Spis newsów (Tydzień kina 3d)

Tydzień kina 3D: fani o "Mrocznym widmie" w 3D

fani na forum
10



Od ubiegłego piątku Mroczne widmo w trójwymiarowym wydaniu gości na ekranach naszych kin. Wiecie już, jakie zdanie o Epizodzie I w 3D mają redaktorzy Bastionu. Poznaliście też ranking scen, które chcielibyśmy szczególnie zobaczyć w trzech wymiarach. Teraz czas na Wasze zdanie. W tym wątku na forum mogliście podzielić się z nami wrażeniami z seansów TPM 3D. Wybraliśmy dla Was najciekawsze wypowiedzi.

(Zachowano oryginalną pisownię postów)

Z lektury Waszych wypowiedzi wynika jedno: Mroczne widmo w 3D przypadło Wam do gustu.

andix: Samo 3D nie było jakieś rewelacyjne, ale narzekać nie można, bo przecież film nie był kręcony z myślą o 3D. Bardzo fajnie zrobione były statki kosmiczne. Momentami "wychodziły" poza ekran tak jak to jest w prawdziwych filmach 3D. Na wyścig ścigaczy też nie można narzekać. Bardzo fajnie to wyglądało w 3D, a w szczególności momenty gdy kamera była ustawiona na oczach Anakina. I nawt tak trochę można było się poczuć jak by się było pilotem. Często z ekranu wychodziły silniki i płomienie z silników. Rozwalający się Sebulba też dobrze wypadł.

Obi-Wan Skywalker: Jestem bardzo zadowolony. Może to dlatego, że każdą część sagi oglądałem tysiące razy, ale nigdy w kinie. No i udało mi się być na premierze w 3D. Efekt może nie jest super powalający, ale szczegóły na drugim planie itp. było widać znakomicie. Bardzo mi się podobały hologramy i miecze świetlne. Fakt jest faktem, że jak się ściągnęło okulary to wszystko było podobne do normy, ale dla mnie ważny był sam fakt bycia w kinie. No i finałowa walka z Duel of the Fates w tle również bardzo ładnie wyszła w trzecim wymiarze.

Eldron: Za efektem 3D nie przepadam, ale tym razem był spoko. Tyle, że byłem na 3 filmach w 3D, więc nie mam porównania. Prawie w całym filmie był lekki i nie przeszkadzał w oglądaniu. A wyraźniejszy był w tych scenach, których powinien. Świetnie wyszła walka z Maulem i wyścig. Yoda trochę mi przeszkadzał, ale dało się przeżyć.

Vaknell:Podobało mi się naprawdę bardzo. Klimat sali kinowej, towarzystwo znajomych, z którymi cały czas szeptem coś komentowaliśmy... To jedno. Po drugie – trzeci wymiar. Użyty w tym filmie w naprawdę dobry sposób. Żadnych pierdół z blasterowymi błyskawicami wylatującymi z ekranu, po prostu poczucie głębi, wyodrębnienie każdej postaci. Tak jak pisałem, podszedłem do tej konwersji z naprawdę pozytywnym nastawieniem, więc cieszył każdy moment, gdy trzeci wymiar był naprawdę widoczny. Cieszyły także wszystkie drobne, nowe sceny, których nie widziałem wcześniej, jako że jak dotąd widziałem tylko standardową wersję z `99.

Darth GROM: Sam efekt 3D jest świetnie zrobiony, fakt, że "Avatar", to nie jest, ale "Avatar", to jedyny film kręcony prawie w całości w 3D i to kamerami IMAX, więc porównanie jest bezcelowe.(...) Głębia była bardzo odczuwalna i to przez większość projekcji, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że film dużo zyskał na konwersji, zwłaszcza, że nie była ona nachalna, tylko naturalna.

Shedao Shai: A jak 3D? Świetnie. Boonta Eve czy bitwa o Saak`aka są niesamowite, nie mówiąc już o pojedynku Obiego i Qui-Gona z Maulem, który jest, no, tak samo jak w wersji 2D, niesamowicie epicki.

Znaleźli się jednak i tacy, którzy dostrzegli słabości konwersji dokonanej przez speców z Prime Focus i ILM.

Mistrz Seller: Nie jest źle, ale super też nie jest. Ot po prostu wersja rozszerzona przerobiona w 3D. Miałem nadzieje na jakieś nowe sceny, czy nowe ujęcia bardziej eksponujące 3D. Niestety tak się nie stało przez co najbardziej epickie sceny wyglądały płasko i 3D praktycznie nic im dawały.

Obi-Jan: Miło było znów obejrzeć TPM w kinie, ale to całe 3D mnie jakoś nie zachwyciło, a raczej zmęczyło bo ja w ogóle nie lubię filmów w 3D i ich unikam, no ale na to to trzeba było pójść. Bardzo fajnie wypadł pojedynek z Maulem, a właściwie sceneria w jakiej się odbywał, wyraźnie zyskała w 3D.

Wolf Sazen: (...) Wspomnę tylko o 3D a raczej jego braku. Tak niestety "Mroczne Widmo" potwierdza fakt, że konwersja filmu nigdy nie wychodzi na dobre. Tuż przed seansem puszczany był zwiastun "Podróży do wnętrza Ziemi 2" i tam 3D było świetne. (...) Niestety wyostrzenie pierwszego planu filmu i zamazanie drugiego to nie jest 3D i niech nikt nie próbuje mi wkręcać że tak jest.

Balav: Efekt finalny nie urywa (...) głowy i nie powoduje opadu szczęki z wrażenia "jakbym tam był", ale jest solidny i trzyma typowy poziom. Zgodnie z zapowiedziami Lucasa nie ma tu przedmiotów wylatujących w kierunku widza z ekranu. 3D to tutaj przede wszystkim głębia. (...) Jest też kilka poważniejszych zgrzytów. Przypomnijcie sobie słowa George`a, który obiecywał, że dzięki 3D dojrzycie nowe elementy tła. No więc nie dojrzycie, bowiem trzeci plan rozmyto, aby wyostrzyć pierwszy i drugi. (...) Do tego dochodzi typowy problem filmów wyświetlanych w 3D, czyli utrata intensywności barw.

Rusis: Przede wszystkim widać było wyraźnie, że ten film się do konwersji do 3D nie nadawał zbytnio. Wiele scen, jak wyścig ścigaczy, wydawało mi się, że w 3D wyglądać będą świetnie, ale niestety nie wyglądały. Dlaczego? Kwestia ustawienia kamer podczas kręcenia TPM. Pod 3D kręci się pod trochę innym kątem, tak aby efekty lepiej wyszły, a TPM był kręcony z myślą o 2D. W efekcie scen, które dawać mogłyby głębię efektów 3D było w nim bardzo mało. Przez 3/4 filmu można było mieć ściągnięte okulary i nic się nie traciło.

SroQ: Generalnie najwiekszym problemem tego 3D jest fakt, że niemal wcale go nie ma. Jest kilka scen, gdzie da sie odczuc głebie (zgrabnie wypadaja tu zwlaszcza hologramy), ale cała gadke Lucasa o wykonaniu trojwymiaru z artyzmem mozna włożyć miedzy bajki - kilkakrotnie zdejmowalem celowo okulary zeby porownac obraz - w 70% przypadkow nie roznil sie on niczym, poza tym, ze bez okularow miał zywsze kolory.

Wszystkich fanów, którzy wypowiedzieli się na forum łączy jedno: powrót Star Wars do kin był wielkim przeżyciem.

Shedao Shai: Uważam TPM za najsłabszy film z sagi, mimo to cieszyłem się jak małe dziecko. Od pierwszego momentu, gdy popłynęły napisy A Long Time Ago, byłem zachwycony i to zachwyt który nie minął do samego końca.

skywalkerka: Cóż, jestem zachwycona, w końcu spełniło się moje wielkie marzenie, żeby zobaczyć SW w kinie.

Wolf Sazen: Zobaczyć znowu SW w kinie to świetne uczucie.

Lord Sidious: (...)To najlepszy film jaki widziałem w kinie od 13 lat:)

Cóż można napisać więcej? Chyba rację miał Chris Aronson z 20th Century Fox, który, komentując wyniki finansowe TPM 3D po pierwszym weekendzie wyświetlania, powiedział: Moc znów jest silna w widzach na całym świecie .

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Tydzień kina 3D: nasze recenzje ''Mrocznego widma 3D''

wesoła załoga
9


Już od czterech dni, w kinach w całej Polsce, tak jak na całym świecie, oglądać można Epizod I w najnowszej wersji 3D. Wielu pracowników z naszej redakcji obejrzało już film w kinie, niektórzy z redaktorów nawet kilka razy, dlatego dziś, niejako na finał tygodnia kina 3D, mamy zaszczyt zaprezentować trzy recenzje "Mrocznego Widma 3D", autorstwa: ogóra, Lorda Sidiousa i Dartha Kasy.

Nasze recenzje "Mrocznego widma 3D"


Nie zapominajcie, że sami też możecie napisać Wasze recenzje Mrocznego Widma 3D.

Tydzień kina 3D: Gadżety

5


Mimo iż informację o konwersji "Mrocznego widma" do wersji 3D podano stosunkowo niedawno, to trójwymiarowe gadżety z Gwiezdnych Wojen pojawiały się na rynku już od wielu lat. Większości fanów będą one się kojarzyć z wszelkiego rodzaju grafikami, które w zależności od kąta pod jakim się na nie patrzyło, pokazują inne obrazy. To jednak tylko część produktów, bowiem gama gadżetów 3D jest dosyć duża. Poniżej pragniemy przybliżyć kilka z nich.

Największy na świecie producent kart kolekcjonerskich, firma topps, już w 1996 roku wydał zestaw 63 kart w 3D na których widniały zdjęcia z "Nowej nadziei". Star Wars 3Di - bo tak się zwał - cieszył się bardzo dużą popularnością wśród fanów. Niestety równie duży był koszt produkcji, z uwagi na co wytwarzanie tych kart wówczas było prawie nieopłacalne. Pomimo dużej popularności tego zestawu producent zdecydował się na anulowanie kolejnych serii związanych z "Imperium kontratakuje" i "Powrotem Jedi". Kolejną próbę wydania kart 3D firma topps podjęła już po premierze "Mrocznego Widma". Tym razem zestaw zawierał tylko 46 kart. Zmniejszenie liczby kart w zestawie miało sprawić, że kolekcjonerzy przychylniejszym okiem spojrzą na wyższą cenę kart - mniej ich bowiem trzeba będzie kupić, aby zebrać komplet. Firma topps nauczona bowiem na przykładzie zestawu wydanego 4 lata temu wiedziała, że przy tak wysokim koszcie produkcji wyższa cena jest nieunikniona. Tak samo jednak jak w przypadku poprzedniej próby i to wydanie zakończyło się finansowym niepowodzeniem, co poskutkowało anulowaniem planów wydawania zestawów 3D przy kolejnych epizodach. Trzeci raz firma topps podeszła do tematu w 2010 roku. Z okazji 30. rocznicy wejścia do kin "Imperium kontratakuje" wypuściła zestaw kart 3D z tego epizodu. Na ile on odniósł sukces przekonamy się już niebawem, gdy usłyszymy (bądź nie) zapowiedź analogicznego zestawu na trzydziestolecie "Powrotu Jedi".



Kolejną kategorią produktów 3D na którą warto zwrócić uwagę są plakaty. Plakaty Star Wars zazwyczaj kojarzą nam się z mniejszymi (bądź większymi) wydrukowanymi płaskimi grafikami zawierającymi przygotowane na potrzeby filmu rysunki lub zdjęcia/grafiki z planu. Istnieje jednak grupa plakatów, których nie dałoby się przyporządkować do tej grupy - mianowicie plakaty 3D. Firma Code 3 Collectibles wydała swego czasu całą serię tego typu plakatów. To co w nich jest charakterystyczne to fakt, że nie są one płaskimi wydrukami, w tego typu produktach postacie lub inne przedstawione elementy "wychodzą" z plakatu dodając mu tym samym dodatkowy wymiar. Wszystkie te plakaty Code 3 są ręcznie malowanymi i pomniejszonymi wersjami standardowych plakatów 2D.



Następna grupa produktów, która doczekała się dodania znaczka "3D" to puzzle. Firma Wrebbit już w 1995 roku wydała tego typu zestaw (Sokół Millenium), choć najwięcej zestawów wydała z okazji premiery "Mrocznego Widma" w 1999 roku. Różniły się one od zwykłych puzzli tym, że po złożeniu wszystkich fragmentów, nie otrzymywaliśmy płaskiej grafiki, ale bryłę przedstawiającą to co miało być z puzzli ułożone.



Na koniec parę słów jeszcze o Polskim rynku. W 2002 roku, z okazji premiery "Ataku klonów" firma Nestle zaczęła dołączać do produkowanych przez siebie płatków śniadaniowych małe trójwymiarowe grafiki. W zależności od kąta pod jakim się na nie patrzyło, można było dostrzec jedną z dwóch scen na nich przedstawioną. Łącznie można było zebrać sześć grafik. Do tej pory pojawiają się czasem w sprzedaży na allegro, można je więc dosyć łatwo nabyć.





Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie w tym miejscu.

Tydzień kina 3D: Komiksy 3D

5


Komiksów 3D jest z pewnością mniej niż książek. Ale w świecie Gwiezdnych Wojen i takie się pojawiły. Pierwsza z nich to oczywiście komiksowa wersja rozkładanych pop-upów.



Battle of Bounty Hunters napisana przez weterana Gwiezdnej Sagi, Rydera Windhama i jak to rozkładówka jest przede wszystkim skierowana do dzieci i powinna je bawić.



Jednak prawdziwe komiksy 3D pojawiły się w latach 80. Dokładnie w 1987 i 1988, a wydało je wydawnictwo Blackthorne Publishing. Wydano aż trzy numery w tak zwanej serii „Star Wars 3-D”. Pojawiły się w dwóch wersjach jednej z dołączonymi okularami i drugiej bez. Pierwszy i drugi numer napisał Len Wein, a narysował Glen Johnson, trzeci zaś napisał John Stephenson, a stroną graficzną zajął się Cesar MacSombol. Seria powstała z okazji dziesięciolecia sagi, nie cieszyła się jednak popularnością. Dark Horse wspominał kiedyś, że chcieliby umieścić te komiksy w jakimś szalonym Omnibusie zawierającym najdziwniejsze komiksy lat 80. Te z pewnością się nadają, acz niestety na razie to kwestia bardziej marzeń niż planów.



W tym roku nie mogło zabraknąć komiksu 3D. O sprawę zadbał Titan, wydawca Insidera. „Duel of the Fates” bo tak się nazywa nowy komiks 3D został wydany w magazynie „Totally Star Wars” – specjalnym produkcie, który ma pomóc celebrować powrót „Mrocznego widma” do kin. Do magazynu dołączono okulary 3D no i oczywiście specjalnie przygotowany komiks.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Tydzień kina 3D: John Knoll o trójwymiarze

www.awn.com
5


Bill Desowitz, redaktor naczelny Animation World Network i magazynu VFXWorld przeprowadził wywiad z Johnem Knollem, który kiedyś pracował przy efektach specjalnych Nowej Trylogii, a obecnie nadzoruje nad pracami konwersją sagi Star Wars ze zwykłego filmu na 3D. W wywiadzie Knoll nie chciał wyjawić, że podstawową firmą zajmującą się konwersją jest Prime Focus, o którym napisaliśmy w tym miejscu.

Bill Desowitz: Jakie są Twoje plany na stereoskopową konwersję 3D?

John Knoll: Głównie będziemy pracować z zewnętrznymi firmami. Jednak dużą różnicę sprawia fakt, że to ja będę kontrolować wygląd całości, pilnować, żeby wynajęte firmy utrzymywały wysoki standard. Dość wyraźnie wypowiadałem się na temat stereo i konwersji stereo. Wydaje mi się, że kilka poprzednich prób, które widzieliśmy, stały się ofiarami zbyt przyspieszonego planu produkcji, zbyt niskiego budżetu, oraz przyjęcia nie najlepszej estetyki. Uważam, że narzędzia pozwalają na osiągnięcie dobrych rezultatów, inaczej byśmy tego nie robili. Nie możesz tego przyspieszać, to jest żmudny i powtarzalny proces, jeżeli masz do głowy przystawiony pistolet i w osiem tygodni musisz skonwertować materiał złożony z 2000 ujęć, to nie ma możliwości utrzymania kontroli wysokiej jakości, której zawsze potrzeba.

BD: I możesz pracować tylko na tym co otrzymałeś podczas nagrań kamery.

JK: To prawda. Wypowiadałem już swoją opinię, że jeżeli tworzysz nowy materiał, jeżeli produkujesz w tej chwili, i robisz to do wyświetlania stereo, to musisz kręcić też w stereo, albo jeżeli film jest animowany to należy go renderować w stereo. Ale inaczej wygląda sytuacja gdy masz dobre powody do konwersji starego tytułu. Jeżeli chcesz odkryć co może stereo zrobić dla ciebie, to konwersja jest jedynym wyjściem. Ale jeżeli stereo jest zrobione dobrze, to nie będzie to tylko wyrzucanie obiektów w stronę kamery co kilka sekund, a będzie pozwalało zagłębić się w film. Myślę, że „Avatar” zrobił naprawdę dobrą robotę przenosząc widza w egzotyczne obce miejsce, tam stereo wykorzystane jest przede wszystkim, żeby dać widzom potężne poczucie obecności. Tak samo jeżeli patrzysz na świat Star Wars, jest tam bardzo wiele egzotycznych miejsc, i myślę, że imersyjna natura wyświetlania stereo ma wiele wdzięku. Materiały, które dotąd widziałem są naprawdę świetne.



BD: Zatem jaki jest status konwersji Mrocznego Widma?

JK: Skończyliśmy oceniać swoje zasoby i dawać zleceniobiorcom informacje, których potrzebowali, żeby osiągnęli taką jakość jakiej oczekujemy.

BD: Mógłbyś nazwać jakichś zleceniobiorców?

JK: Obawiam się, że nie mogę tego zrobić.

BD: A ile zatrudniliście kompanii?

JK: Tego też nie mogę powiedzieć

BD: Opowiedz o swoim zadaniu.

JK: Głównie muszę być arbitrem dobrego smaku. Jest wiele różnych sposobów na zrobienie stereo. Co zrobić z pływającymi oknami? Jak stylistycznie radzić sobie z szerokimi ujęciami? Czy zostawić je realistycznie? A może należy widzieć stereo nawet w szerokim ujęciu, gdzie nie ma niczego blisko kamery? Wiele z tych pytań wymagało rozwiązania, więc staram się dać takie odpowiedzi, które pozwolą na stworzenie dobrze wyglądającego filmu stereo, który w jak największym stopniu wygląda jakby w stereo powstał. I nie z dziwacznymi miniaturami, niestarannym wyglądem, i nierównymi powierzchniami, jak to widzieliśmy w innych konwersjach stereo.
Kosmiczna bitwa z "Zemsty Sithów" da kilka intrygujących możliwości 3D.

BD: Jaka jest twoja osobista filozofia stereoskopowa i jakie były Twoje dyskusje z Georgem Lucasem?

JK: George i ja rozmawialiśmy trochę o charakterze stereo i widać trochę inny styl w tym co można było widzieć w "Avatarze" i w filmie "Jak wytrenować smoka". Jedną z rzeczy, którą Jim [Cameron] przeprowadził w Avatarze to jedna ustalona reguła: przez większość filmu kamera skupia się na obiekcie. Zatem cokolwiek oglądamy, jeżeli ktoś coś mówi, cokolwiek jest głównym tematem ujęcia to wychodzi z całego planu.
Dlatego jeżeli osoba idzie na przód ujęcia, musimy przesunąć skupienie razem z nim, żeby postać mogła zostać na ekranie. To działało całkiem dobrze dla Jima, to konwencja, która dobrze mu służyła. To nie jest jednak droga, z jakiej korzystają, dla przykładu, DreamWorks i Pixar w ich trójwymiarowych projektach. Oni zazwyczaj definiują każdy rodzaj głębi dla każdego ujęcia, większość z prac DreamWorks wydaje się być w 1/3 wysunięte do przodu, a 2/3 zostaje z tyłu, tak utrwalone jest w całym ujęciu. Dlatego nawet jeśli postać idzie do przodu nie przesuwamy za nim tła. Tej metody będziemy używać częściej niż styl Jima.

BD: Jaki jest wasz plan?

JK: Będziemy używać metody 1/3 z przodu, dwie trzecie to głębia. Będziemy używać pływających okien, żeby jak najlepiej wykorzystać szeroki zasięg głębi. Natomiast jeśli chodzi o stylistykę, ja staram się ustawiać stereo dość realistycznie. Nie lubię przesadzonego stereo, a w filmach Star Wars jest dużo ujęć, które mają być wielkim widowiskiem. To jest wielki krajobraz miasta, albo kosmiczna bitwa, nie ma niczego konkretnego blisko kamery. Nakręcając to w stereo nie byłoby wiele głębi. Dlatego nie będę przesadzał ze stereo w takich momentach, ponieważ nadaje to brzydkiego efektu, w mojej opinii, tzw. miniaturyzacji. Nie chcesz widzieć, że te wszystkie statki są dużo bliżej niż gwiazdy, bo to unieważni wszystkie nasze starania, żeby takie sceny miały dużą skalę. Dlatego mam zamiar wykorzystać szerokie ujęcia w bardziej realistyczny sposób, opierając się na ogólnym kontekście sekwencji, więc będziemy razem z bohaterami przeżywać to, co oni. A jest też naprawdę wiele scen akcji, w których są ciasne i bliskie ujęcia, to wtedy, kiedy stereo naprawdę błyszczy.

BD: Prequele z pewnością oferują inne doświadczenie z taką ilością CG.

JK: Tak, ogółem rzecz biorąc nowa trylogia jest gęstsza niż oryginalna trylogia, czego najlepszym przykładem jest porównanie bitew kosmicznych, tej z finału Nowej nadziei oraz bitwy na początku Zemsty Sithów. W tej drugiej znacznie więcej się dzieje, co daje znacznie więcej możliwości stereo. Ale nie ma niczego w fakcie, że oryginalna trylogia jest starsza, co czyniłoby ją trudniejsza do konwersji. Co więcej może być to nawet trochę prostsze, ponieważ gęstość obrazu jest mniejsza niż w prequelach. Potrzeba dużo intensywnej pracy, jeżeli masz armię 4000 droidów, którą trzeba odseparować od tła, tworząc drugi widok i oczyszczając tło, w miejscu gdzie stały. Jest dużo trudniej robić to gdy masz setki albo tysiące postaci, w odróżnieniu od 10 do 15.

BD: Czy jest jakiś ulubiony epizod lub fragment filmu, którego nie możesz się doczekać obejrzeć po konwersji?

JK: Zawsze lubiłem Imperium kontratakuje. Jest po prostu załadowany wspaniałymi momentami: kocham śnieżne śmigacze i AT-AT. Kocham scenę w pasie asteroid. Myślę, że ludzie nie rozumieją tego może być dobre, a co złe w kinie 3D. To niekoniecznie chodzi o perspektywę, jest znacznie efektywniejsze gdy jesteś blisko z postaciami, w tych wszystkich scenach z Yodą, scenach intymnych. Naprawdę uważam, że te sceny będą wyglądać dobrze w stereo, a większym wyzwaniem jest co zrobić z bitwą kosmiczną w Powrocie Jedi, gdzie te ujęcia są znacznie szersze?

BD: Czy są jakieś plany na robienie poprawek?

JK: Nie, nie ma planów poprawiania ujęć, czy robienia jakichś nowych prac. To będzie tylko konwersja na stereo, tego co mamy. To jest długi proces, żeby wykonać go dobrze, i nie zamierzam robić czegoś, co zepsuje markę. Myślę, że ustalimy nowy wzór tego jak może wyglądać konwersja.

Dziś wielka premiera "Mrocznego widma" 3D!

57

Nastał dzień, który z pewnością jest dla fanów Gwiezdnej Sagi jednym z najważniejszych w tym roku. Dziś na ekrany kin na całym świecie weszło Mroczne widmo w wersji trójwymiarowej. Pierwszy epizod Nowej Trylogii powrócił w 3D dzięki konwersji przygotowanej przez indyjską firmę Prime Focus pod nadzorem Johna Knolla z Industrial Light & Magic. Jeżeli TPM 3D odniesie sukces, wówczas w kolejnych latach spodziewać możemy się premier następnych epizodów w 3D. Film trafił na polskie ekrany w wersji z dubbingiem i napisami. Jeżeli wybieracie się na wersję oryginalną sprawdźcie, w których kinach jest ona wyświetlana. Możecie zrobić to w tym miejscu.



Na Bastionie wciąż trwa specjalny Tydzień kina 3D. Świętujemy premierę Mrocznego widma przybliżając Wam kulisy powstawania trójwymiarowych filmów i ukazująć związki Star Wars z 3D. Wszystkie atrakcje tygodnia możecie znaleźć tutaj. Podpowiadamy Wam też, jak przygotować się do premiery, aby przeżyć ją w wyjątkowy sposób. Nasze wskazówki z cyklu Rozgrzewka przed ''Mrocznym widmem 3D'' znajdziecie tutaj, tutaj i jeszcze w tym miejscu.

Jeżeli wybieracie się na premierę z innymi fanami lub planujecie przebrać się z tej okazji za jakąś postać z Sagi, to gorąco namawiamy Was, abyście przysłali nam zdjęcia na adres redakcja@gwiezdne-wojny.pl. Z przyjemnością zamieścimy je w specjalnym newsie, aby wszyscy mogli zobaczyć, jak fani świętowali to powrót Star Wars do kin. Podzielcie się również z nami swoimi wrażeniami z seansu. Możecie zrobić to w tym wątku na forum.

Tydzień kina 3D: George Lucas o trójwymiarze

13



Twórca Gwiezdnej Sagi od wielu lat jest admiratorem 3D w kinie, chociaż miano ojca nowej trójwymiarowej rewolucji przypadło Jamesowi Cameronowi - reżyserowi "Avatara". Nie da się jednak zaprzeczyć, że to promowany przez George'a Lucasa rozwój cyfrowych projektorów, które dziś stanowią standardowe wyposażenie największych kin, w znacznej mierze przyczynił się do rozkwitu mody na 3D. "Flanelowiec" wspomina, że do zainwestowania w trójwymiar namawiali go Cameron i Robert Zemeckis. Oni chcieli kręcić filmy w 3D, a Lucas rozwijać cyfrowe kina, więc ich interesy okazały się zbieżne. Cameron i Zemeckis zapytali Lucasa o jego zdanie na temat trójwymiaru: Odpowiedziałem: To może być dobre, ponieważ jeśli chodzi o 3D to trzeba mieć cyfrowe kina. To promowałoby moją ideę cyfrowych kin. Kiedy zobaczyłem pięciominutowy test, dotyczący Gwiezdnych Wojen w 3D, zrozumiałem, jakie to jest wspaniałe. Jak świetnie wygląda.



Zrazu Lucas nie był jednak zadowolony z ówczesnej technologii realizacji filmów w takiej technice i uważał trójwymiar za tanią sztuczkę. Na początku nie byłem wielkim miłośnikiem 3D. Tamta technologia to jeszcze nie było to. Długo zmagaliśmy się z przeciwnościami, ale gdy opracowaliśmy nowe rozwiązania technologiczne, już wiedziałem, że pozwolą nam one zrealizować to, co zamierzamy. Teraz jednak, gdy 3D święci triumfy, a filmy kręcone w takiej technologii okazują się kasowymi przebojami, Lucas wypowiada się o stereoskopii w samych superlatywach. Lucas stwierdził, że trójwymiar będzie dla kinematografii prawdziwą rewolucją porównywalną z zastąpieniem filmów czarno-białych przez kolorowe. O ile upowszechnienie technologii cyfrowych w przemyśle filmowym można porównać z wprowadzeniem dźwięku, o tyle 3D będzie o wiele donośniejszą zmianą. Teraz oglądając film dwuwymiarowy w istocie oglądacie film w czerni i bieli. Obraz 3D to po prostu lepszy sposób oglądania filmu. Mocno wierzę w to, że trójwymiar całkowicie zastąpi tradycyjne obrazy dwumiarowe, tak jak kolor wyparł monochromatyczne filmy - powiedział Lucas w marcu ubiegłego roku. Dodał też, że konwersja filmu 2D do trójwymiaru może wyglądać fantastycznie, jeżeli zrobi się ją w odpowiedni sposób. A we właściwy, zdaniem GL'a, sposób mogą ją przygotować wyłącznie ludzie, którzy nie są tylko fachowcami z dziedziny cyfrowej technologii, ale przede wszystkim są artystami traktującymi przenoszenie filmu do 3D jako dodatkowe podkreślenie jego wizualnej wartości.

"Flanelowiec" wciąż podtrzymuje swe słowa. W liście dla czytelników brytyjskiego magazynu Shortlist, który wydał ostatnio specjalny numer poświęcony Star Wars, Lucas napisał:

Kiedy pierwszy raz rozpoczynałem pracę nad "Gwiezdnymi wojnami", moją intencją było, aby ludzie oglądali je na wielkim ekranie. Teraz, gdy premierę ponownie ma "Mroczne widmo", już trzecie pokolenie może je zobaczyć w kinie. Gdy realizowaliśmy epizod I, przekraczaliśmy technologiczne granice, co było ekscytujące i zarazem sprawiało nam frajdę. Wtedy odkrywaliśmy nieznane. Teraz jesteśmy częścią nowej technologicznej rewolucji, która zmieni wszystko. Oglądanie filmu w 3D to po prostu lepszy sposób jego oglądania. To niczym starcie czerni i bieli z filmem barwym. Czarno-biały film jest w porządku, ale kolor sprawia, że historia na ekranie jest prawdziwsza. Dzięki trójwymiarowi cyfrowi bohaterowie nabierają głębi, a wy możecie dostrzeć w tle szczegóły, które mają ważny wpływ na fabułę. Film staje się wtedy prawdziwie wciągającym i zachwycającym doświadczeniem.

Jakie powinno być 3D zdaniem Lucasa? Głębia obrazu, ale bez tanich trików. Lucas stwierdza: Wierzę mocno w 3D, ale nie lubię jego chwytów, nie lubię gdy obraz wychodzi między widzów. Podoba mi się, kiedy wszystko pozostaje na swoim miejscu. To jest prawdziwa zaleta 3D. Jego zdaniem seans filmu w trójwymiarze powinien być kompleksowym, wspaniałym przeżyciem dla widza. Dziś "rzucanie" przedmiotu z ekranu to za mało.

Czy konwersja "Mrocznego widma" się udała? My będziemy mogli przekonać się już od dziś, ale Lucas już wie: Dla mnie było niezwykle istotne to, że dysponowaliśmy technologią, zasobami i czasem, aby zrobić to dobrze. Jestem bardzo zadowolony z wyników konwersji epizodu I.

Słowa Lucasa o trójwymiarze całkowicie zastępującym tradycyjne "płaskie" filmy wciąż brzmią jak fantastyka naukowa, chociaż mogą okazać się prorocze. Ku radości jednych i rozpaczy drugich.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Tydzień kina 3D: Książki 3D

4


Właściwie to wszystkie książki, nie tylko te z cyklu Gwiezdne Wojny, są przedmiotami trójwymiarowymi. Jednak podstawowy wymiar książki to tekst, czasem w przypadku np. albumów czy pozycji przeznaczonych do młodszego odbiorcy także i obraz. Jednak są takie pozycje, które wychodzą ze strony, w pewien sposób ożywają. To pierwszy rodzaj książek 3D, tak zwane pop-up czyli rozkładające się.



Pierwsza i chyba najciekawsza z nich, a na pewno jedna z najlepiej zrobionych to Star Wars Pop-up Guide to the Galaxy Matthew Reinharta. Wydana przez Scholastic jest małym przewodnikiem po galaktyce, skierowanym przede wszystkim do dzieci. Uczy, wciąga, ale przede wszystkim bawi.



W roku 2009 w tym samym stylu wydano The Clone Wars: Heroes: A Pop-up Storybook. Niestety tym razem to nie był Scholastic, a Grosset & Dunlap no i treścią zajął się Rob Valois z Michaelem Caputo. Nowy przewodnik, niestety nie miał w sobie tyle magii, co ten Scholastica. Także ze względu na to, że zamiast składać się z części przedstawiał raczej wycięte postaci.



I wbrew wszelkiej logice, pozycja Grosset & Dunlap sprzedała się na tyle, że wydawnictwo pokusiło się o sequel. Tak powstała książka „The Clone Wars: Villians: A Pop-up Storybook. Różnica w porównaniu do pierwowzoru polega na tym, że wcześniej koncentrowaliśmy się na dobrych postaciach serialu, teraz królują czarne charaktery.



Zupełnie innym podejściem do zagadnienia 3D są książki przekrojowe, gdzie każda strona odpowiada za jeden poziom. Pierwszą z nich, wydaną oczywiście przez Scholastic był Millennium Falcon YT-1300: A 3-D Owner’s Guide autorstwa Rydera Windhama, stworzony przez Chrisa Reiffa oraz Chrisa Trevasa.



Ta pozycja odniosła sukces na tyle, że Scholastic w 2011 wydał drugi tom z cyklu. Tym razem pomysł był bardziej odjechany i tak powstała Darth Vader: kronika rekonstrukcji 3D. Duet rysowników pozostał ten sam, ale tekstem tym razem zajął się Dan Wallace. I tu ciekawostka, nie dość że to jedyna książka Star Wars 3D wydana w Polsce, to jeszcze Egmontowi udało się ją wypuścić przed amerykańską premierą.



Trzeba jednak pamiętać, że sama technika 3D, przynajmniej na razie jest jeszcze dwuwymiarowym oszustwem. Więc warto wspomnieć o książkach, które udają 3D. A Scanimation Book Rufusa Butlera Sedera z 2010 to najlepszy przykład.



Na podobnej zasadzie należałoby wspomnieć o holograficznych okładkach w serii książek młodzieżowych Galaxy of Fear. Nie wszystkie książeczki z serii wydano w tej formie, część jednak należało do limitowanej edycji. A każda okładka zawierała hologram, na który można patrzeć z różnych stron. 3D nie miało jednak żadnego wpływu na treść, ot bajer na okładce.

Jednak najbardziej adekwatnym produktem był album, w którym całe strony zostały wydrukowane tak, by trzeba je oglądać w okularach 3D. Pomysł na to miał Grosset & Dunlap i przy okazji Wojen Klonów wydał „A Jedi Adventure in 3-D”. Do książeczki dodano okulary 3D.



A teraz do sklepów w Ameryce trafił kolejny produkt 3D, „Star Wars: The Phantom Menace: 3D Storybook, wydany oczywiście przez Scholastic w cenie ok. 10 USD. Jak widać do samego 3D można podejść na bardzo wiele sposobów.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie w tym miejscu.

Tydzień kina 3D: Od Bollywoodu do Hollywoodu, czyli o Prime Focus słów kilka

Lord Sidious
3



Wszystkie przewidywania analityków, mówiące o następnych 40-50 latach, mówią jedno, po erze Chin nadejdzie era Indii. Dla niektórych może już nadeszła. I co ważniejsze, przy „Gwiezdnych Wojnach”, zwłaszcza w wyczekiwanej konwersji na 3D pierwsze skrzypce gra właśnie hinduska firma Prime Focus.

Wszystko zaczęło się bardzo podobnie jak historia Apple’a czy Microsoftu. W roku 1997, czterech Hindusów z Mumbaju zaczęło w garażu montować filmy. Ale jeszcze w 1997 zaczęli oferować także własne systemy do montażu filmów na rynku indyjskim. To rynek dość chłonny, bowiem to właśnie Indie są największym producentem filmów na świecie. Prime Focus powoli się rozwijało, w roku 2001 oferowali także systemy do skanowania i nagrywania, z czasem wchodząc coraz bardziej w efekty specjalne. Kolejnym przyczółkiem do podbicia były właśnie konwersje 3D. Skoro rynek indyjski jest największy, to zapotrzebowanie się tam znajdzie. Do 3D jeszcze wrócimy.

Jednak dla firmy, która jeszcze niedawno zatrudniała 4500 ludzi (ta liczba ma wzrosnąć wraz z otworzeniem filii w Bangalore), rozwój i wyjście poza rynek indyjski było tylko kwestią czasu. W 2006 firmę zaczęto notować na bombajskiej giełdzie. W 2006-2008 zaczęto też wchodzić na inne rynki, przede wszystkim brytyjski i amerykański. Firmie hinduskiej trudno jest zaistnieć w zachodnich krajach, więc Prime Focus zaczęło przejmować mniejsze przedsiębiorstwa i budować swoją międzynarodową grupę. Clear Post Production, Machine FX i Clarke Associates dały podwaliny pod Prime Focus London Limited, firmy notowanej na londyńskiej giełdzie. W Stanach wykupiono Post Logic Studios i Fantastic Films. Ta ostatnia jest z perspektywy czasu najważniejsza. Fantastic Film VFX pracowała bowiem nad konwersjami filmów na 3D. Prime Focus nie musiało samemu opracowywać podstaw, szybko je jednak rozbudowało. Opatentowano nawet technologię ViewD, pozwalającą na automatyzowanie konwersji z 2D do 3D. To właśnie stało się największą siłą Prime Focus, bowiem okazało się, że firma jest w stanie dokonywać konwersji obrazu średnio o 30-40% szybciej niż jej konkurencja. Dla Hollywoodu to było coś, Prime Focus weszło na rynek i szybko go prawie zmonopolizowało. Klientów przybywało, więc musieli otworzyć kolejne studio – poza Mumbajem, i przyczółkami w Los Angeles i Londynie. Padło na Czandigarh w Indiach.

Chyba każdego zdziwi liczba filmów, przy których uczestniczyło Prime Focus. „Avatar” to dziś nie tylko wspólne dzieło WETA'y i ILM, ale także Prime Focus, o którym nie wspomniano ani słowem. Wśród konwersji i efektów znajdziemy „Harrego Pottera i Insygnia Śmierci 2”, „Krzyk 4”, „Zieloną latarnię”, trzecią część „Transformerów”, „X-men: Pierwsza klasa”, „Sucker Punch”, „Resident Evil: Afterlife”, „TRON: Dziedzictwo” czy nawet ostatnią część Narnii. Nie dziwi zatem fakt, że Prime Focus zachciało się wybić na niezależność. Można być podwykonawcą i na tym zarabiać, ale własne logo na największych Hollywoodzkich hitach to jest to. I tak właśnie zawarto umowę z Lucasfilm. Prime Focus pojawiło się na plakatach, to kolejny krok w zaistnieniu w świadomości producentów amerykańskich i nie tylko. A co najważniejsze, cały czas potwierdzają, że firma to nie tylko konwersje.

Konwersje to obecnie 40% dochodu Prime Focus. Reszta to efekty specjalne. I co najważniejsze, choć zdobywają rynek amerykański, nie odpuszczają też Bollywoodu. „Ra. One” z Shah Rukh Khanem to tego najlepszy przykład. Film, ważny dla Hindusów, zupełnie nie znany na Zachodzie, a przerobiony na 3D właśnie przez Prime Focus.



Prime Focus jest rozchwytywany. Typowa konwersja filmu na 3D kosztuje u nich jakieś 12-18 milionów USD. To niewiele, bowiem normalnie ta liczba zamyka się w granicach 20-25 milionów USD. Czy się opłaca? Pewnie tak, skoro konwersja „Pięknej i Bestii” potrafiła w USA zarobić 45 milionów USD, a „Król Lew” ponad dwa razy więcej, to taka reedycja jest jak najbardziej opłacalna. Teraz trzeba się ustawiać w kolejce do Prime Focus, ci już mają zapewnioną pracę na 36 kolejnych miesięcy. Średnio na dwa filmy Hollywoodzkie przypada im jeden hinduski. Ciekawe tylko kiedy podpiszą oficjalny kontrakt na „Atak klonów” i kolejne epizody.

Prime Focus zdaje sobie doskonale sprawę z koniunktury. Twierdzą, że ich przychody z konwersji powinny wzrosnąć jeszcze o 30%. Ale nie spoczywają na laurach, cały czas rozwijają technologie i śledzą rynek. Ich przyszły cel, to praca nad telewizją 3D, rynek, którego nie chcą stracić. Kto wie, może spotkają się tam ponownie z Lucasfilmem przy okazji któregoś z seriali?

Jednak dziś, dla Hindusów najważniejsze jest „Mroczne widmo”. I to nie tylko ze względu na wynik finansowy (i kolejne kontrakty), ale przede wszystkim na efekt. Występują po raz pierwszy przed globalnym widzem pod swoją własną marką i nie mogą sobie pozwolić na choćby najdrobniejszy błąd.

Lord Sidious

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Tydzień kina 3D: Krótka historia trójwymiaru w filmie

4



Już od 10 lutego będziemy mogli oglądać „Mroczne widmo” w trójwymiarze. Powrót Star Wars do kin, tym razem w standardzie 3D, to skutek trwającej od kilku lat wyjątkowej mody na filmy „z głębią”, którą szczególnie mocno nakręcił sukces „Avatara” przed trzema laty. Historia kina 3D jest jednak o wiele starsza, bo sięga aż... końca XIX wieku!



Wtedy to niejaki William Friese-Greene opatentował pierwszą metodą wyświetlania trójwymiarowych filmów, które widzowie mieli oglądać przez specjalne okulary. Jego pomysł okazał się jednak dosyć zawodny i trudny do przekucia w biznes mający szansę powodzenia w czasach narodzin X muzy, toteż przeszedł bez większego echa. Także ojcowe kinematografii - bracia Lumiere - zainteresowali się trójwymiarem. Co ciekawe, efekt 3D chcieli osiągnąć bez konieczności oglądania filmu w specjalnych okularach. Wsród ich pionierskich prac znalazło się m.in. wyświetlenie filmu przedstawiającego wjazd pociągu na stację kolejową na parze wodnej, co miało mu nadać realistyczny efekt. Większego sukcesu nie odniosły też testowe seanse zorganizowane przez Edwina S. Portera i Williama E. Waddella z 1915 roku. Obaj panowie zastosowali wtedy technologię anaglifu. Pierwszym obrazem trójwymiarowym, który pokazano szerokiej publiczności był „The Power of Love” z 1922 roku. Całe lata 20. to okres dalszych eksperymentów nad trójwymiarem w kinie. Pojawiła się wtedy m.in. technologia Teleview, stworzona przez Laurensa Hammonda (ojca słynnych organów elektrycznych). Rozwój badań nad 3D zahamował Wielki Kryzys. Dekada lat 30. to dalsze badania nad technologią realizacji i wyświetlania ruchomych obrazów w trzech wymiarach (m.in. Polard J Sheet) oraz kolejne produkcje nakręcone, wśród nich półgodzinny film propagandowy zrealizowany w III Rzeszy.

Po kolejnej przerwie w rozwoju, tym razem spowodowanej koszmarem II wojny światowej, 3D odniosło niesamowity sukces w latach 50., które nazywane są Złotą Erą Trójwymiaru. W 1952 do kin w Stanach Zjednoczonych wchodzi „Bwana Devil” w reżyserii Archa Obolera. Film, opowiadający prawdziwą historię lwów z Tsavo (Ducha i Mroka), wyświetlany był w trójwymiarowej technologii Natural Vision. Był to pierwszy w historii kolorowy film pełnometrażowy w 3D. Po jego sukcesie hollywoodzkie studia filmowe zdecydowały się na wdrożenie do produkcji obrazów trójwymiarowych, bowiem boleśnie odczuły pojawienie się w USA telewizji, która odciągała publikę od kin. Czarnobiałe telewizory nie mogły zapewnić doznań obcowania z trójwymiarem, chociaż niejaki Jacques Fresco eksperymentował z obrazem telewizyjnym 3D, jednakże bez większych sukcesów. Po sukcesie filmu Obolera przyszła kolej na kolejne. Dominowały horrory i obrazy science-fiction (tu prym wiódł William Castle z jego „13 duchami”, „Domem na przeklętym wzgórzu” i „The Tingler”), ale pojawił się też kryminał noir „Man in the Dark”. Na ekrany trafiły wtedy też takie klasyki, jak „House of Wax” i „To przybyło z kosmosu”. Jednakże około 1953 roku 3D zaczęło tracić na popularności. Wyświetlanie filmu z dwóch projektorów jednocześnie (tak, aby widzowie w specjalnych okularach mogli zobaczyć film w trzech wymiarach) było bardzo trudne. Chwila nieuwagi pracowników kina i brak synchronizacji mogły sprawić, że film stawał się nieoglądalny, a nawet wywoływał bóle głowy. Pomimo kolejnych premier głośnych tytułów (wśród nich słynne „M jak morderstwo” Alfreda Hitchcocka i „Dangerous Mission” Irwina Allena - katastroficzny obraz z gwiazdorską obsadą; takie film Allen z powodzeniem będzie produkował i 20 lat później) 3D zaczęło powoli odchodzić do lamusa i stawać się domeną B-klasowych produkcyjniaków wyświetlanych w kinach samochodowych. W latach 60. i 70. produkcja obrazów trójwymiarowych prawie zamarła (realizowano niskobudżetowe obrazy exploitation), ale wciąż pracowano nad udoskonaleniem technologii.



Druga fala szaleństwa na punkcie 3D przyszła na początku lat 80. Zapoczątkował ją komediowy western „Comin' at Ya!”. Do kin wróciły klasyczne produkcje sprzed trzydziestu lat, zaczęto też realizować nowe filmy w tym formacie. Pojawiły się: „Szczęki 3-D” Joe Alvesa i „Piątek 13-go III”. W 1983 Lamont Johnson zaprezentował widzom „Spacehunter: Adventures in the Forbidden Zone” - komedię SF z największym wówczas budżetem dla filmu 3D (kosztowała tyle, co „Nowa nadzieja”, ale nie odniosła sukcesu). W drugiej połowie lat 80. IMAX zaczął wyświetlać trójwymiarowe produkcje dokumentalne. Filmy trójwymiarowe zaczęły też gościć w parkach rozrywki (słynny „Terminator II 3D: Battle Across Time” z 1996 roku z pająkowatym T-1000000).



W 2003 roku Robert Rodriguez, zakochany w amerykańskiej popkulturze lat 50., reżyseruje trzecią część „Małych agentów” i postanawia wprowadzić ją do kin w trójwymiarze. 3D powraca w glorii, chociaż zrazu znów w horrorach. Coraz więcej studiów decyduje się jednak na wprowadzanie do kin letnich blockbusterów także w takim formacie. Upowszechnienie kin cyfrowych było równoznaczne z popularyzacją formatu 3D, więc liczba tytułów zaczęła rosnąć. Sukces „Avatara” (prawie 3 mld USD to przecież box office'wy rekord wszech czasów) spowodował zalew kolejnymi tytułami w trzech wymiarach, które często pozostawiały wiele do życzenia w warstwie wizualnej. Działo się tak z obrazami kręconymi w tradycyjny sposób, które potem prędko konwertowano do trójwymiaru. W 3D obok blockbusterów (vide „Starcie Tytanów”) i komputerowych animacji (kolejne części „Shreka”, „Odlot”) zaczęły pojawiać się też kurioza w rodzaju „Justin Bieber: Never Say Never”. Ale trójwymiar przestał też być równoznaczny z komercyjnym sukcesem. Klęski obrazów w rodzaju „Ostatniego władcy wiatru”, na którym przejechał się twórca kultowego „Szóstego zmysłu”, zaczęły dowodzić, że nastąpił pewien przesyt 3D, w którym w stronę publiczności na sali kinowej bryzga krew i lecą przedmioty. Widzowie zaczęli domagać się bardziej wyrafinowanych efektów w filmach, na których sease kupowali bilety droższe nawet o 25%. Ostatnie dwa lata to czas, gdy za 3D zabrali się tacy tuzowie kina jak Steven Spielberg i Peter Jackson („Przygody Tintina” i będący w produkcji „Hobbit”) oraz Wim Wenders, który swoją „Piną” udowodnił, że 3D ma też rację bytu w kinie z artystycznymi ambicjami.



Trójwymiar przestał być tylko domeną Hollywood, czego żywym dowodem rodzime „1920. Bitwa warszawska” i „Kac Wawa”. Głośno też mówi się o ponownych premierach dawnych hitów przekonwertowanych do trzech wymiarów. Widzieliśmy już „Króla Lwa 3D” i „Piękną i bestię”, w kolejce czakają zapewne kolejne hity Disneya. Także James Cameron, który o filmach konwertowanych mówi pogardliwie, że są 2,5D, bo wg niego prawdziwy trójwymiar zapewnia tylko film od razu kręcony w tym formacie, planuje ponownie wypuścić swego „Titanika”. Trójwymiar zaczął też trafiać pod strzechy dzięki specjalnym telewizorom. Na Blu-ray wydawane są filmy nagrane w standardzie 3D. A my, fani Star Wars liczymy, że „Mroczne widmo 3D” okaże się sukcesem i za rok znów pójdziemy do kin na Gwiezdne Wojny w trzech wymiarach – tym razem na „Atak klonów”.

Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Startuje Tydzień kina 3D!

19



Jeszcze tylko trzy dni dzielą nas od najważniejszego w tym roku wydarzenia związanego z uniwersum Star Wars. Już 10 lutego do kin na całym świecie zawita ponownie Mroczne widmo - pierwszy epizod Nowej Trylogii, od którego premiery minęło już 13 lat. Tym razem jednak film obejrzymy w nowej, specjalnej wersji. Epizod I wraca do kin w trójwymiarze, który w ostatnich latach święci prawdziwe triumfy na całym świecie. Mamy więc potrójną okazję do świętowania. Nowi fani mogą wreszcie zobaczyć TPM na dużym ekranie, starzy wyjadacze, którzy o Sadze Lucasa wiedzą wszystko (lub prawie wszystko), ponownie przeżyć magię seansu Gwiezdnych Wojen na sali kinowej, a wszyscy wspólnie - sprawdzić, jak wyścig podracerów, pojedynek z Darthem Maulem i wygłupy Jar Jara wypadają w trzech wymiarach. No i najważniejsze: wszyscy będziemy cieszyć się z ponownej wyprawy do kina na Star Wars. Można kochać 3D, można też nie przepadać za tym formatem obrazu, ale trzeba uczciwie przyznać: powrót Star Wars w tej wersji to, dla nas fanów, wielkie wydarzenie.

Z okazji premiery Mrocznego widma" w 3D redakcja Bastionu przygotowała dla Was specjalny tydzień tematyczny. Zdradzimy tajniki kina trójwymiarowego, opowiemy o jego burzliwych dziejach i udowodnimy, że Gwiezdne Wojny mają z 3D więcej wspólnego, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka w niebiesko-czerwonych okularach. Zapraszamy.



Wszystkie atrakcje Tygodnia kina 3D znajdziecie tutaj

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.