TWÓJ KOKPIT
0
FORUM Wioska Gungan w Lesie Ewoków

Onirycznie

Misiek 2003-12-31 01:33:00

Misiek

avek

Rejestracja: 2003-01-12

Ostatnia wizyta: 2022-05-16

Skąd: Wrocław

To, co teraz napiszę, nie pasuje do Lasu Ewoków, ale prawdępowiedziawszy, nie pasuje nigdzie, więc ląduje tutaj. A jeśli jeszcze wziąść pod uwagę niekorzystną koniunkturę sprzedaży zielonych pietruszek w Burkina-faso, to takie rzeczy powinny zjawiać się tylko tu, w miejscu, gdzie nikt ich nie czyta...
No to jedziemy:
Był Droid, który zamieniał się świadomością z ludźmi, czyli taki człowiek stawał się konserwą, a robot białkowcem. Niekorzystnie, bo robot w skórze ludzia bladł i pocił się ponad miarę, a w dodatku gdzieś na ciele wyskakiwała mu czerwona dioda.

No i ten robot wszedł w ciało Hana Solo i poleciał gdzieś Sokołem. Nietrudno zgadnąć, że nastroje polityczne w Stanach nie pozwalały mu na pozostawanie w Londynie dłużej, niż te osiem lat, które trwały pięć minut, a w dodatku zawalenie się dwóch wież groziło buntem Hobbitów. Więc Han będący robotem, nie mając innego wyjścia, odleciał.

W kabinie Sokoła nawiedział Hana/robota Lando. Ponieważ Han spocił się i wyglądał jak Nosferatu, Carlissian spytał go: "Co się pocisz?" No bo Han był spocony i wyglądał jak Nosferatu. Solo nie odpowiedział nic, tylko spojrzał się niewidzącym wzrokiem na sufit, potem na Landa, a ponieważ nie widział, to ich nie zobaczył. Kolejnym jego posunięciem było przejęcie ciała Landa. I tak robot wylądował w Landzie Carlissianie, a Lando w ciele Hana. Nie wiadomo, gdzie miał diodę (dioda Hana była na gardle).

Potem w biurze pełnym akwariów, koralów i słoni Lando przyjmowal na bogato rzeźbionym, drewnianym biurku gościa. Milczą dzieje, o czym rozmawiali, a to z prostego powodu: w Nowym Yorku wyłączyli prąd i dźwięk wysiadł, więc nie bardzo było wiadomo, dlaczego Lando tak dziwnie się uśmiecha. Potem przybysz zaraził Landa robotem, a więc robot był w ciele Carlissiana, a Carlissian w ciele gościa.

Lando powiedział komuś, że jedyną szansą na uratowanie Hana Solo jest przywrócenie go do centralnego komputera Wywiadu Brytyjskiego, mieszczącego się w Himalajach i strzeżonego przez hordę pluszowych skarabeuszy. Ten ktoś zgodził się, że zabierze dziecko do mnichów, którzy piją płynną paprykę.

Punkt kulminacyjny: Ligia z "Qou Vadis" (znan także, jako Magda Mielcarz lub "ta zdzira z północy") biegnie z niemowlakiem na ręce przez sawannę, galopując wśród galopujących antylop. Wieża Eifela jest bardzo purpurowa tej jesieni. Celem Ligii był garaż. Nagle zobaczyła ona, upadając na kolana, jak dziecku świeci się dioda na uchu, a na drugim uchu ma cztery czerwone kolczyki. "Oszust!", krzyknęła, a dziecko zaczęło sę śmiać i wrzeszczeć: "Gówno!!! Gówno!!!". Ligia wzięła je więc za nóżki i zaczęła uderzać jego główką o ziemię, krzycząc i plując. Han Solo jadł czosnek.

LINK
  • co to w ogule jest?

    Calsann 2003-12-31 02:47:00

    Calsann

    avek

    Rejestracja: 2003-01-06

    Ostatnia wizyta: 2017-12-24

    Skąd: Nidzica

    ten tekst jest jak Yuuzhanie... nic nie czuję

    LINK
  • skad

    twardy 2003-12-31 06:43:00

    twardy

    avek

    Rejestracja: 2002-07-16

    Ostatnia wizyta: 2012-02-07

    Skąd: Wrocław

    takie cos wytrzasneles to sie kupy nie tryzma jak wypowiedzi Calsanna...

    LINK
  • Możecie zgadywać :-)))

    Misiek 2003-12-31 15:08:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Jest pewne źródło takich schiz, z którego korzystam...

    Dom był jednorodzinny, dwupiętrowy, sądząc po wystroju należał do ludzi bogatych. On wszedł do niego przez otwarte drzwi, Ich francuskość wyraźnie kontrastowała z postmodernistycznym klascyzmem framugi. Kiedy On przekroczył próg, jego oczom ukazał się wiszący w powietrzu i niemal kłujący w źrenice, przytłaczający brak jakichkolwiek domowników, co wydawało się normalne, zważywszy na stojące w przedpokoju fikusy i fakt, że dom był otwarty.

    On szybkim krokiem skierował się na werandę i wszedł do pokoju amerykańskiej nastolatki, która zdawała się być córką pani domu. Ani nastolatki, ani pani domu, oczywiście w domu nie było, ale przesyt pluszowych misiów i poduszek niewyraźnie sugerował Onowi, że nie jest w pokoju sam. Czuł się mokry, obciążony i obserwowany, wiedział, że skoro plusz i pierze na niego patrzy, to ten sam plusz i to samo pierze mogą go zjeść. Dodatkowo usłyszał szczęk klucza w zamku i kroki trzech osób. Tego było już za wiele. Schował się pod łóżko.

    Do pokoju wesza nastolatka o wysoce nieciekawej aparycji, jednak równie wysokim współczynniku rozwoju miast i wsi. Towarzyszyło jej dwóch hip-hopowców, upstrzonych kolorowymi szmatkami na ubraniach znacznie większych, niż toga Statuły Wolności. Milczą dzieje, o czym ta trójka rozmawiała; On siedział pod łóżkiem, a z jego perspektywy krok skate`ów był większy, dłuższy i bardziej rozciągnięty, niż kiszki wieloryba na słońcu Toskanii. W pewnym momencie nagle z nienacka rozległ się kolejny chrzęst liści, powiew wiatru i skrzypienie drzwi, które spowodowały, że nastolatka powiedziała cichym i niezwykle słyszalnym pod łóżkiem szeptem: "To moja mama! Schowajcie się pod łóżko!!". On stwierdził, że dwóch hip-hopowców z miednicami jak tatarskie siodło to za wiele, jak na jego skromną przestrzeńmiędzy podłogą a łóżkiem. Dlatego wychylił głowę i rzekł nieśmiało: "Ale tu już ja jestem...", jednocześnie szukając innej kryjówki dla dwóch ziomów. W oczy rzuciła mu się migotająca w świetle zachodzącego słońca wieża Empire State Building, ale nastolatka ukróciła jego koncepcje, mówiąc: "Zmieścicie się wszyscy".

    Co było dalej? Wszyscy leżeli na dywanie, co było bardzo po myśli dzielącej się myślami z tajemniczym szpiegiem nastolatki. Koloseum zostało odbudowane.

    LINK
  • No w końcu

    Lord Sidious 2003-12-31 23:44:00

    Lord Sidious

    avek

    Rejestracja: 2001-09-05

    Ostatnia wizyta: 2022-09-26

    Skąd: Wrocław

    jakiś normalny tekst, trzymający się kupy, a na dodatek krótki. Po prostu czad komando Delfa Force. Tekst jest super ekstra mega ultra.. Surrealizm w kazdym calu. Misiek oby tak dalej...

    LINK
  • Post Kontrolny...

    Misiek 2003-12-31 23:59:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    sprawdzam godzinę

    LINK
  • ja tez

    Rael 2004-01-01 00:00:00

    Rael

    avek

    Rejestracja: 2003-01-10

    Ostatnia wizyta: 2017-07-22

    Skąd:

    jw

    LINK
  • O nosorożcach...

    Misiek 2004-01-01 03:35:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Ulica Bankowa kończyła się ogromną półkolistą bramą z kwadratowymi stajennymi drzwiami, prowadzącymi do baru w kształcie podkowy. Czerwone ściany knajpy biły po oczach swoją zielenią, syntetyzując w mózgu roztwór telewizyjnej rzeki szkła. W konsekwencji chciało się pić.

    On stał w jednej z odnóg podkowy, wpatrując się w jej biały sufit. wszystkie okrągłe stoły przyklejone były do ścian i siedzieli przy nich wszyscy znajomi Ona. Nie było miejsca. On zaś kicał dookoła próbując wyrosnąć stół z podłogi, ale stół nie wyrósł. Powiedzial więc do Manowara: "Czekaj tu. Załatwię nam stolik". Obszedł więc podkowę, mijając rozpędzoną śmieciarkę i długowłosą rusałkę, paździocha i czworo cwaniaków zwanych narciarzami, i posuwistym krokiem zaspanego księdza katechety uczącego w czerwonym kubraczku ruszył w stronę drewnianego baru sporządzonego ze słomy. Manowar zaś stał i czekał, dłubiąc w nosie i plując na kelnerki.

    Przy barze nie było barmana, natomiast samotnie siedziała pewna Kobiałka. On nie znał jej osobiście, chociaż minął się z nią parokrotnie w korytarzu socrealistycznego schronu atomowego. Jej czarne powieki skrywały tętniące życiem żyły zielonych kijanek, otoczone bielą pomarańczy w kraju kwitnącej wiśni. Kobiałka ściszyła głos i krzyknęła, przykrywając gwar w knajpie elektrycznym kocem: "Uważaj na barmankę! To kompletna idiotka! Rzuca się o byle co!" A w kącie baru stały opony od traktora.

    Nagle zza drzwi zasłoniętych firanką wyskoczyła druga Kobiałka w stroju barmanki i zaczęła wąchać powietrze. "Ukryj mnie", powiedziała pierwsza Kobiałka, ale On nie zamierzał jej ukrywać, bo chciał z barmanką pogadać o kuropatwach, zaś patrząc na patelnie przypomniał sobie o biednym Manowarze. Barmanka rychło dostrzegła Kobiałkę i poczęła ją bić szmatą do wycierania serwetek. Kobiałka zaczęła uciekać w stronę drzwi stajennych, przez które wpadała do baru niebiańska jasność chmur, rzuciła tylko do Ona na odchodne: "Jeszcze pogadamy". A jej czarne oczy się śmiały.

    Konkluzja: Barmanka zaczęła psioczyć na Kobiałkę, mówiąc: "Niech pan się z nią nie zadaje! To kompletna idiotka! Rzuca się o byle co!". A zęby barmanki się śmiały. On już miał powiedzieć o stoliku dla Manowara, ale stwierdził, że kretyństwem jest pytać barmankę o stoliki, skoro wszystkie są zajęte, bo nie może ona chować na zapleczu żadnego, a skoro północ wybije dokładnie w południe, trzeba pozbierać szkło i nauczyć się wytapiać solniczki. Ponieważ to rozumowanie miało dla Ona wiele sensu, nie chcąc natomiast skretynieć i być uznanym za trzecią Kobiałkę, odszeł świną w dal. Czego się nie robi dla latarek...

    LINK
  • Ich wrzask zagłusza chór anielski...

    Misiek 2004-01-02 00:13:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    W kotlinie otoczonej górami, na nizinnym terenie Jeleniogórskim stał płaskowyż porośnięty szkocką trawąi szkockimi kamieniami. U podnóża stała stolarnia, poniemiecki dom i cmentarz. On stał przed domem, przechadzając się pośród Anglików. Sosny rosły tam, gdzie nie rosły. Okna biura były ciemne, ale patrząc w nie, On miał wrażenie, że tam siedzi jego matka.

    Nagle On zbiegł ze wzgórza w promieniach słońca, podążąjąc za hordą wyjących szkotów. Starli się oni z Anglikami, muskając mieczami policzki przeciwników. Mel Gibson biegał razem z nimi, depcząc rododendrony i dmuchając w świeczki mokrą farbą. Jego miecz był betonowy i większy, niż czterech mężów stojących dęba na płocie, jeden przy drugim. Anglicy walczyli, ale ponieważ kurs dolara spadł, byli wyżsi i strach rozwódek prostował francuskie drogi, nie mieli szans z Melem Gibsonem i jego ziomkami.

    On walczył po stronie Szkotów. Kiedy ostatni Anglik padł, chińczycy przyszli, żeby go oskubać, a w Korei flagi łopotały na bezwietrznym fragmencie nieba. Tu już nie będzie spokoju, pomyślał On. Spojrzał na Mela Gibsona, a Mel Gibson spojrzał na Ona. "To się musi skończyć", powiedział On. Glisty pełzały po fiołkach, rosnących przy cmentarzu. Między sosnami wyrósł słup telefonii komórkowej. "Tak", szepnął Mel Gibson, po czym obaj z Onem zaczęłi płakać. Płakali głośno i rzewnie, znajdując oparcie na swoich ramionach, zbrojnych w wełniane koszule. Szkotów już nie było. Mel i On klęczeli zaś i płakali.

    LINK
  • Był sobie kraj...

    Misiek 2004-01-02 12:53:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    On szedł spokojnie w stronę Teatru Zdrojowego, mieszczącego się w parku. Powiew pieniędzy był dziwnym zjawiskiem, zważyswszy fakt, iż marchewki nie rosły na drzewach, a każda brama otoczona krawężnikiem miała purpurową kokardkę i śmieszne lampiony. Zwyczajność dnia tylko potwierdzała jego świąteczność.

    On wszedł do Teatru, by popatrzeć na Alę Janosz. Kanciastość okrągłego korytarza nie była niczym dziwnym w porównaniu z chodzącym burakiem, który nie chciał go przepuścić. Był nieogolony. On widział jednak, jak w świetlicy szkolnej za drzwiami na scenę biegały dzieci i jego ziomkowie, którzy na scenie odgrywali zwykle śmieszne żaby, ale teraz ubrani byli w czarne kalesony i czerwone pióra.

    On postanowił dostać się do Ali Janosz inaczej. Wszedł na schody będące częścią wrocławskiego centrum kultury i w świetle porannego, nocnego księżyca przebrnął przez kilka pierwszych pięter parteru. Nagle dostrzegł swoją przyjaciółkę, rudą blondynkę, której imienia nie pamiętał. Ubrana była w czerwoną kołdrę i gdzieś się spieszyła. "Czym jest?", spytał On, ale ona wzięła i wyszła, zostawiając zrozpaczonego Ona samego w środku bitwy o Minas Tirith. Ptaki śpiewały głosem Michała Wiśniewskiego, a czołgi skakały po drzewach kaktusowych.

    LINK
  • Wizyta w redakcji Bastionu:

    Misiek 2004-01-04 14:18:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    On wszedł po schodach do Warszawy, która, jak wiadomo, stolicą kraju naszego jest od wieków. Gruba palisada chroniła ją przed najazdem Rohirimów, co było wielce prawdopodobne w Erze Szalonej Kapusty. Stary Jelcz już odjechał, uniemożliwiając powrót, ale On nie chciał wracać. Przyjechał do Warszawy na zlot Bastionowiczów.

    Szedł ulicą, na której dwie koparki i spychacz kadły kostkę brukową. Pośród celtyckich, poniemieckich budynków, przeplatanych domkami na drzewach, On czuł się lekko zagubiony, ale tak było zawsze, ilekroć nawiedzał prowincję. Minął dwie krowy i dojarkę, poszukując kogoś, kto mógłby wskazać mu drogę do Bastionu. Nagle zobaczył siedzącego na schodach, prowadzących na ganek, Lorda Sidiousa. Sidious dostrzegł Ona, pokazał mu drogę prowadzącą w dół, na Wisłę, gdzie w lepiankach dookoła Pałacu Kultury mieszkały lumpy, i powiedział: "Tam idź."

    On poszedł. doszedł do małego czółna, wsiadł do niego i popłyną Wisłą do Wielkiego Jeziora Warszawskiego, otoczonego jakimiś bagnami i powyginanymi, pozbawionymi liści drzewami. Mgła się podniosła, a Orlando Bloom wisiał na hamaku. Wreszcie On dopłynął do drewnianej, zbutwiałej przystani, stojącej na Dworcu Centralnym. On wysiadł i spotkał Andrzeja. Andrzej chciał isć na obiad do Wiktorii, ale On przekonał go, że jedzenie jest lepsze i tańsze w karczmie z flakami i solą. Śnieg był biały i mięciutki, jak kaczuszka. Andrzeja zdziwiły widelce przypięte do krzeseł kajdankami. Kobieta z rachunkiem go nie zauważyła. On płacił sam za siebie.

    Andrzej i On wsiedli zaraz potem do metra i pojechali do centrum. Andrzej miał obiekcje, bo zgubił drużynę harcerską. On go jednak nakłonił, żeby poszedł z nim do redakcji Bastionu. Robocop ścigał Rumcajsa. Rozpadało się, czerwony i zielony deszcz smakowały jak mleko. Nie chcąc złapać sraczki, On i Andrzej wbiegli do najbliższego, gotyckiego baru w stylu średniowiecznego wamipra. On zobaczył, że w barze jest ciasno, a z jego oczu zszedł Andrzej i ustąpił miejsca grubemu, dwuwymiarowemu barmanowi z Baldura. Przy stoliku siedział Lord Sidious z jakąś metalówą na kolanach, obok był Andaral, który wyglądał, jak Sidious, z tyłu siedział Jeth, który wyglądał jak Sidious, a przy barze stał JedI, ktory wyglądał jak Sidious. Ponadto Kolarz wyglądał jak Kisiel. Yako wyglądał jak Yako i nie wyglądał jak Sidious, a jego piwo smakowało najlepiej. Owce nie gryzły już paznokci muchomorów.

    LINK
  • To nie moje są słowa...

    Misiek 2004-01-04 14:48:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    ...to Legenda Ludowa (według opowieści Lecha i JarBola):

    Szedł car Piotr I przez las i zobaczył nadbiegającego dzika. Powiedział: "Dziku, stój!". I dzik stanął. Powiedział: "Dziku, uklęknij!". I dziku ukląkł. I w tym miejscu car Piotr I założył Dzikogród!!!

    On wszedł do baru, który był klasą w szkole, a także gabinetem lekarskim, pełniącym funkcje sali maturalnej. Przeszedł przez całą długość pomieszczenia i usiadł naprzeciwko polonistki, pani Roman. Ona rzuciła: "Mów!". On spojrzał na nią i powiedział: "Świat jest tworem wykreowanym przez istotę transcendentną". Pani Roman zdziwiła się, spojrzała na wiszący obok obrazek, po czym rzuciła: "Że co!?"

    Szedł car Piotr I drogą i zobaczył nadjeżdżający samochód. Powiedział: "Samochodu, stój!" I samochód stanął. Powiedział: "Samochodu, uklęknij!". I samochodu ukląkł. I w tym moejscu car Piotr I założył parking samochodowy!

    LINK
  • Raport mniejszości:

    Misiek 2004-01-10 01:41:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    On biegał nago na czworakach po śniegu w komplentych ciemnościach na skrzyżowaniu ulic Wojska Polskiego i Wolności. Robił kółka, bo nie sądził, że sowy krążą (czyli zataczają kręgi) po posadzce czerwonymi flamastrami. W oddali pod zgaszoną latarnią w nieprzeniknionych ciemnościach dostrzegł pięcioro osób. Ta szóstka nie była widoczna. Jeden z nich zapalił kontakt na ścianie, wskutek czego On wstał w surducie i fraku, a na latarni zapaliło się światło. On wściekły z powodu swojej nagości wszedł w jednego z nich i go zdezintegrował. Pozostałe trzy osoby były kobietami, więc Onowi głupio było w nie wchodzić. Śmiały się.

    Morał: On siedział w bocznej nawie kościoła pomiędzy choinkami. Ksiądz wikariusz, którego dawno już nie było, głosił płomienne kazanie zakrapiane łzami o mordercy, który na skrzyżowaniu zabił kogoś, kto był niezwykle istotny dla pokoju na świecie i konstrukcji światopoglądowej fizyków biologii. Łypał jednocześnie na Ona, i On nie bardzo był z tego zadowolony. Już chciał wyjść przez zachrystię i garaż, kiedy jedna z trzech stojących przed nim kobiet (to te same, co na skrzyżowaniu) odwróciła się i powiedziała: "Podaj mi swój adres i numer Gadu-Gadu." On wiedział, że ma jej komórkę. Burknął mokro i wyszedł z remizy. Grzyby nie rosły nad czerwonym burakiem.

    LINK
  • Gradobicie sopli lodu nad Tatooińskim morzem

    Lord Sidious 2004-01-10 20:56:00

    Lord Sidious

    avek

    Rejestracja: 2001-09-05

    Ostatnia wizyta: 2022-09-26

    Skąd: Wrocław

    Skoro Misiek nie chce zdradzić źródla spróbuje własne... Ciekawe jak to oceni..

    Czerwcowe gody nad Morzem Czarnym były niczym strumienie obdartych ze skóry psów. Warczały, kwiczały, niczym koty, a jednak nie miały nic innego do roboty.
    Na dodatek wciąż padało. Jemu padło radio, a jej mikser do kawy. Młynek bo taka była jego prawdziwa nazwa, robił zazwyczaj z dwoma przeciwnikami, których chwytał za flaki i wieszał na firankach. Zawsze z lewej flanki atakowali apostołowie demonów, którzy niby znali się na wszystkim, w tym wierze, wieży i kartoflach. Kartofle, które zmutowały od czasów Kaliguli, tak bardzo, że można je było zaliczyć do stworzeń pikujących miały nad wyraz wysoką siłę życiową. Żyć nie umierać, powiedział rankor, dłubiąc w nosie głową rodianina. Nie wiedział, że ten rodianin upozorował jedynie wypadek swojego śmigłowca, a głowa była tak naprawdę z piernika. Prawdziwego toruńskiego piernika. Piernik ten wcześniej był burmistrzem, ale gdy skończył 99 lat uznano, że to, iż nie widzi, nie jest tylko dobrym sposobem na ukrywanie korupcji, czyli szeroko rozumianych interesów różnej maści. Interesy te były nie tylko różnej maści, ale i różnej wielkości. Ich wielkość i stan zależały od chwili oraz odpowiedniego dopływu krwi do narządu. Narząd ten był organem rządu, lecz służył do nierządu, ale jedynie w poniedziałki potrójnie niepatrzyste. Nieparzystych dyskryminuje rząd Nowej Zelandii, gdyż nie daje on samotnym imigrantom ulg budowlanych. Budowa stanęła w miejscu, ale to nie była jeszcze jej stacja, na dodatek światło było zielone. On szedł w kierunku światła, przecież był w tunelu, który wyglądał jak pozioma studnia. Poziomy to był jego wujek, ale tylko jak się nachlał jak Rywin i leżał pod płotem oparty o poziomicę. Płoty zbudowane z poziomic często spotykano wśród plemion mieszkających obok najgrubszego z równoleżników, Równikiem zwanym. Najgorsze jest jednak to, że Równik wcale taki równy nie jest, a wszystko to sprowadza się do potwierdzenia lub zaprzeczenia teorii względności. Bezwzględny wynik tego działania jest tak względny jak sam rezultat, ale liczy się samo działanie. W tym momencie, gdy nie działało radio, nawet sumowanie wydawało się trudne. Trudy i znoje wywoływały wśród nich paranoje. Paranoja bywała dość pożyteczna, zwłaszcza w czerwcowe gody, zwłaszcza nad Morzem Czarnym.


    Jak to powiedział Terry Jones (nie wiem kto to) Każde słowo to prawdziwy klejnot... niepokoi mnie tylko kolejnosć, w jakiej zostały ustawione!

    LINK
    • Wiesz, Lordzie...

      Misiek 2004-01-10 22:19:00

      Misiek

      avek

      Rejestracja: 2003-01-12

      Ostatnia wizyta: 2022-05-16

      Skąd: Wrocław

      ...to, co napisałeś, ma sens. Tylko ja się opieram na czystym oniryzmie, a u ciebie to taki trochę dadaizm. Magnetyczne wiersze i takie tam... Ale kto powiedział, że martwe prądy w sztuce są nudne? Znam ludzi, którzy piszą takie piosenki metalowe... sam nawet jedną w ten sposób machnąłem (ale wyrzuciłem, bo nędzna) Ale do rzeczy: świetnie się czytało, chociaż kłuło mnie w oczy to, że był sens. A u mnie sens jest schowany głęboko, czasem sam nie wiem, gdzie to ustrojstwo podziałem... Ale generalnie gut...
      Myślałem, że się domyśliłeś pochodzenia moich oniryzmów (jest chyba najbardziej oczywiste z możliwych )

      LINK
      • hmm

        Lord Sidious 2004-01-11 12:00:00

        Lord Sidious

        avek

        Rejestracja: 2001-09-05

        Ostatnia wizyta: 2022-09-26

        Skąd: Wrocław

        wiesz jakos nie mogę wpaść na Twoje źródła... musiałbyś mnie jakoś oświecić, bo wiesz, zawsze najciemniej pod latarnią, więc może dlatego nie moge na to wpaść.. Może Gilraen wpadnie..

        Hmm.. sens, a starałem się pisać bez sensu . Tylko aluzyjnie.. A swoją drogą, to miejscami podobne teksty były pisane przeze mnie tutaj:
        http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=48740

        Moze tam bardziej bez sensu pisałem .

        LINK
        • Naprowadzam:

          Misiek 2004-01-13 23:31:00

          Misiek

          avek

          Rejestracja: 2003-01-12

          Ostatnia wizyta: 2022-05-16

          Skąd: Wrocław

          Nie jeździ się motorówką po zielonych kozach

          Jakie może być najprostsze źródło oniryzmów będących zastosowaniem definicji poetyki...no właśnie, czego?

          Hip-hopowcy chcą mnie zabić za artykuł o kondycji polskiego hip-hopu, jaki napisałem do gazetki szkolnej. Na szczęście mam plecy w postaci undergroundowego składu, których nielegal mi się spodobał.

          Moje teksty są sensowne inaczej, bo w 85 % są przeniesione ze źródła w stanie surowym, podczas gdy, zgodnie z teorią czystej formy Witkacego, wymyślenie takiej rzeczy przez istotę o funkcjonującym ośrodku kombinującym jest niemożliwe.

          Jak można zahaczać o termosy kosmicznych romantyków, skoro tektoniczna wariacja fizyczna jest tłusta?

          Ten kawałek Schulzowo-Gombrowiczowy rzeczywiście prezentował świetny surrealizm, ale całość (zwłaszcza ten tekst o Judymie ) to mi bardziej Kandyda przypomina

          Ratunku! Pomocy! Żydów! Latarki mają zające!

          LINK
  • Raskolnikow

    Misiek 2004-01-24 19:35:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Trzeba było siedemnastu krasnoludków z młotami pneumatycznymi w kwiatki, aby umyć naczynia i posprzątać chmurki na trawce. Takiej okazji nie mogły przepuścić świnki morskie, zasuwające jak niewolnik po smrodzie czarnego Damaszku nad głośnym zapachem. Dawid obrażalski będzie naprawiał pralki.
    On uciekał przed dwoma świnkami morskimi przez ulicę basenową do łazienki. Speluna z piwem nie chciała go schować, a On, ponieważ miał wiele wspólnego z antylopami gnu, obrócił się do tyłu i, wśród cieni porastających chodnik drzew na tle różowego nieba dostrzegł białą świnkę morską o gabarytach goryla, długą i biegnącą susami na dwóch łapach jak krzaczasty semafor pustych parodii. Na szyi wisiała jej wielka, zielona mucha w żółte kropki, a jej czerwone oczy lśniły zabójczym błękitem.
    Ona sparaliżował strach. nie mógł się ruszyć, widząc, jak wysoka i chuda świnka morska podąża prosto na niego. Nagle ciszę nocy przerwał stereofoniczny placek ziemniaczany. Świnka zmalała do gabarytów świnki i poszła na świnki, to znaczy pobiegła na pole, gdzie właśnie lądowały talerze, by kopać piłkę. Ona zastanowiło, że duża świnka biegła tak wolno, podczas, gdy zmniejszona zapierniczała jak kretynka.
    On wiedział jednak, że to jeszcze nie koniec. Jest jeszcze druga świnka morska, co prawda mniejsza i grubsza, ale za to w czerwono-białym krawacie. Nagle w pewnym płocie pojawił się skrót, którego nie ma i nie będzie, prowadzący daleko przez miasto na pod lasek. Wiedział, że jeśli minie granice terytorialne Sobieszowa, nikt nie będzie mógłmu nic zrobić. Ruszył więc przed siebie, widząc białe fałdy szarych kosmitów z waniliową aparycją, a także cwałującą za nim świnkę.
    Wreszcie udało mu się, przeskoczył przez trawę i góę dołu, znajdując się na szarostrefowej idylli ulicy. Ptaki żuły gumę i świrowały nietoperza. Świnka morska zrobiła kozła i stanęła na granicy cieńkiej czerwonej linii, w oddali majaczył różowy budynek szkoły i mniej czarny w swojej zieleni zapach budowy kolejnego supermarketu. Fioletowe niebo nie miało wiele do powiedzenia. Świnka morska o białym futerku i patriotycznym krawacie pochyliła się do Ona, a jej pyska stał się nagle twarzą Wontego z uszami. Jego nieraz demoniczny wzrok teraz byłdemoniczny bez wątpienia i apopleksji. Wonty uśmiechnął się jadowicie, a uszy mu oklapły.
    "W kwietniu cię dopadniemy!!!" powiedział.
    On odetchnął. Pachniała saska kępa.

    LINK
  • Trapezoidalna łyżka stonowana

    Misiek 2004-02-10 22:33:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    To, czego nie można zobaczyć stopami, można usłyszeć nosem. Tak też było w przypadku kota, a raczej kotki o męskim imieniu myszy Małyszy, strzelającej z wąsów zupą ogórkową z domieszką cynamonu. Kotka ta, mimo obciętej kobiecości czyli męskości minimalnych troglodytów zwanych potocznie żabami, urodziła inne koty, które porodziły inne, a pod wpływem nafaszerowanych hormonami kurczaków zaczęły się masturbować.

    On nie lubił kotów w minimalnycgh ilościach hurtowych czerwonego szpinaku ze szpilkami w dłoniach. Dlatego uciekł w zabijanie naginających sens otworów pokarmowych czarnego dywanu, chcąc tym samym odgrodzić się od watahy paraliżujących kocim instynktem samozachowawczym zwierząt futerkowych. Aże Małysz był poza trzydziestką, jego stali klienci postanowili zrównać z Ziemią Marsa, co miało mieć tragiczne konsekwencje dla roślin strączkowych. On nie mógł temu zaprzeczyć.

    Co uczynił, tak postanowił. Niestety przyjechał zielony Lanos z psem, któy psem nie był, i kuzynem Ona, który niósł tego psa, który psem nie był, w pieluszce tetrowej. Pies, który psa stanowił i wyznaczał wszelkie standardy puszczania kaczek w krzaki, chciał się doprosić o przywilej noszenia na rękach, niestety jego nogi były za krótkie. Kuzyn Ona miał ciemne okulary, mimo kompletnego braku oczu na koszulce, a jego szkocka krata na flaneli kontrastowała z usposobieniem i poglądem na temat firanek futerkowych. Ponadto nie był w czerni. Czerni zaś był gdzie indziej i się resocjalizował.

    Morał: On, mając tego dość i będąc polonistą w szerokim tego słowa pasie tolerancji, napisał sprawdzian z biologii. 10 lutego, w przeddzień inwazji zaczadzonych mrówek, w pokoju pełnym niebieskich i zielonych pomp komisja rozdawała kartkówki, a raczej wrzucała je w odpowiednie chirurgiczne miski do zębów. Gustlik wyjął kartkówkę Ona i dał mu ją. On nie zrozumiał, czy przeszedł dalej, czy nie, bo była późna godzina, a jego korespondencja z nauczycielką nie przyniosła kosza malin. Zaintrygowany, nie powstał lecz spojrzał na swojego brata, który był wszędzie. Budzik machał ogonem, a prąd spał.

    LINK
  • Czekotubce wycisk dasz...

    Misiek 2004-02-14 20:19:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    On był mutantem w Czechach. Nie wiedział po co ani z czego robi się skarpetki dla much prowansalskich, ale jego matka chciała zjeść kalosze. W każdym razie jego mutancka godność nie mogła znieść upokorzenia. Postanowił uciec z domu do domu w Polsce. W tym celu przebiegł przez Pragę, pełną wampirów i atramentu. Czarna farba nie chciała mówić, trzeba było poświecić. Tak w ogóle to był On spokrewniony z zieloną kapustą.

    Ale odbiegliśmy od tematu. A jest on nader istotny dla czołgistów amerykańskiej marynarki od smokingu. On biegł skrajem łąki i grzbietem lasu w stronę Polski, czyli nigdzie. Wiedział, że musi przebiec przez most, ale mostu nie było. Była natomiast rzeka, czerwona w swoim błękicie. Widziała pewnie wiele sarmackich huliganów. W każdym razie On nie miał zamiaru stać i dłubać w nosie, zwłaszcza,ze palce miał za duże. Zamiast tego zbiegł po baranie i po kamieniach, co doprowadziło do przedostania przez rzekę i wyladowania na Marsie. "Stąd ta czerń" - pomyślał On i wrócił na ziemię. Tam było małe Targowo, przypominające bizantyjski gotyk V wieku przed śniadaniem. Tam dzieci bawiły się w berka, wchłaniając żeberka. Psy pod wodą nie były niczym nienaturalnym. W jednym z dzieci On zobaczył wilka. Dziecko to włożyło sobie stopę do ust i wyrwało zęba, w którym zawarta była odpowiedź na pytanie o najtańsze orzeszki pistacjowe. Sam ząb był wielki jak siekiera. On nagiął czas i przestrzeń łukiem tryumfalnym i przyciągnął ząb do ręki. Dzieci się uśmiechnęły i pokazały palcem górę.

    Konkluzja, na którą wszyscy czekali: On był w Moskwie, gdzie nie było śniego. Żylety też nie było. Pomyślał o piwie i postanowił zgolić trawnik. Tego było za wiele dla zielonej musztardy, która zaatakowała grupę czarodziei i czerwoną szafkę. Ale żeby wszystko trzymało się kupy, On przekazał im zegar.

    LINK
  • Biszkoptowa baranina

    Misiek 2004-02-20 20:30:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Jak powiedział mały samiec Strzegomskich hipopotamów, nie ma trupa bez odrobiny krzesła ze szpinakiem. Piła tarczowa aż się upiła z tego wrażenia, a On pojechal do Torunia, w którym kiedyś był, chociaż nie był. Oto jest Asia, ale nie ma kosmicznej hegemonii pietruszek ściennych. Wobec powyższego nadmiaru szklanek Asi towarzyszyły dwie inne osoby, których mgła zjadała lakier do paznokci. On tak się zafascynował intrygującym zjawiskiem pogodowym, że zapomniał podlać papier, w konsekwencji nie pamiętając imion.

    Tadzio jadł na stołówce. Na stole Ona natomiast rósł fikus, czego on nie mógł zniesć. Po wchłonięciu psa i dwóch kartofli, które zapomniały majtek, On podziękował i nie ruszając się nigdzie wyszedł. Cfel był bardzo miły, więc nie pozwolił Onowi na zamieszkanie w starym pokoju z nowymi przestrzeniami lukratywnej masy czekoladowej. Ponieważ Tłusty Czwartek nie był Wielkim Piątkiem, sugerowano przejście na wegetarianizm. On uległnamowom i znalazł się w ogromnym gotyckim hallu pasterskim, czego normalnie by nigdy się nie domyślał. Na ścianach wisiały flagi Szwecji i innego ustrojstwa. Takiej sytuacji nie spodziwał się nawet on, czyli On.

    Poszukując swojej pokojówki, On natknął się na fotograficzne stosy śmiesznego tynku o brązowej strzelistości. Minął je, bo nie miał ochoty na jajecznicę. Gdy wreszcie dotarł do pokoju, dostrzegł Jacka, który był mały i gruby, ale z góry wydawał się wysoki i chudy. Tak to wygląda w Toruniu.

    On szukał pokoju Asi, ale z drzewa wyrósł Pienio i udawał, że nic się nie dzieje. Nie nabrał jednak naszego bohatera, który, podejrzewając podlapenie, zarobił na lody i zgasił nimi sufit. Takiej akcji nie widziało nawet Getto Warszawskie w przeddzień inwazji na Wyspy Owcze, dokonanej przez nowozelandzkie Gluty. Wyniesiony na piedestał przez koparkę, On tak się zachłysnął sławą, że zapomniał o schodach i celu swojej podróży. Dziąsła sprawiły, że zębowość zanikła.

    Dwa tygodnie wcześniej: Idzie Bobek. Ściany urosły, ale Bobek szedł. W końcu doszedł nigdzie i powiedział: "Poczułem się płynnie jak jakaś masa".

    LINK
  • Trapezoidy kontratakują

    Misiek 2004-02-27 16:42:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Czołgiści zjedli szpinak i zatrzęśli siekierą okrągłego banana. Jedyną argumentacją, że paliwo świstaków jest jakieś inne, było to, że inne jakieś jest. Słuchawki bez biletu podwiozły taryfę ulgową pod purpurowe manatki. Jak się ogarnie to całościowo myślą ostrą jak but od strzykawki w marchewkowym buraku, to nie można oprzeć się o ścianę, że robiło to wrażenie. Nic ciekawego generalnie się nie działo.

    Szuki grał w szachy. Jego mosty nie znały litości i postanowiły wyszperać korkociąg. Sygnał miał na celu pobożne zbadanie akustycznej awionetki. Zupa była za słona. Drzewa rosły jak na drożdżach, ale to było nieuniknione. Czarny beret snuł się leniwie po krużganku, uwijając szybko krótkimi, popularnymi w Afganistanie stawonogami. Syczymy do ludzi. Amerykanie mieli dość Busha, więc zjedli telefony ze składowkiska odpadów dochodzeniowych protoplastycznego ducha. Nikt nigdy nie widział wieloryba na huśtawce. Ulice były szerokie, angażując się w deprawację butonierki.

    Nagle nadleciały trapezoidy. Ich wściekła, symetryczna nieregularność była dla Ona nie do zniesienia. Szczegóły wkrótce. Trapezy nagięły nogi i postanowiły wywrócić około śmietnika funkcję różniczkową wszechświata, będącego ewidentnym źródłem granic całkowania. Romantyk trzymał w termosie colę a Szczygieł był w krzyżówce. Pani o niezbyt rzucającej się w oczy płci zniknęła. Zadzwonił budzik. Czerwony jak cegła, zżerał swoje wszystkie cztery ogony. Nie był jednak pomarańczą. Światło dnia wulgarnie opłynęło przestrzeń, stając się równie jak one, bezwładnym, tak samo lekkim, i zarówno żadnym...

    Półka była za krótka.

    LINK
  • Hehe

    Kyle Katarn 2004-02-28 19:39:00

    Kyle Katarn

    avek

    Rejestracja: 2002-06-13

    Ostatnia wizyta: 2018-11-17

    Skąd: Pilchowice

    to jest niezłe Miśku a miejscami genialne Czyżbyś konstruował to sam opierając się na własnych snach, wplatasz do tego jakieś framenty przerobionych tekstów? Oniryzm to właśnie konstruowanie opowieści na zasadzie marzeń sennych, jeśli dobrze pamietam? Te skojarzenia podczas snów są niesamowite kiedy się w "główce wszystko pieprz" Podobno ciekawe nie powiązane na pozór skojarzenia i spostrzeżenia rzeczy, których normalnie się nie dostrzega, mają schizofrenicy i po l sd można osiągnąć też niezłe efekty Podobno Phili K. Dick cierpiał na nie sklasyfikowaną formę schizofrenii do tego nie stronił od narkoyków i alkoholu, ale wystarczy go poczytać – to geniusz, normalny człowiek by tego nie wymyślił

    LINK
    • Brawo!!!

      Misiek 2004-02-29 15:49:00

      Misiek

      avek

      Rejestracja: 2003-01-12

      Ostatnia wizyta: 2022-05-16

      Skąd: Wrocław

      Jesteś pierwszą osobą, która pochwaliła się tym, że wpadła na moje źródła Arkana powstawania tego typu historyjek wyjawię kiedy indziej, na razie powiem tylko, że nie ma ludzi normalnych...

      I nie piszcie mi więcej, że wasze kotlety snują się po niezasypaniej przez nikogo paranoi! Przecież to nie ma sensu!

      LINK
      • wow

        Kyle Katarn 2004-03-03 14:19:00

        Kyle Katarn

        avek

        Rejestracja: 2002-06-13

        Ostatnia wizyta: 2018-11-17

        Skąd: Pilchowice

        Nie wiedziałem, że ze mnie taki odkrywca A to racja, że ludzi normalnych nie ma, choć wyrażenia użyłem w potocznym jego znaczeniu. Chodzi o końcówki krzywej Gaussa Może też coś napisze onirycznego bo ciekaw jestem co wyjdzie

        Powiem jeszcze, że prawda jest kosmicznym wihajstrem, więc analizy dokonywane przez ogórki konserwowe rozkręcą się podczas trąbienia w ubikacji.

        LINK
        • Trawienie świderków

          Misiek 2004-03-03 14:39:00

          Misiek

          avek

          Rejestracja: 2003-01-12

          Ostatnia wizyta: 2022-05-16

          Skąd: Wrocław

          Żeby uniknąć powstawania absurdów; oniryzm musi mieć sens (inna sprawa, że logika w poetyce snu jest nieco inna...), dlatego pisanie, co ślina na język przyniesie, nie zawsze jest dobre.
          Acha, i jeszcze jedno (bo ciągle o tym zapominam): wplatanie innych tekstów prawie nie ma tutaj miejsca (ten Norwid powyżej jest wyjątkiem, ale uzasadnionym, co zresztą wynika z treści). Natomiast w ciula cytatów jest w Pełnomocniku i Skoku (chociaż nie zawsze pamiętam, gdzie i co...),a zwłaszcza w tym drugim.

          Co do tych ogórków, to nie bardzo rozumiem tą analizę. Gdyby była synteza, to wszystko stałoby się jasne...

          LINK
          • jak lód w ogniu

            Kyle Katarn 2004-03-05 18:27:00

            Kyle Katarn

            avek

            Rejestracja: 2002-06-13

            Ostatnia wizyta: 2018-11-17

            Skąd: Pilchowice

            no fakt nie dopracowałem, może dlatego, że miało mieć dwojaki sens i trochę się zakręciłem ale to nie trudne dla początkujących
            To musze poczytać Pełnomocnika, choć z EU nie wiem czy przeczytałem 10 książek - większość była słaba - może Pełnomocnik będzie lepszy w końcu Kyle tam występuje jak widziałem

            LINK
  • Rekord starości

    Misiek 2004-03-05 23:43:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Zarażone pawiany barokowej katedry gotyckiej w Toruniu nie zdążyły przebiec przez dziedziniec lotniska patentowego, a już zostały zaatakowane przez chmarę latających imadeł. Niebo było czyste, płyty chodnikowe nie strzelały z armat, a ludzie spokojnie chodzili po ścianach strzelistych budowli wspaniałego talerza. Wycieczka przechodziła przez kościół, jakby to była szkoła, którą była w czasach poprzedniego zielońca (cokolwiek to jest).

    On przeszedł przez dziedziniec, obawiając się ataku wilkołaków, jednak strzelistość imprezy miotała naukową dywagacją, co doprowadzało do wywyższenia się poczucia siły w Onie. Miał przecież aparat fotograficzny. Parszywe korniki wyjęły ser z muszli klozetowej. On zaś szedł przez gotycko witrażową masę organową, podążając ku cioci Asi. Cała ta krucjata spowodowana odyseją na niebiańskim tłumie zakończyła się szpalerem gołębi, aż wreszcie, nie czekając na ciężarówkę pełną koszyków piknikowych a`la makota, On doszedł do kompleksu Bakur, gdzie mieścił się internat. Wąskie korytarze budynku były nad wyraz szerokie, a kanciapy Mateusza nie było. Była natomiast oficyna i biuro, których być nie powinno. Za biurem, a ściślej biurkiem, i przed dużym oknem, wychodzącym na wielkiego banana, siedziała ciocia Asia, która ciocią nie była. Otworzyła książkę i powiedziała: "Niech żyje surrealizm!"

    W pokoju było wiele osób, i wszystkie dyskutowały o idiotyźmie kościelnego dzwonka. Wyłowić sens nie było łatwo, ale ciocia Asia świetnie się bawiła. Wreszcie zakończyła wszelkie dyskusje mówiąc: "Noc jest niczym ziemniak!" powiedział cep. Kartofle zgłosiły głośny apel o przyznanie im kosiarek wirnikowych. A najweselszym słowem minionej dekady okrzyknięto wylot rury wydechowej, czyli sokowirówkę. Polecano kloca.

    LINK
  • Małgocha

    Misiek 2004-04-10 16:28:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    On szedł na wybory do Parlamentu Europejskiego. Wydawało się to logiczne, zważywszy na fakt istnienia pudełkowatych kartofli w środku lata, a także zmasowaną akredytację czerwonych hipopotamów Piłsudskiego. Ubrał się zatem w przyciasne, luźne w kroku spodnie i strzałkowaną karafkę z kapturem. W torbie miał śpiwor, kilo pierza, zębatkę, czerwonego misia, grzanki i kawałek tynku. Tak uzbrojony i wyposażony przekroczył granice kostki kolorowego ślimaka i wszedł do szkoły.

    Jego korytarz korytarzem nie był, a ponadto było ciemno. On jednak nie zdziwił się brakiem okien, które były obecne, tylko wszedł w niszę dla palących z zamiarem zrobienia z siebie fioletowej zaprawy zapachowej. Ludzie widzieli, co On chce zrobić, natychmiast więc opuścili niszę i poszli kopulować na dach. On, zadowolony z takiego obrotu sprawy, wyjął ze swojej torby garnitur i począł zakładać na siebie. Nagle jednak ktoś otworzył ścianę i oczom Ona ukazał się biały murzyn stawiający płotki, a na niebieskiej podłodze widać było rozciągniętą linię papilarną koloru błękitnego. Murzyn zaś spojrzał za okno z drugiej strony bieżni i powiedział, że chce tu biegać. On natomiast popatrzył przez okno ze swojej strony, którego to okna wcześniej nie było, i dostrzegł ring bokserski, a obok niego Cebula bez nóg. Cebul siedział w garniturze. W związku z tym On zabrał garnitur i wszedłdo łazienki. Na klopie siedział jego brat i rozdawał krawaty. On założył jedną marynarkę, ale okazało się, że to nie ta, wziął więc drugą, ale to też nie była ta, więc wywrócił ją na drugą stronę. Potem poczuł frustrację, bo żaden krawat krawatem ie był. Strzepano dywany przed Alejami Jerozolimskimi. Fanfary się wylęgły, ale potem zgasła głowa. Cebul był pod krawatem, ale nad muszką, i miał mnogi, co zaskoczyło publiczność, ale Ona nie.

    On był mokry.

    LINK
  • Trepanacjator śliwkowy

    Misiek 2004-06-09 21:45:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Rozmazane wystrzały szkarłatnych mózgojadów nie przetrzebiły, wbrew pozorom, czerwonego płótna strzałkowej planetoidy. Tym, co nie potrafiło oddalić kosmosu na koszulkę gestu, wytknięto wartościowe syndromy eutanazji. Burak. Radio radiem nie było, ale On wiedział, że składanie książek na rogala stanowi poważne zagrożenie i bez wody w Czechach. To, czym zielona marchewka strącała muchy w stodole, miało marginalne znaczenie. Kevina Lodotona gniotło krocze, ale pierścienie wymiotowanej zabawki oddaliły ogórki od potrzeby siostry. Mrówkofon. Kevin w każdym razie pochmurniał niebem i pagórkowiał krajobrazem, zanim nie powiedział, że żaba jest ślepa, a grób jego siostry nie jest grobem jego siostry, którego wodospad ma się dobrze.

    On czuł jednak w swych barakach, że Kevin zna drogę przez cmentarz na grób jego brata, który bratem był, jest i będzie. To, że nie żył, nie stanowił borsuków dla plakatów bez kidzka. Trzydzieści jeden i pięćdziesiąt sześć setnych. Bambaryła siedziała na nagrobkach, żując widelec. Trzeba było nie lada retrospekcji, by zamrozić przeklęty musztardowiec w prawie Puzona. Jak On spojrzał na grób swojego brata, zobaczył nos. Nos. Nos. Nos. Pies. Tama puściła oczko. Grzyby miały menstruację.

    Tak było pięknie, trawa wiała soczyście, a burze migotały blaskiem opon. On dziwił się, że grób jego brata, ale wiedział, że krowa. Przeszedł się zatem przez nieznane dotąd wagabundy lambrekinów, usiłując opluć istniejącą wątrobę. Na grobach pisarzy widział tytuły gwiazd majowej restrukturyzacji lornetek, każda niebieska, jak słońce piramid bez znieczulenia. Jajko. Doszedł On wreszcie do kanapyprzy cmentarnej półce, która zawierała wszystkie dziełą pisarzy w przecenie. Łopata nie klęka. Żółw miał mokre skrzydła, kiedy poczytał Prachetta, ale to nie licowało z Ona zawadiacką prostotą. Mając na uwadze drylowanie jabłek, On sięgnął po naklejkę z ceną 8,80, po czym zjadł słoik. Tego trzeba było nie robić masowo. Ciemno wszędzie bardzo się zawiało, ale to Ona wcale nie...

    LINK
  • Paruzja

    Misiek 2005-05-14 01:43:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Obce koniczynki transcendentalnej menstruacji wspominały parokrotnie z wściekłą kalafiorową, że czerwcowe prawidło nie posiada się z kopyta. Powszechnego kopania flakowatych wydmuszek nie spodziewano się nawet po groźnej potrzebie sprawowania dziąseł. Co więcej, zupa była kurczakiem bez teki u wagi. On przeglądał się w tafli pietruszki niczym w galowym podźwięku śmierdzącej serenady. Od kiedy to się strzela na paznokcie przez godło prawicze, zakreślenie świata kreatywności poprzez panopticum ustalonych krzesłem zasad nie wnosi nic nowego do powieści o jogurcie. Tak jak tam w lustrze nie było lodówki, pies pożarł wieżę głodnej kurtyzany, przesiąkniętej kosmatym parapetem. Malinki rosły jak na truskawce turkusowej bez bocianiego roweru. Frędzel. Parówek nie starczyło dla wszystkich.
    On miał dość sterczenia kukiełek pod deską. Przeszedł karłowato niczym stado drzew, po czym położył się na stalowym betonie z miękkiej zieleni, zasnutym mroczną poświatą niespodziewanej ekstazy. Słońce jadło lody. Erotyczny obcas wszechmocnej immanentnej wartości miał wiele wspólnego z krawatem Ona, ale On nie miał zamiaru rzucać indykiem w fetor. Poszedł więc dalej, szukając drogi między surrealistycznymi ucieczkami białych budynków pod blachą makabrycznego czuwania, okalających długą pionową podłogę. Tego nie da się opisać, to trzeba popiół.
    Gdy On doszedł, spotkał EB. Ponieważ ceny nie zjadły karaluchów, tłuczenie zielonej aksamizy postrzegane było w kategoriach łaknienia. EB miało więc czarne paznokcie. On stwierdził, że to, czego nie ma na łosiu, musi być potrzebne w granicach Grodna, raczej na pewno odstrzeliwując parasol od gołębia. EB uśmiechnęło się i pozwoliło się napić pod schodami, w związku z czym archetyp krogulca został zachowany w stanie ciekłym szarpanym, przez co kamień na kamieniu to nie zdrowy człowiek. Od innych różniły głowę tylko cień połowy i flaga buraka, bez większych potrzeb na jutro. On wytarł rękaw ustami, po czym rzekł: "Ofiara!" "Czarny piotruś smakuje najlepiej!", odparło EB, świecąc paznokciami, które były czarne, bo były czarne. "Więcej nie ma plakatów z kranówki.", powiedział student zielonej prerii, któy zaraz wcześniej zginął. "To chodź, EB, powiedziało EB, bo nie będzie już tranu", rzekło EB, zapętlając ziejącą ogniem jaskółkę Kevina. "Napiłem się", odparł On.
    "To dobrze."
    On i EB siedli na schodach, nie wiedząc, jaka ich dalej czeka absurdalna nonszalancja. Czym było wszystko, jeśli nic nie było sobą? "Było kaloryferem!" zawołał pan Sowa. On milczał wiedząc, że tego się nie robi, po czym wstał, ukłonił się studentowi, i odszedł z EB w czarnych paznokciach.

    LINK
  • Śrubokręt

    Misiek 2005-07-13 23:17:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Ostatnio, kiedy On próbował pastorału, było za późno na strzelanie z lunet. Mechanizm działania rozbiegu miał jednak niezmienną konsystencję, wobec czego On był w stanie chwycić za drzewo, które drzewem nie było, i emancypować się na stojąco. Ponieważ tego typu zawiłe akcje nie kończą się przyjaźnie w jednym miejscu, muskuły Ona oddzieliły się od statku-matki i wprawiły w ruch strzelistą kapustę, nieposiadającą żadnych innych ograniczeń. Szafa była pusta wśród kanarków, a plantacja cukini nie miała sobie równych.

    To, czego psy nie mają między uszami, to mgła. Zapach fioletowego słońca unosił się ponad drzwiami do łazienki, sugerując ostentacyjne folgowanie zażaleniom kuropatwy. On w tej całej kremowej, chociaż żółtej, a w zasadzie kwiecistej mgle, musiał jechać rowerem na zieloną łączkę pełną perspektyw. Tego podbiegania przez gniew było za wiele, jeśli wziąć pod uwagę ryby z Wielkiego Jeziora Poznańskiego, którego nie ma, bo było z kurczaka i śmietany. W związku z powyższym, On wsiadł na pedała i pokręcił siodełkiem, podjeżdżając tam, gdzie podjechać powinien, chociaż jego nerwy grały marsza na czarnej galerze. Rower jednak był wielce OK, rower to jest świat.

    Rower był rowerem, chociaż nim nie był, a lampowe kolory pedałów wróżyły z kart. On jechał tym rowerem poprzez zielone połacie maków i płotów, a jego górskie siodło rozpędzało się do 200 kilometrów na godzinę. Onowi to nie przeszkadzało, bo miał papier toaletowy. I tak jechał...

    ...aż dojechał. A raczej nie dojechał, bo nie miał kapci. Natomiast zatrzymał się pod drzewem z żarówką i wysiadł z roweru, który okazał się być samochodem, i to w dodatku zamkniętym na bruku. Do Ona podeszła panienka imieniem Łukasz i powiedziała: "Tym już nie pojedziesz. Idź po nocnik." I On poszedł, chociaż nie wiedział, czy wieszak je kremówki. Podstawowym priorytetem NASA był, jest i będzie zawór w piwnicy.

    A kluski na mleku strzeliły kupkę.

    LINK
    • Zwracam się z zapytaniem

      Kyle Katarn 2005-08-14 01:18:00

      Kyle Katarn

      avek

      Rejestracja: 2002-06-13

      Ostatnia wizyta: 2018-11-17

      Skąd: Pilchowice

      kiedy nam zdradzisz Miśku jak tworzysz swoje słynne Oniryzmy? Może byś kiedyś warsztaty poprowadził na jakimś konwencie fantastyki?

      Ps
      Pierwszy akapit genialny

      LINK
      • Oniryzm..

        Misiek 2005-08-14 13:36:00

        Misiek

        avek

        Rejestracja: 2003-01-12

        Ostatnia wizyta: 2022-05-16

        Skąd: Wrocław

        ...to stan ducha, tworzenie rzeczywistości. Ciężko mówić, jak to do końca powstaje, a jeszcze ciężej nauczyć kogoś pisania w ten sposób. To się powinno czuć.
        P.S.
        Ja mam o tyle prościej, że w Jeleniej surrealizm wisi w powietrzu Ale są w Polsce jeszcze takie ogniska silne absurdem, z których można (ja już od dawna tego nie robię, ale od czegoś trzeba zacząć) czerpać inspirację. Dworzec główny w Częstochowie, centrum Tychów, wisłostrada w Wawie, Bracka w Krakowie...
        Urgentna asymilacja skmalarataksowanych grotołazów musi czuć się sama mezopotamiczną konstrukcją słowotwórczą, inaczej nici z igły.

        LINK
  • Refren

    Misiek 2005-09-11 11:20:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Ksiądz proboszcz urządzał swoją osiemnastkę na plebanii. Zaprosił czerwone strzępy kasztana, fruktoidalną parasolkę, Zbyszka z Bogdańca i sedes z marchwi. Cała plebania, stojąca oczywiście na trawniku pieleszowych kompostowników, tańczyła w rytm organów czy też organek hrabiego Szeloby. Kościół podwiązał głośniki, pulpetując kable ościenne furkaczastymi meblościankami. Zmierzchało już, co ze względu na wczesną porę dnia było o tyle dziwne, że spóźnione.

    On spojrzał na chmury i zwymiotował deszczem. Ksiądz nie zaprosił go na osiemnastkę, ale Ona ciężko było wyprowadzić w sad pełen sopockich drzewek i Bruce`a Wszechmogącego. Trąbostrzałkowe izydory utrzymywały stan ducha równego kapcia, co strasznie zapodawało kalafiorem (nie mylić z żarówką). On się zorientował, że Watykan czuje miętę i chce go skipnąć, także nie dał swoim nogom operować królików. Wiedział, że plebania nie ruszy się z miejsca, o ile desing jej na to nie pozwoli.

    Tak więc wszedł nasz On do osobliwie wyglądającego budynku, wokół którego kościół tańczył walca. Byli w środku wszyscy, których On znał z mszy ku czci Davida Beckhama (nie mylić z Zofią Merle), czyli: łabędzie, dewotki, mniejsze dewotki, zespół malarii kostarykańskiej, czołgiści, wikary o imieniu Wikary, ludzie z klasy średniej i przeciwnicy II Soboru Sobieszowskiego. Papieża nie było, bo wracał do przeszłości. Jesienią tego samego dnia doszedł jeszcze organista, w tej stylistyce nazywany onanistą, ale poprawność polityczna zabraniała Onowi myśleć takich słów. Wszędzie czaił się Czarny Polonez, który mógł kazać Onowi robić korektę, a tego niestety On nie mógł. W każdym razie On dostrzegł, że ksiądz zaprosił na swoją osiemnastkę także dwie jego przyjaciółki: Frytkę i Asię.

    Frytka i Asia bardzo lubiły Halloween. Czegoropiaste poznańskie piekarniki były ich ulubioną frasyniadą. Pójdźmy wszyscy do stajenki na Martini i panienki... Asia miała nietoperza na twarzy, a Frytka dzwoniła po Rutkowskiego, któy ścigał mutanty w Czechach. Mrówki właśnie wniosły alkohol, kiedy On spytał: "Macie pączki?". Dziewczyny odpowiedziały: "Wystaje ci szklanka z BMVolkswagena." On stwierdził, że jednak nie wystaje. Schował się w pokrowiec i usuadł na kanapie, której nie było wcześniej, bo ksiądz interpretował strzelistego kosmorankora z puszczy grzbietowej. Dziadek chciał oddać sprawiedliwość Scylli i Harybdzie, ale oni/one akurat wypluwały plastelinę.

    Na koniec przyszedł ksiądz, który już przyszedł na początku. Widok Ona go nie zaskoczył, bo nie po to uczył się baterii teleskopowych, żeby od tego abstrahować. On wiedział, co wydarzy się za chwilę. Że dziewczyny dadzą księdzu zlewozmywak. Kaloryfer świecił krwistą czerwienią, a ksiądz rzekł, że teraz jest Ksiądz. Dewotki i Wikary podskoczyli z radości i rzucili się na święta. Frytka zachwyciła się i dała Księdzu zlewozmywak. "Bóg zapłać, dobra Frytko." - rzekł Ksiądz. On (On, nie Ksiądz) postanowił porachować kastaniety. Ich giętkość była wprost niewyobrażalna...

    LINK
  • Wolny Tybet

    Misiek 2005-09-12 12:54:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Igła sprawiedliwych koniokradów nie miała wiele wspólnego z lasem o pończoszej krywerturze, ponadto On czuł, że o tej porze kanarki będą mlaskać słodko. Dlatego wybrał się do Górzyńca, który był wyższy ,niż w telewizji, i szerszy, niż dłuższy od kota. Masakryczna odległość między wariatem a jego śmietaną nie jest adekwatna do ilości spożytego marmuru, zwłaszcza w sytuacji grożącej spaleniem się wymion. Skoro o ogniu mowa, to warto nadmienić, że On parał się z parostatkiem w wielki rejs, dlatego szukał Salamandry.

    I znalazł ja, ale to inna historia.

    Co więcej, Salamadra mieszkała właśnie w Górzyńcu, w domu z wielkich , pomarańczowych belek w kolorze dojrzałej felgi. Automatyczna okiennica śpiewała ponad nami, włócząc się kijami i poszukując kolczyków na nosie sprzedawcy bałwanów. On wszedłdo środka, i nie zdziwił się w ogóle, widząc, że pleśniejąca podłoga zawalona jest naftalinąi pieluchami, a stoły i krzesła wiszą naścianach i oglądają trelewizję. Prześcieradła weszły na pawlacz. On obaczył, jak dużo ludzi stoi przy sobie i robi różne rzeczy, koziołkuje stołki, smaruje masło herbatą, trzaska powidłami o twarz boga, anihiluje smutrowiatrówkę. Wśród tych ludzi był Bogdan. Aparycja pseudowieszaków kazała świeczkom poprzestać na Brodway`u.

    Onowi nagle zachciało się siku. Poszedł więc do tancerzy ognia, popierając wszelkie inicjatywy ustrojodawcze, i poprosił o wodę kawałek szynki, reflektor, maczetę i inne, równie przydatne perfumy. Dostał wskaźnik do sedesu. Poszedł, gdzie miał iść, i zobaczył, że sedes stoi na szafie, za wysoko, by mógł dosięgnąć siusiakiem. Wersja antagonistyczna sugerowała cukierek drożdżowy. Cola była winem, a dzień stał się miesiącem. W końcu On wziął butelkę, któej nie wziął, a z którą nigdy się nie rozstawał, nalał do niej i począł przelewać do sedesu na górze. Zrobił tak kilka razy, aż szyjak butelki spuchła od ropuch. Gdzieś obok przesunął się Nick Cave ze swoim badylkiem do odganiania makrawiaków. W przyszłości On miał jednak stwierdzić, że z sedesu się wylewa, i nasikać do studzienki kanalizacyjnej.

    To, czego On nie miał, było grzybem. Salamandra czekała na papiery. Fox śliczniał z każdą sekundą przeliczoną na liście Cave`a, nie mówiąc już o nasieniach. On złapał kij i poszedł do teatru.

    LINK
  • Kfutrijk?

    Misiek 2005-09-13 13:14:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    To była studniówka, to była sobota. On siedział piątkowo na zagranicznym ciachu, używając życia i makaronizując otoczenie wiejskiej luminescencji. Astrologiczne uwarunkowania termocytów nie pozwalały Onowi sięgnać po alkohol, ale On wiedział, że nie po to jest studniówka, żeby osobliwe automaty rozbryzgiwały słoneczny wymiar kary.

    W sali hotelu Jowisz na stacji Echo pod ziemią frędzelkową zebrali się wszyscy, których On znał. Studniówkowali się ostro, podtrzymując sarmackie uchylenia od zestrojonych z jedrykatrupacją mezokomików. Rysiek Riedel grał na scenie, usiłując zarobić na jedzenie. Barman optował za światłem. Brzuszek. Pestycydowa twarz brzydkiego kolegi Ona nie była dla Ona nowością. Owa kobieta zaczepiała Biankę żołądkiem, na co On nie mógł pozwolić. Na szczęście w okolicy pojawił się damski bokser i zrobił to, na co Onowi nie starczyło chleba. Bianka była bardzo wdzęczna.

    Wszyscy czuli zapach gniota, ale się bawili.

    Na środku sali robole budowali schody. Schody były do nieba, ale schodiły głęboko. "Pomóc wam?" - spytał On, alienując się z tłumu, którego nie było. Bianka podała mu cegłę. "Nie trzeba." - odparł jeden z roboli, odłamując kawałek schodów i zjadając go. Poręcz wisiała w powietrzu, robotnicy pokazywali na siebie procami, a schody, budowane od góry, miały sięgnąć parkietu. W suficie nie było krów. "Chociaż nie" - powiedział drugi robol "Przynieś nam styropian". On wiedział, co to znaczy. Zatańczył zatem, szukając agrafki. Znalazł płomyk, schował go więc do kieszeni, aby rozgnieść drzewko pieczątką. Bianka nie wiedziała, skąd się biorą żyrafy, toteż nie chciała zejść z paneli podprogowych. Kartka leżała...

    LINK
  • Tym razem...

    Misiek 2005-09-14 23:32:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    ...nie mój oniryzm, tylko reklama twórczości mojego dobrego przyjaciela z "Popłostugazety". Mniej grzybowa, bardziej zakręcona. Polecam

    http://www.przygodybernarda.up.pl

    LINK
  • Jak On spotkał Bernarda

    Misiek 2005-09-29 21:08:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    W zasadzie to nie wiem, jak można optować za Ukrainą podczas szumu telewizyjnego, spowodowanego gaśnicą śniegową (która ze śniegiem ma tyle wspólnego, ile skierdaszony wądrołaj z czerwoną zaspółką, ale wspomnienie o niej zrobi dobrze wszlekim graficznym erotomanom, związanym bezpośrednio lub pośrednio z farmazońskim skoczkokletą na podstawowej filiżance strzelistego kompotu [kondensacja metafor w tym porównaniu osiągnęła apogeum; żeby rozwiązać tę lingwistyczną zagadkę, potrzeba słowa klucza. Pojawi się ono w dalszej części tekstu]), skoro tłuste szczoty ultramaryniarskich używek nie mają podmiotu gospodarczego.

    On stwierdził, że matka wszystkich Polaków, znana także jako Aleksander, się myli, i że powinien pójść pod wielką górę, sugerowaną skałkami, której to góry w istocie nie było, ale zahaczała dość wysoko o krawężnik i bruk ciemnego widelca. Ponieważ uliczki były wąskie, a gardła ustawowo zmienione w żebrozbereźników, On kupił alkohol, którego nie było w sklepie, bo nie było sklepu, i poszedł w górę, na imprezę organizowaną przez bezpośrednie Hannawaldy, okropnego makaroniarza i chlejusy z Humana, które On wreszcie nauczył się rozróżniać. Ciemno było, gwiazdy zmieniały się w latarnie, latarnie w schroniska, kaktusy w pierogi. On spotkał u chlejusów Manowara, Puzona i parę innych osób, nie strącając przy tym świeczek z perspektywy czasu. Wielki błękit był równie szary, jak filozof kupujący rzodkiewkę. O psach nie będzie dzisiaj mowy.

    Nad ranem po południu poprzedniej wiosny On bał się pływać. Koledzy Ona, afirmujący żółtaczkę, parafrazowały Mandarynę przed popularną anegdotą o postmodernistycznych skurczyflakach. Manowar sobie poszedł, nadszedł zaś Rusis, Misiek i inni, któych On znał, ale nie widział, żeby śpiewali makarenę. Z drugiej strony nadeszła Marchefka, Filip i błaznowaty nietoperz, ubrany w szare ponczo bezpośrednio ugotowane w poloniatexie. Zaczęli się ścigać, przy czym On uciekł tam, gdzie perwersyjne odstrzały nie miały racji ekshumacji. Marchefka go goniła, ale On zablokował. Przeskoczył przez stalowy płot (bo tam był stalowy płot, którego nie było, otaczający blaszaną budę na tyle wysoką, by można było na nią wskoczyć, a jednocześnie na tyle niską, żeby ptaki miały gdzie uznawać wyższość Wielkiego Króla Paranoi, jakim był deseń). Następnie zamknął bramę, by Marchefka nie mogła go złapać, ale pomógł jej Żółty Siatkarz, którego On dawno nie widział. Przywitali się grzecznie i On uciekł dalej. Wskoczył na dach blaszanej szopy i zszedł z drugiej strony, znajdując się nagle na betonowym placu, odgrodzonym czerwonym drutem kolczastym, płotem na pilota i nieboskłonem. Beton ciągnął się [uwaga, słowo kluch: kalafior] jak opętany. On poleciał jednak do niebieskiej dziury w płocie obok z zasuwaną kratą, prześlizgnął się przez nią i zatrzasnął. Wtedy spojrzał, i stwierdził, że dzwoni telefon. Nie wiedział jednak, co ma asfalt do cynamonu?

    Wtedy pojawił się Bernard. Bernard był delfinem, który bał się wody, ale miał bardzo wesołą wyobraźnię i też kiedyś spotkał Mela Gibsona. Bernard miał wysoki poziom wody w mózgu poniżej poziomu morza, co nieuchronne prowadziło do depresji. W oddali pojawiła się panienka z prostymi włosami, i równie krzywą Gaussa. To była autorka autora, czyli jego matka. On czytał kiedyś o matce wszechświata, ale nigdy nie sądził, że chmury ustrzelą kanara pod Egidą protoplastów boazerii.

    Tyle tytułem wstępu. Bernard uciekał przed Scyzorykiem, o czym mowa była gdzie indzie. Na końcu Bernard, jako, że był stanem przedpowodziowym, usunął się w cień, żegnając z Onem. On zaś poszedł pogadać z Marchefką i Żółtym, a może nawet i z innymi. Powiedział tylko Bernardowi, że jakby co, to w kwietniu dziewczyny dzwonią z kościoła, co delfin przyjął nostalgicznym machnięciem płetwy...

    LINK
  • Poszukiwacze gęsi

    Misiek 2005-10-24 00:56:00

    Misiek

    avek

    Rejestracja: 2003-01-12

    Ostatnia wizyta: 2022-05-16

    Skąd: Wrocław

    Nie ma, to jak poeta. W zasadzie poetyczne objawy koherencji utrzymującej światowy ład społeczny na czerwonej koagulacji nie były specjalnie widoczne, pewnikiem jednak mrówki pokazały asfalt, a herbata nie miała nic więcej do powiedzenia. On był herbatą i chciał być wypity przez swoją matkę, ale to inna historia. Tak naprawdę matka miała telefon, a jego istnienie przejawiało się w ekfrazie ostentacyjnych skurczyflaków. Co więcej, stryjek, którego nie było, nie zrobił nic, bo był nieobecny. Co z kolei oznaczało pociąg.

    On szedł z Bernardem pod płetwę, poszukując gęsi. Jak mówi poeta, gęsi gęgają, a trawy trawują, chociaż współzależność trawy i tratwy jest analogiczna do kowadła i przepiórki, to jednak perwersyjne lizanie kręgosłupów i latarni, zwłaszcza zielonych, wiązało się z pingwinami kreującymi samociąg rozwałkowany wachlażem. Ponieważ to kartka obskubała kalafior, praworządność wśród petard i krzemiączków nie pozostawiała wszelkich wątpliwości co do ich obłędnego pasażu. Nokaut. Teraz to On miał farbę, a Bernard kopytko (wcześniej nie było bynajmniej odwrotnie, tym niemniej farbę posiadał ktoś inny, a kopytko należało do galopujących małolatów bez przebaczenia). Wznosząc dłonie w stronę podłogowego krasnala On stwierdził, że tak wyposażony nie musi się bać stereotypów odnoszących się do łyżek z jogurtem. Żeby było ciekawiej, Bernard oddał, co miał, i poszedł żebrać.

    Bóg w pejzażach i krajobrazach.

    Wokoło było pięknie, florencko i gąbczaście. On dostrzegł brak Bernarda i wywalił marchewkę, ściągając na siebie gniew cukinii. Nagle nadszedł Wojtek mówiąc, że Otas ma flet dwudrzwiowy (analogicznie do kaftanu bezpieczeństwa), a on się wyprowadza i idzie polować na łabędzie. On powiedział mu tylko, żeby poszukał gęsi, albowiem bez drobiu ani rusz. Wojtek zniknął a On został z łyżwami. Wtedy przypomniał sobie o miotle i telefonie matki. Wszedł do pokoju, który nie był pomarańczowy, chociaż był, i posiadał wszelkie znamiona ciemnej sadzy. Okno wisiało na komputerze, uniemożliwiając gotowanie pralek. On sięgnął po gazetę, ale nie umiał wszystkiego przeczytać, więc obdarował nią specjalnego glona. Potem wziął gazetę i poszukał mieszkania.

    On znalazł się tam, gdzie powinien mieszkać. Nie był jednak w miejscu, którego wszechmoc łączy się a abstrakcyjnym absolutem, abstrahującym na temat samego siebie, ale w skórzanej torbie żabek. Wstał i ziewnął, udając rozgoryczenie hipopotamami. Terrarium automatycznie pozwoliło mu na falowanie włosami, których nie miał pod kolanami, chociaż kłótnie ze stwórcą zmierzały do owłosienia całego ciała, czyniąc go na podobieństwo paskudnej wywłoki. Ponieważ wstał, wstał ponownie.

    I poszukał Wojtka na miejsce Wojtka. Kazirodztwo było nielegalne, więc framuga drzwi musiała radzić sobie sama. On podał matce krotochwilę, personalizując okołorównikowe dżungle w mieszkaniach pełnych naczyń, szczochów i ogólnie pojętego marazmu towaru niskoalkoholowego. Nagle pojawił się Tobiasz, sugerując mikrofon.
    "Masz gęś?", spytał On.
    "Nie mam", odparł Tobiasz, zajmując miejsce przegrywarki do koncertów klerykalnego zespołu bezpruderyjnych łańcuchów. On za to doznał olśnienia. Wiedział już, co robi i dlaczego postmodernistyczna wizja dudów na biegunach nie jest adekwatna do prądu miłosnego, stosowanego w rzeźbiarstwie. Wiedział, że przecież sam nie mieszka w jabłku, którego ogon nie miał atestu PZU. I to było dobre.

    Żuki są złe.

    LINK

ABY DODAĆ POST MUSISZ SIĘ ZALOGOWAĆ:

  REJESTRACJA RESET HASŁA
Loading..