Spis newsów (THX 1138)

P&O 288: Czy jest nawiązanie do „THX 1138” w „Powrocie Jedi”?

2



Dziś bardzo ciekawe pytanie, choć odpowiedź wymaga już komentarza. Pierwotnie udzielił jej Steve Sansweet.



P: Słyszałem, że w każdym filmie z cyklu „Gwiezdne Wojny” znajduje się odniesienie do „THX-1138”, ale nie mogę go znaleźć w „Powrocie Jedi”. Czy ono tam w ogóle jest?

O: Tak nam się wydaje, ale prawdę mówiąc sami nie możemy znaleźć. Pytaliśmy wiele osób z ekipy pracującej przy „Powrocie”, którzy mogli wiedzieć. I nic. Może to być gdzieś jakiś mały napis na którymś z modeli, ale na razie nie wiemy nic o żadnym oczywistym nawiązaniu. Podobnie jest w przypadku Epizodu II, ale tam to trochę inna sprawa.

K. Oryginalna odpowiedź pochodzi z roku 2002. Nawiązanie do „THX 1138” zostało odkryte przy produkcji licencjonwanego hełmu Boushha. Dopiero dokładne zbadanie zdjęć oryginał ujawniło, że z boku faktycznie znajdował się napis. Zdumiewające jest to, ile jeszcze takich nawiązań można znaleźć, oficjalnie je potwierdzono w 2008. Ale jeszcze ciekawsze, że właśnie w dokładnie w tym samym miejscu znajduje się nawiązanie w „Ataku klonów” (czyli na hełmie). Pytaniem otwartym jest to, czy to był przypadek, czy Sansweet bawił się z fanami.

Lucas, Lucasfilm i „Gwiezdne Wojny” Rona Howarda

12

W serialu „The Andy Griffith Show” pojawił się młody, 18-letni Ron Howard. Grał postać Opie Taylora. W jednym odcinku Opie zastanawiał się, czy nie zostać kiedyś filmowcem. To dobrze oddaje karierę młodego Howarda. Cóż wtedy cały świat był przed nim otworem. Ten chłopak był jednym z najbardziej znanych, jeśli nie jednym w jakiś sposób kojarzonym członkiem obsady „American Graffiti”. Pojawiają się tam takie, nieznane i nic nie znaczące wówczas nazwiska jak: Richard Dreyfuss, Cindy Williams, Kathleen Quinlan, Charles Martin Smith, Suzanne Somer czy Harrison Ford. Występując w serialach Ron pracował na swoje nazwisko, choć i tak pozostawał synem bardziej znanego ojca – aktora Rance’a Howarda.

Wracając jednak do filmu, wówczas praktycznie mało znanego reżysera, który oczarował widownię festiwalu swoim studenckim filmem. Jego pełnometrażowa wersja omal nie doprowadziła do bankructwa Francisa Forda Coppoli. Mowa oczywiście o George’u Lucasie i jego „THX 1138”.

Howard wspomina pracę na planie „Amerykańskiego Graffiti” bardzo dobrze. George był bardzo zdenerwowany i jak to on małomówny. Ale między Howardem i Lucasem zawiązała się nić porozumienia. Zwłaszcza, że Howard złożył już papiery do szkoły filmowej USC, którą skończył Lucas. No i pomimo finansowej klapy jaką był „THX 1138”, to ten film w jakiś sposób zapadł w pamięć młodemu Ronowi i wielokrotnie na jego temat dyskutował z Lucasem. I nie tylko o tym. Podczas jednej z przerw, Howard zapytał, co Lucas chciałby zrobić po „Graffiti”. Usłyszał historię o wielkim filmie SF, trochę w stylu „Flasha Gordona” jeśli chodzi o prowadzenie fabuły, ale to nie będzie „Flash”, z wykonaniem i realizmem podobnym do „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka. Lucas po namyśle dodał, że jego film musi być szybki.



Howard przyznaje, że nie potrafił pojąć wizji Lucasa, dopóki jej nie zobaczył na ekranie. Jakieś 45 lat później nie tylko ją rozumiał, ale też nadszedł czas w którym miał za nią podążać. Został reżyserem „Hana Solo” w bardzo trudnym momencie. Phil Lord i Chris Miller są bardzo dumnymi i zadowolonymi z siebie twórcami. Mają swój własny styl, który jednym się podoba. Jednak okazało się, że nie spodobał się w Lucasfilmie, choć początkowo wiele sobie po nim obiecywano. Sama Kathleen Kennedy bardzo niechętnie mówi o tym incydencie, nazywając go otwartą raną oraz serią niefortunnych zdarzeń.

Dwa dni po zwolnieniu reżyserów ogłoszono, że ich miejsce zajmie weteran, laureat Oskara – Ron Howard. To nie był łatwy wybór także dla niego. Po części został zaangażowany ze względu na długoletnią przyjaźń z Kathleen Kennedy oraz zmarłą niedawno producentką - Allison Shearmur. Akurat wówczas Howard nie miał żadnego projektu na tapecie. Kathy i Allison przyjechały do niego i prosiły go o pomoc. W końcu zrozumiał, że faktycznie może to zrobić. Spodobał mu się scenariusz, polubił obsadę, nawiązał też przyjazną relację z Millerem i Lordem. I jak mówi Howard, ich wpływ na ten film pozostał. Do tego cytując Hana Solo, dodaje by nigdy nie mówić o szansach (procentach). W domyśle w jakiej części to jego, a w jakiej ich film.

Dwie osoby, z którymi Ron Howard pracował na planie „Amerykańskiego graffiti” miały pewien wpływ na „Hana Solo”. Pierwszy to Harrison Ford. Powiedział Ronowi o tym jak widzi tę postać. Druga osoba to oczywiście George Lucas. Dla Rona to w pewien sposób mentor, zwłaszcza, jak się wspomni „Willow”, który Howard reżyserował dla Lucasa. Lucas wraz z żoną Mellody Hobson pojawił się na planie filmu o Solo, w pierwszy dzień pracy Howarda. To było bardzo ważne dla reżysera. Wizyta Lucasa trwała pięć godzin. To właśnie wtedy Lucas zaproponował jedną rzecz, którą dodano do filmu (pisaliśmy o tym tutaj).

Teraz, gdy zdjęcia są skończone, Howard twierdzi, że to była świetna zabawa. Chwali też scenariusz Jona i Larry’ego Kasdanów. Dodał też, że jeden z jego filmów w pewien sposób go zainspirował. W 2013 premierę miał „Wyścig” o formule 1. Jak mówi Ron, gdyby akcja „Hana Solo” działa się w naszym świecie, to właśnie w takich wyścigach brałby udział Han Solo. Pewne pomysły, które trafiły do szuflady podczas pracy przy „Wyścigu” teraz mogły ujrzeć światło dzienne. Zgodnie z Lucasową dewizą – film ma być szybki.

Z innych wieści, wygląda na to, że akcja filmu będzie się dziać gdzieś między 14 a 11 rokiem przed bitwą o Yavin. Zobaczymy czy będą tam retrospekcje, czy przeskoki jak w „Łotrze 1”.

"Rebels" #42 w USA i 3x03 w Polsce

Rózne
12

Jutro wieczorem na stacji Disney XD w USA zostanie wyemitowany kolejny odcinek serialu "Star Wars: Rebelianci", zatytułowany "Visions and Voices". Jest to ostatni epizod w tym roku. Poniżej opis i fragmenty, a obrazki można pooglądać na rebelsowej wiki, a reklama jest tutaj.

Nawiedzany przez wizje z udziałem Maula, Ezra podejmuje wędrówkę przez galaktykę. Po dotarciu do celu musi wziąć udział w dziwnym rytualne, aby zerwać połączenie z Zabrakiem.







Jednym z tematów poruszanych w ostatnim "Reconie" jest zwiększająca się imperialna kontrola. Widać ją na Lothalu, który zmienił się od ostatniego razu, gdy go widzieliśmy. W tej chwili rząd już nawet nie próbuje udawać, że planeta stała się jedną wielką fabryką broni. Powrócił również pan Sumar, który musi pracować z Imperium, aby mieć za co żyć - innej opcji nie ma. Tutaj jedną z inspiracji dla niego i innych pracowników fabryki był "THS 1138", gdzie ludzie zostali zredukowani jedynie do numerów. Ryder Azadi również nie próżnował i zaczął tworzyć lothalnie podziemie antyrządowe. Zajmuje się głównie dostarczaniem informacji na temat poczynań wroga.

Co zatem z Kallusem? Ekipa domyśliła się, że fani szybko połączą go z Fulcrumem 2.0, ale Pablo zaznacza, że jeśli coś jest oczywiste, to często może mieć drugie dno. Pomysł na szpiega w szeregach Imperium istniał od zawsze, ale w postaci agenta widać bardzo ładnie jego przemianę.

Plunkett zdradza, że podczas tworzenia fabryki miał na uwadze nie tylko jej estetykę, lecz także prawdopodobieństwo działania. Na górze są pasy transmisyjne, ale w odcinku praktycznie ich nie widać, bo większa część akcji dzieje się na dole. Nowy model myśliwca to w istocie TIE Defender, a plany jego wprowadzenia istniały już od jakiegoś czasu. Pablo zachwycał się nim w grze, bo miał pola, hipernapęd, a do tego był szybki. To odpowiednia maszyna dla kogoś, kto myśli strategicznie, jak Thrawn. Myśliwce są drogie, ale admirał wie, że będą stanowić zagrożenie dla rebelii, bo wyrównają szanse. Nie trzeba ich setek, aby zniszczyć rebelianckie X-wingi.

Zemsty Choppera ciąg dalszy, a Pablo najwyraźniej schudł. Tak czy siak, pytanie brzmi: dlaczego Kanan nie sprawił sobie cybernetycznych oczu, skoro sporo postaci (również w nowym kanonie i TCW) je ma? Jeden z powodów jest bardzo prosty: wszelkie sztuczne części ciała są bardzo drogie, więc rebelii na to nie stać. A poza tym Jarrus chce bardziej polegać na Mocy. Na koniec tradycyjny fragment odcinka.



A w Polsce jutro o 9:30 debiutuje kolejny odcinek, czyli "Hera's Heroes" Poniżej opis oraz fragment.

Gdy Imperium rozpoczyna okupację domu Hery, postanawia ona osobiście odzyskać rodzinną pamiątkę. Lecz czeka na nią nowy imperialny dowódca, wielki admirał Thrawn.



A tymczasem ekipa z Jedi Bibliothek dotarła do opisów odcinków, które powrócą w nowym roku. Choć nie jest to potwierdzone w stu procentach, to prawdopodobnie oba zostaną wyemitowane 7 stycznia. I to prawdopodobnie one zostały wyemitowane w piątek na Ranczu Skywalkera dla grupy dziennikarzy, którzy zobaczyli też 28 minut "Łotra", o czym niedawno pisaliśmy. Szczegółów w Internecie nie ma, bo zapewne zabroniono o nich pisać, ale podobno epizody łączą się tematycznie z "Łotrem". Co zresztą można wywnioskować z samych opisów:

  • Odc. 3x10 - "Ghosts of Geonosis, część 1" - Załoga powraca na Geonosis w poszukiwaniu zaginionego członka rebelii, który został wysłany, by zbadać podejrzaną aktywność na planecie. Buntownicy dokonują zaskakującego odkrycia.

  • Odc. 3x11 - "Ghosts of Geonosis, część 2" - Po odnalezieniu zaginionego rebelianta załoga odkrywa kolejną niespodziankę i pracuje razem, by ukryć ją przed siłami Imperium.

A skoro przy nawiązaniach do "Łotra" jesteśmy, to pewnie większość z Was wie o easter eggu z "Rebels", który pokazał się w jednym z ostatnich spotów. Obecnie trwają spekulacje, czy będzie to jedynie ciekawostka, czy może jednak zobaczymy coś więcej. Za kilka dni się dowiemy.

Odezwał się też Freddie, który powiedział parę słów dla Coffee with Kenobi. Zaczął przede wszystkim od postaci Kanana. Jeśli myślicie, że Jedi uporał się z wspomnieniami z wojny czy ślepotą, to nic bardziej mylnego. Będziemy jeszcze wracać do tych wątków. Jarrus celowo ma teraz mniejszą rolę, między innymi z powodu kalectwa.

Sabine za to zacznie powoli zajmować centralne miejsce. Od "tego sezonu i dalej" stanie się "bardzo specjalna". Okaże się, że sowy będą bardzo ważne w jej twórczości. Podczas jej szkolenia w walce mieczem Kanan zacznie rozmyślać nad błędami, które popełnił jako nauczyciel. Ezra z kolei już dawno przeszedł etap kuszenia, przekroczył linię. Od teraz jego potęga będzie rosła. Miał swój "moment Rey" w wizji z holokronu.

Zdecydowanie najwięcej zdradził o Bendu. Określił go jako "Yodę na sterydach", bo to właśnie nie ciemna ani jasna strona reprezentują potęgę, ale środek. Imperator może był silny, ale nie widział całego obrazu, a Bendu owszem. Aktor zasugerował, że gdyby istota się znudziła, mogłaby zrobić coś rebeliantom, na przykład zniszczyć ich bazę i przegonić z planety. Tak naprawdę byliśmy świadkami jedynie jego dobrej strony, bo przecież pomógł Kananowi, ale nie możemy zapominać, że jest "środkiem". Logika podpowiada, że szykuje się burza. Zresztą, twórcy chcą pokazać taki "środek" również w historiach bohaterów, bo tak jest też w filmach. W "Imperium" Luke niby ucieka przed Vaderem, ale jednocześnie dowiaduje się, że jego ojciec jest "Hitlerem". Jedynie w baśniach miłość zwycięża nienawiść. Wracając jednak do Bendu, Prinze wyznał, że to jego ulubiony bohater, nawet po wszystkich nowych w sezonie czwartym.



Nie omieszkał powiedzieć też paru słów o czarnych charakterach. Wedle niego Vader reprezentuje lojalność, a Inkwizytor był jak Terminator, miał misję, ale nie umiał improwizować. Tarkin posiada źródła, ale gubi go arogancja. Thrawn to z kolei reprezentant osobowości omega: myśli perspektywicznie, ale nie potrzebuje wianuszka wielbicieli jak typowy alfa. Czasem traci cierpliwość, ale nic dziwnego, skoro otaczają go durnie. Zresztą, jakby był cały czas opanowany, to stałoby się nudne. Freddie porównał go do Churchilla, który przed drugą wojną światową ostrzegał przed zbrojącymi się Niemcami. Podobno mamy poznać dlaczego pozwala sobie na przegrane.

Co ciekawe, po raz kolejny powiedział, że nie zdziwiłby się, gdyby Filoni dostałby spin-offa do reżyserii. Czyżby coś się szykowało? Zdradził też ciekawostkę niezwiązaną z SW: czyta obecnie córce "Harry'ego Pottera" i musi oczywiście udawać wszystkie głosy. Snape w jego wersji to rebelsowy droid AP-5, a Voldemort to "dziwna wersja Żelaznego Byka" z "Dragon Age: Inquisition".
Zapraszamy do dyskusji na forum.

„THX 1138”, czyli Lucas kopiujący Lucasa

oficjalna
5



Nasz specjalista od hołdów filmowych, czyli Bryan Young tym razem zabrał się za THX 1138 i wpływ tego filmu, na sagę.

To raczej oczywiste, że filmy George’a Lucasa będą inspirowały George’a Lucasa i „Gwiezdne Wojny”, ale jednocześnie we wczesnych obrazach tego reżysera jest tak wiele ducha „Gwiezdnych Wojen”, że uznałem iż warto do nich wrócić.

„THX 1138”, pierwszy pełnometrażowy film George’a Lucasa z 1971, to hard-science fiction, które dzisiejsza publiczność może nazwać dystopijnym. Ukazuje on prawie obce społeczeństwo, opresyjną naturę, w której kontroluje się obywateli za pomocą narkotyków i religii. „THX 1138” to oznaczenie głównego bohatera granego przez Roberta Duvalla. Jego żona, LUH 3417, zaczyna celowo mieszać jego leki, by wyrwać go z otępienia jego rzeczywistości. Społeczeństwo jest tak opresyjne, że nie wiadomo komu można ufać, czy jak uciec, a nasz bohater wie, że musi się z niego wyrwać.

Film eksploruje tematy, które wydają się uniwersalnymi w twórczości George’a Lucasa. To, że bezimienna, pozbawiona twarzy automatyzacja zniewala ludzi i ograbia ich z ich indywidualności, co jest też widziane w „Gwiezdnych Wojnach”. Zaś konwencja nazewnicza w świecie THX, czyli litery a potem cyfry, odnajdujemy w strukturze nazewniczej klonów czy szturmowców. THX zmaga się ze swoim człowieczeństwem i buntuje przeciw systemowi, w ten sam sposób co każdy buntownik. Ma swoją drogę bohatera, walczy z wewnętrznymi demonami, by potem mógł walczyć z swoimi opresorami (w przypadku THX 1138 chodzi o ucieczkę).

Jest też wiele dźwiękowych i wizualnych motywów w „THX 1138”, które potem George Lucas wykorzystuje w swoich filmach. Choćby pokój kontrolny w THX w porównaniu z pokojem kontrolnym na Gwieździe Śmierci w „Nowej nadziei” i „Powrocie Jedi”.

Innym ważnym elementem wizualnym, który pojawił się w obu filmach, są zmniejszające się numery. W „THX 1138” użyto tego przy sekcjach w filmie jako nietypowy efekt przejścia między ujęciami i scenami. W „Gwiezdnych wojnach” technika ta się znacząco zmieniła. Gdy widzimy jak Gwiazda Śmierci zbliża się do księżyca Yavina a rebelianccy piloci są coraz bliżej szybu wentylacyjnego, numery zmieniają się w komputerach celowniczych, co pomaga nam w wizualny sposób zrozumieć jak niewiele czasu zostało do ostatecznego zniszczenia Sojuszu i zakończenia ich „nic nie wnoszącej” rebelii.

Przez wszystkie swoje filmy, George Lucas, zmaga się z sekwencją prędkości i niebezpieczeństwa. W „THX 1138”, THX ucieka na skradzionym motocyklu, robiąc wszystko, by uciec opresyjnym siłom, które mogłyby naszprycować go narkotykami i zmusiłyby do konsumpcji. Filmowano to w tunelach BART w San Francisco, tam Lucas nauczył się by jeszcze zwiększyć napięcie pościgu. Dzięki temu używał tuneli też później, w „Nowej nadziei” przy kanionie Gwiazdy Śmierci. Czasem dodaje drzewa, czego skrzyżowanie widać w „Powrocie Jedi”, widać to też w wyścigu podracerów w „Mrocznym widmie”, a jeszcze innym razem używa korków jak w „Ataku klonów”.

Jeśli chodzi o ścieżkę audio, Walter Murch, który był współscenarzystą tego filmu razem z Lucasem, był też odpowiedzialny za montaż dźwięków. Murch był w stanie zaprojektować dźwięki „THX 1138” w tym kontrole czy operatorów pozbawionych bez twarzy w filmie, co potem wykorzystano w wąwozie Gwiazdy Śmierci.

Murch osobiście jest jednym z kolejnych powiązań z „Gwiezdnymi Wojnami” a „THX 1138”. Walter wyreżyserował odcinek The General, pierwszy w z cyklu o Umbarze w serialu „Wojny klonów”.

Sposób w jaki ten film został zmontowany, dzieli w pewien sposób coś z innymi filmami „Gwiezdnych Wojen”. Lucas był w stanie pokazać historię ujęciami ludźmi wciskającymi przyciski i inne pokrętła, by opowiadać to wszystko bez jakiegokolwiek dialogu.

To przypomina moment z „Mrocznego widma”, gdzie podczas wyścigu podów Anakin próbuje ugasić ogień na swoich silnikach. To coś w czym się czuje sposób filmowania, który Lucas użył w „THX 1138”.

Inną techniką po raz pierwszy użytą przez Lucasa w „THX 1138”, a która potem trafiła do „Gwiezdnych Wojen”, to kilka ujęć z dialogami, kompletnie niepotrzebnymi w filmie. W scenie w której THX 1138 pokazano monitory na których jest obserwowany przez operatorów, których nie widzimy, odbywają oni rozmowę zupełnie niezwiązaną z historią. To taka typowa codzienna konwersacja, która ukazuje nam wiele na temat ich dnia i życia, sugerując rzeczy, których nie doświadczamy na ekranie. To pojawia się też w „Nowej nadziei” gdzie szturmowcy stojący na warcie rozmawiają sobie o nowym BT-16. Tak samo jak widzimy parę Gungan, którzy rozmawiają sobie w Otah Gunga w „Mrocznym widmie”, gdy pojawiają się tam nasi bohaterowie.

Dave Filoni, główny reżyser i producent „Wojen klonów” i „Rebeliantów” twierdzi, że „THX 1138” to klucz do zrozumienia „Gwiezdnych Wojen”. W wywiadzie, który przeprowadziłem podczas New York Comic Conu, Filoni wyjaśnił, że to opresyjny reżim który stał się Imperium, był zawsze gdzieś z tyłu głowy George’a Lucasa.
- Trzeba zobaczyć na społeczeństwo pokazane w THX jak na Imperium. Jest tu pewna korelacja, od ujęć, po tematy muzyczne…Moim celem jest, by im dalej podążamy naprzód, zachowywać to Dna które zostawił nam Lucas bo to jest bardzo ważne dla Gwiezdnych Wojen.

„Gwiezdne Wojny” są jedną z najważniejszych space oper i epickich filmów jakie stworzono. „THX 1138” moim zdaniem to jeden z najważniejszych filmów hard science fiction jakie powstały. Aktorstwo jest bez zarzutu. Duvall wprowadza zamieszanie do filmu, które jest wyczuwalne, a Donald Pleasance jako SEN dobrze oddaje zagrożenie, w które można uwierzyć. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć kino Geroge’a Lucasa i źródło jego filmowego słownictwa, które uczyniło „Gwiezdne Wojny” czymś wielkim. To bez wątpienia jeden z moich ulubionych filmów i wyobrażam sobie, że po obejrzeniu będzie także jednym z waszych.

„THX 1138” został oznaczony jako R ze względu na seksualność i nagość. To coś, co bym rozważył, by pokazać swojemu nastolatkowi, ale może to być nieodpowiednie dla młodszych dzieci.

„Ex Machina” i „Gwiezdne Wojny”?

oficjalna
6



Tym razem Bryan Young nie zastanawia się nad filmem, który zainspirował „Gwiezdne Wojny”, a proponuje coś zupełnie innego. Jak najlepiej poznać możliwości nowych aktorów? Oglądając filmy z nimi. Oto jeden z nich. Obraz stosunkowo nowy, na który z pewnością warto zwrócić uwagę. W sam raz tuż przed premierą.

„Ex Machina” to brytyjski thriller science fiction, który wyszedł do kin w 2015; został napisany i wyreżyserowany przez (debiutującego w tej roli) Alexa Garlanda. Opowiada historię robotów, manipulacji, sztucznej inteligencji i ludzkiej natury. Istotnym powodem dla którego wybrałem ten film do tej kolumny jest to, że dwie główne postaci są grane przez Oscara Isaaca i Domhnalla Gleesona, którzy wcielają się w „Przebudzeniu mocy” odpowiednio w rolę Poe Damerona i generała Huxa. To idealny sposób by osądzić aktorskie możliwości tych dwóch młodzieńców, a także zobaczyć co wniosą do „Gwiezdnych Wojen”.

Gleeson gra młodego programistę imieniem Caleb, który pracuje dla Bluebooka, największej wyszukiwarki na świecie. Na początku filmu dowiaduje się, że wygrał konkurs, a w nagrodę spędzi tydzień z ekscentrycznym CEO firmy, Nathanem (granym przez Oscara Isaaca). Gdy już podpisał porozumienia o poufności, odkrywa że ma odegrać test Turinga na sztucznej inteligencji zamiast się zabawić. Okazuje się, że jest to intrygująca gra w kotka i myszkę pomiędzy Calebem, Nathanem, a także AI we własnej osobie, czyli AVĄ, graną przez Alicię Vikander.

Ponieważ akcja dzieje się izolowanym domu w lesie, ustępuje miejsca akcji i suspensowi, oferując tym samym perfekcyjną platformę dla Isaaca i Gleesona by pokazali na co ich stać. A to co robią jest oszałamiające.


Podobnie jak „Gwiezdne Wojny” ten film zawiera wiele odniesień i hołdów do „2001: Odysei kosmicznej”. W wielu wywiadach, Oscar Isaac powiedział, że częściową inspiracją dla jego postaci był reżyser „2001” czyli Stanley Kubrick.

Podczas, gdy powiązania do „Gwiezdnych Wojen” i George’a Lucasa mogą wyglądać raczej na ograniczone do aktorów pojawiających się w rolach, jest jednak coś więcej. Film eksploruje ten sam typ science fiction którym zajmował się Lucas w filmach „THX 1138” czy odcinkach „Wojen klonów” takich jak The Deserter, gdzie człowieczeństwo i etyka klonów jest pokazywana szczegółowo.

Można też zobaczyć jak te historie filtrują różne rodzaje filmów, bo przecież zarówno „Ex Machina” jak i „Zemsta Sithów” mają wspólne nawiązania do „Frankensteina”, zarówno w wersji książkowej jak i filmowej. W „Ex Machinie” Oscar Isaac jest Frankensteinem a Alicia Vikander jego wersją monstrum. Końcowa rozgrywka odbywa się w sposób bardzo podobny do oryginału, ale jeśli nie jesteś zaznajomiony z Frankesteinem, nie zrujnuje ci go. W „Zemście Sithów” George Lucas pożyczył sobie klasyczną filmową wersję przywołując echo stworzenia monstrum Frankestiena w kreowaniu Dartha Vadera przez Palpatine’a. Po prawdzie, gdy Darth Vader wykonuje pierwsze kroki po transformacji jest bardziej maszyną niż człowiekiem, to bezpośrednie odniesienie do „Frankesteina”.

Film rozwija pomysł praw sztucznej inteligencji. Ukazuje ile wolnej woli mogłyby mieć Artoo i Threepio, gdyby miały emocje. Przywołuje też pytanie o EV-9D9 i jej tortur droidów w podziemiach pałacu Jabby. Czy droidy w „Gwiezdnych Wojnach” mogą czuć emocje? Oglądając film taki jak „Ex Machina” przez soczewki ciekawości, to pytanie zmienia nasze spojrzenie na „Gwiezdne Wojny”.

Jeśli jesteście zainteresowani co ta dwójka aktorów z „Przebudzania Mocy” potrafi, „Ex Machina” jest dobrym thrillerem, który zmusi was do myślenia. Jest jednakże oznaczony jako R przez MPAA ze względu na nagość, język, odniesienia seksualne i pewną przemoc, co sprawia, że nie jest to film dla całej rodziny. Ale jeśli potrzebujecie filmu na wieczór dla dorosłych, a potem zamierzacie wejść w filozoficzne dyskusje na temat sztucznej inteligencji czy umiejętności aktorów powiązanych z „Przebudzeniem Mocy” to jest film dla was.

Tydzień „Zemsty Sithów”: Ciekawostki

0



Kończąc powoli tydzień „Zemsty Sithów” warto się skupić chwilę na ciekawostkach okołofilmowych. Doskonale wiemy, iż nazwa „Zemsta Sithów” dość mocno nawiązuje do tytułu „Revenge of the Jedi”, jak początkowo reklamowano VI Epizod. Jednak po raz pierwszy „Revenge of the Sith” zostało użyte w 1986 i to nie przez Lucasfilm. Pod takim tytułem w fanzinie ukazała się fanowska powieść Ellen Randolph. Akcja fanfica działa się jakieś 40 lat po „Powrocie Jedi” i co ciekawe była to druga powieść z trylogii.

Wiele jest historii o inspiracjach twórców i wcześniejszych wersjach. Wśród pomysłów, których ostatecznie George Lucas nie wykorzystał warto szczególnie wspomnieć o dwóch. Pierwszy ukazywał prawdę o ojcu Anakina. Palpatine w którymś momencie filmu miał mu powiedzieć, że jest jego ojcem z pewnego punktu widzenia, bo wpłynął na midi-chloriany. Ostatecznie to podchodziło już za bardzo pod autoparodię więc zostało wycięte z filmu. Fragmenty scenariusza można znaleźć choćby w The Making of Star Wars: Revenge of the Sith J.W. Rinzlera. Innym pomysłem miało być pojawienie się młodego Hana Solo na Kashyyyku, o czym zresztą kiedyś już pisaliśmy. Z tego także zrezygnowano, ale w filmie pojawił się „Sokół Millennium”.

Gdy Lucas po raz pierwszy mówił o Mustrafar, wychodził z założenia że ma to być jego wizja piekła. Pewne elementy pozostały, a na wulkanicznej planecie wciąż widać eksplozje lawy. Sam pomysł walki nad jeziorem lawy jednak jest starszy i pochodzi jeszcze z czasów klasycznej trylogii. Pierwotnie miał być wykorzystany w Powrocie Jedi.

Pierwsza zmontowana wersja filmu, oczywiście jeszcze robocza, trwała cztery godziny, z czego całą godzinę zajmowała bitwa początkowa i ratowanie Palpatine’a.

Podczas bitwy o Coruscant Anakin miał mieć numer kodowy „Czerwony pięć”, a Obi-Wan „Lider czerwonych” (to akurat słychać w filmie). Na niektórych figurkach te oznaczenia pozostały.

Steven Spielberg miał duży wkład w film. Formalnie jest wymieniany jako asystent reżysera, jednak jako przyjaciel Lucasa służył mu pomocą w wielu kwestiach. George miał mnóstwo pomysłów, więc chciał czasem by ktoś obiektywny pomógł mu je ocenić, tym kimś był właśnie Steven. Zresztą pomagał też w stworzeniu ostatecznego kształtu choćby scen pojedynku Anakina i Obi-Wana. Nie wszystkie pomysły Stevena znalazły się w ostatecznej wersji filmu. Lucas wyrzucił do kosza choćby sekwencję pościgu Obi-Wana za Grievousem na skaczącej po Utapau Bodze. Animatyczną wersję tego, co wymyślił sobie Spielberg można obejrzeć na dodatkach wydania Blu-ray.

Liam Neeson twierdził przez pewien czas, że nagrał scenę do „Zemsty Sithów”. Rick McCallum zdementował to, twierdząc, że faktycznie pojawienie się Qui-Gona było planowane, ale ostatecznie nie zostało nagrane z Neesonem. Zdecydowano, że Qui-Gon pojawi się jedynie jako głos. Ben Burtt zmontował scenę z wcześniejszych dialogów Neesona. Ostatecznie scenę jednak zarzucono. Ukazywała ona Yodę, który komunikuje się z duchem Jinna, pewne pozostałości można znaleźć na wydaniu Blu-ray.

Christopher Lee był zajęty „Władcą pierścieni” i nie mógł pojawić się na planie, gdy kręcono z nim sceny walki. Jego udział dograno później. To co widzimy na ekranie to najczęściej nałożona komputerowo twarz Lee na jego dublera. Dooku w filmie wypowiada tylko cztery kwestie.

Na długo przed premierą filmu Pablo Hidalgo sugerował upiorny wygląd postaci, którą grał Bruce Spence czyli Tioda Meddona. Redaktor oficjalnej nie przesadzał, ale ta upiorność wcale nie musiała oznaczać straszności. Bardziej chodziło o nawiązanie. Tworząc zarządcę Utapau trochę inspirowano się filmem F.W. Murnaua „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922. Ale to nie było jedyne nawiązanie do horrorów czy klasyki kina. Scena, gdy Vader wstaje po raz pierwszy w zbroi i zrywa łańcuch jest nawiązaniem do „Frankensteina” Jamesa Whale’a z 1931. Kommandor Cody to nawiązanie do serialu przygodowego „Commmando Cody” (były też filmy z nim). Scena przylotu na Polis Massę to z kolei ukłon w stronę „2001: Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka, zwłaszcza sekwencji lądowania na księżycu. Niektórzy doszukują się też nawiązań do „Tarzana”, gdy wookiee na lianie wpadają na czołg Separatystów, czy „Terminatora” Jamesa Camerona, zwłaszcza sceny gdy ten już pozbawiony nóg próbował dotrzeć do Sary Connor. Więcej jednak jest inspiracji filmami Francisa Forda Coppoli. Scena powstania Imperium i przerwania jej wymordowaniem Separatystów podobno została zainspirowana montażem „Ojca chrzestnego” i sceny chrztu. Natomiast pojazd Baila Organy naśladuje Tuckera z filmu „Tucker – konstruktor marzeń”, wyprodukowanego przez Lucasa dla Coppoli. Oficjalnie George przyznał się do jednego nawiązania, do „Siedmiu samurajów” Kurosawy. Chodzi o sposób w jaki Yoda łapie się za głowę gdy myśli, kopiuje tym samym gesty Kambeia.

Wśród gości na planie, poza Stevenem Spielbergiem, Liamem Neesonem, Francisem Fordą Coppolą znalazł się także Peter Jackson, Elijah Wood, Robert DeNiro oraz Dean Devlin (producent „Dnia niepodległości” czy „Patrioty”).

Dział kostiumów miał trochę mniej do roboty niż zwykle. Wszystkie hełmy klonów, podobnie jak większość ich zbroi, wygenerowano komputerowo. Jeśli korzystano z jakiś elementów to były one stworzone przed Epizodem III. Za to kostiumy wookieech unowocześniono, tak by zamontować w nich wentylację. Zresztą bitwa na planecie wookiech to kolejne nawiązanie do pierwszej wersji scenariusza oryginalnej „Nowej nadziei”.

Wnętrze „Tantive IV” to jedyna scenografia w żaden sposób nie poprawiana i montowana komputerowo. Lucasowi zależało by odtworzyć ją najwierniej jak się da.

Ewan McGregor i Hayden Christensen ćwiczyli do walki przez dwa miesiące. Hayden w dodatku musiał przytyć do filmu 11 kilogramów, jadł sześć posiłków dziennie.

Ewan McGregor chciał też założyć kostium gwardzisty imperialnego i tak zagrać w filmie. Niestety nie wiadomo, czy ostatecznie mu się to udało.

Póki co jest to najbardziej brutalny z wszystkich filmów. Niektórzy naliczyli, że na ekranie można zobaczyć w sumie 115 ciał, widzimy też jakieś 40 zabijanych istot. Więcej osób oczywiście zginęło w wybuchach Alderaanu czy obu Gwiazd Śmierci, ale tam nie widać ich ciał na ekranie.

Zielone tło w niektórych scenach odbijało się w lśniącym kostiumie Anthony’ego Danielsa, więc C-3PO musiał być potem komputerowo poprawiony.

George Lucas wpadł na pomysł, by w rolę Tarkina ponownie wcielił się Peter Cushing. Tyle, że aktor nie żył już prawie od dziesięciu lat. Flanelowiec chciał wykorzystać archiwalne nagrania z Cushingiem z różnych filmów. Wówczas zrobienie tego w sposób satysfakcjonujący George’a okazało się być nieosiągalne. Tarkina zagrał Wayne Pygram, odpowiednio ucharakteryzowany. Sam pomysł kręcenia filmów z nieżyjącymi aktorami jednak nie umarł i Lucas próbował do niego jeszcze wrócić.

Chyba jednym z najdziwniejszych smaczków filmu jest Nowy Jork, który w jednym ujęciu zastępuje Coruscant. Dokładnie jest to w scenie gdy Anakin siedzi samotnie w komnatach rady Jedi i czeka. Za oknem widać Coruscant, ale w jednym ujęciu (1:09:24) daleko w tle widać Nowy Jork. Potem wszystko wraca do normy.



Na sam koniec zaś smaczek, którego wielu szukało. Nawiązanie do „THX 1138”. Trudno by go nie było. Tym razem są właściwie dwa. Pierwszy to pełny numer komandora Bacary, brzmi on CC-1138. Niestety numer nie pada w filmie. Za to podczas bitwy o Utapau można zobaczyć droida z numerem. Nie jest to co prawda 1138, ale wygląda dość podobnie.



Więcej o smaczkach trzeciego epizodu pisaliśmy tutaj, tutaj i tutaj. Epizod III obiecał też jakąś postać z EU, skończyło się na retconie.

Wszystkie atrakcje tygodnia „Zemsty Sithów” będą dostępne w tym miejscu.

O „Star Wars Costumes: The Original Trilogy” słów kilka

oficjalna
4



Brandon Alinger to autor nowego albumu o kostiumach z klasycznej trylogii. Podzielił się on na oficjalnym blogu swoimi przemyśleniami i wspomnieniami związanymi z powstawaniem tegoż dzieła.

Jedną z najlepszych rzeczy przy pisaniu „Star Wars Costumes: The Original Trilogy” było studiowanie prac Johna Mollo. Mollo jest jednym z nielicznej grupy osób, która może dumnie oświadczyć, że pracowała bezpośrednio z George'em Lucasem przy projektowaniu oryginalnych „Gwiezdnych wojen”, co daje mu wyjątkową perspektywę postrzegania filmu i tego co stało się później.

Poza napisaniem słowa wstępnego do tej książki, Mollo był bardzo pomocny w moich poszukiwaniach. Znalazł czas na przeprowadzenie kilku międzykontynentalnych rozmów telefonicznych i grzecznie zaprosił mnie, bym go odwiedził w jego domu w Wielkiej Brytanii. Tam pokazał mi kilka swoich oryginalnych notatek ze spotkań z Georgem Lucasem i wyjaśnił swój respekt wobec kryształowej wizji postaci jaką miał reżyser. Mollo wspomina „Nową nadzieję” jako jeden z najbardziej zabawnych doświadczeń w jego pracy.

Podczas gdy wygląd kluczowych postaci „Nowej nadziei” został już ustalony przez Lucasa i twórcę konceptów Ralpha McQuarriego zanim Mollo rozpoczął pracę, to potem polegała ona na doszlifowaniu wczesnych projektów jak i stworzeniu wielu sił rebelianckich i imperialnych. Mollo pracował ręka w rękę z George'em Lucasem przy wszystkich rozwijanych kostiumach. Zaczynając od początków 1976 ta para miała cotygodniowe spotkania na których recenzowano najnowsze szkice i projekty.

– Moim modus operandi jest szkicowanie. Bawię się różnymi pomysłami – mówi Mollo. Dowód można znaleźć studiując ilustracje projektów, gdzie każda strona posiada wiele małych szkiców w różnych kształtach, formach, stylach zawierających elementy kostiumów. – Jeśli George’owi coś się spodobało to mówił, że to lubi, i to było to – dodaje Mollo.



Podczas gdy Mollo sprawia, że proces brzmi łatwo, naprawdę potrzeba było dużego wysiłku, by stworzyć i ciągle wybierać spośród pomysłów, które ostatecznie ukształtują wizualną estetykę filmu. Stroje zostały połączone podobnym designem nie przez przypadek. Przykładem jest paleta kolorów kostiumów.
– Schemat kolorów podstawowy był taki, by źli mieli czarny lub szary, z wyjątkiem szturmowców, którzy byli biali, a dobrzy mieli ziemskie kolory, płowe i białe – mówi Mollo.

Lucas wybrał wygląd postaci tak by współgrały z innymi elementami środowiska.
– Pracowałem bardzo ciężko nad całym wymiarem kolorów filmu – wspomina Lucas. – Technologia przeciw naturze. Cały technologiczny świat osadziłem w czerni i bieli, a organiczny w kolorach brązu.

Reżyser wiedział, że kolory kostiumów powinny mieć jakieś znaczenie, nawet tylko podświadomie.
– Chciałem by Luke i Ben i inni ludzie na Tatooine byli ubrani w brąz. Kostium Luke’a nie jest biały, to bardzo jasnobrązowy kolor. Strój księżniczki jest biały, ponieważ jest ona częścią technologicznego świata. Technologia nie jest twarzą zła, może być zarówno dobra jak i zła.

Ta dyrektywa odnosiła się także do droidów.
– Zastanawialiśmy się czy C-3PO nie powinien być jedwabno-chromowy jak roboty w „THX-1138” – kontynuuje Lucas. – Lubiłem odcienie chromu, ale uznałem, że C-3PO był bardziej ludzki niż roboty, więc uznaliśmy, że należy go uczynić częścią ludzkiej palety kolorów.

– Kolor to bardzo, bardzo trudna rzecz do użycia w kostiumie – dodaje Mollo, który wybrał wszystkie tekstylia do filmu. Czuł, że wybory kolorów Lucasa były idealne dla realistycznego świata. – Jasne kolory nie działają najlepiej w filmie, w szczególności czerwień i niebieski. George zawsze myślał o estetyce.

Wspominając swoją pracę z Lucasem, Mollo wyjaśnia, że relacje między reżyserem a projektantem były bardzo treściwe.
– Jako projektant, rzeczy które chcesz robić najchętniej robisz nie pytając o nie specjalnie, czy prosząc o pozwolenie, ale to jest codzienny proces. Jesteś przywiązany do czegoś, ale nie zawsze można ten pomysł użyć. Musisz interpretować scenariusz najlepiej jak możesz – mówi.

Mollo powrócił jako projektant przy „Imperium kontratakuje” choć nie dostał Oskara za swój wkład w oryginalny film. Wciąż trzymał się jednak tych samych zasad w sequelu jak w oryginalnym filmie, poprawił też wygląd znanych już postaci, zaprojektował też stroje dla nowych miejsc jak Hoth czy Miasto w Chmurach. To był ostatni film „Star Wars” Johna Mollo. Przy „Powrocie Jedi” podjęto decyzję by produkować kostiumy (w większości nowe) w Kalifornii a nie Londynie.

W moich rozmowach z Johnem Mollo zaskoczyło mnie to jak bardzo te projekty kostiumów w filmach są świadomie zamierzone. W tej skromnej opinii autora jest jakiś bagatelizowany geniusz. Mam szczerą nadzieję, że ukazany przeze mnie opis kostiumów w „Star Wars Costumes: The Original Trilogy” ukaże zarówno genialność kostiumów jak i ich twórców.

George Lucas przechodzi na emeryturę?

54

George Lucas ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Twórca Gwiezdnej Sagi i postaci Indiany Jonesa wyznał w wypowiedzi dla "The New York Times", że Red Tails są przedostatnim blockbusterem, nad którym pracował. "Flanelowiec" zapowiedział bowiem, że chce jeszcze zrealizować piątą część przygód Indy'ego. Później jednak ma już zamiar definitywnie odsunąć się od kierowania Lucasfilm.

Reżyser nie chce jednak całkowicie wycofywać się z zawodu, gdyż stwierdził, że ma zamiar powrócić do realizacji niekomercyjnych, skromnych produkcji, od których zaczęła się jego przygoda z kinem (mowa o THX 1138 i Amerykańskim Graffiti). Zapytany o przyszłość Star Wars, George po raz kolejny powtórzył, że nie ma zamiaru kręcić kolejnych epizodów, a przy okazji ponarzekał na stosunek fanów do Nowej Trylogii. Odpowiedział dziennikarzowi w takiej formie: Powiedz, po co mam realizować następne części, skoro wszyscy stale na mnie narzekają i wyrzucają mi, jak okropną osobą jestem?.

Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy Lucas wspomina o emeryturze. O tym, że ma zamiar zostać rentierem mówił już pod koniec lat 90. Także w zeszłym roku poruszył ten temat podczas wywiadu dla jednej z amerykańskich telewizji. Wypowiedź "Flanelowca" zdementował wówczas Steve Sansweet, gdy gościł na Dniach Fantastyki we Wrocławiu.

Być może słowa Lucasa służą jedynie podgrzaniu medialnej atmosfery wokół Red Tails, które na ekrany kin w Stanach wchodzą już w najbliższą sobotę.

George Lucas opowiada o "Red Tails"

10

Premiera najnowszego filmu studia Lucasfilm - dramatu wojennego Red Tails już 20 stycznia w Stanach Zjednoczonych. Akcja promocyjna obrazu w reżyserii Anthony'ego Hemingwaya w pełni. Postanowił się w nią włączyć sam George Lucas (pomysłodawca i producent filmu), który udzielił wywiadu dziennikarzowi "USA Today", Marco L. della Cavie.



Dlaczego realizacja filmu zajęła 23 lata?

Napisałem scenariusz wiele lat temu, ale podobnie jak w przypadku Star Wars, okazał się za długi na jeden film. Była w nim zarówno opowieść o szkoleniu czarnoskórych pilotów w ośrodku w Tuskagee w Alabamie, historia o tym, jak Eleonor Roosevelt zaczęła ich wspierać, wreszcie część bitewna, która szczególnie mnie interesowała. No i wreszcie wspaniała saga o początku ruchu na rzecz praw obywatelskich, który zaczął rodzić się po II wojnie światowej. Blisko 20 lat zajęło mi połączeniu tego w jeden scenariusz, co oznaczało skupienie się na opowieści wojennej i ograniczeniu pozostałych elementów.

Dlaczego sam finansuje swoje filmy?

Możliwość samodzielnego finansowania moich filmów przyszła po sukcesie Imperium kontratakuje w 1980 roku. Nie potrzebowałem już wielkich studiów wybierających scenariusze, które mógłbym zrealizować, zmuszających mnie do wprowadzania zmian albo przemontowywania filmów. Moje dwa pierwsze obrazu (THX 113 i Amerykańskie graffiti) zostały właśnie przemontowane, a ja tego nie chciałem. Jeśli mam żyć z filmami, które zrobiłem, chce mieć raczej możliwość powiedzenia: "Zrobiłem koszmarny film, to był błąd, przepraszam", a nie: "Nakręciłem wspaniałe dzieło, ale goście ze studia je zniszczyli".



Jak ten film może wpłynąć na czarnoskórych reżyserów?

Zdaje sobie sprawę, że - nieumyślnie - postawiłem afroamerykańskich filmowców przed dużym ryzykiem. Budżet Red Tails to 58 mln USD - znacznie przekracza budżety typowych filmów kręconych przez czarnoskórych twórców. Jeżeli to nie wypali, to będzie im przez jakiś czas trudniej zebrać pieniądze na swoje produkcje. Ale jeżeli ten film odniesie sukces, to może znajdzie się ktoś, kto powie: "Zróbmy prequel, albo kontynuację" i wtedy będziemy mieli więcej Tylerów Perry'ch (znany afroamerykański aktor, reżyser i scenarzysta - przyp. red.)

O umieszczaniu przekazów w filmach

Kiedy jesteś reżyserem, chcesz umieścić w filmie przesłanie niezależnie od wszystkiego. Prezentujesz swój światopogląd, swoją moralność i zdobyte doświadczenia życiowe. My, którzy mamy reżyserskie megafony, musimy być szczególnie czujni pod tym względem. Obecnie w wielu filmach - ale nie mam zamiaru potępiać całej kinematografii - brak przekazu. Twórcy nie myślą o tej części swego dzieła.(...)



Mitologia i kino

Dochodzę do wniosku, że mitologia to w rzeczywistości forma archeologicznej psychologii. Mitologia daje możliwość dowiedzenia się, czego ludzie się bali i w co wierzyli. Tak było ze Star Wars. Wziąłem kilka podstawowych motywów psychologicznych i sprawdziłem, czy ludzie wciąż się do nich odnoszą, identyfikują się z nimi. "O, tak, to właśnie odczuwać wobec swego ojca, a w taki sposób myślisz o przyjaciołach". Kiedy to się sprawdziło, postanowiłem robić filmy inspirujące młodych ludzi, opowiadające o rzeczach, o których trzeba mówić w sposób subtelny. Red Tails odpowiadają temu wzorcowi.

O jego pasji do efektów specjalnych

Powód, który skłonił mnie do zainwestowania tylu pieniędzy i czasu w założenie Industrial Light & Magic jest prosty - sztuka to technologia. Koniec lat 60. to kres ery Davida Leana (brytyjski twórca wielkich widowisk np. "Lawrence'a z Arabii" - przyp. red.), gdzie w jednej scenie było na planie 10 tysięcy statystów. Koszty były zbyt duże. Nową normą stało się: "Mam pomysł na film, akcja dzieje się pięć lat temu, nakręcę go z siedmioma aktorami na trzech ulicach w mieście". A dzięki temu, że wprowadziliśmy nowe technologie do kinematografii mamy znacznie więcej historii, które możemy opowiedzieć.



Osoby ciekawe najnowszych informacji o powinny zajrzeć na fanpage filmu na portalu Facebook, gdzie publikowane są nowe zdjęcia z planu i imprez promocyjnych.

Urodziny George'a Lucasa

40

14 maja 1944 roku w rodzinie lokalnego sklepikarza z kalifornijskiego Modesto przyszedł na świat George Walton Lucas, jr. - człowiek, który zrewolucjonizował przemysł filmowy i stworzył Gwiezdne Wojny, ukochane przez miliony fanów na całym świecie i zapewne także przez Ciebie, skoro właśnie to czytasz.

Jako nastolatek "Flanelowiec" interesował się hot-rodami i nielegalnymi wyścigami w miastach. Po szkole średniej rozpoczął studia filmowe na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Zaprzyjaźnił się z Francisem Fordem Coppolą, który pomógł mu z rozpoczęciu kariery. Obaj panowie założyli studio American Zeotrope. Na początku lat 70. Lucas zrealizował swe pierwsze pełnometrażowe fabuły: antyutopijny THX 1138 i kultowe Amerykańskie Graffiti. W 1976 roku padł klaps na planie jego kolejnego filmu, pod roboczym tytułem The Star Wars, który miał się okazać o wiele bardziej kultowy niż poprzednicy. Gdy wejdzie na ekrany rok później, wywoła masowy aplauz publiczności i krytyków i zapoczątkuje Gwiezdną Sagę, która na stale wejdzie do historii kinematografii.

Lucas to jednak nie tylko Star Wars. Razem ze Stevenem Spielbergiem stworzył postać archeologa-awanturnika Indiany Jonesa, którego przygody oznaczały narodziny kina nowej przygody. "Flanelowiec" był ponadto producentem filmów reżyserowanych przez jego przyjaciół: Francisa Forda Coppolę i Rona Howarda. GL stoi też na czele potężnego imperium filmowego, w którego skład wchodzą - oprócz firmy matki, czyli Lucasfilmu - słynne Industrial Light & Magic, Lucasfilm Animation oraz LucasArts, by wymienić najważniejsze.

W latach 1969-83 był mężem Marcii Lucas (montażystki Ep. IV), a od 2006 roku spotyka się z Mellody Hobson. Adoptował trójkę dzieci.

Z okazji urodzin życzymy GL'owi dalszych sukcesów i ciekawych pomysłów rozwijających uniwersum SW, szybkiej premiery serialu aktorskiego oraz sukcesu Red Tails. May the Force be with you, George.

Temat na forum

Wywiad z Rogerem Christianem

film.onet.pl
8

Gościem zakończonego niedawno w Krakowie festiwalu Off Plus Camera był Roger Christian - laureat Oscara za scenografię do Nowej nadziei (wspólnie z Johnem Barry'm, Lesliem Dilleyem i Normanem Reynoldsem) oraz drugi reżyser Mrocznego widma. W ostatniej dekadzie Christian znany jest jednak bardziej ze swej samodzielnej pracy reżyserskiej, a zwłaszcza z realizacji osławionej Bitwy o Ziemię (2000; ekranizacja powieści założyciela sekty scjentologów L. Rona Hubbarda), która przez rzesze krytyków uznawana jest za jeden z najgorszych obrazów SF w historii kina. Przy okazji wizyty Christiana w Polsce dziennikarz Rafał Stanowski przeprowadził z nim wywiad, którego fragmenty przytaczamy poniżej:

Pierwsza trylogia "Gwiezdnych wojen", "Obcy - 8 pasażer Nostromo", "Żywot Briana" - pracując przy tych filmach, miał Pan przeczucie, że współtworzy kultowe dzieła?

Koniec lat 70. to był niesamowicie inspirujący czas. Gdy zaczynaliśmy "Gwiezdne wojny", studio 20th Century Fox dało nam budżet 12 mln dolarów. Tylko tyle. Przez cztery miesiące siedzieliśmy z George’em i kombinowaliśmy, jak zmieścić się w tym limicie. Mało kto w nas wierzył. Ludzie nie potrafili sobie wyobrazić tego, co wymyśliliśmy. To było epickie!

Film zarobił w sumie 775 milionów! Pamięta Pan pierwsze spotkanie z Lucasem na temat "Gwiezdnych wojen"?

Spotkaliśmy się z George’em po raz pierwszy w Meksyku. Natychmiast złapaliśmy wspólny język. Wcześniej filmy science fiction nie przemawiały do szerokiej widowni, były plastikowe, sztuczne. George chciał to zmienić. Jednocześnie wiedział, że to był niezwykle trudny film do zrealizowana.

To Pan wymyślił, jak będzie wyglądał robot R2D2.

Do budowy R2D2 użyliśmy drewna. Korpus wykonał stolarz, który pracował wcześniej przy filmach Latającego Cyrku Monty Pythona - przy "Jabberwocky’ym". Dałem mu jakieś 10 dolarów i poprosiłem, by wystrugał R2D2. Do roli półkolistej głowy wykorzystałem starą lampę, którą znalazłem w studiu filmowym. Następnie podoczepiałem fragmenty samolotowego złomu, pomalowałem i to wszystko - R2D2 był gotowy.

I to Pan wymyślił miecz świetlny oraz blaster, z którego Han Solo zabił setki szturmowców Imperium.

Nienawidziłem broni z wcześniejszych filmów science fiction. Wydawały mi się zawsze nierealne. Chciałem coś bardziej rzeczywistego. Dlatego, nic nie mówiąc Lucasowi, wybrałem się do sklepu z bronią. Han Solo miał być najemnikiem. Kupiłem więc stary pistolet Mauser, który bardzo mi się podobał. Pamiętam, że miał futurystyczny design i drewnianą rączkę. Podoczepiałem do niego jakieś gadżety i zdenerwowany zadzwoniłem do George’a, by to zobaczył. Bałem się, że odrzuci mój pomysł. A on się w nim zakochał. Pistolet mógł nawet strzelać! Przez kolejnych kilka dni wspólnie z reżyserem wykonaliśmy kolejne modele broni używanych w "Gwiezdnych wojnach".

A jak było z mieczami świetlnymi?

Strasznie się spieszyliśmy, gdyż wytwórnia poganiała nas z terminami. Pierwszy miecz świetlny zrobiłem samodzielnie, używając starej latarki. Ludzie od efektów specjalnych zamontowali mikro silniczki, które wprawiały rączkę w drżenie. Wszystko kosztowało mnie jakieś 10 dolarów. W zeszłym roku ten sam miecz sprzedano na aukcji za 260 tysięcy…

Pana pomysłem był też ślizgacz, którym Luke Skywalker porusza się po planecie Tatooine.

Stworzyliśmy go z ogrodowych beczek i postawiliśmy na kołach, by mógł się poruszać. Gdyby inny reżyser zobaczył, co robiliśmy, pewnie by nas wylał z pracy. George Lucas wiedział jednak, jak trudne było kręcenie filmu science fiction. Przekonał się o tym, realizując film "THX 1138". Był jedynym człowiekiem w Hollywood, który w tamtym czasie potrafił wskrzesić mit i zawładnąć nim masową publicznością. Teraz dołączył do niego Peter Jackson, którego niezwykle cenię. George zawsze potrafił wspaniale opowiadać baśnie. Dziś amerykańskie dzieci oglądają brutalne kreskówki, na nich się wychowują. Baśnie są niezwykle istotne. To klucz do nas samych.

Cały wywiad pod znamiennym tytułem "Gwiezdne wojny to wielka kupa złomu" znajdziecie tutaj.

"Imperium kontratakuje" włączone do amerykańskiego National Film Registry...

TheForce.Net
20

Jak informuje serwis TheForce.Net na swe trzydzieste urodziny Imperium kontratakuje otrzyma wyjątkowy prezent. Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych (U.S. Library of Congress) postanowiła włączyć epizod V do Narodowego Rejestru Filmowego (National Film Registry), gdzie ma być zachowany dla potomności jako symbol amerykańskiego przemysłu filmowego i kultury USA.

Oprócz Imperium kontratakuje w National Film Registry znajdą się w tym roku także inne 24 filmy w tym Wszyscy ludzie prezydenta (1976) Alana J. Pakuli z Dustinem Hoffmanem i Robertem Redfordem w rolach głównych, krótkometrażowy film George'a Lucasa z czasów studenckich Elektroniczny labirynt THX 1138 4EB (1967; pierwowzór kinowego THX 1138) oraz wojenny film dokumentalny Johna Hustona Let There Be Light, który Departament Wojny zakazał rozpowszechniać przez 35 lat. Wraz z włączeniem nowych filmów całkowita liczba obrazów przechowywanych w National Film Registry wyniesie 550.

Biblioteka Kongresu powstała w roku 1800 i jest najstarszą w USA federalną instytucją kulturalną. W National Film Registry przechowywane są filmy, które z uwagi na ich wartość artystyczną, historyczną lub kulturową stanowią znaczący wkład w dziedzictwo kulturowe Stanów Zjednoczonych. Obrazy wchodzące w skład Rejestru wybiera powołana do życia w roku 1988 National Film Preservation Board.

W 1989 do Rejestru została włączona Nowa nadzieja.

Link do wiadomości w serwisie TFN.

"THX 1138" na antenie TCM

TCM Europe
11

W najbliższą środę punktualnie o godzinie 19.00 polski TCM (Turner Classic Movies) rozpocznie emisję kultowego obrazu science-fiction THX 1138 z 1971 roku, który jest pierwszą pełnometrażową fabułą w reżyserii George'a Lucasa. Ten surowy w formie, czerpiący garściami z prozy Orwella i Huxleya, antyutopijny traktat o istocie człowieczeństwa stanowi rozwinięcie krótkometrażowego Elektronicznego labiryntu THX 1138 4EB, który "The Maker" nakręcił jeszcze jako student reżyserii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. W filmie wystąpili znakomici aktorzy: Robert Duvall i (nieżyjący już) Donald Pleasence, a ścieżkę dźwiękową skomponował słynny Lalo Schifrin (Mission: Impossible, Bullitt, Brudny Harry). Kanał TCM dostępny jest w sieciach kablowych i za pośrednictwem platform cyfrowych. Dla tych z Was, którzy nie mieli jeszcze okazji obejrzeć debiutanckiego filmu Lucasa jest to świetna okazja, aby nadrobić zaległości.

Opis fabuły za stroną platformy Cyfrowy Polsat:

W przyszłości ludzkość żyje pod ziemią. Społeczeństwem rządzi bezduszny system komputerowy. Życie ludzi zostaje poddane totalnej kontroli. Emocje, miłość i seks są surowo zabronione. Ludzie utrzymywani są w letargicznej obojętności za pomocą specjalnych leków, które muszą obowiązkowo przyjmować. Pozbawieni osobowości i tożsamości, zamiast imion i nazwisk posługują się kodami indentyfikacyjnymi. Mężczyzna oznaczony jako THX 1138 (Robert Duvall) nie potrafi pogodzić się z takim traktowaniem. Przestaje przyjmować leki. Kiedy jest wolny od działania narkotyków, zakochuje się w LUH 3417 (Maggie McOmie). Kobieta zachodzi w ciążę. Kiedy władze to odkrywają, bohaterowie trafiają do więzienia. THX 1138 spotyka tu rebeliantów, którzy również odważyli się sprzeciwić systemowi i razem z nimi podejmuje próbę ucieczki. Lucas nakręcił film jako rozwinięcie swojej 17-minutowej noweli studenckiej z 1967 roku. Zwróciła ona uwagę młodego reżysera i producenta Francisa Forda Coppoli. To właśnie Coppola pomógł doprowadzić do realizacji "THX 1138" w formie filmu pełnometrażowego i został jego producentem. Debiut George Lucasa jest dziś zaliczany do klasyki fantastyki naukowej. Przedstawia świat przyszłości w postaci antyutopii w duchu Aldousa Huxley'a i George'a Orwella.

Opis fabuły za stroną tv.wp.pl:

W świecie przyszłości społeczeństwem rządzi bezduszny system komputerowy. Życie ludzi zostało w skrajny sposób zracjonalizowane i poddane totalnej kontroli. Społeczeństwo utrzymywane jest w stanie obojętności za pomocą leków, których przyjmowanie jest obowiązkowe. Ludzie zostali pozbawieni osobowości i tożsamości. Mężczyzna oznaczony jako THX 1138 nie potrafi pogodzić się ze sterylnym, nieludzkim światem. Przestaje przyjmować leki za pomocą których system sprawuje kontrolę. Wyzwolony spod działania narkotyków zakochuje się w LUH 3417.


"THX 1138" ukazał się na dysku Blu-ray

Oficjalna
5

THX 1138 to litery i cyfry znane zapewne każdemu miłośnikowi Star Wars. Pojawiają się w niezliczonej ilości materiałów związanych z uniwersum począwszy od filmowych epizodów, przez powieści, komiksy na grach, czy ostatnio TCW kończąc. Umieszczając je w swoich dziełach różni twórcy świata Gwiezdnych Wojen oddają hołd pierwszemu pełnometrażowemu filmowi w reżyserii George'a Lucasa o tak właśnie brzmiącym tytule - THX 1138. Z okazji mającej miejsce w tym miesiącu premiery filmu na dysku Blu-ray strona oficjalna Star Wars przygotowała dla fanów tego kultowego, antyutopijnego obrazu sci-fi nie lada gratkę: kilka oryginalnych materiałów promocyjnych z 1971 roku. Wśród nich znajdziecie:

  • Cztery radiowe spoty reklamowe filmu, które możecie odsłuchać tutaj.
  • Naklejkę na zderzak samochodowy z wydrukowanym tytułem i tagline'em filmu (tego rodzaju bumper stickers są w USA bardzo popularne po dziś dzień).
  • Reklamę prasową wydrukowana w jednym z dzienników wydawanych w Los Angeles, datowana na 12 marca 1971 roku (dzień po premierze filmu).

Wydanie Blu-ray wersji reżyserskiej filmu kosztuje w Stanach 24.98 USD. Zawiera ono następujące dodatki specjalne:
  • Komentarz George'a Lucasa i Waltera Murcha (współautor scenariusza);
  • Wyizolowaną ścieżkę dźwiękową;
  • Galerię prezentującą pionierskie osiągnięcą Murcha w dziedzinie montażu dźwięku;
  • Dwa filmy dokumentalne: A Legacy of Filmmakers: The Early Years of American Zoetrope i Artifact from the Future: The Making of THX-1138;
  • Elektroniczny labyrint THX 1138 4EB - pierwozwór THX 1138 zrealizowany przez Lucasa podczas studiów;
  • Krótki dokument pt. Bald;
  • Zwiastuny.

Szczegóły techniczne wydania prezentują się z kolei tak:
  • Język: angielski (DTS-HD High Res Audio), francuski (Dolby Digital 5.1), hiszpański (Dolby Digital 5.1)
  • Napisy: angielskie, francuskie, hiszpańskie
  • Format obrazu: 2.40:1

Zapraszamy do zapoznania się z Bastionową recenzją wydania DVD THX 1138 w wersji director's cut.

Oficjalna strona filmu.

Nawiązanie do THX 1138 w ROTJ oficjalnie potwierdzone!

rebelscum.com
25

Jedną z największych tajemnic "Gwiezdnych Wojen" są wszystkie nawiązania w filmach do pierwszego filmu George'a Lucasa – "THX 1138". Jedną z trudniejszych zagadek był "Powrót Jedi", w którym ponoć takie nawiązanie było, jednak od wielu lat nikt nie wiedział dokładnie gdzie. Podpowiedzią była figurka z Sideshow Collectibles przedstawiająca Boushha, o której pisaliśmy w zeszłym roku. Oto numer "1138" znalazł się na hełmie tej figurki, jednakże dotąd nie potwierdzono czy to własna inwencja Sideshow, czy wierne odtworzenie filmowego rekwizytu.


Oficjalnego potwierdzenia doczekaliśmy się dopiero teraz, po ponad roku, i tylko dzięki rozmowie jednego z zafascynowanych tym tematem fanów ze Stevem Stansweetem i Petem Vilmurem (autorami SW: Vault) w podcastowej audycji Force-Cast. Pete Vilmur postanowił znaleźć odpowiedź na to pytanie w archiwach Lucasfilm. Szczęśliwie z pomocą pracownika Lucas Licensing, Chrisa Spitale, udało się znaleźć zdjęcia kostiumu Boushha, z których korzystano przy tworzeniu figurki. Okazuje się, że rzeczywiście hełm Boushha faktycznie jest nawiązaniem do THX 1138.

Kolejna frapująca zagadka "Gwiezdnych Wojen" została rozwiązana.

Nawiązanie do THX 1138 w ROTJ znalezione!

RebelScum.com
11

Po ponad 23 latach szukaniach, w końcu wygląda na to, iż udało się ostatecznie znaleźć nawiązanie do THX 1138 w „Powrocie Jedi”. Tak przynajmniej donosi RebelScum.com .
Wygląda na to, że na tę największą zagadkę w historii fandomu, odpowiedziała firma Slideshow wydając figurkę Lei w stroju Boushha. Na łamach RebelScum.com pojawiło się zdjęcie ukazujace numer THX 1138 na hełmie figurki. Widać na nim, że to właśnie Leia miała na sobie ten numer w filmie. Poniżej prezentujemy zdjęcie hełmu. Teraz pozostaje czekać na oficjalne potwierdzenie.


Warto dodać, że pomysły na znalezienie 1138 w ROTJ były naprawdę różne, także związane z liczeniem postaci w kadrach (więcej).

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.