Spis newsów (Rian Johnson)

Montażystki „Przebudzenia Mocy” o „Ostatnim Jedi”

32

Montażystki „Przebudzenia Mocy”, czyli Maryann Brandon i Mary Jo Markey, wzięły niedawno udział w podcaście Light The Fuse: A Mission: Impossible Podcast. Oczywiście nie obeszło się o pytań o „Gwiezdne Wojny”, zwłaszcza, że zarówno „Ostatni Jedi” jak i „Skywalker. Odrodzenie” podzieliły fanów i nie spotkały się z ogólnym zachwytem mówiąc delikatnie. Maryann Brandon była też montażystką IX Epizodu, może właśnie dlatego zapytano je o film, przy którym nie pracowały, czyli dzieło Riana Johnsona.

Maryann powiedziała, że z perspektywy czasu widzi, iż ta trylogia potrzebowała jednej, spójnej wizji. Markey dodała, że się z tym zgadza, zwłaszcza, że dla niej dziwne jest to iż drugi film w wielu momentach wycofuje się z tego, co próbowało budować „Przebudzenie Mocy”. Markey przyznała, że właśnie takie ma odczucia, gdy ogląda „Ostatniego Jedi”.

Oczywiście potem w IX Epizodzie widać, że wracamy do pomysłów z VII Epizodu, wycofując się z pewnych rzeczy ustalonych w VIII.

Z interpretacją nie zgadza się Greg Grunberg, czyli aktor wcielający się w Snapa Wexleya. Aktor prywatnie przyjaźni się z J.J. Abramsem i grywa małe rólki w jego filmach. Greg powiedział, że nigdy nie słyszał, by Abrams narzekał na to, co zrobił Rian Johnson.

Warto dodać, że sam Johnson ostatnio zdradził, iż przy produkcji VIII Epizodu zabrakło choćby pokazów testowych.

Reakcja Serkisa po zabiciu Snoke’a

29

Rian Johnson wraca do tematu „Ostatniego Jedi”. Zrobił to ostatnio trzykrotnie, w trzech różnych odsłonach. Pierwsza to twitter i coś, co zdecydowanie jest warte uwagi. To zdjęcie ukazujące reakcję Andy’ego Serkisa na zabicie Snoke’a.



Oczywiście pamiętamy, że Serkis jest aktorem, więc z pewnością tamto uchwycone na zdjęciu przedstawienie jest przesadzone.

Natomiast dwie kolejne informacje pochodzą już z wywiadów z Johnsonem, przy okazji promowania „Na noże”. W Hollywood Reporter zadano mu pytanie czym różni się dla niego pisanie własnych scenariuszy od filmów, takich jak „Gwiezdne Wojny”, które są częścią większej całości. Zapytano go, czy inaczej podchodzi, gdy musi myśleć w kategoriach uniwersum, a inaczej w przypadku ról dla jakiś wybranych aktorów. Rian odpowiedział, że dla niego nie ma większej różnicy, bo on nie myśli nigdy w kategoriach uniwersum, czy tworzenia świata. Dodał, że to coś, co go zupełnie nie interesuje.

Natomiast jeszcze ciekawsze rzeczy wyszły w wywiadzie dla Screenrant. Tam zapytano go o pokazy testowe. Powiedział, że bardzo ich nie lubi. Ale jednocześnie przyznał, że w przypadku „Ostatniego Jedi” bardzo żałuje, że ich nie było. Docenił je przy „Na noże”, gdzie mogąc zobaczyć testowany film z publicznością, było to niczym wielkie przyjęcie. Tam zrozumiał, co w filmie zadziałało, a co nie. Z perspektywy czasu Johnson przyznaje, że jednak dobrze byłoby mieć je w przypadku VIII Epizodu. Ale z różnych przyczyn nie miało to miejsca. Dodał też, że teraz oddałby swoje lewe ramię, by móc zobaczyć „Ostatniego Jedi” w sali z 300 osobami w Burbank i zobaczyć, jak to zadziałało.

Rian Johnson i Kelly Marie Tran o „Skywalker. Odrodzenie”

19

Zaczynamy od aktualizacji boxoffice’owej. Obecnie film J.J. Abramsa zarobił 514 milionów USD w Stanach i 557 milionów USD poza Stanami. Sumarycznie 1,071 miliarda USD. „Toy Story 3” zostało pokonane, teraz do pobicia zostało jeszcze „Toy Story 4”, do którego brakuje IX Epizodowi 1,5 miliona USD. Tuż pod „Toy Story 4” jest jeszcze „Joker”. Oba filmy wydają się być w zasięgu IX Epizodu.

Rian Johnson został zapytany na czerwonym dywanie przed Oskarami jak ocenia „Skywalker. Odrodzenie”. Odparł, że film wbił go w fotel i uczynił dumnym. Widział ile duszy w to dzieło włożyli J.J. Abrams i przyjaciele z ekipy, tworząc zakończenie serii. Rian twierdzi, że dla niego jako fana „Gwiezdnych Wojen” to było niesamowite przeżycie.

Również Kelly Marie Tran wypowiedziała się dobrze o IX Epizodzie, mimo, że jej rola została zminimalizowana. Aktorka przyznała, że przy filmach tego kalibru, ludzie pracujący wkładają w to mnóstwo serca, ale niezależnie co zrobią, zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony. Jest też zachwycona jak Abramsowi udało się zamknąć tyle wątków i ukazać tyle postaci na ekranie. Cieszy się też, że mogła być częścią tego dzieła.

W innym tonie o filmie wypowiedział się Harrison Ford. Zapytano go, czy Han był w IX Epizodzie duchem Mocy. Aktor przyznał, że nawet nie wie czym są duchy Mocy i ma to gdzieś.

Tak jak fani chcieli by Lucasfilm na nowo nakręcił „Ostatniego Jedi”, tak powstała petycja w sprawie IX Epizodu. Tym razem fani, którzy się zebrali bardzo by chcieli zobaczyć poprawioną wersję. Ale nie chodzi o jakieś konkretne poprawki, a o trzygodzinny film będący wersją reżyserską J.J. Abramsa. Petycję już podpisało niecałe 8 tysięcy fanów. Można ją podpisać tutaj. Plotki o wersji reżyserskiej pojawiają się raz na jakiś czas. Podobno Abrams nawet rozmawiał w tej sprawie z Lucasfilmem, ale nie ma na to żadnych oficjalnych dowodów.

Lana Condor mogła zagrać Rose

28

Wraz z zakończeniem trylogii Disneya, niektórzy aktorzy zaczynają mówić trochę więcej o tym, jak wyglądała ich praca. Tak też jest w przypadku Lany Condor. Aktorka nie zagrała finalnie w „Ostatnim Jedi”, ale była rozważana do roli Rose Tico. Trochę na ten temat napisała.

Ciekawe jest to, że przesłuchania do roli odbyły się jeszcze przed premierą „Przebudzenia Mocy” (to akurat wiemy), ale Lana nie za bardzo była świadoma z czym się to wiąże. Miała wziąć udział w zdjęciach testowych z Johnem Boyegą, spotkała się z nim w restauracji. I miała szansę porozmawiać, zanim świat zrozumiał, że Boyega zagra Finna. Patrzyła tylko na niego i zastanawiała się nad tym, że John nie ma zielonego pojęcia, co się teraz wydarzy w jego życiu. To było jeszcze takie spokojnie spotkanie.

Więcej niestety nie powiedziała. Przypominamy tylko, że podczas poszukiwań do roli Rose, Rian Johnson rozważał także zatrudnienie nie Azjatki. W grze były między innymi Gugu Mbatha-Raw, Tatiana Maslany, Gina Rodriguez czy Olivia Cooke, o czym pisaliśmy tutaj. Natomiast rolę ostatecznie jak wiemy dostała Kelly Marie Tran.

Kreacje na gali oskarowej

22

Dziś w nocy odbyła się 92. gala wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, zwanych skrótowo Oskarami. Choć „Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie” było nominowane w trzech kategoriach, dzielnie kontynuuje disneyowską tradycję nie zgarniania statuetek. Starwarsówek jednak miał na gali swoich reprezentantów. Wśród zapowiadających pojawili się Oscar Isaac i Kelly Marie Tran oraz Steven Spielberg. Laura Dern zdobyła nagrodę w kategorii najlepsza drugoplanowa rola kobieca, zaś Taika Waititi został nagrodzony za najlepszy scenariusz adaptowany. Zaś wśród laureatów za efekty specjalne (za „1917”) znalazł się Dominic Tuohy (miał też nominację za efekty do IX Epizodu). Natomiast w montażu dźwięków nagrodzono między innymi Stuarta Wilsona (który pracował przy wszystkich Disneyowskich Star Warsach).

Dość tego wyliczania, czas przejść do konkretów, czyli ploteczek z gali i drobnych, acz interesujących kontrowersji. Po pierwsze Lupita Nyong’o nie pojawiła się na gali. Jak donoszą niektóre media, mógł to być bojkot, gdyż nie dostała nominacji za „To my” (tym samym wyszło, że Oskary wciąż są białe). Lupita za tę rolę dostała kilka pomniejszych nominacji oraz nagrodę Afro-Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych (w kategorii najlepsza aktorka). Jaka jest prawdziwa przyczyna jej nieobecności, niestety nie wiadomo.



Za to Natalie Portman po raz kolejny pokazała jak kobiety są marginalizowane w Hollywood. Zamówiła sobie kreację z Diora, na której wyszyto nazwiska kobiet, pominiętych w nominacjach np. w kategorii najlepszy reżyser. Jej strój i jego wymowa były szeroko komentowane w mediach.

Natomiast Rian Johnson postanowił wykorzystać strój do autopromocji i przypomnieć o swoim wkładzie w ubogacanie fauny odległej galaktyki. Pochwalił się na twitterze spineczkami do mankietów w kształcie porgów.



Miejmy nadzieję, że kolejna fala filmów przynajmniej zacznie odbijać kategorie techniczne. Twórcy, jak zresztą widać, i tak te Oskary dostają, czemu więc nie za „Gwiezdne Wojny”?

High Republic czy Old Republic?

18

Czekamy, aż Lucasfilm wywiąże się z nieformalnie danej obietnicy i w styczniu oznajmi nam, kto zajmie się następnym filmem. No i może przy okazji zdradzą o czym może on być. Na razie pojawiły się tylko i wyłącznie plotki o tym, że film może być powiązany z projektem Luminos i dziać się w nowej erze zwanej High Republic (więcej). Ale teraz pojawiły się kolejne plotki, mówiące o Starej Republice. Więc, po kolei.

W obu przypadkach fani jak i dziennikarze starają się znaleźć ukryte zapowiedzi w obecnych książkach, czy komiksach. Stąd właśnie pomysł na erę szczytu rozwoju Republiki (jakieś 400 lat przed „Mrocznym widmem”). Tu nawiązania przede wszystkim pojawiają się w komiksach i książkach.



Wg plotek, nad filmem mieli czuwać David Benioff i D.B. Weiss. Zaś główną osią akcji miało by być eksplorowanie odległych rubieży, czyli jakaś wyprawa odkrywcza. Przypomina trochę „Lot pozagalaktyczny”. Jednak nie to jest najważniejsze. Obaj twórcy „Gry o tron” mieli przygotować ten film, rozpocząć nim erę, natomiast kolejne odsłony nie miały być bezpośrednimi kontynuacjami, a jedynie innymi filmami osadzonymi w tym samym okresie. Generalnie chodzi o to, że Lucasfilm po raz drugi próbuje zrobić, to co zamierzali osiągnąć z projektem Antologii. Tam, pomijając „Łotra 1”, który był dodatkowym i oryginalnym pomysłem Johna Knolla, próbowano zaadaptować model Marvela, w którym powstają osobne filmy, z różnymi bohaterami, jednak ich drogi czasem się łączą, a filmy do siebie nawiązują.

Tego modelu nie udało się wdrożyć w Lucasfilmie. Warto przypomnieć, że jeszcze przed premierą „Hana Solo”, Kathleen Kennedy mówiła, że jeśli film odniesie sukces, to zamiast sequela wpierw dostalibyśmy solowi film o Lando. Do tego w planach były filmy o Bobie Fetcie i Benie Kenobim. Niestety to nie wyszło, a jedyny w miarę satysfakcjonujący model filmowy w Lucasfilmie to trylogie. Te też miały problemy i na razie chcemy od nich odejść. Stąd podejście numer dwa do luźno powiązanych ze sobą filmów.

Tu jeszcze jedna ciekawostka. Podobno jedne z filmów dziejące się w szczecie potęgi Republiki, miały koncentrować się na Jedi, kolejne właśnie nie. Zaś w miarę niezależne produkcje miały dać możliwość reakcji Lucasfilmu na odbiór. I tu warto wspomnieć, że za tymi plotkami przemawia jeszcze jedna rzecz. Poza Benioffem i Weissem, nad swoją niezależną trylogią miał pracować Rian Johnson, natomiast oba projekty miały być w jakiś sposób powiązane. Ten sam okres brzmi całkiem prawdopodobnie. Natomiast jeśli chodzi o Johnsona, to przy okazji nominacji do Oskara, zapytano go o stan jego trylogii. Przyznał, że nadal próbuje się dowiedzieć w Lucasfilmie, co właściwie zamierzają i obecnie nie wie nic.



Inne plotki twierdzą, że Benioff i Weiss pracowali jednak nad filmem osadzonym w Starej Republice, i że mimo ich odejścia, projekt nie pozostał porzucony. Pamiętamy, że tam była mowa zarówno o filmie o genezie zakonu Jedi, jak i jakiejś luźnej inspiracji Rycerzami Starej Republiki. Nowa plotka stawia właśnie na ten drugi temat, źródła zauważają, że Ilustrowany słownik związany ze „Skywalker. Odrodzenie” kanonizuje starożytnych Sithów. Dalej jest mowa, że Weiss i Benioff szykowali jeden film, natomiast Lucasfilm chciał zobaczyć jak on się sprzeda i jaki będzie mieć odbiór, a dopiero wtedy ruszyć z produkcją kolejnego. Jednak jeden film o Starej Republice to trochę mało, więc okres miałby być także eksplorowany w formie serialu telewizyjnego na Disney+.

Obie plotki sugerują, że lepiej poznamy czasy Republiki. Zobaczymy, tylko które. Miejmy nadzieję, że Lucasfilm nie będzie długo trzymać nas w niepewności.

Trzy nominacje do Oskara dla „Skywalker. Odrodzenie”

68

Dzisiaj amerykańska akademia filmowa ogłosiła nominacje do najbardziej słynnych nagród filmowych, czyli Oskarów. „Gwiezdne Wojny” ponownie zostały dostrzeżone, a „Skywalker. Odrodzenie” nominowano w trzech kategoriach.

  • Za muzykę po raz kolejny został nominowany John Williams.
  • Za efekty specjalne: Neal Scanlan, Roger Guyett, Dominic Tuohy oraz Patrick Tubach.
  • Montaż dźwięków: Matthew Wood, David Arnold.
Ceremonia wręczenia nagród odbędzie się 9 lutego. To 52 nominacja do tej nagrody dla Johna Williamsa.

Przedstawiciele Starwarsówka powalczą też w innych kategoriach.

  • Taika Waititi („The Mandalorian”) otrzymał nominację za „Jojo Rabit” w kategorii najlepszy film, najlepszy scenariusz adaptowany.
  • Adam Driver (Ben Solo) został nominowany w kategorii najlepszy aktor za „Historię małżeńską”.
  • Laura Dern (Holdo) została nominowana w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa za „Historię małżeńską”.
  • Rian Johnson dostał nominację za najlepszy scenariusz oryginalny do filmu „Na noże”.
  • Gary Rydstrom dostał nominację w kategorii miksowanie dźwięków za film „Ad Astra”.
  • Dominic Tuohy jest też w ekipie nominowanej za efekty specjalne do „1917”.


Warto wspomnieć o nominacji polskiego „Boże ciało” w kategorii najlepszy film zagraniczny.

Można zauważyć, że „Przebudzenie Mocy” dostało 5 nominacji, „Ostatni Jedi” 4, zaś „Skywalker. Odrodzenie” zaledwie 3. „Łotr 1” 2, a „Han Solo” 1.

A teraz przechodzimy do innych tematów, czyli wyników finansowych. „Skywalker. Odrodzenie” jest w drodze do miliarda USD. Obecnie film ma już 989 milionów USD, z tego 478 milionów USD w Stanach i 511 milionów USD poza nimi. Niestety czwarty weekend to kolejny spory spadek. W USA to 56%, film zarobił trochę ponad 15 milionów USD. Obecny wynik sytuuje IX Epizod w granicach „Łotra 1” w analogicznym czasie, tyle, że „Łotr 1” miał mniejsze spadki.

Nowe przecieki o zamieszaniu z „Skywalker. Odrodzenie”

65

Wygląda na to, że więcej się działo z zamieszaniem wokół Epizodu IX niż producenci chcą przyznać. Na reddicie pojawiły się nowe przecieki. Tak jak w przypadku poprzednich należy je potraktować jako historyjkę, zawierającą pewne fakty (trudno określić które), a nie jako prawdziwą wersję wydarzeń. Zwłaszcza, że ta potwierdza niektóre elementy, o których czytaliśmy wcześniej. Publikujący podobno rozmawiał z kimś blisko powiązanym z produkcją „Skywalker. Odrodzenie”.

Disneyowi bardzo zależało na tym filmie, ale problem polegał na tym, że Disney miał wobec niego własne plany. I jak to bywa w korporacji, plan nie musi być zrealizowany, ważne by dało się udowodnić sukces przed akcjonariuszami. Wg źródła przecieku, J.J. był bardzo w porządku wobec wszystkich na planie i bardzo mu zależało, by tego filmu nie „schrzanić”. Ale ostateczna wersja i to jak Abrams został potraktowany przez Disneya, jest dokładnie tym, czego J.J. nie chciał. Tu podobno doszedł jeszcze jeden problem. Abrams podpisał kontrakt z Warner Bros, na mocy którego ma się zająć postawieniem uniwersum DC na nogi. Disney licytował się z Warnerem w sprawie kontraktu z Bad Robot, ale zależało im tylko na Abramsie. By nie dotykał DC. Dziś perłą w koronie Disneya jest Marvel, który jest także silny słabością swojego konkurenta. Tak więc Abrams u sterów DC byłby dużym zagrożeniem dla Disneya.

Natomiast wracając do Epizodu IX. Wielu członków ekipy było zdziwionych tym, co zobaczyło na ekranie, to nie był film nad którym pracowali. J.J. podobno jest załamany tym, co zobaczył. Wynika to wprost z tego, że przez ostatnie 6 miesięcy Disney coraz bardziej wtrącał się w film, żądając zmian i wprowadzając je. Wiele rzeczy zmieniono w post-produkcji, nawet wypowiedzi aktorów były zmienione. Zaś Abrams jako reżyser nawet nie zdawał sobie sprawy, z wszystkich zmian jakie wprowadzono za jego plecami. Co więcej, czuł się zagrożony i zdominowany przez Disneya (nie fizycznie).

Źródło podaje, że Disney nigdy nie chciał by Rian Johnson robił Epizod IX. Nawet jeśli Rian takie rzeczy opowiada, to nigdy nie było prawdziwej dyskusji na ten temat. Ale Abrams wrócił do Epizodu IX za sprawą Boba Igera, nie Kathleen Kennedy. Disney chciał, by „Skywalker. Odrodzenie” było mniej kontrowersyjne i żeby było więcej fan-service’u. J.J. się zgodził, w zamian za uzyskanie większego wpływu na decyzje kreatywne. Nie chciał, by znów wyglądało to jak w przypadku „Przebudzenia Mocy” (gdzie Disney wciąż miał duży wpływ). Początkowo umowa wyglądała dobrze, zaczęła się psuć podczas kręcenia filmu. Abrams chciał nakręcić pewne sceny, ale Disney się nie zgadzał, tłumacząc to cięciami budżetu. W maju 2019 Abrams dalej walczył z Disneyem nad kluczowymi dla niego scenami w filmie. Jedną odpuścił. Inne kręcił w końcu w lipcu 2019 a nawet w październiku 2019 w studiach Bad Robot.

Jedną z tych ważnych scen dla Abramsa było to, co Kevin Smith określił jako roztopienie mózgu. Nie chodziło o głowę Imperatora. W filmie mieli pojawić się Samuel L. Jackson, Hayden Christensen, czy Ewan McGregor ale nie jako głosy, tylko jako duchy Mocy. Aktorzy w kostiumach mieli wspierać Rey w finalnej walce. Disney zdecydował to wyciąć, ponieważ w Chinach źle są widziane duchy (choć źródło nie potwierdza tego w 100%). By nie denerwować chińskich cenzorów, nawet kolor poświaty Marka Hamilla był zrobiony tak, by był w miarę neutralny. Spece od efektów mieli opisany kolor, którego mieli używać. Wycięcie tej i wielu innych scen, było ciosem dla Abramsa, bo on nie potrafił już dostrzec w tym filmu, który chciał zrobić i nad którym pracował. Podobno nawet na jednym ze spotkań stracił panowanie nad sobą i zapytał, dlaczego nie powiedzą, że film został napisany i wyreżyserowany przez Lucasfilm. A J.J. jest raczej człowiekiem spokojnym, który nie wybucha. Źródło jednak nie wie, jak skończyła się ta wymiana zdań.

Disney poza wycinaniem domagał się nagrywania specjalnych scen. Jedna z nich, to scena, której w filmie J.J. nie lubi najbardziej. Miała ona pomóc w sprzedaży zabawek. To scena z „oni teraz latają”. Jak ją Abrams zobaczył, to podobno ją wyśmiał.

J.J. pytany o krytyczne uwagi wobec „Skywalker. Odrodzenie” często przyznaje im rację i robi to szczerze, by nie powiedzieć nic więcej.

W styczniu J.J. gdy jeszcze miał nadzieję, że coś z tego wyjdzie, poszedł do Disneya i poprosił, aby film podzielić na dwie części. Zrobić z tego dwa Epizody lub coś w ten deseń. Dokładnie to samo mówił niedawno Chris Terrio. Disney powiedział „Nie”. Krakowskim targiem, ustalono, że film będzie trwał koło trzech godzin. (To się pokrywa z informacjami o których pisaliśmy w sierpniu). Wersja Abramsa z początku listopada miała 3 godziny i 2 minuty. Walka trwała i ostatecznie stanęło na filmie, który miał mieć 2 godziny i 37 minut. I tu źródło podaje, że ta wersja była obowiązująca jeszcze na początku grudnia. Tyle, że zobaczyliśmy wersję o długości 2 godzin i 22 minut, zaś informacje o tej długości pochodzi jeszcze z końca listopada. Wersja kinowa nie jest więc zaaprobowaną przez Abramsa. Poza duchami brakowało tam kilku istotnych, emocjonalnych scen. Abrams jakoby określił to, co zobaczył mianem dziwnych przeskoków posklejanych taśmą klejącą słabej jakości.

Inne przykłady wyciętych scen, to rozmowa Rose z Rey o tym, ze Poe wkurzy się, gdy zobaczy, co się stało z BB-8, zresztą Rose miała mieć większą rolę, oraz dłuższa scena pocałunku komandor D'Acy z jej dziewczyną. Miały się trzymać za rękę i być bardziej widoczne. Disney wyciął, ponieważ to co zostało na ekranie łatwiej dało się wyciąć z wersji w Singapurze, Emiratach i kilku innych krajach. Zresztą podobnie było z ewentualnym romansem Finna i Poe, co chciał zobaczyć Oscar Isaac. Disney powiedział twarto – „Niet”. Również scena na Mustafar z Kylo Renem miała być dłuższa. W skakaniu przez przestrzeń kosmiczną mieliśmy zobaczyć Kashyyyk, Naboo czy Kamino. Zaś scena z górą lodową była inspirowana grą Rebel Assault II: Hidden Empire w którą Abrams grywał wiele lat temu. Mieliśmy też dowiedzieć się, że Jannah to córka Lando. Finn miał w końcu przyznać, że jest czuły na Moc, zresztą mieliśmy to zobaczyć podczas walki na niszczycielu, gdzie udałoby mu się tej Mocy użyć. Wycięto, zastąpiono BB-8. Abrams musiał walczyć też o zostawienie Babu Frika. Zostało go niewiele. Włodarze Disneya bali się, że to kolejny Jar Jar Binks, a okazało się, że sympatyczny kosmita stał się ulubieńcem internetu. Wszystkie ocalałe sceny z Babu Frikiem możecie zobaczyć poniżej. Popularność Babu zaskoczyła dział marketingu Disneya (podobnie jak było z Baby Yodą). Za Babu odpowiada J.J. Abrams osobiście. Poświęcił dużo czasu i energii by stworzyć tę wspaniałą postać.



Wycięto też sceny ukazujące zamęt w głowie Kylo Rena. J.J. nie chciał by Ren i Rey pocałowali się na koniec, w ogóle nie podobał mu się pomysł Reylo, ale w Disneyu uważali, że to musi koniecznie znaleźć się w filmie i zadowoli fanów. Efekt był taki, że gdy Abrams oglądał ostateczną wersję i zobaczył jaką muzykę podłożono do walki Kylo Rena z rycerzami Ren rzucił tylko „what the fuck”. Podobno ekipa stoi za Abramsem, wersja Abramsa nadal istnieje, ale to nie jest film, który Disney chciałby upublicznić. Choć kto wie, może kiedyś wycieknie.

W sieci zaś już się pojawił hasztag #ReleaseTheJJCut. Ludzie chcą zobaczyć wersję nad którą podobno pracował Abrams.

Z innych wieści Maryann Brandon, montażystka filmu, która od lat współpracuje z Abramsem, przyznaje, że mieli za mało czasu na montaż. Podobno chcieli przesunąć premierę o trzy miesiące, ale Disney powiedział „nie”. Wszystko było robione w pośpiechu, co się odbiło jej zdaniem na finalnym efekcie. J.J. pracował ponad swoje siły, próbując wszystko dopiąć. W przypadku „Przebudzenia Mocy” mieli te trzy miesiące więcej i dało to radę. Maryann wspomina, że montowała praktycznie na planie, a J.J. patrzył na to w przerwie między ujęciami.

Chris Terrio o „Skywalker. Odrodzenie”

30

Zgodnie z oczekiwaniami, po Świętach „Skywalker. Odrodzenie” J.J. Abramsa traci tempo, a tym samym traci do zysków zgromadzonych przez film Riana Johnsona. Jednak wciąż mu bliżej do VIII Epizodu niż do wyniku „Łotra 1”. Czy uda się odrobić straty do „Ostatniego Jedi”? Zobaczymy.

W Polsce film obejrzało już ponad 1,15 miliona widzów (wpływy wyniosły ponad 25,3 milionów PLN), są to dane wykorzystywane do podsumowań rocznych (2019 był zdecydowanie najlepszym rokiem jeśli chodzi o frekwencję w polskich kinach, sprzedano ponad 60 milionów biletów), acz podane jeszcze bez ostatnich dni.



Za odpowiedź na krytykę IX Epizodu zabrał się współscenarzysta Chris Terrio, szczęśliwie nie wchodzi w pyskówki z fanami w sieci, a raczej odpowiada (mniej lub bardziej) przekonywująco dziennikarzom, także na trudne pytania.

Terrio mówił o tym jak dołączył do ekipy Epizodu IX. Miało to miejsce jesienią 2017, a w sierpniu 2018 mieli rozpocząć zdjęcia. Zatem nie mieli wiele czasu, by przygotować scenografię. Zresztą pierwszą rzeczą, którą Terrio zrobił, to było zapoznanie się z sagą. Znał bardzo dobrze klasyczną trylogię, słabiej prequele, ale na tym jego wiedza się kończyła. Postanowił także zaznajomić się z Expanded Universe, tak by przemycić do filmu nawiązania zrozumiałe tylko dla oddanych fanów serii. Musiał więc mocno skoncentrować się na poznawaniu sagi.

Poe, Rey i Finn razem


Pierwszym pomysłem jaki mieli na scenariusz Epizodu IX było to, aby Poe, Rey i Finn byli razem, by zobaczyć ich wspólne przygody i interakcje. Ich rozdzielenie na pewien czas było konieczne, ale po Epizodzie VIII można było wrócić do klasycznego ducha przygody.

Rodzina Palpatine


W kwestii Rey Palpatine, Terrio mówi, że wciąż punktem wyjścia była historia Rey ukazana w „Przebudzeniu Mocy”. Dziewczyna przez wiele lat czekała na Jakku na swoich rodziców, miała wręcz pewną traumę i obsesję na tym punkcie, jednocześnie wiązała się z tym pewna tajemnica. Decyzja Riana wiązała się z ukazaniem strachu dziewczyny. Czego ona mogła się bać najbardziej? Że nie jest Skywalkerem? Terrio mówi, że choć to ważny moment, to jednak nie czuć, by kończył ten wątek. A skoro tamtą decyzję oparto na obawach, to co może być straszniejsze niż fakt, że jej rodzice są nikim? Tu doszli do wniosku, że może lepiej pokazać, że Rey pochodzi z rodziny, która była wrogiem jej nowej rodziny. W tym momencie nadal nie wiemy, kim jest jej matka, może być nikim, może handlować złomem. Wiemy tylko, że gra ją Jodie Comer. Tym samym wersja Riana może nadal być w pewnym sensie prawdziwa.

Więzy krwi a demokratyzacja Mocy


W kwestii demokratyzacji Mocy, to Terrio mówi, że musieli znaleźć równowagę między tym, co pokazał Rian, a tym, co wynika z sagi Lucasa. Luke Skywalker w „Powrocie Jedi” mówi wprost, że Moc jest silna w jego rodzinie. Jednocześnie mówiąc o Lei wciąż sugerowano, że jest jeszcze jedna nadzieja (to także pokazano w tym filmie). Zatem jest jakiś element jej dziedziczenia. A ponieważ poza Skywalkerami najważniejszym bohaterem tych dziewięciu filmów jest Palpatine, więc postanowili pójść tropem rodzinnym. Jednocześnie nie zaprzecza to w żaden sposób temu, że Moc może się ujawnić w każdym, jeśli takie jest jej zrządzenie. Czy to w chłopaku z miotłą, czy w Finnie. Zresztą tak też to było z dziewczyną, którą odnaleźliśmy na Jakku w „Przebudzeniu Mocy”, jednak z powodu tego, że wciąż opieramy się na strukturze baśni, okazuje się ona być księżniczką Ciemnej Strony, księżniczką, która jest wychowywana jako sierota. Zresztą takie rozwiązanie powoduje, że również jej finalny wybór, dziedzictwa i prawdziwej rodziny, nie wynikającej z więzów krwi, ma inny wydźwięk.

W przypadku wyznania Finna, które nie zostaje wypowiedziane na ekranie, Terrio mówi, że możemy to rozumieć i interpretować na wiele sposobów. Chcieli, by faktycznie powiedział jej, że jest czuły na Moc. To jest zasugerowane w filmie, ale nie jest powiedziane. Jeśli ktoś chce interpretować tę scenę jako wyznanie skrywanej miłości. Natomiast warto zwrócić uwagę na scenę skomplikowanej śmierci Rey i reakcji Finna. On ją wyczuwa, widać, że korzysta z Mocy. Jannah czy Chewie tego nie czują.

Naprawianie wyborów Johnsona


Terrio odparł też zarzuty, o to, że w filmie jest dużo elementów, sugerujących konflikt między Abrasmem a Johnsonem. Choćby scena, w której Luke łapiąc miecz mówi, że broń Jedi wymaga więcej szacunku. Scenarzysta tłumaczy, że skoncentrowali się na tym, by pokazać jak ci bohaterowie się zmienili, jak zrozumieli swoje błędy, jak dorośli. Jednocześnie w tej scenie widzimy, że Luke próbuje uczyć Rey na swoich błędach, dzięki czemu historia się nie powtórzy.

W przypadku sceny z poświęceniem Luke’a podczas bitwy o Crait, Terrio nie chce za bardzo tłumaczyć tego, co widać na ekranie, czyli braku reakcji galaktyki. Ta reakcja nastąpiła tylko później. Widzowie chyba to widzą. Reszta jest kwestią interpretacyjną. Może jedynie dzieci tamto poświęcenie potraktowały poważnie, a dorośli musieli to przeanalizować i czekali na lepszy moment.



Spotkanie z ojcem


Scena między Hanem Solo (Harrison Ford) a Benem Solo (Adam Driver) mocno przypomina spotkanie Clarka Kenta i Jonathana Kenta z „Batman vs Superman”. Terrio mówi, że to było bardzo ważne tak dla samej opowieści, jak i mocno osadzone w „Gwiezdnych Wojnach”, bo wynika wprost z monomitu Josepha Campbella. Tam jest moment stania naprzeciw swemu ojcu. W tym wypadku jest to pewna forma pokuty, kolejne spotkanie. Han nie jest duchem Mocy, jest tylko wspomnieniem. Ren bardzo potrzebował wybaczenia. We wcześniejszym fragmencie filmu, gdy Rey mówi do Kylo, że ten wciąż nie może pogodzić się z tym, co zrobił swemu ojcu, ten ma krótką wizję tamtej sceny. Wspomnienie. Tu jest oczywiście pewne nawiązanie do Clarke’a i jego ojca, ale w „Skywalker. Przebudzenie” poszli bardziej w kierunku mistyki. Może nawet jest tu coś z „Hamleta”. Po tej rozmowie Ben podąża drogą odkupienia, przynajmniej w jego głowie następuje ta zmiana. Zwłaszcza, że okazuje się, że to nie tylko Snoke nim manipulował, ale wróg z dawnych wojen, wróg jego rodziców.

Współpraca z Lucasfilm


Jeśli chodzi o leczenie Mocą, które także jest widoczne w jednym z odcinków serialu „The Mandalorian”, Terrio przyznaje, że początkowo była to koincydencja. Ale rozmawiali o tym sporo w Lucasfilmie, także z Jonem Favreau i Davem Filonim, tak by można było pokazać, iż Moc działa tak samo w różnych okresach, w różnych częściach galaktyki.

Przywócenie Lei do życia


W przypadku Carrie Fisher używali ujęć z „Przebudzenia Mocy”, ale jeśli chodzi o jej głos, to różne opcje były rozważane. Chcieli go poskładać z wszystkich filmów z sagi, które mieli, włączając to klasyczną trylogię, oraz materiały z wyciętych scen, dubli i tak dalej. Głos Fisher jednak się zmienił przez te lata, więc Terrio nie jest pewien, czy ostatecznie coś z klasycznej trylogii zostało użyte.

Tu odchodząc na chwilę od samego Terrio, w tej materii wypowiadali się także inni twórcy IX Epizodu. Choćby Maryann Brandon, współmontażystka „Przebudzenia Mocy” i „Skywalker. Odrodzenie”. Wspomina ona Carrie Fisher, która patrząc na to, co było nagrane, powiedziała Maryann, że źle wypadła na planie. Montażyska odparła, że to jej zadaniem jest sprawić, by te fragmenty filmu wyglądały dobrze. Więc, gdy Abrams poprosił ją o wykorzystanie tych ujęć w IX Epizodzie, pamiętając na czym zależało Fisher, Brandon robiła wszystko, by Leia wypadła w nim dobrze.

Roger Guyett, twórca efektów specjalnych mówi, że każda scena wymagała bardzo dużo szczegółów do opracowania. Włącznie z tym pod jakim kątem należy kręcić dane ujęcie z innymi aktorami. Mocno współpracował przy tym z Danem Mindelem, operatorem.

Abrams dodaje, że te sceny były trudne także dla aktorów, choćby dla Daisy Ridley, która musiała wejść w interakcję z nieobecną Carrie.

Ostatnia scena filmu


Wracając do wypowiedzi Chrisa. Twórcy zastanawiali się też nad ostatnią sceną, czy miało być tam więcej Jedi. Ben i Anakin chociażby, w końcu to Skywalkerowie. Ale to odebrałoby siłę pojawieniu się Lei w formie ducha. Druga sprawa to lokalizacja, po zniszczeniu Alderaanu, domostwo Larsów to jedyne miejsce, w którym dorastali Skywalkerowie. Choć na ścieżce dźwiękowej Johna Williamsa utwór nazywa się „A New Home”, zdaniem Chrisa film nie sugeruje, że Rey Skywalker została na Tatooine.

Marginalizacja Rose


Niektórzy zarzucają filmowi marginalizację Rose i wręcz pojawił się pomysł serialu o niej. W przypadku Rose Terrio mówi, że bardzo chcieli, by ktoś z głównych bohaterów został przy Lei w bazie. Padło na Rose. Sparowanie jej z Leią wiązało się z większą ilością scen, niż to co widzimy na ekranie. Ale ostatecznie nie udało się ich z różnych przyczyn zrealizować, cześć scen zwyczajnie wyglądała źle lub sztucznie, dwa czas, więc to wszystko ograniczono. J.J. bardzo ceni Kelly Marie Tran, jednocześnie pokazał jak bardzo Rose się zmieniła. Obecnie jest prawą ręką Lei.

Podzielenie filmu na dwie części


Chris Terrio przyznaje także, że bardzo żałuje, iż mieli do zrobienia tylko jeden film. Cały ten scenariusz, który przygotowali dałoby się rozłożyć na dwie części i jeszcze je rozwinąć. Zwłaszcza, że jako scenarzysta chciałby w wielu miejscach dołożyć sceny, w których można złapać oddech. Jeśli dałoby się film podzielić na dwa, to spełniłoby się marzenie Chrisa. Niestety wygląda na to, że kierownictwo Lucasfilmu / Disneya za bardzo chciało mieć dziewięcioczęściową sagę, trylogię trylogii.

Drugi weekend „Skywalker. Odrodzenie” za nami

10

Drugi weekend „Skywalker. Odrodzenie” za nami. Obecnie film w skali globu zarobił już 725,5 milionów USD i ma spore szansę dobić do miliarda. Co więcej, drugi weekend w Stanach to dochód rzędu 72,3 milionów USD. Spadek o 59,2 %. Sumarycznie w Stanach film ma już 362 miliony USD.

Trudno nie zauważyć, że goni tym samym VIII Epizod. Drugi weekend „Ostatniego Jedi” w Stanach to 71,5 miliona USD (i spadek o 67,5 %). Film wówczas miał 368 milionów USD. Jeśli to tempo by się utrzymało, film Abramsa powinien przegonić dzieło Johnsona już niebawem. Ale jest jeden mały kłopot, z którym IX Epizod będzie musiał się zmierzyć. Inaczej ułożone były święta Bożego Narodzenia względem premiery. „Skywalker. Odrodzenie” już wykorzystał świąteczną premię. W analogicznym okresie, „Ostatni Jedi” był wciąż przed nią. Co więcej Nowy Rok również wiązał się z długim weekendem. Tym razem 1 stycznia wypada w środę.

Natomiast jeśli szukacie smaczków w „Skywalker. Odrodzenie” to szukajcie następujących osób. Mark Hamill podkłada głos Boolio na samym początku filmu. John Williams jest barmanem na Kijimi. Na tej planecie, wkrótce po wylądowaniu tam naszych bohaterów widać też mężczyznę, chyba cyborga, którego gra Kevin Smith.

Zaś w sieci pojawiła się szalona plotka, fanowska teoria. Otóż jakoby pod koniec filmu Rey miałaby być w ciąży i nosić bliźnięta Skywalkerów, zaś ojcem miałby być Kylo Ren. Skoro mógł jej przekazywać przedmioty, to właściwie wiele tam mogło się wydarzyć. Cóż z pewnością fani Reylo będą mieli teraz mieli zajęcie na kilka kolejnych seansów.

„Ostatni Jedi” w końcu na Disney+

5

„Ostatni Jedi” znikł już z oferty Netflixa. Za to, zgodnie z zapowiedziami, obraz Riana Johnsona pojawił się na Disney+. Większość filmów z cyklu „Gwiezdne Wojny” jest już dostępne na platformie Disneya od jej uruchomienia w listopadzie.



Dla przypomnienia, kolejnym filmem, który pojawi się na Disney+ będzie „Skywalker. Odrodzenie”. Data premiery to prawdopodobnie 31 marca 2020. Zaś ostatnim, który dojdzie do kolekcji będzie „Han Solo”, zapewne gdzieś koło 9 lipca 2020. Miejmy nadzieję, że do tego czasu Disney+ ruszy także w Polsce.

Plotki o zamieszaniu podczas produkcji „Skywalker. Odrodzenie”

39

Na początek zaczynamy od garści plakatów, prosto z oficjalnego facebooka. Przypominamy, profil StarWars publikuje specjalne plakaty przygotowane przez artystów do promowania „Skywalker. Odrodzenie”. Wcześniejsze znajdziecie w archiwum naszych newsów.

Doaly Design Services Adam Stothard Adam Cockerton Bella Grace Adam Stothard Chris Skinner Chris Skinner Chris Skinner chiński plakat Andy Fairhurst 17thandOak  Turksworks


Uzupełniając poprzedniego newsa w którym pisaliśmy o ekskluzywnych pakietach blu-ray 4K z IX Epizodem. Mamy też wersję steelbox sklepu Zavvi.



I to dobry moment by przejść do plotek, na temat wersji, wyciętych scen i tym podobnych rzeczy. Po pierwsze scen wyciętych z filmu jest wiele, ale tego się spodziewaliśmy, zwłaszcza widząc tempo „Skywalker. Odrodzenie”. Richard E. Grant i Domhnall Gleeson w jednym z wywiadów powiedzieli, że ich postaci brały udział w czasie walk na Mustafar na samym początku filmu. Jednak zostali wycięci.




Hux miał mieć też krótką rozmowę z Kylo Renem w towarzystwie rycerzy Ren. W jednej z publikacji jest zdjęcie tej sceny, ale o czym dokładnie była, nie wiemy. Niestety wątek Huxa został mocno pocięty w ostatecznej wersji filmu.



Natomiast skoro jesteśmy przy rycerzach Ren to w końcu otrzymaliśmy ich imiona. Są to: Vicrul, Ap’lek, Kuruk, Trudgen, Cardo i Ushar. Zaś ich okręt nazywa się „Night Buzzard”.



W Singapurze natomiast wycięto jedno z ujęć z samej końcówki. Chodzi o ten moment, w którym widać pocałunek dwóch lesbijek w bazie Ruchu Oporu już po zwycięstwie. Disney uznał, że lepiej nie drażnić władz i wyciąć tę scenę.

Jak pamiętacie, pisaliśmy jakiś czas temu o wersji filmu, którą miał przygotować Colin Trevorrow. On sam to zdementował, ale MSW twierdzi nadal, że tamta wersja miała powstać. Tyle, że to była kolejna wersja scenariusza, za którą miał odpowiadać Jack Thorne. Ten żadnego dementi nie umieścił.

I to dobry moment, by przejść do plotki, którą ostatnio żyje internet. Otóż ktoś, kto na reddicie zarejestrował się pod ksywką Lucasfilm_Insider (nie dodaje to wiarygodności), wrzucił tam kilka postów o tym, jak podobno miała wyglądać produkcja IX Epizodu. Trudno dziś stwierdzić na ile jest to wiarygodne. Ciężko jest w takich wypadkach oddzielić zasłyszane fakty od domysłów i interpretacji. Podobnie było w przypadku plotek za którymi stał Overlord DVD Doomcock. Tam Doomcock mówił o pokazach testowych filmów, podczas gdy okazało się, że w tym czasie odbywały się pokazy dla licencjonobiorców. Zresztą nie da się zauważyć, że część jego plotek dalej żyje w tym, co pisze Lucasfilm_Insider. Ale na ile jest to prawda, a na ile nadinterpretacja, trudno stwierdzić. Niemniej jednak jako historyjka brzmi ciekawie i całkiem przekonywująco. Może kiedyś dowiemy się jak było naprawdę. Jak wiemy, Colinowi Trevorrowowi nie było po drodze z Rianem Johnsonem. Wg Lucasfilm_Insidera było jeszcze gorzej niż myślimy, mówiąc wprost obaj panowie się nie znosili. Jednym z problemów był Luke Skywalker. Zarówno Abrams wcześniej, jak i Colin bardzo chcieli mieć go w IX Epizodzie. Rian, Kathleen Kennedy i Kiri Hart chcieli go zabić. I tak się stało. Colin nie mógł wykorzystać Luke’a jak chciał, zmarła mu też Carrie Fisher niszcząc cały wątek Lei, skończyło się tym, że odszedł z „Gwiezdnych Wojen” (lub wyleciał). W Lucasfilmie uznano, że jego miejsce powinien zająć Rian Johnson. Zresztą takie też były wówczas plotki. Pamiętajmy jednak, że to było jeszcze przed premierą „Ostatniego Jedi”. Zgodnie z doniesieniami Lucasfilm_Insidera, Bob Iger i Alan Horn już wówczas nie byli zadowoleni z VIII Epizodu i obawiali się reakcji. To oni nalegali na to, by wrócił J.J. Abrams. Choć Abrams inaczej wypowiadał się publicznie (przynajmniej do niedawna), to nie trawił ani „Ostatniego Jedi”, ani Riana Johnsona. Jego warunkiem było to, że miał zyskać pełną kontrolę twórczą nad IX filmem. Bez żadnego Johnsona, Lucasfilmu czy Kathleen Kennedy. Nic dziwnego, że główną producentką została protegowana Abramsa i jego była asystentka - Michelle Rejwan. Iger sprawił, by tak to właśnie się odbyło. Wciąż mówimy o okresie przed premierą VIII Epizodu.

Natomiast jeśli chodzi o wzajemne animozje to ani Rian, ani Kiri, ani całe Story Group nie lubiły pomysłów Lucasa, Trevorrowa i Abramsa. Do tego dochodziła jeszcze niechęć personalna i z wzajemnością w drugą stronę.

Abrams momentalnie zabrał się do pracy. Pierwszą rzeczą, którą zrobił to umówił się z Georgem Lucasem, tak by z nim skonsultować zamysł IX Epizodu, połączyć dawne pomysły Lucasa (wyrzucone przez Lucasfilm), z nowymi, oraz z wizją Abramsa. Nowa wizja Lucasa była mocno powiązana z „Wojnami klonów” i trylogią Mortis. W filmie miały się pojawić sztylet Mortis oraz Syn Mortis, który miał być głównym szwarccharakterem filmu. W jego rolę miał się wcielić Matt Smith. George nalegał również, by wiele z jego pomysłów na sequele zostało tu w jakiś sposób wykorzystane. Pierwszy scenariusz wylądował na biurku Boba Igera przy okazji premiery „Ostatniego Jedi”. Wówczas wszystko było fajnie. Iger z Hornem liczyli już pieniądze, jakie zyskają na drugim „Przebudzeniu Mocy”, ale... wówczas wszystko się posypało. „Ostatni Jedi” wywołał spore niezadowolenie i wzbudził dużo negatywnych emocji. Przy tym całym zamieszaniu oberwało się „Hanowi Solo”, ale również „Galaxy’s Edge”. Warto tu pamiętać, że w przypadku pierwszego doszedł dodatkowy chaos ze zmianami reżyserów i słaby marketing, zaś w przypadku tego drugiego nieskończony produkt i słaby marketing. Efekt tych wszystkich zdarzeń doprowadził do zmniejszenia zainteresowania sagą, sprzedaży zabawek i tak dalej. Disney zaś potrzebował filmu, który rozbudzi nadzieje jak „Przebudzenie Mocy”, i nie będzie dalej alienować fanów (bądź ich części).

To wszystko na razie mniej lub bardziej zgadza się z faktami o których wiemy. Tu zaczynają się wieści, które trudno jest dziś potwierdzić. Otóż podobno w trakcie produkcji, gdzieś w połowie zdjęć, J.J. Abrams powiedział włodarzom z Disneya, że ich nadzieje są płonne. Film nie zjednoczy fanów, nie zaspokoi oczekiwań wszystkich. Zresztą trudno zjednoczyć tych, którzy kochają i nienawidzą „Ostatniego Jedi”. Zawsze komuś będzie to odpowiadało mnie. Disney wówczas uznał, że należy zająć się mocniej IX Epizodem i zaczęli na niego wpływać. Pierwszą rzeczą, którą zrobili to usunięcie pomysłów George’a Lucasa (po raz drugi). To wymagało przepisania scenariusza, nakręcenia nowych rzeczy i tak dalej. Palpatine, choć był obecny w tym filmie, nagle stał się głównym złym. Powiązania z „Wojnami klonów” zostały zredukowane do głosu Ahsoki. Disney bał się, że szeroka publiczność nie wie kim jest Syn Mortis, więc Palpatine był bezpieczniejszy. Podobno dokrętki trwały aż do października 2019. Abrams zaś jakoby nie jest zadowolony z ostatecznej wersji filmu. Stracił ostatecznie nad nim kontrolę, bo musiał go dopasować do wizji Disneya. J.J. jest jakoby bardzo zły, bo mnóstwo ważnych dla niego scen wyleciało, nie zmieściło się w filmie.

Na koniec jeszcze Lucasfilm_Insider pisał o wersjach filmu. Jego zdaniem istniały dwie. Pierwsza bazująca na scenariuszu Abramsa i Chrisa Terrio, razem z pomysłami Lucasa, Trevorrowa i Dereka Connolly’ego. Ta jednak nigdy nie została skończona, była tylko i wyłącznie nagrana. Druga wersja to wersja Igera, czyli taką, którą zobaczyliśmy w kinach. Wszystkie plotki o 9 i więcej wersji, dotyczą małych szczegółów, czyli bardziej różnic w montażu. Insider twierdzi, że Kathleen niebawem odejdzie z Lucasfilm, ale nie wie, co będzie następnym filmem. Może produkcja Kevina Feige’ego.

Niestety obecnie ani Lucasfilm, ani Disney nie kwapią się z tym, by pokazać nam jak wyglądała produkcja. Tu warto jedynie przypomnieć to, o czym mówił Jonathan W. Rinzler przy okazji „Przebudzenia Mocy”. W pewnym momencie zrozumiał, że jeśli napisze „Making of” porządnie, zgodnie z tym jak był produkowany, to książka ta nie zostanie nigdy wydana. Wybrał pozostanie wiernym prawdzie i „Making of” jest szczelnie zamknięty w sejfie Lucasfilmu. Reszta to domysły bazujące na przeciekach.

Co dalej z „Gwiezdnymi Wojnami” i Lucasfilmem?

39



Na razie czekamy, na ogłoszenie filmu na 2022, wraz z reżyserem. Być może też wyznaczenie następcy Kathleen Kennedy, pisaliśmy o tym ostatnio. Ale to nie koniec. W jednym z wywiadów, Kathleen przyznała, że ostateczne decyzje w sprawie kolejnego filmu zapadną w ciągu najbliższych tygodni. Pewnie chcą już ocenić jak sprawuje się „Skywalker. Odrodzenie”, tak w opiniach krytyków, fanów, jak również, co pewnie jest najważniejsze dla inwestorów – finansowo.

Niemniej jednak Kathleen dodała również, że kolejne filmy nie będą miały struktury trylogii. Chcą postawić na różnorodność w formie opowiadanych historii i nie zamierzają się ograniczać w liczbach części. Ich ilość ma dyktować fabuła.

Jednocześnie jak przyznaje Kathleen to moment, w którym Lucasfilm musi wyjść poza „Gwiezdne Wojny”. Piąty „Indiana Jones” jest w produkcji. Jon Kasdan skończył pisać scenariusz do pilota serialu bazującego na „Willow”. Jednocześnie Michelle Rejwan w Londynie kupiła książkę „Dzieci krwi i kości”, której autorką jest amerykańsko-nigeryjska pisarka Tomi Adeyemi. Michelle bardzo mocno nalegała, by tę książkę zrealizować, a po przejęciu Foxa przez Disneya stało się to możliwe. Wcześniej nad realizacją dla Foxa czuwała Emma Watts, teraz film ma być rozwijany w LFL. Jeśli to wyjdzie to będzie to pierwsza produkcja Lucasfilmu bazująca na nowej marce od czasu, gdy nie pracuje tam George Lucas.

Bob Iger zapytany o przyszłość „Gwiezdnych Wojen” powiedział, że choć możliwości są nieograniczone, to jednak aktualnie w produkcji jest mniej filmów niż ludzie myślą. Dodał, że starają się obserwować reakcję publiczności i dostosować swój plan. Zapytany o to, czy odejdą od trylogii, przyznał, że nie wie. Na tym etapie możliwe, że zrobią najpierw film, potem jego sequel. Reszta przyjdzie z czasem. Dodał też, że są bardzo zadowoleni z przyjęcia „The Mandalorian”. Iger odpowiadając na pytanie o film / filmy Kevina Feige przyznał, że na razie nie ma jeszcze nic konkretnego do powiedzenia na ich temat.

J.J. Abrams zapytany o to, czy jeszcze wróci do „Gwiezdnych Wojen” odparł, że myśli, iż skończył. Może jeszcze wróci, ale raczej nie. Teraz ma przeczucie, że to faktycznie było jego ostatnie słowo.

Skoro odchodzimy od trylogii (a były zapowiedziane dwie), to wygląda, że ani Rian Johnson nie zrealizuje swojego pomysłu, ani nikt nie przejmie historii Benioffa i Weissa, przynajmniej w formie serii / trylogii. Ciekawe zatem jaką nową historię zaserwuje nam Lucasfilm. Trzymamy kciuki, by coś zdradzili w przyszłym miesiącu.

„Ostatni Jedi” jutro w Polsacie

21



Jutro, czyli 20 grudnia 2019, w telewizji Polsat o godzinie 20:00 zobaczymy „Ostatniego Jedi”. Jednocześnie film będzie można oglądać w Polsat HD.



Rey (Daisy Ridley), po odnalezieniu Luke’a Skywalkera (Mark Hamill), na odciętej od świata wyspie, szkoli się pod jego okiem i okazuje się wyjątkowo pojętną uczennicą. Tymczasem Kylo Ren (Adam Driver), syn księżniczki Lei (Carrie Fisher) i Hana Solo, dokłada starań, żeby unicestwić siły rebeliantów. Po stronie rebelii znów walczą były szturmowiec Najwyższego Porządku, Finn (John Boyega) i genialny pilot Poe Dameron (Oscar Isaac).

Epizod VIII napisał i wyreżyserował Rian Johnson. Występują: Mark Hamill, Carrie Fisher, Daisy Ridley, Adam Driver, Oscar Isaac, John Boyega, Gwendoline Christie, Domhnall Gleeson, Andy Serkis, Anthony Daniels, Kelly Marie Tran, Joonas Suotamo, Frank Oz, Laura Dern, Benicio Del Toro, Billie Lourd i Lupita Nyong’o. Muzykę ponownie skomponował: John Williams. Za zdjęcia odpowiada: Steve Yedlin. Głównymi producentami byli Ram Bergman i Kathleen Kennedy.

Warto dodać, że w tym samym czasie na TVN leci „Przebudzenie mocy”.

Abrams i Boyega o „Ostatnim Jedi”

19

Im bliżej do premiery „Skywalker. Odrodzenie” tym częściej twórcy wracają do „Ostatniego Jedi”. Jednym z nich jest J.J. Abrams, który wcześniej chwalił śmiałe wybory Riana Johnsona, mówiąc nawet, że w pewien sposób go to zmotywowało do innego podejścia do historii w IX Epizodzie. Z drugiej jednak Abrams wprost mówi o wadach tamtego filmu. Dla niego to było takie trochę meta podejście do opowieści. Abramsowi wydaje się, że ludzie nie idą na „Gwiezdne Wojny” po to, by się dowiedzieć, że coś nie ma znaczenia.

Dodatkowo Abrams dodaje, że pomysły Johnsona nie psują wizji nowej trylogii. Historia czasem potrzebuje skręcić w jednym kierunku, by następnie mogła odbić w przeciwnym.



Również John Boyega zaczął wyrażać swoje wątpliwości, co do VIII Epizodu. Przyznał, że o ile w „Przebudzeniu Mocy” to był dobry początek czegoś większego, o tyle mówiąc szczerze, nie czuł się już tak pewnie przy „Ostatnim Jedi”. Według aktora w filmie jest wiele wyborów, z którymi niekoniecznie się zgadza. Rozmawiał o tym nie raz z Markiem Hamillem. Dodatkowo Boyedze nie podobało się również to, że główni bohaterowie byli rozdzieleni w tym filmie.

O tym, że Markowi Hamillowi nie podszedł ten film, wiemy od dawna. Przypominamy, że kilka miesięcy temu także Daisy Ridley przyznała, że spodziewała się złego przyjęcia VIII Epizodu.

Za to na razie wszyscy mówią dobrze o „Skywalker. Odrodzenie”. Zobaczymy jak to będzie wyglądało za kilka lat.

Abrams i Trevorrow o „Ostatnim Jedi”

20

Świat koncentruje się na „Skywalker. Odrodzenie”, a przy okazji pojawiają się też nawiązania do poprzedniego film u sagi, czyli „Ostatniego Jedi”.



Colin Trevorrow poprosił Riana Johnsona o to, by dołączył do filmu pewną scenę. Pisaliśmy o tym jeszcze przed premiera Epizodu VIII. Wówczas nie było wiadomo, co to dokładnie za scena. Tylko tyle, że nie zmienia nic fabularnie. Teraz Colin wyjawnił o co chodziło. Chciał, by na ekranie Poe poznał Rey i zaczęli rozmowę. Czyli scena na „Sokole” pod koniec filmów, gdzie ta dwójka bohaterów wchodzi w interakcję, to pomysł Trevorrowa.



Trevorrow wyraził już wdzięczność J.J. Abramsowi za wykorzystanie niektórych z jego pomysłów. Może relacja Poe i Rey jest jednym z nich.

Abrams jednak odżegnuje się trochę od VIII Epizodu. Mówiąc o „Ostatnim Jedi” podkreśla, że to był przede wszystkim film Riana Johnsona. Scenariusz wydawał się być zabawny, ale wybory których dokonał Johnson to nie są wybory Abramsa. Zresztą jak dodaje reżyser, Johnson inaczej też poprowadziłbym „Przebudzenie Mocy”.

Jedną z rzeczy, która bardzo zaskoczyła Abramsa jest mrok wokół Luke’a Skywalkera. To jest coś, co dość mocno rozmija się z oczekiwaniami, więc w tym sensie Rian osiągnął swoje zamierzenie.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.