Spis newsów (Disney)

Reżyser filmu w 2022 wybrany, podobnie jak następcy Kennedy?

25

Ostatnio dużo się dzieje w temacie przyszłości Lucasfilmu, czy następnych „Gwiezdnych Wojen”. Ciekawy artykuł na ten temat znalazł się w Hollywood Reporter. W pewien sposób polemizuje on z ostatnimi doniesieniami. Tam Kathleen Kennedy sugerowała, że jeszcze za wcześnie by mówić o kolejnych filmie, tu wszystko miało być w trakcie ustaleń. Obecnie sama miała nie wiedzieć, co będzie dalej.

Sam artykuł zaczyna się od wypowiedzi Wernera Herzoga, który chwaląc Jona Favreau mówi, że tworzy on mitologię, nie produkuje serialu, ale rozwija historię. I tu przechodzimy do źródeł HR, które twierdzą, że to właśnie Jon Favreau, wraz z Michelle Rejwan oraz Davem Filonim są przyszłością „Gwiezdnych Wojen”. Kennedy jest producentką, nie wizjonerką. Jej zadaniem jest teraz dowieźć sagę Skywalkerów do końca, a następnie zostawić ją w dobrych rękach, tym razem nie typowo producenckich. Wygląda na to, że to właśnie ten triumwirat będzie odpowiadał za kształt uniwersum w przyszłych latach, tak przynajmniej twierdzi HR.

Tu warto dodać, że Jon Favreau jest dobrze postrzegany w Disneyu. Jego „Księga dżungli”, „Ironman” oraz ostatnio „Król Lew” okazały się wielkimi hitami. Dobrze przyjęty „The Mandalorian” na pewno pomógł, a sam Alan Horn sugerował, że serial może trafić do kina.

Filoni to protegowany i uczeń George’a Lucasa. Fani są dobrze nastawieni do niego, zwłaszcza za „Wojny klonów” i „Rebeliantów” oraz otwartość.

Michelle Rejwan to z kolei protegowana J.J. Abramsa. Jeśli chodzi o opowiadanie historii ma zdecydowanie najmniejsze doświadczenie. Do Lucasfilmu przeszła z Bad Robot, ale od 2015 udziela się w Lucasfilm Creative Brain Trust. Obecnie jest też starszą wiceprezes firmy, jedną z trojga. Wyżej znajdują się tylko Kathleen Kennedy, Lynwen Brennan (była szefowa ILM w czasach Lucasa) i Jason McGatlin (protegowany Kathleen Kennedy).

Te same źródła sugerują, że planowany film na 2022 jest już rozpisany. Co więcej podobno wybrano reżysera, ale jego ogłoszenie nastąpi dopiero w styczniu 2020. Na pewno nie będzie to film Riana Johnsona, ale również nie Kevina Feige, ten obecnie jest zbyt zajęty. Natomiast nie wiadomo, czy Kathleen Kennedy dowiezie ten nowy film do końca. Jej kontrakt kończ się w 2021. Co ważniejsze, została wybrana przez George’a Lucasa, a nie Boba Igera. No i choć sama twierdzi, że jest zadowolona ze swojej posady, to jednak rzadko sprawia takie wrażenie. Zwłaszcza, że fani „Gwiezdnych Wojen” do najwdzięczniejszych nie należą, a przede wszystkim mają mnóstwo pomysłów na temat tego, czego nie chcą w sadze. Dziś nie jest pewne, czy Kathleen odejdzie z firmy, czy raczej odsunie się w cień ustępując miejsce nowym gospodarzom marki.

Dla nas najważniejsze jest to, że ogłoszenie kolejnego filmu może nastąpić szybciej niż się spodziewaliśmy. Styczeń, trochę koresponduje z inną plotką, w której mówiono, że„skasowana” trylogia Johnsona zostanie definitywnie skasowana po premierze „Skywalker. Odrodzenie”.

Daty kolejnych filmów bez zmian, a plany tajne

42

Zaczynamy od najważniejszej informacji. „Gwiezdne Wojny” wchodzą w stan uśpienia, ale Disney właśnie ogłosił zweryfikowane plany premier na kolejne lata i... zmian dotyczących Lucasfilmu nie ma. Kolejny film z cyklu zobaczymy 16 grudnia 2022. Co ciekawe planowana data premiery kolejnego „Indiany Jonesa” (na 2021) także się nie zmieniła. Wygląda na to, że trzy lata to dość czasu by poskładać produkcję. Czyj zatem będzie kolejny film?

Rian Johnson i jego „skasowana” trylogia?


Wygląda na to, że nie Riana Johnsona. Co prawda on sam ostatnio zasugerował, że może nie mieć filmu, potem to zdementował. Rian prawdopodobnie użył zamieszania ze „skasowaną” trylogią, by promować swoje dwa projekty. Pierwszy to oczywiście film „Na noże”, który niebawem będzie można oglądać także i u nas. Zresztą przy jego okazji, Johnson wprost sugerował, że część dialogów pomogli mu pisać fani „Gwiezdnych Wojen” jadowicie atakujący „Ostatniego Jedi”. Ten projekt jest na ukończeniu i w teorii Johnson mógłby zabrać się za „Gwiezdne Wojny”, ale jest jeszcze jedna rzecz, która zabierze mu teraz czas. Rian otwiera studio filmowe – T-Street. Jego głównym partnerem jest oczywiście Ram Bergman, czyli wieloletni producent Johnsona. Co ciekawe, jedną z osób zatrudnionych od razu jako producentka w T-Street jest... Kiri Hart, była szefowa StoryGroup w Lucasfilmie. Tak więc to jest zapewne coś, czym Rian zajmie się w najbliższym czasie.



Kevin Feige i jego film?


Kevin Feige niedawno zasugerował jedną rzecz. Powiedział, że kocha ten świat, i uwielbia odkrywać nowych bohaterów i nowe miejsca w tym uniwersum. Więcej zdradzić nie chciał. Pytaniem otwartym jest to, czy ma zamysł na własną historię, czy przejmie tę opowieść o początkach zakonu Jedi, nad którą pracowali twórcy „Gry o tron”.

Feige powiedział również, że jest pod wrażeniem tego, co zrobił Lucasfilm. Wypuścili pięć filmów w wpięć lat i zarobili pięć miliardów dolarów, to jest naprawdę duże osiągnięcie. Zaś „Skywalker. Odrodzenie” jego zdaniem wygląda niesamowicie.

Kiedy Feige będzie mógł się zająć „Gwiezdnymi Wojnami” i czy zdąży do 2022? Zobaczymy. Na razie musi ogarnąć kolejne Marvele, w tym także produkcje telewizyjne dla Disney+. Jeśli jednak byłby tylko nadzorcą, jest szansa, że dałby radę w tym czasie.

Inne filmy i powroty


Alan Horn, szef Disney Studios, patrząc na to jak rusza Disney+ i jak odbierany jest „The Mandalorian” powiedział, że na razie serial szykuje się na dużą rzecz. Ale jeśli dalej będzie tak lśnił, to może trzeba będzie pomyśleć o dwugodzinnym filmie kinowym z Pedro Pascalem w roli głównej.

Z innych wieści, podobno Disney chciałby zabezpieczyć sobie powrót J.J. Abramsa w dalszej przyszłości. Wygląda na to, że są raczej pewni IX Epizodu, słychać to zresztą w wypowiedziach Feige’ego. Więc, kto wie, może za parę lat Abrams powróci.

Przypominamy, że w Lucasfilmie drzwi otwarte także mają David Benioff i D.B. Weiss, choć w ich przypadku nie wiadomo, czy oni by chcieli wrócić pod tym kierownictwem. Raczej na razie można by ich wykluczyć. Za to warto wspomnieć o dwóch plotkach, dotyczących jakoby ich filmów. Są raczej wymyślone, przede wszystkim bazują, że miała to być adaptacja gry „Knights of the Old Republic”, podczas gdy wiemy, że ich film działby się wcześniej. Pierwsza plotka sugeruje, że Lucasfilm próbował ściągnąć do tego filmu Keanu Reevesa. Trudno o potwierdzenie. Druga jest jeszcze ciekawsza, zapewne nastawiona na burzę w komentarzach. Otóż zdaniem anonimowego źródła Revenem miała by być kobieta, w dodatku możliwe, że kolorowa. Podobno w grze można wybrać kolor skóry i rasę postaci, więc byłoby to zgodne z zamysłem gry. Kto wie, może z tych wszystkich plotek przebija się jedno, ze gdyby faktycznie robili adaptację gry, to Benioff i Weiss doskonale sprawdziliby się w tej roli.

Natomiast ostatnim pytaniem pozostaje, co zobaczymy w 2022? Liczmy się z tym, że każą nam czekać przynajmniej do sierpnia 2020 i dopiero na Celebration w Anaheim ogłoszą, co dalej. Poza wspomnianymi projektami, jeszcze dwa inne były rozgrzebane. „Solo 2”, który z pewnością ucieszyłby wielu fanów (acz był to raczej zamysł, niż sprecyzowana kontynuacja), oraz film Simona Kinberga o Bobie Fetcie. Jeszcze przed premierą „Hana Solo” Kinberg wrócił do scenariusza, potem jednak słuch o tym zaginął. Jak wiemy kolejna planowana antologia – o Kenobim została przerobiona na serial. Cóż, na razie chyba zostaje poczekać na wyniki „Skywalker. Odrodzenie” i finał „The Mandalorian”.

O roli Lei w pierwotnej i obecnej wersji Epizodu IX

22

Dziś zaczynamy od szalonej plotki. Po sieci chodzą wieści, że za wynikami sprzedaży „Skywalker. Odrodzenie” stoi Disney, który podobno sam wykupuje część biletów. Dowodem jest to, że w iluś kinach w Stanach zostały wykupione te same miejsca. Chyba należy to potraktować jako ciekawostkę, gdyż trudno wyobrazić sobie po co Disney miałby kupować bilety, a potem tymi pieniędzmi dzielić się z urzędem skarbowym i pośrednikami. Tymczasem Bob Iger ponownie zapowiedział, że po „Skywalker. Odrodzenie” czeka nas przerwa w kinowym uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Lucasfilm skoncentruje się na serialach i Iger potwierdził, że trzy zostały już zapowiedziane, ale to nie wszystko nad czym pracuje Lucasfilm.



Dużo ciekawsza jest inna informacja. Todd Fisher, brat zmarłej Carrie Fisher przyznał, że J.J. Abrams stał przed bardzo trudnym zadaniem. Ilość materiału, jaki mógł wykorzystać, z „Przebudzenia Mocy” była ograniczona. W sumie mieli zaledwie osiem minut nagrań (tu prawdopodobnie chodzi o te osiem minut, które postanowili użyć). Przejrzeli je klatka po klatce i zdecydowali, co z nich można wyciągnąć. Todd mówi, że to co zrobił Abrams i jego ekipa to magia. Jego zdaniem to wygląda tak, jakby to co zobaczymy na ekranie było zamierzone od początku. Brat Carrie twierdzi, że to co zrobił Abrams to godne uhonorowanie tak jego siostry, jak i księżniczki Lei. Zresztą jak potwierdza Todd, J.J. przyjaźnił się z Carrie i równie mocno, jak wielu jej przyjaciół odczuwa jej brak.

Todd płynnie przeszedł do tematu, który zaczął, czyli pierwotnych zamierzeń. Czyli wracamy do tego, co pisali Colin Trevorrow i Derek Connolly. Wiemy, że tam księżniczka Leia miała odegrać centralną rolę i to właśnie potwierdza brat Carrie. Co więcej sugeruje, że to ona tak naprawdę miała być ostatnim Jedi, a nawet miała używać miecza świetlnego.

Do premiery zostało trochę ponad miesiąc.

Scenariusze odejścia Benioffa i Weissa oraz przyszłość „Gwiezdnych Wojen”

30

W związku z odejściem Davida Benioffa i D.B. Weissa po sieci krążą różne wersje tego wydarzenia. Znając życie w każdej z nich jest zarówno trochę prawdy, jak i oczywiście sporo interpretacji. Poniżej są trzy, które są w miarę wewnętrznie spójne.



To co jest wspólne dla wszystkich trzech wersji, to fakt, że decyzja zapadła kilka miesięcy temu. Niektóre źródła podają, że miało to miejsce w maju. Już po tym jak ogłoszono daty ich filmów oraz wyświetlono ostatni odcinek „Gry o tron”. Ósmy sezon serialu nie został dobrze przyjęty, zaś obaj autorzy, ewidentnie nie mieli na niego czasu, gdyż zajmowali się już „Gwiezdnymi Wojnami”. To rozczarowanie czy wręcz rozgoryczenie zostało dostrzeżone przez Disneya. Po „Ostatnim Jedi” raczej nie chcą kolejnych kontrowersji. Stąd decyzja taka a nie inna. Wg tej wersji podziękowano im, ale w taki sposób, by mogli sobie znaleźć inną robotę, zanim zostanie to ogłoszone. Ich kontrakt z Nefliksem został podpisany, a ostatnie popisy, gdzie kpiąco wypowiadali się o „Grze o tron” i pracy na planie, na jednym z konwentów przelały czarę goryczy. I można było puścić w eter wieść, że to nie są ludzie z „Gwiezdnych Wojen”. Tu za sprzątnięcie ich bardziej odpowiadałby Bob Iger, który ewidentnie boi się, powtórki po VIII Epizodzie i chce mieć zyskowne i mało ryzykowne przedsięwzięcie.

Druga wersja bardziej koncentruje się na Netfliksie, z którym obaj panowie D. podpisali umowę na 250 milionów USD. Z nią jest związany news z sierpnia, w którym ich trylogia miała być jednym filmem. Mieli go tylko przygotować. Wraz z podpisaniem kontraktu z Netfliksem zaczęła się powtórka z rozrywki. Panowie bardziej koncentrowali się na nowym projekcie, wycofywali też z „Gwiezdnych Wojen”. Katlheen Kennedy zaczęła się bać, czy oni podołają nadzorować dwa projekty równocześnie, Netflix był spokojniejszy. Ale z drugiej strony Netflix obecnie idzie z Disney+ na noże, to będą najwięksi konkurenci, więc dla niektórych ta umowa to takie naplucie w twarz, zwłaszcza w momencie, gdy Disney+ rusza. Tak więc w grę zaczął wchodzić konflikt interesów i niechęć i wątpliwość czy dadzą radę. Zresztą o tym też mówiono przy ich odejściu, doba ma 24 godziny i ciężko jest oddać się w pełni dwóm różnym projektom. Wg tej wersji uznano, że lepiej jak się skoncentrują na serialu Netflixa. Ta decyzja wyklarowała się pod koniec sierpnia, już po ogłoszeniu o tym jednym filmie. Panowie D. rozstali się w dobrych stosunkach z Bobem Igerem i Kathleen Kennedy, złość wyładowano na Netflixie. Zaś obaj panowie D. mają bilet powrotny do „Gwiezdnych Wojen”. Tu jeszcze jeden komentarz sugeruje, że zależało na tym szczególnie Kathleen Kennedy, by nie było, że straciła mimo wszystko uznany duet, któremu nie wyszła końcówka serialu, na rzecz największego konkurenta. Tak więc ich ewentualny powrót ma być próbą przekucia porażki w sukces, że coś się udało zapewnić.

Z kolei trzecia wersja sugeruje, że za ich odejście odpowiada w dużej mierze... Kathleen Kennedy. Trylogia Benioffa i Weissa faktycznie działa się w Starej Republice, a nawet w bardzo starej. Opowiadała właściwie o powstaniu zakonu Jedi. I właśnie, wszystko szło dobrze na początku. Obaj odseparowali się od reszty sagi, mogli tworzyć co chcieli, jedynie jakoś zgrywać się z Rianem Johnsonem, by były jakieś powiązania między filmami. Benioff i Weiss jednocześnie chcieli wykorzystać tę odległość od sagi, by stworzyć własną wersję „Gwiezdnych Wojen”. Niestety ta wersja nie współgrała z wersją Kathleen Kennedy i zarządu Lucasfilmu, więc zaczęły się przepychanki i popsuła się atmosfera. Gdy „Gra o tron” została odebrana tak, a nie inaczej, to zaczęła się powtórka z rozrywki, czyli to co było z Colinem Trevorrowem, czyli próba podporządkowania, która się nie udała. Efekt jest taki, że wg tej wersji faktycznie odeszli ze względu na różnice twórcze. Zwłaszcza, że Netflix płacił lepiej i dał im swobodę.

Jak widać trzy wersje różnią się dość znacznie jeśli chodzi o szczegóły. Jeszcze pojawia się sugestia, że Weiss i Benioff po tym jak fani ich potraktowali po ostatniej „Grze o tron”, chcieli także odpocząć od kolejnego, określanego raczej jako toksyczny, fandomu.

I tu pojawiają się kolejne ciekawostki. Otóż nagle Johnson kilka dni temu zaczął prostować ostatnią wypowiedź, gdzie już zastrzegał, że może nie zrobić filmu. Teraz znów twierdzi, że jego trylogia jest w toku.

Natomiast zostaje jeszcze kwestia Kevina Feige'a. On podobno ma odpowiadać bezpośrednio pod Boba Igera. Jego film nie będzie nadzorowany przez Kathleen Kennedy. Tak twierdzą jedne źródła, choć pozostaje to w sprzeczności z tym, co mówił Alan Horn, że Kennedy i Feige mają współpracować. Dodatkowo pojawiła się sugestia, że Feige chciałby obsadzić Brie Larson w roli Ahsoki Tano. Zresztą w tej kwestii wygrzebano nawet wpis Ashley Eckstein, która się już spotkała z Larson. Natomiast patrząc na to, że Feige obecne poza kinowym MCU przejmuje też telewizyjne i musi zrobić tam porządek, jego film chyba nie pojawi się w 2022.

Wyświetl ten post na Instagramie.

You never know who you’re going to run into at Oga’s Cantina... As I walked into the Cantina at Star Wars Galaxy’s Edge, I looked to my right and there was @brielarson I’ve long followed Brie and I greatly admire and respect how she has taken on the role and responsibility of being Captain Marvel. She lives the part both on and off the screen. I’ve long thought about what I would say to her if I ever crossed paths and right there in Batuu, I had my chance. Nervously I walked up and introduced myself and let me tell you, I did not kick things off well. I fumbled over my words and I barely formed a sentence. As a fellow actress, woman in business and advocate for women and girls, I wanted to thank her for everything she’s doing. She was so kind and gracious, even as I completely geeked out and probably made no sense. I told her that I was the voice of a Star Wars character and it was cool to see that she was clearly a big Star Wars fan! Although our Universes would never collide, I’ll continue to dream of the fan fiction in my head where Ahsoka Tano and Captain Marvel team up to save the Universe. Although, a bit embarrassing, thank you to my friend for capturing this moment and thank you Brie for being our real life Captain Marvel. #captainmarvel #starwars #galaxysedge #disneyland #disneyparks #marvel #higherfurtherfaster

Post udostępniony przez Ashley Eckstein (@ashleyeckstein)



Kwestią otwartą zostaje to, jaka przyszłość czeka „Gwiezdne Wojny” w kinie. Prawdę mówiąc może sukces „The Mandalorian” sprawi, że odłożony na półkę film Jamesa Mangolda i Simona Kinberga o Bobie mógłby zostać zrealizowany. Prawdopodobnie jest to obecnie najlepiej przygotowany film z potencjalnych do zrealizowania.

Za to kolejna plotka mówi, że Lucasfilm myśli jeszcze o filmach telewizyjnych, na platformę Disney+. Tam zaś miałby wrócić Andy Serkis jako Snoke. Tak więc wygląda na to, że planowanie filmów „Star Wars” na cała kolejną dekadę, właśnie się rozsypało, jak kostki domino.

Jeszcze tylko miesiąc do premiery „The Mandalorian”

7

Za miesiąc, 12 listopada, rusza Disney+, a wraz z oficjalnym otwarciem platformy będzie okazja zacząć oglądać pierwszy, aktorski serial gwiezdno-wojenny, czyli „The Mandalorian”. Disney i Lucasfilm ostatnio nie budują specjalnie napięcia przed tą nowością, ale szczęśliwie mamy kilka ciekawostek. W tym dwa zdjęcia.

Na jednym widać dobrze ugnaughta, który będzie nazywać się Kuiil. Widzieliśmy go w zwiastunie, teraz można się mu dość dobrze przyjrzeć. Z twarzy przypomina Nicka Nolte, celowo. Aktor prawdopodobnie będzie podkładał głos pod tę postać. Pierwsze plotki na ten temat pochodzą jeszcze z tamtego roku. Drugie zdjęcie pochodzi z kart topps i widać na nim myśliwiec łowcy nagród.



Natomiast kolejna ciekawostka mówi o wpływie George’a Lucasa na jeden z odcinków. Podobno poznamy jedną z największych zagadek uniwersum „Gwiezdnych Wojen” i dowiemy się do jakiej rasy właściwie należy Yoda. Według MSW przygotowano pięć lub sześć kukiełek z przedstawicielami tej rasy, mają one pełnić rolę bardziej istotną niż tylko dekoracyjną, zaś odcinek w pewnych elementach był konsultowany z Georgem.

Latający szturmowiec w LATAM, czyli podniebna reklama „Galaxy’s Edge”

1

Kiedyś pisaliśmy o japońskich Dreamlinerach linii ANA malowanych na R2-D2, BB-8 i C-3PO. Teraz w ich ślady poszła kolejna linia lotnicza, czyli brazylijski oddział LATAM. Ich samoloty jednak są reklamą „Galaxy’s Edge”.







LATAM Brasil wzbogaciło się o trzy samoloty Beoing 777-300ER. Jeden z nich nazwany jest samolotem szturmowcem (Stormtrooper Plane). Są tam logo LATAM, ale również właśnie reklamy parku Disneya. Samolot wczoraj przyleciał do São Paulo i zacznie regularne kursy do Londynu, Madrytu, Miami i Frankfurtu. Ale to nie koniec gwiezdno-wojennych atrakcji. Na pokładzie w rozrywce pokładowej dostępna ma być cała saga „Gwiezdnych Wojen”.

Swoją drogą w przypadku LATAM nie jest to pierwszy „reklamowy” samolot Disneya. Parę lat wcześniej latał inny promujący Disney World.

Status „Detours” po Disney+

8



Seth Green udzielił niedawno wywiadu Collinderowi. Jedno z pytań dotyczyło „Gwiezdnych Wojen” i serialu „Detours”. Tym samym twórca „Robot Chicken” i „Detours” miał okazję powiedzieć coś o statusie tej produkcji. Wielu liczyło, że wraz z pojawieniem się platformy Disney+ Lucasfilm udostępni swoje archiwa. Jednak nie ma dobrych wieści, na razie status serialu pozostaje niezmieniony.

Jak twierdzi Green, Lucasfilm planuje się na stałe zakorzenić w Disney+, ale jednocześnie nie ma żadnych przesłanek sugerujących, by chcieli mieć w swoim asortymencie komedię. Przypomina też, że „Detours” było rozwijane zanim pojawiły się plany na nowe filmy, zanim sprzedano wszystko Disneyowi, zbudowano park, czy wymyślono Disney+, nie mówiąc już o serialach takich jak ten o Obi-Wanie, czy „The Mandalorian”, powstających specjalnie na tę platformę. To wszystko wydarzyło się już po zrobieniu 40 odcinków „Detours”. Green niestety sam nie wie, kiedy pojawi się przestrzeń dla „Detours”. Na razie widać, że Disney chce mieć poważne interpretacje postaci i uniwersum, nie ma miejsca na komediową dekonstrukcję, która by istniała obok.

Seth dodaje także, że jest sobie w stanie wyobrazić, ze dla dużych korporacji łatwiejsza do przełknięcia jest zewnętrzna parodia, z którą niż własna, która bezlitośnie nabija się z flagowego dzieła. Jednocześnie Green mówiąc o przyszłości twierdzi, że choć nic nie jest przesądzone, w przypadku „Detours” jeśli fani chcą to zobaczyć, powinni krzyczeć głośno. Tak, by dysydenci w Disneyu się obudzili i zmienili zdanie.

Winna problemów „Galaxy’s Edge” znaleziona

9

Wygląda na to, że „Galaxy’s Edge” zaliczył falstart. Choć zainteresowanie było spore, to jednak uruchomienie parku bez wszystkich atrakcji za cenę pełnego biletu, chyba nie przyniosło zamierzonych skutków. Trudno mówić, by park Disneya świecił pustkami, ale finansowo nie zarabia tyle ile oczekiwano.



Odpowiedzialną za ten stan rzeczy uznano Catherine Powell. Była ona dotychczas szefową parków Disneya na zachodzie (czyli w Stanach i w Paryżu). Powell odchodzi z Disneya, a jej funkcja zostaje zlikwidowana. Za główną przyczynę media podają właśnie problemy z „Galaxy’s Edge”. Oficjalnie Disney nie podał przyczyn jej odejścia. Obecnie wszystkimi parkami będzie zajmował się szef Parków Disneya, Bob Chapek.

„Galaxy’s Edge” kosztował Disneya przeszło miliard dolarów. Duże zainteresowanie „Galaxy’s Edge” skończyło się w lipcu. Bob Iger przyznając ten fakt mówił, że jedną z przyczyn jest to, że ludzi wystraszyły tłumy przy głównych atrakcjach. Oczekiwanie było zbyt długie. Zaś brak innych, alternatywnych atrakcji, sprawił, że ludzie wolą przeczekać. Iger powołuje się jednocześnie na wyniki satysfakcji klientów, tak z parku jak i hoteli tematycznych i twierdzi, że te są bardzo wysokie i satysfakcjonujące.

Warto dodać, ze w tym roku nie tylko „Galaxy’s Edge” stanowił problem. W pozostałych atrakcjach także dało się odczuć kilku procentowy spadek zainteresowania, ale tym razem był to bardziej ogólny trend. Dostrzegalny także w innych parkach rozrywki w USA.

Powell poświęciła Disneyowi 15 lat z życia.

Bob Iger przyznaje się do błędu w sprawie „Gwiezdnych Wojen”

18

Bardzo ciekawy artykuł można przeczytać na New York Times. To mała biografia i częściowo wywiad z Bobem Igerem. Można prześledzić wczesne lata obecnego szefa Disneya, jak jeszcze pracował w pizzerii Pizza Hut, lub jak stawiał swoje pierwsze kroki w szerokim biznesie.

Nas przede wszystkim interesują dwie rzeczy. Historia czterech wielkich umów (kupno Pixara, Marvela, Lucasfilmu i Foxa), za które odpowiada Iger, oraz to co sądzi o „Gwiezdnych Wojnach”.



W przypadku Lucasfilmu, Iger szczyci się dwiema rzeczami. Przede wszystkim tym, że namówił George’a Lucasa do sprzedaży firmy, w dodatku za cenę niższą niż zapłacił za Pixara. Druga to kwestia tego, że największy ówczesny konkurent, czyli Fox Rupperta Murdocha, nawet się nie zorientował, co się dzieje, zanim było za późno. Podobno Murdoch potem wyrzucał swoim ludziom, że mogli przewidzieć taki obrót sytuacji. Ostatecznie sam jednak uległ czarowi Igera.

Natomiast w kwestii „Gwiezdnych Wojen” Iger przyznaje, że mogli przeładować rynek. Jeśli chodzi o możliwości tworzenia historii, to Disney jako całość nie musi się niczym ograniczać. Mają mnóstwo utalentowanych ludzi. Ale rynek działa trochę inaczej. Zapytany o to, czy zobaczymy kobietę reżyserującą „Gwiezdne Wojny”, Bob przyznał, że Kathleen Kennedy robi bardzo dużo w tym temacie.

„Rebelianci” najbardziej wyczekiwaną produkcją na Disney+

14



Disney+ nadciąga, serwis zadebiutuje 12 listopada tego roku w USA, Kanadzie, Holandii, Australii i Nowej Zelandii (na Antypodach start tydzień później). Na razie Disney zapowiada nowe filmy i seriale, ale firma Parrot Analytics przeprowadziła własne badania, na co czekają ludzie. Wyniki są intrygujące.

Parrot Analytics przeprowadzili szczegółowe badania zbierając dane z różnych źródeł. Śledzili interakcje w sieci, wpisy na blogach, twitterach, like’i, udostępniane zdjęcia, różne rankingi i wiele innych rzeczy. Przygotowali też listę, najbardziej wyczekiwanych produkcji.

Na pierwszym miejscu znajdują się „Simpsonowie”. Produkcja Foxa, ale teraz już należąca do Disneya. Na drugim miejscu „Gwiezdne Wojny: Rebelianci”. Co ciekawe ten serial wyprzedził zarówno nadawany obecnie „Ruch Oporu”, jak i mającego zadebiutować na Disney+ „The Mandalorian”. Podobnie z kolejnym sezonem „Wojen klonów”.



Na kolejnych pozycjach znalazły się „Mickey Mouse Club”, „Kacze Opowieści” i „Andi Mack”. Warto dodać, że w przeciwieństwie do nowych, oryginalnych produkcji, wszystkie wymienione są już znane, więc można na ich temat znaleźć wiele materiałów w sieci. W przypadku nowych produkcji gwiezdno-wojennych, ze świeczką można szukać zdjęć i informacji choćby o serialu „The Mandalorian”, które by rozpalały portale społecznościowe fanów. Tym samym w analizie nowości muszą wypaść blado.

Uzupełniając. W bezpośrednim źródle, czyli na stronie Parrot Analytics napisano, że koncentrowano się na starych produkcjach. Tym samym wszystkie seriale mające także nowe sezony, jak choćby TCW, nie były brane pod uwagę.

Na polski Disney+ prawdopodobnie musimy poczekać z rok.

„Skasowana” Trylogia Johnsona znowu skasowana

22

Dawno nie było nic o skasowaniu „Skasowanej” trylogii Riana Johnsona. Zapowiadaliśmy takie newsy w zeszłym tygodniu, no i doczekaliśmy się pierwszego. Tym razem to nie do końca odgrzewany kotlet. W każdym razie na Bounding into Comics bazując na wpisach twitterowych, podano, że trylogia Riana Johnsona została skasowana. Rian Johnson nie wyreżyseruje już – jakoby – żadnego filmu z „Gwiezdnych Wojen”. A decyzja w tej sprawie zapadła już w lutym 2018. Tyle, że od tego czasu nikt jeszcze nie poinformował o tym samego zainteresowanego. Te dwie ostatnie informacje raczej działają przeciw źródłu. Zwłaszcza, że jednym z powodów jest wpływ zniechęcenia części fanów po „Ostatnim Jedi” na wyniki „Hana Solo” (wyniki nie były znane w lutym 2018).



Źródło twierdzi także, że na razie nie ma scenariusza do trylogii Johnsona, co prawdopodobnie jest prawdą. Ale podobno także nie ustalono żadnych ram historii. To akurat kłóci się z informacjami, iż Johnson ustalał pewne wspólne rzeczy razem z Davidem Benioffem i D.B. Weissem. Przypominamy także, że Kahleen Kennedy mówiła, iż planują obecnie nie o czym będą trzy kolejne filmy, ale jak „Gwiezdne Wojny” mają działać przez kolejną dekadę. Tu jeszcze warto wspomnieć inną plotkę, otóż Disney jakoby miał czekać z ogłoszeniem skasowania filmów Johnsona aż do grudnia, by nie psuć PRu przed „Skywalker. Odrodzenie”.

Plotki o zwolnieniu Johnsona krążą od bardzo dawna. Po części są też spowodowane taką a nie inną polityką informacyjną Lucasfilmu i Disneya. Zobaczymy, czy dziś na panelu filmowym na D23 uchylą choć rąbka tajemnicy?

„Gwiezdne Wojny” przestają interesować dzieci

54



Analitycy Bloomberga zauważyli pewną, niezbyt pomyślną dla Disneya prawidłowość. Ich zdaniem, główny problem finansowy związany z sagą, polega na tym, że „Gwiezdne Wojny” nie potrafią zainteresować dzieci.

Bloomberg spogląda na to z kilku aspektów. Po pierwsze „Galaxy’s Edge”. O tym, że oczekiwania jeśli chodzi o zainteresowanie, nie zostały spełnione już kiedyś pisaliśmy. Bloomberg idzie dalej i porównuje wyniki parku Disneya z podobnym okresem działalności „Wizarding World of Harry Potter” w Universal Studios Hollywood. Tam ilość odwiedzających rosła. Inna sprawa, że Bloomberg nie bierze pod uwagę, faktu, iż „Galaxy’s Edge” zostało otwarte bez wszystkich głównych atrakcji. Zobaczymy, czy to zmieni trochę wyniki.

Druga sprawa to spadki sprzedaży zabawek i figurek. Pisaliśmy o tym choćby tutaj. Prawda jest taka, że nowi bohaterowie nie są tak atrakcyjni dla dzieciaków jak postaci z Marvela. To właśnie Marvel przyciąga pieniądze rodziców,

Trzecia sprawa to wyniki finansowe, w tym przede wszystkim „Solo”. Disney zainwestował w „Gwiezdne Wojny” dużo pieniędzy, w filmy, parki czy seriale. Ale to wszystko jest szyte jako produkty dla rodzin z dziećmi. Jeśli dzieciaki nie będą zainteresowane, to całe przedsięwzięcie nie ma sensu, a „Gwiezdne Wojny” nie staną się maszynką do robienia pieniędzy jaką oczekiwano. Włodarze Disneya czekają teraz zapewne na to jak sprawdzi się Epizod IX. Jeśli „Skywalker. Odrodzenie” nie odniesie dużego sukcesu Disney będzie musiał przemyśleć swoją strategię wobec sagi.

National Geographic + suahili + Hamlet w kinach

2

Dziś do naszych kin wchodzi jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. „Król Lew” (The Lion King), to „aktorska” animacja bazująca na klasycznej już baśni Disenya. Za kamerą stanął Jon Favreau („The Mandalorian”). Scenariusz obecnej wersji napisał Jeff Nathanson. Jeśli pójdziecie na wersję z podpisami, to macie szansę usłyszeć Donalda Glovera (Simba) i Jamesa Earla Jonesa (ponownie jako Mufasa). Pozostałych głosów udzielają: Chiwetel Ejiofor, John Olivier, Seth Rogen, Billy Eichner i Beyonce. Muzykę ponownie skomponował, a raczej zaaranżował Hans Zimmer.

W wyniku podstępu Skazy, prawowity władca afrykańskiej sawanny Simba zostaje wygnany. Razem z dwójką swoich nowych przyjaciół, będzie musiał zrozumieć prawdziwe znaczenie odpowiedzialności i męstwa, zanim spróbuje odzyskać swój tron.



Temat na forum

Kiedy zobaczymy „Galaxy’s Edge” pod Paryżem?

3



Ostatnio po sieci krąży ciekawa plotka, jakoby „Galaxy’s Edge” pod Paryżem miało zostać otwarte w 2024. Jeśli faktycznie to się sprawdzi, to wygląda na to, że europejskie „Galaxy’s Edge” będzie opóźnione.

Kilka miesięcy temu, podczas pobytu Boba Igera w Paryżu, szef Disneya przedstawił plany wobec EuroDisneylandu prezydentowi Francji Emmanuelowi Macronowi. Wygląda na to, że Disney zamierza zainwestować w europejski park rozrywki dwa miliardy Euro. Park pod Paryżem został otwarty w 1992, więc w 2022 będzie świętować swoje 30 urodziny. Celem Disneya jest to, by te urodziny uświetnić modernizacją Parku. Poza „Gwiezdnymi Wojnami” nowe dodatki będą dotyczyć Marvela (i one chyba zostaną uruchomione jako pierwsze). Wcześniejsze informacje sugerowały nawet, iż „Galaxy’s Edge” (w wersji niepełnej) zobaczymy już w 2021. Na razie jednak nie było żadnej oficjalnej informacji, korygującej wstępny plan - 2022.

Miejmy nadzieję, że przy okazji D23 Expo, na panelu o parkach Disneya zostaną zdradzone nowe szczegóły, także dotyczące europejskiej inwestycji.

Saga Skywalkerów na Blu-ray 4K szybciej niż myślimy?

6



Jak donosi TheDigitalBits.com premiera „Gwiezdnych Wojen” na nośniku 4K Ultra HD może mieć miejsce szybciej niż myślimy. Według ich informatorów, „Gwiezdne Wojny” to ostatnia po Pixarze i Marvelu marka, która jeszcze nie trafiła na nowego Blu-raya. Disney zamierza to naprawić już w w przyszłym roku, i to jeszcze w pierwszej połowie 2020. Powody są wg TheDigitalBits dwa, pierwszy to „Skywalker. Przebudzenie”. Wraz z premierą tego filmu na Blu-Ray/BD 4K, ew. DVD, można wydać pełny pakiet „Star Wars Saga 4K Collection”. Druga to 40 rocznica premiery „Imperium kontratakuje”.

Nie wiadomo tylko jaką wersję filmów wyda Disney / Lucasfilm na nowym nośniku. Czy będzie to oryginalna kinowa, czy może któraś z poprawionych, a może jeszcze bardziej zmieniona?

Zgodnie z tymi samymi zapowiedziami, oprócz Sagi Skywalkerów w podobnych opakowaniach powinny się pojawić także „Łotr 1” i „Han Solo”.

Kolejne plotki o następnych serialach

13

Właściwie można by to opisać bardzo skrótowo, dwie następne Antologie powinny w jakiejś formie stać się serialami aktorskimi na Disney+. Jeszcze przed premierą „Hana Solo” huczało na temat filmu o Kenobim i filmu o Bobie Fetcie (który nawet miał scenarzystę i producenta - Simona Kinberga, a przez pewien czas oficjalnie reżysera - Josha Tranka). Film o Bobie, choć bez wskazania postaci, został ogłoszony wkrótce po nowej trylogii. Z powodu różnych perturbacji nie doczekał się realizacji.



Plotki o serialu o Bobie Fetcie są dość nieprecyzyjne. Mówią tylko, że Disney chce by słynny łowca nagród pojawił się w serialu dla Disney+ i na tym koniec. Ponieważ nie ma żadnych innych informacji, możliwe, że ktoś pomylił serial o Bobie z „The Mandalorian”. Prawdopodobnie „The Mandalorian” faktycznie mógł wykorzystać coś z pomysłów na spin-off o Bobie. A jeśli to dwa osobne projekty, to raczej trudno wierzyć, by Disney śpieszył się z tym tematem, przynajmniej póki ciągnie Mandalorianina, chyba, że w jakiś sposób będą chcieli wiązać tych bohaterów. Na razie jedynie warto odnotować tę informację i się do niej nie przywiązywać.

Druga plotka mówi o serialu o Kenobim. Tu podobno włodarze Disneya już zabezpieczają powrót Ewana McGregora do roli. Właściwie było to do przewidzenia, bo zarówno fani jak i sam aktor tego oczekiwali, ale dobrze, że sprawy idą we właściwym kierunku. Tu także już wcześniej pojawiały się podobne plotki i mówiono, że faktycznie jest to adaptacja niezrealizowanego scenariusza do spin-offa. Serial miałby liczyć sobie sześć odcinków.

Jak wiemy, prace nad oboma spin-offami były prawdopodobnie zaawansowane. Nic dziwnego, że Lucasfilm nie wyrzuca wszystkiego do kosza, a stara się wykorzystać tamte projekty. Ale to na razie gdybanie.

Na tegorocznym D23 Expo możemy się spodziewać prezentacji oferty Disney+. Zobaczymy, czy Bob Iger i jego ekipa zdecydują się ujawnić także plany bardziej długoterminowe. Na razie oprócz wspomnianego „The Mandalorian” zapowiedziano jeszcze serial o Cassianie Andorze.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.