Spis newsów (Tydzień 40-lecia Nowej nadziei)

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: News zamykający

4



„Nowa nadzieja” weszła na ekrany w Stanach w środę 25 maja 1977 w zaledwie 32 kinach. W weekend IV Epizod wyświetlało jeszcze osiem dodatkowych kin. Film stał się sukcesem, więc po różnych perturbacjach miał też drugą premierę. Odbyła się ona 3 sierpnia 1977, z wielką fetą, oczywiście w Chinese Theatre. Tym razem film grało 1096 kin. Od tej pory rozpoczęła się wielka, trwająca już 40 lat przygoda.

„Nowa nadzieja” nie raz wracała do kin. Początkowo bez większych zmian. W 1981 po raz pierwszy została nazwana „Nową nadzieją” a nie „Gwiezdnymi wojnami”. Tu warto sobie przypomnieć różnicę między „Gwiezdnymi wojnami” i „Gwiezdnymi Wojnami”, czyli rozróżnieniem nazwy cyklu i tytułu filmu.

Ostatni raz do kin z pełną pompą film wszedł dwadzieścia lat temu, przy okazji Wersji specjalnej.

Polska premiera odbyła się 30 marca 1979 (choć pojawiają się też daty 19 lipca 1979).

Jednak to są daty premiery. Kiedy narodziła się saga? Może 17 kwietnia 1973, kiedy to George Lucas zaczął pisać scenariusz? A może 22 marca 1976, kiedy to rozpoczęły się zdjęcia?

Na zamknięcie tygodnia 40-lecia chcieliśmy przypomnieć, o wielu innych artykułach, a nawet poprzednim tygodniu „Nowej nadziei”.



Tak Tydzień „Nowej nadziei” wyglądał u nas 10 lat temu.


W 2007 zorganizowaliśmy też Mikołajki, gdzie również znalazło się trochę tekstów o „Nowej nadziei”:


Ale artykułów poświęconych „Nowej nadziei” mamy dużo więcej. Pisaliśmy o tym jak wyglądało życie w roku 1977. Także o tym, jak w Foxie oceniano szanse filmu oraz jak wyglądał budżet. Zebraliśmy też smaczki.

Wiele też pisaliśmy o stworach - dziwadłach z kantyny (w tym Braconnorze i Greedo), banthach, ryku Krayta. O tym, gdzie skończył scenariusz, czy jak Guinness uratowałfilm. Pisaliśmy też o broni Hana Solo oraz o wielu inspiracjach w ramach cyklu Holo z oficjalnej. Warto też wspomnieć od dwóch projektach fanowskich. Fani próbowali poprawić film, zarówno ulepszając efekty w wersji Revisited (nasza recenzja) jak również przywracając oryginalne, a jedynie je oczyszczając w wersji Remastered. W każdym razie to chyba dobry moment, by w najbliższym czasie ponownie wrócić do tego, 40-letniego już filmu.

Zaś tym razem przygotowaliśmy następujące atrakcje:

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”:

Wcześniejsze tygodnie tematyczne znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Gry planszowe

9



Podobnie jak przy grach elektronicznych tak również planszówki mają dużo do zaoferowania, jeśli chodzi zarówno o Gwiezdne wojny jak i tylko samą Nową nadzieję. Poniżej prezentujemy wybrane gry planszowe, a musicie wiedzieć, że przez 40 lat sporo tego zostało wydane, które w mniejszym lub większym stopniu nawiązują do naszego jubilata wraz z krótkim opisem samej rozgrywki.


Star Wars: Destroy Death Star
Gracz dowodzi grupą trzech X-wingów, próbując wystrzelić torpedy protonowe do szybu wentylacyjnego Gwiazdy Śmierci, zanim zniszczy ona Yavin 4. O ruchach i wynikach walk decyduje specjalna plansza z obracaną wskazówką. Na polu bitwy może pojawić się przeszkadzający graczom Darth Vader, ale także pędzący im na pomoc Sokół Millennium.



Star Wars Electronic Laser Battle Game
Jest to dwuosobowagra zręcznościowa , w której gracze starają się dotrzeć do Gwiazdy Śmierci i ją zniszczyć. Gracze muszą sprawdzić szybkość swojej reakcji na walczące myśliwce TIE. Pierwszy z nich ma za zadanie trafić we właściwy przycisk odpowiadający broni i zapalić wszystkie 6 diod, które prowadzą wprost do Gwiazdy Śmierci.



Star Wars: Escape From Death Star Game
Luke Skywalker, księżniczka Leia, Han Solo i Chewbacca są uwięzieni w zgniatarce śmieci na Gwieździe Śmierci. Podejmij wyzwanie i spróbuj pomóc im uciec na wolność!.



Star Wars Destroy Death Star Game
Plansza składa się z połączonych ze sobą, kolistych pól. Gracze przechodzą przez pola, po drodze borykając się z myśliwcami typu TIE i podążając do Gwiazdy Śmierci, a konkretnie miejsca symbolizującego jej otwór wentylacyjny.



Star Wars: The Adventures of R2-D2
Przeżyj przygody R2-D2, prawdziwego bohatera Rebelii! Gracze wykonują ruchy obracając wskazówkę tarczy i przesuwając R2-D2 do następnych kolorowych kół wzdłuż ścieżki przygody. Uważaj na fioletowe kółka, które odsyłają cię do tyłu, i próbuj dotrzeć do białych kół, aby posunąć się naprzód. Pierwszy, który wróci do rebelianckiej bazy na Yavinie IV po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci wygrywa!



Star Wars: Death Star
Wydana tylko w Japonii gra bitewna oparta na bitwie o Yavin. Walka toczy się na planszy podzielonej na sześciokątne pola.



Star Wars: Escape From The Death Star
Gracze współpracują ze sobą, wcielając się w Luke'a Skywalkera, Hana Solo, Chewbaccę i księżniczkę Leię. Ich celem jest wyłączenie promienia ściągającego na Gwieździe Śmierci i dotarcie do Sokoła Millennium w celu ucieczki. Jeżeli choć jeden z graczy zostanie po drodze zabity, rozgrywka kończy się porażką. Graczy wspierają postacie C-3PO, R2-D2 i Obi-Wana Kenobiego, zaś szturmowcy i Darth Vader starają się im przeszkodzić.



Star Wars: Death Star Assault Game
Wywalcz sobie drogę z obozu Sojuszu Rebeliantów do Gwiazdy Śmierci Imperium Galaktycznego, gdzie Darth Vader więzi księżniczkę Leię. Podczas gdy gnasz ku Vaderowi, odpalaj torpedy protonowe ze swojego X-winga, niszcząc otaczające go myśliwce typu TIE.
Pierwszy gracz, który przebije się przez jego obronę, zniszczy Gwiazdę Śmierci i pośle Dartha Vadera w głąb kosmosu zwycięża grę... o ile to on nie pokona cię pierwszy!



Monopoly: Star Wars Limited Collector’s Edition
Po prostu gwiezdnowojenna wersja Monopoly. Wśród pionków znajdują się Luke, Leia, Han Solo, Chewbacca, R2-D2, Darth Vader, Boba Fett i szturmowiec. Gra polega na kupowaniu miejsc znajdujących się w odległej galaktyce i widocznych w oryginalnej trylogii; za środek płatniczy służą monety i banknoty stylizowane na imperialne kredyty. Standardowe domki i hotele również zostały zastąpione starwarsowym akcentem - pojazdami z sagi.



Monopoly: Star Wars
Monopoly w świecie Gwiezdnych Wojen - edycja z Oryginalnej Trylogii.



Monopoly: Star Wars Saga Edition
Wersja gry Monopoly osadzona w realiach wszystkich sześciu filmów z sagi Star Wars.



Trivial Pursuit: Star Wars Classic Trilogy Collector’s Edition
Trivial Pursuit w świecie Gwiezdnych Wojen. Pytania dotyczą oryginalnej trylogii. Gra zawiera figurkę R2-D2, pełniącą funkcję elektronicznej kostki.



Trivial Pursuit DVD: Star Wars Saga Edition
Wersja gry Trivial Pursuit z dwiema dołączonymi płytami DVD. Wraz z postępem gry gracze muszą odpowiadać na pytania dotyczące historii, technologii i postaci ze wszystkich sześciu filmów sagi Star Wars.




Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ciekawostki o oryginalnym plakacie

oficjalna
16



Na oficjalnej w ramach obchodów 40-lecia pojawił się dość ciekawy artykuł autorstwa Pete’a Vilmura ukazujący pewnie ciekawostki na temat jednego z plakatów „Nowej nadziei”. Dobrze się to wpasowuje w nasz Tydzień.



Zwłaszcza, że kilka dni temu pisaliśmy o plakatach IV Epizodu. Jeden jednak jest dość szczególny, nie tylko dlatego, że jest popularny. Chodzi o tak zwany styl A, który w 1977 stworzył Tom Jung. Poza tym, że stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych i ikonicznych, znajduje się na nim kilka ukrytych elementów. Wynikają one z okresu powstawania, zmian i błędów. Choć kto wie, może fani teorii spiskowych znaleźliby tam ukryte przesłanie.



Luke nosi buty Vadera, tyle, że białe. Czy Jung już wtedy wiedział o szokującym spoilerze wszech czasów? W każdym razie ten błąd bardzo fajnie wygląda z perspektywy czasu.



Jung nie umieścił droidów na plakacie. Zostały dodane później, już bez jego udziału. W podobnym czasie co Jung, swój plakat skończyli bracia Hildebrant. Właśnie oni umieścili droidy na swoim plakacie, co bardzo spodobało się w Foxie. 20th Centruy Fox zdecydował, że chce mieć także droidy na plakacie Junga. Niestety ten był zajęty innymi projektami, więc plakat poprawił Nick Cardy. Plakat został poprawiony nim poszedł do prasy.



Leia ma blaster Hana Solo. Leia strzelała w IV Epizodzie, ale jej broń była zdecydowanie inne. Czyli kolejna teoria spiskowa, co jeszcze dzielili Han i Leia?



Strój Lei się trochę zmienił. Niby przypomina ten filmowy, a nawet dwa (ten z ostatnich scen i ten biały przez który pojawia się w większości filmu). Ale prawda jest taka, że Jung wzorował się na stylu Franka Frazetty, jeszcze gdy rysował szkice. Podobało się to Lucasowi i tak już mniej więcej zostało.



Z nieznanych przyczyn w wersji gazetowej plakatu, jedna z nóg Lei jest zakryta.



W plakacie, który promował „Nową nadzieję” w jako rozkładówka podobno Luke i Leia byli w innej pozycji. Ostatecznie Fox bardzo nalegał, by Jung użył podobnej do plakatu, czyli takiej trochę przypominającej trójkąt. Jest ona tu odwrócona, ale podobna. Jak było naprawdę, nie wiadomo, bo tu źródła same sobie przeczą.



I jeszcze jedna ciekawostka. Dokładnie nie wiadomo kiedy pojawił się ten plakat. Wersja braci Hildebrandt z pewnością była dostępna przed premierą. Junga z pewnością później. Może wtedy, gdy „Nowa nadzieja” wchodziła do większej ilości kin? Najwcześniejsze zdjęcia z archiwów pochodzą z 27 lipca 1977.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: „Nowa nadzieja 2.0”

14



Zaskakujące może być to, że tak wiele osób, krytykujących „Przebudzenie Mocy” potrafi streścić to do jednego stwierdzenia – „słaby scenariusz, zrzyna z „Nowej nadziei””. Czy faktycznie scenariusz IV Epizodu był słaby (także w ich mniemaniu)? Raczej chodzi o to, że niektórzy odbierają film J.J. Abramsa jako remake lub soft-reboot. Dziś zajmiemy się kilkoma podobieństwami, które często są wykorzystywane w tej tezie. Może dobór będzie trochę tendencyjny, ale coś w tych podobieństwach jest. Może to, że ludzie lubią oglądać to, co znają?



„Gwiezdne Wojny” bazują na pewnych schematach, więc nawet obie trylogie Lucasa są w gruncie rzeczy bardzo podobne, jeśli się odpowiednio na nie spojrzy. W „Mrocznym widmie” jest wiele ech „Nowej nadziei”, nic dziwnego, że „Przebudzenie Mocy” po raz kolejny powiela te same, sprawdzone schematy. W dodatku opowiadane od wieków w pewnej formie. Wynikają one nie tyle z zamysłu Lucasa, co często monomitu Joasepha Campbella, na którym bazuje saga. Lucas trochę to podrasował, ale w gruncie rzeczy to ta sama, stara jak ludzkość historia o dorastaniu i mierzeniu się ze sobą. Mitologia w najczystszej postaci, tylko zreinterpretowana na nowo. Abrams podąża dokładnie tą samą ścieżką. Podobnie jak w „Nowej nadziei” mamy główne trio, z drogą bohatera jednego z nich. Tym razem jest nią Rey (jak wcześniej Luke i Anakin). Rey znajdujemy na pustynnej, nic nieznaczącej planecie (Tatooine zostało zamienione na Jakku). Rey też ma w sobie potencjał Mocy, o którym nie wie, choć podświadomie robi rzeczy ponadprzeciętne. Spotyka kogoś, kto ją szkoli, może nie wprost, bardziej instruuje. Anakinowi w pierwszych krokach pomagał Qui-Gon, który nie mógł go nawet szkolić. Luke’owi Ben, zaś tu tę rolę przejmuje Han. Zgodnie z monomitem ten mistrz, nauczyciel musi zginąć, by bohater, a w tym przypadku bohaterka, mogła stanąć na własnych nogach, a ostatecznie ukazać swoją wyjątkowość. „Przebudzenie Mocy” jest idealną adaptacją pierwszego aktu drogi bohatera, tak jak wcześniej „Nowa nadzieja” i „Mroczne widmo”. Zostawiając jednak podobieństwa mityczne, skupmy się na podobieństwach, które niekoniecznie musiały mieć miejsce. Tymi, które może są zbyt dosłowne czy nawet wprost zapożyczone. Hołdami bądź kopiami, w zależności, kto to ocenia.



BB-8 i R2-D2. Dwa dość podobne droidy. Nie mówią, za to doskonale sprawdzają się jako wspomaganie pilota. Oba też kryją w sobie bardzo istotną informację. R2-D2 ma plany Gwiazdy Śmierci, BB-8 zaś mapę potrzebną by odnaleźć Luke’a Skywalkera. Obu stronom konfliktu zależy, by zdobyć te dane. Oba droidy również wyruszają w misję samotnie (na pustynnej planecie) i oba zostają pojmane. R2-D2 zostaje wykupiony, BB-8 odbity. Oba też biorą czynny udział w zniszczeniu Gwiazdy Śmierci/Starkillera, oczywiście na pokładzie tego najważniejszego w bitwie myśliwca. Istotna różnica między nimi jest taka, że na Gwieździe Śmierci R2-D2 pomaga bohaterom w ucieczce. Zaś gdy BB-8 zobaczył rathtara, to raczej się wystraszył.



Jakku i Tatooine. Już pomijając pustynny klimat (i skraplacze wilgoci), planety mają dość podobne rozmieszczenie ludności. Są otwarte przestrzenie, gdzie żyją sobie nasi bohaterowie. Podróżują tam różne stwory, które jak Jawowie/Teedo łapią droidy. Ale całe życie dzieje się w większych osadach, takich jak choćby Mos Eisley/Mos Espa czy wieś Niima. Tam już jest więcej podejrzanych typków i tam łatwo o to, by ktoś zaatakował naszego bohatera. Dokładnie z tego miejsca Mos Eisley / Niima, bohaterowie wyruszają „Sokołem Millennium” w dalszą drogę, uciekając pogoni Imperium/Najwyższego Porządku.



Starkiller i Gwiazda Śmierci. Kolejny, dość podobny motyw. Zwłaszcza, że nawet w filmie pada porównanie, że to kolejna Gwiazda Śmierci. Sposób jej rozwalenia jest w gruncie rzeczy prawie identyczny. Tyle, że tym razem wpierw trzeba ściągnąć osłony i zniszczyć oscylator. Znaleźć lukę i wstrzelić torpedę. Dodatkowo mamy podobny lot, w pewnym wgłębieniu. Tu jednak warto dodać, że sam Lucas powtarzał ten motyw w „Mrocznym widmie”, tam zamiast Gwiazdy był okrągły okręt Federacji Handlowej, również zniszczony od środka. Nie dało się spenetrować jego powierzchni. Ma to bardzo istotne znaczenie mitologiczne. Chodzi o tak zwany brzuch bestii, której inaczej nie da się pokonać, jak znajdując jej słabość.

Niektórzy twierdzą, że relacja Kylo Rena i Huxa jest odzwierciedleniem relacji Tarkina i Vadera. To akurat raczej ciężko potwierdzić, bo w Epizodzie VII przywódcy Najwyższego Porządku raczej między sobą konkurują. Podobne jest to, że mamy dwójkę bohaterów, którzy mają w gruncie rzeczy dość analogiczne rolę do spełnienia. Hux i Tarkin odpowiadają za technologiczny terror, Ren i Vader za zabicie mentora.

Jest też kilka mniejszych nawiązań. „Sokół Millennium” zostaje pojmany przez wiązkę. Tyle, że zamiast Gwiazdy Śmierci łapie go Han Solo. „Sokół” także odpowiada za ucieczkę z pustynnej planety. Jeśli porównamy rolę kantyny w Mos Eisley i zajazdu Maz, okazuje się, że w gruncie rzeczy to bardzo podobne miejsca. W obu bohaterowie mają znaleźć transport do ostatecznego celu, w obu też dochodzi do bójki. Ale u Maz kończy się to dość dużą potyczką.

Prawdę mówiąc nawet potwory (dianoga i rathatar) są podobne, mają macki i łapią. Jest też ucieczka Finna i Poe z okrętu, podobnie jak Leia, Luke i Han uciekali z Gwiazdy śmierci. Leia tuli Chewiego (choć akurat nie pod koniec filmu), Han ma złe przeczucia no i Solo znowu wisi komuś kasę.



Zaskakująca jest także choćby historia miecza świetlnego, który dostaje główny bohater/bohaterka. Nie dość, że jest to broń dziedziczona (ciekawe, czy po ojcu w drugim przypadku), to jeszcze zostaje wyjęta ze skrzyni.

Ratowanie głównej bohaterki z Gwiazdy Śmierci i Starkillera to również poniekąd sprawdzony w baśniach motyw. Faktem jest, że Rey w dużej mierze sama daje sobie radę, ale Leia także wzięła aktywny udział w swoim ratunku.

No i warto wspomnieć też o scenach, które wprost są hołdami dla „Nowej nadziei”. Czyli dejarik, Finn wyciągający zdalniaka, Rey bawiąca się oraz idąca w stronę słońca na pustyni czy podobne ujęcia na początku filmu. Lub bardziej na zasadzie dialogu, kwestia o zgniatarce. Abrams doskonale wie jak puścić oczko do fanów, choć jak wiemy nie wszystkim się to spodobało. Niemniej jednak z sukcesem udało mu się zacząć „Gwiezdne Wojny” na nowo, tak by wciąż miały maksymalnie dużo ducha oryginału. Czego by nie mówić, wyszła mu „Nowa nadzieja” na sterydach. Owszem to w wielu miejscach inny film o innych bohaterach, ale historia miejscami jest bardzo podobna. Najważniejsze jednak, by dalej bawiła i ta reinterpretacja zapewniła długie życie całej sadze. Nawet pomimo pewnej ilości hołdów.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Epizod IV w popkulturze

9



O wpływie „Gwiezdnych Wojen” na popkulturę można by napisać niejedną książkę. Trochę więc trudno ogarnąć temat, zwłaszcza, że postaci tak ikoniczne jak Vader, Luke, Han, Leia, organizacje jak Jedi czy Imperium albo Rebelia, nie mówiąc już o cytacie „Niech Moc będzie z Tobą”, stały się częścią fenomenu i kultury popularnej. Także napisy początkowe potem pojawiły się w wielu filmach. Dlatego tym razem zajmiemy się tylko kilkoma, subiektywnie wybranymi przykładami inspiracji kulturowych, głównie bazujących na „Nowej nadziei”.

Chyba najbardziej widocznymi nawiązaniami, czy nawet kopiami są parodie sagi, w szczególności IV Epizodu. Parodiowanie scen ma miejsce w wielu filmach, ale tylko kilka poświęca temu całą fabułę. Najważniejszy z nich to oczywiście „Kosmiczne jaja” Mela Brooksa z 1987. Film nabija się nie tylko z trylogii, ale też „Obcego” czy „Star Treka”. Święcił też tryumfy kinowe. To właśnie w tym obrazie możemy zobaczyć jak szturmowcy przeczesywali pustynię, czy przydługie ujęcia okrętów kosmicznych. Nie zapomniano o całym merchidisingu, ten również zostaje wyśmiany w tym filmie. Swoją drogą warto zauważyć, że wykorzystano tu tarczę wokół planety, która trochę przypomina tę z „Łotra 1”. Ale to raczej kwestia wspólnego pomysłu bazowego. Przez lata Mel Brooks próbował wskrzesić temat sequela, bez skutku. Ale jest nowa nadzieja. Na dniach reżyser ogłosił, że MGM jest zainteresowane sequelem.



Kosmiczne jaja to oczywiście kwintesencja gatunku i film dedykowany sadze. Ale parodie scen pojawiają się w różnych komediach. Choćby w „Hot Shots 2”, gdzie walka z Saddamem Husseinem w jego pałacu jest parodią pojedynku Vadera z Benem Kenobim. Późniejszy to choćby „Paul” Simona Pegga, ponownie zawierający wiele żartów z sagi, w tym kantynę w Mos Eisley z jej charakterystyczną muzyką.

Trzy późniejsze parodie powstały już dla telewizji. To „Family Guy: Blue Harvest” i „Robot Chicken: Star Wars” Setha Greena, a także „Phineas and Freb”. Są to odcinki specjalne, które przelatują przez fabułę IV Epizodu wybierając pewne sceny i na ich podstawie budując gagi. Zostały także wydane na DVD.

Telewizyjne parodie to nie nowość. Warto tu choćby wspomnieć o specjalnym odcinku z gośćmi z „Gwiezdnych Wojen” nagranym w serii Jima Hensona „Muppet Show”. To jedno z pierwszych naprawdę istotnych pojawień się kulturowych sagi. U Hensona sagę wspomniano też w serialu „Muppeciątka” i to nie raz. Prawda jest taka, że współpraca między ludźmi Lucasa i Hensona to całkiem długa historia, która zaowocowała choćby „Ciemnym kryształem” czy „Labiryntem”, zatem te nawiązania nie zaskakują.



Mówiąc o parodiach nie w sposób pominąć także pornograficznych wersji. Tu znów powstało wiele filmów, które w luźny sposób inspirują się sagą (także gejowskich). Jednak jeden jest szczególny, „Star Wars XXX Parody”, gdzie znów mamy odtworzoną fabułę „Nowej nadziei” przerywaną charakterystycznymi dla tego gatunku produkcji akcjami. Temat ten jest o tyle ciekawy, że pojawił się także w filmie Kevina Smitha „Zack and Mini kręcą porno”. Jednym z pomysłów głównych bohaterów jest właśnie parodia sagi nazwana „Star Whores”. Film Smitha powstał jeszcze w 2008, czyli na kilka lat zanim Alex Braun zabrał się za swoją wersję.

U Smitha „Gwiezdne Wojny” pojawiają się w wielu filmach, często w rozmowach bohaterów. W „Sprzedawcach 2” pojawia się dyskusja związano dość mocno z „Wersją specjalną” „Nowej nadziei”, czyli kłótnia o to, kto strzelał pierwszy, Han czy Greedo.



Przyjaciel Lucasa Steven Spielberg nie raz robił sobie żarty z nawiązaniami. W „E.T.” widzimy nie tylko Yodę, ale i R2-D2. Zaś oba droidy pojawiają się zarówno w czwartym Indym jak i pierwszym.



Popkulturowo istnieją bardzo fajne nawiązania ukazujące zarówno Lucasa, jak i obecność „Gwiezdnych Wojen” w kulturze. „Poltergeist” wyprodukowany przez Stevena Spielberga ma piękną scenę, w której widzimy zabawki z „Nowej nadziei”, zaś w „Odlocie” Pixara jest scena w której widzimy kino wyświetlające „Gwiezdne wojny”. Podobne miejsce sagi jest w Kapitanie Ameryce. W „Arturze i Mimikach 3: Dwóch światach” Luca Bessona młody George Lucas widzi postać przypominającą Vadera i zapamiętuje to. Darth Vader z planety Vulcan z kolei zostaje wspomniany w „Powrocie do przyszłości”. Osadzając akcję w latach 70. i 80. właściwie trudno nie odwoływać się do sagi. Widać to dobrze w serialu „Stranger Things”, gdzie odwołań jest mnóstwo, a figurki Kennera zdobią półki. Jedna z bohaterek nawet lewituje „Sokoła”.





Jednak bez wątpienia jednym z najciekawszych kulturowo wizji jest film „Władcy ognia”, gdzie widzimy upadek ludzkości, która cofnęła się w rozwoju. Nie jest w stanie oglądać filmów, ale „Gwiezdne Wojny” przetrwały przekazywane ustnie, stanowią ważny element dziedzictwa i tradycji ludzkości.

„Nowa nadzieja” to także punkt przełomowy w życiu filmowców. Nie tylko tych młodszego pokolenia, jak choćby Gareth Edwards czy J.J. Abrams, ale także James Cameron czy Ridley Scott. Ten pierwszy, będąc kierowcą ciężarówki, tak bardzo poczuł się poruszony „Nową nadzieją”, że zdecydował zmienić zawód i został filmowcem. Ridley natomiast pozwolił, by używany, brudny wszechświat naznaczył dwa jego najważniejsze dzieła z początku kariery, czyli „Obcego” i „Łowcę androidów”.

Zaś jeśli chodzi o starwarsówek, to plakaty z „Nowej nadziei” pojawiają się w „Super 8” J.J. Abramsa. Nie mówiąc już o R2-D2 w Star Treku i jego kontynuacji. Nawiązania do szturmowców w dialogach mamy w „Na własne ryzyko” Colina Trevorrowa.

Jeśli chodzi o gry komputerowe, tam również widać wpływ „Nowej nadziei”. Dwa przykłady. W „Dreamfall Chapters” - przygodówce, której część dzieje się na futurystycznej Ziemi - trwają wybory w ogromnym Europolis. Jedną z kandydatek (którą popiera też główna bohaterka, Zoe), jest Polka, Lea Umińska. Jej zwolennicy malują na ścianach graffiti przedstawiające Leię:





W „LISIE"” postapokaliptycznym RPG, w którym wcielamy się w mężczyznę chroniącego ostatnią dziewczynkę na Ziemi, można odnaleźć jedną, drobną aluzję. Chodzi o słynną kłótnię kto strzelił pierwszy. Wedle gry był to niejaki Chiffon Solo. Może imię zgubiło się w mrokach niepamięci przez te wszystkie lata?

Prawdopodobnie największą obecność w szeroko rozumianej kulturze „Gwiezdne Wojny” miały podczas rządów Ronalda Reagana w USA. Wykorzystał on analogię Zimnej Wojny do sagi. Nazywał ZSRR mianem złowrogiego Imperium, ale uruchomił też program nazywany powszechnie Gwiezdnymi Wojnami. Miała to być kosmiczna tarcza rakietowa. Poniekąd ten kierunek stał się kanwą filmu „Gry wojenne”, w którym także w dialogach pojawiają się nawiązania do sagi.



Ta mania na punkcie sagi, ale też kosmosu, za którą odpowiada premiera „Nowej nadziei” oraz w mniejszym stopniu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Stevena Spielberga, miały też wpływ na Bonda. Ekranizacja „Moonrakera” pewnie była w dalszych planach, przyśpieszono ją, w dodatku pominięto cały oryginalny wątek z powieści o rakiecie z ładunkiem atomowym, tworząc bazę kosmiczną i wysyłając Jamesa Bonda na orbitę. Dodatkowo dostaliśmy scenę w której strzelają się z laserów. Bardziej to kino SF niż klasyczny Bond.

„Nowa nadzieja” miała też wpływ na „Star Trek”. Tam był pomysł na sequel, plus presja fanów, która nagle urosła. Studio zaś zobaczyło, że może coś na tym zarobić. Miał być film telewizyjny, nowy sezon serialu, ostatecznie skończyło się na filmie pełnometrażowym w kinie. Choć dopiero od „Gniewu Khana” „Star Trek” zaczął odkrywać swoje kinowe tory.



Jednym z bardzo ciekawych nawiązań do genezy „Nowej nadziei” jest fanfilm George Lucas in Love, który w świetny sposób portretuje pewne klasyczne motywy, jednocześnie nawiązuje do „Zakochanego Szekspira”. Jednak warto wspomnieć o jeszcze jednym filmie, który wyprodukował Gary Kurtz (producent IV i V epizodu). „’77” czy też pierwotnie „5-25-77” to autobiograficzna opowieść Pata Johnsona (scenarzysta „Ostatniego smoka”), w której istotną rolę odgrywa premiera „Gwiezdnych wojen” i tego jak „Nowa nadzieja” oraz to co przyszło po niej zmieniła świat przyszłego filmowca. Film ukończono przy okazji 30-lecia sagi. Pierwsze pokazy miały miejsce na Celebration IV, jednak nigdy nie wszedł do szerokiej dystrybucji. Za to ponownie pojawił się w kilku kinach w zeszły czwartek.

Podobnie jak to było w wielu innych przypadkach, ilość nawiązań jest ogromna, więc jest to jedynie mały ułamek tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Gry elektroniczne

9





Czterdziestolecie Nowej Nadziei to także dobra okazja do sprawdzenia jak ten najważniejszy z filmów został przeniesiony na ekrany zapewniające elektroniczną rozrywkę. Z góry uprzedzam jednak, jeśli myślicie, że dzisiejsze sposoby nazewnictwa gier mijają się z prawdą, czy są problematyczne, to będziecie mocno zdziwieni jak wyglądało to 30, czy 40 lat temu. Przy bałaganie jaki panował w programie wydawniczym gier w tym czasie, obecne ‘resetowanie’ marki Battlefront wydaje się niewinnym zabiegiem marketingowym.
Zacząć należy od tego, że w latach 80-tych nie istniał jeden spójny plan wydawniczy dla serii. Każdy kto podpisał umowę z Lucasfilm na używanie marki mógł stworzyć grę związaną z Gwiezdnymi Wojnami, mało tego gry o tym samym tytule mogły być zupełnie innymi produkcjami jeśli ukazały się na różne platformy. Jak się pewnie domyślacie, spowodowało to niemałe zamieszanie.

Star Wars: Jedi Arena (1983)

Pierwszą gra, do której udało nam się dotrzeć, wydana została w 1983 roku na konsolę Atari 2600 i nosiła nazwę ‘Star Wars: Jedi Arena’. Gra przeznaczona była dla jedno lub dwóch użytkowników. Zadaniem gracza było takie operowanie mieczem świetlnym aby odbić promień lasera (wyładowania?) z zawieszonego na środku mapy zdalniaka i skierować go w stronę rywala. W razie gry z komputerem można było wybrać jeden z czterech poziomów trudności, gra kończyła się gdy jeden z graczy otrzymał trzy trafienia. Tajemnicą umiarkowanego sukcesu gry zdecydowanie była licencja, bez której tytuł pozostałby niezauważony.




Star Wars (1983 Wideo Game)

Wyprodukowana przez firmę Atari dostępna niemal wyłącznie na automatach gra, pozwalała przeprowadzić atak na Gwiazdę Śmierci. Zadaniem gracza wcielającego się w “Czerwonego Pięć” było zniszczenie stacji bojowej w kilkuetapowej bitwie. Prosta grafika i efekty dźwiękowe nawet wówczas nie powalały, nie miało to jednak wielkiego znaczenia wobec popularności Gwiezdnych Wojen. Gra wpisała się też w trend bicia rekordów na automatach. Jeden z nich należy nawet do Polaka - Robert Mruczek w 1984 roku zdobył podczas 49 godzin rozgrywki ponad 300 milionów punktów, jeśli nas dzisiaj czyta -gratulujemy.




Star Wars (1987)

Następna w kolejce gra została wydana przez firmę NAMCO w 1987 roku pod nazwą ‘Star Wars’ na poczciwego NES-a, znanego też jako ‘Family Computer’. Choć większość poziomów pochodziła z Nowej Nadziei, to w końcowych etapach znalazło się kilka plansz związanych zarówno z Imperium Kontratakuje jak i Powrotem Jedi. Gra należała do szalenie popularnego wtedy gatunku platformerów (w tym samym roku wyszła kultowa Contra), w których postać przesuwała się w prawo brnąc przez kolejne zastępy wrogów. Gracz wcielał się w postać Luke’a Skywalker’a uzbrojonego w miecz świetlny oraz umiejętność skakania. Gra uznawana była za trudną ponieważ gracz miał do dyspozycji tylko trzy życia i możliwość jednego ‘kontynuowania’ gry od początku poziomu w przypadku ich wykorzystania. Po utracie szóstego życia konieczne było rozpoczęcie zabawy od początku, a postać gracza niczym w Super Mario umierała także od kontaktu z przeciwnikiem, niekoniecznie od trafienia.




Star Wars (1991)

Kolejną pozycją stworzoną na bazie Nowej Nadziei i sukcesu marki jest… Star Wars! Gra pod tym tytułem zadebiutowała w 1991 roku na platformy NES, GameBoy i Master System (konsola od firmy SEGA). Za stworzenie gry odpowiadała firma Victor Interactive Software. Tym razem gra nie skupiała się na fabule filmu chociaż zadania postawione przed graczem powiązane były z filmem. Jako Luke Skywalker użytkownik wykonywał kolejne zręcznościowe misje -jeździł śmigaczem po Tatooine, odbierał R2-D2 od Jawów, a także walczył ze szturmowcami i ludźmi pustyni. W grze można się także wcielić w inne postacie, dostępni byli między innymi Hano Solo, Leia i Obi-Wan Kenobi.




Star Wars: Attack on the Death Star (1991)

Wydana w 1991 roku prosta gra zręcznościowa, pozwalająca wcielić się w pilota x-winga podczas finałowej bitwy z Nowej Nadziei. Ze względu na przestarzałą grafikę (podobną nieco do wydanego w 1979 Asteroids) i mocno uproszczoną, krótką rozgrywkę, była to raczej ciekawostka niż poważna pozycja.




Super Star Wars (1992)

Czas na chyba najbardziej znaną ‘gwiezdnowojenną’ pozycję z czasów 16-bitowych konsol. W 1992 roku zadebiutowało ‘Super Star Wars’, gra stworzona na konsolę Super NES przez zespół Sculptured Software na zlecenie LucasArts. Gra należała do wciąż popularnego gatunku klonów Contry, nazywanego wtedy ‘Run and Gun’, co właściwie opisuje całą rozgrywkę. W kolejnych etapach gry wcielamy się w Luke’a Skywalker’a Hana Solo czy Chewbacce. W pojedynczych przypadkach graczowi dane było poprowadzić pojazdy charakterystyczne dla filmu, takie jak x-wing czy śmigacz na Tatooine. Gra dzięki ładnej jak na tamte czasy grafice i dopracowanej rozgrywce zebrała wiele nagród branżowych (między innymi gry roku miesięcznika Electronic Gaming Monthly), a w Stanach Zjednoczonych została nawet wybrana najlepszą grą roku na podstawie filmu. O popularności tytułu może świadczyć fakt, że całkiem niedawno doczekał się on konwersji na Playstation 4, wciąż można go zakupić na PSN.




Star Wars Arcade (1993)

Gra wydana w 1993 roku przez firmę Sega wyłącznie na jedną platformę -Sega 32X. Gra znana była także pod tytułem ‘Star Wars’. Jednak jest to przypadek gdy nawet nośna licencja nie była w stanie uratować tytułu. Zarówno gra jak i sama konsola były przestarzałe już w momencie premiery, obie rozeszły się w mizernym nakłacie. O ile marce Star Wars słabsza pozycja na mało znaną konsolę nie mogła zaszkodzić, o tyle dla Segi był to początek końca przygody z platformami do gier. Jeśli zaś chodzi o samą grę to była ona bliźniaczo podobna do wydanej niemal dekadę wcześniej przez Atari pozycji na automaty.




Star Wars: X-Wing (1993)

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć kultowego X-a. Wydana w 1993 roku gra nie skupiała się co prawda na fabule IV epizodu, pozwalała się jednak wcielić w Luke’a Skywalker’a poczas finałowej bitwy o Yavin. Dla wielu wzór symulatora ze świata Gwiezdnych Wojen, była jeszcze później poprawiona i rozbudowana w kolejnych częściach - TIE Figter i X-Wing vs. TIE Fighter. Od tego czasu wszyscy fani z utęsknieniem czekają na równie dobrą pozycję.




Star Wars: Rebel Assault (1993)

Gra stworzona i wydana przez LucasArts w 1993 roku. Jedyny na liście przedstawiciel “celowniczka na szynach” zwanego też interaktywnym filmem - gatunek był dość popularny w pierwszej połowie lat 90-tych jednak później szybko ustąpił miejsca grom wykorzystującym pierwsze akceleratory grafiki. Gracz wcielał się tutaj w pochodzącego z Tatooine farmera o ksywce Rookie One i towarzyszył mu w przygodach rozgrywających się równolegle do wydarzeń z Nowej Nadziei.




Star Wars: Rogue Squadron (1998)

Kolejna seria, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Mniej symulacyjna niż X-Wing, położono w niej nacisk na elementy zręcznościowe, dzięki temu szybko zyskała duże grono fanów. W dwóch pierwszych częściach serii znalazły się misje związane z wysadzeniem Gwiazdy Śmierci nad Yavinem więc ich obecność tutaj jest jak najbardziej usprawiedliwiona.




Lego Star Wars: The Original Trilogy (2006)

Lego Star Wars to już czasy niemal współczesne. ‘The Original Trilogy’ należy do serii gier stworzonych przez studio Traveller’s Tale. Gra została wydana w 2006 roku i pozwala w humorystyczny sposób poznać historię wszystkich filmów z Oryginalnej Trylogii. Dwa lata później gra weszła w skład Lego Star Wars: Complete Saga -zestawu pozwalającego poznać historię z pierwszych sześciu filmów. Jest to gra typowo zręcznościowa, której siłą jest też możliwość wielokrotnego jej przechodzenia w celu odblokowania nowych postaci, klocków i pojazdów. W grze można wcielić się w wiele postaci drugoplanowych, z których część ma unikalne zdolności pozwalające na dotarcie w konkretny fragment mapy. Gra, jak cała seria odniosła spory sukces, ostatnia jak dotąd część, opowiadająca historię z Przebudzenia Mocy została wydana w 2016 roku.




Star Wars: Trench Run (2009)

Gra mobilna z 2009 roku dostępna na urządzenia firmy Apple. Gracz wciela się w niej w Luke’a Skywalker’a podczas bitwy o Yavin. Zadaniem ostatecznym jest oczywiście wysadzenie Gwiazdy Śmierci po przeleceniu słynnej sekwencji w korytarzu.




Star Wars Pinball: A New Hope table (2014)

Również w wydanym w 2014 roku Star Wars Pinball, znalazły się nawiązania do Nowej Nadziei. Jeden ze stołów został w całości poświęcony motywom z IV epizodu Sagi. Stół możecie zobaczyć na umieszczonym poniżej zwiastunie.


Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: LEGO

8



LEGO w 1999 roku uzyskała licencję na wydawanie klocków ze świata Star Wars. Od tego czasu każdego roku pojawia się sporo zestawów z Gwiezdnych Wojen. Dzisiaj przyjrzymy się wybranym zestawom nawiązującym do "Nowej nadziei".

Pierwsze z zestawów z Epizodu IV pojawiły się już w 1999 roku: Landspeeder, X-Wing Fighter i TIE Fighter & Y-Wing.



Rok później ujrzeliśmy pierwszy raz klockowego Sokoła Millenium.



W 2001 w sprzedaży pojawiły się zestawy: Droid Escape i Rebel Blockade Runner.



W 2002 roku na półki sklepowe trafił Imperial Star Destroyer, X-Wing Fighter oraz TIE Fighter & Y-Wing.



W 2004 otrzymaliśmy zestaw, który przedstawiał najbardziej znaną kantynę w filmowym uniwersum - Mos Eisley.



Rok później znowu dostaliśmy zestaw z Tatooine, tym razem z Sandcrawlerem Jawów.



Na 30-lecie "Nowej nadziei" na półkach sklepowych można było znaleźć Y-winga i Imperial Landing Craft.



W 2008 do sprzedaży trafiła Gwiazda Śmierci, która łączyła w sobie motywy z "Nowej nadziei" i "Powrotu Jedi".



W roku 2009 otrzymaliśmy Darth Vader`s TIE Fighter i Tantive IV.



Na przełomie roku 2009/2010 znaleźć na półkach sklepowych mogliśmy zestaw Luke`s Landspeeder.



W 2011 mogliśmy nabyć kolejną edycję Sokoła Millenium.



W następnym roku do sprzedaży trafił Gold Leader's Y-wing Starfighter, TIE Interceptor & Death Star i X-wing Starfighter & Yavin 4.



Mini-zestawy typy statek + planeta były kontynuowane również w 2013. W sprzedaży znalazł się wtedy Tantive IV & Alderaan.



W roku 2014 do sprzedaży trafiła kolejna edycja piaskoczołgu Jawów i kantyny Mos Eisley



W 2015 wydany został T-16 Skyhopper.



Najnowszy zestaw z "Nowej nadziei" zadebiutował w tym roku na konwencie Celebration w Orlando, a był to Detention Block Rescue.



Przedstawione powyżej zestawy to nie są jedyne pozycje z "Nowej nadziei" wydane przez LEGO. Pokazują jednakże, jak klocki z tego klasycznego epizodu zmieniły się od 1999 roku. Obecnie LEGO skupia się na wydawaniu zestawów z nowych filmów, więc zdecydowanie rzadziej pojawiają się pozycje z "Nowej nadziei". Z pewnością jednak jeszcze nie raz zobaczymy nowe klocki z tego filmu.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: VHS, DVD, Blu-ray

12



Kasety VHS

Na początku lat 90-tych firma Guild Entertainment wydała całą Oryginalną Trylogię na kasetach VHS. Problem polegał na tym, iż pomimo faktu, że filmy były dostępne dla każdego, dzięki wypożyczalniom, to nie można ich było legalnie kupić. Warto zaakcentować słowo "legalnie", bo kto chciał i miał dojścia mógł przegrać taką kasetę, co było w tamtych czasie robione nagminnie o czym informowaliśmy np. w tym miejscu. Każda z kaset zawierała film w niezmienionej kinowej wersji, a jako okładka Nowej nadziei posłużył oryginalny plakat filmowy autorstwa Toma Junga.

Na wersję dostępną dla każdego nie trzeba było długo czekać, ponieważ już 1995 roku do sprzedaży trafiła kolejna wersja Oryginalnej Trylogii, nazywana przez niektórych niebieską. Dystrybutorem tego wydania był Imperial Entertainment, który podkreślał, że jest to wersja odświeżona z wykorzystaniem cyfrowej techniki zapisu. Wszystkie trzy kasety zapakowane były dodatkowo w box, na którym umieszczono nawet porównanie filmów przed i po. Nikt wtedy nie przypuszczał, że wydawanie filmów na kasetach VHS do domowej kolekcji może być opłacalne. Jak widać Gwiezdne Wojny po raz kolejny udowodniły, że są pionierami w dziedzinie (domowej) rozrywki.

Jako okładki kaset posłużyły ilustracje autorstwa Johna Alvina, które polscy fani mogą kojarzyć z pierwszych wydań nowelizacji Trylogii wydanej przez wydawnictwo Amber. O samych filmach chyba nie warto się rozpisywać bo oprócz wspomnianych wcześniej "ulepszeniach" dźwięku i obrazu, w filmach nie pojawiły się żadne nowe sceny czy też efekty. Wszystkie trzy filmy pojawiły się w wersji z rozszerzonym obrazem oraz lektorem, który niestety nie jest dobrym rozwiązaniem. W tłumaczeniu pojawiają się liczne błędy, które bardzo rażą. Możemy zatem usłyszeć zarówno takie zwroty jak Imperium jak i Cesarstwo, pojawia się Sojusz Buntowników oraz Cesarz, który rozwiązał Senat, a klasykiem został już zwrot Hana do Chewbacci: "Chewie, podaj mi klucz FRANCUSKI".


Edycja specjalna

W 1997 roku z okazji 20. rocznicy premiery Gwiezdne Wojny na nowo trafiły do kin. Każdy z epizodów pojawiał się w kinach w kilkutygodniowych odstępach. Po kilku miesiącach firma Imperial Entertainment wydała całą Trylogię na kasetach video w jednym zbiorczym wydaniu. Wszystkie trzy filmy trafiły do sprzedaży zapakowane w jednym zbiorczym pudełku w dwóch różnych kolorach (srebrnym i złotym), na którym widniał wizerunek Dartha Vadera. Srebrne zawierało filmy w wersji panoramicznej, zaś złote w wersji z rozciągniętym obrazem. Obie natomiast nie posiadały lektora, a tylko i wyłącznie polskie napisy. Przed każdym filmem można obejrzeć krótki materiał zdradzający tajniki "ulepszania" wszystkich trzech filmów.

W 2000 roku do sklepów trafiła reedycja wersji specjalnej, która zarazem była ostatnim wydaniem Oryginalnej Trylogii na kasetach video. Całość ukazała się się tylko i wyłącznie w wersji panoramicznej wraz z polskimi napisami. Jedyną zmianę jaką wprowadzono w porównaniu z poprzednim wydaniem było dodanie krótkiego materiału o powstawaniu Epizodu II tuż przed Nową Nadzieją.



DVD

W 2004 roku do sprzedaży po raz pierwszy trafiła Oryginalna Trylogia na płytach DVD. Pierwsze wydanie (zwane także srebrnym) zawierało cztery płyty: trzy filmy oraz dodatkową płytę z dodatkami. O zmianach wprowadzonych w Epizodzie IV możecie przeczytać tutaj. W grudniu następnego roku do sklepów trafiło wydanie bez płyty z dodatkami w nowym opakowaniu.

W 2006 roku w sklepach pojawiła się kolejna edycja Oryginalnej Trylogii. Każdy z filmów wydano osobno w wersji dwupłytowej. Na jednej znalazła się wersja filmu z 2004, a na drugiej wersja klasyczna, która była po prostu wersją filmu zgraną z Laserdisków.

W 2008 po raz kolejny wydano Trylogię na DVD, tym razem trzy filmy z 2004 zapakowano w nowe niebieskie opakowanie. Nowa Trylogia również doczekała się wznowienia, z tym, że opakowanie tamtych filmów było czerwone.

Jakby wydań filmowych było za mało w 2013 polski dystrybutor znów zapakował filmy w nowe boxy. Nowa Trylogia otrzymała opakowanie z Yodą, a starsza z Vaderem. Było to także pierwsze wydanie filmów na DVD, w których we wszystkich częściach pojawił się polski dubbing, co tej pory dostępny tylko w wydaniu na Blu-ray. W 2015 roku do Gazety Wyborczej dodawane były Epizody na DVD.



Blu-ray

W 2011 roku po raz pierwszy w sklepach Gwiezdne Wojne pojawiły się na Blu-rayu. Było to słynne wydanie Komplentej Sagi w skład, którego wchodziły wszystkie sześć filmów oraz trzy płyty z dodatkami. Dodatkowo do sprzedaży trafiły obie trylogie wydane osobno - same filmy, bez płyt z dodatkami. W 2015 pojawiła się reedycja, tym razem z Vaderem na okładce (ta edycja na początku była dodawana jako gratis przy zakupie telewizorów, odtwarzaczy Blu-ray lub konsol do gier). Do sprzedaży trafiły również Epizody w steelbookach, w tym oczywiście Nowa nadzieja.



Jeśli plotki są prawdziwe, to możemy za jakiś czas spodziewać się filmów, w tym oczywiście Nowej nadziei, wydanych na nowym nośniku i w jakości 4K, o czym pisaliśmy tutaj.


Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Gry bitewne

1



West End Games

W styczniu 1991 roku West End Games, znany do tej pory jako wydawca systemu RPG, postanowił wydać grę bitewną osadzoną w odległej galaktyce - Star Wars Miniatures Battles. Główne zasady zostały napisane przez panów Stephena Crane'a oraz Paula Myrphy'ego. Statystyki umieszczone w podręczniku łatwo można było przekonwertować tak, aby nadawały się również do wykorzystania w systemie RPG od WEG. Pierwsza edycja zdobyła również nagrodę "Origins International Game Expo" za Najlepsze zasady nowej gry bitewnej.

Druga edycja głównego podręcznika trafiła do sprzedaży w 1993 roku i oprócz drobnych poprawek pozwalała na łatwiejsze dostosowanie wszystkich statystyk do drugiej edycji systemu RPG. W następnym roku gracze otrzymali dodatek Star Wars Miniatures Battles Companion, który wprowadzał możliwość grania pojazdami oraz latania statkami. Rok 1996 przyniósł graczom Imperial Entanglements, który zawierał scenariusze do gry oraz kolejne poprawki zasad.

Jak to w grach bitewnych bywa do rozgrywki potrzebne były figurki. Te w Star Wars Miniatures Battles były metalowe, niepomalowane oraz podobne do tych, które możemy znać z wszelkich wariacji Monopoly oraz sprzedawane były w specjalnych zestawach. Wśród nich oczywiście możemy znaleźć te, które nawiązują do Nowej nadziei:


Heroes of the Rebellion (40301)


A New Hope (40304)


Mos Eisley Cantina (40309)


Rebel Troopers (40312)


Landspeeder (40501)


Bantha with Rider (40507)

Figurki wykorzystywane były również podczas sesji RPG, a także były bardzo popularne wśród kolekcjonerów. Niestety w 1999 roku West End Games straciło licencję, którą przejęła firma Wizard of the Coast.


Wizards of the Coast

Od 2004 do 2010 wśród fanów oraz graczy królowała gra bitewna Star Wars Miniatures. Przez te wszystkie lata, gra doczekała się wielu dodatków oraz rozszerzeń - zarówno oficjalnych jak i fanowskich. Tym razem jednak zajmiemy się tymi oficjalnymi, a w szczególności związanymi z Nową nadzieją (osoby zainteresowane fanowskimi dodatkami odsyłamy do tego miejsca).

Pierwszym zestawem, który trafił do sprzedaży był Rebel Storm pojawiając się na półkach sklepowych w okolicach premiery Starej Trylogii na DVD. Ten fakt spowodował, że wszystkie figurki nawiązywały do Epizodów IV-VI, w tym oczywiście do Nowej nadziei. Wśród figurek mogliśmy znaleźć te przedstawiające Dartha Vadera, Luke'a Skywalkera, Hana Solo, księżniczkę Leię, C-3PO i R2-D2, Chewbaccę czy chociażby szturmowca na Dewbacku. W 2004 roku pojawiło się Rebel Strom: Ultimate Missions, które zawierało scenariusze rozgrywki nawiązujące do Starej Trylogii, w tym te z znane z Nowej nadziei:
  • Assault on the Tantive IV Part I
  • Assault on the Tantive IV Part II
  • Assault on the Tantive IV Part III
  • Tusken Attack
  • Rebel Search
  • Mos Eisley Shell Game
  • Cantina Crash
  • Race to Docking Bay 94
  • Escape From Alderaan
  • Death Star Inflitration
  • Death Star Escape
Można tam było również znaleźć mapę Tatooine: Mos Eisley, kolejną nawiązująca do Nowej nadziei, czyli "Death Star", gracze mogli otrzymać wraz z zakupem zestawu startowego Rebel Storm.


Rebel Storm


W ostatnich dniach maja 2007 roku podczas Celebration IV zadebiutował kolejny dodatek Alliance and Empire, który koncentrował się głównie na 30-leciu Gwiezdnych Wojen. Dzięki temu dostaliśmy 60 figurek zarówno z filmów jak i z Expanded Universe, dzięki czemu w boosterach można było znaleźć figurki Luke'a, Hana, Vadera czy Leii a także te nawiązujące do Republiki, Separatystów czy też Yuuzhan Vongów. Wszystkie figurki, z okazji 30. rocznicy, posiadały kwadratową podstawkę z napisem Star Wars z przodu. Jeśli chodzi o nawiązania do "Nowej nadziei" to dostaliśmy między innymi figurki przedstawiające Biggsa Darklightera, Hana Solo w zbroi szturmowca, Luke'a w kurtce z ceremonii wręczenia medali a także jego śmigacz czy chociażby Jawę na grzbiecie Ronto. Poniżej możecie zobaczyć jak prezentuje się kompletny zestaw i spróbować odnaleźć pozostałe nawiązania do Epizodu IV.

Alliance and Empire


Oczywiście również w pozostałych zestawach można było znaleźć figurki z Nowej nadziei, jednak uznaliśmy, że te dwa dodatki były najważniejsze zarówno dla samej gry jak i jeśli chodzi o odniesienia do pierwszego filmu. Pierwszy omawiany dodatek rozpoczął wydawanie gry, drugi był wydany z okazji 30-lecia, a że świętujemy tym razem 40-lecie warto było o nim wspomnieć.


Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Jak „Nowa nadzieja” zredefiniowała kina

17



Czasem niektórzy zapominają, że George Lucas (i Steven Spielberg) wcale nie stworzyli kina na nowo. Raczej je przedefiniowali, wybierając sobie pewnie elementy, które ułożyli we własnych proporcjach, rozwinęli i rozpropagowali. „Nowa nadzieja” to jeden z pierwszych filmów, który uruchomił lawinę.



Po pierwsze temat, czyli o Kinie Nowej Przygody. Zaczęło się od nostalgii i starych komiksów, seriali i filmów z lat 30., 40., czy 50. Warto tu przypomnieć, że przed rozpowszechnieniem się telewizji, seriale takie jak „Flash Gordon” czy „Buck Rogers” prezentowane były w kinach. Zaś na kolejny odcinek należało czekać tydzień. Jechało się w sobotę i oglądało nowe przygody, potem tę rolę przejęła telewizja. Ta chęć powrotu do dawnych widowisk, nostalgia, stoi u podstaw Kina Nowej Przygody. Lucas i Spielberg nie do końca zaprzątali sobie głowę jakimś konkretnym gatunkiem. Film miał przede wszystkim wciągać i bawić. Owszem, wątek przygodowy był w nim dość istotny, ale reszta, to trochę sensacji, trochę kina katastroficznego, trochę humoru i dobrze by miał jakiś temat przewodni. Reszta to miszmasz, bez znaczenia. Nawet jeśli zajmujemy się science fiction, jak w „Nowej nadziei” to sama nauka nie jest tak istotna jak cała reszta. Staje się to potem przyczyną takich dialogów jak lot w dwanaście parseków. Ale dokładnie tak to wyglądało w starym „Flashu”, ważniejsza była przygoda i tempo niż wiarygodność szczegółów. Dzieło ma wyglądać prawdziwie, ale wcale nie musi być takie jak ktoś zacznie je rozkładać na czynniki pierwsze.

Tempo filmu także było ważne. Lucas chciał, by miejscami przypominało to prawdziwą wojnę, bardziej dokument niż fabułę. Zupełnie odwrotnie niż w „2001: Odysei kosmicznej”, gdzie mieliśmy długie ujęcia efektów. Tu były często krótkie i lecieliśmy dalej. To element świata, który miał wciągać, a nie cel sam w sobie. Dziś czasem się zapomina, że efekt specjalny ma być tylko dodatkiem, ale nadal w większości tak jest. Głównie z tego powodu, że poza spektakularnymi scenami w kinie używa się bardzo wielu efektów.



Kino Nowej Przygody się przyjęło. Dzięki „Nowej nadziei”, „Szczękom” czy „Bliskim spotkaniom trzeciego stopnia”, później też „Poszukiwaczom zaginionej arki” wypromowało jeszcze jeden trend, który faktycznie zmienił oblicze kina. Letnie blockbustery. Czy Lucas i Spielberg planowali taką zmianę? Nie wiadomo. Chyba raczej wyszło przy okazji. Chcieli na pewno mieć filmy idealne na sobotnie poranki, ale w przypadku drogiego obrazu, który wchodzi do kina, nie da się wyprodukować nowego odcinka co tydzień. Ale co rok, dwa, trzy. W sam raz, by pojawił się w lato. Tak się to zaczęło, a potem pojawiły się powroty do światów, postaci, czyli sequele. Nie jest tak, że kolejnych części nie było przed Lucasem czy Spielbergiem. Warto choćby wspomnieć o seriach takich jak „Godzilla” czy „James Bond”. One istniały i miały się całkiem dobrze przed Kinem Nowej Przygody. Lucas jednak postawił najpierw na nostalgię fabularną, a potem powrót do swoich już znanych bohaterów. Dziś w okresie letnim do kin wchodzi kilkanaście sequeli, prequeli, sidequeli, remake’ów, rebootów, spin-offów czy filmów będących częścią większego uniwersum. To wszystko istniało w latach 70. Ale to nie był główny nurt kina. Gdy się okazało, że można na tym zarabiać olbrzymie pieniądze, naśladowcy znaleźli się bardzo szybko, zaś sam zamysł stał się standardem.

Kolejna zmiana to merchandising, czyli produkty. Powszechnie uznaje się, że Lucas to wszystko wymyślił. Nie jest tak do końca. Zainspirował się tym, co robił Walt Disney. Gdy otwierano Disneyland w Anaheim, Lucas był jednym z pierwszych gości. Nie tylko się bawił, ale też obserwował i uczył. Problemem produktów okołofilmowych, była ich krótka żywotność. Film przeminął, zabawek nikt nie chciał kupować. U Disneya jednak to działało, bo klasyczne postaci nie zmieniały się przez lata. Znów nostalgia, sequele, wyczekiwanie spowodowały, że zabawki zaczęły się sprzedawać. Zaś zanim to się stało, studio bardzo łatwo zrezygnowało z czegoś, co nie mogło generować prawdziwego zysku. Już w czasach „Mrocznego widma”, przychód z produktów licencjonowanych był większy niż z samego filmu. Obecnie tak też wyglądają współczesne blockbustery, czasem wręcz jako płatne reklamy potencjalnych figurek, zabawek i masy innych produktów. Wpadki zaliczane są tam, gdzie zapomina się o tym, że to ma być jeszcze film. Zanim jednak licencjonowanie przybrało obecną formę, gdzie ktoś nad tym czuwa, Lucas też zaliczył kilka „wpadek” z produktami, których nie chciał znać. Dlatego do Lucasfilmu ściągnął Howarda Roffmana, który stworzył Lucas Licensing (i między innymi EU), który nadzorował wszystko.



Już w latach 30., kiedy rozwijały się studia filmowe, zaczęto ciąć koszty produkcji. W studiach można było zbudować wszystko, całe miasta, plany, zupełnie nie wychodząc z terenu wytwórni filmowej. Ten trend się nasilał przez wiele lat. Widać to bardzo dobrze w filmach z cyklu o Bondzie, gdzie rozpoznawalnych plenerów było bardzo niewiele. Lokacje zaś często ograniczały się do kilku zdjęć w znanych wnętrzach, no i paru ujęć ukazujących miasto. Dobry przykład to „Pozdrowienia z Rosji” i Istambuł, w którym filmowcy są, ale którego za wiele w tym filmie nie ma. Większość jest kręcona w studiach. „Nowa nadzieja”, kręcona w Tunezji oraz z kilkoma ujęciami w Gwatemali, była już tylko filmem, który potwierdzał zwrot w trendzie. A jednymi z tych, którzy zaczęli to mocno zmieniać byli Francis Ford Coppola i George Lucas, choćby na planie „Deszczowych ludzi”, czy „Amerykańskiego graffiti”. To, że można kręcić kosmiczne przygody w plenerze, a nie w studiu, to było coś.



Blue screen (czy obecnie częściej chyba green screen). Mało kto zdaje sobie sprawę, że technologia ta sięga samego początku kina, choć niekoniecznie oparta na niebieskim ekranie. Po raz pierwszy eksperymentował z nią jeszcze George Albert Smith w 1898. Nakładanie obrazów wykorzystywano dość często w latach 20. I 30. XX wieku. Nawet drukarki optyczne pochodzą z okresu sprzed II wojny światowej. Jednak to właśnie w „Nowej nadziei” zostały wykorzystane na szeroką skalę, ponownie. Owszem technologia się rozwinęła, także dzięki mikrokomputerom.

Wykorzystanie efektów specjalnych, modeli, ujęć poklatkowych, czy malowanego tła, to także technologie, które były znane wcześniej i wykorzystywane w kinematografii, ale… nie na taką skalę. Tu twórcy sagi byli często bardzo odtwórczy, jak choćby Phil Tippett względem tego, co zrobił Ray Harryhausen. Nawet dla zespołu Johna Dykstry punktem wyjścia była „2001: Odyseja kosmiczna”. Prawdę mówiąc, nawet charakteryzator, Stuart Freeborn (odpowiadał za stworzenie Yody czy Chewbaccy) wcześniej pracował nad tamtym dziełem Stanleya Kubricka.

Jeśli jesteśmy przy efektach warto wspomnieć o samym sposobie ich filmowania. To nie byłoby możliwe bez kamer dedykowanych do kręcenia efektów, w tym ta słynna zwana Dykstraflexem. Była kolejnym istotnym przełomem w rozwoju filmowania efektów. Nie jakimś absolutnym novum, ani również nie stadium docelowym.

Kolejny zapomniany element, który przywróciła „Nowa nadzieja” do łask, to muzyka. Wystarczy pomyśleć, że Lucasowi wiele osób sugerowało, by użył nowoczesnej, na przykład metalowej, ścieżki dźwiękowej. Ten jednak ostatecznie zwrócił się do Johna Williamsa, by ten napisał klasyczną muzykę. Z jednej strony nawiązującą do starego kina, z drugiej kontynuującą choćby operowe tradycje Ryszarda Wagnera. Williams za Wagnerem użył leitmotiv. Coś, co było znane i wykorzystywane także w kinie, ale nie na taką skalę, nie w takich produkcjach. Dziś muzyka filmowa postWilliamsowa nadal święci tryumfy i jest standardem. Mało tego, jeszcze w latach 70., to co promowało filmy to przede wszystkim były piosenki. W zeszłym tygodniu w Krakowie był organizowany 15 festiwal muzyki filmowej, jeden z największych na świecie. Trudno sobie wyobrazić to bez kina Nowej Przygody i „Nowej nadziei”.

Dźwięk oczywiście także był bardzo istotny. „Nowa nadzieja” była jednym z pierwszych filmów, który miał ścieżkę w Dolby Stereo (2.0). Wówczas niewiele kin było w stanie to wyświetlić. Lucasowi jednak zależało zarówno na czystości obrazu, jak i dźwięku. Zaś Ben Burtt właściwie został zatrudniony tylko po to, by nagrać intrygujące, brzmiące znajomo, ale jednocześnie unikalne i futurystyczne efekty dźwiękowe.

To co bez wątpienia wprowadziła „Nowa nadzieja” jako nowość do kina, to oczywiście grafika komputerowa. Ale na jej pełne użycie trzeba było jeszcze poczekać wiele lat.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Tatuaże

przepastny internet
7



Świętujemy teraz na Bastionie czterdziestolecie „Nowej nadziei” organizując tydzień poświęcony temu epizodowi. Tymczasem niektórzy fani oddają swoisty hołd IV epizodowi codziennie, przez całą dobę. Jak? Uwiecznili „kawałek” tej najstarszej części Sagi na swojej skórze.
Poniżej prezentujemy przykładowe tatuaże, które zainspirowała „Nowa nadzieja”. Znajdziemy tam wizerunki postaci, pojazdy oraz miejsca, które świat po raz pierwszy ujrzał w 1977 roku.



Wszystkie prezentowane dotychczas na Bastionie tatuaże znajdziecie tutaj.
Temat na forum

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Książki

10



Adaptacja powieściowa "Nowej nadziei", pierwotnie noszącą tytuł "Star Wars: From the Adventures of Luke Skywalker", jest najczęściej wznawianą powieścią z całego kanonu literackiego uniwersum. Jakkolwiek można mieć uwagi co do zasadności wydawania książek, które tak po prawdzie są rozbudowanym scenariuszem, jak i poziomu niektórych adaptacji, to w wielu przypadkach pozwalają one uzupełnić odbiór filmu o sceny i szczegóły, które zostały wycięte lub nawet pojawić się nie miały i są rozbieżne z obrazem. Za napisanie scenariusza do pierwszego filmu Sagi, odpowiadał nie kto inny jak sam George Lucas. W taki więc sposób został autorem adaptacji własnego filmu, która ukazała się w listopadzie 1976 roku w nakładzie wydawnictwa Ballantine Books/Del Rey, parę miesięcy przed faktyczną premierą filmu w kinach. Teraz wydaje się nie do pomyślenia, by wcześniej światło dzienne ujrzała powieść oparta na filmie, wyjawiająca kluczowe zwroty fabularne obrazu. Pomimo że George Lucas firmował swoim nazwiskiem książkę, jej faktycznym autorem był Alan Dean Foster, który pełnił rolę autora widmo. Powieść pomimo niewielkiej objętości, zawierała sceny nieznajdujące się w samym filmie. Zaciekawionych historią początków Gwiezdnowojennej książki, odsyłam pod ten link. Poniżej kilkanaście wariantów okładkowych jakie ukazały się rynkach anglojęzycznych. Ostatnia okładka jest tegoroczną edycją wydaną z okazji rocznicy, która ukazała się na Wyspach brytyjskich w nakładzie wydawcy Century w twardej oprawie.




W Polsce adaptacja również posiada długą historię wydawniczą. Jej pierwszy przekład ukazał się w 1984 roku, kiedy to została wydana w formie tzw. klubówek pod tytułem Wojny gwiazd. W tym samym roku ukazało się wydanie z poprawionym tytułem - Star Wars: Gwiezdne wojny lub Star Wars: Nowa nadzieja, obie wersje były przetłumaczone przez Andrzeja Wróblewskiego. Gdy minął czas trzeciego obiegu w fandomie, a wydawnictwa otwarły się na zachodni rynek, w 1990 roku w końcu otrzymaliśmy pełnoprawne wydanie powieści od wydawcy Interart w przekładzie Piotra W. Cholewy. Niedługo później prawa do wydawania kanonu literackiego Star Wars przejęło wydawnictwo Amber, które w 1996 roku wypuściło pierwsze swoje wydanie pod tytułem Nowa nadzieja z ilustracją na okładce autorstwa Johna Alvina. Rok później do kin trafia edycja specjalna trylogii, nie mogło się więc obyć bez wznowienia z nową okładką z ilustracją autorstwa Drew Struzana. Ostatnie wznowienie miało miejsce w 2012 roku przy okazji 35 lecia Sagi, a okładka jest oparta na designie wydania DVD filmu.



"Nowa nadzieja - album" w redakcji Carol Titelman to obowiązkowa lektura każdego szanującego się fana Oryginalnej trylogii. Album ten pierwotnie ukazał się w listopadzie 1979 roku pod tytułem The Art of Star Wars w nakładzie Del Rey. Książka jest zbiorem grafik koncepcyjnych autorstwa Ralpha McQuarriego i innych, storyboardów, informacji o użyciu efektów specjalnych oraz realizacji konkretnych ujęć. Pozycja zawiera również oryginalny scenariusz autorstwa George'a Lucasa. Na kolejne wznowienie albumu za oceanem trzeba było czekać prawie 15 lat, które ukazało się we wrześniu 1994 roku. Trzy lata później do kin wchodzi Wersja specjalna trylogii, co było okazją do ponownego wznowienia, poszerzonego dodatkowo o materiał z edycji specjalnej.
Książka ukazała się również w Polsce w nakładzie wydawnictwa Amber w styczniu 1999 roku w przekładzie Andrzej Syrzyckiego. Jej wydanie oparte jest na wersji z 1994 roku, czyli nie posiadającej dodatkowej treści z edycji specjalnej.



Z racji że film jest raczej produkcją przygodową, w 1980 roku otrzymaliśmy przewodnik dla dzieci, który odkrywał nam niektóre aspektu tworzeniu filmu. "Star Wars: The Making of the Movie" to nieduża książka opracowana przez Larry'ego Weinberga, wyszła w nakładzie Random House.
Wyżej wspomniane publikacje pozwalały fanom w niewielkim stopniu zapoznać się w procesem tworzenia kultowego obrazu. Jednak od momentu ukazania się filmu w 1977 roku, przez 30 lat nie doczekaliśmy się pełnoprawnego przewodnika ukazującego bardziej drobiazgowy proces powstawania. Taką publikacje otrzymaliśmy dopiero w kwietniu 2007 roku, kiedy to na półki księgarskie trafił album "The Making of Star Wars: The Definitive Story Behind the Original Film" autorstwa Jonathana W. Rinzlera w nakładzie Del Rey. Książka ta dodatkowo posiada cyfrowe wydanie, w którym znajdziemy materiały wideo za kulis, wywiadami oraz nie publikowanym wcześniej fotosami.



"Nowa nadzieja" została wydana również w formie młodzieżowej. Najwcześniejsze wydanie pojawiło się w maju 1995 roku w nakładzie Random House pod tytułem "Classic Star Wars: A New Hope" autorstwa Larry'ego Weinberga. Trzy lata później w marcu 1998 roku ukazała się kolejna wersja autorstwa Christophera Goldena z cyklu Choose Your Own Star Wars Adventure od wydawcy Bantam Skylark. W październiku 2004 roku otrzymaliśmy młodzieżówkę od Scholasticu autorstwa Rydera Windhama, która została w tym roku wznowiona i ukanonizowana przez Emil Fortune i wydana przez brytyjski Egmont Books. Nie wszystkie powieści były w pełni adaptacjami, a raczej wariacjami przygód postaci. Taka pozycja pojawiła się we wrześniu 2009 roku w nakładzie Scholasticu. Książka ta to "A New Hope: The Life of Luke Skywalker" napisana przez Rydera Windhama. W 2015 roku do kin wracały Gwiezdne wojny, nadarzyła się więc okazja by wydać nowe powieści młodzieżowe oparte na Oryginalnej trylogii. Nową adaptację pod tytułem "Nowa nadzieja: Księżniczka, łajdak i chłopak z Tatooine" napisała Alexandra Bracken i wydana została przez Disney-Lucasfilm Press w USA, a u nas przez Egmont Polska.



Książek dla dzieci opartych fabularnie na "Nowej nadziei" wydano mrowie, pierwsze publikacje pojawiły się jakiś czas po premierze filmu. Głównie były to opowieści filmowe (storybook), które w ograniczony sposób streszczały film. Bardziej obfity wysyp pojawił się po premierze Edycji specjalnej w 1997 roku. Ukazywały się różnego rodzaju wariacje jak "Star Wars Epic Yarns: A New Hope" od Chronicle Books, "LEGO Star Wars: A New Hope" od Dorling Kinderlsey i Scholasticu. A w tym miesiącu ukazały się dwie kolejne pozycje jak: "The Rise of a Hero" od Disney-Lucasfilm Press oraz "A New Hope - A Big Golden Book" od Golden Books.



Fanom, którym forma pisana nie wystarcza, mogli pokusić się o adaptacje radiową "A New Hope – The Original Radio Drama" opracowaną przez Briana Daley i wydana w 2013 roku przez HighBridge Audio. Publikacja ta to zapis audycji radiowych jakie były emitowane w 1981 roku w radiu National Public Radio. Została ona wydana w dwóch wersjach: Light i Dark Side ilustrowaną grafikami z kart Topps. Jak już jesteśmy przy kartach Topps, to w listopadzie 2015 roku w nakładzie Abrams Books ukazał się ciekawy album dla kolekcjonerów tychże gadżetów. Książka "Star Wars: The Original Topps Trading Card Series" to zbiór skanów kart i naklejek wydanych w latach 1977-78, dotyczących pierwszego filmu Sagi.
W 2013 roku również pojawiła się wariacja "Nowej nadziei" w formie dramatu William Shakespeare’a. "William Shakespeare’s Star Wars: Verily, A New Hope" została zaadaptowana przez Iana Doeschera i wydana w nakładzie Quirk Books.
W tym roku z okazji rocznicy pojawią się specjalne wydania publikacji związanych z filmem. Titan Books wyda specjalną publikację poświęconą "Nowej nadziei", a Chronicle Books wydał notatnik okolicznościowy, na obu okładkach wykorzystano ilustracja Toma Junga. W październiku Egmont Books wyda zestaw "Star Wars 40th Anniversary Tin", zawierający książeczkę z serii doodle oraz powieść młodzieżową Rydera Windhama zapakowane w metalowej puszce.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ewolucja logo

9



„Nowa nadzieja” ustaliła bardzo wiele elementów, które są dziś nie tylko nierozerwalne ale i bardzo charakterystyczne dla sagi. Jeden z nich to logo. Ale zanim powstało finalne, ono również przeszło kilka mniejszych i większy modyfikacji.



Za pierwotne odpowiada Ralph McQuarrie. Zajmował się wówczas robieniem różnych szkiców dla George’a Lucasa no i koniecznie było zrobienie logo dla filmu. Powstało właściwie od niechcenia, nawiązywało do „Amerykańskiego graffiti”. McQuarrie wspomina, że na pierwszym logo „The Star Wars” przedstawiony był Han Solo. Faktycznie patrząc po mieczu to powinien być Luke, ale strój, zrelaksowany sposób bycia. To był ówczesny Han.



McQuarrie wykorzystał czcionkę Futura Display lub Futura Display Open, choć wprowadził pewne modyfikacje choćby w literze „T”.



Jednak dla celów korporacyjnych potrzebne było nowe logo, które umieszczano choćby w oficjalnej korespondencji. Bazując na tym, co stworzył Ralph, do gry wkroczył Joe Johnston. Tym razem użył czcionki z rodziny Precis. Tym logiem reklamowano sagę choćby w 1976 podczas San Diego Comic Con. Pojawiało się też na pierwszy publikacjach, jak: „The Art of Star Wars” z 1979.





W grudniu 1976 ukazała się adaptacja powieściowa „Nowej nadziei” pióra Alana Deana Fostera. Del Rey jednak nie bawił się w żadne specjalne logo. Użyli czcionki typu Helvetica oraz okładki bazującej na konceptach Ralpha i tyle, bez wchodzenia w żadną stylizację.



Filmowe logo miało oczywiście nawiązywać do seriali o Flashu Gordonie czy Bucku Rogersie. Początkowo to wciąż miało być „The Star Wars”.





Za logo już bliższe oryginałowi, wykorzystywane tak w materiałach promocyjnych (jak plakaty), ale też zbieżne z napisami początkowymi odpowiada Dan Perri.



Następnie Lucas zwrócił się do Suzi Race, by zaprojektowała nowe logo. Dostała ona trudne zadanie, bo od George’a dowiedziała się jedynie, że chce mieć logo bardzo faszystowskie. Dobrze trafił, bo artystka zanim jeszcze go spotkała, studiowała trochę o niemieckim designie i pewnych historycznych źródłach z nim związanych. Wymyśliła, że użyje zmodyfikowanej czcionki Helvetica Black. Narysowała logo ręcznie. Połączyła pewne litery, George tylko poprosił, by S było wyraźniejsze, bo wyglądało trochę jak ozdobnik T. To logo trafiło na plakaty.



Ale to W nie wszystkim się podobało. Ostatecznie poprawkę na logo naniósł ponownie Joe Johnston.



Oczywiście nawet skończone logo nie oznaczało jeszcze, że twórcy będą go używać jak powinni. Marvel, Del Rey i inni licencjonobiorcy przez pewien czas tworzyli własne wariację, nie czując potrzeby jednoznacznego, wizualnego identyfikowania marki. Zresztą sam Lucasfilm jeszcze przez pewien czas eksperymentował z różnymi alternatywnymi wersjami, dedykowanymi dla plakatów.



Dopiero kolejne filmy spowodowały, że kwestię loga należało ujednolicić.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Komiksy

4



W listopadzie 1976 roku do sprzedaży trafiła książka Star Wars: From the adventures of Luke Skywalker, która według informacji na okładce była autorstwa George'a Lucasa. Dzisiaj dobrze wiemy, że osobą odpowiedzialną za jej napisanie był Alan Dean Foster, a sama książka miała posłużyć jako promocja filmu. Również przed premierą, bo 12 kwietnia, do sklepów trafił pierwszy zeszyt serii komiksowej Star Wars wydawnictwa Marvel Comics.

"Stary" Marvel (#1,#2, #3, #4, #5, #6)

W sumie w latach 1977-1986 Marvel wydał 107 zeszytów głównej serii, jednak dzisiaj zajmiemy się tylko pierwszymi sześcioma, czyli adaptacją Nowej nadziei autorstwa Roya Thomasa i Howarda Chaykina. Ze względu na wcześniejszą premierę komiksu, tak jak w przypadku książki, możemy zauważyć, że powstał on na podstawie wczesnej wersji scenariusza. O czym świadczy pojawienie się scen czy dialogów, które nie pojawiają się ostatecznie w Nowej nadziei, m.in.:
  • Luke i jego przyjaciele w Anchorhead
  • rozmowa Hana z Jabbą (wygląd Jabby z komiksu)
  • piaskoczołg Jawów przypomina ten z konceptów Ralpha McQuarriego
  • Leia podczas projekcji u Kenobiego używa nazwiska Antilles mówiąc o swoim ojcu zamiast Organa
  • Darth Vader jest tutaj identyfikowany jako "Sith"
Nie będziemy jednak więcej zdradzać co do treści samego komiksu aby nie psuć Wam przyjemności z czytania i odkrywania na nowo tej historii.


"Nowy" Marvel

Po odzyskaniu licencji wraz z ukazywaniem się kolejnych zeszytów nowych serii zaczęły pojawiać się również kolejne warianty okładkowe. Jeden z wariantów do zeszytu Star Wars #1 nawiązywał do okładki pierwszego numeru adaptacji Epizodu IV. W sprzedaży pojawiły się również wydania zbiorcze ze "starymi" zeszytami oraz odświeżona edycja, z której stronę prezentujemy poniżej.




Star Wars: A New Hope - The Special Edition


W 1997 roku z okazji 20-lecia Gwiezdnych Wojen otrzymaliśmy komiks, który był niczym innym jak adaptacją Nowej nadziei z poprawkami i dodanymi scenami, która aktualnie była wyświetlana w kinach. Komiks autorstwa Bruce'a Jonesa i Eduardo Barreto został wydany w czterech zeszytach, a później w formie wydania zbiorczego.



Fotokomiks (nasza recenzja)

Kończąc wątek komiksów okołofilmowym na koniec zostawiliśmy sobie chyba najdziwniejszy z nich, czyli fotokomiks autorstwa Steve'a Cooka wydany w 2008 roku. Całość składa się ze zdjęć z filmu z okazjonalnymi dialogami oraz podpisami. Największą wadą tego wydania jest wygląd, który miejscami pozostawia wiele do życzenia. Ale jako ciekawostka na półce to wydanie sprawdziłoby się idealnie.



Star Wars: Infinities - A New Hope (nasza recenzja)


Wspominaliśmy już o komiksowych adaptacjach Nowej nadziei, które były mniej lub bardziej wierna pierwowzorowi. Tym razem przyjrzyjmy się komiksowi, który opowiada alternatywną wersję wydarzeń znaną nam z Epizodu IV, czyli Star Wars: Infinities - A New Hope. Historia rozpoczyna podczas ataku na Gwiazdę Śmierci, która nie wybucha, pomimo tego, że młody Skywalker trafia w wylot szybu wentylacyjnego. Imperium zwycięża, a zaskoczeni rebelianci muszą uciekać. Księżniczka Leia trafia zaś ponownie do niewoli. A dalej robi się coraz ciekawiej. Lektura tego komiksu to prawdziwa jazda bez trzymanki, do tego pełna humoru. Jeśli jesteście ciekawi "Co by było, gdyby Rebelianci nie wygrali.." ten komiks jest właśnie dla Was.


The Star Wars (nasza recenzja)


Kolejnym komiksem pokazującym alternatywną wersje Nowej nadziei jest The Star Wars oparty na oryginalnym scenariuszu oraz na pracach Ralpha McQuarriego. Jest to prawdopodobnie najbardziej oryginalna rzecz jaką wydał Dark Horsce Comics pod szyldem Gwiezdnych Wojen, a napewno najciekawsza. Scenariusz napisał Jonathan Rinzler posiłkując się oryginalnym skryptem Lucasa z 1974 roku, a za warstwę wizualną odpowiada Mike Mayhew, starając się utrzymać na swoich rysunkach jak najwięcej klimatu z prac mistrza McQuarriego.

Seria The Star Wars składa się z ośmiu zeszytów opowiadającą m.in. historię Annikina Starkillera, Obi-Wana Kenobiego oraz Luke'a Skywalkera. Więcej o samym projekcie możecie przeczytać w tym miejscu >>>





Star Wars A New Hope Manga (nasza recenzja)


Nie mogło w naszym zestawieniu takich ciekawostek jak adaptacja filmu w postaci mangi narysowana przez Hisao Tamakiego i wydana w czterech tomach. Poniżej kilka przykładowych plansz:



Tag & Bink kopnęli w kalendarz (nasza recenzja)


Kto nie zna Taga i Binka powinien czym prędzej zacząć czytać o ich przygodach. Jest to humorystyczna historia dwóch rebeliantów, którzy służą na okręcie konsularnym zaatakowanym i zdobytym przez siły Imperium. Tak, macie rację - na TYM okręcie konsularnym. Aby wyjść z opresji oboje przebierają się za szturmowców i tak zaczyna się ich przygoda, której tłem są wydarzenia ze Starej Trylogii. To właśnie dzięki nim dowiadujemy się co się stało z medalem Chewbacci podczas ceremonii na Yavinie 4.

Jeśli dalej nie jesteście przekonani to warto zauważyć, że za scenariusz odpowiedzialny jest Kevin Rubio, czyli ten sam człowiek, który swego czasu popełnił mało znany fanfilm Troops.


Star Wars Tales

Na koniec zostawiliśmy trzy krótkie historyjki, które są luźno powiązane z Nową nadzieją a pierwotnie ukazały się na łamach Star Wars Tales. Pierwszą z nich jest Narodziny Gwiazdy Śmierci (w Polsce ukazała się w Star Wars Komiks 08/2010, która opowiada o powstawaniu broni Imperium w nieco humorystyczny sposób. Jest to także kolejna humorystyczna opowieść od Kevina Rubio.

Żołnierz (Star Wars Komiks 2/2009) to druga historia, której akcja zahacza o Epizod IV. Tym razem poznajemy szturmowca, który opowiada o tym jak trafił do imperialnej armii oraz o swoim morderczym treningu.

Ostatnia historia to Skippy - robot Jedi (Gwiezdne Wojny Komiks 02/2000), czyli krótka i zabawna historia R5-D4, który nagle odkrywa u siebie zdolności Jedi oraz uświadamia sobie swoje przeznaczenie. A wszystko to ukazane oczami droida, który poświęcił się dla dobra Galaktyki psując się specjalnie, po to aby Luke, Obi-Wan i reszta mogli spokojnie opuścić Tatooine i pomóc Rebelii w walce z Imperium.


Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Gadżety

4



Dzisiaj ciężko znaleźć sklep z zabawkami w którym nie byłoby ani jednego produktu z "Gwiezdnych Wojen". Najróżniejszego typu gadżety przypominają postacie/przedmioty znane nam z filmów czy seriali, a Star Wars jest jedną z największych franczyz filmowych świata. To wszystko miało swój początek w 1977 roku, gdy "Nowa nadzieja" trafiła do kin. W artykule poświęconym gadżetom z Epizodu IV przybliżymy Wam trochę te początki i pokażemy wybrane gadżety wyprodukowane na przestrzeni tych czterdziestu lat.

Gadżety z "Nowej nadziei"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.