Forum

Luke Skywalker i cienie Mindora

W lutym 2008 ma wyjść starwarsowa książka pod znamienitym tytułem:

Luke Skywalker and the Shadows of Mindor.

Luke i cienie Minodoru? Brzmi dziwnie. Ale to nie największa niespodzianka - pisze ją nie kto inny jak sam Matthew Woodring Stover! Książka ma dziać się niedługo po bitwie o Endor, a zajmować się będzie imperialnym gościem o ciekawym imieniu Shadowspawn. Przyznaję się, że nie znam tego pana, ani szczegółów jego narodzin, ale wydaje się, że w dużej mierze rozwinięto go w ostatnich nowych przewodnikach - zwłaszcza tym po chronologii...czy ktoś wiedzący mógłby opisać jakoś tą postać?

Jejku. Stover! Stover. Podskakuję z radości.

o.O

Kiedy przeczytałem Twojego posta, pomyślałem że to kolejny bastionowy żart. Potem weszłem na Wookie i oficjalną i... o.O! Tytuł tymyślili jak z serii "Harry Potter i...", ale nie o tym chciałem. Shadowspawn? TEN? O ile pamiętam, to było o nim w starym przewodniku po chronologii; walczył w jakiejś (teraz już wiemy że Mindor) bitwie w 5 ABY, a Luke wtedy był generałem NR i zrezygnował po tej bitwie właśnie. A w nowym... poszukam na półce. Ale sama wiadomość - wyśmienita! Wybrali świetny czas, świetne wydarzenia, świetnego autora. No tylko tytuł taki nieświetny, ale...

:D

znalazłem - Strider się posika ze szczęścia - w decydującym ataku na siły Shadowspawna pomagał Republice... Fenn Shysa i jego Protektorzy

Poszukałem też na Wookie, które podaje że pierwszy raz wspomnieli o Shadowcaście w Dark Empire Sourcebook. To raz. Dwa - czy on jest wrażliwy na Moc? Bo z jego ilustracji[1] wynika, jakoby miał miecz (dosłownie ) świetlny. Na Wookie też się chwalą, że Pena chciał tego człowieka zescalić z Blackhole`em, ale mu nie wyszło - szkoda nawet. OK, to idę szukać go w DES.

[1][url]http://images.wikia.com/starwars/images/thumb/7/77/LordShadowSpawn.JPG/250px-LordShadowSpawn.JPG [/url]

Hmm...

Równie dobrze mogłoby być Harry Potter and the Shadows of Mindor.

O_o

To FENOMENALNA wiadomość! Tym bardziej, że sam przedstawiony fakt intryguje mnie od dawna i od dawna poszukiwałem wzmianek o tym legendarnym już pojedynku, a nic nie znalazłszy stwierdziłem, że to pewnie wzięło się z którychś Marveli... ale będzie książka, i to jeszcze książka Stovera...
Ja chcę, żeby już był luty 2008!

Ale się nakręciłem..

No, no

ciekaw jestem bardzo tej powiastki
Faktycznie, tytuł średniawy, ale treść jest ważniejsza

Tak...

Tak...
Tak...
TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

HURRRRRRRRRRRRRRRAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!! BÓG ISTNIEJE!!!!!!!!!!!!!!!!

Stover pisze o Shadowspawnie!!!!!!!

DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :*****************

Nooo...

to już dawno żadne ksiazkowe info mnie aż tak nie zachwyciło, zaciekawiło i wogóle na ziemię niepowaliło nawet spoilery mówiące o "Sacrifice" to przebija.
W każdym razie wspaniała wiadomość, że raz Stover będzie pisał dwa, że tę ksiazkę napsize Stover, trzy dlatego, że Stover macza w niej palce
A co do tematyki, to mimo iż znowu będziemy mieli glównych bohaterów jako znaną paczkę to mi to nie przeszkadza tym razem Z checią zobaczę jak Stover ich przedstawia w tamtym okresie.

A co do jakiś dodatkowych informacji Burzolku w najnowszym przewodniku po chronologii to są tam zaledwie trzy zdania plus grafika przedstawiająca jego pojedynek z Lukiem.

Fajnie

zapowiada się smakowicie, pozostaje tylko czekać i liczyć na szybkie wydanie tego w naszym pięknym kraju....

OMG...

wiadomość roku Nie jakieś tam Clone Wars 3D, nie jakiś tam serial, nawet nie Legacy z arcyciekawymi wydarzeniami i postaciami jest tym, na co czekam teraz najbardziej, a właśnie ta książka Stovera. Widać, że książki-uzupełnianki, począwszy od SQ poprzez OF, Allegiance, booka o Plagueisie po tę właśnie powieść są przyszłością SW - i dobrze!

Ciesze się niesamowicie STOVEEEEER!

...

a ja, na przekór wszystkim poprzednim postom, nie będę pisać peanów na temat Stovera. Z opinią poczekam do czasu, aż książka zostanie wydana, bo nie każda nowa powieść jakiegoś pisarza musi być od razu świetna. Znane są przypadki, że ludzie napalają sie na jakąś powieść, a potem okazuje się straszną kichą. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę tłumacza, bo nawet najlepsza książka może okazać się niewypałem i pośmiewiskiem dzięki tłumaczowi (przykład. Łoziński i jego tłumaczenie LOTR).

A więc cierpliwości, moi mili, i przystopujcie trochę z tymi zachwytami.

Co wcale nie znaczy, że też nie będę czekać na tę książkę Ale najważniejsze to zachować umiar

Re: ...

-aPoza tym trzeba wziąć pod uwagę tłumacza, bo nawet najlepsza książka może okazać się niewypałem i pośmiewiskiem dzięki tłumaczowi (przykład. Łoziński i jego tłumaczenie LOTR).
________
Dlatego, nie pierwszy raz już zresztą, zainwestuję w oryginał Możliwość przeczytania książki jeszcze przed polską premierą, uniknięcia ewentualnych błędów tłumaczeniowych, a przy tym podszkolenia się w języku są warte wydania kasy nawet na hardcover (a jak będzie paperback, to wyjdzie nawet taniej ). Same korzyści

To ma być....

... "hardcover", a więc... sporo dolarów. :] Więc nie same korzyści. Ja pewnie poczekam jeszcze z rok na "paperbacka".

Re: To ma być....

Lorienjo napisał(a):
... "hardcover", a więc... sporo dolarów. :]
________
podejrzewam, że jak zwykle około 17 USD

Cena "hardcovera"...

to od dłuższego czasu 25,95 USD (Betrayal, Darth Bane, Allegiance) oprócz "Outbond Flight", bo tu było 29,95 USD. Oczywiście na Amazonie jest taniej (trzydzieści kilka procent), ale dochodzą koszta wysyłki (8,98 USD przy jednej książce). Dla "Allegiance" to wychodziło... 26,11 USD razem.

Mówię

o Amazonie właśnie - czasem piszą dajmy na to 29 dolców, a potem nagle spada do 17 USD i tak zostaje

O Amazonie...

... ja też mówię. "Allegiance" w "preorderze" po rabacie to było 17,13 USD, dzisiaj to jest 14,27 USD, ale do tego trzeba doliczyć owo 8,98 USD za obsługę i transport, a efekt... Cóż, decyzja należy do...

hmm

ja doliczam 5 USD, czasem 4,5 nawet dogadaj się z kimś i zamawiaj razem, zbiorczo. 4 USD przy jednej wysyłce to niewiele, ale przy 3 to już jest dodatkowy komis

Wiesz drodzie...

obawiam się, że w tym wypadku nie wytrzymam i kupię Raz w życiu można

Ooo Matthew

No to rzeczywiście możemy dostać znowu coś odlotowego Cieszy fakt, iż to Stover napisze, ale również cieszy fakt, że autor ten utrzymywany jest w stajni starwarsowych autorów, bo może oznaczać kolejne tytuły spod jego pióra Swoją drogą to ciekawe, czy będzie Hardcover?

na Wookie

bodajże pisali, że będzie

łezka...

... się łzawo w oku kręci na przypominanie sobie pierwszej książki Stovera czytanej przeze mnie (Punkt Przełomu) i na myśl o "jutrze". Półtora roku już czytam Szlak Przeznaczenia i ten news jest nader oczyszczająco-odświeżający

Emocje opadły...

to teraz na spokojnie Oto co wiemy: Bitwa o Mindor rozegrała się w okresie 5-5,5 ABY, a konkretnie tuż po starciu Jereca z Katarnem na Ruusan i całej aferze z Doliną Jedi. Oto co wiemy z Nowej Biblii:

Skywalker, impressed, offered to train Katarn as a Jedi apprentice, but the other man declined. Soon afterward, the New Republic became bogged down in a brutal military campain in the Inner Rim. Skywalker led his troops onto the battlefield of Mindor, digging out entrenched pockets of Imperial resistance. Stormtroopers, under the command of Lord Shadowspawn, fought to the last man. Though Fenn Shysa and his new Mandalorian Protectors helped deliver the deciding blow against Shadowspawn, Skywalker grew dismayed at the bloodshed and unnecessary loss of life. Less than six months after receiving his general`s commision, Luke Skywalker resigned from the New Republic military.

To praktycznie wszystko, Wookiee dodaje troszkę więcej. Po pierwsze należy pogratulować - abstrahując już od tego, że książkę napisze najwspanialszy z autorów - że nastąpi wyjaśnienie jednego z niedopowiedzianych wątków zamiast tworzenia kompletnie nowego. Shadowspawn prócz Blackhole`a i innych to jedna z postaci sługusów Palpatine`a, orbitujących na krawędzi kanoniczności i niekanoniczności. To jak dla mnie jedna z najbardziej irytujących rzeczy - chciałbym, by kiedyś w końcu wyjaśniono i policzono dokładnie ilu tych sługusów było i czym się który zajmował. I zakończono ich losy, więc liczę na to, że Shadowspawn zginie Po drugie będzie Shysa, co też mnie cieszy - o ile bowiem cykl Legacy of the Force ładnie wyjaśnia pewne kwestie, to jednak między Jango Fett: Open Seasons a Legacy właśnie widnieje dziura w dziejach Mandalorian (mało wypełniana)), którą warto czymś załatać.

Ogólnie świetny pomysł, jestem pełen jak najlepszych przeczuć Oby tak dalej, jak najwięcej takich książek!

10 powodów...

...dla których chciałbym, żeby Shadowspawn i Blackhole okazali się jedną i tą samą osobą:
1) To może zgrabnie zakończyć wątek Proroków Ciemnej Strony, co więcej, mam nadzieję, że Stover ukróci wszelkie wydziwiania Abela G. Peny w tej materii.
2) Mamy ładną linię kontynuacji kwestii szturmowców Blackhole`a. Dziwny jest bowiem przeskok czasowy w ich służbie.
3) Blackhole był Ręką Imperatora, a to jest właśnie okres nazywany przeze mnie wojną Rąk, kiedy to każda Ręka sobie i każda przeciw sobie.
4) Blackhole i Shadowspawn wyglądają podobnie (co akurat było zamierzone, bo Pena, który jest chyba wielkim fanem Blackhole`a, wymyślił już sobie kiedyś, że ci dwaj to jeden).
5) Śmierć Shadowspawna ukróciłaby absurdalne teorie, jakoby Blackhole pomagał tworzyć Lorda Nyaxa. To dopiero nie miałoby sensu.
6) Nie mielibyśmy od zarzygania szturmowców w czarnych pancerzach, bo wszystko by się zgrabnie wyjaśniło.
7) Wyjaśnienie tego miecza a`la He-Man w rękach Blackhole`a też byłoby proste.
8) Każde inne wyjaśnienie roli Shadowspawna wydać mi się może naciągane.
9) Wreszcie byłby porządek z Tajnym Zakonem Imperium, bo można by było ładnie do nich nawiązać.
10) Ja tak chcę.

A taki sam fragment o Shadowspawnie znajduje się w starej chronologii. W tej chwili trwają poszukiwania Dark Empire Sourcebook.

Nie mam

nic przeciwko Jakby byli jednym mielibyśmy zamiast dwóch sługusów jednego, a to zawsze lepiej

1) Potwierdzam i przyklaskuję, wszystko ponad Abela, a zwłaszcza Stover.
2) To i tak niewiele pomoże, skoro są w "Karmazynowym Imperium II`, a potem znowu znikają...
3) Był, ale chciałbym więcej o nim usłyszeć. I niech mi Stover przy okazji napisze listę Rąk.
4) To może okazać się dużym burakiem, jeśli nie będą tym samym. I znowu wina Abela...
5) Lol, lol, lol
6) Pod warunkiem, że chłopcy w czarnych pancerzach to jedna i ta sama formacja.
7) Szerzej proszę, sam chcę się dowiedzieć, co to jest
8) A może i nie. Miej wiarę, może wcisną go tam, gdzie wpasuje się jeszcze lepiej i wszystkich pozytywnie zaskoczy...
9) Potwierdzam.
10) Ja w sumie też.

A fragmenty się różnią, bo w nowej chronologii dodano wątek Shysy.

Hmm...

2) Tak, ale w KI2 ich nie ma. Kanos zabija wszystkich w KI1. Problem polega na tym, że pierwsza wzmianka o nich to CSW:EA #1, chwilę po bitwie o Yavin, potem 11 lat milczenia i KI. Do niedawna uważałem, że szturmowcy Blackhole`a to jedno, a czarni szturmowcy z DE2 i KI to drugie (zresztą by pasowało, tych drugich szkoli Jax jeszcze na Byss, i potem oni pozostają mu wierni). Ale oficjalna podaje, że szturmowcy Blackhole`a i szturmowcy Jaxa to ta sama organizacja. Pojawia się pytanie: gdzie byli przez 11 lat? Gdyby Shadowspawn okazał się być Cronalem/Blackholem, sprawa byłaby jasna: chłopaki nigdy nie opuścili swojego szefa. A potem resztki grupy przejąłby Palpatine na Byss, kilku doszkolił Jax i jesteśmy w domu. Inaczej powstaje nieścisłość.
3) http://www.gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=205645 Ale o tym już wiesz...
6) No właśnie ciężko powiedzieć i tutaj wierzę w Stovera. Ale to temat-rzeka..
7) Sam w zasadzie nie wiem. Ale Blackhole w CSW:EA wyczynia różne salonowe sztuczki, więc taki mieczyk to w jego stylu...

A mnie się wydawało, że ten Shysa był tam wspomniany. Ale cóż, starość nie radość...

Racja

mój błąd, w KE2 mieli czerwone pancerze Czyli Kanos dokonał ich anihilacji i wszystko się pięknie zgadza i rzeczywiście opcja Blackhole = Shadowspawn jest na miejscu. I jeszcze ten kapelusz...

A ten miecz kojarzy mi się z kryształowymi mieczami starożytnych Sithów. Nie wiem jeszcze tylko, czy jeśli Shadowspawn będzie jednak osobną postacią, będzie wrażliwy na Moc. Chyba tak, co nie?

A czort...

...go wie. Osobiście mam tych Mocnych antagonistów w tym okresie po dziurki w nosie, więc ta wrażliwość nie jest mi do szczęścia potrzebna. Ale to się okaże, gdy dostaniemy w łapki powieść Stovera.

Re: 10 powodów...

Misiek napisał(a):

W tej chwili trwają poszukiwania Dark Empire Sourcebook.

________

Dark Empire Sourcebook znalezione, niestety jedyny fragment mówiący o nim niewiele wyjaśnia. Mówiąc szczerze nic. Ale zamieszczę poniżej go:

The Republic steadily forced the Empire back, claiming system after system, sector after sector. Some Imperial factions fought to the death, such as those under Lord Shadowspawn; others surrendered and were absorbed into the growing Republic.

Wyjaśnia...

...całkiem sporo. Wiemy już, że Shadowspawn zginie.

Teoretycznie

tak Miśku. W praktyce kwestie przeżywalności w SW są dosyć specyficzne, o czym dobrze wiesz. I o ile jego oddziały mogły walczyć do samego końca o tyle pojedyncze jednostki śmierci mogły uniknąć, w tym on.

Myślę...

...że nawet Sue Rostoni nie jest na tyle szalona, aby wciskać jeszcze w ten okres jakąś "sagęShadowspawna"...

A

ja nie byłbym na 100% pewien. Na 90% tak, ale... Wprawdzie Stover nie obawiał się zabić Gannera (i to w jakim stylu!), ale nie odważył się zabić Depy. Pytanie na ile mu zabronili nie wiedząc, czy Lucas zechce ją dać do E3, a na ile po prostu nie miał odwagi...

Luke...

Musi czekać na ten smakowity kąsek w Polsce.....

Re: Luke...

Maxs-Wan Kenobi napisał(a):
Musimy czekać na ten smakowity kąsek w Polsce.....
________

...

Oj może być ciekawie. Interesujący okres i do tego Stover, pozostaje nam czekać

TRZEBA BĘDZIE TO KUPIĆ!!

Bo autorem jest STOVER!! Już teraz moge ocenić 10/10.

No, no, no...

Zapowiada się niezwykle interesująco . Jak to dobrze, że Stover wraca do pisania SW...
Tak szczerze powiedziawszy, to nie znam żadnych faktów z tego okresu, w którym ma się dziać akcja tej powieści. Bardzo dobrze było by się coś dowiedzieć na ten temat . No i co najważniejsze główną postacią będzie Luke
Czekam z niecierpliwością

ehh

Gdy rano wszedłem na oficjalną i zobaczylem zajawkę Stover pisze ten zdawna oczekiwany do ujawnienia ostatni nieobsadzony hardcover z tego kontratku, od razu hormony skoczyły . Ale sam news rozwiał niestety moje nadzieje, a raczej wzbudził obawy. Nie dlatego, że Stover sobie nie poradzi, boje się, że właśnie PRZEDOBRZy . Przede wszystkim okres historyczny, średnio mnie interesuje, ja czuję przesyt tymi postaciami z klasycznej trylogii i pochodnymi. Legacy absolutnie mi wystarcza w tym względzie. Druga sprawa to Luke i jego kreacja w EU.. Tego właśnie boję się najbardziej, jesli Stover oleje rozbudowę jego psychiki, to powieść niewątpliwie straci. Bo każdy mógłby coś takiego napisać. Jeśli rozbuduje, to zdziecinniały w EU Luke pewnie będzie wyglądał jeszcze gorzej... To jest to, czego boję się najbardziej.
Reasumując.
Plusy są następujące:
+ Stover
+ Fakt, że miast odkrywać nowe konflikty zaczynają opisywać stare, acz nigdy nie opisane, może kiedyś doczekam się bitwy o Taanab. To mi się bardzo podoba, mam nadzieje, że to drugie podejście po Bane`ie, bedzie lepsze dla EU i jego spójności. AKurtat tu w Stovera wierzę.

Minusy:
- Okres historyczny
- Luke Skywalker w roli głównej (skopany skądinąd przez EU, z mistrza Jedi zamienia się w wieśniaka, wątpię by Stover taką przemianę nam opisał)

Ale licze przede wszystkim na pasjonujący pojedynek dwóch dowódców, nie jeden na jeden z mieczami, a w polu. Bez kontaktu wzrokowego, tylko analizujących swoje poczynania.

LS

-Druga sprawa to Luke i jego kreacja w EU.. Tego właśnie boję się najbardziej, jesli Stover oleje rozbudowę jego psychiki, to powieść niewątpliwie straci. Bo każdy mógłby coś takiego napisać. Jeśli rozbuduje, to zdziecinniały w EU Luke pewnie będzie wyglądał jeszcze gorzej... To jest to, czego boję się najbardziej.

Ha! A ja pomyślałem o czymś zupełnie innym - że Stovera "oddelegowano" do napisania tej książki właśnie po to, żeby to wszystko naprawić. I sądzę, że jako specjalista od niekonwencjonalnych zagrywek i psychologicznych zawiłości, nie będzie miał raczej większych problemów z tym zadaniem.
Have hope, my lord.

żeby naprawiać...

... trzeba najpierw uznać, że coś jest nie tak, a raczej wątpię w olbrzymią spostrzegawczość ekipy odpowiedzialnej za wydanie znakomitości, które Lord ma na myśli. nie o naprawianie chodzi.
Ja myślę, Lord na negatywach zbyt się koncentruje, mając na uwadze pewną konsekwentość, którą trzeba by zachować, a jednocześnie, na której nie-zachowanie wszyscy mają nadzieję. Ciężki to problem i wydaje mi się niemożliwe wypowiadanie się konkretniej na ten temat przed przeczytaniem, czyli jeszcze sporo czasu

Re: ehh

Lord Sidious napisał:
[cytat]może kiedyś doczekam się bitwy o Taanab.[/quote]
________
Ta już została opisana w jakichś materiałach do SW RPG. Mało zachwycająca i niewiele mająca wspólnego z mianem "bitwy" - pierwsze skrzypce gra Calrissian, który przy pomocy gigantycznej ilości sieci Connera (BTW, w "Outbound Flight" sprzęt ten pojawia się regularnie jako "sieć Connora" - zmiana nazwy, czy babol?) neutralizuje duuużą flotę piratów, i to AFAIR zupełnie niezależnie, w nastepstwie głupiego zakładu.

A luksusowy liniowec pasażerski Lady of Mindor pamiętacie?

A ja...

... przyłączyłbym się do ogólnego entuzjazmu. Z biegiem czasu mam coraz większy sentyment do tego okresu, cieszy mnie "pojedynczość" powieści, liczę na taki zapychacz na poziomie "Rozbitków z Nirauan" (o, nawet tytuły coś wspólnego mają ). Optymizmem napawa też postać autora. Za niewielki minus uznałbym kolejną pozycję z Lukiem w roli głównej...

Na razie

ciekawię sie to zapowiada. Przyszły autor tekstu i ogólna koncepcja wydają się plusami tego projektu. Miejmy nadzieję, jak to Sidious napisał, że pan Stover nie przedobrzy w swoich poczynaniach...

A czemu nie?

A niech wyciąga z Luke`a wszystko co się tylko da, niech stworzy z niego Rycerza Jedi jakiego widziałem w ROTJ! Byle by nie odstawił kaszany, całe EU z Luke`iem w roli głównej może dla mnie się nie liczyć, byleby w tej odsłonie nie okazał się łysym dresem z mieczem świetlnym!

jakoś

na dzień dzisiejszy średnio mi się spodobała ta książka, znowu pojawią się jacyś kolejni Dark Jedaje/Protektorzy czy jak ich tam zwać? Jesus, ile ich jeszce może być - choć z drugiej strony poczekam z wypowiedzią do ukazania się książki - w końcu Stover jak pisze to pisze bnaprawdę dobrze.

Nie ukrywam jednak że już dużo bardziej spodobała mi się oparta na jeszce bardziej mglistych newsach książka "Force Unleashed"

Tyle

że to nie są kolejni i właśnie to jest piękne - to jest coś, co już było od dawna, tyle że teraz to się wyjaśni

Re: Tyle

Wedge napisał(a):
że to nie są kolejni i właśnie to jest piękne - to jest coś, co już było od dawna, tyle że teraz to się wyjaśni
________

Niby już byli ale nawet po artykule na Wookie mało mi onie mówią i wydają się być dalej "kolejni"

Shadowspawn

był już w starym przewodniku po chronologii, w czasach gdy nikomu się jeszcze nawet E2 nie śniło Więc to już trochę czasu minęło...

...

Niby tak ale na razie zostawmy ten problem. Mnie strażnie zniechęca ten obrazek z Nowego Przewodnika - Miecz świetlny (?) wygląda co najmniej śmiesznie a sam gostek wygląda jakby urwał się z Harrego Pottera czy czegoś podobnego

To wszystko

przez ten kapelusz Ale to już zwal na Marvele, sam wiesz, co tam się potrafiło wyrabiać...

kapelusze...

...są niezwykle istotne pomyśl o Indym Jonesie bez kapelusza? albo o Vaderze, hm?

A ja to zlewam

te książki i tak się mieszają niesamowicie więc, co za różnica co tam jeszcze wymyślą... Czekam na seriale .

Cóż

Tytuł średniusi, ale cieszę się, że znowu będę miała okazję poczytać sobie coś Stovera.

Racja

ja sę bałem, że Stover już nic nie napisze.

No cóż

Tytuł całkiem interesujący, ale ja mimo to bardziej oczekuję na wieści z Legacy, szczególnie jeśli chodzi o Tenel Ka i Allanę.
Mam do Was pytanko. W jakiej jeszcze książce występuje sformułowanie o Bitwie o Mindor ?? Wookiepedia mówi, że teoretycznie w Ślubie Księżniczki Leii, ale ja właśnie tą książkę cztyałem, jeszcze raz ją wziąłem i nigdzie tam nie ma takiej nazwy. Byłbym wdzięczny za wyjaśnienie tej sprawy.

W

Ślubie księżniczki Lei jest nazwa Mindar.
W innych źródłach jest Mindor - wygląda na to, że Sue i Shelly pomimo ustaleń z Leelandem, po prostu się walnęły. I mając pisać o bitwie o Mindar, myślały, że piszą o Mindorze.
W Ślubie księżniczki Lei masz to na stronie 102 fragment:

Han przypomniał sobie chwile, kiedy podczas bitwy na Mindarze dzielili się nieświeżą racją polową, a dokoła nich leżały poszarpane ciała zabitych szturmowców.

To tyle jeśli chodzi o kwestie Mindaru/Mindoru w Ślubie Księżniczki Lei, teraz wszystko wskazuje na to, że dojdzie do zunifikowania tych nazw. Leeland tłumaczył, że możliwe, że Han miał koreliańską wymowę tego miejsca i tyle. W każym razie jest wtopa a ja mam polewkę z redaktorek na maksa

Dzięki

Rzeczywiście. Dziękuję. Czasami moje oczka nie dowidzą
A co do pań redaktorek, to rzeczywiście można dostać spazmów.

tak

sobie o tym poczytałem i cieszę się. Radość sprawia mi każda wiadomość o książce SW, która nie dotyczy bachorów Solo i w ogóle post-wektorowej twórczości.

Zatem czekam z niecierpliwością.

Mhm

O tym całym Shadowspawnie w zasadzie pierwszy raz słyszę... No ale Mandalorianie... Jeah!!!

Stover`owi

zawdzięczam utrwalenie miłości do SW-przedtem byłam bardzo kapryśną kochanką a teraz... Sama siebie nie poznaję.
Więc każda wiadomość o jego nowej książce jest prawdziwą rozkoszą
Szkoda tylko, że tyle trzeba czekać. Ale cóż, "... Miłość cierpliwa jest..."

72

na strinie 72 `starego` przewodnika po chro. jest takie cos:
"SKywalker powiódł soich żołnierzy do walki na Mindorze" ie ludzie SS walczyli do ostatkow....

ze

źródła na wookipedii wynika że premiera książki w USA została przeniesiona z lutego na październik 2008.

Aż w końcu

się okaże, że skasowali jak Plagueisa

Jeśli to zrobią

to rzucam Star Wars.

zapisane

trzymam Cię za słowo.

A teraz zobaczymy, co z Ciebie za kozak, czy zwykły student politologii
Eat this...
news.php?nr=8305

Poznaję news

sam go przecież napisałem

A słowa dotrzymam.

Na blogu Rostoni

napisała coś takiego w odpowiedzi na pytanie fana:

I notice that Shadows of Mindor is now set for an October 08 release (from Feb). Will there be a replacement Feb 08 novel?

Odpowiedź Sue: The Force Unleashed novel is sort of a replacement - it was the addition of this title that spurred the rescheduling.


a o Plagueisie:

Please forgive me, Sue, but I`m extremely disappointed by the Plagueis novel being cancelled. I actually really WANTED to know Palpatine`s and Plagueis` back story. Could you please elaborate on what led to this decision? How was it decided that it wasn`t a good time? Who said what when? Can you do that for me, please? I`d appreciate the insight.

Odpowiedź Sue: You`re forgiven. After many long and difficult group discussions, we decided that the mystery was worth keeping. We didn`t want to personalize Plagueis and Palpatine to the point where they because mundane - we figured the better option at this point was to leave their back stories mysterious. We have no plans at the moment to move forward with this.

Mówiąc

krótko - dupa.

:/

dopiero teraz tutaj trafiłem

Jak można przesunąć Stovera na rzecz The Force Unleashed? Odpowiedź: dla pieniędzy, dla promocji gry :/ Kicha... jeszcze rok do książki Stovera... jeśli w ogóle się jej doczekamy... chlip...

:D

Kazda ksiazka by wypadla z rozpiski na rzecz TFU, taki rynek i jego prawa. Brutalne niestety... Przychodzi nam czekac rok dluzej, ehh...

A ja

się na TFU bardzo, ale to bardzo napaliłem i choć żal mi Plagueisa to nie mogę się doczekać

:D

Tu jest wlasnie taki problem, ze dostaniemy jeden dobry produkt kosztem drugiego dobrego. Mi osobiscie to za bardzo nie przeszkadza, z uwagi na plan wydawniczy Amberu, ktorego nie znamy, a jedynie przewidywac mozemy. Najbardziej to chyba boli, tych co sciagaja ksiazki z USA.

...

kupowanie oryginalnych wydań to akurat nie problem, bo wychodzi taniej niż książki Ambera :/ Problem, że TFU może byc i dobre... ale to tylko TFU. A Stover to jednak Stover.

nie dokładnie tak

Owszem były tam pewne zawirowania, ale obecnie sprawa wygląda tak. TFU jest dodatkowym kontraktem i po prostu nie chciano wydawać dwóch hardcoverów w tym samym czasie, początkowo przeniesiono Luceno na rok 2009, ale zrezygnowano z tego. Ostatecznie powieść z roku 2009 (czyli de facto z marca 2008, kiedy wchodzi TFU) ukaże się w grudniu 2007.

CO?

Czy dobrze przeczytałem? Ma nie być Stovera w normalnym terminie?
To ile mam jeszcze czekać?

O w mordę

W książce ma wystąpić początek spoilera Kar Vastor, Nick Rostu, Lorz Geptun, a Shadwospawn to Cronal! koniec spoilera
Nienawidzę Wookieepedii za nie oznaczanie takich rzeczy spoilerami...

co??

jak to?? początek spoilera Nick Rostu ma występować w Cieniach Mindoru?? Przecież on zginął w Pogromie Jedi!!koniec spoilera

...

Otóż nie zginął. początek spoilera Był ciężko ranny, ale przeżył. Po wejściu na statek, Kaird (agent Czarnego Słońca) go opatrzył.koniec spoilera

No i...

...przez Was poznałem zrąb fabuły książki. Korzystanie z przycisku SPOILER naprawdę nie boli. Już poprawiłem, ale jak jeszcze raz będzie się Wam (szczególnie Sydiusowi) chciało wykrzyczeć na całe forum coś, co niekoniecznie chce być słyszane przez innych, radzę się zastanowić.

...

Wybacz, ale jakoś nie pomyślałem żeby zastosować spoilery. Następnym razem będę pamiętał.

Shadows of Mindor na allegro za 6 dych

Oto link

[url]http://allegro.pl/item577545337_star_wars_luke_skywalker_and_the_shadows_of_mindor.html
[/url]

Ja już kupiłem - czas na was

No szlag...

a ja ostatnio dałem 88... :|

:D

Niezawodny Dolin, ostatnia nadzieja hardcoverow.

Cóż, skoro tłumaczenie to nie żart

to poczekam, miałem zamówić w miękkiej okładce, ale chyba szybciej wyjdzie po polsku
Tylko oby była dobra odmiana: Mindoru a nie Mindora.

A na marginesie, przeciwnicy Mandalorian nie będą chyba zbyt zachwyceni

...

A czy kogos Oni (przeciwnicy..) obchodza ? ; D

Dlaczego?

Dlaczego przeciwnicy mandalorian będą niezadowoleni? Bo ja częściowo za takowego się uważam, a książka (wizualnie) wygląda apetycznie.

[error]

We`ll kill u
Mandalorianie mamy kolejne zadanie, kto idzie ze mną???

dlatego

że niektórzy uważają, że pisanie o Mandalorianach (co prawda u Traviss - polecam ten temat http://gwiezdne-wojny.pl/b.php?nr=370659, ale tu też występują) się może przejeść.

qwerty

Piszemy petycję w sprawie zmiany z "Mindora" na "Mindoru"?

Poczekajmy

Może sami się domyślą nie ;]

---

Jest "papierosa", to może być i "Mindora". Czego chcecie.

!!

Czyli "Luke Skywalker i Cienie Mindoru" naprawdę już w październiku w Polsce? ŚWIETNIE!

W takim razie czekam z niecierpliwością. Jeśli choć w dwóch trzecich będzie tak dobra, jak "Punkt przełomu", to warto będzie na to wydać te 45zł.

Książka

zapowiada się dobrze. Fajnie, że zamiast wymyślać nowy konflikt wykorzystali bitwę o której wspomniano już 15 lat temu w "Ślubie księżniczki Lei".

parę słów o ksiażce

Matthew Woodring Stover jest niewątpliwie autorem jak na świat Gwiezdnych Wojen wybitnym. Dotychczas każda jego książka była swoistym przełomem, wprowadzając na szeroką skalę elementy wcześniej niewykorzystywane. Mało jest autorów piszących książki ze świata Gwiezdnych Wojen, którzy odważyliby się tak bardzo w swoich powieściach skupiać na psychologii postaci i je analizować. Jeszcze mniej jest autorów, którym to wychodziłoby dobrze, a ich pozycje czytałoby się z zapartym tchem. Stover jest tym wyjątkiem, który potrafił połączyć analizę psychologiczną postaci z wartką akcją tak, że po każdą jego kolejną książkę sięgałem z niecierpliwością. Tak i było, z książka Luke Skywalker and Shadows of Mindor wobec której moje oczekiwania rosły wraz z każdym miesiącem mijającym od zapowiedzi do premiery.

Tym razem autor podjął się trochę trudniejszego zadania niż w przypadku poprzednich książek, za głównego bohatera obrał bowiem chyba najbardziej znaną osobę w świecie Gwiezdnych Wojen, której osobowość została już ukształtowana zarówno w filmach jak i wielu pozycjach z Expanded Universe. Jest to swoiste ograniczenie, bowiem nie mógł bohatera dowolnie kształtować w książce, tak jak to miało miejsce w „Zdrajcy”, czy „Punkcie Przełomu” („Zemstę Sithów” celowo pomijam, jako, że była to adaptacja. Pomimo wybrania okresu, który zdawałoby się jest już dosyć mocno zapełniony Stoverowi udało się stworzyć zamkniętą historię wewnątrz której mógł opisać chociaż część przemian jakie zachodziły w Skywalkerze i tym samym skupić się fragmentami na tym na czym potrafi najlepiej – psychice bohatera. Problem w tym, że mam wrażenie iż coś tym razem nie do końca wyszło. Próby pokazywania przemyśleń czy to Luka, czy Shadowspawna czasem potrafią wciągać jak dawniej, a czasem stają się monotonne i schematyczne na tyle, że chciałoby się przerzucić kilka kartek dalej.

W treści książki znajdziemy bardzo dużo nawiązań do innych pozycji. Przede wszystkim jednak autor nawiązywał do swoich własnych powieści. Prawdę mówiąc trochę się boję tej tendencji. Mam w pamięci bowiem dwójkę autorów – Karen Traviss i Timothyego Zahna – którzy wraz z każdą kolejną napisaną książką po raz wtóry eksploatują do znudzenia stworzonych przez siebie bohaterów. W ten sposób zamiast dodawać do świata kolejne ciekawe postacie, zaczynamy zamykać się w znanym gronie. Owszem miło było zobaczyć u Stovera pewne nawiązania, jednak wolałbym aby ich było mniej, a w ich miejsce wstawione zostały nowe elementy.

To co mnie na pewno zaskoczyło w tej książce to humor, humor przedstawiony w sposób dotąd u Stovera niespotykany. Niestety jest to kolejny element książki wobec którego mam mieszane odczucia. To co najlepsze jest w humorze w tej książce, to te fragmenty, które naturalnie wynikają z nawiązań do innych pozycji czy wydarzeń – często takich, które się zdarzą dopiero za wiele lat. Kolejną ciekawą rzeczą jest przedstawiona wizja tego jak zwykli obywatele odbierają znanych nam bohaterów za pomocą filmów i jak są oni w nich przedstawiani. Z drugiej strony mamy momentami elementy humorystyczne, które zdają się być mocno naciągane. Próba kreowania humorystycznych wstawek poprzez tworzenie długich, opisowych nazw zawierających często ironiczne elementy zdawała mi się robiona na siłę.

Po samym sposobie napisania książki niewątpliwie widać, że jest to dzieło Stovera. Kiedy akcja książki się już rozkręci, to czyta się ją szybko i przyjemnie tak jak wszystkie jego poprzednie pozycje. Problem jest jednak w tym, ze jak dla mnie tym razem potrzebujemy zbyt dużo czasu aby wczuć się w klimat książki i poczuć przyjemność z czytania. Dla mnie pierwsze 60 stron było drogą przez mękę, która dopiero później zmieniła się w przyjemny odbiór książki.

Możliwe, że legenda autora i moje zbyt duże oczekiwania sprawiły, że nie byłem w stanie do tej książki odpowiednio podejść ale według mnie jest to najsłabsza pozycja w dorobku Stovera w świecie Gwiezdnych Wojen. Mam nadzieję, że kolejna o ile powstanie pozwoli mi poczuć klimat jaki czułem w jego poprzednich książkach. Ocena 7/10

Luke Skywalker i Cienie Mindora

Na stronie wydawnictwa Amber pojawiła się już zapowiedź kolejnej książki spod znaku Star Wars

......

Luke Skywalker i Cienie Mindora pojawi się w sprzedaży 3 grudnia i będzie kosztować 34,80 zł. Okładka i zapowiedź pod tym adresem:
[url]http://www.wydawnictwoamber.pl/ksiazka,008235,matthew-stover,luke-skywalker-i-cienie-mindora.html[url*]

PS Kieruję prośbę do moderacji o połączenie obu postów. Z góry dzięki.

Okładka wygląda ładnie

W dodatku kolor loga jest czerwony, więc gdy będzie stać na półce będzie od razu widać, że to pojedyncza historia (w tamtych okolicach jedyne książki z logiem SW, nie mają loga w czerwonym kolorze).

Książkę kupię na pewno

Temat już jest

w którym pewnie

napiszą tylko dwie, trzy osoby. Lepiej zrobić jak z komiksami -osobno polskie wydania. Wtedy więcej osób podzieliłoby się swoimi wrażeniami.

Zobaczcie ile osób skomentowało na forum zapowiedź pogromu Jedi, a ile skomentowało ścieżki Mocy -Różnica jest dość spora.

- Hej, Mistrz Seller!!

- Co??
- 8======o -> :O

...

No i, napisza 2-3 osoby, ktore napisza konkretne wypowiedzi, zamiast masy bezsensownych nic niewnoszacych wypowiedzi, jak to jest z komiksami, i jak to bedzie tu.

Re: w którym pewnie

Nie, lepiej i wygodniej jest mieć jeden temat dotyczący jednej książki, w którym każdy czytelnik będzie mógł wysłać swoją recenzję książki.

Więcej tematów będzie powodować skonfundowanie, chaos i zamieszanie.

No dobra

to chociaż zmieniajcie tytuły tematu na polskie tłumaczenie tytułu, żeby było łatwiej je znaleźć. Gdy tytuł tematu jest po polsku, więcej osób w nim pisze.

---

Ale w przypadku polskich wydań, to w 97% przypadków albo nie ma tematów o oryginalnych wydaniach, albo są, ale dotyczą komiksów wydanych w SWK, to trochę bałagan by był jakby rozbijać to na kilka części..

....

Szczerze mówiąc, po tej książce spodziewam się wiele, więc na pewno kupie. Okładka bardzo "na temat" . Cena jak na taką ilość stron jest o.k

...

Cóż... w tym momencie za dużo forsy nie mam ale zacznę oszczędzać 8)
I kupię. Bo tą książkę napisał Stover.
STOOOOOOOOOOOOOOOOOVEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEER!!!!!!!!!!!! <3333
I w dodatku mają się pojawić bohaterowie z Punktu Przełomu ;***
Sorry, odbija mi. Wiem, że ta książka jest podobno gorsza od Jego(tak, z dużej litery!) poprzednich, ale nie szkodzi. Pod konic listopada mam urodzinki i będzie git

Cienie Mindora

Jeżeli w natłoku grudniowych wydatków świąteczno-prezentowych zostanie trochę wolnego grosza w portfelu to pewnie zakupię (albo dołączę do listy prezentów). Cronal vel Shadowspawn nie jest może jednym z moich ulubionych szwarccharakterów (aczkolwiek postać to ciekawa, mimo pokręconego bio, chociaż ostatnio chyba już wyprostowanego), ale fabuła brzmi istotnie intrygująco (ukazuje tak osobiście ważny dla Skywalkera etap wojny jakim jest bitwa o Mindor, jestem też ciekaw motywu Pionków [tak chyba będzie to przetłumaczone?] no i są shadow stormtroopers). Cieszę się też, że Amber zachowało swój tradycyjny krój liter tytułowych; przez chwilę myślałem, że wydawca wykorzysta łukowaty tytuł z oryginału (coby jakąś nowość wprowadzić, czy cuś), ale jednak tego nie uczynił i słusznie. Co prawda ciekawość fabuły miesza się u mnie z nieco przytłumionym entuzjazmem, na co wpłynęła lektura recenzji Lorda Sidiousa, ale nadal mam dużą chęć sięgnięcia po rzeczoną powieść.

---

Wolałem, jak ten tytuł był zapisany takim łukiem jak w oryginale, tak fajnie to wyglądało. Ale nie jest źle. Myślałem, że będzie się to gorzej prezentować.

320 stron... ech, lipnie się to będzie prezentować na półce. Albo w ogóle nie będzie się prezentować, bo książki z mniej więcej tego okresu już mi zasłania drugi rząd książek.

A ogólnie to czekam z niecierpliwością.

Przypominam

że powiastka wychodzi już w ten czwartek

Pamiętam :]

Liczę dni...do zrobienia szturmu na księgarnie

...

Do tego trzeba doliczyć 3-4 dni poślizgu jaki jest w większości księgarń w Polsce jeśli chodzi o nowe książki SW

Hah

Też na to czekam. Choć głównie ze względu na pisarza niż na wydarzenia w tym przedstawione, ale znając twórczość Stovera, historia będzie wciągająca

min-door

Zapowiada się cud-książka. Pewnie kupię, ale założe się że Amber znowu coś - kurde - spitoli

Tak jak...

...w "Zdradzie" "powiedziała Jacen"

...

Może da z tyłu opis ze Ścieżek Mocy?
A w Death Troopersach z Luke`a xD
W ramach takiego serialu, żeby ludzie musieli kupować wszystkie ich książki

Przypominam tylko że to już jutro :D

Fajnie że Empik koło szkoły i wykłady z historii, łyknę trochę na nich ;p Pamiętajcie by wziąźć rano ze sobą forsę wychodząc do pracy/szkoły so heeeepi, sweeeeet

WTF ???

Byłem w Empiku w Łowiczu, bo studiuje tam, Stovera nie było, o 11tej mieli dostawę, ale też nie przyszedł. Wróciłem przed 12 do Skierniewic i dalej lipa tu też, w księgarniach u nas też nie ma.
Nigdy takiego problemu nie było, książki ze Star Wars były na czas, w dniu wyjścia rano. Macie problem z dostaniem Mindora ???

...

Ja jutro zamawiam w Akrybii w Jastrzębiu.
Empik się dopiero buduje razem z galerią
Jakbym miała problemy (czego się nie spodziewam)to zdam relacje

heh

czekam na tą książkę jak głupia i nawiedziłam dziś lubelskie empiki, a tu kiszka
Nawet przez empik.com nie da się sprowadzić.

Trzeba czekać. ^^

Na szczęście są wydane inne ksiązki Stovera ( np "Ostrze Tyshalle`a" ), tak więc jest się czym cieszyć tymczasem

good fuck

Ja to odwiedze u siebie galerie w weekend lub za tydzien bo i tak szybciej ksiazki raczej nie dostane, akurat koncze Noce Coruscant 3 wiec bedzie w sam raz lekturka w przerwach miedzy pisaniem pracy dyplomowej

0.o

To już? No to wpadnę do dobrej księgarni, jutro po szkole. Zawsze tam mają wszelakie premiery, choć dwa dni po wydaniu może jeszcze nie być. Zobaczymy

A

ja zamówiłem na allegro podobno dzisiaj została już wysłana

ja...

Też zamawiałam na allegro i teraz zostaje mi tylko hm... Cierpliwie czekać.

...

Ja będę czekać tylko do środy ewentualnie do piątku.

a ja już mam :P

Jak kogoś z Sosnowca/okolic interesuje to jest w księgarni na Modrzejowskiej. Póki co nie mam czasu czytać ale tylko bede miał chwilke to napewno się wezme za czytanie

wszystko

z okładką i stronami w porządku?

cóż..

Wydaje się, że tak. Znaczy strony są po kolei, a okładka jest od tej książki .
Niestety jest też zła wiadomość – co prawda zwiększyli ilość stron, ale też podwyższyli cenę do 39,80.

...

Co do ilości stron: to się zwiększa tylko z powodu historii Galaktyki, czy coś jeszcze zmienili?

Z

okładką i stronami wszystko ok A przynajmniej nic niepojącego nie zauważyłem. Jedynie w spisie książek SW zabrakło książki... Luke Skywalker i cienie Mindoru! Za to plusem jest kilkustronnicowe streszczenie historii Galaktyki SW na początku książki. Widać Amber chce zadbać o nowych czytelników. Gorzej trochę ze stylistyką owego streszczenia ale nie będę narzekał.

Owe

streszczenie w tym momencie jest bardziej wnerwiające niż interesujące. Amber wpycha je teraz do każdej książki, mimo iż pasowało tylko do "Furii". Nie wspominając, że jest ono trochę słabo napisane

Nie no

ja uważam, że pasuje bardziej do cieni Midoru W końcu streszczenie to ma na celu zdobyć nowych czytelników SW, a książka Stovera jest znacznie bliższa komuś kto dopiero zaczyna przygodę z gwiezdnowojennymi powieściami, niż odległa o kilkadziesiąt lat od OT Furia (zresztą nie wiedziałem, że i w innych książkach pojawiło sie to streszczenie). Jednak zdecydowanie się zgodzę co do jakości. Styl pozostawia naprawdę wiele do życzenia...

...

Ja już mam! Jak przeczytam dam znać.

Całkiem

dobre. Historia Cronala, Mandalorianie i Fenn Shysa (jest nawet jedno zdanie po mandaloriańsku ), wracają Kar Vastor i Nick Rostu. Niektóre dialogi nawet zabawne, topniaki mi nie przeszkadzały (bo dlaczego by nie mogło być takiego czegoś w SW? Mało to jest dziwnych rzeczy tam? ). Dobrze pokazane sceny walki, chociaż nieco za dużo Łotrów Postacie Wielkiej Trójki takie jak zwykle, Lando i Chewie też się udali. Ogólnie dobrze się to czyta, Stover dał radę.
W polskim wydaniu jest parę literówek, ale nie aż takich, żeby bardzo przeszkadzały. Jedynie dość dziwnie się czyta "bitwa o Hotha" O historii galaktyki nie wspominam, bo podejrzewam, że to już będzie w każdej książce xD

Re: Całkiem

Urthona napisał(a):
Jedynie dość dziwnie się czyta "bitwa o Hotha"
________

"bitwa o Yavina" też jakoś dziwnie brzmi... choć nie wiem jaka forma jest poprawna. Ogólnie to na razie sporo humoru, ale jeszcze sporo mi zostało więc na razie nie oceniam.

poprawnie

jest raczej bitwa o Hoth i Yavin.

...

A tak w ogóle to Luke w książce ma niebieski miecz.

...

W sumie to chyba jednorazowy błąd był (str. 122).

wreszcie

dotarła do empiku moja książka i ją odebrałem. Teraz muszę poczekać na wolne, aby przeczytać.

Re: wreszcie

Obi-Mace Kenobi napisał(a):
dotarła do empiku moja książka i ją odebrałem. Teraz muszę poczekać na wolne, aby przeczytać.
________
KOGO to obchodzi, no pytam, KOGO ?

Ja też kupiłem pare dni temu a czekam na świąteczną przerwę i mam to opisywać i zasmiecać Forum jak Ty ? Przeszkadzasz tym którzy piszą/ czytają by poznać opinie , pisząc te bzdury.

,,,

coś taki nerwowy? Może faktycznie ten post nie wnosił wiele do dyskusji, ale twoja odpowiedz na niego idąc tym tokiem rozumowania również zaśmieciła wątek. Zresztą bez przesady z naskakiwaniem na innych za jeden wg Ciebie nieistotny post.

Zresztą jakoś innych wpisy o niemal identycznej treści w tym dziale Ci nie przeszkadzają, zobacz kilka postów do góry.

Re: ,,,

Obi-Mace Kenobi napisał(a):

Zresztą jakoś innych wpisy o niemal identycznej treści w tym dziale Ci nie przeszkadzają, zobacz kilka postów do góry.

________

Bo czara się przelała. Padło na Ciebie.
Słuchaj po cholerę to napisałeś , to nie jest temat "mam książkę i czekam na wolne - pożalmy się nawzajem". I sam dobrze o tym wiesz, pisząc "Może faktycznie ten post nie wnosił wiele do dyskusji". W zasadzie nic nie wniósł.

Sądzę jednak że moje pociągnięcie tego ma sens, może parę takich osób jak Ty po przeczytaniu tego przestanie się żalić na forum.
Sam już nie jestem tak aktywnym członkiem Bastionu jak kiedyś, ale zaglądam niemal codziennie, aby poznać opinię fanów o tym, na czym mi zależy. Chciałem się dowiedzieć co ludzie z hmmm ... może nie jedynego, ale jednego z niewielu forów które czytam i uznaję za porządne sądzą o danej książce, a widzę 4556631 postów w stylu "łojej a jo już mom tem ino ksiunżkem 11!!!1 Jeno krowiaka wydojem i czytom" to zaczynam gryźć klawiaturę.

niby

masz rację... Ale trochę siana mógłbyś sobie dać To znaczy - nieco mniej agresji. Co innego, gdyby wyskoczył z np. "czy ktlos mugłby mi pszesląc link do force unliszed na pc?". Wtedy każdy ma święte prawo bezlitośnie zatłuc. A tak? Mogłeś go upomnieć zwyczajnie z zaznaczeniem, by inni też się zastosowali.

///

Przesadziłeś z nerwowością mogłeś grzecznie poprosić, by osoby, które zakupiły książkę i czekają z jej przeczytaniem, nie udzielały się częściej, a nie takie wyskakiwanie Na nerwy dobra jest melisa) Tym bardziej, że każdy ma prawo napisać co mu leży na sercu/klawiaturze czy czymś tam innym.
Mam nadzieję, że już sobie wszystko wyjaśniliśmy.

Tak!

W końcu po takim długim okresie oczekiwania kolejny tom Stovera zamknął się w moich rękach.

Książka nie zawiodła, ale fakt - trochę jej brakowało do poprzedniczek. Była chyba zbyt płytka, a te sztandarowe analizy postaci nie oddziaływały na czytelnika jak w poprzednich częściach.
Zauważyłem że cały czas porównuje te książkę, przede wszystkim, do Punktu przełomu. W sumie nic dziwnego, szczególnie, że okazała się w pewnym sensie, jej kontynuacją.

Musze przyznać jednak, że zawiodłem się na wprowadzeniu postaci Kara. Ten potwór znany mi z wojen klonów, tutaj okazuje się słabą epizodyczną postacią. Nawet nie było spektakularnego pojedynku z jego udziałem, co od razu budowało się w mojej głowie gdy tylko przeczytałem jego imię.

Wciągnięcie tylu postaci z Punktu Przełomu uważam jednak za nie najlepsze rozwiązanie... Po prostu jakoś mi się to nie podoba. Choć z drugiej strony miło było przeczytać ich dalsze losy i wiedzieć, że przeżyli wojny klonów i czasy imperium, a może kiedyś się dowiemy co się z nimi wtedy działo?

Spodobał mi się natomiast motyw tego iż przedstawiono bohaterów sagi w taki sposób jak ich postrzega galaktyczna społeczność. Nie widziałem tego w żadnym innym dziele.

Książkę oceniam bardzo pozytywnie - nie zawiodłem się, choć mogło być lepiej.

Czekam na kolejne dzieła Stovera - on jest najlepszy

Re: Tak!

Helian napisał(a):
Spodobał mi się natomiast motyw tego iż przedstawiono bohaterów sagi w taki sposób jak ich postrzega galaktyczna społeczność. Nie widziałem tego w żadnym innym dziele.



________

Masz w "Zemście Sithów" Stovera , na samym początku dość podobny zabieg. Jeśli chodzi Ci o bohateró SAGI. Jeśli zaś o Świętą Trylogię to w komiksie "Związek" liźnięto odrobinę tę kwestię.

No i...

... jestem po lekturze Harr... znaczy Luke`a Skywalkera i cieni Mindora. Książka wielkiego Stovera była pozycją spod znaku SW na którą oczekiwałem chyba najbardziej. Czy pachnący świeżą farbą tomik spełnił owe oczekiwania? I tak, i nie, ale o tym za chwilę.
Przede wszystkim Stover po raz kolejny udowodnił, że literacko jest chyba najlepszym pisarzem ze starwarsowej stajni. Już dawno żadnej pozycji oznaczonej tym logo nie czytało mi się równie lekko i przyjemnie. Książka zachwyciła mnie przede wszystkim wspaniałym humorem, zarówno sytuacyjnym (kaskadowe ruszanie na pomoc Skywalkerowi ), jak i słownym. Wiele, oj wiele cytatów z tej książki pojawi się we fragmentowcu. Niejednokrotnie autor puszcza do zaznajomionego z uniwersum fana oko, jak choćby wtedy, gdy Luke stwierdza, że nie lubi rudych kobiet, czy gdy Han nazywa planetę Mindarem (nawiązanie do błędnej nazwy planety w "Ślubie"). Całkiem zgrabnie wychodzą też Stoverowi opisy przemyśleń i przeżyć wewnętrznych (świetne partie Blackhole`a, nieco gorsze niestety Luke`a). Daje się wyczuć stary, dobry, awanturniczo-przygodowy klimat klasycznej trylogii, co w połączeniu z całkiem mocnymi, mrocznymi scenami Pionkowania w kazamatach Shadowspawna daje świetny efekt.
W tej beczce miodu musiała jednak wylądować solidna porcja dziegciu. Pierwszym IMHO niedociągnięciem jest absurdalność niektórych sytuacji. Jestem w stanie przełknąć Topniaków, bo powiedzmy sobie szczerze, nie takie rzeczy w tym uniwersum przechodziły. Ale sytuacja, w której na tle rozpadającej się planety flota Interdictorów i odłupany od tej planety latający wulkan zaczynają się przerzucać miniaturowymi czarnymi dziurami przekracza lekko moje poczucie... dobrego smaku? Drugą irytującą manierą Stovera jest to, co niesamowicie wnerwia u Zahna czy Traviss. Chodzi mianowicie o wykorzystywanie na siłę bohaterów starszych powieści. Rozumiem, że fajnie jest znowu spotkać Nicka Rostu. Rozumiem, że niektóre z pozostałych postaci są z nim jakoś tam logicznie powiązane. Ale na cholerę wrzucać tu jeszcze Vastora? Matthew Woodringu Stoverze, nie idź tą drogą!
Podsumowując, "cienie Mindora" okazały się... no może nie rozczarowaniem, ale nie do końca tym, czego oczekiwałem i na co liczyłem. Wciąż jednak czekam z niecierpliwością na kolejne dzieło spod pióra Stovera.

Jeszcze co do polskiej edycji - pomijając literówki i drobne niezręczności językowe dochodzi parę zabawniejszych błędów. Do wspominanego wyżej zmiennobarwnego miecza świetlnego można dołączyć statek raz znany jako "Chwileczka", drugi raz zaś jako "Zaczekaj minutę" .

przeczytałem.

ZAWIERA SPOILERY delikatne ale zawsze ^^
i, no cóż... spodziewałem się czegoś bardziej w stylu Shatterpointa. Błyskotliwe zagrania taktyczne ze strony Luke`a, jego siłę i wogóle. Dostałem jednak "Zdrajcę" tyle że z dużo mniej epickim zakończeniem. Bo w "Zdrajcy" mamy przepiękne przemyślenia Gannera i Walkę w Studni, a w "Cieniach..." zakończenie jest takie... nijakie. Bitwa została opisana ładnie, to trzeba przyznać. Dużo zwrotów akcji, te wszystkie generatory i wogóle, tysiące myśliwców itp. itd. Pojawienie się Landa i Mandalorian to też bardzo ciekawy smaczek, tak samo jak Nick i Kar Vastor, chociaż moim zdaniem po tym ostatnim pozostał duży niedosyt. Dziwi mnie także fakt, że przez całą książkę, przez te wszystkie dialogi Luke`a z Nickiem i Karem, a na końcu także z Geptunem, ani razu nie padło imię Mace`a Windu. No bo okej, Luke i tak by go nie kojarzył, ale miło by było usłyszeć jakieś nawiązanie. W każdym razie, wracając do fabuły...
Nie trawię, po prostu nie trawię, tych wszystkich pizdowatych przemyśleń Luke`a. Bo okej, ma wątpliwości biedaczek, boi się Ciemności przez duże C i broni się Światłością przez duże Ś. No ale to w końcu bohater Sojuszu, osoba która zniszczyła Gwiazdę Śmierci i walczyła z Vaderem. Wszyscy wiemy, że potem przerzucił się na filozofowanie, ale akurat w książce która dzieje się prawie od razu po RotJ spodziewałem się zobaczyć go w bardziej epickiej postawie. Szczególnie to wyznanie na początku, że domaga się wyroku sądowego za zabicie 50 tysięcy osób i płakanie po zabiciu Pionków. No ratunku, nie spodziewałem się że ten chłoptaś miał jakieś złudzenia, że uda mu się przeprowadzić bitwę bez ofiar. Człowiek który wywalił w powietrze stację kosmiczną wielkości księżyca płacze bo zabił zmanipulowane przez Złego niewinne duszyczki. Srsly, wtf? No ale okej, filozof to filozof.
Akcja ratunkowa Hana, Czubaki i Lei przeprowadzona w ich stylu, zdecydowanie. Chociaż akurat po Stoverze spodziewałem się czegoś bardziej błyskotliwego, no ale i tak w ogólnym rozrachunku nie wyszło tak źle. ^^
Co jeszcze... aha! Artoo został niewątpliwie gwiazdą tej książki. Bardzo przypadły mi do gustu jego "przemyślenia" i niektóre akcje, szczególnie imitacja okrzyku wojennego Wookiech <3
Na końcu Shadowspawn. Ciężko mi się obiektywnie wypowiedzieć na jego temat, bo z natury kibicuję Światłości ale trzeba docenić jego zmysł taktyczny i rozplanowanie. Jego po*ierdoloną ideologię przemilczę.
Podsumowując- Książka ładna, czytało się szybko i przyjemnie. Przemyślenia filozoficzne w stylu "Zdrajcy", i chociaż zakończenie nie wyszło mu tak ładnie, to i tak, jak na książki SW "Cienie Mindora" zajmują u mnie dość wysokie miejsce. Niżej niż inne pozycje Stovera ale zawsze ^^

PS. Czytał ktoś to streszczenie, w wykonaniu Pana Syrzyckiego, na początku? Bo gdy ja to przeczytałem przez chwilę bałem się czytać tę książkę dalej, srsly. Mam wrażenie, że Pan Andrzej wie o SW tyle co ja o frazeologii. Wiem co to jest, ale pisanie na ten temat zostawiam fachowcom <3

W każdym razie, "Luke Skywalker i Cienie Pindola Mindora" mają atest Kapitana Mątwy. Pozdrawiam i polecam się na przyszłość.
pozdro600.

Toć i skończyłem

na fali fascynacji trzecim Bane`em postanowiłem poczytać sobie trochę SW; najciekawiej zapowiadał się Mindor, toteż wybór był oczywisty.

Książka jest... dziwna. Strasznie nie-stoverowska. Można ją ocenić na dwa sposoby:

- fabuła, pomysł - genialne! początek spoilera Stover wziął i wygrzebał z odmętów EU rzeczy, o jakich mało komu się już śniło: bitwa o Mindor, czy Cronal/Blackhole. Do tego Shysa, Geptun, Rostu czy Kar Vastor - mióóód! Świetny pomysł. koniec spoilera

- reszta, czyli wykonanie. Maniera "dziennikarska" nie podeszła mi, jedna rzecz to pokazywanie jak bohaterów postrzega galaktyka (to było super), druga to pisanie całej powieści w stylu taniego holofilmu. Taki motyw byłby dobry jako eksperyment do jakiegoś opowiadania, ale nie do pełnej powieści, dodatkowo z TAKIMI postaciami.

Ta książka mogła być świetna, niestety Stover sam ją pogrzebał. I wyszła powieść z momentami, ale generalnie średnia. Pominąwszy już denerwująca manierę, ostro przesadził z opisami bitew kosmicznych: często w 1/3 się nudziłem i tylko kartkowałem, jakieś bla bla czarne dziury, manewry, sraty taty, dzięki to nie dla mnie. Strasznie chaotycznie prowadzona narracja.

Książka dostaje ode mnie 4/10. Jest to jedna z gorszych powieści SW jakie czytałem; eksperyment się nie udał. Potencjał był OGROMNY, wykonanie bliskie do tragicznego. Książkę ratują nawiązania, postacie, mnóstwo smaczków dla fanów EU.

Hmm...

Dość intrygująca to książka – mam wrażenie (choć jestem tego tak samo pewny, jak i niepewny...), że tak na serio to napisane są tu tylko prolog, wprowadzenie i epilog, a połowa książki to właśnie zobrazowanie genialnego, najlepszego w całej książce wątku holodreszczowców opowiadającego, jak Galaktyka postrzega swoich bohaterów. Całkiem możliwe, że to tylko moja spora nadinterpretacja, bo raczej w literaturze SW nie ma miejsca na tak poważne eksperymenty, choć i tak liczę to odczucie za plus. Z drugiej strony - jeśli nie był to zabieg celowy, to w sumie jestem lekko zawiedziony zakończeniem tytułowego wątku (ale sam epilog – klasa).

Co się najbardziej rzuca w oczy, to masa pomysłów, niesamowita, chyba najlepsza w znanej mi literaturze SW kreacja Hana, Leii, Artoo (!), Threepio, Chewbacci i Landa. Szczególnie jeśli idzie o Hana – duchem przypomina żywcem wyjętego ze Starej Trylogii. Naprawdę.
Kolejny mocny plus – w y b o r n e dialogi i humor świadczące o klasie autora.
Jeśli zaś idzie o tytułowego bohatera to Stover postawił na dość kontrowersyjną kreację Luke`a, ale potrafi tak to wszystko przedstawić, że nie mam nic przeciwko. Gorzej się ma sprawa z inną rzeczą – wyraźnie Stover przeszarżował jeśli idzie o wątek Shadowspawna i Ciemności, czasem wręcz zahaczając o... bełkot. To niestety przykre, tym bardziej w odniesieniu do epickiej i wzniosłej, ale nie zbliżającej się nawet na kilometr do bełkotu nowelizacji Zemsty Sithów. Na wszystko Stover miał niewątpliwie swój pomysł, ale szkoda, że w sporej części przypadków coś nie zagrało.
Najbardziej przeszkadzały mi jednak opisy bitwy kosmicznej rozgrywającej się nad Mindorem. Oczywiście, bezbłędnie prowadzi swoje pióro Stover w klasycznych można powiedzieć ujęciach bitwy (przykładowo: składający raport kapitan na mostku, akcje naziemne), ale w przypadku tematu okołopolaasteroidowego zaczyna sypać tak potężnym żargonem, że właściwie z trudem chwytałem wątek bądź też wcale.


Za kreację postaci Starej Trylogii i ciągnący się przez całą powieść wątek holodreszczowców naprawdę biję brawo dla Stovera i postawiłbym nawet dychę.
Ale ogólnie, pod natłokiem przykrych wad, niedosyt pozostaje. I to spory. Nie zmienia to jednak faktu, że pod względem języka to wciąż najlepszy pisarz Star Wars.

Jak dla mnie ocena to 7/10 – mimo wszystko Stover broni się w porównaniu do innych pozycji ABY po RotJ (np. Thrawna), ale nie ukrywam, że gdybym miał głównie ocenić sam wątek Luke’a i Cieni Mindora, byłaby to ocena o jakieś półtora oczka niższa. Jestem nieco rozczarowany, ale z drugiej strony, nie ukrywam – ogólnie czytało się przyjemnie, a dobre wrażenie pozostawia epilog, zacierając nieco zawód przekombinowaną końcówką.

Pozostaje tylko czekać na kolejne dzieło Stovera – miejmy nadzieję, że już bez takich potknięć.




PS O polskim tłumaczeniu:
Nie znoszę przekładania z angielskiego zwrotów po imieniu w sposób ‘Hanie’ czy ‘Leio’. I o ile ‘Leio’ jeszcze jakoś przejdzie, to ‘Hanie’ brzmi tak okropnie i patetycznie, że aż boli. Szczególnie jeśli przykładowo w środku bitwy ktoś ostrzega Solo przed nadlatującą bombą i słyszymy coś w stylu: ‘Hanie, uważaj!’... A to przecież nie jest jedyna książka SW z takim tłumaczeniem.
Poza tym pełno literówek (pierwszy raz w życiu chyba wyłapałem aż tyle), no i ‘bitwa o Mindora, Yavina, Hotha (!)’.

Wszechświat jest zdumiewającym miejscem

Ta powieść byla najpawdopodobniej najbardziej oczekiwaną w Polce w roku 2009 wśród fanów SW. Stover napisał do tej pory trzy wybitne pozycje, ktore w moim mniemaniu są najlepszymi z całego Expanded Universe i biją na głowę wszystkie inne. Sa napisane językiem o jakim inni pisarze mogę tylko pomarzyć i to mimo, że kilku z nich ma nagrody i nominacje do Nebula i Hugo (Walter Jon Williams, Timothy Zahn, Greg Bear, Kevin J. Anderson, Vonda McIntyre). Co więcej, choć Stover pomimo swojej wielkiej wiedzy o Expanded Universe niejednokrotnie wprowadzal małe zamieszanie to jednak jego powieści stanowią esencję SW. To rozprawa o Mocy i Jedi, o walce dobra ze złem i Jasności z Ciemnością. Tak doskonałe, że zapomina się, że to "tylko" Star Wars.

Czy i tym razem tak jest? Niestety nie do końca. Tym razem, choć generalnie po raz kolejny całość jest pretekstem do głębszych rozważań, Stover zmienił minimalnie styl pisania. Jest swobodny i naturalny, ale zbyt przypmina "wczesnego Allstona", znanego z X-Wingów. Dużo humoru, który jest świetny, ale zbyt mocno kontrastuje z mroczną częścią powieści. A przynajmniej tą częścią, ktora w zamiarze miala być mroczna. I tutaj się kolejny problem pojawia. W poprzednihc powieściach Stovera trudno bylo wypatzreć błędy literackie czy problemy ze stylem. Tym razem Stover się miotał. Za dużo humoru, za duzo opisów, o którcyh Szedał napsał, że tylko je kartkował. Czasem rzeczywiście za dużo było kombinowania, które autor tłumaczył jako błyskotliwe.

Ale dość narzekania. W końcu to Stover.

Po pierwsze ta powieść wpisuje się w stoverowski nurt rozważań o Mocy, o filozoficznym przekonaniu, że Jedi są potężni, a Jasność zawsze zwycięży. I to jak zwykle się udaje. Jest Luke jakiego zawsze mi brakuje. Jest Luke, który okazuje się potężniejszy niż nawet ten z "Furii". To jest Luke jaki następnie zniszczył odrodzonego Imperatora. Takiego Luke`a chcę widzieć zawsze, a nie zakręconego idiotę-wieśniaka, ktory ciągle ma problemy, jak nie z Kypem Duronem to z Jacenikiem.
Wreszcie to co jest z jednej strony wadą, czyli niesamowte, ciągle wyjaśniane pomysły. Te pomysly przypominają, że SW to Science-Ficton. Że można sie bawić, szaleć, poddawać kolejne szalone pomysły, przekraczać granice. Bitwa o Mindor to jedna z najciekawszych, a już na pewno naintensywniejszych krwawych bitew SW. Oczywiście należy pamiętać o świetnych bohaterach, bo Luke, Han, Leia, Chewie, roboty, Lando i Łotry są tacy jak zawsze być powinni, a nie tacy jakimi przez lata stali sie przez nieudolne pisanie nieudolnych pisarzy zatrudnianych przez LucasBooks.

I koniec ocena. Nie mogę ocenić nisko, choć to na razie najslabsza powieść Stovera. Nie moge, bo ta ocena idzie w porównanie z Zahnem czy Stackpolem. Poza tym literacko pozostaje na wysokim poziomie. I dlatego 9/10 i czekam na więcej Stovera

Ogólna ocena: 9/10
Klimat: 8/10 - czasem brak konsekwencji
Opis świata: 9/10 - czasem za dużo wyjaśniania
Rozmowy: 9/10 - trochę za dużo humoru

Bohater Luke

W końcu, trzy tygodnie po świętach udało mi się znaleźć czas żeby przeczytać Cienie Mindora. Jako że autorem książki jest sam Matthew Woodring Stover oczekiwania były ogromne. I na wstępie mogę już powiedzieć że zostały spełnione, choć nie w taki sposób jak sobie wyobrażałem.

Po pierwsze trzeba zacząć od faktu, że ten okres akurat w EU jest dość rozbudowany. Ograniczyło to nieco autora, na dodatek głównymi bohaterami zostali Han, Luke i Leia. I tu należy postawić pierwszy plus. Postać Luke`a w końcu została przedstawiona porządnie, w końcu Luke jest bohaterem z krwi i kości. Czytelnik może uwierzyć że był on w stanie pokonać Vadera, ale jeszcze nie wykorzystał całego potencjału jaki w nim drzemie. Potrafi pokazać kto tu rządzi, ale i jest pełen wielu niepewności. Ciekawe są jego przemyślenia jak i jego głównego przeciwnika czyli Lorda Shadowspawna. Jest on drugą interesującą postacią, która bardzo różni się od Vadera. Imperatora czy innych czarnych charakterów. Fizycznie jest bardzo słaby i całą swą potęgę opiera na sile swojego umysłu. Plan jaki zamierza zrealizować jest sprytny i przebiegły. Na dokładkę mamy jeszcze Mandaloriańskich Protektorów, Lando, Chewiego, droidy, Łotrów i nawet kilka postaci pamiętających jeszcze czasy Wojen Klonów. Jednym słowem wszyscy Ci, których tak bardzo lubimy znaleźli się w bitwie o Mindor odgrywając mniejsze lub większe role.

Oprócz postaci największą zaletą jest lekkość pióra i pomysłowość samego autora a przede wszystkim jego świetne rozeznanie n uniwersum. Widać nawiązania i do klasycznych powieści Briana Daley`ego, i zarówno do innych dzieł jaki i samych filmów. Choć klimat przez większą część ksiżki stara się byc mroczny to jest wiele bardziej humorystycznych fragmentów, które wcale nie obniżają napięcia.

A sama akcja? W przypadku Stovera akcja (przynajmniej u mnie) zawsze schodzi na drugi plan, bo tu liczy się bohater. I tylko on.

10/10

Luke Skywalker i cienie Mindora

Przeczytałem. Przyznaję, styl Stovera jest świetny i przyjemnie się jego książki czyta. Z drugiej strony jednak trochę się zawiodłem.

Książka chwilami mocno nużąca, z długimi opisami i ciągłymi powtarzającymi się przemyśleniami bez przerwy o tym samym. Rozumiem, autor koncentruje się przede wszystkim na psychice bohaterów, nie na walkach i akcji, no ale to z każdą następną stroną jest coraz bardziej wkurzające. Owszem, Stover ma talent do portretowania postaci, lecz moim zdaniem co chwilę zbyt się rozkręca.

Sam pomysł na książkę bardzo udany, zabawne były również niektóre dialogi i sytuacje. Fajnie, że mogłem przeczytać też kwestie R2 i Chewbacci, pomimo, że ograniczały się przecież do zgrzytów i ryków.

Spodziewałem się naprawdę niesamowitej historii; wyszło tak na:

8/10

...

Przeczytałem i mam mieszane wrażenia; wątek mindoran był wręcz strasznie nudny; podobał mi się humor typu początek spoilera A poza tym nie lubię rudych - Luke Skywalker koniec spoilera

............

Zgadzam się z Tobą oczekiwałem troche szybszej akcji. Oczekiwałem troche innej książki ale każdy lubi coś innego.

Recenzja

Nominowałem "Luke`a Skywalkera i Cienie Mindora" do nagrody Złotego R2 zaledwie po przeczytaniu kilkudziesięciu stron, a więc niejako na kredyt, jednakże moją decyzję podtrzymuję - to bardzo dobra książka. Jest napisana dobrym stylem, wciąga niemal natychmiast i nie pozwala się oderwać od lektury. Niemniej jednak w miarę zagłębiania się w treść mój entuzjazm nieco zmalał, toteż decyduję się na wystawienie oceny 8/10.

Nie można odmówić tej powieści sporej dawki humoru, zgrabnie napisanych dialogów i kilku naprawdę świeżych pomysłów (Topniaki i ich natura, a przede wszystkim holofilmy z udziałem słynnego trio - bohaterowie Nowej Republiki są galaktycznymi celebrytami - czy tego chcą, czy nie - i naturalnym wydaje się, że będą pojawiać się udramatyzowane wersje ich przygód, które mogą posłużyć jako ważne narzędzie w intrydze szwarccharakterów).

Fajnie, że Stover sięgnął po bohaterów, którzy debiutowali w starych komiksach Manninga i ze stajni Marvela (Cronal, którego biografię autor starał się nieco naprostować i Shysa), aczkolwiek wciskanie tam Rostu i Vastora uważam za nieco wysilone i motywowane jedynie chęcią ponownego napisania o losach bohaterów, których Stover stworzył.

Słowa uznania należą się również za przemyślaną i interesująco opisaną bitwę o Mindora, aczkolwiek natłok wydarzeń chwilami utrudniał mi zorientowanie się, o co właściwie chodzi. Spodobał mi się również sposób ukazania charakterów kilku postaci, np. Hana, który jest tu uroczym łajdakiem pełną gębą, a la TESB (nawet sprzedaje prawa do ekranizacji swych przygód) i Lando (za postacią ta nie specjalnie przepadam, zwłaszcza w kilku jej książkowych "wersjach", natomiast tu Carlissian przedstawiony jako odpowiedzialny dowódca, który nie wyzbył się żyłki hazardzisty budzi moją sympatię). Także za pomysł na wykorzystanie droidów należy się Stoverowi pochwałą. R2 i 3PO nie stanowią tła, lecz są równorzędnymi bohaterami, a każdy z nich ma coś istotnego do zrobienia. Akcja powieści jest wartka, zaś do fabuły sprytnie wpleciono liczne nawiązania do EU (np. wspomnienie o Kadannie)i okresu Wojen Klonów.

W każdej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. W tej również. Fabuła, choć interesująca jest raczej przewidywalna (nie mam na myśli tego, że główni bohaterowie muszą przetrwać, bo to oczywiste, raczej chodzi o to, iż cała intryga tylko pozornie wydaje się skomplikowana, gdyż w połowie lektury można już domyślać się rozwiązania) kilka wątków jest zwyczajnie nużących (Aeona i jej towarzysze). Męczą również niektóre opisy, np. te dotyczące przemyśleń Cronala. Stover miał też tu fajne pomysły, których do końca należycie - moim zdaniem - nie wykorzystał (Pionki, Blackhole stormtroopers widzący w Luke`u nowego Imperatora). Najbardziej jednak dokucza tu charakter młodego Skywalkera. W pół roku po Endorze, w bitwie której bodycount miał dotknąć Luke`a do żywego ten już mówi i zachowuje się jak Mistrz Jedi z wieloletnim stażem. Gdzie ten Luke, którego ufność w Moc i wyszkolenie szły w parze z jego młodzieńczą werwą i charakterem? Nie tutaj. A przecież minęło ledwie 6 standardowych miesięcy od zniszczenia DS II, nie dekady.

Podsumowując: bardzo udana pozycja, mimo kilku słabości. Zasłużona ósemka dla Matthew Woodringa Stovera.

Czy

Czy zrozumiem książkę bez innych lektur poprzedzających wydarzenia?
Czy są jakieś wątki wymagające przeczytania innych książek, jeżeli tak to jakie?
z góry dzięki

hmm...

Książka sama w sobie jest całością, a w dodatku akcja dzieje się kilka miesięcy po Powrocie Jedi, więc nie jest wymagana znajomość innych pozycji. Niektóre wątki nawiązują do komiksów i książek, choć dają się zrozumieć bez ich znajomości. W zasadzie więc bez problemu można z "Cieniami Mindoru" rozpocząć nawet przygodę z książkami SW.

Luke Skywalker i Totalna Porażka

Czytając pozytywne recenzje jakie zebrała ta powieść zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno mamy na myśli tę samą książkę. Mnie nie urzekła ani trochę, a wręcz przeciwnie. Cienie Mindora były naszpikowane motywami przez, które miałem niejednokrotnie ochotę cisnąć książką o ścianę. Stovera ostro poniosła fantazja. W tej powieści działy się takie niestworzone historię, że podczas lektury ręce mi opadały.
Sam zamysł książki był prosty. Opisać bitwę, która od dawna krążyła po EU wykorzystując do tego sprawdzonych bohaterów. Zapowiadało się nieźle. Szkoda, że wynik nie jest przynajmniej dla mnie zadowalający. Szukając źródeł inspiracji Stover sięgnął do trzech źródeł. Starej Trylogii, najgłębszych odmętów EU i... własne książki. Boję się, że pójdzie w ślady Zahna i Karen, którzy są znani w całej Galaktyce z tendencji do obracania się wokół własnych postaci. Gro bohaterów z Punktu Przełomu pojawiło się także w Cieniach Mindora chociaż ich miejsce mógł zająć ktokolwiek, a wątek Geptuna zbędny i wciśnięty na siłę. Reszta bohaterów to dobrze nam znana ekipa z Oryginalnej Trylogii no i kilka dawno zapomnianych osobistości wyłowionych z już wspomnianych najgłębszych odmętów EU. Mamy więc Fenna Shysę, o którym chyba tylko Karen pamiętała i Cronala, o którym lepiej byłoby zapomnieć.
Stover chciał jakoś naprostować naszą wiedzę o Shadowspawnie, ale nie za bardzo mu to wyszło. Zamiast wszystko uporządkować to tylko jeszcze bardziej poplątał dorzucając swoją wizję tej postaci. Wyobrażałem go sobie inaczej. Na pewno nie jako zbzikowanego starca w słoiku z manią niszczenia i kręcenia holodreszczowców. Do tego autor zbytnio przesadził z jego zdolnościami. Dzięki Ciemnowidzeniu mógł wpływać na przyszłość, poza tym manipulował Vadera, a z Imperatorem robił co chciał. Jeszcze Palpatine zdradził mu swój największy sekret, którego nawet nie zdradził swojemu uczniowi, powiedział mu o własnych klonach na Byssie. Na dodatek przewidział śmierć obydwu Sithów i pozwolił na to, bo tak chciała Ciemność. Niech się Stover puknie w czoło. Fenn też nieudany, jest jakiś niezbyt mandaloriański w moim mniemaniu. Wyobrażałem go sobie zgoła inaczej niż mało rozgarniętego maminsynka. Myślałem, że po Mandalorze można się spodziewać chodź cienia zdolności przywódczych. Nic z tego, no chyba, że ciągłe mówienie, że dzisiaj się zginie zalicza się do nich. Miałem nieodparte wrażenie, że Matthew nie przepada za Karen mimo, że umieścił na końcu podziękowania dla między innymi niej. Bowiem policzków wymierzonych w jej stronę było więcej. Oprócz nijakiego Fenna mamy Mandalorian zrobionych w jajo przez Imperium i klony, które służyły u Cronala, bo były tępe i ślepo posłuszne. Chociaż załoga Sokoła została we większości należycie przedstawiona. Oprócz jednego wyjątku, który był za razem głównym bohaterem. Tak, mowa o Luke`u. Od strony psychologicznej został kompletnie skopany. Stover wybrał sobie dobrze opisany okres pomiędzy Starą Trylogią a Trylogią Thrawna. Nie miał więc zbyt duże pola do popisu w kreacji głównego bohatera, ale Matthew to najwyraźniej olał wciskając na siłę swoją wizję jego osobowości. Od bitwy o Endor minął zaledwie rok, a Skywalker nie wiedzieć czemu przestał być radosnym młodzieńcem, który powierzył swój los Mocy. Stover postarzał go mentalnie czyniąc go osobą pełną wątpliwości odnośnie sensu istnienia dla której minimalizowanie strat stało się swoistą obsesją. Nie odbieram Luke`owi prawo do głębszych refleksji, ale nie wpędzajcie go w depresję. Jeszcze biedaczyna stracił sens życia po sesji u Cronala. No przepraszam bardzo to już przesada. To nie jest ten sam Luke. Co gorsza ta transformacja jest tak strasznie nieprzekonująca. Niby odnalazł odpowiedź na dręczącego go pytania w Mocy, ale i tak dalej się nad sobą użalał. Wyrzuty sumienia po śmierci tamtych szturmowców są mocno naciągane. Przecież nic innego nie mógł robić, a śmierć i tak była lepsza od wiekuistej nicości, która im groziła.
Skoro o nicości mowa to Stover jest kolejnym już autorem, który chce przewartościować pojęcie Mocy. Już raz próbowali to zrobić w Nowej Erze Jedi. Chociaż tam wszystko powywracali do góry nogami. Promował swoją wizję Ciemności przy, której nawet Moc bledła. Nic nie ma sensu i znaczenia. Kohelet pełną gębą. Najgorsze jest to, że Luke uwierzył w te wszystkie brednie. Osoba, która na własnej skórze przekonała się, że "nie ma śmierci, jest Moc" jakoś zaczęła w to wszystko wątpić. Przecież widział duchy Bena, Yody i ojca. Wiedział więc, że po śmierci wcale nie czeka go beznamiętna pustka tylko zjednoczenie z Mocą. Jak ja uwielbiam jak autorzy są niekonsekwentni. Przez to ich postacie mają takie elastyczne charaktery.
Najgorsze zostawiłem sobie na koniec. Czy coś gorszego niż wyżej wymieniony stek bzdur? A no może. Co to jest? Stek jeszcze większych bzdur. Jak już mówiłem Stovera poniosła fantazja na całego. Miałem nawet czasami nieodparte wrażenie, że Matthew musiał czymś wspomagać swoją wyobraźnię, bo trzeźwy umysł nie byłby w stanie wymyślić takich niestworzonych historii. Porywanie cywilów, by zanurzyć ich w ciekłej stale, rozpołowić czaszkę i nawtykać kryształów do mózgu. Ucieczka przed żyjącymi stalagmitami. Latający wulkan. Samica statku flirtująca z Threepio. Rendez vous z partyzantami przebranymi za kamienie. Igiełki naprowadzające, repulsory i miny grawitacyjne, które nie potrzebowały zasilania. Szturmowcy w zbrojach z ciekłego kryształu. Sokół przedzierający się przez litą skałę. Czytając chciało mi się płakać. I jeszcze te holodreszczowce. Były wszędzie. Czyhały za każdym rogiem, wyłaniały się z ciemności, nie przepraszam Ciemności jak to Stover pisał. Wojna trwa w najlepsze, a ludzie marnują czas na kręcenie durnych szmir, które wszyscy o dziwo oglądają. Co więcej te holodreszczowce mają wielki wpływ na ich dalsze życie. Brakowało tylko tego, że Jorg Sacul wyskoczył z umową, by Luke zgodził się na nakręcenie sagi o rodzinie Skywalkerów.
Tam teraz małe pytanie do tych, którzy pozytywnie ocenili Luke Skywalkera i Cienie Mindora. Jak ta książka mogła się wam podobać? Przecież tam nie było nic oprócz nudnej bitwy i chorej wizji Stovera. Ta powieść powinna zostać wykluczona z kanonu, a społeczność SW powinna zapomnieć, że w ogóle istniała.
Ocena: Wyjątkowo nie posłużę się stopień liczbowym, bo zabrakłoby skali. Dlatego wystawię ocenę słowną. Książka plasuje się pomiędzy "beznadziejne tragiczna" a "tragicznie beznadziejna".

hmmm...

Bardzo się zapaliłem do tej książki, a przez te wszystkie, jak słusznie określiłeś brednie, męczyłem ją prawie miesiąc, niekiedy zmuszając się do czytania. Nie będę powtarzał Twojej wypowiedzi, (bo zawarłeś wszystko, a nawet więcej, co mnie się nie podobało) więc jedynie z ciężkim sercem muszę się pod nią podpisać. A co do Stovera, to na usta ciśnie mi się jedno pytanie: "Matthew, why?!"

nudnawa

Chwilami była ciekawa,ale częto nudnawa. Jak dla mnie ta książka to lipa.

Harry Potter i Cienie Mindora

Znaczy, niby Luke Skywalker... ale tytuł jest taki, że świetnie by podpasowało pod nową część Harry`ego. Co już zauważył chyba każdy
A ja zebrałem się, by coś nasmarować. Od razu uprzedzam przed spoilerami, bowiem nie chce mi się ich oznaczać, więc uwaga!, a trochę tego będzie.

A jaka jest ta powieść? Na pewno można się zgodzić z różnymi głosami mówiącymi, że Stover spadł na gorszy poziom. Nie jest to ten sam Stover co kiedyś. Nie jest to ani adaptacja ROTS, ani Punkt Przełomu. Ale również jest to bardzo dobra opowieść. Można powiedzieć, że nie jest ona tak filozoficzna jak w/w powieści. Ale również porusza jeden ważny wątek: Ciemność.
Mamy postać Lorda Cronala, jednego z Sithów - uczniów Palpatine`a, dokładniej Rękę Imperatora. A właściwie - tym wszystkim był. Tutaj uważa się za coś lepszego zarówno od Jedi i Sithów. Jest sługą Ciemności, czyli jego poglądy sprowadzają się do tego, że najważniejsze ma być niszczenie wszystkich i wszystkiego, ze względu na to, że do tego sprowadza się życie galaktyki. Cokolwiek by nie zrobić - zawsze gdzieś będzie cierpienie i śmierć. Czy miał rację?
Patrząc na historię galaktyki, mamy odwieczny konflikt Jasna Strona Mocy kontra Ciemna Strona Mocy. Jedi kontra Sithowie. Jakkolwiek by wyznawcy Jasnej Strony nie pokonali Ciemnej Strony, ona zawsze wracała. Zresztą, czy panowanie JSM, w tym Jedi, zawsze było dobre? Czy tacy Jedi np. zabrali się kiedykolwiek na poważnie za walkę z niewolnictwem? Za walkę z przestępczością? Za ogólne robienie z galaktyki nowego, lepszego miejsca do życia?

Z tym że ktoś, kto ma skrajnie destrukcyjne poglądy, jak Cronal, nie może za bardzo reprezentować takich przemyśleń. Mamy osobnika bardzo potężnego Mocą, ale i szalonego, który doszedł do dziwacznych wniosków. Jak mówiłem siostrze o naszym Cronalu aka Blackhole`u, uznała go za jakiegoś "młodego gniewnego". Nic bardziej mylnego, kto czytał, ten wie, że to ledwie zipiący staruszek, choć potężny.

A jak akcja powieści? Dobrze się czyta, porządna opowieść w klimatach Starej Trylogii. Mindor trochę za bardzo kojarzy się z Mustafarem, ale to nic. Genialnym pomysłem są holodramaty, istnienie różnych filmideł robiących w galaktyce SW super-bohaterów lub jakieś dziwadła z naszych postaci. Można się przy tym uchahać. Dodatkowe plusy za nawiązania do NT, no i przede wszystkim za prolog i epilog powieści.
To, co natomiast mi się nie podobało, to wciskanie swoich postaci wszędzie gdzie się da, czyli Nick Rostu, Kar Vastor i Lorz Geptun w jednej historii. Trochę przesadził, zwłaszcza że Vastor to tam kompletnie niepotrzebny. Mam nadzieję, że Stover nie pójdzie śladami Traviss, Reevesa, Zahna, czy w komiksach duetu Ostrander-Duursema.
Ogólnie stawiam 8/10, właściwie 7.5 bym dał, ale połówek nie ma(i dobrze).

Pozostają jednak pytania:
1.Kim/Czym były Topniaki?
2.Co stało się z Cronalem? Niby jest scena, jak zginął, ale Luke mówi, że on mógł przeżyć. Do tego Wookie nie podaje daty jego śmierci. Więc?
3.Co stało się z Nickiem? W prologu Luke mówi, że pewnie nie żyje, by w epilogu znalazło się, że jednak żyje.
4.W jaki sposób Nick wpadł w łapy Cronala? Coś musiało się dziać między "Nocami Coruscant" a Mindorem.

...

Vergesso napisał(a):

Pozostają jednak pytania:
1.Kim/Czym były Topniaki?
2.Co stało się z Cronalem? Niby jest scena, jak zginął, ale Luke mówi, że on mógł przeżyć. Do tego Wookie nie podaje daty jego śmierci. Więc?
3.Co stało się z Nickiem? W prologu Luke mówi, że pewnie nie żyje, by w epilogu znalazło się, że jednak żyje.
4.W jaki sposób Nick wpadł w łapy Cronala? Coś musiało się dziać między "Nocami Coruscant" a Mindorem.[/cytat]
________

Co do Topniaków to cyba nikt nie wie, co do Cronala i Nicka to jasno stoi na końcu, że początek spoilera obaj przeżyli i teraz Nick, Aeona i Kar wyruszyli w pościg za Cronalem (co wedłóg mnie otwiera drogę do kontynuacji jakiejś) koniec spoilera
A co do punktu 4, to przydałaby się rzeczywiscie jakas ksiazka opisująca dzieje Nicka między Nocami Coruscant (chociaz może zostanie to wyjaśnione w tomie 4), a Mindorem i dzieje Kara między Punktem Przełomu, a Mindorem... No cóż, liczę ze Stover wróci z taka ksiązka i że będzie ona na poziomie Punktu Przełomu, bo RotS i Mindor są mocno przecientne (Zdrajcy jeszcze nie czytałem, poluje na nią ciągle ;p)...

odpowiedzionka

-Jak mówiłem siostrze o naszym Cronalu aka Blackhole`u, uznała go za jakiegoś "młodego gniewnego".
A jak ja zacząłem opowiadać znajomemu co lepsze kąski z tego taniego szajsu to kazał mi dla własnego zdrowia psychicznego odłożyć tę książkę. I chyba miał rację. Latajace wulkany, partyzanci przebrani za kamienie, niewolnicy biegnący w próżni, Threepio tłumaczący rozmowy pomiędzy statkami, bo nie potrafiły się dogadać . To coś jest tragiczne do bólu.
1) Jednym z wielu wytworów chorej wyobraźni Stovera. W tym czymś byli dokładnie opisani. Żywe stalagmity komunikujące się za pomocą błyskawic pochodzące z Taspana II.
2) No cóż Matthewowi podobają się książki z wczesnego EU i to widać. Stylizował Cienie Mindora na nie. Tutaj wykorzystał chwyt z niekonsekwencją. Opisał śmierć Cronala, ale w następnych rozdziale go ożywił. Chociaż te ożywienie nie było takie oczywiste. Tylko Nick z Karem się uparli, że on przeżył.
3) Co tu dużo mówić? To samo co wyżej.
4) To samo co w punkcie pierwszym. To wszystko było dokładnie opisane w tej nędznej imitacji powieści. Nick ścigał Lorda Spróchniałego Dziadka w Słoiku, ale role się odmieniły i wpadł w jego pułapkę.

przerost formy nad treścią

Stover serwuje nam raz klasyczną aż do bólu przygodę, raz epickie starcia w kosmosie i sporo pseudo-inteligenckiego mącenia głowy - misz masz starszny i dziwaczny przypominający właśnie te pierwsze historyjki z lat 70-80 - lektura cokolwiek poplątana i aż nazbyt wymieszana, zmarnowany potencjał

NLoriel i Cienie Mindora

Przeczytałem w końcu i nawet skrobnąłem recenzję - kto by chciał, to jest tutaj -> http://nloriel.wordpress.com/2010/10/14/luke-skywalker-and-the-shadows-of-mindor-czyli-200-procent-starwarsow-w-starwarsach/

o żesz ty

godnym podziwu jest dorobienie ideologii to tego szrotu tzn. ja nie miałem siły po lekturze na rozpracowywanie tego co autor miał na myśli, wciągnąłem ją jak każdą inną lekturę na licencji z siermiężną logiką "to jest kanoniczne ku*a !?" - tym samym Mindor utracił przez Sotvera całą swą aurę tajemniczości

Klucz

No bo klasyczna produkcja starwarsowa bardzo mocno oducza myślenia, a to jest powieść z kluczem.
Dla mnie tym kluczem była "okładka" i crawl napotkane po prologu (czy w polskim wydaniu też tak to zrobiono?), więc potem już miałem łatwiej A wszystkie wątpliwości (także np. kwestię przeżycia/ucieczki Cronala) wyjaśnia epilog.

Rany

aż się zdziwilem, że Cienie Mindora przeczytałem dobre pare miesiecy temu, a napisanie opinii o książce gdzieś mi umknęło.
Nie owijając w bawełnę, po wielu cieplych recenzjach zawiodłem na Mindorze dość mocno. Może dlatego, że czytając powieśc tak naprawde spodziewałem sie obrazu krwawej bitwy, ukazania setek żołnierzy ginących w beznadziejny sposób wśród brudu i syfu oraz postaci Skywalkera, który mimo heroicznych czynów nie potrafił zaradzić masakrze. Tym czasem moim oczom ukazala sie historyjka o opętanym megalomanie, którego plan i tak z góry musi szlag trafić, mimo misternie kreslonej przez pierwsze rozdziały potęgi Shadowspawna. Sam pomysł w wciśnięciem w całośc topiskały też mi niezbyt spodobał, moze dlatego, że spodziewałem sie bardziej militarnego charakteru siły Imperium. Tak samo czuję ogromny niedosyt faktem, że walki na powierzchni planety najzwyklej pokpiono, ograniczajac je do koniecznego minimum z udziałem Mandalorian, aby znależć miejsce dla dla mnie arcynudnych i oklepanych monologów Cronala oraz historii Luke`a po dostaniu sie do niewoli- tak naprawde przez cała ksiązke miałem wrażenie, że cała ta tajemnicza masakra na Mindorze, która rozpaliła moją wyobraznie podczas czytania Przewodnika Po Chronologii jest tak naprawde grą w kotka i myszkę na linii Shadowspawn-Skywalker, z jakimiś tam statkami latającymi sobie w tle, żeby czytelnicy sie nie czepiali, że nie ma bitwy.
Żeby nie było, że sie tylko czepiam, ksiązka oczywiscie ma swoje plusy. Bardzo spodobał mi się fakt przedstawienia całości jako raportu Geptuna, wprowadzenie holodramatów to też dobre posunięcie, nadajace całemu uniwersum charakteru swojskości (że nazwy były kiczowate...cóz, obecne kino nie bywa u nas lepsze), mimo mojego narzekania historię wzrastania Skywalkera w potęge autorowi udalo sie przedstawić bardzo zgrabnie i plastycznie.
Mógłbym rozpisac się nieco dłużej na temat całej ksiazki, ale powiem tylko, że Luke Skywalker i Cienie mindora są pierwszą ksiazką Stovera, jaką czytałem. Mimo ogólnych ochów i achów na temat jego talentu pisarskiego, gdybym miał sie sugerować tylko tą ksiazką, nigdy w życiu nie sięgnąłbym po reszte jego twórczości. Ale to powoduje bardziej fakt, że jego wizja była absolutnie niepodobna do mojej, nie potrafiąc mnie do siebie przekonać.

...

Książka jest moim zdaniem naprawdę dobra pod względem prowadzenia akcji czy wątku mało znanych aspektów CSM, ale jest jedno ale. Jeśli ktoś rozumie wątek Topniaków i topiskały, szczególnie str. 297-303, to proszę o jakieś korepetycje, bo ten niby metafizyczny bełkot jest dla mnie nie do pojęcia. Można z niego wywnioskować, że Topniaki żyły w topiskale dzięki temu, że miały dostęp do promieniowania gwiazdy - Taspana, a na Mindorze ginęły, bo były w topiskale, która ma zdolność pochłaniania tego promieniowania, więc topki go nie dostawały. Nonsens, ja to sobie tłumaczę tak, że na ich pierwotnej ojczyźnie, Taspanie II, topiskała leżała na powierzchni wystawiona na słońce, a na Mindorze w jakiś sposób znalazła się pod powierzchnią, tworząc te jaskinie, i warstwa topiskały była zbyt gruba. Ale czy to do końca logiczne? Czy pozbawione ciała topniaki nie mogły "podpłynąć" ku górze, ku słońcu? To może pył w atmosferze Taspana ograniczał dostęp słońca? Mądrzejsze, ale treść powyższych stron tego nie sugeruje.
To jeszcze nic w porównaniu z "metafizyką", o której pisałem. Wg niej topki nie żywią się tylko energią słoneczną, ale też energią istot żywych, energią ich ducha. Każda istota jest jaśniejącą gwiazdą, która daje im siłę do życia, zaś Cronal/Blackhole/Shadowspawn zaciemnia to światło, i dlatego topki giną. Zaraz, giną, bo jakiś koleś wyznaje Drogę Ciemności, dosyć absurdalny sposób pojmowania Mocy, i tą swoją Ciemnością zabiera światło potrzebne Topniakom? Nie, nie ogarniam... Stover się trochę zagalopował moim zdaniem.

To nie jes Matthew "Zemsta Sithów" Stover

Zemsta to moja ulubiona książka. Ever (chociaż jeszcze nie czytałem Punktu Przełomu). Więc kupuję te Cienie Mindora, mam nadzieję na opis uczuć bohaterów, a co dostaję? Dziwną przygodówkę, przez którą brnąłem trzy tygodnie. Jak na Stovera, słabo. Dałbym 7/10, ale napisał to Stover, po którym spodziewałem się więcej, więc moja ocena to:
6/10

Zgadzam się

z tą oceną, niemniej jednak mocno zachęcam do Punktu Przełomu To właśnie jest moja ulubiona książka z SW, Zemsta zajmuje 2 miejsce. A Zdrajca tego samego autora jakoś nie może się usadowić w spokoju, raz zajmuje miejsce obok PP a raz obok ZS ... Ogólnie wszystkie trzy książki czytałem po 4-5 razy, a Luke Skywalkera i Cienie Mindora tylko raz od razu po (wyczekiwanej) premierze, i jakoś 2 raz nie mogę się zabrać (choć mam zamiar). Spory zawód, ale ogólnie książka nienajgorsza. Mocny średnia, ale podobnie jak i ty, przez nazwisko autora spodziewałem się czegoś o niebo lepszego.

Luke Skywalker i suma wszystkich rozczarowań

Jestem jednym z tej rzeszy fanów, których twórczość Stovera w uniwersum Gwiezdnych Wojen zauroczyła. Wniósł on pewien powiesz świeżości - mrocznej świeżości, chciałoby się dodać. Dlatego też z wielkimi nadziejami przystępował do lektury jego ostatniej książki.

Tytuł posta mówi wszystko.

LS:SoM to dla mnie największe rozczarowanie książkowe od czasów The Outbond Flight. Z każdą kolejną przewróconą stronę rosło we mnie poczucie rozczarowania i frustracji... a gdy przypomniałem sobie, że dysponuje zarówno polskim wydaniem, jak i oryginalnym HC, to nie był to już powód do specjalnego zadowolenia.

Książka, która miała ukazać mroczne, przerażające oblicze wojny okazała się po prostu słaba. I nietrafiona. Swego czasu Lord napisał, że nie oczekiwał, aby akcja tej powieści działa się w okopach. Cóż - ja tak. Oczekiwałem czegoś na miarę (zachowując rzecz jasna wszelkie proporcje) gwiezdno-wojennego "Na Zachodzie bez zmian", podczas lektury którego towarzyszyło by poczucie nieuchronnej katastrofy i wszechogarniającej rozpaczy, ukazania bez sensu wojny... Tego oczekiwałem. A co otrzymałem?

Bzdurę. Piramidalną bzdurę. Dostałem wyskakujące co chwile tandetne holoszmiry, beznadziejną i bezsensowną (w sensie fabularnym) bitwę kosmiczną, nadęte i beznadziejne momentami dialogi, Luke`a Skywalkera wyjęto z szuflady (bo na pewno nie z RoTJ i Paktu na Bakurze) i żadnych emocji. A, no tak - otrzymałem jeszcze Ciemność. Ciemność przez duże C, która była zaiście Ciemna jak murzyn w smole i Cienka jak tyłek węża.

Pozwolę sobie zacytować Kwarca, który idealnie podsumował resztę bzdur zawartych w tym bełkocie, dumnie nazwanym książką:
Czy coś gorszego niż wyżej wymieniony stek bzdur? A no może. Co to jest? Stek jeszcze większych bzdur. Jak już mówiłem Stovera poniosła fantazja na całego. Miałem nawet czasami nieodparte wrażenie, że Matthew musiał czymś wspomagać swoją wyobraźnię, bo trzeźwy umysł nie byłby w stanie wymyślić takich niestworzonych historii. Porywanie cywilów, by zanurzyć ich w ciekłej stale, rozpołowić czaszkę i nawtykać kryształów do mózgu. Ucieczka przed żyjącymi stalagmitami. Latający wulkan. Samica statku flirtująca z Threepio. Rendez vous z partyzantami przebranymi za kamienie. Igiełki naprowadzające, repulsory i miny grawitacyjne, które nie potrzebowały zasilania. Szturmowcy w zbrojach z ciekłego kryształu. Sokół przedzierający się przez litą skałę. Czytając chciało mi się płakać. I jeszcze te holodreszczowce. Były wszędzie. Czyhały za każdym rogiem, wyłaniały się z ciemności, nie przepraszam Ciemności jak to Stover pisał. Wojna trwa w najlepsze, a ludzie marnują czas na kręcenie durnych szmir, które wszyscy o dziwo oglądają. Co więcej te holodreszczowce mają wielki wpływ na ich dalsze życie. Brakowało tylko tego, że Jorg Sacul wyskoczył z umową, by Luke zgodził się na nakręcenie sagi o rodzinie Skywalkerów.

Książka zasługuje jedynie na ocenę 4/10. Choć jeśli bym ocenił miarę zmarnowanych nadziei, to pozycja ta otrzymałaby notę o trzy oczka niższą.

Cienizna.

Mogę zacytować kogokolwiek z góry. To nie ten sam Stover, co wcześniej. Dla mnie książka to droga przez mękę. Jest dla mnie druga w kolejności co do najgorszej książki SW jakie czytałem. Najgorsza jest Planeta życia i nie wiem czy cokolwiek ją pobije. Wracając do Luke`a, to męczyłem się nad nim od września. Czyżby kryzys fanostwa? Raczej nie, ale na pewno kryzys w czytaniu książek SW. Większość pomysłów w tym "dziele" jest mocno naciąganych, dziwnych i nierealistycznych. Wcześniej czytałem Pakt na Bakurze, który był całkiem dobry, przed zaczęciem czytania Nejki, postanowiłem przeczytać jeszcze to. I to był mój największy błąd w ostatnim czasie. Kolejnym błędem powieści jest to, że jest nudna. Niby akcja trwa, ale nudne jest ciągle czytać:"Wszystko szło dobrze, ale nagle znikąd pojawiło się tysiąc myśliwców TIE". Tak jest przez całą powieść. Nie rajcuje mnie dokładne opisywanie każdego okrętu (ilość dział, załogi na pokładzie) i długie przemyślenia. W jednym rozdziale autor opisuje historię Shadowspawna prze 20 stron! W tym rozdziale nie ma w ogóle dialogów! Żenadą jest Nick Rostu, który ma do jasnej ciasnej około 50 lat na karku, a gada i walczy jak 20 latek. A Vastor? Jeszcze gorzej. nie ma wyjaśnione co się z nim stało po Punkcie Przełomu. Jak uciekł z więzienia lub coś takiego. Myślałem, że przynajmniej się jakoś fajnie pobije z Lukiem, jak z Windu w PP. A tu nic takiego nie było.
Stovera ratują jedynie nawiązania (te udane) do prequeli i do OT. Wszyscy bohaterowie zachowują się jak w filmach i to plus. W końcówce książka się rozkręca i to drugi plus. W sumie Luke jest wreszcie przedstawiony jako mistrz. W sumie to chyba trochę za wcześnie, ale w EU gorzej wszystkim twórcom to wychodziło, więc ja nie będę narzekać. Nawet Vastor mówi Lukowi, że jest potężniejszym Jedi niż Mace Windu.
Ale mimo wszystko jest bardzo cienko. 6/10 Chyba zamiast czytać Wektor pierwszy wrócę do ery wojen klonów. Zostały mi tam jeszcze Medstary i Próba Jedi do przeczytania.

...

tyś kryształowej gwiazdy nie czytał

...

No nie czytałem, bo słyszałem, że jest gorsza od Planety życia.

qwerty

Propaganda jakaś Ja czytałem "Kryształową gwiazdę" i nawet nie było takie złe, jak na SW. To już "Rozkaz 66" był gorszy.

Hmmm

Chyba miałeś jakieś wydanie gdzie brakowało z 300 stron...

...

Też czytałem nie tak dawno... Niezła była. Ot, taka książeczka dla dzieci z lekką fabułą, ale miała kilka ciekawych elementów, jak choćby Waru, a poza tym była napisana przyjemnym, lekkim językiem więc jak dziecinna i bezsensowna by momentami nie była to czytało się ją bardzo szybko

...

W sumie Mindor i Kryształowa Gwiazda są dość podobne. Obie żyłują absurd do granic możliwości. Można się łapać za głowę albo z tego śmiać. Dziwnym trafem nie miałem problemów z tym drugim.

.

Mi również nie przypadła do gustu książka, męczyłem się z nią niemiłosiernie. Zwykle SW obalam w 3-5 dni, a tu ponad miesiąc... zagubiłem się w tych cholernych opisach.

Niewypał

Skończyłem czytać. Chyba najdłużej czytana przeze mnie książka SW, bo całość przez 4 miesiące, i jeszcze znalazłem tam paragon służący za zakładkę ok. 40 strony. Ale poważnie im bliżej końca tym bardziej mi się dłużyła, coraz bardziej nakręcała się spirala absurdu.
Po pierwsze (kolejność zupełnie losowa) - nie zauważyłem tego od razu, ale Geptun, Nick Rostu, Vastor - wszyscy trzej? Ci z Haruun Kal? Widać syndrom Zahna/Traviss. Po drugie Topniaki czy tam topiskały jako wysłannicy Ciemności. Wszystko się kręci wokół bliżej nieokreślonej Ciemności. Trochę jakby Stover próbował przebić samego siebie (i wszystkich innych razem wziętych) w kreowaniu opisów mroku, co jednak nie do końca wyszło. Zwłaszcza to końcowe przerzucanie się kryształami Luke`a z Cronalem. Po trzecie, holodramaty. Na początku ksiązki się z tego śmiałem nieironicznie (fajny dialog wielkiej trójki), ale aż takie miały oddziaływanie na wszystkich? Nic dziwnego że "demokracja umarła w burzach oklasków", przy takiej podatności Galaktyki na każdą brednię. Poza tym gubiłem się w scenach akcji, nie ogarnąłem też o co chodzi z tymi "latającymi wulkanami" w bitwie kosmicznej. To były dosłownie wulkany? Poza tym defendery latające setkami, bomby grawitacyjne latające w próżni jak kurz na strychu. Czułem się jakby Stover sam nie wierzył w to co pisze.
Książka próbuje się bronić humorem, co mi się podoba, choć na samym końcu jest już na to za późno. Ale relacje Threepia z innymi automatami zawsze na plus. A propos automatów to R2 wydawał mi się zbyt rozbudowany. Przecież to "tylko" astromech, mimo wszystko.
Plusy - hm... wątek Mandalorian jest w porządku, postaci w większości dobrze skonstruowane, pierwszą 1/3 książki jako tako mi się czytało, a sam pomysł krystalicznej formy życia jest dobry, choć nie w takiej formie.
Gdyby ta książka wyszła w 95 roku, byłaby w ścisłej czołówce najgorszych wg. bastionowych ocen. Szkoda, że takie coś wyszło spod pióra jednego z najlepszych pisarzy SW. 4/10

M. Stover - Luke Skywalker i cienie Mindora

Stover przyzwyczaił swoich czytelników do nieszablonowych powieści, które tworzy w świecie SW. Ta książka też taką jest, jednak czy równie udaną jak poprzednie pozycje?

Na pewno za mocną stronę należy uznać wartko poprowadzoną akcję, dialogi między głównymi bohaterami, które oscylują w starym dobrym klimacie OT, czy też opisy bitew i potyczek. Dobrze było zobaczyć w formie L. Skywalkera, który nie pełnił roli sierotki Marysi, znanej nam z takich książek jak Dzieci Jedi, Kryształowa Gwiazda itp.

Jednakże nie zaciera to bardzo słabego całokształtu. Na wstępie autor dedykuje książkę Daleyowi i Fosterowi. Nie jestem fanem twórczości, szczególnie tego pierwszego pisarza, a tu miałem wrażenie, że Stover starał się pójść w ten styl, przez co uzyskujemy męczący opis przygody pod tytułem: "Sokół Millenium i zabawa w chowanego". Ten mankament, dałby się przełknąć, gdyby nie główny wątek, czyli Cronal - Ciemność i Topiskała. Całkowicie ten pomysł do mnie nie przemówił. Wg. mnie zawiódł sam pomysł. Autor chciał chyba połączyć typową przygodówkę ze stylem, będącym osią poprzednich jego książek, czyli głęboką psychoanalizą głównych bohaterów. Efekt? Ano taki że zamiast bardzo dobrej pozycji, otrzymaliśmy książkę przyzwoitą, lecz bliższą dziełom wspomnianego choć by Fostera.

Wspomnieć należy, o braku podziału na części powieści, co było regułą u Stovera.

Ocena: 6/10.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.