...

początek spoilera Ten brat to Snoke?! koniec spoilera

Ech, znowu zaczynają z ilością klipów. Jak pójdzie news w poniedziałek, to ile ich będzie, z cztery-pięć?

Re: kolejny kawałek

-Ale wiesz, lepiej to wyglądałoby, gdyby nawet startowali z klifu jakiegoś, a nie Chopper puszczał ich jak latawce...

Nigdy nie startowałaś szybowcem z wyciągarki na samochodzie T onaprawdę działa. Ba, nawet na spadochronie mozna się tak wypuscić, tylko trzeba już nieco bardziej uważać.

Zaś błyo by fajnie, gdyby ów początek spoilera brat koniec spoilera był fanatycznym imperialsem vel złolem czy coś w ten desń

Re: kolejny kawałek

Nie, nie startowałam. Bo słyszałam o nagrodzie Darwina.

Re: kolejny kawałek

Ależ gdzie tam, to standardowa procedura

https://www.youtube.com/watch?v=hoOmSgzkmUs

Re: kolejny kawałek

Pocieszę cię w ten sposób, że zawsze jesteśmy sceptycznie nastawieni, tak było przed TFA, TLJ, R1 nawet i pozycjami książkowymi, komiksami, lecz potem je zawsze akceptowaliśmy. Z pozycji w jakiej się aktualnie znajdujemy naturalne jest, że wszystko wydaje nam się durne i głupie, ale wszyscy tak podchodzili do np. pierwszego sezonu Rebelsów i do sytuacji w jakiej znajdowała się wtedy galaktyka, ale no, wszystko się wyjaśniło z biegiem lat i co za tym idzie rozwojem Nowego Kanonu, bo Lucasfilm lubi wracać do wcześniejszych wydarzeń i nigdy nie zapomina żeby coś rozwinąć lub zamknąć jakąś historię.
---
Też byłem w szoku, ale moją uwagę skupił oczywiście Thrawn i myśl "Co by było gdyby Rian tworzył trylogie, w której głównym bohaterem byłby Thrawn odbudowujący Imperium Galaktyczne na swoich zasadach?" Tylko w jaki okres by to wcisnąć?

Re: kolejny kawałek

Rian ma robić film niezwiązany (ponoć) ze znanymi nam postaciami i wydarzeniami.

Jeśli już miałaby jego seria dotyczyć to Thrawna to raczej widziałbym to jako coś w rodzaju wyprawy Thrawna + armii Imperium przeciwko temu całemu zagrożeniu z Nieznanych Regionów. Można by wtedy rozwinąć kwestię Nieznanych Regionów, Chissów i innych ras i tego całego zagrożenia (Yuuzhan). A mamy w książkach trochę elementów, które wskazują na to, że Disney planuje ten temat rozwinąć. Nieznane Regiony są bardzo mocno poruszane w pierwszym Thrawnie (gdzie książka początek spoilera kończy się wylotem jednego z głównych bohaterów do Chissów w Nieznane Regiony koniec spoilera), Aftermath z zupełnie innych powodów, ale to zagrożenie/mroczna siła też jest tam ciągle wspominane, Sidious czegoś bardzo kurczowo szukał w tamtych rejonach.

To by też pomogło uporać się z Thrawnem w Rebelsach. Żeby nie musieć go zabijać, niech Thrawn zostanie wysłany przez Sidiousa w Nieznane Rejony. początek spoilera Tym bardziej, że wg książki to był główny powód, dla którego Sidious zgodził się na przyjęcie Thrawna. koniec spoilera

Re: kolejny kawałek

Gdzieś tam z tyłu głowy mam tych nieszczęsnych Vongów... Błagam, niech to bedzie jakieś oryginalne zagrożenie, cokolwiek, tylko nie to.

Thrawn

Bardzo bym chciał dwóch rzeczy: żeby Thrawn przeżył Rebels, bo żałosnym by było, gdyby zastosowali kolejną głupią kliszę i w iście disnejowskim stylu zabili głównego „złego” w finale (po co tak świetną postać przywracać do kanonu, jeśli miałaby wystąpić tylko w Rebels i dwóch książkach?) oraz tego, by powstał o nim film, co najmniej jeden spin-off. Choć wydaje mi się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że faktycznie gdzieś Thrawna jeszcze dostaniemy. Zostały zapowiedziane w końcu dwie osobne trylogie, które - z tego co rozumiem - nie będą ani spin-offami, ani klasycznymi epizodami, czyli tą główną osią, a także serial aktorski i co najmniej dwa animowane.

Trzeba pamiętać, że jeśli Thrawn faktycznie miałby przeżyć Rebels, to trzeba jakoś wytłumaczyć jego nieobecność w Nowej nadziei na Gwieździe Śmierci. Musiałby być w zasadzie natychmiastowo wysłany przez Sheeva do Nieznanych Regionów, co trzymałoby się kupy. Ale nie będę tego rozwijał, bo dochodząc do tego zdania właśnie sobie pomyślałem, że tym dywagacjom i marzeniom poświęcę jutrzejszy felieton.


Niech Moc będzie z Wami.

Klip

Nie mam żadnego problemu z tymi klipami tak długo, jak niewiele spoilerują. Z nich nie dowiedzieliśmy się więcej niż z trailera i samych informacji od twórców. Informacja o początek spoilera bracie jest jak dla mnie nic nieznacząca, i pewnie ten brat żadnej roli w SW nigdy nie odegra; bardziej taka ciekawostka, tak mało znacząca, że mnie to w ogóle nie ziębi. Wiele ludzi ma rodzeństwo, ale nie zawsze wynika z tego cokolwiek ważnego do odnotowania koniec spoilera.

Poza tym te klipy są chyba z dwóch poniedziałkowych odcinków, nie tylko z tego pierwszego? Nie wiem, bo nie zwracałem szczególnej uwagi na ich tytuły.

Ale sam klip bardzo emocjonujący. Aż ciary mi przeszły.

Bardzo przypominało mi to przesłuchanie Kanana przez Wielkiego Inkwizytora z pierwszego sezonu. Podobna scena, podobny ładunek emocjonalny. No i ta symetria: mistyczni użytkownicy Mocy w jednym przesłuchaniu, dwójka wojskowych w drugim.

Niech Moc będzie z Wami.

Odcinek

O której jutro się pojawi? Bo ostatnio coś zmieniali...
Czy lepiej wstawać szybciej we wtorek, czy czekać wieczorem?

Re: Odcinek

Powinien być w sieci ok 5 rano we wtorek.
Oby!

Jak dobrze liczę, to w US poleci o 3 w nocy naszego czasu.

Re: Odcinek

Czyli oglądanie we wtorek rano możliwe, tylko pewnie jeszcze w niewielu miejscach będzie.

Re: Odcinek

Zwłaszcza, że w appce pojawi się PO emisji w TV a nie przed.

Jakby oni nie rozumieli, że ja muszę do pracy...

Re: Odcinek

Jak Cię eko-budzik zbudzi jak zwykle, to mogę Ci przekazywać relację "na żywo"

Re: Odcinek

No właśnie wciąż nie wiem czy chcę wiedzieć, czy embardzo na net poza jedną secret stronką

Bo jak się dowiem i wkurzę, to jeszcze nie obejrzę...

Kathi szykuj czarną farbkę XD

Re: Odcinek

gotowa! Tusz też!

Re: Odcinek

To jestem gotowa - awatar zostanie dostosowany do sytuacji

Najbardziej mnie dobija, że będę odcinek oglądała sekretnie pod biurkiem. Lepiej, żeby nikt nie wszedł, bo trzeba będzie alergię też udawać

Re: Odcinek

Weź moje szydełka i je przytulaj, będzie ci lepiej

Re: Odcinek

Dorośli ludzie...
Serial animowany...

Seriously?

Re: Odcinek

Ty oglądasz przebierańców z tarczą albo wielkim młotem z wypiekami na twarzy xD

Re: Odcinek

Nie zrozumiałeś o co mi chodzi.

Re: Odcinek

Dokladnie

Re: Odcinek

Seriously (no, może ja nie tak jak Vilkala )

Serial animowany, serial aktorski, książka, komiks -so what the difference? Liczą się emocje i każdy przeżywa jak chce. Zupełnie zrozumiałe że przez 4 sezony ktoś się do jakiejś postaci bardzo przyzwyczaił i trudno mu się pogodzić z tym co wydaje się nieuchonne.

Re: Odcinek

Bez przeżywania i fanowania, życie byłoby o tyle smutniejsze XD

W końcu choćby na takim Jabiim też płakałam jak głupia, a to tylko narysowane ludziki...
(nie mówiąc o Królu Lwie )

Re: Odcinek

Lubsok jest jak ten patyczak z mema, który na widok kolegów-patyczaków olewających jego hejt na TLJ i oglądających ów perełkę zaczyna krzyczeć "Przestańcie się dobrze bawić!" 😂 I to jest właśnie cały Lubsok.
-------
Człowieku, jak Ci się nie podobają zainteresowania innych ludzi, to się nie udzielaj w miejscach gdzie ci ludzie się wypowiadają o tych zainteresowaniach. 😂

Re: Odcinek

No nie do końca, on też przeżywa. Specjalnie obejrzał finał sezonu 2 jak usłyszał że ubiją tam Ahsokę. Czyli też serial z narysowanymi ludzikami 3D potrafił wyzwolić w nim emocje.

Re: Odcinek

Cały fun w byciu dorosłym polega na tym że można robić co się chce.

Ale to zrozumieją tylko dorośli

Re: Odcinek



Najlepsze, gdy kupujesz sobie do kolekcji Leię z FoD, a córka (nb. chyba w wieku Lubsoka) patrzy na ciebie z politowaniem i rzuca "seriously"

Re: Odcinek

Zrozumiałem. Mnie zupełnie nie interesuje los postaci z MCU, poza Tonym Starkiem i może Spidermanem są mi zupełnie obojętni. No ale wyobrażam sobie że może to być dla kogoś ważne.

Ja sie zżyłem z Kananem, Herą, Kallusem.. Mimo że to animacja.

Tak samo zależało mi na losie Revana czy Exile mimo że grafika pozostawia wiele do życzenia.

Re: Odcinek

Kocham te twoje subtelne aluzje. Pani Kasiu, jestem fanem. xd

Re: Odcinek

Ja np. odbieram to ciut inaczej, bo dla mnie postacie z filmów, animowanych seriali i komiksów, oraz książek i gier nie są w żaden sposób od siebie gorsze tylko dlatego, że jedna postać została przedstawiona na dużym ekranie a druga nie. Widzę spójność uniwersum i często oglądając np. "Łotra 1" uświadamiam sobie "Heej! kilka lat temu Kanan zrobił >>>to i to<<<." albo "Vader już dawno skonstruował swój miecz świetlny. Kryształ zabrał zamordowanemu Kirakowi Infil`a, po czym sprawił, że kryształ zaczął krwawić." i to jest super, że mogę tak sobie myśleć. Znacznie bardziej cieszy, gdy uniwersum stwarza wiele możliwości i ma ogromny świat. Wydaje się żywe.

Re: Odcinek

A co mam powiedzieć? To że ktoś jest dorosły to znaczy że nie może przeżyć śmierci lubianej postaci? Jak rok temu czytałam X-men Legacy: Legion to zakończenie wpędziło mnie w ciężkiego doła - i to tak solidnie że jeszcze parę dni później nie mogłam dojść do siebie Wiek nie ma znaczenia, tylko wiarygodność postaci dla odbiorcy - a ostatecznie Vilkala nie zna Kanana z samych Rebelsów, ale też z innych mediów.

Re: Odcinek

A najpiękniejsze jest że ci niedorośli potem wrzeszczą "jak można tak było postąpić z Hanem i Lukiem!"

Re: Odcinek

Hehe, dokładnie.

Niczym w Vaderze, tak i we mnie została jeszcze reszta ludzkich uczuć i odruchów.

Re: Odcinek

resztka*

Re: Odcinek

Jak zna się dorosłość tylko z zewnątrz to potem tak jest ;P

Re: Odcinek

No dobra, przezywanie to jedno, ale pisanie o tym w co drugim poście na forum to już inna sprawa.

Płaczesz, bo ubiją Kanana - fajnie (albo i nie), ale co z tego?

Re: Odcinek

Czyli potępiasz pisanie w co drugim poście o tym jak bardzo TLJ Ci* się nie podobało?

*ktokolwiek

Re: Odcinek

Ale przynajmniej trzymam się tematów wątków w których piszę, co też jest sztuką do nabycia wraz z wiekiem, jak mi się wydaje

poza tym, kto mnie tak cudownie zrozumie jak bastionowicze!

"Ale co z tego?"
Och czyż tym nie można podsumować 90% aktywności forumowej całego forum?

Re: Odcinek

Nie, ale ja mówiłem poważnie. To nie było prześmiewcze heheszkowanie.

Re: Odcinek

Nie rozumiem tego argumentu. Xd Do tego jest to forum, a tym bardziej taki temat.

Re: Odcinek

No dobra, to inaczej (dla lubiacych paralele historyczne ) Znasz pewnie "Ogniem i mieczem". Wiesz, że to wychodziło początkowo jako powieść w odcinkach, w gazecie? Tak, dziesiaj to "lektura szkolna" ale wtedy ludzie (stateczni i dorośli) się tym emocjonowali, o tym dyskutowano na salonach. Co będzie w następnym odcinku, kto ewentualnie zginie (nb. w pierwotnym wykonaniu Sienkiewicz usmiercal postacie ale o tym zapomniał i potem "ożywały" w kolejnych odcinkach). I tak, było zjawisko jak żałoba po Podbipięcie i fala "hejtu" na autora, no bo jak mógł. W Angli było podobnie z powieściami Dickensa, ludzie czekali (szczególnie na oddalonych placówkach) aż przypłynie statek z gazetą z Londynu, żeby przeczytać kolejny odcinek (nawet jest taka scenka w Tai Pan-ie)

Nie było wtedy netu i forum, ale samo zjawisko jest takie samo, i ja to jak najbardziej rozumiem.

Re: Odcinek

No właśnie miałam przytoczyć ten przykład. Ja niedawno skończyłam trzecią część "Danganronpy" (jak nie graliście, to polecam!) i, kurde, normalnie nie jestem jakoś bardzo rozemocjonowana, ale gdy wykonywano wyrok na jednej postaci, to mało nie zaczęłam krzyczeć: "NIeeeeeee, tylko nie oooooon!" Widziałam na YT dorosłych facetów, którzy ryczeli przy tej scenie.

Co jest złego w zżywaniu się z bohaterami? Przecież o to chodzi we wszelkiego typu rozrywce. Ona ma nam dostarczać emocji - i tych dobrych, gdy nasi bohaterowie osiągają sukcesy, aaaaalbo nasz ulubiony ship nareszcie okazuje się kanoniczny, jak i tych złych (acz oczyszczających, vide greckie katharsis), na przykład smutek po śmierci postaci. Ja traktuję SW jako wielkie pole do badań, dlatego na przykład czytając książkę zaznaczam różnymi kolorami* wszelkiego typu ciekawostki czy nawiązania... ale to nie znaczy, że nie wzruszają czy nie wkurzają mnie różne rzeczy.

Także fangirlujmy na zdrowie!

https://media1.tenor.com/images/620bba1060892ef307bfd8df70dc39c1/tenor.gif

*W e-booku, bo mazanie po książkach to zbrodnia.

Re: Odcinek

Generalnie to się zgadzam, ale z tymi Youtube`ami to trzeba trochę się zdystansować. Większą część tych reakcji to przesadne aktorzenie, dodawanie jakichś jęków, krzyków, których normalnie człowiek by nie robił bez kamery.

Tak wygląda 99% reakcji fanów: https://www.youtube.com/watch?v=vKAnyfTvllY

Re: Odcinek

Eeee, wiem, ja tam zasadniczo reakcji nie oglądam, bo mnie irytują . Niemniej chodzi o to, że nie ma nic złego w tym, że się zżywamy z bohaterami.

Re: Odcinek

Ja tak miałem na RotS. Generalnie film mnie niespecjalnie ruszył, nawet sceny w świątyni czy mlodziki - wiadomo kto zostanie Vaderem. Ale, jak byla scena z Aaylką (a dla mnie to nie był kolejny no-name jedi do ubicia) to pozwolilem sobie emocjonalnie krzyknąć gdy Bly podnosił blaster "no [łaciński zakręt] NIE!", czego pewnie 98% publiki nie zrozumiało - czyli jak zostałem kinochamem

Tak więc fanmenujmy na zrowie!

Re: Odcinek

I w ten sposób Kathi zaorała Lubsoka.

Całe piękno bycia dorosłym, albo inaczej - dojrzałym, polega na wykształceniu się naszego gustu, czy szerzej: psychiki. Można robić co się chce, pod warunkiem, że nie krzywdzimy drugiej osoby. Lubić za to możemy wszystko.

Ja nie widzę nic złego, że ktoś jest dorosły i ogląda seriale animowane. Nie tylko dlatego, że ja sam jako dorosły lubię je oglądać. Niech każdy robi to co chce. Ja nie lubię filmów o superbohaterach, ale nie mam bólu tyłka z tego powodu, że ktoś (a nie daj Boże jak jest dorosły!!1) je lubi. Nie oglądam kucyków, ale wiem, że dużo osób i starszych ode mnie je ogląda. No i niech sobie oglądają, co mi do tego? W żadnym wypadku nie ujmuje im to w dorosłości, bo to jest ich, a nie otoczenia, decyzja odnośnie oglądania konkretnego show.

Tak jak powiedział Mossar we wcześniejszym poście, tak napiszę ja w swoim: nie widzę zbytniej różnicy między Kananem czy Ezrą z serialu animowanego a jakimś facetem z wielgachnym młotem czy tarczą, kobitą co ciska piorunami i unosi się w powietrzu czy kolesiu udającym pająka. xD

ważne pytanie

"To avoid spoilers and allow fans to experience the episodes together during each telecast, new episodes will be available on VOD and digital platforms the day after their linear premieres. "

Czyli co?! Nie wtorek 4 rano, tylko środa?!

Re: ważne pytanie

Ale bez sensu. Co oni nie wiedzą jak działają internety?

Re: ważne pytanie

odcinki są ripowane z emisji telewizyjnej, więc to kiedy coś jest na VODach nie ma z tym nic wspólnego.

Re: ważne pytanie

ale dotychczas z rebelsami było tak, że dopóki nie pojawił się odcinek w appce (a pojawiał się przed emisją albo równo z, albo tuż po) to nie było go w necie.

aczkolwiek już znalazłam takie coś: Premiere telecasts of “Jedi Night” (9:00 p.m. EST) and “DUME” (9:30 p.m. EST) on Disney XD and will be released on the DisneyNOW App (DisneyNOW.com) at 10:00 p.m. EST.

i teraz już nic nie wiem

Re: ważne pytanie

Może dzień obsuwy dotyczy tylko pozostałych VOD, gdzie można obejrzeć Rebeliantów, a DisneyNOW wrzuci odcinki zaraz po premierze na Disney XD?

Re: ważne pytanie

Proponuję nie overthinkować tematu, bo moim zdaniem sama sobie namieszałaś spokojnie, będzie.

Re: ważne pytanie

Już przestaję, serio. Byle do jutra...
I lepiej żeby to było rano.

A potem się skończy i na powrót będę mogła być dorosła i stateczna

Re: ważne pytanie

I co, wiadomo już czy jutro będzie tak wcześnie ten odcinek?

Bo mnie korci, ale chyba jednak wstanę normalnie i obejrzę przed pracą.

Re: ważne pytanie

-i na powrót będę mogła być dorosła i stateczna

owszem, tylko po co

Aaaaa

Przepraszam ale przerwa na reklamy (coś mnie tknęło, żeby wstać wcześniej) XD

No więc aaaaaaaa
początek spoilera Kanan do cholery przestań mówić jak dead men walking! Hera i droid brrrr, ale naćpana Hera nawet całkiem urocza. I kallikori. Aaaaaa moje serce, skąd on to ma i dlaczego musi zginąć??!!! koniec spoilera

Re: Aaaaa

-początek spoilera NIENAWIDZE ICH WSZYSTKICH CO TO NIBY MIAŁO BYĆ A CIEBIE FILONI ZWŁASZCZA!!!!!!!!!!!!!!!! koniec spoilera

Re: Aaaaa

Przytulam delikatnie

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

-początek spoilera Wszystko zgodnie - niestety - z przewidywaniami.

Choć najpierw dają śliczną scenkę Kanan - Hera

koniec spoilera

I rozwiązano zagadkę wstrzymani produkcji TIE-Defenderów

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Gdzieś mam śliczną scenkę

początek spoilera jestem zła bo to skopał. Wyszło po hamerykańsku i bez sensu. Tak jakby on leciał wiedząc, że umrze. I co?! Powiedziała mu że go kocha a on wybuchnąl, seriously?
Nie jestem smutna (no dobra jestem), ale zła i rozczarowana. I mam meh.
koniec spoilera

I tylko ostatnie ujęcie z Chopperem ratuje sprawę.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Za to początek spoilera Chopper jest dla mnie gwiazdą odcinka. Zawsze go uwielbiałam, za lojalność wobec Hery a tu mam to pięknie odpłacone. Reszsta mi wisi.

Szkoda że wilki nie zeżarły Ezry.

Ale może dostałyby niestrawności.

ALe AAAAA DLACZEGO TAK ???
koniec spoilera

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Reklamy na XD powinny być zabronione - tu emocje a nagle jakieś głupoty :/

Ale argh początek spoilera o wiele bardziej wolę Sabine z Zebem (cuuuudny starszy brat, ale słucha jej!) niż emo!Ezrę. Nawet jak wilk powie że jest Kanan to i tak mam meh koniec spoilera

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Dzięki Mocy są spoilery które na tablecie nie odczytam.😀 Jak będę miała trochę więcej czasu to spróbuje je namierzyć. Widzę emocje są.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Ale to złe emocje są...

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night (spoilery)

Oj tam, wystarczy przytrzymać palec przy tapnięciu w tekst, przeciągnąć i już widzi się spoilery.

podsumowując

No to lecimy z tym koksem. Wciąż na gorąco (wszak już nie ma sensu bym szła spać)

plusy
początek spoilera
+ relacja Kanan/Hera - ich docinki, odniesienia do przeszłości
+ zaćpana Hera - no urocza była
+ sam ratunek i jej komentarze
+ Thrawn i Tarkin
+ plan ucieczki pooowiedzmy że fajny
+ wywalenie Rukha Mocą z dachu
+ CHOPPER. CHOPPER CHOPPER CHOPPER. Ta ostatnia scena z nim. Bo dla niego to zawsze była Hera. Piękne.
koniec spoilera

i minusy
początek spoilera
- Pryce psychopatka - no jednak nie, nie moja Arihnda po książce
- sama śmierć Kanana - to było takie... bez sensu jednak
- to, że on cały odcinek czekał aż umrze i to cholera było widać.
- Ezra co znowu zapomniał, że ma Moc - nie mógł go jakoś wyciągnąć z ognia?
- Ezra w transporterze, ech.
- w ogóle zginął nie ten Jedi co trzeba
koniec spoilera

ogólnie - znacznie lepszy z dwóch odcinków.

Re: podsumowując

o oglądając live, przez głupie reklamy nie zauważyłam granicy między odcinkami - moja ulubiona scena z początek spoilera Chopperem, była jednak w "Dume" koniec spoilera

Re: podsumowując

Ten óczóć, kiedy nie wiesz co się stało, ale chyba jednak już wiesz, ale tak "na pewno" to się dowiesz dopiero za 9h, bo nie chcesz czytać spoilerów. ;/

Re: podsumowując

-początek spoilera Zrozum, że to, że Kanan czuł, że umrze było piękne. Był tak wyjątkowo miły dla wszystkich, Sabine, Ezry...bo wiedział, że nadszedł jego czas. On nie ocalił tylko załogę Ducha, on ocalił cały Sojusz. To jak pogodził się z tym co musi się stać było piękne, czuł spokój. koniec spoilera

Na gorąco

Ogólnie podwzgledem scenariusza odcinek mi się bardzo podobał, zakończenie zaś bardzo mi nie odpowiadało - chociaż było do bólu przewidywalne. Miałam jednak tycią nadzieje że trochę inaczej to poprowadzą. Krótko na plus wszystkie sceny Kanan Hera, szczególnie te kiedy była Hera po prochach, pokazanie bezwzględnosci gubernator sprycie która woli zaryzykować własne życie, wątek z kalikorii, skrzydła jak to określam Ikara, wspomnienie przez Tarkina pewnego projektu. Dowiemy się tez dlaczego admirała nie było na Lothal. To tak na szybko teraz lecę oglądać kolejny odcinek.

Jedi Knight

Odcinek mi się podobał, końcówka mnie strasznie zasmuciła, ale nie uważam, początek spoilera żeby niszczyła postać Kanana. Kanan się poświęcił dla reszty, dla Hery. koniec spoilera

Nie wszystko było świetne, miałem wrażenie, że chcieli upchać w tym odcinku za dużo. Niektóre sceny były wrzucone trochę na siłę, żeby domknąć pewne tematy. Ale i tak uważam ten odcinek za co najmniej dobry.

A co do Ezry. początek spoilera Gdyby zginął Ezra to by to było bez sensu. Z Kananem widzowie byli dużo bardziej zżyci, był wazniejszy dla Rebelii,
dla Ezry, dla Hery, dla każdego członka załogi. Jego śmierć jest dużo bardziej znacząca. Może właśnie dzięki temu Ezra przestanie podpierać się na Kananie tylko stanie się pełnowartościowym Jedi? Teraz musi nauczyć się jak radzić sobie sam. Bez pomocy Kanana.
koniec spoilera

Re: Jedi Knight

Wybacz mi, ale słowa "Ezra" i "pełnowartościowy Jedi" brzmią mi jak oksymoron. Na to, co sugerujesz, zostało raptem 5 odcinków. Jeśli mają zamiar w ten sposób naprawić sezony jego głupoty i niedojrzałości, to ja dziękuję. Fakt, teraz oglądam sezon pierwszy i tam Ezra jest wyjątkowo dziecinny i marudny, ale nie zmienił się aż tak. Wystarczy porównać go z Ahsoką.

Re: Jedi Knight

Wiem. Dla mnie Ezra to jeden ze słabszych punktów tego serialu. Nie da się z niego zrobić kultowej postaci, ale sam finał ma mieć 90 (?) minut, więc trochę czasu jest, żeby początek spoilera śmierć Kanana koniec spoilera wpłynęła na niego.

Re: Jedi Knight

Ezra jest "po przejściach", ale w swoim dżedajizmie jest wciąż padawanem. Na pewno nie rycerzem Jedi.

Jego wątek, co mnie również martwi, wydaje się być teraz zbytnio przyspieszany. Jasne, od pierwszego sezonu Ezra zmienił się, jego postać ewoluowała, ale do końca całego serialu zostało kilka odcinków. Radykalna, szybka zmiana wewnętrzna Ezry może być naiwna czy nierealistyczna. Obecnie najlepszym scenariuszem byłoby ugięcie się pod Ciemną Stroną Mocy, skumulowanie negatywnych emocji z poprzednich lat w tym jednym akcie. Inne zmiany w postaci Ezry, np. urośnięcie Bridgera do rangi jakiegoś mędrca, byłyby skrajnie naiwne.

Re: Jedi Knight

Darth Starkiller napisał:
Obecnie najlepszym scenariuszem byłoby ugięcie się pod Ciemną Stroną Mocy, skumulowanie negatywnych emocji z poprzednich lat w tym jednym akcie.
-----------------------
Dokładnie! Szkoda, że wątek Ezry i CSM rozpłynął się w 3 sezonie, wiązałem z nim duże nadzieje.

Odcinek

A mi odcinek się mega podobał - na pewno bardziej niż kolejny.

+ początek spoilera Śmierć Kanana - słuchajcie, możemy marudzić, że przewidywalne, złościć się, że w ogóle do tego doszło... ale nie oszukujmy się, wszyscy wiedzieliśmy, że tak będzie. Kanan też. Utrata nauczyciela to standardowy topos w Campbellowskiej drodze bohatera, więc to by się stało prędzej czy później (acz zgadzam się, że zginął nie ten co trzeba). Przynajmniej jego śmierć nie poszła na marne. koniec spoilera

+ Naćpana Hera FTW. I w ogóle sam fakt, że odważyli się pokazać działanie sondy.

+ Brutalność - łał, trup się kładł tu gęsto.

+ Tarkin i Thrawn - mamy ładną wzmiankę o wiadomo jakim projekcie, a sam niebieski poleciał na Coruscant... ciekaaaawe...

+ Scena z szybowcami była jednak ładna, do tego fajnie wyglądało Capital City z góry. Jak jesteśmy przy kwestiach wizualnych, to jeszcze jest ładny projekt loga na końcu.

+/- Sama... nie wiem do końca czy brutalna Pryce mi się podoba. Och, a poza tym po jej tekście: "Masz taki słodki głos" (czy jakoś tak) przewiduję produkcję nowych shipów w stoczniach.

- Rukh. Co prawda festiwal jego niekompetencji zaczyna się w kolejnym odcinku, ale teraz mamy przedsmak.

- Standardowe rebelsowe głupotki, np. Sabine podczas lotu nazywa Kanana "Kananem", mimo że ten mówi do niej "Widmo". Wiem, pilot był odizolowany od reszty, ale w pierwszym sezonie tak uważali z tym, teraz chyba mieli po prostu wywalone.

Re: Odcinek

-początek spoilera Scena śmierci jest przepiękna, jakkolwiek nieadekwatnie to brzmi. Udało im się świetnie uchwycić emocje, napięcie na twarzy praktycznie każdego w tej scenie. Wizualnie też ta scena wymiata. Mi też się zrobiło smutno, nawet bardzo jak Kanan zginął. Ale w tym serialu muszą w końcu ginąć bohaterowie. Z całej ekipy najbardziej bym nie chciał, żeby zginął Kanan, ale może właśnie dlatego to on odszedł pierwszy. koniec spoilera

Re: Odcinek

Jasne scena początek spoilera jest piękna ale.... całkowicie bez sensu! O to mam największe ale, on nie musiał tu ginąć, no serio, mógł zwiać z resztą. Co to dało, ze się wrócił, poza tym że się durnie poświęcił?
Bo Filoni nie umiał dla niego innego końca wymyśleć?

Chyba że to Wilki mu kazały. I to mi jakoś pasuje do tego jak się zachowuje i co mówi (choć też robi meh, szlachetny samobójca brr).

Nie zginął bohatersko. Zginął bez sensu. Swoją śmiercią o nic nie zadbał. Imperium sobie samo zrobiło kuku.

O to mam pretensje.
koniec spoilera

Re: Odcinek

Jasne, masz rację, ale początek spoilera zastanawiam się - czy rzeczywiście mógł wskoczyć do statku i odpechnąć się mocą? Wydaje mi się, że pchnięcie mocą działa w jakimś kierunku i odepchnięcie się od jakiegoś obiektu (w tym momencie wybuchającej stacji) nie jest możliwe w takim stopniu w jakim Kanan pchnął ich bezpośrednio.. Coś mi nie idzie wyjaśnienie tego w sposób zrozumiały. Jeszcze raz. Może się mylę, ale ile razy widziałem kogoś w SW używającego pchnięcia mocą to wykonywał to w kierunku czegoś, wpływając na jakiś obiekt, postać, itd. A odpychanie się od czegoś za pomocą pchnięcia mocy już miało (raczej) dużo mniejszą siłę.

Tak ogólnie nie przepadam za analizowanie mocy w SW, bo robi się wtedy zbyt cyferkowo i analitycznie, a dla mnie SW to przede wszystkim emocje, "magia" tego świata, postacie. Ale tak to widzę. I wydaje mi się, że trzeba przyjąć, że Kanan po prostu nie był w stanie uratować wszystkich włącznie z sobą samym. Więc postanowił uratować całą resztę.

Co do tego, że Kanan wpłynął na zniszczenie stacji i projektu Thrawna.. Też nie bardzo to widzę, choć może rzeczywiście ta jego manipulacja wybuchem ukierunkowała w jakiś sposób te wybuchy, żeby wyrządzić jak najwięcej krzywdy Imperium. Ale myślę, że raczej nie. Tylko pytanie.. czy Kanan musiał umrzeć śmiercią bohatera robiącego coś dla Rebelii? Dla mnie Kanan to była przede wszystkim postać ważna dla załogi Ducha, Hery, Ezry, Sabine. Praktycznie każdy z nich dzięki Kananowi zyskał, nauczył się czegoś. W dużo mniejszym stopniu Kanan jest postacią ważną dla Rebelii. Nie potrzebowałem takiego zakończenia jego historii, które by go stawiało jako bohatera Rebelii znanego w całej galaktyce. Kanan od początku do końca działał cicho i do końca pozostał taką postacią. Mimo, że miał swoją rolę w budowaniu Rebelii to nie był to typ rebelianta, któremu buduje się pomniki. Nie skończyłem jeszcze Dark Times, ale dla mnie Kanan to taki Dass Jennir. Jedi stworzony do rzeczy przyziemnych, a nie ratowania galaktyki. I przez to takie postacie (Kanan, Jennir, Jolee, Quinlan czy ostatnio chociażby Jocasta) są ciekawe, wnoszą coś nowego do uniwersum.
koniec spoilera

Re: Odcinek

Skoro zdążył dobiec, zdążylibu odlecieć - wepchnąć ekipe i Sabinka gazu.

No dla mnie to bardziej początek spoilera Filoni, co wiedział, że trzeba go usunąć i zabrakło mu pomysłu jak?

Tylko czego cały odcinek Kanan zachowywał się jakby te śmierć planował?
koniec spoilera

Re: Odcinek

Dokładnie tak topowinni zrobić.

Najgorsze jest to, że ten #%$&^* patałach, niedojda i lamus Ezrasz początek spoilera po prostusobie tak stoi i nic go nie rusza, nic nie robi. nie zajmuje się walką i odbijaniem blastów, nie pilotuje, ot "tak sobie popatrzę jak mój mistrz i przyjaciej umiera, bo tak".
Hera przynajmniej próbuje go odciągnąć / ew. zginąć razem z nim, a ten *%^&$# i ^&%$* sobie po prostu stoi. Użytkownik mocy od siedmiu boleści
koniec spoilera

Mam nadzieję, że skoro w ANH nie ma innych Jedi poza Lukiem i Obim, to czeka go wiadomo jaki koniec. Oby możliwie bolesny

Re: Odcinek

Wydaje mi się, że nie oglądaliście uważnie. Przecież oczywiście, że mógł się odepchnąć, raz, że pocisk nie leci z prędkością żółwia, dwa, że traktujecie to dosyć przyziemnie, bo jego duchowa decyzja o poświęceniu się dla reszty, zniszczenie fabryki miało głębsze znaczenie niż "Kanan-kamikaze aka samobójca".
A ty, vilkalo, nie myślisz obiektywnie. Zaślepia cię twoja miłość do shipu Hera+Kanana.

Re: Odcinek

Tylko że to NICZEMU nie służy - zostało za mało odcinków, żeby Ezrasz stał się dorosły.

Hej, hej

Czy ktoś byłby tak dobry i wysłałby mi najnowszy odcinek Rebels? (Najlepiej oba jeśli możesz ) Nie bardzo mam czas na szukanie, a potem bym obejrzał.

Los Kanana

Choć przeczuwałem to od dłuższego czasu, to jednak nie jest łatwo pogodzić się z odejściem Kanana, bo jako postać był super (chociaż dla mnie jego śmierć nie może nawet równać się z odejściem Luke`a w "Ostatnim Jedi" - do dziś nie mogę uwierzyć, że Skywalker odszedł).

Założę się, że wasza reakcja na śmierć Jarrusa wyglądała mniej więcej tak:
https://www.youtube.com/watch?v=c2RuyUHfdWE

Plusy minusy

Już trochę czasu minęło to czas na plusy/minusy:

+ Ezra - dla mnie Ezra był w tym odcinku dojrzały - jak na siebie. początek spoilera Przyjął na klatę kwestię ustalenia planu misji odbicia Hery, prawie w ogóle nie śmieszkował i wiedział że Kanan chce dać im możliwość ucieczki. Wiem że można to odbierać różnie ale dla mnie Ezra na plus. koniec spoilera
+ Końcówka - na pewno dyskusyjna, ale przepięknie zrealizowana i wyciskająca łzy. Oczywiście osobom zżytym z postaciami serialu. Trudno żeby wyciskała łzy randomowej osobie.
+ Latawce - bardzo się bałem że ten głupi pomysł nie będzie miał żadnego wyjaśnienia. A jednak miał i rzeczywiście było to dosyć sensowne
+ Kanan - dla mnie to najlepsza postać NK więc chyba nikogo nie dziwi że na plus.
+ scena Arihnda+Thrawn+Hera
+ desperacja Arihndy
+ muzyka - w wielu momentach zabrzmiały najlepsze nuty które pięknie wpasowały się w klimat odcinka
+ grafika - wiecie że ja bardzo doceniam styl graficzny Rebels i tutaj też mnie nie zawiódł

- Kanan i Hera - początek spoilera tak ogólnie to bardzo lubię tą parę ale można było to rozwiązać lepiej w tym odcinku. To "Kocham Cie" było takie jakieś bez sensu. Może to jeszcze wpływ toksyn, ale Hera rzuciła tym zdaniem w jakiś dziwny sposób. koniec spoilera
- Rukh - jakoś nie przepadam za tym panem w Rebels. Taka maszynka do zabijania która nie potrafi nikogo zabić.

Kanan

Ehh to było do przewidzenia od dawna, że Kanan zginie, ale jakoś był promyk nadziei dotyczący może innego zakończenia jego wątku... Naiwne to było, jeszcze jak, ale nadzieja umiera ostatnia.

Jednak stało się. Kanan zginął. Moja ulubiona postać z nowego kanonu zginęła w eksplozji w pięknej scenie poprzedzonej wyjątkowym wyznaniem miłości. Moc oddała mu wzrok, żeby chociaż na chwilę mógł popatrzeć na Herę. Smutne. Bardzo lubiłem Kanana i lubię nadal, ale jak oglądałem odcinek to myślałem bardziej o vilkalli, która darzy postać Kanana sympatią przewyższającą moją.

Nie spałem od więcej godzin niż bym chciał, nie z powodu Rebelsów co prawda, ale postaram się przed pójściem spać napisać najpierw co mi się nie podobało. Piszę to z perspektywy kogoś, kto z 4 sezonu widział tylko ten jeden odcinek - "Jedi Night". Wątek z wilkami znam tylko z opowieści innych użytkowników.

Generalnie, jeśli uderzymy w stół i powiemy "now let`s put our emotions aside", to pokazuje się dość dziwny obraz tej sceny. Kanan wyglądał na pogodzonego ze śmiercią, ale nie jak Jedi, który ugina się pod naporem rzeczywistości, ale bardziej jak ktoś, kto tę śmierć zaplanował. Dodatkowo sama scena śmierci wygląda na realistyczną, ale może rodzić wątpliwości związane z pewnym naiwnym zobrazowaniem losów Kanana. Rebelianci wychodzili nie z takich kłopotów, więc w mojej opinii Kanan nie musiał ginąć, tym bardziej, że przed główną eksplozją mieli trochę czasu na ucieczkę, a Kanan mógłby powstrzymywać wybuch Mocą. Chyba, że w całości opóźnienie wybuchu spowodował Kanan w bliskim kontakcie z ogniem. Wtedy cofam moje słowa.

Ogólnie, gwoli podsumowania: szkoda, że Kanan nie żyje. Miał jednak piękne, artystyczne i godne pożegnanie.

Tylko smutne było to wszystko. Tak zresztą jak przewidywaliśmy.

Re: Kanan

Chyba sporo osób ogladało to mają gdzieś tam w tyle głowy "jak zareaguje Vilkala" i jak ją to mocno zaboli

Najgorsze że to takie bezsensowne, tylko żeby wypełniać archetyp mistrza/ucznia, zamiast pójść w oryginalność i odwrócić schemat.

I, dopiero teraz zauważyłemm, że w jednej z ocen jest moja kanapa jako drugi koniec paraleli.

Re: Kanan

Otóż to. Też odniosłem wrażenie, że uśmiercenie Kanana nie miało związku jako tako z fabułą, ale z samym doklepaniem określonego stadium w rozwoju męskiego bohatera (Ezry).

Więcej, śmierć Kanana, jakkolwiek ładnie zrobiona audiowizualnie, wyglądała słabo jeśli zastanowić się nad jej całokształtem. Wydawało mi się, że była wręcz wymuszona i przyspieszona. Ot, nie mamy pomysłu na Kanana, to trzeba go uśmiercić, dodatkowo za jednym zamachem uzupełnimy campbellowski schemat odnośnie Ezry i posuniemy rozwój załogi Ducha do przodu.

Jest też tak jak się obawiałem, że może być. Druga część sezonu 4. będzie się cechowała szybkim tempem i większą liczbą (w porównaniu do poprzednich sezonów) ważnych z punktu widzenia fabuły odcinków. Obstawiam, że tym razem nie będzie żadnego fillera.

Jeśli chodzi o vilkalę (przy okazji, nick piszę z małej litery w brzmieniu oryginalnym, nie wynika to rzecz jasna z braku szacunku czy coś ), to taak, pewnie wielu Forumowiczów oglądając właściwą scenę z Kananem, oprócz własnych przeżyć, miało gdzieś też myśl zastanawiającą się co czuje vilkala, bądź przewidywało jej odczucia i łączyło się telepatycznie w smutku. Ja do końca miałem promyk nadziei, że może Kanan nie zginie i dostaniemy jakieś oryginalne wybrnięcie z sytuacji (może wygnanie na tę zaginioną planetę Lasatów?). Ale cóż, stało się jak się stało.

Ogólnie postacie z nowych starłorsów, które polubię bardziej od innych, często kończą jako postacie martwe. :S

Re: Kanan

Rose JESZCZE żyje. Czy to znaczy, że nie lubisz Rose?

Re: Kanan

Lubię lubię, ale prawie rykłem śmiechem na TLJ jak Finn wskoczył do pojazdu i ruszył samobójczo na te działo na Crait. xD Bo kolejna postać, którą lubię, mogła zostać uśmiercona w filmie.

Mam nadzieję, że Finn i Rose ostatecznie przeżyją trylogię.

Re: Kanan

- nie mamy pomysłu na Kanana, to trzeba go uśmiercić

No dokładnie o tym pisałem, i to jak najgorzej świadczy o scenarzyście czy całym pomyśle na serial. Takie zupełnie z czapy i bez sensu.

Nie wiem jak można widzieć "epickość" tej sceny. To było naprawdę słabe i niepotrzebne. Akurat serial był w takim momencie, że nic by nikomu nie wadziło gdyby Kanan przeżył.

I jeszcze ten "morał" pod koniec drugiego odcinka, można to było sobie zupełnie darować.

Re: Kanan

Rdzeniem sceny były emocje i symbolizm (Kanan odzyskujący wzrok, żeby spojrzeć ostatni raz na Herę), ale na pewno nie zdrowy rozsądek czy nawet epickość.

Tak jak piszesz, scena była sama w sobie słaba. Jeśli odłożyć emocje na bok, mamy tutaj Kanana, który po prostu popełnia samobójstwo, mogąc się samemu uratować i innych przy okazji też. Wielokrotnie współdziałał z Ezrą przy pchaniu Mocą różnych przedmiotów czy istot, mogli więc obaj szybko odepchnąć stateczek Rebeliantów zanim skumulowane i podpalone paliwo eksploduje. Tym bardziej, że mieli na to czas. Tym bardziej, że od dawna obaj posługują się Mocą.

Śmierć Kanana, jakkolwiek pięknie wykonana pod względem estetycznym, była po prostu głupia. Nie chodzi o to, że miałem inne oczekiwania, bo najlepiej by dla mnie było jakby Kanan przeżył. Chodzi tutaj o słaby scenariusz dla tej sceny i umiejscowienie jej w fabule serialu. Kanan im wadził, to się go pozbyli w banalny sposób.

Do morału jeszcze nie doszedłem, bo drugiego odcinka nie oglądałem, zatem się nie wypowiem.

Re: Kanan

Mi się wydaje, że Kanan chciał przy okazji opóźnić produkcję Defenderów, co jest wspomniane w następnym odcinku, odciął paliwo dla fabryki.

Re: Kanan

To wyszło zupełnie przypadkiem i bez udziału swiadomości. Najgorsza z możliwych "pochwał" tego, że zginął...

Re: Kanan

Tak jakby Imperium nie mogło postawić w szybkim czasie kolejnej fabryki... ;p Śmierć Jedi dla Rebeliantów była o wiele większą, nieporównywalną wręcz, stratą, niż utrata fabryki paliwa dla Imperium.

błe

Yep, serial nadal głupiutki, nawet się znudziłem.

Brat

A słuchajcie, ja tak z innej beczki, bo zaczął mnie zastanawiać ten Herowy brat. Ja się wychowałam na Rowling, która to wykorzystała świetnie zasadę zwaną "strzelbą Czechowa". Czechow mawiał bowiem, że jeśli w pierwszym rozdziale książki pojawia się wisząca na ścianie strzelba, to w trzecim ktoś musi z niej wystrzelić - innymi słowy, rzeczy nieistotnych nie podaje się w opisie. Proszę bardzo: w drugim tomie HP mamy niby zwykły dziennik, który w siódmym okazuje się bardzo ważny.

I tak się zastanawiam... czy Filoni rzuciłby te wzmiankę o bracie ot tak? Czy będzie coś w przyszłych odcinkach (wątpię, muszą Ezrę, Ahsokę i Thrawna załatwić)? A może to jakiś pomost, wskazówka do tego, co będzie później? Skoro zginął w młodym wieku, to pewnie jego młodość przypadała na czasy wojen klonów?

Sorry, ja już część procesów przekierowałam na nowy serial

Re: Brat

Sądząc po ilości niedokończonych wątków w TCW domniemam, że Filoni nie jest dobry w te strzelby.

Myślę, że miało to tylko na celu ponowne pokazanie Thrawnowości Thrawna, jednocześnie szokując widza trudnym tematem. Swoim zwyczajem Thrawn uprzejmie komunikuje Herze, że jej totemik jest w dobrych rękach, mimochodem przypominając jej o jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń jej dzieciństwa. Heh.

Re: Brat

Ostatni odcinek nosi tytuł "Family Reunion and Farewell", więc kto wie

Re: Brat

Moim zdaniem ten brat był konieczny tylko do jednego - do tego, żeby wyjaśnić co symbolizowało dodanie dodatkowego elementu do Kalikori. Pokazanie tego jak ważnym gestem było to co zrobiła Hera. I tyle. Dlatego zdecydowali że będzie to brat, który umarł bardzo wcześnie, żeby nie musieć rozwijać tego tematu.

Już z pewnym dystansem.

Jeżeli chodzi o drugą część czwartego sezonu Rebels to długo nam kazano czekać by obejrzeć odcinki które zmierzają ku zakończeniu serii. Dość długo też nie było żadnych przecieków jak będzie wyglądała końcówka i czego się możemy spodziewać – a właściwie jak zostaną rozwiązane wątki niektórych postaci. Zaczęliśmy drugą część mocnym wejściem. Akurat to że odcinki są dostępne głęboko w nocy to dla mnie nie ma znaczenia – dla mnie noc czasami jest dniem. W dniu dzisiejszym też czekałam na nocny seans – ale niezupełnie mi on wyszedł. Mimo, że były pewne rzeczy do przewidzenia to do tej pory nie potrafię z tym się pogodzić. Odcinek obejrzałam tylko raz i w trakcie zastanawiałam się jak będzie się czuła vilkala – bo ja się dosłownie mówiąc wkurzyłam. Nie, nie, nie – nie takie miało być zakończenie odcinka – ale cóż taka była decyzja scenarzystów i producentów to jest ich serial i ich rozwiązania. Co nie znaczy że muszę się z tym godzić – wole moje alternatywne zakończenie. Co do samego odcinka był bardzo emocjonalny przynajmniej w tych momentach w których pojawia się duet Kanan-Hera, aż chce się krzyczeć dajcie im szanse na życie.początek spoilera Ezra na samym początku odcinka mnie zirytował – jego mistrz mówi do niego w taki sposób że od razu można zrozumieć że przeczuwa swój koniec – a Ezra co robi – nic, przyjmuje polecenia Kanana do wiadomości, nie próbuje z nim dyskutować, zapytać co się dzieje, dlaczego tak a nie inaczej postępuje – kłóci to się trochę z jego zachowaniem z przedostatniego odcinka 3 sezonu kiedy Ezra zadawał pytania, dyskutował. Wydaje mi się że nawet jeżeli Kanan by mu wtedy powiedział że ma wziąć tyłek w troki i pójść do wilków i dać się pożreć to Ezra zrobił by to bez zmrużenia oka. Podoba mi się że pokazali Herę jako silną kobietę, która jest w stanie znieść tortury i nie podaje położenia nowej bazy rebeliantów. Ciekawe że po raz kolejny (po jednym z odcinków 1 sezonu) znów pokazują tortury i to w dość realistyczny sposób. Podobała mi się rozmowa Hery z admirałem, który potrafił odczytać z kalikorii historię jej rodu. Dobrze jest także poprowadzona rozmowa admirała z Tarkinem, panowie chyba za sobą nie przepadają i widać, że Tarkin popiera zupełnie inny projekt. Zastanawiam się jak to będzie w dalszej przyszłości – niekoniecznie w serialu – czy scenarzyści na potrzeby serialu uśmiercą admirała czy pozwolą mu żyć. Obstawiam to drugie, ale się mogę mylić, zresztą chyba nie po to wprowadzali tą postać ponownie do kanonu by ją od razu uśmiercić. Kolejna osoba której zachowanie mi nie pasowało to gubernator Pryce – z jednej strony wyrachowana, chłodna nie chce użyć dosłownego stwierdzenia – kobieta – która zrobi wszystko by dostać to czego pragnie, na i czerpie przyjemność z zadawania bólu innym. No i kobieta która by postawić na swoim jest w stanie zniszczyć zbiorniki paliwa, by pozbyć się rebeliantów, nawet ryzykując własne życie i życie podwładnych. Na koniec wisienka na torcie tego odcinka – sceny Kanan-Hera. Trochę odbiegając od tematu wydaje mi się że Kanan po spotkaniu z wilkami doznał jakiegoś „objawienia” – wilki jak to mówiono są silnie związane z Mocą. Może w trakcie tego spotkania zrozumiał, że jego ścieżka prowadzi ku zagładzie i miał świadomość że prędzej czy później podąży tą ścieżką. Był pogodzony z tą perspektywą, tak mi się wydaje – dlatego by dokonać przemiany ściął włosy i zarost by kroczyć ku przeznaczeniu jako nowa osoba. Ładnie zostały poprowadzone sceny z Kananem i Herą, szczególnie te kiedy Hera była naszpikowana narkotykami, podobało mi się jej wyznanie miłości i wydawało się że wszystko zmierza ku dobremu końcowi. Ale tak się nie stało, scenarzyści zafundowali nam bardzo emocjonalną (chyba nadużywam tego słowa) scenę kiedy Kanan się poświęca by ratować Herę, Ezrę i Sabine. Zastanawiam się czy była możliwość uratowania się Kanana, można snuć tu różne spekulacje – ale otrzymaliśmy to co widzieliśmy – Kanan pochłaniany przez płomienie wybuchającego paliwa, który poprzez słup światła „odzyskuje” wzrok i może ostatni raz spojrzeć w oczy Hery i vice versa. koniec spoilera Był to moment kiedy miałam ochotę zamknąć odtwarzacz i przestać oglądać odcinek. To co się stało dalej nie było dla mnie w tej chwili istotne, kolejny odcinek byłam w stanie obejrzeć za jakąś godzinę po poprzednim. Mimo że to jest tylko, albo aż serial animowany to odczuwałam smutek, po tylu sezonach zżyłam się z bohaterami, kibicowałam im, a teraz odbierają mi postać którą bardzo lubiłam. Tak się nie robi. Możecie uważać że to jest trochę dziecinne – ale się tego nie wstydzę – kolejne odcinki będę oglądała, ale nie będą sprawiały mi już takiej przyjemności, chyba że zdarzy się cud i pozbędą się w drastyczny sposób pewnej osoby, która nie jest nawet strawna dla wilków. Koniec końców aby poprawić sobie humor w dniu dzisiejszym wybrałam się do fryzjera – koleżanka fryzjerka zapytała się mnie czy coś się nie stało, czy ktoś mi nie umarł. Zwaliłam to na zły dzień w pracy – bo nie wszyscy potrafią zrozumieć czyjąś pasję.

Re: Już z pewnym dystansem.

Och jak Cię doskonale rozumiem!

Ja mam w ogóle przemyślenia, jak gdzieś coś im się rozjechało w relacji Kanan/Hera. Bo oni z s1-2 to nie jest ta para z s4, która nagle po raz pierwszy wyznaje sobie miłość...

Oraz strasznie Wam wszystkim dziękuję za myślenie o mnie.

Ja się naprawdę nadawałam do mało czego w trakcie emisji, poza mamrotaniem niecenzuralnych słów na Filoniego

Re: Już z pewnym dystansem.

Tylko kobieta potrafi zrozumieć drugą kobietę i łączyć się w bólu. Miałam podobna sytuacje ze wkurzyłem się na scenarzystę że uśmiercił moja urobiona postać. Było to chyba ponad 10 lat temu, miałam fazę na komiksy Marvela i zaczytywałam wiem runem Eda Bruberkera o Kapitanie Ameryce - to była jedna z lepiej napisanych serii ( tak pozatym Brubaker stworzył Zimowego Żołnierza napisał mu historie i miał cameo w filmie Kspitan Ameryką Zimowy Żołnierz) i tak dotarłam do nr 25 w którym uśmiercono głównego bohatera. Byłam wściekła na dodatek wyszło to chyba w dzień przed 8 marca i mój mąż nie potrafił zrozumieć mojego rozgoryczenia. Chyba po tym rzuciłam Marvele. 😀

Re: Już z pewnym dystansem.

Jestem, z tego wniosek, kobietą Przynajmniej na potrzeby tego wątku. W każdym razie łączę się z Wami w bólu. I życzeniach dla Ezrasza.

Vilkalo, przypominam że właśnie na taką okoliczność masz książeczkę o BB8.

Re: Już z pewnym dystansem.

Zabrakło mi tego stwierdzenia że "tak się nie robi". No właśnie. Dokładnie. Istnieją jakieś elementarne zasady przyzwoitości. Pięknie to napisałaś. Szczególnie w chwili gdy wydaje się że najgorsze minęło i już będzie dobrze.

I zupełnie (może dlatego, ze go wypierałem) nie leży mi ten fatalizm Kanana, że od początku przeczuwa że zginie. No kurde, ale ON MA DLA KOGO ŻYC! Ten fatalizm jest bez sensu w jego sytuacji. Tak postępujer ktoś kto stracił wszystko i jest mu wszystko jedno, a nie ktoś kto ma przed sobą perspektywę życia z ukochana u boku.

Spieprzyłeś to, panie Filoni, koncertowo. Tym bardziej że tutaj nie ma miejsca na jakiegoś twistplota.

I, szczerze, nie myślałem że tak mnie weźmie, bo Kanana lubiłem raczej jako dodatek do Hery. Chyba miałem tak tylko z Aaylą i Aeris z FF.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Dobry odcinek! Akurat zupełnie przypadkiem miałem pod ręką ludziki, więc przygotowałem rekonstrukcję wydarzeń.

https://drive.google.com/file/d/1u8iHY5wrxHgTQbJxHFvzq74q51xw9OhSIg/view?usp=sharing

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Czy Thrawn studiuje kulturowe znaczenie otwieracza do piwa?

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Niewykluczone. Otwieranie naczyń z alkoholem jest bardzo ważnym elementem kultury mojego ludu, Thrawn z pewnością o tym wie.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Czyli to jednak na studiach robiłem drugi fakultet z kulturoznawstwa

Przy okazji - jak tam obrazek Reymitage?

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Eh, znowu zapomniałem wrzucić sneak peeka. xD
Już się nie opłaca, wrzucę całość jak skończę, zostały mi tylko kolorki. Ale no worries, robi się, nawet wczoraj trochę mazałem.

Ja...

Chce na wstępie ostrzec, ze w tym poście będzie dużo naprawdę mocnych spoilerów, a nie będę znaczyć całego postu spoilerem, bo to by wyglądało bez sensu więc jak nie chcecie gigantycznych spoilerów to pomińcie mój post.


Więc na wstępie ja po prostu na dłuższy czas po TYM na końcu odcinku zdębiałam i nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa. Niby już się domyślałam, ale jeszcze, jeszcze nie chciałam się pogodzić z tym, ze z nim będzie trzeba się pożegnać. Ale o tym potem będzie trochę dłużej:

+ tortury Hery.
+ naćpana Hera no co? Urocza była.
+ odważyli się nam pokazać jak działają prochy imperialne.
+ imperialny droid przesłuchujący działał.
+ Thrawn (ogółem) i rozmowa z Tarkinem o nowym projekcie.
+ komentarz Hery na temat fryzury Kanana.
+ długi czas myślałam, że Kanan po prostu ucieknie z Herą i to tyle z tego wątku, ale stało się inaczej...
+ sama animacja wybuchu.
+ pokazali nam, że w rebels nie wszystkie jest takie piękne jak się wydaje.
+ scena "strzyżenia" Kanana przez samego siebie.
+ załamani ezra, sabine i Hera wiadomo po czym.
+ ładne logo końcowe.
+ brak muzyki na końcu.
+ spełniona "tak jakby" Kanera.
+ Po części do drugiej części odcinków (jutro napiszę) wiemy, że Kan nie żyje N A P E W N O.
+/- Sama śmierć Kanana nie kryłam się z tym od kiedy zaczęłam oglądać serial, że chciałabym śmierci, któregoś z głównych bohaterów, ale teraz czuje jakąś taka pustkę... I wiem, że nie chciałam na pewno śmierci kanana. "gdzie były te durne wilki z lothala !? Czemu go nie zatrzymały?!
I czemu on?!
Po tej serii pytań bez odpowiedzi muszę powiedzieć, że dziwię się, że takie coś zobaczyliśmy (w końcu to serial robiony głównie dla dzieci (i przy okazji fanów też) i już rozumiem czemu pokazali go w nocy), ale sama scena była piękna, wzruszająca i było świetnie pokazane jak Kanan się poświęcił... dla innych... , ale czemu to Kanan musiał być tym rąbniętym romantykiem i wysadzać się jak Ordona w reducie Mickiewicza, albo Pan Wołodyjowski w kamieńcu Podolskim?! (właśnie czytam i musiałam to napisać)
+/- Kanan chyba wie, ze idzie na śmierć i chyba nawet się jakby no tego cieszy? (nie wiem jak to ująć w słowa może ktoś zrozumie).
- Sparko psychopata- zbyt wnerwiała
- kapelusznik pomylił jedi, którzy mieli umrzeć. tak wiem gdyby zginął mostowiak to, by nie miało to sensu!
- Czemu to musiał być ON?! tak wiem ( to co wyżej)
- czy kalikori Hery spadło kanonowi z nieba?
- Imperium jak zwykle coś spieprzyło.
- Głupota twórców chodzi ezrę z sabine trzeba popatrzyć strategicznie czy to, by się udało? nawet przy 0,01 % szansy? To pytani retoryczne.

Więc muszę kończyć jutro napiszę drugą część recenzji do odcinków. Ocena wstępna: 8/10 jeden z najmocniejszych emocjowo ocinkówm, jestem w szoku dopiero muszę się z niego otrząsnąć.

Z

ciekawości obejrzałem by zobaczyć jak rozwiązali wątek początek spoilera z Kananem. Cóż wyszło to naprawdę dużo lepiej niż 99% serialu bo jego śmierć ma sens, jest dobrze zrealizowana i w zasadzie trudno się tu do czegokolwiek przyczepić. O tyle nie rozumiem krytycznych głosów, że zarzucacie, że Kanan miał po co żyć... No właśnie nie miał. Z jednej strony był już reliktem poprzedniej epoki, z drugiej przewidział swój koniec i pogodził się z nim bo wiedział, że zginie w obronie rzeczy, za które walczył i po trzecie jego śmierć zapewne popchnie Ezrę w jakimś lepszym kierunku. A happy end z rodzinką w postaci Kanana i Hery po prostu nie był możliwy, Kanan nie był postacią, której był pisany szczęśliwy los. Musiał podzielić za to swój los z innymi Jedi. P.S scena śmierci Kanana jest praktycznie identyczna do śmierci Galena Marka w TFU, zrzynka jak nic koniec spoilera Więc o ile cały czwarty sezon (oglądam na wyrywki) to kompletna porażka i cienizna jak całe Rebels to zakończenie tego wątku oceniam na duży plus: gdyby w takim tonie był cały serial to byłoby to znośne.

Re: Z

No właśnie nie. to że zginął w obronie rzeczy za które walczył to jedno, a zupełnie inna sprawą jest to, że miał po co żyć i nie ślubował że "pierwej zginie niż się podda" jak pan Wołodyjowski czy kapitan Foratt.

I oczywiście miał dla kogo żyć. Najgorsze to jak ludzie ponoszą bezrefleksyjnie smierć w imię idei i "niesienie sztandaru rewolucji" przesłania wszystkie inne racjonalne argumenty.

I nie, nie jest tak że jakiś los był mu pisany, w Legendach masa Jedi przeżyła. I to trochę smutne w Disneyu ostatnie filmy to jednak eksterminacja pozytywnych bohaterów.

Luke vs Kanan

Pod klipem ze śmiercią Kanana na oficjalnym kanale Disney XD na YouTube pojawiły się porównania całej sceny do śmierci Luke`a z The Last Jedi.

Porównania dotyczyły tego, która scena była lepsza. Co Wy sądzicie o tym?

Jak dla mnie Luke w TLJ miał scenę bardziej emocjonalną i o wiele bardziej epicką niż Kanan, zatem porównując dwie śmierci tychże postaci, wybrałbym Luke`a. Nie ze względu na to, że była ona w dużym filmie, dotyczyła młodego Skywalkera i pokazywała piekielnie trudną technikę zastosowania Mocy. Była po prostu lepiej zrobiona w mojej opinii.

Re: Luke vs Kanan

Przede wszystkim, i od tego należało by zacząć - ta śmierć Luka miała SENS.

Re: Luke vs Kanan

Otóż to, dlatego była lepiej wykonana. Nawet gdyby nie był to Luke używający hiperekstra techniki Mocy w filmie aktorskim, to całe tło dawało o wiele bardziej pozytywne wrażenie spójności niż tło zaprezentowane w wiadomej scenie z "Rebeliantów".

Z matematycznego punktu widzenia

scena śmierci Kanana jest JESZCZE bardziej bez sensu...

Bo jak się to zobaczy ze szczegółami to:

W momencie strzału Kanan juz ma wchodzić do pojazdu - zajęło by mu to sekundę

Ale on nie wsiada, tylko biegnie w miejsce eksplozji

Od momentu trafienia zbiornika do chwili kiedy Kanan zaczyna działać, mijają cztery sekundy. Odliczając sekundę na wejscie do pojazdu zostają TRZY niewykorzystane sekundy

TRZY ^%@~¥» sekundy

W czasie których taki pojazd, zakładając że jednak ma parametry lepsze niż przeciętny "ziemski" śmigłowiec bylby już co najmniej 150-200 metrów od miejsca eksplozji. A gdyby się jeszcze odepchneli mocą, to pewnie i dalej.

Zdecydowanie dalej, niż byli w momencie eksplozji na filmie...

Re: Z matematycznego punktu widzenia

A co ma matematyka do Mocy?;p

Skąd pewność że Kanan miał wogóle zamiar wsiadać do tego transportowca?
Jak dla mnie to on właśnie wygląda jakby tylko odprowadzał Herę na statek, a sam chciał tam zostać...
To Kanan wybrał to miejsce, on je po prostu widział w wizji Mocy, wiedział jakie to ważne i postanowił tę wizję wypełnić... Nie bez przyczyny żegnał się wcześniej z wszystkimi...

Jak można śmierci Kanana zarzucać brak sensu, kiedy właśnie wypełnianie Woli Mocy jest (a przynajmniej powinno być) sensem życia Jedi?
Kanan jest tym większym Jedi, że znalazł w sobie siłę że praktycznie na świeżo po wyznaniu Hery mając perspektywę szczęśliwego życia u jej boku postanawia się poświęcić? Pragnę zauważyć że nawet stawiany przez wielu za ideał Jedi Kenobi twierdził że gdyby Satine powiedziała tylko słowo to on odszedłby z Zakonu...

Tak więc Kanan >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Kenobi

Re: Z matematycznego punktu widzenia

No właśnie...

Mam coraz większe przeczucie, że oglądaliśmy film z imperialnej propagandy a nie rzeczywiste wydarzenia, coś co ma tyle wspólnego z rzeczywistością co "Dark Disciple" z prawdziwą historią Quinlana Vosa...

Bo to co piszesz JEST prawdą w odniesieniu do standardowego Jedi, ale Kanan standardowy nie był.

I, to on był tym, co chciał rzucić tę całą rebelię w cholerę i wyjechać w Bieszczady czy inne Yakku. Niestety, Hera była "the only one who was blind..."

Zrobienie z siebie kamikaze to nie w jego stylu.

Imperialna propaganda, i tyle.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Nieeeee... wilki mu wyprały mózg

Bo serio popełnienie samobójstwa w taki sposób to raczej nie droga Jedi?

Oraz no właśnie - kto to ostrzegał Ezre by nie ufał wizjom? Kto miał rację? Kto to powtarzał po wielokroć?
No tak, Kanan.

Aaaale ponieważ musi zginąć a fajnie jakby w eksplozji no nie, bo to będzie takie WOW, to zapomnijmy o wcześniejszym rozwoju postaci tylko go tam poślijmy, kij z sensem, grunt że wybuch i eksplozja!

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Tak, wilki odegrały dość znaczącą rolę w zrozumieniu przez Kanana swojego przeznaczenia...

Dlaczego nazywasz to samobójstwem? Pamiętajmy że dla Jedi świetlistymi istotami jesteśmy, nie tą surową materią;p No i że nie ma śmierci jest Moc i należy cieszyć się ze zjednoczenia z Mocą...

Nie znam Rebelsów aż tak dobrze, ale czy nie było to zanim poznał Bendu (i wilki)? Bo wg mnie to był moment w którym Kanan zaczął ciut inaczej patrzeć na Moc? I z tego jak to nazwał Finster niestandardowego Jedi znowu stał się "wierzący"?

Co do rzucenia rebelii w cholerę i wyjechania w Bieszczady... Weźmy poprawkę na to że niedawno Kanan usłyszał że Hera nigdy nie zrezygnuje z rebelii i nigdy nie myślała co będzie robić "po wojnie"...
Dodatkowo tu nie chodziło o sprawy rebelii a o sprawy Mocy? Oprócz związku ze Świątynią na Lothal to jakby nie było działania Kanana przyczyniły się w olbrzymi wręcz sposób do wypełnienia przez Wybrańca przepowiedni i przywrócenia przez niego Równowagi Mocy?

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Wiesz, cieszyć się ze zjednoczenia z mocą (lub przyjemniej mieć na to "wywalone") to może ktoś z ćwierćwieczem stażu małżeńskiego, bo wtedy szukanie czegoś w prochowni oświetlając sobie drogę pochodnią nie wydaje się niczym przerażającym .

Ale facet któremu kobieta (i to ta z którą on chce być) mówi że go kocha, reagujący "świetnie, to teraz się wysadzę", no jednak nie.

Już zupełnie pomijając, że to wyznanie to pewnie sobie powiedzieli na długo, długo przed sezonem 1 Co tym bardziej potwierdza że to Imperialny fejk.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Ech, a Wy to dalej oceniacie z punktu widzenia dzisiejszego przeciętnego zjadacza chleba...

Wołodyjowski też mógł żyć sobie długo i szczęśliwie z Basienką, przysięga była jednak dla niego tak ważna że musiał zrobić to co zrobił...

Dla Kanana taką przysięgą była Wola Mocy, mówimy w końcu o Jedi...
Weźmy również poprawkę na to, że Kanan w swojej wizji mógł widzieć co się stanie kiedy nie "dopilnuje" wybuchu rafinerii - Thrawn dostanie fundusze na myśliwce, nie będzie zjednoczenie rebelii i Galactic Civil War, rebelia (w tym Hera, Ezra, Zeb i Sabine) zostanie wyeliminowana komórka po komórce aż do ostatecznego triumfu Imperium...
Ja jestem w stanie go zrozumieć... a już na pewno nie odmawiałbym jego poświęceniu sensu!

Co do wyznania rzekomo wypowiedzianego na długo przed sezonem 1... Leia z Hanem mieli się ku sobie już w ANH, a wyznanie zajęło Lei ile? 3 lata?;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Były później też wizje. Bodaj lecąc już na Lothal ostrzegał Ezre.

Ale no smark niech nie wierzy, ja Jedi jestem lepszy i posłucham.

Zwłaszcza, że to bycie Jedi Kanana nijak się ma do tego co miał z Herą. Powinien ją szlachetnie odstawić na boczny tor a nie o przyszłość zagadywać, całować i w ogóle.
Kanan, który co mówi nam i książka i komiks, a nawet serial, słynął z zadawania pytań. Kwestionowania oczywistości. Nawet "po Bendu".

I teraz tak nagle bez pytania? Każą umrzeć to umrę? Spłyca go to strasznie

Tu mam problem. Bo jasne możemy snuć piętrowe teorie dlaczego, ale nie dostaliśmy moim zdniem sensownego wyjaśnienia, gdy u Luke, czy Obiego takie było.
Target też nie rozumie, tak tylko dodam

To znaczy, że coś jest chyba nie tak, prawda?

I powtórzę - nie mam pretensji że zginął (no, może troszkę), ale że to jego przygotowanie się na odejście było zaprzeczeniem postaci jaką serial wykreował. A sama śmierć sprawia wrażenie dodanej dla szoku niż wypływającej z fabuły.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Oraz latał z Herą 10lat, a serial się zaczął jak od 6 byli razem

Re: Z matematycznego punktu widzenia

No dokładnie, i - jak to mawiała moja świętej pamięci ciocia, raczej nie zajmowali się w wolnym czasie pisaniem do siebie listów.

A co do powyższego - no cały czas o tym mówię. Chcieli jechać schematem - trzeba go było zabić pod wieżą w sezonie 1. No ew. teraz, gdyby uciekali przed Vaderem (przed Vaderem nie ma ucieczki) i poświęcił się żeby kupić im trochę czasu - coś jak Ben/Luke. Ok. Ale nie wtedy, gdy ma czas na ucieczkę ale ot tak "pójde sobie i wybuchnę".

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Ech, chyba się nie dogadamy;p

W każdym razie do końca serialu jest jeszcze kilka odcinków... może dostaniecie w nich jakiś "przyziemny" powód poświęcenia Kanana i przestaniecie go szkalować;p

Dla mnie biorąc pod uwagę wpływ odcinka na całe uniwersum już jest dobrze...

Przy okazji polecam Tobie i vilkali historię "Skippy the Jedi Droid" bo to trochę to co zrobił Kanan

Re: Z matematycznego punktu widzenia

DOKŁADNIE na tej samej zasadzie można uważać za brak spójności śmierć Kenobiego, Yody czy Luke`a.

Kenobi - jakby chciał to też by mógł próbować spierdzielić przed Vaderem i wcisnąć się na statek z Luke`iem i ekipą. Ale uważał, że jego historia się domknęła i będzie potężniejszy jeśli Vader go zabije. Logiki wielkiej w tym nie ma, ale to część mitologii Jedi.

Yoda - okej, przyszedł Luke to odchodzę - łączę się z mocą. Może mógłbym go czegoś jeszcze nauczyć, ale nie, zniknę.

Luke - dobra przetrwałem tą całą akcję z projekcją Mocy. Już jest całkiem spoko, ale siądę sobie na kamieniu i odejdę, bo to jest mój czas.

Tego typu śmierci są częścią tego uniwersum. Nie zawsze są racjonalne, ale wpasowują się w mitologię Mocy/Jedi. Może się to nie podobać, ale Filoni tak naprawdę skorzystał z tego samego schematu, którego użył George Lucas i potem Johnson.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Nie do końca...

Kenobi - weź poprawkę na to, że Luke, Han i Leia uciekli z Gwiazdy Śmierci tylko i wyłącznie dlatego, że Vader im na to pozwolił. Chciał w ten sposób znaleźć bazę rebelii. Gdyby jednak jego dawny mistrz zapakował się na statek podejrzewam że nie ma najmniejszych szans by ten go wypuścił;p

Yoda - on po prostu postanowił ulotnić się zanim Luke zacznie zadawać niewygodne pytania w stylu "dlaczego nie powiedzieliście mi że Vader jest moim ojcem" czy "dlaczego chcieliście bym zabił własnego ojca";p

Luke - w filmie wyraźnie jest podkreślone że taka "sztuczka" może kosztować życie... mało to w kinie bohaterów którzy pomimo krwawiących ran dają radę zrobić coś ważnego, po czym powoli odchodzą?

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Kenobi - ja zawsze miałem wrażenie, że Kenobi walczył jak równy z równym z Vaderem. Vader go pokonał, bo Kenobi się poddał. Uważał, że w ten sposób stanie się silniejszy niż w formie materialnej i pozwolił Vaderowi się zabić. Więc moim zdaniem Kenobi mógł próbować uciec.

Luke - no dobrze, mogę się z tym zgodzić.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

No jest DOKŁADNIE odwrotnie.

Przede wszystkim wszyscy wymienieni Gentlemani są starzy i zrezygnowani.

Wszyscy są pustelnikami a jeden wyjątkowym samotnikiem, żaden nie pełni roli "ojca" i nie ma na głowie odpowiedzialności za rodzinę, nawet jeżeli - słowami Vilkali - jak jest to taka pozszywana, "patchworkowa" kosmiczna rodzinka.

Kenobi kupuje jednak czas ekipie MF, a Luke reszcie rebelii - obydwoje poświęcają się z sensem i logiką dla fabuły. Luke nie "siada i umiera" , tylko taka projekcja przez pół galaktyki po prostu zuzyła jego wszystki siły i go śmiertelnie wyczerpała.,

Yoda umiera po prostu ze strości.

I, no właśnie - miałem nadzieję że Dave jest "better than that", a nie że dostaniemy to samo przewidywalne do bólu.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Wiek nie ma znaczenia!
Jest pewien wspólny mianownik owych starszych gentelmanów i będącego w sile wieku Kanana - wypełnienie swojego przeznaczenia.
Czyż nie o tym głównie są SW?

I tak, śmierć Kanana była oczywista od samego początku odcinka, ale żeby żeby z tego powodu czepiać się Dave`a? W mojej ocenie on jest better than that - bo nie przypominam sobie w SW bohatera który znając przyszłość i wiedząc co go czeka pogodził się z tym i tak spokojnie wypełnił to czego oczekiwała od niego Moc... Yoda potrafił tylko gadać o tym jak to nie wolno się przywiązywać, jak trzeba pozwolić odejść temu czego boimy się stracić a robił coś całkowicie innego... Tymczasem Kanan mając mnóstwo powodów by żyć zrobił to co musiał dla "większego dobra"... I to jest takie... Inne... "Cliche" są wtedy gdy poświęca się stary piernik albo ten co nie ma nic do stracenia;p Brawa za to dla Filoniego!

A tu jeden z winowajców przemiany Kanana którą tak bardzo Wam nie w smak;p
https://www.youtube.com/watch?v=kENLmHAUcGo

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Ale... dlaczego?
Dlaczego wielkie emocje wywołuje bohaterskie (niech mu będzie) poświęcenie? Jakich w popkulturze było multum. Dlaczego musi umrzeć by być docenionym, by tragedia uformowała innych (tudzież stać się mistyczną wiewiórka, ale to inny temat)?
Dlaczego życie z posklejaną rodziną nie jest osiągnięciem? Dlaczego przekazywanie wiedzy młodszym, dlaczego wspólne rozwiązywanie problemów, dlaczego radzenie sobie z codziennością jest mniej godne podziwu i naśladowania niż samobójstwo bo Moc kazała?

To nie była odwaga ze strony Filoniego, to było podążenie po najłatwiejszej ścieżce.
Mamy Mistrza, ubijmy go, pokażemy tragedię, nasze starwarsy takie dorosłe.

Ale to jednak animacja dla dzieci. Jasne to my dorośli się tym też fascynujemy, ale targetem są dzieciaki. I one dostają takim przekazem w twarz i mają to zaakceptować.
Moi osobiści mają meh, mimo iż oglądali beze mnie.

Dlaczego nie możemy dostać szczęśliwego zakończenia? Jak w Republicach, Legacy? Nawet DotJ?

Dlaczego Kanan po wypełnieniu Misji nie mógł odlecieć w nieznane regiony, idk pomóc na Lira San?
Bo to by było trudniejsze do napisania. Trudniejsze do wyjaśnienia, zmuszałoby do bardziej wytężonej pracy.

Tymczasem ubicie głównej postaci przykrywa wszelkie niedostatki. Jest dhramatycznie, wszyscy o tym mówią.

Tymczasem niekliszowy, spokojny, trudny nie-dramatyzm, pokazaniem ŻYCIA i konsekwencji wyborów byłby o tyle dojrzalszy o tyle pełniejszy niż pójście na łatwiznę.

I Kanan jakiego nam serial serwował przez cztery sezony, spokojnie z dalszym życiem dałby sobie radę. Choć jest Jedi.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Główna postać Rebels to mimo wszystko Ezra... a ten (niestety) ma się dobrze...
Życie z posklejaną rodziną, wspólne rozwiązywanie problemów czy radzenie sobie z codziennością jest jak najbardziej godne podziwu...
Pomniki stawia się jednak tym, którzy umożliwili innym to życie tą codziennością samemu się poświęcając (niekoniecznie każda taka osoba musi od razu polec;p wręcz wskazane jest by przeżyła no ale nie zawsze się udaje;p )

Fajnie się z Wami dyskutuje, ale nie wiem czy mamy sens ciągnąć to na Forum (co innego przy piwku na jakimś spotkaniu, najlepiej na SSFSW;p)
Dla mnie Kanan który "dzięki" wilkom i Bendu zrozumiał kim jest, co musi zrobić i robi to dla galaktyki czy Mocy (ale i pośrednio dla najbliższych) jest miłą odmianą w SW od egoistycznych pobudek Anakina czy Luke`a w podobnych sytuacjach...
Wy natomiast chcecie żywego Kanana z Herą u boku;p
Chyba po prostu pora zgodzić się że się nie zgadzamy

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Widzisz, i tutaj jest konfikt - "wypełnienie przeznaczenia vs "odpowiedzialność za najbliższych"

I - chrzanić przeznaczenie Przeznaczenie nie istnieje, każdy sobie sam kształtuje los.

I - ponownie - chrzanić "większe dobro" - sam udowodniłeś że "większe dobro" w tym przypadku skończy się Jedhą i Alderaanem. To ja dziękuję za takie "dobro".

W sumie, Kanan to kolejna ofiara Baila Organy, jakby się dobrze zastanowić.

Better than that Dave to byłby wtedy, gdy - wbrew wszystkiemu - pozwolił Kananowi żyć.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

A co jeśli w wizji Kanan jasno widział że inne rozwiązanie doprowadzi do śmierci najbliższych? I nie chodzi mi tu o sam wybuch, a następstwa ucieczki Kanana? Nie zapominajmy że mówimy tutaj o kosmicznych magicznych czarodziejach którzy mają bezpośredni kontakt z otaczającą i spajającą wszystko Mocą.
I co jest bardziej odpowiedzialne - skupienie się na chwili obecnej i perspektywa przeżycia razem kilku dni/tygodni czy zabezpieczenie życia najbliższych?
A że nie wytłumaczył tego nikomu, co najwyżej dawał rady na resztę życia i się żegnał z innymi? Herze chyba coś chciał przekazać... zresztą, i tak nikt by nie zrozumiał i nikt nie chciałby mu na to pozwolić... Pamiętasz jak zareagowała Leia gdy dowiedziała się że Vader jest ojcem Luke`a i potrafi go wyczuć? Chciała by zostawił wszystko włączając w to rebelię i po prostu uciekał, ba, chciała uciekać razem z nim... Co byłoby z Równowagą Mocy, ale i z galaktyką gdyby Luke jej posłuchał?? (Galaktyka akurat miałaby się lepiej, ale to nie pasuje do tego co chcę przekazać;p )

I - chrzanić przeznaczenie - może to prawidłowe podejście, ale na pewno nie w SW;p W końcu imię głównego bohatera SW wzięło się od bogini konieczności i nieuchronności;p

Dlatego dałem to w " " ;p Niezbadane są wyroki Mocy... Widocznie Równowaga Mocy jest ważniejsza niż kilka miliardów pojedynczych istnień...

Jestem jak najbardziej za tym, by za śmierć Kanana winić również Baila Organę

Trzeba patrzeć na tzw. "big picture" tu nie chodziło tylko o Ezrę, a coś znacznie, znacznie większego...

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Ale to się znowu nie rozumiemy. Bo jasne to można wyjaśnić na milion sposobów. Ale mądrzejsze i trudniejsze byłoby pokazanie życia i radzenia sobie z porażkami. Bycia razem.

To by też dało dobry przekaz.

A zostały nam gdybania.

Choroba, chyba jestem za stara na to wszystko

Re: Z matematycznego punktu widzenia

-Choroba, chyba jestem za stara na to wszystko

Ale wymyśliła to co ja mam powiedzieć?

Ale mądrzejsze i trudniejsze byłoby pokazanie życia i radzenia sobie z porażkami. Bycia razem.

Ale o ile ciekawsze od sztampowego rozwiązania z kliszy.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

-I co jest bardziej odpowiedzialne - skupienie się na chwili obecnej i perspektywa przeżycia razem kilku dni/tygodni czy zabezpieczenie życia najbliższych?

Ale ale, jedno drugiego przecież nie wyklucza. Przecież jasno - stąd nazwa topicu - pokazałem na bazie matematyki, że Kanan miał wszelkie szanse uratować najbliższych i siebie. To nie jest tak że jak ratujesz innych musisz się poświęcić. Najlepiej jednak radując innych posłać do piachu kilku niemilców, tak po Pattonowsku.

A zbiorniki paliwowe? owszem, ale, wystarczyło podlecieć (nikt nie pilnował - głupi ten Thrawn...), zostawić ładunek z mechanizmem czasowym, odlecić i po kłopocie.

może to prawidłowe podejście, ale na pewno nie w SW

No ale przecież o tym są SW, że Anakin miał gdzieś swoje przeznaczenie przecież.

Jeszcze raz powtórze dla jasności wywodu - śmierć Kanana tak pokazana była niepotrzebna i była całkowicie do uniknięcia, nic nie wniosła do akcji poza tym że był "dhramatyzm". Matematyka i fizyka są tutaj po mojej stronie

Re: Z matematycznego punktu widzenia

No własnie wyklucza;/
Tylko Ty dalej kurczowo trzymasz się kwestii przeżycia wybuchu, a to nie o to tutaj chodzi...

It`s what we need if we`re going to save Hera...
And everyone else.


Łopatologicznie: Jeśli Kanan nie wysadzi w powietrze całej rafinerii jednoczesnie ginąc przy tym by móc się zmienić w mistyczną wiewiórkę Lothalskiego wilka to stanie się coś tak strasznie złego że wszyscy zginą...

A co do Anakina, i gdzie go to olewanie przeznaczenia zaprowadziło? Próbował zmieniać przyszłość i w "nagrodę" sam przyczynił się do spełnienia swoich najgorszych obaw, stracił wszystkie kończyny i przez ponad 20 lat był bardziej maszyną niż człowiekiem by w końcu i tak dokonać tego co chciała Moc (przeznaczenie);p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Jeszcze w ramach uzupełnienia, żebyśmy się zrozumieli:

Pod Twoimi (i vilkali) postami podpisywałbym się rękami i nogami i zgadzał z nimi w 100% gdyby Kanan w trakcie tego odcinka zachowywał się tak jak w pozostałych... wtedy naprawdę byłaby to tylko bezsensowne "cliche" by efektownie pozbyć się Kanana... tylko że tu tego nie ma?
Kanan z jakiegoś szczegółowo tylko sobie znanego powodu WIE że ta misja jest jego ostatnią, ścinanie włosów, rozmowy z Ezrą, to "may the Force be with you" do Sabine i Mostowiaka, ta urwana rozmowa z Herą czy wreszcie bieg w kierunku płomieni zamiast próby ucieczki... To wszystko świadome działanie Kanana... I mnie to ciekawi i mi to pasuje, bo do tej pory nie przypominam sobie w SW bohatera tak pogodzonego z tym co ma nastąpić... Jasne, Jedi nie raz i nie dwa gadali o akceptacji śmierci, Woli Mocy itp. itd. ale jak to zawsze u nich było na gadaniu się kończyło;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

- to stanie się coś tak strasznie złego że wszyscy zginą...

No ale to tylko Twoja teoria, i właśnie tego się czepiam - onnie miał ŻADNYCH racjonalnych podstaw żeby chcieć zginąć - żadnego powodu, o nawet takiego tyciego. Czepiam się właśnie tego fatalizmu znikąd.

Właśnie czepiam się tego jego alogicznego zachowania. Tego świadomego fatalizmu. Bo tym pan Filoni pokazał wielkiego, środkowego palucha pozatargetowym fanom serialu. Wiesz, mi się tak serial średnio podobał, więc może nie jestem miarodajny, ale zobacz na reakcje ludzi którzy byli w ten serial bardziej zaangażowani.

I Ok, gdyby tak zrobiła Ahsoka, to nawet bardzo OK. Bo ona jest samotan, ona wierzy w ideę i poświęca się dla niej. bo jest też (to dziwne, że to mówię) nawet trochę „zimna” po tylu latach samotnego knucia przeciw Imperatorowi.

Tylko, że Kanan był inny. I niby zmienił się z dnia na dzień bo jakiś mistyczny stwór mu powiedział o przeznaczeniu? No wolne żarty. Przeznaczenie nie istnieje - oczywiście bedą Ci wmawiać że "taki los" i nic nie zmienisz, że nie stać cię będzie, nigdy tam nie pojedziesz, nigdy tego nie kupisz itd. Chrzanić to. Nie jesteś niewolnikiem, nie jesteś na nic skazany. Jednym ograniczeniem są obietnice które dajesz innym, i tylko to Cię wiąże.

Zobacz na takiego Dassa. on idzie po Ember, mimo że nic do niej nie czuje (bo i Ember jest zła, niesympatyczna - to się zmienia w trakcie, ale no na początku nie da się jej lubić). I gdy idzie ją uratować, to nie ma przebacz, trup ściele się gęsto, Jennir nie ma tutaj litości. Idzie żeby zabijać, a nie po to żeby dać się zabić. I - założę się o duże pół litra, że gdyby przed Dassem wyrósł jakiś wiewiór mocy w postaci wilka i zaczął mu gadać o jakimś mistycyzmie, tym że musi umrzeć bo wszystkich spotka coś strasznego, to Dass po prostu by mu nastukał z piąstki i poprawił mieczem dla pewności. Bo Dass robi to co jest słuszne, a nie to czego od niego wymaga jakieś mistyczne "przeznaczenie"

I no ja wiem że było dramatycznie, że te oczka na koniec były piękne ale co z tego, się pytam - jak cała ta scena nie ma większego sensu.

A co do Anakina. Anakin uwierzył że wizja zsyłana przez Sidiousa jest prawdziwa, i wiemy jak to się skończyło.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Tak gwoli podsumowania Twojego posta: Kanan istotnie był inny. Jego przeznaczeniem było zginąć podczas Rozkazu 66 jak reszta Jedi. On jednak uciekł, a gdy pogodził się ze swoją przeszłością Jedi, walczył nadal, przestając się ukrywać. Ktoś powie, że to Depa Billaba kazała mu uciekać. Jednak jest to normalna sytuacja opiekuna, gdy jego podopieczny jest zagrożony, a on sam (opiekun) nie ma szans na uratowanie samego siebie, więc przynajmniej chce uratować swojego podopiecznego.

Jeszcze jakby przemiana Kanana miała miejsce wcześniej to bym zrozumiał takie postępowanie. Ot, pogodził się z przeszłością, stał się Calebem Dumem znanym jako Kanan Jarrus, który miał zginąć lata temu, ale coś tam, coś tam i ginie teraz w bohaterskiej sytuacji.
On jednak nadal walczył, nadal żył, nadal działał, nadal miał rozterki czy swoje własne zdanie. Był osobną jednostką.

Potem spotkał po latach takiego postępowania magicznego, wielgachnego wilka, który zmienił jego podejście do życia o 180 stopni. Porzucił swojego ucznia, ukochaną, przyjaciół i sprawę Rebelii, bo coś się stało. Nie wiemy co, ale było to katalizatorem przemiany. Jednakże przez to, że nie wiemy co było tym katalizatorem. Jedyna nadzieja w scenie z Ezrą w świątyni Jedi na Lothalu, która będzie miała miejsce już w całkowicie końcowych odcinkach serialu. Chociaż wątpię, że doczekamy się obszernego wytłumaczenia tego, co się stało z Kananem.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

a mieliśmy ciągnąć przy piwie a nie na forum

Ale zgodzę się, bo Kanan przestał być Kananem pod koniec Rebels Assault, gdy zawrócił z drogi po Herę, bo mu wilk chuchnął Mocą

I od tego momentu stał się kukiełką, która wypełnia to, co Moc chce, zupełnie zatracając to kim był.
I to mi się nie podoba i dla mnie zamiast go jakoś... wywyższyć, zubaża jako postać. To całe żegnanie się, wiem co mam zrobić, niech moc będzie z Wami.

I to jest poniekąd sztampowe i właśnie zaprzecza wcześniejszemu rozwojowi postaci.

Ale no kurcze, nijak się nie zgodzimy bo co ja widzę jako ogromną wadę, Ty jako zaletę.
Acz zobaczymy co jeszcze pan w kapeluszu wymyśli na finał, choć niestety obawiam się, że dużo dziwnego mistycyzmu, który jeszcze bardziej rozmyje obraz.

(a i w wywiadzie dla syfy F. potwierdził, że wilk jako taki NIE JEST Kananem, ma jednak w sobie jego cząstki - za mało by powiedziec "hej Ezra", ale wystarczająco by być rozpoznawalnym jakoś.

No mówiłam, że skończy się wiewiórką? )

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Ale on nie chciał zginąć? Po prostu wiedział że jest to konieczne i się z tym pogodził?
A co do racjonalnych podstaw:

Wyobraź sobie że od dziecka jesteś uczony o wszechpotężnej Mocy która otacza i spaja cały wszechświat, dodatkowo Moc ma Wolę, a Ty jako jej sługa powinieneś starać się ją odczytać i wypełnić. Jesteś świadomy istnienia Mocy, czujesz ją, a ona pozwala Ci na dokonywanie rzeczy niemożliwych dla zwykłych śmiertelników.
Potem dzieje się coś złego i Moc schodzi w Twoim życiu na dalszy plan, korzystasz z niej bardzo sporadycznie, bardziej myślisz o sobie niż o swojej powinności wobec Mocy. Przez spotkanie z osobą obdarzoną podobnym darem wracasz do korzystania z Mocy, ale traktujesz ją jako narzędzie w realizacji własnych celów i wtedy wydarza się kolejna tragedia - tracisz wzrok i stajesz się wręcz bezużyteczny dla przyjaciół potrzebujących wsparcia w bitwach...
I wtedy dzięki Mocy staje się coś co wydaje się niemożliwe - widzisz pomimo uszkodzonego wzroku, ba, widzisz znacznie więcej niż zobaczyłbyś oczami! I wtedy Moc funduje Ci kolejne spotkanie, tym razem są to wilki które ratują Ciebie i Twoich przyjaciół od pewnej śmierci przeprowadzając Cię przez "magiczny" tunel... to jednak nie wszystko - wyczuwasz w nich silną Moc, jakby miały jakiś konkretny cel, a w dodatku mówią i znają Twoje prawdziwe imię! Niejako na deser dostajesz wizję Mocy, która zgadza się z tym co mówią wilki...

Jak dla mnie Kanan miał bardzo solidne podstawy... po prostu trzeba wziąć poprawkę na Moc...

Poświęcać się mogą tylko osoby samotne? Skąd w takim razie wdowy, sieroty? Śmierć nie jest taka wyrozumiała i nie zabiera tylko tych którzy nie mają nic do stracenia...

All is as the Force wills it - z tym że Moc (czy przeznaczenie) ma gdzieś ile masz pieniędzy, czy Cię na coś stać, czy gdzieś pojedziesz czy coś sobie kupisz... Ważne jest byś w odpowiednim momencie zrobił coś (lub czegoś nie zrobił) by pomóc w realizacji jakiegoś większego planu.

Ale przecież w pierwszym odruchu Kanan leciał odbić Herę z planem dosłownego wyrżnięcia sobie drogi do niej?
To dzięki wilkowi ochłonął, spojrzał na tzw. "big picture" i zrobił to co musiał...Jasne że pomimo braku powodów by nie wierzyć wilkom mógł go po prostu olać... Jednak wtedy czekałoby go (i nie tylko go) "doom" i co najwyżej zginąłby sobie razem z Herą jak Romeo i Julia i to wg Ciebie jest słuszne?

Ten przykład może jest trochę mocny, ale chyba zobrazuje dlaczego uważam że Kanan postąpił słusznie:
Jak sam słusznie w którymś poście powyżej zauważyłeś Kanan jako "ojciec" tej posklejanej rodziny był za nią odpowiedzialny, dokładnie tak jak każdy ojciec za swoje dzieci... To co zrobił Kanan na podstawie wizji Mocy i słów wilków przypomina mi żydowskie rodziny, które z (jak się potem okazało słusznej) obawy przed prawdziwością plotek (bo kto normalny miał wierzyć w to że wiozą ich zabić i przerobić ich na mydło?) oddawali swoje dzieci w ręce obcych ludzi by była dla nich jakakolwiek szansa ratunku... Alternatywą było zginięcie razem z nimi w obozie, albo podczas próby ucieczki...

I nawet zakładając że wizje Anakina były mu podsuwane przez Sidiousa, to ta na Mortis nie, a się sprawdziła. Luke też miał wizje które okazały się prawdą, nie ma więc żadnego powodu by tym wizjom nie ufać;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Wódka nie piwo, piwo to za mało będzie

Okej po raz ostatni - tak wilki mu powiedziały co miał zrobić i on to zrobił.
ALE to o czym my piszemy z Finsterem - samo założenie, że wilki MUSZĄ mu powiedzieć a on MUSI to zrobić co Moc chce, jest błędne. I daje zły przekaz.

Bo jasne wychodzi efektownie i dramatycznie, ale jak już pytałam po wielokroć DLACZEGO?
Dlaczego zdecydowano się na taką ścieżkę? Dlaczego jak miano postać z tak cudnym potencjałem, tak fajnie rozwiniętą, która radziła sobie z porażkami, która była wsparciem, która racjonalnie patrzyła na świat, która była świetnym mentorem (słuchającym i WSPIERAJĄCYM ucznia a nie gadającym mu, sorry młody, Moc tak chciała), która była zastępczym ojcem dla całej poskładanej rodziny (jak bardzo żywy temat obecnie). Dlaczego tej postaci nagle kazano zapomnieć o wszystkim i podążyć ścieżką Mocy do śmierci?

Dlaczego mamy to podziwiać i się zachwycać, skoro to jest kolejny schemat, mistrza co odchodzi?

Dlaczego nie olano przepowiedni czy czegokolwiek wilków i nie pozwolono mu ŻYĆ dalej? Odpowiedzialnie, wciąż zmagając się z przeciwnościami. Dlaczego nie pokazano dzieciakom (targetowi zauważ), że właśnie takie życie jest równie cool, choć czasem ciężkie i niewdzięczne. Że Moc która nas otacza i spaja wszystko i łączy i jednoczy, nie zmienia ludzi z tak ogromną wolą życia w samobójców (tu się będę upierać - może i się poświęcił, ale to BYŁO samobójstwo).

O to mam żal. O podążenie najprostszą ścieżką i wypatroszenie poniekąd postaci w tym celu.

A co do wizji - wizje Ezry wcale się nie sprawdziły, a raczej sprawdziły się ale miały ZUPELNIE inny kontekst. I o mały włos by bardzo dużo nie popsuły. Dlaczego Kanan zakłada, że w biznesie wizjowym jest lepszy?

I z mojej strony koniec, bo ciąg dalszy to serio gdzieś, kiedyś na żywo

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Z Tobą miałem już mniej więcej uzgodnione niezgodności;p Został jeszcze Finster;p

Ja Was z jednej strony rozumiem... tylko że SW od zawsze było opowieścią o mistycyzmie, tajemniczej sile i wierze? SW to jeden wielki zlepek różnych religii i filozofii. W mojej ocenie to dzięki temu elementowi SW jest takim fenomenem. Lucas słusznie podkreślał jak wiele twórców błędnie założyło że chodziło o efekty specjalne więc robiło drogie filmy o statkach kosmicznych i jedyne co osiągnęli to strata dużych sum pieniędzy...

W pewnym sensie tak jak napisałaś w poście wyżej Twój Kanan faktycznie przestał być Kananem w Rebel Assault...
W mojej ocenie zastąpienie drogi do miasta przez wilka jest dokładnie tym co przydarzyło się Szawłowi w drodze do Damaszku. Ta przemiana Kanana może wydać się nagła, ale tak samo było w przypadku Szawła, który z osoby prześladującej chrześcijan stał się apostołem i poświęcił swoje życie Jezusowi... To ścięcie włosów jednoznacznie symbolizuje że mamy tu doczynienia z nowym "nawróconym" Kananem...

I na pytanie DLACZEGO, jest tutaj chyba tylko jedna odpowiedź, która niestety Cię nie usatysfakcjonuje - bo Moc tak chciała/tak potrzebowała...

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Znaczy w temacie tego umówienia się na wódkę to ja jestem pozytywnie nastawiony i nie trzeba mnie przekonywać Jakby co zapraszam, mam duży wybór materiału do badań kulturoznawczych i trochę lokalnych słoików. No i - last but not least - na końcu mojej kanapy opiera się koniec wielkiego minusa morału odcinka "Dume"

Ja oczywiście rozumiem Twoje argumenty tylko jak pisała koleżanka wcześniej - to jest zupełnie inny Kanan niż ten którego znamy wcześniej (z książki, komiksu też). I nie, on nie jest "nawrócony", on jest zupełnie kimś innym.

A co do słuchania się mocy i konsekwencji. Wiesz, robiąc sąd nad pewną małą dziewczynką bardzo mądrzy Jedi z rady bardzo mądrych Jedi zdali się na moc. I ta moc im poradziła tak, że tylko pozazdrościć. Gdyby nie jeden uparty i negujący decyzje rady to skończyłoby się tragedią.

Jak już się doczołgam do jakiegoś normalnego kompa, to wkleję linka do jednej wypowiedzi, podsumowującej to co rozpisaliśmy w tym topicu.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Paweł z Tarsu mimo wszystko był Szawłem;p Chociaż fakt, że zachowywał się całkowicie inaczej

Co do sądu nad pewną dziewczynką:
- mądrzy powinno być w " "
- oni nigdy nie zdali się na Moc, w ich przypadku to tylko i wyłącznie wymówka, sami przecież przyznali w AOTC że ich zdolności w Mocy, głównie te do odczytywania przyszłości a więc właśnie Woli Mocy osłabły, co Yoda postanowił zataić przed Senatem by ich wrogowie się o tym nie dowiedzieli
- Rada Jedi wydała osąd mając na uwadze tylko i wyłącznie dobro swoich stołków, chcąc przypodobać się Kanclerzowi postanowili poświęcić Ahsokę. Najlepsze że te podlizywanie nie przyniosło spodziewanych efektów to później głosowali na złość Kanclerzowi patrz ranga Anakina czy wysłanie go na Utapau;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

-Poświęcać się mogą tylko osoby samotne? Skąd w takim razie wdowy, sieroty? Śmierć nie jest taka wyrozumiała i nie zabiera tylko tych którzy nie mają nic do stracenia...

Jeszcze raz. Nie mam nic przeciw poświęceniu, tylk oże tu nie ma poświęcenia, bo nie ma takiej potrzeby. Jest wystarczająco dużo czasu żeby się zebrać i odlecić - więcej nniż traci na dojście od pojazdu do płomieni. Tu nie ma poswięcenia, jest głupie, bezsensowne samobójstwo. W pięknej, wizualnej otoczce, przyznaję.

Obiecany wpis, z którym trudno się nie zgodzić:

https://68.media.tumblr.com/d53b42d50e237c260700bc903b67e6b2/tumblr_p1yhyeZZJZ1v8weo3o1_1280.png

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Co do wpisu, ośmielę się nie zgodzić: https://www.youtube.com/watch?v=wk0bRElYuXk

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Dobra, walnę poważny post, chociaż może trochę się z tym spóźniłem, heh. Małe podsumowanie waszej wymiany opinii:

1. Dlaczego Kanan nagle wierzy w wizje?
Kanan ostrzegał Ezrę przed wizjami nie dlatego, że "chrzanić Moc i jej wizje, jesteśmy kowalami własnego losu", tylko dlatego, że są one często są niejasne i trudne do zinterpretowania. W tym odcinku wszystko wskazuje na to, że wizja Kanana była tak klarowna, jak tylko się da (poza szczegółami, jak Rukh). Cały czas jest wręcz nienaturalnie pewny siebie i opanowany. On po prostu wie, co się stanie i wie, że musi podjąć tę decyzję.

2. Czy "wywalono do kosza" cały rozwój postaci Kanana przez trzy i pół sezonu?
No nie powiedziałbym. Dla mnie wszystko ładnie prowadzi właśnie do tego punktu. Przez wiele lat tłamsił w sobie swoje Dżedajstwo. Ujawnił się w "Spark of the Rebellion" i od tamtej pory przeżył wiele dziwnych rzeczy, które zmieniły jego światopogląd - "Fire Across the Galaxy", pasowanie na Rycerza w wizji, Malachor, Bendu, w końcu wilki. To jest droga od kosmicznego kowbojowania do uduchowienia i wiary.

3. Najważniejsze pytanie: WHY? (in-universe)
Zakładam, że Kanan wie, co się wydarzy, bo miał wizję. Ma dwa cele - ekstrakcję Hery i oryginalną misję (zniszczenie zbiorników paliwa bądź fabryki Defenderów). Po wykonaniu pierwszego zadania wydarzenia same nakierowują go na to drugie: traci miecz, pakują się na szybowiec, a najbliższym sensownym punktem zbornym wydaje się być magazyn paliwa. Wizja się wypełnia. Ale prawdopodobnie wilki "powiedziały" mu, że jest coś jeszcze: myślę, że bez jego woli nie byłyby w stanie same przekazać Rebelsom, że mają iść do świątyni. Może nawet same nie wiedziały jakie konkretnie niebezpieczeństwo zagraża Lothalowi, i potrzebowały do tego DUME`a.
Nie wiemy co dokładnie widział Kanan, ale podejrzewam, że nie postanowił sobie tam spłonąć "bo tak". Oto kilka opcji alternatywnych:
- pakują się jak najszybciej do kanonierki i odlatują, zanim AT-AT w ogóle strzeli. Prawdopodobnie zdejmą ich TIE (nie ma dywersji w postaci wybuchu. Gdyby dało się tak łatwo wlecieć/wylecieć z miasta, nie używaliby szybowców). Nawet jeśli przeżyją, to fabryka stoi jak stała, a Palpie po jakimś czasie odkrywa Gateway i wszyscy są w d.
- czekają, aż AT-AT wystrzeli, a potem pakują się do kanonierki. Padł argument o tym, że by zdążyli, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne - jeśli Kanan nie zostanie tam i nie powstrzyma eksplozji, wszyscy spłoną, a jeśli wydaje się, że może być inaczej - to tylko magia ekranu, żeby nadać sytuacji przejrzystości (tak jak zawsze mija pewien czas pomiędzy wystrzałem z blastera a osiągnięciem celu przez promień). Gdyby wszystko pokazali w ułamku sekundy, dzieciakom ciężko byłoby się połapać co się właściwie dzieje. W każdym razie Rebelsi nie żyją, fabryka być może przestaje funkcjonować, ale Palpie i tak zdobywa Gateway.
Jak widać Kanan wybrał jedyne słuszne wyjście z tej sytuacji.

4. Najważniejsze pytanie: WHY? (out-of-universe)
Wszyscy dobrze wiemy, że Kanan musiał odejść. Kanan jest Jedi, a Jedi ma nie być w Galaktyce podczas szkolenia Luke`a. Więc go uśmiercili. Przesłanie jest takie, że postąpił jak prawdziwy Jedi: poświęcił się dla sprawy, stawiając dobro ogółu ponad własne szczęście i związek. Ważnym jest tu podkreślenie, że wypełnił misję: fabryka nie pracuje, świątynia zakopana. Fakt, że trochę za słabo to podkreślili w "DUME", przez co można mieć wrażenie, że jego śmierć jest "na marne". Ale wg mnie "World Between Worlds" świetnie to naprawia.

5. Kanan+Hera, czy to by się w ogóle tak dało?
Nie chcę tutaj podważać całych lat dyskusji o tym shipie, bo sam jestem zwolennikiem. Byłem praktycznie pewien, że oni od początku "są razem", tylko nigdy nie jest to pokazane wprost w serialu, dlatego mnie też zszokowało, że Hera po raz pierwszy wyznała mu miłość dopiero teraz, pod koniec. Ale potem pomyślałem sobie, że to nie jest wcale takie bez sensu. Twi`lekowie mają trochę inne podejście do związków. Patrząc na Herę z początku ich znajomości, która była "wild card", temperamentem bardziej przypominając Jyn Erso niż spokojną Herę z Rebelsów - może byli przez jakiś czas razem, ale wyłącznie fizycznie? Cóż, to pasowałoby do tego, że pocałunek wydaje się Kananowi nihil novi, ale wyznanie miłości już tak.
Tylko czy to wyznanie naprawdę tak wiele zmienia w decyzjach Hery?
Nie oszukujmy się - Hera nigdy nie odeszłaby od Rebelii. Walka przeciwko reżimowi to dziedzictwo jej ojca i coś, co definiuje jej życie praktycznie od zawsze (nawet jeśli za młodu Cham próbował trzymać ją od tego z daleka). Zakładając, że Galactic Civil War może trwać przez wiele lat, pewnie mogliby być razem, ale tylko jako rebelianci. Nie mogliby odciąć się od walki i zamieszkać szczęśliwie na farmie na Lah`mu czy innym Saleucami, bo to po prostu nie są, nigdy nie były, i (jak zakładam) pewnie nigdy nie będą priorytety Hery. Wspólna dezercja i "ucieczka" nie wchodzą w rachubę - po resztę odsyłam do punktu 3.

W końcu!

W końcu nie jestem sam w tej dyskusji;p
Co do drogi Kanana, dodałbym jeszcze to: https://www.youtube.com/watch?v=hVkhOKRY7-Q

Słowa Inkwizytora o tym jak opuścił swoją mistrzynię i Zakon Jedi w chwili w której potrzebowali go najbardziej z całą pewnością również miały wpływ na decyzję Kanana... "You couldn`t save your master then and you can`t save your followers now"... Jak dla mnie jego poświęcenie to też sposób na "odkupienie" zostawienia na śmierć swojej mistrzyni przez co z pewnością długo miał wyrzuty sumienia...

Re: W końcu!

Ja tam od początku jestem po Twojej stronie Tylko nie bardzo chciało mi się wchodzić w dyskusję, bo Finster i vilkala mają zupełnie inne spojrzenie to wydarzenie i raczej nie ma szans przekonać ich naszymi argumentami. Dla nas jest to racjonalne, dla innych może nie być.

No.. ale pierwsze emocje opadły i coraz bardziej doceniam kierunek, w którym poszedł Filoni w sezonie 4.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

1. OK. Ale wiemy że z wizjami trzeba ostrożnie i najlepiej kijem z odległości

2. To jest droga od kosmicznego kowbojowania do uduchowienia i wiary - OK. Tylko gdzie tu mamy miejsce na "efektowne, zaplanowane samobójstwo"?

3. Możesz sprawdzić ze stoperem w ręku (co pisałem na początku). Wchodzi do pojazdu, razem z Ezrą się odepchną jeszcze dalej, mają wiecej czasu. On ich bardzie jnaraził idąc do płomieni niż do letadełka. Potem mogą wylądować gdzieś przy włazie i uciec kanałami jak to robili wielokrotnie.
Najważniejsze - poprawcie mnie jak się mylę, bo nie chce mi się tego kolejny raz oglądac - to Nie Kanan porponuje lot do zbiornika, tylko Hera, bo nagle ma ochotę się przelecieć (stalowym szybowcem bez wyciągarki). A Kanan chciał zdaje się poczekać na Ezrę i Sabinę tam bdzie byli. Ok. mogę przyjąć że MUSIAŁ powstrzymać Palpiego przed infiltracją światyni i to było jego celem. Ale nie po to żeby "wymienić" się za Ahsokę, bo to sensu nie ma.

4. Wszyscy dobrze wiemy, że Kanan musiał odejść. - owszem, odejść w sensie zniknąć. W EU masa Jedi przeżyła i nikomu to nie przeszkadzało. So what`s the problem? Można to był orozwiązać na 1001 możliwych sposobów, choćby poważne rany wymagające ługiej rekonwalescencji, śpiączkę czy inne whatever. Od idą razem z Ezrą do świątyni, nawet neich uratują Ahsokę, potem niech Ezrasz zginie i wtedy załamany Kanan z poczuciem winy rzuca wszystko i wyjeźdza w Bieszczady.

5. Co do navetty, to też wydaje mi się że byli razem od dawna (inaczej, po kiego by się stresował przy Chamie vel teściu), tylko po prostu nie uważali za stosowne wyrażania tego za pomocą wielkich a często pustych słów, czy okazywania tego przy wszystkich, żeby ich nie wprawiać w zakłopotanie.

Nie oszukujmy się - Hera nigdy nie odeszłaby od Rebelii.
Ok., niech nie odchodzi. Niech odejdzie Kanan (można wymyslić 1001 powodów, patrz wyżej) i gdzieś na nią czeka na jakimś zadupiu wszechświata, a onas po Jakku nich do niego wróci. A tak to spieprzył to wszystko głupek w kapeluszu. No ale Hana też chciano uśmiercić w TESB...

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Finster Vater napisał:
3. Możesz sprawdzić ze stoperem w ręku
-----------------------

No to dla mnie jest ta wspomniana magia ekranu. Mogę też sprawdzić ze stoperem w ręku, że między wystrzeleniem z blastera a trafieniem w odległy o 4 metry cel mijają zwykle około 3 sekundy, ale wtedy nie trzeba by było być Jedi, żeby odbijać strzały mieczem. Przyznaję, że to tylko moja interpretacja - ale bywałem już Mistrzem Gry i wiem, że jeśli scenarzysta mówi, że nie da się zdążyć - to się nie da, nawet jeśli wizualnie wydaje się inaczej.


to Nie Kanan porponuje lot do zbiornika, tylko Hera, bo nagle ma ochotę się przelecieć (stalowym szybowcem bez wyciągarki). A Kanan chciał zdaje się poczekać na Ezrę i Sabinę tam bdzie byli.
-----------------------

Trochę tak było, ale nie bardzo mogli tam zostać, bo Kanan stracił miecz, a na balkon wylazło pełno szturmowców. To mam na myśli mówiąc, że wydarzenia same nakierowują go na to, co ma się wydarzyć. Natomiast zdecydowanie masz rację, że "wymiana" na Ashokę to tylko bezsensowne widzimisię Filoniego i też wolałbym, żeby jej historia skończyła się na Malachorze.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Czyli jednak tgo NIE zaplanował i spokojnie mógł się uratować, i nie była to jakaś wizja i przeznaczenie "muszę do zbiornika się wysadzić" - nie. Poleciał na misję żeby ratować Herę, a nie po to żeby zginąć. Ani TYM BARDZIEJ dokonać wymiany za pewną ex-padawankę - Filonio opowiada jakieś bzdury tutaj.

I - wiem że magia TV i "prawda czasu, prawda ekranu" - ale skoro tego NIE zaplanował tylko się tam znalazł bo go wydarzenia nakierowały, to spokojnie mógł odlecieć. Co więcej, w czasie odlotu mógł - odpychając wybuch mocą dostać solidnych obrażeń, zapaść w śpiączkę i elegancko usunąć się z serialu i okresu OT po czym odnaleźć się w okresie post Jakku.

To teraz proszę jeszcze to tak zretconować.

Zablokowany - ok, rozumiem że byli ludzie którym przeszkadzało, byli którym nie przeszkadzało, moja wina że uogólniłem. Niemniej, widać że można było, a świat SW (nawet ten legendarny) bez końcówki Republic, Dark Times [to jest dla mnie creme de la creme SW) czy nawet "Legacy" byłby o wiele uboższy.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Finster Vater napisał:
Zablokowany - ok, rozumiem że byli ludzie którym przeszkadzało, byli którym nie przeszkadzało, moja wina że uogólniłem. Niemniej, widać że można było, a świat SW (nawet ten legendarny) bez końcówki Republic, Dark Times [to jest dla mnie creme de la creme SW) czy nawet "Legacy" byłby o wiele uboższy.
-----------------------
Nie jestem ekspertem od Legacy ale czy jedynym elementem, który pochodził ze starej republiki nie była ta chińska kopia Dartha Bayne`a? początek spoilera Chodzi mi o tego bylego rycerza jeedai, który został pokonany przez Kenobiego gdy próbował ze swoją tuskańską armią wybic farmerów na Tantooine a następnie po wygnaniu (Kenobi odłonił mu twarz a to w kulturze Tuskenów jest czymś haniebnym bo oni nigdy nie zdejmuja tych łachów) przykleiły się do niego korale yuuzhan vongów i został lorfem sithów? Najbardziej mnie rozbawiło jak udał się na Koribban, żeby pogadać z przeszłymi lordami sithów a oni go wyśmiali gdy żebrał od nich pomoc koniec spoilera
Bo jeśli tylko o niego chodzi bo mogłoby go nie być Dla mnie jedyną ważną postacią był duch Luke`a no i Darth Talon

Re: Z matematycznego punktu widzenia

No ale pana DK znamy jeszcze z "Republiców", tak więc tego. No i bez niego to cała historia nie miała by jednak sensu. Poza tym jest jednak trochę przeżyłych Jeedai, też znanych z "Republic" czy "Dark Times". Wszystko się ładnie łączy.

A DT to taka schutta, wprowadzona tylko po to, żeby któryś ze Skywalkerów przeleciał sithkę

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Finster Vater napisał:
No ale pana DK znamy jeszcze z "Republiców", tak więc tego. No i bez niego to cała historia nie miała by jednak sensu. Poza tym jest jednak trochę przeżyłych Jeedai, też znanych z "Republic" czy "Dark Times". Wszystko się ładnie łączy.
-----------------------
Wciąż go nie lubię, chyba najgorszy sith jaki mógł powstać Jak nie mialaby sensu daliby Darth Talon jako główna złą i byłoby cacy A co do reszty to najko fan poprzedniego kanonu nie mogę się nie zgodzic że bylo to dobrze zrobione ;p ale nie oszukujmy się Filoni nie ma takiego talentu jak tamci twórcy.
Finister Vader napisał:
A DT to taka schutta, wprowadzona tylko po to, żeby któryś ze Skywalkerów przeleciał sithkę
-----------------------
Influence lost: Zablokowany
Influence lost: Zablokowany
Influence lost: Zablokowany
Influence lost: Zablokowany
Influence lost: Zablokowany

Re: Z matematycznego punktu widzenia

-Influence lost: Zablokowany

No nie zauważyłeś emotki na końcu Przyznaję, żarcik kiepski i na poziomie 5-latka, no ale. Zresztą to cytat z Cada.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Chyba wyciągasz odrobinę za daleko idące wnioski... Faktycznie to Hera pierwsza rusza do szybowca, ale chwilę wcześniej Kanan w poważnym tonie "musi jej coś powiedzieć" co brzmi trochę jak "ja już nie wrócę" a na spychanie szybowca reaguje jedynie krótkim "what are you doing?". Może po prostu chciał tam podlecieć kanonierką? W każdym razie jak byli już w powietrzu to Kanan proponuje cel podróży - "can you make it to fuel depot?"

Co do "wymiany" za Aśkę, ona wcale nie jest taka bezsensowna...
Zauważ że portal do "świata pomiędzy światami" zamyka się praktycznie zaraz za nim - próbujący podążyć za nim szturmowcy uderzają w ścianę. I biorąc pod uwagę to czym było to miejsce, jaki miało cel i dlaczego istniały do niego drzwi ma to jak najbardziej sens. Mianowicie w to miejsce miał się udać Wybraniec - "The Chosen One". Jak sama wskazuje chodzi o tylko jedną osobę;p Wybraniec miał wejść w miejsce gdzie mógł mieć wpływ na wszystkie wydarzenia, przywrócić Równowagę Mocy, a następnie wyjść i zamknąć Świątynię na zawsze jako iż nie będzie już potrzebna. Jak wiemy już z TCW Anakin wybrał nieco inną ścieżkę wypełnienia swojego przeznaczenia...

I teraz wiemy że do środka może wejść tylko jedna osoba, wiemy również że tym miejscem interesuje się Palpatine i że jedna osoba nie ma najmniejszych szans powstrzymać Imperatora. Teoretycznie będąc już w środku możemy sobie "ściągnąć" dowolną pomocą, ale przy nieskończonej ilości portali trafić na jakiś właściwy zajęłoby wieczność? Przydałaby się pomoc... a kto może wejść do "świata pomiędzy światami" inaczej niż przez drzwi? Ano któreś z Władców Mocy, no i tutaj trafiamy do Córki i do Ahsoki;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Naprawdę doceniam że budujesz mi złote mosty, i logicznie to uzasadniasz, ale na dzisiaj to jednak nie, może później...

Koniecznie trzeba kiedyś, gdzieś się przy jakiejś wódce spotkać.

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Nie robię tego tylko dla Ciebie
Pytania i wątpliwości często masz i słuszne, a ja jakoś swój Kanon też muszę poukładać
Co do spotkania przy jakieś gungańskiej jestem jak najbardziej za, z tym że ja raczej to SŚFSW ewentualnie DFy bo tam nie potrzebuję wizy;p

Jedyna słuszna interpretacja

W każdym razie, rób to dalej, dobrze Ci idzie

To ja też spróbuje:

W każdym razie można już ustalić jedynie słuszną wersję interpretacji tego co zobaczyliśmy.

Kanan nie ma w ogóle żadnej intencji popełniania samobójstwa, wymieniania siebie za kogoś innego. Nic z tych rzeczy
Ma „misję od piesków”, aby zamknąć portal raz na zawsze, żeby Palpek się do niego nie dobrał. To jest zadanie, które jest ważniejsze dla losów galaktyki niż jakaś Gwiazda Śmierci czy inna fabtyka TIE Defenderów. Być może przewiduje, że w tej misji będzie musiał wpierw wyciągnąć Ahsoke, i dalej wykonają ją razem.
Początkowo nawet nie zamierza iść na akcję odbicia Hery, tylko skoncentrować się na własnej misji – no, ale w końcu idzie o Herę, to zmienia zdanie.
Wszystko idzie dobrze, są „przejściowe trudności” i strata miecza, ale zarach ich Sabinka z Ezraszem zabiorą i będzie dobrze
Hera ma kaprys przelecieć się szybowcem. No kto potrafi odmówić ukochanej kobiecie niech pierwszy rzuci kamieniem.
Lądują na zbiorniku (bo najwyższy w okolicy) i czekają na transport (bo stamtąd będzie ich łatwo zabrać)
Niestety, następuje cała seria niefortunnych zdarzeń.
Najpierw Pryce, jak jakaś oszalała furiatka każe strzelać w zbiorniki paliwowe. Thrawn już jej za to podziękuje.
Potem Kanan, nie znając się na fizyce płynów i chemii materiałów łatwopalnych, pod wpływem impulsu rzuca się by powstrzymać płomienie. Nie dlatego że ma wizję iż musi zginąć, tylko znowu – by ratować ukochaną kobietę. I przy okazji Ezrasza, bo teraz tylko on będzie mógł wykonać „misję od piesków”. Nie kalkuluje w takiej sytuacji „na chłodno” tylko działa z potrzeby serca, dla ratowania tych których kocha. Bo to Kanan. I niestety ginie.

A dalej to już szło tak jak to Lord Budziol opisał.

Re: Jedyna słuszna interpretacja

Mr Finster, welcome back! We missed you.
Od razu lepiej
Myślę że jeśli taka wersja komuś bardziej odpowiada to jak najbardziej da się to w taki sposób wszystko ponaciągać by pasowało;p

Re: Z matematycznego punktu widzenia

Finster Vater napisał:
4. Wszyscy dobrze wiemy, że Kanan musiał odejść. - owszem, odejść w sensie zniknąć. W EU masa Jedi przeżyła i nikomu to nie przeszkadzało.
-----------------------
Tyle, że to przeszkadzało wielu osobom Wystarczy poczytać fora a jeśli nie chce ci się szukać to powiem szczerze, że mi to bardzo przeszkadzało więc już nie jest nikomu

A może

wizje Kanana i tak prowadziły do jednego końca, cokolwiek by nie zrobił?

Re: A może

Jego przeznaczeniem było zginąć wiele razy odkąd został Padawanem. Ale nie zginął, bo postanowił pokierować tym swoim statkiem o nazwie "Przeznaczenie".

Generalnie to Gwiezdne Wojny. Zakładanie, że każdy z głównych bohaterów kiedyś umrze może nie być takie oczywiste, bo istnieją byty takie jak Duchy Mocy czy istnieje technologia do radykalnego przedłużania życia.

Re: A może

Eeeeeeee, nie? To nie seria "Oszukać przeznaczenie" by chodziło tylko o to kiedy kto ma zginąć;p
Tutaj bardziej chodzi o to, co kto ma zrobić;p Czasem jest to coś z pozoru błahego, ale zawsze jest związane z wielkim planem Mocy... I to nie jest tak, że od razu po wykonaniu tego czego chce od Ciebie Moc musisz zginąć... raczej po prostu wtedy tracisz tę "przeznaczeniową" ochronę Mocy, coś jak Chirrut;p
No a czasem niestety z wypełnieniem swojego przeznaczenia wiąże się śmierć...

W każdym razie pamiętajmy: all is as the Force wills it

Re: A może

Czasami moc sobie żartuje tylko i nawet najmądrzejszy z najmądrzejszych, potrafiący materializować laskę z zaświatów, całkowicie błędnie ją odczytuje.

Re: A może

Ja nie pisałem, że Moc chce, aby ktoś umarł prędzej czy później. To fakt biologiczny, który w świecie Star Wars może być modyfikowany (ulepszenie ciała za pomocą technologii, czy porzucenie cielesnej powłoki ciała i zostanie Duchem Mocy). Moc otacza wszystko, jasne, jednak skoro może oddziaływać na wszystko, to równie dobrze może rzeźbić przeznaczenie.

Pisałem natomiast o tym, że w wielu źródłach wiedzy o Kananie (powieść, komiksy, no i przede wszystkim serial animowany) wychodzi na to, że wiele razy umykał on wydawałoby się temu, co nieuniknione - swojej przedwczesnej śmierci. Rozkaz 66, życie w szarej strefie wśród przemytników i gangsterów, potem wśród buntowników, teraz w Rebelii. Ostatecznie ciągle gonił go ten upiór, który wydał na niego lata wcześniej wyrok śmierci.

Dopiero obejrzałem

Dla mnie jeden z lepszych odcinków Rebels ever, emocje jak przy finale sezonu 2 albo walki Kenobi vs Maul. Obyło się bez łez, ale przyznaje, że leciutkie ciarki miałem.

+ przez cały odcinek poczucie zagrożenia i wyczekiwanie na nadejście nieuniknionego
+ śmierć Kanana - dla mnie fajnie zrealizowana i pokazana. No i ta muzyka. Po wszystkim odpowiednio dopasowane napisy końcowe.
+ "pijana" Hera
+ Tarkin, wspomnienie Krennica i powiązanie tego z projektem Thrawna
+ latawce - znacznie lepsze niż np. helikoptery z mieczy świetlnych

+/- nowa fryzura Kanana

- sadystka Pryce - nie pasuje mi zupełnie do Pryce z książki o Thrawnie

Re: Dopiero obejrzałem

mkn napisał:
albo walki Kenobi vs Maul.
-----------------------
Masz na myśli te trzy uderzenia po których umarła jedna z potężniejszych postaci w kanonie?

Re: Dopiero obejrzałem

Tak. Te 3 uderzenia + cała otoczka.

Re: Dopiero obejrzałem

Masz na myśli te trzy uderzenia po których umarła jedna z potężniejszych postaci w kanonie + jak stali naprzeciwko siebie po dwóch stronach ogniska przez ponad minutę? Przyznaję, że jak na ten serial faktycznie duże emocje, choć widziałem kilka odcinków, trailery i pojedyncze sceny. Ale ten dziesiąty i jedenasty też chyba obejrzę.

Re: Dopiero obejrzałem

Emperor Reek napisał:
Masz na myśli te trzy uderzenia po których umarła jedna z potężniejszych postaci w kanonie + jak stali naprzeciwko siebie po dwóch stronach ogniska przez ponad minutę?
-----------------------
Tak, mam na myśli całą sekwencję przy ognisku, imho jest świetna.

Re: Dopiero obejrzałem

Chyba mój ulubiony pojedynek w SW. Po co napierdzielać przez 20 minut fikołki jak można to rozwiązać w stylu samurajskim.

Re: Dopiero obejrzałem

Taa...po co pokazać coś co wygląda genialnie i na bogato; jak można pokazać coś fatalnie, na "odwal się", i baardzo ubogo.
Filoni spartaczył pojedynek Maul&Kenobi tak że bardziej chyba nie można.

Re: Dopiero obejrzałem

Mogli walczyć latając w próżni.

Re: Dopiero obejrzałem

<3 W punkt, Mistrzu.

Re: Dopiero obejrzałem

Spartaczył?, Chyba ominęło cię, że cała walka toczyła się w ich głowach. No, ale niektórzy kupują tylko bezmyślne machanie cepem.

Re: Dopiero obejrzałem

Nie każdy potrafi docenić minimalizm, zawarcie tego co najważniejsze w jednej krótkiej scenie.

Nie ma nawet JEDNEJ walki w TCW, która dorasta do poziomu pojedynku Kenobi vs Maul z Rebels.

Re: Dopiero obejrzałem

Nie każdy łyknie każdą bzdurę, którą partacz sprzeda; by usprawiedliwić swe partactwo.
I nie. W całym TCW nie ma gorszej sceny walki na miecze świetlne niż to badziewko z Rebels.

Re: Dopiero obejrzałem

Ok. Nie mam zamiaru próbować Cie przekonywać.

Re: Dopiero obejrzałem

Nie no nie przesadzajmy, w TCW są lepsze sceny walk. Ale są też i gorsze.

Żeby zrozumieć tę scenę trzeba zobaczyć końcówkę walki QGJ z Maulem w TPM. Tutaj rogaty chce powtórzyć całą, wtedy zwycięską sekwencję, tylko zapomina że Kenobi ją widział i się na to nie nabierze.

Princess, jak lubisz PT i TPM, to to jest dokładnie ta sama walka, tylko tym razem Maul przegrywa.

Re: Dopiero obejrzałem

No i właśnie to mi się tak podoba w tym pojedynku:
- klimat tej sceny, świetne kolory, światłocień. Ja jestem kupiony stylem graficznym Rebels (z tego co wiem większość ludzi preferuje ten z TCW)
- walka w stylu Samurajów
- oddanie szacunku Maulowi przez Kenobiego
- mądrość Kenobiego, świadomość tego, że Maul jest porywczy, przepełniony ciemną stroną

W ogóle ta scena pokazuje jakim wymiataczem był w tym okresie Kenobi, jak wiele się nauczył podczas pobytu na Tatooine. Bo gdyby Kenobi zaczął skakać po skałach, kręcić młynki to byłoby to przeraźliwie głupie i adekwatne. A Filoni, moim zdaniem, idealnie wszedł w skórę Kenobiego - mędrca, który skoki i nadmierne wymachiwanie mieczem ma już dawno za sobą. Kenobiego, który dokładnie wie co ma zrobić. Kenobiego, który jest po prostu lepszy od Maula.

Tak żeby było jasne, bardzo lubię TCW i niektóre arci sprawiły mi ogromną przyjemność. Ale bardziej cenię rozwój Anakina i Ahsoki przez wszystkie sezony, absolutnie genialne podejście do klonów, rozwinięcie wątku Rady Jedi czy bogactwo świata przedstawionego. Rebels nie jest tak bogate, drugie plany często świecą pustkami, ale moim zdaniem Rebels opowiada lepszą historię jako całość. Rozumiem, że Ty i vilkala jesteście zawiedzeni tym w jaki sposób rozwiązano wątek Kanana, więc pewnie nie zgadzacie się z tym co mówię. Dla mnie jednak Kanan to jedna z najlepszych postaci Nowego Kanonu jeśli nie najlepsza i właściwie ciężko mi się przyczepić do jednej postaci, no może poza Ezrą. Bo Ezra to taka Ahsoka z TCW, tylko, że Ahsoka pod koniec była już zupełnie inną Ahsoką. Z głupiutkiej i irytującej postaci stała się silnym, myślącym użytkownikiem Mocy (jak na standardy bajki i młodej postaci). Co do Ezry to zostało nam 5 odcinków, czyli 5*20 + 90 minut = 190 minut. Jest jeszcze trochę czasu, ale skoro na początku 4 sezonu Ezra macha do Imperialnych jak małe dziecko to chyba Ezra pozostanie tym Ezrą.

Co do walk w TCW - jasne, jest pare perełek, ale i tak bardziej przemawia do mnie Kenobi vs Maul. Bo oddaje idealnie charakter tych dwóch postaci i jest jednocześnie bardzo klimatyczne. A w TCW najbardziej chyba lubię pojedynki na Mandalore i Anakin vs Barriss.

Re: Dopiero obejrzałem

Princess Fantaghiro napisał:
I nie. W całym TCW nie ma gorszej sceny walki na miecze świetlne niż to badziewko z Rebels.
-----------------------
Bzdura, w całym TCW jest mnóstwo gorszych scen walki na miecze świetlne.

Re: Dopiero obejrzałem

To Twoja opinia, masz do niej prawo. Jednak patrząc na scenę pojedynku Maula z Kenobim w sposób jak najbardziej obiektywny, można zobaczyć same plusy tej walki, stawiając ją w roli jednej z najlepszych w całym uniwersum. Chodzi tutaj o m.in.:
* grę świateł, umiejętnie pokazane cienie, emocje postaci, kąt ukazania tego momentu "gaszenia ogniska"
* klimat
* muzyka
* nawiązania do walk samurajskich mistrzów, gdzie np. jeden błąd ze strony któregoś z nich wystarczy by przegrać z kretesem
* motyw walki toczącej się w głowach przeciwników
* motyw przebaczenia (może również motyw odkupienia?)
* minimalizm, który wyraził więcej niż gdyby walka była maksymalnie efekciarska

Można to rozwijać, ale wtedy bym już musiał dodać coś subiektywnego. Dlatego pozwolę sobie na to w dalszej części posta.
Przed walką Kenobi vs Maul obstawiałem, że nie będzie ona może długa na pół odcinka, ale dostaniemy coś w deseń fanservice`u: efekty, skoki, uderzenia klingi i klingę, zwycięstwo Kenobiego, koniec odcinka. To było coś łatwego do przewidzenia i z pewnością wielu fanów by to uradowało. Ja sam obstawiałem taki obrót sytuacji i byłem sceptyczny słysząc, że ta walka wyszła inaczej.

ALE! Sceptycyzm zniknął na rzecz zachwytu, gdy obejrzałem tę walkę na jednym z klipów na YouTube. Potem znowu, żeby dostrzec małe szczególiki, i znowu. Nie wyszła zgodnie z moimi oczekiwaniami, to fakt. Wyszła o wiele lepiej. Klimat, warstwa audiowizualna, dialogi, znaczenie (w końcu dwaj dawni wrogowie spotkali się po latach, już jako starsi użytkownicy Mocy). Generalnie wielu przedmówców napisało bądź zasugerowało już wcześniej, że ta walka jako pojedynek Maula z Kenobim była świetna. Dla mnie była jedną z najlepszych walk na miecze świetlne.

Jasne, może komuś się ona nie podobać. Jednak przez swoją inność, artyzm i chociażby to, że prawdziwa walka miała miejsce w głowach obu pojedynkujących się (a nie tyle już w umiejętności machania mieczem świetlnym), pojedynek ten zyskał na walorze.

Mogli sobie skakać czy walić mieczem o miecz przez 5 minut. Tylko bardziej godnym wyjściem była właśnie taka forma tego pojedynku. Spotkałem się z głosami krytykującymi Maula, że przegrał jak uczniak. Tak, też miałem podobne myśli po pierwszym obejrzeniu klipu, ale po krótkim zastanowieniu się przypomniałem sobie, że te pozy nie były zamieszczone w odcinku bez przyczyny. Porównując je z walką Jinna i Kenobiego z Maulem z TPM widzimy głębię tej sceny. Maul przegrał, bo podszedł do sprawy nieostrożnie, dał się sprowokować i przygniotła go przeszłość. Kenobi podszedł do sprawy chłodno, wykorzystując w pełni swój potencjał walki i skupiając się na pojedynku, a nie na tym, co robił w przeszłości.

To coś jak reakcji Lei i Threepio na Luke`a Skywalkera na Crait z uwielbianego ( ) przeze mnie TLJ. Po seansie wiele osób pisało po Internecie, że Leia zachowywała się sztucznie, a C3-PO dziwacznie nawet jak na siebie samego. Przy całej krytyce, jaką sam wylałem na ten film, dziwi mnie narzekanie nadal m.in. narzekanie na tę scenę. Leia wyczuła, że fizycznie coś jest nie tak. C3-PO miał sensory, które widziały postać Luke`a, ale nie wyczuwały go jako istoty biologicznej. Stąd taka reakcja.

Tak samo jak w przypadku pojedynku Kenobiego z Maulem. Ten drugi przegrał, bo dał się wpuścić w maliny, ale nie tylko - przegrał bowiem sam ze sobą, nie był skupiony, co wykorzystał Kenobi. Pokazuje to, że jeśli dwóch starych i doświadczonych użytkowników Mocy staje do pojedynku, to może on być długi, ale też krótko, w zależności od tego który z pojedynkujących się pierwszy popełni błąd. Padło na Maula i to już na początku walki. I takie rozwiązanie mi się podobało oraz mnie przekonuje do teraz.

Re: Dopiero obejrzałem

No, brakowało choćby tego xDxD

https://i.imgur.com/4thrz.gif

Re: Dopiero obejrzałem

Jak śmiesz obrażać genialną myśl genialnego wizjonera Genialnego Dżordża!!!1!

Re: Dopiero obejrzałem

Dokładnie! U mnie może nie naj, ale na pewno jedna z ulubionych i zdecydowane top jeśli chodzi o walki z seriali animowanych.

W ogóle Maul miał szczęście do fajnych walk: na Naboo przeciwko Kenobiemu i QGJ, razem z Savagem przeciwko Sidiousowi, przeciwko Vizsli, no i przy ognisku przeciwko Kenobiemu. Wszystkie są świetne.

Re: Dopiero obejrzałem

Tak, to mu wyszło Zwłaszcza, ze przez tatę poniekąd wychowywałam się na Akirze i filmach samurajskich i mi to tak przepięknie dzwoniło tamtymi nawiązaniami. Rewelacyjna robota, zwłaszcza wymiana spojrzeń. Serio nie myślałam, że animacja potrafi to aż tak oddać.

Re: Dopiero obejrzałem

Ta scena to akurat jedna z nielicznych rzeczy, które faktycznie się udały w tym serialiku i faktycznie mnie osobiście się spodobały, więc to już o czymś świadczy Wreszcie ktoś pokazał autentycznie wyglądający pojedynek na miecze, utrzymany w takiej quasi-kendo stylistyce, przypominający wręcz zacną scenę z "Siedmiu Samurajów" Kurosawy. No ale jak kogoś jarają cyrkowe sztuczki i tandetne efekciarstwo rodem z filmów Bay`a, to pewnie minutowe ujęcie, podczas którego nie ma wybuchów, fikołków i młynków, może go znudzić (i piszę to z całą moją szczerą sympatią do prequeli)

obejrzałem

Obejrzałem dwa razy. Odcinek dobry:
+ Kanan ginie. Jako, że oczekiwałem tego od początku serialu, więc w końcu się spełniło. Poza tym wreszcie ktoś z załogi Ducha ginie, w prawdziwym świecie połowa z nich nie dożyłaby do końca 1. sezonu. Poza tym wreszcie jak robią coś głupiego (tutaj: stanie na dachu zbiornika paliwa zamiast zwiewać jak najszybciej) kończy się źle.
+ Hera na prochach. Dobrze gra, chociaż za szybko trzeźwieje.
+ Rukh rozbraja Kanana. Nie lubię opcji "mam Moc, więc jestem niepokonany".
+ Ezra. O dziwo tym razem nie bardziej mnie śnmieszył niż irytował (wybuch radości, "I`m a backup pilot").
+ Polityka imperialna. Liczy się to, kto będzie bliżej ucha Imperatora.

+/- Sterowce. Pomysł fajny, ale trochę za łatwo nimi sterują.

- Gdzie się podział złapany przez Imperium pilot? Czemu jego nie przesłuchują? Czemu jego nie ratują?
- Gdzie się podziały TIE? Czemu nie zostały wysłane w pościg za uciekającą ekipą?
- Pani gubernator. Jakoś widziałem ją jako osobę, która chce osiągnąć rezultaty, a nie kogoś kto torturuje dla przyjemności.

Ogólnie jeden z lepszych odcinków.

Re: obejrzałem

Może ten pilot zginął? Na pewno się dowiemy.

Re: obejrzałem

Chwila, chwila. Przecież to był Mart Mattin, chyba niezbyt uważnie oglądałeś.

Re: obejrzałem

Nie Mart ale ten "obcy" złapany wcześniej (nie pamiętam czy dowiedzieliśmy się co to za rasa), który też został zabrany na przesłuchanie.
Faktycznie, racja, ani słowa o nim.

Ktoś inny nieuważnie oglądał

Re: obejrzałem

He-he, może zginął? [2]

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Nie chcę wyjść znów na hejtera, ale nie "kupuję" tej śmierci Kanana. Gość mógł normalnie utrzymywać tę barierę z Mocy i się wycofywać na statek. Oczywiście tak się nie stało, bo Filoni chciał by było dramatycznie, a jak zwykle wyszło głupio. I te frazesy o miłości ze strony Hery. Większe wrażenie by robiło, gdyby Kanan o tym nie widział.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Zgadzam się z tobą całkowicie

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Filoni!!! Widzisz, głupku,nawet Lubsok widzi że skopałeś tę scenę koncertowo!

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Tak oczywiście! A drugą ręką mógł udusić Sidiousa Mocą na Coruscant jednocześnie myślami kierować mieczem tak jak Kreia by pozbyć się Pryce w AT-AT...
Widziałeś Ty kiedykolwiek SW? It`s not how the Force works;p
Nie mówimy tutaj o podnoszeniu kamieni, a o zatrzymaniu pożaru który "żyje" i próbuje się wydostać... Nawet Yoda miał mały problem z zatrzymaniem przewracającego się na Anakina i Kenobiego słupa, a Kanan to mimo wszystko całkowicie inna liga...
Brawa dla niego że tak długo dawał radę!

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Lord Budziol napisał:
Widziałeś Ty kiedykolwiek SW?
-----------------------

Nie widziałem. Co to? Jakiś kit dla dzieci?

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Tak myślałem... czyli internetowy standard - nie znam się ale się wypowiem;p

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Ale ty też się nie znasz.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Może, ale przynajmniej widziałem SW, to już coś;p

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

In the matter of fact, naczelnym Rebelsologiem i "tą od Kanana" jest tutaj Vilkala, a my jesteśmy jedynie lajkonikami.

Wypadałoby cos napisać

+Śmierć Kannana.Jest to dla mnie wielki plus z kilku powodów
-Główni bohaterowie nie są w końcu niezniszczalni
-Nie ma szansy na postać jeedai w okresie OT. To była jedyna rzecz wnerwiająca mnie w Legendach i wpłyneła na niedawny seans ANH rujnując ten moment:
The Jedi are extinct. Their fire has gone out of the universe. You, my friend, are all that`s left of their religion.
-Jest to bardzo honorowa śmierc dla dobrej postaci. Kannan musiał kiedyś umrzeć jak każdy człowiek ale nie zrobił tego na szpitalnym łóżku tylko broniąc ludzi na których mu zależało. Dla mnie jego smierć była dużo lepiej zrealizowana od śmierci Luka przez Force Skype Call :/
+Rukh za umiejętność walki
+ Thrawn i jego fascynacja Kalikori
+/- Szybowce były w porządku ale ta scena na tle slońca dziwnie wyglądała
+/- Zachowanie gubernator przy przesłuchaniu jeszcze bardziej upodobniło ją do Iriny Spalko ale głupota w stylu strzelania we wlasne zapasy paliwa to trochę zbyt dużo
-Zachowanie Kannana tuż przed uratowaniem Hery trochę zepsuło sytuację. Nie mówiąc o tym że zabił dr.Ball-a

Tak na marginesie czy powinienem się martwić że wszysykim podoba się zaćpana Hera?

Re: Wypadałoby cos napisać

Powinieneś - mi się ona podobała na początku, ale też sama nie upijałam się nigdy inaczej niż na wesoło zawsze. I to było takie raczej bezrefleksyjne oczarowanie i zachwyt jak Vanessa przepięknie zagrała to głosem.
A potem poczytałam kilka bardzo, bardzo mocnych komentarzy (Johnamarie Marcias z Wookiegunner, Alexina Duncan, najlepsza cosplayerka Hery itp) i mi się zrobiło bardzo nieswojo.
Ale to też temat na zupełnie inną dyskusję.

Ale okazuje się, że Pan Kapelusznik popłynął troszkę bardziej niż chyba sam przypuszczał.

Re: Wypadałoby cos napisać

To akurat dobrze że pozwił sobie na więcej. Rebels w sprawach jeńców wojennych było zbyt delikatne, zwłaszcza w porównaniu do TCW. Oczywiście Hera nie mogła zginąć bo kłóciłoby to się z RO zaś ukazanie fizycznego okaleczenia nawet namiarę filmowej interpretacji Kamieni na Szaniec byłoby bardzo odważnym krokiem dla serialu animowanego przeznaczonego dla dzieci to ciesze się że poszli przynajmniej w tę stronę

Re: Wypadałoby cos napisać

-Rebels w sprawach jeńców wojennych było zbyt delikatne

To zdziwienie szturmowców "to oni teraz biorą jeńców" jednak bardzo dużo sugerowało...

Re: Wypadałoby cos napisać

Wlaśnie to jest dziwne w tym serialu. Szturmowcy byli już zamknięci w ściekach, pozostawieni na śmierć w magazynie drufującym próżni kosmicznej, wysłani w kosmos gdzie się udusili, wysadzeni ładunkami, rozwaleni przez AT-PD, zrzuceni z dużej wysokości....ale Sabinka powstrzymała Zeba przed zabiciem kogoś gołymi pięściami

Re: Wypadałoby cos napisać

Dlatego odczuwam dysonans przy scenach podobnych do tej z Sabine, Zebem i Rukhem.

Niby serial ogląda wiele dzieciaków, więc nie chcą dawać brutalnych scen z Zebem katującego do śmierci Rukha.

Z drugiej strony mamy jakieś zamrożone zwłoki (i to z pierwszego, najbardziej "lajtowego", sezonu!), zabijanie wielu istnień, często niewinnych (np. imperialni mechanicy pracujący na różnych okrętach czy bazach), śmierć w wyniku uduszenia się w próżni...

No cóż, logiczne to to nie jest.

Re: Wypadałoby cos napisać

Wbrew pozorom jest to bardzo logiczne. W czasie wojny stuletniej Anglicy byli uważani za tchórzy, ponieważ używali łucznictwa na szeroką skalę. A rycerz ma zabijać mieczem, patrząc przeciwnikowi prosto w przyłbicę, a nie wygodnie się "okopywać" na pobliskim wzgórzu Zabijanie niedźwiedzia w bezpośredniej walce też było uważane za znacznie godniejsze niż ustrzelenie go z kuszy.

Póki nie widać trupa, albo póki trup staje się trupem po ustrzeleniu z broni dystansowej, to jest to uważane za "mniejszą" śmierć - taką, którą można wsadzić do serialu dla młodszej widowni. Ale skatowanie kogoś gołymi pięściami to już jest całkiem co innego, tutaj rating skacze natychmiastowo - to już jest bliski kontakt i "patrzenie w przyłbicę", więc śmierć bliższa, "cięższa", bardziej "naprawdę" - w przeciwieństwie do tchórzliwego, lżejszego zabijania "nie-naprawdę".

Jest to również jeden z wielu powodów, dla których piechota nie lubi lotnictwa - lotnik nie patrzy w oczy człowieka, którego zaraz pozbawi życia, więc to tak, jakby grał w grę komputerową. Nie mówię już nawet o dzisiejszych operatorach dronów...

Re: Wypadałoby cos napisać

No ale zdrajca kallus, jako imperialny jeszcze o tak zrzuca sobie osobiście szturmowca w przepaść.

Albo Ezrasz też kieruje "zdalnie" walkerem, zabija szturmowców a potem rzuca nim w pzepaść razem z kierowcą.l

W TCW nie takie rzeczy były, tutaj wystarczuło by żeby sabinka wyciągnęła blaster i strzeliła w Rukha offscreen (widzowie widzieli by tylko strzelający blaster), mówiąc to co powiedziała, a tak to - szkoda strzępić języka

Re: Wypadałoby cos napisać

Finster Vater napisał:
W TCW nie takie rzeczy były, tutaj wystarczuło by żeby sabinka wyciągnęła blaster i strzeliła w Rukha offscreen (widzowie widzieli by tylko strzelający blaster), mówiąc to co powiedziała, a tak to - szkoda strzępić języka
-----------------------
Jak już iść w tę stronę to vajlepiej byłoby gdyby Sabinka wycelowała blaster w stronę widza i pociągneła za spust Cos jak w "Żyć i umrzeć w Los Angeles"
https://youtu.be/Z5DEi0Fc774
Od 5:30

Re: Wypadałoby cos napisać

No to dokładnie się tutaj zgadzamy. Najpierw kamera na twarz Rukha, podem najazd w górę na Sabinke z perspektywy ziemii, widz widzi wyciągnięty i wycelowany w niego blaster, i pada strzał.

Serio było trudno tak to zrobić?

Re: Wypadałoby cos napisać

Z punktu widzenia etosu rycerskiego i pojedynku za pomocą broni białej długie łuki angielskie, z uwagi na swoją efektywność i zasięg, były rzeczywiście krytykowane, a tak jak mówisz - Anglicy bardzo lubowali się w wykorzystaniu łucznictwa na szeroką skalę. To samo z "odważnym" polowaniem na niedźwiedzie czy o tym, że "prawdziwy wojak" naciągał kuszę gołymi rękoma.

Z czasem jednak każdy się przyzwyczaił do długich łuków angielskich i ich taktyki. Produkowano lepsze zbroje, a płytówki z czasem stały się słabe przeciwko coraz szerzej stosowanych (w następnych stuleciach) armatom, a broń palna z czasem wyparła łuki.
Samo podejście do wojny z punktu widzenia zgody z etosem rycerskim też nie było takie różowe. Kusze były chwalone za skuteczność podczas krucjat, ale z uwagi na groźbę ich szerokiego użycia w wojnach pomiędzy władcami chrześcijańskimi podległymi Rzymowi, papiestwo zakazało jej używania jako zbyt śmiercionośnej i "niegodnej rycerza", za wyjątkiem jej wykorzystania podczas krucjat. To jednak nie powstrzymało szerokiego wykorzystania kusz i oddziałów kuszników w armiach europejskich.

Jednak brak logiki upatrywałem raczej w dość dziwnym podejściu do sprawy. Etos rycerski był popularny, więc łuki angielskie i ich wykorzystanie na szeroką skalę było krytykowane. Jednakże w Rebelsach jakiś "etos rebelianta" polegał na buncie przeciwko Imperium i wykorzystaniem wszystkiego, co może tylko Imperium osłabić (niszcząc np. obiekty bądź przekonując Impy do dołączenia do Rebelii). Zatem powściągliwość Sabine jest o tyle dziwna, że sama doprowadziła do wielu przykrych wydarzeń, w których nie ginęli tylko wojownicy imperialni, ale także istoty luźno zaangażowane w konflikt, jak pracownicy wykonujący swoje roboty inżynieryjne czy techniczne.

Rebelianci nie mieli problemu z zabijaniem Impów "z jakiejś odległości", np. rozwalając obiekt na powierzchni czy jakiś większy okręt w próżni. Nie mieli problemu też z zabijaniem w otwartej, bliskiej walce, i to jakichś randomów. Rukh randomem nie był, a na dodatek jego działalność była szkodliwa dla Rebelii, zwłaszcza załogi Ducha. Jakie zatem zasady przemawiały za tym, aby rozwalać szeregowców, a powstrzymywać Zeba kiedy ten wpadł szał?

Tutaj są fajne podsumowania "wyników" Rebeliantów odnośnie zabijania Imperialnych:
* z sezonu 1: https://www.youtube.com/watch?v=J9wyt_Tnoos
* z sezonu 2: https://www.youtube.com/watch?v=EeiZ1qvHO5A
* z sezonu 3: https://www.youtube.com/watch?v=XUctUgcbGcA

Widzę

Że plotki były prawdziwe. Teraz tylko dorzucić Ezrę i Zeba do kompletu…

Re: Widzę

Oraz Sabine, Herę i Choppera.

Re: Widzę

Ej, ale Choppera to szanuj.

Re: Widzę

Hera i Chopper dożyli do R1, albo się mylę?

Re: Widzę

Nie tylko do R1 ale przeżyli nawet bitwę o Endor

Re: Widzę

Przynajmniej tańczą wśród Ewoków we Freemakerach i kłócą sie z Hanem w FoD

Potwierdzone z dwóch źródeł.

Re: Widzę

LEAVE ZEB ALONE!!1! Kalluzeb jeszcze nie jest kanoniczny, on nie może zginąć .

A tak na serio, to... hmmm, może? Pytałam się Matta Martina o scenę z "Battlefronta II", w której kolesie z zamku Maz gadają o "wielkim fioletowym Wookieem", a ten mi odpisał, że nie chodzi konkretnie o Zeba, tylko to miał być easter egg dotyczący Lasatów. Więc może już w czasach post-Endorowych nie żył. Ale na pewno nie stanie się to w "Rebels":

https://star-wars.pl/News/22739,Plotki_o_Rebels_64.html

Re: Widzę

Ok, może przeżyć, ale w zamian chcę ofiarę z Kallusa i klonów.

Re: Widzę

Nieeeeee, Hot Kallus musi przeżyć!

Obejrzałem

No, w końcu obejrzałem całość. Nie chce mi się pisać dłuższej recenzji czy coś, bo generalnie wisienką na torcie tego odcinka jest scena z i .

Co nie oznacza, że cały odcinek jest średniawy. Wręcz przeciwnie. Pod względem wykonania i balansu pomiędzy klimatem, fabułą, muzyką oraz grafiką, "Jedi Night" prezentuje się jako jeden z najlepszych odcinków.

Nawet scena początek spoilera śmierci Kanana koniec spoilera wypadła trochę lepiej niż na klipie, chociaż nadal uważam, że można było tej sytuacji uniknąć.

Ciekawe, czy w następnych odcinkach będzie rozwinięty wątek z tym, co Kananowi zostało przekazane przez wilka. Wizja przeznaczenia? A może warunek Mocy, którego spełnienie warunkuje uratowanie schwytanej w odcinku poprzedzającym "Jedi Night" Hery?

Generalnie bardzo mi się podobał ten odcinek. Toteż powiedzmy, że na ewentualne głupotki (np. duża wysokość lotu tych latawcoszybowców, za duża jak dla mnie, chociaż koncept tych wynalazków mi się bardzo spodobał) przymknę oko i dam ocenę 10/10.

Re: SW Rebels 4x10 - Jedi Night

Wydarzenia z odcinka 10-ego 4-ego sezonu "Star Wars: Rebels" długo będę miał przed swoimi oczami, jakbym nie widział nic oprócz tego co tam się stało, a stało się bardzo dużo; było dramatycznie, zwłaszcza w końcówce, gdy przez te kilkadziesiąt sekund scenarzyści i artyści tworzący tą scenę, z której wyzierały niesamowite, podniosłe emocje - praktycznie sama Moc jak ją się oglądało, byli absolutnie bez litości dla fanów "Rebelsów". Podejrzewam, że Kanan wiedział, że zginie, jeśli oczywiście zginął gdyż epizodów: 11-ego i dalej z tego sezonu nie oglądałem, a prawdopodobnie spotkanie srebrno-białego wilka z Lothal o mądrym i szlachetnym wyglądzie i spojrzeniu dało mu wgląd w wizję swojego losu, którego miał nieuchronną świadomość. No i stało się. Atak na Kanana, Herę i Ezrę wyprowadziła Arihnda Pryce, a bodajże kilka TIE/D Defender wypuściło salwę pocisków w kierunku zbiornika paliwa, na którym stała ta trójka. W Kananie wezbrała wtedy taka Moc, gdy chronił przyjaciół przed ścianą ognią, że zdołał wytworzyć z niej ogromną kulę pola siłowego. A tą Moc wzmacniał podniosły, niesamowity głos chóru. I jeszcze tęczówki oka, które odzyskały swą barwę, jakby sama Moc na tą jedną chwilę zregenerowała Kananowi zmysł wzroku. Czy takie poświęcenie Jedi, musiało oznaczać dla niezwykle spokojnego i stonowanego Jarrusa tylko i wyłącznie śmierć? Jego odejście wymownie podkreśla grafika po zakończeniu odcinka: białe tło, opadające płatki popiołu i wyblakły napis grubą czcionką oznajmującym tytuł serialu. Krew, pot i łzy. Jaki to był ciężki epizod, zwłaszcza pod koniec.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.