Spis newsów (Wersja Specjalna Trylogii (Special Edition))

P&O 290: Czy moglibyście wytłumaczyć czym jest animatyka?

3



Dziś pytanie techniczne. Odpowiada David Dozoretz, Previsualization Supervisor.
David studiował w produkcję filmową na Uniwersytecie Arizony. Potem był stażystą w ILM, a następnie dołączył do Lucasfilmu i pracował nad „Wersją Specjalną” Trylogii. Zajmował się między innymi prewizualizacją całej sceny świętowania pod koniec „Powrotu Jedi”. Następnie zajął się także prewizualizacją „Mrocznego widma”.

P: Dużo słyszymy o animatyce, ale samo sformułowanie jest dość mylące. Czy moglibyście prosto wytłumaczyć, co to jest?

O: Animatyka czasem zawana jest „Pre-Wizualizacją”, to dość nowe narzędzie filmowców. Najogólniej polega to na tym, by wykorzystując proste komputery, szybko wyrenderować grafikę ujęcia lub sceny, zanim zostanie ona sfilmowana. To jest następny logiczny krok w rozwoju procesu storyboardów. Animatyka jest używana, by przygotować ujęcie zanim rozpoczną się zdjęcia. Zaoszczędziliśmy dużo pieniędzy i czasu już przy „Mrocznym widmie”, tylko dlatego, że George był w stanie zdecydować, jak powinno wyglądać dane ujęcie, i to tylko dzięki pracy kilku osób z działu animatyki. Nie musieliśmy angażować setek ludzi, by kręcić różne wersje ujęć.

K: Animatyka była wykorzystywana przez całe prequele. Wśród dodatków na Blu-ray sagi, można zobaczyć sceny animatyczne z „Zemsty Sithów”, które Lucas kręcił razem ze Stevenem Spielbergiem.

„Łotr 1” w „Hanie Solo”

6

Na naszych ekranach możemy teraz oglądać „Hana Solo”. Drugi spin-off wykorzystuje pewne elementy pierwszego, nie tylko na zasadzie nawiązań. Te oczywiście też są. Choćby:

  • Scarif, które wspomina Qi’ra
  • zdezelowany droid serii KX u bestii
  • Tam Posla
  • Edrio Dwururowy

  • Wykorzystano również dekapitowanych. Ci niewolnicy stworzeni na potrzeby „Łotra 1” pojawiają się w Przewodniku ilustrowanym, choć ciężko ich dostrzec w filmie. Neal Scanlan już przy „Ostatnim Jedi” mówił, że wiele ze stworów, które zbudowali wcześniej będzie użyte w kolejnym filmie, czyli „Hanie Solo”. Zarówno tych, które zobaczyliśmy na ekranie, jak i tych, które ostatecznie tam nie trafiły. Dekapitowanych można zobaczyć bez problemu u Drydena Vosa.



    Jednak najciekawszym przykładem użycia „Łotra 1” jest jego pierwszy teaser. John Knoll przygotował go na Celebration w 2015. Widzieliśmy tam zalesioną planetę nad którą budowano Gwiazdę Śmierci. Całość została przygotowana przez ILM specjalnie na konwent. Teaser trafił do archiwum Lucasfilmu, ale scena z lasem została trochę poprawiona i widać ją pod koniec filmu. To planeta (na razie jeszcze nie nazwana) na której odnajdujemy Lando.

    To jest dopiero synergia przy budowaniu filmowego uniwersum. Ale pamiętajmy, że nie jest to pierwszy taki przypadek. W „Wersji specjalnej” „Imperium kontratakuje” pojawia się scena w której Vader przylatuje na swój niszczyciel. Wykorzystano tam duble z przybycia Vadera na drugą Gwiazdę Śmierci z „Powrotu Jedi”.

    P&O 260: Czy Yuzzemowie pochodzą z Ragna III czy Endoru?

    3



    Dziś pytanie o rasy pochodzące z Endoru.

    P: Czy Yuzzemowie, tacy jak Joh Yowza z zespołu Maxa Rebo, pochodzą z planety Ragna III czy porośniętego lasem księżyca Endor?

    O: W SF widzieliśmy przypadki, kiedy pewne gatunki w różnych miejscach ewoluowały równolegle, czyli na dwóch odległych planetach, powstały dwa bardzo podobne gatunki tubylców. W tym przypadku mamy dokładnie taką sytuację.

    Porośnięty lasem księżyc Endor jest domem dla Yuzzumów. Planeta Ragna III jest domem dla Yuzzemów. Tu druga samogłoska jest różnicą. Pochodzący z lasów Endoru Yuzzumowie są kulkami futra z długimi, patykowatymi ramionami i nogami, oraz paszczą wypełnioną zębiskami. Tymczasem Yuzzemowie to olbrzymie, potężne pokryte futrem humanoidy z krótkim, przyciętym pyskiem, małymi oczkami i nikczemnym usposobieniu. Lepiej dokładnie przeczytaj poradnik międzygwiezdnego turysty, bo nie chciałbyś pomylić obu gatunków.

    Yuzzemy pojawiły się po raz pierwszy w powieści Spotkanie na Mimban (1978) Alana Deana Fostera. A sama nazwa znalazła się w oryginalnych scenariuszach Lucasa. Jeśli masz Album z Imperium Kontratakuje spójrz na stronę 24 i przyjrzyj się dokładnie rysunkom architektury lodowych korytarzy bazy Echo. Na jednym z nich jest napisane na ścianie „Yuzzem ma się włamać przez zaznaczony kropkami obszar”. Początkowo wampa była nazywana właśnie Yuzzemem.

    Tymczasem mniejsze Yuzzumy były wymyślone na potrzeby „Powrotu Jedi”. We wczesnym stadium rozwoju, Endor miały zamieszkiwać dwie rasy, futrzaste Ewoki i długonogie Yuzzumy. Tyle, że kukiełki Yuzzumów były zbyt drogie do wykonania w dużej liczbie. W zasadzie stworzono tylko jednego, uzbrojono w blaster i schowano w czeluściach Pałacu Jabby. Dopiero przy wersji specjalnej „Powrotu Jedi” Yuzzum został poprawiony i stworzony komputerowo, tak oto powstał Joh Yowza.

    K: Na koniec obrazki obu ras:


    Yuzzem

    Yuzzum z „Powrotu Jedi”

    Yuzzumy z serialu „Ewoks”

    Weekend 40-lecia – „Powrót Jedi”: Plakaty

    7



    „Powrót Jedi” podobnie jak i „Imperium kontratakuje” nie miał tak wielu różnych plakatów promocyjnych jak „Nowa nadzieja”. Jednak chyba największe zainteresowanie budziła zmiana tytułu z „Revenge of the Jedi” na „Return of the Jedi”. Pierwszy plakat reklamujący film był „Zemstowy”. Zmiana tytułu spowodowała kolekcjonerską gorączkę złota. W ciągu jednej nocy cena plakatu wzrosła z 10 USD do 200 USD. Swoją drogą z okazji 10-lecia „Powrotu Jedi” pojawił się kolekcjonerski plakat z poprawionym tytułem. Można czasem też znaleźć pierwszy japoński plakat do „Zemsty Jedi”.



    Po zmianie tytułu pojawiły się właściwe plakaty, w wersji „A” i „B”. A także „C”, ten ostatni jednak pochodzi z 1985, kiedy to „Powrót Jedi” ponownie zagościł na ekranach kin.



    W czasie promowania VI Epizodu zaczął się już pojawiać trend lokalizowania plakatów. Jak widać na przykładzie niemieckiego, udało się wykorzystać pierwszy z nowym tytułem.



    Szczęśliwie ten trend wówczas nie był jeszcze tak silny. Po kolei japoński, francuski, czy węgierski.



    No i oczywiście polskie, dwie wersje stworzone przez Witolda Dybowskiego.



    Na koniec oczywiście trzeba wspomnieć jeszcze o plakacie związanym z Wersją specjalną, stworzonym przez Drew Struzana.



    Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

    Weekend 40-lecia – „Imperium kontratakuje”: Plakaty

    13



    Różnorodność plakatów „Imperium kontratakuje” może nie była tak wielka jak w przypadku „Nowej nadziei”, ale wciąż jest z czego wybierać.

    Pierwszy był oczywiście plakat zajawkowy, z 1979. Faktem jest, że on także miał potem swoje wersje i wariacje, ale to norma.



    Pierwszy oficjalny plakat, stworzył Roger Kastel. Był on określany mianem „Przeminęło z wiatrem”, bowiem był inspirowany na plakacie Toma Junga stworzoną do tego klasycznego filmu w 1967.



    Swoją drogą to właśnie Tom Jung stworzył plakat w wersji B.



    Plakat ten stał się podstawą wariacji z 1981. Tam po raz pierwszy do promocji filmu użyto Yodę.



    Pojawił się też plakat w wersji C, przypominający trochę stylistycznie jedną z wersji plakatu „Nowej nadziei”.



    Oczywiście pojawiały się też wersje narodowe. Noriyoshi Ohrai, który zwykł tworzyć japońskie wersje, przygotował też tym razem australijską.



    Brytyjczycy używali tak zwanej wersji „Double Crown”. Czyli zdjęć z filmu z tłem w narodowych barwach.



    No i oczywiście polskie wersje. O plakatach Mirosława Łakomskiego pisaliśmy tutaj. Drugi plakat jest autorstwa Jakuba Erola.



    Plakat z okazji 10-lecia V Epizodu.



    A także do „Wersji Specjalnej”.



    Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

    Weekend 40-lecia – „Imperium kontratakuje”

    11



    Choć w kontrakcie George’a Lucasa na „Nową nadzieję” była mowa o ewentualnych sequelach, tak naprawdę nikt o nich specjalnie nie myślał. Z Flanelowcem włącznie. George miał zaledwie zarys tego, co się będzie działo dalej i nic więcej. Z drugiej strony praca nad „Nową nadzieją” kosztowała go tyle, że miał wszystkie dość. Gdy się jednak okazało, iż pierwszy film osiągnął nie tylko gigantyczny sukces, ale stał się fenomenem, powstanie sequela było nieuniknione. Zwłaszcza z powodu jednego z zapisów w kontrakcie, który zobowiązał Lucasa do nakręcenia filmu w określonym terminie inaczej prawa przeszłyby na Foxa. Przed premierą „Nowej nadziei” ten zapis właściwie nie był istotny, ale po niej stał się kluczowy, gdy włodarze 20th Century zwietrzyli pieniądze.



    Zmęczony „Nową nadzieją” Lucas stanął przed trudnym zadaniem. Znów musiał walczyć z korporacją o swoją niezależność, tyle, że teraz nie miał już w sobie, aż tyle siły i samozaparcia. Dodatkowo druga (jak i kolejna) część zawsze stanowi problem, bo ludzie mają już wobec niej pewne oczekiwania, które niekoniecznie twórcy mogą i chcą spełnić. To coś, z czym „Mroczne widmo” czy „Przebudzenie Mocy” także miały duże problemy. Ostatecznie „Imperium kontratakuje” wyszło ze starcia z oczekiwaniami obronną ręką, ale do tego była potrzebna długa droga.

    Reżyser nauczył się jeszcze jednej rzeczy. Nie chciał mieć wiele wspólnego ze studiem, więc tym razem finansował wszystko samodzielnie. Fox miał zająć się jedynie dystrybucją. Lucas wiedział, że nie da rady napisać scenariusza sam. Czuł także, że nie podoła reżyserii. Potrzebował pomocy, musiał oddać swoje dziecko komuś innemu, jednocześnie nadzorując i pilnując swojej wizji. To wciąż był ryzykowny projekt. Sequele w tamtych czasach nie zarabiały tyle, co oryginały, w dodatku najczęściej były gorsze.

    Do pisania scenariusza zatrudnił Leigh Brakett, ponad sześćdziesięcioletnią już wtedy panią, która na swoim koncie miała kilka skryptów do słynnych westernów („Rio Bravo”, „Rio Lobo”, czy „El Dorado”) i kilku innych filmów, które święciły tryumfy dwie lub trzy dekady wcześniej. Brackett jednak nie sprostała oczekiwaniom Lucasa. Jej scenariusz w większości nadawał się jego zdaniem do wyrzucenia. Lucas był gotów w ogóle ją zastąpić kimś innym, jednak wyszło na jaw, że scenarzystka jest umierająca. Zmarła na raka 17 marca 1978, krótko po skończeniu prac nad pierwszą wersją scenariusza. Lucas zatrudnił nowego scenarzystę, Lawrence’a Kasdana. Ostatecznie wycięto praktycznie cały wkład własny Leigh, jednak George chciał uhonorować w pewien sposób jej pracę, więc w napisach to ona i Kasdan są wymienieni jako scenarzyści, Lucas tylko jako osoba, która wymyśliła historię. Faktycznie wkład George’a w scenariusz jest dużo większy niż Leigh. Z Kasdanem zaś współpraca układała się Lucasowi bardzo dobrze, nic dziwnego, że zaproponował mu potem pracę przy „Powrocie Jedi” oraz „Poszukiwaczach Zaginionej Arki”.

    Inaczej sprawa miała się z reżyserem. Lucas zaproponował tę funkcję swojemu dawnemu nauczycielowi ze szkoły filmowej, Irvinowi Kershnerowi. Mimo, że Kersh był starszy od George’a, nie mógł się pochwalić takimi sukcesami jak jego uczeń. Zresztą właśnie dlatego początkowo odrzucił propozycję Lucasa. Nie chciał się mierzyć z sukcesem „Gwiezdnych wojen”. Do zmiany zdania nakłonił go dopiero agent, sugerując, że w ten sposób zapisze się w historii kina. Irvin od razu powiedział też Lucasowi, że w ogóle nie interesują go sprawy techniczne, efektów i całej tej reszty, woli zająć się postaciami i mistyką. To było dokładnie to, czego Lucas potrzebował. Reżysera, który zajmie się aktorami, zaś da się poprowadzić tam, gdzie Flanelowiec radził sobie dobrze jak nikt inny.

    Ivrin praktykując zen, wpłynął także na wizję Mocy i nauczania Yody. Zresztą kukiełka stworzona przez Stuarta Freeborn operowana przez Franka Oza to było jedno z większych wyzwań, nie tyle technicznych. Trzeba było przekonać widzów, że Yoda wygląda i zachowuje się prawdziwie.

    Zdjęcia rozpoczęły się 5 marca 1979 w Norwegii. Na plan wrócili Harrison Ford (choć miał problem z dotarciem na lokację), Carrie Fishier oraz Mark Hamill, który na krótko przed rozpoczęciem zdjęć miał wypadek, co wymagało pewnych zmian w scenariuszu. Do głównej obsady dołączył też Billy Dee Williams.


    Jednak, to wyglądało tak dobrze na początku, wcale takie nie było. Lucas musiał liczyć się z ograniczonym budżetem, Kersh zaś kręcił bardzo powoli. Zmieniał scenariusz bez konsultacji, próbował wielu ujęć, szukał. To doprowadzało George’a do białej gorączki. Film się ślimaczył. No a producent Gary Kurtz nie potrafił nad Irvinem zapanować. Zresztą problemy były także z aktorami, w szczególności z Carrie Fisher, której stan nie raz utrudniał kręcenie ujęć.

    Problemy na planie „Nowej nadziei” nadwyrężyły małżeństwo Lucasa i Marcii Lucas. George usiłował spędzać z nią więcej czasu, naprawić pewne rzeczy, ale materiał jaki został nakręcony wymagał od niego bardzo dużo uwagi. Pierwszy montaż był wręcz fatalny. Wymagało to dokrętek i to bardzo intensywnych. Ostatecznie to właśnie „Imperium” pogrzebało związek Marcii i George’a. Jednocześnie kosztowało też stanowisko Gary’ego Kurtza, który już nie wrócił do prac przy „Powrocie Jedi”. Irvin także dostał od Lucasa wilczy bilet.

    Jednocześnie George’a czekała kolejna batalia, tym razem ze związkami filmowców. Te wcześniej, nie licząc na sukces „Nowej nadziei”, pozwoliły Lucasowi przenieść napisy na sam koniec filmu. Teraz powiedziały nie. Film miał się zacząć od informacji o scenarzystach, reżyserze i tak dalej. Tego Lucas zaakceptować nie mógł. Nałożono więc na niego grzywnę, podobnie jak na Kershnera. Lucas zapłacił obie, ale też wypisał się ze związków. Zresztą miał z nimi problemy jeszcze przy kolejnych filmach, nie zapomniały mu tego.

    Potem przyszła premiera. Pierwsze recenzje były raczej chłodne, ale stosunkowo szybko zaczęło się to zmieniać. Z czasem film okrzyknięto najlepszym sequelem wszech czasów. Lucas w końcu mógł wybić się na niezależność, ale cena jaką zapłacił była spora. Wkrótce „Imperium” stało się ikoną, najsłynniejszym i najlepszym sequelem wszechczasów i filmem z jednym z największych zwrotów akcji. Film dostał cztery nominacje do Oskara, w tym za muzykę Johna Williamsa. Dostał dwie statuetki, za najlepszy dźwięk i efekty specjalne. Nagrodzono także Oskarem honorowym Aleca Guinnessa.

    „Imperium” zresztą jak wszystkie inne filmy, przeszło też wiele zmian. Do kin wróciło z okazji 20-lecia sagi, wraz z „Wersją specjalną”. Konwersja 3D prawdopodobnie nie doszła do skutku.



    „Imperium” poświęciliśmy też cały tydzień.

    Tydzień Imperium kontratakuje:




    Dziś zaś zaczynamy weekend poświęcony temu Epizodowi. To kolejny z naszych weekendów z okazji 40-lecia sagi. Zapraszamy też do specjalnego quizu.

    Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

    Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Epizod IV w popkulturze

    9



    O wpływie „Gwiezdnych Wojen” na popkulturę można by napisać niejedną książkę. Trochę więc trudno ogarnąć temat, zwłaszcza, że postaci tak ikoniczne jak Vader, Luke, Han, Leia, organizacje jak Jedi czy Imperium albo Rebelia, nie mówiąc już o cytacie „Niech Moc będzie z Tobą”, stały się częścią fenomenu i kultury popularnej. Także napisy początkowe potem pojawiły się w wielu filmach. Dlatego tym razem zajmiemy się tylko kilkoma, subiektywnie wybranymi przykładami inspiracji kulturowych, głównie bazujących na „Nowej nadziei”.

    Chyba najbardziej widocznymi nawiązaniami, czy nawet kopiami są parodie sagi, w szczególności IV Epizodu. Parodiowanie scen ma miejsce w wielu filmach, ale tylko kilka poświęca temu całą fabułę. Najważniejszy z nich to oczywiście „Kosmiczne jaja” Mela Brooksa z 1987. Film nabija się nie tylko z trylogii, ale też „Obcego” czy „Star Treka”. Święcił też tryumfy kinowe. To właśnie w tym obrazie możemy zobaczyć jak szturmowcy przeczesywali pustynię, czy przydługie ujęcia okrętów kosmicznych. Nie zapomniano o całym merchidisingu, ten również zostaje wyśmiany w tym filmie. Swoją drogą warto zauważyć, że wykorzystano tu tarczę wokół planety, która trochę przypomina tę z „Łotra 1”. Ale to raczej kwestia wspólnego pomysłu bazowego. Przez lata Mel Brooks próbował wskrzesić temat sequela, bez skutku. Ale jest nowa nadzieja. Na dniach reżyser ogłosił, że MGM jest zainteresowane sequelem.



    Kosmiczne jaja to oczywiście kwintesencja gatunku i film dedykowany sadze. Ale parodie scen pojawiają się w różnych komediach. Choćby w „Hot Shots 2”, gdzie walka z Saddamem Husseinem w jego pałacu jest parodią pojedynku Vadera z Benem Kenobim. Późniejszy to choćby „Paul” Simona Pegga, ponownie zawierający wiele żartów z sagi, w tym kantynę w Mos Eisley z jej charakterystyczną muzyką.

    Trzy późniejsze parodie powstały już dla telewizji. To „Family Guy: Blue Harvest” i „Robot Chicken: Star Wars” Setha Greena, a także „Phineas and Freb”. Są to odcinki specjalne, które przelatują przez fabułę IV Epizodu wybierając pewne sceny i na ich podstawie budując gagi. Zostały także wydane na DVD.

    Telewizyjne parodie to nie nowość. Warto tu choćby wspomnieć o specjalnym odcinku z gośćmi z „Gwiezdnych Wojen” nagranym w serii Jima Hensona „Muppet Show”. To jedno z pierwszych naprawdę istotnych pojawień się kulturowych sagi. U Hensona sagę wspomniano też w serialu „Muppeciątka” i to nie raz. Prawda jest taka, że współpraca między ludźmi Lucasa i Hensona to całkiem długa historia, która zaowocowała choćby „Ciemnym kryształem” czy „Labiryntem”, zatem te nawiązania nie zaskakują.



    Mówiąc o parodiach nie w sposób pominąć także pornograficznych wersji. Tu znów powstało wiele filmów, które w luźny sposób inspirują się sagą (także gejowskich). Jednak jeden jest szczególny, „Star Wars XXX Parody”, gdzie znów mamy odtworzoną fabułę „Nowej nadziei” przerywaną charakterystycznymi dla tego gatunku produkcji akcjami. Temat ten jest o tyle ciekawy, że pojawił się także w filmie Kevina Smitha „Zack and Mini kręcą porno”. Jednym z pomysłów głównych bohaterów jest właśnie parodia sagi nazwana „Star Whores”. Film Smitha powstał jeszcze w 2008, czyli na kilka lat zanim Alex Braun zabrał się za swoją wersję.

    U Smitha „Gwiezdne Wojny” pojawiają się w wielu filmach, często w rozmowach bohaterów. W „Sprzedawcach 2” pojawia się dyskusja związano dość mocno z „Wersją specjalną” „Nowej nadziei”, czyli kłótnia o to, kto strzelał pierwszy, Han czy Greedo.



    Przyjaciel Lucasa Steven Spielberg nie raz robił sobie żarty z nawiązaniami. W „E.T.” widzimy nie tylko Yodę, ale i R2-D2. Zaś oba droidy pojawiają się zarówno w czwartym Indym jak i pierwszym.



    Popkulturowo istnieją bardzo fajne nawiązania ukazujące zarówno Lucasa, jak i obecność „Gwiezdnych Wojen” w kulturze. „Poltergeist” wyprodukowany przez Stevena Spielberga ma piękną scenę, w której widzimy zabawki z „Nowej nadziei”, zaś w „Odlocie” Pixara jest scena w której widzimy kino wyświetlające „Gwiezdne wojny”. Podobne miejsce sagi jest w Kapitanie Ameryce. W „Arturze i Mimikach 3: Dwóch światach” Luca Bessona młody George Lucas widzi postać przypominającą Vadera i zapamiętuje to. Darth Vader z planety Vulcan z kolei zostaje wspomniany w „Powrocie do przyszłości”. Osadzając akcję w latach 70. i 80. właściwie trudno nie odwoływać się do sagi. Widać to dobrze w serialu „Stranger Things”, gdzie odwołań jest mnóstwo, a figurki Kennera zdobią półki. Jedna z bohaterek nawet lewituje „Sokoła”.





    Jednak bez wątpienia jednym z najciekawszych kulturowo wizji jest film „Władcy ognia”, gdzie widzimy upadek ludzkości, która cofnęła się w rozwoju. Nie jest w stanie oglądać filmów, ale „Gwiezdne Wojny” przetrwały przekazywane ustnie, stanowią ważny element dziedzictwa i tradycji ludzkości.

    „Nowa nadzieja” to także punkt przełomowy w życiu filmowców. Nie tylko tych młodszego pokolenia, jak choćby Gareth Edwards czy J.J. Abrams, ale także James Cameron czy Ridley Scott. Ten pierwszy, będąc kierowcą ciężarówki, tak bardzo poczuł się poruszony „Nową nadzieją”, że zdecydował zmienić zawód i został filmowcem. Ridley natomiast pozwolił, by używany, brudny wszechświat naznaczył dwa jego najważniejsze dzieła z początku kariery, czyli „Obcego” i „Łowcę androidów”.

    Zaś jeśli chodzi o starwarsówek, to plakaty z „Nowej nadziei” pojawiają się w „Super 8” J.J. Abramsa. Nie mówiąc już o R2-D2 w Star Treku i jego kontynuacji. Nawiązania do szturmowców w dialogach mamy w „Na własne ryzyko” Colina Trevorrowa.

    Jeśli chodzi o gry komputerowe, tam również widać wpływ „Nowej nadziei”. Dwa przykłady. W „Dreamfall Chapters” - przygodówce, której część dzieje się na futurystycznej Ziemi - trwają wybory w ogromnym Europolis. Jedną z kandydatek (którą popiera też główna bohaterka, Zoe), jest Polka, Lea Umińska. Jej zwolennicy malują na ścianach graffiti przedstawiające Leię:





    W „LISIE"” postapokaliptycznym RPG, w którym wcielamy się w mężczyznę chroniącego ostatnią dziewczynkę na Ziemi, można odnaleźć jedną, drobną aluzję. Chodzi o słynną kłótnię kto strzelił pierwszy. Wedle gry był to niejaki Chiffon Solo. Może imię zgubiło się w mrokach niepamięci przez te wszystkie lata?

    Prawdopodobnie największą obecność w szeroko rozumianej kulturze „Gwiezdne Wojny” miały podczas rządów Ronalda Reagana w USA. Wykorzystał on analogię Zimnej Wojny do sagi. Nazywał ZSRR mianem złowrogiego Imperium, ale uruchomił też program nazywany powszechnie Gwiezdnymi Wojnami. Miała to być kosmiczna tarcza rakietowa. Poniekąd ten kierunek stał się kanwą filmu „Gry wojenne”, w którym także w dialogach pojawiają się nawiązania do sagi.



    Ta mania na punkcie sagi, ale też kosmosu, za którą odpowiada premiera „Nowej nadziei” oraz w mniejszym stopniu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, miały też wpływ na Bonda. Ekranizacja „Moonrakera” pewnie była w dalszych planach, przyśpieszono ją, w dodatku pominięto cały oryginalny wątek z powieści o rakiecie z ładunkiem atomowym, tworząc bazę kosmiczną i wysyłając Jamesa Bonda na orbitę. Dodatkowo dostaliśmy scenę w której strzelają się z laserów. Bardziej to kino SF niż klasyczny Bond.

    „Nowa nadzieja” miała też wpływ na „Star Trek”. Tam był pomysł na sequel, plus presja fanów, która nagle urosła. Studio zaś zobaczyło, że może coś na tym zarobić. Miał być film telewizyjny, nowy sezon serialu, ostatecznie skończyło się na filmie pełnometrażowym w kinie. Choć dopiero od „Gniewu Khana” „Star Trek” zaczął odkrywać swoje kinowe tory.



    Jednym z bardzo ciekawych nawiązań do genezy „Nowej nadziei” jest fanfilm George Lucas in Love, który w świetny sposób portretuje pewne klasyczne motywy, jednocześnie nawiązuje do „Zakochanego Szekspira”. Jednak warto wspomnieć o jeszcze jednym filmie, który wyprodukował Gary Kurtz (producent IV i V epizodu). „’77” czy też pierwotnie „5-25-77” to autobiograficzna opowieść Pata Johnsona (scenarzysta „Ostatniego smoka”), w której istotną rolę odgrywa premiera „Gwiezdnych wojen” i tego jak „Nowa nadzieja” oraz to co przyszło po niej zmieniła świat przyszłego filmowca. Film ukończono przy okazji 30-lecia sagi. Pierwsze pokazy miały miejsce na Celebration IV, jednak nigdy nie wszedł do szerokiej dystrybucji. Za to ponownie pojawił się w kilku kinach w zeszły czwartek.

    Podobnie jak to było w wielu innych przypadkach, ilość nawiązań jest ogromna, więc jest to jedynie mały ułamek tematu.

    Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

    Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

    12



    Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

    Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

    Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



    Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



    Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



    Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



    Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



    Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


    Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



    Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
    20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
    30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
    Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



    To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

    Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

    Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Lokacje

    4



    Nowa nadzieja to chyba najbardziej zmieniany scenariusz sagi George’a Lucasa. Zmieniały się w nim także lokacje. Jedno jednak pozostało niezmienne przez cały ten czas, miejsca w których kręcono film miały być niezwykłe i egzotyczne, nie za łatwo dostępne. Choć początkowo planowano nakręcić film w Stanach, to jednak ze względu na koszty i potrzeby Lucasa (chciał mieć dużą halę filmową), dostępniejsza okazała się Wielka Brytania. Początkowo Gary Kurtz skierował swoje kroki do studia Pinewood, tam jednak w umowie chcieli zapewnić pracę własnym technikom. Lucas i Kurtz zdecydowanie chcieli mieć wszystko pod własną kontrolą, w tym także dobór ekipy. Podziękowali więc Pinewood i tak oto rozpoczęła się przygoda z Elstree Studios. Większość zdjęć powstała właśnie tam. W przypadku dokrętek posiłkowano się także Shepperton Studios.

    Egzotyczne plenery znaleziono przede wszystkim w Tunezji. Chyba najłatwiejszą do znalezienia i często odwiedzaną przez turystów lokacją „Nowej nadziei” jest hotel Sidi Driss w Matmcie. Matmata słynie z wydrążonych w skale domów, w jednym z nich znajduje się właśnie ten bezgwiazdkowy hotel. Jeszcze parę lat temu można było spokojnie tam nocować. Ale robią to głównie fani „Gwiezdnych Wojen”, w Matmacie jest kilka obiektów lepszego sortu, ten jednak jest niezwykły, bo to w nim kręcono wnętrza domostwa Larsów na Tatooine.





    Kilkaset kilometrów dalej znajduje się górna część domu Larsów. Została zainspirowana tunezyjską architekturą, ale zbudowali ją w całości filmowcy. Na miejsce wybrano okresowe jezioro Chott el Djerid nieopodal Nefty. Lucas kazał odnowić to miejsce, gdy kręcił „Atak klonów”. Potem jednak w większości popadało w ruinę, choć parę razy organizowane były ekipy fanów, które próbowały zreperować szkody wyrządzone przez wodę i piach.



    Niedaleko znajduje się też dość niewielki obszar z wydmami. Posłużył za morze wydm. Filmowcy mieli dużo problemów, by znaleźć miejsce bez roślin. Tych niby nie ma dużo, ale na Tatooine jest tu trochę za zielono.



    Bardzo blisko Nefty znajduje się kolejna lokacja. To formacje skalne Sidi Bouhlel niedaleko Tauzaru. Tu także powstawały ujęcia Tatooine, tyle, że głównie tej części skalistej. Przynajmniej te nagrywane w pierwotnym terminie. Lucas wrócił tu także przy „Poszukiwaczach Zaginionej Arki” a także „Mrocznym widmie”.



    Kilka scen nagrano także na cieszącej się dużym uznaniem kiedyś wśród turystów wyspie Dżerba. Choć te lokacje były zazwyczaj łatwo dostępne dla zwiedzających, to niestety nigdy nie były na tyle charakterystyczne, by przyciągały tłumy. Wiele z nich po prostu stoi zaniedbane.
    W miejscowości Adżim można znaleźć zarówno wejście do kantyny w Mos Eisley, jak i jeden z murów w tej miejscowości. Oba znajdują się bardzo blisko siebie. To część raczej nie turystyczna, więc okoliczni mieszkańcy zazwyczaj byli dość zdziwieni wizytami i zdjęciami, ale nie reagowali.



    Wyjeżdżając z Adżim mija się jeden mały, niepozorny domek nad brzegiem morza. Został on wykorzystany w „Nowej nadziei” w oryginalnej wersji jako chatka Bena Kenobiego. W Wersji Specjalnej dość mocno poprawiono go komputerowo. Jak się odpowiednio ustawi kamerę, bądź aparat, można zrobić zdjęcia tak, by nie było widać wody. Wtedy wygląda to jak dom na pustyni.



    Na północy Dżerby w Sidi Jemour znajduje się dawny meczet. Zamknięty, ale o takie budowle dbają tutaj. Został on wykorzystany w „Nowej nadziei” jako wjazd do Mos Eisley. Ale nakręcono tu zdecydowanie więcej zdjęć. To miejsce udawało też stację Tosche w wyciętych ostatecznie scenach.



    Zaś kończąc Tunezję, warto jeszcze pamiętać, że zainspirowała ona nie tylko architekturę, ale i nazewnictwo. Jedna z miejscowości w Tunezji to Tataouine. W jej okolicy faktycznie kręcono dopiero „Mroczne widmo”. Zaś całą naszą relację z tego kraju znajdziecie tutaj.



    Dokrętki do „Nowej nadziei” robiono parę razy. Jednak jeszcze przed premierą zaistniała potrzeba dokręcenia kilku ujęć z Tatooine, dokładniej z wąwozami. Tym razem posiłkowano się amerykańską Doliną Śmierci w Kalifornii. Lucas wrócił tu jeszcze przy „Powrocie Jedi”, a także przy dokrętkach do Wersji Specjalnej.



    Przy „Powrocie Jedi” nie wrócił do Tunezji. Zdjęcia z wydmami nakręcił na pustyni Yuma. Ponieważ tu nie było problemów z zielenią w piasku, dokręcono tu też scenę ze szturmowcami na wydmach do Wersji Specjalnej.



    Nie tylko Tatooine było kręcone na lokacjach. Kilka zdjęć z Yavinu nagrano w Tikal w Gwatemali. Tym razem jednak całość robiła właściwie druga ekipa, albo nawet ekipa techniczna. Nagrano tu kilka ujęć, które wkomponowano w film. Swoją drogą w Tikal kręcono też „Moonrakera”, czyli Jamesa Bonda zainspirowanego sukcesem „Gwiezdnych Wojen”.



    Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

    Dwudziestolecie „Wersji specjalnej”

    25

    Dokładnie dwadzieścia lat temu w naszych kinach ponownie pojawiła się „Nowa nadzieja”. Tym razem na plakatach reklamujących film był jeszcze jeden podtytuł: „Wersja specjalna” (Special Edition). Czasem w mediach można spotkać tłumaczenie „Edycja specjalna” czy „Wydanie specjalne”, natomiast do kin wchodziła „Wersja specjalna”.

    Dziś już raczej mało kto pamięta, co to właściwie było. Pomysł był prosty. Z okazji 20-lecia „Gwiezdnych Wojen”, oraz rozbudzając apetyt przed prequelami George Lucas postanowił ponownie wpuścić do kin klasyczną trylogię. Ale po dwudziestu latach filmy te trochę się zestarzały, zwłaszcza, że w międzyczasie miała miejsce rewolucja cyfrowych efektów specjalnych. Lucas postanowił, w myśl zasady, którą wyznaje, mówiącej że nie ma filmu skończonego, jest tylko odłożony czasowo na półkę, powrócić do klasycznych filmów, poprawić je i lekko zmodyfikować. Chciał nadać im finalny kształt, co akurat się nie udało, bo następna poprawiona wersja pojawiła się już w 2004 (a kolejna w 2011).



    O ile powrót filmu do kin raczej był dobrze przyjęty, o tyle zmiany podzieliły odbiorców. Części fanów się bardzo nie podobały, w szczególności Han strzelający drugi, choć dobrze przyjęli nowe sceny. Krytycy filmowi zwrócili uwagę na fakt, iż „Wersja specjalna” wymagała od firm kolejnych licencji, zaś pieniądze głównie trafiały do Lucasfilmu.

    Jak by tego zjawiska nie oceniać, było to z pewnością nietypowe i bardzo zauważalne świętowanie urodzin sagi. Zobaczymy, co w tym roku przyszykuje Lucasfilm.

    Informacje o wszystkich wydaniach „Wersji specjalnej” (tak kinowych jak i VHSowych) znajdziecie tutaj.

    Lampa – plakat z oryginalnej trylogii

    4

    Różnych wersji plakatów z oryginalnej trylogii było wiele. Tym razem kolejny pomysł od Thinkgeek, lampa LEDowa i jednocześnie podświetlana wersja plakatu z klasycznej trylogii. Lampa działa na baterię, kosztuje 39,99 USD i można ją kupić tutaj. Plakaty do podświetlania są wymienialne, w zestawie znajdują się trzy.





    O ile „Nowa nadzieja” i „Powrót Jedi” mają plakaty z oryginalnych wydań, o tyle w przypadku „Imperium kontratakuje” mamy plakat z wersji specjalnej.

    „Return of the Trilogy” w USA

    13

    W USA klasyczna trylogia znów wraca do kin. Co prawda w ograniczonej dystrybucji, ale jednak. Wszystko w ramach wydarzenia „Return of the Trilogy”, gdzie w wybranych amerykańskich kinach będzie wyświetlany maraton klasycznej trylogii „Gwiezdnych Wojen” w wersji z 1997, czyli wersji specjalnej. Jest to o tyle ciekawostka, że obecnie edycja ta nie jest praktycznie dostępna. Była wydana jedynie na VHS.



    Bilety trafią do sprzedaży 4 maja. Poniżej lista kin i miast:
    • 6 sierpnia – San Francisco, CA / The Warfield
    • 6 sierpnia – Kansas City, MO / The Midland Theatre
    • 6 sierpnia – Washington, D.C. / Warner Theatre
    • 6 sierpnia – Los Angeles, CA / The Theatre at the Ace Hotel
    • 6 sierpnia – New York, NY / The Town Hall
    • 6 sierpnia – Miami, FL / Olympia Theatre
    • 6 sierpnia – San Antonio, TX Majestic Theatre
    • 7 sierpnia – New York, NY / Kings Theatre
    • 7 sierpnia – Dallas, TX / Majestic Theatre
    • 11 sierpnia – Austin, TX / The Long Center for the Performing Arts („Nowa nadzieja”)
    • 12 sierpnia – Austin, TX / The Long Center for the Performing Arts („Imperium kotnratakuje”)
    • 13 sierpnia – Austin, TX / The Long Center for the Performing Arts („Powrót Jedi”)
    • 13 sierpnia – Philadelphia, PA / The Keswick Theatre
    • 13 sierpnia – Louisville, KY / Brown Theatre
    • 20 sierpnia – Oakland, CA / Paramount Theatre
    • 27 sierpnia – Boston, MA / The Boston Opera House

    Dodatkowo będzie też wyświetlana w Denver i Houston, ale na razie nie ma jeszcze szczegółów.

    Donnie Yen o swojej roli i sadze

    7

    Wciąż niewiele wiemy o zdjęciach do „Rogue One”, te powinny zbliżać się ku końcowi.

    Na temat filmu wypowiedział się Donnie Yen, jeden z odtwórców głównych ról. Przyznał, że cieszy się, iż jest jednym z pierwszych chińskich aktorów, którzy pojawiają się w „Gwiezdnych Wojnach” i dodał, że jego postać jest dobra i życzliwa. Aktora cieszy też wynik „Przebudzenia Mocy”, gdyż czuje się częścią Gwiezdnej rodziny. Pracę w Pinewood porównał do wizyty w parku rozrywki, ze względu na te wszystkie rekwizyty. Dużo się nauczył i wiele przeżył. Jego postać podobno będzie brała udział w walkach, co akurat nie powinno dziwić, ale wygląda na to, że Yen już zakończył pracę na planie.

    Okazało się, że powiązania z wojskiem „Rogue One” weszły na kolejny poziom. Otóż część statystów w rolach szturmowców, pilotów czy mechaników to zawodowi żołnierze, piloci i instruktorzy. W sumie wystąpiło 40 czynnych i emerytowanych żołnierzy Królewskiej Marynarki Wojennej i Królewskich Sił Lotniczych. Co nie powinno dziwić, zdjęcia z nimi kręcono w Cardington. Warto przypomnieć, że żołnierze zawodowi już raz wcielali się w rolę szturmowców. Było to podczas dokrętek do „Nowej nadziei” w wersji specjalnej.

    Zmieniając temat. Wśród gości na planie pojawiła się Daisy Ridley. Niestety nie zdradziła nic istotnego.

    Na koniec jeszcze jedna fanowska sugestia kim może być postać Felicity Jones. Jeśli film miałby być powiązany z „Przebudzeniem Mocy” mogłaby się wcielić w rolę matki Rey. Oczywiście na razie ani Disney, ani Lucasfilm nie zdradził jeszcze żadnych informacji na temat bohaterów tego filmu, może po nowym roku się to zmieni.

    P&O 133: Czy Dash Rendar pojawia się w Epizodzie II?

    3



    Niektóre pozycje z Expanded Universe, czyli obecnych Legend mocno rozpalały wyobraźnię fanów i zapadały im w pamięć. Stąd pojawiały się czasem dziwne plotki o obecności postaci w prequelach, oraz inne niedopowiedzenia. To jedno z takich pytań.

    P: Czy Dash Rendar naprawdę umiera w Cieniach Imperium? Czy pojawi się w Epizodzie II?

    O: Chociaż w powieści „Cienie Imperium” jest napisane, że to okręt Dasha Rendara „Outrider” zostaje zniszczony, gra komputerowa ukazuje jego los w inny sposób. To była tylko sztuczka ze zgraniem czasu i perspektywą. „Outrider” przetrwał finalną bitwę nad Coruscant i Dash uciekł. Przycichł na pewien czas, a potem pojawił się dopiero w w komiksach Shadows of the Empire: Evolution.
    A z pewnością Dasha Rendara nie ma w Epizodzie II.

    K: Na koniec warto dodać, że wznowienie komiksowej wersji Cieni Imperium ukaże się u nas w sierpniu.
    Przypominamy też, że „Outrider” pojawia się w filmach. Dokładniej w „Nowej nadziei”, gdzie został dodany jeszcze w 1997 przy okazji „Wersji specjalnej”. Może stąd wzięła się plotka.

    P&O 91: Czy Lucas zamierzał uśmierć Bobę Fetta?

    15



    Czasem jednak stare EU miało pewną siłę rażenia, o której się zapomina. Zwłaszcza, gdy robiło coś dużego, jak na przykład ożywienie Boby Fetta.

    P: Czy George Lucas zamierzał, by Boba Fett zginął w Sarlaccu, pomimo, że źródła EU inaczej piszą historię łowcy?

    O: Tak, z punktu widzenia George’a, przynajmniej, gdy kręcono filmy, Boba Fett spotkał swoje przeznaczenie w Jamie Carcoon, a żołądek Sarlacca stał się jego domem i miejscem pochówku.

    Jednakże, Lucas zatwierdził powrót Fetta w EU. No i sam przywrócił go do życia kręcąc prequele, choć oczywiście w młodszej wersji.

    K: Tak swoją drogą to warto dodać, że w 1997 wraz z „Wersją specjalną”, Sarlaccowi dodano macki i dziób i widać jak połyka Bobę Fetta. Filmowo jest to teraz wersja obowiązująca, powielona w edycji DVD (2004) i Blu-Ray (2011).



    Na razie kanonicznie Fett ginie w żołądku, chyba, że nowe filmy ukażą inaczej.

    Wywiad z Georgem Lucasem

    oficjalna
    3

    Przywykliśmy do tego, że Lucasfilm co pewien czas wyciąga ze swoich archiwów dotychczas nieopublikowane materiały. Czasem jednak jest tak, że dany materiał zostaje upubliczniony raz, w jednym wydaniu, a potem znika w archiwach. Tak też było z wywiadem, który z Georgem Lucasem przeprowadził Leonard Maltin, legendarny, amerykański krytyk filmowy. Wywiad ten był dodatkiem do wydania VHS sagi z 1995, więc mogli go obejrzeć także polscy widzowie. Potem zniknął w czeluściach Lucasfilmu, niedawno oficjalna opublikowała go na YouTubie. Warto się z nim zapoznać i zobaczyć jak George Lucas widział klasyczną trylogię i prequele, w momencie kiedy dopiero zaczął pracować nad tymi drugimi.





    Loading..

    Ustawienia


    Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
    Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.