Spis newsów (Przeznaczenie Jedi (Fate of the Jedi))

Troy Denning o czerpaniu inspiracji

oficjalny blog
4



Tym razem na oficjalnej zagościł Troy Denning, który postanowił spróbować swoich sił w blogowaniu, niejako promując tym samym swoją najnowszą książkę Crucible.

Gdy nowi przyjaciele dowiadują się, że piszę powieści z cyklu „Gwiezdne Wojny” ich pierwszym pytaniem jakie zadają jest prawie zawsze:
- Skąd bierzesz na to pomysły?
A ja nigdy nie wiem jak na to odpowiedzieć.
Gdy po raz pierwszy poproszono mnie o napisanie powieści „Star Wars”, wypaplałem:
- Świetnie. Mam kilka genialnych pomysłów na powieść „Star Wars”!
Odpowiedzią była bardzo uprzejma wersja czegoś w stylu „to miło, skarbie”.
Gdy już podpisałem umowę o warunkach poufności, dowiedziałem się, że grupa redaktorów i pisarzy spędziła cały poprzedni rok sekretnie planując główną oś fabularną czegoś co nazwali „Nową Erą Jedi” – dużej serii książek, z zarysowanymi wątkami fabularnymi i wieloma różnymi autorami. Opracowali już główny pomysł oraz listę głównych punktów zwrotnych do książki, która chcieli, bym im napisał. Moim zadaniem było ukształtować te pomysły w zarys fabuły, a następnie napisać powieść, która ostatecznie stała się Gwiazdą po gwieździe.
Więc kiedy zaoferowano mi możliwość napisania mojej drugiej powieści gwiezdno-wojennej, myślałem, że wiem jak to działa. Wszystko czego potrzebowałem, by móc zacząć pracować nad opowieścią, było powiedzenie tak.
Byłem głupcem.
Tym razem ekipa redaktorów w Lucas Licensing i Del Rey potrzebowała pojedynczej książki. Szukali opowieści, która eksplorowałaby by jak Leia dochodzi do wniosku, że jej ojciec nie zawsze był bezwzględnym sk...em, Sithem... Darthem Vaderem. Chcieli ukazać jak się dowiaduje, że kiedyś był uroczym, dobrym dzieckiem imieniem Anakin Skywalker i chcieli, by ujrzała go oczyma swojej babki, Shmi. Wymyślili, że dobrym sposobem do tego byłoby aby Leia znalazła pamiętnik Shmi. Myślę, że to prawdopodobnie był jedyny sposób by to zrobić, bo w „Gwiezdnych Wojnach” nie ma zbyt wielu duchów nie należących do osób czułych na Moc.
Na szczęście, właśnie czytałem Ilustrowany wszechświat Gwiezdnych Wojen Kevina J. Andersona i Ralpha McQuarriego. Zachwycałem się dawno zagubioną kolonią Killików z Alderaanu, stąd też wziął się pomysł na obraz „Killicki zmierzch”, który zrodził się gdzieś w mojej głowie. (Tak, przyznaję, lubię robaki). Mając ten pomysł jako początek, budowanie historii poszło stosunkowo łatwo. To, co musiałem, to zbudować historię krążącą wokół zagubionego dzieciństwa Anakina Skywalkera, pamiętniku Shmi oraz arcydzieła alderaańskiej mcho-sztuki. Rezultatem była Zjawa z Tatooine, którą się pisało równie dobrze, jak się ją wymyślało. (Znaczy ja się dobrze bawiłem. Czy wspominałem, że lubię sztukę robali?) Następnym przydziałem była seria książek w miękkiej okładce. Tym razem Shelly i Sue (moje redaktorki) wiedziały dokładnie czego chcą – książek.
- Napiszesz trzy z nich – mówiły. – Będą o czym chcesz, tylko mają mieć coś wspólnego z „Gwiezdnymi Wojnami”.
- Naprawdę? – zapytałem. – Mogą być o czymkolwiek?
- Cóż, dobrze by było gdybyś wymienił blastery, miecze świetlne czy Moc i trochę takich rzeczy. Ale oczywiście, że tak. Jesteśmy otwarte na wszelkie propozycje.
- Czy to mogą być historie o robakach? – zapytałem.
- Uh... – odpowiedziały.
- To świetnie – odparłem. – Mam mnóstwo wspaniałych pomysłów na dawno zagubioną kolonię Killików.
- Oh... – odparły. – Myślisz, że mógłbyś popracować też nad jakimś Jedi?
- Jasne – rzuciłem. – A co powiedzie na to, by Jedi stali się kimś w rodzaju robali?
I tak powstało „Mroczne gniazdo”.
Następnym razem moje redaktorki bardziej uważały, by eksterminować moje zainteresowanie robactwem. Kończyłem trzeci tom trylogii „Mrocznego gniazda”, gdy otrzymałem e-mail w niedzielę wieczorem, w którym przedstawiono pomysł na serię dziewięciu książek bez robali. (Tak, pisarze i redaktorzy pracują w niedzielę. Dzień jak każdy inny?)
Widziałem w tym rękę Mocy. Pracowałem wówczas nad Jacenem Solo przez te trzy książki, zastanawiając się, co dokładnie się z nim stało przez tą pięcioletnią podróż, którą przedsięwziął, by nauczyć się różnych ścieżek Mocy. I dochodziłem do dość ponurych wniosków.
Potem przyszedł e-mail, zawierający pomysły, a w mojej głowie odpowiedź stała się jasna. Vergere musi być Sithem. (Cóż już wcześniej zacząłem to potajemnie podejrzewać, pewnie jeszcze w czasach NEJ, ale teraz nie mogłem już temu zaprzeczać.) Vergere była Sithem. Dlatego tak skorumpowała Jacena swoimi nonsensami o „wstydliwych sekretach Jedi” czy „nie ma ciemnej strony”. Dlatego, że wszystko, co powiedziała Jacenowi było kłamstwem.
Vergere była Sithem.
Poza głupim wyobrażeniem, że Boba Fett jest najlepszy jako bezwzględny zabójca, to właśnie ten pomysł, żeby dla pewnej dość głośnej grupy czytelników stworzyć niekwestionowanego arcyszwarccharaktera Expanded Universe, mnie przekonał. Więc, żeby wyjaśnić sprawę mojej pozycji, jeśli nie czytaliście książek „Star Wars” Matta Stovera, tracicie część najlepszej, najbardziej prowokującej i przemyślanej space opery jaką wydano. W mojej wcale nie tak skromnej opinii, wszyscy studenci literatury powinni czytać Zdrajcę i Zemstę Sithów obok „Obcego” [Alberta Camusa, przyp. red.], „Jądra ciemności” czy „Nowego wspaniałego światu”.
Ale mimo to, wciąż nie kupuję tego, jak przedstawiano Moc w „Zdrajcy”. Wierzę, że Moc jest bardziej mitycznym, niż psychologicznym aspektem, jest bardziej kolektywna niż osobista. Jednak dwóch autorów „Gwiezdnych Wojen” ma swoje własne, różne wizje Mocy. Weźcie to pod uwagę.
(Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że ci, którzy znają Junga dobrze, mogliby się kłócić, że mityczny to znaczy psychologiczny i kolektywnie personalny. Ale ci którzy znają Junga dobrze, mogą się kłócić w sumie na każdy temat).
Jednak najważniejsze jest to, że pomysł „Vergere była Sithem” nie pochodził od filozofii Mocy. Dlatego tak spodobał się redaktorkom.
Bardzo im się podobał. (Pewnie dlatego, że nie wspomniałem o robakach).
W każdym razie, w ciągu tygodnia pomysł, by uczynić z Jacena Sitha został zaakceptowany jako główny wątek dziewięcioczęściowej serii, która stała się „Dziedzictwem Mocy”. Kilka miesięcy później (po tym jak przeprowadziłem dochodzenie i napisałem dwudziestosiedmiostronicowe „Vergere Compendium”, o którym wspominał Pablo Hidalgo w „Reader’s Companion”), mieliśmy pierwsze spotkanie twarzą w twarz w Big Rock Ranch, i zaczęliśmy – pisarze, redaktorzy i wielu innych ludzi – rozwijać wątki fabularne serii.
Więc tak powstało „Dziedzictwo Mocy”. Nie jestem pewien jak to dokładnie było z kolejną dziewięcio-książkową serią – „Przeznaczeniem Jedi”. Dostałem zwyczajnie e-mail, w którym pisano, że Del Rey i Lucas Licensing chcą kolejnej dziewięcioczęściowej serii, w której tym razem punktem wyjścia była odyseja Luke’a i Bena. Chcieli żebym napisał trzy książki, zupełnie tak jak przy „Dziedzictwie Mocy”. Aaron Allston już był zaangażowany, a Christie Golden została trzecią pisarką.
W tym miejscu ważne jest, by zrozumieć coś o pisarzach. Zazwyczaj pracujemy sami, w ciemnych gabinetach, a kiedy wyruszamy po zimną wodę, tam zazwyczaj nie ma z kim pogadać. Więc kiedy redaktor zbiera nas i proponuje nam darmową wycieczkę do Kalifornii, oraz możliwość pogadania z kilkoma innymi pisarzami, zakładam czystą koszulę i łapię transport na lotnisko.
Więc kiedy już się znalazłem w hotelu w San Francisco, z moimi przyjaciółmi autorami – Aaronem Allstonem i Christie Golden, nie było śladu redaktorów. Zebraliśmy się w pubie – jak autorzy robią to często, gdy dorośli nie patrzą – i rozmawialiśmy o tym co nowego jesteśmy w stanie wnieść do serii. Aaron tylko się uśmiechnął z błyskiem w oku, rozejrzał i zaproponował by przedyskutować to w spokojniejszym miejscu.
Po tym jak wymieniliśmy ze sobą kilka uwag przy drinkach, mieliśmy jedną z najbardziej produktywnych burzy mózgów w jakiej uczestniczyłem. Ale do dziś pozostaję przekonany, że Aaron miał pomysł na całą serię zanim w ogóle wsiadł do samolotu – zwłaszcza tajemniczy byt Mocy, który potem stał się Abeloth. W każdym razie, jego pomysły były genialne, i gdy spotkaliśmy się z redaktorkami rankiem następnego dnia, łatwo było nam sprzedać koncept Aarona jako fundament tego, czym się stało „Przeznaczenie Jedi”. Najważniejsze co dodaliśmy następnego dnia to był wspaniały pomysł Christie, by pierwszą młodzieńczą miłość Bena uczynić nastoletnią Sithankę.
Tak właśnie narodziło się „Przeznaczenie Jedi”.
To nas prowadzi wprost do dnia dzisiejszego, ponieważ następnym moim projektem był ten najnowszy „Star Wars: Crucible”. I przyznaję, że ten mnie przeraził.
Może nie od razu. Gdy przeczytałem e-mail opisujący czego chcą moje redaktorki – czegoś w stylu „ostatniej wyprawy/przekazania pałeczki” – w pierwszej chwili schlebiło mi to. To miała być bez wątpienia bardzo ważna książka dla Expanded Universe, ale też trudna do napisania. Uznałem to za komplement, że mnie o to poproszono.
Potem zacząłem układać całość. „Ostatnia wyprawa” Wielkiej Trójki? Nikt z redaktorów nie chciał uśmiercić żadnej z tych głównych postaci – zresztą ja też nie. Już mnie i tak wyznaczono, by opisać śmierci zarówno Anakina, jak i Jacena Solo, co dało mi reputację „mordercy do wynającia na EU”. Więc dołożenie kolejnej osoby do listy jedynie by to potwierdziło. Ja tego nie chciałem. Na szczęście nikt o to nie prosił.
Ale historia wciąż potrzebowała kręgosłupa. Ponieważ wiedzieliśmy dokąd zmierza EU, podczas naszej sesji burzy mózgów, wiedzieliśmy, że książka ta musi być mniej lub bardziej permanentna. „Mniej lub bardziej” zawsze jest jakieś rozmyte. Ale było jasne, że cokolwiek stanie się w tej książce, nie będzie mogło łatwo się odstać.
- Spraw, by to była duża odprawa – mówiły moje redaktorki.
Więc pomyślałem o czym wielkim. Skutkiem tego myślenia, starałem się jak najlepiej, był pomysł który nazwałem „mityczną fasadą”.
Moje redaktorki zasugerowały jednak coś mniej „fasadowego”. No i z pewnością nie tak szalonego. By przyciągnąć nowych czytelników opowieść musi uderzać w znane tony dla fanów trzech pierwszych filmów, znane, ale jednocześnie nowe – w końcu to ostatnia przygoda dziejąca się czterdzieści lat po „Powrocie Jedi”. Po kilku kolejnych próbach, w końcu uzyskaliśmy koncept uznany za „wystarczająco blisko”.
Dotychczas widziałem, że to ja straszę je, więc zabrałem opowieść i uciekłem. „Crucible” to dokładnie ten typ książki, który chciałem pisać, szybkie tempo, trochę hulanki, wypełniona akcją, spektakularna. Ale jednocześnie powołuje się na objawienia i introspekcję ciągnącą nas do punktu kulminacyjnego, a finał jest tak zaprojektowany by był zarówno ciosem fizycznym jak i duchowym.
Gdy kończyłem pierwszą wersję, zacząłem się martwić, że zabrnąłem z elementami duchowymi za daleko. Moja klatka zaczęła się zacieśniać, kiszki skręcać, więc zacząłem się wycofywać.
Na szczęście zawsze mogłem liczyć na niesamowitych redaktorów prowadzących moje książki „Star Wars”. Ekipa w Lucas Licensing zmieniła się trochę w ciągu kilku ostatnich lat, ale nadal pozostaje niesamowita, tak jak wcześniej. Po przeczytaniu pierwszej wersji, Shelly (w Del Rey) łagodnie nalegała, bym porzucił niektóre nudne sceny, oraz kazała mi wyciąć trochę makabrycznych rzeczy (sabacc w którym stawkami są ciała, szybko wymyka się spod kontroli). Tymczasem Jennifer (w Lucasfilm) kierowała mnie w kierunku granic streszczenia, zauważając gdzie należy zwiększyć emocjonalne natężenie, a gdzie wyostrzyć opisy, wskazywała też gdzie byłem zbyt ostrożny, zachęcała bym był bardziej wyrazisty. Shelly i Jennifer to niezwykły zespół i jestem bardzo wdzięczny za ich wkład.
A teraz, jestem tu gdzie zaczynałem, zdumiony, że miałem możliwość napisać o ostatniej przygodzie Wielkiej Trójki, która może być ich ostatnim wspólnym „hura”. Uwielbiam pisać te postaci, - jak zawsze – i jest to dla mnie wielki zaszczyt, że mogę ciągnąć dalej ich historię. Mam nadzieję, że fani „Gwiezdnych Wojen” będą mieć tyle zabawy czytając „Crucible” ile ja miałem pisząc to.

Wściekłe nowości 2013 na zachodzie

5

Ten rok zaczął się dużo spokojniej niż poprzedni jeśli chodzi o nowości wydawnicze. Pomijając premierę powieści The Last Jedi, o której pisaliśmy, z powieści ukazała się jedynie Apokalipsa w miękkiej okładce. Powieść Troya Denninga to zwieńczenie serii „Przeznaczenie Jedi”, w tamtym roku wydano to także w Polsce.

Skoro przy reedycjach jesteśmy to warto wspomnieć o The Jedi Path, w tym kwartale ukazała się trzecia edycja tego przewodnika, tym razem w wersji Kindle, iPad i Nook. Jest to wersja rozszerzona przewodnika, głównie jednak o to, na co pozwala technologia, a czego nie dało się uzyskać w klasycznie drukowanej książce. Znajdziemy tu zatem kilka interaktywnych dodatków, jak mapę galaktyki, schematy pojazdów, czy animowane lekcje posługiwania się mieczem.



Wielkie szaleństwo wydawnicze związane jest z grą „Angry Birds Star Wars”, a ta podąża trochę śladami LEGO. Wiąże się to z masą książeczek przeznaczonych dla najmłodszych odbiorców. Nie wszystkie jednak pojawiły się na rynku amerykańskim, kilka na razie zawitało jedynie w Wielkiej Brytanii. Kosztująca 12,99 USD „Ultimate Sticker Collection: Angry Birds Star Wars” wydawnictwa DK, to kolejny zestaw naklejek, będący mini-przewodnikiem po świecie gry. Tu dowiemy się więcej o Redzie Skywalkerze, Lardzie Vaderze, C-3PYolku, Hamie Solo i wielu innych wściekłych ptakach i głodnych świniakach. Zestaw składa się z ponad tysiąca naklejek. Ostatnio podobne rzeczy związane z LEGO wydało u nas wydawnictwo Ameet. W Wielkiej Brytanii ukazały się też dwie książeczki o nauce czytania związane z grą, acz DK zapowiedziało ich amerykańską premierę na czerwiec. Chodzi o „Angry Birds Star Wars: Lard Vader’s Villains” oraz „Angry Birds Star Wars: Yoda Bird’s Heroes”. Obie napisała Ruth Amos, powinny kosztować 3,99 USD. Obie te pozycje ukazały się już na rynku brytyjskim.

„Angry Birds Star Wars Sticker & Poster Activity Annual 2013”, to już produkt, który pojawił się jedynie na rynku brytyjskim. Wydawca – Pedigree, kosztuje to 5,99 GBP. W środku znajdziemy plakaty i naklejki oraz wiele innych zabaw dla najmłodszych.

Bardzo podobnym produktem jest też „Angry Birds Star Wars Super Doodle Activity Annual”, także wydawnictwa Pedigree, także kosztujący 5,99 GBP. W środku znajdziemy wiele rebusów i zabaw dla najmłodszych, wszystko okraszone gwiezdnymi, wściekłymi ptakami. Na razie nie ma planów amerykańskiego wydania.

Ruszyło się w temacie książek

11

Po kilku miesiącach marazmu, znów zaczęło się dziać w temacie książek. Oczywiście cały czas coś się dzieje, tylko twórcy niewiele nam zdradzają. Tym razem zaczęła puszczać parę Jennifer Heddle, która zaaprobowała okładkę do nowej książki Del Reya o której jeszcze nie wiemy. Potwierdzają to Frank Parisi i Erich Scheoneweiss, niebawem mają ogłosić, co to. Na razie tylko nakręcają atmosferę. Z pewnością nie będą to dwie tajemnicze książki Paula S. Kempa, choć w sieci można znaleźć też sugestię, że niebawem dowiemy się czegoś więcej także i o tej dylogii. Pozostaje nam czekać na zapowiedzi.

Tymczasem Jonathan W. Rinzler nadal pracuje nad albumem o powstawaniu „Powrotu Jedi”. Wiemy tylko, że znów coś szpera po archiwach, oraz, że zobaczymy tam zupełnie nowe wywiady z Lucasem, Fisher i Hamillem.

Po „Star Wars and History” czeka nas kolejny album, który zajmie się innym spojrzeniem na „Gwiezdne Wojny”. Będzie to „How Star Wars Conquered the Universe”, którą napisze Chris Taylor. Pozycja ta skoncentruje się tym razem na sadze i jej biznesowych oraz kulturowych wpływach. Pozycja powinna ukazać się w pierwszej połowie przyszłego roku nakładem wydawnictwa Basic Books. Autor jednak zapewnia, że będzie chciał oddać właściwą cześć wszystkim twórcom uniwersum, w tym artystom, projektantom gier, ekipie technicznej, ale też i pisarzom i innym osobom tworzącym Expanded Universe. Sam autor stwierdził, że zamierza przeczytać wszystkie książki i komiksy, jakie wyszły z logiem „Gwiezdne Wojny”.

John Jackson Miller ogłosił, że niedawno skończył pisać powieść „Kenobi”. Wysłał ją do wydawnictwa i czeka na uwagi. Podobno pierwszy pomysł na nią przyszedł mu siedem lat temu.

Również Martha Wells skończyła swoją książkę o Lei (pierwszą wersję) i wysłała ją do wydawnictwa, w dodatku jakieś 2 tygodnie przed terminem. Na razie nie wiadomo jaki będzie tytuł powieści, autorka zasugerowała redaktorom kilka. Powieść z serii „Rebels” może ukazać się jeszcze w tym roku, choć bliżej jego końca, ale na razie nie zostało to jeszcze określone. Wiemy tylko, że akcja książki dzieje się jakieś 2 lata po „Nowej nadziei” i że w 75-80% jest pisana z perspektywy księżniczki Lei. Więcej autorka nie chciała ujawnić.

O swojej książce, także z serii „Rebels”, pisze też Ty Franck, czyli połowa Jamesa S.A. Coreya. Według pisarza, plan powieści został zaakceptowany i zaczęli już pisać pierwsze rozdziały. Autor zastanawiał się też nad tym jak sobie poradzić z Chewbaccą i jego sposobem mówienia, tym, że Han zawsze ma głupie pomysły, a Leia jest mózgiem operacji. Jednak najbardziej zdziwił go odzew fanów, nie wiedział, że ludziom może tak zależeć na tej książce. Ty Franck chyba najbardziej znany jest z tego, że jest asystentem George’a R.R. Martina. Dla przypomnienia, drugą połową Jamesa S.A. Coreya jest Daniel Abraham, inny bliski współpracownik Martina.



Na koniec jeszcze informacja z Polskiego rynku, tym razem niezbyt pomyślna. Otóż okazuje się, że Kolekcja Książkowa Star Wars prawdopodobnie nie będzie kontynuowana. Amber zapytany dlaczego, odsyła nas do Edipresse, ci zaś zwalają winę na Amber. Na pocieszenie tym razem wieści z Empiku, w którym 22 stycznia 2013 powinien się ukazać pakiet pierwszych czterech powieści z cyklu „Przeznaczenie Jedi” w cenie 90,99 PLN (promocja z 99,90 PLN). Pakiet można zamówić tutaj. Dla przypomnienia, składa się on z powieści: Wygnaniec Aarona Allstona, Omen Christie Golden, Otchłań Troya Denninga oraz Odwet Aarona Allstona.

Redakcyjne podsumowanie roku 2012

10



W roku 2012 świąt się nam ani nie zawalił, ani nie skończył, a wręcz przeciwnie w pewien sposób zaczął na nowo. Taki rok jak ten aż się prosi o podsumowanie, więc o takie wspólne, redakcyjne się pokusiliśmy. Lista oczywiście jest jak najbardziej subiektywna, takie mieliśmy założenie.

16. Nowa karcianka na horyzoncie
Master of the Force: Fantasy Flight Games atakuje! Szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, że w najbliższym czasie ukaże się karcianka Star Wars. Gdy pojawiły się pierwsze zdjęcia kart, ta gra mnie urzekła. Grafiki na każdej z nich są przepiękne i nawet jeśli nie będę często w The Card Game grać, na pewno będzie to piękny dodatek do mojej kolekcji (z kolekcjonerskiego punktu widzenia). Nie mogę się doczekać polskiej premiery!
ogór: Kto by pomyślał, że starłorsy wrócą jeszcze w postaci gry karcianej? Może to nie będzie SW CCG, które już chyba na zawsze będzie miało szczególne miejsce w moim sercu, ale czekam z niecierpliwością, w dodatku będzie po polsku! Co najważniejsze ominie mnie to całe kupowanie boosterów i szukanie przydatnych kart, wszystko będzie już gotowe, zapakowane i czekało tylko na zakup. Jestem dobrej myśli, wizualnie karty są piękne, a sama rozgrywka? Zobaczymy...


15. Bitewniak X-Wing
Master of the Force: Od chwili ogłoszenia X-winga wiedziałem, że muszę go wypróbować. Nie mogłem odpuścić sobie bitewniaka osadzonego w moim ulubionym uniwersum. Dodatkowo, w przeciwieństwie do Star Wars Miniatures ukazała się oficjalna w 100% polska wersja, która gwarantuje dużą liczbę polskich graczy, z którymi niejedną bitwę na pewno rozegram. Będę śledził poczynania tego bitewniaka i życzę mu wielu pięknych modeli.
Nestor: Bitewniak a wraz z nim karcianka wracają na salony Star Wars. Czekam na rozwój tych dyscyplin i bacznie obserwuję popularność tych gier w Polsce. Najważniejsze, że wydawnictwo Galakta wydaje te pozycje w pełni po polsku, dzięki czemu ich popularyzacja stanie się znacznie łatwiejsza. Teraz potrzeba tyko licznych turniejów, lig i pokazów.


14. Angry Birds Star Wars
Lorn: Bardzo fajny pomysł, sprawdza się w małych i dużych dawkach. Świetna alternatywa dla lekcji czy wykładu.
Master of the Force: Ciekawa sprawa. Naprawdę ciekawa. Gram w to na Facebooku i bardzo mi się podoba. Na pewno to nie jest gra, za którą miałbym płacić 20zł, ale świetnie się sprawdza w zadaniu zabijacza czasu. Polecam!
ogór: Gram, ale na Facebooku. Boję się, że jak kupię wersję PC to już nie wyjdę z domu. Uwaga, wciąga!


13. Zapowedź Star Wars Detours
Lord Sidious: Star Wars: Detours, czyli serial komediowy, a raczej póki co tylko jego zapowiedź. Wygląda obiecująco, ale nie wiem jak to traktować. Humor jest rzeczą dość indywidualną, mnie bawi „Monty Python”, a nie „Family Guy”. No i ile można pociągnąć na takiej autoparodii? Prawdopodobnie gdyby nie inne wydarzenia, „Detours” byłoby dla mnie dużo ciekawsze, teraz to tylko takie coś, z czym nie wiem, co zrobić. Ciekawostka, ot co.
Lorn: Gdyby nie zmiana właściciela i obietnica nowej trylogii to uznałbym to za najważniejsze wydarzenie roku. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tego pomysłu, SW z humorem i bez nadęcia to jest to czego potrzebuje to środowisko, oby nie zabrakło odrobiny polotu.
Master of the Force: Jestem zwolennikiem gwiezdnowojennych parodii. Po kapitalnym Robot Chickenie Star Wars Detours jest jedną z rzeczy, na które najbardziej czekam. Mam nadzieję, że Seth Green i Matthew Senreich ponownie pokażą klasę i zaserwują nam ciekawy serial komediowy.
Nestor: Trochę boleję nad tym, że poza zapowiedzą na CEVI nie dostaliśmy nic więcej na temat Detours. Czy czasem nie jest tak, że jedyne materiały jakie powstały to te jakie wówczas zobaczyliśmy? Mamy już 2013 rok, więc w zasadzie w każdym momencie może pojawi się jakaś szczegółowa zapowiedź (kiedy premiera, ile odcinków, jaka stacja będzie go eitować). Dobrze by było gdyby nie był to tasiemiec, myślę, że 20 trzydziestominutowych odcinków w zupełności by wystarczyło.
ogór: Mam mieszane odczucia, ale jednak przeważają te “pozytywne”. Jeśli to będzie coś w rodzaju 20-minutowego odcinka, w którym żarty będą śmieszne i bardziej wyszukane niż te w “Family Guyu” czy “Robot Chicken” to jestem jak najbardziej na tak. Mam także cichą nadzieję, że będzie dużo żartów, które wyłapywać będą tylko fani SW a nie zwykli niedzielni widzowie.


12. Zapowiedź nowego Legacy
Lord Sidious: Prawdę mówiąc nowe „Legacy” jest dla mnie tak trochę oderwane od rzeczywistości, z wiadomych powodów. O ile pół roku wcześniej cieszyłbym się, że ta era dalej żyje, teraz tylko wzruszam ramionami i zastanawiam się, czy to w ogóle będzie kanoniczne. Dla mnie to chyba największe pudło roku, ale komiks trzeba będzie ocenić jak się ukaże.
Lorn: Moja ulubiona seria -zaraz po Dark Times, tylko czy ma teraz sens w kontekście trzeciej trylogii? Szczerze mówiąc, nie dbam o to i chętnie poczytam.
Master of the Force: Tego się nie spodziewałem. I jestem zaskoczony raczej pozytywnie. Nie obawiam się o spójność nowego Legacy z Trylogią Disney. Liczę na ciekawy, pełen akcji komiks. Mam nadzieję, że nowi twórcy wprowadzą świeżość do ery Dziedzictwa i nie popsują tej serii, która ma tak duży potencjał.
Nestor: Nie sądziłem, że KotOR i Legacy będą jeszcze kiedykolwiek wskrzeszane. Ale dostaliśmy KotOR: War i teraz kontynuację Legacy z Anią Solo. Jak ja lubię Polaków w SW.
ogór: O łał, nowe Legacy, suuuuper. Mamy Epizod VII zapowiedziany i.. teraz wszystko co po “Powrocie Jedi” ma teraz taki sens, że aż się boję.. Ale przeczytać przeczytam, ale bez jakiejś wielkiej euforii.
Shedao Shai: Mam wątpliwości co do sensu ciągnięcia ery Dziedzictwa akurat teraz, gdy są zapowiedziane nowe filmy ale nie podano jeszcze żadnych szczegółów. Komiksowe “Legacy” jest najprawdopodobniejszym typem do wylotu poza nawiasy kanonu (i mam szczerą nadzieję że na tym się skończy), więc zastanawiam się jak to wszystko wyjdzie. Jestem na tak, ale z poważnymi obawami.

11. Indiana Jones na BD
Lord Sidious: Tym razem nie „Gwiezdne Wojny”, a Indiana Jones, i to na Blu-ray. Kompletny, nie komplenty, w Polsce wydany w wersji z dźwiękiem właściwej jakości. Cóż uwielbiam to młodsze dziecko Lucasa (trzy pierwsze części) i jedyne czego mi brakuje to jeszcze „Kronik”. Może kiedyś. Natomiast sposób wydania (także polskiej wersji) to jest to, czego oczekiwałem przy „Gwiezdnych Wojnach”.
Lorn: Nareszcie - tak można by to najkrócej podsumować.
ogór: Pozycja na mojej “wishliście” jeśli chodzi o filmy na Blu-ray. Lubię “Indianę Jonesa”, moja mama też lubi, nie mogę się doczekać aż razem sobie zrobimy seans filmów z jej ulubionym aktorem, czyli Harrisonem Fordem : )

10. 10 lat Bastionu
Lord Sidious: Jak ten czas szybko leci. Najzabawniejsze jest to, że zaczynaliśmy przy nowej trylogii i teraz znów ciągniemy... na nowej.
Lorn: 10 lat Bastionu to dla mnie tak na prawdę 7 lat bo siedzę tu od 2005, sporo się wydarzyło i wiele wciąż może nas zaskoczyć - to jest najlepsze. W redakcji nieco ponad rok więc wszystko przede mną, to jak poznać Bastion na nowo.
Master of the Force: 10 lat to w internecie bardzo dużo. Nic tylko gratulować. Mam nadzieję, że Bastion będzie dalej funkcjonował przez następnych wiele lat. Sto lat, Bastionie!
Nestor: 10 lat to jak na fanowską, zupełnie niekomercyjną stronę bardzo dużo. Najważniejsze, że to nie koniec i będziemy pracować dla fanowskiej braci przez kolejne lata. Starzy newsani wracają do gry, a nowi wprowadzają wiele świeżej krwi. Jak tak dalej pójdzie (pomimo obiegowej opinii, że „Bastion schodzi na psy”) pociągniemy jeszcze przynajmniej kolejne 10 lat.
ogór: Bastion ma już 10 lat, jestem na nim od 2004, w redakcji od 2009... Zapał do pracy raz jest większy, raz jest mniejszy, ale najważniejsze, że jest i Bastion będzie rozwijany na pewno, szczególnie teraz gdy “Najnowsza Trylogia” na horyzoncie się pojawiła.
Shedao Shai: Bastionowi stuknęło już 10 lat, a tymczasem mi za miesiąc stuknie 10 lat z Bastionem. To spory kawał mojego życia, poznałem dzięki niemu wielu świetnych ludzi, wciąż mam zapał żeby tutaj pisać - teraz również jako redaktor. Szczerze mówiąc nie wiem, czy mój zapał do “Gwiezdnych Wojen” wciąż by trwał, gdyby nie Bastion.

9. „Apokalipsa” i finał przeznaczenia Jedi
Lord Sidious:
Finał „Przeznaczenia Jedi”. Kończy się pewna epoka, zapoczątkowana w 1999 Wektorem pierwszym. Przez prawie trzynaście lat, z pewnymi przerwami dostawaliśmy ciągnącą się książkową sagę. Oczywiście serie się zmieniały, podobnie jak i autorzy, czy nawet samo podejście, ale EU płynęło, historia się rozwijała, skończyło się skakanie po okresach. Owszem ono wciąż trwało, ale poza „głównym nurtem”. Tu mieliśmy sztywną chronologię i krokowy rozwój wydarzeń. Różnie można oceniać ten okres, podobnie jak i same powieści, czy ogólne wykonanie projektu. Sam zresztą miałem już objawy zmęczenia materiału. Ta historia rozrosła się, ale o ile samym „Przeznaczeniem Jedi” byłem zmęczony, o tyle Apokalipsa Troya Denninga trzeba przyznać trzyma poziom i okazała się dość satysfakcjonująca. W dodatku tym razem to już naprawdę koniec. Owszem jakieś odpryski już są zapowiedziane („Crucible”, „Sword of the Jedi”), ale perspektywa nowej trylogii zamyka definitywnie to dzieło. Nawet jeśli kiedyś z nim ruszą to już będzie coś innego. Osobiście cieszę się, że to już koniec i to w takiej formie, a sam chciałbym by EU dalej się ciągnęło, ale najlepiej w czasach Starej Republiki, oczywiście po jakimś czasie odpoczynku.
Lorn: Najlepsza seria od czasów... No właśnie, nie wiem od kiedy bo chociaż NEJ-ka miała lepsze pojedyncze pozycje to nie utrzymywała tak równego poziomu jako całość. Otwarte zakończenie z jednej strony nieco rozczarowało, ale z drugiej pozostawiło nadzieję na coś więcej. Tylko znowu kłania się problem nowych filmów i kanonu.
Nestor: Przed Celebration VI myślałem, że będzie to największe wydarzenie roku Star Wars – wielki finał, „wielkiej” serii. Czekałem na tą książkę bardzo bardzo długo, doczekałem się i dostałem to co chciałem, choć bardziej od kunsztu pisarskiego Deninga przemawiał do mnie klimat i epickość finału.
Shedao Shai: Po rozczarowaniu jakim dla mnie było “Dziedzictwo Mocy”, do “Przeznaczenia Jedi” podchodziłem od początku nieufnie - skończyło się tak, że wciąż tej serii nie ruszyłem i niezbyt mam na to ochotę. Ale to niewątpliwie koniec pewnej ery i początek następnej - zanosi się na większe zróżnicowanie tematyki i autorów piszących w czasach około-FotJ (X-Wing: Mercy Kill, Crucible, Rozdroża czasu, Riptide). Z entuzjazmem czekam na kolejne takie książki, opowiadające w końcu o czymś innym niż machinacje polityczne w Sojuszu Galaktycznym i Zakon Jedi zwalczający kolejne zagrożenia dla pokoju w Galaktyce.

8. TCW wciąż się ciągnie (99 odcinków, setny za pasem)
Lord Sidious: „Wojny klonów”, z różnych powodów częściej mam je okazję oglądać na dużym ekranie niż na małym, więc raczej są mi dość obojętne. Ale dobicie do 100 odcinków (no dobra, setny był w 2013), to jest coś. Wcześniejszym serialom się to nie udało. Ten wynik zasługuje na szacunek. Widać też olbrzymi postęp animacji, choć potem niestety wychodzą takie kulfony jak zestawienie Maula czy Opressa z Obi-Wanem. Ci pierwsi wyglądają cudownie, a Kenobi już jak ze starej bajki. Mam nadzieję, że serial, który zastąpi „Wojny klonów”, bo taki zapewne powstanie, dalej będzie rozwijał się tak wizualnie. Może płynnie nawet przejdziemy do tego aktorskiego?
Lorn: Fajna bajka, którą oglądam bez przekonania, ale i bez wstrętu. Wydaje mi się, że projekt spełnił swoje zadanie -podtrzymał zainteresowanie SW do czasu aż zacznie się mówić o nowych filmach i chwała mu za to. Oby już tylko nikt nie popełnił książek z tego okresu, albo chociaż nie w tym stylu. Dzieła pań Traviss i Miller do tej pory śnią mi się po nocach...
Master of the Force: Oprócz niespójności z kanonem nic nie mogę zarzucić The Clone Wars. Poziom większości odcinków jest wysoki. Ale niestety wszystko zawsze musi się skończyć. TCW pozostał 1, góra 2 sezony. Czas zacząć spekulować co zajmie jego miejsce :P
Nestor: Ten serial jest bardzo sympatyczny, ale dla jego legendy najlepiej byłoby gdyby skończył się na piątym sezonie. Dla mnie formuła TCW się już wyczerpała i wszystko co najlepsze mamy już za sobą.
ogór: Lubię “The Clone Wars”, ale ostatnio coraz mniej mnie ciągnie do tego serialu niż jeszcze chociażby rok temu.. Powoli już chyba odliczam do zakończenia tego serialu i czekam na jakiś nowy, może w czasach Starej Republiki? Marzenia...
Shedao Shai: Mijają lata, a “Wojny klonów” wciąż trwają, nieustannie siejąc spustoszenie w kanonie “Gwiezdnych Wojen”. Oby do 200 odcinków już nie dociągnęły. Sobie i Wam życzę końca tej żenady.

7. SW trzyma się w Polsce (Egmont, Amber i kolekcja, Ameet, deAgostini, SW Magazyn)
Lord Sidious: Jeśli chodzi o rozwój sagi w naszym kraju, to faktycznie widać pewien odwrót, ale jednocześnie saga nadal trzyma się dobrze. Amber ma niestety pewne trudności wydawnicze, ale na szczęście dla nas, nie dotyczy to tylko sagi. Choć oczywiście dobrze byłoby, aby szybko z dołka wyszli, bo to, że mają opóźnienia raczej dobrze nie wróży całemu wydawnictwu. Plusem są wznowienia, choć sam z tego nie skorzystałem, myślę, że wiele osób skorzystało. Szkoda, że tego nie będą kontynuować. Egmont trochę przegrupował swoje siły, ale też nadal wysoko dzierży swój sztandar komiksowy. I chwała im za to. Hachette w tym roku się nie popisało, ale rynek pustki nie toleruje i w ich miejsce doskonale weszło Ameet, które co pewien czas coś wydaje. DeAgostini utrzymuje się ze swoją kolekcją kultowych pojazdów, półek już mi na to brakuje, tak po cichu liczę, że skończą niebawem. No i jeszcze na koniec „Star Wars Magazyn”, nasz polski Insider, rozwija się, może wolniej niż byśmy chcieli, ale cały czas utrzymuje się na rynku, nawet pomimo kryzysu. 2013 może być gorszy dla wydawców, ale potem 2014-2015 to już z górki, saga znów będzie tętnić życiem. Patrząc jak to wyglądało choćby 15 lat temu, jestem zadowolony z obecnego rozwoju sytuacji sagi w Polsce. I tu dziękuję wszystkim wydawcom, dobra robota.
Lorn: Cieszę się z regularnego wydawania komiksów i książek (chociaż Amber ostatnio kuleje, ale trzymam za nich kciuki). Pojawiło się kilka albumów, za to chwała Egmontowi. Mam nadzieję, że kolejne lata pozwolą przynajmniej utrzymać tempo wydawnicze w Polsce, bo jest na prawdę dobrze.
Master of the Force: Jest naprawdę dobrze. Co miesiąc polscy fani mogą czytać nowe książki i komiksy w ojczystym języku. Bez tego nie byłoby u nas tylu fanów. Mimo, iż poziom niektórych magazynów jest marny, ważne że są i mam nadzieję, że z czasem się ich poziom poprawi. Ogólnie rzecz biorąc, polski rynek pozycji spod znaku SW jest naprawdę mocno rozwinięty. Niech to trwa jak najdłużej!
Nestor: Na mapie świata Star Wars jesteśmy prawdziwym fenomenem. Gwiezdne Wojny mimo kryzysu trzymają się u nas dobrze, a liczna grupa wydawców jest tego najlepszym dowodem. Najważniejsze, że pomimo mocnej konkurencji nikt nie odpada z naszego rodzimego rynku.
ogór: Coraz więcej produktów ze znaczkiem SW na naszym rodzimym rynku, dla mnie chyba za dużo. Nie to, że się nie cieszę z takiego obrotu, ale trochę sam nie wiem co już kupować, o ile komiksy Egmontu kupuję to już tej gazetki nie, książki Amberu głównie kupuję w Taniej Książce (wiadomo, bo taniej), Ameet mam dwie, może trzy książeczki bo jakaś tam promocja kiedyś była.. SW Magazyn kupiłem tylko pierwszy numer + te gdzie były moje teksty.. A o DeAgostini nie wspomnę, mam tylko Sokoła bo.. mama mi kupiła z ciekawości. Jakby tak podliczyć ile musiałbym wydawać co miesiąc na “polskie” SW... to aż smutno się robi człowiekowi. Pamiętam czasy gdy były albumy z EI czy EII, “Gwiezdne Wojny Komiks”...a potem lata posuchy... Teraz jest dla mnie za dużo. Ciekawi mnie jak długo to pociągnie zważywszy na fakt, że w 2015 czeka nas nowy film.
Shedao Shai: To wspaniałe że rynek SW w Polsce wciąż się trzyma, tym bardziej w obliczu kryzysu na rynku książkowo-komiksowym (który odcisnął się i na “naszych” wydawnictwach, ale mogło być dużo gorzej!). Dotarliśmy już do momentu, w którym każdy może wybrać sobie jakąś niszę, w której się odnajduje, która go najbardziej interesuje. Ja nieustannie od przeszło dekady zbieram wszystkie książki z Amberu, do tego na bieżąco kupuję wydania zbiorcze z Egmontu (Dziedzictwo, Mroczne czasy itd.). Resztę pomijam, ponieważ nie trafia w moje gusta, a w dodatku przestrzeń w moim pokoju kurczy się w tempie zastraszającym, ale to cieszy, że mamy u nas taki wybór.

6. Mroczne widmo 3D
Lord Sidious: Byłem kiedyś zwolennikiem 3D, ale to było na długo przed wszechobecnymi konwersjami. Teraz raczej unikam go jak ognia, ew. na natywne 3D mogę sobie czasem pójść. Niemniej jednak „Gwiezdne Wojny” rządzą się innymi prawami, 4,5 raza na „Mrocznym widmie 3D” tego dowodzi. Cieszy mnie powrót filmów na wielki ekran, choć oczywiście wolałbym by dodatkowo była wersja 2D. 3D się nacieszyłem już po pierwszym razie, potem chodziłem tylko na „Mroczne widmo”, więc niedociągnięcia konwersji jakoś mi nie przeszkadzały. Owszem premiera nie miała takiego klimatu jak nowe epizody, przypominało to raczej „Wersję specjalną”, ale mnie to pasuje. Nie lubię tłumów w kinach, a duży ekran to jednak duży ekran.
Lorn: Idąc do kina zawsze zaczynam od wybrania “płaskiej” wersji, ale to jest SW. Jeżeli dzięki szałowi na 3D mam zobaczyć całą sagę w kinie, to niech tak będzie.
Master of the Force: Gdyby to nie były Gwiezdne Wojny, pewnie bym na to do kina nie poszedł, ale fanostwo do czegoś zobowiązuje :P Najbardziej jednak cieszy sam fakt, że Star Wars powróciło do kin.
Nestor: Niezmiernie cieszyła mnie możliwość obejrzenia Mrocznego widma w kinie, ale technologia 3D totalnie mnie rozczarowała. Obraz był przyciemniony, a oglądanie po prostu mnie męczyło. Cieszyłbym się 10 razy bardziej, gdybym mógł obejrzeć tradycyjną wersję 2D tego filmu.
ogór: “Mroczne Widmo” był pierwszym filmem, którym zobaczyłem w kinie jeśli chodzi o SW, było to kino w starym stylu, film z taśmy, stare fotele.. Teraz “Mroczne Widmo” w 3D i nowe kino, cyfrowa jakość... Skok na kasę pana Luca$a? Co z tego, zobaczyć SW na dużym kinowym ekranie - bezcenne!
Shedao Shai: Skok na kasę? Jasne. Przeciętny wynik konwersji na 3D? Może tak. Ale mnie to nie obchodzi. Zobaczyć “Gwiezdne Wojny” na ekranie kinowym zawsze jest ekstra, nieważne czy w 3D czy nie. Bawiłem się bardzo dobrze i już nie mogę doczekać się premiery kolejnych części.

5. Dawn of the Jedi (nowa seria, nowa era)
Lord Sidious: Ta pozycja to dla mnie ciekawostka, bo jeszcze jej nie liznąłem. Dawn of the Jedi, nowa era, nowe komiksy. 25 tysięcy lat przed „Nową nadzieją”, kulisy powstania zakonu Jedi. Powiem wprost, nie specjalnie interesuje mnie ta historia, opowieści, czy jakieś perypetie bohaterów. Wystarczyłby mi porządny przewodnik, a dostaliśmy coś więcej. Mam nadzieję, że tym razem John Ostrander szybciej upora się z kreowaniem świata i będzie mógł się zająć akcją niż to miało miejsce w „Dziedzictwie”. A nawet jeśli mu się to nie uda, to niech kreuje ten świat. To coś, co chcę zobaczyć. Choć już raczej 2013 roku.
Lorn: Szczerze mówiąc wolałbym rozbudowanie historii od czasów TOR-a do powiedzmy Bane’a niż płodzenie na siłę okresu tak odległego. Wydaje mi się to przesadzone i niepotrzebne.
Master of the Force: Nie da się ukryć, Dawn of the Jedi to przełomowy projekt. Tak w cześnie osadzonej w gwiezdnej chronologii pozycji jeszcze nie było. Po pierwszych 7 zeszytach jestem zadowolony z efektu prac Johna Ostrandera i Jan Duuremy. Otrzymaliśmy solidny komiks z ciekawą fabułą w zupełnie nowym, niezbadanym światem. Jeśli jeszcze nie przeczytałe(a)ś Force Storm i Prisoner of Bogan (tyle ile na razie zostało wydane), leć i szybko nadrób tę pozycję. Naprawdę warto.
Nestor: Wyznaczenie nowej ery w chronologii Star Wars to wielka sprawa, liczyłem na rozmach ale zderzyłem się z rzeczywistością. Duet Ostrander & Dursema najlepsze lata mają za sobą, a prowadzenie tak wielkiego projektu stało się dla nich zbyt dużym wyzwaniem. Twierdzę, że projekt Dawn of the Jedi bardziej sprawdziłby się w roli książkowej serii, a tymczasem dostaniemy tylko jedną powieść – mam nadzieję, że na próbę początkową a nie dodatek do serii komiksowej.
ogór: Początki Zakonu Jedi.. Czasy archaiczne w Gwiezdnych Wojnach to chyba moja ulubiona era, uwielbiam “Opowieści Jedi”, jestem pasjonatem projektu “The Old Republic” jeśli chodzi o książki i komiksy, a teraz nowy komiks i nowa seria? Miodzio.
Shedao Shai: Początki Zakonu Jedi dotychczas były dla nas owiane tajemnicą, dopiero od niedawna rozmaici twórcy zajęli się przybliżaniem nam tematyki dotychczas legendarnej, a prym wiedzie w tym właśnie ta seria komiksowa. Mamy tu Tython, mamy Je’daii jako protoplastów pierwszych Jedi, mamy Bezkresne Imperium Rakatan w czasach swojej chwały. DotJ to prawdziwa uczta dla każdego fana “Gwiezdnych Wojen”, przepełniona - jak zawsze u Johna Ostrandera - różnymi nawiązaniami do innych dzieł EU, ale jednocześnie wolna od wszelkich ograniczeń. Nie możecie tego przegapić.

4. TOR free-to-play
Lord Sidious: „The Old Republic” przechodzi na tryb Free-to-play. Skorzystałem i nadal korzystam. Gra może mało RPGowa, trochę za dużo nużących walk jak dla mnie, ale świat i jego klimat po prostu cudowne. Zagłębiłem się i nie mogę wyjść z podziwu, móc łazić po Nar Shadda, Korriban, czy Alderaanie. Ta wtórność świata, która dla mnie źle wyglądała w książkach i komiksach, niesamowicie sprawdza się w grze, gdy można ten świat poczuć czy dotknąć. Z jednej strony jest bliski filmom, i to zarówno klimatom Imperialnym starej trylogii, jak i Jedi nowej, a jednocześnie daje możliwość grania wieloma Sithami. I jeszcze mnóstwo rzeczy wyciągniętych z EU. W sumie nieźle jest to nawet wymyślone. Powtórzę jeszcze raz, nie interesuje mnie zbytnio gra MMO, interesują mnie „Gwiezdne Wojny”. Z TORa pudełkowego byłbym bardziej zadowolony chyba nawet, ale tak mam nadzieję, że za szybko tej gry nie wyłączą. Ograniczenia zaś mnie śmieszą, da się z nimi żyć, zwłaszcza jak chce się tylko oddychać światem.
Lorn: Po wyjściu gry jakiś czas za nią płaciłem, potem mi przeszło. Teraz, gdy mamy FTP gram, bardzo lubię ten tytuł i jestem wdzięczny, że mogę poznać wątki główne wszystkich postaci. Inna sprawa to jak FTP zostało zrealizowane -za to wielki minus.
ogór: Nie gram w gry bo nie mam na czym, no chyba, że w te klasyczne albo jakieś starsze. Mało tego “The Old Republic” jako gra mnie nie obchodzi jakoś, wolę książki i komiksy z tego okresu.
Shedao Shai: Do TORa podchodziłem od początku pozytywnie, ale jednak gdy już wyszedł - nie grałem w niego. Ceny subskrypcji były dla mnie zbyt wysokie, zbyt mało znajomych zaczęło w niego grać, a mi trochę szkoda było czasu - nigdy nie byłem fanem gier komputerowych. O całym temacie zapomniałem, aż do czasu przejścia TORa na f2p (połączonego z obniżeniem ceny subskrypcji). Postanowiłem dać mu szansę i może pograć dzień-dwa, skończyło się tak że od połowy listopada mnóstwo wolnego czasu spędzam w grze, a subskrypcję mam już wykupioną na następne dwa miesiące. Podobnie jak LSa, nie interesuje mnie MMO, interesują mnie “Gwiezdne Wojny”. A gdy po raz pierwszy przebiegłem się po dolinie z grobowcami Sithów na Korribanie, wiedziałem że to jest to i spędzę w tej grze wiele ciekawych godzin. Parę dni temu skończyłem fabułę pierwszej klasy (Sith Warrior), w planach mam jeszcze dwie kolejne, a może i cztery?
Urthona: Cóż, nie wiem jak to jest być graczem FTP w dosłownym znaczeniu tego słowa, bo mam status Preferred. Chociaż to też ma swoje ograniczenia - np. brak dodatkowego doświadczenia przy wypoczynku w kantynie i na statku. Ale ogólnie gra się dalej przyjemnie :D

3. Darth Plagueis
Lord Sidious: Darth Plagueis... czemu tylko na trzeciej? Właściwie to wielką trójkę w tym roku było bardzo trudno wytypować. Rok był za dobry. „Darth Plaguies” Luceno w sumie to powieść z 2011, ale z ostatnich dni, więc do mnie dotarła na początku 2012. Owszem jest trudna, wymaga obeznania w EU inaczej może być nudna, ale to co utkał Luceno to majstersztyk. Oglądanie potem „Mrocznego widma” w kinie to niesamowite przeżycie. Zwłaszcza jak się ma świadomość, że... Dobra, nie wyszło jeszcze w Polsce, nie będę spoilerował. W normalnym roku byłaby to bez wątpienia pozycja numer 1, ale pech chciał, że to 2012. Ach ci Majowie. Dla wielu osób w Polsce pewnie to będzie arcydzieło 2013. Też czekam na polską wersję.
Lorn: Po nastawieniu ludzi, którzy czytali w oryginale, niecierpliwie czekam na rodzime wydanie.
Shedao Shai: Ta książka całkowicie zmieniła (na lepsze) moje postrzeganie “Mrocznego widma”. LS ma rację: oglądając je teraz i znając fakty z “Plagueisa”, niektóre sceny robią miażdżące wrażenie. Dobrze że już niedługo będzie dostępna w polskim wydaniu, polecam ją każdemu fanowi SW! To jedna z najlepszych rzeczy jakie przydarzyły się naszemu uniwersum nie tylko w minionym roku, ale nawet dekadzie.
Urthona: Jak pisałem w recenzji na forum, książka jest jednym wielkim nawiązaniem do wszystkiego co możliwe z EU. Fajnie było wyłapywać smaczki z książek i komiksów, które się przeczytało i z gier, w które się grało :P Uważam, że Luceno dał radę :) Poza tym cieszy mnie, że mimo przełożenia wydania książki nie zmieniono rasy Plagueisa, w końcu nie człowiek :D

2. Celebration VI (w tym zapowiedzi CE2 i AOTC i ROTS 3D)
Lord Sidious: Bardzo dobry konwent, wyprawa owszem trochę męcząca, nawet rzekłbym, że coraz bardziej, ale już wiem, czego się spodziewać i jak się tam zachować. George Lucas i Carrie Fisher mi wszystko zrekompensowali, ale to nie był koniec atrakcji. No i jeszcze ogłoszenia duszpasterskie, czyli kolejne Celebration Europe i dwie konwersje 3D w 2013. To nie zmienia faktu, że to największa impreza fanowska na świecie. Warto w ogóle coś takiego zobaczyć.
Lorn: Za ogórem -zazdroszczę Lordowi i Rusisowi możliwości spotkania tych wszystkich ludzi i “dotknięcia” tego uniwersum. Ostrzę zęby na CE2. Mówiłem już, że zazdroszczę Lordowi i Rusisowi?
Master of the Force: Niestety mnie tam nie było i pewnie długo nie zagoszczę na evencie tego typu. Fani Star Wars potrzebują takich imprez, które ich jednoczą i na szczęście mają Celebration. To właśnie tam są ogłaszane najnowsze pozycje z Expanded Universe, a fani mogą się spotkać z aktorami i pisarzami. Każde Celebration jest wydarzeniem niezwykłym, które należy śledzić nawet jeśli się nie jest na miejscu.
Nestor: Regularność tych wielkich imprez wypłaszcza ich znaczenie, bo wieści przekazywane tam nie są już szczególnie wielkie i do porównania z tymi przekazywane chociażby na SDCC, ale cieszy mnie że konwent Celebration zaglądnie ponownie do Europy.
ogór: Marzeniem każdego fana jest zobaczyć George’a Lucasa na własne oczy... Flanelowiec był na Celebration VI.. Zazdroszczę Lordowi i Rusisowi, bo dla mnie zobaczyć Lucasa to jak poczuć się spełnionym fanem. Sam wyjazd na Celebration to także jedno z moich marzeń, choć bardzo odległym jeśli chodzi o względy finansowe, tak samo jak wyjazd na Celebration Europe II.. A AOTC i ROTS w 3D? Czekam z niecierpliwością, SW znowu na dużym ekranie.
Shedao Shai: Bardzo cieszę się na nadchodzące CE2 w Essen, będzie to mój pierwszy oficjalny konwent gwiezdnowojenny. Najbardziej liczę na to, że spotkam jakichś autorów książek SW, chociaż oczywiście atrakcji będzie całe mnóstwo i pewnie niejednym punktem programu mnie zainteresują.

1. Nowa trylogia i przejęcie przez Disneya oraz zmiany w LFL
Lord Sidious: Numer jeden to oczywiście zmiany w Lucasfilmie i to, co z tym związane. Kathleen Kennedy nowym szefem, emeryturki dla kilku wygów, Disney nowym właścicielem, a w końcu najważniejsza informacja – nowa trylogia (i to pewnie nie koniec). To kop, którego saga potrzebowała i od razu zaczął mieszać. Znów weszliśmy w ciekawy okres, w którym dopiero wyczekujemy czegoś na horyzoncie. Tym razem jednak nie mamy bladego pojęcia ku czemu dążą nowe epizody. Ja jestem bardzo nakręcony na nowe filmy. Dla mnie to właśnie one były podstawą uniwersum, czymś co mnie do niego przyciągnęło. Świetnie, że nowe pokolenie będzie miało swoją sagę, choć mam nadzieję, że Disney nie rozmieni jej na drobne.
Lorn: Wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. Mam nadzieję że spustoszenie przez nią poczynione nie będzie porównywalne z tym jakie zrobią nowe epizody w kanonie. Ostrożny optymizm i wiele obaw, chcę nowych Gwiezdnych Wojen bo dzięki temu Saga żyje. Mam tylko nadzieję, że to nie będzie Trylogia tylko dla nowego pokolenia fanów, mam nadzieję, że Ci starsi, też znajdą coś dla siebie. A w ramach poprawienia nastroju, proponuje sprawdzić kto był do 2010 roku właścicielem marki Pulp Fiction ;)
Master of the Force: Najpierw było ogromne zaskoczenie. Od samego momentu ogłoszenia tego newsa dekady (jeśli nie więcej?) byłem pesymistycznie nastawiony w stronę Disneya, jednak z czasem zmieniłem zdanie i teraz cieszę się na te zmiany, jakie niesie nowy właściciel Lucasfilmu. Nic uniwersum Star Wars nie mogło bardziej pomóc jak nowe filmy. Przecież to od nich się wszystko zaczęło. Mówię wam, będzie dobrze, Gwiezdne Wojny będą dalej się rozwijać za sprawą Disneya i przybędzie niedługo nowa fala fanów! Nie mogę się doczekać 2015 roku!
Nestor: Wow, byłem w wielkim szoku czytając na bieżąco relację z tego przejęcia. Zapowiedź nowych Epizodów to najważniejsza informacja w zasadzie od 20 lat. Wieści o „The Clone Wars” i „Detours” bledną przy tym wydarzeniu. Historia dzieje się na naszych oczach, będziemy pewnie o tej chwili opowiadać swoim dzieciom, a może nawet wnukom – w końcu Star Wars z Disneyem ma nie zginąć nigdy.
ogór: Im dłużej Lucasfilm jest w rękach Disneya i oswajam się z tą myślą, tym coraz bardziej opada fala euforii, która mnie ogarnęła jeśli chodzi o nowe filmy. Teraz do nowej Trylogii podchodzę coraz bardziej z dystansem, ale jeśli chodzi o samodzielne filmy (nieważne czy kinowe czy telewizyjne) spod znaku Gwiezdnych Wojen - jestem jak najbardziej na tak! Najbardziej mnie zastanawia co dalej z książkami i komiksami, których akcja dzieje się po “Powrocie Jedi”, to wszystko do kosza? Oby nie! Ale żeby nie było, że narzekam, obawy są, ale w głębi serca wiem, że i tak pójdę do kina na nowe Gwiezdne Wojny.
Shedao Shai: W redakcji byliśmy co do tego zgodni, bo i jest to kwestia oczywista: wydarzeniem roku w “Gwiezdnych Wojnach” było przejęcie Lucasfilmu przez Disneya oraz ogłoszenie nowych epizodów. Dla mnie jest to wiadomość jednoznacznie negatywna. Disney dzisiejszych czasów nie kojarzy mi się z niczym dobrym, a ich pierwsza decyzja (nowe epizody) tylko potwierdza moje obawy. Już nawet nie chodzi mi o prawdopodobne problemy z istniejącym kanonem czy też możliwą kiepską jakość E7-9. Dla mnie filmowe “Gwiezdne Wojny” to (zgodnie z tym co powiedział kiedyś Lucas) historia Anakina Skywalkera, a ta już jest zamknięta. Ja po prostu nie chcę nowych filmów, jakiekolwiek one by nie były. Trzeba wiedzieć kiedy skończyć.

I to na tyle, jeśli chodzi o nasze podsumowanie. Wszyscy zgadzamy się z tym, że rok 2012 był nieprzeciętny. A co waszym zdaniem było tym najważniejszym wydarzeniem roku?

Książkowo listopadowo

14

W tym miesiącu niewiele się działo, jeśli chodzi o plotki książkowe. Wszyscy także w Del Rey i LFL byli podekscytowani wieściami o nowych epizodach. Dodatkowo „pusty” okres spowodował huragan Sandy, który wstrzymał pracę w Del Rey na parę dni, święto dziękczynienia i koniec sezonu konwentowego. Niestety najbardziej nurtujące nas pytanie, jak nowa trylogia wpłynie na EU nadal pozostaje otwarte. Jennifer Heddle na twitterze sama przyznała, że nawet w Lucasfilmie jeszcze tego nie wiedzą. Jak będą coś wiedzieli, dadzą znać. Na razie pracują jakby nic się nie zmieniło. Jennifer przyznała tylko, że świetnie będzie pracować nad adaptacjami powieściowymi nowej trylogii.

Za to mamy małą ciekawostkę z Polski. Otóż Amber nadal nie wie czy i w jaki sposób będzie kontynuowana Kolekcja książkowa, ale już teraz wiadomo, że w na przełomie lutego-marca pojawi się pakiet pierwszych 10 tytułów z tej kolekcji w cenie 49,90 PLN.

„Vader’s Little Princess” to książeczka Jeffreya Browna, autora Darth Vader and son. Jak łatwo się domyśleć będzie to sequel ukazujący w niecodzienny sposób relację Lorda Sithów i jego córki. Forma bardzo podobna do oryginału, cena pewnie też – koło 15 USD. Pozycja ta ukaże się w kwietniu 2013 nakładem wydawnictwa Chronicle Books.

Crucible Troya Denninga zmienia tylko swoją datę premiery. Raz jest 2 lipca 2013, raz 16, a ostatnio stanęło na 9, rok i miesiąc pozostały bez zmian.

„Winner Lose All” to kolejny e-book, tym razem Timothy Zahn promuje w ten sposób swoją najnowszą powieść Scoundrels, zapowiedzianą na początek 2013. E-book będzie dostępny od 10 grudnia w cenie 1,99 USD, a jego główną postacią będzie Lando.
Lando Calrissian jest za pan brat z turniejami karcianymi, ale ten ma naprawdę elektryzującą atmosferę. Głównie ze względu na nagrodę, którą jest rzadka rzeźba warta 50 milionów kredytów. Jeśli Lando nie będzie ostrożny, zbankrutuje, zwłaszcza po spotkaniu z dwiema identycznymi bliźniaczkami, Bink i Tavią Kitik, doskonałymi złodziejkami, które mają powody wierzyć, że rzeźba jest falsyfikatem. Siostry Kitik są przepiękne, groźne i zdeterminowane by dowieść swego, no i przekonały Ladna by pomógł im ujawnić oszustwo. A co jeśli intryga jest o wiele bardziej skomplikowana, jeśli ktoś z ukrycia rozdaje wszystkie karty, a jego jedynym rozwiązaniem na każdy nieoczekiwany problem jest morderstwo?
Poza Landem zobaczymy jeszcze Hana Solo i Chewbaccę, wszyscy oni będą zamieszani w tę niebezpieczną grę.

Tyle jeśli chodzi o plan wydawniczy, druga sprawa to premiery. Zdecydowanie najważniejsza książkowa premiera miesiąca to TOR: Annihilation Drew Karpyshana (o którym pisaliśmy tutaj).

W tym miesiącu ukazała się w USA także Hegemonia Christie Golden z serii „Przeznaczenie Jedi”, tym razem w miękkiej okładce. Cena przedruku to 7,99 USD. Obie pozycje w USA wydało wydawnictwo Del Rey.

Nakładem wydawnictwa Wiley ukazał się album „Star Wars and History” pod redakcją Nancy Reagin i Janice Liedl, a ze strony LucasBooks Jonathana W. Rinzlera. Album koncentruje się na pewnych inspiracjach i podobieństwach sagi do historii. Od starożytnego Egiptu, przez Cesarstwo Rzymskie czy Rewolucję Francuską, aż po wojnę w Wietnamie. Poznamy historyczne wydarzenia, postaci, które zapisały się w historii, zarówno bohaterskimi czynami jak i zbrodniami, ale spojrzymy na nie przede wszystkim ze względu na ich wpływ na proces kształtowania się sagi. Album pokaże jak bomby atomowe i wodorowe doprowadziły do powstania Gwiazdy Śmierci, jaki wpływ na postępowanie księżniczki Lei miały kobiety z francuskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej, czy rewolucji meksykańskiej. Przeanalizowane zostały podobieństwa między kodeksem Jedi a Bushido, a także o niewolnictwie, nastoletnich królowych, międzynarodowych kompaniach i o tym jakie to wszystko ma odzwierciedlenie w sadze.
Całość ma 344 strony i kosztuje 29,95 USD. Zgodnie z tym, co pisał Jon Rinzler, to dopiero pierwszy tom tej naukowej serii.


„Star Wars: Obi-Wan Kenobi, Jedi Knight” to kolejna pozycja wydawnictwa Dorling Kindersley przeznaczona dla najmłodszego czytelnika, tym razem umiejącego już czytać samodzielnie. Książeczka Catharine Saunders koncentruje się na postaci Obi-Wana. Ma aż 48 stron i kosztuje standardowo 3,99 USD.


Na koniec jeszcze jeden album „Star Wars: The Ultimate Action Figure Collection: 35 Years of Characters” autorstwa Steve’a Sansweeta. Wydany przez Chronicle Books ma 352 strony i kosztuje 40 USD. Jak łatwo się domyślić to obowiązkowa pozycja dla kolekcjonerów, a jej zapowiedź znajduje się tutaj.

Sierpniowe premiery książkowe

0

W tym miesiącu niestety ciężko jest ogarnąć wszystko, gdyż niektóre pozycje wychodziły tylko na Celebration VI. Za to warto wspomnieć o przedruku w miękkiej okładce amerykańskiego wydania "Wyroku" Aarona Allstona.


"Star Wars Origami" Chrisa Alexandra to podręcznik, dzięki któremu będzie można złożyć 36 różnych figurek z origami. Wydane przez Workman Publishing Company to dzieło kosztuje 16,95 USD i ma 272 strony. Przedmowę napisał Tom Angleberger.

Scholastic przygotował natomiast kolejną porcję swoich produktów na wrzesień, ale jak to Scholastic, najczęściej wydaje wszystko wcześniej. Tak jest i tym razem. Pierwsza pozycja to Star Wars Phonics, którą napisał Quinlan B. Lee. To zestaw 10 książeczek i dwóch zeszytów dla najmłodszych (5 latków). Całość kosztuje 12,99 USD i pewnie dzieciakom dostarczy więcej zabawy niż czytania.

Trochę starsze dzieci dostały "LEGO Anakin to Rescue" Ace'a Landersa. Całość oczywiście bazuje na LEGO Star Wars i jest luźną adaptacją pewnych fragmentów filmu. Cena to 3,99 USD.

Za to nowa powieść młodzieżowa z Maulem "Shadows Conspiracy" tegoż wydawnictwa została przesunięta na rok 2013.

Uratuj domostwo Larsów - album, czyli tak w ogólnym skrócie. Mark Dermul jest znany w środowisku fanowskim głównie dzięki swoim wyprawom do Tunezji oraz odnawianiu zalewanego corocznie domostwa Larsów. W tym roku odbyła się kolejna wyprawa (więcej), podczas której odbudowano to miejsce. Mark Dermul postanowił wydać album, w którym opisuje proces restauracji. Album nosi tytuł "Save the Lars Homestead", ma 246 stron, kolorowe zdjęcia i twardą okładkę. Ma też wyjątkową cenę, kosztuje 67,90 USD. Można ją kupić tutaj.

Warto dodać, że nie jest to pierwsza książka Dermula, wydawał już swoje przewodniki nt. odwiedzania lokacji w Tunezji czy Norwegii. Wszystkie te pozycje nie są autoryzowane przez Lucasfilm.


X-wingi ukazały się w e-booku, a przynajmniej w Stanach, nakładem Del Reya.

E-book zawiera dziewięć poprzednich części serii X-Wingi, tak Aarona Allstona jak i Michaela A. Stackpole'a. Kosztuje 56,99 USD, co jest ciekawą ofertą, gdyż normalnie książki te osobno, nie zależnie czy kupione w wersji elektronicznej czy papierowej, kosztują po 70 USD.

Klasyczne powieści z serii X-Wingi to oczywiście zapowiedź dziesiątego tomu cyklu, który pojawi się w przyszłym tygodniu.


Gratka dla kolekcjonerów na Celebration VI. Na konwencie będzie można kupić ciekawą książkę dla kolekcjonerów, którzy zajmują się zbieraniem monet wydanych przez firmę Kenner. Będzie to "Coining a Galaxy", która będzie zawierać historię monet, które zaczęły się pojawiać o 1984. Dodatkowo zostały skatalogowane wszystkie wydane przez Kennera monety, są zdjęcia, statystyki oraz wartość kolekcjonerska. Autorami są James Gallo i Mark Salotti, kolekcjonerzy. Książkę będzie można kupić na Celebration VI, resztę egzemplarzy zapewne w Internecie. Całość ma mieć 82 strony, cena na razie nie znana.

"Apokalipsa" w Polsce

Amber
10

W księgarniach w Polsce można już dostać ostatnią część z dziewięciotomowej serii Przeznaczenie Jedi. "Apokalipsa" autorstwa Troya Denninga została przetłumaczona przez Błażeja Niedzińskiego. Powieść liczy sobie 384 strony, a jej cena okładkowa wynosi 39,80 zł.

Ostatni tom bestsellerowego cyklu Przeznaczenie Jedi
W oszałamiającym finale serii Przeznaczenie Jedi dochodzi do starcia Jedi i Sithów, a polem bitwy jest Coruscant.
Dla Sithów to szansa na odzyskanie władzy nad galaktyką, która na długo o nich zapomniała. Dla Abeloth to ogromny krok na drodze do zawładnięcia wszelkim życiem, jakie gdziekolwiek istnieje. Dla Luke'a Skywalkera to wezwanie, by raz na zawsze pokonać Sithów i ich straszliwą nową władczynię.
Na całej planecie oddziały Jedi przeprowadzają błyskawiczny i zaskakujący atak. Jednak zwycięstwo nad przebiegłą i okrutną Abeloth w zaplanowanej przez nią ostatecznej rozgrywce nie jest przesądzone. Kiedy Luke, Ben, Han, Leia, Jaina, Jag i ich sojusznicy przygotowują się do zadania decydującego ciosu, poznają przerażającą prawdę o tym ucieleśnieniu Ciemnej Strony, która wstrząśnie Zakonem Jedi, galaktyką i samą Mocą.


Temat na forum.


"Hegemonia" w księgarniach

Amber
23

W księgarniach dostępny jest już przedostatni, ósmy tom serii Przeznaczenie Jedi. "Hegemonia" to książka autorstwa Christie Golden. Powieść ma 416 stron, a jej tłumaczeniem zajął się Błażej Niedziński. Cena detaliczna książki to 37,80 zł.

Jak długo Jedi zdołają utrzymać się przy władzy?
Jak daleko posuną się Sithowie, żeby ją zdobyć?
Jakie szanse mają jedni i drudzy przeciwko Abeloth?

Podczas gdy Luke i Ben Skywalkerowie ścigają budzący grozę byt Ciemnej Strony, Abeloth, Zaginione Plemię Sithów stoi w obliczu unicestwienia przez jeszcze potężniejszą siłę, która popchnie pewnego Mrocznego Lorda do śmiertelnej walki z własną rodziną.

Na Coruscant polityczna próżnia doprowadziła do wrzenia, a różne frakcje walczą o przejęcie kontroli nad Galaktycznym Sojuszem. Otoczony nagle przez ukryte motywy, zdradzieckie spiski i tajnych agentów Sithów Zakon Jedi musi bronić rządu Sojuszu przed pogrążeniem się w anarchii.

Jedi zobowiązani są utrzymywać pokój i zapewniać sprawiedliwe rządy, ale nawet oni nie są przygotowani, by odeprzeć równoczesne zagrożenie ze strony Sithów, obalonej dyktator owładniętej żądzą zemsty oraz przebiegłej i złej istoty, pragnącej zostać bogiem...


Zapowiedź ''Apokalipsy''

Amber
19

Jak donosi wydawnictwo Amber, już 19 lipca (czwartek) swoją polską premierę będzie miał ostatni tom serii "Przeznaczenie Jedi" - "Apokalipsa", której autorem jest Troy Denning. Książka będzie miała 384 strony długości, a jej cena okładkowa wyniesie 39,80 zł. Przekładem zajął się Błażej Niedziński.

Ostatni tom bestsellerowego cyklu Przeznaczenie Jedi
W oszałamiającym finale serii Przeznaczenie Jedi dochodzi do starcia Jedi i Sithów, a polem bitwy jest Coruscant.
Dla Sithów to szansa na odzyskanie władzy nad galaktyką, która na długo o nich zapomniała. Dla Abeloth to ogromny krok na drodze do zawładnięcia wszelkim życiem, jakie gdziekolwiek istnieje. Dla Luke'a Skywalkera to wezwanie, by raz na zawsze pokonać Sithów i ich straszliwą nową władczynię.
Na całej planecie oddziały Jedi przeprowadzają błyskawiczny i zaskakujący atak. Jednak zwycięstwo nad przebiegłą i okrutną Abeloth w zaplanowanej przez nią ostatecznej rozgrywce nie jest przesądzone. Kiedy Luke, Ben, Han, Leia, Jaina, Jag i ich sojusznicy przygotowują się do zadania decydującego ciosu, poznają przerażającą prawdę o tym ucieleśnieniu Ciemnej Strony, która wstrząśnie Zakonem Jedi, galaktyką i samą Mocą.


Pozostałe zapowiedzi znajdziecie tutaj>>>.

Twórcy Przeznaczenia Jedi o serii

RI
3

Niedawno na stronie firmy Barnes&Noble, jednego z największych sprzedawców książek na świecie, ukazał się artykuł w którym twórcy serii Przeznaczenie Jedi zamieścili swoje przemyślenia na temat całej serii. Zachęcamy do zapoznania się z nim poniżej.

Aaron Allston

Od 2002 uczestniczyłem w pisaniu trzech serii powieści ze świata Gwiezdnych Wojen z wieloma autorami, i w przypadku dwóch miałem zaszczyt napisania pierwszej powieści w serii („Dziedzictwo Mocy” i „Przeznaczenie Jedi”). To nie tylko zaszczyt, zaczynanie nowej serii to także wyzwanie, którego autor nie ma w samodzielnej powieści.

Musiałem przedstawić, lub przynajmniej jakoś napomknąć, o wątkach, które będą obecne przez całą serię. W „Przeznaczeniu Jedi” te tematy to między innymi:

- Niepewność co do przyszłości Zakonu Jedi w nieprzyjaznym środowisku politycznym i w obliczu nowego, nieznanego zagrożenia.
- Przywrócenie trochę poczucia śmiałości, po marsowym „Dziedzictwie Mocy”.
- Polityczny zamęt, który może odmienić naturę Sojuszu Galaktycznego i Imperium.
- Dorastanie - Zakon Jedi który musi nauczyć się funkcjonować bez swojego ojca, Luke’a Skywalkera oraz transformacja Bena ze zdolnego nastolatka w młodego mężczyznę.

Tak więc w przypadku „Wygnańca”, pierwszej powieści w serii, po wspólnych sesjach z moimi przyjaciółmi pisarzami, gdzie układaliśmy fabułę, przedstawiłem kilka wątków głównych i pobocznych. Szaleństwo atakujące niektórych Jedi, niepoczytalność w jakiś sposób powiązana z upadłym Jedi Jacenem Solo, który teraz jest martwy. Luke Skywalker, który przyjmuje odpowiedzialność za błędy popełnione w „Dziedzictwie”, zgadza się na wieloletnie wygnanie, więc Jedi muszą znaleźć sobie nowego przywódcę. Luke tymczasem wyrusza w podróż śladami Jacena Solo, by znaleźć przyczynę szaleństwa Jedi. Towarzyszy mu jego syn Ben, całość trochę jest inspirowana „Odyseją”, odwiedzają egzotyczne światy, ten wątek trwa przez pierwszą połowę serii. Luke i Ben odwiedzają planetę Dorin, jeden z przystanków Jacena, gdzie natykają się na pewien niepokojący rodzaj Kultu Mocy. Na Kessel, Han i Leia odkrywają jaskinie wypełnione antyczną technologią, podobną do zniszczonej stacji Centerpoint. To odkrycie i inne wydarzenia powiązane są z obecnością złej i potężnej istoty gdzieś w okolicach Maw.

Pod koniec powieści problematyczny kult na Dorin zostaje uspokojony, a Jedi odnoszą swe pierwsze zwycięstwo w zmaganiach z rządem. Te dwa wątki zostają uśpione, ale inne wciąż pozostają w grze.

Innym ważnym zadaniem w pierwszej książce serii jest przedstawienie lub przypomnienie postaci, które będą odgrywać ważne role. I tu akurat miałem łatwiejsze zadanie. Gdy musiałem przypomnieć wiele postaci, większość z nich była dobrze znana czytelnikom z Expanded Universe i nie wymagała specjalnego dopracowania. Troy, Christie i ja uznaliśmy, że trzy najważniejsze nowe postaci/grupy - Vestara, Abeloth i Zaginione Plemię Sithów, powinni zostać wprowadzeni w późniejszych książkach. Więc tylko wspomniałem o Abeloth, nawet nie dotykając Vestary czy Sithów.

Tak więc „Wygnaniec” wprowadził piłkę w ruch, choć może słowo lawina byłoby tu lepszą analogią. I lawina ruszyła prosto ku Christie Golden.

Christie Golden

Lawina została poprzedzona przez bardzo interesujący fakt, że to było moje pierwsze w życiu pisanie Gwiezdnych Wojen. (No może nie licząc historii, którą napisałam, gdy miałam 15 lat, w której Luke zakochał się w córce Imperatora, którą nawrócił na jasną stronę... I to było lata przed Marą Jade!). Więc sobie wyobraźcie przez chwilę, że pierwszym projektem z Gwiezdnych Wojen, który piszecie nie jest opowiadanie czy samodzielna powieść, ale trzy ważne tytuły, jedna trzecia wielkiej serii, w świecie którego nie zna się zbyt dobrze (nie licząc pierwszych trzech filmów kwestia po kwestii), w dodatku współpisana z dwoma obcymi facetami.

Na szczęście zestawiono mnie z dwoma najlepszymi pisarzami w tej materii, którzy już nie są obcy, no i na szczęście miałam jeszcze Shelly Shapiro, moją redaktorkę, Sue Rostoni z Lucasfilmu oraz Lelanda Chee, Opiekuna Holokronu. Wszyscy mnie miło przyjęli i byli bardzo entuzjastycznie nastawieni do mojego uczestnictwa w projekcie, a ja jestem im bardzo wdzięczna za pomoc, gdy potrzebowałam informacji.

Bycie tą w środku ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że mogłam poprosić Aarona o przygotowanie kilku rzeczy pod moje książki, i że mogłam powiedzieć Troyowi, gdzie zamierzałam dojść przekazując mu pałeczkę. Negatywną stroną jest to, że nigdy nie miałam możliwości zacząć coś samodzielnie, lub skończyć. Hm, zastanawiam się czy Aaron i Troy myślą, że zaczynanie lub kończenie takiej serii to plus czy minus!

Miałam dużo szczęścia, mogąc przedstawić całą kulturę Sithów w świecie Gwiezdnych Wojen, wprowadzając Zaginione Plemię i w szczególności Vestarę Khai. Wszyscy w trójkę ustaliliśmy, że chcemy by Ben zaangażował się emocjonalnie z dziewczyną z Sithów, ale to ja mogłam kształtować jej osobowość i wygląd, ale też, oczywiście współpracując z innymi, naturę Zaginionego Plemienia. Wprowadziłam także Wynna Dorvana. Jako ciekawostkę dodam, że Dorvan został stworzony jako postać do jednorazowego wykorzystania. Troy chciał, bym stworzyła asystentowi Daali parę chitlików. Więc tak zrobiłam, i domyślam się, że jest lub będzie jakaś historia dlaczego Dorvan ma teraz tylko jednego chitlika - Kieszień. No i oczywiście czytelnicy wiedzą, że Dorvan zaczął żyć i stał się pełnowymiarową postacią. Jestem zaskoczona ale i zadowolona, że fani polubili tę postać. Tak samo z dziennikarzami, stworzyłam ospałego Javisa Tyrra, oraz uczciwą i odważną Madhi Vaandt.

Dałam też Troyowi mały prezent w postaci nexu Allany. Troy powiedział potem do mnie: „Nie możesz dać Allanie szczenięcia nexu w jednej książce, tak bym ja nie musiał się nim zajmować w mojej!” Podobało mi się obserwowanie rozwoju Anji w tej serii, podobnie jak Vestary czy Dorvana.

Uważam, że to jest wyzwanie napisać książkę, która A) zadowoli czytelników, B) będzie się czuło, że to wartościowa kontynuacja tego, co napisał wcześniej Aaron i C) czuło się, że coś się zaczęło i skończyło między okładkami każdej książki. Zrobiłam co mogłam, by kontynuować wątki wprowadzone przez Aarona, ale często musiałam wybierać by pracować także nad tym, co moje. Czytelnicy zauważą, że wątek wprowadzony w „Wygnańcu” nie był w całości adresowany do „Omena”, ale dopiero dostał swój czas w „Hegemonii”. Powód jest prosty, czasem coś pasuje dobrze w jednym miejscu, ale w innym już nie.

Podczas gdy wiele wątków zeszło się do odpowiednich miejsc w serii, wiele z nich właśnie w „Hegemonii”, to Troy został z zadaniem skończenia wszystkiego, a ja celowo zostawiłam mu kilka krwistych rzeczy do posprzątania.

Troy Denning

Seria jak ta wymaga wielkiej ilości koordynacji i kreatywnej współpracy. Często słyszałem, że ludzie mówią tu o przekazywaniu pałeczki, gdy pisarz 1 kończy swoją książkę zanim pisarz 2 zacznie swoją. Ale tak to nie wygląda, nawet w dużym przybliżeniu.

Pracowałem przy trzech wieloautorowych seriach Gwiezdnych Wojen, w dwóch z nich od samego pomysłu, i mogę uczciwie stwierdzić, że to raczej maraton grupowy niż wyścig. Zaczynamy od wielkiej sesji planowania, gdzie autorzy, redaktorzy i wiele osób z marketingu, kanonu a nawet zarządów Del Rey czy Lucasfilm Licensing zbierają się razem i ustalają zarys opowieści na serię. To naprawdę wielka, fajna sesja burzy mózgów, gdzie rozwijamy pomysły, układamy szkielet fabuły, ale też jej najważniejsze punkty dla każdej z książek.

Najważniejszą rzeczą w zrozumieniu sesji planistycznej jest to, że to jazda bez trzymanki, i każdy wrzuca swoje pomysły do wspólnego kotła. Oczywiście wiemy, jak będzie wyglądała rotacja autorów, jest zazwyczaj podyktowana harmonogramem lub względami marketingowymi, nikt nie wie kto zajmie się którym pomysłem. Jeden pisarz może zasugerować wątek, który ma się skończyć w powieści drugiego pisarza, a dyrektor marketingowy może odrzucić ten pomysł lub przenieść go do powieści trzeciego pisarza. Pod koniec takiej sesji, mamy listę ważnych punktów dla każdej książki, ale zaskoczyłoby mnie, gdyby ktoś pamiętał, kto wpadł na który pomysł. A jeszcze bardziej zaskoczyłoby mnie, gdyby kogoś z nas to obchodziło. W tym momencie opowieść staje się dzieckiem całej grupy, i ma cząstkę każdego z nas.

Po sesji planistycznej pisarze wracają do swoich domów, mają wytyczne i piszą streszczenia trzech pierwszych książek. Ponieważ jednym z celów takiej serii jest wydanie jej w ciągu trzech lat anie dziewięciu, pracujemy równocześnie. Więc kiedy Aaron pisał streszczenie do „Wygnańca”, Christie pracowała nad „Omenem” a ja pisałem „Otchłań”. Mogliśmy to zrobić, bo byliśmy na świeżo po sesji planistycznej, gdzie rozmawialiśmy twarzą w twarz i znajdowaliśmy się na prawie na tej samej stronie. Oczywiście są pewne subtelne różnice w interpretacji, które trochę się rozrastają gdy streszczenia są ukończone, no i pojawiają się nowe pomysły, gdy każdy z nas pracuje.

Streszczenia są wysyłane do redaktorów i krążą między pisarzami. Każdy komentuje, szuka nieścisłości, ale i możliwości by poprawić opowieść, a przede wszystkim staramy się upewnić, że jesteśmy na tej samej stronie. Potem gdy streszczenia są już poprawione, pisarze zaczynają pisać swoje książki.

Gdy rozpoczyna się ta rotacja, zaczyna się wyzwanie. Jest mnóstwo nawrotek, kiedy piszemy. Dosłownie tysiące emaili z pytaniami w stylu „co jeśli” lub „czy możemy jakoś zapowiedzieć to” albo „czy nie byłoby lepiej gdyby?”. Wszyscy pisarze robią więc nawrotki i dostosowują się do pozostałych, poprawiają sceny, ulepszają bohaterów, a czasem nawet dodajemy lub usuwamy cały rozdział lub wątek. W końcu jednak nadchodzi ostateczny termin, schodzą manuskrypty i nadal robi się interesująco.

Nie ważne jak dokładnie planujemy, nie ważne jak często pisarze się kontaktują, prosta prawda jest taka, że nasze umysły pracują inaczej, i to widać w naszym pisaniu. Manuskrypt, który przychodzi jest dokładnie tym, co autor zaproponował w swoim streszczeniu, a co potem zostało poprawione w dyskusjach i emailach, ale i tak jest zawsze znają się niespodzianki. Takie subtelne różnice w interpretacji, lub małe ale wspaniałe pomysły, a nawet dodatkowe wątki, które pisarz uznał za samowystarczalne, które jednak trzeba rozciągnąć na dwie lub trzy książki.

Często wiele z tych niespodzianek można naprawić podczas poprawiania manuskryptów. Ale niektórych nie można, przynajmniej nie w czasie w którym książka jest kierowana do produkcji. Poza tym raczej częściej niż nie, wiele z tych niespodzianek to dobre niespodzianki. Takie małe klejnociki, które chce się zachować i oszlifować, co staje się zajęciem następnego pisarza, by osadzić to jakoś w reszcie historii. Oczywiście trzeci pisarz w linii będzie miał ich jeszcze więcej niż pierwszy czy drugi, ale gdy jest się ostatnim masz całą lawinę dobrych pomysłów które zmierzają ku tobie.

Na szczęście nie jest tak, że ta lawina nie słabnie w całej serii. Za każdym razem, gdy nasze trio przygotowuje streszczenia trzech kolejnych książek, bierzemy wirtualny oddech i oceniamy. Jak mamy szczęście to się dzieje, gdy pisarze i redaktorzy są razem na konwencie, wtedy można to przegadać przy stole konferencyjnym. Ale nawet jeśli nie, naturalnie każdy pisarz zabiera się za swoje streszczenie. Ten proces pozwala się nam przegrupować. Lawina może nadal narastać, ale przynajmniej mamy poczucie, że jest pod jakąś kontrolą.

Pomimo to, gdy pisarz 3 przygotowuje ostatnią książkę w serii, lawina narosła większa niż przedtem. Jest szybka i ciężka, i pozostaje niepewność, czy on sobie da radę i przejdzie się na lawinie, czy ona go zmiecie. Poza normalnymi niespodziankami, on stara się zebrać i powiązać wszystkie wątki serii, zwłaszcza te które odpłynęły często w niespodziewanych kierunkach. I musi też skończyć główny wątek, budowany przez osiem książek, w sposób satysfakcjonujący, epicki i napakowany akcją.

I jest jeszcze jedno ostateczne wyzwanie. To nie jest tylko seria dziewięciu książek. To Gwiezdne Wojny, więc powieść musi być bliska swojej erze w Expanded Universe. Musi przeprowadzić czytelnika przez drzwi, gdzie czeka na niego galaktyka pełna nowych, potencjalnych przygód.

Szczerze, nie mogę się doczekać, kiedy Expanded Universe ruszy z tym dalej.

''Przeznaczenie Jedi: Hegemonia'' - zapowiedź

Empik
14

Na stronie internetowej Empiku zamieszczona została zapowiedź ósmego, przedostatniego tomu serii "Przeznaczenie Jedi". "Hegemonia", której autorką jest Christie Golden pojawi się w księgarniach 19 czerwca (wtorek), jednak brak na razie informacji o cenie i objętości książki. Tłumaczeniem zajął się Błażej Niedziński.

Jak długo Jedi zdołają utrzymać się przy władzy?
Jak daleko posuną się Sithowie, żeby ją zdobyć?
Jakie szanse mają jedni i drudzy przeciwko Abeloth?

Podczas gdy Luke i Ben Skywalkerowie ścigają budzący grozę byt Ciemnej Strony, Abeloth, Zaginione Plemię Sithów stoi w obliczu unicestwienia przez jeszcze potężniejszą siłę, która popchnie pewnego Mrocznego Lorda do śmiertelnej walki z własną rodziną.

Na Coruscant polityczna próżnia doprowadziła do wrzenia, a różne frakcje walczą o przejęcie kontroli nad Galaktycznym Sojuszem. Otoczony nagle przez ukryte motywy, zdradzieckie spiski i tajnych agentów Sithów Zakon Jedi musi bronić rządu Sojuszu przed pogrążeniem się w anarchii.

Jedi zobowiązani są utrzymywać pokój i zapewniać sprawiedliwe rządy, ale nawet oni nie są przygotowani, by odeprzeć równoczesne zagrożenie ze strony Sithów, obalonej dyktator owładniętej żądzą zemsty oraz przebiegłej i złej istoty, pragnącej zostać bogiem...


Ponadto, dwa tygodnie wcześniej, bo już 5 czerwca, powinno ukazać się przeniesione z maja wznowienie "Powrotu Jedi" autorstwa Jamesa Kahna. Tak jak w przypadku poprzednich dwóch części starej trylogii, tak i to pojawi się w okładce z edycji DVD.

Nowe wydanie trzeciej części kultowej sagi – po kinowej premierze Mrocznego widma w wersji 3D

W lutym 2012 George Lucas powrócił na ekrany kin z pierwszym epizodem swojej galaktycznej epopei przekonwertowanej na 3D - dla nowego pokolenia widzów i czytelników!

Wkrótce kolejne filmy klasycznej trylogii: Nowa nadzieja, Imperium kontratakuje, Powrót Jedi!

Nadchodzi mroczny czas dla Sojuszu Rebeliantów…

Zamrożony w karbonicie Han Solo został przekazany w łapy Jabby – największego galaktycznego bandyty. Zdecydowani go uwolnić Luke Skywalker, księżniczka Leia i Lando Calrissian wyruszają na ryzykowną misję na Tatooine.

Tymczasem Darth Vader i Imperator rozkazują zbudowanie nowej i jeszcze bardziej potężnej Gwiazdy Śmierci. Mają jeden cel: zmiażdżyć Sojusz raz na zawsze. Jedyną nadzieją Rebeliantów jest zgromadzić wszystkie statki w wielką armadę i przypuścić heroiczny ostateczny atak na najbardziej śmiercionośną stację bojową galaktyki…


Wszystkie zapowiedzi znajdziecie tutaj>>>.

Kolejny wywiad z Troyem Denningiem

RI
5

Niedawno ukazała się finalna część „Przeznaczenia Jedi” – „Apokalipsa”. Z tej okazji Del Rey na swojej stronie przeprowadziło wywiad z autorem, Troyem Denningiem. UWAGA: TEKST ZAWIERA DUŻE SPOILERY, DOTYCZĄCE TREŚCI POWIEŚCI.

P: Największym szokiem w tej książce jest to, że Abeloth została powiązana z Mortis, a Luke doświadcza podobnych przeżyć, co jego ojciec na tej planecie (widzianej w trzecim sezonie Wojen Klonów). Mógłbyś trochę poopowiadać o procesie rozwijania tego powiązania i współpracy z ekipą Wojen Klonów?

O: Początkowo zaczęliśmy rozwijać Abeloth od tego, że mogłaby być powiązana w jakiś sposób z Celestialami. Myśleliśmy, że mogłaby pełnić rolę sługi Celestiali, i że to oni zamieszkiwali gdzieś w Otchłani. Ale nigdy nie sądziliśmy by przedstawić ich jako postaci. Mieliśmy pomysł, by ona była sługą, który upadł. Gdy pisaliśmy „Sojuszników” i „Wir”, wymienialiśmy się e-mailami, oczywiście dołączając ludzi od kanonu z Lucasfilmu. W pewnym momencie jeden z nich - myślę, że to był Leland Chee - powiedział: „wiecie, ludzie od Wojen Klonów robią coś z postaciami w stylu Celestiali, więc powinniście to sprawdzić i skoordynować. Nie chcemy mieć dwóch innych grup postaci, o tej samej naturze i wpływie na galaktykę.” To miało sens, bo wystarczy jeden rodzaj istot odpowiedzialnych za równowagę Mocy.

Byliśmy tym trochę zdenerwowani, bo nie wiedzieliśmy czy to sprawi nam jakieś problemy czy nie. Ostatecznie jednak stwierdziliśmy, że nie chcemy duplikować naszych wysiłków w EU. Tak więc Leland spotkał się z Davem Filonim, wyjaśnił mu co robimy i zapytał, czy możemy nad tym pracować razem? Dave był bardzo łaskawy i pomocny, starał się nam ułatwiać pracę. Od tego momentu nigdy nie chcieliśmy już nazywać tych z Mortis Celestialami, ale tak o nich właśnie myśleliśmy. Nie chcieliśmy się podczepiać pod to, bo trudno się podczepić pod coś związanego z Mortis, ale jednocześnie taki mieliśmy zamysł. Oni stali się tym, co zamierzaliśmy zrobić z Celestiali, jednak nie są w pełni Celestialami. Jednak patrząc na nich z perspektywy Kilików, oni są tym czym Celestiale się stali. Kilikowie oczywiście nie pamiętają wszystkiego dokładnie. Wszystko zostało przefiltrowane przez umysły ludzi, którzy stali się dwumyślni. I to bardzo dobre rozwiązanie, bo nie chcieliśmy dokładnie ukazywać kim Celestiale są. Istnieją ku temu dwa powody. Pierwszy jest taki, że oni są poza wszelkim zrozumieniem i myślę, że Kilikowie do tego doszli. Zatem chyba najlepiej jest stwierdzić: nie zrozumiesz kim są Celestiale. Drugi powód jest taki, że łączy się kanon i podpina Celestiali pod różne rzeczy, a ja chciałem mieć ich jedynie wspomnianych i ukazać, że Abeloth jest z nimi w pewien sposób związana.

P: Czy ktoś z góry przykazał ci, by zachować naturę Abeloth, tych z Mortis i Celestiali w tajemnicy? Czy może to był twój wybór, bo nadawało to sens historii?

O: Chcieliśmy zachować tajemniczość aż do „Apokalipsy”, ponieważ tajemnica lepiej się sprawdza w opisywaniu potężnych i tajemniczych bytów. Jest pewnym symbolem. Potrzebowaliśmy tajemnicy, gdyż ona jest poza tym, co potrafią pojąć śmiertelne istoty. Chcieliśmy wyjaśnić to, co się da wyjaśnić i zrozumieć na temat Abeloth, ale jednocześnie nie chcieliśmy jej jednoznacznie zdefiniować. Ona jest ponad nasze zrozumienie, możemy co najwyżej pojąć kilka rzeczy na jej temat, ale nie wszystko. I w sumie opisałem więcej faktów z jej historii, niż z tego jakie ma moce lub jaka jest jej prawdziwa natura.

P: Jakie pojawiają się wyzwania podczas pisania o tak tajemniczym czarnym charakterze, jak Abeloth, w porównaniu z tymi bardziej znanymi - jak Jacen czy Lumiya?

O: Zaczęliśmy od głównego pomysłu, kim ona jest - jest związana z Celestialami i jest jakimś ich sługą - a potem, im bliżej znajdowaliśmy się końca, tylko dodawaliśmy kolejne szczegóły. Częściowo dopiero rozwijaliśmy szczegóły, a częściowo ukazywaliśmy te, które już znaliśmy. Ciężko byłoby cofnąć się i przypomnieć, które części ujawniliśmy a które wymyśliliśmy w danym czasie. Używając metafory malarskiej, początkowo używaliśmy szerokich pociągnięć pędzla, potem już tylko delikatnie coś domalowaliśmy i tak aż do samego końca.

P: Czy zamierzałeś pozostawić w tajemnicy tożsamość Lorda Sithów, który spotyka Luke’a Poza Cieniami? Myślałem, że to może być Białooki, przywódca Jednego Sitha, którego widzieliśmy w „Piekle” i „Furii”.

O: Miałem bardzo określony pomysł kim on jest, z pewnością to nie jest Białooki, ale mówię zbyt dużo. Jest to postać, która z pewnością pojawi się w przyszłości w EU. Jeśli go zbytnio określę, ludzie zaczną się o to kłócić i debatować. Wolałbym jednak by ludzie sami wyciągnęli swoje wnioski. Nawet jeśli ja mam swój wniosek, to nie znaczy, że ktoś kto wyciągnie inny będzie w błędzie. Kiedy wchodzi się w mistykę, zaczyna rozprawiać o symbolizmie i spirytualizmie, wtedy nie ma nigdy jednej dobrej odpowiedzi. Wszystko zostaje w kwestii interpretacji.

P: Byłem wielkim fanem Vestary w tej serii. Dla mnie jej perspektywa, była jedną z najbardziej interesujących części całej opowieści. Co o niej sądzisz tak ogólnie? Ta postać nie jest twoim pomysłem, ale czy sądzisz, że udało się zrealizować jej potencjał w "Przeznaczeniu Jedi"?

O: Myślę, że Vestara okazała się cudowna. Jej postać była pomysłem Christie i pamiętam, gdy pierwszy raz pojawiła się na spotkaniu. Christie powiedziała, że wie co powinniśmy zrobić. „Powinniśmy sprawić, by pierwsza dziewczyna Bena była Sithem”. Aaron i ja szeroko się uśmiechnęliśmy, a wszyscy patrzyli z zainteresowaniem na reakcję pozostałych. Ktoś powiedział: „Wiecie, nie sądzę byśmy mogli to zrobić”. Dyskutowaliśmy o tym i pisarze byli bardzo podekscytowani tym pomysłem. Pozostali raczej się nim martwili, ale ostatecznie uznaliśmy, że dopóki ta dwójka nie zwiąże się na stałe, możemy się tym bawić. Myślę, że to była absolutnie dobra decyzja. Uwielbiam rozwój tej postaci oraz to w jaki sposób z nią skończyliśmy. Mam też nadzieję - jestem tylko pisarzem i nie wiem, co się stanie w przyszłości - że ona jeszcze stanie się wielkim czarnym charakterem w sadze.

P: Liczyłem na większą bitwę między Vestarą i Benem pod koniec serii. Czy ty i reszta waszej ekipy zamierzaliście dać jej uciec w finale? Jakie dałbyś jej szanse na zabicie Bena?

O: Staram się przypomnieć, czy kiedykolwiek myśleliśmy by ją zabić. W „Apokalipsie” jest kilka scen o których zdecydowaliśmy podczas naszego pierwszego spotkania. Były to między innymi sceny z końca, jak wesele, to od nich właściwie zaczęliśmy. To miało się wydarzyć w serii niezależnie od innych rzeczy. Wiedzieliśmy to praktycznie w momencie, gdy zaczęliśmy spotkanie. Inną z tych rzeczy był właśnie los Vestary i fakt, że ona opuści wszystkich, wkraczając na własną ścieżkę. Nie pamiętam, byśmy debatowali czy ją uśmiercić czy nie, ale z pewnością po pierwszym dniu naszego spotkania, wiedzieliśmy że ucieknie i zaszyje się gdzieś w galaktyce, stając się możliwym przyszłym czarnym charakterem.

P: To bardzo interesujące. W „Hegemonii” jest obiecująca scena, gdy Ben i Vestara są nareszcie razem. Owszem, końcówka „Hegemonii” pozostawiła pewne obawy co do ich przyszłości, ale miałem nadzieję, że „Apokalipsa” skieruje ich na właściwe tory. Jakie motywy ostatecznie sprawiły, że oni nie mogą być razem?

O: Nie chcieliśmy powtarzać relacji Luke-Mara. Owszem jest tu jakieś jej echo, ale jeśli by ją powtórzyć, reakcja fanów byłaby na to mniej przychylna. Ale jeśli echo skierujemy w innym kierunku, wywoła to większy wstrząs.

Podoba mi się sposób, w jaki to rozwiązaliśmy. Nie uważam, by natura Vestary pozwoliłaby stać się jej kolejną Marą. Ona była Sithem i wychowano ją jak Sitha. Myślę, że ona sama doszła do wniosku (gdzieś w „Hegemonii”), że nie może być Jedi. Jest scena, w której zabija dla Bena i zdaje sobie sprawę, że Ben nie może i nie chce zabijać dla niej na analogicznych warunkach. Vestara rozumie, że nigdy nie będzie tym kim jest Ben. Gdy zaczyna się „Apokalipsa” ona podjęła już decyzję. Na początku „Apokalipsy” zamierzałem pokazać to, że ona miała nadzieję skusić Bena by żyli razem jej życiem. Miała nadzieję, że Ben może być kimś innym niż Jedi, ale ostatecznie zrozumiała że tak się nie da. Vestara kocha go za to, za to kim jest, ale nie może z nim być.

P: Więc po części sensem obecności Vestary w serii było to, by Ben nauczył się pozwalać odejść komuś, kto jest tak odmienny od niego, a po części, by osiągnął trochę tego, co przeżył jego ojciec?

O: Dokładnie. Ważnym tematem w Gwiezdnych Wojnach jest odkupienie. Tym też właśnie bawiliśmy się używając Vestary i zadając pytanie „Czy ona zostanie odkupiona?”. Odkupienie jest ważne tylko wtedy, gdy nie zawsze można je osiągnąć. Nie każdy może być odkupiony, nie każda postać może przetrwać. Straciłoby się zaskoczenie w serii, gdyby za każdym razem bohater w opałach miał przetrwać. Tak też jest z odkupieniem w Gwiezdnych Wojnach, tylko oczywiście to wolniejszy i głębszy poziom. Są postaci, które nie zostają odkupione.

P: Chcę się dowiedzieć jak ostatnia scena książki się tam znalazła (ślub - przyp. red.)? Czy to małżeństwo to wynik tego, że Jaina i Jag są ze sobą tak długo, iż w końcu wysłuchano głosów fanów, a może ma to jakiś związek z przyszłymi opowieściami?

O: Początkowo planowaliśmy ten ślub pod koniec „Niezwyciężonego”, ale gdy już nie zabrnęliśmy w serię daleko, zapytałem: „Wiecie co? Jaina właśnie zabija własnego brata pod koniec serii... i potem biegnie by wziąć ślub?” Chodziło o to, by nie uprościć zbytnio jej charakteru. Sądziłem, że nie powinniśmy tego robić. Na szczęście nie musiałem zbyt długo nalegać, by przekonać pozostałych. Też to dostrzegli, bo ślub jest przecież rzeczą pozytywną, a szukaliśmy pozytywnego zakończenia „Niezwyciężonego”, jednak nie kosztem Jainy i tego, co przeszła przez tamtą książkę.

Zatem jedną z pierwszych rzeczy, jakie zaplanowaliśmy w „Przeznaczeniu Jedi” to właśnie to, by pod koniec serii Jag i Jaina pobrali się. To pierwsze nasze ustalenie. Teraz niektórzy fani wiedzą, że byłem zwolennikiem związku Jainy i Zekka, i wszyscy sądzą, że bardziej lubiłem Zekka. Ale to głównie dlatego, że nie chciałem by Jaina wpierw udała się do Imperium Sithów, a potem żyła w Resztkach Imperium. Nie chciałem jej tracić. Jest ważnym Jedi i wszyscy wiemy, że przez długi czas stawała się coraz ważniejsza, stała się jednym z kluczowych Jedi. Sprowadzanie jej z Resztek za każdym razem komplikowałoby więc sprawę. Jednak postanowiliśmy zaryzykować i użyć Jainy do sprowadzenia Jaga do głównej historii na parę lat (ale też zapewnić sobie, że i ona w niej pozostanie). Tak rozwiązaliśmy ten problem.

P: Dlatego Luke ustanowił Jaga imperialnym przewodniczącym?

O: Wtedy akurat planowaliśmy połączyć się z komiksowym Dziedzictwem i pilnowaliśmy zgodności kanonu. Musieliśmy też mieć na uwadze, by to się sprawdziło w powieści. By to osiągnąć, potrzebne było delikatne balansowanie. Mieliśmy dwa przeciwległe cele. Minęło trochę czasu, nim zrozumieliśmy, że to dwa oblicza tej samej sprawy.

P: Czy możesz coś powiedzieć o wizji, którą miał Ben pod koniec powieści? Czy ona dotyczy wydarzeń z Dziedzictwa komiksowego Dark Horse’a i Jednego Sitha?

O: Wizje i symbolika to zawsze temat do interpretacji, bowiem przyszłość jest zawsze w ruchu. Ja patrzę na wizję jako jedną z wielu możliwości, które mogą się wydarzyć. Zrobiłem jedynie mały ukłon w stronę kanonu, ale jestem tylko pisarzem, więc nie wiem jak i czy w ogóle będą wyglądały próby połączenia końcówki „Apokalipsy” z początkiem Dziedzictwa. To dla mnie wielka tajemnica. Byłbym też zdziwiony, gdyby okazało się, że redaktorzy i ludzie z Lucasfilmu mają już czystą wizję tego, co się dziać będzie w EU przez te 60 lat przerwy. To bardzo długi okres. Prawdę mówiąc wątpię, by ktokolwiek obecnie myślał o tym co zrobić, by doprowadzić do początków Dziedzictwa.

Osobiście nie sądzę, by powinni to robić, a już na pewno nie teraz. Mamy obecnie zbyt wiele zabawy z tym okresem. To jedna z tych rzeczy, z którymi mierzyliśmy się w „Apokalipsie” - czy zmieniła się przyszłość? Na to pytanie nie znam teraz odpowiedzi i mam nadzieje, że czytelnicy również. Podejrzewam że nawet gdyby ludzie w Lucasfilm znali już tę odpowiedź, nie zdradziliby mi jej, a ja nawet nie chciałbym by to zrobili. Nienawidzę spoilerów, a to byłby największy spoiler z możliwych.

P: Czy dano ci jakieś specyficzne instrukcje by wskazywać komiksy z serii "Dziedzictwo" jako potencjalną przyszłość galaktyki?

O: Nie dano mi żadnych instrukcji, jednak jako pisarz sadzę, że powinniśmy dawać jak najwięcej nawiązań do kanonu ustanowionego już przez innych. Dobry przykład to seria „Mroczne gniazdo”, którą powiązałem z prequelami informacjami o matce Luke'a, przechowywanymi przez R2-D2 w jego bankach pamięci. Robię to, by EU sprawiało wrażenie spójnej całości. Oczywiście z drugiej strony jest mnóstwo rzeczy niepowiązanych, a my nie chcemy powiązywać wszystkiego.

P: Allana uczestniczy w wielu strzelaninach w tej książce. Czy to kontrowersyjna decyzja? Czy zawahaliście się przed umieszczeniem ośmioletniej dziewczynki w bitwie? Czy raczej dzieci Solo szybko dorastają?

O: Wiedzieliśmy, że chcemy by Allana była jedną z głównych postaci i pragnęliśmy ją wmieszać w historię. Raczej nie chcieliśmy jej chronić odsuwając na bok, jak robiło Bantam w swoich powieściach z młodymi Solo. Wpakowanie jej w akcję było jedynym sensownym rozwiązaniem. To oczywiście nie wyglądało tak, że stwierdziliśmy zapotrzebowanie na kolejnego żołnierza, więc "Allana bierz broń i do walki". Chcieliśmy, by zaangażować ją w trochę inny sposób, wciągnąć ją w historię. W „Apokalipsie” osiągnęliśmy to jej wizjami. Nie mieliśmy jakichś ogólnych redakcyjnych przykazań, że Allana ma pojawić się w bitwie w tej książce. Pozwoliliśmy jej ewoluować organicznie, tak by zaangażowała się w historię pod okiem Hana i Leii.

P: Zamierzacie rozwijać tę postać w sposób podobny do tego, jak to było z dziećmi Solo?

O: Temat przeznaczenia Allany jest wałkowany od „Mrocznego Gniazda”. Chciałem to wyraźnie zaznaczyć. Allana jest specjalnym dzieckiem w Mocy - to ją widzimy na Tronie Równowagi, ona ma przeznaczenie. Jedną rzeczą na którą Solo chcą ją przygotować, to właśnie spotkanie z tym przeznaczeniem. Solo są nie tylko strażnikami i obrońcami Allany, ale też starają się ją nauczyć, jak żyć w niebezpiecznym życiu. Ona to rozumie i stawia temu czoła, by być przygotowaną. Jest mnóstwo rzeczy które robimy, aby w przyszłości stała się interesującą postacią.

P: To co mówisz jest bardzo ciekawe, zwłaszcza o roli Solo w życiu Allany. Niektórzy fani krytycznie podchodzą do tego, że Han i Leia nieustannie wciągają ją w różne niebezpieczeństwa. Zatem wygląda na to, że Solo zrozumieli powagę jej przeznaczenia, więc przygotowują ją zabierając w swoje przygody?

O: Zgadza się. Solo nie chcą ryzykować jej życia biorąc ją ze sobą, ale przez to kim Allana jest, ryzyko same się pojawia. Myślę że Allana zrozumiała to dużo wcześniej niż oni.

P: Wiem, że jedną z twoich ulubionych scen, które napisałeś, była śmierć dziennikarki Madhi Vaandt, relacjonującej powstanie niewolników i udział w nim Mandalorian. W jaki sposób twoim zdaniem cały wątek niewolnictwa współgra z resztą „Przeznaczenia Jedi”?

O: Rozwinęliśmy ten wątek już po napisaniu trzech książek. Poza naszą pierwszą konferencją, która zaczęła projekt, mieliśmy też kilka innych, gdzie korygowaliśmy nasze posunięcia, dokonywaliśmy korekt i sprawdzaliśmy czy jesteśmy po tej samej stronie. Druga konferencja odbyła się, jeśli dobrze pamiętam, przy okazji San Diego Comic-Con. Christie wpadła na pomysł, by rozwinąć wątek niewolnictwa, wspomniany w „Omenie”. Czuła że Jedi muszą stać się bardziej moralną ostoją i myślę, że miała rację. Do tego miejsca, Jedi stanowili tylko jeszcze jeden polityczny byt. Nie odgrywali roli moralnego autorytetu w Sojuszu Galaktycznym.

Niewolnictwo nadało celu Jedi, sprawiło że bycie ostoją moralności nabiera sensu. Bardzo mi się podobał wątek w „Wirze”, gdzie Saba mówi, że muszą podążać za Mocą, za tym co słuszne i że oni są po pierwsze Jedi, a dopiero później politykami. To był powód konfliktu między nią, a Kenthem Hamnerem, który cenił wyżej lojalność wobec Sojuszu Galaktycznego. Mieliśmy zatem Jedi służących różnym sprawom. Dopóki bunt niewolników nie przybrał na sile wraz ze śmiercią Madhi Vaandt, Jedi służyli jedynie swoim politycznym panom, lekceważąc swe powołanie. W „Wirze” chcieliśmy, by dokonali tego przejścia i poddali się bardziej sprawom duchowym.

P: Więc to było takie obudzenie Jedi?

O: Tak. Cała ta rewolta niewolników miała przypomnieć Jedi kim są, co powinni robić i komu powinni służyć.

P: Jak włączyliście do gry Front Wyzwolenia? Czemu użyliście moffów w wątku niewolniczym?

O: Jedną z rzeczy, którą robią moffowie to komplikacja wątków. Tu znów mamy ten sam problem, chcieliśmy wciągnąć Jaga w historię, ale on przecież rządził Imperium, więc trzeba znaleźć sposób by go zaangażować. Mieć wymówkę, by przebywał na Coruscant, a to sprawia, że wyciągamy moffów i ich polityczne intrygi. Zawsze jest problem, gdy ma się postać, którą chce się wykorzystać, ale ona znajduje się daleko poza miejscem akcji, w innej części galaktyki. Trzeba wtedy szukać rozwiązań. To, że moffowie pozostają moffami, knują i spiskują, to już dodatek. Nie byłem pierwszy, który opisał Front Wyzwolenia, więc trudno mi się wypowiadać na ten temat. Wiem tylko tyle, że początkowo miała to być manipulacja, która zacznie rodzić problemy Daali. Z czasem okazało się, że zaangażowanie moffów jest bardzo sprytnym posunięciem.

P: Masz jakąś postać, którą wyjątkowo lubisz pisać? Osobiście bardzo podoba mi się twój sposób opisywania Saby.

O: Kocham wszystkie swoje postacie na równi. Jednak mówiąc zupełnie szczerze, w przypadku bohaterów filmowych to wymieniłbym Hana i Leię - zwłaszcza kiedy są razem. Jeśli zaś chodzi o postaci stworzone przeze mnie, to właśnie Sabę mi się chyba najlepiej pisze. Ona jest jaszczurką, więc można z nią robić fajne rzeczy - wejść w jej głowę i bawić się ironią tego, że to ona staje się ostoją moralności. Zwłaszcza że Saba jest w sercu niebezpiecznym łowcą, ale jest też Jedi, który widzi wszystko dokładnie w czerni i bieli. Według niej samej, ona jest jednym z najbardziej twardogłowych Jedi i tak się stara zachowywać. Uwielbiam tego typu ironię. Zwłaszcza ten konflikt w Sabie, pokłosie jej rasy, łowieckiego dziedzictwa przełożonego na honor Jedi.

Każda postać wnosi inne rzeczy do opowieści. Vestarę pisało się wybuchowo, wchodziło się do jej głowy i starało się zrozumieć, czego ona chce. Była chyba jedną z najbardziej skomplikowanych postaci w serii. To co ona chce dla siebie i Bena, to coś czego każdy chce. Żyć z kimś, kogo się kocha, mieć rodzinę, sukces i takie tam. Jednak oni są zupełnie inni i Vestara to rozumie. To chyba właśnie do mnie przemawia.

P: Jeszcze jedną rzeczą wspaniałą w Sabie jest właśnie jej komediowa natura. Chodzi mi o te wszystkie problemy wynikające z jej nieznajomości ludzkiej kultury.

O: Modelowałem Barabeli swoim poczuciem humoru, ale wielu ludzi go w ogóle nie rozumie. (Śmiech) Mówię coś jako żart, a ludzie przyjmują to absolutnie na serio. Z drugiej strony ludzie będą pękać ze śmiechu nad czymś co wyszło z mojej głowy. Myślę więc, że ten aspekt Saby jest pewnym odbiciem mnie.

P: Twoja jedyna samodzielna powieść to „Zjawa z Tatooine”, choć sam napisałeś także trylogię „Mrocznego gniazda”. Wolisz pisać części dłuższych serii niż samodzielne powieści?

O: To dwie różne przyjemności. Samodzielne powieści są zabawne, gdyż kontrolujesz w nich wszystko. Masz spójną wizję, bo to tylko i wyłącznie twoja własna wizja, która siedzi ci w głowie. Nie zastanawiasz się, co inni myślą. Łatwiej jest tak pisać. Nie musisz zgrywać starannie akcji z innymi osobami pracującymi w grupie. Tam trzeba ustalić wspólnie scenariusz, dograć postaci i każdy kto pisze kolejną książkę musi się zgodzić na ustalone wskazówki i ich przestrzegać. To zawsze to będzie odbiegać trochę od tego, co inni mieli nadzieję dostać. Wtedy okazuje się, że dany element scenariusza znaczył dla każdego coś nieco innego.

Dobrym przykładem jest „Gwiazda po gwieździe”. Kiedy ją pisałem, dostałem manuskrypt „Punktu równowagi” i zobaczyłem w jaki sposób Kathy Tyers opisała zarys. Ona zrobiła dokładnie to, czego od niej oczekiwano, ale to było było może z 15% tego, czego się po niej spodziewałem. Miałem już 400 stron „Gwiazdy po gwieździe” i pomyślałem, że mam zupełnie inne interpretacje postaci niż Kathy! Więc wróciłem, przepisałem te pierwsze 400 stron i dopiero mogłem ruszyć dalej.

Takie rzeczy mają miejsce, gdy robi się wymiany autorów i nie tylko autorów. To wymaga większej koordynacji i sprawdzania zgodności przez wszystkich zaangażowanych. To nie znaczy, że nie warto tego robić - warto. To daje mnóstwo frajdy, dlatego to tak lubię. Burze mózgów, współpraca z innymi ludźmi... jako pisarz raczej nie masz ku temu okazji zbyt często. Można sobie usiąść z pięcioma lub sześcioma osobami, zrobić sesję i dyskutować. Z tą pozytywną energią, przychodzi też ciężka praca i koordynacja, bo niezależnie jak bardzo uważnie podejdziemy do opowieści, jak mocno pilnujemy by być na tej samej stronie, nasze umysły pracują trochę inaczej i trzeba brać na to poprawkę.

P: A jak byś porównał „Przeznaczenie Jedi” z „Dziedzictwem Mocy”?

O: Myślę że najuczciwiej jest powiedzieć, iż nauczyliśmy się wiele. Za każdym razem, gdy robi się taką serię, uczymy się na błędach poprzedniej. Porównując „Dziedzictwo Mocy” z „Nową Erą Jedi” można zauważyć decyzję redaktorów o zmniejszeniu liczby zaangażowanych autorów. To upraszcza sprawę, bowiem ma się do czynienia z trzema różnymi interpretacjami i osobowościami, a nie piętnastoma czy ile ich tam było w „Nowej Erze Jedi”.

Z „Dziedzictwa Mocy” nauczyliśmy się wiele o przekazywaniu sobie historii. Jedną z rzeczy, które robiliśmy w „Przeznaczeniu Jedi” było to, że gdy autor skończył swoją książkę, spisywał krótkie streszczenie gdzie znajdują się dane postaci i co one w tym czasie myślą. Ten i ten jest tu i tu, z tym i tym, i powiedziałby to. To bardzo ułatwia zachowanie ciągłości. Christie jest wspaniałym graczem zespołowym i ona właśnie w tym była genialna.

P: Jak myślisz, w jaki sposób zostanie ta seria zapamiętana? W jaki sposób wywarła swój wpływ na Expanded Universe?

O: Ja patrzę na te książki, zaczynając od „Mrocznego gniazda” aż do „Przeznaczenia Jedi” włącznie, jak na zebraną sagę Jacena Solo. On był głównym czynnikiem sprawczym. Rozpoczęło się od tego, że się pogubił w „Mrocznym Gnieździe”, gdzie wrócił ze swej pięcioletniej wyprawy i wziął galaktykę na swoje barki. Ta pycha doprowadziła do jego upadku w „Dziedzictwie Mocy” a „Przeznaczenie Jedi” to konsekwencje tego upadku, które okazały się większe niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Przeszliśmy zatem od podróży osobistej („Mroczne Gniazdo”) do bardziej społecznej (Druga Galaktyczna Wojna Domowa w „Dziedzictwie Mocy”). Jednak w „Przeznaczeniu Jedi” zajmujemy się też podróżą duchową, a Abeloth jest takim mistycznym potworem. Czymś poza naszym zrozumieniem. Ona jest mitologiczna. Mamy zatem rozwój przez te trzy serie. Chciałbym powiedzieć, że tak właśnie planowaliśmy od samego początku, ale prawda jest taka, że wyszło to nam dopiero w praniu.

P: Mówiąc o Abeloth, mógłbyś mi coś powiedzieć o tym napisanym kursywą akapicie pod koniec "Apokalipsy"?

O: (Śmiech) To bardzo ciekawa interpretacja tego fragmentu. Nie chciałem o tym mówić dużo, z wyjątkiem tego, że twoje podejście nie jest takim jakiego się spodziewałem po czytelnikach. Było bardzo niejasne w czyim umyśle jesteśmy. Chcieliśmy to powiązać, zrobić klamrę całej opowieści „Przeznaczenia Jedi”. Mi się podoba sposób, w jaki to zadziałało. Dużo dyskutowaliśmy na temat, czy powinniśmy robić klamrę w ten sposób, czy nie. Myślę że możesz przeczytać te linijki tekstu, zakładając że jesteś w głowie co najmniej kilku różnych postaci, zarówno na początku jak i na końcu tej opowieści. To co wyczytasz z tych linijek, zależy od tego w głowie której postaci jesteś. One operują na więcej niż jednym poziomie.

P: Wspomniałeś, że podobny akapit znalazł się na początku opowieści, zatem pewnie jest w „Wygnańcu”. Możesz mi powiedzieć więcej o decyzji, by zrobić taką klamrę?

O: Kiedy Aaron rozpoczął „Wygnańca” tymi słowami, to było dla nas pewne zaskoczenie. Nie potwierdziliśmy tego, że skończymy „Apokalipsę” w ten sam sposób, przynajmniej dopóki nie byłem już w jej połowie. Zaczęliśmy wtedy rozmawiać o perspektywie tego początkowego akapitu i zrobiło się to interesujące. Mieliśmy wiele pomysłów, zaczynając od tego, do kogo te myśli należą. Rozmawialiśmy o tym i zrozumieliśmy, że trzeba to jakoś wytłumaczyć. Ale czy musieliśmy wybrać jedną osobę? Osobiście wierzę, że jak się wchodzi w symbolikę, nie trzeba wszystkiego wyjaśniać. Wtedy działamy na poziomie poza świadomym zrozumieniem, trzeba to dotknąć podświadomością. Ja podkreślałem wiele razy, że lepiej zostawić to tak, by działało na wielu poziomach. Zapierałem się też, że nie napiszę tych kwestii z punktu widzenia Abeloth. Myślałem o kimś innym, gdy je pisałem.

P: Czy jest jakaś szansa, że się dowiemy o kim, w jakiejś późniejszej książce?

O: Wątpię. Uważam, że tajemnica zostawia pole do interpretacji czytelnikowi. Trudno to w ogóle sobie wyobrazić. Choć nigdy nie mów nigdy. Może któregoś dnia, ktoś wykopie to zdanie i mnie zaskoczy, ale ja nie mam zamiarów by rozwijać akurat tę rzecz.

To nie jest pierwszy wywiad z tym autorem dotyczący tej powieści. Poprzedni znajduje się tutaj.

Zapowiedź ''Fatalnego sojuszu''

Amber
14

Na stronie internetowej wydawnictwa Amber ukazała się zapowiedź trzeciej z książek, powiązanych z grą "The Old Republic". "Fatalny sojusz", autorstwa Seana Williamsa pojawi się w księgarniach 10 maja (czwartek), jego cena okładkowa wyniesie 39,80 zł, a objętość to 384 strony. Tłumaczeniem zajęli się: Jerzy Śmiałek, Ewa Skórska i Miłosz Urban.

Przybyli z różnych stron galaktyki: wysłannicy Republiki i Imperium, Jedi poszukujący informacji, była komandos wyrzucona z elitarnego oddziału i tajemniczy Mandalorianin. W jedno miejsce zwabiła ich niezwykła aukcja – którą wygrać może tylko jeden z nich. Każdy jest gotów przekroczyć granice, byle wejść w posiadanie skarbu, którego wartość może się równać prawu do nowego świata. Nikt nie chce odejść z pustymi rękoma. Wszyscy skrzętnie skrywają swoje tajemnice, pragnienia i plany. I nie ma nic, co może ich zjednoczyć – nic, z wyjątkiem prawdy o śmiertelnie niebezpiecznym przedmiocie, którego pożądają. Lecz czy Sith i Jedi, Republika i Imperium – tysiącletni wrogowie – mogą połączyć siły, nawet przeciwko groźbie zagłady całej galaktyki?

"Fatalny sojusz" będzie jedyną książką z serii Star Wars, która ukaże się w maju. Oznacza to konieczność małych korekt w planie wydawniczym. Wznowienie "Powrotu Jedi" pojawi się w księgarniach w czerwcu, podobnie jak "Przeznaczenie Jedi 8: Hegemonia" (tu bez zmian z datą, zmianie uległ jedynie tytuł), natomiast "Zaginione plemię Sithów" przesunie się prawdopodobnie na lipiec.

Wszystkie zapowiedzi tutaj>>>.

Wznowienie i premiera

Amber
19

W księgarniach dostępne są już nowe książki Star Wars. Tym razem mamy dwie nowości. Jedną jest premiera kolejnego tomu serii Fate of the Jedi, a drugą wznowienie adaptacji książkowej Nowej Nadziei.

Nowe wydanie powieści rozpoczynającej kultową sagę – tuż po kinowej premierze Mrocznego widma w wersji 3D

W lutym 2012 George Lucas powrócił na ekrany kin z pierwszym epizodem swojej galaktycznej epopei przekonwertowanej na 3D - dla nowego pokolenia widzów i czytelników!

Wkrótce kolejne filmy klasycznej trylogii: Nowa nadzieja, Imperium kontratakuje, Powrót Jedi!

Luke Skywalker mieszka na Tatooine i pomaga wujowi Owenowi w pracy na farmie. Kupując dwa roboty, nie zdaje sobie sprawy, że w pamięci jednego z nich, robota astronawigacyjnego R2D2, jest zapisana tajna wiadomość od księżniczki Leii Organy z Alderaanu dla Obi-Wana Kenobiego, rycerza Jedi. Tylko z opowiadań wie o toczącej się wojnie pomiędzy Sojuszem Rebeliantów a wojskami Imperium. Wizyta u Obi-Wana i poznanie Hana Solo sprawia jednak, że całe życie Luke’a ulegnie dramatycznej zmianie.


Książka ma 240 stron, a napisał ją George Lucas.



Tom 7. serii Przeznaczenie Jedi

Jedi zamierzają zadać cios w samo serce tyranii. Czy jednak Luke Skywalker jest w stanie pokonać ucieleśnienie zła? Podążając tropem Abeloth, Luke trafi a na Nam Chorios, planetę, na której trzydzieści lat wcześniej zetknął się z zagrożeniem ze strony drochów, owadów przenoszących Posiew Śmierci. Teraz musi zmierzyć się z własną przeszłością i nowymi zagrożeniami, korzystając z pomocy nielicznych, a czasem niespodziewanych sojuszników. Tymczasem zakon Jedi i członkowie spisku zawiązanego na najwyższych szczeblach władzy, którzy odmiennymi drogami zmierzają do obalenia Daali, przygotowują się do dokonania przewrotu. Czy zdołają powstrzymać popadającą w paranoję admirał, nim dojdzie do tragedii?


"Wyrok" został napisany przez Aarona Allstona, a przekładem zajęli się Aleksanda Jagiełowicz i Grzegorz Ciecieląg.

Pamiętajcie, że dotychczas wydane pozycje Star Wars możecie nabyć bezpośrednio w sklepie wydawnictwa Amber.

Wywiad z Troyem Denningiem

10

Niedawno na łamach roqoodepot ukazał się wywiad z Troyem Denningiem, autorem Apocalypse, czyli ostatniej części Przeznaczenia Jedi. Uwaga, wywiad zawiera spoilery do zakończenia "Przeznaczenia Jedi".

P: Apocalypse jest zadedykowana byłej głównej redaktorce LucasBooks, Sue Rostoni. Mógłbyś opowiedzieć o pracy z nią?

O: Sue była dla mnie nie tylko wspaniałym redaktorem, ale i przyjacielem przez dziesięć lat, a to mój sposób, by upewnić się, że ona pamięta o odwiedzinach! Ale poważnie, Sue jest jedną z tych osób, które sprawiały, że pisanie Gwiezdnych Wojen sprawiało frajdę, i chciałem by wiedziała jak mocno ceniłem jej doświadczenie.

P: Mając na uwadze Mroczne Gniazdo, Dziedzictwo Mocy i Przeznaczenie Jedi, wygląda to jakbyśmy mieli jedną wielką historię z różnymi rozdziałami. Czy taki był zamysł od początku, czy zostało to jakoś zaplanowane?

O: „Plan” się raczej kształtował wraz z rozwojem. Rozpocząłem pracę nad Mrocznym Gniazdem pomysłem by ukazać, co się dzieje z moralnością Jacena po pokonaniu Yuuzhan Vongów. To bardzo stary motyw, co się dzieje z żołnierzem po wojnie. Jego powrót do domu zmienia wszystko fundamentalnie, pojawiają się traumy wynikające z tego, co widział i zrobił, i samotność, bo nikt inny nie jest w stanie go zrozumieć i jeszcze ta niepewność, czy znajdzie jakieś spokojne miejsce dla siebie w społeczeństwie.

Gdy trylogia się rozwijała, chciałem ujrzeć Jacena biorącego odpowiedzialność za przyszłość całej galaktyki, a gdy skończyliśmy Mroczne Gniazdo i zaczęliśmy Dziedzictwo Mocy, zdecydowaliśmy, że to pycha Jacena ściągnie go na Ciemną Stronę.

Potem dowiedzieliśmy się o planach Dark Horse’a z Dziedzictwem i Darthem Kraytem, i zacząłem się bawić pomysłem, że to właśnie ta mroczna przyszłość, której Jacen starał się zapobiec. Nigdy nie sformalizowałem tego pomysłu. Ale od tego miejsca ciągle o nim pamiętałem, i miałem pomysł, by Jacen starał się zapobiec wizji, którą ujrzał - Dartha Krayta siedzącego na Tronie Równowagi. W pewnym momencie, ale nie pamiętam w którym zdecydowałem dodać Allanę do tej wizji. I to stworzyło pewien mglisty klimat, który wykorzystywałem w obu seriach, mając nadzieję, że wpasuje się to w inne historie, które opowiadaliśmy.

P: W Apocalypse jest wspomniane, że Abeloth może nie być celestialką, a może nią być. Czy specjalnie umieściłeś takie niedopowiedzenie, czy ona nią jest, czy nie?

O: Odpowiedź jest w tekście, jeśli wierzyć Killikom na słowo, to ona i jej podobni, nie są celestialami, ale tym, czym stali się architekci.

P: Po raz drugi wprowadziłeś Bobę Fetta. Czy tym razem pisanie tej postaci sprawiło ci więcej radości w porównaniu z „Niezwyciężonym”?

O: Pisanie Boby Fetta to zawsze zabawa. Ale ja lubię Fetta starszego i bardziej złego. Dobrze jest go uczłowieczyć, ale chyba tylko tak długo, dopóki robi się z niego hardcorowca.

P: Skąd się wziął pomysł połączenia Przeznaczenia Jedi i Wojen klonów, dokładniej trylogii Mortis? W którym miejscu prac podjęto tę decyzję?

O: Połączenie wystąpiło w chwili gdy pisaliśmy „Sojuszników” i „Wir”. Nasza ekipa dyskutowała jak połączyć Abeloth i celestiali, a Leland Chee (opiekun Holokronu) powiedział nam o tym, że Dave Filoni zajmuje się w przygotowywanych odcinkach jakimiś postaciami, których natura jest podobna do architektów. Wtedy wiedzieliśmy, że musimy to jakoś skoordynować, lub obrać radykalnie inny kierunek. Popytaliśmy więc Lelanda, czy Dave byłby gotów podzielić się swoimi przemyśleniami na temat odcinków o Mortis z nami, i wpleść nam Abeloth do tej opowieści. On przyjął pozytywnie pomysł i współpraca była wyśmienita. Nie potrafię przekazać jak wielką przyjemnością była praca z Davem nad tym, i jak jestem mu wdzięczny za współpracę. On jest naprawdę bardzo fajny.

P: Zabiłeś Barva... i dobrze to opisałeś. W którym momencie serii wiedziałeś, że on zginie?

O: Kiedy to napisałem. Chciałem zabić Hana, ale redaktorzy mi nie pozwolili, więc w zamian zabiłem Barva. (żart). A poważnie, gdy pisałem ten rozdział, czułem, że to ważny moment i czas w którym coś strasznego musi się wydarzyć. I to było doskonałe miejsce, by Barv zszedł jako bohater, przyjaciel Allany i obrońca. To była ciężka śmierć do opisania, ale czułem że jest potrzebna, i myślę że odegra kluczową rolę w dalszym rozwoju Allany w EU.

P: Czy było dla ciebie satysfakcjonujące opisanie w końcu ślubu Jainy i Jaga?

O: To było satysfakcjonujące. Byłem zwolennikiem związku Jainy i Zekka, bo nie chciałem by Jaina zniknęła z wątków o Jedi i odgrywała rolę imperatorowej Resztek Imperium.

I mówię tu jako autor. Lubię ją pisać tak bardzo, że nie chciałbym jej stracić, a nie podobają mi się machinacje, które sprawiłyby, że utrzymywałaby się w głównej fabule, gdy pożegnała się z Jedi i stała się obywatelką Imperium. No i wyobrażacie sobie reakcję Hana na to, że jego córka wyszła za imperialnego i sama została obywatelką Imperium? Nie pozwoliłby mi ponownie pisać. Ale teraz widzę, że ma to jakieś plus i jestem szczęśliwy, że wyszli za siebie. I myślę, że będą nadal stanowić świetną parę.

P: Czy teraz, gdy Przeznaczenie Jedi zostało ukończone, możesz coś zdradzić o największych zmianach fabularnych w trakcie gdy tworzyliście te serię?

O: Nie było większych zmian, w tym co zaplanowaliśmy kogo zabić lub jak skończyć serię. W sumie ustaliśmy ostatnią scenę Apocalypse w ciągu pierwszych godzin naszej konferencji i to się nie zmieniło.

Ale zdecydowaliśmy dodać wątek o niewolnictwie po pierwszych trzech książkach. Christie uważała, że potrzebujemy dać Jedi jakiś moralny odnośnik, a to się świetnie nadawało. Dodało to wiele do serii, i wspomogło moją pracę przy Wirze.

P: Pozostawiłeś wiele wspaniałych pomysłów do przyszłości EU, dziecięciu rycerzy, uratowanie Raynara, odnalezienie Kesh, śledztwo w sprawie Jednego Sitha, czy rozwój Vestary pod wpływem Krayta. Który z tych pomysłów chciałbyś teraz opisać?

O: Wszystkie. I będę pisał Star Wars aż do 150 roku życia.

P: A możesz powiedzieć, co będzie z Jae Juun i Tarfangiem?

O: Jak możesz o to pytać? Nie znam odpowiedzi, w końcu to tajni agenci Galaktycznego Sojuszu!

P: Czy jest jakaś szansa, że niektórzy z tych Barabeli w szponach Teser-Dordi-Wilyem-Zals mogą nie być wrażliwi na Moc?

O: Tylko czas to wyjaśni.

P: Podczas panelu na San Diego Comic-Con w 2009 wspomniałeś, że Dziedzictwo Dark Horse’a może być tylko jedną z możliwych przyszłości. Ale wygląda na to, że teraz jakbyś otworzył się na tę przyszłość i próbował ją powiązać. Czy to prawda? I jak twoim zdaniem ta kwestia wygląda dziś?

O: Czuję się raczej otwarty na możliwości, ale szczerze to nie znam odpowiedzi. Jestem tylko pisarzem, a to już coś o czym decydują redaktorzy, ludzie z Del Rey, Dark Horse’a i Lucasfilmu. Prawdę mówiąc, obecnie, nie byłbym zaskoczony, gdyby nawet oni tego nie wiedzieli.

P: Czy zobaczymy kiedyś Tenel Ka, która opuszcza Hapes i ma większą rolę?

O: Wiecie, że nie lubię spoilerów.

P: Ostatnie pytanie: Czytanie Apocalypse było satysfakcjonujące, a czy pisanie również?

O: Pisanie Apocalypse było ciężkie, ale było tego warte. Myślę, że to jedna z moich najlepszych książek i wiem, ze najambitniejsza. Ona kończy coś, co określam mianem ery Jacena w EU, która zaczęła się w trylogii Mrocznego Gniazda, kontynuowała upadek w Dziedzictwie Mocy i rozbrzmiewała przez całe Przeznaczenie Jedi. Teraz myślę, że Jacen odpocznie. Teraz stoimy u nowego progu, spoglądamy na dziesiątki nowych potencjalnych historii. Mamy olbrzymie możliwości i nie mogę się doczekać, aż zobaczę dokąd EU zmierza.

"Apokalipsa" nadeszła

TFN
17

Dzisiaj swoją premierą ma ostatni, dziewiąty, tom serii Fate of the Jedi. Jest to zarazem zakończenie pewnej ery w dziejach wydawniczych Star Wars. Domknięta została ostatnia dłuższa seria, jaką w najbliższym czasie ma wydawać wydawnictwo Del Rey. Nie wiadomo co przyniesie przyszłość, jednak pierwszy raz od lat dziewięćdziesiątych i debiutu serii X-Wing, będzie nam dane czytać w najlepszym wypadku trylogie. Fate of the Jedi 9: Apocalypse, autorstwa Troy'a Denninga powinien się ukazać na rynku polskim w drugiej połowie tego roku.

Bez możliwości złożenia broni
Bez litości
Stawką nie jest tylko przyszłość galaktyki -
To przeznaczenie Mocy.

W emocjonującym finale niesamowitej serii Przeznaczenie Jedi, Sithowie oraz Jedi stają naprzeciwko siebie. Na polu bitewnym znanym jako Coruscant. Dla Sithów jest to szansa odzyskać utraconą pozycję w Galaktyce, która przez lata niemal o nich zapomniała. Dla Abeloth jest to ważny krok na drodze do podporządkowania sobie wszelkiego życia. Z kolei dla Luke'a Skywalkera jest to wezwanie do walki, by na zawsze pozbyć się Sithów i ich nowej pani.

W planetarnym ataku, drużyny Rycerzy Jedi i dywersantów Sithów ścierają się w szybkim i zabójczym ataku z zaskoczenia. Zwycięstwo przeciw przebiegłej i dzikiej Abeloth, oraz jej ostatecznej rozgrywce jest dalekie od pewnego. Luke, Ben, Han, Leia, Jaina, Jag, oraz ich sojusznicy zbliżają się, a wkrótce wyjawiona zostanie prawda o stworzeniu zrodzonym z Ciemnej Strony. Fakt ten rozejdzie się falą uderzeniową przez Zakon Jedi, galaktykę, a nawet samą Moc.




Temat na forum poświęcony serii.


Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.