Spis newsów (The Clone Wars)

„Ruch Oporu” #13 w USA

Różne
10

Już jutro w Stanach na Disney XD i Disney NOW zadebiutuje kolejny, trzynasty już odcinek serialu „Ruch Oporu”, zatytułowany „Dangerous Business”.Poniżej fragment, a obrazki można pooglądać na Disney ABC Press.

Kaz zajmuje się nabywaniem towarów dla Orki i Fliksa w zamian za części i wdaje się w konflikt z podejrzanym klientem rasy obcej, który jest w zmowie z Najwyższym Porządkiem.



Wraz z poprzednim odcinkiem powróciły oba cykliczne dokumenty towarzyszące serialowi. „Bucket List” zostało przeniesione na kanał Star Wars Kids i teraz można w nim usłyszeć głos narratorki, którą jest Andi Gutierrez.



Z kolei w „Resitance Rewind” możemy dowiedzieć się sporo na temat Neeku, a co nie było powiedziane bezpośrednio w odcinku. Pochodzi on z rodziny, która od bardzo dawna zajmowała się wypasaniem banth. W swoim plemieniu był jednak swego rodzaju „genialnym dzieckiem”, z pasją do mechaniki. Josh Brener bardzo lubi go grać, bo Nikto wnosi wiele pozytywnych emocji. Vozo jest wedle niego po części małym braciszkiem, po części cheerleaderką zespołu.



Na stronie TV Maze możemy odszukać tytuły epizodów na luty. Jeśli wierzyć stronie, po tym miesiącu czeka nas spora przerwa, bo odcinek dziewiętnasty zobaczymy dopiero 17 marca.

  • 1x15 - „The First Order Order Occupation” („Najwyższy Porządek okupuje”) - 3 lutego.

  • 1x16 - „The New Trooper” („Nowy żołnierz”) - 10 lutego.

  • 1x17 - „The Core Problem” („Bazowy problem”) - 17 lutego.

  • 1x18 - „The Disappeared” („Zaginieni”) - 24 lutego. Tu warto zwrócić uwagę, że taki sam tytuł nosiła dylogia o przygodach Jar Jara i Mace'a Windu w TCW.

Ostatnio krótkiej wypowiedzi na temat serialu udzielił producent wykonawczy Justin Ridge. Przyznał on, że serial ma „lżejszy” ton, bardziej odpowiedni dla dzieci, ale to nie oznacza, że ekipa chce wykluczyć starszych fanów. Pragnie ona pozostać wierna duchowi Sagi.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Redakcyjne podsumowanie roku 2018

12



Jak co roku mamy dla Was podsumowanie minionych 12 miesięcy. Oto nasze opinie na temat wydarzeń związanych ze Star Wars w 2018.

12. Powstaje Star Wars Jedi: Fallen Order, ale jak na razie posucha na rynku gier

Lord Sidious: Nie, no jeszcze Ossus dodali w TORze, ładne widoczki, zupełnie jakby na Jedhie się wzorowali.

Burzol: Nie mogę uwierzyć, że minął rok, a ja mogę napisać dokładnie taki sam komentarz o marnym stanie gier wideo spod znaku Star Wars, jak ostatnio. Od roku nic się nie zmieniło?! Chcemy więcej gier SW!



11. Premiera „Resistance"

Lord Sidious: Wciąż czekam na „Ruch Oporu przerobiony”.

adam: Wciąż nie rozumiem, o co ludzie mają problem. To fajna, kolorowa bajka o pilotach. Mam drobne problemy z dynamiką, ale da się oglądać. Nie wszystko w Star Wars musi być mhroczne. Bardzo cieszę się, że Lucasfilm nie zmienia strategii i będzie drugi sezon.

Burzol: Cieszy, że już w następnym sezonie po zakończeniu „Rebels”, Lucasfilm gotowy był pokazać nowy serial animowany. „Resistance” to całkiem niezła animacja, z potężnym potencjałem na przyszłość. A także ciekawe łączenie z resztą opowieści dziejących się w tamtym czasie. Choć faktycznie dynamika narracji jest tu dużo bardziej spokojna, niż pozostałe seriale Star Wars. Ale żarty z Kazudy mnie śmieszą!


10. Posucha na rynku książkowym

Adakus: Błędem Lucasfilm Story Group jest rezygnacja z tworzenia serii powieściowych. Kiedyś każdy fan czytelnik nie mógł się doczekać kolejnego tomu „Dziedzictwa Mocy” czy „Przeznaczenia Jedi”, teraz brakuje tego uczucia niecierpliwości, jakim było wyczekiwanie na dalsze losy ich bohaterów. Aktualnie dostajemy powieści niespodzianki i tyle.

adam: Uroboros drugi rok z rzędu robił sobie jaja, w dodatku nie tylko nie wyciągnął do niedawna wniosków, a jeszcze niesympatycznie odpowiadał na krytykę. Za granicą też bieda, ale 2019 już teraz zapowiada się o wiele lepiej.


9. „Kolekcja Komiksy Star Wars" w Polsce

Adakus: Przyznam że nie kupuje tej serii, ale cieszy mnie fakt, że wielu młodych stażem fanów ma okazję poznać legendarne komiksy. A i weterani mają szansę, by poznać to, co nie było jeszcze wydane w naszym języku.


8. Rozpoczęcie prac nad Epizodem IX

Lord Sidious: Najgorsze w przypadku Abramsa jest to, że nie potrafi się bawić z fanami. Niby jest dużo tych przecieków, ale to wszystko jest takie tajemnicze. Za to film będzie dobry, Abrams poniżej pewnego poziomu nie schodzi, więc czekam. No i liczę na rycerzy/rycerki Ren.

adam: Sequele nie przebiją Oryginalnej Trylogii, ale wygląda na to, że Star Wars w kinie może prezentować jakiś poziom, a nie tylko bezmyślne akrobacje z mieczami świetlnymi i “skomplikowaną” fabułę, z której rozumienia cieszą się dziesięciolatki.

Adakus: Pójdę do kina z obowiązku fana… na Moc, jak to brzmi.

Burzol: No właśnie, jak słusznie LS zauważa, nie ma żadnej zabawy z Jeffrey Jacobem, same sekrety i tajemnice, ani książek i komiksów wprowadzających do nowego filmu, ani nawet jednego zdjęcia z planu. Nie mogę się doczekać tego kwietnia, żeby zaczęli nam sprzedawać ten nowy film. Ale JJ ma wyczucie, robi zazwyczaj dobre filmy, więc nadzieję można mieć.

Rusis: Jest Abrams jest szansa na udane zwieńczenie trylogii. Jestem dobrze nastawiony do tego filmu, choć chciałbym aby sposób jego promowania podczas prac był inny. Za dużo tajemnic wokół produkcji, za mało zabawy z fanami. Lepiej to wychodziło w przypadku spin-offów.


7. Koniec „Rebels”

Lord Sidious: Ufff. Teraz czekam na Disney+ i łyknę serial w całości, żadnego czekania na sezony.

Adakus: Nie zainteresował mnie, więc lepiej dla mnie.

adam: Na początku nie przekonało mnie zakończenie ale rozumiem że sprawy typowo rebelianckie rozwiązano w sezonie trzecim. Teraz trzeba było pokazać jak skończą się losy głównych bohaterów - i co robili podczas Oryginalnej Trylogii.

Burzol: Finał Rebels był epicki, ale niestety niewystarczający. Niby całkiem ładne zakończenie serialu, z drugiej strony parę wątków zakończyło się dziwnie...albo się nie zakończyło w ogóle. Ostatecznie w mojej opinii „Rebels” to niezły serial animowany, który nigdy nie dotarł do wybitności “The Clone Wars”.


6. Zapowiedź nowej serii filmów Star Wars (David Benioff i D.B. Weiss)

Lord Sidious: To jest taka zapowiedź WOW. Abrams wraca, a teraz to. Wierzę w ten projekt i myślę, że panowie przygotują nam naprawdę niezłą rozrywkę. Błagam zróbcie jeszcze spin-offa wg Tarantino. On się pomylił, chciał robić Star Wars, nie Star Trek.

Adakus: Trudno mi tutaj cokolwiek wyrokować, bowiem obaj panowie przyzwoicie adaptują materiał już znany, ale czy będę w stanie stworzyć coś naprawdę świeżego, czego jeszcze nie widzieliśmy w kinie z logiem Star Wars. Zobaczymy, to moja pierwsza nadzieja.

Burzol: Będzie mi łatwiej się podekscytować nowym projektem Star Wars gdy dowiemy się o czym on ma być. Czy to jakieś opowieści ze Starej Republiki? Kroniki Akademii Jedi? Remake Starej Trylogii? Niech powiedzą to wtedy zadecyduję czy warto się ekscytować.

Rusis: Dwóch twórców, którzy się świetnie sprawdzili przy ekranizacji prozy Martina. Liczę na to, że i z SW podołają.


5. Ruskie trolle, hejterzy i Kelly Marie Tran.

adam: Nie podobał Ci się film, a nie jesteś ruskim botem, to nie znaczy, że takie nie istnieją. I dajcie sobie już spokój. Każdy wyraził swoją opinię, więc skończcie gdzie się da pisać, jaki The Last Jedi jest badziewny, tylko po to, by uniemożliwić innym cieszenie się filmem.

Lord Sidious: Problem chyba jest nie to, że ktoś wyraża opinie o filmie, czy częstotliwość tego, co robi, a kwestia agresji, braku tolerancji innego zdania i wojowanie na komenty. Tego nie da się niestety zaszufladkować tylko do grupy hejterów czy rosyjskich trolli. Zakazywanie komukolwiek wyrażania opinii tylko dlatego, że nie podoba się ona innym i przez to nie mogą się tym cieszyć to już jest jakieś kuriozum. Ludziom nie podoba się „Han Solo” bo to randomowa przygoda i nie czują tego, ok. to nie powód, bym miał z tymi ludźmi nie rozmawiać, także o „Hanie Solo”. Ich opinia nie ma praktycznie żadnego wpływu to, czy kolejny seans filmu Howarda będzie podobać mi się mniej czy bardziej. Niestety z jakiegoś powodu w przypadku „Ostatniego Jedi” tak to nie działa i jeśli komuś się coś nie podoba to jest z automatu hejterem. W tym widzę problem. Podobnie jak w tym, co ludzie wyprawiali z Kelly Marie Tran. Myślę, że cały ten syf sprawił, że z mieszanej oceny (nieobiektywnej wg wielu komentujących bo nie zjechałem filmu do końca, a jednocześnie dostrzegam jego duże wady) przeszedłem do negatywnej.

Burzol: Tak jak mam niesmak po „Ostatnim Jedi”, tak samo mam niesmak po internetowych dyskusjach o „Ostatnim Jedi” (na szczęście rozmowy na żywo o tym filmie były całkiem udane). Najbardziej jestem ciekaw czy Epizod 9 zrobi cokolwiek, żeby ukoić ból tych, którym Epizod 8 sprawił przykrość.

Rusis: Każdemu może się film nie podobać lub podobać, kwestia gustu. Natomiast brak tolerancji dla odmiennego zdania stał się mam wrażenie nowym standardem w wielu okołofilmowych dyskusjach i nad tym ubolewam. A już całkowicie niedopuszczalne jest atakowanie ludzi, którzy po prostu robili swoje na planie - jak Kelly Marie Tran.


4. „The Clone Wars" wraca

Adakus: No i fajnie, może znowu obejrzę jakąś animację Star Wars.

adam: Czekam z sentymentu. Fajnie, że będą nowe odcinki TCW, ale czas aby niektórzy dorośli i zrozumieli, że to wcale nie jest specjalnie wybitne. Dobre, nawet bardzo, ale nie bez wad.

Burzol: Bardzo się cieszę na powrót Wojen Klonów. Uważam, że momentami to BYŁ wybitny serial, dużo ciekawszy niż to co oferowały nam prequele. W nowym powrocie klonów nie liczę jednak na jakieś szczególnie rewolucyjne opowieści, chciałbym raczej fajnego wprowadzenia do wydarzeń z „Zemsty Sithów”.


3. Zapowiedź serialu o Cassianie Andorze

Adakus: Akurat ta postać w „Łotrze” była niejednoznaczna, dobrze rozpisana, co daję mi drugą nadzieję na ujrzenie wartościowego i wyróżniającego się materiału.

Lord Sidious: Poczekamy zobaczymy.

Burzol: Jeżeli wraca Diego Luna do tej roli to ja się cieszę. Nawet jeśli to opowieść, której zakończenie i tak znamy.


2. „The Mandalorian" - start pracy nad pierwszym serialem aktorskim

Lord Sidious: Jestem pod wrażeniem jak fajnie Favreau bawi się mediami społecznościowymi. Podobnie jak to robił Ron Howard. Mnie to kupuje. Czasem coś wrzucą, przypominają się. Chciałbym więcej, ale kupuję takie akcje jak to z Willrowem Hoodem. Niby ukrywają główny kontent, ale jednocześnie dają coś w zamian, co wymaga prześledzenia zasobów i łączenia pewnych faktów.

Adakus: Seriale live-action to w końcu jakaś forma świeżości w uniwersum, przynajmniej jako medium odbioru. Jak zwykle mam nadzieję na dojrzalszą i wciągającą historię. To ta moja trzecia nadzieja, bo więcej nadziei już nie pamiętam... a nie była... ta w 1977 roku ;).

Burzol: Skoro już o czymś muszą kręcić serial aktorski, to może i dobrze, że o jakimś nowym mando. Ciekawi mnie obsada i ekipa tego filmu, cieszy “awans społeczny” Dave’a Filoniego. Dobrze, że to nie serial o Bobie.

Rusis: To jest dla mnie najważniejsza informacja roku. Na serial aktorski Star Wars czekałem od wielu lat, w końcu coś w tym temacie się ruszyło.


1. Premiera „Hana Solo".

Lord Sidious: Bardzo żałuję, że „Han Solo” nie miał premiery w grudniu. Pewnie utopiłby Mary Poppins Aquamanem, a tak niestety zbyt dużo negatywnych rzeczy skupiło się wokół tamtego filmu i nie zaistniał w świadomości szerokiej publiczności. Randomowa przygoda “Hana Solo” nie jest czymś, co koniecznie trzeba oglądać w kinie. Rozumiem to, i boleję nad tym, bo wiele osób nie dało temu obrazowi szansy. Ja byłem kilkanaście razy i pewnie poszedłbym jeszcze raz, bo mnie film Howarda się super podobał. A to co najbardziej mi się podoba to umiejętność wprowadzenia nowych, postaci, świetnie nakreślonych i jeszcze lepiej zagranych. Dryden Vos, Tobias Beckett, Qi’ra czy L3 niesamowicie rozszerzyli gwiezdny światek. Tych dwóch pierwszych panów chętnie bym zobaczył w jakimś spin-offie albo ew. serialu.

Adakus: Jak zwykle coś musiało się zepsuć. Tak jak połowa czasu filmu jest wyśmienita, tak ta druga zalatuje modnymi aktualnie trendami w kinie i na dodatek źle rozwiązanymi pomysłami. Mam jednak nadzieję, że ujrzymy przygody młodego Solo i Chewiego w formie serialu, bo to aż prosi się o kontynuację.

Burzol: „Han Solo" to mój ulubiony film Star Wars ze studia Disneya. To powrót do Nowej przygody, kinowego wesołego rollercoastera, przepełnionego fascynującymi postaciami i brawurowymi scenami pościgów. Film, który choć u podstaw swojego istnienia nie był szczególnie potrzebny fanom, ani masowym widzom, ale dzięki fantastycznej formie, czyli idealnemu połączeniu humoru i akcji, potrafił zawładnąć moim sercem. „Han Solo" to jest też film, który pewnie już na zawsze będzie mi się kojarzył z porażką marki Star Wars. Jestem przekonany, że słabe wyniki finansowe zatrzymały kilka nowych projektów w Lucasfilm. Na koniec, „Han Solo” to film, który przełamał tabu, udowodnił, że można wziąć tak klasyczną rolę jak Han Solo, dać ją nowemu aktorowi i ten zagra ją w zupełnie nowy świeży sposób, który wcale nie odstaje mocno od klasycznej wielbionej kreacji Harrisona Forda. Moim zdaniem Alden Ehrenreich jest fantastyczny w "Hanie Solo" i mam nadzieję, że wróci jeszcze do tej roli w przyszłości.

Rusis: „Han Solo" jako film mi się bardzo podobał. Natomiast brakowało mi wokół niego celebracji premiery takiej jaka związana była z poprzednimi produkcjami. Premiera filmu wyglądała jakby Disney sam się go lekko wstydził i chciał jak najszybciej o nim zapomnieć. Bez większej reklamy, bez zaangażowania.

Produkcja serialu o Cassianie rozpocznie się w październiku

14

Serial o Cassianie Andorze, który ma się pojawić na platformie Disney+ na razie został jedynie zapowiedziany. Oznajmiono, iż zagra w nim Diego Luna i od tego czasu oficjalne źródła milczą. Teraz „Production Weekly” podało jedną istotną informację. Produkcja ruszy w październiku.



To znaczy tylko tyle, że Disney dość dobrze planuje rozbudowę swojej platformy. Na Disney+ na początku zobaczymy nowe odcinki „Wojen klonów” oraz serial „The Mandalorian”, zaś na Cassiana będziemy musieli sobie poczekać do 2020. I to prawdopodobnie aż do jesieni, bo jak widać zamierzają używać mniej więcej podobnego terminarza jak przy „The Mandalorian”.

Czyli wysypu krótkich newsów o obsadzie możemy się spodziewać na koniec tego roku.

Na razie z nieoficjalnych źródeł wiemy, że prócz Luny prawdopodobnie wróci też Alan Tudyk jako K-2SO, zaś za produkcję serialu ma odpowiadać Stephen Schiff. Obie informacje jednak nie zostały jeszcze potwierdzone. Liczymy, że pewne szczegóły zostaną upublicznione na Star Wars Celebration w kwietniu.

Nowy odcinek „The Star Wars Show"

2

W najnowszym odcinku „The Star Wars Show" m. in. wywiad z Jamesem Arnoldem Taylorem, który podkładał głos Obi-Wanowi w „The Clone Wars" o grze „Battlefront 2", w której to w najnowszej aktualizacji pojawiła się jego postać. Dodatkowo wieści ze świata itp.

Disney+ ma swoją stronę

Disney+
17



Nie Disney Play, a Disney+ - tak ma się oficjalnie nazywać platforma streamingowa Disneya, co wiemy już z newsa o serialu aktorskim o Cassianie. Usługa ma wystartować jesienią przyszłego roku i wyłącznie na niej mają pojawić się nowe odcinki „The Clone Wars”, tam też zadebiutuje „The Mandalorian”.

Wraz z ogłoszeniem nazwy ruszyła też oficjalna strona platformy - co ciekawe, także w języku polskim. Daje to nadzieję na to, że usługa ruszy także w naszym kraju, bo na przykład na Netfliksa musieliśmy czekać dość długo. Na razie na stronie nie można zbyt wiele zobaczyć - jedynie marki, które będą dostępne (filmy i programy Disneya, Pixara, Marvela, Star Wars i National Geographic), istnieje też opcja zapisania się na newslettera. Więcej informacji zapewne pojawi się w ciągu najbliższych miesięcy.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

ILM zakłada dział telewizyjny

6

Kolejne zmiany w Lucasfilm. ILM się rozrasta i otwiera nowy dział – ILM TV. W dodatku nowe studio ILM zostanie otworzone w Londynie. Obecnie firma ma swoją siedzibę w San Francisco, a także oddziały w Vancouver i Singapurze.


Jonathan Privett, Louise Hussey, Stefan Drury i Hayden Jones


Działem telewizyjnym ILM pokierują Hayden Jones, Jonathan Privett (obaj byli kierownikami przy tworzeniu efektów), a także producenci – Louise Hussey i Stefan Drury. Wcześniej ekipa ta nadzorowała dział telewizyjny firmy DNEG (Double Negative, będącej częścią Prime Focus, podwykonawcy ILM np. przy konwersji 3D „Mrocznego widma”). Ekipa ta została nagrodzona BAFTĄ za swoją pracę przy serialu „Black Mirror”.

Pierwszym projektem nowego studia ILM TV będzie „The Mandalorian” Jona Favreau, czyli serial aktorski w świecie „Gwiezdnych Wojen”, a także serial „Krypton” dla stacji SYFY.

Rob Bredow, szef ILM jest bardzo dumny z tego, że po uruchomieniu ILMxLAB udało się stworzyć kolejną, innowacyjną odnogę ILM. Zwłaszcza, że taki rozwój nie dzieje się często.

Jeśli chodzi o seriale, to ILM może się tu pochwalić przede wszystkim „Kronikami młodego Indiany Jonesa”, gdzie udało im się osiągnąć jakość porównywalną z efektami filmów kinowych, a przy tym stworzyć podwaliny pod efekty wykorzystane w prequelach, a które zmieniły świat efektów specjalnych. Dziś świat telewizji cyfrowej, a także platform streamingowych rozwija się, pojawiają się nowe wymagania i okazje, by wykorzystać legendarne talenty Industrial Light & Magic, łącząc je z nowymi pomysłami, wyzwaniami i nowymi ludźmi.

„The Mandalorian”: Speeder z „Wojen klonów”?

17

Na planie serialu aktorskiego „The Mandalorian” ostatnio niewiele się chyba działo. Przynajmniej szpiedzy z MakingStarWars dawno nic nie wyłapali. Teraz udało im się nadrobić. Otóż zauważyli oni coś, co przypomina speeder. Pracownicy Lucasfilmu starali się to zamaskować, ale nie udało się zbytnio.

Co więcej, fani skojarzyli ten pojazd ze znanym im już speederem, który pojawił się w „Wojnach klonów”, dokładniej w odcinku The Lawless. Podobieństwo, czy celowe nawiązanie? Przypominamy, że Dave Filoni bierze udział w powstawaniu serialu, wyreżyseruje także pierwszy odcinek. Speeder z planu jak i z animowanego serialu dla porównania poniżej.


„The Clone Wars” było zbyt brutalne dla Disneya

Różne
20

Od lipca wiemy, że w przyszłym roku na platformie streamingowej Disneya czekają nas nowe odcinki serialu „The Clone Wars”. Na razie większych newsów nie ma, ale tu trudno się dziwić, gdyż do premiery zostało jeszcze sporo czasu. Do tej pory wypowiadali się głównie aktorzy, którzy mówili jak dobrze jest wrócić do „rodziny”. Najciekawsze informacje na pewno pochodzą od Toma Kane'a, który poinformował, że nagrał pięć odcinków. Nie musi to koniecznie oznaczać, że powróci w roli Yody, bo pamiętajmy, że tak naprawdę występował w każdym epizodzie jako narrator.

Pewną ciekawą sprawę poruszył natomiast Daniel Logan w rozmowie z Comicbook. Filmowy i serialowy Boba Fett stwierdził, że TCW zostało anulowane w 2013 roku, bo było dla Disneya „zbyt brutalne”. Aktor zdradził też, że nagrał jeszcze siedem odcinków, w których Fett robił „naprawdę fajne rzeczy” i stawał się prawdziwym łowcą nagród. Daniel nie ma pojęcia, czy znajdą się one w sezonie „The Clone Wars Revival”.

Na razie mamy jedną scenę z aktu o Bobie i Cadzie, ale kto wie, o co dokładnie chodziło aktorowi, gdy mówił o okrutnych momentach.



Słowa Logana tylko potwierdzają to, o czym nieoficjalnie mówi się od dawna. Po skasowaniu TCW Lucasfilm wydał oświadczenie, w którym stwierdzono, że animacje „podążą w nowym kierunku” i faktycznie wówczas też ogłoszono powstanie „Rebeliantów”, w których poziom przemocy znacznie spadł. Zresztą swego czasu TCW mocno obrywało zwłaszcza od rodziców dzieci oglądających serial. Były zarzuty o używanie niewłaściwego języka (na przykład parę razy „What the hell”), pokazywanie tortur czy rzekomo nagich kobiet (chodzi o chodzące w bardzo dopasowanym body Twi'lekanki). Po pewnym czasie Cartoon Network samo zaczęło wprowadzać cenzurę, jak choćby w słynnej scenie pocałunku Asajj Ventress i komandora Colta czy dekapitacji Pre Vizsli i członków Czarnego Słońca. W końcu nawet wiceprezydent Netfliksa, Sean Carey, po zdobyciu praw do emisji stwierdził, że seria zrobiła się zbyt mroczna nawet jak na CN.

Pozostaje zatem pytanie czy nowe odcinki serialu zostaną w jakikolwiek sposób okrojone z przemocy, czy jednak brutalne sceny nie zostaną wycięte. Na logikę wydaje się, że raczej ta druga opcja. Po pierwsze i najważniejsze, serial nie będzie leciał na Disney Channel czy XD, a kanały te mają swoje wytyczne odnośnie pokazywanego materiału. Platforma streamingowa na pewno da większą swobodę. Po drugie, firma na pewno zdaje sobie sprawę, że głównym targetem serii nie będą nowi fani - dla nich bowiem cztery lata temu przewidziano „Rebeliantów”, a teraz „Ruch Oporu” - tylko ci, którzy na niej wyrośli, czyli dzisiejsi 16-20-latkowie. A ci raczej woleliby zobaczyć coś mroczniejszego. Ale na oficjalne wieści pewnie poczekamy jeszcze z kilka miesięcy.

Zapraszamy do dyskusji na forum.

Kolejne trzy lata z Kathleen Kennedy

31

Jak donosi Hollywood Reporter, Kathleen Kennedy zostanie w Lucasfilmie aż do 2021. Jej kontrakt został wydłużony o trzy lata.

Tu przypominamy, że od czerwca po sieci krążyły pogłoski, iż Kathleen Kennedy odejdzie z Lucasfilmu we wrześniu. Dziś, dzięki Hollywood Reporter, wiemy dokładnie, że plotki te miały swoją podstawę w kontrakcie Kennedy. Ten jak widać został przedłużony. Nie jest to w Disney takie niespodziewane, bowiem warto przypomnieć, iż kontrakt Boba Igera także był już przedłużany o kolejne lata, mimo zapowiedzi przejścia na emeryturę.



„Hollywood Reporter” dodaje ponadto, że obecnie w Lucasfilmie trwają pracę nad Epizodem IX. Tu raczej potwierdzają, to co już wiemy. Jeśli chodzi o kolejne filmy, to wciąż, tak jak ostatnio mówił Iger, decyzje dopiero zapadają. W każdym razie możemy oczekiwać spowolnienia jeśli chodzi o „Gwiezdne Wojny”, przynajmniej w kinie. Obecnie jedyny film Lucasfilmu, poza Epizodem IX, który ma zaplanowaną datę premiery i został oficjalnie ogłoszony jako film to nowy „Indiana Jones”. Choć pamiętamy, iż Iger wspomniał również o serii Davida Benioffa i D.B. Weissa oraz innych projektach związanych z Sagą. Czyżby zatem po trylogii sequeli to właśnie filmy twórców „Gry o tron” miały być podstawą kinowego uniwersum w najbliższych latach? Zobaczymy.

W przyszłym roku Lucasfilm otwiera nowy etap wraz platformą cyfrową Disneya. Zobaczymy oprócz startującego w przyszłym tygodniu „Ruchu Oporu”, nowe odcinki „Wojen klonów” i serial aktorski.

Przypominamy, iż niedawno Katleen dostała nagrodę im. Ivinga G. Thalberga, za wkład w rozwój kinematografii. Od tego momentu, narracja niektórych fanów mówiących o jej rychłym odejściu załamała się.

Tydzień animacji: Już 139 tysięcy dislike’ów „Ruchu Oporu”

30



Będzie klapa? Tak przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka, zwłaszcza jak poczyta się w sieci, czy wejdzie na YouTube’a. Zwiastun „Ruchu Oporu” nie porywa to fakt. Animacja miejscami jest dziwna, ale interesującym pytaniem jest to, dlaczego tak wielu oglądających (ponad 139 tys. osób) negatywnie oceniło ten film na YouTubie? Podobał się zaledwie 13 tysiącom. Czy faktycznie jest aż tak źle, że nawet Dave Filoni publicznie zdystansowałął się od serialu, tuż przed premierą zwiastuna? Z okazji tygodnia animacji poprzedzającego premierę nowego serialu, postaramy się przyjrzeć trochę szerzej temu zjawisku, zwłaszcza w kontekście poprzednich seriali animowanych.

Teorie o atakach hejterów od razu odrzucamy. Za mała siła rażenia. Błędy, niestety, popełniono gdzieś indziej.

Po pierwsze należy zadać sobie pytanie, co jest celem zwiastuna? Przedstawienie serialu, czy raczej intensyfikacja marketingu. Normalnie powinno to być to drugie, a za zwiastunem powinny zacząć pojawiać się zdjęcia, informacje i wiele innych rzeczy. W przypadku „Ruchu Oporu” mamy ewidentnie duży problem marketingowy, prawdopodobnie wynikający z tego, że Lucasfilm obecnie cały czas próbuje znaleźć miejsce sagi we współczesnym świecie, a premiera nowego serialu wypadając w tym momencie jest z ich punktu widzenia ni w pięć, ni w dziewięć. Z jednej strony podważają stary model marketingowy, z drugiej pracują nad nowym, więc mamy to co mamy, czyli wrażenie dyletanckiego marketingu robionego na kolanie.



Czy problemem jest animacja?


Problem „Ruchu Oporu” to nie tylko kwestia animacji, ale jest bezpośrednio z marketingiem i umiejętnością sprzedaży tego, co stworzono. Zauważymy, że wcześniejsze seriale Lucasfilmu od czasu „Wojen klonów” Tartakovsky’ego były dość starannie przedstawiane. Wykorzystywano do tego konwenty, gdzie najpierw zapowiadano nowy serial i albo jak w przypadku „Rebeliantów” pokazywano szkice, projekty i zamysły, albo jak w przypadku „Wojen klonów” na koniec panelu pojawił się zwiastun. Dokładnie w ten sposób zbudowano marketing do 7 sezonu „Wojen klonów”. Wpierw zapowiadamy panel nostalgicznie traktujący serial, a pod koniec zapowiadamy kolejny sezon i zwiastun. Momentalnie pierwsze reakcje były pozytywne, a to już ciągnie za sobą resztę. To umiejętność budowania napięcia. W przypadku „Ruchu Oporu” dostaliśmy średnio zmontowany zwiastun, od którego odciął się nawet Filoni i tyle. Jeśli jest to nasz pierwszy kontakt z serialem, a widzimy, że to będzie kolejna bajeczka, wiele osób od razu to skreśla. Potem sytuacja się nakręca.

Należy sobie zadać jednak inne pytanie, czy animacja „Wojen klonów” Filoniego czy „Rebeliantów” była porywająca, rzucająca na kolana? Otóż nie. „Wojny klonów” wyglądały jak drewniane klocki. Czy to się podobało fanom? Niekoniecznie, ale zanim zobaczyli obraz, byli na to przygotowani. Ba nawet w pewien sposób zachęceni. Pierwsze obrazki postaci pojawiły się przed zwiastunem. Pierwszy zwiastun pojawił się na ponad rok przed serialem, a w międzyczasie dostawaliśmy artykuły o tym, dlaczego coś wygląda jak wygląda. Np. Kilian Plunkett o projektowaniu postaci. W Dooku ukazywano tym samym nawiązania do dobrze przyjętego serialu Tartakovsky’ego.

Analogicznie było z „Rebeliantami”, tam zanim pokazano zarys postaci wpierw pokazano fanom świętość, czyli szkice Ralpha McQuarriego. Pierwsze odcinki „Rebeliantów” wyglądają wręcz tragicznie w porównaniu z ostatnimi sezonami „Wojen klonów” Filoniego, ale jednocześnie fani byli już trochę do tego przygotowani i nie doznali „szoku”, więc koncentrują się na akcji. W przypadku „Ruchu Oporu” niby próbowano coś wspominać o anime, ale poza pojedynczymi wypowiedziami na tym się skończyło.

Zły czas dla „Gwiezdnych Wojen”


Drugi problem, którego nie wolno bagatelizować to czas. „Ostatni Jedi” podzielił fanów i spowodował, że ruch niezadowolonych przybrał znacząco na sile. Istniał on w fandomie (choćby po skasowaniu dawnego EU), nagle przestał być marginalny. Nie mówimy tu o tak zwanych toksycznych fanach, którzy atakują twórców, tylko o ludziach niezadowolonych z tego, co dostaliśmy i jednocześnie wątpiących w markę oraz coraz bardziej się od niej dystansujących. Przy słabym marketingu „Hana Solo”, jedna z zasad marketingowych, mówiących, iż jeden niezadowolony klient zniechęci 3-4 kolejne osoby, tu okazała się prawdziwa. Można się łudzić, że to efekt bojkotu, ale bardziej mamy problem z rozgrzanym, konkurencyjnym rynkiem, na którym trzeba uważać co się sprzedaje i jak.

Lucasfilm nie potrafił zareklamować swojego produktu, ani tym bardziej przekonać negatywnie nastawionych odbiorców do „Gwiezdnych Wojen”. „Ruch Oporu” cierpi dokładnie z tego samego powodu, co „Solo”. Dostajemy znów jakiś niedorobiony i dla szerokiego odbiorcy niechciany produkt, w dodatku kolejny i... łapki w dół. Zamiast przerywać złą passę, nowy serial wpisuje się w nią. Kolejni ludzie, którzy to widzą, chcąc nie chcąc, często już mają wyrobione zdanie i koło się zamyka.

Czy „Ruch Oporu” jest więc skazany na porażkę? Nie. Warto przypomnieć, że wciąż nie widzieliśmy serialu i niewiele o nim wiemy. Po prostu marketingowcy w LFL zafundowali mu ciężki start. Pozostaje mieć nadzieję, że finalny produkt będzie lepszy niż to, co pokazują nam ludzie zajmujący się jego sprzedażą i będzie możliwość cieszenia się z niego przez kilka sezonów.

Pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

P&O 299: Kim jest Gran-Jedi w pałacach Ziro i Jabby?

5



Dziś pytanie o pełnometrażowy pilot „Wojen klonów” i używane w nim modele i jeden z tricków używany przez ekipę Dave’a Filoniego.

P: Kim był Gran, który nosił szaty Jedi w pałacach Ziro i Jabby Huttów w filmie „Wojny klonów”?

O: Jeśli przyjrzysz się dokładnie, zobaczysz kilku osiłków Granów w towarzystwie Ziro i Jabby, noszących wyglądające znajomo szaty Jedi, z godłem Jedi na ramieniu. Z powodu małej liczby opracowanych modeli, na początku produkcji „Wojen klonów” używano wielokrotnie tych samych elementów, by zapełnić sceny. Dlatego ekipa „Wojen klonów” użyła ciała Obi-Wana Kenobiego dokładając do niego głowę Grana. Żaden z tych Granów nigdy nie został nawet nazwany i nigdy nie mieli mieć nic wspólnego z Jedi.

Tydzień animacji: Fanowskie filmiki

YouTube
1



Fani w różny sposób ukazują swoje zainteresowanie poszczególnymi elementami świata Star Wars. Część z nich tworzy różnego rodzaju materiały wideo: kompilacje, parodie czy analizy. Najwięcej tego typu materiałów powstało wokół seriali "Wojny klonów" oraz "Rebelianci". Poniżej przedstawiamy zaledwie kilka przykładowych filmików poświęconych gwiezdnowojennym animacjom.

"Wojny klonów" Tartakovsky'ego


"Wojny klonów"


"Rebelianci"


"Siły przeznaczenia"


Ahsoka Tano


Zeb i Kallus


Anakin i Ahsoka


Pary z "Wojen klonów"


"Rebelianci"


"Wojny klonów" vs "Rebelianci"


10 najlepszych momentów serialu "Wojny klonów"


Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: Szanse na emisję „Detours”?

2



Nie wszystkie pomysły Lucasfilmu wychodzą poza stadium konceptu. Wiemy o tym dość dobrze. Jeśli chodzi o animacje warto wspomnieć o dwóch rzeczach. Pierwszym z nich był luźny pomysł George’a Lucasa, by po „Mrocznym widmie” wydać film dedykowany na rynek VHS czy rodzący się wówczas DVD z Jar Jarem. Miała to być animacja dla najmłodszych. Jednak poza wstępnym pomysłem nic takiego nie zaistniało. Z czasem „Wielka przygoda Jar Jara” stała się formą powracającego żartu (np. jako tytuł Epizodu II).

Serial o zabawkach



Druga taka niezrealizowana animacja to nienazwany serial o którym mówiono już po premierze „The Clone Wars”. Podobnie jak w przypadku „Wojen klonów” Tartakovsky’ego pewnym inicjatorem powstania była firma Hasbro, która chciała promować swoją serię Galactic Heroes. Zamysł był taki, by była to animacja, niekanoniczna, za to bardziej humorystyczna. Nie została jednak ostatecznie zrealizowana. Pisaliśmy o niej kilka razy, ostatnio tutaj.



Serial komediowy



Natomiast pomysł, by zrobić coś humorystycznego ewoluował. Pomogły mu w tym takie dzieła jak „Family Guy” czy „Robot Chicken”, które zaczęły parodiować sagę. Lucasowi bardzo się to spodobało, więc ostatecznie połączył oba pomysły i chciał mieć własny serial komediowy. Nie ograniczony w żaden sposób kanonem, czasem, a jednocześnie czerpiący mocno z „Gwiezdnych Wojen”.

Do współpracy zaprosił Setha Greena i Matthew Senreicha. Ci zaś dość szybko zebrali ekipę i powstało „Detours”. Tym razem udało się wyjść poza pomysł, koncept czy wstępną animację. Jedynym problemem było to, że Lucas bardzo lubi robić rzeczy po swojemu. Uznał, że wpierw zrobi serial, a dopiero potem zastanowi się komu go sprzedać. W grę wchodziło albo Cartoon Network, albo nawet coś w stylu Comedy Central. W każdym razie tym razem animacja była skierowana do starszego odbiorcy.

Stan obecny i nadzieja na przyszłość



Pierwszy sezon „Detours” został ukończony. Zwiastun się pojawił, panel na Celebration także rozgrzał oczekiwania. Jednak kwestia targetu sprawiła, że wraz z przejęciem przez Disneya Lucasfilmu serial ten, podobnie jak i konwersję 3D epizodów uznano raczej za fanaberię Lucasa, a nie pomysł na realny biznes. Obie rzeczy zawieszono. Według Greena skończono do tego czasu 39 odcinków, zaś scenariusze do 62 kolejnych zostały przygotowane.



„Atak klonów” i „Zemstę Sithów” w 3D pokazano przy okazji Celebration. Jak wygląda kwestia klasycznej trylogii w 3D w ogóle nie wiadomo. Wiemy jedynie, że „Nowa nadzieja” została skonwertowana do 4K (nad pozostałymi filmami pracę pewnie trwają). A „Detours”? Ma podstawowy problem, nie jest dedykowany dla tej publiczności co „Fineasz i Ferb”, którzy także parodiują Star Wars. Disneyowi własna konkurencja nie była potrzebna. Druga sprawa, to pytanie na ile „Detours” wpasowuje się w profil Disney XD.

Serial wiec został odłożony na półkę, do czasu, aż ktoś w Lucasfilmie wymyśli co z nim zrobić i w jakiej formie go sprzedawać. Oficjalnie była mowa, że zawieszono go na czas produkcji nowej trylogii. Ta zaś zmierza ku końcowi.

Natomiast jest jeszcze szansa na „Detours”, a mianowicie nowa platforma streamingowa Disneya. To wręcz idealne rozwiązanie, bo nie ogranicza się do telewizji. Kto wie, może w końcu pojawiłyby się tam też pełne seriale „Ewoks” i „Droids”? „Detours” byłby dodatkowym atutem, jednocześnie de facto zupełnie nową produkcją. Prawdopodobnie nie będzie lepszego momentu i miejsca na jego premierę. Zobaczymy tylko, czy Lucasfilm myśli podobnie, czy raczej jest to dla nich jeszcze jeden produkt Lucasa, z którym nie wiadomo, co zrobić.

Pozostałe atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: Animacje na wesoło

Przepastny Internet
9



Animacje z założenia są kierowane raczej do młodszego odbiorcy, dlatego więcej w nich humoru, toteż stanowią świetne (choć dziwnie niewyeksploatowane) źródło memów i śmiesznych obrazków. Dziś, w ramach tygodnia animacji, przedstawiamy Wam kolekcję wysokiej jakości grafik, z których być może się pośmiejecie. Albo i nie.

Dowiecie się z nich o licznych problemach Dave'a Filoniego, który Anakin jest najlepszy i dlaczego nie powinno się przeklinać. Są też oczywiście romanse - te kanoniczne i nie do końca.



Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: „The Clone Wars” oczami fana Legend

Gunfan
15



Serial „The Clone Wars” ma obecnie rzesze fanów, ale nie można zapominać, że jego początki nie były wcale takie różowe. W ogniu krytyki znalazła się przede wszystkim niezgodność z ówczesnym kanonem. W ramach tygodnia animacji chcielibyśmy Wam zaprezentować tekst Gunfana, który przybliży Wam tamte czasy oraz udzieli odpowiedzi na pytanie: czy starsi fani też mogą cieszyć się serialem?

Ach, „Wojny klonów” Filoniego. Słynne Te Ce Wu. Ta kultowa (w niektórych kręgach) animacja obchodzi w tym roku dziesięciolecie, a przez ten czas stała się dużą marką, zdobyła serca wielu fanów i ogólnie stanowi ważną część współczesnego uniwersum SW, więc… napiszę o niej co nieco. Tak bardziej osobiście, a zwłaszcza z punktu widzenia wielbiciela skasowanego Expanded Universe.

Ogłoszenie prac nad TCW wywołało reakcje dość różne, bo z jednej strony mieliśmy dostać poniekąd następcę znakomitych „Clone Wars” Tartakovsky’ego, ale z drugiej okazało się nagle, że według twórców Anakin miał przez cały okres wojny padawankę. Anakin! Najmniej nadający się na pedagoga ze wszystkich Jedi będzie miał uczennicę! W dodatku wyjętą z kapelusza, bo przecież w „Zemście Sithów” nie ma po niej śladu. Herezja, skok na kasę, celowanie w dziecięcy (i dziewczęcy) target – to były głosy krytyki już wtedy. I ja byłem wśród marudzących, a i dziś w pewnym stopniu mogę się pod tymi głosami podpisać.



Potem pojawił się film kinowy wprowadzający w realia serialu, a będący zasadniczo zlepkiem pierwszych trzech przerobionych na długi metraż odcinków. I o ile miło było mi przejść się do kina na „Star Wars” po trzyletniej wtedy przerwie (tyle minęło od „Zemsty Sithów”), to filmem, delikatnie mówiąc, zachwycony nie byłem. Nie polubiłem Ahsoki Tano i jej relacji z mistrzem, odrzucił mnie motyw syna Jabby, a także drażnił mnie fakt, że na dzień dobry dostaliśmy tu pojedynek Anakin/Dooku (z którego, jak ze wszystkich późniejszych, nic nie wynikło), ledwie chwilę po „Ataku klonów”. Ten ostatni motyw irytuje mnie, bo ówczesne Expanded Universe starało się nie dopuszczać do zbyt częstych spotkań kluczowych postaci, by nie rozmywało się znaczenie tych spotkań, tymczasem w TCW tego typu akcje (Kenobi/Grievous oraz Anakin/Dooku zwłaszcza) zdarzają się co chwilę.

To wszystko nie nastroiło mnie pozytywnie do serialu, którego emisja rozpoczęła się niedługo później. Ale mimo to oglądałem, i czasem było całkiem fajnie – pierwszych pięć odcinków bardzo daje radę, potem jest różnie, ale trylogia Ryloth i finał sezonu pierwszego znów pokazuje potencjał serii. Jednak pełno było też w tym wszystkim takiej średniości, lub elementów ewidentnie nie skierowanych do mnie (pojedynek droidów, gadające non-stop roboty B1, Separatyści ciągle dostający po czterech literach, podczas gdy głównym bohaterom udawało się wszystko) oraz innych wad, o których niżej. Ale mimo mieszanych uczuć dociągnąłem do początkowych odcinków drugiego sezonu, kiedy to dostajemy drugą bitwę o Geonosis. Bitwę ukazaną niesamowicie, brutalną i bezpardonową, ale… zepsutą przez Anakina i Ahsokę, radośnie się przekomarzających i podliczających skoszone droidy niczym Gimli z Legolasem, podczas gdy wokół masowo giną klony. A potem jeszcze pałę goryczy przegiął odcinek 2x06, gdzie pojawia się Luminara z Barissą i one są tak bardzo, stuprocentowo dżedajowe, podczas gdy ten niewydarzony duet A&A to jakieś marne podróby rycerzy, które każą nam oglądać jako głównych bohaterów…

Po tym odcinku przestałem oglądać TCW. Skumulowały mi się minusy, że tak powiem. Raz, że nie mogłem dłużej patrzeć na relację Ahsoka/Anakin (nasiąknąłem w prequelach i EU tym, jak powinien zachowywać się Jedi i jego padawan, a oni zachowywali się odwrotnie), na używanie tych ich dziecinnych przydomków („Snips”/„Skyguy” a.k.a. „Smark”/„Rycerzyk”) i ogólny brak poszanowania zasad wszelakich. Dwa, że serial zaczął bardzo swobodnie traktować to, co było dotąd kanonem, ignorując lub zmieniając dowolnie elementy Expanded Universe, choć równocześnie twórcy ciągle doń nawiązywali, niekoniecznie wiernie. Narobiło się więc nieścisłości na linii TCW-Expanded Universe i nie były to po prostu drobne wpadki, jakich i wcześniej w obrębie kanonu nie brakowało, tylko świadome olewanie przez twórców serialu tego, co ustalone było przedtem w innych źródłach. A to mi się cholernie nie podobało.

I tak minęło kilka lat. Miałem po drodze krótki moment, kiedy chciałem wrócić do serii i obejrzeć przynajmniej te lepsze, poważniejsze odcinki, ale na dłuższą metę nic z tego nie wynikło. Olałem temat i znów minęło dużo czasu. Aż do pamiętnego kwietnia 2014, kiedy to Disney, nowy właściciel marki „Star Wars”, postanowił skasować całe dotychczasowe Expanded Universe i odtąd traktować je jako niekanoniczne Legendy. Pomijając wszystkie inne konsekwencje tego manewru, miał on duży wpływ na moje obecne podejście do „Wojen klonów”. Kluczowy wręcz.



No bo wiecie: kiedy TCW startowało, kanon był teoretycznie jeden. Nie idealny, ale z grubsza spójny, dlatego wszelkie świadome olewanie go przez twórców serialu irytowało. Mieszało fanom w układaniu sobie wszystkiego w głowie jeszcze bardziej, niż jakieś pojedyncze drobne wpadki i nieścisłości między ówczesnymi książkami, komiksami i grami. Mnie też mieszało, a w dodatku drażniło mnie, że Lucasfilm każe mi za nadrzędne wobec EU uważać motywy, które mi się wcale nie podobały (okoliczności „wskrzeszenia” Maula chociażby). Ale teraz?

Teraz nie ma już jednego kanonu. W obecnych realiach nie ma co się przejmować spójnością TCW z czymkolwiek innym, więc najlepiej nie tracić na to czasu i spojrzeć na ten serial pod innym kątem. Jakościowym mianowicie. Czy to dobry serial? Czy to dobre Star Warsy? Czy starszy fan, również fan ś.p. Expanded Universe, będzie miał z niego jakąś radochę?

No więc – tak. Trzy razy tak. Oczywiście z wieloma zastrzeżeniami, bo „Wojny klonów” są w moich oczach serią diabelnie daleką od doskonałości. Ale ogólnie oceniam je teraz pozytywnie, diametralnie inaczej niż kiedyś.

Zacznę od minusów, to znaczy tych, których dotąd nie wymieniłem, bo powyżej macie już niezłą litanię. Oczywiście wszelkie sprawy związane z niespójnością TCW ze starym EU tu pomijam, bo już ustaliliśmy, że to przestało mieć znaczenie. Pomijam też zarzut, że fabuła niejednego odcinka tego serialu jest… dziecinna. No bo jaka ma być? To serial dla dzieci. I tak ma niemało dojrzałych motywów, więc jak mi wrzucą od czasu do czasu motyw typu „pojedynek droidów” to nie marudzę, tylko idę dalej. Kiedyś marudziłem, owszem, jak wspomniałem na początku. Przeszło mi.

Ale jednak trochę elementów nadal mnie drażni. Początkowa niepokorność Ahsoki chociażby, bo tak zachowująca się panna powinna według mnie szybciutko wylecieć z Zakonu. Niestety trafiła na takiego, a nie innego mistrza i w związku z tym jej (i jego) wyczyny nie uległy długo żadnemu utemperowaniu. I te ich wspomniane już tutaj ksywki, nie licujące moim zdaniem kompletnie z powagą stanowisk, które piastowali, jak i z relacją mistrz-uczeń. „Snips?” „Skyguy?” Trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę. Powtarzam się, ale na to mogę marudzić do znudzenia.

Z innych wad serialu wymieniłbym jeszcze rozjazd chronologiczny oraz nudne (w większości) odcinki z akcją na froncie. Ta pierwsza kwestia to skakanie fabuły w tę i we w tę, bo twórcy nagle w sezonie drugim lub trzecim postanawiają zrobić prequel (lub sequel) do jakiegoś odcinka z sezonu pierwszego i widz czasem głupieje kompletnie od tego. Opowieści z frontu zaś są w TCW mocno nudne, niby dużo się dzieje, są bitwy i akcja, klony leją się z droidami, ale jest to wszystko ciągle na jedno kopyto. Autentycznie mocniej ruszały mnie bardziej kameralne, spokojniejsze odcinki, zawierające nieraz o wiele większą dozę kreatywności.



Ale dlaczego właściwie polubiłem ten serial? Bo jest dobry, mimo wszystkich wad. Plusy przeważyły nad minusami. Wiele razy zaskoczył mnie dojrzałością podejmowanej tematyki (relacje między klonami, kwestie tego, jak one postrzegają swój obowiązek wobec Republiki, ukazanie Separatystów jako zwykłych ludzi niekoniecznie chcących wojny), cynizmem politycznych machlojek (poziom rodem z prequeli - intrygi, zamachy, senator Kaminoan chcąca przedłużenia konfliktu, by móc nadal sprzedawać Republice kolejne partie klonów), a czasem po prostu wywoływał zachwyt najróżniejszymi sekwencjami (partia muzyczna na Nal Hutta, łowy na porwanych padawanów w wykonaniu Trandoshan, odbicie Ziro przez Cada Bane’a itd.). Nawet tak słabo wyglądający na papierze odcinek, jak ten o Ahsoce usiłującej odzyskać skradziony miecz świetlny, okazał się świetny i kazał mi nie oceniać już książki po okładce w przypadku TCW.

W dodatku ta seria to chwilami naprawdę znakomite „Star Wars”. Klimat wylewa się po prostu z ekranu, wszędzie pełno znajomych rekwizytów, ras i smaczków. Niemało gwiezdnowojennej filozofii też tu twórcy przemycili. I mimo, że marudzę na niektóre bitwy, to iście filmowego rozmachu nie mogę im odmówić. Design i piękno wykonania niektórych lokacji powalają, wystarczy spojrzeć na wygląd Coruscant (moje ulubione dolne poziomy), Mon Cala, Geonosis, Mortis czy Mandalory. W dodatku na szczęście serial nie kręci się wyłącznie wokół Anakina i Ahsoki, bohaterów jest wielu, co pozwala na ukazanie jeszcze większego skrawka Galaktyki i przeróżnych motywów fabularnych.

A ile radości TCW dostarczy fanowi starego kanonu? Cóż, mnie dostarcza mnóstwo, ale ja mocno wyluzowałem. Obawiam się, że ortodoksyjni wielbiciele Expanded Universe nie mają tu czego szukać, za dużo elementów będzie ich drażnić. Przepisem na sukces jest tu więc pogodzić się z tym, że Legendy są już tylko Legendami, i skupić się na czym innym, niż nieścisłości. Jeśli ktoś potrafi tak podejść do sprawy, a także nie odrzucą go inne wady serialu, to ma szansę polubić dzieło Filoniego i spółki.

Ja po latach krzywego patrzenia na „Wojny klonów” spojrzałem wreszcie na ten serial z sympatią. I choć nadal uważam CW Tartakovsky’ego za lepsze (to się pewnie już nigdy nie zmieni), to jednak - choć ostrożnie - polecam „The Clone Wars” tym, którzy ich jeszcze nie widzieli.

Wszystkie atrakcje tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Tydzień animacji: „Wojny klonów” (2003-2005)

15



„Mroczne widmo” sprzedało się bardzo dobrze, ale już „Atak klonów” miał pewna zadyszkę. Z różnych powodów, także rosnącej konkurencji na rynku blockbusterów. Przerwa między kolejnymi epizodami, wynosząca trzy lata, nie wszystkim się podobała. Hasbro zaczęło sugerować Lucasfilmowi, iż przydałoby się coś pomiędzy filmami, co podtrzymywałoby zainteresowanie sagą. Lucasfilm zaś szukał sposobu by lepiej promować „Zemstę Sithów”. Pierwszy animowany serial gwiezdno-wojenny tego stulecia (i tysiąclecia) to nic innego jak dobrze przemyślana kampania reklamowa.



Historia „Wojen klonów”



Gdy już pojawił się pomysł, trzeba było pomyśleć o wykonaniu. Hasbro zasugerowało by porozmawiać z Cartoon Network, z którym współpracowało przy serii „Transformers”. Ci zaś wskazali na Genndy’ego Tarakovsky’ego, który akurat skończył pracę nad „Samurajem Jackiem”.

Doszło do spotkania Genndy’ego i Lucasfilmu, w wyniku którego uzgodniono, że będzie to projekt składający się z krótkometrażowych odcinków, od trwających minutę po 3 do 5. Ostatecznie wyszły to mniej więcej 3 minutowe odcinki podzielone na dwie serie.

Tartakovsky miał swoją wizję serialu. Chciał by to było coś w stylu „Kompanii braci”, gdzie każdy odcinek jest o innej bitwie w trakcie Wojen klonów. Chciał też klasycznej animacji, no i pewnego nawiązania graficznego do studia Nelvana. W końcu na ich produkcjach dorastał i dobrze je wspominał. Lucasfilm i Cartoon Network przystały na ten pomysł. Od razu zamówiono dwa sezony.

I tu jedna ciekawostka, która wiąże się z ilością sezonów. Otóż początkowo zamówiono dwa, składające się po dziesięć odcinków. Trwały one sumarycznie koło godziny i były dość jednorodne. Z czasem „zlały” się i zaczęto je traktować jak jeden sezon. Trzeci sezon stał się tym samym drugim. Tak to też jest wydane na DVD, gdzie płyta pierwsza to sezon 1-2, a druga sezon 3 (choć ma numer 2).



Istotny wpływ na sagę



O ile serial początkowo raczej był tylko i wyłącznie sposobem na podtrzymanie zainteresowania sagą, o tyle, końcówka drugiego sezonu zapisuje się na stałe w historii uniwersum. Z dwóch powodów. Pierwszy to bezpośrednie nawiązanie do animacji z „Holiday Special”. Tam wprowadzono Bobę Fetta, tu generała Grievousa, czyli nowy szwarccharakter z Epizodu III. Ale na tym nie koniec. Miało być interaktywnie, więc Cartoon Network zorganizował głosowanie, którego nowego Jedi powinno się wprowadzić w serialu. Do wyboru byli trzej Roron Corobb, Voolvif Monn i Foul Moudama, wygrał Monn. Dwaj pozostali pojawili się w trzeciej serii.

Trzeci sezon to zdecydowana zmiana konceptu serialu. Skoro już robimy wprowadzenie do Epizodu III, dlaczego nie zrobić tego na całego? Tyle, że nie da się tak zrobić w 20 trzyminutowych odcinkach. Zdecydowano się więc na pięć trwających od 12 do 15 minut, ale skoncentrowanych już nie tylko na samej akcji, ale również i fabule.

Było to swoiste wprowadzenie do „Zemsty Sithów”. Zresztą niejedno. Tym razem Lucasfilm dość dobrze skoordynował ten projekt, także książkowo i komiksowo. Na szczególną uwagę zasługuje tu powieść Labirynt zła Jamesa Luceno, która dzieje się w trakcie serialu i niektóre wydarzenia się pokrywają, czasem niestety też różnią. Widać to w szczególności w polskim tłumaczeniu, które niestety nie bazuje na finalnej wersji powieści. Amber chcąc wydać ją przed premierą dał do tłumaczenia wersję roboczą przed ostateczną redakcją. Ostatecznych poprawek w tekście oryginalnym już nie uwzględniono w tłumaczeniu. Choć tu warto przypomnieć, iż Amber nie jest jedynym wydawnictwem (na świecie), które dopuściło się takiego zaniedbania.

Premiera „Wojen klonów” także była naprawdę nowoczesna. Bo oprócz emisji w telewizji, fani na całym świecie mogli oglądać odcinki online, pod warunkiem, że mieli wykupione członkostwo Hyperspace (czyli fanklubie oficjalnej i przy okazji bardzo prymitywnej i raczkującej wówczas pseudo-platformy streamingowej).



Pierwszy sezon wyświetlano pod koniec 2003 roku, drugi wiosną 2004, trzeci zaś w marcu 2005.

Warto dodać, że serial z jednej strony czerpał z tego, co stworzyła Nelvana, z drugiej w pewien graficzny sposób zainspirował kolejną iterację „Wojen klonów” za którą odpowiadał tym razem Dave Filoni. Tam też przetrwała Asajj Ventress jedna z nowych bohaterek, wprowadzona w tym serialu.

„Wojny klonów” zostały wydane na DVD – o czym wspominaliśmy wyżej. Niestety nie w Polsce. Obie części były sprzedawane jako osobne płyty. Przez pewien czas serial był tez do obejrzenia na oficjalnej, ale zniknął w czeluściach dziejów. Kto wie, może wróci z resztą przy okazji platformy streamingowej?

Spis odcinków znajdziecie tutaj. Był też adaptowany w formie fotokomiksu, a także fanowskich adaptacji.

Więcej atrakcji tygodnia animacji znajdziecie tutaj.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.