Spis newsów (George Lucas)

P&O 396: Pytanie o styl i tytuł

0



Dziś dwa pytania o „Atak klonów”, zadane w podobnym czasie (środek zdjęć), na które udzielono dość wymijającej odpowiedzi. Raczej pokazują one, jak działała promocja filmu i w jaki sposób podkręcano zainteresowanie w czasach George’a Lucasa. Na pierwsze odpowiada Rick McCallum, na drugie Doug Chiang.



P: Kiedy poznamy pełny tytuł Epizodu II?

O: Obecnie dla nas projekt to „Star Wars 2” lub „Episode II”. George ma kilka tytułów w głowie, ale jeszcze o nich nie dyskutowaliśmy. Nie zatwierdzimy tytułu zanim film nie będzie bliski ukończeniu, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Epizodu I. Śledźcie naszą stronę i czekajcie na ogłoszenia. Nigdy nie wiecie kiedy się pojawią.





P: Epizod I miał ciepły, organiczny styl, jakiego rodzaju styl i nastrój staracie się wywołać w projektowaniu Epizodu II? O: Epizod II będzie mroczniejszy stylem i tonem. Bawimy się pewnymi interesującymi teksturami i ustawieniem świateł, by wzmocnić mroczniejszy nastrój. Ale poza tym nie mogę zdradzić nic więcej.

„Powrót Jedi” jutro w Polsacie

109



Polsatowe poranki z „Gwiezdnymi Wojnami” trwają. Już jutro, czyli w niedzielę 9 sierpnia 2020 o 9:40 na Polsacie zobaczymy szóstą część „Gwiezdnych Wojen”, czyli „Powrót Jedi”. Film będzie także wyświetlany w Polsat HD.



Budowa kolejnej Gwiazdy Śmierci powoli zbliża się do końca, a Imperium z każdą chwilą rośnie w siłę. Tymczasem Rebelianci przygotowują się do próby zniszczenia Gwiazdy Śmierci i ostatecznego ataku na Dartha Vadera. Luke Skywalker (Mark Hamill), Leia (Carrie Fisher), Lando Calrissian (Billy Dee Williams) i Chewie (Peter Mayhew) udają się na pustynną Tatooine, aby uwolnić Hana Solo (Harrison Ford) z rąk Jabby Hutta. Losy całej Galaktyki zależą od krytycznej rozgrywki ojca z synem – Luke staje w końcu twarzą w twarz z Lordem Darthem Vaderem.

„Powrót Jedi” zakończył zarówno klasyczną trylogię jak i przez wiele lat był finałem filmowej sagi. Richard Marquand formalnie był reżyserem tego filmu, tym razem jednak George Lucas miał na ten obraz dużo większy wpływ i osobiście reżyserował część scen, zwłaszcza tych trudnych logistycznie. Scenariusz w dużej mierze jest dziełem Lawrence’a Kasdana. Występują: Mark Hamill, Carrie Fisher, Harrison Ford, Ian McDiarmid, Alec Guinness, Billy Dee Williams, Frank Oz, Anthony Daniels, Kenny Baker i Peter Mayhew, a także David Prowse i James Earl Jones jako Vader. Muzyka: John Williams, zdjęcia: Alan Hume. Produkcja: Howard G. Kazanjian, Wersja specjalna: Rick McCallum.

Za tydzień kolejny film, ale tym razem będzie to spin-off.

Zmarli Wilford Brimley i Tom Pollock

4



1 sierpnia 2020, w wieku 85 lat zmarł Wilford Brimley, którego pamiętamy z filmu „Ewoki: Bitwa o Endor”. Wcielił się tam w rolę pustelnika imieniem Noa Briqualon. Urodzony 27 września 1937 aktor, poza specyficzną rolą w „Gwiezdnych Wojnach” najbardziej zasyłnął występem w filmie „Kokon” Rona Howarda. Grał też w filmach „Nieuchwytny cel”, „Urodzony sportowiec”, „Firma”, „Coś”, „Obywatele prezydenci”. Zadebiutował małym epizodem w słynnym westernie „Prawdziwe męstwo” (1969), najlepiej odnajdywał się w komediach. I taka też była jego rola w „Ewokach”, lekko satyryczna.



1 sierpnia zmarł także Tom Pollock, były szef wytwórni Universal, a w latach 70. i 80. prawnik. Jednym z jego klientów był George Lucas. Pollock odpowiadał za negocjację umowy z 20th Century Fox, która zagwarantowała George’owi prawa do sequeli i wszystkich produktów licencjonowanych. Potem odpowiadał także za negocjacje praw dotyczących „Indiany Jonesa”.

„Imperium kontratakuje” jutro w Polsacie

133



Niedzielne poranki filmowe i „Gwiezdne Wojny” w Polsacie trwają. Jutro, czyli w niedzielę, 2 sierpnia 2020, o godzinie 10:20 zobaczymy zobaczymy piątą część „Gwiezdnych Wojen”, czyli „Imperium kontratakuje”. Film można także oglądać na Polsat HD.



Po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, Luke Skywalker (Mark Hamill) i pozostali Rebelianci uciekają przed Imperium. Udaje im się założyć bazę na niedostępnej, lodowej planecie Hoth. Jednak wrogom udaje się ich namierzyć i zniszczyć ich kryjówkę. Rebelianci muszą więc ponownie uciekać. Luke udaje się na bagnistą planetę Dagobah, żeby spotkać się z Mistrzem Jedi – Yodą (Frank Oz) – i pobrać od niego nauki. Natomiast Han Solo (Harrison Ford), księżniczka Leia (Carrie Fisher), Chewie (Peter Mayhew) i roboty trafiają na planetę Bespin, do dawnego przyjaciela Hana - Lando Calrissiana (Billy Dee Williams). Darth Vader próbuje przeciągnąć Luke’a na swoją stronę i zapędza go w pułapkę. Podczas pojedynku z Lordem Sithem, Skywalker poznaje zaskakującą prawdę o swym dziedzictwie.

„Imperium kontratakuje” dziś uchodzi za sequel wszech czasów. To pierwszy film z cyklu niewyreżyserowany przez George’a Lucasa, który jest tu producentem i współscenarzystą. Reżyseruje Irvin Kershner. Za ostateczny scenariusz odpowiada Lawrence Kasdan, pierwotną wersję napisała Leigh Brackett. Występują: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Billy Dee Williams, Frank Oz, Anthony Daniels, Kenny Baker i Peter Mayhew, oraz Ian McDiarmid, a także David Prowse i James Earl Jones jako Vader. Zdjęcia: Peter Suschitzky, muzyka: John Williams. Produkcja: Gary Kurtz i Rick McCallum („Wersja specjalna”)

W kolejną niedzielę finał klasycznej trylogii.

Tu też przypominamy, że „Imperium kontratakuje” można obecnie oglądać także w kinach.

George Lucas zastąpi Kathleen Kennedy?

33

Na początku miesiąca pisaliśmy o plotkach rozsiewanych przez Overlorda DVD Doomcocka na jego kanale. Z braku innych newsów część mediów znów cytuje Doomcocka, właściwie bez zastanowienia się ile w tym prawdy. Tak więc ta historia krąży po sieci. Wcześniej Doomcock mówił o kasacji trylogii sequeli, tym razem twierdzi, że dni Kathleen Kennedy w Lucasfilmie są policzone (ile razy o tym słyszeliśmy?). Zaś jej następcą zostanie George Lucas.


Doomcock


Podobno trwają rozmowy, zarówno nad tym jak dokładnie usunąć sequele oraz nad warunkami George’a Lucasa. Flanelowiec jakoby miał postawić następujące żądania:
  • Chce stworzyć własną trylogię sequeli
  • Chce mieć pełną dowolność twórczą i ostateczne słowo
  • Kathleen musi odejść
  • Disney dostanie zakaz dotykania oryginalnej trylogii. Wersja Lucasa pozostanie ostateczna

Jakoby warunki Lucasa nie podlegają dyskusji. Zostałby on znów prezesem Lucasfilmu, Jon Favreau nadzorowałby produkcje dla Disney+, zaś jeszcze jedna osoba stała by za produkcją nowych filmów. Tyle jeśli chodzi o plotki o zmianach. Tu pojawia się jeszcze jedna, że „Skywalker. Odrodzenie” miało też wersję Lucasa, inną niż zobaczyliśmy w filmie. Przypominamy, że podobna plotka mówiła również o wersji J.J. Abramsa, która także nie zobaczyła światła dziennego.

Pomijając samą kwestię plotki i jej ew. wiarygodności. To, że Lucasfilm ma problemy z nowymi filmami widzimy gołym okiem. Nie dotyczy to tylko „Gwiezdnych Wojen”. „Indiana Jones 5” został przesunięty na rok 2022, zaś kolejny scenarzysta - David Koepp opuścił produkcję filmu. Koepp mówił, że pisał scenariusz pod Stevena Spielberga i po rozmowach z nowym reżyserem - Jamesem Mangoldem (niedoszły reżyser filmu o Bobie), uznali, iż Mangold potrzebuje własnej wizji, więc zaczynają od początku. Harrison Ford pojawi się na planie mając już 79 lat, będzie więc starszy niż George Hall wcielający się w tę samą postać w „Kronikach” (miał zaledwie 76-77 lat). Pierwsza oryginalna produkcja od czasu „Dziwnej magii” (powstałej jeszcze w czasach Lucasa), czyli adaptacja serii powieści „Dzieci krwi i kości” również, gdzieś tam czeka w kolejce. Reżyserem filmu został Rick Famuyiwa, który pracował przy „The Mandalorian”. Niemniej jednak z powodu COVID-19 wszystko jest zawieszone i może być dalej przesuwane. Nawet film Taiki Waititiego (prawdopodobnie to jego obraz) został przesunięty z 2022 na 2023. Disney ma prawo mieć obawy, ale nie wszystkie problemy można rozwiązać zmieniając kierownictwo.

Z drugiej strony George Lucas jako filmowiec zawsze bardzo chciał niezależności, zwłaszcza wobec producentów i studio. Będąc miliarderem był de facto najbogatszym, niezależnym filmowcem, który bardziej pracował nad realizacją własnej wizji i pomysłów, niż liczył się z budżetem czy zyskami. O ile może jeszcze szefostwo Disneya byłoby skłonne zaryzykować, pytanie co z inwestorami. Tych interesują przede wszystkim zyski i to by marka była bezpieczna. Warto też pamiętać, że Lucas czuł się oszukany przez Boba Igera i pytanie, czy byłby skłonny zaryzykować, wiedząc, iż szef Disneya może zmienić zdanie (lub zostawić wymieniony na kogoś innego, kto będzie lojalny wobec akcjonariuszy, a nie umowy z Lucasem). Co więcej kolejna trylogia zabrałaby pewnie 76-letniemu Lucasowi kolejne 10 lat. Pytanie, czy on byłby gotów na taki wysiłek?

Do tego wszystkiego warto zauważyć, że uniwersum serialowe „Gwiezdnych Wojen” prawdopodobnie rozwija się w dobrym kierunku, kolejne doniesienia sugerują, że będzie tego dużo. Zaś Dave Filoni przyznał, iż pracując nad kolejnymi projektami konsultuje się z Georgem. Podobnie było w początkowej fazie prac nad „Skywalker. Odrodzenie”. Patrząc na poprzednie zweryfikowane doniesienia Doomcocka, można użyć przysłowia z dużej chmury mały deszcz. Więc jeśli faktycznie rozmowy z Lucasem trwają, to może właśnie chodzi o coś innego niż szefowanie Lucasfilmowi. Zwłaszcza, że nie wiadomo, czy wszystkie strony na pewno są tym zainteresowane. Cóż z pewnością za jakiś czas będziemy mogli zweryfikować te doniesienia.

„Nowa nadzieja” jutro w Polsacie

12



Wakacyjne, niedzielne poranki z „Gwiezdnymi Wojnami” w Polsacie trwają, teraz przechodzimy do klasycznej trylogii. Zaczynamy „Nową nadzieję”. Czwarty Epizod zobaczymy już jutro, czyli w piątek 26 lipca 2020 o godzinie 09:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na Polsat HD HD.



Rycerze Jedi zostali wytępieni, a Imperium żelazną ręka sprawuje rządy nad całą galaktyką. Jednak mała grupa Rebeliantów podejmuje z nim walkę. Blisko dwie dekady od powstania Imperium, młody farmer Luke Skywalker (Mark Hamill) spotyka Obi-Wan Kenobiego (Alec Guinness), który od lat żył w odosobnieniu na pustynnej planecie Tatooine. Obi-Wan rozpoczyna szkolenie Luke'a na rycerza Jedi, opowiada mu o walce Rebeliantów przeciw Imperium i o sile znanej jako Moc. Wkrótce Luke, Obi-Wan i charyzmatyczny najemnik Han Solo (Harrison Ford) ze swoim towarzyszem, włochatym Chewbaccą, i z nierozłącznymi robotami R2-D2 i C-3PO łączą siły i ruszają na ratunek księżniczce Lei (Carrie Fisher), przywódczyni Rebeliantów, więzionej na kontrolowanym przez Dartha Vadera ogromnym statku Imperium, zwanym Gwiazdą Śmierci.

„Nowa nadzieja” to pierwszy film z cyklu. Wyreżyserowany przez George’a Lucasa w 1977 rozpoczął fenomen, który trwa już blisko 40 lat. Występują: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Peter Cushing, Anthony Daniels, Kenny Baker, Peter Mayhew oraz David Prowse i James Earl Jones jako głos Vadera. Zdjęcia: Gilbert Taylor, muzyka: John Williams. Wyprodukował: Gary Kurtz i Rick McCallum (Wersja specjalna).

Następny epizod zobaczymy tydzień później.

„Zemsta Sithów” jutro w Polsacie

14



„Gwiezdne Wojny” w polsatowej telewizji śniadaniowej mają się w najlepsze. W tym tygodniu „Zemsta Sithów”. Trzeci Epizod zobaczymy już jutro, czyli w piątek 19 lipca 2020 o godzinie 09:30. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na Polsat HD.



Po trzech latach nieustannych walk nadchodzi koniec Wojen Klonów. Rada Jedi wysyła Obi-Wana Kenobiego (Ewan McGregor), aby doprowadził przed wymiar sprawiedliwości Generała Grievousa, przywódcę armii Separatystów. Tymczasem na Coruscant kanclerz Palpatine (Ian McDiarmid) rośnie w siłę. Jego daleko idące polityczne zmiany przekształcają pogrążoną w wojnie Republikę w galaktyczne Imperium, zaś on sam ogłasza się Imperatorem. Okazuje się że ma on wielką Moc, którą uwodzi Anakina i przynosi zagładę Zakonowi Jedi.

Trzeci chronologicznie film z 2005 to ostatni obraz w cyklu wyreżyserowany przez George’a Lucasa, kończący jego dzieło nad sagą. W filmie występują: Ewan McGregor, Hayden Christensen, Natalie Portman, Frank Oz, Ian McDiarmid, Anthony Daniels, Ahmed Best, Kenny Baker, Bruce Spence, Silas Carson, Jimmy Smits, Joel Edgerton, Bonnie Piesse, Samuel L. Jackson i Christopher Lee. W tle można dostrzec Genevieve O'Reilly. Muzykę skomponował John Williams, a zdjęcia David Tattersall. Produkcja: Rick McCallum.

Za tydzień przechodzimy do klasycznej trylogii.

Aktorzy o trylogii sequeli

55

Okazuje się, że nawet aktorzy gwiezdno-wojenni bywają dość podzieleni jeśli chodzi o swoje zdanie o sequelach. Wielu z nich, niestety, nie może wyrazić w pełni swojego zdania, ze względu na umowy z Disneyem, które zabraniają im zdradzania szczegółów, ale są kwestie, które mimo wszystko chętnie poruszają.

Ewan McGregor nie lubi nowych mieczy świetlnych, zwłaszcza tego, który zobaczyliśmy w „Przebudzeniu Mocy” J.J. Abramsa. Bardzo nie podoba mu się rękojeść z jelcami, czyli miecz Kylo Rena.

Anthony Daniels ogólnie nie jest zadowolony z sequelli, bo jak twierdzi, podobnie jak Mark Hamill, został tu zmarginalizowany. Daniels doskonale rozumie, że te filmy nigdy nie będą o C-3PO, ale chciałby aby ta postać miała jakąś rolę do zagrania, coś więcej niż bycie tylko dekoracją. Jednocześnie wspomniał, iż w przypadku „Skywalker. Odrodzenie”, gdzie droid ma większą rolę jest z tego powodu usatysfakcjonowany. Trudno stwierdzić jak ogólnie ocenia Daniels sequele i ostatni Epizod. W jednym wywiadów mówił, że jest z IX filmu usatysfakcjonowany, w innych przypadkach robił głupie miny sugerujące coś odwrotnego.

Oscar Isaac chyba należy do tych aktorów, którzy chętnie by powiedzieli coś o pracy dla Disneya. Obecnie aktor stwierdził wprost, że jeśli nie będzie potrzebować pieniędzy na nowy dom, nie ma szans by pracował przy „Gwiezdnych Wojnach”. Woli inne, bardziej autorskie projekty, jak choćby „Diunę”. Żartobliwie mówi, że najbardziej żałuje, iż nie eksplorowano w sequelach wątku miłosnego między Poe a Finnem. Jego zdaniem zarząd Disneya nie był gotowy na takie love story.

Ian McDiarmid twierdzi natomiast, że jego zdaniem George Lucas nigdy by nie przywrócił Palpatine’a do życia. Wręcz powiedział McDiarmidowi, że Palpatine nigdy nie wróci, bo jest martwy. Oczywiście mówił to w czasach klasycznej trylogii i potem ściągnął zaskoczonego McDiarmida do obsady prequeli. Ale to jest coś innego.



Za to Andy Serkis bardzo chętnie zamieniłby powrót Palpatine’a na powrót Snoke’a. Aktor uważa, że Snoke został zabity za wcześnie i za szybko. Liczył, że może ktoś właśnie go kiedyś ściągnie, ale chyba nie ma szans na to.

Oczywiście najgłośniej na trylogię zawodził Mark Hamill. Przede wszystkim nie podobało mu się jak jego postać została potraktowana (w „Ostatnim Jedi”) i w którym kierunku rozwijał się Luke. Przyznał, że w pewien sposób poczuł się znieważony. Tu warto dodać, że Mark był dostatecznie zirytowany „Przebudzeniem Mocy”, do którego musiał ćwiczyć przez kilka miesięcy, by dojść do formy tylko po to, by się pojawić w filmie na chwilę i nic nie powiedzieć. Aktor bardzo żałuje, że nie miał okazji właściwie pracować z młodą ekipą (pomijając Daisy). Wspominał czasy, gdy na planie klasycznej trylogii mógł się uczyć od choćby Petera Cushinga. W tym wypadku bardzo żałuje, że Luke miał tak mało interakcji z innymi bohaterami.

Carrie Fisher też narzekała na kwestię związane z pracą nad sobą. Zwłaszcza to, że musiała schudnąć. Jak sama twierdzi, Disney chciał ją zatrudnić jedynie w 3/4.

Ze swojego wątku jest za to zadowolony Harrison Ford. On bardzo chciał, by Han Solo umarł i to w dodatku za sprawę. W „Przebudzeniu Mocy” dostał co chciał i jego zdaniem Han nie jest już bezużyteczny.

Daisy Ridley natomiast chciała by, by ludzie odpoczęli od „Gwiezdnych Wojen” i docenili „Skywalker. Odrodzenie” po czasie. Aktorka wspomina, że w ten film władowano mnóstwo miłości i jest bardzo zawiedziona negatywnymi opiniami w sieci, nie za bardzo rozumiejąc dlaczego. Sama zastanawia się, czy to przypadkiem nie jest sprawa różnych memów i krążących opinii, które wpływały na innych. Ona sama jakby nie podobał się jej film, nie pisałaby o tym na Twitterze.

Jake Cannavale, aktor z „The Mandalorian” zaś określił „Skywalker. Odrodzenie” jako najgorszą porażkę w całej historii sagi, gorszą niż połączenie „Ostatniego Jedi” z „Mrocznym widmem”.

John Boyega żałuje, że widzowie nie mieli właściwie szansy dobrze postać Finna. W jego opinii klasyczna trylogia była filmem o drodze Luke’a, ale jednocześnie dawała się rozwinąć Hanowi i Lei. Aktor skrytykował „Ostatniego Jedi” Riana Johnsona, w jego opinii wątek Finna dało się tam zdecydowanie lepiej poprowadzić, a postać rozwinąć. Zwłaszcza, że potencjał był, początkowo podobał mu się pomysł rozdzielenia postaci, dołożenia relacji z Rose, ale wszystko można było zrobić lepiej, realizacja zawiodła. Mówiąc o „Skywalker. Odrodzenie” twierdzi, że jest to niejako dopełnienie tych problemów i rozczarowanie. Nie jakieś zawstydzające, ale to dobry moment by przejść dalej, zostawiając tę trylogię. Podobnie jak Oscar Isaac John chętnie by powiedział więcej, ale na razie zobowiązany jest zachować tajemnicę.

Adam Driver, jako były żołnierz, raczej nie lubi narzekać na swoich współpracowników. Czuje potrzebę bycia lojalnym. Bardzo mu się podoba końcówka „Skywalker. Odrodzenie” w szczególności kwestie nierozwiązane i niedopowiedziane, pozostawione fanom do rozważań.

Sam Witwer skrytykował Riana Johnsona, twierdzi, że reżyser może i ma dobre pomysły, ale wpierw powinien lepiej zaznajomić się z tematem. Miał wrażenie, że Johnson słabo odrobił swoje zadanie domowe. Witwer zauważa, że Bruce Lee nie wynalazł Jeet Kune Do dopóki nie poznał dogłębnie Kung Fu. O „Skywalker. Odrodzenie” powiedział, że jak komuś się podoba, to świetnie. Dla niego ten film przede wszystkim nie ma już takiego znaczenia jak saga stworzona przez Lucasa. No i uważa, że trudno było zrobić lepsze zakończenie sagi niż „Powrót Jedi”. IX Epizodowi się to nie udało.

Joonas Suotamo zauważył niedawno, że rozmowy o VIII i IX Epizodzie na Twitterze nabierają rozpędu. Przyznał, że bardzo kochał pracę na obu planach i współpracę z wszystkimi.



VIII Epizod nie podobał się także montażystkom VII Epizodu. Z pewnością warto dodać jeszcze dwie plotki, które krążą po sieci od jakiegoś czasu. W tym wypadku jednak nie ma bezpośredniego źródła, ktoś podobno usłyszał od znajomego, który zna... wiadomo jak działa głuchy telefon. Źródła te donoszą, że George Lucas był załamany „Ostatnim Jedi”, oraz że Jon Favreau szczerze nienawidzi VIII Epizodu. Podobno właśnie po nim zrobił wszystko, by dostać pracę w Lucasfilmie i zająć się „The Mandalorian”, czyli „Gwiezdnymi Wojnami” takimi jakie chciał widzieć.

„Atak klonów” jutro w Polsacie

29



„Gwiezdne Wojny” ponownie w Polscacie, tym razem w paśmie niedzielnym-śniadaniowym. W zeszłym tygodniu było „Mroczne widmo”, jutro wraca „Atak klonów”. Drugi Epizod zobaczymy już jutro, czyli w niedzielę 12 lipca 2020 o godzinie 9:35. Jednocześnie w tym samym czasie film można oglądać też na Polsat HD.



Minęło dziesięć lat od ataku na Naboo. Anakin Skywalker (Hayden Christensen), teraz dwudziestoletni, jest uczniem rycerza Jedi, Obi-Wan Kenobiego (Ewan McGregor). Galaktyka stoi na skraju wojny domowej. Senator Padmé Amidali (Natalie Portman), byłej królowej Naboo, grozi śmierć. Anakin zostaje przydzielony do jej ochrony. Młody Jedi zakochuje się w Padmé i jednocześnie odkrywa swoją mroczną stronę. Anakin, Padmé i Obi-Wan Kenobi zostają wciągnięci w sam środek narastającego galaktycznego konfliktu, zapoczątkowującego Wojny Klonów.

Drugi chronologicznie film z 2002, który ponownie wyreżyserował George Lucas. Scenariusz pomagał mu pisać Jonathan Hales. Występują: Hayden Christensen, Natalie Portman, Ewan McGregor, Frank Oz, Ian McDiarmid, Samuel L. Jackson, Anthony Daniels, Ahmed Best, Kenny Baker, Temuera Morrison, Rena Owen, Daniel Logan, Pernilla August, Silas Carson, Andy Secombe, Jimmy Smits, Joel Edgerton, Bonnie Piesse i Christopher Lee. Muzykę skomponował John Williams, a zdjęcia David Tattersall. Producentem był Rick McCallum.

Kolejny epizod zobaczymy tydzień później.

Wszystko o „Gwiezdnych Wojnach” Jonathanem W. Rinzlerem

10

Starszym stażom fanom Jonathata W. Rinzlera nie trzeba przedstawiać. To autor wspaniałych przewodników po produkcji. Ostatni z nich, ten o „Przebudzeniu Mocy” nie został jednak wydany. Ponad rok temu Jonathan wspominał o tym przewodniku. Planował też uruchomić bloga, na którym chciał ze swojej perspektywy ukazać zmiany w Lucasfilmie, które zapanowały od momentu, w którym przejął go Disney.

Blog zniknął z sieci po zaledwie kilku wpisach i rozmowie z prawnikami Disneya, którzy nie życzyli sobie tego typu wpisów. Nie żeby Rinzler próbował tam szkalować firmę.

Jonathan W. Rinzler założył własny kanał na YouTube i tam stara się odpowiadać na pytania związane z „Gwiezdnymi Wojnami”. Oczywiście bardziej tymi przed erą Disneya. Jednocześnie nie będzie tam poruszać tematów około Disneyowych, zgodnie z zakazem jaki ma w kontrakcie.

W pierwszej odsłonie przyznał, że trochę się dziwi skasowaniu tego „Making of” z Epizodu VII, zwłaszcza, że wszystkie złe rzeczy, które działy się w tej produkcji jak wypadek Harrisona Forda, czy Abrams rzucający wypowiedzenie i tak dotarły do mediów. W Disneyu chyba chcą, by o tym zapomniano.



Rinzler, będąc mocno związany z produkcjami Lucasa, wyraził też swoje zdanie na temat nowych filmów. Widział dwa sequele i spin-offy, a potem poprzestał. To nie są „Gwiezdne Wojny” jakie chciałby oglądać, nie jest widownią docelową tych filmów, zaś to co zobaczył było raczej ciężkie w odbiorze. Dla Riznelra „Gwiezdne Wojny” to przede wszystkim ekspresja wizji George’a Lucasa, tu jej nie ma. Choć jak przyznaje, może sam nie jest gotów na inne ujęcie sagi. Liczy jednak, że kiedyś pojawią się filmy z cyklu, które będą w jego opinii dobre.

P&O 391: Czy kiedykolwiek robiliście sobie jaja robiąc animatykę?

2



Dziś na pytanie odpowiada David Dozoret z ILM, odpowiadzialny za animatykę.



P: Czy kiedykolwiek umieściłeś żarty lub jakieś nawiązania w swoich klipach z animatyką, i George Lucas je zauważył?

O: Zawsze wrzucamy kilka żartów w animatyce by George i montażysta się pośmiali, tak by utrzymywać dobry nastrój podczas produkcji.

Jednego razu George dając mi wskazówki jak powinno wyglądać ujecie i roboty generowane komputerowo, bardzo wyraźnie zaznaczył jak mają wyglądać ich ruchy i jak to ma się zgrać w czasie. Więc dostarczyłem mu ujęcie takie jakie chciał, ale na koniec roboty odwróciły się do kamery i zapytały George’a: „Jak ci się podobało?”. Potem powiedziały, że jeśli dobrze to będą w zwiastunie. Było kilka podobnych jaj, ale może jeszcze się gdzieś pojawią, więc nie będę rujnować potencjalnej niespodzianki.

Obrazy tła z „Imperium kontratakuje”

oficjalna
4



Na potrzeby „Imperium kontratakuje” stworzono siedemdziesiąt obrazów tła. Przygotowało je trzech artystów z Inudstrial Light and Magic. Dwóch z nich - Ralph McQuarrie i Michael Pangrazio byli nowicjuszami w tej dziedzinie, ale Harrison Ellenshaw dorastał jako syn nadwornego twórcy obrazów tła u Walta Disneya, czyli Petera Ellenshawa. Używali różnych technik, farb olejowych i akrylowych. Tworzyli zarówno całe ujęcia, jak i to co widzieliśmy przez okna. Wszystkie obrazy powstały na regularnych, oprawionych, prostokątnych szybach. Ulubione przez artystów to szyby z drzwi prysznicowych. Ich dział miał swoje własne studio na drugim piętrze budynku ILM, czyli „Kerner Optical” w San Rafael. Przy wielu efektach na szybie pomagali Neil Krepela i Michael Lawler, którzy robili zdjęcia tych obrazów. Wspomagali ich Craig Barron i Robert Elswitt. Czasem musieli coś wyświetlić na tych tłach zanim nagrano zdjęcia. Z okazji 40 rocznicy premiery „Imperium kontratakuje” Oficjalna wybrała pięć historyjek o obrazach tła.

Tło pola bitwy


Komplikacje z niebieskim ekranem, który artyści z ILM chcieli wykorzystać podczas bitwy o Hoth, spowodowały, że sięgnęli po inspirację z „King Konga” (1933) i techniki użytej przez Willisa O’Briena. Tym samym zdjęcia poklatkowe AT-AT i innych modeli wykonano na tle namalowanego tła, za które odpowiadał Michael Pangrazio (wówczas 21-latek). Oczywiście obrazy bazowały na krajobrazie nagranym w norweskim Finse, zaś praca bardziej przypominała klasyczne hollywoodzkie podejście niż tła wykorzystywane do efektów specjalnych. W tamtych czasach użycie fizycznego tła zdawało się być passé w pracy przy efektach. Dennis Muren stwierdził w wywiadzie dla „Cinefex”, że wynikało to z prostej przyczyny, iż nie było do tego odpowiednich artystów. Pagrazio stworzył także na szkle inne obrazy, które były ustawiano przed modelem, tak by dodać więcej realizmu.

Pagrazio maluje


Doug Beswick (z lewej), Jon Berg (w środku), Phil Tippett (z prawej)


Transportowców nie ma


Problem z twórcami tych obrazów był tak duży, że Ralph McQuarrie musiał dołączyć do ekipy, by zdążyli wywiązać się z terminów. Mieli maraton pracy po sześć dni w tygodniu. Dla Ralpha była to odmiana, bowiem tym razem jego obrazy od razu znajdowały się na ekranie (po nagraniu oczywiście).

Jeden z takich obrazów to wnętrza bazy Echo. One oczywiście bazują na konceptach McQuarriego, choć mają więcej głębi i szczegółów. No i nie ma X-wingów oraz „Sokoła”. Za to zastąpiono je transportowcami rebelii. Zaś aktorzy na pierwszym planie dyskutują plan ewakuacji. Grają ich Joe Johnston, Harrison Ellenshaw, Michael Pangrazio i Michael Kelly (edytor efektów). McQuarrie też przechadzał się na planie jako generał. Richard Edlund wspomina, że to taki fajny smaczek, gdyż człowiek, który namalował tło przechadza się przed nim na ekranie.


Skończone ujęcie


Projekt Ralpha McQurriego


Tło Ralpha McQuarriego


Geniusz przy pracy, Ralph McQuarrie

Witamy na bagnach


Richard Edlund wspomina, że jego ulubionym tłem jest to stworzone przez Harrisona Ellenshawa, czyli Dagobah. Na nim jest wszystko, poza wodą na pierwszym planie i mgłą. Dodali też dym wydobywający się z X-winga oraz animowane ptaszki. Innymi słowy, praktycznie całe ujęcie jest dziełem ILM i Sprocket System (wcześniejsza nazwa obecnego Skywalker Sound). To też był jeden z największych obrazów narysowanych przez Ellenshawa na potrzeby „Imperium”. Za ptaszki odpowiadał Phil Tippett i są to kukiełki animowane w technice animacji poklatkowej przez Kena Ralstona z nocnej zmiany w ILM.



Harrison Ellenshaw


Ujęcie z planu


Ken Ralston animuje stworzaka

Odlot z Dagobah


Inną osobą, która pomagała przy tłach, był Joe Johnston. Znów z powodu presji czasowej potrzebna była dodatkowa pomoc. Johnston zajął się Dagobah widzianą z orbity, którą widzimy gdy X-wing Luke’a leci do Miasta w Chmurach. Tak naprawdę to dwa obrazy. Pierwszy to planeta (brązowo-zielona), drugi to kolejna warstwa, czyli chmury na pleksi. Przy robieniu zdjęć zostały one ustawione i oświetlone tak, by rzucały cienie na powierzchnię Dagobah, a ujęcie było bardziej przekonywujące.


Kręcenie Dagobah

Zachmurzone lądowisko


Miasto w Chmurach było dużym wyzwaniem dla ILM. Ciężko jest szczegółowo przygotować taką metropolię (bez użycia efektów komputerowych). Rozważano budowę modelu, ale oczywiście nie było na to czasu. Tak więc to Ralph McQuarrie musiał stworzyć serię ujęć miasta, w tym szczegółowe lądowisko na którym widzimy „Sokoła”. Zdaniem Irvina Kershnera było to jedno z najtrudniejszych ujęć nagrywanych w studio Elstree. Musieli mocno współpracować z ILM, po to by choćby nakręcić scenę zachodzącego słońca i ujęć zewnętrznych Bespinu. Ellenshaw stwierdził, że ta gra z niebem i światłem wyszła bardzo elegancko i to coś, co mało kto dziś potrafi zrobić bez użycia grafiki komputerowej.


McQuarrie


Tło przygotowane przez Ralpha


W lutym 1980 departament pracował 24 godziny na dobę w trybie zmianowym. A George Lucas codziennie doglądał postępu. Udało się domknąć wszystko na czas. Ellenshaw potem wrócił do Disneya (pracował choćby przy „Tron”), a Pangrazio pracował jeszcze w ILM potem poszedł do innego studia efektów. McQuarrie natomiast został niezastąpioną siłą projektów „Gwiezdnych Wojen”.

StageCraft, czyli ekrany ledowe z „The Mandalorian”

oficjalna
10

Jedną z największych nowości technologicznych, która pojawiła się w serialu „The Mandalorian”, było coś, co nazywali StageCraft. To coś, co sprawiło, że niebieskie i zielone ekrany mogą odejść do lamusa. Zaś twórcy mogą nagrywać sceny z aktorami bezpośrednio w środowisku wygenerowanym komputerowo w dodatku w czasie rzeczywistym. Wszystko dzięki potężnym owiniętym ekranom LED.



Jan Favreau przyznaje, że eksperymentował z tą technologią jeszcze przy poprzednich projektach. To podejście pozwala uzyskać synergię zalet filmu i gry. Mieć kamerę i renderowanie 3D jednocześnie. Richard Blufff, nadzorujący efekty specjalne porównuje wręcz Favreau do Lucasa, który zawsze szukał nowych sposób realizacji, w szczególności, gdy miał w głowie swój serial aktorski. StageCraft to innowacja, rozwinięta przez Industrial Light & Magic oraz firmy z nimi współpracujące. Dzięki temu udało się nagrać wiele ujęć z „The Mandalorian” w fotorealistycznych środowiskach, generowanych komputerowo. Jednocześnie przed ekranami znajdowały się rekwizyty i aktorzy.

Brian Bar, który operował te ekrany potwierdza, że właściwie jest to dokładnie ta sama technologia, co olbrzymie ekrany LEDowe na Time Square w Nowym Jorku. Podstawowym celem tej innowacji było to, by łatwo te ekrany się rozwijało i wyświetlało tło fizycznego planu. Dzięki temu można tam wyświetlać właściwie dowolną rzecz, więc mamy dokładnie zaletę zielonych ekranów. Nie ma potrzeby budowania wszystkiego. Jednocześnie aktorzy i ekipa widzą, coś co jest finalnym efektem lub bardzo go już przypomina. Są zanurzeni w to co widzą, zdecydowanie bardziej niż w przypadku malowanego tła. To zaleta lokacji czy pełnej dekoracji. Pozwala to bardziej skupić się na ukazywaniu historii i świata.



Ekrany LED były już wykorzystywane przy innych filmach gwiezdno-wojennych Disneya (efekty Łotra 1), to StageCraft jest czymś więcej, to także oprogramowanie. Dzięki wsparciu Kathleen Kennedy, Jon Favreau a także producent Dave Filoni i operator Greig Fraser („Łotr 1”) na sześć miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć razem z ILM podjęli współpracę z kilkoma partnerami. Byli wśród nich Epic Games (twórcy Unreal Engine), a także firmy Golem Creations, Fuse, Lux Machina, Profile Studios, NVIDIA czy ARRI. Razem udało im się stworzyć prototyp zwany Volume, czyli technologię, która pozwalała stworzyć komputerową, animowaną ścianę. Wszyscy podkreślają, że to jest dokładnie ten kierunek, o którym mówił George Lucas, gdy chciał zmniejszyć koszt swojego serialu.

Bluff dołączył do ILM w dużej mierze pod wpływem ich innego osiągnięcia, czyli dinozaurów w „Jurassic Park”. Zainteresował się technologią w służbie kina, teraz cieszy się, że mógł wnieść ją na kolejny poziom. Czuje się pionierem. Bluff zaczął pracę w ILM przy „Zemście Sithów”. Tu dość mocno pracował z Kimem Libreri z Epic Games, który już przy „Przebudzeniu Mocy” pełnił rolę nadzoru technologicznego. Zresztą Bluff i Liberi poznali się w ILM. Teraz ich drogi zawodowe skrzyżowały się ponownie. W marcu 2018 pracowali aktywnie nad rozwojem technologii. 10 czerwca 2018 mieli mały ekran LED Volume i wykonali test. Ekran był podłączony do kamery i wyświetlał kilka testowych środowisk. Wszystko po to by pokazać, że to działa.



Dziś może brzmi to banalnie, ale wcale tak nie było. Testy wskazały, że wiele środowisk wygenerowanych przez komputer nie działało, czy to ze względu na tekstury, czy oświetlenie. Wyglądały źle. Ale właśnie te próby nauczyły ich jak tworzyć właściwe środowiska. Używali zdjęć prawdziwych pustyń czy lodowców (nawiązując do Tatooine czy Hoth). Czasem efekt był właśnie taki jak w przypadku klasycznych obrazów tła.

Ostatnim etapem testów w ILM były środowiska 3D, które miały wiele nakładających się obrazów. Użyto tu zdjęć z prawdziwej lokacji, Angel Island w San Francisco. Przygotowano wszystko, ubrano aktora w kostium Mandalorianina i zaczęto testy. Zadziałało. To nie była wielka, otwarta przestrzeń, raczej mały fragment studia, ale zdjęcia wyglądały przekonywująco prawdziwie. Ludzie nabierali się, myśleli, że to prawdziwe ujęcia. To był moment, w którym w ILM zrozumiano, że ta technologia zadziała.

Miesiąc później w Los Angeles na planie „The Mandalorian” zbudowano ledowy ekran Volume o wysokości ponad 6 metrów, pokrywający 270 stopni i składający się z 1326 mniejszych ekranów. Ten półokrąg miał średnicę prawie 23 metrów. To miejsce, którym zajmował się scenograf Anrew Jones i jego ekipa.

StageCraft nie tylko wspomaga produkcję filmową, powoduje że aktorzy lepiej widzą, co się dzieje. Ale także ma inne praktyczne aspekty. Zdecydowanie łatwiej operuje się światłem i odbiciami. W dodatku skraca czas potrzebny na postprodukcję. Tła właściwie są już zrobione i to bez kompromisu w sprawie jakości grafiki. Dodatkowo pozwala także na szybkie podejmowanie decyzji o ewentualnych zmianach w lokacjach. Kim Libreri twierdzi, że to trochę jakbyśmy kręcili film wewnątrz gry komputerowej, a przynajmniej świata z gry komputerowej. Ale to nie musi być generowany świat, może być nagrany na lokacji. A potem możemy wracać do niego przez wiele lat.



Favreau eksperymentował z ekranami LED w „Księdze dżungli”. Jednak najbardziej znany przykład to „Grawitacja” i to ona zainspirowała „Łotra 1”. Nie jest to jednak jedyna technologia, Favreau zarówno w „Księdze dżungli” jak i „Królu lwie” pracował nad wykorzystaniem rzeczywistości wirtualnej. Bluff wspomina, że Jon mocno naciskach na użycie i sprawdzenie nowych technologii. To bardzo pchnęło sprawy do przodu. Dodatkowo, jak wspomina Libreri, doświadczenie Filoniego z animacją komputerową zdecydowanie tutaj pomogło.

Obecnie w ILM ekipa inżynierów zajmująca się StageCraft i jego obsługą bywa nazywana żartobliwie „Brain Bar”. Pracując nad drugim sezonem „The Mandalorian” mieli szansę poprawić swoje dzieło, doszlifować je i nauczyć się jeszcze bardziej precyzyjnego użycia. Sezon pierwszy kończyli Odcinkiem 6 i ujęciem z „Razor Crest”. Było to dla nich najtrudniejsze zadanie, ale w drugim sezonie robili rzeczy jeszcze bardziej skomplikowane. Co, nie zdradzili, zobaczymy jesienią. Jak wiemy, StageCraft zostanie użyty także przy serialu o Obi-Wanie oraz pewnie pozostałych w produkcji.

„Disney Gallery: The Mandalorian” #108

Disney+
4

Za nami premiera ostatniego odcinka dokumentu „Disney Gallery: The Mandalorian”, noszącego tytuł Connections. To najdłuższa część tej produkcji. Przez 38 minut twórcy wspominają easter eggi, fan service i własne dziecięce doświadczenia z SW.
Nad wszystkim zaś unosi się nieśmiertelny duch George'a Lucasa, o czym wspomina Jon Favreau w kontekście tworzenia:

Because we’re not George Lucas. We’re just filmmakers who grew up watching it. Just because we say it, doesn’t mean it’s cool.

Warto o tym pamiętać w kontekście Gwiezdnych Wojen Disneya. Z ciekawostek godnych wspomnienia można wymienić:
1. IG-88 z TESB było wykonany z części zamiennych wykorzystywanych w scenografii kantyny z Mos Eisley i nie poruszał się, bo przykręcono go do podłoża. Ale i tak efekt był piorunujący.
2. Oglądanie SW bez odnajdywania swojego wewnętrznego dziecka... jest inne. Inne niż założył Lucas, a co potwierdza Dave Filoni (z czym skromny autor tego newsa mógłby usilnie polemizować, ale to nie miejsce i czas).
3. Mark Hamill podłożył głos droida-barmana z kantyny w Mos Eisley, który jest tym samym droidem w pałacu Jabby, wydającym robotom polecenia i który powiedział o R2D2 „feisty little one”.
4. W scenie kantynowej pojawia się R5-D4 z farmy Larsa, nadal ze śladami wybuchu motywatora.
5. Fani z 501 zostali zaproszeni do udziału w finałowej scenie z Moffem Gideonem, gdzie mieli zwiększyć liczebność imperialnych żołnierzy.

Na koniec moja własna 'ciekawostka': całość dokumentu trwa (wg imdb) 225 minut. 8 odcinków. Tyle samo ma serial. Który trwa 315 minut.
Tyle.

Ciekawostki z livestreamu z twórcami efektów do „Imperium kontratakuje”

3



Z okazji 40-lecia Imperium kontratakuje, ILM zorganizowało livestream z twórcami efektów specjalnych. Panel prowadził Bill George a jego gośćmi byli Dennis Muren, Joe Johnston, Phil Tippett oraz Lorne Peterson. Livestream możecie obejrzeć niżej. Kilka ciekawostek zostało wynotowanych przez oficjaną.



Jak twierdzi Phil Tippet to Muren i Johnston przekonali Lucasa by AT-AT i tauntauny na Hoth zostały nagrane z wykorzystaniem techniki stop motion. To nie był oryginalny pomysł. Jednym z nich było zbudowanie miniatur, które faktycznie chodzą. Jak wspomina Muren, przy tym budżecie było to nie wykonalne. Więcej czasu zajęłoby im przygotowanie wszystkiego niż ukończenie ujęć. Z stop motion także wiążą się problemy z tym jak to wygląda. O ile w przypadku AT-AT widzimy ten mechaniczny ruch, o tyle takie decyzje nie były łatwe już w przypadku tauntuaunów. Murren wspomniał też o tym, że planowani kręcić zdjęcia z pełnowymiarowym tauntaunem w Norwegii.

Industrial Light & Magic zastosował ciekawe podejście do innowacji. Zatrudniając ludzi, którzy mieli się zająć czymś, czego jeszcze nie pokazano na ekranie, szukali takich osób, które nie miały nic wspólnego z kinem. Przykład to jakiś mieszkający nieopodal studia mężczyzna w łódce, którzy kiedyś pracował w Operze. Albo Mcihael Fulmer, który w wolnym czasie konstruował sobie bardzo szczegółowe modele. Zaś Nilo Rodis-Jamero pracował nad projektowaniem ciężkiego sprzętu. Wykorzystywali ludzi, ich talenty i pasje, dając szansę im się rozwinąć.

George Lucas podkładał głos pod R2-D2, starając się piszczeć oddawał różne emocje droida. Ben Burtt nagrywał wszystko i dopiero potem starał się przetłumaczyć na właściwe dźwięki.

Joe Johnston przyznał, że dopiero teraz obejrzał „Imperium kontratakuje” po raz pierwszy od 30 lat, starając się przygotować do czatu. Wspominał też scenę sekwencji w polu asteroidów, jego ulubioną kompozycję w tym filmie. Ale też pamiętał o latających ziemniakach dołożonych tam przez znudzonych członków ekipy odpowiedzialnej za efekty specjalne.

Lorne Peterson wspominał o zmianach w filmie, gdy ten już był w kinach. Pisaliśmy o tym w zeszłym tygodniu.

Tippet wspomina, że ekipa nieźle bawiła się jak już film skończono. Musieli coś zrobić z niepotrzebnymi materiałami. Choćby twarz Harrisona Forda, stworzona na potrzeby karbonitu. Była giętka i miała otwór na usta. Na święta nagrywali wiele filmików, w tym wykorzystujący twarz Hana Solo by śpiewała piosenkę „Thank Heaven for Little Girls” Maurice’a Chavaliera.

„Disney Gallery: The Mandalorian” #104

Disney+
19

Kolejny majowy piątek oznacza emisję następnego odcinka dokumentu „Disney Gallery: The Mandalorian” na platformie Disney+. Jego tytuł to Technology, a w nim ujawnione zostają postępy w sztuce kręcenia serialu.

Dowiadujemy się dlaczego 'zielone ekrany' to już przeszłość, za sprawą technologii "Volume". Jest to bańka zbudowana z wyświetlaczy LED o wysokości ~6.5 metra i średnicy ~23 metrów na których wyświetlane są tła i postacie przygotowane przy użyciu Unreal Engine (może słyszeliście, że prognoza pogody emitowana po Dzienniku Telewizyjnym również będzie korzystała z tego silnika). Dzięki temu kamera może ująć scenę niejako kompletną, gdzie w postprodukcji dodane zostanie jedynie odpowiednie oświetlenie, co skraca czas tworzenia, jak również przybliża realizm sytuacji.

Jon Favreau tłumaczy ten proces wspominając doświadczenia jakie nabierał, gdy Disney zabrał się za nowe wersje 'Księgi dżungli' i 'Króla lwa'. Poza tym mówi o wykorzystywaniu animatroniki (m.in. przy bobasie Yody), czy kostiumów aktorskich z kamerami, a to wszystko spaja sam George Lucas, który odwiedził plan osobiście i wspominał jak pracowało się przy 'Gwiezdnych wojnach' z niebieskimi i zielonymi ekranami.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.