Spis newsów (Epizod VII: Przebudzenie Mocy)

J.J. Abrams o Epizodzie IX w kontekście „Ostatniego Jedi”

91



J.J. Abrams powiedział niedawno, że negatywne oceny „Ostatniego Jedi” przez cześć fanów nie wpłyną na niego, ani na Epizod IX. Potem dodał, że konkretnie chodzi mu o kwestię kobiet i ich obecności na ekranie. Jeśli fani krytykują postaci wiceadmirał Holdo (Laura Dern) i Rose (Kelly Marie Tran), za to, że są na ekranie, to zdaniem Abramsa to nie jest problem „Gwiezdnych Wojen”, a raczej osób, które czują się w jakiś sposób zagrożone. „Gwiezdne Wojny” to wielka galaktyka i tam jest wiele miejsca na różnorodność. To zdaniem Abramsa zostanie utrzymane w kolejnych filmach. A że ktoś ma z tym problem, to „Gwiezdne Wojny” nie mają tu tak naprawdę wiele do rzeczy. Pełnią raczej rolę pretekstu.

Abrams mówiąc o Epizodzie IX zauważa, że dalej będzie to historia Rey (Daisy Ridley), Poe (Oscar Isaac), Finna (John Boyega) i Kylo Rena (Adam Driver). Trzech mężczyzn na jedną kobietę, więc J.J. nie rozumie narzekań, że w sadze jest za dużo kobiet. Za to reżyser i scenarzysta jest bardzo podekscytowany tym, jak historia tych postaci się zakończy i nie może się doczekać, aż to zobaczymy. Każdy ma dostać swoją część historii.

Abrams zauważa również, że gdy wchodziła „Nowa nadzieja” do kin, George’a Lucasa także krytykowano, z powodu wygadanej i eksponowanej na ekranie księżniczki Lei (Carrie Fisher).

Tymczasem po cichu Abrams zbiera ekipę do Epizodu IX. Wróci Michael Kaplan (kostiumograf „Ostatniego Jedi” i „Przebudzenia Mocy”), wrócą montażystki (Maryann Brandon i Mary Jo Markey), wrócą spece od efektów Neal Scanlan i Roger Guyett. Zmieni się za to scenograf. Prawdopodobnie zostanie nim Paul Inglis. Pracował on ostatnio przy „Blade Runnerze 2049”, a wcześniej „Skyfall”, „Mission: Impossible – Rogue Nation”, „Prometeuszu”, „Grze o tron” czy „Ludzkich dzieciach”.

Nowości od Bandai

BANDAI
17

BB8 1/2

Dużych rozmiarów model lubianego przez wszystkich droida z najnowszej trylogii. Duży zestaw akcesoriów (między innymi ramię z zapalniczką itp.), dioda LED

Data wydania: marzec 2018

Cena: 15,120 ¥



Milenium Falcon 1/72

Chyba najwierniejszy jak do tej pory model najsłynniejszego w galaktyce „latającego złomu”, w wersji z pierwotnej trylogii, odtworzony na podstawie pomiarów oryginalnego modelu użytego przy produkcji filmów.

Data wydania: marzec 2018

Cena: 37,800 ¥



Han Solo – Stormtrooper 1/12

Znany w całej galaktyce przemytnik w wersji Imperialnego Szturmowca, podczas uwalniania księżniczki Lei. W komplecie zestaw akcesoriów i uzbrojenia.

Data wydania: kwiecień 2018

Cena: 3,240 ¥



Luke Skywalker – Stormtrooper 1/12

Luke Skywalker w wersji Imperialnego Szturmowca (choć był na niego „za niski”), podczas uwalniania księżniczki Lei. W komplecie zestaw akcesoriów i uzbrojenia.

Data wydania: maj 2018

Cena: 3,240 ¥

Fanowska rekreacja początku „Przebudzenia Mocy”

8

Tim Gray spróbował komputerowo odtworzyć początek „Przebudzenia Mocy” z pierwotnych wersji. Bazując na szkicach koncepcyjnych, scenopisach i tym do czego miał dostęp, oraz oczywiście domysłach, stworzył alternatywne otwarcie Epizodu VII. Takie, w którym film zaczyna się od wprowadzenia w historię Rey. Jak wiele rzeczy w „Przebudzeniu Mocy”, także i ta koncepcja została zmieniona z czasem. Ale można zobaczyć jak mogłaby wyglądać, gdyby J.J. Abrams podjął inne decyzje.

Chcą wrócić w Epizodzie IX, ale czy Abrams ich zechce?

63



W tym roku ruszą zdjęcia do Epizodu IX, ale obecna polityka informacyjna Lucasfilmu jest taka, że przekazują bardzo mało oficjalnych informacji. O tym, że większość obsady „Przebudzenia Mocy” wróci w „Ostatnim Jedi” Kathleen Kennedy poinformowała blisko premiery VII Epizodu. Tym razem tak się nie stało. O ile nasza ciekawość jest umotywowana fanowskim dociekiwaniem, o tyle warto posłuchać co do powiedzenia w tej sprawie mają aktorzy. W końcu dla nich to także istotna część budżetu.

Lupita Nyong’o przyznała, że nie wie, czy Maz Kanata pojawi się w IX Epizodzie. Dodała tylko, że wszystko wskazuje, iż niebawem się dowie. Tyle.

Podobny problem ma Gwendoline Christie. Tyle, że jak sama aktorka zauważyła, jej bohaterka prawdopodobnie zginęła. I to ją przeraża, bo jak mówi, chciałaby aby jej postać została rozwinięta na ekranie. Christie jest bardzo zaintrygowana swoją bohaterką i chciałby więcej dowiedzieć się na temat kim właściwie jest Phasma. Cóż, przypominamy, że Rian Johnson stwierdził, że dla niego Phasma to taki trochę Kenny z „South Park” (więcej), więc może i u J.J. Abramsa jakoś wróci.

Andy Serkis natomiast nie mówi, że chce by Snoke przeżył, raczej sugeruje, iż może tu być coś więcej. Andy przyznał, że nie wszystko, co dotyczy Snoke’a w „Ostatnim Jedi” mu się podobało, ale nie kwestionował tego, bo miało to swój cel. Był to ważny, dramatyczny moment i służyło to filmowi. Ale też zostawił część fanów zawiedzionych, liczyli że ze Snokiem będzie coś więcej, jakaś historia czy tajemnica. Serkis podkreśla, że nie chce nic sugerować, ale kto wie co się stanie. To „Gwiezdne Wojny” tu można w pewien sposób oszukać śmierć.

Jest też kolejna fanowska teoria w tym temacie. W skrócie, a co jeśli nie tylko Luke używał projekcji Mocy? Snoke mógł użyć tej samej sztuczki.

Na razie wiemy tylko, że w filmie Abramsa wrócą Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac, Anthony Daniels i Mark Hamill. Albo samodzielnie potwierdzili swój powrót, albo zrobił to ktoś za nich. Co z resztą, nie wiadomo. Raczej śmiało można dorzucić Chewbaccę i R2-D2 do tych bohaterów. No i jedną z największych zagadek stojących przed nami jest to jak twórcy podejdą do tematu Lei.

Premiera Epizodu IX w grudniu 2019.

Wyniki i sekrety VIII Epizodu

33

Ten weekend nie był zbyt udany dla filmu Riana Johnsona. „Ostatni Jedi” spadł na 6 pozycję w amerykańskim box-officie i zarobił jedynie 11,8 miliona USD. To mniej nie tylko od „Przebudzenia Mocy”, ale też „Łotra 1” w analogicznym okresie. Choć warto przypomnieć, że „Łotr 1” został już dawno pokonany. Obecnie Epizod VIII jest szóstym najbardziej dochodowym filmem w historii w USA, a także 10 na całym świecie. W dodatku ma spore szanse by poprawić oba wyniki.

Jeśli interesują was ciekawostki o Ostatnim Jedi to z pewnością zaciekawi was filmik, który przygotowała oficjalna wraz z ekipą „Star Wars Show”. „The Last Jedi Secrets Explain” to półgodzinny program, w którym Leland Chee, Pablo Hidalgo, Matt Martin i Rayne Roberts rozmawiają z Andi Gutierrez o inspiracjach i smaczkach VIII Epizodu. Od nawiązań do „Ojca chrzestnego”, po historię emblematu Jedi, czy łączniki fabularne z „Battlefrontem”.



Rian Johnson wytłumaczył dlaczego Luke w swojej projekcji wygląda jak wygląda. Chodziło o wywołanie gniewu w Kylo Renie. Skywalker doskonale wiedział, że jest to pięta achillesowa Bena Solo. Dlatego starał się wyglądać tak jak w czasie zniszczenia świątyni. Ma też miecz swojego ojca. Ren jest przekonany, iż ta broń powinna należeć do niego. Jednocześnie nie wie, że została zniszczona. W momencie wybuchu traci przytomność. Nie ma pojęcia, co się stało z mieczem, poza tym, że pewnie zabrała go Rey.

Przy okazji dokumentów z planu pojawił się jeszcze jeden promujący Irlandię.

Ciekawostki o „Ostatnim Jedi”

14

„Ostatni Jedi” zbliża się do miliarda USD w globalnym rozrachunku, cały światowy box office znów jest zdominowany przez Gwiezdną Sagę. W ten weekend Epizod VIII powinien przekroczyć magiczną liczbę 500 milionów USD w Stanach i pewnie podobną poza granicami (obecnie ma 483 miliony USD w USA i 469 milionów USD poza). Drugi weekend VIII Epizodu był w USA o 15 milionów lepszy niż wynik „Łotra 1”, no ale jednocześnie o 90 milionów gorszy od „Przebudzenia Mocy”. Wciąż jednak to imponujące osiągnięcie. Warto przypomnieć, ze w Stanach „Łotr 1” był największym hitem 2016. „Ostatni Jedi” nie powinien mieć problemów z powtórzeniem tego sukcesu. Uczyni to prawdopodobnie w ten weekend. Na razie największym tegorocznym hitem jest „Piękna i Bestia” z 504 milionami USD.

Zostając przy zarobkach. Sumarycznie trzy filmy Disneya zarobiły już 4 miliardy USD, czyli tyle ile mniej więcej kosztował Lucasfilm. Mówimy tu tylko o wpływie z biletów.

Narosło trochę kontrowersji w sprawie Marka Hamilla i jego oceny „Ostatniego Jedi”, o czym pisaliśmy tutaj. Mark raz mówił tak, innym razem inaczej, trudno wyłapać, które wypowiedzi są bardziej aktualne, zwłaszcza, że filmiki z sieci znikają. W każdym razie Hamill przeprosił na twitterze, za to, że wyrażał swoje prywatne zdanie i wątpliwości publicznie. Jak stwierdził, różnice twórcze to normalny element pracy nad projektem i zazwyczaj nie wypływają. Wszyscy chcieli dostać dobry film. Mark twierdzi, że „Ostatni Jedi” Riana Johnsona jest wspaniały.



Ale to nie koniec tweetów od Marka Hamilla. Otóż potwierdził on, że jego dzieci zagrały małe rólki w filmie. Nathan, Griffin i Chelsea pojawili się między innymi w Słowniku ilustrowanym jako Saile Minnau, Salaka Kuchimba i Koo Millham. Warto przypomnieć, że Nathan ma już na koncie kameo w „Mrocznym widmie” jako widz na wyścigu podów i strażnik Naboo.



Można je też zobaczyć na kadrze z filmu.



Pablo Hidalgo potwierdził, że scena w „Łotrze 1” w którym Jyn Erso przegląda listę projektów Imperium i mówi o systemie śledzenia w nadprzestrzeni, to był celowy zabieg łączący oba filmy.

Z koeli Rian Johnson przyznał, iż rozważał wprowadzenie Landa w „Ostatnim Jedi”. Jednak tego nie zrobił, głównie ze względu na postać DJa i Benicio Del Toro. DJ w pewien sposób pełni rolę bardzo podobną do Landa w „Imperium kontratakuje”. Zresztą Lando w wersji Johnsona też miał wystawić bohaterów, ale jak to w jego przypadku bywa, nie do końca. W przypadku DJa nie oczekujemy nagłej zmiany stron, u Lando musiałoby się tym skończyć.

Johnson wspomniał także o scenie z wizją Rey na Ahch-To. Nakładają się tam dwie rzeczy. Po pierwsze równowaga. Skoro znajduje się tam świątynia Jedi, czyli jasna strona jest na górze, to na dole musi być ciemna. Natomiast samo wejście i wizja jest analogią do tego, co przechodził Luke w jaskini na Dagobah. Luke i Rey musieli mierzyć się ze swoim największym strachem. W jej przypadku jest to fakt, że jest nikim i musi polegać jedynie na sobie.

Kolejną ciekawostkę o „Ostatnim Jedi” wyjawił Matt Wood. Otóż w momencie, gdy Rey idzie w kierunku drzewa Mocy na Ahch-To słychać jakieś dźwięki, jakby szantę lub szeptanie w tle. To coś, z czego powinni być zadowoleni fani legend. To kodeks Jedi.
Nie ma emocji, jest spokój.
Nie na ignorancji, jest wiedza.
Nie ma pasji, jest pogoda ducha.
(Nie ma chaosu, jest harmonia.)
Nie ma śmierci, jest Moc.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Jeśli kojarzycie scenę skoku w nadprzestrzeń wykonaną przez admirał Holdo, z pewnością zauważyliście, że przez około 10 sekund nie ma tam dźwięku. Okazuje się, że za oceanem mają z tym problem. Już wcześniej obsługa kin dostała instrukcje, że jeśli nie ma dźwięku przez ten czas to z filmem wszystko jest dobrze, tak miało być. Z kolei pracownicy kin tłumaczą to teraz części widzów, którzy zgłaszają problemy techniczne.

Trzeci plakat IMAX, drugi weekend i spadek po Lucasie

32

Za nami drugi weekend „Ostatniego Jedi”, zarówno trzydniowy, jak i czterodniowy (ze świątecznym poniedziałkiem). Film Riana Johnsona nadal świetnie radzi sobie zarówno na rynku amerykańskim, jak i reszcie świata. Niestety film zanotował też bardzo duże spadki popularności. Wynik drugiego weekendu w USA (bez poniedziałku) to 68 milionów USD. Spadek wynosi 68,9 % to dość dużo, ale VIII Epizod ratują wartości liczbowe. Dla porównania „Łotr 1” w analogicznym okresie zarobił 64 miliony USD (spadek 58%). „Przebudzenie Mocy” J.J. Abramsa jest obecnie poza zasięgiem „Ostatniego Jedi”, w drugi weekend zarobiło 149 milionów USD (spadek 39%).

Jeśli doliczymy poniedziałek, to w weekend w USA film Johnsona zarobi jakieś 100 milionów USD. Sumarycznie „Ostatni Jedi” ma już na swoim koncie 777 milionów USD, z tego 397 milionów USD w USA, resztę w pozostałych krajach. Tam dalej króluje, a warto jeszcze przypomnieć, że na np. chińską premierę dopiero czekamy.



Tymczasem, jakby ktoś chciał obejrzeć film ponownie, to jest już trzeci plakat IMAXowy. Warto śledzić profile IMAXa, by dowiedzieć się, gdzie i kiedy można ów plakat dostać. Poprzednie plakaty są tutaj: pierwszy i drugi.



Na koniec warto jeszcze poświęcić chwilę jednej kwestii. Otóż jak mówi Rian Johnson, obecnie w Lucasfilmie plan na całą trylogię sequeli jest dość prowizoryczny. Reżyserzy i scenarzyści właściwie mogą zrobić, co im się podoba, o ile zatwierdzi ot Story Group. Ale nie zawsze tak było. Gdy nad projektem sprawował opiekę jeszcze George Lucas, czyli koło 2013, rozpisywano cała trylogię, a także pod jego okiem powstawały pewne koncepty. Jednym z nich był właśnie stary Luke Skywalker, który zaszywa się na jakiejś odległej planecie, gdzie znajduje się akademia Jedi. To nie znaczy, że od razu w niej tam uczył. Raczej też przez pewien czas chciał się odciąć od wszystkiego, ale ostatecznie w VII Epizodzie trenował w niej Kirę. Kira stała się Rey, a Kasdan i Abrams zarzucili pomysł szkolenia u Luke’a w „Przebudzeniu Mocy”. Chcieli mieć więcej Hana w filmie i to jemu przypadła rola mentora. Luke zaś lepiej niż nauczyciel sprawdził się jako osoba, której wszyscy szukają. Jak się okazuje te koncepty Lucasa nie przepadły do końca. Johnson do części z nich wrócił i rozwinął we własny sposób. Powyżej pomysł jak mogła wyglądać pierwsza świątynia Jedi wg artysty koncepcyjnego - Jamesa Clyne’a.

Trolling informacyjny wokół „Ostatniego Jedi”

38

Recenzje krytyków dotyczące „Ostatniego Jedi” są bardzo pozytywne. Publiczność także chodzi na ten film, ale jeśli poczyta się recenzje w sieci, to nagle pojawiają się całkiem spore rozjazdy. Widać to zwłaszcza na dwóch portalach, gdzie recenzje krytyków są zestawione z recenzjami użytkowników, czyli przede wszystkim Rotten Tomatoes i Metacritic.







Gołym okiem widać olbrzymie różnice w ocenach. Coś co krytycy oceniają na 92% a fani na 53%. Zresztą na Metacritic rozbieżność jest podobna. Czy faktycznie odbiór tych filmów jest tak zły? Niekoniecznie. Problemem jest próbka badawcza. O ile w przypadku krytyków, są mniej lub bardziej wybrani (acz z mniejszego zbioru), o tyle w przypadku użytkowników, ci wybierają się sami i sami piszą recenzję, oceniają film. Natomiast trudno to nazwać reprezentacyjną próbą, choć patrząc na ilość ocen, z pewnością dużą. Kolejna istotna rzecz, to fakt, iż wielu użytkowników zarejestrowało się specjalnie na te portale, by ocenić (najczęściej negatywnie) nowe „Gwiezdne Wojny”. Byli też tacy, którzy nawoływali innych, by bombardowali film negatywnymi recenzjami. Owszem jest to trolling, ale nie można zapominać, iż nie bierze się on bez przyczyny. Fani (w szczególności część mocno związanych z dawnym, skasowanym przez Disneya Expanded Universe) trollowali już „Przebudzenie Mocy”, ale tam zjawisko nie miało takiej skali.

Przedstawiciele Disneya z jednej strony, mówią że nie ma problemu, bo ważne, iż film wywołuje emocje. Z drugiej są dumni z tego, co dostarczyli, ale jednocześnie wskazują, że część tych recenzji może być pisana przez boty oraz, że są strony na facebooku, które pomagają prowadzić akcję bombardowania negatywnymi recenzjami.

Rian Johnson także wypowiedział się na temat ocen filmu. Po pierwsze sugerował, że znaleźli się fani, którzy mu grozili (śmiercią/pobiciem – w to trudno wnikać). Przyznał jednak, że jego celem nigdy nie było takie podzielenie fanów, a raczej sprawienie by marka zmieniła kierunek, poszła do przodu, dorosła, ale jednocześnie stała się bardziej atrakcyjna w obecnej rzeczywistości.

Jednocześnie fani w sieci zrobili petycję, by usunąć „Ostatniego Jedi” z kanonu. Petycja ta wcale nie zbiera tylu głosów, ile jest negatywnych recenzji. Oczywiście sama petycja została strollowana przez innych fanów kolejną petycją, tym razem o to by 4 maja serwis z pornografią zmienił nazwę na Porghub.

I na koniec, żeby nie było, że tylko fani rozmijają się trochę z prawdą, zdarza się to również Disneyowi. W poniedziałek pisaliśmy o polskim sukcesie „Ostatniego Jedi”. Wg Disneya film w pierwszy weekend zobaczyło 781 tys. ludzi (a raczej tyle sprzedano biletów), co by czyniło go najlepszym otwarciem roku. Nie jest to do końca prawda, bo jak już pojawiły się szczegółowe dane, to okazało się, iż w weekend sprzedano 558 974 biletów. Różnica wynika z tego, iż Disney do weekendu doliczył czwartek i środowe pokazy, co czyni porównanie niemiarodajnym. Tyle, że jeśli porównamy tylko pierwszy weekend to w 2017 królują „Listy do M. 3” (736 812 biletów). (Więcej na ten temat tutaj).

Epizod VIII bez wątpienia podzielił fanów i to dość mocno. Teraz czeka go bardzo ważna próba, drugi weekend. Zobaczymy jakie zanotuje spadki. W końcu dla szefostwa Disneya same recenzje nie są istotne, ważne są wpływy i zainteresowanie. Zaś w Stanach film już zarobił prawie 300 milionów, czyli prawie 100 milionów mniej niż VII Epizod, ale lepiej niż „Łotr 1” i większość innych blockbusterów.

Blu-ray, 4K, Lucas i polskie sukcesy

23

Polski Disney ma się czym pochwalić. „Ostatni Jedi” zanotował w Polsce imponująco wysokie otwarcie. Ten sukces chyba nikogo nie dziwi. Najnowsza produkcja Lucasfilm przez pierwsze dni wyświetlania ustanowiła rekord wpływów ze sprzedaży biletów – 17.8 miliona zł., gromadząc w kinach 781 tysięcy widzów. Jest to najlepsze otwarcie 2017 roku w polskich kinach. Warto dodać, że 46% z tych widzów wybrało wersję z dubbingiem.

Ciekawi Was, co George Lucas sądzi o VIII Epizodzie? Otóż, jak zwykle w przypadku produkcji Disneya, wypowiada się dość enigmatycznie. Nazwał film „przepięknie zrobionym”. Dla przypomnienia: „Przebudzenie Mocy” opisał: „naprawdę mi się podoba”, zaś „Łotra 1” – „kocham”. Więcej pewnie z niego nie wyciśniemy.

Natomiast nie tylko Rian Johnson szykuje się do wersji blu-ray. Wśród dodatków mamy tam zobaczyć jakieś 20 minut wyciętych scen, w tym wtargnięcie na okręt Snoke’a, więcej dynamiki między DJem, Finnem i Rose, a także rozszerzoną scenę z Rey i opiekunkami świątyni oraz sceny z Finnem i Poe.



Blu-ray, jeśli wierzyć przeciekom, ukaże się 18 kwietnia. Tym razem oprócz normalnej wersji ma też wejść wersja 4K Ultra HD. Będzie to pierwsze wydanie sagi w tym formacie. Przypominamy, że przynajmniej „Nowa nadzieja” także już została skonwertowana do tego formatu, a teraz gdy Disney przejął Foxa, Iger nie będzie musiał martwić się o ew. podział zysków.

Scenariusz Epizodu IX na biurku Igera

33

W czasie całego zamieszania związanego z premierą „Ostatniego Jedi”, jak i przejęciem Foxa, Bob Iger miał jeszcze jedną sprawę na głowie. J.J. Abrams osobiście dostarczył mu skończoną, pierwszą wersję opowieści Epizodu IX do wglądu. Iger nie nazwał tego scenariuszem, bo najpewniej ten również dostał, ale nim są bardziej zainteresowani w Lucasfilm. Kathleen Kennedy i spółka już go pewnie czytają. Szef Disneya nie ma czasu na taką lekturę, więc musi zadowolić się treatmentem, czyli dość krótkim i syntetycznym opisem całej fabuły.



Sam J.J. Abrams przyznał, że nawet nie myślał o powrocie. Wydawało mu się, że „Gwiezdne Wojny” zostały już za nim, zresztą tak też chciał. Ale gdy pojawiła się szansa by wrócić, a co więcej dokończyć historię, którą zaczął opowiadać, uznał, że to ciekawe wyzwanie. Teraz może zrobić jeszcze lepszy film niż część VII, zwłaszcza, że Rian Johnson pozostawił zakończenie dające wiele możliwości.

Daisy Ridley powiedziała, że gdy dowiedziała się o tym kto będzie reżyserem IX części była w szoku. Wszyscy spodziewali się Johnsona, a tu wraca J.J. Momentalnie rozpłakała się, krzyknęła „O mój Boże”, a potem jak już opanowała swoją spontaniczną radość, wysłała mejla do Abramsa opisując mu tę sytuację. On jej odpisał, że też się wzruszył. Ridley twierdzi, że jest cały czas w kontakcie z Abramsem. Choć opisując tę sytuację unikała słowa podekscytowana, to jednak było to po niej widać.

Poza Daisy wraca też Oscar Isaac, sam potwierdził, iż zdjęcia rozpoczyna gdzieś w pierwszej połowie 2018. Wcześniej w różnych formach potwierdzali swój udział dodatkowo John Boyega i Mark Hamill. Zobaczymy dla kogo jeszcze znajdzie się miejsce w nowym scenariuszu. No i jak scenarzyści (Abrams i Chris Terrio) podejdą do Lei i śmieci Carrie Fisher.

W sieci natomiast pojawiają się już informacje o castingu do Epizodu IX. Wiele wskazuje, że to kolejny fake news.

Ostrzeżenie przed spoilerami i inne wieści

15

Oficjalna premiera „Ostatniego Jedi” już w najbliższą sobotę w Shrine Auditorium w Los Angeles. Choć embargo na recenzję jest do wtorku (w Polsce do 18:00), niestety można się spodziewać wysypu spoilerów od niedzieli. A co ważniejsze, sam Rian Johnson twierdzi, iż fani jeszcze nie odkryli kilku istotnych rzeczy. Więc od soboty, czy niedzieli rano lepiej uważać, chodząc po internecie.



Na imprezie promującej film w Japonii pokazano już początek filmu, jakieś 13 minut. Bez wchodzenia w zbytnie spoilery, podobno będzie wiele bitew w kosmosie, ale też okazuje się, iż wiele rewelacji, które pojawiają się w „przeciekach” jest błędnych. Jakoby na początku giną jakieś postaci, które według różnych relacji miały odegrać istotniejszą rolę w filmie. No i od samego początku film zaczyna się akcją, ale jest też humor. Podobno taki jest ton całego Epizodu. Cóż, może warto faktycznie odłączyć się od sieci do premiery?

Fakt, że Rian Johnson będzie twórcą kolejnej trylogii dobrze wróży Epizodowi VIII. Spełnił on oczekiwania w nim pokładane. Niektórzy sugerują, że może to być najlepiej oceniany film z cyklu.



Riana zapytano też o to zdjęcie powyżej. Obcy po lewej stronie ekranu ma w ręku jakieś zwierzątko. Reżysera zapytano, czy to przypadkiem nie jest kosmiczny Gary, piesek Carrie Fisher. Johnson odpowiedział, że tak. Ale nie wiemy, czy to faktycznie jej pies, czy tylko jakaś inspiracja.

Johnson przyznał także, że pierwotny montaż „Ostatniego Jedi” miał jakieś 3 godziny i 20 minut. Wersja, którą zobaczymy w kinie, to ta najlepsza, reżyserska. Choć wycięto kilka scen, które bardzo mu się podobają, ba nawet całych długich sekwencji, to reżyser twierdzi, że lepiej będzie się je oglądało na Blu-ray jako dodatek. Podobno tym razem mamy dostać trochę tych scen. Rian wyklucza także powstanie wersji rozszerzonej filmu. Mało tego, te wycięte sceny zawierają także muzykę Johna Williamsa, której nie usłyszymy w ostatecznym filmie. Film ostatecznie trwa 151 minut i 38 sekund.



Oprócz niepotwierdzonej jeszcze Boliwii, Dubrownika i Irlandii, ekipa Johnsona kręciła też kilka ujęć w Islandii. Wcześniej kręcili tam J.J. Abrams i Gareth Edwads.

Pierwsze słowa w filmie brzmią podobno „We’re not”. Johnson przyznał także, że kręcił scenę z Markiem Hamillem i Carrie Fisher na pokładzie „Sokoła Millennium”. Załapał się tam także C-3PO (czyli Anthony Daniels).



Mark podobno bardzo pomógł też wymyślić historię Luke’a. Hamill należy do tych aktorów, dla których dzieje postaci są bardzo ważne. Zanim Rian dał mu odpowiedź Mark stworzył kilka różnych wersji tego, co mogło się dziać z Lukiem i co zaprowadziło go na tą wyspę. Johnson cierpliwie ich wysłuchał, potem powiedział Markowi jak to wygląda. Choć niekoniecznie może to mieć odbicie w scenariuszu. Tu sprawa wygląda podobnie jak w przypadku „Przebudzenia Mocy”, że prócz scenariusza filmowego tworzyli historię, której nie ujawniali. Znajduje się ona w archiwach Lucasfilmu, jeśli inni twórcy będą chcieli z niej skorzystać to mają wolną drogę. Jeśli nie, to z pewnością ją nadpiszą, ale tym razem problemu nie będzie, bo przecież nikt tego nie ujawnił.



Andy Serkis potwierdził, że Snoke wciąż jest wysoki. Ma około siedem stóp, czyli 213 cm. Więc w niektórych scenach używał szczudeł.

Benicio Del Toro porównał swoją postać, DJa, do noża. Jeśli złapie się go za ostrze, to można się pociąć, ale jak złapie się za rączkę to jest bardzo pożyteczny.

John Boyega mówiąc o filmie twierdzi, że tam akcja idzie do przodu. Nie ma miejsca na sentymenty, zobaczymy co dalej z Finnem, co z Rey (Daisy Ridley), ale kwestia śmierci Hana Solo może zostać raczej tylko wspomniana. Z pewnością nie zajmie wiele miejsca w filmie.

Komiksowe adaptacje filmów Star Wars w sprzedaży

Egmont Polska
10

Jeżeli czekaliście na komiksowe adaptacje "Mrocznego widma", "Nowej nadziei", a także "Przebudzeni mocy" to informujemy, że są one już dostępne w sprzedaży. Wczoraj, zaliczając małe opóźnienie, komiksy wreszcie trafiły na nasz rynek.

Star Wars Film: Mroczne widmo

W galaktyce panuje pokój, którego od tysięcy lat strzeże stary zakon Jedi. Ale siły mroku nie przestają spiskować, żeby władza na powrót trafiła w ręce Sithów. Nieświadomi ich planów dwaj rycerze Jedi pomagają uratować królową Amidalę z Naboo. A przy okazji poznają małego chłopca, który może zmienić losy całego świata…
Komiks oryginalnie ukazał się nakładem Disney–Lucasfilm Press w The Prequel Trilogy – A Graphic Novel.
Scenariusz Alessandro Ferrari, ilustracje Davide Turotti i Kawai Creative Studio. Przekład: Bartosz Czartoryski. Cena 19,99 zł, 72 strony.

Star Wars Film: Nowa nadzieja

Imperium rządzi galaktyką. Sieje strach i terror. Księżniczka Leia jest rebeliantką. Należy do nielicznego grona tych, którzy odważyli się walczyć. Teraz jednak sama potrzebuje pomocy. Jej wezwanie o pomoc dociera do Luke’a Skywalkera na odludnej planecie Tatooine. Dla Luke’a to początek pełnej przygód podróży i pierwszy krok na drodze do zostania rycerzem Jedi...
Komiks oryginalnie ukazał się nakładem Disney–Lucasfilm Press w The Original Trilogy – A Graphic Novel.
Scenariusz Alessandro Ferrari, ilustracje Kawai Creative Studio oraz Davide Turotti. Przekład: Maciej Drewnowski. Cena 19,99 zł, 72 strony.

Star Wars Film: Przebudzenie mocy

Z popiołów Imperium narodził się Najwyższy Porządek. Nad galaktycznym uniwersum znów zawisła ciemna chmura strachu i terroru. Ledwie gromadka odważnych buntowników, dowodzonych przez księżniczkę Leię Organę, jest gotowa do walki. Ich jedyną nadzieję stanowi odszukanie Luke’a Skywalkera, ostatniego Jedi, który zniknął wiele lat temu. Czy nowemu pokoleniu rebeliantów uda się znaleźć miejsce jego pobytu?
Komiks oryginalnie ukazał się nakładem Disney–Lucasfilm Press w The Force Awakens Graphic Novel Adaptation.
Scenariusz Alessandro Ferrari, ilustracje Kawai Creative Studio i Davide Turotti. Przekład: Bartosz Czartoryski. Cena 19,99 zł, 80 stron.

Okładki „Empire” z „Ostatniego Jedi”

15

Do premiery „Ostatniego Jedi” coraz bliżej. Film już jest gotowy, ale Rian Johnson wciąż nad nim pracuje. Dokładniej nad komentarzem do edycji blu-ray (choć nie wiemy, czy tej zwykłej, czy raczej jakiejś specjalnej, jak to miało miejsce w przypadku „Przebudzenia Mocy”). W każdym razie reżyser zamieścił na Istagramie odpowiednie zdjęcie.

Commentary track time

Post udostępniony przez Rian Johnson (@riancjohnson)



Tymczasem na oficjalnym twitterze StarWars.Com zamieszczono kolejną animowaną reklamę filmu.



Niebawem pojawi się także najnowszy numer magazynu „Empire”, a w nim oczywiście artykuły o VIII Epizodzie. Na razie możemy tylko zapoznać się z jednym zdjęciem oraz trzema wersjami okładek – z Rey, Kylo Renem i porgami.



Rian będzie też promował Epizod VIII na twitterze, gdzie odpowie na kilka pytań. Może zdradzi także coś ciekawego na temat kolejnej trylogii? W każdym razie wysypu odpowiedzi należy spodziewać się tej nocy.



Wg najnowszych doniesień, odpowiedzi będą też na Facebooku o 22:30 naszego czasu.

Zbiór artykułów o „Ostatnim Jedi”

Entertainment Weekly
7

W ostatnich dniach ukazało się specjalne wydanie Entertainment Weekly poświęcone „Ostatniemu Jedi” wraz z serią artykułów zdradzających co nieco o nadchodzącym filmie. Poniżej przedstawiamy najważniejsze informacje. Jeśli unikacie informacji o filmie, to ostrzegamy, że poniższy tekst może być odrobinę spoilerowy.

Luke wraca na „Sokoła”



Skywalker nie będzie już tym, kogo znamy. Wejdzie na pokład „Sokoła” samotnie, niczym duch, bo bardziej ducha będzie przypominał. Sam Hamil nie spodziewał się, że zareaguje tak emocjonalnie. Pojawił się na replice statku w studiu wraz z rodziną, a ekipa dokumentująca proces powstawania filmu poprosiła go, by mogła z nim być w tym momencie. Gdy wszedł na mostek, to emocje szybko wzięły górę - aktor porównał to do wracania do starego domu, w którym mieszkało się jako dziecko. Johnson dodaje, że tą scenę nagrano podczas jednego z pierwszych dni w Pinewood, a cała ekipa była podekscytowana, gdy Mark przełączał światła w kokpicie.

Ta scena nie będzie bardzo dynamiczna, raczej pełno w niej melancholii. Żeby było śmieszniej, to sam Skywalker raczej nie lubił "tej kupy złomu”. Hamil dodaje, że bał się, że po prequelach ludzie o zapomną o starej ekipie, ale tak się nie stało.

Luke i Leia



Ta dwójka była rozdzielona przez bardzo długi czas i w nowym kanonie praktycznie nie widzieliśmy jak działają razem jako rodzina. Ale czy dojdzie do spotkania? To pytanie, na które odpowie nam dopiero film. Mark Hamil stwierdza, że jego bohater odciął się od rodziny. No i pozostaje pytanie dlaczego Luke nie odpowiedział w żaden sposób Lei podczas „Przebudzenia Mocy”.

Rola Organy będzie tym ważniejsza, bo to ostatni występ Carrie Fisher. Księżniczka nie będzie więcej dowodzić Ruchem Oporu - ta rola przypadnie admirał Holdo, dawnej przyjaciółce z dzieciństwa Lei. Szczegółów nie znamy, ale Alderaanianka prawdopodobnie odda przywództwo ze względu na swą osobistą misję. Jej syn zwrócił się ku ciemnej stronie i choć obwiniać należy za to głównie Snoke'a, to księżniczka ma żal również do siebie. Po tylu latach służenia galaktyce Skywalkerowie muszą zaprowadzić pokój w swoich własnych szeregach. A Organa będzie potrzebowała brata tak jak on będzie potrzebował jej.

Luke odrzuci Rey, bo będzie załamany sam sobą. Daleko mu do zdecydowanego młodzieńca, którym niegdyś był. Jak ma poprowadzić tę dziewczynę, skoro sam potrzebuje przewodnika? Ale i on ma swoją gwiazdę polarną - siostrę. Może zdali sobie sprawę z łączących ich więzów dopiero pod koniec szóstego epizodu, ale przeżyli razem tyle, że wspólne DNA jest tu tylko mało istotnym szczegółem. Fani poznają przyczyny, dla których Skywalker odrzucił Leię. Mężczyzna mimo wszystko pragnie czuć, że ma rodzinę.

Kylo i Rey



Co tu dużo mówić - Ren nienawidzi tej zbieraczki złomu, która tak go upokorzyła. A jednak nie może przestać jej podziwiać. Sam zdawał sobie sprawę ze swojej wrażliwości na Moc od młodego wieku, a wokoło nie ma wielu ludzi, którzy dorównywaliby mu potęgą - a jednak w Rey jest coś, czego Kylo się obawia, coś, czego nie może do końca określić. Pożąda respektu, a więc sam nie ma go za wiele dla innych. Dziewczyna z kolei... nie myśli o Renie wcale.

Ich konflikt, światła i ciemności, zajmie centralne miejsce w filmie - to właśnie dlatego Rian zdecydował się umieścić tę dwójkę na pierwszej wersji okładki EW. Rey nie pragnie potęgi, chce jedynie zrozumieć co się z nią dzieje i użyć Mocy, by pomagać innym - choć tak naprawdę sama do końca nie wie, co chciałaby robić. Johnson mówi, że dziewczyna stara się robić to, co właściwe, a „jej kompas moralny wskazuje północ”. Co nie oznacza, że nie można jej zwieść na manowce. Zdaniem Ridley dziewczyna wiele w życiu wycierpiała - była porzucona na Jakku, Ruch Oporu nie za bardzo jej pasuje, a do tego dojdzie jeszcze Luke, który zamiast ją przyjąć, będzie się jej bał. Którego zdaniem czasy Jedi dawno się skończyły. Młoda kobieta poczuje się więc zagubiona... a tak kiedyś czuł się Kylo.

Driver twierdzi, że Ben zaczął odwracać się od rodziców, gdy zdał sobie sprawę, że bardziej interesuje ich rebelia i odbudowa galaktyki po rządach Imperium. To sprawiło, że stał się zgorzkniały, co ostatecznie go pochłonęło. Zdaniem Adama jest to częsty przypadek u dzieci, które nie identyfikują się ze sprawą swoich rodziców. O ironio, Kylo wzniecił bunt przeciwko buntownikom. Ren wciąż będzie się zastanawiał, czy zrobił dobrze, zabijając własnego ojca. Niby ze swojego punktu widzenia dokonał sprawiedliwości, ale nie spodziewał się, że dopadnie go tak wiele emocji później. Będzie miał nadzieję, że wszystko się wyklaruje. Czy jest szansa na odkupienie? Johnson mówi, że to już nie jego sprawa, bo schedę po nim ponownie przejmuje Abrams, ale zdradza, że Ren to bardzo złożona postać. Nie widzi sensu, gdybyśmy mieli zajrzeć mu pod maskę i dowiedzieć się tylko tyle, że to kolejny złoczyńca do zabicia.

Rey i Kylo to zatem dwie przeciwne siły, które Luke nieumyślnie będzie pchał ku sobie. Kobieta z Jakku będzie - niczym dojrzewająca nastolatka - szukała swojego miejsca, a pomoc przyjdzie z nieoczekiwanej strony, czyli od Rena. Dziewczyna znajdzie się w dokładnie takiej samej sytuacji, w jakiej on kiedyś - samotna, niedoceniona i opuszczona przez Skywalkera. Snoke dojrzał kiedyś w Benie siłę, ale teraz mężczyzna będzie miał mieszane odczucia - co oznacza, że istnieje potencjał przywrócenia go z powrotem ku światłu.

Kryształowe lisy



Zwierzęta te mają już swą oficjalną nazwę: vulpteksy (od łacińskiego vulpes - na taki pomysł wpadł Hidalgo). Zamieszkują one Crait i żyją w dawno opuszczonej bazie rebeliantów. Neal Scanlan, główny projektant stworzeń z filmu, mówi, że pomysł był taki, że te zwierzęta w jakiś sposób pochłaniały bogatą w minerały planetę i w drodze ewolucji same stały się pokryte kryształami. Zaprojektował je Aaron McBride, który inspirował się żyrandolami.

Pomysł na kryształowe lisy brzmi świetnie, trudniej z wykonaniem. Dlatego ekipa sprowadziła do swej siedziby pieska i ubrała go w strój pokryty przezroczystymi słomkami. W ten sposób łatwiej było zwizualizować w jaki sposób kryształy mogłyby się zachowywać. Na potrzeby scen z aktorami zbudowano mechaniczny model, a wersja statyczna posłużyła animatorom przy CGI.

Vulpteksy odegrają ważną rolę w historii. Żyją w tunelach pod planetą, a ich umiejętność odbijania światła przyda się, gdy bohaterowie będą tego najbardziej potrzebować.

Tran o aktorstwie



Kelly Marrie Tran była utalentowana, ale nie miała żadnych koneksji w Hollywood. Próbowała grać pomniejsze rólki (między innymi w internetowym serialu „Ladies like us”), ale nawet nie zbliżyła się do zrealizowania marzenia. Miała problem z płaceniem rachunków, wychodziła z domu nad ranem, a wracała nocą. Już miała się poddać, aż - tak jak w przypadku innych ze starwarsówka - przyszła nagle propozycja roli. Na początku wydawało się, że pójście na casting do tak wielkiego filmu jest szalone - ale potem przyszło kolejne przesłuchanie. I jeszcze jedno. Aż wreszcie Rian umówił się z nią podczas jej godzin pracy w biurze. Wyszła więc podczas przerwy na lunch, a ponieważ reżyser zakazał jej mówić cokolwiek, wróciła i zaczęła pracować jak gdyby nigdy nic - ale wewnątrz była pełna emocji. Potem rozpoczęło się typowe aktorskie życie. Do Kelly jeszcze do końca nie dociera, że jej twarz jest na zabawkach i innych produktach związanych z filmem. Ważne jest dla niej, że w Epizodzie VIII pojawi się Azjatka, bo gdy dorastała, to w wytworach popkultury nie widziała wiele osób, które byłyby podobne do niej.

Admirał Holdo



Ruch Oporu może i wygrał bitwę, ale nie wojnę. Stolica Nowej Republiki została zniszczona, siły Lei się rozproszyły, a Najwyższy Porządek został ranny, lecz szczerzy kły. W tym chaosie do akcji wkracza nowa szefowa - Amilyn Holdo. Widzowie mają nie wiedzieć, czy jej ufać, czy nie - na pewno Poe będzie miał swoje zastrzeżenia wobec niej. Dameron jest lojalny przede wszystkim wobec księżniczki, a pani admirał będzie miała zupełnie inny styl - zarówno dowodzenia, jak i wyczucia mody. Szykowne suknie i różowo-fioletowe włosy w opinii Poego (i wielu innych członków RO) raczej nie pasują oficerom. Nie to, by Amilyn przejmowała się takimi głosami. Dern mówi, że jej postać jest ważna również i w naszym świecie w kontekście postrzegania kobiet-szefowych, a zwłaszcza ich wyglądu. Niemal wszyscy w ekipie mieli coś do powiedzenia na temat koloru włosów i decydowano się na niego bardzo długo.

Ponieważ Holdo i Dameron to dwie bardzo silne osobowości, dojdzie między nimi do wielu starć. On chce walczyć teraz, ona polega na wyważonej strategii. Poe będzie się uczył jak być dowódcą, a nie tylko bohaterskim pilotem, co oznacza między innymi trzymanie nerwów na wodzy. Ale na polu bitwy prawdopodobnie bardziej przyda się powściągliwość Amilyn i jej gotowość do poświęceń dla dobra ogółu. Kobieta umie dostrzec większy obraz, czego będzie się uczyć Dameron, co mu nie zawsze będzie dobrze szło - ciężko będzie mu zwłaszcza szło czekanie. Lecz mimo tych wszystkich różnic łączy ich jedno - oboje uczyli się u Lei Organy. Uczniowie mają co prawda to do siebie, że potrafią mocno się zbuntować przeciwko nauczycielowi. Co może się okazać prawdą i u Damerona, i u Holdo.

Lando



Nie, niestety - łotrzyk z czarującym uśmiechem nie pojawi się w filmie. Johnson mówi, że nie ma dla niego miejsca w historii,choć chciał, by Carlissian się pojawił. Manager Billy'ego Dee liczył, że postać wróci - w końcu „Ostatni Jedi” będzie korespondował z „Imperium kontratakuje”, więc byłoby to nawet na miejscu. Williams spotkał się za to z Donaldem Gloverem, który wcieli się w Landa w „Solo”. Starszy aktor dał młodszemu swoje błogosławieństwo. Zawsze możemy liczyć, że bohater pojawi się jeszcze w Epizodzie IX.

Snoke



Wielu z nas cierpi - niektórzy robią wszystko, by uchronić przed nim innych, drudzy wykorzystują je przeciwko światu. Snoke należy do tej drugiej kategorii. Jest jak zmyślny drapieżnik: wyłapuje młodych i obiecujących (jak Kylo czy Hux), wykorzystuje ich potencjał, a potem pozbywa się, gdy nie są już potrzebni. W filmie pojawi się w scenie, w której będzie przypominał Czarnoksiężnika z krainy Oz - jako wielka holograficzna głowa. Sporą część swojego gniewu wódz przekieruje na Kyla. Nie dość, że jego trening nie idzie dobrze, to jeszcze Ren okazał się słaby, a tego Snoke nie toleruje. Może więc zwrócić swe oczy na innego potencjalnego ucznia.

Przywódca NP jest silny ciemną stroną, ale jednocześnie słaby, bo zadano mu wiele ran. Darzy ogromną nienawiścią Republikę z osobistych powodów, a teraz, po zniszczeniu Hosnian Prime, jego złość przeniosła się na Ruch Oporu. A może ją okazać na wiele sposobów, bo zasoby Porządku są niewyczerpane. W filmie dowiemy się jak Snoke został zdeformowany - przynajmniej trochę. Johnson przyznaje, że owszem, podobnie jak rodzice Rey, pochodzenie wodza to historia, lecz nie strona na Wikipedii. Przykładowo, w oryginalnej trylogii nie wiedzieliśmy za wiele o Imperatorze. Zmieniło się to dopiero z prequelami, ale to filmy między innymi o dojściu Palpatine'a do władzy. Zatem o Snoke'u dowiemy się tyle, ile będzie trzeba.

Zobaczymy między innymi go „ciałem”, a nie tylko jako hologram. Wódz jest „poskręcany jak korkociąg”, jego ruchy ograniczone. Ma w sobie wielkie pokłady gniewu, ale nie może go uwolnić z powodu swych ułomności. Serkis, po wcieleniu się w Golluma i Cezara, ma niezłe doświadczenie w wykorzystywaniu swego ciała podczas gry, ale tym razem musiał wręcz się ograniczać. Na przykład lewy policzek Snoke'a jest zniekształcony, więc musiał mniej ruszać tą stroną twarzy. Rany wodza inspirowane są tymi, które mieli żołnierze wracający z okopów pierwszej wojny światowej. I może to właśnie z ich powodu przywódca lubi otaczać się zbytkami, w przeciwieństwie do Imperatora. Andy uważa, że jego bohater lubi swoistą teatralność swej sali tronowej.

Porgi



Małe stworzonka z Ahch-To wzięły szturmem półki sklepowe i stały się kolejną starwarsową maskotką. Niby są słodkie z wyglądu... ale John Boyega ostrzega, że to może być tylko pierwsze, a do tego mylne wrażenie. Zwłaszcza, jeśli sporo ich się upchnie na „Sokole”. Artykuł sugeruje, że mogą być rasą inwazyjną, podobnie jak startrekowe tribblesy. Ale nadal nie wiemy co oznacza piórko sterczące z ust Chewiego, które widać na jednym ze starszych zdjęć. Więc może drapieżniki trafią na godnego przeciwnika.

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Okiem redakcji: Plusy siódmego epizodu

39



Wczoraj przedstawiliśmy największe naszym zdaniem wady „Przebudzenia Mocy”. Ale zawsze jest też druga strona medalu i istnieje wiele rzeczy, które sprawiają, że siódma część Sagi jest filmem bardzo dobrym, docenionym zarówno przez krytyków, jak i fanów. Dzisiaj zatem prezentujemy wszystko to, co z TFA nam się najlepiej kojarzy.

Powrót sagi do kin



Kasis
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w byciu fanem „Star Wars” jest czekanie na nowy film „Star Wars”. I po latach przerwy, wielokrotnie przekonywani, że nowych epizodów już nie będzie, znowu mogliśmy to przeżywać (lub po raz pierwszy w przypadku fanów, z krótszym stażem). „Gwiezdne Wojny” znów były wszędzie dookoła. Mijały kolejne miesiące, a nowe materiały promocyjne i zwiastuny podgrzewały atmosferę. I nawet jeśli do głosu dochodziły też obawy, to dla wielu z nas był to radosny czas, dobry czas na bycie fanem tego uniwersum.

Lord Bart
Chyba mój największy ogólny problem tej produkcji. Ja przywykłem do pierwotnego zdania Papcia Lucasa, że SW to skończona historia Dartha Vadera. Sześć filmów i koniec. W ogóle mi to nie przeszkadzało. A potem zobaczyłem TFA takim jakie jest i… tak, SW to skończona historia Vadera, powinna pozostać w oryginalnej formie, bez „epizodowania” w nieskończoność.

Lord Sidious
Czego by nie mówić, „Gwiezdne Wojny” wróciły do kin. Zmiotły całą konkurencję. I w przypadku „Przebudzenia Mocy” udało się zachować jeszcze tą wyjątkowość. To było wydarzenie.

Qel Asim
Po 33 latach fani „Star Wars” na całym świecie doczekali się kontynuacji Oryginalnej Trylogii - trzech filmów, które na zawsze zmieniły obraz kinematografii. Pomimo wcześniejszego upragnionego ukazania się Trylogii Prequeli oraz kinowego pilota serialu „Star Wars: The Clone Wars”, to właśnie Epizod VII był bardziej wyczekiwanym filmem dla kilku pokoleń fanów. Wielu chciało ponownie zobaczyć tzw. wielką trójkę i dowiedzieć jak potoczyły się losy ich oraz galaktyki, o której wolność walczyli. Dzień ogłoszenia, w którym obwieszczono światu powstanie kolejnego epizodu Sagi rodu Skywalkerów, był dla wielu nową nadzieją, by marzenie o kolejnym filmie mogło się ziścić, zaś dzień premiery „Przebudzenia Mocy”, dniem spełnienia marzeń i powrotu Mocy.

ShaakTi1138
Dla wielu z nas najważniejsze, co wiązało się z „Przebudzeniem Mocy", to powrót Sagi do kin. Jaki film by nie był - lepszy czy gorszy, nie miało to większego znaczenia. Minęło ponad dziesięć lat odkąd mogliśmy zasiąść w ciemnej sali, otoczeni przez rodzinę czy znajomych i przeżywać emocje o wiele większe, niż przed telewizorem w domu. Nie zapominajmy o niesamowitej atmosferze kin - zapachu popcornu, gwarze podekscytowanych rozmów przed seansem i jeszcze większym wybuchu emocji po nim, gdy nareszcie mogliśmy podzielić się wrażeniami i teoriami. Tego nie da się nigdzie skopiować.

Powrót klasycznych bohaterów przy jednoczesnym postawieniu na nowych



Kasis
Osobiście podczas seansu cieszyły mnie zarówno nowe postacie, jak i te znane od lat. Świetnie było zobaczyć znów na ekranie Leię, Hana, Chewbaccę, Luke’a i droidy (nawet jeśli niektórych zaledwie przez moment). Przez tyle lat mogliśmy śledzić jak starzeją się właściwie tylko na kartach powieści, a teraz znów ożyli. Natomiast nowa gwardia, jak na razie jest całkiem udanym zastępstwem. Pod wieloma względami są to postacie podobne do tych, które już znamy, ale jednak każdy z nich wprowadza coś nowego do epizodów. Z niecierpliwością czekam na to, jak ci bohaterowie zostaną rozwinięci w następnych częściach. Nawet (a może zwłaszcza?) Kylo Ren.

Lord Sidious
Możliwość zobaczenia Hana Solo, księżniczki Lei czy Luke’a Skywalkera po latach na wielkim ekranie to coś niesamowitego. Już sam zwiastun, w którym Han mówi o powrocie do domu, niejednego z nas wzruszył. Film daje jeszcze więcej z tych wspaniałych uczuć. Ale jednocześnie patrząc na Hana uciekającego przed rathtarem, wiemy, że to nie jest ten Solo, którego chcemy oglądać. Rola mentorów, postaci tła czy dziedzictwa to chyba najlepsze, jak można do nich podejść.

Jednocześnie nowi bohaterowie istnieją w tym filmie. Są inni, świeży. Strachliwy BB-8, przerażony Finn, zagubiona Rey i zawadiacki Poe. Każde z nich musi odnaleźć swoją drogę, zaś nasi bohaterowie z klasycznej trylogii pomogą im trochę, ale to już nie jest film o nich.

Qel Asim
Starzy bohaterowie ukazani są z godnością na tle młodych. Osoba Luke’a Skywalkera, chociaż jest głównym katalizatorem ukazanych wydarzeń, nie odgrywa w filmie znaczącej roli. Luke jest postacią bardzo ważną, lecz niewidoczną, jego obraz ma dopiero zostać dopełniony, co pozostawia niedosyt jego osoby i chęć zobaczenia więcej. Jego rola to forma przystawki, zachęty do dania głównego, które ma dopiero nastąpić. Kolejna osoba, czyli jego siostra Leia Organa, ma już swoje dni chwały za sobą. Potencjalna przedstawicielka rządu Nowej Republiki, wciąż żyje po staremu - w nieustannej rebelii wobec nieprawości, jako generał Ruchu Oporu zamiast nieistniejącego już Sojuszu. Jest jak tradycyjny przysmak, którego nie może zabraknąć podczas uczty. Ostatni z wielkiej trójki i jednocześnie najbardziej niezmieniony pozostał Han Solo. Aczkolwiek ta postać, choć niezmieniona, uzyskała nowy, dualistyczny obraz. To ten sam Han Solo - przemytnik, którego fani pokochali od pierwszego seansu oryginalnych „Gwiezdnych Wojen” - Han jest sobą, niezmienny, wciąż w tarapatach i szemranych relacjach z galaktycznym półświatkiem. Jednocześnie to nowy Obi-Wan Kenobi, mentor-nauczyciel, ten, który wprowadza w arkana Mocy i zaraża wiarą w jej istnienie i możliwości. Osoba Hana Solo jest obrazem przejścia pomiędzy Oryginalną Trylogią a Trylogią Sequeli, to alegoria spełnienia się tego, co Ben Kenobi zapoczątkował w umyśle młodego, sceptycznego przemytnika. Jest niejako daniem głównym, tym na które wszyscy czekali, zwłaszcza po słynnym wyrażeniu ze zwiastuna: Chewie, jesteśmy w domu. Ponadto, śmierć Hana ma też znaczenie symboliczne. Po pierwsze to ukazanie, że czas starszego pokolenia dobiega końca. Po drugie, to obraz ofiary. Ciemna Strona Mocy domaga się poświęcenia czegoś lub kogoś cennego, by podarować swój pełny potencjał. Podobnie jak Des w legendarnej Drodze Zagłady, morduje ojca nieświadomie, by raz na zawsze stanąć na drodze do potęgi Ciemnej Strony, tak młody Kylo Ren sięga po nią w pełni świadomie i dobrowolnie, mordując swojego ojca.

Młodzi bohaterowie w ujęciu sumarycznym są lustrzanym odbiciem cech bohaterów Oryginalnej Trylogii. Łącznie posiadają te atrybuty, za które Luke, Han i Leia, zostali obdarowani przez fanów sympatią. W przypadku Rey dochodzi podobieństwo do Anakina Skywalkera, w zakresie intuicyjnego używania Mocy bez szkolenia oraz zdolności technicznych. Rey jako doskonała pilotka, złota rączka i początkująca Jedi, jest spoiwem łączącym Trylogię Sequeli z pierwszymi sześcioma epizodami Sagi. Jak Rey po Jasnej Stronie Mocy, tak Kylo Ren vel Ben Solo, jest odbiciem Dartha Vadera, jednakże w zakrzywionym zwierciadle. Podobnie jak dziadek, Kylo posiada wielki potencjał Mocy i rozwinął liczne zdolności jej wykorzystywania - jest utalentowany jak Vader, aczkolwiek nie potrafi wykorzystać pełni swojego potencjału. Dzięki młodemu Mistrzowi Rycerzy Ren, jego niedościgniony wzór Darth Vader jest obecny w filmie. Wiara Kylo Rena w opiekę, którą dziadek miałby go otaczać, sprawia że pomimo śmierci Vadera, podczas seansu „Przebudzenia Mocy” można poczuć obecność Mrocznego Lorda. Podobieństwo Kylo Rena do Dartha Vadera przejawia się też w srogości i bezwzględności z jaką Ren obchodzi się z podwładnymi w Najwyższym Porządku i z wrogami.

ShaakTi1138
„Przebudzenie Mocy" w pewien sposób zrobiło lustrzaną wersję tego, co uczyniono w prequelach: tam pokazano nam początki bohaterów, ich dzieciństwo i młodzieńcze lata, wreszcie dlaczego stali się tym, kim się stali. To było ciekawe zjawisko, ale ostatecznie wszyscy wiedzieliśmy, że Anakin zostanie Vaderem, a Obi-Wan uda się na wygnanie. Siódmy epizod pokazuje nam ponownie znanych herosów, ale tym razem przedstawia ich czyny w czasach o wiele późniejszych od OT. Dla Hana przyszłość okazała się tragiczna, ale jego śmierć z rąk własnego syna można odczytywać symbolicznie: oto nowe przychodzi po stare. Przejście to jest jednak płynne. Solo jest dla Rey mentorem, a żeby bohaterka mogła dorosnąć, nauczyciel musi odejść. Nie wiemy jak zostanie to przedstawione w „Ostatnim Jedi", ale podejrzewam, że i tam „nowi" powoli będą przejmować pałeczkę. Leia nie zawsze będzie dowodzić Ruchem Oporu, a i podejrzewam, że ktoś będzie musiał przejąć schedę po Luke’u. I tak powinno być.

Nowe postaci



Adakus
Nowa trylogia przyniosła nam nowe trio głównych bohaterów, różniące się genezą od tych znanych z poprzednich filmów. Poe to pilot myśliwców, miłośnicy X-wingów powinny być więc zadowoleni, Finn to były szturmowiec, dla jednych zdrajca, dla drugich jedyny moralnie sprawiedliwy wśród Najwyższego Porządku - postać skonfliktowana wewnętrznie, no i Rey, bohaterka tak naprawdę nieokreślona, przynajmniej do momentu premiery „Ostatniego Jedi”.

Qel Asim
Nowi bohaterowie, którzy nie są wprost analogicznie ucharakteryzowani na typ bohaterów Oryginalnej Trylogii, to doskonałe zaczątki dla nowych historii rozwijanych w ramach Expanded Universe. Lor San Tekka i Kościół Mocy, Rycerze Ren, Maz Kanata, gangi kolaborujące z Najwyższym Porządkiem, to prawdopodobnie najważniejsze z postaci i grupy, których rozwoju można oczekiwać w innych pobocznych dziełach spod znaku marki “Star Wars”. Na szczególną uwagę zasługuje wspomniana Maz, która w pewnych aspektach przypomina mistrza Yodę, ale jest jednak kimś wyjątkowym bo podobnie jak Lor San Tekka, wierzy w Moc, chociaż jej nie używa. To nowość w Sadze, gdyż w pozostałych epizodach ludność galaktyki miała wobec Mocy stosunek raczej indyferentny lub wprost wątpiła w jej istnienie (np. Han Solo), zaś w “Przebudzeniu Mocy” wydaje się być na wyciągnięcie ręki dla każdego, nawet dla osób nie obdarzonych szczególnym darem do jej używania.

ShaakTi1138
Do nowych bohaterów pierwszego sequela od razu zapałałam sympatią. Z jednej strony większość z nich ma jakiś pierwowzór w Oryginalnej Trylogii - Rey to niby taki Luke, Poe to Han, Finn to… no właśnie. Nie jest tak do końca. Rey pochodzi z pustyni i znajduje robota, ale jest o wiele bardziej doświadczona przez życie niż Skywalker, o wiele lepiej umie też sobie radzić. W Dameronie czuć Hanowski czar i luz, lecz jest o wiele bardziej oddany sprawie. Finn to postać nowa, która może bazuje na wielu stereotypach pociesznego, lekko fajtłapowatego wojaka, ale w Sadze nie mieliśmy dotąd postaci, która zmieniłaby strony w tak drastyczny sposób. Phasma nabiera niesamowitej głębi po ostatniej powieści Dawson, Maz to taki Yoda tylko z powiązaniami w półświatku… mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Postacie z TFA są oryginalne i wnoszą powiew świeżości. Tak trzymać!

Główna bohaterka to kobieta, dywersyfikacja ras ludzkich



Adakus
Osobiście uwielbiam silne kobiety z charakterem, szczególnie takie, które zrywają ze stereotypowym obrazem, jak i posiadają własne oryginalne cechy. Stary kanon oferował kilka takich bohaterek, filmowo jednak było dość przeciętnie. Teraz dostaliśmy Rey, która musi udowodnić, przynajmniej mi, że jest czymś więcej, niż tym co prezentują zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Póki co mało wiemy o Rey, ale mam szczerą nadzieję, że twórcy postarają się tak pokierować ewolucją tej postaci, że otrzymamy coś więcej, niż żeński odpowiednik Luke’a z Oryginalnej trylogii.

Kasis
Bardzo cieszy mnie fakt, że główną bohaterką trzeciej trylogii została kobieta. Choć pod wieloma względami przypomina Anakina i Luke’a, zwłaszcza na chwilę obecną, na początku swojej drogi, to jednak jest to przyjemna odmiana. Zwłaszcza, że na pierwszym planie kobiet w filmach „Star Wars” nadal jest niewiele. To samo dotyczy bohaterów o innym kolorze skóry niż biały. Zmiany zdecydowanie na plus. Nie potrafię zrozumieć dlaczego to jest problemem dla wielu osób. Postacie mają być przede wszystkim ciekawe i dobrze zagrane, a jeśli do tego każdy dzieciak na świecie znajdzie w tym uniwersum kogoś podobnego z wyglądu do siebie, to tym lepiej.

Qel Asim
Kobieta w roli głównej bohaterki to początek zmiany postrzegania Gwiezdnych wojen, jako tworu popkultury zarezerwowanego dla płci męskiej. Dzięki postaci Rey, Saga ma szansę dotrzeć do większej liczby osób - stać się bardziej dla każdego. Z kolei pojawienie się afroamerykanina wiąże się z dwiema zasadniczymi korzyściami. Pierwsza jest podobna do kwestii ustanowienia roli kobiecej na pozycji głównej bohaterki. Ludzie będący przedstawicielami rasy innej niż biała, mają swojego reprezentanta w „Gwiezdnych Wojnach”, co może zniwelować poczucie wyobcowania. Druga kwestia jest związana z logiką wewnątrz uniwersum „Star Wars”. Rozróżnienie rasowe w ramach ludzkości ukazanej w „Gwiezdnych Wojnach” jest czymś oczywistym, biorąc pod uwagę wielkość galaktyki, choćby w stosunku do Ziemi. Różnorodność koloru skóry to coś naturalnego - zaś pokazanie afroamerykanina w Epizodzie VII, dokonaniem naturalizacji „Gwiezdnych Wojen”.

ShaakTi1138
Jako kobieta jestem przeszczęliwa, że wreszcie przedstawicielki mojej płci stanęły w świetle starwarsowych reflektorów. Może większość naszych czytelników to panowie, więc pewnie nie zrozumieją jak to jest, gdy przez całe życie słyszy się tekst: „Lubisz GW? Ale jesteś dziewczyną!” czy „Ale to jest dla chłopaków!” A to nieprawda, bo może faktycznie jest nas mniej, ale jeśli już jesteśmy fankami, to z całego serca. Bardzo się cieszę, że moje podopieczne ze szkoły mają bohaterkę, w którą mogą się wcielać podczas zabaw, a uwierzcie mi, chłopakom nie przeszkadza, że Rey jest dziewczyną. Tak samo nikt z dzieciaków nie ubliża Finnowi, Baze’owi czy Chirrutowi z powodu koloru skóry. I może powinniśmy brać z nich przykład? W galaktyce, w której na każdym kroku spotyka się osobę z innej planety coś tak banalnego jak rasa nie powinno stanowić żadnego problemu.

BB-8



Lord Bart
Zacytuję fragment mojej recenzji: BB-8 to pierwszy droid, który w filmach SW z… mechanicznego dodatku stał się pełnowymiarowym bohaterem. Już widzę wzburzenie fanów duetu C-3 i R2, ale wstrzymajcie rumaki. Złota sztaba, poza momentem królowania Ewokom, był tylko zawalidrogą. Tak prawda. R2 zaś… ćwierkał i świerkał, ale w sytuacjach ostatecznych to on ratował wszystkich. I to chyba przez sześć Epizodów. Nie był jednak na pierwszym planie. BB jest. Albo przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Co prawda mam przeczucie, że został wrzucony do filmu specjalnie dla dzieciaków i ogólnego słodzenia (wychodzi mu to cudownie), ale i tak jest autorem najlepszego chyba slapsticku w całej historii kinowej SW (scena z zapalniczką jako lajkującym kciukiem). Po tym czymś miałem tylko dwie opcje do wyboru: walnąć facepalma i wyjść z kina albo… polubić go. No i zdecydowałem się na drugą. Bo przypomina mi trochę kogoś innego, kogoś kto zawsze wyciśnie ze mnie łezkę. WALL•E’ego.

Qel Asim
BB-8, to droid-maskotka. Niby nic szczególnego nie zrobił, poza tym że był i wpadł w ręce Rey. A jednak stał się jedną z ikon nowego epizodu „Gwiezdnych Wojen”. Ten droid zachowuje się tak jak osoba. Ma uczucia, potrafi grać na emocjach bohaterów i kradnie każdą scenę przez sam fakt że w niej występuje. W przypadku BB-8, jego domniemane uczucia i emocje to nie wszystko. Ten droid jest dobry w ujęciu moralnym - ma poczucie sprawiedliwości, wierności, przynależności, przywiązania i odznacza się troską dobro swojego aktualnego właściciela. Na dodatek porusza mnie jego bezradność - jest jak dziecko, które usiłuje się ukryć przed zagrożeniem w ramionach swojego opiekuna i jest nieustępliwe w swojej ciekawości wszystkiego. To zupełnie inny droid niż C-3PO, który swoją osobowością potrafi tylko irytować, czy R2-D2, który choć zaradny wydaje się być, przy swoim owalnym następcy, dość prostym charakterem i postacią prawie beznamiętną. BB-8 jest po prostu wyjątkowy.

Świetnie naszkicowana polityka galaktyczna



Qel Asim
Przed premierą „Przebudzenia Mocy” twórcy sugerowali, że chcą kontynuować wzorce na podstawie, których powstawała Oryginalna Trylogia. Ten zamysł miał dotyczyć m.in. frakcji politycznych. Imperium Galaktyczne w pewnych motywach wzorowano na III Rzeszy Niemieckiej, zaś bezpośredni spadkobierca Imperium, miał być wzorowany na idei „co by było, gdyby część nazistów przetrwała”. W Epizodzie VII, w pełni udało się to ukazać. Najwyższy Porządek spełnia wszelkie domniemania nt. swoich sposobów działania jako alegorycznego następcy III Rzeszy i innym systemów totalitarnych. Pojawiają się decyzje o eksterminacji jeńców, ludności cywilnej, całych planet (i państw), byle zapewnić przestrzeń i dominację dla swojej frakcji (~ Holocaust, Lebensraum). Przedstawiciele Najwyższego Porządku są przekonani o swoich racjach i przeświadczeni że działają dla dobrej sprawy i przywracania zagrożonego przez terrorystów ładu w galaktyce. Najlepiej jest to widoczne na przykładzie Huxa, generała ślepo oddanego wobec Naczelnego Wodza (~ Führera) Snoke’a. Hux jest organizatorem programu indoktrynacji i wychowywania fanatycznych podwładnych Najwyższego Porządku (~ Lebensborn), głównym zwolennikiem anihilacji Nowej Republiki i partyzanckiego Ruchu Oporu i płomiennym głosem swojego wodza. W prawdopodobnie najsłynniejszej scenie z udziałem Generała Huxa - czyli jego przemowie przed pierwszym, historycznym użyciem broni Starkiller, sposób w jaki przedstawia treści (pełne antyrepublikańskiej propagandy), przypomina mowy samego Adolfa Hitlera. Dbałość o kontynuację wzorców z Oryginalnej Trylogii, nawet w kwestii ukazania motywów politycznych, to kolejny atut Przebudzenia Mocy. Według mnie, w Epizodzie VII wyszło to nawet lepiej niż w pierwowzorze Oryginalnej Trylogii.

Nowe teorie - na przykład Snoke i Rey

ShaakTi1138
Franczyza żyje, dopóki ludzie o niej mówią. A to, co zrobiło „Przebudzenie Mocy” z teoriami spiskowymi, jest niesamowite. Ja uwielbiam wciąż wracać do filmu, książki czy gry, analizować, doszukiwać się głębokiej struktury i podwójnych znaczeń, wszędzie widzę symbole. Nie ma nic gorszego, niż opowieść, w której wszystko jest jasne od początku do końca, bo to jest opowieść martwa. Nie jest nawet ważne, czy ludzie pochodzą na serio do kwestii rodziców Rey czy pochodzenia Snoke’a, czy tylko wymyślają coraz bzdurniejsze wersje historii - wszyscy mamy o czym rozmawiać. A po paru latach z nostalgią będziemy wspominać durnoty, w które wszyscy wierzyli.

Łączenie CGI z praktycznymi efektami



Lord Bart
To mnie jednak chyba zaskoczyło – dobre zdjęcia i wplecenie CGI w całokształt na tyle umiejętne, że nie czułem się jak na kolejnym popcornowym blockbusterze, ale na dobrym wizualnie kinie sci-fi.

Qel Asim
W “Przebudzeniu Mocy” zastosowano wiele efektów specjalnych. W czasie gdy twórcy filmów coraz częściej decydują się na tworzenie efektów cyfrowych, sztuką jest, by otrzymany obraz nie zestarzał się zbyt szybko i pomimo upływu lat, wciąż potrafił wywołać w odbiorcy wrażenie realizmu. W celu utrzymania takiej długowieczności filmu oraz aby oddać w najlepszy możliwy sposób realia Oryginalnej Trylogii, kręconej niemalże 40 lat wcześniej, „Przebudzenie Mocy” zostało uposażone głównie w efekty praktyczne. Twórcy zadbali o to, by możliwie każdy efekt specjalny był jak najbardziej realny. Troska o detale jest szczególnie widoczna np. w postaci dojrzewającego posiłku Rey, który na prawdę sam wyrastał (choć “nieco” wolniej niż w filmie). To wszystko zostało okraszone subtelnymi efektami cyfrowymi, tylko tam gdzie było to faktycznie niezbędne i ukazanie czegoś efektami praktycznymi po prostu niewykonalne (jak na przykład pochłanianie gwiazdy).

ShaakTi1138
Często powtarzający się zarzut dotyczący prequeli - za dużo CGI - jest bezzasadny, bo zbudowano do nich o wiele więcej praktycznych modeli niż w całej OT. Bez grafiki komputerowej zobaczymy fajnych obcych czy ciekawych pomieszczeń, a wszystkie planety będą aż i tylko jakimś miejscem na Ziemi. Z drugiej strony efekty praktyczne nie wyglądają tak sztucznie i są po prostu imponujące - to o nich pisze się w publikacjach typu „Jak powstawał film”, a nie o komputerach. Dowodzą mistrzostwa i kunsztów lalkarzy czy scenografów. Abrams odżegnywał się od CGI jak tylko mógł, ale w filmie było tego mnóstwo... i wypadło dobrze. Z jednej strony mamy cyfrowe rathtary, z drugiej „prawdziwych” obcych w zamku Maz. Różna technika, ale tak samo dobra. Chciałabym w przyszłości więcej zastosowań podobnych rozwiązań.

Reinterpretacja monomitu, bliskość oryginału



Lord Sidious
Czego by nie mówić o „Przebudzeniu Mocy”, że jest odtwórczy, kopiujący, to jednak Abramsowi i jego ekipie udało się wskazać mitologiczną esencję „Gwiezdnych Wojen”. Monomit Josepha Campbella. Epizod VII, podobnie jak IV i I jest kolejną reinterpretacją. Przewidywalną, wierną, ale jednak. To dalej ta wspaniała historia, która sprawia, że saga potrafi dotrzeć do nowego pokolenia.

Jednocześnie jest druga sprawa, TIE Fightery, X-Wingi i cała ta reszta. Film ma niesamowity ładunek sentymentalny. Jasne to już nie tylko ograne motywy, to pewne elementy, które jednak po latach wspaniale ogląda się w kinie. Jedną z największych zalet „Zemsty Sithów” było to, że mogliśmy w końcu oglądać przynajmniej w niektórych scenach, sagę jaką pokochaliśmy. Film Abramsa ma tego dużo więcej. Może jest to odtwórcze, ale daje kopa.

Qel Asim
Zachowanie fabularnego schematu, na którym pierwotnie powstała „Nowa Nadzieja”, chociaż budzi kontrowersje, jest gwarancją autentycznie gwiezdnowojennego charakteru kolejnego epizodu Sagi. Przed premierą wielokrotnie spekulowano, m.in. o tym czy nowy epizod pozwoli odczuć, że jest prawdziwym filmem „Star Wars”. Wierność wobec oryginału, który podbił serca widzów na całym świecie, to najbezpieczniejsze otwarcie dla nowej trylogii. Ponadto, według podobnego klucza reinterpretacji campbellowskiego schematu, sam G. Lucas, twórca uniwersum Gwiezdnych wojen, wyreżyserował Trylogię Prequeli. Epizod VII powstał więc na podstawie jednej linii, tożsamej z oryginałem „Gwiezdnych wojen” i zamysłem autora serii. Przebudzenie Mocy jako bardziej bezpośrednia kopia, niż interpretacja, w pełni zachowuje cykliczność wydarzeń obecnych w pozostałych pierwszych częściach gwiezdnowojennych trylogii. To wraz z licznymi nawiązaniami i podobieństwem scen, sprawia wrażenie że oglądany film to prawdziwe, pełnoprawne Gwiezdne wojny i nie można Przebudzenia Mocy pomylić z żadnym innym filmem science-fiction, bo to po prostu „Star Wars” w 120%.

ShaakTi1138
Tak, „Przebudzenie Mocy” kopią jest… ale czy na pewno? Paralele pomiędzy filmami są widoczne nie tylko pomiędzy „odpowiadającymi” epizodami z obu trylogii, lecz także w tak zwanej teorii lustrzanej (jedynka odpowiada szóstce, dwójka piątce i tak dalej). Dlaczego więc TFA nie miałoby nawiązywać do “Nowej nadziei”? Mit - czy to Cambellowski, czy to Jungiański, czy to Frazerowski - ma jedno wspólne, powtarza się w cyklu niczym pory roku. Owszem, każdy ma inne cechy szczególne, lecz istota pozostanie ta sama. „Przebudzenie” nie daje jeszcze pełnego obrazu mitu - chociażby drogi bohaterki - ale stanowi bardzo dobry pierwszy akt i wprowadzenie do tego, czego możemy się spodziewać.

Tempo i akcja

Lord Sidious
Abrams umiejętnie łączy klasyczne już dziś kino nowej przygody, z tempem współczesnych filmów. Sprawia to, że akcja właściwie leci na łeb, na szyję. Wszystko dzieje się szybko, sprawnie. Film przede wszystkim ma bawić i to się tu udaje znakomicie. To dopracowany produkt, a Abrams jest tu niedoścignionym mistrzem.

Qel Asim
Zgadzam się z Lordem Sidiousem, dodam od siebie że akcja w „Przebudzeniu Mocy” nie zawsze jest jednak bardzo dynamiczna i niedościgniona. W stosownych momentach, zwłaszcza tych, które dotyczą głównie doświadczenia działania Mocy przez bohaterów (odnalezienie miecza świetlnego, intuicyjne używanie Mocy przez Rey, spotkanie Luke’a), to chwile zatrzymania - spowolnienia tempa w czasie, podczas którego widz może nasycić się niejako celebracją wydarzenia. Tempo akcji w “Przebudzeniu Mocy” to sposób na ukazanie tego co w życiu bohaterów jest przyziemne i co odnosi się do wyższej sfery - Mocy.

ShaakTi1138
Jeśli jest jedna przewaga, którą „Przebudzenie” ma nad „Łotrem” to jest to właśnie akcja. Film nie nuży, pędzi z zawrotną prędkością tam, gdzie potrzeba, a spowalnia, gdy bohaterowie nabiegają się dość. Dzięki temu za każdym razem epizod siódmy ogląda się równie przyjemnie, co poprzednio.

Dobre rzemiosło reżyserskie



Adakus
Jedno na pewno można było zarzucić George’owi Lucasowi, nie miał on talentu do reżyserii. Pod tym względem J.J. Abrams radzi sobie dużo lepiej, dzięki czemu „Przebudzenie Mocy” ogląda się przyjemniej, pomimo tych wszystkich znanych nam minusów. Nieraz bywa tak, że film ratuje jeden element, pozwalający posiadać dobre zdanie o nim. Abrams wykonał kawał dobrej, rzemieślniczej roboty, a „Przebudzenie Mocy” jest przykładem prawidłowo stworzonego filmu rozrywkowego na miarę naszych czasów. Oceniam obraz tutaj tylko perspektywy sztuki filmowej, bo jako element uniwersum już tak kolorowo nie jest.

Qel Asim
Reżyseria J.J. Abramsa to obraz harmonii. W jednej scenie widzimy zamykaną klapę, by w kolejnej, odbywającej się w odmiennej lokalizacji zobaczyć np. otwierane drzwi. Ta spójność scen, sprawia poczucie dynamizmu, a przede wszystkim ukazuje „Przebudzenie Mocy” jako jeden „organizm filmowy”. Akcja wywołuje reakcję, przyczyna skutek. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, lecz każda scena jest dobrana tak, by tworzyć jedną całość i porwać widza odpowiednio zintensyfikowaną dynamiką wydarzeń. Podobnie jak w kwestii wyważenia efektów praktycznych i CGI, tak tutaj świadczy to o pedantycznej wręcz trosce o detale, co podnosi walory „Przebudzenia Mocy” jako filmu jako takiego.

ShaakTi1138
Co by nie mówić o Abramsie, odwalił naprawdę kawał dobrej roboty. W „Przebudzeniu Mocy” ciężko doszukać się scen czy momentów, które byłyby po prostu źle wykonane czy nietrafione. Tutaj każdy rekwizyt, ruch, moment, mimika postaci są doskonale przeliczone i zaplanowane. Podobnie rzecz ma się z doborem kolorystyki, montażem scen czy wreszcie ich symbolicznym znaczeniem, które będziemy odkrywać latami.

Dobra gra aktorska

Qel Asim
Nowa trylogia - nowi bohaterowie, więc i nowi aktorzy. To była jedna z większych niewiadomych filmu. Jak nowa obsada poradzi sobie w swoich rolach oraz czy starsza ekipa da radę i pokaże po latach, raz jeszcze swoją klasę. W obu wypadkach obawy okazały się niesłuszne. Harrison Ford stanął na wysokości zadania i aktorsko spisał się na medal, pomimo że w niektórych scenach widać było że boryka się z możliwościami swojego ciała. Carrie Fisher spełniła swoją funkcję, to już bez szczególnego popisu, ale wciąż na poziomie. Co do Marka Hamilla… wyglądał dobrze :). Jego gra aktorska to coś na czego zaspokojenie musimy jeszcze poczekać, a to tylko kolejny powód, by wyczekiwać na Epizod VIII. Jakkolwiek wspaniale by nie grał Harrison Ford, najlepszym wg mnie aktorstwem popisał się debiutujący aktorsko duet Ridley-Boyega i wcielający się w antagonistę Driver. Adam ukazał huśtawkę emocjonalną Kylo Rena w bardzo przekonującym stopniu. Podczas sceny ojcobójstwa, można odnieść wrażenie że Ben Solo zaraz rzuci się na ojca… by go przytulić, a co się stało wszyscy wiemy. Z kolei Daisy Ridley z Johnem Boyegą potrafili zachwycić interakcją, którą wykreowali między Rey a Finnem. W ich grze nie odczułem żadnej sztuczności, oni byli Rey i Finnem, Daisy i John nigdy nie istnieli, to prawdziwa młoda Jedi i szturmowiec-dezerter. Wybór debiutujących aktorów, okazał się być strzałem w dziesiątkę, bo postacie w które się wcielili, są po prostu autentyczne.

Wyważony humor



Qel Asim
Humor ukazany w „Przebudzeniu Mocy” jest wpisany we współczesne trendy, a jednocześnie odpowiednio wobec nich zdystansowany. Starsi fani otrzymali humor w postaci nawiązań do wydarzeń, wypowiedzi, czy przez obecność osób - bohaterów z Oryginalnej Trylogii. Prym wiedzie tutaj postać Hana Solo, z jego powiedzonkami i stylem bycia. Młodsi zaś zostali uraczeni subtelnie ukazanymi nawiązaniami do życia współczesnego, czego najwyraźniejszym przykładem był popularny „lajk”, który Finn otrzymał od BB-8.

Innym ważnym aspektem humoru w Przebudzeniu Mocy, było jego wyważenie i podporządkowanie do wydarzeń. Nie jest to humor znany z ostatnich popularnych filmów opartych na komiksach innych marek, gdzie powaga sytuacji jest często zdruzgotana przez żarty. W Epizodzie VII humor jest tylko tam, gdzie nie godzi w rangę wydarzeń aktualnie przeżywanych przez bohaterów filmu, nigdy kosztem historii.

ShaakTi1138
Jedną z rzeczy, które w „Przebudzeniu” podobały mi się najbardziej, jest właśnie humor. Jest bardzo subtelny i nienachalny - nie ma tu durnowatych żartów słownych, dominuje raczej komizm sytuacyjny, ot choćby pierwsza sztuczka umysłowa Rey, Han Solo strzelający z kuszy Chewiego czy Finn smalący cholewki do głównej bohaterki. Inny aspekt humoru TFA to oczywiście nasza wiedza na temat wcześniejszych bohaterów. Szermierka słowna Solo z członkami Kanjiklubu może nie wywołuje salw śmiechu, ale ciężko się nie uśmiechnąć, gdy przypomnimy sobie charakter przemytnika. Sporo rzeczy wynikło już po filmie, z czego prym wiodą memy ze szturmowcem TR-8R. Oby tak dalej!

Muzyka

Qel Asim
Ścieżka dźwiękowa w „Przebudzeniu Mocy” to kolejny budzący sprzeczne emocje element filmu. To zupełnie inna muzyka niż porywające swoim dynamizmem dźwięki w Trylogii Prequeli. Kto liczył na podobną „muzyczną bombę”, ten się przeliczył. Tutaj muzyka jest bardziej w tle, kojąca, zostawiająca po sobie mentalny ślad dopiero po kilku seansach filmu. To muzyka, która doskonale koresponduje z tytułem Epizodu VII. Jest pobudką, subtelną, spokojną, czasem nieco intensywniejszą (March of the Resistance), ale przede wszystkim delikatnie wyciągająca widza ze snu, w którym nie było już miejsca ani nadziei na nowe „Gwiezdne Wojny” i powrót Mocy. Intensyfikacja tej pobudki jest zależna od Rey i tytułowego Przebudzenia Mocy - rozpoczyna się cichutko i łagodnie (The Scavenger; Rey’s Theme), by zwiększyć swoje tempo i moc (The Ways of the Force), gdy Rey zaczyna świadomie z Mocy korzystać. To kolejny aspekt powiązany z reżyserią J.J. Abramsa, gdyż nawet w ścieżce dźwiękowej wszystko jest regulowane tak, by tworzyć jedno dzieło filmowe. Nie tylko w perspektywie dopasowania do aktualnych scen, lecz w generalnym zamyśle fabuły epizodu i rozwoju głównej bohaterki.

Muzyka w „Przebudzeniu Mocy” to także jeden z elementów, obok campbellowskiego schematu fabuły, pozwalający rozpoznać że to prawdziwy film gwiezdnowojenny. Obecność klasycznych motywów, jest zauważalna i w pełni komponuje się z muzycznymi nowinkami Epizodu VII.

To kolejny uśmiech w kierunku fanów i umiejętna droga rozwoju jednego z charakterystycznych elementów „Gwiezdnych Wojen”. Droga dobrego tradycjonalizmu - zachowywania muzycznego depozytu i jego aktualizowania w wierności oryginałowi.

Kasacja EU



Qel Asim
Kwiecień 2014 roku, dla fanów „Gwiezdnych Wojen” był miesiącem wielkiego rozczarowania i rozbudzonych nadziei. To właśnie wtedy zdecydowano o zmianie statusu dotychczasowego Expanded Universe z obowiązującego kanonu na jego alternatywną, legendarną odmianę. Decyzja Lucasfilmu, choć spotkała się z silną opozycją, znalazła jednak entuzjastów. Kolejny epizod, miał być nowym początkiem dla rozwoju Expanded Universe, bez ograniczeń wynikających z legendarnych historii. Tak, też się stało - Przebudzenie Mocy otwarło wiele ścieżek rozwoju dla nowego kanonu. Wiele pytań pozostawiono bez odpowiedzi, część zyska dopełnienie w kolejnych epizodach, zaś inne w ramach nowego Expanded Universe. Nowe otwarcie, zapoczątkowane w Epizodzie VII to szansa na spójny kanon, wolny od nieścisłości w porównaniu do wcześniejszych Legend.

Inna kwestia to obecność Legend w „Przebudzeniu Mocy”. Epizod VII stał się powodem kasaty ważności starego kanonu, aczkolwiek korzysta z jego dorobku i wykorzystuje wybrane motywy w nowej odsłonie. Dwa najważniejsze elementy “Przebudzenia Mocy”, będące zaczerpniętymi z Legend są: baza Starkiller i osoba Kylo Rena. Pierwszy, znany jest m.in. z powieści „W poszukiwaniu Jedi”, gdzie figurował jako „Pogromca Słońc”. W przypadku Kylo Rena, legendarnym pierwowzorem był wrażliwy na Moc syn Hana i Lei - Jacen Solo, znany z wielu powieści ukazujących czasy po bitwie o Endor. Wykorzystanie dorobku skasowanego kanonu, jest wg mnie wyrazem szacunku, jaki twórcy „Przebudzenia Mocy” wyrazili wobec grona autorów poszczególnych Legend oraz próbą wyjścia naprzeciw oczekiwaniom fanów, którzy czuli się dotknięci kasatą.

ShaakTi1138
Nie będę oszukiwać i kłamać, że ucieszyłam się skasowniem EU. Tamte historie zawsze pozostaną w moim sercu, bo to dzięki nim pozostałam fanką. Wielu z nas zainwestowało swoje pieniądze i czas w komiksy i książki. Ale nie oszukujmy się, to i tak kiedyś by się stało - a lepiej, by nad spójnością czuwała cała grupa, a nie tylko jeden Leeland, choć nieścisłości były, są i będą. Dla mnie w chwili obecnej prawdziwą frajdą jest odnajdywanie elementów Legend w nowym kanonie. A jest tego więcej niż myślicie.

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Rekordy finansowe

13



„Przebudzenie Mocy” podbiło kina, ustanowiło kilkanaście rekordów. Jak wyglądają one dziś? Które zostały pobite, a które się jeszcze trzymają? Właśnie temu się przyjrzymy.

„Przebudzenie Mocy” to bez wątpienia najbardziej dochodowy film z serii „Gwiezdne Wojny”, ale też najlepiej zarabiająca produkcja Lucasfilmu oraz Bad Robot. To na razie się nie zmieniło.

Najważniejszy rekord pobity przez VII Epizod, to dominacja na rynku amerykańskim. Żaden inny film nie zarobił tyle w samych USA (936 milionów USD). „Avatar” i „Titanic” zostały w tyle. Podium na razie pozostaje niezmienne, zobaczymy ile uda się wywojować „Ostatniemu Jedi”.

Nie zmienił się też wynik w Stanach, gdy uwzględnia się inflację. Tam rekordu nie było, ale VII Epizod trafił na 11 miejsce i wciąż się tam dobrze trzyma. Na pierwszym jest „Przeminęło z wiatrem”, na drugim zaś „Nowa nadzieja”.

Zabetonowane też są wyniki ogólnoświatowe. Tam „Przebudzenie Mocy” trafiło na trzecie miejsce (z 2,068 miliarda USD), za „Avatarem” i „Titaniciem”. Epizod VII nawet nie czuje oddechu konkurencji na plecach.

Za to pierwszy „stracony” rekord to ogólnoświatowy wynik weekendu otwarcia. Film Abramsa zebrał wtedy 529 milionów USD (na wszystkich rynkach, także w USA). Lepsi okazali się „Szybcy i wściekli 8”. W tym roku zarobili w pierwszy weekend 541,9 milionów USD. Zobaczymy, czy pokona ich film Johnsona. Może być ciężko, bo „Ostatni Jedi” (podobnie jak i „Przebudzenie Mocy”) w Chinach wchodzi kilka tygodni po ogólnoświatowej premierze. Ale patrząc na różnicę, może Rianowi się uda odzyskać ten rekord.

Poniekąd powiązana kategoria to weekend otwarcia poza Stanami. Tam „Przebudzenie Mocy” wylądowało na trzecim miejscu z 281 milionami USD. „Szybcy i wściekli 8” zdetronizowali dotychczasowego lidera, czyli „Jurassic World”, zarabiając 443 miliony USD i wypychając film Abramsa poza podium.

Rekordy, które pobiło „Przebudzenie Mocy” i wciąż je dzierży to amerykański tydzień otwarcia, dzień otwarcia, czy przychód z jednego dnia, a także najlepszy wynik z nie premierowego piątku, wtorku i środy. Nie udało się pobić rekordu z nie premierowego czwartku, tam Epizod VII zajął drugie miejsce, za „Transformers: Zemsta Upadłych”. Jednocześnie film Abramsa wciąż dzierży palmę pierwszeństwa w najlepszych wynikach w USA w kategorii piątek, poniedziałek, niedziela i wtorek. W sobocie są na trzecim miejscu, w czwartek na szóstym miejscu (tam wciąż króluje „Zemsta Sithów”), podobnie z środą, także szóste. Od 2015 Epizod VII okupuje swoje pozycje.

Kolejny amerykański rekord to najlepsza średnia zarobków z jednego kina, przez wszystkie weekendy. Wyszło 59.982 USD.

„Przebudzenie Mocy” trzyma też rekordy drugiego i trzeciego najlepszego weekendu w Stanach. To także najlepszy film w kategorii PG-13, zarówno sumarycznie jak i w weekend otwarcia.



Z kolejnych amerykańskich rekordów Epizod VII pobił właściwie wszystko w kategoriach najszybciej do 100 milionów, 200 milionów, 300 milionów, 400 milionów, 500 milionów, 600 milionów, 700 milionów, do 800 milionów i 900 milionów także, ale tam nie ma żadnej konkurencji.

Teraz kibicujemy „Ostatniemu Jedi”, oby udało mu się pójść w ślady VII Epizodu, jak nie to może w 2019 Abrams sam będzie ścigał się ze sobą.

Zaś wszystkie atrakcje weekendu znajdziecie tutaj.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.