Joe Johnston :: Newsy

Obrazy tła z „Imperium kontratakuje”

oficjalna
4



Na potrzeby „Imperium kontratakuje” stworzono siedemdziesiąt obrazów tła. Przygotowało je trzech artystów z Inudstrial Light and Magic. Dwóch z nich - Ralph McQuarrie i Michael Pangrazio byli nowicjuszami w tej dziedzinie, ale Harrison Ellenshaw dorastał jako syn nadwornego twórcy obrazów tła u Walta Disneya, czyli Petera Ellenshawa. Używali różnych technik, farb olejowych i akrylowych. Tworzyli zarówno całe ujęcia, jak i to co widzieliśmy przez okna. Wszystkie obrazy powstały na regularnych, oprawionych, prostokątnych szybach. Ulubione przez artystów to szyby z drzwi prysznicowych. Ich dział miał swoje własne studio na drugim piętrze budynku ILM, czyli „Kerner Optical” w San Rafael. Przy wielu efektach na szybie pomagali Neil Krepela i Michael Lawler, którzy robili zdjęcia tych obrazów. Wspomagali ich Craig Barron i Robert Elswitt. Czasem musieli coś wyświetlić na tych tłach zanim nagrano zdjęcia. Z okazji 40 rocznicy premiery „Imperium kontratakuje” Oficjalna wybrała pięć historyjek o obrazach tła.

Tło pola bitwy


Komplikacje z niebieskim ekranem, który artyści z ILM chcieli wykorzystać podczas bitwy o Hoth, spowodowały, że sięgnęli po inspirację z „King Konga” (1933) i techniki użytej przez Willisa O’Briena. Tym samym zdjęcia poklatkowe AT-AT i innych modeli wykonano na tle namalowanego tła, za które odpowiadał Michael Pangrazio (wówczas 21-latek). Oczywiście obrazy bazowały na krajobrazie nagranym w norweskim Finse, zaś praca bardziej przypominała klasyczne hollywoodzkie podejście niż tła wykorzystywane do efektów specjalnych. W tamtych czasach użycie fizycznego tła zdawało się być passé w pracy przy efektach. Dennis Muren stwierdził w wywiadzie dla „Cinefex”, że wynikało to z prostej przyczyny, iż nie było do tego odpowiednich artystów. Pagrazio stworzył także na szkle inne obrazy, które były ustawiano przed modelem, tak by dodać więcej realizmu.

Pagrazio maluje


Doug Beswick (z lewej), Jon Berg (w środku), Phil Tippett (z prawej)


Transportowców nie ma


Problem z twórcami tych obrazów był tak duży, że Ralph McQuarrie musiał dołączyć do ekipy, by zdążyli wywiązać się z terminów. Mieli maraton pracy po sześć dni w tygodniu. Dla Ralpha była to odmiana, bowiem tym razem jego obrazy od razu znajdowały się na ekranie (po nagraniu oczywiście).

Jeden z takich obrazów to wnętrza bazy Echo. One oczywiście bazują na konceptach McQuarriego, choć mają więcej głębi i szczegółów. No i nie ma X-wingów oraz „Sokoła”. Za to zastąpiono je transportowcami rebelii. Zaś aktorzy na pierwszym planie dyskutują plan ewakuacji. Grają ich Joe Johnston, Harrison Ellenshaw, Michael Pangrazio i Michael Kelly (edytor efektów). McQuarrie też przechadzał się na planie jako generał. Richard Edlund wspomina, że to taki fajny smaczek, gdyż człowiek, który namalował tło przechadza się przed nim na ekranie.


Skończone ujęcie


Projekt Ralpha McQurriego


Tło Ralpha McQuarriego


Geniusz przy pracy, Ralph McQuarrie

Witamy na bagnach


Richard Edlund wspomina, że jego ulubionym tłem jest to stworzone przez Harrisona Ellenshawa, czyli Dagobah. Na nim jest wszystko, poza wodą na pierwszym planie i mgłą. Dodali też dym wydobywający się z X-winga oraz animowane ptaszki. Innymi słowy, praktycznie całe ujęcie jest dziełem ILM i Sprocket System (wcześniejsza nazwa obecnego Skywalker Sound). To też był jeden z największych obrazów narysowanych przez Ellenshawa na potrzeby „Imperium”. Za ptaszki odpowiadał Phil Tippett i są to kukiełki animowane w technice animacji poklatkowej przez Kena Ralstona z nocnej zmiany w ILM.



Harrison Ellenshaw


Ujęcie z planu


Ken Ralston animuje stworzaka

Odlot z Dagobah


Inną osobą, która pomagała przy tłach, był Joe Johnston. Znów z powodu presji czasowej potrzebna była dodatkowa pomoc. Johnston zajął się Dagobah widzianą z orbity, którą widzimy gdy X-wing Luke’a leci do Miasta w Chmurach. Tak naprawdę to dwa obrazy. Pierwszy to planeta (brązowo-zielona), drugi to kolejna warstwa, czyli chmury na pleksi. Przy robieniu zdjęć zostały one ustawione i oświetlone tak, by rzucały cienie na powierzchnię Dagobah, a ujęcie było bardziej przekonywujące.


Kręcenie Dagobah

Zachmurzone lądowisko


Miasto w Chmurach było dużym wyzwaniem dla ILM. Ciężko jest szczegółowo przygotować taką metropolię (bez użycia efektów komputerowych). Rozważano budowę modelu, ale oczywiście nie było na to czasu. Tak więc to Ralph McQuarrie musiał stworzyć serię ujęć miasta, w tym szczegółowe lądowisko na którym widzimy „Sokoła”. Zdaniem Irvina Kershnera było to jedno z najtrudniejszych ujęć nagrywanych w studio Elstree. Musieli mocno współpracować z ILM, po to by choćby nakręcić scenę zachodzącego słońca i ujęć zewnętrznych Bespinu. Ellenshaw stwierdził, że ta gra z niebem i światłem wyszła bardzo elegancko i to coś, co mało kto dziś potrafi zrobić bez użycia grafiki komputerowej.


McQuarrie


Tło przygotowane przez Ralpha


W lutym 1980 departament pracował 24 godziny na dobę w trybie zmianowym. A George Lucas codziennie doglądał postępu. Udało się domknąć wszystko na czas. Ellenshaw potem wrócił do Disneya (pracował choćby przy „Tron”), a Pangrazio pracował jeszcze w ILM potem poszedł do innego studia efektów. McQuarrie natomiast został niezastąpioną siłą projektów „Gwiezdnych Wojen”.

Ciekawostki z livestreamu z twórcami efektów do „Imperium kontratakuje”

3



Z okazji 40-lecia Imperium kontratakuje, ILM zorganizowało livestream z twórcami efektów specjalnych. Panel prowadził Bill George a jego gośćmi byli Dennis Muren, Joe Johnston, Phil Tippett oraz Lorne Peterson. Livestream możecie obejrzeć niżej. Kilka ciekawostek zostało wynotowanych przez oficjaną.



Jak twierdzi Phil Tippet to Muren i Johnston przekonali Lucasa by AT-AT i tauntauny na Hoth zostały nagrane z wykorzystaniem techniki stop motion. To nie był oryginalny pomysł. Jednym z nich było zbudowanie miniatur, które faktycznie chodzą. Jak wspomina Muren, przy tym budżecie było to nie wykonalne. Więcej czasu zajęłoby im przygotowanie wszystkiego niż ukończenie ujęć. Z stop motion także wiążą się problemy z tym jak to wygląda. O ile w przypadku AT-AT widzimy ten mechaniczny ruch, o tyle takie decyzje nie były łatwe już w przypadku tauntuaunów. Murren wspomniał też o tym, że planowani kręcić zdjęcia z pełnowymiarowym tauntaunem w Norwegii.

Industrial Light & Magic zastosował ciekawe podejście do innowacji. Zatrudniając ludzi, którzy mieli się zająć czymś, czego jeszcze nie pokazano na ekranie, szukali takich osób, które nie miały nic wspólnego z kinem. Przykład to jakiś mieszkający nieopodal studia mężczyzna w łódce, którzy kiedyś pracował w Operze. Albo Mcihael Fulmer, który w wolnym czasie konstruował sobie bardzo szczegółowe modele. Zaś Nilo Rodis-Jamero pracował nad projektowaniem ciężkiego sprzętu. Wykorzystywali ludzi, ich talenty i pasje, dając szansę im się rozwinąć.

George Lucas podkładał głos pod R2-D2, starając się piszczeć oddawał różne emocje droida. Ben Burtt nagrywał wszystko i dopiero potem starał się przetłumaczyć na właściwe dźwięki.

Joe Johnston przyznał, że dopiero teraz obejrzał „Imperium kontratakuje” po raz pierwszy od 30 lat, starając się przygotować do czatu. Wspominał też scenę sekwencji w polu asteroidów, jego ulubioną kompozycję w tym filmie. Ale też pamiętał o latających ziemniakach dołożonych tam przez znudzonych członków ekipy odpowiedzialnej za efekty specjalne.

Lorne Peterson wspominał o zmianach w filmie, gdy ten już był w kinach. Pisaliśmy o tym w zeszłym tygodniu.

Tippet wspomina, że ekipa nieźle bawiła się jak już film skończono. Musieli coś zrobić z niepotrzebnymi materiałami. Choćby twarz Harrisona Forda, stworzona na potrzeby karbonitu. Była giętka i miała otwór na usta. Na święta nagrywali wiele filmików, w tym wykorzystujący twarz Hana Solo by śpiewała piosenkę „Thank Heaven for Little Girls” Maurice’a Chavaliera.

O poprawkach do „Imperium kontratakuje” w ostatniej chwili

oficjalna
17



Dziś świętujemy 40 rocznicę premiery „Imperium kontratakuje”. Film zadebiutował w USA 21 maja 1980, kilka dni później Tom Smith, ówczesny szef ILM otrzymał bardzo dziwny telefon od George’a Lucasa.

– Nie chcę ci tego mówić – zaczął George – ale potrzebujemy kilku dodatkowych ujęć do „Imperium”.
Smith nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Myślał, że to żart. W końcu przecież film właśnie wszedł na ekrany kin.
– Nie, nie, nie – tłumaczył Lucas. – Nie na wszystkie.

Smith potem opowiedział tę historię J.W. Rinzlerowi. Otóż zagadka polega na tym, że wówczas w Stanach kina grały film w różnych systemach. W maju „Imperium” zadebiutowało na przeszło 100 ekranach obsługujących format 70mm, ale 18 czerwca miało się pojawić w formacie 35mm. Mieli trzy tygodnie, w sam raz by zrobić trzy nowe ujęcia.




szkice Joe Johnstona do nowych ujęć


Lucasowi bardzo nie podobała się końcówka, uważał że jest nie jasna. Tam mieliśmy ujęcia Lei, Luke’a, Landa i Chewiego w flocie rebelianckiej. Tyle, że ujęcia były trochę inaczej poprowadzone i George uznał, że mogą być dla widzów niejasne. Na którym okręcie siedzą bohaterowie?


Lucas, Richard Edlund (nadzorujący efekty) i Steve Gawley (modelarz)


Ken Ralston, który pracował w ILM jako operator kamery do ujęć z efektami także był zszokowany tym, co usłyszał. Ken, wraz z premierą „Imperium” liczył na zasłużone wakacje. Pracował miesiącami na nocnej zmianie, więc gdy go poproszono o dodatkowe ujęcia do filmu, który właśnie wszedł do kin uznał to za dobry żart. Ale niebawem musiał pojechać na spotkanie z Georgem Lucasem i Joe Johnstonem. Zdjęcia miały być kręcone w San Rafael, w ówczesnej siedzibie ILM.


Pierwsze nowe ujęcie


Pierwsze nowe ujęcie to ujęcie floty Rebeliantów. W oryginalnym montażu po ukazaniu fregaty medycznej i przydokowanego do niej „Sokoła”, przeskakiwaliśmy na „Sokoła” by zobaczyć Chewiego i Lando. Teraz te dwa ujęcia są przerwane jeszcze jednym, w którym widzimy lecącą flotę Rebeliantów – X-wingi, Y-winga, fregatę i transportowiec jaki widzieliśmy na Hoth.


Drugie nowe ujęcie


Chwilę później widzimy drugie dodane ujęcie. To „Sokoł Millennium” wraz z podświetlonym kokpitem, w którym jest Lando. Potem płynnie przechodzimy do ujęcia z oryginalnego montażu, w którym Lando mówił – „Luke, jesteśmy gotowi do odlotu”.


Ujęcie wyjściowe z bohaterami w tle

Trzecie nowe ujęcie następuje chwilę później i wymagało najwięcej pracy z kamerą. To ruch kamery od „Sokoła” aż po ekran widokowy fregaty. Zdecydowano by unikać ukazywania bohaterów przez luk, więc kamera musi się tak poruszać, by wyglądało to naturalnie. Dopiero potem widzimy, już oryginalne ujęcie, z wewnątrz, gdzie Luke odpowiada przez komlink, jest Leia i droidy. W oryginale po ujęciu wewnątrz „Sokoła” mieliśmy ujęcie wewnątrz fregaty i to zdaniem Lucasa mogło wprowadzić pewne zamieszanie w odbiorze filmu.




Nowe ujęcie


Przygotowanie tych ujęć wymagało podjęcia pewnych prac. Owszem ILM mogło wykorzystać część modeli, nie musiało też tworzyć zupełnie nowych efektów, ale mimo to pewne modele musieli zbudować. Musieli też zmodyfikować (wydłużyć) muzykę, a także zmienić trochę dialog) i montaż. Widzowie nie zostali poinformowani o zmianie, a ją udało się przygotować przed przygotowaniem ostatecznych kopii do kin z projektorami 35mm.

Wg The Making of The Empire Strikes Back, Tom Smith dostał potem jeszcze jeden telefon od Lucasa. Tym razem George zapytał, że skoro udało im się te ujęcia zrobić w trzy tygodnie, to dlaczego reszta trwała tak długo.

Gdyby ktoś chciał szybko samemu zobaczyć sobie końcówkę V Epizodu, to znajduje się ona poniżej.

Pierwsze oblicze dziadka do orzechów

2

Dziś mamy dwie premiery kinowe z osobami ze Starwarsówka. Pierwsza z nich to „Dziadek do orzechów i cztery królestwa” (The Nutcracker and the Four Realms) w reżyserii Lasse Hallströma i Joe Johnston. Lasse Hallström nakręcił pierwszą wersję filmu, jednak nie mógł nadzorować dokrętek, więc dokończeniem filmu (wliczając to kolejne 32 dni zdjęciowe) zajął się Joe Johnston. Za scenariusz odpowiada Asleight Powell. Jest luźna adaptacja baletu jak i oryginalnej baśni E.T.A Hoffmana na której balet bazował.

Występują: Mackenzie Foy, Tom Sweet, Meera Syal, Morgan Freeman, Hellen Mirren, Keira Knightley (Sabe) i Richard E. Grant (Epizod IX).

Młoda dziewczyna przenosi się do magicznego królestwa pełnego żołnierzy z piernika i armii myszy. Ten świat stworzyła matka dziewczyny, teraz ona musi go uratować przed zagładą...



„Oblicze mroku” (Look Away) to thriller który napisał i wyreżyserował Assaf Bernstein. Występują: India Eisley, Jason Isaacs (głos Inkwizytora), Mira Sorvino, Penelope Mitchell i Harrison Gilbertson.

Maria to nieśmiała, wyalienowana licealistka, gnębiona i upokarzana przez rówieśników. Zdesperowana dziewczyna zwierza się własnemu odbiciu w lustrze. Okazuje się wkrótce, że jej bliźniaczy, wyrozumiały i okazujący wsparcie lustrzany obraz to w rzeczywistości bezwzględna i głodna przemocy Airam. Następuje zamiana miejsc, która doprowadza do nieoczekiwanych i przerażających zdarzeń. Czy Airam to osobna postać, czy inna twarz tracącej zmysły i coraz bardziej żądnej zemsty Marii? (opis dystrybutora)



Wciąż na naszych ekranach można jeszcze oglądać film „Pierwszy człowiek” (First Man) w reżyserii Damiena Chazelle’ego. Jednym z producentów obrazu jest Steven Spielberg. Występują: Ryan Gosling, Claire Foy, Jason Clarke, Kyle Chandler i Ciarán Hinds.

Film przedstawia fragment biografii Neila Armstronga, pierwszego człowieka, który postawił swoją nogę na Księżycu. Zobaczymy ciężką drogę, jaką musiał przebyć by zrobić ten niewielki krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości.

Tydzień animacji: „Ewoks”

8



„Star Wars: Ewoks” to drugi serial, obok „Droids”, który stworzyła Nelvana dla Lucasfilmu. Historia powstania była dokładnie identyczna jak Droidów, cóż powstały przecież równolegle.



Historia „Ewoków”



Preprodukcja ruszyła w maju 1984. George Lucas zaproponował pomysł Nelvanie, ale jednocześnie tym razem miał też kilka wskazówek w którym kierunku serial powinien podążać. Flanelowiec chciał, by kultura Ewoków bazowała na ziemskiej, ale była też uniwersalna. Mitologiczna, w pewien sposób religijna, ale bez konkretnych odniesień do danego wyznania i kultury. Te zaś aspekty były bardzo istotne dla Lucasa w tym serialu. Ekipa dostała od niego lektury, z którymi musiała się zapoznać. Były to „Bohater o tysiącu twarzy” Josepha Campbella (dzieło bez którego nie byłoby „Gwiezdnych Wojen”) oraz „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni” Bruno Bettelheima.

Dużą różnicą względem serialu „Droids” była też ciągłość wydarzeń. Tam mieliśmy do czynienia z epizodycznością wydarzeń, przeskakiwaniem i pomijając odcinki powiązane jedynym wspólnym mianownikiem miały być droidy. Resztę stanowiły losowe przygody sympatycznych bohaterów. Tu owszem, odcinki miały być samodzielne, czasem trochę bardziej powiązane, czasem mniej, ale przy tym mieliśmy mieć wrażenie ciągłości wydarzeń. Stąd scenarzyści musieli zbudować osobowości Ewoków, pokazać jak się zmieniają i dorastają. Jedną z inspiracji dla nich był „Władca Pierścieni” i dorastanie hobbitów.



Lucas wpadł nawet na pomysł, by używać prawdziwych lokacji leśnych w animacji. Polegało to na tym, ze ekipa pojechała do Muir Woods National Monument (niedaleko Skywalker Ranch) i poczuła naturę, drzewa i miało się to przełożyć na scenariusze i obrazki. Swoją drogą, aż dziwne, że nie wysłał ich od razu do Redwood, ale cóż sekwoje rosną w kilku miejscach Kalifornii. Z takim podejściem, nic dziwnego, że serial był taki drogi, zwłaszcza, że podobnie jak w „Droidach”, tak i tu Lucasowi bardzo zależało na tym, by grafika i dźwięk były na wysokim poziomie. Choć w tym wypadku było trochę łatwiej, bo tutaj mieliśmy głównie bohaterów okołozwierzęcych. To animatorom szło to zdecydowanie lepiej niż ludzie w przypadku „Droidów”.

Sezon 2



Pierwszy sezon „Ewoków” był wyświetlany w ramach „Ewoks and Droids Adventure Hour”. Jednocześnie zabrakło tu godzinnego odcinka kończącego serię. W tym czasie szykowano już premierę drugiego filmu o Ewokach – „Ewoks: The Battle of Endor”, więc dodatkowa animacja zdawała się być niepotrzebna. Za to „Ewoki” doczekały się drugiego sezonu. Ten jednak był już produkowany przez studio Lucasfilmu. George choć był zadowolony z tego, co zrobiła Nelvana, to jednak miał obsesję na punkcie kontroli nad własnymi dziełami, prawami i jakością. Firma zewnętrzna nie dawała mu takich możliwości, więc przejął produkcję serialu.

Odcinki były krótsze, skoncentrowano się na czwórce bohaterów – Wicket, Tebbo, Kneesa i Latara, zmieniono głosy, muzykę a nawet w niektórych miejscach wykorzystano grafikę komputerową, łamiąc kolejne ograniczenia i zwiększając budżet. W sumie nakręcono 22 odcinki. Większość z nich była prezentowana w parach.



Dziedzictwo „Ewoków”



Podobnie jak „Droidy”, tak i „Ewoki” nie doczekały się właściwego wydania w czasach bardziej nowożytnych. Wydano je więc w analogiczny sposób, na DVD, gdzie wybrane odcinki pierwszego sezonu zmontowano w dłuższe fragmenty. Drugi sezon nie doczekał się wydania DVD, nie mówiąc o nowszych nośnikach. Podobnie jak w przypadku „Droidów” tak i tu jest nadzieja, że może kiedyś pojawi się to na platformie Disneya.

Oczywiście z serialem było związanych mnóstwo książeczek i gadżetów. Jak choćby ta The Adventures of Teebo: A Tale of Magic and Suspense napisana przez Joe Johnstona, czy Wicket Finds a Way: An Ewok Adventure. Książeczki te były nie tylko inspirowane serialem, ale również filmami telewizyjnymi.

Spis odcinków.

Na koniec warto zauważyć, że nad serialem jako scenarzyści pracowali między innymi Paul Dini czy Michael Reaves, zaś wśród obsady głosowej słychać Cree Summer.

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: „Droids”

7



„Star Wars: Droids: The Adventures of R2-D2 and C-3PO” to pierwszy gwiezdno-wojenny serial telewizyjny, w skrócie określany jako „Droids”. Choć to czy pierwszy, czy drugi może być sporne, gdyż „Ewoki” powstawały w tym samym czasie, w tym samym studiu w ramach tego samego kontraktu. Dziś jednak zajmiemy się „Droidami”.



Historia „Droids”



Po skończeniu produkcji „Powrotu Jedi”, George Lucas nie wiedział jeszcze w jakim kierunku powinno pójść uniwersum. Uznał jednak, że serial, w którym jedynymi znanymi bohaterami będą Artoo i Threepio to dobry pomysł na kontynuowanie sagi.

Zresztą George nie ukrywał, że zawsze interesował się animacją i miał pomysł, by „Gwiezdne Wojny” były też obecne w takiej formie (w sumie na podobnej zasadzie przecież stworzył „Wojny klonów” Filoniego). Jak Lucas nie lubił „The Holiday Special”, tak był zadowolony z pracy animatorów i twórców z Nelvana. W 1984 ponownie nawiązał współpracę z tą firmą i zaproponował im dwa seriale, które powinny zainteresować młodszą publiczność, a jednocześnie nie wchodzić w paradę ewentualnym kolejnym filmom.

Lucas chciał, by to były seriale, które się nadaje w sobotnie poranki w telewizji, ale jednocześnie pragnął, jak to zwykle w jego przypadku bywa, pchnąć technologię do przodu i zrobić coś lepszego, podnieść standardy.

Anthony Daniels przyznaje, że dokładnie to samo go przekonało do wzięcia udziału w przedsięwzięciu, czyli nowość i łamanie pewnych technicznych ograniczeń. Nie chciał być wchodzić w serial tylko dlatego, że odpowiada za niego Lucasfilm.

Preprodukcja rozpoczęła się w maju 1984. Podczas sesji roboczych, próbowano przekonać Lucasa, by w serialu pojawiły się inne postaci z oryginalnej trylogii, ale George chciał mieć tylko droidy. Zresztą Lucas rzucał tylko podstawowy pomysł na serię i nie był zaangażowany w codzienną pracę. Dopiero pokazywano mu roboczy montaż, wtedy nanosił pewne uwagi. Ten tryb pracy był potem obecny w LFL aż do jego odejścia.

Daniels samodzielnie poprawił kilka kwestii C-3PO, gdyż uznał, że nie pasują do postaci. Natomiast twórcy musieli się jeszcze dostosować do standardów ABC wyznaczonych dla programów dziecięcych, tak by było bezpiecznie. Lucas rozdmuchał budżet serialu. Dwa odcinki trwające koło godziny kosztowały około 500-600 tysięcy USD (dotyczy to także „Ewoków”). Był to wówczas najdroższy serial animowany.

Serial składa się z trzynastu odcinków oraz dodatkowego, specjalnego, godzinnego pt. „The Great Heap”.

Serial zadebiutował 7 września w ramach „Ewoks and Droids Adventure Hour” na ABC. Jak łatwo się domyśleć obok serialu pojawiły się książki, figurki, komiksy i cała reszta. Nawet gra komputerowa „Droids” na ZX Spectrum i Amstrad CPC.

Swoją drogą do „Droids” Lucas nawiązał parokrotnie w trylogii prequeli. Wspomniano Tund, Toong, Bogden wyścig nazywa się Boonta, a nawet pojazd Grievousa jest inspirowany tym serialem.

Gdzie obejrzeć „Droids” dziś?



Obecnie nie doczekaliśmy się pełnego wydania serialu na DVD czy Blu-ray. RickMcCallum zapowiadał w 2002, że coś takiego może mieć miejsce. Niestety skończyło się na DVD z tylko ośmioma odcinkami. Na Celebration VI zapowiedziano, że odcinki mogą pojawić się na oficjalnej, do dziś to się nie stało. Kto wie, może w końcu pojawią się na platformie Disneya.

Reżyserzy: Ken Stephenson , Clive Smith.
Scenarzyści: Peter Sauder, Ben Burtt, Paul Dini, Michael Reaves, Joe Johnston, George Lucas i inni.

Wśród głosów, poza Anthonym Danielsem usłyszeć można choćby Cree Summer, która miała także pracować przy „Detours”.

Dodatkowa lektura:
Recenzja „Droids” na DVD
Spis odcinków

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: Animowany segment z „Holiday Special”

11



Dziś mało kto pamięta, że pierwszą animacją gwiezdno-wojenną wcale nie był żaden serial, a segment programu telewizyjnego, niesławnego „The Star Wars Holiday Special”, nadanego prawie dokładnie czterdzieści lat temu. Tam w trakcie mamy przerwę i leci dziesięciominutowy, obecnie nazwany „The Story of the Faithful Wookiee”, wcześniej określany jako „Starlog 3-2-1”. Nazwa z Wookieem jest stosunkowo niedawno ujawniona, a zarazem chyba oficjalna. Wcześniej przez lata segment ten nazywano od pierwszych słów, które w nim padają, czyli właśnie „Starlog 3-2-1”.



Historia „The Story of the Faithful Wookiee”

Za animowaną część wyemitowanego w 1978 „The Star Wars Holiday Special” odpowiada studio Nelvana. Tym razem w przeciwieństwie do aktorskiego programu, George Lucas miał minimalnie większy wpływ na animację. Nadal był zajęty „Indianą Jonesem” i „Imperium kontratakuje” więc niewiele czasu mógł poświęcać na tę produkcję. Wykorzystał to David Acomba, który pokazał Lucasowi film produkcji Nelavany – „A Cosmic Christmas”. George uznał, że jest to całkiem niezłe i znalazł czas na spotkanie się z Nelvaną. Dał im też pomysł, które Clive A. Smith i Frank Nissen zamienili na scenopisy. Lucas je zatwierdził, zaś Smith zajął się już rozwojem historii. Bezpośrednim wkładem Lucasa jest też umieszczenie nowego bohatera, którego mieliśmy zobaczyć dopiero w „Imperium kontratakuje”. To pierwsze pojawienie się Boby Fetta. Wówczas istniały już koncepty zbroi zrobione przez Joe Johnsotna oraz nagranie Bena Burtta na VHS w testowym kostiumie. Lucas bardzo chciał, by ta animacja była częścią czegoś, co niesie dalej „Gwiezdne Wojny” w oczekiwaniu na film. Ten pomysł będzie przewijać się także przez kolejne produkcje.

Jak na lata 70. animacja jest całkiem przyzwoita. Nelvana przede wszystkim spróbowała poszukać swojego stylu, nadać własną interpretację sadze. Nie zawsze udaną. Han nie przypomina Hana, zaś R2-D2 ma bardzo ciekawe umiejętności, no i jest wyjątkowo elastyczny. Styl animacji, a także niektóre modele postaci zostały wykorzystane prawie dekadę później w serialu „Star Wars: Droids” a także w mniejszym stopniu „Star Wars: Ewoks”. Jeśli chodzi o „Droids” to powiązań jest sporo więcej, niektórzy wręcz uznają ten serial za spin-off lub kontynuację tej kreskówki. Ale dziś taka kategoryzacja nie ma znaczenia. Ważne jest to, że to była pierwsza przymiarka Nelvany do „Gwiezdnych Wojen” i gdy pojawiła się druga szansa, to bazowali na tym, co już stworzyli. Zbudowali tym samym swój także wizualny kanon.



Dziedzictwo „Starlog 3-2-1”

Lucas jak to miał w zwyczaju bardzo lubił nawiązywać do innych dzieł w uniwersum. Ta kreskówka przede wszystkim miała wpływ na „Atak klonów” i Jango Fetta. Nie tylko jej fragmenty pojawiają się w dokumentach związanych z II Epizodem, ale nawet blaster Jango bardzo przypomina ten, który używał tu Boba Fett. Zresztą sposób wymowy imienia Boba z kreskówki słychać też w głosie Taun We.

Do kreskówki nawiązywał też w pewien sposób Genndy Tartakovsky w swoich „Wojnach klonów”. Choć tam trudno rozróżnić, czy to bardziej ta, czy „Droids” jest głównym źródłem inspiracji. Głównie chodzi o sposób poruszania się C-3PO i jego oczy, a także planetę Nelvaan, która wprost nawiązuje do Nelvany.

Kreskówkę można dziś obejrzeć na wydaniu sagi na Blu-ray. Jest ukryta. Na wydaniu zbiorczym BD na dysku z dodatkami do oryginalnej trylogii (8 dysk) wchodzimy w „Imperium kontratakuje” a tam „Pursued by the Imperial Fleet”, następnie wybieramy „The Collection” i „Boba Fett Prototype Costume”. Tam kreskówka jest ukryta pod przyciskiem „First Look”. Nie ładuje się od razu, trzeba poczekać.



W kreskówce głosów użyczyli – Anthony Daniels, Carrie Fisher, Harrison Ford, James Earl Jones, Mark Hamill i Don Francks jako Boba Fett.
Za dźwięki i montaż odopowiada Ben Burtt, a za animację odpowiadają Jenn de Joux i Elizabeth Savel.

Zaś przy okazji o samym „Holiday Special” mieliśmy cały tydzień, tworzony przy współpracy z Jedi Order. To dobra okazja, by sobie przypomnieć tamte artykuły.

Zaś pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Obsada „Ostatniego Jedi”: Benicio Monserrate Rafael del Toro Sánchez

1

Obok Laury Dern to zdecydowanie nowa, największa gwiazda „Ostatniego Jedi”. Dziś przyjrzymy się kim jest odtwórca tajemniczego DJa.

Del Toro urodził się 19 lutego 1967 w San Germán, (Puerto Rico). Jego rodzice (Gustavo Adolfo Del Toro Bermúdez i Fausta Genoveva Sánchez Rivera) byli prawnikami, zaś wielu innych członków jego rodziny związanych było z systemem prawnym Peutro Rico. Sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, czyli prawnicza klika. Przyszły aktor większość dzieciństwa spędził w Santurce. Przezywano go wówczas chudym Bennym albo Beno. Dorastał w katolickiej rodzinie, chodził też do katolickich szkół. Gdy miał 9 lat, jego matka zmarła na zapalenie wątroby. Trzy lata później z ojcem i bratem przenieśli się do Stanów Zjednoczonych, dokładniej do Mercersburga. Początkowo zamierzał iść w ślady ojca i zająć się biznesem. Miał nawet złożyć papiery na Uniwersytet Kalifornijski, ale sukces w wybieralnym kursie aktorstwa sprawił, że opuścił college i zajął się uczeniem aktorstwa pod okiem Artuhra Mendozy i Stelli Adler w Circle in the Square Theatre School w Nowym Jorku.

Pod koniec lat 80. zagrał kilka rólek w serialach telewizyjnych. Najczęściej grał zbirów, bandziorów czy handlarzy narkotyków. Wystąpił choćby w „Policjantach z Miami” czy „Wojny narkotykowe – Camarena”. Ma też na swojej liście występ w teledysku Madonny („La Isla Bonita”), gdzie siedzi w jakimś samochodzie w tle.

Przełomem były dla niego role filmowe. W 1988 zadebiutował w „Wielkim Pee-wee”, ale większą i pierwszą rozpoznawalną rolę zagrał w „Licencji na zabijanie” z 1989. Jego postać, czyli Dario wpisała się w historii kina jako najmłodszy przeciwnik Jamesa Bonda (Del Toro miał wówczas 21-lat).

W następnych latach pojawiał się w filmach takich jak „Indiański biegacz” (1991), „China Moon” (1994), „Kolumb odkrywca” (1992), „Bez lęku” (1993) czy „Wśród rekinów” (1994). Przełomem był film „Podejrzani” (1995) Bryana Singera. Głośny obraz z gwiazdorską obsadą, który został dobrze przyjęty, zaś rola Del Toro doceniona, choćby nagrodą Independent Spirit Award za rolę drugoplanową. Benicio uznano za aktora charakterystycznego, który może grać silne role.

Nie musiał czekać długo na kolejne sukcesy. Rok później zagrał Gaspare’a w „Pogrzebie” Abela Ferrary, a potem w „Basquiat – taniec ze śmiercią” po raz drugi zdobywając nagrodę Independent Spirit. W 1996 zagrał także w innym głośnym filmie – „Fan”. Główna rola w dużej produkcji pojawiła się już rok później w „Nadbagażu” wyprodukowanym przez Alicię Silverstone, która mu w tym filmie partnerowała.

Następnie trafiły mu się role w dwóch głośnych i później kultowych filmach. „Las Vegas Parano” (1998) Terry’ego Gilliama, a także „Przekręcie” (2000) Guya Ritchiego. Christopher McQuarrie, scenarzysta „Podejrzanych” obsadził go w swoim debiucie reżyserskim „Desperaci”. W 2000 zagrał też w głośnym, ale i kasowym filmie Stevena Soderbergha „Traffic”. Ta rola to prawdziwy przełom w karierze. Dostał za nią Oskara (jako aktor drugoplanowy), ale też w końcu dał się poznać szerokiej publiczności.

W 2001 wystąpił w filmie Seana Penna „Obietnica”, a w 2003 w „Nożowniku”. Potem przyszedł czas na pracę u kolejnego głośnego (obecnie) reżysera. Alejandro González Iñárritu i słynne „21 gramów” (2003), za które Del Toro dostał kolejną oskarową nominację.

Powoli zaczął też zmieniać repertuar. W 2005 zagrał w „Sin City” Roberta Rodrigueza, a w 2007 w „Drugiej szansie” Susanne Bier”. Doceniono też jego wkład aktorski jak i charakteryzację, w filmach biograficznych o Che Guevarze („Che – Rewolucja” i „Che – Boliwia”).

W 2010 zagrał u Joe Johnstona w „Wilkołaku”, a także pojawił się w małej roli u Sofii Coppoli w „Somewhere. Między miejscami”. W 2012 dodał do swojej listy kolejnego głośnego reżysera – Oliviera Stone’a i jego „Savages: ponad prawem”. Zaś w 2013 zadebiutował jako Kolekcjoner w „Thor: Mroczny świat”. Rolę tę rozwinął dopiero w późniejszych o rok „Strażnikach galaktyki” (oba filmy z MCU). Zresztą pojawi się w kolejnych „Avengersach”.

W 2014 widzieliśmy go także w „Escobar: Paradise Lost” i „Wadzie ukrytej”. Kolejny rok to „Cudowny dzień”, „Mały książę” (tu podkładał jedynie głos) oraz głośny „Sicario” Denisa Villeneuve.

Reklamował też alkohol. W 2016 wystąpił w kampanii telewizyjnej Heinekena, zaś w 2011 był modelem kalendarza włoskiej firmy produkującej wina Campari. Brał także udział w kampanii promującej ochronę raf koralowych.

Prywatnie jeszcze w 2010 był wolny, żartując sobie, że po co miałby się w ogóle wiązać, chyba tylko po to by móc się rozwieść. W 2011 jednak wszystko się zmieniło za sprawą córki Roda Stewarta – Kimberley. Choć Del Toro twierdzi, że nie są związani, to jednak mają córkę, którą nawet ochrzcili w Peurto Rico.

Na koniec kilka zdjęć Benicio:


W „Sicario” jako Alejandro


W „Licencji na zabijanie” jako Dario


W „Wilkołaku” jako Lawrence Talbot


W „Strażnikach Galaktyki” jako Kolekcjoner


W „Traffic” jako Javier Rodriguez

Premiery książkowe: Wrzesień 2017

Internety
19

Wrzesień zaoferował nam sporo nowości na rynkach zachodnich, głównie za sprawą Piątku Mocy i powiązanym z nim cyklem Journey to Star Wars: The Last Jedi. Już 1 września pojawiły się dwie powieści, o czym pisaliśmy tutaj. Teraz zobaczmy pozostałe premiery.

Wspomniany wyżej cykl zaoferował nam koszyk publikacji, takie jak książka z serii Look and FindJourney to Star Wars: The Last Jedi: Look and Find” Erin Rose Wage (twarda, 24 strony, 9,92 USD) z ilustracjami Arta Mawhinneya od wydawnictwa Phoenix International. Od spółki Disney-Lucasfilm Press otrzymaliśmy kolorowankę „Keepsake Coloring Book” z ilustracjami Katie Cook (miękka, 128 stron, 15,99 USD), książkę dla dzieci „The Power of the Force” Michaela Siglaina z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 24 strony, 5,99 USD) oraz kolejna pozycję z cyklu World of ReadingA Leader Named Leia” Jennifer Heddle z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 32 strony, 4,99 USD). Brytyjski Egmont w ramach cyklu dołożył od siebie rocznik 2018, czyli taki mini-przewodnik „Star Wars Annual 2018” (twarda, 72 strony, 7,99 GBP) Neda Hartleya, kolejna pozycja to zawierająca model i książeczkę „Stealth Mission: Activity Book and Model” (twarda, 36 stron, 8,99 GBP) Neala Manninga, Roba Balla oraz kolorowanka „Journey to Star Wars: The Last Jedi Colouring Book” (miękka, 32 strony, 4,99 GBP). Pozostałe dwie pozycje to przewodnik po nowej sztuce składania z papieru „Kirigami” (miękka, 126 stron, 27,50 USD) Marca Hagan-Guireya od Chronicle Books i książka dla dzieci „Tales of the Force” (twarda, 48 stron, 10,99 USD) z ilustracjami Rona Cohee od Golden Books.
Pozostałe premiery miesiąca prezentują się tak: spółka Disney-Lucasfilm wypuściła jeszcze dwie pozycje, ilustrowaną książkę dla dzieci „BB-8 on the Run” (twarda, 40 stron, 17,99 USD) Drew Daywalta z ilustracjami Matta Myersa oraz opowiadania dla dzieci oparte na trylogii prequeli „The Prequel Trilogy Stories” (twarda, 304 strony, 16,99 USD) autorstwa Ivan Cohen i S.T. Bende z ilustracjami Briana Rooda.
Brytyjski Egmont dorzucił od siebie drugą cześć poszukiwań Chewiego „Where's the Wookiee? 2” (twarda, 40 stron, 9,99 GBP) autorstwa Katriny Pallant z ilustracjami Ulisesa Farinasa.
Thunder Bay Press wydało kolejny poradnik szydełkowania „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 48 stron, 14,99 USD) autorstwa Lucy Collin. Natomiast becker&mayer! również dorzucił poradnik dla robótek szydełkowych - „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 64 stron, 19,99 USD) autorstwa John Lohman i Rhys Turton. W nakładzie tego wydawcy ukazało się też wznowienie albumu z 2011 roku „The Blueprints” (twarda, 336 stron, 79,99 USD) autorstwa Gavina Bocqueta, Jonathana W. Rinzlera i Normana Reynoldsa. Książka jest zbiorem planów i schematów pojazdów oraz lokacji z klasycznych filmów.



Na rodzimym rynku ukazały się dwie pozycje od wydawnictwa Ameet: pierwsza to książeczka z cyklu LEGO Star WarsKsiężniczka rebeliantów” (twarda, 64 strony, 24,99 PLN) autorstwa Sue Behrent oraz album graficzny „Star Wars Art: Koncepty” (twarda, 176 stron, 99,90 PLN) z przedmową Joe'ego Johnstona, wstępem Ryana Churcha, wprowadzeniem Douga Chianga i epilogiem Erika Tiemensa. Ta druga pozycja pomimo premiery rynkowej, może być dostępna w sprzedaży dopiero w październiku.
Nadchodzące miesiące zapowiadają się wyjątkowo bogato dla polskich fanów i czytelników, wydawcy zapowiedzieli kilka interesujących publikacji, szczegóły już wkrótce.

Weekend 40-lecia - "Imperium kontratakuje": Nawiązania do epizodu piątego w animacjach

Rózne
7



„Imperium kontratakuje” jest uznawane przez wielu za najlepszy epizod „Gwiezdnych Wojen”. Może jest tak ze względu na klimat - oto bowiem film odszedł od baśniowej konwencji „Nowej nadziei”, gdzie zwykły chłopak uratował księżniczkę, a wszystko skończyło się dobrze. Tutaj główny bohater zostaje okaleczony, drugi porwany, a rebelia przegrywa bitwę i traci jedną ze swoich baz. Pod koniec filmu przyszłość nie wygląda zbyt różowo dla naszych bohaterów. A może jest tak, bo to właśnie dzięki epizodowi piątemu „Nowa nadzieja” przestała być samodzielnym filmem. Rozpoczęła się Saga.

Może to właśnie dlatego twórcy animacji sięgają dość chętnie po elementy z „Imperium”. Są to przede wszystkim postacie, bo film może się poszczycić całkiem sporym ich gronem. Ponieważ zarówno TCW, jak i „Rebelianci” dzieją się wcześnie, to często poznajemy pochodzenie bohaterów i ich motywacje. Jest też oczywiście całkiem sporo innych rzeczy.

Postacie



Można się z tym zgadzać lub nie, ale Yoda to niewątpliwie najważniejsza postać wprowadzona wraz z filmem. Mistrz zasłynął jako najmądrzejszy Jedi w dziejach, a młodemu Skywalkerowi przekazał filozofię pokoju najlepiej wyrażoną w słowach: „Wojna nikogo wielkim nie czyni”. Jak to jednak ma się do generała, którego widzieliśmy w prequelach? W TCW, choć można pomyśleć, że stało się to przypadkowo przez anulowanie serialu, to ładnie jest widoczna kompozycja klamrowa,co oznacza, że seria rozpoczyna się i kończy podobnym motywem. I jest nim właśnie wątek Yody, który w pierwszym epizodzie pokazuje klonom ich indywidualność, a pod koniec szóstego sam wybiera się na wyprawę, podczas której bada tajniki Mocy, życia pozagrobowego, a przede wszystkim odkrywa siebie. Nawet na Oficjalnej porównano jego wędrówkę na planetę midichlorianów do przygody Luke'a w jaskini. W „Rebeliantach” ujrzeliśmy jak potrafi komunikować się na odległość dzięki Mocy... i jak poznaje Kanana oraz Ezrę. Nadal czekamy na jakieś logiczne wyjaśnienie jak pogodzić to z jego słowami o Luke'u jako ostatnim Jedi. Sezon czwarty musi przynieść odpowiedzi.

Lando to kolejny bohater, który zadebiutował również w animacji. Przedsiębiorca z Bespina jest jedną z ciekawszych postaci nie tylko z powodu swego oszałamiającego uśmiechu i wyczucia stylu, lecz przede wszystkim dlatego, iż jest niejednoznaczny moralnie. Zdradza przyjaciół, ale nie robi tego do końca w złej wierze. Jego żyłka drobnego oszusta i po prostu zwykły fart są świetnie widoczne w „Rebeliantach”, gdy w odcinku „Idiot's Arrayl” ograł Zeba w sabaka i dzięki pomocy innych rebeliantów zdobył świnkę-rozdymkę potrafiącą wyniuchać minerały. Calrissian pojawił się jeszcze okazyjnie w pilocie drugiego sezonu, ale do tej pory nie powrócił, mimo że liczne plotki mówiły, że tak się stanie. Być może stało się tak z powodu Hantologii - wedle plotek Solo miał się pojawić w serialu, ale zaczęło to kolidować z filmem, więc jego rolę wycofano.

Epizod piąty wprowadził nam też jedną z najsłynniejszych profesji w Sadze: łowców nagród. To właśnie tutaj zadebiutował Boba Fett (choć formalnie stało się to w „Holiday Special”), a animacje bardzo rozwinęły nam tę postać. Finał drugiego sezonu TCW pokazał nam go jeszcze jako dziecko, które zrozpaczone i wściekłe po stracie ojca, próbuje dokonać zemsty na mistrzu Windu. Za swoje czyny trafił do więzienia (widać Republika nie miała problemu z wtrącaniem tam nieletnich), lecz udało mu się tam uciec w sezonie czwartym. Potem widzimy jego początki w karierze łowcy, gdy wraz z Asajj Ventress, Dengarem, Bosskiem i innymi podjął się misji dostarczenia specjalnego pakunku despotycznemu władcy planety Quarzite. Pakunkiem okazała się dziewczyna, która miała zostać żoną tyrana. Ventress poczuła odruch serca i podmieniła nastolatkę na Bobę... który, jak się niedawno dowiedzieliśmy, miał być przebrany w sukienkę, ale Filoni w porę zorientował się, że fani by tego nie zdzierżyli. Potem jeszcze raz jego ścieżka skrzyżowała się z tą należącą do mrocznej Jedi w powieści „Mroczny uczeń”, gdzie pomógł jej w poszukiwaniach Quinlana Vosa. Bardzo duża część historii związana już bardziej z „Imperium” miała być przedstawiona w jednym z aktów TCW. Młody Fett miał tam ruszyć razem z Cadem Bane'em na Tatooine, by uratować dziecko porwane przez Tuskenów. Miał być tam wspomniany Jango, a jego syn po raz pierwszy założyłby swą zieloną zbroję - być może usłyszymy o tym coś więcej po premierze „Heroes of Mandalore”, bo na zwiastunie widać wojowników w takim samym pancerzu. Jeden z filmików wypuszczonych podczas konwentów pokazywał też jak łowca zdobył słynne zadrapanie na hełmie - był to wynik starcia z Bane'em. Czy Duros przeżył walkę, tego nie wiadomo. Dziedzictwo Boby jest widoczne również przy innych postaciach - Fenn Rau posiada na swoim baskar'gamie znaki, które pojawiły się na rysunku koncepcyjnym Joe Johnsona. Zresztą, zanim Boba się w ogóle narodził, to w fazie koncepcyjnej istniał projekt "superkomandosów", czyli lepszych szturmowców. Ostatecznie postanowiono zrobić tylko jednego - Bobę. Ale pomysł został wykorzystany w mandaloriańskich odcinkach "Rebeliantów", w których formacja superkomandosów faktycznie występuje. Byli to Mando, którzy zaakceptowali imperialną władzę na swej planecie. Przecieki z ledwie wczoraj mówią, że zobaczymy ich w „Battlefroncie II”.

Boba mógł pozować na osobę pracującą samotnie, ale tak naprawdę często widziano go w towarzystwie. Dengar to jeden z łowców nagród, których wezwał Vader do odszukania „Sokoła”. Uwagę od razu zwraca jego charakterystyczny turban. W Legendach tłumaczono to wypadkiem, jaki spowodował Han Solo podczas wyścigu i faktycznie na zbliżeniach widać, że mężczyzna ma rozległe blizny na twarzy. W TCW okazało się jednak, że Dengar nosił ozdobny materiał na głowie już podczas wojen klonów. W marvelowskiej serii „Star Wars” już ma blizny, więc historia jak je zdobył jeszcze na nas czeka - może w Hantologii? Drugi słynny łowca to rzecz jasna Bossk, który zadebiutował w „Death Trap”. Dołączył do Aurry Sing i Boby w zadaniu pomszczenia Janga i, co ciekawe, ani tam, ani w późniejszych odcinkach nie miał problemu z zaakceptowaniem zwierzchnictwa nastolatka. Nie pojawił się w „Rebeliantach”, ale przed wydarzeniami z sezonu pierwszego odwiedził Lothal i natrafił na pewnego złodziejaszka, o czym można przeczytać w książce „Ezra's Gamble”. Zresztą, projektów łowców było sporo i oczywiście nie wszyscy trafili ostatecznie na duży ekran. Jednym z nich był obcy, który dopiero w „Rebels” stał się Yushynem, czyli szefem rafinerii gazu w epizodzie „The Call”. Widać w debiucie pomogła dopiero zmiana profesji.

Rasy i zwierzęta



Trandoshanina - w osobie Bosska - widzieliśmy w "Imperium" jedynie przez chwilę, a cała uwaga i tak skupia się niemal wyłącznie na Bobie i Vaderze. Ale jak to w SW bywa, rasy i bohaterowie z tła potrafią zrobić ogromną karierę i nie inaczej było w przypadku tego łowcy nagród. Więcej o Trandoshanach dowiedzieliśmy się z końcówki trzeciego sezonu („Padawan Lost” i „Wookiee Hunt”), w którym Ahsoka zostaje porwana przez grupę łowców i wraz z innymi padawanami oraz Chewbaccą musi stawić im czoła na księżycu Trandoshy, Wasskah. Sporo materiału dotyczącego tych gadów zostało zaczerpniętych z Legend, jak choćby ich nienawiść do Wookieech (którzy byli ich planetarnymi sąsiadami) czy polowanie dla sportu. Sezon pierwszy z kolei przedstawił postać Gha Nachkta, złomiarza, który wzbudził początkowo lekką konsternację, bo na Trandoshanina wcale nie wyglądał. Filoni mówił wtedy, że przecież nie każdy jest modelowym przedstawicielem swojego gatunku i zdarzają się osoby zdeformowane czy otyłe.

Jedną z największych tajemnic Sagi jest rasa Yody - tak sekretna, że nie ma nawet swej oficjalnej nazwy. Lucas żartował nawet, że mistrz jest nieślubnym dzieckiem Kermita i świnki Piggy (pewnie jest w tym ziarno prawdy, biorąc pod uwagę, że głosu udzielał jej Frank Oz). W „Mrocznym widmie” rąbek tajemnicy został nieco uchylony, bo pojawiła się Yaddle, żeńska przedstawicielka gatunku. W TCW nie ma praktycznie nic... prócz schodów na Dagobah. Skąd się tam wzięły? Czy Yoda naprawdę widzi je tylko w swoim umyśle? A może są pozostałością po pewnej małej, zielonoskórej rasie? Lucas zarządził, że mamy się nigdy tego nie dowiedzieć, ale Lucas już nie rządzi i już pojawiają się pogłoski o spin-offie o Yodzie.

Bagna Dagobah tętniły życiem, ale tak naprawdę w filmie nie uświadczyliśmy widoku wielu zwierząt. Dopiero w „Bombad Jedi” zobaczyliśmy jak wygląda kawzel maw, stwór zaprojektowany przez McQuarriego, który ostatecznie w epizodzie piątym się nie znalazł. I zamiast na Dagobah, wylądował na Rodii, gdzie pomógł Jar Jarowi w uwolnieniu Padme z rąk Separatystów. Podobnie sprawa miała się z kryknami, ogromnymi białymi pająkami, które grasowały przy rebelianckiej bazie na Atollonie. Zresztą, Ezra musiał się z nimi zmierzyć w jamie w bardzo podobny sposób, jak Luke z wizjami w jaskini na Dagobah.

Po udanym leczeniu Luke'a Han chwali go, że urwałby uszy gundarkowi. Na początku mogłoby się wydawać, że to tylko taki frazeologizm, ale potem w „Ataku klonów” okazało się, że zwierzęta te naprawdę istnieją - Obi-Wan wspomina z Anakinem jak wpadli go gniazda gundarków. I mieli ponownie podobnego pecha w TCW. Zwierzęta te ukazywały się parokrotnie, a z Legend przejęto nie tylko ich wygląd, lecz także ojczystą planetę, Vanqor.

Technologia



Jednym z osiągnięć „Imperium” było ukazanie nowych typów wyspecjalizowanych szturmowców na Hoth. Ich charakterystyczna, zakrywająca szyję zbroja dawała lepszą ochronę przed zimnem. To właśnie do tego pancerza (i rzecz jasna szkiców McQuarriego) sięgnęli twórcy TCW, gdy tworzyli śnieżnych żołnierzy-klonów w odcinku „Trespass”. Skoro przy Hoth jesteśmy, to nie możemy zapominać o AT-AT, kolejnych ikonicznych maszynach wprowadzonych podczas bitwy na lodowej planecie. Wersja z „Rebeliantów” jest mieszanką projektów McQuarriego i Joe Johnsona, a do tego jej debiut następuje na Seelosie, planecie wizualnie bardzo podobnej do Hoth.

Rebelianci mieli zaś w swoim arsenale w piątym epizodzie smukły transportowiec GR-75, którym uciekali z Hoth. Pokazał się również w „Łotrze", a w "Rebeliantach" zadebiutował w odcinku „The Antilles Extraction”. Co prawda przez ograniczony budżet nie pozwolił na stworzenie oryginalnego wnętrza, więc użyto tego z gwiezdnego busa.

Technologia z piątego epizodu, która na dobre wpisała się do kanonu (starego i nowego) to oczywiście zamrażanie w karbonicie. Boba Fett w ten sposób chciał bezpiecznie dostarczyć Hana Solo do Jabby, lecz w "Wojnach klonów" wymyślono inne zastosowanie dla niej. Już podczas tworzenia pierwszego sezonu Filoni i Gilroy zaczęli dyskutować nad scenariuszami, w których dałoby się jakoś oszukać skanery form życia stosowane przez Separatystów. Wymyślili więc, że można byłoby właśnie zamrozić naszych bohaterów. Pomysł trafił jednak najpierw na karty komiksu „Shipyards of Doom”, a dopiero potem do trzeciego sezonu TCW i aktu o Cytadeli, gdzie w ten sposób Anakin, Obi-Wan, Ahsoka i klony przeszmuglowali się na planetę Lotho Minor. Byli zamrożeni dość krótko, także nie mieli takich objawów choroby pohibernacyjnej jak Han.

W serialu wielokrotnie pojawiają się droidy medyczne tego samego modelu, który leczył Luke'a na Hoth. Czasem co prawda służyły nieco innym celom - pokazywały się jako kucharze czy kelnerzy. Może potrafiły serwować drinki i od razu wyleczyć kaca?

Cytaty i varia



  • Nawiązanie do „Imperium” pojawiło się już w „Rising Malevolence”, drugim odcinku TCW. W epizodzie tym Plo Koon i klony zostają uwięzieni w niedziałającej kapsule ratunkowej. Żołnierze próbują ją naprawić i jeden z nich poucza drugiego: "Nie to nie tak. Ten idzie tu, tamten tam", zupełnie jak Han Chewiego.

  • Na kolejne cytaty klonów trzeba było czekać do odcinka „Mercy Mission”. Dwóch żołnierzy Wolffe'a po przybyciu na Aleen i zobaczeniu cokolwiek entuzjastycznych tubylców wymienia między sobą zdania: "Przylatywanie tutaj było złym pomysłem." - "Zaczynam się z tobą zgadzać." Podobnie zareagował Luke na bagna Dagobah.

  • W „Grievous Intrigue” jest scena, w której Yularen nakazuje otworzyć ogień do wrogich jednostek Separatystów. Jest ona niemal identyczna jak ta, w której to kapitan Needa wydaje rozkazy na "Avengerze".

  • Pojedynek pomiędzy Lukiem a Vaderem na Bespinie jest bezsprzecznie jednym z najważniejszych w Sadze. Podczas niego mroczny lord zaczyna obrzucać syna metalowymi szczątkami. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w walce Anakina z Dooku w "Ataku klonów" a także w "Wojnach klonów", gdzie hrabia ponownie zastosował tę taktykę w „Shadow Warriorze”.

  • W czwartym sezonie jeden z aktów jest poświęcony działaniom Obi-Wana, który pod przykrywką próbuje zapobiec porwaniu Kanclerza. Anakin nic o tym początkowo nie wie, lecz po zbadaniu poszlak dochodzi do prawdy. Yoda ostrzega go przed podążeniem za mistrzem, mówiąc: "Jeśli odlecisz, pomóc byś mu mógł... ale niepewna jego przyszłość jest." Ponad dwadzieścia lat później niemal tak samo ostrzeże jego syna przed ruszaniem na pomoc przyjaciołom na Bespinie.

  • Jest coś pięknego i jednocześnie prostego w stwierdzeniu Yody, że „świetlistymi istotami jesteśmy”. Mistrz podkreślał, że to duch, a nie ciało, jest ważny. Pewnie dlatego użył tych słów podczas pogrzebu Jedi zamordowanych przez Barrissę.

  • W „The Unknown”, podczas bitwy o Ringo Vindę Fives mówi Tupowi, że ten wisi mu więcej niż tylko jedną przysługę, co przywodzi na myśl podobne słowa, skierowane przez Hana do Luke'a po uratowaniu młodego Jedi od zamarznięcia na Hoth.

  • Słowa Yody o robieniu, a nie próbowaniu, stały się niewątpliwym klasykiem cytatów. Pewnie dlatego jego słowa (oraz podobnie metody nauczania) wykorzystał Kanan w odcinku „Rise of the Old Masters”. Choć sam przyznaje początkowo, że nie rozumie tych słów. Jarrus nabrał mądrości w dalszych epizodach, lecz nadal pozostała w nim doza niecierpliwości, gdy przerwał szkolenie u Bendu jak Luke u Yody.

  • Między Kananem i Herą było trochę napięć, ale to normalne w każdym związku. Ich kłótnia w „The Siege of Lothal” - z białymi korytarzami i rebeliantami kręcącymi się obok - bardzo przypomina tą, do której doszło między Hanem i Leią na Hoth.

  • Młody Skywalker ledwo uszedł niebezpieczeństwa na Bespinie i wezwał dzięki Mocy swoją siostrę. W podobnych opałach znalazł się Ezra w epizodzie „Steps into Shadow”.

  • W „Warhead” sekwencja otwierająca odcinek - od tego, co widzimy na ekranie, aż po muzykę - ma być w założeniu jedną wielką aluzją do "Imperium". Scena przedstawia bowiem lądowania jednego z droidów infiltrujących na Atollonie. Zostaje jednak szybko zaatakowany przez krykny. W początkowej wersji scenariusza epizodu piątego sonda Imperium miała być zniszczona przez wampę.

  • Rebelianci zostali zmuszeni do opuszczenia bazy na Atollonie w „Zero Hour” Gdy Hera zarządza ewakuację, słyszymy sygnał "Kay Zero One". Takiego samego kodu użyła Leia na Hoth.

Nawiązaniom do „Imperium” zapewne jeszcze nie będzie końca. Przed nami czwarty sezon „Rebeliantów”, a w przyszłości zapewne inne nowe animacje. I oby film nadal inspirował twórców tak samo, jak przez te wszystkie lata.

Co tam słychać w Starwarsówku?

3

Zaczynamy od najbardziej popularnych ostatnio nazwisk w Starwarsówku, czyli Phila Lorda i Christophera Millera. Otóż pojawili się oni na giełdzie nazwisk jako reżyserzy filmu „The Flash”. Prawdę mówiąc są tu naturalnymi kandydatami, bo przymierzali się wcześniej do tego projektu, ale zostawili go dla „Gwiezdnych Wojen”. Nie znaleziono reżysera, więc kto wie, wciąż są w grze.

Za to Mark Hamill dorobi się niebawem własnej gwiazdy w hollywoodzkiej galerii sław. Na razie ogłoszono, że dostanie, zobaczymy kiedy fizycznie zostanie postawiona.

Pozostając w tematach sław, gwiazd i tak dalej. Amerykańska Akademia Filmowa zaprosiła do członkostwa ponad 700 osób (774 zaproszenia, ale niektóre osoby są powielone ze względu na kategorię). Wśród zaproszonych pojawiają się osoby ze Starwarsówka: Riz Ahmed, Warwick Davis, Adam Driver, Joel Edgerton, Domhnall Gleeson, Donald Glover, Jiang Wen i Donnie Yen. Teraz będą mogli oddać swój głos w przy najbliższych Oskarach.

Szkolił Hana Solo, a naprawdę był Strażnikiem Teksasu, o ile oczywiście realizacja projektu dojdzie do skutku. Otóż Netflix próbuje doprowadzić do realizacji film „Highwayman” z Kevinem Costnerem i Woodym Harrelsonem. Pierwotnie miał w nim grać zamiast Costnera Liam Neeson, ale to było w 2013. Zresztą prawa wciąż ma Universal, zaś Neftlix próbuje je odkupić. Film opowiada o dwóch emerytowanych, legendarnych Strażnikach Teksasu, którzy zostają powołani do służby, gdy napadami zaczęli się parać słynni Bonnie i Clyde.

To oczywiście nie koniec wieści o Liamie. Po pierwsze ktoś podłoży mu bombę pod samochodem w filmie „Retribution”. Będzie to remake hiszpańskiego dreszczowca „El Desconicodo”. Neeson zagra finansistę, który padnie ofiarą szantażu. Podłożą mu bombę pod samochód i będą domagać się pieniędzy, zaś w samochodzie będzie rodzina Liama.
Jednocześnie Neeson zostanie słynnym detektywem Philipem Marowe’em. Nowy film będzie oparty na powieści Benjamina Blacka „The Black-Eyed Blonde”. Do biura Marlowe’a przychodzi pewna blondynka i prosi o pomoc w odnalezieniu kochanka. W grę zamieszana jednak jest potężna rodzina, która zrobi wszystko by chronić swoje interesy…
Pojawiły się już pierwsze zdjęcia z filmu „The Silent Man”. O obrazie pisaliśmy dwa lata temu, wtedy nosił jeszcze tytuł Felt. Neeson gra tu Marka Felta, znanego lepiej jako „Głębokie Gardło”, czyli zastępcę dyrektora FBI a jednocześnie informatora w trakcie afery Watergate. Film wyreżyserował Peter Landesman. Kiedy pojawi się w kinach dokładnie nie wiadomo.

Coś się rusza w temacie „Księgi dżungli” Andy’ego Serkisa zapowiedzianej na jesień przyszłego roku. Włodarze Warner Bros. mówią, że film będzie mocno się różnił od wersji Disneya, ma być mroczniejszy i bliższy oryginałowi. Serkis nie tylko reżyseruje, ale też zagra rolę Baloo.
Za to być może pojawi się także w nowym „Batmanie”. Przynajmniej współpracę chciałby kontynuować reżyser Matt Reeves z którym Serkis zrobił dwie „Planety małp”. Na razie jednak to tylko niezobowiązująca deklaracja.

Benicio Del Toro ucieknie z więzienia w filmie „Escape at Clinton Correction”. Reżyseruje Ben Stiller. To historia dwóch bandytów, którzy w 2015 uciekli z więzienia. W sprawę też była zamieszana pracownica zakładu karnego (w tej roli Patricia Arquette), która chciała, by zabili jej męża.

Donald Glover, czyli nowy Lando zajmie się „Deadpoolem”, a dokładniej jego animowaną, serialową wersją. Wraz ze swoim bratem Stephenem wyprodukują to dla stacji FXX. Premiera w 2018.

Larua Dern zagra w filmie „JT Leroy”, razem z Kristen Stewart i Dianą Kruger. JT LeRoy to pseudonim pisarski Laury Arbert (Dern), ale na potrzeby mediów rolę autora odgrywała jej szwagierka (Stewart). Scenariusz i reżyseria – Justin Kelly.

Pojawiły się także zdjęcia z nowego filmu Stevena Soderbergha – „Lucky Logan”. Grają tam Adam Driver, Daniel Craig, Katharine Waterson i Channing Tatum. To opowieść o dwóch braciach, którzy chcą wygrać wyścig NASCAR. Wcześniej o filmie pisaliśmy tutaj.

Domhnall Gleeson z kolei zagra Alexandra Alana Milne, czyli twórcę Kubusia Puchatka. Film „Goodbye Christopher Robin” zadebiutuje jesienią. Będzie to opowieść biograficzna, ale koncentrująca się mocno na relacjach ojca i syna. Według plotek (niepotwierdzonych) dorosłego Krzysia miał zagrać Ewan McGregor. Partnerują mu/im Margot Robbie, Kelly McDonald oraz Phoebe Waller-Bridge. Swoją drogą aktorka została niedawno nominowana przez Stowarzyszenie Krytyków Telewizyjnych za rolę w „Fleabag” w kategorii aktorka/aktorki komediowej.

Wiemy, czym zajmie się Ron Howard jak ugasi pożar na planie Hantologii. Nakręci dokument muzyczny o Pavarottim. Przygotowania do prac, w tym dostępy do archiwów są dość mocno zaawansowane. Jednak tu wszystko może się spokojnie przesunąć w czasie.

Za to Joe Johnston, który także był wymieniany w kontekście Hantologii, ma zupełnie inny projekt. „Srebrne krzesło”, czyli kolejna cześć „Narnii”. Niestety jest też zła wiadomość, będzie to reboot ostatniego cyklu, z nowymi aktorami, nowym spojrzeniem i nową wytwórnią – TriStar Pictures.

Forrest Whitaker dołączył do „How It Ends” Davida M. Rosenthala. To postapokaliptyczna historia ukazująca świat po straszliwej katastrofie. Ulice są zapchane uciekinierami, zaś główny bohater stara się odnaleźć rodzinę… Produkcja dla Netflix.

Gwendoline Christie w końcu zostanie księżniczką, ale jednocześnie wojowniczką. W dodatku rosyjską. Zagra ją w filmie Roberta Zemeckisa. Obraz na razie nie ma tytułu, opowiada historię mężczyzny, który upadł na duchu i by się podnieść wykorzystuje artystyczną wyobraźnię, cokolwiek miałoby to znaczyć. W każdym razie w pewnym momencie zakocha się w postaci Christie.

Joel Edgerton jak sam przyznaje chętnie wróciłby do roli wujka Owena, gdyby tylko kręcili ten spin-off o Kenobim. Na razie musi parać się innymi projektami, także reżyserskimi. Jego najnowszy film „Boy Erased” to adaptacja wspomnień Garrada Conleya, chłopaka wychowanego w rodzinie konserwatywnego pastora. Chłopak okazał się być homoseksualistą, więc rodzice wysłali go na przymusowe leczenie. Garrada zagra Lucas Hedges, a jego rodziców Nicole Kidman i Russel Crowe. Joel jest także scenarzystą tego obrazu.
Dodatkowo wystąpi w thrillerze „Gringo”, który reżyseruje jego brat Nash Edgerton. Główną rolę gra David Oyelowo, a w obsadzie zobaczymy też Paris Jackson i Charlize Theron. To historia udziałowca firmy farmaceutycznej, który jadąc do Meksyku pakuje się w takie coś, co zmienia jego punkt widzenia. David zagra także w filmie SF „God Particle”, którego producentem jest J.J. Abrams.

Thandie Newton próbuje swoich sił jako producentka. Będzie to dokument hybrydowy, czyli częściowo zdjęcia, częściowo animacja. „Liyana” opowie historię dziewczynki z Suazi usiłującej uwolnić swoich braci bliźniaków z rąk porywaczy.

Pojawiły się także zdjęcia Daisy Ridley z nowego „Morderstwa w Orient Expresie”, oczywiście pochodzą one ze zwiastuna. Sam film pojawi się w naszych kinach 24 listopada. Dodatkowo jest też zdjęcie Ridley z „Opheli”, czyli kolejnej produkcji opartej na sztukach Szekspira. Tu zdjęcia trwają.





No dobra, wydało się, Simon Pegg odstawi leki na schizofrenię, przynajmniej w filmie „Lost Transmissions”, gdzie zagra producenta muzycznego. Odkryje to jego przyjaciółka, młoda kompozytorka i spróbuje coś z tym zrobić. Scenariusz i reżyseria: Katharine O’Brien.
Natomiast sam Pegg wraz ze swoim partnerem kreatywnym, Nickiem Frostem założyli firmę producencką i zabierają się za komediowy horror – „Slaughterhouse Rulez”.

Riz Ahmed dołączył do obsady filmu „The Sisters Brothers”. Akcja filmu dzieje się w XIX wieku w czasie gorączki złota, bracia Eli i Charlie Sisters dostają zlecenie zabicia wroga ich szefa. W filmie występują także: John C. Reilly, Joaquin Phoenix i Jack Gyllenhaal. Reżyseruje Jaques Audiard, zdjęcia ruszają latem.

Oscar Isaac zagra w filmie „Operation Finalie”, to historia poszukiwania i schwytania zbrodniarza wojennego Adolfa Eichmanna, który ukrył się w Argentynie. Mossad przez lata próbował go wytropić, w końcu udało się. Isaac zagra rolę szefa grupy Mossadu, którym powoduje także osobista zemsta. Naziści zabili mu siostrę i jej dzieci. Reżyseruje Chris Weitz.

Mads Mikkelsen pojedzie na koło podbiegunowe, gdzie będzie walczył o życie. Jego bohater w filmie „Arctic” ledwo przeżyje ciężki wypadek i będzie musiał podjąć trudne decyzje by ocaleć. Szczęśliwie zdjęcia będą kręcone na Islandii (czyli w cieplejszych klimatach). Za kamerą stoi Joe Penna.



Ostatni wpis właściwie powinien trafić do Sprośnych Okruchów, ale akurat to się dzieje naprawdę. Lupita Nyong’o i Rihanna były wspólnie na pokazie mody, zrobiły sobie zdjęcie. Wrzuciły na twitterze, a ktoś je skomentował, że Rihanna wygląda jakby wabiła bogatych mężczyzn, a Lupita na jej przyjaciółkę znającą się na komputerach i razem robią przekręty. Żart, żartem, ale Netfilx postanowił nakręcić na podstawie tego twitta film. Reżyseruje Ava DuVernay, a scenariusz pisze Issy Rae. Obie aktorki zagrają, a na ile film będzie wierny twittowi, zobaczymy. Zdjęcie, które wywołało zamieszanie powyżej.

"Koncepty" pojawią się po polsku

ameet.pl
7

Przed premierą "Przebudzenia Mocy" w kinach otrzymaliśmy nakładem wydawnictwa Ameet album "Star Wars Art: Wizje", zbiór wyjątkowych prac nawiązujących do Star Wars i inspirujących się sztuką. W tym roku, również przed premierą kolejnego epizodu, otrzymamy następny album z serii Star Wars Art - "Koncepty", który, jak sama nazwa wskazuje, będzie zbiorem grafik koncepcyjnych autorstwa artystów, którzy nadali kształt Gwiezdnym Wojnom. Książka ma zawierać ilustracje wykorzystane przy produkcji filmów, seriali, animacji oraz gier wideo. Przedmowę do publikacji napisał Joe Johnston, wstęp Ryan Church, wprowadzenie Doug Chiang a posłowie Erik Tiemens.
Publikacja ukaże się w październiku, ponownie w nakładzie wydawnictwa Ameet w twardej oprawie i objętości 176 stron. Poniżej przykładowe strony z wydania oryginalnego.



Temat do dyskusji na forum.

ILM świętował 40-lecie „Nowej nadziei”

oficjalna
3

Wśród obchodów 40-lecia „Nowej nadziei”, poza Celebration, czy kilkoma artykułami wspominkowymi, miały też miejsce spotkania twórców. Dokładniej nieoficjalny zlot pracowników (w większości już byłych) po latach zorganizowało Industrial Light and Magic. 27 maja 2017 w miejscu zwanym obecnie 32Ten Studios (na północ od mostu Golden Gate) pojawili się weterani ILM. Miejsce nie jest przypadkowe. To właśnie tu przez prawie trzy dekady, od czasów „Imperium kontratakuje” po „Zemstę Sithów” urzędowała ILM.



Przyjechali żyjący twórcy nie tylko „Nowej nadziei”, ale całej oryginalnej trylogii. W tym modelarze, operatorzy kamer, technicy optyczni, pomocnicy, koordynatorzy produkcji, lalkarze a nawet kilku aktorów. Wszyscy spotkali się razem, by świętować 40-lecie debiutu ich wspólnej pracy, czyli właśnie „Nowej nadziei”, znanej wówczas raczej jako „Gwiezdne wojny”.





Organizatorką zjazdu była Rose Duignan, doświadczona producentka i była pracownica ILM. Blisko współpracowała z Georgem Lucasem w czasach „Nowej nadziei”.

Cała impreza była doskonałym sposobem by spotkać się po latach, ale też powspominać i bawić się. Losy ludzi w branży filmowej rozchodzą się bardzo różnie. Czasem ich drogi krzyżują się ponownie, gdy pracują nad wspólnymi projektami. Czasem nie. Dlatego dla wielu, była to pierwsza okazja, by spotkać się po bardzo długich latach.

Michael Quinn, który wcielał się w rolę Niena Nunba w „Powrocie Jedi”, gdy nie był potrzebny jako lalkarz, wspomina, że to było bardzo magiczne wydarzenie. Ci wszyscy ludzie, zrobili coś, czego nie zrobił nikt inny wcześniej. W teorii wydawało się, że to niemożliwe. A jednak dokonali tego i teraz pojawili się tutaj razem.

Robert Blalack, który rozpoczął budowanie działu optycznego w ILM przyjechał tu specjalnie na to spotkanie z Paryża. Wspomina, że budowanie ILM od początków w czasie tamtej produkcji przypominało trochę wyskoczenie z samolotu i ubieranie spadochronu podczas swobodnego spadania.





John Dykstra wspomina tamten czas jako pracę ze wspaniałymi ludźmi, doświadczenie które zmienia człowieka na resztę życia. Pamięta, że w ILM panował niesamowity entuzjazm, każdy starał się wspomóc pracę, nie tylko swojego działu, ale też wszystkich innych.

Tamten zespół stworzył razem coś, czego świat jeszcze nie widział. I co wciąż warto uczcić nawet, a może zwłaszcza po tych 40 latach.





Na zdjęciach można także zobaczyć Lorne’a Petersona, Richarda Edlunda, Phila Tippetta, Amy Young, Joe Johnstona,Miki Hermana, Davida Scotta czy Rose Duignan oraz wielu innych.

My z okazji 40-lecia przygotowaliśmy specjalny tydzień, z materiałami możecie zapoznać się tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ewolucja logo

9



„Nowa nadzieja” ustaliła bardzo wiele elementów, które są dziś nie tylko nierozerwalne ale i bardzo charakterystyczne dla sagi. Jeden z nich to logo. Ale zanim powstało finalne, ono również przeszło kilka mniejszych i większy modyfikacji.



Za pierwotne odpowiada Ralph McQuarrie. Zajmował się wówczas robieniem różnych szkiców dla George’a Lucasa no i koniecznie było zrobienie logo dla filmu. Powstało właściwie od niechcenia, nawiązywało do „Amerykańskiego graffiti”. McQuarrie wspomina, że na pierwszym logo „The Star Wars” przedstawiony był Han Solo. Faktycznie patrząc po mieczu to powinien być Luke, ale strój, zrelaksowany sposób bycia. To był ówczesny Han.



McQuarrie wykorzystał czcionkę Futura Display lub Futura Display Open, choć wprowadził pewne modyfikacje choćby w literze „T”.



Jednak dla celów korporacyjnych potrzebne było nowe logo, które umieszczano choćby w oficjalnej korespondencji. Bazując na tym, co stworzył Ralph, do gry wkroczył Joe Johnston. Tym razem użył czcionki z rodziny Precis. Tym logiem reklamowano sagę choćby w 1976 podczas San Diego Comic Con. Pojawiało się też na pierwszy publikacjach, jak: „The Art of Star Wars” z 1979.





W grudniu 1976 ukazała się adaptacja powieściowa „Nowej nadziei” pióra Alana Deana Fostera. Del Rey jednak nie bawił się w żadne specjalne logo. Użyli czcionki typu Helvetica oraz okładki bazującej na konceptach Ralpha i tyle, bez wchodzenia w żadną stylizację.



Filmowe logo miało oczywiście nawiązywać do seriali o Flashu Gordonie czy Bucku Rogersie. Początkowo to wciąż miało być „The Star Wars”.





Za logo już bliższe oryginałowi, wykorzystywane tak w materiałach promocyjnych (jak plakaty), ale też zbieżne z napisami początkowymi odpowiada Dan Perri.



Następnie Lucas zwrócił się do Suzi Race, by zaprojektowała nowe logo. Dostała ona trudne zadanie, bo od George’a dowiedziała się jedynie, że chce mieć logo bardzo faszystowskie. Dobrze trafił, bo artystka zanim jeszcze go spotkała, studiowała trochę o niemieckim designie i pewnych historycznych źródłach z nim związanych. Wymyśliła, że użyje zmodyfikowanej czcionki Helvetica Black. Narysowała logo ręcznie. Połączyła pewne litery, George tylko poprosił, by S było wyraźniejsze, bo wyglądało trochę jak ozdobnik T. To logo trafiło na plakaty.



Ale to W nie wszystkim się podobało. Ostatecznie poprawkę na logo naniósł ponownie Joe Johnston.



Oczywiście nawet skończone logo nie oznaczało jeszcze, że twórcy będą go używać jak powinni. Marvel, Del Rey i inni licencjonobiorcy przez pewien czas tworzyli własne wariację, nie czując potrzeby jednoznacznego, wizualnego identyfikowania marki. Zresztą sam Lucasfilm jeszcze przez pewien czas eksperymentował z różnymi alternatywnymi wersjami, dedykowanymi dla plakatów.



Dopiero kolejne filmy spowodowały, że kwestię loga należało ujednolicić.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Obsada „Ostatniego Jedi”: Laura Dern

6

Jest zdecydowanie najbardziej rozpoznawalną nową aktorką, którą dołączyła do obsady „Ostatniego Jedi”. Laura Elizabeth Dern urodziła się 10 lutego 1967 w Los Angeles. Oboje jej rodzice byli aktorami, którzy na planie „Dzikich aniołów” zapałali do siebie bardzo gwałtowną miłością. To właśnie tam została poczęta Laura. Jest spokrewniona z Georgem Dernem (sekretarz wojny za prezydenta Roosvelta) oraz poetą Archibaldem MacLeishem.

Małżeństwo Diane Ladd i Bruce’a Derna nie wytrzymało długo. Rodzice Laury rozwiedli się, gdy miała dwa latka. Od tego czasu wychowywała ją matka i babcia. Ponieważ jej mama nie zaprzestała kariery aktorskiej, Dern dorastała na planach. Zadebiutowała, pojawiając się w tle w filmie „Biała błyskawica” (1973). Rok później pojawiła się bardzo podobny sposób w filmie „Alicja już tu nie mieszka” Martina Scorsese. Za ten obraz Ladd dostała nominację do Oskara w kategorii najlepszej aktorki drugoplanowej.

To tak naprawdę zdeterminowało karierę zawodową Dern. Chciała zostać aktorką i została, początkowo oczywiście dziecięcą. Formalnie, już bez udziału mamy, zadebiutowała mała rólką w filmie „Lisice” (1980). Potem chciała zagrać w filmie „Ladies and Gentelmem, the Fabulous Strains” (1982). Początkowo matka nie chciała się zgodzić, twierdząc, że to nie jest najlepszy repertuar dla trzynastolatki, w szczególności nie podobały się jej wyjazdy. Laura uparła się, pozwała matkę w sądzie i dostała prawną zdolność do decydowania o sobie. Postawiła na swoim. Zanim jednak film trafił na ekrany, potrzebne były jeszcze dokrętki, to okres w którym Dern mocno rosła. Da się tu zauważyć, że w kilku scenach jest zdecydowanie wyższa niż przez większość filmu. W 1982 dostała też tytuł Miss Złotych Globów. Rozdawany jest on tradycyjnie dziecku znanych osób, które towarzyszy im w ceremonii rozdania Złotych Globów.

Dern jednak nie była samoukiem. Od 1984 miała trenerkę aktorstwa, Sandrę Seacat.

W kolejnych latach grywała w filmach, które nie przechodziły bez echa. „Maska” (1985) Petera Bogdanovicha, „Gładkie słówka” (1985) Joyce’a Chopra, „Blue Velvet” (1986) Davida Lyncha, czy w końcu „Dzikość serca” (1990) Oliviera Stone’a. Ten ostatni miał pewne trudność z wejściem na ekrany, ale to dość przełomowy obraz w karierze Dern. Otworzył jej wiele drzwi, powoli zaczynała wychodzić na swoje. Warto zauważyć, że w tym ostatnim filmie grała też Diane Ladd, jednak to jej córka gra tu pierwsze skrzypce.

W 1991 ponownie zagrała w filmie razem z matką, ale w „Historii Rose” to Dern znów grała główną rolę. Za ten film Laura otrzymała swoją pierwszą nominację do Oskara, w kategorii najlepszej aktorki. Ladd zaś powoli staje się matką swojej córki, z czym nie ma większych problemów.

W 1993 pojawiła się na planie filmu „Jurassic Park” Stevena Spielberga, wcielając się w dotychczas najbardziej znaną swoją rolę. Jako Ellie Sattler, asystentka i przyjaciółka doktora Granta powróciła też w trzeciej części cyklu.

Kolejne filmy to między innymi: „Doskonały świat” (1993) Clinta Eastwooda, „Złe i gorsze” (1996) Alexandra Payne’a, „Dogonić kosmos” (1999) Joe Johnstona, „Zdrowie taty” (2001) Billy’ego Boba Thorntona. W końcu ponownie jej drogi skrzyżowały się z Lynchem. Zagrała w „Inland Empire” (2006).

Choć grywała sporo, raczej wystrzegała się blockbusterów i popularnych produkcji, nie licząc oczywiście „Parku jurajskiego” Spielberga. Jednak z czasem zaczęła się przełamywać. W 2010 pojawiła się w komedii „Poznaj naszą rodzinkę”. Nadal jednak ceni role dramatyczne w cięższych filmach, jak choćby „Mistrz” (2012) Paula Thomasa Andersona.

Drugą nominację do Oskara, tym razem za rolę drugoplanową dostała za film „Dzika droga” (2014). Ostatnio zaś mieliśmy okazję zobaczyć ją w „McImperium” (2016). W Stanach zaś niedawno do kin (w ograniczonej ilości) wszedł film „Wilson”, w którym gra obok Woody’ego Harrelsona.

Dern pojawiła się gościnnie w kilku serialach, brała także udział w podkładaniu głosu w grach komputerowych.

Prywatnie jest bardzo zaangażowaną aktywistką na rzecz zdrowia dzieci. Zajmuje się zwiększaniem świadomości nt. syndromu Downa. Jest też katoliczką, jak wychowały ją mama i babcia.

Swego czasu głośno było o jej romansach. Jej miłościami byli między innymi Kyle MacLachen, Nicholas Cage, Renny Harlin, Jeff Goldblum i Billy Bob Thornton. W 2000 pojawił się w jej życiu muzyk Ben Harper. Poznała go na jego koncercie, a po pięciu latach wyszła za niego za mąż. Mają dwoje dzieci (syna urodzonego w 2001 i córeczkę urodzoną 2004). Ich małżeństwo wytrzymało pięć lat, potem się rozeszli. Sprawa rozwodowa trwała blisko trzy lata. W pewnym momencie wydawało się, że Harper i Dern się ponownie ze sobą zbliżą.

Na koniec kilka kreacji Laury:


W „Parku jurajskim” jako Ellie Sattler


W „Blue Velvet” jako Sandy Williams


W „Dzikiej drodze” jako Bobbi


W „Dzikości serca” jako Lula Fortune

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.