nadzieję, że ten komiks zginie w otchłani milczenia
No ale skoro już wykopano tego śmierdzącego trupa, pochylmy się nad jego korpusem i powiedzmy kilka słów.
Jak dla mnie fabuła zbyt przekombinowana. Te plany w planach... Igła co tkwi w jajku, które tkwi w kurze, która tkwi w zającu, i tak dalej. Gdy tworzy się tak rozbudowany wątek trudno go zmieścić na 24 planszach. Fabuła nadawała się do miniserii... albo raczej powinienem powiedzieć, że mogłaby się nadawać, gdyby była osadzona w innej tematyce i z innymi postaciami. Boba wydawał się w tym komiksie postacią drugoplanową, a to błąd w opowieściach tego typu. Poza tym postać Boby w one-shotach nie pasuje do rozbudowanych spisków - przypomnijmy sobie chociażby "Agent of Doom" czy też "Wreckage". Co tam mamy? Ano mało tekstu, prostą fabułę (acz zaskakującą), pewnego rodzaju moralne tudzież emocjonalne przesłanie... no i to co Łedż lubi najbardziej, czyli Fetta rozwalającego wszystkich i wszystko niczym Jack Bauer. Tego fani oczekują po opowieściach z Bobą. Tego, a nie... imperialnych przepychanek z nieznanymi postaciami na nieznanej planecie. Żeby tak chociaż umieścić tam inną postać z EU...
Zabrakło finezji, zabrakło kreski, zabrakło ikry. Słabo. Oby to tylko nie pogrzebało komiksów z Bobą na dłużej.
4/10