Spis newsów (Okiem Bastionowiczów)

Redakcyjne podsumowanie roku 2017

17



Tradycyjnie jak co roku, redakcyjnie podsumowaliśmy minione 12 miesięcy. Oto jak oceniamy 2017.

16. Ploteczki o powstającym kolejnym serialu animowanym


Lord Sidious: Mam nadzieję, że Filoni nie pójdzie tym razem w stronę dalszego cięcia kosztów i tworzenia pustych światów. „Wojny klonów” w pierwszym sezonie też wyglądały ubogo, ale tam później zaczął działać Lucas i końcowe sezony wyglądały niesamowicie. W „Rebeliantach” raczej tego nie czuję.

ShaakTi1138: No ale Filoni prawdopodobnie go nie dostanie :). Znaczy się w 2017 mieliśmy plotki w prawdziwym znaczeniu tego słowa - a to szukają animatorów, a to pogłoski o jakiś dziwnych ruchach firmy, a to wreszcie sugestie od samego Dave’a. Raczej mało prawdopodobne, by po „Rebeliantach” w dziedzinie animacji powstała czarna dziura, bo domyślny target, dzieci, to nadal źródło ogromnej kasy. Pozostaje zatem pytanie jaką tematykę podjąłby nowy serial. Na starą Republikę nie liczyłabym (zresztą, tu konieczny jest aktorski!), ale opowieść o odbudowie zakonu Jedi przez Luke’a (a tym samym nieodzowne walki na miecze), emocjonalne doliny młodego Bena, może nawet szczypta polityki z Leią w roli głównej… to tematy w nowym kanonie unikane, a biorąc pod uwagę fakt, że wedle Hidalga na oficjalną zapowiedź serii mamy czekać aż do 2019, to pewnie wszystkie fakty związane z tą erą zostaną już ustalone, a tajemnice nowej trylogii rozwiążą się wraz z epizodem dziewiątym. Mam tylko nadzieję, że inspiracją dla twórców będą tu raczej „Wojny klonów” aniżeli „Rebelianci”.

ogór: Przede wszystkim jestem ciekawy tego, o czym będzie ten serial, jakie ramy czasowe, jak będzie wyglądał (marzy mi się „rysowany” serial animowany w starym stylu - ale pewnie mało prawdopodobne). Trzymam kciuki, bo wbrew pozorom i opiniom bardzo dobrze bawiłem się przy „Wojnach klonów” jak i teraz przy „Rebeliantach”.

Burzol: Więcej „Gwiezdnych Wojen” to zawsze więcej „Gwiezdnych Wojen”, więc chcę zobaczyć co tam dla nas szykują. Aczkolwiek z pewnymi żalem stwierdzam, że „The Clone Wars”, choć były psute przez Georga Lucasa, nadal są lepsze niż późniejsi „Rebelianci”.

Lord Sidious: No nie wiem, czy psute. Pewne rzeczy jak Moraband może i tak, ale na ile popsuł to Filoni i reszta, która nie potrafiła powiedzieć Lucasowi nie, a na ile sam Lucas? Za to jak patrzę na choćby Kamino z TCW to chciałbym by Lucas zabrał się za psucie „Rebeliantów”.

15. Star Wars: Galaxy’s Edge nabiera kształtów


Lord Sidious: Czemu Trump nie zniósł wiz? Po poprzednim lokatorze w Białym Domu wiele się nie spodziewałem, ale ten przecież to biznesmen. Będzie można pojechać, wydam tam kasę! Donald znoś te wizy!

ShaakTi1138: Ech, powinnam już odkładać kasę?

ogór: Czekam! (Ale jeszcze nie odkładam kasy).

14. Star Wars StarForce 2017


Burzol: Po latach odwiedziłem ponownie StarForce i pięknie się do wydarzenie prezentuje. Z jednej strony okazja dla najmłodszych i rodzin do wspólnych zabaw związanych z „Gwiezdnymi Wojnami”, z drugiej panele prelekcyjne, spotkanie z aktorem, który grał w filmie „Star Wars”, i wreszcie świetna okazja do spotkania starych i nowych fanów.

ogór: Miałem jechać, kiedyś pojadę znowu - edycje z 2009 i 2010 bardzo dobrze wspominam. Coś się zmieniło bardziej od tamtego czasu?

Lord Sidious: Burzol jak byłeś to gdzie jest relacja!?

13. IDW zaczyna wydawać własne oryginalne komiksy

Lord Sidious: Lepsze niż Marvel?

Adakus: Nie lepsze.

Burzol: Lepsze, tylko się nie znacie na komiksach.

ShaakTi1138: Zdarzają się tam lepsze i gorsze. Mnie tam cieszy, że skupiają się na różnych historiach i różnych erach. A i smaczków jest od groma - tak trzymać!

ogór: ...ale żeby robić z tego jakiś istotny punkt w podsumowaniu?

12. 4 miliardy wpływów z trzech filmów Disneya - Lucasfilm się zwrócił


Lord Sidious: W dodatku połowa z „Przebudzenia Mocy”. Faktycznie zyski rozkładają się inaczej, ale to takie ładne znaczące.

Adakus: Intratny biznes nie powiem, Disneya nie obchodzą zdania fanów (petycje, krucjaty), SW i tak swoje zarobi.

Burzol: Lucasfilm zwrócił się dawno temu, prawdopodobnie już dzięki Ep7, tutaj mowa tylko o samych wpływach z kina.

ShaakTi1138: Co dowodzi, że fani kupią wszystko. Czy chwaliłam się już moimi nowymi skarpetkami z lordem Vaderem?

Lord Bart: „Everything is proceeding as I have foreseen.”

ogór: I dobrze, cieszę się bardzo.

11. Porgi i porgomania


Lord Sidious: Johnson faktycznie powinien się bawić tymi porgami. W dziale zabawkarskim by się odnalazł. Ale najbardziej i tak śmiać mi się chciało z „karmienia” nas tymi porgami, a potem ujawnienia, że Chewie je jadł. Takiej zagrywki dawno nie było, Rianowi wyszło to lepiej niż film, niestety.

Adakus: Ja tam słyszałem o porgofobii, podobno niektórzy fani już przeszli na weganizm.

ShaakTi1138: Zawsze są lepsze niż Ewoki…

Lord Bart: Uważaj Shaak, zamykaj dobrze okna i drzwi balkonowe.




ogór: Uwielbiam porgi, ale wolę kryształowe liski.

Lord Sidious: Vulptexy rulez!

Burzol: Porgi to ciekawe zjawisko. Z jednej strony to tylko filmowa sztuczka, żeby nie trzeba było usuwać lokalnych maskonurów mieszkających na Skellige, z dużych ujęć na Anch-To. Z drugiej strony porgi to fenomenalnie zaprojektowane stworzonka. Są tak urocze, że fani zachwycili się, jak tylko je zobaczyli. Pierwszy nurt fanartów jakie powstały przy okazji Epizodu 8 to różne wariacje na temat porgów. Niestety żyjemy w świecie cynicznych kontestatorów, którzy każdą decyzję filmową są w stanie przekuć w gorączkową krytykę, korporyzacji popkultury, rzekomo postępującej. Dlatego po pierwszej fali zachwytów przyszła fala niechęci.
Ale w filmie porgi się sprawdziły, nie ma ich na szczęście za dużo i są udanym źródłem humoru w filmie. I, nie wiem czy już to mówiłem, ale są naprawdę urocze. Chcę pluszowego porga!

10. SW w całości w rękach Disneya (przejęcie Foxa)


Lord Sidious: Robi się ciekawie. Mam nadzieję, że dzięki temu 3D Epizodów II - VI trafi do kin. No i może trzeba się w 4K zaopatrzyć.

Adakus: Nie wiem czy to dobrze dla rynku, ale coraz większy monopol pachnie sterowaniem trendów i małą oryginalnością.

Burzol: Bob Iger kontynuuje swoją imponującą pracę. Przejęcie Foxa to ogromna rewolucja w świecie rozrywki...Dla fanów Star Wars to głównie nadzieja na ładne zbiorcze wydania sagi na Blu-ray i DVD.

ShaakTi1138: A ja wspomnę tylko, że w cudownym „Atlasie chmur” w rozdziałach dziejących się w przyszłości bohaterowie nie oglądają filmów, tylko „disneje”. Wtedy mnie to śmieszyło. Teraz jakoś mniej.

Lord Bart: „Everything is proceeding as I have foreseen.” #2

ogór: Ciekawe kiedy Disney zdecyduje się poprawić filmy i wydać nowszą wersję Epizodów I-VI? To już niedługo pewnie, zobaczycie!

9. Ofensywy Marvela ciąg dalszy

Lord Sidious: Poproszę o szczepionkę na Marvela.

Adakus: Ja dostaję już pomieszania od ilości tych alternatywnych okładek, a że jeszcze te nieciekawe ramy czasowe, to odpuszczam. Istnieje jakaś tam chronologia w tych komiksach, dotarli już do czasów bitwy o Hoth (główna seria)?

ShaakTi1138: Jeszcze nie dotarli, ale podobno się zbliżają :). Znaczy się, Marvel dla mnie niestety przyjmuje coraz dziwaczniejszy kierunek, bo klimatem zbliża się do swoich starych zeszytów, które notabene teraz będziemy mogli bliżej poznać dzięki DeAgostini. Mówię tutaj o „The Screaming Citadel” i „Yoda’s Secret War” (bez spoilerów, ale kto czytał, ten pewnie będzie wiedział o co mi chodzi). „Aphra” podoba mi się jako ongoing, choć na widok pani archeolog chce mi się wyrzucić ją przez śluzę. I szczerze mówiąc przydałoby nam się więcej ongoingów, bo w nich można lepiej pokazać historię. A Marvel celuje w miniserie i na razie chyba raczej nic się w tej kwestii nie zmieni.

Lord Bart: Nie wiem czy zgadzam się z LS, ale wiem że z pewnością i na to znaleźliby się antyszczepionkowcy XD

ogór: Czytam regularnie, ale to chyba po to, aby być z nimi na bieżąco. Szkoda, że takiej chęci nie mam przy książkach.

Burzol: Komiksy Star Wars od Disneya trochę straciły impakt w tym roku. Nadal zdarzają się dobre serie, moim zdaniem Poe Dameron nadal z znakomicie trzyma poziom. Ale ogółem chciałoby się, żeby komiksy z odległej galaktyki były ciekawsze, śmielsze i ważniejsze.

8. Nowe książki Star Wars : przede wszystkim Leia i Thrawn


Lord Sidious: W zeszły mroku przeczytałem „Problem trzech ciał”. Tak dobrej książki SF dawno nie widziałem. Literatury pulpowej jest mnóstwo, teraz przy tej ilości filmów szkoda czasu na książki, zwłaszcza, że i tak jak widzimy, nie będą respektowane, jeśli będzie to ograniczać filmowców. Więc naprawdę polecam powieść Cixin Liu.

Adakus: „Problem trzech ciał”? Kolejna osoba to chwali, chyba się skuszę. A ze starwarsów mam jeszcze zaległości w Legendach, tak więc może za kilka lat sięgnę po coś z kanonu... może.

Burzol: Rok 2017 to zdecydowanie rok bardzo dobrych książek Star Wars, znakomicie rozwijających uniwersum i pomagających zrozumieć nowe filmy. „Thrawn” to znakomity powrót zarówno Wielkiego Admirała, jak i Timothy Zahna, który napisał najlepszą książkę od lat. Pozostałe książki całkiem umiejętnie wspierały świat przedstawiany w filmach. A „Leia: Princess of Alderaan” to książka najlepiej pokazująca jednolity świat Star Wars, wprowadzająca do „Ostatniego Jedi” i opisująca Księżniczkę Leię. Takiej literatury Star Wars nam potrzeba! (Takiej i jakiejś dłuższej serii książkowej).

ShaakTi1138: Było w tym roku całkiem miło pod względem książkowym - na mnie osobiście największe wrażenie zrobiła „Phasma”, bo od czasów „Labiryntu zła” nie czułam, że jakaś książka prequelowa pozwoliła mi tak zrozumieć postać (choć nadal nie darzę pani kapitan sympatią). Cieszy też powrót Zahna i liczę na to, że ten pan utrzyma się jeszcze długo wśród nowych pisarzy. No i nie zapominajmy o świetnym „A Certain Point of View” - jakby zrobili coś takiego na rocznicę wszystkich epizodów, byłabym wniebowzięta.

Lord Bart: Czytam Legendy.

ogór: Coraz więcej książek, coraz więcej zapowiedzi kolejnych książek z SW, a ja czytam coraz więcej książek nie związanych z „Gwiezdnymi Wojnami”.

Lord Sidious: ogór - brawo. Spróbuj polskich autorów ;).

7. Zamknięcie Visceral Games (kierunek na mikropłatności)/ Afera z „Battlefront II” (lootboxy)


Lord Sidious: Skoro jest popyt są lootboxy i mikropłatności to w czym problem. Wolny rynek! Jak kogoś nie stać, niech nie gra. Proste. To jest biznes! Skoro są ludzie, którzy chcą wydawać pieniądze na przysłowiowego kota w worku, to czemu ma to być ograniczane?

Adakus: Jak zamknięto LucasArts, to już widziałem, że w nic nowego sobie nie pogram. Battlefront jest skierowany dla graczy online, a ja się do nich nie zaliczam.

Burzol: Gry wideo to najdziwniejszy odłam branży rozrywkowej. Gra „Star Wars” to powinno być drukowanie pieniędzy. Bierzesz grę, która się dobrze sprzedaje i dodajesz do niej „Gwiezdne Wojny”. „Assassin’s Creed Star Wars”, „GTA Star Wars”, „Simsy Star Wars”. Grałbym we wszystko.

ShaakTi1138: Jestem rozdarta pomiędzy głosem rozsądku (nie chcesz - nie kupuj, nikt cię nie zmusza), a żalem o to, że EA przez te wszystkie lata traktowała gracza coraz gorzej… no i w końcu miarka się przebrała. I wiecie co? Bardzo dobrze. Bo choć „Battlefront” nie zasługuje na taki hejt, jaki rozsiewa Internet, to jednak coś się ruszyło w kwestii mikropłatności i firma może zmieni politykę. Jak wspomniał Burzol „Star Wars” ludzie kupią zawsze i zachodzę w głowę czemu od czasów KOTOR-a (no, może jeszcze TOR-a) nie powstała jeszcze porządna gra SW. Najważniejszą rzeczą w jakiejkolwiek franczyzie jest dobrze stworzony wszechświat, bo to wszechświat generuje opowieści (dla przykładu: a zróbmy spin-offa o młodym Legolasie), a SW ma już tu wszystko gotowe. „Assassin’s Creed Star Wars”? Gra o zabójcy na przykład na Coruscant. „GTA SW”? Łowca nagród, dajmy na to, na Nar Shadda. „Simsy Star Wars”? Super, wreszcie trzy czwarte fanfików by się mogło spełnić. Czemu nikt do tej pory nie podjął się stworzenia czegoś naprawdę porządnego?

Lord Bart: Burzol prawdę napisał i to dwukrotnie: raz, że branża video jest dziwna (czy najdziwniejsza to zależy kto na co patrzy), dwa - gry SW to drukarnia dolarów. Problem w tym, że zielone banknoty mogą być też fałszywe. Tańczący Lando w tyle zamrożonego Solo, pójście w tandetne mobilne aplikacje, aż w końcu jeden BF słaby, drugi lepszy, ale hype wokół niego zabity wyciąganiem lótboksowej kasy. Tak, to jest dziwne.

ogór: Nikt nikogo nie zmusza do tego, aby kupować te wszystkie skrzynki i inne „dodatki”. Ja gram tak często i tak dobrze, że nawet wszystkie lootboxy świata nie pomogą mi w graniu :P.

Lord Bart: No właśnie zmusza, przez „sprytnie” ukryte pay2win z kartami.

6. 40-lecie sagi, w tym Lucas, Williams i Ford na Celebration w Anaheim


Lord Sidious: Ten panel 40 -lecia to jednak było coś. Żałuję, że tam nie dotarłem. Ford, Williams i Lucas na żywo. WOW.

Burzol: Podskakiwałem z radości jak pojawił się Lucas, klaskałem w dłonie jak pojawił się Ford. Płakałem rzewnymi łzami jak pojawił się John Williams. Siedziałem wieczorem w swojej pracy i przez łzy patrzyłem na stream na YouTubie. To nie był ładny widok. Niezapomniane przeżycie.

ShaakTi1138: Nie byłam, a stream w domu szedł jakby chciał, a nie mógł. Szybko minęło (przecież niedawno była trzydziestka!) i oby trwało kolejnych czterdzieści lat, a nawet więcej.

ogór: Co oni mogli zrobić na tym Celebration z okazji 40-lecia ciekawego? Myślałem, że szału nie będzie a płakałem ze szczęścia oglądają ten panel oraz pozostałe. Koncert Williamsa był genialny, ale chyba wspomnienia Carrie najbardziej mimo wszystko zapadnie mi w pamięć.

5. Zapowiedź serialu aktorskiego


Lord Sidious: Czekam na dalsze szczegóły, serialem karmią nas od 2005, więc jakoś nie uwierzę dopóki nie zobaczę.

Adakus: Jak Iger zapowiedział, to będzie, pytanie tylko, co to będzie?

Burzol: Myślę, że wszyscy od lat spodziewamy się serialu telewizyjnego, ale wciąż nie wiadomo co by to miało być. Może odkurzą scenariusze serialu aktorskiego prowadzonego przez Georga Lucasa?

ShaakTi1138: A ja powiem dwa słówka: kosmiczni piraci. Wyobraźcie sobie serial o kosmicznych piratach.

Burzol: O, o kosmicznych piratach to ja chętnie obejrzę.

Lord Sidious Kosmiczni piraci... hmm... chyba nie dla mnie ;). Za bardzo wiem, co bym chciał dostać, a Disney tego mi nie da. #TheraTeam.

Lord Bart: Chyba zapowiedź własnej platformy, z oczywiście własnym abonamentem.

ogór: Czekam na to praktycznie od zawsze, a czasy są takie, że lepiej mi się ogląda seriale niż filmy. a jeszcze taki serial z SW to byłoby coś pięknego. Dajcie mi już więcej informacji!

Rusis: Na tę informację czekałem od lat! Jedyne co mnie martwi to pytanie czy będą w stanie zrobić serial z rozmachem na jaki „Gwiezdne Wojny” zasługują. Kiedyś była to kwestia zbyt dużego budżetu jaki musiałby dla takiego serialu być, nie sądzę aby po latach on się specjalnie zmniejszył.

4. J.J. Abrams wraca do Epizodu IX po zawirowaniach z reżyserem


Lord Sidious: To będzie mega hit, dobrze że mam Unlimeted bo pewnie bym zbankrutował przez ten film. Abrams to jednak klasa <3.

Adakus: Po obejrzenie epizodu VIII, serio wolałem Abramsa jako reżysera całej trylogii. Może wówczas lepiej by się lepiła cała historia, z której i tak niewiele da się pozytywnego wyciągnąć.

Burzol: Prawdę mówiąc cieszę się bardzo na powrót Jar Jar Abramsa. Bo to jest tak, że wszystko to co chciał, wszystkie swoje dziecięce marzenia dotyczące Star Wars, Abrams nakręcił już w Epizodzie 7. Co więcej Epizod 8 dał mu całkiem dużo swobody do kontynuowania historii bohaterów. Teraz JJ będzie mógł ze spokojem opowiedzieć taką historię, na jaką ma ochotę. Liczę na szczególnie epicki finał sagi Skywalkerów.

ShaakTi1138: Cóż, jednego możemy się spodziewać - będzie bezpieczniej, bardziej każualowo. Dobrą stroną tego wszystkiego jest też to, że po „Ostatnim Jedi” Abrams raczej kopii „Powrotu Jedi” nie zdoła zrobić…

Lord Bart: Same zawirowania w tych Gwiezdnych. Ale może wrócą Ewoki.

ogór: Podobnie jak przy „Hanie Solo”, nie czekam jeszcze aż tak, niech najpierw pojawią się jakieś przecieki, materiały z planu.

Rusis: J.J. to dla mnie pewniak, który zrobi film w klimacie starej trylogii. A to, że tematycznie już się z analogii wystrzelali sprawia, że będzie odważniejszy od Epizodu VII.

3. Ron Howard przejmuje „Hana Solo” po zawirowaniach z reżyserami


Lord Sidious: Rok temu skreśliłem ten film, teraz w niego uwierzyłem i czekam na niego. Nawet inny Han Solo przestał mi już przeszkadzać. Ron Howard <3!! Bardzo cieszę się, że wylecieli poprzedni twórcy i że nakręcono 80% filmu na nowo. Nie powinni szczędzić kosztów i czasu, by tworzyć wartościowe produkty. Liczę na coś na poziomie „Willow”.

Adakus: Bardzo dobry rzemieślnik, jestem więc dobrej myśli, tym bardziej, że z pierwszego spin-offa byłem zadowolony.

Burzol: A to kolejny sygnał, że po pierwsze Kathleen Kennedy rządzi „Gwiezdnymi Wojnami”, i po drugie, że ma dość dawania szansy nowym dobrze zapowiadającym się reżyserom, i zamiast tego woli dawać projekty zaufanym filmowcom. Nadal mam wątpliwości czy w ogóle potrzebujemy filmu o Hanie Solo, ale może nie będzie źle.

ShaakTi1138: Po raz pierwszy podchodzę do filmu na „nie” i mam szczerą nadzieję pozytywnie się zaskoczyć, natomiast do chwili obecnej spodobały mi się jedynie zestawy LEGO z przecieków. Ach, no i oczywiście postać Rona Howarda, który swoimi tweetami uratował nieco wizerunek „Solo”. Niemniej brak niemalże jakiejkolwiek kampanii marketingowej na kilka miesięcy przed rozpoczęciem filmu, pogłoski o słabej grze aktorskiej czy wywalaniu postaci obcych na rzecz ludzi nie napawają mnie optymizmem. W chwili, gdy to piszę, zwiastuna jeszcze nie było. Może po nim zmienię zdanie.

ogór: Dopóki nie pojawi się jakiś zwiastun to nie czuję w ogóle żadnej ekscytacji tym filmem.

Rusis: I to jest najlepsza wiadomość na temat tego filmu jaką kiedykolwiek słyszałem, dająca nadzieję, że coś da się z tej produkcji wyciągnąć. Cały czas jeszcze jednak nie mogę uwierzyć w to jak bardzo Miller i Lord kombinowali.

2. Zapowiedź trylogii Riana Johnsona


Lord Sidious: Oby tylko nie reżyserował. W VIII Epizodzie przydałby się taki Tony Gilroy do poprawek i wyszedłby naprawdę ekstra film. Johnson w tym filmie udowodnił, że potrafi nadać kształt, ale nie potrafi tego doszlifować. Jako osoba układająca cała trylogię z pewnością by się sprawdził. Ale jeśli się nie dokształci, to będzie podobnie jak teraz.

Adakus: TLJ nie przypadł mi do gustu, może więc historia tworzona samodzielnie, od podstaw, lepiej wyjdzie Johnsonowi, niż kontynuowanie pracy Abramsa.

Burzol: Samo ogłoszenie tej wieści jeszcze przed premierą „Ostatniego Jedi” dało jasny sygnał jak duże zaufanie ma Lucasfilm w Rianie Johnsonie. To może jest i słuszna metoda, żeby nie szukać po omacku nowych utalentowanych reżyserów, skoro można wynajmować sprawdzonych przez siebie. Nie wiem czego spodziewać, myślę, że nie należy zbyt mocno wpatrywać się w Epizod 8, bo w nowych filmach Rian będzie mógł iść w nowe strony. Ale na pewno cieszy mnie perspektywa otwarcia całkowicie nowej sagi w zupełnie nieznanym dotąd aspekcie odległej galaktyki.

ShaakTi1138: Szczerze mówiąc na chwilę obecną nie wiem do końca co myśleć, bo mimo wszystko po seansach TLJ i odwadze, z jaką Johnson podjął się nowej tematyki, jestem nieco zaniepokojona jak bardzo odległa od całego SW może być nowa trylogia. Ale z drugiej strony oznacza to więcej Sagi w kinach, więc marudzić nie będę.

Lord Bart: Trylogie SW nie będące Epizodami - dlaczego nie? W ‘Vabanku’ komisarz Przygoda mówi znamienne słowa „Kto ma pół miliona ten jest bogatszy od tego, co ma ćwierć miliona.”

ogór: Ta nowa trylogia może być powiewem świeżości w filmowych „Gwiezdnych Wojnach” i na to najbardziej liczę. Może trochę zaryzykuje, ale liczę na to, że to będzie podobne do prequeli - nie to, że będzie tak kiepskie czy złe jak Epizody I-III, ale liczę na budowę świata. Nowa Trylogia dała nam naprawdę dużo, jeśli chodzi o rozbudowę znanego nam wszechświata, coś z czym cały czas mam z filmami stworzonymi pod rządami Disneya. Oby to było coś na co będzie warto czekać.

Rusis: Odważna decyzja o powierzeniu trylogii Johnsonowi jeszcze przed premierą „Ostatniego Jedi”. Z drugiej strony Lucasfilm ma ostatnio przećwiczone zwalnianie reżyserów, więc pewnie aż tak bardzo nie ryzykowali. Cieszy, że rysują się już jakieś większe plany filmowe po zakończeniu trylogii sequeli - szkoda, że jak na razie są one w rękach Riana.

1. Premiera „Ostatniego Jedi” i afera o recenzje





Lord Sidious: Prawdę mówiąc najbardziej męczy mnie cała ta bufoniada związana z filmem. Dochodzimy do momentu, w którym można być albo za, albo przeciw, nie ma miejsca na odcienie szarości w ocenie filmu. Zwłaszcza, że dla jednych byłem członkiem obozu hejterów, a wg innych pisałem laurki na cześć Disneya (tą samą recką). Owszem sytuacja w której ktoś grozi Johnsonowi śmiercią powinna być ścigana prawnie, ale wrzucanie do jednego worka każdej nawet najmniejszej krytyki, to już jest choroba, niestety. Plus jeszcze reżyser, który także nie potrafi się w tej sytuacji odnaleźć. Dobry film by zrobił, a nie na twitterze siedzi. Film ma bardzo dobre i mocne momenty, ale też żenująco słabe. Osobiście nie odnajduję tam nowatorstwa, raczej niedoróbki, natomiast burza i walka dwóch jednowartościowych biegunów ocen, to coś co mnie dość mocno odpycha. „Łotr 1” był w wielu miejscach nowatorski, „Ostatni Jedi” to raczej bałagan pomysłów.

Adakus: Eeee… no, film może być, mojego stosunku do nowej trylogii się nie zmienił. Co do afery, to skrajnych przypadków nie brakuje po żadnej ze stron, zarówno entuzjastów jak i sceptyków, przypomina mi to trochę… krucjaty ;).

Burzol: Premiera nowego filmu „Star Wars” już pewnie zawsze będzie na topie corocznego zestawienia. Czego by nie mówić o metodach działania bezdusznych korporacji, Disney pozwolił Lucasfilm zrobić taki film, jaki tylko chcą. Rian Johnson zrobił film absolutnie autorski. Wyszło kino widowiskowe, trochę skomplikowane, ale z pewnością całkowicie jego. „Epizod 8" trafił idealnie w gusta masowej publiczności, zarobił naprawdę niezłe pieniądze i spodobał się krytykom. Nie spodobał się natomiast głośnej grupie niektórych fanów Star Wars. Nie wiem z czego to wynika, ale film widziałem dopiero kilka razy, jeszcze nie mam o nim wyrobionego zdania...i może to jest problem. Fani „Star Wars” tak bardzo chcą poznać każdy aspekt nowej opowieści ze świata „Star Wars”, że kiedy w tej opowieści pojawiają się nowe tropy, a wątki są zbyt skomplikowane, film przestaje działać na tak zaangażowanych widzów.

ShaakTi1138: Tutaj nie ma co się sprzeczać - „Ostatni Jedi” to największe wydarzenie tego roku, choć nie ukrywam, że aż takiego szału jak przy „Przebudzeniu Mocy” nie odczuwałam, ale wydaje się to wytłumaczalne. Niemniej czekałam na odpowiedzi na nurtujące mnie pytania… a wszyscy dostaliśmy coś, czego się nie spodziewaliśmy. TLJ to film inny. Film, który trzeba sobie na spokojnie przetrawić, bo w przeciwnym razie dołączenie do grona hejterów jest nieuniknione. Mnie na początku również odrzuciła dziwaczna realizacja, dziury fabularne, głupota niektórych scen… ale im więcej o tym myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że to jednak fajne SW. Ciężkie i wymagające pogłębionej interpretacji, ale chyba chodzi o to, by poprzeczkę podnosić, a nie zaniżać.

Lord Sidious: Ja tam wciąż nie widzę podnoszenia poprzeczki, raczej zaniżanie jej w tym wypadku.

Lord Bart: Nie widziałem filmu. Nie chcę go oglądać na razie, strasznie powoli zbieram się na RO. A co do recenzji i „trafienia w gusta masowej publiczności”... może kiedyś wrócą czasy pokroju Nowej Trylogii, gdy to SW też zarabiały niezłe pieniądze, ale potrafiono ocenić je krytycznie. Krytycznie znaczy bez narażania się producentom i wybieraniu bezpiecznego „ jestem na tak”. Natomiast zbyt skomplikowane wątki dla zaangażowanych widzów - Burzolu, czy ty, akurat ty, przypadkiem nie za nisko oceniasz ludzi? :P

ogór: Nie wiem co by się musiało stać, aby premiera nowego filmu nie byłaby na liście wydarzeń danego roku na samym szczycie. Film mi się podobał od pierwszego seansu, jednak z każdym kolejnym widzę to o co toczą się te wszystkie „wojny”. Jednak pomimo tego, nie przeszkadza mi to w cieszeniu się tym filmem. A te afery są.. cóż, taki znak czasu, niestety.

Burzol: Mówić, że pozytywne recenzje filmu „Star Wars” to tylko recenzenckie bezpieczeństwo przed narażaniem się producentom, jest albo kłamstwem, albo głupotą. Albo jednym i drugim. Powtórzmy do po raz kolejny, żeby wrócić do normalności : Disney od nikogo nie kupuje recenzji.

Lord Bart: Ktoś napisał, że kupuje? Przykładowo. ;)

Rusis: Premiera filmowa będzie chyba co roku największym już wydarzeniem, bo wokół niej się kręcą ostatnie trzy miesiące przedpremierowe. Pytanie brzmi czy po kilku kolejnych dalej będziemy na filmy czekali z takimi emocjami jak obecnie czekamy.

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Okiem redakcji: Plusy siódmego epizodu

39



Wczoraj przedstawiliśmy największe naszym zdaniem wady „Przebudzenia Mocy”. Ale zawsze jest też druga strona medalu i istnieje wiele rzeczy, które sprawiają, że siódma część Sagi jest filmem bardzo dobrym, docenionym zarówno przez krytyków, jak i fanów. Dzisiaj zatem prezentujemy wszystko to, co z TFA nam się najlepiej kojarzy.

Powrót sagi do kin



Kasis
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w byciu fanem „Star Wars” jest czekanie na nowy film „Star Wars”. I po latach przerwy, wielokrotnie przekonywani, że nowych epizodów już nie będzie, znowu mogliśmy to przeżywać (lub po raz pierwszy w przypadku fanów, z krótszym stażem). „Gwiezdne Wojny” znów były wszędzie dookoła. Mijały kolejne miesiące, a nowe materiały promocyjne i zwiastuny podgrzewały atmosferę. I nawet jeśli do głosu dochodziły też obawy, to dla wielu z nas był to radosny czas, dobry czas na bycie fanem tego uniwersum.

Lord Bart
Chyba mój największy ogólny problem tej produkcji. Ja przywykłem do pierwotnego zdania Papcia Lucasa, że SW to skończona historia Dartha Vadera. Sześć filmów i koniec. W ogóle mi to nie przeszkadzało. A potem zobaczyłem TFA takim jakie jest i… tak, SW to skończona historia Vadera, powinna pozostać w oryginalnej formie, bez „epizodowania” w nieskończoność.

Lord Sidious
Czego by nie mówić, „Gwiezdne Wojny” wróciły do kin. Zmiotły całą konkurencję. I w przypadku „Przebudzenia Mocy” udało się zachować jeszcze tą wyjątkowość. To było wydarzenie.

Qel Asim
Po 33 latach fani „Star Wars” na całym świecie doczekali się kontynuacji Oryginalnej Trylogii - trzech filmów, które na zawsze zmieniły obraz kinematografii. Pomimo wcześniejszego upragnionego ukazania się Trylogii Prequeli oraz kinowego pilota serialu „Star Wars: The Clone Wars”, to właśnie Epizod VII był bardziej wyczekiwanym filmem dla kilku pokoleń fanów. Wielu chciało ponownie zobaczyć tzw. wielką trójkę i dowiedzieć jak potoczyły się losy ich oraz galaktyki, o której wolność walczyli. Dzień ogłoszenia, w którym obwieszczono światu powstanie kolejnego epizodu Sagi rodu Skywalkerów, był dla wielu nową nadzieją, by marzenie o kolejnym filmie mogło się ziścić, zaś dzień premiery „Przebudzenia Mocy”, dniem spełnienia marzeń i powrotu Mocy.

ShaakTi1138
Dla wielu z nas najważniejsze, co wiązało się z „Przebudzeniem Mocy", to powrót Sagi do kin. Jaki film by nie był - lepszy czy gorszy, nie miało to większego znaczenia. Minęło ponad dziesięć lat odkąd mogliśmy zasiąść w ciemnej sali, otoczeni przez rodzinę czy znajomych i przeżywać emocje o wiele większe, niż przed telewizorem w domu. Nie zapominajmy o niesamowitej atmosferze kin - zapachu popcornu, gwarze podekscytowanych rozmów przed seansem i jeszcze większym wybuchu emocji po nim, gdy nareszcie mogliśmy podzielić się wrażeniami i teoriami. Tego nie da się nigdzie skopiować.

Powrót klasycznych bohaterów przy jednoczesnym postawieniu na nowych



Kasis
Osobiście podczas seansu cieszyły mnie zarówno nowe postacie, jak i te znane od lat. Świetnie było zobaczyć znów na ekranie Leię, Hana, Chewbaccę, Luke’a i droidy (nawet jeśli niektórych zaledwie przez moment). Przez tyle lat mogliśmy śledzić jak starzeją się właściwie tylko na kartach powieści, a teraz znów ożyli. Natomiast nowa gwardia, jak na razie jest całkiem udanym zastępstwem. Pod wieloma względami są to postacie podobne do tych, które już znamy, ale jednak każdy z nich wprowadza coś nowego do epizodów. Z niecierpliwością czekam na to, jak ci bohaterowie zostaną rozwinięci w następnych częściach. Nawet (a może zwłaszcza?) Kylo Ren.

Lord Sidious
Możliwość zobaczenia Hana Solo, księżniczki Lei czy Luke’a Skywalkera po latach na wielkim ekranie to coś niesamowitego. Już sam zwiastun, w którym Han mówi o powrocie do domu, niejednego z nas wzruszył. Film daje jeszcze więcej z tych wspaniałych uczuć. Ale jednocześnie patrząc na Hana uciekającego przed rathtarem, wiemy, że to nie jest ten Solo, którego chcemy oglądać. Rola mentorów, postaci tła czy dziedzictwa to chyba najlepsze, jak można do nich podejść.

Jednocześnie nowi bohaterowie istnieją w tym filmie. Są inni, świeży. Strachliwy BB-8, przerażony Finn, zagubiona Rey i zawadiacki Poe. Każde z nich musi odnaleźć swoją drogę, zaś nasi bohaterowie z klasycznej trylogii pomogą im trochę, ale to już nie jest film o nich.

Qel Asim
Starzy bohaterowie ukazani są z godnością na tle młodych. Osoba Luke’a Skywalkera, chociaż jest głównym katalizatorem ukazanych wydarzeń, nie odgrywa w filmie znaczącej roli. Luke jest postacią bardzo ważną, lecz niewidoczną, jego obraz ma dopiero zostać dopełniony, co pozostawia niedosyt jego osoby i chęć zobaczenia więcej. Jego rola to forma przystawki, zachęty do dania głównego, które ma dopiero nastąpić. Kolejna osoba, czyli jego siostra Leia Organa, ma już swoje dni chwały za sobą. Potencjalna przedstawicielka rządu Nowej Republiki, wciąż żyje po staremu - w nieustannej rebelii wobec nieprawości, jako generał Ruchu Oporu zamiast nieistniejącego już Sojuszu. Jest jak tradycyjny przysmak, którego nie może zabraknąć podczas uczty. Ostatni z wielkiej trójki i jednocześnie najbardziej niezmieniony pozostał Han Solo. Aczkolwiek ta postać, choć niezmieniona, uzyskała nowy, dualistyczny obraz. To ten sam Han Solo - przemytnik, którego fani pokochali od pierwszego seansu oryginalnych „Gwiezdnych Wojen” - Han jest sobą, niezmienny, wciąż w tarapatach i szemranych relacjach z galaktycznym półświatkiem. Jednocześnie to nowy Obi-Wan Kenobi, mentor-nauczyciel, ten, który wprowadza w arkana Mocy i zaraża wiarą w jej istnienie i możliwości. Osoba Hana Solo jest obrazem przejścia pomiędzy Oryginalną Trylogią a Trylogią Sequeli, to alegoria spełnienia się tego, co Ben Kenobi zapoczątkował w umyśle młodego, sceptycznego przemytnika. Jest niejako daniem głównym, tym na które wszyscy czekali, zwłaszcza po słynnym wyrażeniu ze zwiastuna: Chewie, jesteśmy w domu. Ponadto, śmierć Hana ma też znaczenie symboliczne. Po pierwsze to ukazanie, że czas starszego pokolenia dobiega końca. Po drugie, to obraz ofiary. Ciemna Strona Mocy domaga się poświęcenia czegoś lub kogoś cennego, by podarować swój pełny potencjał. Podobnie jak Des w legendarnej Drodze Zagłady, morduje ojca nieświadomie, by raz na zawsze stanąć na drodze do potęgi Ciemnej Strony, tak młody Kylo Ren sięga po nią w pełni świadomie i dobrowolnie, mordując swojego ojca.

Młodzi bohaterowie w ujęciu sumarycznym są lustrzanym odbiciem cech bohaterów Oryginalnej Trylogii. Łącznie posiadają te atrybuty, za które Luke, Han i Leia, zostali obdarowani przez fanów sympatią. W przypadku Rey dochodzi podobieństwo do Anakina Skywalkera, w zakresie intuicyjnego używania Mocy bez szkolenia oraz zdolności technicznych. Rey jako doskonała pilotka, złota rączka i początkująca Jedi, jest spoiwem łączącym Trylogię Sequeli z pierwszymi sześcioma epizodami Sagi. Jak Rey po Jasnej Stronie Mocy, tak Kylo Ren vel Ben Solo, jest odbiciem Dartha Vadera, jednakże w zakrzywionym zwierciadle. Podobnie jak dziadek, Kylo posiada wielki potencjał Mocy i rozwinął liczne zdolności jej wykorzystywania - jest utalentowany jak Vader, aczkolwiek nie potrafi wykorzystać pełni swojego potencjału. Dzięki młodemu Mistrzowi Rycerzy Ren, jego niedościgniony wzór Darth Vader jest obecny w filmie. Wiara Kylo Rena w opiekę, którą dziadek miałby go otaczać, sprawia że pomimo śmierci Vadera, podczas seansu „Przebudzenia Mocy” można poczuć obecność Mrocznego Lorda. Podobieństwo Kylo Rena do Dartha Vadera przejawia się też w srogości i bezwzględności z jaką Ren obchodzi się z podwładnymi w Najwyższym Porządku i z wrogami.

ShaakTi1138
„Przebudzenie Mocy" w pewien sposób zrobiło lustrzaną wersję tego, co uczyniono w prequelach: tam pokazano nam początki bohaterów, ich dzieciństwo i młodzieńcze lata, wreszcie dlaczego stali się tym, kim się stali. To było ciekawe zjawisko, ale ostatecznie wszyscy wiedzieliśmy, że Anakin zostanie Vaderem, a Obi-Wan uda się na wygnanie. Siódmy epizod pokazuje nam ponownie znanych herosów, ale tym razem przedstawia ich czyny w czasach o wiele późniejszych od OT. Dla Hana przyszłość okazała się tragiczna, ale jego śmierć z rąk własnego syna można odczytywać symbolicznie: oto nowe przychodzi po stare. Przejście to jest jednak płynne. Solo jest dla Rey mentorem, a żeby bohaterka mogła dorosnąć, nauczyciel musi odejść. Nie wiemy jak zostanie to przedstawione w „Ostatnim Jedi", ale podejrzewam, że i tam „nowi" powoli będą przejmować pałeczkę. Leia nie zawsze będzie dowodzić Ruchem Oporu, a i podejrzewam, że ktoś będzie musiał przejąć schedę po Luke’u. I tak powinno być.

Nowe postaci



Adakus
Nowa trylogia przyniosła nam nowe trio głównych bohaterów, różniące się genezą od tych znanych z poprzednich filmów. Poe to pilot myśliwców, miłośnicy X-wingów powinny być więc zadowoleni, Finn to były szturmowiec, dla jednych zdrajca, dla drugich jedyny moralnie sprawiedliwy wśród Najwyższego Porządku - postać skonfliktowana wewnętrznie, no i Rey, bohaterka tak naprawdę nieokreślona, przynajmniej do momentu premiery „Ostatniego Jedi”.

Qel Asim
Nowi bohaterowie, którzy nie są wprost analogicznie ucharakteryzowani na typ bohaterów Oryginalnej Trylogii, to doskonałe zaczątki dla nowych historii rozwijanych w ramach Expanded Universe. Lor San Tekka i Kościół Mocy, Rycerze Ren, Maz Kanata, gangi kolaborujące z Najwyższym Porządkiem, to prawdopodobnie najważniejsze z postaci i grupy, których rozwoju można oczekiwać w innych pobocznych dziełach spod znaku marki “Star Wars”. Na szczególną uwagę zasługuje wspomniana Maz, która w pewnych aspektach przypomina mistrza Yodę, ale jest jednak kimś wyjątkowym bo podobnie jak Lor San Tekka, wierzy w Moc, chociaż jej nie używa. To nowość w Sadze, gdyż w pozostałych epizodach ludność galaktyki miała wobec Mocy stosunek raczej indyferentny lub wprost wątpiła w jej istnienie (np. Han Solo), zaś w “Przebudzeniu Mocy” wydaje się być na wyciągnięcie ręki dla każdego, nawet dla osób nie obdarzonych szczególnym darem do jej używania.

ShaakTi1138
Do nowych bohaterów pierwszego sequela od razu zapałałam sympatią. Z jednej strony większość z nich ma jakiś pierwowzór w Oryginalnej Trylogii - Rey to niby taki Luke, Poe to Han, Finn to… no właśnie. Nie jest tak do końca. Rey pochodzi z pustyni i znajduje robota, ale jest o wiele bardziej doświadczona przez życie niż Skywalker, o wiele lepiej umie też sobie radzić. W Dameronie czuć Hanowski czar i luz, lecz jest o wiele bardziej oddany sprawie. Finn to postać nowa, która może bazuje na wielu stereotypach pociesznego, lekko fajtłapowatego wojaka, ale w Sadze nie mieliśmy dotąd postaci, która zmieniłaby strony w tak drastyczny sposób. Phasma nabiera niesamowitej głębi po ostatniej powieści Dawson, Maz to taki Yoda tylko z powiązaniami w półświatku… mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Postacie z TFA są oryginalne i wnoszą powiew świeżości. Tak trzymać!

Główna bohaterka to kobieta, dywersyfikacja ras ludzkich



Adakus
Osobiście uwielbiam silne kobiety z charakterem, szczególnie takie, które zrywają ze stereotypowym obrazem, jak i posiadają własne oryginalne cechy. Stary kanon oferował kilka takich bohaterek, filmowo jednak było dość przeciętnie. Teraz dostaliśmy Rey, która musi udowodnić, przynajmniej mi, że jest czymś więcej, niż tym co prezentują zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Póki co mało wiemy o Rey, ale mam szczerą nadzieję, że twórcy postarają się tak pokierować ewolucją tej postaci, że otrzymamy coś więcej, niż żeński odpowiednik Luke’a z Oryginalnej trylogii.

Kasis
Bardzo cieszy mnie fakt, że główną bohaterką trzeciej trylogii została kobieta. Choć pod wieloma względami przypomina Anakina i Luke’a, zwłaszcza na chwilę obecną, na początku swojej drogi, to jednak jest to przyjemna odmiana. Zwłaszcza, że na pierwszym planie kobiet w filmach „Star Wars” nadal jest niewiele. To samo dotyczy bohaterów o innym kolorze skóry niż biały. Zmiany zdecydowanie na plus. Nie potrafię zrozumieć dlaczego to jest problemem dla wielu osób. Postacie mają być przede wszystkim ciekawe i dobrze zagrane, a jeśli do tego każdy dzieciak na świecie znajdzie w tym uniwersum kogoś podobnego z wyglądu do siebie, to tym lepiej.

Qel Asim
Kobieta w roli głównej bohaterki to początek zmiany postrzegania Gwiezdnych wojen, jako tworu popkultury zarezerwowanego dla płci męskiej. Dzięki postaci Rey, Saga ma szansę dotrzeć do większej liczby osób - stać się bardziej dla każdego. Z kolei pojawienie się afroamerykanina wiąże się z dwiema zasadniczymi korzyściami. Pierwsza jest podobna do kwestii ustanowienia roli kobiecej na pozycji głównej bohaterki. Ludzie będący przedstawicielami rasy innej niż biała, mają swojego reprezentanta w „Gwiezdnych Wojnach”, co może zniwelować poczucie wyobcowania. Druga kwestia jest związana z logiką wewnątrz uniwersum „Star Wars”. Rozróżnienie rasowe w ramach ludzkości ukazanej w „Gwiezdnych Wojnach” jest czymś oczywistym, biorąc pod uwagę wielkość galaktyki, choćby w stosunku do Ziemi. Różnorodność koloru skóry to coś naturalnego - zaś pokazanie afroamerykanina w Epizodzie VII, dokonaniem naturalizacji „Gwiezdnych Wojen”.

ShaakTi1138
Jako kobieta jestem przeszczęliwa, że wreszcie przedstawicielki mojej płci stanęły w świetle starwarsowych reflektorów. Może większość naszych czytelników to panowie, więc pewnie nie zrozumieją jak to jest, gdy przez całe życie słyszy się tekst: „Lubisz GW? Ale jesteś dziewczyną!” czy „Ale to jest dla chłopaków!” A to nieprawda, bo może faktycznie jest nas mniej, ale jeśli już jesteśmy fankami, to z całego serca. Bardzo się cieszę, że moje podopieczne ze szkoły mają bohaterkę, w którą mogą się wcielać podczas zabaw, a uwierzcie mi, chłopakom nie przeszkadza, że Rey jest dziewczyną. Tak samo nikt z dzieciaków nie ubliża Finnowi, Baze’owi czy Chirrutowi z powodu koloru skóry. I może powinniśmy brać z nich przykład? W galaktyce, w której na każdym kroku spotyka się osobę z innej planety coś tak banalnego jak rasa nie powinno stanowić żadnego problemu.

BB-8



Lord Bart
Zacytuję fragment mojej recenzji: BB-8 to pierwszy droid, który w filmach SW z… mechanicznego dodatku stał się pełnowymiarowym bohaterem. Już widzę wzburzenie fanów duetu C-3 i R2, ale wstrzymajcie rumaki. Złota sztaba, poza momentem królowania Ewokom, był tylko zawalidrogą. Tak prawda. R2 zaś… ćwierkał i świerkał, ale w sytuacjach ostatecznych to on ratował wszystkich. I to chyba przez sześć Epizodów. Nie był jednak na pierwszym planie. BB jest. Albo przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Co prawda mam przeczucie, że został wrzucony do filmu specjalnie dla dzieciaków i ogólnego słodzenia (wychodzi mu to cudownie), ale i tak jest autorem najlepszego chyba slapsticku w całej historii kinowej SW (scena z zapalniczką jako lajkującym kciukiem). Po tym czymś miałem tylko dwie opcje do wyboru: walnąć facepalma i wyjść z kina albo… polubić go. No i zdecydowałem się na drugą. Bo przypomina mi trochę kogoś innego, kogoś kto zawsze wyciśnie ze mnie łezkę. WALL•E’ego.

Qel Asim
BB-8, to droid-maskotka. Niby nic szczególnego nie zrobił, poza tym że był i wpadł w ręce Rey. A jednak stał się jedną z ikon nowego epizodu „Gwiezdnych Wojen”. Ten droid zachowuje się tak jak osoba. Ma uczucia, potrafi grać na emocjach bohaterów i kradnie każdą scenę przez sam fakt że w niej występuje. W przypadku BB-8, jego domniemane uczucia i emocje to nie wszystko. Ten droid jest dobry w ujęciu moralnym - ma poczucie sprawiedliwości, wierności, przynależności, przywiązania i odznacza się troską dobro swojego aktualnego właściciela. Na dodatek porusza mnie jego bezradność - jest jak dziecko, które usiłuje się ukryć przed zagrożeniem w ramionach swojego opiekuna i jest nieustępliwe w swojej ciekawości wszystkiego. To zupełnie inny droid niż C-3PO, który swoją osobowością potrafi tylko irytować, czy R2-D2, który choć zaradny wydaje się być, przy swoim owalnym następcy, dość prostym charakterem i postacią prawie beznamiętną. BB-8 jest po prostu wyjątkowy.

Świetnie naszkicowana polityka galaktyczna



Qel Asim
Przed premierą „Przebudzenia Mocy” twórcy sugerowali, że chcą kontynuować wzorce na podstawie, których powstawała Oryginalna Trylogia. Ten zamysł miał dotyczyć m.in. frakcji politycznych. Imperium Galaktyczne w pewnych motywach wzorowano na III Rzeszy Niemieckiej, zaś bezpośredni spadkobierca Imperium, miał być wzorowany na idei „co by było, gdyby część nazistów przetrwała”. W Epizodzie VII, w pełni udało się to ukazać. Najwyższy Porządek spełnia wszelkie domniemania nt. swoich sposobów działania jako alegorycznego następcy III Rzeszy i innym systemów totalitarnych. Pojawiają się decyzje o eksterminacji jeńców, ludności cywilnej, całych planet (i państw), byle zapewnić przestrzeń i dominację dla swojej frakcji (~ Holocaust, Lebensraum). Przedstawiciele Najwyższego Porządku są przekonani o swoich racjach i przeświadczeni że działają dla dobrej sprawy i przywracania zagrożonego przez terrorystów ładu w galaktyce. Najlepiej jest to widoczne na przykładzie Huxa, generała ślepo oddanego wobec Naczelnego Wodza (~ Führera) Snoke’a. Hux jest organizatorem programu indoktrynacji i wychowywania fanatycznych podwładnych Najwyższego Porządku (~ Lebensborn), głównym zwolennikiem anihilacji Nowej Republiki i partyzanckiego Ruchu Oporu i płomiennym głosem swojego wodza. W prawdopodobnie najsłynniejszej scenie z udziałem Generała Huxa - czyli jego przemowie przed pierwszym, historycznym użyciem broni Starkiller, sposób w jaki przedstawia treści (pełne antyrepublikańskiej propagandy), przypomina mowy samego Adolfa Hitlera. Dbałość o kontynuację wzorców z Oryginalnej Trylogii, nawet w kwestii ukazania motywów politycznych, to kolejny atut Przebudzenia Mocy. Według mnie, w Epizodzie VII wyszło to nawet lepiej niż w pierwowzorze Oryginalnej Trylogii.

Nowe teorie - na przykład Snoke i Rey

ShaakTi1138
Franczyza żyje, dopóki ludzie o niej mówią. A to, co zrobiło „Przebudzenie Mocy” z teoriami spiskowymi, jest niesamowite. Ja uwielbiam wciąż wracać do filmu, książki czy gry, analizować, doszukiwać się głębokiej struktury i podwójnych znaczeń, wszędzie widzę symbole. Nie ma nic gorszego, niż opowieść, w której wszystko jest jasne od początku do końca, bo to jest opowieść martwa. Nie jest nawet ważne, czy ludzie pochodzą na serio do kwestii rodziców Rey czy pochodzenia Snoke’a, czy tylko wymyślają coraz bzdurniejsze wersje historii - wszyscy mamy o czym rozmawiać. A po paru latach z nostalgią będziemy wspominać durnoty, w które wszyscy wierzyli.

Łączenie CGI z praktycznymi efektami



Lord Bart
To mnie jednak chyba zaskoczyło – dobre zdjęcia i wplecenie CGI w całokształt na tyle umiejętne, że nie czułem się jak na kolejnym popcornowym blockbusterze, ale na dobrym wizualnie kinie sci-fi.

Qel Asim
W “Przebudzeniu Mocy” zastosowano wiele efektów specjalnych. W czasie gdy twórcy filmów coraz częściej decydują się na tworzenie efektów cyfrowych, sztuką jest, by otrzymany obraz nie zestarzał się zbyt szybko i pomimo upływu lat, wciąż potrafił wywołać w odbiorcy wrażenie realizmu. W celu utrzymania takiej długowieczności filmu oraz aby oddać w najlepszy możliwy sposób realia Oryginalnej Trylogii, kręconej niemalże 40 lat wcześniej, „Przebudzenie Mocy” zostało uposażone głównie w efekty praktyczne. Twórcy zadbali o to, by możliwie każdy efekt specjalny był jak najbardziej realny. Troska o detale jest szczególnie widoczna np. w postaci dojrzewającego posiłku Rey, który na prawdę sam wyrastał (choć “nieco” wolniej niż w filmie). To wszystko zostało okraszone subtelnymi efektami cyfrowymi, tylko tam gdzie było to faktycznie niezbędne i ukazanie czegoś efektami praktycznymi po prostu niewykonalne (jak na przykład pochłanianie gwiazdy).

ShaakTi1138
Często powtarzający się zarzut dotyczący prequeli - za dużo CGI - jest bezzasadny, bo zbudowano do nich o wiele więcej praktycznych modeli niż w całej OT. Bez grafiki komputerowej zobaczymy fajnych obcych czy ciekawych pomieszczeń, a wszystkie planety będą aż i tylko jakimś miejscem na Ziemi. Z drugiej strony efekty praktyczne nie wyglądają tak sztucznie i są po prostu imponujące - to o nich pisze się w publikacjach typu „Jak powstawał film”, a nie o komputerach. Dowodzą mistrzostwa i kunsztów lalkarzy czy scenografów. Abrams odżegnywał się od CGI jak tylko mógł, ale w filmie było tego mnóstwo... i wypadło dobrze. Z jednej strony mamy cyfrowe rathtary, z drugiej „prawdziwych” obcych w zamku Maz. Różna technika, ale tak samo dobra. Chciałabym w przyszłości więcej zastosowań podobnych rozwiązań.

Reinterpretacja monomitu, bliskość oryginału



Lord Sidious
Czego by nie mówić o „Przebudzeniu Mocy”, że jest odtwórczy, kopiujący, to jednak Abramsowi i jego ekipie udało się wskazać mitologiczną esencję „Gwiezdnych Wojen”. Monomit Josepha Campbella. Epizod VII, podobnie jak IV i I jest kolejną reinterpretacją. Przewidywalną, wierną, ale jednak. To dalej ta wspaniała historia, która sprawia, że saga potrafi dotrzeć do nowego pokolenia.

Jednocześnie jest druga sprawa, TIE Fightery, X-Wingi i cała ta reszta. Film ma niesamowity ładunek sentymentalny. Jasne to już nie tylko ograne motywy, to pewne elementy, które jednak po latach wspaniale ogląda się w kinie. Jedną z największych zalet „Zemsty Sithów” było to, że mogliśmy w końcu oglądać przynajmniej w niektórych scenach, sagę jaką pokochaliśmy. Film Abramsa ma tego dużo więcej. Może jest to odtwórcze, ale daje kopa.

Qel Asim
Zachowanie fabularnego schematu, na którym pierwotnie powstała „Nowa Nadzieja”, chociaż budzi kontrowersje, jest gwarancją autentycznie gwiezdnowojennego charakteru kolejnego epizodu Sagi. Przed premierą wielokrotnie spekulowano, m.in. o tym czy nowy epizod pozwoli odczuć, że jest prawdziwym filmem „Star Wars”. Wierność wobec oryginału, który podbił serca widzów na całym świecie, to najbezpieczniejsze otwarcie dla nowej trylogii. Ponadto, według podobnego klucza reinterpretacji campbellowskiego schematu, sam G. Lucas, twórca uniwersum Gwiezdnych wojen, wyreżyserował Trylogię Prequeli. Epizod VII powstał więc na podstawie jednej linii, tożsamej z oryginałem „Gwiezdnych wojen” i zamysłem autora serii. Przebudzenie Mocy jako bardziej bezpośrednia kopia, niż interpretacja, w pełni zachowuje cykliczność wydarzeń obecnych w pozostałych pierwszych częściach gwiezdnowojennych trylogii. To wraz z licznymi nawiązaniami i podobieństwem scen, sprawia wrażenie że oglądany film to prawdziwe, pełnoprawne Gwiezdne wojny i nie można Przebudzenia Mocy pomylić z żadnym innym filmem science-fiction, bo to po prostu „Star Wars” w 120%.

ShaakTi1138
Tak, „Przebudzenie Mocy” kopią jest… ale czy na pewno? Paralele pomiędzy filmami są widoczne nie tylko pomiędzy „odpowiadającymi” epizodami z obu trylogii, lecz także w tak zwanej teorii lustrzanej (jedynka odpowiada szóstce, dwójka piątce i tak dalej). Dlaczego więc TFA nie miałoby nawiązywać do “Nowej nadziei”? Mit - czy to Cambellowski, czy to Jungiański, czy to Frazerowski - ma jedno wspólne, powtarza się w cyklu niczym pory roku. Owszem, każdy ma inne cechy szczególne, lecz istota pozostanie ta sama. „Przebudzenie” nie daje jeszcze pełnego obrazu mitu - chociażby drogi bohaterki - ale stanowi bardzo dobry pierwszy akt i wprowadzenie do tego, czego możemy się spodziewać.

Tempo i akcja

Lord Sidious
Abrams umiejętnie łączy klasyczne już dziś kino nowej przygody, z tempem współczesnych filmów. Sprawia to, że akcja właściwie leci na łeb, na szyję. Wszystko dzieje się szybko, sprawnie. Film przede wszystkim ma bawić i to się tu udaje znakomicie. To dopracowany produkt, a Abrams jest tu niedoścignionym mistrzem.

Qel Asim
Zgadzam się z Lordem Sidiousem, dodam od siebie że akcja w „Przebudzeniu Mocy” nie zawsze jest jednak bardzo dynamiczna i niedościgniona. W stosownych momentach, zwłaszcza tych, które dotyczą głównie doświadczenia działania Mocy przez bohaterów (odnalezienie miecza świetlnego, intuicyjne używanie Mocy przez Rey, spotkanie Luke’a), to chwile zatrzymania - spowolnienia tempa w czasie, podczas którego widz może nasycić się niejako celebracją wydarzenia. Tempo akcji w “Przebudzeniu Mocy” to sposób na ukazanie tego co w życiu bohaterów jest przyziemne i co odnosi się do wyższej sfery - Mocy.

ShaakTi1138
Jeśli jest jedna przewaga, którą „Przebudzenie” ma nad „Łotrem” to jest to właśnie akcja. Film nie nuży, pędzi z zawrotną prędkością tam, gdzie potrzeba, a spowalnia, gdy bohaterowie nabiegają się dość. Dzięki temu za każdym razem epizod siódmy ogląda się równie przyjemnie, co poprzednio.

Dobre rzemiosło reżyserskie



Adakus
Jedno na pewno można było zarzucić George’owi Lucasowi, nie miał on talentu do reżyserii. Pod tym względem J.J. Abrams radzi sobie dużo lepiej, dzięki czemu „Przebudzenie Mocy” ogląda się przyjemniej, pomimo tych wszystkich znanych nam minusów. Nieraz bywa tak, że film ratuje jeden element, pozwalający posiadać dobre zdanie o nim. Abrams wykonał kawał dobrej, rzemieślniczej roboty, a „Przebudzenie Mocy” jest przykładem prawidłowo stworzonego filmu rozrywkowego na miarę naszych czasów. Oceniam obraz tutaj tylko perspektywy sztuki filmowej, bo jako element uniwersum już tak kolorowo nie jest.

Qel Asim
Reżyseria J.J. Abramsa to obraz harmonii. W jednej scenie widzimy zamykaną klapę, by w kolejnej, odbywającej się w odmiennej lokalizacji zobaczyć np. otwierane drzwi. Ta spójność scen, sprawia poczucie dynamizmu, a przede wszystkim ukazuje „Przebudzenie Mocy” jako jeden „organizm filmowy”. Akcja wywołuje reakcję, przyczyna skutek. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, lecz każda scena jest dobrana tak, by tworzyć jedną całość i porwać widza odpowiednio zintensyfikowaną dynamiką wydarzeń. Podobnie jak w kwestii wyważenia efektów praktycznych i CGI, tak tutaj świadczy to o pedantycznej wręcz trosce o detale, co podnosi walory „Przebudzenia Mocy” jako filmu jako takiego.

ShaakTi1138
Co by nie mówić o Abramsie, odwalił naprawdę kawał dobrej roboty. W „Przebudzeniu Mocy” ciężko doszukać się scen czy momentów, które byłyby po prostu źle wykonane czy nietrafione. Tutaj każdy rekwizyt, ruch, moment, mimika postaci są doskonale przeliczone i zaplanowane. Podobnie rzecz ma się z doborem kolorystyki, montażem scen czy wreszcie ich symbolicznym znaczeniem, które będziemy odkrywać latami.

Dobra gra aktorska

Qel Asim
Nowa trylogia - nowi bohaterowie, więc i nowi aktorzy. To była jedna z większych niewiadomych filmu. Jak nowa obsada poradzi sobie w swoich rolach oraz czy starsza ekipa da radę i pokaże po latach, raz jeszcze swoją klasę. W obu wypadkach obawy okazały się niesłuszne. Harrison Ford stanął na wysokości zadania i aktorsko spisał się na medal, pomimo że w niektórych scenach widać było że boryka się z możliwościami swojego ciała. Carrie Fisher spełniła swoją funkcję, to już bez szczególnego popisu, ale wciąż na poziomie. Co do Marka Hamilla… wyglądał dobrze :). Jego gra aktorska to coś na czego zaspokojenie musimy jeszcze poczekać, a to tylko kolejny powód, by wyczekiwać na Epizod VIII. Jakkolwiek wspaniale by nie grał Harrison Ford, najlepszym wg mnie aktorstwem popisał się debiutujący aktorsko duet Ridley-Boyega i wcielający się w antagonistę Driver. Adam ukazał huśtawkę emocjonalną Kylo Rena w bardzo przekonującym stopniu. Podczas sceny ojcobójstwa, można odnieść wrażenie że Ben Solo zaraz rzuci się na ojca… by go przytulić, a co się stało wszyscy wiemy. Z kolei Daisy Ridley z Johnem Boyegą potrafili zachwycić interakcją, którą wykreowali między Rey a Finnem. W ich grze nie odczułem żadnej sztuczności, oni byli Rey i Finnem, Daisy i John nigdy nie istnieli, to prawdziwa młoda Jedi i szturmowiec-dezerter. Wybór debiutujących aktorów, okazał się być strzałem w dziesiątkę, bo postacie w które się wcielili, są po prostu autentyczne.

Wyważony humor



Qel Asim
Humor ukazany w „Przebudzeniu Mocy” jest wpisany we współczesne trendy, a jednocześnie odpowiednio wobec nich zdystansowany. Starsi fani otrzymali humor w postaci nawiązań do wydarzeń, wypowiedzi, czy przez obecność osób - bohaterów z Oryginalnej Trylogii. Prym wiedzie tutaj postać Hana Solo, z jego powiedzonkami i stylem bycia. Młodsi zaś zostali uraczeni subtelnie ukazanymi nawiązaniami do życia współczesnego, czego najwyraźniejszym przykładem był popularny „lajk”, który Finn otrzymał od BB-8.

Innym ważnym aspektem humoru w Przebudzeniu Mocy, było jego wyważenie i podporządkowanie do wydarzeń. Nie jest to humor znany z ostatnich popularnych filmów opartych na komiksach innych marek, gdzie powaga sytuacji jest często zdruzgotana przez żarty. W Epizodzie VII humor jest tylko tam, gdzie nie godzi w rangę wydarzeń aktualnie przeżywanych przez bohaterów filmu, nigdy kosztem historii.

ShaakTi1138
Jedną z rzeczy, które w „Przebudzeniu” podobały mi się najbardziej, jest właśnie humor. Jest bardzo subtelny i nienachalny - nie ma tu durnowatych żartów słownych, dominuje raczej komizm sytuacyjny, ot choćby pierwsza sztuczka umysłowa Rey, Han Solo strzelający z kuszy Chewiego czy Finn smalący cholewki do głównej bohaterki. Inny aspekt humoru TFA to oczywiście nasza wiedza na temat wcześniejszych bohaterów. Szermierka słowna Solo z członkami Kanjiklubu może nie wywołuje salw śmiechu, ale ciężko się nie uśmiechnąć, gdy przypomnimy sobie charakter przemytnika. Sporo rzeczy wynikło już po filmie, z czego prym wiodą memy ze szturmowcem TR-8R. Oby tak dalej!

Muzyka

Qel Asim
Ścieżka dźwiękowa w „Przebudzeniu Mocy” to kolejny budzący sprzeczne emocje element filmu. To zupełnie inna muzyka niż porywające swoim dynamizmem dźwięki w Trylogii Prequeli. Kto liczył na podobną „muzyczną bombę”, ten się przeliczył. Tutaj muzyka jest bardziej w tle, kojąca, zostawiająca po sobie mentalny ślad dopiero po kilku seansach filmu. To muzyka, która doskonale koresponduje z tytułem Epizodu VII. Jest pobudką, subtelną, spokojną, czasem nieco intensywniejszą (March of the Resistance), ale przede wszystkim delikatnie wyciągająca widza ze snu, w którym nie było już miejsca ani nadziei na nowe „Gwiezdne Wojny” i powrót Mocy. Intensyfikacja tej pobudki jest zależna od Rey i tytułowego Przebudzenia Mocy - rozpoczyna się cichutko i łagodnie (The Scavenger; Rey’s Theme), by zwiększyć swoje tempo i moc (The Ways of the Force), gdy Rey zaczyna świadomie z Mocy korzystać. To kolejny aspekt powiązany z reżyserią J.J. Abramsa, gdyż nawet w ścieżce dźwiękowej wszystko jest regulowane tak, by tworzyć jedno dzieło filmowe. Nie tylko w perspektywie dopasowania do aktualnych scen, lecz w generalnym zamyśle fabuły epizodu i rozwoju głównej bohaterki.

Muzyka w „Przebudzeniu Mocy” to także jeden z elementów, obok campbellowskiego schematu fabuły, pozwalający rozpoznać że to prawdziwy film gwiezdnowojenny. Obecność klasycznych motywów, jest zauważalna i w pełni komponuje się z muzycznymi nowinkami Epizodu VII.

To kolejny uśmiech w kierunku fanów i umiejętna droga rozwoju jednego z charakterystycznych elementów „Gwiezdnych Wojen”. Droga dobrego tradycjonalizmu - zachowywania muzycznego depozytu i jego aktualizowania w wierności oryginałowi.

Kasacja EU



Qel Asim
Kwiecień 2014 roku, dla fanów „Gwiezdnych Wojen” był miesiącem wielkiego rozczarowania i rozbudzonych nadziei. To właśnie wtedy zdecydowano o zmianie statusu dotychczasowego Expanded Universe z obowiązującego kanonu na jego alternatywną, legendarną odmianę. Decyzja Lucasfilmu, choć spotkała się z silną opozycją, znalazła jednak entuzjastów. Kolejny epizod, miał być nowym początkiem dla rozwoju Expanded Universe, bez ograniczeń wynikających z legendarnych historii. Tak, też się stało - Przebudzenie Mocy otwarło wiele ścieżek rozwoju dla nowego kanonu. Wiele pytań pozostawiono bez odpowiedzi, część zyska dopełnienie w kolejnych epizodach, zaś inne w ramach nowego Expanded Universe. Nowe otwarcie, zapoczątkowane w Epizodzie VII to szansa na spójny kanon, wolny od nieścisłości w porównaniu do wcześniejszych Legend.

Inna kwestia to obecność Legend w „Przebudzeniu Mocy”. Epizod VII stał się powodem kasaty ważności starego kanonu, aczkolwiek korzysta z jego dorobku i wykorzystuje wybrane motywy w nowej odsłonie. Dwa najważniejsze elementy “Przebudzenia Mocy”, będące zaczerpniętymi z Legend są: baza Starkiller i osoba Kylo Rena. Pierwszy, znany jest m.in. z powieści „W poszukiwaniu Jedi”, gdzie figurował jako „Pogromca Słońc”. W przypadku Kylo Rena, legendarnym pierwowzorem był wrażliwy na Moc syn Hana i Lei - Jacen Solo, znany z wielu powieści ukazujących czasy po bitwie o Endor. Wykorzystanie dorobku skasowanego kanonu, jest wg mnie wyrazem szacunku, jaki twórcy „Przebudzenia Mocy” wyrazili wobec grona autorów poszczególnych Legend oraz próbą wyjścia naprzeciw oczekiwaniom fanów, którzy czuli się dotknięci kasatą.

ShaakTi1138
Nie będę oszukiwać i kłamać, że ucieszyłam się skasowniem EU. Tamte historie zawsze pozostaną w moim sercu, bo to dzięki nim pozostałam fanką. Wielu z nas zainwestowało swoje pieniądze i czas w komiksy i książki. Ale nie oszukujmy się, to i tak kiedyś by się stało - a lepiej, by nad spójnością czuwała cała grupa, a nie tylko jeden Leeland, choć nieścisłości były, są i będą. Dla mnie w chwili obecnej prawdziwą frajdą jest odnajdywanie elementów Legend w nowym kanonie. A jest tego więcej niż myślicie.

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Okiem redakcji: Minusy siódmego epizodu

35



W dniu dzisiejszym spojrzymy na „Przebudzenie Mocy” od strony minusów. Film odniósł niesamowity sukces finansowy i otrzymał zasadniczo pozytywne opinie od krytyków. Ale to nie znaczy, że jest idealny - wręcz przeciwnie, spora część fanów ma mu to i owo do zarzucenia. Poniżej sporządziliśmy w redakcyjnym gronie listę największych minusów, jakie można wyłapać podczas oglądania pierwszej części z trylogii sequeli.

Schematyczność i nawiązania do „Nowej nadziei” są zbyt duże



Adakus
Największym zarzutem względem filmu jest jego schematyczność na tle poprzednich filmów, która jest wiecznie przypominana przy każdej możliwej okazji. Nie będę powtarzał tego, co wszyscy już wiedzą, ale błędnym założeniem scenarzystów było nie postawienie na oryginalną historię. Koniec kropka.

Kasis
Dużo jestem w stanie wybaczyć, ale wysadzanie kolejnej, jeszcze większej, broni to przesada nawet dla mnie. Wątek, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebny. Upchnięty i absurdalny.

Lord Bart
Po 38 latach czasu ziemskiego i jakiś 30 latach czasu galaktycznego poszedłem na film, który jest prawie że ANH2.0 Nawet sam reżyser przyznał w którymś z wywiadów, że „nawiązywał” mocno do oryginalnego tytuły po to, żeby nowi widzowie wiedzieli o co chodzi, nie czuli się zagubieni i inne takie słodkie pierdółki. Serio, Panie Abrams? Serio myślał Pan o tych milionach, które nigdy wcześniej nie widziały „Nowej nadziei” i nie miały szansy jej zobaczyć przed 2015 rokiem? A co z tymi dziesiątkami milionów, które znają „Gwiezdne Wojny” na pamięć, bez względu na to czy są fanami czy nie? Oni mieli przymknąć oczy na bezczelną kopię tylko dlatego, że „nowe pokolenia” muszą mieć nowe filmy, ale jakoś jednak nawiązujące do „staroci” z 1977?

Gratuluję konceptu, ale nie wszyscy są ślepymi jeleniami.

ShaakTi1138
W ferworze pierwszego oglądania nie zwróciłam na to uwagi, bo zbyt pochłonął mnie wygląd Kylo Rena. Natomiast im dalej, im dłużej wracałam do TFA, tym bardziej dostrzegałam schematyzm. We wszystkim: typach bohaterów, miejscach, wydarzeniach, przedmiotach… I bardziej niż klonowanie irytuje świadomość, że był to zabieg celowy, mający na celu przyciągnięcie starych fanów, przekonanie malkontentów, że Disney nie zrobi drugich prequeli. A jednak kto stoi w miejscu, ten się cofa; gdzie jest powtarzalność, tam nie ma miejsca na prawdziwą kreatywność.

Wrażenie rebootu niż kontynuacji

Adakus
Pomimo awersji do epizodu VII, film obejrzałem kilkukrotnie, bo w końcu to „Gwiezdne Wojny”. Jednakże w miarę zaliczania kolejnych seansów, film, poza długą listą podobieństw do „Nowej nadziei”, zaczynał sprawiać wrażenie bardziej rebootu serii, niż jej kontynuacji. Zarzuty wobec filmu będę się oczywiście powtarzały te same, ale sam film ma tak naprawdę niewiele wspólnego z uniwersum wykreowanym przez George’a Lucasa. J.J. Abrams stworzył „idealny” reboot, będący „idealnym” kandydatem do tworzenia cyklu od nowa, zarówno z czystym frontem, jak i zapleczem. Jak już skasowaliśmy stary porządek kanoniczny, to równie dobrze moglibyśmy dorzucić do tego pozostałe filmy. Dla wielu fanów byłaby to jednoznaczna sytuacja i nikt nie zarzucałby później schematyczność epizodowi VII.

Brak Lei i Luke'a w filmie



Lord Bart
70 sekund scen z Lukiem i Leią wyglądającą jak wyglądała w momencie kręcenia Carrie Fisher, bez zająknięcia się o jej ewentualnej Mocy oraz tego co robiła… i Pan, Panie Ambrams mówi mi, że oni też byli potrzebni jako „nawiązania” dla nowych fanów?

To może trzeba było być odważnym i zostawić ich w spokoju, przesunąć jeszcze okres czasowy albo pójść na totalną brawurę i wybrać innych aktorów? I dać im więcej możliwości, powiązanych oczywiście ze stanem ich zdrowia? Bo Harrison Ford dała radę maksymalnie, dał radę tylko po to, by zginąć w głupiej scenie.

Kylo Ren i nowi bohaterowie są słabi



Lord Bart
Znowu fragment mojej recenzji:Nowe trio nie sprostało staremu i to nawet takiemu, które widzimy w filmie. „Zmęczona życiem” Leia i „niemy” Luke, będący tylko pyłkiem nowej kurtce genialnego Hana, są razem lepsi od mistrzyni wszystkiego znikąd, głupiego szturmowca i metroseksualnego złego płaczka. Dlaczego? Bo są żywymi Legendami, mającymi za sobą wspaniałą historię, popartą dobrym aktorstwem. Rey, Finn i Kylo nie mieli z nimi szans. Na starcie, dlatego że spieprzył ich ktoś już w scenariuszu.

ShaakTi1138
Po „Przebudzeniu Mocy” miałam pewną refleksję: większość z nas zgadza się w mniejszym czy większym stopniu, że czarny charakter przegra w taki czy inny sposób. Wiedzieliśmy, że Krennic zginie, że rebelianci zdobędą plany… ale nie spodziewaliśmy się, że zapłacą taką cenę. Dyrektor stanowił tu realne zagrożenie. Z drugiej strony mamy postać pokroju Nute’a Gunraya - też złoczyńca, ale złoczyńca słaby, tchórzliwy i żałosny, może nawet trochę śmieszny, lecz ukazany tak celowo w opozycji do Maula czy Sidiousa. Źle jest, gdy schwarzcharakter wychodzi śmieszny niezgodnie z zamysłem twórców.

A takim jest Kylo Ren.

Pomińmy już nawet przywitaną salwą śmiechu w kinie scenę zdjęcia maski. Przyznaję, że Kylo jest najbardziej złożonym i dopracowanym złoczyńcą w całej Sadze… który zachowuje się jak mający problem z opanowaniem własnych hormonów nastolatek ogarnięty obsesją na punkcie Vadera. Który nie stwarza żadnego zagrożenia, bo nie umie ani powstrzymać więźnia przed ucieczką, ani pokonać dziewczyny, która pierwszy raz walczy mieczem, a co dopiero chłopaka niewrażliwego na Moc. Który niszczy konsole i wyje, gdy coś mu się nie podoba. Nie tak powinien zachowywać się ktoś, kto ma ponad trzydzieści lat.

Brak nawiązań do prequeli i do tego, co znamy; nierealność uniwersum

Adakus
Nic tak nie burzy klimatu ulubionej serii, jak stopniowe wygaszanie tego klimatu przez samych filmowców. George Lucas, twórca zarówno oryginalnej trylogii, jak i trylogii prequeli, może filmów nie potrafił kręcić, ale przynajmniej rozumiał i szanował świat stworzony przez samego siebie. Niestety J.J. Abrams nie wziął tej cechy pod uwagę przy tworzeniu „Przebudzenia Mocy”. Chcąc stworzyć „nowe Gwiezdne wojny”, skupił się na wykreowaniu nowego materiału (co niestety nie przełożyło się na oryginalna historię), ignorując świat stworzony przez Lucasa. I tak w filmie nie ujrzymy znanych nam planet czy ras, które były obecne w obu wcześniejszych trylogiach. Nikt chyba nie oczekiwał ponownego przerzucenia akcji na Tatooine, ale w takim razie po co tworzyć bliźniaczą planetę Jakku? Albo czy wszystkie planety ukazane w filmie są tak oddalone od centrum galaktyki, że nie pojawiają się tam rasy obcych znanych ze starszych filmów? Filmy Lucasa też dodawały nowe miejsca i gatunki, ale nigdy kosztem tych znanych, była zachowana równowaga. Dzieło Abramsa niestety odziera uniwersum z łącznika z poprzednimi trylogiami, przez co można doświadczyć wrażenia kreacji innej galaktyki, odmiennej od tej jaką znamy.

Kasis
Świat „Gwiezdnych Wojen” jest olbrzymi, więc cieszą wszystkie nowości, które go rozwijają, ale nie zapominajmy o tym co już istnieje. Jeden Twi’lek w tle robiłby olbrzymią różnicę albo wspomnienie znanej planety. Te braki rażą i bolą wielu fanów. Chcemy czuć, że to jest jeden spójny świat, po którym wędrujemy od wielu lat. I choć odkrywamy nowe miejsca, to chętnie wracamy do starych i cieszymy się widząc znajomą twarz.

ShaakTi
Jak już Abrams zdecydował się robić reboot „Nowej nadziei”, to lepiej by chyba było, aby Rey mieszkała na Tatooine, a Ruch Oporu miał bazę na Yavinie. Jestem w pełni świadoma, że każdy film potrzebuje nowych planet, miejsc czy bohaterów. Ale gdy pojawiły się prequele, pojawiło się także wiele nici łączących je z OT: bohaterowie lądują na Tatooine, a w tle przechadzają się Quarrenowie, Twi’lekowie czy Kalamarianie. Nawet takie drobne nawiązania sprawiają, że czujemy, że to jedna galaktyka, jeden wszechświat. A nie, że nagle gdzieś poznikały nam rasy czy miejsca, które znamy.

Rasizm gatunkowy, wszyscy główni bohaterowie to ludzie



Adakus
W dobie wszelkiej maści poprawności i równouprawnień, zrozumiałe jest dostosowywanie się do pewnych populistycznych trendów. Jedne mają prawo być praktykowane, drugie może mniej. Nie będziemy jednak ponownie rozwlekać tematu większego udziału kobiet, czy aktorów o ciemniejszej i orientalnej karnacji, bo to już jest raczej normalny stan rzeczy. W przypadku tworzenia nowych filmów, przydałoby się pewne urozmaicenie grupy bohaterów, nie poprzez dodanie czarnego aktora czy Azjatki, a raczej stworzenia bohatera czy bohaterki będącego przedstawicielem obcej rasy, znanej z uniwersum. Raczej nikt nie miałby przeciwko, gdyby któraś z nowych postaci była przedstawicielem rasy Twi’lek czy Duros. Mam szczerą nadzieję, że w przyszłych filmach twórcy zauważą tą jawną „dyskryminację” ras obcych.

ShaakTi1138
Czy kiedykolwiek, ktokolwiek zdecyduje się na stworzenie filmu z obcym w roli głównej? Już miałam powiedzieć, że nie, ale przypomnieli mi się „Strażnicy galaktyki”, gdzie w ekipie jest tylko jeden człowiek. A do tego to film pod kuratelą Disneya. Można? Oczywiście, że tak. Obcy sprawiają, że widz jest zanurzony we wszechświat, wszystko jest bardziej realistyczne i wiarygodne. Może jest gorzej z identyfikacją oglądającego z postacią, ale czy zawsze musi tak być? Owszem, można czuć się w pewien sposób bezpiecznie, czy nawet dowartościowanym, gdy mamy coś, co łączy nas z bohaterem. Ale czy nie jest też tak, że przeciwieństwa przyciągają? Że fascynuje nas to, co nieznane?

Słabo naszkicowana polityka galaktyczna



Lord Bart
Słabo? W Galaktyce minęło 30 lat, to zaledwie o sześć mniej niż cały timeline zaczynając od EI, a kończąc na bitwie o Endor. Skasowano EU, gdzie wszystko bardzo ładnie było wytłumaczone, że Imperium to faktycznie imperium, setki planet, dziesiątki regionów, wiele wojsk i flot nadal aktywnych, pomimo zniszczenia dwóch Gwiazd Śmierci i zgonów Imperatora oraz Vadera. Że walka nadal trwa i Nowa Republika nie jest samodzielnym liderem.

Co widać w filmie? Nic. Napisy początkowe w DWÓCH zdaniach mówią o tym, że First Order powstał z popiołów Imperium (czyli, że spalono je doszczętnie, tak?) i poluje na ostatniego Jedi, Luke’a Skywalkera oraz że istnieje jakaś Republika, która wspiera Leię przewodzącą Resistance w odszukaniu brata. Potem TFA w żaden sposób nie nakreśla wizji polityczno-militarnej Galaktyki. Gratuluję, warto było niszczyć EU żeby zobaczyć coś takiego.

ShaakTi1138
W ramach dygresji chciałabym przedstawić jedną rzecz z historii kultury. W średniowieczu ludzie skupiali się na swej duchowej stronie: oddawali cześć Bogu, umartwiali się, uważali ciało za brudne i grzeszne. Potem nadszedł renesans, a wraz z nim odrodzenie ideałów starożytnych. Oto nagle rozum stał się ważniejszy od wiary, a ciało zaczęto postrzegać jako dar od Pana. Sobór trydencki przyniósł kolejne zmiany: ogłoszono postulat powrotu do ideałów średniowiecznych. I barok faktycznie znowu zaczął odwoływać się do Boga… problem w tym, że po renesansie już się nie dało. Jak znowu pisać o nieczystym ciele, skoro niedawno było takie piękne? Jak pisać o marności ludzkiej miłości, skoro poprzednie pokolenie wyrażało się o niej w tak wzniosłych słowach? Cała epoka jest naznaczona tą dychotomią.

Per analogiam to właśnie chcę powiedzieć o sequelach: może w Oryginalnej Trylogii sprawdzała się formuła przygód bohaterów w bardzo małej skali… ale po prequelach już się nie da. Z filmu nie dowiemy się ani jak duży jest właściwie Najwyższy Porządek, dlaczego Nowa Republika sprzecza się z Ruchem Oporu (choć wprowadzenie trzech sił uważam za plus), a książki i komiksy do tej pory nie wyjaśniły zbyt wiele. Polityka nie jest straszna ani nudna. Oczywiście nie mówię, by epizody stały się transmisjami obrad Senatu, ale choć odrobina wiedzy dałaby przygodom naszych bohaterów większy kontekst.

Postawienie na naturalne środowiska



ShaakTi1138
Pisałam już o tym wyżej: fajnie jest powiedzieć, że się było „na Tatooine” czy „na Endorze” i nie mam nic przeciwko pokazywaniu w filmach pięknych czy przerażających miejsc z Ziemi. Sztuką jest znaleźć taką lokację, a do tego rozsławia ono dane państwo czy miasto. Ale jednocześnie taki zabieg straszliwie ogranicza możliwości pokazania innych niż nasz globów. Z inną grawitacją, warunkami atmosferycznymi, florą czy chociażby niebem.

Mało nowych maszyn

ShaakTi1138

Czy ktokolwiek wyobraża sobie używanie w czasach współczesnych telefonów-cegłówek? Bo ja tak odbieram to, co pokazano w TFA. Już nawet „Łotr” miał więcej maszyn, więcej inwencji, mimo że dział się tuż przed czwartym epizodem. To, że widzimy na ekranie TIE i X-wingi, jest tylko grą na sentymencie, a nie realistycznym ukazaniem tego, co mogłoby się zadziać w galaktyce przez trzydzieści lat.

Słabo słyszalna w filmie muzyka



Adakus
W filmie brak mi szczególnie mocnego utworu przewodniego, czym charakteryzował się każdy soundtrack z poprzednich filmów. Ścieżka dźwiękowa jest klimatyczna, poprawna, ale nic poza tym.

Kasis
Niestety należę do tych, którzy nie zostali w kinie porwani przez muzykę towarzyszącą filmowi. Doceniłam ją bardziej po parokrotnym przesłuchaniu, ale i tak nadal uważam, że w porównaniu z wrażeniem jakie potrafiły wywrzeć już przy pierwszym seansie kawałki z poprzednich soundtracków jest o wiele gorzej. Przykre rozczarowanie.

Lord Bart
Ponownie pozwolę sobie zacytować fragment mojej recenzji:Tu będzie krótko, bo i nie ma się nad czym rozwodzić. W całym filmie słychać klasyczne, legendarne motywy SW, które KIEDYŚ wyszły spod ręki Johna Williamsa. Natomiast jeśli ktoś liczył, że pojawi się tu coś na miarę, hmm, przykładowo „Duel of the Fates” – gratuluję. Ja chciałem tylko by „zwykłego” Williamsa nie ruszali. I to się stało. Natomiast nowości, coś co by można zagwizdać po wyjściu z kina – zero. Wiem, że wyszedł soundtrack, nawet przeglądałem track listę. Patrzyłem po tytułach, kojarzyłem sceny. Nic nie słyszałem, nic nie pamiętałem.

Lord Sidious
John Williams stworzył kolejną wspaniałą ścieżkę dźwiękową, którą słucha się z płyty bardzo dobrze. Jednak maestro ma już najlepsze lata za sobą. Nowe utwory, choć wciąż piękne, jednak nie potrafiły w filmie się wybić z tła. Nie były kolejnym bohaterem.

ShaakTi1138
Dla mnie Williams już dawno powinien przejść na emeryturę. Tak, nadal mam do niego ogromny szacunek, ale gdy powtarzające się nuty słuchać w „Ataku klonów” i „Harrym Potterze”, to znak, że materiał już się wyczerpał. Na mnie wrażenie zrobił jedynie utwór otwierający (ale to może dlatego, że emocje wzięły mocno górę) i motyw Rey na Jakku (przypominający mi chwytające za serce kompozycje z mojej ukochanej gry „Podróż”). Reszty nie umiem nawet nazwać, a co dopiero zanucić.

Tajemniczość projektu, niewiele wiemy o nim do dziś

Lord Sidious
O ile jeszcze można zrozumieć, że Lucasfilm chciał zachować jak najwięcej tajemnic do premiery, o tyle po niej jest to już kuriozalne. Na konwentach niewiele mówią o tym jak powstawały filmy. Książek na ten temat nie wydają. Informacji jest tyle, co kot napłakał. A o tym, co się dzieje z produkcją również niewiele wiedzieliśmy. Ta polityka może sprawdza się przy seriach, ale dla fanów jest to dość bolesne, bo nie mogą poznać szczegółów.

ShaakTi1138
Nie wiem na co Disney czeka. Być może na jeszcze jedną edycję specjalną wydania blu-ray 3D, by po raz kolejny wyciągnąć pieniądze od fanów (ale wszyscy wiemy: i tak to kupimy). Może to ma jakiś związek z tajemnicami epizodów ósmego i dziewiątego - może zwyczajnie jeszcze wszystkiego wyjawić nie można. Niemniej w chwili obecnej jest to denerwujące. Jedną z moich ulubionych starwarsowych książek jest „Zemsta Sithów: Album” wypełniona tonami informacji jak powstawał trzeci epizod. Spodziewałam się więc, że przy publikacjach z TFA będzie podobnie… i srogo się zawiodłam. Dokumenty na płytach też nie odpowiadają na wiele pytań, brak wielu artykułów w sieci… A szkoda, bo czeka na to wiele osób.

Kasis
Między innymi z tego powodu „Przebudzenie Mocy” pod wieloma względami sprawia wrażenie zaledwie wstępu do nowej historii. Wstępu o wiele bardziej lakonicznego niż „Nowa nadzieja” czy „Mroczne widmo”. Jakby właściwa historia miała się dopiero rozpocząć. Owszem znamy już trochę realia i bohaterów, ale po seansie pojawiło się chyba więcej pytań niż przed nim. A niektóre z tych niewyjaśnionych zagadnień nie wydają się wymagać aż takiej tajemniczości (np. sytuacja polityczna).

Kasacja starego EU



Lord Bart
Ale uczciwie mówiąc, to nie TFA skasował EU, tylko EU skasowano pod TFA. To niby jest to samo, ale często można pomylić przyczynę ze skutkiem.

Dla mnie kasacja nie jest złem samym w sobie, jest obrzydliwa patrząc na to co dostałem na miejsce Rozszerzonego Uniwersum.

ShaakTi1138
Ja już się z tym dawno pogodziłam, ale nadal wspomnienie tego dnia pozostanie jednym z najsmutniejszych w moim życiu. Straciliśmy wiele wspaniałych postaci i historii, które może wrócą, a może nie.

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.

Okiem Bastionowiczów: Premiera finalnego zwiastuna "Łotra 1"

6


W czwartek mogliśmy zobaczyć po raz pierwszy na własne oczy finalny zwiastun do Łotra 1. Jeśli jakimś cudem jeszcze ktoś go nie widział to zapraszamy w to miejsce >>>

Redakcja Bastionu przygotowała kilka słów opisujących nasze wrażenia po obejrzeniu wspomnianego wcześniej zwiastuna, które możecie przeczytać poniżej. Serdecznie zapraszamy was do lektury i przypominamy o tym, że wy również możecie podzielić się z innymi swoją opinią na naszym forum.


Komisarz Sev: Mam mieszane uczucia. Mieszane, jednak nie w dosłownym znaczeniu tego powiedzenia. Jak bowiem określić fakt, iż z jednej strony niemal bezgraniczna i czysto dziecięca radość wiruje w mej głowie, a z drugiej strony, w głębi duszy fana, rodzi się lek, że moje oczekiwania, chęci, okażą się o wiele za duże. Coś takiego we mnie pozostawił najnowszy trailer Rogue One.

Muszę przyznać, iż jest on mocno spoilerowy, jak na dotychczasowe kampanie promocyjne od Disney, głównie przy okazji The Force Awakens. W ostatecznym filmiku promocyjnym mamy bowiem zaprezentowane oczywiście kluczowy aspekt filmu: główny wątek ratowania ojca i planów Gwiazdy Śmierci, ale również kilka ujęć i wskazówek, które mocno sugerują, jak potoczą się losy niektórych postaci. Mam tutaj na myśli głównie Bodhi Rook i Saw Gerrera. Analizując kampanię reklamową i porównując do innych, podobnych filmów, można dojść do podobnego wniosku: Bodhi Rook przeżyje odkupienie i odnajdzie odwagę lub całkowicie się załamie lub zdradzi przyjaciół w sobie w środku bitwy, wysadzając wahadłowiec Krennica, a Saw Gerrera zginie, prawdopodobnie na skutek próbnego strzału Gwiazdy Śmierci. Można powiedzieć, że postacie drugoplanowe, ale jednak nadal to nieco przeszkadza, iż na podstawie trailera takie założenia, podparte dość mocnymi dowodami, są nam prezentowane.

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to scena retrospekcji lub snu Jyn, która wspomina prawdopodobnie swoje ostatnie chwile z ojcem, który jest zabierany przez Dyrektora Krennica. A raczej oficera, który co widać po pagonach, nie osiągnął jeszcze swojej pozycji wojskowej widocznej do tej pory w materiałach promocyjnych. Jest to o tyle zaskakujące, iż jest to pierwszy taki zabieg w filmach SW, nie licząc wizji Mocy Anakina czy Rey. Następnie ujęcie ucieczki z więzienia i przedstawienie głównego problemu fabularnego to niejako muss w takim trailerze. Podczas spotkania Galena i Orsona w deszczu widać, iż oboje nie przepadają za sobą, a dyrektor trzyma naukowaca tylko z powodu budowy Gwiazdy Śmierci. Czyżbyśmy dostali scenę śmierci niepotrzebnego Galena, co sugeruje jedno z końcowych ujęć trailera? Czas pokaże.

Trailer ostatecznie pokazuje nam główne planety, na których odbywać się będzie akcja filmu: rodzinna planeta Jyn, księżyc Jedha, zalaną deszczem planetę, na której zobaczymy bombardowanie dywanowe powierzchni, oraz tropikalną planetę Scarif, na powierzchni której znajduje się placówka Imperium. Do tego dochodzi Yavin 4, czyli znana baza Rebelii z Nowej Nadziei. Ilość lokacji jest duża, co jednocześnie jednak może budzić podejrzenie: czy aby nie za duża? Ogólnie trailer sprawia wrażenie, że film będzie całkowicie napakowany akcją i podróżami między jednym a drugim system. Oby nie okazało się, że zawartości jest więcej, niż taśmy filmowej i nie dostali ucinek lub nielogiczności podobnych do ostatniego, podobnego dość, blockbustera, Suicide Squad. Podobnie można mieć obawy co do ilości bohaterów na ekranie. Ze smutkiem również trzeba zaznaczyć, iż ponownie ilość obcych na pierwszym planie jest niemal zerowa. Boli to co nieco, biorąc pod uwagę, iż w końcu jedna z kultowych postaci tej Sagi jest przedstawicielem innej, futrzanej, rasy. Oby pełny film to wynagrodził.

W trakcie oglądania trailera uderzyła mnie jedna rzecz: poziom władzy i kompetencji Krennica. Widzimy bowiem scenę, gdzie niemal na równi rozmawia z Lordem Vaderem oraz do tego sporo ujęć, w których jest prezentowany jako główny dowódca i osoba odpowiedzialna za cały projekt. Co w takim razie z Tarkinem? W jaki sposób zostanie to wyjaśnione, aby łączyło się sensownie przede wszystkim z Nową Nadzieją, ale równie innymi źródłami, jak na przykład książka Tarkin. Liczę, iż na tym polu twórcy nie dadzą plamy. Wsadzanie sporych niespójności w oficjalnym kanonie nie będzie dobrym sygnałem na przyszłość dla fanów.

Ale mimo to, tego wszystkich obaw, jestem zachwycony, głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, aspekt militarny. Walki naziemne prezentują się pięknie gdy obserwuje się rebeliantów w prawdziwie wojskowych mundurach, ba, nawet w amerykańskich hełmach i stylu wzorowanym na Wietnamie! Do tego pojazdy naziemne Imperium, które ostatni raz mogliśmy oglądać w Powrocie Jedi. W końcu jest szansa na ujrzenie prawdziwej potęgi Imperium i ukazanie jego przewagi liczebnej i technologicznej. Ale czym były by Gwiezdne Wojny bez przecudnych sceny batalistyczne w kosmosie? Nalot dywanowy Y-wingów czy okręty Nebulon-B lub HammerHead na orbicie wystarczą, aby każdy fan odpłynął z radości. Sama możliwość ponownego ujrzenia “starych” X-wingów czy Y-wingów na dużym ekranie w nowoczesnej technologi sprawia, że od razu przypomina mi się pierwszy seans Nowej nadziei, gdy miałem może z 6 lat. I właśnie te piękne maszyny, mknące po powierzchni Gwiazdy Śmierci, rozbudziły moją miłość do SW.

Po drugie, atmosfera filmu. Ogólne poczucie, iż Galaktyka nie jest zawsze i wszędzie idealnym i sterylnym miejscem, tylko zbiorowiskiem wszelkiego dobra, zła, lecz głównie szarości i brudnej codzienności. Do tego dochodzi poczucie desperackiej walki garstki, gdzie Rebelia jest wątłym płomykiem, który lada chwile może zgasnąć pod oddechem złowieszczego Imperium, nadaje na razie niesamowity ton tego filmu. Bo tak właśnie powinien wyglądać ten okres historii Gwiezdnych Wojen: desperacja walka, na granicy szaleństwa, z niemal niepokonanym wrogiem. Z dopiero nadciągającą nową nadzieją dla Galaktyki, która otworzy nowy rozdział historii Gwiezdnych Wojen. Mimo kilku wad czy uwag wobec ostatecznego trailera Rogue One, jestem zachwycony. Moje wewnętrzne dziecko i fan zostali zaspokojeni i teraz z niecierpliwością czekają na więcej.. Oczywiście, ocena ostateczna nastąpi dopiero po premierze, a w najgorszym wypadku cały film może się okazać niewypałem.Ale z takimi wnioskami poczekajmy do 17 grudnia, bardzo Was proszę.I chociaż przez chwilę, przez ten krótki moment, bądźmy po prostu fanami Star Wars. I oby Rogue One był początkiem czegoś przewspaniałego w naszych życiach :)


Rusis: Pierwszy trailer Rogue One, który widzieliśmy dwa miesiące temu rozbudzał zainteresowanie i grał na emocjach, pokazując chociażby Dartha Vadera. Do drugiego trailera podszedłem już trochę bardziej na spokojnie, wiedząc czego można się spodziewać. I faktycznie, nie niesie on już takiego ładunku emocjonalnego, ale pozwala dokładniej się zapoznać z historią nadchodzącego filmu.

Nowy trailer pokazuje, że film będzie miał inny klimat niż epizody (i tak jak w wielu filmach wojennych jest tu wiele patosu), ale jednocześnie wciąż czuć, że są to Gwiezdne Wojny. I to jest to czego oczekuję od spin-offów, wchodzenie w różne konwencje. To co jednak mnie najbardziej urzekło w nim to zdjęcia lokacji. Po Epizodzie VII, który pod tym kątem był lekkim zawodem tu widać, że dostaniemy kilka kompletnie różnych lokacji filmowych z wieloma smaczkami (jak przewrócony posąg Jedi/Sitha).

Jestem naprawdę zadowolony, pozostaje tylko czekać na efekt końcowy do grudnia.


Master: Wreszcie jakiś trailer, którego celem nie była epickość, a wprowadzenie do filmu i nakreślenie ogólnej ramy fabuły. To nie jest tak, że nie lubię epickich zwiastunów, ale te już nie raz dostawaliśmy, więc trailer #2 Rogue One jest miłą odskocznią.

Bardzo podobała mi się praca kamerzysty. Wiele ujęć zostało świetnie zaprojektowanych i jeśli sam film będzie stał na tym samym poziomie wizualnym co zwiastun, będzie bardzo dobrze. Muzyka również została dobrze dopasowana. Co do całej reszty - gry aktorskiej, fabuły i klimatu filmu - na razie nie chcę się odnosić, bo mamy zdecydowanie za mało materiału. Na pewno jestem dobrej myśli i musimy poczekać do grudniowej premiery. Pamiętajmy, że nie jeden dobry zwiastun zapowiadał słaby film. Mam nadzieję, że w tym przypadku tak nie będzie. Czas pokaże, do zobaczenia 15. grudnia w kinach!


Redaktor ogór: Dwie poprzednie zajawki Łotra 1 podobały mi się, ale po jakimś czasie zaczynały mnie nudzić. Myślałem tutaj, że dla mnie osobiście to mogą same grafiki czy zdjęcia z planu wrzucać - i tak wiem o czym jest ten film. Bo przecież od początku produkcji, wszyscy wiemy, że będzie to historia o tym jak grupka nic nie znaczących Rebeliantów ukradnie plany wielkiej stacji bojowej o mocy potrafiącej niszczyć całe planety. No wielkie emocje, nie powiem, że nie..

Ale to co zobaczyłem w najnowszym trailerze utwierdziło mnie w przekonaniu jak bardzo się myliłem. Oczekiwałem kolejnej przygody w odległej galaktyce, której koniec znam bardzo dobrze, chociażby z napisów początkowych do Nowej nadziei, no ale to co zobaczyłem - coś pięknego i.. bardzo nieoczywistego.

Mogę tutaj zażartować, że przecież każdy film z serii jest filmem wojennym bo przecież to są Gwiezdne WOJNY, ale to co zobaczyłem utwierdziło mnie w przekonaniu, że projekt spin-offów może naprawdę sporo namieszać i to pozytywnie. Epizody to raczej historie typowo baśniowe, dzięki spin-offom możemy dostać praktycznie każdy gatunek filmowy umiejscowiony w naszej ukochanej galaktyce. Brzmi co najmniej kurcze epicko! (parafrazując mojego redakcyjne kolegę ;) ).

Jasne, przeszkadzają mi trochę te podniosłe dialogi czy wszechobecne wybuchy w stylu Michaela Baya, ale jestem w końcu podekscytowany tym filmem i nie mogę się doczekać grudnia.


Nild: Wojna, wojna nigdy się nie...chwilka, nie to nie ta bajka. Chociaż bez wątpienia to galaktyczny konflikt jest przewodnim tematem nowego trailera Rogue One. Odcina się on jeszcze bardziej od klimatu klasycznych epizodów i miejmy nadzieję, że faktycznie zapowiada bardziej "wojenną" historię.

Wprowadzenie, obok wariacji muzycznej na temat Gwiezdnych Wojen, wita nas surowymi pejzażami i kolejnym kawałkiem uzupełniającym dla nas fabułę filmu. Prawdę mówiąc, po obejrzeniu obydwu trailerów i innych materiałów promocyjnych naprawdę można się zastanawiać, czy warto iść do kina po te parę brakujących elementów. Wracając jeszcze na chwilę do pejzaży - w tym ponad dwu minutowym filmiku jest ich jeszcze parę i każde jest po prostu przepiękne. Wizualnie, znajdziemy sporo nawiązań do klasycznej trylogii, niemniej całość jest bardziej przygaszona aby jeszcze bardziej podkreślić wydźwięk tego trailera - ocieka on desperacją.

Parę przedstawionych punktów zwróciło szczególnie moją uwagę. Przede wszystkim powód, dla którego Jyn staje się częścią Rebelii. Chociaż nie wydaje się być do tego przymuszona, to jednak cały ten motyw nieco kala nieskazitelnie biały wizerunek Rebelii. Pasuje to do jej ostatnich przedstawień, a na pewno do tego jak twórcy starają się nam sprzedać ten film.

Kolejnym mocnym punktem jest Dyrektor Krennic, który kupił mnie jednym zdaniem wypowiedzianym tak, że mogę je zapętlać w nieskończoność. Skoro zresztą o głosach mowa, jest to pierwszy trailer gdzie nie drażni mnie pretensjonalność Jyn Erso. Może się przyzwyczaiłem, a może wreszcie ktoś uznał że jej postać nie powinna wypowiadać jednolinijkowych kwestii w dość szczególny sposób w każdym materiale promocyjnym jaki wypuszczają.

Nie można nie wspomnieć też o końcówce, krótkiej bitwie wokół czegoś co wygląda jak stacja kosmiczna, albo stocznia. W tle widać sporą flotę Rebelii, co jeszcze bardziej wspiera nową wizję tej grupy jaka powstaje w serialu animowanym Rebelianci.

Cały trailer kupuje mnie i póki co uspokaja względem całej tej produkcji, chociaż oczywiście ostatecznie i tak dowiemy się co z tego wyszło dopiero w kinach. Niemniej, jeśli faktycznie są on zgodny z duchem filmu, to ja jestem jak najbardziej za. Przeszkadza mi tylko jeden drobiazg - ktoś dość nachalnie wrzucił wytłumaczenie tytułu do tego trailera. Taka scena moim zdaniem powinna zostać ujawniona dopiero podczas seansu, ale widać świat nadal ma problemy z ogarnięciem znaczenia Rogue One. Tak czy siak, byle do grudnia!


Temat na forum

Redakcyjne podsumowanie roku 2015

11



Zgodnie z redakcyjną tradycją, ponownie pokusiliśmy się o podsumowanie minionego już roku 2015. Ważnego, gdyż po raz kolejny na naszych ekranach zagościły „Gwiezdne Wojny”.

14. Josh Trank i losy jego spin-offa


Lord Sidious: Przesunięcie spin-offów, Antologii, Opowieści czy jak je tam nazywają, jakoś nie robi mi większej różnicy. To wciąż jest jedna wielka niewiadoma. Natomiast przyznaję, że wyczyny Tranka wpierw wprawiły mnie w osłupienie, a potem, zwłaszcza na Celebration, szczerze rozbawiły. Z jednej strony to przykre, jak niewiele trzeba by zniszczyć sobie karierę, z drugiej to też nauczka, jak łatwo jest się zachłysnąć własnym sukcesem. Może to sprawi, że inni filmowcy zaangażowani w „Gwiezdne Wojny”, przede wszystkim wezmą się ostro do roboty.

Shaak Ti: Powtórzę za poprzednikiem, wielkiej różnicy mi to nie robi. W chwili obecnej jeszcze szał po TFA nie opadł jeszcze na tyle, by się tym przejmować. No i miejmy nadzieję, że osoby takie jak Trank nie zbliżą się więcej do „Gwiezdnych Wojen” nawet na cal.

Burzol: Dawno już nikt w Hollywood nie wszedł tak szybko na szczyt, żeby błyskawicznie popaść w niełaskę. Josh Trank był Nową nadzieją młodego kina Hollywoodzkiego, ale wystarczyła jedna porażka w postaci Fant4stic i już nikt nie chce z nim pracować.

ogór: Josh Trank jest odpowiedzialny za nową “Fantastyczną Czwórkę”? O Mocy.. dobrze, że go wywalili. Jest przynajmniej nadzieja dla spin-offów :D

Lord Bart: Ha, czyli Marvele można krytykować, może wyjść “zły” film. Haha. Niesamowite. A poza tym Trank pozostaje dla mnie anonimowy, więc [wzruszenie ramionami].

13. Celebration Europe w Londynie 2016


Zapowiedź.

Shaak Ti: Nie jadę, niestety, ale trochę mi smutno, że jest to po raz kolejny Londyn. Są też inne państwa…

Lord Sidious: Bilety wyprzedane jak ciepłe bułeczki to coś znaczy. A tak mam nadzieję, że wyciągną wnioski z poprzednich Celebration Europe. To w Londynie nie było złe, ale do amerykańskich mimo wszystko mu daleko, choć bliskość Pinewood to niweluje. Ale Brytyjczycy na pewno poradzą sobie z tym lepiej niż zrobili to Niemcy. No i znów będzie epicko, bo twórcy Epizodu VII powinni mieć już rozwiązane języki, a jeszcze będą i Łachudry i ludzie z EVIII.

Rusis: Miło, że impreza wraca do Europy. Wizyta na niej wyjdzie w tym roku dzięki temu taniej. No i bliskość Pinewood powoduje, że liczę na wielu aktorów, z nowych filmów, obecnych na imprezie.

ogór: Niestety nie jadę, bawcie się dobrze. Liczę chociaż na to, że jakiś główny panel będą transmitować gdzieś w internecie.

Lorn: Nie mogę się doczekać, pamiętam jeszcze Essen, w którym bardzo mi się podobało, a teraz powinno być o niebo lepiej bo i więcej się dzieje. Czekam!

Burzol: Miłej zabawy i pozdrówcie ode mnie proszę Daisy Ridley. :*

Lord Bart: A finał Ligi Mistrzów w tym roku w Mediolanie, no i ME we Francji. Nie no :P chciałbym kiedyś pojechać w końcu, ale raczej do Juesej jednak. Naćpałbym się tamtejszych klimatów, może stałbym się “true” fanatykiem?

Kasis: Mi również nie będzie dane pojechać do Londynu, ale sam fakt, że taka impreza znów odbywa się w Europie i tak mnie cieszy. Na pewno będzie dużo ciekawych materiałów, a jeśli trafi się jakaś transmisja na żywo, to przynajmniej będzie o ludzkiej porze. Poza tym, miejmy nadzieję, że Celebration Europe wpisze się na stałe w harmonogram starwarsowych konwentów zwiększając szanse europejskich fanów na udział w którejś z kolejnych odsłon.

12. Colin Trevorrow reżyserem Epizodu IX


Lord Sidious: Nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie ucieszyło. Ale dobór twórców, prócz Abramsa póki co szału nie robi. Wręcz przeciwnie. Podobnie jak w przypadku Johnsona ważne, że Abrams stoi za tym gdzieś z tyłu. A Trevorrowowi nie udało się z „Parkiem” (o ile nie patrzy się na wyniki kasowe), ale jego „Na własne ryzyko” naprawdę mi się podobał. I to zdecydowanie lepszy film niż te, które popełnili Gareth Edwards, czy Rian Johnson. Mniejszy, ale dobrze poprowadzony, więc jeszcze po „Przebudzeniu” wciąż patrzę na Epizody VIII i IX przychylnym okiem.

Rusis: Zdecydowanie wolałbym Abramsa kończącego trylogię, więc ogłoszenie, że to będzie Trevorrow mnie zasmuciło. Liczę jednak na to, że podobnie jak to jest w spin-offach będzie to bardziej film producencki (kierowany przez Abramsa), a reżyser ma po prostu przypilnować aktorów na planie, będąc dobrym rzemieślnikiem.

Burzol: "Na własne ryzyko" jest jednym z lepszych reprezentantów amerykańskiego kina niezależnego ostatnich lat. Uroczy, skromny, świetny film. "Jurassic World" ma wiele poważnych wad, ale kilka interesujących wrażeń kinematograficznych wywołuje , no i sukcesu komercyjnego nie można mu odmówić. Niestety Trevorrow pomagał też pisać scenariusz w "Świecie Jurajskim", a ten leży całkowicie. Wobec tego mam dla tej nominacji mieszane uczucia.

ogór: Spokojnie Moi Drodzy, Trevorrow daje tylko nazwisko, Abrams pewnie będzie pociągać za sznurki zza kulis.

Lorn: Ten film jest tak odległy, że jeszcze o nim nie myślę. Zobaczymy co przyniesie EVIII.

Lord Bart: Dziewiątego znaczy się? Już mają wybranego? Może nie dożyją? Bez żartów - to tylko pokazuje kondycję SW pod władzą Disneya. A nazwisko? Jurassic World? I jeszcze pisał do tego scenariusz?

Mam tylko dwie skromne, bezdomne nadzieje: że jednak nakręci coś wartościowszego chociaż odrobinę i… że kochany Burzol doczeka w końcu Gwiezdnych Wojen niezależnych <3

11. Star Wars Komiks powraca w dobrym stylu


Shaak Ti: Na komiksy od Marvela czekałam długo i choć są tam historie i lepsze, i gorsze, to miło się je czyta. Egmont stanął na wysokości zadania, zwłaszcza, że nowy SW Komiks ma świetny stosunek jakości do ceny (20 zł za pełen akt). Tempo wydawania nowych zeszytów jest w Stanach tak duże, że Egmont będzie musiał chyba pomyśleć o aktualizacji planu wydawniczego - wciąż nie mogę doczekać się “Kanana”.

Lord Sidious: Parafrazując admirała Pietta: Marvel Comics, we don’t need that scum. Dla mnie saga obecnie zaczyna i kończy się na filmach, więc zupełnie przeoczyłem tak zniknięcie jak i powrót SW Komiks.

ogór: Kto to jest Lord Sidious? A tak na poważnie, to gdyby tylko okładka byłaby odrobinę sztywniejsza (i pewnie przez to sam komiks droższy o kilka złotych) to byłoby prawie idealnie. Ale trzeba się cieszyć, bo jesteśmy dzięki temu w miarę szybko jeśli chodzi o nowy kanon, przynajmniej ten komiksowy. Dzięki Egmoncie!

Burzol: To oficjalne: Lord Sidious nie zna się na komiksach. A tak całkiem poważnie to komiksy Star Wars od Marvela to odrobinę nowa jakość, w porównaniu z dawnymi komiksami Dark Horse'a. Skupione głównie na klimacie Starej Trylogii, są nastawione na raczej luźne przygody i radość śledzenia przygód swoich ulubionych bohaterów. Nie boją się szalonych rozwiązań, są dostępne dla szerokiego czytelnika. Osobiście myślę, że znakomicie, że polscy komiksiarze mają do nich dostęp w tak atrakcyjnych cenach.

Lorn: Cieszy mnie sposób wydawania komiksów i to że się ukazują, o treści na razie trudno mówić, bo wiele tego nie ma, chociaż Vader mi się podobał.

Lord Bart: Marvele są skuteczniejsze niż wywiady radziecki i izraelski razem wzięte. Dopadną cię zawsze. I wszędzie. I w każdym uniwersum ;)

10. Rebelianci sezon 2


Shaak Ti: “Rebelsi” niestety trochę zostali w tym roku przyćmieni przez “Przebudzenie Mocy” i tak chyba będzie w najbliższych latach. Podoba mi się, że drugi sezon jest dłuższy, w końcu załoga ruszyła się z Lothalu, a historie stają się coraz bardziej personalne. Może w tym roku, w związku z “Rogue One” serial będzie bardziej powiązany z nowym filmem?

Lord Bart: Eppur si muove…

Kasis: Cały czas oglądam, serial jest w porządku i ma fajne momenty, ale ciągle mi czegoś brakuje. „Wojny klonów” szybciej i bardziej przypadły mi do gustu. Rację ma też Shaak Ti, że nowy epizod przyćmił serial. W tym sezonie „Rebeliantów”, jak na razie, najbardziej spodobało mi się pojawienie Vadera.

9. Ogłoszenie filmu o Hanie Solo


Burzol: Na ten film ucieszyłem się gdy ogłosili kogo wybrali to wyreżyserowania. Wierzę w ten duet, więc już specjalnie nie martwię się co napiszą obaj Kasdanowie. Film o Hanie Solo może nie udać się w różnych miejscach. W paść w scenariuszu, albo gdyby wybrali złego aktora na główną rolę. Ale film prowadzony będzie przez zdolnych filmowców, co daje nadzieję.

Shaak Ti: Dla mnie film o Hanie to jedna wielka niewiadoma. W którym momencie życia go przedstawią? Jaka będzie fabuła? Kto będzie w stanie oddać czar Harrisona? I te niewiadome sprawiają, że chcę go zobaczyć, ale jednocześnie pragnę, by mnie zaskoczył - tak jak w kwestii Solo zaskoczyło mnie “Przebudzenie”. Dlatego nie zamierzam czytać spoilerów, choć pewnie minie jeszcze wiele dni, zanim te w ogóle się pojawią. Zamierzam za te parę lat usiąść w kinie i cieszyć się filmem.

Lord Sidious: Zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny ze spin-offów. „Rogue One” opowiada własną historię z nowymi bohaterami. Boba Fett daje duże szanse dodania czegoś do tej postaci, zwłaszcza zwykłej westernowej historii. A Solo? To będzie mierzenie się z legendą Harrisona Forda. Póki co młodsze wersje postaci, jak to miało miejsce w Indianie jakoś dawały radę. Jak będzie tym razem? Zobaczymy. Zwłaszcza, że teraz czeka nas poszukiwanie nowego Forda.

Rusis: Na początku martwiłem się o spin-offy bojąc się, że poziomem będą przypominały filmy Marvela. Zapowiedzi związane z “Rogue One” trochę te zmartwienia zmniejszyły, ale ten film znowu je rozbudza. Han Solo to postać kultowa, jednoznacznie kojarzona z Harrisonem Fordem. Boję się, że ktokolwiek go nie zagra to nie wyjdzie dobrze.

ogór: To chyba jak na razie jedyny film z nowej fali filmów SW, na który praktycznie nie czekam. Zero zainteresowania z mojej strony, a to dzięki temu, że jest tylko jeden aktor, który gra Hana Solo. Wiecie o kim mówię.

Lorn: Sam film uważam za fajny pomysł, ale na tą chwilę trudno mi sobie wyobrazić innego aktora w roli Hana, zwłaszcza po tak emocjonalnym rozwiązaniu tej kwestii w epizodzie VII.

Lord Bart: Harrison Ford to Han Solo i Han Solo to Harrison Ford. Kropka. Ten film mógłby mieć ułamek cienia szans, gdyby trafił z genialną fabułą. Wtedy ewentualnie można olać, kto imituje głównego bohatera. Ale po tym co Kasdan zrobił (albo czego nie zrobił) w TFA… dorzucam go do gulaszu ;)

Kasis: Żaden nowy film Star Wars nie budzi we mnie takich obaw. Nie podoba mi się pomysł sięgnięcia po postać Hana. Oczywiście to może się udać, ale obawiam się, że zbyt wiele pułapek czeka na twórców. Han Solo grany przez Harrisona Forda, to swoista legenda, bohater, z którym kobiety chciałyby być, a mężczyźni chcieliby nim być (niektóre panie zresztą też). Trudno zmierzyć się z czymś takim. Dodatkowo Trylogia Hana Solo była dla mnie jedną z przyjemniejszych lektur z EU. Dlatego jestem mocno sceptyczna, ale kto wie, może jednak twórcy mnie zaskoczą. Bardzo dużo zależy od wyboru aktora do tytułowej roli oraz oczywiście scenariusza.

8. Battlefront, czyli gry wychodzące z letargu


Shaak Ti: Powiem tak, w “Battlefronta” grałam tyle, ile udało mi się dorwać w sklepie. Mój komputer zapewne wybuchłby niczym Gwiazda Śmierci, gdybym choć włożyła płytę, a PS3 najwidoczniej jest za słabe… dlatego o samej grze nie będę mówić. Natomiast cieszy mnie, że nareszcie coś się dzieje (chociaż logo EA na tym cosiu już mniej). Strzelanki to średnio moje klimaty, czekam na erpega z prawdziwego zdarzenia (o “Baldurze” czy “Tormencie” nie marzę, ale może choć a’la “Mass Effect”...) czy historię w klimacie “Uncharted”, jak zapowiadają. Będzie dobrze!

Burzol: Z jednej strony Battlefront to zły znak, bo dowód na to, że wystarczy wydać dość przeciętną i bardzo małą grę, byle tylko miała logo Gwiezdnych Wojen, i można jej horrendalnie wysoką cenę, a gra i tak sprzeda się w rekordowych ilościach. Z drugiej strony, pomimo wyraźnych braków w tej grze, jest w Battlefrontcie dużo radości, przepiękna grafika i dźwięk i pewien potencjał na grę wybitną. Czy to dobrze wróży na przyszłość gier SW to nie wiem.

ogór: “Battlefront” to gra dobra, ma swoje wady, ma swoje zalety, ale w gruncie rzeczy to dobrze się przy niej bawię. Cały czas tłumaczę sobie, że wydali na początek taką a nie inną grę aby powiedzieć “Ej, ludzie robimy gry SW, kupujcie i grajcie” a w międzyczasie szykują dla nas prawdziwą petardę. Marzy mi się gra pokroju “Wiedźmina 3”, tyle, że w starwarsowym uniwersum.

Lorn: Dobrze, że gra powstała bo jest się w końcu przy czym pobawić. Szkoda, że poza wspaniałą oprawą ma do zaoferowania tak niewiele treści i jest właściwie “wydmuszką” skierowaną “do wszystkich”. Nadal jednak gra się w to przyjemnie j na krótkie klimatyczne sesje jest w sam raz.

Lord Bart: Jestem ciekaw czy ktoś się tam ogarnie i zauważy, że brakuje nowych gier SW (chociażby dla przeciwwagi corocznych taśmowych tytułów od Ubisoftu), że Legendarne klasyki na Stimie rozchodziły się jak świeże bułeczki i że to uniwersum, nawet po dewastacji związanej z EU - ma niesamowity potencjał. Można upchnąć tu praktycznie każdy gatunek gier video i to się sprzeda. Sprzeda się nawet kaszan, a już nie mówiąc jak wypuszczą coś dobrego? Pozostaje usiąść nad rzeką i czekać...

7. Prace nad Epizodem VIII


Shaak Ti: Jakiś miesiąc temu powiedziałabym, że w tej chwili mało mnie to obchodzi, bo do filmu daleko… ale po “Przebudzeniu Mocy” mam tyle pytań, że teraz coraz bardziej wypatruję nowych newsów o ósemce.

Lord Sidious: Epizod VIII to teraz najważniejsza rzecz w Star Wars dla mnie. Na nic innego tak mocno nie czekam. Wciąż niepokoi mnie Rian Johnson, ale jeśli wyjdzie jak w „Mission: Impossible”, czyli z Abramsem z tylnego siedzenia to będziemy mieć mega trylogię. Zaś sam fakt, że jednocześnie pracowano nad trzema filmami w tym roku, gdy we wrześniu kręcono „Rogue One” i Epizod VIII, a jeszcze montowano „Przebudzenie Mocy” to coś czego nigdy wcześniej nie było. Ciekawe czy jeszcze będzie?

Rusis: Dla mnie to co ważne to fakt, że w pewnym momencie mieliśmy aktywne prace nad trzema filmami jednocześnie. Widać jak się zmienia świat Star Wars, nacisk położony na filmy zapewnia, że przez długi czas możemy tylko w tym się zagłębiać, a informacji wciąż będzie wiele.

ogór: John Boyega po przeczytaniu scenariusza stwierdził, że film będzie mroczniejszy, J.J. Abrams zaczął żałować, że nie wyreżyseruje Epizodu VIII, a ja chce tylko, żeby ten film był dobry i, o ile to możliwe mając prawdopodobnie kategorię PG-13, był mroczny. Bo przecież Rian Johnson to facet, który jest odpowiedzialny za odcinek “Breaking Bad” pod tytułem “Ozymandias” - dla mnie idealny odcinek serialu.

Lorn: Liczę na więcej innowacji, EVII jaki był wszyscy wiedzą. Jednym się podobał, innym nie, faktem jest jednak że kilka pomysłów wykorzystał i powtórzyć ich nie można, kolejna próba bazowania na pomysłach McQuarrie’go i bardzo wielu nawiązaniach do klasycznej trylogii może się nie udać, dlatego przed Johnsonem spore wyzwanie. Tym bardziej czekam z zainteresowaniem.

Lord Bart: Boyega mówi, że będzie mroczniej? Znaczy zerżną teraz z TESB? Chronologicznie - Nowa Trylogia, Stara Trylogia, Zerżnięta Trylogia. NSZ - Narodowe Siły Rezerwy. Resistance? Przypadek? Nje sondze.

6. Ożywienie rynku Star War w Polsce (bez książek/komiksów, ale za to z soczkami)


Burzol: Powiem tak. Jesienią 2015 roku pojechałem na wakacje do USA. Chodziłem tam po sklepach z zazdrością, widząc, że Star Wars jest WSZĘDZIE, i jest najpopularniejszą marką, dużo ważniejszą niż Marvel, czy Minionki. Koszulki w każdym sklepie z ciuchami, kostiumy na Halloween, zupki w puszce, płatki śniadaniowe, skarpetki, zabawki dla psów, pluszaki, kubeczki termiczne, długopisy... Gdy wróciłem do Polski z radością przekonałem się, że tuż przed premierą "Przebudzenia Mocy" w polskich sklepach jest niemal takie samo natężenie Gwiezdnych Wojen. Cieszy mnie to bardzo.

Shaak Ti: Było w Internecie kilka hejterskich artykułów ludzi oburzonych tym, że muszą kupować szampony z Chewbaccą czy majtki z Amidalą. A ja, idąc mniej więcej na początku grudnia korytarzami Złotych Tarasów, zachwyciłam się w duchu: “Star Wars w co drugim sklepie!” Na początku nie byłam przekonana do puszczania filmów pod koniec roku, wolałam tradycyjny maj, ale teraz widzę, że oliwy do ognia ogólnostarwarsowej radości dolewa też przedświąteczny szał. I pomyśleć, że i w 2016 będzie tak samo!

Adakus: Powiem wprost, nie ulegam nowej maszynce marketingowej Star Wars, pod egidą Disneya. Szkoda kasy na taki shit.

ogór: Najgorsze jest to, że na tablicy na Facebooku widziałem zdjęcia mandarynek czy tam pomarańczy w siatce z nadrukiem z BB-8, które chciałem kupić, ale nigdzie w sklepach ich nie znalazłem. Czuję się oszukany.

Lorn: Ludzie potrafią narzekać na wszystko, nawet na to że nagle gadżetów jest za dużo, dlatego ja narzekać nie będę. Cieszę się, że dostęp do stuffu z SW jest taki łatwy teraz, a że czasem trzeba przebrać trochę potworków zanim trafi się na perełkę, cóż, od tego każdy ma rozum.

Lord Bart: Majtaski z Amidalą mówicie? [rozgląda się dyskretnie na boki] Możesz podać adres?

Kasis: Wszędzie dookoła Gwiezdne Wojny, do wyboru, do koloru. Uwielbiam kiedy tak się dzieje. Nie muszę nawet kupować, mogę uważać, że część dostępnych gadżetów jest śmieszna/dziwna/byle jaka, ale i tak się cieszę z tego, że jest wybór. Doskonale bowiem pamiętam czasy gdy wszelkich produktów z logiem Star Wars było jak na lekarstwo. Dziś przy okazji małych zakupów natknęłam się na talerz z Vaderem. Śmieszny? Niepotrzebny? Możliwe, ale będzie mnie cieszył podczas śniadań. I za możliwość nabycia nawet takich głupotek jestem wdzięczna.

5. Star Wars Celebration Anaheim


Pełna relacja.

Lord Sidious: Najlepszy konwent wszech czasów. Bardzo umiejętnie dozowane informacje o Epizodzie VII, jeszcze umiejętniej rozbudowano emocje. To sprawa, że to naprawdę niezapomniana impreza. A fakt, że była największa i świetnie zorganizowana robi swoje.

Rusis: Czy był to najlepszy konwent, tak jak Lord pisał, to nie wiem. Walczyłby u mnie o to miejsce z poprzednim Celebration w Orlando. Na pewno jednak była to impreza bardzo emocjonalna, z uwagi na dozowane każdego dnia informacje o nadchodzących produkcjach i gości jacy na nią przybyli. Do tego, jak zawsze, świetnie zorganizowana.

Burzol: Na pochwałę zasługuje też dużo materiałów publikowanych na żywo, lub prawie natychmiast, w internecie. Dzięki temu zwykli śmiertelnicy też czuli się częścią tej imprezy, i mogli niemal jednocześnie z fanami w Anaheim cieszyć się epickim zwiastunem Epizodu 7.

ogór: Ja tam tylko powiem, że fajnie, że sobie jeździcie na takie konwenty, dopóki mi pamiątki przywozicie z tych imprez ;)

Kasis: Dla mnie jedno z najlepszych gwiezdnowojennych wydarzeń tego roku, a nawet nie ruszyłam się z domu. Transmisja otwarcia i zwiastun pokazany w tym samym momencie fanom na całym świecie, to było coś.

4. Zdjęcia do „Rogue One”

Burzol: Jedną z pierwszych myśli po moim pierwszym seansie "Przebudzenia Mocy" było, że nie mogę się doczekać "Rogue One". Bo to będzie pierwszy aktorski kinowy film Star Wars, który nie będzie musiał niczego naśladować. Twórcy mają wolną rękę, po raz pierwszy nie tworzą kolejnego epizodu. Jestem optymistycznie podekscytowany.

Adakus: Premiery tego filmu wyczekuje jak zbawienia. Po lekkim zawodzie jaki sprawił mi epizod VII, w “Rogue One” pokładam jedyną nadzieję ujrzenia czegoś lepszego. Twórca filmu zapowiada całkowicie inną koncepcje, w porównaniu z tym co ujrzeliśmy dotychczas w filmach z sagi. Mam nadzieję że okaże się filmem lepszym, choć zapewne mniej dochodowym.

Shaak Ti: Nie mogę się doczekać z dwóch powodów: po pierwsze, jak wspomnieli panowie wyżej, “Rogue” będzie nową jakością. Film wojenny, prawdziwie wojenny w świecie GW? Tak, poproszę. Po drugie, interesuje mnie jak (i czy) będą ukazane powiązania z nowym kanonem. Zobaczymy kogoś z załogi “Ghosta”, może Fulcrum? Komandora Sato, inkwizycję? Aluzje do komiksów Marvela, nowych powieści? Dowiemy się pod koniec roku.

Lord Sidious: Wciąż to jedna wielka niewiadoma. A przecieków mniej niż przy Epizodzie VII. Przed Epizodem VII w kinie byłem mocno poddenerwowany, teraz pewnie będzie podobnie. Ale prawda jest taka, że dużo mocniej interesuje mnie Epizod VIII, niż to. Chyba o to chodziło. Cieszy kierunek, który zapowiadają, czyli film wojenny. Ale jak to z zapowiedziami bywa wiemy. Z pewnością cieszy obsada, w szczególności Felicity Jones, Forest Whitaker i Mads Mikkelsen.

ogór: Oby ten film nie okazał się jednym wielkim śmieciem, którego nikt nie będzie chciał posprzątać, bo przecież za rogiem kolejne filmy. A jak się okażę, że to arcydzieło, to każdy kolejny film będzie miał pod górkę. I tak źle, i tak nie dobrze, jak żyć?

Lord Bart: Jeśli faktycznie nie będą niczego “naśladować”... Burzolu, mówiłem już jak bardzo Cię wielbię? XD <3

3. Uroboros i Egmont wydają nowe książki


Shaak Ti: Egmont ma spore doświadczenie w wydawaniu książek dla dzieci i robi to bardzo dobrze, dlatego tutaj nie mam za wiele do powiedzenia. Natomiast Uroboros zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Książki są pięknie wydane, do tego w cenie podobnej do tych amberowych. Szkoda tylko, że na razie ani widu, ani słychu niewydanych u nas pozycji z “Legend”.

Lord Sidious: Kasa się kręci :P.

Rusis: Egmont ma już spore doświadczenie na rynku Gwiezdnych Wojen, więc wiemy czego można się mniej więcej spodziewać. Natomiast Uroboros jest dla mnie zagadką, nie posiadam żadnej ich książki jak dotychczas. Sam fakt jednak, że to wydawnictwo jest związane z Empikiem sprawi, że książki Star Wars będą bardziej w Polsce promowane.

Burzol: Do listy wydawców, którzy wiedzą co robią, dodałbym Ameet, które nie tylko zajmuje się literaturą dziecięcą, ale też znakomicie wydało album "Star Wars Wizje". Działalność tych trzech wydawnictw cieszy, jesteśmy na bieżąco, polski czytelnik może zapoznać się z niemal pełną ofertą literatury Star Wars. I wszystko wydane jest naprawdę ładnie.

Adakus: Luka po Amberze musiałby być zapełniona, i podobno Uroborosowi dobrze to wychodzi,. Egmont i Ameet już wydawali wcześniej, teraz po prostu wydają więcej ;).

ogór: Ja napiszę tylko o tym, że książki od Uroborosu są jakościowo o wiele lepsze od tych, które wydawał Amber, o wiele!

Lorn: Jeśli chodzi o jakość merytoryczną nowych książek to status quo zostało zachowane względem starego kanonu, choć jest ich niewiele to już są zarówno pozycje bardzo dobre (Battlefront) jak i słabe (Lordowie Sithów). Co mnie cieszy to fakt, że Uroboros wydaje je w bardzo dobrej jakości za godziwe pieniądze.

Lord Bart: Ciekawy jaki papier mają w tym Uruborosie...

2. Koniec ery Amberu


Burzol: Coś się kończy, coś się zaczyna. Nie da się przecenić dokonań Amberu, a także ś.p. Andrzeja Syrzyckiego, w promowaniu popularności Gwiezdnych Wojen w Polsce. Setki książek, te żółte kartki, różne rodzaje tłumaczeń, grzbiety z czerwoną kreską, to kawał dziedzictwa, które Amber za sobą zostawia.

Adakus: Amber był dla mnie jednym ze stałych elementów mojego fanowstwa. Swego czasu, punktem honorowym było dla mnie zebranie wszystkich publikacji wydanych przez to wydawnictwo. Jednak rezygnacja z usług Amberu, wraz z degradacją EU, jest końcem ery Lucasa, czyli takich Gwiezdnych wojen do jakich się przyzwyczaiłem i wychowałem. Sentyment pozostaje.

Shaak Ti: Ta wiadomość była chyba najsmutniejszą w całym roku. Gdzieś w głębi czuło się, że to się stanie, ale i tak przykro słyszeć, że wydawnictwo, z którego książkami większość z nas spędziła długie godziny, nie będzie już wydawać powieści SW. Mimo wszystko chciałabym zobaczyć jakieś wznowienia tych pozycji, których nigdy nie udało mi się zdobyć. Aby nie stały się niemożliwymi do kupienia białymi krukami.

Lord Sidious: Cóż… Brakuje mi tylko jednej ich książki, czyli Kenobiego. To bardzo symboliczny koniec pewnej epoki, która dość mocno odzwierciedlała pewien etap mojego fanostwa.

Rusis: Amber był pewną stałą jeśli chodzi o rynek SW w Polsce. Zdarzały się lepsze i gorsze lata z mniejszą liczbą książek, ale niezależnie od koniunktury Amber dalej wydawał. Mam duże wątpliwości, czy w latach posuchy inne wydawnictwo by na ich miejscu nie zaprzestało wydawania. I mimo iż nie kupuję już książek fabularnych Star Wars to żałuję, że Amber stracił licencję. Minione lata sprawiły, że darzę to wydawnictwo dużym sentymentem.

ogór: Amber tak bardzo zapisał się w historii “polskich Gwiezdnych Wojen”, że trudno będzie mi znaleźć cokolwiek innego co będzie mi przypominać ten czas, gdy człowiek był zafascynowany Gwiezdnymi Wojnami i to właśnie dzięki książką Amberu poznawał kanon (Legend). Cóż, dzięki Ci Amberze, za te wszystkie lata!

Lorn: Cóż, bardzo żałowałem tego kroku, w pewien symboliczny sposób odzwierciedla to śmierć EU. Amber robił świetną robotę wydając książki niemal na bieżąco w czasach gdy były mocno niszowym tematem i zawsze będę o tym pamiętał.

Lord Bart: Amber wydawał Legendy. To coś znaczy. Oczywiście wtedy kiedy wydawał kanon - nie znaczyło nic :P Nie no… mnie też żal ;(

1. Premiera „Przebudzenia Mocy”


Shaak Ti: Co tu dużo mówić? Tak, Ren mnie zawiódł. Tak, film mógłby być dłuższy, by wyjaśnić parę dziur fabularnych, ale… “Gwiezdne Wojny” znowu były w kinie. Minęło dziesięć lat, odkąd widziałam w takiej formie “Zemstę” i zakochałam się w uniwersum, a pewnie teraz wiele młodych osób poczuło to, co ja wtedy. “Star Wars” znowu jest na ustach wszystkich i to się liczy.

Lord Sidious: Masakra! Jedna wielka, gigantyczna masakra! To bez wątpienia wydarzenie dziesięciolecia. Nowy film SW w kinach i to jeszcze jaki… Teraz trzeba wytrzymać do premiery BD i Epizodu VIII. „Przebudzenie Mocy” to fantastyczna końcówka roku i póki co jeszcze nie mogę się tym nacieszyć.

Rusis: Zdecydowanie najważniejsze wydarzenie roku. Nowy film który jest kamieniem milowym w świecie Gwiezdnych Wojen, wprowadzający nas w nową erę tego uniwersum. Do tego film na prawdę porządnie wykonany. Za każdym razem gdy wychodziłem z kina po seansie “Przebudzenia Mocy” byłem bardzo zadowolony.

Burzol: Ach, cóż to była za premiera! Co prawda na premierze w poznańskim IMAXie zabrakło jakichś dodatkowych atrakcji, a z cosplayerów pojawił się jeden Boba Fett, ale za to ilość znakomitych fanów, którzy akurat w Poznaniu pojawili się na premierze niemal przyćmiła sam film. A co z samym Epizodem? Jaki jest film każdy widzi...i wydaje się, że każdy ma o tym filmie trochę inne zdanie. Jedno co jest pewne, to nie przechodzi się obok "Przebudzenia Mocy" obojętnie. Film obudził we wszystkich widzach silną dyskusję, która zaczyna się przy wyjściu z kina, a toczy się do dziś w memach, żartach, czy na naszym forum. Chociażby dlatego jest dobrze.

Adakus: Samej premiery wyczekiwałem, bo to święto każdego fana. Jednak, nie o takie Gwiezdne wojny walczyłem ;). I zapewne ograniczę się tylko do filmów, bo Disneyowska protekcja marki do mnie nie przemawia.

ogór: Kocham Gwiezdne Wojny, i kocham Republikę. Jestem oczarowany tym filmem, z każdym kolejnym seansem wyłapuję coraz więcej szczegółów w tle. Niech się tam Wam nie podoba ten film, mi się podoba.

Lorn: Zdecydowanie najważniejsze wydarzenie w roku dla każdego fana Star Wars. Dla mnie również najważniejsze filmowe wydarzenie roku. Dałem się ponieść przedpremierowym zapowiedziom i nie żałuję tego bo się nie rozczarowałem. Pozostaje liczyć że EVIII nie rozczaruje i przynajmniej dorówna “siódemce” pod każdym względem. (Bo w Rogue One pokładam jednak nieco mniejsze nadzieje)

Lord Bart: Odrobina zimnej wody i zdrowego rozsądku: moja recenzja
;)

Okiem Bastionowiczów: Zwiastun "Przebudzenia Mocy" - wrażenia redakcji

32



Mamy nadzieję, że emocje już trochę opadły w związku z nowym zwiastunem "Przebudzenia Mocy". Dlatego członkowie redakcji Bastionu postanowiła się podzielić z Wami swoimi wrażeniami, które możecie przeczytać poniżej:

Master:
Od momentu ogłoszenia The Force Awakens starałem się unikać spoilerów. Muszę dumnie przyznać, że nie mam pojęcia o czym ten film ma być, więc zwiastun oglądałem z ogromną ciekawością. Wejście na YouTube to w sumie pierwsza rzecz, jaką rano zrobiłem. Szybko wyjąłem tablet, połączyłem się z internetem, wyszukałem filmik, nałożyłem słuchawki i... nie mogę się doczekać filmu! Co prawda chwilami strona wizualna zostawia trochę do życzenia, ale ciężko mi było się do czegokolwiek innego przyczepić. To był naprawdę solidny trailer, nie sprawił, że zacząłem ubóstwiać Abramsa, ale napełnił mnie nadzieją, że o 00:01 18. grudnia spędzę niezapomniane chwile.

Nild:
Chociaż nie koczowałem nocą przed komputerem w oczekiwaniu na trailer, to odpalenie Facebooka była pierwszą rzeczą jaką zrobiłem rano. Nie musiałem go tam długo szukać, a nawet ciężko było przez dłuższy czas znaleźć tam cokolwiek innego. Początek rozgrywa się spokojnie - wpierw widzimy Rey w otoczeniu złomu, ruin i ogólnego poczucia biedy. Równocześnie padają słowa "Kim jesteś?" i odpowiedź "Nikim", a widok Daisy wpatrującej się w odlatujący statek kojarzy mi się z Anakinem z Epizodu I, który pragnie uciec z Tatooine.

Kolejny jest Finn, kolejna postać która najwyraźniej utraciła sens swojego życia. Kiedy słyszymy głos Kylo Rena wiemy jednak, że w jego wypadku sytuacja ma się zupełnie odwrotnie. Ma cel, ma środki i nie pozwoli się powstrzymać. Wszystko to jest bardzo klimatyczne i zaciekawiło mnie. Nie czytam spoilerów, unikam ich jak ognia, więc coś o czym może pół internetu wie, jest dla mnie nowością. W momencie kiedy widzimy Kylo torturującego Poe, a ścieżka dźwiękowa zaczęła się zyskiwać na głośności pomyślałem - to jest naprawdę fajny trailerek! I w tym momencie zaczął się genialny moim zdaniem motyw muzyczny. Zdaję sobie sprawę, że to tylko przetworzenie czegoś co znam, ale od kiedy się pojawia mam ciary na całym ciele.

Tymczasem obok muzyki mamy typowe sceny akcji, część znana, część nie i towarzyszące im słowa Hana Solo, które sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać nad tym co się stało. Wszystko wskazuje na to, że los galaktyki po bitwie o Endor potoczył się jednak diametralnie inaczej niż w starym EU...a cała niepewność i brak informacji (poza prostymi wzmiankami i wskazówkami w książkach nowych) na ten temat jeszcze bardziej mnie nakręca na ten film. Nie wiem co tak bardzo odróżnia ten trailer od innych - konstrukcja przypomina przecież drugi teaser - ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że uważam go za najciekawszy materiał jaki poznaliśmy dotąd.

Lorn:
Zwiastun mimo, że dłuższy, o fabule filmu właściwie nic nie powiedział, myślę, że to nawet dobrze. Nie po to unikam spoilerów w miarę możliwości, żeby wszystkiego się dowiedzieć na dwa miesiące przed premierą. Jeśli chodzi o sam zwiastun, to spełnia swoją rolę, nakręca na film. Brak w nim co prawda wstrząsu na miarę "Chewie, we’re home!", ale i tak jest nieźle. Epizod VII może znowu być Wielkim Star Wars i mieć w sobie to wszystko, co sprawiło, że filmy z Oryginalnej Trylogii były tak trudne do sklasyfikowania gatunkowo, podczas gdy Prequele to już na ogół "tylko" science-fiction. Jest tajemniczo, klimatycznie, nastrojowo, trochę baśniowo, oby to nie było tylko złudzenie.

Nieco mnie martwią realia jakie przedstawiono. Dlaczego 30 lat po "Nowej nadziei" galaktyka wygląda tak jakby ostatecznie zatraciła całe dziedzictwo Starej republiki i Zakonu Jedi? Zamiast pójść w jakimkolwiek kierunku wszystko nadal się sypało, a wszystkie planety zapadły na jakąś galaktyczną postapokaliptyczną chorobę? Mam nadzieję, że to tylko złudzenie wywołane tym, że po raz kolejny najważniejsze dla Galaktyki wydarzenia odbywają się na jej obrzeżach gdzie nie zaglądają ani Jedi ani Holonet (czy czym on tam jest w nowym kanonie).

Jeszcze słowo o muzyce bo mimo że było jej mało, to zrobiła na mnie spore wrażenie. Utwór, który pojawia się mniej więcej w 65 sekundzie zwiastuna może być dla nowego filmu tym czym Binary Sunset był dla "Nowej nadziei", Williams nadal w formie.

ShaakTi1138:
Chciałam z dumą stwierdzić, że byłam jedną z pierwszych osób, które zobaczyły zwiastun, bo wstaję tak wcześnie do pracy, ale widać, że są ludzie gotowi do większych poświęceń niż ja :).

Drugi zwiastun wycisnął ze mnie łzy, temu niestety się nie udało. Nie znaczy to, że było źle; również nie czytam spoilerów, także kilka momentów naprawdę mnie zaintrygowało. Rey przedstawia się jako "nikt", ale w tej zajawce króluje właśnie ona. Jaką odegra rolę, kim będzie? Dlaczego Ren torturuje Poego? Do kogo są kierowane słowa o Mocy? Od parudziesięciu godzin nie opuszczają mnie takie pytania . Z kolei Han - nie do wiary! - nagle okazuje się kimś, kto wierzy i kto każe uwierzyć innym. Czy można byłoby się tego spodziewać po cyniku z "Nowej nadziei"? Ta chwila dała mi malutką nadzieję na to, że może "Przebudzenie Mocy" nie stanie się takim kopiuj-wklejem Oryginalnej Trylogii, jakim lękam się, że będzie. Choć, problem realiów wspomniany przez Lorna też mnie martwi.

Uderza mnie jednak jak bardzo Abramsowski jest ten zwiastun. Bo z jednej strony cichy głosik w mej głowie mówi: "To są nowe Gwiezdne Wojny!". Z drugiej rękę reżysera widać w bardzo wielu rzeczach, zwłaszcza ujęciach (a, no i Rozbłysk Światła™ zaliczony), przez co nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, które towarzyszy mi od pierwszej zajawki - że patrzę na wysokobudżetowy fanfilm.

I jeszcze ostatnie pięć groszy: dlaczego głos Kyla brzmi tak źle? Już Grievous czy nawet droidy bojowe mieli w sobie więcej uczucia i emocji. Vader posiadał monotonny głos, ale jemu to zaskakująco pasowało, może to też kwestia złowieszczości w głosie Jonesa, natomiast tutaj słyszę po prostu kiepski syntezator mowy w rodzaju Ivony. Mam nadzieję, że Adam Driver popisze się bardziej, gdy pan Ren zdejmie maskę.

Komisarz Sev:
Dlaczego ten trailer jest dla mnie wspaniały ponad wiele rzeczy w moim życiu? Nie dlatego, iż zapowiada nowe epizod Star Wars. Nie dlatego, iż jest perfekcyjnie zmontowany i zrobiony. I nie dlatego, iż jest on niemal początkiem nowej ery filmów SW. Jest wspaniały, ponieważ na te ponad 2 minuty, znów poczułem się jak 5 latek, który z zapartym trzech oglądał bitwę o Gwiazdę Śmierci, nie rozumiejąc jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. Bo pobudził on we mnie z niespotykaną mocą ukryte dziecko, które drzemie w każdym z nas. I sprawił, że wśród dosłownej i przenośnej szarości dni codziennych, istnieje miejsce, świat, w którym mogę być zawsze szczęśliwy. I dlatego uważam, iż jest on jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie widziałem w życiu.

Kasis:
Wstyd się przyznać, ale we wtorek rano wstałam tak zaspana i nieprzytomna, że w ogóle nie pamiętałam o zwiastunie. Jednak w sekundzie, w której mi o nim przypomniano, cała senność momentalnie zniknęła.

Każda z dotychczasowych zapowiedzi "Przebudzenia Mocy" wywoływała u mnie troszkę inne emocje, co w dużej mierze było powodowane tym kiedy się pojawiała i jakie miała zadanie. Na pewno oglądając dwa pierwsze teasery (zwłaszcza drugi) byłam bardziej poruszona, bardziej rozentuzjazmowana, ale to dlatego, że wtedy, na tym "informacyjnym głodzie" to były w sumie same nowości. Teraz mogliśmy zobaczyć widziane już wcześniej postacie, miejsca czy sceny, stąd troszkę spokojniejsze podejście. Ale nie zmienia to faktu, że zwiastun mi się bardzo podoba, a przy dwóch pierwszych wyświetleniach miałam łzy w oczach. Łzy wzruszenia, że to się jednak dzieje naprawdę. Ciągle bowiem miewam takie momenty niedowierzania, wydaje mi się nierealne, że niedługo zobaczę nowy epizod Star Wars.

Zwiastun, pomimo licznych scen walk, sprawia dla mnie wrażenie spokojnego, jest taki "kojący". Naprawdę zrobiło mi się ciepło na duszy po jego obejrzeniu.

Podoba mi się, że nadal nie zdradzono za dużo z fabuły i w dalszym ciągu operują tylko tą garścią faktów, które ujawniono wcześniej. Zarazem trailer pokazał jednak co nieco więcej i dał pole do domysłów i spekulacji. A taka powinna być rola zwiastuna. Uważam, że jest tam dużo gwiezdnowojennego klimatu, a zarazem czuć powiew nowości, widać rozmach współczesnego kina fantastycznego. Jest tam bardzo dużo scen, które niezmiernie mi się podobają, jak chociażby Sokół w nadprzestrzeni, słowa Kylo Rena do maski Vadera, Finn i Rey przy holomapie, zapowiedź przynajmniej dwóch bitew myśliwców czy Leia z Hanem, a do tego muzyka w nowej aranżacji. I ten moment kiedy niegdysiejszy niedowiarek Han przekonuje o istnieniu Mocy i jej użytkowników :D

Tylko jedna scena, bez względu na to, który raz oglądam zwiastun, wywołuje u mnie skojarzenie z czymś z zupełnie innej bajki. Kiedy bohaterowie mijają tego czerwonego droida wchodząc na dziedziniec obwieszony kolorowymi proporcami, to myślę o japońskich anime. I nie mogę pozbyć się tego wrażenia.

Ogólnie to nadal jestem dobrej myśli :]

Lord Bart:
Moją opinię o oficjalnym trailerze powtórzę za tą forumową: jako normalny zwiastun kinowy, dla normalnego widza - jest w porządku. Widziałem lepsze, widziałem gorsze. Jako zwiastun dla fana, który zupełnie znienacka dostał siódmy film na srebrnym ekranie - jest słabo. Zabrakło bowiem chociaż minimalnego nakreślenia jak będzie przedstawiała się fabuła filmu. A tak po prostu są znowu ci źli szturmowcy i jakiś Revan z dziwnym lightsaberem vs. ci dobrzy z Solo i Chewiem na czele + jakiś Afroamerykanin czarnoskóry Brytyjczyk z niebieskim klasycznym mieczem świetlnym. Równie dobrze mógłby być to trailer spin-offa, czy po prostu innego filmu Action, Adventure, Fantasy (wg IMDb).

ogór:
W końcu dostaliśmy ostateczny zwiastun "Przebudzenia Mocy", który od pierwszego obejrzenia skradł moje serce. Przede wszystkim jestem zauroczony tym jak zostały przedstawione postacie w tym trailerze. Rey jako zwykła dziewczyna nazywająca siebie "Nikim", choć ma w sobie olbrzymią Moc. Finn, który stracił swoje ideały. Kylo Ren przedstawiony wręcz jako fanatyk Vadera. No i na sam koniec Han Solo, który z osoby drwiącej z Mocy i Rycerzy Jedi staje się człowiekiem, który wierzy w ich istnienie a przede wszystkim tuli Leię (w tym momencie w głowie słyszałem tylko słowa "I love you - I know"). Ale nie samymi bohaterami żyje człowiek oczywiście i warto wspomnieć o ujęciach, które widzimy jak Rey przeczesująca wrak imperialnego niszczyciela, manewry Sokoła w jakimś kanionie na Jakku pośród wraków niszczycieli Imperium, tajemnicze miejsce z proporcami czy bitwę w atmosferze śnieżnej planety - każdą z tych klatek mógłbym oprawić w ramkę i powiesić na ścianie.

I wiecie co, choć czytam spoilery i plotki to dalej nic nie wiem. Jak powstał Najwyższy Porządek, gdzie jest Luke, czy Jedi wrócili, kim jest Rey, kim Finn i czy Jedi wrócili do Galaktyki? To tylko zaostrza mój apetyt na ten film, choć wciąż trzeba tyle czekać. Największa wada tego zwiastuna? Brak jakiegoś tekstu, który z miejsca mógłby stać się kultowym jak "We're home", szkoda.

Okiem Bastionowiczów: Premiera "Iskry rebelii"

14



W ostatnią sobotę w naszym kraju odbyły się pokazy przedpremierowe filmu "Rebelianci: Iskra rebelii", który stanowi pilot właściwego serialu. Ponieważ jest to niejako nowy rozdział w historii "Gwiezdnych Wojen", redakcja Bastionu postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat. Oczywiście sami też możecie wystawiać filmowi oceny w tym miejscu oraz dyskutować na forum.

Cztery recenzje naszych redaktorów znajdziecie tutaj (uwaga na drobne spoilery). Natomiast poniżej możecie poczytać co o "Rebeliantach" myślą inni członkowie ekipy. Zapraszamy do czytania.

Burzol: Na chwilę obecną Star Wars Rebels jest wszystkim tym, czym chciałbym, żeby było.

...To właściwie wszystko co powinienem powiedzieć, bo nie mam wobec pilota żadnych krytycznych uwag, a wszystko co powiem więcej sprawi, że zostanę potraktowany jak pelikan…

Ale jestem fanem i nie mogę się powstrzymać. Jest świetnie. To co odróżnia „Rebeliantów” od „Wojen klonów” to dużo lepsze podstawy scenariuszowe, w podstawach serialu widać dobre wpływy Kinberga i Weismana. Już w pilocie widzimy silne, dobrze zaplanowane i różnorodne postacie, i dynamiczne relacje między nimi. (Aktualnie dla mnie najciekawiej zapowiada się Hera Syndulla.) A do tego prawdziwe Gwiezdne Wojny, autentycznie śmieszny humor, fajne sceny akcji i muzyka Johna Williamsa. Świetny początek nowej ery Star Wars.



Kasis: Nowy serial Star Wars wystartował, ale czy z przytupem? Ciężko mi na to odpowiedzieć. Z jednej strony bawiłam się dobrze i wiele mi się w tej premierze podobało. Z drugiej jednak strony mam pewne uwagi…

Na początku chciałam jeszcze zwrócić uwagę na samo wydarzenie – premiera nowego serialu w kinach. Pomysł bardzo zacny, okazji do obejrzenia "Gwiezdnych Wojen" na wielkim ekranie nigdy za wiele. Do tego praktycznie darmowe wejściówki, więc może nie powinnam narzekać, ale zabrakło mi jakiejś dodatkowej oprawy seansu. Przynajmniej w moim mieście. W żadnym z dwóch kin nie było dodatkowych atrakcji dla uczestniczących w premierze dzieciaków. Nic, nawet malutkiego konkursu. A na sali zasiadło dużo dzieci, zwłaszcza kilkulatków. Jednak, pomimo braku dodatkowych atrakcji, odniosłam wrażenie, że „Rebelianci” spodobali się swoim docelowym odbiorcom. Obawiałam się bowiem, że będzie trochę szeptów, gadania, wiercenia się ze strony najmłodszych widzów. Tymczasem na sali było praktycznie zupełnie cicho.

Jeśli już przy dzieciach jesteśmy, to muszę stwierdzić, że pierwszy poważniejszy produkt Star Wars, wydany pod kuratelą Disneya, jak na razie zapowiada się bardziej dziecinnie niż „The Clone Wars”. Do tego stopnia, że pomimo odpowiedniego nastawienia, odebrałam pewne rozwiązania i uproszczenia fabularne za zbyt infantylne. Mam jednak cały czas świadomość, do kogo przede wszystkim skierowany jest ten serial.

Dużym minusem był dla mnie brak na początku tradycyjnego napisu „Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…” albo po prostu „Star Wars”. Zostaliśmy wrzuceni na Lothal bez żadnego tworzącego klimat filmów Star Wars wstępu. Na szczęście oglądanie Gwiezdnego Niszczyciela sunącego przez wielki ekran to zawsze przyjemność, więc ten widok zrekompensował troszkę tamten brak.

Ostatnio byłam mało obecna na starwarsowym podwórku, a potem nawet z premedytacją unikałam tych wszystkich klipów i spotów do „Rebeliantów”, ponieważ chciałam oglądnąć początek jak najbardziej na świeżo. I tak było, dzięki czemu miałam większą frajdę z seansu. Ogólnie bawiłam się dobrze, uśmiechałam co chwilkę, czasami śmiałam, cieszyłam smaczkami i nowościami. Muszę przyznać, że w całości było naprawdę dużo scen wręcz ociekających klimatem starych "Gwiezdnych Wojen". Do tego wykorzystanie motywów Williamsa dodawało wielu scenom magii.
Jednak wydaje mi się, że podczas premierowego seansu „Wojen klonów” bawiłam się lepiej. Oczywiście mam świadomość, że tamten wstęp do serialu był konkretnym filmem, a nie jedynie specjalnym pokazem dwóch odcinków w kinie. Dodatkowo w przypadku „The Clone Wars” większość postaci była dla nas znana, mieliśmy już do nich jakiś stosunek, tutaj natomiast dopiero poznajemy nowych bohaterów, to też sprawia, że „Rebelianci” startują z innego pułapu.
Jeśli zaś chodzi o bohaterów to sprawiają naprawdę pozytywne wrażenie. Tak jak się spodziewałam, najbardziej do gustu przypadła mi Hera, która nie tylko jest zaprawioną w bojach pilotką, ale także ciepłą, współczującą kobietą. Podobają mi się też Zeb i Sabine. Chopper będzie musiał się trochę postarać, żeby mnie zdobyć. Tak samo jak, na razie trochę zbyt nijaki, Kanan. Ezra wypadł lepiej niż się spodziewałam, zobaczymy jak się rozwinie. Ogólnie rzecz biorąc, to interakcje pomiędzy członkami załogi Ghosta zapowiadają się na jeden z jaśniejszych punktów serialu.



Natomiast chyba jednym z największych minusów, jak na razie, jest grafika. Z jednej strony miałam momentami wrażenie, że jest lepsza od tej w „The Clone Wars”, ale z drugiej często wydawała mi się gorsza. Nieszczęśni Wookiee wyglądali zdecydowanie kiepsko, a tła były zbyt ubogie. Przypominały te z pierwszych odcinków „Wojen klonów”. A przecież wydawać by się mogło, że twórcy nowego serialu wystartują jednak z wyższego poziomu.

Pomimo pewnych niedociągnięć, wydaje mi się, że serial ma bardzo duży potencjał. Dlatego jestem nastawiona pozytywnie i z ciekawością obejrzę następne odcinki. Myślę, że takiej pozycji nam właśnie brakuje (w filmowo-serialowej części uniwersum) – losów grupki bohaterów przemierzających Galaktykę na pokładzie swojego statku.

Kathi Langley: Więc mamy pierwszą próbkę tego, co może nam zaoferować Disney jako patron SW. Od razu powiem wprost - jestem pozytywnie zaskoczona tym, co Rebelsi mają do zaoferowania. Nie jest to rzecz jasna ideał, ale jednak wypada lepiej, niż pierwotnie założyłam.

Rzecz która najbardziej mnie ujęła - to klimat i pewna kameralność historii. Znam (póki co) dwa pierwsze sezony TCW; zarówno w Nowej Trylogii jak i serialu animowanym raziła mnie "teatralność" scen, to kroczenie z miejsca na miejsce w (zachwycających, owszem) scenografiach imitujące ponurą operę; tym samym ciężko mi się zaangażować emocjonalnie (a zwłaszcza teraz) w to, co tam widzę. Tu zaczyna się skromnie, od stateczku, małej grupki na odległej planecie, postaci, które już w obrębie 40 minut prezentują się niejednoznacznie. Co dla mnie istotne - odcinek nie jest ciągiem akcji przeplatanej gagami, są tam też ujęcia wyciszone i spokojne - coś, czego prawdę mówiąc nie oczekiwałam już na wstępie serialu. Istotne też dla mnie jest to, że wprowadzenie Ezry w koncepcję Mocy ma w sobie tą tajemniczość i magię - zamiast nieszczęsnych unaukowionych na siłę midichlorianów - w symboliczny sposób, znowu rozmawiamy o ideach, zamiast wikłać się w jakieś zbędne - w tej chwili - szczegóły. Poczułam się zaangażowana w historię, którą widzę, i w bohaterów, których oglądam. Najciekawiej z całej ekipy wypadła mater familias, czyli Hera, również spodobał mi się Zeb - tym bardziej, że już z tego odcinka wychodzi z niego postać dosyć wielowymiarowa. Reszta ekipy... Kanan wydał mi się ciekawszą postacią; nie odbieram go jako "Jedi, który przeżył", raczej jako człowieka, który wstąpił na nową drogę, pamiętając o wpojonych mu naukach. Najmniej mnie zajęły przypadki Ezry i Sabine - mimo to, nie mam podstaw, by skreślać te postaci w tej chwili. Jest to pilot odcinka - zatem widać tutaj zaledwie zalążki większej historii; jestem zainteresowana tym, jak historia będzie się rozwijać dalej.



Minusy? Są. Nie razi mnie prostota projektów ani "plastelinowość" postaci, bo rozumiem, że jest to kompromis z wyznaczonym na serial budżetem, w jakimś artystycznym sensie trzyma się to kupy (wyłączywszy, owszem, przesadnie uproszczonych Wookiech). Natomiast fizyka przedmiotów jest czasami zbyt umowna, ruchy postaci zbyt sztuczne; niemal można podzielić sceny na te, które robiono dłużej, oraz te, które wykańczano w ostatniej chwili. Również zgrzyta mi dosyć pourywana narracja, gdzie przeskoki między scenami nie są naturalne i przez chwilę można się czuć zagubionym. Jednak, są to rzeczy czysto techniczne, niewątpliwie łatwe do naprawienia, natomiast na poziomie fabularnym, zarzutów po prostu nie mam; to jest póki co "zajawka", otwarcie dłuższej serii, którą będzie można rozpatrywać jako utwór po dopięciu pierwszego sezonu. Na razie - jest obiecująco.

ShaakTi1138: Ja tu tylko na chwilę, bo sporo się naprodukowałam w recenzji. Powiem więc może coś innego: o ile z premiery filmu "The Clone Wars" wyszłam z nastawieniem "Okej, szału nie było, ale okej. To gdzie idziemy?", o tyle w przypadku "Rebeliantów" po seansie nie mogłam się nagadać na temat różnych aspektów filmu. Od długiego czasu czekałam na coś, co na nowo wzbudzi moją miłość do "Gwiezdnych Wojen" i załodze "Ghosta" się to udało. Jasne, mam parę zastrzeżeń, ale nawet mimo że w recenzji wypisałam ich całkiem sporo, to nie zmienia to faktu, że "Iskra rebelii" zrobiła ze mną coś bardzo prostego - wzbudziła emocje, co nie udało się żadnemu filmowi od ładnych paru miesięcy. To kiedy ten serial? :)

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Redakcyjne podsumowanie roku 2013

6



Rok 2013 miał być dla nas fanów tym wielkim, w końcu ruszyły nowe „Gwiezdne Wojny”. A jaki był, chyba każdy wie najlepiej. Podobnie jak rok temu pokusiliśmy się o małe podsumowanie poprzednich dwunastu miesięcy.

13. 100k artykułów na Wookieepedii i 10k na Ossusie

Lord Sidious: Chylę czoła zaangażowanym twórcom, naprawdę wielka robota. I życzę nie tylko zapału, ale także tego by ich pracę uszanowano, szanując kanon.

ShaakTi1138: Zawsze miło patrzeć sukcesy Wookieepedii i Ossusa, a w tym roku tak się złożyło, że obie strony dobiły do okrągłej liczby. I co prawda nasza encyklopedia ma o jedno zero mniej, to tak naprawdę tempo jej wzrostu zależy tylko i wyłącznie od edytujących ją archiwistów – jako redaktorka Ossusa zawsze gorąco zachęcam nowych i starych użytkowników do pisania lub chociaż drobnych edycji, które również są doceniane i potrzebne. Tak, trzeba włożyć w to trochę serca i czasu – Grievousa pisałam przez trzy miesiące, przez które głównie gromadziłam materiały. Były dni z wielkim „Boże, nie chcę”. Ale nic nie daje większej satysfakcji, niż „skończyłam!” na koniec oraz świadomość, że miało się swój drobny udział w poszerzaniu wiedzy fanów i pisało się o tym, co się lubi. Początki bywają trudne – trzeba poznać kod i, mówiąc ogólnie, „wyrobić się” w pisaniu. Nic nie jest jednak tak ważne jak wytrwałość - chyba w Stanach jest więcej takich osób, stąd to jedno zero do przodu. Dlatego liczę, że do Ossusa dołączy więcej osób :).

Lord Bart: Sto tysięcy. Jest Moc. A ile jeszcze zostało? A czy to co jest ma sens, spójność? Ludzie z Wookiee zawsze się starali, ale twórcy z drugiej strony robili im ostro na przekór. Mimo to taka encyklopedia to nie tyle genialny zbiór wiedzy, ale też haseł połączonych ze sobą lub takich, które po prostu pomagają jak szuka się czegoś konkretnego. Co prawda wizualna zmiana, która u nich zaszła, średnio przypadła mi do gusty, ale niestety większość słabych rzeczy wygrywa przyzwyczajeniem.
Że Ossus dobił do 10k? Niezłe, nie powiem. Gratuluję ludziom, którzy to tworzą, wielu mnie namawiało, ale heh przerasta to chyba i moje chęci i rozmiar fanostwa i pewien sens pisania oryginalnego. Wolę działać dla Bastionu, ale może kiedyś coś…

ogór: Muszą szanować Wookieepedie skoro nawet na oficjalnej linkują do haseł, które się tam znajdują (albo na oficjalnej są zbyt leniwi, żeby sami je napisać?)

12. Zmiany w życiu osobistym Lucasa

Lord Sidious: Przynajmniej jest o czym pisać w dziale plotarskim...

ShaakTi1138: Ech, panie Lucas, jeśli pan sądzi, że wyszła za pana z miłości…

Lord Bart: W życiu osobistym każdemu życzę jak najlepiej. I nic komu do tego.

Burzol: George Lucas się ustatkował - został nie tylko emerytem, ale też narzeczonym, potem mężem, a także ponownie ojcem. To strasznie fajnie widzieć happy end dla pana, który wszystkim innym w swojej twórczości też chciał pokazywać szczęśliwe zakończenie. Miłej emerytury, George!

ogór: Wyczuwam spisek. Lucas musiał sprzedać swoje imperium bo mu… kobieta kazała!

11. Zamrożenie „Detours”

Lord Sidious: Tu najbardziej dziwi to, że mieli właściwie dwa gotowe sezony. Wystarczy puścić w Disney XD. Sam pomysł na serial był dla mnie trochę kontrowersyjny, ale poniekąd zgodny z tym co się działo (Angry Birds itp.). Ale zamrożenie tego w czasie jest ciut niezrozumiałe.

ShaakTi1138: O „Detours” miałam mieszane odczucia – mogło być albo fantastycznie, albo dennie. Ale tu znowu oficjalne wyjaśnienia Greena – „nie chcielibyśmy, bo młodzi fani zaczynali swą przygodę z GW od parodii” – uważam, jak w przypadku TCW, za obrazę inteligencji. Inteligencji młodych fanów również. Czy serial byłby zły, czy dobry, smutno patrzeć jak czyjś wysiłek idzie na marne, bo tak postanowiła wielka korporacja. Tak jak nieskończone odcinki TCW, mam nadzieję i to mimo wszystko kiedyś ujrzeć.

Lorn: Cios jeszcze większy niż anulowanie 1313, liczyłem na tą animację jak na coś co pozwoli niektórym wstać z kolan podczas oglądania SW, nic z tego. Szkoda.

Shedao Shai: Hip hip hurra!

Master: Szkoda, ukazane wcześniej klipy były w większości zabawne, a liczyłem na coś, co będę mógł oglądać wielokrotnie tak jak starłorsowego Robot Chickena.

ogór: Szkoda, czasem lubię pośmiać się z SW a ten serial to była idealna ku temu okazja..

10. Bastion 4.0

ShaakTi1138: Na Bastionie jestem już parę lat, kilka wersji widziałam i powiem chyba coś strasznie sztampowego: najważniejsi są ludzie, bo to oni tworzą klimat. A naszym specom od informatyki i projektowania strony mogę tylko pogratulować świetnie wykonanej roboty w tak krótkim czasie. Trochę ciężko było się pożegnać ze starym Bastionem, ale wszystko się zmienia i my też musieliśmy.

Lord Bart: Zmiany, które nadeszły, spowodowane były niekoniecznie chęciami Redakcji. Ale skoro stały się faktem… Tyle ode mnie <3

Lorn: Nowe czasy, nowy Bastion, najważniejsze że trwamy ;)

Burzol: Co prawda punkt o sobie, ale nie bez powodu - zmiany, które zaszły jesienią w związku z wersją 4.0 były zarazem oczekiwane od wielu lat i jednocześnie bardzo niespodziewane. Wieści o koniecznej zmianie spadły na nas naprawdę szybko i należą się wielkie brawa dla ekpiy dewelopująco-organizującej za sprawne i efektywne działanie. Należy Wam się premia!

Master: 12 lat, nowy, niezależny Bastion. To na pewno jeden z powodów, dlaczego 2013 rok był udany :D

ogór: Bastion to strona, która od ponad 10 lat dostarcza fanom SW w naszym kraju najświeższe wiadomości czy też recenzje książek. To także miejsce wielu dyskusji na naszym forum, czy miejsce gdzie po prostu spotykają sie fani ze sobą. Nic wiec dziwnego, że zmiana zarówno silnika strony jak i samego wyglądu może trochę dziwić, ale trzeba iść dalej i się rozwijać. Myślę, że mimo braków w kilku funkcjonalności, które i tak dojdą wkrótce, to Bastion 4.0 idzie w dobrym kierunku.

Burzol: A niech tam, możecie wziąć 30% mojej wypłaty!

9. Dodatki do The Old Republic - “Starfighter” i “Rise of the Hutt Cartel”

Lord Sidious: Generalnie ten rok w TORze był naprawdę ciekawy, ciągle dostawaliśmy coś nowego nie tylko w dodatkach ale i w patchach (np. Czerkę czy Oricon) i to jest plus. Pierwszy dodatek dał posmak nowej dużej planety, zabrakło tylko misji klasowych. Drugi mnie już raczej nie dotyczył, PVP nie interesuje mnie zbytnio. Natomiast ważne jest to, że gra nadal się rozwija i różne osoby dostają to, co chciały.

Lord Bart: Duże, poważne sprawy. Nie jakieś tam patche, które nie naprawiają tego co trzeba :P RotHC to totalny niewypał, nudne, żmudne, nijakie. Podnosi level-cap do 55? Stąd nowe sprzęty, nowe misje? Super. Ale można to było ubrać o wiele ciekawiej. Za mało wartości odżywczych, za dużo tłuszczu Huttów.
Starfighter? Po klęsce misji własnym starshipem (latanie po sznurku, na czas, zakręcony poziom trudności przy sznurku i czasie) ten dodatek ożywiał “gwiezdność” w Wojnach :P Oczywiście ożywił na sposób, który Bio prezentuje od początku istnienia TORa, czyli super pomysł, a wykonanie… brak dźwięku dla jednego ze wspieranych systemów, jakieś statki-snajperzy całkowicie burzący balans gry, znikome możliwości personalizacji wizualnej okrętu, ograniczenie latania tylko do trybu PvP…
Ale w końcu to Star Wars, prawda? Dlatego gramy.

Shedao Shai: “Rise of the Hutt Cartel” to była spora rewolucja w TORze - podniesienie level capu do 55, nowy sprzęt, nowa operacja, misje GSI, makrobinoculary i seeker droid - wymieniać możnaby długo. Oceniam go zdecydowanie pozytywnie . Z drugiej strony “Galactic Starfighter” to kompletnie nie moja bajka, nie interesują mnie zbytnio ani pvp, ani misje kosmiczne, tak więc połączenie tych dwóch elementów również nie powaliło mnie na kolana. Natomiast największą rewolucją w TORze w 2013 roku był dla mnie patch 2.4 - który wprowadził fenomenalny Oricon, dwie równie świetne operacje i sprzęt o ratingu 180. Za to, co tam otrzymaliśmy, spokojnie bym mógł zapłacić, tak jak za RotHC - byłoby warto. Developerzy TORa dbają, żeby gracze się nie nudzili - i oby takie tempo zostało utrzymane w 2014 roku!

8. Star Wars Celebration Europe II w Essen

Lord Sidious: Dobrze, że tak blisko. Chyba już bliżej nie będzie. A zawód największy to chyba brak newsów o Ep7, jednak jak wiemy byli jeszcze za głęboko w lesie, by coś mówić. Natomiast z pewnością cieszy możliwość obejrzenia „Ataku klonów”w 3D.

Lorn: Jak już napisałem w relacji, świetna impreza, świetny klimat. Fischer, Hamill i Daniels z bliska -Magia.

Shedao Shai: Ogółem - rozczarowanie, praktycznie brak EU i newsów przyszłości SW, niewiele paneli, momentami nudno. Z drugiej strony możliwość spotkania części aktorów z sagi - prawie na wyciągnięcie ręki, i to blisko nas - bo w Niemczech. Warto było, aczkolwiek raczej nie do powtórzenia.

7. Produkcja Epizodu VII powoli trwa, w tym zmiana scenarzystów, fanowski R2-D2 i powracający John Williams

Lord Sidious: Jestem podekscytowany! Produkcja trwa, ale my nie wiemy o niej zbyt dużo. Chyba w LFL boją się powtórki z Epizodu I, gdzie trochę za bardzo udało się rozbudzić oczekiwania fanów. Tak więc informacji niewiele dostajemy, owszem jeszcze jest czas. Na pewno cieszy fakt, że udało się przeforsować późniejszą datę premiery, by Abrams miał czas, wolę dostać film później, ale lepszy. A tak na razie pozostaje czekać.

ShaakTi1138: Słowo „powolny” jest tu dużym eufemizmem, ale zawsze lepsze coś niż nic. Fanowski Artoo naprawdę wywołał u mnie uśmiech – trochę zaprzecza to temu, co Disney w moim odczuciu pokazywał do tej pory, czyli zamknięcie się na ludzi i elitaryzm – miejmy nadzieję, że w przyszłości ta nowa postawa jeszcze bardziej się rozwinie. Wciąż nie wiem co może oznaczać zmiana scenarzysty, natomiast powrót Williamsa z jednej strony mnie cieszy (to w końcu mistrz!), a z drugiej naprawdę mam wrażenie, że wypalił się on ostatnimi laty i jego kompozycje w dużej mierze się powtarzają. Może nowe filmy spowodują u niego przypływ weny, czego bardzo mu życzę.

Lord Bart: Czy trwa? Scenarzyści i reżyser mogą się jeszcze naście razy zmienić. Dla mnie ważniejszy jest zarys scenariusza i obsada aktorska. Mam nadzieję, że zostanie nam oszczędzone drewniactwo Christensena, a chociaż jeden występujący da mi tyle radości ile Mistrz Jedi Mace “Basic, m*f*, do you speak it” Windu. Chociaż patrząc po plotkarskich newsach z Bastionu…

Lorn: czekam, czekam, czekam …

Shedao Shai: Powrót Johna Williamsa to dla mnie wiadomość negatywna - z całym szacunkiem dla dorobku tego pana, wolałbym żeby w trzeciej trylogii poszli w inną stronę w kwestii soundtracku, takie orkiestrowe utwory męczą mnie i nużą. Poza tym praktycznie nic na razie nie wiadomo, ogłaszanie kolejnych “technicznych” pracujących przy nowych filmach mnie w żaden sposób nie ekscytuje, czekam na aktorów i wieści o fabule.

Burzol: Mnie najbardziej ucieszyła wiadomość, że panowie z R2-D2 Builders Club biorą udział w produkcji, to ważna wiadomość, bo pokazuje nastrój jaki panuje przy produkcji nowych Gwiezdnych Wojen - zbiera się najlepszych, pełnych entuzjazmu ludzi, w najlepszym miejscu do kręcenia filmów, czyli w studiu Pinewood. Teraz pora wreszcie na jakieś konkretne mięsiste spoilery!

ogór: Zmiana scenarzysty, data premiery, casting - tyle tego a tak naprawdę dalej nic nie wiemy.. Oby ten rok był pełen potwierdzonych informacji a nie plotek. Mało tego plus za to, że fani będą budować R2 do filmu, fajnie, że fandom jest dostrzegany przez tych tam na górze.

6. Spowolnienie w EU, brak nowych zapowiedzi, spowolnienie w Polsce, ale jednocześnie wraca Legacy, wydane zostają Blueprints i The Bounty Hunter Code oraz seria The Star Wars

Lord Sidious: Problem z zamarciem EU jest chyba trochę bardziej skomplikowany, bo z jednej strony mamy informację o nowych filmach, której na razie nie można ruszać, z drugiej ciągłe szukanie jakieś niszy w której EU mogłoby się odnaleźć. Ostatnimi czasy były to bardziej eksperymenty, jedne mniej udane inne bardziej. Zabrakło czegoś, co by potrafiło pociągnąć moją uwagę, jak kiedyś było z NEJ. Natomiast to co wychodzi, przez eksperymenty powoduje, że nie chce się zbytnio czekać na kolejne rzeczy. W Polsce i tak było lepiej, bo wyszedł „Plagueis” i „Zagłada”. Natomiast niestety u nas do spowolnienia postDisneyowego dochodzą też problemy rynku wydawniczego, więc wszystko sprawia wrażenie jeszcze bardziej spowolnionego. Najgorsze jest to, że dopóki ktoś nie zdecyduje o tak naprawdę będzie ze starym EU i nie ogłosi tego, to status takiego zawieszenia będzie trwał.
Na szczęście poza książkami i komiksami są jeszcze albumy, które wciąż prezentują wysoki poziom i cieszą mnie jako odbiorcę. Obecnie sprawiają mi dużo więcej frajdy niż oferowana fikcja.

ShaakTi1138: Niestety, ostatnio nie miałam okazji, by nadgonić większość nowych pozycji z EU, ale one zawsze cieszą. Natomiast ich ilość jest drastycznie mała i ostatniego roku nie będę dobrze wspominać pod tym względem. Zrozumiałe są sprawy przejęcia licencji, ale mam wrażenie, jakoby nowa firma trochę nie wiedziała co ze sobą zrobić. Spowolnienie niestety dowodzi, że Disney nie chce dokładać niczego nowego do EU, a jego status jest raczej mocno niepewny – przypomnijmy sobie ostatnie tweety Hidalga (przykłady: Alderaan z „The Old Republic” niekanoniczny, Rebelianci z „The Force Unleashed” niekanoniczni), od których mi przynajmniej włos jeży się na głowie. Nie wiem co Disney chce przez to osiągnąć, ale negowanie tylu lat pracy jest brakiem szacunku zarówno dla fanów, jak i twórców. I dziwnie przypomina niejakiego Wielkiego Brata z „Roku 1984”.

Lord Bart: W tym temacie powiem tylko, że im dłużej potrwa świetna passa książek pokroju The Jedi Path, Book of the Sith i ostatnio Bounty Hunter Code, tym lepiej. Dla uniwersum? Może. Z pewnością dla mnie :)

Lorn: Jak wyżej, szkoda że EU zamarło bo ewidentnie odczuwamy jego brak. Z drugiej strony, może dzięki temu pojawiło się więcej miejsce\a na pozycje takie jak Blueprints i wspomniane przez Barta książki? Wszystkie ciekawe, wszystkie warte uwagi. Zabawa trwa, brak historii ze świata SW można nadrobić zgłębianiem wiedzy okołofilmowej.

Shedao Shai: Za granicą EU wygasa (dopóki nie uspokoją się zawirowania związane z licencjami) - na pierwszy rzut oka to zła wiadomość, ale jak popatrzeć na to co było ostatnio wydawane… Komiksy: “Star Wars”, “The Star Wars”, komiksy nawiązujące do TCW bądź niszczące postać Dartha Vadera. Książki: ciągłe męczenie Wielkiej Trójki, czy to w czasach okołofilmowych, czy w erze Dziedzictwa. Tak naprawdę ostatnią dobrą książką z uniwersum SW, jaką czytałem, był “Darth Plagueis” (styczeń 2012 r.) Być może uniwersum SW przyda się odświeżenie i nowe pomysły. Sytuację wydawniczą w Polsce oceniam jako pozytywną - Amber dalej trzyma tempo, Egmont dalej wydaje TPB (tylko to mnie interesuje). Jest OK.

Master: Rok 2013 to nudy w EU. Nie przeczytałem żadnej nowej książki (chociaż Plagueis czeka na półce, a w Apokalipsie stoję w połowie). Jedynym jasnym aspektem poprzedniego roku było chyba tylko wprowadzenie dwóch serii regularnych przez Dark Horse’a i miniserii The Star Wars. Nie są to pozycje wybitne, ale czyta je się szybko, łatwo i przyjemnie. A poza tym co się działo w EU? Nic :( Oby AD 2014 był rokiem o wiele lepszym dla fanów Gwiezdnych Wojen. Nie chcę czekać do 2015 na nowe książki :/

Burzol: Dla mnie ostatnie spowolnienie EU to przede wszystkim wyraźne osłabienie komiksów Star Wars zarówno w USA jak i w Polsce. Dark Horse miał kilka możliwości na opowiedzenie ciekawych ekscytujących opowieści...i w sumie je zmarnował. Brian Wood miał nadać nowe tchnienie w komiksy za pomocą "Star Wars". Mówiąc bardzo krótko, nie wyszło. Z tym spowolnieniem musiały też zwolnić komiksy w Polsce. Ostatecznie niedawno dowiedzieliśmy się, że Dark Horse nie postarał się też w oczach Disneya, więc komiksy Star Wars przeszły do Marvela. Oby tam się miały lepiej...i oby Marvel dobrze dogadał się z Egmontem.

ogór: Mamy w Polsce coraz mniej książek i komiksów wydawanych. Jak rok temu śmiało można powiedzieć, że jest tego dużo tak w tym roku z niepokojem patrze w przyszłość co może przynieść nowy.. Ale cóż, w pewnym momencie był za duży przesyt tego na rynku to teraz mamy karę. A co w Stanach? Same nudy, nic ciekawego nie wyszło, nic ciekawego się nie dzieje tylko seria “The Star Wars” dawała radę bo.. uwielbiam przeglądać starsze albumy pełne prac mistrza McQuarriego, dlatego ucieszyłem się na wieść, że powstanie komiks na podstawie pierwotnej wersji scenariusza do SW. Serio, każda plansza w tym komiksie aż ocieka tym retro klimatem i czuć pewnego rodzaju magię i sie czyta ten komiks. Wielka rzecz!

5. Oficjalna zapowiedź spin-offów

Lord Sidious: To chyba największa niewiadoma, bo na razie nikt nie ma pomysłu, co to będzie. Dotychczasowe spin-offy do wybitnych nie należą. Jak będą wyglądać nowe, zobaczymy. Mam nadzieję, że obecność filmu co rok w kinie nie odbije się na ich jakości. Nie chciałbym dostać powtórki z Marvela. Na razie czekam z zaciekawieniem, na pewno czekanie na 8 epizod będzie łatwiejsze.

ShaakTi1138: Spin-offy trochę mnie niepokoją ze względu na możliwe (a raczej: pewne) zmiany w kanonie. Dlatego, choć „Gwiezdne Wojny” w kinie to zawsze powód do świętowania, to wolałabym, aby nowe filmy skupiły się raczej na mniej znanych postaciach, a nie tak wyeksploatowanych jak Han czy Boba. Przeraża mnie również, chyba jeszcze bardziej niż przy Epizodzie VII, możliwość „zdisneyowienia” tych produkcji, to znaczy powielanie klisz charakterystycznych dla Walta (a widać je doskonale w nowych obrazach o superbohaterach). Tak czy siak, życzę twórcom, aby ich filmy trzymały poziom.

Lord Bart: Gwiezdne Wojny dokonały karkołomnego przewrotu - z sześciu Epizodów kinowych, opisujących tragedię Dartha Vadera (słowa samego Lucasa), z książek, w mniejszej części komiksów, a w jeszcze mniejszej gier video - z niejako skończonej całości, którą można było uzupełniać treścią w pustych miejscach poszczególnych er, teraz zaserwowano nam coś co mnie akurat nieszczególnie pasuje.
Dlaczego? Bo o ile nowe Epizody jeszcze dałoby się przeżyć (chociaż dałoby się funkcjonować i bez nich) to spin-offy hmmm z jednej strony film poświęcony wyłącznie Bobie albo Hanowi z Chewiem brzmi świetnie, ale z drugiej - przepraszam fanów Marvela - zalatuje beznadziejnymi kinowymi odpałkami produkowanymi po tamtej stronie.
A to bohaterowie w grupie, a to oddzielnie, a to w tle pojawi się ktoś znajomy, a to do tej znajomości nawiążemy w innym filmie i tak dalej, końca nie widać. Przy żenującym poziomie, masie popcornowego łubudu zadaję pytanie czy to było SW potrzebne? Naprawdę? W kinie?

Lorn: Bardzo fajnie, czekam, chętnie zobaczę. Zawsze to kolejny raz z SW w kinie. Tylko co tu napisać na razie? Jak można zapowiedzieć film i nie powiedzieć o nim nic? No widać, można…

Burzol: Jakoś nie widzę tego zapowiadanego filmu o Bobie. Przecież Fett - i to właściwie każdy z Fettów - jest fajny tylko wtedy, kiedy jest tajemniczą mroczną postacią gdzieś w tle. "He's not good to me dead." to najdłuższe zdanie jakie powinien wypowiedzieć. Z drugiej strony Expanded Universe pokazuje, że da się opowiedzieć fantastyczną historię o Bobie, że wspomnę komiks "Blood Ties", więc może dadzą radę.

Shedao Shai: Di$ney obwieszcza nam w ten sposób, że będzie doił markę Star Wars na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli nie skrzywdzą tymi spin offami kanonu i utrzymają jako taki poziom, myślę że nie będę miał nic przeciwko temu. Bardziej podoba mi się perspektywa filmu opowiadającego o przygodach Hana/Fetta, niż nowej trylogii.

Master: To bez wątpienia skok na kasę wykonany przez Disneya. Sama chęć nowych filmów prezentowanych w 12-miesięcznych odstępach powoduje u mnie niepokój o ich poziom, który niestety może być o wiele niższy od tego, co fani chcą zobaczyć na wielkim ekranie. Ale liczą się oficjalne informacje, więc pozostaje nam tylko czekać jak rozwinie się sytuacja…

ogór: super, tylko co dalej? Oby nie wyszło jak z Marvelem, że filmów pełno, a tylko nie liczne są dobre czy bardzo dobre.

4. Zapowiedź zakończenia serialu “The Clone Wars”

Lord Sidious: To zdecydowanie dobra wiadomość. Dla mnie z prostego względu, TCW ewoluowało na tyle, że miało już duży problem z zachowaniem ciągłości samo z sobą. Najlepszy przykład to odcinki z Maulem, gdzie poziom animacji jest bardzo fajny, także postaci Maula czy Opressa, a jednocześnie pojawiają się kulfony jak drewniany Obi-Wan, który tu nie pasuje. Mam wrażenie, że seria stała się ograniczeniem samym w sobie. Inna sprawa to pootwierane wątki, no cóż tego naprawdę szkoda. W sumie też liczyłem na kinowy epilog.

ShaakTi1138: Dla mnie TCW było od początku czymś wyjątkowym, bo zostałam fanką dość późno, gdy myślałam, że po „Zemście Sithów” nie będzie już niczego. Śledziłam proces jego powstawania od samego początku i ów proces niesamowicie mnie zafascynował. Tak, na początku seria była schematyczna, dziecinna, animacja była kiepska, a luźne podejście do kanonu to coś, czego do tej pory nie mogę jej wybaczyć. Ale odcinki naprawdę przez lata stopniowo ewoluowały, a zakończenie piątego sezonu to fantastyczne ukoronowanie serialu – zarówno fabularnie, jak i wizualnie.
Niestety, Filoni i spółka popełnili jeden, kardynalny błąd: gromadzili wątki z zamiarem dokończenia ich potem… tak, że chyba ugryźli więcej, niż mogli przełknąć i z pięciu sezonów zrobiło się osiem. I wszystko byłoby w porządku, ale potem pojawił się Disney. Oficjalne tłumaczenie jakoby firma chciała „odwrócić na pewien czas uwagę fanów od okresu wojen klonów” uważam nie tylko za obrazę dla naszego intelektu, ale za próbę ukrycia rywalizacji z Warnerem, jak i dowód, jakie Disney będzie miał podejście do wszystkiego, co było „wcześniej”, co widać przy ostatniej zapowiedzi końca komiksowych serii. Szkoda tylko, że ucierpieli na tym widzowie i serialowe postaci, z których niektóre naprawdę zasługują na zakończenie historii. A rok z dwoma – trzema oficjalnymi wiadomościami o serialu uważam wręcz za coś tak absurdalnego, że aż nie znajduję słów, by to opisać.

Lord Bart: Z jednej strony muzyka dla mojej duszy, z drugiej strony czy ofiara gwałtu kiedykolwiek wyjdzie na prostą w stu procentach? Wątpię :(

Lorn: Szkoda ż tak a nie inaczej, szkoda że dziwne wojny marketingowe i stosunek Disneya do tego co było wcześniej przeważył nad tym co możnaby wyciągnąć z zakończenia.

Shedao Shai: Taka wiadomość bardzo by mnie ucieszyła, gdyby gruchnęła parę lat temu, np. po zakończeniu 1 sezonu. Teraz… wciąż mnie to cieszy, ale ogrom spustoszeń jakie TCW dokonało na kanonie i wizerunku marki Star Wars, jest przytłaczający. Mój szacunek do tego uniwersum spadł i nie wiem, czy kiedykolwiek uda się to naprawić. Tak czy siak: zaorać to!

Master: Z TCW było trochę kontrowersji, przyznaję. Jednak po przemyśleniu sprawy mogę napisać, że serial nie mógł się skończyć w lepszym momencie. Cały ostatni sezon, a w szczególności ostatnie odcinki były bardzo, ale to bardzo dobre. Osobiście chcę mieć miłe wspomnienia po tej sadze o Ahsoce, Maulu, łowcach nagród i wojnach klonów, także cieszę się, że, dość przypadkowo, wszystko się teraz skończyło.

ogór: jedyny serial animowany SW, który oglądałem na bieżąco, jaki by nie był, miewał swoje momenty ale i tak spełniał podstawowe zadanie w pełni - dostarczał mi co tydzień telewizyjnych Gwiezdnych Wojen.

3. Zapowiedź nowego serialu “Star Wars Rebels”

Lord Sidious: Chyba nie potrafię się dać ponieść tej ekstazie związanej z tym serialem. Dla mnie jest, bo jest. Z jednej strony dobrze, bo ostatnio niewiele się dzieje. No i jeszcze wykorzystanie starych pomysłów i stylistyki McQuarriego, brzmi to ciekawie. Z drugiej strony mamy oklepany temat, bliski oryginalnym filmom i jeszcze Filoniego za sterami. Na pewno jest to bardzo ważna wiadomość, ale co to będzie w praktyce, to się dopiero przekonamy.

ShaakTi1138: Powiedzmy sobie szczerze: „Gwiezdne Wojny” są napędzane tym, co na ekranie, dlatego zapowiedź „Rebels” bardzo mnie ucieszyła. Co by nie mówić o TCW, przez pięć sezonów twórcy wyeliminowali wiele błędów, które denerwowały mnie na początku i mam nadzieję, że ta wiedza zostanie wykorzystana przy nowym dziecku Lucasfilmu. Liczę na ciekawy serial, niedotykający aż tak głównych postaci i wydarzeń, jak to robiło TCW, z nietuzinkowymi bohaterami i przygodami. Cieszą nawiązania do korzeni w postaci inspiracji McQuarrie’em, ale boję się, by ten „archaizm” nie zaszedł odrobinę za daleko. Jednocześnie chyba nie należy się łudzić: podejście do kanonu będzie w nim raczej takie jak w TCW. To znaczy weźmiemy coś, co nam się spodoba, ale przerobimy to na naszą modłę. I można tylko mieć nadzieję, że nie będą to sprawy wielkie.

Lord Bart: Animacja od Dave’a Filoniego? NIE! Tak jak Spielberg i Lucas gwałcili Indianę Jonesa, jak PJ gwałci Hobbita, tak Filoni idealnie wpisuje się w hinduskie słoneczko. Szkoda tylko, że kolejnym posuwanym zagadnieniem będzie (po masakrze okresu Wojen Klonów) era Rise of the Empire. A tylu ludzi chodzi w Stanach z bronią po ulicy...

Lorn: Każdy projekt spod znaku Star Wars ma u mnie kredyt zaufania, mam w pamięci różne wtopy z TCW, ale nawet ten serial miewał lepsze fragmenty, mam więc nadzieję że wnioski wyciągnięte przy jego produkcji zaprocentują w Rebels. Skopią kanon? -Być może. Wprowadzą nowe dziwne postacie? -Zapewne. Dla mnie najważniejsze jest, że SW żyje na wielu płaszczyznach, na których mogę się nim bawić i ten serial jest jedną z nich. Poza tym, zapał Filoniego jest zaraźliwy.

Burzol: No i nareszcie! Wreszcie będzie czym się ekscytować pod koniec 2014 roku, żeby osłodzić sobie oczekiwanie na Epizod VII. Co do jakości twórczości Pana Kapeluszowego Filoniego, to ja wracam co jakiś czas do co lepszych odcinków TCW i powiem to po raz kolejny - niektóre odcinki The Clone Wars potrafią być lepsze niż prequele. No i drugi ważny plus - wizualnie mają wzorować się na twórczości Ralpha Mcquarrie, a to drugi najważniejszy twórca Star Wars, zaraz po Lucasie.

Shedao Shai: Chciałbym, żeby ten serial nigdy nie powstał.

Master: To może być bardzo dobre. Wierzę w Filoniego, do którego ostatnimi czasy nabyłem zaufania. Jeśli Rebels będzie prezentowało poziom większości 5. sezonu TCW, otrzymamy świetny serial. Nie mogę się doczekać premiery!

ogór: nowy serial animowany, który wypełni pustkę w ramówce po TCW, choć wciąż liczę na to, że będzie to całkiem inny klimat niż we wspomnianym wcześniej serialu. Na razie widzieliśmy kilka grafik, teaser, szkice koncepcyjne. Jest dobrze, jestem dobrej myśli.

2. Zmiany w grach: EA dostaje licencję na 10 lat, LucasArts zostaje zamknięte jako studio, skasowanie Star Wars 1313

Lord Sidious: Nie siedzę zbytnio w grach, trudno mi to oceniać. Wbrew powszechnym opiniom LucasArts nie zostało zamknięte, obecnie pracuje tam 6 osób i zajmują się tylko licencjami i sprzedażą, no i zamykaniem tego interesu. To kawał historii i tu z pewnością trochę szkoda. A EA? Poza TORem niewiele jestem w stanie o nich powiedzieć, choć chyba obecnie lepszy już bardziej doświadczony partner, niż młodziki. Czasy się zmieniły, gry także, mam nadzieję, że EA sobie z tym poradzi.

ShaakTi1138: Skasowanie “1313” było niestety jedynie czubkiem góry lodowej, która w tej chwili majaczy na horyzoncie. Wiązałam z tą grą wielkie nadzieje, zwłaszcza że nie była ona po prostu kolejną oderwaną produkcją - nawiązania do niej zaczęły pojawiać się już od drugiego sezonu TCW, miała też szanse być jakoś powiązana z serialem aktorskim. Wciąż liczę na to, że jednak kiedyś zasiądę przed komputerem przed pierwszą grą SW całkowicie dla dorosłych, ale to raczej nadzieja głupca - nie wyobrażam sobie gry z dużą dawką przemocy i twi’lekańskimi prostytutkami sygnowaną przez Disneya (acz vide “Piraci z Karaibów”).
LucasArts również szkoda, ale raczej na zasadzie sentymentu, bo w ostatnich latach rzeczywiście było cienko z grami SW. Natomiast co do EA mam mieszane uczucia. Z jednej strony przyznaję, że lubię produkcje tej firmy i należą do moich ulubionych. Z drugiej zwłaszcza ostatnio widać w nich pokłosie niedopracowań twórców w postaci licznych bugów (vide “Battlefield 4”, “The Sims 3” – ta nienaprawiona od 2009 roku), które skutecznie odbierają przyjemność z gry, a czasem wręcz ją uniemożliwiają. EA słynie jeszcze z wypuszczania ogromnej liczby DLC w absurdalnych cenach i obawiam się, że tak dojnej krowie, jak „Star Wars”, firma nie przepuści. Cieszę się jednak, że coś w końcu się ruszy.

Lord Bart: Droga Shaak, prostytutki w SW już są. Co prawda nie w grach, ale są. I oby pozostały hmmm kanoniczne. W końcu Dark Horse i ta licencja… :P
Ale do sedna: skasowanie 1313, jak i innych projektów, to głupota. Jeśli faktycznie przemielono je w niszczarce, a nie odłożono na półkę. Pisałem o tym wielokrotnie, wadliwy w bardzo wielu miejscach TOR trzyma się na powierzchni siłą fanów. Bo fani zagrają (a to znaczy kupią i nabiją kabzę) w każdy tytuł z lightsaberami i muzyczką Williamsa w tle. Kto tego nie chce, woli jakieś ptaki-głuptaki czy co innego - określam jego stan umysłowy jako raczej mocno średni.
O zamknięciu LA i o całej reszcie rozpisywałem się na Forum, we właściwym temacie. Nie ważne, że firma dawała tylko logo a ich ostatnim produktem była kaszana w stylu The Force Unleashed. Zrobili Republic Commando a także święta dla mnie serię Dark Forces. Pozwolili też zrobić Jedi Knigta, KotORa czy Empire at War. I znikają, bo nowa miotła korporacyjnie musi zamieść w nowym stylu? O Walcie Disneyu można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to że był głupi. Jak jego następcy.
A finałem tego jest licencja dla EA, przynajmniej na 10 lat. Zaczynająca się od dobrej nowiny, czyli braku robienia kaszan pokroju The Phantom Menace, innymi słowy braku gier opierających się o nowe Epizody. Nie to, że takie gry miałyby nie powstawać. Ale jedna, dobra, konkretna i sensowna. W przeciwieństwie do 387 poprzedniczek, marketingowego przepychu zakończonego tak czy siak klapą. Wszyscy wiemy jaką opinię ma EA. Co robiło, co robi, z tytułami, z firmami które wchłania, bądź współpracuje. To jedna strona medalu. Drugą są plotki o KotOR3, o Battlefroncie, o tajemnicznym otwartym świecie tajemniczego projektu… Zobaczymy. Najważniejsze, że po tych wszystkich zawirowaniach gry SW nadal będą powstawały.
Ile, jakie, kiedy - Disney clouds everything.

Lorn: Cóż, z jednej strony szkoda LucasArts, z drugiej strony od dawna byli już tylko cieniem dawnej marki. Liczę na to, że przejęcie licencji przez EA to początek lepszych czasów jakie nas czekają. Wykonane do tej pory ruchy są bardzo obiecujące, rezygnacja z “egranizacji” kolejnych epizodów to nadzieja na to, że nie dostaniemy kolejnych RotS-ów. Z drugiej strony mamy zapowiedź odkurzenia Battlefronta, to świetna informacji ale zarazem spore wyzwanie, ale mam nadzieję że DICE mu sprosta.
Szkoda tylko, że ofiarą tych zmian padł tytuł tak nowatorski dla gier spod znaku SW jak 1313 -może jeszcze ktoś do tego wróci?
Burzol: Tragiczne w upadku LucasArts jest to, że parę razy prawie wydali takie tytuły, które by to studio utrzymały jeszcze długo. Kilkukrotnie byli naprawdę blisko gotowego produktu. Jeszcze smutniejsze są imponujące materiały z "1313", które wciąż pojawiają się w Sieci...i pewnie jeszcze długo będą współtworzyć legendę nieukazanych gier SW. Takie LucasArts Infinites :(.

Master: Cóż, w gry praktycznie nie gram, ale i tak trochę smutno się robi przy świadomości końca firmy, która tyle dla tego uniwersum zrobiła :(

ogór: trochę szkoda, bo jakiś tam sentyment do tej firmy zawszę będę miał a SW 1313 nie wybaczę chyba nikomu, to mogłaby być gra, która stałaby się hitem i to nie tylko wśród fanów a graczy na całym świecie.

1. J.J. Abrams reżyserem Epizodu VII

Lord Sidious: Tu mogę powiedzieć tylko jedno, marzenia się spełniają. O samym wyborze Abramsa już pisałem, więc się nie będę powtarzał. Napiszę tylko, że to faktycznie wydarzenie roku, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nie wiem czy nawet nie większe od tego, że sequele powstają. Teraz pozostaje tylko czekanie.

ShaakTi1138: Nie miałam jakoś szczególnie wiele do czynienia z filmami i produkcjami Abramsa, ale jego “Star Treki” naprawdę robią wrażenie. Z wszystkich propozycji reżyserów, które padały swego czasu, to właśnie J.J. wydawał się najodpowiedniejszy i mam nadzieję, że wniesie do Sagi świeżego ducha (przy jednoczesnym poszanowaniu klimatu wcześniejszych filmów).

Lord Bart: Ktoś tym reżyserem musiał zostać. Dorobek Abramsa nie jest imponujący, ani ilościowo ani jakościowo. Cóż, gdy wyłączy się trochę głupawe nadzieje na “jakość” w SW, to i przestanie się marzyć o lepszym reżyserze. Epizod siódmy nie ma być dobrym kinem - ma być dobrym (a może najlepszym, chociaż to się może dobrze nie skończyć) blockbusterem. Oby tylko był nim jako tako przypominając TESB a nie ROTS.

Lorn: Cóż tu oryginalnego można napisać, jak dla mnie to jest najlepszy możliwy wybór. Czekam z wielkimi nadziejami, zwłaszcza że oba Star Treki to kawał dobrego kina.

Burzol: Niby "Ktoś tym reżyserem musiał zostać", ale z drugiej strony coraz bardziej widać, że J.J. ma ogromny wpływ na ten film. To nie Myszka Miki prowadzi wszystkich za rękę, nawet nie Kathy Kennedy, ale Abrams. W produkcję silnie zaangażowało się jego studio Bad Robot, a potem jeszcze okazało się, że to sam Abrams pisze scenariusz filmu. Coraz większa zasługa za sukces (albo wina za porażkę) spoczywa na Jeffreyu Jacobie.

Shedao Shai: Od wielu lat jestem fanem twórczości JJ’a, więc wierzę że stworzy dobry film. Tyle, że z drugiej strony - jego Star Treki to też świetne filmy… chyba, że jest się fanem Star Treka. Mam nadzieję, że JJ nie wypnie się na kanon gwiezdnowojenny tak, jak zrobił to z trekowym. Ale skoro już ten film MUSI powstać (wolałbym, żeby tak nie było), to lepszego reżysera dla niego nie umiem sobie wyobrazić.

Master: To bardzo istotna informacja i raczej zadawalająca. Na stanowisko reżysera potrzeba było osoby ambitnej i inteligentnej, a bez wątpienia taką jest Abrams. Jego poprzednie filmy były przynajmniej dobre i przyjemne dla oka, więc jestem dobrych myśli.

ogór: Ten człowiek nakręci bardzo dobry film, tylko tym razem nie nazwie go Star Trek tylko poprawnie.

Okiem Bastionowiczów: Marvel przejmuje licencję na komiksy Star Wars - część I

5



Wczoraj została potwierdzona informacja, że licencja na gwiezdnowojenne komiksy zmieni właściciela z Dark Horse'a na Marvel Comics. Jest to bardzo istotna zmiana, która sprawi, że historie obrazkowe osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen wrócą do swojego pierwotnego twórcy, Domu Pomysłów. Ta niewątpliwie przełomowa wiadomość wywołała w internecie falę niezliczonych dyskusji, o tym jak potoczą się dalej losy komiksów Star Wars.
Poniżej chcielibyśmy zaprezentować opinie niektórych członków redakcji dotyczące zaistniałej sytuacji. Jeśli chcielibyście się podzielić z nami swoim zdaniem o nowym wydawcy komisów Star Wars, zapraszamy tutaj.

Burzol: Wydawnictwo Marvel przejmuje markę Star Wars...to wiadomość, której można się było spodziewać, choć moim zdaniem ta zmiana nie była taka oczywista, Dark Horse ma spore doświadczenie z zajmowaniem się komiksami na podstawie innych filmów, a Marvel dotąd bardzo mało zajmował się nie swoimi postaciami.

Dark Horse przez te 20 lat dobrze wypełniał swoje zadania, szczególnie w okresie najgorętszym, czyli podczas powstawania prequeli. Takie komiksy jak Republic, czy Star Wars Tales, to kawał fantastycznej gwiezdnowojennej literatury. Niestety ostatnie lata ich twórczości to coraz mniej angażujące,coraz bardziej rozbite, historie. Zupełnie nie udały się komiksy powiązane z The Clone Wars. Pewną rewolucją miała być seria „Star Wars” Briana Wooda, ale zamiast pokazać w Star Wars coś nowego stała się kolejną sztampową historią z czasów Klasycznej Trylogii i nie przyjęła się ona zbyt mocno wśród czytelników.

A teraz Gwiezdne Wojny trafiają do...najlepszego obecnie wydawnictwa komiksowego w tej branży. Marvel jest potęgą rynku, wydaje bardzo dużo komiksów, które jak na tę branżę nieźle się sprzedają. W dodatku wydawnictwo szuka nowych metod opowiadania historii, oraz nowych metod dystrybucji, najsilniej ze wszystkich udzielając się w świecie komiksów cyfrowych, na przykład cyfrowymi dodatkami do komiksów papierowych. Marvel wydaje bardzo dużo tytułów, i dzięki temu pozwala sobie czasem na eksperymenty. W ten sposób jednym z najbardziej chwalonych komiksów zeszłego roku stał sie„Hawkeye” duetu Matt Fraction i David Aja, który z pozoru jest kolejnym komiksem o superbohaterze, a tak naprawdę jest jednym z ciekawszych urbanistycznych komiksów głównego nurtu ostatnich lat.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że wraz z nowym wydawnictwem, nowe tytuły komiksowe Star Wars będą miały świeżość, będą dobrze powiązane z nowymi filmami, ale też książkami, że do komiksów Star Wars zasiądą najlepsi scenarzyści ze stajni Marvela, ale że powrócą też starzy znajomi pracujący przy komiksach Dark Horse. Wraz z tą wiadomością, do komiksów Star Wars przybywa wiele nadziei.

Lord Sidious: „Gwiezdne Wojny” to gorący towar i widać Disney i jego ekipa są na niego napaleni. Z jednej strony mieliśmy zapewnienia, że Lucasfilm będzie miał autonomię, czyli będzie mógł samodzielnie wybierać partnerów, a Dark Horse przez 20 lat dowiódł swojej wartości. Z drugiej strony był Marvel, który ze względu na Disneya był jak najbardziej naturalnym miejscem, w którym powinny wylądować komiksy „Star Wars”. Te dwie opcje os samego począku były nie do pogodzenia, więc w końcu któraś musiała wygrać. W końcu pewnie i tak wygrałby Marvel.

Moim zdaniem za tą decyzją stoją nie tylko pieniądze, ale i zastój jaki mamy w EU od jakiegoś czasu. Nowe epizody powoli zaczynają kiełkować, ale jeśli chodzi o resztę uniwersum, to nie licząc TORa to przez ostatnie kilkanaście miesięcy jest naprawdę ciężko. Mam wrażenie, że nastał okres wypalenia twórczego i trudno jest im iść dalej, a nowe filmy jeszcze bardziej wszystkich ograniczają, bo nikt nie wie w którym kierunku pójdzie saga. Dark Horse także ma w tym swój udział, ich seriom brakuje pazura, sprzedaż spada, zainteresowanie także. Owszem znajdują się tu nowe i świeże pomysły z „The Star Wars” na czele, ale ogólnie trend jest zauważalny. Może to tylko przyśpieszyło sprawę. Natomiast mnie to jak najbardziej cieszy, uniwersum potrzebuje nowego powiewu bardziej niż czegokolwiek innego. Nie restartu, ale nowych pomysłów, nowych historii ale przede wszystkim nowych kierunków, a z tym to ostatnio nie jest najlepiej. I wizji, a tej ostatnio w ogóle nie widać.

Era Dark Horse’a dobiega końca. Jak wszystko, co się kończy, tak i tu jest trochę smutku. Zaczęli od jednego z najbardziej kontrowersyjnych komiksów i w mojej ocenie jednego z najgorszych, czyli Dark Empire, który początkowo miał wydać Marvel. Ale nie wydali, przejął to właśnie Dark Horse. Z drugiej strony wydawali też „Opowieści Jedi”, „Mroczne czasy” i kilka innych wspaniałych opowieści. Natomiast większość ich opowieści to niestety średniaki. Czy tak będzie z Marvlem, pewnie tak. Mam tylko nadzieję, że znajdą sposób by połączyć stare i nowe uniwersum.

Bolek: Stalo się spodziewane, ale mimo to i tak przyjąłem rewelację o zmianie wydawnictwo z niemałym szokiem. Zacząłem się bać już nie o kanon, który już dawno temu przestał mnie tak interesować, jak o jakość komiksów.

Ostanie miesiące minęły mi na przeczytaniu wszystkich numerów starych komiksów Marvela Star Wars. Spodziewałem się totalnie infantylnych historii, do jakich przyzwyczaiły mnie komiksy o superbohaterach z tego samego okresu. Przyznaję, część z tych historii była taka, ale w pamięci zapadły mi tak niesamowite historie jak zniszczenie superbroni Tarkin, historia Lumiyi, czy wprowadzenie Zeltronów i pierwsi uczniowie Luke’a, którzy mieli zasilić Zakon Jedi.

Dark Horse ostatnio, niestety, podupadł. Sama seria “Star Wars” która miała być czymś nowym okazała się odgrzewanym kotletem, gdzie autorzy nie mieli pomysłu na nic nowego więc napisali kolejne komiksy w erze już całkowicie wykorzystanej. Według mnie jedynie seria “Dawn of the Jedi” całkowicie się broniła, dzięki wielu nawiązaniom do innych źródeł, ciekawej historii i innym podejściu zarówno do etyki Jedi, jak i tła dla historii, gdzie jesteśmy zamknięci tylko w jednym systemie słonecznym. Dzięki temu mieliśmy rzeczywiście świeży, niewykorzystany świat. Sam Dark Horse ostatnio udowodnił, że spodziewa się oddania licencji. Widać to wyraźnie w ostatnim numerze “Mrocznych Czasów”, gdzie historia jest nagle ucięta, a samo zakończenie wgląda jakby było pisane na kolanie na ostatnią chwilę. Boję się, że i reszta komiksów może zostać nagle zamknięta, bez konkretnego finału.

Jedną z moich pierwszych myśli, gdy usłyszałem o przejęciu, było “Co dalej z seriami które śledzę?”. Wygląda na to, że zarówno “Legacy” jak i “Dawn of the Jedi”, czyli komiksy które według mnie warto czytać zostaną zamknięte. Liczę na porządne zakończenia, gdzie wszystkie wątki zostaną wyjaśnione i czytelnik nie będzie czuć niedosytu. Martwi mnie to, że obydwie kończą się w momencie gdy wciąż tak mało odkryliśmy z galaktyki jeszcze dawniejszej i tej w przyszłości.

Dla fanów Dark Horse Comics jest jednak jeszcze nadzieja. Należy pamiętać, że takie komiksy jak np. “Mroczne Imperium” miały z początku zostać wydane u Marvela, a po przejęciu licencji trafiły do Dark Horse. Liczę więc, że ponownie będziemy mieć taką sytuację. Niech zapowiadana przez Randy’ego Stradley’ego nowa seria ukaże się już u Marvela. Niech dobre pomysły nie zginą wraz z rozpoczętymi seriami. Pamiętajmy też, że komiksy DH nie odcinały się od pomysłów Marvela. Yinchorri, Zeltronoie, Nagai to są rasy, które po raz pierwszy wykorzystano w serii komiksowej Star Wars, które potem pojawiły się u DH.

Myślę, że fani nie muszą się martwić o autorów komiksów. Znana i lubiana Jan Duuresma też zaczynała u Marvela, rysując komiks Star Wars 92: Dream. Możemy liczyć na to, że i teraz będziemy mieć podobną sytuację. Dlaczego Disney miałby zabić gęś znoszącą złote jaja? Wszystkie serie Duuresmy i Ostrandera świetnie się sprzedawały. Warto to wykrozystać.

Liczę, że jeszcze przyjdzie dzień gdy będziemy się radować, że 3 stycznia ogłoszono zmianę wydawnictwa z Dark Horse na Marvel.

Rusis: Zawsze kiedy myślałem o komiksach Star Wars identyfikowałem je z firmą Dark Horse. Było to dla mnie nierozłączne mimo iż doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że Marvel w zamierzchłych czasach wydawał komiksy z sagi. Pozycje Marvela były jednak dla mnie bardziej ciekawostkami, niż historiami w które przez lata się zagłębiałem.

Dark Horse przez te 20 lat wydał wiele wspaniałych serii, część z nich śledziłem na bieżąco, inne czytałem w całości z opóźnieniem. To oni, jako pierwsi, pokazali nam czasy bardzo Starej Republiki, budując historie do których do dziś się nawiązuje w innych pozycjach. Oni również potrafili świetnie wykorzystać powstanie nowej trylogii, tworząc najlepszy chyba z wydanych ongoingów – Republic, który pokazywał Wojny Klonów w moim odczuciu ciekawiej niż jakiekolwiek wydane książki czy serial. Potrafili się też odnaleźć już po zakończeniu prequeli, tworząc serie komiksowe Knights of the Old Republic, Legacy i Dark Times – które, przynajmniej z początku potrafiły niesamowicie przyciągać. Świat Gwiezdnych Wojen i my fani zawdzięczamy im wiele ciekawych historii, które ten świat rozwijały.

Jednak Dark Horse to nie tylko wspaniałe serie. W ciągu ostatnich kilku lat na ich komiksach zawiodłem się więcej razy niż przez wszystkie poprzednie lata razem wzięte. Zaczęło się chyba od dawania wolnej ręki Hadenowi Blackmanowi, autorowi, który miałem wrażenie postawił sobie za cel zniszczenie najlepszego czarnego charakteru w historii kina – Dartha Vadera. Później pojawiły się również problemy z dyscyplinowaniem swoich twórców, przez co czytelnicy miesiącami musieli czekać na kolejne zeszyty niektórych serii. Aż w końcu, patrząc po treści najnowszych komiksów mam wrażenie, że Dark Horse stracił pomysł na to co dalej. Dobrze rozpoczęte serie, kontynuowano i kończono w na o wiele niższym poziomie (Knights of the Old Republic i Dark Times) niż by na to zasługiwali. Zaczęto z większą intensywnością wydawać natomiast komiksy (o przeciętnym lub słabym poziomie), które zamiast ciekawie rozszerzać dalej wszechświat eksploatowały najbardziej chyba obłożoną erę w EU, czasy Starej Trylogii.

Kilka lat temu byłbym bardzo smutny z powodu przejęcia przez Marvel licencji na komiksy Star Wars. Dark Horse jednak przez ostatnie lata silnie pracował na to, abym dziś patrzył na to przejęcie jako na szansę. Szansę na świeży powiew w komiksach, które będą wydawane regularnie. Na historie, które swoim poziomem nawiążą do tego co Dark Horse wydawał kilka lat temu. Czy tak się stanie? Nie wiem, ale wiem, że zmiana w komiksach Star Wars jest potrzebna. A nie ma lepszej okazji ku temu, niż zmiana wydawcy.

ogór: To jest niesamowite, że wszystko co sprawia mi największą frajdę pochodzi albo od Marvela albo od samego Disneya, choć jak sobie pomyślę to przecież Disney kupił Marvela i go rozwija.. Wiadomym było więc to, że prędzej czy później prawa do publikacji gwiezdowojennych komiksów przejmie właśnie firma Marvel. I tutaj jest chyba największy zgrzyt, który mam z tym wydawnictwem, bo o ile kojarzę go i to naprawdę bardzo dobrze z takimi superbohaterami jak Spider-Man, Thor, Kapitan Ameryka, Hulk czy mój ukochany Silver Surfer, to jeśli pomyślę o komiksach Star Wars... to wciąż myśle o Dark Horse. Tak już mam, że to wydawnictwo jakoś stało się jakimś nierozłącznym elementem tej układanki: książki w Polsce – Amber, komiksy oryginalne – Dark Horse. Trudno będzie się przestawić, że teraz prawa ma nowe-stare wydawnictwo.

Wydawnictwo, które tak bardzo kojarzy się nam z komiksowymi superbohaterami czy też z kolejnymi filmami, które odnoszą sukcesy na całym świecie z niesamowitymi „Avengers” na czele. Ale pisząc „nowe-stare” wydawnictwo miałem na myśli fakt, że kiedyś, na początku mozolnego i trudnego budowania Expanded Universe jak i samej marki SW to właśnie Marvel wydawał komiksy z naszego ukochanego uniwersum. Komiksy, które przez te wszystkie lata były dla mnie swego rodzaju ciekawostką albo bardzo łakomym kąskiem dla kolekcjonerów z całego świata, choć muszę przyznać, że Kosmiczny Królik mi się podobał.

I co się teraz zmieni? Nie wiem, wiem tylko tyle, że marka Star Wars, przynajmniej ta komiksowa, ma szanse „pozyskać” kilka świetnych nazwisk, które pracują dla Marvela i na to najbardziej liczę, aby te historię były nie tylko pięknie narysowane ale także ciekawe z niezwykle wciągającą fabułą, bo ostatnio to coś słabo było z tymi historiami. No i mam cichą nadzieję, że Marvel skorzysta już z tego co sam wydał przed laty, bo skoro w niektórych książkach mogły pojawić się odniesienia do komiksów Marvela to czemu oni sami nie mogą czerpać z własnych dzieł? Na to najbardziej liczę!

Master: Od chwili, gdy Disney kupił Lucasfilm, można było się spodziewać, że licencja na gwiezdnowojenne komiksy może zmienić właściciela i w końcu zostało to oficjalnie potwierdzone. Szczerze mówiąc, czekałem na tę informację i cieszę się, że w końcu została ogłoszona. Ostatnimi czasy Dark Horse nie prezentował czytelnikom niczego wybitnego (oprócz genialnego Ghost Prison z Vaderem w roli głównej). Ukazało się trochę solidnych pozycji, lecz nic, do czego chciałbym wracać wieczorami, jak na przykład do starego, dobrego Tales of the Jedi.

Marvel na pewno spowoduje, że w EU (o ile jeszcze takowe będzie) będzie trochę nowości i świeżości, której ostatnio brakowało. To wydawnictwo również ma praktycznie nieograniczone możliwości na rynku komiksowym. Tego niestety brakowało u Dark Horse’a, który nie mógł wynająć tych najbardziej renomowanych i szanowanych scenarzystów i rysowników (nie umniejszając nic tym, których wynajął). Komiksy Marvela czytam już od jakiegoś czasu i chciałbym wszystkich nieobeznanych uspokoić. Znakomita większość historii prezentuje przynajmniej wysoki poziom, zarówno fabularny, jak i rysunkowy. Także jakość komiksów Star Wars na pewno nie ucierpi.

Wątek dotyczący zgodności z EU pominę. Jest za wcześnie, by wyciągać wnioski.

Cieszy mnie też fakt, iż Marvel zwykle prowadzi zupełnie odmienną politykę względem Czarnego Konia. Jak wszyscy wiedzą, dotąd ukazywały się praktycznie tylko miniserie. Natomiast Dom Pomysłów niezaprzeczalnie preferuje wydawanie serii regularnych, co mi bardzo odpowiada. Strasznie denerwowały mnie u Dark Horse’a te bezustanne pierwsze zeszyty nowych historii. Wolę ciągłość akcji i dłuższe serie. Tutaj pewnie niektórzy powiedzą, że ostatnio Marvel i tak “zeruje” numerację wielu serii regularnych, ale nie o tym mowa. Wolę już 16-zeszytowy run, jak 3 miniserie.

Niestety zmiana właściciela licencji ma też wady, ale w moim przypadku są to tylko wady spowodowane przyzwyczajeniem do Dark Horse’a. Myślę, że za kilka miesięcy już nie będę się dziwił myśląc o nowych komiksach Star Wars wydawanych przez Marvela. :P

W ciągu 22 lat, przez które Dark Horse pisał komiksy Star Wars, na rynku pojawiło się wiele świetnych historii i za nie powinniśmy zawsze ciepło wspominać to wydawnictwo. Strata licencji to dla niego ogromny problem. Według różnych danych komiksy Star Wars stanowiły miesięcznie od 20 do 30 procent przychodów wydawnictwa. Odejmując teraz te ogromne sumy pieniędzy, Dark Horse może mieć nie małe kłopoty i musi szybko znaleźć coś, co zastąpi im Gwiezdne Wojny.

Ogólnie jednak rzecz biorąc, historia zatoczyła koło i jestem bardzo zadowolony z zmiany właściciela licencji. Mam na razie tylko pozytywne myśli a propos przyszłości i nie mogę się doczekać Star Wars #108 (może w końcu uzupełnię cały run Marvela o brakujące ok. 35 zeszytów :P) w styczniu 2015 roku.

Misiek: Koledzy się rozpisali… jeśli zaś o mnie chodzi, to wybór Marvela był nie tylko do przewidzenia ze względów ekonomicznych, ale też - mam wrażenie - artystycznych. Warto zauważyć, że Dark Horse robił znakomite komiksy Star Wars w okresie, w którym inne firmy nie miały wiele do zaoferowania. Ich świeżość, jakość, nastawienie na opowiadanie spójnych, jednolitych historii oraz duża swoboda artystyczna były zjawiskiem rzadkim w amerykańskich komiksach na początku lat 90. Ale to było wtedy. Dzisiaj - choć jakość komiksów Dark Horse’a wciąż jest bardzo wysoka - niewiele ich różni od innych wielkich graczy na tym rynku, w tym Marvela.

A Marvel ostatnimi czasy radzi sobie bardzo dobrze, nie tylko z komiksami superbohaterskimi, ale też z tymi wydawanymi na licencji. Pracuje lub współpracuje tam zespół zdolnych scenarzystów i rysowników, którzy mogą wnieść w tę markę wiele świeżości. Część z nich miała już styczność ze Star Wars w wydaniu Dark Horse’a, jak np. Dustin Weaver, znany z komiksów KotOR, który obecnie jest jednym z rysowników serii “Avengers”. Jestem też pewien, że w razie czego Marvel nie będzie miał oporów przed skorzystaniem z usług dotychczasowych scenarzystów i rysowników Dark Horse’a; wszak mało kto pracuje tam na wyłączność. Na razie wprawdzie trudno przewidywać, jak się potoczą losy wydawnicze komiksów Star Wars w wersji Marvela, kto je będzie tworzył i jakich okresów będą dotyczyć, ale ja jestem dobrej myśli.

Okiem Bastionowiczów: Przyszłość gwiezdnowojennych animacji - część I

13



Dwa tygodnie temu informowaliśmy was o tym jaka przyszłośc czeka gwiezdowojenne animacje. Wojny klonów zostaną zakończone, jednak szybciej niż przewidywali ich twórcy, Detours zostało anulowane i wygląda na to, że za niedługo w internecie nie zostaną żadne materiały dotyczace tego serialu a studia już przygotowuje nowy serial. Mało tego jego akcja będzie rozgrywać się w w erze jeszcze nie wyeksploatowanej. Poniżej prezentujemy kilka opinii członków redakcji dotyczących tej informacji. Przekonajcie się sami o tym myślą i jakie mają oczekiwania wobec nowych seriali animowanych z logo Star Wars.

Shedao Shai: Ja bym wolał, żeby żadnych nowych gwiezdnowojennych animacji nie było. Doświadczenie pokazuje, że (delikatnie mówiąc) nie stoją one na najlepszym poziomie.

ShaakTi: Perspektywa nowej animacji niesie ze sobą zarówno wiele zagrożeń, jak i możliwości. Z jednej, tej gorszej strony, raczej mało prawdopodobne jest, by twórcy respektowali kanon - nie mówię oczywiście, że czekają nas gigantyczne retcony, bo, wbrew obiegowe opinii, TCW sporo czerpało z EU, ale pewne zmiany z pewnością będą nieuniknione. Z drugiej jednak strony możliwość eksploracji “nieodkrytej ery” jest niezwykle fascynująca, bo - powiedzmy sobie szczerze - w “Gwiezdnych Wojnach” to właśnie media filmowe i telewizyjne mają największą siłę i wpływ na całe uniwersum - zarówno to fikcyjne, jak i fanowskie.

Ci, którzy namiętnie hejtują “The Clone Wars” powinni obejrzeć kilka odcinków z sezonu pierwszego i porównać je z końcówką sezonu piątego - różnica w poziomie animacji, grze aktorskiej oraz dojrzałości opowiadanej historii jest głęboka niczym przepaść. I jeśli przyszli twórcy zdecydują się na skierowanie serialu w stronę trochę starszego widza oraz zachowanie mrocznego klimatu, to jestem pewna, że czeka nas coś dobrego i wartego uwagi.

Lorn: Żałuję, że anulowano Detours, byłem w wąskiej grupie entuzjastów tego projektu i chciałbym go kiedyś zobaczyć. TCW nie było dla mnie czymś bardzo ważnym, kolejne odcinki oglądałem jednak z zaciekawieniem i chciałbym aby całość została jakoś logicznie zakończona, nie na zasadzie połatania wszystkich wątków w dwóch czy trzech odcinkach. Nowe projekty to zarówno szansa jak i zagrożenie. Wszystko zależy od tego czy mówimy o okresie na prawdę niezbadanym czy tylko nieznanym szerszej publiczności. Z drugiej strony liczę na serię będącą wprowadzeniem do Nowej Trylogii, w której poznamy bohaterów już starszych niż w OT.

Kasis: Ten news wywołał we mnie mieszane uczucia, z jednej strony entuzjazm (nowy serial!), a z drugiej smutek i rozczarowanie (Detours i TCW).

Cieszy mnie każda informacja o nowym filmie czy serialu Star Wars, uwielbiam oglądać Gwiezdne Wojny, a im więcej tym lepiej. Poza tym, na tym etapie, kiedy wiemy o nowym produkcie prawie nic, nie widzę powodu, żeby z góry zakładać, że ten serial namiesza i rozpaczać. Jestem pewna, że od strony technicznej będzie przynajmniej tak dobrze, jak na końcu “Wojen klonów”. Oczywiście duże znaczenia ma to w jakich czasach go umieszczą, bo jak słusznie zauważono, mało wyeksploatowane czasy nie muszą oznaczać takich, których nie opisano w książkach czy komiksach. Jednak jak wiemy świat Gwiezdnych Wojen jest bardzo szeroki i możliwości jest mnóstwo, może faktycznie będzie on dotyczył, którejś z białych plam w historii SW? Jestem dobrej myśli i czekam na więcej informacji.

Jeśli chodzi o “The Clone Wars”, to z jednej strony nie podobają mi się te trochę gwałtowne zmiany. Skoro większość (całość?) szóstego sezonu powstała, mogliby go normalnie pokazać. Z drugiej strony, osobiście uważałam, że serial powinien już wkrótce się zakończyć. Nie dlatego, że mi się nie podoba, ponieważ bardzo go lubię, ale dlatego, że Wojny klonów nie trwały w nieskończoność i zbliżył się już znacznie do “Zemsty Sithów”. Jednak chciałabym normalnie zobaczyć wszystko co przygotowali twórcy. I po prostu trochę mi szkoda, że to już koniec.

Natomiast informacja o “Detours” bardzo mi się nie spodobała. Pierwsze fragmenty, które nam pokazano były, moim zdaniem, rewelacyjne i zabawne. Czkałam na ten serial. Mam nadzieję, że jednak kiedyś go zobaczymy. Choć informacje o usuwaniu oficjalnych materiałów nie nastrajają optymistycznie. W przypadku wszystkich tych zmian trzeba po prostu poczekać na więcej konkretów. Klasycznie “pożyjemy, zobaczymy”.

Burzol: Niestety „pożyjemy, zobaczymy” to jedyne rozwiązanie dla fanów, bo nic innego nam nie pozostało. Jak widać Gwiezdne Wojny zmieniają się w zaskakujący sposób. Lucasfilm, być może po części poprzez kopniaki Disneya, a może po prostu zgodnie ze strategią, robi wszystko, żeby to właśnie Epizod VII stał się najważniejszym celem zainteresowania fanów i szerzej rozumianej opinii publicznej.

Zastanawiają mnie słowa Jamesa Arnolda Taylora, który dowiedział się ponoć o anulowaniu sezonu szóstego zaledwie kilka chwil przed publicznym podaniem tej wiadomości do publicznej wiedzy, z czego wynika, że ostateczna decyzja o zmianach w strategii Lucasfilm Animation zapadło stosunkowo niedawno. To wiadomości martwiące, bo minimalizowanie dobrze działającego i ambitnego działu animacji, w tym jak rozumiem oddziału w Singapurze, to ruch, który bardzo trudno będzie cofnąć.

No i martwi mnie wieści o Detours, bo kilka zaprezentowanych żartów było fenomenalnych. Ale zobaczymy, ja nadal mam nadzieję, że Mysza wie co robi nie zmarnuje nam gargantuicznego potencjału SW ;).

ogór: Oglądałem wszystkie starwarsowe animacje i do każdej, jakkolwiek by nie była głupia czy dziecinna mam sentyment. Droidy i Ewoki to przykład klasycznych seriali z lat 80-tych, kiedy to EU nie było jeszcze tak rozwinięte jak dziś. Wojny klonów, zarówno te Tartakovsky’ego jak i trójwymiarowe miały ogromny wpływ na rozwój tego okresu jeśli chodzi o chronologię Gwiezdnych Wojen. Byłem zaskoczony tym, że TCW zostanie zakończone (choć “zakończone” to i tak łagodne określenie na drastyczny sposób w jaki został ten serial potraktowany) a Detours anulowane (czy jak kto woli “przesunięty na czas nieokreślony”).

The Clone Wars był jedynym serialem animowanym z odległej galaktyki, który oglądałem na bieżąco, mimo tego, że nie zawsze rozwiązania fabularne mi się podobały to jednak akceptowałem ten serial. Gorzej jest już z Detours, który mógłby być idealnym “odmóżdżeniem” po ciężkim dniu - taki śmieszny, przyjemny serialik, ale.. został anulowany/usunięty. Szkoda, bo żarty były dla każdego, zarówno dla zwykłego człowieka, który kojarzy SW, jak i dla ortodoksyjnego fana. Mało tego, z internetu usuwane są materiały dotyczące tego serialu, więc coś musi być na rzeczy.

A informacja o nowym serialu animowanym, którego akcja będzie rozgrywać się w erze, która jeszcze nie była mocno eksploatowana napawa mnie tylko optymizmem. Uwielbiam Gwiezdne Wojny pod każdą postacią, zarówno książek, komiksów czy też filmów i seriali. Dlatego czekam z niecierpliwością czekam na nowy serial (o Mocy, daj aby to było coś ze Starej Republiki!).

Zapraszam was także do dyskusji w odpowiednich tematach na naszym forum:
Temat o nowym serialu animowanym
TCW sezon 5 - oceny i komentarze
Rozmowy spoilerowe o szóstym sezonie TCW

Okiem Bastionowiczów: Co sądzisz o wyborze J.J. Abramsa na reżysera? - część II

12



Trochę ponad tydzień temu podzieliliśmy się z wami naszymi opiniami na temat wyboru J.J. Abramsa na reżysera Epizodu VII. Praktycznie większośc redakcji przedstawiła swoją większą (lub nie) opinie na temat. Teraz pora na was drodzy użytkownicy. Tym razem przedstawiamy opnie zebrane na naszej stronie autorstwa Bastionowiczów. Zapraszamy do lektury i przypominamy, że spin-offy to kolejny dobry temat do dyskusji!

Crackson3: Myślę, że trzeba być dobrej myśli... Nawet jeśli nie podąży za kanonem, to może wrzuci jakieś smakowite nawiązania. No ale po drodze zobaczymy jeszcze jak wyszedł nowy Star Trek:)

Vintress: Szkoda , że James Cameron nie wyreżyseruje star wars ... taki żarcik

Kwarc:Hurra?

Koth:Nie wiem czy mu się uda...
Wymagania są duże, a wyczynem nie jest zrobić dobry film, który zadowoli przeciętnego kinomaniaka, lecz jego zadaniem jest zadowolić fanów, którzy całe życie oglądali sw i są przyzwyczajeni do Lucasa i jego "stylu"

Zakrza: EVII będzie gorszy od EI:(

Darth GROM: Holy moly! Gdybym miał wskazać reżysera, który w ostatnich latach najwierniej oddał ducha filmów z gatunku Adventure lat 80tych, to z pewnością byłby to, Abrams filmem "Super 8", a biorąc pod uwagę jego powiązania z Kathleen Kennedy, oraz S.Spielbergiem, to przy obecnym układzie sił wydaje się być jedyną właściwą opcją. Dlatego jest, to najlepsza, jak na razie informacja związana z EVII.

Wolf Sazen: Bardzo dobry wybór! Żeby nam tylko takiego "restartu" uniwersum nie zrobił jak ze Star Trekiem ;)

Vergesso: Bo ja wiem, wolałbym Vaughna, Whedona lub Wachowskich. Ale zawsze lepiej Abrams niż jakiś no-name.
Tylko problem w tym, że ja nie znam specjalnie twórczości Abramsa :P

vonpiter: Star Trek był całkiem całkiem - pocieszające jest to, że Abrams dużo rzeczy konsultował z fanami i w ekipie filmowej miał wielkiego wielbiciela Star Treka-próbował stworzyć coś nowego jednocześnie utrzymując kanon więc jest szansa, że coś dobrego z tego wyniknie. No chyba, że najważniejszy konsultant - papcio Lucas każe wrzucić coś w stylu Jar Jara lub wielkie NOOOOOOO! (koszmar)

Kassila: No, mam tylko nadzieję, że tego nie spierniczy, bo są wysokie wymagania:)

darthdominik: I bardzo dobrze że wiadomość o J. J. Abramsie się potwierdziła. Chłop jest "młodym" reżyserem, który wychował się na starej trylogii, więc wie czym jest "duch starworsowy" i myślę że podoła zadaniu. A mi jego dzieła te telewizyjne i te filmowe bardzo się podobają:D

Marcus Fenix: Ridley Scott nie byłby lepszy? :D

Cricket: Jestem coraz bardziej podekscytowany nowymi Gwiezdnymi Wojnami, bo projekt zbiera wokół sobie coraz lepsze persony. Abrams obudził we mnie nieopisaną nostalgię filmem "Super 8" i wierzę, że to samo zrobi VII epizodem.

Epizozeur: Noooooooooo!

sasza: Nowy Star Trek był bardziej Star Warsowy niż Star Trekowy, także hej, świetna wiadomość, jaram się w opór.

smajlush: Nie wygląda to źle - w jego reżyserii widziałem na razie tylko wspaniałe MI: III, a Wasze opinie o gościu są pozytywne, więc chyba możemy być zadowoleni :)
Niemniej jednak najważniejszy jest scenariusz, fabuła, setting... ogólnie rzecz biorąc, czy to wszystko będzie kanoniczne :D

Aldebar: jeśli odświeży uniwersum Star Wars tak jak zrobił to ze Star Trekiem, to jestem spokojny o nowe filmy :)

wasabii2: Star Trek był dobry, więc czemu nie

Mistrz Seller: wyszkolona na maxa wiadomość

Monmara: I dobrze. Najlepszy z możliwych wyborów. Jak jemu się nie uda, to już nie wiem komu...

Taraissu: Bogowie wysłuchali mnie po raz kolejny :D

opinus: Hura! Najlepszy możliwy wybór :)

darth_numbers: No to sie zaczeło. Abrams powinien sobie poradzic.

lukaszzz: Mam mieszane uczucia co do Abramsa jako reżysera EVII. Jakoś szczególnie z jego twórczością zaznajomiony nie jestem, ale z drugiej strony też zbyt wielkiego dorobku reżyserskiego nie posiada. Oglądałem niedawno Star Treka - film mnie nie powalił i nie do końca rozumiem dlaczego wszyscy twierdzą że przypomina im SW. Największy zarzut mam do tempa filmu - za szybko, żadna scena nie trwała na tyle długo żeby można było wciągnąć się w klimat. Nie było źle, ale zdecydowanie czegoś brakowało.

Z drugiej strony mamy pilotowy odcinek Zagubionych, też oglądałem go kilka tygodni temu, w ramach odświeżenia sobie całego serialu. I tu sprawa wygląda zupełnie inaczej, fabuła była świetnie poprowadzona, żadnego pośpiechu, dzięki czemu można było doskonale wciągnąć się w klimat.

I tu mam właśnie problem z Abramsem. Krótką fabułę pilota Lost poprowadził świetnie w podwójnym odcinku, ale już Star Trek, z pełną filmową fabułą sprawia wrażenie upchniętego na siłę i pociętego żeby zmieścić się w 2 godzinach. Zachowując przy tym bezsensowne sceny jak młody Kirk jadący samochodem - po co, skoro i tak widać że ma buntowniczy charakter.

W SW to też może być problem. Dostaniemy zapewne duży zestaw nowych postaci, które trzeba będzie odpowiednio przedstawić widzom. Trzeba będzie wprowadzić ich w nową sytuację w galaktyce. Pokazać wrogów, motywację, cele. Jeżeli to będzie zrobione w stylu Star Treka to czarno to widzę... Poza tym - źli, kimkolwiek by oni nie byli w nowej trylogii. Jeżeli będą tak mdli i nieistniejący w filmie jak w tym star treku... Będzie kiepsko.

Elendil: Mam ostatnio braki na Bastionie, brak czasu i mało tu przebywam. Nagle patrzę: Abrams? To już jest powód żeby coś napisać. Wprawdzie jestem filmowym n00bem, Abramsa kojarzę chyba tylko z Zagubionych, z poprzedniego postu dowiedziałem się, że odpowiadał za Star Treka. I tyle. Ale mimo to, wydaje mi się, że to dobry wybór. Właśnie przez Zagubionych. Inne to co prawda pole działania, ale tam poradził sobie perfekcyjnie. Czemu więc ma się nie udać? A skoro Star Trek udał się średnio, może nabyte tam doświadczenie przyczyni się do stworzenia genialnego ep. VII...

Mistrz Jedi Radek: Nie wiem co sądzić. Po cichu liczyłem na Alfonso Cuarona, uważam go za wybitnego reżysera i do tego sprawdzonego w sci-fi chociaż w innym wydaniu.

A Abrams? Nie znam jego twórczości, ale ten wyrywek jaki zobaczyłem w subskrypcji jest bardzo przekonujący (..)

Cad Bane: Już po wyborze spoglądając sobie na wszystkie nominacje z plotek mediów, widzę że to własnie chyba J.J Abrams był najlepszą kandydaturą. Bo taki np. Ben Affleck, z całym szacunkiem, nie nadawałby się wg mnie do nakręcenia tak wielkiego przedsięwzięcia jakim jest EP VII. A Abrams jest już przecież obeznany z Sci-Fi, ma duże doświadczenie Producenckie... może to nie jest jakaś Reżyserska Gwiazda, lecz dzięki EP VII właśnie może się nią stać i ma chyba ku temu wszystko. Podsumowując, Abrams był jedną z najlepszych kandydatur, i przynajmniej na razie nie mamy jakiejś klapy. Jak będzie , przekonamy się za 2,5 roku

Horus: Sorry..., ale się czuję jakby Niemiec został prezydentem Polski... Abrams to gość od ST... no sorry... z dobrych filmów (pod względem zbieżności z SW) to tylko Armageddon, Prześladowca był jeszcze fajny, klimatyczny, ale to jednak zupełnie inny klimat.

JJ niema swojego stylu jeszcze i nie zajmował się nigdy tym co ważne w SW, czyli raczej bajkami, baśniami, fantastyką, mam złe przeczucia co do tego wszystkiego...

Oczywiście mam nadzieję, że kiedyś będę mógł zacząć posta od słów "Bo papa Lucas i unc JJ...", ale obawiam się, że Disney jak na wszystkim tnie koszta i wylezie to jak tynk spod źle położonych tapet...

Joliet Jake: (..) Abrams może mieć bardzo, ale to bardzo ograniczone pole manewru i będzie musiał się słuchać. Np przy doborze aktorów Kathleen może mieć główny głos. Wiem, że nawet najlepszy scenariusz może być spieprzony przez kiepskiego reżyserzynę, ale tak samo najlepszy reżyser nie uratuje filmu przed marnym scenariuszem. I to mi właśnie chodziło: Abrams odpowiada za klimat, prowadzenie filmu, atmosferę, to JAK wszystko będzie wyglądać - ale może mieć mały wpływ na to CO będziemy oglądać. Nic nie poradzi jak tamci wymyślą jakieś bzdety i głupoty. Słyszę ludzi, że może on poszanuje kanon - ale to nie on przecież ma na to wpływ, rajt? Słyszę, że przynajmniej nie będzie takiego Jar Jar Binksa kolejnego - czyżby? Disney będzie chciał ściągnąć dzieciarnie z rodzicami, żeby był lepszy przychód to wydaje Abramsowi rozporządzenie, że taka maskotka ma się pojawić i J.J. nic na to nie poradzi własnie...

Sebastian Kenobi: Niedawno obejrzałem sobie "Super 8" no i powiem, że jeśli podobny klimat zostanie pokazany w Star Wars to niech sobie wywalają z kanonu co chcą. To mają być Gwiezdne Wojny, a nie film który po prostu będzie i po jakimś czasie, po tym zachwycie i zbluzganiu (bo na pewno znajdą się tacy ), zostanie właściwie zapamiętany jako dobry film. Mam nadzieję na film, do którego będzie można wrócić parokrotnie, jak dzieciak. Chcę filmu, po którym nie wyjdę z kina i powiem "nawet fajny", ale takiego po którym będę czuł się siłą wyrwany z tamtego filmowego świata.

Bo takie filmy już mi się wydaje, mało kiedy robią.

JORUUS: A mnie się wybór reżysera nie podoba. Nikt niechciał to wzieli jakiegoś Jacksona w owczej skórze, jeszcze sięto nam wszystkim czkawką odbije. A z tego co pan Abrams wykręcił i co widziałem to są to wszystko numery z abonentem nidostępnym. Ładna porażka. Gdyby Tarantino robił SW to by był klimat taki że huhu (zamiast gadać o wyrywaniu rąk przez wookiego w końcy by słowo w czyn się zamieniło).

Vir: Jezus Maria trekowiec będzie robił Gwiezdne Wojny

Halcyon: Jeśli chodzi o Abramsa, to takie filmy jak "Super 8" czy Star Trek" faktycznie dają nadzieje, aczkolwiek ciężko mi uznać takie seriale jak "Fringe" czy "Lost" jako plusy tego reżysera. "Lost" przez pryzmat zakończenia jest serialem którego nie chciałbym ponownie oglądać. Zaś zakończenie "Fringe'a" też pozostawiało trochę do życzenia.

Peter_D: Losy Abramsa są podzielone. Albo zostanie wzniesiony pod niebiosa, albo ukamienowany za własne wizje SW. Nie ma nic pomiędzy. Bez względu o czym będzie historia, jeśli będzie trzymał się klimatu bez sztuczności ST, to da radę. Ciężka jest przed nim droga, nie da się ukryć. Nie dziwię się też, że wielu potencjalnych kandydatów na jego stanowisko odmówiło. Bo to mógłby być koniec ich kariery ;)
Dobre jest tez to, że E7 to nie może być reboot ani nic "od nowa".

Kubik: Jeżeli zachowa klasyczną formę Gwiezdnych Wojen (np. napisy początkowe) to ok, bo w nowym Star Treku nawet nie ma rozpoznawalnego motywu muzycznego z dawnych części. Poza tym robi dobre filmy, oby scenariusz był na wysokim poziomie, a może wyjść naprawdę udany film.

Temat na forum "E VII reżyserskie samobójstwo"
Temat na forum o Epizodzie VII

Temat o spin-offach

Okiem Bastionowiczów: Co sądzisz o wyborze J.J. Abramsa na reżysera?

21



Jeszcze nie opadły emocje po ogłoszeniu oficjalnej informacji o tym, że to właśnie J. J. Abrams wyreżyseruje Epizod VII a redakcja Bastionu już może się z wami podzielić swoimi przemyśleniami na ten temat. Zachęcamy także do udzielania własnych opinii i komentowania najnowszych wydarzeń dotyczących przyszłości Epizodu VII na naszym forum.

Lord Sidious: Nowy „Star Trek” i „Super 8” to filmy, które sprawiły mi niesamowitą radość. Uwielbiam Kino Nowej Przygody, dobrze, że powstaje, ale nawet obecne sztandarowe produkty, to nie są filmy Lucasa czy Spielberga (i ich towarzystwa), z lat 80. Zresztą, co tu dużo mówić, nawet ich własne filmy („Indy 4”), pozostawiają wiele do życzenia. Kiedy jednak zobaczyłem filmy Abramsa, to coś we mnie drgnęło. Można. Tak, można robić wspaniałe, fenomenalne filmy, w starym stylu, ale jednocześnie po nowemu. Nikt inny tego nie potrafi. Dlatego Abrams to nie tylko najgenialniejszy z możliwych wyborów na twórcę nowej trylogii, ale też konieczność. Błędem byłoby mu pozwolić hasać w innych uniwersach, gdy tu jest potrzebny najbardziej. Trudno mi wyrazić słowami jak bardzo cieszy mnie ta wiadomość. Jest tylko jeden minus, czekanie do 2015 będzie prawdziwą udręką.

Master: To świetna wiadomość! Dawno nie byłem tak podekscytowany przyszłością Gwiezdnych Wojen, jak teraz. Na naszych oczach dzieje się historia i mam szczerą nadzieję, że J.J. Abrams nie zawiedzie mnie i wszystkich fanów, którzy tak bardzo czekają na nowe, upragnione filmy. Styl Abramsa jest bardzo gwiezdnowojenny (jeśli można tak powiedzieć) i to sprawia, że jestem pełen wiary co do jego przyszłego dzieła, jakim będzie Epizod VII Star Wars. Poprzednie filmy tego reżysera takie jak nowy Star Trek, czy też Super 8 pozostawiły po sobie u mnie dobre wspomnienia. To były filmy na wysokim poziomie, które zaostrzają apetyt na następne produkcje tego utalentowanego reżysera, jakim niewątpliwie jest Abrams. Jedno jest pewne. W 2015 roku Gwiezdne Wojny wracają do kin i nie mogę się doczekać tej premiery. Panie Abrams, liczę na ciebie!

Qel Asim: Kiedy zobaczyłem w 2009 roku nowego Star Treka, padłem z wrażenia. Rok później zobaczyłem go ponownie i również bardzo mi się podobał. Kojarzył mi się z moim ukochanym serialem - StarGate SG1, nie wiem czemu, po prostu tak mi się kojarzył. W wakacje 2012 roku (albo tuż przed nimi?), podczas dyskusji na naszym Forum zapytałem czy grał ktoś w Star Trek Online, rozmowa potoczyła się dalej w kierunku ostatniego filmu z tegoż uniwersum. Podczas tej dyskusji, porównano nowego Star Treka do Nowej Nadziei - faktycznie, oba filmy są w pewnych aspektach do siebie podobne. To wzbudziło we mnie jeszcze większy sentyment do tego filmu - w skojarzeniach na temat ostatniego Star Treka nie był już obecny tylko serial StarGate, ale również uwielbione SW. Kilka miesięcy później potwierdzono utworzenie kolejnych filmów Star Wars - zaczęły się dyskusje, spekulacje, roztrząsano liczne obawy i nadzieje. Pojawiła się pierwsza plotka o Abramsie jako ewentualnym reżyserze - pomyślałem wtedy “co to za jeden?”, ale z dalszej treści newsa dowiedziałem się, że to on stworzył tego pięknego Star Treka, pojawiła się kolejna myśl “szkoda że to pewnie nie on będzie kręcił nowe Gwiezdne Wojny”. Po ostatnich “Batmanach” miałem nadzieję, że Nolan się weźmie za SW, lub Peter Jackson - obaj są świetnymi reżyserami, z całą pewnością byłby to dobry wybór, może jeszcze Cameron? Jednak gdy przeczytałem na Filmwebie, że Abrams nakręci nowe SW, nie mogłem w to uwierzyć z radości, zaraz zajrzałem na Bastion i zobaczyłem pięknego “czerwonego newsa”.

Niestety to byłoby zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, to tylko plotka! Dzień później zgodnie ze zwyczajem odwiedziłem Bastion - “czerwony news” znowu był na górze, tym razem z magicznym zdaniem “oficjalne potwierdzenie”, padłem z wrażenia! Myślę że my - fani Star Wars, możemy zacząć świętować - bo Kathleen Kennedy dokonała doskonałego wyboru! J.J. Abramsie, powodzenia w kręceniu filmu, nie zawiedź mnie!

Misiek: Abrams nakręcił już raz “Gwiezdne Wojny”, tylko z różnych niepojętych dla mnie przyczyn nosiły one tytuł “Star Trek”. Rzeczywiście, jeśli chodzi o styl i wyczucie Kina Nowej Przygody, trudno o lepszego reżysera młodego pokolenia. Abrams jest w pełni sił, jest twórczy, ma za sobą masę sukcesów, nie boi się nietuzinkowych rozwiązań, ma znakomite wyczucie celowości efektów specjalnych, doskonale odnajduje się w klasyce, ale też nie boi się eksperymentować. Jeśli była jakakolwiek chwila, w której wątpiłem w przyszłość kinowych “Gwiezdnych Wojen”, to teraz jestem już absolutnie spokojny. Czeka nas coś pięknego.

promil: Informacja o tym, że J.J. Abrams został reżyserem Epizodu VII przyjąłem właściwie umiarkowanie. Moja reakcja była mniej więcej taka "Abrams reżyserem? Aha. Ok., w porządku." I tyle. Część osób pewnie stwierdzi, że mało entuzjastyczna, ale prawda jest taka, że postać ta nie wywołuje u mnie zbytnich emocji. Powodem tego może być zbyt mała znajomość jego twórczości. Na pewno jest to jednak interesujący wybór, w przyszłości może się okazać, że nawet świetny. Ale na dzień dzisiejszy wolę wstrzymać się z opinią i poczekać. Muszę jednak przyznać, że Abrams pozwala mi patrzeć pozytywnie na zapowiadany film Star Wars. Temu Panu nie brak dobrych pomysłów.

Lost początkowo był dla mnie rewelacyjny, choć z czasem już mniej wciągał to do końca z zainteresowaniem śledziłem jego losy. Fringe’a gorąco mi polecano, a obejrzenie pilota tylko potwierdziło tę opinię i zachęciło do sięgnięcia po więcej. Nawet nie tak już młody serial Felicity, tak różny od dwóch wcześniej wspomnianych, był całkiem przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Jeżeli chodzi o filmy to wypowiedzieć się mogę tyko na temat Super 8 i nowego Star Treka. Ten pierwszy to powrót do klimatu świetnego E.T., a nawet więcej. Fantystyczna choć może nieco naiwna przygoda dorastającego dziecka, pełna emocji towarzyszących poznawaniu nieznanego i odkrywaniu niesamowitej tajemnicy. Ten drugi to moim zdaniem najlepszy film z cyklu Star Trek jaki przyszło mi oglądać. Udana próba odświeżenia tematu przy równoczesnym zachowaniu istniejącej konwencji, mam wrażenie, że tym razem, z większą ilością akcji i bez tej statyczności oraz pseudo naukowej filozofii, która mi zawsze w uniwersum Star Treka nieco przeszkadzała. Choć jak zauważył jeden z moich przyjaciół bez nieodłącznego do tej pory elementu odkrywania, który zawsze istniał w tym uniwersum.

Hmm, jak się nad tym dłużej zastanowić to wiadomość o zaangażowaniu Abramsa na stołek reżysera rysuje się coraz lepiej.

Kasis: Leniwy sobotni poranek, odpalam komputer, zaglądam na Bastion, a tu Burzol znów pisze na czerwono - Abrams potwierdzony! Zabawne, ale chyba najbardziej byłam podekscytowana samym faktem, że wybrano i ogłoszono reżysera, a nie tym kogo wybrano. Nagle epizod VII stał się bardziej realny; prace trwają, poważne decyzje są podejmowane. Ostatnio jedynie napływały do nas plotki, cała produkcja nowych epizodów wydawała mi się czymś mglistym, odległym i nierzeczywistym. A tu taki duży i ważny krok do przodu! Naprawdę się ucieszyłam. Do tego J.J. Abrams wydaje mi się bardzo dobrym wyborem.

Ten pan ma na swoim koncie ciekawe i udane pozycje. Podobało mi się wszystko co miałam okazję oglądać. Niektórzy chcieli widzieć w roli reżysera nowych Gwiezdnych Wojen różnych weteranów kina, w porównaniu z którymi Abrams jest jeszcze młody. Moim zdaniem to dobrze, ma w sobie zapewne więcej energii i bardziej otwarty na nowe możliwości umysł. Wychował się na filmach Nowej Przygody, ale doskonale czuje współczesne trendy. Presja i oczekiwania duże, ale jestem dobrej myśli.

W przeszłości klasyczna trylogia zainspirowała wielu młodych ludzi, którzy dziś tworzą m.in. filmy i dziękują Lucasowi za pchnięcie na taką, a nie inną ścieżkę. Wśród nich jest właśnie Abrams. To właśnie ta umiejętność inspirowania, była i jest, jedną z cech świadczących o wyjątkowości Gwiezdnych Wojen. Wierzę, że J.J. Abrams potrafi dokonać czegoś podobnego. Po seansie “Super 8” zabraliśmy się z bratem za kręcenie filmu. Filmowcami zostać nie planujemy, ale seansowi filmu Abramsa zawdzięczamy wiele godzin świetnej zabawy. Mam nadzieję, że jego epizod VII dostarczy nam jeszcze więcej doskonałej rozrywki.

ogór: J.J. Abrams potwierdzony jako reżyser Epizodu VII.. dla mnie nie to genialna informacja. Oglądałem serial “Lost”, nie cały, ale podobał mi się, tak samo jak z filmami “Super 8” i nowym “Star Trekiem”. Ten pierwszy to cudowny przykład filmu, który potrafi wykrzesać w dorosłej osobie resztki małego dziecka, które w nim drzemią. Ok, może nie jestem jakoś strasznie stary, ale po seansie wyszedłem młodszy o kilka lat.. bo bawiłem się na tym filmie jak małe dziecko. Drugi film to nowy “Star Trek”, czyli.. jak “ustarwarsowić” uniwersum ST. Bo trzeba to przyznać, że J. J. Abrams nakręcił już wcześniej Gwiezdne Wojny, ale pod szydlem “Gwiezdnej Wędrówki”. Zadanie miał trudne, ale zresetowanie tego uniwersum okazało się dobrym pomysłem, dzięki temu Star Trek trafił do większej ilości osób, choć dla zagorzałych fanów tegu uniwersum film mógł się wydawać zbyt mało “startrekowy” a właśnie bardziej “starwarsowy”.. Cóż, ja jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że J.J. Abrams jako fan SW da radę jako reżyser Epizodu VII i zaskoczy nas, oczywiście pozytywnie!

Burzol: Wieść o Dżejdżeju przyjmuję może bez szczególnych emocji, ale z pewnością jestem odrobinę spokojniejszy o Epizod VII. Najbardziej cieszy mnie, że nie będzie to kinowy debiutant, albo ktoś zupełnie nie obeznany z kinem przygody. "Star Trek" to świetny film, ale mimo wyraźnych inspiracji SW, to nadal bardzo trekowy film, zgodny z klimatem, mitologią tej drugiej "Star" serii. Dlatego z większą nadzieją myślę o Nowych Gwiezdnych Wojnach, w kontekście "Super 8". Ten film miał w moich oczach swoje problemy, ale jego fragmenty, na przykład pierwsze 15 minut, to arcydzieło. Także z dobrym scenariuszem nie będzie źle, teraz możemy w napięciu czekać na opis fabuły i casting. W końcu czerwone newsy same się nie napiszą.

Pozostaje najważniejsze, podstawowe pytanie. "J.J." czy "J. J."? ;)

Lorn: Na wieść o wyborze reżysera postanowiłem obejrzeć w końcu Star Trek z 2009 roku. Muszę powiedzieć, że to kawał niezłego Science Fiction, filmy który przyjemnie się oglądało nawet nie znając realiów trekowego uniwersum. Znając podejście J.J. można też mieć nadzieję, że kanon nie zostanie całkowicie zdemolowany. Poza tym Abrams sprawnie ożywił trochę zużytą serię Mission Impossible, co również jest dobrą prognozą na przyszłość. Zgadzam się więc z przedmówcami, trudno byłoby znaleźć lepszego reżysera dla nowych epizodów.Trzymam kciuki i czekam na kolejne wieści.

Balav: Informację o wyborze J.J. Abramsa na stanowisko reżysera Star Wars: Episode VII przyjąłem z radością, aczkolwiek nie był to wybuch dramatycznego entuzjazmu. To reżyser, który ma bowiem spory talent, ale do tej pory zrealizował raptem trzy fabuły (czwarta w drodze). Inna sprawa, że “Flanelowiec” przed Ep. IV miał na koncie dwie pełnometrażówki:) O ile telewizyjna twórczość Abramsa, z której jest najbardziej znany (“Alias”, “Lost”) nie specjalnie mnie porwała, o tyle dwa jego kinowe filmy uznaję za niezwykle udane. Najpierw tchnął nowego ducha w “Mission: Impossible III”, która po koszmarnej dwójce Johna Woo potrzebowała takiego podejścia: świetne zaaranżowane sceny akcji plus nostalgiczny klimat oryginalnego serialu (którego brakowało nawet najlepszej w serii części pierwszej De Palmy). Później przyszła pora na wyprodukowany przez Spielberga “Super 8” - film niezwykły, bowiem będący swoistym “E.T.” a rebours ery cyfrowej, a przy tym w pomysłowy (i ponownie nostalgiczny) sposób wykorzystujący stylistykę i schematy Kina Nowej Przygody. “Super 8” sprawił, że w kinie poczułem się na seansie jak 12-latek: byłem zafascynowany ekranową wizją, która pochłonęła mnie bez reszty. Tego zresztą oczekuję od nowych Gwiezdnych Wojen - aby porwała mnie ekranowa magia. W ostatnich latach widziałem wiele świetnych filmów różnych gatunkowo, ale tylko na “Super 8” poczułem się aż tak niezwykle. Wierzę, że Abrams powtórzy ten zabieg w 2015 roku. Ponadto słyszałem i czytałem, że reboot “Star Treka” jego autorstwa to kawał dobrej space opery, co sprawia, że szanse na to, iż podoł Ep. VII rosną (sam ST nie oglądałem, bowiem to uniwersum ani trochę mnie ciekawi). Abrams ma talent do prostych, ale niezwykle ciekawych zabiegów aranżacyjnych (vide scena otwierająca “Super 8”, która mówi więcej o tle fabularnym, niżby je opisywać w masie dialogów). Ponadto nazwisko Abramsa. wydaje się gwarantować jeszcze kompozytora nowych epizodów (jeżeli John Williams nie zdecyduje się zrezygnować ze statusu “jestem prawie emerytem-ale-komponuję-do-filmów-Spielberga”) - Michaela “Medal of Honor, Secret Weapons of the Normandy, The Incredibles” Giacchino:)

Na koniec: może Abrams nie był moim numerem jeden na liście potencjalnych reżyserów (na niej na pierwszym miejscu jednak stał Spielberg, później Duncan Jones, Matthew Vaughn, Neill Marshall i inni), ale jego angaż wydaje się być uspokajający w tym sensie, iż do tej pory może nie wstąpił jeszcze na reżyserski panteon, ale jego dzieła nie schodzą poniżej pewnego poziomu. To rzemieślnik z iskrą, a taki ktoś jest potrzebny, aby tchnąć nowe życie gwiezdnowojenną franszyzę.

Shedao Shai: Jeśli ktoś jest w stanie stworzyć z tego nieszczęsnego EVII coś dobrego, to Abrams. Wciąż jestem na “nie” dla nowych części Gwiezdnych Wojen, ale lepszego reżysera wybrać nie mogli, więc a nuż... z ewentualną zmianą zdania na optymistyczniejsze, poczekam aż podadzą jakieś szczegóły dotyczące fabuły.

Temat na forum "E VII reżyserskie samobójstwo"
Temat na forum o Epizodzie VII

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.