TWÓJ KOKPIT
0

The Force Unleashed II :: Newsy

NEWSY (57) TEKSTY (3)

NASTĘPNA >>

Które z gier Star Wars działają na Steam Decku?

2022-02-25 12:26:10

Steam Deck, czyli hybryda peceta i przenośnej konsoli ma premierę dziś o 19. Valve obiecywało pełen dostęp do biblioteki Steama i chociaż na chwilę obecną niespełna tysiąc gier zostało zbadanych przez korporację, szacuje się że ok. 80% tytułów powinno być co najmniej grywalnych. Z tej okazji postanowiliśmy sprawdzić jak gry spod znaku „Gwiezdnych wojen” mogą sobie radzić na Decku. Nie mamy Decka i nie możemy stwierdzić jak gry działają w rzeczywistości, ale możemy wykorzystać dostępne publicznie narzędzia i oszacować ich kompatybilność. Czeka nas trochę tekstu i nowych informacji, więc zróbcie sobie kawę i rozsiądźcie się wygodnie lub zapiszcie sobie artykuł na później.

Wstęp: Deck i Proton

Steam Deck na materiale promocyjnym.

SteamOS, którego używa Deck, to zmodyfikowana wersja Arch Linuxa. Jest to zwykły system operacyjny dla komputerów osobistych, jak Windows. Można instalować w nim zewnętrzne programy, w tym inne sklepy i gry – choć obecnie tylko Steam i itch.io oferują oficjalne aplikacje – oraz podłączać wszelkie maści peryferia za pośrednictwem hubów USB i Bluetootha – od myszy i klawiatury po (teoretycznie) drukarki. Aby uruchomić programy napisane pod Windowsa, SteamOS wykorzystuje Protona. Proton nie opiera się na emulacji, a dużo wydajniejszej warstwie kompatybilności (zwanej Wine) tłumaczącej windowsowe polecenia na zrozumiałe przez Linuxa. Co ciekawe, często lepiej działa ze starymi programami niż nowe wersje Windowsa.
ProtonDB pozwala łatwo sprawdzić jak gry ze Steama radzą sobie na różnych dystrybucjach Linuxa (w przypadku Decka najbliższa konfiguracja to Manjaro Linux z GPU i CPU od AMD), wykorzystując informacje zgłaszane przez innych użytkowników. Ranking platynowy oznacza, że gra działa bez zarzutów (nie posiada błędów nieistniejących na Windowsie), a złoty że do optymalnego działania należy wprowadzić pewne zmiany ręcznie – czasem chodzi tylko o zmianę ustawień grafiki, ale czasem trzeba się bardziej wysilić, dlatego dobrze jest przeczytać ostatnie raporty użytkowników. Valve wprowadziło też własny system, dedykowany dla Decka: przeglądają wszystkie gry, dzieląc je na zweryfikowane, grywalne i niewspierane. Zweryfikowane gry powinny działać na Decku bez zarzutu, oferując odpowiednią jakość i komfort rozgrywki na małym ekranie. Tytuły grywalne są, jak sama nazwa wskazuje, grywalne, ale nie oferują optymalnego doświadczenia. Winne zazwyczaj są uciążliwe launchery, brak pełnego wsparcia dla kontrolera (Deck posiada również ekran dotykowy i gładziki) oraz mały, nieczytelny tekst. Pozycje niewspierane nie działają na Decku oraz (zazwyczaj) Linuxie. Większość niewspieranych tytułów to pozycje VR oraz bez wsparcia anti-cheata. Najpopularniejsze: Easy Anti-Cheat i BattlEye dają deweloperom możliwość łatwego włączenia kompatybilności z Protonem. Gry mogą zostać uznane za niewspierane jeśli można je uruchomić, ale zawierają błędy.
Uwagi: Jeśli nie podano inaczej, gra nie została zweryfikowana przez Valve. Nie możemy w tej chwili ocenić jak niezweryfikowane gry poradzą sobie ze specyficzną charakterystyką Decka, np. małym wyświetlaczem czy brakiem myszy i klawiatury. Opinie graczy pochodzą z ProtonDB. Część błędów mogła zostać rozwiązana w najnowszej wersji Protona, jednak obecnie nie ma danych na ten temat.

Steam: gry od EA

„Upadły zakon” na materiałach promocyjnych.

EA nie tworzy portów swoich gier na Linuxa, jednak gwiezdnowojenne pozycje dobrze działają z Protonem. W jednym ze zwiastunów Steam Decka moglibyśmy nawet zobaczyć „Upadły zakon”. Niestety Origin przy uruchamianiu przez Steama nie oferuje pełnego wsparcia dla kontrolerów.
Squadrons – na jakiś tydzień przed premierą Decka EA uruchomiło wsparcie anti-cheata dla Protona, dzięki czemu gra powinna działać bez problemów. Kilka dni później Valve oznaczyło ją jako grywalną ze względu na ostrzeżenie o niekompatybilnym systemie operacyjnym.
Jedi: Upadły zakon – tytuł jest grywalny, jedynym problemem jest Origin, który nie zawsze sam się wyłącza po zakończeniu gry. Jak mogliśmy zobaczyć na materiałach promocyjnych, gra działa bez zarzutu.
Battlefront 2 (DICE) – również grywalny, tu ponownie problemem jest Origin i jego brak wsparcia dla kontrolerów. Dodatkowo, dostęp do niektórych elementów w grze wymaga użycia ekranu dotykowego lub zmiany ustawień kontrolera. Anti-cheat działa z Protonem.
Battlefront (DICE) – niezweryfikowany, ale powinien sobie radzić podobnie jak sequel.
The Old Republic – kolejna grywalna pozycja. Jedyne problemy to launcher który nie wspiera kontrolera, konieczność ręcznego wywołania klawiatury ekranowej gdy jest potrzebna i złe ikonki przycisków kontrolera w grze (lub ikony myszy i klawiatury).

Steam: LEGO

„LEGO Gwiezdne wojny: Saga Skywalkerów” prawdopodobnie będzie działać na Decku w dniu premiery.

Gry LEGO nie zawsze oferują linuxowe porty, ale praktycznie wszystkie radzą sobie bez żadnych problemów z Protonem.
Przebudzenie Mocy – większość osób nie zgłasza żadnych problemów.
The Clone Wars – it just works™.
The Complete Saga – zweryfikowana.

Steam: starsze tytuły

„Racer” to tytuł w sam raz dla konsoli przenośnej. Czy zadziała na Decku? Prawdopodobnie tak.

Starsze gry mają tendencję do niedziałania idealnie na nowszych komputerach, czy to na Windowsie, czy na Linuxie. Część z problemów wynika z braku wsparcia dla współczesnych rozdzielczości monitorów, co z kolei nie powinno być problemem na Decku z ekranem 720p – chyba że ktoś podłączy zewnętrzny monitor. Jeśli zaś chodzi o mody, używam ich sporo i nie natknąłem się jeszcze na żadne problemy. Jako że gier Star Wars jest bardzo dużo, poniżej przybliżę tylko wybrane z nich.
The Force Unleashed 2 – problemy z filmami wymagają nieoficjalnych łatek, zdarzają się też drobne problemy z teksturami efektami graficznymi. Część osób nie mogła uruchomić gry.
The Force Unleashed – do uruchomienie konieczna jest zmiana nazw laucherów i modyfikacja pliku konfiguracyjnego. W grze pojawiają się liczne problemy graficzne, ale nie blokują rozgrywki.
Knights of the Old Republic 2: The Sith Lords – chyba jedyna gra Star Wars, która otrzymała port na Linuxa. TSL Restored Content Mod działa.
Knights of the Old Republic – KotOR słynie ze swoich problemów z rozdzielczością i niskiej stabilności, na szczęście wszystkie rozwiązania i mody dla Windowsa działają również na Linuxie (z dokładnością do ścieżki katalogu gry).
Battlefront 2 (oryginalny) – grywalny, podobnie jak TOR nie wspiera w pełni kontrolera, wyświetla złe ikony i wymaga ręcznego wywołania klawiatury ekranowej. Multiplayer również działa.
Battlefront (oryginalny) – większość graczy nie zgłasza żadnych problemów.
Empire at War – na Linuxie działa raczej dobrze z okazjonalnymi drobnymi problemami (chwilowe ścięcia przy kompilacji cieni, wolne ładowanie).
Republic Commando – jak większość starszych tytułów ma drobne problemy z wyświetlaniem grafiki i rozdzielczością. Pomijając te problemy, gra działa.
Jedi Knight – Jedi Academy – najczęściej zgłaszanym problemem jest czułość kontrolera/myszy. Multiplayer działa prawidłowo. Aktualizacja: gra została oznaczona jako niewspierana.
Jedi Knight 2: Jedi Outcast – sporo osób zgłasza problemy z grafiką, ale większość można rozwiązać lub nie blokują rozgrywki.
Dark Forces – podobnie jak na Windowsie do uruchomienia gry potrzebny jest emulator DosBox. Mogą pojawić się drobne problemy.
Episode I Racer – w filmikach brakuje dźwięku, zapewne przez użycie własnościowych kodeków (Valve powoli pracuje nad rozwiązaniem tego problemu).
Galactic Battleground Saga – uruchomienie jej i doprowadzenie do stanu używalności może wymagać pewnej gimnastyki, np. pobrania nieoficjalnej wersji Protona i modów. Nie radzi sobie z rozdzielczością współczesnych monitorów, ale Deck ma wystarczająco mały ekran.

Gry spoza Steama

Deck z działającymi sześcioma kontrolerami podłączonymi przez Bluetooth, jednym przewodowo, głośnikiem bezprzewodowym, klawiaturą i myszką.

Jako że Deck ma możliwości peceta jest to temat na oddzielny artykuł (który mogę napisać, jeśli będzie duże zainteresowanie). Podam zatem tylko ogólne informacje. Protona (i Wine) można stosować do aplikacji poza Steamem i istnieją programy, które znaczącą to ułatwiają (jak Lutris). Ponieważ większość sklepów nie oferuje launcherów pomocne mogą okazać się projekty społeczności: Lutris do gier ze Steama, Goga, Humble Bundle, EGS, fizycznych nośników i innych, a wkrótce również Origina i Ubisoft Connect; Heroic Games Launcher do Epica, a wkrótce Goga; Minigalaxy do Goga. Oficjalne launchery na Windowsa można również uruchomić za pomocą Protona/Wine, tak jak robi to Steam np. dla Origina. Ponadto Humble i Gog oferują gry na Linuxa i Windowsa działające bez dodatkowych aplikacji, mimo że Gog twierdzi inaczej. Stosując przejściówki można również podłączyć do Decka napęd optyczny i o ile Valve nie zdecydowało się na uszczuplenie bazy sterowników powinien on działać jak w zwykłym komputerze. A przecież są jeszcze emulatory…

Podsumowanie

Jak widać zdecydowana większość gier z naszego uniwersum powinna działać na Decku – niektóre trochę lepiej, inne trochę gorzej. Spośród siedmiu sprawdzonych przez Valve gier pięć jest grywalnych, jedna zweryfikowana i jedna niewspierana, a wg ProtonDB z 36 gier na Steamie 27 ma co najmniej złotą kategorię. Jeśli jesteście ciekawi jak Deck poradziłby sobie z Waszą biblioteką Steama istnieje na to prosty sposób. Macie jeszcze jakieś pytania dotyczące gier Star Wars na Decku? Dajcie nam znać pod tym newsem a chętnie na nie odpowiemy.

Artykuł zaktualizowano o 14:15 dodając informację o przyznaniu kategorii „niewspierana” grze „Jedi Knight: Jedi Academy” oraz doprecyzowano, że niewspierane gry mogą być uruchomione na Decku, ale będą zawierać błędy.
KOMENTARZE (6)

„Kolekcja komiksów Star Wars” - tom 31

2019-02-28 22:35:22

W kioskach i salonach prasowych można znaleźć trzydziesty pierwszy tom Kolekcji komiksów Star Wars zatytułowany „Moc wyzwolona” zawierający komiksy:


Komiksy Star Wars Kolekcja 31: Moc wyzwolona
Cena: 39,99 zł
Data premiery: 27.02.2019

Więcej informacji o samej kolekcji oraz o prenumeracie dostępne są pod tym adresem: www.deagostini.pl/starwarskomiksy.


Temat na forum
KOMENTARZE (7)

Weekend 40-lecia – „Przebudzenie Mocy”: Przegląd teorii o Snoke'u

2017-11-17 21:24:20 Przepastny Internet



Od niemal dwóch lat jedno imię spędza sen z powiek fanów, którzy choć raz widzieli „Przebudzenie Mocy”: Snoke. Niejednego z nas zastanawia tożsamość tajemniczego przywódcy Najwyższego Porządku. Bohater ten może nie rozpalałby tak bardzo wyobraźni, gdyby nie parę nielicznych faktów, które o nim wiemy. Najważniejszy z nich to czasy jego życia, Snoke bowiem był świadkiem powstania i upadku Imperium, z czego wniosek, że musiał urodzić się jeszcze przed „Zemstą Sithów”. Fani szybko przyjęli więc tezę zgodnie z którą wódz musi być jakoś powiązany z jedną z istniejących postaci.

Poniżej przedstawiamy kilka wybranych teorii o pochodzeniu Snoke'a, które albo cieszą się największą popularnością, albo są po po prostu ciekawe. Nie sposób przedstawić ich wszystkich, bo miłośnicy SW są w stanie udowodnić każdą tezę. Absolutnie każdą.

Snoke to Plagueis



Jak o tym pomyśleć, to teoria nie jest taka głupia, a przynajmniej wiele osób w nią wierzy. Właściwie ma najwięcej sensu ze wszystkich tu przedstawionych. O mistrzu Palpatine'a w nowym kanonie nie wiemy wiele ponad to, co przedstawiono w „Zemście Sithów” wraz ze słynną tragedią. Plagueis miał moc utrzymania tych, których kochał przy życiu, jednak zabił go własny uczeń. Ale czy na pewno? Może to Sheev się tutaj myli?

Dowody? Są ich oczywiście dziesiątki. Można na sam początek krzyknąć, że rasa się nie zgadza... ale tutaj wszystko jest kwestią tego, jak Disney potraktuje wolę Lucasa, który chciał, aby Sith był Muunem. I takowym jest w Legendach, ale nawet w „The Force Unleashed II”, gdy wczesna wersja scenariusza zakładała jego udział, eksperymentowano z jego wyglądem. Tak więc nowokanoniczny Plagueis może być po prostu przedstawicielem nowego gatunku, choć w pracach koncepcyjnych do TFA faktycznie wyglądał momentami jak mieszkaniec Muunilinst. EU prawdopodobnie będzie stanowiło inspirację i tylko (lub aż) inspirację - coś w duchu tego, co robił duet Lucas-Filoni w TCW, a potem sam Filoni w „Rebels”. Potwierdzeniem tego jest zdjęcie Andy'ego Serkisa, który na planie prócz swojego kostiumu do motion capture ma jeszcze laskę... bardzo podobną do tej, z którą przedstawiono mistrza Palpatine'a w parodystycznym „Tagu i Binku” (którego bohaterowie notabene pojawią się w „Solo”), a potem już w kanonicznych źródłach.

No dobrze, skoro przyjmiemy tezę, że rasa może być inna, to właściwie jaka była historia Plagueisa? Ano taka, że - jak jest to sugerowane w „Zemście” - mógł faktycznie nakłonić midichloriany do poczęcia Anakina. To by tłumaczyło jego późniejsze zainteresowanie Kylem, wnukiem Skywalkera. Potem okazałoby się, że wcale nie zginął z ręki ucznia, a to Palpatine przez cały czas żył w niewiedzy - niemniej, blizny, do tego duże, pozostały. Tymczasem Plagueis, znany teraz pod nowym mianem, zaszył się gdzieś w Nieznanych Regionach (co by tłumaczyło dlaczego Imperator był bardzo zainteresowany tym obszarem galaktyki) i powoli się odradzał po ich pojedynku. Widać to nawet na filmach - w „Przebudzeniu Mocy” ubytek na lewym policzku Snoke'a jest o wiele większy niż na teaserach „Ostatniego Jedi”. Przywódca Najwyższego Porządku używa cytatu Palpatine'a („Fullfill your destiny”), a może to Sheev pożycza od mistrza.

Są też aluzje na poziomie pozafabularnym, a mianowicie w muzyce. Utwór, który słychać w momencie opowieści o Plagueisie Mądrym, jest niezwykle podobny do motywu Snoke'a (tu można posłuchać obu). Złośliwi mogą powiedzieć, że to po prostu John Williams recyklinguje własną muzykę, ale coś w tym jest. Spójrzcie też na to wideo z panelu, na którym pada pytanie o Plagueisa. Isaac wygląda dziwnie, Ridley nieomal nie wypowiada zdania "Czy to S...", a Abrams i Kasdan wyraźnie unikają pytania.

Prawdopodobieństwo: Wbrew sceptykom, całkiem spore, a przynajmniej najbardziej logiczne. Jasne, Pablo napisał na Twitterze, że to nie Plagueis, ale chyba nikt się nie spodziewa, że jedna z większych tajemnic franczyzy wartej miliardy dolarów zostanie ujawniona w tweecie? Abrams również zaprzeczał jakoby Cumberbatch miał nie grać Khana w „Star Treku”.

Snoke to Palpatine



No dobrze, to skoro nie mistrz, to może uczeń? Fani tej teorii odwołują się do Legend, w których to Imperator zawczasu się przygotował na ewentualne zejście z tego świata i stworzył dla siebie swoje własne klony, do których mógł przenieść duszę. Dlaczego więc nie mogłoby być tak i tym razem? Snoke przecież przypomina wczesne wersje Imperatora w wykonaniu McQuarriego. Fani używają jeszcze powyższych argumentów z muzyką i wyborem Kyla na ucznia na poparcie właśnie tej tery, a nie Plagueisa. Ich zdaniem bardziej pasowałaby do Sheeva. Inna wersja głosi, że duch Imperatora nawiedził... płonące ciało Vadera. Stąd liczne blizny na twarzy dowódcy.

Prawdopodobieństwo: Raczej niskie. Jak by nie patrzeć, to owszem, Imperator spadł w dół szybu, a przecież znamy kogoś, kto taki upadek przeżył. Ale potem szyb, wraz z całą resztą, po prostu wybuchł. A nie mamy w kanonie żadnego dowodu, że Palpatine umiał przenosić swą duszę. Pozostaje również kwestia tego, czy Disney naprawdę chciałby recyklingować tę postać.

Snoke to tajny uczeń Palpatine'a/Vadera i/lub inkwizytor



„Zawsze dwóch ich jest” - wszyscy znamy Zasadę Dwóch, choć Imperatorowi nie zawsze było z nią po drodze, zarówno w starym, jak i nowym kanonie. W pierwszym akcie marvelowskiego „Vadera” widzimy, że Palpatine nie był zbyt zadowolony z porażki ucznia po Yavinie IV, więc zaczął sobie szukać nowych. Oczywiście żaden z nich nie przeżył... ale czy to znaczy, że nie mógł mieć gdzieś innych? Ukrytych przed wzrokiem imperialnych dygnitarzy, oficerów i samego Vadera? Mógłby go szkolić na wypadek swej ewentualnej śmierci. To samo tyczy się Skywalkera, który przecież w Legendach złamał Zasadę Dwóch i przyjął Galena Marka pod swe skrzydła. Inni fani mówią, że Snoke może być synem Palpatine'a, który okazał się porażką i został porzucony przez ojca gdzieś w Nieznanych Regionach. Tu znowu wracamy do kwestii zainteresowania Imperatora tym obszarem.

Bardzo popularna na początku „Rebeliantów” teoria głosiła, że Snokiem jest Wielki Inkwizytor, bo przypomina go fizycznie. Teraz już wiemy, że taka opcja jest wykluczona, ale przecież mógł być jednym z braci. No bo czy to nie przypadek, że historia o inkwizytorach pojawiła się w komiksach właśnie przed epizodem ósmym?

Prawdopodobieństwo: Średnie. Brzmi to całkiem nieźle, ale brak większych dowodów. Przeciwnicy tezy o uczniu mówią, że Snoke jest za stary na to, by uczyć się u Imperatora, ale jeśli był członkiem długowiecznej rasy? Z drugiej strony wersja z synem Palpatine'a wydaje się cokolwiek nieprawdopodobna.

Snoke to Mace Windu



Jeśli nie ma ciała, znaczy, że nie umarł. Od ponad dwunastu lat od premiery „Zemsty Sithów” fani nie ustają w prześciganiu się w wymyślaniu ostatecznego losu jednego z najpotężniejszych Jedi ery prequeli. A co, jeśli wcale nie zginął po upadku? Jeśli walka z Imperatorem zmieniła go tak bardzo, że zapragnął zemsty i żył nią przez te wszystkie lata?

Zatem musimy tutaj przyjąć założenie, że Windu faktycznie nie zginął, ale nie jest to nieprawdopodobne. Porażenie, utrata ręki i upadek z wielkiej wysokości - nie takie rzeczy przeżyli bohaterowie Sagi. Zresztą sam Samuel L. Jackson jest takiego zdania. Prócz tego, że nie ma ciała, jest jeszcze wiele innych dowodów. Błyskawica Palpatine'a na pewno pozostawiłaby na ciele mistrza liczne rany, może nawet wybieliła skórę (vide Palpatine) i uszkodziła struny głosowe tak, że zmienił mu się głos. Łysa głowa na poparcie tej tezy to tylko mało istotny szczegół. Ważniejszy jest jego wyjątkowy miecz świetlny. W starym kanonie kolory symbolizowały różne role, w jakie wcielali się użytkownicy Mocy i jest tak częściowo w nowym - na przykład Strażnicy Świątyni mieli żółte, a czerwona barwa sithańskich ostrzy powstawała po „wykrwawieniu” kyberu. W pewien sposób sugeruje to, że kolor miecza odzwierciedla osobowość użytkownika. A co powstaje po połączeniu błękitu broni Jedi z sithańską klingą? Fiolet. Innymi słowy, barwa owa sugeruje, że Mace tańczy na granicy ciemnej strony - i że jej się w końcu podda.

A zatem tutaj łatwo byłoby wytłumaczyć obsesyjne zainteresowanie Snoke'a Skywalkerami: przecież gdyby nie zdrada Anakina, Mace prawdopodobnie wygrałby z Sidiousem. Był to punkt zwrotny na jego drodze ku ciemnej stronie. Zresztą, istnieje też teza, że Mace był wrogo nastawiony w stosunku do Anakina, bo sam uważał się za Wybrańca. Kolejna mała wskazówka to jego charakterystyczny ruch podczas walki: szerokie cięcie na odlew (możecie je zobaczyć w tym filmie)... którego też używa Kylo Ren. A przy okazji, Finn jest synem Windu, tak mówią fani. Nie znamy przecież jego rodziców, a dodatkowo wydaje się dziwne, że całkiem nieźle poradził sobie w walce z Kyle'em mimo braku wyszkolenia. Może Moc przebudziła się nie tylko w Rey? Przecież Snoke mówi o przebudzeniu na długo przed tym, zanim dziewczyna używa mistycznej siły po raz pierwszy. Snoke vel. Mace był jednak zawiedziony swym dzieckiem, zatem rozpoczął poszukiwania innego ucznia. Znalazł go, ale nie chciał całkowicie porzucać syna, także dał go do programu szturmowców.

Prawdopodobieństwo: Średnie w dół. Teoria zaskakująco trzyma się kupy i może faktycznie mistrz przeżył upadek, ale Disney nie opędziłby się od zarzutów „wybielania” ciemnoskórych bohaterów, gdyby tak było. A to, że dwie postacie mają ciemną karnację, nie czyni z nich jeszcze rodziny.

Snoke to Ezra



To teoria wielce popularna zwłaszcza wśród zwolenników spisku na temat skasowania TCW. Czy to nie przypadek, mówią oni, że cieszący się niezwykłą popularnością serial animowany zostaje ni z tego ni z owego skasowany? Pół biedy, gdyby jeszcze wylali Filoniego i ekipę, ale nie: Disney zatrudnia niemal wszystkich i życzy sobie nowej serii z nowymi głównymi bohaterami. Serii, która dziwnym przypadkiem rozpoczyna swą emisję przed „Przebudzeniem Mocy”, a niemalże kończy przed „Ostatnim Jedi”. Serii, która wprowadza nam nowego młodego bohatera, który sporo flirtował z ciemną stroną, a który do tego był świadkiem działalności Imperium... widzicie trend? Serial powstał nie po to, by pokazać początki rebelii, lecz by przedstawić historię jednego z głównych czarnych charakterów trylogii sequeli.

Ale to jeszcze nie wszystko: Snoke jest dziwnie podobny do Ezry. To nic, że kolor skóry nie do końca się zgadza (zobaczcie wpis o Windu), wystarczy spojrzeć choćby na kształt ich twarzy, oczy, a nawet bliznę. Chcecie więcej? Proszę bardzo: na Malchorze Ezra dostrzegł miecz świetlny krzyżowy należący do starożytnego Jedi - no to wiemy od kogo Kylo czerpał inspirację. Złoty szlafrok Snoke'a i jego rzekome zamiłowanie do przepychu ma być formą kompensacji za pełne wyrzeczeń lata spędzone na ulicy. A może zastanawialiście się skąd właściwie nazwa „rycerze Ren”? Bo to nie byli początkowo rycerze Ren, głoszą zwolennicy tej teorii. Bridger, jak wiemy, podkochiwał się w Sabine, a pewnie w którymś momencie konfliktu ją stracił - czy to na wojnie, czy po swoim przejściu na ciemną stronę. Nie mógł jednak o niej zapomnieć, dlatego swą miłość przelał w nazwę rycerzy. Rycerzy Wren. „W” stało się potem nieme (i de facto takie jest) albo w taki czy inny sposób się zagubiło.

Prawdopodobieństwo: Średnie. Filoni jakiś czas temu zdementował tę teorię, ale robił już tak nieraz, a potem i tak wychodziło, że fani mają rację. Z jednej strony wydaje się wręcz nieprawdopodobne, by Disney stworzył tę postać tylko i wyłącznie na użytek jednego serialu. Z drugiej chłopak jest już raczej wolny od zakusów ciemnej strony, choć Taylor Gray sugerował inaczej. O ile oczywiście nie zdarzy się coś, co go złamie. Na przykład zniszczenie rodzimej planety.

Snoke to Boba Fett



Boba jest jedną z tych postaci, których dziwnie się unika w nowym kanonie (pojawił się w paru komiksach Marvela i w opowiadaniu czy dwóch), co może zwiastować, że coś większego czeka na horyzoncie, na przykład własna antologia. Ale są jeszcze ci, którzy mówią, że nie o to chodzi - że tak naprawdę najlepszy łowca nagród w galaktyce po prostu zmienił nieco profesję.

Cała historia wywodzi się z porównania TFA do „Anastazji” studia Dream Works. Pokrótce: carycówna Anastazja, która uciekła przed rewolucją 1917 roku w Rosji wychowywała się w przytułku nieświadoma swojego pochodzenia, lecz pragnąca opuścić to miejsce. Spotkała najpierw pociesznego pieska, a potem młodego mężczyznę (Dymitra) próbującego zapomnieć o przeszłości, który pomógł jej opuścić sierociniec i zwiedzić świat. Mieli wiele przygód, lecz ostatecznie została porwana przez Rasputina, który za całe zło świata obwiniał Romanowów. Widzicie podobieństwo? Rey jest tu zaginioną Solo, piesek to BB-8, Dymitr to Finn, a Rasputinem został Fett. Żeby nie było, że podobieństwo jest przypadkowe, to w „Więzach krwi” pojawia się pozytywka Lei, która wygrywa piosenkę dziwnie podobną do utworu „Ta melodia gra we mnie”, a o „Anastazji” mówił sam Jett Lucas.

A zatem: wiek Boby by się mniej więcej zgadzał. Przebywanie w żołądku sarlacca na pewno pozostawiłoby wiele blizn, nie mówiąc już o wybieleniu skóry. I z pewnością miał tam mnóstwo czasu na przemyślenia na temat swoich wrogów - Hana Solo i Luke'a Skywalkera. Jak mógł wywrzeć na nich zemstę? Przejmując kontrolę nad odrodzonym Imperium. Fani idą jeszcze dalej i głoszą, że w czasach „Przebudzenia Mocy” Poe tak naprawdę nie był dzielnym pilotem Ruchu Oporu, lecz szpiegiem posłanym przez wroga. Czemu? Ano bo Dameronowi udało się przeżyć ruchome piaski Jakku, zupełnie jak Fettowi na Tatooine, może więc miał skądś wiedzę jak to zrobić. Kylo Ren tak naprawdę był szkolony na władającego Mocą Mandalorianina (spójrzcie tylko na jego maskę), a Snoke tak bardzo chciał, by zabił własnego ojca, bo byłaby to zemsta idealna.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. O ile powyższe argumenty może jakoś trzymają się kupy, o tyle twórcy teorii zapominają o jednej ważnej rzeczy: Boba nie był wrażliwy na Moc. I to przekreśla wszelkie jego szanse, o ile oczywiście tak naprawdę bardzo dobrze się nie ukrywał.

Snoke to podróżujący w czasie Kylo Ren



Podróże w czasie i „Gwiezdne Wojny”? W Legendach było wiele takich prób, w nowym kanonie nie za bardzo, ale trzeba mieć otwarty umysł, prawda? Ta teoria zakłada, że Kylo zawsze miał pozostać na ścieżce światła, ale ciemna strona była tak silna, że „wyszła” z niego i dosłownie się ucieleśniła w postaci Snoke'a. Wówczas przywódca Najwyższego Porządku znalazł sposób na skontaktowanie się z samym sobą z przeszłości i zdecydował, że sprowadzi młodszą wersję siebie na ciemną stronę dużo wcześniej, między innymi przez zabicie Hana Solo. Trochę skomplikowane, ale tak z grubsza wygląda ta historia.

Twórcy tezy mówią o podobieństwie blizny Rena do tej, którą miał Snoke... i twierdzą, że otrzymamy scenę lustrzaną z „Jestem twoim ojcem”. Tylko tym razem nie padną takie słowa. Będą to raczej: „Nie Kylo. Jestem tobą”.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie. Nie byłoby to może dziwniejsze od niektórych starwarsowych historii, ale czy Disney na pewno chciałby podążyć tą ścieżką?

Snoke to Jar Jar Binks



Nie słuchajcie Chucka Wendiga, Jar Jar nie został żadnym klownem. Cała teoria wywodzi się z innej, a mianowicie głoszącej, że Gunganin nie był niezdarnym idiotą, za jakiego się podawał, lecz mistrzem kamuflażu i ciemnej strony. Niezdarne ruchy? To tak naprawdę Zui Quan, styl pijanego mistrza. Bijąca z niego głupota? Ależ skąd, to tak naprawdę sztuczki umysłowe. Przecież wszyscy wiemy też, że to Jar Jar doprowadził Palpatine'a do władzy. Ahmed Best wyjawił, że jego postać faktycznie miała być zła, ale z uwagi na nienawiść fanów do niej, Lucas zrezygnował z tego pomysłu. Teza jest naprawdę rozległa, jak chcecie, wpadnijcie na Reddita.

Wariacji tej teorii jest wiele. Jedni mówią, że Binks nie przypomina Snoke'a, bo umie przenosić się pomiędzy ciałami i te należące do Gunganina zostało dawno porzucone. Inni twierdzą, że ciemna strona pozwala mu wytworzyć silną iluzję, której nie oprze się nawet Ren, dlatego nie wygląda na autochtona z Naboo. Jest jeszcze jedna ciekawa poszlaka: w trzecim tomie trylogii „Koniec i początek” Gunganin spotyka osieroconego chłopca... pokrytego bliznami. Więc może nie on sam jest Snokiem, ale go wyszkolił.

Prawdopodobieństwo: Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie.

Snoke była kobietą!



Jeśli jeszcze głowa Wam nie pęka od oparów absurdu, przenieśmy się głębiej. O Snoke'u wyraźnie mówi się jako o mężczyźnie, gra go mężczyzna... ale co, jeśli to wszystko spisek mający zamydlić nam oczy? Interesującego odkrycia dokonano po Piątku Mocy, gdy do rąk fanów trafiła figurka przywódcy NP od Hasbro. Po zdjęciu szlafroczka okazuje się bowiem, że Snoke ma... interesujące proporcje zwłaszcza w okolicach piersi i bioder. A przecież w fazie konceptowej rozważano uczynienie z niego niewiasty.

Może jego rasa po prostu tak wygląda. Niektóre kobiety mają naprawdę niskie głosy, a nierzadko aktorzy grają osobę płci przeciwnej. A może Snoke był/-a zmiennopłciowy/-a. Wszystko jest możliwe. A skoro tak, to otwiera się tu cały worek możliwości: że Snoke to Leia grająca na dwa fronty. Że Snoke to wskrzeszona Padme. Że Snoke to żona/dziewczyna Luke'a i jednocześnie matka Rey. Zresztą możecie wstawić sobie tu dowolną damę z Sagi.

Prawdopodobieństwo: Bardzo niskie i chyba nie wymaga to komentarza.

Snoke to gruszka



No dobrze, dobrze: nie gruszka, tylko shuura, ulubiony owoc Padme, którego lewitacją Anakin popisywał się przed ukochaną. Widzicie tę charakterystyczną linię na skórce? Wygląda zupełnie jak blizna Wodza. I logiczne jest, że Snoke-shuura chciałby zemsty za to, co zrobił mu Skywalker. Sam Rian Johnson pochwalił ten pomysł.

Prawdopodobieństwo: Bliskie równe zeru. Teoria pochodzi z Reddita Prequel Memes, miejsca o dość specyficznym poczuciu humoru.

Snoke to Snoke



Brzytwa Ockhama: najlepsze wyjaśnienie to takie, które posiada najmniej założeń. Mamy nową trylogię, więc logiczne, że złoczyńca też jest nowy. Konkretnych dowodów na powiązania z innymi postaciami brak.

Prawdopodobieństwo: Największe, ale... czy byłoby to satysfakcjonujące rozwiązanie? Po tych wszystkich dociekaniach czy nie byłoby rozczarowujące, gdyby się okazało, że Snoke to po prostu Snoke? Odpowiedź na to pytanie należy do Was.

Nie wiadomo jeszcze ze stuprocentową pewnością czy odpowiedź na pytanie o tożsamość przywódcy Najwyższego Porządku poznamy w nadchodzącym filmie. Być może będzie to jedynie kolejna okazja do mnożenia jeszcze większej ilości pomysłów lub potwierdzenia tych starych. A jakie Wy macie teorie o Snoke'u?

Wszystkie atrakcje weekendu 40-lecia znajdziecie tutaj.
KOMENTARZE (31)

Plotki o "Rebels" #31

2015-04-10 14:13:52 Różne



Ostatnie tygodnie nie obfitowały w nowości, jeśli chodzi o "Rebeliantów". Zapewne jest to cisza przed burzą jaką będzie tegoroczne Celebration, które rozpocznie się już za niecały tydzień. Na imprezie odbędzie się premiera sezonu drugiego, jak się okazuje, "dwuczęściowa", czyli zapewne publiczność dostanie dwa odcinki. Przy okazji, we czwartek 16. odbędzie się panel o niewyświetlonych odcinkach "The Clone Wars". Dodatkowo na imprezie będzie miała miejsce premiera czterech odcinków stworzonych prostą animacją z aktu "Bad Batch", o którym pisaliśmy tutaj. Z pewną dozą ostrożności można założyć, że podobnie jak akt "Cristal Crisis on Utapau", ten też zostanie w jakiś sposób udostępniony szerszej publiczności. A poniżej zbieramy wszystkie ostatnie wywiady od ekipy "Rebelsów".

Freddie Prinze Junior i Taylor Gray udzielili wywiadu dla the WolfPack Podcast. Ten pierwszy zdradził, że Kanan będzie opowiadał o rozkazie 66 i ostatecznie się załamie, ponieważ ta chwila będzie dla niego bardzo emocjonalna. Jarrus raczej nie zna się z Ahsoką z powodu dzielącej ich różnicy wieku, ale oczywiście słyszał o niej. Z czarnych charakterów w drugim sezonie rzecz jasna nie zobaczymy tylko Vadera, bo on ma być kimś specjalnym; ekipa upewniła się, że zostanie ukazany właściwie, "a nie jak w »The Force Unleashed II«". Co ciekawe, aktor powiedział, że zawsze można "zmienić nie-kanon i uczynić go swoim własnym", czym zasugerował, że zobaczymy kogoś lub coś z Legends. Wątek ten rozwinął w rozmowie z Coffee with Kenobi i zdradził, że ekipa "Ghosta" wyniesie się z Lothalu, bo planeta przyciąga zbyt dużą uwagę Imperium. Pewna grupa osób - nie chciał powiedzieć konkretnie kto - pomoże im znaleźć nowy obóz. I podobno właśnie w tej grupie mają się znaleźć postaci inspirowane Legendami. Ponadto w tym sezonie będzie więcej easter eggów.

I w tym wywiadzie aktor powiedział o Vaderze, dość wyraźnie sugerując, że Kanan spotka się z lordem i przegra. Aktor dodał też, że Disney wcale nie jest wyłącznie wesoły, bo w jego filmach ginie sporo postaci i w tym sezonie ma się zrobić mroczniej, choć oczywiście będą odcinki śmieszniejsze, na przykład taki w stylu Landa i świnki-rozdymki. Drugi sezon ma być przede wszystkim opowieścią o przeszłości bohaterów: Kanan będzie odnosił się do Depy; historia Sabine, mało wyeksplorowana w pierwszym sezonie, podobno będzie wymagała od widza pewnego stopnia wiedzy ze świata "Gwiezdnych Wojen". Ta Zeba jest dość trudna - dowiemy się jak wielki ciężar ma na swoich barkach oraz dlaczego tak bardzo poniosło go podczas walki z Kallusem. O Herze nie chciał nic powiedzieć, bo stwierdził, że jej historia jest zbyt świetna, aby nawet dawać zarys.



Filoni ostatnio sporo się wypowiadał, ale w większości podcastów powtarza to samo, dlatego zbieramy informacje z Rebel Force Radio. Przede wszystkim reżyser jeszcze raz zapewnił, że Ahsoka nie jest fundamentalna dla rebelii, bo najważniejsze są osoby pokroju Baila Organy czy Mon Mothmy. W planowanych odcinkach o Ahsoce z TCW było wiele scen akcji w stylu "Indiany Jonesa", ale na opowieść o niej będzie trzeba poczekać, tak samo jak fani musieli uzbroić się w cierpliwość, by zobaczyć scenę budowy miecza przez Luke'a. Dave wyjaśnił też dokładniej co miał na myśli mówiąc o aluzjach do pewnych wydarzeń, które będzie czynić Togrutanka - będzie to robić w taki sam sposób, w jaki Obi-Wan mówił o wojnach klonów w "Nowej nadziei".

Ahsley Eckstein wypowiedziała się dla Nerdist. Zdradziła, że pierwotnie nagrała wszystkie partie Fulcrum, ale gdy fani odkryli, że to ona, Filoni postanowił zatrudnić kogoś innego. Jeśli chodzi o Ahsokę w drugim sezonie, to będzie ona bardzo tajemniczą postacią, która wyrusza we własną podróż, aby znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, które ma. Ashley jeszcze nie wie, czy dowiemy się nieco o okresie pomiędzy TCW a "Rebels", ponieważ w chwili udzielania wywiadu trwały jeszcze nagrania. Tak samo nie umie odpowiedzieć na pytanie czy Tano wie o losie swojego mistrza, ale jest przekonana, że gdy się dowie, to się załamie, bo był dla niej bliski.

Z kolei Vanessa Marshall w rozmowie z Comicbook powiedziała, że ciekawie będzie spojrzeć na Herę i to, czego była świadkiem podczas wojen klonów, oraz na jej relację z ojcem, Chamem Syndullą. Chciałaby go zobaczyć "na żywo" i aby jej postać wróciła na Ryloth. Mówiąc o związku Twi'lekanki z Kananem, zdradziła, że dyskutowała z Weismanem na temat używania przez nią słów "love" i "dear" w stosunku do Jedi. Okazuje się, że słowa te w brytyjskim angielskim nie oznaczają koniecznie wielkich uczuć, a jedynie sympatię. Gdy Hera ich używa, to wedle Marshall tak naprawdę stara się zmanipulować mężczyznę. Wedle niej nie ma między nimi sentymentalnego romansu, choć przyznała, że gdy zobaczyła "The Machine in the Ghost", gdzie niemalże dochodzi do pocałunku pomiędzy postaciami (czego nie było w scenariuszu), to się zdziwiła. Zgodziła się również ze stwierdzeniem dziennikarza, że o ile Jarrus jest jak główny wokalista zespołu, o tyle Syndulla na "Ghoście" jest bardziej jak gitarzystka, która pisze wszystkie piosenki, innymi słowy odpowiada za wszystko, ale nie wychodzi na pierwszy ogień.

Zapraszamy do dyskusji na forum.
KOMENTARZE (9)

John Williams powróci do Londynu na nagrania?

2015-03-09 21:13:49 DARTH VADER i inne

Wracamy do informacji sprzed tygodnia, czyli tego, że John Williams ma latem podobno nagrać muzykę. Dziś pojawiło się potwierdzenie tej informacji, choć takie które pozostawia pewne wątpliwości. Tommy Pearson, producent koncertów związany z brytyjskim Classic FM uczestniczył w zeszły piątek w koncercie w Birmingham Symphony Hall. Wyszedł tam na scenę po utworze „Battle of the Heroes” i oznajmił, że John Williams latem powróci do Londynu by nagrać muzykę do nowego filmu „Star Wars”. Znaczyłoby to, że powróci też Londyńska Orkiestra Symfoniczna, inaczej nie miałby sensu przelot maeostro do Wielkiej Brytanii. Zawsze jednak jest jakieś ale. Nie wiemy, czy Pearson wie o czymś, co nie zostało jeszcze ujawnione, czy może bazuje na tych samych źródłach na podstawie których pisaliśmy o powrocie Williamsa w zeszłym tygodniu. Niektóre serwisy sugerują nawet, że Pearson założył, że skoro film powstaje w Wielkiej Brytanii to logiczne jest też, że muzyka tu zostanie nagrana. Na John Willams Fan Network zwracają też uwagę na to, że od czasu nagrania muzyki do „Zemsty Sithów” Williams nie opuszczał USA. Kompozytor nie pracuje obecnie tak wiele jak kiedyś i prawie nie opuszcza już Kalifornii. Dodatkowo warto dodać, że muzyka nagrywana na potrzeby zwiastuna zajawkowego została nagrana w Los Angeles. Więc jak zwykle czekamy na oficjalne potwierdzenia.

Niestety Londyńska Orkiestra Symfoniczna zaprzeczyła doniesieniom o swoim udziale. Delikatnie, pisząc, że póki co nie było w tej sprawie żadnych ogłoszeń. Więc, kto wie, może jeszcze walczą?

Nieoficjalnie zaś Mark Griskey, kompozytor muzyki do gier The Force Unleashed, The Force Unleashed II i The Old Republic już w grudniu w jednym z wywiadów przyznał, że Williams skomponował już kilka utworów do „Przebudzenia Mocy”. Potwierdza to dokładnie nasze wieści sprzed tygodnia. Na razie jednak czekamy na oficjalne ogłoszenie kiedy będzie nagrywana muzyka i gdzie. Powinna się ukazać na płytach 2 grudnia.

Mamy też mały update jeśli chodzi o opis drugiego zwiastuna. Otóż redaktorzy z MakingStarWars.Net sugerują, że ten opis to jedna wielka ściema. Podobno bazuje na wielu spoilerach, ale ich źródła sugerują, że nie ma nic wspólnego z tym, co zobaczymy na Celebration. J.J. Abrams i Kathleen Kennedy z pewnością będą mieli kilka niespodzianek.

Carrie Fisher niedawno skomentowała też wypadek Harrisona Forda. Otóż stwierdziła, że „Przebudzenie Mocy” jest przeklęte. Ford wiadomo miał dwa wypadki, jeden na planie, drugi teraz. Ona w zeszłym tygodniu miała wypadek samochodowy. Powiedziała, że zadzwoni do Marka Hamilla, by się upewnić, że jemu nic się nie stało.

Na koniec mamy twórczość fanów, która podobno bazuje na opisach i przeciekach tego, co zobaczymy w zwiastunie i w filmie. Chodzi tylko i wyłącznie o stroje Luke’a, Lei i Hana. Luke podobno jest bliski zakwestiowanemu opisowi ze zwiastuna. Za Leię i Hana odpowiada Tim Deceuninck, który przygotował pracę dla MakingStarWars.


KOMENTARZE (7)

Promocja na Humble Bundle

2015-02-04 08:18:56



Znacie Humble Bundle? Zapewne, można tam naleźć ciekawe okazje i zostawić sporo pieniędzy. Tym razem trafiła się gratka dla fanów Gwiezdnych Wojen. Przez najbliższe dwa tygodnie można w niskiej cenie zakupić pakiet klasycznych tytułów ze świata Star Wars!
Aby to zrobić, wystarczy wejść tutaj i kupić gry za dowolną cenę, nie mniejszą niż dolara. Wówczas trafią do was:

-Star Wars: Knights of the Old Republic
-Star Wars: Jedi Knight: Jedi Academy
-Star Wars: Dark Forces

Jeśli jednak zapłacicie co najmniej 12 dolarów, otrzymacie jeszcze:

-Star Wars: Empire At War: Gold Pack
-Star Wars: The Force Unleashed: Ultimate Sith Edition
-Star Wars: The Force Unleashed II

To jednak nadal nie koniec. Jeśli zdecydujecie się zapłacić więcej niż wynosi dotychczasowa średnia (w tej chwili jest to 11,24 dolara), otrzymacie także:

-Star Wars: Battlefront II
-Star Wars: Knights of the Old Republic II:The Sith Lords
-Star Wars: Republic Commando


Do ostatniej grupy dołączą w trakcie trwania promocji kolejne tytuły. Wszystkie gry pobierane są w formie kluczy do platformy Steam, wszystkie działają na komputerach z systemem Windows, dodatkowo niektóre oznaczone są jako kompatybilne z urządzeniami Apple.
Jak zwykle podczas zakupu na Humble Bundle, możecie określić jaka część waszych pieniędzy trafi do organizacji charytatywnych.


KOMENTARZE (9)

"The Force Unleashed II" za dychę

2013-01-25 14:10:25 Media Markt

Jeżeli zastanawiacie się nad kupnem The Force Unleashed II, być może zainteresuje Was oferta Media Marktu, gdzie do 31 stycznia trwa promocja na część asortymentu. Wśród przecenionych produktów jest jedna gra Star Wars, a konkretnie właśnie TFU II, którą przez ten czas będzie można kupić za 9,99 zł. Niestety, promocja dotyczy tylko gry na platformę PC.

Temat na forum.
KOMENTARZE (31)

''The Force Unleashed II'' nominowane do Writers Guild Awards

2011-01-13 21:15:35 TheForce.Net

Los uśmiechnął się do „The Force Unleashed II”, Amerykańska Gildia Scenarzystów nominowała grę do swojej prestiżowej nagrody w kategorii „najlepszy scenariusz gry wideo”. To nie pierwsze tego typu wyróżnienie dla serii. W 2009 roku pierwsza część „The Force Unleashed” wygrała tą samą kategorię. Wówczas w ekipie scenarzystów pod dowództwem Hadena Blackamana byli: Shawn Pitman, John Stafford oraz Cameron Suey. Zespół ten przeszedł lekką kosmetykę kadrową przed przystąpieniem do prac nad fabułą „The Force Unleashed”, Shawna Pitmana zastąpił David Collins.

Szanse na zgarnięcie nagrody wyglądają raczej mizerne. Wśród konkurentów „naszego faworyta” są takie tuzy jak: „Assassin's Creed: Brotherhood”, „Fallout: New Vegas”, „God of War III” czy też „Prince of Persia: The Forgotten Sands”. Poza tym wielu graczy i recenzentów narzekało na niski poziom opowieści zaserwowanej w grze – do pieca dorzucała jeszcze długość prowadzonej rozgrywki, co nie jest dobrym prognostykiem.

Ceremonia rozdania Writers Guild Awards odbędzie się w sobotę 5 lutego.
KOMENTARZE (15)

Trailer dodatku do ''The Force Unleashed II''

2010-12-07 22:26:24 VG24/7

W sieci pojawił się trailer „Endor Bonus Mission” - dodatku do „The Force Unleashed II”, o którym pisaliśmy w tym newsie. Jeżeli ktoś miał marzenie by odwrócić losy bitwy o Endor, to dzięki temu DLC jego marzenie może się spełnić. „Endor Bonus Mission” to kontynuacja alternatywnego zakończenia „The Force Unleashed II” (po Ciemnej Stronie Mocy), w której Starkiller stawi czoło Rebeliantom na powierzchni planety i przeszkodzi im w zniszczeniu generatora osłony Gwiazdy Śmierci. Na poniższym filmiku widać fragmenty walki, jaka czeka na graczy, najefektowniejszym momentem jest przysłowiowe „zasadzanie kopa” Ewokowi – nie licząc ostatnich sekund trailera. Dzięki „Endor Bonus Mission” będzie można spojrzeć na Epizod VI z innej perspektywy i ręcznie zredukować populację mieszkańców Endora za pomocą miecza świetlnego i Mocy.



„Endor Bonus Mission” będzie można ściągać na PlayStation 3 i XBoxa 360 już 14 grudnia. Koszt dodatku to zaledwie 1$.


Temat na forum
KOMENTARZE (27)

Promocje, promocje...

2010-12-05 14:53:41 ulotki hipermarketów

Przed nami święta oraz mikołajki, w związku z czym liczne sklepy kuszą promocjami, w nadziei, że to właśnie tam zakupimy prezenty dla najbliższych. Pomiędzy przecenionymi produktami można oczywiście znaleźć gadżety Star Wars. Może ktoś z Was dojrzy tu dla siebie jakąś okazję?



Tesco (oferta ważna do 24.12.2010 r.)
  • Lego zestawy Hyena Droid Bomber (8016), Luke's Landspeeder (8092) - 79,99 zł
  • Lego Hoth Wampa Cave (8089) – 179,99 zł
  • gra w okręty - 99,99 zł
  • miecz świetlny – 44,99 zł
  • figurka Hasbro z pojazdem – 79,99 zł
  • figurka / brelok – 9,99 zł
  • DVD „Wojny klonów” sezon 1(części 1, 2, 3 i 4) – 34,99 zł / szt.

    Real (oferta ważna do 08.12.2010 r.)
  • figurka Hasbro podstawowa – 44,95 zł
    Real (oferta ważna do 31.12.2010 r.)
  • Lego zestawy Freeco Speeder (8085), Droid Tri-Fighter (8086) - 99,00 zł / szt.
  • Lego 3 in 1 (66366) – 269,00 zł
  • miecz świetlny – 89,95 zł
  • wielki miecz świetlny Grievousa – 179,00 zł

    E.Leclerc (oferta ważna do 06.12.2010 r.)
  • figurka klasyczna Hasbro – 39,95 zł
  • figurka / brelok – 7,95 zł

    Media Markt (oferta ważna do 24.12.2010 r.)
  • gry PC: „Knights Of The Old Republic”, „Knights Of The Old Republic II: The Sith Lords”, „Republic Commando” – 34,90 zł / szt.
  • gry PC: „The Force Unleashed II”, „The Clone Wars: Republic Heroes” – 99,00 zł / szt.
  • gry PSP: „Battlefront II”, „Battlefront Renegade Squadron”, „The Force Unleashed” – 54,90 zł / szt.
    KOMENTARZE (20)
  • DLC do ''The Force Unleashed II''

    2010-11-19 21:26:32 IGN

    Serwis IGN opublikował ekskluzywne informacje na temat DLC do „The Force Unleashed II”, o którym fani od czasu premiery gry pisali na różnych stronach – w tym i na naszym forum. Chodziło mianowicie o pliki w folderach zamieszczonych na płycie instalacyjnej wersji „The Force Unleashed II” na komputery. W katalog pod wymownym tytułem DLC znaleźć można: nowy poziom (Endor), nowe wyzwania oraz skórki i miecze świetlne. Problem w tym, że nic poza skórkami nie można odblokować ręcznie. IGN zapytał producenta LucasArts ze studia w Singapurze Gio Corsiego o kilka szczegółów na temat tego dodatku.

    Oto najważniejsze informacje dotyczące DLC do „The Force Unleashed II”:
  • akcja będzie działa się w czasie „Powrotu Jedi” na Endorze,
  • poziom nazywać się będzie Endor Bonus Mission i jest zaliczany do tak zwanych historii alternatywnych,
  • pojawią się nowe trofea i osiągnięcia, jedno z nich to Sith Kicker Achievement,
  • długość Endor Bonus Mission będzie porównywalna do jego odpowiedników z pierwszej części gry,
  • DLC ukaże się jeszcze w tym roku,
  • za 1$ będzie można zakupić dodatkowy pakiet skórek dla Starkillera.

    Poniżej prezentujemy pierwsze screeny z Endor Bonus Mission.




    Temat na forum
    KOMENTARZE (22)
  • ''The Force Unleashed II'' – nasza ocena projektu

    2010-11-14 22:08:00

    Zapowiedź „The Force Unleashed II” wywołała w świecie fanów wiele kontrowersji. Pierwsza część gry była zamknięta i nie wymagała kontynuacji, wątki się przecież zasklepiły. Decyzja jednak już zapadła, a my musieliśmy przygotowywać się na nieznane. „The Force Unleashed II” jako projekt wyszedł krok dalej niż poprzednik. Tym razem nowe elementy do historii miały wprowadzać też książka i komiks, tak samo jak w przypadku „Cieni Imperium”. Nie miały to więc być tylko zwykłe adaptacje ze skopiowanym scenariuszem, a mające własną fabułę oddzielne produkty kręcące się wokoło konkretnych wydarzeń. I tak: gra skupiała się na losach Starkillera, książka wnosiła punkt widzenia Juno Eclipse, a komiks to opowieść o wkładzie Boby Fetta w całą aferę. Bogata kampania reklamowa naprowadzała nas na świetny tytuł, którym raczyć będziemy się mogli w nieskończoność. W webdocach wychwalano walory nowej grafiki gry oraz potęgę wyzwolonych umiejętności Starkillera, jakimi gracze będą mogli władać bez skrępowania. Dostaliśmy kinowe trailery, spoty telewizyjne a amerykańskie miasta zostały nawet oplakatowane. Wszystko to zbudowało atmosferę wzniosłości, która towarzyszyła monumentalnej części pierwszej. Ale co z tego wszystkiego wyszło?

    Poniższy artykuł jest wypełniony spoilerami dotyczącymi fabuły „The Force Unleashed II”, czytacie go na własną odpowiedzialność!


    No one can clone Jedi...

    Największą kontrowersję wzbudzał powrót Starkillera do świata żywych. Scenarzysta „The Force Unleashed II” Haden Blackam jednak dobrze z tego problemu się wywinął, bo postawił na klonowanie, które w Gwiezdnych Wojnach jest czymś powszechnie znanym i stosowanym. Od razu pojawia się więc myśl: skoro głównym bohaterem jest tutaj klon Starkillera, to przecież jest możliwość, że już w „jedynce” po zdradzie Vadera na pokładzie Emprical był hodowany klon. To mógł być bardzo mocny akcent historii, w książce nawet pewne przemyślenia Juno mogły na to wskazywać. Historie klonowania zawsze były zawiłe i nietuzinkowe, tutaj mogło być podobnie, ale wygląda na to, że komuś zabrakło jaj albo oszczędza najlepsze naboje na inną okazję.

    Przy okazji klonowania pojawia się ponadto sprzeczność w podejściu Rahma Koty do tego zagadnienia. Genrał uparcie twierdzi, że nie można klonować Jedi – przedstawia na to nawet dowody w postaci: obecności Starkillera w Mocy w ten sam sposób co jego pierwowzór i opinii biegłego lekarza. Kłóci się to z tym co mamy podane w „Battlefront: Elite Squadron”, gdzie padawan Koty – niejaki Falon Grey zostaje sklonowany, a po latach jeden z jego „synów” służy w rebelianckim oddziale generała. Nie jest to zbyt wyszperana nowinka, „Elite Squadron” to przecież tytuł LucasArtsu, który premierę miał rok temu.

    They are the memories of a dead man...

    Zapowiedzi obiecywały nam wielką ucieczkę Starkillera i jego poszukiwania ukochanej Juno. W przypadku „The Force Unleashed” sprzedano nam fragmenty pierwszego aktu, które były maksymalnie 30% gry i nie odsłaniały jej pełnego sensu. W „The Force Unleashed II” sprawa jest zgoła odmienna. Tutaj w zapowiedziach opowiedziano nam aż 75% całej historii! Dla mnie jest to wręcz niebywałe, szczerze liczyłem, że będzie jak poprzednim razem. I chyba tylko komiks zachował poziom, ale głównie dlatego, że poszedł w swoją własną stronę. W książce zaś o Starkillerze mamy ledwie 168 stron na 295. Najlepsze jest to, że te „inne strony” traktują o Rebelii i Juno i to one ratują tą powieść. Zastanówmy się teraz: czy 168 stronicowy scenariusz jest adekwatny do rangi takiej gry jak „The Force Unleashed II”? Gracze kpią sobie z 4 poziomów i maksymalnie 5 godzinnego przechodzenia gry. I chyba tylko młodsze pokolenie może negować tą istotną wadę, szczególnie te osoby, które nie pamiętają ile godzin zajmowało kiedyś przechodzenie na przykład: „Dark Forces II: Jedi Knight”, a o „Knight of the Old Republic” nie wspominając...

    Nawet przerywniki filmowe, tak zwane cutscenki, w „The Force Unleashed II” są znacznie krótsze niż w „jedynce”. Kiedy w „The Force Unleashed” przez godzinę można się było delektować walkami, podróżami i rozmowami bohaterów, w „dwójce” jest to zaledwie 20 minut „filmu”. Żenujący wynik jak na starwarsową grę roku mającą solidną poprzedniczkę.

    Te fakty świadczą o tym, że „The Force Unleashed II” to co najmniej projekt niedopracowany. Chyba, że za tym wszystkim kryje się drugie dno i jeszcze zobaczymy jego prawdziwe oblicze. Na dzień dzisiejszy „długość gry” jest jego najsłabszym punktem. Projekt jako książka i komiks w miarę się udał, ale na grę to zdecydowanie za mało, nad czym szczerze ubolewam.

    Unleash truth...

    A teraz czas na chyba największego samobója czyli zakończenia. W grach Star Wars zazwyczaj mamy do wyboru, czy chcemy by nasz bohater przeszedł na Jasną czy na Ciemną Stronę Mocy. Wiązało się to niejednokrotnie z ostatecznym wyzwaniem, z jakim musieliśmy się zmierzyć. W „The Force Unleashed II” tę sprawę skrócono maksymalnie, przez co opowiedzenie się po jakiejś ze Stron Mocy oznacza tylko i wyłącznie zakończenie. No i tutaj niespodzianka, bo znacznie więcej sensu z punktu widzenia konserwatywnego fana ma zakończenie po Ciemnej Stronie Mocy. Klon Starkillera był nieudanym wytworem i uciekinierem, którego zabicie miało być ostateczną próbą lojalności dla klona, który pomyślnie przeszedł proces klonowania i cierpliwie czekał na Kamino na ostateczne rozwiązanie. To by się świetnie wpisywało w obiecujące hasło z plakatu: „Unleash truth”. Jednak w grach Star Wars kanoniczne zakończenia to te po Jasnej Stronie Mocy, tak też jest w książce i komiksie. A więc Darth Vader po przegranym pojedynku z klonem swojego ucznia zostaje aresztowany przez Rebeliantów i transportowany do tajnej bazy Sojuszu na Dantooine. Jest to ewidentnie zakończenie bez zakończenia – otwarte i pozwalające dołożyć coś w przyszłości. Tylko po co to wszystko? By wydać płatne DLC kontynuujące „The Force Unleashed II”? Albo zrobić po prostu „The Force Unleashed III”? O tym w jednym z wywiadów wspominał Julio Tores, w każdym razie nie przekreślał tego tytułu mimo wcześniejszym doniesieniom o jego skasowaniu.

    Skomleliśmy trochę kiedy Haden Blackman odchodził z LucasArts, a nowy prezes tej firmy Paul Meegan rozpędził prawie całe towarzystwo pracujące nad „The Force Unleashed II”. Jeżeli niski poziom tej gry był głównym powodem zwolnień w LucasArts to się panu prezesowi nie dziwię. Sam bym to pewnie uczynił. Tylko, że teraz możemy dojść do niebezpiecznego punktu, w którym „The Force Unleashed III” nie ma mieć racji bytu, a przecież historia z „dwójki” jest nieukończona. Co teraz? Co nam zaserwują ludzie Lucasa? Gra byłaby najciekawsza, pod warunkiem, że raz na zawsze zakończy sprawę Starkillera i poziomem przynajmniej dorówna pierwszej części (brzmi jak błoga mrzonka). W innym wypadku kontynuacja w formie gry nie miałaby sensu. Książka wydaje się chyba najbardziej praktyczna, bo można do niej wrzucić coś więcej niż Starkillera i jego najbliższe otoczenie.


    Zaufanie fanów zostało mocno nadwerężone po premierze „The Clone Wars: Republic Heroes”. Chyba nikt cudów się nie spodziewał, ale nikt też by nie przypuszczał, że gra będzie po prostu niedorobiona. W „The Force Unleashed II” spotykamy się z czymś podobnym. Slasherom trzeba wybaczyć ich prostotę, ale fani Star Wars doświadczyli przecież serii „Jedi Knight”, która aż taka prosta nie była, a na stałe wryła się w kanon gracza. Krótko mówiąc: twórcy „The Force Unleashed II” obrali złą ścieżkę, bo nasze doświadczenia udowadniają, że można coś takiego zrobić wręcz bardzo dobrze. Mnie się ten kierunek po prostu nie podoba i nie chciałbym by kolejne gry Star Wars go obierały. Na przyszłość życzyłbym sobie i Wam pewnie też, żeby Haden Blackman przestał pisać Gwiezdne Wojny, bo jego kompleks Vadera nie wróży dobrze tej postaci a dalej tytułom, nad którymi pracuje albo będzie pracować. „The Force Unleashed II” trzeba przeżyć, ale nie jest to „kawał dobrego Star Wars”, którego się spodziewaliśmy...


    A co na temat „The Force Unleashed II” sądzą inni redaktorzy Bastionu?

    Lord Sidious
    „The Force Unleashed II”, czyli niespełniona powtórka z „Cieni Imperium”.

    Jeśli mam oceniać projekt, choć przyznaję, że nie zapoznałem się z całością, to przede wszystkim widzę jedną rzecz. Skomlenie Lucasfilmu, że „The Force Unleashed” nie okazał się drugimi „Cieniami”. I w przypadku drugiej gry, zrobiono wszystko, by nimi się stały. Tylko od złej strony, po najniższej linii oporu. Komiks ma być o czymś innym, książka o czymś innym, gra o czymś innym. Razem mają się składać. W „Cieniach” wyszło to o tyle fajnie, że przerzucono pewne elementy fabularne do różnych mediów. Niektóre wydarzenia się przeplatały inne uzupełniały. To wymaga dużo pracy i dopracowanej głównej osi historii. W „The Force Unleashed II” tego zabrakło. Zakończono pracę na etapie rozdzielenie o czym ma być gra, komiks i książka. W rezultacie opowieści te się rozchodzą, każda w swoją stronę i to co powinno być ich częścią wspólną, jest jednocześnie tym, co pcha je w dół. Mówię tu głównie o historii Starkillera. W pierwszej części miał on istotny wpływ na akcję, teraz Juno ma swoje fragmenty, Fett swoje. Starkiller jest w nich nieobecny. Ale to nie byłby problem, gdy te fragmenty komponowały się w jedną całość. Niestety wystarczy spojrzeć na komiks i zobaczyć ile tam pomysłów wrzuconych tylko po to, by ukazać połączenie z grą. Na siłę oczywiście.

    Dla mnie „The Force Unleashed II” to produkt przede wszystkim niedopracowany. Rozumiem, że gra może być zrobiona świetnie, choć uproszczono ją fabularnie. Ale cała otoczka? Zdecydowanie poświęcono jej za mało czasu i to na etapie projektowania. Potem przyszedł etap produkcji i nikt nie miał czasu, by się zastanawiać na ile to sensowne, na ile nie. „The Force Unleashed II” to nie są nowe „Cienie”, to marna namiastka, i nie tylko „Cieni”, ale nawet ciekawego programu jaki towarzyszył premierze pierwszej części gry.

    Rusis
    „The Force Unleashed II”, czyli co myśmy chcieli od tego projektu?

    „The Force Unleashed” nie było projektem doskonałym, pozbawionym wad ale było tworem przynajmniej dobrym, a na pewno interesującym. Otrzymaliśmy jeden tytuł pod wieloma postaciami, od – najważniejszej w projekcie – gry poczynając, poprzez książkę, komiks, bitewniaka, na gadżetach kończąc. Tym samym był to projekt, łączący wiele płaszczyzn, którego od czasu „Cieni Imperium” nie widziano (pomijając produkcje okołofilmowe). Poza całą tą, wybijającą się, otoczką multimedialną otrzymaliśmy również fabułę, która wpisywała się całkiem sensownie w najważniejsze wydarzenia w galaktyce. Kiedy usłyszałem o pomyśle powstania drugiej części zmartwiłem się, fabuła jedynki nie pozostawiała zbytnio miejsca na kontynuację, a to mogło się przełożyć na słabość fabularną dwójki. Z zasady jednak nie podchodzę do produktów pesymistycznie, więc wolałem nie oceniać „The Force Unleashed II” przed zapoznaniem się z nim osobiście. A pewne oczekiwania wobec niego miałem, przede wszystkim związane z multimedialnością projektu, która – zgodnie z zasadą wyciągania wniosków z własnych błędów – mogłaby wyjść jeszcze ciekawiej niż w przypadku pierwszej części. I tak naprawdę właśnie na tym, a nie na fabule mi najbardziej chyba zależało.

    Z „The Force Unleashed II” nie zapoznałem się jeszcze w pełni, gdyż mam za sobą dopiero komiks i grę, niemniej jednak cały projekt śledziłem od początku. Projekt, na którym się zawiodłem. Wielopłaszczyznowość pierwszej części została tutaj sprowadzona do książki, komiksu i gry – obcięto w ten sposób towarzyszącego poprzednio bitewniaka i większość gadżetów. Tym samym wielki, multimedialny projekt, z punktu widzenia osoby zainteresowanej kolekcjonariami, stał się ubogi. Pozostało mi porównać jego trzy składowe części (na chwilę obecną dopiero dwie) i tutaj przeżyłem kolejne niemiłe zaskoczenie. Komiks z grą ma niewiele wspólnego, tak naprawdę można by śmiało zmienić mu tytuł – bardziej przypomina to „Opowieści z Kantyny Mos Eisley”, gdzie wszystkie historie łączył jakiś drobny fragment niż komplementarne przedstawienia tej samej historii. Historia przedstawiona w różnych mediach powinna tworzyć spójną całość, wzajemnie się uzupełniając ale również przedstawiając ten sam temat – tak aby można było go jak najdokładniej zgłębić. Tu otrzymaliśmy dwie różne, że na siłę połączone historie. Do tego ich fabuła delikatnie mówiąc jest słaba. Projekt przez to, jako całość, wygląda na niedopracowany. Bo cóż innego można powiedzieć o grze, która ma cztery godziny, komiksie z ledwością się z nią łączącym i cieniutkiej książce? Czy naprawdę tego twórcy oczekiwali i tylko to postawili sobie za cel rozpoczynając prace nad drugą częścią „Mocy wyzwolonej”? Czy też w trakcie realizacji projektu zmuszono ich do skrócenia prac i wypuszczenia na rynek tego co otrzymaliśmy? Tego nie wiem ale wiem, że jako fan czuję się zawiedziony.


    Temat na forum
    KOMENTARZE (34)

    Haden Blackman o Bobie w TFU II

    2010-11-11 10:43:47 Dark Horse

    Na oficjalnej stronie wydawnictwa Dark Horse ukazała się ciekawa wypowiedź Hadena Blackmana, dotycząca komiksowej adaptacji niedawno wydanej gry "The Force Unleashed II". Blackman szczegółowo wyjaśnia jakie były powody uczynienia z Boby Fetta głównej postaci tej historii. Jego wypowiedź możecie przeczytać poniżej.

    Rzadko jest tak, że pamiętam gdzie, kiedy i jak przychodzi mi do głowy pomysł, a zwłaszcza pomysł dotyczący gry. Proces jej tworzenia oparty jest na współpracy: najpierw ktoś rzuca pomysł, który potem jest rozszerzany, zmieniany, nabiera kształtu, aż wszyscy w pokoju zapominają jaki w ogóle był na początku. Nie ma to większego znaczenia, ponieważ gdy proces już trwa, to owa idea należy do wszystkich.

    Ale to pamiętam dokładnie: jak Boba Fett trafił do „The Force Unleashed II”. Zdecydowaliśmy już jakie motywy będą w grze, oraz z grubsza mieliśmy historię: powrót Starkillera po jego domniemywanej śmierci, ponowne spotkanie Mistrza Koty i podróż w poszukiwaniu obiektu swej miłości, Juno Eclipse. Wiedzieliśmy też, że głównym antagonistą będzie Darth Vader i że nie cofnie się przed niczym, by odzyskać kontrolę nad byłym uczniem. Ale wciąż mieliśmy puste miejsca i niewykorzystanych bohaterów, a co najważniejsze, nie wiedzieliśmy kto poprowadzi imperialne siły, które będą miały za zadanie wywabienie Starkillera z ukrycia.

    I pewnego dnia, gdy kręciłem się po biurze, sprawdzając prace koncepcyjne, przeczesując nowe poziomy gry, sprawdzając storyboardy dla filmików i bawiąc się z naszym ulepszonym systemem namierzania, odszukał mnie Ian Dominiquez, projektant, który pracował również przy poprzedniej grze. Zna „Gwiezdne Wojny” chyba lepiej ode mnie – ażeby to udowodnić, wiedzcie, że ma tatuaż z Darthem Vaderem. Przymaszerował do mnie i zapytał:

    Co z Bobą Fettem?

    Co z Bobą Fettem?

    A co, jeśli to on poprowadziłby poszukiwania Starkillera?

    Szczerze mówiąc, nie bardzo podobał mi się pomysł włączenia go do gry. W obu jej częściach chcieliśmy sprawić, by ludzie byli szczęśliwi, dzięki ukłonom w stronę EU (dlatego w scenie utworzenia Sojuszu Rebeliantów pojawiają się: Bail Organa, Mon Mothma i Garm Bel Iblis). Nie chcieliśmy wciskać znanych postaci tylko dlatego, że możemy. Moim drugim zmartwieniem był fakt, że ten imperialny oddział miał małą (aczkolwiek kluczową) rolę w historii. Obawiałem się, że w takim wypadku Boba nie będzie mógł dać z siebie tego, co najlepsze.

    Lecz poza tym wszystkim powstało coś jeszcze - przyszli do nas członkowie ekipy i wyjaśnili nam to ze „starwarsowego” punktu widzenia („Vader zawsze wynajmuje Bobę!”). Ostatecznie przegłosowali mnie i zmusili do zmiany zdania, może po trochę z obu tych rzeczy… Ale byłem za to wdzięczny, bo spotkanie Vadera i Boby było dla mnie najciekawszym momentem do napisania w scenariuszu. I odnowiło to moją fascynację postacią, która tak różni się od Vadera i Starkillera.

    A gdy przyszła pora na ustalanie scenariusza do komiksu, przedstawiłem Randy’emu Stradleyowi trzy opcje: bezpośrednia adaptacja gry, jak w przypadku pierwszej części; historia opowiadana osobiście przez Starkillera; albo historia opowiadana z perspektywy Boby Fetta, o tym, jak chciał zwabić ucznia do Vadera. Bezpośrednia adaptacja była najprostszą opcją, ponieważ mieliśmy już cały scenariusz do wstawek filmowych.

    Lecz dostrzegłem, że „opcja Fetta” to ciekawe wyzwanie – czy będziemy w stanie pokazać związki z grą, które zadowolą fanów serii, ale czy komiks będzie na tyle dobry, że sięgną po niego osoby, które z TFU nie miały do czynienia? I jeszcze, co ważniejsze, czy będę mógł wymyślić dobrą historię dla Boby, postaci tak dobrze już zdefiniowanej. Aby sprostać temu drugiemu wyzwaniu, postanowiłem zacząć od nowa – czyli wrócić do podstawowych motywów w grze. W grze Starkiller odbywa bardzo osobistą podróż, w celu znalezienia ukochanej kobiety, o której nie może przestać myśleć i która być może pomoże mu w odzyskaniu tożsamości. Jak dla mnie, wiara, że miłość może wszystko naprawić, niezbyt pasuje do takiego cynika, jakim jest Boba Fett, ale prezentowanie go z ofiarą, która może faktycznie wierzyć w te rzeczy może dla niego stanowić wyzwanie na wielu poziomach.

    Podsumowując, myślę, że udało nam się nieco „wślizgnąć” w historię Fetta, pokazać dlaczego w filmie Vader tak na nim polega. Ale co najważniejsze, myślę, że udało nam się wystawić go na różne niebezpieczeństwa – zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne – które go sprawdzają i zmuszają do podejmowania prawdziwych i znaczących decyzji, które są o wiele istotniejsze od jego niewielkiej roli w grze.


    Zapraszamy do dyskusji na forum
    KOMENTARZE (7)

    Recenzja ''The Force Unleashed II'' na tvgry.pl

    2010-10-28 20:28:27 tvgry.pl

    Redakcja serwisu tvgry.pl przygotowała dwa videomateriały, które mogą zainteresować fanów czekających na polską premierę „The Force Unleashed II”.



    Pierwszy z nich to recenzja gry autorstwa Marcina „Dela” Łukasińskiego i Krzysztofa „Lordareona” Gonciarza. „The Force Unleashed II” zebrało od tvgry.pl niepochlebną recenzję i ocenę 2/5. Plusami najnowszej produkcji LucasArts są: oprawa graficzna i efektowność. Minusów na nieszczęście jest znacznie więcej i to one zajmują większą część recenzji. Wszyscy przecież spodziewaliśmy się po „The Force Unleashed II” wiele, a tymczasem gra poddawana jest wręcz chłoście prowadzonej przez recenzentów z całego świata. Ale chyba największym ciosem dla „The Force Unleashed II” jest potwierdzenie, że jest to bardzo krótka gra, której sprostanie zajmie około 4 godzin. W recenzji tvgry.pl pełno jest akcji z gry i urywków filmowych, których nie prezentowano dotychczas w oficjalnych materiałach.

    Recenzja „The Force Unleashed II” od tvgry.pl


    Drugi z materiałów videofilmowych to demonstracja możliwości Starkillera w drugim etapie gry – na planecie Cato Neimoidia. Del kolejno omawia wszystko, co widzimy na ekranie, w szczególności zwracając uwagę na nowości, których jak sam przyznaje: „nie ma zbyt wiele”. Dzięki temu filmikowi można zapoznać się chociażby z działaniem Mocy Force Fury, o której twórcy „The Force Unleashed II” tak ochoczo wspominali.

    Gameplay „The Force Unleashed II” od tvgry.pl


    Do oglądnięcia obu klipów serdecznie Was zachęcamy!


    Temat na forum
    KOMENTARZE (30)

    Światowa premiera ''The Force Unleashed II''

    2010-10-26 21:56:34

    Na koniec tego pełnego w soczyste premiery dnia premiera jednej z najważniejszych produkcji gwiezdnowojennych roku – gry „The Force Unleashed II”. Ten tytuł od pierwszej zapowiedzi elektryzował fanów Star Wars na całym świecie. Po sukcesie „jedynki” gracze wiedzieli czego można spodziewać się po jej kontynuacji, tym bardziej, że twórcy zapowiadali poprawę wielu elementów rozgrywki. Przez prawie rok, jaki czekaliśmy na dzisiejszy dzień dostaliśmy masę materiałów na temat „The Force Unleashed II”. Huragan wywołał kinowy trailer gry, który w czerwcu kilka dni przed targami E3 trafił do sieci. Te 226 sekund emocji wywołało skrajne uczucia wśród fanów. Później już w trakcie samych E3 ujrzeliśmy mnóstwo nowych informacji i mediów. A kiedy transformacja oficjalnej strony „The Force Unleashed II” dobiegła końca, twórcy zaczęli przedstawiać webdoci traktujące o poszczególnych aspektach całego projektu (#1, #2, #3). W międzyczasie były też: spora paczka screenów, trailer z prawdziwego zdarzenia, spoty telewizyjne i kampania plakatowa w miastach USA.



    Te wszystkie wydarzenia zaprowadziły nas do punktu, w którym jesteśmy teraz. Jest to jednak premiera tylko dla Amerykanów. Europejczycy (w tym rzecz jasna i Polacy) muszą poczekać jeszcze 3 dni do 29 października, czyli dnia europejskiej premiery „The Force Unleashed II”.

    Na naszym podwórku gra ukaże się w polskiej wersji językowej jedynie w wydaniu dedykowanym na PC w sugerowanej cenie 119 złotych brutto. Wymagania sprzętowe dla komputerowej wersji „The Force Unleashed II” znajdziecie w tym newsie. Dystrybucją gry w Polsce zajmie Licomp Empik Multimedia. A oto oficjalny opis gry:



    Saga Star Wars ma swój dalszy ciąg w „Star Wars: The Force Unleashed II”, oczekiwanej kontynuacji najszybciej sprzedającej się gry z uniwersum Gwiezdnych Wojen. W pierwszej części poznaliśmy Starkillera – tajnego ucznia Dartha Vadera – który swoimi działaniami wzbudził płomień rebelii w dalekiej galaktyce. Teraz, Starkiller uzbrojony w zupełnie nowe moce oraz 2 miecze świetlne, przebija się przez szeregi wrogów w desperackiej próbie odszukania odpowiedzi na temat własnej przeszłości.


    W Stanach Zjednoczonych co poniektórzy mieli już przyjemność zagrania w „The Force Unleashed II”. Serwisy streamowe powoli zapełniają się fragmentami cutscenek jak i samych gameplay’ów. Ale z zapoznawaniem ich wstrzymajcie się, do momentu w którym własnoręcznie nie odkryjecie tajników wizualnych i fabularnych „The Force Unleashed II”. Zachodnie serwisy traktujące o grach dość krytycznie podchodzą do „The Force Unleashed II”, narzekając przede wszystkim na walory opowiadanej historii, której poziom nijak się ma do poprzedniej części. Joystiq.com nazywa tą produkcję „nie tą kontynuacją której szukamy” („Not the sequel you're looking for” w oryginale).

    „The Force Unleashed II” jest tytułem kontrowersyjnym już z samego założenia możliwości powstania. Wie o tym każdy kto miał styczność „The Force Unleashed”, gdzie historia została zamknięta. Twórcy jednak początkowo zgrabnie wybrnęli z pułapki kanonu i przekonali fanów do słuszności istnienia kontynuacji. Ale czy „The Force Unleashed II” spełni wygórowane oczekiwania fanów rozbrzmiałe po ostrej kampanii indoktrynacyjno-marketngowej? Na przekór prawdziwym fanom powiem, że najlepiej o tym przekonać się na własnej skórze, nieważne w jaki sposób, czy poprzez książkę, grę czy komiks. „The Force Unleashed” było kawałem dobrego Star Wars – klimatycznego i epickiego, swą szansę więc w pełni wykorzystało. Dajmy dwójce tą możliwość również.


    Temat na forum
    KOMENTARZE (31)

    Platformy w ''The Force Unleashed II''

    2010-10-24 14:11:21 GameSpot

    Twórcy „The Force Unlashed II” uraczyli nas kolejnym webdociem, w którym opowiadają o tajnikach gry. W filmiku pod tytułem „Unleash the Force on your favorite platform” (wyzwól Moc na swojej ulubione platformie) szefowie poszczególnych wydań gry prezentują specyficzne aspekty „swoich” edycji.

    Na początek głos zabierają: naczelny producent Vince Kudirka i Julio Torres – producent wykonawczy. Julio opowiada o wersji „The Force Unlashed II” na PS3, XBoxa 360 i PC, które są bliźniacze. Nastawiono się przede wszystkim na poprawienie Mocy względem pierwszej części gry, innowacją jest podwójny rzut mieczami świetlnymi; ulepszony został również system renderowania, co zapewni doskonalsze efekty wizualne.

    Później Vince Kudirka omawia kolejna wersją gry czyli „The Force Unlashed II” na Nintendo Wii. Tutaj postawiono szczególny nacisk na sterowanie i precyzyjne celowanie, tak by móc wyzwolić całą „potęgę” wiilotów. Dwa miecze Starkillera dały producentom wiele nowych możliwości, z czego ci skrzętnie skorzystali i wprowadzili kilka „szalonych” kombo. Ciekawą Mocą jest Mind Trick na Wii, ponieważ można z dużą dokładnością wskazywać cele opanowanemu przez gracza przeciwnikowi. Trochę miejsca poświęcono trybowi wieloosobowemu na Nintendo Wii – niespotykana w dzisiejszych czasach forma rozgrywki w dwóch wymiarach, o którym już co nieco pisaliśmy. Dla przypomnienia: „Gra przypomina archaiczne bijatyki. Do wyboru mamy 8 postaci – każda z nich ma unikalne Moce i ciosy – oraz kilka lokacji znanych z serii i filmów. W walce może uczestniczyć aż 4 graczy jednocześnie, wygrywa ten, który przetrwa starcie z pozostałymi.” Moc Force Fury na Nintendo Wii jest zupełnie inna niż ta na PS3/XBox360/PC, polega na zwolnieniu czasu, co pozwala na zadanie większej ilości ciosów wrogom.

    Ostatnią omawianą wersją jest „The Force Unlashed II” na Nintendo DS, opowiada o niej Gavin Lueng. Tutaj dopracowana przede wszystkim ataki z dystansu oraz poszerzono gamę Mocy Starkillera. O tym jak wygląda ta edycja, a także te opisywane powyżej, dowiecie się z poniższego webdoca „The Force Unlashed II”.



    Tymczasem do światowej premiery „The Force Unleashd II” pozostały niespełna 2 dni! Na sklepowe półki w Europie gra powinna trafić w piątek. W sieci Empik już trwa kampania reklamowa najnowszego hitu LucasArts. Na wejściu do salonów czekają specjalne standy a na ścianach rozwieszono plakaty informujące o rychłej premierze „The Force Unleashd II”.


    Temat na forum
    KOMENTARZE (13)
    Loading..