Spis newsów (Han Solo (spin-off))

Serialowe eldorado plotkowe [Aktualizacja 2]

28

W Lucasfilmie cisza, ale w sieci aż huczy od plotek. Tym razem na tapetę poszły nowe seriale, które trafią na Disney+. Są dwa pomysły, które się przewijają w różnych konfiguracjach. Pierwszy związany z trylogią sequeli o Finnie i Poe. Drugi zaś związany z „Hanem Solo” i tu jest mowa o Lando, Qi’rze, Maulu czy Hanie. Trudno w ogóle weryfikować te plotki, raczej są to luźne pomysły, które mają obecnie małe szanse do realizacji. Lucasfilm na ten rok planuje „The Mandalorian”, na przyszły serial o Cassianie. Ich sukces, czy porażka zdefiniuje kolejne seriale na Disney+.

Z drugiej strony właśnie kontynuacja trylogii sequeli na małym ekranie, czy skończenie „Hana Solo” nie jest tak całkowicie bezpodstawne. W każdym razie nie należy liczyć, iż wydarzy się to niebawem. Obecnie Jon Kasdan, czyli osoba najbardziej zabiegająca o sequel „Hana Solo” jest zajęta piątym „Indianą Jonesem”. Co będzie potem, trudno stwierdzić.



Alan Tudyk natomiast zaczął mówić o serialu o Cassianie. Tudyk zagrał K-2SO. Powiedział, że niedawno rozmawiał z Diego Luną i ten jest bardzo podekscytowany tym projektem. Tudyk też. Choć nie mówi tego wprost, zachowuje się jakby nie tylko liczył na angaż, ale był jego pewien. Choć jest to prequel prequela, wiele rzeczy jest już zdefiniowanych. Choćby to, że Cassian przeprogramował K-2SO.

Prawdopodobnie jak w przypadku „The Mandalorian” tak i tutaj coś więcej dowiemy się przy Celebration w kwietniu.

Aktualizacja:. Od wczoraj w sieci pojawiły się dodatkowe pomysły na seriale. Są to seriale o Lei, Rose i kapitan Phasmie.

Aktualizacja 2: Kolejny dzień, kolejne plotki. Tym razem, mowa o serialu o Kenobim. Już kiedyś słyszeliśmy coś takiego, ze może antologie odrodzą się w formie seriali? Więc, kto wie? Może tym razem to dobry strzał?

Korelia będzie zburzona

8

Wygląda na to, że miejsce kręcenia „Hana Solo” zostanie zniszczone. Dokładniej dawna elektrownia Fawley znajdująca się w okolicach angielskiego Southampton (i Portsmouth). W Fawley kręcono pościg na Korelii. Nagrywano tu też kilka scen do „Mission: Impossible – Rogue Nation”.



Jeszcze niedawno rozważano by zachować dawną elektrownię, zmieniając ją w kompleks wypoczynkowy, z restauracją. Budynki zamkniętej w 2013 elektrowni zostaną wyburzone serią małych, kontrolowanych wybuchów. W ich miejscu powstanie 1400 domów mieszkalnych i generalnie niska zabudowa. Lokacji dotychczas nie dało się normalnie zwiedzać.

Spoilery do Epizodu IX

14

Kilka dni temu świat obiegła informacja, że tytuł Epizodu IX to „Balance of the Force”. Był to oczywiście fake-news. Warto jednak przypomnieć, że był to też jeden z często wymienianych tytułów przed premierą „Mrocznego widma”. Pablo Hidalgo zapytany, kiedy poznamy tytuł i zwiastun, powiedział, że nie wie. Zgaduje, że podczas Celebration. Tymczasem Naomie Ackie wciąż pracuje na planie Epizodu IX. Aktorka również nie zna jeszcze tytułu filmu. Wiemy, że nic nie wiemy, tak można w skrócie określić najnowsze przecieki z MSW. Dalszy tekst zawiera spoilery, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Natomiast warto dodać, że skrawków informacji próbowano tu coś ułożyć. Więc jest to dość chaotyczne. Zresztą trudno oddzielić przecieki od spekulacji.



Lando podobno ma w filmie niewielką rolę, bardzo podobną jaką miała Maz Kanata w „Przebudzeniu Mocy”, czyli pomaga trochę naszym bohaterom w drodze do ich celu. Billy Dee Williams nosi żółtą koszulę, niebieską pelerynę i ma laskę dżentelmena. Inne źródła sugerują, że C-3PO w pewnym momencie filmu na mieć na sobie bandolier Chewbaccy, oraz trzymać jego kuszę i kij Rey. Fryzura Rey ma bardziej przypominać to co widzieliśmy w „Przebudzeniu Mocy”.

W okolicy Pinewood fani odkryli coś, co ich zdaniem jest jakimś lodowym tunelem. Natomiast z Black Wood filmowcy się już wynieśli. Koniec zdjęć w tym miejscu.

Przejdźmy jednak do ciekawszych spoilerów, fabularnych. Wiele razy sugerowaliśmy, że Rycerze Ren odegrają istotniejszą rolę niż dotychczas, przede wszystkim będą na ekranie. Obecnie wrócili gdzieś Spoza (Beyond), czymkolwiek to jest. Być może to coś z nieznanych rejonów, ale dziś to tylko i wyłącznie spekulacja. W każdym razie podobno tam znajduje się zagrożenie dla Kylo Rena, coś co czyni go łatwym do pokonania. To zagrożenie spowoduje, że dostaniemy kolejne interakcje między Rey a Kylo. Wygląda na to, że Rey zostanie sprowadzona przed oblicze Kylo, ale w jaki sposób nie wiemy.

W filmie zobaczymy też nowych szturmowców, zwanych szturmowcami Sithów. Kylo Ren podobno ogłosi się / będzie Lordem Sithów, zaś nowa formacja będzie bezpośrednio podlegać pod niego i innych rycerzy Ren. To zaś sugeruje, że Ren nie tylko będzie walczył z Ruchem Oporu, ale również opozycją w Najwyższym Porządku. Dodatkowo pojawiła się sugestia, że tą opozycją mogą być Rycerze Ren.

Epizod IX ma mieć McGuffin, czyli jakiś przedmiot, który napędza fabułę. W „Przebudzeniu Mocy” była nim mapa do Luke’a Skywalkera. Obecnie nie wiemy, czym będzie w filmie J.J. Abramsa, ale mamy mieć tu wyścig z czasem. Coś w stylu „Poszukiwaczy zaginionej arki”. W każdym razie mamy zobaczyć wiele bitew, zaś sam scenariusz jest stosunkowo długi, zwłaszcza jak na realia „Gwiezdnych Wojen”. Podobno mają się pojawić bitwy, w których główni bohaterowie nie odgrywają istotnej roli. Mamy też zobaczyć scenę, w której Rey spotyka Finna i Poe, ich drogi się krzyżują i będzie to chwila odprężenia i świętowania, przed kolejną wielką bitwą.

Inne źródło sugeruje gratkę dla wielbicieli westernu. W scenach kręconych w Jordanii, w scenach z Rey i Kylo wzorowano się na ujęciach w stylu Sergio Leone. Będzie bardziej westernowo niż w „Hanie Solo”.

Zaś z szalonych plotek, ktoś połączył informacje o tym, że będzie więcej Hana Solo w jakiś retrospekcjach z pomysłami, że Qi’ra jest matką Rey. Więc teraz można się spotkać z informacją, iż Rey okaże się córką z nieprawego łoża Hana Solo.

J.W. Rinzler o skasowanych „Making of”

7

Jonathan W. Riznler udzielił krótkiego wywiadu portalowi Hero Collector. Artytkuł dotyczył skasowanych pozycji książkowych, głównie niefabularnych. Nie tylko z „Gwiezdnych Wojen”, wspominano jeszcze Indianę Jonesa, czy Star Trek.

Rinzler, autor Makingów z Zemsty Sithów, Nowej nadziei, Imperium kontratakuje i Powrotu Jedi, a także twórca i redaktor wielu innych niefabularnych pozycji, pracował nad książką o tworzeniu „Przebudzenia Mocy”. Została ona jednak skasowana przez wydawnictwo Abrams i Lucasfilm. Rinzler przy jej skasowaniu zapowiedział, że może powie kiedyś coś więcej na ten temat. Właśnie w końcu tu zrobił.

Jego zdaniem, nie było szans, by ta książka została wydana. On to doskonale wiedział, w momencie, gdy ją pisał. Był przekonany, że ją skasują. Głównie dlatego, że zarówno Disney jak i Kathleen Kennedy nie chcieli wracać do wielu spraw publicznie. Wydarzyły się, było o nich głośno, ale potem lepiej o nich zapomnieć. Rinzler podkreśla, że to jest spekulacja z jego strony, ale te problemy jak kwestia zmiany daty premiery, zatrudnienie Brada Birda, czy wypadek w którym Harrison Ford omal nie zginął, to nie są rzeczy z którymi kierownictwo Lucasfilmu czułoby się komfortowo. A z książką na ten temat poczucia komfortu nie polepsza.

Tu warto zwrócić uwagę na to, że Rinzler w samej tej wypowiedzi rzuca nowe światło na historie, które znamy. O Bradzie Birdzie wiedzieliśmy, ale z jakiegoś powodu wygląda na to, że był dużo poważniejszym kandydatem niż wszyscy myśleli. Wypadek Harrisona Forda jak widać to nie był tylko problem z kostką (o tym, że był naprawdę poważny później mówili też sami twórcy). Zaś grudniowa premiera nie była pierwszą datą na którą szykował się Disney. Tu jeszcze pamiętajmy o plotkach mówiących, że w pewnym momencie J.J. Abrams rozważał zrezygnowanie ze stanowiska reżysera. Wówczas mówiło się o napięciach na linii Abrams – Iger, zaś Kennedy ponoć stała murem za Abramsem. Przy okazji powrotu Abramsa przy Epizodzie IX, z kolei sugerowano, że konflikt już przy „Przebudzeniu Mocy” przebiegał raczej na linii Kennedy – Abrams, zaś to Iger raczej wspierał bardziej reżysera. Rinzler jak widać ma dużo lepszą wiedzę na ten temat i wie, że nie są to rzeczy, które ktokolwiek chciałby teraz upubliczniać.

Drugą ciekawostką jest to, że pierwotnie „Making” z „Przebudzenia Mocy” miał pisać Mark Cotta Vaz. Przygotował on pierwszą wersję, z której nikt nie był zadowolony. Podziękowano Markowi i na tym pracował Rinzler. On oczywiście poukładał treść po swojemu (chronologicznie), dopisał początek i koniec. Widząc zaś problemy książki i jej treść Rinzler właściwie od razu wiedział, że tego nikt nie wyda. Dlaczego przyjął tę pracę? Także dla pieniędzy. Jak wiemy Rinzler to pewna marka, więc nie było szans, by poukrywał przykre sprawy.

Jonathan wspomina także, że był zaangażowany w proces zatrudnienia autora - Josha Kushinsa, który z kolei pisał książkę o powstawaniu „Łotra 1”. Również skasowaną, bo Lucasfilm nie był z niej zadowolony. O ile „Przebudzenie Mocy” pomijając kwestię wypadku Forda to głównie tarcia na górze, o tyle jak wiemy doskonale, „Łotr 1” miał dużo więcej problemów, włącznie z tym, że reżyser Gareth Edwards został odsunięty od filmu, a za jego finalną wersję odpowiada Tony Gilroy (który sam nie jest zadowolony z efektu końcowego, co nie raz podkreśla). Dodatkowo Rinzler przez lata próbował stworzyć książkę z szkicami dotyczącymi „Indiany Jonesa”, bo w archiwach Lucasfilmu jest olbrzymia ilość interesującego materiału. Niestety ani Disney, ani Lucasfilm nie są w ogóle zainteresowani tego typu publikacjami. Nawet tymi, które nie są kontrowersyjne.

Na kwiecień jest zapowiedziany (na razie jeszcze) „Making of” z „Hana Solo”. Autorem tego albumu jest Rob Bredow, wiceprezes Lucasfilmu i obecny szef ILM. Miejmy nadzieję, że choć jemu uda się przebić przez ścianę i doprowadzić do wydania tej pozycji. Poniekąd także opisującej olbrzymie problemy przy powstawaniu filmu. Zobaczymy w jaki sposób zostaną przedstawione.

Redakcyjne podsumowanie roku 2018

12



Jak co roku mamy dla Was podsumowanie minionych 12 miesięcy. Oto nasze opinie na temat wydarzeń związanych ze Star Wars w 2018.

12. Powstaje Star Wars Jedi: Fallen Order, ale jak na razie posucha na rynku gier

Lord Sidious: Nie, no jeszcze Ossus dodali w TORze, ładne widoczki, zupełnie jakby na Jedhie się wzorowali.

Burzol: Nie mogę uwierzyć, że minął rok, a ja mogę napisać dokładnie taki sam komentarz o marnym stanie gier wideo spod znaku Star Wars, jak ostatnio. Od roku nic się nie zmieniło?! Chcemy więcej gier SW!



11. Premiera „Resistance"

Lord Sidious: Wciąż czekam na „Ruch Oporu przerobiony”.

adam: Wciąż nie rozumiem, o co ludzie mają problem. To fajna, kolorowa bajka o pilotach. Mam drobne problemy z dynamiką, ale da się oglądać. Nie wszystko w Star Wars musi być mhroczne. Bardzo cieszę się, że Lucasfilm nie zmienia strategii i będzie drugi sezon.

Burzol: Cieszy, że już w następnym sezonie po zakończeniu „Rebels”, Lucasfilm gotowy był pokazać nowy serial animowany. „Resistance” to całkiem niezła animacja, z potężnym potencjałem na przyszłość. A także ciekawe łączenie z resztą opowieści dziejących się w tamtym czasie. Choć faktycznie dynamika narracji jest tu dużo bardziej spokojna, niż pozostałe seriale Star Wars. Ale żarty z Kazudy mnie śmieszą!


10. Posucha na rynku książkowym

Adakus: Błędem Lucasfilm Story Group jest rezygnacja z tworzenia serii powieściowych. Kiedyś każdy fan czytelnik nie mógł się doczekać kolejnego tomu „Dziedzictwa Mocy” czy „Przeznaczenia Jedi”, teraz brakuje tego uczucia niecierpliwości, jakim było wyczekiwanie na dalsze losy ich bohaterów. Aktualnie dostajemy powieści niespodzianki i tyle.

adam: Uroboros drugi rok z rzędu robił sobie jaja, w dodatku nie tylko nie wyciągnął do niedawna wniosków, a jeszcze niesympatycznie odpowiadał na krytykę. Za granicą też bieda, ale 2019 już teraz zapowiada się o wiele lepiej.


9. „Kolekcja Komiksy Star Wars" w Polsce

Adakus: Przyznam że nie kupuje tej serii, ale cieszy mnie fakt, że wielu młodych stażem fanów ma okazję poznać legendarne komiksy. A i weterani mają szansę, by poznać to, co nie było jeszcze wydane w naszym języku.


8. Rozpoczęcie prac nad Epizodem IX

Lord Sidious: Najgorsze w przypadku Abramsa jest to, że nie potrafi się bawić z fanami. Niby jest dużo tych przecieków, ale to wszystko jest takie tajemnicze. Za to film będzie dobry, Abrams poniżej pewnego poziomu nie schodzi, więc czekam. No i liczę na rycerzy/rycerki Ren.

adam: Sequele nie przebiją Oryginalnej Trylogii, ale wygląda na to, że Star Wars w kinie może prezentować jakiś poziom, a nie tylko bezmyślne akrobacje z mieczami świetlnymi i “skomplikowaną” fabułę, z której rozumienia cieszą się dziesięciolatki.

Adakus: Pójdę do kina z obowiązku fana… na Moc, jak to brzmi.

Burzol: No właśnie, jak słusznie LS zauważa, nie ma żadnej zabawy z Jeffrey Jacobem, same sekrety i tajemnice, ani książek i komiksów wprowadzających do nowego filmu, ani nawet jednego zdjęcia z planu. Nie mogę się doczekać tego kwietnia, żeby zaczęli nam sprzedawać ten nowy film. Ale JJ ma wyczucie, robi zazwyczaj dobre filmy, więc nadzieję można mieć.

Rusis: Jest Abrams jest szansa na udane zwieńczenie trylogii. Jestem dobrze nastawiony do tego filmu, choć chciałbym aby sposób jego promowania podczas prac był inny. Za dużo tajemnic wokół produkcji, za mało zabawy z fanami. Lepiej to wychodziło w przypadku spin-offów.


7. Koniec „Rebels”

Lord Sidious: Ufff. Teraz czekam na Disney+ i łyknę serial w całości, żadnego czekania na sezony.

Adakus: Nie zainteresował mnie, więc lepiej dla mnie.

adam: Na początku nie przekonało mnie zakończenie ale rozumiem że sprawy typowo rebelianckie rozwiązano w sezonie trzecim. Teraz trzeba było pokazać jak skończą się losy głównych bohaterów - i co robili podczas Oryginalnej Trylogii.

Burzol: Finał Rebels był epicki, ale niestety niewystarczający. Niby całkiem ładne zakończenie serialu, z drugiej strony parę wątków zakończyło się dziwnie...albo się nie zakończyło w ogóle. Ostatecznie w mojej opinii „Rebels” to niezły serial animowany, który nigdy nie dotarł do wybitności “The Clone Wars”.


6. Zapowiedź nowej serii filmów Star Wars (David Benioff i D.B. Weiss)

Lord Sidious: To jest taka zapowiedź WOW. Abrams wraca, a teraz to. Wierzę w ten projekt i myślę, że panowie przygotują nam naprawdę niezłą rozrywkę. Błagam zróbcie jeszcze spin-offa wg Tarantino. On się pomylił, chciał robić Star Wars, nie Star Trek.

Adakus: Trudno mi tutaj cokolwiek wyrokować, bowiem obaj panowie przyzwoicie adaptują materiał już znany, ale czy będę w stanie stworzyć coś naprawdę świeżego, czego jeszcze nie widzieliśmy w kinie z logiem Star Wars. Zobaczymy, to moja pierwsza nadzieja.

Burzol: Będzie mi łatwiej się podekscytować nowym projektem Star Wars gdy dowiemy się o czym on ma być. Czy to jakieś opowieści ze Starej Republiki? Kroniki Akademii Jedi? Remake Starej Trylogii? Niech powiedzą to wtedy zadecyduję czy warto się ekscytować.

Rusis: Dwóch twórców, którzy się świetnie sprawdzili przy ekranizacji prozy Martina. Liczę na to, że i z SW podołają.


5. Ruskie trolle, hejterzy i Kelly Marie Tran.

adam: Nie podobał Ci się film, a nie jesteś ruskim botem, to nie znaczy, że takie nie istnieją. I dajcie sobie już spokój. Każdy wyraził swoją opinię, więc skończcie gdzie się da pisać, jaki The Last Jedi jest badziewny, tylko po to, by uniemożliwić innym cieszenie się filmem.

Lord Sidious: Problem chyba jest nie to, że ktoś wyraża opinie o filmie, czy częstotliwość tego, co robi, a kwestia agresji, braku tolerancji innego zdania i wojowanie na komenty. Tego nie da się niestety zaszufladkować tylko do grupy hejterów czy rosyjskich trolli. Zakazywanie komukolwiek wyrażania opinii tylko dlatego, że nie podoba się ona innym i przez to nie mogą się tym cieszyć to już jest jakieś kuriozum. Ludziom nie podoba się „Han Solo” bo to randomowa przygoda i nie czują tego, ok. to nie powód, bym miał z tymi ludźmi nie rozmawiać, także o „Hanie Solo”. Ich opinia nie ma praktycznie żadnego wpływu to, czy kolejny seans filmu Howarda będzie podobać mi się mniej czy bardziej. Niestety z jakiegoś powodu w przypadku „Ostatniego Jedi” tak to nie działa i jeśli komuś się coś nie podoba to jest z automatu hejterem. W tym widzę problem. Podobnie jak w tym, co ludzie wyprawiali z Kelly Marie Tran. Myślę, że cały ten syf sprawił, że z mieszanej oceny (nieobiektywnej wg wielu komentujących bo nie zjechałem filmu do końca, a jednocześnie dostrzegam jego duże wady) przeszedłem do negatywnej.

Burzol: Tak jak mam niesmak po „Ostatnim Jedi”, tak samo mam niesmak po internetowych dyskusjach o „Ostatnim Jedi” (na szczęście rozmowy na żywo o tym filmie były całkiem udane). Najbardziej jestem ciekaw czy Epizod 9 zrobi cokolwiek, żeby ukoić ból tych, którym Epizod 8 sprawił przykrość.

Rusis: Każdemu może się film nie podobać lub podobać, kwestia gustu. Natomiast brak tolerancji dla odmiennego zdania stał się mam wrażenie nowym standardem w wielu okołofilmowych dyskusjach i nad tym ubolewam. A już całkowicie niedopuszczalne jest atakowanie ludzi, którzy po prostu robili swoje na planie - jak Kelly Marie Tran.


4. „The Clone Wars" wraca

Adakus: No i fajnie, może znowu obejrzę jakąś animację Star Wars.

adam: Czekam z sentymentu. Fajnie, że będą nowe odcinki TCW, ale czas aby niektórzy dorośli i zrozumieli, że to wcale nie jest specjalnie wybitne. Dobre, nawet bardzo, ale nie bez wad.

Burzol: Bardzo się cieszę na powrót Wojen Klonów. Uważam, że momentami to BYŁ wybitny serial, dużo ciekawszy niż to co oferowały nam prequele. W nowym powrocie klonów nie liczę jednak na jakieś szczególnie rewolucyjne opowieści, chciałbym raczej fajnego wprowadzenia do wydarzeń z „Zemsty Sithów”.


3. Zapowiedź serialu o Cassianie Andorze

Adakus: Akurat ta postać w „Łotrze” była niejednoznaczna, dobrze rozpisana, co daję mi drugą nadzieję na ujrzenie wartościowego i wyróżniającego się materiału.

Lord Sidious: Poczekamy zobaczymy.

Burzol: Jeżeli wraca Diego Luna do tej roli to ja się cieszę. Nawet jeśli to opowieść, której zakończenie i tak znamy.


2. „The Mandalorian" - start pracy nad pierwszym serialem aktorskim

Lord Sidious: Jestem pod wrażeniem jak fajnie Favreau bawi się mediami społecznościowymi. Podobnie jak to robił Ron Howard. Mnie to kupuje. Czasem coś wrzucą, przypominają się. Chciałbym więcej, ale kupuję takie akcje jak to z Willrowem Hoodem. Niby ukrywają główny kontent, ale jednocześnie dają coś w zamian, co wymaga prześledzenia zasobów i łączenia pewnych faktów.

Adakus: Seriale live-action to w końcu jakaś forma świeżości w uniwersum, przynajmniej jako medium odbioru. Jak zwykle mam nadzieję na dojrzalszą i wciągającą historię. To ta moja trzecia nadzieja, bo więcej nadziei już nie pamiętam... a nie była... ta w 1977 roku ;).

Burzol: Skoro już o czymś muszą kręcić serial aktorski, to może i dobrze, że o jakimś nowym mando. Ciekawi mnie obsada i ekipa tego filmu, cieszy “awans społeczny” Dave’a Filoniego. Dobrze, że to nie serial o Bobie.

Rusis: To jest dla mnie najważniejsza informacja roku. Na serial aktorski Star Wars czekałem od wielu lat, w końcu coś w tym temacie się ruszyło.


1. Premiera „Hana Solo".

Lord Sidious: Bardzo żałuję, że „Han Solo” nie miał premiery w grudniu. Pewnie utopiłby Mary Poppins Aquamanem, a tak niestety zbyt dużo negatywnych rzeczy skupiło się wokół tamtego filmu i nie zaistniał w świadomości szerokiej publiczności. Randomowa przygoda “Hana Solo” nie jest czymś, co koniecznie trzeba oglądać w kinie. Rozumiem to, i boleję nad tym, bo wiele osób nie dało temu obrazowi szansy. Ja byłem kilkanaście razy i pewnie poszedłbym jeszcze raz, bo mnie film Howarda się super podobał. A to co najbardziej mi się podoba to umiejętność wprowadzenia nowych, postaci, świetnie nakreślonych i jeszcze lepiej zagranych. Dryden Vos, Tobias Beckett, Qi’ra czy L3 niesamowicie rozszerzyli gwiezdny światek. Tych dwóch pierwszych panów chętnie bym zobaczył w jakimś spin-offie albo ew. serialu.

Adakus: Jak zwykle coś musiało się zepsuć. Tak jak połowa czasu filmu jest wyśmienita, tak ta druga zalatuje modnymi aktualnie trendami w kinie i na dodatek źle rozwiązanymi pomysłami. Mam jednak nadzieję, że ujrzymy przygody młodego Solo i Chewiego w formie serialu, bo to aż prosi się o kontynuację.

Burzol: „Han Solo" to mój ulubiony film Star Wars ze studia Disneya. To powrót do Nowej przygody, kinowego wesołego rollercoastera, przepełnionego fascynującymi postaciami i brawurowymi scenami pościgów. Film, który choć u podstaw swojego istnienia nie był szczególnie potrzebny fanom, ani masowym widzom, ale dzięki fantastycznej formie, czyli idealnemu połączeniu humoru i akcji, potrafił zawładnąć moim sercem. „Han Solo" to jest też film, który pewnie już na zawsze będzie mi się kojarzył z porażką marki Star Wars. Jestem przekonany, że słabe wyniki finansowe zatrzymały kilka nowych projektów w Lucasfilm. Na koniec, „Han Solo” to film, który przełamał tabu, udowodnił, że można wziąć tak klasyczną rolę jak Han Solo, dać ją nowemu aktorowi i ten zagra ją w zupełnie nowy świeży sposób, który wcale nie odstaje mocno od klasycznej wielbionej kreacji Harrisona Forda. Moim zdaniem Alden Ehrenreich jest fantastyczny w "Hanie Solo" i mam nadzieję, że wróci jeszcze do tej roli w przyszłości.

Rusis: „Han Solo" jako film mi się bardzo podobał. Natomiast brakowało mi wokół niego celebracji premiery takiej jaka związana była z poprzednimi produkcjami. Premiera filmu wyglądała jakby Disney sam się go lekko wstydził i chciał jak najszybciej o nim zapomnieć. Bez większej reklamy, bez zaangażowania.

Tworzenie L3-37

6

Industrial Light and Magic po raz kolejny promuje swoje dokonania przed oskarową rozgrywką. Umieścili kolejny filmik z kulisami efektów specjalnych do „Hana Solo”, tym razem o tworzeniu L3-37.

Nowe zdjęcia z Epizodu IX i nowe ploty

67

Na początek zdjęcia z Black Park koło Pinewood. MakingStarWars regularnie skanuje okolice. Wygląda na to, że filmowcy używają teraz śniegu, soli i jakiegoś popiołu starając się stworzyć coś, co nam najbardziej kojarzy się z Starkillerem. Czy to będzie nowa lokacja, czy może twórcy zaserwują nam jakieś retrospekcje? Zobaczymy.





Z podobnych plotek, pojawiają się różne sugestie, iż w Epizodzie IX zobaczymy planetę Batuu, czyli lokację parku Disneya – „Galaxy’s Edge”. Co ciekawe rok temu źródłem tej informacji był arcytroll Mike Zeroh. Tym razem jednak źródłem spekulacji jest książeczka Flight of the Falcon: Pirate’s Price Lou Anders. Tam znajduje się mapka galaktyki pokazująca trasę „Sokoła Millennium”, gdzie po Crait kolejną odwiedzoną planetą jest Batuu. Przypominamy, że Batuu a dokładniej Black Spire zostało wspomniane już w „Hanie Solo”. Więc kto wie, może i Mike coś w końcu trafnie przewidzi.

Według branżowych przewidywań, Epizod IX będzie jednym z najważniejszych wydarzeń filmowych roku, a tym samym jednym z głównych hitów. Dziennikarze jednak dość jednogłośnie wskazują tegorocznego lidera. Będzie nim prawdopodobnie inny film Disneya, a dokładniej „Avengers: Endgame”. Równie jednogłośnie wskazują, że film J.J. Abramsa poradzi sobie dość dobrze z konkurencją nie disneyową, zwłaszcza w bezpośrednim starciu z trzecim „Jumanji”. Przypominamy, drugie „Jumanji” miało być zaorane przez „Ostatniego Jedi”, ale nie wyszło. Film poradził sobie świetnie. Może trudno mówić, że deptał Epizodowi VIII po piętach, ale jego producenci mają nadzieję, na wywiązanie równej walki z finalną odsłoną trylogii sequeli. Dziennikarze nie podzielają tej opinii.

Podzielone są też głosy, czy Epizod IX będzie drugim najbardziej dochodowym filmem roku. Są trzy inne produkcje Disneya, które mogą prześcignąć film Abramsa w starciu w box office. Najmniejsze szanse, acz niezerowe ma „Toy Story 4” Pixara. Jeszcze groźniejsza wydaje się być „Kraina lodu 2”, jednak filmem, który może nieoczekiwanie najwięcej namieszać w przyszłorocznym box office będzie „Król Lew” w wersji Jona Favreau. Jak wyniki będą wyglądać naprawdę zobaczymy, dziś to trochę wróżenie z fusów, ale jedno jest pewne. Disneya czeka kolejny, bardzo dochodowy rok. Natomiast analitycy liczą, że Epizod IX zgarnie miliard, a także sugerują, że może mieć lepszy wynik niż Epizod VIII (choć tu już są ostrożniejsi).

Tymczasem my czekamy na jakieś oficjalne wieści, przede wszystkim tytuł. W przypadku „Przebudzenia Mocy” poznaliśmy go w listopadzie rok wcześniej, „Ostatni Jedi” został ujawniony w styczniu i na to właśnie teraz liczy wiele osób. Oczywiście jest kilka nowych tytułów w fanowskiej grze. Choćby: „The Knights of Ren”, „The Ashes of the Empire”, “The Rising Tyrany”, czy “A Spark of Hope”. Zaś jeśli chodzi o zwiastun (lub choć zwiastun zajawkowy), to źródła sugerują, że został on już zmontowany i pojawi się raczej wcześniej niż później. Kiedy? Niestety nie wiemy.

Ostatnio Todd Fisher wspominał o udziale Carrie Fisher w IX Epizodzie. Dodał do tego jeszcze jedną rzecz. Podobno jest zdziwiony tym ile jej jest w tej wersji filmu, którą widział. Nie będzie jej mniej niż w Epizodzie VII czy VIII. Zobaczymy.

Za to prawdopodobnie w filmie ponownie pojawi się Andrew Jack. Zagrał on członka Ruchu Oporu imieniem Caluan Ematt w obu częściach trylogii sequeli. Na planie jest obecny, bo jest trenerem wymowy dla aktorów, więc w tle bardzo łatwo można go wykorzystać.

Na koniec jeszcze jedna szalona plotka. Pisaliśmy już o „przekuciu” miecza przez Rey. Podobno nie wyjdzie jej to dokładnie, w efekcie miecz może być wzmocniony i jego ostrze bardziej będzie przypominać to, które ma Kylo Ren. Zwiastun na pewno pokaże nam miecze i będzie można to zweryfikować.

Mandaloriańskie ploteczki

8

Zaczynamy od Dave’a Filoniego i Pedro Pascala. Aktor, który gra główną rolę w serialu „The Mandalorian” udostępnił na swoim Instagramie szkice zrobione przez Dave’a. Oczywiście przedstawiające Mandalorianina.



Ciekawsze jednak oczywiście są plotki. MakingStarWars ogłosiło, że wiedzą, kogo zagra Nick Nolte. Jeśli ich informacje są prawdziwe, to wygląda na to, że nie zobaczymy go na ekranie. Jedynie usłyszymy. Nolte podobno będzie podkładał głos pod ugnaughta. Widzieliśmy ich w Mieście w Chmurach w „Imperium kontratakuje”. Bohater Nicka nie będzie generowany komputerowo (jak było z Rio i Jonem Favreau w „Hanie Solo”). Raczej będzie to maska animatroniczna, którą będzie nosić na sobie jakaś niewielka kobieta. Nolte pod koniec podłoży tylko głos. Za maskę odpowiada zespół Stana Winstona. Co ciekawsze, wygląda na to, że Nick Nolte nawet nie pojawi się na planie.

Inne ciekawe plotki mówią o pojawieniu się w serialu różnych łowców nagród. Część z nich znamy z ekranu. Podobno widziano tam na planie IG-88. Co ciekawe, droid ten je związany z grupą zwaną Droid Gotra, czyli kilkoma droidami będącymi łowcami nagród. Grupa ta była wspomniana w powieści Jamesa Luceno - Tarkin czy w komiksach o doktor Aphrze, teraz może się pojawić w serialu. Inny łowca nagród to trandoshanin, prawdopodobnie Bossk (choć to nie jest potwierdzone, zresztą analogicznie jest IG, może tylko inny droid, który tak samo wygląda).

Tymczasem w nawiązaniu do newsa o powiązaniu z Rebeliantami. Aktorka Tiya Sircar, która podkłada głos pod Sabine Wren, przyznała, że nie dość, że nie ma nic przeciwko, aby Sabine pojawiła się w „The Mandalorian”, to chętnie ponownie wcieliłaby się w tę rolę. Ciekawe, czy chodziło jej jedynie o głos?

Dokument o Sokole Millennium

6

Industrial Light and Magic opublikowało kolejny dokument o tworzeniu efektów do „Hana Solo”. Tym razem materiał dotyczy powstawania Sokoła Millennium.

Rok do premiery Epizodu IX

29

Już za dokładnie rok, czyli 20 grudnia 2019 do kin oficjalnie wejdzie Epizod IX „Gwiezdnych Wojen” w reżyserii J.J. Abramsa. W Polsce możemy śmiało założyć, że zobaczymy go co najmniej dzień wcześniej. Rok przed premierą to dobry czas na małe podsumowanie, tego co wiemy o nadchodzącym filmie.

Pierwszą osobą, która publicznie określiła Epizod IX jako finalną odsłonę sagi był zmarły producent dwóch pierwszych zrealizowanych części, czyli Gary Kurtz. Producent czasem przy okazji konwentów czy wywiadów opowiadał o danych, niezrealizowanych pomysłach George’a Lucasa. Jednym z nich było to, że w finałowej części w końcu mieliśmy zobaczyć Imperatora. To wykorzystano już w „Powrocie Jedi”, bo zmieniła się koncepcja. Kurtz opowiadał te historie w czasach, gdy Lucasfilm zarzekał się, że nie będzie już kolejnych filmów po „Zemście Sithów”. Jak wiemy sam Lucas wrócił do sequeli, gdzieś koło 2011, szkicując wstępnie nową trylogii. Ta początkowo powstawała przy współpracy z Michaelem Arndtem. Wszystko jednak się zmieniło, gdy Lucasfilm został przejęty przez Disneya. Wtedy, nowy szkic trylogii sequeli nadali J.J. Abrams i Lawrence Kasdan. Epizod IX jednak pozostał tylko szkicem i przez lata nikt się nim nie zajmował.

Gdy ogłoszono, że „Ostatniego Jedi” wyreżyseruje Rian Johnson pierwsze plotki (z czerwca 2014) sugerowały także, że napisze on i wyreżyseruje IX część. Jednak już oficjalne potwierdzenie (z marca 2015) mówiło, że Johnson zajmie się tylko VIII Epizodem. Film ten miał mieć premierę w maju 2017, a IX Epizod dwa lata później. Lucasfilm/Disney chciały mieć zapewnioną premierę w ciągu dwóch lat, więc z ich punktu widzenia Rian nie wchodził w grę. Choć jak twierdzi Ram Bergman wówczas Rian chętnie by wziął na siebie oba filmy.

W marcu zaczął się okres plotek na temat tego, kto stanie za sterami kolejnego Epizodu. Wśród często wymienianych osób pojawiał się J.J. Abrams, ale nie tylko on. Około lipca 2015 zaczęto w kuluarach wymieniać nazwisko - Colin Trevorrow i faktycznie w sierpniu 2015 został on oficjalnie ogłoszony reżyserem i scenarzystą. Szybko dołączył do niego Derek Connolly, z którym Colin tworzy praktycznie wszystkie scenariusze. Panowie bazowali na nowej wersji szkicu przygotowanej przez Riana Johnsona, ale mieli wolną rękę, a co ważniejsze własną wizję.



Czego by nie mówić o Colinie, to potrafi on dobrze wykorzystać media społecznościowe i bawić się z fanami, ale też mediami. Trochę w stylu, który potem widzieliśmy u Rona Howarda. Trevorrow miał swoją wizję Epizodu IX. Po pierwsze chciał, by główną postacią z klasycznej trójki, która zagra tu pierwsze skrzypce była Leia. Po drugie chciał też, by NASA pomogło w powstawaniu filmu. Chciał wysłać w kosmos kamerę by nagrać sceny, które potem posłużą jako tło przestrzeni kosmicznej. Zastanawiał się też, czy nie wykorzystać do tego kamer IMAX. Resztę filmu chciał kręcić na taśmie filmowej wysokiej jakości.

Colin jednak miał też grupę antyfanów, którym nie podobało się to, co zrobił z „Jurassic World”, ale jeszcze bardziej przerażało ich jego eksperymentalne kino, czyli „Powieść Henry’ego”. Tym filmem sobie nagrabił i zraził dość sporo ludzi. Co prawda, po drugiej części „Jurassic World” większość krytykujących, ale też producentów czy recenzentów, chciała by to jednak Trevorrow nakręcił trzecią część cyklu, to jednak warto pamiętać, że działo się to później. Wprost wynika to także z umiejętnego korzystania z mediów społecznościowych, gdzie potrafił przyznać się do błędów i nawiązać pozytywny dialog z zawiedzionymi widzami. Bez antagonizowania ich.

Trevorrow był jednak odwrotnością Riana Johnsona. Ten jak wiemy, szaleje w internecie, natomiast na planie, czy w relacjach z producentami jest spokojny i zrównoważony. Trevorrow obrósł w piórka po sukcesie „Jurassic World” i różne plotki twierdzą, że był trudnym współpracownikiem. Apodyktyczny, zadufany w sobie i nie dający się przekonać do niczego, jednocześnie bezkompromisowo broniący swojej wizji filmu.

Aż dziw, że prace nad Epizodem IX trwały spokojnie przez cały rok 2016. Carrie Fisher próbowała na Celebration Europe namawiać fanów, by domagali się występu jej psa, Gary’ego w filmie, powołując się na zwiększenie reprezentacji zwierząt w sadze. Johnson zaś zdradził, że zakończył swoje sesje z Trevorrowem i ten już samodzielnie pracuje nad kolejną częścią, raczej nie prosząc o jakieś zmiany, tylko o jedną krótką scenę. Ta ostatnia kwestia potem została poruszona przez tak Trevorrowa jak i Marka Hamilla, którzy nie chcieli jej poruszać przed premierą Epizodu VIII. Chodziło wprost o kwestię śmierci Luke’a Skywlakera. Mark i Colin podzielali wizję, by Luke zginął dopiero w Epizodzie IX i pewnie w inny sposób.



Problemy z Epizodem IX zaczęły się wraz ze śmiercią Carrie Fisher. Szybko wydano oświadczenie, że nie będzie tworzona w sposób cyfrowy, jak to miało miejsce w „Łotrze 1”. Ostatecznie uznano, że wykorzystane zostaną niewykorzystane sceny z Epizodów VII i trochę VIII. Po drodze pojawiły się plotki, że Leię mogłaby zagrać Meryl Streep. Pierwotnie założono, że śmierć Fisher spowoduje zmiany w scenariuszu, ale nie zmieni harmonogramu produkcji. Ogłoszono nawet datę premiery – 24 maja 2019. Niestety cały pomysł nad którym pracowali Trevorrow i Connolly zaczął się bez Lei sypać. Prace nad scenariuszem się przedłużały, Kathleen Kennedy i Bob Iger zaczynali się niecierpliwić. Współpraca z Trevorrowem robiła się coraz cięższa. W tym samym czasie Kathleen musiała gasić pożar na planie „Hana Solo” wyrzucając Phila Lorda i Chrisa Millera. Colin czuł już wtedy, że może go spotkać coś podobnego i komentował sprawę, kadząc publicznie Kennedy jak również rozumiejąc motywy Lorda i Millera. Scenariusz jednak nie był skończony, Kathleen dokoptowała kolejnego scenarzystę, Jacka Thorne’a. Wszystko wskazuje na to, że Trevorrow zareagował emocjonalnie i zamiast skorzystać z szansy eskalował konflikt, broniąc swojej wizji. Efekt był taki, że cała trójka scenarzystów wyleciała z Lucasfilmu, choć bez wielkiego huku. Także dlatego, że Thorne nawet nie został jeszcze oficjalnie ogłoszony współscenarzystą.

Kto miał zastąpić Trevorrowa? Właściwie wybory były dwa. Promowany przez Kathleen Kennedy – Rian Johnson, oraz przez Boba Igera – J.J. Abrams. Rian w tym czasie wiedział, że woli własną trylogię. Stanęło więc na Abramsie. J.J. wziął sobie współscenarzystę - Chrisa Terrio i zaczęli na nowo pisać cały scenariusz, niewiele bazując na tym, co już powstało. Epizod IX wówczas już miał zmienioną datę premiery, na 20 grudnia 2019. Abrams zapowiedział wprost, że chce także nawiązywać do prequeli. Później pojawiły się sugestie, że będzie raczej kontynuował swój pomysł z VII Epizodu, co będzie wymagało odkręcenie pewnych wyborów Johnsona. Pierwsza wersja scenariusza wylądowała na biurku Igera niecałe trzy miesiące po zatrudnieniu Abramsa i Terrio, w okolicach premiery „Ostatniego Jedi”. To też okres w którym zaczęto zdradzać, kto wróci. Daisy Ridley, John Boyega, Mark Hamill, Oscar Isaac oraz Adam Driver, czyli wszyscy zgodnie z przewidywaniami. Szybko ogłoszono również, że John Williams skomponuje muzykę do finalnej odsłony trylogii. Zdjęcia zaplanowano na lipiec 2018. Scenariusz był gotowy w kolejnej wersji w lutym, ale wciąż potem Abrams nad nim jeszcze pracował.

W międzyczasie Colin dawał o sobie znać, zachwalając swój scenariusz i swoje pomysły, które kłóciły się z wizją Riana, czyli przede wszystkim kwestię Luke’a Skywalkera. Trevorrow ewidentnie miał problem z pogodzeniem się, że nie zrobi tego filmu.

Zaczęły się także pojawiać plotki o udziale Billy’ego Dee Williamsa (potem potwierdzone) oraz nowej postaci kobiecej, która mogłaby być matką Rey lub Marą Jade. Inne plotki sugerowały pojawienie się Ewana McGregora (niepotwierdzona). W szalonych plotkach pojawiał się też Thrawn.

W lipcu ogłoszono obsadę. Do ekipy dołączyli: Matt Smith, Naomi Ackie, Richard E. Grant i Keri Russell. Potwierdzono także udział Lupity Nyong’o, Kelly Marie Tran, Joonasa Suatamo, Anthony’ego Danielsa i Billie Lourd, oraz wymienionych wcześniej osób.



W międzyczasie zaczęły pojawiać się zdjęcia z planu, oczywiście przecieki. Cześć z nich pochodzi z Pinewood i okolic, gdzie także zawitała nasza ekipa. Inne pochodzą z Jordanii (dokładniej z Wadi Rum). Jak widać na planie pojawiły się zwierzęta, zgodnie z życzeniem Carrie.

Wg przecieków tym razem J.J. Abrams jest bardziej wyluzowany i bardziej improwizuje. Kręci dużo materiału, ale jednocześnie dalej walczy z przeciekami. Zdjęcia w Jordanii zakończyły się już. Czy ekipa jeszcze gdzieś poleci? Zobaczymy. Wcześniej pojawiały się plotki o Laosie, obecnie mówią o ewentualnych zdjęciach gdzieś w Afryce. No i oczywiście o zamkach.

To na co czekamy teraz to jakiś materiał, zwiastun albo dokument zza kulis, który według przecieków może pojawić się przed końcem roku. Oby, umili czekanie.

Kolejny dokument o efektach

10

Industrial Light and Magic wciąż promuje siebie i „Hana Solo” w oskarowej rozgrywce. Trzeci dokument ukazuje scenę skoku na pociąg.



Z innych ciekawostek, „Han Solo” w styczniu trafi do amerykańskiego Netflixa. Film Rona Howarda będzie prawdopodobnie ostatnim filmem z sagi, który trafi do tego medium. Epizod IX i wszystko, co powstanie dalej, zapewne trafi już bezpośrednio do Disney+.

Muzyka z „Hana Solo” zdyskwalifikowana z wyścigu Oskarowego

30

Sezon oskarowy się zaczął. Powoli rozdawane są różne nagrody na podstawie, których bukmacherzy mniej lub bardziej trafnie określają oskarowe szanse filmów. Jednocześnie kalendarz Akademii jest nieubłagany. W niektórych kategoriach, jak choćby oryginalna piosenka i muzyka, trwa obecnie pierwszy odsiew. Niestety, ścieżka dźwiękowa „Hana Solo” skomponowana przez Johna Powella wraz z motywami Johna Williamsa została zdyskwalifikowana. Zdaniem Variety powód w tym przypadku był prozaiczny. Została ona za późno zgłoszona do Akademii. Termin upłynął 15 listopada. Wygląda więc na to, że ktoś w Disney lub Lucasfilm czegoś nie dopilnował. Szkoda.

Jednocześnie ILM dalej próbuje walczyć o nominację. Jak co roku wypuszczają krótkie filmy ukazujące efekty specjalne. Pierwszy filmik o Korelii prezentowaliśmy tutaj. Dziś drugi dokument o trasie na Kessel.

„Ostatni strzał” Hana Solo

Uroboros
7

Dziś wydawnictwo Uroboros zaprezentowało nam plan wydawniczy na rok 2019, dzięki czemu niedługo musieliśmy czekać na pełną zapowiedź pierwszej pozycji z tej listy. 16 stycznia do sprzedaży w sieci Empik ma trafić powieść „Ostatni strzał” autorstwa Daniela José Oldera w przekładzie Anny Hikiert-Berezy. Akcja powieści rozgrywa się zarówno przez wydarzeniami z filmu „Han Solo”, jak i po nim.

Doskonałe uzupełnienie filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. W książce przedstawione są wydarzenia poprzedzające historię opowiedzianą w filmie, a także to, co nastąpiło potem. Opisane są tu trzy okresy w życiu bohaterów: kiedy właścicielem Sokoła Millenium był Lando Calrissian i gdy statek trafił w ręce Hana Solo, oraz niedługo po bitwie o Endor. Dawno temu tajemniczy przekaźnik o nieznanej sile był jednym z najniebezpieczniejszych sekretów galaktyki. Wielu próbowało go zdobyć – i Lando Calrissian ze swoim droidem L3-37, i Han Solo z Chewbacką. Jednak twórca urządzenia, złowieszczy Fyzen Gor, skutecznie strzegł swojej tajemnicy. Mijają lata i Han zdążył już zapomnieć o szalonym wynalazcy. Próbuje odnaleźć się w roli męża i ojca. O ustatkowaniu się myśli również Lando. Jednak Fyzen Gor nadal chce wykorzystać groźne urządzenie, by na zawsze odmienić galaktykę. Han i Lando muszą go więc powstrzymać.



Temat na forum.

Jak powstawał pościg na Corelii

13

Industrial Light and Magic na swoim profilu opublikowało krótki dokument o efektach do „Hana Solo”. Tym razem koncentrują się na pościgu na Corelii. W filmiku można zobaczyć zarówno skończone ujęcia, jak i wersje bardzo surowe.

O warsztacie stworów i „Hanie Solo”

11

Kolejny z artykułów na oficjalnej ukazujący kulisy „Hana Solo” to efekt rozmowy z Brianem Herringiem. Herring jest operatorem kukiełek, blisko współpracującym z Nealem Scanlanem. Jednak film Rona Howarda to łączenie wielu technik, czasem wymagających ciekawych rozwiązań. Herring pracował już wcześniej przy „Gwiezdnych Wojnach”, zajmował się choćby BB-8, porgami, czy thala-syrenami.



Ogary koreliańskie


Ogary koreliańskie były grane przez prawdziwe psy. Dwa dobermany imieniem Blackie I Boyce, oraz dwa psy rasy Northern Inuit nazywające się Saxon i Elsa. Wszystkie nosiły specjalnie przygotowane dla nich stroje, w tym lateksowe struktury na mięśnie. Robiono je dokładnie w ten sam sposób jak tworzy się takie kostiumy dla ludzi. Stworzenie ich zajęło sześć miesięcy. Trzeba było zwrócić szczególną uwagę, by były one komfortowe dla zwierząt, a jednocześnie w żaden sposób nie ograniczały ich ruchów. Psy miały też szerokie pole widzenia i miejsce na oddech. W dodatku biegały dość szybko. ILM poprawił ich pyski komputerowo.

Psy te są doświadczonymi aktorami. Blackie pojawił się w „Hugo”, zaś Saxon i Elsa grały wilkory w „Grze o tron”.

Ale nie we wszystkich sekwencjach występują psy. Choćby nagrywanie ujęć speedera Molocha, który poruszał się dość szybko, powodowało pewne ryzyko, więc tam użyto kukiełek. Operowali je Colin Purves (odpowiadał za twarz Nien Nunba w „Ostatnim Jedi”) i właśnie Brian Herring. Siedzieli schowani w ładowni pojazdu i operowali szczekające psy.



Lady Proxima


Lady Proxima to kolejna kukiełka, którą operowało dziewięć osób znajdujących się w lub obok zbiornika wodnego na głębokiego na 20 stóp (ok. 6 metrów). Operowali oni ruchy węża (ogona) o podobnej długości (20 stóp – ok. 6 metrów). Ci, którzy operowali jej ręce chodzili w wodzie. Herring nawet wspomina, że niechcący się napił parę razy wody. Głównym operatorem Proximy był Dave Chapman, który odpowiadał za animatronikę twarzy i podkładał jej głos na planie. Dave także udawał Rio Duranta w przebraniu na Mimban i podpowiadał akrobatce Katy Kartwheel i reszcie obsady jak odpowiadać.

Szturmowcy z Mimban


Pewnym bonusem jest to, ze Dave Chapman i Damian Farrell, którzy „byli” pogrami i Yodą w „Ostatnim Jedi”, grają dwóch szturmowców, rzucających na Mimban Hana do „Bestii”.



Fanowskie droidy


„Han Solo” to pierwszy film z cyklu w którym nie ma R2-D2. Ale za to jest sześć innych jednostek R. Czyli we wszystkich filmach mamy ich 18 (wliczając C1-10P czyli Choppera w „Łotrze 1”). Większość z tych droidów zbudowali i operowali członkowie UK R2-D2 Builder Club.

Agrus Panox


Choć wiele osób wierzyło, że Argus „Sześć oczu” Panox był tworem grafiki komputerowej, to w całości praktyczne stworzenie. Wcielił się w niego aktor – Derek Arnold (grał wcześniej Pao w „Łotze 1”). Ruchy twarzy operowali Richard Coombs i Matt Denton. Sama głowa ważyła około 3,5 kilograma, miała jakieś 50 siłowników i specjalną, żyroskopową instalację zaprojektowaną i programowaną przez Dentona. Dzięki niej oczy mogły w sposób naturalny reagować na ruchy głowy Dereka, ustawiając się we właściwej pozycji. Dodatkowo każda szypułka mogła być operowana indywidualnie, a to dawało Argusowi przewagę w oglądaniu gry, jak również był to wspaniały aspekt komediowy.



Sabak i Fort Ypso


Wiele stworów chodzących wokół stołu podczas gry, podobnie jak aktorzy Alden Ehrenreich, Donald Glover czy Joonas Suotamo, poszli do tak zwane trzydniowej szkoły sabaka. Tam uczyli się zawiłości gry, tak by dodać autentyczności tej scenie.

W Forcie Ypso nad stworami pracowało 30 pracowników departamentu, a także 44 odtwórców. W sumie znajduje się tam 23 stwory i droidy.

Hirang Birren


Herring zagrał też Hiranga Birrena. Początkowo postać znana była jako człowiek-papuga, I dało się go dostrzec na jachcie Drydena. Później jego „odległy kuzyn” gratuluje Lando po wygranej w pierwszej rozgrywce sabaka. Chris Clarke, zbudował mechaniczną głowę i koordynował ruchy twarzy, a Colin Purves operował mówił Herringowi w którym kierunku powinien spojrzeć i co robić, bo widoczność w tej masce była ograniczona. Brianowi podoba się także to, że tę postać nazwano na jego cześć, przekręcając jego imię.



Herring o pracy


Brian uważa, że praca nad „Hanem Solo” to jeden z najważniejszych momentów jego kariery zawodowej. Był fanem sagi przez ponad 40 lat. Dziś jest bardzo dumny, że mógł w praktyczny sposób przyczynić się do rozbudowy świata, kiedyś wymyślonego przez George’a Lucasa.

John Powell o powstawaniu muzyki do „Hana Solo”

4

Tym razem na oficjalnej pojawił się artykuł o muzyce do „Hana Solo”, której autorem jest John Powell. Nowy kompozytor z powodzeniem połączył klasyczne elementy filmowej sagi ze swoimi własnymi pomysłami. Usłyszymy tu nie tylko odniesienia do Johna Williamsa, lecz także w tej symfonii swój akt napisał słynny maestro osobiście. Powell zaś dodał do tego wszystkiego choćby chór bułgarskich kobiet czy wuwuzele.



Wspaniały John Williams


Wszyscy doskonale wiemy, że Powell komponował muzykę do tego filmu samodzielnie, ale jest tu pewien wkład Johna Williamsa. Utwór „The Adventures of Han”. Dla Johna Powella wiązało się to z osobistym spotkaniem z legendarnym kompozytorem. Powell był z jednej strony wniebowzięty, z drugiej przerażony. Williams zaś okazał się zdumiewająco ludzki, oczywiście bardzo utalentowany, ale też uprzejmy. Dla młodszego kompozytora było spotkanie ze swoim mistrzem, a przy okazji niczym powrót do szkoły, bo można wtedy zrozumieć jak wiele w tej pracy jest jeszcze do nauczenia się. Powell wypowiada się o Williamsie w samych superlatywach.

Ścieżka „Hana Solo” jest też swoistym testamentem WIlliamsa. Zdaniem Powella jego umiejętności jako kompozytora osiągnęły taki szczyt mistrzostwa, który już nie istnieje. Williams pracuje na XIX wiecznych wzorcach, na których Powell także dorastał. Powell uwielbiał Bramhsa, Sibeliusa czy Czajkowskiego, ale gdy spojrzał na to, co zaproponował Williams, wiedział, że tę metodologię widział już wcześniej.



Początkowo jednak Powell pracował bliżej reżysera (Ron Howarda), montażystów i producentów, dopiero później włączył nowy temat Williamsa do swojej muzyki. Williams zaś zaprosił go do domu, zagrał mu na swoim pianinie dwa tematy. A – który miał być tematem Hana i B, który miał zobrazować jakieś poszukiwania. Powellowi oba się spodobały. W następnym kroku Williams rozpisał ten temat na całą orkiestrę. Jednocześnie zaproponował kilkanaście krótkich kawałków, które są wpisane w muzykę filmu.

Powell zaś, gdy dostał już wkład od Williamsa, w tym całą suitę początkową, mając trochę inną metodologię wrzucił wszystko do sekwensera i zaczął nad tym pracować. Wymieszał to tam ze swoimi tematami i pracował dalej, by uzyskać finalny efekt.



Odgrzewany Williams


John Powell nie ograniczył się do nowych kompozycji mistrza. Pożyczył sobie też inne tematy Williamsa, z poprzednich filmów, tak by było jasne, iż Han zmierza swoimi wyborami w tym filmie do momentu, w którym wyląduje na Tatooine.

Ron Howard chciał bardzo pokazać młodość, tak twierdzi Powell. Chciał pokazać bohatera, który bywa niechętny, czasem trudny, ale też jest pełen optymizmu. Dziesięć lat później widzimy, że pewne te cechy wciąż tkwią w Hanie, ale dorósł. Stał się bardziej cyniczny. Dlatego Powell uznał, że musi stworzyć muzykę mniej „formalną”, mniej poważną, niż tę która znamy z „Nowej nadziei”, czyli w pewien sposób młodszą.

Wykorzystywanie motywów wcale nie było takie łatwe i oczywiste. „Han Solo” jest innym filmem niż pozostałe w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Nie ma w nim Mocy, nie ma Rebelii, choć istnieje jakaś proto-Rebelia. Trudno więc wstawić tam pewne motywy. Ale w scenie, kiedy „Sokół” unika gór węgla podczas trasy na Kessel, Powell używa znanego z „Imperium” w polu asteroid, gdyż ta scena bardzo przypominała Powellowi tamtą.

Równie ważne co ukazywanie muzycznych aspektów tego świata, było też skomponowanie własnej ścieżki. Powell dorastał słuchając orkiestrowej klasyki, zanim odkrył ikony rocka takie jak Queen, Thin Lizzy czy Bruce Springsteen. Gdy dorósł, jego wysublimowany gust poszedł w kierunku elektrycznych brzmień jak Björk, Massive Attack, Sweet Honey and the Rock, a ostatnio Punch Brothers, czy Parno Graszt. Chwalił też Childish Gambino, czyli Donalda Glovera. To wszystko się składa na styl Powella. Tym razem jednak chciał, by miejscami było to bliższe Johnowi Williamsowi. Nie zamierzał go kopiować, ani udawać, zresztą jak sam twierdzi, nie ma takich umiejętności. Zawsze będzie gdzieś tam słyszalny. Ale chciał, by było słychać wpływ.



Walczeność kobiecości


Na Savereen słyszymy temat Efnys Nest, który śpiewa bułgarski chór kobiecy. Powell chciał byśmy spotykając po raz pierwszy Efnys na pociągu usłyszeli coś egzotycznego i nietypowego, czegoś z innego świata. Jakby przybył ktoś obcy. Jednocześnie bardzo podobały mu się chorały w „Mrocznym widmie”. Stąd pomysł, by tu wykorzystać chór. Ale uznał, ze chce by brzmiał on walczenie i kobieco. Sugerował silną kobietę, ale jednocześnie było to dość ryzykowne. W tym momencie filmu nie wiemy jeszcze jakiej płci jest Efnys, a muzyka nie powinna tego sugerować.

Powell doskonale wiedział, że typowy chór kobiecy nie da mu tego efektu którego szukał. Chciał by to było niesamowicie agresywne. Ten wybrany chór w Bułgarii nie śpiewa vibrato, więc jest w nim pierwotna agresja.

Niektórzy ze słuchaczy myśleli, że to grupa dzieci. Powell z tego się śmieje. I jest przekonany, że początkowo ten motyw może odrzucać, przestraszać, ale potem zapada w ucho, więc chyba zadziałało.

Głos kosmicznego monstrum


Scena trasy na Kessel to bardzo ważna część filmu. Powell musiał jednak nad nią mocno popracować, by muzyka pasowała do akcji filmu. To nałożenie starych utworów Johna Williamsa, jego nowych kompozycji oraz wkład własny Powella. Utwór „Reminiscence Therapy” to przez dłuższą część to odniesienia do innych filmów.

Ale im bardziej ucieczka robi się desperacka, tym bardziej zmieniają się utwory i ich klimat. Powell chciał czegoś bardziej szalonego, ale też trudniejszego dla orkiestry. Było to tym trudniej zrobić, gdyż Powell pisał muzykę w momencie, gdy scena nie była jeszcze w pełni skończona, wiele efektów specjalnych wciąż tworzono.

Kolejnym wyzwaniem była sekwencja z summa-verminoth, czyli olbrzymim mackowatym stworem, rozerwanym przez studnię grawitacyjną. Ron Howard chciał, by widzowi było trochę przykro z powodu śmierci kosmicznego potwora.

Powell szukał sposobu, by oddać bestię w muzyce, ale nie chciał tradycyjnych instrumentów. Pracował z sekcją dętą w Londynie, w Abbey Road Studios, prawdopodobnie z najlepszej klasy muzykami na świecie. Postanowił dać im wuwuzele, tanie, plastikowe trąbki używane powszechnie dzięki Mistrzostwom Świata w piłce nożnej w Południowej Afryce. Mają dość nieprzyjemny dźwięk. Tak więc, ci wykwintni i utalentowani muzycy grają na trąbkach po 3 dolary za sztukę. Dźwięk zaś jest trochę przerażający, słychać w nim samotność, strach i desperację.



Kurczak na obiad


Powell nie inspirował się popkulturą lat 70. Czy 80. Jak choćby kostiumolodzy. Ale wykorzystał postmodernistyczny funk. Piosenkę „Chicken in the Pot” napisał specjalnie na potrzeby „Hana Solo” by mieć numer w stylu kantyny, tyle że wykonany na jachcie Drydena. Nazwa pochodzi od konceptów. Gdy John przeglądał szkice sceny jakiś rok temu, zauważył małego stwora, który był w czymś w rodzaju garnka / słoika, jakoś mu się to skojarzyło z kurczakiem. Stąd pochodzi tytuł, ale nie wszystko, bowiem napisał też słowa, które po angielsku opowiadają o piosenkarzu, który zamierza zjeść kurczaka. Przetłumaczono to na huttański. To taki dziwny utwór w dziwnej części galaktyki, na przyjęciu dla jeszcze dziwniejszych osób. Powell po premierze filmu w Los Angeles był bardzo zaskoczony pozytywnym odbiorem publiczności. Zresztą sam przyznaje, że mu się film bardzo podobał. Jako kompozytor oczywiście ma bardzo istotny wkład w skończone dzieło, ale jednocześnie wciąż wiele rzeczy go zaskakuje na ekranie. Nie śledził przecież produkcji dzień po dniu. Pojawił się na planie raz, gdy Ron kręcił scenę z pociągiem.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.