Przebudzenie Mocy

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Okiem redakcji: Minusy siódmego epizodu



W dniu dzisiejszym spojrzymy na „Przebudzenie Mocy” od strony minusów. Film odniósł niesamowity sukces finansowy i otrzymał zasadniczo pozytywne opinie od krytyków. Ale to nie znaczy, że jest idealny - wręcz przeciwnie, spora część fanów ma mu to i owo do zarzucenia. Poniżej sporządziliśmy w redakcyjnym gronie listę największych minusów, jakie można wyłapać podczas oglądania pierwszej części z trylogii sequeli.

Schematyczność i nawiązania do „Nowej nadziei” są zbyt duże



Adakus
Największym zarzutem względem filmu jest jego schematyczność na tle poprzednich filmów, która jest wiecznie przypominana przy każdej możliwej okazji. Nie będę powtarzał tego, co wszyscy już wiedzą, ale błędnym założeniem scenarzystów było nie postawienie na oryginalną historię. Koniec kropka.

Kasis
Dużo jestem w stanie wybaczyć, ale wysadzanie kolejnej, jeszcze większej, broni to przesada nawet dla mnie. Wątek, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebny. Upchnięty i absurdalny.

Lord Bart
Po 38 latach czasu ziemskiego i jakiś 30 latach czasu galaktycznego poszedłem na film, który jest prawie że ANH2.0 Nawet sam reżyser przyznał w którymś z wywiadów, że „nawiązywał” mocno do oryginalnego tytuły po to, żeby nowi widzowie wiedzieli o co chodzi, nie czuli się zagubieni i inne takie słodkie pierdółki. Serio, Panie Abrams? Serio myślał Pan o tych milionach, które nigdy wcześniej nie widziały „Nowej nadziei” i nie miały szansy jej zobaczyć przed 2015 rokiem? A co z tymi dziesiątkami milionów, które znają „Gwiezdne Wojny” na pamięć, bez względu na to czy są fanami czy nie? Oni mieli przymknąć oczy na bezczelną kopię tylko dlatego, że „nowe pokolenia” muszą mieć nowe filmy, ale jakoś jednak nawiązujące do „staroci” z 1977?

Gratuluję konceptu, ale nie wszyscy są ślepymi jeleniami.

ShaakTi1138
W ferworze pierwszego oglądania nie zwróciłam na to uwagi, bo zbyt pochłonął mnie wygląd Kylo Rena. Natomiast im dalej, im dłużej wracałam do TFA, tym bardziej dostrzegałam schematyzm. We wszystkim: typach bohaterów, miejscach, wydarzeniach, przedmiotach… I bardziej niż klonowanie irytuje świadomość, że był to zabieg celowy, mający na celu przyciągnięcie starych fanów, przekonanie malkontentów, że Disney nie zrobi drugich prequeli. A jednak kto stoi w miejscu, ten się cofa; gdzie jest powtarzalność, tam nie ma miejsca na prawdziwą kreatywność.

Wrażenie rebootu niż kontynuacji

Adakus
Pomimo awersji do epizodu VII, film obejrzałem kilkukrotnie, bo w końcu to „Gwiezdne Wojny”. Jednakże w miarę zaliczania kolejnych seansów, film, poza długą listą podobieństw do „Nowej nadziei”, zaczynał sprawiać wrażenie bardziej rebootu serii, niż jej kontynuacji. Zarzuty wobec filmu będę się oczywiście powtarzały te same, ale sam film ma tak naprawdę niewiele wspólnego z uniwersum wykreowanym przez George’a Lucasa. J.J. Abrams stworzył „idealny” reboot, będący „idealnym” kandydatem do tworzenia cyklu od nowa, zarówno z czystym frontem, jak i zapleczem. Jak już skasowaliśmy stary porządek kanoniczny, to równie dobrze moglibyśmy dorzucić do tego pozostałe filmy. Dla wielu fanów byłaby to jednoznaczna sytuacja i nikt nie zarzucałby później schematyczność epizodowi VII.

Brak Lei i Luke'a w filmie



Lord Bart
70 sekund scen z Lukiem i Leią wyglądającą jak wyglądała w momencie kręcenia Carrie Fisher, bez zająknięcia się o jej ewentualnej Mocy oraz tego co robiła… i Pan, Panie Ambrams mówi mi, że oni też byli potrzebni jako „nawiązania” dla nowych fanów?

To może trzeba było być odważnym i zostawić ich w spokoju, przesunąć jeszcze okres czasowy albo pójść na totalną brawurę i wybrać innych aktorów? I dać im więcej możliwości, powiązanych oczywiście ze stanem ich zdrowia? Bo Harrison Ford dała radę maksymalnie, dał radę tylko po to, by zginąć w głupiej scenie.

Kylo Ren i nowi bohaterowie są słabi



Lord Bart
Znowu fragment mojej recenzji:Nowe trio nie sprostało staremu i to nawet takiemu, które widzimy w filmie. „Zmęczona życiem” Leia i „niemy” Luke, będący tylko pyłkiem nowej kurtce genialnego Hana, są razem lepsi od mistrzyni wszystkiego znikąd, głupiego szturmowca i metroseksualnego złego płaczka. Dlaczego? Bo są żywymi Legendami, mającymi za sobą wspaniałą historię, popartą dobrym aktorstwem. Rey, Finn i Kylo nie mieli z nimi szans. Na starcie, dlatego że spieprzył ich ktoś już w scenariuszu.

ShaakTi1138
Po „Przebudzeniu Mocy” miałam pewną refleksję: większość z nas zgadza się w mniejszym czy większym stopniu, że czarny charakter przegra w taki czy inny sposób. Wiedzieliśmy, że Krennic zginie, że rebelianci zdobędą plany… ale nie spodziewaliśmy się, że zapłacą taką cenę. Dyrektor stanowił tu realne zagrożenie. Z drugiej strony mamy postać pokroju Nute’a Gunraya - też złoczyńca, ale złoczyńca słaby, tchórzliwy i żałosny, może nawet trochę śmieszny, lecz ukazany tak celowo w opozycji do Maula czy Sidiousa. Źle jest, gdy schwarzcharakter wychodzi śmieszny niezgodnie z zamysłem twórców.

A takim jest Kylo Ren.

Pomińmy już nawet przywitaną salwą śmiechu w kinie scenę zdjęcia maski. Przyznaję, że Kylo jest najbardziej złożonym i dopracowanym złoczyńcą w całej Sadze… który zachowuje się jak mający problem z opanowaniem własnych hormonów nastolatek ogarnięty obsesją na punkcie Vadera. Który nie stwarza żadnego zagrożenia, bo nie umie ani powstrzymać więźnia przed ucieczką, ani pokonać dziewczyny, która pierwszy raz walczy mieczem, a co dopiero chłopaka niewrażliwego na Moc. Który niszczy konsole i wyje, gdy coś mu się nie podoba. Nie tak powinien zachowywać się ktoś, kto ma ponad trzydzieści lat.

Brak nawiązań do prequeli i do tego, co znamy; nierealność uniwersum

Adakus
Nic tak nie burzy klimatu ulubionej serii, jak stopniowe wygaszanie tego klimatu przez samych filmowców. George Lucas, twórca zarówno oryginalnej trylogii, jak i trylogii prequeli, może filmów nie potrafił kręcić, ale przynajmniej rozumiał i szanował świat stworzony przez samego siebie. Niestety J.J. Abrams nie wziął tej cechy pod uwagę przy tworzeniu „Przebudzenia Mocy”. Chcąc stworzyć „nowe Gwiezdne wojny”, skupił się na wykreowaniu nowego materiału (co niestety nie przełożyło się na oryginalna historię), ignorując świat stworzony przez Lucasa. I tak w filmie nie ujrzymy znanych nam planet czy ras, które były obecne w obu wcześniejszych trylogiach. Nikt chyba nie oczekiwał ponownego przerzucenia akcji na Tatooine, ale w takim razie po co tworzyć bliźniaczą planetę Jakku? Albo czy wszystkie planety ukazane w filmie są tak oddalone od centrum galaktyki, że nie pojawiają się tam rasy obcych znanych ze starszych filmów? Filmy Lucasa też dodawały nowe miejsca i gatunki, ale nigdy kosztem tych znanych, była zachowana równowaga. Dzieło Abramsa niestety odziera uniwersum z łącznika z poprzednimi trylogiami, przez co można doświadczyć wrażenia kreacji innej galaktyki, odmiennej od tej jaką znamy.

Kasis
Świat „Gwiezdnych Wojen” jest olbrzymi, więc cieszą wszystkie nowości, które go rozwijają, ale nie zapominajmy o tym co już istnieje. Jeden Twi’lek w tle robiłby olbrzymią różnicę albo wspomnienie znanej planety. Te braki rażą i bolą wielu fanów. Chcemy czuć, że to jest jeden spójny świat, po którym wędrujemy od wielu lat. I choć odkrywamy nowe miejsca, to chętnie wracamy do starych i cieszymy się widząc znajomą twarz.

ShaakTi
Jak już Abrams zdecydował się robić reboot „Nowej nadziei”, to lepiej by chyba było, aby Rey mieszkała na Tatooine, a Ruch Oporu miał bazę na Yavinie. Jestem w pełni świadoma, że każdy film potrzebuje nowych planet, miejsc czy bohaterów. Ale gdy pojawiły się prequele, pojawiło się także wiele nici łączących je z OT: bohaterowie lądują na Tatooine, a w tle przechadzają się Quarrenowie, Twi’lekowie czy Kalamarianie. Nawet takie drobne nawiązania sprawiają, że czujemy, że to jedna galaktyka, jeden wszechświat. A nie, że nagle gdzieś poznikały nam rasy czy miejsca, które znamy.

Rasizm gatunkowy, wszyscy główni bohaterowie to ludzie



Adakus
W dobie wszelkiej maści poprawności i równouprawnień, zrozumiałe jest dostosowywanie się do pewnych populistycznych trendów. Jedne mają prawo być praktykowane, drugie może mniej. Nie będziemy jednak ponownie rozwlekać tematu większego udziału kobiet, czy aktorów o ciemniejszej i orientalnej karnacji, bo to już jest raczej normalny stan rzeczy. W przypadku tworzenia nowych filmów, przydałoby się pewne urozmaicenie grupy bohaterów, nie poprzez dodanie czarnego aktora czy Azjatki, a raczej stworzenia bohatera czy bohaterki będącego przedstawicielem obcej rasy, znanej z uniwersum. Raczej nikt nie miałby przeciwko, gdyby któraś z nowych postaci była przedstawicielem rasy Twi’lek czy Duros. Mam szczerą nadzieję, że w przyszłych filmach twórcy zauważą tą jawną „dyskryminację” ras obcych.

ShaakTi1138
Czy kiedykolwiek, ktokolwiek zdecyduje się na stworzenie filmu z obcym w roli głównej? Już miałam powiedzieć, że nie, ale przypomnieli mi się „Strażnicy galaktyki”, gdzie w ekipie jest tylko jeden człowiek. A do tego to film pod kuratelą Disneya. Można? Oczywiście, że tak. Obcy sprawiają, że widz jest zanurzony we wszechświat, wszystko jest bardziej realistyczne i wiarygodne. Może jest gorzej z identyfikacją oglądającego z postacią, ale czy zawsze musi tak być? Owszem, można czuć się w pewien sposób bezpiecznie, czy nawet dowartościowanym, gdy mamy coś, co łączy nas z bohaterem. Ale czy nie jest też tak, że przeciwieństwa przyciągają? Że fascynuje nas to, co nieznane?

Słabo naszkicowana polityka galaktyczna



Lord Bart
Słabo? W Galaktyce minęło 30 lat, to zaledwie o sześć mniej niż cały timeline zaczynając od EI, a kończąc na bitwie o Endor. Skasowano EU, gdzie wszystko bardzo ładnie było wytłumaczone, że Imperium to faktycznie imperium, setki planet, dziesiątki regionów, wiele wojsk i flot nadal aktywnych, pomimo zniszczenia dwóch Gwiazd Śmierci i zgonów Imperatora oraz Vadera. Że walka nadal trwa i Nowa Republika nie jest samodzielnym liderem.

Co widać w filmie? Nic. Napisy początkowe w DWÓCH zdaniach mówią o tym, że First Order powstał z popiołów Imperium (czyli, że spalono je doszczętnie, tak?) i poluje na ostatniego Jedi, Luke’a Skywalkera oraz że istnieje jakaś Republika, która wspiera Leię przewodzącą Resistance w odszukaniu brata. Potem TFA w żaden sposób nie nakreśla wizji polityczno-militarnej Galaktyki. Gratuluję, warto było niszczyć EU żeby zobaczyć coś takiego.

ShaakTi1138
W ramach dygresji chciałabym przedstawić jedną rzecz z historii kultury. W średniowieczu ludzie skupiali się na swej duchowej stronie: oddawali cześć Bogu, umartwiali się, uważali ciało za brudne i grzeszne. Potem nadszedł renesans, a wraz z nim odrodzenie ideałów starożytnych. Oto nagle rozum stał się ważniejszy od wiary, a ciało zaczęto postrzegać jako dar od Pana. Sobór trydencki przyniósł kolejne zmiany: ogłoszono postulat powrotu do ideałów średniowiecznych. I barok faktycznie znowu zaczął odwoływać się do Boga… problem w tym, że po renesansie już się nie dało. Jak znowu pisać o nieczystym ciele, skoro niedawno było takie piękne? Jak pisać o marności ludzkiej miłości, skoro poprzednie pokolenie wyrażało się o niej w tak wzniosłych słowach? Cała epoka jest naznaczona tą dychotomią.

Per analogiam to właśnie chcę powiedzieć o sequelach: może w Oryginalnej Trylogii sprawdzała się formuła przygód bohaterów w bardzo małej skali… ale po prequelach już się nie da. Z filmu nie dowiemy się ani jak duży jest właściwie Najwyższy Porządek, dlaczego Nowa Republika sprzecza się z Ruchem Oporu (choć wprowadzenie trzech sił uważam za plus), a książki i komiksy do tej pory nie wyjaśniły zbyt wiele. Polityka nie jest straszna ani nudna. Oczywiście nie mówię, by epizody stały się transmisjami obrad Senatu, ale choć odrobina wiedzy dałaby przygodom naszych bohaterów większy kontekst.

Postawienie na naturalne środowiska



ShaakTi1138
Pisałam już o tym wyżej: fajnie jest powiedzieć, że się było „na Tatooine” czy „na Endorze” i nie mam nic przeciwko pokazywaniu w filmach pięknych czy przerażających miejsc z Ziemi. Sztuką jest znaleźć taką lokację, a do tego rozsławia ono dane państwo czy miasto. Ale jednocześnie taki zabieg straszliwie ogranicza możliwości pokazania innych niż nasz globów. Z inną grawitacją, warunkami atmosferycznymi, florą czy chociażby niebem.

Mało nowych maszyn

ShaakTi1138

Czy ktokolwiek wyobraża sobie używanie w czasach współczesnych telefonów-cegłówek? Bo ja tak odbieram to, co pokazano w TFA. Już nawet „Łotr” miał więcej maszyn, więcej inwencji, mimo że dział się tuż przed czwartym epizodem. To, że widzimy na ekranie TIE i X-wingi, jest tylko grą na sentymencie, a nie realistycznym ukazaniem tego, co mogłoby się zadziać w galaktyce przez trzydzieści lat.

Słabo słyszalna w filmie muzyka



Adakus
W filmie brak mi szczególnie mocnego utworu przewodniego, czym charakteryzował się każdy soundtrack z poprzednich filmów. Ścieżka dźwiękowa jest klimatyczna, poprawna, ale nic poza tym.

Kasis
Niestety należę do tych, którzy nie zostali w kinie porwani przez muzykę towarzyszącą filmowi. Doceniłam ją bardziej po parokrotnym przesłuchaniu, ale i tak nadal uważam, że w porównaniu z wrażeniem jakie potrafiły wywrzeć już przy pierwszym seansie kawałki z poprzednich soundtracków jest o wiele gorzej. Przykre rozczarowanie.

Lord Bart
Ponownie pozwolę sobie zacytować fragment mojej recenzji:Tu będzie krótko, bo i nie ma się nad czym rozwodzić. W całym filmie słychać klasyczne, legendarne motywy SW, które KIEDYŚ wyszły spod ręki Johna Williamsa. Natomiast jeśli ktoś liczył, że pojawi się tu coś na miarę, hmm, przykładowo „Duel of the Fates” – gratuluję. Ja chciałem tylko by „zwykłego” Williamsa nie ruszali. I to się stało. Natomiast nowości, coś co by można zagwizdać po wyjściu z kina – zero. Wiem, że wyszedł soundtrack, nawet przeglądałem track listę. Patrzyłem po tytułach, kojarzyłem sceny. Nic nie słyszałem, nic nie pamiętałem.

Lord Sidious
John Williams stworzył kolejną wspaniałą ścieżkę dźwiękową, którą słucha się z płyty bardzo dobrze. Jednak maestro ma już najlepsze lata za sobą. Nowe utwory, choć wciąż piękne, jednak nie potrafiły w filmie się wybić z tła. Nie były kolejnym bohaterem.

ShaakTi1138
Dla mnie Williams już dawno powinien przejść na emeryturę. Tak, nadal mam do niego ogromny szacunek, ale gdy powtarzające się nuty słuchać w „Ataku klonów” i „Harrym Potterze”, to znak, że materiał już się wyczerpał. Na mnie wrażenie zrobił jedynie utwór otwierający (ale to może dlatego, że emocje wzięły mocno górę) i motyw Rey na Jakku (przypominający mi chwytające za serce kompozycje z mojej ukochanej gry „Podróż”). Reszty nie umiem nawet nazwać, a co dopiero zanucić.

Tajemniczość projektu, niewiele wiemy o nim do dziś

Lord Sidious
O ile jeszcze można zrozumieć, że Lucasfilm chciał zachować jak najwięcej tajemnic do premiery, o tyle po niej jest to już kuriozalne. Na konwentach niewiele mówią o tym jak powstawały filmy. Książek na ten temat nie wydają. Informacji jest tyle, co kot napłakał. A o tym, co się dzieje z produkcją również niewiele wiedzieliśmy. Ta polityka może sprawdza się przy seriach, ale dla fanów jest to dość bolesne, bo nie mogą poznać szczegółów.

ShaakTi1138
Nie wiem na co Disney czeka. Być może na jeszcze jedną edycję specjalną wydania blu-ray 3D, by po raz kolejny wyciągnąć pieniądze od fanów (ale wszyscy wiemy: i tak to kupimy). Może to ma jakiś związek z tajemnicami epizodów ósmego i dziewiątego - może zwyczajnie jeszcze wszystkiego wyjawić nie można. Niemniej w chwili obecnej jest to denerwujące. Jedną z moich ulubionych starwarsowych książek jest „Zemsta Sithów: Album” wypełniona tonami informacji jak powstawał trzeci epizod. Spodziewałam się więc, że przy publikacjach z TFA będzie podobnie… i srogo się zawiodłam. Dokumenty na płytach też nie odpowiadają na wiele pytań, brak wielu artykułów w sieci… A szkoda, bo czeka na to wiele osób.

Kasis
Między innymi z tego powodu „Przebudzenie Mocy” pod wieloma względami sprawia wrażenie zaledwie wstępu do nowej historii. Wstępu o wiele bardziej lakonicznego niż „Nowa nadzieja” czy „Mroczne widmo”. Jakby właściwa historia miała się dopiero rozpocząć. Owszem znamy już trochę realia i bohaterów, ale po seansie pojawiło się chyba więcej pytań niż przed nim. A niektóre z tych niewyjaśnionych zagadnień nie wydają się wymagać aż takiej tajemniczości (np. sytuacja polityczna).

Kasacja starego EU



Lord Bart
Ale uczciwie mówiąc, to nie TFA skasował EU, tylko EU skasowano pod TFA. To niby jest to samo, ale często można pomylić przyczynę ze skutkiem.

Dla mnie kasacja nie jest złem samym w sobie, jest obrzydliwa patrząc na to co dostałem na miejsce Rozszerzonego Uniwersum.

ShaakTi1138
Ja już się z tym dawno pogodziłam, ale nadal wspomnienie tego dnia pozostanie jednym z najsmutniejszych w moim życiu. Straciliśmy wiele wspaniałych postaci i historii, które może wrócą, a może nie.

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.



Tagi: Epizod VII: Przebudzenie Mocy (735) John Williams (326) Okiem Bastionowiczów (12) Weekend 40-lecia (44)

Komentarze (35)

@Kasis
Wiadomo, że zarzut braku oryginalności w TFA dotyczy przede wszystkim głównej historii (ale też każdego detalu któremu da się przypisać podobieństwo).
Oryginalnych pomysłów w TFA jest całe mnóstwo, nie tylko w zakresie sposobu poukładania starych klocków.

Tak się składa, że „Przebudzenie Mocy” mi się podobało. Ale to nie znaczy, że nie mogę mieć kilku zastrzeżeń. A na to wskazują niektóre komentarze.

KB-1303, bartoszcze --> Osobiście uważam, że można połączyć w jednym filmie z SW zarówno nawiązania, jak i oryginalne pomysły. To naprawdę się nie wyklucza. Uważam, że w niektórych innych filmach SW udało się to lepiej niż w TFA, np. w Łotrze czy Zemście. W obu tych filmach widzimy (nawet jeśli na chwilkę) nowe, ciekawe miejsca, ale zarazem wracamy do tych już znanych.

PS. Pomimo różnych żartów, które przewijają się czasami w komentarzach, nie zarabiamy na Bastionie.

Ale największą wadą filmu jest zupełny brak szacunku do starych postaci poprzez zabicie Hana Solo, wcześniej zrobiwszy z Hana i Lei beznadziejnych rodziców, którzy wychowali następce Vadera.

W ANH Twi`lekanek nie było, bo wszystkie były w pałacu Jabby. ~;)

Co by nie mówić, Twi`lekanke bym chętnie zobaczył. Ale przecież nie było ich w ANH ;)

Disney wie, że każdy film ze świata Gwiezdnych Wojen się sprzeda i zarobi krocie, dlatego pozwoliło sobie na arcysłabe Przebudzenie Mocy.

Tak jest! KB-1303 wypal ogniem logiki to gniazdo hejterstwa do cna!

To jaki TFA był, a jaki miał być dla nas, sprostać naszym oczekiwaniom ... obawiam się, że wszyscy mieliśmy za duże oczekiwania, niestety, ale Disney, jak każda korporacja myśli tylko o kasie, i na PIERWSZYM MIEJSCU ZAWSZE stawia ZYSK.
TFA był pierwszym, nowym epizodem, i ten film MUSIAŁ być dla Disney przede wszystkim filmem "bezpiecznym finansowo" czy tego chcemy czy nie. Tak, wiem, można tutaj napisać masę argumentów, że jednak można było zrobić lepiej, z lepszym scenariuszem, bardziej otwartym światem, itp., itd., ale patrząc na chłodno, widząc wszystkie wady tego filmu, to jednak uważam, że jest na całkiem przyzwoitym poziomie.
Ale też oczywiście mam nadzieję (jak wszyscy), że TLJ będzie zupełnie innym filmem - pod każdym względem lepszym od poprzednika.
I następne filmy też :)

@Adakus
Słuszna uwaga - ocena TFA zależy od oczekiwań. Ci, którzy mieli własne oczekiwania, jak ten film ich zdaniem powinien wyglądać (wobec kasacji EU lub niezależnie), oceniają go pod kątem "czy pasuje do tych oczekiwań".

@Adakus akurat Twoje argumenty w tym zestawieniu są sensowne.

Ja odnoszę wrażenie, że poniektórzy maja dość niskie wymagania wobec nowych Gwiezdnych wojen, oczekują wyłącznie rozrywki, nic poza tym. Rozumiem, ale są osoby które chcą jednak obejrzeć coś więcej, niż tylko "zgrabną" powtórkę z tej rozrywki. To, że ktoś nie potrafi wyjść poza własne spostrzeżenia i zarzuca wyłącznie błędne wnioski adwersarzom, to już nie moje zmartwienie. Ja nie oczekiwałem "bezpiecznego" filmu, ale obrazu który mnie powali i rozbudzi na nowo fanowstwo, a tak się nie stało.

Co za problem prowadzić równolegle dwie linie czasowe?

Dokładnie! Przecież to żaden problem! Takie rozwiązanie byłoby jasne i przejrzyste dla wszystkich i nie wymagałoby żadnych dodatkowych zasobów. Disney nie ma pojęcia jak prowadzić markę SW, banda nieogarniętych amatorów!

Ten film to śmieć niegodzien miana "Gwiezdnych Wojen". Zamiast porządnie przedstawionej opowieści o dalszych losach najlepszej galaktyki dostaliśmy jakieś polityczne gówno skupiające się na naduprawnieniu kobiet, gejów i niebiałych. Po tym, co napisałem, pewnie zostanę nazwany mizoginistą (ojeeeej...), homofobem (ale mnie to boli....) i rasistą (cóż za mocne słowo!). Pewnie nie miałbym problemu z tym śmieciem, gdyby dicksney nie anulował Legend. Co za problem prowadzić równolegle dwie linie czasowe? A może to i lepiej, że Legendy są skończone, bo i one mogłyby zostać zamienione w paradę równości, manifę i black life matter.

Ten film nie ma minusów, zrozumcie to.

xD

To, że to nie jest recenzja to zauważyłem podczas czytania, dlatego dałem to w cudzysłów.

Troche umiem czytać ze zrozumieniem bo odniosłem się do Waszej hipokryzji w komentarzu.

Nie twierdze, że ten film jest super. Odniosłem się do błędów logicznych zwartych w tych opiniach.

Dlatego napisałem, że pisze do Was razem i każdego z osobna.
Nie miało sensu pisać po nickach i odpowiadać na opinie. Każdy wie co napisał i znajdzie odniesienie do siebie.
I kto czytał opinie, wie do czego sie odnosze.

Szkoda, że nie odniosłeś się do innych moich argumentów.

Ale najbardziej mnie boli atak na mnie. Nie rozumiem. Wyrażam swoją opinie, a tu od redaktora zostaje zaatakowany. Trzeba przemyśleć co się pisze przed opublikowaniem i być gotowym na krytyke. Bo ja nigdzie was nie zaatakowałem.

A to że zarabiacie forse to sie bardzo cieszę, bo robicie fajną robote prowadząc to forum.

tradycyjnie widać kogo nauczono chociaż trochę czytania ze zrozumieniem, a kto jadł i je popcorn i spał na lekcjach z przeżarcia :P

To nie jest żadna recenzja tylko luźne spostrzeżenia członków Redakcji.
Każdego z nich z osobna.
Zebrane razem.
To że mogą się wykluczać lub wydawać się wykluczające powodowane jest tym, że luźne spostrzeżenia członków Redakcji zebrano razem, ale nie są one jednolitym frontem, tylko zbiorem różnych treści.

Jasne? Wątpię, ale liczę $ za kliknięcia i rechoczę z nerdoburzenia "to wszystko nieprawda, bo mnie się podobało, byłem miliard razy w kinie i jeszcze wczoraj dopchnąłem TVNem" XDXDXD

Do wszystkich autorów tej ,,rezenzji" i każdego z osobna.
TFA musiało być filmem ,,bezpiecznym". Wracamy do świata po długiej przerwie, więc film musi mieć bezpieczny schemat. Nie można ryzykować i potencjalnie odstraszyć od marki.
Co do nowych bohaterów i aktorstwa. Uważam, że aktorzy odwalili kupę dobrej roboty, szczególnie Harrison Ford i Adam Driver. Bo nie sztuką grać jest kozaka, któremu wszystko wychodzi, sztuką jest zagrać postać która ma widoczne słabości i nie boi się tego okazać.
Druga sprawa odbiór postaci i wygląd Kylo. Reżyser nigdy nie wie jak zostanie odebrana postać, każdy może sobie odebrać postać inaczej. Ja moge uznać że JarJar był jednym z najstraszniejszych złoczyńców a Snoke jest śmieszny. Wygląd Kylo, troche nie rozumiem dlaczego Cię śmieszny. Bo co, bo pod maską jest zwykły normalny człowiek ? WOW no nie możliwe, a jak superbohater zdejmie maske to też śmiesznie bo człowiek? Przecież każdy w masce jest cyborgiem. Co do autora który napisał, że brak znajomych planet. Jakby się takie pojawiły to byście płakali, że cały czas te same planety i nie ma żadnych nowych.

Scena walki Kylo vs Rey Finn
Wytłumaczę to jak dziecku. Kylo dostał z kuszy Czubaki, która wyrzuca w innych w powietrze. Rozumiem mogłeś nie zauważyć. Szturmowcy byli szkoleni do walki bronią białą. Scena walki Fin vs Traitor nie była po to, żeby Finn se powalczył tylko, żeby pokazać, że szturmowcy też umieją walczyć. Rey musiała wygrać bo to główna postać.

Podsumowując:
Hipokryzja autorów nie zna granic. Zarzucacie filmowi zrzynkę z NN, jednocześnie narzekacie na brak nawiązań do prequeli i brak starych planet. I w tym samym momencie hejtujecie elementy które się różnią. Weźcie sie zastanówcie czego w końcu oczekujecie.

TFA moim zdaniem:
- zbędny udział Luke’a w tym epizodzie i zbędna ostatnia scena, kompletnie niepasująca do zakończeń GW, lepiej byłoby zakończyć w momencie żegnania Rey,
- postać Maxa von Sydowa jest kompletnie zbędna, niestety nie wzbudza żadnych większych emocji (tym samym jego śmierć jest bez znaczenia), nic w sumie nie wnosi, w dodatku ma straszliwie drętwy dialog z Kylo Renem,
- kiepska, płytka i nic niewnosząca rola Phasmy; o ile mała obecność Boby Fetta w V i VI się broniła, tak tutaj po prostu Phasmę można by całkowicie wyrzucić
- z końcówki filmu można wnioskować, że Kylo Ren i Hux zginęli, bowiem trudno by się uratowali w ostatniej chwili… o ile w ANH pozorne (w końcu Vader gdzieś tam dryfował i mógł nie przeżyć) pokonanie Dartha Vader’a dawało furtkę na zabicie go lub przeżycie a tym samym dokręcenie kontynuacji lub zamknięcie na pierwszej części, tak tutaj…sytuacja jest dość dziwna, mieliśmy zostać zatrzymani w niepewności, ale zostajemy (przynajmniej ja) ze zdziwieniem na twarzy
- Starkiller jest fajną nazwą i dobrze, że w końcu ją wykorzystali, niemniej…który to raz bohaterowie niszczą jakąś wielką broń/gwiązdę/planetę/bazę ala planeta etc.? W dodatku jest 100 razy większa, a eskadra atakująca i niszcząca ją jest (lub też zdaje się być) taka sama, bądź nawet mniejsza
- o ile lubię piaszczystość Tatooine, to w przypadku Jaku wyczuwam wtórność, żałuję że nie wykorzystano konceptu z planetą-śmieciowiskiem
- Damerona jest jednak nieco za mało w tym filmie
- motyw poszukiwania mapy jest tak głupi (z końcową sceną dopasowania jednej mapy do drugiej na czele - przypomina to zakończenie jakiejś taniej gry dla dzieci), że szkoda gadać… i żeby nie było - podoba mi się sam motyw poszukiwania Luke’a (jest w tym pewna wtórność, i to nawet nie względem poprzednich filmów, tylko historii w ogóle). Problem jest właśnie z tym poszukiwaniem map oraz z pokazaniem Luke’a na końcu
- nieco za mało wyrazistych tematów muzycznych - bardzo mi się podoba Marsz Ruchu Oporu, ale - nie wiedzieć czemu - został nieco zmieniony w samym filmie
- Rey używająca mocy do uwolnienia się z więzienia…litości
- zbyt ’śmieszkowa’ postać Finna
- za mało rozrysowana postać Rey
- zbędny wątek Kandżi Klubu (aczkolwiek ci żołnierze bez twarzy byli interesujący)

Jest tego więcej, ale już pewnych rzeczy nie pamiętam.

Argument z nowymi bohaterami jest tak z pupy, że płaczę 😁 za to pierwszy i drugi no niestety, tfa się nie wybroni.

Tradycyjnie płaczę ze śmiechu nad połączeniem zarzutu braku oryginalności i zarzutu braku nawiązań do wcześniejszych epizodów.

Trudno się nie zgodzić ze wszystkimi zarzutami, choć do TFA lubię wracać.

TFA w jednym słowie "Zrzynka".

O Kylu się jeszcze przekonamy - na razie piszę o tym, co widać po TFA.

R1 był lepszym widowiskiem ale nie filmem.
Zaś co do muzyki, jest genialna, czego by o niej złego nie mówić. Problemem jest zaś fakt że została ona katastroficznie zagłuszona efektami dźwiękowymi blasterów, TIE-ów, itp. Oby w TLJ nie powtórzyli tego błedu

No właśnie, jeżeli bohater nie jest kopią Vadera, automatycznie czyni to z niego postać "z którą nie możemy mieć problemów", co więcej powiedziałbym że jest nawet głęboka!

Co do Lorda Barta i jego słów, że bohaterowie nie mają szans, bo ktoś ich spieprzył na początku. A może nie mają szans, bo czujemy mocną przywiązanie do starych bohaterów ? Nie ma nic mocniejszego jak nostalgia i nawet jakby napisali super-hiper cudowną postać to i tak by nie dorównywała legendarnym bohaterom. Co do ShaakTi1138 i jego stwierdzeniu o Kylo. Trochę się zgadzam, że brakuje takiej postaci od której powieje grozą, ale trzeba pamiętać, że to dopiero 1/3 historii. Trzeba też przełamać takie golemowe myślenie, że czarny charakter musi być bezdusznym mordercą i nic więcej. Dostaliśmy bohatera który jest postacią głębszą i trzeba to w pewien sposób docenić. I to jest dla mnie najśmieszniejsze, że macie problem, że TFA jest kopią NW, a paradoksalnie hejtujecie postać która jest jedynym elementem, który jest inny. Jakbyśmy dostali Vadera 2.0 to by było, że Wam sie nie podoba bo znowu bohater skopiowany. Zastanówcie się czy w końcu chcecie coś nowego czy to samo.

Ojtam, ojtam. Z połowy tych kwestii można wyciągnąć wiele plusów :D

R1 był znacznie lepszym widowiskiem niż TFA [3], co nie zmienia faktu, że EVII widziałem kilka razy więcej od "Łotra". Seanse w kinie tłumaczę sobie "głodem" za SW, ale nawet i wczoraj dla wersji z lektorem obejrzałem w TV i jakoś zleciało. ;) Jedno jest pewne - ten film nie wymaga od widza zbyt dużo myślenia.

Jak zobaczyłem tytuł, spodziewałem się, że jakieś 90% będzie napisane przez Barta.

R1 był znacznie lepszym widowiskiem niż TFA. [2]

-[i]...nie mam nic przeciwko pokazywaniu w filmach pięknych czy przerażających miejsc z Ziemi.
Ale jednocześnie taki zabieg straszliwie ogranicza możliwości pokazania innych niż nasz globów. Z inną grawitacją, warunkami atmosferycznymi, florą czy chociażby niebem. [2]

R1 był znacznie lepszym widowiskiem niż TFA.

Bart słusznie prawi, piwa mu nalać!

O czym wy w ogóle mówicie, przecież to arcydzieuo

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Przebudzenie Mocy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.