Forum

"Veni, vidi vici."

Tymi słowami Julius Caesar w 47 roku p. n. e. powiadomił senat o swym błyskawicznym zwycięstwie w bitwie nad Zelą. I tymi słowami pragnę rozpocząć nowy wątek w tym dziale. Istnieje już wątek o podobnej tematyce, tylko że tam panuje atmosfera wyżalania się i jakże pomocnej i ważnej pomocy w niedoli braciom z Bastionu.

Ten wątek nie będzie opierał się na smutku! W tym wątku możemy pochwalić się tym, co udało się nam osiągnąć, pokazać że zwyciężyliśmy, jak Cezar pod Zelą w 47 roku przed naszą erą.

Nie przynudzając więcej retoryczną, antyczną mową rozpocznę swój triumf:
1. Powróciłem po 10 latach do Świętej Wiary Katolickiej. (Zastanawiam się, czy nie założyć tutaj jakiegoś katolickiego wątku na chwałę Boga)
2. Zostałem dopuszczony do matury.
3. Zrozumiałem ostatecznie, że kobieta jest mi do szczęścia absolutnie niezbędna i to od Boga zależy kiedy poznam swą wybrankę serca. (bądź już ją poznałem)

Zachęcam do własnych triumfów na bastionie. Z miłą chęcią przeczytam, że komuś coś się w tym kraju udało, a nie tylko kolejny strajk.

Re: "Veni, vidi vici."

Ekhm, zmiana zdania-poglądu na punkty 1 i częściowo 3 przychodzi z czasem i wiekiem. Powodzenia !* ...

*w dojściu do prawdy

Re: "Veni, vidi vici."

W sumie, to dużo się już dokonało. Na pielgrzymce na Jasną Górę pierwszy raz od 10 lat byłem u spowiedzi i komunii. Wtedy zmieniło się wszystko. Od prawie miesiąca uczęszczam na Msze Święte i utrzymuję się w stanie łaski uświęcającej. I powiem Wam, że prawie wszystko się zmieniło. Przez kilka ostatnich miesięcy kilku moich przyjaciół nade mną pracowało. I za to im serdeczne Bóg zapłać. Wcześniej, to się nawet satanizmem i spirytyzmem kilka miesięcy pasjonowałem. Na szczęście ostatecznie nie konwertowałem na te praktyki, Chrystus mnie musiał mocno trzymać. A to, że mieszkam na wsi z dala od wielkich miast mnie uratowało od śmierci duszy w piekle.

Re: "Veni, vidi vici."

Ewok. napisał:

1. Powróciłem po 10 latach do Świętej Wiary Katolickiej.

-------------------------
Cieszę się.

(Zastanawiam się, czy nie założyć tutaj jakiegoś katolickiego wątku na chwałę Boga)
-------------------------
Nie rób tego.

Re: "Veni, vidi vici."

1. Boga nie ma, daj se spokój
2. Gratki
3. Nie od Boga tylko przypadku i twoich starań

Re: "Veni, vidi vici."

1. Bóg istnieje. Jest na to wiele dowodów. Choćby Całun Turyński badany przez NASA. I chusta z Monapello. Cuda Eucharystyczne. Opętania pomimo diagnozy mówiącej, że opętany jest zdrowy psychicznie. Relacje osób przeżywających śmierć kliniczną pokrywają się. Bóg istnieje.

Re: "Veni, vidi vici."

Nie chcę Cię martwić, ale Całun Turyński NIE JEST żadnym dowodem na istnienie Boga. Opętania tym bardziej. Relacje osób przeżywających śmierć kliniczną też, ponieważ procesy chemiczne zachodzące głównie w mózgu, w momencie "wyłączania", takie "efekty" mogą powodować. Nauka nie jest w stanie tego do końca wyjaśnić, bo to jest bardzo trudne zagadnienie. Twierdzenie przykładowo na tej podstawie, że Bóg istnieje, jest tak samo prawdopodobne, jak to, że stworzył świat w sześć dni - bo siódmego zdaje się odpoczywał

Anyway, wchodzenie tutaj, na forum w tematy religijne może w konsekwencji spowodować reakcję Moderacji - bo to jednak tematyka z lekka daleka, a i delikatnie mówiąc prowokująca do jakichś tam kłótni, a to ostatnia z rzeczy, które są tutaj potrzebne .

Re: "Veni, vidi vici."

AJ73 napisał:
Twierdzenie przykładowo na tej podstawie, że Bóg istnieje, jest tak samo prawdopodobne, jak to, że stworzył świat w sześć dni - bo siódmego zdaje się odpoczywał
-----------------------
No i tutaj strzeliłeś sobie w stopę. Kłania się nieznajomość tekstu, jego interpretacji, która swoją wiarygodność czerpie ze znajomości języków, w których Biblia została napisana, znajomości kulturowej tamtego okresu i starannego tłumaczenia metafor jakimi dość często posługuje się Biblia na podstawie sposobu opisywania rzeczywistości duchowej przez ówczesnych ludzi. No bo słuchaj, wszystkie księgi, które są uznane za wiarygodne źródło historyczne posługują się zrozumiałym językiem, ale te opisujące rzeczywistość duchową (czy ktoś w to wierzy czy nie, jego sprawa) siłą rzeczy muszą posługiwać się metaforami, często porównując ideę duchową itd. do rzeczy materialnych, zwierząt, istot mistycznych i raczej nieistniejących, ponieważ rzeczywistość duchowa tego wymaga. Możesz spotkać się z porównaniem do zwykłego zwierzęcia jak lew, ale też do różnych dziwnych stworzeń jak lewiatan, co nie jest dowodem na jego istnienie, ba, powiem ci więcej, nie w tym rzecz.

Pismo Święte ma cztery podstawowe sensy: dosłowny (historyczny), moralny, duchowy i anagogiczny (uwzględniający perspektywę wieczności).

No po tym długim wstępie, zmierzam do sedna; Bóg według katolików nie stworzył świata w dosłowne 6 dni, gdzie każdy liczył po 24h- w domyśle oznacza to pracę Boga chrześcijańskiego, a sam świat według wiary powstał naraz.

P.S Liczę, że się do tego ustosunkujesz.

Re: "Veni, vidi vici."

Stosunkuję się - czytaj ze zrozumieniem.

Kolega Ewok napisał "Relacje osób przeżywających śmierć kliniczną pokrywają się. Bóg istnieje.
Forumowicz AJ73 w tonie żartobliwym (ikonka , na końcu zdania) odpowiedział :
"jest (to) tak samo prawdopodobne, jak to, że stworzył świat w sześć dni - bo siódmego zdaje się odpoczywał".

Re: "Veni, vidi vici."

Podoba mi się jak się teraz wykręcasz, żeby nie przyznać, że myślałeś, że taki jest sens tego fragmentu z Biblii. Ale niech będzie.

Re: "Veni, vidi vici."

1.Czytaj ze zrozumieniem, again.
2.Twoja interpretacja tego co napisałem, jest tylko Twoją interpretacją.
3.Dalsza polemika nie ma sensu.

Re: "Veni, vidi vici."

Miłego dnia.

Re: "Veni, vidi vici."

Uważam, że każdy temat jest do dyskusji. Mamy wolność słowa, jednakże za swoje słowa winniśmy być odpowiedzialni i je ważyć, a dyskusja winna być na poziomie. O co z całego serca apeluję i proszę. Nie można unikać tematów, tylko dlatego że mogą być kontrowersyjne. To od dyskutantów zależy to, czy będzie kłótnia, czy nie. Sam temat jest czysty i to powinniśmy mieć na uwadze.

Re: "Veni, vidi vici."

Jak najbardziej, ale proponuję dyskutować z ateistą na poziomie ateisty, tzn czysto teoretycznie, przedstawiając jak najwięcej dowodów na istnienie Boga, opierając się o wiarygodne źródła, tłumacząc swoje słowa, bo ateista, jak pewnie wiesz, nie wierzy w Boga, więc pisanie `Chwalmy Pana!` etc. mogą go tylko zniechęcić.

A do wszystkich, których mierzi ten temat, po prostu w niego nie klikajcie zamiast śmieszkować na siłę. Gość odczuwa potrzebę dzielenia się swoimi przeżyciami, więc niech się dzieli. Zainteresowanym tematem życzę miłej dyskusji.

Re: "Veni, vidi vici."

To jeszcze wyjaśnij, tak na koniec tej swojej polemiki, na jakiej podstawia określasz kogoś ateistą ? ...

"A do wszystkich, których mierzi ten temat, po prostu w niego nie klikajcie zamiast śmieszkować na siłę." Dokładnie.

Re: "Veni, vidi vici."

Dobrze, innowierca.* Zadowolony?

Re: "Veni, vidi vici."

W takim wypadku hipoteza o dyskusji wyłącznie teoretycznej może się nie sprawdzić. Plus ateista jest kimś zupełnie innym niż innowierca.

Re: "Veni, vidi vici."

Dokładnie. Cała racja po Twojej stronie. Moja wiara nie umniejsza mojego przyjaznego stosunku do tego forum i użytkowników. Dosyć dzielenia ludzi na klasy i wmawiania, że są one sobie wrogie i muszą się nienawidzieć. Szanuję i lubię was koledzy ateiści. Nie zgadzam się z wami ale szanuję, bo tak nakazuje mi wiara. Nie można być fundamentalistą, bo prowadzi to do tego, co widzimy na przykładzie ISIS, choć nie twierdzę absolutnie, że muzułmanie są źli. Przeciwnie. Także wyznając swoją religię mają szansę na zbawienie. Trzeba też przyznać, że bez świata Islamu nie mielibyśmy tak rozwiniętej algebry, cyfr arabskich i takiego rozwoju matematyki. To oni przechowali część dorobku antyku. I to jest piękne. Blaise Pascal swego czasu powiedział:
"Tak, ale trzeba się zakładać; to nie jest rzecz dobrowolna, zmuszony jesteś. Cóż wybierzesz? Zastanów się. Skoro trzeba wybierać, zobaczmy, w czym mniej ryzykujesz. Masz dwie rzeczy do stracenia: prawdę i dobro; i dwie do stawienia na kartę: swój rozum i swoją wolę, swoją wiedzę i swoją szczęśliwość, twoja zaś natura ma dwie rzeczy, przed którymi umyka: błąd i niedolę. Skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z większym uszczerbkiem dla twego rozumu niż drugi. To punkt osądzony. A twoje szczęście? Zważmy zysk i stratę, zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko, jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że "jest", bez wahania"

Ja się założyłem, że jest ale każdy może postawić swój los gdzie chce.

Re: "Veni, vidi vici."

To musi być bait xD

Re: "Veni, vidi vici."

Wszędzie tutaj widzicie bait`y i próby szukania poklasku. Chciałem po prostu dać ze szczerego serca temu forum wątek, w którym można się czymś pochwalić i ucieszyć. W przeciwieństwie do wątku o wyżalaniu, choć i taki jest konieczny, niezbędny i bardzo pomocny i jestem za tym by pomagać strapionym.
Jednakże myślałem, by zachować jakąś równowagę.

Re: "Veni, vidi vici."

To Bastion, tu wszystko jest baitem lub trollem.
A wątek o wyżalaniu jest bardzo pozytywny, widzisz jak źle mają inni ludzie i myślisz sobie, że w sumie mogło być gorzej.

Re: "Veni, vidi vici."

Całun Turyński budzi wiele wątpliwości, ale prawdopodoobnie pochodzi z I wieku n.e. Z kolei Całun z Manopello nie został poddany wystarczającym badaniom, ponieważ nie można go dotykać. Na cudach eucharystycznych się nie znam. Śmierć klniczna została w pełni wyjaśniona naukowo. A opętania to bardzo ciekawa sprawa, niestety w wielu przypadkach to tylko ploty nakręcane przez media bez żadnych efektów paranormalnych.
Ale co najważniejsze, żadne z powyższych nie stanowi dowodu na istnienie Boga, ledwie poszlakę. Zdecydowanie lepszym argumentem jest chociażby Wielki Wybuch.

Re: "Veni, vidi vici."

Pamiętaj, że w związku z tym, co napisałeś, możesz zostać nazwany ateistą, albo INNOWIERCĄ ... tu po prostu mi ręce opadły, ale jak widzę, powyżej już to naprawiłeś za mnie

Re: "Veni, vidi vici."

Chwilowo nie mogę rozmawiać o religii, ale wy się nie krępujcie. W sensie nie nakłaniam was, po prostu róbcie co chcecie.

Re: "Veni, vidi vici."

Przemyśl swoje postępowanie
https://youtu.be/pqoeM18vCaU?t=23

Re: "Veni, vidi vici."

Chyba nie nadążam za twoim poczuciem humoru, ale okej. Zagrajmy w twoją grę. O co ci chodzi? xd Najpierw masz o coś pretensje, a potem atencyjnie rzucasz jakimiś półsłówkami "Ręce mi opadły". xD
Doinformuj się co znaczy słowo "innowierca", bo chyba przez twoją niewiedzę robisz ten teatr. To słowo wcale nie jest obraźliwe. Jak już się dowiesz co to słowo oznacza, to zastanów się, czy to określenie nie jest adekwatne w kraju, w którym większość to katolicy. Jak już się zastanowisz, to wiedz, że napisałem to, żeby ukrócić twojego głupiego gadania, bo chyba myślałeś, że mnie podpuścisz pod jakąś nieprzyjemną gównoburzę.

Re: "Veni, vidi vici."

Zieeew ... sprawdź sobie dokładnie kto co zaczął, http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/23525#752849, dopiero komentuj.
I mam prośbę, przestań już dopisywać do moich postów, ok ?.

...

Krogulec napisał:
1. Boga nie ma, daj se spokój

-----------------------

Jak tak to jak niby wyjaśnisz skąd się wzieła GODzilla!?

Re: ...

Polecam w tym temacie komiks Stana Sakai "Zylla", tam wszystko wytłumaczono.

Re: ...

I czemu koty mruczą pacierze?

Re: "Veni, vidi vici."

Nie ma nic. A kto mówi inaczej ten błądzi

Re: "Veni, vidi vici."

Tylko uważaj żebyś z czasem nie stał się jak ten zły post-wierzący profesorek z "Bóg nie umarł"

Re: "Veni, vidi vici."

Pierwsza i najważniejsza zasada wiary Chrześcijańskiej wobec bliźnich to:
Będziesz miłował Pana Boga swego,
z całego swego serca, całą swoją duszą i całym swoim umysłem,
a bliźniego swego jak siebie samego.
Miłosierdzie jest najważniejszym przykazaniem Chrześcijanina.

Re: "Veni, vidi vici."

Ten, co to go samochód stuknął?

.

Re: .

i gdzie tu

zwycięstwo?

Re: "Veni, vidi vici."

Gratuluję, widzę po odzewie że taki temat był jak najbardziej potrzebny
Moja intuicja podpowiada mi że będzie bardzo popularny.

Co do Twoich zwycięstw to również gratuluję, katolicki wątek jak najbardziej wskazany i życzę Ci również dalszych sukcesów w życiu osobistym zwłaszcza.

PS
Jedna z moich byłych była kiedyś na pielgrzymce i opowiadała mi że można tam kogoś poznać i się zakochać, ja akurat nigdy nie potrzebowałem dodatkowych bodźców, ale jak ktoś poszukuje... to tak tylko podpowiadam

Re: "Veni, vidi vici."

1. Fajnie.
2. Fajnie.
3. Każdy ma swoje preferencje.

Re: "Veni, vidi vici."

Sam pomysł na wątek jest fajny, ale w Twoim stylu coś mnie niepokoi.

Re: "Veni, vidi vici."

Jeszcze mu nie opadł entuzjazm. Ochłonie i sklei jakiś fajny temat. Zobaczycie. xd

Re: "Veni, vidi vici."

Chyba wiem o co Ci chodzi. Przez ostatnie 3 lata uczęszczałem do klasy o profilu humanistycznym, jednego z 500 najlepszych liceów w kraju. Ten profil to perełka szkoły. Jest 6 klas równoległych ale human jest na pierwszym miejscu dla dyrekcji.
Ja do tej klasy poszedłem dla WOS i historii, polski był jako coś co musi być i nie rozwijałem się w tą stronę. I dobrze. Bo i tak mam skłonności do depresyjnego myślenia i jeden wielki bałagan w głowie i nie chciałem więcej. Poza tym jestem uzależniony od czegoś, czego w literaturze jest mnóstwo. Nie jest to uzależnienie od substancji psychoaktywnych, bo od tego draństwa się trzymam z daleka. Jestem abstynentem alkoholowym. I spokojnie. Nałóg ten może zniszczyć tylko mnie i nikogo więcej. I jest obiektywnie mało groźny. Próbowałem prawie wszystkiego i pomógł Duch Święty. I na depresję i na to drugie "schorzenie", też pomaga. I On pomaga mi też porządkować też wewnętrzny bałagan.
A wracając do Twego niepokoju. Na lekcjach polskiego ćwiczyliśmy się trochę w artystycznym stylu pisania i niektóre sformułowania mają wymiar raczej barokowego konceptu, niż moich rzeczywistych pragnień.

Jakiż

ten dział ma potencjał na gównoburzę, wręcz nie mogę się doczekać, a Kathi to już pewnie ostrzy kosę


A wracając do tematu - primo gratuluję, każdy ma prawo poszukiwać i dążyć do swoich celów.

Secundo- często nie mogę się nadziwić gdy ludzie po stronie swoich sukcesów wpisują rzeczy, na które nie mieli wpływu oni sami, a tylko rachunek prawdopodobieństwa, zwany też szczęściem. Tym większy mam szacunek do tych, którzy faktycznie do czegoś dochodzą.

Re: Jakiż

Kathi miała ją naostrzoną od wczoraj.

Matura zdana!

Zdałem maturę!
Jakie to piękne uczucie mieć coś, co w okresie międzywojennym gwarantowało dobre życie, a dzisiaj bez studiów jest nic nie warte.

Re: Matura zdana!

Gratulacje ! 👍👏, co do studiów, dzisiaj same też shit są warte, liczą się praktyczne umiejętności ☺️

Re: Matura zdana!

Aktualnie mamy sytuację, że niejedna osoba bez studiów potrafiąca coś konkretnego zarabia 2x więcej niż magister gorączkowo szukający pracy. I w sumie ma to sens, bo ta pierwsza osoba coś potrafi, ta druga ma często sporą wiedzę, ale bez przełożenia na praktykę.

Żeby nie było. Ja jestem w tej drugiej grupie. Dopiero po studiach zczaiłem, że trzeba się czegoś konkretnego nauczyć na własną rękę. Największy problem jest taki, że na 20 nauczycieli akademickich znajdzie się tylko 1 taki, który rozumie ten problem i próbuje wpoić studentom coś więcej niż tylko teorię czy zadania niemające przełożenia na życie.

Re: Matura zdana!

Wszystko zależy jakie studia i jaka praca po nich. Generalnie studia ogólnie techniczne uczą rzeczy tak teoretycznych jak i mających przełożenie na życie. Oczywiście jak ktoś potem zamierza kontynuować karierę "poza strukturami" zawodu wyuczonego, to metody obliczania kratownic, naprężeń cieplnych czy natezenia pola mu się do niczego nie przydadzą. Podobnie jak teoria liczb zespolonych. Ale gdy będziesz pracować w zawodzie, to będą to wiadomości tyleż podstawowe co bardzo przydatny i będą procentować w przyszłych zarobkach.

Re: Matura zdana!

Jeżeli ktoś idzie pracować do przemysłu (a dzisiejsze pokolenie ma takiego fuksa, że pracodawcy się o nich zabijają i każdy absolwent studiów technicznych ma kilka ofert do wyboru ... podobno), to bez studiów na stanowisko inżyniera nikogo nie przyjmą. Chociaż z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że mogli by mi dać bystrego gościa (lub dziewuchę! ) po technikum, i ja w ciągu 3 lat zrobię z niego lepszego fachowca niż 5.5 roku, czy ile teraz to trwa męczenia się na studiach I + II stopnia. I jeszcze tak gościa zmotywuję do nauki we własnym zakresie, że nie będzie pytał potem "po co mu te całki były", co się o zgrozo zdarzało :O

Teraz wchodzą nowe metody kształcenia, tzw studia dualne, gdzie młodzi zawodnicy siedzą pół roku w firmie - normalnie ze starymi inżynierami, i zasuwają w zespole, a potem na pół roku wracają na uczelnię zakuwać teorię, co jest moim zdaniem krokiem we właściwym kierunku. Coś podobnego funkcjonowało podobno w najlepszych uczelniach technicznych UK, więc coś w tym musi być.

Wiadomości podstawowe w naukach technicznych i karierze zawodowej to rzecz bardzo ważna, ale moim zdaniem sposób ich nabycia nie jest istotny. Widywałem absolwentów "dobrych" polskich uczelni (nie będę wymieniał, żeby się nie oburzyli), którzy potrafili mnie pytać jaka jest rola "a" w ax^2+bx+c=0, spotykałem również ludzi bez formalnego wykształcenia, czyli bez tzw backgroundu, którzy w tydzień potrafili połknąć "Advanced Calculus" Loomisa i Sternberga i jeszcze zadawać właściwe pytania :O Tacy ludzie istnieją i jakimś cudem system edukacyjny w PL (i nie tylko) nie jest w stanie ich "przetworzyć", moim marzeniem jest żeby sektor prywatny był w stanie ich namierzyć, złapać i odpowiednio "ustawić". Dziś, w czasach powszechnego dostępu do internetu jest to prawie możliwe.

Symptomatyczne jest to, że boom w IT spowodował tak gigantyczne "ssanie" na rynku, że łebski absolwent technikum może zrobić kurs Javy albo technik testowania automatycznego, i jak Mossar pisze, wyposażony w dobre umiejętności praktyczne, może nie przejmować się brakiem "wykształcenia wyższego". Inna sprawa, że tak nabyte umiejętności wystarczą pewnie w 75% przypadków. Są takie nisze, albo szczyty piramidy wytwarzania softu, gdzie trzeba być albo bardzo specjalistycznie wykształconym, z obrytą "blachą", albo samoukiem-geniuszem, albo mieć gigantyczne szczęście i być "zwyklakiem-przeciętniakiem" z dobrym mentorem... Ech rozgadałem się, i jak zwykle nic z tego nie wynika

Re: Matura zdana!

Wszystko się zmienia, za chwilę może być i tak, że szewc, hydraulik, spawacz będzie zarabiał trzy razy tyle co dajmy na to jakiś dobry korpo-menadżer mający i praktykę i dobre studia . Lata temu było, gdy pierwsze fale młodych i świeżo po studiach, mogły wybierać w ofertach jak w jabłkach, pensje i bonusy były też do pozazdroszczenia. A wiedza praktyczna - żadna .
Kiedyś, szkoły zawodowe były tymi gorszymi, wiadomo, wszyscy pożądali tego mgr. przed nazwiskiem, a dzisiaj trzeba kształcić w zawodówkach i technikach na potęgę. Papier zawodowy teraz też w cenie.

nie chcę być złośliwy

ale tak prawda, że dopiero ogarnąłem... zdałeś maturę, masz więc 18/19 lat.

10 lat temu, jako 8/9-latek utraciłeś kontakt ze Świętą Wiarą Katolicką... to musiała być interesująca sprawa dla proboszcza udzielającego ci w tamtym czasie pierwszej komunii. Chociaż nie wnikam w to, bo kto wie czego się można dogrzebać.

I teraz, jako 18/19-latek, zrozumiałeś ostatecznie, że kobieta jest ci do szczęścia absolutnie niezbędna.

Łał.


Ty chyba masz 0 na początku peselu? Ciekawi ludzie zjawiają się na świecie wg tego wy0wanego licznika.
Serio.


Re: nie chcę być złośliwy

Każde kolejne pokolenie wydaje się poprzedniemu durnowate. Z naciskiem na "wydaje się". Więc nie ma co być złośliwym

raczej

nie kwestię "durnoty" tu podnosiłem. Sam w tym wieku nie byłem za bardzo ogarnięty, choć zapewne stwierdzam to z perspektywy czasu, bo i wtedy kto o tym myślał...

Ale pewne rzeczy mi się jednak nie spinają i tak z ciekawości, z nudów rozważam

Re: raczej

Może gość sam nie bardzo wie, z czym i kiedy utracił kontakt... mózg nastolatka (a maturzysta ciągle jest nastolatkiem - w większości przypadków) działa zupełnie inaczej niż "zgreda", więc to by też było zrozumiałe

no

tak, ale on ten kontakt utracił w wieku 8 lat. To... dziecko musiało mieć mózg nadzwyczaj rozwinięty skoro doszło do takich wniosków.

Idzie się tylko zastanowić czy mu się nie pogorszyło skoro... wrócił

Re: no

Z jednej strony, mądrale się zdarzają... naprawdę Tylko, w tym wypadku coś musiało się stać (pogorszyło się? - jak sam zauważyłeś), skoro wrócił. Albo zgłupiał, albo znalazł swoją własną interpretację

Z drugiej strony, nie wiemy wszystkiego. Może rodzice przestali chodzić do kościoła? Może wszyscy razem wyemigrowali do jakiegoś protestanckiego kraju? Dziecko najczęściej (ale NIE ZAWSZE) nie ma w tym obszarze żadnej "mocy decyzyjnej".

po prostu

Stranger Thing na Bastionie

...

Lord Bart napisał:
ale tak prawda, że dopiero ogarnąłem... zdałeś maturę, masz więc 18/19 lat.

-----------------------

Ale wiesz, że maturę można zdawać też niekoniecznie zgodnie z typową i większościową metryką, tylko później, lub wręcz póóóźniej? ; )

🐢

fakt

chociaż nie widziałem nigdzie wspomnienia o egzaminie zawodowym, chociaż i to może nie mieć racji bytu.

Cóż... historia robi się coraz ciekawsza, nieprawdaż X-żółwiu?

Re: fakt

Lord Bart napisał:
chociaż nie widziałem nigdzie wspomnienia o egzaminie zawodowym
-----------------------

Moje były łatwe i w ogóle fajne to czasy wtedy były.

Już masz wspomnienie. xD

Dziękuję.

Dziękuję za gratulacje. Do słów Barta odniosę się jutro lub w poniedziałek, bo to kwestia którą opiszę dokładniej, na ile będę mógł rzecz jasna.

Re: Dziękuję.

Hej kolego, ja też się do gratulacji dołączam. Matura to ważna rzecz, w pewnym sensie pierwsza bramka, przez którą człowiek "wykształcony" przechodzi.

Co do Bartowo-mojej dyskusji, to my sobie tutaj lekkie "jaja" z nudów robimy. Nie musisz się z niczego tłumaczyć, szczególnie z kwestii religijnych, które są rzeczą bardzo osobistą i nigdy nie będą w pełni zrozumiane przez osoby "trzecie". Dlatego z zasady lepiej jest takich tematów na publicznych, tematycznych forach internetowych nie poruszać - szczególnie przed zupełnie obcymi osobami, które Ciebie ani nie znają, ani nie rozumieją Twojej przeszłości. Chyba, że naprawdę czujesz potrzebę podzielenia się tym... ale mimo wszystko odradzam

Życzę miłego dnia i powodzenia w dalszej edukacji, pozdro

dlaczego?

Ja sobie żadnych "jaj" nie robię. Autentycznie intryguje mnie czy 8-latek (ewentualny) jest w stanie ogarnąć takie poważne tematy.

Re: dlaczego?

No więc...
Może to nie było w wieku 9 lat ale 10. Rok różnicy niewiele robi w tym wypadku? Prawda Bart?
Ale do rzeczy.
Jako kilkuletni szkrab oglądałem bajkę animowaną pt. "Papirus", fascynowałem się antycznym Egiptem i jego dziejami, łaknąłem tego w wieku 4-5 lat. Właśnie przez tą bajkę. W pewnym momencie bajki zabrakło w TV i zacząłem się interesować astronomią dzięki programom dokumentalnym w TV. I jak grom z jasnego nieba zainteresowanie historią u mnie wróciło w 2009 roku gdy premierę miał serial "Czas Honoru". Z perspektywy czasu powiem wam, że to nie jest odpowiedni serial dla 9 letniego dziecka, a szczególnie z możliwym zacięciem do historii i nauk polityczno-prawnych i kultury w szerokim pojęciu. Oglądanie bestialstwa Rappkego, Niemców, okrucieństwa wojny i sytuacji Polaków i Żydów pod okupacją Niemiecką wraz z pełną świadomością, że takie losy są jak najbardziej realne i były obecne w latach 1939-1956 dodaje pigmentu na obraz tego co dzieje się w mózgu dziecka, które w XX wieku rozpocznie spotkanie z historią. Pamiętajmy, że historia jest tym wszystkim, co widzimy teraz ale przeniesionym w czasie w tył, okraszone jeszcze większym bólem i zgryzotą. Do tego doszła jeszcze cała fala antyklerykalizmu od Pana Palikota kilka lat później i fala oczerniania Kościoła publicznie i to dopełniło dzieła zniszczenia we mnie wiary. Moi rodzice nie są, aż tak obyci w tych tematach, co ja więc nie mogli zrobić wiele, gdy coraz bardziej interesowałem rzeczami coraz bardziej mrocznymi duchowo, bo myślałem, że to prowadzi do oświecenia. Choć to prowadziło do ogłupienia i zatracenia duszy. Szatan złapał mnie na tym, na co próbował Chrystusa na pustyni. Na cytowaniu Biblii pod tezę, na łamaniu we mnie wiary w dogmaty wiary i ich sens, łącznie z Eucharystią. O Bierzmowaniu nie wspominając. Jakieś teksty o Ewangeliach nie uznanych przez KRK, jakieś teksty i filmy o symbolach pogańskich w Kościele. O tym jak żyli i modlili się pierwsi chrześcijanie, to był dopiero początek. Potem był okultyzm, spirytyzm i ezoteryka z astrologią. Piszę to nie dlatego, by siebie biczować tylko i wyłącznie i pokazywać jaki głupi i krótkowzroczny byłem ale po to by uświadomić rodziców i przyszłych rodziców, że o ile dziecko zainteresowane chemią może skonstruować bombę, to dziecko bez odpowiedniego poprowadzenia, jeśli nie idzie w stronę ścisłą, tylko kulturalno - polityczno - historyczną, to może się to skończyć problemami psychicznymi, duchowymi i ideologicznymi w głowie waszej pociechy. Program szkolny jest berzpieczny, bo jest nudny i pracochłonny, zaś te głupoty, o których mówię typu okultyzm, krytyka dogmatów Kościelnych, często wymaga tylko artykułu, który nie musi być kompetentnie napisany.

Re: dlaczego?

Dobrze Lordzie Bart. Ja na Twoją prośbę odpowiedziałem. Miło by było gdybyś Ty coś odpisał.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.