Spis newsów (Kathleen Kennedy)

Obsada „The Mandalorian”

oficjalna
35

Lucasfilm już oficjalnie ogłosił obsadę serialu „The Mandalorian”. Jest to pierwszy serial aktorski z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Będzie dostępny tylko i wyłącznie na platformie streamingowej Disney+, która rozpocznie swoją działalność w drugiej połowie 2019.

Pedro Pascal („Narcos”, „Gra o tron”) zagra rolę Mandalorianina, samotnego rewolwerowca na obrzeżach galaktyki. Partnerować mu będą: Gina Carano („Deadpool”), Giancarlo Esposito („Breaking Bad”), Emily Swallow (“Supernatural”), Carl Weathers (“Predator”), Omid Abtahi (“Amerykańscy bogowie”), Werner Herzog oraz Nick Nolte.

Jon Favreau, producent wykonawczy i showrunner serialu twierdzi, że pracując na planie z tą niesamowicie utalentowaną grupą ludzi doskonale spędza czas i jest bardzo podekscytowanym by zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Dave Filoni jest drugim producentem serialu, a także wyreżyseruje pierwszy odcinek. Producentami są także Kathleen Kennedy i Colin Wilson. Reżyserami odcinków są: Deborah Chow, Rick Famuyiwa, Bryce Dallas Howard i Taika Waititi.

Temat na forum

Zdjęcia w Wadi Rum skończone?

19

Jordańska, królewska komisja filmowa potwierdziła oficjalnie, że zdjęcia do IX części „Gwiezdnych Wojen” miały miejsce w Jordanii, a dokładniej w Wadi Rum i Shakriah.

J.J. Abrams powiedział, że Wadi Rum to zapierające dech i przepiękne miejsce, idealna lokacja dla nowego filmu. Dodał także, że jest wyjątkowym szczęściarzem mogąc kręcić w Jordanii. Podziękował tez rządowi za ciepłe przyjęcie, a także za oddanie i ciężką pracę lokalnym filmowcom.



Kathleen Kennedy podziękowała natomiast Królewskiej Komisji Filmowej, a także armii, bez której wsparcia trudno byłoby nakręcić ten film.

Zdaniem komisji filmowej, zdjęcia trwały trzy tygodnie. Uczestniczyło w nich 250 Jordańczyków, zarówno kamerzystów, specjalistów od efektów specjalnych, ludzi w kostiumach czy kaskaderów. Jordańska armia natomiast zapewniła logistyczne wsparcie, które było kluczowe by z sukcesem nakręcić wymagające ujęcia.

Książę Ali ibn Husajn (przewodniczący rady komisji) także podziękował ekipie filmowej. Przyznał także, że jest wieloletnim fanem „Gwiezdnych Wojen”, więc bardzo się cieszy, iż najnowsza część powstała właśnie w tym kraju.

Kwestia fanostwa wcale nie musi być tu przesadzona, ani grzecznościowa. Książę jest bratem przyrodnim panującego króla Abdullaha II. Król Abdullah II jest dość obeznany z amerykańską popkulturą, jeszcze jako książę odwiedził nawet plan „Indiany Jonesa i ostatniej krucjaty”, podczas zdjęć w Petrze. Wówczas filmowcy (w tym George Lucas i Steven Spielberg) zatrzymali się w Akabie, podobnie jak obecnie ekipa Abramsa. Warto jednak zauważyć, że król Abdullah jest wielkim fanem innej serii SF – „Star Trek”, z czym się nie kryje. W roku 1996 nawet wystąpił w jednym z odcinków „Star Trek: Voyager” (w małej, niemej rólce). Więc może jego brat faktycznie jest fanem naszej sagi.

Warto przypomnieć, że w Wadi Rum kręcono też „Łotra 1”. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj. Warto też dodać, że w przypadku filmu Garetha Edwardsa także pomagało wojsko. Dokładniej malediwscy żołnierze odgrywali rolę szturmowców podczas zdjęć na atolu Laamu.

Zaś wygląda na to, że na lokacji w Wadi Rum pojawił się jeszcze Anthony Daniels.



Premiera IX Epizodu odbędzie się już w grudniu przyszłego roku.

Boba Fett skasowany (prawdopodobnie)

26

Wygląda na to, że spin-off o Bobie Fetcie został skasowany. Tak przynajmniej twierdzi dziennikarz Eric Weber, który miał okazję rozmawiać z Kathleen Kennedy przy okazji specjalnego pokazu „Czarnej Pantery” dwa dni temu.



Projekt został zamknięty (prawdopodobnie, bo poza tym twittem nie ma na ten temat żadnych innych wieści), by nie konkurować z serialem „The Mandalorian”. Tu niestety podobieństwo będzie bardzo zauważalne. Wynik „Hana Solo” to oczywiście druga przyczyna.



Zresztą, co tu dużo mówić, film o Fetcie nie miał szczęścia od początku. Gdy ogłoszono spin-offy jeden przygotowywał Lawrence Kasdan (jak się okazało o Hanie Solo), drugi Simon Kinberg (o Fetcie). Pierwotnie zakładano premierę filmu o Bobie na 2018, ale w związku z odejściem reżysera - Josha Tranka z projektu odłożono ten obraz w czasie. Tuż przed premierą „Hana Solo” pojawiły się informacje, że nowym reżyserem i scenarzystą filmu o Bobie będzie James Mangold. Wyniki „Hana Solo” jednak doprowadziły do wstrzymania projektu spin-offów na jakiś czas.

Na razie nie wiadomo jak wygląda sprawa z filmem o „Kenobim”. Prawdopodobnie jest zawieszony (w najlepszym wypadku). Poza Epizodem IX wiemy, że nad swoja serią pracują David Benioff i D.B. Weiss, a także Rian Johnson.

Temat na forum

Pierwsze oficjalne zdjęcie i nazwiska reżyserów

starwars.com
41

Wczoraj Jon Favreau ujawnił tytuł i opis serialu aktorskiego ze świata Gwiezdnych Wojen, którego jest autorem. Dzisiaj oficjalna zamieściła pierwsze zdjęcie z niego. Możecie je zobaczyć poniżej.



Ujawniono również nazwiska reżyserów, którzy zajmą się serialem. Część z nich potwierdza wcześniejsze plotki. Pierwszy odcinek wyreżyseruje Dave Filoni, w następnych na krześle reżysera usiądzie: Deborah Chow (Jessica Jones), Rick Famuyiwa (Dope), Bryce Dallas Howard (Solemates) i Taika Waititi (Thor: Ragnarok). Producentami serialu będą: Jon Favreau, Dave Filoni, Kathleen Kennedy i Colin Wilson oraz Karen Gilchrist jako współproducent.

Kolejne trzy lata z Kathleen Kennedy

31

Jak donosi Hollywood Reporter, Kathleen Kennedy zostanie w Lucasfilmie aż do 2021. Jej kontrakt został wydłużony o trzy lata.

Tu przypominamy, że od czerwca po sieci krążyły pogłoski, iż Kathleen Kennedy odejdzie z Lucasfilmu we wrześniu. Dziś, dzięki Hollywood Reporter, wiemy dokładnie, że plotki te miały swoją podstawę w kontrakcie Kennedy. Ten jak widać został przedłużony. Nie jest to w Disney takie niespodziewane, bowiem warto przypomnieć, iż kontrakt Boba Igera także był już przedłużany o kolejne lata, mimo zapowiedzi przejścia na emeryturę.



„Hollywood Reporter” dodaje ponadto, że obecnie w Lucasfilmie trwają pracę nad Epizodem IX. Tu raczej potwierdzają, to co już wiemy. Jeśli chodzi o kolejne filmy, to wciąż, tak jak ostatnio mówił Iger, decyzje dopiero zapadają. W każdym razie możemy oczekiwać spowolnienia jeśli chodzi o „Gwiezdne Wojny”, przynajmniej w kinie. Obecnie jedyny film Lucasfilmu, poza Epizodem IX, który ma zaplanowaną datę premiery i został oficjalnie ogłoszony jako film to nowy „Indiana Jones”. Choć pamiętamy, iż Iger wspomniał również o serii Davida Benioffa i D.B. Weissa oraz innych projektach związanych z Sagą. Czyżby zatem po trylogii sequeli to właśnie filmy twórców „Gry o tron” miały być podstawą kinowego uniwersum w najbliższych latach? Zobaczymy.

W przyszłym roku Lucasfilm otwiera nowy etap wraz platformą cyfrową Disneya. Zobaczymy oprócz startującego w przyszłym tygodniu „Ruchu Oporu”, nowe odcinki „Wojen klonów” i serial aktorski.

Przypominamy, iż niedawno Katleen dostała nagrodę im. Ivinga G. Thalberga, za wkład w rozwój kinematografii. Od tego momentu, narracja niektórych fanów mówiących o jej rychłym odejściu załamała się.

Tydzień animacji: Inne animacje Lucasa i Lucasfilmu

4



George Lucas był zainteresowany animacją praktycznie od zawsze. W końcu był dzieckiem sobotnich poranków, komiksów, starych filmów i oczywiście kreskówek. Nic dziwnego, że próbował swoich sił w tej materii. Część prac w ILM i Lucasfilmie doprowadziło do powstania Pixara, o czym pisaliśmy przy okazji artykułu cyfrowej rewolucji Lucasa. Wczesny Pixar to nic innego jak pół drogi między efektami specjalnymi, a animacją. Jednak to wcale nie były jedne animacje Lucasfilmu (oczywiście pomijając „Gwiezdne Wojny”). Dziś zajmiemy się tymi, które weszły na rynek.

Twice Upon a Time



Początek lat 80. to dla Lucasa okres szukania swojego miejsca poza „Gwiezdnymi Wojnami”. Te powoli kończył, w serii „Indiana Jones” miał już inną rolę. Próbował swoich sił jako producent, czasem jak to miało miejsce w przypadku nasączonego erotyzmem thrillera „Żar ciała” Lawrence’a Kasdana, czy „Sobowtóra” Akiro Kurosawy, a czasem podpinając to pod Lucasfilm i nie angażując się mocno w projekt. „Twice Upon a Time” to pierwszy film wyprodukowany przez Lucasfilm, nie będący w żadnym stopniu dziełem Lucasa, a zarazem pierwsza ich animacja.



Film stworzył John Korty (późniejszy reżyser „Przygody wśród Ewoków”). Całość została wykonana w animacji typu cut-out, czyli wycinano modele, nakładano je na tło, kręcono, przesuwano, a następnie kręcono kolejny fragment, w ten sposób uzyskując płynny ruch.



„Twice Upon a Time” miał być uroczą baśnią / satyrą o dwóch samozwańczych bohaterach, którzy muszą powstrzymać szaleńca. Film jednak nie miał szczęścia. Raz z powodu problemów dystrybutora, The Ladd Company była na skraju bankructwa, więc wypuszczono film w bardzo ograniczonej ilości kin. Nie przebił się. Stał się jedną z przyczyn upadku tej firmy. Druga sprawa to kwestia odbiorcy docelowego. Na ile miała to być baśń, na ile satyra. W efekcie powstały dwie różne wersje filmu, przede wszystkim z innymi dialogami. Jeden pełen wulgaryzmów dla dorosłych i drugi ugrzeczniony (PG-13). Cóż, to nie jest dobra strategia marketingowa. Obecnie film znajduje się w czeluściach Lucasfilmu, kto wie, może trafi kiedyś na platformę Disneya? Może w dwóch wersjach?

Pradawny ląd



Pracę nad trzecim i przez lata ostatnim „Indianą Jonesem” trwały. Ale w 1988 George Lucas, Steven Spielberg, Kathleen Kennedy i Frank Marshall po raz pierwszy pokazali światu swoje dinozaury. Jeszcze na długo przed „Parkiem jurajskim”. Była to kolejna animacja – „Pradawny ląd” (The Land Before Time). Tym razem jednak to nie Lucas był pomysłodawcą a Spielberg. Chciał wyprodukować film animowany w stylu „Bambi” tylko z dinozaurami. Szybko wciągnął Lucasa do projektu. W dodatku obaj myśleli, by był to film bez kwestii mówionych. Jednak dzieci w latach 80. raczej tego by nie kupiły, więc zrezygnowano z tego pomysłu. Choć tak Amblin jak i Lucasfilm odpowiadają za produkcję pierwszego filmu z serii, LFL jest tu tylko i wyłącznie podwykonawcą. Często nawet jest pomijany ich wkład w ten obraz.



Pierwszy film opowiadał o młodym, osieroconym brontozaurze, który razem z innymi małymi dinozaurami stara się odnaleźć swoje rodziny. Ostatni film z cyklu – XIV trafił na rynek DVD w 2016. Zresztą te filmy nigdy nie trafiały do dystrybucji kinowej, tylko do telewizyjnej lub na rynek wideo. Jednak przy kolejnych produkcjach Lucas, ani Lucasfilm nie byli w żaden sposób zaangażowani. Swoją drogą Lucasfilm udźwiękowiając ten obraz korzystał z biblioteki stworzonej na potrzeby „Gwiezdnych Wojen”, więc można tam się wsłuchać w kilka ciekawych nawiązań.

Dziwna magia



Ostatnią animacją Lucasfilmu jest „Dziwna magia” (Strange Magic), czyli słynny, lub niesławny, musical o wróżkach George’a Lucasa. Jeszcze przed sprzedażą Lucasfilmu George rzucił pomysł, a inni zaczęli go rozwijać. Za sterem animacji stanął Gary Rydstrom, doświadczony montażysta dźwięku od lat współpracujący z firmami George’a. Animacja zaś powstawała swoim trybem i tu ciekawe, bowiem stała się pierwszym nowym filmem Lucasfilmu dystrybuowanym już przez Disneya. Jak łatwo jest się domyślić, Lucas po raz kolejny zabrał się za robienie filmu po swojemu, nie zastanawiając się, kto go wpuści do kin. „Dziwna magia” trafiła na ekrany w ograniczonej ilości, niestety, podobnie jak w przypadku pierwszej animacji, tak i ta nie odniosła sukcesu. Zaś dystrybutor – w oryginale była to firma Touchstone, należąca do Disneya, praktycznie zniknęła z rynku. Choć oczywiście przyczyn takiego stanu rzeczy jest więcej niż tylko ten obraz.



Film jest luźną interpretacją „Snu nocy letniej”, gdzie księżniczka wróżek – Marianne musi stanąć do walki z potężnym wrogiem. Muzycznie zaś usłyszymy tu covery Marleya, Presleya, Deep Purple czy Whitney Houston. Można go u nas było oglądać w serwisach streamingowych. Miejmy nadzieję, że także trafi na disneyowską platformę.

Pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

„Han Solo” trafia do domu

23

Wczoraj w Ameryce, a dziś u nas. „Han Solo” trafia na rynek DVD i Blu-ray. W Polsce dystrybutorem jest firma Galapagos.

„Han Solo” na DVD, Blu-ray, Blu-ray 3D


Polskie wydanie najnowszej części „Gwiezdnych Wojen” można nabyć w czterech wersjach: DVD, Blu-ray, Blu-ray 3D (BD 2D jako dodatek) oraz steelboxa (jak wydanie Blu-ray 3D). DVD kosztuje ok. 40 PLN, BD – 80 PLN, a BD 3D – 105 PLN. Ceny w różnych miejscach mogą się trochę różnić. W wydaniach BD powinniśmy otrzymać drugą (trzecią) płytę z dodatkami, czyli dokładnie tak jak to ma obecnie miejsce przy innych filmach z cyklu. W Polsce nie będzie wersji 4K. Poniżej zdjęcia okładek.



Reżyseria: Ron Howard
Scenariusz: Lawrence Kasdan, Jon Kasdan
Występują: Alden Ehrenreich, Emilia Clarke, Woody Harrelson, Paul Bettany, Joonas Suotamo, Thandie Newton, Jon Favreau oraz Donald Glover.
Produkcja: Lawrence Kasdan, Jason D. McGatlin, Kathleen Kennedy, Phil Lord, Christopher Miller
Muzyka: John Powell
Opis filmu: Wejdź na pokład Sokoła Millennium i przeżyj wyjątkowa przygodę z filmem "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie". W trakcie serii śmiałych eskapad w głąb przestępczego półświatka, Han Solo zaprzyjaźnia się ze swoim przyszłym drugim pilotem Chewbaccą i spotyka osławionego hazardzistę Lando Calrissiana.
Rok produkcji: 2018
Kraj produkcji: USA
Czas trwania filmu: 135 min.
Wersja wydania: 1
Wersje językowe filmu: angielska, niemiecka, polski dubbing
Dźwięk wersji oryginalnej filmu: 7.1 DTS-HDMA angielski, 7.1 Dolby Digital Plus niemiecki, 5.1 Dolby Digital polski
Napisy: polskie, niemieckie
Wersja dla niesłyszących: angielskie
Dodatki:
Han Solo: Spotkanie filmowej drużyny, Kasdan i Kasdan, Sokół Millennium, Ucieczka z Korelii, Napad na pociąg, Chewie, Jak zostać droidem L3-37, Witamy w forcie Ypso, Wir: Trasa na Kessel, Sceny niewykorzystane

A Oscara otrzymuje Kathleen Kennedy

59

Zwolennicy teorii, że dni Kathleen Kennedy są policzone i z końcem września prezes Lucasfilmu ustąpi ze stanowiska, właśnie dostali wspaniałą wymówkę. Gdyby jednak Kennedy pozostała w Lucasfilmie, to jest to przede wszystkim wina Oscarów. Otóż Amerykańska Akademia Filmowa postanowiła uhonorować Kathleen i jej męża Franka Marshalla za jej wkład w rozwój kinematografii i przyznało jej nagrodę Ivinga G. Thalberga. Nagroda ta nie jest przyznawana rok rocznie, tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach. Ostatni raz wręczono ją w 2010 Francisowi Fordowi Coppoli, a wcześniej otrzymali ją między innymi Georgei Lucas (1992) i Steven Spielberg (1987).



Akademia docenia ją za całokształt twórczości, czyli od „E.T.” po ostatnią nominację do Oskara za „Lincolna”. Nie ma mowy o „Gwiezdnych Wojnach”. Warto jednak dodać, że Disney póki co nie ma powodu do narzekań. Cztery filmy, które wyprodukowała przyniosły w sumie 4 miliardy USD, czyli więcej niż Disney zapłacił za Lucasfilm. Duża w tym zasługa Kennedy. Poza Lucasfilmem, Kennedy z Frankiem prowadzą firmę The Kennedy/Marshall Company.

Gala odbędzie się 18 listopada. Obecnie Oscary honorowe są przyznawane na specjalnej imprezie. Ponadto „zwykłe” honorowe statuetki otrzymają Lalo Schifrin (kompozytor), Cicely Tyson (aktorka) i Marvin Levy (pracownik PR odpowiedzialny za kampanie reklamowe m.in. filmów Spielberga).

Chris Weitz o zamieszaniu wokół scenariusza „Łotra 1”

36

Chris Weitz drugi scenarzysta „Łotra 1” opowiedział niedawno o problemach tej produkcji. Jak wiemy w przypadku „Hana Solo” skończyło się na zwolnieniu Phila Lorda i Chrisa Millera na trzy miesiące przed końcem zdjęć, a potem na ponownym nakręceniu większości materiału pod okiem Rona Howarda. Ale „Łotr 1” miał bardzo podobne problemy.

Zmiany scenarzystów


Chris sugeruje, że Gareth Edwards był bliski podobnego losu co Lord i Miller. Zgodził się jednak zostać i firmować dzieło, oraz zezwolić Lucasfilmowi na wszelkie zmiany, które nadzorował Tony Gilroy. Swoją drogą Gilroy jakiś czas temu określił „Łotra 1” jaki zastał jako straszliwy bajzel. Weitz potwierdza tę wersję i dodaje kolejne rzeczy, scenarzysta jest zdziwiony, że ostateczny film wyszedł aż tak zgrabnie.

Weitz dostał do przepisania scenariusz Gary’ego Whitty. Po Weitzu tekst trafił w ręce Tony’ego Gilroya, a następnie Christophera McQuarriego (tego samego, który twierdzi, że zachowanie niektórych fanów odstrasza go od robienia „Gwiezdnych Wojen”). Po McQuarriem scenariusz poprawiał Scott Z. Burns, a następnie znów Tony Gilroy. Wtedy już jednak Gilroy miał za zadanie nie tylko naprawić tekst, ale też cały film. Weitz twierdzi, że scenarzystów, którzy poprawiali tekst mogło być więcej, w tym swoje trzy grosze mógł dodać Michael Arndt. Zdaniem Chrisa wielu scenarzystów to wiele wizji i dość duży problem dla spójności tekstu. Tu jednak jakoś to wyszło.

Chrisa Weitza wkład własny


To co zdaniem Weitza jest prawdziwą zasługą Edwardsa to przede wszystkim klimat i estetyka filmu. On chciał to nakręcić, przekonał innych, ale ostatecznie zrobiono to za niego. Zresztą Chris sam przyznaje, iż Edwardsowi i Whitcie brakowało odwagi by podjąć pewne decyzje. Choć rozważali uśmiercenie wszystkich bohaterów, to jednak nie zdecydowali się na napisanie takiego scenariusza, bojąc się starć z Disneyem.

Weitz zaproponował taki finał na spotkaniu z Garethem, Kathleen Kennedy, Kiri Hart oraz Alanem Hornem, który wcale nie był początkowo przekonany w stu procentach. Ostatecznie Weitz przyznaje, że śmierć bohaterów „Łotra 1” to jego zasługa lub wina.

Weitz przyznaje ponadto, że obecnie jest fanem „Gwiezdnych Wojen”, tak jak był nim wcześniej. Nie zamierza wracać do korporacyjnego drylu. Woli, by to inni dbali o jakość kolejnych filmów. Zresztą prywatnie Weitz nie ma dobrych stosunków z dużymi wytwórniami. Gdy kręcił „Złoty kompas” studio mocno wypaczyło jego wersję i jak twierdzi, całkowicie zniszczyło tamten film.

Przy okazji informujemy, że w 10 września „Łotr 1” będzie emitowany w Polsacie.

LFL w ruinie: Rian Johnson zwolniony?

48

Świat obiegła wiadomość, że Rian Johnson został zwolniony, a jego trylogia skasowana. Obecnie trudno zweryfikować prawdziwość tych informacji, jest to raczej kolejna porcja plotek o złej sytuacji Lucasfilmu, o których pisaliśmy nie raz.



Tym razem źródłem jest brytyjski serwis Express, który zastanawia się, czy Rian Johnson jest już wyrzucony. Z artykułu umieszczonego na tamtej stronie nie wynika nic wprost, raczej są to pewne dywagacje. Ale w Internecie wszystko żyje własnym życiem, więc wystarczy powielić nagłówek i w ten sposób powstaje news. Express sugeruje, że Rian Johnson i Kathleen Kennedy, mogą być zwolnieni z Lucasfilmu, z powodu bojkotu przez fanów „Hana Solo” oraz złego przyjęcia „Ostatniego Jedi” przez część odbiorców. I tylko tyle.

Źródłem na które się powołują jest wywiad z scenografem Neilem Lamontem, o którym pisaliśmy wczoraj. Tyle, że w oryginale nie było mowy o trylogii Johnsona. Zresztą Lamont zajmował się Antologiami. Charakter jego pracy powodował, że mógł brać czynny udział przy co drugim filmie, stąd siedział w spin-offach, a nie trylogii.

Czy to znaczy, że nie w sprawie skasowania trylogii Johnsona Express nie ma racji? Tu właśnie tkwi problem, mamy za mało precyzyjnych informacji. Plotki o zwolnieniu Kathleen Kennedy wracają od kilku miesięcy, jednocześnie nie są ani w żaden sposób zdementowane, a dodatkowo sama Kennedy jakby zapadła się pod ziemię. Dla przypomnienia, gdy tylko pojawiła się informacja, że po „Hanie Solo” skasowano kolejne spin-offy, została szybko zdementowana. Choć dziś wiemy, że następny spin-off i tak został zawieszony (ale nie skasowany), acz to nie oznacza, że następnych filmów nie będzie. Taka sytuacja daje podstawy by przypuszczać, iż faktycznie Lucasfilm próbuje opracować nową strategię. A czy będzie za nią odpowiadać Kathleen, czy ktoś inny tego nie wiemy. W pierwszym przypadku Kennedy raczej nie ma na razie, co opowiadać, bo intensywnie pracuje nad planem. W drugim, faktycznie przygotowują pole do podjęcia decyzji przez nową osobę, zaś samo „zwolnienie” Kathleen byłoby zrobione tak, by zachowała twarz. I tu jeszcze raz podkreślamy - jedna i druga opcja, to tylko rozważania, nie ma dziś żadnych realnych przesłanek, by móc przesądzać, co naprawdę dzieje się w Lucasfilmie.

Ale dwie rzeczy są pewne. Jeśli Kathleen odejdzie, prawdopodobieństwo skasowania trylogii Johnsona będzie bardzo duże. Druga rzecz jest taka, że jak widać nie wszystkim podoba się obecne kierownictwo. Warto zwrócić uwagę, że na dwa dni przed premierą zwiastuna „Resistance”, który został umiarkowanie przyjęty, Dave Filoni podkreśla, że nie pracuje regularnie nad tym serialem, a zajmował się siódmym sezonem „Wojen klonów” (zwiastun bardzo dobrze przyjęty). Tak, jakby się odcinał od tego.

Warto jednak zwrócić uwagę, że dziś największy problem Disneya z „Gwiezdnymi Wojnami” to nie słaby wynik „Hana Solo”, czy złe przyjęcie „Ostatniego Jedi”, a problem z prawami do emisji sagi na platformie streamingowej Disneya (więcej). Disney i Lucasfilm poza kolejnymi kinowymi filmami muszą wypracować też miejsce „Gwiezdnych Wojen” na platformie i zapewnić, że będzie to coś atrakcyjnego dla różnych grup odbiorców. To wymaga przemyślenia obecnej strategii. Brak praw do filmów w tym nie pomaga.

Przypominamy, że powstały także petycje, by skasować filmy Johnsona. Na razie jeszcze żadna z nich nie ogłosiła swego zwycięstwa, podobnie jak sprawy nie skomentował sam Rian.

Lucasfilm w ruinie: Znikające wpisy i sprawdzone TCW

37

Prawdopodobnie temat upadku Lucasfilmu i franczyzy możnaby już zamknąć, zwłaszcza, że ruszają zdjęcia do Epizodu IX, lada moment czeka nas wysyp informacji o „Resistance”, a dodatkowo zapowiedziano 7 sezon Wojen klonów. Niestety sam Rian Johnson znów dolał oliwy do ognia, ale na początek o „Wojnach klonów”.

„Wojny klonów” – sprawdzona recepta na gorsze czasy?


Jak odczytywać powrót „Wojen klonów”? Są dwa sposoby. Pierwszy, który można znaleźć choćby tutaj, sugeruje, że Disney po „Ostatnim Jedi” i wtopie finansowej „Solo” (swoją drogą w USA ten film sprzedaje się lepiej niż np. „Antman i Osa”), stracił wiarę w Kathleen Kennedy i stawia na sprawdzone metody. Wpierw J.J. Abrams naprawi sequele, a teraz Dave Filoni pojedna się z fanami za pomocą swego opus magnum, czyli 7 sezonu „Wojen klonów”. Może i jest w tym cześć racji.

Ale z drugiej strony, mamy jeszcze dwa aspekty. Pierwszy to cyfrowa platforma streamingowa Disneya. Ona potrzebuje mocnego tytułu. Patrząc po dwóch ostatnich filmach, Disney może odczuwać, że same logo „Star Wars” trochę się sfatygowało i niekoniecznie wystarczy, by uzyskać efekt WOW. W tym aspekcie zwolennicy teorii upadku LFL mogą akurat mieć rację. Dziś na najsilniejszą markę globalnie wyrasta Marvel. „Wojny klonów” w tym momencie są raz uznane i rozpoznawalne, dwa mają ładunek sentymentalny, którego nie będzie posiadać nowy serial animowany.

Druga sprawa to sam Dave Filoni. Ahsoka i „Wojny klonów” to jego ukochane dziecko. Nigdy nie pałał już taką miłością do „Rebeliantów”, a w sprawie „Resistance” raczej milczy. Zapewne sam wiercił dziurę w brzuchu Katlheen Kennedy, by móc wrócić do tego serialu. Na pewno chciał go skończyć, albo wejść znów do tego świata na dłużej.

Hype i zadowolenie, które się pojawiło po tym ogłoszeniu właśnie działa na emocjach. Ludzie zapamiętują te dobre. Przypomnijmy, pierwszy i drugi sezon były odbierane różnie. W drugim serialem zaczął się interesować sam George Lucas, ale jego realny wpływ jest zauważalny dopiero od trzeciego sezonu. To też czas, w którym „Wojny klonów” zaczęły się rozwijać i tworzyć interesujące, dłuższe historie. Jednak nawet potem zdarzały się odcinki gorzej przyjęte. Tam pojawiali się pacyfiści z Mandalory, rozjazdy z ówczesnym kanonem itp. Trudno zatem spodziewać się, by Filoni i TCW byli nagle zbawieniem dla franczyzy. Choć na pewno to bardzo dobry krok.

Rian „Ruin” Johnson i kolejne ekscesy


Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie Rian Johnson i jego kolejne problematyczne zachowanie na twitterze. Po aferze z Jamesem Gunnem, Rian skasował 20 tysięcy tweetów z 9 lat. Zapytany, czy boi się, że coś tam jest, odpisał, że nie sądzi, aby były tam jakieś złe czy obraźliwe treści. Ale jednocześnie nie chce zostawiać trollom amunicji, do wyciągania go w dyskusje sprzed lat. Sama decyzja wydaje się świetna, ale... Rian praktycznie błyskawicznie sam ją zrujnował, tym tweetem.


Gdzie niepochlebnie wyraził się o wchodzącym z nim w dyskusję fanach, niejednokrotnie odbierającymi film inaczej niż on. Znów, nie ważne, czy myślał o tych, którzy szkalowali Kelly Marie Tran czy innej grupie, zostawił pewne pole do domysłu. Tym samym dał amunicję swoim adwersarzom.

Jedno jest pewne. Lucasfilm ma problem, z mediami społecznościowymi, których nie potrafi kontrolować. Zaś powrót „Wojen klonów” to z pewnością bardzo dobra informacja.

Obsada Epizodu IX ujawniona

oficjalna
76



W końcu mamy oficjalne potwierdzenie obsady.
Zdjęcia do Epizodu IX rozpoczną się w Londynie w studiach Pinewood 1 sierpnia. Reżyseruje J.J. Abrams, który napisał scenariusz razem z Chrisem Terrio.

W filmie występują:
  • Daisy Ridley - Rey
  • Adam Driver - Kylo Ren / Ben
  • John Boyega - Finn
  • Oscar Isaac - Poe Dameron
  • Lupita Nyong’o - Maz Kanata
  • Domhnall Gleeson - Hux
  • Kelly Marie Tran - Rose
  • Joonas Suotamo - Chewbacca
  • Billie Lourd - Connix
  • Naomi Ackie
  • Richard E. Grant
  • Keri Russell
  • Mark Hamill - Luke
  • Anthony Daniels - C-3PO
  • Billy Dee Williams - Lando
  • oraz Carrie Fisher jako Leia.
W przypadku Carrie filmowcy wykorzystają sceny nagrane na potrzeby „Przebudzenia Mocy”, których nie wykorzystano. Nie będzie ani wersji CGI, ani obsadzenia w tej roli nikogo innego. Jak twierdzi J.J. Abrams nie można znaleźć satysfakcjonującego zakończenia sagi rodu Skywalkerów bez Carrie. Rozwiązanie to ma błogosławieństwo Billie Lourd, córki Carrie.

Muzykę skomponuje ponownie: John Williams.

Film wyprodukują: Kathleen Kennedy, J.J. Abrams, Michelle Rejwan, Callum Greene i Jason McGatlin.

Zdjęcia: Dan Mindel.
Scenografia: Rick Carter i Kevin Jenkins.
Kostiumy: Michael Kaplan.
Stwory: Neal Scanlan.
Montaż: Maryann Brandon i Stefan Grube.
Efekty specjalne: Roger Guyett.
Pierwszym asystentem reżysera będzie Tommy Gormley, zaś reżyserką drugiej ekipy Victoria Mahoney.

Premiera w grudniu 2019.

Lucasfilm w ruinie: Syf po „Ostatnim Jedi” dalej się ciągnie

51

Dawno nie było nic nowego w cyklu „Lucasfilm w Ruinie”. Nadrabiamy. Choć jest niewiele.



Zaczęło się od Christophera McQuarrie’go, (reżyser dwóch ostatnich „Mission: Impossible”), który przyznał, że widząc, zachowanie niektórych fanów „Gwiezdnych Wojen” nie miałby ochoty kręcić filmu „Star Wars”. Przestrzega też część fandomu, że swoim zachowaniem może poważnie zaszkodzić kolejnym obrazom. Gdzieś w tle wypowiedzi McQuarriego przewijały się też twitty Jamesa Mangolda i Riana Johnsona. O ile McQuarrie wpisuje się w analizę tego, co się stało z Kelly Marie Tran, czy wspomnień Ahmeda Besta, podobnie Mangold, to nie wyszło w przypadku Johnsona.

#GamersGate i Rian Johnson

Johnson jest i tak na cenzurowanym u części fanów. I to nie tylko tych, którzy szkalują Kelly Marie Tran, ale grupy, którym zwyczajnie „Ostatni Jedi” nie przypadł do gustu z różnych względów (a nie mają problemów z Finnem, Rey, Jyn Erso itp.). Johnson wrzucił wszystkich do jednego wora i w wypowiedzi o negatywnych komentarzach o filmie, określił fanów, którym nie spodobał się Epizod VIII – grupką powiązaną z ruchem #GamersGate.

Pytanie czym jest #GamersGate – to hasztag, popularny swego czasu przy okazji boi o równouprawnienie, polityczną poprawność i tego, co z tym związane. Generalnie chodzi o to, że osoby określane mianem #GamersGate – to najczęściej biali szowiniści, którzy zaciekle bronią swojego świata. Oczywiście druga strona medalu widzi tu wojujące feministki, które na siłę się wpychają do popkultury. Każda strona ma swoje racje i nie ma co tego roztrząsać. Obecnie hasztag służy głównie do obrażania i przypinania łatek.

Problemem jest właśnie to, że Rian przyrównując osoby niechętne do wspomnianej grupy, nagle ją bardzo rozszerzył, a tym samym dał swoim najbardziej zajadłym przeciwnikom dodatkową amunicję. Rian obraża fanów. Nikt nawet nie próbował wczytać się dyskusję jaką Rian prowadził na twitterze z Bryanem Youngiem, nowa wojna się rozpoczęła. Widać ją na twitterze Johnsona, gdzie co pewien czas powraca. Riani tak już zasłynął z tego, że zdążył zablokować, co poniektórych fanów.

Nieoczekiwane wsparcie

Cześć mediów bardzo szybko podchwyciła temat. Zresztą jest gorący. Rian Johnson obraża fanów, twierdzi, że to oni odpowiadają za zły film i tak dalej. Z niektórych nagłówków płyną ciekawe komentarze, których potem nie ma w artykułach.

Na ratunek przeciwnikom Johnsona przyszedł skrzywdzony przez Riana i Kathleen Kennedy filmowiec - Colin Trevorrow. Ostatnio zbiera dość krytyczne opinie o drugim „Jurassic World”, którego jest współscenarzystą. W kontekście awantur i wypowiedzi Johnsona, stwierdził tylko, że będąc profesjonalnym filmowcem, wie, że fanów nie należy obrażać. Pewne decyzje twórcze są kontrowersyjne i trudne. Czasem błędne i niezrozumiałe dla fandomu. Negatywna reakcja fanów w tym przypadku, nie jest – zdaniem Trevorrowa – dowodem tego, że im zależy, to dowód troski. Że chcą, by seria (czy to Park, czy „Gwiezdne Wojny”) trwała nadal i miała się dobrze. Nie należy negować nieprzychylnych komentarzy, nie należy odbierać ich personalnie, tylko zastanowić się, jakie wnioski można wyciągnąć przy kolejnych filmach. Colin zapowiedział, że trzeci „Jurassic World” będzie bardziej wyważony niż ten ostatni, jednocześnie wbił szpilę Johnsonowi. Zresztą nie pierwszy raz publicznie krytykuje tak Johnsona, jak i VIII Epizod.

Awantura rozwijałaby się dalej, gdyby nie głośna sprawa Jamesa Gunna i jego żartów o pedofilii sprzed lat, w wyniku których został zwolniony przez Disneya z funkcji reżysera „Strażników galaktyki 3”.

Zaś zapowiedzi, co dalej z filmami LFL, jak nie ma, tak nie ma.

Chcą skasować filmy Riana Johnsona i inne ploty

52



Obecnie doszliśmy już do takiego momentu, jeśli chodzi o plotki o nowych filmach, Kathleen Kennedy i Lucasfilmie, że wszystko zaczyna się mieszać. Stare newsy wracają w nowej formie. W każdym razie karuzela plotek i niedomówień trwa.

Zaczynamy od trylogii Riana Johnsona. Otóż pojawiło się dementi, o jej skasowaniu. Zanim do dementi wrócimy, kilka słów o samym skasowaniu. Takiej plotki jeszcze nie było, lub pojawiła się na wyjątkowo krótko. Za to są petycje o usunięcie Riana Johnsona z „Gwiezdnych Wojen” oraz skasowanie jego trylogii. W sumie na jedno wychodzi. Tych petycji w sieci jest kilka i mają już za sobą, co najmniej parę tygodni działania. Ktoś je odkrył, wypromował i w szumie informacyjnym powstała plotka, że petycje odniosły skutek. Obecnie cieszą się one niewielkim zainteresowaniem. Można je przejrzeć / podpisać tutaj:
Petycja by zakazać Johnsonowi robienia filmów Star Wars
Petycja by wyrzucić Johnsona z marki
Petycja by zwolnić Johnsona z obowiązków przy nowej trylogii
Petycja by wyrzucić Johnsona z pracy przy nowej trylogii
Petycja by pozbyć się Johnsona z nowej trylogii.

Dodajmy do tego petycję o wyrzucenie VIII epizodu z kanonu i zbiórkę na remake. Ta pierwsza cieszy się dużym zainteresowaniem (w porównaniu z wyrzuceniem Johnsona), o drugiej też jest głośno.

W każdym razie ktoś w mediach bądź na YouTubach (ciężko znaleźć pierwszego winnego) poczuł się odpowiedzialny, by zgłosić dementi, oznajmiając światu, że te petycje nie odniosły skutku. Filmy nie zostały skasowane (bo nie były). Koronnym dowodem, że tak nie jest, jest wypowiedź Rama Bergmana sprzed prawie 4 tygodni, a więc momentu zanim zaczęła się obecna plotkowa nagonka. O słowach Bergmana pisaliśmy tutaj. Pod koniec tamtego tygodnia newsa opublikował MakingStarWars (dopiero dotarli do tej informacji, musiała im umknąć). Część serwisów uznała, że to nowe potwierdzenie i stąd zamieszanie z dementi o skasowaniu filmów. Czy trylogia Riana trafi w 2020 roku do kin, jak zapowiadają? Na razie nie wiedział tego nawet producent. Zatem dwie prawdziwe informacje, które można wyczytać z tych plotek to: po pierwsze, trylogia Johnsona powstaje. Po drugie są fani, którzy chcą aby została skasowana.

Przechodzimy drugiej części dramatu medialnego Lucasfilmu. W ostatnim odcinku, była mowa o Lucasfilmie w ruinie pod rządami Kennedy, oraz Igerze, który chce ją zwolnić, a w Lucasfilmie jest bardzo toksycznie, bo pracujący fani sagi muszą się ścierać ze zwolennikami Kennedy. Nikt nie chce zająć jej miejsca. Podobno nawet J.J. Abrams powiedział nie, ale teraz próbuje ze wszystkich sił zrobić dobry Epizod IX. Teraz nie powiedział też Kevin Feige, szef Marvel Studios. Zapytano go wprost o to, czy zamierza przyjść do Lucasfilmu. Przyznał, że jest fanem „Gwiezdnych Wojen”, ale ma swoje podwórko i nie zamierza go zmieniać. Kevin Feige wg niektórych plotek był praktycznie pewnym, namaszczonym przez Igera następcą Katlheen Kennedy. Wszystko wzięło się z tego, że po „Hanie Solo”, Kathleen miała rozmowę telefoniczną z Bobem Igerem, w której uczestniczył Feige. Ten koronny dowód został przypieczętowany wizytą Kevina w The Star Wars Show. To, że ten odcinek był wyemitowany przed premierą filmu Rona Howarda to raczej drobny szczegół w teorii. Natomiast wracając do telefonicznego linczu Kennedy. Zaiste, wiemy, że taka rozmowa się odbyła i uczestniczył w niej oprócz Igera, Kennedy i Feige’a jeszcze Edwin Catmull (lub ktoś w jego imieniu) reprezentujący Pixara. Wg plotek, była to połajanka Kennedy. Faktycznie była to konferencja typu open pipeline, na której szefowie trzech spółek córek Disneya dzielą się stanem spraw ze sobą oraz swoim przełożonym. Nic nadzwyczajnego w biznesie. Tego typu rozmowy odbywają się w Disneyu z pewną regularnością. A że wynik „Hana Solo” był jaki był, to musiał zostać przedyskutowany. Nikt nie wyklucza tego, że mogło tam być gorąco. Reszta plotek zaś zdaje się być grubo przesadzona.

Natomiast Lucasfilm jak milczy, tak milczy. Choć liczymy, że lada moment ogłosi coś o Epizodzie IX.

Plotkowa jazda bez trzymanki w natarciu

25



W „Ostatnim Jedi” wiceadmirał Holdo postanowiła trzymać swój plan w tajemnicy. Spowodowało to bunt, któremu przewodził Poe. Niedomówienia i brak klarownej informacji na temat planu Lucasfilmu prowadzi zaś do wysypu przeróżnych plotek. Dziś kolejna porcja o tym, co planują i co się tam dzieje, jakoby oczywiście.

Przy okazji informacji o hejterach i Kelly Marie Tran, wspominaliśmy o plotkach mówiących o potencjalnym odejściu Kathleen Kennedy. Plotki żyją własnym życiem. W tych najnowszych, Kennedy zrujnowała całkowicie markę „Gwiezdnych Wojen” do tego stopnia, że Disney nie może znaleźć nikogo na jej miejsce, bo saga jest praktycznie nie do uratowania (no chyba, że przerobi się Ostatniego Jedi). Teraz nastąpił zwrot w akcji. Skoro Kennedy chciała uratować „Hana Solo” utopionego przez Disneya i Marvela, to ma teraz na pieńku z Bobem Igerem. Iger podobno nie traktuje jej dobrze, poważnie, a przede wszystkim zrzuca na nią swoje błędy. Przez to stała się obiektem ataków ze strony niektórych fanów.



Taki tweet powędrował na konto Franka Marshalla, męża Kathleen. A ten go polubił. Nie ważne jaki miał ku temu powód, od razu cześć osób podchwyciło, że poparł tę wersję, bo jest ona prawdziwa. Jaka przyszłość czeka Lucasfilm, Kennedy i kolejne filmy, nie wiemy. Im dłużej trzymają nas w niepewności, tym więcej plotek się pojawi.

Tymczasem kolejne, bardziej filmowe mówią o tym, iż Lucasfilm dostosuje budżety przyszłych filmów do mniejszych wyników. Zarówno „Boba Fett” duetu Kinsberg-Mangold, jak i „Kenobi” (nie wiadomo kogo), mają być dużo skromniejszymi obrazami, zakładającymi stopę zwrotu na poziomie wyników „Hana Solo” lub nawet jeszcze niższym. Wygląda na to, że „Boba Fett” byłby faktycznie następny w kolejce po Epizodzie IX, ale potwierdzeń nie ma.

Co się tyczy „Kenobiego” to plotki sugerują, że film może zostać zdegradowany z widowiska kinowego, do obrazu, który od razu pojawi się na platformie streamingowej Disneya. W tej informacji jest ciekawe to, że dotychczas chyba jeszcze nie mówiono głośno o pełnometrażowych filmach, które mogłyby tam trafić. Patrząc na ogólną sytuację sagi, mógłby to być ciekawy eksperyment, który nie kolidował by z wizją by kinowe premiery były raczej wydarzeniami.

A ponieważ w przyszłym roku Ewan McGregor będzie zajęty, obecnie ma w planach trzy kolejne filmy, w tym kontynuację „Lśnienia”, to zdjęcia nie ruszą raczej przed 2020.

Natomiast ten skasowany film o Mos Eisley podobno faktycznie miał być dedykowany na platformę streamingową Disneya. O ile w ogóle istniał, bo obecnie dość łatwo rzucić w eter informację, że Lucasfilm planuje/pracuje nad kolejnym filmem. Najnowsza taka wieść sugeruje, że bezsprzecznie pracują nad obrazem o Vaderze. Podobnie jak w przypadku Mos Eisley, poza jednym źródłem, całkowicie brakuje jakichkolwiek innych plotek w temacie.

Z całego tego zamieszania warto jednak faktycznie zwrócić uwagę na platformę Disneya. Możliwe, że poza „Resistence” i serialem aktorskim doczekamy się tam także filmów stworzonych na potrzebę tego medium.

Chcą przerobić „Ostatniego Jedi”

74

„Ostatni Jedi” wciąż dzieli fanów „Gwiezdnych Wojen”. W sieci zebrała się grupa fanów, która chce doprowadzić do przerobienia „Ostatniego Jedi”. Nie jest jasne, czy chodzi o dokrętki i nowy montaż, czy całkowicie nowy remake. Idea polega na tym, by Disney mógł skorygować swoje błędy odnośnie sagi „Gwiezdnych Wojen” i stworzyć coś co zadowoli fanów serii, a nie będzie dalej ich dzieliło. Bliższe oryginalnej wizji, czymkolwiek by ona nie była.



Tym razem nawet nie chodzi o petycję, których było wiele i które jak wiemy najczęściej przepadają w niebycie. Teraz fani zrzeszeni w tym projekcie chcą tak naprawdę tylko zgody Disneya na możliwość poprawienia filmu. Obiecują pokryć samodzielnie wszystkie koszty. Podobno mają już dogadanych kilku producentów zapewniających im finansowanie, ale jednocześnie zbierają też datki w sieci na stronie RemakeTheLastJedi.com.



I jedyne o co proszą to o rozpowszechnienie informacji o tym projekcie. Jeśli Bob Iger w Disneyu (i pewnie mniej istotna w tym momencie Kathleen Kennedy w LFL) zgodzi się to zajmą się przerabianiem Epizodu VIII.

Z jednej strony to bardzo ciekawe przedsięwzięcie, brzmi trochę nierealnie. Z drugiej argumentują to w ten sposób, że Disney nadal zachowałby prawda do marki. Co więcej dostałby nową wersję filmu, za darmo, którą mógłby wpuścić do kin. Z jednej strony przyciągnęłaby niezadowolonych fanów z wersji Riana Johnsona, pewnie nawet kilkukrotnie. Musieliby pokazać, że ta wersja faktycznie jest lepsza, nawet jeśliby nie była (w końcu każdy fan pewnie ma swoją wizję sagi). Z drugiej strony fani zadowoleni z dzieła Riana także pewnie przeszliby się z ciekawości. Propozycja fanowskiego remake’u wydaje się być kuriozalna, ale jednocześnie jej twórcy wskazują innowacyjność takiego podejścia.

Całą sprawę skomentował Rian Johnson, jawnie kpiąc sobie z tej grupy fanów, zgłaszając swoją gotowość do wzięcia udziału w tym projekcie.



Jedno jest pewne, Lucasfilm po Epizodzie VIII a także po „Hanie Solo”, jak to określił ostatnio „The Hollywood Reporter” leczy rany i zastanawia się jak podejść do kolejnych projektów (w szczególności spin-offów), tak od strony historii jak i dostosowania marketingu. W tym momencie głos o przerobieniu „Ostatniego Jedi” nawet jeśli projekt nie dojdzie do skutku (szanse raczej są niskie) z pewnością zostanie usłyszany i będzie mieć jakiś wpływ na kolejne filmy z cyklu.

Tak swoją drogą warto przypomnieć, że „Mroczne widmo” także doczekało się swojej fanowskiej, poprawionej wersji – The Phantom Edit. Ta była nielegalnym montażem, głównie wycinającym z Epizodu I midi-chloriany, Jar Jara i młodego Anakina. Była bardzo popularna wśród grupy niezadowolonych z „Mrocznego widma” odbiorców.

Temat na forum.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.