Forum

Niestrarwarsowe życie, starwarsowych autorów

Proponuję kolejny temacik. Większość nas zna to co wielu pisarzy porobiło w świecie GW, ale czy znacie ich dokonania pisarskie poza tym światem?

Ja znam kilku, i tu pozwolę sobie ocenić.

Timothy Zahn - sorry, w SW był super, przeczytałem 1 jego książkę i już nie chciałem sięgać po następną.

Alan Dean Foster - w przypadku tego Pana "Spotkanie na Mimban" jakoś mi nie przypadło do gustu, ale czytałem między innymi jego "Star Trek" i był o wiele lepszy. Zobaczymy jak poradzi sobie z "Appraoching Storm".

Michael A. Stackpole - w moje łapy wpadła mi jedna wydana w Polsce jego książka. Ciężkie i hardcore`owe fantasy, WOW! Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.

Terry Brookes, R.A. Salvatore - w tym przyadku obaj są znanymi i cenionymi pisarzami fantasy i wg mnie bardzo dobrze się wywiązali ze swych ról w SW jak i poza nim. Ich powieści w świecie GW są na ich średnim poziomie, czyli bardzo dobre. Nie mam im nic do zarzucenia.

No i został nieszczęsny Pan K.J. Anderson. Wolałbym jego dokonania (choć w SW, a także poza ni,m było tego dużo) pominąć milczeniem. Czasami coś fajenego mu wychodzi, ale to są wypadki przy pracy.

A wy jak odbieracie tych, a może znacie jeszcze innych?

Niestarwarsowe zycie...

No coz, w sumie to czytalem troche fantastyki ale na ksiazki autorow, ktorzy pisali tez cokolwiek do SW natknalem sie jedynie na Zhna, ktorego ksiazki przypadly mi do gustu i stanowia doskonaly kontrast do fantastyki pisanej przez Sapkowskiego i Tolkiena.

Greg Keyes

Ostatnio wygrzebałem książkę Keyesa (Grega, tego od duologii "Ostrze Zwycięstwa" - NEJ) pt. "Z wody zrodzony". Fantastyka, wydawnictwo ZYSK i Ska. Cena nominalna 30 parę złoty, cena w Składnicy Ksiegarskiej - 8. No i faktycznie tyle warta była ta książka . Fantastyka słaba, ale miała jeden plus. Jedną scenę,w której doskonale były opisane różnice kulturowe między postaciami. Pod tym względem Keyes rządzi . Tyle, że to były chyba 2 strony z 500 . Ale żeby móc je zrozumieć trzeba znać całą książkę i wszystkie informacje o kulturach obu cywilizacji

Troy Denning i FR

Ostatnio udało mi się przeczytać powieść Troya Denninga pt. "Morze Piasków" z serii Forgotten Realms. Cóż, mocno inna, mocno klimatyczna, ale fajna. Co prawda to nie Salvator i opowieści o Drizzcie, ale i tak bardzo przyjemna . Teraz trza dopaść 2 część.

Ponownie Denning i Forgotten Realms

Tym razem kontynuacja "Morza Piasków" - czyli "Zawoalowany smok" - co pokazywąłem na III Wielkopolskim zainteresowanym.

Muszę przyznać, że Denning znów się popisał - może nie super ekstra mega ultra, ale książke czytało się bardzo przyjemnie i szybko. Wciągnęła mnie. Po raz kolejny - po morzu - doskonale wtopił opis egzotycznej cywilizacji - tym razem stylizowanej na chińczykach. Fajnie opisał bitwy morskie. Fakt, czasami zdarzały mu się przestoje, i pewne nagłe - acz trochę zrobione na siłę zwroty akcji, ale sama ksiażka jest dość przyjemna. Z pewnością brakuje jej do Gwiazdy czy Trylogii Mrocznego Elfa, ale jakby ktoś miał chwile czasu i ochotę to polecam.

skoro o Denningu mowa

to mogę polecić jego książkę "Strony Bólu" ze świata Planescape. Dobra i ciekawa (aha, NIE jest to nowelizacja gry, nowelizację Udręki napisał kto inny)

aha, jeszcze jedno :)

Obie części duologii Ruhy, o której mówił Lord Sidious, czyli "Morze Piasków i Zawoalowany Smok" też czytałem i mam jedno zastrzeżenie, odnośnie "Morza", ale to już raczej wina tłumacza - mianowicie nie przetłumaczone nazwy geograficzne,

Sojusznic - Alana Dean Fostera

Przypadkiem w ręcę wpadłą mi ksiażka "Sojusznicy" Alana Dean Fostera - tym razem (o dziwo ) w jego własnym świecie - no i wymiata. W SW to on się faktycznie kiepsko czuje, bo Mimban, Nadchodząca Burza czy nawet ANH - są średnie, dużo mozna im zarzucić. Star Trek czytalo się lepeiej, ale Sojusznicy wciagaja jak nic.

Powieść jest w sumie śmieszna - bo jest rasa obcych, która znalazała w życiu Cel - i dla niego podbija wszystkie inne rasy. Jest też Gromada - organizacja wielu obcych, która przeciwstawia się Celowi. No i walczą z sobą przez wiele lat. Gromada zacznya przegrywać wiec wysyla statek w poszukiwaniu kolejnych sojuszników... dociera do dziwnej planety, w której nie ma jednego lądu, istoty niby są cywilizowane, ale różnią się strasznie miezy sobą, a pozatym na jednej planecie nie ma wspólnego języka, na dodatek te istoty ciągle ze sobą walczą i są nieobliczalne. Tak dotarli do ziemi. Bardzo śmieszne i fajne spojrzenie na nas. nie spodzieawłem se tego po Fostrze...

R.A. Salvatore

Tym razem jednak nie FR Tylko Wojny Demona..
Tom pierwszy 650 stron... Jeśli ktoś śmiał mnie nazwać grafomanem to odsylam do Salvatore`a.

Najlepsze jest to, ze tak jak w pewnym momencie sagi o Drizzcie - trudno ksiażkę zaklasyfikować do kategorii złe - tylko zastanawiające jest po co napisał - może nie ją, ale aż tyle... Faktycznie końcówka Wojny jest ekstra - moze RAS ma jakies problemy z początkiem nowej sagi - ale gdyby skrócił ksiazke o polwę lub jakoś inaczej ja przekomponował byłaby wyśmienita... Cóz RAS jest mistrzem obcych i złowrogich cywilizacji - Yuuzhanie czy Drowy .... ale lepiej mu to wychodzi jak głęboko sięw nich zakorzenia... W trylogii mrocznego elfa wprost opisuje świat Drowów z punktu widzenia drowa - wychodzi ekstra jazda... w Wektorze podobnie - dosć systematycznei poajwiaja sie tam obraz świata Yuuzhan. RAS świetnie odnajduje się w roli wytyczającego ten świat... tu jest gorzej - bo tak na prawdę, niewiele wnosi w swój świat - po prostu go tworzy i może to jest zasadniczy problem... Ale jeśli tak - to druga część z cyklu powinna być lepsza.. .zobacze keidys poki co zabieram sie za kolejnego Denniga z FR.

Alan Dean Foster i Troy Denning

Bynajmniej nie razem.

A.D. Foster "Krzywe zwierciadło" - czyli dalszy ciąg "Sojuszników". Tu powiem tak, choć książka, nie była ani tak humorystyczna, ani tak nowatorska jak poprzednia, Foster umiał się ładnie wymigać od dojenia krowy.
Po pierwsze: główna akcja nie jest już na zasadzie kontrastu światów.. stworzył zatem ciekawy wątek psychologiczny, którego zakończenie pojawi się w 3 części, którą akurat czytam. Powieść jest o wiele bardziej poważna, acz również frapująca.
A po drugie: zrobił coś, czego czasem potrzeba w SW. Jego bohaterowie z pierwszej części, nie zamienili się w superbohaterów.. w ogóle akcja dzieje się może nawet setki lat po pierwszej częsci. Fakt gdzieś pojawiają się nawiązania, ale tylko one. To też duża sztuka, ale jedno miał już za sobą. Przedstawienie świata.

Troy Denning "Wezwanie" - pierwszy tom trylogii "Powrót Arcymagów". Forgotten Realms, żeby niebyło neidomowień . Ehh mam wrażenie, że Denning lepiej czuje się w pojedynczych powiesciach.. Cóż, tutaj z ogólną oceną poczekam, do końca cyklu.. w każdym razie Denning ukazuje w jednym z bohaterów, wszystko to co potrzeba by stworzyć Mitologię Campbelliańską. Ciekawe kiedy ISA wyda kolejne tomy.

A.D. Foster po raz 3

czyli ostatnia cześć "Sojuszników" - "Wojenne łupy". Plusem jest to, że to już koniec. Fakt można by to ciągnąć w nieskończoność, ale ADF w koncu funduje ostateczną rozgrywkę, acz przyznam, że zamiast finalnej bitwy dostaliśmy pokojowe rozwiązanie. Wprowadza też dodatkowe zamieszanie, które rozwiazuje. Niestety jest to najslabszy z tomow trylogii, ADFowi zabrakło tak błyskotliwych pomysłów jak w 1, a sequel 2 to trochę przesada...
Ogólnie cała trylogia jest warta polecenia, jej jakość jest nieporównywalnie lepsza w porównaniu z "Spotkaniem" czy "Nadchodzącą burzą"... po prostu te starwarsowe powieści... są chyba pisane na kolanie..
Plusem u Fostera jest to, że akcja dzieje sie na przestrzeni kilku tysięcy lat... przez to za każdym razem mamy nowych bohaterów, acz świat ten sam. nie ma nadmiernej eksploatacji jednej postaci.
Po tej trylogii patrzę na ADFa zupełnie innaczej. JAkby ktoś miał możliwość, to polecam.

Elizabeth Hand

Ostatnio widziałem jakąś jej ksiażkę w Carrefourze, wydana ładnych parę lat temu przez Zysk - może ktoś z nią się zetknął? Ja na razie jestem po Bobie Fetcie 3, ale to w POlsce nie wyszło

Alan Dean Foster & Salvatore

Chciałem dwie rzeczy wspomnieć (za pierwszą Darth Fizyk pewnie mnie zabije <żart>.

Alan Dean Foster – okazuje się, że Star Trek w jego przypadku, to nie li tylko powieści, ale i filmy.. otóż Star Trek: The Motion Picture, bazuje na jego opowiadaniu.. czyli jest współautorem scenariusza w pewnym sensie. Choć moim zdaniem się nie spisał za dobrze, warto pamiętać o tym fakcie. ADF potem chyba dopiero 20 lat później miał udział w jakiś innym projekcie filmowy, acz o wiele mniej znanym.



I Salvatore – saga o Drizzcie… odcinek Pt. „Grzbiet Świata”. Dziwny odcinek – mógłby być krótszy, nie ma głównego bohatera, a na dodatek jest dużo Wulfgara barbarzyńcy. Ale powiem, że dobrze zrobiło wprowadzenie masy nowych bohaterów, i nowych miejsc, przez to są tam jakieś plusy. RAS ma pomysły, ale dobrze by było, by usiadł do nich, spisał sobie na kartce, wyjechał na wakację – na tydzień, wrócil i jeszcze raz przejrzał pomysł, a nie pisał wszystko co mu ślina na język przyniesie, byle na czas. Sam się chłopak niszczy, ale cóż.

wiesz Lordzie

Ja chiałem zresztą za twą sugestią napisać artykuł do Z Gwiazd na temat właśnie niestarwarsowego życia autorów SW... stwierdziłęm jednak ze nie podołam temu gdyż moja wiedza jest śmiesznie znikoma chyba ty musiałbyś to zrobić...

ja

Czytalem A. Crispin - Obcy 4 Zmartwychwstanie....
Dopiero przed wyjazdem do austyralii skapowal;em sie ze sa tez ksiazki tego autora w SW..
Obcy bylk fajny najlpesze byly dodane mysli obcych ktorych w filmie nie ma..... a tak to akcja jak w filmie

Czemu wszyscy...

...piszą o Ani Crispin jakby to był facet?

bo

pisze dobre książki a zwykło się mawiać że kobiety nie umią pisać SW (Hambly, Moesta)

Anderson, Kevin J.

W chwili obecnej czytam książkę która KJA współtworzył. Dokładniej "Ród Artydów" Preludium do Diuny, o którym wcześniej z twardym gdzieś dyskutowaliśmy. I powiem tylko jedno, bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Jak skończe jeszcze 2 kolejne rody, napisze coś wiecej. (chyba, że ktoś w końcu założy temat o Diunie.

Już po trylogii

Andersona i Briana Herberta.

KJA jest genialny jeśli chodzi o nadzorowanie pomysłów itp. Gorzej niestety jest z pisaniem. O ile w pierwszym tomie, łatwo wychwycić to co, KJA napisał, a co BH, i łatwo stwierdzić, ze to KJA ciągnie akcję, o tyle w dwóch pozostałych wychodzi największy minus KJA. Czyli to, że on potrafi całą historię bohatera przypominać kilka razy w książce - jak się czyta cała trylogię pod rząd jest to mocno denerwujące.
Całe Preludium do Diuny to powieści dość dobre, acz zupełnie w innym klimacie niż Diuna, czy jej dalsze części. Są to powieści o wiele lżejsze. I o ile nie mam zastrzeżeń zabierając się za Bulteryjski Dżihad (thx twardy), bo wiem czego się po nich spobdziewać, to mam olbrzymie zastrzezenie co do pomysłu by ta dwójka napisała razem Diunę 7. Będzie pewnei zbyt lekka jak na główny nurt diuny .

Zahn & Salvatore

Niecodziennie zdarza mi się przeczytać aż 2 książki starwarsowców pod rząd i to nie starwawsowe. Tym razem tak mi się udało. I to dwóch, nie byle jakich tworców.

Na pierwszy ogień poszedł Zahn - tu specjalne podziekowania dla Yako - i "Obława na >>Ikarusa<<". Zahn w SW doskonale się wstrzelił ze swoją trylogią ale moim zdaniem SF nie czuje. To jest doskonały przykład. Książka jest dobra, a końcówka bardzo intrygujaca i nie przwewidywalna. Ale cóż, jest to czysta beletrystyka, równie dobrze mogłby pisać kryminał albo książkę sensacyjną. Oczywiście poetyka SF daje mu duże pole do popisu, ale Zahn raczej wykorzystuję ją, by maskować swoje niedoróbki. Tak to odbieram. Po raz kolejny bardziej koncentruje się na budowie postaci niż świata - w rezlutacie o jego świecie z powieści niewiele się dowiadujemy... Jest to dobre, gdy znamy świat ale nie gdy ktoś tu Zahn świat tworzy... A z kryminalnego czy czysto sensacyjnego punktu widzenia, książka jest na prawdę bardzo dobra. Może kiedyś Zanh spóbuje na tym polu coś napisać. Byłoby ciekawie, bo tu neistety i rasy i świat pozostawiają wiele do życzenia. KJA o wiele lepiej radzi sobie z tworzeniem świata.

Salvatore i trylogia Opowieści Włócznika. Tom 1 "Leśne Zacisze". Takiej fantastyki jest trochę i trudno być tu oryginalnym. Salvatore bawi się z czytelnikiem, wręcz podkłada pod nos inspiracje - "Hobbitowe". Hobbit (książka Tolkiena) jest jednym z centralnych przedmiotów w pierwszym tomie (niedługo zabieram się za następne). Książkę czyta się bardzo szybko i bardzo przyjemnie, mimo że tak na prawdę jest to zaledwie przedstawienie postaci głównych. Sama akcja główna się nie klei zbytnio trudno się książkę streszcza, ale ma klimat ma lekkość, ma to coś. Widać, że RAS od razu planował trylogię, więc za wiele nie pokazał z akcji tu dopiero mamy Year One. Bohater główny dopiero zaczyna odkrywać cudowny baśniowy świat iswoje miejsce w nim. Wybitne dzieło to to nie jest ale czyta się z pryjemnoscią.

RAS po raz kolejny

"Sztylet Smoka" drugi tom trylogii o Garym Ledgerze. Wręcz typowe dla RASa, który raz pisze dobrą książkę, a raz mocno średnią, prawie zawsze na przemian. Drugie tomy trylogii chyba nigdy mu nie wychodziły i to widać. Gdyby nie 1 tom, byłoby fajnie, ale z drugiej strony, zabrakłoby powagi sytuacji - czyli dogadania się z wiedźmą by pokonać Smoka. RAS widać chciał dodać tu więcej powagi i rozmachu, ale przez to uleciał trochę klimat pierwszej powieści. Najbardziej się zawiodłem, że do Fairy bohater nie zabrał ze sobą "Władcy Pierścieni".

Niestarwarsowe życie starwarsowych autorów odsłona kolejna

tym razem zawierająca przede wszystkim stare rzeczy .

1) RAS i jego "Powrót Zabójcy Smoka" czyli III tom opowieści o włóczniku. Niestety rozczarowanie. RAS zgubił klimat który stworzył na początku, za bardzo poszedł w powagę i zgarożenie. Fajnie, gdyby tak pisał na poczatku byłoby inaczej, ale tę trylogię zaczynał w zupełnie innym stylu. Książka może zła nie jest, ale zupełnie nie spełnia moich oczekiwań. A najbardziej mnie zawiódł, tym że choć Gary wział ze soba całego "Władce do Fairy" i dał to Mickyemu... to subtelnych aluzyjek do Tolkiena jest tam jak na lekarstwo. W zamian dostaliśmy nawiązania do Szekspira. Super, ale LOTR mnie bardziej interesował.

2) Terry Bisson - okazuje się że ów autor napisał ksiażkę "5 element" (a wczesniej 2 pierwsze tomy Boby Fetta). Książkę te czytałem dość dawno. W każdym razie była ona poprawna, względem filmu, ani dobra ani zła. poprawna, przeczytałem ją bez emocji i wątpię bym do niej wrócił, acz nie czuję do niej nic negatywnego.

3) Drew Karpyshyn i "Tron Bhaala" - hmm, miejscami ma się wrazenie, że dobrze, że to Anthas nie pisał, ale tylko miejscami. Może i histora jest inna, autor jest inny, ale tej różnicy specjalnie się niewidzi. Może dlatego, że na Karpyshyna i tak wywarł wpływ Anthas. Szczerze niepolecam. Cała trylogia BG jest niestety przykładem taniego pisarstwa, któremu nawet go grafomanii daleko.

Konszachty ze Smokami

Patricia C. Wrede w Polsce jest bardzo mało znaną autorką, a to głównie dlatego, że jej jedyna pozycja (oczywiście mowa o Gwiezdno-Wojennych), niestety przeszła bez większego echa. No i co, co chyba jeszcze ważniejsze, nie ma u nas specjalnie kultury czytania książek młodzieżowych. A to wszystko dzięki temu, że Egmont wolał wypuścić tę książeczkę do supermarketów, ba a zrobili to już jakieś 2-3 tygodnie po premierze „Ataku klonów”. Jaki był Atak Klonów Wrede, kot czytał ten wie. Mnie bardziej podobała mi się jej adaptacja Zemsty Sithów. Tym razem, dzięki ISIE mamy szansę przeczytać, jedną z wcześniejszych książek autorki, pierwszą księgę cyklu Kronik Zaczarowanego Lasu. Podobnie jak w przypadku „Gwiezdnych Wojen” jest to raczej bajka dla dzieciaków 7-10 letnich, ale znów czyta się to całkiem przyjemnie. Choć nie wiem, mnie przyjemniej się ją czytało po angielsku, może dlatego, że to pożyteczniej przy okazji. W każdym razie poza typową bajką, w której mamy smoki, księżniczki, magów i książęta i takie tam generalnie klimaty, Wrede wprowadziła w swój świat całe mnóstwo humoru i to mocno postmodernistycznego, co nie muszę nikogo przekonywać, do mnie bardzo przemawia. Otóż mamy sobie księżniczkę Cimorenę, która w swoim królestwie ma właściwie wszystko, czego sobie tylko zapragnie. Albo raczej czego typowa bajkowa księżniczka mogłaby pragnąć, no są i lekcje tańca, i haftowania i śliczne stroje, ale główna bohaterka chciałaby coś więcej, a to ugotować sobie samemu coś, a to poszaleć z mieczem. No ale rodzice nie pozwalają i biedna musi cierpieć. Pewnego dnia postanawia uciec z domu i poszukać szczęścia w szerokim świecie. Trafia do smoków i wkrótce zaprzyjaźnia się ze smoczycą Kazul, której prowadzi jaskinię. I tam właśnie rozpoczyna się historia, prosta, zabawna, pełna pouczeń, zgodnie z wymogami gatunku (w praktyce nie istniejącego w Polsce).

Nie jest to dzieło w żaden sposób fenomenalne, czy rzucające na kolana, ale bardzo miłe czytadło, o mocno pozytywnym nastawieniu. I co ważniejsze, nawet prezentowane wzorców, nie jest tu nachalne, jest raczej zakręcone i śmieszne, jak reszta książeczki. Bo mamy tu ciągłe sprzątanie, gotowanie, ale przede wszystkim wzajemne zaufanie, głównych postaci, które nie okłamują się nawzajem. I myślę, że to udało się autorce fenomenalnie opisać, bo księżniczka, która garnie się do sprzątania i gotowania, to właśnie ten pewien element ciągle wywrotowy, w tej książce, ale sama kwestia budowania prawdomównych relacji między Kazul a Cimoreną, to myślę, że jest głównym przekazem tej powieści.

No i nie należy też zważać specjalnie na język, który wciąż jest dostosowany do młodego czytelnika. ISA zapowiedziała dwa dalsze tomy, które pewnie jak się tylko ukażą, zrecenzuję. Bo czytanie prostej i pogodnej historii, nawet gdy dziecinnej, nie jest dla mnie stratą czasu.

...

16 na 20 postow w tym temacie nalezy do Lorda S.
Czy tylko on z tego forum czyta ksiazki ? <o nie sw tematyce>

A czy

jeżeli ktoś przeczyta jakąś książkę to musi od razu wiedzieć jak żyje jej autor?
Po za tym to było ponad 5 lat temu i wtedy na forum chyba nie było tyle osób co teraz (przynajmniej tak mi się wydaje).

ups

źle zrozumiałem temat. Najlepiej niech któryś Moderator wytnie ten post.

Nie

to się nazywa spamowanie. A o autorach piszących w Forgotenach pisałem w osobnym temacie - to dopiero spam.
Tak samo jak o Davie Wolvertonie (lub Farlandzie - bo to ten sam człowiek) .
A poważnie mam zawsze jakis dziwny sentyment do chodzenia na filmy ze Starwarsowcami, czy nawet chętniej sięgam po książki autorów których poznałem dzieki SW, niż do kompletnie obcych.

Elaine Cunnigham

W SW napisała tylko Mroczną podróż - kiepską książke. W jednym wywiadzie powiedziała, że w jej książkach głównymi bohaterami są kobiety uważa za czysty przypadek i nie miala zamiaru faworyzować dziewczyny. No ale cóż, w Mrocznej podróży głównym bohaterem jest Jaina... Ale nie warto jej chyba opisywać- tzn książki.
Panią Cunnigham znam jeszcze z Forgotten Realms. Napisała tam całkiem sporo książek. Cykl "Pieśni i miecze", przygody Liriel Baenre. Czytalem tylko pierwszy tom Pieśni i Mieczy - Cień Elfa. Tylko to, ponieważ ksiązka jest na mniej więcej pdobnym poziomie co Mroczna Podróż (czyt. trochę nudna). Jakoś styl jej pisania mi nie odpowiada. Z FR zdecydowanie wolę sage o Drizzcie.

Osobiście

uważam tąksiążkę o 100x lepszą od np.: SbS - ile można pisać o zwierzętach i to jeszcze dość marnie skonstruowanych...

Zahn

Książki które wyszły w PL były koszmarnie przetłumaczone. Ale kiedyś bardzo dawno temu w Fantastyce ukazało się jego opowiadanie "Gambit pionka". Znakomite

Zgadzam się!

Ksiazki SW przetlumaczone na PL sa faktycznie koszmarne! W jednej z ksiazek [nie pamietam w ktorej] doczytalam sie ze Obi-wan pochodzil Koreli!

Aliens

czytałem trylogię o Obcym S. Perry`ego, wyszła w Polsce dawno temu... Podobała mi się, ciekawie skonstruowana, z wątkami dość zaskakującymi, choć niektórzy fani obcego [ci komiksowi najcześciej] kręca nosem. Niestety ksiażka była pisana przed 4 i na dzień dzisiejszyjej fabuła nijak się trzyma kupy, a w zasadzie na odwrót . W każdym razie polecam !

"Tajna mapa" Stackpole`a

Twórczość Michaela A. Stackpole’a jest dla mnie przykładem dość nierównej, są takie rzeczy, które wspaniale mi u niego odpowiadają, jak chociażby „Ja, Jedi”, czy „Mroczny przypływ”, ale też „Wojna o smoczą koronę”. Ale są też i takie w których mnie zawodzi, jak niestety nieszczęsne X-Wingi. „Tajna mapa” z pewnością jest gdzieś po środku, ale chyba doskonale wiem dlaczego.
Odkąd pamiętam epoka wielkich odkryć geograficznych, kolonizacja, a także późniejsza walka tamtych ludów o niepodległość, kształtowanie się narodów, bardzo mi się podobała. Było to ciekawe, porywające i pociągające, do dziś mile wspominam grę Sida Meiera „Colonization” (klona Cywilizacji), która doskonale oddawała magię tego okresu. Tym bardziej fakt, że opowieść, która odniosła w USA sukces (chyba największy sukces komercyjny Stackpole’a), spowodował, że z ciekawości sięgnąłem po tę pozycję.
Sam pomysł by stworzyć świat fantasy i przenieść go w analogiczny okres historyczny, dla mnie jest rewelacyjny, kto wie, może któregoś dnia skorzystam z niego. Tyle, że właśnie już we wstępie spotkało mnie rozczarowanie. Bo jak się okazało, dla autora ważniejsze były wyprawy Chińczyków i ich odkrycia, pewnie dlatego, że były one bardziej skoncentrowane na poznawaniu świata, a nie zdobywaniu i kolonizowaniu nowego lądu. I w tym kierunku poszedł autor. Jego święte prawo. Skoncentrował się zatem na dwóch młodych kartografach, żyjącymi niejako w cieniu dziadka – Qiro Anturasiego. Sam świat jest dość, dziwny, zniszczony potężnym kataklizmem, dający autorowi sporo miejsca na ewentualne wyciąganie przysłowiowych królików z kapelusza. Oczywiście jest to typowy świat zgodnie z obecnie przyjętym nurtem w fantastyce, głównymi postaci są ludzie, a reszta ras to stwory wymyślone przez autora.
Plusem z pewnością jest samo uprzywilejowanie kartografów, najważniejsza grupa społeczna, to powoduje, że samo społeczeństwo jak i opowieść zapada w pamięć, bo jest oryginalna. Gorzej trochę z resztą, niektóre rzeczy to przegięcie, nie potrafię sobie wyobrazić rozmiarów żaglowca, na którym mogłoby przez rok pływać ponad tysiąc osób. Cóż tak się składa, że trochę żeglowałem i mogę sobie wyobrazić skalę, tysiąc osób, plus zwierzęta, zapasy, miejsca by mieli gdzie spać itp. to musiałoby być tak ogromne, że chyba autor nie wiedział, co wypisuje . Fakt, to jest fantasy, więc ma pełne pole do popisu, ale jak już coś wymyśla, dobrze by było by to opisał do końca, niestety tego nie zrobił, a szkoda.
Podobał mi się bardzo opis niektórych ludów i cywilizacji, zwłaszcza to jak przyjmują obcych odkrywców.
Największym minusem jak dla mnie niestety są bohaterowie i próby uwikłania nas w ich konflikty, najciekawszy jest oczywiście ten królewski. Prawdę mówiąc dziadek i książę, są o wiele bardziej interesującymi postaciami, w moim odczuciu, niż główni bohaterowie.
Najbardziej jednak rozczarowałem się rozmachem, tego właśnie się spodziewałem najbardziej, a właściwie go tu nie było. Cóż chyba opowieści o tym jak Ferdynand Cortez przemierzał Amerykę, jak w 1492 Krzysztof Kolumb do niej dotarł, o wiele bardziej mnie interesują niż fakt, że w 1421 Chińczycy dotarli tam pierwsi i nic nie zrobili, poza mapami. Już chyba o wiele ciekawsze byłby wyprawy wikingów na tamten kontynent, czy całkowicie zapomniana duńska wyprawa z 1476, której przewodził polak Jan z Kolna, która dotarła do Labradoru, lecz duński monarcha uznał, że nie potrzebuje ziemi tak odległych i o sprawie zapomniano. Wszystkie one z pewnością były bardziej krwawe i awanturnicze, niż to, co zrobili Chińczycy i to co zrobił Stackpole.
Może miał rację, może nie warto porywać się na tak wielką epicką opowieść, by przypadkiem sobie nie popsuć opowieści? Cóż pewnie sięgnę po kolejny tom, ale na pewno odczeka swoje w kolejce, bo pierwszy mnie nie zachwycił. Choć głównym rozczarowaniem jest kompletne rozminięcie się z oczekiwaniami.

Tak czy siak...

Zamówiłem "Tajną mapę" razem z drugą częścią "Uczty dla wron". Swoje jednak zapewne odczeka w kolejce, bo na razie chcę przerobić "Wojnę" Williamsa, wszystkie cztery tomy Martina jeden po drugim, "Nowa wiosnę" Jordana i oczywiście wszystkie aktualne Star Warsy.

Nocny pociąg do Rigiel

Czyli nowy Zanh made by Wydawnictwo Dolnośląskie. Tim w sobie coś ma, z pewnością jest to język oraz umiejętność komponowania (jak chce) niebanalnej fabuły. Czemu zatem by nie przenieść "Morderstwa w Orient Expresie" w realia space fantasy? I udaje mu się to doskonale, powiem tak o ile czuję uraz do jego książek SW (im dalej tym generalnie gorzej), o tyle poza SW prezentuje się świetnie. W porównaniu z "Allegiance" z podobnego okresu, po prostu niebo a ziemia. Owszem są i przestoje i nudne fragmenty, ale z pewnością nie jest to początek Lojalności. Tu największy mankament Zahna to postaci, które są z jednej strony zbyt schematyczne, z drugiej niezbyt wyraziste, przez co trudno się do nich przyzwyczaić i rzecz, która niektórym może się spodobać. Świat, otóż autor zna go lepiej i cała intryga niestety jest oparta na tym, że on wie więcej niż czytelnik, a tu nie do końca można do wszystkiego dojść, bo wyjaśnienia przychodzą z nowymi elementami, dzięki którym nabierają sensu. Jednym się to spodoba, innym nie, ale kolej mknąca przez kosmos, to na prawdę fajny pomysł.

Stover

a pozatematyczne książki Stovera czytał ktoś? Bo ja się biedzę teraz nad "Heroes die", ale to za wysoki poziom angielskiego jak dla mnie... na razie

ha!

Dzięki uprzejmości Urthony, który jakimś cudem zapamiętał, że jest taki temat, i odkopał go dla mnie, obejdzie się od bałaganu i zakładania przeze mnie zduplikowanego topika xD <szczyt moralnego upadku, w ogóle zapomniałam, że już tu pisałam >

Rany julek, kiedy to było, półtora roku temu....

Trochę się od tamtego czasu zmeniło, to znaczy stała się rzecz, której w życiu bym się nie spodziewała, znaczy, wydano "Heroes die" ("Bohateowie umierają") po polsku. Mało tego, wydana została też druga część w dwóch cżęsciach ( ), "Ostrze Tyshalle`a ".

I w sumie o tym chciałam napisać, jako fanatyczka twórczości pana Stovera. Cóż, ta niegwiezdnowojenna seria jego powieści była zaskoczeniem pod wieloma względami, choć nie da się zaprzeczyć, że na każdym kroku czuć quasi-filozoficznego ducha tak dobrze nam znanego ze "Zdrajcy" czy "Zemsty Sithów". Jest dużo skupiania się na wnętrzu bohatera, i dużo celnych przemyśleń. Fakt, że ksiązki są straszliwie brutalne (nie czytać przy jedzeniu! ), co stanowiło dla mnie lekki szok, zastanawiam się, skąd się bierze tyle makabrycznych wyobrażeń w tym autorze...
Ogólny zarys fabuły... W pewnym sensie jest to o walce z własną legendą. A po częsci jest to opowieść o współczesnym (albo nawet trochę przyszłościowym ) Hiobie. Dość nietypowym, bo będącym czymś w stylu płatnego zabójcy w RPG (człowiek przenosi się do innego wymiaru, gdzie jako odgrywana przez siebie postać wypełnia misję, a całość jest transportowana dla widzów na Ziemi).
Dialogi są genialne, zwroty akcji zapierają dech, i...no cóż, to jest Stover. Jak się przejdzie nad tą całą rzeźnią (chociaż co kto lubi), naprawdę godne polecenia ksiązki.

...

Poza tym, jeśli chodzi o niestarwarsowe życie starwarsowych autorów, czytałam kiedyś "Wojne o Smoczą koronę", bodajże Stackpole`a, czytało się całkiem względnie, ale nie zaskoczyło jakos. Ot, po prostu kolejna pozycja fantasy. Chociaż podobały mi się niektóre przedstawione tam aspekty kulturowe.


Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.