Disney wcale nie może, Disney musi

Moim zdaniem Disney nie tyle co może sobie wskrzesić Palpatine’a, co na ten moment po prostu musi to zrobić, bowiem nie mamy nikogo poważnego z kim nasi bohaterowie mogliby walczyć w ostatnim epizodzie sagi. Umówmy się, że jakkolwiek Kylo to świetna postać, tak jednocześnie biorąc pod uwagę jego dotychczasowe balansowanie na granicy dobrej i złej strony mocy, niewątpliwe uczucie do i Rey i przede wszystkim pochodzenie, nie ma możliwości żeby wzbudzał na tyle dużą odrazę w widzach, aby kibicowali w jego unicestwieniu. Taki układ bowiem wyparłby dużo emocji z filmu, a jest to wielki finał – musi być pojedynek, muszą byś miecze świetlne, pioruny, poświęcenie, śmierć, bo brau tego nikt Disneyowi nie wybaczy. Snoke nie żyje i również nie oszukujmy był tak krótko na ekranie, został tak łatwo oszukany, że jego powrót zza grobu wywołałby co najwyżej śmiech i zażenowanie. Nie można również w ostatniej części nagle tworzyć jakąś nową potężną postać, bo raz że nie ma na to czasu, a dwa byłoby to też godne tanich seriali vide ktoś wychodzi zza kurtyny i śmiejąc się oznajmia że to cały czas był jego misterny plan.

Palpatine’a to postać, która jest w sadze od początku. On tak naprawdę odpowiada za cały bieg wydarzeń i byłby świetną klamrę dla zakończenia tej historii. To jedynie jego nagłe „pojawienie się zza kurtyny” nie byłoby śmieszne, a wręcz jak najbardziej zrozumiałe i wiele mogłoby wyjaśnić. Rodowód FO, potęgę Snoke’a jako jego ucznia, a może nawet pochodzenie Rey? Dodatkowo widać, że Disney potrzebuje jak wody na pustyni elementów marketingowych, które pozwolą wbić te 1,5 mld dolarów w BO i nie bez przyczyny pokazują już teraz Imperatora. Gość jest rozpoznawalny i budzi strach, a przede wszystkim przyciągnie do kina nawet tych, którzy zdążyli na tyle znienawidzić myszkę miki, że gotowi byli zbojkotować finał swojej ukochanej marki.

Nie holocrony, duchy, klony tylko realny Palpi i byle do grudnia