Klasyczna Trylogia

„Imperium kontratakuje” jutro w Polsacie



Niedzielne poranki filmowe i „Gwiezdne Wojny” w Polsacie trwają. Jutro, czyli w niedzielę, 2 sierpnia 2020, o godzinie 10:20 zobaczymy zobaczymy piątą część „Gwiezdnych Wojen”, czyli „Imperium kontratakuje”. Film można także oglądać na Polsat HD.



Po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, Luke Skywalker (Mark Hamill) i pozostali Rebelianci uciekają przed Imperium. Udaje im się założyć bazę na niedostępnej, lodowej planecie Hoth. Jednak wrogom udaje się ich namierzyć i zniszczyć ich kryjówkę. Rebelianci muszą więc ponownie uciekać. Luke udaje się na bagnistą planetę Dagobah, żeby spotkać się z Mistrzem Jedi – Yodą (Frank Oz) – i pobrać od niego nauki. Natomiast Han Solo (Harrison Ford), księżniczka Leia (Carrie Fisher), Chewie (Peter Mayhew) i roboty trafiają na planetę Bespin, do dawnego przyjaciela Hana - Lando Calrissiana (Billy Dee Williams). Darth Vader próbuje przeciągnąć Luke’a na swoją stronę i zapędza go w pułapkę. Podczas pojedynku z Lordem Sithem, Skywalker poznaje zaskakującą prawdę o swym dziedzictwie.

„Imperium kontratakuje” dziś uchodzi za sequel wszech czasów. To pierwszy film z cyklu niewyreżyserowany przez George’a Lucasa, który jest tu producentem i współscenarzystą. Reżyseruje Irvin Kershner. Za ostateczny scenariusz odpowiada Lawrence Kasdan, pierwotną wersję napisała Leigh Brackett. Występują: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Billy Dee Williams, Frank Oz, Anthony Daniels, Kenny Baker i Peter Mayhew, oraz Ian McDiarmid, a także David Prowse i James Earl Jones jako Vader. Zdjęcia: Peter Suschitzky, muzyka: John Williams. Produkcja: Gary Kurtz i Rick McCallum („Wersja specjalna”)

W kolejną niedzielę finał klasycznej trylogii.

Tu też przypominamy, że „Imperium kontratakuje” można obecnie oglądać także w kinach.



Tagi: Alec Guinness (63) Anthony Daniels (204) Billy Dee Williams (120) Carrie Fisher (348) David Prowse (63) Epizod V: Imperium kontratakuje (501) Frank Oz (96) Gary Kurtz (25) George Lucas (1026) Harrison Ford (469) Ian McDiarmid (118) Irvin Kershner (41) James Earl Jones (85) John Williams (396) Kenny Baker (86) Lawrence Kasdan (156) Mark Hamill (355) Peter Mayhew (106) Peter Suschitzky (6) Polsat (49) Rick McCallum (190)

Komentarze (131)

uciekło mi
*Syfo-Dyas nie był pozytywnie nastawiony

Robię to samo w stronę prequeli? Czy ja mówiłem, że prequele nie zasługują na Williamsa i nominacje za efekty, nie zważając na rok ich powstania i tym samym ignorując to, że były pod wieloma względami przełomem choćby w ostatnich latach?
- A czy ja pisałem, że "Imperium..." nie zasłużyło w ramach Akademii na statuetkę? Nie, napisałem streszczając, że w moim odczuciu ma słabe z dzisiejszego punktu widzenia efekty oraz uzasadniłem, dlaczego otrzymał Nagrodę Specjalną, a nie Nagrodę za Najlepsze Efekty Specjalne. Zarzut niemniej postawiłeś, a nawet walnąłeś, że posiadanie własnego zdania jest ignorancją i brakiem szacunku do twórców, ponieważ nie pozwoliłem, by owe czynniki zamgliły mój osąd. Dla ciebie to "nie zasługuje on na takie zlewanie z błotem". Więc po prostu odbiłem piłeczkę.
__________
Dziecinne jest wywyższanie nowszego o 20 lat filmu, kiedy ich efektów specjalnych zwyczajnie nie można porównać, bo dzielą się na praktyczne i komputerowe. Różnią się jak dwa nurty w sztuce. Mówiąc, że Nadzieja zrobiła coś lepiej chyba masz na myśli "remaster" z 2011. Jedyne czego się czepiasz to Bitwa o Hoth, która była wtedy śmiałym krokiem naprzód, jeśli chodzi o rozmach scen akcji.
- Dlaczego nie można porównać? Przecież te filmy nie wyparowały z istnienia a efekty służą tylko jako środek do opowiedzenia historii, a nie odwrotnie. W dalszym ciągu mogę je obejrzeć i jako naoczny świadek potwierdzić, w którym prezentują się lepiej. Poza bitwą o Hoth, mamy jeszcze lot w pasie asteroid, ponownie jakość hologramów, płaskie tło przedstawiającego bespińskie miasto z czarnymi obwódkami. Przeważnie większa część filmu odbywa się w pomieszczeniach, więc tu nawet nie było szansy na jakieś efekty specjalne. Tam gdzie są, wypadają niestety przypałowo. Nie dziwota, że Lucas zainwestował w remastery dla bardziej "dzisiejszej" widowni.
__________
Serio mam wymieniać wszystkie inspiracje w Nowej Nadziei? Słowo "przeróbka" oznacza, że czuć tam przewagę Flasha Gordona. Jedyny raz, gdzie okazujesz odrobinę tolerancji do V. części jest w pierwszym poście mówiąc o pod jakimś nieokreślonym względem "świetnym story". Negujesz to, podtrzymując zcietrzewiale zarzut z artykułu, że całość to pusty, odgrzewany kotlet, bo coś się powtórzyło porównując skrawek fabuły z dotychczasową twórczością ludzkości. To co w tym story jest godne miana świetnego skoro 90% fabuły i samego jej nawet kierunku nie trawisz?
- Nie ja neguję, tylko autor artykułu, już raz o tym pisałem więc napiszę jeszcze raz. Wytłumaczyłem już dlaczego wstawiłem te artykuły, i to nie w świetle podpierania się nimi w mojej opinii, ani rozmowy z tobą tylko z AJ73. To bez znaczenia, bo i tak z powodu niej zaczęły cię swędzieć kukle. Wskaż mi zdanie, w którym sugeruję, że nie trawię ani fabuły ani jej kierunku. Z tego co sam napisałem prostym wnioskiem jest, że nie trawię jej wykonania.
__________
Sam wskazałem to, że od początku droidy są żartem, a George określił je "bezużytecznymi": https://www.youtube.com/watch?v=7Ww0b49w3EY
Skoro separatyści przez kilkanaście lat wysyłają głównie takie kukiełki, to Zakon i Republika powinna już dawno załapać, że nie próbują wygrać wojny, a jedynie odwracają uwagę od o wiele większego zagrożenia. Połączyć to z faktem, że klony rzekomo powstały na zamówienie gościa, który zmarł po łatwo udaremnionej inwazji na Naboo. Niby z jakiej przyczyny nie poinformował o tym rady Jedi ? Znali Jango Fetta, na którym je bazowano i widzieli, że zadaje się z Hrabią Dooku. Nie wzięli tego pod uwagę tylko brali w ciemno jak prezent na urodziny.

- Są bezużyteczne z punktu widzenia widza, podobnie jak niedorzeczni szturmowcy w OT. Ale odbiór filmowy a świat przedstawiony to zupełnie co innego. In-universe szturmowcy są niezwykle niebezpieczni (słowa Obi-wana), choć rzadko mają szansę z postaciami z tzw plot armorem. To wręcz powtarzająca się na okrągło sztuczka filmowa i dziw, że trzeba to tu tłumaczyć.
Nie jest to wymagane do zrozumienia filmu, ale już skoro pytasz m.in z książki "Darth Plagueis" wiadomo, że za pośrednictwem Dooku, Hego Damaska oraz własnych doświadczeń Syfo-Dyas nie był pozytywnie do rady Jedi, które ignorowała jego obawy co do mrocznej przyszłości Republiki. To Damask zasugerował początkowo Syfo-Dyasowi klonerów z Kamino. Ten się zgodził i wynegocjował z nimi armię. W tym samym czasie kanclerz Valorum zlecił mu tajną misję na Oba Diah, która miała się odbyć poza oczami publiczności. Tam Dooku zlecił Pykom zlikwidowanie go (zanim ten zdołał poinformować Radę). O tym powinieneś już wiedzieć z "Wojen klonów". Wracamy do "Ataku klonów". Zagrożenie ze strony separatystów wrasta, a zważając na to, że Jedi nie są żołnierzami, Senat potrzebował armii do walki nim będzie za późno, więc nie mogli jej od tak sobie nie przyjąć, choćby nie wiem jak wielce sceptyczni byli. Kanclerz w sytuacji zbliżającej się wojny otrzymał nadzwyczajne uprawnienia, by powołać armię. To też jest w filmie. Był to akt desperacji w trudnych czasach, ale klony niezależnie od tego kto ich zamówił służyły bezwzględnie Republice. Warto dodać, że w filmie wyraźnie jest powiedziane z doniesień Kaminoan, że Syfo-Dyas zamówił armię na żądanie Senatu. Jedi wcale nie przyjmują jej, jak ty to ująłeś, jako prezent - w epilogu AOTC Yoda szybko prostuje Obi-wana. Całun Ciemnej Strony Mocy opadł, Jedi wystawiają się na jeszcze większe pole rażenia; To, że Jango Fett jest akurat wzorem dla klonów nie ma większego znaczenia. Jest łowcą nagród, robi dla tego, kto najwięcej płaci. Kaminoanie nie kryli się z jego profesją przed Obi-wanem. Jedi zaś nie znali wtedy Dooku jeszcze jako Tyranusa. O tym przekonują się dopiero w WK, do tego czasu ta sprawa pozostawała sekretem.
__________
Pierwsze strzały w AT-AT nie tworzą żadnych obrażeń, a właśnie te w moduł towarowy. Zapętlając te ujęcie zatraca się sens całej sceny, bo od początku obczajają gdzie jest ich słaby punkt strzelając gdzie popadnie. Luke jedynie dzieli się pierwszym odczuciem, serią strzałów w głowę. Nie idą one w równym rządku, właśnie po to, żeby osłaniały się nawzajem. To materiał pozafilmowy mąci w głowie pokazując, że Imperium od zawsze posługiwało się tą opancerzoną maszyną kroczącą.
Nie wiemy jak działają radary w Star Wars, więc można założyć, że nie wykrywają zupełnie wyłączonych statków, które praktycznie stały się częścią okrętu. Z tak dużej odległości, w jakiej lecą pozostałe niszczyciele trudno dostrzec zlewający się z tłem punkcik na plecach odwróconych do reszty okrętów. Cała flota skoczyła w nadświetlną od razu po wyrzuceni śmieci. Sokół włącza silniki dopiero po ich skoku. Vader rozkazuje jedynie poznanie trajektorii i docelowe miejsce do którego domniemanie skoczyli. Nie ma nic o wysłaniu TIE-i na spacer, przecież zamierzają stąd odlecieć.

- Luke do drużyny "that armors too strong of blasters." to nie materiał pozafilmowy. Z filmu nie dostrzegam wskazań, by sądzić, że moduł towarowy, ten największy i najbardziej uwidaczniający się, nie był opancerzony. To byłoby alogiczne nawet dla Imperium.
Z technologią jaką posiada Imperium, nie powinno im sprawiać trudności skan TOPOGRAFII Star Destroyerów, bądź form życia tam gdzie docelowo mogą a nie powinny się znajdować (casus kapsuły w ANH). TIE-fightery nie latają w nadprzestrzeni, więc bez sensu byłoby je wysyłać, zakładając, że Falcon skoczył.

@disclaimer Robię to samo w stronę prequeli? Czy ja mówiłem, że prequele nie zasługują na Williamsa i nominacje za efekty, nie zważając na rok ich powstania i tym samym ignorując to, że były pod wieloma względami przełomem choćby w ostatnich latach? Dziecinne jest wywyższanie nowszego o 20 lat filmu, kiedy ich efektów specjalnych zwyczajnie nie można porównać, bo dzielą się na praktyczne i komputerowe. Różnią się jak dwa nurty w sztuce. Mówiąc, że Nadzieja zrobiła coś lepiej chyba masz na myśli "remaster" z 2011. Jedyne czego się czepiasz to Bitwa o Hoth, która była wtedy śmiałym krokiem naprzód, jeśli chodzi o rozmach scen akcji.

All I`m saying is George went "too far in a few places". Czego znamiona widać w Speszjal Edycjach znanych z dinozaura kryjącego cały ekran, huśtających się z niego Jawów, dreptającej pchły i mrówkojada z makijażem w pałacu Jabby, Hana depczącego mu po ogonie, jakby chodził po schodach oraz olewającego symbolikę ciszy podwójnego NOŁ Vadera. Gdyby trylogia powstawała z prequelową technologią i nowymi upodobaniami Lucasa co do gry aktorskiej, to byłoby tego niewyobrażalnie więcej. Na szczęście dialog został niemal nietknięty, więc oglądając jedynie przewraca się oczami. W prikłelach w połączeniu ze spotęgowaną operowo grą i tekstami to już przesyt.

Serio mam wymieniać wszystkie inspiracje w Nowej Nadziei? Słowo "przeróbka" oznacza, że czuć tam przewagę Flasha Gordona. Jedyny raz, gdzie okazujesz odrobinę tolerancji do V. części jest w pierwszym poście mówiąc o pod jakimś nieokreślonym względem "świetnym story". Negujesz to, podtrzymując zcietrzewiale zarzut z artykułu, że całość to pusty, odgrzewany kotlet, bo coś się powtórzyło porównując skrawek fabuły z dotychczasową twórczością ludzkości. To co w tym story jest godne miana świetnego skoro 90% fabuły i samego jej nawet kierunku nie trawisz?

Sam wskazałem to, że od początku droidy są żartem, a George określił je "bezużytecznymi": https://www.youtube.com/watch?v=7Ww0b49w3EY
Skoro separatyści przez kilkanaście lat wysyłają głównie takie kukiełki, to Zakon i Republika powinna już dawno załapać, że nie próbują wygrać wojny, a jedynie odwracają uwagę od o wiele większego zagrożenia. Połączyć to z faktem, że klony rzekomo powstały na zamówienie gościa, który zmarł po łatwo udaremnionej inwazji na Naboo. Niby z jakiej przyczyny nie poinformował o tym rady Jedi ? Znali Jango Fetta, na którym je bazowano i widzieli, że zadaje się z Hrabią Dooku. Nie wzięli tego pod uwagę tylko brali w ciemno jak prezent na urodziny.

Pierwsze strzały w AT-AT nie tworzą żadnych obrażeń, a właśnie te w moduł towarowy. Zapętlając te ujęcie zatraca się sens całej sceny, bo od początku obczajają gdzie jest ich słaby punkt strzelając gdzie popadnie. Luke jedynie dzieli się pierwszym odczuciem, serią strzałów w głowę. Nie idą one w równym rządku, właśnie po to, żeby osłaniały się nawzajem. To materiał pozafilmowy mąci w głowie pokazując, że Imperium od zawsze posługiwało się tą opancerzoną maszyną kroczącą.

Nie wiemy jak działają radary w Star Wars, więc można założyć, że nie wykrywają zupełnie wyłączonych statków, które praktycznie stały się częścią okrętu. Z tak dużej odległości, w jakiej lecą pozostałe niszczyciele trudno dostrzec zlewający się z tłem punkcik na plecach odwróconych do reszty okrętów. Cała flota skoczyła w nadświetlną od razu po wyrzuceni śmieci. Sokół włącza silniki dopiero po ich skoku. Vader rozkazuje jedynie poznanie trajektorii i docelowe miejsce do którego domniemanie skoczyli. Nie ma nic o wysłaniu TIE-i na spacer, przecież zamierzają stąd odlecieć.

"To jak olać ciepłym moczem starożytne piramidy, no bo mamy już wieżowce ze stali. [...] Ja to nazywam ignorancją i brakiem szacunku do twórców."
- to teraz spójrz z innej strony bo robisz to samo w stronę prequeli :) Hipokryzja, prawda? Piramidy służyły innym celom, a wieżowce innym. Tyle, że jeżeli bierzemy pod uwagę względy czysto artystyczne, to nakłady pracy wcale nie są dla mnie ważne, bo ostatecznie to rezultat decyduje o jakości. Nie chadzam do kina oglądać making off-y, a sztukę. Dla przykładu facet może się ciężko narobić składając szafkę bez instrukcji, a w efekcie wyjdzie mu ledwo trzymający się bubel. Ja go za to nie nagrodzę.

Nie, po prostu te zarzuty, nawet jeśli z czyjejś subiektywnej perspektywy trafne, nie można nazwać jakimiś krytycznymi wadami, które by usprawiedliwiały twoje kompletnie negatywne nastawienie do filmu. Z tego co ty mówisz to prequele nie są godne żadnej krytyki.
- Już prędzej ty nie możesz moich, a ja twoich. Poza tym ani nie mam tzw. kompletnie negatywnego nastawienia do tego filmu, ani nie mówiłem nigdzie, że nie mam żadnych krytycznych uwag względem prequeli. Tyle, że w moim domyśle, są one całkiem prawdopodobnie zupełnie inne od większości.

Nie napisałem, że film odszedł zupełnie od Flasha Gordona, tylko że zostało to urozmaicone i wzbogacone o nowe elementy."
- A mnie bardziej ciekawi to całe zacietrzewienie na punkcie "tylko przeróbki Flasha Gordona". Skąd to się wzięło? Przeczytałeś o tym w necie bądź zasłyszałeś od jutubera i Gwiezdne wojny nagle stały się flashem gordonem bis? A co z Diuną, co z Ukrytą fortecą, co z Valerianem, nawiązaniami do twórczości Tolkiena?


Skoro rzekomo było to powielane aż do znudzenia, to czemu jest najsłynniejszym zwrotem akcji w historii kina?
- Skoro dopiero teraz wytłumaczyłeś, że chodziło ci o twist fabularny, to stało się tak dlatego, gdyż wywrócono status quo dotyczące Vadera z poprzedniego filmu. A że SW były w tym czasie popkulturowym hitem, nakręcało to gawiedź na wyczekiwanie kolejnej części i dalszego obrotu spraw.

Ten przezabawny aż do wymiotu tekst o Hanie i Lei, jeśli to nie jest treść o charakterze obscenicznym, jakiego zabrania twój ulubiony regulamin strony, to nie wiem co nim jest.
- Samo pisanie o możliwości zaistnienia napaści na tle seksualnym w filmie nie jest równoznaczne z umieszczaniem treści obscenicznych, ponieważ niczego nie propaguję, ani nie wklejam nagich fotek.

Jakbyś zapomniał, porównywanie nie polega na dopowiadaniu sobie faktów o kimś, tylko opiera się na dzieleniu się odczuciami/skojarzeniami w formie przenośni.
- Z tychże przenośni wynika, że w twojej ocenie widoczne są podwójne standardy. Nie porównywałeś zresztą dla samego porównywania, ale musiałeś przedstawić jedną stronę w bardziej pejoratywnym świetle.


Mam rozumieć, że to kreskówka dyktowała Lucasowi jak ma zacząć film? Pokazałem scenę która moim subiektywnym zdaniem byłaby lepiej wyważonym w komedii i tego ile dzieje się na ekranie otwarciem filmu. Świadomie pozbyto się tych droidów, bo sezon ten nie był skierowany już głównie do dzieciaków. Nazywasz je drobnostką, bo od początku trylogii są żartem i wykreowane tak, by nikt, choćby dziecko na pierwszy rzut oka nie czuło zagrożenia.
- Nie, Lucas zaaranżował fabułę Tartakovsky`emu tak, by zakończenie CW płynnie przechodziło w już gotowy opening Zemsty Sithów. Notabene ostatnie odcinki miały premierę niespełna 2 miesiące przed premierą Epizodu III. Najsampierw powiedz mi skąd wiesz jaki był pierwotny plan na tę scenę, że owych droidów musiano się "pozbywać"? Może wcale nie miało ich tam być? I co to ma generalnie wspólnego z wyważoną komedią? Stawiasz zarzut prequelom dotyczący droidów, jakoby są żartem i nie stanowią w nich zagrożenia, a we wcześniejszym klipie z TCW mamy jakże humorystyczną scenę, w której droidy robią z siebie idiotów łykając blef rzucany w ich stronę od Anakina, następstwem czego są klony z łatwością robiące z nich swoistą papkę złomu. Może warto nareszcie przyswoić do wiadomości, że te droidy od zawsze służyły jako zwykłe, tępe mięso armatnie.

Od razu poznajemy postać Cody`ego, wiem, drobnostka, ale o wiele bardziej gra to na emocjach i daje pojęcie o relacji Jedi-klon gdy dochodzi do przewrotu niż krótka, pospolita pogawędka na chwilę przed.
- W żadnym razie nie mówiłem o klonach, ich relacje z Jedi nie stanowią wątku w prequelach ani nie było takich intencji, bo decentralizowałyby tylko główne story. Klony w obu filmach służą tylko jako narzędzie fabularne. Dlatego takie rzeczy wsadza się w seriale, książki, komiksy, stricte media dla fanów, których to interesuje. Filmy mają być zwięzłe i zrozumiałe dla wszystkich.


W scenie z Sokołem imperialni nie mieli nawet prawa zareagować, bo na rozkaz Vadera pościg zostawili w rękach m.in Boby Fetta. AT-AT zestrzelono strzałem w szyję, która jak na logikę jest wrażliwa na strzały takiego kalibru. Nie mogli tego wcześniej zrobić, bo załoga mogła ją kryć głową maszyny kiedy tylko chciała.
Huh? Nie przypominam sobie, by ktoś wycinał scenę, w której akurat admirał Piett informował Vadera, że imperiali pomimo skanowania obszaru nie zdołali znaleźć Falcona, a Vader nakazał użycia wszelkich sposobów na jego odnalezienie. A mamy tam praktycznie kilka Star Destroyerów przelatujących obok siebie. Być może oglądałeś jakąś wersję Disneya.
Samo AT-AT nie jest specjalnie obrotne włącznie z samą głową, więc nie stanowiłoby żadnego problemu zestrzelenie jej nadlatując z kąta prostego. Abstrahując od tego Wedge trafił go w głowę i przednią oraz górną część modułu towarowego.

Komedia w prequelach "co najwyżej ciebie wytrąca z równowagi." Wychodzi na to, że obaj mieszkamy w piwnicy :D
Z nas dwóch i wszystkich z tego newsa ty sam pierwszy i jedyny podjąłeś się słów skargi na elementy w prequelach, które CIEBIE z czegoś "wytrącają" . Na razie wszystko się zgadza.

@disclaimer
To jak olać ciepłym moczem starożytne piramidy, no bo mamy już wieżowce ze stali. "Mnie tu data powstania, nakład i warunki pracy nie obchodzą, patrzę na architekturę." Ja to nazywam ignorancją i brakiem szacunku do twórców. Słowo "obiektywnie" użyłem tylko raz opisując jeden wątek, bo (nie znając ciebie) wydawał się on nie do obrony. Teraz widzę, że ktoś o diametralnie innym guście może być uodporniony na niezręczność tej pary w niemal każdej scenie.
"Starasz się robić za pariasa obiektywizmu, notorycznie jak to omawiane aspekty nie zasługują, by jakkolwiek ujmowano je w negatywnym świetle."
Nie, po prostu te zarzuty, nawet jeśli z czyjejś subiektywnej perspektywy trafne, nie można nazwać jakimiś krytycznymi wadami, które by usprawiedliwiały twoje kompletnie negatywne nastawienie do filmu. Z tego co ty mówisz to prequele nie są godne żadnej krytyki.

Nie napisałem, że film odszedł zupełnie od Flasha Gordona, tylko że zostało to urozmaicone i wzbogacone o nowe elementy. Z wątkiem ojcostwa miałem na myśli, że ta relacja staje się pod koniec centrum fabuły a zarazem punktem przełomowym w filmie i trylogii. Skoro rzekomo było to powielane aż do znudzenia, to czemu jest najsłynniejszym zwrotem akcji w historii kina? Hipokryzją jest ignorować oczywiste inspiracje Romeem i Julią w prequelowym love story. Prawda, że nie ma oficjalnych kryteriów co do podziału trylogii, no więc jak można mieć pretensje o to na czym skupił się film? Zrozumiałe jest, że w środku potrzebny był odpoczynek od fabuły pt. "Od tego zależą losy galaktyki!"
Ten przezabawny aż do wymiotu tekst o Hanie i Lei, jeśli to nie jest treść o charakterze obscenicznym, jakiego zabrania twój ulubiony regulamin strony, to nie wiem co nim jest. Jakbyś zapomniał, porównywanie nie polega na dopowiadaniu sobie faktów o kimś, tylko opiera się na dzieleniu się odczuciami/skojarzeniami w formie przenośni.
Mam rozumieć, że to kreskówka dyktowała Lucasowi jak ma zacząć film? Pokazałem scenę która moim subiektywnym zdaniem byłaby lepiej wyważonym w komedii i tego ile dzieje się na ekranie otwarciem filmu. Świadomie pozbyto się tych droidów, bo sezon ten nie był skierowany już głównie do dzieciaków. Nazywasz je drobnostką, bo od początku trylogii są żartem i wykreowane tak, by nikt, choćby dziecko na pierwszy rzut oka nie czuło zagrożenia. Od razu poznajemy postać Cody`ego, wiem, drobnostka, ale o wiele bardziej gra to na emocjach i daje pojęcie o relacji Jedi-klon gdy dochodzi do przewrotu niż krótka, pospolita pogawędka na chwilę przed.
W scenie z Sokołem imperialni nie mieli nawet prawa zareagować, bo na rozkaz Vadera pościg zostawili w rękach m.in Boby Fetta. AT-AT zestrzelono strzałem w szyję, która jak na logikę jest wrażliwa na strzały takiego kalibru. Nie mogli tego wcześniej zrobić, bo załoga mogła ją kryć głową maszyny kiedy tylko chciała.
Komedia w prequelach "co najwyżej ciebie wytrąca z równowagi." Wychodzi na to, że obaj mieszkamy w piwnicy :D

Dyskusja w najlepsze !, jestem z Was DUMNY ! :)
Przypomnę również, wątek główny dotyczył - albo i nie :P, wyższości efektów tekturowych NAJLEPSZEGO epizodu EVER, który dostał DWA OSKARY a PT zasłużenie żadnego :P , nad rewolucyjnymi technologicznie tzw. prikłelami.
Enjoy :

@JJ Abrakad Abrams
Wręcz przeciwnie. Starasz się robić za pariasa obiektywizmu, notorycznie jak to omawiane aspekty nie zasługują, by jakkolwiek ujmowano je w negatywnym świetle. No i z jakiej racji? Kulisy popkulturowe (a bo wtedy się nie dało tego i tego, a przecież i tak wybitne, tak to się przyjęło do świadomości zbiorowej z powodu dziennikarzy właśnie) mnie tu w ogóle nie interesują, ja oglądam film. Mój tekst o Hanie i Lei to było poniekąd wyśmianie twojego idiotycznego wywodu dotyczącego romansu w Ataku klonów. Wtręty o dziecku zwyczajnie oleję ciepłym moczem, ad personam Dorianek w swoim żywiole, za takie zabawy gorący banik już czekałby na zapleczu. Chwyty erystyczne na najniższym poziomie, a to wszystko, aby stworzyć pozory znajomości mojego gustu, osobowości, żeby akurat pasowało pod tezę, bo tak się złożyło że zjechałem efekty specjalne jakiegoś filmu z lat 80 z punktu widzenia współczesnego widza. Majestat NEJLEPSZEGO epizod EVAH w końcu nie może być zachwiany XD

"Na żadnej płaszczyźnie nie potrafisz ocenić samodzielnie, a tylko za pomocą artykułów"
- Raz, to nie ja tutaj staram się oceniać filmy na podstawie tego, ile i jakie zdobył nagrody, w których latach powstał, czy tego że "nie znam fana który to i to", więc pudło. Dwa, wskaż mi cytat, w którym posiłkuję się w mej opinii czymkolwiek z tych artykułów, zanim ty sam wziąłeś je na warsztat swojego komentarza.

"czymś więcej niż tylko przeróbką Flasha Gordona"
- Doprawdy? http://www.forcecast.net/story/home/Flash_Gordon_Influences_in_The_Empire_Strikes_Back_131342.asp

"Nowością było to, że wątek ojcostwa pojawił się w filmie sci-fi"
- Oh shit to już wyższy poziom haju. Co to znaczy "wątek ojcostwa"? Czyli mam rozumieć, że postacie ojców praktycznie nie istniały w ponad 50-letniej historii kina sci-fi przed Imperium?

"że uczłowieczono relację Luke`a z kimś, kto dotąd wydawał się być robotem."
- Vadera uczłowieczono już tym, że NIE JEST robotem i ma własne backstory, ale nawet nadawanie robotom ludzkich emocji i osobowości to nie nowość w latach 80-tych.

"To środek trylogii, a więc to naturalne, że skupimy się na bohaterach zamiast na samym starym "dobro vs zło"."
- Nie istnieją żadne kryteria, według których środkowy film ma jakoś konkretnie rozkładać akcenty. Czy Nowa Nadzieja i Powrót Jedi już się nie skupiały na bohaterach? Poza tym odnosisz się do subiektywnych odczuć autora jednego z artykułów, więc wypadałoby przedyskutować tę kwestią z nim, a nie mną.

"Jeszcze ani razu dotąd nie widziałem fana prequeli dla którego ta trylogia stoi na nogach bez pomocy Wojen Klonów."
- To wyjdź z piwnicy

"Zwłaszcza najnowszy sezon pokazuje, co można było zrobić lepiej. Na przykład opening Zemsty Sithów:"
- Pokazujesz filmiki niepowiązane z openingiem Zemsty Sithów

"Rozumiem, że ta kinowa bitwa w kosmosie była ze względu na Obi-Wana w Nowej Nadziei nazywającego Anakina "najlepszym pilotem".
- Nie, bitwa jest bezpośrednim następstwem wydarzeń z CW Tartakovsky`ego, które zarysowano w crawlu. Pilotażowe skille Anakina mamy zarówno w Mrocznym widmie i Ataku klonów.

"Nie ma tam chichoczących robotycznych komarów lub gadających myśliwców odpoczywających na okręcie Grievousa jakby były zmęczone lataniem. Jedyne co tam razi w oczy to Anakin stojący prawie minutę w polu rażenia niczym młody bóg."
- Co ty nie powiesz? Chwalisz się randomowymi filmikami, że nie ma tego i tego. Hmm może dlatego, że to osobne eventy? Droidy to drobnostka, niemniej przypomnę ci, że oba modele o których piszesz pojawiają się w serialu i uwaga, u Filoniego też chichoczo (odc Sabotage) i gadajo i są zmenczone (Bitwa o Ryloth)! Zresztą jak już porównujemy filmy, to i tak daleko od poziomu niedorzeczności i komedii ESB, w którym Falcon tak po prostu sobie leży "ukryty" na pleckach Star Destroyera, po czym odlatuje w siną dal pośród śmieci, czy nie mające żadnego praktycznego zastosowania ślimaczące się AT-AT, które można rozwalić kilkoma strzałami pomimo rzekomej niewrażliwości na blastery.

Na tą chwilę tyle, jeśli chodzi o "rzetelność" jaśniepana krytyki :P

Zwłaszcza najnowszy sezon pokazuje, co można było zrobić lepiej. Na przykład opening Zemsty Sithów: https://www.youtube.com/watch?v=bR4SYXrdi0k https://www.youtube.com/watch?v=6JtAVbgmhhg&t=17s
Rozumiem, że ta kinowa bitwa w kosmosie była ze względu na Obi-Wana w Nowej Nadziei nazywającego Anakina "najlepszym pilotem". Tyle, że w niej nie widać jego nadzwyczajnych umiejętności. Filoni przynajmniej pamiętał, żeby nawiązać zachowaniem Anakina do Luke`a w Powrocie Jedi. Nie ma tam chichoczących robotycznych komarów lub gadających myśliwców odpoczywających na okręcie Grievousa jakby były zmęczone lataniem. Jedyne co tam razi w oczy to Anakin stojący prawie minutę w polu rażenia niczym młody bóg.

Jeszcze ani razu dotąd nie widziałem fana prequeli dla którego ta trylogia stoi na nogach bez pomocy Wojen Klonów.

@disclaimer
No, proszę a ty przez kilkadziesiąt postów mylisz mnie z AJ73. Nie próbuję cię przekonać, że epizpd V jest najlepszy, a jedyne co tu bronię to to, że nie zasługuje on na takie zlewanie z błotem typu: Williams powinien się tego wstydzić i do tego nie przyznawać, całe ILM to była amatorka zgraji przedszkolaków (jak mogli zrobić te efekty lepiej z tamtymi możliwościami technicznymi? nie powiem, nie znam się...) oraz sprowadzenia całego romantyzmu do pierwotnych potrzeb. Zachowujesz się jak dziecko nudzące się w muzeum, bo spragnione jest VR i innych atrakcji a które zamiast poczekać na zewnątrz to jeszcze na głos wycieczce wmawia, że dany obraz przypomina gwałt. Mnie od początku twoje uwagi bawią, a ze starć między Anakinem-Padme (poza wyjawieniem, że jest w ciąży) doświadczam jedynie krindżu. I co teraz? Na żadnej płaszczyźnie nie potrafisz ocenić samodzielnie, a tylko za pomocą artykułów, z których żaden nie zniżył się do twego bezczelnego i ignoranckiego poziomu.
Brak świeżości pod względem wizualnym i fabularnym? To w tej części Star Warsy stały się czymś więcej niż tylko przeróbką Flasha Gordona. Czy jakakolwiek lokacja z poprzedniego filmu się powtórzyła? Dla mnie to musiałoby być kopiuj wklej niczym TFA, żeby mieć taki zarzut, a tak to są tylko inspiracje wychodzące poza to na czym Lucas bazował w Nowej Nadziei. Nowością było to, że wątek ojcostwa pojawił się w filmie sci-fi i że uczłowieczono relację Luke`a z kimś, kto dotąd wydawał się być robotem. To środek trylogii, a więc to naturalne, że skupimy się na bohaterach zamiast na samym starym "dobro vs zło". Czy w Nadziei zniszczyli jakikolwiek niszczyciel, uwolnili jakąś planetę od Imperium i złapali imperatora? No nie, więc jak to nazwać kategorycznym zwycięstwem? Na koniec Nadziei został Sokół i parę myśliwców. To ma wystarczyć Rebelii żeby zakończyć konflikt jeszcze przed końcem trylogii?

@JJ Abrakad Abrams
Ja nic nie muszę interpretować, oglądam film i wyciągam wnioski. Ty widzisz wszędzie komedię i nie jesteś w stanie tego uzasadnić, więc co najwyżej ciebie wytrąca z równowagi. Mnie np. takie uwagi bawią, a ze starć na przestrzeni Han-Leia doświadczam jedynie krindżu. I co teraz? W kółko kręcisz się dookoła tego samego "tego nie lubię w prequelach bo to samo tyle że w OT jest lepsze" - to jest twoje całe uzasadnienie. Na żadnej płaszczyźnie nie potrafisz ocenić filmu samodzielnie.
Żaden serial nie doda powagi czemukolwiek, bo dzieło ma stać na własnych nogach. Wojny klonów powstały 3 lata po premierze Zemsty Sithów. Piszesz o pogłębianiu i jednocześnie sam sobie zaprzeczasz. Jeżeli chcesz coś pogłębić, to muszą być jakieś braki, dziury. Nie równy teren. Wojny klonów mają za cel obranie skali makro, są stricte poświęcone konfliktowi zbrojnemu klonów i obejmują różne obszary galaktyki. Prequele skalę mikro. W ich centrum stoi Anakin i to z jego perspektywy toczy się opowieść - jego opowieść. Wybrano inne ramy czasowe (ledwo początek i koniec wojen) i bohaterów, których już znamy i których rozwijamy. Upadek, a raczej przekształcenie Republiki tutaj to tylko tło. Więc nie można pogłębić czegoś, co owego pogłębiania nie potrzebuje.

"To jest jedna z najmniej rzetelnych "krytyk" jakiegokolwiek filmu jaką widziałem... " - po to je tu wrzuciłem, są całkiem na twoim poziomie, byś zrozumiał, bo być może moje nie docierały :)
"Jeśli tak jest, to tylko pokazuje jak na starość zdziecinniał i zapomniał, że słowa "najlepszy" i "najgorszy" w kinematografii są zupełnie subiektywne." - no proszę, a przez kilkadziesiąt postów usilnie staracie się mi dowieść, że Imperium to obiektywnie najlepsze SW a moją subiektywną opinią okłamuję sam siebie :P
"If anything, The Empire Strikes Back is only the worst movie in the original trilogy, because the other two movies are better." - zgadza się, bo jeśli oceniamy wyższość jednego dzieła nad drugim zwłaszcza w trylogii, to nie oceniamy filmu w pustce, tylko musimy przedstawić kontrasty, prawda?
"BBC nazywające go "overrated": to nie jest nawet krytyka filmu tylko bardziej zarzut w stronę fanów za posiadanie takiego a nie innego gustu " - to wypadałoby przeczytać coś więcej ponad nagłówek. Autor przedstawia swoje przemyślenia na temat m.in powtarzalności, braku świeżości pod względem wizualnym i fabularnym, zbagatelizowania zwycięstwa Rebeliantów w Nowej Nadziei oraz zgubnego wpływu na popkulturę.

"Podsumowując, nikt z twych wymienionych nie zgodził się z tobą, uznając film za obrazoburczy i opisując go jak gówniany pornol lub uznając go za posiadacza najgorszych efektów specjalnych swojej epoki." - wcale nie taki był mój zamiar. Ja mam własne zdanie, oni własne, a zaprezentowane przeze mnie teksty miały uzasadnić tezę, że nie wszyscy widzowie uważają Imperium za najlepsze SW. Co do tego potrzebna jest umiejętność czytania ze zrozumieniem :)

Wątpię aby Lucas tak twierdził. Artykuł jest prawdopodobnie z serii tych, co chcą wywołać mini sensację, że niby sam Lucas nie lubi Imperium Kontratakuje. Z resztą ten artykuł jest z 2007 i pewnie Lucasowi najbardziej się niepodoba mu jakiś film z sequeli.

W tych artykułach te same elementy przez jednych są uznane za duży minus, a drugie za jeden z plusów, no i tekst, że "Compared then to Return of the Jedi afterwards and you just can’t beat the weird Muppet beginning at Jabba’s palace and the charm of the Ewoks." XD

@disclaimer
https://boards.theforce.net/threads/why-the-empire-strikes-back-is-the-worst-star-wars-film.30801255/ To jest jedna z najmniej rzetelnych "krytyk" jakiegokolwiek filmu jaką widziałem...

https://www.slashfilm.com/geroge-lucas-says-empire-strikes-back-was-the-worst-star-wars-movie/
Na podstawie zeznań jednego jakiegoś blogera bez żadnego nagrania mam uwierzyć, że to powiedział i to na serio ? Jeśli tak jest, to tylko pokazuje jak na starość zdziecinniał i zapomniał, że słowa "najlepszy" i "najgorszy" w kinematografii są zupełnie subiektywne.

https://www.express.co.uk/entertainment/films/1285333/Star-Wars-The-Empire-Strikes-Back-original-trilogy-A-New-Hope-Return-of-the-Jedi A ten oto cytuję: "If anything, it’s not really The Empire Strikes Back’s fault that we ranked it third out of three. (...) If anything, The Empire Strikes Back is only the worst movie in the original trilogy, because the other two movies are better."

BBC nazywające go "overrated": to nie jest nawet krytyka filmu tylko bardziej zarzut w stronę fanów za posiadanie takiego a nie innego gustu

Podsumowując, nikt z twych wymienionych nie zgodził się z tobą, uznając film za obrazoburczy i opisując go jak gówniany pornol lub uznając go za posiadacza najgorszych efektów specjalnych swojej epoki.






A jeśli napiszę, że wśród moich znajomych, przeważa podobny pogląd, i podobne odczucia co do OT, to nie uwierzysz ? :P Czy wyolbrzymiam ? hmmm ... to jest oczywiście subiektywna opinia, z którą nie każdy musi się zgadzać. No, ale patrzymy na te filmy, i opisujemy swoje własne wrażenia, wyrażamy swoją opinię, i nawet jeśli jest ona wyolbrzymiona - z czym akurat się nie zgodzę :P, to przecież mówimy tu o emocjach, jakie przez lata dostarczały te filmy. W końcu, SW są z nami od dziecka :)

Heh, co do opinii Lucasa ... no co ja mogę tu napisać ?. Jeśli papcio tak uważa, to naprawdę dobrze (dla świata) zrobił, rzucając SW w diabli ;)



Ja piszę "wypełnioną po brzegi", ty interpretujesz jako "choćby minimalną ilość". Nie ma w nich choć jednej sceny batalistycznej, bez wymuszonego humoru, albo czegoś co wytrąca nas z powagi sytuacji. Kąśliwe uwagi, gdyby były przynajmniej zabawne... tak to nie wprowadzają niczego, podczas gdy w oryginalnej trylogii z każdego starcia postaci można coś wyciągnąć. A to jest jak nieudany stand-up i w dodatku bez charyzmy. Twoje porównywanie efektów z 1980 i 2002 też trudno nazwać rzetelnym. Naprawdę jedną z ostatnich rzeczy których do siebie mówią to to, że Obi ma dogodniejszą pozycję ? Znowu źle zrozumiałeś, Wojny Klonów (gdzie droidowe gagi i karykatura są na miejscu) pogłębiają postacie, a przez to dodają powagi trylogii, a nie, że są konieczne w wyjaśnieniu jakichś dziur fabularnych. Wypełniają dziurę w braku ekspozycji jakichkolwiek klonów lub Jedi pokazanych w montażu Rozkazu 66

@AJ73
Ok, ale piszesz to w takim tonie, jakbyś próbował wyolbrzymić swoje osobiste wrażenia do rangi ogólnoświatowej :) Ten częsty błąd popełniają m.in dziennikarze i youtuberzy, których ego sięga zbyt daleko w głąb własnej dupy, po czym powstaje kilka stron artykułów, jakoby The Last Jedi zasiadało w panteonie arcydzieł światowej kinematografii, wszelakie wytykanie błędów Rianowi Johnsonowi jest błędne (on sam przyznał, że nie spotkał się ŻADNĄ rzetelną krytyką. ma facet tupet), hejterzy/homofobi/mizogini (wybierz jedno lub kilka)
Nie wszyscy zresztą przyznają ci rację, jakoby Imperium było NAJLEPSZYM epizodem EVER, pośród nich jest sam Lucas.
https://www.slashfilm.com/geroge-lucas-says-empire-strikes-back-was-the-worst-star-wars-movie/

https://boards.theforce.net/threads/why-the-empire-strikes-back-is-the-worst-star-wars-film.30801255/

https://www.bbc.com/culture/article/20200430-star-wars-why-the-empire-strikes-back-is-overrated

https://www.express.co.uk/entertainment/films/1285333/Star-Wars-The-Empire-Strikes-Back-original-trilogy-A-New-Hope-Return-of-the-Jedi

Hehe, nie da rady. "Peak" dyskusji już za nami, teraz już wypłaszczamy :D
Ale i tak to treściwa setka, jakiej już dawno tu nie widziano ;)

@JJ Abrakad Abrams

Aha, czyli jeżeli film zawiera jakąkolwiek, choćby minimalną ilość elementów humorystycznych, w tym choćby te kąśliwe uwagi Anakina do Grievousa i vice versa, można go nazwać komedią? Daj sobie spokój, krytykować trzeba jeszcze umieć. Ty poza monotematycznymi "to lubię, tego nie lubię" nie jesteś w stanie pisnąć ani jednego słowa rzetelnej krytyki.
"wszystko we we wszystkich kolorach tęczy" "wizualna komedia" "spłaszczone do [randomowy cytaty nie tłumaczący niczego]" LOL. Ja ci radzę żebyś zamiast pisał na forum zaczął tworzyć poezję :P
Z kolei Wojny klonów nie są w żadnym stopniu potrzebne do zrozumienia tych filmów. Zresztą dziwne, że podajesz taki przykład, skoro to bajka wypełniona po brzegi karykaturalną animacją, kolorkami, i scenariuszem zrozumiałym dla jak najmniejszego 7 gówniaka zapodanym w 20-minutowym metrażu... hmm

Dobijemy do 200? :D początek spoilera dobijemy! :D koniec spoilera

Potrafię znaleźć coś "dla siebie" zarówno w PT i ST, ale to OT robi(ła) największe wrażenie i opad szczęki po pierwszym kinowym seansie. No i tamta trylogia jest najlepsza po prostu jako filmy, co z resztą widać po wszelakich rankingach filmowych krytyków, czy zwykłych ludzi (nie-fanów).

O, jesteśmy już po pierwszej setce ! :P
No to, na drugą nóżkę ;). Jest zasadnicza różnica w odbiorze OT i PT. Otóż, kiedy oglądałem pierwszą trylogią w kinie - a zwłaszcza NAJLEPSZY epizod EVER, to robiło to niesamowite wrażenie. Tak pod względem tekturowych efektów, jak i scenerii, klimatu, dialogów, gry aktorskiej, itd. Wszystko to wydawało się być tak realne, jak gdyby historia ta wydarzyła się naprawdę. Ba - więcej !, że jako widz było się częścią tej opowieści, jej cichym obserwatorem, że wydarzenia rozgrywały się dosłownie na naszych oczach.
Ile razy człowiek nie obejrzał OT w kinie, to wrażenie bycia częścią tego wszystkiego, wciąż było takie samo, jak za pierwszym razem.

Dziwne to tym bardziej, że prikłele powinny przecież to wszystko spotęgować. W końcu, nadejszła cyfrowa technika, o jakiej Lucas wcześniej nawet nie marzył. W końcu, można było malowane tła, czy gumowe kukiełki spakować do muzealnej szafy, i zrobić takie filmy, o jakich wcześniej nam się nie śniło. Co więc poszło nie tak ? ...
Jak to jest, że to muzealne OT, a zwłaszcza, a może przede wszystkim - NAJLEPSZY epizod EVER, którego żadne DUŻE studio by przecież nie chciało ... Ile razy człek by nie obejrzał na dużym ekranie, to wciąż robi to takie samo wrażenie co kiedyś. Natomiast w przypadku prikłeli, jak nie podchodziły dekadę wcześniej, tak nie podchodzą i dzisiaj ?

Retoryczne to pytania, gdyż ja odpowiedź swoją znam ;). Jestem też pewien, że wielu z nas zadawało sobie przez lata te same pytania, i też znaleźli podobne odpowiedzi. Otóż, zwyczajnie, moi drodzy, całe OT to były cholernie dobre filmy, i po latach wciąż są.
A czego zabrakło w prikłelach ?. W prikłelach zabrakło procentów Mocy w Mocy, ot co ;)

ps. uprzedzę też, i zrobię unik do nadxiągającej zapewne sikłelowej szarży - zgadzam się ze wszystkimi negatywnymi opiniami :P

@Rodianin
Czy ja pisnąłem choć słówko o sequelach? :) To chyba jasne, że skoro krytykuję prequele pod tym względem, to sequele nie są ani trochę lepsze. :)

@JJ
Żaden dorosły nie weźmie na poważnie żartów z początku TLJ o matce Huxa, they fly now itp.
Aaa i jeszcze „I’m all the Sith. And I’m all the Jedi” tego akurat bez wypowiedzi twórców albo książki :)

No sory, ale gdy wszystko poza relacjami bohaterów (którym i tak dialog podcina skrzydła) jest albo we wszystkich kolorach tęczy, albo wypełnione po brzegi wizualną komedią ALBO spłaszczone do poziomu "You`re shorter than I expected." (i ostatniej wymiany zdań przed spaleniem Anakina) to dojrzały widz bez nostalgicznego sentymentu tego nie weźmie na poważnie. CHYBA że obejrzy Wojny Klonów.

+ w dalszym ciągu opisujesz mi tylko sceny, a nie stawiasz zarzutów. No i ten spór, jeśli coś byłoby pokolorowane na niebiesko, byłoby wiadomo o co chodzi XD Potem zabraniasz wyrażać Kitowi Fisto emocji, kiedy zauważył głowę rozkojarzonego droida protokolarnego przymocowaną do korpusu droida bojowego WTF :D

Mówisz o korytarzach rojących się od Geonosian, w których szansa na zasadzkę i ograniczone sposoby ucieczki się nieprawdopodobnie wyższe?

Ach to „Imperium kontratakuje” - NAJLEPSZY FILM EVER to i największe emocje!!!

Zaczyna się od pierwszego ujęcia szarży Jedi. W Mrocznym Widmie pokazane jest, że droidy wystarczy z łatwością odepchnąć mocą. Droida 3P0 nie muszę tłumaczyć, chyba najdłużej trwający gag w SW. Potem insekt z działem z niespotykaną wcześniej zieloną energią. Wystarczołyby to pokolorować na niebiesko i już byłoby wiadomo, że służy to do ogłuszania. Później Kit Fisto szczerzący się bez powodu. Naprawdę warto było stracić tylu rycerzy kiedy można było zwiewać korytarzami lub wyjściem jak tylko dotarli do bohaterów i zostawić brudną robotę klonom ? Można było też zachować pozory zorganizowania i dać parę kwestii o tym, że czekają na posiłki od Yody.

Co więcej dyskusja dotyczy efektów specjalnych, a ty zamiast postawić jakieś konkretne zarzuty w tym kierunku, pytasz się o jakieś skrupulatne bzdury XD

Oba mieliśmy w The Force Unleashed, a to nadal były SW, biorąc w cudzysłów umiejętności głównego bohatera.

@Dorian
Może najpierw podaj samą ścisłą definicję "lukrowatości", to dopiero może będę wiedział o czym gadasz. Skoro już pytasz, to Jedi przybyli razem z armią osobnymi jednostkami RTT osłaniane przez czołgi IFT dookoła areny, a reszta przygotowywała swoje oddziały do bitwy. Tyle że z punktu widzenia filmowego takie detale są zupełnie nieistotne i nadają się najwyżej do encyklopedii. To są filmy zrozumiałe dla dzieci, gdybym dociekał dalej okazałoby się, że tobie pewno do pełnej radochy potrzebne jeszcze są szczegóły budowy miecza świetlnego, skąd Jedi je mieli i czym przymocowywali je do pasa itd. Takimi pytaniami wykazywać można jedynie brak wiedzy na temat dynamiki akcji i suspensu.

100 #dealwith :P

No to ...

No więc właśnie tu się mijamy. Bo dla mnie to bardziej Raxus Prime niż kolorowa Felucia :P

Zaczęło się od twego pytania co do "lukrowatości" tej sceny. Spróbuj wyjaśnić w takim razie jak oni dotarli tam szybciej od armii ? Rozumiem, że ta setka rycerzy zaparkowała setkę cichych myśliwców wokół areny, a wszyscy byli zbyt zajęci by to zauważyć ?

Lukier to taka polewa do wyrobów cukierniczych. Mam wrażenie że sam nie wiesz o czym mówisz. Zespół Jedi składał się zarówno z mistrzów jak i zwykłych rycerzy, a do czasu przylotu kanonierek musieli stworzyć wparcie dla całej trójki. Inaczej ci prędko zostaliby rozbici w drobny mak, zwłaszcza że Dooku nie grał czysto i po unieszkodliwieniu zwierzaków nadesłał droidy w celu egzekucji.

Przecież wspomniałem o gunshipach i klonach. Po co w tej scenie są wogóle Jedi, skoro to dowódcy, a nie mięso armatnie ? Czemu od razu nie przylecieli z klonami ? Nadal nie dostrzegasz ilości lukru na poziomie Ewoków i Jar Jara masakrującego armię droidów ?

@JJ Abrakad Abrams
Ok, niech nie przylatują wcale. Obi-wan i dwójka pokokosi się tam trochę, a Dooku może się rozmyśli z czasem :)

Na blueboxie jeśli już. Efektem 3D był kadr z lejącym się kwasem, wybuch głowy był w pełni prawdziwy, przynajmniej w Assembly Cut. No i pora się w końcu zdecydować, bo by wychodziło, że krytykujesz efekty praktyczne. W Oryginalnej Trylogii też mieliśmy blueboxy i greenboxy.
A rzekomo jaka jest kolosalna różnica w tych scenach? Bo na pewno nie to, że jedna wygląda bardziej fotorealistycznie od drugiej. W sequelach jest pełno CGI. Chyba wszystkie sekwencje kosmiczne, od Ratharów po Maz Kanatę, Snoke, wybuchy planet, ten lot Falcona pośród zgliszczy SD, baza starkiller, szybujące statki itd. Oglądałeś którekolwiek VFX breakdown? Na jakiej zasadzie tam kontrast jest mniejszy?

Prequele. Zresztą od kogo ściągały oba KotOR-y? Krzaki, złom, mówiłem już nieraz, że to jest poziom fanfilmów wstawianych na YT. SW to ma być Felucia, Kashyyyk, Coruscant...

Genialne! Wyślijmy wszystkich generałów w jedno miejsce licząc, że na nasz widok hrabia się podda i że posiłki przyjdą w porę!

Nope, to o czym mówisz, dotyczy sekwencji korytarzowych, po których biegał. Jakieś 40 ujęć zdaje się, jako kukiełka na greenboksie. A w pełni 3d była chociażby scena, gdy obcemu pęka głowa, w końcówce filmu.
I nie to, że to jakieś moje widzimisię, słaby wizualnie obcy z trójki, był wymieniany jako wada tego filmu.

Co do Geonosis, to chcesz mi powiedzieć, że wygląda jak najbardziej naturalnie ?, lol. Serio nie widzisz różnicy w zastosowaniu cyfrowych efektów, pomiędzy wymienianej poniżej scenie Z Falconem w TFA ? ...
Czekaj, to może inaczej, bo się nie rozumiemy chyba. Ja nie neguję tego, co prikłele wniosły do przemysłu filmowego. Natomiast dla mnie, umiejętne stosowanie cgi to TFA i TLJ, w których nie ma takiego kontrastu, takiej sztuczności. Jak chcę sobie obejrzeć kolorową animację, to spojrzę se na chociażby serialowe TCW.

Teraz pytanie, czy wizualnie kolejne SW powinny iść w kierunku wyznaczonym przez prikłele, czy sikłele ?. Jak rozumiem, dla Ciebie te pierwsze, ale dla mnie to TFA, TLJ, R1, czy Solo rządzi :)

#dosetki:P

Ale jesteś świadom, że mistrzowie Jedi byli w trakcie wojny generałami Armii? To raz, a dwa armia miała przeciwstawiać się zagrożeniu ze strony Separatystów. To się tyczy podziemnej fabryki droidów oraz oddziałów na powierzchni.

Wsadzili tam tylu Jedi jakby to była najważniejsza bitwa wszechczasów. a chodziło jedynie o uratowanie jednego mistrza, ucznia i cywila. Wystarczyłoby przysłać te gunshipy, które jak widzimy rozprawiają się z droidami w ułamkach sekund. I w dodatku insekty miażdżące Jedi o skały jakimś działem, którego nawet nie da się logicznie wytłumaczyć...

He? Zaczynam wątpić w twoją zdolność rozumienia wrokiem, bo u Finchera Xenuś jest kukłą (w poprzednikach to byli goście w kostiumach), ale czego się nie zrobi dla potwierdzenia tezy :D Znowu rzucasz jakimiś randomowymi filmami, które nie mają nic wspólnego z SW, więc jaką teraz tezę chcesz wywrzeć?
Na czym polega nienaturalność i lukrowatość bitwy o Geonosis skoro już o tym wspominasz?
Khe khe, przeczytaj ten artykuł, potem popatrz sobie na współczesne blockbustery, a odpowiesz sobie na pytanie, ile prequele wniosły do przemysłu filmowego na całe lata w przód.
https://www.starwars.com/news/5-groundbreaking-digital-effects-in-star-wars

sequele - zero oskarów :D Pozdrawiam

Zasłużenie, 0 :)

@AJ73 a cudowne ST ile ma Oskarków? :D

Oczywiście, że cyfrowy plastik, to nie wszystko. Czy cyfrowy xenomorph u Finczera - skoro już pojawił się nam w temacie :P, był-jest lepszy wizualnie od swoich mechanicznych oryginałów z dwójki ?.
Czy w pełni cyfrowy Azog z Hobbita jest lepszy, czy też bardziej "naturalny" z wyglądu, od powiedzmy "dziewięciu" z pierwszej części Lotra ?
A czy ucieczka Falcona przed statkami FO na Jakku, jest gorsza wizualnie od przytaczanej już wcześniej, bitwie na Geonosis, gdzie nienaturalność i lukrowatość całej tej potyczki aż wylewa się z ekranu ?
Nie ilość, a umiejętność korzystania z nowych technik cyfrowych, jest najważniejsza. Gdyby ta (podobno) wyższość rewolucyjnych cyfrowych efektów prkłelozy była taka oczywista, to jakim to cudem nie jest wpychana do filmów wszędzie gdzie tylko możliwe, hę ? ...

"ikoniczny to jest Hayden ze swoją rolą życia" ... no cóż mogę powiedzieć, omajgad ! :D

TESB D W A Oskary, prikłele - ZERO :P

"I jeden film o Indianie z czterech ma przesądzić, że ta rola była jednak do bani? Znowu, nikt nie mówi, że wszystkiego czego tknie zamienia się w złoto."

Nie, to ma przesądzać, że nie tylko aktor ma wpływ na to, czy rola zostanie zapamiętana jako ikoniczna.

Podpisuję się pod tym
"ponad OT stawiasz prikłele"
"ikoniczny to jest Hayden ze swoją rolą życia"
"Anty-nagrody zwane potocznie malinami, to w ogóle pomyłka w matriksie"

Raz, prequele mają mnóstwo efektów praktycznych https://youtu.be/jSIByNWnNQo , ale jak ktoś usiłuje wmówić ludziom inaczej, to i kłamstwo powtarzane 1000 razy stanie się prawdą i potem pojawiają się komentarze, że "cyfra to nie wszystko, plastik". A teraz uwaga - ZONK STULECIA - prequele jak i sequele nie dostały statuetek za efekty z tego powodu, że przeważającą ilością głosów Akademia wybrała innego kandydata - koniec ZONKu, nie dlatego, że "plastik fantastik cgi to nie wszystko". Zaś gdyby Imperium nie powstało w 80` to żaden film by po prostu nie otrzymał statuetki za efekty, ponieważ ta kategoria nie funkcjonuje jako rodzaj nagrody przyznawanej corocznie - taka prawda. W przeciwieństwie do takich GWIEZDNYCH WOJEN 1977, laureata za NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE.

A ja dalej jestem zdania, że Ford nie miał tam ikonicznej roli, zwłaszcza w kontraście do tych stron, które wymieniłem :)

Jeszcze tylko 20 komentarzy do setki! Dobijemy! A nie, już nawet 19 razem z tym! :D

Znaczy, mówiąc wprost, ponad OT stawiasz prikłele, które to pod k a ż d y m względem biją na głowę wcześniejsze tekturowe i muzealne filmy. A ikoniczny to jest Hayden ze swoją rolą życia, gdzież tam do niego ten notoryczny mimikarz Ford, grający czteroma wrodzonymi tikami twarzy, bo talentu aktorskiego to mu za grosz nawet nie sypło, i więcej pożytku by zrobił heblując te deski w swoim warsztacie, niż marnować czas na pożal-się-boże aktorstwo, niskiego co oczywiste, lotu :P
Anty-nagrody zwane potocznie malinami, to w ogóle pomyłka w matriksie, nie warta nawet wzmianki, gdyż - jak wyżej, prikłele over OT, poza tym randomy i nobody cares. Podobnie jak i negatywne opinie randomowych i casualowych fanów, którzy to ... itp.,itd. ..... tjaa, właściwie, to po co ja to piszę, odpowiedź przecie znam :P

Btw., w wątku dotyczącym efektów nie chodzi o "o wyższości tamtejszych efektów nad prequelowymi.", ino o to, że raz, cyfrowe cgi to nie wszystko, dwa, że (powtarzam się celowo) jednak to tekturowe TESB dostało ZA COŚ Oskara. Oskary DWA, by dokładnym być, a nie efekciarska prikłeloza. Argument o tym, że nie było chętnych, to dano TESB, litościwie pominę, gdyż albowiem Żorzowe prikłele latami też mogły je dostać, nieobsadzony wakat spokojnie by się znalazł. A JEDNAK NIE DOSTAŁY LOLOLOLOLOLOLOL :D:P

Btw., oczywiście, że Hauer też, i muzyka. Ale mowa była o Fordzie :)

I jeden film o Indianie z czterech ma przesądzić, że ta rola była jednak do bani? Znowu, nikt nie mówi, że wszystkiego czego tknie zamienia się w złoto.

"Jprdl właśnie wymieniłeś filmy, w któruch tylko kontynuował te role -_- Przecież to początki są ikoniczne."

Ikoniczne mogą być na tyle, na ile sam film im pozwoli. Indiana, początkowo trylogia, tam Ford też kontynuował swoją role, a jednak mają swoje momenty i ołtarzyki.

No nie, o wygranej Oskara Honorowego wiadomo na długo jeszcze przed ceremonią wręczenia. A jak dają dlatego, że nie mają komu innemu dać, to niewiele mówi o zasługach danego dzieła.
Przede wszystkim DZIŚ żadne studio nie zrobiłoby Imperium w takiej formie jak w 1980, więc stosunkowo bawi mnie klepanie o wyższości tamtejszych efektów nad prequelowymi. Te niby upodobniające się do OT doskonałe wizualnie sequele też pootrzymywały n o m i n a c j e only, więc jak podwójne standardy i uj z tego, to spoko :D
O prestiżu Malinek świadczy tyle, że w ichniejszej fundacji nie trzeba być ani krytykiem, ani filmowcem, ani jakimkolwiek artystą, nie trzeba oglądać nominowanych filmów, bo można się wkupić za marne 40$, ale oczywiście oczywiście w mediach Malinki cieszą się ogromną renomą, bo REKLAMA :P

O tym właśnie pisałem. Co z tego, że pokażesz mi Harrisona Forda z kostiumie Indiany, jeśli zagrałby w zupełnie beznadziejnym filmie o którym nikt nie pamięta? Dlatego w mediach jest w kółko nawijka "obejrzyj dziś na Polsacie kultowy film Stevena Spielberga z kultową rolą Harrisona Forda. zdobył x nagród, plakaty zasypane gwiazdkami, dziennikarze rozpływają się nad doniosłością esencji kina nowej przygody którą można kroić nożem".
W oryginalnym BR to nie Ford robi za ikonę, bo on jest tylko szeregowym łapaczem, a Rutger Hauer na wespół ze sceną na dachu czy muzyka Vangelisa.

Nie odmawiam spójności prikłelom, które pod tym względem są na poziomie nie do ogarnięcia dla obecnego Disneya.
Cytat dotyczy-ł "Malin" :P

Z całej tej prikłelowej trójki, jedynie zemsta shitu jako tako się trzyma” ahahhahaha
Wszystko się tam ładnie uzupełnia. Nie to co w sequelach.

"Oskar pocieszenia" ? :D:D:D:. Hehe nie wiedziałem, że jest taka nagroda, wow! :P. Ale, mówiąc wprost, Oskar to Oskar, bez względu na to, jaka łatka "specjalna" jest do niego dopisana.
Idąc tym tropem, to Oskar za całokształt też jest nagrodą pocieszenia, w sumie ... A L E jakoś nikt nie kręci z tego powodu nosem :P
I wciąż starasz się porównywać dwie zupełnie inne epoki filmowe. Dziś KAŻDE wielkie studio chciałoby mieć taki tytuł na swoim fame wall`u, i jeśli ktoś by prychał, to raczej od nadmiaru kataru :D
Tak, tak, te n o m i n a c j e only, dla prikłeli, w szczególności za EFEKTY SPECJALNE - takie EMEJZING I FANTASTIK, muszą strasznie uwierać :D. Jak to w ogóle możliwe, że dykta und okropny plastik wygrały, a cyfra odpadła w przedbiegach ? ...
Z całej tej prikłelowej trójki, jedynie zemsta shitu jako tako się trzyma, o czym świadczą chociażby puste malinowe osiągnięcia.

Znikomy prestiż i rzetelność "Malin", nie zmienia faktu, że prikłele - i ich twórca, aż nadto zostali docenieni, jak chyba nikt inny w historii tej "nagrody". No i zapewniam, że żadnemu aktorowi, czy reżyserowi - nie mówiąc o filmie, nie jest do śmiechu, będąc nominowanym w aż tylu kategoriach :D

Co do owej ikoniczności, to reklama nic tu nie zdziała, jeśli owej ikoniczności b r a k. To tak nie działa, że można marketingiem wcisnąć ludziom aż taki kit. Mówisz Phoenix i Flannery ? - ok. Tylko spytaj się kogokolwiek o Indianę, to jak myślisz, kto będzie wymieniany na pierwszym miejscu ? - no właśnie :)

Btw., serio uważasz, że Ford w roli Deckard`a zagrał tylko "mordą i odzieżą" ?. By być precyzyjnym, w oryginalnym Blade Runner`rze" :)

Jprdl właśnie wymieniłeś filmy, w któruch tylko kontynuował te role -_- Przecież to początki są ikoniczne.

Dla jasności dodam, że prequele dostały nomki za NAJLEPSZE efekty, a Imperium tylko nagrodę specjalną za osiągnięcia, w końcu nie mogą być przecież najlepsze same ze sobą.
Mym skromnym zdaniem nie proklamowałbym ról Forda w "Królestwie Kryształowej Czaszki", "Blade Runnerze 2049", "Przebudzeniu Mocy" jako ikonicznych. Jedynymi wspólnymi znamionami rzekomej ikoniczności jest jego szeroko pojęty wygląd - morda i odzież. Z tym wyjątkiem że na ROLĘ składa się dużo więcej czynników..

Czego mieli wtedy użyć jak nie stop-motion ? Nikt nie mówi, że są to najlepsze efekty wszechczasów, ale że są zaskakująco dobre jak na rok 80. Nawet specjaliści od efektów to przyznają, więc nie udawaj, że wszyscy byli przekupieni i że wiesz lepiej...

Mówisz o tym specjalnym Oskarze pocieszenia, zważywszy, że w 1980 nie było innych nominowanych? XD Przy dzisiejszej konkurencji ten film by leżał i kwiczał. Jego miejsce jest zasłużenie w muzeum. Malunki na szkle, stop-motion itd... wielkie studia dziś już na to prychają. Jak na okropny plastik, to zarówno Mroczne widmo i Atak klonów otrzymały nomki za efekty. Zemsta Sithów nie, bo w większej mierze tylko doskonaliła rewolucyjne techniki poprzedników.
O znikomym prestiżu i rzetelności Malin pisałem na forum wcześniej.

Role stają się ikonicznymi, kiedy lata dookoła nich dostateczna reklama. Czy Indy Forda byłby kultowy bez jednakowo kultowego filmu, bez kultowej muzyki i bez Spielberga za sterami? Wątpię. Jego samą postać zresztą już grali inni aktorzy, w tym nieodżałowani River Phoenix czy telewizyjny Sean Patrick Flannery. Nie pamiętam by w ich wypadku pojawiały się tabuny ludzi głoszących, że "to nie nasz Indiana!". A jeśli były, to z uwagi na sentyment do kinowej trylogii. Sam Ford miał w tym serialu swój epizod i nie nazwałbym jego występu ikonicznym...

O, widzę, że w temacie panowie jadą do setki ;)
Przyłanczam siem wienc, i pytanko w temacie efektów (tekturowych) specjalnych, zwanych dalej paździerz popelina und dykta.
To ile tych Oskarów zdobyły za efekty specjalne prikłele ? ... hę, nie słyszę ? :D
Patrzajta no, a ten tekturowy TESB jest posiadaczem owego Oskara za efekty specjalne, HA!. Ale nieważne, pewnie randomy, które sie nie znajom na sztuce tak głosowały :D

Malinki, które prikłele tak gęsto obrodziły, by wymienić chociażby te za s c e n a r i u s z, czy dla H a y d e n a (ups!), dyskretnie więc pominę ;)

Ford, znany ze swej manierycznej mimiki, określanej też "charyzmą" :D wybitnym aktorem nigdy nie był i nie jest - fakt.
Niezbyt skomplikowana rola Hana, czy Indiany, też do wybitnych w światowej kinematografii nie należy, ALE. Jest coś takiego jak postacie ikoniczne, i to właśnie są postacie i role i k o n i c z n e, a Ford jest w nich nie do zastąpienia. Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach powie, że Indianę mógłby teraz zagrać inny aktor ? ... NIE. Ford to Indiana, Indiana to Ford - innego nie ma i nie będzie ;)

Co tu jeszcze ... a, manieryczna mimika. Nie będę oczywiście wymieniał roli Deckard`a, z obawy, iż okaże się zaraz, że zagrany został kilkoma grymasami facjaty :P. Natomiast jeden film muszę tu wymienić, bo w duecie z Michelle Pfeiffer, Ford pokazał aktorską klasę. Ten film, to oczywiście "Co kryje prawda" :)


"The whole family is disturbingly dysfunctional." - Mark Hamill

Zrobiła co zrobiła, bo miała tak napisane w scenariuszu. Jednym z częstych grzechów Hollywood jest to, że normalizuje takie rzeczy aby przeforsowywać toksyczne zachowania do życia codziennego jako nieszkodliwe.

Znając Leię, gdyby nic do niego nie czuła, to spoliczkowałaby go i odeszła z tamtego pomieszczenia. Właśnie to "I know." wyjaśnia jego zachowanie. Nie jest typem, który by czekał aż ona się odezwie i to nie jest nic "męsko-toksycznego". *sigh* Tylko prostytutka powiedziałyby wprost "FUCK ME"...

CANCELED. Zauważ, że Leia odprawiła Hana z dosadnym "STOP THAT", a nie "YES F*CK ME". Dzięki bogu, złoty rycerz go w porę zcockblockował... Zresztą przypomnij sobie odpowiedź Hana na "I love you" tuż przed zamrożeniem w karbonicie. To jakby kwintesencja maskulinistycznych fantazji. Świnia.

@disclaimer
Musiałem do tego wrócić, bo to się nie mieści w głowie.
Nawet feministki nie czują się obrażone tym filmem, a ty po 40 latach stajesz w obronie Lei i przedstawiasz Hana jako gwałciciela. xD

Shaw akurat miał prawo go grać, bo był zdeformowanym Anakinem, którego przejęło mechaniczne alterego Vadera.

Ale jego Anakin na pewno byłby inny.

Shaw też grał Anakina, recast niepotrzebny :P

Zresztą jak już mamy Aldena XD A na recast Anakina prędko się nie zanosi.

Nie on jeden by mógł. To nie jest ani wymagająca rola, ani skomplikowanie napisana postać :P

Hehe, odwrócę pytanko. Czy taki Hayden, potrafiłby zagrać Hana ? ... no właśnie :P

Ze swoją manieryczną mimiką (dla niektórych "charyzmą") z którejkolwiek dotychczasowej roli w repertuarze to 0% Aniego. Sorry.

Nie wiem jakby wypadł, bo w tym wieku nie był aktorem, ale wątpię czy byłby w stanie gorzej wypaść niż Hayden :P

Skoro mowa o charyzmie Forda, to teraz zastanówcie się przez chwilę, czy taki Ford potrafiłby odegrać Anakina :P

@JJ Abrakad Abrams
Że miał premierę w 1980 jako kontynuacja kultowych Gwiezdnych wojen z 1977 :)

"Romans Lei i Hana jest przedstawiony i zagrany tak naturalnie, że każdy to czuje, widzi i wie.
W przypadku prikłeli jest to zwyczajnie sztuczne. Tego nikt na trzeźwo nie kupuje." <-- To wiele tłumaczy, bo rzadko pijam :D ale porównywanie charyzmy Forda z Haydenem...nawet bycie sztucznym trzeba umieć zagrać :P

@disclaimer Po tym całym wylaniu szamba, powiedz mi, co stoi za sukcesem tego filmu powyżej? Bo niewątpliwie go odniósł.

Nie tyle inny level, co inny aktor, inne miejsce, inne okoliczności, inna praca kamery, ba, nawet inny film! ale uj, tak powinni grać w SW :D

Klasyk :)

@AJ73 nie pamiętasz o high groundzie? :0

Bezpośrednio nic. Ale w grze aktorskiej jak już wspomniałem, inny level, chociażby tu :
- https://youtu.be/282_VCffiTo
Ja tam nie pamiętam, o czym pitolili na Mustafar :P ... ale czekaj !, może poza tym "dramatycznym", "Anakin, you`re breaking my heart", gdzie po usłyszeniu tego jakże oryginalnego tekstu, dosłownie padłem :D
Oceny na Filmwebie, czy innych portalach generalnie mało mnie interesują. Oglądam i oceniam jako jednostka, ofc ;)

Tak dla porównania co ta scena ma wspólnego z SW? Nie pamiętam o czym tam pitolili. To dużo świadczy o jakości tego filmu, ofc. Zresztą ocenki ma gorsze od któregokolwiek prequela nawet na filmwebie.

Nie, no. Powinna skakać, tańczyć, wianki zbierać w tych wesołych okolicznościach przyrody, i tym podobnych :P
Dla kontrastu zapodałem. Lena, chociażby w rozmowie z niby-mężem, i Padme z Anakinem na Mustafar.
Różnica w grze nieporównywalna, na niekorzyść SW, ofc :)

A co ona tam miała do grania? Marmurowa bohaterka sci-fi. To bym prędzej Vox Lux wymienił.

Offtopic, ale muszem :P
Natalie zagrała doskonale, ale w Anihilacji. W SW, niestety, ale nie.

Regulamin Polskiego Forum Star Wars i serwisu Bastion Polskich Fanów Star Wars

(c) Bastion Polskich Fanów Star Wars
Wersja główna: 01.12.2003
Poprawki z 09.07.2004, z 15.03.2007 oraz z 28.11.2009


"Użytkownik ma prawo do korzystania wyłącznie z jednego konta. Każde inne, założone bez wiedzy i zgody moderatorów będzie blokowane i pociągnie za sobą konsekwencje w postaci ostrzeżeń i banów."
:)

:D

Hayden i Natalie zagrali doskonale, więc jako jednostka burzę tezę jakoby "Tego nikt na trzeźwo nie kupuje. Tyle" :D
Dramat, że aktorzy spełniali wizję reżysera. Kto to widział w dzisiejszych czasach? Tera to producenci i forumowicze kręcą filmy, he!

"Mam uwierzyć, że te chore wyznania o upragnionym lizanku, jakieś dziwne pomysły o interracialu i perwersyjne pogwałcenie prywatności Lei w ciasnym pomieszczeniu w egoistycznym akcie zaspokojenia swoich pierwotnych potrzeb ogóle nie były dla niej odpychające?" - disclaimer, 2020

@JJ Abrakad Abrams
To w końcu na czym cierpi to wykonanie? Bo wcześniej jak o to pytałem, to krytykowałeś zamysł, a teraz mówisz, że zamysł jest.

Aa jeszcze dodam: Solo ma super wizualną jakość. Trochę niedocenianą. Corelia, First Light, Kessel itp. Świetnie wyszło.

@AJ73 TROS rzeczywiście ma średnią stronę wizualną. Najlepszą ma chyba TLJ. Nawet plakat VIII jest ładniejszy niż IX. Abrams nawet pościg na Pasaanie robił na zielonym tle.
Zapominacie też, że w prequelach mamy dosyć oryginalne planety.

Dobra romans Anakin/Padme, Han/Leia, Rey/Ben - najczęściej się o nich wspomina. A przecież co z Rose i Finnem? :D :D chyba ludzie już o tym zapomnieli :D

Ludzie czepiają się Haydena i Natalie jakby tylko oni byli drewniani. Tymczasem są jeszcze inni drewniani bądź z gorszą (dziwniejszą) grą aktorską w SW. I tak, Hayden zagrał tak jak miał zagrać. Bardzo dobrze wcielił się w jego postać. Mały Anakin również był zagrany ok. Ten z TCW też bardzo ok.

Już o tym pisałem. To nie z powodu budżetu, a decyzji artystycznych. Daj Abramsowi nakręcić prequele, a nasra tam CGI ile wlezie.
Jedyny przeskok technologiczny jest taki, że w PT były plany budowy Gwiazdy śmierci a w ANH już mamy Gwiazdę śmierci. W PT mamy rozkwit i upadek Republiki, w OT partyzantkę. Kto ile naciućkał CGI nie ma tu żadnego znaczenia. Lucas miał do opowiedzenia historię i potrzebował do tego środków. Mando i sequele niestety kręcono z odwróconymi proporcjami - tam to środki dyktowały historię, wystarczy przypomnieć sobie brandzlowanie widzów wieściami o "real sets, practical effects" w promocji czy słowa Boba Igera o tym jak bardzo chcieli upodobnić te filmy do OT.

Ależ panowie, dobrze rozwinięte cgi nie idzie w parze z tym, co widzieliśmy w OT. Jakim to bowiem cudem, przed NH nastąpił aż taki technologiczny przeskok ?. Jakim cudem było to wszystko tak zaawansowane, cukierkowe, kolorowe, i w pełni udźwiękowione w postaci petryliardów guziczków, piszczących po sto razy na minutę ?. Nie mierzi Was ten widoczny aż nadto kontrast ? :D ...
Chwała Abramsowi, że nie wpadł na ten sam pomysł, by jeszcze bardziej pokolorować, jeszcze bardziej lukrować. Można, a nawet trzeba hejcić na sikłelozę, ale na Moc Posępnego Czerepu, nie można tym filmom odmówić wizualnej naturalności, której tak bardzo zabrało prikłelom. No, może poza TROSem, który jakoś dziwnie na ekranie wygląda :P ... Chyba nie o to przecież chodziło, by pokazać, ile można wycisnąć z kompów tamtej generacji, tylko umiejętnie zastosować moc cgi tam, gdzie naprawdę trza było, a nie, że walić wszędzie i nie szczędzić - gdyż stać nas.

Jak umiejętnie i mądrze to robić, pokazał chociażby serialowy Mando. I chociaż z racji budżetu to oczywiście nie ta skala co główne filmy, ale każdy niech sobie zrobi myślowy eksperyment :P. Gdyby władować tam masę efekciarstwa jak w przypadku prikłelozy, to jak bardzo ten serial by stracił. Klimatem, naturalnością, obrazem, itd.

Co do porównania romansów z OT i PT, to sprawa jest prosta i oczywista. Romans Lei i Hana jest przedstawiony i zagrany tak naturalnie, że każdy to czuje, widzi i wie.
W przypadku prikłeli jest to zwyczajnie sztuczne. Tego nikt na trzeźwo nie kupuje. Tyle :)
Jeszcze dodać należy, że przecież Natalie już wtedy była dobrą aktorką, więc spokojnie powinna sobie poradzić nawet z tak słabo napisanym romansidłem. Tak samo i Hayden, który podobno tak dobrym aktorem jest. Albo był.
No, ale skoro aktorzy wykonywali na planie polecenia Dżordża, który wiedział i widział to lepiej od wszystkich ...

No właśnie, zamysł jest, ale cierpi na tym wykonanie. Potrzeba dobrej woli i namysłu, żeby brać na poważnie jego kwestie. W oryginalnej trylogii są one wyważone a nie wziętę żywcem z opery.

@JJ Abrakad Abrams
Co to jest scena pokroju "Nie lubię piasku."? Widzę, że z jakiegoś powodu hejterzy prequeli mają zakodowane to zdanie w głowie :D "Nie lubię piasku" to odpowiedź na to co powiedziała Padmę chwilę wcześniej. A co to już odsyłam do filmu :)
Wracając do romansu - niby co takiego w Hanie (poza jego zawadiackim wyglądem) widziała Leia? W Nowej nadziei raptem powymieniali się kilkoma spostrzeżeniami odnośnie siebie, nawet nie bezpośrednio (bo za pośrednictwem Luke`a). Nie iskrzy pomiędzy nimi nic poza cudem zyskanym kumpelstwem. Bo przez większość czasu ekranowego ich relacja wyglądała wręcz antagonistycznie. Po czym nagle w "Imperium..." ni z gruchy ni z pietruchy Han zaczyna się przymilać jakby dziewczę miało cieczkę i sztucznie, wręcz desperacko usiłuje eksponować swoje "uczucia". No sorry, ja nie kupuje takiego budowania relacji off-screenowo. Gdzie w filmie jest scena, w której to uczucie zaczyna się rodzić? Mam uwierzyć, że te chore wyznania o upragnionym lizanku, jakieś dziwne pomysły o interracialu i perwersyjne pogwałcenie prywatności Lei w ciasnym pomieszczeniu w egoistycznym akcie zaspokojenia swoich pierwotnych potrzeb ogóle nie były dla niej odpychające? Narzekamy na Padmakin, a Kasdan z Kershnerem wpadli na coś o wiele bardziej odrażającego...

@JJ Abrakad Abrams
Przesadzasz z tymi dialogami. Jak mógł inaczej zachowywać się niewolnik, wychowywanym a pustyni. Pózniej zabrany do zakonu Jedi, do tego niechętnie. Był po prostu drewnianym nastolatkiem jak spora część nastolatków. Tekst o piachu... gościowi jest przykro, że nie nauczył się pływać ani nic. Patrząc na jezioro z ukochaną. No właśnie, na jezioro. Chciał pewnie jej powiedzieć jak bardzo nienawidził swojej pustynnej, planety. Wiadomo szło lepiej to napisać.
Jednak, piasek > they fly now

@disclaimer
"Nie mniejsze drewno"... gdzie jest tam niby scena pokroju "Nie lubię piasku." albo kwestia, że śnił o niej od małego dziecka?
Zdecydowanie wolę przymknąć oko na jeden słaby hologram Vadera niż przytykać uszy na co drugim dialogu w prequelach.

@AJ73 i inni
Prequele jak na TAMTE czasy mają dobrze rozwinięte cgi. Teraz najlepsze efekty są w sequelach, mandalorianie i spin-offach.
Ludzie narzekają na ten romans jakby była to wada niewiadomo jaka. Pośród wad sequeli to pikuś. „Miłość” pomiędzy Anakinem i Padme to również obsesja. Np. też Padme nie była przeciwko zabiciu Tuskenów.

@AJ73
Nie kwestionuję tego, że CGI w Hobbitach jest chu*owe, jednak w związku z procesem produkcyjnym, zupełnie inna historia stała za tymi filmami, zaś ty po prostu chciałeś udowodnić, że jak dużo CGI to be, opierając się o fiasko jakichś innych filmów. Jak sobie przypomnę krytykę prequeli, to najwięcej było głosów, że nie wygląda jak oryginalna trylogia (czym chciały udobruchać, uniuniać sequele), co jest absurdem zważajac na to w jakich czasach te filmy powstawały, bądź nie zgadzały się ze światopoglądem fanów i ich fanfików, jak potoczyć się miała opowieść, bądź że midichloriany zniszczyły mitologię Mocy (co jest bzdurą). Innym faktem jest, że spora część krytyków nie rozumiała w ogóle na jakich zasadach Lucas dyryguje grą aktorską w tej serii (sam wytykał im to w wywiadach) i próbowali porównywać ją do aktorstwa metodycznego według akademickich standardów. Tymczasem romans Han-Leia to nie mniejsze drewno.

@JJ Abrakad Abrams
Skoro sądzisz, że polityka nie jest odseparowana od świata, to zajrzyj do naszego sejmu :P O tym co widziała już napisałem. Utrwalanie więzi ma to do siebie, że jest to trwały proces, a nie coś co można odbębnić jedną sceną. Warto zaznaczyć, że Padme zdecydowała się dopiero w obliczu rychłej śmierci. Co do rzezi - co w tym dziwnego? Ona, jako osoba empatyczna wobec Anakina od dziecka, zatroskana także o los ludu swojej rodzimej planety, rozumiała jego rozłąkę z matką i w związku z barbarzyńską, niehumanitarną naturą Tuskenów (casus Federacji) wiedziała, że nie można z nimi sobie w kaszę dmuchać, co wpisuje się w jej rebelianckiego ducha od czasu Mrocznego widma. Jeżeli to ma być bardziej odrażające od Reylo, to na twoim miejscu jak najszybciej zmieniłbym parytety.

Btw., wątek miłosny w prikłelach, to drewno jakich ze świecą w filmach szukać :D

@disclaimer
No jak nie, jak tak :D
Zręcznie schodzisz w inny wątek w przypadku Hobbita, kiedy nawet sami aktorzy z "Lotra" mówili w wywiadach, że z cgi w Hobbitach przesadzono na maksa. Przecież aż oczy bolą, gdy się to ogląda :D
Alieny podobnie, choć rację masz, wplatając wątek uprzednich decyzji artystycznych. Nie zmienia to jednak tego, że chociażby u Finchera, sama postać obcego wygląda na ekranie słabiutko, w porównaniu do obcych ze stareńkiej już "dwójki".
No i prikłele. Jak już wspomniałem, przerost cgi i nadmierne wręcz opieranie się na cyfrowej obróbce, były jednymi z głównych wad tych filmów. Taka prawda :)
Ale ok., ja rozumiem, że można te filmy uważać za najlepsze z całej sagi, że ogólno-światowa :D krytyka jaka wtedy miała miejsce, to jakieś bliżej nieokreślony randomowy sort. No ale sorry, nie da się wygumkować tego, że te filmy jednak były mniejszym, lub większym rozczarowaniem. Dla fanów, przede wszystkim. Także wizualnym :)

@disclaimer
Ten argument o odskoczni to byłby dobry powód ale do bycia przyjaciółmi. Niby co takiego w Anakinie (poza jego wyglądem) widziała Padme ? Nie widzieli się od lat, więc gdzie w filmie jest scena, w której to uczucie zaczyna się rodzić ? Polityka ma to do siebie, że nie jest się odseparowanym od świata tak jak mnisi, więc czemu była zdesperowana spotykać się z pierwszym lepszym przystojniakiem, który się do niej przymila?Mam uwierzyć, że te chore wyznania i rzeź osady w akcie zemsty wogóle nie były dla niej odpychające ? Narzekamy na Reylo, a George wpadł na coś o wiele bardziej odrażającego...

@JJ Abrakad Abrams
I reject your hypothesis. I nie w tym sensie, że nie jest obiektywna, bo nigdy nie była. Pomijasz wiele ważnych kwestii lub je przeinaczasz. Przede wszystkim ich poglądy na pikniku na politykę mają tu małe znaczenie, bo są przedstawione w formie luźnej przyjacielskiej gadki o której szybko zapominają. Istotniejszy jest wymiar personalny i emocjonalny. W prequelach skupiamy się na Jedi-mnichach, politykach, knowaniach, misjach, ścisłym sprzężeniu mistrz-uczeń. W Mrocznym widmie chociażby - tu postaci poznają się po raz pierwszy, a nawet jeśli nie to są istnieją często w formalnej lub służbowej a nie przyjacielskiej relacji, z wyjątkiem właśnie Anakina i Padme. Ich więź rodzi się tak naprawdę w Mrocznym widmie. W II rozwija się, kiedy Padme dostrzega, że Anakin dorósł. Oboje atrakcyjni, są ze sobą szczerzy, nieświadomie ze soba flirtują, zwierzają z najgłębszych zagwozdek, Anakin darzy ją szacunkiem i jest zobowiązany chronić, dla Padme staje się świeżą odskocznią od świata polityki. W tym kontekście sedno Ataku klonów to wręcz poddanie próbie i konfrontacja tych całych politycznych konwenansów i sprowadzenie senator-Padme i Jedi-Anakin do zwykłych uchodźców poszukujących w sobie ludzkiego pierwiastka.

@AJ73
Argumentum ad traditionem, no nie mam właściwie nic do dodania :D
To o czym piszesz w sprawie Alienów to nie kwestia efektów a uprzednich decyzji artystycznych, gdyż w "8 pasażerze..." a) mieliśmy dopiero wschodzącego reżysera o konkretnym zmyśle wizualnym b) scenariusz, który zakładał taki a nie inny tok wydarzeń.
W gruncie rzeczy domeną sprawnego reżysera nie jest budżet ani spór o środki CGI/AnalogEffects, a to na ile uda mu się przedstawić wizualnie zadowalający twór niezależnie od tych aspektów (umiejętność ukrycia niedoróbek, brak widocznych kontrastów jakościowych).

Żadne, ale to naprawdę żadne efekciarksie prikłelowe special effects, czy też bitewna potyczka z Geonosis, czy tym bardziej praca kamery nie zmienią oczywistej oczywistości. Prikłele zwyczajnie leżą, jeśli chcemy na siłę je porównać do OT. Tu nawet nie ma co dyskutować, bo te filmy to poziom-y niżej od OT, a cała ta gadka o ich ekhm, wyższości, to o przysłowiową pietruszkę jest.

To mniej więcej tak, jak upierać się, że nowe "Alieny" są lepsze od tych pierwszych dwóch, bo efekty, praca kamery, wybuchy, akcja, etc. ... Co z tego, że w jedynce gumowy i prawie w całości skryty w ciemności (ale rym:P) ludek próbował straszyć widza w korytarzu niczym z fabryki pociągów, kiedy zwyczajnie resztą bije na głowę wszystkie następne części, (Fincher się broni !) zaczynając od "Ressurection" ...

Serio, tu nie ma co rozkminiać, tylko przyjąć do wiadomości, że tak właśnie jest ;)

@disclaimer
Chodzi o to, że w ten romans nie da się uwieżyć. W tym filmie są zupełnie niekompatybilni, w niczym się nie zgadzają. Na pikniku gadają o polityce, a w każdej wymianie zdań czuć zapowiedź Vadera. Rozumiem, że jako rycerz Jedi może się zachowywać niezręcznie ale, żeby mówił na głos, że ma na jej punkcie chorą obsesję, a ona udaje, że wszystko jest okej? Gdyby była naiwną, stereotypową księżniczką, miałoby to sens, ale ona jest wykształconym politykiem. Wystarczy, że reżyser powie "Cięcie." i od razu widać chemię pomiędzy nimi na zachowanych nagraniach.

@JJ Abrakad Abrams vel Dorian Rathenow
Odyseja kosmiczna, Obcy, Gwiezdne wojny 1977, Czarny kryształ, Blade Runner.
Według jakich kryteriów oceniasz za rzekomo obiektywnie gorszy wątek miłosny w Ataku klonów? Wykonaj analizę porównawczą.

TESB to najlepszy epizod, ale szanuję opinie disclaimera bo jego krytyka jest sensowna i dobrze uargumentowana.

No to odnosisz się do zarzutów jakichś randomów z internetu a nie moich :D Cyfrowa technika pokazała, że można o wiele efektywniej zarządzać dynamiką scen akcji, oświetleniem itd. Bo w takim ESB mamy powycinany nożyczkami hologram Vadera, stop-motion trzęsące się AT-AT, czarne obwódki dookoła T-47.
Porównanie z Hobbitem nietrafione, tam przede wszystkim zawiódł scenariusz, miały być 2 filmy, dostaliśmy 3, odejście del Toro spowodowało artystyczny nieład w procesie pre-produkcji, a w dodatku studio goniło Jacksona terminowo.

@disclaimer
Chyba zapomniałeś ile ten film ma lat. To oczywiste, że 1980 i 2002 to dwa światy. Lepiej podaj przykład filmu z tamtych czasów z lepszymi efektami. Jak na ironię, wychwalasz film, w którym wątek miłosny jest obiektywnie gorzej wykonany.

Fakt, dwa światy, jeśli chodzi o porównywanie efektów z filmu roku `80 do prikłeli robionych ponad dekadę później.
Tekturowe mówisz ? hmmm o ile pamiętam, to jednym z głównych zarzutów prikłelowych był wizualny plastik. Prikłele dobitnie pokazały, źe cyfrowa technika to nie wszystko, o czym także przekonał się swego czasu Jackson ze swoim Hobbitem ;)

Ah ci jednorazowi straw-mani. Wyłonią się i znikają na pół roku. Ilość akcji bez znaczenia, bo nudzi jakościowo, tekturowymi efektami. Porównaj sobie to ze świetną akcją, ruchami kamery na polu bitwy na Geonosis w Ataku klonów - dwa światy.

@disclaimer
A mówi się, że to fajnie, że ludzie nie myślą podobnie. No błagam, są jakieś granice... Jeśli to cię nudzi, to chyba na każdym flircie w filmach zasypiasz. Bitwa na Hoth ma najwięcej akcji w całym filmie. Jak mówisz, że nadaje się do kotleta to całe Star Wars można wyrzucić do kosza. -_-

W cinema city puszczaja imperium...

Nigdy, ale to NIGDY nie zakładajcie się z Lubsokiem ;)

Leci jeszcze w kinach? Bo w takim przypadku oglądanie w TV jest takie sobie. ~;)

Cudowny epizod i pierwszy seans to chyba dla mnie najbardziej pamiętna wizyta w kinie.

@disclaimer
Mógłbyś już się przymknąć...

I pomyśleć, że ostatnio widziałem go w kinie...jak to dziwnie brzmi :)

NAJLEPSZY epizod EVER

No nie wiem. Ja w akcie na Hoth i całym wątku Han/Leia się przeważnie nudzę. Do kotleta to może się podobać. Świetny score Williamsa nie zasługuje na taki film. Kershner nie udźwignął tematu ani scen akcji. Co innego gdyby Verhoeven. W sumie to im częściej myślę o ESB, tym bardziej chyba wolę głupkowate RoTJ, z całym jego inwentarzem wad.

O jakości tego filmu świadczy to, że można go z przyjemnością oglądać ZAWSZE.

Świetne story zmasakrowane przez słabą reżyserię i "poprawki" Kasdana.

Zaraz przyjdzie disclaimer i napisze, że kupa. xD

Wspaniała reżyseria, muzyka, scenariusz, gra aktorów, efekty specjalne. Film WSZECH CZASÓW - „przygotujcie się na wielkie grzmoty, będą tam padać bomby największego kalibru”.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Klasyczna Trylogia"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.