Przebudzenie Mocy

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Okiem redakcji: Plusy siódmego epizodu



Wczoraj przedstawiliśmy największe naszym zdaniem wady „Przebudzenia Mocy”. Ale zawsze jest też druga strona medalu i istnieje wiele rzeczy, które sprawiają, że siódma część Sagi jest filmem bardzo dobrym, docenionym zarówno przez krytyków, jak i fanów. Dzisiaj zatem prezentujemy wszystko to, co z TFA nam się najlepiej kojarzy.

Powrót sagi do kin



Kasis
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w byciu fanem „Star Wars” jest czekanie na nowy film „Star Wars”. I po latach przerwy, wielokrotnie przekonywani, że nowych epizodów już nie będzie, znowu mogliśmy to przeżywać (lub po raz pierwszy w przypadku fanów, z krótszym stażem). „Gwiezdne Wojny” znów były wszędzie dookoła. Mijały kolejne miesiące, a nowe materiały promocyjne i zwiastuny podgrzewały atmosferę. I nawet jeśli do głosu dochodziły też obawy, to dla wielu z nas był to radosny czas, dobry czas na bycie fanem tego uniwersum.

Lord Bart
Chyba mój największy ogólny problem tej produkcji. Ja przywykłem do pierwotnego zdania Papcia Lucasa, że SW to skończona historia Dartha Vadera. Sześć filmów i koniec. W ogóle mi to nie przeszkadzało. A potem zobaczyłem TFA takim jakie jest i… tak, SW to skończona historia Vadera, powinna pozostać w oryginalnej formie, bez „epizodowania” w nieskończoność.

Lord Sidious
Czego by nie mówić, „Gwiezdne Wojny” wróciły do kin. Zmiotły całą konkurencję. I w przypadku „Przebudzenia Mocy” udało się zachować jeszcze tą wyjątkowość. To było wydarzenie.

Qel Asim
Po 33 latach fani „Star Wars” na całym świecie doczekali się kontynuacji Oryginalnej Trylogii - trzech filmów, które na zawsze zmieniły obraz kinematografii. Pomimo wcześniejszego upragnionego ukazania się Trylogii Prequeli oraz kinowego pilota serialu „Star Wars: The Clone Wars”, to właśnie Epizod VII był bardziej wyczekiwanym filmem dla kilku pokoleń fanów. Wielu chciało ponownie zobaczyć tzw. wielką trójkę i dowiedzieć jak potoczyły się losy ich oraz galaktyki, o której wolność walczyli. Dzień ogłoszenia, w którym obwieszczono światu powstanie kolejnego epizodu Sagi rodu Skywalkerów, był dla wielu nową nadzieją, by marzenie o kolejnym filmie mogło się ziścić, zaś dzień premiery „Przebudzenia Mocy”, dniem spełnienia marzeń i powrotu Mocy.

ShaakTi1138
Dla wielu z nas najważniejsze, co wiązało się z „Przebudzeniem Mocy", to powrót Sagi do kin. Jaki film by nie był - lepszy czy gorszy, nie miało to większego znaczenia. Minęło ponad dziesięć lat odkąd mogliśmy zasiąść w ciemnej sali, otoczeni przez rodzinę czy znajomych i przeżywać emocje o wiele większe, niż przed telewizorem w domu. Nie zapominajmy o niesamowitej atmosferze kin - zapachu popcornu, gwarze podekscytowanych rozmów przed seansem i jeszcze większym wybuchu emocji po nim, gdy nareszcie mogliśmy podzielić się wrażeniami i teoriami. Tego nie da się nigdzie skopiować.

Powrót klasycznych bohaterów przy jednoczesnym postawieniu na nowych



Kasis
Osobiście podczas seansu cieszyły mnie zarówno nowe postacie, jak i te znane od lat. Świetnie było zobaczyć znów na ekranie Leię, Hana, Chewbaccę, Luke’a i droidy (nawet jeśli niektórych zaledwie przez moment). Przez tyle lat mogliśmy śledzić jak starzeją się właściwie tylko na kartach powieści, a teraz znów ożyli. Natomiast nowa gwardia, jak na razie jest całkiem udanym zastępstwem. Pod wieloma względami są to postacie podobne do tych, które już znamy, ale jednak każdy z nich wprowadza coś nowego do epizodów. Z niecierpliwością czekam na to, jak ci bohaterowie zostaną rozwinięci w następnych częściach. Nawet (a może zwłaszcza?) Kylo Ren.

Lord Sidious
Możliwość zobaczenia Hana Solo, księżniczki Lei czy Luke’a Skywalkera po latach na wielkim ekranie to coś niesamowitego. Już sam zwiastun, w którym Han mówi o powrocie do domu, niejednego z nas wzruszył. Film daje jeszcze więcej z tych wspaniałych uczuć. Ale jednocześnie patrząc na Hana uciekającego przed rathtarem, wiemy, że to nie jest ten Solo, którego chcemy oglądać. Rola mentorów, postaci tła czy dziedzictwa to chyba najlepsze, jak można do nich podejść.

Jednocześnie nowi bohaterowie istnieją w tym filmie. Są inni, świeży. Strachliwy BB-8, przerażony Finn, zagubiona Rey i zawadiacki Poe. Każde z nich musi odnaleźć swoją drogę, zaś nasi bohaterowie z klasycznej trylogii pomogą im trochę, ale to już nie jest film o nich.

Qel Asim
Starzy bohaterowie ukazani są z godnością na tle młodych. Osoba Luke’a Skywalkera, chociaż jest głównym katalizatorem ukazanych wydarzeń, nie odgrywa w filmie znaczącej roli. Luke jest postacią bardzo ważną, lecz niewidoczną, jego obraz ma dopiero zostać dopełniony, co pozostawia niedosyt jego osoby i chęć zobaczenia więcej. Jego rola to forma przystawki, zachęty do dania głównego, które ma dopiero nastąpić. Kolejna osoba, czyli jego siostra Leia Organa, ma już swoje dni chwały za sobą. Potencjalna przedstawicielka rządu Nowej Republiki, wciąż żyje po staremu - w nieustannej rebelii wobec nieprawości, jako generał Ruchu Oporu zamiast nieistniejącego już Sojuszu. Jest jak tradycyjny przysmak, którego nie może zabraknąć podczas uczty. Ostatni z wielkiej trójki i jednocześnie najbardziej niezmieniony pozostał Han Solo. Aczkolwiek ta postać, choć niezmieniona, uzyskała nowy, dualistyczny obraz. To ten sam Han Solo - przemytnik, którego fani pokochali od pierwszego seansu oryginalnych „Gwiezdnych Wojen” - Han jest sobą, niezmienny, wciąż w tarapatach i szemranych relacjach z galaktycznym półświatkiem. Jednocześnie to nowy Obi-Wan Kenobi, mentor-nauczyciel, ten, który wprowadza w arkana Mocy i zaraża wiarą w jej istnienie i możliwości. Osoba Hana Solo jest obrazem przejścia pomiędzy Oryginalną Trylogią a Trylogią Sequeli, to alegoria spełnienia się tego, co Ben Kenobi zapoczątkował w umyśle młodego, sceptycznego przemytnika. Jest niejako daniem głównym, tym na które wszyscy czekali, zwłaszcza po słynnym wyrażeniu ze zwiastuna: Chewie, jesteśmy w domu. Ponadto, śmierć Hana ma też znaczenie symboliczne. Po pierwsze to ukazanie, że czas starszego pokolenia dobiega końca. Po drugie, to obraz ofiary. Ciemna Strona Mocy domaga się poświęcenia czegoś lub kogoś cennego, by podarować swój pełny potencjał. Podobnie jak Des w legendarnej Drodze Zagłady, morduje ojca nieświadomie, by raz na zawsze stanąć na drodze do potęgi Ciemnej Strony, tak młody Kylo Ren sięga po nią w pełni świadomie i dobrowolnie, mordując swojego ojca.

Młodzi bohaterowie w ujęciu sumarycznym są lustrzanym odbiciem cech bohaterów Oryginalnej Trylogii. Łącznie posiadają te atrybuty, za które Luke, Han i Leia, zostali obdarowani przez fanów sympatią. W przypadku Rey dochodzi podobieństwo do Anakina Skywalkera, w zakresie intuicyjnego używania Mocy bez szkolenia oraz zdolności technicznych. Rey jako doskonała pilotka, złota rączka i początkująca Jedi, jest spoiwem łączącym Trylogię Sequeli z pierwszymi sześcioma epizodami Sagi. Jak Rey po Jasnej Stronie Mocy, tak Kylo Ren vel Ben Solo, jest odbiciem Dartha Vadera, jednakże w zakrzywionym zwierciadle. Podobnie jak dziadek, Kylo posiada wielki potencjał Mocy i rozwinął liczne zdolności jej wykorzystywania - jest utalentowany jak Vader, aczkolwiek nie potrafi wykorzystać pełni swojego potencjału. Dzięki młodemu Mistrzowi Rycerzy Ren, jego niedościgniony wzór Darth Vader jest obecny w filmie. Wiara Kylo Rena w opiekę, którą dziadek miałby go otaczać, sprawia że pomimo śmierci Vadera, podczas seansu „Przebudzenia Mocy” można poczuć obecność Mrocznego Lorda. Podobieństwo Kylo Rena do Dartha Vadera przejawia się też w srogości i bezwzględności z jaką Ren obchodzi się z podwładnymi w Najwyższym Porządku i z wrogami.

ShaakTi1138
„Przebudzenie Mocy" w pewien sposób zrobiło lustrzaną wersję tego, co uczyniono w prequelach: tam pokazano nam początki bohaterów, ich dzieciństwo i młodzieńcze lata, wreszcie dlaczego stali się tym, kim się stali. To było ciekawe zjawisko, ale ostatecznie wszyscy wiedzieliśmy, że Anakin zostanie Vaderem, a Obi-Wan uda się na wygnanie. Siódmy epizod pokazuje nam ponownie znanych herosów, ale tym razem przedstawia ich czyny w czasach o wiele późniejszych od OT. Dla Hana przyszłość okazała się tragiczna, ale jego śmierć z rąk własnego syna można odczytywać symbolicznie: oto nowe przychodzi po stare. Przejście to jest jednak płynne. Solo jest dla Rey mentorem, a żeby bohaterka mogła dorosnąć, nauczyciel musi odejść. Nie wiemy jak zostanie to przedstawione w „Ostatnim Jedi", ale podejrzewam, że i tam „nowi" powoli będą przejmować pałeczkę. Leia nie zawsze będzie dowodzić Ruchem Oporu, a i podejrzewam, że ktoś będzie musiał przejąć schedę po Luke’u. I tak powinno być.

Nowe postaci



Adakus
Nowa trylogia przyniosła nam nowe trio głównych bohaterów, różniące się genezą od tych znanych z poprzednich filmów. Poe to pilot myśliwców, miłośnicy X-wingów powinny być więc zadowoleni, Finn to były szturmowiec, dla jednych zdrajca, dla drugich jedyny moralnie sprawiedliwy wśród Najwyższego Porządku - postać skonfliktowana wewnętrznie, no i Rey, bohaterka tak naprawdę nieokreślona, przynajmniej do momentu premiery „Ostatniego Jedi”.

Qel Asim
Nowi bohaterowie, którzy nie są wprost analogicznie ucharakteryzowani na typ bohaterów Oryginalnej Trylogii, to doskonałe zaczątki dla nowych historii rozwijanych w ramach Expanded Universe. Lor San Tekka i Kościół Mocy, Rycerze Ren, Maz Kanata, gangi kolaborujące z Najwyższym Porządkiem, to prawdopodobnie najważniejsze z postaci i grupy, których rozwoju można oczekiwać w innych pobocznych dziełach spod znaku marki “Star Wars”. Na szczególną uwagę zasługuje wspomniana Maz, która w pewnych aspektach przypomina mistrza Yodę, ale jest jednak kimś wyjątkowym bo podobnie jak Lor San Tekka, wierzy w Moc, chociaż jej nie używa. To nowość w Sadze, gdyż w pozostałych epizodach ludność galaktyki miała wobec Mocy stosunek raczej indyferentny lub wprost wątpiła w jej istnienie (np. Han Solo), zaś w “Przebudzeniu Mocy” wydaje się być na wyciągnięcie ręki dla każdego, nawet dla osób nie obdarzonych szczególnym darem do jej używania.

ShaakTi1138
Do nowych bohaterów pierwszego sequela od razu zapałałam sympatią. Z jednej strony większość z nich ma jakiś pierwowzór w Oryginalnej Trylogii - Rey to niby taki Luke, Poe to Han, Finn to… no właśnie. Nie jest tak do końca. Rey pochodzi z pustyni i znajduje robota, ale jest o wiele bardziej doświadczona przez życie niż Skywalker, o wiele lepiej umie też sobie radzić. W Dameronie czuć Hanowski czar i luz, lecz jest o wiele bardziej oddany sprawie. Finn to postać nowa, która może bazuje na wielu stereotypach pociesznego, lekko fajtłapowatego wojaka, ale w Sadze nie mieliśmy dotąd postaci, która zmieniłaby strony w tak drastyczny sposób. Phasma nabiera niesamowitej głębi po ostatniej powieści Dawson, Maz to taki Yoda tylko z powiązaniami w półświatku… mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Postacie z TFA są oryginalne i wnoszą powiew świeżości. Tak trzymać!

Główna bohaterka to kobieta, dywersyfikacja ras ludzkich



Adakus
Osobiście uwielbiam silne kobiety z charakterem, szczególnie takie, które zrywają ze stereotypowym obrazem, jak i posiadają własne oryginalne cechy. Stary kanon oferował kilka takich bohaterek, filmowo jednak było dość przeciętnie. Teraz dostaliśmy Rey, która musi udowodnić, przynajmniej mi, że jest czymś więcej, niż tym co prezentują zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Póki co mało wiemy o Rey, ale mam szczerą nadzieję, że twórcy postarają się tak pokierować ewolucją tej postaci, że otrzymamy coś więcej, niż żeński odpowiednik Luke’a z Oryginalnej trylogii.

Kasis
Bardzo cieszy mnie fakt, że główną bohaterką trzeciej trylogii została kobieta. Choć pod wieloma względami przypomina Anakina i Luke’a, zwłaszcza na chwilę obecną, na początku swojej drogi, to jednak jest to przyjemna odmiana. Zwłaszcza, że na pierwszym planie kobiet w filmach „Star Wars” nadal jest niewiele. To samo dotyczy bohaterów o innym kolorze skóry niż biały. Zmiany zdecydowanie na plus. Nie potrafię zrozumieć dlaczego to jest problemem dla wielu osób. Postacie mają być przede wszystkim ciekawe i dobrze zagrane, a jeśli do tego każdy dzieciak na świecie znajdzie w tym uniwersum kogoś podobnego z wyglądu do siebie, to tym lepiej.

Qel Asim
Kobieta w roli głównej bohaterki to początek zmiany postrzegania Gwiezdnych wojen, jako tworu popkultury zarezerwowanego dla płci męskiej. Dzięki postaci Rey, Saga ma szansę dotrzeć do większej liczby osób - stać się bardziej dla każdego. Z kolei pojawienie się afroamerykanina wiąże się z dwiema zasadniczymi korzyściami. Pierwsza jest podobna do kwestii ustanowienia roli kobiecej na pozycji głównej bohaterki. Ludzie będący przedstawicielami rasy innej niż biała, mają swojego reprezentanta w „Gwiezdnych Wojnach”, co może zniwelować poczucie wyobcowania. Druga kwestia jest związana z logiką wewnątrz uniwersum „Star Wars”. Rozróżnienie rasowe w ramach ludzkości ukazanej w „Gwiezdnych Wojnach” jest czymś oczywistym, biorąc pod uwagę wielkość galaktyki, choćby w stosunku do Ziemi. Różnorodność koloru skóry to coś naturalnego - zaś pokazanie afroamerykanina w Epizodzie VII, dokonaniem naturalizacji „Gwiezdnych Wojen”.

ShaakTi1138
Jako kobieta jestem przeszczęliwa, że wreszcie przedstawicielki mojej płci stanęły w świetle starwarsowych reflektorów. Może większość naszych czytelników to panowie, więc pewnie nie zrozumieją jak to jest, gdy przez całe życie słyszy się tekst: „Lubisz GW? Ale jesteś dziewczyną!” czy „Ale to jest dla chłopaków!” A to nieprawda, bo może faktycznie jest nas mniej, ale jeśli już jesteśmy fankami, to z całego serca. Bardzo się cieszę, że moje podopieczne ze szkoły mają bohaterkę, w którą mogą się wcielać podczas zabaw, a uwierzcie mi, chłopakom nie przeszkadza, że Rey jest dziewczyną. Tak samo nikt z dzieciaków nie ubliża Finnowi, Baze’owi czy Chirrutowi z powodu koloru skóry. I może powinniśmy brać z nich przykład? W galaktyce, w której na każdym kroku spotyka się osobę z innej planety coś tak banalnego jak rasa nie powinno stanowić żadnego problemu.

BB-8



Lord Bart
Zacytuję fragment mojej recenzji: BB-8 to pierwszy droid, który w filmach SW z… mechanicznego dodatku stał się pełnowymiarowym bohaterem. Już widzę wzburzenie fanów duetu C-3 i R2, ale wstrzymajcie rumaki. Złota sztaba, poza momentem królowania Ewokom, był tylko zawalidrogą. Tak prawda. R2 zaś… ćwierkał i świerkał, ale w sytuacjach ostatecznych to on ratował wszystkich. I to chyba przez sześć Epizodów. Nie był jednak na pierwszym planie. BB jest. Albo przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Co prawda mam przeczucie, że został wrzucony do filmu specjalnie dla dzieciaków i ogólnego słodzenia (wychodzi mu to cudownie), ale i tak jest autorem najlepszego chyba slapsticku w całej historii kinowej SW (scena z zapalniczką jako lajkującym kciukiem). Po tym czymś miałem tylko dwie opcje do wyboru: walnąć facepalma i wyjść z kina albo… polubić go. No i zdecydowałem się na drugą. Bo przypomina mi trochę kogoś innego, kogoś kto zawsze wyciśnie ze mnie łezkę. WALL•E’ego.

Qel Asim
BB-8, to droid-maskotka. Niby nic szczególnego nie zrobił, poza tym że był i wpadł w ręce Rey. A jednak stał się jedną z ikon nowego epizodu „Gwiezdnych Wojen”. Ten droid zachowuje się tak jak osoba. Ma uczucia, potrafi grać na emocjach bohaterów i kradnie każdą scenę przez sam fakt że w niej występuje. W przypadku BB-8, jego domniemane uczucia i emocje to nie wszystko. Ten droid jest dobry w ujęciu moralnym - ma poczucie sprawiedliwości, wierności, przynależności, przywiązania i odznacza się troską dobro swojego aktualnego właściciela. Na dodatek porusza mnie jego bezradność - jest jak dziecko, które usiłuje się ukryć przed zagrożeniem w ramionach swojego opiekuna i jest nieustępliwe w swojej ciekawości wszystkiego. To zupełnie inny droid niż C-3PO, który swoją osobowością potrafi tylko irytować, czy R2-D2, który choć zaradny wydaje się być, przy swoim owalnym następcy, dość prostym charakterem i postacią prawie beznamiętną. BB-8 jest po prostu wyjątkowy.

Świetnie naszkicowana polityka galaktyczna



Qel Asim
Przed premierą „Przebudzenia Mocy” twórcy sugerowali, że chcą kontynuować wzorce na podstawie, których powstawała Oryginalna Trylogia. Ten zamysł miał dotyczyć m.in. frakcji politycznych. Imperium Galaktyczne w pewnych motywach wzorowano na III Rzeszy Niemieckiej, zaś bezpośredni spadkobierca Imperium, miał być wzorowany na idei „co by było, gdyby część nazistów przetrwała”. W Epizodzie VII, w pełni udało się to ukazać. Najwyższy Porządek spełnia wszelkie domniemania nt. swoich sposobów działania jako alegorycznego następcy III Rzeszy i innym systemów totalitarnych. Pojawiają się decyzje o eksterminacji jeńców, ludności cywilnej, całych planet (i państw), byle zapewnić przestrzeń i dominację dla swojej frakcji (~ Holocaust, Lebensraum). Przedstawiciele Najwyższego Porządku są przekonani o swoich racjach i przeświadczeni że działają dla dobrej sprawy i przywracania zagrożonego przez terrorystów ładu w galaktyce. Najlepiej jest to widoczne na przykładzie Huxa, generała ślepo oddanego wobec Naczelnego Wodza (~ Führera) Snoke’a. Hux jest organizatorem programu indoktrynacji i wychowywania fanatycznych podwładnych Najwyższego Porządku (~ Lebensborn), głównym zwolennikiem anihilacji Nowej Republiki i partyzanckiego Ruchu Oporu i płomiennym głosem swojego wodza. W prawdopodobnie najsłynniejszej scenie z udziałem Generała Huxa - czyli jego przemowie przed pierwszym, historycznym użyciem broni Starkiller, sposób w jaki przedstawia treści (pełne antyrepublikańskiej propagandy), przypomina mowy samego Adolfa Hitlera. Dbałość o kontynuację wzorców z Oryginalnej Trylogii, nawet w kwestii ukazania motywów politycznych, to kolejny atut Przebudzenia Mocy. Według mnie, w Epizodzie VII wyszło to nawet lepiej niż w pierwowzorze Oryginalnej Trylogii.

Nowe teorie - na przykład Snoke i Rey

ShaakTi1138
Franczyza żyje, dopóki ludzie o niej mówią. A to, co zrobiło „Przebudzenie Mocy” z teoriami spiskowymi, jest niesamowite. Ja uwielbiam wciąż wracać do filmu, książki czy gry, analizować, doszukiwać się głębokiej struktury i podwójnych znaczeń, wszędzie widzę symbole. Nie ma nic gorszego, niż opowieść, w której wszystko jest jasne od początku do końca, bo to jest opowieść martwa. Nie jest nawet ważne, czy ludzie pochodzą na serio do kwestii rodziców Rey czy pochodzenia Snoke’a, czy tylko wymyślają coraz bzdurniejsze wersje historii - wszyscy mamy o czym rozmawiać. A po paru latach z nostalgią będziemy wspominać durnoty, w które wszyscy wierzyli.

Łączenie CGI z praktycznymi efektami



Lord Bart
To mnie jednak chyba zaskoczyło – dobre zdjęcia i wplecenie CGI w całokształt na tyle umiejętne, że nie czułem się jak na kolejnym popcornowym blockbusterze, ale na dobrym wizualnie kinie sci-fi.

Qel Asim
W “Przebudzeniu Mocy” zastosowano wiele efektów specjalnych. W czasie gdy twórcy filmów coraz częściej decydują się na tworzenie efektów cyfrowych, sztuką jest, by otrzymany obraz nie zestarzał się zbyt szybko i pomimo upływu lat, wciąż potrafił wywołać w odbiorcy wrażenie realizmu. W celu utrzymania takiej długowieczności filmu oraz aby oddać w najlepszy możliwy sposób realia Oryginalnej Trylogii, kręconej niemalże 40 lat wcześniej, „Przebudzenie Mocy” zostało uposażone głównie w efekty praktyczne. Twórcy zadbali o to, by możliwie każdy efekt specjalny był jak najbardziej realny. Troska o detale jest szczególnie widoczna np. w postaci dojrzewającego posiłku Rey, który na prawdę sam wyrastał (choć “nieco” wolniej niż w filmie). To wszystko zostało okraszone subtelnymi efektami cyfrowymi, tylko tam gdzie było to faktycznie niezbędne i ukazanie czegoś efektami praktycznymi po prostu niewykonalne (jak na przykład pochłanianie gwiazdy).

ShaakTi1138
Często powtarzający się zarzut dotyczący prequeli - za dużo CGI - jest bezzasadny, bo zbudowano do nich o wiele więcej praktycznych modeli niż w całej OT. Bez grafiki komputerowej zobaczymy fajnych obcych czy ciekawych pomieszczeń, a wszystkie planety będą aż i tylko jakimś miejscem na Ziemi. Z drugiej strony efekty praktyczne nie wyglądają tak sztucznie i są po prostu imponujące - to o nich pisze się w publikacjach typu „Jak powstawał film”, a nie o komputerach. Dowodzą mistrzostwa i kunsztów lalkarzy czy scenografów. Abrams odżegnywał się od CGI jak tylko mógł, ale w filmie było tego mnóstwo... i wypadło dobrze. Z jednej strony mamy cyfrowe rathtary, z drugiej „prawdziwych” obcych w zamku Maz. Różna technika, ale tak samo dobra. Chciałabym w przyszłości więcej zastosowań podobnych rozwiązań.

Reinterpretacja monomitu, bliskość oryginału



Lord Sidious
Czego by nie mówić o „Przebudzeniu Mocy”, że jest odtwórczy, kopiujący, to jednak Abramsowi i jego ekipie udało się wskazać mitologiczną esencję „Gwiezdnych Wojen”. Monomit Josepha Campbella. Epizod VII, podobnie jak IV i I jest kolejną reinterpretacją. Przewidywalną, wierną, ale jednak. To dalej ta wspaniała historia, która sprawia, że saga potrafi dotrzeć do nowego pokolenia.

Jednocześnie jest druga sprawa, TIE Fightery, X-Wingi i cała ta reszta. Film ma niesamowity ładunek sentymentalny. Jasne to już nie tylko ograne motywy, to pewne elementy, które jednak po latach wspaniale ogląda się w kinie. Jedną z największych zalet „Zemsty Sithów” było to, że mogliśmy w końcu oglądać przynajmniej w niektórych scenach, sagę jaką pokochaliśmy. Film Abramsa ma tego dużo więcej. Może jest to odtwórcze, ale daje kopa.

Qel Asim
Zachowanie fabularnego schematu, na którym pierwotnie powstała „Nowa Nadzieja”, chociaż budzi kontrowersje, jest gwarancją autentycznie gwiezdnowojennego charakteru kolejnego epizodu Sagi. Przed premierą wielokrotnie spekulowano, m.in. o tym czy nowy epizod pozwoli odczuć, że jest prawdziwym filmem „Star Wars”. Wierność wobec oryginału, który podbił serca widzów na całym świecie, to najbezpieczniejsze otwarcie dla nowej trylogii. Ponadto, według podobnego klucza reinterpretacji campbellowskiego schematu, sam G. Lucas, twórca uniwersum Gwiezdnych wojen, wyreżyserował Trylogię Prequeli. Epizod VII powstał więc na podstawie jednej linii, tożsamej z oryginałem „Gwiezdnych wojen” i zamysłem autora serii. Przebudzenie Mocy jako bardziej bezpośrednia kopia, niż interpretacja, w pełni zachowuje cykliczność wydarzeń obecnych w pozostałych pierwszych częściach gwiezdnowojennych trylogii. To wraz z licznymi nawiązaniami i podobieństwem scen, sprawia wrażenie że oglądany film to prawdziwe, pełnoprawne Gwiezdne wojny i nie można Przebudzenia Mocy pomylić z żadnym innym filmem science-fiction, bo to po prostu „Star Wars” w 120%.

ShaakTi1138
Tak, „Przebudzenie Mocy” kopią jest… ale czy na pewno? Paralele pomiędzy filmami są widoczne nie tylko pomiędzy „odpowiadającymi” epizodami z obu trylogii, lecz także w tak zwanej teorii lustrzanej (jedynka odpowiada szóstce, dwójka piątce i tak dalej). Dlaczego więc TFA nie miałoby nawiązywać do “Nowej nadziei”? Mit - czy to Cambellowski, czy to Jungiański, czy to Frazerowski - ma jedno wspólne, powtarza się w cyklu niczym pory roku. Owszem, każdy ma inne cechy szczególne, lecz istota pozostanie ta sama. „Przebudzenie” nie daje jeszcze pełnego obrazu mitu - chociażby drogi bohaterki - ale stanowi bardzo dobry pierwszy akt i wprowadzenie do tego, czego możemy się spodziewać.

Tempo i akcja

Lord Sidious
Abrams umiejętnie łączy klasyczne już dziś kino nowej przygody, z tempem współczesnych filmów. Sprawia to, że akcja właściwie leci na łeb, na szyję. Wszystko dzieje się szybko, sprawnie. Film przede wszystkim ma bawić i to się tu udaje znakomicie. To dopracowany produkt, a Abrams jest tu niedoścignionym mistrzem.

Qel Asim
Zgadzam się z Lordem Sidiousem, dodam od siebie że akcja w „Przebudzeniu Mocy” nie zawsze jest jednak bardzo dynamiczna i niedościgniona. W stosownych momentach, zwłaszcza tych, które dotyczą głównie doświadczenia działania Mocy przez bohaterów (odnalezienie miecza świetlnego, intuicyjne używanie Mocy przez Rey, spotkanie Luke’a), to chwile zatrzymania - spowolnienia tempa w czasie, podczas którego widz może nasycić się niejako celebracją wydarzenia. Tempo akcji w “Przebudzeniu Mocy” to sposób na ukazanie tego co w życiu bohaterów jest przyziemne i co odnosi się do wyższej sfery - Mocy.

ShaakTi1138
Jeśli jest jedna przewaga, którą „Przebudzenie” ma nad „Łotrem” to jest to właśnie akcja. Film nie nuży, pędzi z zawrotną prędkością tam, gdzie potrzeba, a spowalnia, gdy bohaterowie nabiegają się dość. Dzięki temu za każdym razem epizod siódmy ogląda się równie przyjemnie, co poprzednio.

Dobre rzemiosło reżyserskie



Adakus
Jedno na pewno można było zarzucić George’owi Lucasowi, nie miał on talentu do reżyserii. Pod tym względem J.J. Abrams radzi sobie dużo lepiej, dzięki czemu „Przebudzenie Mocy” ogląda się przyjemniej, pomimo tych wszystkich znanych nam minusów. Nieraz bywa tak, że film ratuje jeden element, pozwalający posiadać dobre zdanie o nim. Abrams wykonał kawał dobrej, rzemieślniczej roboty, a „Przebudzenie Mocy” jest przykładem prawidłowo stworzonego filmu rozrywkowego na miarę naszych czasów. Oceniam obraz tutaj tylko perspektywy sztuki filmowej, bo jako element uniwersum już tak kolorowo nie jest.

Qel Asim
Reżyseria J.J. Abramsa to obraz harmonii. W jednej scenie widzimy zamykaną klapę, by w kolejnej, odbywającej się w odmiennej lokalizacji zobaczyć np. otwierane drzwi. Ta spójność scen, sprawia poczucie dynamizmu, a przede wszystkim ukazuje „Przebudzenie Mocy” jako jeden „organizm filmowy”. Akcja wywołuje reakcję, przyczyna skutek. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, lecz każda scena jest dobrana tak, by tworzyć jedną całość i porwać widza odpowiednio zintensyfikowaną dynamiką wydarzeń. Podobnie jak w kwestii wyważenia efektów praktycznych i CGI, tak tutaj świadczy to o pedantycznej wręcz trosce o detale, co podnosi walory „Przebudzenia Mocy” jako filmu jako takiego.

ShaakTi1138
Co by nie mówić o Abramsie, odwalił naprawdę kawał dobrej roboty. W „Przebudzeniu Mocy” ciężko doszukać się scen czy momentów, które byłyby po prostu źle wykonane czy nietrafione. Tutaj każdy rekwizyt, ruch, moment, mimika postaci są doskonale przeliczone i zaplanowane. Podobnie rzecz ma się z doborem kolorystyki, montażem scen czy wreszcie ich symbolicznym znaczeniem, które będziemy odkrywać latami.

Dobra gra aktorska

Qel Asim
Nowa trylogia - nowi bohaterowie, więc i nowi aktorzy. To była jedna z większych niewiadomych filmu. Jak nowa obsada poradzi sobie w swoich rolach oraz czy starsza ekipa da radę i pokaże po latach, raz jeszcze swoją klasę. W obu wypadkach obawy okazały się niesłuszne. Harrison Ford stanął na wysokości zadania i aktorsko spisał się na medal, pomimo że w niektórych scenach widać było że boryka się z możliwościami swojego ciała. Carrie Fisher spełniła swoją funkcję, to już bez szczególnego popisu, ale wciąż na poziomie. Co do Marka Hamilla… wyglądał dobrze :). Jego gra aktorska to coś na czego zaspokojenie musimy jeszcze poczekać, a to tylko kolejny powód, by wyczekiwać na Epizod VIII. Jakkolwiek wspaniale by nie grał Harrison Ford, najlepszym wg mnie aktorstwem popisał się debiutujący aktorsko duet Ridley-Boyega i wcielający się w antagonistę Driver. Adam ukazał huśtawkę emocjonalną Kylo Rena w bardzo przekonującym stopniu. Podczas sceny ojcobójstwa, można odnieść wrażenie że Ben Solo zaraz rzuci się na ojca… by go przytulić, a co się stało wszyscy wiemy. Z kolei Daisy Ridley z Johnem Boyegą potrafili zachwycić interakcją, którą wykreowali między Rey a Finnem. W ich grze nie odczułem żadnej sztuczności, oni byli Rey i Finnem, Daisy i John nigdy nie istnieli, to prawdziwa młoda Jedi i szturmowiec-dezerter. Wybór debiutujących aktorów, okazał się być strzałem w dziesiątkę, bo postacie w które się wcielili, są po prostu autentyczne.

Wyważony humor



Qel Asim
Humor ukazany w „Przebudzeniu Mocy” jest wpisany we współczesne trendy, a jednocześnie odpowiednio wobec nich zdystansowany. Starsi fani otrzymali humor w postaci nawiązań do wydarzeń, wypowiedzi, czy przez obecność osób - bohaterów z Oryginalnej Trylogii. Prym wiedzie tutaj postać Hana Solo, z jego powiedzonkami i stylem bycia. Młodsi zaś zostali uraczeni subtelnie ukazanymi nawiązaniami do życia współczesnego, czego najwyraźniejszym przykładem był popularny „lajk”, który Finn otrzymał od BB-8.

Innym ważnym aspektem humoru w Przebudzeniu Mocy, było jego wyważenie i podporządkowanie do wydarzeń. Nie jest to humor znany z ostatnich popularnych filmów opartych na komiksach innych marek, gdzie powaga sytuacji jest często zdruzgotana przez żarty. W Epizodzie VII humor jest tylko tam, gdzie nie godzi w rangę wydarzeń aktualnie przeżywanych przez bohaterów filmu, nigdy kosztem historii.

ShaakTi1138
Jedną z rzeczy, które w „Przebudzeniu” podobały mi się najbardziej, jest właśnie humor. Jest bardzo subtelny i nienachalny - nie ma tu durnowatych żartów słownych, dominuje raczej komizm sytuacyjny, ot choćby pierwsza sztuczka umysłowa Rey, Han Solo strzelający z kuszy Chewiego czy Finn smalący cholewki do głównej bohaterki. Inny aspekt humoru TFA to oczywiście nasza wiedza na temat wcześniejszych bohaterów. Szermierka słowna Solo z członkami Kanjiklubu może nie wywołuje salw śmiechu, ale ciężko się nie uśmiechnąć, gdy przypomnimy sobie charakter przemytnika. Sporo rzeczy wynikło już po filmie, z czego prym wiodą memy ze szturmowcem TR-8R. Oby tak dalej!

Muzyka

Qel Asim
Ścieżka dźwiękowa w „Przebudzeniu Mocy” to kolejny budzący sprzeczne emocje element filmu. To zupełnie inna muzyka niż porywające swoim dynamizmem dźwięki w Trylogii Prequeli. Kto liczył na podobną „muzyczną bombę”, ten się przeliczył. Tutaj muzyka jest bardziej w tle, kojąca, zostawiająca po sobie mentalny ślad dopiero po kilku seansach filmu. To muzyka, która doskonale koresponduje z tytułem Epizodu VII. Jest pobudką, subtelną, spokojną, czasem nieco intensywniejszą (March of the Resistance), ale przede wszystkim delikatnie wyciągająca widza ze snu, w którym nie było już miejsca ani nadziei na nowe „Gwiezdne Wojny” i powrót Mocy. Intensyfikacja tej pobudki jest zależna od Rey i tytułowego Przebudzenia Mocy - rozpoczyna się cichutko i łagodnie (The Scavenger; Rey’s Theme), by zwiększyć swoje tempo i moc (The Ways of the Force), gdy Rey zaczyna świadomie z Mocy korzystać. To kolejny aspekt powiązany z reżyserią J.J. Abramsa, gdyż nawet w ścieżce dźwiękowej wszystko jest regulowane tak, by tworzyć jedno dzieło filmowe. Nie tylko w perspektywie dopasowania do aktualnych scen, lecz w generalnym zamyśle fabuły epizodu i rozwoju głównej bohaterki.

Muzyka w „Przebudzeniu Mocy” to także jeden z elementów, obok campbellowskiego schematu fabuły, pozwalający rozpoznać że to prawdziwy film gwiezdnowojenny. Obecność klasycznych motywów, jest zauważalna i w pełni komponuje się z muzycznymi nowinkami Epizodu VII.

To kolejny uśmiech w kierunku fanów i umiejętna droga rozwoju jednego z charakterystycznych elementów „Gwiezdnych Wojen”. Droga dobrego tradycjonalizmu - zachowywania muzycznego depozytu i jego aktualizowania w wierności oryginałowi.

Kasacja EU



Qel Asim
Kwiecień 2014 roku, dla fanów „Gwiezdnych Wojen” był miesiącem wielkiego rozczarowania i rozbudzonych nadziei. To właśnie wtedy zdecydowano o zmianie statusu dotychczasowego Expanded Universe z obowiązującego kanonu na jego alternatywną, legendarną odmianę. Decyzja Lucasfilmu, choć spotkała się z silną opozycją, znalazła jednak entuzjastów. Kolejny epizod, miał być nowym początkiem dla rozwoju Expanded Universe, bez ograniczeń wynikających z legendarnych historii. Tak, też się stało - Przebudzenie Mocy otwarło wiele ścieżek rozwoju dla nowego kanonu. Wiele pytań pozostawiono bez odpowiedzi, część zyska dopełnienie w kolejnych epizodach, zaś inne w ramach nowego Expanded Universe. Nowe otwarcie, zapoczątkowane w Epizodzie VII to szansa na spójny kanon, wolny od nieścisłości w porównaniu do wcześniejszych Legend.

Inna kwestia to obecność Legend w „Przebudzeniu Mocy”. Epizod VII stał się powodem kasaty ważności starego kanonu, aczkolwiek korzysta z jego dorobku i wykorzystuje wybrane motywy w nowej odsłonie. Dwa najważniejsze elementy “Przebudzenia Mocy”, będące zaczerpniętymi z Legend są: baza Starkiller i osoba Kylo Rena. Pierwszy, znany jest m.in. z powieści „W poszukiwaniu Jedi”, gdzie figurował jako „Pogromca Słońc”. W przypadku Kylo Rena, legendarnym pierwowzorem był wrażliwy na Moc syn Hana i Lei - Jacen Solo, znany z wielu powieści ukazujących czasy po bitwie o Endor. Wykorzystanie dorobku skasowanego kanonu, jest wg mnie wyrazem szacunku, jaki twórcy „Przebudzenia Mocy” wyrazili wobec grona autorów poszczególnych Legend oraz próbą wyjścia naprzeciw oczekiwaniom fanów, którzy czuli się dotknięci kasatą.

ShaakTi1138
Nie będę oszukiwać i kłamać, że ucieszyłam się skasowniem EU. Tamte historie zawsze pozostaną w moim sercu, bo to dzięki nim pozostałam fanką. Wielu z nas zainwestowało swoje pieniądze i czas w komiksy i książki. Ale nie oszukujmy się, to i tak kiedyś by się stało - a lepiej, by nad spójnością czuwała cała grupa, a nie tylko jeden Leeland, choć nieścisłości były, są i będą. Dla mnie w chwili obecnej prawdziwą frajdą jest odnajdywanie elementów Legend w nowym kanonie. A jest tego więcej niż myślicie.

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.



Tagi: Epizod VII: Przebudzenie Mocy (794) J. J. Abrams (434) Okiem Bastionowiczów (12) Weekend 40-lecia (44)

Komentarze (39)

"Świetnie naszkicowana polityka galaktyczna" - tu po raz pierwszy parsknąłem śmeichem. Kto Assimowi dał tu głos? XD

Największym plusem TFA jest TLJ :)
Nie byłoby świetnego TLJ gdyby wcześniej nie powstało TFA.

Co pozwala zakwestionować rzetelność pary plusy - minusy, również pod kątem czego było więcej. ~;)

To już kwestia mojego punktu widzenia :)

No ale jaki to "Pogromca słońc", skoro tamten był +/- bumbumowcem i robił z gwiazdy supernovą, a nie strzelbał przez hiperprzestrzeń do planet? Jeśli już to "Działo galaktyczne" byłoby bliższym nawiązaniem. Tak czy siak wyszła nieGwiazdaŚmierci (jedne durnoty zastąpiono inną durnotą; tyle, że duuużo większą).
Ale uwzględniać to w kontekście kasacji EU jako plusa jest sporym nadużyciem. ~:P

Pisząc o nawiązaniach do Legends miałem na myśli tylko najbardziej kluczowe, a że jest ich więcej to sprawa jasna ;)

Power of the Light Side - ja tam patrząc na Rey kilka razy chciałem krzyknąć - Bastila Shaan ! :)

Plusów brak. Każdy tęsknił za SW i chciał je zobaczyć w kinach, ale to nie znaczy, że trzeba było dawać wielkie g***o fanom w postaci TFA.

A jeśli chodzi o te elementy Legend w części VII to nie wspomniano o dwóch rzeczach:
- gdy Baza Starkiller pobierała energię z gwiazdy to na myśl od razu przyszła Gwiezdna Kuźnia
- historia Bena Solo/Kylo Rena była wzorowana na Jacenie Solo/Darthcie Caedusie, ale wygląd samej maski od razu budzi kojarzenia z Revanem

Gdyby nie ten fantastyczny film, miałbym w dupie star warsy, bo tak naprawdę o nich nie słyszałem, lub nie wiedziałem że o nich słyszę :). Nawet obejrzałem stare filmy, no dzisiaj nie znalazły by fanów ale szanuje je bo w końcu gdyby nie one nie byłoby Przebudzenia mocy :)

Ktoś mnie wzywał czy to tylko Luke S?

Luke S dobrze, że mamy ciebie z Bazem i Lubsokiem.

My narzekamy na TFA, TLJ i ogólnie di$neya, a ty na nas.
A poza tym bastion nie jest stroną tylko dla zwolenników di$neya, nowych filmów i nowego kanonu. Trudno wszystkich nie da się zadowolić, bo człowiek by zwariował.

Raczej będziesz je miał, bo dopiero po banie :D

Koleś, ja mam gdzieś bany :D Mam życie poza Internetem.

Ale dyrdymały.

Aha, BB-8 pokazał _środkowy_ palnik. ~:P

Spójrzcie sobie, co to jest krytyka, a co to prewencyjne onomatopeje i wycieczki personalne w wykonaniu Luke`a S. Układamy klocuszki pod kolejnego banika, cio nie ;D

I dlatego film jest średni,obstawiam,że Ostatni Jedi będzie o wiele lepszy :>

Finster, na FB w statusie związku jest pewna opcja, brzmi: to skomplikowane :D

Nikt jeszcze nie napisał negatywnego komentarza ---> "O czym wy w ogóle mówicie, przecież to gniot", "Abramsowi udało się spieszyć SW."

A do reszty komentarz adresowałem prewencyjnie, Ty zniknąłeś na chwilę po tym, jak zostałeś przez zjechany na forum, niestety pozostali Panowie dalej sobie używają spamując pod każdym newsem.

Reek, nicki piwniczaków z Bastionu średnio mnie obchodzą.

Pozujesz na inteligenta Luke S, a jesteś zwykłym prostakiem. Nikt jeszcze nie napisał negatywnego komentarza, a ty już się rzucasz i wywołujesz innych userów, których wyzywasz od hejterów i używasz słownictwa poniżej wszelkiej krytyki. Przemyśl lepiej swoje postępowanie, bo jad jak na razie to wylewasz tylko ty.

Qel, jesteś w redakcji czy coś mnie ominęło?

A i fajne przypomnienie ANH przed TLJ, i fajnie że plusów dodatnich wyszło więcej.

@Luke S
"Bazy i nedza"? Radziłbym nauczyć się pisać nicki innych, jak masz narzekać na cudzą pisownię.

Spójrzcie sobie co to jest krytyka, a co to luźny komentarz do newsa.

Emperor, nie spieprzyć, lecz przede wszystkim spieniężyć "Przebudzenie Mocy". Na dodatek całkiem przyzwoicie.

Nauczcie się pisać, a dopiero potem weźcie się za hejt. Mamy już disclaimera, Reeka, brakuje do pełni szamba Lubsoka, Bazy i nedza - "kwiiik kwiiik ale jakie plusy TFA, przeciesh to gniot! kwiiiiik kwiiiik chrum chrum".

Spójrzcie sobie na poprzedni news o minusach TFA i zobaczcie, co to jest krytyka, a później spójrzcie na Wasze szambo wylewane pod każdym newsem o nowej trylogii przypominające działalność pensjonariuszy zakładu psychiatrycznego.

Abramsowi udało się spieszyć SW.

A jednak więcej plusów ! ... no jak to ?:D

Hehe, oj nie! :P

Qel->
Tam hejtowali, że hejtujemy, teraz będą hejtować, że lajkujemy. Ni dogodzisz :P

O czym wy w ogóle mówicie, przecież to gniot

Ile plusów!
I w tym miejscu symetrycznie przypomina się, że minuski były :)
Gdyż Starkiller zabawny jest (nie będąc wierną kopią DS), ale pojawia się głównie po to, żeby umożliwić konfrontację Hana z Benem oraz walkę Rey z Kylo.
No i ten nieszczęsny McGuffin...

Abramsowi udało się wszystko to, co powyżej napisała Redakcja :).

Co nie Shaak? :D

No i plusów wyszło więcej :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Przebudzenie Mocy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.