Spis newsów (Lucasfilm)

J.W. Rinzler o skasowanych „Making of”

7

Jonathan W. Riznler udzielił krótkiego wywiadu portalowi Hero Collector. Artytkuł dotyczył skasowanych pozycji książkowych, głównie niefabularnych. Nie tylko z „Gwiezdnych Wojen”, wspominano jeszcze Indianę Jonesa, czy Star Trek.

Rinzler, autor Makingów z Zemsty Sithów, Nowej nadziei, Imperium kontratakuje i Powrotu Jedi, a także twórca i redaktor wielu innych niefabularnych pozycji, pracował nad książką o tworzeniu „Przebudzenia Mocy”. Została ona jednak skasowana przez wydawnictwo Abrams i Lucasfilm. Rinzler przy jej skasowaniu zapowiedział, że może powie kiedyś coś więcej na ten temat. Właśnie w końcu tu zrobił.

Jego zdaniem, nie było szans, by ta książka została wydana. On to doskonale wiedział, w momencie, gdy ją pisał. Był przekonany, że ją skasują. Głównie dlatego, że zarówno Disney jak i Kathleen Kennedy nie chcieli wracać do wielu spraw publicznie. Wydarzyły się, było o nich głośno, ale potem lepiej o nich zapomnieć. Rinzler podkreśla, że to jest spekulacja z jego strony, ale te problemy jak kwestia zmiany daty premiery, zatrudnienie Brada Birda, czy wypadek w którym Harrison Ford omal nie zginął, to nie są rzeczy z którymi kierownictwo Lucasfilmu czułoby się komfortowo. A z książką na ten temat poczucia komfortu nie polepsza.

Tu warto zwrócić uwagę na to, że Rinzler w samej tej wypowiedzi rzuca nowe światło na historie, które znamy. O Bradzie Birdzie wiedzieliśmy, ale z jakiegoś powodu wygląda na to, że był dużo poważniejszym kandydatem niż wszyscy myśleli. Wypadek Harrisona Forda jak widać to nie był tylko problem z kostką (o tym, że był naprawdę poważny później mówili też sami twórcy). Zaś grudniowa premiera nie była pierwszą datą na którą szykował się Disney. Tu jeszcze pamiętajmy o plotkach mówiących, że w pewnym momencie J.J. Abrams rozważał zrezygnowanie ze stanowiska reżysera. Wówczas mówiło się o napięciach na linii Abrams – Iger, zaś Kennedy ponoć stała murem za Abramsem. Przy okazji powrotu Abramsa przy Epizodzie IX, z kolei sugerowano, że konflikt już przy „Przebudzeniu Mocy” przebiegał raczej na linii Kennedy – Abrams, zaś to Iger raczej wspierał bardziej reżysera. Rinzler jak widać ma dużo lepszą wiedzę na ten temat i wie, że nie są to rzeczy, które ktokolwiek chciałby teraz upubliczniać.

Drugą ciekawostką jest to, że pierwotnie „Making” z „Przebudzenia Mocy” miał pisać Mark Cotta Vaz. Przygotował on pierwszą wersję, z której nikt nie był zadowolony. Podziękowano Markowi i na tym pracował Rinzler. On oczywiście poukładał treść po swojemu (chronologicznie), dopisał początek i koniec. Widząc zaś problemy książki i jej treść Rinzler właściwie od razu wiedział, że tego nikt nie wyda. Dlaczego przyjął tę pracę? Także dla pieniędzy. Jak wiemy Rinzler to pewna marka, więc nie było szans, by poukrywał przykre sprawy.

Jonathan wspomina także, że był zaangażowany w proces zatrudnienia autora - Josha Kushinsa, który z kolei pisał książkę o powstawaniu „Łotra 1”. Również skasowaną, bo Lucasfilm nie był z niej zadowolony. O ile „Przebudzenie Mocy” pomijając kwestię wypadku Forda to głównie tarcia na górze, o tyle jak wiemy doskonale, „Łotr 1” miał dużo więcej problemów, włącznie z tym, że reżyser Gareth Edwards został odsunięty od filmu, a za jego finalną wersję odpowiada Tony Gilroy (który sam nie jest zadowolony z efektu końcowego, co nie raz podkreśla). Dodatkowo Rinzler przez lata próbował stworzyć książkę z szkicami dotyczącymi „Indiany Jonesa”, bo w archiwach Lucasfilmu jest olbrzymia ilość interesującego materiału. Niestety ani Disney, ani Lucasfilm nie są w ogóle zainteresowani tego typu publikacjami. Nawet tymi, które nie są kontrowersyjne.

Na kwiecień jest zapowiedziany (na razie jeszcze) „Making of” z „Hana Solo”. Autorem tego albumu jest Rob Bredow, wiceprezes Lucasfilmu i obecny szef ILM. Miejmy nadzieję, że choć jemu uda się przebić przez ścianę i doprowadzić do wydania tej pozycji. Poniekąd także opisującej olbrzymie problemy przy powstawaniu filmu. Zobaczymy w jaki sposób zostaną przedstawione.

P&O 314: Czy pracując nad Epizodem II myśleliście już o III?

5



Dziś pytanie do Douga Chianga, artysty koncepcyjnego, który pracował przy prequelach, zresztą obecnie jest jednym z kilkunastu wiceprezesów w Lucasfilmie. Pytanie jest o „Zemstę” w kontekście prac nad poprzednim filmem. Poza odpowiedzią, na oficjalnej zamieszono dwa małe rysunki, z I i VI Epizodu.



P: Czy kiedy pracowaliście nad projektami do Epizodu II, myślicie już na przód pod kątem Epizodu III, albo czy w ogóle musieliście coś robić w tym kierunku?

O: Zawsze jesteśmy świadomi tego, jak nowe projekty będą się integrowały z całym uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Ponieważ pracujemy tylko nad częścią serii sześciu filmów, projekty muszą ewoluować z bohaterami i opowieścią w przekonywującym kierunku. To wymaga pewnej logiki w procesie projektowym, by seria była spójna wizualnie.

Nie będzie filmów Star Wars dedykowanych dla Disney+

15



W ciągu ostatniego półtora roku zapowiedziano kilka produkcji ze świata Gwiezdnych Wojen nad którymi będzie pracował Lucasfilm. Wśród nich jest seria filmów autorstwa Davida Benioffa i D.B. Weissa (news) oraz trylogia Riana Johnsona (news). W tym czasie ogłaszanych było coraz więcej informacji związanych z platformą Disney+, również dotyczące tego, że Disney będzie produkował filmy na swoją platformę. W związku z tym zaczęły pojawiać się spekulacje na temat tego czy wśród nich znajdą się również filmy Star Wars i czy może któraś z już zapowiedzianych produkcji będzie na nią dedykowana. W wywiadzie dla Barron's Bob Iger rozwiał wątpliwości na ten temat. Wg Boba filmy, które tworzą są zbyt drogie w produkcji i niosą ze sobą za dużą szansę na świetny wynik kinowy, aby wypuszczać je bezpośrednio na platformę streamingową. Nie planują w związku z tym robić filmów Star Wars na nią, poczynią natomiast znaczne inwestycje w seriale telewizyjne.

„LEGO Star Wars Days” skasowane

10

Pozornie informacja nas raczej nie dotyczy. Otóż w LEGOLANDach organizowane są co jakiś czas cykliczne imprezy „LEGO Star Wars Days”. Nie są organizowane w jednym czasie, tylko w różnych parkach należących do grupy LEGO. Jak donosi RebelScum ostatnia taka impreza odbyła się w LEGOLAND: Discovery Center Westchester niedaleko Nowego Jorku. Następna, która miała mieć miejsce w Kalifornii została skasowana.

Wg informacji RebelScum, rok 2018 będzie ostatnim rokiem ich organizacji. Ich informatorzy w Disneyu tłumaczą, że motywacją jest to, by ograniczyć ekspozycję „Gwiezdnych Wojen” i pozwolić się marce zresetować i wyleczyć.



Nie oznacza to także, że tego typu imprezy nie wrócą za jakiś czas. Co więcej wszystko wskazuje na to, że także firmie LEGO jest to na rękę, gdyż łatwiej będzie im się skoncentrować na promocji filmu „LEGO 2” (Phil Lord i Chris Miller są współautorami scenariusza, i wraz z Willem Allegrą współproducentami). Premiera w USA 8 lutego.

Problemem w komunikacie, który podało RebelScum było słówko „zresetować”. Internety od razu to wychwyciły i jak to zwykle bywa rozdmuchały. Od razu zaczęto to łączyć z wypowiedzią Boba Igera z września, gdzie mówiąc o przyszłych projektach związanych z marką pominął trylogię Riana Jonhsona. Niektórzy łącząc słówko „reset” z tym pominięciem już ogłaszają, że trylogia Johnsona została skasowana. Na razie jednak status „skasowanej” jest taki, że Rian powoli nad nią pracuje, ale wcześniej zajmuje się innym filmem. Dziś jedyne czego nie wiemy, to jak rozwinie się sprawa z kolejnymi, wstrzymanymi i skasowanymi spin-offami.

Natomiast jedno jest pewne. Przed Epizodem IX i startem platformy Disney+, Lucasfilm i Disney zamierzają dobrze rozegrać to marketingowo. Mniej znaczące imprezy w tym momencie to faktycznie zbędne rozdrobnienie. Alan Horn już sugerował, że „Gwiezdne Wojny” lepiej sprawdzają się jako wydarzenie, a nie kolejny film w kinie. Skasowanie „LEGO Star Wars Days” bardzo dobrze wpisuje się w tę strategię.

Rok do premiery Epizodu IX

29

Już za dokładnie rok, czyli 20 grudnia 2019 do kin oficjalnie wejdzie Epizod IX „Gwiezdnych Wojen” w reżyserii J.J. Abramsa. W Polsce możemy śmiało założyć, że zobaczymy go co najmniej dzień wcześniej. Rok przed premierą to dobry czas na małe podsumowanie, tego co wiemy o nadchodzącym filmie.

Pierwszą osobą, która publicznie określiła Epizod IX jako finalną odsłonę sagi był zmarły producent dwóch pierwszych zrealizowanych części, czyli Gary Kurtz. Producent czasem przy okazji konwentów czy wywiadów opowiadał o danych, niezrealizowanych pomysłach George’a Lucasa. Jednym z nich było to, że w finałowej części w końcu mieliśmy zobaczyć Imperatora. To wykorzystano już w „Powrocie Jedi”, bo zmieniła się koncepcja. Kurtz opowiadał te historie w czasach, gdy Lucasfilm zarzekał się, że nie będzie już kolejnych filmów po „Zemście Sithów”. Jak wiemy sam Lucas wrócił do sequeli, gdzieś koło 2011, szkicując wstępnie nową trylogii. Ta początkowo powstawała przy współpracy z Michaelem Arndtem. Wszystko jednak się zmieniło, gdy Lucasfilm został przejęty przez Disneya. Wtedy, nowy szkic trylogii sequeli nadali J.J. Abrams i Lawrence Kasdan. Epizod IX jednak pozostał tylko szkicem i przez lata nikt się nim nie zajmował.

Gdy ogłoszono, że „Ostatniego Jedi” wyreżyseruje Rian Johnson pierwsze plotki (z czerwca 2014) sugerowały także, że napisze on i wyreżyseruje IX część. Jednak już oficjalne potwierdzenie (z marca 2015) mówiło, że Johnson zajmie się tylko VIII Epizodem. Film ten miał mieć premierę w maju 2017, a IX Epizod dwa lata później. Lucasfilm/Disney chciały mieć zapewnioną premierę w ciągu dwóch lat, więc z ich punktu widzenia Rian nie wchodził w grę. Choć jak twierdzi Ram Bergman wówczas Rian chętnie by wziął na siebie oba filmy.

W marcu zaczął się okres plotek na temat tego, kto stanie za sterami kolejnego Epizodu. Wśród często wymienianych osób pojawiał się J.J. Abrams, ale nie tylko on. Około lipca 2015 zaczęto w kuluarach wymieniać nazwisko - Colin Trevorrow i faktycznie w sierpniu 2015 został on oficjalnie ogłoszony reżyserem i scenarzystą. Szybko dołączył do niego Derek Connolly, z którym Colin tworzy praktycznie wszystkie scenariusze. Panowie bazowali na nowej wersji szkicu przygotowanej przez Riana Johnsona, ale mieli wolną rękę, a co ważniejsze własną wizję.



Czego by nie mówić o Colinie, to potrafi on dobrze wykorzystać media społecznościowe i bawić się z fanami, ale też mediami. Trochę w stylu, który potem widzieliśmy u Rona Howarda. Trevorrow miał swoją wizję Epizodu IX. Po pierwsze chciał, by główną postacią z klasycznej trójki, która zagra tu pierwsze skrzypce była Leia. Po drugie chciał też, by NASA pomogło w powstawaniu filmu. Chciał wysłać w kosmos kamerę by nagrać sceny, które potem posłużą jako tło przestrzeni kosmicznej. Zastanawiał się też, czy nie wykorzystać do tego kamer IMAX. Resztę filmu chciał kręcić na taśmie filmowej wysokiej jakości.

Colin jednak miał też grupę antyfanów, którym nie podobało się to, co zrobił z „Jurassic World”, ale jeszcze bardziej przerażało ich jego eksperymentalne kino, czyli „Powieść Henry’ego”. Tym filmem sobie nagrabił i zraził dość sporo ludzi. Co prawda, po drugiej części „Jurassic World” większość krytykujących, ale też producentów czy recenzentów, chciała by to jednak Trevorrow nakręcił trzecią część cyklu, to jednak warto pamiętać, że działo się to później. Wprost wynika to także z umiejętnego korzystania z mediów społecznościowych, gdzie potrafił przyznać się do błędów i nawiązać pozytywny dialog z zawiedzionymi widzami. Bez antagonizowania ich.

Trevorrow był jednak odwrotnością Riana Johnsona. Ten jak wiemy, szaleje w internecie, natomiast na planie, czy w relacjach z producentami jest spokojny i zrównoważony. Trevorrow obrósł w piórka po sukcesie „Jurassic World” i różne plotki twierdzą, że był trudnym współpracownikiem. Apodyktyczny, zadufany w sobie i nie dający się przekonać do niczego, jednocześnie bezkompromisowo broniący swojej wizji filmu.

Aż dziw, że prace nad Epizodem IX trwały spokojnie przez cały rok 2016. Carrie Fisher próbowała na Celebration Europe namawiać fanów, by domagali się występu jej psa, Gary’ego w filmie, powołując się na zwiększenie reprezentacji zwierząt w sadze. Johnson zaś zdradził, że zakończył swoje sesje z Trevorrowem i ten już samodzielnie pracuje nad kolejną częścią, raczej nie prosząc o jakieś zmiany, tylko o jedną krótką scenę. Ta ostatnia kwestia potem została poruszona przez tak Trevorrowa jak i Marka Hamilla, którzy nie chcieli jej poruszać przed premierą Epizodu VIII. Chodziło wprost o kwestię śmierci Luke’a Skywlakera. Mark i Colin podzielali wizję, by Luke zginął dopiero w Epizodzie IX i pewnie w inny sposób.



Problemy z Epizodem IX zaczęły się wraz ze śmiercią Carrie Fisher. Szybko wydano oświadczenie, że nie będzie tworzona w sposób cyfrowy, jak to miało miejsce w „Łotrze 1”. Ostatecznie uznano, że wykorzystane zostaną niewykorzystane sceny z Epizodów VII i trochę VIII. Po drodze pojawiły się plotki, że Leię mogłaby zagrać Meryl Streep. Pierwotnie założono, że śmierć Fisher spowoduje zmiany w scenariuszu, ale nie zmieni harmonogramu produkcji. Ogłoszono nawet datę premiery – 24 maja 2019. Niestety cały pomysł nad którym pracowali Trevorrow i Connolly zaczął się bez Lei sypać. Prace nad scenariuszem się przedłużały, Kathleen Kennedy i Bob Iger zaczynali się niecierpliwić. Współpraca z Trevorrowem robiła się coraz cięższa. W tym samym czasie Kathleen musiała gasić pożar na planie „Hana Solo” wyrzucając Phila Lorda i Chrisa Millera. Colin czuł już wtedy, że może go spotkać coś podobnego i komentował sprawę, kadząc publicznie Kennedy jak również rozumiejąc motywy Lorda i Millera. Scenariusz jednak nie był skończony, Kathleen dokoptowała kolejnego scenarzystę, Jacka Thorne’a. Wszystko wskazuje na to, że Trevorrow zareagował emocjonalnie i zamiast skorzystać z szansy eskalował konflikt, broniąc swojej wizji. Efekt był taki, że cała trójka scenarzystów wyleciała z Lucasfilmu, choć bez wielkiego huku. Także dlatego, że Thorne nawet nie został jeszcze oficjalnie ogłoszony współscenarzystą.

Kto miał zastąpić Trevorrowa? Właściwie wybory były dwa. Promowany przez Kathleen Kennedy – Rian Johnson, oraz przez Boba Igera – J.J. Abrams. Rian w tym czasie wiedział, że woli własną trylogię. Stanęło więc na Abramsie. J.J. wziął sobie współscenarzystę - Chrisa Terrio i zaczęli na nowo pisać cały scenariusz, niewiele bazując na tym, co już powstało. Epizod IX wówczas już miał zmienioną datę premiery, na 20 grudnia 2019. Abrams zapowiedział wprost, że chce także nawiązywać do prequeli. Później pojawiły się sugestie, że będzie raczej kontynuował swój pomysł z VII Epizodu, co będzie wymagało odkręcenie pewnych wyborów Johnsona. Pierwsza wersja scenariusza wylądowała na biurku Igera niecałe trzy miesiące po zatrudnieniu Abramsa i Terrio, w okolicach premiery „Ostatniego Jedi”. To też okres w którym zaczęto zdradzać, kto wróci. Daisy Ridley, John Boyega, Mark Hamill, Oscar Isaac oraz Adam Driver, czyli wszyscy zgodnie z przewidywaniami. Szybko ogłoszono również, że John Williams skomponuje muzykę do finalnej odsłony trylogii. Zdjęcia zaplanowano na lipiec 2018. Scenariusz był gotowy w kolejnej wersji w lutym, ale wciąż potem Abrams nad nim jeszcze pracował.

W międzyczasie Colin dawał o sobie znać, zachwalając swój scenariusz i swoje pomysły, które kłóciły się z wizją Riana, czyli przede wszystkim kwestię Luke’a Skywalkera. Trevorrow ewidentnie miał problem z pogodzeniem się, że nie zrobi tego filmu.

Zaczęły się także pojawiać plotki o udziale Billy’ego Dee Williamsa (potem potwierdzone) oraz nowej postaci kobiecej, która mogłaby być matką Rey lub Marą Jade. Inne plotki sugerowały pojawienie się Ewana McGregora (niepotwierdzona). W szalonych plotkach pojawiał się też Thrawn.

W lipcu ogłoszono obsadę. Do ekipy dołączyli: Matt Smith, Naomi Ackie, Richard E. Grant i Keri Russell. Potwierdzono także udział Lupity Nyong’o, Kelly Marie Tran, Joonasa Suatamo, Anthony’ego Danielsa i Billie Lourd, oraz wymienionych wcześniej osób.



W międzyczasie zaczęły pojawiać się zdjęcia z planu, oczywiście przecieki. Cześć z nich pochodzi z Pinewood i okolic, gdzie także zawitała nasza ekipa. Inne pochodzą z Jordanii (dokładniej z Wadi Rum). Jak widać na planie pojawiły się zwierzęta, zgodnie z życzeniem Carrie.

Wg przecieków tym razem J.J. Abrams jest bardziej wyluzowany i bardziej improwizuje. Kręci dużo materiału, ale jednocześnie dalej walczy z przeciekami. Zdjęcia w Jordanii zakończyły się już. Czy ekipa jeszcze gdzieś poleci? Zobaczymy. Wcześniej pojawiały się plotki o Laosie, obecnie mówią o ewentualnych zdjęciach gdzieś w Afryce. No i oczywiście o zamkach.

To na co czekamy teraz to jakiś materiał, zwiastun albo dokument zza kulis, który według przecieków może pojawić się przed końcem roku. Oby, umili czekanie.

Serial aktorski o Cassianie Andorze

oficjalna
66

Dziś szef Disneya Bob Iger ogłosił, że trwają prace nad kolejnym serialem aktorskim z „Gwiezdnych Wojen”. Tym razem Lucasfilm przygotowuje serial o przygodach Cassiana Andora, znanego nam z „Łotra 1”.



Serial, podobnie jak „The Mandalorian”, powstaje z myślą o platformę streamingową Disneya, czyli Disney+. Produkcja serialu rozpocznie się w przyszłym roku. Będzie ukazywać przygody Cassiana Andora przed wydarzeniami z „Łotra 1”. Co ważniejsze, Diego Luna powróci do tej roli.

– Powrót do uniwersum „Gwiezdnych Wojen” to coś bardzo specjalnego dla mnie – mówi Luna. – Mam wiele wspomnień ze wspaniałej pracy, którą zrobiliśmy, a także wiele znajomości z tamtej podróży. Teraz czeka nas kolejna fantastyczna przygoda w nowej i ekscytującej formule, która daje szansę by lepiej eksplorować tę postać.
Serial będzie thrillerem szpiegowskim, ukazującej daremne misje w celu przywrócenia nadziei w galaktyce pod bezwzględnymi rządami Imperium. Data premiery nie została jeszcze ustalona.

Temat na forum

Boty, oceny i „Ruch Oporu”, afery z Rotten Tomatoes ciąg dalszy

12

Serwis Rotten Tomatoes chyba nie ma szczęścia do „Gwiezdnych Wojen”. Ostatnio pisaliśmy o nowym algorytmie, który miałby usuwać złośliwie wystawiane sztuczne oceny (więcej), a który wykorzystano w redakcyjnym zestawieniu. Wyszło dość, dziwnie, zwłaszcza, że wmieszano to także potencjalne rosyjskie boty i celowe trollowanie. Teraz wiarygodność Rotten Tomatoes jest podważana z drugiej strony.

Pamiętamy, że serial „Ruch Oporu” miał dość ciężki start, jeśli chodzi o oczekiwania fanów. Wiązało się to z olbrzymią liczbą dislek’ów (w sumie zebrał ich chyba 148 tysięcy). Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że większość zapowiedzi poszczególnych odcinków jest zdecydowanie częściej (tak średnio dwa razy) oceniana pozytywnie. I na pewno liczby ocen nie są tak wysokie.

Jednak inaczej sprawa wygląda na Rotten Tomatoes. Tam dziś ocen użytkowników kształtuje się na 77%. Jeszcze parę dni temu było to 84% i nie byłoby w tym żadnego problemu, gdyby nie fani „wojujący” z Lucasfilmem. Jeden z nich zauważył, że spora część ocen (obecnie około połowy) to oceny 5 (czyli najlepsze) ale wystawione z nowych kont, które nigdy wcześniej nie udzielały się w serwisie. Później zresztą też nie. Dokładnie takich, jakie wykluczono przy nowym zestawieniu z „Ostatnim Jedi”.



Użytkownik Dataracer obwinia Lucasfilm o celowe działanie, w co akurat trudno uwierzyć. Raz akcja ma za mały skutek (a LFL ma teraz poważniejsze zadania), dwa jeśli faktycznie aż tyle kont ile wskazał jest fałszywych, to przy ilości tysiąca wygląda to raczej na partyzantkę. Lucasfilm właściwie nie miałby po co tak działać. Jak dobrze widać przy ocenach zapowiedzi kolejnych odcinków „Ruch Oporu” zaczyna bronić się sam.

A kto odpowiada za te fałszywki? Teorii snuć można wiele, od oddanych fanów „Ruchu Oporu”, którzy chcą docenić serial i czasem trochę się zapędzają. Równie dobrze mogą to być niezadowoleni fani próbujący zdyskredytować LFL czy Rotten Tomatoes. Pewnie da się podciągnąć pod to rosyjskie, irańskie lub północnokoreańskie boty. Niemniej jednak największy problem z tymi ocenami ma sam serwis Rotten Tomateos, bo on musi zadbać o swoją wiarygodność. Zaś celowe zaniżanie lub zawyżanie ocen zdecydowanie temu nie pomaga, niezależnie kto odpowiada za taką akcję.

Dla nas jednak najważniejsze jest to, że po trudnym początku, „Ruch Oporu” broni się sam i zdobywa swoje miejsce w świadomości (i sercach) fanów. A znaczące coś oceny w serwisach typu Rotten Tomateos chyba powinny odejść do lamusa.

ILM zakłada dział telewizyjny

6

Kolejne zmiany w Lucasfilm. ILM się rozrasta i otwiera nowy dział – ILM TV. W dodatku nowe studio ILM zostanie otworzone w Londynie. Obecnie firma ma swoją siedzibę w San Francisco, a także oddziały w Vancouver i Singapurze.


Jonathan Privett, Louise Hussey, Stefan Drury i Hayden Jones


Działem telewizyjnym ILM pokierują Hayden Jones, Jonathan Privett (obaj byli kierownikami przy tworzeniu efektów), a także producenci – Louise Hussey i Stefan Drury. Wcześniej ekipa ta nadzorowała dział telewizyjny firmy DNEG (Double Negative, będącej częścią Prime Focus, podwykonawcy ILM np. przy konwersji 3D „Mrocznego widma”). Ekipa ta została nagrodzona BAFTĄ za swoją pracę przy serialu „Black Mirror”.

Pierwszym projektem nowego studia ILM TV będzie „The Mandalorian” Jona Favreau, czyli serial aktorski w świecie „Gwiezdnych Wojen”, a także serial „Krypton” dla stacji SYFY.

Rob Bredow, szef ILM jest bardzo dumny z tego, że po uruchomieniu ILMxLAB udało się stworzyć kolejną, innowacyjną odnogę ILM. Zwłaszcza, że taki rozwój nie dzieje się często.

Jeśli chodzi o seriale, to ILM może się tu pochwalić przede wszystkim „Kronikami młodego Indiany Jonesa”, gdzie udało im się osiągnąć jakość porównywalną z efektami filmów kinowych, a przy tym stworzyć podwaliny pod efekty wykorzystane w prequelach, a które zmieniły świat efektów specjalnych. Dziś świat telewizji cyfrowej, a także platform streamingowych rozwija się, pojawiają się nowe wymagania i okazje, by wykorzystać legendarne talenty Industrial Light & Magic, łącząc je z nowymi pomysłami, wyzwaniami i nowymi ludźmi.

Abrams koryguje kurs „Gwiezdnych Wojen”

105

Na początek ważna informacja. John Williams ostatnio musiał odwołać między innymi koncert 26 października w londyńskim Royal Albert Hall, czy 3 i 4 listopada w Wiedniu i wylądował w szpitalu. Szczęśliwie w tym tygodniu wraca do Los Angeles. Maestro czuje się lepiej.

Pytaniem otwartym pozostaje to, jak wpłynie to na pracę Williamsa przy Epizodzie IX. Niektóre źródła sugerują, że może on nie zdążyć lub pominąć kwestie skomponowania muzyki specjalnie do zwiastuna, o czym pisaliśmy tutaj.

Bardzo ciekawy artykuł dotyczący przyszłości J.J. Abramsa pojawił się na Variety. Otóż Abrams prawdopodobnie podpisze mega-umowę i na parę lat zwiąże się z którymś hollywoodzkim studiem. Krążą plotki, że proponowano Abramsowi, by objął Lucasfilm, ale on nie chciał. Woli być producentem i reżyserem, a nie menadżerem studia filmowego. W każdym razie J.J. rozmawia z różnymi gigantami Hollywoodu. Jednym z nich jest Bob Iger, który bardzo chętnie przygarnąłby Abramsa pod swoje skrzydła. Zresztą obaj panowie mają bardzo dobrą relację. I tu jak donosi Variety, Abrams wykonuje dla Igera teraz bardzo ważną misję. Na „Gwiezdnych Wojnach” da się zarabiać, ale ostatnie dwa filmy sprawiły, że nie królują one w box-officie. „Ostatni Jedi” podzielił fanów, „Han Solo” nie zaskarbił sobie przychylności szerokiej publiczności. Abrams ma uczynić „Gwiezdne Wojny” znowu wielkimi i ma tu wolną rękę, co wiąże się właśnie ze zmianą kursu wytyczonego przez „Ostatniego Jedi”. To nie pierwsza informacja o tym, że Epizod IX będzie bliższy stylowi „Przebudzenia Mocy”, niż VIII Epizodu.



Poniekąd w bardzo specyficzny sposób, potwierdzenia tej korekty kursu ludzie doszukują się też u Johna Boyegi. Jeden z fanów na twitterze napisał Boyedze, że bardzo podobał mu się Finn w VII Epizodzie i ma nadzieję, że Abrams skieruje tę postać na właściwe tory. Boyega szybko polubił post. Zwykła uprzejmość, czy może coś więcej?



Patrząc na Twitter czy Instagram (w tym wypadku żony Oscara Isaaca), wiemy, że zdjęcia w Jordanii wciąż trwają. Adam Driver natomiast przyznał niedawno, że wraz z Abramsem chcą zrobić coś konkretnego z Kylo Renem. Nie zdradził jednak niczego więcej.

Richard E. Grant przyznał, że na castingu do Epizodu IX musiał odegrać scenę przesłuchania pochodzącą z jakiegoś filmu klasy B z lat 40. poprzedniego stulecia. Prawdopodobnie w ogóle nie ma nic wspólnego z jego rolą w filmie. Przypominamy, że odtwórcy Rey i Finna mierzyli się z fragmentem wyjętym z „Igrzysk śmierci”.

Na koniec szalona plotka. Otóż pojawiła się informacja, że Matt Smith zagra młodego Palpatine’a. Jeszcze są kolejne o nowych superbroniach i pojedynkach duchów Mocy, cóż wchodzenie w szczegóły lepiej sobie odpuścić i poczekać na przecieki.

Pierwszy zwiastun „Ostatniego Jedi” w wersji re-edit

35

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że fani chcą przerobić „Ostatniego Jedi”. Ivan Ortega ma zdecydowanie prostszy cel. Chciałby tylko film przemontować poprawiając kilka najbardziej drażniących treści. Od paru dni w sieci jest dostępny pierwszy zwiastun przemontowanego „Ostatniego Jedi”, którego autorem jest Ortega.



Zobaczymy, czy autorowi starczy sił na coś więcej niż tylko zwiastun. I jak będzie można ten film obejrzeć? Gwoli przypomnienia, gdy „Mroczne widmo” podzieliło fanów sagi, także wtedy pojawiła się wersja przemontowana, tak zwane „The Phantom Edit”. Właściwie była to wersja głównie skrócona, wycięto dużą część wygłupów Jar Jara, zmniejszono rolę małego Anakina, no i pocięto wątek midi-chlorianów. „The Phantom Edit” można było oglądać jedynie ściągając pirackie kopie. Lucasfilm oczywiście starał się je zwalczać. Ciekawe jak będzie tym razem.

Znamy polską datę premiery Epizodu IX

47



Disney Polska ustalił datę IX części „Gwiezdnych Wojen”. Podobnie jak w przypadku poprzednich produkcji, tak i tym razem zobaczymy film dokładnie na dzień przed oficjalną, amerykańską premierą.

W Polsce Epizod IX wejdzie do kin 19 grudnia 2019. Można spokojnie liczyć, że w czwartek koło 19:00 – 20:00 zaczną się pierwsze seanse, zaś normalny bieg filmu rozpocznie się 20 grudnia. Choć kto wie, może pierwsze seanse znów będą mieć miejsce jeszcze dzień wcześniej.

W niektórych krajach europejskich, jak Szwecji czy Francji film pojawi się już 18 grudnia.

Dotychczas premiery „Gwiezdnych Wojen” Disneya lepiej radziły sobie w grudniu. Miejmy nadzieję, że tak też będzie tym razem. Dodatkowo warto przypomnieć, że film J.J. Abramsa wejdzie już do kin po prawdopodobnej premierze serialu aktorskiego – „The Mandalorian”. Lucasfilm liczy, że ta produkcja pomoże lepiej zareklamować kolejną kinową odsłonę. Oby tylko nie przegrzali rynku.

Włamanie na planie „The Mandalorian”

16

Niecodzienną informację o produkcji serialu aktorskiego „The Mandalorian” podał Blast. Otóż na planie doszło do włamania. Zniknął sprzęt i karty pamięci.



Zdjęcia do „The Mandalorian”, czyli serialu aktorskiego na cyfrową platformę Disneya, który zadebiutuje w przyszłym roku, trwają od jakiegoś czasu w Los Angeles, dokładniej w Manhattan Beach Studios. Produkcję nadzoruje Jon Favreau, zaś lokalizacja sprawia, iż fani z Miasta Aniołów mogą nam dostarczać kolejnych przecieków, przy okazji obserwując miejsce kręcenia. Zainteresowanie serialem jest spore, podobnie jak ochrona. Nie uchroniło to jednak producentów przed kradzieżą. Policja pojawiła się na planie i śledztwo trwa. Własne śledztwo prowadzi także Lucasfilm.

Do kradzieży doszło w nocy. Pomijając fakt, że zginął sprzęt, w tym także kamery potrzebne do zdjęć, zginęły także karty pamięci, na których mogą być bardzo ważne informacje na temat serialu. Takie, których Lucasfilm nie chciałby ujawnić przed premierą serialu (spoilery itp.). Zobaczymy na ile te wieści pojawią się w sieci, a na ile była to „zwykła” kradzież. Ciekawe na ile wpłynie to także na politykę informacyjną Lucasfilmu. Dziś nawet nie wiemy, kto gra w tym serialu. Te informacje powinny były pojawić się wraz medialnym uruchomieniem projektu platformy streamingowej. Zobaczymy, czy teraz Lucasfilm nie zastosuje ucieczki do przodu i nie obwieści kilku rzeczy wcześniej.

Przypominamy, że poza policją na planie w zeszłym tygodniu pojawił się także George Lucas.

Nie ma zgody na nabijanie się z Kylo Rena

34

Już od premiery zwiastuna filmu „Ralph Demolka w internecie” widzowie wiedzą, że w kolejnej produkcji Pixara pojawią się liczne nawiązania do innych franczyz, w tym do Gwiezdnych Wojen.

Okazało się jednak, że nie wszystkie pomysły twórców mogą znaleźć się w ostatecznym filmie. W jednym z wywiadów reżyser Rich Moore podzielił się ciekawą informacją. W pewnej scenie mieliśmy ujrzeć bowiem Kylo Rena, który zachowuje się jak rozpieszczone dziecko. Gdy twórcy filmu podzielili się pomysłem z ludźmi z Lucasfilmu, ci nie zgodzili się na taki obrót rzeczy, ponieważ, jak argumentowali - Kylo Ren jest głównym antagonistą trylogii sequeli, dlatego nie powinien być przedstawiany w prześmiewczy sposób.



Fani Star Wars doskonale zdają sobie sprawę, że po zamordowaniu Snoke'a i objęciu stanowiska Naczelnego Wodza, Kylo w Epizodzie IX nie będzie już „rozdmuchanym płaczkiem”. Niektórzy na pewno byliby także oburzeni tym, że przedmiotem żartów miało być dzieciństwo Bena Solo, biorąc pod uwagę piekło, jakie zgotował mu wujaszek w świątyni Jedi.

"


Film „Ralph Demolka w internecie” zawita do kin w styczniu.

Urodzinowa niespodzianka na planie „The Mandalorian”

15

Jon Favreau obchodził wczoraj swoje 52. urodziny. Z tej okazji wrzucił dwa zdjęcia z planu „The Mandalorian”, zwłaszcza, że odwiedził go na nim specjalny gość – George Lucas. Na drugim zdjęciu obaj są z Davem Filonim.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Birthday Surprise

Post udostępniony przez Jon Favreau (@jonfavreau)



Wyświetl ten post na Instagramie.

#theMandalorian

Post udostępniony przez Jon Favreau (@jonfavreau)



Czy Lucas jest jakoś zaangażowany w produkcję serialu? Przy okazji „Hana Solo” wyszło, jak korzystają z jego pomysłów. Więc, może tu jest podobnie? A może tak jak w przypadku filmów, George tylko pojawia się na planie, ogląda i coś tam sugeruje.

W każdym razie krążą plotki, że Lucasfilm bardzo mocno wierzy w serial „The Mandalorian”. Liczą, że jego premiera ruszy do przodu sprzedaż książek, gier, zabawek, figurek i innej maści produktów licencjonowanych. Liczą tu na powiew świeżości, coś bliższego zainteresowaniu podobnemu do „Przebudzenia Mocy”. Z drugiej strony jednak sami zauważają pewien problem, by premiera serialu i zainteresowanie nim nie zaszkodziło Epizodowi IX.

8. doroczny festiwal kredowej sztuki ulicznej w Lucasfilmie

7

Jak co roku w Lucasfilmie odbył się doroczny festiwal ulicznej sztuki kredowej. Jak zwykle pracownicy mogli tworzyć swoje dzieła na chodnikach wokół Cyfrowego Centrum im. Lettermana w San Francisco. Ich prace przejrzano i oceniono. Trzy pierwsze miejsca to „The Nightmare Before Sithmas”, „Luminous Beings Are We” oraz „Yodeling Yoda”.

Fanowski remake KotOR-a skasowany

21



Sami nie wiemy, ile takich informacji przekazywaliśmy na przestrzeni lat, ale widocznie za mało. Kolejny fanowski projekt gry ze świata Gwiezdnych Wojen został skasowany. Apeiron to powstający od dwóch lat, remake kultowego Knights of the Old Republic, tworzony przez grupę zapaleńców w oparciu o Unreal Engine 4. Tytuł miał zawierać nowe misje, nowe postacie i planety, ale to wszystko już nieważne, ponieważ Lucasfilm zakazał dalszego tworzenia gry. Lucasfilm wystosował oficjalny list, który zakazuje dalszych prac nad rimejkiem. Dodatkowo twórcy mają usunąć wszystkie własności intelektualne Lucasfilmu oraz zniszczyć cały kod i wszelkie materiały związane z Apeironem. Reakcja firmy była łatwa do przewidzenia i nie powinna dziwić. Tak samo jak nie zdziwimy się, jeśli twórcy w krótkim czasie pojawią się na kickstarterze, czy innym Crowdfunding-owym portalu z informacją, że tworzą "nowatorskie rpg w klimatach science-fiction w oparciu o doświadczenie zebrane przy tym projekcie", ale nie będziemy o tym pisać.
Poniżej możecie zobaczyć treść oryginalnego tweet-a , w którym zaskoczeni twórcy dzielą się sytuacją ze światem, oraz link do listu przesłanego przez Lucasfilm.





I na koniec ostatni zwiastun Apeirona:

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.