Spis newsów (Rian Johnson)

Tim Rose zawiedziony jak potraktowali Ackbara w „Ostatnim Jedi”

17

Youtuber Jamie Stangroom przeprowadził wywiad z Timem Rosem, operatorem kukiełek, który wcielił się w postać admirała Ackbara, jeszcze w „Powrocie Jedi”, a potem kolejno w „Przebudzeniu Mocy” i „Ostatnim Jedi”.

Rose opowiada zarówno o tym, jak bardzo zżył się z tą postacią. W przypadku kukiełek wydaje się, że łatwo jest zastąpić odtwórcę. Ktoś inny kieruje ruchami takiej postaci, ale praktyka pokazuje, że ciężko jest to imitować. Tym samym strojem, tą samą kukiełką różne osoby tworzą dwie inne postaci. To właśnie sprawia, że przez te 30 lat Tim bardzo zżył się z Ackbarem. Odgrywał przecież też inne role, w tym Sprośnego Okrucha czy Sy Snootles, która w „Wersji Specjalnej” została zastąpiona komputerową animacją. Wspominał też anegdotkę o Harrisonie Fordzie i o tym jak chciał go wyrzucić z planu Epizodu VI (zresztą ta historia przewija się nie raz w konwentowych opowieściach). W końcu przeszedł do nowych Epizodów. O ile w przypadku „Przebudzenia” Rose mówi przede wszystkim o nostalgii i tym, że postaci było tak mało, to „Ostatni Jedi” wciąż budzi wiele emocji.

Po pierwsze w filmie Riana Johnsona Ackbar zginął poza kadrem, nie wszystkim się to podoba. Rose nie należy do zwolenników tego rozwiązania, ale też otwarcie go nie krytykuje. Raczej jest trochę zawiedziony, przede wszystkim tym, że Ackbar nie ma prawie nic do roboty w Epizodzie VIII. Natomiast przyznał, iż scena śmierci admirała została sfilmowana i była dość ciekawa. Ostatecznie z planu wyproszono prawie wszystkich. Zostało tylko trzech kaskaderów w ognioodpornych strojach i tam faktycznie było gorąco, wręcz niebezpiecznie. Nawet w obecnych czasach, gdy kręci się wszystko z pomocą animacji komputerowej, tu oldschool rządził.

Potem przyszedł ostatni dzień na planie. Tim znów nie miał wiele do zagrania, ale poprosili go, by zrobił coś specjalnego. Liczył, że po tych 30 latach, na planie mu podziękują za pracę i wkład w tę postać. A jak nie to przynajmniej uhonorują Ackbara, postać odziedziczoną z klasycznej trylogii. Zamiast tego dano mu potrzymać „Sokoła Millennium” z napisem „VIII” i numerem dnia zdjęciowego i kazano powiedzieć „to koniec zdjęć”. Ta kwestia to gra językowa, bo brzmi po angielsku It’s a wrap, co oczywiście jest nawiązaniem to It’s a trap, czyli kwestii dialogowej z której Ackbar słynie. I tyle, mały żarcik na planie, a potem Ackbar ląduje w archiwach. Na tym koniec. Tim był bardzo tym zawiedziony i było mu bardzo przykro. Zamiast zostać choć trochę docenionym, został potraktowany jak klown. Jak mówi, po tym wszystkim, zaszył się gdzieś na pół godziny, gdzieś, gdzie nikt go nie widział.

Pełny wywiad możecie obejrzeć tutaj.

Ciekawostki o „Skywalker. Odrodzenie”

14

Od opublikowania pierwszych zdjęć z „Vanity Fair” minęło już kilka dni. Dziś publikujemy kolejne, a także zebrane najważniejsze informacje z artykułów.



Pustynia Wadi Rum w Jordanii odgrywa rolę planety Pasaana. Ta znajduje się na krawędzi galaktyki i jest zamieszkana przez tubylców zwanych Aki-Aki. W rolę tych ostatnich wcielili się Jordańczycy. J.J. Abrams natomiast podkreśla, że jest coś niesamowitego w interakcji pustyni i światła.

Nowa śnieżna planeta to Kijimi. Zobaczymy tam lokację zwaną Kwartałem Złodziei, tam będzie przebywać łotrzyca Zorri Bliss (w tej roli Keri Russell).

Pryde (w tej roli Richard E. Grant) będzie w Najwyższym Porządku miał stopień Wiernego Generała (Allegiant general). Jednocześnie mamy się dowiedzieć czegoś więcej na temat powstania Najwyższego Porządku. Pojawią się też Rycerze Ren, ale o tym już wiemy.



Anthony Daniels miał problem z zapamiętaniem pierwszej kwestii dialogowej. Nie wchodziła mu do głowy. Składała się tylko z dwóch słów: „wspólne godło” (common emblem). Daniels miał jakiś problem z wypowiedzeniem ich, więc ostatecznie nagrano je w postprodukcji. Jednocześnie aktor mówi, że C-3PO robi w filmie coś, co zaskoczy wszystkich. Pozostanie przy tym w swoim okryciu, to nie jest nic zaskakującego w ten sposób, ale... i tu Daniels urywa.

„Skywalker. Odrodzenie” ma skończyć zaczętą 42 lata temu sagę, a jednocześnie położyć kres odwiecznemu konfliktowi Jedi i Sithów.



Finn i Jannah (Naomi Ackie) jeżdżą na przypominających konie stworach zwanych orbakami. Orbakami na planie to oczywiście był konie. Jednocześnie obrak to trochę skrzyżowanie konia z jakiem. Naomi natomiast powiedziała, że o swojej postaci nie może nic zdradzić.



Powiązanie Rey i Kylo Rena będzie silniejsze niż w poprzednim filmie. Jednocześnie będą walczyć ze sobą na miecze w pewnym momencie filmu. Szkolenie Rey jest prawie skończone. Daisy Ridley mówi, że podobało się jej to ujęcie ze zwiastuna, gdy widzimy Rey spokojną, opanowaną i pewną siebie. Wciąż to wszystko ją w pewien sposób przerasta, ale trochę inaczej.

Adam Driver zauważa, że młody Ben Solo żył pod dużą presją tego, kim byli jego rodzice.

Akcja „Skywalker. Odrodzenie” dzieje się jakiś rok po „Ostatnim Jedi”.

Z nowych postaci zobaczymy D-O, którego widzieliśmy na Celebration, oraz obcego przypominającego trochę skrzyżowanie ślimaka i banana. Nazywa się on Klaud.



J.J. Abrams początkowo nie chciał dołączać Billie Lourd do scen, w których występuje Carrie Fisher (z ujęć pozostałych po „Przebudzeniu Mocy”). Jednak na jej prośbę dodał ją do tych scen.

Jednocześnie w sieci pojawiło się powiększone zdjęcie Lei, na której widać, że prawdopodobnie została ona postarzona.



Zdaniem Johna Boyegi Finn obecnie się zmienił i jest bardzo aktywnym członkiem Ruchu Oporu. Oscar Isaac z kolei mówi, że Poe Dameron także dorósł do tego, by być liderem. Wcześniej był raczej samotnym strzelcem, teraz rozumie potrzebę pracy w grupie, co sprawia, że dynamika filmu i interakcje między bohaterami są inne.

Abrams nie tylko konsultował film z Georgem Lucasem, ale również z Rianem Johnsonem i Lawrencem Kasdanem. Bardzo mu zależało na tym, by znaleźć dobre zakończenie całej sagi, tak by się dało to oglądać jak dziewięcioczęściową historię, która do czegoś dąży.



Na zdjęciach pojawił się też Mark Hamill z R2-D2. Ale czy zagra ducha, czy to tylko jakaś retrospekcja, zobaczymy. Mark był zajęty, więc nie udzielił wywiadu, podobnie jak Kelly Marie Tran.

Kathlen Kennedy mówiła, że gdy planowali nową trylogię, J.J. Abrams kazał jej napisać na tablicy słowo, określające uczucie, jakie chciałaby dostać. Na tablicy pojawiło się słowo „zachwycający” (delightful). Jednocześnie wiele rzeczy, które planowano przy „Przebudzeniu Mocy”, na całą trylogię trafiło do finalnego filmu.

Zobaczymy filmowego KOTORa lub Solo 2?

20

Obecnie zgodnie z oficjalnymi informacjami w planach, poza Epizodem IX, mamy dwie filmowe trylogie. Jedną tworzoną przez Riana Johnsona i drugą przez Davida Benioffa i D.B. Weissa. Druga z tych trylogii będzie miała swoją premierę 16.12.2022. Pomimo iż mamy 6 zapowiedzianych filmów nie ustają spekulacje na temat tego co będzie dalej (lub też pomiędzy nimi).

Jedna z ciekawszych plotek związanych z kolejnymi filmami dotyczyć może stworzenia filmów powiązanych z serią Knights of the Old Republic. Wszystko zaczęło się od wywiadu, który Kathleen Kennedy udzieliła podczas tegorocznego Celebration, a później również krótkich wypowiedzi podczas spotkań z inwestorami. Kathleen zapytana o serię KOTOR stwierdziła, że dyskutują na ten temat cały czas i pracują aby stworzyć coś. Na obecną chwilę jednak sama nie wie co z tego wyjdzie i w jakim kierunku praca pójdzie. Pikanterii tematowi dodaje news, który został opublikowany przez BuzzFeed. Wg nich trzy niezależne źródła potwierdzają, że Laeta Kalogridis kończy obecnie pracę nad scenariuszem pierwszego filmu związanego z serią KOTOR. Serwis mówi o potencjalnej kolejnej trylogii, która mogłaby być wyprodukowana. Laeta była scenarzystką m.in. Wyspy tajemnic, Ality i serialu Altered Carbon. Na razie jednak trzeba pamiętać, że są to niepotwierdzone informacje.



Jeśli chodzi o inne produkcje to od dwóch dni przez internet przetacza się akcja fanowska mająca na celu skłonić Disneya do zrobienia kolejnej części Solo. Użytkownicy portali społecznościowych (przede wszystkim twittera) dołączają do swoich wypowiedzi hashtag #MakeSolo2Happen. Ma to na celu zobrazowanie jak duże jest zainteresowanie kontynuacją tego spin-offa. Pod akcję podłączyły się również osoby związane z produkcją poprzedniej części. Mała jest szansa, aby przyniosła ona oczekiwany skutek biorąc pod uwagę, że produkcja spin-offów została na pewien czas odłożona ale nigdy nie można być tego na 100% pewnym. Szczególnie, że w ostatnich czasach studia filmowe/telewizyjne coraz częściej zdają się zwracać uwagę na takie ruchy fanów.



„Skasowana” trylogia Johnsona faktycznie skasowana?

24

Krótki plan Disneya na najbliższe lata, który poznaliśmy parę dni temu oznajmił tylko, że w produkcji są trzy kolejne filmy „Star Wars”. Kto się nimi zajmie? Nie wiadomo. Próbował się tego dowiedzieć Clayton Sandell z ABC (telewizji należącej do Disneya), ale nie uzyskał on odpowiedzi.

Po sieci krążą różne opinie. Większość sugeruje, że trylogia Riana Johnsona jeśli nie jest martwa, to została odłożona na czas nieokreślony. John Campea twierdzi, iż jego źródła wprost wskazują, iż za te trzy filmy odpowiadają D.B. Weiss i David Benioff, nic nie słyszał o tym co z Johnsonem.



Więc co z Rianem Johnsonem? Jest kilka możliwości. Po pierwsze trylogia Johnsona może się jeszcze wydarzyć po filmach Benioffa i Weissa.

Po drugie plan zawsze jest w ruchu, więc może Disney jeszcze zdecyduje się coś gdzieś włożyć i dodać kolejny film „Star Wars”, acz obecnie wydaje się to za mało prawdopodobne. Zgodnie z zapowiedziami Alana Horna zadbano by „Avatary” i „Gwiezdne Wojny” się nie nakładały. Z drugiej strony Horn wspominał także, że saga lepiej sprawdza się jako wydarzenie. Zobaczymy, czy te dwuletnie przerwy wystarczą, czy Disney zdecyduje się je skrócić lub wydłużyć w kolejnym rozdaniu.

Trzecia rzecz to niedawne słowa Kathleen Kennedy o tym, że Johnson, Benioff i Weiss pracują razem nad planami na kolejną dekadę. Może te dwa osobne projekty zostały jakoś połączone. Pomysły Johnsona wcielone w wizję Weissa i Benioffa? Możliwe też, że na pocieszenie Johnson zostanie reżyserem jednego z ich filmów i przemyca tym samym niektóre ze swoich wizji. Benioff i Weiss przede wszystkim są producentami i scenarzystami.

Natomiast jedno jest prawie pewne. W najbliższych latach nie zobaczymy kolejnych spin-offów w kinach. Ich miejscem będzie platforma Disney+. I to ona może być ostatnią szansą dla trylogii Johnsona. Jeśli nie, to znaczy, iż filmy Riana faktycznie zostały już skasowane. Takie plotki pojawiają się od września, kiedy to Bob Iger nie wymienił trylogii Johnsona wśród przyszłych projektów.

Drugi sezon potwierdzony zakulisowo

źródło
14



Jako że raczej 'Mandalorianin' jest nie tylko tajemniczym bohaterem, ale też występuje w dość tajemniczym serialu, więc takie rzeczy muszą być brane od "dobrze umiejscowionych" informatorów. Nie ma co liczyć na oficjalne oświadczenie, ale wychodzi na to, że jedna z plotek jest już pewnikiem - powstanie drugi sezon mando-show dla Disney+.

Produkcja ma się rozpocząć latem 2020 roku, więc premiery można by się spodziewać w 2021. Zdjęcia ponownie mają powstawać w Los Angeles, a Jon Favreau ma być showrunnerem*, w uznaniu wkładu pracy w pierwszy sezon, jak również za korpo-zasługi przy tworzeniu 'The Lion King', gdzie Disney spodziewa się poważnych wpływów. To wszystko może zaowocować nawet podpisaniem specjalnego kontraktu z firmą, ale na dziś pozostaje w strefie spekulacji.


Ogólnie ciekawie przedstawia się też przyszłość SW na małym ekranie, gdzie Diego Luna i Stephen Schiff łączą siły w spinoffowym serialu 'Cassian Andor', którego produkcja rozpocznie się pod koniec października tego roku, z docelową premierą w 2020. Podobno roboczy tytuł brzmi 'White Snake' ('Biały wąż').
Jeśli chodzi o inne tytuły to Lucasfilm rozważa wprowadzenie na rynek wielu różnych programów na platformę Disney+, łącznie z potencjalną serią o Obi-Wanie Kenobim, nad czym podobno mają poważnie myśleć w siedzibie firmy.

Wszystko to jest potwierdzeniem słów Kathleen Kennedy podczas dnia inwestorskiego D23, że wzorem Marvela, planują wprowadzić wiele nowych treści, które skupią się na mniejszych historiach w uniwersum, pierwotnie planowanych jako kinowe antologie. Fabuła o "mniejszej skali" ma pozostać ekskluzywną treścią D+, natomiast na dużym ekranie mają się pojawiać filmy o "galaktycznej randzie konfliktu".
Jednym z przykładów może być 'Knights of the Old Republic', marka należąca do Lucasfilm, której wprowadzenie do kin jest rozważane do dłuższego czasu i prawdopodobnie może to być jedna z dwóch trylogii filmowych dla Riana Johnsona lub twórców 'Gry o tron', Davida Benioffa i D.B. Weissa.


Wracają do 'The Mandalorian' to Werner Herzog wypowiedział się trochę na temat serialu. Fragmencik rozmowy z 'The Associated Press' możecie zobaczyć poniżej



Skrótowo - Herzog postanowił wystąpić w produkcji dzięki namowom Jona Favreau i po przejrzeniu scenariusza oraz roli swojej postaci, chociaż niewiele wiedział o Gwiezdnych Wojnach, nie oglądał żadnych filmów, ale świadom jest istnienia franczyzy i przemysłu zabawkarskiego dla dzieci.
Chwalił, zresztą nie on pierwszy, sposób filmowania scen serialu, które nie opierają się wyłącznie na green screenie i domyśle aktorów w jakim miejscu się znajdują, ale na kamerach z kontrolerami ruchów i wyświetlaczami, na których od razu widać efekty specjalne, otoczenie i cały koncept ujęcia.


*PS.* Jeśli kogoś razi używanie "polynglisza" to ja osobiście uważam, że niektóre słowa/wyrażenia nie mają prostego i krótkiego przełożenia z języków obcych na nasz rodzimy. Stąd showrunner to może być producent wykonawczy, a zarazem główny scenarzysta serialu telewizyjnego, jak i coś więcej/mniej. Polecam przeczytać tak na przyszłość.

Znamy daty trzech kolejnych premier

Variety
49



Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami trwają obecnie prace nad co najmniej sześcioma filmami z serii Star Wars. Trzy z nich to trylogia Riana Johnsona, a kolejne trzy to trylogia D.B. Weissa i Davida Benioffa. O ile wokół pierwszej trylogii wciąż pojawiają się plotki potwierdzające lub zaprzeczające jej powstawaniu to druga jest niemal pewna.

Dzisiaj portal Variety doniósł jak wygląda najbliższy kalendarz premier Disneya. Dzięki temu wiemy, że następne (po Epizodzie IX) trzy filmy z serii Gwiezdnych Wojen trafią do kin: 16.12.2022, 20.12.2024 i 18.12.2026. Także co dwa lata będziemy mogli spędzić grudzień z nowymi produkcjami Star Wars. Nie wiemy dokładnie jeszcze co to będą za filmy ale bardziej prawdopodobne jest, że są to daty premier filmów D.B. Weissa i Davida Benioffa.

Celebration Chicago 2019: Panel o „The Rise of Skywalker”

62

Panel o „The Rise of Skywalker” to było mocne otwarcie Star Wars Celebration 2019 w Chicago. Panel możecie obejrzeć poniżej. Najważniejsze ciekawostki wynotowaliśmy.



J.J. Abrams zauważył, że prace nad filmem wciąż trwają. Obecnie jest to głównie montaż i praca nad efektami specjalnymi. Abrams wspominał też jak ważne jest to, by ten film zarówno spinał całą dziewięcioczęściową sagę, nową trylogię, ale przy tym był także pełnoprawnym niezależnym obrazem. Mówił też, że film jest przede wszystkim o nowym pokoleniu, i tym jak błądzi między jasną i ciemną stroną. Zaś główny szwarccharakter został określony jako wielkie zło (bez mówienia kim on jest, obecnie wiemy już o kogo chodzi).

Abrams potwierdził ponadto, że nie chcieli ani obsadzać nikogo w roli Lei, ani generować komputerowo Carrie Fisher. Szczęśliwie udało się zmontować sceny z tego, czego nie wykorzystano przy „Przebudzeniu Mocy”, tak by Leia i Carrie były obecne w filmie.

„The Rise of Skywalker” nie zaczyna się zaraz po „Ostatnim Jedi”. Minął jakiś czas, ale jeszcze nie zdradzono jak długi. Bohaterowie zaś znów będą razem i razem będą przeżywać kolejną przygodę.

Zdjęcia w Jordanii trwały trzy tygodnie, ale przygotowania do nich zajęły dużo więcej. Anthony Daniels mówi, że gdy zobaczył Wadi Rum bardzo mu przypominało szkice Ralpha McQuarriego. Abrams mówił, że starali się kręcić na lokacjach (Jordania, Anglia i inne nieokreślone na panelu miejsca), budowali też duże dekoracje.

Na panelu pokazano też zdjęcia nowego obcego imieniem „Klad”, którego Chewie ściągnął do Ruchu Oporu, a także małego robota D-O. Podobnie jak w przypadku BB-8, tak i tu w pełni działająca wersja pojawiła się dopiero na Celebration.

Billy Dee Williams na panelu bardzo chwalił Abramsa, zaś prace nad „The Rise of Skywalker” określił mianem wyjątkowych i bardzo ważnych w całym jego życiu.

Naomie Ackie opowiedziała zaś historię swojego angażu. Była w domu w łóżku, na dole spał jej przyjaciel. Nagle jak dostała telefon zaczęła krzyczeć. Jej ojciec przyleciał, początkowo ciężko było mu wytłumaczyć, że to sprawa telefonu a nie kolegi. Ale poszło. Stephen Colbert zapytał Naomie o to, czy gra córkę Landa (pamiętamy ploty o Verze). Aktorka odparła na to, że Lando w sumie w galaktyce to może mieć bardzo wiele dzieci.

John Boyega mówił, że Finn w końcu się odnalazł w Ruchu Oporu. Ma też nowy świetny, własny strój. Natomiast relację Finn, Rey, Rose określał jako trójkąt miłosny, a jak się doda do tego Poe i Bena to już robi się z tego skomplikowany wielokąt.

Daisy Ridley powiedziała, że Rey zaczęła czytać te książki Jedi, ale jeszcze wszystkiego się nie nauczyła. Zapytana o to, czy zobaczymy jakieś nowe umiejętności Mocy, nie chciała odpowiadać wprost. Ale pochwaliła to co robił koordynator kaskaderów. Daisy obiecała, że w filmie nie zobaczymy ani pół-nagiego Kylo Rena, ani tym bardziej nagiego (co sugerował Oscar Isaac).

J.J. Abrams mówiąc o Kelly Marie Tran uznał, że jej angaż był najlepszą decyzją Riana Johnsona w kontekście „Gwiezdnych Wojen”. (Do tego wątku jeszcze wrócimy).

Na panelu już po pokazie teasera pojawił się też Ian McDiarmid. Już później aktor potwierdził, że to śmiech z prequeli i nie należy się spodziewać, że zostanie wykorzystany w filmie.

Przy okazji panelu Abrams udzielił kilku wywiadów w mediach. Jeden z nich wspominaliśmy ostatnio. Tam znalazła się wypowiedź Abramsa o tym, że Rian Johnson napisał pierwszy scenariusz „Ostatniego Jedi” zanim obaj mieli okazję porozmawiać. Potem było to trochę prostowane, że nie do końca o to chodziło, ale kwestia pewnych niezgodności między filmami jest zauważalna. Jedna z nich to choćby rodzice Rey. Tu pojawiła się sugestia, że J.J. rozwinie ten wątek, ale tak, by nie zaprzeczać wprost Epizodowi VIII.



Natomiast Abrams przyznał, że konsultował pewne rozwiązania fabularne z Lawrencem Kasdanem, Georgem Lucasem (podobno kwestia powrotu Palpatine’a), czy Rianem Johnsonem. Podkreślał również, że ten film musi być kulminacją poprzednich.

Kathleen Kennedy mówiąc o tytule twierdzi, że on niewiele ujawnia. Jest prowokujący, daje do myślenia, ale nie zdradza fabuły. Zaś słowo „Skywalker” dobrze podsumowuje te 40 lat. Natomiast w innym wywiadzie Kennedy wspomniała, że jest jedną z niewielu osób, która miała okazję przeczytać cały scenariusz. Jest tam dużo konfliktu, ale przede wszystkim daje on nadzieję.







Na premierę musimy poczekać do grudnia.

Filmy w zawieszeniu po Epizodzie IX

60

Bob Iger w wywiadzie dla Bloomberga powiedział kilka rzeczy na temat platformy Disney+ a także planów Disneya. Platforma nie wpłynie na proces wydawania filmów. Kino wciąż jest bardzo ważne dla Disneya. Niemniej jednak jeśli chodzi o „Gwiezdne Wojny” to po Epizodzie IX czeka nas przerwa. Kolejne filmy są w produkcji, ale nie trafią one na rynek, nawet na razie nie będą zapowiedziane. Ten okres przerwy mają nam umilać produkcje na Disney+.



Zdaniem Anthony’ego Breznicana z Entertaimnent Weekly, nie będzie kolejnego filmu nie tylko w 2020, ale prawdopodobnie także w 2021.

Potwierdza to Kathleen Kennedy, która mówi, że przerwa między kolejnymi filmami potrwa kilka lat. Ten czas poświęcą na to, by naprawdę przemyśleć kierunek kolejnych filmów. Nie zastanawiają się obecnie nad kolejną trylogią, ale całą dekadą opowieści. Co więcej, cała ekipa twórcza pracuje dziś razem. Wliczając w to Riana Johnsona oraz Davida Benioffa i D.B. Weissa. Ich projekty początkowo miały być niezależne, jednak staną się podstawą nowej sagi. Jak będą ze sobą powiązane, nie wiadomo.

Zdaniem Kennedy „The Rise of the Skywalker” w grudniu zamknie istniejącą sagę i jej okres czasowy. Dalej pojawią się gry, książki, komiksy i seriale. Natomiast nowe filmy będą mieć miejsce w odleglejszych czasach. Wciąż ta sama odległa galaktyka, ale akcja może dziać się jeszcze dawniej.

Kathleen obiecuje, że nawet przy tym nowym kierunku, to wciąż będą „Gwiezdne Wojny” bliskie DNA jakie stworzył George Lucas.

Czy to znaczy, że dalej nie będzie szansy na spin-offy? Kathleen twierdzi, że obecnie bardziej szukają ludzi do projektów, utalentowanych filmowców. Jednocześnie chcą zwiększyć ilość kobiet w tych procesach twórczych i dać tej grupie działać. Minie zatem sporo czasu, nim na poważnie usłyszymy coś o nowych filmach.

J.J. Abrams o powrocie do sagi

36

Na początek podobno wyciekł tytuł Epizodu IX. Brzmi on jakoby „Will of the Force”. Czy to prawda zobaczymy jutro.

J.J. Abrams wrócił już do swojego domu w Kalifornii, gdzie spokojnie nadzoruje prace w Bad Robot. Przy okazji udzielił też wywiadu serwisowi Fast Company. Znajduje się tam kilka ciekawostek o kulisach Epizodu IX.

Gdy Colin Trevorrow rozstał się z projektem, Kathleen Kennedy zadzwoniła do Abramsa pytając, czy nie rozważyłby powrotu do „Gwiezdnych Wojen”. Abrams jak twierdzi kocha „Gwiezdne Wojny”, a „Przebudzenie Mocy” to coś czym nie tylko był podekscytowany, ale autentycznie szczęśliwy, że zrobił ten film. Owszem jest świadom krytyki, tego że nie wszystko poszło gładko tak jak by chciał. Ale też wiedział ile to go kosztowało. Uważał to w dużej mierze za traf szczęścia, więc w pierwszej chwili chciał powiedzieć nie. I właściwie powiedział Kathleen – „Nie”. Ona mu tylko odparła, że to on powinien to zrobić, to on powinien zakończyć tę historię. J.J. twierdzi, że Kennedy zawsze potrafiła dobrze dobierać sobie współpracowników i ostatecznie się zgodził. Także licząc na to, że znów projekt go uszczęśliwi. Dużą rolę w tej decyzji odegrała też rola Abramsa, która go poparła.

Problemem było to, że właściwie nie przenieśli daty premiery. Mieli dokładnie dwa lata, a nawet nie było scenariusza. Owszem była pewna ekipa i projekty pozostawione przez Trevorrowa, ale pracę rozpoczęto od początku. Więc pierwszą decyzją Abramsa było znalezienie wpsółscenarzysty. Początkowo nie miał pomysłu kogo wybrać, uznał że spróbuje z Chrisem Terrio. Nie znał go osobiście, ale zawodowo podziwiał jego dorobek od wielu lat. Zadzwonił i zapytał, czy Chris napisałby z nim nowe „Gwiezdne Wojny”. Terrio podobno krzyknął z podniecenia. Dopiero wówczas dotarło do Abramsa, że będzie pracował z kimś kto krzyczy.

Dla Abramsa było ważne, że mógł liczyć na wsparcie Kathy. Co prawda nie było jej na planie w Londynie, ale była pomocna. Presja czasu była zauważalna, choć Abrams wspomina prace nad „Lostami” gdzie z Damonem Lindelofem mieli 12 tygodni na napisanie scenariusza, skompletowanie obsady i wszystkiego. W ekipie był jeszcze Callum Greene, producent o którym Abrams niewiele wiedział oraz Michelle Rejwan, wieloletnia asystentka Abramsa, którą Kennedy zatrudniła jako producentkę.

Tu musieli jeszcze zgrać to jakoś z epizodem VIII. Nie tylko kontynuowali to co Abrams sam zaczął, ale także to co rozwinął Rian Johnson. Jednocześnie chciał by to było zwieńczenie dziewięciu filmów. O takim koncepcie Abrams rozmawiał jeszcze prawie 10 lat temu z Lawrencem Kasdanem.

Jutro zaś czeka nas panel o Epizodzie IX. Pewnie poznamy tytuł i zobaczymy krótki zwiastun.

Nowe spoilery do Epizodu IX

50

Na CinemaConie pokazano dokładnie 2 sekundy z Epizodu IX. Nic nowego, główni bohaterowie na pokładzie „Sokoła”. Tam też Rian Johnson mówił, że nie ma nic przeciwko, by J.J. Abrams pozmieniał rzeczy ustalone w „Ostatnim Jedi”, w tym rodziców Rey. Chodzą plotki, że faktycznie coś z tymi rodzicami jest na rzeczy, ale nie będzie to takie całkowite odkręcenie.

My czekamy na Celebration, ale analitycy niekoniecznie. Zaczynają się zastanawiać, czy Epizod IX może nie okazać się czarnym koniem w box-officie. Po dwóch filmach, które nie zarobiły tyle ile po nich oczekiwano, wobec Epizodu IX są zdecydowanie mniejsze oczekiwania. Nikt nie zakłada, że film pokona „Avengers 4”. Ale okazuje się, że Epizod IX nie będzie miał tak dużej konkurencji w grudniu. Podczas, gdy tuż po „Avengersach” wchodzi inny, potencjalnie wielki przebój – „Detektyw Pikachu”. Może sojusz Gwiezdnych Wojen i Pokemonów, przywróci sadze jej właściwe miejsce.



Dalej plotki już ze spoilerami. Scenariusz Epizodu IX jest najdłuższy z wszystkich scenariuszy w całej sadze (jeśli chodzi o liczbę stron). Prawdopodobnie będzie to też najdłuższy film.

Scena na markecie rybnym to prawdopodobnie największa scenografia jaką zbudowano nie tylko w „Gwiezdnych Wojnach”, ale i w całej historii kina. Choć tu trochę trudno być obiektywnym, bo nie do końca wiadomo pod jakim względem ta scenografia ma być największa. Największą część budżetu całego filmu „zjadła” scenografia Jerozolimy w „Benie-Hurze” Cecila B. DeMille’a, zaś jeśli chodzi o rozległość to tu wciąż króluje Hobbiton z „Władcy Pierścieni” i „Hobbita”. „Powrót Jedi” szczyci się sceną na pustyni Yuma, to także było jedno z większych przedsięwzięć w historii kina, natomiast „Mroczne widmo” wymagało rozbudowy studia Leavesden. Jeśli faktycznie w Epizodzie IX znów mamy jakąś naprawdę wielką scenografię to z pewnością niebawem o tym usłyszymy całkiem sporo.

Obcy z plakatu w filmie jest animatroniczny. Czyli gra go ktoś w kostiumie. Chodzą ploty, że będzie mówił głosem Matta Smitha. Ten obcy jest podobno związany z wątkiem Rey i naprowadzi ją jakoś na McGuffina. Podobno w filmie zobaczymy „Tantive IV” z „Zemsty Sithów” (lub raczej po zmianach w kanonie „Tantive III”).

Podobno kwestia uzbrojonego C-3PO, droidów bojowych i ich głów to jakieś nawiązanie do „Ataku klonów”. Dodatkowo na śnieżnej planecie pamięć C-3PO zostanie wgrana do R2-D2 co spowoduje zabawne kwestie.

Zorii (łowczynię nagród którą gra Keri Russell) zobaczymy na śnieżnej planecie. Na tej planecie także znajduje się fabryka droidów, którą zobaczą nasi bohaterowie. W tej fabryce pojawi się mały droid D.O. Być może jest on jakoś związany z Zorii.

Rose jest w filmie trochę więcej niż Landa. Po raz kolejny pada potwierdzenie, że Billie Lourd była dublerką swojej mamy Carrie Fisher) w niektórych scenach.

Za tydzień zaś będziemy już po panelu o Epizodzie IX. Oby do piątku.

Rian Johnson wraca do „Gwiezdnych Wojen” [Aktualizacja]

101

W Las Vegas wczoraj zakończył się CinemaCon. Disney na nim niewiele zdradził jeśli chodzi o „Gwiezdne Wojny”, ale bardzo ciekawa informacja pojawiła się na panelu Lionsgate. Przede wszystkim pokazano zwiastun filmu „Knives Out” Riana Johnsona. Rian pojawił się na scenie promując swój film. Przy okazji wspomniał, że jak skończy nad nim pracę to wraca do „Gwiezdnych Wojen”. Taką informację podał Steven Weintraub z Collindera.



Po sieci można znaleźć bardzo wiele spekulacji na temat tego, czy trylogia Johnsona została skasowana, czy nie. Jest to pokłosie wypowiedzi Boba Igera, który mówiąc o przyszłych projektach związanych z sagą, nie wspomniał o trylogii Johnsona. Rian co jakiś czas stara się przypomnieć publicznie, że jego filmy wciąż są jeszcze w grze.

„Knives Out” ma premierę 27 listopada 2019. Czyli mniej więcej do końca roku Johnson będzie zajęty kończeniem filmu, urlopem, a potem jego promocją. Można zatem założyć, że faktycznie kolejny projekt filmowy to będzie coś od Davida Benioffa i D.B. Weissa, którzy właśnie kończą promocję 8. sezonu „Gry o tron”. Miejmy nadzieję, że więcej na temat przyszłych planów Lucasfilmu dowiemy się już na rozpoczynającym się w przyszłym tygodniu Celebration.

Update Pojawił się jeszcze krótki wywiad z Johnsonem. Według niego na razie kwestia trylogii jest na etapie ogólnych ustaleń.

Znany Polak w trylogii Riana Johnsona? [Prima Aprilis]

Życie na gorąco
29

Ostatnio dobra passa polskich aktorów na zachodzie trwa. Niekoniecznie z sukcesami, ale pomimo to są dostrzegani. Wystarczy przypomnieć choćby o próbie zatrudnienia Tomasza Kota w Bondzie. Joanna Kulig także sobie świetnie radzi. Przy Epizodzie VII o rolę starała się Agnieszka Więdłocha. Dziś mamy sytuację bardzo podobną. W dodatku mowa o jej koledze z planu „Planety Singli”.

Otóż o rolę w „skasowanej” trylogii Riana Johnsona stara się kolejny Polak. Znany i lubiany aktor – Tomasz Karolak. Na razie jest po pierwszych próbnych zdjęciach u Niny Gold. Niewiele z tego wynika, ale szansa jest. W jednym z najnowszych wywiadów dla „Życie na gorąco” Tomasz Karolak wspominał, że brał udział w castingu do filmu o którym nie może wiele mówić, ale miał tam zagrać kosmicznego tresera zwierząt. Produkcja podobno to znana marka, ale w nowym wydaniu, bardziej skierowanym do młodszego widza.

O tym, że „skasowana” trylogia Johnsona ma być skierowana dla młodszego widza, pisaliśmy jakiś czas temu, ma mieć status G. Podobno też ma poruszać więcej tematów ekologicznych i walki z nierównościami, a zdecydowanie mniej wojny jako takiej.

Do dziś nie wiadomo jednak, czy to „skasowana” czy może trylogia Benioffa i Weissa będzie realizowana jako następny projekt. Za Johnsonem przemawia fakt, że zdecydowanie dłużej pracuje nad scenariuszem. W każdym razie należy oczekiwać, że drugi projekt ruszy 6-9 miesięcy później, oba są już na etapie przygotowywań. Miejmy nadzieję, że więcej na ten temat dowiemy się na panelu kończącym Celebration.

Update Tomasz Karolak prawdopodobnie nie brał udziału w castingu do sagi. To był primaaprilisowy żart. Kwestie ekologiczne i walk z nierównościami, gdzieś przewijały się w jakiś dywagacjach fanów, ale trudno traktować je jako punkt zaczepienia.

Mark Hamill o Luke’u Skywalkerze i trzeciej trylogii

203

Mark Hamill niedawno udzielił wywiadu w DenofGeek. Odniósł się do swojej krytyki VIII Epizodu.



Mark Hamill mówiąc o swoich komentarzach na temat Luke’a Skywalkera w „Ostatnim Jedi” przyznał, że postać dla niego zmieniła się za bardzo od pierwszej trylogii, do aktualnej. To spowodowało, że Mark wpadł w kłopoty. Teraz jak twierdzi, przysiągł sobie, że nie chce już więcej mówić o tych filmach, bo woli by to publiczność sama je zobaczyła i oceniła. Aktor jak twierdzi, wcześniej nie miał doświadczenia z social media, więc jeśli coś powiedział, a to w 24 godziny okrąża Ziemię i czasem trochę zmienia się wymowę. Czasem widząc pewne swoje stwierdzenia, Hamill uważa, że był zbyt ostry, że nie powinien niektórych rzeczy wypowiadać. Jak sam twierdzi, ma tendencję by mówić i mówić, a potem ludzie wybierają sobie z tego fragmenty. Zdarza mu się, że czasem widząc swoją wypowiedź (lub raczej jej część) zastanawia się nawet, co za cymbał to powiedział. Potem okazuje się, że to on. I nagle okazuje się, że część osób twierdzi, iż Mark nienawidzi „Gwiezdnych Wojen”.

Odtwórca Luke’a Skywalkera twierdzi, że z fanami „Gwiezdnych Wojen” dzieli jedno. Zainwestował wiele czasu w tę sagę i w te postaci, więc ma wrażenie, że jest współwłaścicielem. Chciałby kontrolować rozwój, ale tak się nie da. Nie on odpowiada za scenariusz. On ma tylko w nim grać. To nie znaczy, że ma się to mu podobać. Taki przykład to zdaniem Marka, to coś co Bob Iger niedawno dostrzegł. Że przeładowano „Gwiezdne Wojny”. Kiedyś premiera była co trzy lata, teraz jest co dwa, z filmem niezależnym pomiędzy. Tyle, że w przypadku „Hana Solo” było to pięć miesięcy, bo trzeba było zrobić miejsce na „Mary Poppins Powraca”. To Hamilla trochę oburza, ale jak sam stwierdza, może o tym mówić głośno, bo najwyżej go zwolnią.

Hamill był też zszokowany losem Hana Solo w „Przebudzeniu Mocy”. Dla niego był to o tyle błąd, że bardzo liczył na spotkanie całej trójki – Hana, Lei i Luke’a. Ale jak sam twierdzi, chyba był w błędzie, bo poza nim nikogo to tak naprawdę nie obchodziło, zwłaszcza jeśli chodzi o szeroką publiczność. Luke, Han i Leia już nigdy razem się nie spotkają, a Mark pewnie już nie będzie grał razem z Harrisonem Fordem. W przypadku „Ostatniego Jedi”, gdzie zabili Luke’a, Mark chciał by przesunięto do ostatniego filmu. Zwłaszcza, że Epizod VIII dzieje się tuż po VII, więc jest to jakby jeden film. Trudno było mu zrozumieć i zaakceptować, że to nie były filmy o nich, tylko o nowym pokoleniu.

Ale niektóre rzeczy Mark wywalczył. W scenariuszu Riana Johnsona Luke przeszedł obok C-3PO i nie zwrócił na niego uwagi. Hamill zaprotestował stanowczo na planie. Johnson dał za wygraną i kazał mu przejść i zrobić cokolwiek. To Mark zrobił cokolwiek, mrugając. Dla Johnsona i innych twórców ważne było to, co zawarli w scenariuszu, zapomnieć przeszłość i zabić ją, jeśli trzeba. Pod tym względem Mark przyznaje, że udało im się to bardzo dobrze.

Hamill potwierdzia, że Carrie Fisher czyli Leia jest bardziej obecna w Epizodzie IX. Cieszy się z tego powodu, że J.J. Abrams i jego ekipa znaleźli sposób, by to zrobić. Mark wspomina, że gdy George Lucas rozmawiał z nimi (Markiem i Carrie) o trzeciej trylogii, ta się wyrwała od razu, że chce wziąć w tym udział.

Tu warto przypomnieć wypowiedź Riana Johnsona, który twierdził, że Luke jest zgodny z klasyczną trylogią. A także Christiana Alzmanna, który mówił, iż o zgodności Skywalkera z sequeli z wizją Lucasa.

O projektowaniu postaci do „Hana Solo”

oficjalna
8

Aby stworzyć cokolwiek w „Gwiezdnych Wojnach”, niezależnie jak bardzo jest to skomplikowane wszystko zaczyna się od jednego prostego procesu. Człowiek zaczyna rysować. W poprzednim artykule Brian Herring zdradzał nam sekrety tworzenia stworów i różnych technik związanych z powołaniem ich do życia. Teraz Jake Lunt Davies zdradza sekrety swojej pracy. (Wszystkie koncepty zrobił Jake Lunt Davies, wyjątki są oznaczone).

Lady Proxima



Jake Lunt Davies jest częścią zespołu odpowiedzialnego za koncepty i efekty stworów. Oprócz niego w skład tego zespołu wchodzi Ivan Manzella, Martin Rezard i Luke Fisher. Zaczynają razem od podstawowych pomysłów na projekt, zbierają je, projektują a potem zaczynają rzeźbić i fabrykować.

Początkowe spotkania o gnieździe Białych Robaków sugerowały, że Lady Proxima będzie matriarchą gangu ulicznego. Miała nie tolerować światła dziennego, wyglądać jak robak i być może mieć pod wodą jakieś macki. Próbowali rozważać pomysły, by macki łączyły się z jej podwładnymi, może w taki sposób by był to organizm symbiotyczny. Zastanawiali się też na ile we niej powinno być węża, a na ile robaka. Czy będzie mieć łuski, albo kończyny. Miała też dominować nad Hanem, oraz mieć gdzie się zanurzyć w wodzie.

Finalny projekt Proximy zrobił Ivan Manzella, zaś Davies odpowiadał za jej kostium. Te prace zaczęto dopiero po tym jak już mieli kukiełkę i eksperymentowali z różnymi strojami. Jednym z pomysłów było to, by ubrać ją w długą szatę, a potem miała w niej zanurkować w wodzie. Zrobili więc eksperyment, ale to nie zadziałało. Ten strój przylegał, ale nie o to im chodziło. Zostało więc udekorować ją czymś, co jest mocno przymocowane do ciała. Ona jest jak Fagin z „Olivera Twista”. Wysyła dzieci by kradły, a najlepsze kąski zabiera dla siebie. Jej kostium jest połączeniem różnych bibelotów, drobnych metalowych ozdobników, a także zwisających abażurów, co ma pomóc zasugerować jej skalę.



Gra w Sabaka i uczestnicy



Uraczono nas pokazem filmu „McCabe i pani Miller”. Wszystko tam było słabo oświetlone i to był nasz punkt wyjścia. W trakcie prac pojawił się także Caravaggio. Przez długi czas siedzieliśmy i nawiązywaliśmy do Caravaggio i Caravaggisti – flamandzkich artystów, którzy tworzyli pod wpływem Caravaggio, którzy malowali sceny hazardzistów i osób grających w karty, ludzi siedzących dookoła stołu i wiele podobnych póz. Z praktycznym źródłem światła, które wykorzystał Bradford Young, to co widzicie w ostatecznym filmie jest bardzo stylizowane na Caravaggio – mówi Herring.

Herring wspomina również, że w pewnym momencie prac, gdy już rozpoczęto tworzenie stworów, usiedli sobie przy tym wielkim stole. Światło było słabe a wszystko wyglądało niesamowicie. Mówił też, że w tej scenie jest bardzo wiele stworów, które są kojarzone z „Gwiezdnymi Wojnami”, ale to bardzo różne projekty. Oni zaś starali się sprawić, by razem pasowały do siebie. To są różne kształty, z różnych elementów galaktyki, więc mamy tu do czynienia z przeróżnymi projektami kostiumów czy detali. Wszystko musi ze sobą współgrać. Dwa stwory, tego wielkiego z jednym okiem, oraz tego małego czerwonego z dwiema głowami siedzącego obok Lando zaprojektował Ivan Manzella. Tu zrobili sobie małe ćwiczenie. Skoro „Nowa nadzieja” była robiona w 1976, a „Han Solo” dzieje się dziesięć lat wcześniej, to znaczy, że projektowo musieli się przenieść gdzieś do 1965. Co wtedy by inspirowało filmowców? Lata 50., a dokładniej pulpowe kino sci-fi z tamtego okresu. Starali się więc to odtworzyć, by w tych stworach dało się odczuć ten okres.

Postać dilera rozdającego karty bardzo podobała się twórcom stworów. Ten koncept początkowo był jednym z wariantów Efnys Nest, ale wybrali inny. Chcieli go zachować i znaleźli miejsce. Bardzo podobał się im kapelusz i cygaro trochę przypominające westernowego Clinta Eastwooda.

Tu przy okazji twórcy zastanawiają się nad seksualnością i płcią obcych. Podświadomie widząc kosmitę, który nie ma w sposób widoczny kobiecych cech, jak zakrzywienia, seksowność czy kostium, zakładamy, że to mężczyzna. Ale co w przypadku, gdy te atrybuty byłby inne dla innych ras? Zupełnie niezauważalne, albo obce dla nas? Tak było w przypadku tej wielkookiej kosmitki.

Początkowo była jeszcze jednym ważnym kosmitom w tle. Jakimś szefem przestępców, czy czymś takim, możliwe, że nawet Drydenem Vosem w pewnym momencie. Ostatecznie skończyła przy stoliku do sabaka. Oryginalny koncept był trochę inny, bardziej techniczny i nowoczesny, ze złotymi zdobieniami i czymś, co przypominało zdobienia głów Indian. Znów trochę taki subtelny western.

Inni autorzy konceptów: Wielkooki - Ivan Manzella, diler - Adam Brockbank.



Maul



Praca nad Maulem była o tyle ciekawa, że wszyscy, chcieli nad nim pracować od momentu, kiedy się dowiedzieli, że pojawi się w filmie. Z drugiej strony jednak zespół osób znających tę tajemnicę był bardzo ograniczony. A ich zadanie polegało też na tym, by ukryć fakt przed innymi pracownikami, że w ogóle będzie jakaś tajemnica. Więc koncepty Maula były bardzo mocno strzeżone. Do tego stopnia, że jak pracowano nad nimi, obok zawsze znajdował się inny rysunek, którym zakrywano Maula, gdy tylko ktoś wchodził do pokoju.

Praca nad Maulem była o tyle fajna, że dodatkowo wracał Ray Park. Twórcy mieli więc możliwość zmierzenia się z kilkoma pomysłami. Przede wszystkim zmieniły się techniki charakteryzacji od „Mrocznego widma”, ale również na Maulu czas i wydarzenia musiały odbić swoje piętno. Pojawiły się pytania, czy urosły mu rogi, a może je ściął? Czy zmieniły się tatuaże? Dorobił nowe, a może wyblakły jak te marynarskie? A może dodać mu jakieś blizny i tak dalej.

Z nogami też musieli zrobić małe poszukiwania, zwłaszcza, że Maul miał kilka różnych par, odkąd stracił dolną połowę ciała. Pojawił się w „Wojnach klonów” z pajęczymi nogami, potem miał bardziej przypominające kurczaka, w końcu w miarę normalne. To znaczyło tyle, że wygląd nóg nie jest kanoniczny, mogły się zmieniać z czasem, więc pojawiło się kilka różnych konceptów. Jedne wyższe, inne niższe.

Charakteryzacja w „Mrocznym widmie” polegała na tym, że Maula malowano, a potem doklejano mu rogi. W „Hanie Solo” postawiono na prostetykę, którą zastosowano do całej głowy. Maskę przygotowali Colin Jackman, Martin Rezard i Waldo Masnon. Kolory dobierano w Photoshopie.

Bawili się też starymi konceptami Iana McCaiga, zwłaszcza tego, gdzie Maul jeszcze miał włosy. Starali się połączyć te koncepty (jeszcze bez rogów) z tym, co ustalono później.



Jeźdźcy Chmur



Gang Jeźdźców Chmur pojawił się w pewnym momencie prac nad scenariuszem. Początkowo były to stwory i obcy zebrane w coś w stylu gangu motocyklowego lub powietrznych piratów. Wraz z rozwojem scenariusza zmieniały się też rasy i obcy, stały się reprezentantami światów źle potraktowanych przez Imperium. Przygotowano paletę obcych, a Ron Howard wybierał ich do filmu. Jednym z nich był Rodianin, którego zaproponował Howard chcąc mieć jeszcze więcej różnych obcych. Departamentowi stworów zależało na tym, by ten nie był tylko kopią Greedo, tak by widz mógł się zastanawiać, czy to na pewno ta sama rasa. Zaś tworząc stroje bazowano zarówno na gangach motocyklowych z lat 50, 60. i 70, ale skrzyżowano to także z rdzennymi kulturami Ameryki. Zwłaszcza z piórami w głowach. W pewnym momencie bowiem nie zakładano, że obcy będą nosić maski. Potem dopiero to zmieniono, chcąc pokazać na koniec, gdy je zdejmą, że to są dobrzy goście.



Auromae Iselo



Okazuje się, że departament tworzenia stworów wykorzystuje również dzieci do pracy. Brzmi poważnie, ale Brian Herring nie tylkosię z tego śmieje, a wręcz jest bardzo dumny. Pomogła mu jego jedenastoletnia córka Eloïse. Przychodzi do niego i mówi, że narysowała mu jakiś obcych i prosi, by zrobił je prawdziwymi. Narysował lepiej i użył w filmach. To są bardzo proste rysunki, ale niektóre z nich są całkiem interesujące. Od czasu pracy przy „Przebudzeniu Mocy” Herring przynosi czasem jej rysunki, przerysowuje je w swoim stylu i umieszcza w prezentacji dla reżysera. Potem J.J. Abrams lub każdy kolejny reżyser patrzy na te rysunki na ścianie i coś się z nimi dzieje. Brian zaś opowiada córce, że dalej są rozpatrywane, albo, że niestety nic z tego nie będzie.

Tak było w przypadku Aumorae Iselo, którego Rian Johnson wybrał do „Ostatniego Jedi”. Ale ostatecznie nie znalazł się w filmie. Miał być gdzieś w kasynie. Koncept jednak się podobał, więc przy „Hanie Solo” Brian zrobił z niego łowcę nagród. I okazało się, że projekt inspirowany przez Eloïse został wybrany! Stworzono rzeźbę, a dziewczynka była bardzo podekscytowana. Poszło dalej, trafił do produkcji. Zagrał go Derek Arnold, który w „Łotrze 1” grał Pao. Brian zabrał swoją pociechę na zdjęcia testowe. Obcego widać go w filmie dwa razy, po raz pierwszy w dużym ujęciu portu kosmicznego, a potem gdy zdejmuje maskę. To jej wystarczyło i była bardzo zadowolona. A żeby było jeszcze ciekawiej, Brian pochwalił się tym Pablo Hidalgo i zapytał, czy jest szansa by nazwać go jakoś po Eloïse. Jej pełne imię to Eloïse Aurora Mae, więc w ten sposób powstał Auromae Iselo. Łatwo się domyśleć, że dziewczynka była przeszczęśliwa.

Pierwszy szkic to oczywiście dzieło Eloïse.

Rusza się coś w sprawie kolejnego filmu?

17



Zbliża się Celebration a wraz z nim odpowiedzi na pytanie, co dalej z filmami. Póki jednak nie ma oficjalnych wieści pojawiają się plotki. Dziś kolejna porcja.



Serwis FantraThracks zauważył, że oprócz filmy do produkcji trzeciego serialu, Disney i Lucasfilm zarejestrowały w Wielkiej Brytanii jeszcze firmę E&E INDUSTRIES (UK) LIMITED. FanthaTracks wierzy, że to spółka, która ma odpowiadać za produkcję pierwszego filmu z cyklu Riana Johnsona. Wygląda na to, że jest to ich strzał. Jeśli mają ku temu stwierdzeniu jakie przesłanki, to nie zdradzają ich.

Opcje właściwie są dwie. Albo jest to film Johnsona, tak jak twierdzi FanthaTracks, albo film Benioffa i Weissa. W pierwszym przypadku może to oznaczać, że powoli rusza pre-produkcja lub jakieś koncepty, albo planowane są pewne prace. Nie oznacza to jednak, że coś się wydarzy szybko. W przypadku trzeciego spin-offa również zarejestrowano firmę - PLT PRODUCTIONS (UK) LIMITED. W 2016 strzelano, że to firma, która zajmie się produkcją Epizodu IX, dwa lata później sugerowano Obi-Wana. W każdym razie PLT nic na razie nie wyprodukowało i chyba już tego nie zrobi. Czy zatem E&E może być odpowiedzialna za trylogię Riana, czy Benioffa i Weissa? Zobaczymy.



MSW w swoim podcaście twierdzi, że trylogia Riana została przełożona w czasie. Ich zdaniem Disney zajmie się teraz filmami Benioffa i Weissa, więc pierwsza część ich trylogii będzie kolejnym filmem w kinie. Zresztą byłoby to zgodne z zapowiedziami Boba Igera. „Skasowana” trylogia Johnsona nie jest jeszcze skasowana, dalej jest w planach, natomiast ma być przeznaczona dla młodszej widowni. Filmy Johnsona mają mieć rating G, czyli mają być odpowiednie dla dzieci. Dotychczasowe filmy z cyklu miały rating albo PG (czyli do oglądania pod kontrolą rodziców), albo PG-13 (z scenami, które mogą być nieodpowiednie dla młodszych dzieci).

Zamiana trylogii miejscami jest też możliwa ze względu na inne projekty. David Benioff i D.B. Weiss kończą właśnie promocję finalnego sezonu „Gry o tron”, podczas gry Rian Johnson z końcem grudnia zszedł z planu filmu „Kinves Out”, obecnie wraz z Ramem Bergmanem są zajęci mocno postprodukcją. Premiera jest planowana na koniec listopada, więc Johnson chwilowo jest jeszcze zajęty. Warto jednak pamiętać, że kolejne części obu trylogii najprawdopodobniej będą pojawiać się w kinach naprzemiennie.

Nam pozostaje czekać na Celebration.

Trzeci serial aktorski w produkcji?

72

Wygląda na to, że na Celebration zostanie ogłoszony trzeci serial aktorski. Tak sugeruje Jordan Maison, dziennikarz z Cinelinx. Oczywiście dodaje, że to powinno się wydarzyć, o ile wszystko się zgra w czasie.

Nie jest on jedynym źródłem sugerującym, że dzieje się coś w temacie. Jak donosi FantaThraks w Wielkiej Brytanii zarejestrowano spółkę o nazwie SERIES III PRODUCTIONS (UK) LIMITED. Oczywiście jest ona związana z Lucasfilmem i zajmie się produkcją kolejnych „Gwiezdnych Wojen”. Nazwa sugeruje serial, tak też twierdzi źródło. Dla przypomnienia „The Mandalorian” był kręcony w Stanach. Wygląda na to, że ten mógłby być kręcony w Pinewood. Brzmi znajomo. Kilka lat temu, pojawiła się sugestia, że serial aktorski mógłby być kręcony pod Londynem właśnie w przerwie między kolejnymi filmami. Na razie ani trylogia Benioffa i Weissa, ani tym bardziej Johnsona nie ruszy ze zdjęciami w ciągu najbliższych miesięcy. Serial się w to dobrze wpasowuje.



Dodatkowo tłumaczyłoby to ostatni wysyp plotek. Przypominamy, że ostatnia z nich dotyczy serialu o Kenobim i tu pojawiają się kolejne, tym razem już mniej strzałowe plotki. Jeszcze jesienią pisaliśmy, że pewną szansą dla tego projektu jest platforma Disney+. Wówczas jednak mówiono o filmie, co w tym roku wykluczył Bob Iger. Stąd, skoro nie film, to może serial. Jason Ward z MSW potwierdził, że o serialu o Kenobim słyszał już trzy miesiące temu, ale nie dostał zielonego światła by publikować tego newsa. Nie jest pewien, czy już można o tym oficjalnie mówić, ale plotki wypłynęły. Serial byłby kręcony w innej formule niż „The Mandalorian”, miałby się składać z 6 odcinków, które bazowałyby na scenariuszu przygotowanym pod spin-off o Kenobim. Dodatkowo kwestia powrotu Ewana McGregora wygląda na przesądzoną. McGregor pojechał specjalnie na premierę „Hana Solo” i podobno przebierał nóżkami, aż ogłoszą kolejny spin-off. Niestety wynik finansowy sprawił, że taki film nie powstanie, ale projekt nie umarł. Wątpliwe, by McGregor powiedział "nie".

Za tym, że faktycznie serial o Kenobim może powstawać w Pinewood przemawiają też tajemnicze plotki o spin-offie o Mos Eisley, który był tam jakoby przygotowywany. Może faktycznie zamierzali kręcić film o Obi-Wanie jeszcze w tamtym roku? Cóż, jedno jest pewne, Celebration w tym roku będzie bardzo owocne jeśli chodzi o zapowiedzi.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.