Sprośne okruchy

Tragedia, Samuel L. Jackson mniej przeklina!

12

Samuel L. Jackson, czyli nasz prequelowy Mace Windu, dotychczas był aktorem, który najwięcej przeklinał w filmach. Prawdę mówiąc nie tylko w filmach używa barwnego języka, ale akurat tego nikt mu nie wyliczył. Redakcja Buzz Bingo przygotowała nowe zestawienie, na którym podliczono ilość wypowiadanych „bluzg” w różnych filmach przez różnych aktorów. SLJ od lat królował w takich zestawieniach, niestety dużo zmienił „Wilk z Wallstreet” Martina Scorsese. To film, którego nie zawstydził nawet Quentina Tarantino. W „Wilku” mamy 715 wulgaryzmów, a w takich „Wściekłych psach” (najbardziej intensywny jeśli chodzi o bluzgi film Tarantino) zaledwie 418. Jeśli chodzi o przeklinanie w filmach to obecnie możemy podzielić je na ery przed i po „Wilku”, który wprowadził zdecydowanie nową jakość w kinie.

Co gorsza, w „Wilku” klną jak szewcy przede wszystkim dwaj aktorzy - Leonardo DiCaprio (czyli niedoszły Anakin) oraz jego ekranowy partner Jonah Hill. Dotychczasowy król bluzg, czyli SLJ dotychczas na ekranie w całej swojej karierze wypowiedział zaledwie 301 wulgaryzmów. Więc w obecnym zestawieniu spadł na trzecie miejsce. Tu warto dodać, że 183 z tych 301 padają tylko w „Jackie Brown” Quentina, gdzie SLJ zagrał Ordella. Najczęściej Jackson przeklinał w „Pulp Fiction”, jakieś 50,5 razu na 1000 wypowiedzianych słów. Zdecydowaną plagą na honorze, w dodatku zaniżające statystki, są takie szmiry jak „Węże w samolocie”, gdzie przez dużą część filmu widzowie musieli czekać na wyraziste dialogi.

Na drugim miejscu znalazł się Leonardo DiCaprio – 361 przekleństw (z tego 332 w samym tylko „Wilku”), zaś na pierwszym Jonah Hill – 376 przekleństw (z tego 153 w „Supersamcu”). W filmie Scorese Donnie, czyli postać, którą grał Hill uzyskała też największy wskaźnik w ilości przekleństw na 1000 wypowiedzianych słów. Choć nie jest on aż tak imponujący jak mogłoby się wydawać, bo to zaledwie 74 słowna. Warto zauważyć, że inne osoby ze Starwarsówka nie znalazły się na wzmiankowanej top liście. Obecny lider jest bardzo dumny ze swojego, wręcz życiowego osiągnięcia, o czym poinformował na twitterze. Pewnie łatwo nie odda palmy pierwszeństwa i dalej będzie się starać wypowiadać brzydkie słowa w dużej ilości, próbując tym samym deklasować rywali.



Co więcej, patrząc na listę, Samuel L. Jackson powinien chyba zmienić reżysera, z Quentina na Martina, to raz. Po drugie można zaobserwować niepokojący trend zmniejszania się ilości wulgaryzmów w kinie, tym samym dochodzi do potencjalnego zubożenia języka. Na szczęście prywatnie aktor nie zamierza przestawać przeklinać, co więcej przy okazji COVID-19 postanowił wziąć udział w akcji gwiazdy czytają dzieciom – o której pisaliśmy. Niestety efekt, z powodu wulgaryzmów już w samym tytule czytanki, prawdopodobnie nie nadaje się dla dzieci. Należy go potraktować jako apel, by pozostać do *** w domu.



Miejmy nadzieję, że niebawem ktoś w Hollywood pójdzie po rozum do głowy i Jackson dostanie jakąś rolę, w której będzie mógł się naprawdę wykazać. W przypadku ilości niestety przegrywa, ale jeśli chodzi o jakość przekleństw, wciąż pozostaje bezapelacyjnym mistrzem.

Śledztwo przeciw piratowi powietrznemu - Harrisonowi F.

9

Harrisona F., znanego aktora z pewnej kosmicznej sagi, ciągnie do latania nie od dziś. Niestety, nie raz dowiódł, że latać może umie, ale z lądowaniem bywają pewne problemy, co nawet potwierdził w dialogu w jednym ze swoich filmów. 24 kwietnia 2020 ów mężczyzna spowodował kolejny incydent. Otóż latał sobie spokojnie Aviat Husky, no i zdecydował przeciąć sobie pas startowy. Pech chciał, że na nim akurat ćwiczył manewry inny pilot. Samoloty minęły się w odległości ciut mniejszej niż 1000 metrów.



Jakoby Harrison Ford źle zrozumiał komunikat z wieży kontrolnej, no i najważniejsze przyznał się do winy i przeprosił za to co się stało. Nikt nie został poszkodowany, ba nawet przez chwilę nikomu nie groziło niebezpieczeństwo. Więc sprawę można by zamknąć, bo jak to mówił jego kolega z planu, przecież nikt nie zginął.

Niestety sprawą zainteresowali się już federalni i ci tak łatwo nie odpuszczą. Federalna Agencja Lotnictwa postanowiła rozpocząć dochodzenie w sprawie „przestępstw” lotniczych Harrisona Forda. Próbę storpedowania Boeinga 737 udało się wyciszyć, podobnie jak dewastację zabytkowego samolotu. O rozbiciu helikoptera w 1999 nie będziemy wspominać, bo to był tylko lot treningowy. Może okolicznością łagodzącą będzie to, że jako pilot Harrison Ford zasłynął udziałem w kilku akcjach ratowniczych.

Kreacje na gali oskarowej

22

Dziś w nocy odbyła się 92. gala wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, zwanych skrótowo Oskarami. Choć „Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie” było nominowane w trzech kategoriach, dzielnie kontynuuje disneyowską tradycję nie zgarniania statuetek. Starwarsówek jednak miał na gali swoich reprezentantów. Wśród zapowiadających pojawili się Oscar Isaac i Kelly Marie Tran oraz Steven Spielberg. Laura Dern zdobyła nagrodę w kategorii najlepsza drugoplanowa rola kobieca, zaś Taika Waititi został nagrodzony za najlepszy scenariusz adaptowany. Zaś wśród laureatów za efekty specjalne (za „1917”) znalazł się Dominic Tuohy (miał też nominację za efekty do IX Epizodu). Natomiast w montażu dźwięków nagrodzono między innymi Stuarta Wilsona (który pracował przy wszystkich Disneyowskich Star Warsach).

Dość tego wyliczania, czas przejść do konkretów, czyli ploteczek z gali i drobnych, acz interesujących kontrowersji. Po pierwsze Lupita Nyong’o nie pojawiła się na gali. Jak donoszą niektóre media, mógł to być bojkot, gdyż nie dostała nominacji za „To my” (tym samym wyszło, że Oskary wciąż są białe). Lupita za tę rolę dostała kilka pomniejszych nominacji oraz nagrodę Afro-Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych (w kategorii najlepsza aktorka). Jaka jest prawdziwa przyczyna jej nieobecności, niestety nie wiadomo.



Za to Natalie Portman po raz kolejny pokazała jak kobiety są marginalizowane w Hollywood. Zamówiła sobie kreację z Diora, na której wyszyto nazwiska kobiet, pominiętych w nominacjach np. w kategorii najlepszy reżyser. Jej strój i jego wymowa były szeroko komentowane w mediach.

Natomiast Rian Johnson postanowił wykorzystać strój do autopromocji i przypomnieć o swoim wkładzie w ubogacanie fauny odległej galaktyki. Pochwalił się na twitterze spineczkami do mankietów w kształcie porgów.



Miejmy nadzieję, że kolejna fala filmów przynajmniej zacznie odbijać kategorie techniczne. Twórcy, jak zresztą widać, i tak te Oskary dostają, czemu więc nie za „Gwiezdne Wojny”?

Marszałek Senatu zapowiedział X Epizod „Gwiezdnych Wojen”

22

W styczniu mieliśmy dowiedzieć się czegoś o kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen”. Lucasfilm niestety milczy, plotki hulają, a tymczasem konkretów nie ma. Do dzisiaj. Marszałek Senatu RP, Tomasz Grodzki, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i samemu zapowiedzieć Epizod X. Co więcej, nie będzie to już saga rodzinna Palpatine’ów (czy Skywalkerów jak to reklamują), a głównym bohaterem będzie młody Tomasz Grodzki.



Wciąż, nie wiemy, kto będzie reżyserem X Epizodu. Za to scenarzystą prawdopodobnie będzie któryś z dziennikarzy TVP, tak przynajmniej sugeruje marszałek.

A poważniej, nawiązując do „Gwiezdnych Wojen”, Tomasz Grodzki odniósł się do zarzutów korupcyjnych, które insynuuje TVP. Wypowiedź marszałka Senatu RP poniżej.

Co do zarzutów z zaświatów - był taki film „Ghostbusters”, a ja jako wielbiciel „Gwiezdnych Wojen” dowiedziałem się, że 10. epizod to będzie, że „dawno, dawno temu w odległej galaktyce znaleziono zeszyt, gdzie dziewczynka napisała, że w wieku 5 lat Tomek Grodzki, również mający 5 lat, wyrwał jej zęba mlecznego, bo o to prosiła, dała mu 2 zł, a on jej nie dał faktury”. Czy pan sobie zdaje sprawę z absurdów pana pytań?
Pozostaję mieć nadzieję, że Lucasfilm zaprezentuje jakąś alternatywę dla takiego epizodu.

Driver prawie porzygał się na premierze „Skywalker. Odrodzenie”!

27

Adam Driver, czyli odtwórca roli Bena Solo, ostatniego ze Skywalkerów, znanego także jako Kylo Ren, w poniedziałek był na premierze finalnej odsłony „Gwiezdnych Wojen”, czyli filmu „Skywalker. Odrodzenie”. Nie był to dla niego udany wieczór. Sama premiera przeszła całkiem dobrze do momentu, w którym aktor musiał zacząć oglądać film. Wówczas, to co zobaczył na ekranie zaczęło wywoływać w mdłości. W szczególności nasilały się, gdy widział na ekranie siebie.



Wielu aktorów ma problem z oglądaniem samych siebie na dużym ekranie, ale Driver, będąc perfekcjonistą wyjątkowo źle to znosi. Ma dużą awersję do oglądania, bądź słuchania siebie. Podczas pokazu filmu „Czarne bractwo. Blackkklansman” Spike’a Lee, w którym musiał uczestniczyć, schował się w greenroomie, żeby tylko nie musieć oglądać tej zakazanej facjaty i ekranowego blamażu, mimo, że krytycy wręcz chwalili jego rolę. Jednak najgorzej Driver zareagował podczas wizyty w studio audycji „Fresh Air” radia NPR. Postanowiono puścić tam fragment filmu „Historia małżeńska”, w którym Adam śpiewa piosenkę „Being Alive”. Prowadzący program, zaproponował Driverowi, by zdjął słuchawki na ten czas i nie słuchał swojego śpiewu. Scena podobno zapada w pamięć, nie z powodu fałszowania skrzeczącym głosem, a tego, że jest dobrze zrobiona, zagrana i zaśpiewana. Nie słuchanie jej to jednak było za mało, aktor wstał i nie mówiąc już nic wyszedł ze studia.

Miejmy nadzieję, że jeśli pojawi się kiedyś na jakimś Celebration, nie będzie musiał ani oglądać, ani słuchać Kylo Rena. Zaś obecnie możemy się cieszyć jego występem IX Epizodzie.

Skandal polityczny z Markiem Hamillem w tle

33

Dawno nie było nic o polityce. Nadrabiamy.

Wygląda na to, że Mark Hamilll przekroczył wszelkie granice dobrego smaku, lub celnie dowalił s... Określenie tego, co zrobił zależy od poglądów politycznych oceniających. Otóż Ivanka Trump, córka znanego komiwojażera i handlarza bronią, a przy okazji prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa, zrobiła sobie zdjęcie w rodzinnej atmosferze z dzieckiem w kostiumie szturmowcem. Napisała że Moc jest silna w mojej rodzinie i wrzuciła do sieci. Oczywiście do ulubionego medium jej ojca, czyli na twitter.

Jak wiadomo na twitterze przebywają dziwni ludzie i czasem, ktoś się przyczepi. Tym kimś jest odtwórca roli Luke’a Skywalkera. Mark nie zdzierżył tego i jak to Mark zrobił sobie jaja. Napisał, że zamiast słowa Force chodziło jej o Fraud, czyli oszustwo, tylko zrobiła literówkę. I dodał hasztag #GoForceYourself, co można by przetłumaczyć #IdźcieSięMocyć.



W Stanach nie trzeba wiele, by zrobiła się z tego afera narodowa. Jedni popierają Marka, gratulują mu, że w końcu ktoś miał odwagę napisać prawdę. Inni twierdzą, że niepotrzebnie angażuje się politycznie, lub krytykują jego postawę i poglądy. Jeszcze inni zauważają, że tak naprawdę w twicie chodziło o dziecko, które bawi się „Gwiezdnymi Wojnami”, zaś poglądy i działania polityczne rodziców i dziadka nie uprawniają nikogo do używania tegoż zdjęcia do politycznych docinek.

Wookieerotica #2

Giant Panda King
6

W 2017 do sprzedaży trafił pierwszy numer magazynu „Wookieerotica”. Twórcy reklamowali go jako magazyn w stylu pism wydawanych w latach '70 dla mężczyzn, tylko w bardzo odległej galaktyce. Magazyn był parodią w całości osadzoną w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zawierał artykuły, wywiady i zdjęcia postaci z naszego ulubionego uniwersum. Po dwóch latach do sprzedaży trafi jego drugi numer. Spodziewać się w nim możemy jeszcze więcej artykułów, wywiadów, recenzji, żartów i rozkładówek. Wśród tematów okładkowych znajdzie się: wywiad z Maxem Rebo i artykuły o Eskadrze Łotrów i łowcach nagród. Pismo można nabyć za 50 AUD (35$) w tym miejscu.



„Wookieerotica” tworzona jest przez ludzi odpowiedzialnych za cieszącą się od wielu lat popularnością burleskę: „The Empire Strips Back” - pisaliśmy o niej m.in. tutaj.

Dzień Gwiezdnych Wojen 18+

śliski blog
21



Jak od czterech lat najpopularniejszy (bądź drugi najbardziej popularny, w zależności od metodologii) serwis filmów dla dorosłych Pornhub czwartego maja publikuje szereg ciekawostek związanych ze Star Wars i wyszukiwanymi frazami. I tak w 2018 Dzień Gwiezdnych Wojen charakteryzował się wzrostem zainteresowania użytkowników o 748% większym niż średnia. To mniej niż w rekordowym 2017 roku, gdzie procent ten wyniósł aż 1048, ale więcej niż w 2016 - 633%. Dane z dzisiejszego dnia zobaczymy zapewne w podsumowaniu za rok.



Najpopularniejszą wyszukiwaną frazą zeszłego sezonu została "Princess Leia", ale "Star Wars Rey", która do tej pory dzierżyła palmę pierwszeństwa, nadal utrzymuje się w czołówce. Złotą piątkę charakterystycznych postaci domykają kolejno "Ahsoka Tano", rasa "Twilek" (sic!) i "Padme Amidala".



Jak widać fraz "Star Wars" występuje bardzo często w połączeniu ze słowami "hentai", "cartoon" i "cosplay", więc statystycy serwisu pokusili się o głębszą analizę czego jeszcze szukają osoby zainteresowane Gwiezdnymi. Parodia & cosplay są rzeczami raczej oczywistymi, ale widzimy tam również inne tytuły gier i filmów, takie jak "Tomb Raider", "Star Trek", "Avengers", "Fortnite", "Flintstones", "Dragon Ball Z", "Halo", "Overwatch" i "Call Duty". Jeśli chodzi zaś o osoby to mamy tam "Princess Peach", "Brigitte Overwatch", "Wonder Woman" and "Harley Quinn".



Dane demograficzne pokazują, że mężczyźni są o 38% bardziej skłonni do wyszukiwania filmów Star Wars w porównaniu z kobietami. Statystycy odkryli również, że użytkownicy Apple iOS są o 14% bardziej skłonni do wyszukiwania w porównaniu do swoich odpowiedników z Androidem, a użytkownicy Windowsa są o 29% bardziej zainteresowani porn-SW niż użytkownicy komputerów Apple.



Ciekawie przedstawia się informacja dotycząca przedziałów wiekowych. Odwiedzający 18-24 lat są o 77% bardziej skłonni do wyszukiwania Gwiezdnych Wojen w porównaniu do wszystkich innych grup, a osoby w wieku 25–34 są już zainteresowane tylko w 11%. Popularność Gwiezdnych Wojen zmniejsza się wraz z wiekiem, co chyba nie przekłada się na kinowe Epizody? Zresztą wszyscy wiemy, że są małe kłamstwa, duże i statystyka.

Samuel L. Jackson chce bronić Ziemi!

14

Phineas Barnum może nie żyje od prawie 130 lat, ale jego zasada wciąż sprawdza się w biznesie. Brzmi ona „Nieważne, jak mówią, ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko”. I widać Disney wziął sobie ją do serca, przynajmniej w przypadku „Kapitan Marvel”. Jak wiemy Disney nie poradził sobie z marketingiem „Hana Solo”, wielu zaś wieszczyło nowemu filmowi Marvela druzgocącą porażkę finansową. Odrobili jednak lekcję. Zawsze można zrobić złą atmosferę wokół filmu, by potem lepiej go sprzedać. Wpierw zaczęło się od skandalizujących wypowiedzi Brie Larson dotyczących białych mężczyzn. I w punkt, sukces, nagle zaczęło się szczucie na film, nawoływanie do bojkotu, czyli ruszyła promocja. Disney musiał pilnować by tylko tytuł - „Kapitan Marvel” dobrze pisali. Resztę robili sterowani wypowiedziami Larson oburzeni naiwniacy.





No ale przecież w obsadzie filmu jest też internetowy skandalista Samuel L. Jackson. Więc wystarczyło mu tylko pokazać, że gra drugie skrzypce i już sam zaczął nadrabiać. A co bardziej polaryzuje Amerykanów niż polityka? Chyba nic. Więc skoro Brie obrażała tylko jedną grupę, Jackson zaczął atakować Trumpa i Republikanów. Zaczęło się bardzo nietypowo, bowiem na początku Samuel pochwalił urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Stwierdził, że żaden inny prezydent w historii nie zrobił tyle dla społeczności czarnoskórych w Ameryce. A dlaczego? Bo to Trump ma największą plantację z niewolnikami. Szok, był ale trwało krótko. No i jeszcze nazwaniem Trumpa sk***em na twitterze przy okazji ustaw o broni w szkole.

W poniedziałek wyniki „Kapitan Marvel” zaczęły spadać, więc Samuel L. Jackson w podobny sposób postanowił pomóc temu filmowi. Tym razem obraził nie tylko Trumpa, ale też jego poprzeczników, jednocześnie promując w pewien sposób nowych „Avengers”. Jackson powiedział w wywiadzie dla „Esquire” – „Ten sku***yn* niszczy naszą planetę i robi inne wariactwa. A ludzie myślą, że to w porządku. To nie jest k***a w porządku! A jak milczysz, jesteś współwinnym”. W ten sposób Jackson namawia nas do ochrony naszej planety (brzmi zupełnie jak z filmów Marvela). Dodatkowo akcja marketingowo zadziałała, wtorkowe wyniki „Kapitan Marvel” poszybowały w górę. To teraz pozostaje sobie życzyć, by następny film Marvela nie zarabiał zgodnie z oczekiwaniami. Jackson na pewno uratuje go swoimi komentarzami.

* - oczywiście w oryginale SLJ użył słówka najbardziej z nim kojarzonego – motherf***r.

Liam Neeson chciał zabić człowieka

Onet
67

Okazuje się, że czasem role filmowe potrafią się przenikać z prawdziwym życiem. Tak jest w przypadku Liama Neesona. Promuje on swój najnowszy film, „Cold Pursuit”, w którym między innymi występuje też Laura Dern. W filmie bohater Neesona podejmuje krwawą zemstę na zabójcach swego syna.

Podczas promocji filmu, w wywiadzie dla magazynu „Independent” Neeson przyznał, że rozumie motywacje swojego bohatera. Otworzył tym samym przysłowiową puszkę Pandory. Liam wspomniał sytuację, w której jedna z bliskich osób z Irlandii w jego otoczeniu została zgwałcona (nie chciał mówić kto). Neeson dopytywał, czy wiedziała, kto to jest, jak wygląda. Niestety odpowiedzi były przeczące. Zapytał więc choć o kolor skóry. Wyszło, że zrobiła to osoba czarna. Następnie aktor chodził z łomem po okolicy licząc, że jakoś natknie się na tego nikczemnika. Przez tydzień szwendał się w pobliżu pubów licząc, że sprowokuje przestępcę i będzie mógł go zabić.

Teraz Liam mówi, że bardzo się wstydzi tego, co zrobił i że wyciągnął z tego lekcję. Jednocześnie stał się ofiarą własnych słów. W sieci można bez problemu znaleźć wpisy, gdzie jest wyzywany od rasistów. Przypominają mu także, że parę lat temu stwierdził, że ludzie oceniają innych także przez pryzmat koloru skóry, nawet jeśli o tym nie mówią.

Archiwum wiadomości dla działu "Sprośne okruchy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.