Różne

Okiem sceptyka #1

przemyślenia własne

Witam wszystkich! Teoretyczne "święto" SW to dobry moment by zacząć coś z czym nosiłem się już od pewnego czasu - moją małą, osobistą publicystykę. Długo to trwało, zresztą jak wszystkie ostatnio akcje okołogwiezdne. Taka karma widać.

Chciałem w tych wpisach przedstawić swój punkt widzenia na różne sprawy, o których nie piszę na Forum albo piszę inaczej. Dla niektórych pewnie mój nick, tytuł a zapewne już pierwszy tekst przeobrażą się w głowie w jedno słowo "hate"/"hejt" - jak pisał, jak zwał, każdy wie o co chodzi, chociaż nie każdy wie jak powinno być poprawnie.

Jest mi to obojętne, podobnie jak rozważania czy jestem fanem, czy nie, co w ogóle robię w Redakcji i na tej stronie. Czasem się tym bawię, czasem mnie to weseli, ale ostatecznie zostanie chociaż drobna satysfakcja bycia w przeciwwadze do... 'burzolingu' - nieskrępowanej akceptacji wszystkiego.

W końcu mistyczna "równowaga Mocy" jest tak pożądana w naszym uniwersum ;)



So what I told you was true, from a certain point of view.
A certain point of view?
Luke, you're going to find that many of the truths we cling to depend greatly on our own point of view.


― The spirit of Obi-Wan Kenobi and Luke Skywalker, on Dagobah, Episode VI Return of the Jedi



Czy mam co świętować?


Zanim odpowiem na to pytanie to wypadałoby w skrócie przedstawić/przypomnieć genezę tego dnia i jego celebracji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych cytatów w historii kina jest May the Force be with you/Niech Moc będzie z Tobą. To stwierdzenie, używane jako pozdrowienie lub życzenie pomyślności, w 2005 roku zajęło ósme miejsce w rankingu Amerykańskiego Instytutu Filmowego, dotyczącego stu najlepszych cytatów na stulecie kina amerykańskiego.

*(mała zagadka: kto pierwszy i do kogo wypowiada te słowa w historii Gwiezdnych Wojen? Rozwiązanie na końcu tekstu.)

Trochę wcześniej, bo w 4 maja 1979 roku, bawiąc się słowotwórczo brytyjska Partia Konserwatywna uhonorowała ogłoszeniem w London Evening News wybór Margaret Thatcher na pierwszą panią premier w historii kraju. Gazetowy tekst brzmiał May the Fourth be with you, Maggie. Congratulations. Stało się to już dwa lata po premierze Epizodu IV, tak więc dokładnie widać jaki wpływ na świat miał ten film i co zapoczątkował.

Jednak idea Star Wars Day narodziła się dużo później. Pierwsze zorganizowane obchody odbyły się w 2011 roku, w kanadyjskim Toronto, podczas festiwalu Original Trilogy Trivia Game Show. Stali za tym Sean Ward i Alice Quinn, a wszystko opierało się o kostiumowy konkurs i zabawy przeróbkami filmowymi. Rok później powtórzono całą akcję i tak to się zaczęło kręcić, głównie wśród fanów, gdyż nawet Lucasfilm nie podchodził do tego zbyt "poważnie".

Do czasu. A był nim mroczny moment przejęcia marki przez Disney w październiku 2012 roku. W Ameryce podobno pieniądze leżą na ulicy, wystarczy się tylko schylić. Albo są w kieszeniach ludzi, tu trzeba się wykazać umiejętnością wyciągnięcia ich, a to następcy Walta umieją jak mało kto.
Od 2013 roku Parki Disneya organizują przeróżne imprezy by celebrować Star Wars Day. I niekoniecznie ograniczają się one do jednego dnia, bądź przypadającego weekendu. To chyba oczywi$te, nieprawdaż? ;) Jednak pociągnęło to za sobą pozostałą działalność, głównie dotyczącą internetu i mediów społecznościowych.

Komunikat na Oficjalnej przypomina też, że czwarty to po prostu emanacja całego miesiąca, który w uniwersum SW ma specjalne znaczenie - sześć Epizodów miało premierę w maju, a czternastego dnia tego miesiąca urodził się George Lucas (1944). I tak to wygląda. Skrótowo :)



Dla mnie jednak jest to już drugie "święto" po oficjalnej kasacji starego kanonu, dokonanej 25.04.2014 roku. Na parę dni przed 4 maja, urocze wyczucie czasu...
Część z was z pewnością pamięta zeszłoroczne zdarzenia. Nie był i nie jest to prawdopodobnie powód do dumy, z drugiej jednak strony skoro można wydawać książki żony Lewandowskiego czy gotowanie z Tomkiem Karolakiem - dlaczego nie można usmażyć (nie)kanonicznej kiełbasy?
Mija drugi rok bez EU, z mojej strony jest to... niesamowicie dziwna sprawa. Wiem, że niektóre zjawiska, w światku komiksowym przykładowo, miały podobne akcje (niektóre wielokrotnie), ale to jakoś nigdy mi nie przeszkadzało, nie zauważałem tego - pewnie z racji mało-średniego zainteresowania. Tutaj jakoś nie ma tak łatwo.

Tak, tak - wiem. Większość zapewne ma już dość słuchania o Legendach. Albo odczuli swoje i im przeszło, albo mają to gdzieś. Swoją drogą ta druga grupa niezmiernie mnie fascynuje - przez lata spierali się o treści w książkach, grach, komiksach, kupowali je, a kiedy przyszedł "koniec" to spoko, zaczynamy od nowa, stare do pudełka i na strych, nowe lajk i props. To może na inny raz :P
Ja też już to przetrawiłem (w znaczeniu rozrywania szat), nie mniej nadal nie mogę się ogarnąć, więc co mam świętować? Książki, kiedy jeszcze poprzednich nie przeczytałem, a tutaj 'nowe', ale jednak to samo?
Gry? Nie ma żadnych, Battlefront w produkcji i tak mało by mnie grzał w EU.
Rebels? O nich miało być pierwsze Oko, ale zgubiłem część tekstu, więc pójdzie w drugim rzucie, ale bunkrów to nie ma.
Komiksów nie czytam, zresztą zawsze wolałem wrócić do konkretnych tytułów, a RPG? Nie ma czasu na granie, jednak kiedyś podręczniki niosły ze sobą jakąś wartość. FFG? Nawet nie chce mi się tematu zaczynać.

W końcu pozostaje oficjalna linia partii:

With the exciting launch of a new trilogy of movies beginning with Star Wars: The Force Awakens coming in the near future, this day to celebrate the saga and its amazing fans is certain to become even bigger each year.


I to znowu jest skomplikowane. Fajnie, że coś się dzieje w kinie, z drugiej strony mało fajnie się z tym czuję widząc zapowiedzi. Z trzeciej to spokojnie dożyłbym swoich dni ze świadomością, że Gwiezdne Wojny na wielkim ekranie to projekt skończony.

Co zatem świętować? Coś co jest i jednocześnie tego nie ma? Wszyscy wiemy (bądź ja wiem i otwarcie o tym mówię), że EU nie było bez wad. Książki to pełna sinusoida, Wizardzi z D20 też potrafili szarpnąć nerwy, TCW przemilczę, a video-koszmarki pokroju The Force Unleashed potrafią się przyśnić nawet dzisiaj.
Ale reszta, duża reszta to sporo dobrego. Tyle, że to... nie istnieje. I z tym mam problem. Może więc celebrować samo bycie fanem, że SW jednak żyją, Disney nie dokonał wrogiego przejęcia celem zbankrutowania konkurenta? Może już to robię, poświęcając wolny czas na pisanie tego tekstu?

Wpadłem! :P


To chyba tyle na początek. Dziękuję wszystkim za przeczytanie, zapraszam do komentowania (albo i nie), idę dalej się nad tym zastanawiać i Niech się Wam święci 4 maja!

PS#1 - podobno jeszcze po czwartym następuje after party tj. Revenge of the Fifth. Piątego maja celebrują fani po Ciemnej Stronie Mocy. Mało o tym słyszałem i na logikę - 4 jest zatem dla (najogólniej mówiąc) Jedi? Przecież na scenie Disney Parku tańczy Vader... kolejna tajemnica uniwersum :P

PS#2 * - rozwiązanie zagadki: Man your ships! And may the Force be with you! Słowa Jana Dodonny z EIV, tuż przed bitwą o Yavin, do zebranych w sali odpraw. Mało w tym "prawdziwej" Mocy, czy tylko mi się tak wydaje?



Autorem przemyśleń i treści zawartych w tekście jest Lord Bart. Bastion Polskich Fanów Star Wars nie ponosi żadnych konsekwencji ani odpowiedzialności w związku z publikacją. Wszystkie grafiki nie są moją własnością i zostały wykorzystane jedynie w celu zobrazowania moich niecnych i pokrętnych myśli ;)



Tagi: Bastion (133) Okiem sceptyka (4) Publicystyka (61)

Komentarze (85)

Mam nadzieję, że ten mrożący krew w żyłach dopisek ,,#1" to tylko żart.

Mihoo, nie przesadzaj nic nie porzucono, filmy były, są i będą, tak więc SW ma się dobrze. Legendy, też mam w domu, nikt mi tego nie skasuje, o ile wiem, to na żadnym z tych produktów nie ma znaczka Legends, a patrzę na nie każdego dnia. Dopóki jakaś czarodziejska siła tam go nie umieści, to nie widzę problemu, a to, że oficjalna tak mówi niczego nie zmienia, nadal mam kolekcję bez szkarłatnej litery.

Widzisz przez to, iż jestem z pokolenia kinowego ANH (czy raczej po prostu Star Wars bez dopisku), a nie kolejnych, to dla mnie esencją SW zawsze będą tylko filmy, a dokładnie OT, EU jest tylko wypadkową tego fenomenu, nie odwrotnie. Każde pokolenie ma swoją biblie, moją jest OT, twoją EU, dla kolejnych jest NT, a dla teraźniejszych TCW, czy Rebels. Karawana musi iść dalej, z SW jest nie inaczej. Jako dojrzały facet powinieneś wiedzieć, że w życiu nic nie jest stałe, wszystko jest w ruchu i ewoluuje, kto potrafi się przystosować ten czerpie z tego radość przez cały czas, dokładnie tak jest ze mną, a ci którzy są osadzeni zbyt sztywno w swoich ramach i obsesjach niestety staja się ofiarą swojej pasji, która zjada własny ogon.

Widzisz i tym się różnimy, wielu ze mną zaczęło, ale nie wielu pozostało. Po 36 latach nadal SW jest moja pasją i tak będzie, aż do ostatnich moich dni, wiesz dla czego, bo mimo przeciwności losu, oraz zawirowań umiem się tym cieszyć i bawić biorąc, to co dobre, nie przejmując się tym co złe, właśnie na tym polega hobby.

Nahen:
"Sprawa jest prosta: znudziło mi się, przeżarło, nie podoba mi się nowa "słuszna linia partii" przerzucam sie na My little Pony albo inne żółwie ninja i tyle. "

Czyli, że cała sprawa sprowadza się do tego, że masz trudności z przyjęciem tego, że inni angażują się w swoje hobby bardziej niż Ty. Wygląda na to, że to różnica, nad którą Ty musisz przejść do porządku dziennego.

Osobiście uważam, że mieszanie kwestii dojrzałości do fascynacji wymyślonymi światami jest trochę pomieszaniem kategorii i z definicji nie pasuje.

Kwestia tego jak różni ludzie różnie postrzegają nowy i stary kanon też już się tu przewijała więc nie ma już co tego wałkowa. Ja np. nie podzielam Twojej wizji zmian. Dla mnie urok SW polegał na tym, że mieliśmy +/- jedno uniwersum które właśnie porzucono na rzecz czyjejś nowej wizji. Dla mnie korzyść z nowego filmu jest czymś drugorzędnym.

@Jedi-Lord, ale ja nie pisałam w odniesieniu do Twojego komentarza. W ogóle to był komentarz do zjawiska, które od dawna można zaobserwować, a akurat teraz przy okazji znów zaczynającej się wojny w komentarzach, postanowiłam coś na ten temat skrobnąć.

@Vergesso, ale dlaczego miałabym w ogóle o tym pisać? Mi nawet nie chodziło w tym komentarzu za bardzo o zjawisko pyskówek i wojny (które owszem zasługują na potępienie, bo dyskutować można w bardziej kulturalny sposób). Mi chodziło o sam fakt, że wiele osób z góry zakłada, że ludzie należą do tego czy tamtego obozu, bo wyrazili jakieś zdanie, bo coś im się spodobało albo nie. Rzeczywistość jest bardziej złożona, a ja nie przepadam za fanatyzmem i skrajnościami.

Mihoo problem w "dojrzałości" ludzi. Miewalem rożne hobby, jedne mam dalej inne pamiętam tylko. Ale jakoś żadne z nich nie "zawaliło" mi sensu zajmowania sie nim albo nie "zmusiło" mnie do obrzydzania go komuś innemu. Z jednych wyrosłem, na inne zabrakło czasu.

Świat SW jest tak skonstruowany, że tzw. "skasowanie" EU nie zmienia nic w tym co było i jest. Kto kupił książki ma je nadal. Jeżeli czytal je po kilka razy nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przeczytał jeszcze kilka. Powstawać będą na 100% dalej w tych realiach opowiadania, komiksy i być może nawet książki sygnowane jako "legendy" czy coś tam innego. Nikt nikomu nie zabronił tworzenia dalej w tym uniwersum.
Powstaje teraz coś "nowego" a dokładniej dokonuje się "zmiana warty" bo w oparciu o dotychczasowe realia następni ludzie zaczynają tworzyć swoją wersję "dalszej historii". Byli na tyle w porządku, że zrobili ukłon do "starych fanów" i poprzez epizod VII chcą pożegnać się z głównymi bohaterami i rozpocząć coś nowego. I tu zaczyna się problem tych "płaczących" za "starym".

Nie mnie decydować kto jest "prawdziwym" fanem a kto nie a padały tu już takie "podziały" i zarzuty. Sprawa jest prosta: znudziło mi się, przeżarło, nie podoba mi się nowa "słuszna linia partii" przerzucam sie na My little Pony albo inne żółwie ninja i tyle.

Jest takie powiedzenie: "Nie rycz - umieraj jak mężczyzna".
Dojrzały człowiek w takiej sytuacji mowi sobie: Ok było mineło, zobaczymy co będzie dalej.

Ale tu przeważające głosy "wiadomej strony barykady" brzmią tak: "Buuu zabili mi EU!!!, Buuuu zabili mnie !!!, Buuu a teraz będzie szajs!! badziewie !!! i dziecinada !!!. Wiem bo mówię!!!"

Myślę, że kto chce zrozumie a kto nie chce chocby nie wiem ile pisać to i tak na koniec napisze, że Disney to szajs, JJA debil, GL to samo i wszyscy którzy nie chodzą w żalobie to pelikany łykające myszkę miki...

Chyba jaśniej już nie potrafię...

Skasowali? zrobili Ci wjazd na chatę i książki spalili?

Nahen:
"I niestety to że wydałeś kasę, zmarnowałeś czas i teraz nie widzisz "sansu życia" to tylko Twój problem i Tobie podobnych. Dzisiaj tworzone są "nowe" gwiezdne wojny a to czy chcesz w tym brac udział czy nie to specjalnie nikogo nie obchodzi wśród tych co o tym decydują. Albo się dalej w to bawisz albo nie. Tyle. "

Tutaj trochę jakby dziwisz. Bo jasne, nikt Cię nie zmusza do współczucia (pewnie mało kto go oczekuje), poniekąd masz rację, że tak działa świat, nie widzę jednak sensu pisania tego typu rzeczy ludziom, którzy przez lata byli związani emocjonalnie z wymyślonym światem (czyt. fanom). Bycie fanem właśnie na tym polega, że angażujesz się w coś emocjonalnie i potem jest Ci przykro jak coś skasują.

Vergesso -> różowy musi być! Mój ulubiony kolor ;(

Mihoo wybacz ale nie dziwię się, że ktoś jest fanem... dziwię się, że ktoś ma dar jasnowidzenia i z góry wie, że to co bedzie przez najbliższe 50 lat powstawłąo dookoła SW to będzie kicha. Tym bardziej się dziwię, że sam na podstawie doświadczenia a nie "gdybania" mogę to samo powiedzieć o 80% tego co było w EU.
Więc nie chodzi tu o bycie czy nie fanem, tylko bycie bądź nie malkontentem który stawia na piedestale coś z czego tylko 20% nadaje się do czegokolwiek, a obrzuca porcjami kaka coś czego nawet jeszcze nie ma...

Tyle.

p.s. To jest "Fuck logic"

Teraz, dzięki filmom, książki gry i inne media nabiorą większej wartości :)

No właśnie, zawsze są tylko dwie grupy. Nie jestem ani Lordem Bartem negującym nowe filmy, ani Burzolem ekscytującym się nowymi książkami czy komiksami. Wolę trzecią drogę. Dla mnie EU było substytutem filmowej sagi. To co miało znaczek „Star Wars” i było kanoniczne, nawet jak było cieńkie miało dla mnie wartość, bo rozwijało wszechświat, dało się to analizować, łączyć w całość i zaśmiecać głowę niepotrzebną wiedzą. Wbrew temu co qypisuje SroQ, ani stare Marvele, ani stare książki nie były niekanoniczne, choć nowsze źródła nadawały im poprawniejszy ton. W każdym razie napędzało mnie to i miałem siłę przechodzić przez takie gnioty, których normalnie nie zdzierżyłbym za żadne skarby. Jest dużo lepszych książek niż SW. Uniwersum było dziurawe, ale jednocześnie spójne jak mało co, zwłaszcza przy porównywalnej wielkości, w dodatku nieustannie łatane. Teraz gdy logo „Star Wars” się zdewaluowało i nowe produkty są sygnowane logiem LSG, zabawa rozpoczyna się od nowa. Ale dla mnie LSG nie jest i nigdy nie będzie taką wartością jaką było „Star Wars” i EU. W tym względzie EU zdechło, bo dla mnie straciło swoją rację bytu. Nauczka jest taka, że pewnego dnia LSG też się zdewaluuje i będzie coś innego, więc szkoda na to czasu, pieniędzy i nerwów. Zwłaszcza, że LSG jest wyznacznikiem nowokanoniczności, a nie jakości produktów (książek i komiksów, tworzą je często ci sami epigoni). Zwyczajnie nie chce mi się trwonić wolnego czasu na te bzdety i koszmarki. „Gwiezdne Wojny” wracają na wielki ekran i to mi starczy. Jedne będą genialne, inne pewnie fatalne, tam będzie miejsce by testować swoją cierpliwość. A filmy to nie tylko opowieść, ale to też twórcy, lokacje, rekwizyty, dokumenty i wiele innych rzeczy, na eksplorowanie tego i tak brakuje czasu. Zaś książki i komiksy, pewnie już nigdy nie będą miały takiego znaczenia jak wtedy gdy nie było filmów, więc na stare spoglądam ze smutkiem, a na nowe z niechęcią, zaś moje „Gwiezdne Wojny” głównie oglądam :)

Jak ciekawie czytało się te przemyślenia, po części się z nimi zgadzam, tak nie rozumiem co one robią w newsach i to jeszcze czerwonych. Na forum z tym, Barcie.
PS. EU [*]

A ja nie rozumiem, co wam przeszkadza czerwony kolor newsa? Przypomina mi się Seller, który się kiedyś awanturował, że newsy na tematy które go nie interesują są na czerwono, przez co dostaliśmy wojenkę Seller vs. reszta.
Więc co wy, jesteście Sellerem? :P

Ja tam nie mam nic przeciwko, by newsy były i na czerwono, i na niebiesko, i na zielono, i na fioletowo, byleby nie na żółto i różowo, bo tych kolorów nie lubię.
Przynajmniej byłoby na głównej ładnie i kolorowo :P

Żeby była jasność: decyzja Disneya bardzo mnie zasmuciła, nie podoba mi się na poziomie emocjonalnym, może i jest racjonalna ekonomiczne ale sprawia to jedynie, że jest mi z nią jeszcze gorzej. Podobnie jak @Sheda dotknęła mnie szczególnie ponieważ dotyczyła połowy mojego życia. Nie interesuje się nowym kanonem, zostałem przy starym. W SW liczy się dla mnie - jeśli dobrze rozumiem podobnie jak dla Barta - [i]continuity[/i] i [i]lore[/i]. Dobrych historii jest na świecie na pęczki a w SW nie tak znowu dużo, z czym pogodziłem się już dawno - to tak odnośnie tego, co napisał @Burzol.

@Bart: W sprawie hejtu. Zaryzykowałbym tezę, że w życiu bliżej mi do bartingu niż burzolingu, gdybym miał spojrzeć na siebie z dystansu to chyba nazywałbym się malkontentem (a już a pewno sceptykiem!). Po lekturze Twoich postów (nie jest to reprezentatywna próba oczywiście) mam wrażenie, że Tobie po prostu podoba się mało rzeczy a więcej nie podoba. Tak ogólnie. Może tak być, że rzeczywistość SW po prostu jest już zupełnie beznadziejna i nie ma w niej już prawie w ogóle pozytywów. Bez urazy, ale może po prostu masz tendencję do patrzenia na świat w ten sposób, część ludzi ma i to jest normalne. Nie proponuję, żebyś zmuszał się do lubienia rzeczy, których nie lubisz. Ale może przenieś środek ciężkości na kilka pozytywów i okaże się, że nie jest ich wcale tak mało?

Nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że EU nie istnieje. Ono po prostu teoretycznie przestało być kontynuowane (co jest nieprawdą bo ostatnio co chwila postuję coś w wątku o życiu pozagrobowym EU) ale ciągłości nie dotknęło to bardziej niż zwykle. Nie mów mi, że wiesz już o EU wszystko, że przeczytałeś wszystkie kilkaset zeszytów komiksów, przeczytałeś wszystkie powieści i znasz cały świat wykreowany przez WEG? Wpadnij kiedyś na moją prelkę o "Dziwach z kosmosu" i przyjmij zakład, że wyjdziesz z niej zaskoczony. Od innej strony - czego jeszcze chciałbyś od EU? Co można w nim było zrobić?

O co mi chodzi. Trochę szkoda że już nie robią nowych starych SW ale może to i dobrze. Nikt jednak nie wydarł Ci niczego z pamięci. Mi bardzo pomogło zignorowanie nowych wydalin twórców opłacanych przez Disneya a ściślej, uznanie ich za coś odmiennego od dawnego SW które żyje sobie własnym życiem. Takie fajne sf.

Fajnie, że na Bastionie jest miejsce na różne opcje, przyłączam się do zdziwienia czerwonym kolorem.


- - -

@SroQ: Ale źródła, które wymieniasz, na bieżąco włączano do kanonu dzięki nawiązaniom i retconom. Wśród autorów była masa ludzi, którym na tym zależało, m.in. dlatego, że cieszyli się spójnością EU tak samo jak i my.

- - -

@Nahen:
> bądź na stronie zrzeszającej fanów SW
> dziw się, że ludzie są fanami
> fuck logic

Bart, źle robisz nie czytając nowych komiksów Star Wars. Z trzech serii jedna jest ścierwem, dwie trzymają niezły poziom. Chłopie, ja dostałem takiej zajawki po trzecim numerze Darth Vader, że teraz wyczekuję i czekam na nowe numery. Jak nie odżyjesz po nowych filmach, po tych wyjątkowo starwarsowych komiksach, to nie ma dla Ciebie ratunku (dla nas też, bo OS będzie trwał po wsze czasy :D).

Krogulec, jak bym mógł, o tobie zapomnieć, na skali odmętów szaleństwa loloBartolo piastujesz zaszczytne drugie miejsce i to tylko dlatego, że Bart jest nie kwestionowanym rekordzistą klubu milenium, co oznacza, że znacznie więcej żółci wylał, chciałoby się powiedzieć na papier, choć w tym wypadku na klawiaturę.

Krogulec mam takie osobiste pytanie, czy nie jest ci ciężko w życiu, wiesz tak ogólnie? Pytam, bo twój żal życiowy jest tak przytłaczający, że ciekawi mnie, co jest sprawczą siłą tego stanu umysłu.

Dlaczego nie dopuszczasz tego, że hobby, to tylko alternatywa dla realnego życia, którego zadaniem jest rozładowywać stres z nim związany, a nie go potęgować. Hejterzy tworzą dwuwymiarowy podział my i wy, jednak w przypadku hobby, to nonsens, ponieważ tu jesteśmy my wszyscy, to nas łączy nie dzieli. Nie interesuje mnie piłka nożna, dlatego nie udzielam się na portalach związanych z tą tematyką, tylko po to by hejtować dla samej idei. Nikt nie odkrył Ameryki, forum jest po to by dyskutować, ale nie po to by ludziom obrzydzać życie i hobby pod płaszczykiem dbania o jakość produktu, tyle, że, jak się neguje absolutnie wszystko, to biało na czarnym widać prawdziwe intencje. Bełkot hejtwrów i tak spływa po producentach, jak po kaczce, bo dla nich jednym z najważniejszych kryteriów jest zysk i to jest normalne w biznesie. My, albo to kupujemy, albo nie, każdy ma wybór. Twierdzisz, że SW straciło swój urok daj sobie na luz, po co ludzi dołujesz, bo sam masz doła, nie wiem zacznij kopać rowy, może to nada nowy głębszy sens twojemu życiu, a jak nie zawsze możesz owce paść a łące czytając rosyjską literaturę i słuchając J.Lennona.

Krogulec, w myśl sentencji z poezji Horacego " Carpe diem" ciesz się życiem, bo ono jest za krótkie na jakieś banały.

Nie no, Bart robi sobie bekę, jak zawsze, a wy się dajecie wciągać, jak dzieci. Bart był, jest i będzie do końca swoich dni na Bastionie trollem SW, taką sobie obrał misję życiową, czy raczej po prostu taki ma charakter, że lubi ludziom d.u.p.ę truć, tak tu cienka granica się zaciera. Trzeba go akceptować takim, jakim jest, nie tracąc czasu na jakieś wnikliwe analizy, bo na końcu i tak dochodzi się do punktu, w którym, to jego charakter stanowi o jego zachowaniu, a ten jest aż nadto aspołeczny. Lordowi B nawet oddychanie powietrzem bardzo doskwiera, no ale cóż, bez niego żyć się nie da. Jednak bez SW już tak, dlaczego tego nie żuci?

Wracamy do punktu wyjścia, bo lubi ludziom kolokwialnie d.u.p.ę truć, stanowiąc klasyczny przykład hejtera, choć w jego przypadku nawet, to słowo już dawno temu się zdezawuowało i odleciał hen daleko na jego rubieże nie wiedząc iż przekroczył horyzont zdarzeń i znalazł się w wielo świecie, a tam nie ma pojęcia hejter, tam jest loloBartolo, stan ducha i umysłu tak zimny i tak pusty, jak nieskończona próżnia kosmiczna, choć nie, próżnia wcale nie jest taka pusta, jak stan ducha LB.

Nie można ulec paranoi, hobby nie może doprowadzać do paradoksu, w którym, to czysty niczym nie zmącony relaks zamienia się w piekło na ziemi siejąc pożogę i zniszczenie siebie, oraz innych.

Każdy ma prawo do swojego zdania i tego nikt nikomu nie odbiera, ale jeśli Bart od 11 lat do znudzenia gada na Bastionie w kółko to samo, jak to on nienawidzi GL i SW licząc na tani poklask, to zachodzi pytanie po co, odpowiedz jest banalnie prosta, bo lubi ludziom d.u.p.ę truć i tyle w temacie. Bart akceptuję cię z całym dobrodziejstwem inwentarza, ha leluja.


Słowem do innych hejterów, paradoksalnie sami swoim hejtem przyczyniliście się do tego, że GL zmęczony zmasowanym atakiem jęczy d.u.p sprzedał koncernowi Disney swoja firmę, a ten z kolei skasował EU. Sami ciężko bądź, co bądź zapracowaliście na swoje nemezis, to teraz przestańcie się mazgaić, jak stare baby.

Tekst bardzo bliski moim odczuciom i dobrze, że taki się tu ukazał. Może zmieni trochę atmosferę bo ostatnio niektórzy userzy (zwłaszcza świeżaki) lubią sobie urządzać nagonki na starych fanów tylko dlatego, że tym nie podoba się to, co z Uniwersum robi Disney.

Najbardziej zabawne z komentarzy są natomiast te, gdzie użytkownicy plują jadem na tych, którzy ośmielają się krytykować "Nowe" w Gwiezdnych Wojnach. Poczekajcie trochę moi mili, niech chociaż ten pierwszy film wyjdzie, bo jak na razie to stare EU zostało zabite dla badziewnego Rebels i beznadziejnie wtórnych Marvelowych komiksów. Nie wiem skąd płynie ta wasza pewność, że coś z czego widzieliście dwie zajawki jest warte uśmiercania dekad rozwoju Uniwersum.

Miło by też było gdyby wszyscy spokojniej do tego podchodzili, bo o ile głosy krytyczne zazwyczaj są jednak wyważone, to co chwilę czytam, że wszyscy o innym zdaniu "mają się wynieść", "odejść" itd. Przepraszam bardzo, ale to jest Bastion Polskich Fanów Star Wars, a nie Bastion Ślepej Miłości do Disneya. Fanem można być na wiele sposobów i jeśli ktoś lubi tylko Star Wars Ewoks, a resztę ma za badziewie to i do tego ma święte prawo.

Łał. 65. Mimo wszystko - nie spodziewałem się Stąd:

1. Dziękuję za komentarze (tak, też wiedziałem [mniej więcej] co kto napisze, takie łyse szkapy widać :P) - każdy z nich dopinguje mnie do dalszych Oczu, poza tym razem z wierszówką i kliknięciami wpada do portfela. Bilety na finał LE/LM same się nie kupią.

2. Jadąc od dołu co ciekawiej - czerwień wykorzystałem raz, na nowość i zaznaczenie. Na tych, na których działa to jak płachta i byk (ale wiecie, że on nie widzi barw stąd `płachta` a nie `czerwona płachta` :P) - dalej będzie już normalnie.

3. Nadal jestem pod wrażeniem niektórych interpretacji mojego tekstu. Wiele można mi zarzucić, ale niektóre myśli NAPRAWDĘ nie przeszły mi przez głowę, ani nikomu (czy SW) tego nie życzę.

4. Kasis, moja droga - jeśli mówimy najogólniej o Bastionie, to raczej można tutaj podzielić plemiona na:
a) bezkrytycznych fanów, uważających że tylko tak można odnosić się do swojego hobby
b) fanów, którzy w opinii drugiej strony tak naprawdę nie są fanami a "hejterami" i w ogóle nie wiadomo po co tu siedzą, mogą pójść oglądać Star Trek

Tak naprawdę jest o wiele więcej SW-szufladek, tylko one rozdrabniają a ludzie tego nie lubią, czerń i biel są najprostsze. Tak więc wcale nie musisz wybierać 0-1, nic nie musisz bo to raczej robota tych, którzy cię tam wsadzają.
Ja znam np. ludzi, którzy lubią SW bardziej (czyli można podpiąć ich pod fana), ale przez pryzmat filmów i gier. Dla nich Disney nic nie zmienia, bo gry nadal będą, film też, a oni w ogóle nie ogarniają "kanoniczności".
Mnie bardziej chodziło o KRYTYCZNE podejście - nie moja wina, że takie jest pakowane na którąś kupę...

5. Mihoo - chyba już wymienialiśmy uwagi na ten temat :P "Martwica" EU nie polega na tym, że już nic się nie będzie tam działo. Raczej na tym, że cokolwiek dopiszą - nie ma to sensu z punktu widzenia dzisiejszego kręgosłupa SW.

6. Shedao - cieszę się :*

7. Burzol - żeby było wszystkim jasne, dzielę z tą osobą Redakcję Bastionu, szlachetne imię oraz pasję SW. Chociaż to ostatnie robimy na przeciwległych końcach kija, którym MOŻE czasem się okładamy :P
Termin "burzoling" ukułem by zastąpić inne nieprzyjemne słowa, którymi czasem posługuję się na Forum, bo ten tekst miał mieć wymowę neutralną. Zastąpiłem je słowotwórstwem raczej w formie zabawowej, pewnie też rozumianej mocniej dla osób bardziej wtopionych w Bastion. Z pewnością nie chciałem nikogo urazić.
NIESTETY
Burzolu drogi - mówię o tobie w tym kontekście o jakim już była mowa czy to przy pierwszym teaserze czy przy czymś podobnym na Forum - z tego co PISZESZ wysnuwam takie właśnie wnioski. Shedao zresztą też to potwierdził w tamtym temacie :P
To samo dotyczy mnie, ludzie wyrabiają sobie jakąś tam ocenę po PISANIU. To że obydwaj w rzeczywistości wyglądamy inaczej - jasne. Dlatego ty jesteś dla mnie przedstawicielem jednego plemienia, a ja dla ciebie drugiego...

8. Ktoś coś wspomniał o korekcie - jeśli w tekście są błędy orto-gramatyczne, co gorsze - merytoryczne: proszę pisać w komentarzach czy na PW. Nie ma problemu, poprawi się, uczymy się całe życie, co często nie jest wesołe :P

9. Jak zawsze zachęcam też do pisania własnych tekstów, Bastion z chęcią opublikuje dobre treści, a może kiedyś przełoży się to na coś wymiernego... ;)

Może już niektórzy zapomnieli, ale "za czasów Lucasa" kanon dzielił się na poziomy. Książki były w trzeciej z kolei grupie, za filami (1) i serialami telewizyjnymi (2).
http://www.ossus.pl/biblioteka/Kanon

Jak już tutaj pisano, sam Lucas wielokrotnie się odcinał od EU twierdząc nawet czasem, że jest ono rodzajem równoległego wszechświata, z którym on sam się niezbyt wiąże.

Keran, tak czytałem ich duzo...wiem, że jest zaznaczone by Lucasfilm.. ale co z tego skoro Lucas zawsze powtarzał, ze to nie kanon..

O ile nastawienie do tekstu mam mocno sceptyczne - czytałem go w wykonaniu Barta wielokrotnie pod wieloma dyskusjami na Bastionie - a wykonanie przemyśleń mnie nijak nie przekonuje, to zgadzam się z Burzolem. Dobrze, że tekst się pojawił. Wśród klasycznego już podziału biel/czerń i bronienia jednej czy drugiej strony pod sztandarem "wolności słowa", które jednak często można było podsumować stwierdzeniem, że moja prawda jest mojsza i wara Wam od niej...to jednak pojawiło się parę wartych przeczytania dyskusji. Po obydwu stronach. Nawet jeśli dla Barta to była czysta prowokacja, to wynikło z niej coś wartościowego ;)

Nie wiem dlaczego ten news jest czerwony, ale dyskusja żwawo się toczy, więc może było warto. Z całego tekstu wyczytuję głównie emocje. Lord Bart się nie cieszy na Gwiezdne Wojny. Współczuję. Po prostu.

Określenie burzoling. Proszę Was bardzo, możecie sobie go używać zamiast "pelikana" ("gównojada", "idioty"), ale z wyraźnym podkreśleniem, że ja burzolingu nie uprawiam. Każdy kto mówi, że jestem pelikanem, że celebruje WSZYSTKO ze Star Wars, po prostu mnie nie zna, nie interesuje się, nie czyta co piszę, nie słucha co mówię. Z resztą tego nie wymagam. (Choć chętnie zbiorę fandom Burzola...ale zaraz chyba zbaczam z tematu). W każdym razie podkreślam, że BURZOL NIE UPRAWIA BURZOLLINGU.

Co do Legend. Na Pyrkonie dyskutowałem dość długo z Miśkiem, który jest znawcą, miłośnikiem, ale też gorączkowym krytykiem Expanded Universe. Innymi słowy, wie co mówi. I z Miśkiem doszliśmy do tego, że nie będziemy w stanie się porozumieć. :P Jak się okazuje miłośnicy EU widzieli w tych wszystkich narracjach jakąś dodatkową wartość. Kanoniczność. Sama opowieść, przedstawieni bohaterowie, barwne opisy w książkach, kolorowe rysunki w komiksach, to tylko jakiś drobny procent tego, co się kupuje z produktem SW. I ja tego nie rozumiem. Nigdy nie rozumiałem. W sumie ja o tej dodatkowej wartości, oraz gorączkowego przywiązania wśród fanów, w ogóle sobie nie uświadamiałem, aż do kwietnia zeszłego roku. O kanonie dyskutowano już długo, i wszędzie, więc tylko krótko powtórzę, że kanon nigdy nie był spójny (przy takiej ilości materiałów nie jest to możliwe). I kanon zawsze był robiony dla pieniędzy. Podejrzewam, że niektórzy fani "z pewnego punktu widzenia" nawet nie zauważą tej zmiany.

Natomiast same Legendy z nami zostaną. Moje zdanie jest takie, że dobre opowieści zostaną z nami na zawsze. Część Legend zapewne w jakiejś formie stanie się oficjalną opowieścią...A ja sam wciąż będę wracał, od czasu do czasu, do Shatterpointa, komiksowego Republic, Republic Commando, trylogii Zahna, Opowieści z Pałacu Jabby i innych perełek. Bo to są po prostu fajne Gwiezdne Wojny i żaden kanon lub jego brak mi ich nie odbierze.

Na koniec. Absolutna krytyka tego co nowe jest płonna. Bezsensowna. Poprowadzi tylko do cierpienia. Nie mówię, że musi Wam się podobać wszystko co Wam oferują. Trafna krytyka konkretnych niewłaściwych decyzji Kathy Kennedy (a ostatnie Celebration dowiodło, że to właśnie ona rządzi SW) byłaby super. Ale nowe przychodzi. Nie ma od tego odwrotu. BĘDZIE NOWY FILM STAR WARS. I tak co roku. Szcześliwi Ci, którym się to podoba. #BB8JestNnajlepszymBohateremStarWars

Nawet na tej stronie od czasu do czasu pojawi się głos rozsądku. Nawet uwierzyłbym w wolność wypowiedzi na tej stronie, ale niestety, autor tekstu jest byłym moderatorem. Ponieważ skrzynka administracji ugina się pod natłokiem maili niezadowolonych użytkowników, którzy chcą jedynie wyrazić swoją opinię, co nie jest im dane, bo ich posty natychmiast są usuwane, włodarze Bastionu postanowili wrzucić niby sceptyczny tekst byłego pracownika serwisu. Nie przekonuje nas to, ten listek figowy w postaci pisanego na zamówienie tekstu nie dowodzi, że na Bastionie Polskich Zdrajców Star Wars istnieje pluralizm i wolność wypowiedzi.

"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi."

Tekst jak najbardziej w porządku. To "sceptyczne" zdanie Lorda Barta. I tak powinno zostać. Niestety... Nie wszystkim to odpowiada. Wiadomo, jeszcze się taki nie narodził itd. OK, ale po co drzeć japę? Bo Lord Bart ma inne zdanie niż twoje, niż jedynie słuszna linia, znaczy twoja i... No i kogo? A nawet jeśli Disneya i George`a Lucasa to co? Disney kupił, Lucas wykorzystał okazję i w 99,9% pomysły najemników, a więc nie swoje, a kupione (jak Edison). Ale to nic nie zmienia.

Człowiek ma prawo do własnego zdania, a innym od tego wara. Przynajmniej kiedyś tak było. Na terytorium Unii Europejskiej w krainie wedle Wisły leżącej, gdzie znaczna część mieszkańców mówi po polsku, większość to homo sovieticus, który odmienności nie zniesie, ale za to doniesie do odpowiednich władz, aby własnych rąk sobie nie zababrać. Urawniłowka nadal tutaj panuje, czy tego chcecie, czy nie. I ilość klas według jedynego programu, ilość godzin przed telewizorem czy na jedynie słusznym portalu tego nie zmieni. Do tego trzeba pokoleń. A więc japę drą. Na stos! Do cytadeli! Na Sybir!

A co z uniwersum Star Wars? A co ma być? Było, jest i będzie. Mam tłumaczyć jak to ze krzesłem było? Czy ktoś miał na nim stawać, czy miało ponoć być wykorzystane do napaści na kogoś, to nie ma znaczenia. Wspólne jest tylko krzesło, które było. Reszta to dowolna interpretacja tzw. "historyków" lub "dziennikarzy". Taka jest historia, przeważnie zmyślona (sic!), niekoniecznie w złej wierze, ale przeważnie dla pieniądza. A mnie interesuje tylko to krzesło i jak ja je widzę. A teraz wiem jak Lord Bart je widzi. No i fajnie.

SroQ -> ee... wiem, że cyferki straszą, ale napisałem 25 lat a nie 37. Doskonale wiem, że pozycje typu "Spotkanie na Mimban" czy "The Long Hunt" szybko się deaktualizowały (wtedy pewnie nikt nie przywiązywał do tego większej uwagi). Kanon właściwy zaczął być budowany tak jak mówisz wraz z trylogią Thrawna i podręcznikami RPG (które zaczęły wychodzić trochę przed nią), i od tej pory mniej więcej starano się utrzymać spójność.

@ Kasis: Nie mialem na mysli ze istnieja "tylko" dwa obozy w fandomie i nie mialem zamiaru wciskac ciebie w jeden z nich, wzialem na przyklad tylko taki extrem wlasnie tych dwoch grup ze wzgledow na dyskusje w tym treadzie. Pisalem: "bardzo dobrze ze wsrod fanow SW istnieja rozne echa" i za tym stoje.
Denerwuje mnie tylko sposob i ton ktorym sie pisze strone tych ktorzy maja inne zdanie niz ja masz sam(a), i nie maja szacunku do tego czego jest/bylo im wazne. I tutaj tez nie krytykuje np wylacznie ludzi ktorych losy EU nic nie interesuja, obroncy EU tez nie rzadko i bez potrzeby posluguja sie niekoniecznym prowokacyjnym tonem jesli wyglaszaja sowja opinie i rowniez i takie zachowanie mnie razi po oczach, rzeklem. A teraz dosyc tego, czas isc pracowac.

@Onoma

Zaskakujące jest z jaką lekkością pomijasz fakt, że pierwszy kanon był w zasadzie kasowany na bieżąco - vide średnia kanoniczność Spotkania na Mimban czy komiksowe Marvele.

Kanon o którym mówisz istnieje co najwyżej od momentu wydania Dziedzica Imperium, a wiec trochę krócej. A i tutaj mieliśmy przypadki kasowania i retconowania historii na bieżąco.

No tak. Przez 25 lat wydawania przewodników, książek, komiksów wszystko było kanonem, częścią fascynującego, wspaniałego wszechświata. 1 dzień i puf, wszystko nagle "nieoficjalne". No sorry, ale to chyba jest co najmniej lekkie rozczarowanie. Płaciłem za część franczyzy a nie za fanfici.

Zresztą i tak połowa dzisiejszych "fanów" SW nie wie co to EU ;) a za 10 lat jak będziemy czekali na ep. X 90% nie bedzie miała o tym pojęcia.

Sorka za szybko wysłałem nie miało być z tym płakaniem personalnie ;) Miało być "po kiego PŁAKAĆ na pół interneta" ;)

Shedao nikt nie wymaga od nikogo szacunku w sytuacji w której decyduje o swoim produkcie. Możesz nie kupić, nie pójść do kina itp. Twoja sprawa, jeżeli czujesz się oszukany też Twoja sprawa. Ale po kiego płaczesz na pół interneta o tym jak to Ciebie oszukali? Wg mnie sam się oszukałeś uważając, że Lucas do końca swoich dni będzie miał na uwadze Twoje samopoczucie. Dość prosty mechanizm prawda?

Jeśli wymaganie szacunku od twórcy dla jego klientów to dla ciebie "robienie religii", to nie dogadamy się.

Keran EU to tylko w części "kanon" ówczesny, spora część to bajki wyssane i tyle. Nadal nikt mi nie pokazał co tak wartościowego było w tym EU, że za tym płacze...

Ten płacz to typowy płacz kogoś kto się przywiązal do czegoś co po prostu było a nie miało wartość... i teraz problem się z tym rozstać.. chociaż dowcip polega na tym, że wcale nie musi się z tym rozstawać ;) Ale popłakać nie zaszkodzi tak na wszelki wypadek ;)

Chris--> ... czytales chociaz jedna ksiazke ? Radze dokladnie przeanalizowac tylna okladke. Moze wtedy odkryjesz prawde.

Shedao ale tak już było przed Disneyem... Choćby wykombinowanie midichlorianów zamiast "mocy" Wcześniej Lucas nie tworzył nic co mogłoby zakłócić "oś" wydarzeń i chronologię, a kiedy w końcu coś zaczął robić (prequele) to miał wylane na to co powstało w między czasie bo realizował swoją wizję. Tak samo sprawy mają się teraz. Różnica jest taka, że poprzez wzgląd na "tradycję" ep VII ma być łącznikiem z nowym poprzez bohaterów "starych czasów" ale dalej ma być realizowana najprawdopodobniej całkiem nowa wizja i nowy "świat". Nie da się realizować nic nowego jeżeli ktoś wcześniej opisał nową rzeczywistość. Co z tego, żę w czasach VII epizodu mogli by siępojawić Vongowie? Może nowa wizja wydarzeń nie ma ochoty spotkać ich na swojej drodze?

EU powstało jako dodatek do "klasyki", dlatego też nie było w całości kanoniczne i było nazywane EU. Ktoś chce robić coś nowego więc logiczne, że musi się odciąć od tego co było nie do końca zgodne z nową wizją.

Nadal nie chwytasz jednej kwestii pisząc:
>>>>>>>>>Wywalając kilkadziesiąt lat budowanego kanonu do kosza - tylko po to żeby móc bez przeszkód natrzepać kasiorkę na nowych filmach - to ostateczny brak szacunku ze strony Di$neya, coś czego wcześniej nie było. Takie: "macie, gównojady, zrobimy co chcemy a wy i tak kolejne rzeczy łykniecie, mamy was gdzieś, only money na 100%!".<<<<<

To, że ktoś sobie zrobił religię z EU to tylko jest jego problem. Dla mnie jak już pisałem 80% EU to szajs i kicha. Ani mnie ziębi ani mnie grzeje skasowanie tego szajsu. Ale jakoś nie czuję sie z tego powodu w obowiązku do jeżdżenia po EU i jego "wyznawcach" to ich świat i ich problemy. Na szczęście wygląda na to, że zdecydowana więszość ludzi czeka na nowe i nie przeszkadza im to co sie stało z EU.

Tak więc raz jeszcze powtórzę: Siedźcie w swoim EU płaczcie, bawcie się i umierajcie z nim - co kto woli. Ale nie ośmieszajcie się negując coś czego nawet do końca sami autorzy jeszcze nie widzieli i nie czytali...

A mój komentarz do tekstu: bardzo fajny, przyjemnie poczytać coś, z czym można się częściowo utożsamiać, oraz nie jest obowiązkowym, hurraoptymistycznym podejściem. Tzn. nie zamierzam nikomu zabronić super-radowania się nowymi filmami, wręcz nawet w pewnym aspekcie zazdroszczę takiego podejścia ludziom, którzy przeszli do porządku dziennego nad kwestiami EU i nad niespodziewaną informacją kontynuowania sagi. Tylko, że ja jestem inny. I miło wiedzieć, że nie jedyny. :P

Natomiast z paroma rzeczami nie mogę się zgodzić, przede wszystkim z pytaniem: czy jest co świętować?

Otóż mimo wszystko, jest co świętować. Choćby samo to, że nie dość że jesteśmy fanami SW, to SW stały się na tyle potężne, że mają własne święto które nawet przewija się w mediach. Choćby w TVN24 czy Discovery zwrócono na to uwagę, i to jest plus. Że staliśmy się na tyle potężną grupą społeczną, potrafiącą zostawić ślad w bieżącej rzeczywistości. Ilu fanów filmów, muzyki, gier, fantastyki, bajek, i wielu innych podobnych rzeczy może o sobie powiedzieć coś takiego?
Poza tym, i tak mamy już całe mnóstwo świąt narodowych, patriotycznych, religijnych, czy obyczajowych, z których jedne mają sens, inne nie mają. W jednych rozumiem obchodzenie i sam obchodzę, obchodzenie innych bywa dla mnie niezrozumiałe, a w przypadku niektórych nie rozumiem dlaczego się ich nie obchodzi super-głośno, choć powinno. Można więc dorzucić do tego kociołka Dzień Star Wars, święto nie tak powszechne jak Gwiazdka czy Święto Niepodległości, ale w które mogę podkreślić, kim jestem. Tak jak inni podkreślają swoje święta.
A że EU skasowane, to większość pospólstwa i tak nie ma pojęcia, co to EU, więc przy świętowaniu przy zwykłych ludziach nie ma co tego podkreślać. Chyba że świętujemy z innymi fanami, wtedy rzeczywiście jest czas na refleksję, tak jak w przypadku tego artykułu.

Tylko ze EU nigdy nie bylo oficjalne wiec od poczatku wydawaliscie kase troche na fan-fiction ;) a to ze Disney chce miec od teraz wszystko zlepione jedna klamra, tylko wyjdzie SW na dobre.

Nahen - dobrze, sformułuję swoje zdanie inaczej. Wywalając kilkadziesiąt lat budowanego kanonu do kosza - tylko po to żeby móc bez przeszkód natrzepać kasiorkę na nowych filmach - to ostateczny brak szacunku ze strony Di$neya, coś czego wcześniej nie było. Takie: "macie, gównojady, zrobimy co chcemy a wy i tak kolejne rzeczy łykniecie, mamy was gdzieś, only money na 100%!". Większości to nie przeszkadza i ekscytują się na nadchodzące epizody i ich otoczkę, natomiast na szczęście są też ludzie, którzy w tym momencie powiedzieli: "tak traktować nas nie będziecie, koniec".

Kasis -> Tylko jedno istotne pytanie: kto zaczął? Bo pomijasz tutaj bardzo ważną sprawę: że wcale nie zaczęło się od określenia "łykających pelikanów", tylko zaczęło się od określenia "hejter" i im podobne (jak malkontent), którym byli atakowani wszyscy ci, którzy mają bardziej krytyczne podejście do Gwiezdnych Wojen. Nie będę wymieniał, kto dokładnie go używał, bo nie ma to sensu, ale właśnie wtedy ukuło się na drugą stronę określenie "pelikany". Sam go czasem używałem, jednak nie dlatego, że naprawdę uważam kogoś za "łykającego pelikana", tylko dlatego, że byłem wcześniej atakowany od "hejterów", więc chciałem odreagowania tych ataków na mnie, chciałem odwetu. Bo ile można znosić ataków? I mówię tu o obu stronach: osoby wyzywane od hejterów nie chcą tak tego zostawić bo je to irytuje, jak i osoby wyzywane od pelikanów nie chcą tak tego zostawić bo je to irytuje. I nakręca się spirala konfliktu.

Bo powiedz - skoro jedna strona jest atakowana(obojętnie która), to dlaczego strona przeciwna nie może odpowiedzieć na atak tymi samymi środkami? Nie każdy musi się bawić w Chrystusa nadstawiającego drugi policzek, zresztą nie każdy ma na to umiejętności i ochotę.

Osobiście uważam, że EU ma się obecnie wspaniale i śpieszę z donisieniami, że wbrew obiegowym opiniom od miesięcy jest nieustannie rozwijane. Np. wczoraj poznaliśmy kolejny kawałek historii Starej Republiki.

Shedao Shai możesz mi pokazać ten poziom? Poza oryginalną trylogią bo co do tej kwestii rozumiem, że nie musimy się kłócic i nic sobie udowadniać.

Pokaż mi ten mityczny poziom w czymś poza ep IV-VI, bardzo proszę.

Nahen, stary, ale my kumamy że to zawsze było robione dla kasy, ale dopóki trzymało to jakiś poziom i sprawiało radość, to tym się jaraliśmy. Ale jest granica, ta granica została przekroczona, no i koniec.

Czytam niektóre komentarze jaki to z Barta antyfan czy nawet hejter. Ludzie, pozwólcie mieć człowiekowi własne poglądy i pozwólcie je wyrazić. Jednemu podoba się zielone innemu czerwone. Jeśli dobrze się zastanowicie to stwierdzicie, że właśnie Bart jest jest najprawdziwszym fanem SW z krwi i kości. Gdyby nie był to nie traciłby czasu żeby przelewać swoje przemyślenia w tekst pisany. Dla mnie Gwiezdne Wojny kończą się na Powrocie Jedi, ewentualnie dobre wrażenie zrobiła na mnie trylogia Thrawna, znaczna większość z tego co czytałem później to po prostu papka i zbijanie kasy pod znaczkiem SW. Więc przestałem czytać książki o tematyce SW. Teraz jestem rozdarty bo z jednej strony cieszę się, że mój sześcioletni syn załapał bakcyla Gwiezdnych Wojen ale boli mnie, że jednak bardziej podoba mu się (jak na razie) nowa trylogia gdzie jest bardziej widowiskowo i kolorowo a znacznie mniej treści. Nie będę używał pozdrowień typu `Niech Moc będzie z Tobą` Po prostu trzymaj się Bart i czekam na kolejną porcję inteligentnego tekstu. pozdrówki

Nahen: BRAWO!!!

Jedi Lord, podstawowym problemem jak widzę Twoim, Barta i innych "żałobników" po EU jest fakt, że nie chwytacie jednej podstawowej kwestii: świat SW nie jest "wasz" tak jak i EU. To rzeczy wymyślone dla zrobienia kasy.

I o ile pierwsza trylogia to super dzieło które złapało w swoje sidła na wiele lat miliony ludzi to nadal pomysł który posłużyć miał i posłużył do zarobienia kasy.

EU dlatego w 80% było/jest płytkie, niespójne, drętwe i badziewne a przy tym tylko w 20% naprawdę dobre, fajne, i zjawiskowe na miarę prawie oryginalnej trylogii. Dlatego, żę większosć twórców EU liczyło na łatwą kasę bo wystarczy produkt opisać "STAR WARS" i kasa leci. Bez względu na to czy to "dzieło" czy szajs.

Dzisiaj ktoś kto to wymyślił zdecyhdował żę wystarczy tego i zaczyna robić coś innego.
I niestety to że wydałeś kasę, zmarnowałeś czas i teraz nie widzisz "sansu życia" to tylko Twój problem i Tobie podobnych. Dzisiaj tworzone są "nowe" gwiezdne wojny a to czy chcesz w tym brac udział czy nie to specjalnie nikogo nie obchodzi wśród tych co o tym decydują. Albo się dalej w to bawisz albo nie. Tyle.
Każdy tekst który juz teraz ocenia to jakie badziwene będą przyszłe SW to tylko płacz dziecka któremu właśnie na glebę spadł lód... Skoro ktoś wcześniej mówi/pisze: "wolałbym, żeby nie powstało nic nowego i żeby SW umarło w stanie "sprzed Disneya" " to niech zostanie ze swoim EU i oryginalną trylogią plus ewentualnie prequelami i nie interesuje sie tym co teraz się dzieje. Tylko proszę niech przy okazji nie wylewa żali na wszystko co go i tak nie obchodzi. Gdybym codziennie mijał w bloku na klatce sąsiada który codziennie co rano by powtarzał w kólko jaki ten świat jest zły bo on nie ma pracy to albo bym go za któymś razem kopnął w cztery litery albo zapytał czy nie mógłby iść zająć się jakąś pracą zamiast marudzić.

Jeżeli Dla Was umarło SW razem ze skasowaniem EU to proszę dajcie sobie siana i nie piszcie nic na temat tego co dopiero ma powstać, przecież dla Was to juz koniec więć nie oglądajcie, nie czytajcie, nie piszcie tylko żyjcie w żałobie albo trwajcie w jedynym prawdziwym uniwersum SW które znacie.

Problem w tym, że zgodnie z logiką po grudniu 2015 nie powinniście nawet słowa napisać bo nie powinniście oglądać czegoś co dla Was umarło. Ale pewnie będziecie pierwszymi, którzy obejrzą i, którzy choćby nie wiem co nie przyznają się do tego, że "jest OK".

Nikt nikogo nie zmusza do trwania w tym "hobby", nikt nikogo na siłę nie pcha do kina i przed telewizor. Tylko proszę oceniajcie to co znacie i co uznajecie a nie próujcie wybiegać w przyszłość z ocenami tego co będzie... dlaczego? Bo to Wasza wizja przysżłości i jest z załozenia wypaczona. A inni chcieliby zobaczyć wizję twórców filmów, książek itp. i samemu sobie ją ocenić na podstawie faktów a nie zawiścią skrzywionych przepowiedni.

Jedną przepowiednię mogę Wam wyjawić: kiedyś poumieracie, ja też a świat SW będzie nadal tym co będzie trzymało przy sobie miliony ludzi. Czy tego chcecie czy nie. I żadne lamenty nad "skasowanym EU" nie pomogą.

Amen

A wiecie co mnie irytuje? Taki strasznie banalny podział na dwie grupy: albo łykasz wszystko i jesteś pelikanem bez gustu i rozsądku, albo jesteś inteligentnym fanem, który nie da sobie wcisnąć byle badziewia, świadomym, że nic dobrego nas już nie spotka. Disney vs EU. A gdzie miejsce dla innych? Bazy poniżej podaje kolejny przykład w tym stylu, z Indianą. Znów jakieś skrajne opcje, a ja bym była niezadowolona, że zastąpili Forda, ale to nie oznacza, że nie poszłabym do kina, a nawet może dobrze się bawiła. Skończcie z tymi ciasnymi szufladkami :/

Co do samego tekstu Barta. Przeczytałam, kolejne też pewnie przeczytam, nawet mogę się zgodzić z pewnymi stwierdzeniami. Rzecz w tym, że to, że ekscytuję się nowym epizodem, że potrafię zobaczyć pozytywy w różnych nowinkach, nie oznacza, że mam gdzieś co stało się z EU, że nie widzę potencjalnych zagrożeń. Żałuję, że nie załatwiono tego inaczej, szkoda mi pewnych elementów tego świata, rozumiem żal ludzi, którzy zainwestowali w EU więcej czasu/pieniędzy/emocji niż ja. ALE, ale równocześnie nadal potrafię cieszyć się Gwiezdnymi Wojnami. Nie mam nic przeciwko krytyce, czytam, z niektórymi sprawami się zgadzam. Przeszkadza mi natomiast niestety często forma wypowiedzi (bez względu na prezentowane poglądy) i właśnie ten podział na dwa skrajne obozy plus wciskanie mnie do jednego z nich.

Perdonar, w zakonczeniu mialem na mysli - "i ludzie sie dziwia jak ktos jest z takiej sytuacji niezadowolony."

@ Joanna: Wybacz, ale czytajac twoj text (lub czesci twojego postu) tez odczulem nieodparta chec siegnienia po tastature.

"Jakże to okropne, gdy osoba deklarująca się jako fan star wars, życzy temu uniwersum by skostniało doszczętnie i umarło śmiercią naturalną wraz z nim."

Nic okropnego. Na szczescie nie zyjemy w swiecie gdzie wszyscy sa i musza byc jednego zdania. I rowniez bardzo dobrze ze wsrod fanow SW istnieja rozne echa. Bart ma wlasne zdanie i dobre argumenty, jako fan kocha swoja franczyzne i jest gotow skrytykowac jak cos jest wedlug niego nie tak. Wiele osob i fanow nie jest tego swiadom ze krytyka to nie wylacznie rzecz negatywna. Wrecz przeciwnie nie ma rozwoju na pozytyw bez (sensownej) krytyki. Prawdziwy fan nie chwali fanatycznie i bez pomyslenia wszystkiego na czym jest nalepione logo "SW" tylko jest w stanie patrzec glebiej majac jedynie najlepsze zamiary wobec franczyzny. Krytyka jest rzecza wazna i integralna, bogactwo roznych opinii nie jest problemem - problemem jest komunikacja miedzy fanami. Oboz Disney i oboz EU - obydwa maja swoje usprawiedliwienie i pomimo ze sam znajduje sie w tym ostatnim jestem gotow tolerwac pierwszy. Wkurza mnie tylko ze jak pojawi sie jakis news ktory przedstawia inna prespektywe od razu trzeba rzucac kamieniem czyli "witamy na Bastionie!"

"Jakże łatwo jest Ci krytykować i obwieszczać mroczne czasy star wars w związku z przejęciem przez disneya, a nie masz pojęcia jakie one tak naprawdę będą, ba ignorujesz to jakie już są."

Owszem bo wlasnie tak jest. Wyrzucili do kosza cale rozrzezone uniwersum nad ktorym wspolnie pracowano przez ponad 36 lat, wiec tak, dla wielu sa to bardzo mroczne czasy! I w dodadtku: Dalsze filmy SW to juz tylko eksploitacja. Wskrzeszanie legend na ekranie to gwarancja finansowego sukcesu ale nie koniecznie jesli chodzi o jakosc filmowa: Indiana Jones 4, Prometeusz, Ojciec Chrzestny 3, Prequele, Hobbit i nastepny lowca androidow (jestem gotow sie zalorzyc) - owszem bywaja wyjatki jak n. p. w przypadku Batmana w wykonaniu Nolana ale jak pisalem... to raczej wyjatek i dlatego mozna mniec obawy.

"Jestem podekscytowana tym, że star wars na nowo staje się popularne, na nowo jest w modzie i mówi się o nim w większych kręgach nie tylko fanowskich. "

SW bylo popularne i to nie tylko w kregach fanowskich od roku 1977... i od tego czasu nie przestalo byc. To jest majstersztyk historii kina z gigantycznym fandomem, nawet bez pomocy prequelow i Disneya niezle sobie dawalismy rady (miedzy innymi dzieki EU ale co ja tu gadam... )

"Mam, nadzieję i zamierzam się tym radować mimo takich osób jak Ty"

Raduj sie! Ale badz gotowa tolerowac ludzi ktorzy maja inne zdanie.

-----

Jak pisalem przedtem Bart, wyjąłeś mi z ust slowo za slowem w tym artykule. Mam nadzieje ze bedzie wiecej textow z oka sceptyka. Sam bradzo szanowalem rozrzezone uniwersum poniewaz przez niego (przez ksiazki, komiksy i gry) sie naprawde zakochalem w gwiezdnych wojnach. Ale potem przyszedl jakis koles z Disneya/LucasFilmu i powiedzia:"Ten wchechswiat, to co kochales i w co inwestowales tyle czasu i forsy juz nie istnieje poniewaz wywalilismy wszystko na smietnik." - i ludzie sie dziwia jak ktos nie jest z takiej sytuacji niezadowolony.

ludzie sobie sami komplikuja zycie.. to jest FIKCJA!!! Zamiast sie cieszyc i towierac na nowe, tylko sie stresuja, doluja, i maja zal do wszystkich.. wspolczuje...

Przyrównajcie sobie to do sytuacji, kiedy postanowiono by zastąpić Harrisona Forda w roli Indiany Jonesa kimś innym. Część ludzi uzna, że to idiotyzm i nie pójdzie na nowy film, a inni to łykną bezproblemowo

Świetnie ktoś to ujął, porównując reboot to śmierci jakiejś osoby. Oczywiście, jest to nieporównywalna skala, ale zamysł jest podobny. Tłumaczenie, że przecież nikt mi książek nie każe palić, to trochę jak "No nie smuć się, przecież masz wspomnienia i zdjęcia"

To moze najwyzszy czas zainteresowac sie czyms innym skoro wszystko co NOWE nie pasuje. Sa fani ktorym reboot kanonu nie przeszkadza i ktorzy ciesza sie z tego ze przynajmniej teraz wszystko bedzie przemyslane i spojne. Komiksy sa dobre, Rebels sie rozkreca, ksiazki zapowiadaja sie ciekawie (A New Dawn ma swietny klimat a Tarkina doiero zaczalem czytac wiec reszty nie ocenie), TCW mialo swoje wady ale ogolnie mialo mase kapitalnych odcinkow wiec jest w czym wybeirac. Filmy zapowiadaja sie swietnie, wiec skad ten hate? Tak narzekacie na Disneya i robicie z niego maszynke do zarabiania pieniedzy nie pojmujac faktu ze SW to jedna wielka maszynka do zarabiania pieniedzy od prawie 40 lat. Ciekawe, ze jakos wtedy to Wam nie przeszkadzalo...
Radze sobie w takim razie odpuscic wszystko co sie pojawia i zamknac sie w pokoju ze swoimi starymi Legendami i czytac je na okraglo, a fanom ktorzy sa otwarci na nowe wydarzenia pozwolic sie cieszyc z tego ze marka przezywa swoj renesans i fani na calym swiecie (praktycznie wszedzie w wiekszosci) sie z tego ciesza i potrafia to docenic, a Polak bedzie Polakiem z zasciankowym mysleniem, narzekaniem na wszystko i strachem przed otworzeniem sie na to co nowe... Pozdrawiam!

To jest naprawdę zabawne/ciekawe, że tyle lat się żarłem z Bartem na różne tematy, natomiast odkąd rozwalili Star Wars, to pod każdą jego wypowiedzią odnośnie "przyszłości" tego uniwersum mam ochotę napisać: 100% racji, nie mam nic do dodania.

...lub "wyjąłeś mi to z ust" :D

No cóż, czytając ten tekst tylko kiwałem głową, myśląc: "tak właśnie jest". I dokładnie przewidziałem kto się będzie wypowiedział w komentarzach i co będzie pisał.

Ciekawy jestem kolejnych części "Okiem sceptyka".

Jezu, co za smęcenie.

Wychodzi na to, że uprawiam "burzoling"...

EU skończyło się w tym sensie, że nie będzie już kontynuowanie. Nie będzie niczego nowego. Równie dobrze można by dziwić się tym, że ktoś smuci się śmiercią lubianej osoby, bo są wspomnienia.

nie mogę zrozumieć części ludzi w komentarzach... co to znaczy, że EU legło w gruzach? Nieodwracalnie się skończyło?
NIC Z TYCH RZECZY!
Jaki problem wziąć jakąkolwiek książkę, z teraz już Legends i ją przeczytać, a potem następną? Sam w tym momencie czytam wszystko sprzed Nowej Nadziei, a jak skończę to zacznę po kolei czytać wszystko po bitwie o Yavin.
Co z tego, że nie dopiszą tam więcej historii? Wystarczająco mocno napchali tam wszystkiego.
Co do nowej trylogii i kanonu książkowego to czekam z wytęsknieniem za czymś nowym i świeżym, także niech moc będzie z Wami

PS. Całkiem ciekawy artykuł, oby tak dalej!

Miło czasem poczytać szczerej krytyki
Czekam na kolejny artykuł ;)

Tekst Barta mi się podoba, jest w nim sporo żalu, takiego niesprecyzowanego, do Disneya i do całego świata SW.

Jeśli chodzi o mnie to wraz z Disneyem mordującym EU przeszło mi gwiezdnowojenne fanostwo.

Już od dawna nie miałem czasu na czytanie komiksów i powieści (choć mam ich setki - dosłownie), ale jednak jeszcze czasami wracałem, czy to do filmów, czy to do kontynuowałem jakąś serię. Ostatecznie znałem całkiem nieźle EU.

Dla mnie dobre 15 lat temu Star Wars przestało być filmami, a stało się bogatym światem opisanym w powieściach, komiksach, opowiadaniach, grach, etc. Filmy przestały być ważne, bo to tylko 6 raczej krótkich historii. Na tle całego EU, nic wielkiego.

Kasacja EU celem nakręcenia kilku filmów to dla mnie uśmiercenie nie EU, ale całego Star Wars. Już mnie to nie interesuje. A na nowe epizody nie pójdę do kina z dwóch powodów - nie zapłacę za film od Disneya oraz nie mam zamiaru oglądać 3D. Plus w zasadzie nowe filmy to tylko i wyłącznie fanfilmy autorstwa Disneya. Nigdy nie lubiłem fanfilmów, nawet tych najlepszych :)


Na Bastion czasami wracam, mam sentyment do strony, na której zarejestrowałem się w 2004 roku i na której kiedyś byłem bardzo aktywny. Ale SW mi przeszło.

Za długie, nie chciało mi się czytać.

Kiedyś ludzie żyli szczęśłiwi w przekonaniu żę ziemia jest płąska, podparta na grzbietach żółwi/krokodyli/gołego faceta w prześcieradle... Potem nagle przyslzo kilku "złych" i zawalili im świat... ba nie dość że zawalili to jeszcze zgnietli jak gazetę i zrobili z niego kulkę... O dziwo mimo masowych zbiorowych samobójstw, palenia na stosie itp po jakims czasie ludzie przywykli i dalej żyli sobie spokojnie.

Nigdy nie płakalem czytając ksiażki ze swiata SW, kupowałem figurki (jeszcze te gumowe którym ręce i nogi ruszały się jako całość bez możliwości zginania w stawach była nawet seria wypuszczona przez jakąś polską firmę "oponiarską" ;) ), zbierałem plakaty z pierwszej sagi (rodzice mieli znajomą bileterkę w kinie więc było łatwo ;) ). Przyszeł czas studiów i pracy i jakoś to wszystko odeszło na bok. Co jakiś czas sięgałem po książkę i tak na prawdę czytalem to co mnie "kręciło" a nie wszystko żeby "żyć EU". Dzisiaj cieszę się, że będa kolejne filmy, wali mnie to że EU jako "projekt" zostało odsunięte na bok... ale... Nie zostało "skasowane" bo sie nie da skasować czegoś co jest fizycznie. Ba mało tego, widzę nawet nadzieję dla EU właśnie w takim stanie rzeczy. Jestem ciekaw gdyby ktoś poszedł do Disneya i Lukasa z pytaniem/propozycją: Mam możliwości, ekipę i chciałbym nakręcić ekranizację serii Karen Travis "Komandosi Republiki". Przecież co bym z tym nie zrobił nie zepsuję Wam obecnego kanonu a na pewno kupa ludzi na to pójdzie do kina więc wszyscy zarobimy.

Myślę, że teraz rodzi się szansa na łatwiejszy dostęp do treści z EU właśnie w takim kierunku. Kwestia, czy znajdzie sie jakiś sensowny producent, reżyser itp który będzie partnerem do rozmów dla Lucasa i Disneya.

To w kwestii tego co zrobiono z EU.

A co do świętowania... Bart świętuj sobie, bądź nie, co chcesz ;) Ja świętuję właśnie wtedy kiedy chcę i co chcę. ;) Jeżeli coś łączy tylu ludzi na świecie - idea SW którą rozpoczął w latach 70-tych Lucas a teraz bedzie kontynuował Disney bez względu na to, czy ktoś ma wylane na EU czy nie, to jednak wszyscy Ci ludzie kręcą się wokół jednego tematu, choć przez każdego postrzeganego indywidualnie. Już sam ten fakt jest wart świętowania nie uważasz?

A jeszcze z trzeciej strony: podeślij nastepny tekst do korekty ;) Będzie sie lepiej czytało ;) Jak coś napisz PM ;)

Ja 4 maja obchodzę dzień gwiezdnych wojen a szczególnie legends i jak na razie nie dociera ciągle do mnie stary i nowy kanon. Ja ciągle mam tylko jeden

Jakże to okropne, gdy osoba deklarująca się jako fan star wars, życzy temu uniwersum by skostniało doszczętnie i umarło śmiercią naturalną wraz z nim. O ironio, w ostatnich latach nabór nowych fanów gwarantowały tak znienawidzone przez Was (nie wszystkich) animację, oraz prequele. Bo wiem, że teraz krytykowane dla wielu były pierwszym kontaktem z gwiezdnymi wojnami. Jakże łatwo jest Ci krytykować i obwieszczać mroczne czasy star wars w związku z przejęciem przez disneya, a nie masz pojęcia jakie one tak naprawdę będą, ba ignorujesz to jakie już są. Bo to co się dzieje napawa ciepłem moje fanowskie serce. Jestem podekscytowana tym, że star wars na nowo staje się popularne, na nowo jest w modzie i mówi się o nim w większych kręgach nie tylko fanowskich. Widoki wskazują na wspaniałe czasy, kto wie, może będzie to rozkwit jak w przypadku marvela, który przeżywa najlepsze lata w swojej historii. Mam, nadzieję i zamierzam się tym radować mimo takich osób jak Ty. Miałam się nie wypowiadać, nie lubię tego robić i czynię to rzadko, ale mimo wszystko nie wytrzymałam. :)

Pelikany wyjątkowo głośno dziś kłapią dziobami. To, jak duży odzew fanatyków disneya jest w tym temacie świadczy o tym, że jednak coś jest na rzeczy i trochę im ten wspaniały, nowy świat stanął w gardle...

Pieknie napisane Bart. EU [*]

Ps. Aha, Bart, jak ty jesteś sceptyk, to ja jestem Helena Trojańska MT4BWY :).

Bart przestań męczyć bułę, przecież to jakaś beka, ty nie masz święta, bo lejesz ciekłym moczem na SW od zawsze. Hejter chce byśmy się nad nim użalali, nie no, to jakaś chora paranoja, choć nie wiem dlaczego, ale sprawia mi przyjemność. Bart nic się nie martw, jutro wstaje nowy dzień lol.

z serca mi to wyjąłeś Lordzie Bart [*], dzięki!

Kolega, zluzuj pudla. Jeśli sympatycy nowych porządków chcą tolerancji dla siebie niech nie rozliczają tych w `żałobie` z ich samopoczucia. A ty faktycznie przyjmujesz ton arogancki, i i kontynujesz to podejście w stosunku do Verga.

....czy to naprawdę wymagało czerwonego (a w sumie pomarańczowego) newsa? [2]

A wiec szybkiego wyjścia z ` doła` :) źyczy `domorosly psycholog` :) jako kuracje polecam udać się do kina w grudniu na ep7 ;)

Uu, to widzę, że mamy psychologa na pokładzie? Jak żeś ładnie nam zanalizował powody, dla których ktoś może wpaść w depresję, załamanie, zaburzenie, i inne tego rodzaju pierdoły. Szkoda tylko, że do takich rzeczy nie da się podejść obiektywnie, bo wierz mi, można złapać doła z powodu o wiele większych pierdół. Wszystko kwestia przywiązania emocjonalnego do czegoś, ale co ja tam wiem, w końcu to ty nam robisz za "psychologa"... domorosłego XD

....czy to naprawdę wymagało czerwonego (a w sumie pomarańczowego) newsa?

Załamanie, depresja, zaburzenie dotyka ludzi, po wypadkach, traumatycznych przeżyciach. Są to zaburzenia na psychice. Jeżeli ktoś ma depresję bo ściągnęli z anteny jego serial, albo dajmy na to zaczęli od nowa pisać kanon star wars, wytłumacz mi prtoszę co to jest? :>

Nie wiem, czy legło w gruzach, pewnie nie, ale na pewno coś się zmieniło. I nie twój interes, kto jak podchodzi do SW.
Pogadać zawsze o tym możemy, ale mam alergię na tego rodzaju pyszałkowaty ton, jaki przejawiasz w swojej wypowiedzi.

I ta, ktoś może się rozczarować, wkurzyć, a nawet załamać, jak to określiłem - tak, też może tak być, ja nie oceniam, a nawet rozumiem.
Wystarczająco jasne, czy może ci to przeliterować, żebyś ogarnął?

"to się nie dziw, że potem jest załamany," żartujesz sobie prawda? :)

"Tyle, że to... nie istnieje." książki Ci zniknęły? Czy Twój świat legł w gruzach? :) takie małe żarciki ale stary to co piszesz i jak emocjonalnie świadczy, że w głębi przeżywasz rozsterki z powodu fikcyjnego świata, zastanów się lepiej nad Tym a nie nad jakimiś głupotami :) Niech moc przede wszystkim będzie z Tobą być mógł się z tym uporać :)

Kolega -> Jak się ktoś mocno zaangażuje w EU w celu rozwijania zainteresowania SW, to się nie dziw, że potem jest załamany, że nagle z dnia na dzień powód do rozwijania zainteresowania SW znika.

Zresztą kim ty jesteś, żeby do cholery oceniać czyjeś podejście i bawić się w ocenianie rzekomych "zaburzeń"? Kolejnym trollem-zarozumialcem, których ostatnio namnożyło się na Bastionie? Marnym prowokatorem? Czy po prostu czyimś alter-kontem?

Sceptyków nie czytam, wolę iść pokornie w tłumie z baranami.

Oczywiscie czcijmy kanon niczym biblie. A Lord Bard to nowy mesjasz. :D prosze was :D rownowaga w mocy jest. Doczekalismy sie kabaretu :) a tak na powaznie, to wracanie wciaz do kasacji kanonu i wieszczenie przy kazdej okazji swoich zalow, to jest zaburzenie. Samo traktowanie tego tak poważnie powinno dac nie jednej osobie do myślenia i zastanowienia sie, czy wlasne zdrowie i komfort psychiczny sa tego warte. Czy nie lepiej znaleźć sobie coś innego. Klepanie w kółko tego samego nie ma sensu. Niech moc bedzie zWami :) bo na szczęście nie macie na to wplywu i mozecie sie tylko przyglądać :)

Głos rozsądku! EU [*] [1]

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Różne"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.