Spis newsów (Pete Vilmur)

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ciekawostki o oryginalnym plakacie

oficjalna
16



Na oficjalnej w ramach obchodów 40-lecia pojawił się dość ciekawy artykuł autorstwa Pete’a Vilmura ukazujący pewnie ciekawostki na temat jednego z plakatów „Nowej nadziei”. Dobrze się to wpasowuje w nasz Tydzień.



Zwłaszcza, że kilka dni temu pisaliśmy o plakatach IV Epizodu. Jeden jednak jest dość szczególny, nie tylko dlatego, że jest popularny. Chodzi o tak zwany styl A, który w 1977 stworzył Tom Jung. Poza tym, że stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych i ikonicznych, znajduje się na nim kilka ukrytych elementów. Wynikają one z okresu powstawania, zmian i błędów. Choć kto wie, może fani teorii spiskowych znaleźliby tam ukryte przesłanie.



Luke nosi buty Vadera, tyle, że białe. Czy Jung już wtedy wiedział o szokującym spoilerze wszech czasów? W każdym razie ten błąd bardzo fajnie wygląda z perspektywy czasu.



Jung nie umieścił droidów na plakacie. Zostały dodane później, już bez jego udziału. W podobnym czasie co Jung, swój plakat skończyli bracia Hildebrant. Właśnie oni umieścili droidy na swoim plakacie, co bardzo spodobało się w Foxie. 20th Centruy Fox zdecydował, że chce mieć także droidy na plakacie Junga. Niestety ten był zajęty innymi projektami, więc plakat poprawił Nick Cardy. Plakat został poprawiony nim poszedł do prasy.



Leia ma blaster Hana Solo. Leia strzelała w IV Epizodzie, ale jej broń była zdecydowanie inne. Czyli kolejna teoria spiskowa, co jeszcze dzielili Han i Leia?



Strój Lei się trochę zmienił. Niby przypomina ten filmowy, a nawet dwa (ten z ostatnich scen i ten biały przez który pojawia się w większości filmu). Ale prawda jest taka, że Jung wzorował się na stylu Franka Frazetty, jeszcze gdy rysował szkice. Podobało się to Lucasowi i tak już mniej więcej zostało.



Z nieznanych przyczyn w wersji gazetowej plakatu, jedna z nóg Lei jest zakryta.



W plakacie, który promował „Nową nadzieję” w jako rozkładówka podobno Luke i Leia byli w innej pozycji. Ostatecznie Fox bardzo nalegał, by Jung użył podobnej do plakatu, czyli takiej trochę przypominającej trójkąt. Jest ona tu odwrócona, ale podobna. Jak było naprawdę, nie wiadomo, bo tu źródła same sobie przeczą.



I jeszcze jedna ciekawostka. Dokładnie nie wiadomo kiedy pojawił się ten plakat. Wersja braci Hildebrandt z pewnością była dostępna przed premierą. Junga z pewnością później. Może wtedy, gdy „Nowa nadzieja” wchodziła do większej ilości kin? Najwcześniejsze zdjęcia z archiwów pochodzą z 27 lipca 1977.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

P&O 88: Czy możesz zidentyfikować mój plakat?

0



Niektóre pytania to zwykła prywata, jak w tym przypadku prośba o pomoc. Tym razem jednak odpowaida nie Sansweet a Pete Vilmur, współautor albumu The Star Wars Poster Book.

P: Jak można zidentyfikować typ, autentyczność oraz wartość mojego plakatu z „Gwiezdnych Wojen”. W dolnym prawym rogu jest napis: 1977 20th Century Fox PTW531 Litho in USA.

O: Ten plakat, jak kilka innych wydrukowano w tym samym okresie, co spowodowało pewne zakłopotanie wśród kolekcjonerów, zwłaszcza ze względu na brak prawidłowej daty publikacji. Autorem jest Tom Chantrell, a sam plakat określa się mianem klasycznego „Stylu C”. Ten plakat o wymiarach 24”x36” i pozostałe jego reprinty zostały wydrukowane przez Portal Publications of Corte Madera, w Kalifornii w 1987. Zostały one wydrukowane bez informacji o prawach autorskich z końca lat 80. Pozostałe plakaty z tej serii to także te z Imperium (oznaczone omyłkowo jako 1979) oraz „Revenge” z logiem „Return” również oznaczone omyłkowo jako 1983. Co ciekawe wydawnictwo to wydało także serię plakatów z prawidłowymi datami publikacji. Niestety ponieważ wydawnictwo Portal wyprodukowało setki tysięcy tych plakatów na sprzedaż nie stanowią one dziś zbytniej wartości kolekcjonerskiej.

Oficjalny Blog powraca

0

Trwało to prawie dwa miesiące, ale wygląda na to, że Blog oficjalny powrócił. Na razie to tylko zapowiedź, nic nowego się tam nie ukazało, choć zmieniono trochę oprawę graficzną. No i zrobiono trochę zapowiedzi. To co najważniejsze to zaprezentowano ekipę, która będzie tworzyć bloga.

Pete Vilmur - to akurat żadna nowość. To redaktor oficjalnej, autor książek i znany kolekcjoner. Więc pewnie będzie zajmował się tym, czym się zajmuje.

Pablo Hidalgo - tu znów zaskoczenia nie ma. To obecnie główny redaktor oficjalnej, więc... W każdym razie pisze książki, prowadzi panele i jest go dużo. Tym razem ma się jednak też więcej koncentrować nad EU.

Dave Filoni - ma pisać o TCW. Podobno dowiemy się więcej o kulisach serialu.

J.W. Rinzler - autor najbardziej znany z albumów o powstawaniu filmów ma się zająć nieopublikowanymi zdjęciami, filmami i materiałami o filmach, a także o EU.

Leland Che - opiekun holokronu ma znów pomóc nam w wyjaśnianiu zawiłości EU.

Mary Franklin - która odpowiada za sprawy fanowskie z innego punktu widzenia (konwenty, Insider itp.), zajmie się właśnie swoją dziedziną, choć podobno ma też coś pisać o filmach.

Steven J. Sansweet - który od dłuższego czasu rozstaje się z Lucasfilmem i rozstać się nie może. Jak łatwo się domyślić, będzie wspomagał swojego współpracownika Vilmura w kolekcjonerstwie.

Lista nie jest zamknięta. Notki mają też pisać osoby, które nie będą związane "etatem". Mają to być przedstawiciele fanów - 501. Legion, twórcy gry Star Wars 1313 czy choćby Kathy Cook. Dodatkowo na blogu ma być miejsce dla fanów, którzy wykorzystują swą pasję w sposób ciekawy.



Tyle zapowiedzi. Zobaczymy jak będzie wyglądała praktyka. Poprzednia ekipa - Bonnie Burton, Pete Vilmur i Pablo Hidalgo jakoś bloga rozkręcili, nadając mu unikalną formę. Teraz mamy ewidentnie nowe otwarcie.

Gadżety roku 2011

0

Pete Vilmur, znany kolekcjoner, redaktor oficjalnej strony, a także autor książek, podsumował rok 2011, ale właśnie jako kolekcjoner. W tym podsumowaniu próżno szukać tego, co się pojawiło w 2011, ale za to są takie rzeczy, które czasem po latach poszukiwań trafiły w ręce Vilmura. Jedną z zasad przyświecających kolekcjonerowi jest to, by nie wykosztować się więcej niż 10 USD za przedmiot. Nie zawsze mu się to udaje, ale przynajmniej trzyma się wytycznych.

10 stycznia 2011 - brytyjski piórnik Jar Jarem. Kosztował, oczywiście na rynku wtórnym, 3,97 GBP.





10 stycznia 2011 - bilet/zaproszenie na imprezę urodzinową w stylu Gwiezdnych Wojen w kanadyjskiej CN Tower w Toronto. Tylko, że bilet ten pochodzi z 1978 i kosztował 10,50 USD.




5 lutego 2011 - żelazna przypinka z Lobotem z 1980. I to jeszcze za 15 USD!




15 lutego 2011 - broszurka informacyjna wydawnictwa Del Rey zapowiadająca książki Star Wars. Już wydana w 1977, gdy już Gwiezdne Wojny nie stanowiły tak wielkiej niewiadomej.




7 marca 2011 - zdjęcie reklamowe Tony’ego Danzy i C-3PO - za 9,99 USD. Pochodzi to z jednego z dziwniejszych programów rozrywkowych z 1985 wydanego w serii „ABC Sutarday Mornig Sneak Peak and Fun Fit Test”. Wystąpili Tony Danza i właśnie C-3PO.




17 marca 2011 - plakat reklamujący Hollywoodzką premierę Nowej nadziei. Cena 0,99 USD.




10 maja 2011 - karta telefoniczna z Tokijskiego Disneylandu, związana ze Star Tours. Cena 2,50 GPB.




15 czerwca 2011 - reklama z londyńskiej premiery Gwiezdnych Wojen. Cena 0,99 GBP.




11 lipca 2011 - okładka magazynu dla dealerów Toyoty z Star Wars Celicą. 9,99 USD.




21 września 2011 - włoska wersja nowelizacji Nowej nadziei z 1977. Cena 5,99 EUR.




25 września 2011 - modele samochodów z serii Van Model Kits z Vaderem i Lukiem z 1979. Cena 10 USD.




5 października 2011 - bilety na Mroczne widmo z kina Senator. Cena 7 USD.




23 listopada 2011 - zestawy naklejek Kennera zapowiadające dopiero produkty gwiezdno-wojenne, wydane a potem także rozdawane w 1977, zanim pojawiły się figurki. Cena 0,99 USD.




2 grudnia 2011 - Notes/kalendarz szkolny do gimnazjum z 1979 firmy Clark Junior High. cena 11,50 USD.






11 grudnia 2011 - Zdjęcie fantastycznego salonu fryzjerskiego Sama z Chewbaccą. Cena 9,99 USD.




12 grudnia 2011 - singiel na płycie wilinowej zespołu Jefferson Starship z piosenką pochodzącą ze Star Wars Holiday Special. Cena 4 USD.


Celica 1977, poszukiwania trwają

0

Aukcja specjalnego Volskwagena Passata to już przeszłość. Ale to nie był jedyny samochód gwiezdno-wojenny i warto sobie ich historię odświeżyć. Niektórzy mogą pamiętać specjalne wydanie Hummera z 1997 lub Vader Viper z 2005. Lecz pierwszym oficjalnie uznanym samochodem Gwiezdno-wojennym była Star Wars Celica Liftback GT z 1977, który upubliczniono kilka miesięcy po premierze filmu.

Niestety wiele danych o tym samochodzie się nie zachowało. To poniekąd znak tamtych czasów, dziś elektroniczne katalogowanie może nie przedłuża w sposób znaczący życia zdjęć,ale przynajmniej je porządkuje.

The Star Wars Celica została zaprojektowana przez Delphi Auto Design w Costa Mesa w Kalifornii. Projekt miał być nagrodą w loterii zorganizowanej przez Toyotę i Twentieth Century Fox. Niestety zarówno tożsamość zwycięzcy jak i numer VIN pojazdu pozostały tajemnicą.

Kilka potencjalnych wskazówek pojawiło się w ostatnich latach, w tym zdjęcie kilku Celic Litfback GT, z których jedna została przerobiona w sklepie w Kalifornii w model Star Wars GT. Drugi trop jest jeszcze ciekawszy. Otóż gdzieś na przełomie lat 80. i 90. pewien znany kolekcjoner Steve Sansweet przyznał w magazynie „Anitque Toy World”,że widział ogłoszenie reklamowe tego samochodu. Potem próbowano szukać tego ogłoszenia w archiwum Sansweeta, acz niestety bez powodzenia.

Lucasfilm, głównie w osobie Pete’a Vilmura poszukuje wszelkich informacji na temat tego samochodu i tego, co z nim się stało (lub dzieje). Nam zaś pozostały jedynie zdjęcia.











''The Complete Vader'' w sprzedaży w USA

blog oficjalnej
9

Najpierw ciekawostka wydawnicza: dwa tygodnie temu w USA do sprzedaży trafił album "Darth Vader kronika rekonstrukcji 3D", który polscy czytelnicy mogą czytać od dawna, bo został wydany już na początku września.

Natomiast dziś w amerykańskich księgarniach, po ponad dwóch latach oczekiwania, w sprzedaży pojawił się album "Star Wars: The Complete Vader", który wspólnie napisali Pete Vilmur i Ryder Windham, a wywiad, w którym opowiadają o tym albumie, zamieściliśmy już tutaj.

Album miał się ukazać już dwa lata temu, ale został wycofany ze sprzedaży z powodu błędu drukarskiego, który powodował klejenie się stron. Jednocześnie książka została wydana poprawnie w innych krajach: więc już od dawna dostępna była w Kanadzie, czy w Wielkiej Brytanii. Przy okazji wydania amerykańskiego pojawił się jednak nowy opis: "Star Wars: The Complete Vader jest ultymatywną książką na temat historii, mitu i kulturalnego wpływu Dartha Vadera. Od jego pierwszych projektów w oryginalnym filmie Star Wars George'a Lucasa, po nowe legendy stworzone w komiksach, grach wideo i powieściach, przez jego ciągłe pojawianie się w reklamach telewizyjnych, albo na dziecięcej pościeli, album prezentuje kompletny obraz różnych wcieleń Mrocznego Lorda Sithów. Wykraczając poza filmy, przeglądając jego dalsze przygody w Expanded Unvierse, ksiązka łączy nowe wiadomości z ekskluzywnymi wywiadami i zdjęciami prosto z archiwów Lucasfilm. Interaktywne reprodukcje i rzadkie memorabilia rozpalają wyobraźnię, podczas gdy strony wypełnione nigdy nie publikowanymi wcześniej zdjęciami poszerzają niekończącą się fascynację słynnym Darthem Vaderem."

Alcum wydany w grubej okładce ma 192 stron, czyli nie powinien się mocno różnić od starszej wersji brytyjskiej. Przykładowe strony z albumu prezentowaliśmy w tym miejscu.

Pokolenie Star Wars

StarWars.com
16

Na oficjalnej ukazała się zapowiedź zupełnie nowej książki pod tytułem "Generation Star Wars", której wydanie zaplanowanej na następny rok. Oto kwiecista zapowiedź tego wydawnictwa:

"Pokolenia fanów przetrwały tak jak przetrwali fani Gwiezdnych Wojen - nie poprzez samo istnienie, ale rozkwitanie po ponad 30 latach. Kiedy pierwszy film Star Wars pojawił się w kinach w 1977 roku zainspirował on ruch lojalnych zwolenników, który przerasta zwykłą fascynację kinowym hitem SF.

Gwiezdne Wojny to światowy fenomen szczęśliwych pokoleń bliskich sobie duchem osób, które biorą udział w opowieściach, komiksach, kostiumach, grach, a nawet w czekaniu w kolejce na następne wielkie wydarzenie. Są znanymi osobistościami i gwiazdami rocka. To politycy, artyści, nauczyciele, naukowcy, rodzice i pisarze. Co więcej, ich hojne akty charytatywności, twórczości, czy pomocy społecznej, wszystko w imię ich wspólnej pasji, są legendarne.

W zbliżającej się książce "Generation Star Wars", autorki Bonnie Burton, Mary Franklin, oraz autor Pete Vilmur, pracownicy Lucasfilmu z unikatowym dostępem do fandomu i jego historii, odkryją tajemnice grup indywidualistów, które myślałeś, że rozumiesz. Są kimś więcej niż fanami i fankami, Pokolenie Star Wars to siła z którą należy się liczyć, i siłą z której można się cieszyć. Książka jest zaplanowana do wydania od Del Rey w następnym lecie."

A zatem oficjalna książka o światowym fandomie Star Wars, autorstwa Bonnie Burton, Mary Franklin i Pete Vilmura, ma zostać wydana latem następnego roku.

Temat na forum

Album ''The Complete Vader'' poważnie opóźniony

StarWars.com
24

Album ''The Complete Vader'', który zapowiadaliśmy między innymi tutaj, ma prezentować wszechstronną opowieść o Mrocznym Lordzie, zwrócić uwagę na jego obecność nie tylko w filmach, ale też w całym EU, a nawet kulturze popularnej całego świata. Ksiązka autorstwa Rydera Windhama oraz Petera Vilmura, ma mieć 192 strony i ponad 170 zdjęć. Niestety, premiera tego albumu, która miała się odbyć w USA już miesiąc temu, została przełożona na październik 2011.

Wynika to z poważnego błędu drukarskiego, przez który wydawcy postanowili jeszcze raz wydrukować cały nakład: otóż drukarnia do wydania tej ksiązki użyła złej jakości farby drukarskiej, przez co wiele stron w albumie się kleiło. Album zostanie więc wydrukowany ponownie lepszej jakości tuszem, niestety proces ten zawsze musi być przewidziany długo przed samym startem, więc stąd tak późna premiera albumu. Jak dodaje Sue Rostoni, czyli redaktorka książek z Lucasfilm, wiele egzemplarzy tego albumu już trafiło do sprzedaży, i w takim wypadku wydawnictwo zapewnia darmową wymianę na dobry egzemplarz.

Fanom pozostaje jedynie czekać, a na pocieszenie można zapoznać się z wywiadem z autorami tego albumu w tym miesjcu.

Temat na forum

Wywiad z twórcami ''The Complete Vader''

StarWars.com
6

„The Complete Vader” to zupełnie nowy przewodnik, który ukaże się pod koniec października w USA. Będzie zawierał 192 strony, które ukażą nam wszystkie informacje o Darthie Vaderze, zarówno historię postaci, kostiumy, jak i mnóstwo kolekcjonariów, a także ukażą wkład jaki ten wzór schwarzcharekteru wywarł na kinie. Z zapowiedzią albumu można zapoznać się tutaj, a kilka przykładowych stron obejrzeć można w tym miejcu.


Na oficjalnej z tej okazji przeprowadzono krótki wywiad z twórcami tego albumu – Ryderem Windhamem i Petem Vilmurem.

P: Kto zapoczątkował The Complete Vader i kiedy rozpoczęliście pracę nad nim?

Ryder Windham: Kjersti Egerdahl, redaktor w becker&mayer!, po raz pierwszy zwrócił się do mnie z tym projektem jakieś dwa lata temu, jesienią 2007. Dowiedziałem się też, że sam pomysł, wielkiej, nie fabularnej książki o Darthie Vaderze wyszedł od J.W. Rinzlera w Lucasfilm, który uważał, że to naturalna kontynuacja innego projektu becker&mayer! czyli "The Star Wars Vault" autorstwa Steve'a Sansweeta i Pete'a Vilmura. Po rozmowie z Kjerstim, zrozumiałem jak bardzo chciałem tę kawową książkę napisać, to było coś niesamowitego. [Windham określa ją jako kawową książkę w oryginale "coffee-table book" - jest to określenie książek, najczęściej albumów w twardej okładce, z masą zdjęć i obrazków, raczej nie fabularne, które raczej czyta się siedząc przy stoliku (ze względu na rozmiar)]. Ale ponieważ nie jestem ekspertem w dziedzinie Gwiezdno-wojennych kolekcjonariów, potrzebowałem współautora. Ucieszyło mnie i uspokoiło, gdy Pete Vilmur dołączył do projektu.

P: Macie jakiś jeden ulubiony obrazek Dartha Vadera, lub jakiś produkt?

RW: Moim odwiecznym ulubionym obrazkiem jest rysunek Vadera, który zobaczyłem w ogóle jako pierwszy. To jest okładka adaptacji książkowej, gdzie Vader rozpościerał się nad Lukiem i dominował na całej okładce. Mój starszy brat, Corey, kupił tę książkę w grudniu 1976, gdy miałem dwanaście lat. Przeczytałem ją tuż po nim. Już wcześniej widzieliśmy koncepty Gwiezdnych Wojen, których autorem był Ralph McQuarrie w magazynie Starlog, ale dopiero ta okładka jego autorstwa mną zawładnęła.

Pete Vilmur: Oczywiście, jako kolekcjoner posiadam ulubiony obrazek i ulubiony przedmiot. Obrazki, cóż zawsze podobała mi się seria Panasonic - plakatów z postaciami, które trafiły na rynek japoński pod koniec lat 80. Seria mało znana w Stanach, ale zdjęcia użyte do tych plakatów są zdumiewające. Ten z Vaderem zawsze był moim ulubionym, aż do niedawna, gdy pojawił się inny japoński plakat przedstawiający Vadera na ławce w parku otoczonego japońskimi uczennicami. Oba znajdują się w książce, jako dodatki.
A ulubiony przedmiot jeszcze nie został formalnie wypuszczony. Podobnie jak Ryder, zawsze podobała mi się wizja w jaki sposób McQuarrie przedstawiał początkowo hełm Vadera, więc nie mogę się doczekać kiedy pojawi się oryginalnych rozmiarów hełm Vadera eFX McQuarrie i wzbogaci moją kolekcję.

P: Czy gdy szukaliście materiału do książki, znaleźliście coś o Vaderze (lub powiązanych kolekcjonariach), co was zaskoczyło?

RW: Mnie zaskoczyło ile jest rzeczy związanych z Darthem Vaderem. Także byłem zaskoczony widząc jak mało materiałów promocyjnych dotyczyło wersji radiowej Gwiezdnych Wojen. Pete znalazł jakieś promocyjne broszurki i wycinki gazetowe, których nigdy wcześniej nie widziałem, domyślam się, że musiał głęboko kopać, by je znaleźć.

PV: Mnie zaskoczyło odkrycie, że postać grana przez Petera Cushinga - wielki moff Tarkin, we wczesnych fazach filmu był bardziej wyeksponowany, podczas gdy Vader był zaledwie jego ochroniarzem. Mam niesamowitą kolekcję materiałów sprzed premiery, i faktycznie prawie nie ma w nich Vadera, czasem znajdzie się pojedyncze zdjęcie czy komentarz. Ironiczne jest to, że dziś Vader to bez wątpienia ikona Gwiezdnych Wojen.

P: Jak tylko podpisaliście kontrakt, czy od razu myśleliście o jakimś konkretnym obrazku czy informacji, którą chcieliście umieścić w książce?

RW: Jestem wielkim fanem starych stripów komiksowych Archiego Goodwina i Ala Williamsona i zawsze polecam je fanom. Poza tym, że to są wspaniałe historie, są też przepięknie narysowane, a stripy ujawniają choćby konstrukcję flagowego okrętu Vadera - Egzekutora, a także ukazują trwający wątek z polowaniem i próbą pojmania rebelianta, który zniszczył Gwiazdę Śmierci. "The Complete Vader" dało mi możliwość, by ukazać jaki wpływ stripy komiksowe miały na późniejsze historie w EU, a także jak spopularyzowały Egzekutora, którego nazwa w filmach się nie pojawia.

PV: Byłem wniebowzięty możliwością ukazania jak Vader osiągnął status kultowej postaci. Fani praktycznie od razu wyczuli wyjątkowy charakter postaci i po premierze, rozwijali ją w opowiadaniach i artykułach, czy bardziej plastycznie tworząc obrazy, a także masę bootlegów, plakatów i wielu innych rzeczy. Fascynowały mnie wczesne formy tej fanowskiej ekspresji i „The Complete Vader” to idealna możliwość, by te materiały pokazać w taki sposób, by podkreślić ich znaczenie w bogatej historii fanów sagi.

P: Jak wam się pracowało razem? Pisaliście oddzielnie poszczególne rozdziały, czy może wymienialiście się tekstem i informacjami?

RW: Wstępny zarys napisałem ja, jeszcze zanim Pete zaczął cokolwiek, potem wymienialiśmy mnóstwo emaili, ustalaliśmy szczegóły, sortowaliśmy informację, poprawialiśmy i tak dalej. Zazwyczaj koncentrowaliśmy się na wybranych rozdziałach, ale podrzucaliśmy sobie pomysły, jak najlepiej dany materiał przedstawić, zwłaszcza w kontekście całości tematu. Na przykład, wspominałem o stripie komiksowym, który spopularyzował Egzekutora, ale to Pete miał wspaniały materiał o różnych wersjach zabawek tego okrętu. Oczywiście, nie chcieliśmy też, by książka zawierała informację zwielokrotnioną, a dodatkowo nauczyliśmy się, że nie zawsze dobrym rozwiązaniem jest publikowanie zdjęć w ich chronologicznie (od momentu ich pojawienia się). Nazwijcie nas ambitnymi, ale byliśmy bardzo zdeterminowani, by stworzyć książkę, na którą fani Gwiezdnych Wojen będą czekać z utęsknieniem.

PV: Jak powiedział Ryder, on napisał zarys, który był fantastycznie przemyślany, więc dodałem tylko kilka elementów, by rozbudować wpływ Vadera na popkulturę oraz potworną masę kolekcjonariów, które zainspirował. Sam zaś praktycznie stworzyłem rozdziały o międzynarodowych kolekcjonariach, a także "Vader w domu", ukazując jak mocno ta postać spenetrowała i zaszyła się w naszym codziennym życiu.

RW:Pete zrobił dużo więcej niż tylko dorzucił kilka elementów. Dostał złotą gwiazdę za nazwanie jednej sekcji „Objet D’Arth” (śmiech).

P: Jak wiele z materiałów w książce nie było wcześniej publikowanych?

RW:Nie liczyłem ile zdjęć nie było wcześniej publikowanych, ale myślę, że czytelnicy będą zaskoczeni ilością rzadkiego materiału, który się znalazł w książce. Właściwie jest tu wszystko od szkiców, przez zdjęcia z produkcji, po reprodukcje jeszcze nie odmłodzonych oryginalnych projektów graficznych. Oczywiście w książce znajdują się znane prace Ralpha McQuarriego czy Jonha Mollo, prawdę mówiąc byłoby przestępstwem, gdybyśmy ich nie umieścili. Han Park był bardzo hojny pozwalając nam wybrać sobie wiele rzeczy z jego kolekcji. Dodatkowo w książce znajdują się unikalne wywiady z Davem Filonim (reżyser nadzorujący Wojny Klonów), Henrym Gilroyem (scenarzysta) czy Randym Stradleyem (edytor w Dark Horsie).

PV: Nawet jako ktoś, kto żyje z pisania, wiem, że o sprzedaży tego typu książek decydują obrazki. Dlatego staraliśmy się dostarczyć tyle niepublikowanych wcześniej zdjęć ile tylko można, tak by powiew świeżości poczuli nawet najbardziej zatwardziali fani. Ryder i ja przejrzeliśmy nasze własne kolekcje, a także naszych przyjaciół (w tym Steve’a Sansweeta) no i archiwum Lucasfilmu, w poszukiwaniu nigdzie nie użytych wcześniej materiałów. I choć znajdują się w książce często używane zdjęcia i materiały dotyczące Vadera, nie oszczędzaliśmy miejsca na nowe, nigdzie wcześniej nie publikowane, zapewniam.

P: Czy jest coś, co chcieliście umieścić w tej książce, ale nie udało się z jakiś powodów?

RW: W początkowym stadium sugerowałem by do książki dołożyć dodatek audio, tak by otwierając okładkę usłyszeć dźwięk oddechu Vadera. Uważaliśmy, że to byłaby wspaniała rzecz, ale też baliśmy się, że mogłoby to wystraszyć trochę niespodziewających się tego czytelników. A poza tym, jak już książka poszła do druku, razem z Petem odkryliśmy, że mamy w zwyczaju poszukiwania, bo dalej dokopywaliśmy się do wspaniałych zdjęć i dziwnych faktów. Ale mówiąc to, jestem bardzo szczęśliwy, że skończyliśmy to w ten sposób. Projekt i produkcja tego była zdumiewająca.

PV: Byłem bardzo zadowolony z tego, co udało nam się zmieścić na 192 stronach, ale jak mówił Ryder, zawsze znajdzie się coś, co odkryjemy gdy skończył nam się czas, gdy już jest za późno, by to dołożyć. Jedną z takich rzeczy, które ostatnio odkryłem i z chęcią bym dołożył do rozdziału z plakatami Vadera to duża reklama McDonald’s z Francji, gdzie widzimy siedzącego Vadera, który Mocą sprowadza sobie tackę z jedzeniem, a w tle ściska się jakaś para. Nawet normalnie czerwony napis z logo McDonald’sa został tu przerobiony na czarny, to mój ulubiony nowy nabytek z Vaderem.

P: Czy macie jakąś ulubioną scenę z Vaderem z filmu?

RW: Jest zbyt wiele ulubionych. Ale myślę, że jedną z najciekawszych jest końcówka Imperium kontratakuje, zaraz po tym jak Sokół Millennium przełamał blokadę Bespina. Praktycznie czuć gniew Vadera, gdy zrozumiał, że Luke mu uciekł, a co ważne nie wyładowuje się na najbliższym oficerze. Gdy spogląda na admirała Pietta nie mówiąc ani słowa, czuje się niesamowitą, emocjonalną presję.

PV: Tak na szybko – i myślę, że wielu fanów się z tym zgodzi – to scena, w której Vader przechodzi na jasną stronę i wrzuca Palpatine’a do reaktora. To niesłychanie wzruszająca scena, ze świetnie dopasowaną muzyką Williamsa, która niejako powiązuje Luke’a na Tatooine czy śmierć Obi-Wana. Wciąż wywołuje to we mnie gęsią skórkę.

P: Czy pamiętacie pierwszy przedmiot związany z Vaderem, który kupiliście?

RW: Myślę, że pierwszą rzecz w pewien sposób ukradłem, chodzi o adaptację książkową, która należała do mojego brata, ale to się nie liczy. Miałem trzynaście lat, gdy w sklepach pojawiła się pierwsza figurka z Darthem Vaderem. Wielu chłopaków twierdziło, że są już za starzy na takie zabawki, ale nie ja. I tak, mam ją do dziś.

PV: Z łatwością. 12-calową figurkę Vadera firmy Kenner, którą otrzymałem na gwiazdkę w 1979. To była pierwsza moja zabawka z Gwiezdnych Wojen, no i pamiętam jak bardzo cieszyło mnie czerwone ostrze miecza, byłem bardzo prostym dzieciakiem.

P: Gdybyście mieli możliwość przebrania się w kostium Vadera publicznie, zrobilibyście to?

RW: Natychmiast. Zwłaszcza gdyby to była jakaś impreza dla małych dzieci, wtedy nie zastanawiałyby się nad tym, że jestem o kilka cali niższy niż prawdziwy Darth Vader.

PV: Ja mam klaustrofobię, gdy mam zakładać na głowę jakieś maski, więc prawdopodobnie nie. Poza tym wolę ubrać wewnętrzny kostium Vadera.


Temat na forum.

Przykładowe strony z ''The Complete Vader''

StarWars.com
12

Oficjalna pokazała osiem plansz z zapowiadanego już u nas przewodnika skupionego wokół tylko jednej postaci – najmroczniejszego Lorda Vadera. Przypomnijmy, że "Star Wars: The Complete Vader" autorstwa Rydera Windhama oraz Petera Vilmura, ma mieć 192 stron zapełnionych informacjami o powstaniu, ewolucji, gadżetach i olbrzymim wpływie na popkulturę Dartha Vadera.
Okładkowa cena albumu to 60 dolarów ameryańskich lub 30 funtów brytyjskich. Premierę albumu zaplanowano na 27 października.



Przedstawienie Catherine Winder

0

Część I: Budowanie z kawałków

Zanim fani Gwiezdnych Wojen mieli okazję poznać Catherine Winder w maju na Celebration IV, Pete Vilmur (pracownik Lucasfilmu, który zajmuje się tekstami w sekcji TCW) miał możliwość poznać ją kilka tygodni wcześniej, wraz z kilkoma innymi członkami marketingu Lucasfilm, którzy zostali zaproszeni na wizytę w Lucasfilm Animationw Big Rock Ranch. Dla Vilmura było to jak powrót do domu, ponieważ pracował w Big Rock (które przylega do Skywalker Ranch tuż przy wzgórzach Nicasio), kiedy pracował przy projektach w Lucasfilm w 2003 i potem był pracownikiem Lucasfilm Online w 2005, aż do momentu gdy przenieśli się do Presidio w San Fancisco. Dobrze wspomina pracę w tamtym miejscu.



Pete zajrzał do pomieszczeń biurowych, które niegdyś dzielił i natychmiast otrzymał mnóstwo zainteresowanych spojrzeń ze strony nowych lokatorów. Potem wszedł do biura Cateherine, z widokiem na sztuczne jezioro przed głównym budynkiem. Ściany były pokryte szkicami, rysunkami, wykresami i innymi rzeczami związanymi z Wojen Klonów, ale także znalazło się tam kilka pamiątek po innych projektach, przy których pracowała, choćby plakat z Epoki Lodowcowej, czy fragmenty z animowanego Aeon Fluxa (serial TV animowany dla MTV z początku lat 90, a nie film pełnometrażowy). Nie ulega wątpliwości, że Lucasfilm Animation znalazł właściwą osobę do wyprodukowania serii, doświadczoną w progresywnej animacji i opowiadaniu historii.

Vilmur odkrył, że Winder rozpoczęła swą przygodę z animacją podczas pobytu w Azji. "Przejechałam wokół świata i skończyłam w Japonii, gdzie dostałam pracę w Dysneyu", wyjaśnia Winder. "Kupili tam wtedy właśnie japońskie studio animacji, a ponieważ jestem kanadyjką i znam trochę japoński, zatrudnili mnie abym ich reprezentowała oraz wspomagała reżyserów i producentów rezydujących w LA. To pod ich skrzydłami zapoznałam się jak japończycy produkują animację, stałam się też węzłem komunikacyjnym, kiedy zlecili podkontrakty w Korei i na Tajwanie. Byłam głównym łącznikiem ze studiem w Los Angeles".

Potem przeniosła się na Tajwan by zarządzać produkcja animowanych filmów dla Hanna-Barbera/Turner Pictures, a potem dołączyła do produkcji takich seriali jak Spawn i Spicy City dla HBO, no i oczywiście Aeon Flux dla MTV. Następnie dołączyła do Fox Feature Animation, gdzie zbudowała i zrekonfigurowała ich studio Blue Sky w Nowym Jorku, a następnie nadzorowała produkcje "Epoki Lodowcowej", która dostała nawet nominację do Oskara. Jakimś cudem zdołała w tym okresie nawet napisać do spółki z przyjacielem ksiązkę "Producing Animation", która otworzyła jej drogę do tego by stać się konsultantem w LA, i pozwoliła pracować w domu. Wiosną 2005 spotkała Główną Menadżer i wiceprezes Lucasfilm Animation, Gail Currey.



"Gail poprosiła mnie by pracować z nią nad zarysem, napisać biznes plan i zbudować cała strategię, budowy studiów tu i w Singapurze", wspomina Winder. Przyszła producentka bardzo szybko skusiła się na propozycję, także dlatego że miała ochotę opuścić LAX. Przeniosła się więc z pracą na północ do Big Rock Ranch, gdzie szybko odkryła, że to bardzo kreatywne miejsce.

"Byliśmy tam jak w utopii daleko od tego całego stresu, ruchu, hałasu typowego dla studiów w LA" mówi Winder. "Artyści mówili mi, że to wspaniale, że mogą się przejść do lasu i umyć ręce. Doświadczyli tu spokoju umysłu, jakiego próżno szukać w innych miejscach."

Jako producent wykonawczy w Lucasfilm Animation, Winder nadzoruje każde stadium produkcji wszystkich projektów w studiu. Współpracując z Gail Currey, pomogła jej stworzyć studia zarówno w Big Rock Ranch jak i Singapurze. Sama Catherine uważa okres rozpoczynania projektów za najbardziej ekscytujący.

"Lubię budować wszystko z kawałków." mówi. "a razem z Gail zaczynałyśmy od pustej kartki papieru. A mając środki, takie jak choćby technologia czy infrastruktura, które od razu nas wspomagały, miałyśmy wspaniały początek."

Część II: Produkowanie TCW

Ale kiedy przychodzi do Wojen Klonów, Windler jest bardzo dumna z tego jak seria rozwija się zarówno z punktu widzenia produkcji, jak i samej historii. "To nie jest serial zorientowany na akcję, jak można było wywnioskować ze zwiastuna", mówi. "To raczej opowiadanie osobistych 22-minutowych historii, które pozwalają poznać nam niektóre z postaci z uniwersum Gwiezdnych wojen lepiej. A to już na prawdę luksus czasu pracy nad tymi odcinkami".



"Produkujemy to raczej w stylu serialu będącego antologią," kontynuuje. "Mamy tło Gwiezdnych Wojen i nasze główne postaci, które ukażemy z bliska, ale będą też odcinki, gdzie pojawiają się inne postaci z uniwersum. To piękno tej serii, które tkwi w tym, że mamy elastyczność by móc opowiadać różne rodzaje historii, jedne bardziej narratywne i osobiste, a inne mocno skoncentrowane na akcji. Ale ogólny cel i duch, to tonacja zbliżająca się do Epizodu IV."

Antologiczny sposób opowiada historii pozwoli aby każdy z odcinków mógł stać się samodzielnym i samoistniejącym, a to zdaniem Winder, pozwoli wejść w serial w każdym momencie i szybko zorientować się w nim. "Będzie można zacząć oglądać serial od drugiej części z historii trzy częściowej i wciąż czerpać z niej radość, tak jak z osobnego odcinka, a to głównie dzięki otwierającym narracją, które zorientują widza i otworzą indywidualną historię. Dla każdego odcinka przygotowaliśmy też coś, co nazwaliśmy "Ciasteczkiem Jedi", które jest tematycznym jądrem odcinka, które ma spowodować, że zarówno dzieci jak i starsza widownia trochę nad tym pomyśli."

"Te historyjki próbują naświetlić tak przyczynę jak i efekt," kontynuuje Winder, "ukazują wybór, który dokonujemy i rezultat tego wyboru. Idea jest taka, by dzieciaki po obejrzeniu miały trochę do pomyślenia i nauczenia się. Jeśli spojrzy się na niektóre z kreskówek, czasem postaci są w sposób otwarty chytre czy chciwe, a nie ma to żadnego uzasadnienia w historii, przez to do dzieciaków nic nie dociera. Jeśli spojrzeć na ten serial z tej perspektywy, jest na prawdę przeznaczony dla całej rodziny. To coś, z czego byłabym dumna, pokazując to swoim dzieciom."

Zgodnie z tym co mówi Winder, TCW różni także od klasycznych seriali animowanych nieliniowe podejście do produkcji. "W typowym animowanym serialu, piszesz scenariusz, poprawiasz go, produkujesz, zmieniasz kilka linijek, produkujesz, dodajesz efekty i jest skończony. To coś skrajnie innego niż mieliśmy tutaj."

Winder używa jako przykładu by to zilustrować sytuacji, kiedy samodzielnemu odcinkowi dorobiono sequel, a potem prequel. Byłoby to mocno problematyczne w linearnym procesie produkcji. Ale TCW ma tę elastyczność, która pozwala poprawiać i dopieszczać elementy historii na każdym stadium produkcji, dzięki temu to ewoluuje. To działa podobnie jak w filmie fabularnym. "Produkujemy mini filmy fabularne, a tam jak wiadomo wszystko poprawia się dogrywa aż do końca, byleby postaci i historia były lepsze." Tłumaczy Winder. "A mając George'a Lucasa, który pochodzi ze świata filmów fabularnych, było dla nas dodatkową zaletą."

Lucas jest żywo zainteresowany rozwojem i kierunkiem serii, spotyka się z Winder i jej zespołem od jednego do trzech razy tygodniowo. "Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że poświęca nam czas." Mówi Catherine. "Myślę, że trudno by całej kompanii poświęcał taką uwagę jak nam, a on jest mocno zaangażowany w serial. Ma czystą wizję, którą chce zrealizować, i nadzoruje produkcje upewniając się, że dokładnie podążamy w kierunku, który on nakreślił. On zazwyczaj daje nam informację zwrotną o tym, co napisaliśmy, o kluczowych projektach, rozplanowaniu 3D, czy też o naszych renderach, i wszystkich innych krytycznych stadiach produkcji."

Winder jest bardzo zadowolona ze swych doświadczeń nad TCW, cieszy się wolnością, którą dał jej i jej zespołowi Lucas, gdy pracują nad marką Gwiezdnych Wojen. "George nie ogranicza nas mówiąc, że tak to dotychczas robiło się w Gwiezdnych wojnach i musimy robić tak samo. On chce byśmy zdefiniowali to uniwersum w sposób unikalny i nowy, byśmy zaskoczyli publiczność, zwłaszcza tych prawdziwych wieloletnich fanów. Będą tu rzeczy, których się nie spodziewają, a to jest na prawdę dla nas ekscytujące."

Star Wars Vault

0

W USA ukazała się długo oczekiwana pozycja autorstwa Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura pt. „Star Wars Vault”. To niesamowita gratka tak dla prawdziwa fanów sagi, jak i kolekcjonerów, ukazująca historię tego wspaniałego przedsięwzięcia w sposób niezwykły, od strony publikacji wszelkiego typu. W oficjalnym sklepie można już kupować specjalną wersję opatrzoną autografami autorów.

Swoją drogą jest to piąta pozycja książkowa wydana w tym miesiącu w USA (po Pop-up Guide, Death Star, MAD about Star Wars i True Colors), w sumie to dawno nie było tam aż tak udanego miesiąca.

Star Wars Vault

oficjalna
8

Z końcem października fani Gwiezdnych Wojen w USA otrzymają kolejną gratkę z okazji 30-lecia, tym razem będzie to długo oczekiwane ''Star Wars Vault'', które pojawi się już 30 października (wspominaliśmy już o tym kiedyś).



Napisany przez pracowników Lucasfilm: Steve'a Sansweet'a oraz Pete'a Vilmura przewodnik zawiera dziesiątki rzadkich fotografii, faktów, kolekcjonariów, a także nagrań zarówno od autorów tych kolekcjonariów jak i wybranych z archiwum Lucasfilm w Skywalker Ranch. Ale co czyni Vault tak innym, tak wyjątkowym to fakt, że jest w nim mnóstwo wkładek, od rozkładanych reprodukcji plakatów, biletów, programów koncertowych, t-shirtów, zakładek i wielu innych przedmiotów (w sumie 50), z których kilka nie wielu wcześniej widziało.

Ale by pełniej odebrać to niesamowite doświadczenie, trzeba włożyć przynajmniej jedną z dwóch dołączonych płyt CD, napełnionych pełną rzadkich nagrań publicznych. To prawie dwie godziny starych nagrań radiowych reklam, oryginalnych wywiadów, fragmentów radiowej adaptacji SW, kompletny sountrack Star Tours, komentarze George'a Lucasa i wiele innych rzeczy, które są wspaniałym soundtrackiem dla tej książki.

SW: Vault będzie także dostępny w kilku wersjach językowych. Cena na Amazonie wynosi około 50 dolarów.

Wojny Klonów na ranczu

StarWars.com
5

Kiedy w lipcu Pete Vilmur po raz pierwszy zaczął na oficjalnej pisać o TCW, kiedy pojawiały się informacje z Celebration IV i Celebration Europe, reżyser Dave Filoni zasugerował, żeby wspomnieć o duchowym centrum Gwiezdnych Wojen o Ranczu Skywalkera. W końcu jest to miejsce, gdzie Gwiezdne Wojny powstawały od lat, gdzie saga wciąż żyje, czy to w oryginalnych przedmiotach, konceptach artystycznych, kostiumach, manuskryptach, a to wszystko powoduje, że ten dom i jego otoczenie jest dla wielu fanów ziemią uświęconą. I nie zapominajmy o ludziach, tu wciąż pracuje wiele osób od lat związanych z sagą, czy to pośrednio, czy bezpośrednio są oni częścią dziedzictwa.


A wraz z "The Clone Wars", Dave Filoni dołączył do ekipy Skywalkera, pracując w siedzibie głównej Lucasfilm Animation w Big Rock Ranch, które geograficznie dzielą wspólna granicę. Nie uważajcie błędnie, że Big Rock to ranczo Skywalkera, tak się składa, że ma osobną bramę, nazwę i bezimienną skałę. A wjazd do studia znajduje się tam gdzie są inne Hollywoodzkie bramy. A to co najbardziej różni oba te miejsca od każdej innej pracy w Los Angeles, mówi Filoni, to, że każdy kto tu przyjeżdża ma to samo uczucie, czuje się jak na wsi, daleko od centrum miasta, a budynki które zaprojektował i stworzył George są fantastyczne i przepiękne. To już wtedy działa inspirująco.

Inną zaletą pracy tutaj jest to, że Gwiezdne Wojny wpłynęły też na krajobraz. Otóż zdaniem Filoniego, patrząc na niektóre drzewa widzi się przelatujące między nimi speedery, a wzgórza wokół Big Rock przypominają Naboo, gdzie Gunganie stoczyli bitwę. Jest tu jeszcze kilka innych rzeczy przypominających o tym, co stworzył George Lucas, a rozwijając sagę dalej w tym samym miejscu, czujemy wpływ i kreatywność poprzedników. I zdaniem reżysera, wszyscy czują dokładnie to samo.

Dla większości z nas, Skywalker Ranch zawsze było czymś w rodzaju Xanadu, bogatej, ekskluzywnej posiadłości z Obywatela Kane’a, gdzie przechowywano pamiątki z czasów naszej młodości, gdzie znajdują się magazyny z archiwami, z kostiumami i przedmiotami. Mając dostęp do tych archiwów, trudno sobie nie wyobrazić zazdrości większości fanów, jak można by przejść na kolanach obok oryginalnego miecza z ANH? Ale daje to pewność, że pracuje się nad GWIEZDNYMI WOJNAMI na ranczu SKYWALKERA.


Jeśli chcemy zobaczyć jak wyglądał miecz Anakina Skywalkera w szczegółach, tłumaczy Filoni, dzwonimy, i zostaje nam przyniesiony. Gdy chcemy zobaczyć kostium, który nosiła Padme, dostajemy go i możemy mu robić zdjęcia. Gdy chcemy obcować z białym strojem księżniczki Lei czy hełmem Boby Fetta, wszystko tu jest. I używamy tego, by inspirować artystów i scenarzystów TCW. Dotyczy to także konceptów artystycznych, ciągnie Filoni. I to wielka rzecz, bo ludzie pamiętają kostiumy, ale nie pamiętają jak to wyglądało w oryginalnych malunkach Ralpha McQuarriego czy szkicach Joe Jonhstona. To materiały sprzed czasów nim nastały Gwiezdne Wojny, gdy były to tylko pomysły. Wszystko to tu fizycznie istnieje, bo George o to zadbał i zabezpieczył, a na dodatek używamy tego, by rozbudować nasz serial.

Filoni przyznaje też, że gdyby produkcja nie odbywała się w Skywalker Ranch, trudniej byłoby dostać dostęp do wszystkich tych pamiątek i materiałów, a to by nie działało już tak twórczo. Wtedy trzeba by wszystko nagrywać na taśmach, wszyscy byliby zdenerwowani gdy opuszczali by Ranczo, a teraz wystarczy tylko przejść się drogą, a ludzie tu są super mili i nas wpuszczają. Oczywiście zatrudnieni pracownicy na ranczu SKywalkera są jedną z zalet TCW, dostarczają nie tylko swoje talenty, wiedzę, czas i zasoby, ale także siłę napędową, która pozwala utrzymać produkcję w skali TCW w ruchu. A co najważniejsze wielu z nich jest żywymi połączeniami sagi z nową produkcją. Są ludzie połączeni na zawsze z dziedzictwem Gwiezdnych Wojen, tacy jak Matt Wood, który pracował nad prequelami pod czujnym okiem Bena Burtta, który niesie ze sobą mit, tak jak Ben niósł go przez prequele. Teraz Matt pracuje nad TCW. Jest wielu ludzi w Lucasfilm, którzy pracowali nad sagą przez lata, rozwijali ją. To działa bardzo pobudzająco, gdy wie się ilu ludzi dba tu o sagę, dla ilu jest ona ważna. A to właśnie powoduje, że ranczo przenosi nas na najbardziej twórczy poziom. Swoją drogą Matt Wood podkładał też głos Grievousa.

A to co najbardziej unikalne w pracy w Skywalker Ranch, to zdaniem Filoniego, wspólne uczucie, które dzielą wszyscy członkowie ekipy, czując, że TCW to ich projekt, ich dzieło, i oddają się mu na każdy możliwy sposób. Myślę, że to ważne dla każdego, kto pracuje u Skywalkera, że czuje połączenie naszego projektu z Gwiezdnymi Wojnami, mówi Filoni. Nie robimy tego w oddzielnym studiu, tworzymy to jako część rodziny Lucasfilm. Nawet ludzie w archiwum czują, że współtworzą nasz serial, tak jak pracownicy kafeterii czy sklepu, gdzie sprzedają zabawki Gwiezdnych Wojen wszystkim moim pracownikom. To wielka grupa ludzi, która pracując w tym miejscu przez prawie 30 lat, a to pozwala odczuć oddech historii i powiązanie naszego serialu z Gwiezdną Sagą.

The Star Wars Vault

oficjalna
6

Czy kiedykolwiek marzyłeś o tym, by spojrzeć na oryginalny ręcznie napisany przez Lucasa treatment (czyli wstępne streszczenie scenariusza, zarys fabuły) "Imperium Kontratakuje", czy dotknąć palcem album ze zdjęciami, jaki dostali twórcy i obsada "Nowej Nadziei"? Czy żałujesz, że nie mogłeś wysłuchać w 1978 koncertu Johna WIlliamsa, albo kupić biletu do jedynego licencjonowanego Cyrku Star Wars? A gdzie się podziały t-shirty, które nosiłeś będąc (amerykańskim) dzieckiem? Teraz fani mogą sobie przypomnieć sagę, jako ci którzy nosili t-shirty, chodzili na koncerty i wiele innych rzeczy a wszystko dzięki masywnemu, interaktywnemu tomowi zwanemu „The Star Wars Vault” które szykuje Harper Entertainment.


Napisane przez Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura, ukazuje historię sagi, opiewająca trzy dziesięciolecia, ale koncentrując się na wszelakich dewocjonaliach, rzeczach które można przeczytać, dotknąć, albo posłuchać. Są tam reprodukcję fragmentów scenariusza, biletów, katalogów, naklejek, nut, wywiady audio, spoty radiowe, fragmenty radiowej adaptacji i wiele innych. W środku znajdziemy między innymi 50 interaktywnych i rzadkich, a często nawet nigdy nie publikowanych kolekcjonariów, setki zdjęć, dwa CD zawierające przeszło 2 godziny, starych reklam radiowych czy oryginalnych wywiadów, a także kompletny soundtrack Star Tours i komentarze Lucasa.

Ten interaktywny album ma pojawić się w USA jesienią, a kosztować będzie około 85 dolarów (na Amazonie książka kosztuje teraz 53$).

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.