Spis newsów (szkice konepcyjne)

O projektowaniu postaci do „Hana Solo”

oficjalna
8

Aby stworzyć cokolwiek w „Gwiezdnych Wojnach”, niezależnie jak bardzo jest to skomplikowane wszystko zaczyna się od jednego prostego procesu. Człowiek zaczyna rysować. W poprzednim artykule Brian Herring zdradzał nam sekrety tworzenia stworów i różnych technik związanych z powołaniem ich do życia. Teraz Jake Lunt Davies zdradza sekrety swojej pracy. (Wszystkie koncepty zrobił Jake Lunt Davies, wyjątki są oznaczone).

Lady Proxima



Jake Lunt Davies jest częścią zespołu odpowiedzialnego za koncepty i efekty stworów. Oprócz niego w skład tego zespołu wchodzi Ivan Manzella, Martin Rezard i Luke Fisher. Zaczynają razem od podstawowych pomysłów na projekt, zbierają je, projektują a potem zaczynają rzeźbić i fabrykować.

Początkowe spotkania o gnieździe Białych Robaków sugerowały, że Lady Proxima będzie matriarchą gangu ulicznego. Miała nie tolerować światła dziennego, wyglądać jak robak i być może mieć pod wodą jakieś macki. Próbowali rozważać pomysły, by macki łączyły się z jej podwładnymi, może w taki sposób by był to organizm symbiotyczny. Zastanawiali się też na ile we niej powinno być węża, a na ile robaka. Czy będzie mieć łuski, albo kończyny. Miała też dominować nad Hanem, oraz mieć gdzie się zanurzyć w wodzie.

Finalny projekt Proximy zrobił Ivan Manzella, zaś Davies odpowiadał za jej kostium. Te prace zaczęto dopiero po tym jak już mieli kukiełkę i eksperymentowali z różnymi strojami. Jednym z pomysłów było to, by ubrać ją w długą szatę, a potem miała w niej zanurkować w wodzie. Zrobili więc eksperyment, ale to nie zadziałało. Ten strój przylegał, ale nie o to im chodziło. Zostało więc udekorować ją czymś, co jest mocno przymocowane do ciała. Ona jest jak Fagin z „Olivera Twista”. Wysyła dzieci by kradły, a najlepsze kąski zabiera dla siebie. Jej kostium jest połączeniem różnych bibelotów, drobnych metalowych ozdobników, a także zwisających abażurów, co ma pomóc zasugerować jej skalę.



Gra w Sabaka i uczestnicy



Uraczono nas pokazem filmu „McCabe i pani Miller”. Wszystko tam było słabo oświetlone i to był nasz punkt wyjścia. W trakcie prac pojawił się także Caravaggio. Przez długi czas siedzieliśmy i nawiązywaliśmy do Caravaggio i Caravaggisti – flamandzkich artystów, którzy tworzyli pod wpływem Caravaggio, którzy malowali sceny hazardzistów i osób grających w karty, ludzi siedzących dookoła stołu i wiele podobnych póz. Z praktycznym źródłem światła, które wykorzystał Bradford Young, to co widzicie w ostatecznym filmie jest bardzo stylizowane na Caravaggio – mówi Herring.

Herring wspomina również, że w pewnym momencie prac, gdy już rozpoczęto tworzenie stworów, usiedli sobie przy tym wielkim stole. Światło było słabe a wszystko wyglądało niesamowicie. Mówił też, że w tej scenie jest bardzo wiele stworów, które są kojarzone z „Gwiezdnymi Wojnami”, ale to bardzo różne projekty. Oni zaś starali się sprawić, by razem pasowały do siebie. To są różne kształty, z różnych elementów galaktyki, więc mamy tu do czynienia z przeróżnymi projektami kostiumów czy detali. Wszystko musi ze sobą współgrać. Dwa stwory, tego wielkiego z jednym okiem, oraz tego małego czerwonego z dwiema głowami siedzącego obok Lando zaprojektował Ivan Manzella. Tu zrobili sobie małe ćwiczenie. Skoro „Nowa nadzieja” była robiona w 1976, a „Han Solo” dzieje się dziesięć lat wcześniej, to znaczy, że projektowo musieli się przenieść gdzieś do 1965. Co wtedy by inspirowało filmowców? Lata 50., a dokładniej pulpowe kino sci-fi z tamtego okresu. Starali się więc to odtworzyć, by w tych stworach dało się odczuć ten okres.

Postać dilera rozdającego karty bardzo podobała się twórcom stworów. Ten koncept początkowo był jednym z wariantów Efnys Nest, ale wybrali inny. Chcieli go zachować i znaleźli miejsce. Bardzo podobał się im kapelusz i cygaro trochę przypominające westernowego Clinta Eastwooda.

Tu przy okazji twórcy zastanawiają się nad seksualnością i płcią obcych. Podświadomie widząc kosmitę, który nie ma w sposób widoczny kobiecych cech, jak zakrzywienia, seksowność czy kostium, zakładamy, że to mężczyzna. Ale co w przypadku, gdy te atrybuty byłby inne dla innych ras? Zupełnie niezauważalne, albo obce dla nas? Tak było w przypadku tej wielkookiej kosmitki.

Początkowo była jeszcze jednym ważnym kosmitom w tle. Jakimś szefem przestępców, czy czymś takim, możliwe, że nawet Drydenem Vosem w pewnym momencie. Ostatecznie skończyła przy stoliku do sabaka. Oryginalny koncept był trochę inny, bardziej techniczny i nowoczesny, ze złotymi zdobieniami i czymś, co przypominało zdobienia głów Indian. Znów trochę taki subtelny western.

Inni autorzy konceptów: Wielkooki - Ivan Manzella, diler - Adam Brockbank.



Maul



Praca nad Maulem była o tyle ciekawa, że wszyscy, chcieli nad nim pracować od momentu, kiedy się dowiedzieli, że pojawi się w filmie. Z drugiej strony jednak zespół osób znających tę tajemnicę był bardzo ograniczony. A ich zadanie polegało też na tym, by ukryć fakt przed innymi pracownikami, że w ogóle będzie jakaś tajemnica. Więc koncepty Maula były bardzo mocno strzeżone. Do tego stopnia, że jak pracowano nad nimi, obok zawsze znajdował się inny rysunek, którym zakrywano Maula, gdy tylko ktoś wchodził do pokoju.

Praca nad Maulem była o tyle fajna, że dodatkowo wracał Ray Park. Twórcy mieli więc możliwość zmierzenia się z kilkoma pomysłami. Przede wszystkim zmieniły się techniki charakteryzacji od „Mrocznego widma”, ale również na Maulu czas i wydarzenia musiały odbić swoje piętno. Pojawiły się pytania, czy urosły mu rogi, a może je ściął? Czy zmieniły się tatuaże? Dorobił nowe, a może wyblakły jak te marynarskie? A może dodać mu jakieś blizny i tak dalej.

Z nogami też musieli zrobić małe poszukiwania, zwłaszcza, że Maul miał kilka różnych par, odkąd stracił dolną połowę ciała. Pojawił się w „Wojnach klonów” z pajęczymi nogami, potem miał bardziej przypominające kurczaka, w końcu w miarę normalne. To znaczyło tyle, że wygląd nóg nie jest kanoniczny, mogły się zmieniać z czasem, więc pojawiło się kilka różnych konceptów. Jedne wyższe, inne niższe.

Charakteryzacja w „Mrocznym widmie” polegała na tym, że Maula malowano, a potem doklejano mu rogi. W „Hanie Solo” postawiono na prostetykę, którą zastosowano do całej głowy. Maskę przygotowali Colin Jackman, Martin Rezard i Waldo Masnon. Kolory dobierano w Photoshopie.

Bawili się też starymi konceptami Iana McCaiga, zwłaszcza tego, gdzie Maul jeszcze miał włosy. Starali się połączyć te koncepty (jeszcze bez rogów) z tym, co ustalono później.



Jeźdźcy Chmur



Gang Jeźdźców Chmur pojawił się w pewnym momencie prac nad scenariuszem. Początkowo były to stwory i obcy zebrane w coś w stylu gangu motocyklowego lub powietrznych piratów. Wraz z rozwojem scenariusza zmieniały się też rasy i obcy, stały się reprezentantami światów źle potraktowanych przez Imperium. Przygotowano paletę obcych, a Ron Howard wybierał ich do filmu. Jednym z nich był Rodianin, którego zaproponował Howard chcąc mieć jeszcze więcej różnych obcych. Departamentowi stworów zależało na tym, by ten nie był tylko kopią Greedo, tak by widz mógł się zastanawiać, czy to na pewno ta sama rasa. Zaś tworząc stroje bazowano zarówno na gangach motocyklowych z lat 50, 60. i 70, ale skrzyżowano to także z rdzennymi kulturami Ameryki. Zwłaszcza z piórami w głowach. W pewnym momencie bowiem nie zakładano, że obcy będą nosić maski. Potem dopiero to zmieniono, chcąc pokazać na koniec, gdy je zdejmą, że to są dobrzy goście.



Auromae Iselo



Okazuje się, że departament tworzenia stworów wykorzystuje również dzieci do pracy. Brzmi poważnie, ale Brian Herring nie tylkosię z tego śmieje, a wręcz jest bardzo dumny. Pomogła mu jego jedenastoletnia córka Eloïse. Przychodzi do niego i mówi, że narysowała mu jakiś obcych i prosi, by zrobił je prawdziwymi. Narysował lepiej i użył w filmach. To są bardzo proste rysunki, ale niektóre z nich są całkiem interesujące. Od czasu pracy przy „Przebudzeniu Mocy” Herring przynosi czasem jej rysunki, przerysowuje je w swoim stylu i umieszcza w prezentacji dla reżysera. Potem J.J. Abrams lub każdy kolejny reżyser patrzy na te rysunki na ścianie i coś się z nimi dzieje. Brian zaś opowiada córce, że dalej są rozpatrywane, albo, że niestety nic z tego nie będzie.

Tak było w przypadku Aumorae Iselo, którego Rian Johnson wybrał do „Ostatniego Jedi”. Ale ostatecznie nie znalazł się w filmie. Miał być gdzieś w kasynie. Koncept jednak się podobał, więc przy „Hanie Solo” Brian zrobił z niego łowcę nagród. I okazało się, że projekt inspirowany przez Eloïse został wybrany! Stworzono rzeźbę, a dziewczynka była bardzo podekscytowana. Poszło dalej, trafił do produkcji. Zagrał go Derek Arnold, który w „Łotrze 1” grał Pao. Brian zabrał swoją pociechę na zdjęcia testowe. Obcego widać go w filmie dwa razy, po raz pierwszy w dużym ujęciu portu kosmicznego, a potem gdy zdejmuje maskę. To jej wystarczyło i była bardzo zadowolona. A żeby było jeszcze ciekawiej, Brian pochwalił się tym Pablo Hidalgo i zapytał, czy jest szansa by nazwać go jakoś po Eloïse. Jej pełne imię to Eloïse Aurora Mae, więc w ten sposób powstał Auromae Iselo. Łatwo się domyśleć, że dziewczynka była przeszczęśliwa.

Pierwszy szkic to oczywiście dzieło Eloïse.

Podpity Han Solo?

16

Christian Alzmann, artysta koncepcyjny pracujący nad „Gwiezdnymi Wojnami” od jakiegoś czasu umieszcza stare koncepty z krótkim komentarzem. Większość z nich przechodzi bez echa przez jego Instagram. Niektóre, jak Luke Skywalker dodają kontekstu do toczących się dyskusji. Dziś mamy bardzo podobny przykład. Gdy pojawiały się plotki o możliwym udziale Hana Solo w Epizodzie IX (nie sprecyzowano formy, raczej wskazywano na kwestie nostalgiczne), Alzmann umieścił krótkiego posta, w którym prezentuje jak mogło alternatywnie wyglądać wprowadzenie Hana Solo w „Przebudzeniu Mocy”. Widzimy tu jak Harrison Ford przepił wszystkich w kantynie.

Luke zgodny z pomysłem Lucasa oraz uwagi ze scenariusza

37

Minął już rok od premiery „Ostatniego Jedi”. Na stronie Amerykańskiej Akademii Filmowej można znaleźć pełny scenariusz, na podstawie którego kręcono VIII Epizod. Da się go przeczytać tutaj. Rian Johnson starał się zawrzeć dużo komentarzy w didaskaliach. Kilka ciekawych rzeczy poniżej:

  • Rey oniemiała, gdy Luke wyrzucił miecz świetlny.
  • Gdy Huxowi Snoke pojawia się na mostku, reakcja Huxa to coś w stylu „o cholera”.
  • Kylo Ren jest zszokowany tym, że Snoke uważa iż jego maska jest śmieszna.
  • Książki w drzewie na Ahch-To wzywają Rey. Gdy ona się zbliża do nich, dziwnie się czuje.
  • W scenie w której Kylo miał zestrzelić Leię, miał być wściekły. Złość miała mu buzować w głowie, ale kciuk odmówił mu posłuszeństwa. To jeszcze bardziej wyprowadza go z równowagi i frustruje.
  • Leia w próżni powoli traci nadzieję, dostrzega jednak myśliwiec syna i używa Mocy, bo ma nadzieję, go uratować.
  • Kylo Ren nie widzi w wizjach Luke’a, ale po reakcji Rey wie, że on gdzieś tam jest.
  • Ben wiedział, co Luke wyczytał w jego umyśla i znał jego zamiary.
  • Tłumaczenie ryków Chewiego, zwłaszcza w stosunku do Rey jest bardzo w stylu sposobu w jaki mówił Han Solo. Czyli np. „Jesteś pewna tego, dzieciaku?”, gdy Rey ładuje się do kapsuły.
  • Kylo uśmiecha się, gdy zobaczył Rey w kapsule (w scenariuszu określonej jako truma).
  • Wspólne wizje Kylo Ren i Rey odbierają inaczej, ale w wielu miejscach Ren jest tu zaskakująco szczery. Gdy wychodzi, że to Snoke za tym stał Ren jest zaskoczony, a Rey przerażona.
  • Rey uwierzyła Renowi, gdy mówił o jej rodzicach – złomiarzach. Wygląda na to, że on też w to wierzył.
  • Leia na Crait wie, że Luke jest tylko projekcją.
  • Kiedy Kylo każe strzelać w Luke’a jest jakby opętany i ma łzy w oczach. Jednocześnie jest przerażony, gdy musi się z nim zmierzyć.
  • Kiedy Finn spotyka Rey, wie, że to nie jest już ta sama dziewczyna, którą kiedyś poznał. Z drugiej strony, gdy Finn przykrywa Rose kocem to Rey też patrzy na to trochę dziwnie.
  • Luke łączy się z Mocą, odegrał swą rolę w historii.
  • Kylo Ren i Rey są określeni pod koniec scenariusza jako skomplikowani wrogowie.


Więcej w scenariuszu. Zobaczymy ile z tego poprawi, a ile zostawi J.J. Abrams w Epizodzie IX.

Swoją drogą Jason Fry, autor adaptacji VIII Epizodu przyznał, że jego zdaniem relacja między Kylo Renem a Rey jest skomplikowana i to coś więcej niż tylko romans.

Ostatnio pisaliśmy, że Rian twierdzi, iż Luke w VIII Epizodzie jest zgodny z tym z klasycznej trylogii. Christian Alzmann jeden z artystów koncepcyjnych pracujących nad trylogią sequeli ujął to trochę inaczej. Luke Skywalker w „Ostatnim Jedi” jest przede wszystkim zgodny z pomysłem jaki na niego miał Lucas i jaki od początku był na tę postać w trylogii sequeli. W styczniu 2013, czyli mniej więcej w czasie, gdy J.J. Abrams zostawał reżyserem, Alzmann narysował jeden z pierwszych szkiców do „Przebudzenia Mocy”. Był to Luke Skywalker, którego George Lucas określił mianem pułkownika Kurtza (z „Czasu Apokalipsy”), ukrywającego się gdzieś w jaskini. Tego potem trzymał się Abrams i dalej Johnson.



Na koniec jeszcze jedna informacja. Ogłoszono nominacje do nagród Grammy. W kategorii najlepszy soundtrack nominowano „Ostatniego Jedi” i Johna Williamsa. Rozdanie nagród odbędzie się 10 lutego.

O trasie na Kessel

oficjalna
9

Dziś drugi artykuł z oficjalnej, w którym James Clyne zdradza nam kulisy powstawania „Hana Solo”.



Trasa na Kessel


Obok „Sokoła Millennium” jednym z trudniejszych wyzwań z jakimi musiała się mierzyć ekipa Jamesa Clyne’a, była trasa na Kessel (lub z Kessel jak to wynika z filmu). To właśnie ona uczyniła z „Sokoła” legendę, teraz po raz pierwszy miała zostać pokazana w kinie.

Musiała być wyjątkowa, trudna, pełna niebezpiecznych zaułków, w których można się zgubić, potworów czy ostatecznie studni grawitacyjnej. Inspiracje do tego były różne od nauki, przez warunki pogodowe, aż po „Indianę Jonesa”.



Clyne i jego ekipa ustalili na początku jedną rzecz. Z jednej strony był „Sokół” Landa, z drugiej znany nam już „Sokół” Hana Solo. Pytanie, co było po środku, co spowodowało tę zmianę. Według scenariusza w okolicach Kessel miały się znajdować przedziwne węglowe góry oraz trudności jak choćby imperialna blokada. Musieli zaprojektować każdy panel z osobna, ukazywać trudności i zmiany wyglądu okrętu, oraz zrozumieć, co z tym wszystkim się działo.

Ustalili, że wygląd „Sokoła” będzie inny niż znamy go z „Nowej nadziei”. Po trasie na Kessel Chewie miał bardzo dużo roboty naprawiając go w wolnym czasie. A że robił to po swojemu, Luke jak to zobaczył efekt mógł tylko powiedzieć – co za złom.

Jedną z trudności miała być atmosfera. Twórcy wzięli to z Ziemi. Obecnie nie raz pilotujący mają duże trudności ze względu na mgły, turbulencje czy słabą widoczność. Mocny deszcz utrudnia też życie kierowcom. Stąd powstał pomysł, by wokół Kessel była strefa z bardzo złą pogodą, jeśli można to w ogóle tak nazwać.



Dodatkowo w scenariuszu były węglowe góry, bryły lewitujące gdzieś w przestrzeni i zderzające się ze sobą. Trochę jak asteroidy. Część z nich pokryto lodem, tak by były to również latające góry lodowe.

Ekipa Clyne’a studiowała zdjęcia z huraganów i tornad wewnątrz cyklonów, tak by wpleść to w film. Może to nie jest do końca naukowe wykorzystanie nauki, ale zawsze coś się przemyci.

Ośmiornica


Podobnie jak z gigantyczną, kosmiczną ośmiornicą, której pierwotnie nie było w scenariuszu. Nazwali ją Space-o-pus. Pomysł padł podczas narady. „Sokół” miał napotkać gigantyczną meduzę, Ron Howard zaś zobaczył pierwsze rysunki i bardzo mu się to spodobało. Jednym z wczesnych pomysłów było też gigantyczne oko, które nagle widać przed „Sokołem”. Potem zaczęto dodawać resztę. Ale też musieli wymyślić co z tą ośmiornicą zrobić. Tu pojawił się pomysł, by wpadła do studni grawitacyjnej, ale co dalej? Jak powinna być zniszczona? Czy się rozpłynie jak woda? James uznał, że może by nawiązać do „Poszukiwaczy zaginionej Arki” i obedrzeć ją ze skóry i pokazać czaszkę. Wpierw uznano, że to odrażające, ale Ron stwierdził, że można się przyjrzeć temu pomysłowi. Ostatecznie zdecydowano, że nie będzie tu krwi, bardziej na zasadzie zabawy.



Musieli jeszcze kwestię czaszki i studni grawitacyjnej zgrać z „Sokołem”, tak by z jednej strony było tam zagrożenie, z drugiej, by okręt mógł spokojnie się stamtąd wyrwać. To moment, w którym naukę zaczęli wykorzystywać zdecydowanie bardziej poważnie. Zadawali sobie pytania, jak powinna tam działać grawitacja, jaką powinna mieć siłę? Oraz jak ta ośmiornica próbuje się stamtąd wyrwać. Czy jej macki są wciągane najpierw, czy będzie próbowała nimi uciekać? Dyskusji bez końca.

Bardzo istotny był też kolor. Pomysł by taki, by paleta kolorystyczna filmu ukazywała uczucia Hana Solo. Zaczynamy film od odcieni szarości i raczej jednorodnej palety. Kessel już jest żółte, ale studnia grawitacyjna czerwona.



Clyne zaznacza również, że w całej tej trasie na Kessel bardzo istotne były postaci. To one nadawały serce tej sceny.

Jake Lunt Davies o pracy nad konceptami do „Ostatniego Jedi”

14

Jake Lunt Davies jeden z artystów koncepcyjnych pracujących nad „Ostatnim Jedi” wspomina między innymi proces tworzenia porgów.



Wszystko zaczęło się od spotkania czterech artystów w pracy. Przyszedł Rian Johnson i wprowadził ich w temat. Miał wrócić na Skellig Michael, gdzie kręcono Ahch-To. Problemem dla wszystkich było to, że jest to rezerwat ptactwa, z mnóstwem maskonurów. Nie da się ich wywieźć na czas zdjęć, czy w ogóle usunąć. W teorii można zrobić to cyfrowo, ale to drogi i długotrwały proces. Musieli się z nimi jakoś uporać. Pojawił się pomysł, by stworzyć specjalną rasę lokalnych zwierząt, które „zakryłyby” porgi. Początkowo byli to maskonuroludzie. Zresztą tak wcześniej określano także Opiekunki.

To coś musiało mieć wielkość i kolory maskonura. Zaczęto je rysować. Różne pomysły, jedne były miłe, inne wręcz paskudne. Jake bazował nie tylko na maskonurach, ale wielu innych wodnych stworzeniach, bobrach, fokach no i oczywiście wielu ptakach. Jake Lunt Davies stworzył cztery czy pięć stron różnych szkicy, późniejsze porgi musiały się pojawić dość wcześnie. Porg to skrzyżowanie maskonura z mopsem i foką. Dlatego jest taki śmieszny i smutny jednocześnie. W końcu mopsy na pierwszy rzut oka właśnie nie wyglądają słodko, ale niektóre z nich są naprawdę słodkie.

W „Gwiezdnych Wojnach” dość często dominuje prosty design. Porgi są w takim trochę jajowatym, owalnym kształcie. Wybrał go Rian Jonhson. Kolory pojawiły się dużo później, mieli prawie 50 różnych wersji. Z tym było sporo pracy. Wpierw przedstawiono Johnsonowi kilka propozycji, on poodrzucał te, które mu się nie podobały, wtedy rozwijano pozostałe. Proces się powtarzał. W końcu doszli do dwóch-trzech kolorów, które miały być dominujące. No ale okazało się, że Rianowi podobało się aż 10 propozycji. Nie mogli się zdecydować. Skończyło się na tym, że Henrik Svensson przygotował 10 odlanych trójwymiarowych modeli porgów, pomalował je, a Johnson wybrał z nich trzy finalne.



To właśnie Opiekunki były pierwszymi maskonuroludźmi. Taki był pierwszy przykaz na spotkaniu, potem doszły kolejne. Że mają one być trochę jak zakonnice, ale niekoniecznie religijne. Chodziło bardziej o społeczność kobiet, która coś robi na wyspie. Jake zaczął jednak od wariacji na temat fok, morsów i waleni. Rian patrzył na te rysunki i nic mu się w całości nie podobało. Na przykład, gdy lubił ptasie nogi, to reszta zupełnie mu nie pasowała. Zaczęli więc je składać z różnych elementów, które już stworzyli. W ten sposób udało się w końcu ustalić Opiekunki. Niektórym kojarzą się one z żółwiami, ale Jake twierdzi, że nie bazowali w tym wypadku na takim modelu, wręcz unikali go. Są zdecydowanie bardziej trójkątokształtne, znów chodziło o prosty kształt a nie o odwzorowanie kolejnego zwierzęcia.

Bardzo ważny był też model głowy Opiekunki. Stworzył go Jake z Martinem Rezardem. Zmienił on trochę wygląd tych stworzeń, głowa jest bardziej skierowana w dół. Zmniejszono też choćby nos. Wiele rzeczy wyszło przy tworzeniu modelu.

Warto też dodać, że rola rzeźbiarza jest bardzo istotna, zwłaszcza gdy stwory, które szykują mają być praktyczne, a nie cyfrowe. Początkowo w projekcie nie ma różnicy, ale potem sposób wykonania takiego stworzenia jest bardzo istotny w dalszym rozwoju.

Jake nie pracował nad samcami, te miały być bardziej ruchliwe, więc do tego potrzeba kogoś, kto lepiej orientuje się na anatomii.

BB-9E, czyli zły droid Najwyższego Porządku to wspólne dzieło Jake’a i Luke’a Fishera (stworzył K-2S0). Do tego, że droid powinien być czarny doszli niezależnie. Ale to Jake uczynił go bardziej błyszczącym i połyskującym, co przetrwało do finalnej wersji. Wersja Luke’a bardziej przypominała produkty Apple’a i Maca. Obaj uznali, że główka BB-8 jest zbyt słodka, więc musieli ją zastąpić czymś innym. Ostatecznie skończyło się na tym, że Rian znów doprowadził do zmontowania dwóch wersji, główki którą stworzył Fisher i ciała, które zaprojektował Jake zawierającego kratki. Musieli jeszcze popracować nad spójną wersją, w dodatku taką, którą dałoby się zbudować. Inspiracją do BB-9E były samochody z lat 30. Chrysler Airflow i Peugeot 202, choć trochę też były pomysły z więzienną kratą czy maską do kendo.



Z rzeczy, które powstały do „Ostatniego Jedi” Jake jest szczególnie dumny z jednej. Ostatecznie w filmie nie wykorzystanej, ale pojawiła się na zdjęciach Annie Leibovitz. To wysoki obcy o twarzy trochę przypominającej psa. Ma jakieś 240 cm, podczas gdy człowiek, który w niego się wciela jakieś 180. Zrobili to za pomocą prostetycznych nóg. Jake’owi bardzo się podoba takie odkształcanie ludzkiego ciała i ma nadzieję, że jeszcze nad podobnymi konceptami dane mu będzie pracować.

Zwiastun koncepcyjny „The Star Wars”

polygon.com
10

Niektórzy fani mogą pamiętać mini-serię komiksową „The Star Wars”, która w latach 2013-2014 pojawiła się na rynku amerykańskim w nakładzie wydawnictwa Dark Horse Comics. Historia przedstawiona na kartach komiksu, ukazywała losy bohaterów pierwszego szkicu scenariuszowego do filmu „Nowa nadzieja”, który jeszcze wtedy nosił pełny tytuł „The Star Wars”. Dodatkowo design postaci i świata przedstawionego opierał się na pierwszych szkicach koncepcyjnych Ralpha McQuarrie'ego, jednego z ojców Oryginalnej trylogii. Taka wariacja okazała się na tyle inspirująca, że fani ze szkoły Digital Animation and Visual Effects w Orlando na Florydzie stworzyli zwiastun koncepcyjny filmu „The Star Wars”, ożywiając szkice McQuarrie'ego.

The Star Wars: Concept Trailer from The DAVE School on Vimeo.

„Ostatni Jedi” buszuje w księgarniach

Internety
8

Wczoraj miała miejsce światowa premiera epizodu VIII „Ostatni Jedi”, filmu na który fani czekali dwa lata. Nie jest to jednak jedyna w nowość w tym tygodniu, bowiem w księgarniach ukazały się również nowe publikacje wspierające promocję epizodu.
W nakładzie wydawnictwa Dorling Kindersley ukazały się cztery pozycje: „Heroes of the Galaxy” (miękka/twarda, 48 stron, 3,99 USD/14,99 USD) Rutha Amosa z serii DK Readers, publikacje z naklejkami „The Last Jedi: Ultimate Sticker Collection” (miękka, 72 strony, 12,99 USD), album z cyklu Niesamowite przekrojeThe Last Jedi: Incredible Cross-Sections” (twarda, 48 stron, 22,99 USD) autorstwa Jasona Fry'a i ilustracjami Kempa Remillarda oraz słownik obrazkowy „The Last Jedi: Visual Dictionary” (twarda, 80 stron, 22,99 USD) autorstwa Pablo Hidalgo.
Spółka Disney-Lucasfilm też dorzuciła kilka pozycji od siebie, takie jak: książeczkę dla dzieci „Chewie and the Porgs” (twarda, 48 stron, 17,99 USD) autorstwa Kevina Shinicka i ilustracjami Fiony Hsieh, powieść młodzieżową „Cobalt Squadron” (twarda, 256 stron, 16,99 USD) autorstwa Elizabeth Wein, która będzie o pilotach i technikach eskadry bombowców (tutaj fragment do przeczytania), okładkę stworzył Phil Noto; książeczki „Rose and Finn’s Mission” (miękka, 24 strony, 5,99 USD) i z cyklu World of ReadingRey’s Journey” (miękka, 32 strony, 4,99 USD) obie autorstwa Elli Patrick i ilustracjami Briana Rooda; oraz zbiór opowiadań do poduszki dla dzieci „5-Minute Star Wars Stories Strikes Back” (twarda, 192 strony, 12,99 USD) z ilustracjami od Pilot Studio.
Egmont Books wydało publikacje aktywizujące: „The Last Jedi: Activity Book with Stickers” (miękka, 32 strony, 5,99 GBP) i „The Last Jedi Book and Model – Make Your Own TIE Silencer” (miękka, 32 strony, 8,99 GBP) autorstwa Neala Manninga i Roba Balla (twarda, 50 stron, 8,99 GBP).
Każdy film to też okazja na wydanie albumu ze szkicami, „The Art of Star Wars: The Last Jedi” (twarda, 256 stron, 40,00 USD) został opracowany przez Phila Szostaka z przedmową Riana Johnsona w nakładzie Abrams Books.
W nakładzie Studio Fun ukazał się pamiętnik in-universe „Bomber Command” (twarda, 96 stron, 11,99 USD) opracowany przez Jasona Fry'a, który jest zapisem relacji członków eskadry bombowców. Ukazały się też dwie pozycje interaktywne od wydawcy Phoenix International Publications „The Last Jedi: Little Sound Book” (tekturowa, 12 stron, 12,99 USD) i z cyklu Look and FindThe Last Jedi: Look and Find” (twarda, 24 strony, 9,99 USD).



W Polsce również możemy się spodziewać kilku książek z tego zestawienia, a ich premiera nastąpi już niedługo.

Koncepty z Hantologii

37

Na początek zaczynamy od Woody’ego Harrelsona. Otóż aktor wrzucił na swojego Istagrama zdjęcie z Londynu, na którym jest także Alden Ehrenreich oraz Jennifer Lawrence. Aktorka, z tego co wiemy, nie pojawia się w filmie, ale kto wie, może też ostatecznie zostanie jakimś szturmowcem w tle? Sam Harrelson mówi natomiast, że poziom sekretności na planie jest bardzo wysoki, większy niż gdziekolwiek wcześniej. Jednocześnie jest bardzo zadowolony z tego, że gra w tym filmie. Może jedynie powiedzieć, że jego postać jest dobra... to mentor Hana Solo i kryminalista, ale z dobrym sercem.



Dużo więcej ciekawych przecieków pojawiło się na ebayu. Ktoś, kto twierdzi, iż pracował nad filmem roboczo nazwanym „The Red Cup” umieścił tam szkice pojazdów. Czy prawdziwe, tego nie wiemy. W każdym razie wyglądają podobnie do tego, co widzieliśmy na zdjęciu z Fuerty. Wiele wskazuje, że tam zobaczyliśmy Elmys Nest.

Chiang o projektowaniu baz imperialnych w „Łotrze 1”

oficjalna
6

Doug Chiang przy okazji premiery „Łotra 1” na DVD/BD w USA udzielił oficjalnej krótkiego wywiadu o inspiracjach i pomysłach wykorzystanych i rozwijanych przy okazji filmu Garetha Edwardsa. Tym razem w całości mówił o bazach imperialnych



Jedną z ciekawszych eksploracji twórczych jego zdaniem była baza na Eadu. Początkowo zastanawiali się jak mogłaby wyglądać baza imperialna na różnych, bardzo odmiennych planetach. Pomysł był taki, by Imperium zajęło lokację i ustanowiło tu swoją architekturę nie patrząc na względy wizualne, czy krajobraz. To miało być takie małe zamknięte miasteczko. Z czasem jednak okazało się, że baza na Eadu miała się stać ukryta, czyli raczej w stylu tajnych baz znanych z przygód Jamesa Bonda. Wtedy narodził się pomysł, by Imperium wwierciło się dość mocno w te wzgórza. Chiangowi od lat po głowie chodziły wizje w których Imperium dość mocno modyfikuje oryginalny krajobraz. Ostatecznie zdecydowano, że Eadu będzie planetą płaskowyżów. Imperium przyleciało tu ze względu na naturalne trudności w nawigacji. Zbudowali swoją bazę w ścianie kanionu. Dodatkowo na Eadu występowały wieczne mgły i deszcze, co czyniło to miejsce idealnym na ukrytą bazę.

Inspiracje oczywiście czerpano ze starych szkiców Ralpha McQuarriego. Cztery cylindry to bez wątpienia Ralph i jego „Gwiezdne Wojny”. Jednocześnie starano się platformę lądowniczą stworzyć tak, by od razu wyglądała na imperialną. Oczywiście jest jeszcze wiele innych kształtów imperialnych, jak choćby drzwi, czy inne formalne struktury, to także dotyczy kolumn czy świateł. To musi być bardzo uporządkowane.



Początkowa brama nad Scarif była bardzo duża, dokowały tam niszczyciele gwiezdne. Chiang twierdzi, że pierwsze koncepty specjalnie były dość mocno przesadzone. Wiedzieli, że chcą zacząć od czegoś dużego, bo to podnosi poprzeczkę. To był pomysł, który dopiero miał zainspirować twórców. Innym takim pomysłem był gigantyczny, sztuczny pierścień wokół Scarif na którym konstruowano niszczyciele. To też miała być stacja, gdzie naprawiano, konserwowano, doładowywano i modyfikowano okręty. Ten wielki pierścień miał pokazać jak wielka jest Gwiazda Śmierci, ale z drugiej strony zaczęli się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie nie zadziała to na odwrót i nie przyćmi Gwiazdy Śmierci. Mniej więcej w tym samym czasie przyszedł do nich Gareth Edwards i mówił o konieczności zmiany projektów ze względu na scenariusz. Scarif wtedy miało być bazą produkcyjną. Więc pomyślano o tym, by Imperium ponownie zmieniło samą planetę. Narodziła się wizja doku planetarnego, w którym konstruowano Gwiazdę Śmierci. Gwiazda mogłaby dzięki temu wracać na Scarif, gdzie w razie potrzeby była by modyfikowana i przede wszystkim doładowywana.



Dla Chianga przy takich projektach bardzo ważne jest pytanie na ile to wszystko jest logiczne. On widział Imperium trochę jak wirusa, który przemienia środowisko na swoją modłę. To chciał osiągnąć na Scarif. Mieli ukazać, że oryginale piękno planety zostało w jakiś sposób zniszczone budując bazę imperialną. W pewien sposób miała to być zapowiedź bazy Starkiller, tylko jeszcze trochę na mniejszą skalę. Zresztą pozostało to w pewien sposób w filmie, gdy widzimy wodospady przy cytadeli.

Scarif się zmieniała. Z jednej strony mieli pomysł, by to był w pewien sposób Pentagon, z drugiej bardzo chcieli uczynić z niej centrum remontowe Imperium. Cytadela także w pewnym momencie miała być większa, na tyle wysoka, by Gwiazda Śmierci mogła do niej dokować. Wieża pełniłaby tym samym rolę gigantycznej kosmicznej windy. Oczywiście wszystko musiało się zmienić wraz ze scenariuszem.

Ważne było też stworzenie pilnie strzeżonego centrum danych. To musiało wyglądać jak forteca. Istotnym nawiązaniem były tu porty, których R2-D2 używał na Gwieździe Śmierci do komunikacji. To był punkt wyjścia, ale trzeba był o stworzyć wiele więcej warstw, bardziej inspirując się jakimś zamkiem i skarbcem, niż typową serwerownią czy garnizonem. Ale to wszystko musieli połączyć.



Dla Chianga wyzwaniem była też „Nowa nadzieja”. Jej bliskość wymagała, by tak z 80 % projektów było dość zgodnych z klasyczną trylogią. Jedynie w 20% mogli się trochę więcej pobawić.

Chiang już raz wypowiadał się o łotrowych konceptach. O pomysłach mówił też Gareth Edwards i Pablo Hidalgo, zaś o tym, co wycięto z „Łotra” pisaliśmy tutaj.

Łotr-Miliarder nominowany do Oscara (x2)

26

Na początek już oficjalnie. „Łotr 1” jest 28. filmem w historii, który zarobił na świecie ponad miliard USD. Dziś jednak ważniejsza jest inna informacja. „Łotr 1” został nominowany do dwóch Oscarów.

W kategorii najlepsze efekty specjalne nominację otrzymali:
John Knoll, Mohen Leo, Hal T. Hickel, Neil Corbould.

Zaś w kategorii najlepsze miksowanie dźwięków:
David Parker, Christopher Scarabosio, Stuart Wilson.

W tej kategorii za „La La Land” nominowano Andrew Nelsona.

To nie koniec nominacji dla Starwarsówka. Warto wspomnieć, że w kategorii najlepsza aktorka otrzymała Natalie Portman za film „Jackie”. Za najlepszą piosenkę do filmu „Vaina: Skarb oceanu” nominowano Lina-Manuela Mirandę („Przebudzenie Mocy”). Ciekawie wygląda też kategoria zdjęć. Za film „Lion” nominowano Greiga Frasera („Łotr 1”), zaś za „Nowy początek” Bradforda Younga (film o Hanie Solo).

Na koniec jeszcze kilka konceptów z „Łotra 1”. Stworzył je Andreé Wallin, więcej oczywiście można znaleźć na jego stronie. Jest ich tam więcej i są w lepszej rozdzielczości.









Pomysły które wypadły z „Łotra 1”

Comingsoon
16

„Łotr 1” jak każdy film z sagi ewoluował. Nie tylko z powodu dokrętek. Scenariusz dopracowywano, zmieniano, wyrzucając przy tym całe koncepcje. Dziś mały przegląd kilku odrzuconych pomysłów.



Siedmiostronicowy treatment, który napisał John Knoll miał tytuł „Niszczyciel światów” (Destroyer of Worlds). To słynny cytat, który J. Robert Opperheimer zapożyczył z Bhagawadgity, czyli „Pieśni Pana”, jednej ze świętych ksiąg hinduizmu. Jyn Erso była dowódczynią Rebelii, K2-SO był imperialnym droidem protokolarnym RA-7. W drużynie byli jeszcze pilotka Ria Talla, Dray Nevis, Jerris Kestal oraz dwoje obcych, Lunak i Senna. Krennic był imperialnym szpiegiem wewnątrz oddziału. Sama fabuła była bardziej szpiegowska i intrygująca niż w finalnym filmie. Ale to wszystko istniało w fazie konceptów. Oto kilka pomysłów, które zarzucono w trakcie prac.



Zanim Jyn Erso stała się emocjonalnym centrum historii, pod kierownictwem reżysera Garetha Edwardsa jej postać ewoluowała. Ostatecznie powiązania rodzinne zostały uproszczone. Początkowo jej matka miała być ukrywającą się Jedi, co miało wyjaśnić dlaczego dała małej Jyn wisiorek z kryształem Kyber. Jyn miała mieć też młodszego brata, którego miała chronić. Jedynie rola Galena, inżyniera którego zmuszono do pracy nad ukończeniem Gwiazdy Śmierci pozostała bez zmian.



Oryginalny statek miał być podobnej wielkości co „Duch” w „Rebeliantach” czy „Sokół Millennium”, z kwaterami mieszkalnymi i mniejszymi, wypuszczanymi pojazdami wielkości helikopterów. Ostatecznie uproszczono to i mamy tylko okręt lądowniczy, to oczywiście wymagało zmian w projekcie i powrotu do X-wingów jako punktu wyjścia.



Siedziba Swa Gerrery na Jedhie także przeszła wiele zmian. Miało jej być więcej w filmie. Czasami cele przypominały katakumby zbudowane z czaszek. Saw zaś miał salę tronową czy X-winga do dyspozycji. Także przedziwna, przypominająca ośmiornicę istota, Bor Gullet miała kilka alternatywnych wersji. W tym jedną chodzącą na mechanicznych nóżkach, inna czerwona miała hełm przypominający jajko.



Na planecie Eadu, była cała sekwencja w której używając lasera jak światła nawigowano drogę wśród skalistych kanionów. Pomysł był zainspirowany wycieczką Garetha Edwardsa i artysty koncepcyjnego Matta Allsoppa do Strefy 51 w Newadzie, gdzie pojazdy strażnicze emitowały podobne światła w dolinie wokół. Kto wie, może tę scenę jeszcze zobaczymy na BD?



Choć oryginalny pomysł na zamek Dartha Vadera pochodzi jeszcze z czasów „Imperium kontratakuje”, gdzie zaczął go szkicować Ralph McQuarrie, to jednak do Mustafar była daleka droga. George Lucas bardzo chciał mieć jaskinię z lawą. Doug Chiang zauważa, że choć ostatecznie tego pomysłu nie wykorzystano w „Łotrze 1”, to nie tylko byli blisko, ale pewnie wykorzystają to w przyszłych filmach. Początkowo planowano, żeby Krennic musiał przejść po kamieniach w wulkanicznej, przerażającej jaskini.



Scarif nie zawsze miało wyglądać jak raj. Chciano ukazać, jak Imperium zdewastowało to cudowne miejsce, wżynając się w planetę.



Ale zmian imperialnych było więcej. Planowano stworzyć cała górzystą planetę, gdzie miano budować talerz Gwiazdy Śmierci. Do bramy tarczy planetarnej miały też być przycumowane gwiezdne niszczyciele. Wymyślono też gigantyczny okręt antenę, ale nie wiadomo do czego właściwie miał zostać użyty.



Chirrut Imwe, podobnie jak inne postaci z „Łotra 1” przeszedł także wiele zmian. W pewnym momencie zamiast prymitywnej drewnianej laski (i oczywiście czasem kuszy), Chirrut był bardziej dozbrojony. Wyglądał mniej samurajsko. Kto wie, może i ten pomysł kiedyś wykorzystają ukazując w jakimś spin-offie więcej na temat Strażników Whills.

O projektach „Łotra 1” słów kilka

StarWars.Com
11

Doug Chiang to weteran „Gwiezdnych Wojen”. Pracował przy prequelach, Epizodzie VII, ale „Łotr 1” był dla niego czymś zupełnie nowym. Nie tylko dlatego, że awansował teraz na scenografa, wcześniej zajmował się tylko szkicami koncepcyjnymi. Film jest inny, z jednej prostej przyczyny, tym razem pracowali w dużej mierze nad odtwarzaniem dziedzictwa „Nowej nadziei”. Ścierali się z tym, co dodać nowego, co unowocześnić, a co odtworzyć, by nie za bardzo wyróżniać się od Epizodu IV, a jednocześnie zachować ducha całej, złożonej i różnorodnej sagi.



Dzieła Ralpha McQuarriego i Joe Johnstona mocno wpłynęły na Chianga. Właściwie to one sprawiły, że zaczął pracować nad filmami. Praca w Lucasfilmie była spełnieniem jego marzeń, ale gdy Lucas zobaczył jego dzieła przy prequelach, powiedział, że za bardzo kopiuje McQuarriego i Johnstona, powinien stworzyć coś co było wcześniej, co poprzedziło tamte projekty i kompozycje. Analogicznie było z Epizodem VII tam mieliśmy następną epokę, która rozwijała stylistykę. Dlatego „Łotr 1” był tak wyjątkowym dla niego filmem. W końcu mógł rysować Epizod IV tak jak zawsze pragnął. Chiang, podobnie zresztą jak Gareth Edwards, uznaje że projekty „Nowej nadziei” to pewien wyznacznik współczesnego kina. Musieli się z tym zmierzyć.

Oczywiście nie dało się po prostu odtworzyć IV Epizodu. Film Edwardsa od początku miał być inny, bardziej wojenny, cięższy. Taką trochę bardziej dorosłą wersją „Nowej nadziei”. IV Epizod dość mocno był zakorzeniony w II wojnie światowej. Po rozmowach Chiang i Edwards doszli do wniosku, żeby tę estetykę zostawić, koncentrując się na tym, co nastąpiło później, czyli wojnach w Korei i Wietnamie. One były inspiracją dla „Łotra 1” i tego, co projektowano do tego filmu. Choćby U-wing. Edwards powiedział wprost, że to ma być X-wing w wersji helikoptera Huey.



„Gwiezdne Wojny” to jednak nie tylko nowe warianty X-wingów czy TIE Fighterów, to też takie szare, niedookreślone obszary. George to lubił. Z każdym filmem dodawał coś nowego, co wzbogacało różnorodny świat sagi o nową stylistykę, często unikalną. To coś nad czym pracowano także teraz. Choćby prom Krennica. Był zakorzeniony mocno w projektach z Epizodu III, ale jednocześnie poddano go liftingowi, inspirowano się technologią stealth. Dało to pojazdowi pewną interesującą osobowość. To agresywny okręt, coś czego jeszcze nie widzieliśmy, ale jednocześnie mocno gwiezdno-wojenny.



Podobnie było z promem górniczym. Tu punktem wyjścia był prom Vadera oraz „Tydirium” z „Powrotu Jedi”. Zaczęto z tym eksperymentować, z trzech skrzydeł zrobiono cztery. Jeden z projektów przypominał Chiangowi łódź Wikingów. Skojarzenie, które pchnęło projekt dalej. Wciąż pozostał osadzony w oryginalnych pomysłach, ale jest unikalny. Wygląda jakby to był inny model tego samego producenta.

Oczywiście przy pracy nad „Łotrem 1” nie mogło zabraknąć przeglądania archiwów i dawnych prac McQuarriego i Johnstona. Oni stworzyli wiele projektów, wiele z nich jednak nigdy nie zostało użytych w filmach. Ekipa Chianga przeglądała je, szukając czegoś, co się da wykorzystać. Nie wszystko pasowało funkcjonalnie i stylistycznie do opowieści George’a, ale jednocześnie miało potencjał, by wykorzystać to w „Łotrze 1”. Oczywiście po pewnych poprawkach i dostosowaniach.



Jednym z takich starych pomysłów był oczywiście zamek Vadera. Ale nie usiedli do tego od razu bazując na konceptach McQuarriego. Chcieli raczej pokazać dom Vadera, stąd doszli do zamku. Dalej zastanawiali się nad planetą. Mustafar było bardzo istotne dla Vadera, więc lokalizacja miała coś znaczyć, ale to już dodawanie historii. Wpierw zaczęło się od pomysłu, dopiero potem sięgnięto po szkice McQuarriego. Te tylko zarysowywały pewne rzeczy, koncept został zarzucony jednak dość wcześnie. Dało się tam wyróżnić wieżę i właściwie tyle. Chiang i jego artyści bardzo lubili wieże, więc zaczęli eksperymentować z zamkiem Vadera. W pewnym momencie doszli do wniosku, że chcą by były dwie wieże, trochę przypominające widelec. Razem już z Edwardsem poszli nawet dalej. Zamek Vadera i jego wieże są pewnym ciemnym odbiciem świątyni na Jehdzie. Tam wieże są bardzo podobne stylistycznie, ale jasne. To pewna analogia, której nie zauważy się przy pierwszym oglądaniu. Ale może za kolejnym?

Sam pomysł, by wrócić na Mustafar jest właściwie wynikiem prac. W szkicach McQuarriego siedziba Vadera była otoczona rzekami lawy. To też jaskinia z lawą. To coś co bardzo zachwyciło twórców. Tak więc lawa, wieża i antyczne struktury zamku zaczęły tworzyć obraz nowego legowiska Vadera. Wieża miała też jeszcze jeden istotny cel. Mieli tam umieścić zbiornik z bactą w której Lord Sithów miałby się regenerować i pewnie medytować. To wszystko zaczęło się układać w całość projektu. Potrzeby, nowe pomysły, łączenie z poprzednimi filmami i niewykorzystane koncepty.



Podobno wersji U-winga było 781. Choć może to żart. W każdym razie było ich sporo. Gareth chciał, by ten nowy okręt zapadał w pamięć tak jak X-wingi czy „Sokół Millennium”. Z drugiej strony musieli wyjść z punktu widzenia opowieści, do czego nowy pojazd miał być wykorzystywany. Nałożenie tych dwóch rzeczy zaowocowało wieloma różnymi wersjami samego tylko ustawienia skrzydeł. Gdy już doszli do ustawienia U trzeba było dopracować silniki oraz resztę okrętu. Każda zmiana wymagała dostosowania skrzydeł, głównego korpusu czy silników. Gareth chciał dostać coś idealnego. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z wersji ostatecznej. Dla Chianga był to bez wątpienia jeden z najtrudniejszych elementów do zaprojektowania, bo wysoko postawili sobie poprzeczkę.



Projekt admirała Raddusa był w dużej mierze dziełem zespołu Neala Scanlana. Chiang i reszta raczej tylko naszkicowali całość. Gareth znów chciał mieć klasyczne rasy, ale ponieważ galaktyka jest szeroka wprowadzono albinotycznych Mon Calamari i nie tylko. Jednak kwestia osobowości czy nawiązywania do Winstona Churchilla to już coś co dodał Neal Scanlan i jego zespół. Oni odpowiadali za to by projekt nabrał realnych kształtów.



TIE Szturmowy (Striker) miał być wariacją myśliwców TIE dedykowaną dla Scarif. Ponownie kluczem okazały się śmigłowce Huey. To miała być ich imperialna wersja. Zastanawiano się, co zrobić ze skrzydłami. Gdy je przeniesiono na górę, tak by z daleka trochę przypominały śmigła helikoptera, zaczęto rozbudowywać ten koncept. Tak powstał atmosferyczny myśliwiec, który miał bronić Scarif.



TIE Striker to też jeden z przykładów, gdzie mogli trochę odejść od klasycznych projektów sagi. Stworzyć coś nowego. Zaczęli od wizji, potem zaczęto pracować nad względami technicznymi by wyglądało to realnie i narracyjnymi, by pasowało do opowieści. Inny przykład to Desantowi, czyli szturmowcy obrony wybrzeża (shoretroopers). Twórcy wyszli z założenia, że skoro na Endorze istnieli specjalni szturmowcy, to czemu miałoby nie być takich oddziałów na Scarif. Połączyli więc hełmy z Endoru, z klasycznymi oraz z tymi, które nosiły klony. Odpowiadał za to Glyn Dillon. On też wybrał kolor, bazujący znów na Messerschmittach z II wojny światowej.

Szturmowcy w ogóle byli dość ważnym tematem nad którym pracowano. Początkowo Edwards chciał, by byli bardziej przerażający. Tak by nawet zwykła osoba ubrana w ich mundur sprawiała wrażenia futbolisty czy atlety. Wyszli od pierwszych projektów Ralpha McQuarriego. Zastanawiano się nad tym, czy powinny to być roboty czy ludzie i jak utrzymać eleganckie proporcje. Ostatecznie jednak zarzucono tamte zmiany. Wrócono do „Nowej nadziei”. Zastosowano raczej inwersję. IV Epizod zaczyna się od czarnej postaci wkraczającej na ekran w towarzystwie białych szturmowców. Krennic w białym stroju, czarni szturmowcy śmierci. To było celowe. Ale tych inwersji było więcej. IV Epizod to opowieść chłopaka z farmy, który chce zostać wojownikiem. „Łotr 1” to kogoś kto walczył a marzy tylko by wrócić do domu. W pewnym momencie odwracanie „Nowej nadziei” stało się dość częstym motywem w projektowaniu „Łotra 1”.

Dla Chianga „Łotr 1” to nie tylko film, który chciał stworzyć od 15 roku życia. To także coś co chciał zobaczyć na wielkim ekranie. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że niektóre z projektów można było zrobić inaczej.

Co skrywają Łotrowe knigi

jedi-bibliothek.de
30

Premiera "Łotra" już za nami, więc pomału zaczynają ukazywać się informacje i materiały odkrywające sekrety produkcji, jak i samego filmu. Pojawiły się m.in. przykładowe strony z przewodnika ilustrowanego "Rogue One: Ultimate Visual Guide" opracowanego przez Pablo Hidalgo, którego oryginalna premiera odbyła się w piątek wydana przez Dorling Kindersley, a u nas pojawi się w nadchodzącym tygodniu w nakładzie Egmont Polska. Kolejne grafiki pochodzą z albumu naklejkowego "Rogue One: Ultimate Sticker Encyclopedia" również od DK Publishing. Ostatnie grafiki, chyba najciekawsze z całego zbioru, pochodzą z albumu "The Art of Rogue One: A Star Wars Story", będącym kompendium po grafikach koncepcyjnych do "Łotra". Publikacja ukazała się w nakładzie Abrams Books.

Rogue One: Ultimate Visual Guide


Rogue One: Ultimate Sticker Encyclopedia


The Art of Rogue One: A Star Wars Story


Zachęceni do kupna którejkolwiek z powyższych pozycji?

"Wizje twórców" nawiedzą fanów "Przebudzenia Mocy"

Ameet, gildia.pl
26

Po koniec 2015 roku wraz z premierą kinową epizodu VII "Przebudzenie Mocy", do księgarń trafił szereg różnej maści publikacji wspierających marketing obrazu. Zdecydowana większość tych pozycji skierowana była na młodego odbiorcę, co jest zrozumiałe, ale niekoniecznie pożądane. Gwiezdne wojny to przede wszystkim filmy, tak więc przy okazji pojawiania się epizodów na srebrnym ekranie, byliśmy uraczeni również książkami zawierającymi szkice i prace koncepcyjne, jakie powstawały na etapie pre-produkcji obrazu. Po niecałym roku po oryginalnej premierze, na polskie półki księgarskie ląduje rodzimy przekład albumu "Przebudzenie Mocy: Wizje twórców", opracowanego przez Phila Szostaka i przedmową Ricka Cartera. Za tłumaczenie odpowiada Marcin Bauer, a sama książka została wydana w twardej oprawie przy objętości 176 stron i cenie 120 PLN (ale można kupić za 72 zł, jak się dobrze poszuka). Zanim jednak zdecydujecie na zakup tego albumu, przeczytajcie wpierw recenzję naszego redaktora i przejrzyjcie galerię grafik z wnętrza oryginalnego wydania.

Nota reklamowa:
Wizje twórców „Star Wars™. Przebudzenie Mocy” to pięknie wydany album prezentujący kolekcję prac stworzonych na potrzeby siódmego epizodu gwiezdnej sagi. Pozycja ta zawiera setki ilustracji (zdjęć, szkiców koncepcyjnych, scenorysów) oraz wypowiedzi artystów współtworzących film. Czytelnicy po raz pierwszy mają okazję poznać kulisy pracy filmowego działu artystycznego. Dowiedzą się, jak powstały główne postaci, planety i niezwykłe istoty. Ta unikatowa propozycja przez lata będzie zachwycać wielbicieli Gwiezdnych wojen i fanów światowego kina.

Temat do dyskusji na forum

ILM Art Department Challenge

ilmchallenge.artstation.com
29

Dział artystyczny wytwórni Industrial Light & Magic wraz z Wacom i ArtStation, swego czasu ogłosił konkurs na stworzenie prac koncepcyjnych w kategoriach The Moment, The Ride i The Job, opartych na uniwersum Star Wars. 8 września ogłoszono wyniki konkursu, którego owoce możecie obejrzeć w poniższym filmiku. Gdyby jednak było wam mało, organizatorzy udostępnili na stronie ArtStation pozostałe zgłoszone prace, a możecie obejrzeć je tutaj.



J.J. żałuje za błędy…

45

W USA mieliśmy pierwszy weekend, w którym „Przebudzenie Mocy” zarobiło mniej niż milion USD. Wyszło 966 tysięcy USD. Obecnie film w Stanach zarobił 932,3 milionów USD (rekord) a w reszcie świata 1,127 miliarda USD.

„Przebudzenie Mocy” tryumfowało także podczas rozdania nagród Jameson Empire Awards 2016. Najlepszy aktor - John Boyega, aktorka - Daisy Ridley, film SF/fantasy, efekty specjalne - Epizod VII, reżyser - J.J. Abrams.

Tymczasem J.J. Abrams przyznał, że w „Przebudzeniu Mocy” są błędy, których żałuje. W szczególności jeden go boli. Chodzi o Chewbaccę, który wrócił do bazy ruchu Oporu i w swoim smutku nie uściskał Lei. Zrobiła to Rey, która Lei nie znała wcześniej osobiście. Ale wiedziała kim jest, obie też były silne Mocą. Chewie zaś zajął się ratowaniem Finna. Tyle, że Abrams wie, iż Chewie przez wiele lat znał dobrze Leię i jej męża, więc tu jednej małej sceny zabrakło.

Harrison Ford zaś powiedział o tym jak odbiera śmierć Hana Solo. Kłócił się o nią przez 30 lat. Nie dlatego, że był znudzony tą postacią, ale zależało mu na pewnym symbolicznym jej poświęceniu. Więc to, co się stało w „Przebudzeniu Mocy” Fordowi bardzo pasuje do postaci.

Lupita Nyong’o tymczasem umieściła fragment dokumentu z wydania BD. Oczywiście dotyczy on nagrywania Maz.



W Polsce wydanie BD trafi do sklepów za niecały miesiąc, w USA na początku kwietnia.

Na koniec jeszcze galeria szkiców koncepcyjnych, która została umieszczona na stronie ILM. Są tam obrazki w bardzo dobrej jakości, warto się zapoznać.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.