Spis newsów (Jonathan W. Rinzler)

J.W. Rinzler o skasowanych „Making of”

7

Jonathan W. Riznler udzielił krótkiego wywiadu portalowi Hero Collector. Artytkuł dotyczył skasowanych pozycji książkowych, głównie niefabularnych. Nie tylko z „Gwiezdnych Wojen”, wspominano jeszcze Indianę Jonesa, czy Star Trek.

Rinzler, autor Makingów z Zemsty Sithów, Nowej nadziei, Imperium kontratakuje i Powrotu Jedi, a także twórca i redaktor wielu innych niefabularnych pozycji, pracował nad książką o tworzeniu „Przebudzenia Mocy”. Została ona jednak skasowana przez wydawnictwo Abrams i Lucasfilm. Rinzler przy jej skasowaniu zapowiedział, że może powie kiedyś coś więcej na ten temat. Właśnie w końcu tu zrobił.

Jego zdaniem, nie było szans, by ta książka została wydana. On to doskonale wiedział, w momencie, gdy ją pisał. Był przekonany, że ją skasują. Głównie dlatego, że zarówno Disney jak i Kathleen Kennedy nie chcieli wracać do wielu spraw publicznie. Wydarzyły się, było o nich głośno, ale potem lepiej o nich zapomnieć. Rinzler podkreśla, że to jest spekulacja z jego strony, ale te problemy jak kwestia zmiany daty premiery, zatrudnienie Brada Birda, czy wypadek w którym Harrison Ford omal nie zginął, to nie są rzeczy z którymi kierownictwo Lucasfilmu czułoby się komfortowo. A z książką na ten temat poczucia komfortu nie polepsza.

Tu warto zwrócić uwagę na to, że Rinzler w samej tej wypowiedzi rzuca nowe światło na historie, które znamy. O Bradzie Birdzie wiedzieliśmy, ale z jakiegoś powodu wygląda na to, że był dużo poważniejszym kandydatem niż wszyscy myśleli. Wypadek Harrisona Forda jak widać to nie był tylko problem z kostką (o tym, że był naprawdę poważny później mówili też sami twórcy). Zaś grudniowa premiera nie była pierwszą datą na którą szykował się Disney. Tu jeszcze pamiętajmy o plotkach mówiących, że w pewnym momencie J.J. Abrams rozważał zrezygnowanie ze stanowiska reżysera. Wówczas mówiło się o napięciach na linii Abrams – Iger, zaś Kennedy ponoć stała murem za Abramsem. Przy okazji powrotu Abramsa przy Epizodzie IX, z kolei sugerowano, że konflikt już przy „Przebudzeniu Mocy” przebiegał raczej na linii Kennedy – Abrams, zaś to Iger raczej wspierał bardziej reżysera. Rinzler jak widać ma dużo lepszą wiedzę na ten temat i wie, że nie są to rzeczy, które ktokolwiek chciałby teraz upubliczniać.

Drugą ciekawostką jest to, że pierwotnie „Making” z „Przebudzenia Mocy” miał pisać Mark Cotta Vaz. Przygotował on pierwszą wersję, z której nikt nie był zadowolony. Podziękowano Markowi i na tym pracował Rinzler. On oczywiście poukładał treść po swojemu (chronologicznie), dopisał początek i koniec. Widząc zaś problemy książki i jej treść Rinzler właściwie od razu wiedział, że tego nikt nie wyda. Dlaczego przyjął tę pracę? Także dla pieniędzy. Jak wiemy Rinzler to pewna marka, więc nie było szans, by poukrywał przykre sprawy.

Jonathan wspomina także, że był zaangażowany w proces zatrudnienia autora - Josha Kushinsa, który z kolei pisał książkę o powstawaniu „Łotra 1”. Również skasowaną, bo Lucasfilm nie był z niej zadowolony. O ile „Przebudzenie Mocy” pomijając kwestię wypadku Forda to głównie tarcia na górze, o tyle jak wiemy doskonale, „Łotr 1” miał dużo więcej problemów, włącznie z tym, że reżyser Gareth Edwards został odsunięty od filmu, a za jego finalną wersję odpowiada Tony Gilroy (który sam nie jest zadowolony z efektu końcowego, co nie raz podkreśla). Dodatkowo Rinzler przez lata próbował stworzyć książkę z szkicami dotyczącymi „Indiany Jonesa”, bo w archiwach Lucasfilmu jest olbrzymia ilość interesującego materiału. Niestety ani Disney, ani Lucasfilm nie są w ogóle zainteresowani tego typu publikacjami. Nawet tymi, które nie są kontrowersyjne.

Na kwiecień jest zapowiedziany (na razie jeszcze) „Making of” z „Hana Solo”. Autorem tego albumu jest Rob Bredow, wiceprezes Lucasfilmu i obecny szef ILM. Miejmy nadzieję, że choć jemu uda się przebić przez ścianę i doprowadzić do wydania tej pozycji. Poniekąd także opisującej olbrzymie problemy przy powstawaniu filmu. Zobaczymy w jaki sposób zostaną przedstawione.

O młodym Luke’u w „Przebudzeniu Mocy”

34

Choć Jonathan Rinzler napisał „Making of” z VII Epizodu, ten niestety nie został wydany. Wiele ciekawostek o powstawaniu filmu jest wciąż owianych dużą tajemnicą. Czasem tylko coś wycieka. Otóż w marcu 2015 pisaliśmy, że w retrospekcji w „Przebudzeniu Mocy” pojawi się młody Luke Skywalker. Miał go grać Robert Boulter. Wówczas informacja ta przeszła właściwe bez echa, jako jednak z wielu plotek, które pojawiały się w filmie.



Kilka tygodni temu w sieci pojawiło się zdjęcie Boultera w stroju Luke’a Skywalkera z „Imperium kontratakuje”, a także sugestie, że materiał z nim miał zostać wykorzystany w wizji Rey. Tam przez chwilę widzimy Bespin. Co więcej sieć sugeruje, że w wizji Luke miał walczyć z Vaderem. Patrząc na zdjęcie całość została prawdopodobnie nakręcona i usunięta. Można tylko zadać sobie pytanie, czy J.J. Abrams chciał nakręcić taką scenę i wykorzystać w filmie ale doszedł do wniosku, że już za dużo tam elementów z klasycznej trylogii, czy może to jeden z jego wybiegów, by zapobiegać spoilerom. W przypadku ostatniego sezonu „Gry o tron” David Benioff i D.B. Weiss robią coś podobnego, kręcą różne wersje zakończenia, tak by nikt nie wiedział, które jest właściwe.

P&O 265: Jaki jest twój ulubiony dźwięk?

6



Dziś dość osobiste pytanie do Bena Burtta.


P: Jaki jest twój ulubiony efekt dźwiękowy?

O: Mój ulubiony to strzała Robin Hooda z „Przygód Robin Hooda” z 1938. Ale prawda jest taka, że mam wiele ulubionych. Mógłbym napisać książkę o nich i o ich wspaniałych historiach.

K: O ile historii dźwięków w kinie Ben nie napisał, to razem z J.W. Rinzlerem stworzyli „The Sound of Star Wars” z mnóstwem ciekawych historii o sadze.

Premiery książkowe: Wrzesień 2017

Internety
19

Wrzesień zaoferował nam sporo nowości na rynkach zachodnich, głównie za sprawą Piątku Mocy i powiązanym z nim cyklem Journey to Star Wars: The Last Jedi. Już 1 września pojawiły się dwie powieści, o czym pisaliśmy tutaj. Teraz zobaczmy pozostałe premiery.

Wspomniany wyżej cykl zaoferował nam koszyk publikacji, takie jak książka z serii Look and FindJourney to Star Wars: The Last Jedi: Look and Find” Erin Rose Wage (twarda, 24 strony, 9,92 USD) z ilustracjami Arta Mawhinneya od wydawnictwa Phoenix International. Od spółki Disney-Lucasfilm Press otrzymaliśmy kolorowankę „Keepsake Coloring Book” z ilustracjami Katie Cook (miękka, 128 stron, 15,99 USD), książkę dla dzieci „The Power of the Force” Michaela Siglaina z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 24 strony, 5,99 USD) oraz kolejna pozycję z cyklu World of ReadingA Leader Named Leia” Jennifer Heddle z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 32 strony, 4,99 USD). Brytyjski Egmont w ramach cyklu dołożył od siebie rocznik 2018, czyli taki mini-przewodnik „Star Wars Annual 2018” (twarda, 72 strony, 7,99 GBP) Neda Hartleya, kolejna pozycja to zawierająca model i książeczkę „Stealth Mission: Activity Book and Model” (twarda, 36 stron, 8,99 GBP) Neala Manninga, Roba Balla oraz kolorowanka „Journey to Star Wars: The Last Jedi Colouring Book” (miękka, 32 strony, 4,99 GBP). Pozostałe dwie pozycje to przewodnik po nowej sztuce składania z papieru „Kirigami” (miękka, 126 stron, 27,50 USD) Marca Hagan-Guireya od Chronicle Books i książka dla dzieci „Tales of the Force” (twarda, 48 stron, 10,99 USD) z ilustracjami Rona Cohee od Golden Books.
Pozostałe premiery miesiąca prezentują się tak: spółka Disney-Lucasfilm wypuściła jeszcze dwie pozycje, ilustrowaną książkę dla dzieci „BB-8 on the Run” (twarda, 40 stron, 17,99 USD) Drew Daywalta z ilustracjami Matta Myersa oraz opowiadania dla dzieci oparte na trylogii prequeli „The Prequel Trilogy Stories” (twarda, 304 strony, 16,99 USD) autorstwa Ivan Cohen i S.T. Bende z ilustracjami Briana Rooda.
Brytyjski Egmont dorzucił od siebie drugą cześć poszukiwań Chewiego „Where's the Wookiee? 2” (twarda, 40 stron, 9,99 GBP) autorstwa Katriny Pallant z ilustracjami Ulisesa Farinasa.
Thunder Bay Press wydało kolejny poradnik szydełkowania „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 48 stron, 14,99 USD) autorstwa Lucy Collin. Natomiast becker&mayer! również dorzucił poradnik dla robótek szydełkowych - „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 64 stron, 19,99 USD) autorstwa John Lohman i Rhys Turton. W nakładzie tego wydawcy ukazało się też wznowienie albumu z 2011 roku „The Blueprints” (twarda, 336 stron, 79,99 USD) autorstwa Gavina Bocqueta, Jonathana W. Rinzlera i Normana Reynoldsa. Książka jest zbiorem planów i schematów pojazdów oraz lokacji z klasycznych filmów.



Na rodzimym rynku ukazały się dwie pozycje od wydawnictwa Ameet: pierwsza to książeczka z cyklu LEGO Star WarsKsiężniczka rebeliantów” (twarda, 64 strony, 24,99 PLN) autorstwa Sue Behrent oraz album graficzny „Star Wars Art: Koncepty” (twarda, 176 stron, 99,90 PLN) z przedmową Joe'ego Johnstona, wstępem Ryana Churcha, wprowadzeniem Douga Chianga i epilogiem Erika Tiemensa. Ta druga pozycja pomimo premiery rynkowej, może być dostępna w sprzedaży dopiero w październiku.
Nadchodzące miesiące zapowiadają się wyjątkowo bogato dla polskich fanów i czytelników, wydawcy zapowiedzieli kilka interesujących publikacji, szczegóły już wkrótce.

Weekend 40-lecia – „Zemsta Sithów”

17



„Zemsta Sithów” to temat naszego, kolejnego weekendu obchodów 40-lecia sagi.

Dwanaście lat temu miał to być film zamykający kinową sagę i historię Skywalkerów. Jak każdy film z prequeli, tak i ten spotkał się z mieszanym przyjęciem. Jednym bardzo przypadł do gustu, uznają go za najlepszy z prequeli, najbliższy oryginalnej trylogii, drudzy zarzucają mu rozmycie tematu, zbędną kolorowość, słabe (i krótkie) bitwy, czy w końcu fatalna grę aktorską, w szczególności łamiącą serce Natalie Portman.

Tym razem film George Lucas pisał ponownie sam, tak jak i reżyserował. Znów zdjęcia kręcono w Australii. Jest to pierwszy film z sagi, który w całości był kręcony w studiu. Aktorzy nie wyjechali na lokacje. To nie znaczy, że ich w ogóle nie było. Lucas wysłał drugą ekipę, by nakręciła kilka ujęć, które umieścił w tle. I to nie byle gdzie, filmowcy pojechali do Szwajcarii, Tajlandii, Chin czy Etny. Formalnie są jeszcze zdjęcia z Tunezji, ale te zostały nakręcone przy okazji „Ataku klonów”.

Zdjęcia zaczęły się 30 czerwca 2003. Tym razem Lucasfilm dał nam wgląd w realizację filmu, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie. Po pierwsze Pablo Hidalgo, jeden z nowym wówczas redaktorów oficjalnej strony dostał za zadanie pisać krótkie reportaże z planu, dzień po dniu. Oczywiście były pewne restrykcje. Po pierwsze publikowano je na Hyperspace, płatnej części oficjalnej strony. Po drugie nie wchodził w fabułę. Opisywał wszystko tak by nic nie opisać. Budują coś tam z drewna, dziś na planie pojawił się Hayden Christensen, albo że żegnamy na planie Natalie Portman. Hyperspace wciągał też fanów w produkcję filmu, mogli zarówno nazwać pewne stwory, jak i szczęśliwcy pojawić się na planie. Jednocześnie Jonathan W. Rinzler również pracował dość intensywnie nad pierwszym swoim „Makingiem”. Inna zabawa z fanami, to choćby obiecanie im wykorzystanie jednej z postaci z Expanded Universe. Wyglądało, że to będzie Quinlan Vos, ale ostatecznie padło na kogoś innego.

Technologicznie ILM znów się bardzo postarał i sprostał wyzwaniom. Film może nie był tak przełomowy jak cyfrowy „Atak klonów”, ale kontynuował tę rewolucję. Dzięki Video Village Lucas w końcu mógł oglądać nagrany materiał zaraz po nakręceniu sceny. Mógł go nawet zacząć wstępnie montować. W końcu tym filmem osiągnął to, o czym od dawna marzył, czyli wymieszał proces twórczy. Do tego stopnia, że część scen można było pisać na planie, nawet nie przejmując się dekoracjami. Przecież był blue lub greenscreen. Tak powstała choćby scena w Operze, w dodatku podczas dokrętek, przynajmniej w tej finalnej wersji.

„Zemsta Sithów” zadebiutowała 19 maja 2005. No i stała się najbardziej dochodowym filmem roku, przebiła też „Atak klonów”. Jest też powszechnie lubiana i w przeciwieństwie do dwóch poprzednich filmów, uznawana za względnie dobrą. Są tacy, którzy uważają, że to najlepszy epizod.

O III Epizodzie pisaliśmy nie raz. Z okazji dziesięciolecia przygotowaliśmy też specjalny tydzień.

Tydzień Zemsty Sithów:

W ten weekend zaprezentujemy jeszcze kilka ciekawych wieści związanych z „Zemstą Sithów”, ale póki co zapraszamy do specjalnego quizu.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Książki

10



Adaptacja powieściowa "Nowej nadziei", pierwotnie noszącą tytuł "Star Wars: From the Adventures of Luke Skywalker", jest najczęściej wznawianą powieścią z całego kanonu literackiego uniwersum. Jakkolwiek można mieć uwagi co do zasadności wydawania książek, które tak po prawdzie są rozbudowanym scenariuszem, jak i poziomu niektórych adaptacji, to w wielu przypadkach pozwalają one uzupełnić odbiór filmu o sceny i szczegóły, które zostały wycięte lub nawet pojawić się nie miały i są rozbieżne z obrazem. Za napisanie scenariusza do pierwszego filmu Sagi, odpowiadał nie kto inny jak sam George Lucas. W taki więc sposób został autorem adaptacji własnego filmu, która ukazała się w listopadzie 1976 roku w nakładzie wydawnictwa Ballantine Books/Del Rey, parę miesięcy przed faktyczną premierą filmu w kinach. Teraz wydaje się nie do pomyślenia, by wcześniej światło dzienne ujrzała powieść oparta na filmie, wyjawiająca kluczowe zwroty fabularne obrazu. Pomimo że George Lucas firmował swoim nazwiskiem książkę, jej faktycznym autorem był Alan Dean Foster, który pełnił rolę autora widmo. Powieść pomimo niewielkiej objętości, zawierała sceny nieznajdujące się w samym filmie. Zaciekawionych historią początków Gwiezdnowojennej książki, odsyłam pod ten link. Poniżej kilkanaście wariantów okładkowych jakie ukazały się rynkach anglojęzycznych. Ostatnia okładka jest tegoroczną edycją wydaną z okazji rocznicy, która ukazała się na Wyspach brytyjskich w nakładzie wydawcy Century w twardej oprawie.




W Polsce adaptacja również posiada długą historię wydawniczą. Jej pierwszy przekład ukazał się w 1984 roku, kiedy to została wydana w formie tzw. klubówek pod tytułem Wojny gwiazd. W tym samym roku ukazało się wydanie z poprawionym tytułem - Star Wars: Gwiezdne wojny lub Star Wars: Nowa nadzieja, obie wersje były przetłumaczone przez Andrzeja Wróblewskiego. Gdy minął czas trzeciego obiegu w fandomie, a wydawnictwa otwarły się na zachodni rynek, w 1990 roku w końcu otrzymaliśmy pełnoprawne wydanie powieści od wydawcy Interart w przekładzie Piotra W. Cholewy. Niedługo później prawa do wydawania kanonu literackiego Star Wars przejęło wydawnictwo Amber, które w 1996 roku wypuściło pierwsze swoje wydanie pod tytułem Nowa nadzieja z ilustracją na okładce autorstwa Johna Alvina. Rok później do kin trafia edycja specjalna trylogii, nie mogło się więc obyć bez wznowienia z nową okładką z ilustracją autorstwa Drew Struzana. Ostatnie wznowienie miało miejsce w 2012 roku przy okazji 35 lecia Sagi, a okładka jest oparta na designie wydania DVD filmu.



"Nowa nadzieja - album" w redakcji Carol Titelman to obowiązkowa lektura każdego szanującego się fana Oryginalnej trylogii. Album ten pierwotnie ukazał się w listopadzie 1979 roku pod tytułem The Art of Star Wars w nakładzie Del Rey. Książka jest zbiorem grafik koncepcyjnych autorstwa Ralpha McQuarriego i innych, storyboardów, informacji o użyciu efektów specjalnych oraz realizacji konkretnych ujęć. Pozycja zawiera również oryginalny scenariusz autorstwa George'a Lucasa. Na kolejne wznowienie albumu za oceanem trzeba było czekać prawie 15 lat, które ukazało się we wrześniu 1994 roku. Trzy lata później do kin wchodzi Wersja specjalna trylogii, co było okazją do ponownego wznowienia, poszerzonego dodatkowo o materiał z edycji specjalnej.
Książka ukazała się również w Polsce w nakładzie wydawnictwa Amber w styczniu 1999 roku w przekładzie Andrzej Syrzyckiego. Jej wydanie oparte jest na wersji z 1994 roku, czyli nie posiadającej dodatkowej treści z edycji specjalnej.



Z racji że film jest raczej produkcją przygodową, w 1980 roku otrzymaliśmy przewodnik dla dzieci, który odkrywał nam niektóre aspektu tworzeniu filmu. "Star Wars: The Making of the Movie" to nieduża książka opracowana przez Larry'ego Weinberga, wyszła w nakładzie Random House.
Wyżej wspomniane publikacje pozwalały fanom w niewielkim stopniu zapoznać się w procesem tworzenia kultowego obrazu. Jednak od momentu ukazania się filmu w 1977 roku, przez 30 lat nie doczekaliśmy się pełnoprawnego przewodnika ukazującego bardziej drobiazgowy proces powstawania. Taką publikacje otrzymaliśmy dopiero w kwietniu 2007 roku, kiedy to na półki księgarskie trafił album "The Making of Star Wars: The Definitive Story Behind the Original Film" autorstwa Jonathana W. Rinzlera w nakładzie Del Rey. Książka ta dodatkowo posiada cyfrowe wydanie, w którym znajdziemy materiały wideo za kulis, wywiadami oraz nie publikowanym wcześniej fotosami.



"Nowa nadzieja" została wydana również w formie młodzieżowej. Najwcześniejsze wydanie pojawiło się w maju 1995 roku w nakładzie Random House pod tytułem "Classic Star Wars: A New Hope" autorstwa Larry'ego Weinberga. Trzy lata później w marcu 1998 roku ukazała się kolejna wersja autorstwa Christophera Goldena z cyklu Choose Your Own Star Wars Adventure od wydawcy Bantam Skylark. W październiku 2004 roku otrzymaliśmy młodzieżówkę od Scholasticu autorstwa Rydera Windhama, która została w tym roku wznowiona i ukanonizowana przez Emil Fortune i wydana przez brytyjski Egmont Books. Nie wszystkie powieści były w pełni adaptacjami, a raczej wariacjami przygód postaci. Taka pozycja pojawiła się we wrześniu 2009 roku w nakładzie Scholasticu. Książka ta to "A New Hope: The Life of Luke Skywalker" napisana przez Rydera Windhama. W 2015 roku do kin wracały Gwiezdne wojny, nadarzyła się więc okazja by wydać nowe powieści młodzieżowe oparte na Oryginalnej trylogii. Nową adaptację pod tytułem "Nowa nadzieja: Księżniczka, łajdak i chłopak z Tatooine" napisała Alexandra Bracken i wydana została przez Disney-Lucasfilm Press w USA, a u nas przez Egmont Polska.



Książek dla dzieci opartych fabularnie na "Nowej nadziei" wydano mrowie, pierwsze publikacje pojawiły się jakiś czas po premierze filmu. Głównie były to opowieści filmowe (storybook), które w ograniczony sposób streszczały film. Bardziej obfity wysyp pojawił się po premierze Edycji specjalnej w 1997 roku. Ukazywały się różnego rodzaju wariacje jak "Star Wars Epic Yarns: A New Hope" od Chronicle Books, "LEGO Star Wars: A New Hope" od Dorling Kinderlsey i Scholasticu. A w tym miesiącu ukazały się dwie kolejne pozycje jak: "The Rise of a Hero" od Disney-Lucasfilm Press oraz "A New Hope - A Big Golden Book" od Golden Books.



Fanom, którym forma pisana nie wystarcza, mogli pokusić się o adaptacje radiową "A New Hope – The Original Radio Drama" opracowaną przez Briana Daley i wydana w 2013 roku przez HighBridge Audio. Publikacja ta to zapis audycji radiowych jakie były emitowane w 1981 roku w radiu National Public Radio. Została ona wydana w dwóch wersjach: Light i Dark Side ilustrowaną grafikami z kart Topps. Jak już jesteśmy przy kartach Topps, to w listopadzie 2015 roku w nakładzie Abrams Books ukazał się ciekawy album dla kolekcjonerów tychże gadżetów. Książka "Star Wars: The Original Topps Trading Card Series" to zbiór skanów kart i naklejek wydanych w latach 1977-78, dotyczących pierwszego filmu Sagi.
W 2013 roku również pojawiła się wariacja "Nowej nadziei" w formie dramatu William Shakespeare’a. "William Shakespeare’s Star Wars: Verily, A New Hope" została zaadaptowana przez Iana Doeschera i wydana w nakładzie Quirk Books.
W tym roku z okazji rocznicy pojawią się specjalne wydania publikacji związanych z filmem. Titan Books wyda specjalną publikację poświęconą "Nowej nadziei", a Chronicle Books wydał notatnik okolicznościowy, na obu okładkach wykorzystano ilustracja Toma Junga. W październiku Egmont Books wyda zestaw "Star Wars 40th Anniversary Tin", zawierający książeczkę z serii doodle oraz powieść młodzieżową Rydera Windhama zapakowane w metalowej puszce.

"The Making of The Force Awakens" anulowane

twitter.com
12

Smutna wiadomość dla fanów czekających na album "The Making of Star Wars: The Force Awakens", który miał się ukazać w październiku tego roku. Autor tejże publikacji, J. W. Rinzler, ogłosił za pośrednictwem serwisu Twitter, że książka została anulowana, a on sam już nie pracuje dla Lucasfilmu. Kilka dni wcześniej przewodnik zniknął z oferty wydawnictwa Abrams Books, wydawcy albumu, co zaniepokoiło dociekliwych fanów. Nieznane są powodu anulacji tejże pozycji, a sam Rinzler odsyła do rzeczników prasowych Lucasfilmu i wydawnictwa.
Czy doczekamy się przewodnika po produkcji "Przebudzenia Mocy"?, nie wiadomo, ale nacisk społeczności fanów na organy decyzyjne, możliwie wyjawią nam w przyszłości, co było powodem anulacji.

Kantyna i II wojna światowa

oficjalna
0



Cole Horton tym razem zajął się historycznymi elementami, które da się dostrzec, oglądając sobie scenę w kantynie Mos Eisley.

Od momentu w którym w 1977 „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja” trafiły na ekrany kin, sekwencja w kantynie porusza wyobraźnię widzów, sprawia, że chcemy dowiedzieć więcej o istotach tam przebywających. Okryta mrokiem tawerna jest przepełniona interesującymi dźwiękami i widokami, wiele z nich jest zainspirowanych II wojną światową. Od szalonych postaci po swingującą orkiestrę, to tylko kilka dróg jakimi historia ukształtowała galaktyczną spelunę.



Wśród tłumu interesujących osobników kantyny jest Nabrun Leids, czteroręki obcy, który stoi nieopodal baru. Głowa obcego jest dość dużą, ale twarz zakrywa maska oddechowa z oczyma przypominającymi robaka. Wynika to z tego, że gatunek Leidsa nie może oddychać tlenem w atmosferze Tatooine. To wygodnie i w logiczny sposób tłumaczy, że obcy dostał brytyjską maskę gazową z czasów II wojny światowej, jedną z milionów wyprodukowanych podczas wojny przez firmy takie jak Avon Technical Products. Były wydane wojskowemu personelowi, a także cywilom w Anglii i zagranicą. Częste użycie trujących gazów w Europie podczas I wojny światowej spowodowało strach wśród zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej. Na szczęście atak gazowy na wielką skalę w Europie nie miał miejsca, a wiele z tych masek nigdy nie użyto. Maska noszona przez Nabruna Leidsa podobnie jak wiele innych podobnych, były dostępne ze sporą nadwyżką przez jeszcze kilka dekad po wojnie. Podobnie zresztą jak słynny chlebak, który nosił Indiana Jones w serii filmów.

Warto zauważyć, że scena w kantynie była kręcona podczas dwóch oddzielnych sesji. Pierwsza próba odbyła się podczas normalnych zdjęć w Anglii, angażowała więcej ludzi niż obcych. By wypełnić scenerię bardziej interesującymi postaciami, reżyser George Lucas zalecił dodatkową sesję zdjęciową w Stanach Zjednoczonych, pełną kompletnie nowozaprojektowanych przez Ricka Bakera i jego zespół obcych. Wiele z tych nowych kreacji zawierało elementy wypożyczone z półki pozostawione po poprzednich produkcjach. Przykładem jest choćby Pons Limbic.



Ekipa Bakera stworzyła maskę „Mózgowca” na potrzeby zdjęć w USA od początku, ale kostium postaci był stary, pochodził z lat 40. Diamentowy kształt tej tuniki ujawnia, że była ona używana w starym serialu „Spy Masher”, wyprodukowanym przez Republic Pictrues. Klasyczny serial bazował na postaci z Fawcett Comics Spy Smasherze, samodzielnie zwalczającym agenta nazistów, niejakiego Maskę. Produkcję serialu rozpoczęto 22 grudnia 1941, zaraz po japońskim ataku na Pearl Harbor i tym jak Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym. Zdjęcia 12-odcinkowej serii trwały do 29 stycznia 1942, emitowano je rok później.

Nawet najbardziej nieszczęśliwy obcy w kantynie, łowca nagród Greedo, ma powiązania z II wojną światową. Zgodnie z przewodnikiem po dźwiękach „The Sounds of Star Wars”, eksplozja następująca po śmierci Greedo pochodzi z filmu „Sierżant York” z 1941.



W sumie to także bar ma pewne nawiązania do II wojny światowej. Są tu części silnika Gloster Meteor, który pełni rolę wiszącego, metalowego dozownika drinków. Rury wydechowe później stały się głową IG-88, wraz z innymi przedmiotami. Prawdę mówiąc, wiele elementów tego silnika pochodzącego z II wojny światowej znalazło swoje miejsce w uniwersum „Gwiezdnych Wojen” o czym z pewnością napiszę jeszcze w przyszłości.

Czym byłaby kantyna bez swojej muzyki? Gdy kończono tę scenę, Lucas znalazł inspirację w zaskakującym źródle. Był to Benny Goodman i swing z lat 30. i początku 40.

Benny Goodman był znany jako „król swingu” a jego muzyka była bardzo popularna w Stanach Zjednoczonych w okresie prowadzącym i trwania wojny. Jednym z jego najbardziej znanych nagrań jest jego wersja „Sing, Sing, Sing” Louisa Primy z 1939. Wiele osób może kojarzyć melodię „Sing, Sing, Sing” z reklamy ciasteczek marki Chips Ahoy z lat 90.

Gry kręcono dokrętki w USA do sceny w kantynie, „Sing, Sing, Sing” grano na głos, by utrzymać tempo i ruchy aktorów w kostiumach muzyków. Phil Tippett, pracownik ILM, wspomina o tym w przewodniku J.W. Rinzlera The Making of Star Wars.

- Mieliśmy tańczyć do starej kasety z muzyką Benny’ego Goodmana, którą George przyniósł, a instrumenty zaprojektowano w ILM.
Podczas gdy Lucas i współ montażysta Richard Chew składali scenę w kantynie, Chew zapytał Lucasa co chciałby usłyszeć jako tymczasową muzykę. Według „Making of Star Wars” powiedział:
- Wiesz George, słyszałeś kiedyś tybetańską muzykę, myślę, że ich śpiewy i instrumenty z kości zwierzęcych mogłyby by być odpowiednie.
Lucas odparł
- Nie. Użyjemy Benny’ego Goodmana. Oni będą swingować.
John Williams wspomniał potem ten proces.
- George znalazł nagranie, które polubił. Użył je jako tymczasowej muzyki, nakręcił z nią scenę, dzięki czemu uzyskał rytmiczną ciągłość ujęcia. Powiedział do mnie bym wyobraził sobie, że te stwory z przyszłości mają jakąś kapsułę czasu i zatrzymały się w latach 30. w nagraniach swingu Bennego Goodmana. Możesz sobie wyobrazić ich zniekształcony sposób jak to zagrać?

Dowód pozostał w notatkach z 1997 z wydania ścieżki dźwiękowej „Nowej nadziei”. Melodia z kantyny jest opisana „kilku obcych z przyszłości znajduje muzykę swingową Benny’ego Goodmana z 1930 i próbuje ją zinterpretować”.

Jak widzicie, kantyna nie byłaby tym samym, gdyby nie wpływ II wojny światowej. Niezależnie, czy są to kostiumy, rekwizyty, dźwięki czy muzyka, pozostałości z lat 30. i 40. można dostrzec w tej ikonicznej scenie.

Walki myśliwców z II wojny światowej

oficjalna
0



Cole Horton w kolejnym artykule o II wojnie światowej nie koncentruje się na niej, co raczej na zdjęciach archiwalnych oraz filmach o tym konflikcie i ich wpływie na produkcję „Nowej nadziei”. Tym razem ujęcie jest trochę inne niż te, które prezentuje Bryan Young.



Zanim „Gwiezdne Wojny” stały się blockbusterem, był to zaledwie pomysł filmowca George’a Lucasa. By urzeczywistnić swoją wizję, Lucas zatrudnił utalentowanych artystów i twórców filmowych, którzy potrafili przedstawić jego historię tak, by ożyła. Więc gdy przyszło do dopracowania jego wizji kosmicznych bitew Lucas spojrzał w przeszłość. Filmy wojenne oraz archiwalne zdjęcia walk myśliwskich z II wojny światowej stały się inspiracją dla ekscytujących bitew kosmicznych, takich jakich publiczność jeszcze nie widziała wcześniej.

Od bitew nad Gwiazdą Śmierci po bohaterów „Rebeliantów” uciekających imperialnej blokadzie, bitwy okrętów gwiezdnych są jednym z najbardziej ekscytujących momentów w każdej opowieści „Star Wars”.
– Jedną z przyczyn dla których zacząłem pisać „Gwiezdne Wojny” było to, że chciałem zobaczyć statki gwiezdne w niesamowitych bitwach w kosmosie – mówi George Lucas podczas archiwalnego wywiadu z Jonathanem Rinzlerem dla „The Making of Star Wars (Enhanced Edition)”. – Gdy byłem dzieckiem, kochałem seriale „Flash Gordon” i „Buck Rodgers”, ale myślałem by stworzyć doświadczenie bliższe oglądaniu walk myśliwców z filmów o II wojnie światowej, z okrętami nurkującymi i wznoszącymi się w realistyczny sposób.

Ten realistyczny styl kosmicznych bitew to coś ustaliły „Gwiezdne Wojny”. Lucas wyjaśnia:
– Jedną z kluczowych wizji jaką miałem na ten film, gdy zaczynałem, były walki w kosmosie ze statkami – dwoma okrętami latającymi przez przestrzeń i strzelającymi do siebie. To był mój oryginalny pomysł. Powiedziałem sobie „chcę zrobić taki film. Chcę to zobaczyć”. W „Star Treku” okręt zawsze stał i strzelał do innego stojącego okrętu, strzelały do siebie laserami i jeden z nich znikał. To nie były walki myśliwskie, w których ścigaliby się podczas strzelania w kosmosie.

Podczas gdy ta wizja wydawała się jasna Lucasowi, znalazł on kreatywny sposób by podzielić się z nią z członkami ekipy pracującymi nad „Gwiezdnymi Wojnami”. Zmontował on własną kompilację scen bitewnych zarówno z archiwalnych ujęć, dokumentów jak i filmów wojennych.

– Za każdym razem, gdy w telewizji był film wojenny taki jak „Mosty Toko-Ri” (The Bridges of Toko-Ri, 1954), oglądałem je, a gdy były tam walki myśliwców, nagrywałem je na wideo. Potem przetransferowałem to na taśmę 16mm i zmontowałem tak by pasowało do mojej wizji „Gwiezdnych Wojen”. To był naprawdę mój sposób by ukazać ruch okrętów kosmicznych. Ostateczny rezultat był całkiem spory, bo jak dalej pisze Jonathan Riznler w The Making of Star Wars:
– W pewnym momencie miałem 20 do 25 godzin zmontowanych kaset – wspomina Lucas.

W kwietniu 1975 Lucas spotkał się z Johnem Dykstrą, który został potem nadzorującym wizualne efekty specjalne pierwszego filmu z cyklu „Gwiezdne Wojny”. By zrealizować swoją wizję, Lucas podzielił się swoim projektem, który stworzył dwa lata wcześniej, już zmontowanymi bitwami powietrznymi. Ekipa Industrial Light & Magic używała ich przez cały czas trwania produkcji.

– Zaprojektowano cały system kamer dla „Gwiezdnych Wojen” – wspomina kamerzysta ILM Richard Edlund w jednym z archiwalnych wywiadów, opowiadając o tym jak projektowano i kręcono ujęcia. – Wszystkie kompromisy które musieliśmy wypracować opierały się na tym filmie, który dał nam George, montażu klipów z II wojny światowej na taśmie 16mm, które ukazywały nam dynamikę, montaż sekwencji i sposób w jaki okręty mają się poruszać. Wiedzieliśmy jakiego rodzaju ujęć on oczekiwał, to była nieoceniona pomóc w utrzymaniu tego, co mogło się stać niesamowitym miszmaszem.

Doświadczony twórca modeli i efektów wizualnych Paul Huston wspomina swoje początki w ILM, gdy firma wciąż była bardzo młoda. W książce Star Wars Storyboards: The Original Trilogy jest cytowany:
– … spędziliśmy wspaniały czas w tym dziale, z jego żużlowymi ścianami, sklejką na podłodze, kanałowych drzwiach na kozłach dla stołów z rysunkami na stołach, oraz Movieolą z czarno-białymi montażami George’a przedstawiającymi atak na Gwiazdę Śmierci zrobiony ze starych zdjęć filmowych z II wojny światowej. Joe pokazał mi ujęcie japońskiego Zero lecącego z lewej do prawej, mijającego wieżyczkę lotniskowca i powiedział „ten lotniskowiec to Gwiazda Śmierci, Zero to X-Wing. Resztę zrób w ten sposób”.



Joe Viskocil, artysta zajmujący się efektami pirotechnicznymi, także inspirował się zdjęciami z II wojny światowej, powiedział w wywiadzie w 1978 na potrzeby materiałów marketingowych i promocyjnych wiceprezesowi Lucasfilmu Charlesowi Lippincottowi: – George chciał zobaczyć efekt kuli ognia, w zdjęciach z II wojny światowej widzieliśmy okręt rozrywany i zmieniający się w wielką kulę ognia. Jedną z rzeczy, za którą jestem wdzięczny George’owi to fakt, że dał mi wolna rękę w tym co chciałem robić. Dał mi zamysł tego, co chciał zobaczyć, a ja to rozwinąłem.

Gdy zakończono zdjęcia i rozpoczęła się postprodukcja, George Lucas nie był zadowolony z pierwszego montażu filmu i ostatecznie zatrudnił nowych montażystów. Nie chcąc wpłynąć na ekipę nowych montażystów „Nowej nadziei” zabronił im oglądania oryginalnego montażu „Gwiezdnych wojen”, jak wspomina montażysta Richard Chew.
– Jedyną wskazówką jaką George mógł mi dać to były czarno-białe montaże walk myśliwskich z II wojny światowej.

Nawet projektant dźwięków Ben Burtt pracował na filmach wojennych, przynajmniej zgodnie z wywiadem zawartym w „The Making of Star Wars”. – – W tamtym czasie ukończono bardzo niewiele ujęć bitwy końcowej, ale pracowaliśmy nad roboczą wersją bazującą na filmach z II wojny światowej. Więc tam podgrywałem dźwięki okrętów kosmicznych i laserów. Mieliśmy Spitfirey lecąc i brzmiące jak statki kosmiczne, mieliśmy dźwięki laserów wystrzeliwane z Messerschmittów. To było względnie szalone.

Chociaż montaż i praca nad dźwiękiem czy efektami wizualnymi z ILM trwały dłużej niż planowano i nie wszystko było ukończone, Lucas zaprosił kilku swoich przyjaciół i znajomych, by zobaczyli wczesną wersję montażu filmu w lutym 1977. Willard Huyck był tam i wspomina odbiór publiczności
– Obejrzeyliśmy film, napisy przeleciały, tam były tony informacji, a potem ujrzeliśmy ten okręt i Dartha Vadera – wspomina Huyck w wywiadzie z 1997. – Problemem było to, że prawie żadne efekty zostały skończone, a w ich miejsce George wmontował walki myśliwskie z II wojny światowej, więc w jednej sekundzie widzisz Wookiego na okręcie, a potem lecą nagle „Mosty Toko-Ri”. Tak to wyglądało. „George o co chodzi?”

Francis Ford Coppola także zobaczył film i powiedział:
– Trudno było to oceniać. To wciąż sprawiało wrażenie poskładanego ze sznurków, brakowało ujęć, a japońskie myśliwce nurkowały… Nie wiedziałem jak do tego podejść. Myślałem, że to jakieś przedziwne powtórzenia.

Steven Spielberg też znalazł się wśród przyjaciół, którzy widzieli wersję roboczą, wspomina o tym „The Making of Star Wars”:
– Ten film nie był do końca gotowy, by w ogóle go pokazać komukolwiek. Miał tylko z kilkanaście ukończonych scen z efektami, większość z nich stanowiły zdjęcia z II wojny światowej. Więc trudno było zrozumieć to czym ten film się stanie. Kochałem to, ponieważ pokochałem historię i postaci. Ale reakcja nie była dobra. Prawdopodobnie byłem jedynym, któremu się to podobało I powiedziałem George’owi jak bardzo to kocham.

Latem 1977 ujęcia z efektami nie tylko były już ukończone, ale też okazały się być rewolucyjne. Publiczność sprawiła, że film ten pobił rekordy oglądalności, rozhulała się franczyza silnie działająca przez 40 kolejnych lat. A zwykłe ujęcia filmowe z II wojny światowej stały się przodkami nowoczesnych technik prewizualizacji, rozwiniętych w filmach „Gwiezdne Wojny” i obecnie powszechnie wykorzystywanych w przemyśle filmowym. Najlepsze w tym wszystkim, że inspirowane II wojną światową zdjęcia stają się podstawą dla bitew kosmicznych w „Gwiezdnych Wojnach” które dopiero nadejdą!

Tydzień „Zemsty Sithów”: Ciekawostki

0



Kończąc powoli tydzień „Zemsty Sithów” warto się skupić chwilę na ciekawostkach okołofilmowych. Doskonale wiemy, iż nazwa „Zemsta Sithów” dość mocno nawiązuje do tytułu „Revenge of the Jedi”, jak początkowo reklamowano VI Epizod. Jednak po raz pierwszy „Revenge of the Sith” zostało użyte w 1986 i to nie przez Lucasfilm. Pod takim tytułem w fanzinie ukazała się fanowska powieść Ellen Randolph. Akcja fanfica działa się jakieś 40 lat po „Powrocie Jedi” i co ciekawe była to druga powieść z trylogii.

Wiele jest historii o inspiracjach twórców i wcześniejszych wersjach. Wśród pomysłów, których ostatecznie George Lucas nie wykorzystał warto szczególnie wspomnieć o dwóch. Pierwszy ukazywał prawdę o ojcu Anakina. Palpatine w którymś momencie filmu miał mu powiedzieć, że jest jego ojcem z pewnego punktu widzenia, bo wpłynął na midi-chloriany. Ostatecznie to podchodziło już za bardzo pod autoparodię więc zostało wycięte z filmu. Fragmenty scenariusza można znaleźć choćby w The Making of Star Wars: Revenge of the Sith J.W. Rinzlera. Innym pomysłem miało być pojawienie się młodego Hana Solo na Kashyyyku, o czym zresztą kiedyś już pisaliśmy. Z tego także zrezygnowano, ale w filmie pojawił się „Sokół Millennium”.

Gdy Lucas po raz pierwszy mówił o Mustrafar, wychodził z założenia że ma to być jego wizja piekła. Pewne elementy pozostały, a na wulkanicznej planecie wciąż widać eksplozje lawy. Sam pomysł walki nad jeziorem lawy jednak jest starszy i pochodzi jeszcze z czasów klasycznej trylogii. Pierwotnie miał być wykorzystany w Powrocie Jedi.

Pierwsza zmontowana wersja filmu, oczywiście jeszcze robocza, trwała cztery godziny, z czego całą godzinę zajmowała bitwa początkowa i ratowanie Palpatine’a.

Podczas bitwy o Coruscant Anakin miał mieć numer kodowy „Czerwony pięć”, a Obi-Wan „Lider czerwonych” (to akurat słychać w filmie). Na niektórych figurkach te oznaczenia pozostały.

Steven Spielberg miał duży wkład w film. Formalnie jest wymieniany jako asystent reżysera, jednak jako przyjaciel Lucasa służył mu pomocą w wielu kwestiach. George miał mnóstwo pomysłów, więc chciał czasem by ktoś obiektywny pomógł mu je ocenić, tym kimś był właśnie Steven. Zresztą pomagał też w stworzeniu ostatecznego kształtu choćby scen pojedynku Anakina i Obi-Wana. Nie wszystkie pomysły Stevena znalazły się w ostatecznej wersji filmu. Lucas wyrzucił do kosza choćby sekwencję pościgu Obi-Wana za Grievousem na skaczącej po Utapau Bodze. Animatyczną wersję tego, co wymyślił sobie Spielberg można obejrzeć na dodatkach wydania Blu-ray.

Liam Neeson twierdził przez pewien czas, że nagrał scenę do „Zemsty Sithów”. Rick McCallum zdementował to, twierdząc, że faktycznie pojawienie się Qui-Gona było planowane, ale ostatecznie nie zostało nagrane z Neesonem. Zdecydowano, że Qui-Gon pojawi się jedynie jako głos. Ben Burtt zmontował scenę z wcześniejszych dialogów Neesona. Ostatecznie scenę jednak zarzucono. Ukazywała ona Yodę, który komunikuje się z duchem Jinna, pewne pozostałości można znaleźć na wydaniu Blu-ray.

Christopher Lee był zajęty „Władcą pierścieni” i nie mógł pojawić się na planie, gdy kręcono z nim sceny walki. Jego udział dograno później. To co widzimy na ekranie to najczęściej nałożona komputerowo twarz Lee na jego dublera. Dooku w filmie wypowiada tylko cztery kwestie.

Na długo przed premierą filmu Pablo Hidalgo sugerował upiorny wygląd postaci, którą grał Bruce Spence czyli Tioda Meddona. Redaktor oficjalnej nie przesadzał, ale ta upiorność wcale nie musiała oznaczać straszności. Bardziej chodziło o nawiązanie. Tworząc zarządcę Utapau trochę inspirowano się filmem F.W. Murnaua „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922. Ale to nie było jedyne nawiązanie do horrorów czy klasyki kina. Scena, gdy Vader wstaje po raz pierwszy w zbroi i zrywa łańcuch jest nawiązaniem do „Frankensteina” Jamesa Whale’a z 1931. Kommandor Cody to nawiązanie do serialu przygodowego „Commmando Cody” (były też filmy z nim). Scena przylotu na Polis Massę to z kolei ukłon w stronę „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka, zwłaszcza sekwencji lądowania na księżycu. Niektórzy doszukują się też nawiązań do „Tarzana”, gdy wookiee na lianie wpadają na czołg Separatystów, czy „Terminatora” Jamesa Camerona, zwłaszcza sceny gdy ten już pozbawiony nóg próbował dotrzeć do Sary Connor. Więcej jednak jest inspiracji filmami Francisa Forda Coppoli. Scena powstania Imperium i przerwania jej wymordowaniem Separatystów podobno została zainspirowana montażem „Ojca chrzestnego” i sceny chrztu. Natomiast pojazd Baila Organy naśladuje Tuckera z filmu „Tucker – konstruktor marzeń”, wyprodukowanego przez Lucasa dla Coppoli. Oficjalnie George przyznał się do jednego nawiązania, do „Siedmiu samurajów” Kurosawy. Chodzi o sposób w jaki Yoda łapie się za głowę gdy myśli, kopiuje tym samym gesty Kambeia.

Wśród gości na planie, poza Stevenem Spielbergiem, Liamem Neesonem, Francisem Fordą Coppolą znalazł się także Peter Jackson, Elijah Wood, Robert DeNiro oraz Dean Devlin (producent „Dnia niepodległości” czy „Patrioty”).

Dział kostiumów miał trochę mniej do roboty niż zwykle. Wszystkie hełmy klonów, podobnie jak większość ich zbroi, wygenerowano komputerowo. Jeśli korzystano z jakiś elementów to były one stworzone przed Epizodem III. Za to kostiumy wookieech unowocześniono, tak by zamontować w nich wentylację. Zresztą bitwa na planecie wookiech to kolejne nawiązanie do pierwszej wersji scenariusza oryginalnej „Nowej nadziei”.

Wnętrze „Tantive IV” to jedyna scenografia w żaden sposób nie poprawiana i montowana komputerowo. Lucasowi zależało by odtworzyć ją najwierniej jak się da.

Ewan McGregor i Hayden Christensen ćwiczyli do walki przez dwa miesiące. Hayden w dodatku musiał przytyć do filmu 11 kilogramów, jadł sześć posiłków dziennie.

Ewan McGregor chciał też założyć kostium gwardzisty imperialnego i tak zagrać w filmie. Niestety nie wiadomo, czy ostatecznie mu się to udało.

Póki co jest to najbardziej brutalny z wszystkich filmów. Niektórzy naliczyli, że na ekranie można zobaczyć w sumie 115 ciał, widzimy też jakieś 40 zabijanych istot. Więcej osób oczywiście zginęło w wybuchach Alderaanu czy obu Gwiazd Śmierci, ale tam nie widać ich ciał na ekranie.

Zielone tło w niektórych scenach odbijało się w lśniącym kostiumie Anthony’ego Danielsa, więc C-3PO musiał być potem komputerowo poprawiony.

George Lucas wpadł na pomysł, by w rolę Tarkina ponownie wcielił się Peter Cushing. Tyle, że aktor nie żył już prawie od dziesięciu lat. Flanelowiec chciał wykorzystać archiwalne nagrania z Cushingiem z różnych filmów. Wówczas zrobienie tego w sposób satysfakcjonujący George’a okazało się być nieosiągalne. Tarkina zagrał Wayne Pygram, odpowiednio ucharakteryzowany. Sam pomysł kręcenia filmów z nieżyjącymi aktorami jednak nie umarł i Lucas próbował do niego jeszcze wrócić.

Chyba jednym z najdziwniejszych smaczków filmu jest Nowy Jork, który w jednym ujęciu zastępuje Coruscant. Dokładnie jest to w scenie gdy Anakin siedzi samotnie w komnatach rady Jedi i czeka. Za oknem widać Coruscant, ale w jednym ujęciu (1:09:24) daleko w tle widać Nowy Jork. Potem wszystko wraca do normy.



Na sam koniec zaś smaczek, którego wielu szukało. Nawiązanie do „THX 1138”. Trudno by go nie było. Tym razem są właściwie dwa. Pierwszy to pełny numer komandora Bacary, brzmi on CC-1138. Niestety numer nie pada w filmie. Za to podczas bitwy o Utapau można zobaczyć droida z numerem. Nie jest to co prawda 1138, ale wygląda dość podobnie.



Więcej o smaczkach trzeciego epizodu pisaliśmy tutaj, tutaj i tutaj. Epizod III obiecał też jakąś postać z EU, skończyło się na retconie.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.

Tydzień „Zemsty Sithów”: Książki

34



„Zemsta Sithów”, czyli ostatni Lucasowy rozdział „Gwiezdnych Wojen” była bardzo szczegółowo dopracowana promocyjnie. Cały multimedialny program „Wojen klonów” (książki, komiksy, gry, serial Tartakovsky’ego) miały być przygotowaniem pod wielki filmowy finał. Podobnie jak w przypadku „Ataku klonów”, tak i tu prócz zwykłej adaptacji powieściowej dostaliśmy też książkowe preludium, ale i postludium, razem stworzyły one swoistą trylogię. Dziś, w dużej części już niekanoniczną, ale jednocześnie warto o tym pamiętać, sugerowaną w wielu miejscach przez samego George’a Lucasa.



Najważniejszym elementem tej trylogii jest oczywiście Zemsta Sithów Matthew Stovera. Tym razem adaptacja ta nie powiela oryginału, raczej tę samą fabułę ukazuje miejscami zupełnie inaczej. I nie jest to tylko związane z różnicami wynikającymi z pracy na wcześniejszych wersjach scenariusza. Stover chciał stworzyć inne dzieło, poprawić, trochę inaczej położył akcenty, w rezultacie wyszła bardzo dobra powieść, będąca jednocześnie słabą jeśli chodzi o wierne odwzorowanie filmu nowelizacją.

Labirynt zła Jamesa Luceno, będący wprowadzeniem do Epizodu III pojawiła się w USA w styczniu 2005. U nas także pojawiła się przed premierą filmu, warto jednak pamiętać, że polskie tłumaczenie bazowało nie na skończonej powieści, a na jednej z jej wersji roboczych, stąd w kilku miejscach zawiera różnice względem oryginału (jak choćby kwestia nieszczęsnego korelianina czy nawiązań do Nelvan z „Wojen klonów” Tartakovsky’ego). W listopadzie zaś dostaliśmy kolejną powieść Jamesa Luceno - Czarny Lord. Narodziny Dartha Vadera. Część wydarzeń z tej książki została potem w pewien sposób kanonizowana w Tarkinie Jamesa Luceno. „Labirynt” faktycznie jest wprowadzeniem do filmu, a przynajmniej w ten sposób się kończy, bitwą o Coruscant. „Czarny Lord” luźno odchodzi od filmu, opowiada własną historię. W USA wszystkie te powieści wyszyły razem zebrane jako trylogia.



Jednak mówiąc o książkach związanych z filmem nie można zapomnieć o sidequelu, czyli Komandosach Republiki: Rozkazie 66. Powieść Karen Traviss została wydana w 2008 roku, a kluczowy rozkaz 66 i przemiana Republiki w Imperium jest tu pokazane z zupełnie innej perspektywy. Bezpośrednich nawiązań do akcji filmu nie ma tu wiele, ale sam rozkaz to wielkie wydarzenie, którego film nie był w stanie ukazać w całości. Książka więc jest pewnym uzupełnieniem filmu, wplata się w niego.



Podobnie jak w przypadku pozostałych prequeli, tak i tu adaptację młodzieżową Zemsty Sithów napisała Patricia C. Wrede. Powieść ta jednak nie została wydana w Polsce. Podobnie zresztą jak Revenge of the Sith: The Movie Storybook Alice Alfonsi, czyli tak zwana u nas Opowieść filmowa. Po latach wydano także wersję LEGO Star Wars napisaną przez Elizabeth Downsett. Zabrakło i już raczej nie powstanie wersja z serii „Mighty Chronicles”, za to za jakiś czas powinna zostać wydana adaptacja w wersji psuedo-Szekspirowej.

Po „Zemście Sithów” dzieje się seria młodzieżowa Jude Watson - „Last of the Jedi”. Także Ryder Whindham w swoich biografiach lekko dotknął tematu „Zemsty Sithów”. Choćby w The Life and Legend of Obi-Wan Kenobi czy The Rise and Fall of Darth Vader.

W Polsce za to wydano jeszcze Zemsta Sithów Album zebrany i zredagowany przez J.W. Rinzlera, zawiera szkice koncepcyjne z III Epizodu. Przed premierą w USA ukazało się natomiast The Making of Star Wars: Revenge of the Sith tegoż autora. Była to pierwsza książka o produkcji filmu Rinzlera, została jednak wydana przed premierą filmu. Przez to brakowało w niej końcówki, ta jednak została uzupełniona i rozdawana za darmo na Hyperspace jako e-book „The Making of Star Wars: Revenge of the Sith: The Final Chapter”. Rinzler po latach przekopał się także przez scenopisy z „Zemsty”, efekt tych prac umieścił w Star Wars Storyboards: The Prequel Trilogy.

Fani szczegółów uniwersum także zostali docenieni. Dostali słownik obrazkowy - Star Wars: Revenge of the Sith: The Visual Dictionary Jamesa Luceno, Revenge of the Sith: Incredible Cross-Sections Curtisa Saxtona, czyli niesamowite przekroje oraz Complete Locations Kerrie Dougherty. W tym ostatnim przypadku jest to zebrany przedruk pozostałych albumów o lokacjach uzupełnionych właśnie o dodatkowe strony o „Zemście Sithów”.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.

Tydzień „Zemsty Sithów”: Pierwszy dzień zdjęć

oficjalna
0



Kończąc serię o pierwszym dniu zdjęciowym, wchodzimy w Tydzień „Zemsty Sithów”.



30 czerwca 2003 rozpoczęto zdjęcia do ostatniego prequela „Gwiezdnych Wojen”, wówczas sugerowano, że to będzie także ostatni film z cyklu. Zdecydowano, że pierwszym zdjęciem promocyjnym nowego obrazu będzie odtworzenie jednej ze scen z produkcji „Imperium kontratakuje”. Na zdjęciu byli Natalie Portman w miejscu Carrie Fisher, Hayden Christensen w miejscu Marka Hamilla oraz Ewan McGregor w miejscu Harrisona Forda. George Lucas siedział w tej samej pozycji, a do nich dołączył Rick McCallum. Zrobiono też standardowe zdjęcie Ricka z klapsem filmowym, które wykorzystał później J.W. Riznler w The Making of Star Wars Revenge of the Sith.



Ponownie zdjęcia ruszyły w studiu Foxa w Australii. Zaczęto od kilku prostych i krótkich scen na „Niewidzialnej ręce”. Takich jak choćby scena w której kazano R2-D2 zostać z tyłu, Obi-Wan i Anakin atakowali droidy niszczyciele, Jedi wchodzący do windy, walka w windzie, Anakin czekający na windę z rannym Obi-Wanem na ramieniu. Przy pierwszym ujęciu Ewan McGregor zauważył, że nie słyszy słowa „Akcja” będąc za drzwiami windy. Natomiast płaszcz Haydena parę razy zaczepił się w drzwiach. Scenę trzeba było powtarzać kilka razy. Potem kręcono scenę usuniętą ostatecznie z filmu, gdzie Jedi uciekali Grievousowi przez zbiornik paliwa. Zdjęcia zakończono o 19:10 ze sceną z R2-D2. Ian McDiarmid nie brał tego dnia udziału w zdjęciach, więc nie podtrzymano tradycji dwóch poprzednich prequeli.



W przypadku „Zemsty Sithów” mieliśmy na Hyperspace oficjalne relacje z każdego dnia. Można je przeczytać tutaj (lub tutaj z bezpośrednio z pierwszego dnia). Spisujący je Pablo Hidalgo pilnował by nie zawierały spoilerów i nie sugerowały w ogóle czegokolwiek, więc zazwyczaj opisy są bardziej niż ogólne i trochę trudno zgadnąć co właściwie wtedy kręcono. Choć czasem się da, zwłaszcza jak się już zna film.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.

P&O 106: Czy Adi Gallia i Stass Allie to ta sama postać?

3



Tym razem ponownie pytanie o postaci, wydawać by się mogło, że pozornie jest ono dość bezsensowne, a jednak w gruncie rzeczy jest bardzo ciekawe.

P: Czy Adi Gallia i Stass Allie to ta sama osoba?

O: Nie, mimo że wyglądają podobnie. Gdy trwał casting do Epizodu II na humanoidalnych Jedi walczących na arenie, Lucas chciał zachować wizualną ciągłość z tym, co pokazał w I Epizodzie, więc kazał ucharakteryzować kilka postaci w Klonach na wzór „Mrocznego widma”. Dotyczyło to przede wszystkim Adi Gallii z jej charakterystyczną czapką, Eetha Kotha z rogami i czarnymi włosami, Depy Billaby, Plo Koona czy Saesee Tiina. To wszystko byli aktorzy w maskach obcych nagrani dla tej sekwencji w studiach Foxa w Australii.

I tu pojawił się problem, różnice między aktorami wpływające na wygląd postaci. O ile w przypadku Plo Koona czy Saesee Tiina nie było to zbyt widoczne, gdyż maski dobrze zakrywały różnych odtwórców. O tyle w przypadku Galli, Kotha czy Billaby było widać różnice gołym okiem między tym, co było widoczne w materiale nagranym w Australii a tym co pamiętaliśmy z Epizodu I (nagrane w Anglii). Tak więc postacie te zostały przezwane i stały się nowymi Jedi. Gallia stała się Stass Allie. Koth – Agenem Kolarem. A Depa Billaba – Sar Laboodą. Ujawniono też, że Stass Allie jest kuzynką Adi Gallii.

Co ciekawe niektórzy zauważą, że w liście końcowej pojawiają się postaci i aktorzy z Epizodu I. A to tylko dlatego, że do sceny Rady Jedi w „Ataku klonów” wykorzystano też kilka ujęć archiwalnych z „Mrocznego Widma”. Więc dostaliśmy nowe sceny, mimo, że technicznie nie kręcono nowych zdjęć.

K: Tu warto dodać, że decyzja o rozdziale tych postaci na różne nie pochodziła bezpośrednio od samego Lucasa, była to decyzja Lucas Licensing. W materiałach produkcyjnych „Zemsty Sithów”, w tym także The Making of Star Wars Revenge of the Sith Jonathana W. Rinzlera postaci te jak są wspomniane mają oryginalne imiona, czyli na przykład Eeth Koth.

Październikowe książki

9

Październik w tym roku wyjątkowo mocno obrodził w nowe pozycje książkowe, tak u nas jak i za granicą. W dużej części to sprawka premiery „Rebeliantów”, ale nie tylko.

Zaczynamy od amerykańskich nowości.

The Adventures of Luke Skywalker, Jedi Knight Tony’ego Diterlizzi to nowa adaptacja klasycznej trylogii widziana przez pryzmat Luke’a Skywalkera. Dzieło jest skierowane do najmłodszych czytelników. Zostało wydane przez Disney Lucasfilm Press w dwóch wersjach, zwykłej (kosztuje 19,99 USD) i kolekcjonerskiej (100 USD), obie liczą sobie 64 strony. Oprócz tekstu zawiera zeskanowane na nowo koncepty Ralpha McQuarriego. Więcej o historii powstawania tego dzieła pisaliśmy tutaj.

Star Wars Art: Posters to kolejny album zebrany przez Jonathana W. Rinzlera, tym razem zawiera najciekawsze plakaty z archiwum Lucasfilmu. Jest to jedno z ostatnich dzieł, na które wpływ miał osobiście George Lucas, który nalegał na włączenie kilku plakatów, które mu się spodobały. Słowo wstępne napisał Drew Struzan, a wprowadzenie Roger Kastel. Wydawnictwo Abrams, cena 40 USD, stron 180.
Dla przypomnienia dotychczas wydano cztery albumy w tej serii: Star Wars Art: Visions, Star Wars Art: Comics, Star Wars Art: Illustration i Star Wars Art: Concept.



Kolejna pozycja to Star Wars Costumes: The Original Trilogy Brandona Alingera. Tym razem jest to album o kostiumach z oryginalnej trylogii. W środku są zarówno archiwalne zdjęcia jak i wiele nowych, które wykonano specjalnie na potrzebę tej pozycji, wyciągając z archiwów Lucasfilmu stroje i robiąc im zdjęcia. Zobaczymy nie tylko szczegóły, ale też projekty, szkice, notatki czy ciekawostki. Album został wydany przez Chronicle Books, liczy sobie 232 strony i kosztuje 60 USD. Słowo wstępne napisali John Mollo, Aggie Rodgers i Nilo Rodis-Jamero.
Dla tych, których interesują bardziej kostiumy z prequeli, przypominamy, że parę lat temu wydano Dressing a Galaxy: The Costumes of Star Wars Trishy Bigger, czyli projektantki strojów z prequeli.
Do produkcji dołączono też zwiastun:



Imperial Handbook - A Commander's Handbook: Deluxe Edition Daniela Wallace’a to już czwarta pozycja z serii po The Jedi Path, Book of Sith i The Bounty Hunter Code. Jak zwykle jest to przewodnik pisany z punktu widzenia uniwersum. Zawiera taktyki Imperium, propagandę i wiele innych przydatnych oficerom porad. Niestety komentarze pisali rebelianci. Za wydanie odpowiada becker&mayer!, cena 99,99 USD, stron 160. W wersji Deluxe dostaniemy dodatkowo bajeranckie opakowanie. Więcej o tej pozycji pisaliśmy tutaj.

William Shakespeare’s Star Wars Trilogy: The Royal Imperial Boxed Set Iana Doeschera to zebrana pozycja składająca się trzech adaptacji klasycznej trylogii tegoż autora, czyli „Verily, A New Hope”, „The Empire Striketh Back” i „The Jedi Doth Return”. Dodatkowo w środku znajduje się plakat ukazujący wszystkich, którzy odpowiadają za tę niesamowitą produkcję. Całość kosztuje 44,85 USD, liczy sobie 520 stron i została wydana przez Quirk. Dla fanów tej pozycji mamy jeszcze jedną informację, w kwietniu pojawi się adaptacja „Mrocznego widma”.

Razor’s Edge Marthy Wells to jedna z ostatnich legendarnych książek. Teraz doczekała się wydania w miękkiej okładce z odpowiednim napisem. Kosztuje 7,99 USD, stron 384, wydawnictwo Del Rey.



Draw Star Wars Rebels. Draw Inside This Book wydawnictwa Klutz. Książka zawiera zarówno porady eksperckie jak rysować postaci z serialu „Rebelianci” jak również pozwala na zabawę. Część stron jest przygotowana tak, by można było tam rysować samodzielnie. Cena 16,99 USD, 90 stron.

Star Wars Rebels: Rebel Journal by Ezra Bridger wydatwnictwa Studio Fun, to dziennik Ezry Bridgera, kolejna pozycja, która jest pisana z punktu widzenia uniwersum. Przypomina to trochę „Imperial Handbook” ale nie posiada tych wszystkich dodatków. Całość liczy sobie 96 stron i kosztuje 9,99 USD. Przykładową stronę można zobaczyć tutaj.

Edge of the Galaxy Jasona Fry’a to pierwsza książeczka z serii „Star Wars Rebels: Servants of the Empire”. Jest to cykl powieści młodzieżowych powiązany z serialem. Głównym bohaterem jest Zare Leonis, który ma być przodownikiem Imperium. Jego siostra Dhara już wcześniej wstąpiła do Akademii Imperialnej na Lothalu, a Zare zamierza do niej dołączyć. Tylko wszystko się komplikuje, gdy Zare odkrywa niszczycielskie plany Imperium... Zare pojawi się w serialu, seria miejscami będzie się o niego ocierać, ale zawiera też dodatkowe elementy.
Powieść liczy sobie 176 stron, kosztuje 6,99 USD, wydawnictwo Disney Lucasfilm Press, okładkę stworzył Jean-Paul Balmet.

Star Wars Rebels: The Rebellion Begins Michaela Kogge to młodzieżowa adaptacja „Iskry Rebelii”, czyli pilota serialu. Pisana głównie z perspektywy Ezry Bridgera. Powieść ma 176 strony, kosztuje 6,99 USD, wydawnictwo Disney Lucasfilm Press.

Star Wars Rebels: Ezra Wookiee Rescue Meredith Rusu to pozycja skierowana dla najmłodszych, którzy dopiero uczą się czytać. To książka ze wspomaganiem, dołączona do niej jest płyta CD (audiobook), który pozwoli dziecku swobodnie przebrnąć przez tekst, nawet jeśli będzie mieć problem ze składaniem liter. Fabularnie znów jest to fragment „Iskry Rebelii”. Kosztuje to 6,99 USD, ma 32 strony, wydawnictwo Disney Lucasfilm Press.

LEGO Star Wars: Yoda’s Secet Mission Ace’a Landersa. Wydawnictwo Scholastic, stron 64, cena 4,99 USD. To kolejna pozycja dla dzieci związana z serią „Kroniki Yody”. Swoją drogą w tym miesiącu wyszła także w Polsce.



Dodatkowo mieliśmy też wysyp polskich pozycji. Są to:
LEGO Star Wars: Moc Jedi (Ameet, cena 13,99 PLN), Star Wars Rebelianci: Ilustrowany przewodnik (Egmont, 128 stron, cena 39,99 PLN, autor Adam Bray, tłumaczenie Anna Hikiert), Star Wars Rebelianci: Poznaj rebeliantów (Egmont, cena 14,99 PLN, autor Sadie Smith, tłumaczenie Anna Hikiert), oraz albumy z naklejkami Star Wars Rebelianci. Przygody rebeliantów (Egmont, cena 19,99 , autorzy Sadie Smith i David Fentiman, tłumaczenie Jacek Drewnowski) i Star Wars Rebelianci: Rebelianci kontra Imperium (Egmont, cena 19,99 , autorzy Sadie Smith i David Fentiman, tłumaczenie Jacek Drewnowski). O tych książkach pisaliśmy szerzej tutaj. LEGO Star Wars: Tajne Misje Vadera (Ameet, cena 19,99 PLN), LEGO Star Wars: Tajne Misje Yody (Ameet, cena 19,99 PLN), LEGO Star Wars: Wielkie bitwy Jedi (Ameet, cena 13,99 PLN), LEGO Star Wars: Potęga Imperium (Ameet, cena 13,99 PLN), LEGO Star Wars: Słownik ilustrowany –uzupełniony i rozszerzony (Ameet, cena 69,90 PLN), Star Wars Rebels: Dołącz do Rebelii (Ameet, cena 8,99 PLN) o których szerzej pisaliśmy tutaj.

Przykładowe plakaty z „Star Wars Art: Poster”

oficjalna
3

W USA ukazał się piąty album z serii „Star Wars Art” wydany przez Abrams Books, tym razem poświęcony plakatom. Oficjalna z tej okazji przygotowała mały przegląd wybranych plakatów, które znajdują się w tym albumie. Ciekawsze z nich prezentujemy poniżej.



Album kosztuje 40 USD, liczy sobie 180 stron. Słowo wstępne napisał Drew Struzan, za redakcję całości odpowiada Jonathan W. Rinzler.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.