Spis newsów (Joe Johnston)

Pierwsze oblicze dziadka do orzechów

2

Dziś mamy dwie premiery kinowe z osobami ze Starwarsówka. Pierwsza z nich to „Dziadek do orzechów i cztery królestwa” (The Nutcracker and the Four Realms) w reżyserii Lasse Hallströma i Joe Johnston. Lasse Hallström nakręcił pierwszą wersję filmu, jednak nie mógł nadzorować dokrętek, więc dokończeniem filmu (wliczając to kolejne 32 dni zdjęciowe) zajął się Joe Johnston. Za scenariusz odpowiada Asleight Powell. Jest luźna adaptacja baletu jak i oryginalnej baśni E.T.A Hoffmana na której balet bazował.

Występują: Mackenzie Foy, Tom Sweet, Meera Syal, Morgan Freeman, Hellen Mirren, Keira Knightley (Sabe) i Richard E. Grant (Epizod IX).

Młoda dziewczyna przenosi się do magicznego królestwa pełnego żołnierzy z piernika i armii myszy. Ten świat stworzyła matka dziewczyny, teraz ona musi go uratować przed zagładą...



„Oblicze mroku” (Look Away) to thriller który napisał i wyreżyserował Assaf Bernstein. Występują: India Eisley, Jason Isaacs (głos Inkwizytora), Mira Sorvino, Penelope Mitchell i Harrison Gilbertson.

Maria to nieśmiała, wyalienowana licealistka, gnębiona i upokarzana przez rówieśników. Zdesperowana dziewczyna zwierza się własnemu odbiciu w lustrze. Okazuje się wkrótce, że jej bliźniaczy, wyrozumiały i okazujący wsparcie lustrzany obraz to w rzeczywistości bezwzględna i głodna przemocy Airam. Następuje zamiana miejsc, która doprowadza do nieoczekiwanych i przerażających zdarzeń. Czy Airam to osobna postać, czy inna twarz tracącej zmysły i coraz bardziej żądnej zemsty Marii? (opis dystrybutora)



Wciąż na naszych ekranach można jeszcze oglądać film „Pierwszy człowiek” (First Man) w reżyserii Damiena Chazelle’ego. Jednym z producentów obrazu jest Steven Spielberg. Występują: Ryan Gosling, Claire Foy, Jason Clarke, Kyle Chandler i Ciarán Hinds.

Film przedstawia fragment biografii Neila Armstronga, pierwszego człowieka, który postawił swoją nogę na Księżycu. Zobaczymy ciężką drogę, jaką musiał przebyć by zrobić ten niewielki krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości.

Tydzień animacji: „Ewoks”

8



„Star Wars: Ewoks” to drugi serial, obok „Droids”, który stworzyła Nelvana dla Lucasfilmu. Historia powstania była dokładnie identyczna jak Droidów, cóż powstały przecież równolegle.



Historia „Ewoków”



Preprodukcja ruszyła w maju 1984. George Lucas zaproponował pomysł Nelvanie, ale jednocześnie tym razem miał też kilka wskazówek w którym kierunku serial powinien podążać. Flanelowiec chciał, by kultura Ewoków bazowała na ziemskiej, ale była też uniwersalna. Mitologiczna, w pewien sposób religijna, ale bez konkretnych odniesień do danego wyznania i kultury. Te zaś aspekty były bardzo istotne dla Lucasa w tym serialu. Ekipa dostała od niego lektury, z którymi musiała się zapoznać. Były to „Bohater o tysiącu twarzy” Josepha Campbella (dzieło bez którego nie byłoby „Gwiezdnych Wojen”) oraz „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni” Bruno Bettelheima.

Dużą różnicą względem serialu „Droids” była też ciągłość wydarzeń. Tam mieliśmy do czynienia z epizodycznością wydarzeń, przeskakiwaniem i pomijając odcinki powiązane jedynym wspólnym mianownikiem miały być droidy. Resztę stanowiły losowe przygody sympatycznych bohaterów. Tu owszem, odcinki miały być samodzielne, czasem trochę bardziej powiązane, czasem mniej, ale przy tym mieliśmy mieć wrażenie ciągłości wydarzeń. Stąd scenarzyści musieli zbudować osobowości Ewoków, pokazać jak się zmieniają i dorastają. Jedną z inspiracji dla nich był „Władca Pierścieni” i dorastanie hobbitów.



Lucas wpadł nawet na pomysł, by używać prawdziwych lokacji leśnych w animacji. Polegało to na tym, ze ekipa pojechała do Muir Woods National Monument (niedaleko Skywalker Ranch) i poczuła naturę, drzewa i miało się to przełożyć na scenariusze i obrazki. Swoją drogą, aż dziwne, że nie wysłał ich od razu do Redwood, ale cóż sekwoje rosną w kilku miejscach Kalifornii. Z takim podejściem, nic dziwnego, że serial był taki drogi, zwłaszcza, że podobnie jak w „Droidach”, tak i tu Lucasowi bardzo zależało na tym, by grafika i dźwięk były na wysokim poziomie. Choć w tym wypadku było trochę łatwiej, bo tutaj mieliśmy głównie bohaterów okołozwierzęcych. To animatorom szło to zdecydowanie lepiej niż ludzie w przypadku „Droidów”.

Sezon 2



Pierwszy sezon „Ewoków” był wyświetlany w ramach „Ewoks and Droids Adventure Hour”. Jednocześnie zabrakło tu godzinnego odcinka kończącego serię. W tym czasie szykowano już premierę drugiego filmu o Ewokach – „Ewoks: The Battle of Endor”, więc dodatkowa animacja zdawała się być niepotrzebna. Za to „Ewoki” doczekały się drugiego sezonu. Ten jednak był już produkowany przez studio Lucasfilmu. George choć był zadowolony z tego, co zrobiła Nelvana, to jednak miał obsesję na punkcie kontroli nad własnymi dziełami, prawami i jakością. Firma zewnętrzna nie dawała mu takich możliwości, więc przejął produkcję serialu.

Odcinki były krótsze, skoncentrowano się na czwórce bohaterów – Wicket, Tebbo, Kneesa i Latara, zmieniono głosy, muzykę a nawet w niektórych miejscach wykorzystano grafikę komputerową, łamiąc kolejne ograniczenia i zwiększając budżet. W sumie nakręcono 22 odcinki. Większość z nich była prezentowana w parach.



Dziedzictwo „Ewoków”



Podobnie jak „Droidy”, tak i „Ewoki” nie doczekały się właściwego wydania w czasach bardziej nowożytnych. Wydano je więc w analogiczny sposób, na DVD, gdzie wybrane odcinki pierwszego sezonu zmontowano w dłuższe fragmenty. Drugi sezon nie doczekał się wydania DVD, nie mówiąc o nowszych nośnikach. Podobnie jak w przypadku „Droidów” tak i tu jest nadzieja, że może kiedyś pojawi się to na platformie Disneya.

Oczywiście z serialem było związanych mnóstwo książeczek i gadżetów. Jak choćby ta The Adventures of Teebo: A Tale of Magic and Suspense napisana przez Joe Johnstona, czy Wicket Finds a Way: An Ewok Adventure. Książeczki te były nie tylko inspirowane serialem, ale również filmami telewizyjnymi.

Spis odcinków.

Na koniec warto zauważyć, że nad serialem jako scenarzyści pracowali między innymi Paul Dini czy Michael Reaves, zaś wśród obsady głosowej słychać Cree Summer.

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: „Droids”

7



„Star Wars: Droids: The Adventures of R2-D2 and C-3PO” to pierwszy gwiezdno-wojenny serial telewizyjny, w skrócie określany jako „Droids”. Choć to czy pierwszy, czy drugi może być sporne, gdyż „Ewoki” powstawały w tym samym czasie, w tym samym studiu w ramach tego samego kontraktu. Dziś jednak zajmiemy się „Droidami”.



Historia „Droids”



Po skończeniu produkcji „Powrotu Jedi”, George Lucas nie wiedział jeszcze w jakim kierunku powinno pójść uniwersum. Uznał jednak, że serial, w którym jedynymi znanymi bohaterami będą Artoo i Threepio to dobry pomysł na kontynuowanie sagi.

Zresztą George nie ukrywał, że zawsze interesował się animacją i miał pomysł, by „Gwiezdne Wojny” były też obecne w takiej formie (w sumie na podobnej zasadzie przecież stworzył „Wojny klonów” Filoniego). Jak Lucas nie lubił „The Holiday Special”, tak był zadowolony z pracy animatorów i twórców z Nelvana. W 1984 ponownie nawiązał współpracę z tą firmą i zaproponował im dwa seriale, które powinny zainteresować młodszą publiczność, a jednocześnie nie wchodzić w paradę ewentualnym kolejnym filmom.

Lucas chciał, by to były seriale, które się nadaje w sobotnie poranki w telewizji, ale jednocześnie pragnął, jak to zwykle w jego przypadku bywa, pchnąć technologię do przodu i zrobić coś lepszego, podnieść standardy.

Anthony Daniels przyznaje, że dokładnie to samo go przekonało do wzięcia udziału w przedsięwzięciu, czyli nowość i łamanie pewnych technicznych ograniczeń. Nie chciał być wchodzić w serial tylko dlatego, że odpowiada za niego Lucasfilm.

Preprodukcja rozpoczęła się w maju 1984. Podczas sesji roboczych, próbowano przekonać Lucasa, by w serialu pojawiły się inne postaci z oryginalnej trylogii, ale George chciał mieć tylko droidy. Zresztą Lucas rzucał tylko podstawowy pomysł na serię i nie był zaangażowany w codzienną pracę. Dopiero pokazywano mu roboczy montaż, wtedy nanosił pewne uwagi. Ten tryb pracy był potem obecny w LFL aż do jego odejścia.

Daniels samodzielnie poprawił kilka kwestii C-3PO, gdyż uznał, że nie pasują do postaci. Natomiast twórcy musieli się jeszcze dostosować do standardów ABC wyznaczonych dla programów dziecięcych, tak by było bezpiecznie. Lucas rozdmuchał budżet serialu. Dwa odcinki trwające koło godziny kosztowały około 500-600 tysięcy USD (dotyczy to także „Ewoków”). Był to wówczas najdroższy serial animowany.

Serial składa się z trzynastu odcinków oraz dodatkowego, specjalnego, godzinnego pt. „The Great Heap”.

Serial zadebiutował 7 września w ramach „Ewoks and Droids Adventure Hour” na ABC. Jak łatwo się domyśleć obok serialu pojawiły się książki, figurki, komiksy i cała reszta. Nawet gra komputerowa „Droids” na ZX Spectrum i Amstrad CPC.

Swoją drogą do „Droids” Lucas nawiązał parokrotnie w trylogii prequeli. Wspomniano Tund, Toong, Bogden wyścig nazywa się Boonta, a nawet pojazd Grievousa jest inspirowany tym serialem.

Gdzie obejrzeć „Droids” dziś?



Obecnie nie doczekaliśmy się pełnego wydania serialu na DVD czy Blu-ray. RickMcCallum zapowiadał w 2002, że coś takiego może mieć miejsce. Niestety skończyło się na DVD z tylko ośmioma odcinkami. Na Celebration VI zapowiedziano, że odcinki mogą pojawić się na oficjalnej, do dziś to się nie stało. Kto wie, może w końcu pojawią się na platformie Disneya.

Reżyserzy: Ken Stephenson , Clive Smith.
Scenarzyści: Peter Sauder, Ben Burtt, Paul Dini, Michael Reaves, Joe Johnston, George Lucas i inni.

Wśród głosów, poza Anthonym Danielsem usłyszeć można choćby Cree Summer, która miała także pracować przy „Detours”.

Dodatkowa lektura:
Recenzja „Droids” na DVD
Spis odcinków

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: Animowany segment z „Holiday Special”

11



Dziś mało kto pamięta, że pierwszą animacją gwiezdno-wojenną wcale nie był żaden serial, a segment programu telewizyjnego, niesławnego „The Star Wars Holiday Special”, nadanego prawie dokładnie czterdzieści lat temu. Tam w trakcie mamy przerwę i leci dziesięciominutowy, obecnie nazwany „The Story of the Faithful Wookiee”, wcześniej określany jako „Starlog 3-2-1”. Nazwa z Wookieem jest stosunkowo niedawno ujawniona, a zarazem chyba oficjalna. Wcześniej przez lata segment ten nazywano od pierwszych słów, które w nim padają, czyli właśnie „Starlog 3-2-1”.



Historia „The Story of the Faithful Wookiee”

Za animowaną część wyemitowanego w 1978 „The Star Wars Holiday Special” odpowiada studio Nelvana. Tym razem w przeciwieństwie do aktorskiego programu, George Lucas miał minimalnie większy wpływ na animację. Nadal był zajęty „Indianą Jonesem” i „Imperium kontratakuje” więc niewiele czasu mógł poświęcać na tę produkcję. Wykorzystał to David Acomba, który pokazał Lucasowi film produkcji Nelavany – „A Cosmic Christmas”. George uznał, że jest to całkiem niezłe i znalazł czas na spotkanie się z Nelvaną. Dał im też pomysł, które Clive A. Smith i Frank Nissen zamienili na scenopisy. Lucas je zatwierdził, zaś Smith zajął się już rozwojem historii. Bezpośrednim wkładem Lucasa jest też umieszczenie nowego bohatera, którego mieliśmy zobaczyć dopiero w „Imperium kontratakuje”. To pierwsze pojawienie się Boby Fetta. Wówczas istniały już koncepty zbroi zrobione przez Joe Johnsotna oraz nagranie Bena Burtta na VHS w testowym kostiumie. Lucas bardzo chciał, by ta animacja była częścią czegoś, co niesie dalej „Gwiezdne Wojny” w oczekiwaniu na film. Ten pomysł będzie przewijać się także przez kolejne produkcje.

Jak na lata 70. animacja jest całkiem przyzwoita. Nelvana przede wszystkim spróbowała poszukać swojego stylu, nadać własną interpretację sadze. Nie zawsze udaną. Han nie przypomina Hana, zaś R2-D2 ma bardzo ciekawe umiejętności, no i jest wyjątkowo elastyczny. Styl animacji, a także niektóre modele postaci zostały wykorzystane prawie dekadę później w serialu „Star Wars: Droids” a także w mniejszym stopniu „Star Wars: Ewoks”. Jeśli chodzi o „Droids” to powiązań jest sporo więcej, niektórzy wręcz uznają ten serial za spin-off lub kontynuację tej kreskówki. Ale dziś taka kategoryzacja nie ma znaczenia. Ważne jest to, że to była pierwsza przymiarka Nelvany do „Gwiezdnych Wojen” i gdy pojawiła się druga szansa, to bazowali na tym, co już stworzyli. Zbudowali tym samym swój także wizualny kanon.



Dziedzictwo „Starlog 3-2-1”

Lucas jak to miał w zwyczaju bardzo lubił nawiązywać do innych dzieł w uniwersum. Ta kreskówka przede wszystkim miała wpływ na „Atak klonów” i Jango Fetta. Nie tylko jej fragmenty pojawiają się w dokumentach związanych z II Epizodem, ale nawet blaster Jango bardzo przypomina ten, który używał tu Boba Fett. Zresztą sposób wymowy imienia Boba z kreskówki słychać też w głosie Taun We.

Do kreskówki nawiązywał też w pewien sposób Genndy Tartakovsky w swoich „Wojnach klonów”. Choć tam trudno rozróżnić, czy to bardziej ta, czy „Droids” jest głównym źródłem inspiracji. Głównie chodzi o sposób poruszania się C-3PO i jego oczy, a także planetę Nelvaan, która wprost nawiązuje do Nelvany.

Kreskówkę można dziś obejrzeć na wydaniu sagi na Blu-ray. Jest ukryta. Na wydaniu zbiorczym BD na dysku z dodatkami do oryginalnej trylogii (8 dysk) wchodzimy w „Imperium kontratakuje” a tam „Pursued by the Imperial Fleet”, następnie wybieramy „The Collection” i „Boba Fett Prototype Costume”. Tam kreskówka jest ukryta pod przyciskiem „First Look”. Nie ładuje się od razu, trzeba poczekać.



W kreskówce głosów użyczyli – Anthony Daniels, Carrie Fisher, Harrison Ford, James Earl Jones, Mark Hamill i Don Francks jako Boba Fett.
Za dźwięki i montaż odopowiada Ben Burtt, a za animację odpowiadają Jenn de Joux i Elizabeth Savel.

Zaś przy okazji o samym „Holiday Special” mieliśmy cały tydzień, tworzony przy współpracy z Jedi Order. To dobra okazja, by sobie przypomnieć tamte artykuły.

Zaś pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Obsada „Ostatniego Jedi”: Benicio Monserrate Rafael del Toro Sánchez

1

Obok Laury Dern to zdecydowanie nowa, największa gwiazda „Ostatniego Jedi”. Dziś przyjrzymy się kim jest odtwórca tajemniczego DJa.

Del Toro urodził się 19 lutego 1967 w San Germán, (Puerto Rico). Jego rodzice (Gustavo Adolfo Del Toro Bermúdez i Fausta Genoveva Sánchez Rivera) byli prawnikami, zaś wielu innych członków jego rodziny związanych było z systemem prawnym Peutro Rico. Sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, czyli prawnicza klika. Przyszły aktor większość dzieciństwa spędził w Santurce. Przezywano go wówczas chudym Bennym albo Beno. Dorastał w katolickiej rodzinie, chodził też do katolickich szkół. Gdy miał 9 lat, jego matka zmarła na zapalenie wątroby. Trzy lata później z ojcem i bratem przenieśli się do Stanów Zjednoczonych, dokładniej do Mercersburga. Początkowo zamierzał iść w ślady ojca i zająć się biznesem. Miał nawet złożyć papiery na Uniwersytet Kalifornijski, ale sukces w wybieralnym kursie aktorstwa sprawił, że opuścił college i zajął się uczeniem aktorstwa pod okiem Artuhra Mendozy i Stelli Adler w Circle in the Square Theatre School w Nowym Jorku.

Pod koniec lat 80. zagrał kilka rólek w serialach telewizyjnych. Najczęściej grał zbirów, bandziorów czy handlarzy narkotyków. Wystąpił choćby w „Policjantach z Miami” czy „Wojny narkotykowe – Camarena”. Ma też na swojej liście występ w teledysku Madonny („La Isla Bonita”), gdzie siedzi w jakimś samochodzie w tle.

Przełomem były dla niego role filmowe. W 1988 zadebiutował w „Wielkim Pee-wee”, ale większą i pierwszą rozpoznawalną rolę zagrał w „Licencji na zabijanie” z 1989. Jego postać, czyli Dario wpisała się w historii kina jako najmłodszy przeciwnik Jamesa Bonda (Del Toro miał wówczas 21-lat).

W następnych latach pojawiał się w filmach takich jak „Indiański biegacz” (1991), „China Moon” (1994), „Kolumb odkrywca” (1992), „Bez lęku” (1993) czy „Wśród rekinów” (1994). Przełomem był film „Podejrzani” (1995) Bryana Singera. Głośny obraz z gwiazdorską obsadą, który został dobrze przyjęty, zaś rola Del Toro doceniona, choćby nagrodą Independent Spirit Award za rolę drugoplanową. Benicio uznano za aktora charakterystycznego, który może grać silne role.

Nie musiał czekać długo na kolejne sukcesy. Rok później zagrał Gaspare’a w „Pogrzebie” Abela Ferrary, a potem w „Basquiat – taniec ze śmiercią” po raz drugi zdobywając nagrodę Independent Spirit. W 1996 zagrał także w innym głośnym filmie – „Fan”. Główna rola w dużej produkcji pojawiła się już rok później w „Nadbagażu” wyprodukowanym przez Alicię Silverstone, która mu w tym filmie partnerowała.

Następnie trafiły mu się role w dwóch głośnych i później kultowych filmach. „Las Vegas Parano” (1998) Terry’ego Gilliama, a także „Przekręcie” (2000) Guya Ritchiego. Christopher McQuarrie, scenarzysta „Podejrzanych” obsadził go w swoim debiucie reżyserskim „Desperaci”. W 2000 zagrał też w głośnym, ale i kasowym filmie Stevena Soderbergha „Traffic”. Ta rola to prawdziwy przełom w karierze. Dostał za nią Oskara (jako aktor drugoplanowy), ale też w końcu dał się poznać szerokiej publiczności.

W 2001 wystąpił w filmie Seana Penna „Obietnica”, a w 2003 w „Nożowniku”. Potem przyszedł czas na pracę u kolejnego głośnego (obecnie) reżysera. Alejandro González Iñárritu i słynne „21 gramów” (2003), za które Del Toro dostał kolejną oskarową nominację.

Powoli zaczął też zmieniać repertuar. W 2005 zagrał w „Sin City” Roberta Rodrigueza, a w 2007 w „Drugiej szansie” Susanne Bier”. Doceniono też jego wkład aktorski jak i charakteryzację, w filmach biograficznych o Che Guevarze („Che – Rewolucja” i „Che – Boliwia”).

W 2010 zagrał u Joe Johnstona w „Wilkołaku”, a także pojawił się w małej roli u Sofii Coppoli w „Somewhere. Między miejscami”. W 2012 dodał do swojej listy kolejnego głośnego reżysera – Oliviera Stone’a i jego „Savages: ponad prawem”. Zaś w 2013 zadebiutował jako Kolekcjoner w „Thor: Mroczny świat”. Rolę tę rozwinął dopiero w późniejszych o rok „Strażnikach galaktyki” (oba filmy z MCU). Zresztą pojawi się w kolejnych „Avengersach”.

W 2014 widzieliśmy go także w „Escobar: Paradise Lost” i „Wadzie ukrytej”. Kolejny rok to „Cudowny dzień”, „Mały książę” (tu podkładał jedynie głos) oraz głośny „Sicario” Denisa Villeneuve.

Reklamował też alkohol. W 2016 wystąpił w kampanii telewizyjnej Heinekena, zaś w 2011 był modelem kalendarza włoskiej firmy produkującej wina Campari. Brał także udział w kampanii promującej ochronę raf koralowych.

Prywatnie jeszcze w 2010 był wolny, żartując sobie, że po co miałby się w ogóle wiązać, chyba tylko po to by móc się rozwieść. W 2011 jednak wszystko się zmieniło za sprawą córki Roda Stewarta – Kimberley. Choć Del Toro twierdzi, że nie są związani, to jednak mają córkę, którą nawet ochrzcili w Peurto Rico.

Na koniec kilka zdjęć Benicio:


W „Sicario” jako Alejandro


W „Licencji na zabijanie” jako Dario


W „Wilkołaku” jako Lawrence Talbot


W „Strażnikach Galaktyki” jako Kolekcjoner


W „Traffic” jako Javier Rodriguez

Premiery książkowe: Wrzesień 2017

Internety
19

Wrzesień zaoferował nam sporo nowości na rynkach zachodnich, głównie za sprawą Piątku Mocy i powiązanym z nim cyklem Journey to Star Wars: The Last Jedi. Już 1 września pojawiły się dwie powieści, o czym pisaliśmy tutaj. Teraz zobaczmy pozostałe premiery.

Wspomniany wyżej cykl zaoferował nam koszyk publikacji, takie jak książka z serii Look and FindJourney to Star Wars: The Last Jedi: Look and Find” Erin Rose Wage (twarda, 24 strony, 9,92 USD) z ilustracjami Arta Mawhinneya od wydawnictwa Phoenix International. Od spółki Disney-Lucasfilm Press otrzymaliśmy kolorowankę „Keepsake Coloring Book” z ilustracjami Katie Cook (miękka, 128 stron, 15,99 USD), książkę dla dzieci „The Power of the Force” Michaela Siglaina z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 24 strony, 5,99 USD) oraz kolejna pozycję z cyklu World of ReadingA Leader Named Leia” Jennifer Heddle z ilustracjami Briana Rooda (miękka, 32 strony, 4,99 USD). Brytyjski Egmont w ramach cyklu dołożył od siebie rocznik 2018, czyli taki mini-przewodnik „Star Wars Annual 2018” (twarda, 72 strony, 7,99 GBP) Neda Hartleya, kolejna pozycja to zawierająca model i książeczkę „Stealth Mission: Activity Book and Model” (twarda, 36 stron, 8,99 GBP) Neala Manninga, Roba Balla oraz kolorowanka „Journey to Star Wars: The Last Jedi Colouring Book” (miękka, 32 strony, 4,99 GBP). Pozostałe dwie pozycje to przewodnik po nowej sztuce składania z papieru „Kirigami” (miękka, 126 stron, 27,50 USD) Marca Hagan-Guireya od Chronicle Books i książka dla dzieci „Tales of the Force” (twarda, 48 stron, 10,99 USD) z ilustracjami Rona Cohee od Golden Books.
Pozostałe premiery miesiąca prezentują się tak: spółka Disney-Lucasfilm wypuściła jeszcze dwie pozycje, ilustrowaną książkę dla dzieci „BB-8 on the Run” (twarda, 40 stron, 17,99 USD) Drew Daywalta z ilustracjami Matta Myersa oraz opowiadania dla dzieci oparte na trylogii prequeli „The Prequel Trilogy Stories” (twarda, 304 strony, 16,99 USD) autorstwa Ivan Cohen i S.T. Bende z ilustracjami Briana Rooda.
Brytyjski Egmont dorzucił od siebie drugą cześć poszukiwań Chewiego „Where's the Wookiee? 2” (twarda, 40 stron, 9,99 GBP) autorstwa Katriny Pallant z ilustracjami Ulisesa Farinasa.
Thunder Bay Press wydało kolejny poradnik szydełkowania „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 48 stron, 14,99 USD) autorstwa Lucy Collin. Natomiast becker&mayer! również dorzucił poradnik dla robótek szydełkowych - „Crochet Star Wars Characters” (miękka, 64 stron, 19,99 USD) autorstwa John Lohman i Rhys Turton. W nakładzie tego wydawcy ukazało się też wznowienie albumu z 2011 roku „The Blueprints” (twarda, 336 stron, 79,99 USD) autorstwa Gavina Bocqueta, Jonathana W. Rinzlera i Normana Reynoldsa. Książka jest zbiorem planów i schematów pojazdów oraz lokacji z klasycznych filmów.



Na rodzimym rynku ukazały się dwie pozycje od wydawnictwa Ameet: pierwsza to książeczka z cyklu LEGO Star WarsKsiężniczka rebeliantów” (twarda, 64 strony, 24,99 PLN) autorstwa Sue Behrent oraz album graficzny „Star Wars Art: Koncepty” (twarda, 176 stron, 99,90 PLN) z przedmową Joe'ego Johnstona, wstępem Ryana Churcha, wprowadzeniem Douga Chianga i epilogiem Erika Tiemensa. Ta druga pozycja pomimo premiery rynkowej, może być dostępna w sprzedaży dopiero w październiku.
Nadchodzące miesiące zapowiadają się wyjątkowo bogato dla polskich fanów i czytelników, wydawcy zapowiedzieli kilka interesujących publikacji, szczegóły już wkrótce.

Weekend 40-lecia - "Imperium kontratakuje": Nawiązania do epizodu piątego w animacjach

Rózne
7



„Imperium kontratakuje” jest uznawane przez wielu za najlepszy epizod „Gwiezdnych Wojen”. Może jest tak ze względu na klimat - oto bowiem film odszedł od baśniowej konwencji „Nowej nadziei”, gdzie zwykły chłopak uratował księżniczkę, a wszystko skończyło się dobrze. Tutaj główny bohater zostaje okaleczony, drugi porwany, a rebelia przegrywa bitwę i traci jedną ze swoich baz. Pod koniec filmu przyszłość nie wygląda zbyt różowo dla naszych bohaterów. A może jest tak, bo to właśnie dzięki epizodowi piątemu „Nowa nadzieja” przestała być samodzielnym filmem. Rozpoczęła się Saga.

Może to właśnie dlatego twórcy animacji sięgają dość chętnie po elementy z „Imperium”. Są to przede wszystkim postacie, bo film może się poszczycić całkiem sporym ich gronem. Ponieważ zarówno TCW, jak i „Rebelianci” dzieją się wcześnie, to często poznajemy pochodzenie bohaterów i ich motywacje. Jest też oczywiście całkiem sporo innych rzeczy.

Postacie



Można się z tym zgadzać lub nie, ale Yoda to niewątpliwie najważniejsza postać wprowadzona wraz z filmem. Mistrz zasłynął jako najmądrzejszy Jedi w dziejach, a młodemu Skywalkerowi przekazał filozofię pokoju najlepiej wyrażoną w słowach: „Wojna nikogo wielkim nie czyni”. Jak to jednak ma się do generała, którego widzieliśmy w prequelach? W TCW, choć można pomyśleć, że stało się to przypadkowo przez anulowanie serialu, to ładnie jest widoczna kompozycja klamrowa,co oznacza, że seria rozpoczyna się i kończy podobnym motywem. I jest nim właśnie wątek Yody, który w pierwszym epizodzie pokazuje klonom ich indywidualność, a pod koniec szóstego sam wybiera się na wyprawę, podczas której bada tajniki Mocy, życia pozagrobowego, a przede wszystkim odkrywa siebie. Nawet na Oficjalnej porównano jego wędrówkę na planetę midichlorianów do przygody Luke'a w jaskini. W „Rebeliantach” ujrzeliśmy jak potrafi komunikować się na odległość dzięki Mocy... i jak poznaje Kanana oraz Ezrę. Nadal czekamy na jakieś logiczne wyjaśnienie jak pogodzić to z jego słowami o Luke'u jako ostatnim Jedi. Sezon czwarty musi przynieść odpowiedzi.

Lando to kolejny bohater, który zadebiutował również w animacji. Przedsiębiorca z Bespina jest jedną z ciekawszych postaci nie tylko z powodu swego oszałamiającego uśmiechu i wyczucia stylu, lecz przede wszystkim dlatego, iż jest niejednoznaczny moralnie. Zdradza przyjaciół, ale nie robi tego do końca w złej wierze. Jego żyłka drobnego oszusta i po prostu zwykły fart są świetnie widoczne w „Rebeliantach”, gdy w odcinku „Idiot's Arrayl” ograł Zeba w sabaka i dzięki pomocy innych rebeliantów zdobył świnkę-rozdymkę potrafiącą wyniuchać minerały. Calrissian pojawił się jeszcze okazyjnie w pilocie drugiego sezonu, ale do tej pory nie powrócił, mimo że liczne plotki mówiły, że tak się stanie. Być może stało się tak z powodu Hantologii - wedle plotek Solo miał się pojawić w serialu, ale zaczęło to kolidować z filmem, więc jego rolę wycofano.

Epizod piąty wprowadził nam też jedną z najsłynniejszych profesji w Sadze: łowców nagród. To właśnie tutaj zadebiutował Boba Fett (choć formalnie stało się to w „Holiday Special”), a animacje bardzo rozwinęły nam tę postać. Finał drugiego sezonu TCW pokazał nam go jeszcze jako dziecko, które zrozpaczone i wściekłe po stracie ojca, próbuje dokonać zemsty na mistrzu Windu. Za swoje czyny trafił do więzienia (widać Republika nie miała problemu z wtrącaniem tam nieletnich), lecz udało mu się tam uciec w sezonie czwartym. Potem widzimy jego początki w karierze łowcy, gdy wraz z Asajj Ventress, Dengarem, Bosskiem i innymi podjął się misji dostarczenia specjalnego pakunku despotycznemu władcy planety Quarzite. Pakunkiem okazała się dziewczyna, która miała zostać żoną tyrana. Ventress poczuła odruch serca i podmieniła nastolatkę na Bobę... który, jak się niedawno dowiedzieliśmy, miał być przebrany w sukienkę, ale Filoni w porę zorientował się, że fani by tego nie zdzierżyli. Potem jeszcze raz jego ścieżka skrzyżowała się z tą należącą do mrocznej Jedi w powieści „Mroczny uczeń”, gdzie pomógł jej w poszukiwaniach Quinlana Vosa. Bardzo duża część historii związana już bardziej z „Imperium” miała być przedstawiona w jednym z aktów TCW. Młody Fett miał tam ruszyć razem z Cadem Bane'em na Tatooine, by uratować dziecko porwane przez Tuskenów. Miał być tam wspomniany Jango, a jego syn po raz pierwszy założyłby swą zieloną zbroję - być może usłyszymy o tym coś więcej po premierze „Heroes of Mandalore”, bo na zwiastunie widać wojowników w takim samym pancerzu. Jeden z filmików wypuszczonych podczas konwentów pokazywał też jak łowca zdobył słynne zadrapanie na hełmie - był to wynik starcia z Bane'em. Czy Duros przeżył walkę, tego nie wiadomo. Dziedzictwo Boby jest widoczne również przy innych postaciach - Fenn Rau posiada na swoim baskar'gamie znaki, które pojawiły się na rysunku koncepcyjnym Joe Johnsona. Zresztą, zanim Boba się w ogóle narodził, to w fazie koncepcyjnej istniał projekt "superkomandosów", czyli lepszych szturmowców. Ostatecznie postanowiono zrobić tylko jednego - Bobę. Ale pomysł został wykorzystany w mandaloriańskich odcinkach "Rebeliantów", w których formacja superkomandosów faktycznie występuje. Byli to Mando, którzy zaakceptowali imperialną władzę na swej planecie. Przecieki z ledwie wczoraj mówią, że zobaczymy ich w „Battlefroncie II”.

Boba mógł pozować na osobę pracującą samotnie, ale tak naprawdę często widziano go w towarzystwie. Dengar to jeden z łowców nagród, których wezwał Vader do odszukania „Sokoła”. Uwagę od razu zwraca jego charakterystyczny turban. W Legendach tłumaczono to wypadkiem, jaki spowodował Han Solo podczas wyścigu i faktycznie na zbliżeniach widać, że mężczyzna ma rozległe blizny na twarzy. W TCW okazało się jednak, że Dengar nosił ozdobny materiał na głowie już podczas wojen klonów. W marvelowskiej serii „Star Wars” już ma blizny, więc historia jak je zdobył jeszcze na nas czeka - może w Hantologii? Drugi słynny łowca to rzecz jasna Bossk, który zadebiutował w „Death Trap”. Dołączył do Aurry Sing i Boby w zadaniu pomszczenia Janga i, co ciekawe, ani tam, ani w późniejszych odcinkach nie miał problemu z zaakceptowaniem zwierzchnictwa nastolatka. Nie pojawił się w „Rebeliantach”, ale przed wydarzeniami z sezonu pierwszego odwiedził Lothal i natrafił na pewnego złodziejaszka, o czym można przeczytać w książce „Ezra's Gamble”. Zresztą, projektów łowców było sporo i oczywiście nie wszyscy trafili ostatecznie na duży ekran. Jednym z nich był obcy, który dopiero w „Rebels” stał się Yushynem, czyli szefem rafinerii gazu w epizodzie „The Call”. Widać w debiucie pomogła dopiero zmiana profesji.

Rasy i zwierzęta



Trandoshanina - w osobie Bosska - widzieliśmy w "Imperium" jedynie przez chwilę, a cała uwaga i tak skupia się niemal wyłącznie na Bobie i Vaderze. Ale jak to w SW bywa, rasy i bohaterowie z tła potrafią zrobić ogromną karierę i nie inaczej było w przypadku tego łowcy nagród. Więcej o Trandoshanach dowiedzieliśmy się z końcówki trzeciego sezonu („Padawan Lost” i „Wookiee Hunt”), w którym Ahsoka zostaje porwana przez grupę łowców i wraz z innymi padawanami oraz Chewbaccą musi stawić im czoła na księżycu Trandoshy, Wasskah. Sporo materiału dotyczącego tych gadów zostało zaczerpniętych z Legend, jak choćby ich nienawiść do Wookieech (którzy byli ich planetarnymi sąsiadami) czy polowanie dla sportu. Sezon pierwszy z kolei przedstawił postać Gha Nachkta, złomiarza, który wzbudził początkowo lekką konsternację, bo na Trandoshanina wcale nie wyglądał. Filoni mówił wtedy, że przecież nie każdy jest modelowym przedstawicielem swojego gatunku i zdarzają się osoby zdeformowane czy otyłe.

Jedną z największych tajemnic Sagi jest rasa Yody - tak sekretna, że nie ma nawet swej oficjalnej nazwy. Lucas żartował nawet, że mistrz jest nieślubnym dzieckiem Kermita i świnki Piggy (pewnie jest w tym ziarno prawdy, biorąc pod uwagę, że głosu udzielał jej Frank Oz). W „Mrocznym widmie” rąbek tajemnicy został nieco uchylony, bo pojawiła się Yaddle, żeńska przedstawicielka gatunku. W TCW nie ma praktycznie nic... prócz schodów na Dagobah. Skąd się tam wzięły? Czy Yoda naprawdę widzi je tylko w swoim umyśle? A może są pozostałością po pewnej małej, zielonoskórej rasie? Lucas zarządził, że mamy się nigdy tego nie dowiedzieć, ale Lucas już nie rządzi i już pojawiają się pogłoski o spin-offie o Yodzie.

Bagna Dagobah tętniły życiem, ale tak naprawdę w filmie nie uświadczyliśmy widoku wielu zwierząt. Dopiero w „Bombad Jedi” zobaczyliśmy jak wygląda kawzel maw, stwór zaprojektowany przez McQuarriego, który ostatecznie w epizodzie piątym się nie znalazł. I zamiast na Dagobah, wylądował na Rodii, gdzie pomógł Jar Jarowi w uwolnieniu Padme z rąk Separatystów. Podobnie sprawa miała się z kryknami, ogromnymi białymi pająkami, które grasowały przy rebelianckiej bazie na Atollonie. Zresztą, Ezra musiał się z nimi zmierzyć w jamie w bardzo podobny sposób, jak Luke z wizjami w jaskini na Dagobah.

Po udanym leczeniu Luke'a Han chwali go, że urwałby uszy gundarkowi. Na początku mogłoby się wydawać, że to tylko taki frazeologizm, ale potem w „Ataku klonów” okazało się, że zwierzęta te naprawdę istnieją - Obi-Wan wspomina z Anakinem jak wpadli go gniazda gundarków. I mieli ponownie podobnego pecha w TCW. Zwierzęta te ukazywały się parokrotnie, a z Legend przejęto nie tylko ich wygląd, lecz także ojczystą planetę, Vanqor.

Technologia



Jednym z osiągnięć „Imperium” było ukazanie nowych typów wyspecjalizowanych szturmowców na Hoth. Ich charakterystyczna, zakrywająca szyję zbroja dawała lepszą ochronę przed zimnem. To właśnie do tego pancerza (i rzecz jasna szkiców McQuarriego) sięgnęli twórcy TCW, gdy tworzyli śnieżnych żołnierzy-klonów w odcinku „Trespass”. Skoro przy Hoth jesteśmy, to nie możemy zapominać o AT-AT, kolejnych ikonicznych maszynach wprowadzonych podczas bitwy na lodowej planecie. Wersja z „Rebeliantów” jest mieszanką projektów McQuarriego i Joe Johnsona, a do tego jej debiut następuje na Seelosie, planecie wizualnie bardzo podobnej do Hoth.

Rebelianci mieli zaś w swoim arsenale w piątym epizodzie smukły transportowiec GR-75, którym uciekali z Hoth. Pokazał się również w „Łotrze", a w "Rebeliantach" zadebiutował w odcinku „The Antilles Extraction”. Co prawda przez ograniczony budżet nie pozwolił na stworzenie oryginalnego wnętrza, więc użyto tego z gwiezdnego busa.

Technologia z piątego epizodu, która na dobre wpisała się do kanonu (starego i nowego) to oczywiście zamrażanie w karbonicie. Boba Fett w ten sposób chciał bezpiecznie dostarczyć Hana Solo do Jabby, lecz w "Wojnach klonów" wymyślono inne zastosowanie dla niej. Już podczas tworzenia pierwszego sezonu Filoni i Gilroy zaczęli dyskutować nad scenariuszami, w których dałoby się jakoś oszukać skanery form życia stosowane przez Separatystów. Wymyślili więc, że można byłoby właśnie zamrozić naszych bohaterów. Pomysł trafił jednak najpierw na karty komiksu „Shipyards of Doom”, a dopiero potem do trzeciego sezonu TCW i aktu o Cytadeli, gdzie w ten sposób Anakin, Obi-Wan, Ahsoka i klony przeszmuglowali się na planetę Lotho Minor. Byli zamrożeni dość krótko, także nie mieli takich objawów choroby pohibernacyjnej jak Han.

W serialu wielokrotnie pojawiają się droidy medyczne tego samego modelu, który leczył Luke'a na Hoth. Czasem co prawda służyły nieco innym celom - pokazywały się jako kucharze czy kelnerzy. Może potrafiły serwować drinki i od razu wyleczyć kaca?

Cytaty i varia



  • Nawiązanie do „Imperium” pojawiło się już w „Rising Malevolence”, drugim odcinku TCW. W epizodzie tym Plo Koon i klony zostają uwięzieni w niedziałającej kapsule ratunkowej. Żołnierze próbują ją naprawić i jeden z nich poucza drugiego: "Nie to nie tak. Ten idzie tu, tamten tam", zupełnie jak Han Chewiego.

  • Na kolejne cytaty klonów trzeba było czekać do odcinka „Mercy Mission”. Dwóch żołnierzy Wolffe'a po przybyciu na Aleen i zobaczeniu cokolwiek entuzjastycznych tubylców wymienia między sobą zdania: "Przylatywanie tutaj było złym pomysłem." - "Zaczynam się z tobą zgadzać." Podobnie zareagował Luke na bagna Dagobah.

  • W „Grievous Intrigue” jest scena, w której Yularen nakazuje otworzyć ogień do wrogich jednostek Separatystów. Jest ona niemal identyczna jak ta, w której to kapitan Needa wydaje rozkazy na "Avengerze".

  • Pojedynek pomiędzy Lukiem a Vaderem na Bespinie jest bezsprzecznie jednym z najważniejszych w Sadze. Podczas niego mroczny lord zaczyna obrzucać syna metalowymi szczątkami. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w walce Anakina z Dooku w "Ataku klonów" a także w "Wojnach klonów", gdzie hrabia ponownie zastosował tę taktykę w „Shadow Warriorze”.

  • W czwartym sezonie jeden z aktów jest poświęcony działaniom Obi-Wana, który pod przykrywką próbuje zapobiec porwaniu Kanclerza. Anakin nic o tym początkowo nie wie, lecz po zbadaniu poszlak dochodzi do prawdy. Yoda ostrzega go przed podążeniem za mistrzem, mówiąc: "Jeśli odlecisz, pomóc byś mu mógł... ale niepewna jego przyszłość jest." Ponad dwadzieścia lat później niemal tak samo ostrzeże jego syna przed ruszaniem na pomoc przyjaciołom na Bespinie.

  • Jest coś pięknego i jednocześnie prostego w stwierdzeniu Yody, że „świetlistymi istotami jesteśmy”. Mistrz podkreślał, że to duch, a nie ciało, jest ważny. Pewnie dlatego użył tych słów podczas pogrzebu Jedi zamordowanych przez Barrissę.

  • W „The Unknown”, podczas bitwy o Ringo Vindę Fives mówi Tupowi, że ten wisi mu więcej niż tylko jedną przysługę, co przywodzi na myśl podobne słowa, skierowane przez Hana do Luke'a po uratowaniu młodego Jedi od zamarznięcia na Hoth.

  • Słowa Yody o robieniu, a nie próbowaniu, stały się niewątpliwym klasykiem cytatów. Pewnie dlatego jego słowa (oraz podobnie metody nauczania) wykorzystał Kanan w odcinku „Rise of the Old Masters”. Choć sam przyznaje początkowo, że nie rozumie tych słów. Jarrus nabrał mądrości w dalszych epizodach, lecz nadal pozostała w nim doza niecierpliwości, gdy przerwał szkolenie u Bendu jak Luke u Yody.

  • Między Kananem i Herą było trochę napięć, ale to normalne w każdym związku. Ich kłótnia w „The Siege of Lothal” - z białymi korytarzami i rebeliantami kręcącymi się obok - bardzo przypomina tą, do której doszło między Hanem i Leią na Hoth.

  • Młody Skywalker ledwo uszedł niebezpieczeństwa na Bespinie i wezwał dzięki Mocy swoją siostrę. W podobnych opałach znalazł się Ezra w epizodzie „Steps into Shadow”.

  • W „Warhead” sekwencja otwierająca odcinek - od tego, co widzimy na ekranie, aż po muzykę - ma być w założeniu jedną wielką aluzją do "Imperium". Scena przedstawia bowiem lądowania jednego z droidów infiltrujących na Atollonie. Zostaje jednak szybko zaatakowany przez krykny. W początkowej wersji scenariusza epizodu piątego sonda Imperium miała być zniszczona przez wampę.

  • Rebelianci zostali zmuszeni do opuszczenia bazy na Atollonie w „Zero Hour” Gdy Hera zarządza ewakuację, słyszymy sygnał "Kay Zero One". Takiego samego kodu użyła Leia na Hoth.

Nawiązaniom do „Imperium” zapewne jeszcze nie będzie końca. Przed nami czwarty sezon „Rebeliantów”, a w przyszłości zapewne inne nowe animacje. I oby film nadal inspirował twórców tak samo, jak przez te wszystkie lata.

Co tam słychać w Starwarsówku?

3

Zaczynamy od najbardziej popularnych ostatnio nazwisk w Starwarsówku, czyli Phila Lorda i Christophera Millera. Otóż pojawili się oni na giełdzie nazwisk jako reżyserzy filmu „The Flash”. Prawdę mówiąc są tu naturalnymi kandydatami, bo przymierzali się wcześniej do tego projektu, ale zostawili go dla „Gwiezdnych Wojen”. Nie znaleziono reżysera, więc kto wie, wciąż są w grze.

Za to Mark Hamill dorobi się niebawem własnej gwiazdy w hollywoodzkiej galerii sław. Na razie ogłoszono, że dostanie, zobaczymy kiedy fizycznie zostanie postawiona.

Pozostając w tematach sław, gwiazd i tak dalej. Amerykańska Akademia Filmowa zaprosiła do członkostwa ponad 700 osób (774 zaproszenia, ale niektóre osoby są powielone ze względu na kategorię). Wśród zaproszonych pojawiają się osoby ze Starwarsówka: Riz Ahmed, Warwick Davis, Adam Driver, Joel Edgerton, Domhnall Gleeson, Donald Glover, Jiang Wen i Donnie Yen. Teraz będą mogli oddać swój głos w przy najbliższych Oskarach.

Szkolił Hana Solo, a naprawdę był Strażnikiem Teksasu, o ile oczywiście realizacja projektu dojdzie do skutku. Otóż Netflix próbuje doprowadzić do realizacji film „Highwayman” z Kevinem Costnerem i Woodym Harrelsonem. Pierwotnie miał w nim grać zamiast Costnera Liam Neeson, ale to było w 2013. Zresztą prawa wciąż ma Universal, zaś Neftlix próbuje je odkupić. Film opowiada o dwóch emerytowanych, legendarnych Strażnikach Teksasu, którzy zostają powołani do służby, gdy napadami zaczęli się parać słynni Bonnie i Clyde.

To oczywiście nie koniec wieści o Liamie. Po pierwsze ktoś podłoży mu bombę pod samochodem w filmie „Retribution”. Będzie to remake hiszpańskiego dreszczowca „El Desconicodo”. Neeson zagra finansistę, który padnie ofiarą szantażu. Podłożą mu bombę pod samochód i będą domagać się pieniędzy, zaś w samochodzie będzie rodzina Liama.
Jednocześnie Neeson zostanie słynnym detektywem Philipem Marowe’em. Nowy film będzie oparty na powieści Benjamina Blacka „The Black-Eyed Blonde”. Do biura Marlowe’a przychodzi pewna blondynka i prosi o pomoc w odnalezieniu kochanka. W grę zamieszana jednak jest potężna rodzina, która zrobi wszystko by chronić swoje interesy…
Pojawiły się już pierwsze zdjęcia z filmu „The Silent Man”. O obrazie pisaliśmy dwa lata temu, wtedy nosił jeszcze tytuł Felt. Neeson gra tu Marka Felta, znanego lepiej jako „Głębokie Gardło”, czyli zastępcę dyrektora FBI a jednocześnie informatora w trakcie afery Watergate. Film wyreżyserował Peter Landesman. Kiedy pojawi się w kinach dokładnie nie wiadomo.

Coś się rusza w temacie „Księgi dżungli” Andy’ego Serkisa zapowiedzianej na jesień przyszłego roku. Włodarze Warner Bros. mówią, że film będzie mocno się różnił od wersji Disneya, ma być mroczniejszy i bliższy oryginałowi. Serkis nie tylko reżyseruje, ale też zagra rolę Baloo.
Za to być może pojawi się także w nowym „Batmanie”. Przynajmniej współpracę chciałby kontynuować reżyser Matt Reeves z którym Serkis zrobił dwie „Planety małp”. Na razie jednak to tylko niezobowiązująca deklaracja.

Benicio Del Toro ucieknie z więzienia w filmie „Escape at Clinton Correction”. Reżyseruje Ben Stiller. To historia dwóch bandytów, którzy w 2015 uciekli z więzienia. W sprawę też była zamieszana pracownica zakładu karnego (w tej roli Patricia Arquette), która chciała, by zabili jej męża.

Donald Glover, czyli nowy Lando zajmie się „Deadpoolem”, a dokładniej jego animowaną, serialową wersją. Wraz ze swoim bratem Stephenem wyprodukują to dla stacji FXX. Premiera w 2018.

Larua Dern zagra w filmie „JT Leroy”, razem z Kristen Stewart i Dianą Kruger. JT LeRoy to pseudonim pisarski Laury Arbert (Dern), ale na potrzeby mediów rolę autora odgrywała jej szwagierka (Stewart). Scenariusz i reżyseria – Justin Kelly.

Pojawiły się także zdjęcia z nowego filmu Stevena Soderbergha – „Lucky Logan”. Grają tam Adam Driver, Daniel Craig, Katharine Waterson i Channing Tatum. To opowieść o dwóch braciach, którzy chcą wygrać wyścig NASCAR. Wcześniej o filmie pisaliśmy tutaj.

Domhnall Gleeson z kolei zagra Alexandra Alana Milne, czyli twórcę Kubusia Puchatka. Film „Goodbye Christopher Robin” zadebiutuje jesienią. Będzie to opowieść biograficzna, ale koncentrująca się mocno na relacjach ojca i syna. Według plotek (niepotwierdzonych) dorosłego Krzysia miał zagrać Ewan McGregor. Partnerują mu/im Margot Robbie, Kelly McDonald oraz Phoebe Waller-Bridge. Swoją drogą aktorka została niedawno nominowana przez Stowarzyszenie Krytyków Telewizyjnych za rolę w „Fleabag” w kategorii aktorka/aktorki komediowej.

Wiemy, czym zajmie się Ron Howard jak ugasi pożar na planie Hantologii. Nakręci dokument muzyczny o Pavarottim. Przygotowania do prac, w tym dostępy do archiwów są dość mocno zaawansowane. Jednak tu wszystko może się spokojnie przesunąć w czasie.

Za to Joe Johnston, który także był wymieniany w kontekście Hantologii, ma zupełnie inny projekt. „Srebrne krzesło”, czyli kolejna cześć „Narnii”. Niestety jest też zła wiadomość, będzie to reboot ostatniego cyklu, z nowymi aktorami, nowym spojrzeniem i nową wytwórnią – TriStar Pictures.

Forrest Whitaker dołączył do „How It Ends” Davida M. Rosenthala. To postapokaliptyczna historia ukazująca świat po straszliwej katastrofie. Ulice są zapchane uciekinierami, zaś główny bohater stara się odnaleźć rodzinę… Produkcja dla Netflix.

Gwendoline Christie w końcu zostanie księżniczką, ale jednocześnie wojowniczką. W dodatku rosyjską. Zagra ją w filmie Roberta Zemeckisa. Obraz na razie nie ma tytułu, opowiada historię mężczyzny, który upadł na duchu i by się podnieść wykorzystuje artystyczną wyobraźnię, cokolwiek miałoby to znaczyć. W każdym razie w pewnym momencie zakocha się w postaci Christie.

Joel Edgerton jak sam przyznaje chętnie wróciłby do roli wujka Owena, gdyby tylko kręcili ten spin-off o Kenobim. Na razie musi parać się innymi projektami, także reżyserskimi. Jego najnowszy film „Boy Erased” to adaptacja wspomnień Garrada Conleya, chłopaka wychowanego w rodzinie konserwatywnego pastora. Chłopak okazał się być homoseksualistą, więc rodzice wysłali go na przymusowe leczenie. Garrada zagra Lucas Hedges, a jego rodziców Nicole Kidman i Russel Crowe. Joel jest także scenarzystą tego obrazu.
Dodatkowo wystąpi w thrillerze „Gringo”, który reżyseruje jego brat Nash Edgerton. Główną rolę gra David Oyelowo, a w obsadzie zobaczymy też Paris Jackson i Charlize Theron. To historia udziałowca firmy farmaceutycznej, który jadąc do Meksyku pakuje się w takie coś, co zmienia jego punkt widzenia. David zagra także w filmie SF „God Particle”, którego producentem jest J.J. Abrams.

Thandie Newton próbuje swoich sił jako producentka. Będzie to dokument hybrydowy, czyli częściowo zdjęcia, częściowo animacja. „Liyana” opowie historię dziewczynki z Suazi usiłującej uwolnić swoich braci bliźniaków z rąk porywaczy.

Pojawiły się także zdjęcia Daisy Ridley z nowego „Morderstwa w Orient Expresie”, oczywiście pochodzą one ze zwiastuna. Sam film pojawi się w naszych kinach 24 listopada. Dodatkowo jest też zdjęcie Ridley z „Opheli”, czyli kolejnej produkcji opartej na sztukach Szekspira. Tu zdjęcia trwają.





No dobra, wydało się, Simon Pegg odstawi leki na schizofrenię, przynajmniej w filmie „Lost Transmissions”, gdzie zagra producenta muzycznego. Odkryje to jego przyjaciółka, młoda kompozytorka i spróbuje coś z tym zrobić. Scenariusz i reżyseria: Katharine O’Brien.
Natomiast sam Pegg wraz ze swoim partnerem kreatywnym, Nickiem Frostem założyli firmę producencką i zabierają się za komediowy horror – „Slaughterhouse Rulez”.

Riz Ahmed dołączył do obsady filmu „The Sisters Brothers”. Akcja filmu dzieje się w XIX wieku w czasie gorączki złota, bracia Eli i Charlie Sisters dostają zlecenie zabicia wroga ich szefa. W filmie występują także: John C. Reilly, Joaquin Phoenix i Jack Gyllenhaal. Reżyseruje Jaques Audiard, zdjęcia ruszają latem.

Oscar Isaac zagra w filmie „Operation Finalie”, to historia poszukiwania i schwytania zbrodniarza wojennego Adolfa Eichmanna, który ukrył się w Argentynie. Mossad przez lata próbował go wytropić, w końcu udało się. Isaac zagra rolę szefa grupy Mossadu, którym powoduje także osobista zemsta. Naziści zabili mu siostrę i jej dzieci. Reżyseruje Chris Weitz.

Mads Mikkelsen pojedzie na koło podbiegunowe, gdzie będzie walczył o życie. Jego bohater w filmie „Arctic” ledwo przeżyje ciężki wypadek i będzie musiał podjąć trudne decyzje by ocaleć. Szczęśliwie zdjęcia będą kręcone na Islandii (czyli w cieplejszych klimatach). Za kamerą stoi Joe Penna.



Ostatni wpis właściwie powinien trafić do Sprośnych Okruchów, ale akurat to się dzieje naprawdę. Lupita Nyong’o i Rihanna były wspólnie na pokazie mody, zrobiły sobie zdjęcie. Wrzuciły na twitterze, a ktoś je skomentował, że Rihanna wygląda jakby wabiła bogatych mężczyzn, a Lupita na jej przyjaciółkę znającą się na komputerach i razem robią przekręty. Żart, żartem, ale Netfilx postanowił nakręcić na podstawie tego twitta film. Reżyseruje Ava DuVernay, a scenariusz pisze Issy Rae. Obie aktorki zagrają, a na ile film będzie wierny twittowi, zobaczymy. Zdjęcie, które wywołało zamieszanie powyżej.

"Koncepty" pojawią się po polsku

ameet.pl
7

Przed premierą "Przebudzenia Mocy" w kinach otrzymaliśmy nakładem wydawnictwa Ameet album "Star Wars Art: Wizje", zbiór wyjątkowych prac nawiązujących do Star Wars i inspirujących się sztuką. W tym roku, również przed premierą kolejnego epizodu, otrzymamy następny album z serii Star Wars Art - "Koncepty", który, jak sama nazwa wskazuje, będzie zbiorem grafik koncepcyjnych autorstwa artystów, którzy nadali kształt Gwiezdnym Wojnom. Książka ma zawierać ilustracje wykorzystane przy produkcji filmów, seriali, animacji oraz gier wideo. Przedmowę do publikacji napisał Joe Johnston, wstęp Ryan Church, wprowadzenie Doug Chiang a posłowie Erik Tiemens.
Publikacja ukaże się w październiku, ponownie w nakładzie wydawnictwa Ameet w twardej oprawie i objętości 176 stron. Poniżej przykładowe strony z wydania oryginalnego.



Temat do dyskusji na forum.

ILM świętował 40-lecie „Nowej nadziei”

oficjalna
3

Wśród obchodów 40-lecia „Nowej nadziei”, poza Celebration, czy kilkoma artykułami wspominkowymi, miały też miejsce spotkania twórców. Dokładniej nieoficjalny zlot pracowników (w większości już byłych) po latach zorganizowało Industrial Light and Magic. 27 maja 2017 w miejscu zwanym obecnie 32Ten Studios (na północ od mostu Golden Gate) pojawili się weterani ILM. Miejsce nie jest przypadkowe. To właśnie tu przez prawie trzy dekady, od czasów „Imperium kontratakuje” po „Zemstę Sithów” urzędowała ILM.



Przyjechali żyjący twórcy nie tylko „Nowej nadziei”, ale całej oryginalnej trylogii. W tym modelarze, operatorzy kamer, technicy optyczni, pomocnicy, koordynatorzy produkcji, lalkarze a nawet kilku aktorów. Wszyscy spotkali się razem, by świętować 40-lecie debiutu ich wspólnej pracy, czyli właśnie „Nowej nadziei”, znanej wówczas raczej jako „Gwiezdne wojny”.





Organizatorką zjazdu była Rose Duignan, doświadczona producentka i była pracownica ILM. Blisko współpracowała z Georgem Lucasem w czasach „Nowej nadziei”.

Cała impreza była doskonałym sposobem by spotkać się po latach, ale też powspominać i bawić się. Losy ludzi w branży filmowej rozchodzą się bardzo różnie. Czasem ich drogi krzyżują się ponownie, gdy pracują nad wspólnymi projektami. Czasem nie. Dlatego dla wielu, była to pierwsza okazja, by spotkać się po bardzo długich latach.

Michael Quinn, który wcielał się w rolę Niena Nunba w „Powrocie Jedi”, gdy nie był potrzebny jako lalkarz, wspomina, że to było bardzo magiczne wydarzenie. Ci wszyscy ludzie, zrobili coś, czego nie zrobił nikt inny wcześniej. W teorii wydawało się, że to niemożliwe. A jednak dokonali tego i teraz pojawili się tutaj razem.

Robert Blalack, który rozpoczął budowanie działu optycznego w ILM przyjechał tu specjalnie na to spotkanie z Paryża. Wspomina, że budowanie ILM od początków w czasie tamtej produkcji przypominało trochę wyskoczenie z samolotu i ubieranie spadochronu podczas swobodnego spadania.





John Dykstra wspomina tamten czas jako pracę ze wspaniałymi ludźmi, doświadczenie które zmienia człowieka na resztę życia. Pamięta, że w ILM panował niesamowity entuzjazm, każdy starał się wspomóc pracę, nie tylko swojego działu, ale też wszystkich innych.

Tamten zespół stworzył razem coś, czego świat jeszcze nie widział. I co wciąż warto uczcić nawet, a może zwłaszcza po tych 40 latach.





Na zdjęciach można także zobaczyć Lorne’a Petersona, Richarda Edlunda, Phila Tippetta, Amy Young, Joe Johnstona,Miki Hermana, Davida Scotta czy Rose Duignan oraz wielu innych.

My z okazji 40-lecia przygotowaliśmy specjalny tydzień, z materiałami możecie zapoznać się tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Plakaty

12



Dziś sztuka plakatu filmowego nie jest już tym, czym była kiedyś. Do nowych obrazów owszem powstają, ale po pierwsze często bazują już mocno na fotosach, po drugie najczęściej są takie same na całym świecie. Gdy do kin wchodziła „Nowa nadzieja” (jak zresztą cała oryginalna trylogia), sprawa miała się inaczej. Różnych plakatów było zdecydowanie więcej, do tego dochodziły okolicznościowe, a co jeszcze ciekawsze lokalne. Poszczególne kraje także miały swoje własne, unikalne produkcje. Nic dziwnego, że temat ten był eksploatowany w dwóch albumach. Pierwszy z nich to The Star Wars Poster Book Steve’a Sansweeta i Pete’a Vilmura. Drugi to Star Wars Art: Posters pod redakcją J.W. Rinzlera. Oba albumy są bardzo ciekawymi opracowaniami, dzięki którym można podziwiać prawdziwą, artystyczną różnorodność, która towarzyszyła plakatom IV Epizodu. Dziś zajmiemy się tylko wybranymi.

Zaczynamy od plakatu zajawkowego. On miał tylko oznajmiać, że taki film będzie. Pojawiło się logo. W pierwszej wersji (stworzonej przez Suzi Race) oraz już poprawionej przez Joe Johnstona.

Kolejny plakat pojawił się przy okazji Comic-Conu w 1976. Właściwie postał on niezależnie od tych zajawkowych. Nawet logo jeszcze jest inne. Jego autorem jest Howard Chaykin.



Dość wczesną wersję plakatu zaprojektował też Ralph McQuarrie. Nie została jednak ostatecznie wykorzystana.



Ostatecznie film promowały przede wszystkim trzy finalne plakaty. Pierwszy robili bracia Hildebrandt, drugi Tom Chantrell, trzeci zaś Tom Jung (w dwóch wersjach)



Jednak prawdziwa eksplozja różnorodności przyszła dopiero wraz z kolejnymi wznowieniami sagi. Drew Struzan z Charlesm Whitem III odpowiadają choćby za plakat związany z rokiem „Nowej nadziei” w kinach. Po prawej zaś kolejny plakat z powrotu filmu do kin.



Gdy w roku 1997 z okazji 20-lecia sagi na ekrany weszła „Wersja specjalna” klasycznej trylogii, każdy z filmów dostał swój plakat. Wszystkie trzy robił już Drew Struzan.



Zaś z polskich mamy plakat Jakuba Erola oraz Wojciecha Siudmaka.


Bardzo interesujące plakaty pochodzą choćby z Węgier, czy Rosji (twórcy nie wiedzieli w ogóle o czym jest film, poza tym, że to kosmiczny western, w dodatku powstał w latach 90.), Japonii czy Włoch.



Na koniec warto wspomnieć o tradycji plakatów urodzinowych. Pierwszy pojawił się z okazji roku „Nowej nadziei”, z tortem i figurkami Kennera. Zdjęcie zrobił Weldon Anderson. Kolejne trzy są związane z 10-leciem sagi i pierwszym Celebration, które odbyło się w 1987. Za pierwszy plakat odpowiada John Alvin, drugi jest nawiązaniem do plakatu zajawkowego, trzeci zaś wyszedł spod ręki Drew Struzana.
20-lecie sagi było świętowane „Wersją specjalną”, więc plakat jest z nią związany.
30-lecie nie miało oficjalnego plakatu. Pojawił się niejako przy okazji Celebration IV w Los Angeles. Jest to jedno z ostatnich dzieł Johna Alvina.
Zaś z okazji 40-lecia także przygotowano okolicznościowy plakat, nawiązujący do tego z pierwszych urodzin.



To zaledwie ułamek tego, co powstało na potrzeby zaledwie jednego filmu, przez te 40 lat. Jeśli dodałoby się jeszcze plakaty fanowskie, to nawet te dwie pozycje wskazane na początku z pewnością nie są w stanie wyczerpać tematu.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Tydzień 40-lecia „Nowej nadziei”: Ewolucja logo

9



„Nowa nadzieja” ustaliła bardzo wiele elementów, które są dziś nie tylko nierozerwalne ale i bardzo charakterystyczne dla sagi. Jeden z nich to logo. Ale zanim powstało finalne, ono również przeszło kilka mniejszych i większy modyfikacji.



Za pierwotne odpowiada Ralph McQuarrie. Zajmował się wówczas robieniem różnych szkiców dla George’a Lucasa no i koniecznie było zrobienie logo dla filmu. Powstało właściwie od niechcenia, nawiązywało do „Amerykańskiego graffiti”. McQuarrie wspomina, że na pierwszym logo „The Star Wars” przedstawiony był Han Solo. Faktycznie patrząc po mieczu to powinien być Luke, ale strój, zrelaksowany sposób bycia. To był ówczesny Han.



McQuarrie wykorzystał czcionkę Futura Display lub Futura Display Open, choć wprowadził pewne modyfikacje choćby w literze „T”.



Jednak dla celów korporacyjnych potrzebne było nowe logo, które umieszczano choćby w oficjalnej korespondencji. Bazując na tym, co stworzył Ralph, do gry wkroczył Joe Johnston. Tym razem użył czcionki z rodziny Precis. Tym logiem reklamowano sagę choćby w 1976 podczas San Diego Comic Con. Pojawiało się też na pierwszy publikacjach, jak: „The Art of Star Wars” z 1979.





W grudniu 1976 ukazała się adaptacja powieściowa „Nowej nadziei” pióra Alana Deana Fostera. Del Rey jednak nie bawił się w żadne specjalne logo. Użyli czcionki typu Helvetica oraz okładki bazującej na konceptach Ralpha i tyle, bez wchodzenia w żadną stylizację.



Filmowe logo miało oczywiście nawiązywać do seriali o Flashu Gordonie czy Bucku Rogersie. Początkowo to wciąż miało być „The Star Wars”.





Za logo już bliższe oryginałowi, wykorzystywane tak w materiałach promocyjnych (jak plakaty), ale też zbieżne z napisami początkowymi odpowiada Dan Perri.



Następnie Lucas zwrócił się do Suzi Race, by zaprojektowała nowe logo. Dostała ona trudne zadanie, bo od George’a dowiedziała się jedynie, że chce mieć logo bardzo faszystowskie. Dobrze trafił, bo artystka zanim jeszcze go spotkała, studiowała trochę o niemieckim designie i pewnych historycznych źródłach z nim związanych. Wymyśliła, że użyje zmodyfikowanej czcionki Helvetica Black. Narysowała logo ręcznie. Połączyła pewne litery, George tylko poprosił, by S było wyraźniejsze, bo wyglądało trochę jak ozdobnik T. To logo trafiło na plakaty.



Ale to W nie wszystkim się podobało. Ostatecznie poprawkę na logo naniósł ponownie Joe Johnston.



Oczywiście nawet skończone logo nie oznaczało jeszcze, że twórcy będą go używać jak powinni. Marvel, Del Rey i inni licencjonobiorcy przez pewien czas tworzyli własne wariację, nie czując potrzeby jednoznacznego, wizualnego identyfikowania marki. Zresztą sam Lucasfilm jeszcze przez pewien czas eksperymentował z różnymi alternatywnymi wersjami, dedykowanymi dla plakatów.



Dopiero kolejne filmy spowodowały, że kwestię loga należało ujednolicić.

Wszystkie atrakcje tygodnia znajdziecie tutaj.

Obsada „Ostatniego Jedi”: Laura Dern

6

Jest zdecydowanie najbardziej rozpoznawalną nową aktorką, którą dołączyła do obsady „Ostatniego Jedi”. Laura Elizabeth Dern urodziła się 10 lutego 1967 w Los Angeles. Oboje jej rodzice byli aktorami, którzy na planie „Dzikich aniołów” zapałali do siebie bardzo gwałtowną miłością. To właśnie tam została poczęta Laura. Jest spokrewniona z Georgem Dernem (sekretarz wojny za prezydenta Roosvelta) oraz poetą Archibaldem MacLeishem.

Małżeństwo Diane Ladd i Bruce’a Derna nie wytrzymało długo. Rodzice Laury rozwiedli się, gdy miała dwa latka. Od tego czasu wychowywała ją matka i babcia. Ponieważ jej mama nie zaprzestała kariery aktorskiej, Dern dorastała na planach. Zadebiutowała, pojawiając się w tle w filmie „Biała błyskawica” (1973). Rok później pojawiła się bardzo podobny sposób w filmie „Alicja już tu nie mieszka” Martina Scorsese. Za ten obraz Ladd dostała nominację do Oskara w kategorii najlepszej aktorki drugoplanowej.

To tak naprawdę zdeterminowało karierę zawodową Dern. Chciała zostać aktorką i została, początkowo oczywiście dziecięcą. Formalnie, już bez udziału mamy, zadebiutowała mała rólką w filmie „Lisice” (1980). Potem chciała zagrać w filmie „Ladies and Gentelmem, the Fabulous Strains” (1982). Początkowo matka nie chciała się zgodzić, twierdząc, że to nie jest najlepszy repertuar dla trzynastolatki, w szczególności nie podobały się jej wyjazdy. Laura uparła się, pozwała matkę w sądzie i dostała prawną zdolność do decydowania o sobie. Postawiła na swoim. Zanim jednak film trafił na ekrany, potrzebne były jeszcze dokrętki, to okres w którym Dern mocno rosła. Da się tu zauważyć, że w kilku scenach jest zdecydowanie wyższa niż przez większość filmu. W 1982 dostała też tytuł Miss Złotych Globów. Rozdawany jest on tradycyjnie dziecku znanych osób, które towarzyszy im w ceremonii rozdania Złotych Globów.

Dern jednak nie była samoukiem. Od 1984 miała trenerkę aktorstwa, Sandrę Seacat.

W kolejnych latach grywała w filmach, które nie przechodziły bez echa. „Maska” (1985) Petera Bogdanovicha, „Gładkie słówka” (1985) Joyce’a Chopra, „Blue Velvet” (1986) Davida Lyncha, czy w końcu „Dzikość serca” (1990) Oliviera Stone’a. Ten ostatni miał pewne trudność z wejściem na ekrany, ale to dość przełomowy obraz w karierze Dern. Otworzył jej wiele drzwi, powoli zaczynała wychodzić na swoje. Warto zauważyć, że w tym ostatnim filmie grała też Diane Ladd, jednak to jej córka gra tu pierwsze skrzypce.

W 1991 ponownie zagrała w filmie razem z matką, ale w „Historii Rose” to Dern znów grała główną rolę. Za ten film Laura otrzymała swoją pierwszą nominację do Oskara, w kategorii najlepszej aktorki. Ladd zaś powoli staje się matką swojej córki, z czym nie ma większych problemów.

W 1993 pojawiła się na planie filmu „Jurassic Park” Stevena Spielberga, wcielając się w dotychczas najbardziej znaną swoją rolę. Jako Ellie Sattler, asystentka i przyjaciółka doktora Granta powróciła też w trzeciej części cyklu.

Kolejne filmy to między innymi: „Doskonały świat” (1993) Clinta Eastwooda, „Złe i gorsze” (1996) Alexandra Payne’a, „Dogonić kosmos” (1999) Joe Johnstona, „Zdrowie taty” (2001) Billy’ego Boba Thorntona. W końcu ponownie jej drogi skrzyżowały się z Lynchem. Zagrała w „Inland Empire” (2006).

Choć grywała sporo, raczej wystrzegała się blockbusterów i popularnych produkcji, nie licząc oczywiście „Parku jurajskiego” Spielberga. Jednak z czasem zaczęła się przełamywać. W 2010 pojawiła się w komedii „Poznaj naszą rodzinkę”. Nadal jednak ceni role dramatyczne w cięższych filmach, jak choćby „Mistrz” (2012) Paula Thomasa Andersona.

Drugą nominację do Oskara, tym razem za rolę drugoplanową dostała za film „Dzika droga” (2014). Ostatnio zaś mieliśmy okazję zobaczyć ją w „McImperium” (2016). W Stanach zaś niedawno do kin (w ograniczonej ilości) wszedł film „Wilson”, w którym gra obok Woody’ego Harrelsona.

Dern pojawiła się gościnnie w kilku serialach, brała także udział w podkładaniu głosu w grach komputerowych.

Prywatnie jest bardzo zaangażowaną aktywistką na rzecz zdrowia dzieci. Zajmuje się zwiększaniem świadomości nt. syndromu Downa. Jest też katoliczką, jak wychowały ją mama i babcia.

Swego czasu głośno było o jej romansach. Jej miłościami byli między innymi Kyle MacLachen, Nicholas Cage, Renny Harlin, Jeff Goldblum i Billy Bob Thornton. W 2000 pojawił się w jej życiu muzyk Ben Harper. Poznała go na jego koncercie, a po pięciu latach wyszła za niego za mąż. Mają dwoje dzieci (syna urodzonego w 2001 i córeczkę urodzoną 2004). Ich małżeństwo wytrzymało pięć lat, potem się rozeszli. Sprawa rozwodowa trwała blisko trzy lata. W pewnym momencie wydawało się, że Harper i Dern się ponownie ze sobą zbliżą.

Na koniec kilka kreacji Laury:


W „Parku jurajskim” jako Ellie Sattler


W „Blue Velvet” jako Sandy Williams


W „Dzikiej drodze” jako Bobbi


W „Dzikości serca” jako Lula Fortune

Łotrowe ciekawostki

16

Już niedługo „Łotra 1” będzie można spokojnie oglądać w domowym zaciszu. Przed kolejnym seansem może warto się przygotować, by znaleźć w tym filmie wiele z ukrytych smaczków. Niektóre pewnie już zauważyliście. Natomiast jedno jest pewne, jest ich zdecydowanie więcej niż nam wszystkim się zdaje, a listę poniżej z pewnością da się łatwo poszerzyć.

Niebieskie mleko
Pierwszą ciekawostką łotrową jest pojawienie się jednego z najbardziej znanych napojów z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Niebieskie mleko, bo o nim tutaj mowa, pojawią się na początku filmu w domostwie rodziny Erso, chwilę po tym jak Galen i reszta dowiadują się o tym, że Krennic ich odnalazł. Nikt już Wam nie powie, że wielkie przygody nie zaczynają się od szklanki mleka: najpierw Luke, teraz Jyn - to argument nie do podważenia.



Wieża obserwacyjna na Yavinie IV
Gdy Jyn Erso i Cassian Andor odlatują z Yavina IV na Jedhę, widzimy ujęcie bardzo przypominające to z „Nowej nadziei”. Na szczycie świątyni Massassich, pełniącej rolę bazy rebeliantów, znajduje się wieżyczka obserwacyjna, w której siedzi strażnik. W oryginale ujęcie nagrano w Gwatemali w Tikal. W rolę strażnika wcielił się Lorne Petersen.
W „Łotrze 1” w postać strażnika wcielił się John Swartz (producent „Łotra 1” i „Przebudzenia Mocy”), który również podłożył głos szturmowcowi w scenie zatrzymania Cassiana, K-2SO i Jyn na Jedhcie (Where are you taking this prisoners?) Sama świątynia w „Nowej nadziei” pełniła rolę bazy Rebeliantów. W „Łotrze 1” awansowała, jest to główna kwatera Sojuszu Rebeliantów. Dla ekipy Garetha Edwardsa odtworzenie tej lokacji było bardzo istotne. Wnętrza w „Nowej nadziei” nagrywano w studiu, zaś sam kształt piramid nagrano w Tikal w Gwatemali. Edwards posiłkował się Wielką Brytanią. Wnętrze nagrano w Cardington, gdzie przerobiono duży magazyn. Reszta zaś to komputerowa kreacja.



Strażnicy Oświeconych
Polskie tłumaczenie może nie jest najlepsze. W każdym razie chodzi o Strażników Whills. De facto to nowa organizacja w „Gwiezdnych Wojnach”, ale sama nazwa to coś, co George’owi Lucasowi chodziło po głowie od dawna. W pierwszych scenariuszach do „Nowej nadziei” pojawia się „Dziennik Whillsów, część I”. Było to także powiązane z tytułem, Whillsowie mieli być narratorami historii, kimś kto ją zapisał i przekazał dalej, jednocześnie nie odgrywać w niej znaczącej roli. Narracyjnie tę rolę ostatecznie przejęli C-3PO i R2-D2 (to analogia do Kurosawy). Lucas nie wiedział, co zrobić ze Whillsami i próbował do nich wracać. Także w „Zemście Sithów”, gdzie Qui-Gon początkowo miał nauczyć się sztuki powrotu zza grobu od szamana Whillsów. Ta koncepcja również nie znalazła miejsca w finalnym scenariuszu. Ostatecznie Whillsowie pojawiają się właśnie w „Łotrze 1”, łącząc oba pomysły. Są strażnikami świątyni, powiernikami wiedzy, którą przekazują, wierzą w Moc, ale daleko im do Jedi.
Istnieje także wielkie prawdopodobieństwo, że Lor San Tekka (Max Von Sydow) również należał do lub znał w jakiś sposób Strażników Whills, a na pewno był członkiem Kościoła Mocy. Natomiast w Jedha City pojawia się więcej grup wyznających Moc. Jakie jest ich powiązanie z Kościołem Mocy, na razie nie wiemy. Temat z pewnością będzie eksplorowany.
Pozdrawiają się też mówiąc o „Mocy Innych”. To znów nawiązanie do oryginalnego scenariusza Lucasa, zanim skrócił to do zwykłej Mocy.
Stare wersje scenariuszy znajdziecie tutaj



Saw Gerrera
Jest oczywiście bardzo oczywistym nawiązaniem, zwłaszcza, że to bohater przeniesiony wprost z „Wojen klonów” (więcej). Ale Saw to jednak coś więcej. Ta postać ma bardzo wiele wspólnego z pułkownikiem Kurtzem z „Czasu apokalipsy”. Zresztą początek „Łotra 1” trochę przypomina ten film. Saw, zupełnie jak Kurtz, jest odszczepieńcem, który prowadzi walkę w sposób bezkompromisowy. Ale wokół niego narosła legenda. Jest tajemniczy, zwichrowany, ale wciąż bardzo potężny i niepokonany, choć w pewien sposób wypalony. Oryginalny „Czas apokalipsy”, czyli „Jądro ciemności”, napisał Joseph Conrad. Pracę nad ekranizacją podjęli Francis Ford Coppola i George Lucas. To właśnie ten ostatni miał być pierwotnie reżyserem tego filmu. Bardzo mu się podobał pomysł walki prymitywnych tubylców z technokratycznymi siłami. Ostatecznie z różnych przyczyn Lucas pozostawił „Czas apokalipsy”, ale kwestię starcia nierównych sił wykorzystał w „Powrocie Jedi” i „Mrocznym widmie”. Gareth Edwards zaś wymienił „Czas apokalipsy” jako jeden z tych filmów, który go inspirował. Analogia między postaciami granymi przez Marlona Brando i Foresta Whitakera jest dostrzegalna.
Jednocześnie podobną rolę Gerrerze wyznaczył Lucas w serialu „Underworld”. Serial doczekał się tylko napisania scenariuszy, niestety nie został do dziś zrealizowany. Pewne pomysły z niego trafiają do nas w różnej formie. Tak właśnie jest z Gerrerą.
W przypadku tej postaci istotne jest także jej powiązanie z Vaderem. Saw też jest miejscami bardziej maszyną, która również czasem wydaje się być zła, jednocześnie pozostał po drugiej stronie barykady.

Kwatera Saw Gerrery
W scenach rozgrywających się w kwaterze Saw Gerrery możemy zaważyć m.in. stół do gry w dejarika. Nie jest to jednak ten sam, który możemy pamiętać z „Nowej nadziei”, ponieważ stworzenia są z materiału drewnopodobnego i przypominają wyrzeźbione figurki. Nawiązanie do gry pojawia się także w „Przebudzeniu Mocy”.

W innej scenie możemy zauważyć twi’lekańska tancerkę, która przypomina Oolę z „Powrotu Jedi”. Wygląd to jedno, ale taniec bardzo przypomina ten z pałacu Jabby, wiele ruchów jest identycznych.
Prawdopodobnie również tam znajdują się na ścianach szkice nawiązujące do „Godzilli” i „Strefy X” Garetha Edwardsa.

Architektura Jedhy
Budynki w Jedha City łączą ze sobą kilka styli architektonicznych. Z jednej strony mamy budowle przypominające trochę pałac Jabby, z drugiej bramę na Jakku (niewątpliwy wpływ Ralpha McQuarrie’ego), jak również są elementy bliskiego wschodu. Tu dużą rolę z pewnością odegrała Jordania, w której nagrywano część scen. Jej najbardziej znany zabytek, czyli Petra (wykorzystana także w „Indianie Jonesie i Ostatniej Krucjacie”) został zbudowany przez Nabatejczyków, ale na ich kulturę wpływali choćby Egipcjanie. Sama kwatera Sawa jest wydrążona w skale podobnie jak Petra. Zaś ulice Jedhda City przypominają trochę arabską medynę.

Nawiązania do Ridleya Scotta
Pierścienie Kafrene były inspirowane „Łowcą androidów” Ridleya Scotta. Pisaliśmy o tym tutaj. Film ten ma dużo więcej wspólnego z Sagą o czym pisaliśmy tutaj.
Wielokrotnie powtarzano także, że jednym z pierwowzorów Jyn była Ellen Ripley z „Obcego”. Natomiast Eadu także jest nawiązaniem do sposobu ukazywania planet w „Obcym – 8. pasażerze Nostromo” Scotta.

Coruscant
To jedna z tych niepodpisanych planet. Widzimy ją tylko i wyłącznie we wspomnieniach Jyn. Dotychczas we wszystkich filmach przed „Nową nadzieją” pojawia się ta planeta. „Łotr 1” się nie wyłamuje.

Nawiązanie do „THX 1138”
W filmie Edwardsa jest ono subtelniejsze niż w filmach sagi. Zamiast przewijania się numeru w tle, mamy raczej rekwizyty przypominające debiut reżyserski Lucasa. W scenie w której Cassian musi wyciągnąć dysk z planami Gwiazdy Śmierci używa pary zacisków, które łudząco przypominają używane przez THX 1138.

„Mały wielki człowiek”
Scena w której Chirrut Îmwe (Donnie Yen) idzie naprzeciw wrogom odmawiając mantrę, w dużej części bazuje na scenie z filmu „Mały wielki człowiek” (1970) Arthura Penna z Dustinem Hoffmanem w roli głównej.



Juggernaut – turbo tank
W „Zemście Sithów” pojawił się HAVW A6 Juggernaut. Na planecie Wobani więźniów transportują pewną wariacją tamtego pojazdu. Teraz to HCVw A9 turbo tank. Z pewnością koła są trochę inne, ale przynajmniej możemy zobaczyć jak to cudo wygląda w środku. Inna sprawa, że pokazuje to jak Imperium przerabia przestarzały już trochę sprzęt, wykorzystując go do innych potrzeb.

Szturmowcy mówią o T-15
W „Nowej nadziei”, gdy Obi-Wan próbuje wyłączyć wiązkę ściągającą, dwóch szturmowców rozmawia o nowym BT-16. Scena jest praktycznie odtworzona w „Łotrze 1”. Tym razem na Scarif, gdy Chirrut i Baze się skradają, szturmowcy rozmawiają o przestarzałym T-15. Ta scena także pojawia się w „Przebudzeniu Mocy”, tam jednak rozmawiają już o wersji 17.

Plany Gwiazdy Śmierci
Gareth Edwards zwyczajnie odtworzył te z „Nowej nadziei”. Wtedy to było cudo techniki komputerowej, dziś w porównaniu choćby z hologramami w „Gwiezdnych Wojnach”, wyglądają dość dziwnie. Chodziło jednak o to, by zachować ciągłość.

Skraplacze wilgoci
Na La’amu na farmie Ersów, tuż za Galenem znajdują się skraplacze wilgoci. Dotychczas widzieliśmy je na planetach pustynnych, czyli przede wszystkim na Tatooine oraz Jakku. Czemu są na La’amu? Oficjalne wytłumaczenie można znaleźć w Przewodniku ilustrowanym, gdzie można przeczytać, że służyły odfiltrowywaniu szkodliwych substancji z wody. Nieoficjalnie to nawiązanie do filmu, które dobrze wygląda.

Alderaan
Najważniejsze nawiązanie to oczywiście Bail Organa mówiący, że wraca na Alderaan. Jak wiemy, tam dopełni swoje przeznaczenie. Istotna jest też rozmowa między Tarkinem a Krenniciem, kiedy mówią o teście, jednocześnie nalega na użycie jednego reaktora, bo chce tylko testu, nie manifestacji. W „Nowej nadziei” nawiązuje do ostatecznego testu, który jest przeprowadzony na Alderaanie.

Mroczny miecz / Miecz ciemności
Podczas sceny w wieży Cytadeli na Scarif Cassian i Jyn szukają nazwy, pod którą mogą się kryć plany Gwiazdy Śmierci. Jedną z nich jest „Dark Saber”, co może być nawiązaniem do „darksabera” znanego z seriali animowanych „Wojny klonów” i „Rebelianci”. Darksaber, znany u nas jako „mroczny miecz” to legendarna broń Mandalorian, którą wykonał Tarre Vizsla, pierwszy Mando w zakonie Jedi. Broń została później wykradziona przez innych Vizslów, którzy użyli jej, aby zjednoczyć klany.
Jednocześnie Darksaber to także Miecz ciemności. W starym, obecnie legendarnym EU, powstała taka broń, na podstawie imperialnych planów. Był to właściwie superlaser Gwiazdy Śmierci latający w kosmosie z minimalną konstrukcją. Ta superbroń pojawiła się w powieści Kevina J. Andersona.



Zamek Dartha Vadera na Mustafar
Sam fakt, że Vader ponownie przemawia głosem Jamesa Earla Jonesa to już wspaniałe nawiązanie. Zresztą kwestia duszenia Krennica znów jest pięknym odniesieniem do „Nowej nadziei”.
Zamek Vadera jest kolejnym elementem, który łączy Prequele z Oryginalną Trylogią. Mimo faktu, że już podczas prac nad „Powrotem Jedi” pojawiła się sala tronowa Imperatora na Coruscant, która przypominała pomieszczenie otoczone lawą. Dopiero przy okazji prac nad „Zemstą Sithów” Lucas mógł powrócić do tego pomysłu. Wówczas wróciła planeta, a właściwie księżyc z płynącą lawą. To był pomysł, który inspirował McQuarriego jeszcze przy „Imperium kontratakuje”. Lucas go podrzucił, ale nie wiedział, jak to wykorzystać. W „Powrocie Jedi” rodził się pomysł zamku Vadera, znów pomysł zarzucony.
Zamek Vadera pojawił się w dawnym EU. Zlokalizowany został na planecie Vjun. Zaś planeta lawy, w „Zemście Sithów” stała się bardzo istotnym elementem przemiany Anakina w Vadera. Ekipa Douga Chianga miała okazję wrócić tak do tych pomysłów McQuarriego, bazując na jego oryginalnych rysunkach i odtworzyć Mustafar. Przeniesiono tu też zamek Vadera.
Jednocześnie zamek Vadera ma być też czytelnym nawiązaniem do świątyni w Jedha City, o czym mówili sami twórcy.
Wg Pabla Hidalga wiemy także, że Mustafar jest istotna w serialu „Rebelianci”. Tam Hera oznajmia nawet, że na „Mustafar Jedi idą zginąć”. Hidalgo także twierdzi, że brak podpisu planety wynika z tego, iż nie chcieli za wcześnie w filmie wyjawić z kim spotka się Krennic. Raczej chodziło o to by widz zaczął spekulować i domyślać się. Po to też była ta scena z bactą w zwiastunie.
Samego Vadera grają poza Jamesem Earlem Jonesem jeszcze dwie osoby: Spencer Wilding i Daniel Naprous. Podczas dokrętek nie było czasu i możliwości by sprowadzić pierwszego, więc zatrudniono kolejnego statystę do tej roli.

Bacta
Podczas wizyty dyrektora Krennica na Mustafar widzimy Vadera w zbiorniku bacty, znany chociażby ze sceny z „Imperium kontratakuje”, której Luke Skywalker leczy swoje rany po pojedynku z Wampą na powierzchni planety Hoth. Kąpiel w takim zbiorniku najprawdopodobniej dodała sił Vaderowi, co możemy zauważyć podczas ostatniej sceny, gdzie w praktycznie w pojedynkę pokonał grupę Rebeliantów. Z drugiej strony bardzo prawdopodobne jest to, że taka kąpiel nie przywraca Vaderowi pełni sił, co widać w „Nowej nadziei”, w której porusza się o wiele wolniej niż w „Łotrze 1”. Jednocześnie mieliśmy okazję obserwować przez chwilę Vadera bez zbroi, trochę podobna scena znajduje się w „Imperium kontratakuje”, gdzie widzimy Lorda Sithów w komorze medytacyjnej.

Kapitan Antilles
Raymus Antilles pojawił się dotychczas w „Zemście Sithów” pod sam koniec, gdy miał wyczyścić pamięć C-3PO, oraz oczywiście w „Nowej nadziei”, gdzie zginął. To postać bardzo niewykorzystana, ale obecna. Podobnie jest w „Łotrze 1”. Bail Organa kazał mu przygotować okręt, a także widzimy jak Antilles dostarcza plany Gwiazdy Śmierci Lei. Tym razem zagrał go Tim Beckmann. W III Epizodzie grał tę postać Rohan Nichol, zaś w IV Peter Geddis.

Wedge Antilles
To dość ciekawe pytanie, był, czy nie był w „Łotrze 1”. I póki co odpowiedź nie została jeszcze udzielona. Na pewno nie ma tam starych ujęć z Dennisem Lawsonem. Ale w „Nowej nadziei” głos Lawsona został zdubbingowany przez Davida Ankruma. Formalnie Ankrum dubbingował głos Czerwonego Dwa. Ankrum także wrócił w „Łotrze 1”, gdzie w czasie bitwy o Scarif podkładał dodatkowe głosy. Więc kto wie, może właśnie jeden z nich to Czerwony Dwa?

Kusza laserowa
To broń, która początkowo miała dodawać klimatu Chewbacce. Potem pojawiła się także na Kashyyyku razem z „Zemstą Sithów”, gdzie używali jej Wookiee. Teraz okazuje się, że to nie jest taka nietypowa broń, w końcu ma ją Chirrut Imwe.

Admirał Raddus
Filmowcy chcieli mieć admirała Ackbara w akcji, ale nie chcieli też go zabić, ani za bardzo ratować. Stąd pewnie pojawił się pomysł, by do niego nawiązać, tworząc innego kalamarianina. Raddus pełni bardzo podobną rolę jak Ackbar w „Powrocie Jedi”, jednocześnie chcąc nadać mu unikalny charakter bohater ten jest pewną wariacją na temat Winstona Churchilla.
Pablo Hidalgo tłumaczył także obecność Tantive’a w okręcie flagowym Raddusa. Podobno wraz z Leią mieli lecieć po Obi-Wana Kenobiego, ale pojawiło się istotniejsze zadanie.

Ukradzenie imperialnych mundurów
To kolejna ze scen, która jest w pewien sposób żywcem przeniesiona z „Nowej nadziei” i wykorzystana w realiach łotrowych. Tam Han, Luke i Chewie czekali, aż szturmowcy wejdą na pokład „Sokoła”, by ich napaść i obrabować z ubrań. „Łotr 1” robi dokładnie tak samo. W obu przypadkach, mając na sobie mundury bohaterowie mogą kontynuować swoją przygodę/misję.





Generał Hurst Romodi
To jedna z największych ciekawostek „Łotra 1”. To postać, która jest obecna w „Nowej nadziei”, dokładniej siedzi w sali konferencyjnej na Gwieździe Śmierci. Widać go tam w dwóch ujęciach. Z przodu, ale siedzi na tyle daleko, że twarzy dobrze nie widać. No i potem z tyłu, widać tylko tył łysiejącej głowy. Postać oczywiście została nazwana i pojawiła się w różnych źródłach. Ale dopiero przy „Łotrze 1” zatrudniono aktora, Andy’ego de la Toura, który wcielił się w tę rolę.

Puste krzesło w „Nowej nadziei”
To kolejny przykład, jak „Łotr 1” zmienia perspektywę. Podczas oglądania „Nowej nadziei” w sali konferencyjnej widzimy jedno puste krzesło między oficerami. Teraz już wiadomo, że należało ono do Orsona Krennica. Są jeszcze dwa inne, obok miejsca gdzie siedzi Tarkin. Jedno pewnie mógłby zająć Vader. Jednak to pojedyncze krzesło bardzo rzuca się w oczy.

Rian Jonhson, Ram Bergman i strzał Gwiazdy Śmierci
Strzał z Gwiazdy Śmierci to oczywiście kolejna rekreacja, tak by był bardzo podobny do tego, co widzieliśmy zarówno w „Nowej nadziei” jak i w „Powrocie Jedi”. Ale w tej scenie jest jeszcze jedna ciekawostka. Otóż oficerami Imperium odpowiedzialnymi za wystrzał są Rian Johnson i Ram Bergman, czyli reżyser/scenarzysta i producent „The Last Jedi”.

Gareth Edwards
Również sam reżyser pojawił się w filmie, a mianowicie jest rebeliantem, które przekazuje plany Gwiazdy Śmierci kapitanowi Antillesowi. Jak sam twierdzi jest to jego ulubiony easter egg z filmu a przy okazji żartuje, że zagrał osobę, która ocaliła całą Rebelię. O tej scenie pisaliśmy tutaj.

Warwick Davis
To już czwarty kinowy film Star Wars tego aktora na koncie. Oczywiście dochodzą jeszcze dwa filmy o Ewokach. Warick Davis grał Wicketa w „Powrocie Jedi”, Walda i uczestnika zakładów w „Mrocznym widmie”, Wollivana w „Przebudzeniu Mocy”. W „Łotrze 1” jest jednym z członków siatki Sawa Gerrery imieniem Weeteef Cyubee. Zaś o tradycji nazywania jego postaci na literę „W” wspominał Pablo Hidalgo.

Jordan Stephens
To gościnny występ. Jordan Stephens z Rizzle Kicks jest muzykiem, który przypadkiem miał tyle szczęścia, że zagrał w „Łotrze 1”. Widzimy go na Scarif. Wciela się w rolę kaprala Tonca, który pomaga Bohdiemu z podłączeniem aparatury na planecie.

Imperium ma przeterminowane kody
To akcja przeniesiona zupełnie z „Powrotu Jedi”. Tam Rebelianci wdarli się na Endor za pomocą starego, acz poprawnego kodu. Tym razem mamy podobną sytuację. Bohdi autoryzuje wlot na Scarif starym kodem, który znał. Nic się nie zmieniło.

Mam złe przeczucie
To jedna z tych kwestii na którą fani czekali. Tym razem mówi to K-2SO, dokładniej gdy wchodzą do cytadeli na Scarif. Od razu jest uciszany przez Jyn i Cassiana.

Nigdy nie mów mi o szansach
Ten cytat co prawda nie pada. Ale powiedzenie Hana Solo samo się nasuwa w scenie w której K-2SO mówi o tym, że szanse na użycie przez Jyn blastera są bardzo duże. Cassian go zbywa, acz cytat z Hana Solo byłby tu pewnie bardzo na miejscu.

Kilka transmisji
Sam fakt, że Jyn nie udaje się przesłać za pierwszym razem kompletu danych, zdaniem Pablo Hidalgo, właśnie ma być odzwierciedleniem słów Vadera o kilku transmisjach wysłanych przez Rebeliantów. Zresztą karta, która Leia wkłada do R2-D2 pojawia się na okręcie Rebeliantów właśnie tylko dlatego, by zgadzało się to z „Nową nadzieją”. Hidalgo twierdzi, że bardzo starali się, by nie było specjalnie rozbieżności między tymi filmami. Mogą one zmieniać perspektywę, ale powinny zachować ciągłość.

Kryształy Kyber
Kryształy Kyber pojawiają się w wielu miejscach w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, w tym także w serialu „Rebelianci”. W „Łotrze 1” po raz pierwszy trafiają na wielki ekran. Ale ich historia jest zdecydowanie ciekawsza. Wymyślił je początkowo George Lucas. Pełniły rolę MacGuffina w jednej z wcześniejszych wersji scenariusza „Nowej nadziei”. Nazywały się wówczas kryształami Kiber. Ostatecznie George zrezygnował z tego pomysłu, ale gdy Alan Dean Foster zabrał się za pisanie adaptacji „Nowej nadziei” pomysł wciąż jeszcze był żywy. Wówczas jako kryształów w mieczu świetlnym, acz bez podanej nazwy. To również Foster w Spotkaniu na Mimban wprowadził kryształy Kaiburr. To z czasem przerodziło się właśnie w kolejnych dziełach w Kyber, choć oczywiście powiązanie nie musi być aż tak jednoznaczne.
Teraz nie tylko okazały się istotne do budowy mieczy świetlnych, ale odegrały istotną rolę w budowie superlasera Gwiazdy Śmierci.



Doktor Cornelius Evazan i Ponda Baba
Prawdopodobnie jedno z najczytelniejszych nawiązań. Widzimy ich na Jedhzie, gdzie wpadają na Jyn Erso i ostrzegają ją by miała się na baczności. Ciekawe, czy przed wylotem z planety dostali swój dwunasty wyrok?

Dowódcy Złotych i Czerwonych
Do tych ujęć wykorzystano oryginalne klipy z „Nowej nadziei”, najczęściej niewykorzystane. Pisaliśmy o tym tutaj. Dowódca czerwonych Garven Dreis (wcialał się w niego zmarły Drewe Henley) w całości został odtworzony z materiałów archiwalnych. Dowódcy złotych Jon Vander (Angus MacInnes) ma fragment dialogu nagrany na nowo. Dokładniej, gdy mówi o tarczy. Da się to łatwo zauważyć, gdyż te słowa padają, gdy nie widzimy postaci na ekranie. MacInnes faktycznie nagrał je na potrzeby „Łotra 1”.

Eskadra Niebieskich
To kolejny przykład nawiązania do pierwotnej wersji scenariuszy George’a Lucasa. Ta eskadra miała uczestniczyć w zniszczeniu Gwiazdy Śmierci, ale zniknęła wraz ze zmianami scenariusza. Teraz pojawia się na ekranie.
Jako ciekawostkę można dodać, że w książkowej adaptacji Nowej nadziei Eskadra Złotych ostała przemianowana na Czerwoną, a Czerwona na... Niebieską. Dla przykładu Luke stał się Niebieskim 5 a Wedge - Niebieskim 2.
Sama zmiana kolorystyki eskadr w IV Epizodzie wiązała się z tym, że wszystkie sceny kręcono na błękitnym tle co przeszkadzało filmowcom ponieważ X-wingi posiadały niebieskie wstawki na swoim korpusie. To doprowadziło do zmian, tak aby ułatwić życie filmowcom. W scenariuszu, który adaptował Foster, została wersja oryginalna.

Czerwony Pięć
Jak dobrze pamiętamy, taki kryptonim miał Luke Skywalker podczas bitwy o Yavin. W „Łotrze 1” pojawia się wcześniejszy pilot o tym kryptonimie, który ginie w starciu nad Scarif. Niestety niewiele z samego filmu o nim wiadomo. Jego śmierć zwalnia kryptonim Luke’owi i miejsce w eksadrze.

Rebelianckie pilotki
Kobiety zasiadające za sterami myśliwców miały pojawić się już w „Powrocie Jedi” (więcej), niestety pomimo faktu ukończenia zdjęć z nimi, zostały wycięte z ostatecznej wersji filmu (prawdopodobnie pod naciskiem wytwórni). Kobiety jednak wróciły w „Mrocznym widmie”, gdzie jednym z pilotów podczas Bitwy o Naboo jest właśnie kobieta - Bravo 5. W „Łotrze” również możemy oglądać płeć piękną za sterami myśliwców, jedna z nich pilotuje U-winga, który ląduje na Scarif z posiłkami dla Rebeliantów.
Istnieje prawdopodobieństwo, że jest to ukłon twórców, w stronę aktorek, które musiały pożegnać się ze swoim udziałem w finale Oryginalnej Trylogii.

Mundur Krennica
Choć Gareth Edwards twierdzi, że pomysł na biały mundur i czarne zbroje szturmowców miał być inwersją Vadera i jego szturmowców, za strojem Krennica kryje się coś więcej. Po pierwsze wielu fanów będzie widzieć nawiązanie do Wielkiego Admirała Thrawna i jego munduru. Ale warto też przypomnieć mundur admirała Wullfa Yularena z „Nowej nadziei”.

Scarif - nazwa planety
Nazwa planety, na której ukryte były plany Gwiazdy Śmierci powstała przypadkowo. Gary Whitta nadawał nazwy poszczególnym rzeczom, lecz w pewnym momencie choroba uniemożliwiała mu dalszą pracę. Zwrócić się do Garetha Edwards o pomoc, ten zaś stwierdził, że to „wielka rzecz” i potrzebują kawy, po którą poszedł do Starbucka. Tam też siedział i myślał nad nazwą dla planety, która miała pojawić się w finałowym akcie filmu. Wtedy spojrzał na swój kubek i zauważył, że barista pomylił się i zamiast imienia reżysera napisał „Scareth”.
Warto przypomnieć, że takie restauracyjne żarty miały już miejsce w historii sagi. Dotychczas najbardziej znany z nich to Yuuzhan Vong.



RA-7
Trudno mówić o powrocie postaci. Droida tego typu widzieliśmy w piaskoczołgu Jawów w „Nowej nadziei”. W „Łotrze 1” jest w Jedha City.
Zaś podobny do 5D6-RA-7 „czarny” droid jest w bazie na Scariff.

Myszobot
Kolejny bardzo klasyczny droid z sagi. Tym razem widzimy go w bazie na Scarif. Jest niewielki, więc może być ciężko go dostrzec.

Imperialna sonda
Czyli innymi słowy Probe Droid. Widzieliśmy go na Hoth, teraz patroluje Jedha City. Podobnie jak w przypadku innych droidów, musi to być popularny model.

Kurtka Cassiana
Tu znów mamy nawiązanie do „Imperium kontratakuje”. Kurtka luźno bazuje na projekcie kurtki Hana Solo z Hoth.



Braha'tok-class gunship
Określany też czasem jako ROJ BG Ship lub Bill George Ship. To jeden z modeli, które na potrzeby bitwy o Endor zbudował Bill George. Okręt jednak nie podobał się Joe Johnstonowi, więc starano się zminimalizować jego obecność na ekranie. Po prostu był gdzieś w tle. Początkowo miał się pojawić w „Rebeliantach”, ale pracując nad tym modelem poprawiono go i wykorzystano w „Łotrze 1”.

Obi-Wan i jego ukrycie
Choć Ben Kenobi nie pojawia się w „Łotrze 1”, Bail Organa wspomina o nim, jak również sugeruje, że to czas w którym ukrywający Jedi mógłby okazać się pomocny. Dobrze to koresponduje z późniejszym nagraniem do Kenobiego, które znajdowało się w R2-D2. Dobrze wie, że Kenobi jest na Tatooine, bo sam go tam zostawił.

Tarkin i Leia
W tym wypadku trudno mówić o nim jako ciekawostce. To postać. Ciekawostką jest to, w jaki sposób została stworzona i przywrócona do życia (Peter Cushing nie żyje od dość dawna). Podobnie zresztą z młodą Leią, gdzie w obliczu nagłego zgonu Carrie Fisher to odmłodzenie nabiera innego znaczenia. Prawdę mówiąc innego znaczenia nabierają też te wykręty Lei o dyplomatycznej misji na Alderaan. Więcej o cyfrowych postaciach pisaliśmy tutaj.

Powroty Rebeliantów
Jimmy Smits wraca po latach do roli. Właściwie na ekranie pojawia się tylko w kilku scenach, ale to bardzo ciekawy ukłon w stronę prequeli i ciągłości uniwersum.
Analogicznie wygląda sytuacją z Genevieve O’Reilly. Ta została zaangażowana do roli Mon Mothmy w „Zemście Sithów”, ale większość scen z jej udziałem została wycięta z ostatecznej wersji filmu. Pozostała jedynie postacią tła, trudną, acz możliwą do wypatrzenia. Oryginalna Mon Mothma z „Powrotu Jedi”, czyli Caroline Blakiston raczej miałaby problemy by zagrać dużo młodszą wersję samej siebie.
Aktor Alex McCrindle zmarł w 1990, ale jego postać czyli generał Dodonna powraca. Tym razem bez komputera, w tę rolę wcielił się Ian McElhinney.

R2-D2 i C-3PO
Kolejne, krótkie nawiązanie. Droidy pojawiły się zarówno we wszystkich epizodach, jak i kinowym pilocie „Wojen klonów”. „Łotr 1” musiałby być pierwszym filmem bez nich. Nie jest. Widzimy je na chwile w bazie rebelii na Yavinie.



Bor Gullet
Olbrzymia istota z mackami, która ma telepatyczne możliwości. Przypomina to coś? Może Yammoska? Pablo twierdzi, że to tylko zbieżność, bo oba pomysły bazują raczej na klimatach Lovecrafta. Może właśnie dlatego przypomina też trochę wygląd Daleka (z serialu „Doktor Who”) w środku swojej zbroi.

Krzyk Wilhelma
To coś, co występuje we wszystkich filmach z cyklu. Stary, klasyczny dźwięk jest także obecny w „Łotrze 1”. Dokładniej na Eadu, gdy Jyn zrzuca szturmowca po wejściu na platformę.

Nawiązania do serialu „Rebelianci”
Pierwszym nawiązaniem do serialu animowanego „Rebelianci” jest „Duch”, którego można zauważyć na lądowisku w bazie na Yavin 4, a także podczas ataku Sojuszu na Scarif. W bazie możemy także usłyszeć komunikat, w którym Generał Syndulla jest proszona do centrum dowodzenia. Najprawdopodobniej chodzi tutaj o Herę, a nie jak niektórzy mogli myśleć jej ojca - Chama. Niestety w polskiej wersji Generał Syndulla jest “proszony”, co może oznaczać po prostu niewiedzę tłumacza.
Miłośników robota Choppera ucieszy zapewne fakt, że on również pojawia się w filmie - w scenie, w której Rebeliant z centrum łączności biednie do Mon Mothmy poinformować ją o walkach na Scarif.
Takim ciekawym nawiązaniem są też Hammerheady, które oryginalnie pojawiły się w „Rebeliantach” jako nawiązanie do gry Knights of the Old Republic. Więcej o nawiązaniach do „Rebeliantów” pisaliśmy tutaj.

„Szturmuś”, czyli laleczka Jyn i inne zabawki
Podczas poszukiwań Jyn i Lyry Death Trooperzy Krennica odnajdują lalkę, która przypomina szturmowca. Więcej o niej można przeczytać w Przewodniku Ilustrowanym, który jest bardzo dobrym źródłem wielu innych ciekawostek. Znaleźć w nim można cały rozdział poświęcony zabawkom małej Jyn. Wśród nich znajduje się między innymi tooka - kotowate stworzenie znane z seriali animowanych.

Ciekawostki można też znaleźć w artykule o beletryzacji „Łotra 1”.

Ciekawostki zebrali: Lord Sidious, ogór, ShaakTi1138 oraz Hardrada (na forum).

O pracy artystów koncepcyjnych raz jeszcze

9

W londyńskiej księgarni Gosh niedawno pojawili się projektanci kostiumów i artyści koncepcyjni pracujący nad „Łotrem 1”. Była to oczywiście forma promocji książki The Art of Rogue One, niestety nie można było robić zdjęć, ale fani wychwycili kilka bardzo ciekawych informacji.



Saw Gerrera miał początkowo znajdować się na innej planecie. Lodowej, były tam oddziały snowtrooperów, przynajmniej na konceptach. Planowano to kręcić w Islandii, ale też zamierzano ukazać inną dżunglę, coś podobnego do tego co pokazano na pierwszy teaserze.

Ciekawostka. Artyści pracując nad konceptami nie tworzą niczego co miałoby kąt 45 stopni.

Gareth Edwards pracował bardzo blisko artystów koncepcyjnych. Niektórzy z nich pojawili się w filmie jako statyści.

Większość z nich pracowała wcześniej przy „Przebudzeniu Mocy”, a także „Ostatnim Jedi” a teraz głównie pracują przy nowym, niezatytułowanym jeszcze filmie (o Hanie Solo).

Gdy kręcono finałowe ujęcie z Darthem Vaderem artyści piętro wyżej pracowali nad dodatkowymi projektami.

Kostiumolodzy mają bardzo pokaźne archiwa także zawierające mundury wojskowe i inne rzeczy, które pozwalają im odtworzyć uczucie klasycznych „Gwiezdnych Wojen” i prawdziwych projektów.





Filmowcy chcieli początkowo stworzyć CRAB-AT, czyli transportowiec przypominający trochę kraba. Jednak gdy patrzyli na Scarif ostatecznie uznano, że nie chcą by w filmie pojawiało się za wiele nowych projektów, by nie zamęczyć widza. Ostatecznie stanęło więc na AT-ACT, które przypominają klasyczne AT-AT.

Pierścienie Kafrene były inspirowane „Łowcą androidów” Ridleya Scotta.

Nie chcieli tworzyć postaci tła na siłę. Każda z nich miała swój cel, a także swoją historię, niekoniecznie opowiedzianą.



Potwierdzono to nie raz, bardzo wiele materiału zostało nakręconego, a ostatecznie z niego nie skorzystano.

Zawsze też patrzyli na pracę Ralpha McQuarriego, ale także na Joe Johnstona. Twórcy pragnęli zauważyć, że ten drugi jest mocno niedoceniany, a wkład obu artystów był podobny. Obaj tworzyli język „Gwiezdnych Wojen”, do którego dziś ich następcy się odwołują.

Nad Cydatelą na Scarif pracowano przez dwa miesiące. Ostatecznie zdecydowano ją przeprojektować, co trwało dwie godziny.



Nie mieli budżetu na zbudowanie czołgu, a nie chcieli go tworzyć w CGI, więc zaprojektowano i potem zbudowano czołg na podstawie tego, co mieli w magazynie.

W większości pracują w Pinewood. Dla wielu bardzo ciekawym uczuciem jest to, jak potem widzą zabawki na podstawie tego, co stworzyli.

Po skończeniu prac z Garethem Edwardsem, pomalowali wszystkie części, których używali na zielonym ekranie, by je sobie jeszcze raz zwizualizować, zanim odeślą to do ILM.

Większość projektów bardzo się zmieniła podczas prac. Jednym z nielicznych wyjątków jest Baze Malbus, który jest bardzo bliski temu, co pierwotnie zaplanowano.

Wciąż bardzo mocno opierają swoją pracę na modelach. Jest dwóch modelarzy, którzy pracują tylko po to by tworzyć robocze modele na podstawie szkiców. Na podstawie tych modeli są tworzone kolejne szkice i projekty.

Artyści koncepcyjni mają zakaz drukowania czegokolwiek. Z drugiej strony kostiumolodzy mają mnóstwo wydruków porozrzucanych po ich biurach.



Zdjęcia z planu pochodzą z Istagrama Alexa Benetela, który miał okazję zrobić je będąc na planie w Londynie. Więcej zdjęć oczywiście na wspomnianym Istagramie.

Z innych wieści. Za oceanem pojawiła się jeszcze jedna możliwa data wydania BD/DVD. Tym razem jest to 4 kwietnia. Jednocześnie to pierwszy weekend, w którym „Łotr 1” wypadł poza pierwszą dziesiątkę. W USA zarobił niecałe 3 miliony USD. Ma tym samym na koncie już 524 miliony USD i 517 milionów USD poza granicami Stanów Zjednoczonych.

O projektach „Łotra 1” słów kilka

StarWars.Com
11

Doug Chiang to weteran „Gwiezdnych Wojen”. Pracował przy prequelach, Epizodzie VII, ale „Łotr 1” był dla niego czymś zupełnie nowym. Nie tylko dlatego, że awansował teraz na scenografa, wcześniej zajmował się tylko szkicami koncepcyjnymi. Film jest inny, z jednej prostej przyczyny, tym razem pracowali w dużej mierze nad odtwarzaniem dziedzictwa „Nowej nadziei”. Ścierali się z tym, co dodać nowego, co unowocześnić, a co odtworzyć, by nie za bardzo wyróżniać się od Epizodu IV, a jednocześnie zachować ducha całej, złożonej i różnorodnej sagi.



Dzieła Ralpha McQuarriego i Joe Johnstona mocno wpłynęły na Chianga. Właściwie to one sprawiły, że zaczął pracować nad filmami. Praca w Lucasfilmie była spełnieniem jego marzeń, ale gdy Lucas zobaczył jego dzieła przy prequelach, powiedział, że za bardzo kopiuje McQuarriego i Johnstona, powinien stworzyć coś co było wcześniej, co poprzedziło tamte projekty i kompozycje. Analogicznie było z Epizodem VII tam mieliśmy następną epokę, która rozwijała stylistykę. Dlatego „Łotr 1” był tak wyjątkowym dla niego filmem. W końcu mógł rysować Epizod IV tak jak zawsze pragnął. Chiang, podobnie zresztą jak Gareth Edwards, uznaje że projekty „Nowej nadziei” to pewien wyznacznik współczesnego kina. Musieli się z tym zmierzyć.

Oczywiście nie dało się po prostu odtworzyć IV Epizodu. Film Edwardsa od początku miał być inny, bardziej wojenny, cięższy. Taką trochę bardziej dorosłą wersją „Nowej nadziei”. IV Epizod dość mocno był zakorzeniony w II wojnie światowej. Po rozmowach Chiang i Edwards doszli do wniosku, żeby tę estetykę zostawić, koncentrując się na tym, co nastąpiło później, czyli wojnach w Korei i Wietnamie. One były inspiracją dla „Łotra 1” i tego, co projektowano do tego filmu. Choćby U-wing. Edwards powiedział wprost, że to ma być X-wing w wersji helikoptera Huey.



„Gwiezdne Wojny” to jednak nie tylko nowe warianty X-wingów czy TIE Fighterów, to też takie szare, niedookreślone obszary. George to lubił. Z każdym filmem dodawał coś nowego, co wzbogacało różnorodny świat sagi o nową stylistykę, często unikalną. To coś nad czym pracowano także teraz. Choćby prom Krennica. Był zakorzeniony mocno w projektach z Epizodu III, ale jednocześnie poddano go liftingowi, inspirowano się technologią stealth. Dało to pojazdowi pewną interesującą osobowość. To agresywny okręt, coś czego jeszcze nie widzieliśmy, ale jednocześnie mocno gwiezdno-wojenny.



Podobnie było z promem górniczym. Tu punktem wyjścia był prom Vadera oraz „Tydirium” z „Powrotu Jedi”. Zaczęto z tym eksperymentować, z trzech skrzydeł zrobiono cztery. Jeden z projektów przypominał Chiangowi łódź Wikingów. Skojarzenie, które pchnęło projekt dalej. Wciąż pozostał osadzony w oryginalnych pomysłach, ale jest unikalny. Wygląda jakby to był inny model tego samego producenta.

Oczywiście przy pracy nad „Łotrem 1” nie mogło zabraknąć przeglądania archiwów i dawnych prac McQuarriego i Johnstona. Oni stworzyli wiele projektów, wiele z nich jednak nigdy nie zostało użytych w filmach. Ekipa Chianga przeglądała je, szukając czegoś, co się da wykorzystać. Nie wszystko pasowało funkcjonalnie i stylistycznie do opowieści George’a, ale jednocześnie miało potencjał, by wykorzystać to w „Łotrze 1”. Oczywiście po pewnych poprawkach i dostosowaniach.



Jednym z takich starych pomysłów był oczywiście zamek Vadera. Ale nie usiedli do tego od razu bazując na konceptach McQuarriego. Chcieli raczej pokazać dom Vadera, stąd doszli do zamku. Dalej zastanawiali się nad planetą. Mustafar było bardzo istotne dla Vadera, więc lokalizacja miała coś znaczyć, ale to już dodawanie historii. Wpierw zaczęło się od pomysłu, dopiero potem sięgnięto po szkice McQuarriego. Te tylko zarysowywały pewne rzeczy, koncept został zarzucony jednak dość wcześnie. Dało się tam wyróżnić wieżę i właściwie tyle. Chiang i jego artyści bardzo lubili wieże, więc zaczęli eksperymentować z zamkiem Vadera. W pewnym momencie doszli do wniosku, że chcą by były dwie wieże, trochę przypominające widelec. Razem już z Edwardsem poszli nawet dalej. Zamek Vadera i jego wieże są pewnym ciemnym odbiciem świątyni na Jehdzie. Tam wieże są bardzo podobne stylistycznie, ale jasne. To pewna analogia, której nie zauważy się przy pierwszym oglądaniu. Ale może za kolejnym?

Sam pomysł, by wrócić na Mustafar jest właściwie wynikiem prac. W szkicach McQuarriego siedziba Vadera była otoczona rzekami lawy. To też jaskinia z lawą. To coś co bardzo zachwyciło twórców. Tak więc lawa, wieża i antyczne struktury zamku zaczęły tworzyć obraz nowego legowiska Vadera. Wieża miała też jeszcze jeden istotny cel. Mieli tam umieścić zbiornik z bactą w której Lord Sithów miałby się regenerować i pewnie medytować. To wszystko zaczęło się układać w całość projektu. Potrzeby, nowe pomysły, łączenie z poprzednimi filmami i niewykorzystane koncepty.



Podobno wersji U-winga było 781. Choć może to żart. W każdym razie było ich sporo. Gareth chciał, by ten nowy okręt zapadał w pamięć tak jak X-wingi czy „Sokół Millennium”. Z drugiej strony musieli wyjść z punktu widzenia opowieści, do czego nowy pojazd miał być wykorzystywany. Nałożenie tych dwóch rzeczy zaowocowało wieloma różnymi wersjami samego tylko ustawienia skrzydeł. Gdy już doszli do ustawienia U trzeba było dopracować silniki oraz resztę okrętu. Każda zmiana wymagała dostosowania skrzydeł, głównego korpusu czy silników. Gareth chciał dostać coś idealnego. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z wersji ostatecznej. Dla Chianga był to bez wątpienia jeden z najtrudniejszych elementów do zaprojektowania, bo wysoko postawili sobie poprzeczkę.



Projekt admirała Raddusa był w dużej mierze dziełem zespołu Neala Scanlana. Chiang i reszta raczej tylko naszkicowali całość. Gareth znów chciał mieć klasyczne rasy, ale ponieważ galaktyka jest szeroka wprowadzono albinotycznych Mon Calamari i nie tylko. Jednak kwestia osobowości czy nawiązywania do Winstona Churchilla to już coś co dodał Neal Scanlan i jego zespół. Oni odpowiadali za to by projekt nabrał realnych kształtów.



TIE Szturmowy (Striker) miał być wariacją myśliwców TIE dedykowaną dla Scarif. Ponownie kluczem okazały się śmigłowce Huey. To miała być ich imperialna wersja. Zastanawiano się, co zrobić ze skrzydłami. Gdy je przeniesiono na górę, tak by z daleka trochę przypominały śmigła helikoptera, zaczęto rozbudowywać ten koncept. Tak powstał atmosferyczny myśliwiec, który miał bronić Scarif.



TIE Striker to też jeden z przykładów, gdzie mogli trochę odejść od klasycznych projektów sagi. Stworzyć coś nowego. Zaczęli od wizji, potem zaczęto pracować nad względami technicznymi by wyglądało to realnie i narracyjnymi, by pasowało do opowieści. Inny przykład to Desantowi, czyli szturmowcy obrony wybrzeża (shoretroopers). Twórcy wyszli z założenia, że skoro na Endorze istnieli specjalni szturmowcy, to czemu miałoby nie być takich oddziałów na Scarif. Połączyli więc hełmy z Endoru, z klasycznymi oraz z tymi, które nosiły klony. Odpowiadał za to Glyn Dillon. On też wybrał kolor, bazujący znów na Messerschmittach z II wojny światowej.

Szturmowcy w ogóle byli dość ważnym tematem nad którym pracowano. Początkowo Edwards chciał, by byli bardziej przerażający. Tak by nawet zwykła osoba ubrana w ich mundur sprawiała wrażenia futbolisty czy atlety. Wyszli od pierwszych projektów Ralpha McQuarriego. Zastanawiano się nad tym, czy powinny to być roboty czy ludzie i jak utrzymać eleganckie proporcje. Ostatecznie jednak zarzucono tamte zmiany. Wrócono do „Nowej nadziei”. Zastosowano raczej inwersję. IV Epizod zaczyna się od czarnej postaci wkraczającej na ekran w towarzystwie białych szturmowców. Krennic w białym stroju, czarni szturmowcy śmierci. To było celowe. Ale tych inwersji było więcej. IV Epizod to opowieść chłopaka z farmy, który chce zostać wojownikiem. „Łotr 1” to kogoś kto walczył a marzy tylko by wrócić do domu. W pewnym momencie odwracanie „Nowej nadziei” stało się dość częstym motywem w projektowaniu „Łotra 1”.

Dla Chianga „Łotr 1” to nie tylko film, który chciał stworzyć od 15 roku życia. To także coś co chciał zobaczyć na wielkim ekranie. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że niektóre z projektów można było zrobić inaczej.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.