Forum

Piraci z karaibow 2

Produkcja obrazu ma rozpocząć się 2 stycznia 2005 roku. Za kamerą ponownie stanie Gore Verbinski. W rolach głównych zobaczymy Orlando Blooma, Johnny`ego Deppa i Keirę Knightley. Wytwórnia Disneya rozważa możliwość nakręcenia równocześnie dwóch sequeli.

to juz teraz nie mozna nakrecic jednej czesci, a przyszla moda na od razu 2, 3 a nawet 4?

Hehe

Wy już zaczynacie gadki o Piratach 2, a ja dopiero dzisiaj oglądam jedynke

Spoko, lepiej by bylo jakby teraz zrobili ... I tak zrobia tak, ze po nastepnej czesci zrobia przerwe roczna i nastepny

to nie tylko moda

ale sposób na ogromną kasę przede wszystkim a dopiero teraz to odkryto, ze tak da się zmniejszyć koszty i zarobić podwójnie

To jedynie

należy się cieszyć, że tej metody nie odkyli wcześniej. Tak mielibyśmy teraz 23 części Rocky`ego, 12 Rambo, 48 Emanuelle itd.

Ah ci piraci

No jedynka fajna. Ale czym sie podniecac ze zrobią 2czesci na raz a niech sobie robia moze bedzie dobrze to wtedy zobaczymy fajny film jak to spieprzą to nie bede płakać. Pozatym to jeszcze tyle czasu.

dla mnie może być

byle Keira była

trójka też będzie

Dwojka na pewno - bo mają już Bloom, Keira i Depp podpisane kontrakty.. ale chcą też od razu 3 kręcic.
Zresztą juzdo 3 jeden aktor podpisał kontratk... a jest to ......... Geoffrey Rush - ma powrócic w 3 cześci ... dzięki czarom Voodoo - cóż małpia wyspa się kłania

czwórki na razien ie planują...

Mi...

najbardziej podobał się Deep - charakteryzacja wygląda zarąbiście... a codo II, to bardzo chętnie bym obejżał, tylko jaka mogła być fanuła???

Piraci z Karaibów II: Skrzynia Truposza

Według najnowszych doniesień, sequel najlepszego filmu o piratach ostatnich lat (bynajmniej nie dlatego, że jedynego ) ma mieć tytuł ""Pirates of the Caribbean 2: Dead Man`s Chest". Czyli po polsku tyle co "Skrzynia Truposza". Jest on u mnie na liście najbardziej oczekiwanych filmów i mam nadzieję, że będzie zrobiony na poziomie 1 .

a ja mam nadzieję

że na lepszym poziomie niż cześć pierwsza która była pełna dłużyzn.

No i jest już pierwszy zwiastun

Niestety słabej jakości, ale jest
http://images.themes.ru/POTC2/POTC2_Teaser.mov
nie jest może porywający, ale zapowiada kilka rzeczy, które zna każdy wielbiciel Małpiej Wyspy - ludożercy i voodoo. I tak ma być, w końcu to Piraci z Karaibów a nie wiklinowej zatoki .
W sumie to chyba po Narnii to mój drugi najbardziej wyczekiwany film w przyszłym roku, acz nie powiedziałbym, że z utęsknieniem.

jak dla mnie

porazka.

"But what a ship is... what the Black Pearl really is... is freedom."

"Piraci z Karaibów" to świetny film przygodowy i z chęcią obejże część drugą ale gdy słysze o tym ze ma byc kręcona równocześnie z częścią trzecią to zaczynam się obawiać o to że filmy te mogą podzielić los "Matrixa". O ile "Matrix" był filmem dobrym o tyle jego równocześnie kręcone kontynuacje były na co najwyżej średnim poziomie a nie chciałbym aby z "Piratami" stało się to samo.

Co to za moda

na saquele?! Po Cube 2 zupełnie się załamałąm... I jakoś wątpię, żeby ten był lepszy. Jedyne, co one powodują, to to, że z przyjemnością ogląda się potem częśc pierwszą i przestaje dostrzegać w niej jakiejkolwiek błędy.

szmaaaaal

kasa, forsa, zieleninka, kapucha uaaaaaa - orgazm

Uli TO właśnie powoduje, że mamy odkrywanie tajemnic Matrixa, kolejne HP czy odcinki horrorów... smutne, ale prawdziwe.

W "Cube 2"

był jeden świetny wątek - facet, który wielokrotnie przenosił się w czasie i zabijał tę samą osobę. Dowodem zbrodni była kolekcja zekarków na jego recę - zegarków ofiary, ofcourse

i jeszcze ta babcia

była fajna - tylko co z tego, kiedy pomysł w Cube pierwszym był oryginalny i przez to świetny, a w drugiej odgrzewany i wydumany...

Ciekawe

czemu zawsze odpycha mnie ta liczba w tytule?? Jakby nie mogli czegoś sensowniejszego wymyślić :/

Krążyły

plotki, że w dwójce ma się pojawić Keith Richards - gitarzysta The Rolling Stones.

Drugi zwiastun

no i jest już drugi zwiastun, w którym widać więcej Krakena . Zwiastun jest klimatyczny, ale niestety napawa mnie pewnymy obawami (nie rzuca na kolana). Boje się, że film został przekombinowany i ta cała masa komputerowych stworów (co to ma być Potwór Króla albo Atak klonów?). No i martwi mnie ten Hans Zimmer, jemu dawno się nie udało zrobić jakiegoś super soundtracku (włąściwie od czasu Gladiatora), Badelt się choc trochę rozwijał a Piraci pierwsi czy Equilibrium to na prawdę fajne muzycznie pozycje. Cóż, poczekamy, zobaczymy.

But why the rum is gone?!

Hmmmm a ja jestem za to całkiem mile zaskoczony. Bałem sie skopanej powtórki z części pierwszej a tu widze że autorzy mają chyba zamiar pobawić sie legendami o piratach. Część pierwsza kręciła się wogół stereotypu pirata romantycznego i statków widm a teraz mamy opowieść o morskich potworach i pewnie znowu o romantycznych piratach Jestem nastawiony optymistycznie i oczekuje dobrego kina przygodowego

Piraci pobili Sithów :)

za film.onet.pl

Film "Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka" pobił rekord otwarcia ustanowiony w 2005 roku przez "Gwiezdne wojny: Część III - Zemstę Sithów".
Przy takich wynikach Hollywood, zaciekle walczące o każdego widza i jego dolary, może odetchnąć z ulgą. Być może to właśnie "Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka", a nie jak początkowo sądzono "Superman: Powrót", uratują producentów przed załamaniem nerwowym spowodowanym słabymi wynikami kasowymi ostatnich lat.

Jak wynika ze wstępnych danych, wpływy ze sprzedaży biletów w pierwszym dniu obecności "Piratów..." w amerykańskich kinach przyniosły twórcom 55,5 miliona dolarów. Tym samym kapitan Jack Sparrow wyprzedził Dartha Vadera i jego kompanów o ponad pięć milionów dolarów i zajął pierwsze miejsce w rankingu najlepszych premier w historii Hollywood. Obraz Gore`a Verbinskiego zepchnął na trzecie miejsce "X-Men: Ostatni bastion" (45,1 miliona dolarów wpływów z pierwszego dnia wyświetlania).

Wiele wskazuje na to, że "Piraci z Karaibów..." pobiją także rekord pierwszego weekendu, który od 2002 roku należy do "Spider-Mana" (114,8 miliona dolarów wpływów z pierwszych trzech dni wyświetlania).

- Film ten pokazuje, że, wbrew temu, co sądzono, widzowie nadal chcą chodzić do kina - mówi Paul Dergarabedian z firmy monitorującej wyniki box office. - Nie czekają na DVD, chcą zobaczyć "Piratów z Karaibów" na dużym ekranie - dodaje i podkreśla: - Istnieje szansa, że film zarobi nawet 120 milionów dolarów.
Piracka opowieść trafiła na 4 133 ekrany amerykańskie. Jedynie "Shrek 2" i "Spider-Man 2" wyświetlane były w większej liczbie sal. Dokładne wyniki będą znane na początku tygodnia.

Przypomnijmy, iż ubiegłoroczne wpływy z hollywoodzkiego box office były najniższe w całym dziesięcioleciu i niższe o 4 procent od roku 2004. Pierwsza połowa 2006 roku wygląda nieco lepiej - eksperci zaczęli dostrzegać wzrost, aczkolwiek jest on powolny. Przez pierwsze 25 tygodni roku wpływy ze sprzedaży biletów w USA było o 5 proc. wyższe, niż w tym samym okresie roku ubiegłego i wyniosły 4,6 miliarda dolarów. Wraz ze wzrostem wpływów ze sprzedaży biletów odnotowano także polepszenie się wyników frekwencyjnych - nastąpił wzrost o 1,65 proc. do 699 milionów widzów. Na razie najlepiej sprzedają się "X-Men: Ostatni bastion", "Kod da Vinci". Narzekać nie mogą także producenci "Superman: Powrót", którzy jednak liczyli na większy sukces.






miałem

okazję obejrzeć w Niemczech. Nie wiem czy coś napisać czy nie bo ja tam nie zwracam uwagi na spoilery

P.S. LS - powinieneś oszaleć --> http://masterreplicas.com/customer/potc/potc_product.php

no niezłe te repliki

taa, kurde tylko statku nie mają
Na a co do recki - napisz - i walnij, że są Spoilery na samej górze, ja dziś czytałem reckę Pablo Hidalgo . Więc i Twoją chętnie przeczytam.

zobaczymy

jutro... na razie łeb mnie jakoś boli

A Czarna Perła to i tak gruchot

spoiler...

...oooo zaspoilerowaleś z tą Perłą

nie przesadzaj :P

dlatego nie piszę recki... ale moim zdaniem tylko to pewne stworzenie z głębin jest dość przesadzone...

Hm...

... jakoś Piraci z Karaibów nigdy specjalnie nie przypadli mi do gustu i wątpię, abym wybrał się ma drugą część. No chyba że się znajdę na Imperiadzie - mus to mus Taki dziwny ten film... jeśli chodzi o pirackie produkcje to najbardziej podobał mi się taki film sprzed paru lat - co taka kobitka była piratem (nie pamiętam czy ona nim była czy w filmie dopiero została) i chyba jej ojciec na głowie miał zrobioną czymś mapę do jakiejś wyspy, i ona wycięła skórę i podążyła tam... pamiętam że jeszcze był taki pościg po porcie... tylko nie pamiętam tytułu filmu, dość dawno widziałem. Ale TO jest film piracki, a nie jakieś Karaiby Co za nazwa wogóle...

to była

"Wyspa Piratów" - nawet podobał mi się, ale wolę inne pirackie produkcje przede wszystkim "Karmazynowego Pirata" oraz "Piratów" Polańskiego.
"Piraci z Karaibów" mają to coś, że przede wszystkim w wielu miejscach są zbierzni z najwspanialszą historią o piratach - cyklowi gier "Monkey Island" .

The Curse of Monkey Island...

... miałem i mam. Kupiłem dawno temu, ale jako że byłem małym gówniarzem (teraz jestem dużym gówniarzem ) prawie totalnie nie znającym angielskiego (zwłaszcza że to przygodówka) to ciężko mi się w to grało i po niedługim czasie zrezygnowałem.... teraz wiem nieco więcej więc może niedługo spróbuję jeszcze raz. Dzięki wogóle za przypomnienie o tej grze, zapomniałem że istnieje. Lubię przygodówki. Najlepsza na świecie - Broken Sword. Dobra, zbaczam z tematu.

ee

wypadałoby w końcu jedynkę obejrzeć

warto

naprawdę dobry film - w dwójce lepsze są tylko wygłupy kapitana czyli gra Johnniego Deppa

Hmm

Netowa wersja, czy byles za granica P

powiedzmy

że zagraniczna wersja komputerowa

...

A moglbys zapodac linkiem do zrodla z ktorego to masz ?

linkiem

się nie da chyba, że Fixerem to laptop mojego kolegi.

Oj wypadałoby

Oj Shedao Obejrzyj jedynke i idz na dwojke. Nie wiem, jak u was, ale w szczecińskim multikinie przed seansem nocnym 20/21 lipca pokazuję część pierwszą Wiec sie dowiedz Moze bedziesz miał okazje

Piraci ...

Też w końcu muszę to obejrzeć . Jutro lecę do wypożyczalni

Chyba się skuszę

muszę tylko zebrać ekipę...
Jedynkę oglądałam w 60 osób na 15 letnim TV i jeszcze starszym video z pożyczonym kablem.(wesołą mamy szkołe nie ma co). Niestety musiałam iść do lekarza i nie zobaczyłam końcówki. A oglądanie samej to już nie to samo.

Można.

Fajnie, że u was w szkole można oglądać jakieś filmy. My czasami obejrzymy wiadomości zgrane z BBC albo CNN

Tak dobrze to nie ma

tylko pod koniec roku, jak oceny są wystawione. W tym roku z pewnych powodów olałam te seanse- dośc mi krwi napsuto w przedostatnim tygodniu.

U nas nawet tak nie ma...

... jak puszcza to jakies kiepskie filmy, a i tak nikt ich nie przychodzi ogladac

Piraci z Karaibów: Skrzynia Umarlaka

Po genialnej pierwszej części miałem spore oczekiwania co do tego filmu, jednak starałem się je nieco zmniejszyć, żeby rozczarowanie nie było zbyt duże . Niestety i tak Skrzynia mnie nie zachwyciła. Jako samodzielne dzieło ten film jest dobry, jednak względem świetnej pierwszej części jest po prostu kiepski.Fabuła dość ciekawa, motyw Davy Jonesa pojawił się w pierwszej części, w napisach został przetłumaczony jako „dno oceanu” .
Muzyka w większości pokrywa się z tym, co już słyszeliśmy w części pierwszej, te tematy nadal powalają i tez nich film byłby pozbawiony połowy klimatu. Nowy utwory wydają się proste i nie zachwycają.
W wielu momentach film był zbyt mroczny, kojarzył się z "Władcą Pierścieni". Taki klimat moim zdaniem tu nie pasował. Szczególnie załoga Jonesa przywoływała na myśl orków, nikt się specjalnie nie wyróżniał. Za to dużym plusem jest sam projekt postaci Jonesa .
Obserwując zachowanie postaci odniosłem wrażenie, że są kreślone na zupełnie inne osoby, niż w Klątwie. To już nie jest ten sam Jack, ta Elizabeth...
Nie ma już też tego klimatu, to już nie jest film o piratach, tylko średnie kina przygodowe.
Scena walki na młynie, która miała być taka efekciarska w ogóle nie zachwycała, pojedynek w kuźni i Klątwy był znacznie ciekawszy.
Bardzo wiele motywów się powtarzało, czasem były to ciekawe smaczki, jednak w takiej ilości wydaje się, że scenarzystom brakło pomysłów.
Zakończenie mnie zmartwiło, miałem nadzieję na samodzielny film, a wychodzi na to, że będzie ściśle związany z trzecią częścią, która mam nadzieję, że nie będzie rozwijać minusów Skrzyni.


PS> Podobnie jak w Klątwie po napisach znajduje się jeszcze jedna scena .

Właśnie wróciłam

i się zdenerwowałam tym co przeczytałam powyżej u Pawła. Scena po napisach...agrrr a mówiłam nie wychodźmy jeszcze. Zostaliśmy ostatni, wszyscy już wyszli, a w kinie pracuje znajomy i praktycznie nas wygonił bo musi sprzatać. Kurcze. Niech zwrócą mi kasę za tą scenę

A co do filmu. Bawiłam się dobrze, ale brakuje świeżości jedynki. Trzyma poziom, ale czegoś zabrakło.
Nie oznacza to natomiast, że żałuję tych pieniędzy. Zdecydowanie nie.
Jestem zadowolona. Depp momentami po prostu miodzio Naprawdę świetny. Scenariusz dopracowany i wszystko fajnie, ale koniec! Nie sądziłam, że powiążą tą część tak mocno z trzecią.
Mi się bardzo podobał pojedynek na trzech przeciwników Zwłaszcza do momentu jak dotarli na to koło. A ruiny kościółka miodzio. W ogóle niektóre krajobrazy piękne i ten błękit oceanu...
Podoba mi się też "wiedźma".
Całość zabawna, widowiskowa-efekty świetne, muzyka - nic nowego.
No i wspaniałe kostiumy Uwielbiam takie ciuszki, mam do nich słabość (Dokładnie Jack, Elizabeth i Will)

Obaga...

Już sam tytuł, oczywiście polski drugiej części filmu był denerwujacy – Skrzynia Umarlaka, zamiast Skrzyni Umrzyka. Co ciekawie, gdy Gibbs śpiewa szantę w podpisach mamy dobre tłumaczenie. Ale problem z dwójką to przede wszystkim oczekiwania, pierwszy film był genialny, nawiązywał do kina wielkiej przygody, to było skrzyżowanie Indiany Jonesa z Karmazynowym Piratem. Idealne skrzyżowanie, które można pokochać i stać się wiernym fanem. Dwójka jest bardziej humorystyczna, bardziej fantastyczna, bliższa konwencji Małpiej Wyspy, ale też chyba mniej klimatyczna. Wszystko przez jeden podstawowy problem, pomysł. Fajnie, że ktoś miał od razu na dwa filmy, ale moim zdaniem wyszło na półtora. Sam początek „Skrzyni Umarlaka” można by właściwie wyciąć, nie dlatego, że jest zły, bo jest tam przecież kilka niesamowitych gagów, ale dlatego, że nic nie wnosi do akcji. To osobna historyjka, którą można by śmiało rozwinąć, bo podchodzi pod Małpią Wyspę do granic możliwości. Ludożercy i takie tam, wspaniały klimat, tylko do reszty filmu nie ma się w ogóle.

Wspomniałem tu o gagach i to chyba podstawowy problem w filmie, miejscami ma się wrażenie, że fabuła składa się z tylko z nich, przechodzimy mniej lub bardziej płynnie od gagu, do gagu, a żeby o kanibalach nie było za wiele, to właściwie skaczemy między nimi. To wszystko jest fajne, osobno, ale razem, trzeba trochę poczekać, by poczuć klimat filmu. Najgorsze w tym wszystkim, że właśnie w tej części mamy olbrzymie przeskoki w akcji, w rezultacie ja czułem niedosyt. Ten niedosyt i przeskoki chyba najlepiej widać na samym początku, gdzie mamy ukazane więzienie, tylko na chwilę, niewiadomo po co, bo nic nie wnosi do filmu, poza jednym faktem, ucieczką Kapitana Sparrowa w trumnie. Pomysł jak nic, zerżnięty z Małpiej Wyspy, gdzie się trumnami pływało np. do wiedźmy Voodoo mieszkającej na moczarach (hmm, jakbym to w jakimś filmie widział), ale genialny i klimatyczny, tyle, że i bez więzienia można było to jakoś wykorzystać, zabawniej. Im dalej tym lepiej, bo film koncentruje się na głównej akcji, nabiera klimatu i wciąż emanuje humorem. Problemem też jest pójście w kierunku fantasy. Ktoś chyba morskie legendy wykorzystał ciut bezwiednie, zwłaszcza dziwi mnie zrobienie z Davy’ego Jonesa kapitana Latającego Holendra. Davy Jones – jest swoistym synonimem diabła morskiego, a jego skrzynia to nic innego jak piekło, gdzie przebywają okręty, które zatonęły i potopieni marynarze. Skrzynia Davy`ego Jonesa to także, a może przede wszystkim synonim dna oceanu. Ale do Holendra to mu trochę daleko, o ile dobrze pamiętam kapitanem tego statku był nie kto inny jak Hendrik Van der Decken, holender, od którego właśnie wzięła się nazwa. Tyle, że tu pojawia się jeden mały problem, sama legenda o Latającym Holendrze za bardzo przypominałaby załogę Czarnej Perły z poprzedniego filmu. Również w sposób dość dosłowny wykorzystano skrzynię, choć można by to również przetłumaczyć na klatę. Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że jednak dane będzie nam obejrzeć prawdziwą skrzynię Davy’ego Jonesa, tyle że w następnej odsłonie.

Z plusów w filmie dla mnie na pewno są kraken – tak, w końcu się doczekałem krakena w kinie, no i Kompania Wschodnio Indyjska – tych dwóch rzeczy nigdy w Małpiej Wyspie nie było (Latający Holender tam był, ale była to tylko szalupa). Genialne są nawiązania do pierwszej części, których jest tu mnóstwo, włącznie z gubernatorem psującym świecznik, żółwiami i wieloma innymi rzeczami. Wraca też mnóstwo bohaterów drugiego planu i to nie tylko ludzkich. Wizualnie, zwłaszcza w kontekście zdjęć, film prezentuje się lepiej niż poprzednia część. Efekty ludzi Knolla znów są oszałamiające, choć chyba komputer był zbyt wykorzystywanym narzędziem, ale trzeba przyznać, że trudno uwierzyć, że zbudowano Latajacego Holendra, a nie stworzono go komputerowo. Gorzej niestety z montażem, ten choć lepszy w scenach akcji, niestety kuleje tam, gdzie tej akcji nie ma. Jest zbyt rozwleczony, a już na pewno na samym początku filmu, gdzie jest totalnie nierówny. Jeśli chodzi o album muzyczny trzeba powiedzieć, że przykro mi to mówić, ale Hans Zimmer go „spieprzył” zwłaszcza dodając jakieś techno niewiadomo co na końcu, zresztą sam sountrack jest mało klimatyczny, nierówny nie to, co w pierwszej części. W filmie muzyka wypadła o niebo lepiej, tyle, że przede wszystkim ratują ją wstawki Badelta, choć temat krakena czy Davy’ego Jonesa, oczywiście na tak lubianych przez Zimmera organach, świetnie się wpasowały w film, ale ja mam nadzieję, że Badelt wróci w trzeciej części, choć zdaje mi się, że po tym sukcesie drugiej części Zimmer tego nie odpuści. Aktorsko to znów przede wszystkim popis Johny’ego Deppa, ale teraz jest jakby go mniej, jakby był przytłoczony tym wszystkim, co się dzieje na planie. Mnie najbardziej podobała się gra Jacka Davenporta (Norrington, kolejny bohater pierwszej części, który powraca, tym razem w zupełnie innej roli). Bill Nighy (Davy Jones) to dobry i charyzmatyczny aktor, ale tu nie wiadomo na ile to jego kreacja, a na ile speców od efektów specjalnych. Moim zdaniem nie wykorzystał nawet połowy swoich możliwości. Reszta może nie wypada słabo, ale jest przytłoczona akcją i efektami. Żadna z postaci nie ma niestety tej charyzmy, co w pierwszej części. W tym filmie o wiele trudniej było pokazać swoje aktorstwo niż w poprzednio i to niestety kolejny z zarzutów do niego, zwłaszcza w kontekście, tego, że miejscami moim zdaniem był to film za długi.

Chyba największym rozczarowaniem jest fakt, że ja przede wszystkim oczekiwałem kontynuacji kina wielkiej przygody, a w zamian za to dostałem morskie fantasy. Nadal się cieszę z tego powodu, bo to zacny film, ale jedynka była lepsza, lepiej napisana i przede wszystkim odgrzebywała temat, znany, a z dawna zapomniany. I choć jest to bliższe do mojej ukochanej Małpiej Wyspy, to jednak nie na takie kino czekałem. Fajnie, wyszło, tyle, że twórcy mieli problem by się na początku filmu wkręcić w klimat. Liczę, że w drugiej, a właściwie trzeciej części nie będzie już tego problemu. Wtedy pewnie też inaczej spojrzy się na „Skrzynię Umrzyka”. Ale to dopiero za rok. A i na koniec mały spoiler, otóż w filmie pojawia się małpa Jack z pierwszej części, tylko, że jakimś cudem jest ona nieumarła (czyli nadal jest duchem). Polecam obejrzenie Klątwy do końca, do ostatnich scen, tam Jack wyjmuje ze skrzyni złoto. Tu na koniec filmu też mamy krótką scenkę, czyżby i jej znajomość była konieczna do zrozumienia trzeciej części?

Re: Obaga...

Lord Sidious napisał(a):
Z plusów w filmie dla mnie na pewno są kraken
________

Kraken... a mnie wydaje się jednak ciut przesadzonym stworzeniem jak na wszystkie historie i przedstawienia o których słyszałem.

Krakeny

No mr. Bart, widzę, że Pan mało wie o Krakenach, albo mało Pan o nich czytał. Gdyby Pan przeczytał "Fatum" albo trylogię Wedge`a z pewnością patrzyłbyś na nie inaczej .

Jeżeli...

...rzeczywiście ta scenka jest potrzebna, to ci ludożercy mogą nabrać jeszcze jakiegoś znaczenia. Co do filmu, to mam zdecydowanie lepsze odczucia od Ciebie, chociaż rzeczywiście, początek trochę zbyt urwany z choinki, zwłaszcza, jak się pierwszą część oglądało 2 lata temu...
Tym niemniej ja się znakomicie bawiłem; bohaterowie może nie są tak wyraziści, jak film wcześniej, ale mają przy sobie cały czas wrażenie widza z "Czarnej Perły", a ich zachowanie na ekranie tylko to wrażenie modyfikuje, przez co osobiście odniosłem (nomen omen) wrażenie, że te postacie jakoś tam ewoluują. Co do Johnny`ego, to po mojemu było go miejscami nawet odrobinę za dużo, zupełnie, jakby miał być głównym komikiem filmu, ale zbyt często dostajemy komizm innych postaci, bym w to uwierzył. Chociaż mnie to akurat nie przeszkadza, bo Depp cały czas jest fenomenalny.
Ogólnie jestem na tak, na tak i na tak. Czekam na część trzecią.

Re: Obaga...

Lord Sidious napisał(a):
(...) A i na koniec mały spoiler, otóż w filmie pojawia się małpa Jack z pierwszej części, tylko, że jakimś cudem jest ona nieumarła (czyli nadal jest duchem). Polecam obejrzenie Klątwy do końca, do ostatnich scen, tam Jack wyjmuje ze skrzyni złoto. Tu na koniec filmu też mamy krótką scenkę, czyżby i jej znajomość była konieczna do zrozumienia trzeciej części?
________

O tym dlaczego małpa jest dalej Nieumarła (nie, nie jest duchem tak jak duchami nie była załoga Perły z części pierwszej ) chyba wiedza wszyscy którzy oglądali "Klątwe..." wiec z tym problemu chyba nie ma A co do psa z końcówki "Skrzyni..." to zapewne pojawi sie on w części trzeciej. Choć ta scenka po napisach moim zdaniem nic wielkiego nie wzniosła bo można było sie tego domyślac po ucieczce Jacka z wyspy.

Pirates of the Caribbean II

Nie miałem wielkich oczekiwań związanych z filmem, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że cholernie trudno jest nakręcić udaną kontynuację. Jednak muszę przyznać, że druga część mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Twórcy wykonali kawał porządnej roboty.
Trochę szkoda, że fabuła została ostrożnie zrealizowana. Wydarzenia są ze sobą ściśle splecione i tworzą wspólną całość. Dużym plusem filmu są zwroty akcji i elementy zaskoczenia.
Bardzo dobrym pomysłem było zrobienie z Cthulhu, postaci wymyślonej przez Lovecrafta, kapitana Latającego Holendra, znanego również jako Statek Widmo. Świetne połączenie. Kolejną ciekawą postacią okazał się Kraken, połykający w całości statki.
Wrażenie robią pojedynki. Mnie osobiście najbardziej przypadła do gustu walka na kole młyńskim. Nie zawiedli aktorzy. Na szczególne uznanie zasługuje Depp. Zagrał genialnie.
Warto było się wybrać do kina. Efektowny film piracki.



Yo ho, yo ho, A pirate`s life for me...

Według mnie "Skrzynia" została świetnie zrobiona; dobre zdjecia, świetna fabuła, która nie jest napisana z przymusu i przekonująco otwiera drzwiczki do częsci trzeciej, solidna gra aktorów, wspaniałe dekoracje, piękne kostiumy, muzyka...no cóż, tutaj sprawa dosyć trudna, bo na szczęście nie kombinowali zbytnio z głównym tematem, reszta jakoś mi nie pasowała, co prawda organy były klimatyczne ale niestety do organów dodali jakieś bity przez co organy zupełnie wymieszały się z tłem muzycznym ;/ efekty specjalne, dobrze zrobione, niestety skopali troche sprawę z załogą "Latającego Holendra", wszystkie postacie mają dużo szczegółów, a że przez większą część filmu oglądamy załogę "Holendra" nocą, to ogólnie na pokładzie jest misz masz, i do końca się nie wie gdzie to są nogi, a gdzie głowa.
Na deser pozostawiłam gagi i humor całego filmu. Bardzo mi się podobał charakter tych żartów, od sytuacyjnych do czarnego humoru, na szczęście nie pojawił się typowy humor amerykanski, którego szczerze nie cierpię (a jeśli był to w tym przypadku mnie nie draznił ). Ogólnie humor u mnie na 6!
Podsumowując, "Skrzynia Umarlaka" to komedia o piratach która umie śmieszyć, nie tracąc nic ze swojego, żartobliwie pokazanego, pirackiego charakteru
I jeszcze jedno, Lordzie dlaczego nie podoba Ci się ta "fantastyka morska", czyż większość legend o piratach nie miała w sobie trochę baśni ?

Re: Yo ho, yo ho, A pirate`s life for me...

Lady Aragorn napisała:
(...) przekonująco otwiera drzwiczki do częsci trzeciej,

Drzwiczki? Ja bym powiedziała raczej, że olbrzymie wrota albo nawet bramę zamczyska. I to ze szpalerem żołnierzy po bokach i całą orkiestrą.

niestety skopali troche sprawę z załogą "Latającego Holendra", wszystkie postacie mają dużo szczegółów, a że przez większą część filmu oglądamy załogę "Holendra" nocą, to ogólnie na pokładzie jest misz masz, i do końca się nie wie gdzie to są nogi, a gdzie głowa.

Mi się to też nie podobało. Gubiłam się momentami, zlewało się to wszystko.

Dlaczego?

Ano dlatego, ze te legendy zostały poprzekręcane na maksa i to w taki sposób, że właściwie niewiadomo, co dalej z tym zrobić. To niestety takie lecenie po łebkach jak to było w przypadku LOTRa Jacksona. Na forum MillenniumFalcon ktoś wpisał fajna rzecz, że LOTR wpływa na kino tak jak niegdyś SW, tyle, że teraz filmy są nudniejsze, dłuższe i bardziej nastawione na zysk, bez nowatorstwa starej trylogii, a za to z efekciarstwem. Ale do rzeczy Dla mnie najciekawszym wątkiem w filmie było pojawienie się Kompanii Wschodnioindyjskiej - a on został kompletnie olany i niewykorzystany. To raz. Dwa - cały czas czekam na filmy w stylu Karmazynowego Pirata, pełne przygody, a nie coraz to bardziej wymyślnych potworów. Tu mamy choćby problem z Latającym Holendrem - pominę drobny fakt, że legenda o nim narodziła się dużo później niż akcja samych Piratów, to Czarna Perła w pierwszej części jest bliższa temu, jak powinien wyglądać Latający Holender niż to, co widzimy w filmie . Davy Jones - jeśli faktycznie jest zerżnięt jak to pisze Jaqob z Lovecrafta, to nie dziwię się, że tak wyglądał, ale z pewnoscią też nie do końca odzwierciedla to, czym był według legend. On cały czas w pewnym stopniu nawiazuje do biblijnej opowieści o Jonaszu - która pokutuje mocno w całej marynistyce. Pamiętasz może "Pan i Władca: Na Krańcu Świata" - tam była scena w której właśnie napiętnowano pokładowego Jonasza - to był właśnie fragment jak te legendy żyją wśród marynarzy, genialny zresztą. Davy Jones ewoluował - i prawdę mówiac ostatecznie stał się po prostu morskim czartem.... Wiesz to jest takie wykorzystywanie legend na siłę, a raczej wycieranie się nimi. Nie mam nic przeciw morskiej fantastyce - chętnie bym zobaczył film świetnie zrobiony o Latającym Holendrze, w którym kapitan Van Der Decken - strzela do Boga lub anioła i zostaje skazany na nieśmiertelne żeglowanie, mimo że obumiera mu załoga . Ale liczyłem bardziej właśnie na kino przygody, pirackiej przygody - napadaniem na staktki, rozróbą w portach - tego w drugiej części prawie nie ma . Wiesz ta morska fantastyka jest na prawdę fajna sama w sobie, jej nie trzeba poprawiać, a póki co nie ma nawet wzgledem czego upiększać. Dla mnie ten tor, którym poszli jest niestety najmniejszą linią oporu - nie mówię, ze jest źle - ale mogło być lepiej. Tym bardziej, że właście ciągle te typowo karaibskie opowieści pirackie nie zostały w pełni wykorzystane - kanibale, voodoo - to są Karaiby . A powiem tyle, że zawsze wnerwiał mnie brak pomysłu, albo się w coś zagłębia i robi z głową, albo lepiej wymyśleć sobie coś własnego i nie wycierać się tym, co uznane . A problemem cały czas dla mnie jest potencjał, którego nie wykorzystano.

Hmmm...

LS napisał:
pominę drobny fakt, że legenda o nim narodziła się dużo później niż akcja samych Piratów

Tak się zastanawiam, która legenda powstała wcześniej, niż to, o czym mówi.
Pomijając już, że od Piratów nie wymagałem nigdy wiernie oddanego kontekstu historycznego. A co do "Latającego Holendra", to - chociaż rozumiem w jakimś stopniu Twoje rozczarowanie - mnie się tam podobała pierwsza łódź podwodna Zgodzę się, że statek-widmo powinien chociaż trochę przypominać widmo, ale z czysto odbiorczego punktu widzenia (czyli mojego, jako widza), takie podejście do sprawy nawet się podoba. Bo o widmowych okrętach, trupach marynarzy etc. wariacji jest, jak mrówków, a korsarz z wodorostów stanowi pewne novum...

tylko wiesz

tu wracamy do podstawowego pytania Czemu to musiał być "Latający Holender" a nie dajmny na to "Lewiatan" - jak również w filmie określano ten statek?

To jest już...

...wycieranie gęby legendą. Chociaż kto wie, może w trzeciej części pofrunie...?

:)

I w tym pierwszym zdaniu streściłeś mniej więcej to, o co mi chodziło od początku . To jest właśnie to, co mi się nie podoba .

Meine zdanie

zbierałam się, żeby cosik po pokazie prasowym, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, skrobnąć, ale bardziej moją uwagę przykuła śmiertelnie ranna ćma na parkingu Galerii Mokotów, na parkingu poziomu "Ryba" :] Po pokazie, naczy
.
Pierwszą rzeczą, która zwróciła naszą (jako świadomości zbiorowej FFF, która uczestniczyła w seansie) uwagę, była masa nawiązań do RotJa Ale to już chyba "zboczenie zawodowe"
Ogólnie chyba byłabym bardziej zachwycona, oglądając wszystkie pomysły wykorzystane w filmie zrealizowane w konwencji kreskówkowej - bo chyba przesyt zbyt nieprawdopodobnych gagów - co z tego, że realistycznych, ale nie wciągających na tyle, żeby zaskakiwać...
Osobiście podobały mi się tylko jazdy bagienne und miss Tia Dalma - reszta ciut przewidywalna, a sam pomysł niedopowiedzeń na zakończenie filmu jako żywo zakrawa już na zjawisko rodzenia się nowego trendu w kinematografii - mianowicie kategorii "seriali kinowych" - ... w następnym odcinku dowiecie się....
Jak bodaj kolega Paweł nadmienił - ekipa LH przypomina bandę orków, żywcem od P. Jacksona wziętych.
.
Tłumaczenie IMO świetne, choć trochę bugów w stosunku do cz. I.
Sam tytuł zaś z uporem katarynkowej melodii kojarzy mi się ze "Skrzynką... Truposza" , co zapętla mi się na Deppie w Jarmush`owskim "Truposzu"
.
Wot, wsio
Przyjemne, ale biletu na seans - z poczucia potrzeby obejrzenia ponownego - nie nabyłabym...

...

Podchodziłem do ttego filmuu z dużą rezerwą "Czarna Perła" była mi zupełnie nie w smak. Poszedłem na ten film tylko i wyłącznie dlatego że moja dziewczyna chciała na to iść. OK. Początek mógłby zostać faktycznie wycięty nic nie wnosi do dalszej akcji. Jednak po tym filmie stałem sie fanem Johnny Deppa. Był zdecydowanie najlepszym aktorem i deklasował sztywną panienkę Knightley czy Sztucznego Legolasa. Ruchy Deppa podczas biegu Bardzzo cieszyły oko gość zagrał niewiarygodnie. Zupełnie do gustu mi nie pprzypadła postać Davy`ego Jones`a. Filmowi dobrze zrobiło że twórcy poszli w strone komedii, widowisko w ten sposób dużo zyskało głównie dzięki Deppowi i uciekaniu z kwiatkiem itdAkcja momentami wartka, momentami stojąca i "zamulająca". Ogólnie film oceniam na dobrą 7 głównie za Deppa:

Właśnie wróciłem

oglądnąłem do SAMEGO końca

Co do filmu - dobre kino przygodowe, w sam raz na lato

Depp jako Sparrow świetny, podobnie jak w pierwszej części.
Bill Nighy jako Cth... ee, znaczy Davy Jones też nie najgorszy - mi tam się podobał. Nie spodziewałem się też ujrzeć kilku postaci z pierwszej części (i nie chodzi o trójkę głównych bohaterów).

Muzyka, chociaż niektóre motywy z pierwszej części są łatwo słyszalne i rozpoznawalne, wprowadza też nowy, który mi się bardzo podobał (czyli ten na organach - trochę przypomina słynny utwór Bacha )

Kraken - bardzo dobrze zrobiony

Załoga Latającego Holendra może trochę przypomina orków ale gdy akcja rozgrywa się w dzień, łatwo można zobaczyć, gdzie kto ma głowę a gdzie nogi

Most, po którym ciągnięto na początku więźniów, nasuwał mi (pewnie nie tylko mi ) skojarzenia z Władcą Pierścieni

Ocena ogólna filmu 8/10

Czy moze

mi ktos wytlumaczyc skad sie wzieli co to niektorzy w ostatniej scenie ?

To znaczy

w TEJ ostatniej scenie?
A bo ja wiem? Może to nic nie znaczy, a może się pojawią w trzeciej części... Wszystko możliwe Nie widziałem sceny w pierwszej części, więc nie wiem, co tam było i czy miało coś wspólnego z drugą.

Jak nie widziałeś

pierwszej czesci, to nie wiesz chyba, o co mi chodzi?

Pierwszą

część widziałem, ale nie widziałem sceny dodatkowej

Fifteen men on a dead man`s chest. Yo ho ho and a bottle of rum...

Muszę niestety stwierdzić, że zawiodłem się nieco na Skrzyni Umarlaka. W jedynce bardziej podobała mi cała, hmmm... `niemagiczna` część. Rzecz jasna fajnie było zobaczyć Czarną Perłę i jej wychudzoną załogę w pełnej krasie, wątek ten zajmował istotne miejsce, ale było to trochę bardziej stonowane. W dwójka poszła niestety w stronę fantastyczną i moim przynajmniej zdaniem, przekombinowano nieco z efektami specjalnymi, tak jak w RotSie. Załoga Latającego Holendra jest jakaś nijaka, ni straszna, ni śmieszna. Kapitan stoi na nieco wyższym poziomie, ale i tak nigdy komputerowo generowana postać nie dorówna aktorowi miary Deppa. A takich było za dużo.
Kraken. Niby pomysł fajny, ale też mi trochę nie leży. Poza tym raz zatapia statek w ułamku sekundy, za drugim zabawia się w wyłapywanie każdego czlowieczka na pokładzie i odrywanie pojedynczych desek .
Ziębi też walka Jack vs. Will vs. Norrington. Idiotyczny motyw z toczącym się kołem, momentami wręcz zabawna niechęć pojedynkowiczów do pchnięcia przeciwnika w plecy i wyeliminowania go z rozgrywki. Pewnie, lepiej sypnąć mu w oczy piaskiem.
Tak narzekam i narzekam , ale w gruncie rzeczy film nie był zły. Po prostu oczekiwałem czegoś innego. Jest sporo nawiązań do jedynki, tych bardziej i mniej oczywistych. Jest nasz ulubiony kapitan i jego kolejne wygłupy (choć nawet niektóre gagi wydają mi się wymuszone). Świetna muza, klimatyczne lokacje. A jednak czegoś mi brakuje. Jako pojedynczy film byłby dobry, nawet bardzo. Ale jako kontynuacja Klątwy Czarnej Perły jest tylko taki sobie.

w końcu zobaczyłam :)

No i po seansie.

Chyba obejrzę jeszcze raz ten film Już tłumaczę, o co mi chodzi.

Podobnie jak wielu userów, mam jakiś... z braku lepszego słowa, niedosyt; jakbym dostała tort z dużą ilością kremu - krem dobry (może nieco zwarzony, co nie wpływa na jakość smakową jako taką), ale co z tego, kiedy za mało biszkoptów i owoców? Taka kulinarna dywersyjna dygresja... bo szczerze mówiąc, odczuwam wiele satysfakcji z faktu, iż zbrakło mi kasy na popcorn
Ale po kolei.
Szłam na film z poczuciem misji dobrej zabawy, możliwe, że kosztem współoglądających (do tego nie doszło). Bawiłam się iście świetnie. Dowcip i tak dalej - nie obraża inteligencji widza, często puszczają do nas oko (choć czasami wygląda na to, że chyba im coś jednak wpadło pod powiekę), efekty - goooooooood, postacie - tu jestem zadowolona, z tej swoistej ewolucji. No fakt, bawią się trochę w komedię, ale całe to kino jest z przymrużeniem oka, więc nie roszczę "protensji"
Ogółów tyle. Teraz... ze spoilerami. Autentycznie lepiej nie czytać i poprzestać na tym, jeśli się nie oglądało, bo nawet te nieduże sprawią, że sobie popsujecie zabawę, jak ja trochę (choć za topic o części trzeciej jestem Sidowi wdzięczna, dzięki temu nie rozmazałam się w kinie przy baaardzo patetycznej scenie przy końcu).

Początek troszkę mnie znużył; podobał mi się motyw opuszczonego ślubu, podobał mi się szujowaty przedstawiciel Kompanii Wschodnioindyjskiej, nie podobał mi się Bloom w tym momencie (ale nie ja byłam na tym seansie od zachwytów nad nim). Zawiązanie akcji z rozmowami o skrzynkach jakoś się dłużyło, jakoś drętwo wypadło... Przeciwnie Jack zwiewający w trumnie nieszczęsnej - chciałabym zobaczyć co się działo w tym więzieniu, ale wtedy jeszcze bardziej bym się spóźniła w pewno miejsce Choć jego wykręty były jakoś mało ogniste jak na niego
Trochę za dużo lądu jak na film o piratach - akcja z odkopywaniem skrzyni solidnie mnie zmyliła co do napięcia w filmie.
Fajne było też wprowadzenie załogi "Holendra". Pomijając "dlaczego jest tak mało rumu...? A, dlatego...." i okoliczności, miło, że spotykamy Billa Turnera. W ogóle koncepcja "zarastania", mimo że raczej oczywista, podpasowała mi. Zarastania i dezintegracji - tak jak z tym "wtopionym" w burtę, z mózgiem przyspawanym do desek na wieki Piszę o tym, bo oczliki wyrastające na naszych oczach z policzka tatki Rzemyka (przyzwyczaiłam się do tłumaczenia z pierwszej części oglądanej na płycie) wryły mi się w pamięć szczególnie.
Jedyny zarzut jaki chciałabym poczynić względem Davy`ego i towarzystwa, pomijając ewidentną obleśność (w końcu kobieta jestem), to organy w jego kajucie. A co!
Ja wiem, muzyka i w ogóle, niby trochę Bacha, ale jak dla mnie przekombinowane. I serduszka. Szkatułka (gdyż to-to jak na skrzynię małe było) z zamkiem z serduszkiem - na litość! Przynajmniej pikawka nie była na jedwabnych poduszkach... tyle przyzwoitości mieli
Tytułem oślizgłych, obrzydliwych i klejących przedmiotów i zdarzeń, było ich nieco za dużo. Załoganci jak załoganci, ale sceny wydłubywania oczu trąciły mi "Psem Andaluzyjskim". No i opluwanie Jacka Sparrowa przez bestyję morską. Fu! (estetka).
Kraken jak kraken, wiem jak stwory morskie wyglądają, te fikcyjne i prawdziwe, więc nie zaskoczył mnie zbytnio. Szkoda, że nie można było go w całej okazałości popodziwiać. Może zostanie na deser (część 3cią). Takie cuda chyba jeszcze pływają (gdzieś jakiś czas temu oprawiali kilkunastometrowego osobnika), tylko zęby mają jakby mniejsze...
Wiem że głupio zabrzmi, ale trzy rzeczy kojarzyły mi się z SW: Kraken właśnie (=Sarlaccowa paszcza), pichcenie załogi przez kanibali (=Ewoki na Endorze), i kwestia o ciemnej stronie serca Elizabeth
Psychologia. Nie jest mocną stroną takich widowisk, ale tu miłe zaskoczenie - starano sie zmienić charakter panny Swann. Nie sądziłam że z niej taka szujka mała. By przykuć Jack`a do "Perły"? To co wyprawia w "Klątwie..." to nic w porównaniu z tutejszymi woltami. Jej teksty o "dojrzałości do małżeństwa" i kratach przeszkadzających w posiąściu jej przez Willa nasuwają mi dziwną myśl, że Turner młody to istota naiwna, słaba i niewinna, i w ogóle nieświadoma, co to za baba. Znałam jedną taką parę

Chwilowo tyle mi po głowie chodzi. Jak zobaczę raz jeszcze, to opiszę dokładniej, na razie mam jeszcze chaos w głowie (i to nie moja wina - jak oglądałam "Raport Mniejszości" to po jednym seansie nie tylko pamiętałam z filmu wszystko, ale na dodatek strzelałam cytatami). Wtedy się dopiszę.
Niemniej jednak - fajnie było

A, scena dodatkowa - za krótka jak dla mnie, zbyt niewiele wnosząca, za późno. Przez sześć minut seansu zdążyłyśmy z koleżanką dorobić już taką teorię, co to mogłoby być, że chyba sama część trzecia byłaby tylko w stanie nas zadowolić

Re: w końcu zobaczyłam :)

Kathi Langley napisał(a):
I serduszka. Szkatułka (gdyż to-to jak na skrzynię małe było) z zamkiem z serduszkiem - na litość!
________
Motyw serduszka ma duże znaczenie. Uważni widzowie zapewne dostrzegli go również poza zamkiem skrzyni i pozytywką

no tak

ale takie było ono walentynkowe że aż!

`Ello beastie

No i w końcu poszedłem na "Piratów..." więc czas na wrażenia:
Zaczne od tego co mi w filmie przeszkadzało czyli przede wszystkim humoru. Nie chodzi o to ze był na niskim poziomie bo był dobry ale było go zbyt dużo. Spodziewałem sie filmu przygodowego z elementami komediowymi i fantasy a nie komedii z elementami przygody i fantasy. No ale można to jakoś przeboleć i oddać się zaletom filmu których jest znacznie, znacznie więcej. Po pierwsze jest to godna kontynuacja części pierwszej co było miłym zaskoczeniem po Matrixach i innych takich. Ponad to wyjaśniło się wiele ciekawych wątków jak np. kompas Jacka czy jego związek z Kompanią wspomniany w części pierwszej. Ponad to doszło do kilku ciekawych zmian charakterów jak np. w przypadku Elizabeth z której wyszedł w moim mniemaniu kawał - za przeproszeniem - suki. Przykucie Sparrowa do Perły było naprawde paskudnym zagraniem przebijającym wszystkie parszywe gierki Jacka.
Podsumowujac to dziwne coś powyżej co od biedy można nazwac recenzją uważam że film jest bardzo dobry i polecam go wszystkim.

Rychło w czas

ale obejrzałem
świetny film- dawno czas w kinie mi tak nie zleciał.
Dużo humoru który na szczęście był na tyle wysmakowany żeby nie znudzić przy takiej ilości.
Muzyka jak w pierwszej części- świetna.
To co działo się na wyspie podczas walki i pogoni za skrzynią przechodziło ludzkie pojęcie- "Ja tu widzę niezły burdel"
Szkoda trochę Jacka a co do Elizabeth to "to zła kobieta była"
Jednym słowem czekam na "Kraniec Świata"

Rychło w czas

pociesz się, że ja jeśli zobaczę to w przyszłym tygodniu i to pod warunkiem, żezbiorę te 10 osób na seans- zakładając że jest w ogóle sens iśc do tej parodii kina z czasów wczesnego Gierka.

Wydanie DVD- wrażenia

zakupiłem po "niebywale niskiej cenie" 55zł....
O filmie nie ma w sumie co mówić bo jaki jest każdy wie, skupię się więc na oprawie.
-cena wysoka jak na wydanie jednopłytowe
-za kwotę około 70-75zł można zakupić "wydanie kolekcjonerskie"- nie należy jednak się łudzić że imperial chce nam coś dać, wręcz przeciwnie.
Za 55zł otrzymujemy jedną płytkę dvd na której jest tylko film i kilkuminutowy materiał z wpadkami. Za to jeśli zapłacimy jeszcze 20zł dostaniemy drugą płytkę dvd z dodatkami wsadzoną w zwykłe pudełko na 2dvd- jedyną różnicą jest inna (brzydsza moim zdaniem) okładka- nie dostajemy więc nic czego nie byłoby w wydaniu np. EpIII który kosztował przecież 50zł z dwoma płytkami:/
Jeśli ktoś zakupi wydanie zwykłe (jak ja) może mieć wrażenie pewnej "niekompletności" ponieważ płyty były widać tłoczone na jedno kopyto i na płytce z filmem widnieje napis "DISC 1"
Dźwięk i obraz stoją na najwyższym poziomie ale trudno żeby za takie pieniądze bylo inaczej. Mamy możliwość odbioru dźwięku w wersji oryginalnej w standardzie 5.1 oraz z polskim lektorem w 2.0 , na szczęście oszczędzono nam prób dubbingowania filmu są też oczywiście napisy po polsku.
Cieszy możliwość przeglądania menu w języku ojczystym ale to już raczej standard i nie ma się czym chwalić.
Na plus można jeszcze ostatecznie zapisać brak eksperymentów z kolorem pudełka dzięki czemu po otwarciu go mamy dostęp do spisu scen.

Piraci, moje 3 grosze

Wrzuciłam sobie soundtrack dla lepszego wczucia się w klimat

Długi czas nie chciałam mieć z Piratami z Karaibów nic wspólnego, jednak w obliczu metod socjotechnicznych, ustąpiłam. W krótkim czasie poznałam 1 i 2 film i cóż rzec? Musiałam sobie robić przerwy w trakcie na ochłonięcie i wymianę poglądów na temat wszelkich niedorzeczności (teraz uważam to za stratę czasu, wystarczyło powiedzieć: Piraci z Karaibów) W skrócie: film jest Głupi i to niemiłosiernie Głupi. Oczywiście, ja w pełni rozumiem konwencja i takie tam brednie, ale Piraci to pierwsze filmy od czasów CW, które sprawiły, iż wyłam z zażenowania, że to oglądam. Kiedy wydawało mi się, że szczyt głupoty został już osiągnięty a potem pobity i zmiażdżony okazywało się, że jednak obraz jeszcze nie wzbił się na wyżyny głupoty.

Oczywiście, powód mojej reakcji jest jasny, to nie jest typ kina, który do mnie trafiaJ Dlatego dodam tylko kilka rzeczy. O ile za Johnnym Deppem nie przepadam, to tutaj był genialny prawdziwy koszerniak Z kolei nie można tego samego powiedzieć o reszcie głównych bohaterów, a raczej aktorów wcielających się w nich. Keira po prostu ssie, a właściwie nie ssie, bo ma coś nie tak ze szczęką, więc chyba nie byłaby w stanie, a Orlando sprawia wrażenie jakby pomylił plan zdjęciowy i cierpiał na skurcz górnej części twarzy, a konkretnie czoła, biedaczek...

Zdecydowanie jedynka jest lepsza od dwójki, choć przyznaje, że dwójka ma kilka pięknych scen. Po Czarnej Perle, przyznaję się bez bicia, mimo, iż na filmie wyłam, miałam ochotę zobaczyć Skrzynię Umarlaka, ale po dwójce zwątpiłam, jednak na 3 idę do kina, niekoniecznie z potrzeby serca (aż strach co tam zobaczę, w 2 widziałam reamke ROTJ ze scenami z LOTR i oczywiście: duuużo Głupoty ).


Obejrzałem!

Ha - wreszcie się zmotywowałem i obejrzałem, i muszę powiedzieć że mi się podobało przyjemne, pomimo swoich prawie 2,5h nie dłużyło, a jak dłużyło to wchodziła Keira i już nie dłużyło Depp też był fajny, Bloom do dupy jak zawsze najbardziej podobała mi się scena "mam słoik ziemi, mam słoik ziemi, a zgadnij co mam w środku" - zabójcze, zabójcze, zabójcze, przewijałem 3 razy i za każdym miałem z tego polewkę. No i ta scena po-napisowa również rozwalająca. Zresztą - ostatia scenka z samego filmu też, zwiastuje ciekawą trójkę - zresztą po trailerze to też można stwierdzić. Wciąż nie rozumiem fascynacji ogólnopolskiej, jaka zapanowała latem w związku z premierą tego filmu, ale też rozumiem ludzi którym się on podobał - bo był fajny, ciekawy, sensowny i z fajnymi efektami. Jak najbardziej polecam na upalny wieczór z piwem (bo rumu niestety w osiedlowym monopolu nie mieli )

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.