Forum

Najgorsze co może spotkać SW

Pomysł na ten temat przyszedł mi do głowy czytając X-Wingi Stackpole`a. Bohater był tak znudzony bezczynnością, że mógłby nawet zaatakować planetę otoczoną ciasno Gwiazdami Śmierci układającymi się w coś pokroju branzoletki ;D Stwierdziłem, że to jest tak głupi pomysł, że aż przeraziłem się, że Abrams mógłby zrealizować to w epizodzie 9. Wyobraźcie sobie, że zamiast jednej Gwiazdy Śmierci Ruch Oporu musi walczyć z setką Gwiazd Śmierci. Brrr.

Co by było, Waszym zdaniem, najgorszym co mogłoby spotkać SW, np. w epizodzie 9? Flota Gwiazd Śmierci? Zombie atakujące galaktykę? A może po prostu powrót Sidiousa albo Snoke sklejający dwie połówki swojego ciała ;D?

RoTJ 2.0

Pustynna planeta na której grasuję oślizgły gangster, lesista planeta gdzie jakieś misie/koty/cokolwiek pomagają Oporowi. I niech ten Snoke serio nie żyje, oraz niech Rey rzeczywiście będzie "nikim".

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Revan i Bane walczący z Vongami

A poważnie - film zrobiony bez pomysłu, za to pod oczekiwania garstki głośnych niezadowolonych. Na szczęście Abrams się nimi nie przejmuje, mam nadzieję że ma dobry pomysł, jak pójść naprzód z intrygującego punktu w którym zostawił nas Rian - i jak zmieścić w tym Leię.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Cóż, Staniak wysłał dziś na Discordzie obrazek gdzie w jakimś komiksie Grievous patrzy na coś przypominającego mapę Ziemi (tak, chodzi o naszą planetę, choć najpewniej to tylko Easter Egg, równie dobrze może być to coś innego, obrazek jest za mały żeby jednoznacznie to stwierdzić). I tak pod wpływem tego stwierdzam, że jedną z najgorszych rzeczy jaka może spotkać SW jest włączenie naszej planety do tamtego świata.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Jar Jar będący ukrytym mistrzem Sithow

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Przecież kupił je Disney, więc najgorsze już je spotkało

Akurat z powrotu Sidiousa czy Snoke`a publika by się cieszyła, więc tego w kategoriach najgorszych bym nie rozpatrywała.

Słabe by było, gdyby duchy Mocy były zbyt op, zmartwychwstanie Luke`a, jakakolwiek nowa broń masowej zagłady.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

-Snoke sklejający dwie połówki swojego ciała
Właściwe gdyby zrobić to w klimatach sceny z bacta tank z Łotra 1, to czemu nie?

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Zombie atakujące galaktykę, ponieważ NIE LUBIĘ zombie, o ... ale traktując temat poważnie, to od lat mówiłem i piszę - najgorsze co może spotkać SW to dekada przestoju w filmach, coś co miało miejsce po ROTS. Wszystko inne (wykluczając zombiaków) może być, o ile będzie sensownie przedstawione - nawet i setka DeathStarów

...

fani

Re: ...

cholera, ubiegł mnie :/

śmierć w SW

Stagnacja.

Tak więc niech kręcą nowe epizody, nowe seriale etc.!

A tak bardziej szczegółowo to również mam nadzieję, że nie zobaczymy już nowych superbroni, żadnych niszczycieli słońc, żadnych nowych gwiazd śmierci. Co do powracania z grobu to nie podoba mi się, że Maul przetrwał przecięcie go na pół, tak samo w legendach klony Imperatora lub cudowne ocalenie Boby. Jeśli ktoś ginie, to powinien na dobre, inaczej osłabia się efekt śmierci postaci. Jedynym bohaterem, którego powrót uznałbym za zrozumiały, to Darth Plagueis, skoro jako jedyny znalazł sposób na oszukanie śmierci.

Może spotkać?

To może się stać coś jeszcze gorszego od TLJ? Jak bardzo nie lubię Jar Jara Abramsa to nie sądzę, że dałby radę przebić Chucka Wendiga kinematografii aka Ruina Johnsona.

Re: Może spotkać?

Prekłele już są gorsze od TLJ

Re: Może spotkać?

XD

Re: Może spotkać?

Hahaha. Dobre, dawno się tak nie uśmialem

marveloza

Jak pojawi się kiedyś - choćby na sekundę - Spider-Man albo inny przyZiemny placek MC/DC, to rezygnuję i odchodzę.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Ja myślę, że najgorsze co mogłoby spotkać SW, to jakieś podzielenie kanonu, np. kasacja EU, nadpisywanie gwiezdnowojennej historii, co podzieliłoby fandom... oh wait. Już gorzej być nie może

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Przestanę oglądać jak powstanie coś typu Avengersi spotykają Star Warsów.

Zmartwychwstanie Luke`a by mnie nie ruszyło bo i śmierć nie była pokazana jednoznacznie. Za to Hana Solo to już by była gruba przesada.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Już przecież był Fineasz i Ferb z Gwiezdnymi Wojnami.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Byl niekanoniczny...

cóż..

Najgorsze co mogłoby spotkać SW to zbyt duże rozszerzenie świata w stronę Science Fiction. Czyli na przykład podróże w czasie. I nie takie, jak wykonywał Jacen, nie wizje przeszłości i przyszłości, ale dosłowny wehikuł czasu. Albo Ziemia w Odległej Galaktyce (choć były już takie projekty swego czasu). No i wiele wymiarów, alternatywne rzeczywistości. To są współczesne normy w wielu narracjach, w obydwu najpopularniejszych komiksowych światach superhero, a nawet w Wojowniczych Żółwiach Ninja. Ale bardzo nie chciałbym tego w Star Wars.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

1. Zakończenie ep.9 w stylu "Łotra" - nie ma dalszego ciągu bo wszyscy polegli w boju. I potem brak następnych filmów.

2. Sytuacja w której twórcy ulegają presji tej części fanów której "Disney zniszczył dzieciństwo".

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Zły Solo musi mieć potomka, żeby Legacy II dalej było headkanonem. Niekoniecznie ze zlomiarką.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Zły czy nie zły, widz się przyzwyczaja do postaci. Zainteresowanie jest większe, kiedy następna historia ma jakieś zaczepienie w poprzedniej.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Przy czym oczywiście za 10 lat ktoś może wyjechać, że Rey miała młodszą siostrę, Benek 15 nieślubnych dziatek a Poe dziewczynę w każdym porcie, ale to zawsze jest naciągane jak majtki na pieluszce.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Aaaaa, bo Ty nie znasz chyba najfajniejszej kobiecej postaci z całego uniwersum SW, Ani bezpośredniej potomkini Hana... Ale żeby ona "zaistniała" jako nawet tylko head-kanon to Benek musi się postarać. Nawet z jakąś "złą porucznik".

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Dajcie temu człowiekowi rangę "Nap***alacz tematów"

Re: Najgorsze co może spotkać SW

O, dobre, chcę coś takiego

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Z rangą "Czołowy ..." . A tak serio, to trochę zazdroszczę Mossarowi - ile razy widzę nowy temat, to prawie zawsze to jego robota. Robi za jakieś 50% Bastionu normalnie O_O

Moje tematy

Lata praktyki xD Najpierw musiałem swoje przecierpieć:

Pierwszy temat to "Stuckmann - ciekawa analiza TFA" - 3 odpowiedzi i zostałem zjechany przez Barta, było mi wtedy bardzo ciężko się pozbierać. Moja kariera na Bastionie wisiała na włosku.

Potem parę małych sukcesików.

"Vanee to Blista-Vanee" - zachciało mi się bycia Star Wars Theory i szybka z*ebka od Lubsoka: "I co? Odmłodniał nagle? Dajcie spokój, to inne osoby." Od tego momentu Lubsok zaczął jechać moją osobę pod KAŻDYM tematem. Jest mi z tego powodu niewymownie smutno.

Temat "Hayden to idealny Anakin" pominę..

"Poważna dyskusja nt. Snoke`a" to jeden z moich największych sukcesów. Miliony zadowolonych Bastionowiczów, tysiące konstruktywnych dyskusji.

Potem znowu odwaliłem jakiś szajs w "Efekt pierwszeństwa i świeżości w SW" i "New Jedi will rise".

Znowu sukces w "Jeden kanon czy alternatywne rzeczywistości?".

Przy "Rzekome boty na RT, MC" nikt mi nie wierzył, a teraz co? Hejterzy, śmieszki, niedowiarki, wszystko już zmanipulowane przez Disneya potwierdzone.

No i klasyk "Wyżal się jeśli musisz". Nie musicie dziękować.

Temat który odmienił relację Mossar - Lubsok, czyli "Nowa odsłona Bastionu! [update: Prima Aprilis]". Wtedy pojawiła się nić porozumienia.

"Leworęczni Jedi" - świetny temat, lecz niedoceniony.

"Dlaczego Disney zniszczył Ci dzieciństwo?" - kolejny sukces.

"Fan SW jest jak Anderson" - tu rozpoczął się mój nieustanny spadek formy. A właściwie to chyba sięgnąłem dna.

Tak więc.. no. Trzeba próbować.

Re: Moje tematy

Nie roztkliwiaj się, tylko na@#$%*aj dalej

https://youtu.be/vRCvEpkEd9w?t=11

Re: Moje tematy

Re: Moje tematy

Mossar napisał:

Pierwszy temat to "Stuckmann - ciekawa analiza TFA" - 3 odpowiedzi i zostałem zjechany przez Barta, było mi wtedy bardzo ciężko się pozbierać. Moja kariera na Bastionie wisiała na włosku.

-----------------------

Aż musiałem to sprawdzić. 9 wyrazów i znak ?
Zjechanie
Ale jakoś sobie radzisz. Grunt to dobry motywator

hmm

Luke Skywalker walczący ze swoim bratankiem tylko po to, żeby okazało się, że nawet nie są na tej samej planecie.

Albo Luke umierający bez powodu. Jak Padme.

Re: hmm

W sumie nieironicznie masz tu rację. Marnowanie potencjału fajnych bohaterów to jest najgorsze co obecnie zdarza się w Star Wars. Argumentywnie (ang. arguably ) nawet "Solo" ma tutaj swoje grzechy, gdy film romantyzuje motywacje Hana Solo, zubaża jego legendarne imię, albo zabiera Leii sukces wynalezienia negocjacji z użyciem detonatora termicznego.
A zmarnowanie najważniejszego bohatera sagi to najgorsze co mogłoby tą sagę spotkać. I spotkało :/.

Re: hmm

Ja żałuje, że "Solo" nie zakończył się w taki sposób, że Han dostrzegając jak został zdradzony przez Qi`rę nie staję się tym cynicznym facetem, którego znamy z ANH. Ot, coś takiego, co mamy szansę zobaczyć w "Rajskiej Pułapce", kiedy Bria zostawia Hana. Mamy wtedy parę stron, które opisują wściekłość Hana i widać, że są to pierwsze kroki ku jego późniejszemu charakterowi. W "Solo" była ku temu świetna okazja. Nie wiem czemu tego nie wykorzystali.

Re: hmm

Facet może stać się cyniczny z wielu powodów, ale przez babę? C`mon...

Re: hmm

To prawda, w sumie, skoro zaczęli już z romantyzowaniem Solo, to równie dobrze mogli tak zakończyć ten wątek. I oczywiście, że przez babę! Przez babę został Imperialnym, to i przez babę mógł zamienić się w cynicznego przemytnika.
Tyle, że wyraźnie ten temat w filmie nie został zakończony, bo chcieli tę historię opowiedzieć w kolejnym filmie...i teraz czekamy :/.

Re: hmm

-Przez babę został Imperialnym

W sumie przez "Lady", ale to też baba

Re: hmm

Finster Vater napisał:
Facet może stać się cyniczny z wielu powodów, ale przez babę? C`mon...
-----------------------
A co to w tym takiego dziwnego

Re: hmm

Khem, wszystko?

Re: hmm

Wiesz ja po latach różnych związków zacząłem wątpić w altruizm innych osób, w szczególności kobiet, więc to chyba podpada pod cynizm (przynajmniej tak mi wikipedia podpowiada).

Ogólnie w moim odczuciu to relacja z kobietą jest jak mocna wódka. Na początku jest fajnie, ale później dostrzegasz, że zaczyna brakować ci pieniędzy a wpływ innej jednostki/rzeczy na twój sposób myślenia jak i decyzje jest coraz większy. Czemu robisz to a nie tamto, czemu wydajesz na to co ty chcesz a nie na to co ona chce.......i po jakims czasie zauważasz że więcej tracisz niż zyskujesz i cokolwiek byś nie zrobił cala ta sytuacja nie działa to na twoją korzyść.

Ogólnie sytuację w obecnych czasach można sprowadzić do "wszyscy mężczyźni to świnie a kobiety są równe mężczyznom".

Re: hmm

Życie z kobietą to sztuka kompromisu. Jak się facet nastawia, że nic się nie zmieni, będzie miał totalną wolność i w każdej chwili może robić co chce to niech się nawet nie pakuje w małżeństwo. Wspólne życie jak sama nazwa wskazuje jest wspólne i tak jak w pracy trzeba patrzyć na współpracowników i ich cele, tak w związku trzeba korygować swoje plany względem planów tej drugiej osoby. Co nie znaczy że facet ma być pantoflem bez swoich marzeń.

Re: hmm

Mossar napisał:
Życie z kobietą to sztuka kompromisu.
-----------------------
No nie wiem czy sytuacja, w której tylko jedna strona musi ustępować, bo w przeciwnym wypadku naraża się na niekończące marudzenie jest kompromisem

Mossar napisał:
Co nie znaczy że facet ma być pantoflem bez swoich marzeń.
-----------------------
Tylko w tym przypadku pozostaną jedynie marzeniami albo ich realizacja zajmie dwa razy tyle czasu.

Re: hmm

Nie możesz zjeść ciastka i mieć ciastka. Jeśli priorytetowo traktujesz samorealizację, w której związek będzie dużą przeszkodą to nie bawisz się w związki.

Re: hmm

Nawet jakbym nie traktował samorealizacji jako priorytet to i tak "nie bawiłbym się w związki".

Nie ma sensu pchać się w coś co może przynieść tylko problemy.

Re: hmm

To słusznie robisz.

Chyba, że to kobiety są tu problemem, a raczej złem wszelakim, co wynika z Twoich postów. Może po prostu czas zasmakować innych opcji, a nuż...

Re: hmm

Evening Star napisał:
To słusznie robisz.
-----------------------
Nie wiem czy słusznie czy nie. Wiem za to jedno-nie naigrywam się z ludzi, którzy kierują swym życiem według własnego uznania

Evening Star napisał:
Chyba, że to kobiety są tu problemem, a raczej złem wszelakim
-----------------------
Nie demonizujmy tu danej grupy społecznej, a przynajmniej ja tego nie zamierzam. Powiedziałem, że relacje z kobietami są w mojej opinii czymś destruktywnym ale nie jestem skrajną feministką, żeby nienawidzić ludzi za budowę ich ciał. Uważam po prostu, że lepiej żyć w spokoju i za swoje, a skoro nikogo tym nie krzywdzę to po co się naigrywać


Evening Star napisał:
Może po prostu czas zasmakować innych opcji, a nuż...
-----------------------
Widzisz muszę cię zmartwić, ale nie podobają mi się faceci. Ja wiem, że to trudne do zrozumienia ale nie mam 20 lat, żeby hormony dyktowaly mi co mam robić, a skoro nie czuję potrzeby fizycznego kontaktu z kobietami (ani z nikim i niczym innym) to na co mi związek?

Re: hmm

Słusznie. Z tych krótkich wywodów można domniemywać, że nie jesteś jednostką zdolną funkcjonować w związku, bo masz inne priorytety. Z takim podejściem niewchodzenie w nie jest dojrzalsze niż angażowanie się. To nie jest w żadnym stopniu naigrywanie się, przeciwnie.

To ostatnie to oczywiście było naigrywanie się, bo, wybacz, nie brzmisz lepiej niż płaczące z tych samych powodów niewiasty, narzekające na mężczyzn. No, słabe.

Re: hmm

Evening Star napisał:
To ostatnie to oczywiście było naigrywanie się, bo, wybacz, nie brzmisz lepiej niż płaczące z tych samych powodów niewiasty, narzekające na mężczyzn. No, słabe.
-----------------------
Są niewiasty, którym facet zrzędził jak nie wykonywały każdego jego polecenia, wyciągał od nich kasę przy każdej okazji i grał ofiarę gdy coś szło nie po jego myśli?

Bo jeśli się nie mylę to te kobiety, o których piszesz zachowuja się tak jak opisalem powyżej i dodatkowo narzekają na sytuację, w której facet spędził z nimi noc i następnego dnia je zostawił. Natomiast ja nie byłbym w takiej porannej sytuacji strasznie przygnębiony...o ile nie dostałbym jakiejs choroby wenerycznej czy nie zostałbym otumaniony jakimiś prochami.

Zaś to czy moje opinie są "słabe" to jest tylko twoja subiektywna opinia

Faktycznie

Spełniaj marzenia, BROŃ BOŻE nie wchodź w związki, żadne xD

Re: Faktycznie

Widzę że wiesz jak dobrym lekarstwem jest śmiech. Tylko ktoś zapomniał ci powiedzieć, że osoba śmiejąca się bez powodu potrzebuje jednak innego typu lekarstwa

Re: hmm

To jak miałeś takie związki to rzeczywiście nie było sensu w nich trwać.

Ale nie generalizuj. Jest sporo fajnych osób na świecie, może źle szukasz. A może masz po prostu pecha.

Re: Faktycznie

Że polecasz mi specjalistę? Spójrz na siebie xD

Re: hmm

Mossar napisał:
To jak miałeś takie związki to rzeczywiście nie było sensu w nich trwać.
-----------------------
No wlaśnie! Dobrze, że są tu jeszcze ludzie tacy jak ty bo te forum zeszłoby na psy.

Mossar napisał:
A może masz po prostu pecha.
-----------------------
I to nie malego niestety biorac pod uwagę ile razy taka sytuacja się powtórzyła.

Evening Star napisał:
Że polecasz mi specjalistę? Spójrz na siebie xD
-----------------------
Wybacz ale w przeciwieństwie do ciebie nie jestem narcyzem i nie potrafię patrzeć się tylko na siebie

Re: hmm

To że zaczynasz wątpić w altruizm bliznich to oznaka dorosłości, nie cynizmu. It`s just Life.

Cynizmu nabawiasz się, gdy np. Twój prezes mowi że "musimy oszczędzać bo cinzkie czasy" i daje 1% podwyżki, a sam kupuje nowy samochód, bynajmniej nie 20 letnie Yugo, a nowkę merca 600.

I, well, nigdy nie patrz na związek jak na grę w której masz coś zyskać i uważać żeby nie stracić, bo to tak nie działa. Raczej żeby dawać radość drugiej osobie i przy okazji sobie, bo jak nie, to po co się męczyć.

Re: hmm

Finster Vater napisał:
To że zaczynasz wątpić w altruizm bliznich to oznaka dorosłości, nie cynizmu. It`s just Life.

-----------------------
Bardziej chodziło mi o osoby, które są blisko związane, jak osoby z którymi przyjaźni się więcej niż 10 lat czy kobiety, z którymi się umawia. Ta druga grupa to najwieksze skupisko zlych cech.

A to, że praktycznie nikt nie pomógłby nieznajomemu a co bardziej prawdopodobne wepchnąłby go pod przysłowiowy autobus to wiem od dawna. Niestety :/


Finster Vater napisał:
I, well, nigdy nie patrz na związek jak na grę w której masz coś zyskać i uważać żeby nie stracić, bo to tak nie działa. Raczej żeby dawać radość drugiej osobie i przy okazji sobie, bo jak nie, to po co się męczyć.
-----------------------
Tyle, że tak nie działają związki bo kobieta zawsze znajdzie sposób, żeby prędzej czy później uprzykrzyć ci życie.

Tak swoją drogą to chcialbym się cb o coś zapytać. To prawda, że od jakiegoś czasu uznaje się ignorowanie kobiety za gwałt w usa? Czy to takie bajdurzenie internetowych głupców?

Re: hmm

Zablokowany napisał:

Tyle, że tak nie działają związki bo kobieta zawsze znajdzie sposób, żeby prędzej czy później uprzykrzyć ci życie.

-----------------------

Chłopie, musisz poszukać pomocy, bo masz oczywiste i wielkie problemy natury wewnętrznej-osobistej, które rzutujesz na świat zewnętrzny. Życzę powodzenia.

Re: hmm

Czyżbyście się dawali strollować?

Re: hmm

Nigdy nie można mieć pewności. Ale jest przynajmniej zabawnie.

Re: hmm

Też chciałem coś odpisać, ale po chwili pomyślałem podobnie i stwierdziłem, że nie łyknę przynęty

Re: hmm

Dziękuje panie psychologu nie wiem co bym zrobił bez ekspertyzy takiego wielkiego fachowca Może mam jeszcze zacząć pracować fizycznie to poziom endorfin się podniesie a i kasy trochę zarobię

A co do hormonalnych nastolatków nad postem-nie dziwię się, że ten wiek jest taki beznadziejny skoro inne poglady uważa się za trolling. Pewnie żade z was nie było w związku z dziewczyną.

Re: hmm

W moim podręczniku trolla z aneksem flejmera nic nie pisze na temat grania ofiary skrzywdzonej przez życie. Chyba, że to jakaś nowa technika. Ale sorry, pseudo-konserwatywne skrzywienie Zablokowanego widoczne wyraźnie w jego historii postowania tutaj jakoś wydaje mi się spójne z tymi jego dzisiejszymi wyznaniami.

Re: hmm

Zablokowany napisał:
Pewnie żade z was nie było w związku z dziewczyną.
-----------------------
Na pewno. W przeciwnym razie wiedzielibyśmy, że związek to tylko marudzenie, uprzykrzanie życia i kłopoty.

Re: hmm

Jasne, zawsze jest możliwość że to nie trolling tylko rzeczywisty przypadek wymagający wielkiego współczucia.

Re: hmm

darth_numbers napisał:
Ale sorry, pseudo-konserwatywne skrzywienie Zablokowanego widoczne wyraźnie w jego historii postowania tutaj jakoś wydaje mi się spójne z tymi jego dzisiejszymi wyznaniami.
-----------------------
Musiałeś aż sięgnąć do moich dawnych wpisów politycznych, żeby mnie obrazić. Gratuluję kreatywności

bartoszcze napisał:
Jasne, zawsze jest możliwość że to nie trolling tylko rzeczywisty przypadek wymagający wielkiego współczucia.
-----------------------
Ja tam od ciebie niczego nie wymagam. Chcesz się czuć potrzebny to znajdź sobie jakies odpowiedzialne zajęcie.

Re: hmm

mkn napisał:
Na pewno. W przeciwnym razie wiedzielibyśmy, że związek to tylko marudzenie, uprzykrzanie życia i kłopoty.
----------------------
Wiesz ja pisze to ze swojej perspektywy, dlatego pewne elementy są bardziej podkreślone. Nie zaprzeczasz jednak, że takie sytuacje istnieją. W moim życiu po prostu wystąpiło więcej tych które wymieniłem.

Re: hmm

Co do pierwszego, z tym uprzykrzaniem to bywa różnie. Zycie to sztuka kompromisu (np. żona nie chce kota, ty chcesz kota, kompromisem jest to, ze pozwalasz jej wybrac z którego schroniska go odbieracie). To prawie nigdy nie jest tak, że jedna strona jest tylko winna. Choć też się zdarza.

Co do drugiego, to wole sie nie wypowiadać, bo szczerość jest przereklamowana i zbyt dużo mnie kosztuje. Poza tym, jak jest u Yankesow to wiem tyle co Ty, z prasy czy netu. U nas zaś jest zaścianek i ciemnogród, i kobiety się nie burzą jak im otwierasz drzwi czy skomplementujesz bluzkę lub fryzurę.

Re: hmm

"Any sufficiently advanced troll is indistinguishable from a genuine kook or the viewpoints of even the most extreme crank are indistinguishable from sufficiently advanced satire"

https://en.wikipedia.org/wiki/Poe%27s_law

Nie da się tego ostatecznie stwierdzić bez prawdziwej znajomości w realu. Hej Zablokowany, skąd jesteś? Kiedy na browara?

Re: hmm

Zadaj Zablokowanemu dowolne pytanie z EU, a będziesz wiedział że nie jest on trolem, tylko miłośnikiem przeddisneyowskich SW.

A że ma poglądy jakie ma - to wszak wolny kraj.

Re: hmm

darth_numbers napisał:
Hej Zablokowany, skąd jesteś? Kiedy na browara?
-----------------------
Nie żartuj-ile razy mnie zwyzywaleś, obraziłeś moje poglady, ba ostatnio uznałeś za chorego psychicznie i teraz mam się z tobą spotykać i ujawniać ci moją twarz, żebyś mógl szukać kolejnych uprzejmości wobec mojego wygladu czy sposobu ubierania?

"Dziękuje" ale chyba sobię odpuszczę tę "przyjemność".

Re: hmm

Zablokowany napisał:
teraz mam się z tobą spotykać i ujawniać ci moją twarz, żebyś mógl szukać kolejnych uprzejmości wobec mojego wygladu czy sposobu ubierania?
-----------------------

A byłoby się z czego nabijać??

Nie, sorry Zablokowany, to był głupi żart. Dobra nie będę Ci więcej dogadywał.

Re: hmm

Finster Vater napisał:
A że ma poglądy jakie ma - to wszak wolny kraj.
-----------------------

Który to kraj jest niby wolny?

Re: hmm

No każdy z tych gdzie przebywamy

Re: hmm

Ha ha dobry kawał ale zupełnie nieśmieszny
Mi kiedyś pewien republikanin przez dobre pół godziny tłumaczył różnicę między "freedom" a "liberty". To co macie w USA to jest właśnie "liberty" a to nie jest pojęciowo równoważne "freedom", a z kolei żaden z tych terminów nie ma zastosowania do sytuacji w PL
Także powiedzonko "It`s a free country" jest ironiczne w USA, i pozbawione znaczenia w PL

Re: hmm

Słuchaj nie obchodzi mnie co mówisz i nigdy nie obchodziło. Zachowywanie się jak cham świadczy tylko o tobie i uwierz mi gdyby jeszcze istniały pojedynki honorowe już dawno bym cię na taki wyzwał mimo,że nie zauważylem byś takowy posiadał.

Jednak żyjemy w czasach w jakich żyjemy i tego legalnie zrobić już nie mogę. Dlatego mam skromną nadzieję, że życie da ci solidnego kopa w dupę a z takim podejściem do ludzi masz na to duże szanse.

Z wyrazami pogardy
Zablokowany

Re: hmm

Ale wiesz, ze wyraz "wolny" ma też zupelne inne tłumaczenie niż free czy liberty

Re: hmm

Zablokowany napisał:
gdyby jeszcze istniały pojedynki honorowe już dawno bym cię na taki wyzwał mimo,że nie zauważylem byś takowy posiadał.
-----------------------

Zginął byś w drodze na ten pojedynek od kuli w plecy wystrzelonej z krzaków. Spodziewasz się honoru po gościu z "darth_" w kswyie? Serio?
Tak na marginesie, mam nadzieję, że nie piszesz tego serio - bo chyba nie ma głupszego i bardziej szkodliwego pojęcia niż honor. Historia kraju naszego żywym tego dowodem jest!


Dlatego mam skromną nadzieję, że życie da ci solidnego kopa w dupę
-----------------------

O, tym to sobie karmę poważnie zasrałeś. W ogóle Zablokowany, sorry ale sam się prosisz o to, żeby Cię dojeżdżać, i to legalnie, he he. Unosisz się honorem, piszesz te jakieś zapóźnione komentarze o treściach polityczno-społecznych, a te dzisiejsze teksty o kobietach to w ogóle już komedia. Oczywiście wszystko w śmiertelnie poważnym sosie. Widać, że Cię stringi uwierają nieźle.
Ale masz rację. Nie mam honoru, szydzę z tego pojęcia, i jestem chamem. OLE!

Re: hmm

darth_numbers napisał:
Zginął byś w drodze na ten pojedynek od kuli w plecy wystrzelonej z krzaków. Spodziewasz się honoru po gościu z "darth_" w kswyie? Serio?

-----------------------
Spodziewałbym się, że darth okaże się prawdziwym sithem i podejmie wyzwanie a nie okaże się pierdołą pokroju Phasmy

darth_numbers napisał:
Tak na marginesie, mam nadzieję, że nie piszesz tego serio - bo chyba nie ma głupszego i bardziej szkodliwego pojęcia niż honor. Historia kraju naszego żywym tego dowodem jest!
-----------------------
Ale to twoje zdanie i mam wrażenie,,że twoja znajomość historii kończy się na II wojnie światowej skoro tak twierdzisz.
darth_numbers napisał:

he he.
-----------------------
Taki śmiech pojawia się, gdy nie rozumiemy czegoś (np. żartu), ale też wtedy, gdy cieszymy się z czyjejś szkody lub naśmiewamy się z kogoś. To śmiech demoniczny, wiąże się z kpiną, pogardą lub prowokowaniem kogoś do konfrontacji.

darth_numbers napisał:
piszesz te jakieś zapóźnione komentarze o treściach polityczno-społecznych
-----------------------
I bardzo dobrze, że są zapóźnione Nie mógłbym znieść myśli, że dzielibym poglądy z takimi żałosnymi tworami jak milenialsi.


darth_numbers napisał:
a te dzisiejsze teksty o kobietach to w ogóle już komedia.
-----------------------
Widzisz i to nas różni ja jestem chociaż zabawny a ty ze swoimi poglądami bez jakiegokolwiek kręgoslupa moralnego jesteś co najwyżej żalosny


darth_numbers napisał:
Widać, że Cię stringi uwierają nieźle.

-----------------------
A ty co wieczny student, że oceniasz ludzi po bieliźnie?

darth_numbers napisał:
Ale masz rację. Nie mam honoru, szydzę z tego pojęcia, i jestem chamem. OLE!
-----------------------
Czyli typowy robak XXI wieku. Ynteligencja warszawiaków sprowadzonych z najdalszych kresów. No co ci książki, teatr czy muzyka instrumentalna jak można mieć gazety z kauflanda, modę na sukces i disco polo. Widać sowietom jednak się coś udało.

Re: hmm

Dziękuję za tę kłótnię Panowie. Dzięki Wam ten dzień jest jakiś taki ładniejszy.

Re: hmm

Hehe offtopicowy ciąg tematu dalszy 😀, nasza Moderacja już powoli ostzy kosę 😜😋 ...

Re: hmm

Jakby co to nie ja nakręcałem tego flejma! #prowodyr

Re: hmm

W zaistniałej sytuacji, nie wystawiałbym się aż tak bardzo ... 😜😋

Re: hmm

Padme miała powód, była smutna i było jej przykro z powodu Anakina.

Re: hmm

A Luke tak zachwycił się zachodem słońca, że zapomniał żyć.

Re: hmm

"Widok, który zapiera dech w piersiach" - dosłownie

Re: hmm

Jak bym zobaczyła dwa zachodzące słońca na raz to też by mnie zatkało

Re: hmm

"Widok, który zapiera dech w piersiach" [2]
Serce mu pękło z tęsknoty za Tatooine

Re: hmm

Zmęczył się po prostu.

Re: hmm

Nie, po prostu po latach przerwy ponownie użył Mocy i przedawkował.

https://twitter.com/HamillHimself/status/1054324934355439616

Najgorsze

Dla mnie najgorzej by było, gdyby E9 skończył się nijako. Wolę już takie zakończenie jak w "Łotrze 1" niż całkowicie bez emocji. A IX to w końcu ma być wielki finał.

Chociaż nie. Naprawdę przestałabym oglądać, gdyby główni bohaterowie zaczęli się zachowywać jak najgorszy margines społeczny. To byłoby już dno dna.

nic

bo Star Wars skończyły się w dniu przejęcia przez Disney. Cały syf, który powstał później to tylko marne podróbki, więc jak dla mnie tam może dziać się wszystko.

Re: nic

Star Wars skończyły się w dniu premiery ROTJ.

Re: nic

nie

Re: nic

SW to OT. Reszta to dopiski i fanfiki.

Re: nic

Nie ukrywam że spodziewałem się takich odpowiedzi. Przykro mi to mówić, ale im więcej legendarnych książek/komiksów mam za sobą, tym bardziej Was rozumiem.

Różnica jest taka, że NK też cenię. Wkurza mnie aktualna stagnacja i asekuracyjność, ale lubię tą nowokanoniczną wersję SW.

Re: nic

Cytując poprzednika: Przykro mi to mówić, ale im więcej legendarnych książek/komiksów mam za sobą, tym bardziej Was rozumiem.

Czyli wczytując się w stare EU wnioskujesz, że tamte pisane kiedyś historie były lepsze? Autentycznie jestem ciekaw.

Re: nic

To jest dosyć trudne pytanie, bo czytając stare EU wybieram te książki/komiksy, które są najlepiej oceniane, a z NK lecę ze wszystkim jak leci. Jeśli przeczytam Trylogię Bane`a, potem Trylogię Thrawna, Plagueisa, Poza Galaktykę i X-Wingi to zestawienie Tarkin, Utracone Gwiazdy, Lordowie Sithów, Koniec i Początek, Dziedzic Jedi nie ma z tym pierwszym najmniejszych szans.

Stare EU jest lepsze, bo póki co jest odważniejsze, z większym polotem, pełne bohaterów mających realny wpływ na galaktykę, pełne wydarzeń rzeczywiście zmieniających ten świat.

Prawdziwy sprawdzian będę miał próbując przejść przez całe ENR. X-Wingi póki co są bardzo dobre, a pewnie kolejne części będą mnie tylko utwierdzały w tym przekonaniu. Ale potem mam średnio oceniany Ślub Księżniczki Lei, Trylogię Akademii Jedi, Dzieci Jedi sobie chyba odpuszczę, Miecz Ciemności, Planetę Zmierzchu.. Myslę, że przy tych pozycjach mogę dojść do wniosku, że Nowy Kanon wcale nie jest gorszy od Starego.

Przyjmijmy, że w NK coś pokroju ENR to te wszystkie książki po Endorze. Na razie jest słabo jeśli chodzi o ich ilość, ale spójrzmy na jakość.
Koniec i Początek - nie zgadzam się, że jest to słaba seria. Dla mnie to taki średniak.
Last Shot - do połowy świetne, potem strasznie się wynudziłem.
Więzy Krwi - świetna książka, jedna z najlepszych w NK i dla mnie spokojnie mogłaby walczyć o miano jednej z lepszych książek wśród wszystkich książek SW
Phasma - bardzo dobra książka
Eskadra Kobaltowa - zacząłem, ale nie chciało mi się czytać. Typuje, że będzie nudna, ale muszę kiedyś do niej wrócić.
Utracone Gwiazdy - wchodzą trochę w ten okres, więc też je ujmę w tym zestawieniu. Dla mnie TOP3 książek NK. Kiedyś była moją ulubioną, obecnie nie umiem się zdecydować pomiędzy Więzami Krwi, Utraconymi Gwiazdami i Thrawn: Alliances.

Może się okazać, że ostatecznie jakościowo wyjdzie całkiem podobnie. No ale to tylko moje przypuszczenia, bo póki co czytałem w starym EU na wyrywki "best hits" ;D

Jakbym miał w prosty sposób odpowiedzieć na Twoje pytanie.. to dzisiaj odpowiedziałbym, że były to lepsze historie. Ale nie uważam, że jest to wina twórców tych książek/komiksów tylko założenia, że filmy są nadrzędne, a książki mają je tylko uzupełniać. W starym EU twórcy mieli więcej swobody (co miało też swoje minusy) i dzięki temu powstawały bardziej istotne opowieści.

Re: nic

W sumie to się w pełni zgadzam, stare książki niekoniecznie były lepsze, ale te które czytało się dobrze były oryginalniejsze, a nawet te złe książki przynajmniej mogły być odważne w rozwijaniu galaktyki, podczas gdy obecna literatura Star Wars, z powodu założenia o wyższości filmów, jest bardzo ostrożna w rozwijaniu świata.

Z nowego kanonu najlepsze wrażenia miałem po Thrawnie, jak zacząłem zlepiać ze sobą informacje o Najwyższym Porządku dawkowane bardzo skromnie w trylogii Wendiga, w Bloodlines, Leii, Phasmie i właśnie w Thrawnie. Razem można z tego skleić całkiem ciekawe tło historyczne wydarzeń z Ep7 i 8...ale to trochę mało jak na tyle książek.

PS. Książkowe X-Wingi to jest pyszna przygoda, nie spiesz się do kolejnych książek .

Re: nic

Zgadzam się z tą ostrożnością. Im więcej kanonicznych książek czytam, tym bardziej zaczyna mi zaczyna to przeszkadzać i w tym względzie legendarne książki zawsze będą lepsze (stwierdzam mimo, że żadnej legendarnej książki nie przeczytałem ). Po cichu liczę, że po E9 troszkę się to poprawi, ale przy takim a nie innym pomyśle na NK, gdzie filmy (i przyszłościowo seriale) mają nieporównywalnie większą ilość odbiorców niż historie drukowane, ten problem w mniejszym lub większym stopniu będzie istniał zawsze.

Natomiast co jakiś czas trafiam na opinię (ostatnio np. tu http://swex.pl/2018/10/ksiazki-starego-czy-nowego-kanonu/), że książki NK wygrywają z legendarnymi jeśli chodzi o zróżnicowanie gatunków i tematyki. Jak to z tym jest? Potwierdzacie?

Re: nic

Przede wszystkim, w EU było tego więcej, dużo więcej, i świat był dużo bardziej rozbudowany. To się nie da tak prosto powiedzieć że "te są lepsze".

w NK nie mamy NIC z Legacy vs. Legacy I (dobre) i Legacy II (świetne), nie mamy NIC z Old Republic vs. KotOR (całkiem dobry).

Nie mamy NIC z okresu sprzed TPM - a w EU mamy Bana i Palguesia

Z okresu Wojen Klonów mamy w EU sporo książek (różny poziom) i świetne/ miejscami rewelacyjne Republic - NK daje nam jedną (marną) książkę, a i to bazującą na Lucasie.

Okres post Endor - trylogia Zahna vs trylogia Wendinga. No chyba nie muszę pisać nic więcej. Ale później już jest wyrównanie (tylko że ja nie lubię X-wingów, bo to gra do jednej bramki a imperium to banda debili, Karmazynowe też mi średnio podchodzi). Z drugiej strony NK ma w zasadzie dobre tylko "Więzy Krwi" z tego okresu, ale dla równowagi nie ma Vongów (jeszcze...).

Natomiast NK ma bardzo dobrze rozbudowany okres między RotS a ANH, i idzie równo jeżeli chodzi o jakość z EU (z tym że dla mnie to się raczej uzupełnia niż konkuruje) - przede wszystkim mamy ładne uzupełniania filmowe (Catalyst, Rebel Rising, Most Wanted), mamy dwie książki o Thrawnie, dwa świetne komiksy (Vader, Kanan) - no wiem EU ma rewelacyjny Dark Times, ale dla mnie to się bardzo ładnie uzupełnia i jedno drugiemu nie przeszkadza. I te, i te są dobre, są różne, inne, ale nie będę ich stopniował.

Okres między ANH i RotS - Historia komiksowa w NK toczy się tutaj (znowu) wokół wielkiej trójki i Vadera, i są to opowieści takie sobie, raz lepsze raz gorsze - np. "słabiaki Palpatina" są fatalnym pomysłem, ale z kolei historia jak Vader poznał tożsamość Luka jest ciekawsza niż opowiastka o fochniętym pilocie i człowiekopapudze. Oraz - samodzielna historia Aphry też jest ciekawa, jakkolwiek samej baby nie cierpię i mam nadzieją że ją ktoś w końcu zaciuka.

Tak wiec stare historie z EU są "lepsze" tam gdzie nie mają żadnej konkurencji ze strony NK.

Re: nic

Finster Vater napisał:
Tak wiec stare historie z EU są "lepsze" tam gdzie nie mają żadnej konkurencji ze strony NK.
-----------------------
Śmiem się nie zgodzić. W mocno eksploatowanym przez myszaty kanon okresie pomiędzy OT (od zemsty sithów do powrotu jedi> nie ma aż tak wielu dobrych pozycji. Tacy lordowie sithów nie umywają się do narodzin dartha vadera.

Ponadto w disnejowskim kanonie więcej książek jest dla dzieci podczas gdy w starym eu krew i trupy ścielą się gęsto. Widać to szczególnie w komiksach i choć nowa seria komiksu darth vader jest ciekawa to poziomem brutalności nie dorównuje klasykom od czarnego konia.

Ps. Wedlug mnie swtor nie powinien być klasygikowany na równi z kotorami bo po pierwsze dzieli je spory okres czasu. Po drugie rycerze starej republiki fabularnie stoją na nieporównywalnie wyższym poziomie.

Re: nic

Czego jak czego, ale poziomu brutalności do Disneyowi nie można odmówić, tak w LS-ach (nb., porównujesz jedną z najsłabszych książek do jednej z najlepszych - to jakby powiedzieć ze "Spotkanie na Mimban" nie umywa się do "Lost Stars"), czy np. w Rebel Rising (to jest zdecydowanie mroczna klimatycznie i dołująca powieść).

A, i to że coś jest brutalne to nie oznacza akurat, że od razu lepsze. Z historii Dassa chyba najlepsze są te własnie najmniej brutalne historie.

Re: nic

Porównanie to wynikało właśnie z podobnej tematyki dwóch książek-wczesny Vader radzi sobie z buntem przeciwko imperium.

Jak inaczej miałbym porównywać oba te kanony? A jesli już mówimy o złych lsiążkach sw to eu ma co prawda "dzieci jedi" ale disney ma trylogię wendiga...

Oczywiście, że sama bezmyślna brutalność nie zastąpi fabuły ale nie mogę patrzeć jak dziecięce stały się niektóre kadry komiksów. Wspomniałeś serię republic, to dodatkowym jej atutem było poruszanie poważnych problemów-niewolnictwa, zdrady z powodu nieopłacalności strategicznej, podtruwania rizumnych istot żeby zrobić z nich vezwolne sługi itp. Gdzie sa takue elementy u Di$n€¥a

Re: nic

Star Wars skończyło się w momencie gdy Lucas je wymyślił xD

Challenge accepted

Mam nadzieję że wszyscy będą poważnie zawiedzeni moją wizją. Ja już jestem choć to improwizacja. Z oczywistych względów ograniczę się do streszczenia fabuły dziewiątki.

AKT I

Ruch oporu przekształcony w SOJUSZ GALAKTYCZNY wciąż liże rany zadane mu przez NAJWYŻSZY PORZĄDEK. Podczas gdy Kylo Ren, znany teraz jako DARTH REVAN podbija kolejne planety Galaktyki, Poe wysyła Finna i Rose na misję odbicia niecodziennych sojuszników...

Przestrzeń kosmiczna. Szczątki droidów bojowych. Przelatuje przez nie odświeżony prom Lambda. Ląduje na czerwonej, pustynnej planecie. Wysiadają pasażerowie: ktoś skuty z niewidoczną twarzą i dwójka szturmowców FO. Jeden jest trochę niższy od drugiego. Podchodzi przedstawiciel nowej rasy, wprowadza ich do jaskini która okazuje się norą pełną szumowin. Jest tam kobieta w mandaloriańskiej zbroi. Na środku sali jest gruby obcy, obok niego zakapturzona postać. Grubas pyta czego chcą, wtedy szturmowcy odsłaniają jeńca - to Rey. Grubas śmieje się, naciska przycisk i Rey spada w dół na gigantyczną arenę gdzie musi walczyć z potworem dużo większym od rancora. Grubas, kilku ochraniarzy i szturmowcy zjeżdżają na zamknięty balkon widokowy. Wtedy rozpoczyna się strzelanina. Szturmowcy i mandalorianka eliminują resztę i aresztują grubasa. On "dezaktywuje" potwora i wskazuje napastnikom miejsce ukrycia jeńców. JEńcami tymi są porgi. Rose i Finn zdejmują hełmy i Sabine wyjaśnia, że porgi osłabiają użytkowników DS i ci nie mogą łączyć się z Mocą.
Nigdzie nie ma śladu po Rey walczącej fioletowym mieczem świetlnym i przefarbowanej na rudo. Okazuje się uratowała ją stara kobieta, którą okazuje się Matka Talzin. Siostra łączy Rey nowych technik a potem wypuszcza. Zakapturzona postać pojawia się z nikąd i nawiązuje z Talzin rozmowę:
- Nauczyłaśśśś ją tego?
- Tak, Nomie Anorze. Wkrótce wyeliminuje ostatniego z rodu Skywalkerów i Pan powróci.
- Dobrze. Szszszszkoda że tego nie dożyjeszszsz.
Vong zabija Talzin sztyletem.
CDN (wyczerpałem z 10% pomysłów a chce mi się spać)

Re: Challenge accepted

Ledwo się wciągnąłem w akcję, a ten wziął i skończył.

I w XXI wieku nie wolno pisać "gruby", trzeba pisać "wagowo uposażony"

Re: Challenge accepted

W słusznie minionych czasach gruby znaczyło zdrowy, pełen szczęścia, dostatku. No, ale kiedyś to cukier krzepił - nie to co teraz

#wszystkodziadzieje

Re: Challenge accepted

Trzeba pisać "Ludwikowaty".

Re: Challenge accepted

Ja się tam nie czuję "Ludwikowaty", raczej jak mistrz, który pokonał anoreksję na wielu polach.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Najgorsze co mogło już spotkało SW - to oczywiście władza KK.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

- Kolejna jeszcze potężniejsza superbroń typu np. Sun Crusher
- Klony Imperatora/Lu(u)(u)ka albo innych postaci - Snooke? Vaaader?
- Najazd Vongów
- Pojawienie się nagle z d*py bandy Sithów (ewentualnie zbuntowanego Pretorian Guarda), która przejmuje władzę w FO

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Ahsoka zjawiająca się znikąd i niszcząca Najwyższy Porządek i inwazja Vongów... Uff, aż trudno mi to napisać, takie to okropnie. Plus: Nowa superbroń i Snoke sklejający się.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Kylo i Rey okażą sie transpłciowi i zmienią se płcie i będzie Reylo.

AKT II

Dobrze że się podobało. Jedziemy dalej.

Widzimy Mandatora. Pada na niego cień Mega. Na Mega pada cień czegoś większego - to kształtny niczym Eclipse i długi jak Gwiazda Śmierci Hiper Star Destroyer "Defenestrator". Jest na orbicie czegoś co wygląda ja planeta w budowie z wielką dziurą, aka Systemkiller. Systemkiller ma księżyce.
Hux składa meldunek Darthowi Revanowi w okrągłej sali z tronami, SP siedzi na największym. Kłócą się, Kylo wyciera generałem podłogę. Wchodzi grupa postaci ubranych na czarno i siada na tronach. Z tyłu stają nieznajomi, cali w fiolecie. Dyskutują o wojnie, okazuje się że to Rycerze Ren. Nagle ściana eksploduje, do środka wpada Ahsoka. Rycerze Ren zrywają się i zapalają miecze świetlne wszystkich kształtów i rozmiarów. Ahsoka wygrywa, Revan wstaje z tronu gotów stoczyć z nią pojedynek. Nagle rozlega się strzał, Jedi pada na podłogę. Strzeliła Phasma, przypominająca teraz trochę Grievousa. Ma sześć ramion i dwie głowy. Ostatnie słowa Ahsoki to "Przegrasz. Wybraniec przybędzie i cię zniszczy. Zło nigdy nie będzie rządzić galaktyką."
Tymczasem w tajnej lokacji, gdzieś w Pałacu Królewskim na Naboo, odbywa się tajne posiedzenie dowódców Sojusz Galaktycznego dotyczące nowej broni budowanej przez NP. Zgodnie ze słowami Kalamariańskiego generała plany zdobyli bothańscy szpiedzy. Nikt nie wie co począć, ale wtedy Zabrak przypomina o jeńcu złapanym w Nieznanych Regionach. Dowództwo decyduje się zaprosić go na obrady. Niegdyś Wielki Admirał, obecnie po prostu Thrawn zostaje wprowadzony pod strażą w kajdanach i przedstawia plan ataku. Leia jest przeciwna, ale zostaje przegłosowana. Sojusz mobilizuje flotę. Na ustach Thrawna pojawia się ledwo widoczny uśmiech.
Tymczasem Rey, Chewie, Sabine, Finn i Rose przybywają na Mandalorę. Rey ćwiczy, Rose romansuje z Finnem, Chewie naprawia Sokoła, porgi rozrabiają dużo więcej niż w TLJ a Sabine zbiera armię. Rey jest zazdrosna o Finna i ćwiczy jeszcze więcej. Zaczepia ją zakapturzona posssstać w czerni i bardzo dyskretnie podsyca gniew bohaterki. W pewnym momencie ponosi ją i w szale niszczy R2. Córka S*** chowa szczątki astromecha tak, by nikt ich nie znalazł. Jest zła na siebie. Zmienia fryzurę, skraca włosy i czyści je z farby. Są czarne.
Po pewnym czasie Chewie odbiera sygnał od floty o mobilizacji. Sabine zostaje żeby skończyć przygotowania, Rey decyduje się jej towarzyszyć - boi się, że Rose może spotkać ten sam los co Artoo. Nagle kobiecie ujawnia się duch Luke`a, rozmowa przeradza się w kłótnię, w końcu Jedi udziela swojej ostatniej lekcji: opuszcza ją, jak twierdzi, na zawsze. Rey ucieka do jaskini, gdzie znajduje holokron. Udaje jej się go uruchomić. Pudełeczko otwiera się i przedstawia mały, czerwony hologram. Postać jest ubrana na czarno i ma kaptur. Jej twarz zasłania maska zrobiona z czaszki nieznanego gatunku. Rey nie rozumie słów nieznajomego, ale wyczuwa w Mocy emocje. Emocje, które pojawiają się znikąd i zaczynają ją wypełniać. Strach. Nienawiść. Zazdrość. Ból. I nieposkromiony głód, którego nie zaspokoi cała galaktyka. Wtem doznaje wizji, klarowniejszej niż kiedykolwiek: NP miażdży flotę SG, jej przyjaciele umierają, Rose płacze nad wykrwawiającym się Finnem, Ben przecina mieczem własną matkę, śmieje się, potwór, morderca...
"Rey, to nie jest ścieżka Jedi."
Głos Luke pozwala jej odpędzić wizję. Bohaterka odrzuca holokron i ucieka z jaskini. W ostatniej chwili udaje się jej złapać Sokoła przed odlotem i wsiąść na pokład. Finn cieszy się, że zmieniła zdanie, chociaż kobieta nie chce wyjawić przyczyny swojej decyzji. Rose nie wydaje się tak szczęśliwa i specjalnie tego nie kryje. Chewie ustawia koordynaty skoku, lecz niespodziewanie atakują go porgi. Klikając różne przyciski zmieniają kurs. Przepędzając stworzenia Chewie popycha dźwignię i Sokół skacze w nadprzestrzeń.
Darth Revan medytuje na pokładzie Defenestratora. Jest otoczony przedmiotami związanymi z Sithami. Holokrony, posągi, miecze świetlne, kryształy, przedmioty o nietypowym kształcie i nieznanym zastosowaniu, słowem - największe stężenie smaczków na metr kwadratowy w historii, maybe ever. Ben nie jest sam - towarzyszy mu Obecność. Okazuje się, że Kylo nie chce zabijać ani rządzić galaktyką - zakochał się w Rey i chce się z nią spędzić resztę życia. Sith tłumaczy mu że to niemożliwe, bo kobieta uważa go za potwora i nienawidzi, a jedynym sposobem by to zmienić jest przeciągnięcie jej na Ciemną Stronę Mocy. Obecność przekonuje Najwyższego Przywódcę że poczyniła kroki w tę stronę, ale nie dokończy dzieła dopóki mrok nie przepełni całej galaktyki za sprawą Revana. Mężczyzna jest zdeterminowany i zgadza się. Przywdziewa nową maskę - maskę Mandalora.
Postać w czerni wchodzi do ruin grobowca na Korribanie. Spotyka w środku postać w bogatej zbroi z hełmem zasłaniającym twarz, ale nie kłania się jej, tylko stojącemu w cieniu błaznowi. Nom Anor wspomina w nieznanym języku, że wszystko jest już gotowe - Najwyższy Porządek wkrótce zniszczy Sojusz Galaktyczny, dziewczyna zabije Skywalkera i Nihilus zostanie uwolniony, a wtedy będą mogli się ujawnić. Onimi chichocze i każe Anorowi kontynuować, a Shimrze przygotować inwazję.
CDN

Re: AKT II

Dzię-ku-ję! Dawno nie czytałem tak dobrej grafomanii Star Wars. Uśmiałem się setnie.

Re: AKT II

A nawet nie jesteśmy w połowie! To wręcz przerażające ile rzeczy można zrobić źle z tym uniwersum.

Re: AKT II

Wincyj!

Re: AKT II

Wincyj [2]

AJ

AJ73 zasugerował, że mój temat jest pesymistyczny, a jego optymistyczny. Nie zgodziłbym się z tym. To mój jest bardziej optymistyczny.

Dlaczego?

Bo wymieniamy strasznie kijowe pomysły i człowiek dochodzi do wniosku, że w sumie Disneyowskie SW nie takie straszne. Ok, nie wszyscy dochodzą do takiego wniosku, ale przynajmniej większość

A w temacie AJa mkn wymienia najlepsze rzeczy, które mogą zdarzyć się w SW dochodzi do smutnego wniosku, że nic z tego nie jest zbyt prawdopodobne.

Re: AJ

Jego (mkn) post jest bardzo dobry, rzekłbym trafia w samo sedno tematu

Re: AJ

Zgadzam się

AKT III

Flota Sojuszu wychodzi z nadprzestrzeni tuż nad Systemkillerem, dzięki czemu NP nie może wykorzystać Gwiazd Śmierci orbitujących wokół hiperbroni do ataku. Do walki z trzema okrętami MC85 i kilkoma eskadrami myśliwców (w tym nowe B-wingi! Wyglądają tak samo ale mają trochę większe działa) staje jedynie flota złożona z kilku Mandatorów, dwóch Mega i mnóstwa mniejszych okrętów. Szanse wydają się wyrównane, ale atakiem dowodzi Thrawn. Eskadra X-wingów pilotowanych przez astromechy skacze w nadprzestrzeń w kierunku wroga i szybko rozprawia się z wrogimi okrętami. Zwycięstwo wydaje się bliskie, lecz wtem z nadprzestrzeni wyskakują kolejne niszczyciele NP, a do walki włącza się Defenestrator. "To pułapka!" - zauważa Thrawn. Wszyscy dostają rozkaz udania się na stanowiska bojowe.
Leia spotyka w hangarze Lando, oddanego sprawie walki ze złem bohatera GCW. Leia chce polecieć na okręt flagowy Revana żeby porozmawiać z synem. Calrissian zgadza się pomóc i razem z Chewiem szykuje Sokoła, na którego zakrada się Rey z planem zabicia Solo. Nim odlecą czeka nas jeszcze romantyczna i nadzwyczaj wzruszająca rozmowa Landa i L3, aka komputerem nawigacyjnym Sokoła. Tłumaczy ją 3PO, tym razem z niebieską głową i damskim głosem.
Tymczasem Kylo wyczuwa, kto się zbliża, i pozwala wylądować Sokołowi. Ma nadzieję ściągnąć Rey na ciemną stronę zmuszając ją do zabicia Lei. Nie wie jednak, że jego okręt jest infiltrowany przez Finna i Rose, wysłanych z tajna misją przez generała Damerona. Duet ten, z niewielką pomocą BB-8, dokonuje akcji rodem z Mission Impossible, wliczając w to oczywiście zawiśnięcie na lince tuż nad głową Huxa. Generał jest jednak zbyt zajęty prowadzeniem bitwy, która nie idzie dobrze. Oficer decyduje się nawet na wysłanie myśliwców (w tym nowych TIE Interceptorów! Pewnie ich nie rozpoznaliście przez białe płate).
Revan oczekuje matki w swoich kwaterach. Kobieta przychodzi sama. Rozmowa jest krótka, po chwili walka na miecze trwa w najlepsze. Ben pokazuje Lei jak jej flota ulega zniszczeniu. Generał wpada w furię i rozbraja syna. Wacha się chwilę czy powinna go zabić. Wtedy pojawia się Rey, a Kylo zaczyna przedstawienie: udaje słabego i bezbronnego, wyrzuca Lei że była złą matką i wszystkich wykorzystuje. Kobieta wpada w szał i chce go zabić, ale plan zadziałał: słuchając podszeptów Noma Anora Rey odcina głowę księżniczce. Przerażona swoimi czynami, jednocześnie myśląc że może jeszcze uratować Bena, decyduje się dołączyć do Revana i przyjmuje imię Vitiate. Potem wyjawia Kylo plan sabotażu i idzie rozprawić się z Finnem i Rose.
Ben zostaje sam, lecz wtem zapala się za nim różowe ostrze. Z cienia wychodzi Snoke, naszpikowany mechanicznymi kończynami i wspomagaczami.
- Zrobiłeś to, mój uczniu.
- Nie jestem twoim uczniem! Nienawidzę cię!
- A ja cię już nie potrzebuję.
Z drugiej strony pojawia się Phasma ze swoją dzidą, a nawet trzema. Kylo zapala miecz. Najefektowniejszy pojedynek w historii sagi zaczyna właśnie w tym momencie. Przenosi się na korytarze, potem do hangaru. Pojawiają się desantowcy SG, walka przenosi się do dużo większego hangaru, gdzie NP używa maszyn kroczących, w tym trzystu metrowego w kłębie All Terrain Ultimate Transport o dwunastu nogach. Phasma traci trzy ze swoich rąk, ale żadna ze stron nie ma przewagi. W walce Snoke ujawnia, że kiedyś był mistrzem Jedi i zasiadał w Radzie, ale Palpatine go okaleczył i niemal zabił. Przetrwał jedynie dzięki swojej nienawiści. Lando obrywa rykoszetem próbując zajść Revana od tyłu. Jego ostatnie słowa dotyczą L3.
Rey wpada w sam środek walk. Widząc w oddali Finna i Rose biegnie w ich stronę zabijając po drodze każdego i niszcząc jedną z maszyn kroczących. Zabija Rose i toczy krótki pojedynek z Finnem, który wygrywa. W ostatniej chwili opanowuje się, a Finn wyznaje jej miłość. Rey każe mu ewakuować żołnierzy, a sama idzie zniszczyć reaktor. Tymczasem Kylo zabija Phasmę, ale sam jest ciężko ranny. Wtedy pojawia się Hux z oddziałem szturmowców i mówi: "Najwyższy Przywódco..." Nie wiadomo kogo miał na myśli, gdyż ginie z żołnierzami wśród niebieskich błyskawic. Z cienia wyłania się Palpatine, młodszy niż w TPM, ale z subtelnymi wpływami Ciemnej Strony.
- Nareszcie spotykamy się ponownie, Mistrzu Windu.
- Długo na to czekałem, Darthcie Sidiousie.
- Czekałeś tylko na śmierć, tym razem na dobre.
Cała trójka ponawia walkę, jeszcze intensywniejszą niż wcześniej. Każdy jest przeciwnikiem pozostałych, nie ma żadnych sojuszy.
Tymczasem SG przegrywa w bitwie kosmicznej. Thrawn zniknął z mostka i nikt nie wie gdzie go znaleźć. Poe został sam z eskadry. Nagle na powierzchni Eclipse pojawiają się wybuchy. Okręt spada ku powierzchni planety bojowej z coraz większą prędkością, załoga i żołnierze SG się ewakuują. W hangarze został ostatni statek, który właśnie startuje. Palpatine staje na trapie i podaje Rey rękę. "Chodź do mnie, córko." Kobieta idzie. Prom startuje, a okręt flagowy uderza w rdzeń planety i wywołuje potężną eksplozję. Statki SG skaczą w nadprzestrzeń, a flota NP wraz z Gwiazdami Śmierci ulega zniszczeniu. Kylo i Snoke giną w wybuchu. (?)
Na Coruscant odbywa się ceremonia wręczenia medali. Z żywych dostają je tylko Palpatine (o którym nikt nie wie że w innym ciele był Imperatorem), Rey, Chewie i Finn. Nagle dochodzi do eksplozji, wybucha panika. Wszędzie pojawiają się zombie-Vongowie, w powietrzu latają skoczki koralowe, na wyniesieniu staje Shimrra i śmieje się donośnie. Przeciwnicy są odporni na użycie Mocy, więc Palpatine tworzy portal teleportu przez który uciekają bohaterowie. Planeta płonie.
Devastation & End Title
Scena po napisach: pomieszczenie skąpane w półmroku pełne kryształów i luster, w których odbijają się najprzeróżniejsze rzeczy: widać m. in. Times Square, Enterprise, Asgard, Hugh Jackmana z metalowymi pazurami. Na środku znajduje się czarny tron, na którym siedzi skrzyżowanie Saurona z Darthem Nihilusem i Thanosem. Nagle pomieszczenie błysk. Pojawia się nowy, duży i wyraźny obraz, a w nim Nom Anor.
CDN (w końcu Epizod IX jest dwuczęściowy)

Re: AKT III

Brawo, brawo, brawo ! (oklaski) 👍👍👍, zwroty akcji autentycznie powodują uśmiech dookoła głowy 😜😊

Re: AKT III

Z niecierpliwością czekam na kolejną część, czy pojawi się Shedao i jaka odegra rolę.

Re: AKT III

Szedała! I żeby dostał Bana!

Re: AKT III

Dartha Bana!

Re: AKT III

Chyba rzeczywiście gorzej by już być nie mogło... Miałam jeszcze pomysł na "najgorsze, co nie może spotkać SW", czyli jakieś totalne wariactwa i absurdy, ale chyba Twoje pomysły wystarczą.

Re: AKT III

Oglądałabym.

Wincyj!

Interludium: Lucasfilm w ruinie

W oczekiwaniu na zakończenie (?) "zakończenia sagi Skywalkerów", na które trzeba nam czekać dwa lata, przedstawię co w międzyczasie dzieje się na świecie. A dzieje się dużo.
W lutym 2020 Katheleen Kennedy odwołuje Abramsa ze stanowiska reżysera. Oficjalnie przyczyną odwołania są różnice artystyczne. Nieoficjalnie Kennedy nie jest zadowolona z zysków (porównywalne z tymi uzyskanymi przez Hana Solo przy pięciokrotnie większym budżecie). Niektórzy twierdzą że winna jest presja wywierana przez środowiska LGBT (Finn wyznał miłość kobiecie), feministyczne (Rey i Leia są na granicy bycia antybohaterkami), wegetariańskie (Chewie zjada jednego Porga na Mandalorze) i antyrasistowkie (Azjatka umiera zabita w brutalny sposób). Stołek reżysera zostaje przekazany Rianowi Johnsonowi.
Marzec to premiera Mandalorians na platformie Disneya, opóźniona przez zmianę reżyserów (teraz nad całością czuwa Filoni). Serial ma średnią ocen na Rotten Tomatoes 23/100. Dialogi określa się jako drętwe, aktorzy grają sztywne, a montaż jest fatalny. I na fabule nie pozostawiono suchej nitki, opowiada ona o klonie, który szuka zemsty na Devaronianinie za zabicie ukochanej. Z czasem reżyser zapomina o tym wątku poświęcając go na rzecz ratowania galaktyki przed inwazją Vongów, walki z duchami starożytnych Sithów, a także zglębiania struktury wieloświata do którego należy uniwersum. W serialu pojawiają się między innymi: Leia, Lando, Luke, R2, 3PO, Thrawn, Chewie, Han, Snoke, Hux starszy, Mon Mothma, duchy Jedi, duch Palpatine`a, Hera, Saw Gerrera, Jacen, Hendo, Ahsoka, Zeb, Kanan, Shedao Shai, Nom Anor, Jar Jar i Iden Versio.
W maju tego samego roku premierę ma opóźniony przez zamknięcie studia i zmianę koncepcji gry Jedi: Fallen Order. Za $200 otrzymujemy pięciogodzinną liniową kampanię ograniczającą się do siekania szturmowców i multi z trybem pseudo battle royal. Aby odblokować całą zawartość będąc graczem f2p należy spędzić w grze jakieś 300h. Postać można ulepszać przedmiotami zdobytymi z trakcie gry, wtedy lepiej sobie radzi w multi. Kosmetyki można już kupować za realna kasę, za wszystkie płaci się koło $300. Po dwóch tygodniach wychodzi DLC za $100 dodające dodatkowe mapy.
Czerwiec to czas finału kolejnego komiksu "Darth Vader". Pojawia się w nim wątek wskrzeszonego Mace`a Windu, a Doktor Aphra zostaje zabita. Na szczęście w sierpniu zmartwychwstaje w swojej drugiej serii komiksowej. I okazuje się córką bardzo potężnej Jedi. Zachwycona plot twistem Kennedy przedłuża Marvelowi wyłączną licencję na kolejną dekadę. Tydzień później kioski zaczynają wycofywać komiks ze sprzedaży ponieważ "tylko zajmują miejsce w magazynie".
Wrzesień i premiera trzeciego sezonu Resistance. Nawet nie będę streszczał fabuły. Co ważniejsze, wkrótce potem zaczyna się kolejny sezon Wojen klonów, co oznacza dużo Ahsoki, starożytnych Sithów, Vongów, a nawet kontynuację wątków Ezry i Thrawna z Rebels. W listopadzie z pomocą tunelu czasoprzestrzennego dochodzi do cross-overa seriali. O dziwo nawet lepsze niż Avengers 4, choć poprzeczka nie była zbyt wysoko.
Grudzień i premiera Star Wars: Throne Wars. Akcja filmu toczy się w czasach przed TPM i dotyczy ówczesnych rozgrywek politycznych. Stężenie seksu, przemocy i przekleństw większe niż w oryginale. No i jest nagi Palpatine. Film przyciąga do uniwersum fanów House of Cards czy Gry o tron. Rodzice którzy zabrali ze sobą dzieci "bo to star łors" są oburzeni. Film zarabia więcej niż TLJ i R1 razem wzięte, a Kennedy i SG obmyślają nową strategię wydawniczą.
Rok 2021 marka wita z wielkim hukiem. Bez huku natomiast zostaje anulowany kolejny sezon Resistance. Już w kwietniu dochodzi do rozwiązania SG i zwolnienia wszystkich członków, oficjalnym powodem są różnice artystyczne. Nie robi to dużej różnicy fanom bo co drugie tłumaczenie sprzeczności to "tunel czasoprzestrzenny" itp. Tym niemniej Kennedy jest podekscytowana planem rozwoju uniwersum, który udało im się wspólnie opracować.
W czerwcu EA wydaje nową grę. I nie mówię tu o mobilce, tych od czasu Solo pojawiło się osiem, ale tylko dwie wyszły z wczesnego dostępu. Zamknięto za to Commandera, GoH i FA, podobnie jak serwery Battlefrontów i TORa (BioWare zostało rozwiązane). EA udało się również za pośrednictwem Lf anulować produkcję 12 modów do gier SW, 5 modów SW do innych gier, 6 gier fanowskich i remake`u dwóch klasycznych. Ich pozycja, o wdzięcznym tytule "The Old Republic" jest grą MMO - co-op z dwudziestogodzinną kampanią (dostępną tylko dla czteroosobowej drużyny; opcje dialogowe są dla samej estetyki). Mechanika ogranicza sie do strzelania i machania mieczem. Gracze są tak zdesperowani że rzucają się na tytuł jak zombie. Ekskluzywna licencja EA zostaje wydłużona na kolejną dekadę. Po dwóch miesiącach serwery zostają zamknięte przez zbyt małą liczbę graczy.
We wrześniu Chuck Wendig wydaje czwartą część swojej sagi SW. Dokonuje ona pierwszego jawnego retconu który ciężko wytłumaczyć nawet załamaniem czasoprzestrzeni. Listopad to fenomenalna nowina dla komiksiarzy, Stan Lee tworzy komiks SW (?). A w grudniu ma premierę Epizod IX, część 2...

Re: Interludium: Lucasfilm w ruinie

Halloween już za tydzień!

Re: Interludium: Lucasfilm w ruinie

Niech to fffala morska ! - przecie tydzień temu było jeszcze lato

Re: Interludium: Lucasfilm w ruinie

Jak to znajomo brzmi!
Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że jeśli sytuacja się trochę nie uspokoi, tak to się może skończyć...

Re: Interludium: Lucasfilm w ruinie

To była optymistyczna wizja. Nie chcę wiedzieć, jaka jest pesymistyczna.

IX: cz. 1, akt 1

Opóźnienie, wiem, ale czego się spodziewaliście po zmianie reżysera? Czyżby czterogodzinnego filmu 18+? Cóż mogę rzec...

Czarny ekran. Krzyki. Miga obraz. Mroczna muzyka. Mignięcie dłuższe, widać płonące budynki. Kolejne, z Vongiem. Pojawia się Palpi, czarny ekran nie wraca. Strzela błyskawicami do Vongów i z trudem powala jednego. Kolejnego Rey przecina na pół mieczem świetlnym, z trudem przecinając pancerz. Coruscant płonie. Zombie napierają, wielu ma pancerze szturmowców NP. Bohaterowie gromadzą się razem otoczeni przez przeciwników. Palpatine tworzy portal, wolniej niż poprzednio, i inaczej niż wtedy portal jest kwadratowy i płonie. Shimrra atakuje Sitha, w jego obronie staje Chewbacca. Wódz wgryza się w jego szyję, z ust ścieka mu krew. Wookie pada, trzęsie się, po chwili wstaje z większymi mięśniami, kłami i pazurami, a jego oczy pełne są nienawiści. Rey, Lando, Finn i Palpatine skaczą przez portal, Sidious zamyka go w ostatniej chwili odcinając rękę któremuś Vongowi.
- Stworzyłem to miejsce przed powstaniem Imperium, właśnie na taką okazję. Jesteśmy bezpieczni - mówi jak gdyby to była relacja z bingo. Sith prowadzi grupę mrocznymi korytarzami zbudowanymi z drewna, metalu i kamienia. Spotykają postaci ubrane w różne stroje, w większości przedpotopowe. Wszyscy mają kolorowe poświaty i miecze świetlne przy pasie. Dochodzą do pomieszczania przypominającym komnaty Rady Jedi w świątyni na Coruscant. Kilka miejsc jest zajętych przez zdawałoby się materialne "duchy" Jedi - z niebieską poświatą i Sithów - z czerwoną. Jeden fotel jest większy od innych. Nikt na nim nie siedzi. Na oparciu jest znak Wiecznego Imperium. Sidious siada między duchami Dartha Bane`a i równie nieznajomej co atrakcyjnej Lady Sith o głosie Obecności.
Rada rozpoczyna posiedzenie. Rozmawiają o powrocie Nihila, inwazji zombie i Mocy. Yoda obraża jakiegoś Sitha. W końcu decydują, że trzeba odwiedzić pradawnych. Jednak dokonać tego można jedynie z pomocą pradawnej machiny, która to zaginęła lata temu. Na szczęście Vongowie na pewno to wiedzą. Do drużyny dołącza Azjatka będąca duchem Jedi na miejsce Sidiousa. Posiedzenie kończy się, a ekipa zastanawia się jak wejść do kwater Shimrry. Tymczasem Sanktuarium, tak bowiem nazywa się to miejsce, staje się polem spisków na miarę GoT jeśli chodzi o ilość. W kwestii jakości bliżej im podręcznikowi do chemii. Wspomnę teraz tylko o scenach dla dorosłych z duchami i zrzucaniem przeciwników do studni. O "śmierci" ważniejszych postaci nie omieszkam wspomnieć, w tym akcie są to Obi-Wan, Kit Fisto i Dooku, załatwieni przez kolejno Obecność, Sidousa i Bane`a. Atak Yody na ostatniego zakończył się klęską. Nie zabraknie również przynudnej rozmowy Luke`a i Rey oraz pseudo-śmiesznych scen z Finnem.
Z kolei Nom Anor nie ma się tak dobrze. Nihil nie może przejść przez Wrota Światów. Krew Skywalkera, bardzo słaba, ale jednak, płynie jeszcze w czyichś żyłach. Yuuzhanin wysyła zombie na poszukiwania ocalałego potomka Skywalkera. Tymczasem zniecierpliwiony Onimi każe mu osobiście odszukać wejścia do Świata między Światami, który wzmocni sygnał. Później przywódca Vongów budzi zamrożonego w karbonicie wielkiego jak góra generała swojej rasy, napakowanego Shedao Shaia ze zbroją w kształcie kaloryfera, by ten odnalazł Sankturarium i poprowadził atak na nie, gdyż prawdopodobnie chronią je droidy - jedyny wróg wzbudzający strach w trójkomorowych sercach Vongów. W końcu właśnie dlatego wywołali Wojny klonów.

Re: IX: cz. 1, akt 1

Okropne!

Re: IX: cz. 1, akt 1

Wreszcie jakiś normalny człowiek! No ile trzeba było na to czekać?!

Re: IX: cz. 1, akt 1

To chyba jak dotąd najlepsze, jeśli idzie o najgorsze.

Oczywiście wincyj!

Re: IX: cz. 1, akt 1

Ostatecznie epizod Sszedł...

Zwiastun

Znalazłam zwiastun tego czegoś: https://youtu.be/IBkxqWjNl7M
A tak na serio to doskonale beznadziejne (to komplement).

Re: IX: cz. 1, akt 1

Wciąż lepsze niż TFA.

tak prawda

że na obecną chwilę nie wyobrażam sobie SW w jeszcze gorszej formie... znaczy zawsze można iść w Uwe Bolla albo rekinoośmiornice, ale tego chyba nie dotkną.

Swoją drogą ktoś mądrze zauważył, że jak się jest na dnie to można się wyłącznie odbić i płynąć w górę, a tam potem skrzydła i pod niebiosa.
Problem w tym, że na dnie jest k*sko zimno, ciemno, a i bytują tam stworki, które nie pogardzą nawet przydennym SW

Tak czy siak JarJar Abrams i Filoni nadal są aktywni w temacie, więc ciężko to przebić.

IX: cz. 1, akt 2

Dobry film to taki, który wzbudza kontrowersja. A jak wam się nie podoba to jesteście #hejterzy #gamersgate a przy okazji #neonazis

Skoczek koralowy wyskakuje z nadprzestrzeni tuż przed światostatkiem. Rey przesyła kody autoryzacji kontroli lotów. Są one aktualne i statek dostaje pozwolenie na lądowanie na Coruscant. W tym momencie ona i Shimrra wyczuwają się w Mocy. Vong klęka przed hologramem i kontaktuje się ze swoim panem. Onimi uspokaja go i nakazuje mobilizację. Za wodzem staje Shedao Shai i zapala nunczako świetlne, kręci nim młynek w powietrzu i gasi. Shimrra jest pod wielkim wrażeniem i wraca do obowiązków, zaś Onimi kontaktuje się z Nomem Anorem. Agent melduje, że znalazł świątynię, ale jest broniona. Vong już ma zdradzić koordynaty planety, ale nagle w hologramie pojawiają się strzały, Nom Anor znika, a na jego miejscu pojawia się złoty droid bojowy o wyglądzie napakowanego HK-47. Transmisja zostaje przerwana. Przerażony wódz Vongów żąda od generała wyruszenia na pomoc swojemu agentowi, ale dostaje pięścią jak sztaba aurodium w twarz. Shedao lekceważąco oświadcza mu, że najpierw rozprawi się z Jedai, a dopiero wtedy zajmie się innymi przeciwnikami.
Scena z GoT z nagim klonem Palpatine`a. Yoda zabija Bane`a.
Skoczek koralowy ląduje, zbliża się do niego oficer Vongów którego wita Finn w zbroi po zombie. Odwraca uwagę przeciwnika o (najwyraźniej) inteligencji ameby podczas gdy Rey, Lando i Mara Jade (ta Azjatka - duch Jedi) omijają kontrolę celną. Zabijają dwóch zombie na straży i kradną ich ciuszki, a Mara zmienia wygląd na bardziej Vonogwaty, po czym wmaszerowują do środka wielkiego budynku. Drogę zagradza im Phasma-zombie z naprawionymi ramionami Grievousa. Lando i Rey uciekają, a truposza zatrzymuje duch. Tymczasem do zabawy prowadzonej przez Finna dołącza dwóch kolejnych zombie.
Wiele lat świetlnych dalej w tym samym czasie dochodzi do wielkiej kłótni między duchami Jedi i Sithów w związku ze śmiercią Dartha Bane`a. Niebiescy są gotów pójść na kompromis i wyłączyć Yodę w zamian za zażegnanie konfliktu. Wielki Mistrz, zdając sobie sprawę że Sithowie zgodzą się na taki układ, aktywuje komlink i razi wszystkich zgromadzonych pomarańczowymi błyskawicami. "Nigdy Sithów nie będzie już!" - krzyczy. Przyłączają się do niego Palpatine z niebieskimi i Obecność z zielonymi błyskawicami. Duchy padają trupami jak szkielety w M&M. Niespodziewanie sufit zawala się przygniatając kolejne duchy, a naszym oczom ukazuje się niebo zasnute statkami Najwyższego Porządku. Do Sanktuarium Sanktuarium wkraczają Ghost Troopers i atakują sprzętem z Ghost Busters wszystkich poza Yodą, do którego podchodzi były generał, a teraz Najwyższy Przywódca Hux. Duch czyści nim podłogę gdy tylko ten się odzywa. Żołnierze eliminują duchy jeden po drugim, ale przebija się przez nich Sidious, a tuż za nim Obecność. Kobieta eliminuje ochronę promu typu Upsilon, a w tym samym czasie Palpatine ściąga z orbity okręt klasy Mega. Dwójka Sithów ucieka nim szturmowcy są w stanie ich wyeliminować.
Finn opowiada grupce przeciwników jak zatruł się mięsem i został wegetarianinem.
CDN (Ostatnio nie było, mam nadzieję że nikt nie zwątpił!)

Re: IX: cz. 1, akt 2

Brawo! Wspinasz się na coraz niższy wyższy poziom. Aż strach radość pomyśleć, co będzie dalej...

Re: IX: cz. 1, akt 2

Nie wierzę, ale przebiłeś akt pierwszy oO

Re: IX: cz. 1, akt 2

Szacuneczek po prostu

IX: cz. 1, akt 3

Ten film albo trwa pięć godzin, albo też jest dwuczęściowy... Ej, Poe nie żyje czy czemu go nie ma?

Finn już ma zacząć opowiadać jak to zniszczył Starkillera, lecz wtem przez okno wylatuje Phasma i ląduje z trzaskiem metalu. Po chwili zajmuje się ogniem. Rozlega się alarm i zombie udają się do środka budynku, a Finn - chcąc nie chcąc - wraz z nimi. Alarm słyszą również Lando i Rey. Mijają biegnący oddział by zaatakować go od tyłu. Wkrótce zostają otoczeni przez przecinków, którzy ranią Lando i zmieniają go w zombie. Mężczyzna bierze leżący na ziemi miecz świetlny, zapala go i atakuje Rey. Dziewczyna ucieka, ale za zakrętem zamiast korytarza jest wielka, mroczna sala. Głosy w tyłu natychmiast uciekają. Palpatine widzi Luke`a walczącego ze Snoke`iem. Nagle pojawia się Yoda i przecina ich obu mieczem świetlnym. Mówi jej że Sithowie są źli i nakłania ją do zniszczenia ich gdy kobieta dotrze do swego celu. Nagle rozlega się głos Luke`a - "Rey, to nie jest ścieżka Jedi".
Wizja znika a Rey odkrywa, że jest na samym szczycie budowli. Wchodzi do biura Onimiego, a tam...
- Poe!
- Ciszej!
Radośnie się przytulają. O trzy sekundy za długo.
- Jak udało ci się przeżyć?
- Nie byłem na ceremonii, więc gdy zaatakowali zdążyłem się ukryć. Potem organizowałem ruch oporu.
- Poe, musimy potrzebuję danych z ich komputera...
- Ja też, dlatego tu jestem. BB się tym zajmuje.
- BB! - Tym razem przytulas jest za długi o pięć sekund.
- Niespodziewanie otwierają się drzwi gabinetu, bohaterowie kryją się, a do środka wchodzą Onimi i Shedao.
- Duchy Jedai martwi. Ktoś mnie wyprzedzić - mówi ten drugi. - A co z Nomem Anorem?
- Nie mamy od niego wieści. Musisz go uratować i sprowadzić tu naszego Pana, Nihila!
Vong znowu obrywa, tym razem w brzuch.
- Ja wiedzieć co zrobić ma! - ryczy i wychodzi. Onimi zdejmuje maskę i okazuje się, że to tak naprawdę Snoke. Nagle do pomieszczenia wpada Shimrra z biczem świetlnym krzycząc że tu ukryli się intruzi. Widząc prawdziwe oblicze swego pana upuszcza broń, a ten skręca mu kark Mocą. Następnie zwraca się w powietrze że wyczuł Rey gdy tylko wszedł do środka i cieszy się, że nie jest tak żałosna jak jego poprzedni uczeń. Palpatine wychodzi z ukrycia i zapala swój miecz świeltny. Do komnat wpadają elitarni Vongowie pod wodzą Mary Jade, wszyscy uzbrojeni w miecze świetlne. Z drugiej strony wychodzi Kylo Ren z metalową ręką i dziwnym urządzeniem na głowie. Kobieta słyszy głos mistrza "Wciąż możesz go uratować, Rey. Nawet teraz. Uciekaj na Lothal, tam znajdziesz to, czego szukasz."
Luke pojawia się znikąd, Mara krzyczy: "Miałeś być martwy!", a Rey "Luke, to pułapka, umrzesz!" Skywalker tylko zapala miecz świetlny. Wszyscy przeciwnicy się na niego rzucają. Snoke zakłada maskę i wyskakuje przez okno. Rey obcina metalową część głowy Revana, mężczyzna traci przytomność, potem wyrzuca go przez okno, wypycha Poe z BB i sama skacze - prosto na skoczka podstawionego przez Finna. Onimi widząć, że to nie jego statek jednym susem wraca do swojego gabinetu, gdzie Luke dokonuje rzezi. Snoke zapala swoje czarne ostrze, którego źródłem jest pierścień, i przyłącza się do walki. Luke wykańcza z łatwością pozostałych przeciwników i znika, a skoczek koralowy bierze kurs na Lothal i skacze w nadprzestrzeń.
Zapada wieczór. Do pomieszczeń wchodzą szturmowcy na czele z czerwonookim Yodą w czarnych szatach. Jęczącemu Onimiemu Yoda odcina głowę, po czym siada w jego fotelu i włącza hologram, na którym pojawia się Thrawn.
CDN (To jeszcze nie koniec tej części, wcisnę co najmniej jeden akt.)

Re: IX: cz. 1, akt 3

Posunąłeś się za daleko.

Re: IX: cz. 1, akt 3

Jeszcze tu brakuje Snolo (krzyżówki Snoke`a z Kylo) do pełnego koszmaru.

Re: IX: cz. 1, akt 3

To może mieć jeszcze miejsce w "conajmniejjeszczejednymakcie" tego epizodu, pierwszego ma się rozumieć

Re: IX: cz. 1, akt 3

Muszę napisać, że podczas czytania tego aktu ze śmiechu zjadłem wszystkie krówki-ciągutki z torebki, i choć nie było ich już zbyt wiele (zupełnieniewiemdlaczego) w torebce, to ... https://giphy.com/gifs/reaction-mood-l9Tllo1thElT5gvVOU/fullscreen

#wincyj!

Re: IX: cz. 1, akt 3

Czemu czuję, że to będzie lepsze niż IX?

Wincyj!

Re: IX: cz. 1, akt 3

Nie wiem, i trochę mnie to niepokoi. Pamiętasz że to kanon, "prawdziwa" wersja zdarzeń? Chcesz ataku zombie-Vongów i czarnej L... o, spoiler chyba. Ale miałem objawienie końcówki i zaprawdę nawet jeśli nie zmieszczę wszystkich złych pomysłów to to i tak rozwali system.

Przygotowanie do wielkiego finału

W czwartek o 20 na kantynie (tej do której jest link w prawym górnym rogu) będę na was czekał i pisał sobie ostatni(e) akt(y), a wy będziecie mogli zadawać pytania, podrzucać pomysły i podziwiać fragmenty przedpremierowo. Premiera: w czwartek jak napiszę.

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Odwołuję. Powód: jedyne gniazdko w pokoju, przypadkiem obok łóżka prawie zaczęło się palić, więc nie mogę korzystać z peceta. Czyli standard.

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Próbowałeś gasić wodą?

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Zobaczyłem co się święci, zalała mnie fala emocji, ale już po chwili zaczęły one blednąć w porównanii z narastającą furią. Wtedy to wszechświat przestraszył się, że przeholował, i wyjął wtyczkę z gniazdka. Dlatego nie musiałem używać wody.

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Swoją drogą, i zupełnie na poważnie, co ty masz za instalację że ci laptop ją przegrzewa... Dobrze jakby ktoś się przyjrzał. Chyba że lapek po tunigu z 16 prockami...

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

To desktop. Efekt jak przy ładowarce czy lampce nocnej, tylko na tym gniazdku. W przyszłym tygodniu będę miał narzędzia I spróbuję je rozebrać, ale twórca nie ułatwił sprawy .

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Najczęstrza przyczyna - luzy na stykach w gniazdku, czyli odkręcić gniazdko i dokręcić przewody. Jeśli to jedyne gniazdko i stara instalacja, to być może za duże masz obciążenie na linni. Pytanie co powoduje to obciążenie ?. Jeśli gniazdko jest podwójne, i np. podłączasz dwa urządzenia jednocześnie, które robią takie spięcie, to masz już odpowiedź.
Generalnie, zacząłbym od wymiany gniazdka i to od razu. Tylko na takie lepszej jakości.

Re: Przygotowanie do wielkiego finału

Gniazdo, nieGniazdko, w obecnym epizodzie brakuje epickich starć w kosmosie. ~ A tam też jest przestrzeń do zepsucia.

Najgorsze

nastąpiło w zasadzie od momentu premiery Ostatniego Jedi. Najgorsze nie było nawet kasowanie EU itd... najgorsze było, kiedy w ramach Nowego Kanonu pojawiły się sprzeczne wizje, sprzeczne pomysły i narodził się jeden wielki chaos, a do tego zamiast tendencji wzrostowej mamy tendencję spadkową jeśli chodzi o jakość... I to cały czas. To jest właśnie najgorsze i to dzieje się teraz. Jest to o tyle tragiczne, że w tym momencie nawet niezłe filmy jak Han Solo nie są już chyba w stanie uratować Gwiezdnych Wojen, ponieważ główna historia i cały duch Star Warsów został praktycznie unicestwiony przez pomysły Riana.

Re: Najgorsze

Kwestia gustu. Dla mnie to Han Solo był bardzo przeciętnym filmem, zdecydowanie najgorszym z disneyowskich. I to po nim poczułam, że część zainteresowania SW gdzieś ze mnie uleciała.

Re: Najgorsze

Nie mam zamiaru Cię "nawracać", bo pewnie jest to Twoje w pełni uświadomoione odczucie. Poza tym wiele osób ma podobne spojrzenie na disneyowskie SW i na pewno z czegoś to wynika. Mimo to, jednak, zawsze bawi mnie odnoszenie się do "ducha Star Wars". Najpierw TFA we mnie obudziło tego całego ducha na nowo, potem R1 pokazało mi, że można robić trochę inne filmy, w TLJ nie każdy element mi się podobał, ale moim zdaniem na pewno nie był to film nijaki. Ostatnio Solo pokazał mi, że Disney potrafi robić SW, które są luźniejsze, pełne zabawy, przygody, ale przy zachowaniu klimatu tego świata. Nie twierdzę, że duch SW jest w jakimś wybitnym stanie, ale na pewno nie został unicestwiony, tym bardziej, że dzięki nowym filmom zbiera się nowe pokolenie fanów SW. Jasne, część fanów może być tym zawiedziona. Tym, że sequele trafiają do młodszych nowych fanów, a nie do końca do starszych wychowanych na EU. Ale przecież bardzo podoba sytuacja miała miejsce w przypadku prequeli.

Re: Najgorsze

Ja w ogóle nie rozumiem dlaczego fani EU tak narzekają na TLJ, który przecież oddaje hołd najlepszym elementom EU.

EU: Odrodzony Imperator, którego zabija Solo, bomba myśli, Vongowie.

TLJ: Luke nic sobie nie robiący z ataku AT-ATów, śmierć SNoke`a, Yoda ingerujący w otoczenie.


No przecież to ten sam poziom absurdu. xD

Re: Najgorsze

Ale kto twierdzi, że całe EU było świetne? I czemu zestawiasz ze sobą świetne elementy z fatalnymi? Nie widzę niczego absurdalnego w bombie myśli, czy Vongach, ani w odrodzonym Imperatorze zabitym w czasie walki przez Hana, tak samo nie widzę niczego absurdalnego w tym, że AT-AT`y nie uśmiercają Luke`a, śmierć Snoke`a też jest do przełknięcia jeśli chodzi o sposób uśmiercenia, gorzej jeśli chodzi o rozwinięcie jego postaci dla historii. Natomiast ingerencja Yody w otoczenie z poziomu ducha to już sroga bzdura...

Re: Najgorsze

Marudom nie chodzi o ducha SW tylko o widmo

Zwykłe mylenie SW z EU.

Re: Najgorsze

W zasadzie nie mam z czym tu polemizować bo to po prostu inna opinia. Poza ostatnim zdaniem: nie, jak wyszły prequele nie było ani takiego rozłamu, ani odpływu ludzi z fandomu, ani aż takiej rezygnacji u wielu starych fanów. Pamiętam z pierwszej osoby.

Re: Najgorsze

Krogulec napisał:
jak wyszły prequele nie było ani takiego rozłamu, ani odpływu ludzi z fandomu, ani aż takiej rezygnacji u wielu starych fanów. Pamiętam z pierwszej osoby.
-----------------------

O tu muszę zaprotestować. Też pamiętam te czasy dokładnie. W 1999 miałem 22 lata. Moja najbliższa fanowska "rodzina" to byli ludzie z mojego rocznika (77), 75, 79, i kilku "starych" fanów (roczniki 71, 65). To było łącznie 12 osób, może trochę więcej, ale prawdziwych "hardkorów" to właśnie "tuzin". Wszyscy ci ludzie byli klasycznymi fanami ukształtowanymi w latach 80-tych. Zbieraliśmy figurki, staliśmy w gigantycznych kolejkach po bilety, znaliśmy filmy na pamięć. Niestety ta obmierzła komuna nie dała nam dostępu do tych wspaniałych zabawek, czy modeli dostępnych na Wrednym Zachodzie. Zbierało się więc zdjęcia tych zabawek...

No i zszedłem z tematu. Fani starej daty i ci nieco młodsi (jak ja, he he) byli niesamowicie podekscytowani nowymi filmami. Pogłoski od nich chodziły od roku 1994. Hajp był niesamowity. Trailer wszystkich dosłownie ZABIŁ. Myśleliśmy, że świat eksploduje, że to będzie największe wydarzenie w historii. I w pewnym sensie było. Takiego oczekiwania już nigdy nie było, i już chyba czegoś takiego nie doświadczę Gdy na początku maja usłyszałem w radiu "Anakin`s Theme", myślałem, że normalnie zejdę.
No i w końcu gdy film miał premierę za oceanem, i oceny były takie sobie, nikt jeszcze się nie przejął. Polska została wtedy potraktowana bardzo nie fair i dostaliśmy premierę 4 miesiące po amerykańskiej (!!!). Nikt tyle nie chciał czekać. To były początki filmowego piractwa, i wszyscy obejrzeliśmy The Phantom Menace z tej słynnej, gównianej kopii z tą latającą literką "Z".

I wtedy się zaczęło. Nie było polskiej premiery, każdy obejrzał film w innym terminie, zaczęły się wakacje, ludzie się rozjechali, nie było kiedy porozmawiać na temat filmu. Ale już wtedy pamiętam, że jeden kolega stwierdził "bieda. Matrix jest zabójczy". Trzeba pamiętać, że TPM miało morderczą konkurencję w postaci Matrixa. W końcu przyszedł wrzesień i zobaczyliśmy film w kinach. Owszem, wyglądał nieźle, ale opinie już były ukształtowane. Ogromna większość starych fanów była bardzo zawiedziona. Film właściwie do nikogo z mojego otoczenia nie dotarł. Nikogo nie poruszył. Opinie były właśnie takie: nudne, nie ekscytujące, pozbawione znaczenia, pozbawione treści, przesłania do widza.
Wtedy były inne czasy. Po premierze TLJ każdy pobiegł do domu i wbił się na jakieś forum, żeby wyrazić swój zachwyt lub niezadowolenie. Co lepsi nagrywali "reaction videos" z samochodu na parkingu po nocnym seansie. W ciągu minut po pierwszych seansach wybuchła histeria. W 1999 w Polsce internet raczkował, zresztą na świecie również. Reakcja na film miała o wiele większą bezwładność. Wiadomości rozchodziły się wolniej. Nie było mediów społecznościowych, ani stron-agregatorów ocen. Fala niezadowolenia i zawodu wzbierała bardzo powoli. Ludzie nie chcieli uwierzyć w fakt, że film jest nieudany. Chodziliśmy do kina po kilka razy. I dopiero po tych kilku razach zaczynało docierać. To było bardzo kiepskie uczucie.

Mimo, że nie było eksplozji niezadowolenia, bo nie było po prostu środków do publicznego okazania zawodu, TPM miało bardzo destruktywny wpływ na ówczesny fandom. To moje najbliższe fanowskie otoczenie, o którym pisałem na początku, zostało rozbite. Ludzie stopniowo porzucali SW, cały ten proces był rozłożony na 3 lata do premiery AOTC. W końcu zdałem sobie sprawę, że zbliża się premiera AOTC, a prawie nikt z moich znajomków na film nie czeka, nie komentuje trailera. Okazało się, że z całej tej hardkorowej, fanowskiej ekipy, pozostały tylko dwie osoby - mój starszy kolega (rocznik 1971) i ja. 10 osób odpadło i już nigdy do klimatu nie wróciło. Zostaliśmy dosłownie "zdziesiątkowani". Oczywiście trudno moje osobiste doświadczenia ekstrapolować na zachowanie całego fandomu, ale tak wyglądało to w moim otoczeniu. Ogólnie cały fandom pękł, i pęknięcie było takie samo, albo i większe, jak za czasów Trylogii Disneya. Powstał nawet o tym film dokumentalny.

Dla mnie era Prequeli nie była jakoś szczególnie traumatyczna, ja te filmy nawet lubię, to były fajne czasy. Jak okazja jest, zawsze Prequele oglądam. Ale zawsze będę je kojarzył z poczuciem osamotnienia. Już nie było z kim o starwarsach pogadać. Tak jak mówiłem, na placu boju zostałem tylko z tym jednym kolegą, tylko my trzymaliśmy sztandar SW. A nawet muszę się przyznać - nie miałem zamiaru iść na AOTC do kina. Też powoli dryfowałem oddalając się od Gwiezdnych Wojen. Dopiero mój kolega Wojtek po powrocie z seansu stwierdził "no, to już bardziej przypomina film". A był to największy malkontent i krytykant, jakiego kiedykolwiek znałem. Pomyślałem sobie wtedy, że jeżeli taki malkontent i krytyk kina był w stanie to obejrzeć, być może nie jest źle. Poszedłem do kina i znowu poczułem przypływ nadzei. Film w porównaniu z TPM był bombowy. Do dziś uważam AOTC za najlepszy z prequeli. A z moim kumplem Wojciechem pozostaliśmy fanami, oglądaliśmy wielokrotnie w kinach AOTC, ROTS, graliśmy w Battlefronty, oglądali CW i TCW, dysktuowali godzinami na temat SW, Mocy, Jedi, Republiki, Senatu, czekali na nowe starwarsy, obejrzeliśmy razem TFA. Niestety, już nie dowiem się nigdy, co myślał o TLJ, nie zdążyliśmy się zobaczyć, kolega zmarł na początku sierpnia tego roku... RIP Wojtek

Życie toczy się dalej, a fakt pozostaje faktem - TPM zdziesiątkowało fandom i wywołało wielkie pęknięcie. Może nie była to taka szalona eksplozja jak w wypadku TLJ, proces przypominał raczej dryf kontynentów. Nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, dopóki wszystko już się nie dokonało, ale to miało miejsce. Mało kto to teraz pamięta, to było prawie 20 lat temu (!!!). Dla mnie osobiście cała histeryczna reakcja na TLJ była dość śmieszna - na własnej skórze doświadczyłem prawdziwości powiedzenia "historia się powtarza".

Re: Najgorsze

Od premiery TFA piszę, że młodzież nie rozumie że myśmy przez to przeszli kilkanaście lat wcześniej.

Re: Najgorsze

bartoszcze napisał:
Od premiery TFA piszę, że młodzież nie rozumie że myśmy przez to przeszli kilkanaście lat wcześniej.
-----------------------

I jak zwykle młodzież odpowiada, "starzy nie rozumieją co ja przeżywam,to jest coś zupełnie innego i niepowtarzalnego". Za 20 lat sami z siebie się będą śmiać, bo sobie przypomną siebie z roku 2018 i zrozumieją he he!!

Re: Najgorsze

Przy czwartej trylogii będę tak się mądrzył jak Wy

Nie no żartuje. Warto przeczytać takie historie z pierwszej ręki. I to z różnej perspektywy. Bo pomimo tego, że bardziej prawdopodobna wydaje mi się chociażby Twoja wersja wydarzeń to ta Krogulcowa też nie wzięła się znikąd. Ale, tak jak pisałem, ogromny wpływ ma otaczające Cie środowisko. Co druga osoba z mojego otoczenia to programista, ale to nie znaczy że 50% świata to programiści.

Re: Najgorsze

Mossar napisał:
Co druga osoba z mojego otoczenia to programista, ale to nie znaczy że 50% świata to programiści.
-----------------------

Liniowa ekstrapolacja dalej niż dwa cale od czubka własnego nosa to pewna zguba

Re: Najgorsze

Mossar napisał:
Przy czwartej trylogii będę tak się mądrzył jak Wy
-----------------------

Hehe zobaczysz, że tak będzie. Historia się powtarza, ludzkie doświadczenia też, kosmiczna komedia

Re: Najgorsze

I koniecznie niech zrobi kopię tego posta, by po latach mieć dowód 😁👍 ...

Re: Najgorsze

Jestem trochę młodszy, więc w SW wciągałem się dopiero w kinie w roku `97 i właściwie nigdy nie obracałem się w większej grupie zagorzałych fanów, więc może nie mam identycznych doświadczeń, ale mam podobne subiektywne wrażenia. Gdy w kinach szalała edycja specjalna sympatia do SW bardzo się rozprzestrzeniła, były dyskusje, kolekcjonowanie różnych gadżetów, zbieranie tazo Ogólnie lud tym żył i się interesował. Jak to wszystko gwałtownie (stosunkowo jak na tamte czasy) się rozrosło, tak po premierze TPM zainteresowanie zaczęło maleć, już z przeciętnym dzieciakiem o tym byś nie pogadał, a na szczyt trafił np. Matrix.
Po kilkunastomiesięcznej ciszy trochę poprawiło się, gdy okazało się, że w AotC przyszły Vader nie jest już dzieciakiem, a i Kenobi bardziej przypomina tego z ANH. Było lepiej, daleko do OT, ale lepiej. Jednak już nie odnotowałem tak szerokiego odbioru, jak w 1997.
Przy Disneyowskich sequelach różnica jest taka, że wielu zawiedzonych nie porzuciła SW, jak niejeden po ep. I, tylko wciąż narzeka i marudzi na Myszkę Mickey, więc ciągle utrzymuje wysoki poziom zaangażowania

Re: Najgorsze

Jestem rocznik `74 i zgadzam się z tym co napisałeś. Tak właśnie było. Oczekiwanie! Po tylu latach! Zobaczymy młodego Vadera! Jak to było!
Potem poszliśmy do kina i... właściwie nie wiem jak określić to uczucie. Źle nie było ale balon oczekiwań był chyba zbyt napompowany. Przyzwyczajeni do OT liczyliśmy na film w tym klimacie, w tym stylu a dostaliśmy obraz pełen efektów komputerowych, którymi mam wrażenie wtedy się zachłystywano. Dodatkowo nie bardzo miałam z kim przegadać te wrażenia bo ani przyjaciółki ani znajome nie były zainteresowane (mężczyznom mam wrażenie jest łatwiej znaleźć kogoś kto pogada o filmach innych niż kino ambitne )
I mimo, że po jakimś czasie ochłonęłam i uznałam, że Mroczne widmo takie złe nie jest to na AOTC szłam już na zasadzie - jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Szczerze napiszę, że nie czekałam na ten epizod. Do dziś najmniej mnie bawi. Co innego ROTS tu szłam w konkretnym celu- zobaczenia na żywo momentu kiedy Anakin stał się ostatecznie Vaderem. I teraz jak miałabym ustalać kolejność prequeli to na podium stoi Mroczne widmo, potem ROTS a na końcu AOTC.
Współczuję śmierci przyjaciela. W takim wieku nie powinno się umierać

Re: Najgorsze

Otóż to.
Gdyby wtedy istniały media społecznościowe i serwisy oceniające (oraz Bastion) to gunwoburze byłyby dużo większe niż obecnie po TFA/TLJ.

Dziś zaś głośnej mniejszości wydaje się, że to ona określa czym jest SW, i taką narrację próbuje narzucać wbrew faktom.

Re: Najgorsze

asch napisał:
Jestem rocznik `74 i zgadzam się z tym co napisałeś. Tak właśnie było. Oczekiwanie! Po tylu latach! Zobaczymy młodego Vadera! Jak to było!
Potem poszliśmy do kina i... właściwie nie wiem jak określić to uczucie. Źle nie było ale balon oczekiwań był chyba zbyt napompowany. Przyzwyczajeni do OT liczyliśmy na film w tym klimacie, w tym stylu a dostaliśmy obraz pełen efektów komputerowych, którymi mam wrażenie wtedy się zachłystywano.

-----------------------

Do dziś właściwie ciężko powiedzieć, co tam było nie tak. Sama mówisz, że ciężko określić to uczucie. Podczas oglądania TPM z tej fatalnej kopii "Z" przeżyłem w pewnym momencie szok. Musiałem przerwać oglądanie na chwilkę, w celu wyjścia w wiadome miejsce. To było gdzieś wtedy, gdy Qui-Gonn i Obi Wan ukrywają się na statku Federacji, czyli w zasadzie sam początek filmu. Zdałem sobie sprawę, że film w ogóle mnie nie interesuje! Nie jestem wcale zaabsorbowany historią! Nic mnie nie obchodzi, i równie dobrze mógłbym go wyłączyć i wyjść na spacer. Był to prawdziwy szok. Ta wewnętrzna obojętność, gdy zdałem sobie z niej sprawę, była absolutnie zaskakująca. Zrozumiałem, że coś z filmem jest BARDZO nie tak. A to było zanim pojawił się Jar-Jar!! Pamiętam, że popatrzyliśmy na siebie z kumplem, z którym oglądałem film. Żaden z nas nic nie powiedział, ale w tej ciszy zdaliśmy sobie sprawę, że myślimy o tym samym. Film był po prostu NUDNY! Dokończyliśmy seans w ciszy i poczuciu obowiązku. W ogóle potem nigdy nie rozmawialiśmy o tym filmie. Nie wiem, czy czuliśmy zawód, czy może wstyd? To było coś bardzo dziwnego. Nigdy więcej nie oglądaliśmy TPM z tej kiepskiej kopii. Ja miałem przerwę w starwarsach aż do polskiej premiery we wrześniu, czyli prawie 4 miesiące. I co gorsza, wcale za tym filmem nie tęskniłem. Kolega, na którego kompie film oglądaliśmy, "wypadł z klimatu".


Dodatkowo nie bardzo miałam z kim przegadać te wrażenia bo ani przyjaciółki ani znajome nie były zainteresowane (mężczyznom mam wrażenie jest łatwiej znaleźć kogoś kto pogada o filmach innych niż kino ambitne )
-----------------------

To niestety prawda, to było 20 lat temu i wydaje mi się, że świat się jednak mocno zmienił, wtedy miałem wrażenie, że kobietom jakoś ... "nie wypadało" lubić starwarsów? To jest niestety największy problem, nie mieć z kim o starwarsach porozmawiać.

I mimo, że po jakimś czasie ochłonęłam i uznałam, że Mroczne widmo takie złe nie jest to na AOTC szłam już na zasadzie - jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Szczerze napiszę, że nie czekałam na ten epizod. Do dziś najmniej mnie bawi.
-----------------------

U mnie było podobnie, a potem zupełnie inaczej - w ogóle na AOTC nie czekałem (mimo, że już wtedy wchodziłem na Bastion i czytałem newsy produkcyjne!). Pewnie bym nie poszedł do kina. Nie byłem zainteresowany filmem. Dopiero właśnie mój ś.p. kolega Wojtek przekonał mnie do zobaczenia AOTC w kinie. Mój odbiór Prequeli zmienił się tamtego dnia o 180 stopni. Uważałem, że to powinien być Epizod 1, a TPM należy nazwać Epizod Zero


Co innego ROTS tu szłam w konkretnym celu- zobaczenia na żywo momentu kiedy Anakin stał się ostatecznie Vaderem. I teraz jak miałabym ustalać kolejność prequeli to na podium stoi Mroczne widmo, potem ROTS a na końcu AOTC.(
-----------------------

Na ROTS szedłem już znów maksymalnie napalony i nahajpowany. Trailer był zabójczy ("the end of the war is near..."). Film niestety nie bardzo mi podszedł. Poza pierwszym aktem, który jest świetny i prawdziwym gwiezdnowojennym szaleństwem. Dla mnie to AOTC jest najwyższym punktem epoki Prequeli.

Współczuję śmierci przyjaciela. W takim wieku nie powinno się umierać
-----------------------

Ech nie da się tutaj słów znaleźć właściwych. Smiał się ze mnie, że jestem maniakiem SW. A sam kupił PS2, żeby w Battlefronty grać. PS3, żeby ROTS na BR oglądać. Twierdził, że jedynym wyjściem na chorobę demokracji jest powołanie Zakonu Jedi

Re: Najgorsze

Powiem szczerze, że pierwszy seans w kinie był nawet spoko, pierwsze kilkanaście minut filmu to zachłystywanie się - jejku, toż to NOWE Star Warsy !!!, moment gdy następuje próba wydostania się Jedi z pułapki, Qui Gon wbijający miecz w zamknięte szczelnie wrota, to było świetne !, była tam MOC ! - a potem jednak był zjazd w dół niestety. Po wyjściu z kina aż tak bardzo do mnie jeszcze to nie docierało, wrażenia mimo wszystko miałem pozytywne , Moje minięcie się z oczekiwaniami równoważyły świetny Qui-Gon i kapitalny Maul. Do dzisiaj zresztą uważam, że pojedynek tych dwóch przy dźwiękach "Duel Of The Fates" jest najlepszym ze wszystkich jak dotąd pokazanych w filmach.

Czy wszechobecne zastosowanie nowej technologii miało negatywny wpływ na odbiór filmu ? - nie, moim zdaniem tylko pomogło wykreować bajkowy świat w pierwszym epizodzie, i gdybym wtedy właśnie był tym dzieciakiem, którym byłem oglądając TESB w kinie, to byłbym ZACHWYCONY tym co widzę, właśnie tą bajkowością ep.1. Niestety, spóźniłem się, i to już nie były te SW, na które czekałem ... bo generalnie, chodzi tu o nasze oczekiwania, które mieliśmy czekając na te filmy i nasze minięcia się z nimi - podobnie zresztą, jak to ma miejsce i obecnie

Re: Najgorsze

Przypomniałam sobie jak wtedy zastanawiałam się czy to ze mną jest coś nie tak czy z filmem (mowa o epizodzie I ) Myślałam nawet , że za stara jestem (haha! wtedy!) żeby go docenić. No i właśnie było tak jak piszesz- jakoś kobietom nie wypadało się cieszyć Gwiezdnymi wojnami- to takie niepoważne i nieprofesjonalne było teraz mam to gdzieś i nie tracę czasu na rozkminy co ktoś sobie o mnie pomyśli.

A żeby mieć wreszcie z kim pogadać o Gwiezdnych Wojnach musiałam A- znaleźć Bastion, B- urodzić i odchować nowego fana

Re: Najgorsze

Kłam twojej tezie zadaje choćby sam fakt jak wielki odpływ fanów nastąpił teraz po TFA, a czegoś takiego nie było w czasach TPM i AOTC. Sam zresztą to przyznałeś "Może nie była to taka szalona eksplozja jak w wypadku TLJ"... No więc właśnie.

Re: Najgorsze

Teraz po TLJ miało być*

Re: Najgorsze

W sumie tak naprawdę ciężko powiedzieć. Może i TLJ wkurzył więcej ludzi, może i TPM. Nikt tego tak naprawdę nie zmierzył liczbowo, a jeżeli nawet tak, to są wewnętrzne dane LFL/Disneya i nigdy nie ujrzą światła dziennego, bo pewnie dawno dokumenty spalone.
Nasze wspomnienia to osobiste doświadczenia i przeżycia, których nie da się ekstrapolować na cały świat. Każdy siłą rzeczy będzie widział to inaczej, bo jak to powiedział ten stary kłamca Obi-Wan "Ben" Kenobi, wiele drogich nam "prawd" bardzo mocno zależy od punktu widzenia.
Coś będzie wiadomo po Epizodzie Dziewiątym, czy ludzie na to pójdą i ilu tych widzów będzie. Kiepskiego przyjęcia SOLO nie traktuję jako efektu TLJ, bo film nie miał właściwie promocji. Poszedł na niego prawdopodobnie tylko "ścisły" fandom. W tym ludzie, którzy nienawidzili TLJ - a SOLO okazał się dla nich przyjemną niespodzianką. Stąd wniosek, że dla wielu osób starwarsy ciągle mają coś do zaoferowania, mimo że TLJ dla nich był kompletnie niestrawny.
To jest kontrast z sytuacją za czasów Prequeli. Nie było wtedy alternatywy - albo "kupujesz" nowe gwiezdne wojny, albo nie. Teraz jest mimo wszystko wybór - jedni wolą epizody, inni spin-offy, być może seriale okażą się coś warte dla odrzucających estetykę Epizodów. Zawsze część fanów może się zatrzymać w tych przystaniach. W epoce EI-III tego nie było i dlatego moim subiektywnym zdaniem większy odpływ był właśnie wtedy.

Re: Najgorsze

Kurczę, jaki świetny, wspominkowo-nostalgiczny komentarz, prawie tak dobry, jak gdybym sam to napisał 😜, no i jeszcze ten smutny (samo życie) wątek odnośnie kolegi ...
Ja tylko zwrócę uwagę, że niepotrzebnie porównuje się te dwa okresy - czyli czasów gdy prequele (Phantom Menace) wchodziły do kin i reakcje fanów, z tą obecną trylogią, oczekiwaniami i rozczarowaniem, bądź "pęknięciem" wśród fanów.
Po części jest to podobne - wtedy i dziś, częściowo jest inne i różni się, skalą, zjawiskiem, dynamiką itd. To są (były) zupełnie inne czasy, choć przyznam, ciekawi mnie jakie reakcje byłyby teraz, gdyby właśnie teraz pierwszy epizod wchodził na ekrany ... 😁

Co do tego zwiastuna, co "zabijał", no, dokładnie tak było, w kinie ten trailer - a zapowiedź była puszczana przed innymi seansami, po prostu robił miazgę ... młodsze roczniki 😜 mogą tylko zazdrościć tego, co my, stare konie, wtedy widzieliśmy 😈

Re: Najgorsze

Właściwie możemy się pozastanawiać jak wyglądały by prequele gdyby kręcono je teraz. Sądzę , tak na szybko, że przypominałyby klimatem Łotra 1. Na pewno były by "brudniejsze", mroczniejsze, mniej bajkowe a bardziej krwawe- w Mrocznym Widmie pojawiają się inne dzieci, takie czyste i wyprasowane. Teraz wyglądałby by pewnie jak połączenie małych złodziejaszków z Hana Solo i chłopca stajennego z Ostatniego Jedi.

Re: Najgorsze

To jest w ogóle bardzo ciekawe jak różne grupy wiekowe odbierają te same filmy, okresy w historii danej serii filmowej.

Ja pierwszy raz w kinie na SW byłem na AOTC, miałem wtedy 9 lat. Już wcześniej widziałem TPM, nie wiem czy w telewizji czy na płycie, ale widziałem. I odbierałem tą część jako coś świetnego. Podobnie miałem potem zarówno z AOTC jak i ROTS. Inna sprawa, że Oryginalna Trylogia mimo młodego wieku też mi się bardzo podobała. Trochę w inny sposób, jarałem się tym klimatem, duchem przygody, itd.

Gdybym wtedy miał 20, 25 lat wyglądało by to zupełnie inaczej. I jeszcze inaczej wyglądałoby to gdybym miał 35-40.

Strzelam, że podobnie jest z sequelami. Ja idąc na sequele byłem już "naznaczony" kultem zarówno OT jak i PT. Mimo to odbieram sequele pozytywnie. Ale stare EU tak na mnie wpłynęło, że dużo bardziej przemawia do mnie motyw spinoffów.

Re: Najgorsze

Mimo że OT widziałam w kinie w wieku około 7 lat bo rodzice zdobyli bilety po znajomości, to prawdopodobnie brak kontaktu z fandomem uratował mnie przed rozczarowaniem prequelami.

Ludzie na listach dyskusyjnych coś tam marudzili, ale ludzie zawsze marudzą, więc poszłam do kina bez nakręcania się na niewiadomoco i dobrze się bawiłam.

I teraz z sequelami było dokładnie tak samo - poszłam do kina, i dobrze się bawiłam.

Tu i ówdzie mam jakieś uwagi, ale generalnie jest spoko, póki co, a oryginalność i świeżość TLJ wynagradzają mi pewne potknięcia tego filmu i obecnie jest to moja ulubiona część.

Re: Najgorsze

A ty przypadkiem nie oceniłeś TLJ wyżej, niż TFA?

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Seriale

Re: Najgorsze co może spotkać SW

HALu drogi, wypowiedz się w końcu dlaczego seriale Ci tak nie w smak? Jestem ciekawy

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Mniej filmów, mniej dostępne.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Jak znam HALa to raczej to lament że po taniości robione.

Ale i tak da 10/10

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Seriale to popelina.

Wystarczy zobaczyć jak wygląda np. serial Battlestar Galactica - uważany przez wielu za dobry:

https://youtu.be/q2x14ZhEc9k

Jak widać, masakra

A taki katastrofalny i niskobudżetowy film jak np. Alien: Covenant - uważany przez wielu za straszny chłam:

https://youtu.be/svnAD0TApb8

Jak widać, jest przynajmniej przyzwoicie.

OK. To był starszy serial i nowy film, ale możemy odwrotnie. Porównajmy serial Altered Carbon (2018) vs Blade Runner (1982) albo Grę o Tron z jakimś filmem o facetach z mieczami itp.

Są seriale z dość ładnymi zdjęciami, ale wykorzystują one naturalne warunki np. Westworld:

https://youtu.be/qLFBcdd6Qw0

Ale i tak a dłuższą metę wyłazi z tego popelina

Nie ma tego złego...

...co by na gorsze nie wyszło. Wielki finał, z wybuchami, pościgami i najbardziej epickimi cross-overami od czasów Despacito x Shape of you oraz Miodowe lata x Kiepscy już w najbliższy poniedziałek. Spotykamy się o 20 na Kantynie i ciśniemy do oporu.
Im gorzej tym lepiej, im więcej tym weselej.

Ep. IX, cz. 2: akt 4

Trzeba było przyjść na live bloga. Długo na to czekaliście, ale mam szczerą nadzieję że tego się nie spodziewaliście.

Skoczek koralowy ląduje wśród kopców Killików. Wychodzą z niego Rey, Poe, Finn, BB i Kylo Ren - w kajdanach. Kobieta z droidem udają się na zwiad. Revan medytuje. Nagle Palpatine słyszy w głowie głos: "Wróciłaś do mnie… moja uczennico." Rey skupia się i wycisza Bena w samą porę, by móc w spokoju kontemplować obwarowania stworzone przez przeciwnika: bataliony żołnierzy w białych pancerzach, zasieki, ciężkie turbolasery, działa przeciworbitalne, generatory osłon, a nawet półkilometrowe All Terrain Planetary Conqueror, że też nie wspomnę o mniejszych maszynach kroczących i czołgach.
Kobieta wraca z raportem i zastaje całujących się Finna z Poe.
− My tylko tak…
− …po przyjacielsku…
− A gdzie Ben!? Mieliście go pilnować!
Bena nie ma. Kajdanki leżą za pobliskim głazem, a ślady stóp prowadzą prosto do bazy NP. Bohaterowie biegną ile sił w nogach. Nad ich głowami przelatuje prom.
Statek ląduje na AT-PC i opuszcza trap, po którym schodzą Yoda, Hux i niebiescy szturmowcy uzbrojeni w halabardy świetlne. Ghost Troopers prowadzą ich do kopca znajdującego się w centrum obozu. Do wnętrza prowadzi kunsztowny portal gotycki wokół którego porozrzucane są szczątki droidów z serii HK, ale również z okresu Wojen klonów. Zielony potworek bez strachu wchodzi do środka, a za nim reszta. Mijają kilka skąpo oświetlonych sal aż trafiają do wyjątkowo mrocznego pomieszczenia. Ciszę zakłócają tylko oddechy obecnych.
− Z Sithami sprzymierzyłeś się, młody Skywalkerze. Wybaczyć ci tego nie mogę.
− Opamiętaj się Yoda. Nihil zniszczy nas wszystkich.
− Szansę swoją straciłeś już.
− Zatem to zdrada.
W ciemności zapalają się miecze: zielony, czerwony i pomarańczowy. W odpowiedzi szturmowcy zapalają halabardy i atakują przeciwników. Walce z boku przygląda się Nom Anor.
Tymczasem nieco dalej…
− I jak chcesz się tam dostać?
Rey przygryza wargi. Niespodziewanie mur przed nimi eksplodował w pióropuszu ognia, a tuż obok rozbił się skoczek koralowy. Kamera patrzy w niebo, a tam Hiper Star Destroyer, dwa okręty klasy Mega i setki mniejszych statków toczą bitwę z pięcioma światostatkami. Jeden z okrętów dowodzenia wroga zbliża się do lądowania i wymienia ogień z AT-PC.
Tymczasem bohaterowie już są za linią umocnień. Poe kradnie TIE i dołącza do walki z Vongami w przestworzach, a Finn atakuje grupę przeciwników by odwrócić ich uwagę. Rey sama wchodzi do świątyni. Mija kolejne pomieszczenia, aż do jej uszu dochodzi dźwięk strzałów i krzyk. Zapala miecz świetlny, biegnie, wpada do sali pełnej droidów. Na stole rytualnym leży związany Nom Anor i krzyczy o pomoc. Pilnują go dwa wielkie droidy a’la Bastion z Overwatch. Kobieta natychmiast rzuca się na nie z mieczem. B1 wyglądający jak Roger ucieka z przerażeniem w głosie. Metalowe szczątki lecą w każdym kierunku. Nom Anor dziękuje kobiecie za ratunek i zdradza jej, że jest tu maszyna której poszukuje. Prowadzi Rey coraz starszymi korytarzami do okrągłej sali z metalowymi kolumnami. Rey staje pośrodku nad niewielkim wgłębieniem, a Vong aktywuje machinę. Błyska jasne światło i Palpatine maleje, maleje i maleje, dziurka zdaje się coraz większa, idealnie gładka, większa od niej, spada do niej ale spaść nie może bo wciąż jest mniejsza i mniejsza… Dziura jest wielka jak miasto, na dnie ledwo świeci mały punkcik, Rey spada i maleje, ściany zmieniają się w regularnie ułożone kulki wokół których latają mniejsze kulki – elektrony. Jedna z nich, ta świecąca, przybliża się i przybliża, pojawia się na niej zarys kontynentów i mórz, widać miasto, a ona spada w samo jego centrum, spada, zaraz się rozbije… łagodnie opada w sam środek kręgu tworzonego przez jakieś świetliste postacie.
− Witaj Rey. Oczekiwaliśmy cię?
− Kim jesteście? Co to za miejsce?
− To miejsce to sam środek Wieloświata. A nas, Rey, możesz nazywać Mocą.
CDN

Ep. IX, cz. 2: akt 5 - ostatni

Spodziewaliście się takiego zakończenia?

Nom Anor wchodzi do pomieszczenia skąpane w półmroku, pełnego kryształów i luster, w których odbijają się najprzeróżniejsze rzeczy: widać m. in. Times Square, Enterprise, Asgard, Hugh Jackmana z metalowymi pazurami. Na środku znajduje się czarny tron, na którym materializuje się olbrzymia postać w czarnej zbroi.
− Wróciłem! - ryczy. − Teraz Moc czeka zagłada.
Tymczasem w innym miejscu kompleksu Luke, Palpatine i Obecność walczą z Yodą i jego szturmowcami. Yoda obcina głowę Obecności, Palpatine rzuca się na niego z wściekłością i po intensywnym pojedynku pada martwy, trafiony przez szturmowca. Luke tymczasem wykańcza resztę przeciwników. Jedi stają naprzeciw siebie, gotowi do walki, już mają do siebie do skoczyć… Nihil wpada do sali, atakuje go Yoda, olbrzym zatrzymuje go w powietrzu, zaciska pięść i zielony ludzik pada martwy na ziemię. Vong obraca się w stronę Luke’a.
− Nie ma Sithów ani Jedi, nie ma też Bendu i Architektów, nie ma Duchów Mocy, nie ma nawet Whillsów… Tylko ty, ja i Moc, Skywalkerze. Kiedy twój przodek mnie wygnał poprzysiągłem, że zrobię to samo jego dziedzicom. Zamierzał spełnić swoją obietnicę.
− Nikt nie broni ci próbować.
Nihil przywołuje ostrze, podobne do tego dzierżonego przez Talzin, i zwiera się z Jedi w pojedynku. Nom Anor, widząc, że wszystko poszło zgodnie z planem, wychodzi na zewnątrz. Zastaje tam zdziesiątkowane siły NP i spadający z nieba HSD. Poe również to widzi. Bitwa wydaje się przegrana. Wtem z nadprzestrzeni wychodzi flota Mandalorian z Thrawnem na czele. Jego okręt flagowy, Resurrection, to stary, dobry SSD. Vongowie wciąż mają kilkunastokrotną przewagę, ale z nadprzestrzeni wychodzi jeszcze jeden obiekt. To kula o średnicy 160 km, z wyraźnym równikiem i okrągłym wgłębieniem na jednej półkuli. Z całą pewnością nie księżyc. Stacji bojowej przygląda się Shedao z mostka największego światostatku. Ktoś mówi:
− Mam co do tego jakieś złe przeczucia.
Zbliżenie na Chissa:
− You may fire when ready.
Niebieskie wiązki wystrzeliwują z krawędzi tarczy i łączą się w jedną, która trafia w sam środek statku Shedao. Okręt wybucha, wszyscy wiwatują, a walka trwa dalej, bo laser musi się przeładować. Nowoczesne kanonierki LAAT lądują na terenie bazy NP pełnej Vongów. Wychodzą z nich Mandalorianie i klony pod wodzą Sabine. Żółte i niebieskie strzały dziesiątkują wrogów. Nom Anor wycofuje się do świątyni.
Za to w centrum Wieloświata nikt nie przejmuje się walką na Lothalu ani pojedynkiem w świątyni, od których zależą losy Galaktyki. Moc spokojnie tłumaczy poirytowanej Rey że sprowadziła ją tu, by uchronić ją przed Nihlem, który niechybnie wygra i zniszczy wszechświat. Moc go nie powstrzyma choć mogłaby, bo jest neutralna, ale to nie znaczy że nic nie zrobi. Już zrobiła: sprowadziła Rey w bezpieczne miejsce. Gdy wszechświat zostanie zniszczony na jego miejscu powstanie nowy, a Rey zasiedli go z ich drugim Wybrańcem. Kobieta się sprzeciwia i próbuje uciec, ale Moc ją powstrzymuje. Trwa pojedynek na wolę. Wtem zapala się czerwone ostrze, o trzech niestabilnych klingach, i tnie Moc na kawałki. Rey przyłącza się do Bena i wkrótce po świetlistych postaciach nie ma nawet śladu. Revan mówi, że wspólnie uratują wszechświat i powstrzymują Nihila. Rey podchodzi bardzo blisko do niegoi namiętnie się całują. Potem rozbłyska światło i bohaterowie lądują w sali, w której Nom Anor zostawił Palpatine. Zrywają się ziemi i biegną do głównej sali.
Pojedynek Luke’a i Nihila trwa. Widać po Jedi, że słabnie. Mężczyzna traci miecz świetlny i pada na ziemię. Nie jest w stanie wstać. Nihil tworzy portal z pomocą swojej rękawicy. Wtedy do sali wpadają Rey z Kylo i powstrzymują go Mocą. Miecz wraca do ręki Skywalkera i laserowe ostrze ucina rękę Vonga. Nihil rozsypuje się w pył, a rękawica rozbłyska jasnym światłem. Luke tłumaczy, że bez kontroli portal połknie cały wszechświat. W tym momencie Nihil się materializuje, a cała trójka wylatuje przez dach. Na niebie pojawia się piąty światostatek, znika jeden księżyc, a płonący HPS wzlatuje z powrotem w niebo. Solo komentuje, że cofają się w czasie i przestrzeni. Skywalker próbuje nałożyć rękawicę, ale jest duchem. A rękawica prowadzi ich coraz szybcioej przez Anch-To, Starkillera, Batuu, Jakku, Endor, Hoth, bitwy GCW, Wojny klonów…
Rey nakłada rękawicę. Otoczenie oślepia blaskiem. Oczy adaptują się do jasnego światła. Aż po horyzont rozpościera się monotonna pustynia. Po rękawicy nie ma śladu.
Dużo później.
Rey z wyraźnym brzuchem patrzy na dwa słońca zachodzące nad pustynią.
− Shmi! Shmii! O, tu jesteś. Kto wyczyści moje droidy? - Do kobiety podlatuje Toydarianin. - Minęło osiem miesięcy odkąd znalazłem cię umierającą na pustyni, a ty dalej myślisz o tych bzdurach? O przeszłości? Wyczyść tego Threepio którego wykopałaś i idź spać.
Watto odlatuje, a Rey wchodzi do pobliskiego budynku. Podchodzi do niej C-3PO w brązowej powłoce. Kobieta kładzie się, a droid wyciąga coś z jej głowy. To mały czip.
− Gotowe, pani Rey.
Dynamiczne ujęcia. Palpatine zabiera swoje rzeczy, blaster, narzędzia, wchodzi na pokład statku z 3PO. Stary frachtowiec YT-1000 wznosi się nad ziemię i leci na orbitę.
− Co teraz, pani Rey?
− Teraz, Threepio, zmienimy historię galaktyki.

Directed by Rian Johnson
Written by Ponda
Based on the story created by George Lucas

KONIEC

Re: Ep. IX, cz. 2: akt 5 - ostatni

Całość twej histori to najgorsza wizja ep.IX jaka mogła być.

Re: Ep. IX, cz. 2: akt 5 - ostatni

Serio spodziewaliście się początek spoilera że zrobię retcon całej sagi? koniec spoilera Most impressive.

Re: Ep. IX, cz. 2: akt 5 - ostatni

Pozwolę sobie wrzucić to: /News/22500#244467 ~

Re: Ep. IX, cz. 2: akt 5 - ostatni

O szlag. XDDD
Ale jednak jest różnica między zapętleniem historii a podstawą retconu sagi.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Bezpieczna, asekurancka postawa kazaca tkwić w pętli trawestowania ot. Zaprzestanie tworzenia mozaiki barwnych gier od rpgowych kototorw, strategiczne Empire at war, po klasyczne jedi academy czy tie fitgher na rzecz monopolu bezdusznego producenta gier co to w logo ma dwie litery alfabetu... Oh wait. To są prawdziwe problemy a nie kicz i absurdalność. Jakbym chcial powaznych realistycznych historii to bym odpalil reortaz a nie sw. Analogie nasuwaja sie sanme.Marvel czy Dc w historii swoich duzo starszych marek nigy nie stronily od kiczu, pewnej przesady czy dziwacznosci. Sw tez by nie zaszkodziło, ba większą szalona kreatywność byłaby wskazana-ale nie na zasadzie jeszcze większej gwiazdy śmierci czy tam planety smierci-ale czegoś autentycznie świeżego bez tego wymeczonego i w gruncie rzeczy wyrachwowanego jechanią na nostalgii.Szlachetność sw bo to basn, mit etc jest pozorna bo to taka sama pulpa popkulturowa,ba bekart sci-fi,która nijak ma się do sensownego hard sci-fi. Wiec albo twórcy dają mi ucztę wyobraźni albo bawią się w to samo odtwarzanie tego co było przełomowe w latach 70,albo spadam oglądać bajki o rasie wodników żyjących w podwodnym królestwie,fioletowym facecie co zbiera przekokszone artefakty. Bardziej mnie interesuje czy animacja w której są tak głupawe postaci jak spider man świnka dostanie kontynuację niż kolejny zachowaczy epizod. To tak ogromny zawód ze poniekąd cześć kanonu,klasyki filmowej która niegdyś wyznaczyła nowe granice dziś nic nie wyznacza tylko się powtarza wypala i nudzi. Wszystko nudzi jak popada zbyt manierycznie w schematy,nawet seks.

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Wszystko dziadzieje, #dealwith

Re: Najgorsze co może spotkać SW

najs trolling xD

Re: Najgorsze co może spotkać SW

To interesujące jak łatwo ferujesz wyrokami tym bardziej, że poniekąd moja opinia to fragment trendu w pewnych kregach- co oczywiście nie koliduje z faktem, że nadal sw ma spory target zadowolonych.Każdego kto ma odmienne zdanie zdanie obdzielasz porcja ertstyki? Cóż jest z mojej strony tym trollingiem-analogia do superbhoaterszczyzny, kiedy sprawne oko wychwyci ze gwiezdne saga to jej ekwiwalent, zarzuty o przetworzenie schematów, czy stwierdzenie że space opera to niezbyt nobliwy odłam sci-fi? Gdybym chciał trollowac wybrałbym sobie bardziej banalny sposób prowokacji...jak na przykład zdawkowe zarzuty o trolling w stosunku do opinii rozmówcy

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Lukasz skywalker napisał:
Każdego kto ma odmienne zdanie zdanie obdzielasz porcja ertstyki?
-----------------------

Tych ze świeżo założonymi kontami częściej niż innych

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Jeżeli powszechne jest tutaj zakladanie ze każdy z nowym kontem to troll to więcej mówi o tutejszej społeczności niż o tej osobie...

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Za kilka postów/dni być może podejrzenia osłabną

Ale jak świeżo założone konto wjeżdża na pełnej, to myśl, że komuś z bywalców się nudziło, jest uzasadniona

Re: Najgorsze co może spotkać SW

Eee, tam, aż tak strasznie to obecnie nie jest , będzie dopiero po teaserach/trailerach/premierze Ep.9 ...

wcześniej, to zapewne po Anthem, i być może (o zgrozo ), po "Fallen Order"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.